Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 18 z 19 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31275
  Liczba postów : 69566
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Specjalny




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyNie 17 Paź - 20:06;

First topic message reminder :



Przez niewielkie drzwi można wyjść na marmurowe schody które prowadząc w dół ku sporego rozmiarów balkonowi. Otaczają go cztery wysokie kolumny, podtrzymując specjalnie zrobiony dach. Dzięki niemu, nawet kiedy pada można tam przesiadywać, bez obawy zmoczenia się.
Posadzka jest wyłożona czarno-białymi płytkami. Te na samym środku robią wrażenie ogromnej szachownicy i rzeczywiście, jeśli tylko ktoś zdobędzie takiej wielkości figury, można tam grać. Z miejsca przy barierce (marmurowej, oczywiście) rozchodzi się widok na cały dziedziniec. Jest to świetne miejsce na obserwowanie innych, bowiem rzadko kiedy komuś przyjdzie na myśl by spojrzeć w górę. Po obu stronach znajdują się kamienne, niewielkie ławeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 2793
  Liczba postów : 2819
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyNie 15 Mar - 17:54;

Były dni, kiedy Ezra był przekonany, że na świecie nie było dobrych ludzi; patrzył z ciężko tłumioną pogardą na niektóre najmłodsze dzieciaki, które w gruncie rzeczy wykazywały się największym okrucieństwem, nie potrafiąc złych zapędów jeszcze w sobie ukrywać. Dostrzegał satysfakcję, która dawała ludziom złośliwość - także i jemu! Wszystkie porażki, błędy i złe wybory. I nie rozumiał, naprawdę nie rozumiał, jak w tak zepsutym świecie mógł zachować się ktoś taki jak Skyler. Westchnął więc ciężko, przytłoczony własnymi słowami i dopiero uświadamianą sobie odpowiedzialnością za nie; ufnie spoczywający na nim wzrok Skylera rozbudzał w nim głęboką potrzebę troski o drugiego człowieka. Tak jak zawsze starał się być opoką dla młodszej siostry, jak na siebie przekierowywał ciosy wymierzone w ważnych dla niego ludzi i tak jak z wielką miłością i zaangażowaniem opiekował się córeczką Heaven. Bo nawet jeśli Ezra nie był zawsze dobry w werbalnym pocieszaniu ludzi, to chociaż starał się dostarczać im komfortu czynami, nawet gdy nie byli tego świadomi.
- Ja... chyba nie potrafię odpowiedzieć - wycofał się, uginając pod dobrym sercem Skylera; bo owszem, bardzo łatwo było przeoczyć okazję i potem żałować własnej zapobiegliwości. - Ale chyba... Wierzę, że jeśli tę osobę spotkasz, to ona zrobi wszystko, żebyś czuł się dobrze i komfortowo. Na tyle, żebyś wiedział, że otworzenie się już ci nie zagrozi. Że nie chodzi o łatwy łup. Ale jestem chyba najgorszą osobą w wyłapywaniu tego momentu, więc sam nie wiem, czy powinieneś mnie słuchać - zaśmiał się cicho, dając ujście napięciu. I nie mógł powiedzieć, że nie spodziewał się tego, co sprowokował, że w pewien sposób świadomie go nie kusił; rozchylone wąskie usta stanowiły całkiem silnie oddziałujące zaproszenie. Rozwarł powieki, niespłoszony bliskością, mgłą cienką warstwą przykrywającą spojrzenie towarzysza ani ostatecznie spodziewanym niespodziewanym naporem jego warg. Położył płasko rękę na jego klatce piersiowej, jakby przez chwilę nie mógł się zdecydować, czy chce go od siebie odepchnąć czy też zacisnąć palce na materiale jego koszulki. Nie miał jednak gwarancji, że jeśli to zrobi, będzie też potrafił puścić. Zastygł więc z dłonią przylegającą do jego ciała, czując pod palcami nierównomierne bicie serca.
I świadomość, że to serce wciąż mógł sobie samolubnie przywłaszczyć łechtała jego ego; Ezra zawsze bez pytania brał to, co mu się podobało, posiadanie przez długi czas było jedną z największych przyjemności w jego życiu. I z sentymentem spoglądał na Skylera, który jakimś niewytłumaczalnym sposobem zdawał się do niego pasować. Więc poruszył ustami łagodnie, rozkoszując się miękkością jego warg w niewinnym przyzwoleniu na pójście dalej, na przekroczenie granicy. Koniuszkiem języka wsunął się do ust chłopaka, muskając go drażniąco i zaraz się wycofując, jakby chciał sprowokować go do proszenia. I przyciskając czoło do czoła Skylera i nosem trącając jego nos, czekał na słodycz zakazanego owocu, która rozleje się po jego wargach.
Zamiast tego ten jeden mały pocałunek zapiekł go wyrzutem sumienia i złamaną obietnicą, jakby natarł sobie usta pikantną papryczką. Zaparł się dłonią, wciąż znajdującą się na klatce Skylera, nie pozwalając mu na ewentualne zbliżenie. Bo na pierwszy rzut oka niczego mu nie brakowało i można było powiedzieć, że był elementem idealnie go dopełniającym, to po dłuższych oględzinach łatwo było też dostrzec, że należał do innej układanki. A Ezra miał już swoją drugą połówkę...
- Nie miałeś - szepnął, już jedynie oddechem otulając puchonie wargi. Odetchnął zapachem jego skóry; cynamonem pomieszanym z miętowymi papierosami - lub przesiąkającym przez bliskość zapachem samego Ezry? - Masz. Ale wszystko, co między nami było, zadziało się kiedy bylem wolny. A teraz mam kogoś i... gdyby stało się to w innej kolejności, to może... może dałbym nam szansę na coś więcej, ale dopiero co udało mi się pozbierać fragmenty tego, co zniszczyłem i ja nie zaryzykuję, Sky. Nie mogę. Nawet nie chcę - brzmiał trochę tak, jakby przekonywał samego siebie. I może był w tym wszystkim samolubny - znowu - ale oczekiwał, że ze wszystkich ludzi na ziemi właśnie Skyler zrozumie, dlaczego nigdy więcej nie mógł go mieć. Nawet jeśli zielone oczy próbowały przekornie przekonać go do czegoś innego i nawet jeśli przez cały ten czas nie puścił drugą dłonią ręki Skylera, kreśląc na niej nieświadomie małe kółeczka. - Jesteś wyjątkowy i ktoś, kto cię pokocha, będzie wielkim szczęściarzem. To po prostu nie mogę być ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik)
Galeony : 500
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2220
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyNie 15 Mar - 21:19;

Słowami wiele można było wywalczyć, ale on nigdy nie potrafił nimi władać. Ezra natomiast panował nad nimi perfekcyjnie i zawsze zdawał się gładko trafiać tam, gdzie to sobie zaplanował, a przynajmniej takie wyobrażenie Krukona tkwiło mu w głowie. Zawsze z odpowiedzią czekającą na każde jego zdanie, jakby nie mógł sobie pozwolić na zbycie czegoś milczeniem. I dawno już przyzwyczaił się, że nie może być pewien, która myśl była jego własną, a którą przejął przez spojrzenie, muśnięcie skóry czy kształt, w jaki ułożyły się cienkie wargi. I nigdy nie miał tego dość, bo gdy jego myśli chaotycznie krążyły niczym burza, tak Ezra wtłaczając pod gęstwinę loków swoje własne przemyślenia, wprowadzał tam pewien spokój. Zdecydowanie nie porządek, ale właśnie spokój. Umysł wciąż tonął pod natłokiem nieuporządkowanych myśli, ale nie było w tym już paniki, a jedynie pogodzenie się z zagubieniem i zgoda na płynięcie ze zmiennym prądem. I ten nurt pchał go właśnie do powrotu tam, gdzie już kiedyś był. Do miętowej nuty, która przecież nie opuszczała go wcale od czasu ich rozstania; warg, które uginały się w znajomy sposób i wspomnień, które pomiędzy tymi wargami pozostawił, teraz sięgając po nie w desperackiej potrzebie choć jednego, drobnego zapewnienia. Słowami Ezra mógł wmówić mu wszystko, a on by w to uwierzył - naiwnie, ufnie, nie podważając szczerości, której zawsze próbował odszukać w jego oczach, nawet jeśli ten widok miał być dla niego bolesny. Miał jednak świadomość, że to, co uznawał za szczerość, nie zawsze nią była u dobrego aktora i nauczył się już odczytywać drobne drgania mięśni, urywki zaledwie sekund, które składały się na niepewność Ezry, na którą tak rzadko pozwalał sobie otwarcie. Niemal niewyczuwalne drgnięcie ust, z pozoru wstrzymany oddech, który teraz próbował subtelnie z niego wywabić w postaci zduszonego westchnięcia i dłoń, która przyjmowała sobą przyspieszające smętnie drżenie serca. Witał go z powrotem, wyczuwalnym na wargach lekkim uśmiechem w prawym kąciku, zaraz czule otulając ciepłem utęskniony język, jednak dłoń ledwie wsunęła się na szczupły bok, a usta musiały godzić się już z myślą, że był to jedynie cień przeszłości i nie dane mu będzie dłużej udawać, że ma przed sobą swojego Ezrę. W pierwszej chwili nie mógł być pewien czy ucisk na sercu wywołują ciążące emocje czy dłoń na niego napierająca i jakby chcąc coś udowodnić, przykrył ezrowe palce ciepłą dłonią, dociskając je mocniej do siebie. Drżący oddech żalu wyrwał mu się przy pierwszych zasłyszanych słowach i spojrzał na Krukona z wyrzutem, nie chcąc w zielonych oczach dojrzeć, że była to prawda i zaraz wzrok spadł mu niżej, na wargi, z którymi nie dane mu było odpowiednio się przywitać, nie mówiąc już o pożegnaniu. Masz, silniej wyłapał to spojrzeniem, niż słuchem i z wrażenia zgubił się gdzieś w brzmieniu kolejnych słów, potrzebując chwili, by zrozumieć ich sens, tracąc gdzieś po drodze część naiwnej nadziei. Spuścił głowę, uśmiechając się smutno, bez ani jednej gorzkiej nuty, bo przecież wcale niczego nie oczekiwał oprócz kilku wspomnień i chwili wytchnienia.
- Dzięki, Ezra - szepnął cicho, nie chcąc burzyć wrażliwej intymności tej chwili i jeszcze chwilę wodził wzrokiem gdzieś w dole, by zebrać się w sobie i z większą czułością niż by tego chciał, wyłapał głęboką zieleń jego spojrzenia. - Dobrze sobie przypomnieć, dlaczego wciąż masz tutaj miejsce - dodał łagodnym pomrukiem i przycisnął kilka razy jego dłoń do swojej klatki, jakby chciał dopasować ją do rytmu serca, przedłużając tym choćby i o ten jeden krótki moment ulotną wiarę, że i Ezra Clarke nie uważa go za niewystarczająco dobrego. Wypuścił powietrze z płuc długim, powolnym i niewiarygodnie wręcz cichym westchnieniem, jakby żegnał się z resztką instynktownych pragnień i uniósł jego dłoń do swojej twarzy, by ułożyć jej wnętrze na ustach, ezrowymi palcami otulając ciepły od emocji policzek. Przymknął oczy, nie mogąc powstrzymać drżących brwi i ucałował go krótko, przypieczętowując tym całą swoją wdzięczność z tej rozmowy, zaraz napierając na jego palce, by zamknąć ten niewinny gest tylko dla jego wyłączności. I zaraz na miejsce jego dłoni ułożył własną, po chwili też i drugą, by przesunąć nimi w górę i wsuwając palce w loki, odgarnąć je w tył, pozwalając niemal od razu opaść im z powrotem na czoło. Bo wszystko samo jakoś się ułoży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 2793
  Liczba postów : 2819
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptySro 18 Mar - 15:27;

