Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Podwórko starego Johna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość


Voice Follett
Voice Follett

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2585
  Liczba postów : 1623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.org/t9120-voice-follett-cheney-lloyd
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyPią Cze 17 2016, 11:38;

First topic message reminder :


Podwórko starego Johna

Niektórzy zastanawiają się, czy stary John faktycznie istnieje, czy jest tylko postacią fikcyjną. Podobno mieszkał tu przed plagą akromantul i wrócił od razu po niej, ale nikt go jeszcze nie widział... Nie wiadomo nawet, dlaczego wszyscy nazywają go Johnem, skoro nikt go nie zna. W każdym razie obok brzydkiego, zamkniętego na cztery spusty domu znajduje się kawałek ogrodzonego płotem podwórza. Jest tu miejsce na ognisko, drewniane fotele i kilka kłód, a na drzewach wiszą magiczne lampki, które same zapalają się o zmroku i nie gasną aż do rana. Wielu śmiałków przeskakuje przez płot i urządza tutaj imprezy lub po prostu spędza przyjemnie czas, a odkąd ktoś wyłamał furtkę, miejsce to zyskuje na popularności, a ogniska rozpalane są coraz częściej.
Co zabawne, wszystkie pozostawione tu śmieci znikają, gdy tylko wszystko opustoszeje... Czyżby stary John nie był tylko legendą?  
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Lucas Sinclair
Lucas Sinclair

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 183cm
Galeony : 1749
  Liczba postów : 1940
https://www.czarodzieje.org/t18564-lucas-sinclair#529285
https://www.czarodzieje.org/t18598-landryna-lukiego#531203
https://www.czarodzieje.org/t18566-lucas-sinclair#529292
https://www.czarodzieje.org/t18716-lucas-sinclair-dziennik#53577
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyWto Cze 09 2020, 21:07;

Kostka: 2
Strój: koszula | spodnie

Nie chciał jej przestraszyć swoim nagłym pojawieniem się przy jej boku, jednak zrobił to nieświadomie. Dawno się nie widzieli, nie licząc tych kilku przypadkowych spotkań na korytarzu w szkole, dlatego zdążył zapomnieć, że widok dziewczyny automatycznie powoduje uśmiech na jego ustach. Parsknął śmiechem, słysząc jej historię, odnoście wili i woźnego.
- Naprawdę? Masz w planach mnie omamić i robić ze mną nieprzyzwoite rzeczy? - spytał, patrząc na nią przenikliwym wzrokiem, jednak nie tracąc błysku w oku, który sugerował rozbawienie. - A co do woźnego, to nie dam się przyłapać. - dodał jeszcze po chwili, uśmiechając się niewinnie. Miał nadzieję, że Alise połapie się w tych jego historiach i zrozumie, że od początku była mowa o niej i za bardzo jej to nie ośmieli. W końcu to tylko żarty, prawda?
Chłopak także bardzo lubił towarzystwo Krukonki, wręcz czasami za bardzo. Od ich przypadkowego spotkania w ogródku minął już jakiś czas i z jednej strony nadal nie mógł uwierzyć, że udają parę, ale z drugiej strony było mu bardzo na rękę, że mógł bezkarnie spędzać miło czas z dziewczyną, bo dążył bardzo ją polubić. Lucas odkąd dołączył do Argent nie zwracał zbytnio uwagi na przechodniów. Owszem, raz na jakiś czas obejrzał się, kiedy ktoś przechodził, ale raczej chciał na ten moment poświęcić całą swoją uwagę Alinie. To dobrze? Źle?
To prawda. Czary, który zadziałały przy furtce, przez którą przeszli były zadziwiające. Trochę jakby cofnęli się w czasie poprzez strój, który zmienili. Bardzo ciekawe uczucie. Lu zlustrował przepiękną suknię, która zastąpiła poprzedni ubiór Aliny, nie ukrywając zachwytu. Jednak także dziewczynie, widocznie spodobała się zmiana jego garderoby. Obdarzył ją tylko szerokim uśmiechem, usłyszawszy słowa dotyczące jego nagłego entuzjazmu co do jej kreacji. On sam lubił sprawiać przyjemność słowami ludziom wokoło, którzy na to zasługiwali, więc nie widział w swoim wcześniejszym komplemencie niczego nieodpowiedniego ani nienormalnego. Podobnie jak całus, którym Ślizgon chciał poniekąd wykorzystać sytuację i nadrobić to, że nie przywitał się należycie ze "swoją" dziewczyną. Chociaż ten niewielki gest nieco zaskoczył Alise, Sinclair zdawał się tym nie przejmować, licząc na to, że niedługo całkowicie przyzwyczai się do jego pocałunków i będą dla niej tak samo przyjemne jak były dla niego.
- Ależ ja mam właśnie taką nadzieję. I dziękuję, panienko. - odparł, prostując się, tak aby blondynka miała dostęp do krawata, który w tej chwili poprawiała na jego szyi. Posłał jej jeszcze jeden ze swoich łobuzerskich uśmiechów, po czym weszli wgłąb tłumu, który zdążył już zebrać się do tej pory w ogrodzie niejakiego starego Johna. Usłyszawszy odpowiedź dziewczyny na jego pytanie, skinął krótko głową i ruszył za nią, dając się prowadzić w stronę parkietu. To prawda, w pewnym momencie gdzieś mignęła mu Kath, jednak nie chciał jak na razie witać się i zatrzymywać na rozmowie. W końcu to potańcówka i przyszedł tutaj z Alise, więc nic dziwnego, że chciał jak najlepiej wykorzystać ten czas na zabawie. Zaśmiał się pod nosem, słysząc kolejne słowa dziewczyny.
- Bardziej chodziło mi o to, że taka suknia jest stworzona do wyższych celów niż siedzenie przy ognisku - rzucił i jak tylko wkroczyli na parkiet, chwycił jej dłoń, unosząc rękę i prowokując do tego aby powoli zrobiła obrót, a następnie nie puszczając jej z uścisku, drugą dłoń lekko ułożył na jej plecach. Widząc jej ostrożne ruchy, mógł się tylko domyślać jak bardzo niewygodna mogła być ta wlekąca się aż po ziemi błyszcząca kreacja. - Jestem pewien, że może to zrobić tylko ta, której dostała się identyczna kiecka - rzucił w odpowiedzi na jej wzmiankę, co to ataku, którejś z jego domniemanych fanek. Sam miał na myśli oczywiście bardzo powszechną sytuację, gdzie kobieta pożerała wzrokiem inną niewiastę, która akurat założyła na siebie taką samą sukienkę. Chyba wszyscy znali ten wzrok pełen żądzy mordu.
Może nie był mistrzem tańca, a także nie miał idealnego poczucia rytmu, jednak starał się i przeważnie jego ruchy na parkiecie nie wyglądały najgorzej (z tego co słyszał). Niemniej nie mógł powiedzieć, że nie ucieszył się z tego, że mogli jedynie pokołysać się w rytm wolnej melodii, która płynęła przez całe podwórko tamtej chwili. Do spokojniejszej muzyki zdecydowanie przyjemniej się tańczyło. Oczywiście wyjątkiem była muzyka klubowa, która może i nie należała to tych eleganckich tańców towarzyskich, jednak dawała równie wiele satysfakcji.
Wirując na drewnianym podeście, miał wrażenie, że ludzi wokoło przybywa. I nic w tym dziwnego. Każdy przyszedł tam, aby się bawić. Spoglądając na swoją towarzyszkę, uśmiechał się raz po raz i choć miał z tyłu głowy, że jego wyszczerz co chwilę musi wyglądać przekomicznie, to nie mógł tego powstrzymać. Co miał poradzić na to, że kiedy zatrzymywał wzrok na błękitnych ślepiach Aliny, uśmiech sam pchał mu się na usta.
- Hmm, nie chcę być wścibski, ale ostatnio przyszła mi do głowy pewna myśl i nie mogę się jej pozbyć - zaczął, odrobinę poważniejąc. Jego dłoń, która spoczywała na plecach dziewczyny, nieznacznie przesunęła się w górę, bliżej łopatek, a chłopak wyprostował się tak, aby mieć z nią w tej chwili kontakt wzrokowy. - Co takiego się stało, że masz dość facetów i nie chcesz, żeby się koło Ciebie kręcili? Oczywiście, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, to powiedz: "to nie Twoja sprawa" i zapomnimy o temacie. - powiedział, ostatnie słowa wypowiadając z lekkim rozbawieniem w głosie. Mógł oficjalnie powiedzieć, że był tylko ciekawy tej informacji, ale tak naprawdę chciał dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Zazwyczaj tylko żartowali, przekomarzali się, rozmawiali o tym co lubią. Nigdy ich rozmowa nie przeszła tak naprawdę na nic poważniejszego, co mogłoby sprawić, że lepiej się poznają. Bo w końcu warto wiedzieć o przyjacielu coś więcej niż tylko te dobre rzeczy, które wszyscy znają i widzą na co dzień. Tak naprawdę, ważne są właśnie te małe szczegóły, które pozwalają poczuć się tej drugiej osobie kimś wyjątkowym.
W pewnej chwili dosłyszał znajomy głos i na moment odwrócił głowę w kierunku sceny, gdzie odbywało się karaoke. Zauważył na niej @Vittoria Sorrento, która wykonywała w tamtej chwili znany hit Fatalnych Jędz. Zaśmiał się tylko pod nosem, słysząc zabawny tekst piosenki, po czym wrócił wzrokiem do Krukonki, wyczekując z niecierpliwością jej odpowiedzi.

@Alise L. Argent  Moonwalk
Powrót do góry Go down


Varian Ironwing
Varian Ironwing

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 187cm
C. szczególne : Naczyjnik ze srebrnym skrzydłem, blizny na kolanie i ramieniu
Galeony : 57
  Liczba postów : 91
https://www.czarodzieje.org/t19078-varian-ironwing
https://www.czarodzieje.org/t19136-poczta-variana-ironwing
https://www.czarodzieje.org/t19077-varian-ironwing
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyWto Cze 09 2020, 23:26;

Punkty w kuferku z DA 3
Wynik w części pierwszej: 6
Wynik w części drugiej: 3
Nagroda: 20 galeonów

Gdy Tori krzyknęła, że jest już karaoke Varian, czuł się niczym obudzony z jakiegoś transu, szkoda, że dziewczyna nie dokończyła tego co mówiła zanim scena została otwarta. Varian w duchu bardzo żałował, że nie może wystąpić razem z Tori, przez chwilę nawet zastanowił się nad tym czy się nie wycofać z konkursu, to w końcu nie była jego bajka, żeby publicznie śpiewać, bądź co bądź był odludkiem, a teraz miał zaśpiewać dla publiczności, gdzie jeszcze będzie patrzyła na niego Tori... W co ja się wpakowałem... ale cóż, raz kozie śmierć.
A pożyczysz mi stanik to rzucania?- Na tyle ile zdążył poznać Tori, to dziewczyna lubiła taki rodzaj żartu o zabarwieniu seksualnym, to też zbytnio nie hamował się w tym temacie, do tego obniżył swój głos by podkreślić humorystyczne wybrzmienie jego pytania.
Gdy Tori zaczęła śpiewać, Varianowi odebrało dech... trafiała w każdą nutę swoim wokalem, była idealna w tym numerze. Cały jej występ Varian patrzył na nią z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczyma, pomyślał o niej jako o prawdziwym talencie na scenie.
Wow... po prostu wow-Varian nie mógł wykrztusić z siebie więcej, zamiotła swoim występem scene i to jeszcze w tak rockowej piosence... zachwyt Variana całą nią był nie do opisania, nie dość, że już miał do niej słabość to jeszcze okazała się tak wspaniałą wokalistką, a muzyczny talent to była pięta Achillesowa Variana.
Nadeszła jego kolej na występ, wylosował swój utwór, od razu rozpoznał jakie wyzwanie go czeka, musiał zaśpiewać Celestynę Warbeck i jej utwór "A Cauldron Full of Hot, Strong Love", jazzowe rytmy odbiegają od strefy komfortu Variana, ale jednak to była klasyka i on też musiał to przyznać. Gdy zaczął śpiewać od razu usłyszał jak głos mu zaczyna uciekać i nie trafiać w nuty, tak jak przeważnie był bardzo opanowany teraz czuł na sobie wzrok tej jednej osoby. nie popisał się swoim występem, ale też nie dał zupełnej plamy. Ukłonił się delikatnie na zakończenie występu, odebrał nagrodę i wrócił do swojej towarzyszki.
No mogło być gorzej... ale te klimaty nie są do końca na mój wokal. - powiedzał do Tori pół żartem pół serio, może poszedłby mu ten występ lepiej, gdyby miał swoją gitarę, i partnerkę do duetu taką jak Tori.

@Vittoria Sorrento
Powrót do góry Go down


Vittoria Sorrento
Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 523
  Liczba postów : 1356
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyWto Cze 09 2020, 23:41;

Kostka na piciu 3
Spoiler:
Strój krótka sukienka, białe podkolanówki, szpilki pod kolor sukienki
Spoiler:

Skoro powiedział jej, że zaśpiewa, to Tori choćby i siłą wciągnęła by go na scenę. Tym bardziej gdy dał jej wcześniej popis swoim "Baby Shark Tuturututu". Nie było opcji by mu coś takiego odpuściła. Nawet, jeśli był odludkiem - przyczepił się do towarzyskiej bestii, musiał być świadomy, że to ma swoje konsekwencje.
Słysząc żart o staniku nie mogła się nie zaśmiać, bo faktycznie - to był rodzaj jej humoru i Varian po raz kolejny idealnie się w to wpisał. Potem jednak starała się już o tym nie myśleć, bo... No kurcze, chciała się trochę popisać. Na prawdę chciała pokazać jemu (i kilku innym osobom) na co ją stać. Może też trochę utrzeć nosa Russeau, bo wątpiła iż dziewczyna da równie dobry popis. Ostatecznie jednak najbardziej ucieszyła ją właśnie reakcja Variego. Własnie dlatego, że nie silił się na bóg wie jakie komplementy, a pokazał po prostu realny zachwyt. Mniej więcej tak samo ona zareagowała potem na niego, bo choć dobór utworu nie był jej zdaniem wybitnie trafny, to jednak głos chłopaka i tym razem mile pieścił jej uszy, a ona wpatrywała się w niego urzeczona. Jakoś nie słyszała, że nie trafia w nuty... Trzeba przyznać, że była względem niego bardzo nieobiektywna.
- Przestań, było cudownie - Powiedziała na prawdę szczerze, po czym zbliżyła się by złożyć na jego policzku krótkiego buziaka - Masz, od największej fanki - Powiedziała zaraz za tym, przy okazji uśmiechając się też do niego. Zerknęła kątem oka w stronę wyjścia. Emocje z niej powoli schodziły, zmęczenie brało górę.
- Wiesz... Ja chyba będę się zbierać. Nie wiem, Ty zostajesz? - Coś czuła, że odpowiedź będzie przecząca, ale kultura zamierzała zapytać. W końcu nie może wymagać, żeby ten po raz kolejny odprowadzał ją do zamku... Choć właściwie to ona go odprowadzała, bo potem i tak teleportowała się pod same drzwi wynajmowanej posiadłości.

