Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Silvia Valenti

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Silvia Valenti

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : Silny włoski akcent, szeroki uśmiech na twarzy, kilka mniejszych blizn na dłoniach
Galeony : 977
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
https://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
https://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
https://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Silvia Valenti QzgSDG8




Gracz




Silvia Valenti Empty


PisanieSilvia Valenti Empty Silvia Valenti  Silvia Valenti EmptyPon Cze 25 2018, 16:10;


Silvia Federica Valenti

DATA URODZENIA15 czerwca 2000r.
CZYSTOŚĆ KRWI 0%
MIEJSCE URODZENIAPalermo (Włochy, Sycylia)
MIEJSCE ZAMIESZKANIALondyn
W HOGWARCIE JEST OD KLASY6 klasy, wcześniej uczyła się w Calpiatto
OBECNIE JEST NA ROKUZacznie 1 studencki
WYMARZONY DOM Zaskoczcie mnie
WYBRANY WIZERUNEKLily Colins

Wyglad

WZROST 170cm wzrostu. Na szczęście już nie rośnie
BUDOWA CIAŁA Szczupła, dziewczęca figura. Nieduże biodra, nieduży biust, wszystko w normie i ładnie dopasowane. Bardziej postrzegana jak dziewczynka, nie jak kobieta
KOLOR OCZU brązowe
KOLOR WŁOSÓW brązowe
ZNAKI SZCZEGÓLNE Brak, chociaż wiele osób uważa, że nie można przejść obok niej obojętnie
PREFEROWANE UBRANIA Uwielbia sukienki, więc to też przede wszystkim nosi. Zwiewne, letnie spódnice w jasnych kolorach, które zimą lubi zastępować cieplejszymi ubraniami takimi jak spodnie i jasne swetry. Nadal nie przywykła do klimatu Wielkiej Brytanii, więc nic dziwnego, że zdarza jej się zimą marznąć, bo niedobrze dobiera ubrania.


Charakter


Ciężko powiedzieć o tej dziewczynie coś więcej. Po prostu jest bardzo skryta. Nie obnosi się ze swoimi myślami czy odczuciami na prawo i lewo. Po prostu życie ją nauczyło tego, aby ukrywać prawdę, bo prawda może być groźna i niewygodna. Podejrzewam, że każdy z podobnym bagażem doświadczeń miałby podobne nastawienie. Dziewczyna która bardzo szybko musiała dorosnąć i udźwignąć na swoich ramionach to, czego wielu nie byłoby w stanie podnieść. Z pewnością ukształtowało ją to w taki a nie inny sposób. Przez wiele lat odczuwała coś na kształt rozczarowania ze strony rodziców, konkretnie ojca. Posiadanie córki czarownicy nie było szczytem jego marzeń, pewnie dlatego nauczyła się starać mocniej i dążyć do upragnionej perfekcji, aby nie zawieźć oczekiwań rodziców. Zawsze grzeczna, zawsze kulturalna, nawet swoje uwagi względem cudzego zachowania powie w delikatny sposób. Rzadko kiedy zdarza się jej używać krzyku czy chociażby podnieść głos. Ale kiedy w końcu się to zdarzy, to nie radzę kontynuować z nią dyskusji. Chodzi z podniesioną wysoko głową, co wcale nie oznacza, że jest zadufana w sobie. Po prostu pewna swojej wartości i naprawdę silnymi argumentami można obalić jej pewność siebie. Poza tym, taka postawa to swojego rodzaju garda, którą przyjęła po śmierci ojca. Wie, że musi być silna, za siebie i za matkę, która aktualnie znajduje się w niemałym dołku psychicznym. Stara się uśmiechać szeroko i być przyjaźni nastawioną względem ludzi. Co wcale nie oznacza, że jest łatwowierna. Wręcz przeciwnie, cholernie dużo czasu musi minąć, nim ta dama obdarzy kogoś zaufaniem. Pewnie dlatego jeszcze nie znalazła sobie żadnych przyjaciół w Hogwarcie. Stara się być odważną i wierną swoim przekonaniom, choć, jak każdemu, niekiedy niełatwo jej to przychodzi.

