Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Klasa do Obrony Przed Czarną Magią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : Ok. 160
Galeony : 37
  Liczba postów : 541
https://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
https://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
https://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
https://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptyPią 21 Wrz - 23:33;

First topic message reminder :

Prawdę mówiąc, Cherry niezbyt lubiła lekcje Obrony Przed Czarną Magią. Niesamowicie peszyło ją uczęszczanie na zajęcia prowadzone przez dyrektorkę - nie mogła się do tego przyzwyczaić. Ilekroć na Bennett wpadała, to zaraz się plątała i gubiła we własnych myślach, bo jednak trochę inaczej patrzyła na nauczyciela, a na dyrektora. Zdawało jej się, że to wywiera dodatkową presję, a Wiśnia wcale się na tych lekcjach nie popisywała. Nie była szczególnie zdolną czarownicą, nad czym jej matka zawsze bez skrupułów ubolewała; przynajmniej z miotłą sobie radziła, co ratowało ją w oczach ojca.
I to na miotle jej zależało. Wiśnia nie potrafiła posiąść się z radości, która towarzyszyła jej od momentu podjęcia się pracy w Muzeum Quidditcha - nieistotne, że nie wzięto jej pod uwagę na stanowisko przewodnika, jej jak najbardziej pasowało rozpoczęcie od małych kroczków; mogła sprzedawać bilety! Samo to wydawało jej się fenomenalne. Zajarała się tak mocno, że nawet kiedy miała przerwę pomiędzy lekcjami, to siedziała z nosem w książce Jak spaść z miotły, traktującej o niebywale ryzykownych akrobacjach powietrznych. Nic dziwnego, że zjawiła się w sali tuż przed rozpoczęciem zajęć; wciągnęła się w lekturę i zapomniała o całym świecie. W końcu weszła do pomieszczenia, pomrukując "dzień dobry", chociaż dyrektorki jeszcze tu nie było.
Znalazła wolne miejsce, usiadła i wyjęła różdżkę, doczytując o zmodyfikowanym Zwisie Leniwca.

______________________


I'm free, and I love to be free
To live my life the way I want
To say and do whatever I please.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live".
Galeony : 1086
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 1051
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptyWto 23 Cze - 20:50;

Za 22 pkt w kuferku przysługują mi 2 przerzuty, a za PD i lekcję +1 do dowolnej kostki.

E1-DRUZGOTEK:4 (+1 za PD/uczestnictwo w lekcji)=5
E2-CZERWONY KAPTUREK:6, 3, 1 + przerzut 3>3>2 + ruletka
E3-ZWODNIK: D przerzucone na D > C oraz dorzut: 95
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: 2,1
E5-BOGIN: 15 przerzucone na 55 i 3, przerzucone na 3 (nie rozumiem tej mechaniki, bo wg pierwszej kostki zaklęcie jest wyjątkowo silne i wychodzę z uśmiechem, a wg drugiej zaklęcie się nie udaje i wyskakuję jak oparzony???)
E6-PATRONUS: mam w kuferku
SUMA PUNKTÓW: 3 + 2 + 2 + 3 + 3 + 3 = 16


Miał przed sobą ostatni w tym roku egzamin, a była nim obrona przed czarną magią z profesor Cortez - przedmiot w mniemaniu większości szalenie ważny, a przy tym jeden z trudniejszych, nic więc dziwnego, że siedzący w ławkach uczniowie byli bladzi i zestresowani, w tym i on; do tej pory szło mu zupełnie przyzwoicie, bardzo nie chciałby teraz czegoś uwalić na ostatniej prostej, i to w dodatku z przedmiotu, do którego starał się przykładać.  Tak jak większość testów, rozpoczął się on od części teoretycznej w większości składających się z pytań otwartych, które po pobieżnym zerknięciu na pergamin wydawały mu się dotyczące całkiem znajomych zagadnień; pospiesznie zapisywał odpowiedzi, by nie umknęła mu żadna myśl i w efekcie udało mu się odpowiedzieć na większość z nich. Miał nadzieję, że poprawnie.
Część praktyczna przypominała mu skrzyżowanie toru przeszkód u Avgusta z lekcją opieki nad magicznymi stworzeniami, bo sala została zamieniona w wielką przestrzeń z jakąś sadzawką, bagnem, dziuplami i czyhającymi na każdym kroku złośliwymi zwierzętami, które można pokonać zaklęciami ofensywnymi. Ruszył pewnym krokiem w stronę sadzawki, zaciskając palce na różdżce i rozglądając  w poszukiwaniu czającego się niebezpieczeństwa; gdy po chwili poczuł, jak przy jego kostce zaczaja się druzgotek, bez namysłu załatwił go Relashio - strumień gorącej wody z różdzki odgonił agresora, który odpłynął w innym kierunku, umożliwiając Boydowi szybkie przemknięcie przez resztę sadzawki. Na leżących dalej konarach drzew czyhały na niego czerwone kapturki; dwa z nich udało mu się spacyfikować prostą Drętwotą, może mało spektakularną, ale skuteczną, w trzeciego zaś nie trafił, obrywając przy okazji pałką w okolice lewej łydki, bo kurdupel wyżej nie sięgał. Nie skupiał się już na dobiciu trzeciego delikwenta, tylko ruszył dalej z lekkim bólem w nodze, który nieco dekoncentrował ale na szczęście nie był bardzo uciążliwy. Dotarł na tajemnicze, spowite mgłą bagno, a gdzieś w tle majaczyła studnia, stwierdził więc, że pewnie musi po prostu do niej dotrzeć i tak też by zrobił, gdyby nagle nie usłyszał dochodzącego gdzieś z innego krańca bagna znajomy wołający go głos, należący oczywiście do Fillina. Jak na komendę ruszył w tamtą stronę, nawet się nie zastanawiając co on może tutaj robić, ale po krótkiej chwili dotarło do niego, że to przecież niemożliwe, że to musi być jakiś podstęp, i zawrócił równie dziarsko, co zboczył z trasy. Dotarł do studni, z której wyleciało na niego stado chochlików kornwalijskich - nieco zaskoczony, ale nie zbity z tropu, rzucił Immobilus, które umożliwiło mu złapanie stworzeń i wrzucenie z powrotem do studni, upewniając się przy tym, że zamknięte wieko uniemożliwi im ucieczkę. Całkiem zadowolony ze swoich dotychczasowych poczynań, wszedł wreszcie do czekającego na końcu drzewa z ogromną niczym komnata dziuplą, w którym czekał na niego, tak jak podejrzewał, bogin, przyjmujący postać jego najgorszego lęku. Rzucił szybko Riddikulus, zmuszając postać do wykonania jakiegoś idiotycznego tańca, który był tak durny, że Boyd prawie zabił bogina śmiechem i wyszedł z dziupli z uśmiechem na ustach - a tam czekała już na niego profesor Cortez, gotowa do wystawienia mu oceny. W ramach zadania bonusowego, jak prawdziwy krukoński prymus, wyczarował jeszcze patronusa, przywołując w myślach całkiem niedawne wspomnienia spotkań z Bons; z różdżki wystrzelił jego srebrzysty bawół, a nauczycielka pokiwała głową i chyba wyglądała na zadowoloną, a potem oznajmiła mu, że otrzymał ocenę w y b i t n ą. No, kurwa. Chyba... chyba... chyba nie był aż taki głupi na jakiego wyglądał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William S. Fitzgerald

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : czupryna ognistorudych i pozostających zwykle w artystycznym nieładzie włosów | gęste brwi | tatuaże: motyw quidditchowy na lewym ramieniu, czaszka wężna na prawej piersi i runa Algiz po wewnętrznej stronie lewego przedramienia
Galeony : 1366
  Liczba postów : 920
https://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
https://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
https://www.czarodzieje.org/t18851-fitzgerald-company#541760
https://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
https://www.czarodzieje.org/t19423-william-s-fitzgerald-dziennik
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptyWto 23 Cze - 22:07;

E1-DRUZGOTEK: 16
E2-CZERWONY KAPTUREK: 3, 4, 1, przerzut 3 i 1 → 4, 4
E3-ZWODNIK: GJF, dorzut: 65
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: parzysta (4), dorzut na zaklęcie: 1
E5-BOGIN: 2976 + parzysta (2)
E6-PATRONUS: potrafię, więc nie rzucam (kuferek)
SUMA PUNKTÓW: 2 + 3 + 2 + 3 + 3 + 3 = 16