@Varian Ironwing
Powrót do góry Go down


Varian Ironwing
Varian Ironwing

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 187cm
C. szczególne : Naczyjnik ze srebrnym skrzydłem, blizny na kolanie i ramieniu
Galeony : 57
  Liczba postów : 91
https://www.czarodzieje.org/t19078-varian-ironwing
https://www.czarodzieje.org/t19136-poczta-variana-ironwing
https://www.czarodzieje.org/t19077-varian-ironwing
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySro Cze 10 2020, 00:17;

Ciesze się, że podobało ci się ten performance... nie moje klimaty, ale ujdzie- powiedział ze szczerym uśmiechem pokazując swoje proste zęby. I serio cieszył się, że Tori nie uciekła od niego po tym występie, no dupy publiczności nie urwał
Chyba przekonam się do karaoke jak mam dostawać takie podarunki- powiedział do niej głębokim tone mrużąc lekko oczy, nie spodziewał się takiego podarunku od Tori, mile go zaskoczyła, zwłaszcza po jego wyskoku na początku potańcówki.
W zasadzie chętnie wrócę z Tobą... to jest odpowiednia pora na to by skończyć zabawę - uchwycił rękę Tori i razem z nią ruszył do wyjścia z imprezy... jedno jest pewne, nigdy już wydarzeń z tego wieczoru nie zapomni, ponieważ dzisiaj coś się w nim zmieniło, nie wiedział jeszcze do końca co, ale na pewno to Tori była tego powodem. Resztę tej nocy Varian spędzi na rozmyślaniu o swoim upadłym aniele i tym co ona z nim robi.

@Vittoria Sorrento
/ztx2/
Powrót do góry Go down


Éléonore E. Swansea
Éléonore E. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 2413
  Liczba postów : 1152
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySro Cze 10 2020, 17:57;

STRÓJ: lata 20' -  sukienka pełna złotych frędzli i cekinów, magicznie pojawił się także sznur pereł i szal boa

...Nie spodziewała się, że ten wieczór będzie tak przełomowy. Choć może nie powinna myśleć o tym w ten sposób, bo o ile dowiadywała się co rusz nowych rzeczy o mężczyźnie, z którym spotykała się od pewnego czasu, to... on chyba nie czuł się najlepiej. I poniekąd ją to bawiło, ale w miarę upływu czasu i kolejnych słów Josha, zaczynała najzwyczajniej w świecie Alexowi współczuć. Zaczęła ukradkiem spoglądać na niego i jego reakcje na anegdotki z jego życia. Może miał powody ku temu, by zachować to wszystko w tajemnicy? Ale z drugiej strony... tak bardzo jej nie ufał? Myślała, że nawiązali już pewną nić porozumienia, że jednak łączyło ich coś więcej, a jednak wciąż tak opornie szło mu otwieranie się przed nią.
- A wiesz, Josh, że może chętnie skorzystam z tej alexowej skarbnicy wiedzy? - mówiąc to, uniosła wyżej jeden kącik ust i udała konspiracyjny ton. To całe droczenie się (niejako kosztem Alexa, ale whatever) było całkiem zabawne. Pokusiła się też o użycie zdrobnienia w imieniu nowo poznanego mężczyzny. Choć dręczyli odrobinę Voralberga, to czuła, że Joshua jest naprawdę ciepłą osobą i dobrym przyjacielem względem tego betonowego olbrzyma. I wciąż była ciekawa, jaka relacja łączyła go z Biancą...
...Upiła kolejny łyk grzańca i przysunęła bliżej do Alexandra, by ukradkiem musnąć dłonią jego ramię, zupełnie przypadkowo, gdy akurat poprawiała swój włochaty szal boa. I, także zupełnie przypadkowo, ten ruch się wydłużył.
- Mówisz, że nie mam się czego obawiać? - mruknęła, próbując nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Wciąż czuła ogromne rozbawienie i ledwie była w stanie pohamować szeroki uśmiech, który usilnie pchał się na jej usta. Chwała Merlinowi, że była po szkole aktorskiej...
...Przekomarzanki miały swój urok, ale nie tylko po to tu przyszli. Miała ogromną ochotę potańczyć i może nawet spróbować swoich sił na karaoke? W końcu występowała w musicalach, a jednak nadal nie śpiewała idealnie, nigdy nie była usatysfakcjonowana ze swoich zdolności wokalnych, poćwiczenie w obecności podchmielonych czarodziejów było całkiem bezpieczną opcją. Chyba?
...I właśnie w tym momencie, w którym miała zaproponować udanie się wgłąb imprezy tudzież na parkiet - podeszła do nich przepięknie ubrana czarownica. Éléonore dostrzegła już wcześniej tę kobietę, ale nie była pewna, kim jest. Jakiś głos w głowie (i opowieści matki) sugerował, że to właśnie organizatorka i dawna znajoma mamy - Perpetua Whitehorn. Jednak nie rozpoznałaby kobiety w tłumie, poza tym... czy kiedykolwiek miała okazję ją widzieć? Może... jak była małym dzieckiem. Gdy tylko uśmiechnięta czarownica przedstawiła się i tym samym potwierdziła jej przypuszczenia, oczy Swansea od razu się zaświeciły i skierowała całą swoją uwagę na Perp.
- Och, w końcu mogę panią poznać! - zawołała uradowana - Éléonore Swansea. Chciałam przekazać pozdrowienia od mamy... to znaczy od Elisabeth Swansea. I podziękować za zaproszenie. Wspaniałe wydarzenie. - wszystko to wypowiedziała nad wyraz entuzjastycznym tonem, a na koniec dygnęła lekko. Policzki zaczynały ją już boleć od nieustannego uśmiechu, ale wcale jej to nie przeszkadzało.
...Dopiero po chwili dotarło do niej, że świat jest jeszcze mniejszy. Nie miała pojęcia, że Whitehorn także uczy w Hogwarcie, bliźniaki nic nie powiedziały...
- Znacie się wszyscy? To... niesamowite. - spojrzała na Biancę, najprawdopodobniej dlatego, żeby znaleźć w jej spojrzeniu jakiś cień zrozumienia. Czy tylko Élé była taka skołowana i zaskoczona tym wszystkim? Ach, nie tylko. Jeszcze Alex! - To może zatańczymy? Albo pośpiewamy? Macie ochotę? Może uda się nam odnaleźć też Chrisa?- mówiła zdecydowanie więcej, niż zazwyczaj miała w zwyczaju, ale wszystkiemu winne były nagromadzone emocje. Zwróciła się z delikatnym uśmiechem w kierunku Josha i Bianci, jednocześnie dopijając do końca zawartość swojego kubeczka. A potem wygładziła sukienkę i niepewnym wzrokiem spojrzała na Voralberga. Chciała zaproponować coś, co uchroniłoby go do zemdlenia, bo wyglądało na to, że ten mały świat wyjątkowo szybko kurczył się akurat pod jego stopami.
...I tak pogada z nim o tych wszystkich tajemnicach, od tego nie uda mu się uciec.

@Perpetua Whitehorn @Alexander D. Voralberg @Joshua Walsh @Bianca Zakrzewski @Christopher O'Connor


Ostatnio zmieniony przez Éléonore E. Swansea dnia Czw Cze 11 2020, 18:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Irène Ouvrard
Irène Ouvrard

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175
C. szczególne : krótko ścięte włosy, francuski akcent, runa Algiz na śródstopiu (spód)
Galeony : 57
  Liczba postów : 76
https://www.czarodzieje.org/t19050-irene-ouvrard
https://www.czarodzieje.org/t19070-poczta-panny-ouvrard#552825
https://www.czarodzieje.org/t19064-irene-ouvrard#552232
https://www.czarodzieje.org/t19071-irene-ouvrard-dziennik#552835
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyCzw Cze 11 2020, 12:52;

Tego wieczoru miała strasznego pecha do ludzi bo wszyscy, z którymi próbowała zamienić kilka słów prędzej czy później okazywali się mrukami. Zaczynali wywracać oczami z nudy lub co gorsza po prostu zostawiali ją samą sobie tak jak @Yuuko Kanoe której o wiele milsze było zdzieranie głosu przy mikrofonie, niż wdawanie się w jakiekolwiek konwersacje. Zebranym na pewno podobał się jej występ ale Irène, wyraźnie zrażona takim zachowaniem nie podeszła bliżej sceny, aby przyjrzeć się wszystkim tym niebywałym, wręcz wyidealizowanym talentom wokalnym. Atmosfera zaczęła przytłaczać do tego stopnia, że najpierw rozejrzała się za znajomą Fayette, ale nie odnalazła jej twarzy wśród zebranych. Dziewczyna próbowała pogodzić się z myślą, że jednak ten konkretny wieczór nie wypali, co więcej, że może to miasto rzeczywiście nie przyjęło jej z otwartymi ramionami, a ona jak ten intruz snuje się między zgromadzonymi. Swoje kroki skierowała na jakieś ubocze, niezatłoczone miejsce w którym mogłaby po prostu przysiąść, wpatrując się w swoje starannie umalowane paznokcie, wyrywając pióra z nieszczęsnego boa, zostawiając przy nogach kłęby czarnego puchu. Zaczęła poważnie zastanawiać się nad powrotem do Hogwartu, w te obskurne ściany, w których za grosz nie było prywatności. Przyjaciółka się nie pojawiła, więc tak naprawdę nie trzymało jej tu nic poza głośno dudniącą muzyką która zbytnio nie pozwalała na to, żeby wydumać z siebie coś więcej poza „beznadzieja” wyrzuconym z siebie z rezygnacją. Odchyliła się na ławeczce do tyłu, nim nie zrzuciła z nóg niewygodnych butów na małym obcasiku. Szybko zrezygnowała z oczekiwania na cud. Zgarniając w ręce buty, opuściła podwórko.

z/t


Ostatnio zmieniony przez Irène Ouvrard dnia Sob Cze 27 2020, 10:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Joshua Walsh
Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : runa algiz za lewym uchem, obrączka z bladoróżowej muszli, bransoletki na lewym nadgarstku
Galeony : 4446
  Liczba postów : 2006
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyCzw Cze 11 2020, 22:37;

Obserwował z lekkim rozbawieniem reakcje Alexa na jego słowa, a także jego uroczej… randki. Dziewczyny. Przyszłej partnerki. Och, tyle nazw mógłby wybrać, a jakoś nic nie pasowało mu do przyjaciela. On był typem, który albo jest kawalerem, albo od razu żonaty i przepadł dla reszty rozkochanych w nim niewiast. Etap pomiędzy był nawet dla obserwującego go Josha czymś niezwykłym. Miał nawet okazję widzieć coś, co prawdopodobnie było droczeniem się z Éléonore? Wyglądało na to, że jego towarzysz, przystojny adonis stworzony z marmuru, któremu Gepetto zapomniał dać ludzkiego serca dla emocji, jednak zaczął odczuwać coś więcej! I nie potrzebował do tego węchu czy smaku! W kącikach ust Josha czaiło się rozbawienie, ale także rozczulenie. Gotów był spojrzeniem krzyczeć, “nasz chłopiec poszedł w romanse!”, ale się powstrzymywał. Dla dobra swojego, a także randki profesora zaklęć. Mrugnął jedynie zaczepnie do Alexa, gdy ten znów patrzył na niego neutralnie. Nawet nie pamiętał, kiedy to spojrzenie przestało na niego działać. No dalej! Uśmiechnij się!
Uśmiechnął się ciepło do Biancki, kiedy wyraziła chęć ogrzania się. Może i moda była piękna, ale żal mu było patrzeć na nie, gdy sam miał na sobie kilka warstw ubrania.
- Tak, Christopher O’Connor, gajowy Hogwartu i zaklinacz flory i fauny - zaśmiał się krótko, zdejmując marynarkę. - Czyli jego też już znasz… Ciekawe jak zareaguje gdy się dowie o naszej znajomości - stwierdził, okrywając marynarką nagie ramiona Bianci, a myślami odpływając do reakcji gajowego na wspomnienie, że rysuje. Podejrzewał, że kobieta również o tym wiedziała, zwłąszcza, że była artystką, więc dlaczego gajowy się z tym ukrywał? Skomplikowany facet. Przecież rysowanie nie było niczym złym, a ten najwyraźniej chował się przed światem w swojej skorupie ze wszystkim. Rozglądał się jeszcze po tłumie, gdy doszła do nich Perpetua. Uśmiechnął się do niej ciepło, widząc, że jest w dobrej formie. Spojrzał na laskę, którą miała. Była równie piękna co właścicielka, ale uznał, że nie wypada pytać, skąd ją ma. Nie chciał wracać wspomnieniami do sprzeczki w skrzydle szpitalnym. Zdziwił się, że zna Biancę, ale z drugiej strony. Skoro już się przekonali, że świat był cholernie mały, postanowił machnąć na to ręką. Ostrożnie trzymając w jednej dłoni szklankę z miodem, zaczął podwijać rękawy koszuli, aby zaraz uśmiechnąć się szeroko do Perp.
- Na to liczę, że choć jedną osobę w sobie rozkocham - odparł kobiecie na jej komplement, skinąwszy głową i dotykając palcami ronda kapelusza. Później spojrzał na Éléonore, śmiejąc się już cicho. - Perpetua także uczy w Hogwarcie, ale nawet mnie zaskakują te powiązania dziś - rzucił w jej kierunku, szeptem scenicznym. Czy Chris do nich dołączy? Miał znaleźć Whitehorn, jednak, skoro kobieta była z nimi, to Chris… Ponownie spojrzał w stronę tłumu i nagle zamarł. Z pozoru mogło wyglądać, że wciąż się rozgląda, choć Alex z pewnością rozpoznałby subtelne zmiany w jego postawie, jak nagle zaciśnięcie szczęk i sztuczne utrzymywanie uśmiechu na twarzy. Piwne oczy wpatrywały się w scenę, jaka toczyła się niedaleko miejsca z trunkami. Głównym aktorem był nie kto inny, jak gajowy, zaś towarzyszył mu… Czy to nie był ten przyjaciel Chrisa z czasów szkolnych? Charlie? Dość przystojny… Obserwował zachowanie obu panów, a gdy tylko dawny znajomy objął Chrisa ramieniem, Josh pociągnął solidny łyk miodu, wracając spojrzeniem do reszty towarzystwa.
- Nie musimy czekać na Chrisa. Znalazł już towarzystwo i raczej nie wróci tak szybko - odparł, siląc się na lekki ton, dopijając miód do końca. Spojrzał na Biancę, stojącą teraz w jego marynarce oraz na Élé. Świat był cholernie mały. Spojrzał na Alexa, jakby chcąc o coś zapytać, ale zaraz westchnął lekko. - Porywam moją towarzyszkę i jej koleżankę i idziemy śpiewać. Was moi drodzy zapraszamy na nasze cudowne występy - rzucił, uśmiechając się szeroko, proponując Biance i Élé ramię. Podejrzewał, że tańczyć może Alex pójdzie, ale na pewno nie śpiewać, zaś sam czuł ogromną chęć wzięcia udziału w karaoke. Poza tym, wypadało zostawić kogoś z Perpetuą.
- Pomyśleć, że gdyby nie nasze przypadkowe spotkanie, Bianca, raczej nie miałbym zaproszenia na tę imprezę, sam pewnie też bym nie przyszedł, a tym samym nie poznałbym uroczej randki Alexa. Ostatecznie to jest wasza randka, prawda? - rzucił, spoglądając to na Éléonore, to na przyjaciela, jeszcze zanim ruszyli w stronę karaoke. Podejrzewał, że właśnie stąpa po kruchym lodzie, skoro przed przyjściem do Doliny Alex buczał coś, że to niby nie jest randka, ale Josh w tej chwili nie dbał o to. Być może próbował zając myśli czymś, kimś innym i dlatego drążył temat, a może zwyczajnie chciał uświadomić przyjacielowi, że zachowuje się jak ślepiec. Był na randce. Brakowało tylko poznania reszty rodziny, choć, jeśli Josh się nie mylił, to została mu przyszła teściowa. W końcu z rodzeństwem Éléonore miał do czynienia w Hogwarcie.
- Chodźmy śpiewać, zanim mnie zje żywcem - szepnął do dziewczyn i pociągnął je za sobą, uśmiechając się szeroko do Alexa i Perp. Byle tylko zająć czymś myśli, byle nie szukać trzeciego kompana wzrokiem i nie obserwować jego spotkania z dawnym przyjacielem. Byle nie myśleć.