Fragmenty pamiętnika Vivien Borsellino


styczeń 2000r.

Lorenzo wrócił dzisiaj cały roztrzęsiony. Jego koszula dalej jest ubabrana krwią i śmierdzi stęchlizną i potem. Nie chciał powiedzieć, co się stało, ale ja wiedziałam. Pewnie dziś został uznany za członka Cosa Nostra. Nie chciałam, aby to robił. Nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego. Nie mogłam mu tego wyperswadować. Stwierdził, że sprawy zaszły za daleko i cofnąć czasu się nie da. Wiem, że tak jest, ale głupia, jeszcze się łudzę iż stać się może inaczej... Pierwszą inicjację ma za sobą. Tylko, nic jeszcze nie wie o dziecku...

maj 2000r.
Zawsze chciał mieć syna. Ale niestety tym razem los zadecydował inaczej. Jeszcze chwila, a na świat przyjdzie nasza córka. Zgodnie postawiliśmy na imię Silvia. Silvia Federica Borsellino. Czuję jej ruchy tuż pod moim sercem. Wiem, że tak samo jak i ja, martwi się o ojca, którego nawet nie zdążyła jeszcze poznać. Wiem, że dziś się wszystko zakończyło. I jednocześnie rozpoczęło. Lorenzo skropił swoją krwią zdjęcie Matki Przenajświętszej, podpalił, a następnie powiedział, że jeśli zdradzi Cosa Nostra, chce sam spłonąć, jak ten wizerunek. Nie powinien był tego robić. Powinniśmy zatrzymać się na samym spokojnym życiu. Być może w niedostatku. Ale bez ciągłego lęku o jutrzejszy dzień.

sierpień 2000r.
Silvia jest cudownym dzieckiem. Chociaż zarówno ja jak i Lorenzo bardzo żałujemy, że więcej dzieci mieć nie będziemy. W wyniku komplikacji poporodowych, musieli usunąć mi macicę. Nie wiem, czemu tak zadecydowali. Podobnież zauważyli niepokojące zmiany nowotworowe. Chcieli zapobiegać.
Jestem słaba, nie mam siły zajmować się córeczką. Ona jakby to rozumiała, bo nie kwili żałośnie jak każdy noworodek. Zachowuje się tak, jakby miała już roczek i rozumiała co nieco, a nie dwa miesiące. Martwię się. Chociaż potrzebuję spokoju, to wiem, że go nie zaznam. Lorenzo schudł, ale chyba więcej się uśmiecha. Chce mnie pocieszyć? Czy tylko skutecznie udaje, abym się nie zamartwiała? Wiem jedno: jest najlepszym ojcem na świecie. Silvia nie mogła trafić lepiej. Pomimo nawału pracy w początkowym stadium przynależności do Mafii, stara się poświęcać córce jak najwięcej czasu.

15 czerwca 2001r.
Bałam się wypuścić moją kruszynkę z ramion chociażby na sekundę. Wyglądała tak uroczo w błękitnej sukieneczce i z brązowymi kędziorkami na głowie, kiedy to prowadziłam ją po trawie, aby stawiała swoje pierwsze, niepewne kroki. Cały czas byłam przy niej. Nie mogłam inaczej. Na przyjęciu urodzinowym Silvii pojawili się Giovanni, Petrucio i Marcel. Niby Lorenzo zapewniał mnie, że chcieli uczcić pierwszy rok życia naszej córeczki, ale miałam obawy. Patrzyli na nią. Uśmiechali się, żartowali, ale widziałam, jak wpatrywali się w moje dziecko. Czułam się tak, jakby tylko odmierzali jej czas do momentu, aż i ona stanie się jednym z nich. Jakby oczekiwali od niej już teraz, że pójdzie w ślady ojca. W tłumie gości nie zauważyłam, jak moja matka podała Giovanniemu moją Silvię na ręce. Ale gdy dostrzegłam, jak mała się śmieje i kładzie swoją malutką dłoń na jego pyzatym policzku, moje serce zamarło. Wtedy ten zaczął się śmiać i łaskotać ją. Może jednak nie będzie tak strasznie, jak sądziłam?

