Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Korytarz na I piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 13 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7785-bell-rodwick#216614
http://dzika-mafia.blog.onet.pl/
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Cze 11 2010, 17:18;

First topic message reminder :



Korytarz na pierwszym piętrze jest chyba najbardziej oświetlony ze wszystkich. Wszystko dzięki ogromnym oknom przez które wpada światło słoneczne, a także jasnym, niemalże żółtym ścianom. Na samym końcu znajdują się spore drzwi wykonane z ciemnego drewna. Prowadzą do Skrzydła Szpitalnego, miejsca przez uczniów dość często, mimo ze niechętnie, odwiedzanego.



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob Wrz 06 2014, 17:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2290
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3511
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPon Gru 18 2017, 13:50;

- To nic, nie przejmuj się - zapewnił ją, doskonale wiedząc jaka panika włączała się człowiekowi w sytuacji, w której nie mógł oddychać. Teraz to atak powodował tę reakcję u dziewczyny, więc cały czas potęgowała doznanie, a jej przerażenie... Mefisto z trudem silił się na spokój, wiedząc, że przynajmniej on nie może dać ponieść się emocjom. Nie rozumiał co się wydarzyło, czemu Lanceley zareagowała tak na zwykłą lekcję magii leczniczej - być może chodziło o coś więcej. Rzecz w tym, że on był nikim, nie znał jej i nie mógł wiedzieć, jakiej pomocy od niego potrzebowała. Mógł tylko starać się zapewnić ją, że będzie obok i zrobi wszystko, aby jej ulżyć. - To nic - powtórzył pewniej, przykładając dłoń do policzka dziewczyny i ocierając jej łzy. Przytrzymał ją tak, nie przerywając kontaktu wzrokowego i oddychając spokojnie, próbując jakoś jej to przekazać. - Nic się nie dzieje, Maili. Wszystko jest w porządku - jestem tu.
Nie zastanawiał się nad tym, jak wiele osób prychnęłoby słysząc z jego ust te słowa. Można było wiele o Noxie powiedzieć, ale miewał swoje momenty - w tej chwili gotów był zagwarantować nieograniczone wsparcie, a z jego oczu zniknął ten charakterystyczny cynizm. Całym sobą informował Puchonkę, że nie musi się denerwować, że nie musi się bać. Czy Mefisto nie wyglądał na osobę, obok której można było czuć się bezpiecznie? I choć bardzo chciałby sobie wmówić, że wciskał to Maili tylko dlatego, że w ten sposób powinno się uspokajać osobę przechodzącą atak paniki, tak doskonale wiedział, że faktycznie chciał jej pomóc.

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maili Lanceley

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 201
  Liczba postów : 236
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15401-maili-o-l-lanceley
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15407-listy-do-m
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15402-maili-o-l-lanceley
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptySro Gru 20 2017, 19:17;

Maili nie mogła mieć pojęcia z kim ma do czynienia. Kiedy do niego zagadała na lekcji nie skojarzyła nawet, że to ten chłopak, ten wilkołak. W tej chwili liczyło się tylko to, że to właśnie on chciał jej pomóc, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Przyjęłaby każdą pomoc, nawet tę oferowaną od swojego największego wroga. Ona tylko pragnęła wziąć chociażby jeden pełen oddech, który napełni jej płuca i sprawi, że jej serce zacznie zwalniać. Nie przypuszczała, że dostanie ataku na zwykłej Magii Leczniczej, ale miały to do siebie, że przychodziły bez zapowiedzi. Dziewczyna nie mogła się do nich przygotować, za każdym razem było inaczej. Inaczej się zaczynały, inaczej kończyły, ale była jedna rzecz, która wszystkie łączyła – przychodziły nagle i równie nagle odchodziły.
Dziewczyna patrzyła na Mefistofelesa. Miała w nosie wszystkie pogłoski na jego temat, nawet fakt, że zazwyczaj był bardzo nieprzyjemny. Nie oceniała ludzi, a o nim bardzo szybko wyrobi sobie własne zdanie – dobre zdanie. Kiedy powiedział, że będzie dobrze, uwierzyła mu. Czuła jego obecność, zaufała mu, że wszystko skończy się dobrze. Przeniosła wzrok z jego oczu na pierś, która równomiernie się unosiła i opadała. Starała się robić dokładnie to samo, w tym samym tempie, ale organizm nie słuchał choć umysł krzyczał, że ma się uspokoić, że to czas na wyrównanie oddechu.
Wdech i wydech powtarzała w myślach, łudząc się, że to się na coś zda. Zamknęła oczy, to był błąd. Pod powiekami od razu zobaczyła swojego starszego brata, który się zbliżał. Nie potrafiła stwierdzić czy to rzeczywistość czy tylko coś w rodzaju snu. Otworzyła oczy, jej wzrok padł na Mefistofelesa, który cały czas przy niej kucał. To on jest prawdziwy.
Skupiła się na tym żeby uświadomić sobie, że jej brata tam nie było, że to tylko iluzja, którą wywołała jedna myśl. Ta myśl była zapalnikiem ataku.
- To nie jest prawdziwe. – powiedziała szeptem z przekonaniem w głosie.
Kiedy tylko dotarło do niej, że ma rację – jej oddech zaczął się normować. Serce zwalniało, a Maili w końcu wzięła głęboki oddech. Zachłysnęła się powietrzem jak przy wynurzeniu z wody, ale to było nic w porównaniu koszmaru, który właśnie przeżyła. Ta cała historia stała się w jej głowie, tak naprawdę była bezpieczna. Jej brat zniknął, a przy niej był chłopak, którego dopiero co poznała imię. Spojrzała na niego nieco zdezorientowanym wzrokiem. Wiedziała, że miała atak, ale nie sądziła, że to właśnie on jej pomoże.
- Przepraszam. – mruknęła.
Już po wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31127
  Liczba postów : 65157
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Specjalny




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Lut 02 2018, 12:09;

@Tom Falk na gwałt potrzebował pracy domowej z historii magii. Był pewien, że jeżeli jeszcze raz oleje sprawę, profesor Morris da mu szlaban, a miał przecież lepsze rzeczy do roboty niż szorowanie nocników w skrzydle szpitalnym, czy sprzątanie w sowiarni. Problem leżał w tym, że jego wiedza o pracy domowej ograniczała się do tego, że jakaś była zadana - nie znał nawet tematu. Dodatkowo, jak na złość, nigdzie nie mógł znaleźć żadnych znajomych, którzy mogliby go w tej sytuacji poratować. Czas pozostały do lekcji kurczył się natomiast nieubłaganie. Głupio byłoby czaić się na kogoś, kto da odpisać zadanie pod drzwiami klasy, ale im później się robiło, tym bardziej rozumiał, że nie ma wyboru. W końcu zdecydował się iść na pierwsze piętro i praktycznie od razu uśmiechnęło się do niego szczęście - z drugiej strony korytarza, zmierzała do klasy dziewczyna w szkarłatnej szacie. Koleżanka Gryfonka powinna się za nim ująć i podzielić pracą domową. Przecież tracenie przez niego punktów nie leżało w interesie ich obojga.

@Lúthien T. Lanceley chyba zupełnie nie przejmowała się tym, że jej ulubiona szkarłatna szata, którą nosiła zamiast mundurka, dezorientowała innych. Kto wie - może nawet ją to bawiła? W każdym  razie, dzięki swojej garderobie miała w tym momencie na głowie chłopaka z Gryffindoru, który sądząc, że i ona jest z domu Godryka, próbował wysępić od niej zadanie domowe.

---------------------------
Zaczyna Tom. Prośby i zażalenia kierujcie do Gemmy.

______________________

Korytarz na I piętrze - Page 13 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Tom Falk

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 164
C. szczególne : Czy to, że jest niskim kurduplem nie wystarsza?! Na nadgarstku ma bliznę po oparzeniu!
Galeony : 653
  Liczba postów : 312
https://www.czarodzieje.org/t8924-tom-falk
https://www.czarodzieje.org/t8933-falk
https://www.czarodzieje.org/t8932-mow-mi-tom
https://www.czarodzieje.org/t8934-kufer-toma#250268
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Lut 02 2018, 14:58;

Nienawidził Historii Magii. Właściwie to cały czas na tych zajęciach przesypiał. Dla niego to tak naprawdę była nauka o niczym konkretnym. Do czego mu się to przyda? Kończył tutaj już naukę. Nie chciał się tego uczyć, nie chciał chodzić na te zajęcia, nie chciał odrabiać pracy domowej. Był jeden problem. Za każdym razem dostawał minusowe punkty i szlaban. Zazwyczaj czyścił kible lub sowiarnie. I to nie jak normalny czarodziej! Jako czarodziej to nawet by mu sprawiło przyjemność, ale nie tym razem. No dobra, nie sprawiłoby, ale machanie różdżka w takich wypadkach jest lepsze niż machanie czymkolwiek innym.
Tak więc siedzenie i rozpaczanie nad tym, że nawet nie wiedział co jest zadane nie było najlepszym sposobem. Nienawidził jojczyć. Przecież to nic mu nie da a tylko zmarnuje swój cenne czas. Postanowił poszukać któregoś ze swoich kolegów. Wątpił by ktokolwiek mu powiedział co jest zadane, ale chciał chociaż zaryzykować. Może ludzie nie są aż tak cholernie tempi. Nie oczekiwał, że ktoś odwali za niego brudną robotę, ale że chociaż ułatwi mu zadanie. Praca na temat zawsze lepsza niż praca kompletnie nie na temat. Zawsze może sobie sam wymyślić temat, ale wiedział czym to się będzie równało. Szlabanem tylko przez dłuższy okres. to tak na zakończenie jego nauki.
W końcu zauważył dziewczynę, która miała odpowiednią szatę. Może trochę inną niż on sam? A może po prostu chciała sobie ją ulepszyć? Za dziewczynami trudno trafić! Nigdy jej nie widział we wspólnym pokoju. Uczył się tutaj tyle lat a nadal nie widział takiej dziewczyny! Zwłaszcza, że brzydka nie była. Może zawsze otaczali ją faceci, którzy przesłaniali ją? A może nigdy tam nie przesiadywała? Lepiej było podejść, a nie rozmyślać dlaczego jej nie widział. Podszedł też do niej i jej wyraz twarzy od razu powiedział mu, że nie otrzyma od niej tego, co chciał.
- mogę oczekiwać od ciebie małej współpracy?- zaczął. Wiedział, że ludzie na korytarzu nie znają na pamięć tematów głupich prac! Co za debilizm.myśl o szlabanie jaki może cię spotkać! rozkazał sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lúthien T. Lanceley

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 174
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t15045-luthien-tari-lanceley#401631
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15083-listy-czarodziejki#401673
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15082-slowik-zaprasza#401644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15058-luthien-tari-lanceley
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Lut 02 2018, 23:26;

