Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Kamienny most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość


Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2483
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Administrator




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptySro 19 Cze 2013 - 18:05;

First topic message reminder :




Zewnętrzny most na pierwszy piętrze stanowi proste przejście między wielkimi schodami, a pierwszym piętrem skrzydła zachodniego. Ponadto miejsce to idealnie nadaje się na podziwianie okolicznych widoków i krótki odpoczynek między zajęciami.

Uwaga! Możesz rzucić kostką wyłącznie jeden raz! W każdym następnym wątku, który tu rozpoczniesz, kości oraz płynące z nich straty/korzyści już Ci nie przysługują!

Spoiler:
1 - Niezależnie od tego, czy pogoda dopisuje, czy też i nie, w pewnym momencie źle postawiłeś własną stopę, wyjątkowo boleśnie ją wyginając. Po dłuższych oględzinach okazuje się, że skręciłeś kostkę. Jeżeli punkty w kuferku Ci na to pozwalają, możesz udzielić sobie sam pomocy. Jeśli nie to poproś o pomoc osobę, która potrafi ewentualnie napisz post na minimum 2000 znaków w skrzydle szpitalnym, gdzie otrzymujesz pomoc od pielęgniarki.

2 - Przechodzisz spokojnie przez kamienny most, kiedy to promienie słońca powodują, że zauważasz umiejscowione gdzieś w pobliżu barier monety. Zaciekawiony do nich podchodzisz... Rzuć jeszcze raz kostką! Ilość oczek pomnożona przez dwanaście, którą udało Ci się zdobyć. Odnotuj zysk w odpowiednim temacie.

3 - Dostrzegasz toczącą się po kamiennej posadzce kulkę papieru. Jeśli ją podniesiesz, okaże się, że jest to czyjaś praca domowa! Może się okazać przydatna. Rzuć kostką jeszcze raz: parzysta - zapiski dotyczyły opieki nad magicznymi stworzeniami. Wczytując się dowiadujesz się czegoś nowego o korniczakach i tym samym zyskujesz 1 pkt do ONMS. nieparzysta - były to notatki tak nieczytelne, że nie byłeś w stanie z nich w żaden sposób skorzystać.

4 - Akurat gdy znajdowałeś się na moście, nad Tobą przelatywały sowy. Rzuć kostką jeszcze raz: parzysta - jedna z nich posiadała przy nodze pakunek zbyt luźno przywiązany i niestety, a może stety odwiązał się on i upadł tuż pod twoje nogi. Możesz stać się posiadaczem magicznego dziennika - jeśli zatrzymasz przedmiot, upomnij się o niego w odpowiednim temacie; nieparzysta - niestety jedyne, co spada z nieba, to ptasia kupa... W dodatku prosto na twoje ramię! Lepiej szybko się wyczyść, zanim ktoś zobaczy!

5 -  Kilkoro uczniów chyba urządziło sobie wyścigi. Jeden z nich przypadkiem wpadł prosto w Ciebie. Dźwiękowi gwałtownego uderzenia towarzyszy charakterystyczny brzęk, z jakim galeony z twojej kieszeni wypadły na kamienną podłogę. Kiedy odwracasz się, by sprawdzić, gdzie się one znajdują, widzisz jak moneta turla się ku krawędzi... I spada z mostu. Odnotuj stratę 30 galeonów w odpowiednim temacie.

6 - Wiejący wiatr ewidentnie nie działa na Twoją korzyść. Szarpie za włosy, powoduje, że mróz przenika do Twoich kości, niezależnie od pogody, co wydaje się być wyjątkowo dziwnym zjawiskiem. Rzuć jeszcze raz kostką: nieparzysta - na szczęście zakończyło się tylko i wyłącznie na nieprzyjemnym odczuciu chłodu oraz śmiesznej fryzurze; parzysta - niestety, ale tego dnia zachorowałeś na Lebetiusa. W ciągu następnych dni będziesz zmagał się z uporczywym katarem oraz kichaniem, przy którym z Twoich uszu wydobędzie się biała para. Możesz udać się do skrzydła szpitalnego lub zakupić na własną rękę eliksir pieprzowy, który postawi Cię na nogi.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptyWto 23 Cze 2020 - 23:12;

