Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Wzgórze lampionów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość


Freya Tulle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 601
  Liczba postów : 276
https://www.czarodzieje.org/t11832-freya-tulle
https://www.czarodzieje.org/t11870-bird-s
https://www.czarodzieje.org/t11867-relacyjki
https://www.czarodzieje.org/t11869-kuferek-frey-i
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptyNie Sty 10 2016, 17:09;

First topic message reminder :




Miejsce dawno zapomniane przez czarodziejów zamieszkujących niedaleko wioski Hogsmeade. Wzgórze jest zamieszkiwane przez małe, magiczne stworzenia świetlikowe. Przychodziło się tutaj w dniu puszczania lampionów za zmarłych bliskich którzy odeszli na tamten świat. Według legendy, duchy schodziły z tamtego świata na ziemie w tym miejscu, kiedy wzniosło się lampę na ich cześć. Od bardzo dawna nikt tutaj nie przychodził ponieważ wzgórze już nie jest takie jak przedtem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Murphy M. Murray

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173
C. szczególne : często chodzi po szkole z rogami lub ogonem, a w chwilach wzmożonych emocji włosy zawsze informują o tym otoczenie swoim kolorem; blizna po ranie ciętej na lewym boku na wysokości pępka
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 807
  Liczba postów : 324
https://www.czarodzieje.org/t20812-murphy-m-murray#663687
https://www.czarodzieje.org/t20818-rower#663837
https://www.czarodzieje.org/t20819-murph#663838
https://www.czarodzieje.org/t20811-murphy-m-murray#663685
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptySob Gru 18 2021, 21:52;

Przyjąłem jej wyjaśnienia kiwnięciem głowy. — No dobra, ale to że nie masz takich oczekiwań wobec typów, nie znaczy, że nie powinni się chociaż odrobinę postarać — stwierdzam, bo to znacznie bardziej zaprząta mi głowę, niż randkowe preferencje Marli, bo w tym nie widziałem nic złego czy wymagającego jakiegokolwiek komentarza, zwłaszcza że nie był to obcy mi sposób myślenia. — Jakby mieli chociaż pół mózgu, to by się ogarnęło, że na to zasługujesz — stwierdzam ostatecznie, leniwie wzruszając ramionami i odwracając wzrok w stronę ogniska, bo zrobiło mi się jakoś dziwnie z tymi słowami. Naszła mnie też myśl, że gdybym wiedział, jakie podejście ma Marla, to pewnie trochę inaczej bym do wszystkiego podszedł po naszej przygodzie w Dolinie Godryka, kiedy się zorientowałem, że jednak nie jest jakaś rozhisteryzowana, a do tego można się z nią pośmiać, bo że jest ładna to ciężko nie zauważyć. Jakoś założyłem wtedy, że to nie jest dobre posunięcie ze względu na to, jak wyglądało jej dzieciństwo, ale… ale teraz się zdążyliśmy zaprzyjaźnić, więc nie ma sensu tego roztrząsać. Odwracam głowę w jej stronę akurat w porę, by oberwać ciastkiem w ryj. Na chwilę zamykam oczy, zanim nie jestem pewny, że krem nie dostanie się do moich oczu, po czym patrzę na kremówkę, która oprócz mnie, zdołała upierdolić pół koca. — O, moje ulubione. — Sięgam po nią i chwytając w obie dłonie, jakbym miał zamiar ją ugryźć — ale zamiast tego palcami zgarniam bitą śmietanę i rozsmarowuję ją po całej twarzy Marli. — Musisz spróbować! — wołam przy tym radośnie, uśmiechając się przy tym zwycięsko, bo ostatnim razem byłem zbyt niedysponowany, żeby się należycie odegrać.
Dublin już przecież widziałem milion razy — mówię, zanim się orientuję, że to nie była sugestia co do miasta, które miałbym zwiedzić, tylko zaproszenie, czy też raczej zarządzenie. — Ale… — zaczynam, chcąc zaprotestować, bo w końcu to jest czas dla rodziny i nie uśmiecha mi się kręcić się komuś niezręcznie pod nogami, ale zdaję sobie sprawę, że chyba nie mam w tej sprawie nic do dodania. — Okej — mówię w końcu, unosząc ręce w geście kapitulacji. — Skoro tak ci zależy — dodaję z uniesionymi brwiami i niewinną miną, żeby poczuć się trochę mniej dziwnie z tym, że zrobię komuś bożonarodzeniowy nalot na chatę. — Fiadh nie będzie miała nic przeciwko? — wolę się upewnić.
Okazuje się, że nie tylko lubię z Marlą rozmawiać — milczy się w jej towarzystwie równie miło, bez grama niezręczności wybrzmiewającego do wtóru z szumem drzew i trzaskami ogniska. Uśmiecham się do niej, myśląc o tym, że to świetnie, że się w końcu zorientowaliśmy, jakim nieporozumieniem rozpoczęła się nasza znajomość. Trochę szkoda, że nie wiedziałem wcześniej — straciliśmy w końcu ładnych parę lat wymieniając jedynie niezbędne uprzejmości i unikając kontaktów jeden na jeden. Ale lepiej późno, niż wcale.
Niechętnie się podnoszę, chociaż sam zarządziłem alkoholowe wróżby. Opieram dłoń za plecami Marli i nachlam jej się przez ramię, żeby móc zobaczyć to, co tam w tych bąbelkach wypatrzyła. Uśmiecham się szeroko, bo może to siła sugestii, ale faktycznie dostrzegłem kształt opisany przez Marlę. — Ale kozacko. Jedne dla mnie, drugie dla ciebie? — Z zastanowieniem marszczę brwi. — Uczysz się animagii? — pytam z namysłem, bo przecież gryfonka w przeciwieństwie do mnie innej opcji zaopatrzenia się w skrzydła nie miała. Obracam przy tym głowę w jej stronę. — O — mówię po chwili. — Masz piegi nawet na powiekach. Nigdy wcześniej nie zauważyłem. — Z jakiegoś powodu wypowiadam to drugie zdanie przyciszonym tonem, wodząc spojrzeniem po jej twarzy. Nigdy nie miałem okazji przyjrzeć się jej z tak bliska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marla O'Donnell

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : szeroki uśmiech, roziskrzone spojrzenie, głośny śmiech, koścista sylwetka, bardzo ekspresyjny sposób bycia, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, irlandzki akcent, często wplata kolorowe apaszki we włosy
Galeony : 594
  Liczba postów : 673
https://www.czarodzieje.org/t20424-marla-o-donnell#646655
https://www.czarodzieje.org/t20478-marla-o-donnell#647470
https://www.czarodzieje.org/t20470-marla-o-donnell#647414
https://www.czarodzieje.org/t20875-marla-o-donnell
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptySob Gru 18 2021, 22:42;

