Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 1037
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 626
https://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
https://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
https://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
https://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptyPon 2 Wrz - 19:23;

First topic message reminder :


Pub Upswing


Właściciel: Fleming&Bloodworth Ltd.

Piętrowy pub jazzowo-swingowy położony jest przy jednej z węższych magicznych uliczek położonych pomiędzy Pokątną a Nokturnem, choć właściwie szyld widoczny jest już z obu głównych alejek, tuż za załomem ceglastego muru. Na parterze poza stolikami i krzesłami znajduje się przestronny parkiet dla spragnionych tańca klientów oraz niezbyt duża, acz solidna scena, na której wieczorami na żywo grają doskonali muzycy. Piętro z kolei przeznaczone jest dla gości lubujących się w grach hazardowych. Krwawy baron, astroletka, czy jednoręki czarnoksiężnik przyciągają tutaj wielu czarodziejów, którym brakuje w życiu odrobiny ryzyka, czy adrenaliny. Na górze można także zagrać w bilard.
Cały pub urządzony jest w gustownym stylu. Królują tutaj ciemne, drewniane i masywne meble, z obiciami w barwach przybrudzonej czerwieni. Ceglaste ściany, przyozdobione podobiznami światowej klasy artystów dodają temu miejscu klimatu. Na uwagę zasługują także bogato zaopatrzone bary znajdujące się na obu kondygnacjach lokalu, przy których można raczyć się nie tylko czarodziejskimi wyrobami alkoholowymi, ale i mugolskimi trunkami. Zamiłowanie jednego z właścicieli, Leonela Fleminga, do irlandzkiej whiskey sprawiło, że to właśnie ona znalazła się na pierwszym miejscu w karcie dostępnych procentów. Nie zabrakło jednak także miejsca na skrzynie francuskiego wina prosto z Prowansji, z rodzinnych stron matki drugiego ze wspólników – Nathaniela Bloodowortha.
Warto również wspomnieć, iż na parterze lokalu, za barem, poza zapleczem znajduje się także niewielka sala przeznaczona dla specjalnych gości Leonela oraz Nate’a. Śmietanka towarzyska powinna się w końcu bawić tak jak na nią przystało, czyż nie? Dlatego też w tajemniczym pomieszczeniu często toczą się przeróżne negocjacje biznesowe, nie do końca zgodne z prawem zakłady bukmacherskie, a po zamknięciu pubu można wziąć udział w nielegalnych pojedynkach, w których czarodzieje mogą również obstawić swojego zwycięzcę. Sala jest oczywiście zabezpieczona zaklęciami zagłuszającymi oraz ochronnym Tueri Abi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptySro 22 Kwi - 1:49;

Dla niej o ile mugolska kultura była ciekawa, o tyle równie niebezpieczna. Nie miała problemu z przebywaniem w niemagicznej części świata, sporo opowiedział jej o nim kiedyś Holden, czy Fillin lub Boyd ostatnio. Przykre było to, jak wielkie i szanowane rody ograniczały swoim potomkom dostęp do podstawowej przecież wiedzy o świecie, aby odnajdywać się w trudnych sytuacjach, czy w rozmowach prowadzonych z osobami pochodzenia niemagicznego, których z każdym rokiem w zamkowych murach przybywało. Shawn też jej trochę mówił. Technologia, nauka – w istocie były niesamowite, bo przecież jakim cudem dotarli do tego wszystkiego bez pomocy zaklęć czy magii? Tworzyli wszystko od zera, bez pójścia na łatwiznę i było to godne pochwały. Dlatego właśnie Nessa uważała mugoli za mądrzejszych i bardziej pracowitych od czarodziejów. Jej ród miał neutralny stosunek do niemagicznych, a jednocześnie cieszył się sympatią wśród wszystkich, magicznych rodzin przez swoją muzykę i umiejętność zabawy, chociaż tej drugiej rudowłosa chyba nie odziedziczyła. Rodzice skupili się bardziej na niej i jej rozwoju, talencie magicznym oraz muzycznym, zapominając o mugoloznawstwie, przez które na samym początku szkoły było jej strasznie trudno. Nie rozumiała, o czym rozmawiali inni i co było obiektem ich podziwu lub też niekiedy drwin. Chociaż o tym nie wiedzieli, byli pod tym względem z Camaelem bardzo podobni, mierzwił ich konserwatyzm, a jednocześnie chcąc szanować tradycję. Ślizgona sprzeciwiła się rodzicom dopiero niedawno, decydując się na podążanie własną ścieżką i szczerze podziwiałaby każdego, kto postąpił tak wcześniej od niej. Może jej decyzja było egoistyczna, jednak kto, jak nie ona – przeżyje jej czas wśród żywych? Zostając tylko twórcą instrumentów i porzucając wszystko inne, byłaby nieszczęśliwa na końcu drogi, a nie o to przecież chodziło. Whitelight miał w sobie wiele odwagi, którą z pewnością by pochwaliła, ale też i stanowczości – bo jednak rodzina była w życiu potrzebna, a bez niej czasem doskwierał ten rodzaj samotności, którego nikt inny nie będzie w stanie wypełnić. W przypadku Lanceleyów pogrążyło ich wymaganie od niej perfekcjonizmu i zaszczepienie miłości do magii w płaszczyźnie innej, niż ta wykorzystywana w muzyce oraz wytwarzaniu narzędzi do jej grania. Wszystko, co on przeszedł – było jeszcze przed nią. Dopiero kończyła studia, decyzje miały nadejść lada dzień, a ona wciąż nie wiedziała, która droga była dla niej tą najwłaściwszą.
Był naprawdę przystojnym młodzieńcem. Blondynów nie było teraz wielu, jak sięgnęła pamięcią po twarzach uczniów Hogwartu, zwykle jawili się na korytarzach szatyni lub mężczyźni o kasztanowych włosach. Miał mądre spojrzenie, któremu mogła bezkarnie przyglądać się, podczas gdy odwzajemniał jej własne. Nie bał się tego, co dostrzec mógł w karmelowych tęczówkach z ciemniejszą, wpadającą w orzech obwódką. Wiedziała przecież, że nie była człowiekiem prostym w obyciu, wielu onieśmielała lub sprawiała, że czuli się słabsi, chociaż Nessa nie robiła tego celowo, po prostu była silną i świadomą przede wszystkim kobietą, tworzącą doskonałe gry pozorów.

