Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Boczny korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość


Skylar Kurosaki

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7392-skylar-kurosaki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7398-skylar-kurosaki-czyli-piszcie-wszyscy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7401-ccjl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8671-skylar-kurosaki
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptySob 8 Mar - 22:01;

First topic message reminder :




Krótki korytarz prowadzi do obrazu rycerza Nicholasa, który jest tajnym przejściem prowadzącym od razu na drugie piętro. Uczniowie przesiadują tutaj, gdy chcą się poduczyć jeszcze przed zajęciami jednak zazwyczaj nie ma tu tłoku.






Skylar od powrotu do Hogwartu ani razu nie spotkał Katniss. Nigdzie nie mógł się na nią natknąć i choć chodził i szukał, to i tak mu nie wyszło odnalezienie swojej zguby. A miał taką nadzieję. To co wydarzyło się, podczas ferii zimowych, miało na niego ogromny wpływ. Po jakimś czasie miał już dość. Wziął swoją ukochaną gitarę,  wyszedł z pokoju ślizgonów kierując kroki w stronę jakiegoś korytarza, który wyglądał na jak najbardziej ukryty przed światem.  Usiadł na podłodze,  kładąc gitarę na kolanach, i zaczął grać. Powoli uderzał w struny, po czym zaczął śpiewać.  O utraconej miłości,  która nie wróci. Nie wiedział, dlaczego wybrał taką piosenkę,  po prostu serce mu tak podpowiedziało, a on go wysłuchał . Co rzadko się zdarzało u Skylara.

------------------------------------------
Piosenka: Passenger-let her go w wersji akustycznej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1685
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptyWto 28 Gru - 20:09;

Trzeba przyznać, że odruchowo zdystansował się mimiką i mową ciała do jej słów. Mówiła o deformacjach i gniewie, co było dla niego non stop największym problemem, a ostatnie zdanie w tej części wypowiedzi przypominało mu Gabrielle, uważającą, że ma ciężkie życie ze swoją ćwierćwilowatością oraz z Liv, zachęcającą do uwalniania emocji. Wyprostował plecy i patrzył na profil Nell z większą ostrożnością.
- Jeśli mówisz o zwierzęciu to tak, ale... - poczuł się bardzo dziwnie w jej towarzystwie. Nie źle i nie dobrze, tak pomiędzy. Zastanawiał się nad czymś, może nad tym na ile mógłby jej zaufać. Nie był pewien czy byłaby w stanie cokolwiek zrozumieć.
- To co innego. - trochę posmutniał, ale nie umiał określić dlaczego tak się stało. - To jak lawa, Nell. - patrzył na swoje dłonie. Nie był dzikim zwierzęciem, któremu antidotum na furię było pozwolenie wolności. Nie, on się tego cały czas bał bo przecież wtedy z reguły wielu rzeczy nie pamięta. Cechy harpii nie chcą wolności dla jej delektowania się, on wtedy pragnie wyżyć się, niszczyć, wyładowywać. Przez jego ciało przeszedł lodowaty dreszcz. Wzdrygnął się i potrząsnął głową.
- To nie to samo, ale no, dobry tekst z tymi kajdanami i pętami. - zmieszał się, Eskil Clearwater zmieszał się w rozmowie i to zasługiwało na niebywałe wyróżnienie bowiem do tej pory niełatwo było wpędzić go w ten stan. Nie mógł jej powiedzieć wszystkiego bo mogłaby zapałać do niego niechęcią, a to znowuż doprowadzić do unikania i wzroku podobnego do spojrzenia Hawka. Nie, nie ma co ryzykować.
Obiecał pogrzeb, a więc zahaczył małym palcem o jej palec i uśmiechnął się przelotnie na znak przypieczętowanej właśnie obietnicy. Pozostaje jedynie pamiętać, aby nie wyrzucić zwłok smoka do śmieci tylko faktycznie go pogrzebać. Wystarczy poczekać na dobry dzień, w końcu nadejdzie prawda?
- Przecież cię nie wiluję. - zdziwił się, że jego wzrok mógł przytłaczać. Zamrugał jednak parokrotnie i postarał się nie wpatrywać w nią z takim zaciekawieniem. Schlebiała mu. Uprzejmie sięgnął do kaptura bluzy i wcisnął go na głowę, zasłaniając w większości jasne włosy. Oczy musiały pozostać, nie ma innej opcji. Nigdy w życiu świadomie nie wszedłby w taki tok rozmowy, ale Nell wydawała się chcieć porzucić wszystko na rzecz najłatwiejszego życia.
- Miałbym oddać swoje zakochanie na rzecz niepamiętania tego jaki ktoś jest dla mnie ważny, po to aby złamane serce nie bolało? - niechcący nawiązał bardzo solidnie do swoich własnych doświadczeń. Tak to odbierał - oddać wszystko na rzecz prostych potrzeb, których zaspokojenie nie wymaga wysiłku. Brzmiało jak szaleństwo, nie jak utopia.
- Czyli wolisz być bezmózgim trollem biegającym po górach, ale nie zakochać się na zabój, nie śmiać się do łez, nie przytulać i nie kochać tak jak kochać może tylko człowiek? - niestety, ale patrzył na nią tak samo - intensywnie, nawet bardziej niż dotychczas. Świdrował ją wzrokiem jakby chciał dowiedzieć się co siedzi w jej głowie. Nie wilował, nie był w stanie wykrzesać z siebie tych emocji, ale nie zmienia to faktu, że nie odrywał od niej oczu. Właśnie odsłonił spory kawałek swojego serca przed obcą dziewczyną. Oszalał czy po prostu tego potrzebował?
@Nell Ripley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nell Ripley

