Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Dodatkowo : oklumencja
Galeony : 1037
  Liczba postów : 622
https://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
https://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
https://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPon Wrz 02 2019, 19:23;

First topic message reminder :


Pub Upswing


Właściciel: Fleming&Bloodworth Ltd.

Piętrowy pub jazzowo-swingowy położony jest przy jednej z węższych magicznych uliczek położonych pomiędzy Pokątną a Nokturnem, choć właściwie szyld widoczny jest już z obu głównych alejek, tuż za załomem ceglastego muru. Na parterze poza stolikami i krzesłami znajduje się przestronny parkiet dla spragnionych tańca klientów oraz niezbyt duża, acz solidna scena, na której wieczorami na żywo grają doskonali muzycy. Piętro z kolei przeznaczone jest dla gości lubujących się w grach hazardowych. Krwawy baron, astroletka, czy jednoręki czarnoksiężnik przyciągają tutaj wielu czarodziejów, którym brakuje w życiu odrobiny ryzyka, czy adrenaliny. Na górze można także zagrać w bilard.
Cały pub urządzony jest w gustownym stylu. Królują tutaj ciemne, drewniane i masywne meble, z obiciami w barwach przybrudzonej czerwieni. Ceglaste ściany, przyozdobione podobiznami światowej klasy artystów dodają temu miejscu klimatu. Na uwagę zasługują także bogato zaopatrzone bary znajdujące się na obu kondygnacjach lokalu, przy których można raczyć się nie tylko czarodziejskimi wyrobami alkoholowymi, ale i mugolskimi trunkami. Zamiłowanie jednego z właścicieli, Leonela Fleminga, do irlandzkiej whiskey sprawiło, że to właśnie ona znalazła się na pierwszym miejscu w karcie dostępnych procentów. Nie zabrakło jednak także miejsca na skrzynie francuskiego wina prosto z Prowansji, z rodzinnych stron matki drugiego ze wspólników – Nathaniela Bloodowortha.
Warto również wspomnieć, iż na parterze lokalu, za barem, poza zapleczem znajduje się także niewielka sala przeznaczona dla specjalnych gości Leonela oraz Nate’a. Śmietanka towarzyska powinna się w końcu bawić tak jak na nią przystało, czyż nie? Dlatego też w tajemniczym pomieszczeniu często toczą się przeróżne negocjacje biznesowe, nie do końca zgodne z prawem zakłady bukmacherskie, a po zamknięciu pubu można wziąć udział w nielegalnych pojedynkach, w których czarodzieje mogą również obstawić swojego zwycięzcę. Sala jest oczywiście zabezpieczona zaklęciami zagłuszającymi oraz ochronnym Tueri Abi.

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Scarlett Norwood
Scarlett Norwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : Rytualny krwawy znak na wskazującym palcu lewej dłoni
Galeony : 2909
  Liczba postów : 1276
https://www.czarodzieje.org/t21546-scarlett-norwood#699531
https://www.czarodzieje.org/t21555-serniczek#699868
https://www.czarodzieje.org/t21548-scarlett-norwood#699535
https://www.czarodzieje.org/t21554-scarlett-norwood-dziennik#699
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyNie Lut 12 2023, 10:01;

Mogła być. Gdyby nie to, że Kopciuszek był niesamowicie zależny od innych, delikatny i naiwny, a na dokładkę w pewien sposób toksyczny. Dokładnie tak interpretowała tę bajkę, o wiele lepiej czując się w porównywaniu do bohaterki, która nosiła dokładnie takie samo imię, jak ona. Być może panna O'Hara nie była zbyt krystalicznie czysta, być może była próżna i często robiła rzeczy, jakich powinna żałować, ale mimo wszystko była na swój sposób błyskotliwa i wiedziała, jak zdobywać poklask innych, jak uzyskać pomoc, gdy było jej to potrzebne. Przede wszystkim zaś potrafiła wodzić innych za nos, zapewne dokładnie tak, jak Scarlett robiła to w tej chwili, uśmiechając się lekko, nieco porozumiewawczo. Nie była głupia, nie była również nieczuła i miała świadomość, co kryło się za niektórymi gestami, jakimi się teraz wymieniali.
- A może jestem jej macochą? - podsunęła, dając mu nieco lepszy obraz sytuacji, bez najmniejszych skrupułów określając się, jako kobieta żądna władzy i posiadania, która mimo wszystko miała nieco więcej pomyślunku od swoich córek. - A zgniłe jabłka też bywają bardzo piękne, w środku są zaś bardzo robaczywe. To troszeczkę, jak z tymi stopami - dodała, przeciągając nieco słowa, uśmiechając się kącikiem ust, odnosząc się do czegoś jeszcze innego, ale nie powiedziała tego na głos, pozostawiając miejsce na domysły, na poszukiwanie odpowiedzi na pytania, czy wątpliwości, jakich nie wypowiadali na głos.
Zaraz zresztą skoncentrowała się na szampanie, by z zaciekawieniem przechylić głowę, gdy złożył swoją propozycję. Było w niej coś miłego, a jednocześnie coś niesamowicie egoistycznego, co właściwie w pełni jej odpowiadało i pasowało do tego, jaka była. Mogła życzyć dobrze swoim bliskim, mogła nawet dobrze życzyć temu szaleńcowi, z którym wybrała się w nieznane, ale zdecydowanie nie miała powodów do tego, by faktycznie wznosić jakieś niesamowite toasty i robić z tego prawdziwą fetę. Zmarszczyła nos w niemym rozbawieniu, gdy usłyszała jego słowa, jego życzenie, a potem westchnęła bezgłośnie.
- A ja życzę sobie, żebym była bezwstydnie szczęśliwa, niezależnie od tego, co mnie spotka - zakomunikowała bez krępacji, by zaraz wznieść nieco wyżej kieliszek i upić łyk szampana, w ten sposób przypieczętowując swoje życzenie.

______________________

I come from where the wild
wild flowers grow
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Lewa ręka: pochłaniacz magii, sygnet rodu | prawa ręka: od łokcia w dół pokryta paskudnymi bliznami, runiczne tatuaże na ramieniu | blizna pod łopatką
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1811
  Liczba postów : 2359
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t22257-nathaniel-bloodworth-dziennik
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyNie Lut 12 2023, 19:20;

— Jeśli tak, to świetnie się trzymasz — elegancko wpasował w jej wypowiedź komplement, nie omieszkując obrzucić ją przy tym przeciągłym spojrzeniem. Nie krył tego, że uważał ją za atrakcyjną dziewczynę, był zresztą pewny, że sama była tego doskonale świadoma. Nie miał też nic przeciwko łechtaniu jej ego, skoro wiedział, jak przyjemne było to uczucie.
Uśmiechnął się do niej, kiedy tak mu się przyglądała, zupełnie jakby zastanawiała się, czy mówi poważnie i trochę tak, jakby ze wszystkich rzeczy, które powiedział dziś i zrobił, to właśnie ta miała być najbardziej dziwaczna. Niesamowicie go to rozbawiło.
Tak go wychowano. Taki właśnie był. Egoistyczny. Nie wstydził się tego i przenigdy nie starał się tego ukrywać. Ba, uważał to za dobrą cechę, altruizm wzbudzał w nim politowanie, nadmierna empatia – pobłażliwe rozczulenie. Znał swoją wartość i potrafił o nią dbać. A kiedy bywały momenty, że w tę wartość wątpił, to wciąż potrafił świetnie udawać, że jest zupełnie inaczej. Nie miał pojęcia, że dziewczyna odebrała to właśnie w taki sposób – jako przejaw egoizmu – ale gdyby było inaczej, z pewnością byłby mile zaskoczony.
— A dzisiaj jesteś? Szczęśliwa? — a bezwstydna? chyba nie. Nie w takim stopniu, który by go satysfakcjonował. Zapytał z żywym zainteresowaniem, naprawdę wyczekując odpowiedzi, a czekając na nią, uniósł kieliszek do ust, łykając kilka łaskoczących podniebienie wodnych bąbelków. Zastanawiał się, czy odczuwa szczęście mimo tego, co ich dzisiaj spotkało. Z ich dwójki to ona zdawała się tym jakkolwiek przejęta, przynajmniej na początku. To ona miała na statku bliskich, o których miałaby się martwić. Ile czasu minęło, odkąd wypłynęła na brzeg? Godzina? Dwie? Stracił rachubę czasu.
A może jednak była bezwstydna? Jeśli tylko mogła być w tej sytuacji szczęśliwa, dokładnie to by to oznaczało.
I to chyba właśnie to czyniło ją interesującą.

+


Ostatnio zmieniony przez Nathaniel Bloodworth dnia Sob Mar 04 2023, 18:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Scarlett Norwood
Scarlett Norwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : Rytualny krwawy znak na wskazującym palcu lewej dłoni
Galeony : 2909
  Liczba postów : 1276
https://www.czarodzieje.org/t21546-scarlett-norwood#699531
https://www.czarodzieje.org/t21555-serniczek#699868
https://www.czarodzieje.org/t21548-scarlett-norwood#699535
https://www.czarodzieje.org/t21554-scarlett-norwood-dziennik#699
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyNie Lut 12 2023, 20:22;

Carly zaśmiała się ciepło, a później zauważyła, że być może znalazła jakiś kamień filozoficzny albo coś podobnego. Nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby na ten temat żartować, żeby na swój sposób wodzić rozmówcę za nos, żeby po prostu bawić się tak, jak tego sama chciała. Podobało jej się to, że oboje poddawali się tej grze, zapominając najwyraźniej o całym otaczającym ich świecie i problemach, jakie jeszcze chwilę temu ich dotyczyły. Wybuch na statku wydawał się dziwnie odległy, chociaż dziewczyna musiała przyznać, że z każdą mijającą chwilą czuła coraz to większe zmęczenie, czuła, jak powoli zaczyna się w tym wszystkim zapadać, że z chęcią położyłaby się spać i zapomniała o tym, co się dookoła nich działo.
Być może dlatego tym chętniej napiła się szampana, być może właśnie z tego powodu ulegała temu szaleństwu, jakie zdawało się kołysać ją do snu, bawić ją, pokazywać jej, że wszystko to, co ich otaczało, dało się faktycznie egoistycznie kształtować pod własne wyobrażenia. Nic zatem dziwnego, że zmierzyła Nathaniela uważnym wejrzeniem, kiedy zadał jej pytanie, by zaraz przymknąć powieki i zakołysać kieliszkiem, po czym upiła jeszcze łyk alkoholu i odetchnęła głęboko. To było teoretycznie proste pytanie, całkiem zwyczajne, ale musiała brać pod uwagę, że właśnie było po północy, że zaczął się już nowy rok, więc gdy mężczyzna pytał o ten dzień, miał niewątpliwie na myśli pierwszego stycznia, nie zaś trzydziestego pierwszego grudnia.
- Bezwstydnie - powiedziała jedynie, śmiejąc się ciepło, po czym ziewnęła. - Jestem jednak również zmęczona i zdecydowanie wzywa mnie łóżko. Proszę więc o wybaczenie i życzę spełnienia toastu - dodała, marszcząc lekko nos, nim skłoniła mu się wdzięcznie, jak na dobrze wychowaną panienkę przystało, by ostatecznie teleportować się sprzed jego nosa. Nie zamierzała podawać mu swojego imienia, ani robić czegoś podobnego, doskonale bawiąc się tym, że pozostawała dla niego nadal jedynie niemądrą blondyneczką, ot, kolejną studentką, którą akurat przyszło mu uratować.

z.t x2
+

______________________

I come from where the wild
wild flowers grow
Powrót do góry Go down


Maximilian Brewer
Maximilian Brewer

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy, blizna w kształcie kluczy tuż nad sercem
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 5626
  Liczba postów : 2273
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPon Kwi 17 2023, 17:54;

Max nie do końca wiedział, co miał zrobić. Nie wiedział, jak ma się zachować, mając wrażenie, że znajduje się w miejscu, z którego trudno było się wydostać. Rozumiał stanowisko Mulan, jej prośbę, która z jakiegoś powodu mocno bolała, a jednocześnie buntował się na nią. Nie tylko jako jej przyjaciel, ale również jako uzdrowiciel, który wbrew temu, co mówili jego starsi koledzy po fachu, nie chciał się poddawać. Na to było zdecydowanie za wczas i z takiego właśnie wychodził założenia, wierząc w to, że można znaleźć rozwiązanie problemu, z jakim zderzyła się nieoczekiwanie Mulan. Była jednak kwestia tego, że dziewczyna była świadoma swojego przemijania i potrafiła to na swój sposób wykorzystać. Nie chciał zarzucać jej manipulacji, bo nie byli głupi i oboje wiedzieli, że faktycznie te trzy lata mogą okazać się jedynie trzema latami i to w porywach, więc jej pragnienie, żeby życie jej najbliższych się ułożyło, było całkiem zrozumiałe.
Bo widziałam was razem.
To było tak proste, a jednocześnie tak skomplikowane. Max nie wiedział, jak miał na to zareagować, nie wiedział, co miał powiedzieć, a jednocześnie miał wrażenie, że wiedział, o czym mówiła Mulan. Tylko że już raz się pomylił, a teraz nie chciał komuś zniszczyć życia tylko dlatego, że coś mu się wydawało, że coś mu się przewidziało. Sarknął wściekle do samego siebie, zbliżając się do pubu, w którym umówił się z Olą właściwie zaraz po tym, jak odczytali wiadomości od Mulan. Wiedział, że Longwei na pewno poszedł się z nią spotkać, więc nie chciał im przeszkadzać, ale sam też potrzebował oczyścić głowę. I podzielić z Olą te dziwne uczucia, jakie pojawiły się na wieść o chorobie Mulan. Podejrzewał, że Puchonka też nie czuła się z nimi zbyt rewelacyjnie, ale niewiele teraz mogli zmienić.
Uniósł rękę, kiedy dostrzegł dziewczynę, a później weszli razem do pubu, gdzie zamówił im coś do picia, a potem zajął miejsce obok Oli i wyciągnął przed siebie nogi, wciskając dłonie w kieszenie dżinsów, nie bardzo wiedząc, co miał powiedzieć. Nie wiedział, od czego powinien zacząć, bo w końcu oboje wiedzieli, że znajdowali się w bardzo, ale to bardzo niekorzystnej sytuacji, z której po prostu trudno było się wydostać.
- Mushu zaczęła składać życzenia – powiedział w końcu, uznając, że to też jest ważne.

