Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Lodowe jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 7 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość


Flora Selene Lyons

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Dodatkowo : animagia (pies)
Galeony : 8
  Liczba postów : 475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8915-flora-selene-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8917-sowa-ksiezycowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8916-ksiezycowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8919-flora-selene-lyons
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyCzw 28 Sie - 14:59;

First topic message reminder :




Skryte za lasem miejsce, do którego jest bardzo trudne dojście – tylko nielicznym udaje się odnaleźć to magiczne jezioro. Zbiornik przez cały rok jest pokryte spękanym lodem. Przy brzegu znajdują się większe kry, natomiast im dalej w stronę środka, tym mniej dryfujących bryłek lodu.


UWAGA: Aby wejść, obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Nanael O. Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171cm
C. szczególne : Niezwykle jasne i mocno pomalowane oczy, styl vintage, taneczna gracja przy każdym ruchu, wiecznie perfekcyjnie pomalowane paznokcie
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 1101
  Liczba postów : 351
https://www.czarodzieje.org/t19962-nanael-o-whitelight#612606
https://www.czarodzieje.org/t20214-now-or-never#628807
https://www.czarodzieje.org/t19963-nanael-o-whitelight#612607
https://www.czarodzieje.org/t20225-nanael-o-whitelight-dziennik#
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPią 31 Gru - 14:46;

Nie zdążyła otrzymać żadnej odpowiedzi, w gruncie rzeczy sama ledwo przyjrzała się @Nathaniel Bloodworth, bo zaraz już musieli doczekać się niechcianego - a przynajmniej przez Nanę - towarzystwa w postaci @Heaven O. O. Dear. Przemknęła po niej krótkim spojrzeniem, pozwalając by uprzejmie przyklejony do ust uśmiech nabrał chłodniejszego wyrazu. Nie myślała nawet o tym, że może ją tutaj spotkać i absolutnie nie spodziewała się, że dziewczyna będzie próbowała trzymać urazę i rzucać głupimi tekstami podczas takiej okazji - bo nawet jeśli Camael myślał o wszystkich, tylko nie swojej siostrze, to ona poczuwała się do celebrowania z nim tego dnia jako bliska rodzina.
- Przepraszam, rodzinne obowiązki wzywają - rzuciła zatem, dostrzegając biegnącego w jej stronę patronusa i modląc się tylko w duchu, by ten rzeczywiście był skierowany do niej. Odsunęła się mocniej na ubocze, nie chcąc by wszyscy słyszeli wiadomość, a później... stała chwilę w miejscu, nie mając pojęcia co ze sobą zrobić. Cieszyła się, że z jej bratem wszystko w porządku, ale prośba o opóźnienie ceremonii brzmiała nieco kosmicznie - nie wystarczyłoby poprosić o to Beatrice? Czy Nessa i Viro jednak nie sprawdzali się jako tacy cudowni świadkowie i Camael wreszcie zrozumiał, że to rodzeństwo powinien mieć najbliżej?
Nie wiedziała kto i co wie, więc kiedy wreszcie weszła do lodowego zamku, głowę miała ciężką od natłoku myśli. Pierwszym, co zrobiła, było udanie się w stronę tej części lodowego zamku, w której wszyscy się przygotowywali... a potem bardzo pieczołowicie zakryła dodatkową warstwą lodu zamki w drzwiach, głównie chcąc uwięzić urzędnika, który miał prowadzić ceremonię - nie wątpiła, że Beatrice pokona każdą przeszkodę, ale przecież nie wyjdzie, dopóki nie zostanie zawołana. Później zostało tylko poproszenie zamówionego zespołu o nieco żywsze zagranie piosenki, dzięki której całość brzmiała bardziej intencjonalnie i, jak Nanael miała nadzieję, goście nie czuli się porzuceni. A potem? Potem tylko kręciła się po sali, witając wszystkich i zagadując, z lekką wymówką "czekamy jeszcze na kilku gości" na ustach, ale ani razu nie pokazując po sobie jakiegokolwiek zmartwienia.

______________________



Do you ever get a little bit tired of life?
Like you're not really happy,
but you don't wanna die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1778
  Liczba postów : 7331
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPią 31 Gru - 20:19;

Ślub - czymże on jest? Deklaracją miłości? A może czystą chęcią połączenia dwóch majątków w jedną, subtelną całość, o ile nie zostanie podjęta rozdzielność? Tego Felinus nie wiedział. Wiedział jedynie, że w związku z zaproszeniem otrzymanym przez Maximiliana powinien się pojawić, więc nic dziwnego, że postanowił mu potowarzyszyć. To poniekąd jego obowiązek jako partnera, a też - okazja do wspólnego spędzenia czasu poza ponurą rzeczywistością chcącą jedynie zatopić swoje szpony i zarazić rutyną, która nieustannie zdaje się zbierać żniwo. Poniekąd dobrze, że ta dwójka połączyła ze sobą własne dusze, wszak do tego człowiek dąży - do znalezienia idealnej połówki, dzięki której będzie czuł się szczęśliwie. Nie inaczej było zatem z Lowellem, który dumnie kroczył przed siebie, trzymając ukochanego za dłoń; cieszył się z jego obecności. I chciał to zaznaczać, oczywiście nienachalnie, w związku z czym nie opuszczał go ani na krok - choć też, obiecał, że nie tknie alkoholu, a jako że jego obietnice są święte, nie zamierzał z nich tak łatwo rezygnować.
Oczywiście uważał na własną nogę, by jej nie przeciążać, ale z oczywistych względów teleportacja nie stanowiła niczego dobrego i początkowo naprawdę go zabolało miejsce, w którym doszło do rozszczepienia. Oparłszy się o Maximiliana, posłał mu przepraszający, acz pełen ciepła uśmiech, by, naprawdę - zapomnieć o tym, co miało miejsce i skupić się na wszystkim, co ma obecnie miejsce.
- Kotek - spojrzał na niego i się uśmiechnął, całując go w policzek z widoczną miłością iskrzącą w ciemnych, brązowych tęczówkach, gdzie brak było jakiegokolwiek zastanowienia tudzież zwątpienia - będą zadowoleni, o to się nie martw, dobrze? - uśmiechnął się widocznie w jego kierunku, bo o ile to nie było ich wydarzenie, tak czuł, że ten dzień ewidentnie stanowi odskocznię od ciągłego wykonywania obowiązków i powrotu do domu. Wniosek? Asystent nauczyciela uzdrawiania cieszył się, że mógł spędzić ze swoim ukochanym. Otoczenie? Jakoś się na nim nie skupiał, kiedy to miał przed sobą większe królestwo, tuż przed własnymi oczami - zresztą, obecnie cały świat. Zaśmiał się również lekko, czując pocałunek, gdzie naprawdę, do szczęścia więcej nie potrzebował; wówczas zauważył na horyzoncie @Perpetua Whitehorn i @Huxley Williams, do których to pomachał, ciesząc się na ich widok. W końcu z nimi pracował, prawda? Ale na razie nie podchodził, rezerwując czas przed ślubem tylko i wyłącznie dla byłego ucznia Hogwartu.
- Kompletnie nie mam pojęcia, jak wyglądają śluby, więc podejrzewam, że będziemy śledzić każdą osobę, jak się zachowuje, by nie wyjść na ignorantów tematu. - zaśmiawszy się lekko, ścisnął nieco mocniej dłoń należącą do partnera, gdy noga przestała szwankować i mógł spokojnie przechodzić się po... nieco bajkowym wystroju. Osobiście wolał naturę, rzecz jasna. - Jakiś pierwszy pomysł na spędzenie czasu przed połączeniem na wieczność więzłem małżeńskim Beatrice i Camaela? - zapytawszy się, szedł dalej spokojnie ścieżką, która pozostawała oświetlona przed potencjalnym mrokiem. Jest romantycznie, to prawda; im dłużej Felinus spędzał tutaj czas z ukochanym, tym częściej traktował jego policzki drobnym, nienachalnym pocałunkiem bądź przybliżał się nieco, czując terytorialność i chęć podkreślenia tego, kim przy nim jest. Nie mógł na to nic poradzić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Raffaello Swansea

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
C. szczególne : Lawendowo-waniliowy zapach, zadbane loki, dużo biżuterii
Galeony : 821
  Liczba postów : 487
https://www.czarodzieje.org/t17708-raffaello-erin-valery-swansea#497901
https://www.czarodzieje.org/t17725-ciambella#498510
https://www.czarodzieje.org/t20797-raffaello-swansea-dziennik#663368
https://www.czarodzieje.org/t17712-raffaello-e-v-swansea#498158
https://www.czarodzieje.org/t20797-raffaello-swansea-dziennik#66
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPią 31 Gru - 22:58;

Chociaż wcześniej ekscytował się tym ślubem, tak teraz nie do końca wiedział co myśleć. Dalej był zestresowany po wieczorze kawalerskim, który poszedł w tak dziwną stronę... i dalej czuł się winny zaginieniu Camaela, chociaż wielokrotnie powtarzał sobie, że nie miał na to wpływu. Nie mógł wiedzieć, że handlarz postanowi ich oszukać i nie mógł przecież w żaden sposób cofnąć się z powrotem do Kolumbii. Mógł tylko przekazać wszystkim to, co wiedział - Camael miał opcję powrotu na czas i był już w jednym kawałku, wyleczonym, nawet jeśli pewnie piekielnie złym i zmęczonym.
W lodowym zamku przywitały go subtelne napomknięcia, że ceremonia została odrobinę przesunięta w czasie, ale można było pozachwycać się muzyką i magiczną architekturą; Raffaello absolutnie tego nie kupował, nerwowo bawiąc się wetkniętymi na palce pierścionkami. Rozważał próbę znalezienia Viro czy nawet samego Camaela, ale nie chciał przeszkadzać w tak krytycznym momencie. Zamiast tego odszedł nieco na ubocze i przez dwukierunkowe lusterko zapewnił Asha, że jest już na miejscu, że wszystko jest w porządku i że zawinie się do domu jeszcze przed oficjalnym zakończeniem uroczystości weselnych, by zrekompensować się za kolumbijską wpadkę. I nawet jeśli Gryfon nie był z tego powodu szczególnie szczęśliwy i nie potrzebował tych dodatkowych zapewnień od Raffaello, to on sam poczuł się lepiej nawet po tak krótkim kontakcie, już z lżejszym uśmiechem na ustach siadając na jednej z ław.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 5696
  Liczba postów : 3287
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptySob 1 Sty - 2:52;