- Będę musiała jakoś z tym, żyć, mój Drogi. - odparła z westchnięciem, odrobinę teatralnie wzruszając przy tym ramionami, aby dodać swojej wypowiedzi bardziej nonszalanckiego wydźwięku. Ruchem dłoni, zahaczając rudym kosmykiem o palec, zawinęła go za ucho, poprawiając się na wysokim, barowym krzesełku. Założyła nogę na nogę, stukając przez chwilę w kryształową szklankę czerwonymi paznokciami, odwracając spojrzenie na leżący na drewnianym blacie notes, którego chyba nie będzie już dziś potrzebowała. Byłaby w stanie zrozumieć powód, dla którego to właśnie Upswing stał się celem jego wieczoru, bo przecież każdy potrzebował czasem w życiu tego dreszczu emocji, które dawały nowe miejsca, ludzie, a przede wszystkim doznania. Ona wierzyła też, że będzie tu spokojniej niż w pozostałych barach, cieszących się już renomą czy popularnością. - Schlebiasz mi, zawsze uznawałam dziennikarstwo za wyjątkowo interesujące zajęcie, chociaż prowadzenie konwersacji z ludźmi nie jest tu moją mocną stroną. - zaczęła ze spokojem, bez cienia pretensji czy żalu, posyłając mu krótki uśmiech i posyłając kolejne spojrzenie spod wachlarza kruczoczarnych rzęs, unosząc chłodną whisky i upijając trochę. Pyszna. Momentalnie rozbiegła się dreszczem po jej ciele, gdy tylko przełknęła, zostawiając za sobą gęsią skórkę, bo wdarł się razem z nią kawałek skruszonej kostki lodu. - Jestem dość uniwersalna – głównie transmutację, ale również z zaklęć, obrony przed czarną magią czy muzyki. Chociaż nie przyszedłeś tu pewnie, aby rozmawiać o pracy. Skoro wziąłeś mnie za dziennikarkę, nieznajomy, zdradź mi jakiś sekret.
Dodała jeszcze zaczepnie, rzucając mu przy tym małe wyzwanie, chociaż nie wiedziała, co ją do tego skłoniło. Może ciekawość, a może próba sprawdzenia samej siebie, bo przecież Nessa Lanceley nigdy wcześniej nie podrywała czarodziejów w barach, a właściwie to nikogo nie podrywała w sposób perfidny i zamierzony. Ostatnio jednak w jej życiu zaszły tak wielkie zmiany, że pozbawiona umiejętności widzenia świata w kolorach innym niż biel i czerń dziewczyna, odważniej sięgała na nowe płaszczyzny w każdym jego aspekcie. Czemu więc by się odrobinę nie zabawić?

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; blizna na ramieniu
Galeony : 388
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
  Liczba postów : 217
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptyCzw 23 Kwi - 17:21;

Zawsze żałował, że jego rodzina nie należała do tych otwartych na świat. Żyli we własnej, ponurej, rzeczywistości, nie dopuszczając do siebie ani jednego promienia światła, będąc tak zamkniętymi jak najbardziej mogli. Miał im to za złe, nie wiedział co by się stało, gdyby sam nie przejął inicjatywy, tylko dał im się prowadzić. Wiedział jednak, że wówczas byłby skrajnie nieszczęśliwy, bowiem ich świat go dusił i nie pozwalał na ani jeden dowolny krok. Zerwał krępujące go łańcuchy już bardzo dawno i choć czasem pojawiały się wątpliwości wobec tak radykalnej decyzji, to nie potrafił jej żałować. Widząc ich twarze bez wyrazu, wiedział, że zrobi wszystko, by bronić swojego młodszego rodzeństwa przed wpływem rodziny, mówiąc im, że mogą być tym kim naprawdę chcą, a nie jedynie spełniać oczekiwania rodziców, które do najprzyjemniejszych nie należały. Praca w Ministerstwie Magii nie była dla wszystkich, tak samo jak każda inna, ale do starszych Whitelightów to nie docierało. Urzędnik zdawał się być jedynym akceptowalnym zawodem, głupota.
Zawsze dążył do samorozwoju, przeskakując wszelkie rzucane mu pod nogi kłody. Czasem uświadamiał też sobie, że mimo miękkiej powłoki, ma doprawdy bezwzględne serce i bynajmniej mu to nie przeszkadzało. Jeśli taki był warunek jego szczęścia, choć w małym procencie, to niech i tak będzie. Wiedział też, że niespecjalnie ma wybór. Jego decyzja była egoistyczna, zdawał sobie z tego sprawę i nie ukrywał, choć prawdę mówiąc większość swojego życia poświęcił na ochronę rodzeństwa, był więc przekonany, że już teraz, gdy go nie potrzebowali tak bardzo jak kiedyś, postawienie na samego siebie nie było niczym złym. Czasem czarodziej musiał dokonać egoistycznego wyboru, bowiem tylko taki może pozwolić mu naprawdę żyć.
W pewnych chwilach czuł się samotny. Nie potrafił wyżalić się młodszemu bratu, czuł się w obowiązku utrzymywać przed nim, że wszystko jest w stanie idealnym, choć mogło to być dalekie od prawdy. Nie chciał jednak niczego mu dokładać, wiedział, że ten ma swoje własne problemy, z którymi przyszło mu się zmierzyć i był gotów mu pomóc, zamiast sprawiać, że ten zacznie się zamartwiać sprawami Camaela. Whithelight miał w życiu wiele szczęścia. Wyjechał z kraju całkiem sam, a już na początku poznał kogoś, kto zdawał się wypełniać pustkę w jego sercu. Teraz jednak przyszedł czas rozłąki, ponieważ Cam zaczynał nowy rozdział w życiu, w którym nie było miejsca na jego przyjaciela. Nie należy zrozumieć tego źle, on zwyczajnie nie chciał prosić swojego przyjaciela, by ten porzucił wszystko co mu drogie na rzecz pozostania w Anglii razem z Camaelem, to zwyczajnie nie wchodziło w grę, po prostu. Pozostał mu więc listowny kontakt i tym musiał się zadowolić, licząc na to, że i w nowej sytuacji znajdzie osobę, która stanie mu się bliska.
Nie widział powodów, by kryć zainteresowanie rudowłosą kobietą. Czuł ciekawość, która sięgała aż do jego kości, a jej karmelowe spojrzenie go intrygowało. Wziął kolejny łyk z kryształowej szklanki, przyglądając się dziewczynie. Nie znał jej, nie wiedział jaki ma charakter, ale nie miał obaw, by go poznać. Spotkał w swoim życiu wiele ciekawych ludzi, a że wierzył w swego rodzaju indywidualność, każda osoba, która wydawała się być niebanalna, go interesowała. Tak też było w tym przypadku. Jej inteligentne spojrzenie aż kusiło, by pochwycić je swoim własnym.
Szczerze się uśmiechnął na jej nieco teatralne westchnienie, ukazując swoje równe, białe zęby i sprawiając, że w kącikach jego oczu pojawiły się malutkie zmarszczki. Nie przypuszczał wcześniej, że w zwykłym barze spotka definitywnie nieprzeciętne towarzystwo. Teraz jednak zupełnie nie żałował decyzji, dziękując jeszcze Merlinowi, że podsunął mu ten pomysł.
Nie powiedziałbym, że konwersacja nie jest twoją mocną stroną, rozmawia nam się całkiem przyjemnie. – odparł dokładnie tak jak myślał. Jeśli chciał potrafił ukrywać swoje emocje i uczucia, a także większość myśli, nienawidził jednak tego robić i zdecydowanie tego unikał. Zamieszał bursztynowym napojem, spostrzegając, że lód powoli się roztapiał.
Na wzmiankę o transmutacji w jego niebiesko-zielonych tęczówkach można było dostrzec błysk ekscytacji. Ulubiona dziedzina magii zawsze sprawiała, że po jego kręgosłupie przechodził przyjemny dreszcz. Wysłuchał jej słów do końca i z uznaniem pokiwał głową. Nie pomylił się we wstępnej ocenie, miał do czynienia z bardzo inteligentną osobą, która budziła w nim swego rodzaju podziw.
Chyba powinienem dziękować niebiosom, że nareszcie przyszło mi rozmawiać z kimś, kto docenia trasmutację. – rzucił niby od niechcenia, mrugając do niej jednym okiem. Przy okazji zdjął ciemny sweter, zostając w szarej koszulce, przy której jego oczy miały lazurowy odcień. – Sekret? W tej chwili chyba największą dla mnie tajemnicą jesteś ty. – powiedział, lekko się uśmiechając. – Ale dobrze, zdradzę ci wobec tego, że nie jestem pewien, czy powrót na Wyspy Brytyjskie był dobrym pomysłem. – dodał i posłał jej szczere spojrzenie spod jasnych rzęs.

