Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Aleja ogników

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 14 Previous  1, 2, 3, 4 ... 8 ... 14  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31445
  Liczba postów : 72725
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Specjalny




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 22 Kwi - 12:54;

First topic message reminder :


Aleja ogników


To miejsce jest niezwykłe głównie w nocy, gdy zamieszkujące te okolicę ogniki oświetlają cały teren. Uwaga, wystarczy głośniejszy szmer, a wszystkie gasną. Po drodze można natknąć się na nieogrodzone i zaniedbane oczko wodne.






______________________

Aleja ogników - Page 3 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć, skórzany plecak, bransoletka
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
Galeony : 832
  Liczba postów : 2847
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 19:53;

Wstążka: poziomkowa
Wianek: A XD

Otoczenie powoli przestawało ją ciekawić tak, jak robiło to na początku, być może ze względu na to, że poczuła na nadgarstku dotyk Krukona, a zaraz po nim ATAK POPIEPRZONEGO POROŻA. Machinalnie odskoczyła do tyłu, ale nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego odgłosu, bo trochę oniemiała od odkrycia, że Elijah właśnie dorobił się dodatkowych elementów kośćca. Popatrzyła jedynie na niego ze zgrozą. Musiała minąć dłuższa chwila, nim odzyskała głos i trochę się uspokoiła.
- Już czuję presję... Zostania szaszłykiem. - burknęła ponuro, bo z jakiegoś powodu fakt, że świąteczna atrakcja mogłaby się okazać zagrożeniem życia i niewygodnym ciężarem na resztę wieczora jakoś nie robiła na niej pozytywnego wrażenia. Wstążki przy tym rzeczywiście nie były złą opcją. Były sympatycznym dodatkiem, choć nie miała pojęcia, z czym się to wiązało. A te mordercze narzędzia tortur? Litości.
- Przynajmniej raz nie wyszedłeś na barana. - wyrzuciła mu jego własne traumy odnośnie wygłupów z pełną premedytacją, po czym uśmiechnęła się na tyle promiennie, że magiczne ogniki wydawały się gasnąć przy tym, jak silnie bezczelne ubawienie tliło jej się w źrenicach.
- Zrobię Ci ten wianek! - po wyszeptanej przez niego uwadze wykonała szybki obrót, aby ukryć przed nim wypływające na policzki rumieńce i wyrzuciła z siebie losową deklarację, aby zająć czymś myśli. Na pocieszenie należało mu się chyba wreszcie coś przyjemnego od życia. Z jakiegoś powodu nawet nie wzięła pod uwagę, że swój wianek ostatecznie miałaby nosić sama. W końcu tak idealnie pasowałby na dumne poroże!
I miała dobre chęci, a wraz z nimi całkiem niezły pomysł na dobór kwiatów przeplatanych zielenią liści, ale... Kompletnie jej nie szło. Ta wstążka ciągle się dziwnie zawijała, wianek bez przerwy jej się rozplątywał, coraz więcej płatków lądowało posępnie na ziemi...
Trzeba było iść na te bukiety do O'Connora, może trochę mniej ucierpiałaby teraz jej duma.
Po ukończeniu swojej abominacji, która z trudem trzymała się kupy, podniosła powątpiewający wzrok na Krukona i uśmiechnęła się przepraszająco. Chyba nie miała serca, żeby włożyć mu to coś na głowę. Zamiast tego, oplotła go sobie wokół nadgarstka - tam, gdzie znajdowała się jedna z wstążek. W ten sposób chyba nie wyglądało to AŻ TAK źle.
- Chodźmy stąd. - pokręciła pospiesznie głową, jakby chciała wyrzucić z niej to wspomnienie, ale było to bardzo złudne wrażenie. Jasne, potrzebowała otrząsnąć się po klęsce, ale była to taka chwila, jak każda inna spędzona z Elim. I zasługiwała na docenienie, pielęgnowanie. A za jakiś czas również masę śmiechu na samo wspomnienie o całej sytuacji.

@Elijah J. Swansea

______________________

Love songs are for dreamers, honey
Aleja ogników - Page 3 UEEDvST
And I may never wake up.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mithra Mahdavi

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 189cm
C. szczególne : Cienie pod oczami wywołane chorobą; obwieszony błyskotkami jak król Albanii
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
Galeony : 567
  Liczba postów : 140
https://www.czarodzieje.org/t18831-mithridates-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18837-mirza
https://www.czarodzieje.org/t18835-relacje-mithry#541026
https://www.czarodzieje.org/t18820-mithra-mahdavi
https://www.czarodzieje.org/t18838-mithra-mahdavi-dziennik
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 21:02;

Nogi zaprowadziły go bardzo daleko od domu. Wprost w ciemny, cichy las Doliny Godryka. Długi był to spacer, gdyż nie było go w mieszkaniu już kilka ładnych godzin. Zaczynał martwić się o psa, ale nie potrafił zmusić się, żeby wrócić. Wiedział, że Wiatr wybaczy mu z łatwością, gdy kolacja się opóźni, co tylko motywowało go do dalszego kopania kamieni i bezmyślnego maszerowania. Potrzebował spędzić czas na próżnowaniu i dać odrobiny luzu własnym, skołatanym myślom. Od tamtego wieczoru nie spał prawie w ogóle, jeżeli nie licząc kilkunastominutowych drzemek, jakie udawało mu się pobierać w ciągu dnia, kiedy praktycznie zasypiał nad kociołkiem. Był koszmarnie zmęczony, a zarazem na tyle przejęty, że nie potrafił się do snu ani zmusić, ani go wywołać. Przestał nawet łykać eliksir słodkiego snu, gdy zaczął dawać tyle co nic. Może kilkudniowy detoks miał mu pomóc? Był skłonny spróbować już wszystkiego. Dlatego, kiedy na głowie niespodziewanie wyrosły mu rogi, postanowił zgłębić to tajemnicze zjawisko. Nie musiał szukać daleko. Ognista i odgłosy ludzi w normalnych warunkach zniechęciłyby go do siebie natychmiastowo. Szczerze nienawidził tłumów i unikał ich za wszelką cenę. Jednak teraz był bardzo wyciszony. Docierało do niego bardzo niewiele bodźców, a potrzeba zajęcia się czymś - czymkolwiek - była o wiele silniejsza od głębokiego strachu przed zagłębieniem się w to kłębowisko ciał. Taki właśnie był Mithra - nierozsądny… i piekielnie żądny adrenaliny. Nic więc dziwnego, że kiedy już nagłaskał się tych rogów i spróbował je (nieudolnie) odczepić od głowy oraz pogodził się z tym, iż będzie musiał poszukać odpowiedzi głębiej, jego uwagę natychmiast ściągnęła niebezpieczna, chłopięca zabawa. Skoki ponad ogniskiem nie wyglądały na coś, w czym mógłby wziąć udział. Był już stary, poważny. Jednak coś w tych przypalanych nogawkach sprawiało, że czuł się nieco mniej nieżywy. I poszedł, jak ten baran na ścięcie. Dostał nawet jakieś ciasteczko, więc zjadł je, aby tylko pozwolili mu ładnie sobie wyskoczyć. Okazało się, że faktycznie, ten przysmak był jakiś specjalny. Może nie specjalnie smaczny, ale zdecydowanie dodawał wigoru. To nieco ożywiło Mirka, który napędzony dodatkowo nie tylko swoją bezmyślnością, ale też ciasteczkową odwagą, hycnął sobie przez ognisko niby jakiś górski kozioł… i wywalił się koncertowo wprost na kolana. Przy lądowaniu jeszcze spróbował zachować klasę, ale ostatecznie potknął się (wiadomo) o własne stopy i boleśnie otarł sobie nogi. Jakby tego było mało, doskonale wybrał osobę, przed którą znalazł się niejako na wysokości zadania. Uniósł spojrzenie na Lyalla, nie mogąc powstrzymać się od uniesienia warg w uśmiechu, zwłaszcza że ten też właśnie wykazał się gracją i wpadł na jakąś dziewoję.
- Hej - rzucił prosto, starając się nie patrzeć przy tych słowach na jego usta i dźwignął się powoli do pozycji stojącej, aby odkryć swoje obrażenia.

Rogi: I
Skoki: F, A=20%
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
Galeony : 613
  Liczba postów : 519
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 21:52;

Rogi: F - markur śruborogi
Lubił świętować, każda okazja do radości była dobra, a w szczególności taka, która pozwalała dzielić się tym szczęściem z innymi. Nie zamierzał obchodzić Celtyckiej Nocy ze swoją rodziną, której szczerze nie cierpiał (nie licząc młodszego rodzeństwa, choć ci mieli już swoje życie). Długo się zastanawiał czy nie wybrać się do Doliny samemu, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że to… smutne. Święta nie były po to, by się smucić, więc czym prędzej napisał do Perpetuy, zastanawiając się, czy w ogóle istnieje cień szansy, że się zgodzi. Szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy dostał wiadomość zwrotną. Nie będzie świętował sam, a i kobietę uchronił przed tym strasznym losem.
Czekał więc na nią przed Wielką Salą, ubrany całkiem przyzwoicie, trzymając ręce w kieszeniach i patrząc w bliżej nieokreślony punkt na ścianie przy ogromnych drzwiach. Jego twarz się rozpromieniła, gdy tylko niebieskie tęczówki ujrzały kobietę. Był zdumiony jak mało miał ostatnio czasu i choć tkwili w tym samym zamku, to widzieli się zdecydowanie mniej niż wcześniej przypuszczał. Zawsze wiedział, że praca nauczycielska była wymagająca, niemniej jednak jeszcze niezupełnie się oswoił z nową posadą, a i miewał lekkie kłopoty z organizacją. Inna sprawa była taka, że Perpetuę naprawdę ciężko było złapać. Jeśli sądził, że to on ma urwanie głowy, nie mógł nawet znaleźć odpowiedniego słowa na to, co tyczyło się Whitehorn.
Miło cię widzieć, już zaczynałem myśleć, że nigdy nie zdołasz się oderwać od ratowania uczniów. – powiedział rozbawiony i objął ją w geście przywitania. – Pięknie wyglądasz. – dodał, by zaraz potem ruszyć z nią ramię w ramię przez hogwarckie błonia, a gdy tylko opuścili szkolne tereny – teleportowali się na odpowiednie miejsce.
Nie był zaskoczony, że Aleja Ogników zrobiła na nim duże wrażenie. Wiedział, że to święto ma swój własny, specyficzny klimat. Las udekorowany girlandami z kwiatów, świecące ogniki i latające, wolne wróżki, sprawiły, że Camael był naprawdę oczarowany tym miejscem, a delikatny uśmiech sam pojawił się na jego twarzy. Przekroczywszy jakąś bodajże niewidzialną linię, poczuł jak jego głowa staje się cięższa niż dotychczas. Zmarszczył brwi, nie do końca wiedząc co tak naprawdę się wydarzyło i odruchowo powędrował dłonią w górę. Gdy tylko poczuł coś twardego, parsknął śmiechem, czując pod palcami poskręcane, długie rogi.
To dopiero ciekawe. – powiedział z rozbawieniem, patrząc na swoją towarzyszkę. – Chyba tego wieczoru jestem kozą. – nie był pewien, choć tak właśnie podejrzewał. Nie czuł się zupełnym laikiem jeśli chodziło o świat fauny, w wielu transmutacyjnych zaklęciach wiedza z zakresu szeroko pojętej zoologii bywała naprawdę przydatna. Czuł magię dookoła, nie pamiętał kiedy ostatnio znalazł się w istocie tak magicznym miejscu. Spojrzał wymownie na nadgarstek Perpetuy. – Będziesz tańczyć wokół wielkiego dębu?
Rozglądał się po otoczeniu z zainteresowaniem, widział wiele znajomych sylwetek i równie dużo tych nieznajomych. Wyglądało na to, że tego wieczoru Dolina Godryka zrzeszała czarodziejów z różnych stron, czy była ku temu lepsza okazja? Jego wzrok natrafił także na drewniany stragan z przeróżnymi rzeczami, a także ognisko, przez które niektórzy czarodzieje już skakali, kodował więc co gdzie się znajduje i co mógł zaproponować swojej towarzyszce.
@Perpetua Whitehorn

______________________


Aleja ogników - Page 3 HXWQZea
may it be a light to you in dark places,
when all other lights go out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi bransoletkę ze smoczym akcentem i łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Dodatkowo : Ścigająca
Galeony : 500
  Liczba postów : 889
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 22:11;

Wstążka: Malinowa

Celtycka Noc była wielkim wydarzeniem w świecie czarodziejów. Każdy przygotowywał się do hucznych obchodów, które organizowali druidzi i w całym Hogwarcie od trzech dni nie mówiło się o niczym innym. Zwłaszcza że uczniowie również dostali możliwość wyjścia do Doliny i korzystania z atrakcji – tych bezpiecznych. Alise nie mogła przestać się uśmiechać, wkładając do ucha kolczyk ze smokiem, bo ulubionego, szczęśliwego akcentu nie mogło zabraknąć. Postanowiła zrezygnować z luźnego swetra lub koszulki, wybierając bardziej dopasowane i kobiece body z odsłoniętymi ramionami, do którego dobrała szorty z wyższym stanem i oczywiście cieliste rajstopy, które chroniły odkryte nogi przed wiosennym chłodem. Burze jasnych włosów zostawiła rozpuszczoną, zawiniętą miejscami w figlarne sprężynki, a błękitne oczy i buzię podkreśliła delikatnym makijażem. Słysząc poganiające okrzyki koleżanek, złapała z łóżka niewielką torebkę i zawiesiła na ramię, wybiegając z dormitorium, aby razem mogły teleportować się na miejsce.
Rozglądała się z zafascynowaniem dookoła – wysokie ogniska, mnóstwo kwiatów oraz celtyckich akcentów, gdzieś w oddali widniał kamienny krąg z błyszczącymi na nim runami. Granatowe niebo nad Doliną pokryte było tysiącem srebrnych gwiazd, ciepłe powiewy wiatru wprawiały w ruch wysokie korony zielonych drzew, a szum mieszał się z odgłosami istot zamieszkujących las. Pełno też było śmiechu, gwaru. Zapachy mieszały się ze sobą, przywołując krukonce na myśl tysiące kolorów. Rozbrzmiewała muzyka, a gdy tylko zrobiła krok w stronę tego magicznego świata, gdzie nowe mieszało się ze starym – na nadgarstku zatańczyła wstążką. Przyglądała się jej chwilę, ostatecznie odplątując i przewiązała na szyi cienkie pasemko w kolorze malinowym. Oprócz tego musiała również przygotować wianek, który następnie niczym korona – wylądował na złotych włosach krukonki. Im głębiej w aleję ogników, tym więcej niesamowitych rzeczy ukazywało się jej oczom. Od ogniska biło przyjemne ciepło, małe iskierki pochłaniały kolejne pale drewna, półmrok panujący dookoła nadawał mistycznej aury. I wtedy odwróciła się na chwilę, pokazując koleżance jakiegoś chłopaka, który widocznie ją zaczepiał z wielkimi rogami na głowie, gdy przez salwę śmiechu i zachęcanie jej, nie zwróciła uwag na przeszkodę przed sobą. Uderzyła w coś lub raczej kogoś, mimowolnie zaciskając powieki i tracąc na chwilę równowagę, ułożyła dłonie na powierzchni przed sobą. - Ojej, przepraszam! Nie zauważyłam! Nic Ci się nie.. - przerwała, gdy tylko uniosła powieki i zaczęła, odchylając głowę do tyłu, dostrzegając znajomą twarz. Zamrugała kilkakrotnie, jakby zaskoczona, chociaż buzię rozjaśnił jej promiennych uśmiech. Nie drgnęła nawet, ba, nawet klepnęła go dłońmi w tors na przywitanie. - Karmelek!
Słysząc chichot koleżanek, dostrzegła, w jakiej pozycji się znajdują i cofnęła się pół kroku, zaciskając usta i odgarniając kosmyk włosów za ucho, aby zaraz odszukać jego oczu swoimi, posyłając mu przepraszający uśmiech – kolejny raz. - Zagapiłam się na rogi! - wytłumaczyła, wędrując zaraz na jego skronie, gdzie również takowe były. Zmarszczyła nos i brwi, wydając ciche mruknięcie zamyślenia, palcami zahaczając o twardą powierzchnię zwierzęcego akcentu. - Waa.. Ty też masz!
Zauważyła nie wiedząc, czy bardziej pod nosem czy do niego, odrobinę zafascynowana zwierzęcym akcentem. Szkoda, że smoki nie miały rogów.