- Mmm, tak założyłem, skoro wróciłeś. Że uporządkowałeś sprawy rodzinne - usprawiedliwił się ze świadomością, że nie powinien się przejmować, nie powinno mu zależeć, bo to Vin-Eurico zdecydował, że nie chciał ciężaru swoich problemów przekładać na Ezrę. Nie pomagało to na duszące pytanie, które próbowało mu się przecisnąć przez gardło i które powstrzymywał tylko dla resztek pozy obojętności. Bo nie potrafił powiedzieć, czy to dobrze, czy źle, że Leonardo nie spotykał się z nikim na tyle poważnie, aby wesele spędzić w odpowiednio dobranym towarzystwie, a nie takim z czystego przypadku - nie wnikając jednak w oceny, z pewnością przyniosło mu to ulgę. Dzięki temu mógł nieco śmielej spojrzeć mu w oczy i poczuć stabilniejszy grunt pod stopami, gdy już wiedział, że nie został zupełnie w tyle, że nie był jedynym, na którym wszystko się odbijało.
- Też nie wiem, czy powinieneś... To zależy, czego po mnie- po nas oczekujesz - zauważył, samemu nie potrafiąc powiedzieć, czy w ogóle jakakolwiek forma relacji w tym momencie mu odpowiadała; trudno było mu sobie w tym momencie wyobrazić patrzenie na leosiową twarz bez cienia żalu. Ba, już sama świadomość codziennego mijania się na korytarzach Hogwartu mroziła mu krew w żyłach. Z wdzięcznością przyjął więc podsunięty temat córeczki Heaven, uznając ją za  dość bezpieczny grunt, dający mu możliwość do nieco szerszego i szczerszego uśmiechu. - O, tak. Milka już gada jak najęta, łazi po szafkach, jak się na moment spuści ją z oka i zaczynamy nawet razem bawić się koralikami i podśpiewywać, także jeszcze będzie z niej artystka pod moją opieką. Złościć też już się potrafi widowiskowo, jak czegoś się jej zabroni. Ale pewnie ciebie już za bardzo nie pamięta... O a wiesz kto najbardziej się ucieszy na twój powrót? Cukierek. Źle przeżył rozłąkę z Psikusem - paplał, mniej lub bardziej zręcznie omijając swój własny temat, bo zresztą nie za bardzo wiedział, jak wiele informacji powinien zrzucać na barki ćwierćolbrzyma, gdy sam nie wiedział, w jaki sposób powinien definiować swoją relację z Viro ani na jak długo nazywać mógł się opiekunem dwójki jedenastolatków. - A ja z asystenta stałęm się pełnoprawnym nauczycielem. Takim z własnym gabinetem - pochwalił się więc, tchórzliwie nie wychodząc poza bezpieczny grunt.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217cm
C. szczególne : Wzrost; blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Dodatkowo : animag (grizzly)
Galeony : 3787
  Liczba postów : 2127
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
https://www.czarodzieje.org/t18322-leonardo-o-vin-eurico-dzienni
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptySob 1 Sty - 10:17;

Pokiwał tylko lekko głową, nie zamierzając wchodzić w szczegóły ani swojego pobytu w Meksyku, ani powrotu. Wychodził z założenia, że to nie jest dobre miejsce i dobry czas na trudne opowieści, a poza tym szczerze wątpił, by Ezrę miało to faktycznie obchodzić. Lepiej było uznać, że faktycznie „uporządkował” sprawy rodzinne i tyle, nawet jeśli był to tylko kolejny moment, w którym ciężko mu było ignorować silniejsze fale zalewających go emocji. Nie był dobry w takim udawaniu, więc uparcie modlił się w duchu, by niemal lekceważąca postawa radziła sobie z zakryciem żalu z czekoladowych tęczówek.
- Raczej staram się niczego nie oczekiwać - przyznał, bo nie czuł się na pozycji, która by mu na to pozwalała. Rozluźnił się nieco paplaniną na temat Milki, nawet jeśli nie do końca interesował go sam jej, dość przewidywalny, rozwój - szybko zorientował się, że w gruncie rzeczy zależało mu bardziej na poznaniu relacji Milki z Ezrą. I nie był zaskoczony tym, że mężczyzna dalej zachowywał się jak ojciec, czy że dalej się tak mocno poczuwał. To trochę pomogło przypomnieć sobie ćwierćolbrzymowi, że był „obok” niektórych kwestii jeszcze przed swoim pokręconym wyjazdem.
- Och, to dobrze, bo Psikus się z mojego widoku za bardzo nie cieszy, przechodzimy mały kryzys - westchnął z cieniem uśmiechu na ustach. Wydawało mu się, że chochlikowi pasuje zmiana klimatu, ale za to nieobecność Leosia wyraźnie podjudzała go do buntu, który ciężko było pochwalać. I chociaż miał w głowie mnóstwo bezpiecznych pytań, z dopytywaniem o zwierzaki na czele, to jednak myśli mimowolnie odbiegły mu w innym kierunku. - Profesor Clarke… zawsze wiedziałem, że to będzie dobrze brzmiało - napomknął grzecznie. - Ej, a masz kogoś? - Bo chyba nie było sposobu, by zadać to pytanie sensowniej czy kulturalniej, skoro stracił wcześniejszą okazję z kwestią partnera na weselu. Nie wyszło mu więc chyba udawanie, że go to nie obchodzi, zatem uśmiechnął się bardziej przepraszająco za poruszanie tematu, którego Ezra pewnie nie chciał z nim omawiać… i Leonardo sam nie wiedział, dlaczego czeka na odpowiedź w takim napięciu, że ultimatum samo napisało mu się w głowie.
Jeśli tak, to zostawi go w spokoju na dobre. Jeśli nie, to może będzie mógł sobie pozwolić na coś więcej.

______________________

As I arrived I thought I saw you leavin', carryin' your shoes
Decided that once again I was just dreamin' of bumpin' into you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 5696
  Liczba postów : 3287
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptySob 1 Sty - 16:23;

Skinął głową, przyznając Vin-Eurico rację, że tak było dużo rozsądniej, nawet jeśli wiedział, jak trudno faktycznie było pozbyć się oczekiwań. Bo gdy sam zabiegał po rozstaniu o uwagę swojego eks, to i tak w głowie jedynie mały procent jego myśli skupiony był na możliwości odrzucenia.
- Takie rzeczy z ust nauczyciela ONMSu - cmoknął z łagodną dezaprobatą, będąc pod wrażeniem tego, jak długo rozmawiali w niemal przyjaznej atmosferze. To jednak nie mogło trwać wiecznie; zbyt wiele kwestii pozostawało zawieszonych i niedopowiedzianych. A od bezpośredniego pytania nie mógł się już wymigać.
- Nie - odpowiedział, ufając swojej intuicji, która podpowiadała mu, że gdyby faktycznie kogoś miał, to wcale by się nie wahał nad odpowiedzią. Nie byłby jednak szczery ani z Leonardo, ani z samym sobą, gdyby zaraz nie podjął: - To znaczy... Jestem na weselu z Viro. Z Jasperem Rowlem. Tylko jest świadkiem i uciekł chwilowo... Gdzieś. Na pewno pomagać - wyjaśnił mało precyzyjnie, przekonany że Leonardo musiał pamiętać pokręconego metamorfomaga jeśli nie z bycia mającym na sumieniu wykrwawianie się ucznia w hogwarckiej łazience asystentem transmutacji, to przynajmniej z jakichś szkolnych epizodów. W końcu obaj byli charakterystycznymi Gryfonami. - Ale nie jesteśmy razem w sensie związku - usprawiedliwił swoje wcześniejsze zaprzeczenie, czując się nieco dwulicowo, gdy pozostawiał dwie otwarte furtki, nie potrafiąc w natłoku myśli powiedzieć, która z nich prowadziła wyłącznie w ślepą uliczkę. Musiał więc zadać pytanie, które dość mocno siedziało mu w głowie jeszcze na tygodnie po zerwaniu. - Przepraszam, ale muszę wiedzieć... Czemu mnie zostawiłeś w taki sposób? Co było tak złe, że musiałeś złamać mi serce? - Początkowe zagubienie w jego spojrzeniu zaczynało ustępować, gdy i ucisk w klatce piersiowej zelżał, a do świadomości Ezry dotarło, jak bardzo czuł się skrzywdzony.
Gdzie był Viro, kiedy Ezra naprawdę potrzebował jego obecności, by się nie pogubić?

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217cm
C. szczególne : Wzrost; blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Dodatkowo : animag (grizzly)
Galeony : 3787
  Liczba postów : 2127
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
https://www.czarodzieje.org/t18322-leonardo-o-vin-eurico-dzienni
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptySob 1 Sty - 17:19;

- Z Viro? - powtórzył głupio, marszcząc lekko brwi, bo... znał go, oczywiście, ale to chyba było właśnie jeszcze gorsze - przyjazny Gryfon, lubiana znajoma twarz, może nikt bliski, ale jednak ktoś. I Leonardo nie potrafił od siebie teraz odgonić myśli, że może to było coś dłuższego i może powinien zwrócić na Viro uwagę już wcześniej, nawet jeśli nie miał żadnego pomysłu kiedy i dlaczego. Czuł potrzebę dopytania czy to znaczy, że przyszli jako przyjaciele, czy coś więcej, ale szybko doszedł do wniosku, że to już przesada, więc tylko skinął głową ze zrozumieniem i przywołał na usta jeszcze jeden uśmiech.
- Nie przepraszaj mnie - powtórzył uparcie, niby wiedząc, że to tylko grzecznościowa formułka, ale i tak dając się głupio rozdrażnić jej niesłusznością. Wierzył, że co by się nie działo, to byli ponad to - nie musieli się przepraszać, by pozwolić sobie na szczerość. I nie tyle "wierzył", co wiedział, że jeśli któryś z nich miał przepraszać, to nie był to wcale Ezra. - Nie wiem co było- nie wiem, ja? Ja byłem tak zły? - Wyrzucił z siebie, nagle przyparty do ściany, bo wcześniej wcale nie biorąc pod uwagę, że będzie musiał się tłumaczyć swojemu byłemu. Jeszcze chwilę temu opóźnienie ceremonii było mu na rękę, jednak teraz mimowolnie zaczął rozglądać się po lodowym pałacu, by dostrzec jakieś poruszenie i sygnał, że czas na rozmowy się skończył. - Myślałem, że będę musiał przeprowadzić się do Meksyku i nie chciałem stawiać cię przed wyborem wszystkiego, albo- albo mnie. Wiem, że to powinna być twoja decyzja, ale z perspektywy czasu... - zaciął się znowu na chwilę, wracając spojrzeniem do zielonych tęczówek. - Masz tu wszystko. Masz przyjaciół, Milkę, karierę, sławę, dom, rodzinę i teraz też Viro - wydusił. - Tam mógłbyś mieć tylko mnie, a ja... mnie i tak za bardzo nie było, bo- w każdym razie... przepraszam, że nie wyjaśniłem ci od razu, ale cieszę się, że nie musiałeś mnie znosić przy tej całej... rodzinnej... no, przy tym wszystkim - wyplątał się niezgrabnie, potrząsając głową i mimowolnie robiąc drobny krok w tył, jakby już to miało uratować go od zbyt poważnej rozmowy.