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165
C. szczególne : Color capillus, kardynał, emanacja biedactwem, słowiański przykuc, baza wiedzy bezużytecznej
Galeony : 271
  Liczba postów : 118
https://www.czarodzieje.org/t20989-nell-ripley#673807
https://www.czarodzieje.org/t20997-tytus#674120
https://www.czarodzieje.org/t20990-nell-ripley#673810
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptyWto 28 Gru - 20:54;

Nigdy nie uważała się za znawcę ludzkiej duszy, wprost przeciwnie, tak jak dała to po sobie poznać, to właściwie dużo łatwiej przychodziło jej rozumienie istot prostych. Zwierząt. Łatwiej było bowiem kogoś odczłowieczyć, żeby mu coś wybaczyć. Kogoś, kto skrzywdził ocenić przez pryzmat barbarzyńcy, by się z tą krzywdą pogodzić. Czy Hawkowi prościej było widzieć w Eskilu bezmózgą harpie, kiedy ten go zaatakował, żeby łatwiej było mu poradzić sobie z własną słabością względem tak nieoczekiwanej i gwałtownej przemocy? Któż może to wiedzieć, na pewno nie Nell, bo jej to przecież w życiu nikt o niczym nie informował. Nie to, żeby sama była wylewna i pozostawała dłużna, odkrywając swoje karty. Problem polegał na tym, że nawet kiedy chciała coś wyrazić, jej mózg był okablowany trochę inaczej i po prostu nie umiała tego zrobić w normalny sposób. Albo szukała metafor, by jak najlepiej określić swoje myśli, albo używała równoważników zdań, by je uprościć i ociosać jak kamienne głazy. Jaki głaz jest - każdy widzi. Na przykład, no, kwadratowy. Nie ma miejsca na niedopowiedzenia.
Przyglądała mu się, widząc wyraźnie, że był zmieszany. Coś go uwierało w tej rozmowie, ale Ripley uważała go za wystarczająco inteligentnego, by wierzyć, że jeśli poczuje dyskomfort, to przestanie jej o tym mówić. Nie miałaby mu tego za złe, dawała ludziom przestrzeń na bycie tymi ludźmi, którymi chcieli być. Sama mogła się do tego dopasować albo aprobując tę społeczną korelację, albo odcinając się. Czarne i białe.
- Nie znam się na tym, Eskil. - powiedziała miękko, trochę sama zaskoczona tym, jak bardzo chciała uniknąć nadepnięcia na wrażliwy ogon tego błąkającego się po korytarzach kota- Po prostu wydaje mi się, że... - zaczęła, szukając dobrych słów i wpatrując się w dziurę w spodniach na kolanie, którą musiała sobie zrobić względnie niedawno, bo rano chyba jej nie było- Wydaje mi się, że strach przed samym sobą jest bardzo niezdrowy. Nikomu nie możesz zaufać tak, jak sobie. A jeśli nie ufasz sobie... - podniosła na niego wzrok, pytający "to komu?".
Strzeliła mu z zawadiackiego uśmiechu i skinęła głową z szelmowskim błyskiem w oku.
- No raczej, że dobry, po coś te książki czytam, nie? - popukała się palcami w skroń. Czytała całkiem sporo, choć i tak nie była orłem wśród krukonów kujonów. Różne rzeczy przychodziły jej do głowy, a ona jak umysłowy impresjonista, musiała po prostu znaleźć jakiś rodzaj słów, by się odpowiednio wyrazić. A zazwyczaj i tak nie wychodziło jej z ust to, co pojawiało się w jej głowie. W odróżnieniu od Eskila jednak nie poświęcała temu większej uwagi, była jaka była, pchła Ripley na dupie wszechświata. Czy się wściekała, czy smarkała w kącie to i tak niespecjalnie stanowiła ani punkt zagrożenia, ani zainteresowania, ani politowania dla nikogo na zewnątrz. Więc po co to pokazywać na zewnątrz?
- Czekaj, jakie "nie wiluje". Co to znaczy "nie wiluje". To Ty możesz jeszcze bardziej robić ludziom breje z mózgu? - tak jak mówiła wcześniej, nie znała się na wilach. Ani ich "wilowaniu". Pokiwała z zadowoleniem głową, kiedy przynajmniej zasłonił te błyskające złotym światłem słońca włosy, jakby utkane ze zbożowych łanów samego środka lata.
Wysłuchała jego słów i dopowiedziała banalnie prostym:
- No. - skinęła głową.- Dokładnie tak. - kiedy zaczął mówić o trolach miała wrażenie, że widzi jak się w nim intensywna pasja emocji skrapla, niemal występując na skórze jak krople miodu. Odsuwała się i odsuwała aż prawie upadła na plecy.
- Aaaa! Przestań mi drylować w mózgu! - kopnęła go piętą, ostatecznie wywalając się na posadzkę.- Tak właśnie bym wolała. - powiedziała w końcu, wyciągając się na ziemi i podkładając ramiona pod głowę. Patrzyła w krzyżowe sklepienie sufitu, wcale nic się nie przejmując, że leży praktycznie na środku korytarza- Nie kochać nigdy, nie mieć potrzeby przytulania, nie śmiać się, ale i nie płakać. Jeśli nigdy tego nie doświadczę, to jak miałoby mi tego brakować? - filozofowała, jakby rzeczywiście nie doświadczyła tego nigdy. Może tak właśnie było? Nell Ripley i jej wielki chiński mur, zbudowany z niewidzialnych cegieł.- Nie jestem artystą, nie potrzebuję emocji. Jestem naukowcem, potrzebuję faktów. Jasne, że mnie coś wzrusza, albo wprost przeciwnie, nudzi, ale nie mam czasu chorować z miłości, ani płakać po stracie bliskich. podrapała się w nos, jaki fascynujący sufit, czyżby łatwiej jej się o tym mówiło, gdy nie musiała na niego patrzeć?- Serce z miłością nie ma nic wspólnego, to choroba psychiczna zarejestrowana na liście WHO. To mózg i hormony robią Ci z brzucha sito. Spotykasz kogoś i nagle twoje zmysły odbierają jej widok, zapach, jej dźwięki, a mózg zaczyna produkować fenyloetyloamine, hormon miłości, a ten prowokuje produkcje serotoniny, dopaminy, hormonów szczęścia. Konglomerat tych czynników biochemicznych powoduje, że osoby zakochane zaczynają się co najmniej dziwnie zachowywać, delikatnie mówiąc irracjonalnie. - z punktu widzenia naukowego było to wielce fascynujące, jednocześnie posiadając tę wiedzę Ripley wiedziała, że nigdy nie chciałaby być ofiarą takiego zaburzenia- Pocisz się, drżą ci ręce, nic cię nie męczy. Mózg uzależnia się od fenyloetyloaminy, ciśnie cię, żebyś pisał, przytulał, bo chce więcej dopaminy, więcej noradrenaliny. Nie ma w tym nic romantycznego. - skwitowała.

