Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Marla O'Donnell

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Marla O'Donnell

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : szeroki uśmiech, roziskrzone spojrzenie, głośny śmiech, koścista sylwetka, bardzo ekspresyjny sposób bycia, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, irlandzki akcent, często wplata kolorowe apaszki we włosy
Dodatkowo : Prefektka, pół wila w oczach Paytona
Galeony : 1572
  Liczba postów : 862
https://www.czarodzieje.org/t20424-marla-o-donnell#646655
https://www.czarodzieje.org/t20478-marla-o-donnell#647470
https://www.czarodzieje.org/t20470-marla-o-donnell#647414
https://www.czarodzieje.org/t20875-marla-o-donnell
Marla O'Donnell QzgSDG8




Gracz




Marla O'Donnell Empty


PisanieMarla O'Donnell Empty Marla O'Donnell  Marla O'Donnell EmptyCzw Lip 01 2021, 23:06;


Marla O'Donnell

DATA URODZENIA17 sierpnia 2003
CZYSTOŚĆ KRWI 25%
MIEJSCE URODZENIA rathganley, irlandia
MIEJSCE ZAMIESZKANIA dublin, irlandia
W HOGWARCIE JEST OD KLASY pierwszej
OBECNIE JEST NA ROKU siódmym (po wakacjach ósmym)
WYMARZONY DOM whatever
WYBRANY WIZERUNEK alex noiret

Wyglad

WZROST 168 cm
BUDOWA CIAŁA głód, będący najlepszym przyjacielem od urodzenia, uformował moją sylwetkę na kształt chuderlawych posągów, zdobiących szkolne korytarze, dlatego świetnie wtapiałabym się w tłum, gdyby nie głośna i ekscentryczna osobowość
KOLOR OCZU brązowy
KOLOR WŁOSÓW blond
ZNAKI SZCZEGÓLNE rdzawe plamy pokrywające anemiczną cerę, szeroki uśmiech, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, roziskrzone spojrzenie na dźwięk słów mam świetny plan
PREFEROWANE UBRANIA to nie szata i makijaż zdobią człowieka, a jego usposobienie - moje można opisać przy pomocy najbardziej szalonych barw, dlatego niechętnie ubieram szkolny mundurek, tak cholernie nudny i niewygodny; przy każdej możliwej okazji oblekam swe kości w lniane sukienki czy jedwabne koszule, a we włosy wplatam kolorowe chusty