______________________

Never love

a wild thing


Powrót do góry Go down


Aleksandra Krawczyk
Aleksandra Krawczyk

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; pierścień Sidhe na palcu;
Galeony : 3147
  Liczba postów : 1771
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyCzw Kwi 20 2023, 12:55;

Wiadomość, jaką przekazała im Mulan na wizzengerze dosłownie zwaliła ją z nóg. Dokładnie pamiętała moment, w którym ją przeczytała - była właśnie w trakcie pisania referatu na zajęcia z onms, kiedy dostała powiadomienie o nowej wiadomości. Pióro zatrzęsło się w jej ręce i pozostawiło na pergaminie wielką atramentową plamę, ale to nie było ważne. Nic nie było w tamtej chwili ważne oprócz Mulan i jej choroby, która pojawiła się właściwie znikąd i zatrzęsła ich światem. Bo była pewna, że Longwei i Max przeżyli nie mniejszy szok, na taką informację nie dało się zareagować ze spokojem. Nie była nawet w stanie odpisać na ich grupowej konwersacji. Zgodziła się jednak na zaproponowane przez Maxa spotkanie, bo czuła, że oboje tego potrzebowali. Wsparcia. Siedzenie samotnie w mieszkaniu było ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę.
Sam początek ich spotkania nie był zbyt rozmowny, nie żeby spodziewała się innego jego przebiegu. Musieli sobie wszystko poukładać w głowach, to była wciąż bardzo świeża sprawa i potrzebny był czas, aby się z nią oswoić, chociaż nie chciała tego robić. Nie miała zamiaru do tego dopuścić, bo to by oznaczało, że nie ma odwrotu, ratunku, że nic nie da się zrobić. A tak nie mogło być. Musiało istnieć jakieś wyjście z tej sytuacji.
Leniwie przekręcała szklankę na blacie, wlepiając w nią tępe spojrzenie. Nie wiedziała, jak i czy zacząć temat, choć jednocześnie wiedziała, że to było nieuniknione. Po prostu odwlekali to w czasie, zupełnie jakby nie chcieli do siebie dopuścić tego tematu. Wzdrygnęła się, gdy to Max przerwał ciszę. Życzenia. Słowo, które powinno kojarzyć się tak przyjemnie, a jednak nagle związane z nim odczucia zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni.
Pokiwała powoli głową, ale nie podniosła wzroku znad szklanki. Dopiero kiedy po dłuższej chwili zebrała się na wypowiedzenie pierwszych słów, spojrzała mu w oczy.
- Od kiedy wiesz? - spytała. W jej głosie nie kryły się żadne wyrzuty, nawet nie miała zamiaru posuwać się do czegoś takiego. Wiedziała, że był z nią w szpitalu i zastanawiała się, od kiedy to wszystko trwało.
Powrót do góry Go down


Maximilian Brewer
Maximilian Brewer

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy, blizna w kształcie kluczy tuż nad sercem
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 5626
  Liczba postów : 2273
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyCzw Kwi 20 2023, 19:03;

- Niewiele dłużej od was – powiedział cicho, spoglądając na nią, chociaż było to dla niego naprawdę trudne. – Nie czuła się najlepiej, nie umiałem powiedzieć, co się z nią dzieje, więc wygoniłem ją do uzdrowicieli. A kiedy od nich wyszła, okazało się, że życie jest bardziej posrane, niż może nam się wydawać – wyjaśnił, uśmiechając się naprawdę krzywo, nie wiedząc, jak mógłby to inaczej ująć. Wciąż nie mieściło mu się w głowie to, co się wydarzyło i za nic się z tym nie zgadzał, więc opowiedział Oli również o wyprawie na smoka, o tych problemach, jakie pojawiły się od tego momentu. Spojrzał na własne żyły, tak doskonale widoczne pod skórą, tak jasne, jakby miały za chwilę pęknąć. Wiedział, że jego życie zależało od tego smoka i cieszył się, że dziewczyny nie przeszły próby rytuału. Wyglądało jednak na to, że niezależnie od wszystkiego i tak były narażone na problemy ze smokiem, że i tak stały się od niego w pewnym sensie zależne. Ola na całe szczęście cieszyła się dobrym zdrowiem, ale właśnie została zderzona ze ścianą, którą trudno było ominąć.
- Nie zamierzam tak tego zostawić. Chociaż nie mam pojęcia, co właściwie zrobić – przyznał, wlewając w siebie alkohol, a później ucisnął nasadę nosa, zastanawiając się, czy naprawdę wiedział, w co się pakuje. W próbie pomocy Mulan nie było jego zdaniem nic złego. Nie było również nic złego w jej życzeniu, by we właściwym momencie pozwolili odejść jej na własnych warunkach, chociaż miał ochotę z tego powodu wrzeszczeć, wyć i się z nią szarpać. Rozumiał jej podejście do sprawy, był w stanie zrozumieć również jej prośbę… Kochała swojego brata i chciała, żeby był bezpieczny, to nie ulegało wątpliwości i dla Maxa było to naprawdę jasne i w pełni zrozumiałe. Tylko droga do osiągnięcia tego szczęścia nie była jego zdaniem do końca właściwa. Potrząsnął głową, a potem odetchnął głęboko.
- Poprosiła mnie o… kilka rzeczy – powiedział w końcu, domyślając się, że prędzej, czy później, coś podobnego zostanie wystosowane również w stronę Oli, w końcu Mushu ceniła sobie ich wszystkich i na pewno nie chciała zostawić ich w pustce i ciemnej dupie.

______________________

Never love

a wild thing


Powrót do góry Go down


Aleksandra Krawczyk
Aleksandra Krawczyk

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; pierścień Sidhe na palcu;
Galeony : 3147
  Liczba postów : 1771
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPią Kwi 21 2023, 22:25;

Słuchała Maxa i starała się trzymać w ryzach, chociaż Merlin jej świadkiem, że nie było to łatwe. Czuła się, jakby ktoś pstryknął jakiś wyłącznik i odłączył ją od świata albo zabrał jej jakąś część niej samej, brutalnie wyrwał i pozostawił taką niepełną. Nie potrafiła nawet dokładnie powiedzieć, jakie emocje odczuwała.
- Nie rozumiem... Tak nagle zaczęła się źle czuć? Przecież to nie mogło wziąć się znikąd, nie taka choroba - powiedziała i pokręciła głową z niezrozumieniem i niedowierzaniem, bo to się zwyczajnie nie trzymało kupy. Nie musiała jednak długo czekać na odpowiedź i wyjaśnienia. Smok. Czy naprawdę to wszystko mogło być właśnie przez niego? Ciężko jej było w to uwierzyć, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, jak pokręcone rzeczy działy się w ich świecie pełnym magii. Tutaj nie wszystko było normalne i logiczne. - Max... Co jeszcze wiesz o tej wyprawie i smoku? Da się to w ogóle zakończyć? Wiesz, co dokładnie się tam stało?
Pytania wystrzeliły z niej jak z procy, ale musiała wiedzieć. Po tym jak na Antarktydzie zdecydowali, że nie idą szukać Lodowego Okrutnego, jakiś przestała mocno interesować się tematem. Najwidoczniej był to błąd, za który teraz płaciła w postaci niewiedzy, nerwów i stresu. Do tej pory jakoś nie miała okazji rozmawiać z kimś wprost o tym wydarzeniu, które przyniosło tak katastrofalne skutki. Słyszała jedynie pogłoski, a ile w tym wszystkim było prawdy, nie miała zielonego pojęcia.
- Żadne z nas nie zamierza. Musi być jakiś sposób, żeby jej pomóc. Postaram się ruszyć jakieś kontakty przez rodzinę i znajomych, może uda znaleźć się kogoś, kto będzie w stanie wymyślić rozwiązanie, bo to nie może być sytuacja bez wyjścia. Wszędzie jakieś jest - wyrzuciła siebie gorączkowo, a następnie sięgnęła po szklankę z whisky, upijając porządny łyk. Miała wrażenie, jakby zaraz miało jej przepalić przełyk, gorąc rozszedł się po jej ciele, ale mimo to nie skrzywiła się. Nie było nawet opcji, żeby siedzieli tu o suchym pysku, nie w takich okolicznościach. Jej wzrok powrócił na Maxa w momencie, kiedy wspomniał o prośbach Mulan, ale szybko go opuściła, czując, jak w jej oczach zaczęły wzbierać łzy. To brzmiało tak, jakby koniec miał nadejść już zaraz. Nie potrafiła dopuścić do siebie tej myśli.
- Co to za rzeczy? - zadała więc kolejne pytanie, cichym, przybitym głosem, nadal nie unosząc spojrzenia znad blatu. Obraz lekko jej się zamazał, ale próbowała powstrzymać łzy. Na razie.
Powrót do góry Go down


Maximilian Brewer
Maximilian Brewer

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy, blizna w kształcie kluczy tuż nad sercem
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 5626
  Liczba postów : 2273
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyNie Kwi 23 2023, 12:04;

Max skrzywił się, oddychając ciężko, a później uniósł rękawy flanelowej koszuli, osłaniając doskonale widoczne żyły. Każdy uzdrowiciel widząc coś podobnego, doszedłby do wniosku, że będzie go bardzo łatwo diagnozować, ale wyglądało to mało zachęcająco. Miał świadomość, że żyły były również doskonale widoczne na jego szyi, dłoniach, czy nawet twarzy, ale to właśnie te na ręce robiły mimo wszystko największe wrażenie. Zdawały się niemalże pulsować błękitem, sprawiając wrażenie, jakby miały za chwilę eksplodować. Ot, błękitna krew, której sobie nie życzył.
- Nie wiem, co stało się na wyprawie, jeśli dobrze rozumiem, Mulan widziała tego smoka. A my... Wiesz, że porwało nas do Avalonu, ale nie bardzo chcieliśmy się chwalić tym, co się tam stało. Smok karmi się naszą siłą. Powiedzmy, że to jest tak pojebane, że zostaliśmy mu poślubieni, a on zabiera nam powoli... Być może karmi się też siłą i szczęściem Mulan, nie wiem, ale to moje podejrzenie, bo ta choroba rozwinęła się zdecydowanie za szybko - powiedział, patrząc na własne ręce, a później wzruszył ramionami, dodając, że nawet uzdrowiciele w Mungu nie bardzo wiedzą, jak mogło do tego dojść. Było to zatem działanie jakiejś powalonej magii, której nikt z nich nie rozumiał i nie bardzo wiedzieli, jak mieli sobie z nią poradzić. Musieli zerwać więź, jaka łączyła ich ze smokiem, ale Max zupełnie nie wiedział, jak mieli do tego doprowadzić. Zabić go? Ubłagać o litość? A może po prostu będą musieli faktycznie żyć z nim do końca swoich marnych dni.
- Wykluczono klątwę, bo to naprawdę jest choroba, jeśli to coś pomoże. Nie wiem, będę szukał nawet mugolskich rozwiązań, jest w końcu wiele możliwości, ale i tak uważam, że to wiąże się z tym smokiem - powiedział, upijając spory łyk alkoholu, czując jednocześnie, jak serce mu w tej chwili przyspieszyło. Nie wiedział, jak miał przekazać Oli te prośby Mulan, a jednocześnie wiedział, że musi to zrobić, ale przekręcał je wściekle na języku, nie potrafiąc znaleźć słów na to, żeby je wyrazić. Pozostawało rzucić je prosto z mostu.
- Chce odejść na własnych zasadach - mruknął, a potem położył dłoń na karku. - I... zapytała mnie o coś... bardzo dziwnego - dodał, nagle plącząc się w tej sprawie.

______________________

Never love

a wild thing


Powrót do góry Go down


Aleksandra Krawczyk
Aleksandra Krawczyk

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; pierścień Sidhe na palcu;
Galeony : 3147
  Liczba postów : 1771
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyNie Kwi 23 2023, 21:01;

Z rosnącą gulą w gardle obserwowała, jak podnosił rękawy. Z początku myślała, że tylko grał na czas, zajmując się byle czym, żeby tylko nie odpowiedzieć tak szybko, ale kiedy jej oczom ukazały się jego odsłonięte ręce, aż wstrzymała oddech. Wręcz wściekle niebieskie żyły zdobiły jego przedramiona, pnąc się wyżej i nie pozwalając się przegapić. Jakim sposobem nie dostrzegła tego wcześniej? Była aż tak kiepską przyjaciółką czy może on się tak dobrze ukrywał?
- O słodka Morgano... To się nie może dziać naprawdę - jęknęła żałośnie i jakby skurczyła się w sobie. Kolejna porcja fatalnych informacji, o których wcześniej nie miała pojęcia. Owszem, słyszała, że zostali porwani z powrotem do Avalonu nie wiadomo po co, ale nie wiedziała, że takie były tego skutki. - I padło akurat na Mulan? Przecież to jest praktycznie niemożliwe! - powiedziała, przy końcu unosząc głos przez narastające w niej emocje. Zignorowała dwóch typów, którzy obrócili się z wyrazem podirytowania i nagany na twarzy, ale postanowiła nieco się opanować, bo nie zamierzała robić przedstawienia na pół lokalu, ani tym bardziej dopuścić do tego, żeby ich stąd wywalono. Nie zgadzała się jednak zupełnie z wyborem Mulan na ofiarę dla smoka, bo właśnie tak to dla niej wyglądało. Jakby dziewczyna miała zostać poświęcona... właściwie w jakim celu?
- Bardzo możliwe, że masz rację. Wszystkie te rzeczy, które dzieją się od kilku miesięcy... Przecież to nie jest normalne. Coś musiało spowodować, że smoki sieją takie spustoszenie, a ten Lodowy Okrutny wcale mi się nie podoba, jeśli wiesz, co mam na myśli - odparła i westchnęła, podparłszy głowę o rękę, a rękę o blat stołu. Ten cały bajzel w magicznym świecie powoli zaczynał ją przerastać, nie wiedziała, czego powinna spodziewać się kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca. Dzisiaj miała mieszkanie, a jutro mogła pójść do sklepu i wrócić do płonącego budynku, bo tak już się zdarzało. Nie mieli sposobu na te pożary ani na szalejące smoki, a w dodatku w powietrzu wisiało coś jeszcze, co wiązało się z tymi chorobami i innymi urazami. Gdzie leżał klucz do rozwiązania tych wszystkich problemów?
- To oczywiste - odpowiedziała smętnie, wpatrując się uważnie w przyjaciela, który był widocznie poddenerwowany. Ponownie westchnęła. - Po prostu to z siebie wyduś, Max. Mam dość kluczenia między niewiadomymi, a na dzisiaj już w ogóle starczy mi atrakcji - poprosiła. Wolała usłyszeć bolesną prawdę, niż domyślać się, o co mogła poprosić Mulan.
Powrót do góry Go down


Charlotte Brandon
Charlotte Brandon

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : Zawsze lekko uniesiony nosek i half-smile na twarzy, jakby wiedziała więcej od innych. Nosi się z dumą. Nierozłączna ze szpilkami, przynajmniej sześciocentymetrowymi! Maluje usta mocnymi kolorami. Aż zauważalne zmiękczenie w jej zachowaniu i noszeniu się, kiedy rozmawia z innym Brandonem.
Galeony : 175
  Liczba postów : 352
https://www.czarodzieje.org/t22165-charlotte-brandon#727583
https://www.czarodzieje.org/t22184-poczta-charlotte#729730
https://www.czarodzieje.org/t22177-charlotte-brandon#729191
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySob Kwi 29 2023, 14:23;

Charlotte nie kryła się ze swoim zamiłowaniem do win. Uważała, że każda szanująca się dama i przyszła pani biznesu powinna znać swoje smaki, mieć ulubiony bukiet, potrafić rozpoznać body, soul i aftertaste, a także po prostu wiedzieć co z czym i do czego się pija. Swoją własną paletę smaków szkoliła już kilka lat, nie uznając wina za coś, czego powinno wystrzegać się przed skończeniem pełnoletności. Nie były to silne trunki, a swego rodzaju małe dzieła sztuki, które kobieta powinna nauczyć się doceniać, odpowiednio nalewać do kieliszka i nawet go trzymać.
Ogłoszenie o wine tastingu mignęło jej, gdy akurat szła na poranną jogę i całkowicie przykuło jej uwagę. Miało się odbyć w upswingu, o którym słyszała dużo dobrego co do ich asortymentu. Zapamiętała więc datę, a w jej dzień zaczęła przygotowania odpowiednio wcześnie, żeby nie musieć spieszyć się na swoich wysokich, bordowych szpilkach. Jak jej mama mawiała, a ona się tego trzymała, dama nigdy nie powinna iść w pośpiechu. Ubrała się też właściwie do tej okazji. Półprzezroczyste, ombre z czerni w bordo rękawiczki dodawały jej elegancji, sukience, choć mogłaby zostać uznana za wyzywająca, nie można było odmówić elegancji, a samej jej noszącej osobie odwagi – duże dodatki bieli mogłyby kusić los o ich poplamienie, ale Charlotte wiedziała, że żaden taki wypadek się nie zdarzy. Dopełnieniem całego wyglądu była matowa szminka o winnym kolorze, dzięki czemu nawet jakby lekko starła ją trunkiem, nie byłoby tego widać i jak zawsze starannie, nienagannie ułożone hollywoodzkie fale, podtrzymywane zręcznie ukrytymi wsuwkami.
Gdy weszła do lokalu, lekki uśmieszek zagościł na jej twarzy, opinie jej nie zawiodły. Miejsce trochę przypominało piwniczki w winnicach do próbowania domowych wyrobów i niemal od razu poczuła się jak w ukochanej Francji. Zaciągnęła się mocniej zapachem, chociaż ludzie dopiero się schodzili, bogate bukiety już było czuć w powietrzu. Odwiesiła swój płaszczyk i płynnie, z lekko uniesionym noskiem i swoim typowym half-smilem ruszyła między ludźmi do pierwszych oferowanych pozycji.
Próbowała każdego z win powoli, nie spieszyła się, pomiędzy łykami dawała sobie czas na rozmowę o palecie smaków z innymi, doświadczonymi w temacie ludźmi. Sprawdzała oleistość trunku na szkle, przepuszczała go przez całą jamę ustną, dając smakowi rozkwitnąć i w końcu, powolnym łykiem, kierowała go prawą stroną, by lepiej ocenić osobne aromaty. Czuła się wspaniale. Dla dopełnienia fantastycznego experiencu brakowało jej tylko długiej lufki, ale wiedziała, że tytoń, choć dodałby temu bohemicznego wyrazu, odebrałby przy tym smak, a tym nie chciała ryzykować.
Kilka pierwszych butelek startowych próbowała tak po prostu, wczuwając się w angielski klimat i niezobowiązujące rozmowy o odczuciach co do prezentowanych win, jednak po upłynięciu pierwszych pół godziny chciała znaleźć coś bardziej dla siebie, do swojej osobistej kolekcji.
- Dobry wieczór – zagadnęła do mężczyzny, który właśnie odkładał jedną z butelek. – Gdybym powiedziała panu, że planuję pokroić idiazabal prosto z Nawarry, jakie wino by mi pan do tego dobrał? – uśmiechnęła się trochę zagadkowo, trochę wiedząco, z prawie że złośliwie uniesioną brwią, jakby właśnie testowała jego wiedzę i to, czy mogła zaufać jego osądom.

