Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Popołudniowa komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 18 z 20 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 149
  Liczba postów : 1357
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyCzw Maj 19 2011, 14:14;

First topic message reminder :




Na szóstym pietrze znajduje się sala wielkości klasy i kawałek więcej. Nie ma określonego koloru,gdyż każdy uczeń który do niej wejdzie może zmienić kolor miękkiego dywanu i ścian na jakikolwiek sobie wymarzy.Na północnej i południowej ścianie znajdują się dwa wielkie okna, na których parapecie spokojnie mieszczą się dwie osoby. Na czas imprez które często odbywają się w tym miejscu okna można zasłonić wielkimi zasłonami,przez co w pokoju zapada przyjemny półmrok. W jednym z rogów mieści się gigantyczna narożna kanapa,a po podłodze w niewielkich kupkach są porozrzucane kolorowe poduszki. Na pięknej drewnianej szafce stoi różowy gramofon,a w szufladzie można znaleźć całą kolekcje płyt gramofonowych poczynając od klasyki a kończąc na ciężkich brzmieniach. Uczniowie uwielbiają spędzać tu czas,i organizować imprezy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Sophie Sinclair

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172 cm
Galeony : 590
  Liczba postów : 826
https://www.czarodzieje.org/t18692-sophie-sinclair#534986
https://www.czarodzieje.org/t18769-poczta-sophie#538251
https://www.czarodzieje.org/t18710-relacje-sophie#535349
https://www.czarodzieje.org/t18691-sophie-sinclair#534984
https://www.czarodzieje.org/t18698-sophie-sinclair-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyPon Sty 25 2021, 19:57;

- A bo ja wiem. - Wzruszam ramionami w odpowiedzi, prawda jest taka, że niczego nie wiem i tak tylko sobie gadam, wymyślając mniej i bardziej niestworzone historie. - Ale nie mówię, że wszystko tylko te najlepsze. Jak już się upewni, że są idealne. Bo na pewno takie się zdarzają. - Uśmiecham się porozumiewawczo, znowu mając na myśli samą siebie. - Zresztą. Jakoś musi oceniać tylko wzrokowo, przecież jak robimy eliksiry typu wiggenowy albo postarzający to go nie testujemy. Mogę policzyć na palcach ile razy próbowaliśmy tego co uwarzyliśmy... - Zauważam, uświadamiając sobie, że tak - nauczycielka przeważnie ocenia naszą prace na podstawie tylko tego co widzi, ewentualnie testowania na szczurach, po których przecież nie można dostrzec wszystkiego. Czy to więc oznacza, że dobry eliksiry to niewybuchnięty eliksir? Brzmi całkiem prosto. Poza tym, że musi zgadzać się też kolor, konsystencja i milion "drobnych" rzeczy, o co wcale nie jest tak łatwo.
Dodaję do wywaru pokrojoną wcześniej figę, uważając, żeby dostały się do kociołka tylko te jej części, które faktycznie powinny, a potem biorę od Christi lubczyk i również wsypuję, po czym drewnianą łychą mieszam odpowiednią liczbę razy. Wtedy mam czas, całe dziesięć minut, żeby zająć się żadlibąkiem. Umieszczam go w moździerzu i starannie rozkruszam. Parę razy coś tam mi wypada z miseczki, ale za każdym razem zauważam i wsadzam z powrotem. W końcu jest ładnie utarty proszek i ani trochę nie widać, że jeszcze przed chwilą było to żądło. Patrzę na zegar w klasie, żeby dokładnie po wyznaczonym czasie eliksir zamieszczać i wsypać właśnie przygotowany składnik. - Mamy teraz chwilę, za parę minut powinien się zrobić różowy - informuję gryfonkę i nie spuszczam oka z kociołka, chcąc dokładnie zauważyć ten moment, kiedy barwa się zmieni.
- Na pewno będzie. - Spoglądam na dziewczynę na chwilę i lekko się do niej uśmiecham, trochę nieporadnie głaszcząc ją po ramieniu, jakby chcąc ją pocieszyć. - No. Taki blondyn. Okazało się niedawno, że tak jakby jesteśmy rodziną. - Ten temat wydaje mi się bezpieczniejszy i weselszy, w zasadzie mogę o tym gadać i gadać.

@Christina Grim
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christina Grim

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 152 cm
C. szczególne : Niski wzrost, chorobliwa bladość, blizny po poparzeniu na lewej stronie ciała, blizny na lewej ręce po nocy z Lilacem. Dziecinny wygląd. Ubrania z motywami mugolskich komiksów Marvela i DC.
Galeony : 224
  Liczba postów : 354
https://www.czarodzieje.org/t17966-christina-grim
https://www.czarodzieje.org/t17982-kryska-grim#510194
https://www.czarodzieje.org/t17980-gremlinowa-kryska#510147
https://www.czarodzieje.org/t17969-christina-grim
https://www.czarodzieje.org/t20719-kryska-grim-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Lut 07 2021, 00:18;

Myślała nad tym, co mówiła Ślizgonka, układając sobie wszystko w głowie. Właściwie... różne rzeczy się zdarzały, więc słowa dziewczyny nie brzmiały aż tak nieprawdopodobnie. No i fakt, szkoda byłoby pewnie wyrzucać bardzo dobrze uwarzony eliksir, więc...
- No coś w tym jest. Ja to z reguły wolę nawet nie próbować swoich eliksirów - mruknęła, robiąc nieco niewyraźną minę. Nie żeby te jej mikstury były jakieś tragiczne czy coś; po prostu czasem brakowało jej przekonania, że wywar jest tak dobry, jak na to wygląda. Zastanawiające było więc, jak w ogóle przebiega ta cała procedura sprawdzania przez nauczycielkę uwarzonych przez wszystkich uczniów eliksirów. Bo przecież idealny wygląd nie zawsze odpowiada idealnemu działaniu....
Obserwowała uważnie wszystko, co robiła Sophie. Kryśka należała do tych ludzi, którzy lepiej wszystko zapamiętywali, gdy to zobaczyli, więc obserwacja poczynań Ślizgonki była idealną okazją do nauczenia się różnych technik przygotowywania składników. Biorąc pod uwagę to, że zamierzała przyłożyć się do eliksirów, było to wiele przydatne doświadczenie.
- To takie fajne, gdy ze składników o ponurych barwach powstaje eliksir o takim nietypowym kolorze - powiedziała, również wpatrując się w kociołek. Jeszcze róż może i nie był jakiś niezwykły, ale niektóre mikstury miały takie ładne, neonowe, jarzące się kolory. Magia była naprawdę zaskakująca.
W odpowiedzi na słowa i gest dziewczyny jedynie pokiwała głową. Co będzie to będzie. Wszystko się jeszcze okaże.
- To chyba go znam. Wyciągnął mnie na wypad na jezioro. A potem osobiście do tego jeziora wpadł - powiedziała, wzdrygając się nieznacznie na to wspomnienie. Aż się jej zrobiło lodowato.

@Sophie Sinclair
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Lut 28 2021, 21:15;

| inny czas |

W końcu udało się mu umówić z Robin na ćwiczenie zaklęcia "Icalius". Znalazł opis tego zaklęcia… w bibliotece. Oczywiście nie szukał go, to notatki jakiegoś ucznia znalazły Eskila, a że postanowił zajrzeć do środka to i dostał dokładny opis czaru. Spodobało mu się to na tyle, że niezwłocznie odezwał się do Robin. Jakimś cudem dziewczyna znała tę inkantację co pozwoliło Eskilowi dopisać do listy jej cech pewien poziom znajomości czarów ofensywnych. Powinni spotkać się w bardziej przestronnym miejscu jednak miał dosyć srogiej zimy z Norwegii, a więc wolał zaszyć się w ciepłym i przyjemnym miejscu. Nie miał pewności czy uda mu się czegoś nauczyć skoro gdy tylko widział Robin to chciał jej opowiedzieć o wszystkim i niczym, myślał o wielu rzeczach a nie tych, co powinien. Nie chciało mu się uczyć, co zapewne nie było dla nikogo zaskoczeniem jednak natknięcie się na mimika uzmysłowiło mu, że musi wzbogacić swoją znajomość czarów aby nie bazować tylko na zaklęciu lewitacji czy rozcinania. Siedział w komnacie na tej wielgachnej sofie, w skarpetkach i krótkim rękawie. Trudno oczekiwać po nim tryskania humorem skoro od powrotu do Wielkiej Brytanii dręczyły go koszmary. Co rusz budził się w środku nocy zlany potem i nie potrafił określić co dokładnie mu się śniło. Miało to związek z tym runicznym kręgiem w którym znalazł się na tamtej nordyckiej wyprawie. Od tamtej pory miał problemy ze spokojnym snem. Nic więc dziwnego, że leżąc na sofie próbował też odpocząć jednak cienie pod oczami mówiły jasno, że nie było mu w nocy łatwo. Oczywiście nikomu się nie skarżył, bo nie był mięczakiem, co nie? Jakoś to przeboleje. Sprawy nie ułatwiała mu dręcząca go wizja Freddie Moses, o której próbował zapomnieć, a co było z góry skazane na niepowodzenie. Nie miał pojęcia czy zdoła się skoncentrować dzisiaj na ćwiczeniach, ale chętnie zajmie ręce i myśli czymkolwiek, byleby zapomnieć o zmęczeniu. Uwielbiał spać, a przez koszmary nocne obawiał się teraz zamknąć oczy w obawie, że znowu zacznie się dusić i straci przytomność tak, jak to było w runicznym kręgu. Dzisiejsze spotkanie z Robin na tyle godzin popołudnia gwarantowało poprawę humoru, a póki co nie zastanawiał się nad tym, że zacznie wypytywać o powód tych cieni pod oczami. Mimo wszystko przyda mu się trochę jej pewności siebie, wiercenia w brzuchu i czekoladowych oczu, aby zatrzeć owe wrażenie osamotnienia. Wiedział, że dzisiaj ono go opuści bo będzie mieć przy sobie… przyjaciółkę? Choć jak najbardziej oboje się przyjaźnili to dziwnie byłoby ją tak nazwać. To tak jakby niedopowiedzenie, aby określić jednym słowem to, jak ważna się dla niego stała i to już dawno temu (no dobra, dwa miesiące temu, ale no! To długo, bo dużo się w tym czasie zdarzyło). Z nogami zarzuconymi na podłokietnik (poza a la Ola Krawczyk) i głową opartą o stos poduszek czyścił leniwie swoją różdżkę z odcisków palców i błota. Powinien czytać znalezione notatki ale jak zawsze, nie mógł się na tym skoncentrować. Myślał o tym, że zaraz powietrze w tym pokoju zawiruje wiosennym zapachem bo przyjdzie tu ktoś o fantastycznym usposobieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyPon Mar 01 2021, 21:04;