  Egzamin z obrony przed czarną magią był jednym z tych, do których Fitzgerald podchodził z własnej i nieprzymuszonej niczym woli. Poza tym, że był to przedmiot wliczany w te podstawowe, obowiązkowe do piątego roku i zdecydowanie warto było posiadać jakąś wiedzę z tego zakresu, to rudzielca ta dziedzina w jakimś stopniu po prostu interesowała i – nieskromnie mówiąc – całkiem nieźle sobie radził z poruszanymi na tych zajęciach zagadnieniami. Obrona była na tyle szeroko pojętą dziedziną magiczną, że w sumie ciężko było określić czego można się konkretnie spodziewać, więc William postawił na ogólną powtórkę materiału, mając zamiar zdać się na swoją wiedzę oraz umiejętności zdobyte na przestrzeni siedmiu lat nauki, licząc na to, że będzie to wystarczające, żeby pozytywnie zaliczyć egzamin z tego przedmiotu.
  Pierwsza część miała charakter teoretyczny i była w formie pisemnej; poza samą profesor po klasie krążyło jeszcze aż dwóch innych nauczycieli – Emerson i Voralberg, co zdecydowanie utrudniało wszelkie próby ściągania czy innego oszukiwania na egzaminie. William jednak w żadnym razie nie miał zamiaru do czegoś takiego uciekać; wprawdzie trudno byłoby go nazwać uosobieniem uczciwości, ale czuł się na tyle pewnie ze stanem swojej wiedzy, że nie czuł ku temu w ogóle potrzeby. W dodatku pytania wcale nie okazały się aż tak trudne i Ślizgon nie miał problemu z udzieleniem odpowiedzi na wszystkie. Oddał swój arkusz nawet nieco przed końcem czasu, będąc przy tym całkiem dobrej myśli. Cóż, troll zdecydowanie mu nie groził.
  Po teorii przyszła rzecz jasna pora na praktykę i nie da się ukryć, że sposób w jaki została ona zorganizowana zrobił na nim całkiem spore wrażenie. Naprawdę odnosił wrażenie, że wcale nie znajdował się w klasie, a gdzieś na świeżym powietrzu. Rudzielec nie skupiał się jednak za bardzo na efektach wizualnych, a na samym ‘torze przeszkód’, który miał do pokonania i bez dalszej zwłoki zabrał się do dzieła. Na pierwszy ogień poszedł stawik, w którym czaił się druzgotek o czym momentalnie się przekonał, gdy tylko ruszył przez niezbyt głęboką wodę. Stworzenie zacisnęło mocno swoje chude palce na jego kostce; Ślizgon zareagował na to nieco zbyt pochopnie i pierwsze rzucone relashio okazało się zbyt słabe i ledwie musnęło wodnego stwora. Szybko się jednak zreflektował i rzucił inkantację ponownie, tym razem celnie trafiając w druzgotka, który umknął w popłochu. Wolny mógł ruszyć ku następnej ‘przeszkodzie’.
  Okazały się nią zwalone drzewa, których strzegły Czerwone Kapturki i to jakieś wyjątkowo odważne okazy, bo pomimo że szedł z wyciągniętą różdżką, te małe paskudy z okrzykiem bojowym ruszyły do ataku. Pierwszy dostał więc celną drętwotą prosto między oczy, co jednak zdawało się wcale nie ostudzić zapału pozostałych, więc kolejnego podwiesił za nogę przy pomocy inkantacji levicorpus, natomiast ostatniemu zafundował małą lekcję latania, ciskając w niego czarem everte statum, kiedy ten zamierzył się swoją pałką… prosto na jego krocze? A to chujek, dobrze mu tak. Proste zaklęcia obronne skutecznie zniwelowały zagrożenie, a on sam mógł przejść do kolejnego zadania.
  Przed jego oczami ukazało się… bagno, które momentalnie zasnuła jakaś dziwna mgła. W oddali zdawało mu się, że dostrzegał zarys jakiejś studni, natomiast kątem oka dostrzegł tajemnicze światełko po swojej prawej. Mało tego, od strony tego blasku zdawał się słyszeć… głos Strauss? Co jest? Zmarszczył brwi i pchnięty ciekawością zaczął iść w kierunku światła, ale z każdym krokiem miał coraz większe wrażenie, że coś tu jest mocno nie halo. I nagle go olśniło – czy czasem zwodniki nie wabią w taki sposób swoich ofiar? Nie mając zamiaru przekonywać się na własnej skórze czy to prawda, czy nie, momentalnie zawrócił i ruszył ku majaczącemu w mgle zarysowi studni czy co to tam w sumie było.
  Po podejściu bliżej okazało się, że w istocie jest to studnia, której wieko blokowało dalsze przejście. Już miał zamiar je podnieść i odłożyć na miejsce, gdy z wnętrza ujęcia wody wyleciało nagle stado chochlików kornwalijskich. Natychmiast, jeszcze nim ta chmara upierdliwych, niebieskich stworzeń zdążyła go napaść, rzucił w ich kierunku zaklęcie immobilus, co bardzo skutecznie je spacyfikowało. Dzięki temu bez trudu je wyłapał i wrzucił z powrotem do studni, którą następnie przykrył wiekiem, żeby te małe gnojki stamtąd znowu nie wyleciały.
  Ostatnim etapem miało być zmierzenie się z boginem zamieszkującym ogromną drzewną dziuplę; trzeba przyznać, że w pierwszej chwili odrobinę zaskoczył go widok niepozornej rośliny o karmazynowych liściach – spodziewał się czegoś innego, ale w jednej chwili przypomniał sobie swoje spotkanie z karmazynowym szeptnikiem w Zakazanym Lesie i aż się wzdrygnął. Nie pozwolił jednak, żeby ta ‘roślina’ zaczęła go hipnotyzować, rzucając natychmiast zaklęcie riddikulus. Szeptnik w jednej chwili zmienił się w ogromny i absurdalnie wyglądający balonowy kwiat, na którego widok William aż parsknął donośnym śmiechem. Przerażony tym bogin skrył się szybko w swoim cieniu.
  Opuściwszy dziuplę, stanął przed profesor wciąż mając uśmiech na ustach. W ramach zadania dodatkowego mógł jeszcze rzucić zaklęcie patronusa, co oczywiście bez zawahania zrobił – w końcu przecież potrafił. W myślach przywołał jedno ze swoich szczęśliwych wspomnień, pierwszy samodzielny lot na miotle, a następnie wypowiedział inkantację expecto patronum. Lśniąca biaława mgiełka wydobywająca się z końca jego różdżki szybko uformowała się w postać lisa. Zwierzak kilkakrotnie ich okrążył, a następnie rozpłynął się w powietrzu. Cortez kiwnęła głową, wyglądając przy tym na całkiem zadowoloną. Ślizgon również mógł być z siebie dumny, gdy nauczycielka moment później oznajmiła mu, że otrzymał wybitny. I tak to się właśnie robi!

    | z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : niema, blizny na palcach i wierzchu lewej dłoni oraz niegojąca się rana biegnąca w poprzek jej wnętrza, blizna na łydce po ugryzieniu inferiusa, tatuaż z runą algiz na wnętrzu lewego nadgarstka
Galeony : 235
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptySro 24 Cze - 0:09;

E1-DRUZGOTEK:1 przerzucone na 6 (2pkt)
E2-CZERWONY KAPTUREK:2, 3 (z poprzedniego linku) 5 | przerzuty dwóch ostatnich kości. dwa nieparzyste rzuty a następnie 2 które daję na ostatnią kość a to screen
E3-ZWODNIK: G, 40
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: 6 i 3 - trafienie Drętwotą
E5-BOGIN: 35 i 3 przerzucone na 1 przerzucone na 1 przerzucone na 4
E6-PATRONUS: jest w kuferku (3pkt)
SUMA PUNKTÓW: 2pkt + 2pkt + 1pkt(korzystam z dodatkowych 2pkt za PD)+ 1pkt + 2pkt + 3pkt = 13pkt (W)
Linki do lekcji i PD: lekcja, PD o smokach, [url=]kolejne PD[/url], jeszcze jedno PD
Kuferek: 38pkt (3 przerzuty)