Życie miało się jedno i należało przeżyć je tak, jak się chciało. On zaś nie lubił i nie zamierzał się zatrzymywać, nie potrzebował tego, nie szukał na siłę czegoś, co po prostu by go więziło. Nie potrzebował zazdrości, nie potrzebował scen, które jedynie by go podjudzały i zapewne budziłyby w nim te najgorsze cechy, jakich nabrał obserwując pewnego złamanego kutasa, który śmiał twierdzić, iż jest jego ojcem. Był nikim, z tego Max w pełni zdawał sobie sprawę, tak samo jak z tego, że to właśnie dzięki niemu nabrał pewnych cech, jakie, cóż tu dużo mówić, powszechnie uchodziły za kurewsko nieodpowiednie. Ale chuja go to właściwie obchodziło i jeśli ktoś nie umiał zawczasu odczytać jego zachowania, jego intencji, to Brewer nie mógł już odpowiadać za to, w jakie gówno się wpadało. W końcu nie składał nigdy żadnej obietnicy, nie mówił nic wprost, nie wypowiadał się na temat związków, miłości, czy czegoś potrzebnego, był również zapewne ostatnią osobą, która o kogoś by walczyła. Istniała pewna maksyma, która, o dziwo, całkiem nieźle tutaj pasowała - wychodził z założenia, że jeśli ktoś kochał, to nawet puszczony wolno, powróciłby. Może nie dokładnie tak, może to była jedynie przenośnia do tego, jak odnosił się do innych osób, ale generalnie skupiało się to wokół myśli, która sprowadzała się do tego, iż innych nie należało przetrzymywać na siłę u swego boku. Jeśli zechcą, to sami do niego powrócą, po to, czego sami zechcą. Takie podejście do życia naprawdę wiele mu ułatwiało, a jednocześnie, pozwalało na to, by w pełni czuł się sobą i nie poszukiwał jakichś niedorzecznych dróg, które za nic w świecie by mu nie odpowiadały. Nie był również tchórzem, o czym w końcu świadczył chyba dom, do którego przynależał, nic zatem dziwnego, że nie uciekał od tych spojrzeń Nessy, że w ogóle się ich nie bał i po prostu przypatrywał się jej pewnie, nieznacznie unosząc brwi, jakby chciał jej w ten sposób zapytać, czego dokładnie poszukiwała. Bo to, że czegoś potrzebowała, że czegoś jej tutaj brakowało, było dla niego wręcz oczywiste. Prowokacja? Oczekiwanie. Wzajemna chęć zrozumienia, a jednocześnie poczucie, że nie muszą wcale zagłębiać się w temat, by całkiem przyjemnie spędzić czas. Tego akurat był pewien, bo bawił się z nią dobrze, a skoro dziewczyna nie protestowała i nawet brnęła w te jego pojebane niedorzeczności, nie było na co narzekać.
- Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą - odparł na jej słowa, znowu posługując się słowami piosenki artysty, którego nawet, kurwa, dobrze nie znał, a już na pewno nie śpiewał tak radośnie jego twórczości. Widać jednak coś tutaj było innego, dziwnego, coś tutaj było na tyle szalonego, że nie mógł się powstrzymać. Nie odrywał również spojrzenia od dziewczyny i nie przestawał tańczyć, ot, po prostu wciąż wirował, nie zamierzając się zatrzymywać i nie zamierzając się przed niczym powstrzymywać. Miał również w dupie wszystkich tych, którzy przypadkiem by się tutaj zjawili, którzy akurat by na nich weszli, bo jakie to tak naprawdę mialo znaczenie? W jego, kurwa, odczuciu - żadne. - Gdy zwątpienia przyjdzie czas i stracisz wiarę, zgubisz nadzieję, nie zamykaj żadnej z kas. Spróbuj raz jeszcze przeżyć od nowa, każdą chwilę, każdy moment z Twego życia.
Wolny. Tak, tak naprawdę był wolny, czy raczej znajdował się na ostatniej prostej do tego, by zerwać wszystkie więzy, jakie jeszcze go powstrzymywały. Wiedział, że jeśli zda egzamin z uzdrawiania na naprawdę dobrym poziomie, jeśli spełni ostatnie wymagania Rose, jeśli zmieni nazwisko i zgodzi się na wymazanie pamięci swojej rzekomej rodzinie... Będzie w pełni tym, kim chciał być. To zaś, że mu się powiedzie, było dla niego w chwili obecnej właściwie oczywiste, bo zbyt mocno, kurwa, do tego dążył, żeby teraz się poślizgnąć i wypierdolić tak cudownie, że rozwali sobie z tego wszystkiego ryj. Nie, on już właściwie czuł, że jest tam, gdzie być powinien, może jeszcze wahał się w pewnych kwestiach, może jeszcze zastanawiał się, jaki dokładnie być uzdrowicielem, ale wiedział już, że ma swoją własną, pojebaną, ścieżkę. Choć, w przeciwieństwie do Nessy, zapewne nikt go o to nie podejrzewał. W końcu zaliczał się do jednego z tych jebanych lekkoduchów, którzy szli przez życie bez głębszego zastanowienia nad sobą. A ona? Cóż, pewnie wszyscy wiedzieli już dobrze, kim zostanie. Ale czy ona wiedziała?
- W tej podróży, w tej podróży, nie zatrzyma nas już nikt - stwierdził jeszcze i zabrzmiało to wyjątkowo pewnie.

@Nessa M. Lanceley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1460
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2604
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptyNie 28 Cze 2020 - 20:35;