Czerwień, najgorętsza ze wszystkich barw. Od pokoleń była uważana za kolor życia i skrajnych uczuć, gorących. Najczęściej kojarzy się ją z miłością i pożądaniem. Z ogromnej ilości symbolizowanych przez nią cech, do najważniejszych należą ekstrawertyzm, odwaga, asertywność, determinacja, przyjazność, ciepło i wrażliwość. Zdecydowanie ostatnie trzy nie opisywały osoby przywdziewającej ten kolor. Przyjazność? Przyjazna była tylko dla nielicznego grona. Reszta była dla niej pionkami które bez większego trudu można było wykorzystać do własnych celów. Ciepło? Nigdy. Wrażliwa? Nie płakała na każdej ckliwej komedii czy czytając książkę. Nawet nieszczęście zwierzęcia nie było w stanie wymusić u niej łzy.
Czym więc dla niej była czerwień? Odpowiedź była tą najprostszą. Był to symbol potęgi, wszechwładzy. Dzięki niemu czuła się silniejsza i bardziej widoczna. Być może również doceniona. Również wyjątkowa. Jako jedyna ubierała się w ten sposób. Reszta zagorzale przestrzegała regulaminu i uparcie trzymała się każdego słowa w nim spisanego. Ona wolała go łamać na swój, dość inny, sposób.
Co więc robiła na tym korytarzu, w dodatku sama? Potrzebowała pomocy którą jedynie szkolna pielęgniarka mogła jej udzielić. Lekcje z Cortezem potrafiły dać w kość. Była zaledwie kilka kroków od masywnych drzwi, gdy nie wiadomo skąd pojawił się obok niej chłopak. Nie znała go więc z pewnością nie był ze Slytherinu. Krukon? Raczej nie. Oni nie prosili o pomoc. Pozostały jej puszki jak i gryfonii. Mrużąc oczy spojrzała na niego. Skoro już ją zatrzymał to chętnie dowie się w jakim celu chodź współpraca nie wchodziła tutaj w rachubę. No chyba, że dla jej własnej korzyści.
- A jakiej to współpracy może oczekiwać...? - Zlustrowała go wzrokiem szukając drobnego elementu po którym rozpoznałaby dom - dość straszy chłopak od ślizgonki? uśmiechnęła się ironicznie spoglądając na chłopaka. Była bardzo ciekawa do czego była mu potrzebna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Tom Falk

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 164
C. szczególne : Czy to, że jest niskim kurduplem nie wystarsza?! Na nadgarstku ma bliznę po oparzeniu!
Galeony : 653
  Liczba postów : 312
https://www.czarodzieje.org/t8924-tom-falk
https://www.czarodzieje.org/t8933-falk
https://www.czarodzieje.org/t8932-mow-mi-tom
https://www.czarodzieje.org/t8934-kufer-toma#250268
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyCzw Lut 15 2018, 20:40;

Tom od lat nosił szatę w tym właśnie kolorze. Nigdy nie patrzył na niego w ten sposób. Co więcej! Uważał, że ten kolor nie pasuje do niego. Kolor czerwony kojarzył mu się z agresywnością, ogniem, złością. Oczywiście złość i agresja pasowała do niego. Ale kolor szaty to zupełnie inna historia. Ale to w końcu był ostatni rok w którym musiał w tym chodzić. Oczywiście jeśli jakimś cudownym sposobem uda mu się zakończyć szkołę. coś u mówiło, że uda się bez większych problemów. Przecież nie będą go trzymać rok by kolejny rok z nim się użerać. Byłoby to dla nich prawdziwą mordęgą. Kolejny rok ciężkiej roboty z nim. Błagania by ruszył dupę i cokolwiek zrobił. Czy to miało jakiś większy cel?
Jej pierwsze słowa go zaskoczyły. była ładna, nie da się tego ukryć, ale nie była aż tak wredna jak on sam ani nie była milutka jak cukiereczek. Tego drugiego chyba by nie zniósł on sam. Nie odpychała go też na starcie mimo, że prawdopodobnie gdzieś się spieszyła. Ale jedno słowo go najbardziej zaskoczyło.
- Od ślizgonki? Ty jesteś ślizgonka?- zapytał lustrując jej struj. Jeśli tak było to dlaczego tak się ubrała. Miała na celu kogoś kłamać, oszukać? Jakoś nie mógł w to uwierzyć. - W sumie to potrzebowałem tematu do pracy z historii magii, ale w takim razie nie ważne. Pieprzyć to- powiedział wzruszając obojętnie ramionami. Nie spodziewał się,ze spotka na swojej drodze ślizgonkę, która z pewnością nie odpowie na jego pytania i mu nie pomoże w żaden sposób. A szkoda. Czy to znaczyło, że z tą pracą był w czarnej dupie? O nie! On tak łatwo się nie podda. Może jego bliscy nie żyli, ale nie podda się! Zdobędzie to chociażby siła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2290
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3511
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Kwi 13 2018, 09:36;

Jedno trzeba było przyznać - pannie Blanc z pewnością się nie nudziło. W ogromnej szkole, w której co i rusz powietrze przecinały mniej lub bardziej bezpieczne zaklęcia, nie było ciężko o jakiś wypadek. Tutaj wszystko było czarodziejskie, zatem jedni wpadali do Skrzydła Szpitalnego zatruci krwotoczkami truskawkowymi, innych kostka bolała od zapadniętego schodka, a jeszcze niektórzy zgłaszali się z poparzeniami trzeciego stopnia i pomiażdżonymi kośćmi - a przynajmniej w takim stanie był Mefistofeles, gdy poprzedniego dnia w końcu dotarł na pielęgniarki. Prawdę mówiąc, niewiele pamiętał z jej drobnego wywiadu; wyjątkowo nie było po co ściemniać, bo przecież tragedia odbyła się podczas niewinnego pojedynku uczniowskiego. Ślizgon coś tak czuł, że Blanc mu nie uwierzy... na szczęście nie dociekała jakoś tragicznie, akceptując wyjaśnienia dotyczące zakłóceń magicznych. Ciężko było domyślić się, czy rzeczywiście kupiła Mefistofelesową wymówkę - ile razy przychodził do niej pocięty, poparzony, pogryziony, pobity? Ile razy uciekał wzrokiem i ze zmęczeniem w głosie rzucał ciche „proszę nie pytać”?
Tak czy inaczej, pomoc uzyskał. Nawet szkolna pielęgniarka miała problemy ze szwankującą magią, zatem musiała posiłkować się zaklęciami pośrednimi i eliksirami, o których zepsucie było ciężej. Nox otrzymał surowe przykazanie zostania w Skrzydle Szpitalnym na noc, a ponieważ zupełnie nie potrafił odmawiać Blanc, to po prostu jej grzecznie przytaknął. Na białym, sterylnie czystym łóżku, spało się fenomenalnie - wieczorna herbata z eliksirem Słodkiego Snu robiła swoje. Mefisto chętnie wylegiwał się w pościeli, co jakiś czas sprawdzając, czy powolutku leczone żebra dalej bolą; ku jego uciesze, tak właśnie było. Nie martwił się o nos, który naprawiony został błyskawicznie, ani o jeszcze delikatną strukturę żeber. Większy problem był z dłonią, przy której leczeniu prawie zemdlał - dodatkowo martwił się o tatuaż...
Nic strasznego się w nocy nie przydarzyło, a uśpiony eliksirem Mefisto nie miał nawet okazji na poukładanie sobie w głowie zajść z pojedynku. Dalej pochłaniał go chaos płomiennej klatki, dalej z tyłu głowy echem odbijało się chrupnięcie towarzyszące tępemu uderzeniu o posadzkę. Może i był zmęczony, ale nie żałował ani odrobinę - przyjemny dreszcz ekscytacji zapewnił go w przekonaniu, że chętnie by tamte tortury powtórzył. Martwił go jedynie stan psychiczny Liama. I choć obiecał sobie, że po tamtej cholernej pełni da mu czas, to teraz zamierzał pójść prosto pod Pokój Wspólny Hufflepuffu. Wychodząc ze Skrzydła Szpitalnego rozważał jeszcze, czy może nie poprosić o Neirina i to jego nie spytać o samopoczucie Liama; wydawało mu się to jednak dziecinne i głupie. Lewą dłoń miał szczelnie owiniętą bandażem, podobnie było z klatką piersiową - biały materiał odznaczał się subtelnie pod niedbale zapiętą koszulą, prowizorycznie wyczyszczoną i doprowadzoną do względnego porządku. Na twarzy nie pozostał już żaden ślad po połamanym nosie, a zielone tęczówki odzyskały swoją charakterystyczną beznamiętność. Szedł powoli, przy każdym oddechu i ruchu czując drobny dyskomfort w klatce piersiowej; prawdziwy kłopot pojawił się w momencie, w którym różdżka Ślizgona wysunęła się z kieszeni torby i stuknęła o podłogę.
Miał się, przepraszam, schylić?
Patyk potoczył się za zakręt korytarza, a Mefisto - klnąc w myślach niemiłosiernie - podążył za nim. Planował przykucnąć, a jednak zamiast tego po prostu runął na posadzkę, uderzając w nią mocno kolanem i tracąc na chwilę oddech. Los chciał, żeby wylądował (poniekąd znowu twarzą w dół) widowiskowo, tuż przed @Liam A. Rivai.

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Kwi 13 2018, 10:40;

Zginąłby bez przyjaciół.
Wczorajszy dzień był z pewnością najgorszym doświadczeniem w całym jego życiu, zgarniając ten „chwalebny” tytuł sprzed nosa nawet takiej perle, jak pamiętna pełnia sprzed kilku dni. Po niej miał ochotę gryźć się po rękach za wszystkie nierealne wizje i koszmary, które atakowały go ilekroć gwiazdy zapalały się na ciemnym, wiosennym niebie. Z tamtą traumą radził sobie całkiem nieźle. Uwaga kolegów i ich zaangażowanie sprawiało, że z każdą następną dobą, Liam wydawał się coraz bardziej spokojny. Odwracali jego myśli własnymi uwagami, nie wahali się przed zgarnięciem go do siebie czy umówieniem się na zwykłe wyjście do Hogsmaede w ramach rozweselenia. Niestety teraz był przybity na zupełnie innym poziomie.
Nieważne czy było ciemno czy jasno, czy siedział w pokoju czy przechadzał się na zewnątrz, czy widział księżyc czy też był schowany za chmurami… uważał, że nie byłoby żadnej różnicy, a płonące poczucie winy wypalałoby go od środka z równą intensywnością. Czuł ciężar. Odpowiadał na krzywdę drugiego człowieka… gdyby szkoła dowiedziała się z jakim rozmachem i nierozwagą używał zaklęć, łamiąc przy tym zasady pojedynku, mógłby spokojnie zostać zawieszony w prawach ucznia. Nie o siebie się jednak martwił…. poniekąd cholernie chciał dla siebie jakiejś kary.
Z samego rana wybył pędem z dormitorium, przez stres i zatonięcie we własnych myślach, krzywo wiążąc sobie krawat w biegu. Chociaż fizycznie koledzy umożliwili mu odpłynięcie w spokojny sen, nawet wyspany wciąż czuł się okropnie i blada cera z wymalowanym zmartwieniem trzymała się go uparcie, jakby ktoś dobił ją do twarzy Puchona gwoździami. Niemal truchtał w stronę skrzydła szpitalnego, wymijając zręcznie wszystkich, którzy wstali równie wcześnie, co on. Wczoraj nie miał absolutnie siły i odwagi, by spojrzeć na Mefisto raz jeszcze… dzisiaj wyzwał się od idiotów i spointował do niego, chcąc zobaczyć jak się czuł.
Szczęście, że podeszwy w jego butach miały zadowalające tarcie, bo dziesięć centymetrów więcej i za rozpędu wpakowałby się ponownie w nos Ślizgona. Zdążył się jednak zatrzymać i spojrzeć na niego z niewyobrażalnym poczuciem winy i przejęciem.
- Mefi. – zaczął, ponownie mówiąc trochę nieswoim głosem. Za wysoki, zbyt zestresowany. Natychmiast przykucnął tuż przy mężczyźnie, kładąc mu delikatnie rękę na ramieniu, jakby dla zapewnienia, że na pewno nie poleci do przodu na twarz. – O rany… jeszcze chwila i znowu zrobiłbym ci krzywdę. Tym razem nie różdżką, a własnym ciałem. Merlinie, co jest ze mną nie tak? – zmartwił się, nieco rozedrganym głosem. Nie był już tak pełen paniki jak wczoraj, ale zdecydowanie przeżywał dalej. Wpatrzył się w niego, szczerze bojąc się tego spojrzenia. Jakiekolwiek by nie było, sprawiało, że czuł się okropnie. Te same oczy patrzyły na niego, gdy raz po razem wbijał go coraz mocniej w posadzkę sali treningowej.
Przygryzł dolną wargę, przez kilka dłużących się sekund ważąc następne słowa, by nareszcie przede wszystkim odsunąć się od niego i przestać go dotykać (był święcie przekonany, że Ślizgon sobie tego w tym momencie nie życzył). Wydarł z siebie ciężkie westchnięcie, zabijając ciszę z jego strony, potwornie napiętym monologiem.
- Wiem, jak głupio to brzmi po tym wszystkim, co ci zrobiłem, ale… j-ja tak bardzo cię przepraszam, Mefi. – opadł z kucek na kolana, by następnie usiąść sobie na łydkach. – Naprawdę, naprawdę… nie chciałem wyrządzać ci żadnej krzywdy. Gdybym tylko mógł cofnąć czas od razu przerwałbym tamten pojedynek albo połamał sobie różdżkę, byleby oszczędzić ci cierpienia. J-ja… ja nawet nie wiem jak mógłbym się obronić z popełnionych czynów, tak cholernie źle to się potoczyło. – zadrżała mu nieco broda, a szatyn uciekł gdzieś spojrzeniem, kuląc się. – Zresztą nawet nie chcę się bronić i absolutnie zrozumiem, jeśli mi nie wybaczysz. Sam bym sobie nie udzielił przebaczenia i… u-ugh…. – przetarł twarz ręką, wciąż nie siląc się, żeby podnieść na niego wzrok. – N-naprawdę… przepraszam, Mefi… tak strasznie cię przepraszam i chcę Ci to wszystko zrekompensować. Możesz mnie dobić butem do ziemi, wrzucić w ogień… jeśli chcesz możesz mnie nawet zadusić w łazience prefektów. S-sam mogę ci dać wszystkie swoje galeony… albo po prostu schodzić ci z drogi przez cały czas i-i… - nie przestawał trajkotać, najwyraźniej nawet w silnym stresie i atmosferze poczucia winy nie wiedząc, czym był umiar w słowach.  Przyjmował tak uległą postawę, że aż cudem było, iż w ogóle ruszył się i wyciągnął rękę po różdżkę Ślizgona. Podał mu ją, nie przerywając mówienia, wpatrując się uparcie w ziemię, jakby oczekiwał, że gdy tylko zguba wróci do właściciela, ten nie omieszka wbić mu drewno prosto w oko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2290
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3511
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Kwi 13 2018, 14:04;