Powiedzmy, że ich starania nie spotkałyby się z entuzjazmem z mojej strony – westchnęła; powoli kończyły jej się pomysły jak subtelnie dać mu do zrozumienia, że takie gesty w jej oczach były odbierane jako sprzedawanie swojej godności. I choć zapłata nie była tak oczywista jak pieniądze to wystarczająca, żeby wzburzać jej niespokojną krew. Przekręciła lekko głowę na wzmiankę, że nie zasługuje na takie traktowanie. – Ale dobrze, że jesteś tak wrażliwy na potrzeby dziewczyn, na pewno to doceniają – wykrzywiła usta w niezdarnym uśmiechu; szczerze mówiąc, nie miała teraz ochoty nad tym rozmyślać, ale Murphy najwidoczniej lubił drążyć temat i wygłaszać swoje mądrości. – Bez tej całej otoczki jest mi po prostu łatwiej – dodała, od razu strofując się w myślach, że powiedziała parę słów za dużo. I choć zazwyczaj nie miała oporów przed szczerością i otwartością, tak poczuła, że powinna zachować tę uwagę dla siebie.
Z radością patrzyła na brudnego Gryfona, kompletnie nie spodziewając się odwetu. Pisnęła, gdy poczuła jak ten rozsmarowuje jej bitą śmietanę po mordzie, nie przejmując się, że ta dostaje się do ust i oczu. Starła masę z powiek, żeby móc na niego spojrzeć oburzona. – Przecież sam chciałeś, żebym cię nakarmiła – powiedziała z teatralną powagą. Sięgnęła do koszyka, wyciągając z niego serwetki. Wzięła jedną i zaczęła wycierać niedokładnie buzię, wciąż mając resztki bitej śmietany na brwiach, rzęsach czy policzkach. – Jesteś takim debilem – skwitowała go krótko, jednak uśmiech na jej twarzy zdradzał, że wcale nie była niezadowolona czy obrażona.
Aż przewróciła oczami, gdy napomknął o wielokrotnych wizytach w Dublinie. Zawsze, gdy zaczynała wierzyć, że Murphy miał mózg, ten bardzo szybko udowadniał, że jest zupełnie na odwrót. Widocznie potrzebował więcej czasu na zrozumienie tej propozycji, a kiedy rzucił krótkie, niezbyt podekscytowane okej, klasnęła radośnie w dłonie, czując jak te wciąż się lepią od słodkości. – Tak, zależy mi, żeby mój przyjaciel spędził święta w odpowiedni sposób. Jeśli to jakieś przestępstwo to wołaj aurorów – parsknęła, wyciągając ręce przed siebie, jakby ktoś zaraz miał ją zakuć w kajdanki. – Byłaby wkurwiona, gdybyś odmówił – zapewniła chłopaka. Darowała sobie obraźliwe komentarze tylko i wyłącznie dlatego, że Murray nie miał jeszcze przyjemności poznać jej matki – równie szalonej i nieokiełznanej, gotowej do tego, aby wszyscy dookoła byli szczęśliwi. – Naprawdę sądzisz, że wychowywał mnie ktoś, kto miałby coś przeciwko, gdybym w boże narodzenie zaoferowała komuś bliskiemu jeden z miliona pokoi i miejsce przy stole? – uniosła brew, kiwając głową z dezaprobatą. – Przesadziłam z tym milionem, nasz dom się trzyma tylko dzięki magii i widać, że czasy świetności ma za sobą, ale zawsze jest otwarty na wizyty innych. – Gdy mówiła o swojej rodzinnej rezydencji, jej oczy aż błyszczały z radości i rozczulenia, bo bardzo doceniała to, że w końcu miała stabilną sytuację w życiu.
Wpatrywała się uparcie w kieliszek, nieświadomie wstrzymując oddech, gdy Murphy zaczął zerkać jej przez ramię. Gdy potwierdził, że widzi to samo, cicho wypuściła powietrze z ust, smyrając go jednocześnie ciepłym podmuchem w nos. – No ta jedna postać ewidentnie jest tobą, a druga chyba mną, nikt nie ma tak świetnych włosów jak ja – zaśmiała się, ale zaraz została zbombardowana najpierw pytaniem o animagię, a chwilę później rewelacją o piegach na powiekach. Mało kto je zauważał.  – No, kiedyś ich nie lubiłam, ale teraz w sumie uważam, że są okej – wymamrotała, lustrując go wzrokiem. – Ty masz za to bliznę przy łuku brwiowym - stwierdziła zaskoczona. Jeszcze bardziej zdziwiła ją automatyczna reakcja ciała, bo miała wrażenie, że to nie jej palec muska teraz delikatnie jego czoło, ścierając przy okazji z niego resztki bitej śmietany. Czuła mrowienie w miejscu, w którym stykała się ich skóra, ale postanowiła zrzucić wszystko na szybko wypite wino. Tylko dlaczego nie potrafiła się odsunąć, dalej wpatrując się w niego jak zahipnotyzowana? Dopiero teraz uświadomiła sobie, że Murphy był obdarzony wyjątkowo silnym urokiem osobistym, którego wcześniej nie zauważała, raczej traktując go jako kumpla. I wtedy uderzyła ją obawa, że coś się zmienia, dlatego podniosła kieliszek do góry. – Koniec wróżby – zawyrokowała, upijając duży łyk kłębolota.
A, tak, animagia – mruknęła po chwili, przypominając sobie na czym stanęli, zanim nie zaczęli gapić się na siebie zbyt intensywnie i nie tak jak przystało to przyjaciołom. – Myślę o tym od niedawna. To znaczy odkąd pokochałam transmę, ale teraz tak na poważnie. Ostatnio rozmawiałam z Nessą, wiesz, tą rudą asystentką od OPCM. Stwierdziła, że mam predyspozycje, a chyba się zna na rzeczy, nie? Dalej nie mieści mi się to w głowie, że kiedyś mogłabym być zwierzęciem. Pewnie zajmie mi to sto lat, bo samej mi się nie będzie chciało przykładać do nauki i ślęczeć dniami i nocami nad transmutacją. Ostatecznie i tak pewnie zostanę jakimś karaluchem – opowiedziała na jednym wydechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Murphy M. Murray

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173
C. szczególne : często chodzi po szkole z rogami lub ogonem, a w chwilach wzmożonych emocji włosy zawsze informują o tym otoczenie swoim kolorem; blizna po ranie ciętej na lewym boku na wysokości pępka
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 807
  Liczba postów : 324
https://www.czarodzieje.org/t20812-murphy-m-murray#663687
https://www.czarodzieje.org/t20818-rower#663837
https://www.czarodzieje.org/t20819-murph#663838
https://www.czarodzieje.org/t20811-murphy-m-murray#663685
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptySob Gru 18 2021, 23:13;

Aaaaha, no okej — stwierdzam trochę bez przekonania, bo nie rozumiem, zgubiłem się może gdzieś po drodze. Jeśli tak wolała to spoko, chociaż czułem coraz większy dyskomfort na tę myśl i chociaż to nie była zupełnie moja sprawa, mimowolnie zacząłem myśleć o tym, jak chętnie obiłbym mordę tym typom, aż czuję postępującą metamorfomagiczną zmianę u nasady karku. Tak czy inaczej wygląda na to, że Marla nie chce wałkować tego tematu, więc nie drążę i zanim jestem w stanie dostrzec, jaką barwę zaczęła przybierać moja czupryna (pewnie jakiś czarny albo gówniany), odwracam swoją uwagę i czuję, jak wracam do normy.
No i chciałem się odwdzięczyć i zrobić dla ciebie coś miłego — tłumaczę się, jakby to było oczywiste, chwytając za serwetkę. Na jej słowa kłaniam się teatralnie, po czym wycieram twarz.
Tym razem to ona ciągnie niewygodny temat. — Nie chcę wam po prostu psuć imprezy — mówię, z niechęcią uświadamiając sobie, że takie tłumaczenie nie wystarczy i pewnie tylko jeszcze bardziej Marlę odpali. — No bo, znając ciebie i szacując, kto cię mógł wychować, zakładam, że włożycie dużo wysiłku w to, żeby wszyscy się dobrze czuli i świetnie bawili, a ja... — wzruszam ramionami, wzdychając z braku słów — nigdy jakoś bardzo świąt nie lubiłem, ale ostatnio to już w ogóle nie jestem zbyt rozrywkowy o tej porze roku — mówię w końcu, posyłając Marli smutny uśmiech. — No ale skoro nalegasz, a Fiadh ma się wkurwić, to będę. I postaram się nie przynieść ze sobą stypy — obiecuję, mając nadzieję, że to ją usatysfakcjonuje i przestanie już mówić o bożym narodzeniu.
Gdzie ty widzisz włosy? — pytam, ze zmarszczonymi brwiami wpatrując się w kieliszek, ale ciężko mi się skupić na obrazie, bąbelki się zaraz zresztą zaczynają rozmywać i właściwie już żadnego kształtu tam nie widzę. Odwracam więc głowę i tym razem równie intensywnie przyglądam się Marli, jakbym próbował coś wywróżyć też z jej piegów. — To dobrze, są super — mówię, uśmiechając się lekko. — N-no mam — mówię, potykając się o słowa, kiedy czuję chłodny palec Marli na swojej bliźnie. — Jak byłem mały, znalazłem w Summerhill opuszczony dom i wjebałem się w szybę, jak próbowałem się włamać przez rozbite okno — tłumaczę. Nie wiem czemu opowiadam, jakbym był tam sam; z jakiegoś powodu nawet wypowiedzenie imienia Grace wydawało się w tej chwili nieodpowiednie, więc przemilczam tę część historii.
Odsuwam się, gdy Marla wyrokuje koniec wróżenia. Chłód uderza mnie w twarz — chyba rozgrzało mnie to wino. Albo przepychanki z kremówką. Wyciągam rękę po butelkę, żeby uzupełnić swój kieliszek i powstrzymuję się przed wypiciem całej zawartości, bo przecież już się nie ścigamy, więc nie ma powodu.
Marla — mówię, kręcąc głową z politowaniem. — Dlaczego sądzisz, że miałabyś ślęczeć nad tym sama? — pytam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. No bo halo, nie była? — Co prawda jak nawet teraz nie potrafię ogarnąć sobie skrzydeł, to co tu mówić o przemianie w zwierzę, to trochę rzut na głęboką wodę, ale kurde... zawsze chciałem. A jakbyśmy mogli uczyć się razem, to może być nawet znośne — stwierdzam. Obrzucam Marlę powątpiewającym spojrzeniem. — Nie przesadzaj z tym karaluchem. Prędzej w jakąś świnkę morską. Albo kurę! Kura ma w końcu skrzydła, więc zgadzałoby się z wróżbą. — Szczerzę do niej zęby i upijam kilka łyków trunku. — Albo... — mówię, tym razem poważnie. — Możemy oboje... — kontynuuję, ale urywam, sięgając po koszyk z prowiantem. Zaglądam do wewnątrz, żeby upewnić się, że mój pomysł ma potencjał na powodzenie. — ...zmienić się w kanarki — kończę, wyciągając w górę mój kieliszek. — W sensie zaraz, jak dopijemy, nie że po miesiącach nauki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marla O'Donnell