@Nathaniel Bloodworth
Powrót do góry Go down


Maximilian Brewer
Maximilian Brewer

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy, blizna w kształcie kluczy tuż nad sercem
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 5626
  Liczba postów : 2273
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySob Kwi 29 2023, 20:24;

- A możliwe jest to, że poszliśmy na jakiś durny rytuał i teraz musimy mierzyć się z czymś takim? Wszyscy, którzy tam wylądowali, mają jakieś problemy. To nie jest na co dzień zbyt męczące, ale Mulan... - stwierdził, po czym wzruszył ramionami, doskonale wiedząc, że właściwie nie było dla tego wszystkiego żadnego logicznego wytłumaczenia i nawet nie było sensu próbować go szukać. Nic by to nie zmieniło, do niczego dobrego by nie doprowadziło, a przede wszystkim, nie odpowiedziałoby to na żadne z ich pytań. Max nie wierzył w to, że sami rozwikłają te zagadki, miał jednak poważne wątpliwości co do tego, czy Ministerstwo sobie z tym poradzi. Zresztą, ważniejsze dla niego było to, żeby Mulan wróciła do zdrowia, a nie dowiedzenie się, kto był na tyle jebnięty, żeby ten bałagan się w efekcie skończył w taki, a nie inny sposób.
- I nie powinien ci się podobać. Nie możemy mieć pewności, że to nie przez niego dzieje się to, co się dzieje - zauważył Gryfon, a potem zamknął oczy, mając wrażenie, że znajdował się na jakiejś pojebanej karuzeli i za nic w świecie nie mógł z niej zsiąść. To wcale mu się nie podobało i wiedział, że nawet jak zacznie się wydzierać wniebogłosy, to nic to nie zmieni. Zdążył się już nauczyć, że musi brać sprawy w swoje ręce, że musi koncentrować się na tym, co się dookoła niego działo, a nie liczyć na to, że coś się magicznie zmieni. Dlatego właśnie chciał pomóc Mulan.
Problem polegał na tym, że jedna z jej próśb wydawała mu się na tyle szalone, że nie wiedział, co ma z nią zrobić. Najbardziej zadziwiające w tym wszystkim było to, że Max czuł się tą sprawą zawstydzony i pewnie dlatego przesuwał dłonią po karku, wpatrując się w szklankę, jakby ona mogła odpowiedzieć Oli. Oczywiste było, że to było akurat całkowicie i absolutnie nieprawdopodobne, więc Gryfon ostatecznie się w sobie zebrał i nie patrząc na przyjaciółkę, wymamrotał:
- Zapytała, czy poślubię Weia.

______________________

Never love

a wild thing


Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Lewa ręka: pochłaniacz magii, sygnet rodu | prawa ręka: od łokcia w dół pokryta paskudnymi bliznami, runiczne tatuaże na ramieniu | blizna pod łopatką
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1811
  Liczba postów : 2359
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t22257-nathaniel-bloodworth-dziennik
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPon Maj 01 2023, 16:10;

To był jego ostatni dzień w tym miejscu, ostatni wieczór, kiedy mógł swobodnie poruszać się po tym miejscu, czując się w nim jak u siebie.
To było pożegnanie.
Wszelkie formalności były już dopięte na ostatni guzik, prowadzone tygodniami pertraktacje ostatecznie obrodziły pożądanymi stawkami, a złożone na umowie podpisy wraz z nadejściem jutra jednoznacznie pozbawiały go udziałów w Upswingu – co do jednego procentu. Czuł się z tym raczej nietypowo, nie tylko dlatego, że poświęcił temu miejscu ładnych kilka lat swojego życia (nawet jeśli nigdy tu nie pracował, a jedynie zarządzał nim i pojawiał się tu od czasu do czasu), ale i ze względu na to, co dla niego oznaczało. Odcinając się od Upswinga, miał wrażenie, jakby odcinał się od starej, zdawałoby się nierdzewnej przyjaźni z Leonelem, a także od swojej rodziny, o której interesy dbał wraz z każdym importem wina z Francji. Ta decyzja miała też swoje jaśniejsze strony, bo zrywając więzi z pubem, trzymał na dystans i dawnego siebie, z którym nie chciał mieć już nic wspólnego. I zdawało mu się, że ten ostatni aspekt i płynące z niego korzyści duchowe były tak istotne, że tłumiły pożegnanie z tym, co niegdyś było w jego życiu dobre.
Dopilnował uzupełnienia lokalu o zapasy najwyższej jakości alkoholu, nie tylko wina, ale i irlandzkiej whisky, i zaprosił kilka znajomych twarzy, informując ich, że zza baru doradzi im dziś po raz ostatni. Zadbał i o siebie, pierwszy raz od tygodnia goląc się na gładko, dobierając do czarnej koszuli garnitur w kolorze zgaszonej, ciemnej butelkowej zieleni, a nawet dokładnie polerując buty. Chciał, żeby dzisiejszego wieczoru wszystko było idealne, nawet jeśli jego życie w ostatnich tygodniach było dalekie od perfekcji. Zwłaszcza dlatego.
Początkowo nie zareagował. Odkładając na miejsce butelkę, którą prezentował przed momentem, oddany był raczej własnym myślom, aniżeli słuchaniem klientów, których obsługa nie leżała w zakresie jego obowiązków, ani zainteresowań. Słysząc ciche, ale niemożliwe do przeoczenia „dobry wieczór”, z góry założył, że jest skierowane do Thomasa stojącego dziś za barem i dopiero gdy nie padła żadna odpowiedź, zerknął za siebie przez ramię, gotów udzielić barmanowi stosownej reprymendy. Thomasa tam jednak nie było, a ciemne oczy dodatkowo przygaszone klimatycznym oświetleniem Upswinga wwiercone były prosto w niego. Odwrócił się, słuchając słów, które z rzadko spotykaną pewnością siebie wypadały spomiędzy kształtnych warg. Wyczuł, że próbowała zbić go z tropu, ale Merlin mu świadkiem, że była tego daleka.
— Bez wahania postawiłbym przez Panią Tempranillo. Jeśli coś ze sobą rośnie, idzie ze sobą w parze — odparł bez zastanowienia, mierząc ją spojrzeniem otwarcie i bez cienia onieśmielenia — ale nie jestem kelnerem, a zawartość Pani torebki, jak zgaduję, nie ma w składzie owczego mleka — dodał, unosząc kącik ust w rozbawionym, może nieco złośliwym półuśmiechu, któremu nie dał w pełni wybrzmieć. W innej części lokalu czekali na niego znajomi, ale nie spojrzał nawet w ich stronę, czując, że warto poświęcić tej rozmowie choć kilka chwil – jeśli bowiem wystawiało się czyjąś wiedzę na próbę, znaczyło to ni mniej, ni więcej to, że samemu również się ją posiadało. A jeśli nie, włożyła cholernie dużo energii w to, by brzmieć tak, jakby czuła się tu jak ryba w wodzie... i musiała mieć ku temu jakiś powód.
— Gdybym rzeczywiście miał coś polecić, sercem w pełni pozostaję we Francji. Po kolorze ust zgaduję, że interesują Panią wina czerwone, ale przy tak niebotycznym obcasie w Pani dłoni idealnie prezentowałby się kieliszek Côtes de Provence — płynnie przestawił się na francuski, wypowiadając nazwę z należytym akcentem, który, cóż, był swego rodzaju odpłatą pięknym za nadobne. — Jeśli różowe wina nie godzą w Pani dumę, oczywiście — dodał po krótkiej, znaczącej pauzie i zajrzał prosto w ciemne tęczówki, szukając w nich jakichś emocji. Może zagubienia, a może zrozumienia.
Powrót do góry Go down


Charlotte Brandon
Charlotte Brandon

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : Zawsze lekko uniesiony nosek i half-smile na twarzy, jakby wiedziała więcej od innych. Nosi się z dumą. Nierozłączna ze szpilkami, przynajmniej sześciocentymetrowymi! Maluje usta mocnymi kolorami. Aż zauważalne zmiękczenie w jej zachowaniu i noszeniu się, kiedy rozmawia z innym Brandonem.
Galeony : 175
  Liczba postów : 352
https://www.czarodzieje.org/t22165-charlotte-brandon#727583
https://www.czarodzieje.org/t22184-poczta-charlotte#729730
https://www.czarodzieje.org/t22177-charlotte-brandon#729191
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPon Maj 01 2023, 20:03;

Jej życie do tej pory było perfekcją i tego właśnie poszukiwała. Wspaniała, ciepła, wyniosła Francja przygrywała jej uliczną muzyką, aromatem kawy i wieczornego, czerwonego wina czy to do przepiórki, czy królika, czy po prostu deski serów. Perfekcja była bliska jej przyzwyczajeniom, miejscom, w które chodziła i strojom, które zakładała, sięgając nawet po sposób, w jaki się nosiła. Może to właśnie dlatego jej wzrok skierował się prosto na mężczyznę w dobrze dopasowanym, zielonym garniturze? A może to faktycznie była ta śmieszna siła, którą ludzie zwykli zwać zrządzeniem losu, a dla niej było po prostu szczęśliwym przypadkiem.
Intensywne, zielone spojrzenie ani trochę jej nie speszyło, co więcej, wyniosło ją trochę bardziej na piedestał. Wyżej uniosła prawy kącik ust, w swoim typowym pół uśmiechu, jakby automatycznie, naturalnie szukając perfekcji i równowagi podniosła lekko do pary lewe ramię, niczym zaczepne niewiniątko, które doskonale wiedziało, co robiło.
Nie miała jeszcze pojęcia, czy tym tak zwanym trafem udało jej się spotkać dobrego rozmówcę, czy wręcz przeciwnika na słowne potyczki. To do czego jednak miała pewność to fakt, że miało być to przynajmniej ciekawe, a sądząc po jego zaczepnym uśmieszku i równie psotnym, złośliwym słowom, które z niego płynęły, może i nawet zasługiwał na miano intrygującego.
Obserwowała go uważnie, uchylając lekko rąbka tajemnicy do zainteresowania nim właśnie w swoim intensywnym spojrzeniu, nie opuszczając jego zielonych oczu. Przymrużyła delikatnie powieki, trochę w zaciekawieniu, trochę jednak w najprostszym rozbawieniu tą jakże satysfakcjonującą gierką, która się między nimi zaczęła. Przechyliła głowę na bok, przyglądając mu się uważnie i wydęła usta w niemalże niezadowoleniu, jednak jej nieskrywany uśmieszek zdradzał, że zaczęła właśnie bardzo cieszyć ją ta zabawa.
- Nie zdaje sobie pan sprawy, jakie sekrety potrafi skrywać damska torebka. Nie radzę nigdy zakładać, że dama czegoś przy sobie nie nosi, bo z czystej złośliwości udowodni panu, że tak nie jest – a jej prawy kącik powędrował jeszcze wyżej, gdy tak oczekiwała na jego odpowiedź. Był pewny siebie, żartobliwy i chciała zobaczyć, jakie tam karty miał w zanadrzu. – Nie jest pan kelnerem, a mimo to zna pan Tempranillo tak dobrze, że zaraz zacznę pana podejrzewać o umiejętność rozpoznania różnicy pomiędzy Bodegas Cornelio Dinastía a Bodegas Baigorri – spojrzała na niego ciekawsko, wyżej unosząc brew i posyłając mu zaczepne spojrzenie. – A może już ma pan z nich swojego faworyta? – odbiła piłeczkę sprawnie, bez zająknięcia czy zawahania. W końcu takie salonowe rozmówki były w jej krwi, dokładnie wyszkolone przez jej matkę i pielęgnowane przez nią samą, a i rozmówca budził w niej chęć do tej zaczepnej kąśliwości, bardziej wesołej niż złośliwej, jak to na pewną siebie damę przystało – z humorem i klasą.
Wiedzy to ona posiadała i to całkiem sporo, od poprawnego trzymania kieliszka za samą stopkę i to właściwymi palcami, po to, jaki miód pasujący do serów komplementował i wina z nimi sparowane. Nie miała zamiaru się z tym kryć, emanując nieskrępowaną zuchwałością, pozbawioną jednak nieprzyjemnej przemądrzałości. Po prostu czuła się jak ryba w wodzie zarówno na degustacji jak i tutaj, w tej rozmowie.
Dlatego też, gdy ten interesujący mężczyzna przeszedł na francuski, nawet jej lewy kącik zadrżał w namiastce pełnego uśmiechu, który jednak szybko zmienił się w lisi, zuchwały, gdy oparła się z gracją na blacie, kładąc policzek na swojej dłoni i posyłając mu triumfalny wzrok. Francuski był dla niej niemal tak naturalny jak angielski i, bez żadnego oporu czy problemu, płynnie się na niego przestawiła.
- Co raz skradła Francja, tego już tak szybko nie odda – powiedziała niemalże rozmarzona, wciąż jednak trzymając swoją kartę wystawienia jego wiedzy na próbę. Nie czuła się po jego pokazie onieśmielona, daleko jej od tego było. Klimat pubu, zapach alkoholi, półmrok wśród wspaniałych, kamiennych ścian sprawiały, że tym bardziej zachęciło ją to do rozmowy, swego rodzaju drobnego pojedynku w niby niepozornej wymianie zdań. – Proponuje pan całkiem świeże nuty jak na tak chłodnawy wieczór, całkiem odważny wybór. Jeżeli jest mi pan w stanie poręczyć za jego jakość, chętnie go spróbuję, ale… – jej oczy wręcz zalśniły tą nieskrępowaną a zarazem niewymuszoną zaczepnością, gdy jeszcze bardziej przechyliła głowę, poprawiając swoje włosy odzianą w rękawiczkę dłonią. – Skoro już pan zauważył barwę mojej szminki, dlaczego nie zaproponował pan Châteauneuf du Pape? – odpowiedziała tak samo intensywnym spojrzeniem, nie cofając się przed jego wzrokiem, a wręcz lekko się nachylając, jakby w poszukiwaniu kolejnej zaczepki, cegiełki zrozumienia, albo po prostu żywego zainteresowania dalszym tokiem rozmów. Cokolwiek by to nie było, niespieszno jej było wstawać do pogawędek z innymi osobami o aromatycznych bukietach, kiedy tu miała cały ogród ciekawości i zabaw na wyciągnięcie jednego kieliszka. – Niech więc pan naleje tego różowego wina, przekonamy się, czy dobrze komponuje się z moimi szpilkami – skwitowała pięknym, dokładnym, francuskim akcentem, nie będącym niczym mniej, niż wyrafinowaną, zadziorną perfekcją.