@Alexander D. Voralberg @Bianca Zakrzewski @Éléonore E. Swansea @Perpetua Whitehorn @Christopher O'Connor

______________________


Peace in your gardens and light from your eyes
No one can hold me the way you do


Ostatnio zmieniony przez Joshua Walsh dnia Sob Cze 13 2020, 02:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 162
C. szczególne : skórzany plecak, nieodłączne bransoletki
Dodatkowo : Animagia (wiewiórka pospolita)
Galeony : 1820
  Liczba postów : 3435
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySob Cze 13 2020, 01:15;

Taniec

- Możemy i od samej werandy tańczyć. - albo ganku - Byle bez druidów. - zadeklarowała z miną, w której rozbawienie mieszało się w pewnym stopniu z powagą. Całkiem pozytywnie wspominała przygodę związaną z Celtycką Nocą, większość atrakcji była też dla nich w dużej mierze łaskawa. Przynajmniej kiedy już jednemu udało się zejść na ziemie, a druga przestała wyglądać, jakby zaraz miała rzucać magicznymi pojazdami w ramach jakichś zawodów.
Jego uwaga chyba trochę ją rozczuliła, choć nie była pewna, czy chodziło o chęci, czy ostateczną nieporadność. W rewanżu nasunął jej się tylko jeden komentarz, ale musiała wymyślić coś, by zamienić jego kąśliwość w coś, dla odmiany, względnie przyjemnego dla uszu. Ta atmosfera nie potrzebowała szorstkich słów. Jeszcze.
- Ty jak z Ministerstwa. Departament Wirującego Seksu.* - zgodnie ze wstążkowym zwyczajem wicia się i wywijania ruszyli na parkiet, do którego Davies, chcąc nie chcąc, trochę już przywykała. Nie on zresztą był tutaj problemem, który nie do końca pozwalał jej poczuć się tak, jakby chciała. 'Tęskniłem'. Nie odpowiedziała, zamiast tego zbliżając się do niego i po raz kolejny wtulając twarz w jego tors, kiedy muzyka, przynajmniej w jej mniemaniu, trochę zwolniła. A może po prostu sobie to wmówiła, potrzebując chwili na zebranie się w swoich przemyśleniach?
- Zanim oblepią ją wielbiciele? - zauważyła jeszcze, stwierdzając, że choć sama nie znała dziewczyny, równie dobrze po prostu mogła nie być na tyle zaznajomiona z czarodziejskim światem, by rozpoznawać jego gwiazdy, celebrytów, wybitne jednostki i jakichś pozaszkolnych popularsów, którymkolwiek spośród wymienionych panna Swansea by nie była. Trochę jej się zrobiło głupio, kiedy poczuła, że być może blondynka rzeczywiście mogła być jakąś słynną osobą, a Davies kompletnie ignorowała pomysł dowiadywania się czegokolwiek o Łabędziach innych niż Elijah. I ta myśl w sumie była krytycznym momentem całych rozważań.
- Za każdym razem czuję się tutaj, jak intruz. - przyznała wreszcie, choć nie było w tym ani tonu wyrzutu, ani szczególnego smutku. W Dolinie wszystko było magiczne, czystokrwiste, staromodne, tradycyjne. Z jej podejściem, pochodzeniem i poglądami oczywistym było, że miała się tutaj czuć trochę obco i trochę nieswojo. Nie pasowała. Nie miała jednak zamiaru odciągać go od pojawiania się w Dolinie, z którą łączył znaczą część swojego życia i właśnie tutaj znajdowały się jego korzenie. Być może któregoś dnia i ona miała złapać tu oddech i zrzucić z siebie tę aurę obcości?

Strój: 3

*Dirty Dancing Department brzmi trochę lepiej!

______________________

But I ain't worried 'bout it
Podwórko starego Johna - Page 6 UEEDvST
dancing on the clouds below
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySob Cze 13 2020, 01:53;

Strój: Lata 60. Av pic rel; Napój: n/d; Karaoke: n/d;

  Coraz bardziej przestawał nadążać za tym, co w sumie działo się na tym wydarzeniu. Z jednej strony rozumiał, że byli tu w czwórkę, a wokół pojawiało się coraz więcej znajomych twarzy, niemniej jednak wymiana zdań pomiędzy Éléonore a Joshuą wprawiała go w swego rodzaju konsternację, której analizować nie chciał. A już na pewno się nie odzywać. Wtedy przynajmniej pogadają, pogadają i im się znudzi, a i z każdą kolejną minutą też Voralberg nie dawał po sobie poznać, że w ogóle go to rusza. Od czasu do czasu rzucił krótkie, mimiczne ‘excuse me, wtf?’, ale nic poza tym. W zasadzie poza tym jakże subtelnym wyjawieniem kwestii braku kilku zmysłów to w ostateczności profesor miotlarstwa nie wyrzucał z siebie aż takich ogromnych ilości informacji, aby trzeba go było przed czymkolwiek powstrzymywać. Póki co.
  - A masz? – odpowiedział zaczepką na zaczepkę, w istocie zgodnie z jej niewerbalną prośbą nawiązując z nią kontakt wzrokowy. W jego oczach można było dostrzec niejakie rozbawienie, a pomiędzy nimi dość sporo naelektryzowanego powietrza, które z pewnością nie mogło tak łatwo umknąć pozostałej dwójce. Cóż mógł poradzić, że tak na niego działała? Nie mógł się powstrzymać nawet dla dobra swoich nerwów przy kolejnym spotkaniu ze swoim przyjacielem, który wypomni mu k a ż d y j e d e n r u c h tego wieczoru.
  Mężczyzna delikatnie, wręcz niezauważalnie drgnął na jej dotyk, ale nie odsunął się, jedynie unosząc subtelnie kącik ust dokładnie w tym samym momencie, kiedy Walsh puścił mu oczko. Czym ten uśmiech był spowodowany? Na pewno nie niewerbalną prośbą przyjaciela o ten gest mimiczny. Nie miał pojęcia jak to się stało, że jego ręka powędrowała na talię dziewczyny i delikatnie przyciągnęła ją do niego, a on sam unosząc brwi zerknął na nią wymownie. I co teraz zrobisz? Doskonale wiedział, że wkrótce tego pożałuje (już słyszał w głowie słowa „ha, jednak randka!”), ale póki co miotlarzowi w oczy nie spojrzał, zbyt skupiony na kimś innym.
  Kogo moje oczy widzą.
  Nie sądził, aby jakikolwiek głos miał go otrzeźwić tak jak ta tonacja.
  Najpierw dostrzegł ją kątem oka, później w całej okazałości z towarzyszącym jej…zaraz, zaraz, czy to był Caine? Nieważne. Kiwnął mu głową na powitanie, a później zwrócił swoje tęczówki w kierunku profesor uzdrawiania. Och nawet nie wiecie jak się cieszę, że przyszło tyle osób! Chyba to był ten moment, w którym Voralberg zbladł. Cieszy się? Dlaczego miałaby się cieszyć? Chyba nie dlatego, że…? Na Merlina w co on się w tym momencie wpakował.
  - Witaj Perpetuo. – jego ton głosu ledwo powstrzymał się od bycia z lekka zbyt mocno lodowatym, a choć na jego twarzy widać było delikatny uśmiech, to Whitehorn doskonale wiedziała, jakie były ich stosunki, a przynajmniej te z jego strony. Starał zachowywać się naprawdę grzecznie, niemniej jednak perspektywa tego, że to właśnie ona była organizatorką tej imprezy, a Éléonore wspominała coś o…
  Chciałam przekazać pozdrowienia od mamy.
  No kurwa.
  To był ten moment, w którym przypomniał sobie, że zostawił podpalone drewno w kominku i zapewne jego gabinet już płonął (tak jak jego życie w tym momencie) albo zalęgła mu się kolejna armia puszków pigmejskich. Na Merlina jeszcze tego mu brakowało, żeby Perpetua Whitehorn znała się z jego… no właśnie, kim? Chyba na razie nie chciał o tym myśleć. Czuł jedynie, że serce zabiło mu nieco szybciej, ale był dość mocno opanowany. Doświadczenie w byciu zabetonowanym robiło swoje w takich momentach. Uciekać czy nie uciekać, oto było pytanie.
  Przez chwilę jego białe tęczówki zatrzymały się na osobie uzdrowicielki i choć miał odpowiedzieć Éléonore na to pytanie, to jednak wyprzedziła go odpowiedź Joshuy, do której chyba nie chciał dopowiadać prywatnych wycieczek w kierunku swojej znajomej z przeszłości (i jak widać teraźniejszości). Głos przyjaciela wyrwał go z zamyślenia i spowodował zerknięcie w jego kierunku i to dziwne ukłucie w żołądku, kiedy zauważył, że coś jest nie tak. Uniósł nieznacznie jedną brew do góry i korzystając z okazji wymiany uprzejmości pomiędzy dziewczętami, rozejrzał się wokół w poszukiwaniu prowodyra zmiany humoru Walsha. Nie trzeba było szukać zbyt długo. No tak. Nie miał serca mu dokładać z tego powodu. Po prostu przemilczał, a być może później zamieni z nim słowo lub dwa…
  - Zrobię Ci owację na stojąco. – rzucił ironicznie w jego kierunku mrużąc oczy, a przy tym zrywając kontakt fizyczny z Éléonore, kiedy jego przyjaciel porwał ją na potrzeby wyśpiewania karaoke. Sam się sobie dziwił, że zrobił to dość niechętnie, jednakże w tej sytuacji, być może był to dobry pomysł, aby sprawiać choć poz…to jest wasza randka, prawda?
  Zabije go jak Merlina kochał, choć trzeba było przyznać, że Walsh taktycznie to zaplanował. Nie mógł mu zrobić kompletnie nic, nawet dać mu przyjacielskiego kuksańca. BOMBARDĄ MAXIMĄ. W końcu nastąpi jednak moment, w którym będzie mógł się zemścić, jednakże to nie był odpowiedni czas. Pozostało mu więc jedynie odprowadzić ich wzrokiem pełnym tej alexowej neutralności. I choć wiedział, że to Josh, który raczej nie działałby na jego realną szkodę, to jednak odczuł lekkie uczucie zazdrości, kiedy Éléonore odchodziła śpiewać z nim i nie było jej obok. Czuł się z tym zdecydowanie zbyt dziwnie, nie mówiąc już o tym że zbyt długo patrzył w tamtą stronę.
  Ostatecznie jego spojrzenie spoczęło na Perpetule i Cainie.
  - Nie wiedziałem, że organizujesz tę imprezę. – naprawdę nie wiedział co powinien powiedzieć w tej chwili, a już na pewno nie co zrobić. Pozostawała mu zwyczajowa grzeczność, a przynajmniej jej zalążek.
Powrót do góry Go down


Loulou Moreau
Loulou Moreau

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 173cm
C. szczególne : francuski akcent, burza loków, ciemniejsza karnacja
Galeony : 835
  Liczba postów : 1048
https://www.czarodzieje.org/t18184-loulou-moreau
https://www.czarodzieje.org/t18218-loulou-m#518183
https://www.czarodzieje.org/t18195-loulou-moreau
https://www.czarodzieje.org/t18299-loulou-moreau-dziennik#520878
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySob Cze 13 2020, 02:12;

wygląd Levi Masoet a do tego biodrówki, koszula w geometryczne wzory, nieco rozpięta, krawat włożony do kieszeni
Punkty w kuferku z DA 6
Wynik w części pierwszej: 6 - Celestyna
Wynik w części drugiej: 4
Nagroda: 20 G

Spojrzała na Victorię, nie kryjąc rozbawienia w spojrzeniu. Czy zamierzała podrywać? Nie! Już prędzej bawić się w najlepsze, skoro i tak nie było teoretycznie sobą, a przecież to oni zaczęli! Kto to widział komentować spodnie.. A może faceci zawsze tak robili? Naprawdę komentowali swoje części garderoby? A jak byli obok siebie w toalecie to też leciało “masz spoko gacie”?! Szybko uniosła szklankę do ust, żeby upić miodu. Lepsze dodanie sobie odwagi, niż rzucenie kolejnymi dziwnymi uwagami. Mimo to uśmiechała się szeroko, przyglądając obu nieznajomym. Choć… Na pewno się nie znali? Najchętniej upewniłaby się u kuzynki, czy też dostrzega te podobieństwa, ale nie miała jak zrobić tego, żeby panowie nie słyszeli. Pozostawało więc grać dalej. Gorzej, że czuła, jak zapadają się bardziej w karuzelę śmiechu, ale hej! Ten miód naprawdę działał.
- Szycie dywanów, czy bycie profesorem, wszystko to jest nudne. Podróże i odkrywanie nowych smaków. To jest prawdziwie ciekawe i wierzcie mi, jeszcze stworzę coś lepszego niż kultowe czekoladowe żaby - rzuciła pewnym siebie tonem. Nie przejmowała się tym, że nieznacznie zdradza się ze swoją miłością do słodkiego, o której wiedziałby, chociażby Boyd. O ile mężczyzna wyglądający jak jego ojciec mógłby nim być. Jeśliby tak było, to musieliby wypić coś podobnego, co one dostały od jakiegoś śmieszka. Brzmiało jak teoria spiskowa, więc było mało prawdopodobne, dlatego nie przejmowała się tym. W końcu byli w Anglii! Irlandczyków tu też mogło być mnóstwo! Zaraz jednak zostali porwani na karaoke przez… Jak mu było? Och, Irlandczycy i ich dziwaczne imiona! Nie przejmowała się niczym i tańczyła, próbując pamiętać, że nie może kręcić biodrami jak zwykle. Nie potrafiła też nie zaśmiać się, gdy zaczął się występ nowego znajomego.
- Są dziwnie znajomi - szepnęła do Victorii, korzystając z chwili, gdy Tom szedł na scenę, a drugi z mężczyzn do nich wracał. - Przyznam, że Lady Morgana ma godnego zastępcę - zaśmiała się, skinąwszy głową w geście uznania. Zaraz jednak Tom śpiewał godnie jeden ze starych, ale jakże cudownych utworów Celestyny. Nie było chyba czarodzieja, który nie znałby tego utworu. Nic więc dziwnego, że dała się porwać chwili, śpiewając cicho pod nosem ze stojącym na scenie Tomem.
- Dobra, moja kolej - rzuciła, klepiąc krótko Viks w ramię i idąc na scenę. Wylosowała karteczkę, znów Celestynka. Poprosiła więc mającego pieczę nad wszystkim o zmianę utworu. W końcu wypatrzyła w tłumie swoje towarzystwo, aby mrugnąć do kuzynki i wbić nagle spojrzenie w Toma. A co, jak się bawić, to na całego, prawda?
- Hej ty wiesz, jak silna jest twa władza. Dyskretny śmiech do szału doprowadza... Pewność mam, że dziś mi nie uciekniesz… Jóżek, nie daruję ci tej nocy - zaczęła, próbując się nie śmiać, co było trudne. Być może występ nie był idealny, ale i tak schodziła ze sceny zadowolona. Nie mogło być lepiej. W męskim, starszym wydaniu, śpiewając, bawiąc się z innymi, nie zamierzała niczego żałować. Spojrzała na Victorię, uniesionymi brwiami pytając, czy idzie śpiewać.