@Lucas Sinclair
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Sinclair

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 183cm
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
Galeony : 1322
  Liczba postów : 1664
https://www.czarodzieje.org/t18564-lucas-sinclair#529285
https://www.czarodzieje.org/t18598-landryna-lukiego#531203
https://www.czarodzieje.org/t18574-wbijac-do-lucka#529769
https://www.czarodzieje.org/t18566-lucas-sinclair#529292
https://www.czarodzieje.org/t18716-lucas-sinclair-dziennik#53577
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 22:23;

Jeśli miałby określić krótko co tak naprawdę znaczyły dla niego obchody celtyckiej nocy w Dolinie Godryka, powiedziałby tylko: świetna zabawa. Wszyscy przybyli na polanę ogników, mieli w planach miło spędzić czas, rozerwać się i po prostu dobrze się bawić.  Każda z tych atrakcji, której w tej chwili próbowali jego znajomi (będący dosłownie wszędzie, nie każdym kroku), była stworzona po to, żeby było co wspominać. A świat magii, rządził się swoimi prawami, dlatego tego wieczora w dolinie będzie dwa razy więcej wspomnień niż normalnie mogłoby być.
Sinclair idąc od ogniska, przystanął przy grupce ślizgonów, aby wtrącić się do rozmowy przy okazji wzmianki o nieobecności siostry Philla. Soph z Maxem za chwilę gdzieś zniknęli, właśnie po to, aby wypróbować inne miejsca przygotowane specjalnie na okazję obchodów celtyckiej nocy, a Lucas został z Peregrinem koło drewnianego straganu, który był oblegany przez wszystkich (szczególnym hitem wydawał się być ten intrygujący napój, który wcześniej zauważył u Maxa i Sophie).  Zaśmiał się słysząc słowa ślizgona, który w żartobliwy sposób, wybrnął z niewygodnej dla niego propozycji skakania przez ognisko. Lucas machnął tylko ręką na jego słowa, bo widział, że nic nie wskóra wyciągając kumpla do skoków. Sam nie mógł popisać się swoim, ale chociaż nie podpalił sobie spodni, jak Solberg za drugim razem. To jest fenomen. On to ma farta to sprowadzania na siebie nieszczęść…
W następnej chwili zauważył znajomą twarz za plecami Phillipa, który stał naprzeciwko. Wydawało mu się, że widział Rowle’a… Nie możliwe, ostatnio go pytał i ten twierdził, że nie ma zamiaru „pchać się do Godryka”. Lucas, jednak postanowił to sprawdzić i zrobił kilka kroków w tamtą stronę, ale wtedy chłopak odwrócił się bardziej przodem do niego i okazało się, że to nie jest Charlie. Ślizgon spuścił lekko głowę i pokręcił nią, na znak własnej głupoty. Automatycznie odwrócił się na pięcie, nie oglądając się i wtedy poczuł uderzenie, zamortyzowane na jego klatce piersiowej.
Najpierw zarejestrował tylko długie blond włosy, potem usłyszał ciche przeprosiny, a dopiero kiedy dziewczyna uniosła głowę, aby zobaczyć z kim się zderzyła, zdał sobie sprawę kogo właśnie trzymał w ramionach. I to dosłownie. W tamtej chwili oplótł ją ramieniem automatycznie, widząc, że blondynka przez moment zachwiała się. Krukonka, zaraz po tym jak ten w ułamku sekundy zmienił kierunek i nie patrząc na przechodzący aleją tłum, chciał wrócić na swoje uprzednie miejsce obok kumpla; sparła swoje dłonie na jego mostku i (co było dość naturalnym zjawiskiem w przypadku dosłownego wpadnięcia na kogoś) przez chwilę napierała na niego swoim ciałem. Widząc jej lekkie zaskoczenie, odwzajemnił uśmiech, którym go obdarzyła niemalże od razu jak tylko go poznała.
- Alise. Jak miło Cię widzieć – oznajmił zgodnie z prawdą, szczerząc się jak dzieciak (czyli jak zawsze). Dopiero, kiedy odsunęła się od niego, jego uśmiech nieznacznie się zmniejszył. Jemu tam bardzo odpowiadała pozycja, w jakiej się znaleźli, dlatego wydał z siebie tylko ciche mruknięcie i rzucił w kierunku jej koleżanek: - Cii, dziewczyny… popsułyście całą zabawę.
Zdawał sobie doskonale sprawę, że Alinka sama prędzej czy później też by zauważyła, że nieświadomie się do niego przytula, jednak zdecydowanie wolał, żeby ta chwila nastąpiła później niż wcześniej.
- To też po części moja wina, bo nie patrze na oczy jak leze… O, podobają Ci się? Właśnie mówiłem, że są najlepsze, bo chyba najbardziej pokaźne. – wiedział dobrze, że to zderzenie to w dużej mierze jego wina, ale nie mógł odpuścić sobie nawiązania do swojego poroża, skoro sama zaczęła ten temat. Widząc jej rozpromienioną twarz, nie potrafił powstrzymać szczerego uśmiechu. Kiedy dotknęła jednego z jego rogów, aż podskoczył nieznacznie. Nie spodziewał się, że będzie czuł jak ktoś będzie ich dotykał. Zaśmiał się niepewnie, żeby zatuszować swoje zakłopotanie tym faktem. – Lepiej by było gdyby były z czekolady, można by było podgryzać, chociaż nie wiem czy dosięgnę…
Dopiero kiedy zniknęła faza zaskoczenia niespodziewanym spotkaniem z dziewczyną, mógł tak naprawdę się jej przyjrzeć. Wyglądała przeuroczo, w czarnej bluzce z odkrytymi ramionami i w krótkich dżinsowych spodenkach. I do tego ta różowa wstążka na szyi, dodająca jej jeszcze więcej uroku.
- Powiem Ci, Argent… Przeszłaś samą siebie. Wyglądasz zjawiskowo. – był to jeden z tych epitetów, które mógł użyć w towarzystwie innych ludzi, bo inne, które przychodziły mu do głowy w tamtej chwili, choć były dużo bardziej pochlebne, to nie nadawały się do wypowiedzenia ich w tamtej chwili na głos. Jeszcze ktoś z boku mógłby jego słowa opacznie odebrać.
Wreszcie, budząc się z amoku, jaki wywołał w nim strój Argentówny, odchrząknął i przypomniał sobie o istnieniu stojącego nieopodal Philla.
- O, wybacz, nie wiem czy się znacie… To jest mój kumpel @Phillip Peregrine. Phill to jest Alise Argent. – oznajmił, przedstawiając ich sobie, choć nie wiedział czy dziewczyna za chwilę nie zniknie z koleżankami i nie zostawi ich znowu samych, co na pewno spowodowałoby lawinę pytań z ust Peregrine’a. W końcu Alina była śliczna, a wiadomo jaki z Filipka pies na baby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
Galeony : 1655
  Liczba postów : 2734
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 22:24;

Wystraszył ją chyba i nijak mu się to nie podobało. Ostatnimi czasy zbyt wiele było między nimi strachu, a u niej przejawiał się przecież na zaskakujące, jak się okazało, sposoby. Może miał sporo szczęścia, że – czy słynnym lumosem, czy po prostu nogą – nie odrzuciła go na drugi koniec alei.
Lekceważąco machnął przyozdobioną kilkoma rzemykami ręką. Był dziś dość poobwieszany, stawiając na proste, naturalne ozdoby, które pasowały nie tylko do lnianej koszuli, ale i do klimatu całego święta. Do poroża też, jak się okazywało; przynajmniej w tym względzie mógł sobie pogratulować.
Och, mam na to cały wieczór — bo co do tego, że jeszcze mu się to uda i to zapewne nie raz, nie miał żadnych wątpliwości. Tu nie chodziło nawet o brak pewności siebie, a po prostu świadomość, że im bardziej mu zależy, tym więcej popełnia błędów... tudzież tym mocniej je zauważa i bardziej się nimi przejmuje. Jeśli do tego doda się pecha, który prześladował go na randkach, katastrofa była niemalże gwarantowana. Wystarczyło cierpliwie poczekać.
To musisz dwa, po jednym na każdy róg — właściwie gdyby je przyozdobić jakimiś delikatnymi polnymi kwiatami, w istocie mogłoby to wyglądać urokliwie. Potrafił wyobrazić to sobie w ujęciu aparatu i pożałował, że nie zabrał go ze sobą, nawet jeśli zrobił to celowo. Nie chciał się dziś rozpraszać, nie chciał pracować; dziś cała uwaga była przeznaczona tylko dla niej.
Leniwie przyglądał się jak próbuje upleść z kwiatów porządną kompozycję, choć „próbuje” było tu niestety wyjątkowo trafnym określeniem. Nie szło jej, a on w momentach największej rozsypki taktycznie odwracał wzrok, obserwując gromadzących się tu ludzi – w większości znajomych z Doliny. Gdzieś tam mignęła mu @Frea Ragnarsdóttir w towarzystwie tego całego Tarly'ego, co to bardzo ochoczo gotował z Moe. Pomachał do niej, by przywitać się choć w ten sposób. Voralberga też widział – z tym wzrostem nie dało się go przeoczyć – choć do niego bynajmniej machać nie zamierzał; zamiast tego rozejrzał się za Éléonore, by zbadać, czy przypadkiem nie przyszła tu w jego towarzystwie. Wciąż czuł się dziwnie na samą myśl.
Kiedy wrócił do Moe wzrokiem, wyglądała jakby... już skończyła? Bardziej wywnioskował to z jej miny niż ze stanu, w jakim znajdowały się obecnie kwiaty, ale i tak uśmiechnął się do niej, rozczulony pełnym zwątpienia wyrazem jej twarzy.
Tak przynajmniej jest oryginalnie — skinął głową, bo w pełni popierał pomysł, by się stąd oddalić. — To ten moment kiedy próbuję Ci zaimponować. Chodź, pokażę Ci coś — uśmiechnął się nieco łobuzersko, bez pytania i znacznie śmielej niż na początku ujął jej dłoń i skierował ich ku jaśniejącym nieco dalej ogniskom. Skoki nad ogniem w noc tego święta nie były dla niego żadną nowością – swego czasu była to jego i Gabriela tradycja... a raz założył się nawet z Cassiusem, ale dość niefortunnie przysmolił sobie wtedy spodnie. Liczył, że tym razem będzie miał trochę więcej szczęścia i nie skompromituje się na jej oczach, nawet jeśli podejrzewał, że podobne wyczyny nie są tym, co imponuje jej najbardziej na świecie. Puścił jej dłoń i zostawił ją na krótką chwilę, kiedy to włożył rękę do czapki, by wylosować ciastko. Czarne ciastko. Czarną owcę. Jeden ze zgromadzonych przy ognisku chłopaków, którego nie kojarzył z sąsiedztwa, prychnął dość pogardliwie, oznajmiając mu, że nie da rady przeskoczyć trzykrotnie.
On nie da rady?
Załóżmy się — stwierdził hardo, mierząc go pełnym powagi wzrokiem i wyciągnął rękę na potwierdzenie swoich słów. Dopiero potem spojrzał na Morgan, puścił do niej oczko i odsunął się, by dać sobie miejsce na rozbieg. Wziął naprawdę duży, tak na rozgrzewkę i przeskoczył nad płomieniami bez większego szwanku – ten miał nadejść dopiero przy lądowaniu. Poślizgnął się, potknął o własne nogi i przewrócił, obijając sobie tyłek. Sapnął, bardziej z niezadowolenia niż z bólu i podniósł się tak szybko i energicznie, jakby chciał całym sobą krzyknąć do Moe „hej, nic mi nie jest, a w ogóle to było kompletnie zaplanowane”. Widać to sięgające korzeni święto i w nim budziło dość prymitywną potrzebę pokazania jej swojej fizycznej siły. Brakowało tylko by zdjął koszulę dla lepszego efektu.
Otrzepał się szybko i już był gotowy na drugi skok. Tym razem rozegrał to lepiej, skoczył wyżej i w naprawdę pięknym stylu wylądował po drugiej stronie ogniska, uśmiechając się triumfalnie. Jeśli teraz nie podpali sobie dupy to będzie mógł być z siebie dumny.

