Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Popołudniowa komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 19 z 20 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 149
  Liczba postów : 1357
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyCzw Maj 19 2011, 14:14;

First topic message reminder :




Na szóstym pietrze znajduje się sala wielkości klasy i kawałek więcej. Nie ma określonego koloru,gdyż każdy uczeń który do niej wejdzie może zmienić kolor miękkiego dywanu i ścian na jakikolwiek sobie wymarzy.Na północnej i południowej ścianie znajdują się dwa wielkie okna, na których parapecie spokojnie mieszczą się dwie osoby. Na czas imprez które często odbywają się w tym miejscu okna można zasłonić wielkimi zasłonami,przez co w pokoju zapada przyjemny półmrok. W jednym z rogów mieści się gigantyczna narożna kanapa,a po podłodze w niewielkich kupkach są porozrzucane kolorowe poduszki. Na pięknej drewnianej szafce stoi różowy gramofon,a w szufladzie można znaleźć całą kolekcje płyt gramofonowych poczynając od klasyki a kończąc na ciężkich brzmieniach. Uczniowie uwielbiają spędzać tu czas,i organizować imprezy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 00:20;

Samemu nie udawał. Będąc ślepym, ranił nie tylko siebie, ale przede wszystkim Maximiliana. A podejrzewał, że ta speszona momentami atmosfera wcale nie wynika z czystego przypadku - głupi nie był. I nie bez powodu nie zamierzał brnąć z powrotem w udawanie non stop i cudzym bądź własnym kosztem, iż wszystko znajduje się w należytym porządku.
- Ale podobne. - puścił mimowolnie oczko i się uśmiechnął, wspominając tamte urodziny. Brakowało mu tej atmosfery swobody, dlatego z niej obecnie korzystał pełnymi garściami, kiedy to poprawił własne okulary lewą dłonią, która ostatnio wiodła prym pod względem bycia tą częściej wykorzystywaną. Pozostawał oburęczny, choć to prawa kończyna górna posiadała zdolność korzystania z magii - nawet jeżeli czasami nie czuł nic poza chłodem i mrowieniem. - Prędzej niezwykłe jest jego przestrzeganie, co? - najchętniej to sprzedałby kuksańca, ale odległość była za duża, a też, prawe ramię nadal go trochę pobolewało, wręcz ostatecznie z tego pomysłu zrezygnował. - Jeszcze żeby magia nie rozpierdalała urządzeń, to by było dobrze. - prychnąwszy, sam doskonale wiedział, jak trudno było zamontować prosty odtwarzacz płyt w magicznym odpowiedniku Cadillaca DeVille. Jakoś się udało, ale nadal - nie był to mechanizm zbyt stabilny i momentami nie działał.
Najwidoczniej miał ogromne szczęście - albo los postanowił się do niego uśmiechnąć jakimś cudem - gdyż ponownie wyrzucił całkiem wysoką kostkę, która to się odbiła od blatu stołu i pokazała sumę pięciu oczek. Wyglądało to nieźle, ale w sumie karta, jaką w zamian otrzymał Max, spowodowała jego wewnętrzne skrzywienie. Ten nie mógł się odezwać przez krótki co prawda czas, ale i tak czy siak wybuch karty i pokrycie sadzą nie należały do najprzyjemniejszych rzeczy. No ba - należały do tych, których wolałby uniknąć. Nie bez powodu spojrzał zatem uważnie w jego stronę, zastanawiając się na krótki moment. Ciągłe tańczenie, brak możliwości rozmawiania, a koniec końców wybuch karty przed samą twarzą..
- W porządku? - zapytawszy się, również się martwił i to nie bez powodu. Lowell wykonał parę kroków i przybliżył się w stronę wcześniej tańczącego ucznia, jakoby chcąc się upewnić, że nawet po cofnięciu skutków działania talii wszystko znajduje się w odpowiednim porządku. Rozluźniona atmosfera wpływała doskonale na rozluźnienie jego barier i tym samym powodowała, że tęczówki nie były płaskie, a prędzej wypełnione najróżniejszymi emocjami. I chociaż te o dalszym płonięciu uczucia pozostawały ukryte, na pierwszy plan wydobywała się ogólna troska. Wiedział, że Mag potrafi być paskudny w skutkach, ale koniec końców kolejna runda zakończyła się na niekorzyść Ślizgona, doskonale udowadniając, że ten nie ma dzisiaj szczęścia do gry. 
- Albo moje karty są popsute. Wszystko jest możliwe... - zastanowił się na krótki moment, by tym samym westchnąć ciężko. Chwycił ponownie za talię i z niemym pytaniem, które skierował w stronę Solberga, zaczął tym razem samemu rozdawać karty. Granie w to było całkiem dynamiczne i przypominało poniekąd hazard. Żaden z nich nie wie, jaki będzie ostateczny wynik rzutu, co powodowało, że koniec końców chcieli się przekonać, kto znowu otrzyma po mordzie. I, jak się okazało, role odwróciły się dość porządnie, bo tym razem to Lowell przegrał, wyrzucając mniejszą ilość oczek.
Na szyi pojawiła się pętla, która zaczęła się mocniej zaciskać zatrzymując możliwość oddychania. Chłopak mimowolnie, co było podyktowane czystym odruchem, pokierował własne palce w jej kierunku, ale to nie pomagało. Sam efekt nie był zbyt przyjemny; duszenie się pozostawało jedną z najczęstszych form tortur, a również utonięcie stanowiło najboleśniejszą śmierć. Też, przypominało mu to o ojczymie i choć mimowolnie pobladł, starał się tego nie okazywać. W szczególności wtedy, gdy sznur zniknął, a samemu zakaszlał parę razy, biorąc głębsze oddechy i stabilizując bicia serca.
- Normalnie moje ulubione zajęcie... - odchrząknął, powracając do rzeczywistości i mrugając parę razy oczami. Czuł się bardziej zmęczony, jakoby pozbawiony sił, a poduszki wcale mu nie pomagały w trzeźwości, kiedy to zmrużył oczy. Sam aspekt tego, że wywołało to wyrzut adrenaliny do ciała, powodował, iż musiał powrócić do normalnego funkcjonowania.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 20:30;

k6: 3
Tarot: Sprawiedliwość

Obydwoje naprawdę mogli dziś odetchnąć. Widać obchodzenie urodzin któregokolwiek z nich miało w sobie jakąś atmosferę, która pozwalała im się nieco rozluźnić, bo choć momentami wciąż było niezręcznie, całość zmierzała w nieco luźniejszym kierunku.
-Dokładnie. - Puścił mu oczko, machinalnie łapiąc za butelkę z wodą, by w ostatnim momencie zauważyć, że ta niestety jest pusta dzięki poprzednim partią gry. -To by była prawie utopia. - Przyznał, bo faktycznie kwestia zakłóceń, jakie urządzenia wyłapywały przez magię była naprawdę irytująca. Zastanawiał się czy można było jakoś to obejść, ale ostatecznie przecież i tak właśnie kończył szkołę, więc jakoś niezbyt było mu już to do szczęścia potrzebne.
Solberg zdecydowanie nie miał dzisiaj szczęścia do tej gry. Co chwilę dostawał po dupie, przegrywając rozgrywkę za rozgrywką. Kontynuował jednak grę samemu nie do końca wiedząc czy bardziej liczy na to, że los się odwróci, czy na to że oberwie jeszcze bardziej.
-Ta, w końcu mogę usiąść. - Mag może nie był najbardziej litościwą kartą, ale to ten taniec wkurwił go najbardziej. Dlatego też chętnie ponownie przysiadł na parapecie, ciesząc się z bezczynności, jakiej znów mogły poddać się jego kończyny.
-A może obydwa. Chyba się nie dowiemy. - Uśmiechnął się półgębkiem, przypominając sobie jak kiedyś to Feli podczas partii z Lucasem ciągle obrywał. Tamta talia zdecydowanie była zjebana, skoro potrafiła wyłonić więcej niż jednego przegranego.
Kolejne rozdanie i kolejny wisielec. Max nie zareagował tak gwałtownie, jak Lowell, ale zdecydowanie nie chciał tego oglądać. Nie chciał być hipokrytą, który przed chwilą sam uspokajał puchona, że to tylko gra, a teraz się poddaje, a jednocześnie wiedział, że nie jest to nic przyjemnego. Ta wewnętrzna walka ujawniła się w postaci nieco zdystansowanego wzroku i mocniej zaciśniętych dłoni, ale ostatecznie Max nie powiedział nic czekając, aż pętla puści swoją ofiarę.
- Dasz radę grać dalej? - Upewnił się, gotów w razie czego przerwać rozgrywkę. W końcu nie przyszli tu się nawzajem torturować, a spędzić miło czas. Może nie do końca dobrą grę do tego wybrali.
Max wyciągnął kolejną kartę i rzucili kośćmi. Ślizgon po raz kolejny otrzymał niższą liczbę oczek, na co westchnął tylko wyciągając dłonie do przodu, by talia mogła uczynić swoją powinność i go po nich zlać.
-Widocznie mi się należało. - Zażartował, przejeżdżając nieco obolałą dłonią po włosach. Naprawdę był już czas wybrać się do jakiegoś fryzjera...

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 20:51;

Cieszył się samemu z tego powodu - nawet jeżeli Dureń momentami wskazywał na dość nieprzychylne opcje, tak naprawdę miło było spędzić czas w atmosferze znacznie bardziej rozluźnionej, aniżeli tej, dzięki której nie wiedzieli, co dokładnie powiedzieć. Lowell mógł zatem odetchnąć z wewnętrzną ulgą, bo nie zepsuł tego dnia, no i też - najwidoczniej trafił z prezentem, skoro Max z niego skorzystał i od razu założył na nadgarstku.
- To by był jebany Yin i Yang, a nie, że się zastanawiasz, czy ci komputer lub telefon jebnie od nadmiaru magii czy ki chuj. - zaśmiał się lekko i poprawił jeden z kosmyków włosów, bo jednak taki sprzęt potrafił swoje kosztować. To przypomniało mu poniekąd o fakcie posiadania przez Solberga jego wcześniejszego telefonu, ale w sumie już za nim aż tak nie płakał. Nawet jeżeli znajdowała się tam galeria mniej lub bardziej przyzwoitych zdjęć furry, no cóż, niespecjalnie się tym przejmował.
- Długo na szczęście nie tańczyłeś. - znalazł może jakieś pozytywy w tej całej sytuacji. Ewidentnie coś postanowiło się z nich pośmiać, a też - tyle, ile razy uczeń zdołał przegrać, było nie do uwierzenia. Być może bransoletka nie działała w taki sposób, w jaki powinien działać? Tego nie wiedział, a palcem mimowolnie przebiegł po podbródku, zastanawiając się nad tymi szmerami działającymi w zakresie znajdowania kolejnych dawek jakiegoś łutu szczęścia. Być może teraz będzie lepiej? Tego nie wiedział. - W to nie wątpię. Ile razy karty z mojej ręki były wadliwe... - sam przypomniał sobie ten piękny cud otrzymywania zawsze po dupie, kiedy grali jeszcze dodatkowo z Lucasem. Nie było to coś, z czego był jakoś specjalnie dumny, gdy się do niego kleił, no ale momentami karty pozostawały dość... nieprzychylne.
Felinus zamierzał dość szybko zapomnieć o tym, co miało miejsce. Sznur co prawda nie należał do najprzyjemniejszych rzeczy, no ale przecież nikt nie powiedział, że ta gra jest w stu procentach dla dzieciaczków. Przyjął zatem dość pokornie karę, by potem móc odczuć ulgę z możliwości odetchnięcia pełną piersią. Przymknąwszy oczy na chwilę, opuszkami palców przejechał mimowolnie po szyi, jakoby chcąc się upewnić, że nic szczególnego tam nie pozostało.
- Tak, tak, to tylko chwilowe, na spokojnie. Dobieraj kolejną kartę. - lekko się uśmiechnął, kiedy to okazało się, że los postanowił się do niego uśmiechnąć, bo jednak Wisielec odebrał mu sporo energii. Niższa ilość oczek spowodowała, iż talia kart magicznie uniosła się w powietrze, by potem uderzyć swoiście parę razy w dłonie. Nie był to też zbyt przyjemny widok, a wewnątrz odzywały się jego pierwotne instynkty ochrony najbliższych, które skutecznie powstrzymywał. To tylko gra - starał się powtarzać pod kopułą czaszki, choć wcale nie było to łatwym zadaniem. - Ojojoj. - powiedział, uśmiechając się pod nosem. - Podobno ojojojane mniej boli. - to był fakt i nie zamierzał go negować, kiedy wyrzucił kolejną kostkę, która to odbiła się parę razy od stołu, dając wynik równy trzem oczkom. Nim się obejrzał, a samemu wyciągnął kartę Kapłana; przegrana tura natomiast (różnica dwóch oczek) spowodowała, iż w powietrzu pojawił się elegancki, złoty napis z jednym z jego największych sekretów.
Student na krótki moment osłupiał, wczytując się w to, co zostało przedstawione. Tak naprawdę miał w sobie wiele sekretów i karta powinna wywalić błąd alokacji pamięci, ale najwidoczniej poradziła sobie nieźle, pokazując to, co chciał ukryć przed innymi - fakt chodzenia na terapię do psychologa i stosowania odpowiedniego leczenia. Zamarł, zastanowił się, a w głowie pojawiła się dziwna pustka. Nie był gotowy na jakąkolwiek rozmowę w tym temacie, ale też - jeszcze nie wiedział, czy Solberg przeczytał napis, gdy tak samemu intensywnie się w te literki wpatrywał, mając nadzieję, że jakoś ten nie postanowi zaspokoić własnej ciekawości. Ramiona samoistnie do siebie przybliżył, co spowodowało skurczenie sylwetki, aż samemu zapomniał o oddychaniu, biorąc prędzej ciche wdechy i wydechy, wsłuchując się w bicie własnego serca. Wypatrywał się w nim swoistych szmerów.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 21:19;