Po tych wszystkich słowach, które wymienili, cisza zdawała się rozbrzmiewać bardziej wymownie niż jakiekolwiek wyznania. Nie miał siły już nic dodawać, wydawało mu się zresztą, że tylko zepsułby tym moment. Czasem mniej znaczyło więcej - oddychał więc już tylko, z przyjemnością chłonąc ciężkie milczenie, wrażliwy na każde drgnienie Skylera. I wiedział, że i jemu było to potrzebne; znalezienie jakiegoś potwierdzenia tego, że był ważny, że nie burzył wszystkiego, czego tylko się dotykał, że wcale nie musiał rozglądać się daleko w poszukiwaniu zrozumienia. Zacisnął pięść, ukrywając w niej ten mały pocałunek. Ten ostatni już pocałunek. Skyler zabrał wreszcie dłoń ze skóry Ezry, a wszystkim, co na niej pozostało, był smutny chłód. Clarke rozprostował niespiesznie nogi, czując, że to był dobry czas, by pójść w swoje strony. Nie patrzył już w tym momencie na Schuestera, a przed siebie, nadając swoim kolejnym słowom tonu niedbałości.
- Jeżeli będziesz mnie kiedyś potrzebował... Nie, przepraszam, nawet niekoniecznie mnie, ale kogoś - poprawił się, a prawy kącik jego wargi uniósł się w krzywym uśmiechu. - To zawsze możesz na mnie liczyć.
Podniósł się z ziemi i otrzepał dłonie, nim przesunął ręką po włosach, przygładzając je, jakby obawiał się, że pojedyncze odstające włoski mogą zdradzić to, co przeznaczone było tylko dla ich dwójki i murów tej szkoły. Wyrównał ubranie, przeciągnął kciukiem po dolnej wardze, a kiedy wreszcie spojrzał na Skylera, także jego twarz była już wygładzona. Gdyby nie resztki czułości tlące się w zieleni oczu, można by łatwo pomyśleć, że to wszystko było jedynie wielką psotą wyobraźni.  Nie spuszczając wzroku z Puchona, zaczął się wycofywać.  
- No, chyba że będziesz próbował podbić swoje prefekcie ego. Wtedy lepiej uważaj, komu zwracasz uwagę - zaśmiał się, wyciągając z paczki kolejnego papierosa i z kocią elegancją wsuwając go sobie w usta. Potem zasalutował mu z zaczepnym mrugnięciem i wreszcie odwrócił się na pięcie, pozostawiając Skylera i całą sytuację za sobą.
Trzymaj się dobrze, dzieciaku.

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, leworęczność, dupa nie zaklęciarz
Galeony : 675
  Liczba postów : 4320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPon 30 Mar - 1:27;

To był ciężki tydzień dla Maxa. Nie potrafił zebrać myśli i ciągle coś szło nie po jego myśli. Postanowił więc udać się w jedno ze swoich ulubionych miejsc w zamku. Balkon nad dziedzińcem dawał mu odpowiednią ilość prywatności, której czasami potrzebował. Nie często natykał się tutaj na kogokolwiek.
Gdy dotarł na miejsce, oparł się o kamienną barierkę i spojrzał w dół. Uwielbiał obserwować toczące się pod nim życie, podczas gdy on sam nie musiał brać w nim udziału. Przez takie wyprawy nie raz był świadkiem wielu kłótni, tajemnic czy po prostu zwykłych, prywatnych rozmów między uczniami i kadrą zamku.  Nie obchodziło go to jednak na tyle, żeby zapamiętywać wszystko i czekać na okazję wykorzystania tego przeciwko innym. Miał lepsze sprawy niż grzebanie w brudach ludzi, których często nawet nie znał. Jeden jedyny raz zobaczył coś, co wytrąciło go z równowagi i musiał zareagować. Było to wtedy, gdy zauważył nieznanego sobie studenta znęcającego się nad pierwszoroczną dziewczyną. Dzisiaj jednak nic takiego się nie działo. Było spokojnie, aż zbyt spokojnie.

@Doubravka Ježekova
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doubravka Ježekova

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 157 cm
C. szczególne : Filigranowa figura
Galeony : 192
  Liczba postów : 68
https://www.czarodzieje.org/t17622-doubravka-jezekova
https://www.czarodzieje.org/t17702-doubravka-jezekova#497684
https://www.czarodzieje.org/t17703-czeski-jezyk#497695
https://www.czarodzieje.org/t17697-doubravka-jezekova#497522
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPon 30 Mar - 1:44;

Minęło już trochę czasu od momentu, w którym przyjechała do Hogwartu na wymianę. Nieco się już zasymilowała, poznała kilku ludzi nieco bliżej i było coraz lepiej – zaczynało się jej tu naprawdę podobać. Uśmiechała się więcej niżeli na początku i wracała do bycia starą, dobrą Doubravką, którą była w Souhvězdí. Może nie zawsze, ale przez większość czasu – zauważył to nawet Lazar i zapewne mu z tego powodu ulżyło, że jego dobra przyjaciółka ma się zdecydowanie lepiej niżeli na samym początku rozpoczęcia wymiany.
Czasem bywały jednak takie dni, że chciała być po prostu sama, z dala od ludzi. Tak jak dzisiaj. To nie tak, że wstała lewą nogą czy coś. Mimo wszystko Ježekova w głębi siebie była po prostu introwertykiem, który ładował baterie i do czasu, gdy była w nich energia, nie miała problemu z interakcjami międzyludzkimi. Jednakże w pewnym momencie te pokłady się kończyły i potrzebowała je naładować znowu, żeby znów ruszyć w świat. Właśnie dziś miała taki dzień. Dlatego raczej trzymała się z boku, niewiele mówiła i się nawet nie udzielała na lekcjach, tak jak zawsze – choć jak trzeba było, to odpowiadała na pytania, wiadomo. Niepytana jednak nic nie mówiła.
Gdy w końcu było po zajęciach, odetchnęła z ulgą. Znała jedno takie miejsce, w którym mogła się wyciszyć. Znaczy dwa, ale na wierzę astronomiczną było jeszcze zbyt wcześnie, więc postanowiła wybrać balkon nad dziedzińcem. Raczej nikt się tam nie zapuszczał, mało kto w ogóle patrzył w górę – miejsce idealne, żeby usiąść z książką, poczytać i się wyciszyć. Tak chociaż myślała do momentu, gdy zobaczyła, że tym razem jej ulubiona kryjówka przed ludźmi była zajęta.
Och. – Krótkie westchnięcie, jednakże było w nim słychać lekki zwód. – Um. Cześć. – Dopiero po chwili się zorientowała, że to raczej nie było zbyt miłe. – Też lubisz tu uciekać przed ludźmi? – zapytała, zastanawiając się, czemu po prostu nie przeprosiła i nie poszła gdzieś dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, leworęczność, dupa nie zaklęciarz
Galeony : 675
  Liczba postów : 4320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPon 30 Mar - 1:59;

Najwyraźniej i Max i Doubravka nie mieli dzisiaj szczęścia. Przez chwilę, gdy usłyszał jej głos wzrosła w nim lekka irytacja, ale gdy odwrócił się do niej, nie można było poznać, że towarzystwo mu przeszkadza. Na jego twarzy widniał ten sam czarujący uśmiech co zawsze, gdy stała przed nim urocza dziewczyna.
- Taki był plan, ale jak widać chyba dzisiaj z ucieczki nici. – Poklepał balustradę obok siebie zapraszając tym dziewczynę, by się przyłączyła.
- To jeden z lepszych zakątków jeżeli chcesz pobyć sama w tym zamku. Jednocześnie można też pooglądać życie szkoły, które czasem nie różni się niczym od dobrej telenoweli. – Dopiero wypowiadając te słowa zdał sobie sprawę, że nie jest pewien, czy dziewczyna jest zaznajomiona z mugolską kulturą. Byli w jednym wieku i nie raz spotykali się na zajęciach od kiedy przyjechała na wymianę, ale nie poznali się jeszcze bardzo dobrze, a Max też nie miał w zwyczaju pytać o status krwi każdej napotkanej osoby.
- Jeżeli chcesz poznać, co naprawdę dzieje się w tej szkole jest to jedno z lepszych miejsc. -  Na chwilę odwrócił wzrok, by ponownie spojrzeć na znajdujący się w dole dziedziniec. Jak zwykle większość osób po prostu przechodziła przez niego zmierzając gdzieś. Tu i ówdzie ktoś siedział z książką lub znajomymi. Żadnych krzyków, pojedynków, nic. Nie tym razem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doubravka Ježekova

