Share
 

 Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30915
  Liczba postów : 60478
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Specjalny




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyNie Paź 17 2010, 20:06;

First topic message reminder :



Przez niewielkie drzwi można wyjść na marmurowe schody które prowadząc w dół ku sporego rozmiarów balkonowi. Otaczają go cztery wysokie kolumny, podtrzymując specjalnie zrobiony dach. Dzięki niemu, nawet kiedy pada można tam przesiadywać, bez obawy zmoczenia się.
Posadzka jest wyłożona czarno-białymi płytkami. Te na samym środku robią wrażenie ogromnej szachownicy i rzeczywiście, jeśli tylko ktoś zdobędzie takiej wielkości figury, można tam grać. Z miejsca przy barierce (marmurowej, oczywiście) rozchodzi się widok na cały dziedziniec. Jest to świetne miejsce na obserwowanie innych, bowiem rzadko kiedy komuś przyjdzie na myśl by spojrzeć w górę. Po obu stronach znajdują się kamienne, niewielkie ławeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Terrey Thìdley

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 214
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15608-hypnos#420458
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15476-terrey-thidley
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Administrator




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyNie Kwi 01 2018, 13:40;

Kręciłem się leniwie w okolicy, wracając właśnie z obserwacji jednego z pojedynków na zaklęcia, które z racji odpowiedniej sali, czasem odbywały się na tym piętrze. Walka, której byłem świadkiem, nie była ani trochę interesująca, bowiem latały same podstawowe zaklęcia, które już znałem na wylot, to też dodatkowo mnie to zniechęciło, by zapisać się do tego typu pojedynków. Pozostawałem więc w nastroju ogarniającego znudzenia, które mój umysł usilnie próbowało zwalczyć, szukając jakiejkolwiek zaczepki, rozrywki, odmiany. Na nieszczęście nie kręciło się tu zbyt wiele osób, to też zmuszony byłem przemierzać te tereny totalnie samotnie, a definitywnie nie byłem fanem wyalienowania.
Nadzieję we mnie obudził ruch na nieopodal znajdującym się balkonie. Blond włosy, których w pierwszej chwili nie rozpoznałem, skusiły mnie by podejść do samotnie siedzącej dziewczyny i po prostu trochę ją pozaczepiać. Łańcuszek z zegarkiem schowany pod moją koszulą, zdawał się nabierać kilogramów z każdym pokonywanym metrem, w tej opustoszałej okolicy. Zbliżyłem się cicho opierając o jeden z kamiennych filarów za plecami blondwłosej, lekko wychylając się i zaglądając na to, co tam rysowała.
- Powinnaś poprawić tą kreskę - odezwałem się nagle, wędrując palcem ku jej rysunkowi, pokazując na pierwszą lepszą linię, jaką zobaczyłem na rysunku. Oczywiście była to tylko kolejna dziedzina, na której wcale się nie znałem. Nim cokolwiek odpowiedziała, ja szybko wsunąłem się na ławkę obok niej, wcale nie pytając, czy ma może ochotę na moje towarzystwo. - Możesz mnie narysować, jeśli znudzisz się rysowaniem kotów - dodałem przeczesując włosy, jakbym szykował się do podziwiania mojej urody. Naturalnie z naszej dwójki to pewnie nie moja uroda powinna być w tej chwili tą podziwianą - opalone blondynki znacznie lepiej się do tego nadawały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isilia Smith

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165cm
C. szczególne : Pieprzyk nad wargą
Galeony : 1079
  Liczba postów : 364
https://www.czarodzieje.org/t14191-isilia-smith
https://www.czarodzieje.org/t14253-isilia-smith#376344
https://www.czarodzieje.org/t14251-isilia
https://www.czarodzieje.org/t14205-isilia-smith
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyNie Kwi 01 2018, 20:17;

Cisza i ołówek sunący po kartce relaksowały ją i sprawiały, że zapomniała o codziennych zmartwieniach takich jak nieodrobiona praca domowa czy poplamiony sosem z obiadu sweter. Wcześniej nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo była jej potrzebna taka chwila dla siebie. W ciągu tygodnia nawet co trzy dni mogłaby zaszyć się w jakimś opuszczonym pomieszczeniu i po prostu odsapnąć od zgiełku... Podskoczyła w miejscu, gdy usłyszała za sobą jakiś głos, przez co ręka z ołówkiem powędrowała bez mała przez całą szerokość kartki, niszcząc tym samym rysunek. Był co prawda jeszcze do uratowania, ale musiała liczyć się z tym, że ślad pewnie pozostanie i może nie udać się idealnie go poprawić. Westchnęła.
- Wydaje mi się, że raczej ta jest do poprawy. - wskazała na nową, długą, czarną linię i obejrzała się za siebie. Nie dostrzegła jednak właściciela głosu, który przyprawił ją niemal o zawał serca, a zamiast tego poczuła delikatny powiew, więc z powrotem przekręciła głowę. Chłopak, którego już rozpoznała siedział obok niej. - I nie powinieneś straszyć niewinnych ludzi. - skarciła go. Siedzi sobie spokojnie człowiek na ławce i rysuje, aż tu nagle ktoś go zachodzi od tyłu i coś mówi. Swoją drogą była naprawdę zdziwiona, że nie wyczuła jego obecności, ba, nawet nie usłyszała jak Terrey przyszedł. Czy była aż tak pochłonięta pracą, że wszystko inne straciło w tamtej chwili znaczenie? Możliwe. Albo to on chciał przedwcześnie wpędzić ją do grobu na skutek odniesionego szoku.
- Mogę, ale nie spodziewaj się dzieła sztuki. Ludzie zawsze mi gorzej wychodzą. - wydęła wargi niezadowolona z tego faktu. Wypowiadając te słowa nie przerzuciła kartki szkicownika na nową i czystą, żeby zacząć na niej nowy rysunek. Jej uwadze nie uszło przeczesanie włosów przez Gryfona i musiała w głębi siebie przyznać, że był naprawdę przystojny. - A tak poza tym, to co cię tu sprowadza?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Terrey Thìdley

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 214
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15608-hypnos#420458
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15476-terrey-thidley
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Administrator




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyPon Kwi 02 2018, 13:43;

Niewinnie wzruszyłem ramionami, gdy dziewczyna w efekcie mego niespodziewanego pojawienia się, ozdobiła swój staranny rysunek niechcianą, dodatkową kreską. Byłem pewien, że są jakieś zaklęcia odpowiednie do wymazania niechcianej linii. Przyjąłem posłusznie jej skarcenie, z błyskiem w oku na nią spoglądając, zapewne świadczącym o tym, że na poprawienie mojego zachowania więcej słów trzeba zmarnować niż te, padające w jednej minucie.
- Obiecuję, że będę już grzecznym chłopcem - mówię podnosząc ręce w geście poddania się tej uwadze. Nie byliśmy bliskimi znajomymi, tak naprawdę nie wiedziałem zbyt wiele o koleżance z roku, nawet nie miałem pojęcia o tym, że zna się na rysowaniu. Najwyraźniej postanowiłem to właśnie odmienić. Przekręciłem się na kamiennej ławce, tak by siedzieć na niej bokiem, a przodem do blondynki, łokciem podparłem się zimne oparcie ławki, rzucając wzrokiem na jej pusty notatnik. Tak naprawdę wcale mi nie zależało na portrecie, chyba tylko się z nią droczyłem.
- Znasz te zaklęcia, które powodują, że to się rusza? Jak mnie narysujesz będę gadającym rysunkiem? - Wypytuję odwołując się do wszystkich Hogwarckich obrazów, które potrafiły nie tyle się poruszać, co zdawały się mieć pełną osobowość namalowanej postaci. Ciekaw byłem całkiem jak trudne było przyswojenie takiego zaklęcia. Przechodzi mi przez myśl, cicho pomysł na zegarki z podobiznami bliskich osób, które po otwarciu gadałyby niczym te obrazy. Czy to w ogóle dało się zrobić?
Jej pytanie sprowadza mnie na ziemię, nie mogłem powiedzieć jej wprost, że przyszedłem tu, bo chcę na niej poćwiczyć rzucanie hipnotycznego czaru, to też leniwie przeciągam, zastanawiając się, jak podejść do tego tematu stosunkowo łagodnie. Czy może mam ją zaskoczyć i zostawić pozbawioną świadomości co tu się wydarzyło? Musiałem przyznać, że ta opcja była trochę łatwiejsza.
- Myślałaś czasem nad innymi typami magii? Jak te ruchome portrety - wskazuję ręką na jej, wciąż pustą kartkę. - Albo nad taką legilimencją? - Wypytuję błądząc po pobocznych tematach i rozważając co dziewczyna o tym wszystkim myśli. Może w ogóle sama coś potrafiła? Taką oklumentkę znacznie ciężej byłoby zahipnotyzować, więc wpakowałbym się w niezłe bagno, próbując tu coś na nią rzucić, a ona z dziecięcą łatwością by to zablokowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isilia Smith

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165cm
C. szczególne : Pieprzyk nad wargą
Galeony : 1079
  Liczba postów : 364
https://www.czarodzieje.org/t14191-isilia-smith
https://www.czarodzieje.org/t14253-isilia-smith#376344
https://www.czarodzieje.org/t14251-isilia
https://www.czarodzieje.org/t14205-isilia-smith
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyWto Kwi 03 2018, 14:36;

O dziwo ta piękna i niechciana krecha nie zepsuła jej humoru. Przyjęła ją co prawda z pewnym żalem, ale poza tym dobrze zniosła tę skazę na pracy. Najważniejsze było to, że dało się to naprawić, więc czym się tu bardzo przejmować? Wróci do dormitorium, pozbędzie się kreski, poprawi rysunek i kto wie, może wyjdzie jeszcze lepiej? Na to przynajmniej liczyła.
- Mam taką nadzieję. - odparła na obietnice chłopaka o byciu grzecznym i wolała nie dodawać, że sama w to nie wierzyła. Każdy Gryfon miał w sobie coś co sprawiało, że nie był przez cały czas uprzejmy i przyjacielski jak Puchon. Isilia uznała nawet kiedyś, że mają w sobie po trochu cech z każdego innego domu; są takimi mieszańcami. Jakby nie patrzeć w pewnej mierze tak było.
- Słyszałam o nich, ale nigdy z nich nie korzystałam, więc nie odpowiem ci na to pytanie. Może kiedyś również zacznę ożywiać swoje prace, to by było całkiem ciekawe doświadczenie. - powiedziała i odłożyła szkicownik wraz z ołówkiem na ławkę po swojej dalszej od chłopaka stronie upewniając się, że nie spadnie. Na szczęście dzielnie leżał bez żadnego chybotania, acz miejsca tam nie było już dużo. Odwróciła się z powrotem do towarzysza i założyła nogę na nogę. Niejednokrotnie myślała już o zaczarowaniu swoich rysunków, aby się poruszały, więc w sumie dlaczego jeszcze tego nie spróbowała? Będzie musiała nadrobić to w najbliższym czasie.
- Od zawsze wydawało mi się to fascynujące, te poruszające się postacie na obrazach czy zdjęciach. Wiadomo, magia i inne takie, ale jak czasem głębiej pomyślę nad tym tematem, to wciąż nie do końca mogę pojąć jak to jest możliwe za pomocą jednego zaklęcia. - czuła, że może mówić niejasno, przez co chłopak nie zrozumie, o co jej chodzi. Nie mogła jednak zebrać w sensowne zdania tego, co chciała powiedzieć. To było trochę tak, jakby chciała złapać w dłonie wodę, a ta ciągle wymykała się między jej palcami i pozostawała nieuchwytna.
- Legilimencja jest dosyć... przerażająca. No bo wyobraź sobie, że ktoś grzebie ci w głowie, poznaje twoje wspomnienia i ma nad tobą kontrolę, a ty nawet nie potrafisz się przed tym obronić. Oczywiście jest też oklumencja, jednak jej nauka do prostych nie należy, także sytuacja do tych przyjemnych nie należy. Bez wątpienia są to przydatne umiejętności, sama chciałabym posiadać chociaż jedną z nich. - zakończyła swój wywód i założyła za ucho opadający na twarz kosmyk włosów. Czy naprawdę chciałaby potrafić czytać komuś w myślach? Cóż, odpowiedź na to pytanie była trudna. Z jednej strony możliwość poznania wspomnień była kusząca, ale z drugiej świadomość, że penetrowała czyjś umysł i późniejsze tego konsekwencje to by było dla niej za dużo. Nie, raczej by sobie z tym nie poradziła. Za to ochrona przed takowymi sytuacjami była już jakby bardziej dla niej dostępna.
- Czekaj, nie odpowiedziałeś na moje pytanie. - przypomniała, chociaż jej samej umknęło to, że wcześniej je zadała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Terrey Thìdley