@Eskil Clearwater
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1685
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptyWto 28 Gru - 21:22;

Weszli na bardzo grząski grunt. Czuł drżenie ziemi pod stopami... albo to po prostu krew zaczynała wrzeć w jego żyłach i podpowiadać o tym jak niekomfortowo się czuje kiedy Nell coraz bardziej i bardziej zbliża się do tych intymnych spraw związanych z jego pochodzeniem. Stanowiła jedną z niewielu osób "z zewnątrz" wykazującą zainteresowanie temu jak faktycznie to jest. Potrząsnął ponownie głową.
- Znalazłem trzy osoby, którym zaufam bezgranicznie. Wiem, że gdy ja nie będę w stanie się opanować to one zadbają o to, aby nie skończyło się nic gorzej niż być musi. - zaprotestował, z dumą prezentując bezimienne osoby, których darzył takim zaufaniem, iż gdy byli obok to nie bał się niczego. Cokolwiek wtedy się zadzieje, one nie pozwolą mu być z tym samemu. Z tego też powodu kiedy harpii gniew coraz bardziej się zbliżał to szukał po omacku tych osób, aby znaleźć się jak najbliżej i albo przeczekać gniew albo zaczerpnąć od nich sił, by przetrwać.
- Wtedy nie ma miejsca na strach. - nie był naiwniakiem. Podrapał Robin. Hunter musiał go ogłuszać, a on nie pamiętał z tego zbyt wiele. Mimo tego zostali przy nim. Nauczyli go, że nie musi radzić sobie z tym sam, dlatego gdy Hawk patrzył na niego ze strachem to prosił go, by nie uciekał, by zawołał Robin... bo była najbliżej.
- Wilowanie to przyciąganie drugiej osoby na zasadzie zmysłów. Zapytaj Robin, ona jest ze Slytherinu. Opisze ci to ładnie, bo kiedyś za jej zgodą ją wilowałem. Gdybym teraz tego używał to nie mogłabyś oderwać ode mnie wzroku... a ja od ciebie. - nie potrafił opisać co czuje druga osoba, bo nie był nigdy tą drugą osobą. Do tego potrzeba cały arsenał uczuć i silnej woli, a w chwili obecnej daleko było mu do tej prawowitej równowagi, aby wilować na zawołanie. To męczące. Wywrócił oczami.
- Dramatyzujesz. Nic ci nie robię. Jesteś bardzo wrażliwa. - to mogłoby wyjaśnić jej sporadyczne zmieszanie kiedy na nią patrzy. Taka nadwrażliwość była... miłym odkryciem. Na końcu języka miał zapytanie jak w takim razie znosi obecność profesor Whitehorn, ale uznał, że jednak woli uniknąć rozmawiania na temat szkolnej pielęgniarki.
- Przecież prędzej czy później zakochasz się, zapłaczesz czy przytulisz. Tego nie unikniesz. To jak powietrze, jest potrzebne. Bardzo. - a jemu już nad wyraz, najlepiej non stop, bez przerwy, choćby minimalny kontakt fizyczny, to ciepło, spojrzenie, uśmiech, wspólny oddech. Mógłby egzystować w takim otoczeniu bez najmniejszej chwili wytchnienia, ale oczywiście... nie mógł. Słysząc jej kolejne słowa zaczynało opanowywać go przerażenie. Ona oszalała. Przeczyła zakochaniu, wmawiając mu niejako, że to tylko pociąg organizmu. Nie zgadzał się z tym i to bardzo. Kiedy leżała i mówiła to czuł, że nie zniesie całego wywodu, bo był kłamstwem. Przyklęknął przy niej, oparł rękę obok jej tułowia i pochylił się nad nią, wolną dłonią zasłaniając jej usta - nie jakoś bardzo mocno, lecz delikatnie acz stanowczo. Zatrzymywał ten potok słów. Serce tłukło się w jego trzewiach niespokojnie. Czekał aż całkowicie zamilknie. Postronny obserwator zobaczyłby leżącą na podłodze dziewczynę i pochylonego nad nią chłopaka w czarnym kapturze, który dodatkowo zasłania jej usta. Niepokojąco, jakby nie patrzeć.
- Cśś. - poprosił i poczekał tę chwilę, aż powietrze przestanie drgać. - Opisujesz działanie amortencji, najsilniejszego eliksiru miłości, Nell. Padłem jego ofiarą i długo nie mogłem się pozbierać. To jest sztuczne. - mówił ciszej, ale wkładał w to sporo energii. - Ale całej reszty nie wyjaśnisz naukowo, choćbyś stawała na rzęsach. - gdyby ją zawilował to mogłaby poczuć namiastkę tego, na co nie miała nigdy czasu. Nigdy tego nie zrobi, to oczywiste, ale mimo wszystko powinna dostać taki bodziec za którym zatęskni. Nie umiał jej go dać.
- Przestań się spieszyć, bo ci życie ucieknie. - zabrał dłoń z jej ust, powoli, leniwie. Usiadł z powrotem na tyłku i złapał uciekającego opalookiego, aby wcisnąć go do kieszonki bezdennego plecaka. Zamilkł.