______________________


Pub Upswing - Page 3 HXWQZea
may it be a light to you in dark places,
when all other lights go out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptyPią 1 Maj - 3:59;

Ministerstwo Magii było pożądanym miejscem pracy dla przedstawicieli Wielkich Rodów, o ile nie mieli za sobą wieloletnich tradycji. Rodzina Nessy niezbyt przychylnie zareagowała na jeden z jej wcześniejszych pomysłów, kiedy to oznajmiła, że chciałaby zostać aurorem. W ich oczach – zwłaszcza że była jedynaczką, słuszną opcją zdawał się tylko rodzinny warsztat i przejęcie interesu, nie wspominając o dobrym wyjściu za mąż. Była jednak ambitna, niczym typowy ślizgon i chociaż muzykę kochała z całego serca, nie mogła pozbyć się myśli, że stać ją na więcej, że mogła osiągnąć coś większego. Zdawała sobie sprawę ze swojego geniuszu magicznego, a do tego sprzyjającemu rozwojowi charakterowi, który okazjonalnie kierował się emocjami, podejmował głupie decyzje w sprawach poważnych, które mogłyby rzutować na całe dalsze życie. Podążanie za marzeniami było być może w oczach innych egoistyczne, jednak w gruncie rzeczy godne podziwu, bo zdaniem Nessy, niewielu ludzi miało okazję tak robić. Szczęście było ulotne, podobnie, jak relacje z ludźmi i zaczynała wierzyć w ideę cieszenia się chwilą – oczywiście w sprawach przyziemnych.
Samotność była nie tylko jego domeną, chociaż do swojej Lance zdążyła się już przyzwyczaić. Oczywiście, miała Fillina, jednak nie zamierzała aż tak wchodzić z buciorami w jego życie i mu czegokolwiek narzucać, bo przecież poza ich więzią, mieli jeszcze mnóstwo innych. Były jednak sprawy, o których powiedzieć mu nie potrafiła lub nie mogła, mając czasem przez to zbyt duże wyrzuty sumienia. Wiedziała, że takie przywiązanie nie było niczym dobrym. Przesunęła spojrzeniem karmelowych tęczówek opatulonych wachlarzem czarnych rzęs po twarzy mężczyzny z jakąś ciekawością, niewypowiedzianym pytaniem. Czy był tu sam dzisiejszego wieczoru, bo faktycznie, był odrobinę samotny i potrzebował czegoś innego, tak, jak ona? Było w blondynie coś nostalgicznego, a jego głębokie spojrzenie sugerowało jej, że miał za sobą całkiem spory bagaż doświadczeń. Stuknęła palcami w brzeg szklanego naczynia, wprawiając w ruch bursztynową ciecz w jego środku. Patrzyli na siebie dość bezczelnie, pewnie i być może odrobinę z nazbyt dużym zainteresowaniem, co wyjątkowo zdawało się jej nie przeszkadzać. Nie była czarownicą przykładającą wagę do wyglądu, a jedynie do oczu – będących podobno zwierciadłem duszy, a te miał naprawdę interesujące. Miała chyba trochę słabości do tęczówek w tym odcieniu. Pozwoliła rudemu kosmykowi łaskotać ją po szyi, przesunąć się po policzku, gdy zwilżyła usta, pozbywając się z nich resztek odrobinę gorzkiego, mocnego alkoholu. Obydwoje cenili indywidualizm i kochali transmutacje, nie mając o tym pojęcia. Przynajmniej na razie. Zaśmiała się na jego stwierdzenie, wprawiając w ruch szczupłe ramiona, zakryte cienkim materiałem bluzki.

- To chyba kwestia dobrego rozmówcy. - odpowiedziała zaczepnie, bez cienia skrępowania i właściwie stwierdzając fakty, bo gdy drugi człowiek mało ją interesował lub wydawał się nie mieć sobą niczego do zaoferowania, wydobycia – zwyczajnie milczała, przytakując i prowadząc raczej oficjalną rozmowę, nie wdając się w zbędne szczegóły. W całej swojej sympatii do ludzi i ich pokrętnych osobowości, równie mocno im nie ufała. Uśmiech przyozdobił jego twarz, co sugerowało jej, że bawi się równie dobrze. Upiła więc kolejnego łyka whisky, a kołyszący się w niej lód zatrzeszczał z jakimś niezadowoleniem, obijając się o brzeg. Liczyła na to, że niezależnie od przebiegu rozmowy, mężczyzna będzie równie szczery, co ona. Kłamstwo było czymś, co młodą Lanceleyównę wyjątkowo odrzucało, bo miała serdecznie dość relacji czy chwil budowanych na ulotnych, sztucznych fasadach uprzejmości i zainteresowania. Chciała zdecydowanie więcej.
- Przecież to najlepsza z magicznych dziedzin i znacznie bardziej skomplikowana, niż zaklęcia! - oznajmiła całkiem pewnie, na nowo powracając do niego spojrzeniem i z zaskoczeniem na twarzy, lustrując jego własną buzię. Nie często spotykała się z amatorami tej trudnej, złożonej sztuki. Spojrzała mu w oczy nieco głębiej tym razem, jakby szukała odpowiedzi na jakieś pytanie, którego wprost przecież zadać nie mogła, a mierzwiła ją od środka ciekawość, czy znał się na tym lepiej? Czy potrafił zmieniać formę nie tylko przedmiotów, ale również i swoją? Drgnęła na miejscu, gdy pozbawiał się swetra i śledziła jego poczynania znów dość bezpośrednio, widocznie zaintrygowana jego osobą. - Bycie sekretem brzmi całkiem ciekawie, nie sądzisz? Widocznie nie tylko Tobie los sprzyja, mój Drogi. Hmm.. Powrót.
Powtórzyła cicho, milknąc na chwilę i wbijając spojrzenie w swoje własne, pomalowane na czerwono paznokcie, westchnęła. One zawsze był trudne, wzbudzające szereg wątpliwości, uruchamiające ten trybik w głowie, który odpowiadał za gdybanie. Nessa przymknęła na chwilę oczy, poprawiając się na krześle raz jeszcze i dzięki jego obrotowym możliwością, siedziała przodem do mężczyzny, trzymając dłonie na kolanach. - Nie wiem, czy powrót był dobry, ale nie podjąłbyś tej decyzji, gdybyś nie chciał tu spróbować od nowa, prawda? Może warto porzucić przeszłość oraz obawy, a skupić się na obecnej chwili i płynących z niej możliwościach? Zawsze możesz znów wyjechać, gdyby nie szło po Twojej myśli.
Nie wiedziała, czy jej słowa mają jakąkolwiek wartość, czy znacznie, jednak była dziewczyną silnie wierzącą w ideę tego, aby próbować. Najgorszym przecież z uczuć znanych człowiekowi było właśnie żałowanie. Lepiej żałować podjętej próby niż stchórzyć z samej obawy przed porażką, która przecież poza przysłowiowym „startym” kolanem, mogła wiele nauczyć.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; blizna na ramieniu
Galeony : 388
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
  Liczba postów : 217
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptyWto 5 Maj - 22:23;