Spełnianie oczekiwań, praca nad sobą, podejmowania ryzyka i godziny poświęcone na naukę lub dopracowywanie własnych umiejętności miały zapewnić jej dobrą przyszłość, podkreślić geniusz jedynego dziecka z głównej linii rodu Lanceleyów, które okazało się dobre w wielu dziedzinach. Ewenement na tle wirtuozów. To wszystko było tym, czego oczekiwali od jej rodzice i czego uczyli ją od małego, co zaakceptowała i do czego w pełni się przyzwyczaiła. Nie miała w zwyczaju narzekać. Była odporna psychicznie, wiele mogła znieść również fizycznie. Jej organizm nie potrzebował wielu godzin snu, odpoczynku. Od małego żyła w ciągłym biegu, ganiania przez ambicję. Tylko czy była w tym wszystkim sobą? Czy naprawdę aż tak przywykła do samotności nie potrzebowała ludzi, co ciągle sobie wmawiała? Nie miała pojęcia. Również nie trzymała ludzi przy sobie na siłę, dawała im swobodę i wolność wyboru, każdy przecież musiał własne życie przeżyć po swojemu tak, aby niczego nie żałować. Gdy już składała obietnice, dotrzymywała słowa. To było dla niej ważne. Czy ludzie wracali? Czasem tak, czasem nie. Bywały przypadki zmienione przez czas tak mocno, że nie byli w stanie odnaleźć więcej wspólnego języka. Wszystko się psuło niczym zamek z piasku targany przez wiatr. Bezpieczniej było samemu. Lepiej było skupić się na tym, co mogła osiągnąć niż na tym, co ani nie wiedziała jak zdobyć, ani tym bardziej przy sobie zatrzymać. Miłość. Przywiązanie. Tematy skomplikowane, trudne. Postrzegane przez ślizgonkę inaczej. Spotykało się jednak czasem takie osoby jak właśnie tańczący z nią gryf – o barwnym, nietuzinkowym usposobieniu. Czy ona kiedyś też taka była, zanim uległa presji i spróbowała tych wszystkich skomplikowanych emocji? Trudno było studentce określić. Lubiła te odwzajemnione przez ciemne tęczówki spojrzenia, były wystarczająco głębokie i tajemnicze, aby nie musiała zastanawiać się nad całą resztą. Chyba chciała po prostu odpocząć, odciąć się przy śpiewnie odpowiadającym Maxie od świata.
- Może jeszcze zadrżą, może jeszcze kiedyś zatańczymy. - odpowiedziała krótko z błyskiem w oczach, pozwalając sobie również na cień uśmiechu. Nawiązania do skrzypiec zawsze były dla niej poniekąd nostalgiczne, wyjątkowe. Ich muzyka była prawdziwym balsamem dla duszy i nic nie dawało jej takiej ulgi, takiego poczucia spełnienia, jak dzierżenie swojego instrumentu z białego drewna w dłoniach i granic. Bez świadków, bez celu, bez świata dookoła. Muzyka zawsze będzie jej częścią. Zdawał się na los, czy świadomie wybierał wersy? Rudowłosa nie wiedziała. Nie przerywała też ich wspólnego tańca, który miał miejsce już na całym drewnianym moście. O dziwo, nie mylił kroków, momentami nawet przejmował prowadzenie. Walc był naprawdę prostym, ale jakże przyjemnym tańcem. Pokręciła głową z niedowierzaniem na kolejne wersy piosenki, które tym razem wypowiedział, nie kryjąc nawet wkradającego się na usta rozbawienia. To też brzmiało nadzwyczaj dobrze, tylko było trudne do zrealizowania, zwłaszcza że Nessa nie lubiła skupiać się na przeszłości, rozdrapywać starych ran po wbitych w plecy nożach czy rozważać słuszności swoich decyzji. Mleko się już wylało, należało skupić się na chwili obecnej i początku jutro, nic innego nie miało znaczenia. Czy to jego spojrzenie, czy też uścisk dłoni na jej drobnym ciele pozwalało się jej oderwać od zmartwień na dalszą przyszłością, dawało odetchnąć. Jej palce z ramienia zsunęły się nieco wyżej, zahaczając o plecy. Wyglądała, jakby bardzo intensywnie rozmyślała nad wszystkim, co do tej pory powiedział. Słuchała go. Zaskakujące, czy piosenki aż tak oddawały stan jego umysłu, tego, co działo się wewnątrz jego duszy?
Zazdrościła mu bycia lekkoduchem, ona tak nie umiała, nie nauczyła się pomimo starań. Nie miała pojęcia o jego życiu i perypetiach, o nim samym. Wiedziała tylko, jak się przedstawiał, z którego roku był i domu, że był dobry z wróżbiarstwa i wyróżniał się podczas zajęć uzdrawiania, bo jako prefekt miała paskudny zwyczaj obserwowania innych uczniów.

- Dobrze. Zobaczymy, dokąd zaprowadzi nas ta droga, Max. - zgodziła się głupio, mimowolnie, jakby pchana impulsem oraz tym, co wynikało z trwającego momentu. Nie miała przecież pewności, czy jeszcze go kiedyś spotka. No, chyba że wróci do szkoły i będzie go uczyła, ale wtedy ich relacja daleka będzie od tego frywolnego walca, niesionego nadchodzącym zachodem słońca. - Wiesz, ciężko mi znaleźć dobre słowa na Twoje głębokie przemyślenia. Śpiewne przemyślenia.
Zauważyła jeszcze, chcąc utwierdzić go w przekonaniu, że słucha i je docenia. Trudno było jednak odpowiedzieć, bo zawierał w wypowiadanych sentencjach wszystko. Ruchem głowy zgarnęła rude fale na plecy, wzbudzone ciągłym ruchem i kołyszące się dookoła jej ramion, ciągnące już za pas.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptyPon 29 Cze 2020 - 23:24;