@Nell Ripley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nell Ripley

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165
C. szczególne : Color capillus, kardynał, emanacja biedactwem, słowiański przykuc, baza wiedzy bezużytecznej
Galeony : 271
  Liczba postów : 118
https://www.czarodzieje.org/t20989-nell-ripley#673807
https://www.czarodzieje.org/t20997-tytus#674120
https://www.czarodzieje.org/t20990-nell-ripley#673810
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptyWto 28 Gru - 21:55;

Uśmiechnęła się w sumie do siebie. To było bardzo piękne, że darzył trzy osoby bezgranicznym zaufaniem. Wciąż byli jednak nastolatkami i choć Nell doskonale wiedziała co to za uczucie, takie zaufanie, bo gangu pięciu palców oddałaby wszystkie organy na przeszczep, gdyby tylko zaistniała taka potrzeba, to jednak widziała, jak z roku na rok każde z nich odpływa w swoją stronę. To było całkiem wzruszające, gdyby była do wzruszeń skłonna, czuć takie zaufanie aż do krańca możliwości. Była jednak też cyniczna i wiedziała, że żaden człowiek nie jest w stu procentach altruistą. Pokiwała więc jedynie głową, zastanawiając się kiedy stała się aż tak zgorzkniała, żeby gardzić tymi bezimiennymi osobami, które w ogóle nie mają z niczym żadnego związku i czy to przypadkiem nie była zwyczajna zazdrość. Ugryzła się jednak w język, zanim złośliwie wykpiła jego przyjaciół.
Uniosła brwi na sugestię, żeby pytała jakąś Robin ze slytherinu, żeby jej ładnie opisywała cokolwiek. No tak, Nell Ripley, szajbuska gadająca do ptaszka, już leci pogadać z robin-jak-jej-tam o wrażenia z bycia poddanemu praniu mózgu przez półwila.
- Zostanę przy opisach z książek, dzięki. - powiedziała zasadniczym tonem- Dobrze wiedzieć, że to aż tak niebezpieczne. Dokształcę się w tej materii... - dodała jakby bardziej do siebie, zostawiając w pamięci notatkę, żeby lepiej zapoznać się z różnymi potencjalnymi sytuacjami związanymi ze spotykaniem ludzi o magicznych genach.
Możliwe, że miała wyższą wrażliwość. Kto wie, czy to nie właśnie z powodu swojego upartego odgradzania się od wszelkich uczuciowych zawiłości. Może to było związane z jej wrażliwością na najdrobniejsze nawet bodźce. A może po prostu się jej Bystra Woda podobał niezależnie od swojego bycia wilem czy nie i ot cała historia. Co to trzeba być półwilem, żeby się dziewczyny głupio rumieniły na Twój widok? Każda potwora znajdzie swego amatora, czy jakoś tak.
- Może tak, może nie. - przyznała zgodnie z prawdą. Nie da się walczyć z biologią, biochemia i neurologia były dziedzinami, na które bardzo trudno było mieć wpływ bez potężnej ingerencji magicznej. Tak jak z zatruciem pokarmowym, jak złapiesz, to złapiesz, trzeba przechorować.
Kontynuowałaby ten wywód, w końcu jak każdy autystyczny dzieciak zawsze jak się na czymś zafiksowała, spędzała bardzo długi czas na nauczeniu się i zrozumieniu tego od zera. Kiedyś na warsztat poszły emocje, w tym właśnie miłość. Jak piękna by nie była z jednej strony medalu, z drugiej wciąż była tylko reakcją łańcuchową organizmu, a ludzie, którzy przypisywali jej surrealistyczne, fantastyczne i bajeczne właściwości byli ignorantami, wierzącymi w świętego Mikołaja i to, że jezusek płakał z zimna. W stajence. W Afryce. W otoczeniu owiec.
Już brała wdech do kolejnego wywodu, tym razem o tym, jak łatwo się uzależnić od przyjemności i o wiele łatwiej się żyje, kiedy z pełną świadomością decyduje się, by takim bodźcom się nie poddawać bezmyślnie, kiedy zawisł nad nią jak cień.
Przez ułamek chwili gdzieś ta przemądrzała mina typowego krukona z nosem brudnym w tuszu (bo tak blisko wściubiał go w książki) zamigotała. Sama ta poza była na tyle obca, że spięła się, jak szczur gotów do ucieczki. A jakże, była gotowa uciekać! Niestety, jego ręka na jej twarzy zadziałała jak brutalna kotwica, a choć był delikatny, po prostu próbował zamknąć jej jadaczkę, to czuła się przygwożdżona jak Titanic hektolitrami wody do oceanicznego dna. Był stanowczo za blisko, widziała każdą, jedną jego rzęsę, mówił o czymś, przeczył jej słowom, przeczył nauce w najprostszym naukowym wydaniu suchych faktów, a ona nie umiała nawet specjalnie chrząknąć, bo miał taką skórę nieskazitelną. Czy to legalne mieć taką skórę? Choć szeptał, to ten szept jak rylec w glinie wykrawał w jej głowie wyraźnymi literami, że się z tym nie zgadzał. Że żył pasją, nie faktami i kiedy tak patrzyła na niego, zaaferowanego swoimi słowami, była o krok od uwierzenia mu, ot tak, po prostu, bo tak powiedział. Odrzuciłaby całą swoją wiarę w cud nauki, całą wiarę w niepodważalne fakty, w to, co można zbadać, zmierzyć i udowodnić. Tylko dlatego, że jakiś gnój jej to powiedział pasjonującym szeptem, patrząc prosto w oczy. I świadomość tego, jak bliska była odrzucenia własnych wartości sprawiła, że zrobiło jej się nagle strasznie niedobrze.
Kiedy się odsunął sapnęła ciężko, bo zorientowała się, że powstrzymywała oddech przez cały ten czas. Czuła krew dudniącą jej w uszach, kiedy poderwała się do siedzenia.
- Właśnie dlatego. W-właśnie dla... dlatego! - powiedziała szybko. Właśnie dlatego nie chciała się przytulać, kochać, angażować, nie chciała ufać, być blisko, patrzeć sobie w oczy. Mózg był zwodniczym i podatnym na hormony organem, nie można było mu ufać kiedy był wystawiony na takie bodźce zewnętrzne. Jak mogła oglądać się za życiem, skoro pół minuty na podłodze szkolnego korytarza przyprawiało ją o takie niestrawności? Będzie to przechorowywać z tydzień, jak nic! Przełknęła ciężko ślinę, ale zauważyła, że gardło wyschło jej na wiór i nie miała żadnej śliny do przełykania.
- D-dzięki za korzenne, muszę ten. No. Muszę już... - wydukała, szukając po kieszeniach pieniędzy. Wyłowiła galeona, coby nie być dłużną za korzenne, choć zapewne korzenne było znacznie droższe niż galeon, ale cóż, trafił na biednego kompana alkoholizowania się. Chwilę potem z torbą na ramieniu pruła już na drugie piętro, przeskakując po dwa, trzy schodki, byle dalej.