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 214
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15608-hypnos#420458
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15476-terrey-thidley
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Administrator




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyCzw Kwi 05 2018, 20:43;

Lubiłem wierzyć, że byłem człowiekiem, który raczej był dla większości osób miły i uprzejmy, bo wcale nie interesowało mnie celowe obrażanie ludzi. A jednak w twierdzeniu, że Gryfoni wcale nie byli tak przykładnie mili, było sporo prawdy, której chcąc czy nie chcąc, musiałem się podporządkować. Zwłaszcza, kiedy miałem świadomość, że niedaleko było mi z trafieniem do Zielonych.
Byłem trochę rozczarowany, że Isilia nie ożywiała swoich malowideł, a właściwie zaskoczony tym, że magia dawała tak ogromną możliwość, a dziewczyna po prostu z niej nie korzystała. Uniosłem brwi spoglądając na nią i próbując domyślić się dlaczego tego nigdy nie zrobiła - wywnioskowałem, że zapewne, tego typu magia była w jakiś sposób poza jej zasięgiem.
- Powinnaś koniecznie poszukać kogoś, kto się na tym zna, albo złapać książkę o tym. Może jak wyjdziesz z malowania kotów i przejdziesz do ludzi to Cię zatrudnią do robienia tego - powiedziałem ręką wskazując na jakieś portrety wiszące za naszymi głowami, gdzie namalowane postacie właśnie popijały herbatę na trawie. Kiedy usłyszały, że o nich mówimy, zaczęły coś wykrzykiwać między sobą w obcym języku. Spojrzałem na nie karcąco, a potem zignorowałem, wracając do mojej rozmówczyni. - Wtedy będziesz mogła nie tyle mnie namalować, co na zawsze wsadzić w mury Hogwartu - pokiwałem głową z uznaniem, podsuwając jej ten fenomenalny pomysł. Nie byłem znawcą sztuki, ale ogarniałem nieco historię, czasem mieszała się ona z tym, jak pewne rzeczy powstawały, to też wiedziałem, że zazwyczaj tworzyli je naprawdę ludzie, o wielkich nazwiskach. Z resztą nie było wielu, którym to się płynnie udawało.
- Oni tylko naśladują tych, których przedstawiają. Ponoć są ich tylko słabą namiastką - rzuciłem krótko, przypominając sobie, co mi w ogóle było wiadome na ten temat. Czasem różni historycy wypowiadali się, że te portrety nie przypominały zbyt dobrze ich dawnych przyjaciół, wielkich ludzi. Ale był to sposób na szczątkowe zatrzymanie ich w pewnym czasie, konkretnym okresie, niby żywych, już na wieki. Nie dziwne, że całkiem mnie to ciekawiło.
Musiałem jednak porzucić kolejne rozważania nad wsadzeniem ruchomych portretów do zegarków, bo Gryfonka zaczęła mówić o legilimencji, to też zacząłem zastanawiać się nad jej słowami. Zmarszczyłem nieco brwi, gdy wspomniała o kontroli i braku możliwości obrony przed nią. Pokręciłem głową próbując ułożyć słowa na obronę tego typu zdolności.
- Jeśli się to wykorzystuje do złych celów, to być może, ale przecież, to że to jest wyższa magia, jeszcze nie świadczy o tym, że będzie to zła magia. Taka kontrola może być używana do lepszych celów - wyjaśniłem, dając wciągnąć się w tą pogawędkę na temat personalnych odczuć względem pewnych umiejętności. - Wszystko zależy od człowieka, który się tego podejmuje.
Ja podjąłem się hipnozy w celach wyższych, jak mawiałem. Być może rzeczywiście pobudki, dla których sięgnąłem po nią, były krystalicznie czyste, to jednak czas sprawił, że rzadziej używałem ją do rzeczy niezbędnych, czasem z nudy, czasem dla zabawy. A jednak dawała mi poczucie bezpieczeństwa, bo wiedziałem, że kiedy ktoś będzie chciał przekroczyć pewną granicę, będę mógł go powstrzymać.
Wzruszyłem ramionami słysząc jej pytanie, zawieszając na niej wzrok. Nie wiem, pałętałem się po zamku, wracałem leniwym krokiem, szukając celu, kogoś kogo mogę zahipnotyzować. Choć na chwilę, dla zabawy, może bardziej dla praktyki. Przemilczałem to.
- Chciałem Cię pozaczepiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySro Lis 13 2019, 00:42;

Czas umykający zbyt pospiesznie między palcami przypominał gorący piasek pustyni, palił za każdym razem kiedy próbowała zamknąć dłonie i zatrzymać chwilę choćby na moment dłużej. Jednocześnie pragnęła rozpościerać palce, by pozbyć się go szybciej, czasu, chwil i myśli związanych z przemykającymi sytuacjami, nie musieć się z nimi mierzyć ani teraz, ani później, ani nigdy już najlepiej. Taki prosty mechanizm, stara nauka wyniesiona z dawnych lat - zamknąć umysł zamknąć serce, udawać, że nic się nie dzieje, dumnie zadzierać brodę, przecież i tak nikt nie wie.
Oparła się łokciami o marmurową barierkę obracając w palcach kryształową gwiazdę południa, piękną i unikatową broszkę, która przefrunęła dla niej pół świata, a jednak Harlow wciąż myślała o tym, że wolałaby jej chyba nigdy nie dostać. Obwiniała ten drobiazg o coś strasznego, jakby kawałek zaklętej biżuterii mógł rzeczywiście kształtować rzeczywistość.
Ostre krawędzie ciętego kryształu pozostawiały na palcach prążki, a w fasetach widziała odbijające się, pochmurne niebo. Pogoda szczęśliwa jak i my, jak i ci uczniowie przemykający dołem jak mrówki, zajęci swoimi sprawami. Każdy jeden, od najmłodszego pierwszorocznego zapatrzonego w swoje zadania i nowe przygody, po zestresowanych siódmoklasistów oczekujących egzaminów, studentów jedną nogą będących w życiu dorosłym. Wsunęła broszkę do kieszeni spodni i potarła dłońmi twarz, zawsze źle sypiała, ostatnio dwa razy bardziej niespokojnie niż zazwyczaj. Każdy przylot sowy z listami sprawiał jej przykrość, kiedy szukała wzrokiem swojej rudej kuli pierza niosącej jakiekolwiek wieści od matki, sióstr, czy ze szpitala o stanie ojca. Nie wiedziała czego się spodziewać, nie wiedziała czy mogłaby mu pomóc, jak mu pomóc, czy w ogóle może pomóc. Odwróciła się plecami do barierki i w bardzo nieelegancki sposób rozwaliła się na ziemi, osunąwszy plecami o jeden ze szczebelków.
Tyle błędów, niekończąca się litania grzechów i tylko szare niebo. Ciężko na sercu jakby kamień, a jednak z uporem maniaka dalej prosto stać, brodę zadzierać z chorą ambicją dążyć przed siebie, kąsać i gryźć, pazury wczepiać jak zwierze byle naprzód, byle naprzód! I po co? Żeby tak bezsilnie na podłodze w szachownice siedzieć i czuć się bezużytecznym?
Cmoknęła z niezadowoleniem.
Bez sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Courtenay

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 92
  Liczba postów : 77
https://www.czarodzieje.org/t17751-theodore-courtenay
https://www.czarodzieje.org/t17771-sowa-theo#500237
https://www.czarodzieje.org/t17772-mlody-theo-mlody-dionizos
https://www.czarodzieje.org/t17750-theodore-courtenay
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySro Lis 13 2019, 20:07;

Nie tylko w przypadku Diny czas nie był dobrym sprzymierzeńcem. Theodorowi umykał szybko, za szybko, szybciej niż był w stanie biec, bo nawet kiedy już myślał, że depcze mu po piętach i może jak wyciągnie dłoń, to zdoła nią coś uchwycić, ten wymykał się, pozostawiając go z trudem łapiącego oddech w palący przełyk i płuca. Już listopad, zaraz święta, a stamtąd tylko chwila do egzaminów. Trzeci rok będzie kwestią mrugnięcia powieką, a potem już nikt nie będzie musiał niczego gonić. W Clovelly czasu będzie miał aż nadto, całą wieczność i pewnie jeden dzień dłużej. A jednocześnie - kiedy tak desperacko odwlekał to, co nieuchronne - schowany w surowych murach zamku, nie potrafił dobrze spożytkować tego, co było mu dane. Można by pomyśleć, że ktoś tak spragniony odrobiny więcej czasu, będzie rzucał się na darowane momenty jak wygłodniały psidwak na ciskane w jego stronę ochłapy mięsa – pazernie i bezrefleksyjnie, eksploatując aż do granic, do kości, a z tych kości jeszcze szpik. Ale Theo nie potrafił nawet tego, więc to, co miał przepuszczał lekką ręką jak zbyt łatwo zdobyty galeon albo dzielił na prawo i lewo, nie oczekując w zamian nic, oprócz zagłuszenia ciszy. Z knajpy do knajpy, od jednego papierosa do drugiego, z cudzego łóżka do własnego, a czasem nawet nie.
Z nosem zadartym ku górze i rękoma zaciśniętymi w pięści w kieszeniach płaszcza niespiesznie przemierzał korytarze zamku w drodze do wieży Krukonów. Kątem oka przyuważył małe drzwi i skojarzył mieszczące się za nimi pierwszorzędne miejsce na potajemne kurzenie cygaretów, wolne od kotłujących się jak traszki w eliksirze szóstoklasistów. Energiczne pchnięcie, elfie kroki na marmurowych schodach, szachownica, a na niej przewrócony hetman, znany szerszej publiczności jako Dina Harlow. Theo zastygł w pół kroku. To nie to, że ją unikał. Po prostu wolał nie przebywać z nią w miejscach położonych wysoko nad ziemią.
Ale znajdował się już na szachownicy, a pionki przecież nie mogą ruszać się do tyłu. Stąpając, jakby posadzka wykonana była z potłuczonego szkła, a nie solidnych płytek, pokonał dzielący ich dystans i stanął naprzeciwko Ślizgonki. Normalnie pomyślałby, że może przyszła poćwiczyć swój cel i ciskać z ukrycia zaklęciami w krzątających się na dziedzińcu hogwartczyków, ale nie dziś. Dziś wydawała mu się śmiesznie mała i nie miało to nic wspólnego z ich różnicą wzrostu ani obecnym położeniem. Odchrząknął, żeby przygotować głos. Żeby nie brzmiał zbyt miękko, ale też zbyt formalnie i beznamiętnie.
- Poddajesz partię, Claudine? - spytał, przechylając głowę w bok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyCzw Lis 14 2019, 01:49;