To byłoby wyjątkowo ironiczne, gdyby Mefisto został zmuszony do powrotu do Skrzydła Szpitalnego; prawdę mówiąc, był o tym święcie przekonany. Przymknął odruchowo powieki, czując powiew wiatru niesionego przez impet ruchu drugiego człowieka - rozkosznie tępe uderzenie nigdy nie nastąpiło, zatem uniósł nieco głowę i wlepił zaskoczone spojrzenie w Liama.
- Padanie przed tobą chyba wejdzie mi w nawyk... - Mruknął, mimo wszystko ciesząc się z tego, że Puchon zaraz przykucnął. Sam chciał wstać, ale żebra za bardzo go bolały i wiedział, że będzie potrzebował pomocy w dźwignięciu się do pozycji stojącej. Został zatem uziemiony - Rivai mógł mieć pewność, że „ofiara” mu nie ucieknie. Zerkał na niego trochę z brakiem zrozumienia, być może wychodząc na zdystansowanego; fakt faktem brwi zmarszczył dopiero wtedy, gdy Liam zabrał rękę. Widział, że chce coś powiedzieć, więc sam uparcie milczał, siadając sobie wygodniej z tego wymuszonego przyklęku. Było łatwiej, kiedy był wyprostowany.
- Co? - Wyrwało mu się, gdy nagle został obdarowany przeprosinami. Nie przebił się przez słowotok prefekta, niezbyt w ogóle próbował. Na spokojne wsłuchiwał się w jego słowa, walcząc ze śmiechem rozrywającym go od wewnątrz. Uśmiech powoli wpełzywał mu na twarz, poszerzając się i przywołując drobniutkie zmarszczki przy oczach. Parsknął dopiero na wzmiankę o galeonach, zaraz przykładając obandażowaną dłoń do klatki piersiowej, nie pozwalaąc sobie na większą ekspresję.
- Skarbie, z całym szacunkiem, ale co ty pierdolisz? - Zainteresował się, biorąc swoją różdżkę i zaraz przekładając ją do poparzonej ręki. Wykorzystał okazję i przechwycił dłoń Puchona, aby przyciągnąc ją sobie do twarzy - złożył nań mały pocałunek, dalej uśmiechając się od ucha do ucha. - Spokojnie, posłuchaj mnie przez chwilę. Nie musisz mnie przepraszać, przecież doskonale wiem, że nic mi nie chciałeś zrobić. Nie bierz na siebie winy za te zakłócenia magiczne... żyję, nie? - Nie wiedział jak wyjaśnić, że sama dawka bólu została wymierzona idealnie i nie miał na co narzekać. Puścił powoli dłoń Liama, dając mu czas na podjęcie decyzji odnośnie tego, czy chciał w takiej konfiguracji pozostać, czy też nie. - Nie planuję żadnej zemsty i nie zasługujesz na żadną karę. Jakie ty masz o mnie zdanie, co? Galeony? - Odrobina wyrzutu pojawiła się w głosie Ślizgona, bo ta uwaga trochę zabolała. Zaraz przypomniał sobie, że w gruncie rzeczy sam miał sporo na sumieniu - Liam tak go rozbawił, że wyrzuty sumienia Mefisto na chwilę ucichły. - To ja naciskałem na pojedynek, to ja rozwaliłem sobie rękę. I skoro już mówimy o mnie... - Nie dawał Puchonowi się wciąć, wyrzucając z siebie wszyściutko. Skoro już siedzieli na korytarzu, to mogli równie dobrze porozmawiać. - To przepraszam za tamtą pełnię. Byłem bezużyteczny, nie miałem jak ci pomóc i przepraszam, że do takiej sytuacji w ogóle doszło. Powinienem wiedzieć, co zrobić - zacisnął mocniej szczęki, teraz już w pełni poważny. I dopiero gdy skończył, to dał Liamowi szansę na powiedzenie czegokolwiek. Sam skończył, wydusił z siebie to, co ciążyło mu na sercu od kilku dni. Zbagatelizował zupełnie kwestię pojedynku, zachłystując się tym, że w końcu złapał Rivai’a samego. Jak mieliby przejmować się kilkoma zlamaniami, skoro ważniejszym tematem była samotna noc w Zakazanym Lesie?

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Kwi 13 2018, 23:42;

Marnowało się tyle okazji do żartów… zdawał się kompletnie nie usłyszeć uwagi Mefistofelesa, nie odnosząc się do niej w żadnym słowie czy geście; po prostu od razu przeszedł do wylewania z siebie przeprosin. Może lepiej dla mężczyzny, że Rivai był zajęty własnymi przeżyciami wewnętrznymi? Nie dałby mu w spokoju egzystować do końca jego dni, wciąż wypominając ile razy zmusił go do uklęknięcia tuż przed jego obliczem... niech zna swojego pana, prawda?
Niestety w tej sytuacji dominantem z pewnością nie był przelękniony do granic możliwości szatyn, który z przestrachem oczekiwał przekleństw i wyrzutów, wyplutych przez wilkołaka w pełnej nienawiści do tego, czego dopuścił się Puchon. Kulił się i uciekał spojrzeniem, bojąc się spoglądać mu w twarz, jednak… dostał to, czego oczekiwał tylko połowicznie.
„Co ty pierdolisz?”
Zamrugał nieco zaskoczony, nareszcie siląc się, by odszukać wzrokiem zielone tęczówki mężczyzny. Wciąż patrzył na niego niesamowicie ostrożnie, w ogóle nie zdając się przybierać na pewności siebie. Czekał na ten opieprz, na to trzepnięcie po łbie lub przydzwonienie prosto w nos, by oddać szczeniakowi w ramach zasady „oko za oko”. Zamiast tego na jego dłoni złożono pocałunek; ostateczny dowód, że Mefistofeles nie chciał wyrządzać mu żadnej krzywdy. W normalnej sytuacji pewnie z miejsca zacząłby żartować; a więc jednak nie był jego „panem”, a śliczną księżniczką, skoro raczył go taki gestami. Może powinien uznać ten ruch za nieco zbyt poufały? Nie na miejscu? Niepotrzebny? … tylko jak mógł uznać coś tak potwornie potrzebnego za niepotrzebne? Od momentu powrotu do pokoju wspólnego, wymagał tej opieki od osób trzecich. Tej uwagi, czułości i troski… zwykłego zainteresowania i zapewnienia, że nie był sam. Nie prosił o nic, a jednak przyjaciele nie pozwalali mu utonąć w czarnych myślach, choćby dając się przylepić czy zagadać na tematy, które może niekoniecznie ich interesowały, ale sprawiały szatynowi ogromną radość. Teraz odebrał to w podobny sposób. „Jest okay”, „nie martw się”… „hej, jestem tu?”
- Naprawdę…? – zagadnął cicho, najpewniej brzmiąc przerozkosznie głupio w tym swoim ostrożnym niedowierzaniu w tak oczywiste potwierdzenie stanowiska Mefisto. Potrzebował więcej zapewnień? Zaraz jednak odchrząknął, starając się mniej przypominać skołowane ciele. – To było takie…. straszne… - westchnął, znowu krzywiąc się z przestrachem na wirujące we łbie wspomnienie. – Jak krzyknąłeś, upadłeś… – odleciał gdzieś spojrzeniem, gdy przeszedł go dreszcz. Zaraz westchnął ciężko i odsunął się kawałek od mężczyzny, jednak nie wstał. Oparł się plecami o ścianę korytarza, wyciągając nogi przed siebie. - …było tak dużo krwi.. – przetarł twarz otwartą dłonią, wciąż zdecydowanie nie przestając się obwiniać. Wyglądał okropnie. – To nie tylko wina zakłóceń. To ja nachrzaniałem te zaklęcia non stop… mogłem przecież przestać już po pierwszym. – zacisnął mocniej zęby, acz szybko złagodził rysy, gdy jego nieprzemyślane „galeony” zostały odebrane trochę nazbyt osobiście. – Och… niczego złego nie miałem na myśli… po prostu… eh.. – chyba miał zbytni problem z wysławianiem się. Ciężko było mu ubierać w słowa to, co myślał, by nie wychodziła z tego chaotyczna paplanina bądź zdania urywane przez brak znajomości odpowiednich określeń. – Chciałbym ci to jakoś wynagrodzić. Nawet nie wiesz jak jest mi ciężko z myślą, że wszystko wydarzyło się z mojej winy, a sam wyszedłem z tego praktycznie bez szwanku… - w tłumaczeniu: chciał dla siebie kary, odpokutowania. – To ja rozwaliłem ci rękę do takiego stopnia moim Aquamenti. – przypomniał, wpatrując się ponuro w zabandażowaną dłoń Ślizgona. Cokolwiek nie myślałby o tej sytuacji Mefistofeles, to jednak Liam sporo zawinił.
Zmrużył oczy, gdy tylko Nox wniósł na piedestał nowy temat.
- Co? – szepnął, niekoniecznie spodziewając się wyciągnięcia tej kwestii w bieżącym momencie. Wysłuchał go, najprawdopodobniej obierając taką samą postawę, jaką miał wychowanek Slytherinu do sprawy z pojedynkiem. Machnął delikatnie ręką. – Mefi… jeżeli ty byłeś tam bezużyteczny, to ja zostanę nowym Ministrem Magii… – a to było zdecydowanie ostatnie, o czym w życiu marzył. Podkulił nogi, opierając ręce na kolanach. Ułożył sobie łeb na skrzyżowanych przedramionach, zawieszając spokojne, ale przygnębione spojrzenie na Ślizgonie. Gryzło go za dużo spraw… - Nie będę kłamać; boję się potwornie tego lasu. Tych widoków, świadomości ile niebezpieczeństw żyje pomiędzy tamtymi drzewami… ilekroć patrzę na księżyc, mam ochotę schować się gdzieś głęboko i nie wychodzić, ale… myślisz, że w ogóle dziś bym tutaj siedział, gdyby cię wtedy ze mną nie było..? – zagadnął go, próbując uśmiechnąć się chociaż odrobinę. – To była moja decyzja, żeby pójść do Zakazanego Lasu. Diabelnie żałuję, że to zrobiłem, bo mogłem po prostu posłać ci patronusa, ale.. nie pomyślałem, a chciałem cię przestrzec i… ehh.. to wcale nie wydaje się mniej głupie, gdy mówię o tym na głos. – schował na chwilę twarz, opierając czoło na złożonych rękach. Zależało mu, żeby Mefisto o tym wiedział - tak najzwyczajniej w świecie. Westchnął ciężko i znowu uniósł głowę, tym razem patrząc przed siebie. – Boję się wilkołaków… ale fakt, że byłeś dla mnie straszny nie sprawił, że nie widziałem twojej pomocy. Pal licho, że dzięki tobie w ogóle tamtej nocy nie zamarzłem… Czerwony Kapturek.. tak nazywało się to gnomopodobne coś? Jakie miałbym szanse na obronę przed nim, gdybyś wtedy nie był blisko? - znów położył głowę na przedramionach, wbijając w Mefa gorzkie spojrzenie. – Nie chcę twojego „przepraszam”. Ty powinieneś chcieć mojego „dziękuję”, które powinienem ci złożyć już przy pierwszym spotkaniu, ale… - ale Firehutchcatch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2290
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3511
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptySob Kwi 14 2018, 00:37;

