Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
AutorWiadomość


László Magyar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1086
  Liczba postów : 190
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11690-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11735-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11736-wegierski-tajfun-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11734-laszlo-magyar
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPon Sty 25 2016, 11:54;

First topic message reminder :


Cmentarz

Kiedy szukasz miejsca, gdzie cisza jest na porządku dziennym, a każdy szmer przyprawia o ciarki na całym ciele? Idealnym więc okaże się cmentarz, znajdujący się w Dolinie Godryka. Na tym niewielkim skrawku ziemi, który usytuowany jest za tutejszym kościołem, pochowani zostali czarodzieje, którzy w ten czy inny sposób zapisali się na kartach naszej historii. Można znaleźć tu groby Dumbledorów, Ignotusa Peverella oraz jego potomków, Potterów. Jest jednak rzadko odwiedzany, ze względu na to, co może się tu przytrafić. Każdy wiedział, że istoty odwiedzające to miejsce nie rzadko były negatywnie do ludzi nastawione i niemalże każde spotkanie kończyło się atakiem. Ludzie jednak nic z tym nie starali się robić, ponieważ ów stworzenia również muszę mieć przestrzeń do życia. Więc postanowiono, że wchodzić się tu będzie tylko przy ważnych okolicznościach. Znajdują się jednak śmiałkowie, którzy robią to, żeby się sprawdzić.

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - Jesteś nieustraszony i nic Cię nie złamie! Z tym przekonaniem idziesz przed siebie nie rozglądając się na boki. To był błąd. Kiedy tylko usłyszałeś trzask gałęzi, straciłeś nieco pewności siebie i zacząłeś się uważnie rozglądać. Być może ręce tak Ci się trzęsły, że nie mogłeś wyciągnąć różdżki, ale prawdopodobnie po prostu stałeś się czujniejszy. Na szczęście okazało się, że to tylko Ghul, który bał się bardziej niż ty.

Spoiler:

2 - Miałeś nadzieję, że będzie tu nieco straszniej. Zawiedziony zaglądałeś pod każdy krzak, obchodziłeś każdy jeden grób, a mimo wszystko nic z tego. Nie wydarzyła się żadna straszna rzecz, o której tyle opowiadali. Ostatnią nadzieją był przeciętnej wielkości głaz. Kiedy go odsunąłeś od razu spadłeś na tyłek. Przed twoimi oczyma ukazało się to, czego lękasz się najbardziej na świecie.

Spoiler:

3 - Przygoda przygodą, ale to nie ona Cię tu przyciągnęła. Po prostu chciałeś oddać hołd wielkim magom. Kiedy przyglądałeś się jednemu z grobów, coś zaświeciło w trawie zwracając tym samym Twoją uwagę. Podchodząc do świecidełka widzisz mały krzyżyk na srebrnym łańcuszku. Bez zastanowienia bierzesz go ze sobą.

Spoiler:

4 - Nie jesteś sam na cmentarzu. Zdziwienie? No cóż, ostatnio kręci się tutaj sporo hien cmentarnych, więc powinno się być na taką okoliczność przygotowanym. Jednak osoba, która spotkałeś wydaje się niegroźna. Szalona, lecz niegroźna. Siedzi skulona pod grobem Peverella i trzymając się dłońmi za głowę lamentuje. Mówi wciąż do siebie i nie widzi jeszcze, że ktoś widzi ją w tak żałosnym stanie. "Będzie dobrze" mówi w kółko.
Spoiler:

5 - Widząc, że wkraczasz na cmentarz, pewna starsza kobieta śpieszy ku Tobie. Bez słowa daje Ci dwie buteleczki wypełnione jakimś eliksirem. Rozgląda się dookoła jakby się czegoś bała po czym odchodzi.

Spoiler:

6 -  Spacerując pomiędzy grobami i podziwiając klimat tego miejsca, czujesz, jak coś dotyka Cię w nogę. Okazuje się, że to Jadowita Tentakula.
Spoiler:




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Darren Shaw

Nieokreślony
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi
Galeony : 2608
  Liczba postów : 2931
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPią Sty 22 2021, 23:29;

  Darren uniósł brwi, spoglądając najpierw na Felinusa, potem na swoją różdżkę. Najwidoczniej niektóre różdżki miały FAJNE oraz PRZYDATNE właściwości - na przykład ostrzegały o niebezpieczeństwie. Tymczasem Mizerykordia jedynie drgała jak podniecony piętnastolatek kiedy wyczuwała w okolicy coś czarnomagicznego - a często kiedy coś takiego było w zasięgu zmysłów znajdującego się w rdzeniu żądła mantykory, dla biednego Shawa mogło być już za późno.
Krukon westchnął ciężko i, nieco z urazą, nadal z wycelowaną różdżką podszedł do kępki krzaków, pogrzebał tam chwilę w kieszeni i kucnął, wyciągając stamtąd na wpół zjedzoną paczkę fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta. Do tego opakowania Darren miał wyjątkowego pecha. Non stop trafiał na smaki takie jak wosk, stare skarpety czy - o zgrozo - lukrecja, jedynie raz wgryzając się w fasolkę śledziową, choć szczerze wątpił czy w zamierzeniu producenta była ona tym "smacznym" trafem.
  Shaw zmrużył oczy, widząc parę nieproporcjonalnie sporych stóp, które cofnęły się gdy tylko Darren kucnął przy zaroślach.
Skrzat? - pomyślał, powoli opuszczając różdżkę i wyciągając rękę z fasolkami, kładąc paczkę otwartą stroną do góry na plamie śniegu. Na kucaka zrobił potem dwa kroki do tyłu, obserwując jak stopy przestępują z nogi na nogę, najwidoczniej mocno kuszone przez możliwość wzięcia kolorowego opakowania w swoje łapki. Nie musiał długo czekać, a z krzaków wyszedł ostrożnie skrzat... goblin... karłowaty troll...
Na Merlina - zaklął w myślach, widząc jak ghul bez żadnych ceregieli złapał za paczkę i wepchnął sobie jej zawartość - razem z opakowaniem zresztą - do szerokiej mordki, ciamkając ze smakiem fasolki wśród których była co najmniej jedna o smaku asfaltu - to Shaw zdążył ocenić już wcześniej po zapachu i kolorze.
Wyglądało jednak na to, że ghul dostał to czego chciał, bo nie trząsł się już ze strachu. Krukonowi nie pozostało więc nic innego niż powoli wstać, odwrócić się i wrócić do Lowella. Po postawieniu jednak drugiego kroku poczuł jednak, że coś sprawia że ciężko mu podnieść lewą nogę - gdy opuścił wzrok, zobaczył przytulonego do jego łydki ghula, jakby nigdy nic mielącego między zębami materiał jego spodni na kolanie i niewinnie patrzącego na Darrena. Shaw zamarł, szczerze mówiąc nie mając zielonego pojęcia co robić. Po paru zdezorientowanych spojrzeniach to na ghula, to na Puchona, Krukon sięgnął do kieszeni płaszcza skąd wyciągnął łamiszczękę o smaku łososiowym - nie pytaj - i podał ją ghulowi, który oderwał się od nogi chłopaka i rozpoczął proces ssania sporej kuli, która wydęła mu jeden z policzków. Wiedząc, że ten proces powinien mu zająć co najmniej parę minut, Darren zrobił parę kolejnych kroków w stronę Felinusa - jednak za sobą tak czy siak usłyszał skwapliwe człapanie ghula, który maszerował dziarsko za nim, ciamkając głośno.
  Shaw stanął z nieco strapioną miną przed Lowellem - a obok niego wyprężył się wręcz na baczność mocno już zaśliniony ghul.
- ...mamy... nowego kolegę? - powiedział niepewnie, zerkając co chwilę na, z jakiegoś powodu niesamowicie z siebie dumne, stworzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptySob Sty 23 2021, 01:42;

Widząc uniesienie brwi do góry, Lowell jedynie wzruszył ramionami, bo nie wiedział w sumie, jak się do tego odwołać. Niby spojrzenie na drewniany patyczek, niby na niego... Owszem, jego różdżka, której nazwy jakoś nie wymyślił, bo uznał, że nie ma to żadnego sensu, posiadała takie właściwości, wynikające głównie z wpływu ostrokrzewu na całokształt zespolenia. Ochronne drewno zdawało się przejmować inicjatywę wówczas wtedy, gdy znajdowało się przed nim jakieś bezpośrednie zagrożenie... albo znajdował się w złej kondycji fizycznej, doprowadzając siebie na skraj wyczerpania. Im dłużej analizował przepływ magii ogólnie, tym bardziej go rozumiał i był w stanie wystosowywać odpowiednie zaklęcia, aczkolwiek nie zawsze. Rdzeń, który drzemał w środku różdżki, zdawał się być zbyt mocno przesiąknięty zdolnościami do podbijania czarnej magii, ale nadal, zauważał jego potencjał również na innych polach. I wcale mu to nie przeszkadzało, kiedy wiedział, iż, poprzez dobranie odpowiedniej różdżki, zdołał zdobyć sobie towarzyszkę na całe życie.
Jak się okazało, wystawienie dłoni nie było wcale potrzebne, bo Shaw przejął inicjatywę zapoznawania się z tajemniczą istotą, jęczącą niczym Marta w swojej łazience. Felinus mimowolnie przekrzywił swoją głowę, wycofując tym samym rękę na bezpieczną, ludzką odległość, by tym samym spoglądać, jak magiczne stworzenie zapoznaje się powoli z wyciągniętym opakowaniem słodyczy. Fasolki wszystkich smaków ewidentnie zdawały się być pokusą, która mogłaby przełamać najśmielsze oczekiwania istot, niemniej jednak - nadal, dość ryzykowne, zważywszy na to, iż nawet zgłodniałe zwierzęta mogą ich nie lubić. Dlatego odsunął się, nie wpychając swoich rączek tam, gdzie nie trzeba - Faolán podjął się prób obserwacji całego zajścia, które na pewno było dziwne, niemniej jednak dość zapadające mocno w umysł.
I nie było się co dziwić, skoro po krótszej chwili z roślin wydostała się czarodziejska istota, najwidoczniej zatęskniona za potencjalnym jedzeniem. Felinus, który poprawił czarne ubrania, zajmując się tym samym czymś innym, by nie stać jak ten ostatni debil. W innych krzakach nie znajdowało się nic ciekawego, jak również pewne, wykopane groby nie sprawiały, że czuł się jakoś wyjątkowo nieswojo.  Ot, zwyczajna, ludzka czynność egzystencjonalna. Mimo to cmentarz nie wyglądał na taki, który mógłby w rzeczywistości stanowić zagrożenie - przynajmniej do czasu, dopóki nie odsunął głazu, nie zauważając, że coś może być z nim nie tak - jeszcze. Nie wiedział właśnie dał upust magicznemu stworzeniu, które mogło wydobyć z siebie dodatkowe koszmary, z którymi nie zamierzał się jeszcze mierzyć. Nie widział, jak w mroku snuło się widmo, które nie zdołało na razie przybrać odpowiedniej postaci - chociażby w wyniku zapoznawania się z otoczeniem w subtelny, niewidoczny dla niego sposób. Drżenie różdżki Lowell postanowił zignorować; powróciwszy po paru minutach eksploracji terenu do dwójki nowych, zaprzyjaźnionych osób - ghula i prefekta - nie mógł uwierzyć, że wcześniej samemu udało mu się oswoić memrotka. Jakby ta wyprawa wiązała się z nowymi towarzyszami, których to będą mogli zaprowadzić do domu.
- O, ghul. - powiedział, spoglądając w stronę jakoś dziwnie dumnego jegomościa, który najwidoczniej zdołał się już tak obślinić, że było to poniekąd obrzydliwe, aczkolwiek jeszcze akceptowalne. Samemu nie wiedząc o tym, że ewidentnie wolałby oglądać to stworzenie, aniżeli inne, które postanowiło się na niego uwziąć. Cisza przed burzą trwała w najlepsze. - To co, jak go nazywasz? Widzę, że mamy dzisiaj niezłą możliwość zdobycia nowych pokemon... ekhm, towarzyszy. - wychowanek Hufflepuffu miał nadzieję, iż Darren zrozumie tak naprawdę aluzję do pewnej, mugolskiej kreskówki. I serii gier, która była pierwsza, jakby nie było, a którą to miło wspominał. Nie bez powodu zatem trochę powrócił do zapoznawania się z otoczeniem, mając nadzieję na znalezienie czegoś jeszcze.