k6: 6
Tarot: Mag

Prezenty naprawdę były trafione, na co wskazywał chociażby fakt, że Max od razu postanowił bransoletkę ubrać, jakby to było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Choć poprzedni biżuteria, jaką dostał od Lowella była mu bliska, ta zdawała się nieść za sobą dużo mniej symboliki, którą tamta była w jakiś ironiczny sposób przesiąknięta.
-Tutaj chyba nie ma mowy zbytnio o równowadze. - Bąknął nieco bardziej markotnie. Ta szkoła daleka była od podobnych rzeczy i wszyscy o tym wiedzieli. Trzeba było się zdecydować o swojej przynależności. Dzieciaki z mugolskich domów naprawdę mogły mieć trudny czas by przystosować się do tych wszystkich pojebanych zmian ,jakie czekał na nich od przekroczenia progu Hogwartu.
-Z muzyką byłoby łatwiej. - Dodał, bo faktycznie to, że dość krótko oddawał się tej czynności było jakimś pocieszeniem dla ślizgona. -Tego nie wiem. Ile? - Uśmiechnął się, bo wiedział co prawda o jednym przypadku, ale może były jeszcze inne, o których pojęcia nie miał. Tamta pamiętna rozgrywka przypominała mu dużo prostsze czasy, choć z tego co wiedział, to Feli już wtedy darzył go jakimiś uczuciami. Sam nie potrafił powiedzieć, czy z jego strony było tak samo, ale na pewno nie mieli aż tylu problemów co od nowego roku.
Nieco zmartwiony patrzył, jak palce Lowella wędrują po jego szyi po tym, jak zacisnął się na niej ten pojebany sznur. Dureń potrafił dać w kość i to naprawdę wieloma kartami, a ta była zdecydowanie jedną z najmniej przyjemnych. Przechylił tylko głowę na zapewnienia puchona, że wszystko jest w porządku i grali dalej.
-Nie tylko ojojane, ale tak, zdecydowanie już lepiej. - Zaśmiał się, choć dłonie wciąż miał nieco czerwone i obolałe od uderzeń, jakie miały miejsce w wyniku przegranej. Nic sobie jednak z tego nie robił i po prostu grał dalej, a jak się okazało następną rundę przegrać miał Feli. Kapłan był bezlitosny, formując napis mówiący o jego największym sekrecie i nim Max zdążył odwrócić wzrok, niestety sens tych słów już do niego dotarł. Ślizgon speszył się nieco, nie czując się najlepiej z tym, że nie uszanował prywatności Felka, a jednocześnie gdzieś w środku wszystko nabrało sensu. Zmiany, jakie zaszły w puchonie musiały być po części wynikiem tych wizyt i Max był naprawdę szczęśliwy i dumny ze studenta, że zdecydował się jakkolwiek sobie pomóc.
-Nie martw się, nic nie widziałem. - Uśmiechnął się lekko, nie tyle go okłamując, co dając tym samym znak, że nie ma zamiaru o tym teraz rozmawiać, czy tym bardziej przekazywać tych informacji dalej. Była to prywatna sprawa i jeśli tarot uznawał, że jest to największy sekret puchona, Max nie miał zamiaru robić z tego wiadomości publicznej.
-Nie wierzę, mamy remis! Dawaj, może uda mi się w końcu wygrać. - Wyciągnął kartę, krzywiąc się na widok kolejnego wisielca.

+

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 21:39;

Lowell momentalnie pomyślał wcześniej o tym, by udać się w kierunku Norwegii, gdzie zakupił tę bransoletkę, którą miał okazję wręczyć podczas wspólnej randki. Wiedział jednak, iż może to zostać źle odebrane, a też - chciał, by biżuteria była w jakiś sposób użytkowa, nawet jeżeli zawierała w sobie dość... specyficzną roślinę. I najwidoczniej powoli odwracała role, bo to student dostawał po czterech literach, a nie Max.
- Niestety. Albo stety? - zastanowił się na krótki moment, wszak przecież możliwość oddzielenia dwóch światów zdawała się być tą zachęcającą. Posiadanie możliwości odpoczęcia od jednego ze światów zdawała się być kusząca, a też - samemu nie potrafił jakoś szczególnie oddać się jednemu światu. Nawet w środowisku mugolskim nosił różdżkę, by mieć możliwość obronienia się, gdyby zaszła oczywiście taka potrzeba. Nie bez powodu czasami lubił nią obracać w tłumie czarodziejów, jakoby starając się tym samym mieć możliwość chwycenia za drewniany patyczek w zaskakującym tempie. Chwycić, obronić się, uniknąć zagrożenia. - A w to nie wątpię. Mogłem ci nawet coś puścić przez zaklęcie... no, następnym razem umilę ci tę konieczność tańczenia. - zaśmiał się i puścił oczko, spoglądając w jego kierunku spokojnie i bez większych problemów. - Już dwa! To o dwa za dużo. - głębszy wdech wypełnił jego płuca - i chociaż nie był to dym papierosowy, wcale nie potrzebował między własnymi wargami szluga, by czerpać radość z chwili, która nie była skrępowana, a zamiast tego mogli się skupić na czymś bardziej normalnym. Problemy istniały, ale te drobne chwile zdawały się je na krótki moment nagradzać.
Samemu nie lubił tego uczucia; szybko jednak się otrząsnął, by jakoś nie skupiać się w pełni sprawdzaniu, czy wszystko jest w porządku. Zamiast tego skupił się w pełni na dalszej kwestii i ogólnej rozgrywce, spoglądając raz po raz na te piękne, wadliwe karty, które postanowiły polubić tym razem Felinusa i się do niego poprzytulać w gorszym tego słowa znaczeniu.
- Trudno zaprzeczyć. - zaśmiał się lekko, choć przypomniawszy o tym, że mieli na Wizzengerze własne metody na tego typu rzeczy, trochę nie wiedział, co powiedzieć. Mimo to rozgrywka nadal trwała, a elegancki napis zdradził jeden ze sekretów. Lowell przez krótki moment zdawał się w ogóle nie istnieć, jakoby liczyło się tylko to, co wisi w powietrzu - informacja o chodzeniu do psychologa. Niespecjalnie się tym chwalił i nie chciał się tym chwalić, bo nie uważał to za osiągnięcie życia. Zresztą, podejście społeczeństwa do tego typu spraw powodowało, że w duszy gdzieś gasnął ten płomień, który starał się ochronić. Kiedy to tak zatracił się w tej chwili, nawet nie zauważył, jak z ust Ślizgona wydobywają się słowa. Dotarły do niego ze znacznym opóźnieniem, a sam się wzdrygnął, nie wiedząc, czemu w sumie postanowił się odciąć od rzeczywistości.
- Hęę...? - odwrócił gwałtownie głowę, podnosząc się z miejsca, kiedy to przegrał i talia postanowiła zostać pochłonięta przez ogień. Naprawdę, czasami te wrażenia powodowały, iż zastanawiał się, czy granie w Durnia jest na pewno bezpieczne. - Jeszcze zobaczymy... - wziął kolejną kartę trochę nadal spięty i zamienił na krótki moment w diabła z futrem i ogonem, którym pomachał parę razy, zanim to nie powrócił do swojej pierwotnej postaci. Zamrugał kilka razy, biorąc głębszy wdech, wszak nie był przystosowany do takiego wyglądu. - No nie... To co, kolejna rozgrywka po krótkiej przerwie? - zaproponował, by tym samym zgodnie z tym, co powiedział, odpocząć od tych wrażeń i napić czystej wody, otwierając okno, ażeby świeże powietrze wpadło do komnaty i pozwoliło na otrzeźwienie myśli. Kilka minut - zanim ponownie powrócą.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 21:57;

Przerwa zdawała się być dobrym pomysłem. Max wykorzystał ją by udać się do toalety i od nowa uzupełnić wodę, którą gra mu odebrała. Nabrał nawet ochoty na drobną przekąskę, ale zdecydowanie nie miał zamiaru schodzić teraz do kuchni i prosić skrzaty o coś tylko po to, by zaraz znów wspinać się na szóste piętro. Zrezygnował więc z tego pomysłu licząc, że woda zaspokoi jego apetyt wystarczająco.
Po krótkiej chwili znalazł się ponownie w popołudniowej komnacie, tym razem rozpierdalając się wygodnie na znajdujących się na ziemi poduszkach.
-Zauważyłeś, że praktycznie ciągle ciągniemy te same karty? - Zapytał, machinalnie tasując kartę i wyciągając ze stosu ponownie koło fortuny. -Może jeszcze jedna runda dla sprawdzenia, czy to jakieś fatum? - Zaproponował, rzucając Felkowi karty, podczas gdy on sam położył się na boku, podpierając głowę jedną ręką tak, by lepiej widzieć i puchona i samo miejsce rozgrywki, które jakoś szalenie fascynujące nie było.
-Szkoda, że w dormie nie mamy tak wygodnie. Pewnie mało kto by z niego wtedy wychodził. - Faktycznie podobało mu się to miejsce. najchętniej by się tu legnął i został dopóki naprawdę nie musiałby być gdzie indziej. Miękkie poduszki i pufy zachęcały do posadzenia na nich swoich czterech liter. Max wcale nie dziwił się, że kiedyś planował ogarnąć tu jakąś imprezę, choć pewnie skończyłaby się na tym, że goście utonęliby w tej wygodzie i najzwyczajniej w świecie zasnęli.
Gdy Lowell zajął się kartami, Solberg rzucił kością i ze zdumieniem zobaczył na niej sześć oczek. Feli nie miał takiego szczęścia i został oblany dość porządną ilością zimnej wody, która rozchlapała się wokół puchona i zostawiła go całkowicie przemoczonego.
-Zapowiada się ciekawa rozgrywka. Nie chcesz się najpierw osuszyć? - Zaproponował, z pewną ulgą przyjmując coś, co nie było zdradzaniem sekretów czy sznurem zaciskającym się wokół ich szyi. Sam nie miał jak w tym temacie pomóc, jako że kończąc pracę nad Felixem, zostawił różdżkę z całą resztą w swoim dormitorium.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 22:26;

Samemu postanowił skorzystać z możliwości nawodnienia własnego organizmu i zaciągnięcia się świeżym powietrzem. Nadal trochę przetrawiał tę informację, która przedostała się w kierunku Maximiliana. Jakoś nie tak widział przyznanie się do faktu, że chodzi do psychologa i korzysta z jego wsparcia, by stać się jakoś lepszym człowiekiem. Mimo to mleko się rozlało i nie mógł z tym nic zrobić, jak tylko zapełnić żołądek wodą oraz wziąć głębszy wdech, kiedy to płuca umożliwiały krwi transport tlenu. Trochę mu tego teraz brakowało - skoro wcześniej o mało co nie zapomniał o tym, że powinien jednak przywrócić swoje czynności życiowe do względnego porządku.
Samemu usiadł na jednej z puf nieopodal, zastanawiając się następnie nad tym, co powiedział Max. W sumie to miał rację - jakby nie było, ciągle ciągnęli bardzo zbliżone do siebie karty, nie trafiając jakoś specjalnie w inne. Mogło to być denerwujące, ale też - poniekąd zdawało się być zbawienne.
- Tak samo było wcześniej. Ile razy byliśmy spalonymi kurczakami? - zaśmiał się lekko, przypominając sobie ten moment rozrywki, by potem oprzeć własny łokieć o kolano, przywracając okulary na pierwotne miejsce - czyli na nos. Od razu obraz stał się trochę bardziej wyraźny, co ewidentnie działało na jego korzyść. - A dawaj, na pewno jej nie pożałuję. I być może tym razem wygram. - spojrzał w jego stronę z widoczną dozą rywalizacji, jakoby te słowa, które wydostały się spomiędzy jego ust, nie były próżne i naprawdę niosły ze sobą pewne zwycięstwo.
- A to prawda. Słyszałem o tym miejscu, ale osobiście rzadko kiedy w nim bywałem. Najwidoczniej sporo straciłem. - zastanowiwszy się, aż samemu miał ochotę stworzyć taki kącik w domu. Swobody, zabawy, przyjemnej atmosfery i braku jakiegokolwiek napięcia. To początkowe przemijało, gdy przetrawiał wewnątrz sekret, który to został wyciągnięty na zewnątrz. - Może sam sobie jebnę taki pokój czy ki chuj. - zaśmiawszy się, rozłożył się wygodnie, czując chęć pozostania w tym miejscu na zawsze - oczywiście do momentu, gdyby jednak nie zachciałoby mu się iść do ubikacji czy gdziekolwiek.
Długo nie było mu dane cieszyć się tym komfortem, bo kubeł zimnej wody po pociągnięciu karty spadł na niego niepodziewanie i spowodował przykurczenie wynikające z zimna. Tej było natomiast sporo i kiedy wreszcie kara się skończyła, stał cały przemoczony i zziębnięty. Sam przepadał bardziej za cieplejszą atmosferą, a nie taką... lodowatą.
- Taaa, zostałem misterem mokrego podkoszulka... - chwycił za różdżkę, by potem obrócić ją parę razy w dłoni i przytaknąć na propozycję. - Uwierz mi, miałem to na myśli. Wolę już chyba kartę Maga... - no tak, przepadał bardziej za ciepłem. Silverto na szczęście poszło dość szybko w ruch i po paru chwilach Lowell był gotowy do dalszej rozgrywki, wyciągając kolejną kartę, która mogła się okazać dla niego zbyt zgubna. - Zobaczmy, co tym razem wylosowałeś... - uśmiechnął się, choć nie było mu potem do śmiechu, gdy karta Cesarza zawitała ze znacznie mniejszą ilością oczek. Na to nie mógł sobie pozwolić - wiedział, że pewne rzeczy musiały pozostać tajemnicą, a też, nie do końca był pewien, czy ten aby na pewno ma ze sobą różdżkę. Już raz się okazało, że jednak nie ma. Podniósłszy się, wykonał charakterystyczny ruch dłonią. - Poddaję się. - ciemna masa przestała się formować, upadając i powodując przerwanie rozgrywki.
- Jebany bogin... - powiedział pod nosem, by potem wziąć głębszy wdech i przyciągnąć do siebie kolana w przysiadzie tureckim. Coś ostatnio za często przerywał rozgrywkę. - Ehmmm... następna runda może? - spojrzawszy na niego z zapytaniem, w sumie nie wiedział, czy dobrze zrobił.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 23:02;