@Eskil Clearwater
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1685
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptyWto 28 Gru - 22:14;

Chciał zaprzeczyć, że wilowanie nie jest niebezpieczne, ale zamknął zaraz usta kiedy przypomniał sobie słowa wielu osób. Jeden jedyny raz w życiu udało mu się wytężyć tę umiejętność wilowania tak potężnie, iż zadziałało echem na drugą osobę, choć celem była inna. To było niebezpieczne, a on niewyćwiczony.
- Książki nie powiedzą ci całej prawdy. - wzruszył ramionami, ale nie nalegał aby dopytywała Robin, która poczuła to na własnej skórze i to dwukrotnie. Na szczęście miał tyle oleju w głowie (a może i lenistwa), aby nie proponować doświadczenia tego na sobie. To jednak działanie bardzo intymne, poruszające obszary fizyczne i przyciąganie złudzeniem pożądania, a więc nie było dla każdego. Nie w jego przypadku. Choć bywał wylewny to jednak znał granice, a i Doireann nauczyła go szanować słowa "nie" (może nie za pierwszym razem, ale przynajmniej zwracał już na to większą uwagę!). Nie rozumiał jednak dlaczego ta konkretna dziewczyna odmawiała sobie chociażby chęci poznania tych uczuć o których się opowiada, opisuje, wzdycha, tęskni... nawet tego nie znała więc jak mogła twierdzić, że tego nie chce? Nell jest żywym dowodem, że zbyt duża ilość mądrych książek doprowadza do obłędu. Dobrze, że trzyma się od nich na odpowiedni dystans. Jemu to nie grozi, uff.
Słowa, które do niego kierowała budziły emocje. Ostatnimi dniami dosyć łatwo popadał w ich intensywność jednak starał się ukierunkować je nie na gniew, a na chociażby gorycz. Wszystko, byleby nie kusić cech harpii do powrotu bo nie czuł się na siłach im wiecznie opierać. Ostatni incydent dosyć solidnie go wykończył bowiem ten gniew męczył go z dobre pół godziny - dotychczas najdłużej w jego siedemnastoletnim życiu.
Do tej pory nie wiedział dlaczego reagowała tak gwałtownie i sporadycznie, ale teraz zaczynało do niego coś docierać. To, że nie chciała czegoś poznać nie oznaczało, że jest na to odporna. Wniosek jest jasny: jakakolwiek forma intymności - czy poprzez dotyk, mowę, spojrzenie - wprawiało ją w odczuwanie tego, czego nie chciała. Och, miał ochotę zrobić jej na przekór. Gdyby nie był w pułapce emocjonalnej to mógłby ustanowić Nell jako swoje wyzwanie, ale nie miał w sobie teraz tyle energii.
Kiedy zrywała się do ucieczki, przekazując mu złotego galeona za piwo, złapał ją za nadgarstek, aby zatrzymać ją w miejscu.
- Czekaj. - podniósł się do pionu i wcisnął monetę do jej dłoni. - Złap oddech. - ale niełatwo utrzymać przy sobie kogoś, kto sobie tego nie życzy. Zawołał za nią jeszcze jej imię, bo zapomniała zabrać ze sobą kardynała, ale jej już nie było. Głęboko westchnął i popatrzył na zdziwionego czerwonego ptaszka, siedzącego na jego plecaku.
- No co? Pani ci uciekła w popłochu. Chodź, idziemy coś zjeść i poczekamy aż po ciebie przyjdzie. - przesadził malucha sobie na ramię, przez drugie przerzucił plecak i zostawiał mały bajzel na korytarzu ruszył w przeciwną stronę, do Wielkiej Sali, na kolację. Tym razem miał wybitne towarzystwo.