Sprawa zdawała się mieć inaczej kiedy rodzinną tradycją stawała się właśnie praca w Ministerstwie. Camael nigdy nie potrafił tego zrozumieć, nie pojmował jak miejsce pracy mogło stać się tak bardzo zakorzenioną w rodzie rzeczą. Od zawsze tego unikał, od zawsze robił wszystko i wszystkim na przekór, co stało się pewnego rodzaju jego cechą charakterystyczną. Pamiętał dnie, kiedy w każdej chwili czuł potrzebę udowodnienia, że nie jest taki, za jakiego prawdopodobnie go brali, nie jest tym, którego ciężar nazwiska przygniótł niczym ogromna skała spadająca nań w lawinie oczekiwań. Zaprzeczał, czując brzemię swojego rodu, starając się je zrzucić z barków na wszelkie możliwe sposoby, by ostatecznie móc zacząć swobodnie oddychać. Potrzebował czasu, potrzebował przestrzeni i wolności, by nareszcie się to udało. Pamiętał codzienną, mozolną walkę, którą toczył ze swoimi rodzicami, którzy patrzyli na niego z zawodem w oczach i niczym więcej. Obraz rozczarowania w lodowatych tęczówkach osób, które powinny być najważniejszymi w jego życiu, wyrył się w jego pamięci na zawsze i wiedział, że już do końca swoich dni będzie pamiętał.
Zrzucił jednak pętające go łańcuchy, by w końcu być sobą, by być może nadać lepsze brzmienie swojemu nazwisku, by te nie przyciągało jedynie zagorzałych konserwatystów. Nie żałował drogi, którą przeszedł. Wiedział, że ta go ukształtowała, że w innym przypadku byłby kimś zupełnie innym, a to niekoniecznie mogłoby być dobre. Nawet jeśli kosztem odtrącenia rodziny stracił potencjalne osoby, które mogłyby być mu bliskie, które mogłyby być jego codzienną podporą… Nie, to nie było możliwe, Whitelightowie nie byli podporą dla nikogo, nie dla swoich dzieci, nie dla małżonków. Żyli tylko chorymi pragnieniami czystości, niemoralnych wyborów i tradycji, które już dawno powinny były zostać porzucone. Nie mógł pozwolić sobie na myślenie o nich jako tych, którzy mogliby go wspierać, nie mógł zatracić się w tym marzeniu, w gdybaniu, prowadzącym donikąd. Rodzina nie akceptowała go takim jakim był, a on już dawno temu się z tym pogodził, odpierając wszelkie niemożliwe do spełnienia pragnienia. Tak było lepiej, wiedział to.
Patrzył na dziewczynę z czystą ciekawością, chciał jej zadać setki pytań, poznać osobę, która tak go intrygowała, jej pewne spojrzenie oczu, mówiących, że zna swoją wartość, że jest dokładnie w tym miejscu, w którym być powinna. Zastanawiało go co robiła w pubie całkiem sama, porzucił myśl, że na kogoś czeka już kiedy spostrzegł notes, kiedy wypowiedziała do niego pierwsze słowa. Śledził jej ruchy, patrzył jak stukała o kryształ naczynia, jednak w jego spojrzeniu nie było niczego nachalnego, ot co, zwyczajnie wykazywał zainteresowanie. Nie miał pojęcia ile ich w gruncie rzeczy łączyło. Zdawał sobie sprawę, że nie każdy doceniał w życiu to co on, a Camael najbardziej w świecie cenił sobie wiedzę, chęć jej posiadania na określone tematy mogła zakrawać o chorą fascynację. Nic nie mógł na to poradzić, bowiem właśnie ten aspekt jego osobowości pozwolił mu przeżyć minione lata w tak fantastyczny sposób.
Dziękuję. – odparł, nie zdejmując ze swojej twarzy uśmiechu, pozwalając mu rozjaśnić jego twarz, sprawić, że w niebieskich tęczówkach lśniły płomienie zadowolenia i szczęścia. Nawet tak zwyczajna wymiana zdań sprawiała, że liny zaciśnięte na jego sercu się poluzowały. Brakowało mu towarzystwa, mógł to otwarcie przyznać, bowiem odkąd wrócił do Anglii jego rozmowy rzadko bywały inne niż otoczone chłodną uprzejmością. Nie czuł, że w tym momencie musi utrzymywać oficjalny ton i choć Nessa nie mogła tego wiedzieć, był jej wdzięczny.
Zdecydowanie najlepsza, a przez to, że nie najłatwiejsza, to jakże satysfakcjonująca. – powiedział, po raz kolejny pociągając ze szklanki, na ułamek sekundy zawieszając wzrok na kołyszącym się w jej granicach lodzie, gdy odstawiał kryształ z powrotem na blat baru. Powrócił oczyma o jej ciepłych tęczówek, dokładnie słuchając kolejnych słów. Krótko się zaśmiał, a w jego śmiechu nie było nic negatywnego, po czym skinął głową, zgadzając się z tym, że brzmi to ciekawie. Merlinie, jakim szczęściarzem musiał być, skoro niebiosa postanowiły spleść losy jego i tak pięknej kobiety, która w dodatku wykazywała fascynację dokładnie tym samym aspektem magii co Whitelight. Ile potrafiła? Jak bardzo to kochała? Niewypowiedziane pytania zagościły w jego umyśle.
Patrzył na nią wyczekująco. Czyż nie chciała znać jego sekretu? Jeszcze nikomu wcześniej się z tego nie zwierzył, nie wiedział co rudowłosa w sobie miała, że skłoniła go o tak osobistego wyznania. Przyzwyczaił się do utrzymywania, że wszystko co robi jest planowane, choć często błądził i dokładał wszelkich starań, by odnaleźć wyjście z labiryntu. Nie lubił się przyznawać, że nie do końca wie co robi, gdzieś w głowie zawsze miał słowa rodziców, które wypowiedzieli doń gdy był małym chłopcem, że to słabość, a słabości należało się pozbyć jak najszybciej. Nie wierzył w nie, jednak umysł dziecka rządził się własnymi prawami. Raz zasłyszane słowa, miały pozostać w nim na zawsze, echem odbijając się w jego głowie.
Zawsze sądziłem, że cień naszej przeszłości będzie się za nami ciągnąć do końca życia, bez względu na wszystko. Chociaż to raczej ponura perspektywa, bo wówczas nigdy nie mielibyśmy szansy zacząć zupełnie od nowa. – opowiedział, głębiej patrząc jej w oczy. Zawsze wiedział, że kiedyś wróci, miał jednak wątpliwości, całą masę wątpliwości. Odruchowo zaczął bawić się swoją bransoletką z morskiego szkła, która przecież była właśnie takim cieniem. – Ponowny wyjazd oznaczałby ucieczkę, nie lubię uciekać. – dodał i mrugnął do niej jednym okiem, by ponownie upić ze szklanki, rozkoszując się smakiem bursztynowego napoju. – Jesteś inteligentna, Nesso. Naprawdę cenię takich ludzi. – wyznał, a w jego głosie była czysta szczerość.