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : szeroki uśmiech, roziskrzone spojrzenie, głośny śmiech, koścista sylwetka, bardzo ekspresyjny sposób bycia, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, irlandzki akcent, często wplata kolorowe apaszki we włosy
Galeony : 594
  Liczba postów : 673
https://www.czarodzieje.org/t20424-marla-o-donnell#646655
https://www.czarodzieje.org/t20478-marla-o-donnell#647470
https://www.czarodzieje.org/t20470-marla-o-donnell#647414
https://www.czarodzieje.org/t20875-marla-o-donnell
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptyWto Gru 21 2021, 04:17;

To byś mi pracę domową z eliksirów odrobił, a nie mordę bitą śmietaną smarował. To by było miłe – zwróciła mu uwagę, chichocząc pod nosem. Ze zdziwieniem stwierdziła, że ostatni raz czuła się tak beztrosko chyba tysiąc lat temu, gdy przeniosła się do Dublina i miała do dyspozycji wielki ogródek, skrzaty i cały stół zastawiony jedzeniem, a jej mama stała tuż obok szczęśliwa jak nigdy, odziana w perły i jedwab, a nie pubowy fartuch.
Chyba nigdy nie nauczysz się odpowiedniego podejścia – wywróciła oczami, chwytając go za nadgarstek. – Czy to źle, że będziemy się starać? – spytała zdziwiona, ale widząc w jego spojrzeniu niewielką radość, że tak drąży ten temat, odpuściła. – Po prostu przyjdź, jak będzie chujowo to se wypierdolisz gdzie chcesz, nawet do Honolulu – uśmiechnęła się, ostatecznie doprowadzając do satysfakcjonującego ich obu kompromisu.
Spojrzała na niego zdezorientowana. – No tu – kiwnęła głową, chcąc wskazać nosem odpowiednie miejsce, ale zbyt szybki ruch spowodował, że bąbelki rozmyły się, a widok dwóch postaci zmienił się w pianę, z której nawet najbardziej doświadczony jasnowidz wywróżyłby co najwyżej kurwitnego kaca. – I co, udało ci się odkryć w tym domu coś niezwykłego? – zapytała, niezbyt zaaferowana odpowiedzią – teraz skupiona była na jego twarzy, odkrywając jej najdrobniejsze detale.
Drgnęła, słysząc swoje imię, padające z jego ust. Nadał mu zupełnie inne brzmienie, chociaż wypowiedź zabarwiona była politowaniem. Stopniowo, z każdym kolejnym słowem, otwierała buzię coraz szerzej – nie spodziewała się, że otrzyma z jego strony zapowiedź nie tylko wsparcia, ale i wspólnego dążenia do celu. Po chwili wyszczerzyła się szeroko, trącając go radośnie w ramię. – Świnka? – oburzyła się, machając mu przed nosem kościstymi palcami. – Czyli myślisz, że jestem gruba? – spytała, naśladując większość dziewczyn ze szkoły, usilnie dbających o sylwetkę. Miała to (nie)szczęście, że nie musiała się martwić o figurę, którą życie wyrzeźbiło za pomocą głodu na kształt tyczkowatego szkieletu. – I tylko nie kura! W sensie są przeurocze, ale co, miałabym tylko gdakać i dalej ubolewać nad tym, że nie umiem latać? – Zarejestrowała jednak jego poważne spojrzenie i podążyła wzrokiem za dłonią chłopaka, nurkującą w koszyku na przekąski. Widząc wyciągnięte kremówki, zakryła automatycznie twarz, spodziewając się kolejnego ataku, aniżeli propozycji latania. – O matko, faktycznie! – wyszczerzyła się, zgarniając jedno ciastko. – Ile musimy ich zeżreć, żeby zostać ptakami? – zapytała, ale nie czekała na odpowiedź, wpychając sobie kremówkę do mordy. A potem drugą i trzecią, w międzyczasie sącząc wino i udając, że alkohol wcale nie ma wpływu na jej wątły organizm.
To nie dział… - chciała się oburzyć, ale poczuła nieprzyjemne szarpnięcie w okolicy żołądka. I zanim zaczęła jakkolwiek odzyskiwać kontrolę nad swoim ciałem, poczuła, że jest ono o wiele mniejsze i lżejsze, a z jej ust wydobywa się ciche świergotanie. Zerknęła małymi ślepiami na Murraya – widok żółtego kanarka uzmysłowił jej, że te cholerne ciastka, nasączone chuj wie jakim gównem, w końcu zadziałały. Z trudem porwała się do lotu, niezdarnie szamocząc skrzydłami. I dopiero wtedy, lecąc parę metrów nad trawą zdała sobie sprawę, że bycie ptakiem jest znacznie lepsze i łatwiejsze niż bycie człowiekiem. Po kilku minutach prób, wraz z Murphym krążyła dookoła wzgórza, podziwiając drzewa pełne świetlików, rozkoszując się wiatrem w piórkach i tą namiastką wolności, której całe życie tak maniakalnie poszukiwała. Zbliżyła się do chłopaka, chcąc go trącić zaczepnie dziobem, kiedy nagle zorientowała się, że jest cięższa niż do tej pory, a zamiast pary skrzydeł, z powrotem ma dwie ręce i nogi. Niefortunnie opadła całym ciężarem ciała na Gryfona. Czuła jego szamoczące się serce, ciepło skóry, przyspieszony oddech łaskoczący ją w twarz, która znajdowała się znowu tak blisko tej murrayowej. Odurzona alkoholem i adrenaliną, wyciszyła resztki rozsądku. Odgarnęła mu z czoła grzywkę, a potem jednym gestem zburzyła resztki muru, które ich oddzielały.
Najpierw lekko musnęła jego usta, a kiedy nie poczuła sprzeciwu, pogłębiła pocałunek. Zacisnęła palce na włosach Murphy’ego, a drugą ręką zaczęła szukać dłoni przyjaciela, chcąc doznać jeszcze większej bliskości i intymności niż zwykle. Póki miała odwagę, aby to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Murphy M. Murray

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173
C. szczególne : często chodzi po szkole z rogami lub ogonem, a w chwilach wzmożonych emocji włosy zawsze informują o tym otoczenie swoim kolorem; blizna po ranie ciętej na lewym boku na wysokości pępka
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 807
  Liczba postów : 324
https://www.czarodzieje.org/t20812-murphy-m-murray#663687
https://www.czarodzieje.org/t20818-rower#663837
https://www.czarodzieje.org/t20819-murph#663838
https://www.czarodzieje.org/t20811-murphy-m-murray#663685
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptyWto Gru 21 2021, 15:36;