No dobra, naprawdę była w szoku, kiedy napisał do niej z prośbą o to, aby wspólnie pouczyli się jakiegoś zaklęcia. To było tak nieprawdopodobne, że aż przez dłuższą chwilę musiała się zastanowić, co w ogóle odpisać na taki list! Eskil pałający rządzą wiedzy?! Nieeee, to nie mogło dziać się naprawdę. Musiała wiec kuć żelazo póki gorące i od razu umówiła się z nim na najbliższy możliwy termin, aby ćwiczyć rzucanie tego zaklęcia. Poza tym, pretekst ten był idealnym dla spędzenia ze ślizgonem większej ilości czasu, czyli spełniał jej prywatne wymogi.
Więc kiedy nastała godzina ich spotkania, spakowała wszystkie, w jej opinii, niezbędne przedmioty do torby i pomknęła na szóste piętro, do południowej komnaty, gdzie umówiła się z chłopakiem, po drodze przeklinając go w najbardziej wyrafinowany sposób za to, że znów musiała wspinać się po tych przeklętych schodach. Powoli zaczynała podejrzewać, że razem z Hunterem, za punkt honoru postawili sobie wyrobić u niej kondycję, czy tego chciała, czy nie. A że tej nie posiadała, to nic dziwnego, że kiedy w końcu weszła do umówionego pomieszczenia, policzki miała mocno zaczerwienione a oddech prawie tak samo mocno nierówny.
– Pokój wspólny. Is…istnieje coś takiego, jak pokój wspólny – wystękała, kiedy zobaczyła, jak ten luźno siedzi sobie w fotelu w najlepsze, kompletnie niezmęczony po marszu na szóste piętro. Przyglądała mu się chwilę bądź dwie, od razu dostrzegła wory pod oczami, tak kompletnie niepodobne do niego. Zdjęła z siebie sweter, który w tym momencie był kompletnie zbędnym. Podwinęła nieco nogawki spodni i usiadła po turecku w jednym z wolnych foteli. Zaczęła grzebać w swojej torebce, by wyciągnąć z niej różdżkę i kawałek pergaminu. Wciąż oddychała niespokojnie, kiedy zgniatała pergamin w kulkę i rzuciła nim w ślizgona. Uśmiechnęła się, kiedy kulka odbiła się od jego czoła. Mała kara za człapanie na szóste piętro przez niego, jak najbardziej się należała.
– Inkantacja zaklęcia. Masz to przeczytać i wyjaśnić mi, jak to rozumiesz – nie zamierzała tracić czasu, bo wiedziała, że za chwilę pewnie Eskil się rozmyśli i tyle wyjdzie z ich nauki zaklęć. Jak to mówią, kuć żelazo, póki gorące. Więc próbowała włożyć cokolwiek do jego głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyPon Mar 01 2021, 21:35;

pierwszy post samonauki

Podniósł głowę kiedy w drzwiach pojawiła się zarumieniona i zziajana Robin. Przeniósł swoje zacne jestestwo na drugą stronę wielkiej sofy, a za to bliżej fotela, w którym oklapła i uśmiechnął się nieco leniwie. - Oj tam, tam jest tłum teraz, a tu pustki. - machnął ręką, nie zdając sobie sprawy jakie to wielkie wydarzenie, że wykazał zainteresowanie nauczeniem się jakiegokolwiek zaklęcia. Cóż, potrzeba matką... wiedzy, nawet u kogoś tak topornego i lewniwego jak Eskil Clearwater. - Śmiesznie zawijasz spodnie. Kostki ci się spociły? - od razu humor mu się poprawił na jej widok, a zmiana jego mimika była zaiste bardzo wyraźna. Im dłużej tu siedział tym jego motywacja do nauki spadała, a kiedy już zobaczył Robin to już w ogóle odechciewało mu się tracić czas na uczenie się tego fajnego czaru skoro mogą gadać o wszystkim i niczym, a z pewnością miałby jej wiele do powiedzenia, a nawet jeśli nie, to mogliby klapnąć na tej wielkiej kanapie i tak leżeć, leżeć, gapić się w sufit i po prostu być obok siebie bo to było fajne. Zmrużył oczy kiedy oberwał zwiniętą kulką papieru. Odwinął ją starannie i jęknął widząc długą treść opisującą inkantację. - Cooo? Ja mam to czytać? Tak duuużo? - zaczynało się zrzędzenie bo zdecydowanie wolał przejść do części praktycznej, nawet jeśli przy tym miałby popełniać masę katastrofalnych błędów. Oparł łepetynę o sofę i podniósł pergamin na wysokość swoich oczu, gapiąc się w charakterystyczne pismo. - Eee... ech. No napisane jest tu, że "ica" odpowiada za rozstąpienie się ziemi pod nogami podmiotu, a "lius" za pnącza, które mają się przez nią przedostać, a odpowiedni akcent i pewny siebie ruch nadgarstka odpowiada za siłę zaklęcia... nie no, serio, mamy czytać te rzeczy zamiast od razu ćwiczyć? - obniżył kartkę i zerknął na zmrużone czujnie oczy Robin, a widząc jej wymowny wzrok wolał jednak doczytać do końca, a nuż dzięki temu szybciej przejdą do ćwiczeń. Czytał na głos dalej, ale z miną cierpiętnika. - No i tu jest napisane, że... eee... trzeba akcentować pierwszą samogłoskę, a reszta ma być wypowiedziana płynnie, bez zająknięcia, tym samym tonem... niech mnie Merlin ratuje, że co tu jest napisane? - przysunął do twarzy pergamin, po chwili odsunął go i próbował rozszyfrować napis. - ... aa, już wiem. Zaklęcie osiąga najlepszy efekt przy czarowaniu werbalnym, sprawia trudności przy niewerbalnych metodach inkantowania. Dobra, już, możemy ćwiczyć? Wyczyściłem na to nawet różdżkę. - skierował w jej stronę pognieciony pergamin wierząc, że nie będzie musiał czytać drugiej strony tylko przejdą od razu do praktyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyPon Mar 01 2021, 22:17;

Samonauka
Nie skomentowała jego słów odnośnie pustki w tym pomieszczeniu i po prostu pokręciła głową z dezaprobatą. Wciąż nie zamierzała mu wybaczać konieczności wdrapywania się tak wysoko po szkolnych schodach. Pokręciła z dezaprobata głową, słysząc jego wspomnienie o podwijaniu nogawek. Miała ochotę go zabić, więc naprawdę wolała skupić się na ich wspólnej nauce. Bo jak zacznie na nim samym, to na pewno pójdzie do Azkabanu…
– Czytaj. To. – wycedziła tylko i chyba zrozumiał jej spojrzenie, bo o dziwo zaczął robić to, o co go poprosiła. Oparła się wygodnie w fotelu i przymknęła powieki, uważnie słuchając tego, co wydostawało się z pomiędzy jego warg i jednocześnie przypominając sobie to, co sama wiedziała na temat tego zaklęcia, notabene bardzo użytecznego. Pokiwała głowa słysząc jego słowa. Otworzyła powieki i utkwiła w nim spojrzenie. – Ogólnie to te słowa są z łaciny, jakbyś nie wiedział i źle je wymawiasz. Nie akcentujesz pierwszej samogłoski, ale pierwszą spółgłoskę, czyli literę „C”, o tak: iCalius- postarała się w sposób jak najbardziej poprawny wypowiedzieć zaklęcie. Westchnęła głośno i pochyliła się w jego stronę, by delikatnie zdzielić go ręką po głowie. Jakoś tak po prostu czuła, że powinna to zrobić, żeby zyskiwana przez niego wiedza, miała szanse lepiej się przyswoić. – Merlinie, Eski, skup się na tym, co? Pominąłeś dosyć ważny akapit w całej kartce. I wcale nie piszę tak brzydko! – pochyliła się jeszcze bardziej w jego stronę tak, że jej głowa znalazła się prawie że obok jego własnej. Zerknęła na arkusz pergaminu i wskazała palcem interesujący ją fragment. – Widzisz? Tutaj jest napisane, w jaki sposób poprawnie rzucić zaklęcie. Jak już wiesz, jest ono związane bezpośrednio z żywiołem ziemi, więc to, że wycelujesz sobie różdżką w głowę gościa, nie wystarczy. Musisz wycelować nią w jego stopy, a jeszcze lepiej, w ziemię pod nimi. – przeniosła spojrzenie z pergaminu na jego twarz. – To jest naprawdę ważne. Jak rzucisz je w odpowiedni sposób i wystarczająco mocno się skupisz, to efekty mogą być naprawdę ciekawe, ale dobra. Co jeszcze pominąłeś w tym, co jest tam napisane? – uniosła jedną brew, bo doskonale widziała fragment, który on, jakby rozmyślnie pominął. A ona uważała, że teoretyczne poznanie zagadnienia, jest równie ważne, jak praktyczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyPon Mar 01 2021, 22:47;

drugi post samonauki

Z jednej strony nie podobało mu się, że musi czytać jakieś notatki, ale z drugiej strony miał towarzystwo Robin, a jak i również jej pełną atencję. To było połączenie zabójcze - nieprzyjemne (przyswajanie wiedzy) z przyjemnym (wyborowe towarzystwo). Chciał opanować zaklęcie, ale nie miał na myśl uczenia się teorii stąd jego marudzenie, pojękiwanie, biadolenie pod nosem i czytanie linijek z miną iście nieszczęśliwą. Nie wierzył, że teoria mu się do czegoś miałaby przydać skoro lepiej byłoby mu operować różdżką i nauczyć się wszystkiego w trakcie intensywnych ćwiczeń. - Aaaa... no dobra, inkantowanie "c", a nie "i", no i co dalej? Przecież to nie może mieć tak wielkiego znaczenia. Zawsze gadają, że ma to być na zasadzie poprawnego ruchu nadgarstka. - prychnął, bo nie chciało mu się rozdrabniać nad tymi pierdołami, które siłą rzeczy w jakiś sposób zapadały mu w pamięć. Nie było to proste, ale z pewnością część tej wiedzy pozostanie w jego opornej na wiedzę łepetynie. Odsunął głowę i wywrócił oczami kiedy Robin zaczynała go tutaj przywoływać do porządku. Mimo wszystko westchnął i utkwił wzrok w beżowym pergaminie. - W ziemię? A co się stanie jak rzucę ten czar w czyjąś głowę? - tutaj się zaśmiał "na próbę" mając nadzieję, że Robin się trochę rozchmurzy bo wcale nie twierdził, że pisze brzydko tylko lekko nieczytelnie, a on miał przecież ciężką noc. Przez dłuższą chwilę szukał tego zagubionego akapitu i faktycznie, znalazł się, nie miał pojęcia jak go ominął. - No dobra. "Ruch nadgarstka musi rozpocząć się jednocześnie z wypowiadaniem pierwszej sylaby inkantacji. Gest ma się zaczynać od lewej strony po okręgu do prawej, tworząc nieskończone koło w powietrzu, a drugi człon gestu, jak i jednocześnie wypowiadana druga część inkantacji to cofnięcie łokcia i zamaszyste wyprostowanie go z ukierunkowaniem w docelowe miejsce". - złapał się za głowę i zerknął na Robin ogłupiałym wzrokiem. - Że co ja właśnie przeczytałem? Że jak to ma wyglądać? Jakie "okręgu do prawej"? Nie ma gdzieś tego narysowanego czy jak? Jak to jest zapisane to ja nie rozumiem, nie możesz mi po prostu pokazać? - uśmiechnął się do Robin próbując ją tym samym zachęcić do próby demonstracji. Próbował zwizualizować sobie ruch nadgarstka, kolejny raz przeczytał (tym razem w swoich myślach) ten akapit, potem kolejny raz, następny, ale nie potrafił wykrzesać z tego pełnego gestu. To go frustrowało, aż zacisnął palce na brzegach kartki. - Czyli "iCA" i jedna część ruchu nadgarstka, potem "LIUs" i druga część... ja nie mogę. - oczywiście źle intonował sylaby, ale chyba nie zwrócił jeszcze na to uwagi, bo mówił o tym bez porządnej koncentracji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyWto Mar 02 2021, 14:08;