Charakter


Życie pokazało mi jedno – trzeba się bawić, dopóki można. Dlatego niestraszna mi ulewa czy grad, obijający się od mojego nieco zbyt wysokiego czoła – wybiegam wesoło na zewnątrz, żeby powirować bez parasola, przemoczyć wyświechtane buty i śmiać się głośno, aż do zmęczenia, a potem paść na mokrą trawę i po chwili odpoczynku obrzucać się wzajemnie błotem. Mam nadzieję, że trafię cię prosto w ten przygłupawy ryj, nieco zdezorientowany i przytłoczony mym żwawym temperamentem, brakiem jakichkolwiek granic oraz poczuciem, że wszystko mi wolno.
Nie jesteś jedynym, którego zwiódł mój pomarszczony od chichotu nos, delikatny kwiatowy zapach i kolorowa apaszka, wplątana w nierozczesane włosy, bo kto by miał czas na precyzyjne rozsupływanie kołtunów. Na pierwszy rzut oka sprawiam wrażenie drobnej rusałki, znajdującej się poza swoją strefą komfortu, ale trwa to jedynie nanosekundy, gdyż od razu pokazuję prawdziwą naturę. Obca jest mi powabność wili czy strachliwość lunaballi – jestem kurewsko głośna, pełna życia, bezpośrednia i nie wiem co to takt. Biorę wszystko, co przynosi los; z dumnie wyprostowanymi plecami chwytam w kościste palce tyle, ile mogę udźwignąć.
Choćby się waliło i paliło, zaciskam mocno zęby, pielęgnując potrzebę przetrwania, kiełkującą we mnie odkąd zaczęłam łypać na otoczenie czekoladowymi tęczówkami. A jak trzeba będzie to doleję do ognia oliwy, żeby było efektowniej, bo im bardziej świat płonie, tym większą satysfakcję czuję.
Już z daleka można usłyszeć mój śmiech - gdy coś mnie rozbawi to parskam bardzo głośno, nie przejmując się zmarszczkami przecinającymi mą twarz. Kiedy jestem zła, klnę przeokrutnie, mając w głębokim poważaniu jakiekolwiek konwenanse. Kochając, oddaję całą siebie, ale nienawidząc, podcinam skrzydła przy samej skórze. Taka właśnie bywam – szczera i oddana każdej emocji, jaką czuję; bezwładnie się jej poddaję, niezbyt długo analizując czy tak wypada i pozwalam, aby torsje opanowywały mój lichy szkielet.
Od życia oczekuję spektakularnych efektów – buchający żar, osadzający się na piegowatych ramionach zachwyca, a dreszcz adrenaliny, przebiegający po odstających zębatkach kręgosłupa sprawia, że żyję. Odważnie wkraczam w każdą sytuację, nie myśląc o konsekwencjach. Najgorsza może być śmierć, ale nawet i ta, w porównaniu do tego, co może mnie spotkać, wydaje się być warta ryzyka.
Niczym adwokat diabła, zawsze, jak się coś dzieje, niezbyt elegancko się wtrącam i dodaję swoje trzy knuty, bezpardonowo dając znać co o tym myślę. Większość sądzi, iż jestem zbyt pewna siebie albo zarozumiała, ale tak naprawdę po prostu nie umiem siedzieć cicho. Męczą mnie zadania, które wymagają samodzielnej pracy albo takie bzdety jak ślęczenie po kilka godzin nad jakimiś fusami i interpretowanie ich. Co nie zmienia faktu, że pojawiam się na każdej lekcji, nie mogąc odpuścić sobie dowiedzenia się czegoś nowego, świat jest zbyt fascynujący, a życie za krótkie, żeby nie chłonąć tego, co los podsuwa nam pod nos.
Można mnie opisywać przeróżnymi epitetami, ale absolutnie nikt nie powie, że jestem nieuczciwa albo nieszczera (chociaż potrafię w obronie najbliższych dowodzić racji, co do których tak naprawdę nie jestem przekonana). Jeśli coś mi się nie uda, otwarcie to przyznam. Popełnianie błędów jest wpisane w naszą egzystencję, dlaczego miałabym udawać kogoś idealnego? Przez to trochę szkaluję ludzi, którzy nie są sobą i chowają twarz za fasadą maski. Nie ma niczego piękniejszego niż różnorodność - na tym polega chaos, w którym wszyscy jakoś musimy znaleźć miejsce. I uparcie o nie walczyć.
Gdziekolwiek się nie pojawię, tam zaczyna się rewolucja. Trochę nieświadomie reorganizuję hierarchię, zmieniam czyjeś stałe pozycje, ciągle się wtrącam i próbuję ulepszyć to, co wydaje mi się nielogiczne. Pewnie dlatego mało który nauczyciel mnie lubi, non stop wlepiając mi szlabany albo ujemne punkty, od razu dochodząc do mylnego wniosku, iż kwestionuję jego zasady. Prawda jest jednak taka, że reguły mnie nie dotyczą i każdą naginam w wygodny dla siebie sposób.
Wbrew pozorom, umiem usunąć się w cień i pozwolić komuś działać. Bo zdaję sobie sprawę, że w każdej dziedzinie jestem kiepska albo co najwyżej przeciętna, co mi absolutnie nie przeszkadza. Mam rozległą wiedzę na niemal każdy temat, ale zazwyczaj są to jakieś pierdoły albo niewiele warte ciekawostki, jedynie urozmaicające codzienność. Nie czuję się gorsza, bo nie jestem alfą i omegą. Kocham ten brak perfekcji i myślę, że mam o wiele więcej do zaoferowania – lojalność, szczerość i absolutną aprobatę, gdy chcesz zrobić coś najgłupszego w swoim życiu. Możesz być pewny, że wesprę cię z całego serca (które bije mocniej, kiedy na horyzoncie pojawia się cień niezapomnianej, często nierozsądnej przygody) i rozbuduję twój plan o dodatkowe kretyńskie szczegóły.