Czas jako materia rzadko kiedy przecież sprzymierzał się z maluczkimi. Czarodzieje lubili wierzyć, że potrafią go zakląć, zawrócić, odczarować swoimi niewielkimi magicznymi zabawkami - nic to wcale nie umniejszało jego natury, najbardziej przewrotny z kochanków zawsze tam gdzie dawał tam też i zabierał, nieprzerwane kontinuum istnienia. Wpół siedząc wpół leżąc tak na tej zimnej posadzce słyszała przecież kroki na schodach, jeden, drugi, trzeci, do ostatniej chwili przeciągając ten moment by z pozycji ustrzelonego w locie elfa przekręcić się jednak do jakiegoś bardziej ludzkiego siadu, chociaż nogi złączyć, czego resztkę próby mógł jeszcze zarejestrować wchodząc na balkon.
Nie odrazu spojrzała na twarz swojego gościa, powoli i z premedytacją jakby była mnichem japońskim gładzącym piaski w wiśniowych ogrodach podciągnęła kolana pod brodę i oparła między nimi podbródek. Dopiero wtedy, po długich szynach obleczonych w ciemny materiał nóg, nieco zbyt spiętym, zbyt wyprostowanym i eleganckim torsie podniosła wzrok na te obciążone zmęczeniem wszechświata oczy.
- A wyglądam na wojownika? - zapytała cicho ciesząc się, że jedynym odbiorcą jej żałosnego wyznania był Courtenay. Nie przyznawała się przecież łatwo do słabości, nigdy i przed nikim, za cel mając i wszelką ambicję udowadniać światu jak bardzo jest twarda i piękna niczym ten diament cięty w fantazyjnym gruszkowym szlifie, kruchy a jednocześnie niezniszczalny. Jak ten marmur za plecami, zimna, biała i twarda.
A bo wcale nie, prawda Theodore?
Cmoknęła z niezadowoleniem, oplatając kostki ramionami jak dwa zdradzieckie węże pojawiające się z całego nikąd jej niekończącego się, stanowczo zbyt dużego swetra. Ktoś kiedyś chodził w tym swetrze po tej szkole i nie była to ona. Tylko dlaczego ta dumna i butna kwoka tak wzrok odwraca? Spojrzenie jej ślizga się po jego barkach, ciężkie i jakby niechętne, spełza na ziemię na tę biało-czarną mozaikę.
- Jeśli szukasz przeciwnika, to Ci dziś nie pomogę. - dodaje zmieszanym głosem. Był jedną z naprawdę niewielu osób, z którymi nie lubiła wchodzić w konfrontację. Z jednej strony dlatego, że jak nikt inny przyjmował wszelkie jej zabiegi z otwartymi ramionami, z drugiej wciąż nosząc i piastując w sercu swój największy błąd i wyrzut sumienia. Nigdy nie powinna była wtedy zostać razem z nim w pomieszczeniu. Być może nie powinna była sięgać po to niewinne uczucie jakim chciał go obdarować wiedząc, że przerobi je w karykaturalny obraz miłości - jedyny jaki był jej zawsze znany. Czy mając tę mądrość teraz postąpiłaby inaczej?
Kto wie. Może Theo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Courtenay

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 92
  Liczba postów : 77
https://www.czarodzieje.org/t17751-theodore-courtenay
https://www.czarodzieje.org/t17771-sowa-theo#500237
https://www.czarodzieje.org/t17772-mlody-theo-mlody-dionizos
https://www.czarodzieje.org/t17750-theodore-courtenay
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySob Lis 16 2019, 22:00;

- Nie. Z pewnością nie dzisiaj – stwierdził z rozbrajającą szczerością, nawiązując do stanu, w jakim ją zastał. W jego postawie nie sposób było doszukiwać się jednak choćby krzty kpiny czy osądu – głos pozostawał łagodny, brwi nie wykrzywiały się w pełnej sceptycyzmu manierze, a coś jakby widmo słabego uśmiechu uniosło kącik ust ku górze i dosięgło zazwyczaj minorowych oczu. Zdawał sobie przecież sprawę, że więcej zdradza nie to, co mówisz, a to, w jaki sposób to robisz. To jego pokojowy emisariusz. Dłoń wyciągnięta w stronę dzikiego i opadniętego z sił zwierzątka, żeby mogło ją ostrożnie obwąchać zanim zdecyduje się podejść albo da zrobić to jemu. Widzisz? Nie mam złych intencji, nie skrzywdzę, chcę tylko pomóc. Nie gryź, nie uciekaj.
I chyba nie zamierzała. Zgarbione plecy i barki ugięte pod naporem trosk tylko potwierdzały jej słowa. Ostatni raz subtelnie rzucił okiem za marmurową barierkę, po czym wyjął ręce z kieszeni i osunął się na posadzkę naprzeciwko Harlow, krzyżując nogi i opierając o nie przedramiona. Nie było w tym ruchu wiele z wystudiowanej gracji, za którą chował się co dnia. Chrupki trzask kolan i ciche stęknięcie kogoś, kto czuł się zbyt staro w zbyt młodym wieku. Żałość postarza nas szybciej niż nieubłaganie mijające lata, a Theo jest tego idealnym przykładem. Nie wstydzi się jednak i nie stara się maskować mizernych odgłosów kaszlnięciem. Etap idealizowania kochanków i udawania idealnych mieli przecież dawno za sobą.
Przyjrzał się Dinie badawczo, kiedy jej wzrok umknął gdzieś w bok, by pozornie studiować szachownicę. Chciałby czasem móc odzwierciedlić jej to, co widział sam. Wynaleźć taką myślodsiewnię, do której mógłby dodać swoją percepcję i dać jej się zanurzyć, podążyć tam razem z nią, a potem wziąć za rękę, palcem pokazać i powiedzieć: „Patrz. Tak naprawdę to wygląda tak. Ty to złoto, nie piryt. Drogie, cenne i trwałe. Nie rozpadniesz się pod naporem, ale plastycznie odkształcisz i będziesz w stanie wrócić do swojej wyjściowej formy". Nie miał już żadnego interesu w przekłamywaniu rzeczywistości, przejaskrawianiu barw, deformowaniu kształtów i burzeniu kompozycji. Nie był głupcem, ani zakochany w niej też już nie. Dorósł, nie fantazjował o niej w dzień i nocą pod kołdrą zresztą też. Urok wili przestał hipnotyzować tak jak kiedyś, a zaczął kojarzyć się ze strasznym; zresztą, zawsze bardziej niż ta oszałamiająca twarz pociągało to, co przewracanie oczami i pogardliwe prychnięcia chciały ukryć. Nawet do końca jej nie ufał, zachowawczo patrząc na ręce. I choć nie umiał już wpuścić do siebie, to zawsze gotów był wyjść jej na przeciw – z troską, ale zdroworozsądkowo.
- Ale nim jesteś. Mieć w sobie to… - zatrzymał się na chwilę, ostrożnie wertując w głowie słowa. To przekleństwo? Ten dar? Legalne Imperio? Idealne narzędzie? Perfekcyjną broń? -… to, co masz i nie wykorzystywać tego każdego dnia? Jesteś więcej niż wojownikiem, jesteś całą armią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySob Lis 16 2019, 22:28;

Słyszała trzask gnących się w stawach kolan bardziej w głowie, niż rzeczywiście dotarło to jej uszu. Przywitała go nieśmiałym uniesieniem kącika ust, był przecież jej gościem od kiedy zdecydował by z tej przestrzeni nieba i chmur zniżyć się do mokrej ziemi po której wiła się ta jadowita żmija. No, dziś bardziej jak glizda niż morderczy gad, ale wiadomo było, że jej nie warto lekceważyć, a szczególnie kiedy wydaje się przybita. Przecież najlepszą formą obrony jest atak, a czując, że się stoi przy samej ścianie los wręcz kusi by kogoś uderzyć. Bo nic już, nic do stracenia.
Przyglądała się jego oczom, wykrojonym w papierowej materii powiek, szlachetnemu profilowi eleganta z rodziny o nienagannym rodowodzie. Wystawowego psa Courtenayów, którym coś... którym coś nie wyszło.
Słowa, któe opuszczały jego usta miały gorzki smak, na co krzywiła się jak dziecko przyjmujące ważne lekarstwo. Nie umiała utrzymać ciężaru jego spojrzenia bo i nie czuła się warta tej stuprocentowej uwagi jaką zdecydował się ją dziś obdarzyć.
- To brzmi niedorzecznie z Twoich ust. - mieć w sobie to coś? I nie używać tego, każdego dnia? Używała sobie, raz drugi piąty, używała na nim kalecząc piękną formę i wyobrażenie szczerych uczuć jakie mógł jako nastolatek jeszcze w sobie nosić. To samo pięnto teraz zdobiło jego głowę co jej własną, przekonanie o kalectwie miłości, o fałszywej podszewce tego istotnego uczucia, potrzeba kwestionowania szczerości troski, tak, jak teraz ona kwestionowała istotę jego uwagi, powód jego zniżania się.
- Nie masz nic lepszego do roboty..? - burknęła opierając o kolana policzek i spoglądając w dal, chociaż w jej głosie raczej trudno było się doszukać pretensji. Raczej jak ten przytoczony, zziajany i opadły z sił dziki pies musiała burknąć jeszcze przynajmniej z raz, żeby czuć się przed sobą usprawiedliwiona.
- Niewiele rzeczy mi ostatnio wychodzi. - w końcu nieco tylko głośniej niż szeptem wyznała w przestrzeń bolączkę swoją, jakby mu łapę z cierniem wskazywała, nie będąc jednocześnie jeszcze pewną, czy chciałaby go prosić, by ten cierń wyciągnął. Darzyła go uczuciem na tyle odmiennym od wszystkich jakie znała, że z premedytacją nie poświęcała myślom o nim ani chwili uwagi. Obawiała się, że ten niewygodny węzeł w brzuchu zbyt blisko leży rozpaczy poczucia winy, a Harlow pretensje wobec siebie samej znosiła wyjątkowo źle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Courtenay

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 92
  Liczba postów : 77
https://www.czarodzieje.org/t17751-theodore-courtenay
https://www.czarodzieje.org/t17771-sowa-theo#500237
https://www.czarodzieje.org/t17772-mlody-theo-mlody-dionizos
https://www.czarodzieje.org/t17750-theodore-courtenay
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyNie Lis 17 2019, 00:40;

W istocie było w tym coś niedorzecznego. Theo - biały królik doświadczalny, naiwnie opowiadający się za niewinnością potężnych koncernów kosmetycznych, ze szponów których ledwo wyrwał się z życiem. Zaleczył rozpalone spojówki, podrażnioną skórę, wyhodował z powrotem futerko, gdzie go brakowało. Sam by tam nie wrócił, ale bardzo chciał wierzyć na słowo, że on ostatni musiał przez to przejść. Przecież obiecali, prawda?
Tym razem uśmiech – jasny, szczery, zupełnie do tych pociągłych rysów niepasujący, może nawet trochę koślawy, bo z rzadka używane mięśnie nie wiedziały, co ze sobą począć - rozświetlił twarz jak fajerwerki noworoczną noc. Nie miał nic przeciwko temu, że czar prysł, jakby ktoś zapalił wszystkie światła. On powiedział, co wiedział, a ona niech zrobi z tym, co uważa. Wyprostował zupełnie nieelegancko zgarbione plecy, a wiotką dłonią sięgnął do kieszeni płaszcza po pudełeczko – żółtozłote, cienkie, w finezyjnie skręcane pajęcze zdobienia, wśród których jak gwiazdy migały jakieś różnobarwne, drobno cięte kamienie. Imperialne jajo wśród papierośnic. Jego nagroda za piękne chodzenie przy nodze.
- Lepszego niż tu, z tobą, na tej zimnej, mokrej i twardej posadzce? – spytał, a brew w znajomym grymasie powędrowała w górę. – Absolutnie nie.
Bo w sumie nie miał, nic, nigdy. Czasami znajdował kogoś lepszego do roboty, ale na trzeźwy umysł melancholia działała zupełnie boleśniej, hamując libido, więc też nie. A teraz, choćby nawet miał sobie to kościste dupsko odmrozić, to będzie siedział, wyniosły jak król na tronie i w koronie, która głowie kazała trzymać się wysoko, żeby Dinie udowodnić, że na nim te poburkiwania wrażenia nie robią. W ogóle nie po dżentelmeńsku wsunął jednego papierosa do ust i odpalił, a dopiero potem wyciągnął pstry bibelot w stronę Harlow, oferując i jej.
- Tak bywa - stwierdził bezceremonialnie dobrotliwy król Krainy Wiecznych Porażek, zaciągając się mentolowym dymem. - Pytanie brzmi: czy da się to jakoś naprawić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyPon Lis 18 2019, 01:37;