______________________

As I arrived I thought I saw you leavin', carryin' your shoes
Decided that once again I was just dreamin' of bumpin' into you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 507
  Liczba postów : 375
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
https://www.czarodzieje.org/t19841-jasper-viro-rowle-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptySob 1 Sty - 18:31;

| Narracja ofc w stronę  @Ezra T. Clarke

To nie pierwszy raz, gdy za sprawą mojego dotyku wszystko zaczynało się rozpadać, jednak tym razem z zaskoczeniem odkrywałem krok za krokiem, że jestem w stanie to naprawić. Nie chodziło nawet wcale o to, że wiedziałem jak, bądź czym, ani nawet nie o to, że próbowałem nowych sztuczek, bo i tym razem starałem się grać, że wszystko jest w porządku. Cała magia kryła się w spojrzeniach, w których mogłem dostrzec przebłysk rozczarowania, jednak to niemal zupełnie przykryte było tym ciepłym blaskiem zrozumienia, jakby naprawdę nagle zaczęło liczyć się to, że przecież chciałem dobrze.
I teraz, gdy rozstałem się znów z Camaelem, obiecując mu porcję eliksirów, naprawdę chciałem dobrze, będąc zmotywowanym jak nigdy wcześniej i nawet los stał po mojej stronie, bo już na samym wejściu wpadłem wprost na zjawiskową jak zawsze  @Perpetua Whitehorn.
- Och, jak dobrze - zdradzam od razu z ulgą, by nie tylko dłonią na wilowym przedramieniu, ale i słowami spętać medyczkę w sidłach swojej atencji. - Błagam, powiedz mi, że Fortuna ma mnie w opiece i masz przy sobie...Emm... Czy masz... - zaczynam naprawdę składnie, chowając uciszaną już panikę za drobnym uśmiechem, by nagle zgłupieć, plącząc się we własnych słowach, gdy kątem oka dostrzegam swojego własnego ponuraka w ćwierćolbrzymiej postaci, pozwalając sercu rozszaleć się w zupełnie nieznanym mi do tej pory poziomie paniki, gdy tuż obok dostrzegam i Twój uśmiech. - Potrzebuję drobnego wsparcia eliksirowego Camaelowi, bo... Camaelowi... Trochę słabo z... Mdło z wrażenia - walczę dalej, ale nawet urok najurodziwszej z wil nie byłby w stanie teraz skraść mojej uwagi, bo ta była już tylko przy Tobie i żałosnej próbie odczytania z ruchu Twoich ust o czym rozmawiacie, nawet jeśli wyobraźnia zdążyła podsunąć mi już kilka najgorszych z możliwych dialogów. - Przepraszam - wyrzucam z siebie jeszcze w amoku, niby zerkając przelotnie na Perpetuę, jednak i w duchu przepraszając też samego Camaela, nawet jeśli czuję, że nie mam prawa prosić o wybaczenie, gdy samolubnie nie tyle podchodzę, co teleportuję się pomiędzy Was, kryjąc lęki za równie szerokim, co i mogącym wydawać się szczerym uśmiechem.
- Leeoo! - przeciągam radośnie, dłonią robiąc gest równie otwarty co i teatralny, ale to drugą dłonią wykonując ruch znacznie ważniejszy, bo to właśnie dominującą ręką zagarniam Cię do siebie, bojąc się spojrzeć w zieleń Twoich oczu, by nie spotkać w nich niezadowolenia z mojej nagłej obecności. - Nie sądziłem, że pofatygujesz się tutaj z samego Meksyku raptem na kilka dni, by nie przegapić ślubu kolegi - dodaję szybko, twardo nie spuszczając spojrzenia z ciemnych tęczówek, instynktownie próbując zaznaczyć swoją pozycję nawet w stosunku do Camaela, bo dodane sobie naprędce kila centymetrów wzrostu wcale nie pomogło mi tak, jak mogło mi się z początku wydawać. I właściwie w ostatniej chwili powstrzymuję się przed wyraźniejszym podkreśleniem, że gdyby tylko chciał, mógłby pojawiać się tutaj regularnie dla Ciebie, dusząc w sobie desperackie zapewnienie, że ja z pewnością bym to dla Ciebie zrobił. - Ale ciesz się, że nie było Cię na kawalerskim, bo mój Świstoklik pewnie teleportowałby Cię tylko w połowie - rzucam, dużo ciężej, niż planowałem, mimo uśmiechu przypadkowo wciskając między słowa drobne ostrzeżenie, więc i w końcu wykręcając głowę w Twoją stronę, by w najpiękniejszej zieleni wyczytać czy powinienem się już uciszyć. - Mieliśmy drobne problemy - przyznaję, niby nadal mówiąc do ćwierćolbrzyma, ale to już w Twoje oczy patrząc, pozwalając sobie na teatralne ściszenie głosu. - Ale wszystko jest już dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 5696
  Liczba postów : 3287
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 1:25;

Lepiej niż ktokolwiek inny wiedział, jak trudne bywało pogodzenie się ze świadomością, że inni ludzie zajmowali miejsca, do których zbyt mocno się nawykło, w życiu osób, które dawniej się kochało. Nawet dobrowolne zrzeczenie się nie gwarantowało, że w sytuacji konfrontacji obejdzie się bez drzazgi wbitej drażniąco w serce. Skinął więc łagodnie głową, nie potrafiąc z emocji Leonardo odczytać, jakie skojarzenia przynosiło mu imię tego konkretnego ex Gryfona.
- Też wiecznie jestem zaskoczony moimi wyborami - spróbował zażartować, zawsze dobrze radząc sobie w trwaniu w zaprzeczeniu i lekceważeniu nawet poważnych spraw. I nawet jeśli szczegóły dotyczące zażyłości relacji z Rowlem wolał pozostawić dla siebie, tak jedna niedokończona sprawa zasługiwała na rozjaśnienie. - Tajemnicza bransoletka z Norwegii to sprawka Viro, gdyby cię to kiedyś nurtowało. - Z perspektywy czasu oszustwo, którego dopuścił się wtedy Viro, straciło na swym negatywnym wydźwięku, a sama bransoletka stała się dla Ezry ważnym prezentem, zapoczątkowującym lawinę innych wydarzeń.
Ugryzł się w język, walcząc z o wiele bardziej złośliwym "przepraszam", nie wyrzuconym tak odruchowo i bezmyślnie. To jednak nie był czas na swobodne dogryzanie, kiedy temat podjęli tak poważny. Zmarszczył zaraz brwi, krzyżując obronnie ramiona na klatce piersiowej, czując jak serce łomocze mu w klatce piersiowej na myśl, że wreszcie miał się dowiedzieć, wreszcie wszystko miało stać się jasne i pozwolić mu na domknięcie tego rozdziału w życiu ze spokojnym sumieniem.
Tyle że słowa Vin-Eurico nie miały w sobie zbyt wiele sensu. Nic nie wyjaśniały - tak wtedy, jak i teraz. I pierwszy raz poczuł na swojego byłego prawdziwą złość, do tej pory uśpioną. Najwyraźniej jednak potrzebował tylko właściwego impulsu do jej rozbudzenia.
- Nie... Po prostu nie - parsknął ofensywnie, kręcąc głową i zaciskając dłonie w pięści. - Rozstaliśmy się w kłótni. Zostawiłeś mnie w poczuciu, że to była moja wina, że nie czułeś się przy mnie wystarczający. Nie masz, kurwa, pojęcia... - Wziął głębszy oddech, próbując zapanować nad zdradliwym drżeniem głosu. - Czułem się, jakby to wszystko było żartem. Ja złamałem twoje serce, ty moje. Jesteśmy kwita. Nie odwracaj teraz tego tak, jakby to miało być dla mojego dobra, że myślałeś o mnie. - Zaczynał unosić głos, który szczęśliwie i tak tonął w harmidrze, dzięki czemu nie przyciągali tak wiele uwagi. I być może przed zadaniem pytania Leonardo powinien był sam poważnie się zastanowić, czy na odpowiedź był gotowy - na tę prawdziwą, a nie tę, którą sam zdążył już przyjąć i chciał jedynie usłyszeć jej potwierdzenie. - Zawsze musisz być tym szlachetnym, co? Powinienem ci teraz współczuć? - Wykrzywił usta, czując, że go zabolało - więc celował okrutnymi ślepakami, nie znając innego sposobu na poradzenie sobie z emocjami. Już otwierał usta, by kolejny raz zaatakować, ale trzask teleportacji skutecznie wybił go z rytmu, tak jak i odważne w tej sytuacji przyciągnięcie do Virowego boku. Koloryt emocji jaki przewinął się przez jego twarz miał czas nieco złagodnieć pod wpływem idealnie teatralnej radości Rowle'a.
Bo oczywiście to nie był czas i miejsce.
To było wesele. Powinni się cieszyć szczęściem pary młodej i udawać, że wszystkie inne problemy nie istniały.
Czym innym było zresztą przekierowanie własnej, uzasadnionej zresztą złości na eks, czym innym zaborcza postawa Viro, w której Ezra nie chciał go przypadkiem poprzeć - w czym z pewnością pomogło wspomnienie o świstoklikach, przełączając w mózgu Clarke'a pstryczek, że Leonardo nie był tu jedyną osobą, od której oczekiwał wyjaśnień.
- Hej, nie strosz piórek, kogucie - upomniał go cicho, czując jak sztywna była jego pozycja, gdy próbował połączyć swoje sympatie i niechęci, by nie wskazywać, na to, kogo faworyzował w tym konflikcie. I choć pod pretekstem poprawienia wykrzywionego w gwałtownej teleportacji krawatu odsunął się od Viro, to mimo wszystko zgodny uśmiech na krótki moment pojawił się na jego ustach. - Najważniejsze, żeby z problemów wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Sam Ezra był przekonany, że atmosferę dałoby się pokroić nożem, a jednak obecność zarówno Leonardo, jak i Viro uważał (być może niesłusznie) za najbezpieczniejszą z możliwych opcji, ponieważ wobec żadnego z nich nie chciał wyciągać pretensji do tego drugiego. Dlatego też jak gdyby wcale nie był przed chwilą w trakcie oburzonej tyrady, przeniósł spojrzenie na Vin-Eurico, przystrajając się w ten sam prawie swobodny uśmiech z początku rozmowy.
- Mówiłem, że gdzieś tam pomaga. W konstrukcji zamku też pomagał - co mogłoby martwić w kontekście spieprzonych świstoklików, ale nie bądźmy sceptyczni, prawda? Ja nie mogę się doczekać zobaczenia reszty wnętrz. I Leo- byłoby miło, gdybyś dołączył do nas też potem, przy stolikach albo atrakcjach - zdecydował za swojego towarzysza wesela, gładko wchodząc w grzecznościowe formuły i naprawdę mając nadzieję, że właściwa część z ceremonią zaraz się zacznie, by dać im wszystkim chwilę na uporządkowanie sobie w głowach.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217cm
C. szczególne : Wzrost; blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Dodatkowo : animag (grizzly)
Galeony : 3787
  Liczba postów : 2127
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
https://www.czarodzieje.org/t18322-leonardo-o-vin-eurico-dzienni
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 19:26;