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 157 cm
C. szczególne : Filigranowa figura
Galeony : 192
  Liczba postów : 68
https://www.czarodzieje.org/t17622-doubravka-jezekova
https://www.czarodzieje.org/t17702-doubravka-jezekova#497684
https://www.czarodzieje.org/t17703-czeski-jezyk#497695
https://www.czarodzieje.org/t17697-doubravka-jezekova#497522
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 31 Mar - 2:18;

Czasem tak bywa, że z naszych planów wychodzą nici i nie można nic w tej kwestii zrobić. Tak właśnie było w przypadku Maxa i Doubravki. Chcieli uciec przed ludźmi, przez co wpadli na siebie nawzajem. Może więc to znak, żeby razem trochę pouciekać? W dwoje zawsze lepiej niż w wielkim tłumie.
Najwidoczniej tak miało być – odpowiedziała, uśmiechając się nieśmiało. Doubravka była z Souhvězdí – o czym świadczył chociażby jej ubiór. Miała bowiem na sobie plisowaną spódniczkę, białą koszulkę i szatę z naszytym na nią logo jej szkoły. – Nie zwykły mnie interesować cudze dramaty. Wystarczają mi swoje własne. – Wzruszyła jedynie ramionami. To nie było nic miłego w stronę Maxa, niech nie weźmie tego zbytnio do siebie. Doubra po prostu uważała, że każdy ma swoje życie i powinien się nim interesować.
Co jak co, ale mugolski świat Jeżyk znała bardzo dobrze – w nim spędziła mimo wszystko większość czasu swojego życia, do momentu, w którym nie przybyli do jej domu przedstawiciele Souhvězdí mówiąc, że jest czarownicą i od tej pory będzie uczyła się właśnie w magicznej szkole.
Jestem Doubravka – przedstawiła się, wyciągając rękę. Prawdę powiedziawszy, to Maxa kojarzyła jedynie z widzenia, nie miała pojęcia, jak się nazywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, leworęczność, dupa nie zaklęciarz
Galeony : 675
  Liczba postów : 4320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 31 Mar - 2:44;

Co prawda to racja. Max też miał wystarczająco swoich dramatów, ale to właśnie dlatego lubił czasem się od nich zdystansować i popatrzeć na to, co wyprawia się u innych. Było to dla niego pewnego rodzaju odpoczynkiem i ucieczką.
- Max Felix. - Przedstawił się krótko dziewczynie. Nie był urażony tym, co powiedziała. Doskonale to rozumiał.
- Jesteś z tegorocznej wymiany prawda? - wskazał na emblemat nieznanej sobie szkoły na jej szacie. Po Hogwarcie kręciło się wielu zagranicznych studentów. Niektórzy przyjechali na semestr, inni na cały rok, a jeszcze inni planowali dokończyć tutaj swoją magiczną edukację. Osobiście nie miał z tym żadnego problemu szczególnie, że dzięki tej wymianie przyjechało do szkoły wiele ślicznych dziewczyn, które mogły stać się jego nowym celem.
-Jak Ci się u nas podoba? - Skoro już los sprawił, że obydwoje uciekli od ludzi w swoje towarzystwo, nie miał zamiaru stwarzać niemiłej lub niezręcznej sytuacji. Równie dobrze mogli się przecież lepiej poznać. W końcu mieli też razem nie jedne zajęcia. Z zaciekawieniem przyglądał się dziewczynie. Po jej urodzie i nazwie szkoły na jej szacie wnioskował, że pochodziła ze słowiańskiego kraju, albo przynajmniej tam zaczęła swoją edukację. Był ciekaw różnic, jakie zdążyła zauważyć podczas swojego pobytu tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doubravka Ježekova

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 157 cm
C. szczególne : Filigranowa figura
Galeony : 192
  Liczba postów : 68
https://www.czarodzieje.org/t17622-doubravka-jezekova
https://www.czarodzieje.org/t17702-doubravka-jezekova#497684
https://www.czarodzieje.org/t17703-czeski-jezyk#497695
https://www.czarodzieje.org/t17697-doubravka-jezekova#497522
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyCzw 2 Kwi - 23:48;

Czasem tak bywa, że każdy potrzebował ucieczki i słuchanie o cudzych problemach było ostatnią rzeczą, jaką chciałoby się robić – i Doubravka miała właśnie ten czas, w którym chce po prostu trochę odsapnąć i zająć się sobą. Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła, prawda?
Miło poznać – powiedziała, uśmiechając się do Maxa. I oczywiście, znali się z widzenia wcześniej, ale dopiero oficjalnie sobie przedstawili.
Na pytanie chłopaka skinęła głową. Tak wyszło. Jak tylko się dowiedziała o wymianie do Hogwartu, to się zgłosiła. Spełniała wszystkie wymagania bez najmniejszego problemu, więc dostanie się było tylko formalnością.
Najbardziej zaskoczyły mnie domy i jednocześnie bardzo spodobały. To buduje pewnego rodzaju uczucie identyfikowania się z grupą. U nas są po prostu klasy stworzone z kompletnie przypadkowych osób, więc nie ma takiej zażyłości, jeżeli mam być szczera – odpowiedziała całkiem wprost. – Ogólnie to bardzo się cieszę, że tu przyjechałam! – dodała zaraz potem. – Ale jak historii magii nie lubiłam, to tak nie lubię. – Po zajęciach z profesorem Caine Shercliffe miała trochę traumę i na samą myśl, że będzie musiała znowu się wybrać na jego zajęcia dostawała ciarek. To nie było zbyt przyjemne doświadczenie, choć w porównaniu do Lazara to nie miała na co narzekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, leworęczność, dupa nie zaklęciarz
Galeony : 675
  Liczba postów : 4320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPią 3 Kwi - 3:20;

Chłopak sam nie miał okazji nigdy odwiedzić zagranicznej szkoły, ale o niektórych z nich słyszał i wiedział, że podział na domy nie jest tak powszechny w niektórych krajach, jak tutaj. Nie zdziwiło go więc, że dziewczyna mogła uznać ten element za interesujący.
- Masz rację, podział na domy pomaga w integracji z innymi, ale prawda jest taka, że jest też przyczyną wielu konfliktów. Pewnie słyszałaś już o klasycznej rywalizacji między wężami i lwami. - Sam nie miał zdania na temat, czy taki system akurat jest dobry, czy nie. Miał dobre kontakty z ludźmi z każdego domu i w każdym z nich znalazł się ktoś, z kim Max się nie lubił. A stary jak świat konflikt Slytherin vs. Gryffindor był już chyba znany na całym świecie. Sam osobiście nie był uprzedzony do gryfonów, ale prawda był taka, że to z nimi głównie wchodził w konflikty.
- Wiele osób nie przepada za przedmiotem Shercliffa, ale nie mogę powiedzieć, że myślę tak samo. Pewnie to przez moje mugolskie pochodzenie. - Fascynował go ten świat, w który został wciągnięty w wieku 11 lat i chętnie uczył się jego historii. Nie miał nic przeciwko datom i faktom z przeszłości. Dużo bardziej przeszkadzało mu wróżbiarstwo, którego sensu nie potrafił zrozumieć. Uważał, że jeżeli ktoś ma dar jasnowidzenia, to da sobie zawsze radę, a jeżeli nie, to jest to strata czasu.

@Doubravka Ježekova
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doubravka Ježekova

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 157 cm
C. szczególne : Filigranowa figura
Galeony : 192
  Liczba postów : 68
https://www.czarodzieje.org/t17622-doubravka-jezekova
https://www.czarodzieje.org/t17702-doubravka-jezekova#497684
https://www.czarodzieje.org/t17703-czeski-jezyk#497695
https://www.czarodzieje.org/t17697-doubravka-jezekova#497522
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPią 10 Kwi - 1:21;

Doubravka też nigdy wcześniej nie miała możliwości, żeby wyjechać poza Czechy i swoją szkołę, więc jak tylko przydarzyła się okazja, postanowiła z niej skorzystać – bo czemu nie? Zawsze to była okazja poćwiczyć angielski – choć w przypadku Doubry był on naprawdę bardzo dobry i mówiła nawet z brytyjskim akcentem! Wszystko dzięki matce anglistce, która od małego uczyła córkę tego języka. No i wiadomo – nad Hogwartem niebo jest nieco inne niż nad Souhvězdí, więc to też opcja na poszerzenie swojej wiedzy! Przy okazji uciekła od demonów, które zostawiła w Czechach…
Och tak, słyszałam o tym. Z drugiej strony, mój przyjaciel, który jest u Gryfonów całkiem dobrze się trzyma z Matthew’em – powiedziała, wzruszając ramionami. Ludzie sami tworzyli podziały i jak ktoś chciał, to można być ponad nimi. To jednak zależało tylko i wyłącznie od chęci tej osoby.
Nienawidzę historii – niezależnie od tego czy mugolskiej, czy magicznej. Jeszcze jak chodziłam do normalnej szkoły, to też zawsze mi najwięcej problemów sprawiała... – Westchnęła. Nie miała głowy do zapamiętywania dat. Ze wszystkiego sobie radziła bardzo dobrze, ale historia… nigdy w życiu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, leworęczność, dupa nie zaklęciarz
Galeony : 675
  Liczba postów : 4320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPią 10 Kwi - 3:44;

