Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Wschodnia część lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 14 z 15 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość


Renne' Wrong
avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Galeony : 97
  Liczba postów : 97
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyPią Wrz 10 2010, 19:34;

First topic message reminder :




Nielegalny – niezlecony przez nauczyciela – pobyt tutaj może być karany szlabanem i minusowymi punktami dla Domu (automatycznie wyrażasz w tym temacie zgodę na ingerencję Mistrza Gry).

Pewną część lasu porastają same drzewa iglaste, jednak aby się do nich dostać trzeba wędrować przynajmniej godzinę wśród wysokich krzaków i połamanych gałęzi. Stąd gajowy Hogwartu przynosi drzewka, które w zamku stają się choinkami. Ziemia w tym miejscu nierzadko bywa wilgotna od posoki - aktywność zwierząt w tym miejscu jest wysoka.

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyWto Gru 29 2020, 13:22;

Litera E

Mimo myśli które krążyły wokół Finna, uwadze blondynki nie umknęło to, że od Puchona bije szczęście, widoczne było nie tylko w jego oczach, ale również postawie, a słowa które opuściły jego usta jedynie potwierdzały pierwsze spostrzeżenia. Nie umiała zareagować na to inaczej niżeli szerokim uśmiechem - cieszyła się szczęściem przyjaciela, gotowa była odpowiedzieć na grad informacji którym ją zasypał, jednak zanim zdołała się odezwać głos zabrał O'Connor, przekazując im listę zadań na dziś, dlatego do Skylera rzuciła jedynie, że na pewno muszą się spotkać.
Oczywiście ilość rzeczy do wykonania była naprawdę obszerna, dlatego Gab postanowiła od razu zabrać się do pracy. Oczywiście pracę przy drzewkach lubiła, biorąc pod uwagę fakt, że jej rodzina miała winnice, dlatego od razu zaczęła od sprawdzenia osłon.
Przejrzała pierwsze trzy, kiedy idąc do kolejnej jej uwagę zwróciło małe pudełeczko leżące tuż pod gałęziami. Zdziwiona uniosła prawą brew, lecz ostatecznie nie wzięła go w dłonie, zajmując je naprawą jednej z osłon w której powstała sporych rozmiarów dziura.

Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyPią Sty 01 2021, 16:02;

W pewnym sensie można było powiedzieć, że Bruno należał do elitarnego grona. W końcu niewielu było mężczyzn, z którymi Sky naprawdę lubił przebywać, czując się w ich towarzystwie swobodnie, jednocześnie nie mając wcale żadnych niecnych planów i nawet jeśli w ich rozmowach co krok pojawiały się jakieś podteksty, to przecież obaj wiedzieli, że jest to zwyczajna zabawa i może właśnie te luźne żarty sprawiały, że przy Gryfonie jego humor zawsze się poprawiał. Teraz jednak uśmiech zachybotał się niepewnie, pozwalając zdziwieniu przejść na pierwszy plan, gdy zamrugał i zerknął zaskoczony na trzymaną przez siebie tłustą kulę ptasiego pokarmu.
- Szkodliwy? - zapytał z wyraźnym zaskoczeniem, nawet nie potrafiąc zawalczyć w szczerości swoich odruchów. - W sensie... Jak bardzo szkodliwe? - dopytał natychmiast, ledwie odwieszając jedzeniową kulę na jedną z gałązek, a już ufnie szukając spojrzenia Bruno, myśląc o tym, że przecież od lat niemal codziennie wysypuje w parku resztki chleba z piekarni przekonany o tym, że pomaga dzięki temu przeróżnym zwierzątkom, szczerze przerażony tym, że w rzeczywistości mógłby przyczyniać się do ich chorób, a nawet śmierci. - Nawet jak się wrzuca do wody?
Powrót do góry Go down


Bruno O. Tarly
Bruno O. Tarly

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183,5
C. szczególne : mocno zarysowane kości policzkowe, baran na głowie, typowo brytyjski akcent
Galeony : 1410
  Liczba postów : 1087
https://www.czarodzieje.org/t17773-bruno-o-tarly
https://www.czarodzieje.org/t17828-korespondencja-bruna#501992
https://www.czarodzieje.org/t17803-bruno-o-tarly
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyPią Sty 01 2021, 19:27;

Bruno miał... bardzo podobnie. Choć posiadał naprawdę wielu znajomych, to sobą mógł być jedynie wśród nielicznych. Skyler zaliczał się do tego wąskiego grona. Grona, które ostatnio się dość uszczupliło. Czy to źle? Raczej nie, nie odczuwał tego w ten sposób. Skupiał się na osobach, które były bliskie jego sercu i przy których czuł się swobodnie. I właśnie mógł pokusić się na takie żarty, które ktoś mniej zaufany mógł zrozumieć opacznie.
Uśmiechnął się lekko (ale bez cienia politowania!), gdy Sky zadał kolejne pytania. Rzadko kiedy był po tej drugiej stronie - po stronie nauczyciela, osoby tłumaczącej cokolwiek. Zazwyczaj to on miał trzy miliony pytań i wątpliwości, przeważnie to on motał się w wykonywanych czynnościach, jak chociażby jeszcze chwilę temu, gdy sprawdzał osłonki. Schlebiało mu to i jakoś tak przyjemnie łechtało od środka. Czyżby to ego?
- Chleb? No więc... - odkaszlnął mimowolnie, jednocześnie zawiązując supełek ze sznurka, który miał utrzymać tłustawą kulę - Też zawiera w sobie dużo soli. I głównie przez nią, ale też przez inne zbędne dodatki, ptaki mają niedobory. - podrapał się po brodzie, analizując swoje słowa, które chyba były niedostatecznie konkretne - Wiesz, zapchają się chlebem i nie zjedzą nic innego, więc nie mają potem wystarczająco dużo witamin w organizmie. I mogą chorować. - zaczął żywo gestykulować, wymachując niezamierzenie woreczkiem z ziarnami. Dopiero po chwili zorientował się co robi, więc uśmiechnął się niewinnie i przymocował karmówkę na pobliskim drzewie. - A w wodzie to nawet gorzej, bo pęcznieje i szybciej pleśnieje. No i taki spleśniały chleb to już w ogóle jest szkodliwy, bo pleśń to patogen. Grzyb w sensie. - wyjaśnił, odchodząc na metr od drzewa i upewniając się, że zawiesił woreczek w dobrym miejscu - Ale nie przejmuj się, jak ptak zje trochę chleba dobrej jakości, to nic mu się nie stanie. Ważne, żeby nie było to jedyne źródło pożywienia. - postanowił zakończyć ten swój wywód jakimś bardziej optymistycznym (i może pokrzepiającym) akcentem. Nie chciał wyjść na buca, a przecież sam kiedyś popełnił ten błąd i karmił dzikie kaczki piętkami od chleba lub starymi bułkami. W końcu tak ochoczo podpływały!

@Skyler Schuester
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyCzw Lis 11 2021, 20:38;

Znalezienie następnych uczniów nieco zajęło im obu czas, niemniej jednak pozostawało sukcesywne w swych założeniach. Trójka uciekinierów, którzy obrali sobie za cel działalność na terenie Zakazanego Lasu, znalazła się bezpiecznie pod ich skrzydłami, a sami mogli nieco wreszcie wrócić do zamku. Było zimno, chłodno, nieciekawie, a ubrania przemokły aż do suchej nitki, za czym Felinus niespecjalnie przepadał. Nie wątpił, że może mieć to nieco dalsze skutki, acz wierzył w swoją odporność, w związku z czym dopiero po czasie uznał, że bardzo dobrą opcją będzie użycie Aexteriorem w nieco zmodyfikowanej wersji - tej chroniącej niczym parasol osobę rzucającą czar.
- Mmm, nie ma to jak brzytówka. - wskazał podbródkiem w kierunku trawy, która nieco różniła się od tej zwykłej, zgrabnie omijając ostre niczym noże źdźbła z miłą chęcią zapewne żądające dodatkowej strawy. - Choć nie wątpię, że byłaby niezła do zebrania... - zastanowiwszy się nieco, nie zamierzał na razie się schylać i zatrzymywać, mając pod kopułą czaszki inne, ważniejsze rzeczy. Zadanie wypełnione, można wracać do domu. A raczej do średniowiecznej budowli.
W lesie na razie było w miarę cicho, co rzucało się w oczy młodzieńca, który uważał to za coś nietypowego. Jedyne, co do nich w sumie docierało, to fakt, że zaniesienie delikwentów nieco zajmie; nie miał na myśli nawet kropli deszczu uderzających o liście tutejszych drzew, które ostały się na nieco dłuższy czas na gałęziach. Nie miał na myśli dźwięku wydanego poprzez wdepnięcie w kałużę i jeszcze bardziej zarezerwowanie sobie nieprzyjemnej kąpieli obuwia, na co się wewnętrznie skrzywił, spoglądając w kierunku Ravingera. Ten, w jego odczuciu oczywiście, uspokoił się na tyle, że raczej nie wyglądało na to, by mógł otrzymać jakimkolwiek zaklęciem prosto w zęby. Albo pięścią.
- Słyszałem, że zadałeś pracę domową z wymianą różdżkami. Nieco odważny krok, zważywszy na to, jak niektóre mogą się zachować w cudzej dłoni. - podniósł brwi, chcąc złamać tę ścianę ciszy, usunąć cegły i pozwolić na to, by kurz po tym zdarzeniu opadł, bo choć za towarzyszem dzisiejszego dnia nie przepadał, o tyle jednak nie potrafił iść bez jakiejkolwiek rozmowy. Ot, od momentu, gdy się otworzył na ludzi, pozostawał bardziej komunikatywny, ale jeżeli chodzi o nauczyciela zaklęć, nie potrafił jakoś przeskoczyć tego, że za nim nie przepada. Wynikało to przede wszystkim z wcześniejszego doświadczenia, które, niczym mgła na umyśle, próbowała odebrać zdolność nawiązania czegokolwiek pozytywnego.
Co nie zmienia faktu, że i tak szło do dupy, z czym niespecjalnie się krył. Będąc młodym, być może głupim - w oczach starszego nauczyciela, oczywiście - nie posiadał czystego konta. Jakby wszystko na wyciągu zostało przedstawione, a samemu nie mógł do końca tego wszystkiego wymazać. Jakimś cudem Gareth dał mu drugą szansę, a Li Wang nie kwapiła się do zwolnienia, co świadczyło raczej o tym, że pozostanie na nieco dłuższą chwilę w tym zawodzie.

Mechanika:

Powrót do góry Go down


Ravinger Fairwyn
Ravinger Fairwyn

Dorosły czarodziej
Wiek : 52
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : laska i szrama na twarzy
Galeony : 288
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20909-ravinger-fairwyn-w-trakcie-pracy-nad
https://www.czarodzieje.org/t20925-miejsce-do-ktorego-nie-chcesz-wyslac-sowy#670161
https://www.czarodzieje.org/t20910-ravinger-fairwyn#669657
https://www.czarodzieje.org/t20930-ravinger-fairwyn-dziennik#670
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyPią Lis 12 2021, 14:27;

Należy przyznać, iż Ravinger niekiedy trawił się myślami o Zakazanym Lesie i tak częstych hulankach uczniów czy studentów w tymże miejscu. Głównie nie podobał mu się system kar, który obowiązywał. Taki mdły, niekiedy wręcz niewytaczający. Owszem, niekiedy w lesie zabłąka się istotka lub wyrośnie roślina godna strachu całego zamku i nie znajdzie się nawet jeden śmiałek, który przekroczy błonia przy Zakazanym Lesie. Chociaż na ogół  tylu czarodziejów błąkało się w tej okolicy, że zwyczajnie łatwiej byłoby wpuścić w Las rasowego morderce i czekać aż nastąpi naturalna selekcja jednostek słabych od silnych. Również selekcję tych magicznych istotek, które szanują zasady bądź nie. Oczywiście, Fairwyn nie miał problemu z tym, że ktoś łamie zasady dopóki tego nie widzi i nie musi brudzić sobie rączek. Tak jak teraz chociażby, kiedy ujebany błotem i zalany deszczem przemierzał przyszkolną dzicz w towarzystwie, no, z pewnością nie wyśnionym towarzystwie a ideę koszmarów lepiej od siebie odsunąć.
W dodatku Pan Lowell usiłował wskrzesić z martwych rozmowę i rzucał na siebie jakieś pomniejsze, niewybredne zaklątka. Ravinger niegdyś również się tak zabezpieczał podczas poszukiwań uczniów. Jednak przy swoim wieku, jakby ktoś nagle miał go zamordować w czasie jego pracy, nie opierałby się śmierci. Raczej powitałby ją z żałosnym westchnięciem, dopytując czemu jej się tak nie śpieszyło. A tak, biedny i zmoknięty staruszek przynajmniej mógł sprawiać pozory zaangażowanego w akcję, cierpiącego profesora, którego dzień nie oszczędził w przykrości a osoby, które naraziły go na takie bezeceństwa... Cóż, powinny zostać strawione przez własne wyrzuty sumienia.
- Owszem, dziękuję - pociągnął nosem, lekko niezadowolony, iż zebrało mu się tak prędko na katar. Może powinien zacząć martwić się własnym zdrowiem i nie nadwyrężać go jakby miał szesnaście lat. Jednak mając lat pięćdziesiąt mężczyźnie niekiedy zachowują się gorzej niż nastolatki. Fairwyn miał jedynie nadzieje, że sam nie stanowi takiego egzemplarza. Zaś same słowa Pana Lowell potraktował jako swoisty, dziwny komplement. Chłopak zapewne wiedział, że stwierdzanie na temat zachowania różdżek nie jest w żaden sposób odkrywcze albo Ravinger nie zacznie mu zaraz klaskać dumie, iż ten ma jakiekolwiek pojęcie o magicznych pałkach.
Ciekawszym niżeli rozmowa już nawet była otaczająca ich przyroda. Zmokła, brudna i robaczywa. Czyli najpiękniejsza o tej porze roku, pokazująca jak tragiczna jest otaczająca rzeczywistość, co pozwalało odżyć w surowych murach Hogwartu i docenić możliwość stawiania tam korków, uczestniczenia w zajęciach czy niekiedy głupawych, kiedy indziej ciekawszych rozrywkach dodatkowych. Może i aura pogodowa nie sprzyjała, zaś sam wzrok bruneta odróżniał najprostsze kształty. Niemniej, bardzo miło mu się spacerowało. Nawet z ciążącą na barkach myślą o frywolnych uczniach czy przy rozmowie, którą ktoś starał się wzbudzić na siłę. Pan Lowell przynajmniej starał się coś sobą reprezentować i może niechętnie, wręcz nader niechętnie Fairwyn musiał sobie przyznać, że to już jakiś progres od czasów szkolnych ichniejszego przypadku. W tym całym ambarasie i zamieszaniu, profesor niespodziewanie stanął. Mruknął coś do siebie pod nosem i kucnął ostrożnie, opierając się o swoją laską zakotwiczoną we względnie stabilnym miejscu. Chwycił pobliski patyk, aby przyjrzeć się się dokładniej, zapewne, walerianie. Roślinę zaanektowały jakieś małe szkodniki, a odkrycie zamiast radować zdawało się nieść gorycz dnia codziennego.
- Mógłby mi Pan pomóc? - Starał się nie brzmieć pretensjonalnie, co mogło mu się nawet udać. Zapewne przypadkiem, ale liczy się rezultat. W półcieniu drzew oraz z laską w jednym ręku nauczycielowi brakowało jednej ręki. Albo tej, która rozświetliłaby nieco roślinę, aby wyciągnąć z niej jakieś resztki nadające się do spożytkowania. Albo w ogóle pomocną dłoń, która zerwałaby walerianę. Jedno było pewne, Ravinger tego nie osiągnie sam bez bliższego zapoznania się z błotem. Tego dziś nie planował.