Można było spokojnie powiedzieć, że Max był również bardzo odporny, że niewiele rzeczy robiło na nim wrażenie, jednakże trudno, by było inaczej, skoro całe jego życie opierało się właściwie na kłótniach, wyzwiskach, przypominaniu mu, że nie jest normalny oraz świadomości, że kiedy odejdzie od jebanej rodziny, zostanie tak naprawdę sam. On nie miał rodziców, którzy oczekiwaliby od niego niesamowitych wyników, choć oczywiście, macocha starała się go dopingować, ale nawet ona nie była w stanie pojąć tych wszystkich zawiłości i tajemnic, jakie przywoził do domu po roku szkolnym. Nie znajdował nikogo, kto by go tak naprawdę rozumiał, nie mógł powiedzieć, że zrobił postępy we wróżbiarstwie, bo nie dość, że zostałby wykpiony, to jeszcze z całą pewnością skończyłby znowu w psychiatryku, żeby go tam ustawili do pionu. Poczucie lekkości, jakie zaczęło mu towarzyszyć, gdy wyrwał się tutaj, gdzie mógł być sobą, gdzie mógł dorastać zdala od tego całego pierdolnika, wszystko zmieniło i spowdowoało, że stał się tym, kim się stał. Jego lekkość była czymś, czym spokojnie można było się zarazić, co wciągało, a on po prostu brał, co dostawał i pozwalał sobie na ten taniec, na to szaleństwo, na tę wędrówkę, która nie miała żadnego logicznego celu, a jednak była, bo sprawiała mu jebaną przyjemność. Nie potrzebował wielkich słów i zapewnień, bo na chuj one były? Czy jego własny ojciec nie powiedział, że żeniąc się z jego matką wierzył, że ta przestanie być czarownicą, a ich dzieci będą normalne? Pierdolenie.
- Zatańczyć jeszcze raz, poczuć tamten smak - mruknął, jakby składając obietnicę, choć oczywiście, to mogły być jedynie słowa, którymi się teraz z nią droczył. Pozwalał na to, by niosła ich chwila i nie skupiał się na niczym, nie szukał przyszłości, bo to ona sama znajdowała go, kiedy tylko, kurwa, chciała, więc nie musiał wyciągać do niej rąk. Ten walc niósł go i Nessę, chociaż nie wiedzieli gdzie, ale odnosił wrażenie, że to nie mialo dla nich znaczenia, po prostu pędzili przed siebie w odpowiednim rytmie, nie zważając na to, co ich otaczało i w dupie mając to, że ktoś może ich zobaczyć, pomyśleć, że do końca im odpierdoliło, czy coś podobnego. Jakie to miało tak naprawdę znaczenie? Gdyby się nad tym zastanowić, gdyby nad tym usiąść, to prędko dałoby się dojść do wniosku, ze żadne, w końcu, ostatecznie, to my sami decydowaliśmy o swoim życiu, nadawaliśmy mu smak, ostrość, wybieraliśmy drogi i nikt nie miał prawa się w nie wpierdalać. Niektóre więzy trzeba było rozciąć, by móc sięgnąć po coś więcej, by móc znaleźć coś jeszcze, niektóre rzeczy należało zostawić za sobą, by do nich nie wracać, po prostu płynąć i płynąć, i mieć gdzieś to, co interesowało innych. Max nie zamierzał przejmować się światem, skoro ten nie interesował się nim. Czyż to nie było cudowne? Nie było słodkie?
- Od lat ja o tym wiem, że każdy ma swoją drogę i ty też jedną z nich musisz iść, nie możesz zboczyć - odpowiedział jej na to, może nieco filozoficznie, ale może trafiał w sedno, zupełnie o tym nie wiedząc. Patrzył na nią z lekkim, nieco kpiarskim uśmiechem, a jego ciemne oczy zdawały się śmiać, aczkolwiek niewątpliwie czaiło się w nich coś więcej, coś, czego nie dało się tak łatwo przejrzeć. Każdy miał swoje małe tajemnice, każdy coś ukrywał przed światem, przed czymś uciekał, nie chciał, by to miało wpływ na innych. Więc, Nesso, wiedziałaś, co się kryje za tym wejrzeniem? - A minuty wciąż płyną, myśli ciążą bardziej niż wczorajsze wino - dodał jeszcze cicho, a na jego ustach pojawił się uśmiech, gdy nieznacznie się ku niej nachylił, ale bardziej po to, by po prostu mogła lepiej go usłyszeć, niż w jakimś innym celu. To była przyjemna, elektryzująca gra i to mu w tym odpowiadało.

@Nessa M. Lanceley

______________________


Whether I'm satisfied, or lost in my woes,
I will always feel happiness within.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1460
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2604
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptyWto 7 Lip 2020 - 21:52;