Niestety demony Maxa pozostawały na obrębie Wielkiej Brytanii. Kiedyś marzył o tym, żeby zostawić to wszystko za sobą i wyjechać w jakieś nowe miejsce, zacząć wszystko od początku gdzieś, gdzie nikt go nie znał. W tej chwili jednak to marzenie powoli w nim umierało. W Hogwarcie czuł się wolny i nie wyobrażał sobie spędzania większej części roku gdzieś indziej. Faktycznie, gdyby nie naszywka na piersi dziewczyny, raczej by się nie zorientował, że pochodzi ona z innego kraju. Jej akcent brzmiał praktycznie jak naturalny. Solberg miał podobnie w kwestii hiszpańskiego i norweskiego. Zapewne wynikało to, że uczył się tych języków odkąd pamiętał, a może i nawet dłużej. Jego matce bardzo zależało, by potrafił władać tymi językami, co nie raz prowadziło do nieprzyjemnych sytuacji między nimi.
-Oczywiście, jest wiele wyjątków. Dla mnie te podziały wynikające z przynależności do różnych domów do głupota. Nie ocenia się ludzi po tym, jaki herb noszą na szacie. - Dla chłopaka było to tak samo idiotyczne, jak dyskryminacja kogoś ze względu na jego kolor włosów, czy kraj pochodzenia. Nie to przecież określa, jakim dana osoba jest człowiekiem. Wolał sam się przekonać, że ktoś nie jest godzien zaufania, czy po prostu mają zbyt różne charaktery, żeby się dobrze porozumieć.
-Jeżeli będziesz kiedyś potrzebowała pomocy, śmiało pytaj. - Zaproponował dziewczynie. Lubił pomagać innym. Sam przez to też się często dużo uczył. Może nie był najwybitniejszym nauczycielem, ale gdy miał okazję starał się doradzić, lub wytłumaczyć jakieś zagadnienie komuś, kto miał z nim problem.
-Zauważyłaś jeszcze jakieś ciekawe różnice pomiędzy naszymi systemami edukacji? - Zapytał z ciekawości. W końcu co kraj to obyczaj i tyczyło się to także metod nauczania. Może w kraju, z którego pochodziła dziewczyna nie nauczano tak podstawowego tutaj przedmiotu jak obrona przed czarną magią, a może mieli zupełnie inne podejście do niektórych zagadnień?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doubravka Ježekova

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 157 cm
C. szczególne : Filigranowa figura
Galeony : 192
  Liczba postów : 68
https://www.czarodzieje.org/t17622-doubravka-jezekova
https://www.czarodzieje.org/t17702-doubravka-jezekova#497684
https://www.czarodzieje.org/t17703-czeski-jezyk#497695
https://www.czarodzieje.org/t17697-doubravka-jezekova#497522
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPią 17 Kwi - 2:33;

Czasami, nawet jak próbujemy od swoich demonów uciec, to nie jest to możliwe, niezależnie od tego jak bardzo się staramy i jak daleko od nich wyjedziemy. Doubravka miała takie momenty, że nie spała całymi nocami, wspominając Czechy i to, od czego próbuje nieusilnie się uwolnić. Starała się ze wszystkich sił zająć się wszystkim innym – uczyła się znacznie więcej, nadrabiała zaległości z historii magii, chodziła na zajęcia dodatkowe, poznawała nowych ludzi, dużo czasu spędzała nad szlifowaniem swoich zdolności z astronomii i wróżbiarstwa – przecież po to tutaj przyjechała. Zwykle działało, ale bywało tak, że nie było to wystarczające. Wtedy uciekała od wszystkiego i wszystkich, chcąc być samej i w odosobnieniu walczyć z cieniami przeszłości.
No tak, przecież na niektóre rzeczy nie ma się wpływu i nie powinno się innych z tego powodu wykluczać – powiedziała, przytakując głową. Zgadzała się z Maxem w tym temacie. Taka segregacja nie była dobra i tylko szkodziła. Przecież można się tyle nauczyć od siebie nawzajem, kiedy się jest innym niż druga osoba, prawda? – Dziękuję. Trochę czasu już tu jestem, ale Hogwart jest tak wielki, że czasem idzie się pogubić. No i te wasze schody… – Wywróciła oczami. Nie nauczyła się jeszcze z nich do końca korzystać i zdarzało się, że wylądowała w zupełnie innej części zamku niż chciała, przez co spóźniła się na zajęcia… a strasznie tego nie lubiła! – Różnice? Czy ja wiem… wiadomo, że u nas skupiamy się na trochę innych postaciach, występują inne gatunki roślin czy magicznych stworzeń, ale wszystko jest raczej podobne… Ale ja ciągle o sobie gadam! – zaśmiała się. – Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Hogwarcie? – zapytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, leworęczność, dupa nie zaklęciarz
Galeony : 675
  Liczba postów : 4320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPią 17 Kwi - 2:54;

Przytaknął na słowa dziewczyny. Widać myśleli w pewnych kwestiach bardzo podobnie, co wróżyło dobrą konwersację. Oczywiście jeżeli ktoś wierzył w takie bzdury jak wróżby. Max raczej do tego grona nie należał. Oczywiście nie wątpił, że są przepowiednie z prawdziwego zdarzenia, ale raczej sceptycznie patrzył na ludzi, którzy uważali, że posiadają dar jasnowidzenia. Na wspomnienie dziewczyny o schodach zamku roześmiał się.
-Nie przejmuj się. Uczę się tu tyle lat a sam jeszcze daje się złapać na te ich sztuczki. - Gdy przyszedł do Hogwartu nie było dnia,a by nie zgubił się w drodze na zajęcia. Teraz wiedział już, jak się poruszać po zamku i większość pułapek potrafił unikać jednak budynek był zbyt duży, aby ktokolwiek mógł odkryć wszystkie jego sekrety.
-Powinni dawać nowym uczniom mapy, bo nie raz dochodziło do przedziwnych sytuacji. - Wiele wypadków związanych z nieznajomością topografii szkoły kończyło się pobytem w skrzydle szpitalnym czy niedotarciem na wyznaczone zajęcia. A niekiedy potrafiło się to wiązać z poważnymi konsekwencjami.
-Masz jakieś ulubione zwierzę, którego nie sposób spotkać w naszym klimacie? - Temat fauny innych krajów zawsze był dla niego ciekawy. Nie chodziło mu tylko o zwykłe zwierzęta, ale także o te mniej bezpieczne, które zazwyczaj chowały się przed ludzkim wzrokiem. Albo raczej to człowiek chował się przed nimi. Max nie miał nic przeciwko temu, że rozmowa krążyła raczej wokół Doubravki. Jednak jeżeli dama zadaje pytanie, nie można zostawić jej bez odpowiedzi. Przez chwilę milczał, myśląc nad tym, czy jakieś miejsce w zamku jest mu szczególnie bliskie.
-Powiedziałbym, że każda sala związana z eliksirami, ale szczerze to chyba najbardziej uwielbiam nasze błonia. - Rozległy teren dookoła zamku był niesamowity i często spędzał tam wolny czas na mniej lub bardziej pochwalanych przez grono nauczycielskie czynnościach. Ślizgon uwielbiał otwarte przestrzenie i gdyby to od niego zależało wszystkie lekcje odbywałyby się poza murami zamku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doubravka Ježekova

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 157 cm
C. szczególne : Filigranowa figura
Galeony : 192
  Liczba postów : 68
https://www.czarodzieje.org/t17622-doubravka-jezekova
https://www.czarodzieje.org/t17702-doubravka-jezekova#497684
https://www.czarodzieje.org/t17703-czeski-jezyk#497695
https://www.czarodzieje.org/t17697-doubravka-jezekova#497522
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyNie 24 Maj - 4:08;

Jeżeli chodziło o wróżbiarstwo, to w tej kwestii akurat by się nie dogadali. Doubravka uważała, że to była bardzo ważna dziedzina magii i darzyła ogromnym szacunkiem osoby, które miały w tej kwestii więcej talentu niż ona. Nie mogła siebie nazwać złą w tej dziedzinie - prawdę powiedziawszy, to była całkiem niezła, tak samo jak i w astronomii, aczkolwiek wielką wróżbitką raczej nie zostanie. Kto wie, może gdyby miała czyste geny i nie byłaby mugolakiem…? Z drugiej strony nie ma co gdybać.
- A już miałam nadzieję, że mi dasz jakąś radę, jak te wasze schody ogarniać! - zaśmiała się. Nie raz, nie dwa przyszło się jej przez nie spóźnić na zajęcia i zapewne jeszcze nie raz tak się stanie… co dla Doubravki jest odrobinę irytujące, no ale nie mogła nic poradzić.
- Ciężko mi powiedzieć. Nigdy specjalnie nie byłam wybitna jeżeli chodzi o Opiekę Nad Magicznymi Zwierzętami. Nie moja dziedzina, aczkolwiek jakbym miała strzelać, to bym strzelała, że w górach mamy jakieś stworzenia, które tutaj nie występują. - Na logikę miało to sens. Wielka Brytania nie należało do zbytnio górzystych krajów, więc w tej kwestii Doubra mogła mieć rację. - No i my nie mamy dostępu do morza. - Tak więc odpadało wiele wodnych gatunków stworzeń, dla których słodkie wody jezior i rzek nie były odpowiednimi warunkami do życia.
- Trzeba przyznać, że błonie są cudowne! Ja chyba najbardziej polubiłam obserwatorium. Piękne widoki stamtąd macie. - Można powiedzieć, że Doubravka miała sentyment do tego typu miejsca jeszcze z Czech. Przyszło jej spędzić wiele miłych chwil w takowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, leworęczność, dupa nie zaklęciarz
Galeony : 675
  Liczba postów : 4320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptySro 10 Cze - 3:27;

Astronomia dużo bardziej leżała Maxowi, chociaż też nie do końca widział sens czytania gwiazd. Czy jakieś wielkie kule gazowe latające w przestrzeni kosmicznej były w stanie zaważyć nad ludzkim losem? Wątpił w to. Mimo, że został wrzucony do świata magii, gdzieś w serduszku nadal szanował i wierzył w naukę. Tę mugolską, mówiącą o prawach fizyki i opisującej jej matematyki. Jego umysł nie potrafił po prostu ogarnąć czegoś tak abstrakcyjnego jak wróżenie.
-Mogę załatwić Ci jakiś krótki poradnik. - Również się zaśmiał, po czym nagle przypomniał sobie coś. -Słyszałem o takiej mapie, co pokazuje cały zamek. Może gdyby ją zdobyć życie byłoby łatwiejsze. - Nie znał nikogo, kto by owy przedmiot posiadał, ale historie o nim krążyły wśród wielu rezydentów Hogwartu. Wystarczyło ponoć wypowiedzieć tylko jakieś słowa i pergamin pokrywał się szczegółową mapą zamku i błoni.
-Też średnio przepadam za istotkami, chociaż powiem Ci szczerze, że testrala bym przygarnął. - Pokiwał ze zrozumieniem na jej odpowiedź. Szkocja była ogromnie zróżnicowana terytorialnie, więc można było tutaj spotkać naprawdę szeroki wachlarz żyjątek. Z większością z nich Max raczej nie chciałby mieć do czynienia.
-Też je uwielbiam! Szczególnie wieczorami, gdy słońce zachodzi nad błoniami. - Nawet nie zauważył, jak mu się przypadkowo zrymowało. Prawda była jednak taka, że ten widok robił na nim ogromne wrażenie. -Co do zachodzącego słońca, to robi się późno, będę uciekał. - Właśnie zdał sobie sprawę, jak dużo czasu tutaj stracił.
-Miło było Cię poznać. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - Z szerokim uśmiechem pożegnał się z dziewczyną i powoli zaczął się oddalać.


//zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Galeony : 351
Dodatkowo : Półwil
  Liczba postów : 344
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyPon 11 Sty - 21:34;

Dochodziła godzina dwudziesta, a on zamiast wrócić do dormitorium szwendał się po skrzydle dla studentów. Nawet nie wiedział kiedy tutaj się znalazł, ot ocknął się gdy mijali go starsi od siebie ludzie. Ten dzień był niby spokojny a jednak w pewien sposób szalony. Przez dobrą godzinę po wyjściu z pokoju nauczycielskiego szwendał się w tych rejonach i analizował słowa opiekunki domu. Jednocześnie podświadomość przyciągała go w miejsce gdzie mógłby spotkać Robin. Nie było jej w Pokoju Wspólnym bo sprawdzał to już wcześniej, a więc pozostało kręcić się i wierzyć, że ją tutaj spotka. Chciał z nią porozmawiać. Nie miał oczywiście pojęcia co miałby jej powiedzieć, ale chociaż zobaczyć... sprawdzić jak zmieni się wyraz jej oczu gdy na niego spojrzy. Usłyszeć w tonie głosu co teraz o nim myśli. Przekonać się czy dalej chce się z nim zadawać i przede wszystkim dowiedzieć się jak się czuje. Poharatał jej rękę i choć Felinus wykonał kawał dobrej roboty to nie miał pojęcia czy nie zostanie po tym ślad. Potrzebował dowiedzieć się jak wiele naniósł na niej szkody. Powinien oczywiście martwić się też o Huntera jednak nie potrafił się do tego zmusić. Musiał sam przed sobą przyznać, że nie miał najmniejszej ochoty pytać go o samopoczucie bowiem na samą myśl o jego osobie aż go siekało z irytacji. Empatia Eskila i tak bardzo mocno ewoluowała w ciągu ostatniego pół roku lecz nie ma co oczekiwać, że nagle stanie się współczujący wobec kogoś kogo nie potrafił polubić. Tak na dobrą sprawę nie miał powodu do niechęci jednak to męski instynkt podpowiadał, żeby lepiej mieć na niego oko. Pałętał się tak blisko Robin, a ona... no tak, musieli być parą. Niech to szlag. Potrząsnął głową aby pozbyć się głupich myśli. Przyszedł tu z prywatnego powodu i koniec, kropka. Zahaczył nawet o Krwawego Barona i zapytał czy gdzieś ją tu widział. Po serii zdziwienia czegóż to może chcieć od niej szesnastolatek dowiedział się, że jeszcze niedawno była w tym skrzydle. Pozostało więc dalej się szwendać i wierzyć, że się na siebie natkną. Robił to w bardzo zły sposób, powinien odezwać się do niej listownie jednak choć fizycznie doszedł już do siebie po piątkowych ekscesach tak psychicznie pozostało jeszcze trochę do naprawienia. Bolało go, że Robin się nie odzywała od piątku. Nie zaglądał oczywiście do wizbooka, nawet nie miał pojęcia gdzie go wcisnął, a więc towarzyszyła mu myśl, że dziewczyna nawet nie próbowała się z nim skontaktować przez cały weekend. Z drugiej strony on też dopiero teraz był w stanie iść jej poszukać. Standardowo miał na głowie bawełnianą ślizgońską czapkę i ogólnie rzecz biorąc wyglądał normalnie. Szlajał się non stop tą samą trasą szukając szczęścia Robin, a przy tym próbował dowiedzieć się co miałby jej powiedzieć gdy już ją znajdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 198
  Liczba postów : 266
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 10:01;

Ostatnie, na co miała aktualnie ochotę, to powrót do dormitorium slytherinu. Tam zapewne jak zwykle będzie gwarno i tłoczno, nie będzie miejsca, aby wetknąć choćby kij od miotły, a co dopiero studentkę, nawet o tak mizernej posturze, jak jej własna. I pomimo dawno zakończonych zajęć, dalej szwendała się bez bliżej sprecyzowanego celu po zamku. Wiedziała, kogo miała nadzieję spotkać, ale nie mówiła tego głośno. Wciąż martwiła się o Eskila od którego przecież nie miała nawet najmniejszego odzewu od kiedy wpadł do swojego dormitorium w piątek wieczorem. Wszystkie wysyłane wiadomości pozostawały bez żandje odpowiedzi, a ona martwiła się coraz bardziej i bardziej. To nie było do niego podobne, aby nie odzywać się przez tyle czasu. Jej głowę nachodziły już najgorsze myśli takie jak to, że Felek jednak coś zrobił źle i teraz ślizgon cierpiał gdzieś w ciszy katusze. Bądź po prostu uznał, że ma ją głęboko w dupie, co powinien zrobić już długi czas wcześniej, bo dzięki temu nie miałby żadnych kłopotów, które teraz zapewne go dręczyły. I jeszcze to ziarno niepewności, które zasiał w niej Hunter… Ugh, Hunter… Próbował udawać, że wszystko jest w porządku i że nic się między nimi nie wydarzyło. Całkiem nieźle jej to szło, choć pąsowiała za każdym razem, kiedy widziała Deara. Nie mogła uwierzyć w to, że wszystko popieprzyło się tak spektakularnie zaledwie w przeciągu jednego weekendu. Nawet jak na nią, było to cholernie szybko! Zazwyczaj potrzebowała więcej czasu, żeby coś spektakularnie rozpierdolić w drobny mak…
Nie mogła dłużej odwlekać powrotu do dormitorium. Podniosła się z jakiejś zajmowanej przez nią ławki i wygładziła spódniczkę. W czarnym golfie poprawiła długie rękawy, upewniając się, że te zakrywają jej lewe przedramię. Felinus spisał się fenomenalnie, jednak widziała, że pomimo jego bardzo ciężkiej pracy, w tym miejscu zostaną jej widoczne blizny. Ruszyła przed siebie, nie bardzo zwracając uwagę na otoczenie. Więc kiedy wyszła zza korytarza, początkowo nie zauważyła, że był tam Eskil. Kiedy jednak dostrzegła ślizgona, stanęła jak wryta w miejscu. Cholernie wiele uczuć zagościło w jej ciele w tamtym momencie. Pierwszym była ogromna radość! Nic mu nie było! Żył i nawet wyglądał jak on! Wyszczerzyła się więc w szerokim uśmiechu, czując, że wszystko jest tak, jak powinno. Ruszyła w jego stronę i w trakcie marszu dotarł do jej mózgu jeden bodziec; skoro wszystko było w porządku, dlaczego na Merlina nie odzywał się tyle czasu! Uśmiech został zastąpiony przez wyraźny gniew. – Eskil, zabiję cię! Jak Merlina kocham, poćwiartuję i nawet harpia ci nie pomoże! – ryknęła przez pół korytarza, nie zwracając uwagi na rzucane w jej stronę dziwne spojrzenia ze strony innych uczniów. Kiedy znalazła się wyjątkowo blisko, od razu przystąpiła do ataku. – Jak. Mogłeś. Nie. Odezwać. Się. Tyle. Czasu?! – pomiędzy każdym kolejnym słowem następował cios. A to w bark, a to w klatkę piersiową, a to w jego paskudne (ooo, ludzkie!) łapska. Jej lewe przedramię zaprotestowało w akcie nadwyrężenia, ale miała to w nosie. O nie, nie zamierzała na tym poprzestawać! Nawet jednej kurwa wiadomości?! – znów krzyczała, odsuwając się od niego. No normalnie miała ochotę go zabić. Uściskać a potem zabić. A może najpierw zabić a potem uściskać? Ciężko stwierdzić…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Galeony : 351
Dodatkowo : Półwil
  Liczba postów : 344
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 10:55;

Tak na dobrą sprawę to zasnął jak zabity w piątek, został dobudzony w sobotę wieczorem po to by naprawić ręce, zjeść, napić się, wykąpać, przebrać i iść znowu spać na całą noc i resztę niedzieli. Nawet jak na Eskila to było cholernie długo. W nocy z niedzieli na dzisiaj znowuż nie mógł zmrużyć oka (nic dziwnego) jednak w życiu nie wpadłby na to aby zajrzeć do wizbooka. Nie mógł iść też e środku nocy do sowiarni a do dormitorium dziewczyn nie ma wstępu. Dopiero dzisiaj, po lekcjach na których był nieobecny duchem, mógł się zebrać aby jej poszukać. W jego trzewiach coś się poruszyło na dźwięk jej wrzasku. Odwrócił się przez ramię gdy wywrzeszczała jego imię. Stanął jak wryty i obserwował z fascynacją na zbliżającą się do niego furię. Powinien zejść jej z drogi, uciekać na drugi koniec skrzydła, a on stał, gapił się na nią i odczuwał ulgę, że jest cała i zdrowa. Wrzeszczała a więc była w formie. Dopiero po chwili dotarła do jego mózgu treść jej złości. - Ej, ale… - próbował się wtrącić. - Robin… - dostał z pięści i niestety uznał to za śmieszne i urocze bo miał metr osiemdziesiąt wzrostu, ona ledwo docierała do metra sześćdziesięciu i różnica w ich sile była porównywalna do hipogryfa i wściekłego kota. Próbował złapać ją za łokieć by przerwać okładanie, chciał się wtrącić jednak go zagłuszała. Nie ma to jak ciepłe powitanie. A Huntera to przytulała na dzień dobry! Taka sprawiedliwa… - A mogę się teraz odezwać czy wolisz mnie dalej okładać i wrzeszczeć na oczach reszty studentów?? - z drugiej strony zasłużył sobie na okładanie, ale bardziej za wyrządzone jej krzywdy a nie brak znaku życia. - Nie miałem jak. Szukałem cię. - a co, zrobił jeden krok w jej stronę tworząc idealne warunki do dalszego okładania go pięściami. Powinien się zirytować albo zdenerwować, ale nie, nic z tych rzeczy; ucieszył się na jej widok. Nie miał w sobie nawet śladu negatywnej emocji, w jego oczach widać było szczerą ulgę. Czy właśnie nie groziła mu torturami i wiecznym potępieniem...? Nawet się tym nie przejął jak powinien. Znalazł ją, nareszcie. Albo to ona jego.   - Spałem jak zabity przez cały weekend. Lucas musiał mnie dobudzić i naprawić mi ręce. Nie wiem które to twoje dormitorium i sądziłem, że wolisz żebym nie pokazywał ci się na oczy. - świat niech się wali! Teraz widział tylko Robin. Choćby przebiegł obok niego naćpany centaur tak by nie zwrócił na to uwagi bowiem wszystkie jego zmysły skoncentrowały się na dziewczynie. Ech, na jej widok od razu jego serce przyspieszyło rytm swojego bicia. Nie powinno tak być, ale to było od niego niezależne. To się porobiło... - Też się do mnie nie odzywałaś. Jak miałem inaczej pomyśleć? - uniósł brwi i zlustrował ją wzrokiem i chyba pierwszy raz w jego szesnastoletnim życiu spojrzenie niebieskich oczu zabarwione było zaniepokojeniem stanem drugiej osoby. Wygodnie było myśleć tylko o czubku własnego nosa jednak teraz sytuacja była zgoła odmienna. Odnosił wrażenie, że nawet jeśli będzie na niego wrzeszczeć i przez następną godzinę to jego wewnętrzna harpia nie uchyli nawet powieki. Na jego ustach błąkał się uśmiech. Krzyczy na niego to znaczy, że się martwiła. Uff.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 198
  Liczba postów : 266
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 11:45;