- Młody. - Dopiero kiedy zorientował się, jak bardzo przejęty był Liam, to bardziej spoważniał. Nie chciał, żeby Puchon obwiniał się tamtą akcją - nie widział ku temu najmniejszych podstaw. Był niewinny, czysty jak łza; wyglądał na kogoś, kto muchy by nie skrzywdził, a komara by żałował. Jedynymi wrogami w tamtym cholernym pojedynku były zakłócenia magiczne i spaczony umysł Mefistofelesa. Wiedział przecież, że sama płomienna klatka niewiele robiła, a gdyby on nad sobą panował, to cała sytuacja potoczyłaby się zupełnie inaczej. Zmarszczył lekko brwi, nie potrafiąc zrozumieć, jakim cudem widok kogoś zmasakrowanego potrafił uczynić tak wiele szkód. Jak prezentował się przed Fire, gdy dodatkowo traktowała go Relashio? Jak ona się czuła, kiedy zagrzewała krew w jego żyłach? I jak, na Merlina, czuł się on, podczas wyduszania z niej ostatnich tchów? - Młody, poważnie. Nie takie rzeczy przeżyłem, a przynajmniej w tym przypadku mam pewność, że to po prostu pech. - Przysunąłby się, ale było mu już wystarczająco niewygodnie. Zamiast tego siedział nieruchomo jak figurka, tylko obserwując Puchona, który najpierw zabrał rękę z jego ramienia, potem nie dał się dłużej trzymać za dłoń, a teraz już w ogóle skulił się pod ścianą. Samotność po raz kolejny otuliła sylwetkę Ślizgona, nie zmuszając go nawet do jednego niepotrzebnego mrugnięcia. Niech będzie.
- Trudno - uznał nagle, wyjątkowo beztroskim tonem. Wzruszył ramionami dla poparcia danego słowa. - Trudno, Liam. Wiesz, żeby bardziej uważać z zaklęciami, a ja nie mam ci niczego za złe. To chyba stawia nas w niezłym położeniu, nie? Moim zdaniem nie miałeś na to wpływu, bo chciałeś tylko pomóc. Źle mówię? - Nie, nie mówił źle. Nie był chyba niczego tak pewien, jak teraz dobrych intencji Rivai'a - musiał mu tylko to udowodnić. Nie sądził, aby prefekt sam siebie próbował okłamać, doszukując się podświadomych skłonności sadystycznych, albo innych cudów. Jego zdaniem temat został zakończony, bo co więcej mógł zrobić? Nie potrafił zabrać nieprzyjemnych widoków ze wspomnień Liama, a sam postrzegał je zupełnie inaczej. Jedynym pomysłem, jaki miał, było dobitne pokazywanie rozmówcy, że nie przykładał do tego wszystkiego większej wagi. Było w porządku, ot co.
- Jestem wilkołakiem od siedemnastu - prawie osiemnastu już - lat. Nigdy, przenigdy, nie zdarzyła mi się podobna sytuacja. - Ciche westchnięcie wyrwało się Mefistofelesowi, kiedy wpatrywał się w przygaszoną sylwetkę siódmoklasisty. Przełknął z trudem ślinę, decydując się na poważniejsze zwierzenie - skoro już tak rozmawiali... Nie wiedział jak patrzeć obiektywnie na całą akcję, bo miała w sobie coś, co zupełnie rozkładało go na łopatki. - Nic mnie tak nie drażni, jak bezsilność... - Całe życie próbował się jej pozbyć. To dlatego tak chętnie pił wywar tojadowy, to dlatego uparcie ćwiczył i dążył do perfekcji, aby nie ograniczało go fizyczne osłabienie. To dlatego nie zrezygnował ze studiów, mimo wszystko chcąc posiąść trochę przydatnej wiedzy. - I to była najgorsza pełnia w moim życiu. - Bite godziny spędzone nieustannie w towarzystwie swojej największej pokusy. Kiedy tylko Liama przebiegały ciarki i gdy sądził, że pozostał potwornie sam pośród złowieszczej gęstwiny Zakazanego Lasu, to Nox doskonale czuł chociażby jego zapach. Nie zapominał o obecności Puchona, słysząc go, czując lub widząc. Każdy ruch wydawał się być podyktowany pragnieniem, a umysł rozdzierał się na dwie części, domagając się walki wilczej natury z ludzką. Był bezsilny, bo nie mógł ani pomóc, ani zaatakować. Pamiętał, że kiedy odganiał Czerwonego Kapturka, to jakiś głos w jego głowie powarkiwał ostro, że "tylko on może przelać tę słodką, czarodziejską krew". I szczerze? Nie potrafił już patrzeć na siedemnastolatka w ten sam sposób co wcześniej, za każdym razem wspominając to, ile znalazł sposobów na skrzywdzenie go. Rivai przejmował się jednym felernym pojedynkiem? Przecież to było nic w porównaniu do tego, że student dalej nie zapomniał tego kuszącego, zaćmiewającego umysł zapachu ofiary idealnej...
- Możesz pomóc mi wstać? - Poprosił miękko, wsuwając różdżkę do kieszeni i zerkając na Liama. Nie potrzebował wiele, a jedynie pomocnej dłoni, w której znalazłby oparcie przy pierwszych sekundach nieprzyjemnego kłucia w klatce piersiowej.

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptySob Kwi 14 2018, 08:03;

„Trudno, Liam.”
Otóż to. Sytuacja naprawdę była trudna.
Wpatrzył się w niego niespecjalnie pocieszony tymi słowami, ale nie mógł z nimi dyskutować. Skoro Mefistofeles nie miał mu tego wszystkiego za złe, a sam szatyn zdążył się już uzewnętrznić, jak przy kościelnym konfesjonale, to sprawa naprawdę mogła pozyskać status zamkniętej. Powiedzieli, co oboje o tym myślą, pokiwali sobie głowami, wzięli własne opinie głęboko do serduszka i… i dalej trwali przy swoich zdaniach, bo o ile obu zależało na sobie nawzajem (musiało, skoro Liam uznał, że chce dla niego ryzykować wędrówkę do Zakazanego Lasu, a Mefisto, że będzie całą resztę nocy tłumił w sobie własne instynkty, aby młodszemu nic złego się nie stało), o tyle oboje byli beznadziejnymi uparciuchami.
- Chciałem tylko pomóc. – przytaknął, wykorzystując wszystkie swoje umiejętności operowania mimiką, żeby zasygnalizować, że choć nie wypuści z pamięci tamtego zdarzenia tak łatwo, to przystaje, by po prostu nie ciągnąć dłużej rozmowy o nim. Chyba sam Rivai miał dość użalania się nad sobą, a przynajmniej na głos. Merlinie, ten tydzień był okropny…
Skrzywił się tylko mocniej na wyznanie Mefistofelesa, uparcie milcząc przez dłuższy czas, myśląc, że mężczyzna dopowie coś więcej. Nie dostał jednak niczego poza trzema zdaniami, gdzie za pierwsze i ostatnie chciał go przeprosić, a za środkowe zacząć się wykłócać, nie chcąc, żeby student naprawdę uważał, że jego obecność była bezużyteczna. Może bezsilność faktycznie związywała mu ręce w kwestii wyniesienia go z tego felernego lasu w bezpieczne miejsce, ale Liam diabelnie doceniał fakt, że wówczas po prostu dotrzymał złożonej obietnicy i najzwyczajniej tam był. Chronił go, jakkolwiek zły na siebie nie byłby Puchon, że tej ochrony potrzebował… niemniej bez różdżki w dłoni i ze skręconą kostką trudno było się boczyć o kogokolwiek z dobrymi intencjami.
- Następnej ci nie zepsuję. – zapewnił cicho i… o ile był piekielnie gadatliwym stworzeniem, tak teraz nie chciał mówić już nic więcej i milczał, siedząc w tej samej pozycji, dopóki Mefisto nie poprosił go o udzielenie pomocy. Podniósł się bez najmniejszego ociągania i stając tuż przed nim, wyciągnął w jego kierunku dłoń.
- Jak się w ogóle czujesz? – zapytał, wiedząc, że odpowiedź raczej nie sprawi, że podskoczy z radości pod sam sufit, niemniej nie potrafił zdusić w sobie tego beznadziejnego przejawu troski. Zaraz jednak zamrugał zaskoczony, zdając sobie z czegoś sprawę. – Mefi, jesteś jedną z osób, która wyjeżdża jutro do Egiptu? - Zalała go kolejna fala poczucia winy.
Czy on właśnie uszkodził jednego z uczestników wyprawy…?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2290
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3511
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyNie Kwi 15 2018, 11:36;