Historia


Pamiętam te wszystkie wieczory, spędzone w zawszonej spelunie, położonej na irlandzkiej prowincji, gdzie Fiadh nalewała Guinnessa nieogolonym pijaczynom i kokietowała ich, licząc na jak największy napiwek. Pozwalała, aby te wielkie łapska muskały jej bladą skórę, a zamglony wzrok bezwstydnie szatkował wrażliwość, skrywaną pod powłoką uprzejmego uśmiechu i instynktu przetrwania.
I tak nam mijał dzień za dniem – traktowana niczym maskotka pubu, siedziałam spokojnie przy zdezelowanym stoliku, bawiąc się pluszowym dinozaurem, którego łapki były przyszywane co najmniej piętnaście razy, nie zwracając uwagi na hałas, a woń przypalonego irish stew traktując jako jedną z nielicznych stałych w moim życiu.
Gdy w nasze oczy zaglądał głód a nie radość, duma Fiadh taniała, jednak młode, zgrabne ciało wciąż miało swą wartość. Na początku, kiedy traciłam ją z pola widzenia, oblewał mnie zimny pot, ale po kilku miesiącach przywykłam do takiego stanu rzeczy i cierpliwie czekałam aż wróci z zaplecza, wyszeptując w szyję zmizerniałego pluszaka wszystkie dziecięce lęki i obawy.
Mama była istną akrobatką, która tę arcytrudną dyscyplinę sportu opanowała do perfekcji – bez asekuracji. Zgrabnie lawirowała między chęcią bycia idealną rodzicielką i wychowaniem mnie na kobietę niezależną, pewną siebie i odważną a poczuciem porażki, kiedy przeliczając euro w portfelu, musiała dokonać wyboru między mną a swoją godnością. Zaplatała moje włosy w ciasny warkocz, między palcami przemycając historie o świecie, w którym można obcować z trytonami, smoki wcale nie strzegą księżniczek, zamkniętych w najwyższej komnacie, w najwyższej wieży, tylko żyją spokojnie w rezerwacie, a w dłoni zaklęta jest moc zmieniania kształtu i wielkości przedmiotów. Ufnie wpatrywałam się w jej zmęczoną twarz i chłonęłam to całą sobą, widząc światełko nadziei dla nas i naszej przyszłości. Bo chociaż te anegdoty były dla mnie niezrozumiałe i znane jedyne z baśni, opowiadanych przez tęgawego staruszka, przesiadującego w barze, to miałam niejasne przeczucie, iż tkwi w nich coś więcej niż jedynie ziarno prawdy.
Wyszeptywane po kątach plotki na temat Fiadh wypierałam, zaciskając maleńkie piąstki w obronnym geście. Może i byłam jeszcze młoda, ale przenigdy nie zwątpiłam w to, że zadaje się z tymi gadami tylko po to, aby zapewnić nam byt. Matka była dla mnie uosobieniem siły i wzorem, dlatego z czasem na te nieprzychylne komentarze reagowałam, buntowniczo krzycząc, że się mylą – jak bardzo trzeba było być ograniczonym, żeby oceniać kobietę, która zabawiała innych w imię córki? Który kochający rodzic nie postąpiłby tak samo?
Poczucie niesprawiedliwości narastało, gdy obserwowałam przestrach w jej pięknych brązowych oczach – wobec systemu, pozwalającego na to, aby jedni mieli wszystko, a drudzy niemalże nic, wobec ojca, który postanowił nas porzucić, zanim Fiadh zdążyła wypowiedzieć słowo „córka”, a także wobec tych wszystkich krzywych mord, ucieszonych na widok falującego ciała mojej matki, w rytmie udawanej rozkoszy.
Drzemiąca we mnie magia ulatywała coraz częściej, kiedy w niekontrolowanych gestach posyłałam odłamki szkła w stronę mężów zdradzających swoje żony, nieświadomie rozwiązywałam sznurowadła każdemu śmiałkowi, wydającemu niezbyt łagodny wyrok na moją rodzicielkę czy strącałam z ognia kociołek pełen irlandzkiego gulaszu, czując mdłości na samą myśl o jego smaku.
Dowiadując się, że jestem czarownicą, moje życie niewiele się zmieniło - absurdalne sytuacje, których doświadczałam, miały w końcu wyjaśnienie, a mama, chociaż uśmiech na jej twarzy przygasł, wspierała mnie jak tylko potrafiła, cierpliwie tłumacząc, że w naszych żyłach płynie magiczny pył.  
Razem tworzyłyśmy duet nie do powstrzymania – nasza odwaga trawiła płomieniami to, co nam nie pasowało, a chęć wyrwania się z wioski, gdzie rządził grzech żądzy nieswojej kobiety i bieda, skutecznie motywowała do niechlubnych czynów, byleby tylko za parę miesięcy móc powiedzieć, że było warto.
I faktycznie, ze szponów pustej portmonetki i handlowania zalotnymi spojrzeniami wyrwał nas wdowiec, o dekadę starszy od Fiadh, od razu ulegający jej niekwestionowanemu urokowi. Choć zawartość jego skrytki w banku Gringotta nie onieśmielała ilością złota (żadne pieniądze nie miały mocy wymazania z pamięci matki tego, co robiła, aby przetrwać), była jednak wystarczająca, żeby pomóc nam stanąć na nogach.
Ona odnalazła szczęście w ramionach czarodzieja, pochodzącego z podupadłego rodu, niegdyś słynącego z tworzenia finezyjnych zastaw, upiększających imprezy wyższych sfer, a ja w Hogwarcie, do którego zaproszenie otrzymałam po skończeniu jedenastego roku życia. Wbrew pozorom, nie zasunęłyśmy zasłon milczenia na naszą przeszłość – pielęgnujemy ją w rozmowach, nie wstydzimy się do niej wracać i traktujemy jako ważną lekcję, z której należy wyciągać wnioski.
Dlatego korzystamy z życia, bawimy się i tańczymy przy każdej możliwej okazji, bo nie wiadomo kiedy rigor mortis sprawi, iż nasze kończyny zastygną, jakby trafione drętwotą, a niefortunny los spuści w dół kurtynę powiek. Nie ma czasu do stracenia - Fiadh bardzo szybko oblała swe nowe jestestwo szampanem i wpisała się w schemat mieszczańskiej egzystencji, z dumą nosząc na odstających obojczykach sznur pereł i wyprowadzając na spacer psidwaka w towarzystwie męża. A ja, mając w pamięci obraz nędzy i rozpaczy, wiedziałam jedno - muszę zacząć obsypywać swoje otoczenie brokatem, unikać mizantropów i uzbrojona w uśmiech, krążyć pewnie ścieżką naprzód, na przekór jakimkolwiek zasadom.