Ich dzieciństwo i okres dojrzewania różnił się znacząco, co pewnie miało kluczowy wpływ na ich sposób bycia, co było jeszcze dziwniejsze, gdy wypowiadane przez niego słowa tak ich upodabniały. Ona była jedynym dzieckiem, przyszłą głową rodu i nadzieją, że Lanceleyowie nie upadną... Szkoda tylko, że nie spełniała oczekiwań rodziców i nie skupiła się tylko na nauce, bo chyba wyrosła na nazbyt ambitną i ciekawą czarownicę, do czego poniekąd sami doprowadzili, wymagając od niej wiedzy na każdy temat i doskonałych ocen, zaangażowania. To wszystko zabiło w niej wiele rzeczy, które mogły się przydać w dorosłym życiu. Skupiły ją na praktyce i osiągnięciach, a nie lekcjach na temat życia towarzyskiego i na temat relacji, które zwykle kończyły się zdradą i nożem w plecy, brakiem zrozumienia. Na szczęście nie rozpamiętywała, nie była słaba i po prostu mknęła dalej przed siebie. Max natomiast musiał być dobry we wróżbiarstwie, skoro nawet ona o tym słyszała i gdyby tylko wiedziała, że nikt go za to nie pochwalił – zrobiłaby to bez mrugnięcia okiem. Uważałam, że zasłużone, ciepłe słowa były ważne w życiu. Tak z nią tańczył. Miał błyszczące oczy i uśmiech, trzymał dość pewnie i mocno jej drobne, chude ciało. Był niezwykle lekki, jakby pozbawiony kajdan i łańcuchów, które nosił praktycznie każdy w tej szkole. Nie domyślała się, nie przypuszczałaby, przez co przeszedł lub przechodził. Nessa jednak nie była też dobra w ludzi.
- Walc z Tobą to czysta przyjemność, warto zapamiętać i jeszcze lepiej powtórzyć.
Odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, bezceremonialnie i pozbawiona skrępowania, dziewczęcej nieśmiałości. Przyjemna odskocznia w akompaniamencie skrzypiącego drewna i szumu wiatru, odcięcie się od wszystkiego. Zamknięcie w tym jednym geście splecionych poniekąd w uścisku ciał. Oddech, przyjemny dreszcz. Kto podejrzewałby prefekta naczelnego o tak dziecięce zachowanie? A jednak, kąciki ust ciągle próbowały drgać jej do góry, przywołując uśmiech. Gdyby tylko jego spojrzenie umiało mówić, gdyby czytała w myślach – dawno z nikim nie zgodziła się w tak wielu kwestiach. Szkoda tylko, że dotarło to do niej tak cholernie późno.
- Tylko która z dróg jest właściwa? Przypominają rzekę, nurt się zmienia z każdym krokiem. Myślisz, że już wiesz, a tu nagle pojawia się nowa możliwość. Światełko na linii horyzontu, którego nie widziałeś wcześniej. - westchnęła cicho, odrobinę może nazbyt filozoficznie, ale ktoś, kto mówi piosenkami, powinien ten przekaz zrozumieć. Też nie mówił prosto, chociaż ładnie. Czasem takie rozmowy były znacznie cenniejsze niż te przeciętne i krótkie, pełne uśmiechu i prostoty. Czasem człowiek musiał zajrzeć głębiej. Rozchyliła delikatnie usta w zamyśleniu, tonąc w ciemnych oczach i szukając w nich tego ukrytego przed światem blasku. Sensu, jego drogi. Był jednak dobry w ukrywaniu tego lub ona zbyt słaba w czytaniu. Patrzył wyzywająco, jednak nie negatywnie. Dziwnie. Jakby był znacznie starszy i mądrzejszy od niej w tej krótkiej chwili, porażająco. Zacisnęła usta, dopiero gdy się przybliżył ze swoim szeptem, pozwolił obserwować swoją twarz z innej perspektywy. Wydał z siebie rozbawione mruknięcie, kręcąc delikatnie głową. Wspięła się na palce, opierając swoje czoło o jego i pozwalając, aby oddech rozbił się o jego usta, przymknęła oczy. Nie zamierzała go całować, nie zamierzała łamać tych centymetrów, które ich dzieliły. Muru. Pachniał tajemnicą, porankiem, świeżością. Czy to tacy ludzie mieli zdominować świat?
- Bo wino trzeba umieć pić, żeby nie ciążyło. Niedoceniany trunek, zepchnięty w kąt na rzecz koniaku, wódki czy whiskey. A te myśli.. Zawsze można spróbować je uciszyć lub się ich pozbyć. To wbrew pozorom proste. - odparła cicho, unosząc powieki i odnajdując jego spojrzenie. Tkwiła tak jeszcze chwile, zanim opadła na całe stopy i spróbowała odnaleźć rytm.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptySro 8 Lip 2020 - 11:02;

Można powiedzieć, w pewnym sensie, że w tym wszystkim Max był również dobrym aktorem. Nauczony, że nie może się skarżyć, pyskować, że ma siedzieć cicho i najlepiej nie istnieć, zdołał zamknąć w sobie dokładnie wszystko, a jego prawdziwe uczucia wylewały się z niego niesamowicie rzadko, by nie powiedzieć, że właściwie nigdy. Najczęściej działo się to pod wpływem silnych bodźców, jakichś ostróg, których nie dostrzegał, czegoś, co było dla niego nieosiągalne. Inną kwestią było to, czy w ogóle chciał to robić, bo całkiem dobrze szło mu taplanie się we własnym, pieprzonym gównie. Właśnie dlatego sprawiał wrażenie człowieka, który czuje się naprawdę lekki, który nie ma żadnych zobowiązań i nic go nie trzyma. Umiał osiągnąć to wszystko, spychając na dno wszystko to, co go męczyło, tak po prostu, ale jednocześnie nawet on miał świadomość, że nie jest to dla niego dobre i pewnego dnia za to odpokutuje. Gdyby zaś z Nessą spotkał się nieco później, gdyby to był kolejny rok szkolny, mogliby na pewno powiedzieć, że pewne łańcuchy zerwał, wiedział już, że po swoich urodzinach zmieni wszystko, że straci przeszłość, by stać się naprawdę wolnym, bo nie potrzebował tego, co go blokowało.
- Jeśli zechcesz, spotkamy się - odpowiedział na to bez problemu, prowadząc ją nadal, choć oboje pewnie wiedzieli, że pewne rzeczy kiedyś mają swój koniec. Chociażby most, po którym cały czas się poruszali. Byli już naprawdę blisko jego skraju, kiedy dziewczyna zaczęła wypowiadać kolejne słowa, a później oparła się o niego czołem i choć była tak blisko, Max miał poczucie, że nie powinien robić żadnego więcej kroku, ani trochę, aczkolwiek było to w chuj kuszące. Podświadomie jednak czuł, że należy się zatrzymać, poczekać, rzucić obietnicą, która być może kiedyś się spełni, pozwolić, by to pozostało pomiędzy nimi, niczym jakiś nabrzmiały od soku owoc, którego jednak nie można dosięgnąć. Bawił się tym w pewien sposób, ale faktycznie, jej obecność i zachowanie sprawiały mu niesamowicie wiele przyjemności. Wbrew wszelkim pozorom, była daleka od tego, by wsunąć ją w ramy jakiegoś szablonu, była wyczuwalnie inna. Z namysłem wykonał jeszcze kilka ruchów, aż w końcu nie mieli się dokąd obrócić, a on cofnął się ostrożnie i skłonił się jej, wciąż jeszcze trzymając ją za dłoń. Spojrzał na nią po chwili w górę, a jego ciemne oczy błyszczały zachętą.
- Nie zawsze szczęście się w życiu ma. Jak czegoś brak, to brak i czas się snuje od dnia do dnia. A bywa też nie raz, nie dwa, że coś zapachnie jak kwiat, przeleci coś, jak nic, jak mgła i niezły już jest świat - powiedział na to, przyglądając się jej uważnie, jakby chciał powiedzieć, że to dokładnie wszystko wyjaśnia i nie ma już się nad czym zastanawiać. Życie nie było wcale takie proste, ale odnosił wrażenie, że Nessa za mocno stara się je analizować, sprawdzać i dociekać. Nie powinna się w to zagłębiać i zapadać, bo po prostu to nie prowadziło do niczego dobrego, było, jakie było i chuj z tym, powinna brać to, co miała, ewentualnie spróbować skoncentrować się na tym, że świat wcale nie jest taki zły. - Byle było tak, że człowiek bardzo chce, byle było tak, że się nie powie "nie", byle było tak - sam jeszcze nie wiem, jak, że chce się bardzo śmiać, po prostu tak - dodał, w formie wyjaśnienia, po czym musnął wargami wierzch jej dłoni, którą faktycznie jeszcze trzymał, a później mrugnął, uśmiechnął się do niej i już go nie było, jakby był jakimś duchem i po prostu rozmył się w powietrzu. Miał wrażenie, że mimo wszystko zostawił jej nieco spraw do przemyślenia, kilka uwag, które powinny zapaść jej w pamięć i to wcale, w jego odczuciu, złe nie było.

