Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Ruiny Areny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Tilda Thìdley
Tilda Thìdley

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 46
  Liczba postów : 411
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15607-tilda-thidley#420456
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15652-tilda-thidley#421489
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15637-tilda-thidley
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptySob 6 Paź - 11:51;

First topic message reminder :


Ruiny areny


Kiedyś miejsce walk czarodziejów, dziś zapomniana ruina. Skupisko dużej mocy ułatwiające przepływ i plastyczność zaklęć. Nałożone na arenę zaklęcia ochronne działają po dziś dzień, wzmocnione wieloletnimi wyładowaniami mocy. Okoliczna roślinność i panująca tu cisza pomagają w oczyszczeniu umysłu i stanowią dobre miejsce do odpoczynku.

Aby wejść do lokacji, obowiązkowy jest rzut kostką!
1,6 - niestety nie możesz tu wejść, musisz spróbować innym razem!
2, 4 - udaje Ci się wejść do lokacji bez problemów.
3, 5 - udaje Ci się wejść do lokacji, lecz podczas przebywania w niej w którymś momencie przechodzisz przez kępkę brzytwotrawy. Dorzuć kostką: parzysta - po odbytym wątku rozwija się u Ciebie choroba o nazwie Brzytwówka (możesz poczytać o niej tutaj), jesteś zobligowany do napisania jednego posta w Szpitalu Św. Munga o leczeniu dolegliwości; nieparzysta - w domu zauważasz jedynie kilka przecięć na kostce, ale w ogólnym rozrachunku nic się nie dzieje.

Jeśli udało Ci się wejść do lokacji, możesz ją zdradzić jeszcze dwóm innym osobom! Pamiętaj, że na wejście do lokacji można rzucać raz dziennie.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Boris Zagumov
Boris Zagumov

Dorosły czarodziej
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha, rytualny krwawy znak na małym palcu prawej ręki, naszyjnik Ariadne zawsze zawieszony na piersi oraz mocno zmęczona twarz z widocznie podkrążonymi oczyma, które wydają się zapadać w sobie
Galeony : 306
  Liczba postów : 798
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 15 Kwi - 1:18;

KOSTKI C i J

Nie sądził, że pójdzie mu aż tak źle podczas wyciągania dziewczyny z dołu, ale najwidoczniej to coś, co znajdowało się pod nią nie zmieniło planów oraz nie zamierzało odpuścić w najbliższym czasie. Lina, pod naporem dwóch sił ciągnących ją w różne strony, w końcu pękła, przez co mężczyzna poleciał za siebie, a Irvette wydała jednocześnie z siebie krótki krzyk i spadła na dół szczeliny.
Boris musiał podjąć szybką decyzję, by móc w jak największym stopniu pomóc dziewczynie. Nie mógł się do niej zbliżyć, nie ryzykując zawalenia się ziemi, dlatego też uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie jak najbliższe zbliżenie się do dziury. Wcześniej jednak spróbował przywołać do siebie różdżkę dziewczyny, niestety jego sprzęt znowu go nie posłuchał. Postanowił jednak wdrożyć w życie jego dość nieprzemyślany plan, dlatego teleportował się pomiędzy dwie szczeliny, nie wiedząc w sumie na co liczył w takiej sytuacji i prawie od razu wyczarował również kulę białego światła, posługując się Lumos Sphaera. Tak wyczarowane źródło światła spróbował posłać na dół, by oświetlić dno oraz pomóc w jakiś sposób dziewczynie.