Kostki:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Nieokreślony
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi
Galeony : 2608
  Liczba postów : 2931
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptySob Sty 23 2021, 02:23;

Kostka boginowa: 3

  Ghul charknął i warknął, po czym wepchnął owłosioną łapę do ust i poprawił umiejscowienie łamiszczęki, przenosząc ją z lewego policzka do prawego. Darren uniósł nieco brwi, po czym machnął od niechcenia różdżką, usuwając z podbródka stworzenia nadmiar śliny, który zaczął powoli kapać na jego buty. Lowell tymczasem powrócił do eksplorowania cmentarza. Shaw nie mógł mu rzeczywiście odmówić racji w jego porównaniu ich dzisiejszej wyprawy do odcinka kreskówki Pokemon. Felinus zaprzyjaźnił się z memortkiem, a Darren najwyraźniej z ghulem, który poczynał coraz odważniej spoglądać na kieszenie Krukona - przynajmniej do chwili kiedy nie zakwilił cichutko i schował się za jednym z nagrobków. Shaw też po chwili usłyszał to, co wystraszyło stworzenie. Do jego uszu zaczęły sączyć się jakieś ledwo rozpoznawalne słowa, których znaczenie można było raczej rozpoznać dzięki mrocznemu tonowi, nie sylabom.
Ręka Krukona momentalnie powędrowała do kieszeni płaszcza, gdzie jeszcze kilka chwil temu schował różdżkę. Ponownie wyciągnął więc Mizerykordię, która rzeczywiście nieco zadrżała - wyczuwając jednak raczej bojowe nastawienie Darrena, nie jakieś czarnomagiczne sztuczki.
  To przypuszczenie zaraz jednak poszło w niepamięć, gdy Shaw zauważył jakąś sunącą, opatuloną w płaszcz postać, zbliżającą się do Felinusa. Ignorując naciskające na jego bębenki szepty w których zaczęło pojawiać się coraz więcej odgłosów drapiących o ściany i gryzących podłogi szczurzych stad, Darren podnosił już różdżkę i robił kilka kroków do przodu by zaalarmować Lowella. Krzyk ugrzązł mu jednak w gardle, gdy po przejściu przez chłopaka paru metrów dziwna postać zatrzymała się i drgnęła. Choć Shaw tego nie wiedział, było to drgnięcie skonfundowania przez dwa źródła strachu - zaraz za nim podążyło jednak rozłożenie szerokich, mających może trzy metry rozpiętości, nietoperzych skrzydeł, postać zaś - choć z pewnością humanoidalna - zapiszczała w iście nieludzki, wbijający się w uszy jak igły, sposób.
Co do kurwy... wampir? - przemknęło przez myśl Krukonowi. Nie miał jednak teraz czasu na rozważania na temat natury stworzenia - wpływ na ich umysł był wystarczającym dowodem jego niecnych zamiarów. Szczególnie że w głowie Shawa wciąż żywe były wspomnienia czytania na temat niegdysiejszych wampirzych sabatów na tym cmentarzu. Zadrżał, zaciskając palce na Mizerykordii, po czym zamachnął się i rzucił zaklęcie, dla kurażu robiąc nieco szerszy gest niż potrzeba było.
- Atrapoplectus - wrzasnął, ciskając świetlistą, elektryczną wiązką w postać, która ledwo podniosła dłoń uzbrojoną w różdżkę - A więc czarodziej? - tarcza jego była jednak albo zbyt słaba, albo w ogóle nie zdążył jej rzucić, gdyż zaklęcie, które po drodze przebiło się jeszcze przez dwa nagrobki odrzuciło nieznajomego do tyłu, posyłając na ścianę mauzoleum rodziny niejakich Shortshanksów. Darren miał już kontynuować ciskanie kolejnych klątw - Terra Mora Vantis wydawało się być rozsądnym wyborem - jednak po podejściu kolejnych paru kroków zauważył, że im bliżej Felinusa był nieznajomy - a jednocześnie im dalej od Krukona - tym mniejsze były skrzydła, a piski bólu zamieniały się w zwykłe, bardziej ludzkie stęki. Darren zmarszczył czoło i zrobił dwa kroki w tył, obserwując jak skórzaste skrzydła zniknęły całkowicie.
- Lowell, to... bogin - powiedział do Puchona, wskazując różdżką na postać czarnoksiężnika - To twój bogin - dodał nieco ciszej, jakby bardziej upewniając w tym siebie, nie Felinusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptySob Sty 23 2021, 03:07;