Obiecali. Mając w pamięci te łyse, czerwone i skatowane ciało, obiecali. Gładząc bogatą w sygnety dłonią oligarchy zmęczone ciało, obiecali. Pal licho, przekonani o tym, że rzeczywiście są w stanie słowa dotrzymać - obiecali. A jednak jak Judasz, zdradzili nie oglądając się nawet, nie przystając na ułamek chwili. Tyle to z ich obietnic, Theo. Mógłbyś się wreszcie nauczyć nie ufać.
Ton jego głosu wcale nie pomagał, mimo, że był zdeptanym przez życie potomkiem królów wciąż nosił w sobie absurdalną lekkość życia, która doprowadzała ją do apopleksji. Miała duży problem ze znoszeniem ludzi, którzy są po prostu zadowoleni, a już widząc jego niewymuszone uśmiechy miała ochotę zedrzeć mu skórę z twarzoczaszki. Nikt przecież nie ma prawa być zadowolonym, kiedy ona jest taka niezadowolona. Dlaczego inni umieją być szczęśliwi?!
Syknęła jedynie, wzruszając z pretensją ramionami na jego słowa i marszcząc brwi, a gdyby wzrok mógł zabijać to kamienny filar na lewo byłby po dwakroć martwy takie posłała mu spojrzenie. Stopą jednak kopnęła lekko i zaczepnie jego kostkę.
- Dureń. - mruknęła w ostatnim podrygu wyrzuconej na brzeg ryby i w końcu rozplątała się z tej całej fortyfikacji kolan i ramion siadając naprzeciw niego po turecku, z nieco zwieszoną smętnie głową.
Wzięła papierośnice z jego rąk, choć wcale nie po to, by się poczęstować. Baba jak sroka zaraz zainteresowała się kosztownymi zdobieniami pokrywającymi piękne wieko i zaczęła oglądać cudeńko obracając je w dłoniach.
- Mam wrażenie, że ogromna część błędów, które popełniam, niezależnie od tego czy celowo czy nie, są nie do naprawienia. - westchnęła i spojrzała na niego- Im bardziej chce się zmienić, im bardziej próbuję nie robić rzeczy, których nie powinnam, tym bardziej ciemność mnie kusi, tym bardziej mam ochotę się w niej zanurzyć... - skrzywiła się.
Tak bardzo przywykła do wyprawiania własnej skóry w kwasie swoich parszywych myśli, w toksycznym jadzie swoich słów, że trudno było jej teraz odstawić te praktyki bo aż palce świeżbiły by znów, by jeszcze raz, by choć trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Courtenay

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 92
  Liczba postów : 77
https://www.czarodzieje.org/t17751-theodore-courtenay
https://www.czarodzieje.org/t17771-sowa-theo#500237
https://www.czarodzieje.org/t17772-mlody-theo-mlody-dionizos
https://www.czarodzieje.org/t17750-theodore-courtenay
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyWto Lis 26 2019, 22:24;

Zbyt łatwo rozluźnił swobodny chwyt na drogocennym puzderku, pozwalając mu wymknąć się ze swojej dłoni prosto do tej Harlow. Może gdyby tylko tak uparcie nie odganiał od siebie własnych refleksji, jak wyjątkowo nieznośnych much w letni dzień, byłby w stanie odszukać w tym bezwolnym geście i nieostrożnych dłoniach jakiś sens, wskazówkę jakąś, że kiedy ten ogień piekielny duszę płomieniami smagał i dymem gardło dławił, wszystkie te kosztowności i złoty dotyk złamanego knuta warte nie były. Może. Ale teraz, gdy Harlow studiowała wymyślne zdobienia, on zza kłębu dymu studiował jej pochylone ciało, w głowie orientacyjnie szacując, co i w jakich ilościach osiadło na tych barkach, że zgarbiło je tak mocno. Uśmiech opuścił twarz ustępując miejsca skupieniu, kiedy pochwycił jej wzrok i wyczuł moment, w którym drzwi do głowy Harlow rozszczelniły się lekko. Słuchał jej bez ponaglania, nie chcąc forsować ich na siłę.
- Czy to nie byłoby wygodne, tak się zanurzyć? - pochwycił temat po dłuższej chwili ciszy. - Przestać stawiać opór, ciężki jak ołów opaść na dno i nie musieć oglądać tego, co popsuliśmy, ani czuć niczego, żadnych wyrzutów?
Zmarznięte palce drżały lekko, gdy podniósł Błękitnego Gryfa do ust.
- Wszyscy popełniamy błędy. I jakkolwiek... jakkolwiek mocno staramy się wyzbyć w nas tego, co ludzkie i upodobnić do tych kolumn... - odwrócił głowę w stronę jednej, by badawczym wzrokiem objąć jej ogrom, a następnie przenieść go z powrotem na Harlow. -... będziemy je popełniać, bo jesteśmy tylko ludźmi i czasami jedyne, co możemy zrobić, to przeprosić, wyciągnąć wnioski i ruszyć naprzód. Przestać obwiniać się o to, co zrobiliśmy - celowo czy nie - i odtwarzać to we własnej głowie, tylko po to, żeby sobie udowodnić, jak bardzo zło przeżarło nam kości i jak niewiele jesteśmy warci. Czas sobie wybaczyć.
Jak przekonująco mógł brzmieć ktoś, kto nie praktykował tego, co głosił? Miał nadzieję, że wystarczająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySro Lis 27 2019, 00:00;

Papierośnica lśniła w miernym świetle pochmurnego popołudnia, a drobne palce blondynki podążały zawiłymi ścieżkami ozdobników. Czasami żałowała, że nie pali, to było dość ekscentryczne i całkiem seksowne, kiedy widziała to na filmowej taśmie bądź zdjęciach wielkich dam z minionych lat. Była jednak wyjątkowo słabowitą gęsią, dostawała zadyszki przy bieganiu, a gdyby jeszcze w płuco przywaliła sobie porcją nikotyny wywalając na lewą stronę połowę oskrzelików to już w ogóle mogiła. Ograniczała mięso, mleko, pszenicę, cukry proste, złożone, cytrusy. Finalnie kończyła ograniczając wszystko, włącznie ze snem, działając na kilku fiolkach różnej wątpliwej maści eliksirów i dobrych chęciach, które także wyczerpywały się w zastraszającym tempie. Podniosła na niego wzrok z nieodgadnionym wyrazem twarzy zamykając jego papierosowe puzderko w obu dłoniach.
- Byłoby. - przyznała z powagą, szukając na jego twarzy odpowiedzi dlaczego powiedział coś tak kuszącego. Każdego dnia zdarzało się jej myśleć o tym, by pieprzyć jednak konwenanse i wrócić do wygody bycia starą sobą. Ze wszystkich ludzi nie sądziła, by Courtenay podsuwał jej pomysły, by to zrobić- I nie było. - zmrużyła oczy z pewną wątpliwością w głosie.
Cmoknęła z niezadowoleniem na jego wywód, z jednej strony dlatego, że miał rację, z drugiej dlatego, że wymagał rbienia czegoś, czego Harlow robić nie znosiła. Przepraszanie wymagało przyznania się do winy, a przyznanie się do winy równało się z porażką. Choć wcale nie, to jednak w jej głowie działał właśnie taki absurdalny system, a im bardziej ktoś ją karcił tym więcej wody dawał na ten młyn myśli.
- Myślę, że robię rzeczy, które bardzo trudno wybaczyć. - rozchyliła dłonie oddając mu jego papierośnicę- Myślę, że nie każdy ma w sobie tyle wyrozumiałości co Ty, Theo. - skrzywiła się lekko- Czy moje przepraszam pomogło Ci wtedy na cokolwiek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Courtenay

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 92
  Liczba postów : 77
https://www.czarodzieje.org/t17751-theodore-courtenay
https://www.czarodzieje.org/t17771-sowa-theo#500237
https://www.czarodzieje.org/t17772-mlody-theo-mlody-dionizos
https://www.czarodzieje.org/t17750-theodore-courtenay
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyNie Gru 01 2019, 23:09;

Byłoby?
Zmarszczył trochę brwi, żeby pokazać, że to nie tu, tu zimno. Zupełnie się zapędził, straszliwie głupio zagalopował, zapominając, że przecież to, z czym żyje na co dzień, trzyma też w sekrecie. On opadł już tak dawno, te smutne truchło z kamieniem u nogi, które pozorny spokój odnalazło w braku autorefleksji i wyłączeniu wszystkiego, co jeszcze choćby półszeptem starało się dotrzeć do sumienia przez gęsty splot tego, czym tak uparcie mroczył sobie umysł. Czy życzyłby tej wygody komuś innemu? Absolutnie nie. Ratuj się póki możesz, Claudine.
I nie było.
Ciepło. Pokiwał twierdząco głową, a twarz złagodniała, wygładziła się zupełnie, znowu gotowa, uważna i otwarta, żeby podjąć dyskusję. Miał ochotę wzruszyć ramionami na jej wzmiankę o przesadnej wyrozumiałości, jakby dystansując się od tej łatki. Sprawiała, że czuł się okropnie naiwnie, a przecież nie o to chodziło. Doświadczywszy tyle zamierzonej niesprawiedliwości od ludzi, których trzymał najbliżej, z uporem maniaka doszukiwał się krzywdach doznanych z obcych rąk zwykłych błędów, a nie celowych szkód. Te Diny tłumaczył sobie działaniem spowodowanym dużym bólem i brakiem zrozumienia. Może samolubnym rekompensowaniem sobie czegoś, czego nie doświadczyła, a może wykazaniem się brakiem poradności w obchodzeniu z tak delikatnym mechanizmem, jakim były uczucia drugiego człowieka.
Niespiesznie wsunął papierośnicę do kieszeni płaszcza, dając sobie tym samym czas na namysł.
- Nie - pokiwał przecząco głową. - Pomogła obietnica, że nie zrobisz tego samego już nikomu innemu. Wtedy miałem pewność, że rozumiesz, za co przepraszasz - wyznał, zduszając papieros o marmurową szachownicę, po czym niedbale odrzucił niedopałek gdzieś w bok.
- Myślę też, że kwestię wybaczenia sprawiedliwie byłoby zostawić tym, którym zawiniłaś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyPon Gru 02 2019, 00:43;