@'Felinus Faolán Lowell'

Kość: 6
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyPią Lis 12 2021, 15:13;

Lowellowi niespecjalnie widziała się naturalna selekcja jednostek, jako że pozostawał przede wszystkim po stronie słabszych i zamierzał ich bronić. Z każdym krokiem postawionym w Zakazanym Lesie zdawał się nieść ze sobą aurę, dzięki której mógłby poczuć się nieco spokojniejszy wewnątrz, sięgając pamięcią do sytuacji, która miała miejsce w grudniu. Doskonale pamiętał, jak wyglądał jego partner, gdy ten miał okazję widzieć, jak Boydowi odgryzana jest ręka. I choć uczucie bezsilności nigdy go nie spotkało w takim stopniu, o tyle potrafił zrozumieć, dlaczego przemierzanie przez tę florę i faunę stanowiło zagrożenie. Nie widziało mu się podzielić losu żadnego z uczestników tej tragedii, dlatego działał rozważnie, co mogło być w odczuciu Fairwyna czymś kompletnie niezrozumiałym. Wyrwanym z schematu, działającym nie wedle tego, do czego ten zdołał przywyknąć.
Mimo to nie zamierzał zmieniać się na gorsze. Przynajmniej nie teraz, gdy wiedział, że ma wiele rzeczy, nad którymi powinien popracować i ma tak bliskie osoby, z którymi to chciał dzielić pewne struktury własnego świata. Dlatego, gdy zauważył, jak Protego rzucone poprzez Absorptio traci na sile, ponowił urok, by mieć stuprocentową pewność, iż zyska dodatkowe, cenne sekundy, gdyby poszło coś jednak nie po jego własnej myśli. Śmierci nie zamierzał jeszcze witać we własnych ramionach bądź oddawać się w jej objęcia i otaczający twarz całun, w związku z czym szanował siebie i to, że ktoś może się o niego mimo wszystko troszczyć.
Próba kontaktu okazała się nie być jakoś specjalnie idealna, bo ten zareagował jedynie podziękowaniami. No mistrzami rozmowy to jednak nie byli i wcale nie zamierzał zmieniać własnego zdania na ten temat, w związku z czym gdzieś wewnątrz własnego umysłu westchnął głęboko, jakoby z lekkim wyrzutem, bo niezależnie od tego, jak by się starał, to i tak nie szło mu najlepiej. No cóż, przynajmniej pokazał, że raczej nie ma złych zamiarów, czyż nie? Co nie zmienia faktu, że i tak pogoda nie dopisywała, było zimno, chłodno i nieprzyjemnie. Oklasków nie potrzebował, po prostu powiedział to, co na ten temat sądził akurat w tym miejscu, w danym momencie.
- Waleriana? - zapytawszy się, nieco przykucnął, by następnie zerknąć kątem oka na spetryfikowanych uczniów, którzy raczej nie zamierzali nigdzie się udać - a przynajmniej nie tam, gdzie nie posłałby ich Mobilicorpusem. Asystent nauczyciela uzdrawiania nie czuł się tak, jakby miał obowiązek pomocy, ale gdzieś wewnątrz podejrzewał, że powinien wykazać się zrozumieniem i nie ciągnąć pewnych konfliktów - nawet jeśli niespecjalnie pałał miłością do nauczyciela zaklęć. - Główne skupiska są zaatakowane i się nie nadają do czegokolwiek, chyba że na tyłach znajdziemy nieco więcej niezainfekowanych kwiatów... - mruknął z zastanowieniem, chwytając tym samym za różdżkę, by odciąć pierwszy fragment, gdzie małe, czarne skubańce wyżerały energię z kwiatostanów.
- Nie lepiej już kupić w aptece? - podniósł brwi, zakładając ręce na klatce piersiowej, by następnie nieco pomóc Ravingerowi - czy to poprzez zlokalizowanie zdrowych elementów, czy jednak poświecenie własną, magiczną pałką. Nie wiedział, czy w ogóle jest sens zdobywania składnika w tym miejscu, gdzie zimno, piździ i ogólnie niefajnie, niemniej chciał mu dać możliwość zadecydowania, czy powinni w ogóle spędzić tutaj na tej czynności odpowiednią ilość czasu.

Mechanika:

Powrót do góry Go down


Ravinger Fairwyn
Ravinger Fairwyn

Dorosły czarodziej
Wiek : 52
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : laska i szrama na twarzy
Galeony : 288
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20909-ravinger-fairwyn-w-trakcie-pracy-nad
https://www.czarodzieje.org/t20925-miejsce-do-ktorego-nie-chcesz-wyslac-sowy#670161
https://www.czarodzieje.org/t20910-ravinger-fairwyn#669657
https://www.czarodzieje.org/t20930-ravinger-fairwyn-dziennik#670
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySob Lis 13 2021, 01:49;

Błędem - dość sporym - Ravingera było wysłużenie się Panem Lowellem. Wręcz do cna, jakby nie patrzeć. Mężczyzna wyzbył się swoich początkowych trosk, przenosząc je na barki młodzieńca z założeniem, iż taka jest naturalna kolej rzeczy i nawet nie pomyślał o czymś takim jak wdzięczność. Przynajmniej do tego momentu, kiedy urzekająca roślina jakoś zmiękczyła jego nieprzychylny stosunek do persony przyszłego, miejmy nadzieje, nauczyciela uzdrawiania. Oczywiście, ich wspólne działanie miało na uwadze wspólne dobro szkoło oraz krnąbrnych uczniów. Tylko poza jednym zaklęciem czy znalezieniem towarzystwa do spacerku po Zakazanym lesie Fairwyn nie zrobił dziś nic, co mogłoby przysłużyć się sprawie. Chociaż niewątpliwie mu bardziej powinno na tym zależeć. Z drugiej strony, po tylu latach tak typowe sytuację średnio umiejętnie wzbudzały w starym profesorze coś innego niżeli znudzenie lub rozczarowanie tym, iż młode umysły nie uczą się na błędach poprzedników.
- Waleriana - potwierdził tępo zapytanie towarzysza. Nawet bez złośliwości, co warto zaznaczyć. - Poszukałbym ich, skoro i tak łowy na uczniów spożytkowaliśmy względnie przystępnie - można uznać to za pochwałę współpracy, ale taką bez polotów. Nie zabili się, może było blisko, ale ów czyn nie nastąpił. Także każdy duet na ich miejscu niejako powinien docenić swoje wzajemne starania. Podobnie jak ze zbieraniem roślin. Niezaprzeczalnie stosunki mało pozytywne w warunkach - gdzie pewne podstawy relacji powinny być zachowane - sprzyjają skuteczności. W tym lepszym scenariuszu, zaś gorszego nie warto przytaczać. Niechaj pozostanie w sferze fantazji.
- W zasadzie tak, Panie Lowell, apteka najczęściej jest dobrym wyborem jeśli chodzi o rośliny podobnego typu. Jednakże moje zapotrzebowanie na eliksir spokoju, tym samym, na jego składniki jest względnie spore. Zatem sam Merlin nie pożałowałby mi okazji na odciążenie funduszu - tutaj już mówił z nieukrywaną pretensją. Aż nawet charknął coś pod nosem, nabierając prędko bardziej wdzięcznego tonu. - Zatem doceniam pańską obecność oraz tych pańskich młodych oczu - powiedział, analizując z bliska roślinę w centrum ich wspólnej uwagi. Wiadomym było, iż poświęcą temu moment, skoro Fairwyn nie kwapił się do wstania oraz ze względu na krótką opowiastkę czemu niechętnie podchodzi do roślin z aptek. Bądź dlaczego nie posiada zniżki na stałe, hurtowe zamówienia.
Sama wdzięczność szybko minęła, tak samo jak spokój profesora. Gdzieś w tle usłyszał podmuch wiatru, który zachwiał moment spoglądania na walerianę. Zaś to jeszcze nie znaczyło nic wobec Pana Lowella, który najpewniej przespał całą pierwszą klasę na podstawach trzymania różdżki.
- Jak Pan ma problem z utrzymaniem różdżki w dobrej pozycji? - Zapytał, a swoją belferską manierą, nie umiał się oprzeć poprawieniu pozycji chłopaka. Wstał z klęczek, dysząc ciężko przy tej czynności, tęskniąc do kręgosłupa, który kiedyś posiadał dobrą formę. - Mogę? - Użył tego pozornego pytania przed tym, zanim raczył go dotknąć. Może jeszcze gdyby miał zamiar naruszać jego przestrzeń osobistą w obrębie innym niżeli dłoń i nadgarstek to zaczekałby na odpowiedź. Subtelnie ruszył jego nadgarstkiem, poprawił chwyt na magicznej pałce i zaklęcie zdawało się nawet świecić w miejscu słusznym sobie. Oświetlając znacznie większą część rośliny, tym samym ułatwiając poszukiwanie jej zdrowej lub przynajmniej zdrowszej części.
Fairwyn ułożył swoją laskę pod drzewem i śmiało skalał swoje kolana ziemią. Chociaż spodnie i tak gorzej już dziś skończyć nie mogły. Babranie się w ziemi miało wiele zalet, których mężczyzna aktualnie nie umiał sobie przypomnieć. Momentami Ravinger myślał już, iż znalazł pożądany przez siebie fragment rośliny. Wtem okazywało się, iż Pan Lowell wciąż źle oświetla mu całe zgromadzenie waleriany. Niezniszczone korzenie były jedynie grą światłocienia, a nie był to barok, aby bawić się rzeczami tak wysokiego sortu. Niech sztuka pozostanie sztuką, a zielarstwo w wykonaniu profesora, cóż, zajęciem zapewne niewartym zachodu. - Świeci Pan mi czy sobie? - Dopytał w końcu, bez odrywania wzorku od ziemi. - Oraz mógłby Pan spojrzeć czy żaden nieoczekiwany stwór nie zachodzi pańskich pleców - zasugerował urokliwie.