______________________


Pub Upswing - Page 3 HXWQZea
may it be a light to you in dark places,
when all other lights go out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptySro 13 Maj - 18:57;

Dla rodów znanych ze swojej czysto krwistości tradycja związana z pracą była czymś normalnym i powszechnym. Nieczęsto dawano zgodę dzieciakom na pójście własną drogą, a sprzeciwienie się seniorom, często skutkowało wykluczeniem z majątku i wpływów, które w dzisiejszych czasach były tak pożądane. Lance w przeciwieństwie do Cama – bardzo długo postępowała tak, jak chcieli tego rodzice. Wiedziała, ile włożyli wysiłku w jej wychowanie i że była jedyna, a więc od niej poniekąd zależała przyszłość rodu. Tylko że Nessa była zbyt ambitna, na zwykłego twórcę instrumentów. Przyglądając się towarzyszącemu jej mężczyźnie, zastanawiała się nad nim. Wyglądał na tyle dostojnie i na tyle po brytyjsku, że mimowolnie łączyła go z bogactwem i dobrą rodziną, chociaż wcale nie chciała w to wnikać, skoro wieczór miał skupiać się na tajemnicy. To było właśnie to, czego nie lubiła w ludziach – pierwsze wrażenie, rzucające obraz i skłaniające do oceniania drugiego człowieka, chociaż proces ten mógł być tak mylny. Błędny. A potem raz wyrobione zdanie tak trudno było zmienić. Ona musiała dojrzeć do swobodnego oddechu, uświadomić samą siebie, że da sobie radę bez względu na to, jakie konsekwencję mogła przynieść decyzja o podjęciu innej ścieżki kariery oraz o zaręczynach. Obraz, który krążył po jego wspomnieniach i wdzierał się dreszczem na skórze, był takim, z którym nie była pewna, czy sobie poradzi. Westchnęła cicho, odganiając myśli na temat własnych korzeni niczym natrętną muchę, chcąc w spokoju cieszyć się drinkiem i przystojnym czarodziejem, który nie wiedział absolutnie nic o tym, kim była oraz jaka była. Przypominała czysty kawałek pergaminu, co jej odpowiadało, bo na wargi wkradł się cień uśmiechu. W końcu, jeśli nie był ktoś w stanie zaakceptować ich takimi, jakimi byli, to po co w ogóle było szukać ich aprobaty? Wyrzeczenie się własnej indywidualności dla głupiego upodobania się komukolwiek było niedorzeczne, chociaż zrozumienie tego zajęło jej znacznie więcej czasu, niż powinno. Nie podejrzewałaby też blondyna o myśli i sentencje, które przebiegały przez jego umysł, tworząc nieprzyjemny kocioł chaosu i goryczy, być może nawet porzucenia. Jak dwoje obcych sobie ludzi, mogło być do siebie aż tak podobnych, zwłaszcza tonąc w nieświadomości?
Zawsze była pewna siebie, głupio dumna. Każdą słabość maskowała wiedzą, zakrywała jakąś płachtą z cechy powszechnie pożądanej, akceptowanej przez społeczeństwo. Fasada oparta na przeświadczeniu o tym, że ze wszystkim sobie poradzi i nie potrzebuje do tego ani innych, ani ich uznania. Nie potrafiła odnaleźć się wśród ludzi, chociaż zdawało się jej to aż tak nie przeszkadzać. Patrzyła na niego ze spokojem i ciekawością, podobnie jak, doszukując się wielu ciekawych iskierek w jego błękitnych, dużych oczach. Nie wyglądała na nieśmiałą, a podkreślone czerwienią usta i powaga, która dla niej była tak naturalna — z pewnością dodawała jej lat, przez co trudno było zauważyć, że wciąż jeszcze tkwiła na studiach. Upiła bursztynowego alkoholu, czując mrowienie na ustach, gdy kilka kropel pozostało na nich zbyt długo, co wcale jej nie przeszkadzało.