Ostatnio zmieniony przez Charlotte Brandon dnia Wto Maj 02 2023, 00:20, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Lewa ręka: pochłaniacz magii, sygnet rodu | prawa ręka: od łokcia w dół pokryta paskudnymi bliznami, runiczne tatuaże na ramieniu | blizna pod łopatką
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1811
  Liczba postów : 2359
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t22257-nathaniel-bloodworth-dziennik
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPon Maj 01 2023, 22:04;

Gdyby tylko miał świadomość, że w myślach został nazwany „może i intrygującym”, jakaś jego część napuszyłaby się dumnie, łasa na komplementy, żądna atencji i wielce z siebie zadowolona. A jednak, choć jak dotąd nie posiadł jakże przydatnej umiejętności czytania w ludzkich umysłach, z góry założył, że tak właśnie było, zbyt przekonany o własnej wartości, by móc uwierzyć w inny scenariusz. Poza prostacką legilimencją istniały zresztą inne, mniej barbarzyńskie metody zaglądania do cudzych głów, a wystarczyły do tego dwie przydatne cechy: odrobina inteligencji i wystarczająco wprawne oko. Nieskromnie uważał, że posiadał pełen pakiet.
W całej jej postawie było coś beztrosko kokieteryjnego przy jednoczesnym bezsprzecznym zachowaniu nienagannej, bijącej od niej wręcz elegancji. Była siebie doskonale świadoma, zauważył to już na pierwszy rzut oka. To, w jaki sposób modulowała głos, jakich gestów używała, jaki miała styl, było, jak zakładał, starannie przygotowanym obrazem przeznaczonym dla oczu zachwyconej publiki.
Bo, nie ma się co oszukiwać, było się czym zachwycać.
— Nie mam się czego obawiać, doskonale toleruję laktozę. I z ogromną chęcią dam się zaskoczyć — w całej swej bezczelności puścił do niej oczko, doceniając, że zamiast obruszyć się, prychnąć i odejść, podjęła jego małą, niewinną przecież gierkę, oferując mu odpowiednio charakterną odpowiedź. Mało było cech, które ceniłby sobie z równą mocą, co poczucie humoru. Zwłaszcza kiedy szło w parze z tak uroczą oprawą.
— Proszę mnie o nic nie podejrzewać, jestem niewinny. Przypuszczam różnicę w szczepie i może silniejsze cytrusy w przypadku tego drugiego. Muszę Panią rozczarować, może myli mnie pamięć, a może brak mi wiedzy. Ale zawsze chętnie dowiem się czegoś nowego — udało jej się go pokonać, ale nie znaczyło to, że i on nie miał przetestować jej. Jeśli bowiem sama nie znała odpowiedzi i miała próbować zwieść, dowiedziałby się o tym prędzej czy później, bo zamierzał dokładnie sprawdzić jej słowa we wszelkich znanych mu źródłach.
Oderwał od niej wzrok jedynie na moment, wędrując nim ku jednemu z zajętych stolików, gdzie usadził swoich znajomych. Już w tym momencie dawno porzucił myśl o pozostawieniu jej tutaj na rzecz mało istotnego w tym momencie spotkania. W przeciwieństwie do nich była mu powiewem świeżości, wyzwaniem, którego mu brakowało, orzeźwiającym aromatem przypominającym mu wspomniane prowansalskie Côtes, którego nie omieszkała mu wypomnieć. Wywołała tym na jego twarzy cień uśmiechu, który pełnię osiągnął wyłącznie w rozświetlonych, zielonych oczach.
Och, na Merlina, w tym smutnym kraju zawsze jest zbyt chłodno i zbyt deszczowo na orzeźwiające smaki, a takie akurat lubię najbardziej. — zauważył, wzruszając przy tym delikatnie ramionami. Pozostał przy tym przy francuskim, już nie gwoli zbicia jej z tropu (wszak ewidentnie nie był to skuteczny sposób), czy przechwalania się umiejętnościami, a ze zwykłej, prostej przyjemności, jaką była rozmowa w ukochanym języku. Zwykle brakowało mu do tego odpowiedniego kompana... lub kompanki, jak w tym przypadku. W istocie, zrządzenie losu. — Skoro lato nie chce przyjść do nas samo, to trzeba sprowadzić je siłą.
Osobiście różowe wino postrzegał też jako idealne na prywatne spotkanie, by nie powiedzieć – randkę, choć może w przypadku kobiety, która ewidentnie miała pojęcie o trunkach, ta zależność nieco się zacierała. Darował sobie jednak ten komentarz, dochodząc do wniosku, że istnieje pewna granica między wyważoną porcją bezczelności i zwykłym prostactwem. I choć lubił balansować na jej krawędzi, dziś – a w każdym razie teraz – nie miał ochoty jej przekraczać.
Bo skradła moją uwagę w dokładnie taki sposób, o jakim Pani zapewne myślała w momencie jej nakładania. W takich chwilach, co zaskakujące, wino przychodzi mi na myśl dopiero w drugiej kolejności — odparł, opierając się dłonią o blat i tym samym odrobinę wyrównując dzielącą ich wysokość. Choć do tej pory o jakimkolwiek zaintrygowaniu świadczyły wyłącznie drobne przesłanki, które może wyłapała, a może była na nie całkiem ślepa,  teraz wcale się z tym nie krył, otwarcie okazując jej należyte zainteresowanie. — Poza tym wolę polecać coś, do czego zdarzyło mi się przyłożyć rękę. I nie jest to ani Châteauneuf du Pape, ani Vacqueyras.
Sięgnął po różdżkę i przywołał do siebie butelkę oraz dwa kieliszki przeznaczone do białego wina. Dotknąwszy szkła butelki, upewnił się, że trunek był odpowiednio i nie zbyt mocno schłodzony, i otworzył ją przy użyciu, rzecz jasna, różdżki. Chwyciwszy za spód butelki, wprawnym ruchem nalał odrobinę do jednego z kieliszków, który zaraz ujął w palce, by sprawdzić, czy na pewno jest dobre. Zanurzył nos w czaszy, z przymkniętymi powiekami chłonąc znajome aromaty, ale bez względu na pokusę, skupił się na zapachu, nie kosztując nawet odrobiny. Dopiero kiedy zyskał pewność, że wszystko jest z nim w porządku, napełnił drugi kieliszek, ten przeznaczony dla niej, na koniec obracając rękę w taki sposób, by nie uronić ani kropli cennego płynu. Uśmiech zniknął z jego twarzy, ustępując miejsca dla odmiany kiepsko skrywanemu skupieniu, którego wymagała od niego wstrzemięźliwość.
Niestety nie było otwarte z wyprzedzeniem — przyznał się bez bicia, odsyłając swój kieliszek jak najdalej stąd, byle nie kusił go samą swoją obecnością. Zamiast tego przywołał do siebie pustą szklankę, którą napełnił za pomocą aquamenti – prostą i wysoką, w niczym nieprzypominającą tych używanych do whisky. Od miesięcy wystrzegał się tych naczyń jak ognia.
Powie mi Pani skąd tak dobrze zna francuski, czy jest to tajemnica skrywana równie pilnie, co zawartość torebki? — zagadnął ją, kiedy po upiciu łyka wody udało mu się w pełni uzyskać zachwiany na moment rezon.
Powrót do góry Go down


Charlotte Brandon
Charlotte Brandon

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : Zawsze lekko uniesiony nosek i half-smile na twarzy, jakby wiedziała więcej od innych. Nosi się z dumą. Nierozłączna ze szpilkami, przynajmniej sześciocentymetrowymi! Maluje usta mocnymi kolorami. Aż zauważalne zmiękczenie w jej zachowaniu i noszeniu się, kiedy rozmawia z innym Brandonem.
Galeony : 175
  Liczba postów : 352
https://www.czarodzieje.org/t22165-charlotte-brandon#727583
https://www.czarodzieje.org/t22184-poczta-charlotte#729730
https://www.czarodzieje.org/t22177-charlotte-brandon#729191
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPon Maj 01 2023, 23:22;

Pewność siebie była czymś, co doceniała u swoich rozmówców, z kolei bezczelna jej odmiana zupełnie jej się nie mieszała na talerzu z dobrym wieczorem przy winie. Albo raczej powinna powiedzieć, że w większości przypadków jej do tego nie pasowała. Choć nie zwykła takich rzeczy łatwo przyznawać, mężczyzna ciekawił ją coraz bardziej z każdym kolejnym zdaniem. Był śmiały, zresztą całkiem zasłużenie, miał poczucie humoru i do twarzy było mu z tą wręcz łobuzerską bezczelnością. Już teraz czuła, że mogła zostać przy tym blacie dużo dłużej, niż początkowo zamierzała ze swoją małą gierką.
- Niech pan zaskoczy mnie winem, to może uchylę rąbka tajemnicy mojej torebki – i doskonale wyważonym ruchem przejechała zgrabnymi palcami po torebce, którą, nieco zaczepnie, przełożyła poza zasięg jego rąk. – Póki co zostanie to jednak moim słodkim sekretem – w oczach aż zalśniły jej złośliwe iskierki, w końcu nie tylko on potrafił się zawadiacko bawić.
Ona także doceniała poczucie humoru, uważała, że zaczepki powinny być wyważone z gustem i ze smakiem, a zadaniem każdej damy było odnajdywanie się w nich z nienaganną kokieteryjnością. Potrafiła się oburzać, nie robiła tego jednak za byle co, a już na pewno nie za przyjemne do słuchania i oglądania zgrywanie się w rozmowie.
Bo oglądanie stało się kolejną z całkiem interesujących części tego wieczoru.
Nie skrywała zainteresowania zarówno jego słowami, jak i aparycją, czytając z jego ruchów i spojrzenia, że i ona przykuła jego uwagę jako kompanka do wymiany paru zdań i niezobowiązujących żartów. A skoro to już się stało, na pewno nie była jedną do zmarnowania poświęconej jej uwagi, doskonale czując się we wzroku innych, oddając przyjemność perfekcyjnie wyuczoną w dawkowaniu atencją.
Choć musiała przyznać, że w tym przypadku nie była ona w żaden sposób wymuszona. Bez oporów mogła stwierdzić, że póki co mężczyzna był jej najciekawszym rozmówcą i nie śpieszyło jej się do szukania innego towarzystwa.
- Wcale nie jest pan taki niewinny – kiwnęła na niego głową z uznaniem, a jej pół-uśmiech znów zadrżał w chwilowym, mocniejszym uniesieniu prawego kącika, gdy przyznała mu rację. – To, co wpływa na różnicę w smaku w tych winach to przede wszystkim różnica w glebie, na której rosną te szczepy. Rioja Alavesa i Sierra Cantabria zapewniają zupełnie inne posmaki – kończąc swój drobny wywód, dygnęła lekko, niemal pozwalając sobie przy tym na chichot, co jednak skończyło się tylko bardziej zaakcentowanym wypuszczeniem powietrza. – Skoro więc nie jest pan niewinny i nie jest pan też kelnerem, choć nie brakuje panu lekkiej charyzmy w rozmowie, czyżbym miała przyjemność z właścicielem? – zapytała płynnie, akcentując słowa ruchem mocno pomalowanych warg, jakby i jego chciała sobą zaintrygować, trochę zabawić, tak jak to salonowej damie przystało. A może i nawet trochę pokokietować, skoro jemu nie zdawało się to do tej pory przeszkadzać? Nie robiła przy tym nic niestosownego, ot właściwą uwagę kładła na akcentowanie i mimikę, czarując jak najbardziej swoją osobą.
Sama zresztą bardzo dobrze się czuła pod jego zielonym spojrzeniem, jakby rzucał jej nowe wyzwania, przyjmując jej własne, jakby czekał na jej ruch, dawał jej na niego pole, ciekawy czym teraz go zaskoczy. Była to trochę zabawa w kotka i myszkę i jeszcze nie do końca wiedziała, kto jaką rolę spełnią. Choć najbliżej było jej stwierdzenia, że obydwoje stali się kotami w tym zgrywaniu się, żadne z nich bowiem nie pasowało do roli szarej myszki.
- Niesamowita z pana postać, znawca win i poeta. Niech pan uważa, bo jeszcze zacznę mieć podejrzenia, że to u pana za ladą znajduje się ten mój wspomniany idiazabal – westchnęła całkiem wesoło, poprawiając się na dłoni i trochę wyżej unosząc na niego nosek, jak zawsze przy tym z nieskrywaną dumą i pewnością nawet w tak małym geście. – Acz muszę panu przyznać, że brakuje mi prowansalskiego słońca. Do śniadania w angielskiej pogodzie pasuje tylko kubek czarnej kawy, a nie białe wino i moim zdaniem zasługuje to na miano co najmniej skandalu – powiedziała złośliwie, a jej uśmiech urósł na chwilę w dwóch kącikach, gdy podłapała jego szczere rozbawienie. Nie był to jeden z tych „zębistych uśmiechów”, a zamknięty, elegancki i z jego wykończeniem w lekkim przymrużeniu wesołego spojrzenia.
Gdyby wiedziała, od jakiego komentarza się powstrzymał, pewnie by to doceniła. Lubiła niezobowiązującą zaczepność i bezczelne, ale błyskotliwe gry słów. Wszystko jednak miało swoje miejsce i granice i na pewno szkoda byłoby tak przyjemnie zaczynającej się rozmowy przerwać o pół tonu zbyt posuniętym komentarzem.
- Nie przyznaję się i niczemu nie zaprzeczam, ale ten zręczny komplement przyjmę – zażartowała, a w jej oczach zalśniły psotliwe iskierki. Zmarszczyła lekko brwi, wyzywająco, gdy mężczyzna też oparł się o blat, jakby bez słów mówiła mu, żeby pokazał, co tam jeszcze miał w zanadrzu. Skradł jej uwagę bardziej od wina i była ciekawa, czy teraz nie opuści tej poprzeczki, bo szczerze, byłaby wtedy naprawdę zawiedziona. – Przyłożył własną rękę? – odpowiedziała zainteresowaniem na zainteresowanie, szczególnie, że tym naprawdę ją zaskoczył, aż nachyliła się trochę bardziej, by oprzeć już nie tylko ramiona, ale i część tułowia na blacie, czekając na kontynuację zaczętego tematu. Nie skrywała zarówno swojego zdziwienia jak i tego, że ją zaintrygował.
Przyglądała się, z jaką wprawą nalewał wina, widząc, że tematy do dalszej rozmowy tylko się im mnożyły i nie mogła na to narzekać. W przydymionym, przygaszonym pomieszczeniu ze słodko-kwaśnych zapachem różnorakich gron jej rozmówca tylko rósł w jej oczach, a i ona sama czuła się coraz wyższa od poświęcanej jej uwagi, jakby jaśniała z każdym przychylnym słowem i spojrzeniem jej danym.
Nie umknęło jej uwadze, że mężczyzna odłożył swoje wino, nie kwestionowała tego jednak ani nie komentowała, wiedząc, że nie byłoby to z jej strony taktowane, a tym bardziej potrzebne. A i pytania, jakie przychodziły jej do głowy były dużo ciekawsze, niż rozważanie, dlaczego postanawiał zostać trzeźwy na gustownej imprezie, którą obsługiwał.
- Chyba mogę to panu wybaczyć, uznam po prostu, że nie spodziewał się pan takiego gościa – przyznała nieskromnie, podnosząc zaczepnie prawy kącik ust i obróciła kieliszek w dłoni.
Trzymała go za samą stopkę, nóżka stabilnie leżała pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym, z kolei podstawkę trzymała na reszcie palców, prezentując się tak samo niewymuszenie naturalnie i elegancko z kieliszkiem w dłoni, jak chodziła na tych wysokich szpilkach, jakby to miała do perfekcji zbalansowane i wyważone, nawet w spojrzeniach, jakie kierowała między oleistością alkoholu a uznaniem w stosunku do mężczyzny.
- Przepiękny trunek – przyznała, próbując pierwszy łyk, powoli, niespiesznie, dając mu najpierw obkręcić się wokół całej jamy ustnej, a następnie przepuściła go prawym kącikiem, pozwalając, by paleta smaków wybrzmiała. – I niezwykle ciekawy – dodała, tym razem z wyrazem faktycznego zadowolenia i małym uśmiechem, który w żadnym stopniu nie był złośliwy. Zamyśliła się chwilę nad smakiem, będąc zarówno w swoim żywiole jak i po prostu pasji. To było coś nowego, nieznanego, świeżego i intrygującego, zupełnie jak jej rozmówca. – Sekret za sekret, pan zdradzi mi, skąd wziął coś tak nieoczywistego, a ja podzielę się historią o Francji znad kolejnej lampki. No, chyba że chce pan uciekać do innych klientów, nie obrażę się, choć przyznam, że byłabym trochę zawiedziona – powiedziała melodyjnie, nachylając się centymetr bardziej, zapraszająco, a może i nawet wyzywająco, to co pewne to to, że samym swoim zadziornym wzrokiem oferowała całkiem interesujący wieczór.
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Lewa ręka: pochłaniacz magii, sygnet rodu | prawa ręka: od łokcia w dół pokryta paskudnymi bliznami, runiczne tatuaże na ramieniu | blizna pod łopatką
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1811
  Liczba postów : 2359
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t22257-nathaniel-bloodworth-dziennik
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyWto Maj 02 2023, 18:59;