Jakbym ja ci odrobił pracę domową z eliksirów, to nie byłoby miłe — mówię kręcąc głową. — Chociaż zależy, czy to by była praca do Dear czy do Sanford, bo u Sanford z moimi wypocinami może jeszcze byś przeżyła — podsumowuję swoje eliksirowarskie umiejętności.
Kręcę głową na jej pytanie. — Absolutnie, po prostu wasze starania mogą się spotkać z... no dość nieadekwatną reakcją. Nie chcę, żebyście się czuły zawiedzione — tłumaczę. — Jeśli święta mają szansę gdzieś nie być chujowe, to pewnie u was. Dla mnie po prostu z zasady takie są. — Posyłam jej kwaśny uśmiech. Kiedyś zjeżdżałem na święta tak naprawdę tylko po to, żeby zobaczyć Grace — w końcu to był jedyny czas w trakcie roku szkolnego, w którym mogłem ją zobaczyć. Co wieczór zjawiałem się pod jej oknem i czekałem, aż jej rodzice pójdą spać i będzie się mogła w końcu wymknąć z domu, żebyśmy poszli na spacer wzdłuż rzeki i opowiadać sobie, co ciekawego działo się od sierpnia w naszych życiach. Z roku na rok moje opowieści stawały się coraz krótsze, bo nie mogłem opowiadać swoich prawdziwych przygód, a jej pełne napięć, stresu i  rozczarowania moją nieobecnością. Odkąd to ktoś inny musiał opowiedzieć mi, co się z nią stało w trakcie mojego pobytu w Hogwarcie, straciłem resztki sympatii do Bożego Narodzenia.
Uśmiecham się szeroko, nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. — Same cuda — mówię i nie do końca wiem, czy mam naprawdę na myśl zawartość opuszczonego domu, kiedy wypowiadam to słowo, licząc piegi na policzku Marli.
Parskam śmiechem, słysząc jej oburzenie. — Myślę, że jesteś mała i urocza — tłumaczę się z ręką na sercu. Tak naprawdę Marla pewnie zmieni się w jakiegoś dużo bardziej majestatycznego ptaka. Może jakiegoś jastrzębia? Albo flaminga? — Luz, ja pewnie się zmienię w jakiegoś karpia, więc w razie czego bądź gotowa wrzucić mnie do wody, bo to by była trochę dramatyczna śmierć, gdybym się udusił przy pierwszej przemianie. — To był kolejny z powodów, dla których jeszcze się nigdy nie zabrałem do nauki animagii. Nie byłem pewien, czy chciałem się dowiedzieć, jaka by była moja zwierzęca forma.
Poruszam brwiami, trzymając kremówki. — Chyba jedna powinna wystarczyć — mówię, ale widzę, że Marla postanawia na wszelki wypadek zjeść trzy, więc idę za jej przykładem i w sekundę pochłaniam ciastka. Czuję ekscytację rosnącą na dnie żołądka i rozchodzącą się po ciele w oczekiwaniu na zmianę — i od razu poznaję uczucie towarzyszące transformacji, gdy kurczę się, nagle patrząc na Marlę z dołu. Rozprostowuję skrzydła z mocno bijącym sercem, widząc, jak Gryfonka sama przeistacza się w kanarka.
Zawsze wydawało mi się, że od razu załapię latanie, gdy tylko dorobię się skrzydeł i okazuje się, że nie myliłem się jakoś bardzo. Potrzebuję tylko kilkunastu sekund, żeby wzbić się w powietrze i niecałej minuty, żeby wyrównać lot. Mam ochotę krzyczeć z radości, ale z moich ust — czy też raczej dzioba — wydobywa się jedynie świergot. Chyba nigdy w życiu nie czułem się tak dobrze, tak wolny, jakbym wygrał wszystko, co jest w życiu do wygrania. Mógłbym tak latać w nieskończoność — gdyby nie to, że niestety kremówki tak nie działały. Uderzam brzuchem o wzgórze i obracam się na plecy, wypluwając trawę i nie mogąc przestać się śmiać.
I wtedy uderza o mnie Marla, zapierając mi dech w piersiach — i znowu nie jestem pewien, czy ciężarem swojego ciała, w końcu niewielkim, czy bliskością. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Szukam w myślach czegoś, co powinienem teraz powiedzieć, ale zanim mi się to udaje, Marla pochyla się i mnie całuje.
Na kilka pierwszych sekund zamieram w zaskoczeniu, a potem — sam nie wiem, jak to się stało, moje ciało zadziałało, zanim zdążam przetworzyć, co się dzieje — oddaję pocałunek. Spłatam ze sobą nasze palce, drugą dłonią sunąc w górę jej kręgosłupa, tą samą trasą, którą po moim ciele podróżuje ładunek prądu.
Kiedy się od siebie na chwilę odsuwamy, nie czuję już potrzeby, żeby cokolwiek mówić. Jesteśmy pijani, bez dwóch zdań. Przez chwilę przyglądam się emocjom wypisanym w czekoladowych tęczówkach przyjaciółki — i chociaż nie potrafiłbym ich nazwać, widzę w nich coś, przez co przekręcam się razem z Marlą, w taki sposób, że teraz to ja nad nią góruję, uważając, żeby jej nie przygnieść. Nie tracę czasu — nachylam się do jej ust, czując mrowienie w tyle głowy. Czuję się tak dobrze, jak w powietrzu — a może nawet jeszcze trochę lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marla O'Donnell

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : szeroki uśmiech, roziskrzone spojrzenie, głośny śmiech, koścista sylwetka, bardzo ekspresyjny sposób bycia, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, irlandzki akcent, często wplata kolorowe apaszki we włosy
Galeony : 594
  Liczba postów : 673
https://www.czarodzieje.org/t20424-marla-o-donnell#646655
https://www.czarodzieje.org/t20478-marla-o-donnell#647470
https://www.czarodzieje.org/t20470-marla-o-donnell#647414
https://www.czarodzieje.org/t20875-marla-o-donnell
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptySro Gru 22 2021, 00:25;