@Victoria Brandon @Fillin Ó Cealláchain @Boyd Callahan
Powrót do góry Go down


Elijah J. Swansea
Elijah J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : znamię na karku odporne na metamorfo; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego. Na prawym przedramieniu wielka i paskudna blizna, ukrywana metamorfomagią i ubraniami
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 3556
  Liczba postów : 3212
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySob Cze 13 2020, 02:23;

To ten mugolski film? — upewnił się bez przekonania, bo choć pociągał go mugolski świat, to chyba za bardzo skupiał się na jego fotografowaniu, a za mało na rzeczywistym poznawaniu. Kilka razy miał do czynienia z filmem i za każdym razem była to zasługa profesora Harringtona; skrywana, choć wciąż odczuwalna niechęć siostry zawsze odrobinę go powstrzymywała. — Obejrzyjmy go kiedyś — zaproponował, kierując się ku sercu imprezy. I nie, nie był to bynajmniej barman.
Przygarnął ją blisko siebie, na kilka długich chwil wyłączając się na rytm muzyki, a w zamian skupiając się wyłącznie na niej – na miękkości grubego aksamitu, linii pleców, zapachu włosów. Musiał nacieszyć się tym na zapas, bo szkolne mury nie skłaniały do przesadnej wylewności. Choć bywały momenty, kiedy nawet lekcja im w tym nie przeszkadzała. Taka odpowiedź mu wystarczała; ba, była znacznie lepsza niż jakiekolwiek słowa.
Chciałbym, żeby to byli tylko wielbiciele — mruknął bez entuzjazmu, posyłając w tamtą stronę jeszcze jedno przeciągłe spojrzenie i w końcu dał spokój. To zabawne, ale sam również nie wiedział na ile Éléonore jest znana w magicznym świecie. Nie patrzył na nią jak na aktorkę – była przede wszystkim jego siostrą. Miał chyba dość skrzywione spojrzenie na artystów, bo ogromną ich część znał tak blisko, że trudno było mu postrzegać ich jako sławy. Wolał nie zastanawiać się nad tym, jakie konsekwencje mogła nieść za sobą rozpoznawalność. Tego tylko brakowało żeby dopowiedzieć sobie powód do zamartwiania się o bezpieczeństwo rodziny. — Jeśli trafię do więzienia za morderstwo, będziesz mnie dalejkochaćlubić? — uniósł kącik ust w delikatnym uśmiechu. Miał na myśli Voralberga, czy Rileya? A może po prostu każdego kolejnego, który odważy się zakręcić przy którejś z jego sióstr? Miał drobny problem z oddaniem ich w cudze ręce. Co zabawne, nawet ojciec wydawał się pod tym względem bardziej wyluzowany.
Melodia przyspieszyła, więc i on nieznacznie przyspieszył, przez moment skupiając się na jej obrotach; starał się żeby w ich krokach nawet na moment nie pojawiła się nuda. W głowie na bieżąco wymyślał krok naprzód, co nie było trudnym zadaniem, biorąc pod uwagę to jak dobrze potrafiła się do niego dopasować, nawet pomimo tej sukienki. Drobne potknięcia, choć nieuniknione, stanowiły margines, który nie psuł ogółu. To nie kroki, a słowa miały w końcu zachwiać rytm. Nie zepsuć, lecz wprowadzić dysharmonię, w wyniku której nadepnął jej niechcący na stopę.
Przepraszam — przepraszał za to, że ją podeptał, czy może za to, że ciągnął ją tu przy każdej możliwej okazji? Nie zmuszał jej, to prawda, ale przecież mógł zabierać ją na neutralny grunt. Przystanął, wyróżniając ich na parkiecie bardziej, niż mogliby tego dokonać najwymyślniejszą choreografią i przyjrzał się dokładnie jej twarzy, jakby miał w ten sposób wyczytać co dokładnie miała na myśli. W końcu poruszył się, wprawiając w ruch i ją, minę mając przy tym zamyśloną, choć nie niezadowoloną czy zawiedzioną.
Rozumiem — odpowiedział po chwili, która była chyba dłuższa niż mu się wydawało. Pogładził kciukiem powierzchnię drobnej dłoni i uniósł ją, by, przychyliwszy się nieco, dotknąć jej własnym policzkiem, a na sam koniec ucałować. Uśmiechnął się do niej niepewnie. — Ale to nie tak. Pokazuję Ci swój świat — w dwóch krokach, nie puszczając wcale jej dłoni, znalazł się za jej plecami i nachylił się bliżej ucha, by nie przekrzykiwać gwaru imprezy. — I chyba liczę na rewanż — mimowolnie zaśmiał się cicho i puścił ją, pozwalając by „odwinęła” się z jego objęć – zupełnie jak ta wstążka. — A jeśli żaden nie będzie idealny, to znajdziemy inny, własny.
Może był naiwny – a może po prostu zakochany? Wzruszył delikatnie ramionami, pozwalając sobie na szerszy niż do tej pory uśmiech.
Chcesz się czegoś napić? Przy odrobinie szczęścia dostaniemy coś, co nie zrujnuje nam wieczoru. I może nawet bez alkoholu.
Ech, ta magia.

Moonwalk
Powrót do góry Go down


Caine Shercliffe
Caine Shercliffe

Nauczyciel
Wiek : 46
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : drogie garnitury, burzowe spojrzenie
Galeony : 1978
  Liczba postów : 538
https://www.czarodzieje.org/t17784-caine-vergil-shercliffe#500817
https://www.czarodzieje.org/t17800-lexa#501207
https://www.czarodzieje.org/t17786-caine-v-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19458-caine-shercliffe#575643
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySob Cze 13 2020, 20:44;

Caine prawdopodobnie pierwszy raz w życiu został absolutnie zignorowany. Nawet w szkole, kiedy próbował żeby go lekceważono, nigdy nie osiągał tego efektu tak skutecznie jak teraz. Nieprzyzwyczajony do tego wrażenia, stał u boku Perpetuy milczący. Rozważał czy jeszcze kiedykolwiek chciał się pojawiać na jakichkolwiek wydarzeniach u boku pół-wili… Może nie lubił znajdować się w centrum zainteresowania i cenił sobie komfort i spokój pozostania zdystansowanym, a nawet czasem znielubianym przez uczniów (przez co większość zapominało o jego obecności). Jednak musiał w duchu zauważyć, że garnitur na tę okolicznosć przebierał trzykrotnie, dwa razy zmieniał buty, a dobór krawata stawiał przed nim wybór pomiędzy dziesięcioma różnymi. Gdyby chociaż jedna osoba doceniła jego gust albo chociaż zauważyła jego obecność, czułby się ukontentowany taką okolicznością. Tymczasem, z boku, bacznie obserwował jak mijały ich kolejne osoby. Jedna po drugiej zagadywały. Na nieszczęście, nikt z nich nie zwrócił na niego uwagi. Chyba, że liczyć to biedne skinienie głowy Alexandra, który więcej skupienia poświęcił obserwacji otoczenia wokół zebranych niż Shercliffe’owi. Historyk, bezpiecznie zignorowany odetchnął, nie skrywając nawet swojego zrezygnowania. Doszedł do wniosku, że jedyne wrażenie, jakie mógł na kimś zrobić, to to, jakie osiągnąłby za pośrednictwem włączenia w swoje działania Perpetuy Whitehorn. Wizja ta zdawała mu się jednak tak podstępnie niebezpieczna, że szybko porzucił tą myśl. Pozostał aktywny w jedynej czynności do jakiej najwyraźniej dzisiejszego wieczoru był skrojony: podpierania złocistowłosej organizatorki imprezy. A nawet do tej funkcji szczególnie się nie przywiązywał, wiedząc, że zaraz i ona zostanie mu odebrana. Widział już w tej roli przynajmniej pięciu potencjalnych kandydatów, którzy mogli się do tego przyczynić. Wzrok utkwił za ramionami rozmawiających, na stoisku z alkoholem, żałując, że nie zaopatrzył się we własny burbon, nie ufając najwyraźniej temu, co rozdawała tam kobieta w sędziwym wieku. Doświadczenie w imprezach nauczyło go, żeby nigdy nie być pewnym zawartości swojego kieliszka, jeśli nie jest to kieliszek, który samemu się wypełniło, z butelki, którą wcześniej też się samemu otworzyło.
Wybornie — skwitował sam do siebie, nie nosząc w sobie nadziei, że ktokolwiek inny chciał go słuchać, kiedy wszyscy tak żwawo zajęli się rozmową z bardziej komunikatywną Perpetuą. Miał podstawy sądzić, że gdyby nie jego stabilne ramię, umknąłby nawet niezauważony. Ciężko było w końcu dostrzec nieobecność kogoś, kogo obecność nie została szczególnie odnotowana. Nawet pomimo doborowego towarzystwa, a może właśnie przez nie. Niewidzialny. Tak, słownikowo, nazwałby go oksfordzki uczony.
W ciszy, nikomu nie wadząc, odebrał od Perpe podarowaną jej, ręcznie zdobioną laskę, odciążając ją z dzierżenia ich dwóch jednocześnie, nie odrywając przy tym kobiety od rozmowy.
Przyniosę coś do picia — odczekał na moment ciszy, choć chyba nie miało znaczenia czy się odezwał i kiedy. Wysunął ramię spod perpetuowego uścisku i udał się na boczek. Nie po alkohol, bynajmniej. Raczej aby w spokoju possać miętowego cukierka, wysuniętego z metalowej manierki w kieszeni marynarki.

@Joshua Walsh, @Éléonore E. Swansea, @Perpetua Whitehorn, @Christopher O'Connor, @Alexander D. Voralberg, @Bianca Zakrzewski
Powrót do góry Go down


Perpetua Whitehorn
Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 45
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 552
  Liczba postów : 1570
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyPon Cze 15 2020, 22:55;

Strój: Ciemnozłota, mieniąca się w światłach lamp kreacja oraz sznur pereł puszczonych w dekolt

O ile to możliwe - Perpetua rozpromieniła się jeszcze bardziej, kiedy dowiedziała się, że ta urocza młoda kobieta (którą obejmował Alexander, co nie umknęło uwadze i poszerzającemu się uśmiechowi złotowłosej) to jeszcze panienka Swansea. Gdy tylko blondynka ją oświeciła - Whitehorn automatycznie przywołała wspomnienie Elisabeth, swojej roztańczonej znajomej z desek londyńskiego teatru.
Na słodką Helgę, jak mogłam Cię nie rozpoznać skarbie! Jesteś taka podobna do Elisy... — gdyby nie to, że trzymała się ramienia Shercliffe'a, to bez skrupułów dopadłaby się do policzków Éléonore niczym dobrotliwa ciotka. Przez krótki moment poczuła lekki zawód, że Pani Swansea nie skorzystała z jej zaproszenia - jednak widok jej córki z Alexem widocznie to rekompensował. Dalej więc gruchała: — Pozdrów ją koniecznie ode mnie, złotko! Ależ wyrosłaś... ostatni raz widziałam Cię jak miałaś pięć lat! Już wtedy byłaś prześliczna, ale teraz trudno odnaleźć mi odpowiednie słowa. Tylko pozazdrościć... — krótkie, wymowne - ale iskrzące milionami świateł - spojrzenie powędrowało prosto w górę - w te niemal białe tęczówki. Absolutnie za nic mając tę fasadę neutralności, którą ich właściciel się otaczał. Perpetua wiedziała swoje.
Nie mogła przestać się uśmiechać.
Tak, koniecznie, tańczcie, śpiewajcie, bawcie się dobrze! — I choć zaniepokoiła ją nieco subtelna zmiana w tonie Joshuy (a Whitehorn była wyjątkowo wyczulona na zmiany nastrojów innych, nie wspominając już o przebywaniu w towarzystwie Shercliffe'a, który charakteryzował się oszczędną mimiką) - to uznała, że właśnie zajęcie się zabawą jest najlepszym lekarstwem na smutki. Walsh widocznie miał identyczny pomysł, więc pozostało jej jedynie przytaknąć. Poza tym...
Czy ona właśnie usłyszała ...r a n d k a?
Odwzajemniła szeroki uśmiech Josha, którym ich obdarował - jednocześnie puszczając mu figlarne oczko. Niemalże cała chodziła z podekscytowania i zwyczajnej radości - nawet się z tym nie kryjąc. Voralberg miał swoją sympatię. Czuła się niemal tak... Jakby właśnie się dowiedziała, że jej syn młodszy brat przedstawiał swoją dziewczynę. Na szczyty kości policzkowych wyszedł jej zdrowy rumieniec - tym razem jednak nie wywołany przez towarzyszącego jej mężczyznę. Tylko sytuację - jakiej właśnie mogła być świadkiem.
Choć kiedy zostali już we trójkę - Perpetua widziała to spojrzenie Voralberga, którym odprowadził Éléonore. I choć nie potrafiła powściągnąć uśmiechu, który układał się na jej czerwonych ustach - powściągnęła swoje, na pewno peszące, emocje, tonując się nieco.
Więc teraz już wiesz, Alexandrze — przybranie tak neutralnego tonu jak zaklęciarz jednak nie było proste. Zrezygnowała więc z tego, wracając do swojego zwykłego, ciepłego tonu: — Nie spodziewałam się Ciebie tutaj. To naprawdę miła niespodzianka.
Starała się zachować dystans - swoją potrzebę dotyku aktualnie przerzucając na Shercliffe'a (niemal kompletnie już ignorując drażniące jej skórę ciepło) - jednak i historyk miał inne plany. Odebrał jej świeżo sprezentowaną laskę - szczęśliwie, że dzisiaj upojona była odpowiednimi przeciwbólowymi eliksirami - pozostawiając ją niemal na lodzie. I odchodząc gdzieś na bok - pod pretekstem zdobycia czegoś do picia. Odprowadziła go spojrzeniem - ni to zdziwionym, ni niezadowolonym. Pytającym.
Caine...?
Teraz jednak i Whitehorn poczuła się niejako... opuszczona.
Westchnęła ciężko - na nowo przybierając swój uśmiech, ciepły, nieco pobłażliwy - i podnosząc niebiesko-zielone tęczówki na pozostałego na placu boju mężczyznę. Musiała dosłownie zadrzeć podbródek w górę, żeby skrzyżować z nim spojrzenie.
Zostaliśmy więc sami — pozwoliła sobie zauważyć. Miała ochotę się do Voralberga przysunąć - jak to ona, szukając fizycznego potwierdzenia swojego towarzystwa - jednak aż za dobrze zdawała sobie sprawę jak mężczyzna mógł na to zareagować. Oczywiście widziała jak wcześniej obejmuje młodą Swansea - na co serce jej urosło - ale ona nią nie była. Doskonale wiedziała, jaki ma stosunek do niej i jej sposobu bycia. — Zrobisz starej kobiecie — kącik jej ust drgnął, kiedy przypomniała sobie prośbę Chrisa, żeby się tak nie nazywała — przyjemność i z nią zatańczysz? Nie zdążyłam dokończyć ani jednego tańca — zerknęła przy tym wymownie w kierunku, w którym wcześniej zniknął Shercliffe. — Przy jednym prawie wyszła ze mnie harpia... — rzuciła, niby żartem, choć było w tym zdecydowanie więcej prawdy.
Mówiąc to wszystko powoli uniosła dłoń, ostatecznie chwytając w szczupłe palce... rękaw koszuli Voralberga - i zerkając w kierunku parkietu. — Nie gryzę. Odstawię Cię potem pod scenę karaoke — obiecała.