z.t

______________________


Whether I'm satisfied, or lost in my woes,
I will always feel happiness within.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1460
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2604
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptySob 11 Lip 2020 - 19:11;

Wszystko minęło szybko. Nie wiedziała, jak długo tak tańczyli w rytm zmyślonej melodii, rozbrzmiewającej tylko w jej głowie, chociaż może Maxa też? Most się skończył, drewno skrzypiało coraz mniej, a oni tkwili chwilę w bezruchu i w ciszy po wypowiedzianych przez nią słowach. Doceniła to, że nie zrobił z tym absolutnie niczego, chociaż otaczające ich wibracje oraz atmosfera mogły pchnąć te relacje w innym kierunku. Nessie podobała się jednak towarzysząca jej aura, niedosyt. To miało stworzyć piękne wspomnienie, jedno z ostatnich w tej szkole, jako uczennica. Gdy uniosła powieki, obdarzyła go nadzwyczaj łagodnym uśmiechem, nie chcąc dłużej kontemplować i się zastanawiać, odepchnęła natrętne szepty z głowy.
- Prawdziwy Gentleman. - skwitowała ukłon i głębokie spojrzenie ciemnych oczu, które jej posłał, nie komentując jednak poprzednich słów o spotkaniu. Lepiej zostawić to tak, jak było. Zaczął jednak wypowiedź, na której skupiła swoją uwagę, nie przerywając mu. Nie drgnęła nawet, pozwalając, by biała sukienka kołysała się leniwie na jej drobnym, ciele. Dreszcz zostawiało chłodne powietrze czy może ten niepokój w ziarnie prawdy tkwiącym w jego wypowiedzi? Miał racje. Chciała za bardzo analizować, nie umiała być już spontaniczna. Dla niej życie było tylko czarne lub białe, proste i niespecjalnie wymagające. - Mhmm... Musi być równowaga jak szczęście to i pech. Nie docenilibyśmy jednego bez drugiego. Masz rację.
Odparła w końcu z westchnięciem, wciąż odwzajemniając posyłane jej spojrzenie. Idealnie oddawał cechy Gryffindora, nie mogła pozbyć się tej myśli. Zacisnęła palce na jego dłoni, co było olbrzymią wylewnością i poniekąd oznaką wdzięczności z jej strony, Może faktycznie źle, że ciągle chciała więcej? Nie wiedziała wystarczająco dużo, nie miała wystarczająco dużych umiejętności muzycznych. Ciągle mało. Pomijając relacje, skupiła się na rozwoju i karierze, ale czy na dłuższą metę, to było dobre? Nie miała pojęcia, a jednak czas spędzony z chłopakiem.
Odprowadziła go wzrokiem, dopóki nie zniknął. Sama przesunęła dłonią po rudym paśmie włosów, zgarniające je za ucho. Nie chciała mówić mu „do widzenia” ani nic, wolała zostawić to tak, jak on – z pięknymi, dającymi do myślenia słowami. Omiotła wzrokiem otoczenie, opierając się o kamienną balustradę i wychylając do przodu, spojrzała przed siebie, spędzając tu jeszcze chwilę.


ZT

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 880
  Liczba postów : 714
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptyWto 8 Wrz 2020 - 23:52;