Nie było siły, która powstrzymałaby ją od przystąpienia do egzaminu z Obrony Przed Czarną Magią. Jakby nie patrzeć był to jeden z jej ulubionych przedmiotów także z pewnością nie mogła go ominąć. Weszła do sali i zajęła jedno z wolnych miejsc na czas pisania egzaminu teoretycznego, który w jej odczuciu wcale nie był taki straszny. Udzieliła odpowiedzi na wszystkie pytania i w zasadzie mogła być z siebie zadowolona.
Zdecydowanie o wiele większa rzeźnia nastąpi w czasie egzaminu praktycznego, który znając Cortez z pewnością będzie mieć na celu wyeliminowanie chociaż części uczniów. No, ale przetrwają najsilniejsi czy coś w tym stylu. Po oddaniu pergaminu mogła jedynie ruszyć w kierunku przygotowanych przez nauczycielkę atrakcji, licząc na to, że jakoś przeżyje.
Pierwsze czekała ją przeprawa przez sadzawkę, z której nie zamierzała zrezygnować. W końcu, co by sobą zaprezentowała, gdyby postanowiła ot tak obejść przeszkodę i ułatwić sobie cały test? Poza tym z pewnością podobna zagrywka nie uszłaby jej na sucho... nawet jeśli faktycznie nie zamoczyłaby szat w widniejącej przed nią sadzawce. Oczywiście musiał być jakiś haczyk. I tak jak mogła się tego spodziewać coś nagle złapało ją za kostkę. Druzgotek. Wyciągnięta różdżka od razu poszła w ruch, rzucając niewerbalne Relashio, które za pierwszym razem nie przyniosło zbyt dobrego efektu, ale w końcu udało jej się uwolnić od stworzenia i mogła przejść do dalszego etapu egzaminu.
Kolejnym na liście okazało się spotkanie z jakże sympatycznym czerwonym kapturkiem. Nie było wątpliwości, co do tego, że ten zamierza zaatakować ją swoją pałką. W ostatnim momencie Violetta zdołała się odsunąć od niego w ostatnim momencie, rzucając na niego Fallo. Przez chwilę stworek miotał się w bezładzie, nie potrafiąc sobie poradzić z faktem, że jego ciało reagowało odwrotnie do jego zamiarów. W końcu jednak dopadł Krukonki i uderzył ją swoją małą maczugą w jej lewą kostkę. Tego już nie udało jej się uniknąć. Zaklęła cicho i odsunęła się od kapturka, rażąc go jeszcze przy okazji Atrapoplectus, które zadziałało tak jak trzeba. To najwyraźniej oszołomiło jej przeciwnika i sprawiło, że stracił ochotę na to, by z nią zadrzeć.
Trzecie zadanie sprawiło, że jej zmysły pozostawały przez cały czas wytężone, starając się dostrzec jakąkolwiek obecność czegoś, co mogło ją zaatakować w każdej chwili. I być może dlatego niezwykle szybko dostrzegła obecność zwodnika. Już zaczęła iść w jego kierunku, ściskając przezornie różdżkę w dłoni, gotową do tego, by wystrzelić zaklęciem przy pierwszej okazji, ale nagle opanowała się. Ciekawość i gotowość do bitki nie mogły nad nią zapanować i sprawić, że ot tak szła w kierunku, gdzie zdecydowanie coś się czaiło. To musiała być część testu. Dlatego zawróciła i ruszyła dalej po pewnej chwili, spędzonej na obserwowaniu swojego otoczenia i walce z myślami.
Kto by się spodziewał, że po tej przeprawie czeka ją starcie z chochlikami kornwalijskimi. Całkiem niegroźne choć z pewnością irytujące bestie, z którymi nie zamierzała się zbyt długo użerać. Dlatego też potraktowała je pierwszym zaklęciem, które przyszło jej do głowy. Tym razem padło na Drętwotę. Tylko tyle, by mogła iść dalej.
I tak oto natrafiła na bogina. Tylko, że od czasu lekcji z Cortez, gdzie czekało ją podobne zadanie nieco zmienił on swoją formę. Wciąż była to wysoka zakapturzona postać, ale tym razem dzierżyła długą cisową różdżkę w jednej z nadgniłych dłoni zamiast kosy. Wciąż jednak mogła wyczuć, że była to silna personifikacja śmierci. Dotychczas schylona głowa kostuchy, która całkowicie osłoniona była kapturem ciężkiej szaty, która zdawała się wyglądać znajomo. Kostucha spojrzała prosto na nią, wyprostowawszy się. Na jej twarzy tkwiła podobna do śmierciożerczej maska, zakrywająca jej oblicze. Wolna ręką przesunęła się w górę, sięgając poznaczonymi śladami rozkładu palcami ku masce, chcąc ją zdjąć. Nim jednak to się stało, Strauss zaatakowała bogina zaklęciem. Riddikulus odniosło efekt. Przynajmniej częściowy. Groteskowa maska śmierciożercy zmieniła się w komiczne przedstawienie klauna. Ciężkie czarne szaty ożyły wieloma ostrymi i jasnymi barwami. Wydawało się, że wszystko było w porządku, ale mimo wszystko Krukonka nie potrafiła wybuchnąć śmiechem. Zaśmiała się jakby bez większego przekonania i choć udało jej się pokonać bogina to jednak poczuła się niezwykle wykończona psychicznie tym starciem.
Całe szczęście znajdowała się już na samym końcu. Mogła wyjść z sali, gdy tylko zaprezentuje Cortez swojego patronusa. Nie wiedziała czy po poprzednim etapie będzie w stanie wykrzesać z siebie odpowiednią ilość siły magicznej, by uformować świetliste zwierzę, ale mimo wszystko postanowiła spróbować.
Skupiła się na wszystkich pozytywnych wspomnieniach, które tylko mogły przyjść jej do głowy. Musiała się teraz odciąć od tego całego mroku i smutku, mogącego ją otaczać. Miała ważne zadanie i nie mogła go zaprzepaścić. Różdżka śmignęła w powietrzu, a jej końcówka rozświetliła się srebrno-niebieskim blaskiem, z którego następnie powstała zgrabna pustułka, która okrążyła dwa razy swoją właścicielkę oraz nauczycielkę obrony przed czarną magią, starając się zaprezentować jej w całej swojej okazałości. Dopiero po dokonanym pokazie, Violetta opuściła różdżkę, przerywając działanie zaklęcia. Teraz Cortez mogła wydać swój werdykt. Potem mogła wyjść z sali i udać się na kolejne egzaminy, które ją czekały.

z|t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Galeony : 1306
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 873
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptySro 24 Cze - 14:31;

E1-DRUZGOTEK:6
E2-CZERWONY KAPTUREK:6, 5, 3 - przerzut dla 5 i 3 na 2, 5 - przerzut 5 na 6 + Screen ruletki (ostatecznie nie dotyczy, bo mam kości: 6, 2, 6, same parzyste)
E3-ZWODNIK: I
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: 2, 3
E5-BOGIN: 40, 3 - przerzut kości 3 na 3 - przerzut kości 3 na 2
E6-PATRONUS: 93
SUMA PUNKTÓW: 2 pkt + 3 pkt + 3 pkt + 1 pkt + 2 pkt + 1 pkt (bonus: 2 pkt) = 14 Wybitny