@Joshua Walsh @Éléonore E. Swansea @Caine Shercliffe @Alexander D. Voralberg
Powrót do góry Go down


Victoria Brandon
Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy
Dodatkowo : Prefektka naczelna
Galeony : 4694
  Liczba postów : 2461
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyPon Cze 15 2020, 23:28;

Punkty w kuferku z DA 24
Wynik w części pierwszej: 3 Felix Felicis
Wynik w części drugiej: 6 Wymiatasz! Czy to nie ty powinieneś śpiewać na tej imprezie? Zebrałeś owacje na stojąco, a wokalista zespołu uścisnął ci dłoń. Gratulacje!
Nagroda: 30 g oraz 1 pkt z DA

Victoria miała wrażenie, że wpadli w jakąś dziwną matnię, z której nie da się tak łatwo wydobyć, jednocześnie zastanawiając się, co powinna zrobić, żeby przekonać się, czy faktycznie właśnie rozmawia z Fillinem i Boydem. Zerknęła na Lou, która najwyraźniej również miała te wątpliwości, ale nie była w stanie wpaść na żaden właściwy trop, który powiedziałby jej, jak powinna się zachować, niemniej jednak zaraz do jej boków przyłożono ostrogi, pod których wpływem postanowiła wykonać jakieś fiknięcie, nie wiadomo co, ale jej gorący temperament został niespodziewanie zgaszony poprzez leniwy, zaczepny uśmiech, który rozlał się na jej ustach, a jasne oczy zabłyszczały. To było dziwne uczucie, ale miała wrażenie, że właśnie to ją czeka, że nauczy się kiedyś przekuwać te wszystkie szalone emocje w coś, co okaże się o wiele lepsze.
- Samo szycie nie jest tak fascynujące, jak nocne loty ponad dzikimi i niezamieszkanymi terenami. Chociaż część mojej rodziny pewnie powiedziałaby, że lepiej byłoby, gdybym znalazł jakiegoś smoka i to nim się zajął. Na razie na głowie mam tego tutaj głodomora, a to nie jest ani trochę fascynujące. Ciekawe, kiedy dywan się pod nim zarwie - powiedziała, wskazując na Lou, kiedy ta zaczęła opowiadać o słodyczach i przez chwilę zastanawiała się, jakim cudem te słowa w ogóle zdołały przedrzeć się przez jej gardło. Kiedy zatem ich rozmówcy skierowali się już ku podwyższeniu, spojrzała od razu na swoją towarzyszkę i pokręciła lekko głową, jakby chciała jej powiedzieć, że nie ma bladego pojęcia, co właśnie się wydarzyło, a następnie skinęła głową.
- Mmm, Irlandia, wspólne spędzanie czasu... Brzmią tylko inaczej. Zastanawiam się, czy damy radę zastawić na nich pułapkę... - powiedziała, a jej jasne oczy błysnęły, potem zaś za Lou skoncentrowała się na tym, co się dzieje, całkiem nieźle się bawiąc i coraz bardziej rozluźniając, pozwalając na to, by to męskie ciało wzięło nad nią górę. W końcu nikt nie mógł jej tutaj rozpoznać, nadal! Uśmiechnęła się, kiedy kuzynka uznała, że teraz jej pora na wokalne popisy i aż parsknęła z ubawienia, kiedy dowiedziała się już, jaką Lou śpiewa piosenkę. Skoro zaś wszyscy wskakiwali na tę scenę, to i ona poszła - dziwiąc się samej sobie! - bo nie chciała wychodzić na sztywniaka i uniosła brwi, kiedy wylosowała już zespół. O pięknie! To było tak szalone, że aż zaśmiała się w głos, a później ruszyła do śpiewania, które z każdą kolejną chwilą szło jej lepiej! Nie miała bladego pojęcia, jak to możliwe, ale naprawdę wczuła się w tę całą zabawę i znała jeszcze ten żenujący tekst, za którym musiała jakoś nadążać, ale chyba miała na tyle charyzmy, że była w stanie porwać do zabawy zebranych.
- If you want my future, forget my past. If you wanna get with me, better make it fast. Now don't go wasting my precious time, get your act together we could be just fine - zaśpiewała całkiem serio, a jej jasne oczy błyszczały. Nie spodziewała się, że będzie się tak doskonale bawiła, naprawdę! Śmiała się w głos, gdy otrzymywała te wszystkie owacje, bo było to naprawdę przyjemne, a jednocześnie - niesamowicie zabawne.
- Może powinniśmy założyć jakiś zespół! - rzuciła zaczepnie do Boyda, kiedy już opuściła scenę.

@Boyd Callahan @Fillin Ó Cealláchain @Loulou Moreau

______________________

they can see the flame that's in her eyes

Nobody knows that she's a lonely girl


Powrót do góry Go down


Éléonore E. Swansea
Éléonore E. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 2413
  Liczba postów : 1152
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySro Cze 17 2020, 09:04;

STRÓJ: lata 20' -  sukienka pełna złotych frędzli i cekinów, magicznie pojawił się także sznur pereł i szal boa

Karaoke:
Punkty w kuferku z DA 58
Wynik w części pierwszej: 2, Fatalne Jędze Podwórko starego Johna - Page 6 693347448
Wynik w części drugiej: 5 (+1)
Nagroda: 1pkt DA


...Jeszcze trochę niespodzianek, a zemdleje. Więcej niż pewne...
...Co prawda do stanu Alexandra jeszcze trochę jej brakowało, ale była to jedynie zasługa jej wyćwiczonej odporności i... dobrego humoru, który nie opuszczał jej na krok tej nocy. Do tego stopnia, że miała ochotę na jeszcze więcej żartów i docinek, którymi teraz raczyła się wraz z Joshem, ale przecież wszystko miało swoje granice, szczególnie dobry smak. Nie chciała znów cofnąć się o krok w tej zawiłej relacji, jaką dzieliła z Voralbergiem. Ba! Miała nadzieję, że ten wieczór pozwoli na pewien przełom. Cóż, pewne formalności mieli już za sobą. Może jest na dobrej drodze, by odkryć kilka kart i nadtłuc nieco betonowej ściany?
...I choć nic nie mogło się równać z magią Celtyckiej Nocy, to tym razem także poczuła te charakterystyczne, dziwne dreszcze, a wszystkie mięśnie jej ciała (nawet te, o których nie miała dotychczas pojęcia) spięły się, gdy przysunął ją do siebie. A potem... rozluźniły, po upływie niespełna kilku sekund. Dziwnie też zmiękły jej kolana. Wszystko to było... dziwne. Czy to właśnie ten kolejny krok naprzód? Nie mogła powstrzymać uśmiechu, jednak w parze z nim na jej twarz zawędrował pytający wzrok. Robił to dla niej, czy chciał w pewien zawiły sposób dopiec swojemu przyjacielowi? Czy... powinna się zastanawiać? Przecież było przyjemnie.
...A czy niezręcznie? Cóż, może odrobinkę, gdy zorientowała się, że wszyscy zebrani (poza nią i Biancą) uczą w Hogwarcie. Co, jeśli Perpetua zechce odnowić zażyłość z jej matką i wspomni w liście o Alexandrze? Ta myśl jak Depulso uderzyła w Swansea i na moment zmroziła krew w jej żyłach. Matka to pół biedy, ale jak ojciec się dowie...
- Dziękuję, oczywiście pozdrowię. Musi pani nas koniecznie odwiedzić, mama uwielbia pić popołudniową herbatę na ganku, na pewno ucieszyłaby się z takich gości! - mówiąc to, uśmiechnęła się lekko do mężczyzny, który towarzyszył pani Whitehorn, na chwilę odwracając swoją uwagę od rozpromienionej kobiety. Ta fala komplementów nieco ją przytłoczyła i być może wpływ na to miała obecność Alexandra. Tak bliska obecność... A potem przyrzekła sobie, że napomknie mamie o tym, że z kimś się spotyka, jedynie bez żadnych szczegółów, najlepiej tuż przed wyjściem z domu takim bezpowrotnym by nie miała możliwości zbombardowania jej pytaniami. Z dwojga złego lepiej... jeśli dowie się o tym od niej, a nie od swojej znajomej.
...Wizja rozerwania się i skorzystania z atrakcji była w obecnym położeniu niezwykle kusząca, bo choć chciała zamienić jeszcze parę słów z nowo poznanymi ludźmi, to musiała nieco odreagować. Wyżycie się na scenie powinno pomóc. Podążyła więc za resztą towarzystwa, zastanawiając się, czy aby na pewno się nie skompromituje.
- Randka? Być może. A z Waszej strony? - uśmiechnęła się tajemniczo w kierunku Bianci i Josha, odbijając jednocześnie wyimaginowaną piłeczkę. Joshua dość sporo mówił o gajowym, ale przecież tak uroczo wyglądał z blondwłosą malarką u boku...
...Gdy tylko zbliżyła się do sceny, przed oczy został jej podstawiony wielki, czarny cylinder. Bez większego namysłu wsadziła dłoń do środka i wylosowała...
- Fatalne Jędze? Ha! Czyli idę na całość. - zaśmiała się, zerkając na tytuł utworu, który za kilka chwil miała zaśpiewać - A Wy co wylosowaliście? Może jakiś duet? - zapytała ze szczerą i nieskrywaną ciekawością. A potem nadeszła jej kolej i musiała przyznać sama przed sobą, że towarzyszyła jej lekka trema.
...Być może kłóciło się to z jej wizerunkiem, ale lubiła mocniejsze brzmienia i ten repertuar aż tak jej nie odstraszył. Znała kawałek bardzo dobrze, za czasów szkolnych wręcz męczyła nim domowników i współlokatorki z sypialni w Dormitorium. Ale teraz zdawała sobie sprawę z tego, że nie śpiewa rewelacyjnie i to było pewną przeszkodą. Poszło jej jednak... zaskakująco dobrze. Może to ten klimat, a może kwestia alkoholu? Publiczność zdążyła nieco ogłuchnąć i znieczulić się na fałsze, a i ona rozluźniła strony głosowe. Podczas całego występu bardzo dobrze się bawiła, a atmosfera udzieliła się publiczności, bo gdy tylko skończyła, została nagrodzona brawami.
...Przyjemne uczucie, do którego nigdy nie przywyknie i które nigdy jej się nie znudzi.


wybaczcie chaos :')
Powrót do góry Go down


Bianca Zakrzewski
Bianca Zakrzewski

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 25
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174cm
C. szczególne : veela vibe || zniszczone terpentyną dłonie umazane farbami
Dodatkowo : ćwierć wila
Galeony : 1327
  Liczba postów : 713
https://www.czarodzieje.org/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
https://www.czarodzieje.org/t14416-bianca#381732
https://www.czarodzieje.org/t14414-bianca-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t18447-bianca-zakrzewski-dziennik
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySro Cze 17 2020, 17:31;

strój: ten

Czuła się nieco zagubiona, była naprawdę szczęśliwa, że spotkała tyle znajomych twarzy, i poznała całkiem nowe. Niemniej jednak nie do końca wiedziała co się dzieje, szczególnie kiedy skupiła się na ogromie pary buchającej z jej nosa i kompletnie straciła wątek. Całe szczęście przestała już udawać smoka i jedynie trzymała w dłoni kufel z magicznym piwem, nie chcąc ponownie robić za jedną z atrakcji tego wieczoru. Przyjęła marynarkę Josha z wdzięcznością wypisaną na twarzy i nawet się lekko zarumieniła, choć nie była pewna czy to nie kwestia tej odrobiny alkoholu, który zdążył pojawić się w jej organizmie. Bądź co bądź do nieśmiałych osób nie należała, a jednak delikatny róż przyozdobił jej policzki. Wodziła wzrokiem od osoby do osoby, próbując połapać się w zawiłych relacjach, które wszystkich łączyły, jednak musiała przyznać, że szło jej to dość opornie.
Do ich grona niespodziewanie dołączyło więcej osób, a czerwone wargi Bianci wykrzywił szeroki uśmiech, gdy tylko usłyszała głos kobiety, którą przyszło już jej spotkać.
Dokładnie tak, fantastyczne wydarzenie! – odparła do Perpetuy i z zaskoczeniem stwierdziła, że nie tylko jej ona była znajoma. Mogła się rzecz jasna domyślić, że Joshuę, tudzież Alexa, półwila zna, niemniej nie wiedziała, że i Éléonore dołączy do tego grona. Zakrzewski czuła się więc nieco skonsternowana, bo wydawało jej się to wszystko odrobinę dziwne. Świat był mniejszy niż podejrzewała. Aż zaczęła się rozglądać dookoła, nie wtrącając się w rozmowę między pozostałymi, zastanawiając się czy jej zielone tęczówki ujrzą jeszcze kogoś jej znajomego. Musiała przyznać, że wydarzenia organizowane w Dolinie Godryka były niczym spotkania klasy po latach, czy cos w tym rodzaju.
Wróciła myślami do swoich towarzyszy, z uśmiechem błądzącym w kąciku jej ust i stukając długimi paznokciami w grube szkło kufla. Uniosła jedną brew na pytanie Josha o randkę i miała ochotę wywrócić oczami, oczywiście, że to była randka, a oni bezczelnie im przerwali. Élé jednak nie pozostała mu dłużna i odbiła pałeczkę, sprawiając, że Bianca o mało się nie zakrztusiła. Owszem, zaprosiła go na potańcówkę, ale nigdy nie myślała w tym kontekście. Młoda Zakrzewski w ogóle nie miała w swoich słowniku czegoś takiego jak randka i zwyczajnie na nie nie chodziła. Była pewna, że jej intensywny tryb życia na to nie pozwalał, chociaż może stało za tym coś jeszcze? Strach przed utratą kogoś bliskiego, skoro traciła tak wiele relacji i była doprawdy koszmarna w ich utrzymywaniu? Zamarła, nie wiedząc co powiedzieć, co jeśli Walsh faktycznie potraktował, w jej oczach niezobowiązujące, zaproszenie jako coś na wzór randki?
Nie… – zaprzeczyła i się zaśmiała, żeby zatuszować swoje początkowe zaskoczenie, uważając, że powinna postawić sprawę jasno. Nie miała czasu na głębokie relacje i nieważne jak bardzo jej to ciążyło – nic nie potrafiła z tym zrobić.
Wkrótce jednak przyszedł czas na karaoke, na które dała się namówić nawet nie wiedząc dlaczego, bo przecież nigdy nie uważała się za fantastyczną piosenkarkę. Parsknęła śmiechem kiedy wylosowała Celestynę Warbeck i z triumfalnym „ha!” pokazała karteczkę pozostałym, by na chwilę przed swoim występem podskoczyć kilka razy w miejscu w celu bezsensownej rozgrzewki, oddając przed tym marynarkę jej właścicielowi, albo może by zszedł z niej paradoksalny stres? Wkroczyła na scenę zaraz po tym jak dopingowała Élé i sama dała z siebie wszystko. Nie sądziła, że śpiewanie jazzowej piosenki będzie tak dobrą zabawą.
Totalnie zastanowię się nad przekwalifikowaniem zawodowym! – powiedziała roześmiana.