Rogi: F
Ciastko: czorne
Skoki: 20 i 60, trzeci w następnym poście

@Morgan A. Davies

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : Silny włoski akcent, szeroki uśmiech na twarzy, kilka mniejszych blizn na dłoniach, leworęczna
Galeony : 1179
  Liczba postów : 853
https://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
https://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
https://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
https://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 22:28;

Kolor wstążki lapis-lazuri

Wróciła do Hogwartu. Było to dla niej w pewien sposób niesamote doświadczenie. Rok temu opuszczając ten kraj, nie spodziewała się, że jej noga jeszcze kiedyś tam będzie stąpać. A tymczasem znów tutaj była, uśmiechała się szeroko i rozmawiała z ludźmi, których sądziła, że już nigdy nie spotka. Naprawdę cieszyła się z tego powodu. Dobrze wspominała Wielką Brytanię i wszystko to, co w niej przeżyła. Nawet te popieprzone relacje z Thomenem i Franklinem nie były dla niej złym wspomnieniem. Wiele się nauczyła przez to, zmieniła. Nie była już tą samą kobietą, co jeszcze rok temu. Teraz była międzynarodową zawodniczką quidditcha, która poświęcała mu każdą wolną chwilę. Nie skupiała się na niczym innym, bo na niczym innym nie zależało jej aż tak, jak na tym, aby być najlepszą zawodniczką na świecie. Do tego jeszcze daleka droga, ale niestrudzenie podążała jej śladem.
No ale przecież wiadomo, że samym quidditchem człowiek żyć nie może. Pośladki również musiała odpocząć od ciągłego siedzenia na miotle. Poza tym, potrzebowała też jakiejś rozrywki, oderwania, aby później wrócić do swojego ukochanego sportu ze zdwojoną siłą. Uznała, że najlepszym na to sposobem będzie wybranie się do Doliny Godryka. Jak wiedziała, odbywały się tam coroczne obchody celtyckiej nocy. Nigdy wcześniej nie miała sposobności brać w nich udziału, ale cała szkoła aż huczała od tego, jak wspaniałe będzie to wydarzenie. Chciała przekonać się na własnej skórze, czego może się spodziewać. Zdecydowała się na luźne ubrania, które pozwalały jej czuć się komfortowo. Nigdy nie wiadomo, co będzie tam się dziać, więc taki strój był najodpowiedniejszym zważywszy na obecną pogodę i nie do końca pewne atrakcje, które miały ją czekać. Nie umawiała się z nikim konkretnym, bo i nie wiedziała, kogo tam zastanie. Wolała sama przekonać się, z kim najlepiej będzie jej spędzić czas.
Od razu po wejściu na wydarzenie, na jej nadgarstku pojawiła się wstążka w kolorze lapis-lazuri. Włoszka kompletnie nie miała pojęcia, co to ma oznaczać, ale nie zamierzała przejmować się tym faktem w tym momencie. Szła przed siebie podziwiając dekoracje oraz wszystko to, co działo się wokół. Gwar wywoływał na jej ustach niewielki uśmiech. Oglądała się właśnie na jedno z targowisk, kiedy poczuła, jak uderza w coś. Okazało się, że to coś, to człowiek. I to nie byle jaki, tylko ten, na widok którego zaklęła brzydko po włosku w myślach.
- @Phillip Peregrine? Nie spodziewałam się tutaj Ciebie spotkać. - uśmiechnęła się delikatnie w stronę ślizgona. No tak, ile to już go nie widziała? Ponad rok. Zapowiadał się ciekawy wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
Galeony : 864
  Liczba postów : 1135
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 22:48;

Wstążka: akwamaryna

Victoria nie mogła się tak naprawdę doczekać tego całego świętowania. Ciekawa była, jak to się skończy, co się wydarzy, co może ich jeszcze dzisiejszej nocy spotkać. Nie wiedziała ostatecznie, co z wiankiem, jaki naszykowała, cały czas się z tym mocno gryzła, ale to aż tak jej nie obchodziło w tej dokładnie chwili. Poprawiła co prawda nieco kwiaty, by się nie zsuwały, ale postanowiła się na nich nie skupiać. Zerknęła na Lou, kiedy ta zadała pytanie, a potem uśmiechnęła się do niej dość tajemniczo, zastanawiając się jednocześnie, czy dziewczyna naprawdę nie wie, o co tutaj chodzi.
- Zobaczysz - powiedziała więc jedynie, nie chcąc chyba zbyt wiele zdradzać. - U was nie obchodzi się tak świąt? U mnie w domu jedynym wyjątkiem od tego wszystkiego, jest tak naprawdę pascha, którą moja mama albo nawet babcia, przywiozły z rodzinnego wschodu - dodała jeszcze w formie wyjaśnienia, jednocześnie bardzo ciekawa tego, co dokładnie robiło się na święta za oceanem. W końcu tradycje były z pewnością odmienne od tych, na jakie trafiało się w Wielkiej Brytanii, o tym była właściwie w pełni przekonana.
Rozglądała się dalej, szukając innych znajomych i starając się zorientować, co się tutaj dokładnie dzieje. Nie była pewna, czy chce kupować coś na straganie, a może nie była tego pewna w tej dokładnie chwili, ale przyjrzała się rzeczom, jakie można było tam znaleźć, toteż umknęło jej to, co robiła Lou, a w półmroku nie była nawet w stanie dostrzec jej nieznacznego rumieńca. Na pytanie dziewczyny zaśmiała się wdzięcznie i lekko, po czym wzruszyła lekko ramionami.
- Nie wiem. Zobaczymy, porozmawialiśmy sobie po jego popisach na lekcjach i powiedzmy, że zaczniemy od nowa. Ale jestem wybredna i nie lubię skakać na głęboką wodę. Właściwie to w ogóle nie lubię wody - stwierdziła na to, nieco wymijająco, ale mimo wszystko zerknęła na wstążkę, a później musnęła palcami kwiaty, które miała ułożone na włosach. Nie wiedziała nawet, czy Fillin będzie chciał brać udział w tym szaleństwie, wydawało jej się mimo wszystko, że to może być... nieco zbyt wiele jak dla niego, ale mimo wszystko postanowiła po prostu poczekać. Ujęła na razie Lou pod ramię.
- Możemy zaryzykować i coś teraz kupić albo popatrzeć na tych szaleńców, którzy kręcą się przy ogniu. Nie wiem zupełnie, co się dzieje w kręgu, ale nie jestem pewna, czy chcę sprawdzać, chyba że masz na to ochotę. A może wolisz zapleść wianek? - rzuciła w końcu, dość entuzjastycznie i wskazała jej na miejsce, gdzie znajdowały się kwiaty.


@Loulou Moreau

______________________


if i reach for the sun
it would be shining

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Tatuaże na ramionach, przedramionach i torsie - mugolskie, nie poruszają się
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1285
  Liczba postów : 1071
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 22:49;

Rogi: G

- O, to chyba nie do końca tak działa, skoro mam szukać konkurenta, prawda? - rzucił na to, nieco zaczepnie i posłał jej uśmiech świadczący o tym, że z przyjemnością z kimś by się zmierzył, żeby tylko pokazać, że z niego nie jest żadna miękka, kurwa, faja. Oczywiście, kiedy dziewczyna wspomniała o osobie, której nie lubił, właściwie z miejsca postanowił przywalić Boydowi, bo nabicie go na te rogi mogłoby być całkiem zabawne, ale zaraz potem jedynie nieznacznie wzruszył ramionami. Zabawne, owszem, ale starał się bawić o wiele mądrzej i po prostu spychał odpowiedzialność na Callahana, co było w chuj zabawne. Jak chociażby na lekcji eliksirów, kiedy naprawdę nic nie zrobił, a drugi Gryfon oczywiście dostał pierdolca i przyjebał mu podręcznikiem. To było zabawne, tym bardziej że Boyd dostał wpierdol od Dear i zarobił szlaban, a Brewer wyszedł sobie z tego wszystkiego obronną ręką, bo w końcu pomylenie składników może zdarzyć się każdemu, prawda?
Uniósł lekko brwi, kiedy zaczęła unikać tematu wstążki i mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy naprawdę jest jakiś chłopak, dla którego chciałaby ją zatrzymać, co jedynie wzbudziło w nim jakieś irracjonalne, szalone zapędy, ale tak to już z Maxem po prostu było. Poza tym, kurwa, to byłoby nawet zabawne. Przynajmniej dla niego, kogoś, kto mało poważnie patrzył na życie. Może był hipokrytą, biorąc pod uwagę, jak podchodził do sprawy Boyda i Alise, ale z drugiej strony sam nie umiał się nigdzie opowiedzieć i po prostu starał się dobrze bawić, bo dokładnie to wychodziło mu najlepiej. Nic zatem dziwnego, że nieco się nawet pochylił, kiedy Krawczyk zapytała go, czy może dotknąć tych pierdolonych rogów. Siłą rzeczy znajdowali się teraz blisko siebie, a Max aż zabawnie poruszył brwiami, ale nie wykonywał żadnych narwanych gestów, może dlatego, że Lou oduczyła go już całkiem skutecznie podobnych wyskoków.
- Posiadanie rogów? No cóż, mogłoby być na pewno lepiej, ale przynajmniej przyprawiły mi je jakieś duszki, a nie dziewczyna - rzucił na to i wzruszył lekko ramionami. Żartował sobie oczywiście, w sposób zdecydowanie typowy dla siebie, ale jakoś nie zamierzał się nadmiernie przejmować zdaniem Oli w tym temacie, bo nie miał co do tego żadnych podstaw. - Chcesz się przejść albo pogapić na tych świrów, którzy skaczą przez ognisko? - zapytał zaraz i wskazał na stragan, a także resztę atrakcji, bo mimo wszystko takie sterczenie w miejscu też chuja dawało, co nie? Pożartować sobie mogli i pobawić się całkiem nieźle, ale czasem robiło się w chuj przykro, jak tak się sterczało jak totalny kołek w płocie.

@Aleksandra Krawczyk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Phillip Peregrine

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 186cm
C. szczególne : Szrama na prawej ręce ciągnąca się od łokcia do nadgarstka. Ciężki, męski głos.
Galeony : 692
  Liczba postów : 246
https://www.czarodzieje.org/t18864-phillip-peregine#542414
https://www.czarodzieje.org/t18865-poczta-phillip-a#542531
https://www.czarodzieje.org/t18866-relki-phillip-a#542532
https://www.czarodzieje.org/t18863-phillip-peregrine#542364
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptySro 29 Kwi - 22:51;

Impreza coraz to bardziej się rozwijała. Jednakże panna Sinclair postanowiła spędzić czas z tym młodszym ślizgonem. Nie miał nic przeciwko, przecież to jest jej kumpel, a on nie miał zamiaru się do tego mieszać. Miała swoich znajomych, a nie będzie się pałętać ze swoim bratem i z jego kumplem, którzy grali za jej ochroniarzy. Na pewno nie czuła się wtedy komfortowo więc postanowiła zwiać i chyba miała rację.
Patrzył jeszcze przez chwilę na wydurnianie się swojego kumpla. On chyba nigdy nie zmądrzeje, tak mu się wydawało. Wtedy ku ich zdziwieniu pojawiła się piękna krukonka, którą właściwie nie znał? Nie znał tak pięknej dziewczyny, niemożliwe. Pomrugał kilka razy oczami, żeby jednak dostrzec znajomą twarz, ale jednak nie. Tej krukonki nie znał, a chyba nawet nigdy na siebie nie wpadli, nawet przypadkowo, a szkoda wielka szkoda. Jednakże widząc zaciesz Sinclair'a otworzył usta ze zdziwienia. Ona tutaj przyszła dla niego? Serio? No stary będziemy musieli pogadać. Tylko jedno zdanie głębiło się teraz w jego głowie.
Uśmiechnął się rzecz jasna do dziewczyny i podał jej dłoń, którą szarmancko ucałował. A jak. Niech widzi kto tu jest prawdziwym facetem. - Witaj piękna blond, nieznajomo. - powiedział do niej szczerząc się jak głupi do sera. Jednakże z Lucasem mieli zasadę, że nie wchodzili sobie w paradę, jeżeli to była jego panna to on nie miał zamiaru nic z tym robić.
Gdy tylko chciał się wyprostować o mało nie wylądował na trawie.
-Co to kur... - odwrócił się. Od razu pomyślał o młodym szczylu, który nie zwraca uwagi gdzie stawia nogi, ale aż go wmurowało kiedy jego oczom pojawiła się dobrze mu znana, ale już zapomniana @Silvia Valenti. Ja pierdolę. Kompletnie nie wiedział co zrobić, nie mógł nawet ruszyć żadną z kończyn. Przeniósł wzrok przestraszonego dziecka na Lucasa.
- Ty się mnie tutaj nie spodziewałaś? A co ja mam powiedzieć...? - spojrzał na nią. Lucas przecież znał jego dawne zauroczenie, przecież nie raz męczył go nocami o opowieściach o niej.
Nie spuszczał wzroku z puchonki lustrując ją od góry do dołu tak jakby nie dowierzał, że to naprawdę ona. Kurwa a dopiero co rozmawiał z Lucasem o tej pannie i cieszył się, że nie miałą zamiaru wracać. Jednak te dziewczyny na szkolnych korytarzach miały rację, wróciła. Przeniósł jednak wzrok na Lucasa i wystawił mu rękę. - Ty stary weź no mnie uszczypnij! - rozkazał mu, jednak widząc jego minę szybko ją zabrał. On też ją widział bo ewidentnie również zlustrował ją wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 2359
  Liczba postów : 1134
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 0:25;