Przyszła pora na Obronę przed Czarną Magią, a Victoria miała wrażenie, że powinna sobie z tym całkiem dobrze poradzić. W końcu nie szykowała się do tego egzaminu na ostatnią chwilę, była świadoma tego, z czym to się je i właściwie była pewna, że da radę. Może nie jakoś niesamowicie cudownie, ale mimo wszystko zakładała, że powinna spróbować i przekonać się, co się za tym kryje. Kiedy znalazła się już w sali, odetchnęła głęboko, a później spojrzała na arkusz egzaminacyjny, który zaczęła skrupulatnie wypełniać, koncentrując się na wszystkim, co pamiętała, na wszystkim, co przed sobą miała, starając się, by wypadło to naprawdę dobrze. Nie chciała zupełnie nic pominąć, nic zatem dziwnego, że jej pióro aż skrzypiało po pergaminie, gdy zapisywała wszystko to, co miała w głowie. Chciała być dumna sama z siebie, zamierzała udowodnić sobie, że naprawdę jest dobra w tym co robi i nie chciała od tego w żaden sposób uciekać. Nic zatem dziwnego, że wykorzystała cały regulaminowy czas. Później przyszła pora na praktykę.
Kiedy weszła do sali, okazało się, że ta została magicznie powiększona i obecnie znajdowała się na świeżym powietrzu. Kiedy dowiedziała się, co ją czeka, złapała głęboki oddech, zacisnęła palce na trzymanej różdżce, skinęła głową i gdy przyszła na nią pora, ruszyła przed siebie, zdeterminowana i gotowa do tego, by poradzić sobie z każdym niebezpieczeństwem, jakie stanie na jej drodze. Pierwszy był druzgotek w sadzawce! To było coś okropnego, w końcu chodziło o wodę, nic zatem dziwnego, że pierwsze relashio było dość słabe i początkowo chybiło celu, a druzgotek dalej trzymał ją za kostkę. To Brandon jedynie rozsierdziło, więc drugiej relashio trafiło już prosto w niego i mogła ruszać dalej, wprost do wykrotów, w których czaił się czerwony kapturek. Trzy wywrócone drzewa. Zmarszczyła lekko brwi, a później uniosła różdżkę, by posłać w stronę przeciwników: orbis, conjunctivitis, drętwotę.
Ruszyła dalej, nie chcąc się zatrzymywać i dotarła na bagna, gdzie nagle zaczęła otaczać ją mgła. Rozejrzała się szybko, bystro, po okolicy, dostrzegając również jakieś światło. To nie miało jednak sensu, zignorowała zatem ten kierunek i ruszyła drogą, którą sama obrała, w najgorszych momentach przyświecając sobie lumosem, by nie wpaść nie wiadomo gdzie i nie skończyć, co najmniej tragicznie, jeszcze tego by jej brakowało. Dotarła zatem do studni, ale dostrzegła, że żeby iść dalej, musiała poruszyć wieko. Spróbowała zatem użyć do tego zaklęcia, ale gdy tylko drewniana klapa drgnęła, ze studni wyleciały ku niej chochiliki. Ależ tak! Czego innego miała się tutaj niby spodziewać? Pierwsze zaklęcie, jakie przyszło jej do głowy, było drętwotą i na całe szczęście udało jej się nim unieruchomić tę paskudną zgraję, wrzucić ją do studni i mogła ruszyć dalej, oddychając głęboko, bo ten tor przeszkód wcale nie był tak łatwy, jakby można było podejrzewać.
Wedrowała dalej, aż dotarła do olbrzymiej dziupli, która spowodowała, że serce zabiło jej mocniej. Co mogło chować się w środku? Domyślała się, że by móc iść dalej, będzie musiała tędy przejść, spróbowała więc zrobić krok naprzód, gdy wtem posłyszała szum wody, a później runęła na nią fala. Wiedziała już, co to jest, ale wydukanie zaklęcie riddikulus nie było najłatwiejsze. Myślała, że udusi się własnym oddechem! W końcu jednak wyrzuciła je z siebie, a woda zamieniła się w wiele skrzących się kolorowych gwiazd, co nie do końca wywołało u niej śmiech, ale przynajmniej pozwoliło jej na wycofanie się i odetchnięcie, choć czuła, że drżą jej kolana.
W końcu jednak skierowała się dalej, gdzie spotkała ostatecznie profesor. Myślała, że to już koniec, ale wtedy kobieta objaśniła jej, że może spróbować rzucić zaklęcie Expecto Patronum, którego jeszcze nie znała, ale nie zamierzała się poddawać. Wiedziała, że musi spróbować skoncentrować się na najszczęśliwszym wspomnieniu, że to pozwoli jej na pójście dalej. Zamknęła na moment oczy, by złapać głęboko oddech, a później pozwoliła na to, by wrócił do niej ten szum deszczu, pomruk burzy, ta drżąca z przejęcia ręka i szamoczący się w dłoni złoty znicz. Ten huk i wrzawa, gdy Krukoni na całe gardło świętowali zdobycie Pucharu, ci ludzie, którzy ruszyli ku niej, by złożyć jej gratulacje, by poklepać ją po plecach, by pokazać jej, że wszystko jest dobrze!
- Expecto Patronum - wypowiedziała z wielką pewnością siebie, czując jak radość ją rozpiera, jak do oczu niemalże cisną się łzy szczęścia i wtem pojawił się błysk, który powoli opadł ku ziemi, by wtem poderwać się w górę. Victoria z zapartym tchem śledziła lot patronusa, który niespodziewanie rozłożył skrzydła i przybrał formę bystrookiego sokoła, który od tej pory miał być jej osłoną i posłańcem. Szybki, zwinny, bystry. I podniebny. Serce waliło jej jak oszalałe, gdy na niego patrzyła, niemalże nie będąc w stanie powstrzymać oszałamiającego wzruszenia, jakie ją napadło. Udało się!

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aslan Colton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 189 cm
C. szczególne : rodowy sygnet na palcu, tatuaże
Galeony : 472
  Liczba postów : 637
https://www.czarodzieje.org/t18403-aslan-colton#524234
https://www.czarodzieje.org/t18431-aslan-colton#525085
https://www.czarodzieje.org/t18430-aslan-chlopiec-ktory-boi-sie-lwow#525074
https://www.czarodzieje.org/t18426-aslan-colton
https://www.czarodzieje.org/t18721-aslan-colton-dziennik
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptySro 24 Cze - 16:27;

E1-DRUZGOTEK: 6
E2-CZERWONY KAPTUREK: 2, 3, 1 (przerzucone na 5 + Screen ruletki)
E3-ZWODNIK: F -> przerzucone na H, k100: 1  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 3831175897
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: 5 przerzucone na 6, 3 (+1 za PD, więc 4)
E5-BOGIN: 68, 5 przerzucone na 3
E6-PATRONUS: w kuferku
SUMA PUNKTÓW: 2 + 1 + 0 + 2 + 3 + 3 = 11 pkt (PO)