Magiczne stworzenie zdawało się mieć, mimo widocznej obrzydliwości w postaci nadmiernej ilości śliny, swój pewny, widoczny urok. O ile sanepid zapewne kwestionowałby użyteczność ghula pod względem higienicznym, o tyle jednak... nieźle się przy tym bawili. Nim się obejrzeli, a wyprawa w głębokie strefy roślin Doliny Godryka wiązała się w dwoma nowymi pokemonami, które to mogli zabrać ze sobą do domu. I o ile jakoś specjalnie Felinusowi nie zależało na tym, by ciągnąć za sobą każdą napotkaną, czarodziejską istotę, o tyle jednak sam niebieski ptak nie zamierzał tak łatwo już odpuścić. Ewentualnie mogą jeszcze kontynuować dalszą eksplorację, kiedy to czuli się już w miarę swobodnie, mimo licznych ostrzeżeń ze strony mieszkańców, iż dużo miejsc w tej urokliwej lokacji może nieść ze sobą poważne konsekwencje. Zagłuszanie głosu rozsądku nie mogło jednak przynieść czegoś dobrego. Wbrew pozorom każda podjęta akcja ma za sobą możliwość odniesienia dodatkowych obrażeń.
I o ile nie musiały to być tylko i wyłącznie te fizyczne, o tyle jednak, będąc całkowicie nieświadomym tego, że bogin czyha na jego nieuwagę, starał się zignorować dziwne drżenie różdżki, które nie ustawało. Z czasem zdawało się rosnąć na sile - cholerstwo nie dawało za wygraną, a dziwne przeczucie, połączone ze szarpnięciem memrotka w pewnym momencie z kieszeni, do której wszedł, zdawało się nie być wcale już takim zbiegiem okoliczności; nim się obejrzał, nim jakkolwiek postanowił zaprzeczyć, siarczyste przekleństwo, połączone z wykonaniem paru kroków do tyłu, wydostało się spomiędzy jego ust. To oczywiste, że miał praw się przestraszyć; dziwna sylwetka, tak charakterystyczna, spowodowała chęć zwrócenia posiłku w celu ulżenia sobie na żołądku - jakby uznając, że na obecną chwilę nie ma co przeciążać dodatkowym jedzeniem układu pokarmowego.
Chwycenie różdżki nie było do końca aż tak pewne, jak chciał, by w rzeczywistości było. Nienawidził mieszania w głowie, nienawidził wykorzystywania ludzkich słabości. Znowu czuł na sobie to dziwne spojrzenie tęczówek, których barwy to nie mógł określić, ale te zdawały się, po krótszej chwili oczywiście, przeszywać jego duszę. Mrok pokonał światło okolicznych lamp, przejmując władzę nad otoczeniem, a sam poczuł się zagrożony, nie bez powodu stawiając na szybko barierę magiczną. I nie tylko tę barierę - skupił się także na innych aspektach, jak chociażby próbie wyciszenia własnych emocji i tym samym odcięcia się od tego wszystkiego, choć nogi chciały wykonać odwrócenie się na pięcie i tym samym taktyczny odwrót. Czuł się znowu bezsilny - czuł, jak wspomnienia wracają, a jemu samemu pęka czaszka od naporu, z jakim to miał do czynienia ze względu na świadomość tego, jak spotkanie na Nokturnie na niego wpłynęło. Wcześniejsza walka była przeszyta niesprawiedliwością, choć i tak nieźle się wybronił - teraz jednak stał, sparaliżowany, niczym pies wpatrujący się w tęczówki wroga, by wykryć, kiedy ten postanowi zaatakować. Nawet jeżeli miał ochotę rozmasować sobie skronie, nie zrobił tego, walcząc ze sobą. Nienawidził tego człowieka i bał się jednocześnie. Już wcześniej poniekąd wykazywał strach przed możliwością kontroli umysłu, teraz jednak miał możliwość pokazania się w znacznie gorszej postaci; w jakiejkolwiek postaci, zresztą. Skondensowanej, charakterystycznej, przeszytej czarną magią - a przynajmniej do momentu, dopóki ten nie otrzymał dodatkowo skrzydeł nietoperza. Niczym wampir, ale sam nie kojarzył, by te miały jakąkolwiek możliwość wydobycia z siebie czegoś tak silnego. No i, nie oszukując się, podczas ataku był dzień na ulicach przeszytej zgnilizną części Londynu. Zdziwiło go to i pozwoliło poniekąd odzyskać trzeźwość umysłu, ale nie do końca.
Kiedy usłyszał zaklęcie i zobaczył, jak piorun, o właściwościach elektrycznych, przeszywa się przez nagrobki, mięśnie mimowolnie nakazały mu się wycofać, by przez ludzkie zrządzenie losu nie został tym samym w jakiś sposób trafiony. Zacisnąwszy mocniej zęby, poczuł samoistny ból głowy.
Pragnął cholernej zemsty - i nie bez powodu to pragnienie zdawało się przeszyć jego własny umysł, przyczyniając się do uwolnienia psa, którego zazwyczaj trzymał na smyczy. Wkurwił się - nie bez powodu. Czterdzieści osiem jebanych godzin spędzonych na okaleczeniu siebie, na okaleczaniu innych i dwa tygodnie powrotu psychicznego do prawidłowej formy. Miał możliwość wkurzenia się - aura wokół niego natomiast zdawała się przesiąknąć nieznaną wówczas enigmą, kiedy to kompletnie zignorował jakiekolwiek poczynania Darrena w kwestii zniwelowania. Czy się bał? Owszem, bał się, nadal czując to mieszanie w głowie, którego nienawidził, ale paraliż stał się mniej ważny od dzierżonego gniewu. Nie bez powodu podszedł bliżej, by tym samym mocniej chwycić za różdżkę. Musiał wystosować odpowiednie zaklęcie.
I nie, nie powiedział go, choć smuga czarnego dymu, która to wydobyła się z jego różdżki, zdawała się być istniejącym dowodem na to, iż zaklęcie, które wystosował, należało do czarnomagiczych; nie zauważył jednak niczego, co mogłoby potwierdzić, iż doszło do złamania; magiczne stworzenie, mimo iż w postaci strachu, który chciał ponownie przejąć nad nim kontrolę, zdawało się pozostawać niewzruszone. Żadne poczynanie złamania kości nie zadziałało; dopiero później postanowił, kiedy to jeszcze miał okazję, zastosować inne zaklęcie, bardziej zaawansowane.
- Sectumsempra. - powiedział z widocznym jadem w głosie, zanim to nie usłyszał tego, co wydostało się z ust Shawa. Mimo to kontrolował jeszcze nad tym, co wystosowywał, choć nie do końca tak, jak w rzeczywistości by chciał. Charakterystyczne, przecinające, pozostawiające niemożliwe do usunięcia piętno. Doskonale pamiętał, jak podczas treningu wydobył z siebie taką siłę tego czaru, iż mogłoby zabić przy pierwszym lepszym użyciu. Zaklęcie czarnomagiczne, które przesycił tym samym gniewem wobec osoby, co zgotowała mu wcześniej piekło, przyczyniło się do okazjonalnego zniszczenia mauzoleum nieznanej mu kompletnie rodziny. Ślady, jakby pazurów, jakby ostrza, zdawały się zdobić marmur, z którego została wykonana budowla na cześć jakiegoś rodu. - Bogin. Pierdolony, kurwa, bogin. - wziął cięższy wdech, wycofując się, by tym samym postawić jeszcze raz bariery i odciąć się od tego, co nim targało. Nie mógł mu zrobić krzywdy, ale też, nie czuł się zbyt swojo w jego towarzystwie; skierowany, drewniany patyczek w jego stronę, przyczynił się do wypuszczenia tym samym zaklęcia Riddikulus. Jasna smuga światła wydobyła się z trzonu magicznego narzędzia, kiedy to bogin zdawał się zmieniać, tudzież formować w coś śmiesznego. Nim się obejrzeli, a magiczne stworzenie zamienione zostało w pana z Nokturnu w majtkowym wręcz kolorze płaszcza, co go skutecznie wycofało z dalszej walki i spowodowało, po paru sekundach, prawidłową ucieczkę. Przynajmniej tyle.
Ciche westchnięcie wydobyło się z ust Felinusa, gdy ten podszedł tym samym do ściany, starając się oszacować szkody. Jego serce biło już spokojniej, choć żadne zaklęcie nie zdawało się cofać uszkodzeń, z jakimi to wiązało się używanie zaklęć z innego zakresu.  Nadal czuł pewnego rodzaju gniew i, choć początkowo zdawał się nie zwracać uwagi na Shawa, tak naprawdę zastanawiał się, jakie scenariusze muszą znajdować się pod kopułą jego czaszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Nieokreślony
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi
Galeony : 2608
  Liczba postów : 2931
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptySob Sty 23 2021, 12:51;

  Po rzuceniu Riddikulus przez Lowella i po zakończeniu tej "walki" z boginem Darren wywnioskował dwie rzeczy. Po pierwsze, lepiej mimo wszystko nie zadzierać z Lowellem. Mimo, że Shaw czuł się całkiem kompetentnie w kwestii samoobrony i był prawie pewien, że posiadał większy zasób zaklęć defensywnych, to Sectumsempra dorównywała najsilniejszych ofensywnych możliwościom Darrena - jeśli w ogóle ich nie przebijała. Szczególnie taka, która była w stanie rżnąć kamienie.
Po drugie, dzikie boginy były wyraźnie groźniejsze od swoich wymęczonych, szkolnych odpowiedników, które trzecioklasiści obierali sobie za cel podczas lekcji obrony przed czarną magią i bez większych trudności rzucali im skórki bananów pod nogi. Ten osobnik nie tylko nie wydawał się być mocno zdezorientowany obecnością dwóch czarodziejów - on próbował się bronić i wpływał na podświadomość na większym obszarze, biorąc pod uwagę jak daleko był od Darrena.
  - Nie da się ukryć, bogin - przyznał Krukon, podchodząc ostrożnie do Felinusa. Nie chciał oberwać od wyraźnie wstrząśniętego spotkaniem Puchona jakąś klątwą, szczególnie taką która może przeciąć go na pół. Przewrócił oczami, słysząc za sobą klapot ghulich stóp. Stworzenie bezpardonowo przytuliło się z powrotem do jego nogi, kwiląc cicho po spotkaniu z boginem. Czego w ogóle mogą bać się ghule? Drapieżników? Wiwern? Strzygieł?
Nie pytał Lowella KIM była osoba, która okazała się być jego największym źródłem lęku. Jeśli Puchon uzna, że Shaw powinien to wiedzieć to sam mu to powie. Jeśli tego nie zrobi, to Krukona ostatecznie i tak mało obchodziła tożsamość owego jegomościa.
- W porządku? - spytał, wyciągając różdżkę i dla pewności rzucając na ścianę nagrobka Morę, która zatrzymywała działanie czarnomagicznych klątw. Być może Sectumsempra wciąż ryła w kamieniu, dlatego nie dało się go zreperować nawet za pomocą czarów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptySob Sty 23 2021, 22:06;

Cała ta bitwa z magicznym stworzeniem zakrawała o miano czystego, nieludzkiego, pozbawionego jakiejkolwiek logiki absurdu. Nie wiedział, że ta wycieczka w stronę Doliny Godryka może się skończyć w taki sposób, a najwidoczniej różdżka, którą przy sobie dzierżył, zdawała się rzeczywiście ostrzegać go przed zagrożeniem - ponownie jednak jawnie zignorował jej drżenie. Myślał, że to przypadek, aczkolwiek ostrokrzew tak naprawdę nie kłamał; nie miał przecież takiej możliwości, zresztą. Znając życie, to dusza, być może nieświadomie zaklęta nie tylko w rdzeniu, zdawała się mieć znacznie więcej do powiedzenia, niż tylko i wyłącznie drżenie. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu drewniany patyczek podbił w całkiem pokaźny sposób pierwsze zaklęcia, przyczyniając się do powstania sporych śladów po niewidzialnych szponach, gotowych poniekąd natrafić na prawdziwe, żywe mięso. Nie natrafiły - na szczęście również nie odbiły się rykoszetem w jego stronę, traktując mauzoleum dodatkowymi uszkodzeniami, które zdawały się być całkiem głębokie. Zdawały. Czy czarnomagiczny czar byłby w stanie przebić się przez tkanki na wylot? Tego nie wiedział. I chyba wolał nie wiedzieć.
Dlatego, gdy dowiedział się, że ma do czynienia z boginem, zresztą całkowicie dzikim, poczuł pewnego rodzaju ulgę, ale też, ponowną złość. Nie wiedział, dlaczego los postanowił ponownie z niego zakpić, ale koniec końców udało mu się pokonać magiczne stworzenie. Niestety - Lowell znał możliwości własnego strachu. Wiedział, jak ten wpływa na otoczenie, co zdołał wywnioskować wtedy, gdy bezpośrednio się z nim skonfrontował wraz z kumplem. Wiedział, że może on mieszać nie tylko w jego głowie, bo, co można było wywnioskować, wiązało się to z pewną traumą. Czymś znacznie więcej.
- Nie zjem cię przecież. - pokręcił głową, gdy spojrzał na to, jak ostrożnie Krukon do niego podchodzi, traktując go jak jakieś rozjuszone zwierzę. Wobec tamtego typa nie bałby się użyć takiego zaklęcia, ale, jako że prefekta znał i nie podejrzewał, by ten nagle stał się jego wrogiem numer jeden, nie zamierzał ćwiczyć na nim jakichkolwiek zakazanych zaklęć. Był rozsądnym człowiekiem i potrafił stwierdzić, kto jest jego wrogiem. Czy zahaczał o miano sadysty? Czasami, ale nie potrafił odczuwać długofalowo przyjemności, prędzej samego siebie nienawidząc za to, co się stało. Autoagresja była natomiast jego jedną z form przeciwdziałania lękowi, choć obecnie się jej nie podejmował; spoglądał w stronę Darrena, który to miał przy sobie ghula. Nawet nie zauważył, jak memrotek pojawił się na jego ramieniu, muskając niebieskimi skrzydełkami policzek. - Taa, daj mi chwilę. - wziął cięższy wdech, dłonią analizując to, jakie ślady znajdowały się na ścianie mauzoleum należącego do nieznanej mu rodziny. Nie były aż nadto głębokie, ale nadal, zdawały się mieć w sobie cząstkę, o którą to podejrzewał, że zostawi. Analiza szkód pozwalała mu odciągnąć na drugi plan kwestię bogina, niemiłego pana z Nokturnu i skrzydeł, którymi to przejawił się jako istota czerpiąca wiele ze strachu Shawa. - Reparo. - użył, kiedy to Shaw rzucił zaklęcie Mora, niemniej jednak bez większego skutku. Część z fundamentów uległa poprawie, ale nadal, wgłębienia pozostawione przez zaklęcie zdawały się nie być do końca tak proste do usunięcia. - Chyba średnio z cofnięciem tych zmian. - pokwitował, zanim to nie odsunął się na parę kroków, biorąc głębszy wdech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Darren Shaw