Określenie „niewinny” pasowało do niego w równej mierze co „nieśmiały”, „nieporadny”, czy „leniwy”. Był żywym, chodzącym przeciwieństwem tych cech, przecząc im każdym gestem, każdym słowem, ba: każdym nawet oddechem. Nie był niewinny ani w tym, ani w żadnym innym tego słowa znaczeniu i nie miał najmniejszej ochoty, by to zmieniać. To dlatego w brzmieniu jej słów odnalazł coś tak głęboko satysfakcjonującego, że bez wątpienia musiało się to odbić w zielonych tęczówkach, a pełen zadowolenia (z siebie i z przyznanej mu, nawet jeśli tylko do pewnego stopnia, racji), koci uśmiech z wolna rozlał się na jego twarzy, gdy w myślach oznajmiał jej, że nie ma pojęcia, jak bardzo.
Z zainteresowaniem przekrzywił nieco głowę ku lewej stronie, chłonąc nowe informacje, ale i przyglądając się, jak kobieta rozpromienia się w jednej chwili, wieńcząc swoją wypowiedź uroczym chichotem, którego nie mógł nie skwitować niezobowiązującym uśmiechem.
— W rzeczy samej, jeszcze przez następne... — zerknął na posrebrzaną tarczę zegarka oplatającego lewy nadgarstek prostym, skórzanym paskiem — trzy i pół godziny — oznajmił, unosząc przy tym nieznacznie brew. Czas pędził nieubłaganie, a w dobrym towarzystwie osiągał naprawdę zawrotne tempo. Właściwie nigdy nie był właścicielem Upswinga, a jedynie wspólnikiem w biznesie, do którego prawdziwe zacięcie i serce miał Fleming, ale zważywszy na to, że w ostatnim czasie zajmował się nim właściwie samodzielnie, nie obawiał się nieco nagiąć faktów na swoją korzyść. Znacznie poważniejszym kłamstwem niż tym co do jego roli w pubie, byłoby bowiem powiedzieć, że nie pragnął jej zaimponować. — Cieszę się, że czerpie Pani z tego przyjemność.
Znawca win i poeta, kobieciarz, alkoholik i miłośnik nikotyny. Kaleka, morderca, czarnoksiężnik. Zaletom nie było końca. Nic dziwnego, że na wargi wystąpił mu z lekka drwiący uśmiech
Idiazabala brak; wstyd się przyznać, ale nie mam tu nawet poczciwego Camemberta, jedynie kilka lukrecjowych gryzków na czarną godzinę. Mogę się z Panią podzielić, choć zastrzegam, że to prywatne rezerwy — roześmiał się pod nosem, całą uwagę przenosząc na butelkę i to jej ją poświęcając. Na jej pytanie posłał jej jedynie tajemniczy uśmiech w towarzystwie skierowanego ku niej, równie krótkiego spojrzenia. Nie mógł od razu wszystkich kart na stół, nie chciał ryzykować, że pod koniec rozgrywki nie zostanie mu już na ręce nic wartego uwagi, czym mógłby przesądzić o swoim zwycięstwie. Próbował rozegrać to mądrze.
W istocie, takiego gościa nie spodziewałem się nawet w najśmielszych założeniach — odparł, kładąc akcent na to jedno słowo, a i lustrując ją się przy tym wzrokiem tak, że nie sposób było nie odebrać jego słów jako kolejnego z komplementów. — Dlatego nie mogę nie zapytać: czemu dotarła tu Pani dopiero dzisiejszego wieczoru? Gdyby stanęła Pani w tym progu jeszcze miesiąc temu, dziś może nie świętowałbym sprzedania udziałów. Mogła Pani odmienić moje życie — znów się roześmiał, nawet nie próbując udawać, że rzeczywiście tak uważał. Choć w myślach przyznał, że bezpowrotnie tracili doskonały pretekst do przypadkowych spotkań, na które – kto wie – może mieli mieć jeszcze ochotę. A może należało na to spojrzeć w inny sposób? Może zyskiwali właśnie niepowtarzalną okazję, by spotkać się całkiem nieprzypadkowo?
Nie potrafił wiele poradzić na to, że wręcz chłonął ją wzrokiem, gdy rozkoszowała się świeżo rozlanym trunkiem. Uważał, że kieliszek wina pasuje do kobiety w równym stopniu, co wysokie obcasy i czerwień szminki, zwłaszcza gdy ta potrafiła się w tym odnaleźć. Nie dziwiło więc, że w tym powolnym, ale pełnym wprawy i gracji ruchu odnalazł coś równie pociągającego, jak gdyby postanowiła przed nim zatańczyć.
Inni klienci? — powiedział z udawanym roztargnieniem, prostując się nieco i rozglądając, a na koniec wzruszając ramionami z prostym i pełnym beztroski: — nie zauważyłem. Mam do Pani prośbę, dwie, właściwie. Po pierwsze – proszę zgodzić się usiąść ze mną przy tamtym stoliku — ręką wskazał miejsce za jej plecami, pod oknem, z dwoma wygodnymi krzesłami, które zwolniły się tuż przed momentem. Zaklęciem uniósł szklankę, butelkę z winem i zakrywaną czarkę pełną obiecanych lukrecjowych gryzków, i przeniósł to wszystko na wspomniany stolik, ku któremu ruszył, puszczając ją przodem i kolejnym ruchem różdżki odsuwając dla niej krzesło, mimo tego, że byli przecież w barze, a nie restauracji.
Po drugie — kontynuował od razu po zajęciu miejsca — niech Pani nie pije niczego, czego druga strona nawet nie spróbowała, bez cienia podejrzliwości. Na świecie pełno jest szaleńców. Jaką ma Pani gwarancję, że nie zaliczam się do ich grona? — choć z początku był śmiertelnie poważny, już pod koniec nie krył rozbawienia, bo i tak nie potrafiłby tego dokonać. Choć pytanie było czysto retoryczne, pytająco zajrzał w ciemne oczy, które teraz, z nowej perspektywy, nabrały całkiem innej wyrazistości.
Chciałbym powiedzieć, że za tym winem stoi jakaś doskonała, ckliwa historia, że pół życia hodowałem krzaczki, szukając idealnej kompozycji, ale prawda jest taka, że pochodzi z winnicy moich dziadków. Tylko tyle i aż tyle. Od dziecka patrzyłem, jak doglądają uprawy i wiem, że nie da się zamknąć więcej serca w jednej butelce. To cały sekret. — Obawiał się, że zabrzmi banalnie, może nawet głupio. Żarty przychodziły mu łatwo, ale rozmowa poruszająca kwestie tak prywatne, wzbudzała w nim podenerwowanie, które zręcznie zakrył uniesioną do ust szklanką.
Powrót do góry Go down


Charlotte Brandon
Charlotte Brandon

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : Zawsze lekko uniesiony nosek i half-smile na twarzy, jakby wiedziała więcej od innych. Nosi się z dumą. Nierozłączna ze szpilkami, przynajmniej sześciocentymetrowymi! Maluje usta mocnymi kolorami. Aż zauważalne zmiękczenie w jej zachowaniu i noszeniu się, kiedy rozmawia z innym Brandonem.
Galeony : 175
  Liczba postów : 352
https://www.czarodzieje.org/t22165-charlotte-brandon#727583
https://www.czarodzieje.org/t22184-poczta-charlotte#729730
https://www.czarodzieje.org/t22177-charlotte-brandon#729191
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySro Maj 03 2023, 13:30;

To, że daleko mu było do niewinności, działało na jego korzyść. Cały tego przyjemnego, płynącego aromatycznym winem wieczoru działał na swoją korzyść. Jeżeli Charlotte miałaby wybrać jedną rzecz, której nie znosiła najbardziej na świecie, byliby to nudni ludzie. Miała wrażenie, że świat był za bardzo aż przepełniony osobami, które nie miały czego sobą zaoferować, przedstawić nowej perspektywy, czy chociaż zainteresować jakąś ze swoich historii. Więc kiedy każdy jego oddech zaprzeczał wszelkim tym oskarżeniom, kiedy jego bystry, zaczepny wzrok obiecywał więcej aromatów niż lampa czerwonego wina, a kto wie, może i nawet przyjemniejsze otumanienie niż to od wymagających rozmów, utwierdzał ją w przekonaniu, że mogła zostać tu jeden temat dłużej, posunąć się jeden żart dalej i po prostu obserwować, jak przyciągał ją bliżej w tę coraz mniej niewinną gierkę.
Gierkę, w której doskonale dawkowała uwagę, zainteresowanie i zaczepne półuśmieszki, by samej w niej nie przegrać. Ciekawych mężczyzn powinno się w końcu dawkować jak równie intensywne wino, powoli, by nie dać mu całkowicie wyciszyć zmysłów i uśpić myśli. Te chciała pozostawić błyskotliwie rezolutnymi, intrygującymi i prowokująco zaczepnymi w następną rozmowę.
Nikt przecież nie mówił, że kobieta także nie mogła być jak intensywne, czerwone wino. A ona była naprawdę przyciągającym, zwodniczym trunkiem.
- No proszę, powinnam więc wypić za pana powodzenie na nowej drodze życia – przekrzywiła lekko głowę, z dygnięciem uznania, by zaraz zmienić rękę, na której ją opierała, przechylając ją trochę bardziej, gdy na jej usta powoli zawędrował leniwy, podchwytliwy uśmieszek wraz ze zmrużeniem przenikliwego brązu uczy. – Chociaż pozbawia pan to miejsce bardzo ciekawego asortymentu – uniosła lekko brwi, nie kryjąc swojego komplementu.
Czy nazwałaby to bezpośrednio zaimponowaniem, chyba nie posunęłaby się do tak wyniosłych słów. Byłoby to zbyt duże oddanie mu przewagi, szczególnie, kiedy sama miała zamiar wywołać w nim podobne odczucia co do własnej osoby. Nie wiedziała, czemu aż tak jej na tym zależało, może po prostu znalazła dobrego przeciwnika, może wynikało to z czystego zaintrygowania albo bawił ją rozmową równie dobrze, co wyglądał w przygaszonym świetle lokalu. To jednak się w tym momencie nie było dla niej aż tak istotną kwestią, jak przyciąganie go uśmiechem i spojrzeniami na wymianę kolejnych zdań.
Przyjęła jego komplement zgrabnie, z dumą i niezaprzeczalną, naturalną w swojej wyniosłości pewnością siebie, jakby wiedziała, że taki właśnie padnie z jego ust, nawet trochę jakby uważała, że dobrze go na niego naprowadziła, a jednocześnie z uznaniem, że go wypowiedział. Uważała, że dama nie powinna nigdy wstydzić się przyznania jej zasług, a w blasku pochlebnych słów jej zadaniem było jaśnieć jeszcze bardziej, by potwierdzić, że nie zostały one na nią zmarnowane.
- Niech pan pomyśli o tym trochę inaczej, może właśnie to tego dnia miałam tutaj przed panem stanąć – odparła płynnie, bez zawahania, nie kryjąc i rozbawienia jego drobnym żartem. Niby zupełnie niewymuszenie, a jednak z wyuczoną, pełną gracji wprawnością zakryła kawałek swojego uśmiechu palcami dłoni, na której się opierała, teraz trzymając głowę jedynie na kciuku. Nie udawała wcale, że nie komplementowała go kokieteryjnością, kiedy ułożyła zgrabne place przy bordowych ustach. Dobrego rozmówcę powinno się doceniać nie tylko wciągającą rozmową, ale i całą swoją uwagą, szczególnie, gdy było się przekonanym o jej działaniu na drugą stronę. A miała silne przeczucie, że nie pozostawała mu obojętną. – Może dopiero mam przed panem otworzyć nowe możliwości, a to pierwszy krok we właściwym kierunku – podniosła wyżej kąciki ust, wywracając zaczepnie oczami, by zaraz powrócić do niego lisim spojrzeniem. Choć gdyby wiedziała, że mogła go tutaj spotkać, kto wie, czy nie wpadałaby tu wcale nie przypadkiem.
Nie krępował jej zielony, ewidentnie skupiony na niej wzrok. Tylko nieśmiałe, niepewne siebie dziewczynki nie potrafiły przyjąć i docenić gorącego spojrzenia, a ona nie była żadną z tych trzech rzeczy. Była wytworną, młodą kobietą, świadomą swojego ciała, słów, aparycji i każdego ruchu, jaki wykonywała. Była świadoma każdego przekrzywienia głową, uniesienia brwi, czy kącików, zmarszczenia uniesionego noska w rozbawieniu. I przede wszystkim była świadoma tego, że wraz z jej wyprostowaniem się do degustacji snopek światła idealnie padł na jej twarz, komplementując jej pełne, bordowe usta, po których, zupełnie zamierzenie, specjalnie i ze złośliwą premedytacją pozwoliła spłynąć pojedynczej kropelce wina. Posłała mu niby niewinny, ale jakże wiedzący wzrok, gdy uśmiechnęła się do niego prawym kącikiem, zadowolona z jego odpowiedzi, nie kryjąc tego, że wiedziała, że była ona tą jedyną właściwą.
- Ależ proszę śmiało, jaką ma pan ofertę? – zapytała, specjalnie zmieniając prośbę właśnie na to słowo, kontynuując tę przyjemną gierkę na pozycje i przewagi. I choć chciała go sobą zainteresować, satysfakcjonującym zaskoczeniem było dostać zaproszenie do stołu. – Mówi się, że mężczyźni są jak wino – zaczęła swoją odpowiedź, zdradzając jednak jej kontynuację zgrabnym obróceniu się na obcasie w kierunku wskazanego miejsca. – A ja jeszcze nigdy nie odmówiłam intrygującemu egzemplarzowi – wyraźnie ułożyła przy tym usta, gdy pięknym, mocno zaakcentowanym francuskim skończyła swoją wypowiedź, obracając na niego głowę przez lekko uniesione ramię, rzucając znad niego równie zapraszający wzrok, co jego prośba.
Zaczekała przy krześle, dopóki go zaklęciem nie odsunął, nie wymagała tego i sama na głos nie poprosiłaby go o taki gest, ale jako dystyngowana dama zawsze oczekiwała takiej uprzejmości, w ciszy dając szansę na jej wykonanie. Z zadowoleniem zauważyła jednak, że gest ten wykonany był z jego inicjatywy.
- Musiałabym wtedy przyznać, że pana szaleństwo jest całkiem ciekawe i więcej osób powinno wariować w ten sposób – uniosła do niego z rozbawieniem kieliszek wina, kwitując w ten sposób drobny żart. – Ale jeżeli musi pan wiedzieć, powiem, że rzadko mylę się co do ludzi, dlatego właśnie nie podejrzewałam pana o podobne ekscesy – nachyliła się nad stołem, kręcąc w dłoni nóżką od kieliszka, wpatrując się w jego zielone spojrzenie swoim własnym, intensywnym, zaciekawionym i zdradzający satysfakcję, jaką miała z ich spotkania. – Coś mi bowiem mówi, że pan zdaje sobie sprawę z tego, że jestem dużo bardziej intrygującym rozmówcą, gdy jestem przytomna. A nie jest pan głupi, przecież nie odebrałby sobie pan przyjemności rozmowy z takim gościem – skończyła, cytując jego własne słowa i wyprostowała się na krześle z triumfalną minką, biorąc kolejny łyk trunku. Jej wzrok ani na chwilę go nie opuszczał.
Oderwała swoje spojrzenie dopiero, gdy opowiedział o winnicy jego rodziny, a jej tęczówki zabłysły z pasją, kiedy uniosła trunek na wysokość oczu. Jeżeli mowa o wcześniejszym zaimponowaniu, to właśnie w tym momencie była mu najbliżej. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, a akurat kwestią co sobie ludzie pomyślą wcale się nie przejmowała, był to dla niej ważny temat. Sama miała swoje niemałe pragnienie, by mieć własną winnicę.
- Ma pan wspaniałe sekrety – przyznała dużo miększym głosem, który zaraz przepiła kolejnym łykiem, jak zwykle zaczerpniętym z klasą i świadomością swoich ruchów. – To wiele by tłumaczyło, choć nie da się odmówić winom wielkich produkcji ich intensywnych smaków – spojrzała znad kieliszka z powrotem na niego, a w jej oczach tańczyły iskierki, jakby właśnie sama poruszała bardzo prywatną i cieszącą kwestię. – Nic nie zastąpi głębi i lekkości domowych wyrobów. Mają dużo jaśniejszą duszę niż wyrazisty soul koncernówek – skomplementowała całkowicie szczerze, na chwilę zawieszając gdzieś w powietrzu i rozluźnionej atmosferze ich grę, pozwalając się sobie cieszyć momentem przy unikalnym winie z równie unikatowym mężczyzną. – Chyba muszę się wywiązać z obietnicy. Widzi pan, jak to ładnie ujął, nie mogłam zmienić pana życia wcześniej, bo mieszkałam we Francji zaznając jej wszystkich uroków. I chociaż wiem, że wielkie to przewinienie odwlekać takie spotkanie, musi mi pan przyznać, że jest ono w pełni zrozumiałe – i po raz pierwszy w ich rozmowie, na krótką chwilę, uśmiechnęła się pełnym uśmiechem, który szybko zakryła kolejnym łykiem.
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Lewa ręka: pochłaniacz magii, sygnet rodu | prawa ręka: od łokcia w dół pokryta paskudnymi bliznami, runiczne tatuaże na ramieniu | blizna pod łopatką
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1811
  Liczba postów : 2359
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t22257-nathaniel-bloodworth-dziennik
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySro Maj 03 2023, 21:50;