| zt x2
+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Minu Reeves

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188 cm
Dodatkowo : hipnoza
Galeony : 17
  Liczba postów : 16
https://www.czarodzieje.org/t21298-kieran-j-reeves?nid=7#688861
https://www.czarodzieje.org/t21300-minu-reeves?nid=8#688862
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptySro 13 Kwi - 12:34;

Ostrzegano go już, że zwiedzanie zamku na własną rękę może się okazać niebezpieczne, a w ostateczności nawet tragiczne w skutkach i chociaż na ogół brał sobie takie rady do serca nieco bardziej, tym razem wpuszczał je jednym uchem i wypuszczał drugim, nie poświęcając ich znaczeniu szczególnej uwagi. I bynajmniej nie dlatego, że miał w głębokim poważaniu własne zdrowie czy życie, a z tej prostej przyczyny, że niebezpieczeństwo było tym, co skutecznie uwalniało adrenalinę, głodu której od momentu przeprowadzki nie był w stanie zaspokoić w żaden inny sposób. Brakowało mu walk, brakowało mu wyścigów, brakowało mu zabawy, a zniknięcie księżyca tylko dodatkowo potęgowało jego rozdrażnienie i niepokój, z którymi ostatecznie zaczął radzić sobie na swój własny sposób.
Minu nie był zresztą głupi; doskonale wiedział, że każda szkoła magii ma swoje mroczne tajemnice, w które lepiej nie wtykać nosa bez odpowiedniej obstawy i przygotowania, więc miejsca, w których wyczuwał tę specyficzną energię nawykł omijać szerokim łukiem, tak na wszelki wypadek, póki nie znajdzie odpowiedniego przewodnika. W porównaniu z nimi, przemierzanie głównych korytarzy, nawet tych umiejscowionych głęboko pod wiekowym zamczyskiem, nie wydawało się szczególnie ryzykowne. Nawet jeśli co jakiś czas zboczył w jakąś boczną odnogę, bez problemu odnajdował drogę powrotną. Takie spacerowanie po hogwarckich arteriach miało jeszcze jeden, o wiele bardziej przyziemny cel - rozpoznanie. Reeves nie chciał być jednym z tych godnych pożałowania nowicjuszy, którzy poruszali się po szkole jak dzieci we mgle, co rusz dopytując o drogę do toalety. Nie widział nic złego w proszeniu o pomoc, ale wychodził z założenia, że jeśli miało się trochę wolnego czasu, warto go było poświęcić na zapoznanie się z nowym domem, zamiast przesiadywać w dormitorium w oczekiwaniu na ratunek.
Kieran zamierzał właśnie zawrócić, kiedy jego uwagę przykuła błękitna poświata, która pojawiła się przy kolejnym rozwidleniu, a potem nagle zniknęła, pochłonięta przez mrok. Zatrzymał się i zmarszczył brwi, rozważając swoje szanse na przeżycie, jeśli okaże się, że za rogiem czai się jakieś monstrum. Zdarzeniu nie towarzyszyły jednak żadne dzikie wrzaski i ryki, więc postanowił zaryzykować. Na swoje usprawiedliwienie miał jedynie tyle, że żadne znane mu stworzenie, które lubowało się w ciemnych i wilgotnych miejscach, nie emitowało tego typu światła. Na jego niekorzyść przemawiał z kolei znaczący brak doświadczenia w dziedzinie magizoologii...
Szczegół — prychnął pod nosem i zbliżył się do skrzyżowania. Wyciągnął różdżkę, ale nie uniósł jej, bo im bliżej przejścia się znajdował, tym wyraźniej słyszał dobiegający zza ściany, zdecydowanie ludzki głos.
Dochodząc do punktu, w którym wystarczyło już tylko zerknąć za winkiel, Minu oparł się o skałę i zaczął nasłuchiwać. Pomimo lekkiego pogłosu, który zniekształcał słowa, udało mu się rozpoznać rzucane zaklęcie i uśmiechnął się mimowolnie. Resztki napięcia uciekły z jego sztywnych ramion i chłopak postanowił skonfrontować się ze stworem osobiście. Odepchnął się od zimnej ściany i wlazł w boczny korytarz akurat w czasie, gdy patronus nieznajomej pomknął do przodu, w efekcie czego drobny list po prostu wbił się w jego sylwetkę i moment później rozproszył w powietrzu.
Och, mierda — zaklął odruchowo i wzdrygając się gwałtownie, gdy dziwne wrażenie osiadło na jego skórze tuż po tym, jak przeniknęła go cudza energia. — Przepraszam — mruknął, od razu unosząc dłoń w poddańczym geście na wypadek, gdyby dziewczyna poczuła się jego najściem urażona.
Kiedy jego oczy przyzwyczaiły się do zmiany oświetlenia, Minu przyjrzał się nieznajomej nieco wnikliwiej. W każdym razie na tyle, aby upewnić się, że zdecydowanie daleko jej do dzikiego, podziemnego stwora.
Zobaczyłem światło na końcu korytarza i... — urwał, orientując się jak to brzmi i zaśmiał się odruchowo. — Cóż, jeszcze raz przepraszam.