Nieokreślony
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi
Galeony : 2608
  Liczba postów : 2931
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18610-darren-shaw#532213
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyNie Sty 24 2021, 17:12;

  - Nie boję się kanibalizmu, ale przecięcia na pół - skwitował Darren. I tak był pewnie nieco zbyt żylasty, choć ghul z jakiegoś powodu i tak bardzo chciał się dostać do jego kolana. Odciągnął lekko stworzenie od swojej nogi i kucnął obok Lowella, różdżką przesuwając po wyrytych śladach w kamiennej, granitowej ścianie. Reparo Puchona rzeczywiście nie przynosiło zbyt imponujących efektów, jednak może transmutacja...? Istniały przecież zaklęcia odnawiające i przywracające poprzedni stan...
  Shaw wzruszył ramionami i wstał. Klepnął Puchona w ramię. Spotkanie ze swoim boginem było zawsze traumatycznym przeżyciem - szczególnie jeśli miał on postać realnej osoby z którą miało się "nieprzyjemne" wspomnienia. W porównaniu z czymś takim dziecięcy raczej lęk Shawa był na zupełnie innym, o wiele bardziej przystępnym, poziomie strachu.
- Lowell... mogę ci mówić Felek? Słyszałem, że cię tak nazywają - spytał, uświadamiając sobie że do tej pory zawsze zwracał się do niego pełnym imieniem, nazwiskiem albo per "Puchon". - Chyba będziemy się powoli zbierać - powiedział, przechodząc obok niego i spoglądając w dół. Westchnął ciężko i złapał ghula za ramię. Wyglądało na to, że stworzenie nie chciało go zostawić - a jak widać, cmentarz nie był jego domem, biorąc pod uwagę że szukał jedzenia oraz wyraźnie czuł się w tym miejscu nieswojo, wystraszony przez bogina. Na razie będzie musiał ghula umieścić u rodziców, a potem - jeśli remont Exham Priory dojdzie do skutku...
- Mam jeszcze pytanie - powiedział, odwracając się jeszcze raz do Lowella. Uzdrawianie, czarna magia, zaklęcia - Puchon non stop go czymś zaskakiwał. Równie dobrze mógł spytać - Znasz się może na poruszających się obrazach? To znaczy, czy mógłbyś zaczarować coś namalowanego... by się ruszało?
+


Ostatnio zmieniony przez Darren Shaw dnia Sob Lut 27 2021, 20:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyNie Sty 24 2021, 17:35;

Lowell podniósł wzrok na niego, jakoby chcąc zrozumieć to, co właściwie powiedział Darren. Ten bał się, że postanowi go przeciąć na pół. Naprawdę? Nie bez powodu zatem kończyny górne pojawiły się na własnych biodrach, jakoby chcąc tym samym wykonać teatralne westchnięcie, podlegające przede wszystkim szeroko pojętym zasadom podejścia do takiej sytuacji. Felinus nie uważał siebie za tak głupiego, by cisnąć zaklęciem czarnomagicznym w kogoś, kogo zna i lubi. Tym bardziej, że wiązałoby się to z późniejszymi konsekwencjami, no i o ile wytłumaczyłby się w przypadku niezbyt przyjemnego pana z Nokturnu, iż ten stanowi bezpośrednie zagrożenie, o tyle jednak... w tym przypadku chyba musiałby spalić jego zwłoki i wyrzucić je do rzeki. Ewentualnie po prostu nie rzucać na lewo i prawo takich zaklęć, wiedząc, iż te wcale nie są tak miło widziane przez wiele osób. No, ale praktykowanie czarnej magii nie jest zakazanym procederem, jakby nie było.
- Naprawdę? - pokwitował, nie dowierzając w to, co słyszy. Nie bez powodu zatem Puchon schował swoją różdżkę do kieszeni, pozostawiając ją jednak w takiej pozycji, by mógł za nią z łatwością chwycić. Nie, nie potrzebował ewidentnie rozciachanego Shawa na pół, nie ma co sobie psuć życia. Poza tym, nadal nie widział przyczyny, dlaczego miałby w niego celować drewnianym patyczkiem i bawić się niebezpiecznymi czarami; Faolán powstrzymał wzdrygnięcie się na ludzki dotyk, by tym samym jedynie wziąć głębszy wdech, jakoby przywracając uderzenia własnego serca do porządku. Na pytanie dotyczące imienia jedynie kiwnął głową. Czy naprawdę, w związku z zobaczeniem własnego bogina, musiał być traktowany jak małe dziecko? - Jasne, też tak uważam. - mruknąwszy, wyprostował własną sylwetkę, by tym samym odwrócić się pięcie i jeszcze raz rozejrzeć po cmentarzu. Ewidentnie to nie jest bezpieczne miejsce, a przede wszystkim - trauma, z którą miał do czynienia, nadal się w nim znajdowała, spokojnie odsuwana na dalszy plan. Chociażby memrotek mu w tym pomagał, niemniej jednak puszek pigmejski siedział grzecznie w kieszeni, nie chcąc się aż nadto wychylać.
- Hmm? - mruknął, zanim to nie usłyszał pytania, które to opuściło struny głosowe Krukona. Zastanawiał się, niemniej jednak nie zamierzał skażać myśli jakimiś negatywnymi scenariuszami - zresztą, słusznie, bo okazało się, że jego słowa dotyczą całkowicie czegoś innego. - Tak, choć nadal nie mam w tym aż tak doświadczenia. - napomknął. - Jeżeli chcesz, to możemy się umówić, coś tam spróbuję wymyślić. - dodał jeszcze, aby tym samym zakończyć ich przygodę na tych terenach - niebezpiecznych, skrywających w sobie wiele tajemnic. Opuszczenie bram cmentarza dawało mu poniekąd dziwną ulgę, z której to rezygnować wcale tak łatwo nie zamierzał. Poczuł się względnie bezpiecznie - do czasu, dopóki znowu coś nie postanowi się spierdolić.

[ zt x2 ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPon Lis 01 2021, 19:19;

Cisza. Chłód uderzający w zaczerwienione policzki, wiatr zdający się chcieć nieco bardziej porwać i tak kędzierzawe już włosy. Poranek w Dolinie Godryka wcale nie należał do najprzyjemniejszych, kiedy asystent nauczyciela uzdrawiania musiał chować dłonie wprost do materiału płaszcza, okrywając się nim nieco szczelniej. Szum liści docierał do jego uszu, a jedyne, co miał obecnie w swoich celach, to rozejrzenie się za psem. Minął praktycznie miesiąc od momentu, no ba, nawet więcej, gdy ten uciekł. Felinus coraz to bardziej obwiniał się za zaistniałą sytuację - gdyby tylko nie ćpał wcześniej eliksirów czuwania. Gdyby tylko odpoczywał częściej, gdyby tylko zauważył prostotę problemu, w jakim to się znalazł, mógłby tego z łatwością uniknąć. A zrządzenie losu postanowiło rzucić wszystkie karty na blat i udowodnić, że owszem, z łatwością pewne rzeczy mogą ulec zepsuciu.
Cmentarz nie wiązał się ze zbyt pozytywnymi wspomnieniami. Ze śmiałością mógł stwierdzić, że pomieszczenie do tej struktury pamięci nie było zabezpieczone tylko kluczem i mosiężną klamką, a czymś znacznie silniejszym. To tutaj leżała kobieta, która postanowiła go napaść podczas pobytu na Nokturnie, choć nigdy jej grobu nie odwiedził - nie miał odwagi. Nie znał nawet nazwiska, choć nieco kojarzył, w którym sektorze mógłby zerknąć na napis na płycie i datę, by otrzymać stuprocentową pewność. Mimo to nie zamierzał sobie dowalać; wiedział, że życie pewnie znajdzie inne powody, by to zrobić.
Wśród licznych liści i krzewów znajdujących się nieopodal cmentarza, nie znalazł nic szczególnego. Nie wiedział w sumie, ile czasu spędził poprzez stukot podeszwy butów o kostkę brukową, a następnie trawę z odczuwalną rosą - koniec końców prawdopodobieństwo poślizgnięcia się wzrastało kilkukrotnie. Rozejrzał się raz jeszcze, poszedł prawie główną drogą, by następnie, z czystej ciekawości, skręcić w kierunku starego drzewa. Im bardziej mu się przyglądał, tym więcej zauważał nieprawidłowości, a przygotowana w ramach potencjalnej nieprzyjemności różdżka czekała tylko na potencjalny sygnał. Jak się okazało, gdy podszedł nieco bliżej, zagrożeniem mógł być co najmniej on sam.
Chłopak leżał pod drzewem, wyraźnie zmarznięty i obity, być może nieprzytomny. Lowell uważnie rozejrzał się po otoczeniu, wystosowując niewerbalnie Homenum Revelio, by mieć pewność, że to nie jest jakaś pułapka - niemniej jednak byli tutaj sami. Młody mężczyzna ostrożnie przykucnął przy nieznajomym, klnąc na siebie w myślach, dlaczego magia uzdrowicielska nie posiadała w sobie zaklęcia do najprostszych diagnoz, dzięki któremu mógłby mu lepiej udzielić pomocy; w torbie znajdowały się trzymane na wszelki wypadek eliksiry.
- Halo, słyszysz mnie? - lekko potrząsnął ramieniem... studenta? Tak, chyba studenta; po to, by przede wszystkim upewnić się, czy aby na pewno ten jest przytomny. Widoczne obrażenia na ciele niespecjalnie były zadowalające, a wyziębienie spowodowało, że w mugolskim wręcz odruchu zdjął płaszcz i przykrył nim nieznajomego. Gdyby jednak okazało się, że ten nie komunikuje, Rennervate poszło w ruch, by nieco pozwolić poszkodowanemu na komunikację ze światem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aryan Caladan