Zmarszczyła brwi, wycierając serwetką twarz. – W sumie racja – przyznała. – Zapominam, że oboje jesteśmy totalnymi imbecylami – zaczepnie tyrpnęła go w ramię, a następnie wzięła do ręki wino, żeby się trzy razy zastanowił zanim też postanowi ją szturchnąć. W końcu go ostrzegała, żeby uważał na sweter.
Westchnęła smutno, gdy oznajmił, że u niego zawsze święta były nieprzyjemnym doświadczeniem. – W takim razie daj nam szansę to zmienić. Nie po to chwalę moją mamę sto razy dziennie, żebyś teraz myślał, że sobie nie poradzi z naprawieniem tego, co dotychczas przeżyłeś. Albo że będzie zawiedziona. Gorsze rzeczy w życiu widziała – odparła beztrosko. – No i we mnie też byś trochę bardziej uwierzył – wyszczerzyła się, wskazując rękami na ognisko, które mu dzisiaj zorganizowała. Czy to nie był wystarczający dowód na to, że naprawdę się umie postarać i przygotować coś miłego, czego nikt nigdy dla niego nie zrobił? Chyba tak właśnie to skomentował, gdy tu przybył.
Mimowolnie uśmiechnęła się, gdy nazwał ją uroczą – całe szczęście, że zdążyło się już ściemnić i nie miał możliwości dostrzec rumieńców, które pojawiły się na jej policzkach. – Chyba kpisz. Prędzej zostaniesz chochlikiem, bo jesteś upierdliwy, ale oboje wiemy, że to niemożliwe, więc karp też odpada! – stwierdziła z entuzjazmem. – Potrafisz dorobić sobie rogi albo ogon bez większego wysiłku, a o karpiu będziesz mi pierdolił – pokręciła głową z niedowierzaniem. – Widzę cię jako strzyżyka albo eee… Maskonura! – wypaliła na szybko, wymieniając ptaki, które często obserwowała w rodzinnym domu.
Zaraz potem chwyciła za kremówki, chcąc jak najszybciej zostać kanarkiem. A kiedy już jej się udało, wykorzystała dany moment na sto procent, z radością obserwując, że Murphy radzi sobie nadzwyczaj dobrze – i jego sukces pozwolił jej nie skupiać się za bardzo nad swoją porażką, bo w przeciwieństwie do niego, nie była w stanie od razu rozprostować skrzydeł i unieść się nad ziemią. W międzyczasie zdążyła kilka razy zapomnieć, że zamiast buzi ma dziób, więc w głównej mierze świergotała radośnie, próbując mu przekazać jakie to fantastyczne uczucie latać, nawet tak krótko.
Wielokrotnie już go trzymała za rękę, ale nigdy nie odczuwała tego tak bardzo jak teraz. Jakby ich palce były stworzone do tego, aby zawsze być splecione. Wzdrygnęła się lekko, gdy poczuła jego dłoń na odstających kręgach kręgosłupa – była nieco skonfundowana, bo rzadko kiedy jej skóra reagowała tak intensywnie podczas kontaktu w zasadzie z kimkolwiek, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać, po prostu skupiając się na całowaniu Murphy’ego. Gładziła jego włosy, z czułością muskała wargi, a kiedy się od siebie odsunęli, miała problem ze złapaniem oddechu. Spoglądała na niego z mieszanką emocji, których nie rozumiała i nie była w stanie obecnie przeanalizować, ale wiedziała jedno – chciała, żeby ta krótka chwila uniesienia, spowodowana nadmiarem alkoholu (bo czym innym?), trwała o wiele dłużej. Dlatego wcale nie oponowała przed kolejnym pocałunkiem, pozwalając mu przejąć inicjatywę. Czuła jakby jej ciało było miękką plasteliną, uginającą się pod wpływem jego rąk i ust, dopasowującą się do ruchów, jakie wykonywał, topniejącą od ciepła, jakie jej dawał. Z trudem uniosła dłoń, badając nią bok, żebra i plecy przyjaciela.
Z jednej strony czuła, że minęła wieczność, a z drugiej, że zaledwie kilka sekund, zanim się od niego oderwała, próbując uspokoić szamoczące się serce. – Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie latanie – powiedziała w końcu, wpatrując się w niego, mając na myśli nie tylko chwilowe bycie kanarkiem, ale i to, że przez tę bliskość faktycznie miała wrażenie, iż unosi się w powietrzu. Pewnie gdyby była metamorfomagiem, nie musiałaby się za bardzo starać, żeby zamiast rąk mieć skrzydła – to obecność Murphy’ego, jego dotyk, miękkie wargi, ciepły oddech łaskoczący w twarz i wciąż spleciona dłoń z jej własną sprawiały, że czuła w sobie potencjał, aby odlecieć. Ale nawet gdyby mogła to teraz zrobić – tylko teraz i to jeden jedyny raz w życiu, zrezygnowałaby z okazji, byleby móc leżeć na chłodnej trawie jeszcze te kilka sekund. – Może wróżba wcale nie była taka dosłowna, jak myśleliśmy? – uśmiechnęła się, dając mu do zrozumienia, że było jej nadzwyczaj dobrze. Chciała dodać jeszcze jakiś komentarz na temat zbyt dużej ilości wina, ale podświadomie czuła, że z jej strony nie tylko to było powodem zbliżenia się do Murraya. Bała się, że przytaknie – i tylko jego jaśniejsze włosy dawały jej nadzieję, że może też poczuł coś podobnego. – Jesteś do tego stworzony. Do posiadania skrzydeł – dodała szybko drugie zdanie, parskając cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Murphy M. Murray

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173
C. szczególne : często chodzi po szkole z rogami lub ogonem, a w chwilach wzmożonych emocji włosy zawsze informują o tym otoczenie swoim kolorem; blizna po ranie ciętej na lewym boku na wysokości pępka
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 807
  Liczba postów : 324
https://www.czarodzieje.org/t20812-murphy-m-murray#663687
https://www.czarodzieje.org/t20818-rower#663837
https://www.czarodzieje.org/t20819-murph#663838
https://www.czarodzieje.org/t20811-murphy-m-murray#663685
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptySro Gru 22 2021, 02:52;

Spinam się cały, gdy Marla wspomina o naprawianiu tego, co przeżyłem i zaciskam szczękę, czując, jak powoli ciemnieją mi włosy. Nie chcę jednak wchodzić na te tematy i psuć nam przyjemnego wieczoru. Po co zresztą Marla ciągnęła ten temat? — No mówię, że przyjadę, uznaj to za gest wiary z mojej strony — mówię, chociaż żartobliwy ton wychodzi mi dość niemrawo. — Wiara w świętego Mikołaja też jest obowiązkowa? — Tym razem udaje mi się trochę lepiej, zwłaszcza gdy uśmiecham się zaczepnie, patrząc na przyjaciółkę kątem oka.
Powstrzymuję się przed szturchnięciem jej na słowa chochliki – ma szczęście, że trzyma to wino. Zamiast tego prycham tylko. — Bo jestem niski? — pytam pretensjonalnie, naśladując jej wcześniejszy ton, kiedy mówi o strzyżyku, chociaż to wcale nie jest najgorsza propozycja. — No potrafię, ale to się chyba nie wybiera, w jakie zwierzę chcę się zmienić? Czy wybiera? — pytam, bo może skoro Marla rozmawiała z Nessą, to ma lepsze pojęcie na ten temat ode mnie. Ja jak na razie wiedziałem tyle, że zmiana była możliwa i wymagała znajomości transmutacji.
To było równie proste jak oddychanie, równie naturalne jak pierwsze rozpostarcie świeżo opierzonych skrzydeł – całowanie jej. Trzymanie jej dłoni. Nasze ciała dopasowują się do siebie jak sąsiadujące puzzle. Dawno nie czułem takiej chemii podczas pocałunku – o ile w ogóle kiedykolwiek. Staram się nie myśleć o tym, że właśnie całuję swoją przyjaciółkę, na którą bardzo starałem się patrzeć w wyłącznie platoniczny sposób – a niemyślenie wcale nie jest trudne, kiedy jej dłoń przesuwa się po moim ciele, wprawiając je w nieznane mi jeszcze rozedrganie. Nawet pierwszego w życiu zbliżenia z dziewczyną nie odczuwałem tak silnie. Wodzę palcami po jej ramieniu i obojczyku, aż w końcu zatapiam je w jej włosach.
Gdy Marla się odsuwa, na ułamek sekundy zamiera mi serce, gdy dociera do mnie w końcu to, od czego skutecznie odciągały uwagę jej miękkie usta. Przeraża mnie fakt, że nie mam pojęcia co będzie jutro, kiedy oboje wytrzeźwiejemy, albo że ta chwila zapomnienia zbyt wiele zmieni w naszej relacji, że noc kiedyś się skończy, a ja nie wiem, co nadejdzie potem. Przez chwilę prawie poddaję się tym obawom, prawie zaczynam tłumaczyć. Tyle że wcale nie chcę przebijać tej bańki.
Pieprzyć to, teraz jesteś pijany. Tymi słowami wydaję sobie pozwolenie na to, żeby po prostu być w tym momencie. Nie wymyślać, nie odsuwać go od siebie głupimi żartami – ani nawet tym stwierdzeniem, które wybrzmiewając mi w myślach, odwraca uwagę od faktu, że wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Jeszcze nie muszę się tym końcem interesować. Mogę zaśmiać się bezgłośnie na słowa Marli i wyciągnąć dłoń, by odgarnąć jej z twarzy niesforne pasmo włosów, które zauważam, bo porusza się pod wpływem mojego oddechu. — A ja niby dokładnie tak, a i tak mnie zaskoczyło — mogę powiedzieć z jednym ze swoich krzywych uśmieszków – bo czuję dokładnie tę samą lekkość, jaką wyobrażałem sobie od dziecka, chociaż nawet w najśmielszych marzeniach nie było przy tym Marli w moich ramionach. Czuję się trochę, jakbym ciągle leciał, nigdy nie zaorał o trawę. I nawet nie boję się momentu upadku. Bo jestem pijany.
Może to była taka wielowarstwowa wróżba — wtóruję jej. Kąciki ust właściwie samoistnie unoszą się do góry, kiedy napotykam jej spojrzenie. Zatapiam się w nim, bo wolę teraz nie myśleć, nie analizować, co to jest – to coś, co rozchodzi się dreszczem po mojej skórze, kiedy spostrzegam, jak niesamowicie piękna jest Marla. Nie ładna, jak do tej pory o niej myślałem. Ładny to za słabe słowo na określenie zjawiska, przez które człowiek zamiera, zupełnie zapominając o całej reszcie świata. A to zapomnienie potęgują jej następne słowa. — Marla... — wymawiam niskim głosem, opierając czoło na jej czole. Odbiera mi mowę, ale nawet gdyby nie to, nie miałbym pojęcia, jak opisać wszystkie uczucia, które wywołała i nie zabrzmieć przy tym jak idiota, więc zamiast mówić, przyglądam jej się spod półprzymkniętych powiek, przesuwając palce na jej szyję, kciukiem obrysowując jej twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marla O'Donnell