W odpowiedzi na komplement skinął głową, powstrzymując uśmiech na tyle, że zamknął się on wyłącznie w drganiu kącików ust i wesołych iskierkach w oczach. Właściwie nie spodziewał się tak do końca, że tym, co jej zaimponuje, będzie właśnie informacja o tym, że Upswing jest – a raczej był – do jakiegoś stopnia jego. Nie znaczyło to jednak, że nie zamierzał się chwytać każdej możliwości, czując palącą potrzebę wypróbowania każdej z nich, z cichą nadzieją, że któraś w końcu zadziała. Rzadko zdarzała mu się podobna desperacja, lubił stawiać siebie na pierwszym miejscu i wyraźnie zaznaczać swoją pozycję, zamiast okazywać drugiej stronie przesadne zainteresowanie. Był oszczędny w emocjach i uczuciach, i nie pozwalał sobie na brak kontroli. Ale jeśli ktoś w tym pubie zasługiwał dziś na atencję, starania i komplementy, była to właśnie ona, zrozumiał to już w pierwszej chwili ich rozmowy. Zwykle w kontaktach z kobietami był czarujący tylko po to, by osiągnąć swój dość jednoznaczny cel. Tym razem robił to z czystej ciekawości, dokąd poniesie go to spotkanie – i Merlin mu świadkiem, że nie zakładał żadnych scenariuszy.
Zwykle nie wierzę w przeznaczenie i zrządzenia losu, ale jestem skłonny zrobić wyjątek — musnął wzrokiem smukłe palce, za którymi ukryła przed nim uroczy uśmiech, świadom, że tańczy właśnie dokładnie tak, jak mu grała i całkowicie godząc się na ten układ. Jeśli łaknęła jego atencji, jednocześnie otwarcie go kokietując, to nie zamierzał jej tego odmawiać, a wręcz przeciwnie – był gotów stanąć na wysokości tego nietrudnego zadania. Uniósł kąciki ust na jej wzór, choć zupełnie nieświadomie i wzniósł szklankę z wodą w geście toastu za świetlaną przyszłość, która niewątpliwie miała go teraz czekać.
Mam tylko nadzieję, że nie wierzy Pani w porzekadła, że im starsze, tym lepsze? — uniósł pytająco brew, starając się przejść do porządku dziennego nad sensualnym widowiskiem, jakie zapewniła mu, degustując wino. Włożył ogromne pokłady silnej woli w to, by powstrzymać się przez otarciem kropli wina z jej warg i jedynie śledząc jej trajektorię po przyjemnej, bordowej krzywiźnie, której miękkość wyobrażał sobie z porażającą szczegółowością.
W zmianie otoczenia, nawet jeśli tylko o kilka metrów, było coś cudownie odświeżającego. Rozdzielający ich kontuar był granicą, która zaczynała mu ciążyć, nie z powodu wrażenia, że mógłby skrócić ten dystans, a dlatego, że sztucznie go budował. Stawiał go zresztą w pozycji osoby zobowiązanej do obsługi gościa, a przecież robił to wyłącznie z nieprzerwanej chęci – stolik zdawał się więc miejscem znacznie odpowiedniejszym.
Niech Pani lepiej uważa, intuicja lubi robić skoki w bok z myśleniem życzeniowym. Nie da się być zbyt ostrożnym — zauważył, nieco zaniepokojony jej lekkim podejściem do sprawy. Nie chciał jej straszyć, nie zamierzał też sprawiać, by zaczęła się go obawiać, bez względu na to, czy mogłaby mieć ku temu powody, czy nie. Zmartwił się za to, że mogłaby źle ocenić kogoś, kto z podarowanym mu tego typu zaufaniem postąpiłby niegodziwie. — Ale ma Pani rację, szkoda by było otruć ciekawą, uroczą i do tego zesłaną przez los towarzyszkę. To szansa jedna na sto, żeby taką spotkać. Mogę się chyba nazwać szczęściarzem. — Załagodził wcześniejsze słowa kolejnym w szeregu komplementem, unosząc kącik ust w reakcji na ogrom pewności siebie wyzierającej z jej wypowiedzi. To była miła odmiana, podobała mu się. Może mógłby uznać ją za ciut zadufaną w sobie, ale byłby doprawdy obrzydliwym hipokrytą, gdyby rozpatrywał to w kategorii wady. Dopóki ich ego mieściło się w pomieszczeniu, nie widział żadnych przeciwwskazań.
I dobre dzieciństwo. Nie ma lepszego miejsca do dorastania, niż Prowansja, przypuszczam, że się Pani ze mną zgodzi. Kiście dojrzałych, ciepłych od słońca winogron, falujące pola lawendy i kołysanie w siodle. Nigdy potem nie czułem się równie wolny — podzielił się z nią luźnymi wspomnieniami, które uważał za jedne z najszczęśliwszych, jakie w ogóle posiadał. Zawsze kiedy musiał skorzystać z patronusa, to je właśnie przywoływał w pamięci. To zapachy tych chwil czuł, pochylając się nad kociołkiem amortencji; to one sprawiły mu największy ból, kiedy zrozumiał, że te czasy już nie wrócą. — Mogę zapalić? — dodał, wyciągając z kieszeni marynarki srebrną papierośnicę z poruszającym się leniwie lisem i patrząc na nią pytającą. Towarzysząca im otwarta butelka wina doprowadzała go do szału i czuł, że musi stłumić ten głód, zaspokająjac inny.
Po zakończeniu swojej historii patrzył na nią wyczekująco, czekając, aż spełni swoją część zbowiązania. Nie popędzał jej, również dlatego, by sprawdzić, czy jest słowna. W całej swej wątpliwej moralności nie potrafił bowiem znieść osób, które nie umiały dopilnować złożonej obietnicy. Słuchając jej, w zamyśleniu gładził kciukiem wypuklizny srebrnego liska.
Tak, teraz jest to zrozumiałe. Długo Pani tam mieszkała? — dopytał tylko, uśmiechając się nieznacznie. Z łatwością potrafił ją sobie wyobrazić, jak przemierzała uliczki Paryża, zwiedzała winnice Bordeaux, zażywała spacerów po prowansalskich wzgórzach, a po komnatach Wersalu niosła stukot wysokich obcasów. Domyślał się, że z Francją miała do czynienia nie tylko w książkach, cała była nią przesycona. I cholernie było jej z tym do twarzy.
Porzuciwszy zabawę papierośnicą, wyprostował się nieco, ponownie odnajdując drogę do jej tęczówek i dolał jej nieco wina, jednocześnie ponownie się odzywając.
Wspomniała Pani, że Upswing traci doskonały asortyment, a ja oczywiście nie zamierzam się z tym kłócić. Proszę jednak zauważyć, że towar niedostępny dla szerokiej publiki staje się obiektem kolekcjonerskim, rozważyć te słowa i zastanowić się, czy nie warto zainwestować – na przykład czas któregoś wieczora — czy był w tym momencie bezczelny? Oczywiście. I doskonale tej bezczelności świadomy. Wypowiadał te słowa z półuśmiechem przyklejonym do twarzy, patrząc jej śmiało prosto w oczy w oczekiwaniu na rozbawienie, aprobatę, a może oburzenie, które w jakiś sposób miałyby odbić się w jej minie lub samych tęczówkach. — Może w sobotę? — przekrzywił z zainteresowaniem głowę, unosząc kąciki ust w zachęcającym uśmiechu.
Powrót do góry Go down


Charlotte Brandon
Charlotte Brandon

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : Zawsze lekko uniesiony nosek i half-smile na twarzy, jakby wiedziała więcej od innych. Nosi się z dumą. Nierozłączna ze szpilkami, przynajmniej sześciocentymetrowymi! Maluje usta mocnymi kolorami. Aż zauważalne zmiękczenie w jej zachowaniu i noszeniu się, kiedy rozmawia z innym Brandonem.
Galeony : 175
  Liczba postów : 352
https://www.czarodzieje.org/t22165-charlotte-brandon#727583
https://www.czarodzieje.org/t22184-poczta-charlotte#729730
https://www.czarodzieje.org/t22177-charlotte-brandon#729191
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySro Maj 03 2023, 23:15;

Czy była zadufana w sobie? Ona sama wolała określenie w pełni świadoma swoich wdzięków i tego, co miała do zaoferowania, a to jej jakże skromny zdaniem była cecha ludzi ciekawych i intrygujących. I nie obrażało jej wcale dzielenie tego podobieństwa właśnie ze swoim rozmówcą. Spojrzenie za spojrzenie, komplement za komplement, a może i nawet niewypowiedziana, trochę zbyt bezczelna myśl za podobną, wcale nie mniej odważną? Poruszała się w tej wymianie uwagi i okazywaniu atencji jak w tańcu, niby naprowadzając mężczyznę na kolejne, przychylne jej myśli, z drugiej strony jednak z jakiegoś powodu chcąc je wywołać bardziej, niż miała to w zwyczaju, jakby to właśnie poszukiwanie jego wzroku prowadziło ją do podejmowania drobnych gestów.
Nie zamierzała się jednak z tym kłócić, wieczór był przyjemnym, a choć Anglia nie zachwycała ich pogodą, w tej rozmowie faktycznie przyzwali do siebie urywek lata, a lekkie, różowe wino prosto z Prowansji pasowało nagle dużo bardziej.
- Zwykłam najpierw sprawdzać zasadność porzekadeł, nim zaczynam w nie wierzyć – zażartowała wcale nie tak tajemniczo, jakby mógł na to wskazywać jej zagadkowy ton i równie kokieteryjnie, co wszystkie inne jej wprawne komentarze. Uśmiechnęła się do niego, nawet nie udając, że nie była zadowolona z reakcji, jaką u niego wywołała, samej jednak tym samym się odsłaniając, że ta faktycznie była dla niej czymś miłym, czymś pożądanym.
Uniosła na niego brwi wraz z ostrzeżeniem. Mogła mu oddać ten punkt, że ją faktycznie, kolejny raz zaskoczył. Wśród niewinnych gierek i trochę mniej wstydliwych słów nie spodziewała się usłyszeć właśnie takich.
- Myśleniem życzeniowym? Zakłada więc pan odważnie, że dokładnie takiego rozwoju spraw jak ta sobie życzyłam? – zapytała go z dużo bardziej odsłoniętą kokieteryjnością, zaraz jednak pokręciła powoli głowa, unosząc brwi w rozbawieniu. – Niech się pan nie martwi, nie do każdego mojego rozmówcy kieruję aż tyle życzeń, pozostaje się więc tylko cieszyć, że nasze plany na ten wieczór się nie rozjechały – stwierdziła, elegancko unosząc kieliszek wina. – A to w takim razie czyni i ze mnie szczęściarę – i przechyliła go tak, jak do toastu, nie stuknęła się jednak z rozmachem szkłem o szkło, prawdziwa dama bowiem jedynie takim właśnie dygnięciem kieliszka wznosiła toasty. Subtelnie, lekko, dając wybrzmieć swojemu głosowi, a nie uderzeniu. Szczególnie, jeżeli do tego wszystkiego słowa, które miały być w tym najwyrazistsze, były komplementem skierowanym w stronę rozmówcy.
Słuchała go z zaangażowaniem, znów oparła się o swoją dłoń, pochylając się lekko w jego stronę, gdy niemal rozpłynęła się na kolejne słowa o Francji. Przymrużyła zachwycone spojrzenie, skierowane z ciekawością prosto na niego, a jej mały palec powędrował między jej, lekko napięte od kontemplacji, wargi. Nad czym tak uważnie myślała? Skupiała się na smaku wina, historii mężczyzny i tym, jak musiał wyglądać w słońcu Prowansji, jeżdżąc dookoła winnic. Może i nawet lekko naiwnym były te wyobrażenia, gdy od rozpoczęcia ich rozmów nie minęła nawet jedna butelka, jednak jej aromat, tak jak i ich własna lekkość w poruszaniu się w tej rozmowie były tak słoneczne, że niemalże mogłaby zapomnieć, że za oknami wciąż panowała Angielska pogoda.
- Muszę się z panem zgodzić, galop po polach lawendy jest jednym z najlepszych uczuć pod słońcem. Szczególnie, jeżeli prowadzi prosto nad rzekę, nad którą wcześniej zostawiło się białe wino – dodała coś od siebie, samej sięgając pamięcią na prowincję, pozwalając sobie na niezobowiązujący, ale szczery uśmiech. – Proszę, niech się pan nie krępuje. Gdyby nie testowanie i tak dobry towar, pewnie sama bym sobie na to pozwoliła – i na potwierdzenie swoich słów, kiwnęła lekko głową, chcąc pokazać, by się nie krępował.
W jakiś sposób dym papierosów jeszcze lepiej komponował cały ten wieczór w całość, a wśród przygaszonego światła tworzył pewne ich odosobnienie od reszty lokalu. Wśród tego tytoniowego zapachu jego wyczekujący wzrok stał się jeszcze intensywniejszy, a tym samym bardziej dla niej komplementujący. Bawiła się dobrze w jego odbiciu, dozując jego wyczekiwanie w jak najbardziej intrygujący sposób, gdy poprawiła się na krześle, niespiesznie pociągnęła jeszcze jeden łyk i zmieniła rękę, na której się opierała, akcentując to, jak mały palec opuścił krawędź jej ust. Dopiero gdy uniosła nosek, prezentując swój pewny siebie półuśmiech, pokazując, jak dobrze się tu czuła i z nim i sama ze sobą, zaczęła opowieść.
- Pomieszkiwałam wiele razy – przyznała, nachylając się trochę dalej nad stołem, wzruszyła lekko ramionami, jakby sama nie mogła zliczyć, ile razy. Był to jednak gest dużo bardziej przemyślany w swoim uroku i tym, jak uwydatnił na krótką sekundę jej obojczyki w tej sukience, niż faktyczny gest niewiedzy. Może i trochę przesuwała granicę, może igrała z ogniem, ale kto mógł powiedzieć, że prawdziwie żył, jeżeli nigdy się nie sparzył? Francji wszak trzeba było spróbować, a on był jej intrygującą częścią. – Od zawsze byłam w niej zakochana, spędziłam tam wiele wakacji i ferii. W zeszłym roku na lato się tam przeprowadziłam i zostałam aż do teraz. Nie ważne, ile razy bym stamtąd nie wyjeżdżała, zawsze wracam. Jest ona stolicą najpiękniejszych doznań – choć mówiła w większości półsłówkami i zagadkami, trzymając z uwagą swoje przewagi, dzieląc się swoją historią związaną z przepięknym krajem nie potrafiła mówić o niej inaczej, niż w pełni szczerze. Był to zbyt ważny temat, by móc potraktować go jak kartę przetargową.
Spojrzała na jego dłonie, w których jeszcze przed chwilą obracał zapalniczkę, przeniosła wzrok na kieliszek, do którego tak wprawnie dolał wina, że mogłaby ten fakt przeoczyć i dopiero na niego, przyjmując to wyzwanie. Nie wycofała się, gdy intensywna zieleń skierowała była prosto na nią, daleko jej było od tego. Jego bezczelność było jedną z jego najlepszych broni, musiała mu to przyznać, ale śmiałość była cechą ponętną, więc czemu miałaby się na nią świadomie nie złapać?
Pochyliła się do niego ledwie zauważalnym, lekkim drgnięciem, a jednak pokazała tym i nieskrywanym, lisim uśmieszkiem, że podobało jej się, dokąd ta rozmowa zmierzała. Czy zamierzała jednak tak po prostu oddać mu tę rozgrywkę? Zdecydowanie nie, miała wrażenie, że obydwoje znali odpowiedź na jego pytanie, ale i tak uniosła brwi, jakby kwestionując jego słowa, nie przejmując się przy tym wcale, że jej oczy zdradzały satysfakcję.
- Twierdzi pan, że jestem kolekcjonerką takiego asortymentu? Czy może, że pan idealnie by do tej mojej kolekcji się wpasował? – zażartowała, nie spiesząc się z ogłoszeniem swojej decyzji, gdy wzięła kolejny łyk wina. – Niech mi pan powie – wskazała na niego palcem w rękawiczce, idealnie pasującej kolorem do jej szminki – jakie to doznania tak niebywały jak pan asortyment oferuje? – jeżeli on był bezczelnie śmiały, ona mogła być i bezczelnie kokieteryjna.
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Lewa ręka: pochłaniacz magii, sygnet rodu | prawa ręka: od łokcia w dół pokryta paskudnymi bliznami, runiczne tatuaże na ramieniu | blizna pod łopatką
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1811
  Liczba postów : 2359
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t22257-nathaniel-bloodworth-dziennik
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyCzw Maj 04 2023, 23:28;