Kość: 6

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySob Lis 13 2021, 11:40;

Wysłużenie się Lowellem mogło nieść ze sobą dwa różne scenariusze - albo perfekcyjne znalezienie metody na rozwiązanie problemów, albo wynalezienie przepisu na katastrofę. Wszystko zależało od dnia i miejsca, w którym ten się pojawił, a też i od tego, czy brał jednak leki, które na zachowanie wpływały. Oczywiście, że brał. Tylko jakoś tak z Ravingerem dogadać się nie umiał, w związku z czym wewnętrznie skrywał w sobie wiele pytań, które mogłyby jebnąć niczym Zeus piorunem w ziemię, powodując tym samym niemałe zatrzęsienie. Mimo to działał w spokoju i bez zbędnych, niezrozumiałych akcji, w związku z czym udało się odnaleźć uczniów, a tym samym przejść przez kolejne struktury Zakazanego Lasu, gdzie mogli poczuć się co najmniej dziwnie.
- To już na polanie w Hogsmeade ma pan jakieś bardziej... użyteczne kwiaty, serio. - nie wierzył, że jakoś nauczyciel zaklęć chciał uprzeć się właśnie na to skupisko kwiatów, ale z doświadczenia, wszak często chodził sobie zbierać różne składniki, wiedział, że przy tym będzie więcej roboty, niż jakkolwiek jest to warte. Gorszy scenariusz zdawał się nieco bardziej nastąpić na struktury umysłu Felinusa, który uważnie spoglądał w kierunku starszego mężczyzny, zakładając tym samym na krótki moment ręce na własnej klatce piersiowej. - W to nie wątpię. W cenie około dziesięciu galeonów można zrobić eliksiry, które mają przebitkę prawie stu pięćdziesięciu w aptece. - to, jak sklepy korzystały z niewiedzy innych, nieco go przerażało, ale takie są zasady handlu. Opłacenie lokalu, pracowników i pieryliona innych rzeczy kończyło się cenami, które nie cieszyły oka, powodując tym samym wewnętrzną pustkę - zarówno na duszy, jak i w portfelu.
- Czuję się wręcz zaszczycony. - odpowiedział zgodnie z nieprawdą, bo wzrok miał do dupy, gdyż musiał nosić okulary, ale nie zamierzał się tym jakoś specjalnie przechwalać, gdy w sumie Ravinger nieco znajdował się w błędzie. A niech będzie - jemu na tym nie zależało, by go z tego wyprowadzać, najwyżej potem się okaże, że wcale takiego sokolego oka nie posiada i jednak jest do dupy pod względem przyświecenia czegokolwiek, jakkolwiek. Mimo to wewnętrzne zdziwienie na tę drobną pochwałę czy cokolwiek, co tam powiedział Fairwyn - skubańca nie znał i nie wiedział, czy sobie żartuje - pojawiło się dość nagle i niespodziewanie. Nie przedostawał go na zewnątrz, poza struktury własnego umysłu.
I jak się okazało, trzymanie różdżki z zaświeconym Lumosem w prawej dłoni nie sprzyjało niczemu dobremu. Wcześniejszy uraz, a może po prostu idiotyzm, postanowiły się odezwać; palce objął płaszcz mrozu, a sam nie czuł, jak powinien manewrować drewnianym patyczkiem, by przyświecić towarzyszowi w ten prawidłowy, pozbawiony skaz sposób. Rzadko kiedy się to zdarzało, ale najwidoczniej Toninentia, która przeszła przez jego kończynę, postanowiła nieco bardziej się odezwać - do tego stopnia, że aż chuj bombki strzelił i najwidoczniej czekała go lekcja z trzymania różdżki - niczym w pierwszych klasach. Mało kto wiedział o wypadku na Nokturnie i zamierzał się trzymać - z wewnętrznym bólem na własnej dumie, którą gdzieś musiał obecnie zagrzebać.
- Trzymam przecież dobrze... - pokręcił głową, spoglądając na to, jak profesor staje z klęczek, jego kręgosłup na pewno mu temu nie przyklaskuje, a kolana pewnie umierają z bólu. Ach, nie ma to jak stare lata, których pewnie nie dożyje, a na pewno nie spłodzi żadnego syna bądź córki, bo w ramach idiotycznej teleportacji udało mu się załatwić sobie bezpłodność w niezwykłej, wręcz trudnej do odrzucenia promocji. - Tak, tak, proszę. - czuł, że jak odmówi, to ten się bardziej zdenerwuje, a poza tym chciał sprawdzić, jak ten potrafi przywołać prawidłowe utrzymanie drewnianego kija, gdy jednak dłoń nadal nie pozostaje taka, jak powinna być. To, że został dotknięty, jakoś niespecjalnie mu wbiło się do głowy, gdy nadal czuł tylko i wyłącznie zimno, a dopiero z czasem udało mu się zachować jakoś względnie dobry chwyt, który z czasem i tak zamierzał poddać się złemu działaniu. - Dziękuję. - taa, dziękował - i tak wiedział, że zaraz będzie do dupy z koniecznością wprowadzenia kolejnych poprawek.
I, jak się okazało, ponownie coś zepsuł, bo nim się obejrzał, a padł słynny, ojcowski tekst, na który o mało co nie prychnął z rozbawienia. Starego nigdy nie posiadał, co nie oznacza, że nie wiedział, co to znaczy trzymać latarkę w garażu, by przyświecić jedną, charakterystyczną śrubę, którą należy odkręcić. Problem był jeden - wraz z takimi sytuacjami wymagającymi ogromnego skupienia na salony wchodziła mu głupawka, którą teraz sobie powstrzymywał, by przypadkiem nie przedostała się do uszu profesora.
- Oczywiście, że panu świecę. Może pan źle patrzy? - ziarenko satysfakcji nieco się zagnieździło w jego umyśle, choć nie zrobił tego z złośliwości, a raczej z tego, że gdyby chciał zadowolić wszelkie wymagania Ravingera, zapewne musiałby wykręcić nadgarstek o sto osiemdziesiąt stopni i trzymać przy okazji magiczną pałkę, co nie było niemożliwe w jego przypadku do zrobienia. - Byłoby mi nieco szkoda pleców... - głowy, nóg, rączek, tyłka, czegokolwiek, na co by się jakaś istota rzuciła. I tak kiedyś otrzymał już ugryzienie w pośladek od syreny błotnej, więc nic by go nie zaskoczyło, choć odwrócił się, by spojrzeć, czy rzeczywiście spekulacje profesora są słuszne.

Mechanika:

Powrót do góry Go down


Ravinger Fairwyn
Ravinger Fairwyn

Dorosły czarodziej
Wiek : 52
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : laska i szrama na twarzy
Galeony : 288
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20909-ravinger-fairwyn-w-trakcie-pracy-nad
https://www.czarodzieje.org/t20925-miejsce-do-ktorego-nie-chcesz-wyslac-sowy#670161
https://www.czarodzieje.org/t20910-ravinger-fairwyn#669657
https://www.czarodzieje.org/t20930-ravinger-fairwyn-dziennik#670
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySob Lis 13 2021, 20:42;

Cieszmy się, iż było ciemno i większości wymownej mimiki twarzy Ravingera stała się niewidoczna dla oczu młodego czarodzieja. Głównie ze względów antypatii, której nie chciał potęgować, skoro chłopak był użyteczny. Przynajmniej w połowie. Tej mniejszej połowie, rzecz jasna, ale wciąż zdawał się mieć swoją użyteczność. Akurat nie przy rozmowie, którą profesor do cna już pominął. Czemu? Ponieważ nie miał do dodania nic, co wniosłoby do pogawędki coś rzeczowego. Nie udawał nawet, iż jakieś słowne przepychanki w temacie magicznych biznesów oraz zbierania ziół są przedmiotami rozmowy, które Fairwyna ciekawiły. Względnie klarownie powiedział, iż skoro przypadkiem znaleźli się nad walerianą to miłym byłoby ten fakt spożytkować, zbierając ów roślinę i następnie uwarzyć z niej coś sensownego. Zwłaszcza skoro profesor nie zamierzał wydawać całej wypłaty na ususzone zioła na czarnym rynku czy gdziekolwiek, gdzie mogłoby być tańsze niżeli standardowo. Ano i przede wszystkim nie czuł potrzeby tłumaczyć się z tej decyzji, która była jak najbardziej słuszna. Zdaniem bruneta.
Ah! Ciężko też byłoby stwierdzić, iż później było już łatwiej. Pan Lowell w najlepsze trwał przy swoim "dobrym" chwycie różdżki, a robił przy tym co najmniej kilka karygodnych błędów. Iście podręcznikowych. W tym wszystkim nauczyciel zaklęć irytował się tym ze świadomością jak dużo w trzymaniu magicznych pałek da się wybaczyć. Począwszy od problemów z mięśniami nadgarstka, stosunkiem do własnej różdżki, osobistych preferencji oraz sugerowanych zaleceń specjalistów. Owszem, Fairwyn takim nie był, ale nieskromnie można przyznać, iż miał jak najlepsze atuty ku temu tytułowi. Jednak dyskusja z kimś upartym również nie stanowiła najulubieńszej czynności belfra.
- Źle patrzę? - Powtórzył sugestię, nie wiedząc już czy w tym momencie powinien wstać i pójść w milczeniu do zamku w tym niewybornym towarzystwie Pana Lowella, czy jednak na walerianie zależało mu bardziej. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała - ludzie nigdy nie byli dlań czymś, przez co się ograniczał. To była tylko maja i to bezwartościowa najczęściej. - Niewątpliwie... - westchnął niemrawa i w tym momencie postanowił manifestować swoją niezależnością. - Lumos Sphaera- rzucił czar, aby zasugerować swojemu towarzyszowi, iż jego użyteczność nie zda się już za wiele. Może warto też, aby pilnował swojego kupra, bo kto wie jakie osobliwości kryje Zakazany Las? Najpewniej wszystkie z najgorszych poczwar i jedynie czarodziejskim szczęściem przez głupotę jest ich niespotkanie. Przy nowym źródle światła waleriana dalej nie rozpieszczała Ravingera zdrowymi liśćmi, ale umiejętnie pokierowana kul światła zdała się odkryć nowy ośrodek tejże rośliny. Może nawet bez szkodników na korzeniach. - Zalecałbym ostrożność - zasugerował, uśmiechając się półgębkiem.

Mechanika:

@Felinus Faolán Lowell

Kość 3
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySob Lis 13 2021, 21:23;

Owszem, że był użyteczny - innego scenariusza w swoim przypadku nie zakładał. Od początku własnego istnienia, a raczej od początków istnienia problemów, zawsze starał się znajdować idealne rozwiązania. Tym razem nie trafiał jednak w gusta nauczyciela zaklęć, w związku z czym pozostawał przydatny w mniej niż pięćdziesięciu procentach, ale przynajmniej nie pozostawał na poziomie podziemnego parkingu samochodowego, gdzie pławiłby się wynikiem na minusie. W padającym deszczu trzeba znajdować pozytywy, bo może i jest zimno oraz mokro, ale mogliby zostać napadnięci i skończyć jeszcze gorzej. A tak? To przynajmniej mógł go trochę poddenerwować, co nieco naturalnie pojawiało się pod kopułą jego czaszki, chcąc wymazać powszechny doń profesjonalizm, tak niezwykle potrzebny w wykonywaniu zawodu, który sobie upatrzyli. Tylko jeden z nich był prawdziwym nauczycielem, a drugi takim asystentem, co raczej szczytem marzeń nie było na dłuższą metę.
Dobry chwyt różdżki w jego przypadku nie był dobry, ale przekierowanie odpowiedniej ilości magii z rdzenia magicznego, tudzież sygnatury, nie sprawiało mu problemów. Tyle, ile udało mu się zdobyć kontuzji, to cud, że w ogóle jeszcze może rzucać zaklęcia - wcześniej, by powstrzymać atak na umysł przez wilowatego, wysilił się do tego stopnia, że wyczerpał się pod tym względem, pozostając na dwa dni kompletnie nieprzytomnym. Potem przez miesiąc miał problemy z rzucaniem zaklęć, w związku z czym musiał nieco przystopować z nauką potrzebnych dziedzin, choć nie stracił na tym zbyt wiele. Doczytał o sygnaturze pod względem uzdrowicielskiego punktu widzenia i temat ten go naprawdę zaintrygował.
Felinus zacisnął nieco usta, powstrzymując się przed powędrowaniem specjalnie kącikami ust do góry, wszak to, co rzucił, było w punkt dla ewentualnego pijanego starego. W życiu doświadczył w takim stopniu, nieco innym, pijanego ojczyma, który z miłą chęcią przywalał drzwiami prosto w twarz lub zwalał ze schodów. Jak się nie ma w życiu, co się lubi, to się lubi, co się ma; ten na szczęście popełnił samobójstwo.
- Nie no, naprawdę by mi było ich szkoda. - wzruszył ramionami, bo w sumie nie widziało mu się tłumaczyć przed partnerem, skąd ma jakieś ślady po walce, w związku z czym unikał sytuacji, które były skrajnie niebezpieczne. I, jak się okazało, kiedy Fairwyn użył zaklęcia Lumos Sphaera, a samemu się odwrócił, słysząc słowa, które wydostały się poprzez wprawienie fałd głosowych w odpowiednie drgania, okazało się, że na zalecenie ostrożności było nieco za późno. Trzy topki uznały za znakomity pomysł posłanie go prosto w błoto, gdzie wyrżnął ryjem o kałużę, za czym niespecjalnie przepadał. Ręce przemoczyły się od nieprzyjemnej mazi, gdy mocniej chwycił różdżkę. - Trochę za późno na zalecenia... - wymruczał, by następnie rozejrzeć się dookoła, analizując teren. Oczywiście, jak żeby inaczej, topki nie zamierzały pozwolić mu aż tak łatwo wstać, znajdując się w dość bezpiecznym miejscu na zastosowanie pewnego zaklęcia. Przekręciwszy drewniany patyczek, odrzucił magiczne istoty na odpowiednią odległość, by wstać i postawić ścianę.
- Nie chcę pana popędzać, ale czy mógłby pan nieco szybciej zbierać tę walerianę? Byłbym nieco wdzięczny. - zapytał się go, czyszcząc własne ubranie, które było oblepione błotem, co ewidentnie świadczyło o tym, że po wejściu do zamku weźmie sobie prysznic czy kąpiel, by zapomnieć o tym nieprzyjemnym zdarzeniu. Waleriana nadal zdawała się być skażona nieprzyjemnie pasożytami i choć nie mógł mu pomagać jakoś specjalnie, starał się dostrzec bardziej użyteczne skupiska, zwracając uwagę również na krnąbrne topki, które upatrzyły sobie go za najbardziej zabawny cel na świecie.