Samonauka x2

Różne osoby miały różny stosunek do nauki. Ona wychodziła z założenia, że skoro już się za coś brała, to powinna to robić dokładnie i precyzyjnie. Dlatego, kiedy zabrała się za nauczanie Eskila, chciała to zrobić dobrze. Dlatego tak skupiała się na teorii, która jej mniemaniu była równie istotna, jak samo rzucanie zaklęcia. Aby zrobić to w należyty sposób, wcześniej powinno się dokładnie wiedzieć, jakie efekty można osiągnąć, jeśli wykonać odpowiedni gest, czy w odpowiedni sposób wypowiedzieć samą inkantację. A to, że miała do czynienia z Eskilem właśnie, a nie z jakimkolwiek innym człowiekiem w tym zamku, nie miało dla niej większego znaczenia.
Westchnęła znowu, słysząc ten dziwny ton w jego głowie. No tak, czego mogła się spodziewać po nim... Musiał oczywiście negować wszystko to, co powiedziała.
- Dobra, skoro tak, to wstawaj - zawyrokowała i sama powoli podniosła się ze swojego miejsca. Odruchowo przeturlała różdżkę między swoimi palcami i poprawiła na niej chwyt. Poczekała, jak Ślizgon również podniesie się ze swojego miejsca, a jeśli jednak z jakiegokolwiek powodu, nie chciał tego zrobić, chwyciła go za ramię i pociągnęła do góry. - Skoro uważasz, że całe to "dokładne wypowiadanie zaklęcia" jak i "precyzyjny ruch nadgarstka od lewej strony po okręgu do prawej" nie jest w ogóle ważny, to proszę bardzo. - rozłożyła ręce szeroko i posłała mu naprawdę kpiący uśmiech. - Masz dwie próby na rzucenie na mnie tego zaklęcia. I nie, nie będę ci tego na razie pokazywać, bo się upierasz, że teoria nie jest ważna i nie ma większego znaczenia. Więc, proszę bardzo, rzucaj zaklęcie. - opuściła ręce w dół i czekała na to, co zrobi, niemalże całkowicie przekonana o tym, że raczej nie szczególnie dobrze mu to wyjdzie. Znając jego kpiące podejście do tematu, niejako chciała mu trochę utrzeć nosa. Pokazać, że jej sposób był dobrym. Też nie grzeszyła pracowitością, lubiła wynajdywać sposoby, które zdecydowanie upraszczały jej pracę. Więc wiedziała, że ten, który zaleciła Eskilowi, był dobrym. Ale skoro uważał inaczej, była otwarta na propozycję.
- No, już już. Nie mam całego dnia na to, żeby patrzeć, jak się kompromitujesz - powiedziała jeszcze, nieco luźniejszym tonem, pokazując mu przy tym język. I może nieco jeszcze dodatkowo podjudzając, aby jednak poradził sobie lepiej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyWto Mar 02 2021, 19:46;

trzeci post samonauki

Dziwnie było mu uczyć się przy Robin czegoś, co nie miało związku z jego wilowatością. Dziewczyna wydawała się teraz taka... groźniejsza? Aż tracił pewność siebie, po prostu kiedy zakomunikowała, że mają wstać i przejść do praktyki to choć się z tego ucieszył to nie był pewien czy dobrze robił. Coś za łatwo poszło, a ton jej głosu sugerował, że bardzo, ale to bardzo chciała powiedzieć "a nie mówiłam?" albo coś w tym stylu. Podniósł się samodzielnie, nie potrzebował jej wsparcia, ale przy okazji próbował na szybko powtórzyć w myślach ruch nadgarstka. Obrót nadgarstka i coś. Nie miał pojęcia co, przekonany był, że dziewczyna mu to zademonstruje.
- Ej, to nie fair! - oburzył się bo jednak odwykł od jej kpiącego uśmieszku. Wydawał mu się trochę dziwny, jakby nie na miejscu, albo to on już myślał opornie przez te niewyspanie. - Czemu narzucasz milion zasad? Przecież miałaś mi pokazać jak się rzuca zaklęcie, a nie kazać mi czytać nie wiadomo ile notatek, których nigdy w życiu nie zapamiętam. Musiałbym przeczytać je milion razy. - a przecież uczenie się czegoś na pamięć było dla niego katorgą. Tutaj właśnie zderzały się różnice ich charakterów. Naprawdę nie lubił wkuwania, a Robin wykazywała jakąś zaciekłość w uczeniu tego. Zmrużył gniewnie oczy i obrócił różdżkę w palcach. Odsunął się na te dwa metry od Robin i powtarzał w myślach ten skomplikowany zapis notatki. Jak to brzmiało? Obrót nadgarstka, akcentowanie na "iCALius" czy coś w tym stylu. Uhh, nie miał ochoty tak się "bawić!". Postukał palcami o kruchą różdżkę i wycelował w Robin. W porę przypomniał sobie, aby skierować ją w jej stopy. - ICAlius. - obrót nadgarstka i eee... intuicyjne dźgnięcie powietrza. Obejrzał wiązkę swojego czaru, który trafił choć celnie, to wypalił jedynie dziurę w dywanie. - NIC NIE MÓW. - łatwo się irytował, co tu się dziwić, miał kiepską noc, a tu Robin chciała mu ucierać nosa. Próbował jeszcze inkantowania różnych form - Icalius, ICalius, icaLIUS i jedyne co mu wyszło to wyrośnięcie z podłogi dwóch chudych pnączy, które nie dotarły dalej niż do kostek stóp Robin. - Miałaś pokazać, a nie się ze mnie nabijać. - a to był znak, że był o krok od poddania się i machnięcia ręką na to zaklęcie ofensywne. Udało mu się zapamiętać strzępki informacji z notatek. Okay, zaklęcie związane z ziemią, celować pod stopy, najlepiej w podłoże na obszarze zewnętrznym, jakiś obrót nadgarstka, a inkantowanie wypadło mu już z głowy. Próbował różnych form, ale za łatwo się denerwował przez co nie wychodziło mu to tak jak powinno, a przecież się starał! Oczywiście powinien bardziej słuchać Robin, ale to przecież Eskil. Potrzebował wielokrotnego powtarzania, aby coś w końcu dostało się do jego mózgu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyWto Mar 02 2021, 22:26;

Samonauka x3

Jej metody nauczania były w opinii Robin odpowiednimi, ale jak widać, w opinii Eskila, niekoniecznie. Widziała od razu, że uznał je za głupie i za chwilę, jak małe dziecko, pewnie obrazi się o własne niepowodzenie, a ona tylko chciała mu udowodnić, że naprawdę na jej sercu leżało jej w tym momencie jego dobro. Chciała, aby nauczył się dobrze, nie pobieżnie i nieodpowiednio. Więc stwierdziła, że nauka na własnych błędach będzie dla niego lepszym doświadczeniem niż to, co planowała.
- Nie musiałbyś przeczytać je milion razy, tylko skupić się na ich treści. Ale skoro uważasz, że to był głupi pomysł, to rób tak, jakbyś zrobił to od początku. - uniosła ponownie jedną brew do góry, kiedy mówiła te słowa. I czekała na jego rzucanie zaklęcia. Pierwsza próba, zgodnie z tym, co przypuszczała, okazała się być spektakularną porażką w jego wykonaniu. Była jednak grzeczna i nie skomentowała tego w żaden sposób. Przy kolejnej również pozostawała łatwym obiektem. Kiedy jednak zauważyła, że jego irytacja zaczęła osiągać wysoki poziom, po prostu nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, naprawdę szczerym i rozbrajającym. Oszczędziła mu tradycyjnego a nie mówiłam i po prostu podeszła do chłopaka. - Wymawiasz to prawie dobrze, ale skupmy się teraz, na prawidłowym ruchu dłoni, dobrze?- Stanęła obok niego, na tyle blisko, aby potem powoli złapać jego dłoń tę, która aktualnie dzierżyła różdżkę. - Zobacz, zaczynasz od lewej strony, po okręgu, do prawej, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. - wpatrywała się w jego dłoń, kiedy pokazywała mu, jak dokładnie powinien ten ruch wyglądać. Zerknęła na jego twarz, aby zobaczyć, czy tym razem więcej zrozumiał. Nie dostrzegła na jego twarzy rezygnacji, czy irytacji, więc kontynuowała. - Kiedy twoja dłoń znajduje się w najniższym punkcie tego pseudookręgu, pociągasz łokieć do tyłu i potem kierujesz różdżką w stronę swojego celu.- ponownie wykonała przy pomocy jego dłoni odpowiedni ruch, szarpiąc ją energicznie do tyłu i potem ponownie prostując. Wpatrywała się w nieistniejący cel, jakby to było naprawdę cholernie ważne. - Rozumiesz? Dlatego kazałam ci przeczytać tę teorię dokładnie, Wilowaty. - ponownie zerknęła na jego twarz i uśmiechnęła się szeroko. - To co, chcesz znowu spróbować? - zapytała jeszcze i jeśli wyraził taką chęć, to ponownie oddaliła się od niego na odległość kilku metrów, aby robić za żywy cel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptySro Mar 03 2021, 07:10;

czwarty post samonauki

Nie przejmowałby się tak porażkami gdyby nie fakt, że zaszły one w obecności Robin, a ona znowuż była przekonana, że nie uda mu się wykonać poprawnie czaru za pierwszym (i piątym) razem. Co mógł poradzić na własną alergię względem nauczania teoretycznego? Łatwo się irytował przed nakazem przeczytania czegokolwiek co było dłuższe niż jeden zwitek pergaminu i to tylko na pierwszej stronie. Zdecydowanie łatwiej przychodziło mu uczyć się poprzez praktykę. - Od początku to znaczy, że miałaś mi pokazać jak się to czaruje, a nie kazać czytać te wszystkie linijki. - oczywiście nie poczuwał się do winy, zdecydowanie wolał znaleźć przyczynę takiej sytuacji w jej zachowaniu. W przypadku nauki miewał problem w przyznaniu się do własnego nieokrzesania, nieuwagi i braku wytrwałości. Jeśli chodzi zaś o ćwiczenie praktyczne to poszłoby mu znacznie lepiej gdyby od razu Robin zademonstrowała czar. Skrzyżował ręce na ramionach, poczuł się obrażony takim wybuchem śmiechu i jednoczesnym niemym "a nie mówiłam". Stracił ochotę na dalszą naukę jednak Robin nie pozwoliła mu się wywinąć bowiem zanim miał to skomentować to już do niego podeszła z kolejnymi słowami. Zapatrzył się na jej profil i chwilowo się zdekoncentrował gdy poczuł ciepło jej dłoni na własnej. To mu uzmysłowiło, że tęsknił za tym. Pozwalał jej poprowadzić swoją rękę, a sam przez minutę nie słuchał. Dopiero kiedy podniosła wzrok i zobaczył jej ciemne oczy, otrząsnął się z zawieszenia. - Obrót, cofnięcie i wyprostowanie. Okej. Widzisz, od razu łatwiej to zapamiętać jak pokazujesz. - zakomunikował. - Czyli "iCa" to obrót z lewej do prawej? A "lius" to cofnięcie i wycelowanie. W ziemię. I co, z podłogi wyrosną korzenie? - dopytywał i postukał czubkiem buta w kamienną podłogę, zastanawiając się czy czar się przez nią przebije. Na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech kiedy nazwała go wilowatym. Wiedziała jak go podejść i jednocześnie zmotywować, zwłaszcza jak nakarmiła go swoim szerokim uśmiechem. - Ale ja lepiej rozumiem kiedy mi to mówisz, a nie piszesz. Zobaczysz, teraz się nie ruszysz od moich korzeni!- no i proszę, postawa zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Zdecydowanie łatwiej było mu teraz zebrać się w sobie i skoncentrować. - Jasne! - cofnął się (i prawie potknął o dywan) i na sucho poćwiczył jeszcze ruch nadgarstka i ramienia. Obrót od lewej do prawej i przy końcówce, gwałtowne cofnięcie dłoni i finałowo wypchnięcie czaru do celu przy ostatnim członie gestu. Zmrużył powieki i obniżył rękę w kierunku podłogi, ku stóp Robin. Pamiętał z lekcji tyle, aby nadgarstek był w prostej linii z łokciem. Bez przechylania i wyginania. iCalius!- powtórzył przed chwilą demonstrowany gest, po szybkim obrocie (zbyt pospiesznym), cofnął łokieć i przy prostowaniu go czar pomknął z trzaskiem w kierunku butów dziewczyny. Oczy Eskilowi zaświeciły jak dwa płomyki kiedy z podłogi wyrwały się dwa grube pnącza i oplotły łydki dziewczyny aż do kolan. Od razu wiedział, że było to za mało, bo nie powinna mieć problemu aby wyswobodzić się z nich bez użycia magii. Zacisnął zęby na dolnej wardze. - Wyszło! Ale czemu tak mało?- podszedł bliżej dziewczyny, przykucnął przy jej łydkach i dźgnął palcami pnącza. Nie były solidne. Jęknął. - Buu. Przecież dobrze powiedziałem i machnąłem różdżką. Weź ty mi teraz pokaż, bo ja już nie wiem dlaczego to wyszło takie no-sama-widzisz. Łatwo z tego wyjdziesz. - chciał umieć to lepiej! Czy pierwsze ślady jakichkolwiek ambicji właśnie miały miejsce? Cofnął się na swoje miejsce i zerknął wyczekująco na Robin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptySro Mar 03 2021, 13:32;