kolor wstążki: marengo

...Celtycka Noc była wydarzeniem mistycznym, enigmatycznym. Nic, absolutnie nic, nie mogło równać się z klimatem tego dnia, wieczora, tej... nocy. Czarodziejskie tradycje przewyższały o stokroć te mugolskie, miały w sobie ogrom magii i piękna, tajemniczości. Éléonore od dziecka była zafascynowana tym szczególnym świętem. Przenosiła się wtedy w sferę baśni i marzeń, świat dookoła stawał się atrakcyjniejszy i ciekawszy. Rozpływała się nad folkową muzyką, pieśniami, tańcem nad ogniskiem. I przez cały rok tęskniła za Celtycką Nocą, odliczając dni do jej rozpoczęcia.
...Aż w końcu nadeszła.
...Aleja Ogników w Dolinie Godryka wydawała się być miejscem idealnym, niczym specjalna lokalizacja przeznaczona właśnie pod czczenie tej szczególnej nocy. Wieczór był ciepły, uroczy i wyjątkowo nie padało. W powietrzu unosił się specyficzny zapach młodych liści i wiosennych kwiatów, a wszędzie dookoła słychać było wesołą muzykę świerszczy ukrytych gdzieś w wysokiej trawie. Swansea szła przez mały lasek, nie spiesząc się zbytnio, bo choć nie mogła doczekać się momentu, w którym zobaczy te wszystkie atrakcje i przyozdobioną alejkę, to chciała nacieszyć się spokojem i zaskakująco ładną pogodą. Nie mogła odpuścić sobie włożenia na siebie białej, zwiewnej sukienki, choćby opłaciła to późniejszym zapaleniem płuc. Ufała, że obroni ją przed tym poczciwy sweter i ciepło ogniska. Czy będzie skakać przez ogień? Niewykluczone! Miała zamiar skorzystać z wszystkich atrakcji i cieszyć się tą niesamowitą atmosferą aż do świtu.
...Gdy wreszcie dotarła na miejsce - aż dech jej zaparło z wrażenia. Aleja była wręcz przesycona magią i to do tego stopnia, że nawet mugol poczułby zew czarodziejskiej krwi. Drogę wytyczały ogniki, a wszystkie drzewa w zasięgu jej wzroku przyozdobione były girlandami z kwiatów. Dookoła słychać było radosny gwar i skoczną, celtycką muzykę. Dziewczyna uśmiechała się pod nosem i kroczyła dziarsko w stronę ognisk, obserwując po drodze roześmianych czarodziejów, którzy choć na moment mogli zapomnieć o swoich wszelkich troskach. Ta noc była wyjątkowa. Miało się wrażenie, jakby czas w tym miejscu się zatrzymał. Kolorowe, maleńkie wróżki latały ponad głowami, od czasu do czasu zaczepiając o czyjeś ucho, przypadkowo bądź mniej przypadkowo. Była tak zafascynowana, że nie zauważyła od razu jasno-grafitowej wstążki, która znikąd pojawiła się na jej nadgarstku. Oczywiście znała jej przeznaczenie i mimowolnie skierowała swój wzrok w stronę tego najważniejszego drzewa. I choć nie była tradycjonalistką, to kultywowanie obrządków związanych z Celtycką Nocą traktowała jako coś ponad to. Tego wieczora miała w sobie wielkie pokłady energii i zapas dobrego humoru.
...Choć dobrze było jej samej, z własnymi myślami i fantazjami, to jednak rozglądała się po tłumie i szukała swojego rodzeństwa. Ostatnio mało ze sobą rozmawiali, choć mieszkali pod jednym dachem. Wir obowiązków pochłonął całą trójkę. Zbliżyła się więc do jednego z ognisk, bo tam najłatwiej było natknąć się na znajomą duszę. Pogańskie zabawy trwały w najlepsze, a potężny ogień przyjemnie ogrzewał zmarzniętą twarz nawet z daleka. Przycupnęła na brzegu powalonego drzewa, które robiło teraz za naturalną ławkę i wyciągnęła swoją różdżkę, by po chwili rzucić zaklęcie Incendio na oderwany fragment kory. Przez pewien czas patrzyła na ogień trawiący drewienko, by ostatecznie pokusić się o kolejną zabawę magią.
- Iris Ignis. - mruknęła, a ogień zaczął mienić się wszystkimi kolorami tęczy. Z delikatnym uśmiechem na twarzy przyglądała się swojemu dziełu, aż w końcu kora dopaliła się do końca.
...Siedziała więc dalej, wsłuchując się w muzykę i napawając się tym swoistym spokojem i beztroską. I znów czuła się jak dziecko.

______________________



Fill my heart with song and
Let me sing for ever more
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi bransoletkę ze smoczym akcentem i łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Dodatkowo : Ścigająca
Galeony : 500
  Liczba postów : 889
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 3:46;

Wstążka: Malinowa

Miała to do siebie, że czasem była odrobinę nieuważna i rodziło to zwykle więcej kłopotów, niż pożytku. Tak też było tym razem! Zapatrzyła się na rogi, wpadając na kogoś na tyle gwałtownie, że straciła równowagę i gdyby nie silna ręka zaciskająca się dookoła jej talii, a także własne dłonie oparte o klatkę piersiową, skrytą pod miękkim materiałem bluzy – to pewnie by się jeszcze wywaliła na samym środku ścieżki w głąb atrakcji przygotowanej przez druidów. W zapachu nieznajomego było coś znajomego, co wzbudziło na jasnej skórze dziewczyny jakiś dreszcz, a gdy tylko odchyliła głowę i dostrzegła swój mur na drodze – w postaci wysokiego ślizgona, nie mogła powstrzymać uśmiechu. Błękitne oczy błyszczały jakimś rozbawieniem, które widocznie wywołało zrządzenie lasu i cała sytuacja. Spojrzała mu w oczy, na chwilkę zapominając o całej reszcie, razem z koleżankami, ogniskiem, jak i rozbrzmiewającej dookoła muzyce. Nie wyglądał na złego, chociaż nie była pewna, czy on w ogóle potrafił się wściekać i złościć, bo jego główną domeną był chyba śmiech. Mimowolnie zacisnęła palce, kiwając głową na jego słowa, wprawiając jasne pasma włosów w ruch.
- Ciebie też! Nie wiedziałam, że się tu wybierasz, zabrałabym eklerki. - zauważyła zaczepnie, przekręcając głowę w bok i raz jeszcze, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, nie mogąc powstrzymać śmiechu od tego uroczego wyrazu twarzy małego chłopca, który przybierał, gdy z czegoś wyjątkowo się cieszył. I pewnie stałaby tak dłużej, bo było jej całkiem ciepło i przyjemnie, gdyby nie koleżanki, na co zarumieniła się nieco i zrobiła krok do tyłu, jak gdyby nigdy nic, poprawiając materiał ubrania. Odwróciła głowę przez ramię, parskając w ich stronę niemalże bezgłośnie i wywracając oczyma. Bo co innego miała zrobić? Nie była zawstydzona aż tak, nie zrobiła nic złego i staranowała go przez przypadek, a on zachował się niczym prawdziwy gentleman. Poprawiła torebkę, czując chłód metalowego łańcuszka na odkrytym ramieniu. Alise dawno to zauważyła, ale ceniła sobie i lubiła bliskość drugiego człowieka na tyle, że trudno jej było z tego zrezygnować. W jej gestach i sposobie bycia kryło się tyle niewinności, że trudno było ją podejrzewać o jakiekolwiek złe zamiary, zwłaszcza że od sytuacji z Boydem i Elijah, których chyba podświadomie unikała obydwu, nie chcąc znów kolejny rok się obwiniać. A pewnie tak by zrobiła, bo przecież zawsze odkładała siebie na drugi plan, skupiając się na innych i tłumacząc ich działania na wszelakie sposoby. Kiwnęła głową na jego słowa, chociaż gest ten dotyczył bardziej rogów niż faktycznej odpowiedzi na jego winę w tym zderzeniu błękitu z zielenią.
- To ja na Ciebie bardziej wpadłam, prawie wleciałam. Dobrze, że masz refleks. Tak! To świetny pomysł oddaje klimat, nie uważasz? - zapytała żywo, przenosząc spojrzenie z jego oczu prosto na skronie, gdzie tkwiły pokaźne rogi. Impulsywnie wyciągnęła dłoń, dotykając palcami dzikiego akcentu w jego wyglądzie, jakby sprawdzała, czy są prawdziwe. Na jego reakcje zamrugała kilkakrotnie zaskoczona z ręką zawieszoną w powietrzu i z widocznym zaintrygowaniem. - Jakie to uczucie? Te rogi? Sinclair – tylko Ty byłbyś w stanie zjeść swoje własne rogi, głupku!
Westchnęła z rezygnacją, bezradnie rozkładając ramiona, jakby dla tego łasucha już wcale nie było ratunku, chociaż nie miała mu tego za złe, bo łakomstwo było całkiem urocze. Aż dziwne, że się jeszcze nie toczył od ilości spożywanych przez siebie kalorii. Obejrzała się za siebie – na koleżanki, które przepadły gdzieś w tłumie, pewnie goniąc za poszukiwaniem przystojniaczków lub poszukiwaniem wiedzy, zapominając o pogrążonej w rozmowie z Lucasem, Alise. Nie szkodzi, a przynajmniej taką miała nadzieję. Wyprostowała głowę, napotykając jego spojrzenie w chwili, gdy obdarzył ją komplementem. Uśmiechnęła się niewinnie w podziękowaniu, robiąc krok w jego stronę i obracając się dookoła tak, że burza włosów przecięła powietrze ze świstem, rozsypując się w nieładzie na plecach oraz ramionach. Stanęła dość blisko, naprzeciw – chociaż tylko na chwilkę, niemalże znów czując zapach jego perfum. - A czy z racji tego, że wyglądam aż tak zjawiskowo, mogę z Tobą zostać, bo jak widzisz, moje koleżanki sobie poszły i nie rozumiały chyba wspaniałości tego akcentu celtyckiego na Twoich skroniach?
Zapytała całkiem szczerze, uśmiechając się raz jeszcze, co by go przekonać. Zaraz stanęła obok chłopaka, jakby sama zdecydowała o tym, że zwyczajnie będzie się z nim kręcić, bo za żadne skarby nie chciała w tym tłumie zostać sama, a jego towarzystwo zawsze było ciekawe, pełne zaskakujących tematów oraz gestów. Przedstawił jej kolegę, którego obdarzyła pociągłym spojrzeniem i również uśmiechem, nieco zaskoczona jego szarmancją. Kojarzyła go z korytarzy, ale nigdy nie rozmawiali. - Cześć, miło Cię poznać! Mmm, ktoś tu się zna na komplementach równie dobrze, co Lucas. Wszystkie węże takie podstępne?
Rzuciła znów tym swoim zaczepnym uśmiechem, chwilę jeszcze patrząc na Phillipa, aby zaraz posłać pytające spojrzenie stojącemu obok Karmelkowi, zadzierając nieco głowę, aby dostrzec jego twarz. Miała nadzieję, że nie popsuła im męskiego wypadu. Wtedy też pojawiła się dziewczyna, która wpadła na drugiego ze ślizgonów, na co Ali wytrzeszczyła oczy i nie mogła powstrzymać śmiechu, trącając wymownie chłopaka obok. - Los bywa zaskakujący, co? Dziewczęta aż na was lecą, Sinclair! Mogę?
I nie czekając właściwie na reakcje, wystawiła dłoń, szczypiąc bruneta w skórę z rozbawieniem, które wywołało dołeczki w policzkach, wciąż pokrytych odrobiną szkarłatu. Grzecznie cofnęła rękę, przeczesując włosy. - To aż urocze, jaką zrobił minę. Hej, jak mnie będziesz mniej widywał, też tak będziesz reagował? - nie mogła powstrzymać odrobiny złośliwości zmieszanej z flirtem, oczywiście w jak niewinnym i anielskim wykonaniu. Zaraz jednak zrobiła minę, która sugerowała Lucasowi, że żartowała i zwyczajnie chciała zobaczyć jego reakcję, grymas twarzy. Miał ich cały wachlarz. Zerknęła potem na nieznajomą dziewczynę, posyłając jej uśmiech.

@Lucas Sinclair @Phillip Peregrine @Silvia Valenti

______________________

.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć, skórzany plecak, bransoletka
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
Galeony : 832
  Liczba postów : 2847
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 6:39;

Z powątpiewaniem uniosła brew, dopisując sobie, już we własnym zakresie, jak bardzo upośledzona musiała być ta oryginalność, skoro nie nadawała się nawet na włożenie jej na głowę. Jej samokrytyczny tok myślenia szybko się jednak urwał na słowa zapowiadających próbę zaimponowania jej. Wcześniejsze zwątpienie przerodziło się w uniesienie głowy i teatralne westchnięcie - czy on w ogóle mówił poważnie? Szybko jednak zmieniła zdanie, gdy wreszcie spostrzegła, o czym konkretnie mówił. Choć nie do końca chodziło o odmianę nastawienia - bardziej o dostrzeżone wyzwanie, sądząc po tym, jaki uśmiech wymalował się na jej twarzy.
- To idiotyzm. - w jej ustach brzmiało to jak 'wchodzę w to', a jej czerwieniejące z podekscytowania policzki dopowiadały całą resztę. Nie znała tej tradycji, powoli zresztą okazywało się, że nie znała właściwie żadnej. Ale przed dotarciem tutaj jasnym było, że miała zamiar spróbować wszystkiego, co tylko zdołałoby przyciągnąć jej wzrok. A ognisko spośród zebranych atrakcji brzmiało najbardziej kusząco.
Czarna owca? Trzy skoki? Zwykle robiło się tylko jeden, czy może była szansa na więcej? Zakłady? Nie była pewna, kogo bardziej poniosła atmosfera wokół ognia. Ona nie potrafiła sobie odmówić skoku, a on cwaniakował do jakichś chłopaczków, chcąc udowodnić, kto w sąsiedztwie był samcem alfa. Absolutna paranoja. I chyba zaczynało jej się tu podobać. Po usłyszeniu zapowiedzi trzech prób, początkowo wyłącznie mu kibicowała, spoglądając na jego coraz pewniej wyglądające próby. Przed trzecią jednak zatrzymała go ramieniem i podrzuciła brwią.
- Beze mnie? - to pytanie było retoryczne, nie biorące pod uwagę odmowy. Być może chciała poczuć presję płomieni pod stopami, ale przede wszystkim chodziło o spróbowanie swoich sił u jego boku. Jak już robić skrajnie nieodpowiedzialne głupoty - to razem.
- Na trzy? - zapytała, czując rosnące podekscytowanie, któremu towarzyszył błysk zaklęcia z różdżki, którą zamieniła sobie dotychczasowy ubiór na trampki, spodnie dresowe i wygodną bluzę, a więc przebranie typowo w jej przypadku bojowe. A potem nie kazała już na siebie dłużej czekać i wraz z nim skoczyła ponad płomieniami, po chwili pewnie lądując po drugiej stronie i oglądając się na bok, by przekonać się, jak poszło Krukonowi.