Mechanika:

Powrót do góry Go down


Ravinger Fairwyn
Ravinger Fairwyn

Dorosły czarodziej
Wiek : 52
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : laska i szrama na twarzy
Galeony : 288
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20909-ravinger-fairwyn-w-trakcie-pracy-nad
https://www.czarodzieje.org/t20925-miejsce-do-ktorego-nie-chcesz-wyslac-sowy#670161
https://www.czarodzieje.org/t20910-ravinger-fairwyn#669657
https://www.czarodzieje.org/t20930-ravinger-fairwyn-dziennik#670
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyNie Lis 14 2021, 23:59;

Szkoda czy nie szkoda, los zechciał, aby Pan Lowell wylądował w błocie. Ravinger spojrzał jedynie na chłopaka z politowaniem i zaczął żałować, iż zgodził się na taką współpracę. Gorzej, on zaproponował tę współpracę i może gdyby tak nie uparł się na walerianę to wracaliby do zamku szczęśliwsi, bez nowych doświadczeń życiowych. No, ale kurwa, mówi się trudno i żyje się dalej. Dlatego Faiwyn po swoim rozczarowaniu błotnym upadkiem postanowił nieco się przemieścić, zadowolony, iż populacja ziela w nowym miejscu zdaje się mniej zainfekowana. Prognozowało to coś dobrego, przecież im mniej mikrobów, zjadających liście, tym większa szansa na odnalezienie tych nieskażonych niczym fragmentów.
- Zaznaczam - odkrzyknął wymownie - sugerowałem to już panu wcześniej. - Nie dość, iż stwory z Zakazanego Lasu postanowiły zabawić się w uprzykrzanie życie tak i roślinność była smutnym rozczarowaniem. Można dopatrzeć się plusów: fauna i flora są na jednakim poziomie. Dość typowym dla tego miejsca, więc Rav nawet nie udawał zdziwionego. - Gdyby to zależało ode mnie, już dawno zostałoby to zebranie, Panie Lowell - napomniał go, może niesłusznie, ale ileż on może gadać o jakiś bzdurkach z jego własnego świata osobistego? Niektóre naprawdę to mało interesowało, co można uznać za dobrą cechę charakteru.
Topek, mały skurwiel, jednak profesor ostatkiem woli powstrzymał się od podzielenia się opinią ze światem. Niemalże był już zadowolony z efektów swojej zbieraniny, kiedy jedna z tych małych bestyjek ukradł mu wyselekcjonowane części waleriany. Fairwyn uniósł brwi i wycelował w małego szkodnika niewinnym zaklęciem, które miało mu nasypać piachu w oczu. Pierwsza klasa, cudowne wspomnienia.
- Jestem skłonny zadowolić się tym, co mam - powiedział, wstając z kolan. Ostatnio nader często wykorzystuje do tej podłości swój kręgosłup. Chyba czas zaprzestać takich zdrowotnych prowokacji. Czarodziej pochwycił swoją laskę i gotów był do wędrówki powrotnej. - Uważa Pan, że jeśli odejdziemy to zostawią nas w spokoju? Czy to byłoby zbyt śmiałe pragnienie? - Zbyt śmiałe, zapewne.

@Felinus Faolán Lowell
Kość 2
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyPon Lis 15 2021, 09:02;

Idealna współpraca - chciałoby się pomyśleć. Lowell znajdował się na klęczkach, cały ufajdany, a do tego nieco zdenerwowany, choć nie przejawiał agresji w sposób jawny dla otoczenia. Nie chciał, by tak to wyglądało, w związku z czym w miarę szybko się ogarnął, coby nie zostać uznanym za debila względem tego, co się obecnie działo. Nieco się skrzywił, patrząc na to, jak jest ufajdany, by ostatecznie głębszym wdechem i odpowiednim ruchem różdżki odgonić jednego z małych skurwieli poza teren własnego działania. Otrzepał się, wyprostował, długimi nogami przywarł na bardziej stabilny grunt poza tak ogromnymi kałużami, a spojrzeniem oczu barwy czekoladowej analizował to, ile udało się Fairwynowi zdobyć waleriany. Miał gdzieś jego wcześniejsze słowa dotyczące tego, że sugerował - bo wtedy zaledwie ułamek później okazało się, że nie ma czasu na przygotowanie prostego Protego.
- Gdyby ode mnie to zależało, poszedłbym szukać składników gdzie indziej, panie Fairwyn. - odbił zgrabnie i sprawnie piłeczkę, co wynikało z tego, że w sumie po cholerę tutaj stali i zbierali tę walerianę, skoro była w większości zainfekowana jakimiś robalami. Nie no, serio - czy nie mógłby Ravinger udać się do Hogsmeade bądź Doliny Godryka, by tam szukać składnika i poświęcić na zbieranie znacznie mniejszą ilość czasu? Nie ogarniał tej nadmiernej oszczędności ze strony nauczyciela zaklęć, za którym nie przepadał jakoś specjalnie i też - jakoś specjalnie się z tym nie krył. Działał pasywnie, choć z lekkim uderzeniem w kierunku tego, że jego obecność i słowa są momentami irytujące.
A potem nadeszła chwila satysfakcji. Może nie jak grom z jasnego nieba, aczkolwiek jakoś miło obserwowało się, jak jeden z topków nieświadomie staje się jego sprzymierzeńcem, bo nim się obejrzeli, a ziele zostało zdrowe części rośliny i pobiegło siną w dal. Trafione następnie urokiem sypiącym piasek w oczy, no ale fakt tego, że nie tylko on oberwał, jakoś go cieszył. Tym bardziej, że to przecież mężczyzna, za którym przepada znikoma ilość uczniów i studentów. Nie okazywał tego w żaden sposób na zewnątrz, wewnątrz celebrując to małe zwycięstwo, choć w miarę się ogarnął, że hej, przecież tak zazwyczaj nie myśli.
- Możliwe, że się do czegoś przyda. - mruknąwszy, wyczyścił się zaklęciem z błota, by następnie rozciągnąć zdrowym kręgosłupem, nie musząc opierać się o lasce. Ach, nie ma to jak młody wiek, rozjebana ręka, równie jebnięta wcześniej psychika i brak większych zmartwień. Jednego z topków potraktował jakiś lekkim zaklęciem, coby go odrzucić na nieco bezpieczniejszą odległość, gdy ten czaił się do butów. - Zbyt śmiałe pragnienie. - oznajmił dość prędko, a gdy ruszyli, zgraja bydlaków nadal się za nimi ciągnęła niczym sznur. - wziął głębszy wdech, by następnie zabrać ze sobą uczniów i kontynuować wędrówkę do zamku.

Mechanika:

Powrót do góry Go down


Ravinger Fairwyn
Ravinger Fairwyn

Dorosły czarodziej
Wiek : 52
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : laska i szrama na twarzy
Galeony : 288
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20909-ravinger-fairwyn-w-trakcie-pracy-nad
https://www.czarodzieje.org/t20925-miejsce-do-ktorego-nie-chcesz-wyslac-sowy#670161
https://www.czarodzieje.org/t20910-ravinger-fairwyn#669657
https://www.czarodzieje.org/t20930-ravinger-fairwyn-dziennik#670
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySro Lis 17 2021, 20:01;

Klarowność w tak niezaszczytnej dziedzinie jak Historia Magii nijak imała się Ravingera. Jednak ze swoich lat szkolnych umiał wyciągnąć pewien wniosek, który towarzyszył pokoleniom i rożnym dziejom magicznym niczym nieodstąpiony przyjaciel, a głównie pamiętali o nim historyczni napaleńcy. Zawsze niekiedy profesor uznawał to za bardzo niezdrową pasję i nawet podziw to znajomości danej dziedzin budził bardziej przerażenie niżeli sympatię. W końcu jak można lubić historyków. Ich prace - owszem, zdarza się złączyć wspólne siły podczas zbierania materiałów naukowych w dziedzinie zaklęć, a sylwetki zacnych magików wręcz wypada więcej niż pobieżnie sobie przypominać raz na pewien czas.
- Mogłoby i zależeć, ale obecnie nieco zbyt późno na wycofanie się z działania - Konkluzja natomiast jest taka, iż to idioci i umysły mniej chłonne ograniczały geniusz, ekscentryczność oraz nietypowość pewnych działań tych jednostek uniesionych nieco ponad marnawą przeciętność szmaragdu wypielęgnowanych traw. Chodzi w tym oto, iż czarodzieje niekiedy cieszą się z zabawy w błocie, kiedy mogą cieszyć się piękną i szeroką perspektywą, gdyby tylko ośmielili mieć ambicję większe niż podważanie cudzych decyzji w sposób niemalże ujmujący.
- Zaiste - potwierdził jedynie, kiedy ku niezadowoleniu zapewne nie tylko Fairwyna ale i Pana Lowella topki postanowiły czaić się w półmroku, podążając za nimi nieprzyjemnie. Zanim naczelny belfer tego przedsięwzięcia powziął się z kucek, chowając zebraną walerianę do wewnętrznej kieszeni płaszcza to odnalezienie się w otaczającej przestrzeni zajęło mu nieco dłuższy moment. Jeden z nikczemników postanowił to wykorzystać, ten jeden z niepewnych kroków. Złego kontu ułożenia laski wobec powierzchni jakże nierównej, ale idealnej do egzystencji takich paskudztw. Może zwyczajnie zajęty ciągnięciem przy sobie kuli światłą oraz magicznym oporządzaniem własnych szat. Tak czy tak, przez moment był już pewien niechlubnego spotkania się z twardością ziemi, ukrytej pod fasadą błota. Nie był pewien, co jest gorsze tak naprawdę. Czy grunt o formie bardziej stałej, czy ten już rozmokły. Zaś podjęcie ryzyka i uskoczenia od topka zdało się decyzją dobrą. Może i Ravinger wylądował w błocie bez gracji, znów brudząc nogawki własnych spodni, ciągniętych przed asystenta profesora Williamsa uczniów jak i samego chłopaka. Wielka szkoda, zaprawdę, tylko usiąść i płakać nad tymi plamkami. Co się tyczy samego topka, brunet zamachnął się laską, odpychając stworzenie jak najdalej siebie. Od nieco ponad metr, ale nieszczęśnik zdawał się tak zaskoczony sytuacją, iż na moment zamarł w bezruchu. Zapewne i jego mała główka nie umiała przetworzyć tego, co się wydarzyło. Nic dziwnego.
Zatem droga do zamku odbywała się w niejakim napięciu, nawet nie podobnym do wcześniejszego, którego motorem była wzajemna antypatia uczestników wyprawy przez zakazaną dzicz. Bardziej przez obecność topków, która to kazała mieć się na baczności. Niczym kamień utkwiony w bycie bez możliwości wyzbycia się go, dopóki nie dotrze się ku upragnionemu celowi pieszej wycieczki.

Kości: 2, f
Mechanika:
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyCzw Lis 18 2021, 17:58;

Sam nie przepadał za historią magii i prędzej wolał schematy runiczne, dzięki którym pewne rzeczy pozwoliły mu się nieco łatwiej "okiełznać". Owszem, nie jest mistrzem w zaklęciach, ale kreatywność swoją posiada, w związku z czym starał się nieco bardziej wychodzić poza schemat nauczyciela, a raczej jego asystenta, który ma na celu jedynie kisnąć na jednym stanowisku i czekać na dalszy rozwój sytuacji. Dokształcał się niczym najprawdziwsza bestia, choć tak naprawdę interesowały go poszczególne tematy, dzięki którym mógł pójść o krok dalej. Magiczna społeczność jest intrygująca, musiał to przyznać, niemniej niespecjalnie miał do tego głowę i pamięć, bo daty ze świata mugolskiego jakoś łatwiej mu utkwiły pod czupryną kędzierzawych, brązowych włosów.
Pokręcił zatem oczami na to, co powiedział Fairwyn. Tak naprawdę zawsze jest jakieś wyjście awaryjne z sytuacji, a mogli zakończyć tę zabawę o wiele wcześniej, gdyby tylko ktoś nie postanowił poszperać w walerianie. Felinus nie wiedział, czy ma się śmiać, czy jednak płakać, w związku z czym pozostawał na granicy między tymi dwiema czynnościami, dwiema reakcjami umysłu wystawionego na działanie poszczególnych bodźców. Mogli się wycofać, ale nie - i przez to samemu jak najbardziej obrywał, pierwsze taplając się w błocie z topkami, a potem starając wstać i iść po prostu przed siebie.
Tereny lasu wcale nie zachęcały do wywalania się bądź niepotrzebnego ślizgnięcia obuwiem i jego podeszwą, choć umiejętności chodzenia po lesie nieco miał spore. Padający przez dłuższy czas deszcz spowodował zapadnięcie się niektórych fragmentów terenu, co ostatecznie miało swoje działanie względem nogawek i całych butów. Wystarczyło spojrzeć dookoła, by dowiedzieć się, że niezależnie od tego, w jakim kierunku pójdą, i tak czy siak będą musieli potem się jakoś ogarnąć w zamku. Westchnąwszy ciężej, Lowell bacznym spojrzeniem oczu starał się dostrzec wszelkie zagrożenia, no i jak się okazało, chuj w dupę bombki strzelił, bo nie dość, że uczniowie byli oblegani przez stworzenia, to jeszcze te same przyklejały się do materiału jego własnych nogawek.
- Wypierpapier. - powiedziawszy częściowe przekleństwo, prostym zaklęciem odgarnął najpierw od siebie te zwierzęta, by następnie pierdyknąć parę kręcących się przy uczniach poprzez inne, mniej bolesne uroki. Następnie, zgodnie z własnym widzimisię, pozostawiał pułapki runiczne, by topki, które chciały się zbliżyć od tyłu, zostały dosłownie porażone prądem; skoro szaleństwa nie ma końca, on nie zamierzał się z tym bawić. Zaklęcia leciały w dość szybkim tempie, większość bez konieczności wymowy, a sam Felinus zdawał się mieć obecnie ćwiczenia względem organizacji kolejności. Był wręcz tak zaaferowany, że nawet wcześniej prawie wywalający się na swój głupi ryj Fairwyn umknął gdzieś dalej.
Zamek jawił się nieco bliżej, gdy gąszcz drzew przemknął, stając się jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem. Aż serce się radowało, skoro pierdolnik mógł się zakończyć w widocznym, przyjemnym stylu - no, prawie, bo co chwilę musiał trzaskać rozbawione, magiczne stworzenia odpowiednimi zaklęciami.
- Nigdy więcej. - mruknął jakoby do siebie, gdy wychodzili powoli z Zakazanego Lasu, zerkając w kierunku Ravingera nie z wyrzutem, ale z pewnym zastanowieniem. Jakoby chciał się zapytać, czy w ogóle było warto, lecz ostatecznie machnął na to ręką. - Pan chce odstawić uczniów czy ja mam to zrobić? - proste pytanie opuściło jego usta, a sam nieco chciał się osuszyć, by nie łazić z mokrym dosłownie wszystkim.