Wiedział, że Feli musi mieć swoje powody, by był to jego sekret i choć całe życie Max uparcie trzymał się z daleka od wszelkich terapii, nie uważał ich za coś złego w swojej istocie. Wiedział, że wielu osobom to może pomagać, choć sam osobiście raczej nie czuł nigdy potrzeby zapisania się do psychologa. Nawet teraz, gdy od listopada był praktycznie wrakiem człowieka.
-Spalonymi kurczakami? - Zapytał gładko, jakby kompletnie nie miał pojęcia o czym Lowell w tej chwili mówi, choć przecież doskonale pamiętał, jak jeden po drugim zostali solarami podczas gry miesiące temu. Kłamstwa piętrzyły się i widać nawet rozluźniona atmosfera nie była w stanie sprawić, by Max zapomniał o tej grze pozorów, którą starał się za wszelką cenę podtrzymać. Przynajmniej na ten moment.
-To jest bardziej możliwe niż moja wygrana. - Prychnął, podejmując wyzwanie i rzucając się w wir nowej rundy. Był ciekaw, czy znów będzie to festiwal tych samych efektów, czy jednak może w końcu wydarzy się coś niespodziewanego.
-Polecam. Na pewno Cię wtedy odwiedzę. - W tej chwili przypomniało mu się, że przecież dostał od Lowella słodycze. Sięgnął więc po paczuszkę, wygrzebując dobrze wszystkim znane fasolki wszystkich smaków. Wyciągnął ją w stronę puchona, częstując przysmakiem, po czym sam wygrzebał jedną sztukę i wsadził sobie do ust. Na szczęście trafił na morelową.
-Zrobić Ci koronę i szarfę? - Odpowiedział żartem na żart, by następnie poczekać aż Feli doprowadzi się do porządku. Sam raczej też nie chciałby siedzieć przemoczony do końca rozgrywki. Na szczęście ta nie miała potrwać długo. Max przegrał, a cesarz jasno dawał do zrozumienia, co za chwilę się stanie. Ślizgon nie był na to gotowy. Wiedział, że obecnie nie poradzi sobie z boginem. Machinalnie odwrócił się od dymu, nie chcąc nawet oglądać tego, w co istota miała się uformować. Ręce zaczęły mu drżeć, a powieki się zamknęły, gdy nagle usłyszał słowa, które już raz tego dnia padły.
Odczekał jeszcze chwilę nim znów spojrzał na puchona. Był widocznie zdenerwowany i bardziej zgaszony niż jeszcze chwilę temu.
-Dzięki... - Wymamrotał nieco speszony przystając na propozycję kolejnej rundy i wykonując potrzebne ruchy. Nikogo nie zdziwiło chyba, że ponownie miał przegrać. Wybuch okrył ślizgona sadzą i drobnymi poparzeniami, z których wiele sobie nie robił.
-Teraz to mi przydałby się prysznic. - Zażartował słabo, ścierając sadzę z policzka, choć skutek tego był co najmniej marny.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 23:25;

Jedna osoba nie mogła zmienić postrzegania wśród innych. Gdyby wiedział, co na ten temat myśli sam Solberg, na pewno by to docenił. Bez zbędnego zakładania z góry, bez konieczności wydawania wadliwych osądów. Zwyczajnie mimo wszystko i wbrew wszystkiemu nie był tego świadom, w związku z czym jeszcze delikatne spięcie przedostawało się poprzez jego ruchy palcami bądź inne, mniej lub bardziej zdradzające zastanowienie czynności. Nadal zapominał, że ma do czynienia z osobą, która straciła pamięć.
- Ach... - i to skutecznie przywróciło go na ziemię. Przypomniało, że z łatwością uciekł do braku rozmowy na ten temat, a w środku poczuł jakoby igłę, która przeszkadzała nawet w najmniejszej dozie funkcjonowania. Czy go to wkurzało? Nie. Prędzej... powodowało dziwną pustkę na umyśle, jakoby szmery na sercu przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. - Kiedyś graliśmy i ciągle losowaliśmy kartę Słońca. Nic szczególnego. - odpowiedział zgodnie z prawdą, nie pozwalając na to, by uczucie wewnętrznej melancholii przedostało się na ten krótki moment. Nie chciał.
- Nooo. Zobaczymy w sumie. - mruknąwszy zgodnie z własnymi przekonaniami, jakoś nie widział tutaj swojej wygranej. A może pochodził zbyt pesymistycznie, ale też, jakoby nie było, dzisiejszy dzień stanowił urodziny, a nadal otrzymywał po dupie solenizant. Jakby szczęście miało go po prostu gdzieś.
- To będzie coś na kształt piwnicy z małymi kotkami, ewidentnie. - zaśmiał się lekko, wyobrażając sobie taką komnatę wypełnioną zwierzakami. Na pewno przebywanie wśród tylu mruczków musiało być przyjemne, aczkolwiek koniec końców również czasochłonne. Opieka nad każdym zwierzęciem musiała się wiązać z pewnymi wyrzeczeniami. Chociaż sam nie potrafił się do nich stosować, kiedy to wziął jedną z fasolek i jednocześnie skrzywił, czując jakiś dziwny i kompletnie niezidentyfikowany smak.
- Przydałoby się. - spojrzawszy na niego, prychnął trochę głośniej, bo to mu rzeczywiście trochę schlebiało. Najwidoczniej pewność siebie wzrastała z czasem, a też - od kiedy podchodził inaczej do samego siebie, pewne rzeczy zdawały się być prostsze.
Mimo to musiał zainterweniować, nie pozwalając na to, by bogin przejął kontrolę nad ich spotkaniem. Instynkty w zachowaniu mu się od razu odpaliły, w związku z czym miał jeszcze przygotowaną specjalnie różdżkę. Nie zamierzał widzieć, jak Maximilian musi sobie radzić ze swoim największym strachem, a też - poczuwanie się do ochrony nie bez powodu predefiniowało jego patronusa w postaci wilka. Proste przerwanie zdawało się być zatem najkorzystniejsze.
Jednocześnie Lowell zauważył to zgaszenie, którego trudno było nie dostrzec. Spojrzał na niego z wewnętrzną troską, zastanawiając się nad tym, czy wszystko jest na swoim miejscu i czy nie potrzebuje jakiejś pomocy.
- W porządku? - sam nie zauważył nawet, jak na myśl o boginie trochę zmienił swoją postawę na bardziej trudną do jakiegokolwiek rozszyfrowania. A może po prostu był głupi i nie potrafił się kryć z tym, co tak naprawdę czuł. Nie chciał o tym myśleć, choć przedostawało się to raz po raz poprzez jego umysł, nie dając świętego spokoju. Kolejna karta była Magiem, a więc i wybuch przywrócił chłopaka na ziemię, powodując pojawienie się sadzy i lekkich oparzeń. Lowell nie bez powodu chciał przetrzeć miejsce, w którym znajdowały się te niefortunne plamy, ale skutecznie się powstrzymał, obracając raz po raz różdżką w prawej dłoni. - Mam wyczyścić? - zapytawszy się, sięgnął tym samym po kolejną kartę, zauważając, jak Umiarkowanie ponownie zabiera z butelki wodę. - Dureń ewidentnie nie dba o twoje nawodnienie i uznaje cię za żółwia czy ki chuj. - starał się zażartować, choć nie wyszło mu to kompletnie, a humor był zbyt niskich lotów. Aż nader niskich.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPon Cze 14 2021, 23:47;

I tu znowu kłaniały się braki w komunikacji. Tym razem jednak ciężko było się temu dziwić. Cały rozpierdol, z jakim mieli od pewnego czasu do czynienia naprawdę mało co ułatwiał. Max potrzebował choć chwili nawet pozornej normalności, a udawanie, że wszystko jest w porządku mu ją dawało. Nie chciał też na siłę wyciągać czegoś z Felka, dopóki ten nie był jeszcze świadom jak bardzo polepszył się stan ślizgona. Ich relacja cofnęła się i Max nie czuł się na siłach, by móc poruszać pewne tematy. Nie teraz.
-Musieliśmy wyglądać zajebiście. Klub solar wita. - Widział tę nieznaczną zmianę, ale postanowił ją również zignorować. Dzisiejsza atmosfera faktycznie pomagała zapomnieć, że ślizgon doznał dość poważnego uszczerbku pamięci.
Otrzymywanie po dupie nie było takie tragiczne dopóki działo się w większości w formie żartu. Była to, jakby nie patrzeć tylko gra, prosta rozrywka, która w swoim zamiarze raczej nie miała nikogo skrzywdzić. Faktem było jednak, że Max miał do niej wyjątkowego pecha.
-Kota dostarczę sobie sam. - Wyszczerzył zęby, pamiętając o maluchu, którego ostatnio przygarnął. Sam czasem zastanawiał się, czy był to dobry pomysł i czy powinien adoptować zwierzaka od Profesor Dear, ale ten mały nadpobudliwy futrzak dość często poprawiał mu humor i wtedy wszelkie wątpliwości znikały.
-Ty i te Twoje wymagania. No dobrze, dostaniesz... - Przewrócił oczami, jakby puchon nagle zażyczył sobie niewiadomo jakich kosztowności, ale jednocześnie wszystko było utrzymane w lekkim tonie. Zaczął się jednak zastanawiać, czy dałoby radę coś takiego choćby prowizorycznie skombinować. W końcu ślizgon zazwyczaj był osobą słowną, a szczególnie w takich głupotach.
Choć w przypadku pętli uważał interwencję za kompletnie zbyteczną, w tej chwili był naprawdę wdzięczny, że Feli postanowił przejąć kontrolę. Nie dość, że Max nie miał różdżki przy sobie, to jeszcze był świadom tego, jaką postać bogin miał przybrać, a naprawdę nie był obecnie w stanie stawić temu czoła. Zbyt mocno obwiniał się za wiele rzeczy, jakie miały miejsce w jego życiu. Skinął tylko głową na pytanie, jakoby wszystko było faktycznie w porządku i kontynuował, dostając po ryju sadzą.
-Nah, nie musisz. - Machnął ręką wiedząc, że wraz z końcem gry brud również zniknie. A ta miała się skończyć chyba naprawdę szybko, bo Max tracił życia w zaskakującym tempie. Jego butelka z wodą ponownie zaczęła świecić pustkami, na co westchnął głęboko. -No cóż, moim przeznaczeniem jest śmierć z odwodnienia. - Zażartował na równie wysokim poziomie patrząc, co tym razem los dla nich przygotuje. Samemu udało mu się wylosować dość wysoką kostkę, więc efekt musiał być tylko jeden. Przegrana Felinusa i jego nagła zmiana garderoby.
-Piękne z nas duo. Kominiarz i pustelnik. - Wskazał na zaistniałą sytuację dopiero teraz, dzięki łachmanom zauważając, jak naprawdę na przestrzeni tych miesięcy zmieniło się ciało Felka. Widać było, że student dużo ćwiczył i nie zaniedbywał siebie tak jak dawniej, co po raz kolejny napawało Maxa radością.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyWto Cze 15 2021, 00:12;