Karaoke:
Punkty w kuferku z DA 51
Wynik w części pierwszej: 6
Wynik w części drugiej: 4 (+5) → 6
Nagroda: 30G i 1pkt z DA
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySro Cze 17 2020, 22:50;

Strój: Lata 60. Av pic rel; Napój: n/d; Karaoke: n/d;

  Zdawał się być nadzwyczaj stoicko spokojny. Nawet jak na siebie, znanego tak pozornie dobrze innym osobom z obecnego wokół niego grona. W istocie w jego środku rozgrywało się niewielkie piekiełko, które w skali od jeden do dziesięć można było ocenić na pięćdziesiąt trzy i to będąc optymistą. Wiedział, że będzie się tu dużo działo – przede wszystkim w pełni świadom praw i obowiązków wynikających z za… tego, że miał tam pojawić się bezceremonialnie z Éléonore po raz kolejny publicznie. To go niepokoiło bynajmniej nie z samego faktu. Obawiał się, że sobie ze swoimi emocjami nie poradzi, a przecież walczył z nimi od dłuższego czasu już wystarczająco mocno i próbował zrozumieć. Drugą kwestią był jego przyjaciel, który – mówiąc krótko – jęzor miał długi jak jego pufek, a niewyparzony był jak surowa cynamonka. Wstęp jaki mu zrobił był można rzec doskonały, jeżeli patrzymy w kontekście osobistych katastrof.
  Stuprocentowym faktem było jednak to, że jakoś to sobie powoli szło, zachowywał się w miarę jak normalny, czujący człowiek, a Joshua w ostateczności nie narobił mu aż takiego powodu do skrępowania, którego nie mógłby przeżyć. I wtedy, cała na złoto, pojawiła się Perpetua Whitehorn ze swoim asortymentem udowadniającym mu dobitnie jaki świat jest mały. I choć starał się nie dawać po sobie tego poznać, to ironicznie to pokazywało najwięcej co o tym sądzi. Ostatni raz widziałam Cię jak miałaś pięć lat.
  Nawet nie próbował kryć się z tym jak czujnie przyglądał się Whitehorn i jak uważnie słuchał tego co mówiła. A to nie napawało go szczególnym optymizmem i doprowadzało wręcz do szewskiej pasji, szczególnie kiedy tak wymownie na niego spojrzała. Miał wrażenie – choć zapewne wmawiał sobie to jak wiele innych, niedorzecznych (chociaż…) rzeczy – że po tym wszystkim uzdrowicielka spotka się ze swoją przyjaciółką i wszystko jej powie. A tego nie chciał. Naprawdę bardzo nie chciał. I nie kryły się za tym jakieś głębokie, filozoficzne powody, a jedynie kwestia tego, że nie było to nic oficjalnego, a nawet jeśli to rozegranie tego w ten sposób byłoby jego własną porażką. Liczył na rozwagę profesor magii leczniczej, choć coraz bardziej niepokoiła go perspektywa narastającej radości Perpetuy i miał nadzieję, że była spowodowana jedynie faktem ich zwykłej obecności i tego, że przyszło tyle osób. Nie chciał wiedzieć nic więcej. Czy właśnie to nazywano peszeniem się?
  - Lubię zaskakiwać. – rzucił w jej kierunku uprzejmy, wyglądający na niewymuszony uśmiech. Był królem ukrywania tego co myślał i czuł, a kiedy Éléonore odeszła przychodziło mu to zdecydowanie łatwiej. Przyznał jednak sam przed sobą, że powstrzymywanie się od zerkania w tamtą stronę było straszliwie męczące. Swoją drogą w tej chwili musiał ugryźć się w język, aby nie powiedzieć czegoś, co sprawiłoby Whitehorn przykrość, bo choć ta sytuacja straszliwie go mierzwiła, to jednak jej szczery optymizm i radość nie mogły zostać zaburzone przez niego. Jakim człowiekiem by był, gdyby to zrobił. I tak najwyraźniej zaczął zbyt nieprzyjemnie, ale starał się usprawiedliwiać swoimi nerwami, które od środka roznosiły go jak Joshua świeżo podane cynamonki.
  Ruch Caine’a go rozproszył, tak nagły i niespodziewany. Szczerze mówiąc to chyba w tym momencie mu zazdrościł i chciałby być na jego miejscu – nie w centrum uwagi. Nie miał pojęcia czy Shercliffowi to przeszkadzało, być może poczuł się urażony skupieniem się grupy na osobie Perpetuy, niemniej jednak nie miał teraz głowy do tego, aby rozważać emocje historyka. Możliwe, że później zamieni z nim słowo lub dwa, teraz natomiast kiedy został sam na sam z uzdrowicielką to poczuł się na tyle obnażony, że miał wrażenie iż zaraz spanikuje. Czuł się emocjonalnie nagi, choć doskonale wiedział, że kontroluje się na tyle, aby nie wypalić za dużo. Wykorzystał jednak moment, w którym kobieta skupiła się na swoim towarzyszu i zerknął w kierunku podestu, gdzie odbywało się karaoke. Zrobisz starej kobiecie przyjemność i z nią zatańczysz? To by było na tyle z ukradkowego spojrzenia.
  Rozejrzał się nieco skonsternowany i dopiero teraz do niego dotarło, że Whitehorn najwyraźniej pojawiła się na potańcówce z Cainem? Zaraz zaraz, nie z O’Connorem? Chyba się w tym wszystkim pogubił, a to był dopiero początek imprezy. Zaskoczyła go na tyle, że nie wiedział co miał odpowiedzieć – rzecz jasna nie miał zamiaru mimo wszystko odmówić, bo było by to absolutnie niegrzeczne z jego strony – w ostateczności kiwnął więc głową, najwyraźniej zamykając się na czas dłuższy niż sobie ustanowił. Może to i lepiej. Mimo wszystko pochwycenie go za rękaw było dla niego zaskakujące, niemniej jednak gdzieś wewnątrz był wdzięczny, że nie dotknęła gwałtownie nagiego kawałka jego skóry. Szkoda, że w latach 60’ nie przewidzieli cienkich, stylowych rękawiczek.
  - Wiem co myślisz. – nie był legilimentą i to z kolei wiedziała prawdopodobnie ona. To stwierdzenie jednak idealnie pasowało do tego co z kolei miał w umyśle on. I nie musiał być wyuczony czytania w myślach, aby zanalizować ostatnie piętnaście minut tego co się wydarzyło. Z lekkimi obawami ukłonił się lekko kiedy dotarli na parkiet, a dodatkowo z niechęcią przybrał z nią pozycję do klasycznego tańca. Nie chciał się tak zachowywać, jeśli chodziło o fizyczny kontakt w tak prozaicznej czynności, ale miał nadzieję, że tę kwestię akurat zrozumie. Bo kto miał ją zrozumieć jak nie Perpetua Whitehorn.
Powrót do góry Go down


Joshua Walsh
Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : runa algiz za lewym uchem, obrączka z bladoróżowej muszli, bransoletki na lewym nadgarstku
Galeony : 4446
  Liczba postów : 2006
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyCzw Cze 18 2020, 12:53;

Punkty w kuferku z DA 0
Wynik w części pierwszej: 2 Fatalne Jędze
Wynik w części drugiej: 4 (link wyżej)
Nagroda 20 G

No więc jednak randka! Spojrzał ukradkiem na Alexa i już chciał to skomentować, gdy Éléonore odbiła piłeczkę. Zaśmiał się, spoglądając na swoją towarzyszkę, która nagle zdawała się zmieszania. Przecież nie miała powodu! I to jej proste "nie". Aż otwarł usta z udawanym oburzeniem.
- Jak nie? Przecież myślałem, że jesteśmy tutaj umówieni. To nie jest randka? - spytał, patrząc na Biance, żeby już po chwili mrugnąć do niej zaczepnie, śmiejąc się pod nosem. - Rzeczywiście nie jest, ale gdyby nie list od Bianci, nawet nie wybrałbym się tu, bo twój luby raczej nie dałby mi znać, że sam idzie - dodał, wracając spojrzeniem do Swansea. W końcu dotarli na miejsce, gdzie miały rozpocząć się śpiewy, czy raczej ich, bo większość ludzi już bawiła się w najlepsze. Jakiś blondyn śpiewał nawet utwór zespołu Felix Felicis, co brzmiało naprawdę dziwnie. Josh nie losował wraz z dziewczynami karteczki, chcąc zostawić sobie niespodziankę na później.
- Nie chcę zniszczyć waszych występów, wylosuję nieco później - stwierdził, gdy padło pytanie o duety. Nie, zdecydowanie wolał zaśpiewać (i wygłupić się) sam, zamiast niszczyć reputację artystek, z którymi przyszło mu próbować swoich wokalnych sił. Trochę żałował, że Alex zazwyczaj nie był skory do takich zabaw, ale kto wie, może kiedyś… Gdy już trochę się rozluźni przy Élé. Przyglądał się, jak dziewczyna wchodzi na scenę i zaczyna swój występ. Trafił jej się utwór, który chyba wszyscy pamiętali z czasów szkolnych. Przywodził ciekawe wspomnienia i nie tylko...
Nie do końca panował nad tym, co robi. Odruchowo rozglądał się i wracał spojrzeniem w stronę Chrisa. Widział, jak nieznany mu mężczyzna, który prawdopodobnie był Charliem i nawet wyglądał nieco znajomo, zwyczajnie z nim rozmawia. Coś jednak w postawie gajowego mówiło, że nie czuje się w pełni komfortowo. Przynajmniej tak się Joshowi zdawało, mając w pamięci, jak wyglądał mężczyzna, gdy stał przy nim i gdy mieli sami rozmawiać. Nie mógł nic poradzić na rosnące pragnienie ruszenia w ich kierunku, aby stanąć obok Chrisa i kazać temu drugiemu zwyczajnie się odsunąć, odejść. Zazdrość? Nie, z pewnością nie. Zwyczajnie nie podobało mu się, że ktoś inny wprowadza O’Connora w ten dziwny stan. Spróbował wrócić spojrzeniem do śpiewającej Éléonore, która robiła to naprawdę cudownie. Musi ją w międzyczasie wypytać, czy śpiewa, czy zajmuje się inną dziedziną sztuki. Ostatecznie każdy Swansea był powiązany z artystycznym światem, a przynajmniej tego zdążył się nauczyć, obserwując dzieciaki w szkole. Znów spojrzenie powędrowało w stronę Chrisa, akurat w chwili, w której Charlie zaprowadzał go w stronę kogoś jeszcze, obejmując go ramieniem. Poczuł ukłucie w mostku, a szczęki mimowolnie się zacisnęły. Rozluźnił się, dopiero gdy dostrzegł, że Chris sam strącił jego ramię. Dlaczego? Kim był ten trzeci przy napojach? Wróciła Éléonore, a Bianca poszła spróbować własnych sił, oczywiście śpiewając równie pięknie. Czego innego mógł się spodziewać? Uśmiechnął się do kobiety szeroko, po czym znów, ukradkiem uciekł spojrzeniem, wyłapując Chrisa, patrzącego za przyjacielem, a później oddalającego się. Czuł, że powinien teraz ruszyć za nim, złapać, zanim postanowi uciec do chatki i znów się w niej zaszyć, ale przecież nie mógł.
Wrócił spojrzeniem do Bianci, która kończyła występ, uśmiechając się znów szeroko. Chwała, że potrafił pod uśmiechem skrywać to, co się z nim działo.
- Obie byłyście cudowne! To teraz moja kolej, ale wątpię, że pójdzie mi tak świetnie jak wam… - rzucił do obu kobiet, samemu ruszając na scenę. Włożył rękę do cylindra i… Fatalne Jędze. - Jednak mogłem mieć z tobą duet - zaśmiał się, po czym wszedł na scenę i sam zaczął śpiewać. Cóż, jak na kogoś, kto śpiewa raczej pod prysznicem, poszło mu całkiem sprawnie, nawet dostał nagrodę, ale na koniec nieomal wywrócił się po tym, jak potknął się przy schodzeniu. Roześmiany podszedł do dziewczyn, aby delikatnie objąć ramieniem Biancę.
- To co, pora na obiecany taniec? - spytał lekko, gestem wskazując parkiet pełen już tańczących par. Nie chciał zostawiać Éléonore samej, ale też nie był pewny, czy mógł śmiało z nią tańczyć, czy jednak lepiej zostawić tę przyjemność przyjacielowi.

______________________


Peace in your gardens and light from your eyes
No one can hold me the way you do
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32432
  Liczba postów : 102329
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyNie Cze 21 2020, 21:21;






Nadchodzi burza... i panika

To był wspaniały, ciepły wieczór - wszyscy z Was beztrosko bawili się na potańcówce w Dolinie Godryka. W wieczornym powietrzu rozbrzmiewały radosne, szalone melodie, mieszające się ze śpiewem i głośnymi rozmowami. Wiele osób kłębiło się wokół sceny karaoke, zanosząc się śmiechem i wiwatując głośno na co bardziej udane występy. Jeśli zdarzały się nieudane - nikt się tym specjalnie nie przejmował, podążając w kierunku stoiska z rozgrzewającymi alkoholami. Najwięcej uczestników oblegało jednak parkiet, wirując w parach w rytm skocznej muzyki wygrywanej przez zespół.
I właśnie tam, na samym środku drewnianego parkietu rozległ się głośny trzask towarzyszący masowej aportacji - i jeszcze głośniejszy krzyk, przeszywający nocne powietrze.
Zabili Floyda! — wrzaski teleportujących się czarodziejów zlały się w jeden przeciągły jazgot, kiedy dołączali do nich kolejni, spanikowani urzędnicy - niektórzy z nich padali na deski jak muchy, zanosząc się okrzykami bólu. Rozszczepieni zaczęli wołać o pomoc.
Minister nie żyje! Zamach!
Nocne niebo przeszyła złowieszcza błyskawica - niosąc za sobą dudniący we wnętrznościach, drżący grzmot. Z nieba zaczął padać deszcz.
Wystarczyło jedno, nieopatrznie rzucone w panice zaklęcie - potężne Depulso przeszło falą po dotychczas tańczących parach - przewracając też stoisko z alkoholami. Kolejne trzaski aportacji zmyły się z grzmotem, kiedy na Podwórku Starego Johna teleportowali się aurorzy.
Spokój! — Było już jednak za późno, zapanowała panika.