Mechanika:

Powrót do góry Go down


Ravinger Fairwyn
Ravinger Fairwyn

Dorosły czarodziej
Wiek : 52
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : laska i szrama na twarzy
Galeony : 288
  Liczba postów : 274
https://www.czarodzieje.org/t20909-ravinger-fairwyn-w-trakcie-pracy-nad
https://www.czarodzieje.org/t20925-miejsce-do-ktorego-nie-chcesz-wyslac-sowy#670161
https://www.czarodzieje.org/t20910-ravinger-fairwyn#669657
https://www.czarodzieje.org/t20930-ravinger-fairwyn-dziennik#670
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySob Lis 20 2021, 18:33;

Pan Lowell miał jedną zaletę przy spektrum swoich wad. Te cechy pozytywne dało się policzyć na palcach jednej dłoni, a konkretniej na jednym placu, gdyż była cała jedna i polegała ona na niegłowieniu się przy pozytywach chłopaka. Oczywiście, bardzo wielu czarodziejów mogło się pochwalić taką cechą zatem nie należy nazbyt tego egzaltować, ale tak. Fairwyn własnie tę jedną, małą rzecz pragnął docenić między kolejnym przewracaniem oczu a westchnięciem, które mogłoby być jego ostatnim. Tyle czasu w mokrym lesie z tym magicznym pizdokleszczem to nazbyt wiele czasu jak na jeden tydzień. A miesiąc nawet się nie kończył, więc kto wie ile jeszcze zgryźliwości od strony Pana Lowella profesor będzie musiał znieść? Oby niewiele.
Ano i czemu typ nie potrafił dobrze przekląć? Skoro coś robić to robić to dobrze! Abstrahując od faktu, że Ravinger w swoim towarzystwie nie życzył sobie bluźnierstw z młodzieńczych ust. Zatem postanowił tej słownej abominacji nie komentować ku nadziei, iż nie wyjdzie mu to bokiem po czasie.
- Niechlubnie muszę Panu podziękować za pomoc - powiedział, kiedy przeszli linie mrocznych drzew i jawiła im się łączka, na której się spotkali na samym początku. - Chyba dla naszej dwójki lepiej będzie, gdy zejdziemy sobie z oczu jak najprędzej. Jeśli zaniedbał Pan przez ten spacer swoje obowiązki wobec profesora Williamsa to proszę mnie o tym powiadomić, a wystosuje do profesora przeprosiny. Tym samym jak już odprowadzę delikwentów w odpowiednie miejsce. - Wyciągnął już różdżkę, aby rzucić na unieruchomionych adeptów magii zaklęcie, które pomorze z ich transportem. Tylko, że w tym momencie kichnął przed wypowiedzeniem inkantacji, a lewitujące ciała upadły głucho na ziemie. Trudno. Ravinger potarł swój czerwony nosek, czując nagły przypływ kataru. Straszliwości.
- Przypominam, że Pan posiada ich różdżki i obiecał je zwrócić do opiekunów domu - dodał dla przypomnienia. - Żegnam - rzucił ozięble na koniec i myślał tylko o jednym. Cieplutkim, czerwonym winku.

Kość 3
/zt x2
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32579
  Liczba postów : 104141
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Specjalny




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySro Gru 01 2021, 22:29;


INICJATYWA KULTUROWO-EZOTERYCZNA

Tym razem IKE dało zadanie nie tylko bardziej interesujące, ale też trudniejsze i tylko dla bardziej wytrzymałych osób! Zaczyna się codziennie dopiero po zachodzie słońca. Musicie jak najszybciej dojść na drugi skraj zakazanego lasu jedynie patrząc na gwiazdy. Spokojnie, wszystko jest w odpowiedniej barierze, nie możecie wyjść poza nią bez alarmowania nauczyciela; do tego obecnie w Zakazanym lesie trudno o groźniejsze zwierzęta. Profesor Kersey mówi, że trzeba wypuścić czerwone iskry jeśli coś się wydarzy. A jeśli nie będziecie zbyt długo wracać - ktoś was odnajdzie. 

❅❅❅❅
Zasady:

Rzucacie dwa razy kostkę k100, która wskazuje ile czasu przemierzaliście las. Jedno oczko to dwie minuty. Możecie odjąć 20 punktów, jeśli waszą najwyższą statystyką jest Astronomia. 
Jeśli idziecie w parze - każdy z was rzuca jedną kostkę k100 i dodajecie swój wynik.

❅ A Nie masz pojęcia co te gwiazdy mają wam powiedzieć i na dodatek te cholerne drzewa... Dodajesz + 20 do kostki k100. 
❅ B Większość część wyprawy trzymasz mapę do góry nogami +30 do kostki k100. 
❅ C Po drodze wpadasz do dołu, bo patrzysz do góry, nie do dołu. Ktoś musi Ci pomóc! +10 do kostki k100 lub odpadasz jeśli nikt wam nie pomoże.
❅ D Znajdujesz po drodze składnik! To kora białej wierzby. Zgłoś się po nią w odpowiednim temacie
❅ E Wygląda na to, że idziesz jak burza! Żadnych problemów. - 20 do kostki k100. 
❅ F Gubisz się kilka razy w lesie i mylisz gwiazdy... Jeśli ktoś wam nie pomoże i nie napisze posta, musisz się poddać i wrócić na zajęcia. Nie dopełniasz zadania. 
❅ G Po drodze spotykasz szczuroszczeta, który jest dziki i rzuca się na Ciebie gryząc. Okazuje się być poważnie chory i następstwa jego ugryzienia są znacznie szybciej niż zazwyczaj. Jeśli idziesz przez dłużej niż godzinę (masz z k100 więcej niż 60). Już w lesie zaczynasz wypuszczać z siebie ogniste gazy; jeśli nie - dopiero w Skrzydle Szpitalnym do którego musisz iść jakiejkolwiek k100 nie miałeś.
❅ H Strasznie zimno tej nocy! Cały spacer jest dla Ciebie naprawdę ciężki. I niestety się przeziębiasz. W kolejnym wątku musisz rozegrać, że masz lebetiusa i musisz zarazić jedną osobę.
❅ I Jesteś ślepy jak kret po ciemku... Długo nie możesz przyzwyczaić się do ciemności, albo po prostu jesteście ciapą. Rzuć kostką k6 by zobaczyć ile razy się wywalasz. Jeśli masz cechę eventową Spostrzegawczość, zignoruj tę literkę. 
❅ J To był naprawdę miły i kojący spacer! Nic szczególnego się nie wydarzyło!

______________________

Wschodnia część lasu - Page 14 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Drake Lilac
Drake Lilac

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 216 cm
C. szczególne : Bardzo wysoki i barczysty. Praktycznie cały czas nosi na palcu pierścień tojadowy - tak na wszelki wypadek.
Dodatkowo : Wilkołak, prefekt
Galeony : 852
  Liczba postów : 2049
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySob Gru 11 2021, 03:47;

k100: 32 + 10
literka: F - ale ktoś mi pomoże
Ostatecznie: 84 minuty

Musiał przyznać że Inicjatywa Kulturo-Ezoteryczna nie była jego ulubionym kółkiem, bo szczerze jedyną rzeczą jaka go z tych dziedzin bardziej interesowała, były starożytne runy. Astronomii używał jako niczego innego, jak tylko wymówki dlaczego co jakiś czas nie spędza nocy w dormitorium. Jednak mimo wszystko wybrał się do tego lasu żeby wykonać wyzwanie za które może zgarnąć dodatkowe punkty dla domu. To nie tak że naprawdę chciał żeby w tym roku Gryffindorowi udało się zdobyć puchar domów. Przynajmniej ten, bo z pucharem quidditcha będą mieli ogromny problem tak długo jak Krukoni grają jak pojebani. W sumie po tym jak wraz z paroma gryfonami był na ich wspólnym treningu, to się nie dziwi. Brooks ładnie tam szaleje dając im wycisk. Morgan oczywiście też robi świetną robotę, bo na bardziej irytujących przeciwników niż jej sztuczne smoki naprawdę ciężko trafić.
Przejście na drugą stronę lasu mogło być naprawdę dużym wyzwaniem biorąc pod uwagę to że miał to zrobić patrząc tylko i wyłącznie na gwiazdy. W lesie było chorobliwie ciemno, więc nie patrzenie na to co jest po drodze groziło wejściem w drzewo, wpadnięciem w rów albo wywalaniem się o jakiś konar albo kamień. No i też tak się delikatnie skończyło. Jakieś pięć razy idąc wywalił się albo wlazł w drzewo. Niby lekko upokarzające, ale na szczęście nikt go tu nie widział więc nie musiał się o to martwić. Niestety przez to nieco mu się pokręciło i poszedł nieco, tak delikatnie w niepoprawnym kierunku. Prawdopodobnie dlatego delikatnie zabłądził przez co szedł wzdłuż bariery, a w pewnym momencie nawet ją naruszył, przez co mógł dać znać osobie patrolującej że... ko kurde zgubił się. Kompletnie nie ogarniał tych gwiazd które widział. Pozostało mu mieć nadzieję że jakoś wyjdzie z lasu po poprawnej stronie. No nic. Jeśli nie uda mu się wyjść do rana, to po prostu przeteleportuje się do Hogsmeade, a stamtąd zrobi sobie spacerek do zamku. Zawsze też niby mógł puścić iskry żeby ktoś przyszedł i go wyprowadził, ale nie do końca chciał się przyznać że tak delikatnie, odrobinę nie wiedział gdzie on na majty Gryffindora obecnie przebywa. A jednak do tej astronomii mógł się przykładać. Pomimo tego że orientował się w niej tak samo dobrze jak we wspaniałym wróżbiarstwie, z którego mimo wszystko nie był najlepszy. No jeśli chodziło o tarrota i interpretację snów, to jeszcze jakoś dało się to znieść, ale kiedy przychodziło na przykład do kosmogramów albo czytania z kryształowej kuli, to naprawdę... Nie szło mu to zbyt dobrze. Wtedy wręcz liczył na pracę w parach. W sumie gdyby spróbował oszukać i spróbować wyjść z lasu niekoniecznie kierując się akurat nimi? Nah, nie lubił oszukiwać. Wyzwanie, to wyzwanie. Nie będzie oszukiwać nawet jeśli delikatnie zboczył z kursu i gwiazdy mu się pomieszały

/zt
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySob Gru 11 2021, 14:41;

Zadanie ze strony organizatorów Inicjatywy Kulturowo-Ezoterycznej byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że polega ono na przemierzaniu poprzez wschodnią część Zakazanego Lasu. Felinus postanowił tę noc spędzić poza domem, by mieć na uczniów oko - koniec końców nie wszyscy mogą mieć tyle szczęścia, a też, wrodzona chęć ochrony każdego odzywa się w nim od dłuższego czasu częściej, niż ten mógłby się tego spodziewać. Może to wina tego, że zbliża się koniec roku wielkimi krokami, coraz to dłuższymi od standardowych - a na mecie wszystko potrafi się z łatwością zepsuć. W dłoni zatem dzierżył różdżkę, ciało okalał ciepły, rozgrzewany zaklęciami płaszcz, a dość specyficzne, przystosowane do chodzenia po lesie buty uniemożliwiały potencjalne wystąpienie problemów z ich przemakalnością. Mówiąc wprost - był przygotowany.
Grudzień ledwo co się rozpoczął, a już mroziło, za czym młody mężczyzna niespecjalnie przepadał. Wiedząc, że pewne rzeczy ulegają zmianie, nie potrafił przełknąć tego, że nie znajduje się na ciepłej wyspie bądź terenach gorącej, piaszczystej Arabii, a po prostu w Wielkiej Brytanii, gdzie zawsze jest ponuro. Zawsze. Westchnąwszy ciężej, patrzył na uczestników wyzwania kółka, mając nadzieję tym samym na to, że potencjalne problemy nie postanowią ujawnić się w najmniej spodziewanym momencie. Te ostatnio trochę nie odpuszczały, ale tak samo pozytywny humor nie postanawiał się od niego oderwać, by pozostawić miejsce potencjalnemu, specyficznemu podejściu. Czas nieustannie przemija. Jest tylko i wyłącznie jednostką, która definiuje to, jak dokładnie można określić kolejne lata; a te zdają się przychodzić raz po raz, w ogóle nie zamierzając utknąć w jednym miejscu. Bo zegar bez wskazówek nie jest niczym innym, jak tylko i wyłącznie złudną, widoczną dla umysłu iluzją.
Jak się okazało - po pewnym czasie wędrówki gdzieś na poboczach drogi, gdzie światło rzucane przez zaklęcie pomagało Lowellowi w tym, by się potencjalnie nie potknąć, ten zauważył pewną, wysoką sylwetkę. Oświetliwszy otoczenie bardziej, by jasność nastała, a umysły doznały oświecenia, okazało się, że był to całkiem dobrze znany mu wychowanek domu Godryka Gryffindora. Na tyle znany, że miał okazję zobaczyć go bez jakiegokolwiek odzienia - ale ludzki wstyd się nie przejawiał.
- Drake! - powiedział głośniej, gdy czekoladowe tęczówki spojrzały uważniej w jego kierunku, chcąc prostym, uzdrowicielskim okiem - mimo że uzdrowicielem nie był - sprawdzić, czy nie ma do czynienia z czymś poważniejszym. - Wszystko w porządku? Trochę zboczyłeś z drogi. - słowa te były spokojniejsze, a też - zdecydowanie wyglądało na to, że nastolatek się zgubił. Asystent nauczyciela uzdrawiania nie był tym, który mógłby ocenić, jakie nieszczęście ten posiada, w związku z czym przeszedł od razu do rzeczy, poprawiając chwyt na ostrokrzewowej różdżce. Drzemiący w środku rdzeń z serca buchorożca podsycał niektóre umiejętności. - Chodź, pomogę ci, dobra? Jest zimno i w ogóle... hej, mam kakao w termosie! Chcesz trochę? - jeżeli ten wyraził chęć, to bez problemów podał mu odpowiednią ilość napoju, by następnie pomóc w wyprowadzeniu na odpowiednią drogę. Niespecjalnie mu przeszkadzało to, że jest ciemno, zimno i w ogóle - chęć pomocy była silniejsza; Gryfon miał spore szczęście, że na kogokolwiek trafił. Równie dobrze mogłoby mu się nie udać dokończenie wyzwania, prawda?