@Irvette de Guise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Irvette de Guise

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza, prefektka naczelna
Galeony : 889
  Liczba postów : 1684
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19822-znajomi-rudej#601308
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptyPią 15 Kwi - 9:33;

Zniknięcie księżyca nie było dla niej łatwe. Miała problemy ze spaniem, a przez to chodziła ciągle rozdrażniona, czego efekt idealnie widać było na treningu ślizgonów, który wciąż ciążył jej w głowie. Nie powinna była dać się tak sprowokować i zdecydowanie nie powinna była używać hipnozy. Javi jednak sam się poniekąd prosił naruszając jej przestrzeń osobistą mimo, że Ruda jasno dawała znać, że sobie tego nie życzy. Była oczywiście zbyt dumna na jakiekolwiek przeprosiny, ale też nie do końca się do takowych poczuwała. Po prostu kontynuowała swoje życie licząc na to, że Javi nie rozpowie całemu zamkowi, co takiego wydarzyło się tamtego feralnego dnia.
Miała dziś okienko między zajęciami, ale drogą dobrej konwersacji z Jamesem ustaliła, że właśnie tego popołudnia weźmie na siebie patrol korytarzy. Potrzebowała nieco rozprostować nogi, a w dodatku trochę liczyła na to, że coś ciekawego się wydarzy i będzie mogła odciągnąć swoje myśli od złego samopoczucia. Początek dyżuru był jednak nudny jak flaki z olejem, więc Irv postanowiła poćwiczyć zaklęcie patronusa, które w momencie, gdy po Wielkiej Brytanii szalały dementory, wydawało się być bronią absolutnie niezbędną i zdecydowanie skuteczną, jeśli tylko ktoś potrafił wykrzesać z siebie wystarczająco szczęśliwe wspomnienia, by zamienić to na pozytywną, świetlistą energię.
Skupienie i perfekcja sprawiały, że błękitna lisiczka co jakiś czas przemykała po szkolnych korytarzach. De Guise była jednak mało zadowolona z rezultatów. Miała wrażenie, że jej cielisty patronus jest nieco bardziej blady niż zwykle, a oczywiście dążyła do perfekcji. Tak więc po raz kolejny uniosła różdżkę i już miała brać się za inkantację, gdy zza rogu wychyliła się jakaś sylwetka. Ruda nie opuściła różdżki, tylko bacznie wlepiła swój wzrok w chłopaka, który oberwał jej poprzednią lisiczką.
-W porządku. - Skinęła mu głową, opuszczając swój magiczny patyczek na znak, że nie zamierza go atakować i automatycznie wygładziła dłonią swoje szaty, na których widniała lśniąca jak zawsze plakietka prefekta. -Ćwiczyłam tylko patronusa. W dzisiejszych czasach jest to niestety przydatna umiejętność. Chcesz dołączyć? - Zaproponowała, bo przecież nie tylko ona potrzebowała wiedzieć, jak bronić się przed latającą po świecie depresją, która chce wyssać ze wszystkich szczęście i duszę.

______________________



    
When writing the story of your life, don’t let anyone else hold the pen
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Minu Reeves

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188 cm
Dodatkowo : hipnoza
Galeony : 17
  Liczba postów : 16
https://www.czarodzieje.org/t21298-kieran-j-reeves?nid=7#688861
https://www.czarodzieje.org/t21300-minu-reeves?nid=8#688862
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptyWto 19 Kwi - 11:40;