Nie odpowiedział na postawione mu, w jasny sposób retoryczne pytanie, a jedynie przymrużył oczy, w których nieustannie tańczyły wesołe iskierki, przyglądając jej się wymownie. Jeśli nawet nie życzyła sobie tego spotkania, to nie wyglądała, jakby było jej ono nie na rękę. Wręcz przeciwnie, wszelkie jej gesty i słowa świadczyły o tym, że bawiła się w jego towarzystwie równie dobrze co on w jej. Nawet tak zgorzkniałemu zgredowi jak on trudno było nie docenić, jak doskonale podobieństwa ich charakterów zbiegały się ze sobą w czasie i miejscu, tworząc idealne połączenie. Nic dziwnego, że miał tak ogromną ochotę przekonać się, czy to magnetyczne przyciąganie było wyłącznie wynikiem odpowiednich okoliczności, czy może tkwiło w tym coś więcej.
Więc jeździ pani konno? — wtrącił szybko, energicznie, wyraźnie ożywiony, patrząc na nią z nowej, kolejnej, równie cudownej perspektywy. Skierował na nią spojrzenie tak przenikliwe, jak gdyby chciał na raz dojrzeć wszystkie sekrety, jakie jeszcze w sobie kryła, nawet mimo tego, że doświadczenie jednoznacznie mówiło mu, że to właśnie fakt ich posiadania i niedostępność miały najbardziej wyrazisty smak. Po ich odkryciu wszystko nagle stawało się mdłe i pozbawione sensu. — Jeśli lubi Pani błękitne gryfy, to proszę się częstować, jeśli tylko najdzie Panią ochota — dodał, pospiesznie otwierając papierośnicę i zręcznie wyciągając jednego z papierosów. Wsunął go między wargi i sięgnął po czarną, matową zapalniczkę, której płomień przez chwilę odpalania papierosa chłonął całe światło, które ich otaczało, na kilka sekund pogrążając ich twarze w półmroku. Z ulgą przywitał gryzący, miętowy aromat błękitnego gryfa, przymykając przy tym na sekundę oczy. Nikotyna była tym, co trzymała go w pionie; gdyby nie miał podobnej ucieczki, chyba nie dałby sobie rady z ciężarem innych problemów i nałogów.
Nie da się z niej tak po prostu wyjechać. Wystarczy raz porządnie się nią zachłysnąć, żeby zostawić w niej kawałek siebie, lub kawałek jej wziąć ze sobą. Francja jest jak kobieta, zajmuje miejsce w sercu i nie da się o niej zapomnieć. Zanim się człowiek obejrzy, wraca do niej po raz kolejny — uśmiechnął się, dając jej tym samym do zrozumienia, by nie brała jego słów zbyt poważnie, jeśli miała taki zamiar. Uniósł papierosa do ust i rozparł się wygodnie na krześle, wypuszczając dym w przeciwną do niej stronę. — Więc długie wakacje? — drążył wytrwale, bo jego ciekawość nie została w pełni zaspokojona. Dostrzegł, że omijała temat i nie miał ochoty pozwalać jej na to, by interesujące go informacje zostawiła tylko dla siebie. Próbował oszacować jej wiek, ale ani jej wygląd, ani zachowanie, ani strzępki danych zupełnie nie pozwalały mu na wykonanie właściwego rachunku.
Wypuściwszy spomiędzy ust dym, nachylił się nad stolikiem, opierając się o niego łokciem zdrowej ręki, w której jednocześnie trzymał tlącego się leniwie papierosa. Obserwował ją uważnie, czujnie, trochę jak drapieżnik, a trochę jak badacz liczący na dokonanie nowego odkrycia. Zadowolony z siebie, pokręcił głową na jej słowa.
Jestem bardzo daleki od snucia takich przypuszczeń, nie znam Pani — oznajmił otwarcie — ale jeśli nie posiada pani żadnej kolekcji — nie potrafił nie czerpać przyjemności z brzmienia francuskiego collection w każdym calu doskonalszego niż zwykłe angielskie słowo — to może warto pomyśleć o jej założeniu?
Przyglądał jej się, jak po raz kolejny kosztowała wina, rozmyślając nad tym, że ten widok wcale nie miał mu się dziś chyba znudzić i ani trochę nie starał się niczego przyspieszać, pozostając pewnym swego, ale i rozumiejąc, że najwspanialszy smak ma właśnie ta chwila zawieszenia pomiędzy „tak”, „nie” i „nie wiem”. I jakkolwiek chciałby poznać jej odpowiedź, starał się kosztować każdej zaserwowanej mu sekundy wątpliwości. W końcu słysząc jej słowa, roześmiał się lekko i niezbyt głośno, zadowolony z tej gry słów.
Och, całą paletę. Mogę dostosować się do Pani potrzeb tak dobrze, że gwarantuję satysfakcję z wyboru — zagrał i on, doskonale czując się w kolejnym rozdaniu. — Ale słowa nie oddadzą przecież tego, o czym najlepiej przekonać się na własnej skórze — zaakcentował ostatni wyraz, podkreślając, że nie był on ani trochę przypadkowy – gdyby śmiała mieć wobec tego wątpliwości. — To dobra inwestycja, cena nie jest wygórowana, a możliwe zyski z pewnością Panią zadowolą. Proszę nie trzymać mnie w niepewności — choć do tej pory przygważdżał ją spojrzeniem, mamił odpowiednio dobranym tembrem głosu i utrzymywał przy tym możliwie pokerową twarz, na koniec złagodniał, w towarzystwie prośby posyłając jej uśmiech, który na swój sposób można było nazwać uroczym.
Powrót do góry Go down


Charlotte Brandon
Charlotte Brandon

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : Zawsze lekko uniesiony nosek i half-smile na twarzy, jakby wiedziała więcej od innych. Nosi się z dumą. Nierozłączna ze szpilkami, przynajmniej sześciocentymetrowymi! Maluje usta mocnymi kolorami. Aż zauważalne zmiękczenie w jej zachowaniu i noszeniu się, kiedy rozmawia z innym Brandonem.
Galeony : 175
  Liczba postów : 352
https://www.czarodzieje.org/t22165-charlotte-brandon#727583
https://www.czarodzieje.org/t22184-poczta-charlotte#729730
https://www.czarodzieje.org/t22177-charlotte-brandon#729191
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPią Maj 05 2023, 13:10;

Nie planowała zbyt szybko odkrywać przez nim swoich kart, on sam był zbyt ciekawą postacią, żeby tak po prostu pozbawić się asów. Wiedziała jednak, że pozostawanie zupełnie głuchą na pytania także nie było dobre. Balansowała na granicy intrygującej historii i równie interesującego sekretu, przeplatając dodatkowe smaczki w spojrzeniach, minach i całym swoim ustawieniu. Noc była jeszcze młoda, a tematów tak wiele, że nie zamierzała ścigać się w ich zamykaniu.
Musiała przyznać, spodobało jej się jego nagłe ożywienie na wspomniane jeździectwo i choć jej uśmiech aż tak tego nie zdradzał, jej własne spojrzenie stało się jakby bardziej słoneczne. Odetchnęła z tym wyuczonym, melodyjnym i wystarczająco krótkim chichotem, by był bardziej enigmatyczny, niż jednoznacznie zdradzał, co dokładnie tak ją rozbawiło. Zasłoniła usta dłonią, lekko zniżając głowę i zerkając na niego do góry roziskrzonym wzrokiem. Znawca wina, zwolennik Francji jeżdżący konno, a do tego sprawny, nieco bezczelny bajerant, który zdawał się poruszać równie płynnie w wyrafinowanej rozmowie co w tym pięknym języku, w którym ją prowadzili. Miała wrażenie, że droczył się z nią swoją własną postacią, otwierając swoją historię na tyle, by ją przyciągnąć, zachęcić do jej przeczytania kilkoma oświetlonymi słowami, by, gdy już była na wyciągnięcie ręki, zamknąć ją z satysfakcją. Jakże jednak przyjemnie było się łapać na te pułapki, z takiej bliskości stawiając swoje własne.
- Oh, pana wspomnienie o tym było i dla mnie cudownym zaskoczeniem – przyznała, wydatnie poruszając ustami. – Może nie dorównują w prędkości naszym rozwiązaniom, ale nie ma bardziej wdzięcznego sposobu przemieszczania się – uśmiechnęło się lekko, gdy światło na chwilę zdawało się stłumić i zamknąć jedynie w blasku zapalniczki, w którym ich stolik stał się jeszcze bardziej odciętym, prywatnym miejscem, mimo że wokoło cały czas chodzili i rozmawiali inni goście. – Jeżeli pan częstuje, chyba nie wypada mi dzisiaj odmówić[/i][/b] – powiedziała dużo ciszej, niż wszystko inne, choć w tym chwilowym półmroku ich słowa brzmiały dużo głośniej w szepcie, niż huczny gwar, który teraz był tylko tłem dla ich spotkania.
Niespieszne, elegancko, nie opuszczając jego spojrzenia swoim własnym, wyciągnęła jednego papierosa, wcale nie przypadkowo w niby nieświadomym geście muskając jego dłoń materiałem rękawiczki, zaledwie na ułamek sekundy, w którym zamknęła też nieznaczne uniesienie kącika – jedyne zdradzenia, że faktycznie było w tym coś celowego.
Nie odpaliła jednak papierosa, a ze swojej torebki wyjęła malutką cygaretkę, którą zaklęciem powiększyła do właściwych jej rozmiarów. Z wprawą i gracją rozpakowała tytoń z niebieskiego gryfa i przesypała go od podłużnej cygaretki, którą do dopiero wtedy odpaliła. Sama zaciągnęła się przyjemnym dymem, przymykając powieki i odwróciła głowę, powoli go wypuszczając, dając nikłemu światłu podkreślić jej szyję i obojczyki, w tym wywarzonym ruchu.
Zaśmiała się z jego żartu z krótkim touché, by zaraz, przeciągając swój uśmiech w ten nieco zadziorny, a nieco triumfalny, przyjrzeć mu się z rozbawieniem.
- Ależ jest pan zawzięty – przyznała pół żartem, pól serio, doskonale odnajdując się w tej gierce na czas, cierpliwość i kuszące absorbowanie drugiej osoby. – Niech pan uważa, bo zaraz pomyślę, że jest pan równie zainteresowany moją osobą, co moją szminką – błysnęła ząbkami, wyraźnie z siebie zadowolona, całkiem świadomie dla podkreślenia swoich słów wsuwając cygaretkę między pomalowane wargi. – Ale muszę pana zawieźć, wyjazdu do pracy i na studia nie nazwałabym przedłużonymi wakacjami – przyznała w końcu, obserwując go uważnie, ciekawa jak zareaguje. Czy by się wycofał, a może był bardziej zainteresowany?
Drapieżny wzrok mógłby spłoszyć, wycofać niektóre osoby, szczególnie, gdy tak intensywnie tlił się w zieleni okalanej dymem, ona jednak lubiła ten dreszcz. W przychylnych, nawet jeżeli czujnych i przenikliwych spojrzeniach czuła się najlepiej, więc wyprostowała się dumnie, opierając się o krzesło i przechylając lekko głowę na bok, jakby mówiła mu, że mógł się śmiało przyglądać.
To była słodka chwila, gdy tak zmysłowo przeciągali niepewność, nie wstydząc się przy tym między niespiesznymi wersami zawrzeć swoje zamiary. Delektowała się tym jak winem, gęstym, intensywnym, pociągającym swoim bukietem, teksturą i wyrazistością. Nie potrafiłaby lepiej opisać tej rozmowy, niż właśnie jako ciężki trunek, powoli ale nieubłaganie otumaniający zmysły, pozwalając skupić się na tylko jednej rzeczy na raz, za to dużo wyraźniej, niż byłoby się to w stanie zrobić na trzeźwo.
- Muszę przyznać, że to bardzo intrygująca oferta – rozsiadła się wygodnie, subtelnie rozdysponowując własny powab w odpowiedzi na jego, jakże dobrze działającą, grę. Pozwoliła mu przygwoździć się wzrokiem, gdy tak osunęła się delikatnie w siedzeniu, przy tym jednak stanowczo unosząc brodę i łapiąc złoty naszyjnik pomiędzy palce, układając je uwodzicielsko na tle smukłej szyi. Jeżeli chciał ją onieśmielić tym spojrzeniem, przykuć, może nawet wyzwać jako damy wręcz jej obowiązkiem było zapewnienie mu powabnego show. Nie śmiała mieć co do jego zamiarów wątpliwości, więc i jemu nie pozostawiała zostawić złudzeń co do obustronnych wartości w tej ofercie. – Niech mi jednak pan powie, jak się nazywa towar, który tak sprawnie pan zachwala? Wszak musi się pan zgodzić, że należy znać nazwę tego, co ma się wypróbować – nie mogła jednak odmówić mu uroku, gdy tak zmiękł, sama w końcu oferując szczery uśmiech. – Odpowiedź oczywiście oznacza podpisanie tej umowy – i uniosła kieliszek do połowy, czekając na wzniesienie go w pełni wraz z usłyszeniem imienia człowieka, który tak sprawnie skradł jej uwagę.
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Lewa ręka: pochłaniacz magii, sygnet rodu | prawa ręka: od łokcia w dół pokryta paskudnymi bliznami, runiczne tatuaże na ramieniu | blizna pod łopatką
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1811
  Liczba postów : 2359
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
https://www.czarodzieje.org/t22257-nathaniel-bloodworth-dziennik
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyPią Maj 05 2023, 23:10;

Wdzięcznego – owszem. Ośmielę się stwierdzić, że nawet górski troll na końskim grzbiecie prezentowałyby się dostojnie. Ale jeśli mowa o emocjach towarzyszących w podróży to znam sposób, który koniu dorównuje — powiedział to tak lekkim tonem, że nie sposób było nie dopowiedzieć sobie pewnego siebie „kiedyś pani pokażę”, które choć nie wybrzmiało, to zdawało się na moment zawisnąć w krótkiej ciszy między nimi. Nie mówił o motocyklu wprost nie tylko dlatego, że nie chciał odsłaniać wszystkich kart w czasie jednego spotkania, ale również ze względu na niesprawną rękę, która ku jego ogromnemu ubolewaniu uniemożliwiała mu wyciągnięcie Bravo z garażu.
Nawet Pani nie wie, jak mnie ucieszyła — przyznał całkiem szczerze, nie widząc w swojej radości powodu do wstydu. Kontynuując, z zainteresowaniem przyglądał się wyciągniętej przez nią cygaretce. Zaoferował jej oczywiście ogień, odnajdując w tym geście coś swoiście intymnego – równie, a może i bardziej niż w niespodziewanym muśnięciu dłoni, które zostało mu zaserwowane. — Nie licząc mojej sporo młodszej kuzynki, nie znam osobiście kobiety, która umiałaby dobrze jeździć i w dodatku by to lubiła. Wierzę, że takie istnieją i po prostu brakowało mi szczęścia… ale dobrze wiedzieć, że kiepska passa została przerwana — roześmiał się, chwytając w wargi papierosa i na moment milknąc, czerpiąc przyjemność ze słuchania jej słów, ale i obserwowania jak świadomie się przed nim wdzieczy. Choć nie było to właściwe słowo, jakaś jego część dobrze rozumiała, że nie był jej do tego ani trochę potrzebny i że to nie dla jego, a swojej własnej przyjemności zręcznie wykorzystywała każdą sposobność ku temu, żeby prezentować się lepiej niż jeszcze przed momentem, choć już na samym początku zdawałoby się, że to przecież niemożliwe.
Mhm — zaczął z papierosem w ustach — a to tylko jedna z moich zalet — dodał już po wypuszczeniu dymu w powietrze. Potrafił być cholernie dociekliwy, jeśli na czymś mu zależało, albo kiedy wietrzył w czymś dobry interes – jego profesja zależała wszak od tego, by jak najszybciej rozpoznawał rzeczy warte uwagi i pozyskiwał na ich temat odpowiednie informacje. Nie wiedział jeszcze, czy siedzącą przed nim dziewczynę można było nazwać dobrym interesem i na ile była wartościowa, ale intuicja podpowiadała mu, że warto było okazać jej zainteresowanie. Mogło to być też myślenie życzeniowe. — Obie równie skutecznie przykuwacie uwagę — wzruszył delikatnie ramionami, traktując owe zainteresowanie jako coś oczywistego. Jednocześnie zręcznie ominął bezpośrednie przyznanie się do tego, że czuł się głęboko zaintrygowany. Podobne deklaracje nie zwykły gładko przechodzić mu przez gardło.
Skoro była na studiach, czuł się usatysfakcjonowany. Uczennice znajdowały się daleko poza kręgiem jego zainteresowań, ale skoro kobieta rozpoczęła wyższą edukację, to znaczyło, że miała co najmniej osiemnaście lat. A przecież nikt nie powiedział, że tych studiów na przykład już nie ukończyła. Poczuł się oficjalnie rozgrzeszony i co tu dużo mówić, kamień spadł mu z serca.
Uniósł kącik ust, usatysfakcjonowany tym, że jego oferta nie tylko nie została odrzucona, ale wręcz przeciwnie – nawet doceniona. Jego życie ułożyło się tak, że próba sprzedania artefaktów była dla niego właściwie codziennością. Nigdy nie przypuszczał jednak, że jednym z tych artefaktów będzie on sam, oddający się w ręce nowo poznanej kobiety. Podążywszy wzrokiem za smukłymi palcami, przygryzł policzek, by pozbyć się z głowy natrętnych obrazów, które burzyły mu pożądaną jasność umysłu.
Milczał przez kilka sekund, jakby wahał się, czy na pewno warto zdradzać swoje imię, choć decyzja padła jeszcze zanim dokończyła swoje zdanie.
— Nathaniel — odparł, zgniatając papierosa w kryształowej popielniczce i podnosząc na nią wzrok — Bloodworth — dodał, żegnając się z francuszczyzną, wymawiając swoje nazwisko z wzorowym akcentem brytyjskim, co oczywiście nie dziwiło, biorąc pod uwagę, że był dlań ojczysty. Zatrzymał na niej spojrzenie, w niejakim napięciu oczekując, czy i ona uchyli rąbka tajemnicy.