Wstążka: poziomkowa
Wianek: A
Skok: G bez ciastek/rozliczania

@Elijah J. Swansea

______________________

Love songs are for dreamers, honey
Aleja ogników - Page 3 UEEDvST
And I may never wake up.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Shawn A. McKellen II

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186cm
C. szczególne : hipnotyzujący wzrok, nieco powiększone źrenice, naszyjnik i sygnet z emblematem rodu.
Dodatkowo : Wężoustość
Galeony : 210
  Liczba postów : 570
https://www.czarodzieje.org/t18432-shawn-a-mckellen-ii
https://www.czarodzieje.org/t18733-poczta-shawna
https://www.czarodzieje.org/t18732-sam
https://www.czarodzieje.org/t18448-shawn-i-mckellen
https://www.czarodzieje.org/t18840-shawn-a-mckellen-ii-dziennik
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 10:36;

Rogi: D

Takie magiczne "święta" w mojej opinii są niesamowitą okazją do tripowania. Cały ten klimat był wręcz stworzony do ciekawych faz, których mógłbym doświadczyć, wiele rzeczy układając sobie w głowie. Tą celtycką noc jednakże zamierzałem spędzić bez dodatkowych środków otumaniających, przynajmniej z początku. Jakoś tak złapała mnie zachcianka odczuwania całego tego wydarzenia przynajmniej z początku na trzeźwo, a jak będzie dalej, zobaczymy. Ubrałem się w niezbyt wybuchającą ekstrawagancją  kurtkę, dopasowawszy resztę elementów do niej. Nie miałem dziś pomysłów na jakieś eksperymenty związane z stylem, dlatego też nie próbowałem na siłę się wpasować w grono ludzi, którzy z pewnością będą się jakoś szczególnie przebierać z tej okazji. Wyglądałem bardzo normalnie. Jeszcze przed wyjściem, wziąłem Proximę na ramię, postanowiwszy, że pewnie chciałby zobaczyć całe to wydarzenie, obfitujące w magiczne zabawy, śpiewy, tańce i kto to wiedział co jeszcze. Sama impreza była w dolinie Godryka, trzeba było się więc trochę nagimnastykować, by tam się dostać. Trochę mi to szczerze zajęło, choć sam tego osobiście nie odczułem – całą drogę myślałem o wykorzystaniu samego święta w kontekście przedstawienia w stylu horrorowym, thrillerowym. Można by ciekawie wykorzystać magię i stworzyć spektakl odbiegający trochę stylem od obecnej mody tworzenia musicali, za którymi szczególnie nie przepadałem. Czułem się w tej „nienawiści” osamotniony, bo kogokolwiek bym nie spotkał, ten lubiłby ten rodzaj przedstawień teatralnych. Ja natomiast niezwykle się na nich nudziłem i każda wstawka muzyczna nie wywoływała u mnie niczego innego niż frustracja, gdyż ostatnie czego chciałem w opowiadanej historii to nagłe łamanie immersji na rzecz jakiejś scenki muzycznej, która często okrawała na granicy żenady i monotonności.
Pojawiwszy się w dolinie Godryka, z zaciekawieniem oglądałem miasteczko, które było dla mnie czymś świeżym, nowym. Rzadko zdarzało mi się tu przyjeżdżać, zwyczajnie w Hogsmeade znajdując wszystko, co było mi potrzebne do szczęścia, choć oglądając tak ładnie zaprojektowane uliczki w tym miasteczku, doszedłem do wniosku, że było ono zdecydowanie ładniejsze i lepiej zaprojektowane od tego usytuowanego blisko Hogwartu. Gdy już z Proximą zwiedziliśmy to, co chcieliśmy, swoje kroki skierowałem na całe to wydarzenie, z którego powodu tu się w ogóle znalazłem. Spacerowałem sobie spokojnie w kierunku alei ogników, dyskutując z wężem o wpływie wampirów na czarodziejską popkulturę w teatrze i nie tylko. Zbliżywszy się do polany, nagle wąż mnie świadomił, że wyrosły mi rogi, ciężko powiedzieć jakiego charakteru. Wyczułem je palcami i próbowałem je zbadać na bazie samego dotyku. Nie były zbyt przyjemne w dotyku, bardzo też się wyróżniały, co wcale mi się nie podobało. Miałem tylko nadzieje, że nie byłem jedynym, który został tak hojnie obdarowany, o czym się przekonałem, że nie, będąc już coraz bliżej głównego drzewa i ognisk – każdy mężczyzna miał różnorodne rogi, niektórzy wygrali loterię genetyczną i dostali piękne, jelenie rogi, majestatycznie wyróżniając się wśród reszty. W porównaniu z innymi, moje rogi nie wyróżniały się jakoś szczególnie, na co odetchnąłem z ulgą.
Zanim w ogóle przeszedłem do różnego typu atrakcji, usiadłem po turecku na gołej trawie, przyglądając się tym wszystkim zbierającym się tu ludziom i odpaliłem końcem różdżki papierosa, dając Proximie zejść z moich ramion. Ten zaś popełzł w kierunku nieznanej mi dziewczyny, która również była sama, tak jak i ja i już wiedziałem co ten cholerny wąż miał na celu. Czy on znowu musiał to robić? To już drugi raz w ciągu jednego tygodnia. Wstałem sfrustrowany i szybkim chodem kierowałem się w stronę dziewczyny (@Lucia S. Ritcher), której uwagę chciał zwrócić wąż. Złapałem go za szyję, tuż pod łbem i podniosłem, kładąc go sobie na barkach, by owinął mi się wokół szyi, na co nie protestował, bo swój cel już osiągnął, sycząc jeszcze mi do ucha „nie dziękuj”. Jakbym miał za co, Merlinie, czy ten cholerny gad już zawsze musiał olewać mój dyskomfort przy poznawaniu ludzi Popatrzyłem nieco speszony całą tą sytuację na dziewczynę i przegryzłem dolną wargę, nie do końca wiedząc jak zacząć.
- Przepraszam za węża… lubi straszyć innych ludzi. – Powiedziałem i przez chwilę zapadła między nami dziwna cisza, jako że nie wiedziałem co powiedzieć. Ten debil szeptał mi do ucha, żebym zaproponował jej wspólne zwiedzanie atrakcji dzisiejszej nocy i nawet jeśli przystałbym na ten pomysł, nie wiedziałbym jak w ogóle to zaproponować. Charyzmy przy pierwszym poznaniu miałem tyle co ten wąż subtelności i ogłady. Dlatego też patrzyłem nieco nieśmiało na blondynkę, szukając punktu zaczepienia dla dalszej rozmowy.
- Ciekawy wianek. Na pewno bardziej pasuje od tych przydługich smoczych rogów. – Stwierdziłem, dając sobie przyjrzeć się jej dokładniej. Była nietuzinkowej urody, piegi zaznaczały się na całej jej buzi, co było dla mnie widokiem dość niespotykanym.
- Em… jesteś sama czy czekasz na kogoś? Bo jak już zaczęliśmy rozmawiać to może moglibyśmy razem obskoczyć całe to święto? Wydaje się ciekawe. – Zapytałem z niepewnością w głosie, walcząc z własną aspołecznością, by przypadkiem słowa nie zamarły mi w gardle i nie skompromitować się jeszcze bardziej niż do tej pory. Podniosłem nieco wzrok, chwile utrzymując kontakt wzrokowy z dziewczyną, patrząc zań pytająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucia S. Ritcher

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : piegi
Galeony : 13
  Liczba postów : 251
https://www.czarodzieje.org/t17072-lucia-s-ritcher
https://www.czarodzieje.org/t17074-little-devil#476651
https://www.czarodzieje.org/t17073-lucia-s-ritcher
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 12:48;

Kiedy w głowie pojawia się myśl: to wcale nie taki głupi pomysł, to znaczy, że faktycznie może nie być zły... Lub skończy się fatalnie. Były tylko dwie możliwości, bo w końcu skrajności to coś, co bardzo lubiła. O wydarzeniu dowiedziała się, podsłuchując ożywione rozmowy swoich koleżanek z dormitorium. Rzadko kiedy słuchała ich bardzo mało interesujących rozmów, jednak tym razem dosłyszała coś o fajnych dodatkowych urozmaiceniach. Napisała do Constance, bo w końcu nie było możliwości, aby poszła z kimś ze swojego domu... Nie dogadywała się z żadną z dziewczyn, raczej z wiadomych powodów. I chociaż nie musi się usprawiedliwiać, powie, że nie zrobiła niczego złego. Tym razem. A wracając, jej (zaraz będzie ex) przyjaciółka nie raczyła odpisać, więc nie pozostało jej nic innego, jak pójść tam w pojedynkę. Nie pierwszy i nie ostatni raz, płakać z tego powodu nie będzie. W końcu miała spędzić ten czas w najlepszym, możliwym towarzystwie, swoim. Chociaż wiedziała, że ostatecznie i tak gdzieś skończy, z kimś, kimkolwiek znanym lub nie.
W dniu wydarzenia, wyciągnęła z szafy luźniejszą białą sukienkę i owinęła się czarnym paskiem w pasie. Nie wiedziała co zrobić z włosami, dlatego związała ich niewielką cześć i podniosła do góry. Podobno dziewczyny robiły sobie wianki, dlatego Ritcher się na to przygotowała i pospiesznie coś przygotowała. Nie było to najtrudniejsze, szczególnie że nie wybrała niczego skomplikowanego. Wianek był delikatny, idealnie wpasowujący się w jej strój.
Idąc aleją ogników, była wdzięczna za ciężkie buty, które wybrała, przynajmniej miała pewność, że zdoła wejść wszędzie bez trudu. Na moment przystanęła i tylko przyglądała się kolorom, które uderzyły w nią w pierwszym momencie. Było naprawdę magicznie, tak jak to określają mugole, a że wychowywała się w ich świecie, doskonale znała to pojęcie. Uśmiechnęła się lekko, zadowolona, że jednak postanowiła się tutaj wybrać. Zorientowała się, że do jej dłoni niespodziewanie dołączyła wstążka, w momencie podziwiania ognisk. Usiadła, chcąc zaczerpnąć ich ciepła. Na moment przymknęła powieki, pozwalając, aby dreszcz przeszedł po jej ciele, do chwili kiedy dojdzie do palców u stóp. Uśmiechała się do siebie, przez moment trzymając się myśli, że mogłaby tutaj zostać aż do zakończenia eventu. Lubiła ognisko, chociaż większości przeszkadza późniejszy zapach, który osiada nie tylko na ubraniach, ale i włosach i skórze...
I wtedy usłyszała coś poza strzelaniem drewna w ognisku, rozejrzała się i jej oczom ukazał się wąż. Jej uśmiech się poszerzył i już miała powoli wyciągnąć w jego kierunku palce, które i tak już znajdowały się na trawie, kiedy węża ktoś złapał.-Hej...-Zaczęła, wstając. Chciała opieprzyć tego, kto chwycił zwierzę... Na początku uznała, że zwyczajnie chciał go złapać. Do jakich celów? Eksperymentalnych? Może to czyiś zwierzaczek? Jednak sposób, w jakim tak go szybko i mocno chwycił, nie spodobał się Luci. Obrończyni zwierząt? Nie, to nie to. W momencie, w którym dostrzegła, jak chłopak owija go sobie wokół szyi, jej usta ukształtowały się w literę "o", jakby oznaczało to, że wszystko zostało wyjaśnione. To jego właściciel.
Jak w tym momencie wyglądała jej twarz? Od zmarszczonych brwi i całkiem groźnie wyglądających oczu, przeistoczyła się w zaciekawione zwierze, które przekrzywia lekko głowę w bok. Jej usta rozszerzył pogodny uśmiech, może nawet delikatnie rozbawiony tym, jak niezręcznie w tym momencie wyglądał chłopak. Było to... Urocze.-Nic nie szkodzi. Jest piękny.-Powiedziała spokojnie, zakładając dłonie do tyłu i łącząc je.
I dopiero w momencie, w którym wspomniał o rogach, spojrzała na nie. Kobieto, nie trudno było ich przeoczyć! Gdzie patrzałaś?! Niczym skrępowana podeszła o krok bliżej, unosząc dłoń i dotykając rogów. Faktycznie, były prawdziwe. Jej oczy delikatnie się rozszerzyły, a uśmiech pogłębił. Fascynujące. Nawet zapomniała o podziękowaniu za komplement dotyczący wianka.-Też takie chcę. Czujesz je? Znaczy... Jakbym pociągnęła...-Zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się głośno. Dopiero wtedy spojrzała wprost na chłopaka i odsunęła dłoń, chociaż niechętnie. Uśmiechnęła się przepraszająco.-Przeprosiłabym za siebie, ale cóż... Tak już mam. Również straszę ludzi.-Powiedziała i przy swoim zdaniu, zerknęła na węża, któremu puściła perskie oczko. Rzadko przepraszała za swoje zachowanie, zwyczajnie uznając, że jak komuś przeszkadza to, co robi... Powie jej i odejdzie lub zaakceptuje jej bezpośredniość.
Nie powie, że nie zaciekawił ją ten wąż na jego szyi, czy to, jak usilnie starał się wytrzymać odwzajemnianie spojrzenia. Wyciągnęła w jego kierunku dłoń, uśmiechając się delikatnie. Tak, tym razem nie będzie go dotykać nieproszona. Skoro już mam z wami spędzić wieczór, podaj mi chociaż imiona, abym mogła odpowiednio się do was zwracać.-Powiedziała spokojnie.-Lucia.-Dodała pospiesznie, na moment zapominając, że sama się nie przedstawiła. W sumie nie wiedziała, dlaczego nie poprosiła tylko o jego imię... Może uznała, że niegrzecznie byłoby pominąć kogoś, kto ich ze sobą poznał?



@Shawn A. McKellen II


Ostatnio zmieniony przez Lucia S. Ritcher dnia Czw 30 Kwi - 12:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska - Jarzębinowa Ferula
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 1017
  Liczba postów : 1049
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 12:48;

Wstążka: bielutka
Wianek: B - Śliczny, ale wolmy - będzie w następnym poście!