- Hej, jeśli człowiek uczy się na własnych błędach, to przyswoiliśmy sporo materiału - zauważył, pozwalając sobie na trochę bardziej beztroski ton. Był zmęczony nieustannym przygnębieniem, a dodatkowo Liamowi wcale nie było do twarzy ze zmartwieniami. Mefistofeles nienawidził myśli, że jego problemy - a konkretniej, jego problematyczne zachowanie i cały styl życia - aż tak wpływają na dzieciaka, u którego wszyscy zwykli podziwiać właśnie takie radosne oblicze. Chociaż sam dalej czuł się źle i wyznanie grzechów niewiele mu dało, to zamierzał zabawić się w amatorskiego aktora i trochę pokręcić. Tak było przecież łatwiej dla wszystkich...
Cisza jeszcze bardziej do nich nie pasowała. Tak jak Rivai nieustannie nawijał, tak i posiadał dar do ciągnięcia Mefisto za język - raczej nie potrafili zbyt długo milczeć. Teraz było po prostu niezręcznie, a przynajmniej Ślizgon tak to odbierał. Odetchnął z ulgą (i trudem) dopiero w momencie, w którym stanął na własnych nogach. Zdecydowanie bardziej podobała mu się sytuacja, w której miał zwiększony zakres ruchów. Nie, żeby chciał uciec; lubił wiedzieć, że mógłby.
- Tak szczerze, to... - Zaczął, przerywając na kolejne pytanie Puchona. Niezależnie od jego mimiki, Nox po prostu domyślił się, że to tylko gwóźdź do trumny. Zdusił w sobie westchnięcie, niemal nieświadomie sięgając dłońmi do krawata Liama. Poprawił go starannie, całkiem zwinnie operując również zabandażowanymi palcami. Liczył na to, że jego tendencje do bycia dotykalskim nie są negatywnie odbierane - to było silniejsze od niego... Przecież prefekt zawsze nosił się tak elegancko, a ten krawat... Ten krawat zdecydowanie za bardzo kusił, aby za niego pociągnąć - rozwiązać pospiesznie i odrzucić, z drobnym zamiarem zabrania się za koszulę.
Lepiej było go poprawić, aby stanowił nienaganną całość z resztą mundurka.
- Wyjeżdżam - przytaknął, nie zagłębiając się zupełnie w sam powód swojej decyzji odnośnie wyprawy. Domyślał się, że raczej Egiptu nie pozwiedza w taki sposób, w jaki mógłby tego chcieć; raczej kusiła go możliwość wyjechania na chwilę z Hogwartu, odetchnięcia innym powietrzem. Chciał odciągnąć swoje myśli od murów brytyjskiego zamku. - Ale czuję się naprawdę dobrze. Blanc naprawdę niesamowicie poradziła sobie z moją dłonią, ten bandaż to już tak właściwie prowizorycznie tylko... Żebra jeszcze trochę bolą, ale do południa mam o nich podobno zapomnieć - niestety. - Także moje plany odnośnie wyjazdu się nie zmieniły. Będziesz miał kilka dni spokoju - dodał, z małym uśmiechem na ustach, którego nie odważyłby się poszerzyć. Zabrał w końcu ręce, chowając je do kieszeni spodni. - Z tym, że najpierw muszę oddać wypracowanie na Zielarstwo, a mam połowę... - Neutralny temat!

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyCzw Kwi 26 2018, 01:40;

Nie żeby miał coś przeciwko nauce… do wychowanka Ravenclawu było mu co prawda niesamowicie daleko, a wolne chwile wolał spędzać na wygłupach, niż szperaniu w podręcznikach, ale koniec końców lubił dowiadywać się nowych rzeczy. Przydatne zaklęcia, intrygujący przepis na eliksir, a nawet ciekawostki odnośnie okresu godowego jednorożców: te dziedziny wiedzy były jeszcze akceptowalne i chętnie wchłaniane przez Puchona. Ale „lekcja”, którą oboje z panów wynieśli z poprzedniego pojedynku… nie odwzajemnił lekkiego tonu Ślizgona, wciąż wyglądając raczej żałośnie z tą swoją przejętą miną.
Pozwolił poprawić sobie krawat, choć zrobił na ten gest nieco zaskoczoną minę. Pochylił łeb ku dołowi, chcąc dojrzeć żółty materiał, teraz zręcznie manipulowany w palcach Mefisto. Zazwyczaj nosił się nienagannie i nie wymagał od nikogo najmniejszych poprawek. Gdyby nie niezręczna atmosfera i raczej słaby nastrój do snucia sobie zgrywusów, Liam mógł wypaść całkiem zabawnie ze swoim zdziwieniem. Pan perfekcyjny nagle wymagał pomocy w ogarnięciu samego siebie? Niemniej inicjatywę przyjął z pokorą.
- Chyba raczej ty ode mnie… - sprostował, znów lekko się krzywiąc. Choć uwaga dalej była w mocno pesymistycznym tonie, chłopak wydawał się odrobinę bardziej… uspokojony? Za kilka godzin Ślizgon miał wrócić do pełni zdrowia: to był cholernie dobry powód do ucieszenia się. Nie zmyło to poczucia winy z jego twarzy, ale Rivai zamienił się na odrobinę przyjemniejszego do oglądania. – Panna Blanc to naprawdę cudotwórczyni. Pamiętam, że z moją kostką również uporała się niesamowicie szybko. – chciał pociągnąć dalej, ale zabrakło mu zapału, żeby się zwyczajowo rozgadać. – Uważaj na siebie, skoro tak… i baw się dobrze, o ile można dobrze bawić się na czymkolwiek, co jest z góry określone jako… „misja”? – zagadnął, krzywiąc się ponownie. Oj, nie idzie ci dziś gadanie, miś.
- Zielarstwo? – podchwycił, uciekając nieco spojrzeniem ku górze, jakby próbował przypomnieć sobie czy sam nie miał czegoś zadanego z ów przedmiotu. – Współczuję… nie jestem specjalnym fanem roślin… ani tego przedmiotu… ani w zasadzie profesor Vicario. – zrobił nieco nieporadną minę, natychmiast podejmując się wyjaśnień. – Jest bardzo sympatyczna, ale… - wykonał nieokreślony ruch ręką, jakby brakowało mu słowa. - … wszyscy uczniowie płci męskiej zawsze dostają na jej widok świra. Aż przykro się to ogląda, gdy widzi się swoich kolegów z domu, którzy przesadzają roślinki tylko po to, by dłuższej pouśmiechać się do Estelli. – wzruszył ramionami, pozwalając sobie na cień uśmiechu. - Cieszę się, że na mnie jej uroda nie działa i mogę z czystym sumieniem odpuścić sobie kwiatki i zioła… szkoda, że takiego samego stosunku nie mam do historii magii… Morris ma nowy krawat, zauważyłeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2290
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3511
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptySob Kwi 28 2018, 15:49;

Niemożliwym było wieczne utrzymywanie perfekcji; Liam i tak niesamowicie dawał sobie z tym radę. Mefisto nie miał pojęcia jakim cudem chłopakowi zawsze chciało się idealnie zagiąć kołnierzyk, wyprasować każde zagięcie koszuli, dopiąć nawet ostatni guzik i - o zgrozo - plątać się w tej koszmarnej szacie. Sam miał styl bardziej niedbały... i choć podziwiał, tak drobne potknięcia po prostu mu się podobały. Chętnie poprawiał krawat Puchona, w duchu doskonale wiedząc, że robiłby to pewnie nawet wtedy, gdyby był zawiązany pod linijkę. Tu nie chodziło o pedantyzm, a raczej potrzebę nawet tak subtelnego zbliżenia. Zignorował zaskoczenie swojego towarzysza, robiąc swoje.
- Ej, to mimo wszystko wyjazd. Trochę wakacje. Coś innego - wzruszył ramionami. Nie ekscytował się jakoś wybitnie tą wyprawą, ale jednak była czymś. Mówił już Liamowi, że lubił wyjeżdżać, a rzadko kiedy miał okazje na jakieś większe wycieczki, bardziej wakacyjne czy tropikalne. Raczej pałętał się z miasta do miasta, od lasu do lasu...
Ucieszył się, kiedy udało mu się odciągnąć temat w stronę czegoś tak przyjemnego, jak Zielarstwo. Zaśmiał się nawet krótko na pierwszą uwagę odnośnie roślin i Vicario - wydawało mu się, że nauczycielkę wszyscy uwielbiali. Dawała dużo luzu na lekcjach, a poza tym była sympatyczna i otwarta. Jeśli ktoś nie zarysowywał wielkiej granicy między nauczycielem, a uczniem, to była to ona. Nie zdołał nawet pochwalić się faktem, że sam Zielarstwo bardzo lubił (ot, jako przedmiot, taki cudownie powiązany z naturą, co Mefistofelesowi bardzo odpowiadało), bo na krótkim śmiechu się nie zatrzymał. Zakrył usta dłonią w tak nienaturalny dla siebie sposób, walcząc z rozbawieniem. O ile łatwiej byłoby naśmiewać się z siedemnastolatka, gdyby tylko nie szarpało go tak nieprzyjemnie w płucach... Nie zdołał wytknąć mu, że sam zapewne równie nieznośny był w przypadku Historii Magii, bo Rivai sam to zauważył.
- Nie, skarbie - odparł w końcu, kiedy udało mu się złapać oddech. - Nie zauważyłem, nie zwracam uwagi na takie rzeczy u ludzi, którzy mnie nie interesują... - Poprawił od niechcenia bandaż na dłoni, by zaraz zerknąć na swego rozmówcę z małym uśmieszkiem na ustach. - Za to zauważyłem twój nowy krawat... - Puścił Liamowi oczko.

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPon Kwi 30 2018, 08:32;

To trochę wakacji wakacji wcale nie brzmiało Liamowi jak coś wybitnie wypoczynkowego. W jego oczach ów wyprawa miała bardzo poważny klimat. Mimo wszystko wybierali po kilkoro śmiałków, którzy zdecydowali się przerwać na krótki czas swoje zajęcie, czy pracę, czy szkołę i wyruszyć do Afryki, by zakończyć ich całą zabawę z zakłóceniami magicznymi. Szatyn był chyba pierwszą osobą, która sama zgłosiłaby się na podobną misję, bowiem on tych problemów z czarami szczerze nie znosił... ba, to właśnie przez nie miał teraz tak przygaszony humor. Niemniej wycieczka do Egiptu wciąż brzmiała poważnie, niezależnie od komentarzy Mefistofelesa. Chociaż... Dla siódmoklasisty chyba każda eskapada poza mury Hogwartu brzmiała jak wyzwanie. W końcu był ostatnim rocznikiem uczniów.
A później spojrzał lekko zaskoczony na swojego rozmówcę raczej nie spodziewając się takiego wybuchu śmiechu. Uniósł nieznacznie brwi, automatycznie lekko unosząc również kąciki ust, niemniej zdecydowanie słabiej od Ślizgona. Mówią, że śmiech jest zaraźliwy i mówią dobrze, ale byle chichot nie sprawi, że Liam zacznie się szczerzyć jak zawsze.
- Mam nadzieję, że przypomniał ci się jakiś dobry żart, bo zacznę czuć się głupio z moją męską alternatywą do profesor Vicario. - zrobił odrobinę niezręczną minę, ale był daleki od jakiegokolwiek gniewu. Liam miał rzadką umiejętność śmiania się z samego siebie. Zdawał sobie sprawę jak głupio czasem wypadał przez swoje zauroczenie. - Powinienem chyba bardziej się z tym chować... - zastanowił się przez chwilę, a kiedy rechot Mefisto opadł, wsłuchał się w jego słowa.
Wpierw zamrugał zaskoczony... A później to on przedarł ciszę delikatnym śmiechem. Nie był tak silny jak zazwyczaj, ale przynajmniej szczerze pogodny. Bądź co bądź trochę go komentarz kolegi rozbawił. No i jednak było mu też odrobinę miło.
- Oho.. czuję się zaszczycony, mogąc pochwalić się Twoim zainteresowaniem. - pokazał mu ząbki w delikatnym uśmiechu, a później puścił krótko oczko. - Rozumiem, że jestem na tyle intrygujący, że zwracasz uwagę na każdy szczegół związany ze mną? Wkopałeś się, Mefi... Teraz będę wymagać od Ciebie komentarzy odnośnie każdej zmiany. Włosy, nowe skarpetki, inne wiązanie krawata... - zaczął wymieniać, próbując sparodiować typowe kobiece zamiłowanie do uwagi. Co prawda wciąż był trochę zbyt przygaszony, żeby odgrywać rolę wiarygodnie, ale przynajmniej powoli znów zaczynał żartować. - Czym sobie zasłużyłem na takie zainteresowanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2290
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3511
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptySro Maj 02 2018, 01:25;