Nie miała pojęcia, że chłopak po prostu przespał cały weekend, kiedy ona chodziła po ścianach i zastanawiała się, co z nim jest. Nie chciała go tak bezpardonowo nachodzić w dormitorium bo uważała, że mimo wszystko są jakieś granice. Pisała do niego i nie odpowiadał. Wystarczyło jedno proste spierdalaj a chociaż wiedziałaby, że nic (?) mu nie jest. Tymczasem nie dostała żadnego znaku życia i powoli traciła cierpliwość. Obiecała sobie, że jeśli nie odezwie się do końca tego dnia, to po prostu wpadnie jak huragan do dormitorium i chociaż sprawdzi czy żyje, bo woźny miałby zmartwienie, gdyby znalazł na wpół rozkładające się zwłoki szesnastolatka w jego własnym łóżku. No, jakby nie patrzeć, woźny wciąż miał szansę na taki rozwój wypadków, bo teraz faktycznie chciała go zabić. Ona się martwiła, ba! Z A M A R T W I A Ł A cały weekend, a on miał ją głęboko w dupie. Uśmiech na jego twarzy jeszcze tylko bardziej ją rozsierdził. Miała ochotę okładać go dalej pięściami do momentu, kiedy nie wbije mu do tego pustego łba, że mógł się chociaż odezwać! – Niech patrzą i się uczą, że ze mną się nie zadziera! – krzyknęła, posyłając jednocześnie wyzywające spojrzenie pierwszej napotkanej osobie. Co z tego, że przechodzący obok krukon był od niej wyższy o głowę i przynajmniej dwa razy cięższy. Widząc jej wzrok (pewnie pomyślał, że jest wariatką…) odsunął się i czym prędzej utkwił wzrok w swoim celu. Ona za to znów skupiła spojrzenie na Eskilu, ciskając w niego piorunami. – Szukałeś mnie? Oh, patrzcie państwo, szukał! – przedrzeźniała jego głos. Nawet nie wiedziała czemu, tupnęła nogą ponownie zaciskając dłonie w pięści. – To mogłeś zamiast tego odpisać na jedną z setek wizzbookowych wiadomości! – dodała po chwili. Oddychała bardzo szybko, próbując się uspokoić, co było cholernie trudnym zadaniem. Słuchała kolejnych jego tłumaczeń. Nie dziwiła się, że przespał cały weekend. Sama miała ochotę to zrobić. Jedna zamiast tego, egzystowała po raz kolejny i kolejny rozważając w myślach wszystko to, co miało miejsce. Nim się obejrzała i zrozumiała swoje zachowanie, po prostu podeszła do niego i zarzuciła mu ręce na szyję. Przytuliła go mocno do siebie, cholernie ciesząc się, że go widzi. Naprawdę bała się o niego i o to, co się z nim dzieje. Teraz na szczęście widziała go żywego, czuła, że jest ciepły. Jego uśmiech wciąż był dokładnie taki, jaki powinien być. – Jesteś debilem – powiedziała w końcu dalej się do niego przytulając. Dopiero po dłuższym czasie, kiedy już upewniła się na sto procent, że to Eskil, cały i zdrowy, odsunęła się od niego. Wciąż miała lekko naburmuszony wyraz twarzy, kiedy jeszcze, tak jakby kontrolnie, aby sprawdzić, czy jego odruchy działają w prawidłowy sposób, uderzyła go lekko z pięści prosto w brzuch, by po chwili unieść wysoko podbródek ku górze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Galeony : 351
Dodatkowo : Półwil
  Liczba postów : 344
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 15:47;

Ten krzyk robił wrażenie. Powinien ze skruchą pochylić głowę, bić się w pierś i błagać o wybaczenie jednak ulga jaka na niego spadła na jej widok przesłaniała póki co prawowite odruchy. Zebrał te kilka razów w okolicy przedramion, którymi to się przesłonił i patrzył sponad rąk w rozjuszone oczy Robin. Czemu częściej widział ją wściekłą aniżeli szczęśliwą? To, jak i kolejny jej krzyk, ostudziły jego płomienne bicie serca. - Myślę, że wie już o tym połowa szkoły. - oznajmił swobodnie i wzruszył ramionami. Tego typu popularność nie powinna jej zaszkodzić. Udowadniała też, że potrafiła o siebie zadbać i nie należała do dziewczyn o porcelanowej urodzie czy kruchym umyśle. Nie, Robin to była furia i o ile jej ironię skomentował wywróceniem oczu tak jej spojrzenie zaczynało go uwierać. Mimo wszystko harpia słodko sobie w nim spała. - Merlinie, to takie dziwne? - westchnął z lekkim zniecierpliwieniem a sekundę później na jego twarzy wymalowała się konsternacja. Zabrakło mu chęci do śmiechu na widok tupnięcia nogą. - Po pierwsze, żadne pióro nie przeżyje w moich łapach. A po drugie, od miesiąca nie miałem wizbooka w rękach, a wizzenger nawet nie wiem gdzie się podział. Nie miałem pojęcia, że się do mnie dobijasz. Myślałem, że chcesz ode mnie odpocząć. - zrobiło się trochę głupio bo próbowała się z nim skontaktować a on nie miał w sobie odruchu zaglądania do wizzenegera. Ostatnio miał go w rękach przed świętami kiedy to prosił Sophie o eliksir pieprzowy. Winowajcą był błąd w komunikacji i niepoprawne próby nawiązania kontaktu. Widział, że stara się sama uspokoić więc uspokoił swoją mimikę, która mogłaby być prowokatorem do kolejnego wybuchu. Robin może się denerwować i okładać kogoś pięściami bez obaw, że ten ktoś skończy na oddziale intensywnej terapii. Gotów był do złapania jej rąk by zaprzestać tego cyrku kiedy uprzedziła go i przytuliła się. Nie sądził, że to będzie mu jeszcze kiedykolwiek dane! Nie rozumiał jej. Wrzeszczy na niego, a teraz się przytula? Bez udziału świadomości jego ręce oplotły się niczym wąż wokół jej smukłych pleców. Nie mógł wyjść z podziwu ile bodźców naraz docierało teraz do jego zmysłów. Komórki nerwowe drżały wprawione w niepoprawną ekscytację, a jego skórę owionął zapach jakiejś kwiatowej mieszanki. Nim mógł się nad sobą zastanowić wzmógł nacisk i przytulił ją mocniej by odebrać te bodźce jeszcze silniej. Naprawdę obawiał się, że nie będzie chciała go więcej widzieć a to było tragicznym scenariuszem. Na moment zapomniał, że na niego krzyczała dopóki nie dotarł do niego jej stłumiony głos, który sprowadził go na ziemię. - Skoro się wyzywamy to ty jesteś wariatką. - ale choćby próbował, nie brzmiało to jak obelga a raczej jako fenomenalne odkrycie stulecia. Gdy się odsunęła z naburmuszoną miną (ech, czemu tak krótko to trwało…) musiał rozetrzeć mrowiący kark. - Nie wiedziałem, że się mart… ej! - Merlinie, znowu go okłada! Ona jest stuknięta. Złapał jeden jej nadgarstek i oplótł swoimi długimi palcami; profilaktycznie chwycił też drugi, choć znacznie delikatniej pamiętając, że to tę rękę jej poharatał. Na moment przyblokował jej fizyczne wyżywanie się na nim. Nie mógł też odmówić sobie tego drobiazgowego kontaktu fizycnzego. Z ręką na sercu, to przemawiała przez niego podświadomość. - Nie jestem workiem ziemniaków. - przypomniał jej i zanim miała znowu wybuchnąć, spoważniał i zatrzymał wzrok na jej przedramieniu. - J-jak…? Jeszcze cię boli? - ech, głos zadrżał a nie powinien! Nigdy nic nie szło tak jak to sobie zaplanował. Oboje wiedzieli o co dokładnie pyta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 198
  Liczba postów : 266
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 19:00;