Obrony przed czarną magią uczył się w zasadzie od urodzenia, zgodnie z wolą rodziców, aby wytresować pierworodnego syna na najlepszego aurora. I paradoksalnie, właśnie to sprawiało, że Aslan nie do końca czuł się dobrze z tego przedmiotu. Wiadomo, że jeśli chodziło o egzamin to poświęcił mnóstwo czasu na naukę, ale nie szedł na niego tak zestresowany jak na pozostałe. Po prostu nie musiał sobie udowadniać, że jest najlepszy. Nie w tej dziedzinie. Planował inaczej walczyć z czarną magią – poprzez rzucanie inkantacji uzdrawiających w Mungu, a nie trzaskając zaklęciami na polu bitwy.
Wchodząc do sali, kiwnął uprzejmie w kierunku profesor Cortez oraz dwójki pozostałych nauczycieli, którzy byli tutaj w ramach przypilnowania ściągających uczniów. I on zdecydowanie do nich nie należał – rozumiał jak ważne jest posiadanie wiedzy z OPCM. Spojrzał na pergamin z pytaniami i niewiele się zastanawiając, zaczął udzielać odpowiedzi szczegółowych i jak najbardziej wyczerpujących temat. Co jak co, ale na teorii akurat bardzo dobrze się znał i żadna część testu nie sprawiła mu problemu.
Praktyką stresował się o wiele bardziej. Po pierwsze, za wszelką cenę chciał zawsze udowodnić, iż jest kompetentny, co niejeden raz skutkowało tym, że nie reagował w odpowiedni sposób. Po drugie, nie wiedział czego po Cortez się spodziewać.
Zanim zaczął, wziął głęboki wdech i powtórzył sobie w myślach dasz radę, Aslan. Na pierwszy ogień musiał przejść przez sadzawkę, w której siedział druzgotek. Znał zaklęcie, wobec czego wyciągnął różdżkę i wyraźnie powiedział Relashio. Niefortunnie jednak chybił, wobec czego powtórzył czar, tym razem trafiając w tego małego gnojka, który zdążył się przyssać do jego kostki. No jak tak to się zaczyna to chyba nie będzie tak źle.
Wyczłapał się z wody i poszedł dalej, natrafiając na trzy wywrócone drzewa, których strzegły Czerwone Kapturki. Pierwszego bez problemu pokonał; do drugiego nie zdążył się dobrać, bo ten z całej siły przyjebał mu pałką w okolice miejsc intymnych. Krukon zwinął się z bólu, zapominając że jest w trakcie egzaminu praktycznego. Cichy syk wydobył się z jego ust, gdy przyleciał trzeci skurwysyn, pałując go w lewe kolano. Lekko kulejąc, oddalił się szybko od powalonych drzew i tych przeklętych karłów; nie chciał zarobić po raz kolejny.
Znikąd znalazł się na jakichś bagnach, otoczyła go mgła i zaraz potem ujrzał światło. Dobiegał stamtąd również głos jego siostry. Zareagował automatycznie i instynktownie (nie pomyślał, że to część testu, której oczywiście nie zaliczył) – pobiegł w kierunku swojej maleńkiej siostrzyczki, wołającej go o pomoc. Nie mógł tego zignorować, nawet kosztem niezdanego egzaminu. Była dla niego najważniejsza i przede wszystkim za mała, aby samodzielnie się bronić. W ostatniej chwili uratowała go Beatrix, mówiąca z przekąsem, że był to Zwodnik i ma natychmiast wracać robić kolejne etapy.
Tak też zrobił. Niepewnie podszedł do studni, której wieko blokowało mu przejście. Już się nachylał, aby podnieść drewniane wrota, ale znikąd zaczęły go atakować chochliki kornwalijskie. Niewiele się zastanawiając, krzyknął Glacius, zamrażając te cholerne stwory, dzięki czemu mógł ruszyć dalej. Na Merlina, ten egzamin nie miał końca – był wyczerpany, obolały i wciąż roztrzęsiony przerażonym głosem siostry. Od razu złożył sobie solenną obietnicę, żeby w ten weekend spędzić z nią trochę więcej czasu.
Nieco skonfundowany wszedł do dziupli w starym pniu drzewa i wtedy poczuł się nieswojo. Jakby coś go obserwowało. Rozejrzał się nerwowo i wtedy go ujrzał – majestatycznego lwa, pokazującego kły i powoli kroczącego w jego stronę. Tym razem nie dał się nabrać; wiedział, że to bogin, bo przecież jaki sens byłoby umieszczanie lwa na egzaminie praktycznym z OPCM? Wyciągnął różdżkę w kierunku zwierzęcia i pamiętając wszystkie uwagi profesor Cortez z lekcji o boginach, wymówił wyraźnie inkantację, wyobrażając sobie dokładnie to samo, co wtedy na zajęciach. Zdezorientowany bogin uciekł.
Nauczycielka poinformowała go, że w ramach bonusu może wyczarować patronusa i jeśli mu się uda to może to skutkować podwyższeniem oceny. Nie wahał się, doskonale to potrafił. Stanął przed nią i maksymalnie skupiony odnalazł w głowie to jedno z najważniejszych i najszczęśliwszych wspomnień – dzień, w którym odkrył swoją największą pasję. Oczami wyobraźni wciąż leżał w Mungu, z ekscytacją obserwując uzdrowicieli leczących jego potrzaskane ramię. Poczuł się wyluzowany i spokojny, a delikatny uśmiech wypłynął na jego usta. To zdecydowanie było coś, co sprawiało, że chciało mu się żyć. Expecto Patronum, powiedział, a z jego różdżki wyskoczył srebrzysty kameleon, okrążając Cortez i zatrzymując się przy Aslanie, który spoglądał na niego z dumą. Fakt, że potrafił wyczarować patronusa, niesamowicie go satysfakcjonował.
Gdy dowiedział się, że za część praktyczną otrzymał PO, ciepło rozlało się po jego sercu. Był zadowolony z tego, jak się wykazał i pewnie gdyby nie te Czerwone Kapturki (auć) i Zwodnik, miałby Wybitny. Ale to nie miało żadnego znaczenia. Podziękował krótko i wyszedł z klasy.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; tatuaż z runą Algiz z prawej strony żeber.
Galeony : 865
  Liczba postów : 604
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptyCzw 25 Cze - 23:59;

E1-DRUZGOTEK: 4 i nieparzysta (3)
E2-CZERWONY KAPTUREK: 5, 1, 5 + screeny ruletki 1 (lewa kostka), 2 (prawe kolano), 3 (prawy łokieć)
E3-ZWODNIK: E
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: 3, 3 (niewykorzystane, rzucone z rozpędu)
E5-BOGIN: 30, 3
E6-PATRONUS: 23
SUMA PUNKTÓW: 1 + 0 + 3 + 0 + 1 + 0 = 5 -> N