+


Ostatnio zmieniony przez Nathaniel Bloodworth dnia Pon Maj 15 2023, 21:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Charlotte Brandon
Charlotte Brandon

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 169 cm
C. szczególne : Zawsze lekko uniesiony nosek i half-smile na twarzy, jakby wiedziała więcej od innych. Nosi się z dumą. Nierozłączna ze szpilkami, przynajmniej sześciocentymetrowymi! Maluje usta mocnymi kolorami. Aż zauważalne zmiękczenie w jej zachowaniu i noszeniu się, kiedy rozmawia z innym Brandonem.
Galeony : 175
  Liczba postów : 352
https://www.czarodzieje.org/t22165-charlotte-brandon#727583
https://www.czarodzieje.org/t22184-poczta-charlotte#729730
https://www.czarodzieje.org/t22177-charlotte-brandon#729191
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySob Maj 06 2023, 12:52;

Uniosła na niego brwi zaintrygowana, a może i nawet lekko podekscytowana. Nie przez samą wizję czegoś, co mogłoby dorównać przejażdżce w siodle, spodziewała się, że było wiele podobnych odczuć dla różnych osób. To, co przykuło uwagę najbardziej to ta krótka cisza, chwila niepewności co dalej i jego wzrok, tak pewny, że obietnica ich następnego spotkania stała się niemalże słyszalna. Zaciągnęła się dymem, delektując się tym, co niewymowne, kąciki ust zadrżały jej w górę, jakby uniesione poprzez tę małą, słodką tajemnicę, którą może i miała odkryć.
- Wspaniały to zbieg okoliczności – mruknęła, znów melodyjne modulując głos, ponętnie, drapieżnie, bawiąc się każdym dźwiękiem równie dobrze, co całą swoją postawą. – Nie łatwo spotkać jest mężczyznę, który miałby serce do konnych przejażdżek – uśmiechnęła się na jego następne słowa, bo zbiegi okoliczności tego dnia naprawdę zdawały się być po ich stronie. – Tak, jak panu powiedziałam, pierwszy krok we właściwym kierunku – dodała z rozbawieniem, nie kryjąc, że należało to potraktować równie lekko, co wszystkie wcześniejsze żarty o ich przeznaczonym spotkaniu.
A jednak w tym gwarze, coraz gęstszym dymie i wcale nie takich niewinnych półsłówkach i gierkach mogłoby się wydawać, jakby faktycznie ktoś zręcznie to zaplanował. Nie był to jednak moment, by Charlotte zastanawiała się nad tym głębiej, dużo większą przyjemność czerpiąc z kontemplacji na temat wielu zalet jej rozmówcy, nie mając przy tym na uwadze wspomnianej zawziętości. Cóż było dużo mówić, nie tylko ona potrafiła cieszyć oczy.
- Skoro pada to z pana ust, wybrałam odpowiedni na dzisiaj kolor – uniosła kąciki z satysfakcją, między wierszami komplementując i jego samego, nie czując jakiejś wielkiej potrzeby do chowania swoich obserwacji, które, jak miała wrażenie, miały całkiem sporą szansę na bycie obustronnymi.
Nie spieszyła się z podaniem swojego imienia, pozwalając do końca wybrzmieć jego imieniu. Choć uważała francuski za najwdzięczniejszy z języków, z brytyjskim akcentem mężczyźnie też było do twarzy.
- Miło mi cię poznać, Nathanielu – przekrzywiła lekko głowę, jakby badając, jak imię to brzmiało na jej języku, samej też przechodząc na angielski. – Charlotte Brandon – dodała po przeciągniętej pauzie i przyjrzała mu się swoim ciemnym spojrzeniem, iskrzącym teraz od ciekawości. Cokolwiek dalej miały przynieść i ten wieczór i ich oferta, była gotowa poświęcić im właściwą uwagę.

/zt x2

+
Powrót do góry Go down


Aleksandra Krawczyk
Aleksandra Krawczyk

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; pierścień Sidhe na palcu;
Galeony : 3147
  Liczba postów : 1771
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySob Maj 06 2023, 16:44;

Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czy było możliwe, żeby na skutek uczestnictwa w jakimś durnym rytuale teraz ciągnęły się za nimi takie konsekwencje? Tu nawet nie było co logicznie myśleć, bo żyli w świecie pełnym magii, więc możliwe było właściwie wszystko. I najwyraźniej ten rytuał wcale nie był taki znów durny, skoro sytuacja prezentowała się w sposób, w jaki się prezentowała. Utknęli po uszy w tym bagnie i była pewna, że nie tylko ich to dotyczy. Z jednej strony cieszyła się, że wtedy w Avalonie odpuściła i wycofała się jeszcze w pierwszym etapie, a z drugiej bolała ją świadomość niesprawiedliwości tego, że ona jako jedyna z ich czwórki nie borykała się z żadnymi poważniejszymi problemami. Oczywiście było też dla niej pewną ulgą i dzięki temu, że nie musiała się tym martwić, mogła w pełni skupić się na swoich przyjaciołach.
- Racja. Ale co w takim razie możemy zrobić? Przecież to czyste szaleństwo, trzeba to zakończyć. Czy nikt się tym nie zajmuje? I w ogóle co to był za poroniony pomysł, żeby organizować te poszukiwania smoka na Antarktydzie? Przecież od tego na pewno są jacyś wyszkoleni ludzie, a nie grupa studentów i dorosłych, którzy szukają wrażeń i nawet nie wiedzą, w co dokładnie się pakują! - zaczęła się złościć i wymachiwać dłońmi. Jednocześnie pilnowała się, aby nie podnosić głosu, nie chcąc ściągać na nich niechcianej uwagi. To było im zdecydowanie niepotrzebne, a i tak już wcześniej niechcący to zrobiła. Nie chciała powtórzyć tego błędu, tym bardziej że Max o dziwo wydawał się zaskakująco spokojny. Zdenerwowany, to fakt, ale nie kipiał złością. To było coś innego, coś siedziało mu w głowie i nie dawało spokoju, a najwyraźniej wypowiedzenie tego na głos nie było takie proste. Postanowiła sama ochłonąć i w oczekiwaniu, aż przyjaciel wreszcie się przemoże, upiła kolejny łyk whisky. Ledwo udało jej się przełknąć, kiedy w końcu przemówił i aż ją zatkało. Dłoń ze szklanką zatrzymała się gdzieś w połowie drogi między jej ustami a stołem, a sama Krawczykówna zastygła bez ruchu, wielkimi oczami wpatrując się w Maxa.
- Zapytała- co? - wydukała, wciąż przetwarzając zasłyszane informacje. Przez chwilę miała wrażenie, że może się przesłyszała, bo chłopak wcale nie patrzył na nią i powiedział to tak cicho, że równie dobrze przez szum panujący w pubie mogła sobie sama co nieco dopowiedzieć. Ale nie, siedzieli na tyle blisko siebie, że to musiało być prawdą. - I co zamierzasz z tym zrobić? - zapytała miękko, wciąż wpatrując się w przyjaciela, tym razem jednak z troską w spojrzeniu. Nie tego się spodziewała, to musiała przyznać. Nie wiedziała też kompletnie jak powinna teraz poprowadzić dalej tę rozmowę, bo temat był cholernie delikatny i wymagał ostrożności.
Powrót do góry Go down


Maximilian Brewer
Maximilian Brewer

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy, blizna w kształcie kluczy tuż nad sercem
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 5626
  Liczba postów : 2273
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptySob Maj 06 2023, 22:18;

- Nie wiem. Ale sama powiedz, w ilu poronionych pomysłach już uczestniczyliśmy? - zapytał, krzywiąc się mocno. Miał świadomość, że znajdowali się w jednym wielkim gównie i faktycznie to, że zorganizowano wyprawę było całkowicie chorym pomysłem. Fascynującym, więc tak naprawdę nie dziwił się Mulan, że ostatecznie się skusiła, tym bardziej że dotyczyło to wszystko magicznego stworzenia. Istoty właściwie mitycznej, której znalezienie byłoby zapewne niczym wygrana w loterii, czymś, o czym każdy marzy. - Poza tym myślisz, że ktoś naprawdę wierzył w to, że to będzie prawdziwy smok? Nie jestem przekonany, czy smoczy ludzie puściliby nas na coś aż tak niebezpiecznego, skoro bali się chodzić w niektóre miejsca na własnej ziemi z powodu tego całego okrutnego - dodał, wzruszając ramionami, ale wiedział doskonale, że częściowo zgadza się z Olą. Ktoś, kto pozwalał na podobne pojebane pomysły, kto w ogóle godził się na to, żeby dzieciaki brały w tym udział, był naprawdę popieprzony. Ministerstwo umywało od tego ręce, zachowując się, jakby się nic nie stało i zapewniając, że zajmą się problemami, jednak Max nie wierzył w to, żeby cokolwiek zmieniło się z uwagi na to gadanie. Jakoś Tojadowa nadal miała się kiepsko, z jego problemami nie zrobiono dosłownie nic, a teraz Mulan siedziała na beczce prochu.
On zresztą też. Słyszał doskonale, jak bardzo Ola zdziwiła się prośbą Mulan i wcale jej się nie dziwił. Wypił pospiesznie resztę alkoholu, pochłaniając ją w zdecydowanie zbyt szybkim tempie, ale był potwornie zagubiony w tym, co się działo. Zacisnął mocno powieki, marszcząc przy okazji brwi, nie potrafiąc udzielić jej jednoznacznej odpowiedzi. Była jego przyjaciółką i liczył na to, że zdoła go jakoś pokierować, ale jednocześnie miał świadomość, że to było coś, o czym musiał zadecydować sam. Wiedział, że nie mógł tak po prostu spełnić prośby Mulan, że wiązała się z wieloma problemami, przeciwnościami losu i zawirowaniami. Przede wszystkim jednak nie mógł tego zrobić, nie mając pojęcia, co o tym wszystkim myśli Longwei.
- Nie wiem. Mushu chce, żeby był szczęśliwy i to zrozumiałe, ale pakowanie mnie do tej bajki właśnie z tego powodu, to jak wysadzanie szczęśliwego zakończenia łajnobombą. I powinna zdawać sobie z tego sprawę, w końcu wie, jak bardzo wszystko mi się w życiu zjebało - mruknął, od razu odwracając kartę tak, by wskazać na siebie, jako na najgorszą osobę w całym tym zestawieniu. Nie chciał, żeby Huang przez niego cierpiał, uwiązany łańcuchem tylko dlatego, że jego siostra próbowała zrobić dla niego coś dobrego.

______________________

Never love

a wild thing


Powrót do góry Go down


Aleksandra Krawczyk
Aleksandra Krawczyk

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; pierścień Sidhe na palcu;
Galeony : 3147
  Liczba postów : 1771
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 EmptyNie Maj 07 2023, 14:23;

- Okej, zgadzam się, ale to nie do końca to samo. Często to my sami coś wymyślaliśmy i nie było to aż tak niebezpieczne, sam musisz przyznać - zauważyła. Dostrzegała widoczne różnice między tym, w co pakowali się sami, bo tak im się uwidziało, a tym, co fundowały im wszelkiego rodzaju "zorganizowane" wycieczki, zwykle w czasie wyjazdów. A może jednak się myliła i to było to samo? W końcu w obu przypadkach nie wiedzieli, co ostatecznie na nich czeka, wszędzie były niewiadome. Potarła czoło, na którym na skutek rozważań pojawiła się zmarszczka, która zresztą w najbliższym czasie miała raczej nie zniknąć. Och, jakże uwielbiała zmartwienia.
- Nie wiem, w co wierzyli inni, ale to wszystko było strasznie dziwne. W każdym razie uważam, że jeśli już ktoś wpadł na pomysł takich poszukiwań i ludzie się na nie zgłosili, to musieli mieć choćby kropelkę świadomości, że to może być prawdziwe, żywe stworzenie. Powinni mieć. Nie żyjemy w mugolskim świecie, gdzie takie sytuacje dzieją się tylko w bajkach, Max. W każdej naszej bajce tkwi jakieś ziarenko prawdy. Może smoczy ludzie chcieli, żeby ktoś za nich załatwił problem czy coś? Nie mam pojęcia - westchnęła, powoli już gubiąc się w tym, co chciała powiedzieć i co w ogóle o tym wszystkim myślała. To było do niej niepodobne, takie wręcz oskarżanie innych o złe zamiary i brak wiary w ludzi, posądzanie smoczych ludzi, że wypchnęli ich, hogwartyczków na poszukiwania legendarnej bestii jak armatnie mięso. Prawda, mogła wzruszyć ramionami i stwierdzić, że chętni sami się o to prosili i to nie jej sprawa, co tam się stało, ale chodziło o Mulan. Kogoś z naprawdę bliskiego jej grona przyjaciół. Nie potrafiła przejść obok tego obojętnie. Zresztą podejrzewała, że nawet jeśli tyczyłoby się to tylko innych, mniej znanych jej osób, to i tak martwiłaby się tym wszystkim, bo ewidentnie nie działo się nic dobrego.
Z jednego problemu dość gładko przeszli na drugi, ale tym razem nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Nie czuła się najlepszą osobą do udzielania życiowych rad, zwłaszcza w tak skomplikowanych sytuacjach i to w przypadku jej przyjaciół. Zajęło jej chwilę, nim wreszcie zdecydowała się podjąć temat, wcześniej wpatrując się w blat, jakby w poszukiwaniu siły, jakiegoś natchnienia.
- A ty byłbyś szczęśliwy? - spytała, patrząc na niego uważnie. To było ważne. Wspominał o szczęściu Longweia i było to zrozumiałe, ale w tym wszystkim liczył się też on sam. - Słuchaj, Max, nie będę ci mówić, co masz zrobić, bo nie mam do tego prawa. Myślę jednak, że powinieneś z nim o tym porozmawiać i przede wszystkim nie uważać siebie za tego złego, który nie ma szans na happy ending - kontynuowała. Pamiętała swoją rozmowę z Huangiem na Antarktydzie i miała wrażenie, że oni w jakiś sposób się mijają, nie potrafią dogadać w kwestii uczuć, ale właśnie - nie czuła się odpowiednią osobą, aby nimi pokierować. Była zdania, że do tego powinno się dojść samemu. - Skoro Mulan zwróciła się z tym do ciebie, to obstawiam, że Longwei też już coś podobnego usłyszał lub usłyszy. Musicie porozmawiać. I weź też pod uwagę, że ta prośba nie wzięła się tak z niczego. Mulan nie zrobiłaby nic przeciwko tobie ani swojemu bratu.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Pub Upswing - Page 5 QzgSDG8








Pub Upswing - Page 5 Empty


PisaniePub Upswing - Page 5 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pub Upswing - Page 5 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokątna
-