No i bardzo dobrze, że połowa szkoły o tym wiedziała. Niech czym prędzej się dowiedzą, że Robin Doppler to bardzo poważna, choć nie do końca normalna osoba. Choć z drugiej strony, standardy były na świecie przeróżne. Coś, co dla jednych wydawało się kompletnie normalnym, to dla drugich było wręcz zupełną odwrotnością. I tak, to że się kompletnie nie odezwał przez ten cały czas, było dla niej dziwnym. Odchodziła od zmysłów, zastanawiając się nad tym, co się z nim dzieje. Czy jeszcze żyje. Czy może jednak harpia ponownie wyszła na wierzch uruchomiona przez wciąż krążące w jego organizmie zielska. Nie mogła wiedzieć, co się działo bo i nic jej nie powiedział. Dalej się dziwił, że była taka wkurwiona? Kiedy go teraz zobaczyła, jednocześnie poczuła niesłychaną ulgę, ale też złość. I nie była pewna, co teraz bardziej w jej ciele panowało. Które z uczuć okazało się tym dominującym. – Eskil, ja wiem, że nie często używasz mózgu, ale, na Merlina, nawet jak bym cię nienawidziła, to chciała bym wiedzieć, czy dalej żyjesz – jęknęła, nie rozumiejąc tego, jak on nie może pojąć tak banalnej rzeczy. Nie rozmyślała nad tym więcej, bo wystarczająco mocno zaakcentowała swoją opinię na ten temat. Wyjaśniło się, dlaczego nie dawał znaku życia, więc teraz mogła się cieszyć, że go widzi. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy i on ją objął, przyciskając do siebie. Było to tak cholernie miłe i naturalne, że nawet nie chciała się od niego odsuwać. Pachniał lasem, jakby żywicą, przyjemnie drażniąc jej nos. Parsknęła śmiechem i przewróciła oczami, kiedy nazwał ją wariatką, choć akurat wyrazu jej twarzy jeszcze nie mógł widzieć. – W końcu to pojąłeś, co? – rzuciła jeszcze luźno, ostatecznie się odsuwając. Nie miała kompletnie nic przeciwko nazywaniu ją wariatką. Przywykła do tego określenia, które uzyskała na podstawie opinii, jakie to krążyły na temat jej matki. Tylko że w jego ustach wcale nie brzmiało to jak obelga, raczej jak komplement, co przywitała szerokim uśmiechem. Na Merlina, jak to możliwe, że była w stanie tak szybko zmieniać swój nastrój i zachowanie? Oburzyła się, kiedy zaczął mówić dalej i okazało się, że profilaktyczne uderzenie wcale nie było bezpodstawnym. – Oczywiście, że się martwiłam! Jak mógłbyś sądzić, że w ogóle jest inaczej? – zapytała jeszcze, choć nie liczyła na to, że uzyska jakąś odpowiedź. Bo skupił się raczej na tym, żeby w razie czego uniemożliwić jej kolejny atak, gdyby jednak zechciała w sposób bardziej dosadny coś mu przekazać. – Zasłużyłeś za to nieodzywanie się – fuknęła na niego, kiedy oznajmił, że nie jest workiem ziemniaków. Widziała, że spojrzał na jej lewe przedramię, które ona automatycznie zechciała ukryć przed jego wzrokiem. Nie potrzebowała, aby się martwił. Nic się nie stało. Nie miała do niego żalu. Sama była sobie winna. – Nie, wszystko jest ok, Felek spisał się na medal – odpowiedziała na jego pytanie, posyłając uśmiech w jego stronę. Nie zamierzała wspominać o tym, że prawdopodobnie trzy ślady szponów już nigdy stamtąd nie znikną. Po co go martwić. – A jak twoje plecy? – zapytała w końcu, bojąc się usłyszeć odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Galeony : 351
Dodatkowo : Półwil
  Liczba postów : 344
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 19:52;

Empatia Eskila ewoluuje z każdym intensywnym przeżyciem... jednak najwyraźniej zaszwankowała jeśli chodzi o domenę domyślności iż wypadałoby dać znak, że żyje i dochodzi do siebie. Powstrzymywał się przed skontaktowaniem wmawiając sobie, że Robin musi od niego odpocząć. Może i jest szalona, ale nie brał pod uwagę, że mogłaby chcieć się z nim dalej zadawać po tym jak wyrządził jej krzywdę. Oboje wiedzieli, że nie był wówczas świadomy otoczenia i to efekt uboczny ich wspólnej głupoty a jednak tkwił w nim żal. Wierzyła, że jej nie zrani a tu okazuje się, że ufać to mu za bardzo nie można. - Ej! Dobra, jesteś wściekła ale nie musisz mnie przez to gryźć. - obruszył się jej obelgą, bo o ile nie przejmował się nazywaniem go debilem tak już wolał wierzyć, że jego mózg działa sprawnie. Na Merlina, był dzieciakiem który z dnia na dzień właził buciorami w dorosłość. Musiał się jeszcze wiele rzeczy nauczyć. - Jakbym nie żył to bym cię nawiedzał jako duch. - wywrócił oczami ale... nie przeprosił. To słowo bardzo trudno układało się na jego ustach. Przedstawił swój powód milczenia, wyjawił swoje myśli i choć pomylił się w ocenie tak zaciskał już zęby wierząc, że mu to wybaczy. Aż tak perfidnie winny nie był, a jednak... pewne rzeczy wciąż musiały w nim dojrzeć. Warto jednak zauważyć, że obejmowanie Robin - choć dopiero drugi raz - stało się jego ulubionym zajęciem. Żałował, że nie ma do tego nieograniczonego prawa, a jednak postanowił cieszyć się z tych pojedynczych przypadków i czerpać z nich tyle ile się tylko da. Nie uważał już tego za głupie, o nie. To było kojące. Działało jak środek znieczulający na zszargane nerwy i wiedział, że to uczucie jest jedyne w swoim rodzaju. Być może Robin nie zdawała sobie sprawy jaką moc sprawczą niesie jej zachowanie jednak oddziaływała na niego coraz intensywniej Nie lubił jej odmawiać i wolał nie odpowiadać sobie na pytanie dlaczego tak jest. Po jego ciele rozlała się fala przyjemnego ciepła kiedy poczuł na ramieniu ciepłe parsknięcie jej śmiechu. - Mój mózg informuje, że przyswoił tę informację i nie ma nic przeciwko. - wzniósł oczy ku niebu i już musiał zabrać ramiona, którym teraz towarzyszyło poczucie pustki. Cóż, nie można mieć wszystkiego! Dwie minuty temu okładała go pięściami, zabijała spojrzeniem, wrzeszczała, a teraz widzi jej szeroki uśmiech od którego zakręciło mu się w głowie. O Merlinie, ona robi to specjalnie, nie ma innej możliwości. - NO CÓŻ. Harpia się na ciebie rzuciła. To solidny powód, aby mieć mnie dość. Ale skoro nie masz, to zajebiście. - i on się wyszczerzył od ucha do ucha bardzo rad, że jednak nie zrywają znajomości. Teraz pluł sobie w brodę, że nie zagadał do niej wczorajszego wieczoru kiedy nie dawał rady spać. Nie musiałby dzisiaj cały dzień łazić z tą pochmurną miną! Wystarczyło piętnaście minut rozmowy i od razu się ożywił, a jego wzrok odzyskał swój standardowy blask. Potrząsnął głową i już nie wdawał się z nią w potyczkę czy zasłużył na sójki czy nie. Nie chciał i już, po co ma się dawać jej tłuc skoro mogą sobie wygodnie usiąść pod ścianą balkonu i chillować dopóki nikt ich stąd nie przegna. Westchnął, puścił jej nadgarstek a drugi pozwolił sobie jeszcze przez dosłownie minutkę potrzymać (tylko minutkę!) aby lekko pociągnąć ją w stronę wspomnianego balkonu. Tam rozsiadł się wygodnie na podłodze, z kończynami wywalonymi przed siebie aby w razie czego ktoś się o nie potknął i rozbił sobie głowę. Gdy już usiedli to musiał zabrać swoje łapska, a więc jedną rękę wsunął między kark a chłodną ściankę, a drugą ułożył luźno na swoim brzuchu. - Jeszcze trochę rwą, ale Felek powiedział, że to minie jak nie będę wariować. - wzruszył ramionami bo nie traktował tego jako ogromną niedogodność. Sam sposób w jakim o tym mówił mógł podpowiadać, że nie miał żalu o to, że potraktowała go imponującym Diffindo. - Bywało gorzej. - na przykład jego łapska, których nie naprawiłby sam gdyby nie fantastyczny pomysł Lucasa. - Pytam cię, bo chodzi mi o to czy zostanie tam jakiś ślad. Nie jestem głupi, Robin. Widziałem te pazury. Pokaleczyłem się nimi jak próbowałem zdjąć bluzkę to wiem, że są cholernie ostre. - wzdrygnął się na wspomnienie. Przekręcił głowę w taki sposób, że policzkiem dotykał ściany, ale za to mógł patrzeć wprost w czekoladowe duże oczy. Chciał wiedzieć. - Powiedz mi albo pokaż. - nieczęsto można spotkać w jego spojrzeniu powagę, ale istotnie teraz nie był skory do żartów czy droczenia się. Wydawało się, że starał się nastawić psychicznie na przyswojenie świadomości, że po eksperymencie mogą zostać trwałe ślady. Miał dużo czasu na przemyślenia, a więc wziął pod uwagę kilka możliwości. Żadna z nich nie była przyjemna jednak czego się tu spodziewać? - Nie myśl przez chwilę, że mógłbym być załamany. Muszę wiedzieć. - dodał jeszcze podejrzewając, że mogłaby chcieć oszczędzić mu tej świadomości. Spędzali trochę czasu razem, a więc wbrew pozorom zdołał trochę ją poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 198
  Liczba postów : 266
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 20:28;