- O - zareagował tylko, wyjątkowo elokwentnie, nie do końca wiedząc jak powinien zareagować na wiadomość, że już wtedy Viro kręcił się trochę za blisko - nawet jeśli nie miał takich intencji, jakie mógł przejawiać teraz, to mimo wszystko coś za bardzo w wówczas kompletnie niedotyczącym go związku. Nie mógł się nawet w pełni na tym skupić, zbyt szybko dając swoim myślom popłynąć dalej w rozmowie i zanim się obejrzał, już o tej nieszczęsnej bransoletce zapomniał.
- Ale to nie- znaczy tak, tak było, ale to nie był powód... - zaprotestował chaotycznie, marszcząc brwi tylko mocniej, bo mając wrażenie, że Ezra nawet nie stara się zrozumieć i cała ta lekka rozmowa była po nic, stanowiąc tylko wstęp do złości, która nawet jeśli miała racjonalne podstawy, to była zwyczajnie nie na miejscu. - Nie odwracam - parsknął, przewracając oczami. - I nie, nie potrzebuję współczucia, mam go już po dziurki w nosie - poinformował go z głupim poczuciem, że trochę za bardzo się denerwuje. Odetchnął głębiej, przemykając spojrzeniem po lodowych dekoracjach, by to na nich się skupić i przypomnieć sobie, że miał być pieprzoną oazą spokoju. To nie był czas na tę rozmowę, to nie był czas na uleganie prowokacjom i...
...to nie był też czas na zbyt bliskie teleportacje.
- Virooo! - Odwzajemnił, odruchowo się uśmiechając do chłopaka szerzej, bo też będąc w stanie na tyle szybko poddać się zazdrości czy niepewności, by już chcieć się od niego dystansować. - I tu cię zaskoczę, bo przyjechałem na stałe. Jest spora szansa, że będę sobie w duchu wmawiał, że to moja impreza powitalna - zaśmiał się lekko. - Chociaż lód to niezbyt moje klimaty... - Ale nawet jeśli się starał, to nie mógł zignorować tego, jak Viro przysuwa się do Ezry, jak poprawiają sobie krawaciki i jak miłościwie się w siebie wpatrują. I może przesadzał, gdy stwierdzał w myślach, że wypowiedzi Viro podszyte są tak charakterystycznymi dla Ezry, choć niewątpliwie subtelniejszymi prztykami.
- Niesamowita robota - przyznał współtwórcy lodowego zamku, bo nawet jeśli chciał coś jeszcze dodać, to mimowolnie parsknął śmiechem przy tym zaproszeniu Krukona, w którego szczerość absolutnie nie był w stanie uwierzyć. - Wątpię, żeby "miło" to było właśnie to słowo, którego szukasz... w każdym razie bawcie się dobrze, a ja idę zająć sobie jakieś miejsce w tylnym rzędzie - zdecydował, nie mając pojęcia ile jeszcze potrwa opóźnienie, ale dochodząc do wniosku, że wcale nie musi na siłę stać z tą parką, skoro Ezra chce się bawić w przeskakiwanie między złością a szczebiotaniem. - Dobrze było was zobaczyć - rzucił jeszcze, klepiąc lekko Viro w ramię, to w jego stronę mając mniejszy problem z pokierowaniem bardziej przyjacielskiego gestu.

______________________

As I arrived I thought I saw you leavin', carryin' your shoes
Decided that once again I was just dreamin' of bumpin' into you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 20:30;

Ten miesiąc był intensywny. Starał się jak najlepiej potrafił wyglądać, zachowywać i czuć tylko i wyłącznie dlatego, że zależało mu na Beatrice. Nie myślał teraz o zabawie na parkiecie bo szczerze mówiąc to wolał się objeść i gadać, a na tańce nie miał zbytnio ochoty. Usilnie trzymał swoje myśli na tym co jest tu i teraz, usilnie trzymał wzrok na profilu Nell i rozmawiał z nią, bo wtedy miał gwarancję, że nie rozproszy się do przykrych myśli.
- Dziwna znajomość - osiemdziesięcioletnia babcia w habicie? - zerknął przez ramię i spostrzegł kilka znajomych twarzy, a i kilka zupełnie mu obcych. Powoli ołtarz zapełniał się wszystkimi zaproszonymi jednak póki co nie zauważał tam nikogo o aparycji zarozumiałego, zimnego drania pełniącego rolę ojca Beatrice.
- Złapię ci kilka osobiście i zapakuję do słoika. - rzucił obietnicą w jej stronę kiedy mijali jeszcze unoszące się w powietrzu świetliki. Do złego nie trzeba było go jakoś długo namawiać. Kradzież błyszczących owadów nie powinna zostać zauważona jeśli wykradną je w odpowiednim momencie. Wątpił, aby ktokolwiek miał zauważyć drobny ubytek.
Zerknął na dziewczynę nieco przytomniej kiedy wspomniała o burczeniu w brzuchu, całowaniu i "wiemy, co wtedy będziemy robić" w jednym zdaniu. Zniżył głos do dyskretnego szeptu kiedy się tak konspiracyjnie ku sobie nachylali.
- Całowanie zostawmy Whitelighte'om. - puścił jej oczko, ale nie uśmiechnął się bo jednak to było trudne kiedy trzymało się w trzewiach ciężki zwiastun nieprzyjemnego humoru. Choć było tu względnie ciepło to jednak czuł, że jego dłonie są chłodnawe. Z ciekawości zerknął znów za siebie, aby zobaczyć kto przychodzi i na widok pielęgniarki trochę pobladł. Wrócił wzrokiem do Nell.
- Uwaga, na horyzoncie druga półwila. Trzymamy się na minimalny dystans dziesięciu metrów od niej. Pamiętaj. - choć słowa mogły temu przeczyć to jednak jego błękitne oczy były śmiertelnie poważne, a i dało się zauważyć w nim lekkie spięcie mięśni linii żuchwy. Nie oglądał się już za siebie i jedynie trzymaną na swoim udzie rękę zacisnął w pięść, przenosząc teraz wzrok na biało-błękitny ołtarz.

@Nell Ripley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 159
Dodatkowo : animag, magia bezróżdżkowa
Galeony : 1519
  Liczba postów : 3856
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 20:35;

@Beatrice L. O. O. Dear @Egon Franke

Gdyby Beatrice Dear chciała dostać wyspę na środku oceanu, żeby na niej odbyła się ceremonia — mogła być pewna, że Nessa stanęłaby na głowie i użyła wszystkich dostępnych w magicznym świecie środków, żeby ta wyspa stanęła. Bo Trice była jej osobą i to był jej dzień. Zamek musiał być idealny, wszystko musiało być perfekcyjne, dopięte na ostatni guzik. Nic nie miało prawa pójść nie tak, bo pracowała indywidualnie nawet nad kształtem każdego z płatków śniegu, które widniały w poszczególnych zdobieniach. Instrumenty pożyczone były od jej ojca, który gdzieś tam miał zjawić się wraz z żoną wśród weselnych gości — te zdobione, stare i wydające najczystsze z dźwięków. Absolutnie nikt nie chciałby być przyczyną ewentualnej katastrofy i mieć do czynienia ze strażniczką porządku uroczystości. Była obsesyjnie wręcz pochłonięta, stojąc nieopodal siedzącej przed toaletką panny młodej i tysięczny raz chyba sprawdzając listę. Karmelowe tęczówki podniosły spojrzenie na śliczną buzię otoczoną burzą kruczoczarnych włosów, które tkwiły w prawdziwym chaosie. Pokręciła głową, stukając czerwonym paznokciem o skórzany kajecik, po czym niedbale rzuciła go na bok, podchodząc do niej i kładąc jej ręce na ramionach, zacisnęła delikatnie palce. Wbiła spojrzenie w jej odbicie malujące się w zwierciadle, wzdychając ciężko. Dear miała pełne prawo się denerwować, wprawiając tym samym i Lanceley w to nieprzyjemne uczucie utraty kontroli, chociaż rudowłosa dziewczyna w czarnym, dopasowanym garniturze nie dała po sobie niczego poznać.
- Naprawdę musisz przestać myśleć i zacząć się szykować, czas nas goni.
Brzmiała nadzwyczaj łagodnie, niepodobnie do siebie.
Gdy czarownica wstała i podeszła do okna, zasypując ją pytaniami pełnymi wątpliwości, przymknęła na chwilę powieki. On zwyczajnie nie mógł nie przyjść, tylko Beatrice dosłownie o tym nie wiedziała, bo to, co by się stało z tym mężczyzną w razie ewentualnego wystawienia jej osoby, pozostałoby jedną z najbrutalniejszych i najbardziej tajemniczych zagadek kryminalnych tego stulecia, może nawet tysiąclecia. Hogwart potrzebowałby też nowego asystenta, a ród straciłby dziedzica.

- Obiecuję Ci Trice.. - zaczęła ze spokojem, unosząc powieki po wypuszczeniu powietrza i zerkając na swoje odbicie, poprawiła rękawy dopasowanej marynarki, która eksponowała dekolt. Była dość blada, ubrana na czarno. Spodnie były dopasowane, podkreślały jej drobną sylwetkę, niebotycznie wysokie szpilki dodawały jej dobrych dwanaście centymetrów i pasowały do koloru paznokci równie czerwoną podeszwą. Sięgnęła do leżącej na blacie toaletki pomadki, otwierając kosmetyk. - Jak nie pojawi się tutaj, to nikt go już nie znajdzie. Na Merlina, doprowadź się do porządku, bo zaraz się spóźnimy. I popsujesz cały harmonogram.
Dodała ze wzruszeniem ramion, malując usta karminową pomadką, która wylądowała następnie w niewielkiej, również czarnej torebce i poprawiła wysoką, sięgającą niemalże pasa kitkę, krzyżując ręce na piersiach. Odwróciła się w jej stronę, unosząc brew i wymownie wskazując na krzesło. - Jak już masz zamek, to zrób z siebie królewnę.
Zerknęła mimowolnie na zegarek, mając nadzieję, że Egon, który zgodził się jej dziś towarzyszyć — nie będzie czekał długo.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Egon Franke

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 198
C. szczególne : charakterystyczny, niemiecki akcent
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 751
  Liczba postów : 102
https://www.czarodzieje.org/t20409-egon-franke#645703
https://www.czarodzieje.org/t20411-krokiet#645809
https://www.czarodzieje.org/t20408-egon-franke#645699
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 21:05;