Czasami trudno jest jakkolwiek odnaleźć prawidłowy moment do rozpoczęcia rozmowy. Zauważał to, jak wiele rzeczy zaczyna powoli nie trzymać się jednej całości, ale nie chciał tego ciągnąć. Nie teraz, nie dzisiaj. Później - owszem. Ale obecnie czuł się tak, jakby cokolwiek z tej kwestii, gdyby zostało oczywiście w obecnej chwili poruszone, spowodowałoby niepotrzebny armagedon. Wolał tego uniknąć - i nie bez powodu chciał tego uniknąć.
- Jeszcze tylko karta stałego klienta i już nie będzie trzeba wyjeżdżać na wakacje, by wyglądać niczym karyny. - postanowił sobie zażartować z tego tematu, bo jednak to był dość widoczny problem w dzisiejszym społeczeństwie, a też, rozgadanie na ten temat pozwoliło unikać jakiejkolwiek niezręcznej ciszy, dzięki której czuł się tak, jakby miejsce, w którym się znajdował, było kompletnie obce. Nie należało do niego. Mimo wszystko lubił poduszki i najchętniej to by się oddał w sen w tym miejscu, ale na razie jeszcze nie czuł żadnej większej potrzeby. - Ciekawe, czy Ivara się polubi z Gromem... - poprawił własną postawę i tym samym oparł się wygodnie o miękki materiał, założywszy prawy łokieć na własnym kolanie.
Kolejne zdanie spowodowało wywrócenie oczami i lekkie prychnięcie pod nosem. Co jak co, ale nie potrzebował ani korony, ani szarfy. Sam nie był jakimś zajebistym misterem mokrego podkoszulka, prędzej stanowiąc normalnego, dorosłego już mężczyznę. I wolał się tego trzymać, stawiając na skromność w tym temacie. Trenował już od ponad dwóch miesięcy i czuł te zmiany, ale nadal - nie było to coś zawodowego.
- Żartowałem tylko przecież! Nie potrzebuję, noooo. - gdyby miał cycki, to te by mu opadły. Na szczęście nie był Blake i chociaż należała do tych dość miłych wspomnień, liczyło się tu i teraz. Sam jednak nie uważał, ażeby potrzebował tych przedmiotów, więc koniec końców prowizoryczne skombinowanie ich pozostawało w wykonaniu miłe, aczkolwiek nie należało do obowiązków. Sam nie potrzebował tego osobiście, choć mógłby się wtedy naprawdę już pochwalić, że stanowi kogoś obdarzonego nie tylko tym tytułem, a także nagrodą rzeczową. 
Wykonał to, co musiał wykonać; jego postawa w tym przypadku trochę się różniła od standardowej, bo nie wiedział, czy Ślizgon ma przy sobie różdżkę, ale nie po to tyle trenował i tak trzeźwo myślał, by zwyczajnie zdać się na los. Wolał zapobiegać, tak i więc nieuformowany bogin zniknął w eterze własnych rozmyślań, dając możliwość uniknięcia bezpośrednio starcia z nim. Nie zamierzał patrzeć, jak coś się psuje, dlatego bycie w stanie gotowości zdawało się nieść znacznie więcej korzyści, niż początkowo zakładał. Również - nie wyczyścił zgodnie z życzeniem sadzy. Po tym zdał sobie sprawę, że za bardzo się martwi i musi trochę przystopować ze swoją nadopiekuńczością.
- Taaa, bo już ci na to pozwolę. - pokiwał głową, jakoby bardziej rozjuszony tymi słowami, ale w sumie jakiekolwiek wyobrażenie sobie sytuacji, w której chłopak znajdowałby się na granicy życia i śmierci... nie należało do przyjemności. Chciał tego uniknąć, w związku z czym zareagował trochę intensywniej, no ale trudno było trochę inaczej. Najwyżej wepchnąłby własnoręcznie butelkę do gęby, skoro każda rzecz dotknięcia jego własnymi rękoma kończyła się w zastraszającym tempie.
Nim się obejrzał, a kostka, którą wylosował (zresztą, niezwykle i śmiesznie niska), spowodowała przemienienie jego ubrań na stare i znoszone, wręcz należące do pustelnika. Proces ten nie trwał zbyt długo, w związku z czym student mógł odetchnąć z ulgą, a też, nie była to jakaś bolesna karta. Trochę zaczął ino tęsknić za krawatem i białą koszulą, nic poza tym. Wystarczyło jedynie poprawić szaty, by jakoś się dopasowały, ażeby móc w pełni korzystać z uroków rozgrywki. Podciągnął je trochę, wziął głębszy wdech, zastanowił się, a potem usiadł wygodniej na poduszkach, czując lekki, praktycznie niezauważalny ból głowy. Powrót z Kolumbii najwidoczniej niósł ze sobą konieczność przyzwyczajenia się do poprzedniego klimatu i strefy czasowej, choć starał się na to nie zwracać uwagi. Zresztą, nawet nie zauważył, że pustelnicze łachmany pokazywały, że nabrał na wadze i pojawiał się lekki zarys mięśni. Na pewno wyglądało to lepiej niż parę miesięcy temu.
- No i widzisz, teraz szanse się jakoś wyrównują. Kominiarz, pustelnik, cóż za różnica? - spojrzał na niego i pozwolił sobie na lekko nieśmiały uśmiech, wszak doskonale wiedział, że życie bywa różnorakie, a nawet jeżeli przegrywał, to cieszył się, że los jakoś przyjaźnie spojrzał w kierunku Solberga. Ciągłe przegrywanie zdawało się być nudne, a tak to przynajmniej coś ciekawego się po prostu działo. Ciągłe życie, wręcz idealne, zdawało się nieść ze sobą rutynę. Tak to jeden z nich przegrywał, drugi wygrywał - i tak to powinno od początku wyglądać. Nie chciał wiecznie trwać w słodkości wygranej, dlatego cieszył się, że nawet jeżeli obecnie wyglądał jak jakiś przedstawiciel skąpego trybu życia, po prostu mógł się nieźle pobawić. Tym razem to Max musiał znowu tańczyć w rytmie muzyki, na co samemu Lowell podniósł brwi. - Jakie jest prawdopodobieństwo trafienia na tę kartę ponownie i przegrania? - nie dowierzał, naprawdę, choć wywiązał się z umowy i puścił jakąś dyskotekową muzykę z pamięci, żeby poczucie rytm jakoś było lepsze.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptySob Cze 19 2021, 20:19;

Kostka : 3, gwiazda

Śmiechem potwierdził, że zgadza się z puchonem, choć oczywiście wciąż stawiał fasadę, jakoby to nie pamiętał tamtej rozgrywki. Tak było łatwiej i lepiej. Przynajmniej w oczach ślizgona, który uznawał, że większość osób, w tym również Lowell, przyzwyczaiła się już do jego sytuacji i nie ma sensu teraz tego zmieniać i ponownie wywracać ich świat do góry nogami.
-No cóż nie wiem jak ona jego. Grom raczej ze zwierzakami się dogaduje. Gorzej z ludźmi... - Sam dobrze pamiętał, jak Dear powiedziała mu, że kociak raczej nie jest tak przyjazny i fakt, że akurat przy ślizgonie czuł się swobodnie był raczej czymś nienaturalnym. Max jednak nie widział w tym problemu. Dogadywał się ze zwierzakiem, choć ten przez swoją dziką energię nie raz doprowadzał go do szału.
Może i żartowałeś, ale ja już dzwonię do dostawcy! -Zaśmiał się. Gdyby miał przy sobie różdżkę, korona na pewno zdobiłaby już skronie Felka. Tak jednak musiał sobie ten moment jakoś zapamiętać i wykorzystać go w przyszłości. Szarfę na upartego jeszcze mógłby zrobić z jakiejś rozprutej poduszki, których tutaj było pod dostatkiem, ale gorzej już z napisem. No i czym jest szarfa bez królewskiego nakrycia głowy.
Spotkanie z boginem było teraz najgorszym możliwym scenariuszem. Gorszym nawet niż to, że Feli mógłby odkryć sekret, jaki Max próbował przed nim ukryć. Był więc cholernie wdzięczny, choć równie mocno roztrzęsiony. Cała reszta jakoś mu nie przeszkadzała. Sadza naprawdę była najmniejszym z jego zmartwień bo choć niewielkie poparzenia przez chwilę dawały o sobie znać, wkrótce i o nich udało mu się zapomnieć.
Na chwilę zdziwił się na słowa Felka. Reakcja wydawała mu się być bardziej poważna niż żartobliwa, ale szybko zreflektował się, uznając to za kolejną przepychankę. Zdecydowanie nie chciał pytać bojąc się usłyszeć odpowiedzi, jakakolwiek by ona miała nie być.
Kolejne rundy były nieco spokojniejsze. Feli skończył nieco skromniej ubrany, a Max znowu zaczął tańczyć na co siarczyście przeklął, choć rozchmurzył się nieco, gdy puchon zapewnił mu tym razem akompaniament.
-Jak widać ogromne. - Skomentował tylko przewracając oczami, po czym dość niezgrabnie przeszedł do kolejnej rundy, cały czas pląsając niezbyt wesoło w rytm disco hitów. Całe szczęście Feli długo tego nieszczęścia komentować nie mógł, bo oto nadeszła do niego najniższa z możliwych kostka w towarzystwie odbierającej głos kapłanki.
-Chociaż tyle dobrze. - Wyszczerzył się do niego, choć akurat dziś cisza między nimi nie była zbyt dobrym pomysłem.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptySob Cze 19 2021, 21:21;

Sam nie znał głównych powodów i na razie nie było mu dane ich poznać. Mimo to nie napierał obecnie, kiedy to czekoladowe tęczówki starały się wyłapać jakikolwiek sens, choć próżno było go szukać podczas przebywania w tej komnacie. Czas mijał nieubłaganie, wiele rzeczy natomiast szło do przodu. Znajdowanie możliwości zabicia kolejnych sekund zdawało się być zbawienne, byleby cisza nie zawładnęła nad atmosferą i nie przyczyniła się do dodatkowych problemów.
- Welp, Ivara lubi wszystkich, więc... Co taki niechętny wobec ludzi ten Grom? - zastanowiwszy się, nie znał przyczyny, no ale koty bywały naprawdę różne. Jedne lubią dotyk ludzkiej ręki, inne od niego uciekają. Samemu nigdy nie wiedział, od czego to zależy, ale właśnie dlatego koty wydawały się być zajebiste - żyjąc własnym życiem, jakoś nie dbały o interes innych, będąc zależnymi tylko i wyłącznie od samych siebie. Jednak, nawet jeżeli Grom nie lubił towarzystwa innych ludzi, to student był w stanie sobie zakodować tę informację pod kopułą czaszki, by przypadkiem nie stresować zwierzaka swoim potencjalnie zbyt wylewnym zachowaniem. Lubił zwierzaki, a te niespecjalnie lubiły jego. I chociaż wcześniej podchodził do nich obojętnie, teraz nie potrafił. Jakimś cudem. - Weeeź, to ja może załatwię jakiś lepszy ubiór... - prychnął z widocznym rozbawieniem, bo jednak na koronę i szarfę potrzebował czegoś lepszego, a obecnie, no cóż, nie należał do osób, na których dobrze by to leżało. Sam jakoś nie podchodził do samego siebie jako do osoby, na którą pasuje cokolwiek innego niż białe koszule i czarne spodnie, choć na tę okazję być może udałoby się załatwić jakieś białe prześcieradło. Wtedy wyglądałby może nie na tyle komicznie, jak w tych starych, pobrudzonych szmatach. Mimo to wizja przebieranki zdawała się być zabawną opcją i na pewno nie zamierzał z niej zrezygnować.
Uśmiechnął się szerzej na widok Maximiliana, który musiał tańczyć w rytmie jakiejkolwiek piosenki. Zawsze lepiej jest mieć coś, na czym można się skupić, prawda? Ogromne szanse na ponowne trafienie tej samej karty w przypadku ucznia zdawały się być czymś naturalnym i występującym na co dzień, no ale koniec końców to nie on potem otrzymał po dupie.
Długo nie było mu dane korzystać z własnego daru mówienia - pomimo wcześniejszego bogina, pomimo wcześniejszych bardziej radosnych kart. Prosty rzut kostką, która odbiła się ponownie od blatu, a wskazała na niższą wartość od siły karty Maxa, spowodował uaktywnienie się karty. I, tym razem kara była ciut odmienna od pozostałych. Przynajmniej szanse się wyrównywały, choć niezręczna cisza pod błogosławieństwem Kapłanki zdawała się powoli zbierać żniwa, a student nie mógł temu w żaden sposób zaradzić. Nie pozostawało nic innego, jak chwycenie za własną różdżkę i napisanie napisu w powietrzu, dzięki któremu mógłby przerwać jakoś ten dziwny brak rozmowy.
"Tyle dobrze? Dzięki stary, naprawdę..." - chciał się zaśmiać, ale nie mógł, dlatego jedynie się uśmiechnął, obracając w prawej ręce drewniany patyczek z ostrokrzewu. Nie był przyzwyczajony do wykorzystywania jej w takim celu, więc niektóre litery były koślawe i nadal wskazywały na to, że w przypadku uszkodzenia tej kończyny trzeba podjąć się znacznie bardziej stanowczych kroków, niż miało to dotychczas miejsce. - "Karty, no cóż, najwidoczniej zrównały szanse każdej ze stron. Na moją niekorzyść." - lekki pobłysk charakteryzował te literki, które zamieniały się w słowa i zdania. Czuł się pewnie, kiedy to korzystał z własnej magii. Ostatnio zdołał wydobyć z niej znacznie większy potencjał, w związku z czym naprawdę czuł się pod tym względem jak ryba w wodzie. Może nie było to coś podobnego do wiedzy z uzdrawiania, ale udawało mu się przeskoczyć własne ograniczenia i zrozumieć, jak konkretnie działają zaklęcia.
Ot, nie pozostawało w jego przypadku nic innego, jak przepraszające spojrzenie w kierunku Ślizgona za ciszę oraz kolejne chwycenie za kartę wraz z rzutem kostką. Na chwilę zamknął oczy, wiedząc doskonale, iż nie jest to trwałe, a też - wizerunek cichego pustelnika zdawał się wiązać z mądrością. Nawet jeżeli sam Lowell bardziej specjalnie odznaczał się wewnętrzną głupotą, nie zamierzał jakoś siedzieć w ciszy. A przynajmniej taką miał nadzieję, choć gdy zauważył, z jaką kartą Ślizgon znowu ma do czynienia, okazało się, że nie jest ona zbyt pozytywna. Ponownie bogin. Ponownie istota nacechowana największym strachem, jakoby wino ponownie wylewało się na dywan i je plamiło. Student wstał, już chciał coś powiedzieć, ale koniec końców... nie mógł. Nie mógł przerwać rozgrywki, gdy polecenie musiało zostać jasno i jawnie przez niego zaakcentowane. Zacisnąwszy zęby, student od razu chwycił za różdżkę, by zgodnie z własną wolą zdecydować się na podjęcie się jednego kroku.
Gdy z karty formował się powoli gęsty, czarny dym, Lowell, jak gdyby nigdy nic, obrócił w popiół znajdującą się przed nimi talię, by cofnąć jej działanie i przerwać poprzez uszkodzenie działającej w niej magii. Płomienie kontrolował wręcz znakomicie, ażeby nie rozprzestrzeniły się gdzieś indziej, a gdy doszło do całkowitego zniszczenia karty, ugasił ogień poprzez Finite. Rzucenie zaklęcia cofającego działanie innych czarów mogłoby nie zadziałać w przypadku tego magicznego przedmiotu, w związku z czym talia została poddana koniec końców swoistej destrukcji - dym przestał się pojawiać, znikając i cofając się z powrotem. Westchnąwszy ciężko, student obrócił parę razy drewnianym patyczkiem w dłoni, czując, że talia nie była zbyt przychylna. Ani teraz, ani wcześniej.
- Ja pierdolę, mam już dość boginów. - powiedział, spoglądając na Maximiliana uważnie, jakoby chcąc mieć pewność, czy wszystko jest w porządku. Doskonale znał jego strach, dlatego płomień, który spalił karty, pozostawał wcześniej pod jego swoistą kontrolą. Popiół natomiast - po uprzednim upewnieniu się - wyrzucił przez okno, otwierając je na krótki moment, ażeby świeże powietrze zapanowało nad komnatą i umożliwiło jakieś bardziej trzeźwe myślenie. - Chyba na dzisiaj koniec z tym durniem... - mruknąwszy jakoby sam do siebie, student nie wiedział, co teraz zrobić, spoglądając na pustą już butelkę, na którą następnie lekko wskazał palcem. - Gramy? - sam nie wiedział, czemu to zaproponował, ale w sumie nie chciał siedzieć w ciszy, polegając na starej, dobrej grze, o której to słyszał, ale nigdy nie miał okazji spróbować. Mimo to zasady były łatwiejsze i nie musiał się zbytnio martwić o potencjalne konsekwencje wynikające z tego tytułu. Chyba.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptySob Cze 19 2021, 22:24;