@Drake Lilac

[ zt x2 ]
Powrót do góry Go down


James Farris
James Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 184 cm
C. szczególne : mała blizna na czole, heterochromia centralna, zarysowane kości policzkowe, dziwne stroje i jeszcze dziwniejsza biżuteria
Dodatkowo : Hipnoza, Prefekt, Konkubina
Galeony : 257
  Liczba postów : 185
https://www.czarodzieje.org/t20908-james-farris#669597
https://www.czarodzieje.org/t21008-poczta-jamesa#674590
https://www.czarodzieje.org/t20939-james-farris#671856
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySro Gru 15 2021, 03:07;

kostki: 29, f

Rzadko kiedy angażuję się w tak durne sprawy jak kółka pozalekcyjne. Nie obchodzi mnie nic - na takich zebraniach zazwyczaj gromadzą się ludzie niewarci mojej uwagi czy czasu. Ale gdy widzę, że na IKE trzeba pójść do zakazanego lasu, jestem bardziej niż chętny. Znajduję @Mererid Tew w trakcie przerwy obiadowej, łapię jej drobną twarz w dłonie i zaaferowany opowiadam jak ciekawie może być, gdy zapuścimy się tam w nocy. Moje oczy aż błyszczą z podekscytowania, gdy gładzę palcami jej rumiane policzka, a z ust wypływa potok radosnych słów, że będzie super i fajnie i że nic złego nie może się nam przydarzyć. Mam wrażenie, że po raz kolejny namawiam ją na coś idiotycznego i niebezpiecznego, ale z drugiej strony, to tylko kółko. Co złego może się wydarzyć? Las jest otoczony barierą, poza którą nie możemy wyjść, więc macham lekceważąco dłonią, zbywając wszelkie obawy dziewczyny. - To widzimy się wieczorem pod lasem! - oznajmiam wesoło, wracając do swoich obowiązków. Czyli snucia się po szkole i udając, że interesuje mnie cokolwiek poza zaplanowanym wyjściem.
O umówionej porze czekam na nią opatulony w długi bordowy płaszcz, na którego plecach błyszczały konstelacje gwiazd - stwierdziłem, że skoro wybieramy się popatrzeć w niebo to nawet mój strój musi odzwierciedlać chwilowe zainteresowanie astronomią. Kiedy dostrzegam Mer, wbijam do połowy dopalonego peta w ziemię i przytulam ją mocno w ramach powitania, całując czubek jej głowy. - Jesteś - upewniam samego siebie, jakby to było coś zaskakującego, że dziewczyna przystaje na mój kolejny szalony plan. - Haczyk w tym wszystkim jest taki, że musimy iść przez te chaszcze patrząc jedynie w gwiazdy. Dopytałem Kerseya i chodzi o te na niebie, więc przykro mi, nie możesz gapić się na mnie - wzruszam ramionami, bo stwierdzenie profesora było bardzo nieuprzejme w stosunku do mnie. - Gotowa? - pytam dziarsko i ruszamy z uśmiechem, gawędząc radośnie. Zagaduję Mer na temat gryfońskiego topka, czy ma już wszystkie świąteczne prezenty (narzekam też, że kompletnie nie wiem co kupić siostrom) i dopytuję kiedy w końcu upieczemy te ciasteczka - a wszystko po to, żeby nie myśleć o tym jak bardzo trudne jest utrzymywanie głowy cały czas w górze. - Boli mnie już kark - jęczę. - Jak tylko stąd wyjdziemy to zrobisz mi masaż - proponuję więc wesoło i wspaniałomyślnie, a kiedy stajemy na rozdrożu, przystaję niepewnie, drapiąc się po krótko ściętych włosach. - Eee... Teraz chyba w prawo. Tak, na pewno w prawo. Cały poprzedni rok wgapiałem się w gwiazdy, bo MJ interesuje się astronomią i tak najchętniej spędzała czas. O, widzisz - wystawiam palec przed siebie - to jest gwiazdozbiór pawia - informuję przyjaciółkę pewnym siebie tonem, chociaż nie jestem ani trochę przekonany czy to, co mówię, ma sens. Prawdopodobnie nie, bo May mogłaby mi powtarzać i sto razy co jest czym na niebie, a i tak widziałbym jedynie zlepek srebrnych kropek. Staram się jednak sprawiać pozory jakkolwiek zorientowanego, żeby tylko nie dać Mer znać, że być może się zgubiliśmy. Idziemy całkiem żwawo, a gdy trasa zaczyna się zagęszczać i robi się coraz bardziej nieprzyjemna, marszczę brwi. - Jest szansa, że to był jednak żuraw a nie paw - mruczę pod nosem niezadowolony. Zastanawiam się jaki cyrograf trzeba podpisać z diabłem, żeby rozróżniać te wszystkie konstelacje. - Ale to nic! Za sto metrów skręcimy w lewo i będziemy znowu na dobrym szlaku - pocieszam Tew, irytując się jednocześnie, że nie mogę na nią spojrzeć.
Powrót do góry Go down


Mererid Tew
Mererid Tew

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 155
C. szczególne : królicze ząbki | kolorowe ubranka | pachnie wypiekami
Galeony : 188
  Liczba postów : 295
https://www.czarodzieje.org/t20866-mererid-tew
https://www.czarodzieje.org/t20873-gruba-sowka-mer#668081
https://www.czarodzieje.org/t20868-mererid-tew
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Moderator




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyNie Gru 19 2021, 23:39;

kostki: 56, H

Jestem bardzo zdziwiona, że @James Farris sam z siebie zagaduje mnie na temat kółka. W końcu zazwyczaj to ja byłam osobą, która od czasu do czasu zachęcała go do jakiegoś większego działania i z trudem wyciągałam go za chude łapska na inne zajęcia. Nawet nie skupiam się co to za zadanie, bo Farris wpada w jakiś słowotok; wiem o jakiś gwiazdach, lesie, spacerze, no brzmi bardzo poważnie, wcale nie romantycznie w mojej głowie. Fajnie że ja skupiam się na tych słowach, a nie na tym, że tak stoi i gładzi moje policzki nie przejmując się niczym. Dla niego nie było żadnych granic, zażenowania, czy czegoś w tym stylu. I nawet nie miał pojęcia, że jak tylko pójdzie ja odrzucę do tyłu włosy z nonszalancją i ogarnę spojrzeniem moje koleżanki z Gryffindoru, by sprawdzić czy aby na pewno zauważyły jaka zażyłość jest między mną a starszym, przystojnym, wygadanym, charakterystycznym Ślizgonem. Co tam, że traktuje mnie jak przyjaciółkę - maskotkę. Kogo obchodzi prawda, kiedy w ten sposób to wygląda, a ja mogę połechtać swoją próżność.
Późnym wieczorem pojawiam się oczywiście na wezwanie przyjaciela, a ten wydaje się być jakiś zdziwiony i obejmuje mnie czule, na co przystaję z uśmiechem ukrytym za szalikiem. Tym razem nie z chęci popisania się, a ciesząc się krótkim momentem bliskości.
- Skąd masz taki płaszcz? Kupiłeś sobie specjalnie na tę okazję? - pytam ze zmarszczonymi brwiami, kiedy odrywam się od chłopaka i truchtam za Jamesa, by przyjrzeć się obrazkowi na jego plechach. Sama mam na sobie jak zwykle wielką, fioletową kurtkę, która sięgała mi niemalże do kolan. Obwiązałam się moim różowym szalikiem, a moja czapka ma świecący się pompon na czubku. Myślałam, że mój prezent od babci nigdy się nie przyda - ale jednak jarząca się lampka na mojej głowie z pewnością mogła pomóc Jamesowi. Jeśli się zgubię. Słucham jak przyjaciel tłumaczy mi zadanie (w mojej głowie - niewykonalne) i z wahaniem marszczę brwi. - Nie jestem zbyt dobra w astronomii. Będę liczyć na Ciebie - stwierdzam najpierw lekko niepewnie, ale moje wahanie w mgnieniu oka zmienia się w przekonanie do nieomylności przyjaciela (mimo że nie raz zauważyłam, że to nieprawda).
Nie mówię wiele na temat prezentów i jedynie wyliczam te dla moich rodziców i braci, starając się ominąć zgrabnie inne rzeczy, bo boję się, że prędko domyśli się co on może dostać ode mnie. Sama zaś bez skrupułów wypytuję co mi kupił, ciągnąc za rękaw przyjaciel, powtarzam żałosne proszę, proszę, powiedz. Ufam jak prowadzi Ślizgon i nic mnie nie obchodzi gapienie się w niebo. I tak na niewiele się przydam. Kiwam tylko głową kiedy opowiada o gwiazdozbiorach i siostrze, ufając mu dość naiwnie.
- Twoja siostra musi być bardzo mądra i spostrzegawcza. Och... nie masowałam za wiele, ale to pewnie jak... ugniatanie ciasta! - zgadzam się radośnie i w zasadzie dopiero zaczynam zerkać na te całe niebo kiedy zauważam, że po pierwsze - mam wrażenie, że Farris mówi głupoty. Po drugie - przestał być taki pewny siebie. Coraz częściej sama zaczynam szukać jakichkolwiek znaków na niebie i co jakiś czas zezuję na przyjaciela. - James, może ja spojrzę na mapę? - proponuję i wyciągam zziębniętą dłoń, wypuszczając ją z rękawiczki. Wyjmuję różdżkę z kieszeni kurtki. Kicham kilka razy, bo strasznie mi coś tu zimno. Aż ocieram zimny nosek z irytacją. Nie chcę tak się zaflukać obrzydliwie, nawet jeśli jest prawie ciemno i jesteśmy tu sami.
Powrót do góry Go down


James Farris
James Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 184 cm
C. szczególne : mała blizna na czole, heterochromia centralna, zarysowane kości policzkowe, dziwne stroje i jeszcze dziwniejsza biżuteria
Dodatkowo : Hipnoza, Prefekt, Konkubina
Galeony : 257
  Liczba postów : 185
https://www.czarodzieje.org/t20908-james-farris#669597
https://www.czarodzieje.org/t21008-poczta-jamesa#674590
https://www.czarodzieje.org/t20939-james-farris#671856
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptySro Sty 05 2022, 01:46;