Zauroczenie Liama w Morrisie było po prostu... widoczne. Puchon nie ukrywał się z tym przed Mefisto i ciężko było o tym zapomnieć; w szczególności, gdy zaraz obok pojawiała się także nutka zazdrości, nad którą Nox nie potrafił zapanować. Na całe szczęście Liam sam zorientował się, że powinno mu być teraz głupio... Bo czym różniło się jego zachowanie? Fakt faktem popularni byli chłopcy wzdychający do Vicario, ale dziewczęta równie intensywnie śliniły się do Morrisa. Tutaj pojawiły się tylko drobne zmiany, które prawdę mówiąc jedynie podtrzymywały teorię o niezwykłych nauczycielach.
- Byłoby miło - mruknął jeszcze tylko, gdzieś pomiędzy łapczywym - i bolesnym - chwytaniem powietrza w płuca. Lubił to, że Rivai jest taki otwarty, taki bezpośredni... Przynajmniej w niektórych kwestiach. Mefistofeles nie wiedział na jaką skalę to działa, więc pozwalał sobie myśleć, że jednak wychodzi na osobę choćby troszkę wartą zaufania. Wrogom się swoich wrażliwych punktów nie zdradzało, nie? Zatem musiał być nieustannie po tej lepszej stronie. Merlinie, że też taki ochłap mu wystarczał...
- Rzucasz mi wyzwanie, młody? - Och, na tym Liam mógłby się przejechać. Mefisto w całej tej swojej "olewczości", należał do osób szalenie spostrzegawczych. Był jednak typem obserwatora - drapieżcy, czającego się na swoją ofiarę. Bez problemu zatem dostrzegał nawet najdrobniejsze podcięcie włosów, nikłe zrzucenie wagi, a także dobranie odrobinę innych oprawek okularów. Po prostu odnotowywał takie rzeczy, czy to był inny szampon do włosów koleżanki z pierwszego roku studiów, czy nowa koszula Ezry.
- Doskonałe pytanie! - Zły humor odepchnął gdzieś na bok, stosując się do swojej własnej decyzji o pozostawieniu tamtych tematów w przeszłości. Widział, że udaje mu się trochę odciągnąć myśli siódmoklasisty od przeżytych tragedii, a to stanowiło cholernie dobrą motywację. Ślizgon poszerzył swój uśmiech i przekrzywił lekko głowę, nie krępując się faktem, że przez ostatnią chwilę - podczas słuchania swojego rozmówcy - patrzył mu się trochę za bardzo na usta. Słodka Morgano, te jego dolne kły to były niczym gwoździe do trumny. - Właśnie szukam na nie odpowiedzi.
Nie miał pojęcia, czemu akurat Liam. Bo... bo po prostu tak?

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptySob Maj 05 2018, 09:21;

„Byłoby miło”.
Ups, był irytujący?
Uśmiechnął się niewinnie, jak dla złagodzenia swojej głupiutkiej, chyba tysięcznej już rozmowy na temat wspaniałości nauczyciela Historii Magii. Cóż, co mógł zrobić, że mężczyzna mu się po prostu podobał? Pewnie nic już nie poradzi na sam fakt zadurzenia, choć chyba powoli zaczęła mu się krystalizować w łbie myśl, że powinien czasem zawrzeć pyszczek i nie wzdychać do niego tak ostentacyjnie, bo najwyraźniej nudził tym swoje towarzystwo. Tyle (nie)dobrego, że uwagę szatyna od Morrisa na ułamek sekundy odwrócił lekko świszczący oddech Mefistofelesa, który sprowadził Liama na ziemię i wymalował mu lekko zmartwiony wyraz.
Szczęście, że Ślizgon ciągnął żarty dalej.
- Rzucam! – nie rzucał, ale skoro już Nox podsunął mu pomysł na podczepienie się do tematu… aż stanął odrobinę pewniej, zadzierając delikatnie łeb do góry. Skoro wyzwanie, to trzeba wyglądać na pewnego siebie, prawda? – Chciałbym zobaczyć jak spostrzegawczy jesteś. Czuję się jak kompletna baba z tą propozycją, ale obyś nigdy nie przegapił, że inaczej zaczesałem grzywkę… - ostentacyjnie przeczesał włosy palcami, przez dosłownie sekundę starając się wypaść poważnie, nim nie wybuchnął śmiechem. Nawet on czuł, że jego „wymagania” odnośnie dostrzegania szczegółów były po prostu głupie. Ale… czy Liam wyglądał na osobę, która by się tym przejmowała? Pff… – W sumie moglibyśmy zrobić z tego zakład… tylko.. nie mam pomysłu co do nagród… - zastanowił się przez chwilę, a później przypatrzył się lepiej Ślizgonowi, zauważając, że uparcie wpatrywał się w jeden punkt na jego twarzy. – Ubrudziłem się…? – zapytał trochę mniej ociekając pewnością siebie, zaraz pchając dłoń w okolice ust, by je przetrzeć od wyimaginowanego brudu, w który wpatrywał się Mefisto. Uznając, że jego maniakalne wycieranie pyszczka przyniosło jakiś rezultat, wsłuchał się w nieco wykrętną, dłużącą się odpowiedź mężczyzny.
Dopiero szukał na nie odpowiedzi? Liam parsknął śmiechem.
- Pomóc ci? – rzucił niewyobrażalnie zaczepnie, jakby sam doskonale wiedział jakie posiadał zalety i w próżniacki sposób zamierzał je teraz wyłożyć Mefistofelesowi tuż przed twarzą. Oczywiście postawa była w stu procentach udawana: Rivai był ostatnią osobą, która kazałaby siebie wychwalać. Po prostu lubił żartować w taki głupiutki sposób. Niemniej za chwilę odrobinę spoważniał.
Mm.. wiesz, Mefi, chyba powinienem się zbierać. Zaraz zaczną się zajęcia i nie chciałbym się spóźnić. – oczywiście, że nie, porządnisiu. – Więc… na pewno wszystko gra? – zapytał, obracając lekko ciało w przeciwnym kierunku korytarza, zamierzając udać się do jednej z sal. Nim jednak porwał się do chodu, zawiesił spojrzenie na Ślizgonie, domagając się setnych zapewnień, że wszystko grało, nim się oficjalnie pożegnają. – W razie jakby ci czegoś brakowało… przed wyprawą, czy coś… chętnie Ci czymś zarzucę.

{ z.t + Mefistofeles }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Kwi 10 2020, 00:31;

Ostatnio nabierał obaw, że się zastał. Nie potrzebował doskonalić się ciągle w lataniu i zwodach, ale mimo to ćwiczył je, starając się znaleźć odpowiednie słowa do wyjaśnień, albo opracowując nowe lekcje. Latał, żeby sprawdzić, czy reszta sobie z nimi poradzi. Jednak nie rozwijał się w innych kierunkach i to zaczynało mu przeszkadzać. Po dniu, gdy pomagał gajowemu w opanowaniu gejzerów, uznał, że pora poszerzyć zakres wiedzy, jaki posiadał. Niby potrafił oczyścić ranę, zabandażować, znieczulić miejscowo, a nawet ostatnio nauczył się zaklęcia leczącego złamanie. Mimo to brakowało mu umiejętności pozwalających, chociażby na rozgrzanie ciała. Nie planował zmieniać zawodu na asystenta uzdrowiciela, ale chciał być w miarę niezależny. Ostatecznie nie zawsze była możliwość zgłosić się do szpitala.
Postanowił odszukać Perpetuę i ją poprosić o korepetycje z uzdrawiania. Cieszył się ze znajomością z kobietą i z tego, że pojawiła się w Hogwarcie. Oczywiście nie tylko dlatego, że miło było na nią patrze, co miał z kim rozmawiać na temat quidditcha, zamiast jedynie z młodzieżą. W gabinecie nikogo nie zastał, więc ruszył dalej, podpytując duchy o profesor. W końcu odnalazł ją, uśmiechając się szeroko na sam widok kobiety.
- Szukam cię po całym zamku - rzucił w ramach powitania, podchodząc bliżej. - Jak wrażenia po miesiącu nauki u nas? - spytał, równając krok z jej krokiem i zaplatając ręce za plecami. Jego spojrzenie rozjaśniały iskierki wesołości. Zastanawiał się czasem, czy nie dałaby się namówić na mały wyścig. Wiedział, że biodro może utrudniać lot, ale nie było to niemożliwe, a przecież nie wypuściłby tłuczków. Nie bardzo miał z kim się ścigać na miotłach i trochę mu to przeszkadzało.
- Poznałaś już wszystkich, poza widywaniem się na posiłkach w Wielkiej Sali? - dopytał lekkim tonem, skinąwszy głową, mijającemu ich duchowi. Pamiętał, jak nieco go przerażały, gdy zaczął naukę w Hogwarcie. Później się przyzwyczaił, a teraz zdarzało się, że ich nie zauważał i czasem przez któregoś przechodził. Dość nieprzyjemne uczucie.

@Perpetua Whitehorn
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska - Jarzębinowa Ferula
Galeony : 172
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 915
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPon Kwi 20 2020, 11:42;

Szukanie pisanek: D jak Druzgotek = 40% + 20% (za 40pkt z magii leczniczej) = 60% - 1 próba udana

Celtycka Noc zbliżała się wielkimi krokami, a ekscytacja powoli, kawałek po kawałeczku ogarniała Whitehorn. Dawno nie uczestniczyła w obchodach - z racji swojej pracy. Dopiero teraz, po przebranżowieniu, zdała sobie sprawę, że... Że po prostu ma czas na to, żeby móc uczestniczyć w tym magicznym święcie.
Zaczęła więc od czegoś prostego, czegoś, co przypominało jej beztroskie dzieciństwo - od szukania jajek wielkanocnych. Oczywiście, w swoim gabinecie żadnego nie znalazła - szkoda, ale to było jednak do przewidzenia - więc wyruszyła na swoje poszukiwania po Hogwarcie, mając oczy szeroko otwarte. I pełne rozbawionych iskierek.
Szczęście jej sprzyjało - już w pierwszym korytarzu udało jej się dostrzec, nieruszone przez nikogo, złote jajko, które grzecznie czekało na nią na parapecie. Uśmiechając się od ucha do ucha, zaklaskała radośnie w dłonie - zgarniając jajeczko dla siebie i chowając je w ukrytej kieszeni. Zadowolona z początku swoich poszukiwań, przygładziła fałdy swojej kwiecistej spódnicy i sprężystym krokiem ruszyła dalej.
Wtem dołączył do niej Walsh - którego ukochała sobie już od ich pierwszego spotkania.
- Josh! - zaświergotała rozpromieniona, podrywając głowę do góry, by obdarzyć nauczyciela Quidditcha pięknym uśmiechem. Przysunęła się do mężczyzny, trącając go delikatnie łokciem - tylko po to, żeby rozplótł dłonie zza pleców i mogła bezkarnie wziąć go pod ramię. Idealnie.
- Tak trudno mnie znaleźć? W sumie, tam na górze powinieneś mieć lepszy widok - zaśmiała się, zabawnie podrzucając brwiami, nawiązując do dzielącej ich różnicy wzrostu. - Myślałam, że będzie... Ciężej. Ale uczniowie mnie chyba polubili. Ja ich na pewno!
Dzisiaj nawet nie korzystała z laski - a prawda była taka, że tęskniła za lataniem na miotle, a widok Walsha nieodzownie kojarzył jej się z Quidditchem. Może dlatego tak lubiła jego towarzystwo? Szkoda jedynie, że w większości się mijali.
- Caine jest moim rówieśnikiem, znamy się ze szkoły. Voralberga też znałam już wcześniej... Leczyłam go. - Również pomachała mijającemu ich duchowi, nie tracąc przy tym uśmiechu. Potem wróciła spojrzeniem do Walsha, wzruszając ramionami. - Myślę, że lwią część kadry poznałam... A po co Ty mnie szukałeś, skarbie?
Zdrobnienia w ustach złotowłosej były całkowicie bezpretensjonalne, choć akurat Joshua nie miałby chyba nic przeciwko nim. Perpetua przynajmniej tak czuła - jedynym człowiekiem, któremu nie złotkowała... Był Shercliffe. I w sumie nie wiedziała, dlaczego żadne słodkie słówko nie przechodziło jej przez gardło, kiedy miała się zwracać bezpośrednio do historyka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPon Kwi 27 2020, 22:53;