Musiał chwilę pomyśleć nad tym, o co Felek postanowił go spytać. Kota miał tak naprawdę od niedawna i nie miał pojęcia o co tutaj mogło chodzić. Młody tyle co przestał pić mleko matki więc jeszcze jego charakter się kształtował.
-Nie mam pojęcia szczerze mówiąc. Jak go dostałem to już słyszałem, że to dziwne, iż ode mnie nie spierdala i faktycznie w dormie raczej unika reszty studentów. - Powiedział, przypominając sobie, jak o mało co nie złamałby sobie o tego urwipącia nogi, bo właśnie spierdalał przed jednym z jego współlokatorów, który chciał dać mu jakąś przekąskę, czy ki chuj.
-Nie chcesz być królem mokrej szmaty? Idealnie by pasowało. - Zaśmiał się, wyobrażając sobie jak pustelnicze ubrania nabierając nagle zajebistego blasku od tak cudownych dodatków. Zdecydowanie takim ubiorem Lowell zrobiłby furorę na mieście. Albo na zamku. Musieli jednak obejść się na tę chwilę smakiem, ale Max przysiągł sobie, że jeśli kiedykolwiek nastąpi kolejna rozgrywka, będzie już lepiej na nią przyszykowany.
Nagle z ich gry zrobiło się małe kółeczko gospodyń wiejskich, choć plotki dość szybko zostały stłumione dzięki mocy kapłanki. Lowellowi odebrało mowę i to raczej nie przez tak niesamowite pląsy ślizgona. Miał jednak to udogodnienie, że mógł posługiwać się magią w celu komunikacji. Solberg wzruszył tylko ramionami, próbując udać niewiniątko, co akurat dość ciekawie wpasowało się w rytm jego tańca.
-Rozgrywka jeszcze się toczy nie bądź taki do przodu. - Wyciągnął w jego stronę język z dzisiejszego doświadczenia wnioskując, że ostatecznie i tak on przegra tę rozgrywkę mimo, że przecież obecnie chyba był remis.
No i długo czekać nie musiał. Znów zobaczył tę cholernie niską ilość oczek na kostce i tego jebanego cesarza. Na reakcję nie musiał długo czekać. Momentalnie rozpoczął się u niego atak paniki dużo mocniejszy niż to niewinne drżenie rąk, które wystąpiło za pierwszym razem. Oddech zdawał się kłuć go w płuca, a serce jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Miał ochotę krzyczeć, choć jednocześnie czuł się jak sparaliżowany. Całe szczęście Lowell ponownie zainterweniował choć mylił się twierdząc, że zna strach Maximiliana. Bogin, którego ten miał okazję widzieć przy poprzednich rozgrywkach już dawno zmienił swoją postać. Była ona teraz dużo bardziej graficzna i dużo bardziej uderzająca w uczucia Solberga. Choć bogin się nie pojawił, Max zobaczył przed sobą scenę z jesieni, gdy to właśnie hybryda boginów ukazała mu płonącego żywcem Felka. Była to tylko cząstka tego wszystkiego, ale i tak samo wyobrażenie sobie tej sytuacji wywarło na chłopaku ogromny wpływ. Wraz ze spaleniem talii, na szczęście skończył się też ten popierdolony taniec, więc Max praktycznie opadł na ziemię, próbując się uspokoić. Zdecydowanie miał zbyt dużo stresu w tej chwili.
-Tak.. Chyba tak... - Przytaknął drżącym głosem, by następnie mimowolnie spojrzeć na pokazywany przez puchona przedmiot. Dla samego faktu odcięcia się od Durnia i zajęcia czymś myśli był gotów się zgodzić. Wziął butelkę do ręki i już miał nią zakręcić, gdy znieruchomiał. Nie był na to gotowy. Nie wiedział, czego może się spodziewać, ale zdecydowanie nie był to czas na żadne pytania, ani tym bardziej gesty, a wiedział, że sam może się od tego nie powstrzymać, gdy gra nabierze rozpędu.
-Chyba jednak spasuję. Wystarczy mi na dziś emocji. - Odpowiedział na propozycję nieco blady i z lekko ciężkim sercem, ale przekonany, że podejmuje słuszną decyzję. Nie potrzebowali spierdolenia tego w miarę luźnego dnia. -Za to jakbyś napełnił mi ją wodą, to moje usta Ci podziękują. - Wyciągnął butelkę w jego stronę licząc, że puchon zadziała jakieś szybkie aquamenti, czy inne cuda.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptySob Cze 19 2021, 23:05;

Koty są intrygujące - ich miękka sierść zawsze pozostawała miła w dotyku (chyba że to były te słynne rasy bez niej), a podejście do życia znacznie luźniejsze i pozbawione zamartwiania się, zdawało się motywować nie tylko ludzi, ale także inne zwierzęta. Te stworzenia od zawsze chadzały własnymi ścieżkami i czysto teoretycznie kot powinien być patronusem studenta, który za niedługo opuści mury szkoły i zetknie się w pełni z prawdziwym, dorosłym życiem. Mimo to inne, bardziej opiekuńcze cechy przejawiały się poprzez jego własne zachowanie, w związku z czym ostatecznie mgiełka formowała się nie w urodzonego drapieżnika, a w przeciwstawne stworzenie - wilka, który powinien żyć w stadzie, a jednak charakteryzował się samotnością.
- Może wyczuwa od ciebie coś znajomego? - zastanowił się, by następnie przypomnieć sobie wszystkie motywy kulturowe tychże pupili domowych. Jedyne, co skojarzył, to fakt, iż wedle niektórych wierzeń koty stanowią "bramę" między światem realnym a świateł piekielnym. Niczym woda, są dobrym przewodnikiem, ale głównie tylko w jedną stronę. O tym nie zamierzał mówić, bo to nie stawiało chłopaka w dobrym świetle, w związku z czym machnął koniec końców na to ręką, doskonale zdając sobie sprawę z tego, iż niektóre zwierzęta nie potrzebują tak naprawdę przyczyny. Po prostu będą tuż obok, czekając i sprawdzając, czy z właścicielem jest aby na pewno wszystko w porządku. Jedni posiadali do tego dryg, inni - no cóż - musieli się bardziej postarać.
- Bycie królem mokrej szmaty jest co najmniej dziwne... - zaśmiawszy się, nie widział nic przeciwko, by na ten temat zażartować. Nie podchodził do tego jakoś personalnie, a prędzej na luzie, podnosząc lekko kąciki ust do góry, wszak dobry humor mu dopisywał - no, oczywiście do pewnego momentu w ich rozgrywce, albowiem Kapłanka postanowiła odebrać mu zdolność mowy i kazała siedzieć na dupie, nie wydając ani słowa. Nie był to pozytywny scenariusz, ale umiejętność sprawnego posługiwania się magią powodowała, że bez problemu przeniesienie komunikacji na literki i zdania pisane zdawało się nieść jakieś wewnętrzne ukojenie. Ciągła cisza nie była wskazana, o czym doskonale wiedział.
Pokręciwszy oczami, doskonale wiedział, iż rozgrywka jeszcze się nie zakończyła - jeszcze, bo jednak życie pokazywało mu, że co chwilę będzie musiał rezygnować z własnej posady na rzecz komfortu drugiej osoby. I tak ta opcja numer dwa była znacząco ważniejsza od jakiejś durnej wygranej, dlatego nie bez powodu student, gdy zauważył, co się dzieje i święci, a czarny obłok powoli chciał zawładnąć nad umysłem, postanowił spalić karty. Owszem, nie wiedział, co obecnie jest tak naprawdę boginem Maximiliana. Mógł przypuszczać właśnie, że jednak ogień, ale czy to była prawidłowa opcja - nie pozostawał tego jakoś świadom. Nie zamierzał jednak pozwolić na to, by cokolwiek by to nie było, spowodowało jakieś skrajne emocje. Dlatego, zgodnie z tym, że zniszczenie przedmiotu niosło ze sobą koniec magii, zdecydował się spalić jawnym płomieniem, spragnionym strawy, znajdującą się na stole talię. Nie wiedział, co się kryje pod kopułą czaszki Ślizgona, ale podejrzewał, iż jednak nie było to coś przyjemnego. Zresztą, sam na myśl o własnym przerażeniu, formującym się w jedną i tą samą sylwetkę, czuł się tak, jakby ciało zostało poddane paraliżowi, a kończyny przestawały go słuchać. Nie wiedział jeszcze, jak wygląda jego obecny bogin, ale na przestrzeni roku zmienił się już parokrotnie, co nie wróżyło niczego dobrego, a prędzej raz po raz zmieniające się traumy, światło ustępujące ciemności innym podmiotom.
- W porządku? - zapytał się, podchodząc trochę bliżej, by przykucnąć i zwyczajnie położyć dłoń na ramieniu. Ten gest w jego wykonaniu był naturalny i podyktowany czystą troską, jaką objawiłby w każdym przypadku i nie zwracał uwagi na to, że może to potencjalnie speszyć Solberga. Prędzej zależało mu na tym, by przekonać się, czy aby na pewno nic złego się nie stało i dodać trochę otuchy. Który to raz mieli do czynienia z tą kartą? No właśnie. Ciągle nieszczęście wisiało nad jego głową i nie mogli z tym niczego zrobić - oprócz przerwania rozgrywki bądź spalenia do końca papieru, z którego zostały wykonane karty do Durnia. Po tym, zgodnie ze słowami, usiadł na spokojnie i zobaczył to swoiste zawahanie, gdy palce dotknęły butelki.
Nie zacisnął ust, a też - nie miał zamiaru podejmować się niczego złego podczas tej zabawy, mimo to rozumiał, że ten może mieć na dzisiaj dość. Lekko pocieszająco się uśmiechnął, by ten miał pewność, że samemu nie ma tego za złe i naprawdę nie ma co się zmuszać. Wiedział, że ten dzień pozostawał trochę odmienny od pozostałych, w związku z czym dokładanie kolejnej cegiełki nie wniosłoby niczego dobrego.
- Luuuuzzz. - dodał bez żadnego narzekania, kiedy to rozsiadł się wygodnie na poduszkach i rozciągnął, wyciągając na krótki moment magiczny kijek. Ostatnio dobrze szło mu rzucanie zaklęć i nie narzekał na brak doświadczenia, co było naprawdę dobrym progresem, ale też - musiał brać pod uwagę to, że bez treningów może z powrotem stracić jakąkolwiek dozę uzyskanych umiejętności. Nie zamierzał tego tak łatwo zaprzepaścić, gdy na krótki moment przyglądał się ostrokrzewowi, który niby miał pomagać w czymś niebezpiecznym i duchowym. Czysto teoretycznie. Dlatego z początku nie zareagował na słowa, a potem, gdy przeanalizował ich sens, zastanowił się na krótki moment, czy przypadkiem nie jest głuchy czy cokolwiek. Zamrugał, na chwilę wstrzymał oddech. - C-co...? - podniósł brwi do góry, po chwili pojmując, o co mu chodzi, gdy ten wystawił butelkę. Sam już nie wiedział, czy umysł ma spaczony, czy rzeczywiście to tak zabrzmiało i postronny obserwator również by odebrał słowa w ten sposób. - Jezu, stary, to zabrzmiało tak dwuznacznie, że mój mózg dostał errora... - zaśmiał się i, pokręciwszy głową, wykonując prosty ruch drewnianym patyczkiem, napełnił butelkę odpowiednią ilością wody. - Proszę bardzo, niechaj ci służy. - kiwnąwszy głową, sam wyciągnął z torby jakiegoś zagubionego cukierka, by to odpakować i zjeść - trochę mu cukru brakowało, a do słodkiego zawsze uciekał. Był jeszcze zmęczony przy okazji i powoli czuł, że bez kawy nie da rady funkcjonować, w związku z czym siedzenie w tym pomieszczeniu nie służyło mu na dobre; oparłszy się wygodnie, zamknął na krótki moment oczy.
- Jakie masz plany? Zgaduję, że powoli będziesz się zbierał. - otworzył na krótki moment powieki, by spojrzeć dokładniej czekoladowymi tęczówkami w kierunku Maximiliana - potrzebował się upewnić, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. - Ja tutaj jeszcze przez chwilę posiedzę, na razie nie mam nic do roboty. - podzieliwszy się tymi informacjami, oparł się łokciem o własne kolano. - Chyba że mam cię gdzieś odprowadzić czy coś. Wiesz, to już od ciebie zależy. - Lowell co prawda dziwnie się czuł, proponując tę rzecz, no ale chciał mieć zawsze pewność, iż nic złego się nie dzieje i nie przyczyni się do jakiegoś ciągu nieszczęśliwych wydarzeń.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 771
  Liczba postów : 7887
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyNie Cze 20 2021, 00:14;