Miała rację, od czasów wojny to prawdopodobnie właśnie dzisiejsze czasy jawiły się w czarodziejskim świecie jako najbardziej niebezpieczne. Tak się akurat niefortunnie złożyło, że zniknięcie księżyca zbiegło się w czasie z przeprowadzką Minu, tym samym dokładając jego rodzinie tylko większej ilości niepotrzebnych zmartwień. W całej tej sytuacji z całą pewnością brały udział jakieś potężne, czarnomagiczne siły, które wykraczały daleko poza wyobrażenia zwykłych studentów, ale pech chciał, że zdawały się wpływać na wszystkich, którzy mieli z nią cokolwiek wspólnego. Dementorzy krążący samopas po ulicach byli tylko kolejny przykładem na to, jak paskudna z dnia na dzień stawała się sytuacja. Ćwiczenie zaklęcia patronusa było więc całkiem dobrym pomysłem...
Minu odpowiedział dziewczynie takim samym kiwnięciem i westchnął krótko, gdy opuściła różdżkę. Brak morderczych intencji wziął za dobry omen, w związku z czym zbliżył się do nieznajomej nieśpiesznie, wykorzystując ten czas na dokładniejsze oględziny jej twarzy. Na moment tylko rozproszony jej działaniem, Reeves podążył za ruchem kobiecej dłoni i natrafił wzrokiem na odznakę prefekta, gdzie zatrzymał się na kilka sekund. Zmarszczył lekko brwi i przekrzywił głowę, analizując wszystkie informacji, które udało mu się do tej pory zdobyć na temat struktury uczniowskiej społeczności w Hogwarcie. Wciąż jeszcze nie do końca pojmował sens dzielenia dzieci na cztery rywalizujące ze sobą grupy, ale wiedział już, z czym wiąże się noszenie podobnej plakietki; dziewczyna była kimś w rodzaju klawisza.
Pewnie, dlaczego nie — odpowiedział, zupełnie niezrażony swoim odkryciem. Powtarzano mu już, że w obecności takich uczniów i studentów powinien mieć się na baczności, aby przypadkiem nie wlepiono mu ujemnych punktów w jakiejś absurdalnej rywalizacji, ale cała sprawa nie mogła go chyba obchodzić mniej...
Słyszałem, że zorganizowano jakieś zajęcia z patronusa — zagadnął, wyciągając własną różdżkę, gdy zatrzymał się tuż przed rudowłosą. Spoglądał na nią z góry, choć bynajmniej nie z żadną wyższością, raczej autentycznym zainteresowaniem. — Dlaczego do nich nie dołączysz? — zapytał, zaraz odsuwając się na bok, by zrobić jej miejsce. Wolną dłonią podciągnął najpierw jeden rękaw swetra, a potem drugi.
Nadal nie był pewien jak powinien odnosić się do innych jako nowy narybek w tej społeczności, więc postanowił być po prostu sobą, aby sprawdzić jak zareagują na niego inni, zamiast dostosowywać się do ich standardów. Nigdy nie należał zresztą do płaszczących się typów i z całą pewnością nie zamierzał chylić karku przed kimś, kto zupełnie na to nie zasługiwał.

@Irvette de Guise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Irvette de Guise

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza, prefektka naczelna
Galeony : 889
  Liczba postów : 1684
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19822-znajomi-rudej#601308
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 EmptySro 20 Kwi - 11:07;

Ruda już wcześniej przemyślała słowa Hariela i doszła do wniosku, że jej bezsenność faktycznie może mieć coś wspólnego z czarną magią, jaką się parała. W dodatku zauważyła, że to właśnie zaklęcia z tej dziedziny przychodziły jej wyjątkowo gładko podczas, gdy jasna magia wymagała od niej naprawdę sporego wysiłku. Hasająca po szkolnym korytarzu patronusowa lisiczka z każdym kolejnym machnięciem różdżką wysysała z rudowłosej siły, ale De Guise nie była z tych, którzy pozwalali, by taka niedogodność ją powstrzymywała.
Sama dość szybko odnalazła się w tutejszej społeczności, choć wielu rzeczy nadal nie pojmowała. Dzielenie na domy było dla niej niepotrzebne, ale akurat funkcje prefekta uważała za sensowną. Poza tym sprawdzała się w niej i czuła na miejscu mogąc nosić przypiętą schludnie do mundurka odznakę.
Zrobiła chłopakowi miejsce obok siebie, tym samym zapraszając do wspólnego rzucania zaklęcia. Korytarz nie był zbyt wielki, ale w dwójkę jeszcze dawali radę stać obok siebie. -Rzucałeś już wcześniej patronusa? - Zapytała, po czym zdając sobie sprawę z własnego braku kultury wyciągnęła do chłopaka dłoń. -Irvette. - Przedstawiła się z ciepłym uśmiechem, uważnie lustrując po raz kolejny jego twarz. Nie dało się zaprzeczyć, że chłopak był przystojny, ale też Ruda nigdy wcześniej go w zamku nie widziała. Była ciekawa, czy jej po prostu umknął, czy był nowym nabytkiem Hogwartu.
-Och, słyszałam o nich! Organizował je Darren jeśli się nie mylę? - Zapytała retorycznie, bo oczywiście doskonale zdawała sobie sprawę, że miała rację. -Z tego co wiem, były to zajęcia dla osób, które nie potrafiły wyczarować patronusa. Ja nie mam z tym problemu, jak widziałeś. - Wyjaśniła dalej. Kompletnie nie przeszkadzał jej ton chłopaka. W murach zamku nauczyła się powoli nieco luzować swoje sztywne, narzucone we Francji podejście do życia, choć bywały sytuacje, kiedy bezsprzecznie wymagała szacunku i odpowiednich manier. Na szczęście ta nie była jedną z nich i nie musieli przejmować się żadnymi oficjalnymi zasadami.

@Minu Reeves

______________________



    
When writing the story of your life, don’t let anyone else hold the pen
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Boczny korytarz - Page 7 QzgSDG8








Boczny korytarz - Page 7 Empty


PisanieBoczny korytarz - Page 7 Empty Re: Boczny korytarz  Boczny korytarz - Page 7 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Boczny korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Boczny korytarz - Page 7 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
-