Odrywam się od Mer i zanim zaczynam jej dokładniej tłumaczyć co zaraz będziemy robić, ta zagaduje mnie o mój płaszcz. - Tak, zaraz po obiedzie pobiegłem do Madame Malkin, żeby mi uszyła - parskam śmiechem, trochę się z niej nabijając, ale zaraz się reflektuję, aby nie doszła do mylnego wniosku, że jestem wobec niej nieuprzejmy. - Podejrzewam, że w mojej szafie znajdzie się coś na każdą okazję - mówię prosto, bo przecież to nie jest żadna tajemnica, że mam pokaźną kolekcję ubrań i lubię wyróżniać się pod każdym względem. A jako że zawsze szukam atencji i priorytetem jest błyszczenie wśród innych, udało mi się uzbierać wymyślne stroje nawet na taki szalony wypad do zakazanego lasu z moją śliczną przyjaciółką w celu obserwowania nieba! - Chociaż przy tobie to teraz mocno blednę - uśmiecham się i kiwam brodą na jej elegancką czapkę ze świecącym pomponem, wyrażając w ten sposób swój podziw. Gryfonka i bez tego itemu świeciłaby tutaj najjaśniej. Zaczynam powoli wątpić, że będę w stanie się skupić na gwiazdach (tak jakby mi na tym w ogóle zależało).
Robi mi się ciepło na sercu, gdy Mer oznajmia, że będzie liczyła na mnie. Wiem, że to nic nowego, bo to nie jest pierwszy raz, kiedy angażuję nas w coś mniej bezpiecznego niż chociażby takie snucie się po szkolnych korytarzach czy picie gorącej czekolady w Hogsmeade, ale aż uśmiecham się szeroko, gdy widzę te ufne brązowe oczy. Nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak cenię jej pewność, że zawsze o nią zadbam czy wykaraskam nas z jakiejś nieprzyjemnej sytuacji. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że troszczenie się o nią ma zupełnie inny wymiar niż takie pilnowanie młodszej siostry czy uważanie na przyjaciół. A choć Mer jest przecież moją przyjaciółką, to traktuję ją bardziej wyjątkowo. Ruszam przed siebie i intensywnie studiuję niebo, żeby dłużej o tym nie myśleć, bo chociaż jestem bystry i nie mam problemu z takimi kalkulacjami, serce zaczyna mi bić szybciej niż powinno i nie wiem co z tym faktem zrobić.
- Nic ci nie powiem! - upieram się, gdy dopytuje mnie o swój prezent i robię ostentacyjny gest zamknięcia buzi na kłódkę - a w głębi duszy nie mogę się doczekać aż zobaczy co dla niej przygotowałem, bo z jednej strony jestem podekscytowany i liczę, że doceni mój wysiłek, a z drugiej trochę się stresuję, że stwierdzi, że to durne i infantylne. Niepewność jest tym większa, że to na jej prezent poświęciłem najwięcej czasu i zrobiłem coś od siebie, poza pójściem do sklepu. - Skąd w ogóle pewność, że coś dostaniesz? - szczerzę się zaczepnie i mam nadzieję, że to pytanie odwróci jej uwagę od dalszego zagadywania mnie na temat zawartości jej podarunku. 
Zaraz potem moje myśli zaprząta obiecany masaż. Wyginam usta w jeszcze szerszym uśmiechu, gdy słyszę porównanie do ugniatania ciasta. Jeśli Mer będzie robiła to z takim samym zaangażowaniem to naprawdę nie umiałem się doczekać. - Ok, w takim razie wracamy - oznajmiam, dając jej do zrozumienia, że jestem gotowy na to w tej samej chwili, a zawadiacki błysk w oku tylko potwierdza to co mówię. 
Opowiadam totalne głupoty o gwiazdozbiorach, najzwyczajniej w świecie się przed nią popisując swoją udawaną wiedzą. Nie wiem czemu tak mi zależy, żeby widziała mnie w jak najlepszym świetle, skoro jako jedna z nielicznych wie o mnie chyba wszystko i dalej nie poszła sobie szukać lepszego przyjaciela. Moje próby bycia świetnym astronomem powoli zaczynają się kruszyć, bo szczerze mówiąc, jestem o wiele mniej pewny czy idziemy dobrą trasą. Gryfonka zdaje się to zauważać, bo proponuje zerknięcie na mapę. Nie wiem czy to już czas na panikowanie czy dalsze okłamywanie samego siebie (i jej), że wiem co robię, dlatego decyduję się na obranie metody złotego środka. - Dobra - decyduję, żeby wyciągnęła mapę. Jeszcze przed chwilą zapewniała mnie, że nie zna się na astronomii, więc to zdecydowanie zbędny gest, ale sam się chuja znałem. Po chwili zerkam na pergamin, po którym z udawanym skupieniem błądzę wzrokiem. Nie rozumiem zbyt wiele - te wszystkie plamki, srebrne punkty, adnotacje i odniesienia są dla mnie niczym zaszyfrowana wiadomość. Zezuję na przyjaciółkę, czując niewytłumaczalną przyjemność z faktu, że niemalże stykamy się czołami, gdy tak jesteśmy pochyleni nad kawałkiem papieru i udajemy, że cokolwiek ogarniamy. Dopiero teraz wyczuwam jej drżenie, na które z miejsca reaguję wzmożoną troską. - Zimno ci? - pytam głupio; aż mam ochotę palnąć sobie w ryj za ten zryw spostrzegawczości. Nie czekam na odpowiedź i bez zastanowienia ściągam wielki wełniany szalik i narzucam go na jej ramiona, ignorując przeraźliwy chłód. Automatycznie też łapię jej rękę, żeby rozgrzać wierzch wątłej dłoni swoim kciukiem i patrzę na nią zatrwożony. - Chyba się zgubiliśmy - zdobywam się na odwagę, aby przyznać się przed przyjaciółką, że prawdopodobnie nie znam się aż tak na gwiazdozbiorach jak to pokazywałem do tej pory.
Powrót do góry Go down


Kaldred Sindre
Kaldred Sindre

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 180 cm
Galeony : 76
  Liczba postów : 176
https://www.czarodzieje.org/t21040-kaldred-sindre#676149
https://www.czarodzieje.org/t21083-kaldred-sindre-poczta#677970
https://www.czarodzieje.org/t21013-kaldred-sindre#674871
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyCzw Sty 06 2022, 10:57;

K100: 43,31
Litera: D
Wynik: 148 minut

Możliwość legalnego przejścia się po Zakazanym Lesie? Byłbym głupi pomijając taką okazję. Przyznam, że wobec samego kółka posiadałem nieco sprzeczne uczucia. Uwielbiałem starożytne runy, a z historii magii potrafiłem wyciągnąć sporo ciekawych rzeczy, natomiast drugie oblicze już do mnie nie przemawiało. Przewidywanie przyszłości czy upatrywanie w gwiazdach jakichś znaków brzmiało dla mnie stosunkowo...dziecinnie. Pomijając osoby, które faktycznie posiadały dar jasnowidzenia, to dla reszty ludzi była to co najwyżej zabawa. No, przynajmniej ja to tak odbierałem. Pomimo tego musiałem przyznać rację twierdzeniu mówiącemu o podróżowaniu przy pomocy gwiazd. Mugole również z tego bardzo długo korzystali, szczególnie podczas żeglugi. Podróżowanie przez las, gdzie korony drzew skutecznie zasłaniały widok na niebo, tylko przy użyciu gwiazd...no, brzmiało to problematycznie. Kierując się pierwszą myślą, czyli chęcią zwiedzenia lasu, ubrałem się porządnie, zwracając dużą uwagę na nieprzemakalność materiału. Spodziewałem się potrzeby zejścia z wydeptanego(o ile taki istniał)szlaku i wpakowania się w wielką zaspę śniegu. Mokre skarpety=przeziębienie, także wolimy tego uniknąć, prawda?
Po przybyciu na miejsce, wysłuchałem wszelkich instrukcji i porad. Na końcu języka miałem pytanie o pewność w skuteczność bariery i brak ewentualnych jej naruszeń przez niebezpieczne zwierzęta. Przynajmniej nie było pełni, to istniała możliwość spotkania wilkołaka...ale czy aby na pewno?
Ruszyłem powoli przed siebie, wspomagając się lumos, by na start nie zaliczyć gleby o wystający pień. Pomimo zapewnień moje kroki były ostrożne, patrzyłem gdzie stawiam stopę by przypadkiem w coś nie wleźć. Wpadła mi do głowy myśl, czy istnieją jakieś magiczne węże mogące zamieniać się w gałąź, zastawiając tym pułapkę na ludzi. Aż się wzdrygnąłem, dla odmiany patrząc do góry, szukając luki umożliwiającej zobaczenie gwiazdy. Poruszałem się w kierunku który wydawał mi się najbardziej oczywisty, ale po jakimś czasie stwierdziłem, że za bardzo wchodzę w las. Straciłem przez to dobre kilkanaście minut, ale za to znalazłem bardzo przydatny przedmiot. Natrafiłem na białą wierzbę, której kora służyła jako składnik do eliksirów. W sumie to zdziwiła mnie jej obecność, ale długo się na tym nie zastanawiałem. Oderwałem kawałek odstającej kory i schowałem ją pod kurtkę. Ruszyłem dalej, jeszcze bardziej zadowolony z wycieczki. Co jakiś czas patrzyłem do góry, kiedy miałem możliwość zobaczenia nieba. Wszystko wskazywało na to, że idę w miarę dobrym kierunku, co mnie uspokoiło. Wolałem nie być osobą, która wymaga akcji ratunkowej. Przystanąłem na chwilę, obserwując otoczenie, jakbym w panującej ciemności mógł dostrzec coś wyjątkowo ciekawego. Wziąłem głęboki oddech, delektując się świeżym powietrzem. Las pachniał specyficznie, a ten jeden jeszcze bardziej się wyróżniał. Podziękowałem w duchu za brak zapachu krwi w powietrzu lub innych mało przyjemnych woni. Panująca cisza z jednej strony była kojąca, ale z drugiej mogła zwiastować zagrożenie. Tam gdzie nie było ptaków, znajdowało się zagrożenie. Woląc nie dowiedzieć się na własnej skórze co mogło grasować w okolicy, przerwałem chwilowy postój i przyśpieszyłem kroku. Po kilkunastu minutach dostrzegłem światło pochodni, zwiastujący zbliżanie się do celu. Wychodząc na skraj lasu mimowolnie odetchnąłem z ulgą, czując opuszczające mnie napięcie. Przeżyłem, nic mnie nie zjadło ani nie porwało w głąb lasu. Mogłem się oddelegować do dormitorium i wskoczyć do czekającego na mnie ciepłego łóżka. Nie było to przeżycie, o którym mógłbym opowiadać swoim wnukom, ale na pewno zostanie na długo w mojej pamięci.

z/t
Powrót do góry Go down


Laura Farris
Laura Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 28
  Liczba postów : 23
https://www.czarodzieje.org/t21144-laura-farris#681170
https://www.czarodzieje.org/t21147-laura-farris#681206
https://www.czarodzieje.org/t21143-laura-farris#681169
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyNie Sty 23 2022, 20:07;

Inicjatywa kulturowo-ezoteryczna była jej absolutnie ulubioną rzeczą (w kategorii kółek, nie idźmy zbyt szeroko), chyba że chodziło czysto o astronomię, to wtedy nie. Oczywiście rozumiała, dlaczego ogarnianie tematu gwiazd było przydatne też przy wróżbiarstwie, a do tego było w tym dużo analitycznego, logicznego myślenia, więc fajnie, ale... Właśnie, ale. Czasem kończyło się zadaniami praktycznymi, podczas których trzeba było uprawiać aktywność fizyczną typu chodzenie, a ona niekoniecznie miała zawsze na to ochotę. Miała ujemną koordynację ruchową ogólną, żałosną koordynację oko-ręka, nie ma co nawet wspominać o koordynacji mózg-noga, już całkowicie pomijając koordynację noga-noga. Tyle razy, ile sprawdziła empirycznie poziom twardości posadzki (spoiler: duży) własnym nosem, to nawet nie było co liczyć. A teraz okazało się, że ma przejść przez las. Po ciemku. Patrząc na gwiazdy. Jasne, genialny pomysł, nie ma lepszego.
Jasne, że świetnie czuła się w ciemności, na pewno lepiej niż w pełnym słońcu, ale żeby tak całkiem bez światła, to jednak bez sensu. Żeby mogła chociaż odpalić trochę ognia i sobie poświecić pod nogi... No ale powiedziano jej, że tylko gwiazdy, to oczywiście, niech będzie, tylko gwiazdy.
Byłoby miło, gdyby niebo nie było zachmurzone.
Przecież ona nic nie widziała! Ani pod nogami, ani nad głową, ani nawet w głowie, ani w ogóle nigdzie! To się musiało skończyć źle. Byłaby w stanie dać, no, może nie głowę, ale oko, skoro i tak nie było przydatne.
Ale szła. Parła naprzód. Ślimaczym tempem, pełna głupiej, bezpodstawnej wiary w to, że utrzyma pion, jeśli tylko będzie wystarczająco uważać. Zawsze tak mówią, nie? Wystarczy, że będziesz się starać. Że pójdziesz wolniej, że bardziej się skupisz, że będziesz wstawać wcześniej i przestaniesz kupować awokado. A ona nawet nie lubiła awokado.
Udało jej się przejść! Tak, udało się!
Siedem kroków!!!
Gdzie medale? Gdzie fanfary? Gdzie plaster?
Kto położył tu ten kamień? Czy to w ogóle było potrzebne? Dlaczego zostało to tak wycelowane, żeby przy spektakularnym wypieprzeniu się o korzeń uderzyć się w dokładnie to miejsce na łokciu, przez które masz przeczucie, że zaraz umrzesz, a przynajmniej stracisz rękę?
Podniosła się, ignorując rozdarcie na szacie na wysokości wspomnianego łokcia (łatwo ignorować rzeczy, których nie widać, miała w tym wprawę, robiła to cały czas) i ruszyła dalej.
To podobno nie była jakoś bardzo długa trasa. Podobno dało się to przejść dość szybko. Ona co prawda miała wrażenie, że zgubiła się co najmniej trzy i pół raza. Jak to możliwe? Wystarczy pójść w złą stronę, żeby po dłuższej chwili zorientować się, że zrobiło się kółko. To się przecież ani nie liczy jako poprawne przejście, ani jako zgubienie się, prawda? Z drugiej strony w żadnym momencie nie wiedziała, gdzie jest, to trochę tak, jakby była zgubiona tylko raz, ale za to porządnie.
W końcu poczuła się odważnie. Może dlatego, że szła już 3487659 godzin (ekhem, 37 minut) i wciąż trzymała pion, a to brzmiało jak sukces, którego nikt nigdy nie powtórzy. Przyspieszyła. Nie jakoś przesadnie, ogólnie uważała, że biegać należy tylko wtedy, kiedy ktoś cię goni, a i to dopiero po rozważeniu wszystkich za i przeciw. Przyspieszyła więc, osiągając zawrotną prędkość sześciu kilometrów na godzinę i to mogło się skończyć tylko w jeden sposób.
Weszła w drzewo. Tak centralnie, czołowe zderzenie, niezależnie od tego, gdzie drzewo ma czoło. Weszła, odbiła się i upadła na plecy, tracąc na moment przytomność. Jak również pamięć o tym, że może wezwać pomoc. Naah, pomoc była zbędna, miała przejść, to przejdzie.
I w końcu! W końcu się udało. Jak już się zebrała z ziemi, roztarła rosnącego guza i podjęła kolejną próbę, tym razem ostrożniejszą, ale też skuteczniejszą. I się udało. Przeszła!
Wykończona, jak już dawno nie. Zrezygnowana, sfrustrowana i obolała. Ale się udało.
Bardzo, bardzo potrzebowała swojego łóżka. Natychmiast.