Samonauka x4

Uparcie wierzyła w swoje umiejętności pedagogiczne i fakt, że dzięki nim będzie w stanie nauczyć czegokolwiek chłopaka. Nie bardzo wiedziała, jak to się skończy, czy faktycznie zrozumie cokolwiek z jej prób przekazania mu wiedzy. Wciąż uparcie wierzyła w to, że da radę do niego dotrzeć, wyjaśnić mu coś, skoro było mu to tak potrzebne. Że dzięki jej pomocy to zaklęcie stanie się dla niego przyswajalnym. Dlatego właśnie zdecydowała się na dokładniejsze zademonstrowanie mu tego, w jaki sposób powinien prowadzić własną dłoń, aby osiągnąć jak najlepszy efekt wspomnianego już czaru. Pokiwała głową z uśmiechem.
- Tak, kiedy zaczynasz obrót, wypowiadasz pierwszą frazę zaklęcia, w momencie kiedy cofasz swoje ramię, kolejną. Ruch ten musi być szybki, ale bez przesady i bardzo dokładny. Wiesz, kwestia dokładnego wyczucia.- dopowiedziała jeszcze, zanim podjął się kolejnej próby rzucenia zaklęcia. A potem oddaliła się i obserwowała, co robił.
Wiedziała, że zapewne pójdzie mu lepiej, niż poprzednio, ale była pewna, czego dokładnie powinna się spodziewać. Dlatego uparcie wpatrywała się w niego swoimi czekoladowymi ślepiami, jakby wyzywała go do tego, aby faktycznie wyczarowane przez niego plącza, kompletnie ją unieruchomiły. No i rzucił zaklęcie. Z zaskoczeniem zerknęła na swoje stopy, które zostały otoczone przez te dziwne rośliny. Uśmiechnęła się szeroko, podnosząc wzrok na Eskila.
- Widzisz? Jest znacznie lepiej! - pochwaliła go. Wycelowała własną różdżką w stronę rośliny i unicestwiła ją niewerbalnym diffindo. - Masz teraz dobry ruch ręki, ale musisz to jeszcze w bardziej odpowiedni sposób zgrać z wymową zaklęcia. Brzmisz tak, jakbyś sam się bał tego zaklęcia. - Postukała się własną różdżką po podbródku, jakby nad czymś bardzo mocno myślała. -Dobra, pokażę - stwierdziła w końcu. Przymknęła na chwilę powieki, aby wziąć głębszy oddech. Kiedy je otworzyła, zniknęła z nich cała wesołość, a zamiast niej, pojawiło się skupienie. Stała z opuszczoną w stronę podłogi różdżką, jakby kompletnie jej na niczym nie zależało. Było kompletnie odwrotnie.
-Icalius - pewnym siebie głosem wypowiedziała inkantację zaklęcia, wykonując przy tym szybki i równie pewny ruch. Kiedy tylko jej różdżka została skierowana w stronę stóp Eskila, poczuła jak przepływa przez nią magia. Grube pnącza zaczęły wypełzać z pod ziemi, w bardzo szybkim tempie owijając się wokół stóp, łydek i następnie ud chłopaka. Zatrzymały się prawie przy samym pasie, kiedy Robin cofnęła różdżkę. Zadowolona z siebie, uśmiechnęła się kącikiem ust. -Widziałeś, jak to zrobiłam? - zapytała kontrolnie, bo była ciekawa, czy skupił się na jej małym pokazie. Podeszła do niego i dźgnęła go palcem gdzieś w okolicy żeber. Skoro był unieruchomiony, to miała ku temu idealną okazję. - No, to teraz sam się z tego wyplącz. Jakbyś przeczytał teorię do końca, to byś wiedział, jak to zrobić - od razu dodała, tak na wszelki wypadek, jakby zaraz miał zacząć narzekać, że nie powiedziała, co powinien zrobić. Przecież nie byłaby sobą, gdyby nie pozwoliłaby mu na samym sobie odczuć, że jednak powinien ją słuchać. A tak, bezczelnie zaczęła go smyrać po żebrach, skoro nie miał jak uciec. Dodatkowe rozpraszacze były jak najbardziej pożądanymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptySro Mar 03 2021, 13:59;

Piąty post samonauki

Gdy przestali analizować notatki to znacznie więcej zapamiętywał. Lepiej szło mu nauczenie się czegoś kiedy ktoś wyjaśniał działanie czaru mówiąc do niego normalnym tonem, a nie monotonnym i nudnym. A tutaj miał już ruch, demonstrację, ćwiczenia, a i wewnętrzną motywację wywołaną potrzebą, która znowuż wzięła się z powodu spotkania wygłodniałego mimika. - Wyczucia nie nauczą mnie notatki. Okay, trzy rzeczy na jeden gest. Proste. - prychnął a potem już przeszedł do działania, rzucił czar, który nie zadziałał wzorowo, ale czego tu oczekiwać od człowieka, który miał na pieńku z wieloma formami nauki. Czyż nie zdał SUMów i wcale się tym nie martwił? Jeśli zda w tym roku to będzie ewidentny sukces. Jest marzec, powinien zakuwać i uczyć się, a to znowu zaniedbywał. Tyle dobrego, że właśnie ćwiczy nad zaklęciem oplatania. To zawsze coś. - Pfff, nie boję się tego zaklęcia. To była tylko rozgrzewka. Wiesz, by wyczuć się z inkantowniem i zsynchronizować z gestem nadgarstka. Czemu musi być taki złożony… - nie byłby sobą gdyby nie zamarudził. Oparł ręce na biodrach i czekał na zaklęcie. Gapił się na jej dłoń ściskającą różdżkę i musiał przyznać, że kolor czaru był bardziej soczysty od tego, który to sam Eskil rzucał. Jest jej ręki też był bardziej płynny i energiczny, a zaklęcie wypowiadała głośno. Zapamiętał te poprawki, a chwilę później pnącza naciskały na skórę jego nóg, ugniatając materiał spodni i wpijając się w skórę. Normalnie prawie bolało! Zamrugał, zastukał w pnącza jakby chciał sprawdzić ich kruchość i próbował wyswobodzić się, oczywiście bezskutecznie. Pogonił jej rękę kiedy dźgnęła go różdżką. - Widziałeeem. Mówisz to tak głośno i szybko machasz różdżką. I nie muszę czytać notatek bo wiem jak się uwolnić! Znam parę zaklęć choć nikt mnie o to nie podejrzewa.- pochwalił się i nie przeczuwał, że dziewczyna może chcieć mu utrudniać wyswobodzenie się z uwięzienia. - Ejj!- próbował zasłonić się przed atakiem łaskotek, ale zaraz to zaczął się śmiać bo jak miał czarować skoro go łaskotała? Nie był jednak aż takim idiotą za jakiego jest uważany. Złapał łokieć Robin i ją do siebie przysunął, aby wpadła nawet na pnącza, które go trzymały. Wow, mógł oglądać jej oczy z bliska, a to budziło w nim pewne wspomnienia. - To nie fair.- trzymał mocno łokieć tej ręki, którą go łaskotała. Chichrał się przez nią, ale nie zwlekał -  użył innego zaklęcia, kierując swoją różdżkę na pnącza. - Embracio. - zaklęcie trochę dźgnęło jego spodnie, ale ostatecznie powoli, powolutku wsiąkło pomiędzy pnącza i je rozsunęło, odsuwając je od nóg Eskila. Kilka chwil później opadły do kostek, a on mógł zmieścić się i też połaskotał Robin po żebrach, puszczając przy tym całkowicie. - Dobra, sio, teraz ja będę w ciebie rzucać pnączami. - prychnął i kiedy wycofywała się to rzucił w kierunku jej stóp, od razu -Icalius!- oczywiście nie celował w jej plecy tylko chciał ją zaskoczyć prędkością rzucania zaklęcia. Teraz poszło mu nieco lepiej. Skupił się na ruchu nadgarstka - wyszło świetnie, ale głos mu zadrżał przy inkantowaniu. Pnącza chwyciły Robin, nawet do kolan(!), ale nie wiedział jak mocno się na niej zaciskały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptySro Mar 03 2021, 19:16;

Samonauka x5

O ile starała się, aby jej sposób nauczania chłopaka, nie był monotonnym i nudnym, tak nic nie mogła poradzić na to, że po prostu niektóre rzeczy chłopak musiał przyswoić zanim podejmie się rzucania jakiegokolwiek zaklęcia, czy tego chciał, czy nie. Nie widziała innego sposobu na naukę. Bez odpowiedniego przygotowania teoretycznego, praktykę można było rozbić o kant dupy.
- Owszem, nie nauczą, ale bez notatek, nie wiedziałbyś o tym wyczuciu - od razu odbiła zgrabnie piłeczkę, nie zamierzając pod tym względem zgodzić się z Eskilem. Dalej twardo obstawała przy swoim. I tak uważała, że bez względu na to, jak dalej posunie się ich dzisiejsze nauczanie, to i tak odniosła ogromny sukces chociażby z tego względu, że zmusiła Ślizgona do jakiegokolwiek działania. A to samo w sobie zakrawało o tak wielki absurd i nieprawdopodobne zachowanie, że w zupełności jej wystarczyło.
Tymczasem role się odwróciły i to Eskil musiał uwolnić się z rzuconego przez nią czaru. A ona pozostawała bezwzględna, skutecznie mu to uniemożliwiając. Kiedy ją złapał, to dalej uśmiechała się szeroko by po chwili pokiwać z uznaniem głową. - No takiego zaklęcia się nie spodziewałam, że użyjesz! - przyznała kompletnie szczerze tonem, który prawie że sugerować mógł dumę! Zaśmiała się jeszcze pod nosem i odsunęła, kiedy zarządził, że tym razem to on będzie ponownie rzucał zaklęcie. Nie spodziewała się, że zrobi to tak szybko, tuż po tym, jak odwróciła się twarzą w jego stronę. Jakby odruchowo, kompletnie nie kontrolując tego, próbowała rzucić zaklęcie tarczy, jednak okazało się, że była wolniejsza w tym wypadku od chłopaka! Rozdziawiła usta w wyrazie bezgranicznego zdziwienia, bo coś takiego raczej nie miało miejsca. - No nieźle! - pochwaliła go, próbując wyrwać nogę z pnącza. Tym razem nie poszło jej to tak łatwo, jakby się tego spodziewała. Te ciasno przylegały do jej ciała i nie chciały wypuścić ze swojej uwięzi. - Widzisz, jak chcesz, to potrafisz. A teraz rzuć to jeszcze raz, ale przytrzymaj różdżkę dłużej. Skup się na tym, co masz mówić, myśl o tym zaklęciu i spróbuj zapomnieć o czymkolwiek innym.- ponownie użyła na otaczające ją pnącza niewerbalne diffindo. Tym razem musiała użyć go silniejszego, więc przez przypadek przecięła sobie nogawkę spodni i zrobiła niewielką rankę na prawej łydce. - Kurde. No, nie ważne. Rzucaj zaklęcie - pogoniła go jeszcze, ciekawa, jak tym razem mu pójdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptySro Mar 03 2021, 19:41;