- Nie masz przecież za co – wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu krótki uśmiech, aby zaraz przesunąć wzrok na rozciągający się przed nimi blat. Wykonany z ciemnego drewna uginał się pod kryształowymi szklankami, przystawkami i popielniczkami na magiczne papierosy, które nie uwalniały dumy. Zerknęła następnie na szynk, pełen kolorowych butelek. - Kontynuujemy z whisky z lemoniadą czy masz ochotę na trochę ekstrawagancji?
Zapytała zadziornie, odwracając głowę w jego stronę, wskazując jej ruchem na jakiegoś starego burbona w wielkiej, bordowej butelce. Porzuciła już chęci nauki dzisiejszego wieczora, mogła skupić się więc na nim. Palcami przeczesała rude kosmyki włosów, wywinięte w delikatne loki, które opadły jej na plecy i ramiona. Ze szczerym uśmiechem, pełnym uznania i jakiegoś szacunku, kiwnęła głową. Tajemniczy jegomość przypadał jej do gustu coraz mocniej przez swoje zainteresowania, które zbiegały się z jej własnymi. Transmutacja nie była w dzisiejszych czasach aż tak popularna, zapominali o możliwościach, które dawała i o tym, jak wielcy i silni byli czarodzieje, którzy potrafili manipulować chaosem tak, aby się nią posługiwać.
- Nie mogłabym lepiej tego ująć. Twoje zdrowie, Cam. No i transmutacji.
Uniosła szklankę, stukając w jego i znów upijając. Pomimo drobnego rozmiaru, Nessa miała silną głowę i wprawę w przyjmowaniu procentów, wiele ich trzeba było, aby dziewczynę cokolwiek ruszyło. Na jasnych policzkach nawet nie wykwitł rumieniec. O dziwo, rozmowa im się kleiła, chociaż zwykle miała z tym problem i nie wdawała się w dyskusję z nieznajomymi. Był intrygujący. Jego słowa sprawiły, że zaskoczenie przemknęło przez jej twarz, pozostawiając na chwilę delikatnie rozchylone usta, zanim spojrzenie zatopiło się gdzieś w przestrzeni. Chciała zebrać myśli, powiedzieć mu coś właściwego, chociaż nie potrafiła znaleźć słów, które najbardziej były jej potrzebne. Utwierdziła się jednak w przekonaniu, że najłatwiej dzielić się tym, co siedziało w nas najgłębiej z ludźmi, z którymi wcześniej nie miało się żadnej styczności. Nikt nie lubił okazywać słabości, ale czasem opinia osoby całkiem niepowiązanej mogła otworzyć oczy na nowe możliwości, poszerzyć horyzonty.
- Przeszłość wpłynęła na to, jaki jesteś teraz – jednak to teraźniejszość wpływa na to, jak będzie wyglądała Twoja przyszłość. Więc skoro już stoisz w tym miejscu, skup się na tym, dokąd z niego możesz dojść. Chyba nie da się tak do końca zacząć od nowa, niestety. - westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając mu krótkie spojrzenie i uśmiech, odrobinę może rozżalony. Zakołysała szklanką w dłoni, sprawiając, że płyn obił się o jej brzegi. Odwzajemniała jego spojrzenia, wciąż zainteresowana tym, co kryło się za oceanicznym błękitem, nie zwracając uwagi na to, jak bawił się bransoletką. Zaprzeczyła ruchem głowy, przysuwając się trochę.- To wcale nie ucieczka, taktyczny odwrót i zmiana strategi. - dodała jeszcze, odwzajemniając perskie oczko i przesunęła dłonią po materiale odzienia, strzepując z niego drobinki kurzu, zupełnie, jakby zastanawiała się, co odpowiedzieć na komplement. Tym razem to ona spojrzała mu głęboko w oczy. - Dziękuje. Ledwo mnie znasz, a już zyskałam w Twoich oczach na tyle, aby dostać taki komplement? Ciekawe, gdzie poprowadzi to dalej, Camaelu. Nie tylko ja w naszym duecie jestem względnie bystra i inteligentna, nie ujmuj sobie.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; blizna na ramieniu
Galeony : 388
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
  Liczba postów : 217
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptyPią 15 Maj - 22:15;