Rzuć kością k6 na towarzyszące Ci wydarzenie:

1 - Wpada na Ciebie jeden z rozszczepionych czarodziejów - krew sączy mu się przez ubranie, kiedy chwyta się panicznie twojego ramienia. Zaczyna Tobą trząść, błagając o pomoc:
- możesz go odepchnąć i w czasie przepychanki stracić 10G,
- albo jeśli masz więcej niż 10pkt kuferkowych z uzdrawiania - udaje Ci się mu pomóc.

2 - Znajdujesz się w ogniu krzyżowym spanikowanych uczestników potańcówki - nad głową latają Ci zaklęcia, gdzieś obok ląduje ktoś, kto oberwał Drętwotą. W końcu i Ty obrywasz... Levicorpusem, i zaczynasz wisieć głową w dół w tym całym zamieszaniu. Jeśli ktoś Ci nie pomoże: w następnym poście trafi Cię Rumpo (łamiąc jedną z kończyn). Potrzebna będzie Ci pomoc medyczna. Jeśli masz ponad 15pkt w kuferku z Zaklęć i OPCM: wyswobadzasz się na własną rękę.

3 - Widocznie jesteś w dobrym miejscu - objęła Cię magiczna bariera ochronna jednego z aurorów, starających się stłumić panikę. Minus jest taki, że nie możesz się spod niej wydostać ani teleportować przez najbliższe dwa posty - ale jesteś bezpieczny.

4 - Ktoś na Ciebie wpada, ktoś Cię popycha - porywa Cię przerażony tłum, aż w końcu potykasz się... o coś. Co tutaj robi pluszowy dementor? Nie masz jednak czasu na zastanowienie się - bo zaraz ktoś podrywa Cię na równe nogi i lądujesz pod sceną karaoke.

5 - Czy i Ciebie dotknęła panika? Nie? Na pewno jednak spanikujesz, kiedy zobaczysz lecącą w twoją stronę czerwoną wiązkę zaklęcia: masz szansę jednak obronić się przed nim, rzuć dodatkową kością k6:
- Nieparzysta: niestety, właśnie dotknęła Cię Poena Inflicta - głowa pęka Ci z bólu, aż do końca wątku i nie jesteś w stanie sam się teleportować ani rzucać zaklęć.
- Parzysta: niezły refleks! Protego wyszło perfekcyjnie, możesz zacząć panikować.

6 - Wylatujesz w powietrze przez rzucone w Ciebie Everte Statum - lądujesz gdzieś na boku, poza kilkoma siniakami nic Ci nie będzie. Ręką natrafiasz też na sakiewkę zawierającą 15G - możesz się podnieść i odnaleźć swoich towarzyszy lub uciec.


Konkurs tańca i karaoke oczywiście w tej chwili właśnie się zakończył.
Nie ma już możliwości uczestnictwa.


Wasze przetransmutowane ubrania wracają do normalności.
Wszelkie zyski i straty proszę zgłosić w odpowiednim temacie.



______________________

Podwórko starego Johna - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Yuuko Kanoe
Yuuko Kanoe

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 166cm
C. szczególne : azjatycka uroda, zawsze na nadgarstku ma bransoletkę z wiecznych fiołków i drugą czarno-żółtą z zawieszką borsuka
Galeony : 4778
  Liczba postów : 1942
https://www.czarodzieje.org/t17924-yuuko-kanoe#507792
https://www.czarodzieje.org/t17975-yuuko
https://www.czarodzieje.org/t17925-yuuko#507797
https://www.czarodzieje.org/t19163-yuuko-kanoe-dziennik#561975
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyNie Cze 21 2020, 22:33;

Kostka: 1
Efekt: -10G

To miał być naprawdę spokojny wieczór. Ot potańcówka, konkurs karaoke i tym podobne rozrywki, które miałyby pomóc jej w zapomnieniu o tym, że zbliżały się egzaminy, które z pewnością stresowały ją o wiele bardziej ze względu na to, że pierwszy raz miała je zdawać w Hogwarcie. I choć teoretycznie wiedziała na co powinna się nastawiać to jednak nie wiedziała w pełni jak to wszystko będzie wyglądać i na co powinna liczyć.
Z pewnością nie spodziewała się jednak, że cała impreza zostanie zakłócona przez masową aportację czarodziejów, którzy znajdą się w całym środku wydarzenia, siejąc jedynie chaos i panikę. Nawet nie do końca udało jej się zarejestrować treść ich wrzasków. Wiedziała jedynie tyle, że chciała czym prędzej wynieść się z tego miejsca i już więcej nie wracać. Niestety jednak nim to się stało wpadł na nią jeden z czarodziejów. Widziała, że drżał z przerażenia i błagał ją o pomoc. Zdawało jej się, że widzi okropną ranę, która wyglądała jakby ktoś wyszarpał kawałek mięsa z jego ciała. Krwawił i zdawał się bredzić. W normalnych okolicznościach zapewne starałaby mu się pomóc, ale zdecydowanie w tej chwili przede wszystkim była przerażona. Niewiele myśląc odepchnęła od siebie mężczyznę, czując jak jego ciepła krew rozsmarowuje się na jej dłoniach. Była roztrzęsiona i jedyne na czym była skupiona to ucieczka. Szybko znalazła jakieś ciche miejsce, z którego mogłaby dokonać aportacji. Niewiele nawet myślała nad miejscem docelowym. Chciała znaleźć się w Hogsmeade, gdzie jak miała nadzieję będzie o wiele spokojniej i uwolni się od tego szaleństwa.

z|t
Powrót do góry Go down


Fillin Ó Cealláchain
Fillin Ó Cealláchain

Student Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175
C. szczególne : czarne, wąskie ubrania; mocny irlandzki akcent; prawie udany tatuaż na szyi, nad karkiem : all four boyd;
Galeony : 551
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t16446-fillin-o-ceallachain#452046
https://www.czarodzieje.org/t17983-fillin#510202
https://www.czarodzieje.org/t16445-fillin-o-ceallachain#452029
https://www.czarodzieje.org/t18350-fillin-o-ceallachain-dziennik
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyWto Cze 23 2020, 01:07;

Kiwam uprzejmie głową i mruczę jakieś grzeczności, by zakończyć spieranie się z mężczyznami i nawet sprytnie zająć karaoke. Nie mam pojęcia jakim cudem mój przyjaciel jest taką gwiazdą na każdym występie, ale zaczynam coraz poważniej myśleć o tym, że powinien jakąś gwiazdą estrady, a nie sportu. Póki co każde jego pojawienie się na scenie powodowało, że kobiety niemalże ściągały staniki na jego widok (same z siebie, bez żadnych namów, po raz pierwszy w życiu Boyda). Okazuje się, że wszystkim idzie dobrze, szczególnie towarzyszowi wyglądającemu jak męska Viki. Przez chwilę, szczerze mówiąc, już mam ochotę powiedzieć coś więcej, sprawdzić czy za sylwetka przystojnego mężczyzny jest jakakolwiek możliwość, że ukrywa się tam Victoria. Jednak po raz pierwszy w życiu przyszła mi myśl, że może nie wypada ciągnąć za język kogoś i jeśli nie chce mówić wszystkiego, może nie wypada być tak namolnym. Dlatego potwierdzam uprzejmie, że powinni założyć zespół i komplementuje śpiew wszystkich, kiedy nagle nadciągnął... cóż istny chaos.
Wzdrygam się w miejscu kiedy słyszę głośne trzaski aportacji i rozglądam się wokół w poszukiwaniu przyczyny. Zamieram na chwilę i automatycznie kładę dłoń na ramieniu Boyda, upewniając się po chwili prędko czy to aby na pewno jego ramię, nieprzyzwyczajony do tej nowej góry mięśni. Wystarczyło moje mrugniecie i chwile dekoncentracja barami mojego przyjaciela i nagle wokół nas zgęstniało, grzmotnęło, a ludzie zaczęli się przewracać i rzucać znienacka zaklęciami. Widzę jak jakiś czar pędzi w moim kierunku i równocześnie zdaję sobie sprawę, że nie uda mi się go uniknąć zaklęciem, więc uchylam się gwałtownie, ale okazuje się, że to wpada za barierę za którą ktoś wciągnął mnie i mojego kompana.
- Gdzie reszta? - pytam gorączkowo. A co jeśli to faktycznie Viki i coś jej się stało. Chcę wyskoczyć z tego klosza, którym otoczył nas człowiek, ale okazuje się, że nie mogę i jedynie odbijam się od tego nieprzyzwoicie sprawnego zaklęcia.
- Cholera... Don? - krzyczę próbując wypatrzeć postawnego blondyna, co było niebywale trudne w tym nagłych chaosie.
Powrót do góry Go down


Perpetua Whitehorn
Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 45
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 552
  Liczba postów : 1570
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyWto Cze 23 2020, 23:47;

A więc jednak nie zemdlał.
Wyraźnie rozpromieniła się, kiedy jednak przystał na jej prośbę o taniec - bo szczerze, naprawdę nie spodziewała się, że akurat Voralberg na to przystanie. I była gotowa na odmowę w jego wykonaniu - po prostu kiwnęłaby głową ze zrozumieniem, bez żalu. Znała jego przypadek, znała jego fobię i to, jak może na dotyk zareagować, nie chciała go więc przyciskać.
Nie mogła się więc powstrzymać od szerokiego uśmiechu, kiedy przyjęli pozycję do tańca - choć starała się, naprawdę, jak najmniej... narzucać swoją bliskość. Obecność. Jednocześnie nie tracąc tego ciepła, którym mimowolnie zalewała Voralberga przy każdym ich jednym spotkaniu. No nie umiała inaczej, po prostu.
Myślę, że nie bardzo, Alexandrze — rzuciła z łagodnym uśmiechem, wbijając ich delikatnie w rytm krążących po parkiecie par. — Jeśli myślisz, że zaraz polecę do Elisabeth na ploteczki, to się mylisz. Po prostu... Ucieszył mnie wasz widok. Twój. Takiego rozluźnionego — pokręciła z rozbawieniem głową - samej płynnie przechodząc w piruet i oddalając się od zaklęciarza nieco. Złota suknia przelewała się po jej nogach, błyszcząc w łagodnym świetle lamp. — Wiem... czuję, że to dobra dziewczyna — zaśmiała się dźwięcznie, znów się do niego zbliżając. — A Ty nie potrzebujesz niczyjego błogosławieństwa czy zgody. Jesteś dorosły, dobitnie dałeś mi o tym znać listownie — nawiązała do ich korespondencji sprzed kilku miesięcy, którą na pewno oboje doskonale pamiętali. Perpetua pamiętała - rzadko kiedy zdarzało jej się wysyłać wyjce. Nie wspominając już o prywatnych wiadomościach patronusem. Robiła to jednak z czystej troski - której wobec Voralberga, niestety, nie potrafiła się wyzbyć.
Póki piosenka trwała - chciała jeszcze coś dodać, być może coś wyjaśnić, zażartować, ale... Wokół nich rozległy się trzaski aportacji. Perpetua mimowolnie ścisnęła mocniej dłoń Alexandra, którą miała w swojej - rozglądając się z nieukrywanym zaskoczeniem. Szokiem.
C-Co takiego? — Niezupełnie rozumiała co oni wszyscy krzyczą - zabili Ministra? Floyda?
Na deski parkietu zaczęli upadać jęczący z bólu rozszczepieńcy - zapanował chaos, a Whitehorn, pierwsze co chciała zrobić to sięgnąć po różdżkę i próbować zapanować nad sytuacją. Jej umysł przeskoczył na tryb uzdrowicielki - musiała działać, reagować, zachować spokój i zebrać rannych. Potem martwiłaby się powodami - puściła Voralberga, wędrując dłonią pod etolę w poszukiwaniu różdżki...
Kiedy niebo przeszyła błyskawica - a zaraz za nią grzmot, który sparaliżował drobne ciało złotowłosej. Momentalnie skuliła się w sobie i pobladła - transmutowana piękna suknia rozmyła się jak iluzja, a jej letnia, biała sukienka wróciła na swoje miejsce. Nie potrzebowała więcej - żelazna dłoń paniki zacisnęła się na jej gardle, a serce zaczęło gwałtowny galop, obijając się boleśnie o klatkę piersiową.
A więc ona zaraz zemdleje.
Znalazła się w samym środku krzyżowego ognia - właściwie to nawet nie zauważyła jak jeszcze przed chwilą tańczący obok niej mężczyzna obrywa Drętwotą i pada jak kłoda pod jej nogi. Nie mogła oddychać - spoglądając z przerażeniem nie na wiązki zaklęć mijających ją o włos - a na nocne niebo, rozjaśniane co chwila błyskawicami. I grom, który trząsł nią całą w posadach.
Niemy krzyk wyrwał się z jej ust - kiedy nagle zmieniła swoje położenie, wisząc do góry nogami, dość wysoko nad ziemią. Różdżkę gdzieś upuściła - mroczki zatańczyły jej przed oczami, a może to te błyskawice?
Nie była w stanie nawet zamknąć oczu - czując się jak w najgorszym koszmarze. Zamach, ranni, panująca panika...
I burza, której nie mogła potraktować Riddikulusem.


@Joshua Walsh @Éléonore E. Swansea @Caine Shercliffe @Alexander D. Voralberg
Powrót do góry Go down


Caine Shercliffe
Caine Shercliffe

Nauczyciel
Wiek : 46
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : drogie garnitury, burzowe spojrzenie
Galeony : 1978
  Liczba postów : 538
https://www.czarodzieje.org/t17784-caine-vergil-shercliffe#500817
https://www.czarodzieje.org/t17800-lexa#501207
https://www.czarodzieje.org/t17786-caine-v-shercliffe
https://www.czarodzieje.org/t19458-caine-shercliffe#575643
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptySro Cze 24 2020, 21:12;

Caine powoli oddalał się od większości tłumu w kierunku drzew. Pogodził się już z faktem, że nie spożyje na tej imprezie żadnego alkoholu nieznanego pochodzenia. Przystanał więc na uboczu, przekręcając mechanicznie drewnianą laskę w ręku. Jeszcze nie spodziewał się żadnych rewelacji. Jedynym, realnie wpływającym na ten wieczór faktem, odkąd opuścił towarzystwo, była zauważona obecność Christophera w niewielkim oddaleniu od historyka. Shercliffe otworzył usta, żeby się do niego odezwać, zwrócić na siebie uwagę, ale w niepodobny do siebie sposób zamknął je. Za sprawą kilku trzasków w oddaleniu. Trzasków, które nawet bez zdanego kursu teleportacji odczytał jako aportację właśnie. Chwilę później, zanim dobrze zinterpretował to, co się wydarzyło, jakieś zaklęcie już mknęło w jego kierunku, a on... cóż. Jedną dłoń zaciśnięta miał na lasce Perpetui, a drugą schowaną w kieszeń garniturowych spodni. Zanim wyciągnął różdżkę, niewerbalne rzucone, ochronne protego, mało, że nie obroniło go przed czarem, odbiło go w kierunku, o zgrozo, Chrisa.
O'... Donnel! — próbował go ostrzec, ale przeraźliwy ból przeszył mu potylicę. Zgiął się w przód, przymykając powieki, nagle wrażliwe na światło na potańcówce i wszystkie dźwięki. Wokół panował chaos, a Caine, z tego chaosu niewiele wyczytał, instynktownie opierając się na trzymanej lasce i... najwyraźniej szukając sposobu na odzyskanie trzeźwości. Zanim jednak to się stało, część gości zdążyła się już teleportować, ktoś zdążył krzyknąć, że Minister nie żyje, a zewsząd pojawili się aurorzy.
Słodka Helgo...
Chociaż chciał pomóc, samo uniesienie ramienia z różdżką szarpnęło go jeszcze większym bólem.