Rodzina


★ Fiadh O'Donnell - całe życie pracowała nad tym, abym miała przywilej bycia niezależną, a w efekcie uzależniła mnie od siebie - jej zdanie i szczęście są dla mnie najważniejsze. Niegdyś lekkoduch, który nagle, w stanie błogosławionym, trafił na planetę samotności i chłodu, zdany tylko na siebie. Zostawiona przez mego ojca, hardo odwróciła się od świata magii, kiedy jednak zorientowała się, że w mojej podwójnej helisie tkwią geny, od których próbowała uciec, z pokorą zaakceptowała swój (i mój) parszywy los. Obecnie pełni zawód żony, obracając się w kręgach podupadłej arystokracji, umilając ich bankiety czarującymi uśmiechami i kokietując towarzystwo charyzmą oraz barwnymi opowiastkami, nie przyznając się, że to jej własne doświadczenia.
★ Ojciec - nieznany mi mugol. Mama wspominała tylko, że to Irlandczyk z krwi i kości, pochodzący z bogatej rodziny, zajmującej się dystrybucją whisky na całą Europę. Był zbyt przerażony wizją rodzicielstwa u boku Fiadh, skażonej magiczną krwią. Pewnie gdybym go spotkała, transmutowałabym w ramkę, w którą wsadziłabym zdjęcie najpaskudniejszego trolla stąpającego po ziemi. 


Ciekawostki


★ lubię moje imię, jego prostotę i osobę, ku której czci je otrzymałam – już od pierwszych miesięcy ciąży Fiadh, a potem mego życia, wspierała nas pozornie szalona wiedźma Marla, mieszkająca po drugiej stronie ulicy. Z zamiłowaniem paliła oprylak, tuliła do snu opowieściami o celtyckich bogach, wierząc w ich moc i powtarzała jedno bardzo ważne zdanie, że nie ma większego ognia niż ten, który tli się we mnie;
★ pierwsze lata nauki w szkole były istną torturą – nie potrafiłam kontrolować magii (samej siebie również) i niemalże każde zaklęcie wychodziło mi miernie, ale z czasem opanowałam te wybuchy; teraz jestem maksymalnie zachwycona korzyściami, jakie oferuje transmutacja i to na niej skupiam się najbardziej;
★ jakakolwiek segregacja wzburza mą niespokojną krew, dlatego spluwam na twoje pochodzenie. Nie obchodzi mnie ile masz pieniędzy czy bóstwa, do których modlisz się w chwilach trwogi - jeśli jesteś w mojej obecności nietolerancyjny, z przyjemnością wpisuję cię na listę osób niewartych uwagi, a przy pierwszej możliwej okazji pokazuję, gdzie możesz sobie te poglądy wsadzić;
★ pomimo spędzenia większości dzieciństwa w barze, nieszczególnie unikam takich miejsc – jestem bardzo otwarta na każdą propozycję zabawy, jeśli chcesz kraść hipogryfy to jestem idealną kandydatką do tej misji, a alkohol i papierosy traktuję jako zabawny dodatek, który w kulminacyjnym momencie przepala styki w mózgu i warunkuje jeszcze więcej głupich pomysłów;
★ nie umiem śpiewać, ale nie przeszkadza mi to w umilaniu innym egzystencji wyciem irlandzkich przyśpiewek, których z dumą uczyli mnie panowie w pubie, w jakim pracowała moja matka;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję | tatuaż "P" na zakolu, pojawia się gdy Perpetua jest obok | tlenione włosy | pojedynczy kolczyk szeherezady w uchu
Galeony : 1600
  Liczba postów : 1270
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Marla O'Donnell QzgSDG8




Moderator




Marla O'Donnell Empty


PisanieMarla O'Donnell Empty Re: Marla O'Donnell  Marla O'Donnell EmptyCzw Lip 08 2021, 20:46;



GRYFFINDOR!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


Następne kroki:
stworzenie poczty
założenie relacji
zaczęcie gry
rozwój postaci




Życzymy

miłej gry!


______________________

have enough courage
to trust love one more time and always one more time

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Marla O'Donnell

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Marla O'Donnell QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniów i studentow
-