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : szeroki uśmiech, roziskrzone spojrzenie, głośny śmiech, koścista sylwetka, bardzo ekspresyjny sposób bycia, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, irlandzki akcent, często wplata kolorowe apaszki we włosy
Galeony : 594
  Liczba postów : 673
https://www.czarodzieje.org/t20424-marla-o-donnell#646655
https://www.czarodzieje.org/t20478-marla-o-donnell#647470
https://www.czarodzieje.org/t20470-marla-o-donnell#647414
https://www.czarodzieje.org/t20875-marla-o-donnell
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptySro Gru 22 2021, 21:12;

Dopiero teraz dostrzegła to napięcie, które przecinało jego twarz i zrobiło jej się głupio, że tak naciskała i drążyła temat. Za bardzo skupiała się na próbach stworzenia nowych wspomnień, jednocześnie nie zauważając, że tym samym otwiera w głowie Murphy’ego szuflady z tymi nieprzyjemnymi. Spuściła wzrok, spoglądając na niego ponownie dopiero wtedy, gdy zadał pytanie mające rozluźnić atmosferę. Zrobiło jej się lżej widząc ten zaczepny uśmiech. – Nie, tu już będziesz musiał postarać się sam – wyszczerzyła się.
Zlustrowała go z góry na dół. – A jesteś niski? – zdziwiła się. No dobra, przy tych wszystkich żyrafach z Gryffindoru faktycznie nie prezentował się imponująco, ale nigdy nie uważała, żeby był jakoś drastycznie niski. – Przynajmniej nie muszę stawać na palcach albo podnosić głowy do góry jak do ciebie mówię. Słyszałeś kiedyś strzyżyka? Napierdalają swoim świergotem non stop, tobie też się gęba nie zamyka – wyjaśniła, przewracając oczami. – Nie wybiera, a szkoda. Chociaż wtedy nigdy bym tym animagiem nie została, zastanawiając się sto lat jakim zwierzęciem chcę być – parsknęła, przedstawiając najbardziej prawdopodobny scenariusz.
Iskry przeskakiwały po jej skórze w miejscach, w których ją dotykał. Zdążyła zapomnieć o ognisku, przekąskach, które przygotowała, kolejnych butelkach alkoholu, jakie mieli jeszcze wypić. Nie miała zamiaru się stąd ruszać, chociaż myśli, że być może właśnie rujnują swoją przyjaźń, nieznośnie obijały się pod czaszką. Paradoksalnie to sprawiało, że całowała go coraz bardziej żarliwie i namiętnie.
Uśmiechała się na jego słowa, bo z każdą kolejną sekundą, kiedy ich spojrzenia się przecinały, rejestrowała mniej, skupiając się jedynie na jego błękitnych tęczówkach. Nigdy nie miała okazji przyjrzeć im się z tak bliska, dopiero teraz zauważając, że zdobią je jasne plamki.
Zamknęła oczy, gdy znów się do niej zbliżył – tym razem jednak złączając ich czoła, a nie usta. I to było chyba bardziej intymne niż każde zbliżenie, jakiego doświadczyła w życiu. Gdy uniosła powieki, ich rzęsy prawie się ze sobą stykały. W pierwszym odruchu chciała prędko wyjaśnić jak tak naprawdę wyglądała ta sytuacja – że się upili, że to nic takiego, po prostu potrzebowali bliskości i tyle, nie ma się czym przejmować, bo jutro wszystko wróci do normy. Tylko że chciała, aby tą normą było leżenie w jego ramionach, palce delikatnie gładzące jej twarz, to spojrzenie, którym ją obdarzał – jakby nie liczyło się nic innego poza nią. Była jednak zbyt przerażona wizją odrzucenia, aby przyznać się do swoich myśli na głos. – Włosy ci zjaśniały – zamiast tego, palnęła pierwszą lepszą rzecz, żeby powiedzieć cokolwiek – gdyby wpatrywali się tak w siebie jeszcze kilka sekund, prawdopodobnie skruszałaby w jego objęciach. Do tej pory miała okazję obserwować przeróżną paletę barw na głowie Murphy’ego, ale tego odcienia nie kojarzyła. Zatopiła dłoń w kosmykach nad karkiem, subtelnie rysując palcem bliżej niezidentyfikowane szlaczki na jego skórze. – Pewnie po tych kremówkach – sama rozwikłała tę zagadkę, muskając czule jego usta. Przyjaźń z nim była dla niej zbyt drogocenna, aby bezpowrotnie zniszczyć ją jedną chwilą nierozwagi i uniesienia. Ale jeszcze teraz korzystała z okazji, że mogła go mieć obok. Przeniosła rękę pod jego koszulkę, przyciskając go mocno do siebie, żeby ich spragnione kontaktu ciała nie dzielił żaden milimetr. Chaos był nieunikniony – coraz śmielej wychylał się zza rogu, niosąc ze sobą widmo jutrzejszego dnia i konsekwencji, jakie będą musieli ponieść, gdy ta bańka pęknie i któreś z nich w końcu postanowi to przerwać. A skoro i tak to miało nastąpić to co jej szkodziło zapomnieć się jeszcze na kilka minut?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Murphy M. Murray

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173
C. szczególne : często chodzi po szkole z rogami lub ogonem, a w chwilach wzmożonych emocji włosy zawsze informują o tym otoczenie swoim kolorem; blizna po ranie ciętej na lewym boku na wysokości pępka
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 807
  Liczba postów : 324
https://www.czarodzieje.org/t20812-murphy-m-murray#663687
https://www.czarodzieje.org/t20818-rower#663837
https://www.czarodzieje.org/t20819-murph#663838
https://www.czarodzieje.org/t20811-murphy-m-murray#663685
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptyCzw Gru 23 2021, 01:42;