5 i nieparzysta
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 162
C. szczególne : skórzany plecak, nieodłączne bransoletki
Dodatkowo : Animagia (wiewiórka pospolita)
Galeony : 1820
  Liczba postów : 3435
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyCzw Cze 25 2020, 18:11;

Czy każde jej wyjście na taneczny parkiet miało się skończyć tragedią? Jasne, mówcie sobie, co chcecie, że to niby nie miało w tym wypadku związku. Ona już swoje wiedziała. I od początku miała złe przeczucia co do swoich tańców. Może lepiej byłoby rzeczywiście rzucić się na poczęstunek i nikt tego dnia by nie zginął?
Uniosła z zaintrygowaniem brew, bo dotąd nie wybiegała myślami na tyle daleko, by wyobrażać sobie >oglądanie filmów<, w dodatku >poza zamkiem<. Czy była krótkowzroczna? A może celowo nie zaglądała w przyszłość, trochę obawiając się, co czekało za rogiem. Była już trochę nauczona, by raczej reagować na spotykane trudności, zwłaszcza w relacjach, niż układać sobie jakieś plany do przodu. Czy nadszedł czas na zmianę przyzwyczajeń?
- Tylko jeśli to będzie jakieś kreatywne morderstwo. - 'lubić', Swansea? Z przedszkola wyszliście dawno temu, nawet, jeżeli Davies trafiła do niego kilka lat po Tobie. Z 'lubieniem' trzeba było ostrożnie, by przypadkiem nie stać się... 'Kolegą'.
Rozumiał. Kiedy deklarował ten pojedynczy zwrot, najwyraźniej dokładnie to miał na myśli. Ufała tym słowom. Dlaczego miałaby wątpić? Jego propozycja brzmiała bajecznie, fantazyjnie, wręcz nierealnie. A mimo to chciała wierzyć w to, że oba ich światy mogły znaleźć jakiś jeden, wspólny mianownik. Czy ta obietnica zasługiwała na toast? A może na kolejny taniec? Na pewno nie na to, co ich właśnie spotkało.
- N... - cokolwiek chciała powiedzieć, nie udało jej się przez burzę, pioruny i powstały w ułamku sekundy chaos. Kilka osób aportowało się w ich najbliższym otoczeniu. Ktoś rozszczepiony, ktoś rozbiegnięty, ktoś rozkrzyczany. Impet jednego z czarodziejów rozdzielił ją od Krukona, kolejna osoba wpadła w nią ramieniem, a wreszcie Davies potknęła się, lądując twarzą na... pluszowym dementorze, który chyba miał zbudować w niej nadzieję na to, że ta historia miała otrzymać szczęśliwe zakończenie. A może tylko los z nią pogrywał, obiecując pocieszenie w nadchodzących, mrocznych czasach?
Z pewnością stało się coś wyjątkowego, bo Davies podniosła się, w jednej ręce trzymając znalezionego pluszaka, a palce drugiej z determinacją zaciskając na dobytej różdżce. Jej wstążkowa, krępująca ruchy suknia zniknęła, a pierwotnie założoną na siebie czarną i nieco zbyt zwiewną w czasie burzy kieckę szybkim zaklęciem zastąpiła strojem treningowym. Jej wzrok, pomimo rosnącego strachu, w skupieniu poszukiwał Elijah.

Kość: 4, dementor - na szczęście pluszowy

@Elijah J. Swansea

______________________

But I ain't worried 'bout it
Podwórko starego Johna - Page 6 UEEDvST
dancing on the clouds below
Powrót do góry Go down


Alise L. Argent
Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi bransoletkę ze smoczym akcentem i łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 1281
  Liczba postów : 985
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyCzw Cze 25 2020, 22:17;

Faktycznie, ostatnie kilkanaście dni było dość zawalonych lekcjami oraz pracami domowymi a do tego dochodziły treningi Quidditcha, gdzie Lucas był dość zaangażowany. Nawet Alise grała częściej i więcej niż wcześniej. Ona też zapomniała, że ślizgon umiał poprawić jej humor i wywoływał uśmiech, bo chociaż fasada pięknie się trzymała, wewnątrz nie było tak kolorowo. Zbyt często wracała myślami do gryfona, czego nie powinna była robić i nie chciała. Przesunęła spojrzeniem po twarzy ślizgona, zatrzymując się dłużej na jego oczach i posyłając mu uśmiech, wzruszyła niewinnie ramionami.
- Kto wie... Chyba będziesz musiał żyć w niepewności, bo zachowam to dla siebie. - zaczęła w końcu, chcąc zachować nutę tajemnicy, bo mama zawsze mówiła, że prawdziwie atrakcyjne kobiety tak robiły. Cóż, zwykle postrzegała się jako kumpla i to bez płciowego, ale dziś mogło być inaczej. - W Hogwarcie nawet ściany mają oczy, żaden schowek nie jest bezpieczny. Powinieneś o tym wiedzieć.
Dodała jeszcze z uśmiechem, przesuwając palcem po jego torsie w ramach ostrzeżenia. Zaraz jednak chrząknęła, stając grzecznie i rozglądając się dookoła, podziwiając z fascynacją i błyskiem w oczach trwającą zabawę oraz kolorowe lub niezwykle eleganckie stroje innych. Czas płynął bardzo szybko. Od zawarcia ich niepisanej umowy zdążyła się już przyzwyczaić do myśli, że w jakiś sposób ma kogoś, kto dodatkowo bardzo angażował się w rolę. I nieźle całował. Trochę ją onieśmielał tymi spojrzeniami, jednak doskonale wiedziała, że robił to z sympatii, a nie złośliwości. W końcu przede wszystkim dobrze się dogadywali, byli kumplami. Krukonka chyba bardzo pilnowała się tej granicy w umyśle, bała się zaangażować emocjonalnie i kolejny raz rozczarować. Właściwie zawsze było dla niej ważniejsze szczęście innych niż swoje własne, a jednak to dziwne kłucie nie chciało zniknąć. Wygładziła dłonią materiał zdobionej sukienki, łapiąc dość płytki oddech, bo gorset był dość ciasny. Zacisnęła usta na kilka sekund, czując jeszcze na nich smak warg Lucasa i uśmiechnęła się z cichym mruknięciem zadowolenia. Wyglądał naprawdę dobrze w zaczarowanym stroju z innej epoki, a bijąca od niego pewność siebie tylko dodawała mu uroku.
- Zaczynam się przyzwyczajać, nie dobrze. Jeszcze owiniesz mnie sobie dookoła palca. - westchnęła z udawaną rezygnacją, puszczając mu zaraz oczko i ruchem głowy zgarniając złote włosy na plecy, zabierając się jednak za poprawienie mu krawata. Chwilę potem, porwała go na parkiet, bezkarnie zaciskając palce na jego dłoni.
- Tak, a do jakich?
Zapytała z ciekawością, zerkając na niego przez ramię, gdy tylko śmiech dobiegł jej uszu. Na szczęście Ali miała to do siebie, że umiała cieszyć się chwilą i zapomnieć o całej reszcie, skupiając się tylko na niewielkiej bańce dookoła. Poza śmiechem, do uszu dobiegła ją również coraz głośniejsza muzyka oraz podekscytowane szepty tańczących dookoła ludzi. Grzecznie zrobiła obrót, nie mogąc powstrzymać śmiechu, po czym przyległa do niego, kładąc dłoń na jego ramieniu. Zapach męskich perfum uderzył ją w nozdrza, a złote loki dookoła buzi wciąż pozostawały w ruchu. - Kobiety kłócą się albo o cichy, albo o facetów. Masz rację. Nie musimy się chyba tym dziś przejmować.
Ściszyła nieco głos, korzystając z okazji, że piosenka była wolna i tańczyli blisko siebie. Mocniej zacisnęła palce na materiale jego koszuli, przysuwając się i kładąc głowę na jego ramieniu, przymknęła oczy. Biło od niego ciepło i chociaż wszystko to było udawane, dawało w pewien sposób przyjemny dreszcz i niezwykle relaksowało. Pomimo szpilek, wciąż była nieco niższa od niego, dzięki czemu, gdyby tylko uniosła powieki, mogła zerknąć w jego stronę.
- Hmmm? Śmiało. - zachęciła go z ciekawością, odsłaniając błękitne tęczówki i wbijając w niego posłane z dołu spojrzenie, już snuła w głowie odpowiedzi na pytania, które przychodziły jej do głowy. Ślizgon nie był wścibski, nigdy nie dopytywał i właściwie nie starał się wchodzić w prywatne strefy jej życia, biorąc to, na co mu pozwalała. Nie była pewna, czy to źle, czy dobrze. Odsunęła się nieco, czując, jak jego dłoń przesuwa się ku górze i odwzajemniła spojrzenie, przekręcając głowę nieco w bok. Zaintrygowana. Rozchyliła wargi w zaskoczeniu, nieco wytrzeszczając oczy – bo akurat tej karty się nie spodziewała. Nie była zbyt wylewna, jeśli chodziło o jej własne uczucia i egoizm, którego właściwie nie posiadała. Na dobrą sprawę nie musiała mu mówić, ale miała wrażenie, że przez to, że się zgodził – zasługiwał, aby wiedzieć.
- W porządku, to nic takiego... - zaczęła w końcu, posyłając mu zakłopotany uśmiech i czując, jak się nieco rumieni. Wbiła spojrzenie w jego krawat, milcząc przez chwilę i szukając odpowiednich słów. Bo jak właściwie miała mu to wytłumaczyć? - Po prostu chyba za szybko angażuje się emocjonalnie, a potem to się źle kończy. To znaczy, nie patrz na mnie, jakbym miała setki kochanków i chłopaków, bo tego drugiego miałam aż jednego i to przed Owutemami, a z drugim... Z drugim trochę randkowałam, ale nam nie wyszło z mojej winy. To dobry chłopak i mam nadzieję, że będziemy mogli się dalej.. Że będziemy mogli dalej normalnie ze sobą rozmawiać. Jestem zmęczona tym, że zawsze nie jestem dość dobra. A jak jest z Tobą i Twoimi fankami?
Odbiła piłeczkę, uwieńczając swoją opowieść wzruszeniem ramion i uśmiechem, czując palącą na skórze koniczynkę na łańcuszku, którą od Boyda dostała. Lubiła ten dodatek, symbol szczęścia i powodzenia, przyzwyczaiła się do codziennej obecności biżuterii na sobie. Spojrzała mu w oczy, powstrzymując ciche westchnięcie i znów odrobinę zmniejszyła dystans pomiędzy nimi, opierając swoim czołem o jego i przymykając oczy. - Oczywiście, jeśli nie chcesz, to nie musisz mówić.
Dodała, jeszcze chcąc, aby wiedział, że też ma jakiś wybór i nie musi się jej spowiadać. Doświadczenia Argentówny nie były zbyt wielkie, jednak każde ze swoich dwóch zauroczeń traktowała dość poważnie. Nie była typem szalejącej z chłopakami nastolatki, która co tydzień całowała się z innym podczas pijackich imprez. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy zapach perfum znów uderzył w jej nozdrza.
Powrót do góry Go down


Christopher Walsh
Christopher Walsh

Nauczyciel
Wiek : 35
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce, blizny na piersi po jadzie akromantuli, ciemnogranatowe blizny na lewym ramieniu; obrączka z czarno-zielonej muszli; runa agliz na lewym nadgarstku
Galeony : 4685
  Liczba postów : 2250
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
https://www.czarodzieje.org/t18310-christopher-o-connor-dziennik
Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 EmptyPią Cze 26 2020, 08:51;

Kości: 5 i 5

Christopher nie brał udziału w tym, co się działo. Pozostawał na uboczu, starając się nieco uspokoić, bo mimo wszystko nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Wolał też nie koncentrować się na tym, jak inni dobrze się bawią i nawet zastanawiał się, czy nie powinien już wracać. I zapewne by to zrobił, gdyby nie to, że wkrótce doszło do prawdziwej tragedii. Właściwie postanowił już, że nie ma czego tutaj dalej szukać, gdy wtem, zupełnie nieoczekiwanie, na podwórku zjawili się aurorzy, Merlin raczy wiedzieć kto dokładnie i padły słowa, które co najmniej mroziły krew w żyłach. Czasami myślał, że żył w czasach spokojnych, kiedy nic nie może się wydarzyć, kiedy świat jest tak spokojny, że nie muszą się oglądać za siebie, obawiać zamachów, śmierci, nie wiadomo czego jeszcze, tymczasem proszę, nagle okazało się, że jest zupełnie inaczej. Świadomość ta spływała po nim niczym lodowata woda, kiedy starał się skoncentrować na tym, co działo się dookoła niego, ale czas biegł nieubłaganie do przodu, a on nie był w stanie skupić się na tyle, by wyszło z tego coś dobrego. Nie wpadł w panikę, w końcu to do niczego by nie prowadziło, ale nadal tkwił w pewnym odrętwieniu, z którego ocknął się, dopiero gdy dostrzegł mknące w jego stronę zaklęcie - nieważne, skąd się tu wzięło, kto je rzucił, Christopher zdołał jedynie wziąć głębszy oddech i zacisnąć palce na różdżce, ale za późno było na jakąkolwiek osłonę, nic zatem dziwnego, że chwilę później otrzymał cios czarem. Nie zorientował się nawet, że Caine, który znajdował się najbliżej niego, cokolwiek do niego krzyczy.
Zacisnął mocno zęby, bo ból, który nagle zaczął rozsadzać jego głowę był na tyle mocny, że odnosił wrażenie, iż za chwilę przed oczami zaczną latać mu kolorowe plamy. Wstrzymał oddech, starając się jakoś opanować, ale dłonie zaczęły mu z tego wszystkiego drżeć, aż w końcu osunął się w dół i usiadł pod drzewem, jednocześnie przykładając lewą dłoń do twarzy, dość mocno uciskając skronie. Na niewiele się to zdawało, właściwie nic to nie zmieniało, bo w uszach mu wręcz huczało i odnosił wrażenie, że cały się trzęsie od tego bólu. Jakiegokolwiek zaklęcia nie wchodziły w rachubę, nie był nawet w stanie wydobyć ich z pamięci, nie mówiąc już nawet o koncentracji, jaka byłabym mu potrzebna do teleportacji.

______________________

After all these years
you still don't know
The things
that make you
beautiful
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Podwórko starego Johna - Page 6 QzgSDG8








Podwórko starego Johna - Page 6 Empty


PisaniePodwórko starego Johna - Page 6 Empty Re: Podwórko starego Johna  Podwórko starego Johna - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Podwórko starego Johna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Podwórko starego Johna - Page 6 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-