Obserwowała zmarszczkę pojawiającą się pomiędzy jego brwiami i zastanawiała przez krótką chwilę skąd się tam wzięła. Tak niewiele wiedziała o tym co Courtenay robił ze swoim życiem od czasów, kiedy ich losy splotły się w tym kalekim tańcu uczuć nastolatków. Był pięknym pierrotem paradującym po szkolnych korytarzach, ale też jak każdy chował pod pazuchą swoje kalekie dzieci pretensji i niepewności. Nie czuła nigdy, że ma prawo pytać, że ma prawo martwić się, że ma prawo do bycia przejętą, mając wrażenie, że jedyne do czego jej interakcja z nim może się ograniczać to te krótkie zetknięcia dwóch obnażonych kabli, wywołujących iskrę i zapominających o sobie na kolejne pół wieku.
- Kiedy to zrobiłam. - powiedziała w końcu- Zrobiłam to raz jeszcze. - wyciągnęła w jego stronę dłoń, jak dowód największej zbrodni. Wskazujący palec prawej ręki wyglądał na źle zrośnięty po brzydkim złamaniu. Miała namacalny dowód na to, że zachowała się jak pizda, nie tylko łamiąc daną obietnicę ale i krzywdząc kogoś swoim manipulatorskim genem wili.- Osoba, której robię krzywdę - zaczęła patrząc na jego kolana- nie przyjmuje przeprosin. Osoba, której robię krzywdę odpłaca mi się krzywdą. - założyła jasne włosy za ucho z dziwnym zamyśleniem na twarzy, tak nienaturalnym w przypadku tej gąski. Milczała chwilę szukając słów by powiedzieć to co miała na myśli, ale jednocześnie nie nazywać tego wprost- Urok wili to jedyna rzecz... - zaczęła ostrożnie, zaraz jednak się skrzywiła, bo to jednak nie tak chciała powiedzieć, nie tak zacząć. Cmoknęła z niezadowoleniem- Czasami czuję, że to moja jedyna broń. Że tak naprawdę nic więcej nie umiem, nic więcej nie mam. - powiedziała cicho i westchnęła ciężko, chowając twarz w dłoniach. Wyznania przychodziły jej z kolosalnym trudem nawet wobec ludzi, którzy znali ją przecież lepiej niż Theodore. A jednak to jego powściągliwa, zmęczona doświadczeniami życia osoba wzbudzała w niej tak wielkie pokłady zaufania, by zmusić się do wyznania grzechów. Dlaczego? Czy to dlatego, że był jej pierwszym prawdziwym grzechem? Jej pierwszą nazwaną winą? Jej pierwszym szczerym przepraszam?
Może wcale nie chciał tego słuchać, może w swoim koszyczku miał już wystarczająco swoich problemów by mu jeszcze dokładać między borowiki i kanie jej własne muchomory i podbrzeźniaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Courtenay

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 92
  Liczba postów : 77
https://www.czarodzieje.org/t17751-theodore-courtenay
https://www.czarodzieje.org/t17771-sowa-theo#500237
https://www.czarodzieje.org/t17772-mlody-theo-mlody-dionizos
https://www.czarodzieje.org/t17750-theodore-courtenay
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyPią Gru 06 2019, 01:48;

Trochę głupio się czuł po tych wywodach o przeprosinach, które załatwiają sprawę, o krzywdach, które można darować ze względu na okoliczności, o pozwoleniu tym skrzywdzonym na decydowanie, czy chcą wybaczyć. Tak pięknie i zręcznie obaliła je wszystkie przypadkiem znanym jej z autopsji. Kolejną relacją, w którą wpadła i uwikłała się jak w diabelskie sidła. Patrzył na ten palec nieszczęsny, na ten dowód cudzej zbrodni i złamanej przez nią obietnicy i nie do końca wiedział, co powinien z tym wszystkim zrobić. Jej wyznania, jak piaski czasu, zaczęły przesypywać mu się przez palce i nie był pewien, jak wzmocnić uchwyt, za co właściwie złapać.
Przeprosiny bez zmiany są tylko manipulacją. Z jednej strony wiedział przecież, że nie mógł pokładać w niej zaufania. W jej towarzystwie był zawsze w stanie czuwania, nieustannie patrzył na ręce, nigdy nie odwracał się tyłem. A jednocześnie z jakiegoś idiotycznego powodu wierzył, że, jeśli obiecała już nigdy użyć na nikim uroku wili, to dotrzyma słowa. Nie dla niego; Theo nie grał pierwszoplanowej roli nawet we własnym spektaklu życia, głupio byłoby więc zakładać, że deklamuje jakieś decydujące kwestie w cudzym. Dla siebie, dla własnego sumienia.
Czuł się jak skończony idiota, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że jego uczucia były tu kwestią drugoplanową. To Harlow miała znacznie większy problem. Czy chciał jej pomóc? Owszem. Ale chęci nie zawsze przekładają się na zamiary, a on chyba zwyczajnie, tak po ludzku, poddał się. Z tego rozczarowania zabrakło sił i argumentów. Zabrakło przekonania, że jest nadzieja, że jeszcze coś można zdziałać, które powinien dzielić na dwoje, bo przecież ona wprost mówiła, że go już nie ma. Zaczął nawet zastanawiać się, czemu w ogóle poczuwał się do obowiązku, że to musi być on i tylko on będzie w stanie jej pomóc. Sobie nie umiał i głupio sądził, że innym da radę? Prychnął, ale mało było w tym opryskliwości, raczej rozczarowanie. Diną? Sobą? Światem? Wszystkim. Ale chyba chciał wiedzieć.
- Dlaczego...? - spytał głucho, ale potem pokiwał głową, jakby się rozmyślił.
A może jednak nie. Wstał, unikając przy tym jej wzroku. Spojrzał jeszcze w dół, jakby chciał jeszcze coś dodać, a potem rozmyślił się, uznał, że już nie ma co, odwrócił na pięcie i skierował w stronę drzwi. Tuż przed schodami przyszedł ostatni moment zawahania i ostatnie zakłopotane spojrzenie.
- Myślę, że potrzebujesz pomocy - oznajmił tonem, w którym powątpiewanie zmieszane było z sileniem się na obojętność.
Od niego? Nie, on już umywa ręce.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie; ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia
Galeony : 820
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyNie Mar 08 2020, 09:45;

Wsparł dłoń tuż pod mostkiem i wziął głęboki, choć pospieszny od dość szybkiego kroku wdech, w celu uspokojenia się nagłym wybuchem irytacji. Nie stało się zupełnie nic, godne jego zdenerwowania. Wręcz przeciwnie, powinien się cieszyć, prawda? I właśnie w tym tkwił cały jego problem. Gdy powinien się zdenerwować, gdy wszyscy tego od niego oczekiwali, to on nie potrafił. Kurczył się w sobie, zapadał w kaskadzie depresyjnych myśli, a teraz, gdy powinien być pieprzoną prefekcką oazą spokoju lub zadowolonym z spontanicznego zbliżenia nastolatkiem - nie potrafił i tego. Dzisiejszą nerwowość wzmagał fakt, że znów miał jedną z tych nocy, gdzie budząc się co chwilę nie jesteś pewien, czy właściwie w ogóle zasnąłeś, a gdy w końcu zasypiasz porządnie, robisz to choć krótko, to zdecydowanie zbyt mocno i spóźniasz się z pobudką, nie mając czasu ani na śniadanie, ani na szybkiego papierosa. A więc dziś pominął nie tylko tego porannego, ale i dwa następne, kierowany poczuciem obowiązku pilnego ucznia, więc teraz spragniony niebieskiego dymu, wspinał się po schodach z Gryfem obracanym niecierpliwie w palcach.
Hormony, tak przyzwyczajone do regularnego rozładowania, buzowały w nim ostatnio niczym osy w szturchniętym kijem ulu i Merlin mu świadkiem, że dokładnie czuł każde szturchnięcie, gdy tylko jego wzrok padał na mniej lub bardziej znajome sylwetki, a teraz, mimo tego, że przecież dziś już powinien uspokoić się zupełnie - wpadając gwałtownie na balkon - poczuł się jakby ktoś tym kijem zamachnął mu się na twarz, gdy tylko jego wzrok padł na Ezrę, a mózg mimowolnie podsunął mu obrazy z zeszłego roku. Już robiąc pierwszy krok w jego stronę wiedział, że nie powinien. Nawet gdy w pełni się kontrolował, to Ezra i tak zawsze miał odpowiedź, która niczym drobna szpilka wbijała się w jego pewność siebie, a teraz? Teraz był rozchwiany, niestabilny, co chwilę zmieniający zdanie między "zobacz jak mi lekko i swobodnie, jak dużo się uśmiecham, wszystko jest okej" a "to boli, to nadal boli i będzie bolało do ostatniego tchu mojego marnego życia, bo powtórzy się ilekroć spróbuję jeszcze raz". Ale ani swoboda, ani smutek, ani logika nie miały w tej jednej chwili znaczenia, ani nawet najcichszego prawa głosu, bo stery przejęła czysta irytacja i chęć odreagowania w jakikolwiek sposób, byle nie czuć się jak najpodlejszy śmieć jaki Hogwart miał okazje widzieć, więc wciąż trzymając Błękitnego Gryfa w jednej dłoni, drugą złapał Ezrę za nadgarstek, by unieruchomić rękę od przyłożenia Merlinowej Strzały do krukońskich warg.
- Palenie na terenie szkoły jest zabronione, Clarke - rzucił z całkowitą powagą i naiwnością, zupełnie nie zdając sobie sprawy dlaczego właściwie postanowił właśnie teraz przyczepić się do Ezry, a już na pewno nie zdając sobie sprawy z hipokryzji swojego zachowania. To by wymagało chociaż minimum autorefleksji, na którą dziś nie było go stać.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Wygląda coraz zdrowiej; szczupła, ale już nie wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 1596
  Liczba postów : 2490
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyPon Mar 09 2020, 23:02;

Porzucenie jednego uzależnienia nie sprawiało, że było się lepszym i silniejszym człowiekiem. Wręcz przeciwnie, Ezra chyba jeszcze nigdy nie wypalał tak wielu papierosów w ciągu jednego dnia, choć akurat też używki nigdy sobie nie żałował. Do tego stopnia, że trudno było już jasno rozdzielić, kiedy  pewność siebie Ezry była częścią jego charakteru, kiedy zaś jedynie podsycał ją magiczny efekt. Pytanie mogło też brzmieć, czy w ogóle jego pewność siebie jakkolwiek na tym etapie była zaburzana przez Merlinowe Strzały...
W każdym razie - palił, a jak palił, był też szczęśliwy. Przynajmniej do momentu, kiedy na marmurowe schody zechciał wstąpić ktoś inny. Ezra początkowo jedynie przelotnie spojrzał na Skylera, sądząc że chłopak minie go bez słowa, jak wiele razy. Dopiero muśnięty ogniem papieros wędrował wdzięcznie, by połączyć się z ezrowymi ustami, jak gdy słońce styka się na nieboskłonie z księżycem... Nim to się jednak stało, pomiędzy perfekcję wcisnął się element trzeci, zupełnie na tym obrazku zbędny.
- A któż to się pojawił? Pan prefekt hipokryta. - Ezra zmierzył Skylera oceniającym spojrzeniem; już na lekcji działalności artystycznej dostrzegł, że z tym dzieciakiem działo się coś złego, nie uważał się jednak za właściwą osobę, aby pytać. Schuester miał wielu przyjaciół, mało kto go nie lubił, a jaki był Clarke każdy widział - często zbyt szorstki wobec cudzych problemów. A jednak zamiast tego szczeniackiego (lub po prostu głupiego) uśmiechu na twarzy Puchona niezmiennie gościła dziwna mieszanina irytacji i zmęczenia. I w pewien sposób Ezra mu współczuł, w końcu dopiero co sam zmagał się z olbrzymimi prywatnymi problemami, ba, wciąż z nich do końca nie wyszedł. To jednak mu nie wystarczało, by usprawiedliwić przelewanie w taki sposób własnego żalu na inne osoby. Cmoknął językiem z dezaprobatą i nieświadomie zmrużył oczy, jak gdyby koncentrował się, które miejsce będzie najbardziej wrażliwe.
- Czyżby chłopak wszedł ci za mocno w dupę, że jesteś taki sztywny? Czy może przeciwnie, potrzebujesz kogoś, kto zrobi to za niego? - parsknął ostrym, być może nawet agresywnym tonem, unosząc prawą brew z odpowiednią dozą pretensji. Ezra powoli już wyrastał z wieku, w którym przyjmowałby podobne upomnienia od młodszych od siebie; prefekci nie byli żadną świętą kastą, Skyler nie był święty, o czym świadczył nie tylko ten Błękitny Gryf sterczący oskarżycielsko pomiędzy jego palcami, ale i wspomnienia, które Clarke starannie kolekcjonował. Nikt nie miał lepszej pamięci od Krukonów... - No, to jak się wypowiesz o bliskich kontaktach intymnych na terenie Hogwartu, Skyler? - to mówiąc, szarpnął w swoją stronę przytrzymywaną przez Puchona rękę; trudno było powiedzieć, czy po to, by ją wyrwać, czy też przyciągnąć chłopaka bliżej siebie...