wrzesień 2003r.
Kiedy tylko widzę te brązowe loczki, radośnie podskakujące w rytm kroków jej właścicielki, moje serce się cieszy. Silvia ma już ponad 3 latka. Widzę, jak interesuje się otaczającym ją światem. Jak chłonie wiedzę, która jest do niej dostarczana ze wszystkich stron. Jak się cieszy, kiedy widzi Lorenza. Jest jego oczkiem w głowie. Chociaż nie pozwalam na to, aby widziała kłótnie pomiędzy nami. Nie widzi tego, jak bardzo się od siebie odsunęliśmy. Chciałabym żyć inaczej. Ale wiem, że ani ja, ani Silvia nie możemy odejść. Lorenzo zabrnął w to wszystko za daleko.

styczeń 2005r.
Ostatnio zauważyłam coś, co mocno mnie zaniepokoiło. Giovanni przez te kilka lat zdążył mocno zbliżyć się do naszej rodziny, przez do dla Silvii stał się niczym dziadek, którego nigdy nie miała. Bawił się z małą w ogrodzie, kiedy ja przygotowywałam obiad. W pewnym momencie córeczka zaczęła się śmiać. Głośno tak, że postanowiłam podejść do okna, aby zobaczyć, co ją tak rozśmieszyło. Widziałam, jak z jej noska wylatują maleńkie bańki mydlane i osiadają na jej brązowych lokach, tworząc na jej głowie coś na kształt przejrzystej aureoli. Widziałam konsternację na twarzy Giovanniego. Ale nie umiałam tego w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć. Chyba nikt by nie umiał.  

kwiecień 2006r.
Martwię się coraz bardziej. Lorenzo jest o wiele mniej obecny w życiu Silvii, niż było to dotychczas. Dodatkowo z nią zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Widziałam kilka razy, jak unosiła się w powietrzu. Nie rozumiem, co się dzieje wokół naszej rodziny. Zaczynam się bać tego, co przyniesie los. Na szczęście, we wrześniu córka idzie do szkoły podstawowej. Tam będzie bezpieczna, tam będzie jej lepiej...

fragmenty pamiętnika Silvii Borsellino


lipiec 2008r.
Mama mówi, że ten pamiętnik to nagroda za dobre wyniki w nauce. Mówi, że czasami zapisanie swoich myśli pozwala się z nimi oswoić. Sama też tak robi. Pisze pamiętnik. Chyba się cieszę, ale Julia z 2c dostała od rodziców kucyka z tego samego powodu.
Wujek Giovanni zabrał mnie ostatnio na lody. Były takie pyszne! Tylko nie wiem czemu zmartwił się, kiedy podskoczyłam tak wysoko, kiedy o tym usłyszałam. Przecież już wcześniej podskakiwałam tak, że mogłam dosięgnąć okien na górnym piętrze domu. Podobnież nie wolno mi tak robić. Ponoć to nienormalne.
Tatuś ma nowych kolegów. Niby są w porządku względem mnie i mamy, ale jakoś ich nie lubię. Pojawiają się coraz częściej, coraz częściej zamykają się w gabinecie taty. Wtedy nie pozwalają mi tam wchodzić.