Przyjąłem jej zdziwienie z uśmiechem. Najwyraźniej nie było tak źle z moim wzrostem, chociaż odkąd koledzy przeszli przez etap dojrzewania, czułem się czasem niski, przemierzając szkolne korytarze. Normalnie określiłbym się jako kogoś średniego wzrostu, ale przez porównanie wypadało to bardziej blado. — No wiesz, w całej szkole niższy ode mnie jest chyba tylko... hmm, stary Fairwyn. I dziewczyny — mówię, chociaż cieszy mnie, że Marla nie widzi tego jako wadę. — Mnie się nie zamyka? — pytam z parsknięciem, pokazując na siebie palcem. — A słyszałaś się kiedyś? — pytam, jakby to był jakiś konkurs, chociaż pewnie oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że pod tym względem idealnie się dobraliśmy i depczemy sobie po piętach w wyścigu na największą ilość wypowiedzianych słów. — Może w takim razie oboje będziemy strzyżykami — zastanawiam się głośno i uśmiecham na samą myśl. Gdybyśmy oboje mogli zmieniać się w ptaki, krążyć w przestworzach i co najważniejsze — srać z góry na wszystkich, którzy nam podpadną — to by było coś! Nagle mam jeszcze więcej zapału do nauki transmutacji, a myślami niecierpliwie wyrywam się do momentu, w którym uda się nam przeistoczyć w zwierzęta, chociaż w tle wciąż towarzyszy temu entuzjazmowi obawa. Jest jednak dużo cichsza, niż kiedykolwiek do tej pory. — To co, kiedy zaczynamy naukę? Jak najszybciej? Jutro? Pojutrze? Kiedy masz wolne? — pytam, żeby na wszelki wypadek przypieczętować naszą umowę. Akurat w przypadku Marli mogłem spokojnie mieć nadzieję na wcielenie w życie nawet najbardziej szalonych planów, ale chcę utrudnić sobie rozmyślenie się w tej kwestii, jeżeli jednak przerazi mnie wizja płetw i skrzeli.
Faktycznie. Moje włosy pojaśniały. Byłem zbyt zajęty wpatrywaniem się w złotobrązowe, hipnotyzujące oczy Marli, żeby ten fakt zarejestrować, chociaż poczułem tę zmianę — ale nie spodziewałem się zobaczyć jasnych kosmyków dookoła mojej twarzy, gdy w końcu zwróciła na to moją uwagę. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek wcześniej ktoś sprowokował zmianę na taki kolor — zazwyczaj w sytuacjach takich jak ta włosy przybierały mniej lub bardziej intensywnie rumiane barwy.
I dopiero teraz uświadamiam sobie, że nie umiem nazwać ogarniających mnie uczuć, bo są dla mnie zupełnie nowe. Nie przypominają ani tych, którymi darzyłem Grace, ani takich, które czułbym wobec przyjaciółki. Marla niepostrzeżenie swoim gadaniem, wierceniem dziury w brzuchu i najcieplejszym jaki w życiu widziałem uśmiechem odwróciła moją uwagę od trzymania wysoko gardy i zbliżyła się do mnie bardziej, niż kiedykolwiek miałem zamiar ją wpuścić, ale... nie przeszkadza mi to teraz.
Wręcz przeciwnie. Nagle chciałbym, żeby podeszła jeszcze bliżej.
Może jednak nie mam nic przeciwko temu, żeby w naszej relacji coś się zmieniło. Może koniec wcale nie musiał nastąpić?
Nie wiem, czy akurat kremówki — mówię, ale w pewnym momencie tego zdania słowa toną w jej ustach, tak jak i ja sam przepadam w kolejnym pocałunku, który na początku oddaję z czułością. Z każdą kolejną sekundą jest w nim jednak coraz więcej zapamiętania, a gdy czuję jej dłoń na swojej skórze, zapominam o wszystkim — jest tylko Marla, ja i ten moment. Zachęcony jej gestem, przesuwam dłoń po jej szyi, obojczyku, ramieniu, żebrach i talii, zatrzymując się na chwilę na skraju jej swetra, chociaż nie na długo, bo brakuje mi cierpliwości. Wsuwam palce pod warstwy materiału, badając pod palcami jej nagą skórę, wzmagając jedynie tym samym pragnienie, które staje się coraz bardziej nie do wytrzymania.
Odsuwam nieznacznie twarz. — Może… też chcesz… polecieć trochę wyżej? — pytam, z trudem wypowiadając słowa przez przyspieszony oddech. Jednocześnie moja dłoń powoli przesuwa się do góry wzdłuż kręgosłupa Marli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marla O'Donnell

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : szeroki uśmiech, roziskrzone spojrzenie, głośny śmiech, koścista sylwetka, bardzo ekspresyjny sposób bycia, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, irlandzki akcent, często wplata kolorowe apaszki we włosy
Galeony : 594
  Liczba postów : 673
https://www.czarodzieje.org/t20424-marla-o-donnell#646655
https://www.czarodzieje.org/t20478-marla-o-donnell#647470
https://www.czarodzieje.org/t20470-marla-o-donnell#647414
https://www.czarodzieje.org/t20875-marla-o-donnell
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptyWto Gru 28 2021, 00:35;

No dobra, nie należę do najcichszych osób – przyznała z uśmiechem, bo akurat miał w tym wypadku rację. Wypowiadała tyle słów na minutę co on, czasem i więcej, ale nie miała czasu dłużej nad tym rozmyślać, bo wizja możliwości zamiany w ptaka w przyszłości – i to razem z Murphym – na chwilę odjęła jej mowę. – Ale by było super! – podekscytowała się. – Pierwsze co bym zrobiła to… Za dużo opcji – zafrasowała się. – Nie wiem, może poleciałabym do zakazanego lasu. Albo nad klify do Dublina – aż z wrażenia złapała go za rękę, gotowa przystąpić do nauki natychmiast, byleby jak najprędzej spełnić to marzenie. – Obiecaj mi, że jak to się uda to tam polecimy! – jej oczy rozbłysły. – A jak zostaniemy jakimiś śledziami to chociaż na miotle.
Jej motywacja do nauki też nagle wzrosła. Nieco zmieszana puściła jego dłoń, udając, że musi się podrapać po skroni. – Jak najszybciej – pokiwała głową. – Czyli jutro! Najwyżej po prostu nie przyjdę do pracy i będziesz nas utrzymywał – rozłożyła bezradnie ramiona, bo co ona mogła, przecież planowali tu właśnie ważną rzecz, a praca nigdy nie była priorytetem.
Jeśli nie kremówki to co sprawiło, że jego włosy zmieniły kolor? Znała go na tyle, że zdążyła ogarnąć, że wiązało się to z silnymi emocjami, ale im dłużej rozmyślała nad powodem, tym bardziej dochodziła do wniosków, które wydawały jej się nierealne, bo to… Niemożliwe, żeby przez nią i pocałunek. A ten kolejny, jaki właśnie składał na jej ustach, skutecznie ją rozproszył.
Jej serce zamarło, gdy się odsunął. Nie była gotowa na to, że koniec nadejdzie tak szybko. Już w głowie układała jakąś żartobliwą uwagę, żeby jak najprędzej wypełnić czymś tę niezręczną ciszę, spowodowaną ich lekkomyślną decyzją (ale jakże przyjemną), jednak zaraz potem Murphy zadał pytanie, przez które zamilkła na kilkanaście sekund, intensywnie procesując co ma na myśli. Wpatrywała się w niego zaskoczona propozycją, nie bardzo wiedząc czy to jakaś subtelna próba złagodzenia sytuacji i powrotu do tego, co było czy po prostu szczera chęć bycia jeszcze bliżej. Tylko to też dawało jej nadzieję, że być może interpretują to tak samo. Skomplikowane obliczenia, na które składały się jej zamroczony umysł (nigdy czyjaś obecność nie mąciła jej w głowie tak bardzo) oraz jego dotyk i intensywność, z jaką na nią patrzył, dały wynik, z którym nie zamierzała się kłócić. Nie kiedy sama pragnęła tego samego. Pokiwała więc skwapliwie głową, potwierdzając tę gotowość poprzez nieszczególnie zgrabny ruch, pozwalający jej znowu leżeć na nim i szeroki uśmiech, gdy wodziła po twarzy Murraya wzrokiem wyrażającym największe szczęście. Delikatnie muskała palcami jego skórę, jakby był stworzony z najdelikatniejszego kruszcu i mógł pod wpływem większego nacisku pęknąć i rozsypać się po całym wzgórzu.
Całowała go zdecydowanie mało przyjacielsko, stopniowo poznając kolejne skrawki jego ciała, każdą krzywiznę szczupłej sylwetki, w którą z każdą sekundą zatapiała się coraz bardziej. Miała poczucie, że doskonale się zgrywają, jak gdyby współgrali ze sobą już mnóstwo razy, mimo że dopiero zaczęli się uczyć siebie i swoich potrzeb. Docierało do niej, że była dokładnie w tym miejscu, w którym chciała być. Jego ramionach.
W swoim życiu popełniała wiele błędów, bo płynęła z prądem wyznaczanym aktualnymi pragnieniami, niekoniecznie rozsądnymi czy też przynoszącymi w dniu jutrzejszym nieprzyjemne zderzenie z rzeczywistością. Ale to, co czuła teraz, leżąc z nim splątana w chaotycznej i zachłannej bliskości, było zdecydowanie czymś innym. Jakby ktoś wreszcie wskazał jej odpowiednią drogę i wiedziała dokąd iść, co robić. Kręciło jej się w głowie od nadmiaru wrażeń, intymności i alkoholu; instynktownie poznawała go w sposób, w jaki nigdy by się nie odważyła, gorliwie składała gorące pocałunki na jego skórze i pospiesznie dążyła do tego, żeby już nic ich nie dzieliło, żeby mogli dać sobie to, czego tak usilnie teraz chcieli – siebie nawzajem.
Opadła ciężko na chłodną trawę z uczuciem spełnienia i zmęczenia, próbując wyrównać oddech. Nie zamierzała jednak zostawiać między nimi niepotrzebnego skrawka pustej przestrzeni – przysunęła się do niego i gładziła palcem jego policzek, w milczeniu obserwując całą gamę emocji wymalowaną w murrayowych oczach. W pewnym momencie poczuła nieprzyjemny ścisk w gardle i paraliżujący strach, bo przecież wznieśli się dzisiaj wyżej niż kiedykolwiek, zatrzymując tuż nad urwiskiem. – Murphy? – przez moment zawahała się, nie wiedząc jak ubrać w słowa wszystkie swoje obawy. – Nie chcę, żeby lądowanie oznaczało koniec naszej przyjaźni – powiedziała cicho, drżąc na samą myśl, że mieliby znowu się do siebie nie odzywać i udawać, że są sobie obcy. – Bo zależy mi na tej relacjina tobiei nie chcę tego psuć – szeptała w panice i gdyby nie to, że wciąż czuła ciepło bijące od niego, trzęsłaby się od przeraźliwego chłodu wspomnień, kiedy musiała sobie radzić bez przyjaciela.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Murphy M. Murray