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie; ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia
Galeony : 820
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyWto Mar 10 2020, 17:40;

Wystarczyło jedno spojrzenie. Nie był pewien czy chodziło o te konkretne zielone tęczówki czy o to w jaki sposób grały wokół nich mięśnie układając powieki i brwi w odpowiedni sposób, ale Ezra zawsze wywoływał ten sam efekt - stuprocentową pewność, że właśnie się przed nim potknął. Słysząc pierwsze słowa wydawało mu się, że pójdzie dalej, że to tylko lekkie zachwianie, więc zacisnął mocniej palce wokół jego nadgarstka, jakby chciał złapać w ten sposób równowagę, którą jednak i tak zaraz stracił już przy kolejnych słowach, gdy klatka drgnęła mu od bolesnego skurczu. Zmarszczył w złości brwi, a warga zadrżała mu w próbie odnalezienia odpowiedzi, ale do głowy przychodziły mu same żałosne odpowiedzi, więc zacisnął zęby, w próbie nie zdradzenia się z tym, że Krukonowi udało się trafić w niezaleczoną jeszcze ranę.
- Kurwa, Ezra, to był żart - skłamał twardo, gotowy wycofać się z balkonu, byle nie narażać się na zbytnie odsłonięcie, a nawet rozluźniał już palce, gdy nagle odruchowo w zdziwieniu zacisnął je ponownie i zaskoczony poleciał do przodu ten jeden krok za blisko - Skąd Ty już wie… - urwał, a szeroko otwarte oczy przeszły od zdziwienia, przez przebłysk zrozumienia, aż do pełnego żalu spojrzenia, wycelowanego prosto w zielone tęczówki, jakby to była ich wina, że tak się z tym zdradził. Tym razem się nie potknął, a wyjebał majestatycznie nosem w ziemię.
Ezra nie mógł wiedzieć. Nie miał prawa wiedzieć, skoro nie wiedział, że Finna już nie ma, to tym bardziej nie mógł wiedzieć o Xavierze, skoro oni dopiero dziś... A może wiedział o Gardzie doskonale i tym chętniej rzucił poprzedni komentarz chcąc, by zabolało go to najbardziej? A może ktoś widział ich wychodzących z sali lustrzanej? Puścił go, robiąc krok w tył, od razu wsuwając przygniecionego Gryfa w usta, niechcący łamiąc zapałkę, próbując go podpalić. Zaraz to samo zrobił z drugą i trzecią, główkę czwartej już tylko drżąco opierając o wytartą częściowo draskę, próbując zrozumieć które konkretnie uczucie zaciska mu supeł z żołądka.
- Czasami mógłbyś po prostu... - urwał, z cichym trzaskiem zapalając czwartą zapałkę, która jednak i tak nie uniknęła złamania, więc płonąca końcówka zadyndała żałośnie i spadła tuż pod nogi Skylera, który... nie wiedział jak w ogóle chciał zakończyć to zdanie. Być miły? Nie mieć racji? Ostatniego zdania?
Po prostu odpuścić.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Wygląda coraz zdrowiej; szczupła, ale już nie wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 1596
  Liczba postów : 2490
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySro Mar 11 2020, 12:55;

W pierwszej chwili poczuł satysfakcję. Że Skylerowi nie udało się wybić go z rytmu, że za to on, Ezra, zmusił prefekta do podkulenia ogona. Że jego warga zadrżała pod ciężarem słów, których nie miał odwagi wypowiedzieć. I choć wiedział, że to było złe, im mniejszy i bardziej bezbronny stawał się Skyler, tym większe pole do rozłożenia skrzydeł pozostawiał Clarke'owi. Opierał się na intuicji, na niedopowiedzeniu - jak horoskopy opiewające uniwersalne cechy, coby każdy mógł się z nimi w minimalny sposób utożsamić. Nie spodziewał się, że będzie miał rację, więc zdziwienie Sky'a odbiło się w niemal idealnej kopii i na jego twarzy.
- Tak, już mi to mówiono - zgodził się trochę łagodniej, sceptycznie obserwując nieporadne zmaganie się Skylera z zapałkami; ledwo powstrzymał się od głębokiego westchnienia i wzniesienia oczu ku niebu, które w obecnych okolicznościach mogłyby nieść w sobie więcej negatywnej treści niż byłby w stanie wymyślić sam Clarke. Skyler był niezrównany w nadinterpretacji, jeśli tylko jednocześnie miał możliwość umniejszenia samemu sobie... Co było męczące, kiedy Ezra nie czuł się na siłach, by odgrywać rolę dobrej wróżki.
Wyciągnął więc z kieszeni zapalniczkę, a drugą ręką stanowczo uniósł i podtrzymał podbródek chłopaka, nie ufając, że ten nie cofnie się w nieodpowiednim momencie. Płomień musnął końcówkę papierosa, w tym samym momencie, gdy Ezrowe opuszki przemknęły po policzku Schuestera z motylim wyczuciem.
- No już, dzieciaku, zaciągnij się, odetchnij i przede wszystkim nie trzęś się przede mną jak nastoletnia panienka, tylko powiedz, co cię tak bardzo gryzie, że sam potrzebujesz odgryźć się na innych. I to wcale nie przyjemnie. - Cofnął dłoń, nonszalancko opierając się o filar - a raczej bardzo starając się, by takie wrażenie sprawiać. Rzeczowość spojrzenia - to było to, co Ezra mógł zaoferować swoim znajomym w miejsce pustego współczucia, które tak silnie atakowało ze strony nawet obcych ludzi. Ale nawet jego zdradzały małe gesty; w drobiazgowym spojrzeniu skrywała się powaga, tak bliska wizualnie do obojętności, a pospieszające uniesienie brwi, za którym stała zwykła ludzka ciekawość, ni to dobra, ni to zła, bardzo łatwo skojarzone mogło zostać ze zniecierpliwieniem. Wierzył, że te drobne różnice skutecznie przysłoni kurtyna nonszalancji i papierosowego dymu. Bo Ezra? Nie, on się tak nie przejmował.
- Wierz mi lub nie, ale potrafię dobrze słuchać. I z radami też sobie nawet radzę. - Nawet uniósł przy tej okazji kącik ust!

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie; ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia
Galeony : 820
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySro Mar 11 2020, 23:05;

Uniósł wzrok, czując dotyk na swojej twarzy i zaraz poczuł jak supeł w żołądku zacieśnia się jeszcze bardziej, przez nagłe uświadomienie sobie, jak bardzo ma ochotę na tej dłoni wesprzeć swój policzek, żałośnie załasić się niczym spragniony miłości szczeniak, którym przecież był i ta świadomość krzyczała w nim boleśnie, nie potrafiąc nakreślić tego wprost, a jednak żebrząc o odrobinę bliskości od każdego. Wieczory ostatnich miesięcy wypełnił skrupulatnie dawką skradzionej uwagi, naiwnej nadziei, że to cokolwiek znaczy i do czegoś zmierza, a teraz co go czeka? Łaszenie się do ezrowej dłoni, aseksualne przytulanie Puchonek i życie w ten sposób, by w końcu doścignąć lub nawet wyminąć plotki na jego temat, przy których zawsze miał ochotę powiedzieć “to nie tak”. Ale teraz to było właśnie “tak”. Było. Właśnie. Kurwa. TAK. A on wcale nie miał ochoty z tym walczyć, bo tak było zwyczajnie łatwiej. Choć na chwilę. I ta chęć ułatwienia czegokolwiek odbijała się wyraźnie w jego spojrzeniu.
Przełknął ślinę i zaciągnął się posłusznie, a nawet odetchnął zgodnie z zaleceniem przy wypuszczeniu na wolność niebieskiego dymu, od razu pod wpływem posmaku i zapachu mięty rozluźniając się na tyle, że barki w rezygnacji opadły mu w dół. To też było znajome. Ezra z tą swoją chłodną pomocą, która choć często skuteczna, niosła za sobą ryzyko odsłonięcia się przed kimś, kto zawsze wiedział jak to wykorzystać. A jednak ufał mu zawsze, nawet gdy nie chciał. Bo w końcu zawsze powtarzał raz popełnione błędy, niesiony nadzieją, że “tym razem będzie inaczej”. I faktycznie, choć procentowo zupełnie nieopłacalnie, czasem bywało inaczej, a on właśnie tymi razami zawsze karmił naiwność.
Przesunął po nim spojrzeniem, zaciągając się głęboko i pochwycił Gryfa w palce, wykręcając głowę w bok, by tam pozbyć się dymu, ale i przenikliwego wzroku Ezry.
- Nie potrzebuję rad - mruknął, odchylając się w tył, by oprzeć się o równoległy filar. - Potrzebuję… - zawiesił się od razu nie wiedząc którą z opcji wybrać, by nie zabrzmieć jak wspomniana nastoletnia panienka. Nadziei? Bliskości? Sił? Na pewno godności, ale na to już zdecydowanie za późno. Zaciągnął się nerwowo, zaraz żegnając się z dymem dzieląc go na dwoje przez przepuszczenie przez nos i osunął się w dół do siadu na chłodnej posadzce.
- Czego mi brakuje? - spytał cicho, unosząc na niego wzrok z wyrzutem, jakby to on obiecał mu wspólne noce, śniadanie i kolacje, a po tym zostawił go z niczym, na zawsze pozostawiając już tylko obraz domu, którym jego domem w sercu już zdążył zostać, a który nigdy nim naprawdę nie będzie. - Akurat Ty powinieneś wiedzieć. Dlaczego nikt… - urwał, nie chcąc wypowiadać tych słów, bo póki tkwiły tylko w głowie, nie nabierając na dźwięczności, mógł jeszcze udawać, że nie są prawdą. Zupełnie jakby wybrzmienie ich w tej ciszy zamieniłoby je w klątwę i tylko przypieczętowało fakt, że na koniec zawsze zostaje sam.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Wygląda coraz zdrowiej; szczupła, ale już nie wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 1596
  Liczba postów : 2490
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyCzw Mar 12 2020, 01:22;