No tak, koty faktycznie się podobnymi cechami charakteryzowały, co Max mógł zauważyć przede wszystkim opiekując się Ivarą. Grom był jeszcze młody i głupi. Bardziej liczyła się dla niego zabawa, a charakter zwierzaka nie był jeszcze ostatecznie zdefiniowany.
-Taaaa... Pewnie Dear wciąż jeszcze nie dała rady wywietrzyć gabinetu i rozpoznał mnie po zapachu. - Zaśmiał się wspominając wizytę w grudniu, kiedy to przyszedł do kobiety po weekendzie chlania w pubie, który obydwoje zbyt dobrze kojarzyli. Nie znał co prawda powodów tego, ale pamiętał urywki no i sam fakt, że przytulił kobietę, która uznała, że gdyby tak nie jebał pewnie nie miałaby mu tego za złe.
-Hej, zawsze jakiś król, no nie? - Dobry humor nieco przyćmił niezręczność i te wszystkie wątpliwości, jakie w Maxie siedziały. Przez chwilę mogli sobie żartować i rozmawiać, jakby nigdy nic. Przez chwilę, bo wymuszona przez kapłankę cisza mimo pisanych magicznie słów, trochę sprowadziła ślizgona na ziemię. Starał się jednak nie wychodzić z roli aż do momentu groźby bogina, jaka to nad nim zawisła. Świadomość, że może doświadczyć tej traumy i w dodatku obnażyć ją przed Lowellem była zbyt bolesna, by potrafił zachować resztki rozumu i opanowania. Sam zamilkł aż talia nie została spalona na popiół. Wbrew temu, co wiele osób myślało, zaklęcie podpalające nie robiło mu zbyt wiele. To niekontrolowany ogień kiedyś go tak przerażał, a same płomienie przyjmował raczej obojętnie dopóki wiedział, że są one w jakiś sposób poddane kontroli, więc nawet jeżeli bogin chłopaka nie zmieniłby kształtu, ten gest raczej nie wpłynąłby na niego specjalnie negatywnie.
Poczuł delikatny dotyk na swoim ramieniu i odruchowo spojrzał na Felka. W czekoladowych tęczówkach odnalazł cień spokoju czując, jak powoli dochodzi do siebie.
-Tak, tak. Wybacz. - Wyszeptał przepraszająco. Nie chciał przecież martwić puchona, ani tym bardziej pokazywać, że coś może być nie tak. Stało się jednak inaczej i mógł tylko zapewnić, że nic poważniejszego nie ma miejsca, samemu próbując w tym czasie się uspokoić.
Propozycja gry w butelkę, jakkolwiek kusząca by nie była, musiała poczekać na lepsze czasy. Bez względu na to, czy Max miałby do czynienia z Prawdą czy z Wyzwaniem, po prostu się tego bał i wolał zrobić krok w tył niż ryzykować czymś niewygodnym lub bolesnym. Liczył i tutaj kompletnie się nie zawiódł, że Feli jakoś go zrozumie i nie będzie na niego naciskał.
Suchość w ustach nie dawała mu jednak spokoju, dlatego też wystosował swoistą prośbę. Sam nie zdawał sobie sprawy, jak mogła ona zabrzmieć, dopóki student nie skomentował wypowiedzianych przez niego słów. Widząc reakcję Felka, Max odruchowo się zaśmiał, choć jego oczy wcale tego nie odzwierciedlały, a żołądek po raz kolejny się ścisnął. Faktycznie musiało to zabrzmieć dwuznacznie, a dodatkowo fakt, że miał ochotę wcześniej go pocałować, wcale nie poprawiał sytuacji. Odchrząknął więc krótko, nieświadomie lekko się rumieniąc, po czym krótko podziękował za spełnienie prośby i przyssał się do butelki, jakby co najmniej miesiąc nie miał żadnego płynu w ustach.
-Hmm? Och.. Tak. Muszę iść po moje ziółka. - Przyznał nieco mijając się z prawdą. Dzień co prawda mijał niemiłosiernie szybko, ale jeszcze nie było pory kolacji, podczas której zwyczajowo przyjmował zalecane mu przez uzdrowicieli napary. -Nie ma sprawy, poradzę sobie jakoś. Chyba że... - Zawahał się, po czym pokręcił głową i powoli podniósł swoje cztery litery z poduszek. -Jeszcze raz dzięki za to wszystko. Jakby Ci się tu jednak zbyt mocno nudziło to śmiało pisz. - Pożegnał się z puchonem nieco nieśmiałym uśmiechem, po czym skierował swoje kroki do wyjścia, a stamtąd już tylko po schodach w dół, byle tylko jak najdalej od tego zawstydzenia.

//zt

+

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyNie Cze 20 2021, 01:03;

Doskonale Lowell pamiętał własne początki z Ivarą. Kociak był z początku bardzo krnąbrny, ale pod koniec, gdy charakter się ukształtował w pełni, wyrósł na pełni zdrowego kota (kotkę), która nie posiadała żadnych złych zamiarów wobec innych ludzi bądź zwierząt. Mimo to lata mijały. Od przystąpienia do Hogwartu przybyło jej jedenaście wiosen, co powodowało, iż pupil stawał się starszy. Nie posiadał tyle energii, ile powinien posiadać, a na domiar złego znajdował się w grupie ryzyka wielu chorób. Mimo to student nie chciał o tym myśleć. Świadomość o tym, że kiedyś trzeba spłacić swój dług, zawsze go bolała, choć była naturalnym procesem w panującym świecie. Nieśmiertelność to nadal mrzonka wielu osób, choć nie do końca osiągalna.
- A może... kto wie? - była to dziwna opcja, aczkolwiek nie do końca niemożliwa. Koty, jak pozostałe zwierzęta zresztą, rozpoznają najróżniejsze zapachy. Przywyknąwszy do jednego, być może rzeczywiście Grom ciągnął do jego woni. W sumie, pod tym względem, gdyby to była racja, Felinus niewiele się różnił od tego czarnego, małego kociaka. Różnica polegała na tym, iż motywy były trochę inne, w związku z czym tak naprawdę wiele rzeczy pozostawało pod znakiem zapytania. Nie chcąc o tym na razie myśleć, wszak nadal parę spraw pozostawało nierozwiązanych, niczym supełki, które tego wymagały, spojrzał na Maximiliana, przewracając oczami. - Równie dobrze mogę określić się królem samego siebie, jeżeli jakiś król ma istnieć. - w sumie nie miało to wiele sensu, ale "jakiś" nie zawsze oznaczało coś dobrego. Doskonale o tym wiedział, kiedy to parę miesięcy temu mógł uznać siebie samego za króla zdrętwienia i braku jakichkolwiek emocji. Teraz z nich korzystał - raz po raz, póki posiadał ku temu okazję, doszkalając własne umiejętności odcięcia się od nich.
Forma bogina nie niosła ze sobą żadnego ukojenia. Sam ostatnio nabył zbyt wiele lęków, by móc jednoznacznie stwierdzić, co się stanie, gdy stanie twarzą w twarz z tą specyficzną kreaturą. Raz ją pokonał, przechodząc do irracjonalnych metod zachowania, co mogło być dziwne i kompletnie nieopisane w historii, ale też - przyćmienie własnego strachu wydawało się być wówczas jedyną opcją. Trzask łamanych raz po raz kości już został zapomniany, a ręka działała bez najmniejszych problemów. Mimo to nie miał stuprocentowej pewności, jak teraz będzie wyglądała forma tego stworzenia, gdy rzeczywiście znajdzie się sam w pomieszczeniu wypełnionym ciemnością, posiadającym jedynie nikłe źródło światła, jakim jest różdżka.
Dlatego kiwnął głową i nie napierał, wiedząc i ufając tym samym Maximilianowi, że ten wie, co jest dla niego obecnie najlepsze. Mimo to, gdyby potrzebował jakiejkolwiek dodatkowej pomocy, był w stanie jej udzielić, aczkolwiek, znając obecnego Solberga, nie wydawało mu się to być zbyt realne. Zresztą, wiele rzeczy posiadało obecnie miano absurdu. Czy to gra w Durnia, czy to ciągłe uciekanie wzrokiem i wstydliwość, jakiej wcześniej nie przejawiali. Felinus nieświadomie kopiował to i również momentami zaczynał czuć się skrępowany i nie inaczej było, gdy zwrócił uwagę oraz zauważył końcową reakcję. Nie wiedział nic, co się dzieje pod tą ślizgońską kopułą, ale podejrzewał, że nie były to same miłe rzeczy.
Kiwnąwszy głową, zaakceptował odpowiedź, którą uzyskał. Zresztą, nie miał jako tako powodów, żeby twierdzić w inny sposób, że coś się nie zgadza. Wierzył w te słowa, w związku z czym nie drążył tematu potencjalnych leków, choć zainteresował się urwaną wcześniej wypowiedzią. Mimo to nie było mu dane jakoś jej rozwinąć.
- Jasne, zapamiętam. Trzymaj się. - przytaknąwszy, Lowell obserwował, jak ten wychodzi z sali, by tym samym zamknąć niedługo po tym drzwi i się o nie oprzeć. Wiele pytań znajdowało się pod kopułą czaszki, ale i tak czy siak nie mógł na nie jakoś odpowiedzieć, gdy do powrócił do poduszek, nie wiedząc nawet tego, kiedy konkretnie zasnął. Ramiona Morfeusza były silniejsze, a koniec końców potrzebował odpoczynku po wycieczce, którą sobie zafundował.

[ zt ]

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyWto Paź 26 2021, 21:51;

Przechadzając się po korytarzu, nie wydawał żadnych słyszalnych kroków, które mogłyby alarmować, jakby pozostawał tylko i wyłącznie cieniem snującym się po ścianie, czekającym na wystąpienie odpowiedniej lokacji. Część uczniów zakończyła już zajęcia, część natomiast uczęszczała na te o późniejszej godzinie, ale i tak obecnie przytrafiła mu się konieczność dyżurowania korytarza. Chciał to robić cicho, bez zwracania na siebie jakiejkolwiek uwagi, w związku z czym przemieszczał się harmonijnie i cicho, a gdy przystanął przed wejściem do popołudniowej komnaty, wstrzymał na krótki moment oddech. Uderzenia serca były tym, co szumiło mu w uszach, kiedy to przysłuchiwał się rozmowie, dźwiękom, roześmianym głosom, a przede wszystkim bardziej radosnemu podejściu, które zwiastowało to, czego wolał uniknąć - wejścia w ramach złamania regulaminu.
Różdżkę wydobył eleganckim, gładkim gestem z kieszeni noszonej przez siebie bluzy, która z tyłu posiadała haft Tańczącego Deriwsza, natomiast z przodu - wilka i kojota. Nie rozstawał się z tą częścią garderoby i chociaż nie miał pełnej kontroli nad ruchomymi wizerunkami zwierząt, o tyle jednak prezent ten był dla niego tak ważny, że specjalnie by się po niego zawrócił do domu, gdyby o nim zapomniał. Tatuaż psowatego, który znajdował się zazwyczaj na boku, również poruszał się ostrożnie po kolejnych kończynach, rozpoczynając od miednicy, a kończąc na prawym ramieniu; przygasił się na krótki moment. Na szyi asystenta uzdrawiania pojawiło się parę znaczących tyle co nic zielonych listków, a gdy położył dłoń na zimnej klamce, jeszcze jej nie naciskając, przymknął oczy. Musiał się skupić.
Wszedł. Nikt się go w tym miejscu nie spodziewał, a gromada uczniów zdecydowała się podnieść z siadu na własnych czterech literach, być może chcąc chwycić za różdżki. Felinus zgrabnie jednak im to uniemożliwił, lokalizując znajdujące się w środku pomieszczenia szklane butelki z procentami w środku, jak również dym unoszący się ze strony papierosów wepchniętych w prowizoryczne popielniczki. Momentalnie nie mógł uwierzyć w to, jak niektórzy bezmyślnie sprowadzali na siebie kłopoty, decydując się na takie akcje na terenie szkoły, aczkolwiek, bez żadnych skrupułów oczywiście, spisał ich, wysyłając odpowiednie patronusy do opiekunów. Odprowadzając wzrokiem i rekwirując butelki, by następnie posprzątać to, co miało miejsce; fanem tego typu rzeczy jednak nie był.
- Na litość merlinowską... - pokręcił głową, mówiąc samemu do siebie, gdy wyszedł z pomieszczenia na krótki moment, dzierżąc nieotwartą przez uczniów butelkę z Ognistą Whisky, którą to zarekwirował. Jej oczom ukazała się jednak Christina, a gdy ją skojarzył, od razu na twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmiech. - O, hej, Christina! - ożywił się nieco, kiedy wcześniej działał spokojnie i bez nadmiernej ilości emocji, zwracając uwagę na dziewczynę. - Jak samopoczucie? I jak ogólnie idzie ci w szkole? - aż zaczął lekko wymachiwać rękoma, zapominając o szlugach i butelce. - Ach, to nie moje. Rekwiruję, jakby co. - lekkie wytłumaczenie wcale nie powodowało, że był jakkolwiek pod wpływem, jeżeli cokolwiek się zrodziło oczywiście w tej gremlinowskiej główce. Zdolności odczytywania umysłu jednak nie posiadał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christina Grim