Właściwie wciąż nikogo nie znał, zbyt zaabsorbowany swoimi zajęciami, poszukiwaniem śladów po przodkach Hildy, zaskakująco intensywnie kwitnącym interesie na zapleczu Borgina i Burkes'a, żeby znaleźć nowych znajomych. Kiedy tylko miał wolne chwile, uciekał myślami do swojej dzisiejszej towarzyszki. Czasem wysyłał jej krótkie, niewiele wnoszące listy o wyczytanych w książkach ciekawostkach, psie przesiadującym w oknie lokalu po drugiej stronie wąskiej uliczki, na której znajdowało się jego miejsce pracy, o tym, że śpi, albo że się wygrzewa na słońcu. Pisywał, żeby zapytać ją, czy już wymyśliła o czym marzy, pisywał, żeby zapytać ją, czy da się zaprosić na kawę, pisywał bez powodu i z każdego powodu na świecie. Gdyby był odrobinę roztropniejszy, znacznie szybciej wpadłby na to, co się z nim zadziało, ale Franke od zawsze był za wysoko ze swoim podbródkiem i zadartym nosem, żeby się obejrzeć o to, co dreptało z daleka, małymi kroczkami, ale nieubłaganie.
Gdyby ktokolwiek inny próbował skusić go na weselny wypad w stylu angielskim, znalazłby sześć tysięcy powodów, by nie iść, z czego ze czterysta całkiem sensownych wymówek i z pięćdziesiąt sposobów na ewentualne przeprosiny. Jeśli chodziło o Nessę jednak - nawet się nie zastanowił.
Po prostu się zgodził.
Pojawił się na terenie całej imprezy w pojedynkę, przecież nikogo nie znał, i z wielką uwagą przyglądał się całemu wystrojowi. Niekoniecznie wystrojony, stawił się w granatowym komplecie z nadzieją, że nie było jakiegoś sztywno określonego dress code'u i nie jest to jakieś white tie event wesele, bo nawet nie miał smokingu.
Trzymając się raczej z boku, przyglądał się kunsztownym ozdobom i owocom pracy mistrzów transmutacji, których jedna trzecia czyniła mu tę przyjemność i była jego osobą towarzyszącą. Sam mając do transmutacji talent raczej nikły, zawsze był chętny podziwiać owoce pracy ludzi utalentowanych, a co dopiero kiedy rzeczywiście widać było ogromne możliwości rzemieślników, nie, artystów pracujących nad stworzeniem tego pałacu.
Wiedząc, że Lanceley będzie niesamowicie zajęta przygotowaniami i organizacją wszystkiego, by było idealne, zajął się sobą, zajmując miejsce gdzieś na uboczu.

@Nessa M. Lanceley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1622
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 21:44;

Posiadanie obok siebie kogoś takiego, jak Nessa, było dla Beatrice nieocenionym skarbem. Merlin jej świadkiem, że szczególnie teraz, w kryzysowym dla niej momencie, mocno doceniała, że jej przyjaciółka, zgodziła się pełnić podczas tego ślubu taką, a nie inną rolę. Patrząc w karelowe ślepia Lanceley, Beatrice była w stanie uwierzyć, że wszystko zakończy się dobrze.
Pewne było jedno; Nessa miała rację. Do ceremonii zostało już naprawdę niewiele czasu, więc Beatrice musiała zrobić wszystko, aby wyglądać doskonale. Bez względu na to, czy dostała od swojego narzeczonego wiadomość, czy nie, nie pozostawało jej nic innego, jak wierzyć, że ten się pojawi w najbardziej kluczowym momencie i jednocześnie nie stanie się ofiarą zemsty jej przyjaciółki. Westchnęła głęboko, co dało jej nieco ukojenia, choć prawdopodobnie nie aż tyle, co słowa Rudej. Kiwnęła głową, nie bardzo wiedząc, czy do siebie, czy do niej, po czym zaczęła się przygotowywać.
W kilka sekund później, jej włosy zaczęły zwijać się wytworne fale, wcześniej nieco wydłużając. Nabrały połysku i objętości. Na jej twarzy zagościł delikatny makijaż, który tylko wydobył jej naturalne piękno. Policzki zajaśniały od ekscytacji i metamorfomagii. Paznokcie przyozdobione zostały delikatnym kolorem.
Obróciła się w stronę Nessy, wyglądając już znacznie lepiej, jednocześnie podając jej delikatną ozdobę.
- Wepniesz mi proszę to we włosy? - podała jej ozdobę, po czym obróciła się do niej plecami. Kilka chwil później jej fryzura była w pełni gotowa, co nie zajęło więcej niż pięć minut. Pozostało jej tylko założyć suknię. Westchnęła ponownie głośno, przyglądając się kreacji bez nawet jednego słowa. Dopiero teraz chyba naprawdę zaczęła się stresować. To się działo. W końcu, po takim czasie, miała przypieczętować swój związek z Camaelem. Odruchowo spojrzała na czarny sygnet, który jej podarował. Delikatnie pogładziła palcem wygrawerowane tam inicjały. Podniosła wzrok na swoją przyjaciółkę, gdy zrozumiała, że jest gotowa. Kilka minut po czasie, jednak miała nadzieję, że Nessa wybaczy jej delikatne rozminięcie się z dzisiejszym harmonogramem.
- Już, nie krzycz na mnie. Jeszcze tylko założę sukienkę i będę gotowa - wykonała młynka czarnymi oczami, przy czym delikatnie się uśmiechała. Podeszła do przyjaciółki i uścisnęła ją. Krótko ale mówiło to więcej niż jakiekolwiek słowa, które mogłyby w tym momencie wydobyć się z jej ust.
A potem założyła dzisiejszą kreację. Jeszcze przynajmniej pięć raz upewniła się w lustrze, że wygląda perfekcyjnie, dokładnie tak jak sobie założyła. Poprawiała nieistniejące zmarszczki zgodnie ze swoim dziwactwem. Dopiero gdy w stu procentach upewniła się, że naprawdę wszystko jest dopięte na ostatni guzik, pokiwała głową Nessie. Była gotowa. Chyba bardziej być nie mogła.

@Nessa M. Lanceley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 507
  Liczba postów : 375
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
https://www.czarodzieje.org/t19841-jasper-viro-rowle-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 22:20;

Nie zdaję sobie sprawy z tego, jak bardzo spięty jestem, póki nie wypuszczam powietrza z ulgą po przyjęciu pożegnalnego poklepania mnie po ramieniu. Myśli kłębią się natarczywie w mojej głowie, układając się w setki pytań, które wykluczają się wzajemnie i których wiem, że wypowiedzenia bym żałował, więc w pierwszej chwili milczę uparcie, próbując przesiać abstrakcyjnie głupie lęki od tych, które potraktować powinienem poważnie.
- Nie wyrywaj mi piórek, gdy je dla Ciebie stroszę - upominam Cię ostrzej, niż bym tego chciał, nawet jeśli ściszam głos do szeptu, nie chcąc wzbudzać uwagi gości, którzy z pewnością i tak niecierpliwili się już w oczekiwaniu na przybycie państwa młodych.
I im więcej mam do powiedzenia, im mocniej czuję ten ciężar zmartwień na swojej piersi, tym bardziej nie wiem co Ci powiedzieć, lokując zupełnie zagubione spojrzenie w zieleni Twoich oczu, jakbyś mógł zrozumieć choć trochę ten lęk, który wciąż osłabiał mi serce, odkąd zobaczyłem Cię znów u boku znajomego ćwierćolbrzyma.
- Jakie wnioski powinienem wyciągnąć z tego problemu? - dopytuję w końcu, biorąc głębszy wdech, gdy głową machnąłem już w stronę niemożliwego do przeoczenia nawet w oddali Leonardo i przecieram dłonią twarz, a zaraz i szyję, docierając aż do karku, gdzie próbuję rozmasować nagromadzony przez ostatnie dni stres. Przez chwilę naprawdę gotów jestem udawać, że ostatnie kilka minut nie miało miejsca, by być lepszym świadkiem i przyjacielem, a jednak nie potrafię, pozwalając, by samolubność wygrała tę walkę po raz kolejny. Cmokam więc niezadowolony z samego siebie, wzdychając ciężko nad świadomością, że tego jednego pytania nie powinienem nigdy Ci zadawać, a jednak nie potrafię się powstrzymać i przysuwam się do Ciebie bliżej z dłonią łapiącą Twoją dłoń, by spleść nasze palce choć na chwilę przy poufnym szepcie: - Żałujesz, że jesteś tu ze mną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów oraz drugi pierścień (pochłaniacz magii), podkrążone oczy, podłużna blizna na prawym przedramieniu
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 2672
  Liczba postów : 1832
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyNie 2 Sty - 23:39;

Rzadko kiedy czuł się zagubiony, lecz o dziwo w tym momencie, stojąc przed ogromnym lodowym zamkiem sam jak palec, towarzyszyło mu właśnie to uczucie. Bał się. Choć wiedział, że pośród gości z pewnością znajdzie się wielu jego znajomych i przyjaciół, obawiał się przekroczyć próg zimowej budowli. Czy na pewno będzie umiał ukryć to, jak żałośnie czuł się w ostatnim czasie? Nie chciał, by ktokolwiek dojrzał w nim tę słabość, pozwolił na to raz i nie zamierzał dopuścić do tego nigdy więcej. Drgnął delikatnie, gdy obok siebie usłyszał kobiecy głos. Wyrwany z zamyślenia, zamrugał i spojrzał na swoje niespodziewane towarzystwo, unosząc kącik ust na widok twarzy o niemożliwej do pomylenia, anielskiej urodzie. To całkiem zabawne, że nawet mimo  tego, że w pierwszej sekundzie nie potrafił dopasować do niej imienia, od razu wiedział, że ma do czynienia z Whitelightem.
— Mała Nanael — powitał ją tonem, który jednoznacznie wskazywał, że bynajmniej mała już nie była i w dodatku wyrosła na wyjątkowo piękną kobietę. Oczywiście to nie tak, że nie widział jej od wieków, wszak miał swój epizod z nauczaniem w Hogwarcie, ale oddzielał życie zawodowe od prywatnego i nie patrzył na swoje uczennice i studentki w taki sposób, bez względu na to, jak atrakcyjne by nie były. — Imponujące — powtórzył po niej, nie patrząc wcale na zamek, za to nienachalnie studiując łagodne rysy jej twarzy. Był gotów pociągnąć rozmowę, by zatrzymać ją na dłużej, mimo że jako członek najbliższej rodziny z pewnością miała ręce pełne roboty, ale zbiła go z tropu swoim pytaniem. Uśmiech na jego twarzy zbladł, a w zielonych tęczówkach zawitało pytanie.
— Dopiero przyszedłem. Pewnie wiąże muchę? — przecież jej pytanie nie musiało wcale sugerować, że Camel zniknął, może po prostu zniknął w narastającym tłumie, w jednej z licznych, jak wskazywały na to rozmiary lodowej budowli, komnat zamku? — Kiedy wrócił z wieczoru k- och, Heaven.
Nie zdążył dokończyć swojego pytania, bo z typową dla siebie subtelnością przeszkodziła im Heaven, prychając na Nanę jak rozzłoszczona kotka.
— Moja droga, Twoja zazdrość jest absolutnie zrozumiała, ale to nie powód, żeby tak się z nią afiszować. — Zareagował na ostre słowa Heav, po czym zwrócił się bezpośrednio do blondynki — Wybacz, moja przyjaciółka czasem nie potrafi utrzymać języka za zębami. Widać odcięci od rodziny Dearowie dziczeją. Ciekawe, czy z Beatrice będzie podobnie. — Pozwolił sobie na ten niewybredny żart, który zakończył delikatnym uśmiechem. Mimo wyraźnego zaakcentowania, że z młodą Dear łączy go wyłącznie przyjaźń, pogładził dziewczynę po plecach, bo co by nie mówić, jej towarzystwo zwykle poprawiało mu humor. Na wiele sposobów.
Odprowadził Nanael skinieniem głowy i nieco rozczarowanym spojrzeniem, po czym zerknął na Dear z delikatnym, udawanym wyrzutem.
— Jeśli skończę tego wieczoru sam, będziesz musiała osobiście mnie pocieszać. Idziemy? — Ruchem brody wskazał na zamek, bo chyba najwyższy czas było się stąd ruszyć.