Cieszyła się jak małe dziecko na to święto. Celtycka Noc... Bardzo dawno go nie obchodziła, to już było dobre kilka lat! Ostatnio uczestniczyła w obchodach chyba... na studiach? Nawet nie była do końca pewna. Zawsze jednak, ale to zawsze, Celtycka Noc kojarzyła jej się z bezbrzeżną radością i całymi godzinami przepełnionymi magią. Czystą, pełną szczęścia magią, która zdawała się płynąć nie tylko wokół niej, ale też przenikała w jej żyły. W tym czasie cała Perpetua zdawała się żyć pełnią życia.
Nie mniej - kiedy otrzymała list od młodego Whitelighta z propozycją wspólnego świętowania, o mało nie zaczęła skakać pod sam sufit z uradowania (i zapewne zrobiłaby to, gdyby nie dokuczająca jej prawa noga). Miała nieukrywaną słabość do nowego profesora transmutacji i wyjątkowo ceniła sobie jego towarzystwo. Był bezbrzeżnie uroczy nawet w samych listach.
To już chyba normalne, że Camael zawsze pojawiał się pierwszy w wyznaczonych miejscach ich spotkań. Perpetua niemal sfruwała ze schodów, niesiona na niewidzialnych skrzydłach (i zaklęciu znieczulającym) - a kiedy zobaczyła czekającego na nią mężczyznę, rozpromieniła się. Jeśli jakiekolwiek chmury wisiały jeszcze nad Whitehorn, to właśnie w tym momencie zostały doszczętnie rozgonione przez uśmiech Whitelighta.
- Uzdrowiciel nigdy nie odpoczywa - roześmiała się na jego słowa, wpadając w jego objęcia, by zaraz potem odsunąć się o dwa kroki i zakręcić teatralnie wokół własnej osi. Ubrana była bardzo tematycznie - w naturalne, jasne tkaniny, nawet nieco surowe ale sprawiające wrażenie lekkości. Włosy wyjątkowo pozostawiła rozpuszczone - kosmetyków nie tknęła żadnych. Była tak naturalna jak tylko półwila potrafiła być. W sam raz na Celtycką Noc.
- Dziękuję, staram się - uśmiech nie schodził z nagich warg złotowłosej, komplement Camaela  widocznie sprawił jej przyjemność. Zwłaszcza, że wiedziała, że jest szczery - a jej dzika cząstka ukryta za mostkiem spuchła z dumy (dziś miała więcej swobody niż zwykle).
Bez większej zwłoki, ruszyła z mężczyzną na miejsce obchodów - już zwyczajowo, uczepiając się jego ramienia.
Aleja Ogników... Oczy Perpetuy rozbłysły milionem świateł, kiedy tylko pojawili się na miejscu.
- Jak tu pięknie! - westchnęła z zachwytem, wyrywając się nieco do przodu, niczym małe dziecko, któremu brak było cierpliwości. Któż dałby jej dzisiaj czterdziestkę na karku? Z chichotem próbowała sięgnąć po jedną z wróżek, która zaczepiona - zatoczyła kilka młynków nad jej głową, a Perp z oczarowaniem obserwowała magiczny pył tańczący wokół niej.
Obróciła się z uśmiechem do Camela i dostrzegła... że mężczyzna urósł o dobre trzydzieści centymetrów. Roześmiała się perliście, wracając do jego boku.
- Zakręconą kozą! - Nie mogła się powstrzymać i stając na palcach, sięgnęła do świeżo nabytych rogów Whitelighta, żeby je dotknąć. Kiedy tylko poczuła pod palcami ich gładką fakturę, niski pisk zachwytu wyślizgnął się z jej ust, będąc zaczątkiem kolejnej salwy dźwięcznego śmiechu. To nie była iluzja, one są realne!
- Niesamowite! - Roześmiana, wlepiła wdzięczne spojrzenie w błękitne tęczówki mężczyzny - ledwo tu zawitali, a ona już zdawała się doskonale bawić.
Podążyła za jego wymownym wzrokiem na swój własny nadgarstek - zauważając śnieżnobiałą wstążkę nań przewiązaną. Zamrugała ze zdziwieniem - na pewno sama jej sobie nie wiązała!
- Wokół dębu, wokół ogniska... Dzisiaj mogę tańczyć wszędzie - stwierdziła, na nowo ustawiając się przy mężczyźnie i ujmując jego ramię. Również zaczęła rozglądać się uważnie po okolicy - wyłapując kilka znajomych twarzy, ale głównie w poszukiwaniu... Bingo!
- Muszę szybko upleść wianek - stwierdziła z przejęciem, mimowolnie przyciskając do siebie ramię Camaela. Chyba tylko po to, żeby nie wystrzelić jak strzała do stołu z kwiatami - bo niemal drobiła w miejscu z podekscytowania. Kto to widział tańce wokół dębu bez wstążki i wianka? Wstążkę już miała - szczęśliwie zapewnioną przez okoliczności - ale wianek sama musiała sobie zrobić. Taka tradycja.
- Weźmiesz nam coś do picia? Ja uplotę wianek... A potem może poszukamy Lunaballi? - rzuciła pierwszą propozycją, jaka przyszła jej do głowy. Camael musiał pogodzić się z faktem, że miał dziś za towarzyszkę wyjątkowo nadpobudliwą półwilę. Wyjątkowo nadpobudliwą i niepoprawnie uradowaną - błyszczącą niemal na równi z wirującymi w powietrzu wróżkami.
- Będę na Ciebie czekać przy tamtym stoisku! - Wskazując na stół zastawiony wszelkiego rodzaju kwieciem, już zrobiła dwa kroki w przód, żeby zaraz potem się cofnąć - i złożyć szybki pocałunek na policzku blondyna. Roześmiała się przy tym rozkosznie - i już jej nie było.
Rusałka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; pierścień Sidhe na palcu.
Dodatkowo : Prefekt
Galeony : 1078
  Liczba postów : 1016
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 13:16;

Wstążka: brzoskwiniowa

- No w zasadzie to racja - odpowiedziała wolno, jakby przetrawiając to jeszcze w głowie. Po chwili jednak nieznacznie wzruszyła ramionami. - Ale dobra, może zostawmy to na później, bo impreza niedawno się zaczęła, więc w razie czego przyjdzie na to czas - dodała i uśmiechnęła się pod nosem. W jej oczach czaiły się iskierki żądne rozrywki, które były gotowe rozbłysnąć z całą mocą w stosownej chwili. A nie wątpiła w to, że takowa się pojawi. Prychnęła, kiedy poruszył brwiami. Rzeczywiście stali dosyć blisko siebie, a on jeszcze zmniejszył odległość, pochylając się, dzięki czemu nie musiała stawać na czubkach palców i mogła trochę się zniżyć, nie ryzykując tym samym chybnięcia się w którąś stronę, bo stabilnie to się nie czuła. W żaden sposób nie czuła się jednak skrępowana czy coś w tym rodzaju, ot, pokierowała nią zwykła ciekawość i tyle. Nie miała żadnych innych zamiarów, bo też co niby miała zrobić?
- Tak. Wygląda to dziwnie, ale zarazem cholernie intrygująco. Plus wyzwanie kogoś od barana nabiera nowego sensu - powiedziała, zaraz czując nieodpartą chęć uderzenia się w czoło. Jeśli dalej będzie gadać takie głupoty, to nie zdziwi się, jak Gryfon od niej ucieknie. Pojęcia nie miała, czy gdziekolwiek ktoś miał rogi barana, ale były one pierwszymi, które przyszły jej na myśl. No i istniały przecież inne obelgi związane ze zwierzętami. - I co by było złego w tej drugiej opcji?
Mimowolnie po słowach chłopaka o ruszeniu się gdzieś rozejrzała się dokoła. Stanie w miejscu faktycznie nie wydawało się być w tym przypadku jakimś okropnie ciekawym zajęciem, jeśli miało się do wyboru skoki przez ognisko czy zaryzykowanie szczęścia przy kamiennych kręgach. W sumie była całkiem ciekawa, czy uzyskałaby błogosławieństwo, czy może po wizycie przy nich przeklnęłaby całą tę Celtycką Noc. Musiała się zastanowić nad późniejszym podejściem do nich.
- Pewnie, możemy się stąd ruszyć. Zamierzasz dołączyć do tych świrów? - zapytała, mocniej akcentując ostatnie słowo, którego użył w swojej wypowiedzi i zrobiła krok przed siebie. Zdała sobie sprawę, że po raz drugi coś wypowiedziane przez nią mogło wyglądać na prowokację do czynu, a przecież nie o to jej chodziło. Nie miała zamiaru rzucać wyzwania i czekać, czy chłopak je podejmie. A zresztą, będzie chciał to i tak tam pójdzie. Spojrzała w stronę ogniska, przez które skakali śmiałkowie. A może po prostu nie mieli co zrobić z życiem i ryzykowali przypaleniem ciała? W każdym razie ona chętnie też by odstawiła rozsądek na bok i spróbowała raz czy dwa. Co prawda jej przeciwnikiem mógłby okazać się wzrost, ale gdyby mocno się odbiła od ziemi... Szybko jednak pozbyła się tego pomysłu, przypominając sobie, że przecież ma na sobie sukienkę, która w locie na pewno by się podwinęła i dziewczyna zrobiłaby z siebie niezłe widowisko. A jeśli jeszcze przy okazji dosiągłby jej ogień, to już w ogóle... Chociaż niezaprzeczalnie byłoby o czym wspominać w przyszłości.

@Maximilian Brewer
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
Galeony : 1655
  Liczba postów : 2734
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 19:08;

To był idiotyzm.
Ale ile wiązało się z tym radości! Najpewniej podjąłby się wyzwania nawet gdyby przyszedł tutaj sam, choć skakanie przez ogień w nieco bardziej konkretnym niż zwykle celu, wiązało się z dodatkową przyjemnością... i stresem, jeśli coś szło nie tak, jak powinno. Podobało mu się podekscytowanie, którego nie zdołała ukryć przed jego wyczulonym, doszukującym się w niej nieustannie reakcji wzrokiem. Dawało mu ono pewność, że go rozumie – nie tylko zapewnia, że tak jest, ale naprawdę pojmuje co widzi przeróżnych niebezpiecznych i niekoniecznie uzasadnionych sytuacjach; że może nawet podziela ten punkt widzenia – w luźnych granicach rozsądku.
Zatrzymująca go ręka była zaskoczeniem. Nie tylko powstrzymała go przed skokiem, ale i w pewnym sensie przywróciła rzeczywistości, bo na moment zupełnie się od niej oderwał, przenosząc się w wewnętrzny świat wypełniony duchem rywalizacji i chęcią jak najlepszego wykonania zadania, które przed sobą postawił; klasyczną już gonitwą za perfekcją. Spojrzał na nią półprzytomnie, błyszczącymi oczyma, a kąciki jego ust same odbyły wędrówkę ku górze. Bez niej? Nie był do końca świadomy, o czym mówiła, był wychowany w tej tradycji i zwyczajnie nie dostrzegał pewnych nierówności, które były w niej silnie obecne. A nawet jeśli – przywykł już do tego, że w tym święcie każdy ma swoją rolę. On nie rozważał na poważnie plecenia wianka, a jego siostry nie garnęły się do skoków przez płomienie, nawet jeśli czasem pozerkiwały na ogniska z zazdrością.
Na trzy — potwierdził, ledwie rozumiejąc co tak do końca to znaczy, a jeszcze mniej myśląc o tym, jakie mogą być tego konsekwencje. Nie potrafiłby jej odmówić, nie kiedy widział ten błysk radości w oczach i czerwień na policzkach, która jasno wskazywała, że jej się podoba. Jak mógłby? Prawie nie zauważył zmiany w jej stroju, tak pochłonięty był całą tą gorącą, płomienną wręcz atmosferą. Skoczył równo z nią i właściwie w identyczny sposób przefrunął nad płomieniami, a kiedy wspólnie wylądowali i spojrzał na jej rozwiane w biegu włosy, roześmiał się ciepło – tak po prostu, radośnie, wyciągając rękę, by kilka z kosmyków przywrócić na właściwe miejsce.
Nie boisz się przeklętych druidów, a mnie się wystraszyłaś? — zapytał z rozbawieniem, wpatrując się w nią intensywnie jeszcze przez dwie chwile i dopiero po ich upływie odnalazł wzrokiem cwaniaka, z którym się założył. Uniósł znacząco brew i wyciągnął do niego rękę, gryząc się w policzek, by nie uśmiechnąć się z pełnią satysfakcji. Nie chodziło o pieniądze, a o fakt, że wygrał. Że wygrał na jej oczach.

Rogi: F
Skok nr 3: G
@Morgan A. Davies

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć, skórzany plecak, bransoletka
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
Galeony : 832
  Liczba postów : 2847
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 20:29;

Wylądowali. Lot w atmosferze przytłumionego pisku i roześmiania minął im szybko, intensywnie, z pewną dozą czyhającego na błąd ryzyka. Ale ostatecznie ogień nie okazał się wyzwaniem, które mogłoby ich przerosnąć. Na szczęście. Podniosła wzrok na jego twarz i rozpromieniła się po raz kolejny tego wieczora. Czy od uśmiechów dało się dostać zakwasów? Chyba miała się o tym przekonać na następny dzień.
- Myślisz? - wyraźnie pobladła na wspomnienie o druidach, bo jakoś tak jej się wiodło ostatnimi czasy, że nie miała szczęścia do starych mędrców, szamanów, druidów i innych pustelniczych wróżbitów. Zerknęła na niego z niepokojem, nie ważąc się przy tym w żadnym momencie przenieść wzroku na żadną inną osobę z otoczenia. Doświadczenia zdążyły ją nauczyć, aby nie pchać się pod nóż nawiedzonych guślarzy, ale tym razem nawet nie miała pojęcia, że w cokolwiek takiego się pchała. Czy to jednak w jakikolwiek sposób ją usprawiedliwiało? W oczach starszych panów ten argument raczej nie miałby szans.
Nic więcej nie dodała, a zamiast tego chwyciła go za dłoń i pociągnęła za sobą, kierując się z miejsca w którym była do miejsca, które znajdowało się jak najdalej od miejsca w którym była. Po części ze strachu. Przede wszystkim ze strachu. Potrzebowała czegoś, aby przestać się zamartwiać reakcjami organizatorów leśnego święta.
- To runy? - zapytała wreszcie, kiedy znaleźli się przy wysokich obeliskach, a ona sama zbliżyła się do losowego z nich i zaczęła bacznie przyglądać wszystkim symbolom. Chyba udało jej się nawet podejść do właściwego dla siebie, choć efekt, jaki ten u niej wywołał był w pierwszej chwili co najmniej wstydliwy. Czy to była ta kara za wciskanie się do atrakcji dla mężczyzn?
Po dotknięciu kamienia poczuła ulgę, że zmieniła strój i nie zdążyła go zmienić, bo jej ramiona nagle stały się nieco szersze i bardziej atletyczne, wraz zresztą z całą sylwetką, która nagle otrzymała jakoś silniej zarysowane mięśnie - czy to na brzuchu, czy nogach. Jej skóra nabrała jędrności, a tyłek zrobił się bardziej krągły. Obserwowała to z mieszanymi uczuciami, jednak ostatecznie krąg chyba wpłynął też na jej nastrój, sprawiając, że poczuła się silniejsza niż kiedykolwiek i gotowa na każde wyzwanie. A to przecież czekało za rogiem w postaci poszukiwań złotej lunaballi. Jedynej atrakcji, co do której tego wieczora nie miała absolutnie żadnych wątpliwości.