Przyszedł i czas na sprawdzenie swoich umiejętności z obrony przed czarną magią. W zasadzie gdyby tak miała wymieniać jak sobie radzi z przedmiotów związanych stricte z czarowaniem, to właśnie ten byłby na samym końcu. To już nie chodziło o poziom wiedzy, bo tutaj kończył się on na tych podstawowych, prostych zaklęciach, a o same chęci. Zwyczajnie ich nie miała, w przeciwieństwie do transmutacji czy zaklęć, na które chodziła, bo sprawiało jej to jakąś przyjemność i radość, nawet jeśli nie wszystko jej się udawało. Jeśli zaś mowa o OPCM... Cóż, może jeszcze wiedziała, jak się obronić przed magicznymi stworzeniami, ale to już raczej dzięki zamiłowaniu do przedmiotu, który się na nich skupiał. No i szybciej poradziłaby sobie wtedy raczej w jakiś inny sposób niż poprzez rzucenie odpowiedniego zaklęcia.
Już od samego wejścia do sali czuła się, jakby właśnie miała zdawać egzamin, od którego zależy czyjeś życie. Poniekąd tak było, bo był to jej ostatni sprawdzian umiejętności przed pójściem na studia, ale trochę zszokowała ją obecność aż trzech nauczycieli, którzy mieli ich pilnować. Jakiekolwiek próby ściągania zapewne będą uniemożliwiane od razu, a zresztą nawet nie miała tego w planach - napisze na tyle, na ile umie i koniec. Przecież pytania nie mogą być arcytrudne, prawda?
Jak się okazało, może i nie były, ale brakło jej czasu, żeby odpowiedzieć na wszystkie. Dosłownie z dziesięć minut więcej i byłoby idealnie, ale to może ona spędziła przeznaczony na rozwiązanie testu czas nad zbyt długim zastanawianiem się nad odpowiedziami. To pewnie przez te zaklęcia, bo niektóre z nich były tak do siebie podobne, że z łatwością można było się pomylić. Trudno, większość arkusza została wypełniona, więc teraz czekało ją przejście do części praktycznej.
Tutaj nie spodziewała się jednego: że będzie to tor przeszkód. Czyżby Avgust podsunął Cortez świetny plan na wykończenie uczniów? Powiększona sala skrywała różne magiczne stworzenia, a jej zadaniem było przebrnięcie przez wszystkie przygotowane atrakcje bez uszczerbków na zdrowiu. Chociaż bardzo by sobie tego życzyła, to znała swoje umiejętności i doskonale zdawała sobie sprawę, że aż tak dobrze to jej nie pójdzie. Byleby po prostu wyjść z tego cało, o. Taki postawiła sobie cel przed przystąpieniem do pierwszego etapu, w którym miała przejść przez sadzawkę. Zrobiła więc krok do przodu, a następnie kolejny i jeszcze jeden, ale nagle wydała z siebie pisk, bo coś złapało ją za kostkę i mało brakowało, żeby nie upadła. Nie w głowie były jej jakieś zaklęcia i po prostu zaczęła szarpać nogą, żeby wyrwać ją z uścisku długich palców, ale na nic się to nie zdawało. Uniosła zatem różdżkę i rzuciła zaklęcie, jakie pierwsze przyszło jej na myśl.
- Relashio! - wykrzyknęła, jakby naprawdę toczyła wojnę na śmierć i życie, ale coś w tym było, bo walczyła o jak najlepszą ocenę. Gorąco momentalnie odstraszyło druzgotka, więc żeby ponownie go nie kusić, czym prędzej pokonała drogę do końca pierwszej przeszkody i przystanęła na chwilę, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie ma żadnych obrażeń w miejscu, w którym złapało ją stworzenie. Nic na szczęście nie było, ale wyprostowała się gwałtownie, słysząc jakiś szmer. Cudownie, rozpraszała się na własne życzenie. Spostrzegła czające się koło drzew Czerwone Kapturki i dalej akcja potoczyła się błyskawicznie. Rzuciła w stronę pierwszego z nich Drętwotę, ale zaklęcie poszybowało gdzieś obok, więc po prostu przeskoczyła nad pniem drzewa, obrywając przy tym pałką w lewą kostkę. O cholera, te goblinowate stwory miały uderzenie. Drugiego Kapturka starała się po prostu ominąć, zbyt skupiona na nagłym bólu, żeby jeszcze być w stanie się obronić, co przypłaciła przygrzmoceniem w prawe kolano i okay, tutaj zobaczyła gwiazdki przed oczami. Syknęła z bólu i spróbowała przynajmniej ostatniego drania potraktować zaklęciem, ale nic jej z tego nie wyszło - pomimo wyraźnej wymowy i dobrego ruchu nadgarstkiem, z różdżki nie wydobył się żaden strumień światła. Zebrała się w sobie i mimo bólu w obu nogach, przeskoczyła nad ostatnim powalonym pniem. Tym razem dostała w prawy łokieć.
Masując go, dotarła nad bagna, gdzie otoczyła ją mgła, przez którą widoczność spadła niemal do zera. Przeszła dopiero przez dwa etapy, a już zyskała sobie kilka obrażeń, no nieźle. Chyba nie chciała się zastanawiać, co czeka dalej. Dostrzegła po jednej stronie niknące gdzieś w oddali światełko i lampka zapaliła się w jej głowie, kiedy usłyszała stamtąd wołanie swojej mamy. Skąd ona niby miała się wziąć w Hogwarcie? Jakoś nie chciało jej się wierzyć, że sprowadzili rodzicielkę tylko na potrzeby egzaminów. Nie miała oczywiście co do tego stuprocentowej pewności, ale i tak postanowiła ruszyć w kierunku majaczącej we mgle studni. Stawiała stopy ostrożnie, żeby nie natrafić na niepewny grunt i nie runąć w bagna, aż dotarła do źródła wody. Czuła się trochę jak jakimś przedsięwzięciu, które oglądały ciekawskie oczy czarodziejów, ale nie było jej do śmiechu. Podniosła wieko studni, bo nic innego sensownego nie przychodziło jej do głowy i szybko tego pożałowała. Ze środka wyskoczyła zgraja chochlików kurwalijskich kornwalijskich, a ona zareagowała na to zbyt późno i nim się obejrzała, nie mogła się od nich odgonić, żeby rzucić odpowiednie zaklęcie. Otoczyły ją z każdej strony i dopiero profesor Cortez się z nimi uporała. Ale wstyd.
Dalej jednak nie było lepiej. Weszła do dziupli w starym drzewie i co zobaczyła? Ciała członków rodziny. W morzu krwi. Zapowietrzyła się i po omacku odszukała ścianę, żeby się o nią oprzeć, bo nie była gotowa na taki widok. Stała w takim szoku przez dobry moment, nie będąc w stanie w żaden sposób zareagować. Ile kosztowało ją podniesienie ręki i rzucenie cichego Riddukulus, to tylko ona sama wiedziała.
A najlepsze było to, że zaklęcie nie zadziałało.
Zamiast przemienić masakrę w coś śmiesznego, w dosłownie cokolwiek innego, to ciała zaczęły się podnosić i iść w jej stronę. Wszystko byłoby super, gdyby nie były całe we krwi, bo to było przerażające. Nie potrzebowała żadnych więcej słów czy gestów do zachęty - ze łzami w oczach wybiegła z dziupli, nawet nie podejmując kolejnej próby.
Dotarłszy na koniec, wiedziała, że nie ma co liczyć na coś powyżej Okropnego. Nie popisała się niczym, ale i też nie miała czym tego zrobić. Spróbowała jeszcze rzucić Zaklęcie Patronusa, ale bogin skutecznie pozbawił ją chęci do wszystkiego i nie mogła wykrzesać z siebie żadnego pozytywnego wspomnienia. Dalej miała przed oczami okropny obraz, jaki zastała w dziupli.
Z ulgą opuściła klasę.

|zt


Ostatnio zmieniony przez Aleksandra Krawczyk dnia Sro 8 Lip - 14:38, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cali Reagan

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 158 cm
C. szczególne : bardzo krucha sylwetka, przenikliwe spojrzenie, ciężki zapach waniliowych perfum
Galeony : 558
  Liczba postów : 314
https://www.czarodzieje.org/t18857-california-reagan#541882
https://www.czarodzieje.org/t18893-kalifornijska-poczta#543682
https://www.czarodzieje.org/t18898-kalifornijskie-relacje#543787
https://www.czarodzieje.org/t18878-cali-reagan#543255
https://www.czarodzieje.org/t18932-cali-reagan-dziennik#544825
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptyPią 3 Lip - 14:50;

E1-DRUZGOTEK: 1 przerzut na 6
E2-CZERWONY KAPTUREK:5, 5, 6 (jedna z piątek przerzucona na magiczne 5) + Screen 1 i 2
E3-ZWODNIK: D, 13 przerzut na 55
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: 2, 4
E5-BOGIN: 66, 1 przerzucone na 5
E6-PATRONUS: kuferek
SUMA PUNKTÓW: 2 + 1 + 2 + 2 + 3 + 3 = 13 pkt (Wybitny)

Egzamin z OPCM był jednym z najważniejszych. I już nie chodziło tutaj o udowodnienie sobie, że jest na tyle kompetentna, aby dzierżyć różdżkę w dłoni i ciskać zaklęciami na prawo i lewo. Od tego zależała jej przyszłość oraz czy zostanie po studiach łamaczem klątw. Próg sali przekroczyła jednak niewzruszona, a pytania teoretyczne nie sprawiły jej żadnych większych problemów. Była przygotowana i wykuta, ale co najważniejsze – pewna swych umiejętności.
Dopiero egzamin praktyczny stwarzał okazję, aby mogła własną wiedzę pokazać w obecności profesor Cortez, która przygotowała dla nich tor przeszkód.
Zerknęła na sadzawkę, która była pierwszym wyzwaniem. Z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, rozpoczęła swą wędrówkę i od razu natrafiła na druzgotka. Relashio wypowiedziane niewerbalnie okazało się zbyt słabe i nie trafiło w stworzenie, dlatego powtórzyła inkantację głośniej i znacznie pewniej, doprowadzając do jego ucieczki. Odetchnęła z ulgą, gdy znowu stanęła na ziemi. Osuszyła się zaklęciem i ruszyła dalej.
Zmarszczyła brwi na widok powalonych drzew, których strzegły Czerwone Kapturki. Warknęła pod nosem, gdy została zaatakowana przez pierwszego w prawą kostkę, gdzie chwilę wcześniej wczepił się druzgotek. Od razu przyleciał drugi, waląc pałką nieco wyżej, bo w kolano. Zdenerwowana do granic możliwości (miała tak drobną posturę, że jeszcze jedno uderzenie, a miałaby złamaną nogę), jak najszybciej oddaliła się od nich, rzucając Drętwotę na trzeciego z nich, gotowego do ataku. Wiedząc, że jest bezpieczna, obejrzała posiniaczoną prawą kończynę i z sykiem kontynuowała tor, obiecując sobie w myślach, że zacznie się bardziej przykładać do magii leczniczej.
W okolicy bagien starała się zachować szczególną ostrożność, nie do końca pewna czego może się tu spodziewać. Po chwili dostrzegła światełko i usłyszała głos taty, w kierunku którego automatycznie ruszyła. Zaraz jednak uświadomiła sobie, że coś jest nie tak. Nie miał żadnego prawa tu być, a właśnie trwał egzamin praktyczny z OPCM. Zawróciła, starając się zbytnio nie panikować.
Ledwo dotarła na główną ścieżkę, od razu natrafiła na studnię. Odchyliła drewniane wieko, aby umożliwić sobie dalsze przejście, kiedy nagle zaczęły z niej wylatywać chochliki kornwalijskie. Glacius załatwiło sprawę – zaklęcie skutecznie je zamroziło, a ona mogła kontynuować marsz.
Widok drzewa z ogromną dziuplą w środku jasno sugerował, że musi wejść do środka. Z różdżką w pogotowiu, zajrzała do wnętrza. Przełknęła nerwowo ślinę, kiedy zza drzwi wyłoniła się ona sama. W ślad za nią szła postać – nie mogła jej zidentyfikować, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo strach zacisnął żelazne dłonie na gardle, gdy uświadomiła sobie co się tak naprawdę dzieje. Była pod całkowitą kontrolą owej postaci, która (musiała wziąć głęboki wdech, żeby nie zemdleć) znała jej wszystkie myśli, pragnienia, obawy i plany. Zawsze skrupulatnie dbała o to, aby nikt nie wiedział co kotłuje się pod tą burzą słomianych włosów. Tymczasem obserwowała scenę, w której bezwiednie wykonywała każde polecenie.
Nie dała się jednak zwieść tej iluzji, zmieniając całą sytuację oczami wyobraźni i rzucając Riddikulus– postać odleciała w formie balonika, a imitacja jej samej uśmiechnęła się ironicznie i kpiąco, co było jasną oznaką, że znowu jest sobą, poza czyjąkolwiek kontrolą.
Odetchnęła z ulgą, opuszczając dziuplę i natrafiając na Beatrix, która oznajmiła, że jeśli wyczaruje patronusa to może sobie tym podnieść ocenę. Cali wiedziała, że nie będzie miała z tym żadnego problemu, toteż skoncentrowała się na jednym z najszczęśliwszych momentów w swoim życiu – wycieczkę do Malibu z tatą. Miała wtedy trzynaście lat, słońce wesoło ogrzewało jej bladą twarz, a ojciec z entuzjazmem opowiadał jej jak uwarzyć eliksir spokoju. Poczuła teraz to szczęście tak samo jak wtedy, wobec czego krzyknęła Expecto Patronum. Z jej różdżki wystrzeliła srebrzysta ćma.
Na usta wypłynął uśmiech zadowolenia. Nie miała wątpliwości, że egzamin poszedł jej bardzo dobrze.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Loulou Moreau