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Noszę naszyjnik z krzyżykiem
Galeony : 19
  Liczba postów : 58
https://www.czarodzieje.org/t20920-aryan-caladan#669960
https://www.czarodzieje.org/t20926-corvus#670193
https://www.czarodzieje.org/t20912-aryan-caladan#669738
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPon Lis 01 2021, 19:49;

Wewnątrz mojej głowy toczyła się bitwa. Dwie armie walczące ze sobą o kontrolę. Wszędzie mnóstwo krwi, martwy ludzi i koni, jęczących rannych będących u drzwi śmierci. Stanąłem na ziemi przesiąkniętej krwią, rozglądając się dookoła z kamienną twarzą. Zniszczenie ciągnęło się po kres horyzontu, a powoli zachodzące słońce potęgowało ponury wydźwięk otoczenia. Popatrzyłem na swoje zakrwawione ręce, rany w płytowym pancerzu, poczułem ból ran na plecach, na głowie. Widziałem krew płynącą wieloma strużkami i w zwolnionym tempie spadającą na ziemie, jeszcze bardziej ją wzbogacając w czerwony płyn. Czułem, że coś jest nie tak, i nie było to związane tylko z obrazem przed moimi oczyma. Mnie nie powinno było tutaj być. Czułem biegnący po mojej skórze dreszcz, impuls nakazujący mi stąd iść. Udać się w miejsce, w którym jestem potrzebny. Gdzie moja obecność coś zmieni.
Obudź się.
Wróciłem do rzeczywistości z głębokim zaczerpnięciem powietrza. Ten nagły zryw zaatakował moje zmysły bólem, wywołując skrzywienie się i ciche jęknięcie. Słońce drażniło moje oczy, nie pozwalając ich otworzyć. Każdy nerw odpowiedzialny za odbieranie bodźców był aktywny i atakował mój mózg informacjami. Wszystko mnie bolało, byłem zesztywniały, zziębnięty...nie byłem sam.
-Gdzie ja jestem? - Zapytałem zachrypniętym głosem, po raz kolejny próbując otworzyć oczy. Podniosłem rękę do czoła, by nieco osłonić się przed promieniami słonecznymi. Obraz miałem lekko zamazany, ale zdołałem rozpoznać męską sylwetkę, która znajdowała się przede mną. Opuściłem rękę, nie mając siły jej dłużej utrzymać. Moja pamięć szwankowała i nie za bardzo wiedziałem co się stało.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPon Lis 01 2021, 20:18;

Znalezienie rannego chłopaka w takim miejscu, rano, gdzie praktycznie nie było ludzi, całego wyziębionego i cholera wie, co mu się stało; Felinus nieco się skrzywił, przyglądając się uważnie wybudzającej fasadzie twarzy, przejawiającej ból. Nie miał pojęcia o tym, o czym dokładnie ten śnił, aczkolwiek wiedział, że w takim stanie nic zapewne nie było przyjemne. Także powrót do rzeczywistości, który mu nieco gwałtownie zafundował, mógł być powiązany z dość utrudniającymi kontakt z rzeczywistością wrażeniami.
Okryty nieco płaszczem, ten był ciut cieplejszy od otoczenia, choć naturalnie asystent nauczyciela uzdrawiania użył także Calefieri, by nieszczęśnika rozgrzać i mu pomóc. Wszystko wskazywało na to, że albo będzie potrzebne pójście do szpitala, albo leczenie na własną rękę, co był w stanie zapewnić. Spodziewając się psa, znalazł kogoś, kto nie był psem, ale kto też potrzebował tej pomocnej dłoni - i nie zamierzał się odwrócić.
- Cmentarz w Dolinie Godryka. - odpowiedział prosto, przyglądając mu się uważniej, by dostrzec poprzez narząd słuchu chrypkę wynikającą z zimna i prawdopodobnie, być może, braku wody w organizmie. - Pamiętasz, co się stało? Który dzisiaj jest? Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy. - słowa dobierał nie tyle ostrożnie, co prędzej w odpowiedni sposób, a ton głosu pozostawał neutralny w swym odbiorze. Na twarzy malowało się zastanowienie i troska, gdy zaczął dokładniej badać poszkodowanego, choć nie dowiedział się o żadnych złamaniach, gdy w ruch poszło Surexposition, jak również nie doszło do żadnego krwotoku wewnętrznego. Dla niego osobiście to wyglądało jak pobicie, ale czy miał ku temu stuprocentową pewność - nie wiedział. Ale podejrzewał, że jeżeli to było pobicie, to obecność na oddziale św. Munga wcale nie pozostawała takim dobrym pomysłem. Znieczuliwszy parę miejsc, które wydawały się być najbardziej bolesne, na razie go nie leczył. Leżąc tyle czasu, powinien mieć nieco bardziej wyczyszczone rany.
- Muszę cię gdzieś zabrać i dopiero wtedy wyleczyć. Tutaj jeszcze bardziej się wyziębisz. - oznajmiwszy, początkowa diagnostyka pozwoliła mu na zdecydowanie, co jest w tej chwili najważniejsze. Jeżeli nie chcieli przyczynić się do pogorszenia jego stanu, musieli udać się tam, gdzie chłód im nie przeszkadzał, no i tam, gdzie chłopak mógł wypocząć. - Mogę zabrać cię do Munga, ale nie wiem, czy chcesz, by ktoś się o tym dowiedział. - mruknął, mogąc mu zrobić taką przysługę w obecnej chwili. Co prawda dom był w remoncie, ale nic nie stało na przeszkodzie, by z niego skorzystać - nie naruszył jeszcze struktur drugiego piętra, mając tam parę rzeczy i funkcjonujące pomieszczenia. - Jeżeli chcesz, to mogę cię uleczyć we własnym domu. Kwestia przede wszystkim twojej decyzji. - zaproponował, mówiąc wyraźnie i składniowo, by ten nie musiał się dopytywać, jakiego słowa użył po jakiej sentencji. Był jednak gotów na teleportację i jeżeli chłopak posiadał ku temu powody, mógł go ogarnąć poza kulisami.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aryan Caladan

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Noszę naszyjnik z krzyżykiem
Galeony : 19
  Liczba postów : 58
https://www.czarodzieje.org/t20920-aryan-caladan#669960
https://www.czarodzieje.org/t20926-corvus#670193
https://www.czarodzieje.org/t20912-aryan-caladan#669738
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPon Lis 01 2021, 20:49;

Spośród atakującej mnie fali impulsów zdołałem wybrać kilka odmiennych. Czułem na sobie płaszcz, nie mógł być mój bo w szkole żadnego nie miałem. Robiło mi się powoli cieplej, chociaż o komforcie cieplnym to wciąż mogłem marzyć. Zrobiłem kilka głębszych wdechów i wydechów, odważając się kolejny raz spróbować otworzyć oczy. Świat mi się zakręcił, a moje nozdrza znikąd zaatakował straszny smród, co skwitowałem odruchem wymiotnym. Opróżniwszy żołądek na wystający korzeń drzewa poczułem się nieco lepiej. Powoli przeniosłem spojrzenie na mojego towarzysza i przymrużyłem oczy, kojarząc jego twarz.
-Czy my się nie znamy? - zapytałem, nie mogąc przypisać twarzy mężczyzny do konkretnej osoby. Musiał to być inny uczeń, bo wyglądał na niewiele starszego. Słysząc o miejscu w którym się znajdujemy z moim ust wydobyło się krótkie "yyy". -Pamiętam, że byłem na bankiecie z okazji Nocy Duchów. Tylko on był do cholery w Hogsmeade, co ja robię w Dolinie Godryka. - Podniosłem rękę i potarłem nią po czole. Starałem się przypomnieć co się stało, ale ból zbyt mocno tępił moje funkcje bym był w stanie się skupić. Słowa wypowiadane przez Felinusa nie do końca do mnie docierały, ale zdołałem zrozumieć te najważniejsze. -Chyba wolę skorzystać z Twojej propozycji. Nie mam zbytniego zaufania do tego całego Munga. - zresztą jak do wszystkich magomedyków, ale tego już na głos nie powiedziałem. Wiedziałem, że ryzykuje, mężczyzna mógł być kimkolwiek...co nie zmieniało faktu, że się postanowił się mną zaopiekować. Wolałem też nie korzystać z oficjalnej pomocy, bo miałem obawy, że mój stan zdrowia nie jest wynikiem małej sprzeczki i cokolwiek się mogło stać nie było niczym przyjemnym.

z/t x2

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptySob Gru 25 2021, 21:05;