15 czerwca 2011r.
Dzisiaj przyszedł do nas do domu dziwny pan. Nikt go nie znał, nie był znajomym tatusia ani nawet wujka Giovanniego. Wziął rodziców na stronę, kiedy wszyscy goście urodzinowi dalej bawili się w ogrodzie. Zaprosili mnie też na rozmowę. Zaczął wyjaśniać, dlaczego jestem inna niż wszystkie dzieci. Mówił coś o magii, o jakiejś szkole zwanej Calpiatto. Mówił, że powinnam tam zacząć się uczyć, bo to pozwoli mi rozwijać moje magiczne zdolności. Wcześniej już nauczyłam się, aby nie wierzyć we wszystko, co się do mnie mówi. Ale ten pan był przekonujący. Nawet rodzice patrzyli na niego przychylnie. Mówił, że byłam zapisana do tej szkoły od kiedy się urodziłam. Ale jak to możliwe, skoro nawet moja mama nie wiedziała wtedy, gdzie pójdę się uczyć?
Po jego wyjściu, mama i tata mocno się pokłócili. Słyszałam ich przez zamknięte drzwi, ale nie pozwolili mi uczestniczyć w tej rozmowie. Mama krzyczała coś, że to dla mojego dobra. Tata odpowiadał jej, również krzykiem, że jego córka nie pójdzie do żadnej szkoły dla świrusów. To ja jestem świrnięta? Myślałam, że wszystko ze mną ok... Czemu mnie to spotkało?

1 września 2011r.
Nie wiem, jak mama zdołała przekonać tatę, ale jadę tam. Zapakowaliśmy się do suva mojego taty i jedziemy do Calpiatto. Na nagminne pytania wujka Giovanniego i Petrucia odnośnie tego, gdzie mnie posyłają, odpowiadali, że do renomowanej szkoły dla dzieci szczególnie uzdolnionych. Zabronili mi wspominać komukolwiek o tym, gdzie tak naprawdę będę się uczyć. Mam ze sobą podstawowe przyrządy i książki potrzebne do nauki tam. Kupili mi też różdżkę! To coś niesamowitego! Że niby za pomocą tego patyka będę mogła czarować!
Szkoła wygląda tak pięknie, kiedy docieramy tam z rodzicami w późnych godzinach popołudniowych. Oni nic nie widzą, ale ja wiem, że ona tam jest. Oni mówią, że widzą tylko jakieś ruiny, ale ja widzę, jak w moim kierunku stąpa nieznany mi mężczyzna, który mówi, że zaprowadzi mnie dalej. W taki właśnie sposób, wkraczam do nowego świata.

grudzień 2011r.
Rozłąka z rodzicami była okropna. Nie mogę sobie tego wyobrazić, że po nowym roku, znów muszę wrócić do Calpiatto i nie będę ich widzieć przez tak długi czas. Listy nie wystarczą. Dopiero teraz, kiedy tu wróciłam, widzę jak mocno schudła mama. Widzę fioletowe sińce pod oczami taty. Nie pytają, jak w szkole. Mama zadaje to pytanie, dopiero późnym wieczorem, kiedy tata już zasnął, a ona przyszła do mnie do pokoju. Tatuś chyba nadal nie jest zadowolony ze szkoły, do której chodzę.

październik 2013r.
Opowiadam mamie w liście o przedmiotach, których się uczę. Piszę jej o nowych znajomościach, które zawieram. Wszyscy nie mogą się doczekać lekcji magicznego gotowania, a dla mnie są one po prostu nudne. Wolę uczyć się transmutacji i starożytnych run! To jest o wiele ciekawsze! Przemienianie jednej rzeczy w drugą? Łał!

lipiec 2014r.
Nie ruszam się z domu. Cieszę się obecnością mamy. Wiem, że tata poświęca nam tyle czasu ile może, ale podobnież w pracy ma nowe obowiązki. Odrabiam prace wakacyjne, bo nie chcę, aby moje stopnie się pogorszyły. Wieczorami leżę w ogrodzie na trawie i słucham wuja Giovanniego. Muszę mocno się wysilić, aby wymyślić ciekawe historie, które nie zdradzą od razu tego, do jakiej szkoły chodzę. Chyba mi wierzy... Przez te kilka lat nauczyłam się dobrze kłamać. Jedyne czego wujo nie może zrozumieć, to czemu nie mam komórki w szkole. Nie mogę mu powiedzieć, że w obecności magii tak dużej jak tam, urządzenia mugolskie po prostu przestają działać.

luty 2015r.
Nie jestem głupia i nie jestem już dzieckiem. Widzę po listach mamy, że dzieje się coś złego. Tata podobnież w coś mocnego się zaangażował, ale oczywiście traktują mnie jak gówniarza, któremu nic nie powinno się mówić. Gdy byłam w domu na święta, słyszałam jak się kłócą. Wiem, że coś się dzieje. I nic dobrego z tego nie wyjdzie.