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 173cm
C. szczególne : francuski akcent, burza loków, ciemniejsza karnacja
Galeony : 766
  Liczba postów : 1025
https://www.czarodzieje.org/t18184-loulou-moreau
https://www.czarodzieje.org/t18218-loulou-m#518183
https://www.czarodzieje.org/t18443-lou-zaprasza#525367
https://www.czarodzieje.org/t18195-loulou-moreau
https://www.czarodzieje.org/t18299-loulou-moreau-dziennik#520878
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptySob 4 Lip - 17:11;

E1-DRUZGOTEK:2
E2-CZERWONY KAPTUREK:1, 2(dodaje +1 za lekcje) , 6 + lewy łokieć
E3-ZWODNIK: J i 25 > 38
E4-CHOCHLIKI KORNWALIJSKIE: 2 - parzysta zaklęcie 5 > 1- immobilus
E5-BOGIN: 78 i 2 - parzysta
E6-PATRONUS: 74 - udane
SUMA PUNKTÓW: 3 + 2 + 1 + 3 + 3 + 1 = 13 - Wybitny

Obrona Przed Czarną Magią. Na ten egzamin nie mogła nie przyjść. Ona musiała tu być, musiała zdać to i musiała być z tego wybitna. Celowała w tę ocenę, choć pamiętała jednocześnie, że różnie może być. Bogin potrafił ją przerazić, więc nie chciała nastawiać się, że tak, zaliczy wszystko w sposób idealny, nie wiedząc, co właściwie ją czeka. Na sam początek musiała zmierzyć się z częścią teoretyczną. Prawdę mówiąc, nigdy nie była fanką opisowych zajęć, czy egzaminów. Większy stres, który nie miał nic wspólnego z adrenaliną, jaką się czuło przy pojedynkach, czy nawet spotkaniu z magicznym stworzeniem. Mimo to starała się jak mogła kolejno odpowiadając na pytania. Czarnoksiężnik i jego opis… Wybrać rasę smoka i opisać ją… Wilkołaki i co o nich wie… Pytania zdawały się całkiem proste. Przy jednym miała problem odpowiedzieć, a tym samym zirytowana na siebie, oddała w końcu pergamin profesor Cortez. Wiedziała, że nie odpowiedziała na wszystko, zabrakło jej jednej odpowiedzi, aby mieć maksymalną ilość punktów z testu z przedmiotu, który był jej konikiem.
Nadeszła pora egzaminu praktycznego. Z uśmiechem na ustach i błyskiem zadowolenia w spojrzeniu przyjęła fakt, iż muszą się sprawdzić w jakby torze przeszkód. To był egzamin! Z zadowoleniem czekała na swoją kolej, aby rozpocząć w całkiem dobrym stylu. Druzgotek. Niech go Voldemort ze sobą pochłonie, a woda w jeziorze będzie wrząca! Choć wiedziała, że nie był to ten sam, który przed laty próbował ją utopić w jeziorze Riverside, z czystą satysfakcją użyła relashio, aby się go pozbyć. Co prawda miała ogromną ochotę potraktować go czymś podobnym do bombardy, ale nie mogła zawalić egzaminu przez własną mściwość.
Szła dalej, trzymając różdżkę w pogotowiu, gotowa na atak z każdej strony, ciekawa co teraz miało ją spotkać. Cóż, padło na czerwonego kapturka. Kolejny uśmiech pełen złośliwej satysfakcji pojawił się na jej ustach, kiedy udało jej się pierwszego osobnika odstraszyć od siebie. W podobny sposób zachował się drugi, ale trzeci albo miał większą wolę walki, albo jej zaklęcie zwyczajnie było za słabe, bowiem zamachnął się na nią swoją pałką. Odruchowo próbowała się osłonić, przez co została, dość boleśnie trafiona w lewy łokieć. Poczuła jak ramię na moment jej drętwieje od uderzenia. Już miała odreagować na stworzeniu, gdy te najzwyczajniej zniknęło z jej pola widzenia. Sama ruszyła dalej, starając się uważać na obolałą rękę, nie chcąc ją bardziej uszkodzić niż już była. Oby to był tylko siniak.
Szła spokojnie, gdy nagle do jej uszu dobiegł czyjś krzyk. Babcia Odile? Nie… To z pewnością wodnik… Chciała iść dalej, ale ponownie usłyszała jej głos, co nie dawało jej spokoju. Co jeśli przyjechała do Anglii, aby zabrać ją do Kanady, a teraz miała problemy? W końcu miała już swoje lata i refleks nie był ten sam… Ruszyła w stronę głosu, aby po chwili przekonać się, że należało ufać intuicji. Przed sobą miała wodnika, który nie zamierzał jej tak szybko puścić. Nie wiedziała ile czasu minęło, dla niej było to zdecydowanie za długo, ale ból w lewym łokciu skutecznie ją rozpraszał. W końcu wróciła na tor, pokonawszy wodnika.
Kolejne na jej drodze były chochliki kornwalijskie, które nie stanowiły większego problemu. Wystarczyło trafić w nie, co jej się udało, odpowiednim zaklęciem, które znała i pamiętała. Immobilus rozbrzmiało wokół niej, a stworzenia udało się na nowo zamknąć, aby nie szkodziły w okolicy. Uśmiech znów zagościł na twarzy dziewczyny, która kontynuowała swoją drogę. Doszła do dziupli, która zdecydowanie musiała być domem bogina. Czuła to w kościach i rozpoznawała już narastające uczucie paniki na samą myśl o tym, co za chwilę tam zobacz. Nie boisz się go. Nie boisz. Pamiętasz zaklęcie, wiesz jak go użyć. Nie boisz się go. NIE BOISZ SIĘ, krzyczała na siebie w myślach wchodząc do środka, a strach powoli przekuwał się w gniew, który zawsze napędzał ją do pojedynków. Nie musiała długo czekać, aby zobaczyć wychodzącego z cienia przed nią klauna. Z tą jego białą twarzą, nienaturalnym, wymalowanym uśmiechem od ucha do ucha. Czerwony, piankowy nos kontrastował z niebieskimi, kręconymi włosami. Oczy, przerysowane, aby wydawały się trzykrotnie większe, ozdabiała samotna łza wymalowana na lewym policzku. Strój nawet nie był ważny, gdyż sama twarz ścinała krew w jej żyłach. Tym razem udało jej się nad sobą zapanować i zanim serce stanęło jej ze strachu wyciągnęła przed siebie różdżkę i wypowiedziała zdecydowanym tonem - Riddikulus.
Jedno uderzenie spanikowanego serca przemieniło się w donośny śmiech, gdy klaun przed nią został roztopiony niczym bałwan w środku lata. Wychodząc z dziupli ocierała jeszcze łzy rozbawienia, czując jak brzuch boli ją ze śmiechu. Zostało już tylko iść do sali, do profesor Cortez i dowiedzieć się o ocenie.
Weszła do sali i została zaskoczona dodatkowym zadaniem. Wyczarować patronusa. Właściwie potrafiła, a przynajmniej miała taką nadzieję, skoro radziła sobie z trudniejszymi zaklęciami. Kluczem było pozytywne wspomnienie. Skoncentrowała się na jednym, aż w końcu wypowiedziała proste expecto patronum. Z końca jej różdżki błysnęło i wydostała się srebrzysta poświata, która ułożyła się przed nią na wzór tarczy. Lou czuła jej siłę, przez co miała pewność, że zdołałaby odeprzeć od siebie atak dementora, jednak wspomnienie było za słabe, aby patronus nabrał pełnej formy. Uśmiechnęła się nieco gorzko pod nosem, gdy dotarło do niej, że najwyraźniej pora poszukać nowego wspomnienia. Usłyszała ocenę i wyszła z sali przepełniona satysfakcją. Innej oceny nie mogła dostać, pora była na następne egzaminy.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1460
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2605
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptySob 4 Lip - 21:52;