Wstążka: poziomkowa
Wianek: A
Skok: G bez ciastek/rozliczania
Krąg: 4, 6 -> fest krzepa i przerzut na poszukiwaniach

@Elijah J. Swansea

______________________

Love songs are for dreamers, honey
Aleja ogników - Page 3 UEEDvST
And I may never wake up.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Sinclair

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 183cm
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
Galeony : 1322
  Liczba postów : 1664
https://www.czarodzieje.org/t18564-lucas-sinclair#529285
https://www.czarodzieje.org/t18598-landryna-lukiego#531203
https://www.czarodzieje.org/t18574-wbijac-do-lucka#529769
https://www.czarodzieje.org/t18566-lucas-sinclair#529292
https://www.czarodzieje.org/t18716-lucas-sinclair-dziennik#53577
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 20:45;

To, że ślizgon zderzył się z @Alise L. Argent było winą ich obojga. Wystarczyła chwila nieuwagi, jego zamyślenie przez to, że wydawało mu się, że widzi swojego przyjaciela gdzieś w oddali, a o mało nie zdarzyło się nieszczęście. Bo przecież gdyby w porę jej nie podtrzymał, a ona nie położyła sparła się dłońmi o niego, mogło się to skończyć dużo gorzej. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a Alinka stała teraz przed nim cała i zdrowa.
Sinclair zaskoczony tak nagłym spotkaniem, w pierwszym momencie nie wiedząc jak się zachować, oczywiście uciekł w śmieszkowanie. Nie był zły. Bo przecież jakże by mógł mieć jej za złe, że na niego wpadła, skoro po pierwsze to nie jej wina, to był przypadek, a po drugie – koniec końców wylądowała w jego objęciach, chyba nie byłby normalny, gdyby był w tej sytuacji zły.
Zaśmiał się entuzjastycznie, słysząc, że dziewczyna ubolewa nad tym, że nie wiedziała o jego obecności na obchodach, bo przyniosłaby jego ulubione ciastka.
- A co? Już masz do mnie jakąś sprawę i chcesz mnie nimi przekupić? – przypomniał sobie ich rozmowy w cukierni (czy to było jeszcze w bibliotece?) kiedy wspomniał, że kiedy ktoś ma do niego jakiś interes, daje mu łapówkę w postaci słodkości i wtedy mogą dyskutować.
Jednak nie mógł długo nacieszyć się tą spontaniczną i niezbyt zamierzoną ze strony krukonki bliskością, bo już chwilę później odsunęła się od niego. Lucas nie zdołał powstrzymać komentarza, skierowanego do koleżanek krukonki, których niezbyt dyskretny chichot był bezpośrednim powodem przez który Argent uciekła z jego objęć.
- Już dobrze, zapomnijmy o tym kto na kogo wpadł. Ważne, że nic Ci się nie stało. A co do druidzkich rogatych akcesoriów, uważam, że to super dodatek do całej tej imprezy. – widział w jej oczach, że była bardzo zaintrygowana jego zakręconymi, baranimi rogami, co potwierdzało nawet to, że następnej chwili zahaczyła palcami o jednego z nich. To naprawdę było bardzo dziwne uczucie. Bo zwykle nie ma się nic powyżej czoła, a w tamtej chwili czuł jak Alinka przejeżdża opuszkami palców po grzbiecie poroża. – Baaardzo… specyficzne. Normalnie nie ma się nic wystającego z głowy, teraz czuje, że coś mam, ale one same w sobie są dość wrażliwe na dotyk, o dziwo. – wytłumaczył, niezbyt precyzyjnie, jednak chyba nie dało się do końca opisać tego uczucia. Dziewczyna sama musiałaby być na jego miejscu, aby to zrozumieć. Parsknął śmiechem, słysząc drugą cześć jej wypowiedzi. – Ależ ja nie chce ich zjeść. Ja bym tylko podgryzał w wolnej chwili. No co? Nie mów, że Ciebie by nie kusiło, jakbyś miała na głowie taki zapas czekolady! – bronił się zawzięcie, a z jego twarzy nie znikał uśmiech.
A ślizgon nie miał problemu z nadmiernymi kilogramami, ponieważ pomimo iż tak dużo mówił na temat swojej słabości do łakoci to przeważnie nie obżerał się nimi, jedząc wszystko co mu wpadło w ręce. Zazwyczaj tylko dużo gadał o tym jak bardzo nie może się powstrzymać widząc czekoladowe ciasteczka, ptysie z kremem czy karmelowe cukierki. Przeważnie tylko „obżerał się wzrokiem”.
Chłopak nawet nie zauważył, że dziewczyny przybyłe razem z Aliną, gdzieś zniknęły i zostawiły krukonkę z nimi. Skupił się za to na jej wdzięcznej prezentacji swojego stroju. Kiedy okręciła się wokół własnej osi, powoli chcąc pokazać się mu w całej krasie, Lu przyglądał się jej z zafascynowaniem. Była taka beztroska i dziewczęca. A jeszcze w dodatku, zbliżyła się do niego, co spowodowało, że kurtyna jej jasnych włosów na ułamek sekundy musnęła materiał jego bluzy, aby w końcu opaść na jej ramiona i plecy.  Usłyszawszy jej słowa, rozejrzał się w poszukiwaniu koleżanek, o których wspomniała, jednak ostatecznie posłał jej szeroki uśmiech i powiedział:
- To ja miałem zamiar przekonać Cię jakoś, żebyś z nami została, a tu sprawa rozwiązała się sama. Swoją drogą, co to za koleżanki, które zostawiły Cię na pastwę „paskudnego ślizgona”.
Zaśmiał się ponownie i w tym momencie, kątem oka zauważył, kumpla który stał i przyglądał się im od dłuższej chwili. Kiedy ich sobie przedstawił, nie spodziewał się, że Phill tak podejdzie do sprawy i z taką gracją przywita się z Aliną. Czyli Sinclair miał rację, starszy ślizgon już pożera wzrokiem tę krukonkę. Niewiele wystarczyło, aby włączył mu się tryb samca alfy.
- Na tego węża uważaj szczególnie, nasza przeurocza krucza koleżanko. Nie widać? On ma podstęp wypisany na twarzy. – zażartował, posyłając Alince rozbawiony wyraz twarzy, po czym przeniósł wzrok na kumpla i zaśmiał się. Zanim Lu zdążył znowu otworzyć usta, Phill prostując się miał bliskie spotkanie z szatynką, która w następnej chwili okazała się spełnieniem jego najgorszych koszmarów. Sinclairowi podobnie jak Phillipowi momentalnie zniknął szeroki uśmiech z twarzy.  Dopiero, kiedy krukonka szturchnęła go, wyraźnie rozbawiona tym, że ta dwójka spotkała się w podobnych okolicznościach jak oni sami; na ustach Lucasa pojawił się cień jego charakterystycznego uśmieszku. – Dokładnie, ten nieprzewidywalny los. Zazwyczaj to MY udajemy, że wpadamy na was przypadkowo, a tym razem Wy nas podeszłyście w ten sposób. I kto tu jest podstępny, panno Argent? zwrócił się do krukonki, posyłając jej wymowne spojrzenie. Jednak chwilę później zaczęło się lamentowanie Peregrine’a, którego widocznie przerosło pojawienie się Silvii. Chłopak wystawił ceremonialnie rękę Lucasowi, aby ten go uszczypnął, jednak zrobiła to Alinka.
- Chłopie, chyba wywołałeś wilka z lasu wczoraj. - rzucił do kumpla (@Phillip Peregrine). Lu swoją drogą też nie mógł uwierzyć, że nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się przed nimi Valenti. Jeszcze wczoraj o niej gadali i Phill wspominał, że nie wie co by zrobił gdyby wróciła. Masz ci los…
- Proszę proszę, nasza gwiazda Quidditcha wróciła w mury Hogwartu. I czy Ty widzisz, Silv że nasz Phillip prawie zszedł na zawał przez Ciebie? Troche litości, kobieto. – oznajmił puchonce (@Silvia Valenti). Słysząc kolejne słowa Alise, zaśmiał się i niewiele się zastanawiając podniósł rękę i sięgnął jej włosów. W pierwszym momencie chciał zrobić dokładnie to co robił zawsze siostrze, kiedy się z nią witał, czyli poczochrać jej włosy, jednak postanowił tylko teatralnie pogłaskać ją po głowie z czułym uśmieszkiem i powiedzieć: - Oczywiście, jasnowłosy aniele. Nawet dla Ciebie przybiorę na twarzy barwy dorodnego pomidora, może być? – opuścił rękę i rozbawiony, włożył ręce do kieszeni kurtki. Nie spodziewał się, że Alinka potrzebowała tyle uwagi i także chciała, żeby ktoś tak ewidentnie za nią zatęsknił, jak Peregrine za Valenti.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William S. Fitzgerald

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : tatuaże: motyw quidditchowy na lewym ramieniu, czaszka wężna na prawej piersi i runa Algiz po wewnętrznej stronie lewego przedramienia | amulet z jemioły zawsze na szyi
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
Galeony : 2206
  Liczba postów : 1298
https://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
https://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
https://www.czarodzieje.org/t18851-fitzgerald-company#541760
https://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
https://www.czarodzieje.org/t19423-william-s-fitzgerald-dziennik
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 21:50;

  Święta może i nie obchodził jakoś szczególnie, ale to wcale nie stało na przeszkodzie, żeby brać udział w towarzyszących mu licznych atrakcjach, a w tym oczywiście obchodach samej Celtyckiej Nocy w Dolinie Godryka. Dyrekcja Hogwartu była nawet na tyle łaskawa, że na tą jedną noc zezwoliła uczniom legalnie opuścić mury zamczyska dalej niż do Hogsmeade, żeby móc wziąć udział w zabawie. W tej sytuacji Fitzgerald absolutnie nie mógł sobie tego darować, taka okazja w końcu nie trafia się często.
  Z charakterystycznym trzaskiem aportował się w pobliże miejsca, gdzie zlokalizowane były główne atrakcje dzisiejszej nocy. Po otrząśnięciu się z tego nieco nieprzyjemnego odczucia towarzyszącego tej metodzie podróżowania, rozejrzał się z zaciekawieniem widocznym w ciemnobrązowych tęczówkach – między drzewami już stąd dało się dostrzec wielkie ogniska, do których prowadziła ścieżka wyznaczona przez lewitujące ogniki, a gałęzie drzew tonęły w kwiecistych girlandach, co nadawało wszystkiemu bardzo szczególnego klimatu. Dało się go odczuć nawet tutaj, choć jeszcze dobrych kilkanaście metrów dzieliło go od centrum zabawy. Nie odwalił się jakoś szczególnie, bo nie widział ku temu potrzeby, decydując się na białe trampki, ciemne jeansy z dziurami na kolanach, jasną koszulkę i narzuconą na nią… kwiecistą koszulę, tak tematycznie.
  William dziarskim krokiem ruszył wzdłuż dróżki, natykając się po drodze na jedno z wielkanocnych jaj, do których niezmiennie miał pecha. Tym razem również, bo ledwie podniósł je z ziemi, a to… wybuchło mu prosto w twarz, obsypując go barwnym proszkiem. Zajebiście. Przez moment stał w miejscu z miną pod tytułem ‘czego ja się właściwie spodziewałem?’, po czym spróbował strzepać pył z ubrania, natychmiast orientując się, że pozostały po nim… świecące w ciemnościach plamy, całkiem dobrze teraz widoczne; nieco tego proszku wylądowało na jego włosach, więc czupryna pewnie też mu się mieniła. Aż parsknął śmiechem, kręcąc przy tym nieznacznie głową. Cóż, przynajmniej wpasuje się w klimatyczną otoczkę tej imprezy. Niezrażony – kolejną z rzędu – porażką pokonał ostatni odcinek dzielący go od polanki.
  Na miejscu od razu rzucało się w oczy, że każdy obecny tam facet ma… rogi, mniej lub bardziej imponujące. Oho. Sam odruchowo sięgnął do swojej głowy, wyczuwając pod palcami… wielkie łosie łopaty. Zaśmiał się pod nosem na to odkrycie.
  — Jakie zajebiste! — stwierdził, przesuwając dłonią po jednej z nich; miał przy tym nieco głupkowaty wyszczerz na gębie. Obrócił się w miejscu, usiłując lepiej przyjrzeć się swojej nowej tymczasowej ozdobie, ale ciężar łopat zniósł go trochę na bok i w rezultacie kogoś potrącił. — O sorry, jeszcze się z nimi nie oswoiłem… Lara? — rzucił, gdy zdał sobie sprawę, że osobą, na którą wpadł była @Lara Burke, Gryfonka, z którą stworzył bardzo zgrany team podczas pamiętnej lekcji zaklęć.
  — W sumie to jesteś tu sama czy na kogoś czekasz? — zapytał po krótkiej chwili, przekrzywiając głowę lekko na bok co w połączeniu z porożem musiało wyglądać komicznie. — Bo jeśli to pierwsze, to może razem obskoczymy tutejsze atrakcje? Skoro już na siebie wpadliśmy czy raczej na ciebie wpadłem — zaproponował z uniesionym kącikiem ust. Sam się z nikim nie umawiał, wychodząc z założenia, że poszuka sobie jakiegoś towarzystwa na miejscu. Gryfonki wprawdzie jakoś dobrze nie znał, jedynie tyle co z lekcji, ale wydała mu się być bardzo w porządku, szczególnie jak na kogoś z Domu Lwa, więc w sumie czemu by nie?

Rogi: J, czyli jestem łosiem XD

Jajko wielkanocne: D → 40% (nieudane, heh) + efekt: D, czyli świecę się w ciemnościach, próba VII
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 938
  Liczba postów : 1410
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 22:15;

Szukanie jajek: Próba ostatnia udana! <3 5/

Wstążka: szafirowy

Nie była pewna czy ma ochotę uczestniczyć w tegorocznych obchodach Celtyckiej Nocy, jednak święto to było na tyle ważne i istotne w życiu Gabrielle, że ostatecznie zdecydowała pojawić się w alei ogników. Podczas tej wyjątkowej nocy, miejsce to zmieniło się nie do poznania; drzewa obwieszone były girlandami z kwiatów, z oddali bez problemu dotrzeć można było palące się wielkie ognisko, a gdyby ktoś zgubił do niego drogę - ta oświetlona była przez ogniki, które o dziwo! nie uciekały, mimo, że nawet w to miejsce dochodziły głośne dźwięki trwającej imprezy.
Blondynka wygładziła materiał sukienki, na głowę zakładając wianek z kwiatów, który trzymała w dłoniach, a wokół nadgarstków zawiązała pasującą do wszystkiego wstążkę.
Wciąż z niepewnym nastrojem, lecz lekko uniesionymi kącikami ust ruszyła dróżką, w zaskoczeniu dostrzegając między źdźbłami trawy wielkanocne jajko. Uzbierała ich już trochę, dlatego bez wahania sięgnęła po kolejne, chowając je do kieszeni skórzanej kurtki , którą wzięła, gdyby nagle zrobiło się zimno i choć zapewne dla wielu była to wręcz abstrakcyjna obawą, to Gab miała tendencję do marznięcia.
Była tak zaabsorbowana tym, by schować je dobrze, żeby przypadkiem nie wypadło, że przestała skupiać się na drodze, którą miała do pokonania. Nagle poczuła silne uderzenie, z cichym jękiem podniosła wówczas głowę, mając przed sobą czyjeś - @Tyler Woods - plecy.
- Przepraszam, ogólnie wiesz impreza jest tam, trzeba iść, a nie stać w miejscu - zauważyła uprzejmie, nie zdając sobie sprawę z kim ma właśnie do czynienia.