Nie chciał tego. Nie chciał wpływów i majątku, jeśli sam na niego nie zapracował. Nienawidził dostawać czegokolwiek za darmo, a w szczególności od osób, od których nie oczekiwał nic. Nie wiedział czy to głupie i naiwne, jednak czułby się tak źle, sam ze sobą, gdyby zgodził się przyjąć cokolwiek podkładanego mu pod sam nos, choć wiedział, że to nie będzie mieć miejsca. Był przekonany, że nie został wydziedziczony z jednego powodu – Whitelightowie bali się skandalu.Taka sprawa nie przeszłaby bez echa, wiedział o tym i nie wymagał od nich tego. Nie było ważne co o nich myślał, członkach swojego rodu, tych bliższych i dalszych, Camael nikomu nie życzył źle. Szedł przez swoje życie, dyktując kolejne rozdziały, nie pozwalając wkroczyć do jego życia nikomu, kto mógłby mieć na nie zły wpływ. Nie krytykował nikogo, kto przyjmował pieniądze niemalże wciśnięte do ręki, każdy bowiem miał swoje własne sumienie. Wiedział, że tak byłoby łatwiej ze wszystkim, on jednak miał w sobie dość siły, by uparcie iść w swoją samowystarczalność, nawet nie myśląc o jej zaniechaniu.
Nie lubił oceniać innych, chociaż nic nie mógł poradzić na pierwsze wrażenie. Nie bez powodu mówiło się, że ma ono bardzo duże znaczenie. Nie naruszał prywatności, siedzącej przed nim dziewczyny, nie naciskał, nie chciał wiedzieć więcej, niż ta faktycznie chciała mu pokazać. Mogła z tego powodu być w tej chwili kim tylko chciała, a on nie wnikałby głębiej, bowiem nie widział takiej potrzeby. Czuł się jednak tak przyjemnie zaintrygowany, dreszcz niepewności przebiegał po jego kręgosłupie w każdej chwili, w której przypominał sobie o cieniu tajemnicy, który został nałożony na rudowłosą, dodając jej jeszcze więcej wyrazu. Camael nie lubił mieć niczego podanego na tacy i tyczyło się to też ludzi. Jaką rozrywką była rozmowa z kimś, kto od pierwszej sekundy spotkania, ukazywał całego siebie, nie pozostawiając już nic do odkrycia? Miał wrażenie, że Nessa stanowiła zagadkę, piekielnie ciekawą zagadkę. Nie wiedział o niej nic, znał jedynie imię, była dla niego niczym krystaliczna kropla łzy, tak czysta. Nie znał ciężaru jej przeszłości, codziennych wyborów, z którymi przyszło jej się zmagać, nie wiedział jak podobni w istocie byli, nawet jeśli nie pod każdym względem, to zdecydowanie łączyła ich niema nić porozumienia, opierająca się na wielu aspektach ich życia, kończąca się na bezsprzecznej ciekawości, w której tonął, jednocześnie obawiając się sięgnąć po więcej, by płomień tajemnicy przypadkiem nie zgasł.
Nigdy nie żałował tego kim jest. Doskonale wiedział, że bagaż doświadczeń, zbieranych przez długie lata, jest czymś co pozwoliło mu w pełni zaakceptować własne życie, własne ja. Mimo, że jako nastolatek robił wszystko, byleby nie zostać porównanym do swojego ojca, nie był wówczas w pełni sobą. Opierając swoje wszelkie pragnienia na niemądrych próbach udowodnienia czegoś innym, można było bardzo łatwo się pogubić. Czasem miał wrażenie, że w pewnym momencie swojego życia został wyzwolony, choć nie potrafił podać dokładnej daty. Upił ze szklanki, rozkoszując się smakiem swojego ulubionego trunku, teraz, za sprawą dziewczyny, wzbogaconego o niebanalną nutę i patrzył na Nessę otwarcie, nie uważał, że powinien się kryć ze spojrzeniem.
Skinął jej głową, by odwzajemnić jej delikatny uśmiech, pozwalając by kąciki i jego warg zostały lekko uniesione w górę. Uniósł jedną brew, czując subtelne zaskoczenie. Nie zwykł pić czegoś innego niż whisky, bądź czerwone wino, choć te jedynie przy specjalnych okazjach. Nigdy wcześniej nie pomyślałby, że niegdyś tak ukochana ekstrawagancja, przestanie być jego priorytetem.
Zostanę przy starej, dobrej whisky, nie jestem wielkim smakoszem alkoholi. – odpowiedział i cicho się zaśmiał, naprawdę nim nie był. – Ale nie krępuj się, jeśli tylko masz ochotę na cokolwiek innego. – dodał, nieco szerzej się uśmiechając. Nie chciał, by przypadkiem uzależniała swoją decyzję od tej jego, cichy głos w głowie podpowiadał mu, że nie jest tego typu osobą i bez względu na wszystko zrobi to, co sama uzna za słuszne. Niemniej jednak Whitelight nie był nieomylny, wolał więc dmuchać na zimne. Było to nawet swoistym paradoksem, gdyby tylko był tak zapobiegawczy jeśli chodziło o jego osobę... Był szczęśliwy, że trafił właśnie na nią, właśnie tego wieczoru, że to jej osoba umilała mu czas.Obserwował ruch jej miedzianych kosmyków, a także dostrzegał wargi, które rozciągnęły się w większym uśmiechu. Nie potrafił ukryć błysku, który pojawił się w jego oczach, gdy tylko wspomniała o jego umiłowanej dziedzinie magii, a i wcale nie chciał tego robić. Nie sądził, że powinien się kryć, ze swoimi umiejętnościami, tudzież pasją, bo przecież tym właśnie dlań była transmutacja. Skomplikowana, niebanalna, a przy tym tak piękna, jak piękna potrafiła być tylko ona.
I twoje, skoro połączyła nas tak niekonwencjonalna dziedzina. – powiedział i upił łyk ze szklanki, chwilę po usłyszeniu charakterystycznego dźwięku obijania kryształu o kryształ. Czuł przyjemne ciepło, rozlewające się po jego ciele, gdy kolejna dawka alkoholu zagościła w jego organizmie. Nie był mistrzem w przyjmowaniu nieskończonych dawek wszelakich trunków, niemniej jednak, zdecydowanie szybsza od przeciętnej przemiana materii, pozwalała mu na kilka drinków, bez zamartwiania się o swój stan.
Patrzył na nią ze spokojem, bez cienia niecierpliwości, pozwalając jej zebrać myśli, znaleźć odpowiednie słowa, jeśli takowych szukała. Na moment odwrócił wzrok od jej osoby, przebiegając nim po pubie, nie zawieszając na niczym, by ostatecznie powrócić swoimi niebieskimi tęczówkami do Nessy, wsłuchując się w to co ma do powiedzenia, patrząc na nią z zainteresowaniem.
To prawda – skinął jej głową. – Skoro jednak przeszłość wpłynęła na moją teraźniejszość, a ta wpływa na przyszłość, to chyba ostatecznie wynika z tego, że całokształt naszego życia na nią wpływa. – roześmiał się, bowiem zabrzmiało to zgoła filozoficznie. – Może to nawet dobrze, że nigdy nie zaczynamy całkiem od początku, bo jednak jesteśmy kim jesteśmy. – tym razem i on wzruszył ramionami, na kilka sekund odwracając wzrok, patrząc na morskie szkło swojej bransoletki.
Taktyczny odwrót brzmiał interesująco, choć nie sądził, by odwiodła go tym określeniem od uznania ponownego wyjazdu za ucieczkę. Już raz uciekł, nie chciał robić tego znowu, skoro miał przed sobą wizję ułożenia sobie życia, bez żadnych ciemnych chmur, które były nad jego głową zdecydowanie zbyt długo.
Znacznie uniósł jeden kącik swoich ust, posyłając jej zawadiacki uśmiech, gdy odpowiedziała na jego komplement.
Mam nadzieję, że dalej będzie tylko ciekawiej. – odpowiedział z iskrami delikatnego zaintrygowania, choć te w rzeczywistości było większe. – Będzie ci przeszkadzało, jeśli zapalę? – zapytał, bowiem nie zamierzał naruszać jej komfortu, co mógłby zrobić bez uprzedzenia wyciągając z kieszeni paczkę Lordków.

______________________


Pub Upswing - Page 3 HXWQZea
may it be a light to you in dark places,
when all other lights go out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 EmptyWto 26 Maj - 0:16;

Pochodzenie często sprawiało, że w mniemaniu ludzi było się od nich lepszy. Dziedziczyło się nie tylko charakterystyczne cechy wizualne, ale również majątki, koneksje czy talent, a to było powodem wszechobecnej zazdrości. Nie chwaliła się nazwiskiem, ale jednocześnie wiedziała, że nie ma wyjścia i musi przyjąć ofiarowany przez rodziców spadek pokoleniowy, bo mieli tylko ją. Nie zniosłaby myśli, że była powodem rozpadu rodu, odejścia ich nazwiska w zapomnienie. Nie byli może potężni, ale nikt, tak jak Lanceley'ie nie znał się na muzyce oraz wytwarzaniu instrumentów. Gdyby miała tyle odwagi, co on – pewnie postąpiłaby tak samo, zwłaszcza gdyby miała jakieś rodzeństwo. A z drugiej strony, czy całkowita niezależność i odcięcie się od relacji mających istotny wpływ na nasze życie i rozwój, było faktycznie zdrowe? Ciche westchnięcie uciekło spomiędzy jej ust, a karmelowe ślepia posłały spojrzenie w stronę twarzy mężczyzny, starając się skupić na nim. Nie było sensu gdybać, wciąż była tylko głupią gęsią, która z pewnością podejmie w swoim życiu wiele złych decyzji, których konsekwencje będą się za nią ciągnęły. Starała się być samowystarczalna, ale Fillin nie raz już jej pokazał, że czasem warto mieć kogoś w życiu, kto da Ci plaster, gdy upadniesz. Wścibska nie była, nie wtrącała się też w sprawy innych, a przede wszystkim, nie miała pojęcia o krążących w jego głowie myślach. Ocenianie innych było złe, jednak nie dało się go uniknąć. Ludzie robili to na każdej płaszczyźnie, nawet nieświadomie. I nawet jeśli ruda mogłaby być, kim tylko chciała, najlepiej czuła się we własnej skórze. Nie lubiła kłamstwa czy manipulacji, nie widziała sensu w kreowaniu masek. Gdyby pytał, być może by odpowiadała, jednak sama nie chciała być prowodyrem głębszych konwersacji, które na dobrą sprawę mogły im tylko popsuć wspólną zabawę, a nie rozniecić iskry porozumienia, które przecież mieli.
Niewiadoma była pociągająca i niebezpieczna. Ciekawość miała bardzo rozwiniętą, co pokazywała między innymi jej żądza wiedzy. Bez zobowiązań, bez konsekwencji, bez historii życia i oceniania tego, kim byli oraz skąd podchodzili – czy wieczór mógł być ciekawszy? Uśmiechnęła się w jego stronę odrobinę może nazbyt flirciarsko, upijając ze szklanki kolejny łyk bursztynowego płynu. Brakowało jej zdecydowanie chwil takich jak ta. Beztroskich, prostych, polegających tylko na wymienionych spojrzeniach i wzajemnym, delikatnym zaufaniu. Ojciec zawsze powtarzał, aby żyła tak, by niczego nie żałować i Lanceley starała się tego trzymać. Nie zawsze jej wychodziło, jednak była to najcenniejsza lekcja, którą dostała od ojca. Niezależnie czy więź ostatecznie przetrwa próbę, na którą ją wystawiła czy nie, zawsze będzie o tym pamiętała. Chociaż zwykle dostosowywała się do próśb rodziców, wierząc w ich dobre intencje, nadszedł czas, aby klapki spadły z oczu. Nie chciała, nie potrzebowała nikomu niczego udowadniać. Znała własną wartość i własne możliwości, mogła tylko dowiedzieć się o tym trochę wcześniej. Cieszyła się, że podobnie, jak ona, cytrynowy napój gazowany dodany do whisky, chociaż na dzisiejszy wieczór umili, zmieni jego życie. W końcu całe było serią przypadków.