Uśmiechnął się do niej uroczo, gdy tylko go dostrzegła. Nie musiała nawet specjalnie szturchać go, aby podał jej ramię. Zrobił to z ochotą i sympatią wymalowaną na twarzy. Chętnie pomagał jej jak mógł, a widząc, że chodzenie nie jest dla niej równie łatwe, co dla każdego, z ogromną przyjemnością podawał jej ramię, gdy tego chciała. Była idealnym przykładem na to, co może z człowiekiem zrobić samotny tłuczek, a także przestrogą dla tych, co nie ćwiczyli uników, albo zwyczajnie olewali treningi, choć nie podejrzewał, aby któreś z powyższych dotyczyło kobiety.
- Nie dziwię się, ciebie nie da się nie polubić - odpowiedział jej ze śmiechem. Sam wciąż nie wierzył w to, że na jego zajęcia jednak ktoś przychodził. Podejrzewał, że będą pustki, a tu niespodzianka. Być może młodzież widziała w nich coś więcej, niż oni sami dostrzegali?
- Jest jeszcze świetny gajowy, który swoją wiedzą nie ustępuje profesorom z onms albo zielarstwa. Choć jest nieco... Skryty? A przynajmniej przy mnie się rumieni mocno. Warto wtedy mówić jedynie o pracy - dodał, wspominając O'Connora, kiedy kobieta zaczęła wymieniać, kogo zdążyła już poznać. Zastanawiał się, czy i jego miała już okazję spotkać. Jeśli tak, był ciekaw zdania Perp o tajemniczym gajowym.
Spojrzał a nią uważnie, gdy spytała, po co jej szukał. Nie pamiętał kiedy prosił kogoś o pomoc w nauce, ale nie uznawał tego za coś złego. Bardziej zastanawiał się, czy nie będzie zajmował jej czasu wolnego, który miała przeznaczony na coś lepszego od uczenia innych.
- Zastanawiałem się, czy mogłabyś udzielić mi paru korepetycji z uzdrawiania - rzucił w końcu z czarującym uśmiechem, patrząc na nią łagodnym spojrzeniem. Liczył na to, że się zgodzi.

szukanie pisanek I - udane (2 jajka znalezione)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 136
  Liczba postów : 94
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPią Wrz 04 2020, 02:21;

Plusem nocnego zwiedzania korytarzy było... cóż zazwyczaj niewiele. Brak przyjemności w robieniu czegokolwiek pozalekcyjnego, ewentualna niemożliwość przygotowania się na kolejne zajęcia albo zwyczajne niewyspanie to głównie kojarzyło się z tym obowiązkiem. Jednak dla mnie póki co była to dość pasjonująca przygoda, zwłaszcza, że mogłem pozwiedzać korytarze z kimś kogo jeszcze nie znam, a będę pracował kolejny rok lub więcej. Nie zapalam różdżki delektując się półmrokiem wokół nas. Widzę Beatrice, którą z niekłamaną przyjemnością chciałem poznać już wcześniej. Czasem ludzie intrygują mnie bądź bardziej interesują bez specjalnych powodów, a póki co składam to na barki naszych wspólnych zainteresowań.
- Hej - mówię normalnym głosem, co w szkolnych, pustych korytarzach rozbrzmiewa wokół wyraźnie. Podchodzę szybciej do drugiej patrolującej dziś nauczycielki i uśmiecham się na przywitanie, co pewnie ledwo widać w półmroku korytarzy. Zakładam optymistycznie, że nie spotkam wcale żadnych uczniów (szczerze mówiąc, nawet jakbym spotkał niewiele by mnie to obchodziło), więc mam na sobie długi, czarny szlafrok, który tworzy magiczną poświatę kiedy tylko pada na niego blask księżyca, albo nawet gwiazd.
- Już zapomniałem, że tutaj zawsze jest tak chłodno - zauważam, przyzwyczajony do dość ciepłych murów Beauxbatons. Dość nostalgicznie zerkam za okno, które właśnie mijamy, a przez które na chwilę świecę się przyjemną, gwiezdną poświatą. Odwracam się z powrotem do młodszej współpracowniczki o której tak niewiele wiem. - Myślałem o tym, żeby powrócić do eliksirów, ale uznałem, że magia lecznicza to dobre powiązanie obydwu rzeczy, które bardzo lubię - zagaduję na nasz wspólny temat, bo jej posada była czymś nad czymś również poważnie rozważałem wybierając kierunek, którego będę chciał nauczyć.
- Zakładam, że od niedawna tu pracujesz? Pewnie ledwo skończyłaś naukę czy coś? - gdybię sobie dalej zgadując po Twoim wyglądzie. Zagaduję z czystej ciekawości, nie mogąc się powstrzymać od lekkiego słowotoku, w czasie którego chce poznać osobę odpowiedzialną za jeden z moich ulubionych przedmiotów.
- To chciałaś zawsze robić? Uczyć? - dopytuję, gotowy na kolejne pytania, kiedy natrafiam na kartkę papieru, którą podnoszę spod eleganckiego, pozornie niepasującego do szlafroka, buta. Na ulotce którą podnoszę nowa pani Minister patrzy na nas poważnie, a poniżej wypisane są jej światłe słowa. Z westchnieniem wsadzam ją do kieszeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Galeony : 314
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1107
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyNie Wrz 06 2020, 11:46;

Rok szkolny dla Beatrice zaczął się na dobre, nim w kalendarzu pojawił się 1 września. Wcześniejszy duży zakres obowiązków powiązanych z jej stanowiskiem opiekuna, oraz pomoc, jaką obiecała Perp w związku z jednym, dość niecodziennym przypadkiem, sprawiły, że znacznie szybciej wróciła myślami do Hogwartu i jego problemów. Jednak dopiero będąc w obrębie zamku i zmuszając się do wykonywania tak dennych i żmudnych zadań, jakimi było nocne patrolowanie korytarzy, dopadła ją szara rzeczywistość powiązana z tym mniej ciekawym aspektem bycia profesorem w Hogwarcie.
Zawsze uważała, że nienaganny ubiór jest kluczowy w wielu sytuacjach i na to przede wszystkim stawiała. Dobra prezencja mogła powiedzieć o człowieku więcej, niż cholernie dużo słów. Może nie wyglądała dziś tak kolorowo, jak jej partner do patrolowania, jednak uznała, że wygląda odpowiednio. Tej nocy, pierwsze piętro należało do nich i tam też mieli się spotkać.
-Witam - odpowiedziała w podobnym tonie, kiedy już trafiła na nowego nauczyciela w Hogwarcie. Przywitała go delikatnym lecz zdystansowanym uśmiechem, co i tak w jej odczuciu było naprawdę grzecznym zachowaniem. Przez sekundę czy dwie przyglądała się jego ubiorowi uznając, że może szlafrok nie byłby takim złym rozwiązaniem, gdyby nie zasady, które wpajano jej od najmłodszych lat, a których wciąż nie potrafiła się w żaden sposób wyzbyć.
Nie zdążyła jeszcze odczuć podobnego chłodu, który towarzyszył mężczyźnie. Przyzwyczajona do kamiennych murów zamku, uważała taką temperaturę, za coś kompletnie normalnego. Poza tym, zawsze miała to udogodnienie, że nie potrzebowała czarów, by poczuć, że jest jej cieplej. Dodanie niewielkiej ilości tkanki tłuszczowej do swojego ciała, nie stanowiło dla niej żadnego problemu, a niejednokrotnie było w stanie pomóc.
- Więc, gdzie jest o wiele cieplej? - zapytała, jak zawsze skupiając swoją uwagę, na mniej istotnych szczegółach w rozmowie, które potrafiły powiedzieć znacznie więcej, niżby sam autor tego pragnął. Jedna jej brew uniosła się delikatnie ku górze, kiedy usłyszała wzmiankę dotyczącą eliksirowarstwa, któremu ona przecież poświęciła się bez reszty. - Czyli posiadasz jakąś podstawową wiedzę odnośnie eliksirów? - nie omieszkała zapytać, choć w jej tonie brzmiała delikatna nutka sceptycyzmu co do tego. Nic nie mogła na to poradzić, tak po prostu od zawsze się zachowywała.
- W zasadzie zaczęłam w marcu ubiegłego roku szkolnego. Tak się złożyło, że profesor Fairwyn zrezygnował niemal w tym samym czasie z posady opiekuna domu i zaproponowano ją mnie - wyjaśniła, wykonując młynka czarnymi oczami. Wciąż nie bardzo rozumiała, czemu uznano, że kompletnie nowy nauczyciel w Hogwarcie, będzie odpowiednim na stanowisko opiekuna domu. Próbowała sobie tłumaczyć to w ten sposób, że może uznali, że ze względu na swój, jak jej kolega zauważył, młody wiek, będzie jej łatwiej zrozumieć wszystkich uczniów oraz studentów? Mimowolnie jej wzrok przeniósł się na podniesioną przez niego kartkę. Szybki rzut oka wystarczył, aby zrozumiała z jaką ulotką mają do czynienia. Westchnęła przeciągle, mając delikatnie dość tego, co wszędzie było dostępne w szkole, ale nie skomentowała broszury w żaden sposób. - Nauczacie innych było tym, czego z pewnością nie chciałam robić - powiedziała z lekkim opóźnieniem, uśmiechając się przy tych słowach. Mimo, że wcześniej nie brała takiego schematu nawet pod uwagę, zaskakująco dobrze się w nim odnalazła. - A ty? Co cię przygnało w te chłodne mury? - zagaiła, naprawdę zaintrygowana tym, z kim ma właściwie do czynienia. Hux pojawił się znikąd, wszystkich zaskakując swoją wyrazistością i dosyć bezpośrednią znajomością z Perpetuą. W tym momencie Trice mogła tylko zgadywać, jak bardzo bezpośrednią, choć wolała wciąż pozostawiać to w sferze domysłów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 136
  Liczba postów : 94
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyNie Wrz 06 2020, 14:28;