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 173
C. szczególne : często chodzi po szkole z rogami lub ogonem, a w chwilach wzmożonych emocji włosy zawsze informują o tym otoczenie swoim kolorem; blizna po ranie ciętej na lewym boku na wysokości pępka
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 807
  Liczba postów : 324
https://www.czarodzieje.org/t20812-murphy-m-murray#663687
https://www.czarodzieje.org/t20818-rower#663837
https://www.czarodzieje.org/t20819-murph#663838
https://www.czarodzieje.org/t20811-murphy-m-murray#663685
Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 EmptyNie Sty 02 2022, 13:16;

Obiecuję — mówię z szerokim uśmiechem i robi mi się ciepło na sercu. Od dłuższego czasu pilnowałem, żeby nikomu nie składać obietnic, ale w przypadku Marli nie mam już oporów. Podoba mi się, że jesteśmy wspólnie w coś uwikłani, że robimy razem plany na bliżej nieokreśloną przyszłość i chociaż jeszcze gdzieś w tle wybrzmiewa echo dawnych obaw, ciepło dłoni Marli sprawia, że ten głos jest zupełnie nieważny. — Jeśli zostaniemy śledziami, to popłyniemy razem do Portugalii, dobra? — dodaję od siebie. Nawet mi aż tak nie zależy na tej Portugalii, po prostu cieszy mnie wizja wspólnych podróży. Nawet jeśli miałyby odbywać się pod postacią jakiejś głupiej ryby. Kiwam zawzięcie głową z głupim wyszczerzem, jutro to dobry czas.
Te kilkanaście sekund ciszy, która zapadła po mim pytaniu, zdaje się być nieskończonością. Kiedy w końcu Marla kiwa głową i przewraca mnie znowu na plecy, zalewa mnie fala ulgi zmieszana z całą feerią emocji odczuć, które przestaję jakkolwiek hamować. Całuję ją z zachłannością, dłońmi i ustami sukcesywnie poznając każdy skrawek jej ciała. Jesteśmy jak idealnie zaprojektowany mechanizm, płynnie odpowiadając na wzajemne ruchy, jakbyśmy wykonywali wcześniej zaplanowaną choreografię, chociaż pierwszy raz jesteśmy tak blisko siebie, tak otwarci na wzajemną obecność. Pierwszy raz w życiu mam wrażenie, że to coś więcej, niż fizyczne zbliżenie — że przekazujemy sobie wiadomości zaszyfrowane językiem muśnięć, westchnień i pocałunków, i chociaż nie umiem logicznie zinterpretować tego przekazu, moje ciało odpowiada na niego intuicyjnie.
Nie od razu rozumiem, co się właśnie między nami wydarzyło, nie do końca. Po wszystkim przyciągam do siebie Marlę, obejmując jej talię, wciąż czując potrzebę bliskości. Myślami ciągle szybuję w przestworzach, gdy ta wypowiada moje imię. — Hmm? — mamroczę, zbyt wyczerpany, żeby używać słów. Odgarniam splataną grzywkę za jej ucho, śledząc uważnym spojrzeniem twarz Marli. Widząc zmianę w jej wyrazie oczu, czuję przypływ niepokoju, odrywający mnie od dotychczasowego stanu nieważkości.
Z początku nie rozumiem jej słów. Jakie lądowanie?
Dopiero po kolejnym zdaniu uderza mnie ich znaczenie. I nagle uświadamiam sobie, że grawitacja istnieje, działa z dziesięciokrotnie mocniejszą siłą, sprowadzając mnie z łupnięciem na ziemię.
Naprawdę tak bardzo zapomniałem się w tym momencie, żeby zorientować się, że dla Marli był czymś innym? Psuciem naszej relacji? Czuję mrowienie rozchodzące się od czubka głowy, gdy moje włosy gwałtownie ciemnieją wraz z tym, jak gryfonka wyrywa mnie brutalnie z tej słodkiej sennej mary, w której tkwiłem do tej pory. Uśmiecham się krzywo w automatycznej reakcji na ukłucie bólu, odwracając wzrok na niebo zasnute ciżkimi chmurami. Nagle uświadamiam sobie chłód bijący od zmarzniętej ziemi i niewygodę ułożenia mojego ciała, podyktowanego potrzebą bliskości, a także fakt, że niepilnowane, nasze ognisko przygasa. Czuję się jak skończony idiota. I żałuję, że kiedykolwiek sięgnąłem po te jebane kremówki, bo gdyby nie to, nigdy bym sobie nie uświadomił, że Marla była dla mnie kimś więcej, niż się spodziewałem.
Oddycham ciężko, gdy otwieram usta, wciąż szukając w myślach odpowiedzi na jej słowa. — Nie masz czym się martwić — mówię, a gorycz tej wypowiedzi sugeruje, że być może kłamię – nie mogę być w tym momencie pewien. Zwłaszcza jeśli coś, co dla niej jest psuciem naszej relacji, dla mnie… cóż, nie jest. Pytanie, jak długo wytrzymam, udając, że jest inaczej. Nie wiem, czy kłamię, więc tym razem mówię, coś zdecydowanie prawdziwego: — Ja też nie chcę tego psuć — nawet jeśli dla mnie znaczy to coś zupełnie innego — więc… więc masz rację... lepiej, jeśli zostaniemy po prostu przyjaciółmi. — Znów czuję gorycz kłamstwa rozchodzącą się po języku, ale co innego mam zrobić? Chyba jedyne, co jest gorsze od nieodwzajemnionych uczuć, które we mnie wzbudziła, jest całkowita utrata tej znajomości. Nie chcę do tego dopuścić.
Ledwo oddycham, a ciepło jej obecności nagle pali. Wyswobadzam się ostrożnie z uścisku. — Lepiej chodźmy. Jest zimno — mamroczę. Pomagam pozbierać jej rzeczy, ukradkiem wylewając resztkę kłębokolota ze swojego kieliszka, zanim nie transmutuję go z powrotem w kamień, który wyrzucam pod nogi. Trzymanie na wodzy emocji spowodowanych rozczarowaniem idzie mi całkiem nieźle. Gdy przemierzamy Hogsmeade, zaczynam nawet opowieść o tym, jak ostatnio Irytek przydybał mnie w kąpieli i poleciał wołać Keatona. Mówienie głupot przynajmniej na chwilę odwraca moją uwagę od faktu, że po tym, co dzisiaj zaszło, nie będę już w stanie spojrzeć na Marlę tak, jak do tej pory.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Wzgórze lampionów - Page 6 QzgSDG8








Wzgórze lampionów - Page 6 Empty


PisanieWzgórze lampionów - Page 6 Empty Re: Wzgórze lampionów  Wzgórze lampionów - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Wzgórze lampionów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Wzgórze lampionów - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-