Etap 1: 2 - 3pkt
Etap 2: 3,2,2 -  --> 3,2,2 - 2pkt (jeden przerzut użyłam)
Etap 3: E -  samogłoska - 3pkt
Etap 4: 6 - parzysta, trafiam. 3 przerzucam  na 1 - 3PKT
Etap 5: rzuty - po wykorzystaniu wszystkich przerzutów na ten etap 31% + parzysta - 2pkt
Etap 6: umiem patronusa i mam to w kuferku - 3pkt
Suma Punktów: 3+2+3+3+2+3 = 16 = W

Przed salą egzaminacyjną, gdzie wiedzę z OPCM sprawdzała Profesor Cortez, stawiła się punktualnie. Znała mamę Aleksandra od wielu lat i wiedziała, że bardzo nie lubiła spóźnień, traktując je jako obrazę dla jej osoby i marnowanie czasu. Nessa poprawiła zielony krawat pod szyją, zgarnęła za ucho kosmyk rudych włosów, obracając w dłoniach różdżką. Czego miała się spodziewać? Wiedziała, że nie będzie łatwo i poza teorią ze wszystkich działów podręczników, kobieta postawi przede wszystkim na zaklęcia praktyczne. Lance była dobra z magii użytkowej, niezależnie czy była to tak złożona dziedzina, jak transmutacja czy właśnie proste, codzienne zaklęcia. Obrona przed czarną magią była jej konikiem. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy nadeszła jej kolej, wchodząc do klasy i zamykając za sobą drzwi, spotykając się spojrzeniem karmelowych tęczówek z nauczycielką.
Była pod wrażeniem skrupulatności w poszczególnych etapach oraz wielowątkowości z teorii. Chciała sprawdzić ich na każdym polu, czy poradzą sobie z boginem lub czerwonym kapturkiem? Czy potrafili powiedzieć cokolwiek o wilkołakach? Zeszło jej dłużej, niż sądziła nad dotarciem do celu, wykazując się jednak wiedzą i zasadami bezpieczeństwa. Nie bez powodu miała miano najlepszej uczennicy w szkole. Cały okres edukacji systematycznie powtarzała notatki, a nie kuła przed egzaminami, jak niektórzy mieli to w zwyczaju. Jedne etapy były łatwiejsze, nad innymi chwil siedziała, ale w końcu udało się jej spotkać z Cortezówną i uzyskać ocenę Wybitną, na której bardzo jej zależało, ze względu na brak zdecydowania na karierę w przyszłości. Podziękowała kobiecie, rozmawiając z nią jeszcze chwilę, a potem opuściła klasę, wpuszczając kolejnego ucznia. Przetarła dłonią czoło, uśmiechając się pod nosem kolejny dziś raz — lubiła takie wyzwania.


|ZT


/przepraszam, że tak słabo odpisane, ale naprawdę - nie mam czasu. Egzamin super dopracowany!

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrix Cortez

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 284
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t14321-beatrix-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18651-krucza-poczta-profesor-beatrix-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18653-profesor-beatrix-cortez
https://www.czarodzieje.org/t14343-beatrix-cortez
Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 EmptySro 8 Lip - 15:34;

OCENY Z OBRONY PRZED CZARNĄ MAGIĄ


Na koniec zarówno egzaminów teoretycznych jak i praktycznych profesor Beatrix Cortez zaprosiła wszystkich uczniów do siebie, by osobiście pogratulować wszystkim oraz przedstawić im oceny jakie osiągnęli na zakończenie.
-Jestem dumna z każdego z was. Gratuluję zarówno odwagi, jak i trudu jaki podjęliście by przystąpić zarówno do trudnych zadań praktycznych, jak i wymagających odpowiedzi pisemnych. Jedni poradzili sobie lepiej, inni gorzej, jednakże ogromne brawa należą się Panu Williamowi Fitzgeraldowi za najwyższy wynik osiągnięty w ocenie końcowej. Nie ważne jakie zajęcia, zawsze osiąga najwyższe noty. Gratuluję Panu- powiedziała pewnym siebie tonem. Czuła się w obowiązku pogratulować mu wyniku osobiście przy innych. To był wyjątkowy uczeń.
-Mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się w podobnym składzie. Do pewnych osób wyślę jeszcze sowę z pewnymi wytycznymi dotyczącymi ich wyników. Proszę się nie martwić, nie będę wam kazała uczyć się wakacje. Jednakże od nowego roku zaczniemy intensywną naukę-wyjaśniła po czym uśmiechnęła się do nich jak nigdy dotąd i przeczytała wszystkim ich oceny końcowe.
___________________________________________________________________________________
Historia oceniania:
egzamin teoretyczny:
20 pkt - wybitny
15-17 pkt - PO
12-16 pkt - Zadowalający
7-11 pkt - Nędzny
3-6 pkt - Okropny
0-2 pkt - troll
egzamin praktyczny:
12-16pkt - Wybitny
9-11pkt - Powyżej Oczekiwań
6-8pkt - Zadowalający
4-5pyk - Nędzny
2-3pkt - Okropny
0-1pkt - Troll
końcowe:
30-36 pkt - wybitny
23-29 pkt - powyżej oczekiwań
17-22 pkt - zadowalający
10-16 pkt - nędzny
4-9 pkt - okropny
0-3 pkt - troll

Jeżeli są osoby, które chciałyby coś wyjaśnić, albo uważają, że ktoś otrzymał za wysoką bądź za niską ocenę proszę o kontakt.

1. @Felinus Faolán Lowell 20(T) + 5(P) = 25 pkt Powyżej Oczekiwań
2. @Isabelle L. Cortez 20(T) + 13(P) = 33 pkt Wybitny
3. @Maximilian Felix Solberg 20(T) + 9(P) = 29 pkt Powyżej Oczekiwań
4. @Lucas Sinclair 13(T) + 14(P) = 27 pkt Powyżej Oczekiwań
5. @Aleksander Cortez 20(T) + 11(P) = 31pkt Wybitny
6. @Lazar Grigoryev 17(T) + 16(P) = 33 pkt Wybitny
7. @Boyd Callahan 13(T)+ 16(P) = 29 pkt Powyżej Oczekiwań
8. @Violetta Strauss 20(T)+ 13(P) = 33 pkt Wybitny
9. @William S. Fitzgerald 20(T) + 16(P) = 36 pkt Wybitny
10. @Victoria Brandon 20(T)+14(P) = 34 pkt Wybitny
11. @Aslan Colton 20(T)+11(P) = 31 pkt Wybitny
12. @Aleksandra Krawczyk 13(T)+ 5(P) = 18pkt Zadowalający
13. @Cali Reagan 19(T)+ 13(P) = 32 pkt Wybitny
14. @Loulou Moreau 19(T)+ 13(P) = 32 pkt Wybitny
15. @Nessa M. Lanceley 17(T)+ 16(P) = 33 pkt Wybitny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 QzgSDG8








Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty


PisanieKlasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią  Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Klasa do Obrony Przed Czarną Magią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią - Page 5 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-