O czyli jednak się w czymś zgadzamy! Ja również uważam, że nienaganny ubiór jest bardzo ważny. Zwyczajnie pojęcie nienaganny jest zupełnie inny w mojej definicji. Plus chciałem nawet zażartować, że mamy niemalże matching stroje patrząc na zawiązywane pasy w talii i ciemne kolory. Powstrzymuję się jednak od tego świetnego żartu, tylko dlatego, że więcej pytań mam póki co na głowie (i odpowiedzi).
- W Beauxbatons, nawet pomijając lokalizację, to jasne kolory zdecydowanie pomagają w trzymaniu ciepła - stwierdzam, patrząc bo niewytłumaczalnie ciemnych pomieszczeniach. Dyrektorzy muszą być zawsze wyjątkowymi tradycjonalistami, gdyż przez te wszystkie lata kompletnie nic nie chcą zmieniać. Szczerze zdziwiony patrzą na nauczycielkę eliksirów na ten poniekąd sarkastyczny komentarz ukruszony lekkim sceptycyzmem. Parskam krótkim śmiechem, z nadal uniesionymi ze zdziwieniem brwiami.
- Jaka nieuprzejma! - zauważam szczerze, nie mając w zwyczaju zostawiać wiele dla siebie, unosić się dumą, czy robić inne rzeczy, które pewnie robią zazwyczaj profesorzy. - Nie mam, pierdolę sobie od rzeczy. Wszystko osiągnąłem dzięki mojemu godnemu zaufania wyglądowi - mówię żartobliwym tonem, równocześnie wskakując na ławkę, stojącą przy ścianie, po której przechodzę sobie niefrasobliwie. Zeskakuję z niej, a z moich czerwonych tenisówek rozbrzmiewa cichy dźwięk nut zagranych na pianinie, które dość szybko cichną w odmętach korytarzy. Na kolejne tłumaczenia nowej współpracowniczki, zerkam z zastanowienie na młodą kobietę.
- Brzmi niezwykle logicznie. To czemu tu jesteś? - pytam o ten zdecydowany sprzeciw wobec chęci uczenia kolejnych pokoleń.
Nie mam problemu z opowiadaniem o sobie, jakkolwiek poważnie nie wygląda moja historia, ja na nią patrzę jako na coś co kiedyś przynosiło mi niezwykłą radość, mimo tego jak się to zakończyło. Automatycznie dotykam czarnej obrączki na palcu przy tym pytaniu.
- Jak moja żona umarła straciłem chęci do pracy w szpitalu i poszedłem uczyć w szkole. Ale we Francji mnie już nic nie trzymało, więc wróciłem do przyjaciół i znajomych - streszczam co się właściwie wydarzyło, wcale nie mówiąc tego smutnym tonem i z lekkim uśmiechem nawet wspominam Valentine. Z zastanowieniem patrzę na Beatrice myśląc o żonie, ze względu czysto zawodowych. - Brała dużo euforii, czego nie zauważyłem. Wiedziałaś, że nie można jej łączyć z tymi do ustabilizowania po korekcie płci? - pytam po raz pierwszy przyjmując ton, który odrobinę chociaż pasował do profesora z szanowanej szkoły; póki co nie spotkałem wiele osób, które wiedzą cokolwiek więcej na ten temat, nawet najwięksi znawcy eliksirów; pocieszało mnie poniekąd to, że tak naprawdę była to wciąż ledwo muśnięta dziedzina, więc trudno było znaleźć od tego speca, który mógł zwrócić na to w ogóle uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Galeony : 314
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1107
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyPon Wrz 07 2020, 21:03;

Zaintrygował ją delikatnie fakt, że jej nowy kolega wcześniej wiele czasu spędził we Francuskiej Akademii Magicznej. Sama Beatrice nigdy wcześniej nie miała okazji odwiedzić tej szkoły, jednak słyszała na jej temat same pochlebne opinie. Niemniej, nie zgadzała się z nim w kwestii temperatury w szkole, bo dla niej osobiście była ona jak najbardziej optymalna. Może faktycznie to była tylko kwestia dostosowania się do warunków i tego, że przebywała w nich przez całe życie? Tak, to prawdopodobnie mogło być właśnie to.
- Daj spokój, przecież nie może być tutaj aż tak źle - mruknęła pod nosem z nieskrywanym powątpiewaniem co do jego słów. Dla niej całkowity klimat zamku był wspaniały. Tradycja kipiała tutaj z każdego obrazu, każdej mijanej przez nich właśnie zbroi czy wszystkiego, co te mury na przestrzeni lat doświadczyły. I bardzo jej to odpowiadało. Może było to kwestią takiego, a nie innego wychowania, a może tego, że zwyczajnie czuła się w Hogwarcie od zawsze, jak w domu. Ciężko stwierdzić.
- Okrutna, zła i podła - zakpiła sobie z jego słów odnośnie swojego sposobu bycia, uśmiechając się przy tym w dosyć znaczący sposób. Taka była od zawsze i wielokrotnie wcześniej słyszała podobne epitety określające jej osobę. Nigdy się nimi nie przejmowała. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jaka jest i nie zamierzała tego zmieniać, bo i jaki miało to sens? - Przecież ten wygląd jest jak najbardziej godny zaufania, nie wiem, o co chodzi - dodała jeszcze i może można by było jej słowa uznać za prawdziwe, gdyby nie to, jak po nich Hux majestatycznie wskoczył na ławeczkę, aby przespacerować się po niej. Westchnęła głośno, zastanawiając się nad tym, co przyniesie ten wieczór i jak bardzo będzie po dyżurze pragnęła umrzeć. Żadne jednak z tego typu słów nie opuściło jej ust, bo nie miała w tym momencie ochoty na to, aby być jeszcze bardziej nie miłą względem nowego nauczyciela w Hogwarcie. Poza tym, musiała zastanowić się nad odpowiedzią na proste pytanie, jakie w jej kierunku posłał. Jak łagodnie powiedzieć o tym, że spotkał ją tutaj tylko i wyłącznie dlatego, że jej życie zawsze zmierzało w kompletnie niezamierzonym kierunku, komplikując się w najbardziej możliwy ze wszystkich sposobów? Parsknęła śmiechem na samą tą myśl, bo teraz potrafiła już z tego wszystkiego się śmiać. Jeszcze nie tak dawno, raczej posłałaby w niego jakąś klątwą, za kompletnie dla niej nietaktowne, ale przecież zupełnie naturalne pytanie.
- Powiedzmy, że może życie lubi płatać mi figle - stwierdziła w końcu po dłuższym czasie z wciąż błąkającym się po ustach uśmiechem. Tak, taka odpowiedź powinna satysfakcjonować ludzi. Pytanie, czy usatysfakcjonuje jego.
Historia, którą opowiedział w tak niefrasobliwy sposób, autentycznie zmyła resztki uśmiechu z jej twarzy. Spojrzała na mężczyznę, znacznie delikatniej, nie bardzo wiedząc, co powinna w tym momencie powiedzieć, czy jak się zachować. Zatrzymała się na moment, by spojrzeć mu prosto w oczy. - Ja.. nie wiedziałam. Bardzo mi przykro z tego powodu - powiedziała szczerze. W zasadzie nie miała prawa wiedzieć o tym, co mu się przytrafiło, co nie zmienia faktu, że również i ona dzisiaj wykazała się nietaktem. Rozważała chwilę w myślach jego słowa odnośnie łączenia eliksirów. Była to dziedzina eliksirowarska, której Beatrice nie poświęciła wcześniej większej uwagi. Może jednak powinna mocniej ją studiować? - Prawdę powiedziawszy, nie wiedziałam - i tak postanowiła odpowiedź, choć ton jego głosu sugerował, że wcale tego nie oczekiwał. Po chwili spokojnie znów ruszyła przed siebie, rozglądając się dookoła. Zaskakująco spokojny wieczór im się przytrafił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 136
  Liczba postów : 94
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 EmptyWto Wrz 08 2020, 01:22;

Nie widzę tego, że w jakikolwiek sposób zaintrygowało Cię coś co mówię. Może to kwestia ciemnego pomieszczenia, a może nieodgadnionego wyrazu twarzy. Na kolejny sarkastyczny, czy tam raczej dość powątpiewający komentarz uśmiecham się lekko pod nosem.
- Jest okropnie. Dlatego tutaj wróciłem po trzech latach we Francji. Masochizm - mówię z rozbawieniem. Oczywiście, że doceniam tutejsze... uwielbienie do starych lat i takie tam. Po prostu niektóre rzeczy, jak na przykład lepsze ogrzewanie, dałoby się uświetnić bez wpływu na to jak wygląda zamek. W końcu musi być ktoś kto zna się dobrze na magii budowlanej, architektonicznej, czy jakkolwiek to nie nazwać. Nie chce mi się jednak wdawać w to w większe dyskusje. Na słowa kobiety kołacze mi się gdzieś w głowie niesprecyzowany kawałek jakiejś piosenki.
- Zawsze bezpieczna poza - stwierdzam na Twoje krótkie określenie siebie, wciąż uśmiechając się lekko, kiedy skaczę na ławkę. Śmieję się też wesoło na kolejne stwierdzenie. - Cudownie, że tak uważasz, zaufanie wśród współpracowników jest bardzo ważne. To jak wyglądamy jest w końcu niezwykle ważne! - mówię ironicznie, kompletnie nie zgadzając się oczywiście ze swoim własnym komentarzem, będąc w totalnej opozycji do tego.
Zeskakuję z gracją z ławeczki, obracając się przy tym wokół własnej osi. Gdybym wiedział, że powstrzymujesz się od dalszych narzekań, powiedziałbym że mam nadzieję, że to przez jakąś niewielką ilość sympatii, którą udało się wykrzesać podczas tego krótkiego spaceru wzdłuż korytarza. Jednak widzę tylko parsknięcie śmiechem na odpowiedź przy moim kolejnym pozornie prostym pytaniu, na które odpowiadasz w sposób tak nieodgadniony, że jedynie unoszę do góry brwi, na razie odpowiadając jedynie niemrawym mhm, widząc że nie chcesz mówić o co chodzi, szczególnie biorąc pod uwagę jak długo potrzebowałaś na odpowiedź. Po chwili też następuje moje krótkie wytłumaczenie sytuacji, które sprawia, że przez sekundę nie jesteś nieuprzejma, sarkastyczna czy zagadkowa, tylko zwyczajnie, szczerze współczująca. A przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Nie mam też świadomości, że obydwoje wykazaliśmy się jakimś nietaktem w tak banalnych, wydawałoby się, kwestiach.
- Wiem, spokojnie. Wolę, żeby ktoś wiedział wcześniej, niż później z niedomówień czy plotek. W każdym razie przeżyliśmy piękne kilka lat, taka niesprawiedliwa kolej rzeczy - mówię spokojnie i odwzajemniam spojrzenie czarnych jak węgiel oczu.  Wyciągam rękę, by na chwilę musnąć palcami, ubrane w tatuaże i pierścionki, o Twoje ramię i prędko oddalić dłoń, by zadać pytanie na które uzyskuję odpowiedź takie jak zwykle słyszałem od eliksowarów czy uzdrowicieli. Kiwam jedynie głową, ze zrozumieniem, po czym wzruszam ramionami.
- Widać życie lubi wszystkim płatać figle nam wszystkim - dodaję kiedy już ruszamy z powrotem, nawiązując do bardzo nieszczegółowej odpowiedzi, której dostałem wcześniej. Szybko odnoszę wrażenie, że może to wyglądać na to, że próbuję wyciągnąć od Ciebie głębsze informacje, więc zerkam znowu na Twój wyraz twarzy. - Nie mów jak nie chcesz. Co robiłaś wcześniej? - uprzedzam i od razu zmieniam mniej lub bardziej sprytnie temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Korytarz na I piętrze - Page 13 QzgSDG8








Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty


PisanieKorytarz na I piętrze - Page 13 Empty Re: Korytarz na I piętrze  Korytarz na I piętrze - Page 13 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na I piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 14Strona 13 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz na I piętrze - Page 13 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-