Wokół panowały ciemności rozświetlane jedynie kilkoma płonącymi latarniami oliwnymi stojącymi wokół cmentarza. W powietrzu widoczne były opadające leniwie płatki śniegu. Zerknął w lewą stronę, na nieopodal stojącą i czekającą na niego Beatrice. Kucał parę metrów dalej, nad niskim i skromnym nagrobkiem. Wyróżniał się nowością na tle innych wszak był tu niespełna dziewięć miesięcy. Przybył tu pierwszy raz od pogrzebu, ale nie był w stanie zdobyć się na samotną wycieczkę więc poprosił Beatrice o towarzystwo. Płatki śniegu osiadały na jego jasnych włosach, z których zdjął wełnianą czapkę zanim przykucnął przy nagrobku babci. Ostrożnie zgarnął wnętrzem dłoni śnieg z płyty nagrobnej. Mógłby użyć wobec tej czynności magii a jednak uważał, że w ten sposób okaże więcej szacunku. W słabym świetle przeczytał wyryte imię i nazwisko kobiety, która przez większość życia stanowiła jego jedyną rodzinę. W odśnieżonym miejscu położył ostrożnie skromny acz ładny bukiet goździków. Ulubione kwiaty babci dodawały kolorów ponurej scenerii. Podniósł głowę i nawiązał kontakt wzrokowy z Beatrice. Odnalazł w czarnych oczach nieme wsparcie, dzięki czemu słowa same ułożyły się szeptem na jego ustach.
- Siema, babciu.- wpatrywał się w nieruchomy napis na szarej płycie. - Dziwnie tak bez ciebie w święta. Pamiętasz zeszły rok? Wydałaś moje imię Sophie, bo nie wiedziała jak mam naprawdę na imię. I Lucas śmiał się, że musiałem przepraszać choinkę za nazwanie jej wyliniałym drzewkiem bo nie chciała oddać nam prezentów. - uśmiechnął się lecz smutno. Zgarnął płatki śniegu z brwi.
- Teraz też jest fajnie. Mieszkam u dwójki profesorów. Beatrice i Camael, są ze szkoły. Schowałem pod choinką, w piernikowym domku figurkę smoka i gdzie się dało zawiesiłem jemiołę. Jakoś tak nikogo jeszcze pod nią nie złapałem. Może jest jej za mało?- opowiadał, streszczał bo wydawało mu się, że babcia mogłaby się ucieszyć z takich informacji. Wyobrażał sobie, że ona wszystko słyszy i tam, gdzie jest to siedzi sobie na wiklinowym bujanym fotelu i tylko uśmiecha się w taki sposób jakby wiedziała co chodzi mu po głowie. Ponownie zerknął na Beatrice jakby upewniając się, że ona cały czas jest w pobliżu. To pierwsze święta bez jego babci, ten brak był jednak odczuwalny.
- Zdałem nawet SUMy. No i wiesz, Lucas zaręczył się z Alise. Spodobałaby ci się. Dostałem dużo prezentów, nawet taką niemal prawdziwą pelerynę niewidzialności… ach. - zakrył usta i zerknął znów na Trice, która miała prawo słyszeć jedyny szept w okolicy.
- Chyba się wydałem. Ty też byś tak na mnie spojrzała jak Beatrice, co nie? - potarł palcem powiekę. Tak bardzo chciałby aby jedna Hanna poznała tych wszystkich, których zyskał. Kolana drętwiały od ciągłego kucania więc wstał powoli i wsunął rękę do kieszeni płaszcza, a w drugiej ściskał czapkę.
- Szkoda, że ich wszystkich nie poznałaś. Mam duży pokój i… i mieszkam… w Dolinie jak k-kiedyś ty…- odchrząknął i zamilkł, zaciskając mocno usta w bladą linię. Głos odmawiał posłuszeństwa więc przestał opowiadać tylko stał, patrzył i marzł w grudniowym mrozie. Minęło kilka minut; ostatni raz omiótł wzrokiem nagrobek i wcisnąwszy na głowę czapkę wrócił do Beatrice. Nie patrzył jej jednak w oczy bo było mu głupio. Nie spodziewał się, że go przytuli. W pierwszej chwili nie wiedział co należy zrobić lecz ostatecznie odwzajemnił bardzo krótkie, i trochę niezręczne, przytulenie. Policzki miał ciemniejsze, ale udawał, że to od ujemnej temperatury powietrza.
- Wracajmy do domu.- odezwał się po chwili. Dopiero na widok pięknego budynku zwanego już domem mógł odetchnąć z ulgą. Teraz jego rodzina jest większa niż kiedykolwiek sobie to wyobrażał.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31807
  Liczba postów : 86301
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Specjalny




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPią Cze 10 2022, 13:27;

Dzień był tak przygnębiający, jak uroczystość, w której mieliście uczestniczyć. Cmentarz był pełen ludzi, których znaliście z bardziej i mniej oficjalnych spotkań, a w tłumie mogliście dostrzec nawet znaczące twarze zajmujące wysokie stanowiska w Ministerstwie Magii.
Grób czekał już rozkopany na trumnę, a senior rodu stał przy bramie w oczekiwaniu, aż wszystkie jego latorośle w końcu przybędą. Mężczyzna był widocznie w gorszej kondycji. Jego cera była ziemista, oczy podkrążone, a twarz jakby zapadnięta. W dłoniach obracał pierścień, który przez tak wiele lat spoczywał na palcu waszej matki, a której teraz już zdecydowanie nie miał się na nic przydać.
-Dam znać, że możemy zaczynać. - Odezwał się tylko, gdy wszyscy byli już na miejscu. Oczywiście wszystko zorganizowane było z największą pieczołowitością i tylko wy mogliście wiedzieć, że niektóre z tych rzeczy są zrobione jawnie na pokaz.
Orszak ruszył, a wy szliście zaraz za trumną, którą lewitowało sześciu najważniejszych oficjeli, jacy byli tu obecni. Żaden z was nie wiedział, że ten pogrzeb to tylko początek wielu tajemnic i naprawdę ciężkiego okresu w waszym życiu.

@Camael Whitelight
@Nanael O. Whitelight
@Hariel Whitelight

//Kondukt pogrzebowy prowadzi Zakład Pogrzebowy M.S. Solberg.

______________________

Cmentarz - Page 2 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 363
  Liczba postów : 548
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPią Cze 10 2022, 17:18;

Kiedy dostałem list informujący o śmierci mojej matki, długo stałem z kartką papieru, na których było jedynie kilka błahych słów, w niczym nie oddawały one tego jak ja się czułem. Czytałem i czytałem, jakbym miał nadzieję, że znikną zaraz i dzięki temu nie będzie to prawdą. Ale tak się nie wydarzyło. Eleganckie pismo nadal lśniło na gładkim pergaminie, a ja nie wiedząc co ze sobą zrobić podreptałem do Nanael. Przytulam się do siostry, by ukoiła jakoś mój ból swoimi chudymi ramionkami. Mówimy niewiele, bo mało też rozumiemy. Mało też śpimy przed pogrzebem, a ja w pewnym momencie otwieram alkohol, by zapić swój ból. W pewnym momencie piszę nawet list do ojca w którym go wyzywam i każę mu wyjaśnić co się wydarzyło. Nawet nie wiem czy go wysyłam w amoku.
Gdzieś o poranku zasnąłem na kilka niespokojnych minut raz za razem. W każdym śnie inny koszmar zabijał moją matkę. Ukochaną matkę, która zawsze tyle mi wybaczała i tak o mnie dbała, jako jedyna z całej rodziny, nie licząc rodzeństwa. Przed pogrzebem znowu zapadam w niespokojną drzemkę, podczas której tańczę z matką w ramionach na jednym z licznych balów. Ta uśmiecha się dumnie, a potem zaczyna znikać jak duch. Gdy otwieram przekrwione oczy na budzącą mnie Nanę, nadal mam wrażenie, że mogę dotknąć znikającej matki. Sięgam najpierw po butelkę alkoholu, którą skrzętnie zajmowałem się od dłuższego czasu. Potem dopiero idę się szykować.
Zakładam zwykły, czarny garnitur, czarny krawat, ciemne okulary. Wyglądam elegancko i zwyczajnie jak nigdy. Gdybym mógł, całkowicie skuliłbym się za Nanael. Tak jedynie idę z pochyloną głową, smutny i ledwo żywy. Ledwo widzę wszystkich oficjeli, niechętnie powłóczę nogami. Szukam gdzieś rączki siostry, by mieć chociaż tak jej wsparcie. Rozglądam się za Camaelem. Zastanawiam się czy wlałem na siebie wystarczająco dużo wody kolońskiej, że nie czuć zapachu whisky, które popijałem większość dnia. Chciałbym też się dowiedzieć co się stało, ale nie mam siły zagadać do kogokolwiek i liczę na to, że ktoś po prostu wyjaśni wszystko za mnie. Bo ja jestem pustą skorupą, która  zamieni się w fontannę łez przy nawet najdelikatniejszym dotknięciu.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nanael O. Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171cm
C. szczególne : Niezwykle jasne i mocno pomalowane oczy, styl vintage, taneczna gracja przy każdym ruchu, wiecznie perfekcyjnie pomalowane paznokcie
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 943
  Liczba postów : 360
https://www.czarodzieje.org/t19962-nanael-o-whitelight#612606
https://www.czarodzieje.org/t20214-now-or-never#628807
https://www.czarodzieje.org/t19963-nanael-o-whitelight#612607
https://www.czarodzieje.org/t20225-nanael-o-whitelight-dziennik#
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyNie Cze 12 2022, 12:28;

List wyrwał ją ze snu, ale na pewno nie z krainy koszmarów. Nanael również wpatrywała się w tak puste, krótkie słowa, czekając aż pojawi się ich więcej, by wydobyć z wiadomości jakiś sens. Nie potrafiła odezwać się na widok Harry'ego i tylko zgarnęła jego świstek papieru, by porównać treści listów i upewnić się, że nie - dalej niczego nie wiedzą, mogą tylko się martwić i domyślać. Nie spała, ale też nie piła, w tej jednej chwili decydując, że alkohol to ostatnie czym powinna zaburzać spokój swojej matki; skupiła się na przetrwaniu, jakkolwiek idiotyczne by to nie było. Czekała na jakieś wieści od ojca czy Camaela, w międzyczasie snując się po domu tylko po to, by za każdym razem wracać do Harry'ego i wtulać się w niego chociaż jeszcze na chwilę.
Zaczęła przygotowywać się do pogrzebu zdecydowanie za wcześnie. Pamiętała śmierć jednego z wujków, więc teraz automatycznie wspominała rozmowy z matką przed uroczystością - kierowała się podsuniętymi jej wtedy radami, jakby pani Whitelight rzeczywiście mogła przewidzieć taki przebieg wydarzeń. Nanael postanowiła zatem wyglądać nienagannie, tak jak wtedy zostało jej nakazane; elegancko, odpowiednio, z subtelnym dramatyzmem, który w obliczu czyjejś śmierci miał podkreślić żal po stracie. Założyła dokładnie ten strój, który matka jej wtedy wybrała, wreszcie opuszczając dom u boku Harry'ego w czarnej dopasowanej sukience i absurdalnie dużym kapeluszu, którego rondel zaraz i tak nieco magicznie pomniejszyła. Podczas gdy jej brat chował się za ciemnymi okularami, ona chętnie spuszczała głowę pod kapeluszem.
Nie wiedziała co czuje - zwykle w takich okolicznościach jej metamorfomagia szalała, przywołując raz złość, a innym razem smutek, ale teraz nic Nany nie ratowało; wyglądała na dokładnie tak zmarnowaną, nijaką i prawdziwą, jak tylko było to możliwe. Trzymała się blisko Harry'ego, brała wdech za wdechem i robiła krok za krokiem, potrafiąc zirytować się dopiero niemożliwym upałem, albo zbyt nisko opadającym kwiatem w jednym z niesionych przez żałobników bukietów. Szalę goryczy przelał jednak dopiero błysk obracanego w ojcowskich palcach pierścienia; Nanael złapała mocniej harielową dłoń i pociągnęła go za sobą.
- Co się stało? - Spytała wprost, nie wstydząc się drżącego głosu, bo nie czując wcale, że jest na granicy płaczu - emocje ją dusiły, ale jej nie rozklejały, a ona potrzebowała wiedzieć... albo chociaż pokazać ojcu, że jego listy wcale nie wystarczały.