- Dobry burbon i whisky dorówna, ale masz rację, zostańmy dziś klasyczni. - oznajmiła ze spokojem, szybko tracąc zainteresowanie butelkami ustawionymi na wysokiej półce gdzieś za szynkiem. Miała słabość do alkoholu, a głowę twardą i silną, niczym wprawiony pijak. Chociaż nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, picie było poniekąd jej formą ucieczki i relaksu, wyciszeniem umysłu, który nie potrafił odpocząć. Czasem ją to męczyło, czego nie było gołym okiem widać. - Mam ochotę bardziej na Twoje towarzystwo niż zmianę napoju. Whisky jest Twoją ulubioną?
Zapytała z ciekawością, zakładając nogę na nogę. Faktycznie, była dość silna charakterem i niezależna, potrafiła postawić na swoim i wbrew wszystkiemu, często tak robiła, czego nikt w codziennych obowiązkach nie dostrzegał. Może to i lepiej? Zwilżyła usta, pozwalając sobie machinalnym ruchem na zgarnięcie miedzianego kosmyku włosów za ucho. Zachwycona byłaby jego myślami na temat transmutacji. Ta dziecina pochłonęła ją od małego, sprawiła, że zaangażowała się w naukę magii znacznie bardziej, niż w wytwarzanie instrumentów. Poprowadziła ją setkami godzin nauki w stronę animagii, pomogła odkryć zwierzęcy totem czy dostać się na wymianę do Ameryki. Pozwalała jej pokazywać, że nawet zaklęcia z transmutacji nadają się do pojedynków i z ich pomocą można je wygrywać. To było więcej niż hobby. Dostrzegła, że jego twarz nieco złagodniała, a w oczach pojawił się jakiś uroczy błysk, podkreślający ich błękitny kolor i jasne kosmyki włosów, które opadały mu na czoło. Kiwnęła głową na toast, robiąc chętnie kolejnego łyka. Cierpki smak rozbił się w ustach, przez chwilę palił gardło, a ostatecznie rozniósł się po ciele falą gorącą, zostawiając na skórze jakiś dreszcz. Przyjemnie, relaksująco. I w półmroku baru, akompaniamencie muzyki. Nikt im nie przeszkadzał, a jednak Nessa miała wrażenie, że byli tu całkiem sami. Nie chciała się wtrącać czy mu doradzać, wiedząc jednocześnie, że opinia osoby bezstronnej i niezaznajomionej z sytuacją, mogła poszerzyć horyzonty. Gdy skończyła, wpatrywała się w niego z zaintrygowaniem i jakąś ciekawością na to, jak zareaguje. Co wniosą do tego wieczora jej słowa? Podobnie jak Camael wcześniej na nią, tak i Lance patrzyła na niego bez cienia skrępowania, nie kryjąc zainteresowania w karmelowych tęczówkach.
- Masz rację, to brzmi logicznie. Tylko trochę smutno, bo nawet jeśli chciałbyś obrać inną ścieżkę, okoliczności wywołane poprzednimi lub teraźniejszymi decyzjami, nie pozwolą Ci zmienić przyszłości, idąc tym rozumowaniem. Powiedz mi, wierzysz w przeznaczenie? - zaczęła ze spokojem, podpierając głowę na ręku, a łokieć o szynk. Poprawiła się na stołku, całkiem zapominając już o notatkach z transmutacji czy planie zajęć dla uczniów, którym pomagała z nauką. To był drugi raz w jej życiu, gdy poczuła z kimś obcym więź tego rodzaju, umożliwiającą swobodną rozmowę. I znów wyglądało na to, że był to ktoś odrobinę starszy. Czyżby to była kwestia jej poważnego sposobu bycia? - Gdybyśmy mogli ciągle się zmieniać, zaczynając od początku, to przecież nigdy nie bylibyśmy prawdziwi.
I ona na ułamek sekundy przeniosła spojrzenie na tkwiącą na jego nadgarstku bransoletkę, nie wnikając jednak i nie zadając pytań. Wyglądało, jakby była dla niego ważna. Nikt nie lubił odwrotów, często postrzegano je jako tchórzostwo, a Nessa z kolei uważała, że to tylko chwilowy przystanek na zebranie sił i obranie nowej strategii. Zaśmiała się na jego słowa i pytanie, kręcąc delikatnie głową w ruchu zaprzeczenia.
- Będzie mi przeszkadzało, jak nie podzielisz się jednym lub dwoma machnięciami. - powiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, sięgając ręką do torebki. Wyjęła magiczną zapalniczkę, przesuwając ją powolnie po blacie w jego kierunku, dając tym samym znać, że wcale nie musiał się krępować. Sama nie paliła aż tyle, jednak z alkoholem ta używka smakowała wyjątkowo dobrze. Posłała mu przeciągłe spojrzenie spod wachlarza kruczoczarnych rzęs, również mając nadzieję, że im dalej, tym ciekawiej będzie.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pub Upswing - Page 3 QzgSDG8








Pub Upswing - Page 3 Empty


PisaniePub Upswing - Page 3 Empty Re: Pub Upswing  Pub Upswing - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pub Upswing - Page 3 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-