...

2 styczeń 2017r.
Dwa dni po świętach. Dwa jebane dni. Wuj Giovanni wpadł do nas do domu i zastał tylko mnie i matkę. Chyba się tego spodziewał. Powiedział, że musimy uciekać. Szybko. Nie ma czasu na wyjaśnienia. Dowiemy się wszystkiego w samolocie, który już na nas czekał na lotnisku. Wszystko zorganizował. Mamy zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nic nie rozumiem. Mama szlocha, ale posłusznie pakuje walizki. Wuj pomaga mi z moimi rzeczami do szkoły i nawet nie zadaje pytań o ich pochodzenie! Czyżby już wiedział? Pytam o tatę. Gdzie on jest. Co się stało? Dlaczego właściwie nie ma go z nami. Wuj patrzy tylko na mnie wzrokiem bez wyrazu i mówi, że tata już nie wróci... Nie żyje...

20 stycznia 2017r.
Nie wiem jakim cudem, ale przyszła dzisiaj do mnie sowa z Calpiatto. Napisali z zapytaniem, czemu tak właściwie nie wróciłam do szkoły po przerwie świątecznej. W zasadzie, to napisali to do mojej matki, ale ona nie przeczytałaby tego teraz. Odpisałam im i wysłałam odpowiedź tą samą sową. Opisałam mniej więcej, jak razem z mamą musiałyśmy nagle uciekać. Mówiłam, że przebywamy na wyspach, ale nie wspominałam konkretnie gdzie. Zapytałam w imieniu mojej matki, czy w Wielkiej Brytanii jest jakaś szkoła dla czarodziejów, gdzie mogłabym kontynuować naukę. Bo do Calpiatto już raczej nie wrócę.

luty 2017r.
Mama jest otępiała. Nie wiem, co się z nią dzieje. Wiem tyle, że nie nazywam się już Borsellino. Mam nowe dokumenty, znana jestem pod nazwiskiem Valenti. Wuj Giovanni wszystko załatwił.
Mieszkanie w Londynie nie jest tak interesujące jak w Palermo. Ale musimy się ukrywać. Ojciec miał dużo wrogów, którzy szukają nas. W Londynie mamy być bezpieczne. Tutaj mają nie dotrzeć. Wuj próbuje zaopiekować się mamą, ale nie idzie mu to najlepiej. Ona w ogóle nie wie co się dzieje. Patrzy tępo w ścianę i gładzi kapelusz mojego taty. I tak przez cały dzień.

22 marzec 2017r.
Zapisano mnie do szkoły dla czarodziei z Wielkiej Brytanii. Nazywa się Hogwart. Pod żadnym pozorem mam nie mówić o tym, skąd pochodzę, co mnie sprowadza do Londynu i czemu dołączam pod koniec roku szkolnego. Nikt nie może wiedzieć. NIKT!

1 kwiecień 2017r.
Widzę krzywe spojrzenia na swoich plecach. Czuję, jak dziwnie traktują mnie ludzie. Zdarzało mi się zauważyć, jak wytykają mnie palcami. Miało być lepiej... Hogwart... I co dalej?


Rodzina


★ Vivien Borsellino - ukochana matka. Chociaż czy i w tej chwili tak jest, to nie jest pewne. Silvia ma żal do matki, że nie uchroniła ojca przed śmiercią i nie powiedziała jej prawdy o jego życiu. Mugolka, która nigdy nie miała żadnej styczności z magią i nawet w nią nie wierzyła, dopóki z córką nie zaczęło się dziać coś dziwnego. W chwili obecnej razem  Silvią ukrywają się w Londynie pod nazwiskiem Valenti. Nikt tutaj nie zna ich prawdziwego pochodzenia i prawdziwego celu ich wizyty na wyspach.