______________________



Do you ever get a little bit tired of life?
Like you're not really happy,
but you don't wanna die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyNie Cze 12 2022, 12:56;

Nie pamiętała, kiedy ostatni raz uczestniczyła w cudzym pogrzebie. Niemniej odbywało się to tak dawno, że zdążyła już zapomnieć o wszystkich uczuciach, które wtedy człowiekowi towarzyszyły. Poza tym, los obdarował ją takim szczęściem, że wtedy nie był to nikt na tyle bliski, aby musiała odczuwać silne emocje. Tymczasem teraz ten sam los postanowił zadrwić sobie z nich wszystkich okrutnie, odbierając Camaelowi i reszcie matkę, a jej teściową.
Tego dnia czuła się wyjątkowo dobrze i chyba tylko dzięki temu, w jej odczuciu wszystko poszło tak sprawnie. Wiadomość, która na nich spadła kilka godzin później była tragiczną w swojej prostocie. Sama Beatrice nie znała nazbyt dobrze pani Whitelight. Wiedziała, że Cam nie miał zbyt prostych relacji ze swoimi rodzicami, co, o ironio, było kolejną z rzeczy, która ich łączyła. Jednak śmierć jednego z nich na pewno musiała na niego wpłynąć i widziała to po swoim mężu doskonale. W jednej sekundzie powzięła bardzo głębokie postanowienie; zrobi wszystko, co w jej mocy, aby pomóc swojemu mężowi to przetrwać. Nie miała innego wyjścia.
W dzień pogrzebu od samego rana była w najwyższej gotowości. Ubrała się z klasą, jednak prosto, uznając, że to mimo wszystko nie na niej będą skupiały się spojrzenia wszystkich obecnych ludzi. Jej ciążowy brzuch odznaczał się dosyć mocno w tej sukience, ale nie przejmowała się tym. Mogła, choć nie chciała, ukrywać swojego stanu pod metamorfomagicznym czarem. Zamiast tego skupiła się na tym, aby to Camaelowi nie brakowało żadnego wsparcia, które tylko mogła mu ofiarować. Przed wyjściem, ścisnęła mocno jego dłoń, przekazując w ten sposób wszystko to, czego nie była w stanie wyrazić słowami; jest obok, mógł na niej polegać, zawsze.
Nie spodziewała się takiej ilości ludzi, ale i nie komentowała tego w żaden sposób. Przywykła do myśli, że rodzina Dear, wcale nie różniła się tak bardzo od rodziny Whitelight, której teraz była częścią. Gra pozorów była cholernie ważna, a teraz czas na przedstawienie, w którym to grała jedynie epizodyczną rolę. Niestety w przeciwieństwie do jej męża. Dlatego starała się kroczyć tuż obok niego, gotowa nieść pocieszenie choćby swoją obecnością. Pokiwała głową w kierunku @Nanael O. Whitelight i @Hariel Whitelight. Niemniej nie zamierzała składać im kondolencji w obecności wszystkich ciekawskich spojrzeń. Nie zamierzała grać bardziej, niż było to od niej wymagane. Już dawno nauczyła się, że najważniejszym było żyć w zgodzie z własnymi zasadami, nie tymi, które były podyktowane przez konwenanse.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego; tatuaż z Oazy Cudów na łopatce; rozległa blizna na ramieniu po rozszczepieniu w Kolumbii; obrączka
Dodatkowo : animag (kot syberyjski)
Galeony : 1026
  Liczba postów : 1057
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyPon Cze 13 2022, 10:30;

Nic niewidzącym spojrzeniem wpatrywał się w kawałek pergaminu, który okazał się być początkiem góry lodowej, o której jeszcze nie miał pojęcia. Nie potrafił się ruszyć, wypowiedzieć choćby słowa, jedynie patrząc beznamiętnie w te siedemnaście suchych słów. Nie był świadomy nawet, że sięgnął po paczkę papierosów, które odpalał raz za razem, drgając lekko dopiero kiedy poczuł na swoim ramieniu dłoń żony. Przeniósł na nią wciąż zamglone spojrzenie, czując się tak, jakby znajdował się setki mil dalej. Wypuścił drżący oddech z płuc, zaciskając zęby, nie pozwalając, by jakiekolwiek emocje na dłużej zagościły w jego sercu, zamieniał je w kamień, w lód, uznając, że tylko tak przetrwa. Chciał się teleportować do rodzeństwa, ale szybko – i z pomocą Beatrcie – uświadomił sobie, że teleportacja w tym stanie nie była najlepszym pomysłem. Zacisnął jedynie dygoczące dłonie w pięści. Tej nocy nie zmrużył oka nawet na minutę, wypalając ostatniego papierosa z paczki w momencie, w którym słońce wpadało do kuchni pierwszymi promieniami.
Nie docierało do niego zbyt wiele, kiedy sprawnymi ruchami, z zaciśniętą szczęką, ubierał czarny garnitur. Kiedy nie pozwolił sobie na choćby i dodatek w innym kolorze, wpatrując się w swoje odbicie, dostrzegając ciemne cienie pod oczami, które tego dnia wydawały się jeszcze bardziej widoczne niż kiedykolwiek wcześniej. Zmęczenie odbijało się na jego twarzy, wymieszane ze smutkiem, choć starał się nie dopuszczać do siebie rozpaczy, jakby w obawie, że nie będzie w stanie powstrzymać jej fali. Wiedział, że mieli różne momenty, że nie zawsze się dogadywali, a jednak matka od zawsze była buforem dla ojca, kimś z kim się liczył, a ona zdawała się liczyć z innymi. Westchnienie wyrwało się spomiędzy jego ust, kiedy po raz ostatni zerknął na swoje odbicie i skinął Beatrice głową, nie ufając swojemu głosowi, by oznajmić, że jest gotowy. Ale czy mógł być? Zacisnął swoje palce wokół jej drobnej dłoni, czerpiąc nieopisaną siłę z obecności swojej żony obok.
Nie widział innych osób, od razu skupiając całą swoją uwagę na rodzeństwu. Poczuł ucisk w gardle, ale przymknąwszy oczy nakazał sobie spokój. Nic innego teraz nie mogło się przydać. Rozszalałe emocje zamknął w klatce, uważając, by nie wypuścić żadnej z nich. Podszedł do Nany i Harry’ego, posłał Trice słaby uśmiech i puścił jej dłoń, by bez żadnego zbędnego słowa przyciągnąć do siebie siostrę i brata. Nie mówił nic, nie pocieszał, bo żadne pocieszenie nie miało sensu, nie kazał wziąć się w garść, bo nie był ich ojcem, jedynie pogładził ich po plecach, posyłając spojrzenie pełne zrozumienia, jakby chcąc przekazać, że zajmie się wszystkim, czym trzeba. I dopiero kiedy Nanael się odezwała – zrozumiał, że ojciec tam był, jakby nieświadomie ignorował do tego czasu jego obecność. Nie mieli najlepszych stosunków i nie wierzył, że te się poprawią w obliczu tragedii. Położył siostrze rękę na ramieniu i posłał ojcu twarde spojrzenie.
Wystarczyło ci kilkanaście słów, żeby nas o tym powiadomić — tu spojrzał na swoje rodzeństwo, chcąc potwierdzić tym, że dostali takie same listy — Choć raz przestań grać, należą nam się wyjaśnienia, nie jesteśmy przypadkowymi ludźmi jak większość tu zebranych — ton miał pozbawiony emocji, pusty i zmęczony. Nie miał sił ani ochoty walczyć teraz z ojcem, chciał tylko się dowiedzieć co się stało, dlaczego tak nagle i dlaczego nic wcześniej nie wiedzieli. To nie miało sensu.


______________________


You’ve heard me saying that smoking was my only vice. But now it isn’t true, now everything is new, and all I’ve learned has  overturned. I beg of you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31807
  Liczba postów : 86301
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Specjalny




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyWto Lip 05 2022, 12:22;

Ojciec nie był szczególnie rozmowny, ale to nie była nowość. Zawsze starał się utrzymywać wszystko w jak najbardziej profesjonalnym tonie szczególnie, gdy inni patrzyli. Można by pomyśleć, że śmierć żony jakkolwiek to zmieni, ale nawet teraz trzymał głowę wysoko, a lekko zaszklone oczy hardo patrzyły przed siebie, próbując dopilnować, by wszystko było perfekcyjnie.
Wyczuł smród alkoholu od swojego młodszego syna, ale nie śmiał tego skomentować tu i teraz. Sam zresztą wychylił szklaneczkę przed pogrzebem. Co prawda była to szklanka, a nie butelka, ale dopóki Hariel nie robił żadnej afery, jego ojciec nie miał zamiaru dawać znać, że jakkolwiek widzi, co ślizgon ze sobą robi. Słowa Nanael za to już zmusiły mężczyznę do spojrzenia na swoją córkę.
-To nie czas i miejsce, Nananel. Porozmawiamy w domu. - Chłodno, acz rzeczowo udzielił jej odpowiedzi i zignorował jej obecność, bo w oczy rzuciło mu się coś zdecydowanie ważniejszego. Coś, co spowodowało, że na jego twarzy pojawiła się niewypowiedziana wściekłość i zdegustowanie.
-To jest rodzinna uroczystość. Nie wiem, co ona tutaj robi i to jeszcze w tym stanie. - Zwrócił się do Camaela, skinieniem głowy wskazując Beatrice, która śmiała pojawić się na pogrzebie jego żony. No tego to mu jeszcze dzisiaj brakowało. -To nie jest moment na rozmowy. Porozmawiamy w domu. - Syknął jeszcze, dając synowi do zrozumienia, że nie ma nastroju ani chęci na jakiekolwiek dyskusje. Spojrzał szybko w stronę wysoko postawionych urzędników Ministerstwa, by sprawdzić, czy nie wyczuli przypadkiem zgrzytów jakie zachodziły między Whitelightami. Co jak co, ale nawet teraz pozory były ważniejsze niż własna krew.