Ostatnio zmieniony przez Gabrielle Levasseur dnia Czw 30 Kwi - 23:15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Livianna Addington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
Galeony : 48
  Liczba postów : 54
https://www.czarodzieje.org/t18870-livianna-addington
https://www.czarodzieje.org/t18872-poczta-panny-addington
https://www.czarodzieje.org/t18874-nieznajomi-livianny#542763
https://www.czarodzieje.org/t18871-livianna-addington#542682
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 22:47;

Zamyślona nie dosłyszała komentarza Darrena, wciąż pożerając marchewkę. Czuła się strasznie dziwnie, jej umysł szalał, jakby chciał wydostać się poza jej mózg. Zamknęła oczy i potarła skronie, odgrywając się na chwilę od marchewki. Wrażenie było równocześnie bolesne i przyjemne. Nagle otworzyła szeroko oczy i...zwymiotowała. Zdążyła odwrócić się od Darrena i się nieco pochylić. Napięła się cała i zatkała usta rękami. Pokręciła dziko głową i cofnęła się do tyłu, trafiając tyłkiem na krukona. Gwałtownie się wyprostowała i wyrzuciła resztę marchewki na ziemię. Kopnęła ją zła i objęła chłopaka, zawieszając się na nim.
-Sama nie wiem...chyba tak.
Prawie że wyszeptała, mając głowę na wysokości jego ramienia. Wtuliła się w niego mocno, nic sobie nie robiąc z tego, że było to zachowanie do niej niepodobne.
-Muszę się czegoś napić.
Wymamrała i odsunęła się od niego. Czknęła i zakryła twarz rękami. Wzięła głęboki wdech i wydech, by się nieco uspokoić. Poprawiła wianek i włosy, zsunęła ręce w dół, zatrzymując je na swojej szyi. Objęła ją, wpatrując się w Darrena. Uśmiechnęła się szeroko, jakby nic się nie wydarzyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Virgil H. Turner

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178cm
C. szczególne : dysharmonia znamion; cienie zmęczenia osiadłe pod linią oczu; niesforne, kręcone włosy
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 110
  Liczba postów : 79
https://www.czarodzieje.org/t18880-virgil-h-turner
https://www.czarodzieje.org/t18927-nietzsche
https://www.czarodzieje.org/t18899-poeta
https://www.czarodzieje.org/t18879-virgil-turner
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 22:55;

Rogi: F
Krąg życia nieżycia: 6, nieparzysta

Chaos sylwetek rozpełzał się po polanie
rozlewał się po zielonych połaciach przykrytych tkaniną cieni, unosił się szmerem rozmów, rysował łuki uśmiechów odcinające się z triumfem wielkiej radości - on w owym czasie, jak niewłaściwy element, marny substytut tworzącego się mechanizmu kontaktu człowiek i człowiek, wybrakowany, fałszywy żałosny, snuje się wolnym krokiem.
Merlinie, jest beznadziejny.
Ledwie tu przyszedł - już zaczął błagać o koniec. Jest egoistą, nie umie się dobrze bawić, tak, wszyscy bawią się dobrze; spomiędzy splątania loków niesfornie głaszczących czoło wyłania się para imponujących rogów. Uśmiechnął się blado i wkrótce też uniósł rękę aby doświadczyć ich szorstkiej faktury niespiesznym ruchem opuszek.
Przyszedł, aby przełykać kolejną gorycz podaną jemu przez chwiejny, nadpobudliwy umysł. Przyszedł, pchany przez czujny powiew przeczucia, zew intuicji prężącej się teraz czujnie jak dzikie zwierzę. Widział ją. Pojawiała się, istota podobna ludziom i jednocześnie nieludzka; eteryczna, niejasna, jednak był pewien że pozna ją w chwili, gdy zdoła osiąść spojrzeniem na jej postaci. Widział polanę i widział drzewa, ptaka który szamotał się w prymitywnej klatce, niedbale, jednak skutecznie splecionej z wielu gałęzi. Widział ją wiele razy. Zbyt wiele, aby mógł przykryć wszystko oziębłą warstwą patyny obojętności.
Dlatego zjawił się sam.
Dlatego odmówił wszystkim. Był beznadziejny, kapryśny jak zresztą przecież przez większość swojego życia.
Zmierzał przed siebie oddany zaledwie chwili. Podszedł do kręgu, jak okazało się życia - połączonego ze śmiercią, zaśmiał się cicho w duchu, nie wiedząc jeszcze jak trafnym okaże się ten komentarz. Dłoń wystrzeliła ciekawsko w stronę kamiennej postury - dotyk przelewał magię. Oczy zdołały rozszerzyć się w przerażeniu, umysł zalała kolejna urwana wizja (śmierć, odczuwał znów widmo śmierci), breja ogromu uczuć doszczętnie skalała trzeźwość.
Czuł się - cholera - czuł nie czuł zupełnie jakby skradziono mu cząstkę siebie. Ból wybuchnął tłukąc się między skroniami, jego pięści waliły, zaciekle o ściany czaszki, każdy błysk światła przecinał jak ostrze noża. Zmrużył oczy, zachwiał się.
- Kurwa - wymamrotał oraz odsunął się prędko od przeklętego? kręgu. Zgodnie z przewidywaniem - był pesymistą lub realistą zależnie od cudzej, swobodnej interpretacji, ból nie ustąpił a pasożyty zmęczenia czołgały się ciągle po ciele. Błądząc na podobieństwo schorowanego kundla o podkulonym ogonie, manewrując pomiędzy zgromadzonymi - wreszcie, po chwili zdołał zauważyć.
Tak - to musiała być ona - a jednak popadł w zwątpienie. To była ona - co miał więc teraz uczynić?

@Odetta Lancaster
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Tatuaże na ramionach, przedramionach i torsie - mugolskie, nie poruszają się
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1285
  Liczba postów : 1071
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyCzw 30 Kwi - 23:39;

Rogi: G

- Zgodnie z życzeniem, dziecino - powiedział jeszcze, a jego ciemne oczy błysnęły, na chwilę przed tym, kiedy mrugnął do niej zaczepnie. Nie ukrywał, że dobrze się bawi, nie zamierzał również zachowywać się, jakby miał przed sobą kawałek drewna, a nie żywą, oddychającą i całkiem atrakcyjną dziewczynę. Trudno byłoby również powiedzieć, że Max jakoś się powstrzymywał, czy też ograniczał, nie był typem, który szukałby jakiegoś stałego związku, wędrował to tu, to tam, toteż skoro miał taką okazję - na flirtowanie i rzucanie różnych podtekstów - to nie zamierzał się, kurwa, ani trochę powstrzymywać. W końcu taka noc, jak dzisiaj zdarzała się raz do roku, nie mógł sobie zatem odmówić przyjemności, która wiązała się z tym wszystkim, co ich teraz otaczało. Łącznie, z tym że nie zamierzał po prostu ignorować bliskości dziewczyny, ani jej słów, czy też zachęt do bijatyki.
- Nie jestem tylko pewien, czy wtedy to aby na pewno będzie jeszcze wyzwisko - stwierdził na to i na moment wzniósł oczy ku niebu, jakby to miało mu dać jakieś odpowiedzi, ale nie zamierzał tego dłużej drążyć, a na jej kolejne pytanie jedynie wzruszył ramionami, bo w gruncie rzeczy, w tym temacie, nie miał zbyt wiele do dodania. Kiedy zaś odezwała się ponownie, Max podał jej ramię, nieco prześmiewczo, nieco z galanterią, ale kurwa, czemu właściwie mieliby się nie bawić dostatecznie dobrze? To nie była żadna niesamowita impreza, na której wszyscy musieli chodzić jak w jakiś jebanych zegarkach, więc nie miał najmniejszego problemu z tym, żeby się zgrywać. Przy okazji zaś nie musiał pilnować się, co odpierdala, bo żadna zazdrosna istota nie miała prawa wyskoczyć nagle zza jego pleców i zacząć natarczywie pytać, co on odpierdala.
- Jasne, w końcu nie przyszedłem tutaj siedzieć na dupie. Poza tym płonące rogi muszą wyglądać jeszcze ciekawiej - stwierdził na to, patrząc również w stronę ogniska, a następnie zerknął na dziewczynę z miną, która świadczyła o tym, że jeśli tylko wyrazi chęć, to mogą tam po prostu pójść od razu i zobaczyć, co się stanie. - Wybieraj, dziecino, jestem do usług - dodał jeszcze kurewsko szarmancko, bo przecież potrafił, a nie chciał wybierać na chybił trafił i ostatecznie okazałoby się, że dziewczyna wcale nie miała na to akurat ochoty. Chciał bawić się dobrze, a jeśli przy okazji mógł jeszcze przebywać z kimś miłym i atrakcyjnym, to czemu, kurwa, miałby to zaprzepaścić, jakimś nachalnym wmawianiem w nią durnej zabawy, która by się jej nie spodobała? Co prawda, biorąc pod uwagę jej wcześniejsze słowa i wybory, nie powinien się tym szczególnie mocno martwić, ale, no ja pierdolę, nawet on miał w sobie jakiś tam jebany cień przyzwoitości.

@Aleksandra Krawczyk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Shawn A. McKellen II

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186cm
C. szczególne : hipnotyzujący wzrok, nieco powiększone źrenice, naszyjnik i sygnet z emblematem rodu.
Dodatkowo : Wężoustość
Galeony : 210
  Liczba postów : 570
https://www.czarodzieje.org/t18432-shawn-a-mckellen-ii
https://www.czarodzieje.org/t18733-poczta-shawna
https://www.czarodzieje.org/t18732-sam
https://www.czarodzieje.org/t18448-shawn-i-mckellen
https://www.czarodzieje.org/t18840-shawn-a-mckellen-ii-dziennik
Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 EmptyPią 1 Maj - 0:24;

Nie zwróciłem uwagi na żywe zainteresowanie wężem, zajęty odciąganiem go. Nie spodziewałem się takiej reakcji, blondwłosa byłą pierwszą taką osobą, która w opozycji do wszystkich innych, bardziej lgnęła do gada niż panikowała, co było dla mnie nowością. Uważnie ją obserwowałem, czując dziwne napięcie i aurę wokół jej osoby. Emocje na jej twarzy emanowały coraz to sprzeczniejszymi sygnałami, raz będąc zagniewaną, a chwile później bardziej czujną i pogodną, choć tego ostatniego nie mogłem być pewny. Chwile stałem jak wryty, będąc świadkiem czegoś zupełnie mi nieznanego, różnych reakcji, których nigdy bym się nie spodziewał. Jej komplement w stronę Proximy już totalnie zbił mnie z tropu. Wszystkie lęki społeczne zniknęły, zastąpione piekielną ciekawością do tej dziewczyny, która wręcz nie wydawała mi się obcą, nieznajomą, a po prostu kimś innym.
- Pozwól, że mu powtórzę komplement. – Odpowiedziałem i zasyczałem, Proximie mówiąc mniej więcej co się właśnie wydarzyło.
- Zioom, nawet nie waż mi się ją teraz opuszczać! Pierwsza taka osoba, ona jest jakaś inna, niezwykle ciekawa! Powiedz jej, że dziękuje za ten oczywisty komplement i odwdzięcz się tym samym, też jest nietuzinkowa i śliczna. – Proxima podekscytowany zasyczał, przyglądając się dziewczynie. Dałem mu zejść ze mnie i wąż przepełznął do dziewczyny przyglądając się z bliska.
- Pasuje ci do sukienki. Ładna. – Zauważyłem, zaś powiedziałem to w sposób w jaki lektorowie przemawiali przed wystąpieniami, albo byli narratorami – bez wyczuwalnych emocji i uczuć, rzuciłem tym zdaniem jak zwykłym faktem.
Następnie to co się wydarzyło było jeszcze dziwniejsze w tym wszystkim, czułem się jak na bardzo specyficznej fazie. Do takiego stopnia wszystko to było odrealnione, że zacząłem myślami wracać do wydarzeń z dzisiejszego dnia, zastanawiając się nad potencjalnym zarzuceniem czegoś, co mogłoby spowodować taką reakcję. Nagłe zbliżenie się dziewczyny i jej zainteresowanie się moimi rogami było surrealistyczne, przywodziło mi na myśl taniec z sukkubem, który zwykłymi gestami wywoływał w drugiej osobie niemal intymne uczucia, nie dając jej o sobie zapomnieć.
- Ach… – lekko jęknąłem na skutek jej pociągnięcia, sam będąc tego ciekawy – tak, magicznie je czuje... – szepnąłem jej do ucha, kiedy była tak blisko, dotykając moich rogów. Nie czułem się normalnie, a co więcej, odpowiadało mi to, zupełnie porzucając już tak nieistotne poczucie odizolowania się od ludzi. Ono już nie istniało.
- Najwidoczniej w obu przypadkach strach zastąpiony został zgoła innym uczuciem. – Stwierdziłem, nie podnosząc tonu, wciąż utrzymując się na sugestywnym szepcie, który brzmiał prawie że symbolicznie, jak tajemnica, która tworzyła się na naszych oczach, między naszą dwójką.
Przyjrzałem się twarzy dziewczynie, przez dłuższą chwile zastygając, utopiwszy się w jej jasnych tęczówkach. Tak jak ją zainteresował mój wąż, tak cała jej aura i jej osoba całkowicie mnie porwała, nie widząc już tej nocy inaczej niż w jej towarzystwie. Odetchnąłem głęboko, lekko się odsuwając i trochę temperując swój zachłanny wzrok, łasy na wszelkie ponadprzeciętności, ludzkie piękno.
- Shawn, a to Proxima. Ten ciągły syk, który wydaje możesz traktować jako zachwyty i nieopanowane komplementy w twoją stronę. Bardzo wpadłaś mu w oko, jako pierwsza osoba chyba w całym jego życiu, która – Przedstawiłem nas, kodując jej imię w głowie, dodając informację o niezwykle gadatliwym wężu. Słuchałem go z rozbawieniem, opanowując się odrobinę, będąc już po tym niezwykle intensywnym przeżyciu, które chwile temu doświadczyłem. To było jeszcze zbyt świeże bym zdołał ułożyć sobie to, co się stało w głowie, dlatego postanowiłem nie myśleć o tym i wykorzystać całą tę otoczkę tego miejsca do spędzenia wspólnie czasu z Lucią. Piegi na jej twarzy są niezwykle osobliwe, wyróżniające się na każdej płaszczyźnie. Dziw mnie brał, że nie rzuciła mi się w oczy w szkole na korytarzu czy gdziekolwiek indziej – chyba, że była już po edukacji, co też mogło mieć sens, tym bardziej, że byliśmy w dolinie Godryka, która jest bardziej zamieszkiwana przez dorosłych czarodziei, uczniom i studentom tutaj nie po drodze, mając do wyboru Hogsmeade.
- Przed naszym spotkaniem, miałaś jakiś konkretny plan na dzisiejszą noc? – Zapytałem, w głowie układając sobie cały plan działania, którym mogliśmy się kierować, choć wcale nie musieliśmy i spontaniczne działania przy tak niespodziewanym i intensywnym zapoznaniu były wręcz nader pożądane.

@Lucia S. Ritcher
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Aleja ogników - Page 3 QzgSDG8








Aleja ogników - Page 3 Empty


PisanieAleja ogników - Page 3 Empty Re: Aleja ogników  Aleja ogników - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Aleja ogników

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 14Strona 3 z 14 Previous  1, 2, 3, 4 ... 8 ... 14  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Aleja ogników - Page 3 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-