@Lucas Sinclair
1 września

To był dzień pełen wrażeń, emocji. Chociaż powrót do zamku był w tym roku dla niej wyjątkowo ciężki, to jednak widok znajomych twarzy sprawił, że nie mogła się przestać uśmiechać. Nie wiedziała, ile osób obdarowała całusem w policzek, w ilu ramionach tonęła, chociaż w Wielkiej Sali spędziła tylko kilka minut, wychodząc podczas początkowego etapu uczty. Było tam duszno, jej spojrzenie zbyt często wędrowało do miejsc, gdzie nie powinno. Prawda była taka, że dużo prościej było jej pisać z Lucasem listy, niż spotkać się z nim na żywo. Byli przyjaciółmi, a jednak obawiała się swojej własnej reakcji na nowego Prefekta Slytherinu, którego ostatni raz widziała prawie dwa miesiące temu. I to spotkanie dość często chodziło jej po głowie, podając w wątpliwość wiele rzeczy, którym jednak blondynka nie chciała ulec.
Dopóki było jasno, posiedziała na polanie zamieszkiwanej przez szkolne pegazy, z którymi była zaprzyjaźniona, zwłaszcza z tym, którego poznała również Moe. George ochoczo bawił się z nią piłką, dawał czesać grzywę i iskał ją, gdy tylko dosięgał jej skóry. Zerknęła na chylące się leniwie ku dołowi słońce, barwiące niebo w odcienie różu oraz pomarańczy, zdając sobie sprawę, że powinna wrócić. Nazajutrz mieli pierwsze zajęcia, a ona nawet nie przygotowała torby i nie rozpakowało rzeczy z kufra, poświęcając przedpołudnie na znajomych. Pożegnała się z koniem, przesuwając jeszcze spojrzeniem po lesie dookoła polany, zdając sobie sprawę, że w uszach rozbrzmiał jej smoczy ryk. Ledwo wróciła z rezerwatu, a już tęskniła za nim oraz swoimi obowiązkami. Chociaż była zabiegana, nauczyła się tak wielu rzeczy, narysowała tak wiele szkiców, że gdyby nie wymagali papierka z ukończonych studiów, pewnie nie wróciłaby do Anglii. Uśmiechnęła się z nostalgią pod nosem, przesuwając palcami po zawieszonych na rzemykach smoczym kle oraz łusce, która tworzyły na jej nadgarstku bransoletkę. Przyglądała się z uwagą zamkowi, zbliżając się do kamiennego mostu i nucąc coś pod nosem, uśmiechnęła się, na charakterystyczne skrzypienie pod stopami. Gdy wyprostowała jednak głowę, obdarzając spojrzeniem przestrzeń przed sobą, zamarła w bezruchu, rozchylając na chwilę usta, lustrując wzrokiem znajomą postać. Poczuła, jak przez ciało przebiega jej dreszcz, a przed oczyma tańczą obrazy, które dość długo spychała na bok. Zaraz jednak schowała za sobą ręce, splątując dłonie i zrobiła krok w jego stronę, uśmiechając się promiennie na przywitanie. No tak, po to unikała go cały dzień, żeby teraz wpaść na niego na szkolnym wiadukcie, gdzie nie było żywego ducha. Podmuch wiatru zakołysał sięgającymi ramion włosami oraz spódnicą od mundurka, unosząc na kilka sekund krawat w brawach domu, który nosiła do białej koszuli. Nie przebrała się jeszcze po uczcie.
- Witam, Panie Prefekcie. - kiwnęła głową, zachowując formalny ton głosu, chociaż nie mogła powstrzymać uśmiechu. Zanim zdążył zareagować, przytuliła go dość szybko i cmoknęła w polik na przywitanie, mimowolnie zaciągając się znajomym zapachem skóry oraz perfum, od których zakręciło się jej w głowie. Cofnęła się grzecznie, wciąż trzymając ręce za sobą i podeszła do balustrady, podskakując i siadając na niej wygodnie, przesunęła dłońmi po spódnicy, naciągając materiał na nogi. Częściowo oparła się o kamienną kolumnę, pozwalając sobie na chwilę odwrócić głowę i spojrzeć na malujący się przed oczyma widok, który zapierał w dech w piersiach za każdym razem, gdy tu przychodziła. Widziała go tysiące razy, a jednak cały czas się zmieniał, było inne niebo i inaczej układały się zapalone w oknach światła lub też innymi kolorami mienił się las – zależnie od której strony patrzyła. Drgnęła, zgarniając kołyszący się kosmyk włosów za ucho, nie chcąc zahaczyć o tkwiący w jego płatku kolczyk ze smokiem. - Jak się czujesz w nowej roli? Mam nadzieję, że końcówkę wakacji miałeś wspaniałą i masz dla mnie ciekawe historie.
Częściowo chciała się wycofać i uniknąć rozmowy, która w pewien sposób mogła prowadzić do niezręczności pomiędzy tą dwójką, a z drugiej strony była zwyczajnie ciekawa. Błękitne tęczówki przesuwały się leniwie po jego twarzy – wciąż nieco mocniej opalonej, noszącej ślady pewnej nonszalancji oraz uśmiechu, który tak często zdobił jego usta. Był taki jak zawsze. Tylko właściwie czego innego oczekiwała? Uśmiechnęła się w jego stronę, chociaż bardziej pod nosem, zsuwając dłonie na balustradę i łapiąc za nią palcami, ścisnęła je delikatnie.

______________________



Golden Heart • Pure Mind
(c) Miss Pie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Sinclair

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 183cm
Galeony : 882
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 905
https://www.czarodzieje.org/t18564-lucas-sinclair#529285
https://www.czarodzieje.org/t18598-landryna-lukiego#531203
https://www.czarodzieje.org/t18574-wbijac-do-lucka#529769
https://www.czarodzieje.org/t18566-lucas-sinclair#529292
https://www.czarodzieje.org/t18716-lucas-sinclair-dziennik#53577
Kamienny most - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 EmptySro 9 Wrz 2020 - 12:14;