★ Lorenzo Borsellino - ojciec, starszy o kilka lat od Vivien. Przystąpił do Cosa Nostry, kiedy miał 24 lata. Zginął z ręki jednego z członków Mafii w wieku 41 lat. Kochał swoją córkę i zawsze starał się o nią troszczyć. Dlatego nigdy nie pozwolił swojej żonie, aby powiedziała Silvii o tym, czym naprawdę się zajmuje. Zamordowany za zdradę, chociaż nikt prócz Giovanniego nie wie o co tak naprawdę chodziło. A i Giovanni nie chce o tym nikomu mówić.

★ Giovanni Sorrento - może nie rodzina, ale od najmłodszych lat Silvii był dla niej bardzo bliską osobą. Ona traktowała go jak wujka a on ją jak wnuczkę. Pomógł w ucieczce z Sycylii Vivien i Silvii i to on ostrzegł je przed zagrożeniem. Również jeden z członków Cosa Nostry. W chwili obecnej nie wiadomo gdzie mieszka, ani czym się zajmuje. Raz na kilka miesięcy pojawia się nagle w Londynie, aby sprawdzić, czy nic nie zagraża Vivien i Silvii.


Ciekawostki


★ Dopiero, kiedy razem z matką uciekły do Wielkiej Brytanii, Silvia dowiedziała się, że jej ojciec był członkiem Cosa Nostra, czyli Sycylijskiej Mafii.
★ Często zdarza jej się dopowiadać sobie niektóre fragmenty zdania po Włosku. Dodatkowo, kiedy chce coś przemyśleć, zdarza jej się mówić na głos własne myśli. Wtedy zawsze mówi po Włosku.
★ Tak naprawdę ma na nazwisko Borsellino, ale nigdy się do tego nie przyzna przed nikim. Po kilku latach nauczyła się reagować na swoje nowe nazwisko, jakby nigdy innego nie posiadała.
★ Dopiero w Hogwarcie zaczęła latać na miotle. Spodobało jej się to. Nie wyklucza powiązania swojej przyszłości z quidditchem właśnie.
★ Jej ulubionym przedmiotem szkolnym jest transmutacja i starożytne runy. Poświęca na te dwa przedmioty bardzo dużo czasu.
★ Zna płynnie Hiszpański i Włoski. Bardzo dobrze zna język Angielski, ale ma świadomość tego, że niekiedy nie zna niektórych słów.
★ Boi się zaufać ludziom, bo zawsze uważa, że to ktoś pod przykrywką.
★ Węże są straszne. Cholernie się ich boi i nie jest w stanie normalnie myśleć, kiedy jakiegoś widzi. Ogarnia ją wtedy cholerna panika.
★ Tęskni za typowo Włoskim jedzeniem. Brakuje jej owoców morza i różnego typu past.
★ Posiada sowę imieniem Romo i to tyle jeśli chodzi o jej przyjaźń ze zwierzętami.
★ Ma dwie lewe ręce do gotowania, co jest ciekawe zważywszy na fakt, że w Calpiatto jednym z najważniejszych przedmiotów było magiczne gotowanie.


Ostatnio zmieniony przez Silvia Valenti dnia Sro Lis 14 2018, 11:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
C. szczególne : nieodparty urok osobisty i zaraźliwy uśmiech
Galeony : 740
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2225
https://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
https://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
https://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
https://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Silvia Valenti QzgSDG8




Gracz




Silvia Valenti Empty


PisanieSilvia Valenti Empty Re: Silvia Valenti  Silvia Valenti EmptySro Cze 27 2018, 23:47;



HUFFLEPUFF!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



stwórz pocztę
załóż relacje
zacznij grę




Życzymy

miłej gry!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Silvia Valenti

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Silvia Valenti QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniów i studentow
-