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 152 cm
C. szczególne : Niski wzrost, chorobliwa bladość, blizny po poparzeniu na lewej stronie ciała. Dziecinny wygląd. Ubrania z motywami mugolskich komiksów Marvela i DC.
Galeony : 223
  Liczba postów : 349
https://www.czarodzieje.org/t17966-christina-grim
https://www.czarodzieje.org/t17982-kryska-grim#510194
https://www.czarodzieje.org/t17980-gremlinowa-kryska#510147
https://www.czarodzieje.org/t17969-christina-grim
https://www.czarodzieje.org/t20719-kryska-grim-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptySro Paź 27 2021, 23:11;

Właściwie to dziękowała Merlinowi za to, że w jej przypadku wyjazd do Camelotu zakończył się tak niegroźnie. No a konkretniej to dziękowała mu tak w myślach, bo na głos to jednak nie mogła. Ale czymże była utrata głosu przy obrażeniach, jakie odnieśli inni? Nic jej nie połamało, miecze jej nie zadźgały, nie wyparowała w kłębach czerwonego dymu, ani nie doznała żadnych innych obrażeń. Ostatecznie to nie miała na co narzekać. I nie narzekała, choć na ogół to lubiła sobie pogadać. Gdy tak była zmuszona do ciągłego milczenia, to przynajmniej nauczyła się dostrzegać więcej szczegółów. I więcej słyszeć. A i nauczyciele jej nie przepytywali, bo nie miało to sensu, skoro i tak wszystko musiała ręcznie pisać. Jakieś plusy w byciu niemową znalazła.
Szła sobie właśnie korytarzem, na który właściwie trafiła przypadkowo, gdy wlazła na niewłaściwa kondygnację schodów, gdy usłyszała, że ktoś wymawia jej imię. Uniosła wzrok, który do tej pory utkwiony miała w swojej kieszeni, z której wystawał łepek Tuptusia. Przed sobą ujrzała Felinusa. Uśmiechnęła się szeroko i pomachała mu. Od razu też utkwiła wzrok w trzymanych przez niego... towarach. Czyżby asystent wybierał się na jakąś imprezę? Po chwili jednak wyjęła z drugiej kieszeni notes i długopis, by naskrobać chłopakowi odpowiedź na zadane pytanie.

"A właściwie to wszystko spoko, tylko po atrakcjach Camelotu zaniemówiłam. A co u Ciebie?"

Uniosła kartkę, by były Puchon mógł odczytać odpowiedź. No niestety, chwilowo nie miała innego sposobu na komunikowanie się. Po chwili poczuła dziwne rwanie w boku. Skierowała tam swój wzrok i ujrzała wierzgającego Tuptusia, który najwidoczniej zainteresował się nowym człowiekiem.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptySro Paź 27 2021, 23:51;

Lowell nie wiedział jeszcze o tym, że dziewczyna miała problemy komunikacyjne - po prostu jej nie łapał tak często, czasami nie asystował na lekcjach u Williamsa, a koniec końców może plotki rozchodziły się szybko, ale jego umysł żył wakacjami i wyjazdem, a nie rzeczywistością szkolną.  Sam na akcjach z Lancasterem raczej nie pchał się w bezpośrednie niebezpieczeństwo, w związku z czym nic dziwnego, że następnym razem wybrał bardziej bezpieczną opcję, nie chcąc dzierżyć na sobie brzemienia za ciężkiego na własne możliwości. Nawet jeżeli musiał zarekwirować alkohol, nawet jeżeli wziął szlugi - być może z opcją ich zwrotu przy dobiciu do pełnoletności - jakoś tak nie potrafił się skupić. 
Zdziwienie pojawiło się na twarzy Felinusa, gdy zauważył, że ta na początku nie odpowiada. Chowając ten alkohol i szlugi do torby, by przypadkiem nie zwracały aż nadto uwagi, spojrzał nieco uważniej w kierunku Christiny, zastanawiając się, czy wszystko jest w porządku. Notes, długopis, to wszystko przypominało mu sytuację z jedną ze Ślizgonek podczas wakacji, której dosłownie odjęło mowę po pewnych wydarzeniach. Jeszcze nie zauważył głowy wystającego jeża, skupiając się przede wszystkim na mimice twarzy Grim.
- Ach... - nieco zaskoczony spojrzał w jej kierunku, aczkolwiek od razu przybrał pogodny nastrój i brak jakichkolwiek uprzedzeń czy czegokolwiek innego, co mogliby sobie wyobrazić rozmówcy podczas spoglądania na jego twarz. - Normalnie bym poszedł na dół, ale teraz zaczynam się cieszyć, że jednak wybrałem bezpieczniejszą opcję... - pokręciwszy głową, mógł uznawać się za szczęściarza. Być może rzeczywiście nim był, skoro wyszedł bez szwanku z całych tych prób usunięcia klątw, bo od tamtego momentu nie miał problemów z rozpinającymi się guzikami bądź rozporkami. W umyśle trwała z tego powodu mała siesta. - Praca, przede wszystkim, trochę odpocząłem podczas weekendu, wszystko idzie jakoś do przodu- - zatrzymał się na krótki moment, spoglądając w kierunku kieszeni, gdzie znajdował się Tuptuś.
Spojrzał raz jeszcze. Zamrugał, zastanowił się, a następnie uśmiechnął szeroko, przekierowując spojrzenie na małe stworzonko; czekoladowe tęczówki błysnęły radością.
- Czy to jest Tuptuś? - wyszczerzył się jeszcze szerzej, bo pamiętał jego zdjęcia (kto by nie pamiętał) zapuszczane poprzez Gryfonkę, a też - nigdy nie miał jeża w dłoniach, bo nigdy nie miał również ku temu okazji. - Na Merlina, on jest uroczy! - skala słodkości zdawała się emanować ze zwierzaka w niemożliwym do zidentyfikowania tempie, aczkolwiek nie narzekał. - Nie przeszkadza mu takie noszenie w kieszeni? Lubi to? - podpytał się nieco, zaintrygowany tym wszystkim jeszcze bardziej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christina Grim

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 152 cm
C. szczególne : Niski wzrost, chorobliwa bladość, blizny po poparzeniu na lewej stronie ciała. Dziecinny wygląd. Ubrania z motywami mugolskich komiksów Marvela i DC.
Galeony : 223
  Liczba postów : 349
https://www.czarodzieje.org/t17966-christina-grim
https://www.czarodzieje.org/t17982-kryska-grim#510194
https://www.czarodzieje.org/t17980-gremlinowa-kryska#510147
https://www.czarodzieje.org/t17969-christina-grim
https://www.czarodzieje.org/t20719-kryska-grim-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPią Lis 05 2021, 22:40;

Do najbardziej towarzyskich osób raczej nie należała, a teraz jeszcze mieszkała przecież w Hogsmeade, a nie w szkole, więc właściwie niewiele osób wiedziało o tym, że została niemową. Nie przeszkadzało jej to jakoś szczególnie. Jeszcze tego brakowało, by jej nagłą niemożliwość mówienia komentowano słowami "dzieci i ryby głosu nie mają". Już i tak nieraz słyszała podobne komentarze i śmieszki, ze względu na swój szalenie wypasiony wzrost i dziecinną twarz. Oby tylko na starość nie śmieli się z niej, że zajebała kamień filozoficzny. O ile tej starości w ogóle dożyje. Ostatnio zrobiła się chyba jeszcze bardziej lekkomyślna niż normlanie, o czym świadczyła nawet jej obecna sytuacja. W końcu straciła głos dlatego, że wiedziona impulsem poszła do podziemi Camelotu. Choć i tak uznała, że warto było się tam wybrać. Grota była imponująca. No i przynajmniej raz to jej nudne życie stało się ciekawsze.
Wysłuchała słów Felinusa i pokiwała głową. Pewnie wszyscy ci, którzy poszli do skrzydła, byli zadowoleni ze swojej decyzji, gdy zobaczyli pogrom wśród grupy, która wybrała się do lochów. W końcu kilkoro z nich było poważnie poturbowanych. Ponownie zaczęła pisać na kartce odpowiedź.

"Faktycznie, w podziemiach raczej nie było zbyt bezpiecznie, ale i tak było fajnie. A grota na dole to w ogóle prezentowała się zajebiaszczo. A jak w pracy? Polubiłeś bycie asystentem?"


Naskrobała kilka zdań, do podziemi Camelotu odnosząc się z entuzjazmem godnym Gryfona z krwi i kości. Znów podsunęła kartkę przed twarz Felka. Musiało to śmiesznie wyglądać tak z boku. jakby krasnal składał Felkowi jakieś zażalenie na piśmie.
Gdy chłopak zapytał o Tuptusia, Kryśka pokiwała głową z szerokim uśmiechem. Jej jeż to był już chyba tak samo pełnoprawnym Gryfonem jak ona sama.

"Woli siedzieć w torbie z książkami, ale podwózką w kieszeni też nie gardzi. Nie lubi zostawać sam w domu i często włazi mi do torby, gdy nie patrzę, żeby tylko iść gdzieś ze mną."

Odpisała na zadane pytania, po czym wręczyła kolejną kartkę byłemu Puchonowi. A potem ostrożnie wyciągnęła zwierzaka z kieszeni, gdzie władował jej się dzisiaj rano, i poczekała, aż na jej dłoniach rozwinie się z kulki. Wtedy wyciągnęła go w stronę Felka. Jeśli chciał, to mógł nawet sam potrzymać Tuptusia. Jeż strasznie lubił nowych ludzi. I o ile nie głaskali go w drażniący sposób, to nawet nie gryzł.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1485
  Liczba postów : 7292
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptySob Lis 06 2021, 10:40;