Był jak marionetka. Jak cholerna marionetka przytwierdzona nie czterema sznurkami, których silne pociągnięcie motywowało do ruchu, ale tysiącami drobnych połączeń. Czasem wystarczyło ledwie skinać palcem, by wywołać reakcję. Było to jednocześnie fascynujące i przerażające, jakby Skyler całe swoje życie tkwił w transie.
- Oczywiście, nikt nie potrzebuje - zgodził się obojętnie, również wydychając dym i jak gdyby nigdy nic obserwując z góry, czy ktoś nie zdecydował się na przechadzkę po dziedzińcu. Mogli stać i w zupełnym milczeniu, to do Skylera należał w tym momencie jakiś ruch.
I Ezra go otrzymał.
Czego mu brakowało?
Poczuł ten wyrzut, jakby był niemal fizycznym policzkiem; dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że w gruncie rzeczy cały czas patrzy na chłopca. Nie mężczyznę, znającego tajemnicę słodko-gorzkiego smak miłości, ale nastolatka doświadczającego zawodu raz za razem, przerzucanego sobie z rąk do rąk bez żadnej właściwej refleksji. Także przez niego samego. Ezra przemknął spojrzeniem po złocisto-brązowych kosmykach, kręcących się niesfornie na końcach - może nawet trochę jak u Leonardo? I zatrzymał się na rysach twarzy, w których zapisane były łagodność i ufność, i całkowity brak egocentryzmu, cechy, które tak bardzo cenił i podziwiał w Bridget Hudson. Zwieńczone wielkim sercem. Wielkim, dobrym sercem, które rekompensowało te wszystkie drobne ułomności, które przecież każdy miał. Te długie kończyny, z którymi tak często nie wiedział, co zrobić i głupio szeroki uśmiech, tę wrodzoną niezręczność... Jakimś cudem jednak Skyler łączył w sobie cechy dwóch osób, które Ezra rzeczywiście kochał; gryfońska ofiarność i puchońska dobroć koncentrowały się w jednej osobie, co powinno było skutkować naturalnym sentymentem w Krukonie.
A jednak czegoś mu brakowało.
- Asertywności - powiedział wreszcie, streszczając cały strumień myśli w jednym tylko słowie. Odbił się od ściany, czując jak gwałtowniejsza emocja zaczyna w nim wrzeć. Zaciągnął się raz dymem i zaraz upuścił nawet w połowie nie wypaloną używkę, przydeptując ją wraz z krokiem wykonanym w stronę Skylera. - Chcesz wiedzieć, dlaczego nikt cię nie chce? Bo ludzie nie traktują cię poważnie. Przecież dla tak wielu jesteś tylko chłopcem na pocieszenie... - zaszydził, patrząc na niego z góry, unosząc z wyższością podbródek i zawieszając na moment głos, jakby sprawdzał, czy Skyler zaprzeczy. Czy zechce się obronić? Czy po prostu biernie przyjmie kolejną nieusprawiedliwioną podłość...
- Sam sobie to robisz. Nie wymagasz, idziesz na każde ustępstwo, nie ośmielisz się przy tym powiedzieć, czego sam chcesz. I sam zapominasz, że nie jesteś dodatkiem, Skyler, że nie jesteś zabawką, po którą każdy może sobie sięgać, kiedy tylko zechce. - Czas, gdy intensywnie pożywiał swój organizm jadem bazyliszka skrywał się za mgłą utkaną z półświadomości. Ale pamiętał, że też taki był wobec niego; oceniający i wymagający, biorący ponad miarę przy całkowitej ignorancji tego, że Skyler był osobą. Ezra wcisnął dłonie w kieszenie, wzdychając i spuszczając wzrok na ziemię w zamyśleniu; trudno było zrozumieć złamane serce temu, który nigdy tego nie doświadczył. - Nie obwiniaj się o to, że ludzie nie potrafią cię docenić. Czasami rzeczy nie są takie proste... Najlepsi ludzie mają najbardziej przekichane w życiu. A ty naprawdę, naprawdę masz potencjał być najlepszy.
Wiedział, że niełatwo było mu wierzyć - słyszał to już: łgarz, krętach, cóż, aktor... I choć każde słowo szarpała jakaś agresywna nuta, zdradzająca prawdziwe zaangażowanie Clarke'a i choć wyczerpany tym przypływem emocji opadł na posadzkę obok Puchona, zrozumiałby, gdyby jego opinia jedynie odbiła się od Schuestera, jak groch rzucony o ścianę.
- Wiesz, że jak byłem dzieciakiem, to mnie też każdy ostatecznie odrzucał? To nie z tobą jest coś źle, tylko z nami wszystkimi. - Pocieszenie to było dość gorzkie... Ale na więcej chyba Ezrę nie było w tej sytuacji stać.

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie; ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia
Galeony : 820
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyCzw Mar 12 2020, 17:32;

Prychnął cicho słysząc o asertywności, bo przecież to jej nadmiar względem Finna wyrzucał sobie przez pierwsze dni. Z czasem zaczynał widzieć, że choć odmawiał mu uparcie kilku rzeczy, to była to tylko iluzja. Tak jak magik skupia uwagę widza na jednej dłoni, działając tak naprawdę drugą, tak on skupił się na dwóch czy trzech naginanych zasadach, nie zauważając jak silnie Finn wpływa na całą resztę. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że podświadomie próbuje się do niego dopasować, byle tylko wcisnąć się w ramy jego serca, gdzie przecież od początku nie było dla niego miejsca.
Dłoń zadrżała mu przy kolejnych słowa, nie trafiając papierosem do ust, a jedynie obijając się o dolną wargę i niemal od razu uniósł zraniony wzrok na stojącego nad nim Ezrę. Nie musiał tego mówić. Nie w ten sposób. Nieprzyjemnie chłodne ciarki spadły mu na ramiona i tylko spuścił głowę w milczeniu przygryzając język, jakby miało to rozluźnić zaciskające się gardło. A więc tak go ludzie postrzegali? Jako chłopca na pocieszenie? I tylko tym właśnie był dla Finna? Pocieszeniem po Marlowie, któremu kilka rzeczy się udało, ale jedynie na tyle, by Gard odzyskał chęć życia, porzucił samobójcze plany, a później… Później już najwidoczniej Skyler stracił swoją użyteczność. Data ważności się skończyła i nie był tak efektywny jak wcześniej. Zresztą wcale nie musiał, bo swoje zadanie spełnił. I nie było już sensu trzymać go u siebie w domu.
Słowa Ezry były gorzkie. Zbyt gorzkie. Miesiąc temu zapewne wywołałyby w nim złość i gwałtowne zaprzeczenia. Dwa tygodnie temu żałośnie rozkleiłby się już przy trzeciej ze złamanych zapałek, by po takich słowach wpaść w ciąg ledwo łapanych oddechów i połykanych łez. Teraz? Każde słowo paliło go w piersi, a sam ton Ezry zaciskał mu się węzłem wokół szyi, ale z każdym kolejnym ruchem krukońskich ust jego własna twarz przybierała na obojętności, a ramiona opadały w dół w rezygnacji. Nie podważał, nie buntował się, a właśnie z czystą naiwnością przyjmował to za jedyną, objawioną prawdę i lekko kiwając głową zaciągnął się Gryfem - powoli, głęboko, zmuszając płuca do dalszej pracy. Przesunął dłonią po zmęczonej twarzy i powiódł nią dalej, aż na spięty kark, którego nie miał sił rozmasować. Nie wyciągał z tej rozmowy tyle, ile powinien, nie potrafiąc tak szybko przeanalizować jego słów. Zapewne powróci do nich później, choć głównie do tych negatywnych. Przesunął wzrokiem po siadającym Ezrze i zawiesił wzrok na zielonych oczach, a jego własne stopniowo wychodziły z tej zbroi fałszywie nałożonej obojętności. Nie potrafił jej utrzymać, ale nie miał już też sił, by czuć to wszystko, więc tak utknął w szczelinie pomiędzy emocjami, których zupełnie nie potrafił rozróżnić i trąc kciukiem wierzch trzymającej Gryfa dłoni czuł się zwyczajnie zagubiony.
- I dlatego wolisz odrzucać innych? - spytał nieco zachrypniętym od ściśniętego gardła głosem, mając oczywiście na myśli siebie, bo prawdę mówiąc, nigdy wcześniej nie zastanawiał się jak wiele osób poza nim mógł odsunąć od siebie Ezra - Mam robić to samo? Mam trzymać ludzi na dystans, żeby pokazać, że jestem asertywny? Nie jestem i nie wiem czy chcę być - zaczął z siebie wyrzucać, początkowo ważąc każde słowo, dopiero stopniowo dając się ponieść emocjom i wywlekając na wierzch nieumiejetność złożenia dłuższej wypowiedzi w całość - Przecież to nie tak, że ja… po prostu czasami mi wszystko jedno, bo zależy mi na czymś ważniejszym i jeżeli… Jak mi na kimś zależy, to chcę żeby wiedział, że może mnie mieć dla siebie kiedy chce i gdzie chce, bo ja zawsze przyjdę. Nie wiem, wydaje mi się, że tak to powinno być, że jeżeli ktoś mnie potrzebuje, nawet niekoniecznie mnie, ale… kogoś - zamotał się, na chwilę zagubionym wzrokiem wodząc po twarzy Ezry, aż wzrok nie padł na krukonie wargi, jakby w niemej prośbie o odpowiedź, która nie mogła nadejść, bo z tych teraz nerwowo przegryzanych wcale nie padło pytanie - I chyba wolę już być sam, niż… - urwał, nie potrafiąc znaleźć słów do przekazania tego silnego uczucia, które przebijało się przez ból w klatce. Tej głośnej pewności, że to właśnie stanowi część jego, której musi być pewien, nawet jeśli nie potrafi odnaleźć całej reszty. - I może jestem zabawką, ale jeśli jestem tym w stanie komuś pomóc, to chcę nią być - dokończył i wybrzmiałoby to niezwykle pewnie, gdyby nie wzrok pomykający w dół na złamanego palcami Gryfa.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Wygląda coraz zdrowiej; szczupła, ale już nie wychudzona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 1596
  Liczba postów : 2490
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptyPią Mar 13 2020, 11:58;