@Camael Whitelight
@Beatrice L. O. Whitelight
@Hariel Whitelight
@Nanael O. Whitelight

______________________

Cmentarz - Page 2 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 363
  Liczba postów : 548
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyNie Lip 24 2022, 22:23;

Tak jak się spodziewałem, moje rodzeństwo wyszło na pierwszy plan przy rozmowie z ojcem. Patrzyłem się spojrzeniem błędnym i nieskupionym, gdzieś daleko po tym cmentarzu rozpaczy wśród ludzi, których zwyczajnie nie znałem. Czy byłem jednak znacznie bardziej pijany niż sądziłem? Czy faktycznie zaproszeni nie byliby na jakiejkolwiek liście mojej matki. Chciałem nawet o to zapytać kogoś obok. Czyli Nanael u której boku trwałem większość czasu. Długie minuty spędzałem na przyglądaniu się absurdalnie dużemu kapeluszowi, śledząc jego linie wzrokiem. Kiedy tylko nie było kogoś kto mi współczuł, mówił jakieś nieistotne słowa pocieszenia czy coś w tym stylu. Ja znajdowałem pocieszenie w wielkim kapeluszu Nany. Zabawne.
Siostra ciągnie mnie w stronę ojca, a ja lekko jęczę, bo szczerze mówiąc nie mam ochoty na pogduszki z nim. Bearice lekko kiwa do nas głową, a ja macham do niej w bardzo nieskoordynowany sposób ręką, starając się przywitać za siebie i Nanę, dość nieudolnie. Gdzieś tam w pewnym momencie tonę w uścisku Camaela. Szczerze mówiąc wolałbym się teraz rozpłynąć, kiedy opierałem czoło o jego ramię, czując jak niechcący łzy wsiąkają w garnitur mojego brata. Ocieram niechlujnie oczy za okularami i odwracam się z powrotem do ojca.
Dobrze czułem, że nie ma co podchodzić. Bo okazuje się, że na nic nie ma czasu. Na rozmowy, na tłumaczenia. Trzeba tylko dobrze wyglądać i kiwać głową. Ojciec zaczyna mówić swoje nieprzyjemne słowa do Trice, która jako jedyna mogła być jakąś ostoją dla mojego brata.
Ja byłem pijanym sobą, a Nanael cieniem same siebie. Zawsze swoją perfekcje okupowała najgorszym stanem psychicznym, wbrew temu jak to wyglądało z boku.
- W tym stanie? O nie, też jesteś chora? - pytam ignorując niemiłego ojca i z ogromnym zafrasowaniem zwracam się do Beatrice, patrząc na jej brzuch w szczerej obawie, że coś jest nie tak z bobasem. Chwiejnie robię też krok w jej kierunku, nadal trzymając się Nany, by przypadkiem nie stracić pionu.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego; tatuaż z Oazy Cudów na łopatce; rozległa blizna na ramieniu po rozszczepieniu w Kolumbii; obrączka
Dodatkowo : animag (kot syberyjski)
Galeony : 1026
  Liczba postów : 1057
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyCzw Lip 28 2022, 13:32;

Nie wiedział czy spodziewał się czegokolwiek innego, a jednak z lekkim wyrzutem, który nie powinien gościć w jego oczach, patrzył wprost na ojca, którego tęczówki były niemal identyczne z jego. Nie odezwał się od razu, nie skomentował słów rzuconych do Nany, a jednak dłonie zacisnął w pięści. Nie miał siły, był zmęczony i zwyczajnie smutny, walka z ojcem w tym momencie nie miała najmniejszego sensu i doskonale o tym wiedział. Próbował poskładać elementy układanki w całość, ale nic konkretnego z tego nie wychodziło, nie rozumiał co się stało, dlaczego tak nagle i dlaczego do jasnej cholery nie wiedzieli nic o tym wcześniej. I dopiero kiedy Jaohel zwrócił się, nie bezpośrednio rzecz jasna, do Beatrice – coś w nim pękło. Zesztywniał, a jego spojrzenie stało się dosłownie lodowate. Pamiętał ich ostatnią kłótnię jeszcze przed ślubem i zdawało się, że starszy Whitelight zrozumiał wtedy, że nie miał nad Camaelem żadnej władzy na tym polu. Postawił kilka kroków na przód, zatrzymując się blisko ojca i kładąc mu rękę na ramieniu, zaciskając na nim palce może nieco mocniej niż pierwotnie planował. Był jednak zbyt rozemocjonowany, by teraz o tym myśleć.
Ona ma imię i jest moją żoną, nosi moje dziecko, czy to się tobie podoba, czy nie — wysyczał niemal mu do ucha i odsunął się na krok — Zaakceptujesz to, albo nie, nie obchodzi mnie to — powiedział już głośniej, nie przejmując się w przeciwieństwie do ojca, czy ktokolwiek zwróci na nich uwagę. Cała ta szopka działała mu na nerwy, a on tego dnia nawet nie starał się trzymać ich na wodzy. Nie znał połowy ludzi, Jaohel zrobił z pogrzebu matki widowisko, swoisty spektakl, który nie powinien mieć miejsca, ale był przecież tak bardzo charakterystyczny dla tej rodziny.
Wrócił do boku Beatrice i delikatnie objął ją w talii, słabo się do niej uśmiechając. Nie zamierzał tolerować jakiegokolwiek zachowana ubliżającego jego żonie, nie ważne czy pochodziło od kogoś obcego, czy najbliższej rodziny. Przeniósł spojrzenie na Hariela, potrzymał go za ramię drugą ręką, żeby przypadkiem nie stracił równowagi i posłał mu blady uśmiech, kręcąc głową.
Nie, ktoś najwyraźniej nie może pogodzić się z myślą, że zostanie dziadkiem — powiedział przesadnie miękkim tonem, nie patrząc nawet na ojca, choć czuł na sobie jego wzrok. Nie zamierzał grać, nie zamierzał udawać i uczestniczyć w tej farsie. To nie było miejsca ani pora na to i był wściekły, że nawet ta chwila, która powinna zostać prywatna, została im odebrana.
Pustym wzrokiem wpatrywał się w grób matki, kiedy ceremonia się rozpoczęła. Miał wrażenie, że jest gdzieś indziej, że więcej słów do niego nie dociera, jakby patrzył ze zbyt dużej odległości. I tylko obecność Trice u boku, upewniała go, że wciąż stoi w tym samym miejscu.


______________________


You’ve heard me saying that smoking was my only vice. But now it isn’t true, now everything is new, and all I’ve learned has  overturned. I beg of you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nanael O. Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171cm
C. szczególne : Niezwykle jasne i mocno pomalowane oczy, styl vintage, taneczna gracja przy każdym ruchu, wiecznie perfekcyjnie pomalowane paznokcie
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 943
  Liczba postów : 360
https://www.czarodzieje.org/t19962-nanael-o-whitelight#612606
https://www.czarodzieje.org/t20214-now-or-never#628807
https://www.czarodzieje.org/t19963-nanael-o-whitelight#612607
https://www.czarodzieje.org/t20225-nanael-o-whitelight-dziennik#
Cmentarz - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 EmptyCzw Sie 04 2022, 21:35;

Szybko straciła resztki pewności siebie, którą musiała uzbierać, by odezwać się do ojca - przygasła znacząco, nie odpowiedziała i nawet nie skinęła głową, i tylko najbliżej stojące osoby mogły dostrzec jak dziewczyna staje się drobniejsza, jeszcze bardziej ginąc pod ogromnym kapeluszem. Nie potrafiła utrzymać tej perfekcji, chociaż przecież w tym zawsze jej metamorfomagia była najlepsza, to tego się uczyła właściwie całe życie.
Kolejny raz uniosła spojrzenie znad czubków swoich butów dopiero wtedy, kiedy zorientowała się, że ojciec znowu coś mówi - co więcej, znowu coś niemiłego, chociaż nikt nie powinien się temu dziwić. Zmarszczyła lekko brwi, nie potrafiąc zrozumieć jaką winę niosła w tym wszystkim Beatrice, ale nie zdołała wydusić z siebie ani słowa, oglądając tylko tę nieśmieszną komedię, jaką tworzyli jako rodzina, tak tragicznie dysfunkcyjna i teraz jeszcze wybrakowana. Wiedziała, że normalnie matka nacisnęłaby mocniej na ojcowskie ramię, wtrąciłaby jakiś uprzejmy uśmiech i pewnie zaproponowałaby zmianę tematu, która może nie uratowałaby tego wszystkiego, ale na pewno jakoś by pomogła, byle tylko nie wyglądali tak... sztucznie i tak źle, bo w tej chwili brak rozmów wcale nie mógł działać na ich korzyść.
Nie zapamiętała niczego z tej ceremonii, dusząc się każdą sekundą wystawianej szopki, by przy pierwszej możliwej okazji powiedzieć wprost, że nie wytrzyma tutaj już ani chwili. Koniec, matka została pochowana, a wraz z nią resztka ciepła, jakie trzymało Whitelightów i ostatnie strzępy śladów nadziei, dzięki której mieli szansę jakoś się dogadywać.
- Chodźmy stąd - poprosiła, zwracając się głównie do Hariela, ale pozerkując też na Camaela; ten jeden raz gotowa była się teleportować, byle tylko stąd uciec, nawet jeśli miała pewność, że przypłaciłaby to rozszczepieniem. Nie chciała zbierać dodatkowych kondolencji i obserwować jak pozostali goście niespiesznie opuszczają cmentarz; chciała zniknąć, więc też zniknęła, polegając na swoim rodzeństwie.

/zt dla wszystkich!

______________________



Do you ever get a little bit tired of life?
Like you're not really happy,
but you don't wanna die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Cmentarz - Page 2 QzgSDG8








Cmentarz - Page 2 Empty


PisanieCmentarz - Page 2 Empty Re: Cmentarz  Cmentarz - Page 2 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Cmentarz - Page 2 JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Centrum miasteczka
-