Przecież go nie gryzła. Jedynie w dosyć dosadny sposób wyrażała swój sprzeciw przeciwko temu wszystkiemu, co się działo. Nie lubiła pozostawiać nierozwiązanych sytuacji, a przecież właśnie taka była ich wspólna sytuacja od piątkowego wieczoru, kiedy to podjęli się tego paskudnego eksperymentu, którego teraz Robin bardzo serdecznie żałowała. Naprawdę, gdyby tylko mogła cofnąć czas i nigdy więcej nie zaproponować eksperymentu z testowaniem granic jego możliwości. Na Merlina naprawdę tego wszystkiego żałowała. Nie liczyła na jego przeprosiny, choć na pewno wiele by w tym momencie ułatwiły. Ale i tak podświadomie czuła, że nie da rady zbyt długi czas złościć się na Eskilka. Bardziej cieszyła się z faktu, że nic mu nie było, niż miała ochotę wciąż pluć jadem w jego stronę. Poza tym, kto by pomyślał, że nastawienie ślizgona względem tego typu bliskości tak diametralnie się zmieni z dnia na dzień? Na pewno nie ona. Dla niej przytulanie było czymś kompletnie naturalnym, co należało praktykować często. Nie miała najmniejszego pojęcia, że ten w tym momencie wolałby przytulać tylko ją. Gdzieś tam, bardzo daleko, majaczyły słowa Huntera z ostatniego spotkania, gdzie twardo próbował przekonać Robin jakoby Eskil patrzył na nią inaczej, niż na zwykłą koleżankę. Uparcie to ignorowała i odsuwała jeszcze dalej od swojej podświadomości. - Jak widać trzeba czegoś więcej niż tylko harpii, żeby odegnać od siebie wariatkę - wzruszyła luźno ramionami i znów się uśmiechnęła w jego stronę. Ona też się cieszyła, że nic nie wskazywało na to, jakby mieli już nigdy więcej się nie widzieć. Może gdyby mieli szansę, to wszystko mogło pozostać dokładnie takim, jakim było już wcześniej?
Dała się pociągnąć pod ścianę i usiadła obok chłopaka na ziemi. Oparła wygodnie plecy o ścianę i podciągnęła nogi pod klatkę piersiową, aby po chwili otoczyć je ramionami. Upewniła się, że jej spódniczka zasłania wszystko dokładnie tak, jak zasłaniać powinna, by po chwili przenieść swój wzrok z powrotem na wilowatego. Poczuła ulgę, że jednak zadane przez nią rany chłopakowi nie były tak straszne, aby puchon nie mógł sobie z nimi poradzić. Przywitała tę wiadomość delikatnym uśmiechem na ustach. Uśmiech jednak szybko ponownie zmył się z jej ust, kiedy tak zawzięcie próbowała dowiedzieć się, co było z jej ręką. Rzuciła w jego stronę spojrzenie z pod zmarszczonych brwi, jakby próbowała go w ten sposób odstraszyć od zadawania dalszych pytań o podobnej treści.
- Nic mi nie jest - oznajmiła dobitnie, choć nie zamierzała mu pokazywać swojej ręki jako jakiegoś tam dowodu. Im mniej wie, tym lepiej śpi. A ona miała jeszcze nadzieję, że z czasem te blizny zbledną i przestaną być widoczne. - A czemu ty się tak o Huntera nie martwisz, jak o mnie? - zapytała jeszcze, zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie było to nie ładne zagranie. Ale kto by się tym przejmował w takim momencie? Była przecież Robin Doppler, jej zawsze musiało być na wierzchu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Galeony : 351
Dodatkowo : Półwil
  Liczba postów : 344
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 21:03;

Póki co nie zamierzał nic z tym robić. Stało się, okej, musiał poczekać i sprawdzić jaki będzie rozwój wypadków. Nie przyzna się przecież, że zaczęła mu się podobać. To tak nie działa. Nie zamierzał dawać jej powodów do wyśmiewania się z niego ani też jej płoszyć od siebie bo jeśli odkryłaby ile razy pojawiała się w jego myślach to zapewne mogłaby zaniemówić. Harpia jej nie odstraszy, a uczucie szesnastolatka? Postanowił więc, że naprawdę, nic nie będzie z tym kombinować. Ona miała "chłopaka", a więc pozostaje póki co zatrzymać się na tu i teraz. W obecnej rzeczywistości właśnie na nowo się dogadywali i mogli rozmawiać ile tylko dusza zapragnie. Po co to niepotrzebnie komplikować? Nie chciał trudnych decyzji, nie dzisiaj. - Nie będę sprawdzać co cię odegna. - zadeklarował i popatrzył na nią z pewnym podziwem. Rzuciła się na nią harpia, poraniła ją, a ta dalej postanawiała się z nią przyjaźnić. Tak, to jest definicja szaleństwa i braku instynktu samozachowawczego. Eskil znowuż nie był typem który mógłby chcieć przywołać ją do porządku. Odpowiadała mu jej obecność i skoro nie uważała go za poczwarę to nie zamierzał jej wmawiać, że stanowi dla niej niebezpieczeństwo jeśli zostaną spełnione pewne warunki. Odnosił wrażenie, że doskonale zdawała sobie z tego sprawę. We troje przekonali się o tym na własnej skórze.
Rozsiadli się, mogli nawet spróbować rozluźnić i pogadać o czym tylko chcieli. Niestety Eskila dręczyła ta myśl i musiał jednak spróbować wyciągnąć z dziewczyny potrzebną informację. Nie podejrzewał, że napotka takie przeszkody na drodze do wiedzy. Westchnął i nawet wykonałby na swoim gładkim czole epicki facepalm, ale ostatecznie z tego zrezygnował. - Wiem, że nic ci nie jest. Powtarzasz to cały czas, a nawet gdyby coś ci było to przecież mi nie powiesz. - wytknął jej z przekąsem bo oczekiwał jednak szczerości i wprowadzenia go w prawdę. Unikała, próbowała się wymigać od odpowiedzi i zadała pytanie, które z przyjemnością zignorowałby gdyby na niego tak nie patrzyła. - Yyy... bo go nie lubię? - uniósł obie brwi jakby odpowiedź była oczywista. Naprawdę tego nie zauważyła? - Widziałem go dzisiaj w lochach, nie wygląda jakby coś mu dolegało. - wzruszył ramionami. Powinien do niego zagadnąć. Ba, może zbierze się do tego i chociaż zaczepi go na wizbooku... ale nie teraz. Nie chciał teraz myśleć o tym człowieku bo ilekroć się to zdarzało to dławiła go zazdrość. Być może za parę dni spróbuje się zmotywować do okazania mu empatii. - Aha, będziesz umykać przed odpowiedzią. To znaczy, że masz tam ślad. - oznajmił i faktycznie trochę zrobiło mu się przykro, ale to było do przewidzenia. Zerknął kątem oka na swój plecak, z którego wylazł mały kataloński ogniomiot po to by próbować podpalić i zjeść sznurówki jego butów. Wbił w niego wzrok, odwracając ostatecznie spojrzenie od dziewczyny. Jeśli chciała go przekonać, że nie ma tam blizny po jego łapach to teraz postawił ją pod ścianą - by to udowodnić musiała mu pokazać przedramię. Mógłby spróbować to na niej wymusić ale czuł w sobie blokadę, niechęć do stosowania tej sztuczki. Jak nic, wkurzyłaby się na niego i sobie poszła, a dopiero co pogodzili się po raz kolejny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia
Galeony : 198
  Liczba postów : 266
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 EmptyWto 12 Sty - 21:34;

Dla niej było to nawet na rękę. Nie zamierzała sama wychodzić do niego z jakąkolwiek propozycją i pokazywać, że może się czegokolwiek domyślać. Wciąż był to dla niej cholernie śliski grunt, więc zwyczajnie nie wiedziała, co powinna w podobnej sytuacji zrobić. Nie wiedziała jednak, że Eskil uważał Huntera za jej chłopaka. Nawet gdyby o tym wiedziała, to nie miałaby najmniejszego pojęcia odnośnie tego, na jakiej podstawie wpadł na podobny pomysł. I faktycznie, może nie miała instynktu samozachowawczego. Słyszała o tym już wielokrotnie. Na przykład wtedy, kiedy obwieściła rodzicom, że zamierza udać się w samotną podróż po całym świecie. Ale jak to tak?! Przecież jesteś kobietą! Kobieta sama nie może podróżować. Było to cholernie śmieszne, zważywszy na fakt, że przede wszystkim takie teorie głosiła jej matka. Ta, która lepiej niż ktokolwiek inny powinna rozumieć w tym momencie jej chęć pokazania wszystkim i wszystkiemu, że jeśli będzie chciała, to będzie żyć po swojemu. Nawet teraz, kiedy uznała, że harpia to dobre towarzystwo, pomimo tego, że czasami może pokazać pazurki. Zamiast tego wolała cieszyć się zwyczajnie z faktu, że mogli sobie ot tak po prostu tutaj obok siebie posiedzieć, choć sam początek ich spotkania wcale na to nie wskazywał. Była pewna, że zakończy się to kolejną kłótnią, jeszcze bardziej zażartą, niż ostatnia. A tak, właśnie mogli gadać o głupotach.
– Daj spokój, ja w przeciwieństwie do was jestem w stanie się przyznać do tego, że nie czuję się najlepiej – stwierdziła, by po chwili pokazać mu język, w dosyć oczywisty sposób, jak to jeden i drugi próbowali wykazać się męstwem, ustępując kobiecie kolejki w leczeniu, kiedy tak naprawdę sami ledwie trzymali się na nogach. Był to tylko delikatnie nieczyste zagranie, więc nie zamierzała się tym nazbyt przejmować. Parsknęła lekkim śmiechem, kiedy obwieścił jej, dlaczego nie przejmuje się Hunterem. Kompletnie nie rozumiała niechęci jednego względem drugiego, bo nie łączyła w tym momencie odpowiednich wątków. – Na Merlina, co on ci zrobił, że masz tak skwaszoną minę, jak o nim mówię? – nie mogła odpuścić sobie tego pytania.
O nie, nie, nie! Zaczął stosować nieładne zagrywki. Uniosła jedną brew ku górze, kiedy odwrócił od niej twarz, nie do końca rozumiejąc o co dokładnie mu chodzi. Wyglądał na autentycznie smutnego tym, że nie zamierzała pokazać mu swojej ręki. Westchnęła i zmieniła swoją pozycję tak, że siedziała teraz przodem do niego, po turecku. Starannie ułożyła spódniczkę, aby zasłaniała wszystko w odpowiedni sposób i już miała podwinąć rękaw lewej ręki, kiedy zatrzymała się w połowie tego ruchu. Uśmiechnęła się sama do siebie. A to szczwana bestia! Nie ładnie tak podchodzić ją, nie ładnie… Sięgnęła dłonią w stronę jego policzka i delikatnie obróciła jego twarz ku sobie. Wciąż uśmiechała się naprawdę szczęśliwa, że go teraz widziała. – Nic mi nie jest, daj już spokój – powtórzyła, by delikatnie przejechać kciukiem po jego policzku. Nawet nie wiedziała, jak bardzo jej zagrywka w tym momencie mogła być nieczysta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Balkon nad dziedzińcem - Page 18 QzgSDG8








Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 18 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 19Strona 18 z 19 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Balkon nad dziedzińcem - Page 18 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-