______________________


Is the devil so bad
if he cries in his sleep?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 5696
  Liczba postów : 3287
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 1:35;

Mocniej stanął na nogach, zmarszczył brwi, a całe jego ciało aż się spięło - doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dawał początek burzy. Myślał jednak, że ta złość doprowadzi do czegoś innego, do jakiegokolwiek większego poczucia winy i przyznania się przez Leonardo ten jeden raz, że tak, to on spieprzył, to on zachował się egoistycznie. To mógłby mu wybaczyć, w imię egoizmu popełniając większość własnych błędów. Mógł mu wybaczyć, ale nie mógł go zrozumieć - i nie chciał - bojąc się tego konsekwencji.
- Nie wierzę ci - zdecydował więc, bo tak było zdecydowanie prościej, tak jak i prościej było udać uśmiech, nawet jeśli jego fałsz był zbyt oczywisty, a słodycz błahego szczebiotania przyprawiająca o nieprzyjemne doznania.
Był gotowy jednak ciągnąć tę tragikomedię, byle tylko nie musieć z Viro przeprowadzać poważnej rozmowy. Puścił więc nawet mimo uszu to ostrzejsze upomnienie, nawet jeśli na końcu języka miał już suchą odpowiedź, że Viro nie miał prawa do obronnego terytorializmu.
- Że olbrzymie śluby przyciągają olbrzymy? - zaproponował, będąc gotowy zrzucić wszystko na rozmach czystokrwistych. Lekceważący humor ewidentnie jednak w niczym nie pomagał, więc sztuczny uśmiech wyginający kąciki jego ust wreszcie opadł, zdradzając, że i na sercu Ezry ciążyło dużo niepokoju. - Jazz - wybrane przezwisko, zwyczajnie zabarwione czułą złośliwością, rozbrzmiało pewnym zniecierpliwieniem, jakby uważał odpowiedź za zbyt oczywistą, by poświęcać czas na wyjaśnienia. Mocniej ścisnął palce mężczyzny, wzdychając i kręcąc głową - miał przeczucie, że to po prostu nie mogło się skończyć dobrze. - Ja nawet za dobrze nie znam Camaela i Beatrice. Gdybym nie przychodził tu z tobą, nie wiem, czy w ogóle bym przychodził. Nie żałuję żadnej - drugą dłoń ułożył na jasperowym policzku, by dopilnować zieleni przepełnionej zmartwieniem - żadnej chwili z tobą. Jakaś część mnie po prostu dalej... to nie jest tak, że jeśli spuścisz mnie z oka, to w następnej sekundzie znajdziesz mnie obściskującego się w łazience. Nie jesteśmy w związku, ale nie chcę być wobec ciebie nie fair. Ale tyle, ile z nim przeżyłem... - Brakowało mu słów, by dobrze opisać sentyment, który chwytał go za serce; z pokorą zresztą pochylił głowę, teraz już unikając przenikliwego spojrzenia Rowle'a z przekonaniem, że w tym wypadku przesadna szczerość będzie niepotrzebna. Bo kto inny, jak nie Viro, miał z przymglenia tęczówki wyczytać te niezliczone pocałunki i czułe deklaracje, które odtwarzały się w umyśle Ezry bez jego przyzwolenia?  - Mam mętlik w głowie. I wiele pytań, o których nie jestem w stanie zapomnieć teraz, kiedy widzę go przed sobą. To wszystko - zapewnił go, jeszcze nie potrafiąc powiedzieć, czy przypadkiem znowu nie skłamał.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 507
  Liczba postów : 375
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
https://www.czarodzieje.org/t19841-jasper-viro-rowle-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 9:50;

Doskonale pamiętam, jak wydawało mi się, że tego właśnie chcę. Tych emocji, tego bólu w klatce, który wywołać potrafił jedynie próbujący wydostać się z serca strach przed stratą, bo przecież lekkie uniesienia codziennego szczęścia były tego warte. Teraz jednak znów czuję potrzebę ucieczki, ulotnienia się w mgnieniu oka, by wrócić dopiero, gdy wszystkiego zdążę się już wyprzeć, by móc znów odetchnąć swobodnie bez duszącego poczucia ciężaru na piersi. I może nawet dostrzegasz ten moment, gdy pod Twoim dotykiem moje ciało samo przez ułamek sekundy próbuje uciec ku metamorfomagii, bo w swoim chwilowym roztrzęsieniu nie potrafię jej w pełni opanować, walcząc z mechanizmami obronnymi, które przez lata rozwijałem.
- To już nie jest wobec mnie fair - protestuję wbrew sobie, a może właśnie zgodnie ze swoimi naturalnymi odruchami, gotów zburzyć wszystko jednym wybuchem, byle tylko zacząć budować od nowa. - Nigdy takie nie było. Powiedziałeś, że nigdy mnie nie zechcesz, a jednak to Ty odezwałeś się do mnie pierwszy. Odmawiałeś mi pocałunku w momentach do niego idealnych, by później mi go dać tak, jakby przez cały czas mi się należał. Mówisz, że nie jesteśmy w związku, a jednak jesteśmy razem, tylko dla siebie - wyliczam, nie chcąc myśleć o tym, że jedyna bliska mi osoba, która nie tylko potrafi słuchać, ale też rozumie co mówię, odepchnie mnie na stałe w momencie, gdy będzie już dla mnie na to za późno. Sam więc odciągam Twoją dłoń od siebie, ale nie potrafię puścić trzymanego nadgarstka, niemal odliczając w głowie sekundy, których potrzebujesz by mi go odebrać.
- To nie jest fair, bo cokolwiek Ci obiecam, nie uwierzysz, bo on złamał już swoje obietnice. To nie jest fair, że muszę wciąż wyrywać chwasty, które on zostawił, by móc pokazać Ci, co dla Ciebie zasiałem - ciągnę dalej, nawiązując do metafory sprzed kilku miesięcy, z momentu, gdy wyszedłem z Twojego domu, naiwnie twierdząc, że potrafię o Tobie nie myśleć. - I to wcale nie musi być fair, bo przecież od początku wiedziałem, że nie będzie - stwierdzam nagle, dostając tego nagłego olśnienia, że nie musi obchodzić Cię, jak się czuję, bo przecież ostrzegałeś, a ja wcale nie muszę Cię tracić, nawet jeśli nigdy Ci nie wystarczę. - Nic nie musi być fair. Chcę tylko byś do mnie wracał - dodaję ostrożniej, próbując zrozumieć czy naprawdę tak myślę, czy tylko boję się, że mógłbym już nie odzyskać Cię choć na chwilę. - Możesz być jedyną osobą, na którą to ja będę czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i szczupłej postury | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie | chodzi w garniturowych spodniach i ciemnych koszulach zamiast szat
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 477
  Liczba postów : 2101
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17590-harem-voralberga#497045
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 15:48;

Garnitur: klik

  Niezmiennie zaskakiwało go ile mogła zdziałać transmutacja. Sam był absolutnym beztalenciem jeśli chodziło o tę dziedzinę magii, mimo że ze stricte zaklęciami był za pan brat. Teraz, kiedy wchodzili na kolorową ścieżkę rozświetloną niebanalną ilością świetlików, przyglądał się każdemu elementowi z osobna, jakby było to coś naprawdę ciekawego. Nawet on musiał przyznać, że było tu przepięknie. Trzymał Sam pod rękę, co jakiś czas wspominając o tym, to o tamtym, głównie skupiając się na tym jakie zaklęcia musiały zostać tu rzucone. Teorię w końcu znał. Zachowywał się jak małe zachwycone dziecko, na swojej pierwszej sekcji żaby. No ale co poradzić że był całkowitym fanatykiem zaklęć i każdego ich aspektu?
  - Z rozmachem. – rzucił nagle, ale w sumie można było spodziewać się tego po dwóch czystokrwistych rodach i to o takim statusie społecznym. Z drugiej strony przecież mogli zrobić skromną uroczystość. Nie wydawało się, aby akurat Beatrice i Camael przykładali aż taką wagę do potęgi wydarzenia. Jemu osobiście zdawało się, że faktycznie chodziło tu o nich, a nie o to jak to będzie wyglądać, a było to rzadkie wśród czystokrwistych.
  - Cofam, teraz jest z rozmachem. – stwierdził z uśmiechem, kiedy zeszli ze ścieżki a ich oczom ukazał się potężny, lodowy zamek… jak z mugolskiej bajki. Co prawda chyba nie w jego guście, ale przecież gustów się nie krytykuje. To oni mieli czuć się tu dobrze. Wprowadził Sam do środka wciąż przyglądając się każdemu detalowi. W końcu kiedy doszli do głównej Sali przywitał się z każdym, kogo znał, a później skierował swoje kroki na wyznaczone mu miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Samantha Carter

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 172
C. szczególne : Zapach anyżu i słodkich migdałów, wysokie obcasy, chłodny odcień oczu, czarny pierścionek zaręczynowy na palcu serdecznym;
Galeony : 110
  Liczba postów : 257
https://www.czarodzieje.org/t20633-samantha-carter#653602
https://www.czarodzieje.org/t20635-lotta#653650
https://www.czarodzieje.org/t20634-samantha-carter-kuferek#653603
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 17:13;

strój: klik

Kochała wszelakiego rodzaju uroczystości, w tym śluby. Sam proces strojenia się i przeżywania wydarzenia zapadał głęboko w pamięć. Nie przeszkadzało jej, że była jedynie osobą towarzyszącą i wprowadzana była do grona, gdzie niewiele osób w ogóle zna. Na to wydarzenie wybrała nieco skromniejszą suknię, jednak nie byłaby sobą gdyby nie dodała parę błyszczących elementów. Kroczyła ostrożnie tuż u boku swojego ukochanego partnera i szczerze mówiąc, zatkało ją na widok wielkiego zamczyska.
- Oni to... wyczarowali? - wydusiła z siebie z niemałym trudem bo jednak takie budowle wydawały się pasować do bajek, legend, a i traktowane były przez nią jako coś nierealnego i nieosiągalnego. Nie była pewna gdzie umieścić wzrok - czy na przepięknych świetlikach tworzących wyjątkową aurę czy na błękicie opadającym na ich skórę i ubrania czy może na tym wielkim zamku o milionach detali pragnących bycia oglądanym. Z powodu tego przepychu lekko zakręciło się jej w głowie, a więc mocniej przytrzymała się ramienia Alexa.
- Nie potrafię znaleźć słów dla tego piękna. - wyznała mu niegłośno i przesunęła wzrokiem po sylwetkach gości. Nie dało się nie spostrzec Perpetuy, jaśniejącej tutaj niczym blask księżyca. Ponownie musiała zdusić w zarodku rodzące się kompleksy na jej widok. Usiadła obok Alexa i splotła ich palce ze sobą.
- Co to za czar sprawił, że pomimo lodu panuje tu odpowiednia temperatura? - dopytała zachwyconego Alexa, wiedząc, że udzieli jej wyczerpującej odpowiedzi jak to jest, że otoczeni lodem nie dostali nawet gęsiej skórki z zimna.