Lowell starał się nieco wiedzieć na temat osób, które uczęszczają do Hogwartu, niemniej ogrom powodował, że nie zawsze był na świeżo z nowinkami i musiał się o niektórych rzeczach dowiadywać z dość widocznym opóźnieniem. Niemniej nie zamierzał podchodzić do dziewczyny w postaci wytykania jej zarówno niskiego wzrostu, dziecięcego wyglądu, a także tego, że nie może mówić. Taki nie był i nie zamierzał taki pozostawiać, tudzież ciemne obrączki źrenic patrzyły łagodnie, bez jakiejkolwiek krzty chęci dogryzania w nieszczęściu, w jakim znalazła się wychowanka domu Godryka Gryffindora. Bo utrata mowy to coś więcej, nie tylko problemy z komunikacją - to także narastające problemy względem używania zaklęć, wezwania pomocy i innych tego typu.
Intuicja nie zawodziła; była niczym czule opiekująca się matka, która starała się go uchronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Zawsze czuł jej obecność i dzięki temu, że potrafił się jej posłuchać, unikał tego typu zagrożeń właśnie. Bez problemu przejął zatem karteczkę, by następnie ją przeczytać - kłopotów z tym akurat nie miał.
- A słyszałem coś z plotek, ale szczerze - niewiele. Z sypialni udało mi się zdobyć jakiś kapelusz, lecz nie wiem, co z nim zrobię... - lekko się uśmiechnął, bo może i ogromna ilość osób została poturbowanymi, aczkolwiek nie mógł odmówić jednej rzeczy - tego, że mieli ciekawszą historię do powiedzenia. Królewska komnata nie brzmiała aż tak dobrze, jak bitwa i otrzymanie obrażeń. Na kolejne pytanie nieco się zaskoczył, ale nie ma co się dziwić - tego się nie spodziewał. - W sumie w porządku, nie narzekam osobiście... Wiesz, mógłbym zarzucić jakąś przemową czy coś, ale myślę, że to aż tak sensu nie ma. - wyszczerzywszy się widocznie, kontynuował. - Czasami brakuje mi tej swobody, jaką posiadają nauczyciele, aczkolwiek idzie się przyzwyczaić. - no tak. Większość rzeczy zależała od Williamsa, jako że mu podlegał, od niego się uczył, jak uczy się dzieciaki, a więc pełnej swobody nie posiadał.
Temat następnie zszedł na Tuptusia; nie bez powodu postanowił co nieco na jego temat zapytać, jako że nigdy jeża nie miał, a zwierzęta i tak za nim jakoś specjalnie nie przepadają. Ekscytował się mimo wszystko niczym dziecko - role uległy odwróceniu zatem. To starszy asystent, wyglądający już jak pełnoprawny dorosły, zachowywał się niczym mały brzdąc na widok świątecznego prezentu.
- Czyli jest taki towarzyski... - przyjął kartkę, z której to odczytał słowa należące do Grim. - A nauczyciele? Doczepiają się jakoś czy niespecjalnie? - szczerze musiał się o to zapytać, bo podejrzewał, że niektórzy mogą nie tolerować obecności zwierzęcia na trwających zajęciach, w związku z czym oczekiwał nieco odpowiedzi. Zanim ją jednak otrzymał, zwracając kartkę w odpowiednim kierunku, obserwował, jak mała, kolcowa kulka zamienia się powoli w urokliwego pupila, wyciągniętego na dłoni wprost w jego kierunku.
- Czekaj, czekaj, czy masz instrukcję obsługi do Tuptusia...? - nieco się zawahał, wyciągając dłonie w kierunku jeża, robiąc to niezwykle ostrożnie, coby zwierzę się nie przestraszyło. Nie chciał go jakoś spłoszyć, a też - tego typu istoty odczuwały jego piętno przeszłości, którego tak szybko nie zmyje. Tuptuś pojawił się zatem na jego dłoniach, choć również mogłaby wystarczyć tylko jedna, jako że dłonie posiadał znacznie większe. Dlatego, gdy zajął jedną dłoń, nieco z zawahaniem zaczął go głaskać. - Dziwne uczucie, pierwszy raz mam do czynienia z Tuptusiem... - przyznał szczerze, choć nie głaskał natarczywie, by go przypadkiem nie zdenerwować.
- Jakichś innych pupili posiadasz czy tylko jego? - zapytawszy się, nie wiedział zbyt wiele na temat Christiny, w związku z czym oczy również przejawiały widoczne zaintrygowanie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyCzw Lis 18 2021, 17:30;

inny czas albo ten sam czas ale inna część pokoju... nieistotne dla mnie :V

To nagłe olśnienie wymagało pilnej konsultacji z kimś kto byłby w stanie potraktować go poważnie. Dlaczego więc szedł do Robin a nie do Lucasa, Felinusa czy chociażby Sophie? Miał tyle osób z którymi mógł skonsultować swój pilny problem, a on szedł do tej cudownej wrednej wiedźmy. Przekonany był, że będzie sobie na nim używać i się z niego nabijać jak tylko pozna naturę jego sprawy. Może w głębi serca wiedział, że ona będzie wiedziała co robić? Nie miał pojęcia. Po prostu nogi same go niosły do ostatniego położenia Robin Doppler. Wystarczyło podpytać trzech czwartoklasistów ze Slytherinu o ślizgońśką dziennikarkę o jasnych włosach i morderczym spojrzeniu. Od razu wiedzieli o kogo chodzi i podali namiary na tego, kto wiedział gdzie jest poszukiwana. W ten oto sposób przyprowadził swe zacne jestestwo do popołudniowej komnaty, nawet nie przejmując się górą pracy domowej, która tylko domagała się uwagi. Dosyć wprawnie ignorował ten stos pergaminów i książek, czekające na niego w dormitorium. Halo, miał ważniejsze sprawy na głowie - zawsze.
Odnalazł ją przy okrągłym stoliku.
- Na gacie Merlina, co cię spotykam to coś tam piszesz. Co dzisiaj? Powiedz, że to przepis na słodkie babeczki cynamonowe, a nie jakieś transmutacje zaawansowane dla upośledzonych umysłowo. - zagadnął w oryginalny sposób i postawił przed jej nosem pudełko.
- To łapówka bo potrzebuję pilnego pogadania, już, teraz. - ton głosu miał poważny. Co stanowiło prezent? Puszka kandyzowanych ananasów oraz szczelnie owinięta paczuszka kocich chrupek. Nie zapomniał przecież o Lucyferze, co nie?! Zabrał krzesło z sąsiedniego stolika (nie bacząc na to, że ktoś na moment wstał i chciał tam usiąść z powrotem, a zbulwersowanie zlekceważył) i usiadł na nim okrakiem, krzyżując przedramiona na jego oparciu. Wbrew pozorom w jego oczach nie czaiły się iskierki żartu czy rozbawienia. Eskil Clearwater naprawdę był śmiertelnie poważny kiedy patrzył na Robin Doppler. To powinno przejść do historii tego świata. Oparł brodę o palce zwinięte w pięść i chyba... chyba się stresował...? Nie, to niemożliwe...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1499
  Liczba postów : 1094
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPią Lis 19 2021, 07:59;

Przed wątkiem z MG

Zgodnie z radą niektórych, postanowiła sobie nieco odpuścić. Jednak w jej przypadku to “nieco” oznaczało nic innego, jak nie tyranie do upadłego. To i tak był ogromny progres względem tego, co robiła dotychczas! Powinni być z niej dumni, nie ma co! Dlatego dzisiaj, gdy udała się do popołudniowej komnaty, nie zastawiał ją cały stos książek, zza których nie byłoby nawet widać czubka jej głowy, jedynie taki skromnitki, który miał jej posłużyć za źródło bazowe dla jej referatu. I o dziwo nie planowała wcale po napisaniu tego referat robić coś więcej! Co za niespodziewana zmiana w jej zachowaniu! Poza tym, miała ogromną nadzieję, że tutaj nie znajdzie jej Hunter czy Eskil, bo po pierwsze, nie bywała w takich miejscach, a po drugie, żadnemu z nich nic nie wspominała. Tak, to było bezpieczniejsze rozwiązanie, jeśli chciała się skupić na swojej dzisiejszej pracy.
Nie przewidziała jednak, że cały Hogwart będzie wiedział, gdzie ona jest, nawet jeśli ta, będzie chciała się ukryć. Oczywiście skutkiem tego było, że Eskil ją odnalazł. Jęknęła głośno i bardzo wymownie, kiedy usłyszała obok siebie głos półwila. Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie mogła wyściubić nosa poza dormitorium...
- Nie, to nie przepis i również nie transmutacja. Tym razem obrona przed czarną magią i sposoby na obronę przed dosyć ciężką klątwą. Zabawne, że ją znam - uśmiechnęła się przy ostatnich słowach, bo jeszcze kilka dni temu właśnie ją próbowała przećwiczyć, aby wiedzieć, w jaki sposób działa. Nieco zakrawało to o ironię, ale to już inna sprawa.
Słysząc jego kolejne słowa, nawet nie podniosła wzroku znad pergaminu, po którym aktualnie skrobała. Przywykła, że wszystkie sprawy Eskila są super hiper ważne, na teraz, zaraz a nawet wczoraj. W pewnym momencie przestało to robić na człowieku wrażenie.
- Jeśli próbujesz mnie przekupić, żebym napisała za ciebie referat do Dear, to nie licz na to - dodała po chwili, wymownie stukając piórem w podarunek, ale dalej nie patrząc na niego. Coś jej jednak tutaj śmierdziało. I to mocno śmierdziało. Dlatego pewnie w końcu podniosła na niego wzrok. Wyraz znudzenia na jej twarzy, od razu został zastąpiony prawdziwym zmartwieniem. Odsunęła od siebie referat, odłożyła pióro. Była w pełnej gotowości.
- Eskil nie bądź taki poważny. Chory jesteś, czy co? Co się stało?- od razu jej zainteresowanie tematem wzrosło, bo zwyczajnie martwiła się o niego. Wyglądał jak kompletnie nie on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 254
  Liczba postów : 1581
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPią Lis 19 2021, 11:43;

To ona się ukrywała? Nikomu nic na ten temat nie było wiadomo. Cóż, najwyraźniej ma wbudowany w swój mózg Namiar na Robin. Choćby po ciemku to w końcu na nią wpadnie czy tego chce czy nie… w że zawsze chciał to ta wybitna umiejętność była jak znalazł! Sęk w tym, że sprawa, która spędzała mu sen z powiek (!) domagała się uwagi. Stres go zżerał, nie wiedział co robić, jak myśleć, czego się od niego oczekuje… Jak zawsze rościł sobie prawo do regularnego przeszkadzania Ślizgonce w jej sprawach. Wiedział, że go nie zawiedzie nawet jeśli będzie na niego psioczyć i odganiać. Choć nie było mu do śmiechu to parsknął krótko i uniósł wyżej brwi.
- Ironia losu, co nie?- mruknął półgębkiem bowiem świat nie musiał wiedzieć jaka ich łączy tajemnica. Najważniejsze, że wiedzieli o co chodzi.
Wyjątkowo nie jęknął z żalu na wieści o referacie do Dear. Standardową reakcją Eskila jest okazywanie zaskoczenia, że w ogóle ma coś zadane. - Mam już jeden akapit tego referatu.- przyznał się z niejaką dumą (powinien napisać takich siedem… na jutra, ale liczą się intencje!). Sam fakt, że nie łazi za kimś by to napisał był dziwny. Oczywiście jakby mu brakowało paru akapitów to będzie świecić oczyma do znajomych, ale to sprawa na później. Skrzyżował teraz ręce na ramionach i zaraz nerwowo je rozplótł jakby nie wiedząc co z nimi zrobić. Czekał aż jej ślizgońska wysokość łaskawie podniesie wzrok. Gdyby obojętne było mu z którą blondynką miałby rozmawiać to poszedłby i do Astrid. Ale tu chodziło o konkretną osobę więc przygryzł kącik ust i czekał, czekał.
- Jakbym był chory to cały slytherin by o tym wiedział.- wywrócił oczyma ale fakt faktem stres się go trzymał, a serce podchodziło do gardła. Najwyraźniej dostrzegła w nim to wszystko skoro porzuciła zajęcie bez mrugnięcia powieką.
- Potrzebuję pomocy, ale… ale słuchaj Robin. - przysunął się z krzesłem jeszcze bliżej, aby po ponownym zajęciu miejsca pochylić się do przodu nad stolikiem i chwycić palcami jej nadgarstek.
- To bardzo dyskretne. Osobiste. Przysięgnij, że potraktujesz to serio. Ja już świruję bo nie wiem co robić i jak myśleć. Musisz mi doradzić, ale… ale tak serio. - z tego wszystkiego miał zimne dłonie! Nie może być… Napięcie było solidnie budowane i próżno było szukać na twarzy Eskila obłudy, podstępu czy rozbawienia. On naprawdę czymś się martwił! Nie wprowadzał jej w temat dopóty dopóki nie da mu słowa, że potraktuje go poważnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1499
  Liczba postów : 1094
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 EmptyPią Lis 19 2021, 11:59;

Mogłaby tak jeszcze długi czas udawać, że nie jest zainteresowana rozmową z nim i specjalne, z pełną premedytacją, spróbować skupić się na pisaniu. Znała się jednak na tyle, aby wiedzieć, że w obecności Eskila, jest to po prostu niemożliwe. Oczywiście zawsze to robił, a ona zawsze wtedy się na niego złościła, jednak teraz nie miała serca tego robić. Naprawdę wyglądał, jakby sprawa, z którą przyszedł do niej, była cholernie ważna! W pewien sposób poczuła się nawet mile połechtana po ego, że to właśnie ją wybrał sobie na osobę, która miała mu pomóc. Czyżby ich więź zyskiwała jeszcze bardziej na sile?
- W to nie wątpię - mruknęła pod nosem, jednak bardziej do siebie, niż do niego. Kto jak kto, ale ten tutaj blondyn potrafił narzekać tak, że zawsze przebijał wszystkich, bez względu na to, kto by to był. I Robin nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Wystarczy wspomnieć jakąkolwiek sytuację. - Macho z Ciebie, jak cholera. Bardziej jak biedny pięciolatek, któremu każdy musi obcierać gila spod nosa - uśmiechnęła się krzywo przy tych słowach, bo nie mogła pominąć etapu dogryzania sobie wzajemnie. Ten zawsze musiał mieć miejsce w ich jakimkolwiek spotkaniu, a wiedziała, że ten przytyk był wyjątkowo celnym.
Zmarszczyła brwi, gdy przysunął się do niej bardziej. Sama też instynktownie pochyliła się w jego stronę, bo wszystko naprawdę stawało się o wiele poważniejsze, niż wcześniej przypuszczała, że może być. Skonsternowana zerknęła na swoją dłoń, gdy jego palce ją oplotły. Merlinie, było aż tak źle?!
- Wyluzuj, to po pierwsze - zarządziła. Wchodziła w tryb wydawania suchych i prostych komend, które miały za zadanie pomóc w uspokojeniu się i racjonalnym podejściu do sprawy. - I obiecuję, że cokolwiek to jest, na pewno spróbuję ci pomóc - powiedziała po chwili, pewnym siebie, uroczystym tonem. Przecież nie mogła zostawić go samego z problemem, skoro wyraźnie sugerował, że ten był cholernie ciężki do rozwiązania. Aż taką jędzą nie była...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Popołudniowa komnata - Page 19 QzgSDG8








Popołudniowa komnata - Page 19 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 19 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 19 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Popołudniowa komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 19 z 20Strona 19 z 20 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Popołudniowa komnata - Page 19 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-