Szósty post samonauki

Nie dane będzie im się dzisiaj zgodzić. Potrząsnął głową kiedy stwierdziła, że bez notatek ani rusz. - Ty mi powiedziałaś o wyczuciu, a nie twoje zapiski. - przecież nie odpuści. Czasami potrafił być tak samo uparty jak ona. Trzeba jednak przyznać, że dokonała niemalże niemożliwego - choć to spotkanie było jego pomysłem to łatwo odpuściłby przy pierwszej przeszkodzie, a tak to nie tylko wytężał mózgownicę, ale też i ćwiczył. Wielokrotnie powtarzany gest nadgarstka utkwił mu już w pamięci, tak samo jak inkantacja. Pozostało doszlifować jednak swoją szybkość i koncentrację, a to już kwestia wypracowania, a nie nauczenia się na pamięć. Słysząc dumę w jej głosie aż otworzył szerzej oczy ze zdumienia. - No co? Z pomocą twoich diffindo, które kiedyś na mnie przetestowałaś... - tu zrobił przerwę aby wytknąć jej język na znak, że sobie żartuje - ... przegoniłem mimika! A to zaklęcie ktoś mi kiedyś pokazywał, ale nie pamiętam kto. Ale dobra, dobra... - zamknął buzię i odczekał kilka sekund aż Robin się odwróci, a wtedy zaatakował. Tak bardzo chciał ją zaskoczyć, że normalnie mu się to udało! Nie mógł wyjść z zaskoczenia, ale udawał, że tak wszystko miało być. Z zainteresowaniem popatrzył na dzikie więzy, zadowolony, że udało mu się to wyczarować na tyle solidnie, że nie mogła wyszarpnąć kończyny z użyciem własnych sił. Na twarzy miał wymalowane jedno wielkie "wow". Kto by pomyślał, że za jakimś czwartym razem uda mu się dobrnąć do takiego poziomu. Oczywiście dalej nie było to zaklęcie perfekcyjne, bo czar Robin sięgał mu niemal do bioder. - Ale jak przytrzymać różdżkę dłużej? W sensie skierowaną do twoich stóp? - dopytał i ponownie przyjął postawę do rzucania czaru. Podrapał się po policzku i przypomniał sobie prędkość z jaką Robin wymachała zaklęcie, a jednocześnie zerkał na jej lekką rankę. - ICALIUS. - zaklęcie trafiło kilka centymetrów od jej stóp, z podłogi wydostały się gęstsze pnącza, ale tylko część z nich oplotła jedną nogę Robin, a pozostałe dobrały się do nóżki od stolika. - Ej no, czemu tak jest? Przecież dobrze ruszałem nadgarstkiem i trzymałem długo różdżkę. - oburzył się, zapomniawszy że wypadałoby za każdym razem pamiętać o tym, by nie wydzierać się do inkantowania, a po prostu wymawiać płynnie to jedno proste słowo. - Finite. - próbował zdjąć z niej ten czar, ale nic się nie stało. - Ej no. FINITE! - ponawiał ten czar i ponawiał, ale jak pnącza dalej oplatały jedną nogę Robin, tak nie chciały się ruszyć. - Czemu nie działa zaklęcie kończące? Halooo, to jest proste, no Finite, Finite, Finite! - jedyne co wyrządził pnączom to jedną małą dziurkę wydźganą krańcem różdżki, ot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptySro Mar 03 2021, 21:43;

Samonauka x6

Nie dawał za wygraną, a jego upór powoli zaczynał ją śmieszyć. A to niby ona nigdy nie dawała za wygraną. Jak widać, nie tylko w kwestii zaklęcia czegoś się od niej nauczył, ale i samego podejścia do życia. Chyba że od zawsze nie potrafił przyznać się zwyczajnie do błędu. Bo ona, kiedy wiedziała że ma rację, to uparcie się tego trzymała, choćby nie wiem co. - W zapiskach też o tym było, nie dałabym ci byle czego - skomentowała jeszcze, no bo przecież, jak to tak, poddać się w czasie takiej wymiany słów? No kompletnie nie w jej stylu. W szczególności, że wiedziała, że zapiski, które dostarczyła przed jego nos, były naprawdę dobre. Sama je robiła a profesor zaklęć jeszcze dokładnie sprawdzał, bo go o to poprosiła. Była z nich naprawdę dumna i nie zamierzała pod tym względem tolerować krytyki. No po prostu nie i już. Uśmiechnęła się z uznaniem słysząc, czego chłopak dokonał przy użyciu takiego zaklęcia. Ale przecież nie to tutaj trenowali, więc wolała skupić się na innych aspektach.
Westchnęła znowu, bo jak już coś Eskilowi wyszło, to zaczął pomijać tak wiele, w jej opinii istotnych aspektów, że ponownie zaczął wracać na start i się gubić. - Dłużej przytrzymać swoje skupienie na tym zaklęciu. I na moich stopach, a raczej podłodze, w którą powinieneś celować. Bo, to ciekawostka, jakbyś wycelował nieprecyzyjnie, to mogłyby te paskudne roślinki zacząć rosnąć bezpośrednio z moich stóp, więc uniknijmy tego, bo nie chcę lecieć do Munga. - uśmiechnęła się ponownie w jego stronę. Kiedy się wyswobodziła, postanowiła jeszcze raz poinstruować go przed podjęciem kolejnej próby z jego strony. - Jeszcze raz i powoli: Ruch nadgarstka masz opanowany, pokazałeś to fajnie. Ale nie skupiaj się tylko na tym. I nie musisz krzyczeć tego zaklęcia. Wystarczy, że dobrze zaakcentujesz tę drugą literę o której wspomniałam. Pewność siebie nie jest równoznaczna z krzykiem, Eskil - chłopak znów rzucił zaklęcie, a tym razem tylko jedna jej noga została pozbawiona wolności. Robin zaśmiała się cicho pod nosem na ten widok i to, jak próbował zakończyć czar przy użyciu Finite. - Jakbyś doczytał te nieszczęsne notatki, to byś wiedział, że Finite tutaj nie działa. Finite to zaklęcie, które przede wszystkim kończy działanie uroków, można powiedzieć, nie do końca fizycznych. Te badyle - stuknęła w nie wolną nogą - są jak najbardziej fizyczne, więc finite nie zadziała. Musisz je unicestwić, na przykład moim ulubionym diffindo - ponownie wycelowała różdżką w swoją nogę i ze znacznie większą precyzją porozcinała wyrastające z ziemi pędy, które zbyt mocno uciskały jej nogę. - To co, chcesz to jeszcze powtórzyć? Mam jeszcze raz to na ciebie rzucić? - dopytywała chłopaka, bo chciała mieć pewność, że wszystko zrozumiał tak, jak należy. Starała się tłumaczyć jak najdokładniej wszystkie zawiłości tego czaru, ale wiedziała, że może nie wszystko trafiło do jego mózgu i może tak jak ona niekiedy potrzebował czasu i przetrawienia tego w towarzystwie wyłącznie własnych myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy, a na knykciach lewej dłoni leniwie gojące się skaleczenia;
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 257
  Liczba postów : 1585
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyCzw Mar 04 2021, 06:46;

Co za uparta dziewczyna. Niby o tym wiedział od dawna ale co rusz przekonywał się na własnej skórze, że Robin nie da się przegadać. Ostatnie słowo zawsze musiało należeć do niej, a on… testował jej cierpliwość. - Okay, jest to w notatkach, nie zaprzeczam, ale to ty mi powiedziałaś o najważniejszych rzeczach. Więcej dowiem się od ciebie niż od zapisków. - przecież nie może zgodzić się z czymś dla świętego spokoju skoro akurat racja była teoretycznie po jego stronie. - Ej, to niemożliwe. Zgrywasz się. Niemożliwe, aby miały wyrosnąć ci ze stóp bo to wtedy tak jakby transmutacja.- oburzył się. To nie tak, że nie wierzył dziewczynie, ot, nie potrafił sobie zwizualizować takiej możliwości. To zaklęcie ofensywne, miało unieruchomić i trudno było ogarnąć, że przypadkowy błąd miałby spowodować taki efekt uboczny, który już kojarzy się zupełnie z inną dziedziną magii. Mamrotał coś pod nosem kiedy zwróciła mu uwagę na kolejny błąd który popełnił. Wywrócił oczami, ale jako tako musiał przyznać jej rację. - Nie krzyczę tego tylko dokładnie wymawiam, bo jak ty powiedziałaś to głośno to te pnącza były silne.- za dużo tej nauki jak na jeden raz. Zaczynał popełniać błędy, których przed chwilą nie było, a to głównie przez fakt, że już długo wytrzymywał w tym tempie edukacji. A potem okazało się, że jednak ostatnie słowo należy do Robin bowiem nie miał pojęcia, że Finite nie działa na tego rodzaju zaklęcie. To było okropne musieć się z nią zgodzić choć na jego twarzy dało się wyczytać łagodne oburzenie. Jak zawsze, gdy nie miał racji. - Ehh, to nie ma jakiegoś silniejszego zaklęcia kończącego działanie czaru? No ale dobra, Diffindo i Embracio też są łatwe do ogarnięcia. - wyprostował się i przeciągnął, rozpościerając długaśne ramiona nad swoją głową. Robin uwolniła się bez większego problemu i o zgrozo, dalej chciała ćwiczyć a on miał już dość. - Nnieeee… już starczy. - gdyby jego ambicją była nieco większa to być może przystanąłby do jeszcze godzinnych ćwiczeń jednak póki co wystarczało mu zapoznanie się z podstawami. Klapnął zmęczony z powrotem na kanapę, a różdżkę odłożył na bok. - Już ogarniam o co chodzi to teraz możemy chillować albo najeść się kanarkowych kremówek. Masz ochotę?,- poklepał miejsce obok siebie i swoim zwyczajem oferował przerwę, która była tak naprawdę już końcem tych nauk. Podziękowania przychodziły mu z trudem a więc na swoje sposoby okazywał wdzięczność. Oferta słodkości, odpoczynku, jeszcze coś wymyśli po drodze. - Jak tam Zwierzocoś?- no i zainteresowanie puffkiem, którego zapomniał zabrać z jej igloo w trakcie ferii w Norwegii. Dziwnie mu było bez jakiegokolwiek zwierzaka, ale potrzebował jeszcze chwili a może uda się nabyć jakiegoś włochatego przyjaciela. Profesor Dear ma małego kociaka, mógłby wyciągnąć po niego ręce… Skrzyżował dłonie na karku i posłał Ślizgonce leniwy uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, na szyi nosi łańcuszek z pierścionkiem który dostała od Deara
Galeony : 1010
  Liczba postów : 1113
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyCzw Mar 04 2021, 13:09;

Powoli przestawała widzieć jakikolwiek sens w dalszym prowadzeniu z nim dyskusji. To było jak rzucanie smoczym łajnem o ścianę; niekiedy odbijało się i pozostawiało za sobą tylko smród, z pewnością nie było w stanie przekazać żadnej racjonalnej wiedzy. On miał się nie ugiąć i ona też. Prawdopodobnie byli zmuszeni do pozostania w tym impasie i koniec. Zamiast dalej kłócić się z nim, poruszyła wymownie brwiami, kiedy wspomniał, że właśnie bezczelnie go okłamywała odnośnie ewentualnych skutków ubocznych nieprawidłowo rzuconego zaklęcia. - Wiesz, jeśli chcesz, to mogę ci zademonstrować, jak to wtedy wygląda - rzuciła mu małe wyzwanie, którego była niemalże całkowicie pewna, że nie podejmie, z obawy o swoje zdrowie. Bo co, jeśli jednak nie kłamała i faktycznie z jego stóp miały zacząć się wydobywać malownicze badyle, które dodatkowo oplotą jego nogi? Prychnęła pod nosem, kiedy ponownie nie potrafił przyznać się do popełnionego błędu. - Oczywiście, że krzyczysz. I nie próbuj się nawet wypierać, bo słyszałam, co robiłeś. Wiesz, jakby nie patrzeć, stoję tuż obok - zaśmiała się po tych słowach i kiedy Eskil ruszył w stronę kapany, sama też to uczyniła. I tak osiągnęła, w jej opinii, spektakularny sukces, że zmusiła go do jakiejkolwiek nauki. Nie było co przeciągać struny i chłopaka demotywować. Może jeszcze sam zechce kiedyś się czegoś poduczyć? Może obudzi w nim ziarno chęci poznania ciekawszych zaklęć? - Szczerze mówiąc, nie wiem, czy jakieś tego typu istnieje, musiałabym na ten temat poczytać. - powiedziała, sadowiąc się obok niego na kanapie. Od razu podciągnęła swoje łydki i ułożyła je również na siedzisku. Oparła się wygodnie plecami o pluszowe obicie i przymknęła na chwilę bądź dwie powieki. Nauczanie kogoś mogło wyczerpać człowieka. Od razu rozchyliła powieki, kiedy usłyszała hasło kremówki. Przecież Dopplerówna uwielbiała jeść! - Jasne, że chcę! - od razu chwyciła jedną i niemalże w całości wepchnęła ją sobie do ust. Więc kiedy zadał jej kolejne pytanie, no niewiele była w stanie powiedzieć. Dlatego zamiast wyraźnego Zwierzocoś ma na imię Uriel i żyje mu się ze mną wspaniale z jej ust wydostało się tylko -Zweeeddrzcos a na ymee Ubler i szije sie mą fsanale! - Kiedy dotarło do niej, co dokładnie powiedziała, wybuchnęła śmiechem, zakrywając usta dłonią, aby kanarkowa kremówka nie postanowiła pofruwać po całym pomieszczeniu. Dopiero, kiedy uspokoiła się i przełknęła, postanowiła odpowiedzieć. - Dobrze i ma na imię Uriel- a potem rozmawiali jeszcze jakiś czas o Zwierzocosiu imieniem Uriel. Robin nawet sięgnęła do swojej torby, aby wyjąć z niej bardzo rozczulające zdjęcie na którym to Uriel tulił się do Lucyfera i wyjaśniła, że chwilę później musiała wyciągać go z kociej paszczy, przez co kotowaty był bardzo niezadowolony, że nie mógł zjeść swojej nowej, puchatej zabawki...