@Alexander D. Voralberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nell Ripley

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165
C. szczególne : Color capillus, kardynał, emanacja biedactwem, słowiański przykuc, baza wiedzy bezużytecznej
Galeony : 271
  Liczba postów : 118
https://www.czarodzieje.org/t20989-nell-ripley#673807
https://www.czarodzieje.org/t20997-tytus#674120
https://www.czarodzieje.org/t20990-nell-ripley#673810
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 17:44;

@Eskil Clearwater

Może gdyby skłonny był podzielić się tym, że ma ostatnio zły czas, sama Ripley włożyłaby więcej wysiłku w podtrzymywanie jego nastroju. Może nie byli przyjaciółmi na zabój, ale Nell nie miała serca z kamienia i generalnie podchodziła do ludzi na neutralnie-pozytywnej stopie. Pośmieszkować zawsze można, w odpowiednim momencie.
- Habit przywdziewa się na całe życie, czy coś. Siostra Bernadetta kiedyś mi to tłumaczyła, ale jako, że nie planuje nosić habitu niespecjalnie słuchałam. - przyznała, rozglądając się po katedrze. Było to zjawiskowe dzieło, choć sama z transmutacji zawsze dostawała trole i jedyne co jej wychodziło to transmutowanie kończyn pierwszkolasistów w kończyny płazów, to miała wyczucie estetyki na tyle wysokie, by docenić wystrój.
- Trzymam Cie za słowo, kapitanie Bystra Woda. - zwracała się do niego tym pseudonimem już tak swobodnie, jakby w móżdżku uznała, że to jego prawdziwe imię. Indiańskie takie, nie w kij dmuchał.
- Fuu... - na wyobrażenie całujących się ludzi wzdrygnęła się jak sześciolatka na widok mamy i taty okazujących sobie czułości. No ale nie miała ani mamy ani taty. To trudno powiedzieć jak to zadziałało.
Następne zdanie Eskila przyspawało ją na chwilę do ławki, choć po sekundzie zrobiła dziwny zryw, jakby chciała się oderwać i odfrunąć. Zamarła znów w bezruchu i spojrzała na niego z powagą.
- Bez urazy, Bystra Woda, ale nie znosze półwil. - jęknęła. To nic personalnego, po prostu czuła się niebywale głupio w ich towarzystwie. Tak jak teraz, kiedy z powodu swoich pochopnych posunięć znalazła się zaskakująco blisko jego torsu i widziała bardzo dokładnie jakie miał zjawiskowo piękne tęczówki.
Przełknęła głośno ślinę.
- Dz-dziesięć. Pamiętam. - bąknęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 18:38;

Czego nie robi się dla osób, na których człowiekowi zależy... Szczerze mówiąc, nie mógł się już doczekać tego ślubu. Chciał uzyskać pewność, że Beatrice nie będzie próbowała zwiać ani tym bardziej panikować i wrzeszczeć, bo to do niej niepodobne, aby wydzierać się na środku garderoby w ciele jakiejś obcej babki. Miał nadzieję, że ta jej świadkowa będzie trzymać ją w ryzach, bo on miał oko na obecność tatuśka. Rozmowa z Nell pomagała odwrócić uwagę od tych problemów, które czaiły się w jego trzewiach niczym lawina, gotowa runąć jak tylko pozwoli najmniejszemu kamykowi na drobny ruch.
- Słusznie, że jej nie słuchałaś. Chodzić całe życie w jednym ubraniu? Żenada. - odparł bez najmniejszego pomyślunku, co oczywiście brzmiało komicznie w kontekście tego szeptanego dialogu. Nie wykazywał się zbytnią bystrością, ale nie miał sił na nic poza trzymaniem się w ryzach i w pobliżu Nell. Bez jej towarzystwa przeżywałby tu podwójną katorgę. Cieszył się, że w ostatniej chwili skłonił ją do pójścia z nim na ten ślub. Potem spostrzegł obecność Whitehorn i humor popsuł się mu jeszcze bardziej, co teraz było widoczne w opadających kącikach ust i spiętych mięśni szczęki.
- Spoko, ja też, ale tej konkretnej. - szepnął, spostrzegając, że przysunęła się i jakoś tak spięła, jakby naprawdę dzieliła z nim ten dyskomfort związany z obecnością innej potomkini. To niebywałe.
- Czemu źle się czujesz? - dopytał, bo jednak nie dawało mu to spokoju. Okay, pokazała mu, że jest w jakiś niezrozumiały dla niego sposób wrażliwa na choćby zbyt długie spojrzenie, ale aby popaść w dyskomfort? To interesujące bo jednak nie spotkał jeszcze nigdy tego typu reakcji. Gorliwie nie spoglądał już za siebie.

@Nell Ripley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego; tatuaż z Oazy Cudów na łopatce; rozległa blizna na ramieniu po rozszczepieniu w Kolumbii; obrączka
Dodatkowo : animag (kot syberyjski)
Galeony : 1040
  Liczba postów : 1039
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 21:34;

Nie sądził, że jeszcze cokolwiek mogło pójść nie tak. Bowiem już wszystko co mogło, poszło nie tak, przynajmniej z jego strony. Żywił jednak głębokie nadzieje, że Beatrice ostatnie dwie doby spędziła w spokoju, przygotowując się na ten dzień i chwilę, która miała nastać… pięć minut temu, tak właściwie. Miał ochotę zamienić Viro w ładną, lodową rzeźbę i tylko fakt, że był mu jeszcze potrzebny, go przed tym powstrzymywał. Jeszcze w domu niemrawo skinął głową na słowa przyjaciela i zacisnął zęby, kiedy kolejny teleportacyjny tunel go pochłonął, zabierając spod stóp podłogę. Wylądował niezgrabnie w jednym z zamkowych korytarzy i podtrzymując się ściany, nawet nie zauważył kiedy Rowle zniknął. Dopiero po kilku głębokich oddechach, uświadomił sobie, że jego świadek (!) zostawił go na pastwę losu i w głębi ducha obiecał sobie, że po wszystkim jednak go ukatrupi. Zanim zdążył cokolwiek więcej zrobić, jego oczom ukazał się anioł w postaci @Perpetua Whitehorn, do której blado się uśmiechnął, nadal lekko się podtrzymując ściany. Może te zalecenia kolumbijskich uzdrowicieli, nie były wcale wyssane z palca.
Zakładam, że przysłał cię mój drogi świadek, który wpakował mnie w to gówno. — rzucił, biorąc kolejny głęboki oddech — Wskutek wypadku, jak zakładam, wylądowałem na kawalerskim w Kolumbii, gdzie się paskudnie rozszczepiłem i według tamtejszych uzdrowicieli, nie powinienem był podróżować w najbliższych dniach, choć oczywiście w tej sytuacji kompletnie to zignorowałem i tak oto ledwo znoszę zwykłą teleportację. — wyjaśnił jej, mając nadzieję, że jednak go zrozumie, bo przecież się żenił! W dodatku był już spóźniony na własny ślub i miał wrażenie, że zanim zdąży obiecać Beatrice całą swoją przyszłość, ta zdąży go za to zabić. Chciał ją znaleźć i miał bardzo w nosie te wszystkie tradycje, związane z tym, że nie powinien jej teraz widzieć. Nie był głupi, i znał ją na wylot, był przekonany, że się zamartwiała, tym bardziej, skoro z jego powodu ceremonia się opóźniała, a jednak jakaś jego część dalej naiwnie wierzyła, że owa tradycja ma swój cel i musieli zobaczyć się dopiero przy ołtarzu. Choć nie miał pojęcia co jego siostra w związku z tym zrobiła, to wierzył w jej doskonały plan. Prawdę mówiąc, sam siebie też by zabił, chociaż najpierw Viro. Przyjął wszystko co zaoferowała mu Whitehorn i uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, pomieszaną z nieskrywaną ulgą, że w końcu zaczynał czuć się jak człowiek. — Dziękuję, teraz wybacz, ale zamierzam obiecać wieczność kobiecie mojego życia. — powiedział i już ruszył w głąb zamku, po drodze jeszcze łapiąc @Nanael O. Whitelight, żeby dowiedzieć się co dokładnie – poza jego osobą – opóźniło ceremonię zaślubin. Parsknął na pomysł uwięzienia urzędnika, ale podziękował jej z wdzięcznością. Poprawiając mankiety koszuli i wygładzając marynarkę, dosłownie popędził do pokoju, w którym znajdował się urzędnik, uśmiechając się do niego w istocie niewinnie i tłumacząc, że nie ma pojęcia jak do tego doszło. Obiecał też mu to wynagrodzić, bo wraz ze zbawieniem w postaci Perpetui, wrócił mu także humor.
Wszedł do sali ceremonialnej, odwzajemniając każdy uśmiech posłany w jego stronę, sprawnie nie patrząc na swoich rodziców. Wciąż nie był przekonany co do tej decyzji, a jednak wybierając mniejsze zło, miał wrażenie, że zapobiegał niepotrzebnemu dramatowi, który najpewniej by się rozegrał. Nie wiedział czy był zaskoczony, że się pojawili, czy gdzieś w głębi, tliła się w nim niewielka iskra ulgi. Stanął na odpowiednim miejscu, na dziesięć minut później, niż było to zaplanowane. Mogło być gorzej, prawda?
Po wszystkim zdecyduję, czy chcę cię zabić, czy jednak nie. — mruknął do @Jasper 'Viro' Rowle, kiedy ten stanął obok niego, tak cicho, że tylko jego świadek mógł go usłyszeć, także urzędnik, który jednak nie dał nic po sobie poznać. Camael był gotowy, i chyba bardziej być nie mógł.