Po powrocie z Luizjany, spędzając te kilka ostatnich dni sierpnia w rodzinnym domu, niczego tak bardzo nie mógł się doczekać jak spotkania z Argent. Dziewczyny nie widział prawie dwa miesiące i cały ten czas, zgodnie z tym o co go prosiła początkiem lipca, starał się odpoczywać w Nowym Orleanie, aby naładować akumulatory na kolejny rok szkolny. Jednak nie potrafił powstrzymać myśli, które co jakiś czas krążyły wokół blondynki. Zastanawiał się co robi w danej chwili, czy się nie przemęcza, czy dobrze się odżywia... Nie wystarczyło to, że odpisywała mu na listy, zapewniając, że wszystko jest okej, że ten wolontariat to była dobra decyzja. Musiał ją zobaczyć, aby mieć namacalny dowód, że jest cała i zdrowa.
Dlatego, podczas uczty rozpoczęcia roku,  jego szyja wydawała się wylecieć z zawiasów, kiedy lustrował wzrokiem cały stół Krukonów w poszukiwaniu dziewczyny. Dostrzegł ją dopiero, kiedy wstała, wyraźnie wyróżniając się wśród tłumu siedzących przy posiłku. Ścięła włosy, co widział już na jednym ze zdjęć na wizbooku,które wstawiła, ale na żywo wyglądała sto razy piękniej. Zmarszczył brwi, widząc jak kieruje się ku wyjściu i przyszło mu do głowy, aby wstać i ją dogonić, ale ostatecznie nie ruszył się z miejsca. Przypomniał sobie jak cicha była, kiedy wracali z Meksyku następnego dnia, co sprawiło, że nie wiedział jak konkretnie podejść do wydarzeń, które zaszły między nimi. Był pewien jedynie tego, że ich umowa została zerwana, i że zdecydowanie nie są już tylko przyjaciółmi. Nie miał wątpliwości co do tego. Pamiętając również każdą nawet najmniejszą reakcję Alise na jego pieszczoty, wiedział, że ona również zdawała sobie sprawę, że dużo między nimi się zmieniło.
Po skończonej uczcie trzeba było rozpakować się w nowym dormitorium, a było nim tym razem, to w części mieszkalnej Puchonów, ze względu na przymusowy "remont" lochów. Dlatego zupełnie nieprzyzwyczajony do widoku zachodzącego słońca za oknem (którego w swojej ślizgońskiej sypialni po prostu nie miał), postanowił zajść jeszcze do auli wykładowej, aby zabrać notatki, które zostawił tam w czerwcu, przy okazji prezentacji z pierwszej pomocy dla młodszych uczniów. Kto wie, kiedy mu się jeszcze przydadzą. Aby dotrzeć do zachodniego skrzydła budynku musiał przejść przez kamienny most, jednak kiedy zrobił krok na skalnym pomoście, wryło go w ziemię.
Alise.
Zamurowało go, ale tylko przez chwilę i to dokładnie tak samo jak w przypadku osoby, stającej kilkanaście metrów przed nim. Wystarczyło kilka sekund, aby na jego ustach pojawił się charakterystyczny szeroki uśmiech, poprzedzony wspomnieniami z parku, plaży i pensjonatu, które od razu mignęły mu przed oczami. Zrobił kilka kroków w jej kierunku, jednocześnie widząc coraz wyraźniej jej sylwetkę, odzianą w szkolny mundurek. On sam został już tylko w koszuli, nieco poluzowanym krawacie i ciemnych spodniach.
- Witam panią treserke - odparł lekko, przypominając sobie, że słyszał od kogoś o tym, że Alina skończyła kurs. Przez krótką chwilę, kiedy go przytuliła, jego ciało omiótł jakby ciepły wiatr, choć wieczór był dość chłodny, tym bardziej na wiadukcie między budynkami. Zdążył jedynie pochylić się i na moment wtulić twarz w jej szyję, wdychając jej słodki zapach. Wyszczerzył zęby w uśmiechu, kiedy pocałowała go w policzek, chociaż w duchu żałował, że dostał na powitanie tylko tyle. Dopiero kiedy odsunęła się od niego, aby podejść do balustrady, mina mu zrzedła. Odprowadził ją spojrzeniem, marszcząc nieco czoło, po czym ruszył za nią, stając naprzeciw niej.
- Sam nie wiem. Jakoś tego jeszcze nie czuję, wiesz? - odparł po chwili, odpowiadając na jej pytanie. - A co do historii... Oczywiście z Solbergiem musieliśmy miec pare przygód, bo nie bylibyśmy sobą. Ale to nic czym można byłoby się pochwalić. A co z Tobą? Pewnie ciężko było się rozstać ze wszystkimi? - spytał, nie spuszczając z niej wzroku. W przeciwieństwie do Krukonki, on wcale się nie stresował. Jedyne co w tej chwili zajmowało jego głowę to myśl, czy rzeczywiście dziewczyna, która przed nim stoi to Alina. Inaczej wyobrażał sobie ich pierwsze spotkanie, kiedy o nim myślał, leżąc w łóżku późnym wieczorem w swoim domku w pensjonacie. Westchnął cicho, wpatrując się w te lazurowe ślepia i w końcu nie wytrzymał. Zbliżając się,  położył dłonie na jej biodrach i zanim musnął delikatnie jej usta swoimi, ich kącik drgnął w szczerym uśmiechu, zarezerwowanym ostatnio tylko dla niej.
- Nie wierzę, że tu jesteś - odezwał się tuż przy jej uchu, zamykając ją w swoich objęciach, aby na dłużej niż chwilę nacieszyć się jej obecnością. Poczuł wielka ulgę i błogie ciepło, które pochłonęło niemalże jego ciało. Był spokojny. Teraz mógł być spokojny, bo wreszcie miał pewność, że jest bezpieczna i jest obok niego. I w końcu mógł ją przytulić i pocałować. Tak długo na to czekał, że w tej chwili smakowało to lepiej niż najstarsza whisky.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Kamienny most - Page 5 QzgSDG8








Kamienny most - Page 5 Empty


PisanieKamienny most - Page 5 Empty Re: Kamienny most  Kamienny most - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Kamienny most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Kamienny most - Page 5 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-