/Zt. x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1487
  Liczba postów : 7301
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 15:37;

Sam nawet nie wiedział, kiedy dokładnie postanowił zadecydować, że w sumie dobrym pomysłem będzie udanie się w kierunku jednej z bardziej swobodnych sal, ażeby móc zagrać w Durnia. Wbrew pozorom Lowell miał z nim do czynienia w kwietniu, aczkolwiek samemu znał, że nic nie stoi na przeszkodzie, by się rozluźnić trochę w ten sposób. Nawet jeżeli wiele razy ta gra im udowadniała, że potrafi zamienić pewne rzeczy o sto osiemdziesiąt stopni - niespecjalnie się tym przejmował. A przynajmniej starał, kiedy to stukot kroków dochodził do jego uszu, natomiast dłonią mimowolnie pogładził torbę, by upewnić się, że ta jest na swoim miejscu i nie zniknęła w eterze przemyśleń.
Czasami schody robił ich w chuja i kazały czekać, na co musieli jednak się zgodzić, gdyż nie mieli ostatecznie wyjścia. Podróż trwała znacznie dłużej, niż mogli się tego spodziewać, ale koniec końców udało im się dotrzeć na szóste piętro, mimo widocznej krnąbrności stopni prowadzących w jego kierunku. Liczył na spokojną rozgrywkę w karty bez większych problemów, zatem, gdy tak szedł i wreszcie udało się otworzyć drzwi do popołudniowej komnaty, od razu wskoczył na jedną z kanap, rozkładając się na niej wygodnie.
- No i wreszcie, po tej długiej wędrówce... - wziął głębszy wdech, choć nie zmęczył się na tyle, by móc narzekać. Jego wydolność fizyczna zwiększyła się na przestrzeni czasu, z czego mógł być dumny. Liczne próby polepszenia własnej kondycji zdawały się odnieść odpowiedni skutek, kiedy to poprawił własny krawat, choć ten i tak luźno zwisał z szyi, nie przyczyniając się do poprawienia komfortu jego użytkowania. Zresztą, prędzej to był w jego ubiorze smaczek przynależności, choć rzeczywiście przyzwyczaił się do noszenia tego dodatku. W połączeniu z białą koszulą naprawdę na nim nieźle leżał. - No to zaczynamy. - uśmiechnął się. Mimo to przypomniał sobie coś, kiedy to wyciągnął należyte karty, które postawił i wyciągnął jedną z nich. Widząc to, że rzut był podobny, musieli dobrać ponownie karty, w związku z czym okazało się, że Max zaczął stawać się nie widzialny. - Eeeej, nie, nie uciekaj! Ja jeszcze nie skończyłem. - zaśmiał się, a po tym wydobył odpowiedni pakunek. Trwało to chwilę, jako że torba pozostawała bezdenna, a miał w niej wystarczająco dużo rzeczy, by móc stwierdzić, że nawet za dużo. Była niczym damska torebka, w której to znajdowało się dosłownie wszystko.
Oczywiście, jak żeby inaczej, wstał odpowiednio, by nie wyglądał na jakiegoś idiotę bez należytej kultury, kiedy to w dłoniach trzymał jednokolorową, białą torbę. Nie chciał stawiać na jakieś z góry zdefiniowane kolory, dlatego, kiedy to wyprostował się i zerknął w stronę Ślizgona, ciepło się uśmiechnął. Początkowo trudno było mu zebrać jakieś słowa, lecz dopiero potem wziął głębszy wdech. Musiał podejść do tego na spokojnie, choć nawet nie wiedział, czy słowa nie będą nieodpowiednie. Zamknąwszy na dwie sekundy oczy, trochę było ciężko. Ten cały rok... pokazywał im, jak wiele przeciwności losu potrafi pojawić się na drodze. Samemu zmienił się na lepsze. Gdyby nie to, że jakoś się poznali, że zdołali znaleźć wspólny język... być może by ich tutaj już w ogóle nie było.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. - rozpoczął, czując dziwną pętelkę, której nie potrafił rozwiązać. Czego powinien życzyć? Do czego się odwołać? Po prostu... nie wiedział co powiedzieć. Zerkał raz po raz, zastanawiając się, czy to, co robi, jest w sumie dobre, ale samemu pamiętał, jak pierwszy raz od dawien dawna obchodził własne urodziny, a to wszystko dzięki pomysłowi Maximiliana oraz Lydii. - Może ten rok nie był łatwy, ale mam nadzieję, że następny będzie... no, lepszy? Wiesz, o co mi chodzi, nie umiem składać życzeń, eeeeech. - westchnął ciężko, choć po tym się widocznie zaśmiał. Wręczył mu tym samym pakunek, nie inicjując jednak niczego więcej. Wiedział, że Ślizgon czuje się momentami skrępowany w jego towarzystwie, w związku z czym nie narzucał żadnych gestów, które mogłyby przyczynić się do dodatkowego speszenia. Paczka nie była ciężka, a znajdowało się w niej parę przedmiotów. Złota skarbonka, bransoletka z ayahuasci, torba z łusek piraucu oraz słodycze z Miodowego Królestwa. - Śmiało możesz teraz otworzyć lub później. - lekko się uśmiechnął.

Życia: 3 | Karta: Mag | Kostka k6: 6
1/6
@Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 785
  Liczba postów : 7906
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 17:28;

Życia: 1
Kostka: 2
Tarot: Umiarkowanie

Jak to się stało, że dał się namówić na Durnia to nawet on nie wiedział. Odniósł jednak szybko swoje rzeczy do dormitorium, gdzie zabezpieczył także cenny eliksir, by przypadkiem żadnego złodzieja nie skusił i już maszerowali w górę. Sam z własnej woli dawno nie właził tak wysoko i widocznie się męczył, ale na szczęście schody dawały mu czasem chwilę by odetchnąć, gdy musieli czekać aż wrócą na swoje miejsce.
-Nigdy więcej... - Zaśmiał, się po czy sam zajął miejsce na przeciw Felka, na poduszkach umieszczonych na jednym z parapetów. W rękach trzymał tylko butelkę z wodą. Cała reszta rzeczy pozostała w dormitorium, by nie stanowić niepotrzebnego balastu. Liczył, że to mu wystarczy. Miał nadzieję, że rozgrywka przebiegnie dość spokojnie, co w ich przypadku było raczej rzadkością, ale nie było niemożliwe.
Pierwsza runda została oczywiście przez Maxa przegrana, a gdy ten zobaczył, że ma do czynienia z "Sądem Ostatecznym" westchnął tylko. Po części chętnie zniknął by w całości, z drugiej jednak strony wolał ten efekt niż ten, wskazywany przez jego poprzednią kartę. Bogin zdecydowanie nie był tutaj pożądany.
-Tak, tak wiem, to dopiero pierwsza runda. - Zaśmiał się, kompletnie nie wiedząc do czego Lowell dąży, a tym bardziej czego szuka w torbie. Posłał mu pytające spojrzenie, gdy puchon wstał z miejsca i do niego podszedł. Nie wiedział, czy też powinien zmienić pozycję, więc na ten moment po prostu czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Uśmiech.. Cisza... Zamknięte powieki... Maxowi żołądek ścisnął się, a ślizgon zaczął podejrzewać coś niedobrego. Gdy jednak Feli w końcu przemówił, całe to napięcie puściło, a Solberg wstał również  mając uśmiech na mordzie, choć jego wzrok nieco uciekał, a policzki ledwo zauważalnie zaczerwieniły. Przez chwilę sam nie wiedział, co powinien zrobić, ale w końcu po prostu podszedł krok do przodu i objął puchona.
-Dzięki stary. Nie przejmuj się, więcej nie potrzebuję. - Skomentował te niezręczne życzenia. Sam był nieco speszony no i w końcu przypomniało mu się, co to był za dzień. Gdy ramiona przestały obejmować Felka, chwycił za pakunek i spojrzał do środka.
-Jezu Feli... Nie trzeba było... - Rzucił mu speszone spojrzenie, gdy zobaczył co i ile właśnie dostał. Powoli zaczął wyjmować każdą z rzeczy, przyglądając im się uważnie. Nigdy wcześniej ich nie widział, choć możliwe, że tych zakamarków pamięci po prostu jeszcze nie odzyskał. Gardło ślizgona ścisnęło się, a ten poczuł jak ściska mu się gardło. Odchrząknął więc, wziął łyka wody i zaproponował kolejną rundę, którą to oczywiście przegrał.
-No i świetnie. Tyle z mojego nawodnienia. - Zażartował, gdy jego butelka natychmiast się opróżniła pod wpływem wynikającej z kart magii.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1487
  Liczba postów : 7301
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 18:13;