Jak na tak młodą osobę, jak na kogoś, kto tak uwielbiał otaczać się wianuszkiem ludzi i oczarowywać ich własnym wdziękiem, wypowiadał się wyjątkowo gorzko i pesymistycznie. Zniechęcony, zniesmaczony. Zbyt świadomy własnych wad? I nawet jeśli nie był to pełny obraz stosunku Ezry do reszty świata, to jednak gdzieś w nim tkwił i silnie przysłaniał obiektywną percepcję.
Bardzo szybko miał pożałować szyderstwa, którym obdarzył Skylera. Sądząc, że być może chłopak potrzebuje jakiegoś impulsu, by się przeciwstawić, terapii szokowej, zachęty do stanowczego "nie", nie pomyślał, że puchon może jeszcze bardziej zapaść się w sobie. To nie miało wyglądać w ten sposób. I choć Ezra wypowiadał kolejne słowa, przedzierające się przez gęstą jak muł atmosferę, coraz więcej nieprzyjemnej żółci zbierało się w jego gardle na widok zgarbionych ramion i maski zdystansowania, gdy tak siedział i czekał, by zostać bardziej skrytykowanym. To nie była dobra taktyka, zupełnie nie...
Jedno było pewne - Ezra nie nadawał się do rozmów z wrażliwymi osobami.
- Tak, chyba tak. - Ciężko było mu komuś zaufać. Zawsze zapobiegawczy, zawsze ostrożny, zawsze o jeden krok do przodu, podejrzewając złych zamiarów, kiedy tylko pojawiał się na nie cień szansy. Nie odrzucał ludzi, bo ich nie kochał. Odrzucał ludzi, bo im nie ufał. A Ezra miał w życiu jedną zasadę; nie zamierzał dać się zranić, woląc skrzywdzić niż zostać skrzywdzonym. - Nie... - spróbował wtrącić, ale Skyler mówił dalej, w chaotycznej wypowiedzi próbując wyjaśnić własne motywacje. Zamknął usta, a cienka bruzda przecięła jego czoło, gdy usilnie starał się przyjąć spojrzenie tak dalekie jemu samemu. I sam przez to czuł się jeszcze podlej. Ale nie o niego tu chodziło, więc starał się własne rozgoryczenie odsunąć na bok; być może obaj mogli się czegoś od siebie nauczyć.
- To szlachetne i dobre, i naprawdę słodkie. Tak powinno być. Tyle że ludzie są trochę jak pijawki... Dopóki korzyść jest obopólna, nie ma nic złego w tym, by być dla siebie. Ale nie wiesz, kiedy przyssą się zbyt mocno, zabierając ci nie tylko to, co chcesz im dać, ale dużo więcej i zostawiając cię krwawiącego przez wiele dni. - Zmarszczył brwi, na moment milknąc i samemu zastanawiając się nad tym doborem słów. - Okej, może to nie jest najbardziej trafne porównanie, ale nie w tym rzecz. Nie chcę cię zmieniać, okej? Chcę tylko, żebyś przemyślał, czy naprawdę musisz być "zawsze" nawet jak druga osoba nie może ci tego zagwarantować. Bo wydaje mi się, że na dłuższą metę taki handel nigdy nie zadziała...
To całe umniejszanie sobie budziło w nim wewnętrzny sprzeciw. Nawet nie przez sam fakt niezrozumiałego dla niego przesadnego altruizmu, co przez to, że ów kogoś Ezra nie znał, a Skylera już tak i naturalnym tego następstwem był fakt, że w starciu z hipotetycznym bytem, Clarke stawał po stronie Puchona.
- Jeżeli nie potrafisz się zdystansować ze względu na samego siebie, to pomyśl, że nie chodzi tylko o ciebie. Ile razy chcesz się dawać wykorzystywać? Do zepsucia? Bo jesteśmy tylko ludźmi Skyler, mamy swoją wytrzymałość. Wiesz co będzie bolało bardziej? Kiedy któregoś dnia spotkasz kogoś wartościowego, kogo będziesz chciał kochać, a po prostu... nie będziesz miał na to siły. Bo te kilka niewłaściwych osób zostawi po sobie ślad, nawet jeśli teraz tego nie dostrzegasz
Oparł tył głowy o ścianę i przechylił twarz ku chłopakowi; nie dało się nie dostrzec, że znajdowali się w tym momencie blisko siebie. Na tyle blisko, by Ezra czuł napięcie z tego wynikające, by z tyłu głowy miał świadomość, że obnażał przed Schuesterem jakiś kawałek własnej duszy, wszak oczy... oczy nigdy nie kłamały. Ezra przymknął je więc, obawiając się, że mogą zdradzić zbyt wiele; sam nie wiedział w którym momencie zagubił się pomiędzy słowami, sytuację Skylera mieszając z własną, szczerą radę myląc z własnym żalem, z własnym bólem, z własną niepewnością.
I kiedy zabrakło mu słów, miał w głowie jeszcze te, które niegdyś zostały zapisane przez kogoś innego.
- And I wanna kiss you, make you feel alright, I’m just so tired to share my nights - zanucił cicho, wyobrażając sobie jak uderza palcami w odpowiednie klawisze na pianinie; być może jego palce nawet niekontrolowanie drgnęły w tej nagłej tęsknocie. - I wanna cry and I wanna love but all my tears have been used up. - Kącik jego ust nawet delikatnie drgnął, gdy otworzył oczy, a w intensywnej zieleni na moment zalśniło najszczersze zasmucenie. - On another love... - Zapominał się, gdzie przebiegała granica tej relacji. Czy którykolwiek z nich kiedykolwiek ją wyznaczył?I nawet, jeśli nie było to do końca właściwe, złapał dłoń Skylera w swoją, by podarować mu choć jeden pocieszający uścisk. Nawet jeśli dalej było to niewiele.
- Przepraszam dzieciaku, chciałbym ci jakoś pomóc, chciałbym ci pokazać, że masz prawo walczyć o siebie, ale nie do końca wiem jak. - I ciężar odpowiedzialności jakoś tak dziwnie ciążył na sercu Ezry w nienaturalny, nie bolesny, ale drażniący sposób, przypominając Clarke'owi dlaczego tak łatwo dał się pochłonąć narkotykowi.

______________________


When you're falling in a forest and there's nobody around do you ever really crash, or even make a sound?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Skyler Schuester

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie; ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia
Galeony : 820
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1548
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17510-skyler-schuester
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 EmptySob Mar 14 2020, 13:10;

Westchnął cicho pod ciężarem tych słów, które w różnych wariacjach słyszał już tak wiele razy. “To nie Ty, to społeczeństwo”; “Dobrze robisz, ale ludzie tego nie doceniają”; “To naprawdę słodkie, ale inni to wykorzystują” itp. itd. Tak łatwo było rzucać takimi ogólnikami, zapominając o wszystkich tych osobach, które zasługują na każdą minutę jego czasu. Czasem po prostu ktoś nie potrafił znaleźć sposobu, żeby się odwdzięczyć lub chociażby pokazać, że docenia jego starania. Ale przecież było mnóstwo takich osób, które potrafiły go docenić, nawet jeśli miałyby być to tylko słowa “Nie zmieniaj się”. I przecież nawet Ezra teraz to zrobił, choć dalekie to było od tego z jaką naiwnością potrafiły te słowa nakreślić Flora czy Ceinweed. Próbował wyłapać sens całej wypowiedzi, ale to zdanie ”Nie chcę cię zmieniać, okej?” dźwięcznie wybrzmiewało w jego głowie, miękkim ezrowym głosem głaszcząc jego podupadłe poczucie wartości siebie, gdy próbował wyłapać w zielonych oczach na ile jest to szczere stwierdzenie.
- Nie muszę - mruknął cicho, na sekundę uciekając wzrokiem w bok, by niemal od razu zmusić go do powrotu - Ale chcę być “zawsze”. Potrzebuję. Chcę czuć, że dla kogoś… - urwał i pokręcił głową na znak, że nie zamierza dokończyć tej myśli, choć już na języku czuł smak urwanej myśli “...jestem wszystkim”, zbyt desperackiej, by nie wybrzmiała z żałosną nutą, jeśli tylko spróbowałby powołać ją do życia dźwiękiem. Spuścił wzrok, gasząc złamanego gryfa przez wkręcenie tlącej się końcówki w posadzkę, nakreślając tam wyraźnie szarawoczarną smugę. Zmarszczył lekko brwi w skupieniu, gdy padło sformułowanie, że powinien zmienić nastawienie dla dobra kogoś innego i zaraz uniósł je aż czoło nie wyraziło bolesnego skurczu w sercu, który go przeszył. Czyli Finna bolało to jeszcze bardziej? Cierpi dopiero teraz czy myślał o tym przy każdym pocałunku, martwiąc się o to, że nigdy nie odwzajemni tego tych uczuć, którymi Sky samolubnie zalał go w swojej otwartości? Zacisnął dłoń na udzie, by powstrzymać palce od drżenia od przytłaczającej myśli, że wepchnął się w życie Finna, wchodząc w jego serce zabłoconymi buciorami, tylko po to, by mógł sobie uświadomić, że nie ma tam miejsca dla nikogo innego poza Marlowem.
- A co jeśli się zdystansuję - zaczął powoli uginając nogę, by oprzeć przedramię o kolano i przeniósł wzrok z powrotem na Ezrę - I wtedy w ogóle nie dostrzegę, że mam przed sobą osobę, przed którą powinienem się otworzyć? - dokończył, zagubiony gdzieś pomiędzy sensem tej rozmowy i radą, która na niego czekała. Jak ma się nie poddawać i szukać dalej, jeśli jednocześnie nie może się zaangażować, by nie dać się znów zranić? Czy potrafi coś takiego? Całować tylko jedne usta, a nie pokochać ich do szaleństwa? Zasypiać przy kimś i nie myśleć, że chce się tak zapełnić wszystkie noce do końca życia? Rozbierać kogoś z nastawieniem, że nie jest to jedyne ciało, które przyjdzie mu dotykać? Może powinien spróbować wyciszyć to wszystko. Cieszyć się bliskością bez zaangażowania. Czerpać przyjemność z chwili, która trwa, nie martwiąc się o to, kiedy przeminie. Pochylił się nieco bliżej, wyłapując błyski w zielonych tęczówkach, chcąc odczytać z nich czy Ezra nim nie pogrywa, czy faktycznie sam poczuł na sobie to wszystko i sam już nie wiedział czy to co widział w jego oczach było szczerym obrazem jego duszy czy tylko odbiciem jego własnych nadziei, że i Ezra mógłby go pokochać, gdyby nie ciążące na nim duchy przeszłości. Wypuścił spomiędzy ust drżące z niepewności powietrze, gdy krukon przysłonił mu dostęp do siebie kotarą powiek i zdusił w sobie potrzebę złapania go za ramiona, byle tylko zmusić go do jeszcze jednego spojrzenia, otwarcia się na choćby kilka sekund dłużej. Gubił się już zupełnie w nawarstwiających się bolesnych uczuciach i wspomnieniach, z wyraźnie wyłaniającym się z nich wnioskiem sprzed roku - Ezra Clarke ma naprawdę piękną duszę, do której nie chce go dopuścić.
Rozchylił lekko usta, chcąc jego imieniem zwrócić na siebie uwagę, ale dźwięk ugrzązł gdzieś w gardle, gdy wzrok padł na poruszające się nieśpiesznie wargi, spomiędzy których uciekały ciche nuty. I sam zapragnął zamknąć teraz oczy, co przecież robił tak często, ale coś znów w nim pękło, jakby szew nie wytrzymał pod naporem tej chwili i pozwolił niezaleczonej ranie znów się otworzyć. Broda zadrgała mu żałośnie, więc wykręcił głowę, uciekając nie od wzroku Ezry, bo ten tkwił wciąż zasłonięty powiekami, ale by ukryć sam przed sobą, że i widok Krukona bolał go nawet po tak długim czasie. Każde melodyjne słowo przypominało mu o tym jak wiele było w nim żalu, smutku i poczucia, że nigdy nikomu nie wystarczy. Zawsze będzie drugim. I rolę drugiego będzie spełniać, czy to jako pocieszenie czy rozbudzenie pewnych emocji, a potem znów da się odsunąć, gdy tylko jego zadanie zostanie zakończone. Tyle właśnie jest wart? Zaledwie przecinek w czyimś życiu, nawet nie rozdział,  skoro nie cała książka? A teraz i brwi wyginały się w niemym pytaniu czy i on wyciśnie z kogoś tyle głębokiego bólu, mówiąc mu, że nigdy nie będzie pierwszym w jego życiu. Wzrok nabiegł mu wilgotną mgłą, ale to już nie miało znaczenia, bo gdy poczuł ciepło zaciskających się na dłoni palców, musiał wrócić ufnie spojrzeniem do ujmująco szczerej dziś zieleni, której już dawno nie miał tak blisko siebie jak teraz. Gorąc na twarzy nieprzyjemnie odcinał się od lodowych igiełek łaskoczących jego ramiona i pragnąc przykryć to wszystko dużo silniejszym odczuciem ciepła w podbrzuszu, które choć na chwilę rozplotłoby tkwiący nieco powyżej węzeł. Pochylił się więc niemal instynktownie do teraz tak obcych, a niegdyś ukochanych ust, by musnąć je kształtem wyszeptanych drżaco słów: “Pokaż mi, że miałem jakieś znaczenie” i nie czekając wcale na spełnienie prośby, sam sięgnął po to zapewnienie, z niepoprawną czułością otulając ciepłem swoich ust jego dolną wargę.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Balkon nad dziedzińcem - Page 17 QzgSDG8








Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty


PisanieBalkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty Re: Balkon nad dziedzińcem  Balkon nad dziedzińcem - Page 17 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Balkon nad dziedzińcem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 18Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Balkon nad dziedzińcem - Page 17 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-