K100: 1,70
Litera: I
Czas: 142 minuty, w tym dwa upadki

z/t
Powrót do góry Go down


Emrys A. R. Landevale
Emrys A. R. Landevale

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 13
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 145
C. szczególne : Rzadko się uśmiecha, jeszcze rzadziej śmieje; ma na nadgarstku małą bliznę ugryzieniu gnoma
Galeony : 277
  Liczba postów : 216
https://www.czarodzieje.org/t20450-emrys-a-r-landevale
https://www.czarodzieje.org/t20769-korespondencja-emrysa#660796
https://www.czarodzieje.org/t20484-emrys-a-r-landevale#647515
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyNie Sty 30 2022, 17:31;

Kostki: 35 i 53
Literka dla Emrysa: G
Literka dla Cezara: E (-20 od k100)
Czas: 136 minut

Nie rozumiał, kto wpadł na tak niemądry pomysł, aby skrajnie różniące się dziedziny połączyć w jedno kółko zainteresowań. Historia magii i wróżbiarstwo nie szły ze sobą w parze; nieprawdziwe spekulacje odnośnie przyszłości nie mogły w żaden sposób konkurować z twardymi faktami historycznymi. Wychodziło jednak na to, że chcąc doskonalić się w jednym, musiał podpisać swoje nazwisko również pod drugim. Z zawodem stwierdził, że pierwsze z zadań, w które miał szansę się zaangażować, dotyczyło astronomii i obserwacji nieba. Na ten nocny spacer namówiła go jedynie świadomość, że i tak musiał nauczyć się mapy gwiazd, równie dobrze mógł to robić zdobywając dodatkowe punkty dla domu i w nieoficjalnym rankingu sympatii nauczycieli.
No i @Caesar U. Badcock ostatecznie też miał wpływ na jego decyzję, z jakiegoś powodu chcąc razem zmierzyć się z zadaniem przygotowanym przez Profesora Kersey'a. Emrys nie był przyzwyczajony do wspólnej pracy, wolał polegać na własnych umiejętnościach, więc i nie wiedział, skąd wzięło się mu na końcu języka to pytanie o towarzystwo. I nawet po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi nie opuszczało go poczucie niezręcznej podejrzliwości, gdy ważył w głowie na ile to wszystko było szczere.
- Nie jestem pewny, czy to był dobry pomysł - wymamrotał już chwilę potem, oczywiście nabierając każdej możliwej wątpliwości; czy ubranie będzie wystarczająco ciepłe, by wytrzymać nocne powiewy wiatru, czy w ogóle cokolwiek rozpozna na niebie, czy nie porwali się na zbyt poważne zadanie, kiedy przecież dopiero zaczynali pierwszą klasę, czy bariera Profesora była na tyle potężna, by dopilnować ich bezpieczeństwa... - Myślisz, że w razie czego ta bariera powstrzyma taranda? Czy tylko nas chroni przed wyjściem poza szlak? - dopytał, bo nauczyciel nie wyjaśnił dokładnie, na czym polegać miała ta cała ochrona. Z odrobiną zazdrości spoglądał na Gryfona, który jeszcze na początku roku deklarował, że niczego się nie bał - i nie wyglądało na to, by coś się na tym polu zmieniło.
- Gwiazda Polarna powinna nam wskazać, gdzie jest północ - oświadczył, przekazując Cezarowi tę jedną rzecz, której się dowiedział, gdy czytał o podróżach dawnych czarodziejów, gdy jeszcze nie było narzędzi i zaklęć ułatwiających wyprawy. - Tyle że... nie jestem pewny, która to Gwiazda Polarna. Powinienem wiedzieć, wszyscy zawsze wiedzą - zmartwił się, choć i w tym zmartwieniu nie zabrakło miejsca na rozczarowanie; nie wątpił, że jego tata byłby rozczarowany. Otrzymana mapa niewiele mu mówiła, gwiazdy na niebie niewiele mu mówiły... ciemność okalająca ich ze wszystkich stron także nie była nazbyt pomocna. W końcu jednak udało im się wyznaczyć (chyba) odpowiedni kierunek. Emrys nie potrafił powiedzieć, jak wiele czasu mijało, gdy przemierzali las. Dwa dominujące stany przeplatały się w jego głowie; skupienie, gdy na moment tracili szlak lub okazywało się, że cofnęli się w miejsce, gdzie już z dużym prawdopodobieństwem byli oraz niezręczność, gdy nagle zapadała cisza, z którą Emrys nie za bardzo potrafił sobie radzić. Z trudem przychodziło mu wymyślanie pytań, więc oscylował wokół tematu lasu, wdzięczny że Gryfoński chłopak dość łatwo podłapywał zainteresowanie, czy bywał na biwakach, czy to lubił i jakie historie o zakazanym lesie znał. (Co akurat mógł sobie darować, gdy sam w nim przebywał...)
Rozproszenie spowodowało, że nie spostrzegł szczuroszczeta - być może nawet gdyby go dojrzał, nie miały czasu się uchronić, bo zwierzę już rzucało mu się do kostek, by pokąsać go po skórze. Nie potrzebował magii, aby pozbyć się szkodnika, bo rozpaczliwe wierzgnięcie i odskoczenie odstraszyło stworzenie. Szkoda jednak już się zadziała.
- Nie znoszę zwierząt - wymamrotał trochę do siebie, trochę do Cezara. Przypomniał mu się ten okropny gnom, który wbił w dzieciństwie ostre zęby w jego rękę. I oczywiście głupie zwierzę musiało zrujnować wszystko, drastycznie pogarszając jego humor. Już nie był tak skłonny do rozmów, chcąc po prostu skończyć to zadanie i co prędzej pobiec do Skrzydła Szpitalnego, w obawie, co takiego mógł przenosić obrzydliwy szczuroszczet.
Powrót do góry Go down


Caesar U. Badcock
Caesar U. Badcock

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 14
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Kilka pieprzyków na lewym policzku, randomowe blizny/obtarcia/zadrapania
Galeony : 109
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20601-caesar-u-badcock#652129
https://www.czarodzieje.org/t20644-diva-sowa-caesara#654078
https://www.czarodzieje.org/t20642-caesar-u-badcock-kuferek#653801
https://www.czarodzieje.org/t20767-caesar-u-badcock-dziennik#660
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyNie Sty 30 2022, 18:25;

Kostki: 35 i 53
Literka dla Emrysa: G
Literka dla Cezara: E (-20 od k100)
Czas: 136 minut

Może nie był jakimś wielkim fanem Historii Magii, Astronomii czy nawet Wróżbiarstwa... i nieszczególnie też kusiło go jakieś wielkie wpychanie się w pozalekcyjne kółka zainteresowań... ale za to bardzo podobała mu się opcja samodzielnego pałętania się po Zakazanym Lesie z cudowną wymówką pod postacią "profesor Kersey mi pozwolił, bo muszę nauczyć się nawigowacji gwiezdnej". Jeszcze bardziej spodobał mu się plan posiadania towarzystwa, bo prawda była taka, że Caesar w samotności pewnie wcale nie przeszedłby całego szlaku i wycofałby się zaraz po dotarciu na skraj ciemnego lasu; potem, oczywiście, bardzo pewnie próbowałby opowiadać o swoich niesamowitych dokonaniach, podkoloryzowując zaobserwowany ruch bujanych wiatrem gałęzi i błyski ledwo widocznych światełek z zamkowych okien. Głupio cieszył się zatem z zawiązanej współpracy z @Emrys A. R. Landevale, który nawet jeśli wydawał się przemądrzały, to musiał być też trochę mądry, a to wydawało się bardzo pomocne, zwłaszcza w tak nietypowej sytuacji.
- No co ty, będzie zajefajnie, zobaczysz! - Obiecał chłopakowi, całkiem pewny tego, że nic złego im się nie stanie. Zakazany Las brzmiał ogólnie jak bardzo epickie miejsce, do którego uczniowie mieli nie być wpuszczani właśnie z powodu... którego Badcock do końca nie znał i do końca nie potrafił sobie też wyobrazić, nie biorąc pod uwagę realnego niebezpieczeństwa. Niby słyszał dużo strasznych historii, ale jakoś tak wszyscy zawsze wychodzili z tej gęstwiny w jednym (albo większym) kawałku; fakt faktem, cichy głosik z tyłu głowy podpowiadał mu, że może rodzeństwo celowo pomijało niektóre opowiastki.
- Toooo powinno być coś dużego, nie? Byłem kiedyś na takim magicznym przedstawieniu, w którym okazało się, że Gwiazda Polarna to był taki niesamowicie potężny czarodziej, który bardzo chciał zostać animagiem, ale ogólnie mu to kompletnie nie wychodziło, więc- trochę nie pamiętam szczegółów, ale ogólnie jak jego laska zginęła jakąś tragiczną śmiercią, to on już wcale nie chciał żyć, więc nie przemienił się w żywą istotę, tylko właśnie w gwiazdę! - Trajkotał radośnie, raz za razem nieco ściszając głos, bo też było mu głupio pokrzykiwać w uśpionym lesie. - Znaczy to tam było też jakoś zaznaczone, że to nie była w końcu animagia, tylko chyba transmutacja... A poza tym to była bajka, więc sam nie wiem. Ale ogólnie fajna sprawa, nie? - Dopytał, pozerkując na Emrysa, bo nie wiedząc, czy ten go zgasi za takie fanaberie, czy może jednak się nimi zainteresuje. Starał się też spoglądać na mapy i pilnować ułożenia gwiazd - miał wrażenie, że idzie mu to całkiem nieźle, chociaż zdecydowanie pewniej się czuł po prostu rozpoznając znaki na trasie i charakterystyczne punkty, które miały być dla nich wskazówkami.
- Oj, uważaj! - Wyrwało mu się, ale było już za późno, bo i tak obudzili poddenerwowanego szczuroszczeta, który postanowił się na Emrysie trochę zemścić. - Aaaa, nie mów tak, a już na pewno nie tutaj! - Zganił go, szczerze wierząc, że nie można tak prowokować losu, a przecież byli teraz w zwierzęcym królestwie. - Zwierzęta są super, tylko trzeba być bardzo ostrożnym... Szczuroszczety to akurat takie dość mało przyjemne, ale ogólnie pomyśl sobie ile dobrego może wyjść z trzymania zwierzaków blisko! Eliksiry, różdżki, a poza tym no, nie wiem, ale na przykład latanie na pegazie jest epickie... Ej, chyba jesteśmy blisko, chodź! - Pospieszył chłopaka, machając entuzjastycznie mapą i wyrywając się szybciej do przodu. I rzeczywiście udało im się zaliczyć zadanie Inicjatywy Kulturowo-Ezoterycznej, a do zamku mogli wrócić dużo prostszą i szybszą trasą, a Caesar ze wszystkich sił próbował pocieszyć Krukona aż do momentu, w którym nie zostawił go przed drzwiami Skrzydła Szpitalnego, samemu raczej nie mając ochoty na bonusową wizytę kontrolną.

/zt x2
Powrót do góry Go down


Zoe Brandon
Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Galeony : 352
  Liczba postów : 553
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 EmptyWto Kwi 05 2022, 13:01;

Po skończonej lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami, odbywającej się na szkolnych błoniach, nie podążyła za tłumem uczniów wracających ochoczo do zamku na obiad, tylko postanowiła skorzystać z wyjątkowo tego dnia ładnej pogody i przejść się nieco po zamkowych terenach w poszukiwaniu oznak tak wyczekiwanej przez nią wiosny. I tak dreptała bez celu, trochę wypatrując przebijających się przez trawę krokusików i innych kwiatowych cudów, trochę zerkając wyżej z nadzieją, że obudziły się już jakieś motyle; słuchała coraz śmielszego z każdym dniem ćwierkania ptaszków, czuła przyjemny rześki wietrzyk na twarzy, a jakby tych przyjemności było za mało, to znalazła w kieszeni smakowitego cytrynowego dropsa, który jeszcze bardziej uświetnił ten miły spacer. Jej myśli błądziły w najróżniejszych kierunkach, dłonie muskały delikatnie napotkane po drodze gałązki ze świeżutkimi zielonymi pączkami, czuła się tak wspaniale i błogo, że nawet nie zauważyła, kiedy zawędrowała niebezpiecznie blisko Zakazanego Lasu. Naturalnie, jak większość uczniów, uważała go za fascynujący i pociągający, choć nie miałaby pewnie tyle odwagi, żeby zapuścić się w jego zarośla dla samej hecy (w końcy Gryfonką nie była). No, ale gdyby miała jakiś powód... pewnie nie wahałaby się długo. Na razie jednak zdawała się nawet nie dostrzegać znajdujących się coraz bliżej drzew ani niczego, co mogło znajdować się między nimi.


@Maximilian Felix Solberg Wschodnia część lasu - Page 14 1291670070
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Wschodnia część lasu - Page 14 QzgSDG8








Wschodnia część lasu - Page 14 Empty


PisanieWschodnia część lasu - Page 14 Empty Re: Wschodnia część lasu  Wschodnia część lasu - Page 14 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Wschodnia część lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 15Strona 14 z 15 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Wschodnia część lasu - Page 14 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Okolice zamku
 :: 
zakazany las
-