Taki wysiłek mu nie sprawił problemu. Samemu rozłożył się wygodnie na miejscu, wiedząc doskonale o tym, że podejmowanie się aktywności fizycznej po przerwie może sprawiać problem... no i też, Max cholernie schudł ostatnimi czasy. Martwiło go to, ale czy mógł coś w tej kwestii zrobić? Napomknięcie tego wydawało się być nieprzyjemne dla samego Ślizgona, a tak przynajmniej podejrzewał, że po prostu będzie. Sam niechętnie przyjmował pomoc pod względem powrotu do normalnych posiłków, ale koniec końców było lepiej. Nie odetchnął zatem ani głębiej, ani bardziej zrezygnowanie, skupiając się na razie na tym, co się tutaj działo. Jak sobie mówił wcześniej - to był jego dzień i nie zamierzał go psuć żadnymi moralizującymi mowami, iż powinien zacząć o siebie dbać. Bo wiedział, że gdy coś znajduje się pod kopułą czaszki i kopie raz po raz, uniemożliwiając prawidłowe funkcjonowanie, zjedzenie tosta lub czegokolwiek innego graniczy momentami z cudem.
- Powinni zamontować windy, a potem nauczyciele się dziwią, czemu uczniowie, schodząc z najwyższego piętra, spóźniają się na zajęcia na błoniach. - zaśmiał się lekko, kiedy to wyłożył pierwsze karty, a się okazywało, że szczęście postanowiło się do niego uśmiechnąć. Na niekorzyść ucznia, tylko szkoda właśnie, że zaczął znikać, bo naprawdę zależało mu na wręczeniu drobnego podarku (w jego mniemaniu). Szkoda by było, ażeby zniknął w całości, dlatego nie bez powodu uśmiechnął się w jego stronę. Sąd Ostateczny bywał krnąbrny, o czym doskonale wiedział. - Dopiero. A pod koniec trochę ciebie jednak ubędzie. - prychnął w widocznym rozbawieniu, kiedy to wreszcie odnalazł paczuszkę, którą przygotował. Wbrew pozorom nie miał dużo czasu, żeby ogarnąć coś więcej, ale cieszył się, że udało mu się zdobyć coś ciekawego, co mogłoby się rzeczywiście przydać Ślizgonowi. 
Początki bywają zawsze trudne i doskonale o tym wiedział. Pierwszy krok - życzenia - połączone z wręczeniem pakunku, no cóż, pozostawały trochę skrępowane w swej prostocie. Samemu nie był najlepszy pod względem układania profesjonalnych życzeń, ale i tak wolał te, aniżeli skopiowane z jakiejś książki. Przynajmniej były szczere, a nie podstawione specjalnie pod sytuację, bo akurat jakieś w egzemplarzu z życzeniami po prostu idealnie się dopasowały. Sama sytuacja była trochę trudna do przetrawienia, a sam czuł, że atmosfera stała się bardziej speszona, aczkolwiek mimo wszystko szedł dalej i nie uciekał. Po prostu świętował - tak samo, jak było w przypadku znajdowania się w jego własnym domu. Dlatego wziął głębszy wdech i również go objął, by tym samym poklepać lekko po ramieniu, ale nie odpowiedział na jego słowa. W sumie, nie wiedział, co mógłby na ten temat dodać. Po prostu przytaknął głową, to mogło być odczuwalne podczas tego uścisku.
- Ja uznałem, że trzeba było. - lekko się uśmiechnął, nawet nie zauważając, jak jemu samemu twarz okryła się lekkim, choć zauważalnym rumieńcem. Starał się o tym jednak nie myśleć, dlatego, kiedy zauważył odchrząknięcie, trochę w środku się skręcił. Sam w sumie chętnie napiłby się wody, ale zanim zdołał jakkolwiek o nią się zapytać, karta Umiarkowania skutecznie zabrała Maximilianowi zdolność wypicia kolejnych łyków. I tym samym jemu. - Och. Chyba ta karta cię nie polubiła... - podniósł subtelnie kąciki ust do góry, by rzucić kostką i wyciągnąć tym samym kartę. Mag ponownie zawitał w jego arsenale, ale to, z czym miał Max do czynienia, spowodowało, że na krótki moment zamarł. Doskonale znał kartę Kapłana, w związku z czym, zanim napisy się uformowały, odwrócił głowę i zamknął oczy, przeczekując te kilkanaście sekund w ciszy. Nie lubił tej opcji, a też, szanował prywatność innych, dlatego nie widział konieczności zaglądania w cudze sekrety. Niezależnie od tego, jak mocno by go mogło to kusić. Przyciągnąwszy kolano do siebie, czekał zatem, aż talia kart eksploduje i wówczas wtedy powrócił do rzeczywistości. - Spoko, nie przeczytałem tego, co tam było. - zapewnił go, przygotowując kolejną talię, choć nie wiedział, czy słusznie robi. - To... kolejna runda? Jeżeli chcesz, oczywiście. - czuł to dziwne skrępowanie i gęstniejącą atmosferę, którą chciał jakoś rozrzedzić. Ale jak - kompletnie tego nie wiedział.

Życie: 3 | Karta: Mag | k6: 6
2/6
@Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 785
  Liczba postów : 7906
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 22:31;

Życia: 3
Kostka: 6
Tarot: Koło fortuny

Przejście z lochów na szóste piętro ogólnie było dość męczące nawet jeśli nie miało się problemów z kondycją. Feli jednak dość mocno poprawił się w tej kwestii, a Max wręcz przeciwnie, dlatego też ich dzisiejsze odczucia wyglądały właśnie w ten sposób. Ślizgon nie ukrywał tego, że fizycznie nie jest z nim najlepiej. Znajdował naprawdę mnóstwo wymówek na taki stan rzeczy i sam nie poruszał tematu, ale nawet oni nie widział sensu w ukrywaniu tego. Starał się jednak robić wiele, by to nie raziło zbyt mocno chociażby przez dopasowanie do swojej sylwetki starych ubrań, które zapewne wisiałyby na nim jak worki po ziemniakach.
-Długopisów nie potrafią wprowadzić do wyprawki a Ty windy wymagasz? - Spojrzał na niego pobłażliwie, po czym rozbawiony pokręcił głową. Już widział jak cokolwiek w ten deseń zostaje zamontowane w szkole. Czystokrwiści pewnie padliby na zawał widząc takie szatańskie wynalazki.
Znikanie na szczęście zaczęło się powoli, więc w momencie uścisku Max nie miał tylko palca i kawałka ucha. Feli miał jednak rację, nie było wiadome, jak długo rozgrywka się potoczy, więc lepiej było podarek wręczyć teraz. Choć Solberg wcale nie potrzebował tego gestu mając puchona obok siebie. Obejmując Lowella przymknął oczy i przez chwilę poczuł się jak dawniej. Serce zabiło mu nieco szybciej, a nieśmiały uśmiech poszerzył się. Natrętne myśli przestały choć na te kilka sekund zaśmiecać jego głowę i Max dałby wiele, by tak już zostało. Ale niestety nie mogli tak stać do usranej śmierci. Widać było tę zmianę w jego podejściu jeszcze przez kilka chwil, gdy po raz pierwszy od dawna spojrzał w czekoladowe tęczówki, mając ciepło i radość we własnych oczach, a także coś na kształt troski i wdzięczności. Przez chwilę miał silną ochotę zatopić swoje wargi w tych, należących do Felka, ale wręczony mu podarunek szybko sprowadził go do nieco bardziej nieśmiałej postawy, a ślizgon przeklął na siebie w myślach.
Bez żadnego wahania założył na rękę bransoletkę dokładnie tam, gdzie wcześniej widniała ta podarowana mu w Walentynki. Niestety został z niej okradziony przez hieny cmentarne, co niemiłosiernie go wkurwiało i lekko dołowało.
-To jest naprawdę za dużo. - Pokręcił głową, wpatrując się w torbę i skarbonkę. Szukającym był chujowym, więc chociaż miał pewność, że jego finanse na pewno będą bezpieczne. -Dziękuję. - Powiedział jeszcze raz, ponownie patrząc na Lowella i choć sytuacja była jasna, tak naprawdę Max miał na myśli więcej niż tylko otrzymane przed chwilą prezenty.
Przeszli więc do dalszej gry i jak się okazało mieli skończyć ją wyjątkowo szybko.
-Chyba żadna mnie nie lubi. - Zażartował, wyciągając kolejną, która natychmiast sprawiła, że jakiekolwiek resztki radości na jego twarzy zniknęły. Bał się. Kurewsko się bał tego, co zaraz pojawi się na karcie. Nie dostrzegał nawet Lowella, który odwrócił się, by dać mu tę prywatność, tak intensywnie skupił się na literach, które nie mogły ułożyć się w nic sensownego zapewne przez fakt ile sekretów ostatnimi czasy trzymał w sobie ślizgon. Gdy jednak w końcu jakiś napis powstał, gra zakończyła się a z nią cały ten koszmar.
-Dzięki. - Powiedział uśmiechając się słabo i biorąc do ręki talię, by potasować karty. W ten sposób chciał jakoś rozładować powstały w nim stres, ale skoro już Feli zaproponował kolejną rundę, nie miał zamiaru odmawiać.
Karty rozdane, kości rzucone i... O dziwo tym razem to puchon miał ponieść porażkę. Max nieco zmartwił się, gdy jego karta wybuchła, zostawiając studenta umorusanego sadzą i z poparzeniami.
-Wszystko gra? Pomóc Ci z tym? - Zapytał odruchowo zsuwając się z parapetu i klękając na ziemi, co nieco zbliżyło go do puchona, gdyby ten wyraził potrzebę wsparcia. Dureń miał niestety kilka kart, które zdecydowanie nie były przyjazne graczom, a mag był jedną z nich.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1487
  Liczba postów : 7301
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 22:46;

Lowell spojrzał pobłażliwie w stronę Maximiliana, kiedy ten powiedział, że do wyprawki chyba za dużo wymaga. Długopisy wbrew pozorom przyniosłyby ukojenie, gdyby jednak zdecydowali się na bardziej rozbudowane wypracowania. A te się zdarzały ostatnio za często. Chociażby Zanetti uwielbiał kazać im się rozpisywać na temat zastosowań run, co sobie wspomniał w sumie dobrze, ale koniec końców jakoś chciałby to skrócić. Bo chociaż runy są przydatne, o tyle ciągłe pisanie o nich zdawało się nie nieść tyle korzyści, ile zazwyczaj.
Trwanie w tym uścisku rzeczywiście przypominało studentowi to, jak wcześniej było. Po wytłumaczeniu sobie pewnych kwestii w igloo, po zrozumieniu tego, co znajduje się na dnie jego własnej duszy. I choć zdołał już momentami zapomnieć, jak wygląda ta bliskość, tak znowu poczuł ją, a samemu, gdy wziął głębszy wdech, na chwilę się rozluźnił w zapachu należącym do Ślizgona. I choć nie było w nim papierosów, to jednak woń pozostawała niezwykle podobna. Przypominała to, na czym zbudował własną amortencję, w związku z czym gdzieś wewnątrz się zawstydził, bo jednak obiecał, że nie będzie niczego wymagał, a jednak, kiedy ta chwila trwała - chciałby w niej pozostać przez znacznie dłuższy czas. Z bólem serca - gdzieś wewnątrz, gdzie tak naprawdę został obdarty z osoby, na której mu naprawdę zależało - zakończył ten gest. 
Pokręciwszy głową, wziął głębszy wdech, spoglądając w jego kierunku.
- Nah. - tak naprawdę nie interesował się tym, czy to było dużo, czy mało, po prostu wybrał coś personalnie i nie bez powodu udał się do Maloki. Głównie właśnie po to - po te prezenty, wszak w Wielkiej Brytanii nie miał okazji zdobyć bransoletki, która rzekomo wspomagała intuicję. Miał zatem nadzieję, iż się to przyda. - Nie musisz. - powiedział, uśmiechając się cieplej, kiedy to oparł własny łokieć o kolano, a jeden z policzków oparł o otwartą dłoń. Czuł, że te podziękowania są szczere, a i tak robił to wszystko z własnej woli. - Nie no, może za niedługo jakaś polubi? Kto wie. - jeszcze nie wiedział, że wykrakał wynik następnej rundy, kiedy to postanowił zamknąć oczy i nie patrzeć w sekret. Szanował prywatność, zatem przeszedł dalej, spoglądając w jasne tęczówki, jakoby chcąc wychwycić, czy wszystko jest aby na pewno w porządku. Na słowo kiwnął natomiast podbródkiem; podejrzewał, iż pewne rzeczy są zbyt ciężkie do przetrawienia i podzielenia się nimi.
Wystarczyło na chwilę odwrócić wzrok, ażeby los postanowił uśmiechnąć się w kierunku Maximiliana. Tego dnia Mag wyjątkowo uparł się, ażeby przywitać go w dość wybuchowym stylu; wyrzuciwszy mniejszą ilość oczek, karta wybuchła mu w dłoniach, przyczyniając się do pokrycia jego twarzy sadzą i ogólnie niewielkich, niegroźnych poparzeń. Mimowolnie zamknął przy tym własne oczy, co było dość naturalną reakcją, a następnie je otworzył, zastanawiając się nad tym, co miało w miejsce. Kilka mrugnięć i widoczny uśmiech na twarzy, kiedy to starał się usunąć z niej czarne plamy, a na palcach również pozostało trochę sadzy, pojawiły się poprzez konieczność przywrócenia siebie naprędce do względnego stanu użytkowego. Po chwili, gdy zamiast usuwać palcami, prędzej rozprowadzał sadzę po całej gębie, zaśmiał się głośno i machnął na to widocznie ręką, biorąc w dłoń kolejną kartę oraz kostkę.
- Tak, tak, nic się nie dzieje, spokojnie... - mruknął. - Dobra, nie ma sensu, ja to zostawiam tak, jak obecnie jest... - przeczesał na szybko rozwalone włosy i zdjął okulary, wszak widzenie przez nie było również utrudnione, by następnie również spróbować je wyczyścić, bez użycia różdżki, jakoby o niej na krótki moment zapomniał. Nie pozostało mu nic innego, jak założyć je na głowę, wszak nie chciał o nich przypadkowo zapomnieć, a też, dawało mu to gwarancję, że ewentualnie je ze sobą zabierze. - Widzę, że los się do ciebie uśmiechnął, ale na jak długo? - spojrzał podstępnie w jego stronę, zakładając dłonie w charakterystyczny daszek, by potem, jak gdyby nigdy nic, wybrać kolejną kartę oraz rzucić kostką. Wysokie rzuty najwidoczniej mu służyły, bo nim się obejrzał, a tym razem znowu wygrał turę - może nie z rzędu, no ale wygrał. Dokładnie przyjrzał się karcie, którą wylosował Max, by potem podnieść dłoń do góry i pokierować ją w stronę stołu, zanim lina się zmaterializowała i owinęła wokół jego szyi. - Chuj, poddaję się. - nawet tego nie kontrolował, ale prędzej nie chciał widzieć, jak to wszystko idzie dalej i Solberg musi zmagać się z efektami. Chęć ochrony zdawała się być silniejsza od racjonalnego myślenia, a nawet nie zauważył, jak zrobił swoistego grumpy cata i założył ręce na piersi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 785
  Liczba postów : 7906
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 23:16;