______________________


You’ve heard me saying that smoking was my only vice. But now it isn’t true, now everything is new, and all I’ve learned has  overturned. I beg of you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 5696
  Liczba postów : 3287
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyPon 3 Sty - 23:07;

Tak wiele potrafiło się zmienić w bardzo krótkim czasie; jeszcze chwilę temu to Viro, nie zważając na pochmurne oblicze, składał pocałunki na ezrowych ustach z dość śmiałym założeniem, że jego błędy miały mu zostać wybaczone. Ezrze nie podobało się zatem znalezienie się tak nagle po drugiej stronie, tej muszącej radzić sobie z ssącym poczuciem winy i strachem, że tym razem linia została przekroczona. Bo tak właśnie to wszystko brzmiało i wyglądało, gdy zaprzepaścił nawet ten drobny progres, który zdążyli zrobić w kwestii dotyku i drżenia metamorfomagii. Był więc przekonany, że to był koniec, smakujący wyjątkowo gorzkim podsumowaniem jego sprzecznych - choć w jego głowie mających logiczne uzasadnienie - ze sobą decyzji.
- Myliłem się - przyznał cicho, nie wskazując dokładnie momentu, w którym popełnił błąd, bo już samo przyznanie się do pomyłki wymagało od niego wyzbycia się uciążliwej dumy. Bo prawdopodobnie tych momentów potrafiłby przytoczyć więcej niż jeden. Też zauważał, że o wiele łatwiej przychodziły mu deklaracje niż potem faktyczne trzymanie się postanowienia - ale nie był w tym jedyny, bo i Viro od samego początku twierdził, że w ofercie nie było jego serca, a jednak cały czas mu je podsuwał, cały czas się starał i zabiegał, bardzo wyraźnie zarysowując swoje oczekiwania. Mimo tej wiedzy, dał się zupełnie zaskoczyć nowym wnioskiem, po którym wreszcie mógł wypuścić ciążące mu w płucach powietrze z pewną ulgą; bo może i jego myśli błądziły bardziej w kierunku Leonardo, ale nie czuł się jeszcze gotowy na to, by bezpowrotnie rozstawać się z Viro, chcąc przeczytać jeszcze kilka wierszy zostawionych po cichu na komodzie i zatańczyć  bachatę, i chcąc wypić kawę w kawiarni "Pod Hibiskusem", kiedy na ziemi leżał jeszcze śnieg. Złapać świstoklik w nieznane, odpowiedzieć na więcej trudnych pytań, wyciągnąć z Emily rodzinne historie, powodujące pąs na policzku i prześledzić dokładnie każdą metamorfomagiczną zmianę jego ciała. A przede wszystkim jeden przynajmniej raz dać mu posmakować swojego wstydu skrytego w omdlewającym uśmiechu.
Chciał jeszcze do niego wracać, nawet jeśli droga nie zawsze była prosta, a jej odnogi potrafiły zwieść go w ślepy zaułek.
- Gdzieś musi leżeć granica twojej cierpliwości - zauważył, bo i czekać nie można było przecież w nieskończoność. Sięgnął więc ponownie ku niemu, w poszanowaniu nie układając jednak opuszków na jego skórze, ale sunąc ponad nią, by tylko drobny ruch powietrza mógł pozostawić na nim muśnięcia. Ośmielił się nawet na drobny uśmiech. - Obiecuję, że postaram się jej nie szukać - zadeklarował ostrożnie, wybierając obietnicę, która nie była aż tak duża, by nie mógł jej dochować - choć na pewno i nie tak satysfakcjonująca. - Ale to, co powiedziałeś- to wszystko prawda. Ale nie chodzi tylko o Leo, jesteś jeszcze ty, twój sposób bycia - podjął, wiedząc jak ryzykowne było to stwierdzenie po tych pokładach wyrozumiałości, które zostały mu podarowane. Nie zdążył jednak myśli w pełni rozwinąć, wybijając się przez poruszenie wśród gości wokół. Musiał więc uznać, że rozpoczynająca się ceremonia była nieco ważniejsza niż ich osobiste rozterki. - Idź. Nie znajdę w tym czasie żadnych innych eks do pomartwienia cię.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1622
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyWto 4 Sty - 11:17;

Nie było co dłużej czekać. Czy tego chciała, czy nie, ceremonia zaślubin i tak została już wystarczająco mocno opóźniona. Teraz pozostawało jej wierzyć, że kiedy zejdzie lodowymi schodami na dół, zobaczy tam Camaela, czekającego na nią i na to, aby ich życia stały się jednością, by połączyli się świętym węzłem małżeńskim na wieki. Wzięła jeszcze jeden, głęboki oddech i pokiwała głową Nessie. Była gotowa. Bardziej być nie mogła i w końcu musiała tam zejść.
Od samego początku wiedziała, że to Nessa zaprowadzi ją do ołtarza. Nie licząc jej prawie męża, Rudowłosa była dla niej najbliższą osobą na świecie i nie wyobrażała sobie nikogo innego w tej roli. Dlatego, kiedy tylko zatrzymała się przed salą, w której, jak wiedziała, był ołtarz, chwyciła Nessę pod ramię. Poprawiła nieistniejące zmarszczki na sukni. Serce waliło jej niezdrowym rytmem.
Nie słyszała żadnej komendy czy nie zauważyła sygnału, jednak do jej uszu dobiegła zmiana muzyki, która królowała w pomieszczeniu. Stała się o wiele bardziej nastrojowo, dostojna, zachęcając zebranych do tego, aby zwrócili uwagę na przybycie panny młodej. Na moje przybycie poprawiła się w myślach. Dalej brzmiało to wręcz kuriozalnie, jednak teraz nie było już odwrotu. Chyba dopiero teraz zdała sobie sprawę z faktu, jak bardzo była zestresowana. I dopiero teraz uwierzyła, że to się naprawdę działo.
Pierwsze kilka kroków było bardzo nerwowych. Szła wyprostowana, pewna siebie, lustrując spojrzeniem czarnych tęczówek wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu. Próbowała zmusić się do nikłego uśmiechu, ale nie była w stanie. Dopiero kiedy jej wzrok odnalazł Camaela, coś w niej pękło. Szczery uśmiech rozlał się na wargach, stres opuścił jej ciało. Do ostatniego momentu nie była pewna. Teraz wiedziała, że była zwyczajnie głupia. Jak mogła być go niepewną? Jak mogła w ogóle pomyśleć, że ten jednak by się nie stawił?
Podeszła do ołtarza i zatrzymała się w miejscu. Spojrzała Nessie prosto w oczy. Chciała jej tak wiele powiedzieć, ale zamiast tego przytuliła ją mocno i ucałowała policzek.
- Kocham cię - wyszeptała, prosto do jej ucha tak, że nikt nie miał prawa usłyszeć, co Beatrice jej powiedziała. Jeszcze raz obdarzyła ją ciepłym spojrzeniem, czując dziwny ucisk w gardle. A potem widziała już tylko Camaela.
Gdy dużo później sięgała pamięcią do tego momentu, niewiele była w stanie sobie przypomnieć. Jedyne co zapamiętała na zawsze, to te piękne, błękitne niczym niebo oczy, od których nie mogła nawet na sekundę oderwać swojego wzroku. Nie pamiętała słów przysięgi zarówno swojej jak i jego. Nie pamiętała, jak jedna z babć zaczęła się nerwowo śmiać.
- … Aż do śmierci - powtórzyła, dalej patrząc prosto w camaelowe oczy. A potem całowała go tak, jakby jutra miało nie być. Jakby nic innego nie liczyło się oprócz tych wspaniałych ust. Bo dla niej doprawdy tak właśnie było.
Liczył się tylko jej mąż
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego; tatuaż z Oazy Cudów na łopatce; rozległa blizna na ramieniu po rozszczepieniu w Kolumbii; obrączka
Dodatkowo : animag (kot syberyjski)
Galeony : 1040
  Liczba postów : 1039
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 EmptyWto 4 Sty - 12:25;

Nie wątpił w tę decyzję przez ani jedną chwilę. Doskonale wiedział czego chce, że już zawsze pragnął być z nią i obiecać jej resztę swojego życia. Nie zawahał się ani przez sekundę, nawet kiedy jego rodzina jasno dawała mu do zrozumienia, że jego decyzja nie jest w pełni akceptowana, że nie jest wcale akceptowana. Był gotowy z nimi walczyć, z każdym, kto zamierzał mu wejść teraz w drogę. Miał wrażenie, że czekał na to całe swoje życie, nie potrafił wyjaśnić jakim cudem, po tylu przeciwnościach, nawet tych tak blisko ślubu, stał tutaj teraz i czekał na swoją ukochaną. Skinął głową urzędnikowi, muzyka się zmieniła, a on spojrzał na wejście, by po kilku chwilach ujrzeć Beatrice.
W tej jednej chwili zapomniał o wszystkim co działo się przed kilkunastoma minutami. Przestał widzieć kogokolwiek, poza Trice i nie odrywał od niej wzroku, aż do samego końca, kiedy stanęła przed nim. Nawet jeśli jakieś napięcie w nim tkwiło, tak w tej jednej sekundzie, gdy tylko ją zobaczył, poczuł się tak pewnie jak jeszcze nigdy w życiu. Nie wiedział czy jego serce szalało, czy stanęło w miejscu, nagle wszystko przestało się liczyć, oprócz kobiety obok niego. I tak jak był ogromnie pewny tego co się działo, tak czuł, jak świadomość prawdziwości tej chwili uderza go z ogromną mocą. Bezdenne czarne oczy Beatrice pochłonęły go całkowicie.
Jeszcze nigdy nie czuł się tak bardzo na miejscu. Mrugnął do niej, na moment przed tym, jak mieli obrócić się w stronę urzędnika, choć nieważne jak bardzo się starał – nie potrafił się skupić na słowach przez niego wypowiadanych. Mimo to, z lekkim uśmiechem i ogromem uczucia w spojrzeniu obrócił się do Beatrice w odpowiednim momencie, by móc na wieczność połączyć się z nią tym bardziej, lub mniej, żelaznym węzłem małżeńskim.
Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość — słowa przysięgi doskonale leżały w jego ustach, a on nawet nie myślał, by oderwać spojrzenie swoich błękitnych tęczówek od ciemnej głębi jej oczu — oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. — miał wrażenie, że czas się zatrzymał, że cały świat się zatrzymał, w tej jednej minucie, kiedy obiecał jej wszystko, kiedy brał od Viro obrączkę, wciąż patrząc na swoją ukochaną — Przyjmij tę obrączkę, jako znak mojej miłości i wierności — jego słowa nie były głośnie, nie zależało mu, by każdy w tym pomieszczeniu je słyszał. Nie były jednak słabe, choć słyszalne przez tych w najbliższym otoczeniu. Wsunął srebrny pierścionek na jej palec i na ułamek sekundy przed tym, jak ich wargi się połączyły, pieczętując ten związek czymś nierozerwalnym, uśmiechnął się do niej, i tylko do niej. Do swojej żony.

______________________


You’ve heard me saying that smoking was my only vice. But now it isn’t true, now everything is new, and all I’ve learned has  overturned. I beg of you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Lodowe jezioro - Page 7 QzgSDG8








Lodowe jezioro - Page 7 Empty


PisanieLodowe jezioro - Page 7 Empty Re: Lodowe jezioro  Lodowe jezioro - Page 7 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Lodowe jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 10Strona 7 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Lodowe jezioro - Page 7 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-