Życia: 2
k6: 1
Tarot: Moc

Przez tę krótką chwilę Max poczuł nadzieję, że rzeczy naprawdę mają szansę wrócić do normy, a oni choć na chwilę odpocząć od problemów. Fizyczna bliskość z puchonem, choć tylko w postaci prostego uścisku, uświadomiła mu jak bardzo za tym tęsknił i jak wiele by dał za brak skrępowania przed kolejnymi podobnymi ruchami. Nie mógł ukrywać, że po tym wszystkim, mimo że czuł się winny wielu rzeczy i nie chciał puchona ranić, ten wciąż zajmował specjalne miejsce w jego sercu. Może i kłamał pod wieloma względami i zatajał to przed innymi, ale nie potrafił okłamywać w tym samego siebie.
-Wiem, że nie muszę, ale.... Przesadziłeś. - Nieco nieśmialej i ciszej dodał ostatnie słowo. Nie potrafił znaleźć innego określenia, ale nie chciał też, by Feli uznał to za jakąś niewdzięczność. Wiedział, że to wszystko naprawdę mu się przyda i nie mógł się doczekać aż zapełni torbę swoimi najbardziej potrzebnymi pierdołami.
-Prędzej Hogwart zacznie srać prądem. - Zaśmiał się, a jednak kolejną rundę to on wygrał. Patrzył, jak Feli próbuje wyczyścić się od sadzy, powstrzymując mimo wszystko rękę, która drgnęła, by pomóc mu pozbyć się brudu z policzka. Nie wiedział tak naprawdę na ile może...na ile powinien sobie pozwalać. Musiał pamiętać, że nie wszystko było przecież tak jak dawniej. Widząc uśmiech studenta sam jednak nieco się rozchmurzył.
-Nie powiem, by Ci było w tym do twarzy. - Zażartował nieco uspokojony, że poparzenia nie były poważne i nie wymagały jakiejś nagłej interwencji. Jeszcze tego mu brakowało, kolejnej wizyty w szpitalnym.
Wzruszył ramionami na pytanie, wyciągając kolejną kartę i kulając kostką. Wisielec. Max był gotów na to, co miało się teraz stać. W pewien sposób nawet tego chciał. Poczuć zaciskającą się na szyi pętlę nie dla tego momentu, ale dla ulgi, jaka miała pojawić się, gdy sznur zniknie. Feli jednak miał inne plany. Ślizgon posłał mu pełne zdziwienia spojrzenie, gdy ten wstał i się nagle poddał.
-Feli daj spokój, to tylko gra... - Mruknął, ponownie zamieniając się w speszonego chłopca. Wszelkie efekty ustąpiły wieszcząc koniec rozgrywki, która w efekcie poddania się Lowella, zakończyła się sukcesem Maxa.
-Coś szybko nam idzie. To co, do trzech razy sztuka? - Zapytał ponownie rozdając karty i tym razem okazało się, że los wrócił na swoje normalne tory. Solberg przegrał, a w wyniku karty, jaką wylosował dostał jakiegoś chorego przypływu energii i niepowstrzymanej ochoty na taniec.
-Kurwa mać.... - Zaklął pod nosem wstając i oddając się krokom do sobie tylko znanej w tej chwili melodii. -Kończmy to, błagam. - powiedział, rzucając na stół kolejną kartę.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1487
  Liczba postów : 7301
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 23:29;

Niektóre rzeczy wymagały rozmowy - obydwoje o tym wiedzieli, ale który z nich zdołałby o tym teraz porozmawiać? Sam nie wiedział, ale dałby wiele, by ta chwila, jakoby nic wcześniej się nie wydarzyło, powróciła na dobre. By drobne gesty nie sprawiały takiego problemu, a życie szło w dobrym kierunku. Czasami martwił się zbyt mocno. Oczekiwał zbyt wiele - koniec końców był tylko człowiekiem. Dusząc się częściej i bardziej, nie wiedział ostatecznie, jak to wszystko będzie wyglądało na przestrzeni następnych miesięcy. O ile ten w ogóle odzyska pamięć... ale nie chciał o tym myśleć w negatywnym tego słowa znaczeniu. - Odezwał się ten, co wręczył mi okulary diagnostyczne i wbił na chatę, łamiąc regulamin szkolny. - pokazał w jego stronę język i uśmiechnął się ciepło. Taka była prawda. Chciał się odwdzięczyć, chciał, żeby ten dzień minął w jakiejś lepszej atmosferze niż ciągła nauka. I najwidoczniej się udawało.
- A to by było akurat ciekawe. - zaśmiawszy się na te słowa, prąd naprawdę momentami by się przydał w tym zamku. Mimo to konstrukcja była zbyt stara, by mógł uznać to za możliwe, a wpływ magii na prąd i odwrotnie zdawał się nieść więcej szkód niż pożytku. - Ja chyba też nie powiem... - wziął głębszy wdech, gdy odsunął teo okulary i powrócił do normalnej rozgrywki.
Sam z początku natomiast nie wiedział, czemu tak zareagował. Jego decyzja była dość nagła i niespodziewana, aczkolwiek z czasem zrozumiał, jak idiotycznie musiało to wyglądać, w związku z czym przystanął niczym głupi na krótki moment, analizując dokładnie sytuację. Pewnych rzeczy nie potrafił opanować - nie w jego towarzystwie. Nawet jeżeli nie napierał, by ten pozostawał tą samą osobą, którą zdołał poznać, z zewnątrz wyglądał tak samo. Pachniał tak samo, odznaczał się wonią, którą doskonale znał i napawała go dziwnym spokojem, gdy za każdym razem mógł przebywać trochę bliżej. Na pierwszy plan przejawiała się czysta troska - bycie duszonym nie należało do przyjemności.
- No ale po chu się męczyć? - wzruszył ramionami, wbijając na krótki moment wzrok w podłogę. Czuł się speszony tym, jak łatwo się trochę zdradził, dlatego postanowił mimo wszystko i wbrew wszystkiemu pójść z duchem czasu i zgodzić się na kolejny układ, przyjmując kolejne karty. Pierwsza rozgrywka przegrana przez Maxa, druga wygrana... jak teraz będzie? Tego nikt nie wiedział. Najwidoczniej kolejny rzut nie był dla Solberga zbyt korzystny. - Imprezowy nastrój, co? - podchodził do tego na spokojnie i bez jakiejkolwiek złośliwości.
Rozluźnienie trwało w najlepsze, a sam nie chciał się niepotrzebnie spinać - no ba, nawet o tym nie myślał - w związku z czym pokręcił koniec końców własną głową i przy pomocy prawej dłoni wyciągnął odpowiednią, a następnie chwycił za kostkę do rzucenia i gdzieś wewnątrz zastanowił się, ile razy będzie jeszcze wygrywał. Gdy Solberg ciągle osiągał niskie rzuty, zabawa była nikła. Nawet jeżeli teraz zabawnie tańczył, gdyż rozpierała go wewnątrz rozpierała, a gra opierała się na czystej losowości, kiedyś szczęście w jego własnym przypadku musi zostać zażegnane. Felinus doskonale był tego świadom i prędzej czy później karty Dureń odwróci się przeciwko niemu, udowadniając, że nie ma co liczyć na lepsze wyniki. Tymczasem obydwoje wylosowali Kapłankę i to Max musiał przesiedzieć w ciszy - to znaczy w tańcu - pozostałe rundy. - Stary... zaczynasz mnie dołować. - lekko się uśmiechnął w politowaniu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 785
  Liczba postów : 7906
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8




Gracz




Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 EmptyNie Cze 13 2021, 23:58;

Życie: 0
k6: 1
Tarot: Mag

No tak... Na co dzień ciężko było poruszyć ten temat ze względu na jego wagę, a dzisiaj faktycznie żal było niszczyć tej pozornej chwili normalności, która zdawała się pojawiać między nimi. Dlatego, zgodnie z tym co robił każdego innego dnia, Max po prostu udawał, że pewien problem nie istnieje. Tak samo, jak nie odkrywał, że pamięć w większej części już wróciła. Po prostu egzystował z dnia na dzień patrząc, co z tego wyjdzie. A wychodziło naprawdę różnie.
-To nie to samo... - Mruknął wiedząc, że ten po części ma rację. -Chociaż akurat łamanie regulaminu to naprawdę nie jest nic niezwykłego w moim wykonaniu. - Udało mu się krótko zaśmiać, ale wiedział, że ma rację. Przecież gdyby było inaczej, nie byliby dzisiaj w tej konkretnej pojebanej sytuacji. Pytanie tylko, czy gdyby Max miał nieco mniejsze zapędy pod tym względem, w ogóle trafili by na tak bliski etap relacji.
-Nie pogardziłbym gniazdkiem czy dwoma w dormie. - Sam nie wiedział, do czego w pierwszej kolejności wykorzystałby tę okazję, jaką byłaby nagła dostawa prądu do zamku. Telefon, internet, radio? Możliwości było mnóstwo, choć pewnie z przyzwyczajenia po prostu by ten fakt zignorował. Skoro przez większość roku dawał sobie radę bez tych dobrodziejstw, mógł jeszcze trochę wytrzymać.
Solberg nie powiedziałby, że było to idiotyczne. Wiedząc o studencie to wszystko, co wiedział mógł domyślić się powodów takiego zachowania. Nie chciał jednak robić z tego większego wydarzenia, więc po prostu spróbował jakoś to uspokoić i zbagatelizować mimo, że sam czuł się poniekąd zawiedziony takim obrotem spraw.
Otworzył usta, by cokolwiek odpowiedzieć, ale ostatecznie pokręcił tylko głową rezygnując z tego pomysłu i zaczynając nową rozgrywkę. Ta zaczęła się od jego niekontrolowanego tańca, by następnie kompletnie odebrać mu mowę. Wciąż pląsając dziko przed Felkiem, posłał mu tylko dość wkurwione spojrzenie i wyciągnął następną kartę licząc, że tarot zlituje się nad nim i zakończy tę turę.
No cóż, urodzinowe marzenie się spełniło, ale nie w przyjemny sposób. Tym razem to Max oberwał sadzą i poparzeniami, choć ważniejsze było dla niego to, że mógł w spokoju usiąść i wydusić ze swoich płuc naprawdę głośne i siarczyste przekleństwo.
-Nic mi nawet nie mów. Ta gra mnie oficjalnie nienawidzi... - Powiedział patrząc na talię, jakby chciał ją rozszarpać na kawałeczki, a następnie, kompletnie zapominając, że właśnie skończyli rundę, którą wcale bez zdziwieni przegrał, po raz kolejny rzucił kością ciągnąc ze stosiku nowy symbol.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Popołudniowa komnata - Page 18 QzgSDG8








Popołudniowa komnata - Page 18 Empty


PisaniePopołudniowa komnata - Page 18 Empty Re: Popołudniowa komnata  Popołudniowa komnata - Page 18 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Popołudniowa komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 20Strona 18 z 20 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Popołudniowa komnata - Page 18 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-