@Eskil Clearwater, @Irvette de Guise
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104621
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 15 Kwi - 6:46;

Irvette:

Irv -5% do mocy zaklęć do momentu wyleczenia ran

Boris:

Irvette: uścisk ramion zelżał jak tylko dałaś znać, że spełnisz warunki "współpracy"? Ostrożnie ręce Cię puściły i z siebie zsunęły na lodowatą ziemię. Spomiędzy zapachu roślinności dociera do Ciebie zapach mokrego futra. Ten ktoś kaszlnął. Choć niewiele widzisz to faktycznie, dostrzegasz zarys jakichś pnączy rozrzuconych po całym terenie. - Nie ruhszaj się, bo cieh złapią.- głos wydaje się dawno nieużywany, stąd lekka wada wymowy. - Czharodziejem jesteś, tak? Gdzie różdżhka? Zhnajdź ją!- ten ktoś powoli próbuje wstać bez przemieszczania się. Najwyraźniej tu, gdzie jesteście sidła jeszcze nie sięgają. - Iść, iść, trzheba iść!- szeptał i potrząsnął Twoim obolałym od pręgów ramieniem.

Boris: choć z początku był z tym problem to ostatecznie różdżka Irvette znalazła się u Twoich stóp. Tam, gdzie się teleportowałeś ziemia jest jeszcze stabilna choć brakuje zaledwie pół metra od tego wrażliwego miejsca, gdzie można stracić grunt pod nogami. Twoje zaklęcie wlazło do środka i…

Irvette, nagle oślepiło Cię światło cudzego zaklęcia. Razi w oczy! Sidła zajmowały całą okolicę Twojej lokalizacji wraz z ogromnym kawałkiem podłogi - jedno z korzeni znajduje się pół metra od Twojej twarzy, drugie przy stopie. Ten ktoś syknął z bólu od światła, cofnął się o krok… wydaje się, że to cholernie blady i wysoki człowiek w łachmanach. Tyle zdołałaś zobaczyć nim ten ktoś złapał kulkę światła i rzucił nią w ścianę, gdzie czar zniknął. Jęknął z bólu.

Boris, widzisz jedynie grube pnącza diabelskich sideł umykających pod wpływem Twojego zaklęcia. Nic więcej. Możesz podejść bliżej ale rzuć kością:
1-4 - ziemia zapada się pod Tobą, wpadasz do szczeliny prosto w diabelskie sidła. Zostajesz przez nie mocno poturbowany (dwie rany lekkie) i unieruchomiony. Nic nie widzisz.
5-6 - udaje Ci się podejść bliżej szczeliny, w którą wpadła Irvette, choć grunt pod Twoimi stopami jest miękki i niestabilny. Słyszysz jak ktoś jęczy z bólu. Z tej odległości trudno stwierdzić jaki to głos. Dodatkowo zauważasz, że ze środka wyłazi kawałek grubego opasłego pnącza, które swoją masą mogłoby zrobić solidną krzywdę. To wyjątkowo dorodny okaz rośliny.

Zauważasz również, że ziemia zaczyna drżeć w tej okolicy a szczeliny… zwężać się. Magia postanawia naprawić to, co zniszczyła. Przejście pod ziemię zamknie się w następnym poście Mistrza Gry. Możesz użyć trzech dowolnych zaklęć, aby podjąć decyzję co robisz.

Możecie się ze sobą skontaktować ale jedynie w dwóch zdaniach Irvette (jeśli chcesz powiedzieć więcej to ten ktoś będzie chciał Cię uciszyć i zasłonić Ci usta). Jeśli Boris będzie chciał powiedzieć więcej niż dwa zdania, pnącze sidła się na niego rzuci i złapie za nogę - od stopy do uda.

______________________

Ruiny Areny - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Irvette de Guise
Irvette de Guise

Absolwent Slytherinu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 1096
  Liczba postów : 2801
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 15 Kwi - 10:04;

Sytuacja wydawała się lekko uspokoić. Przynajmniej teraz wiedziała, że to coś nie chce jej zabić na miejscu. Dużo gorzej jednak, że prawdopodobnie była otoczona przez mordercze pnącza, a do tego znajdowała się w miejscu wzbudzającym w nie strach poprzez zwykłą, ludzką fobię. Przez aromat wilgoci i roślin przebił się jeszcze jeden zapach - mokre futro, które sprawiło, że w głowie ślizgonki pojawiło się kolejne kilka pytań. Miała nadzieję, że nie wlazła w sidła wilkołaka. Wolałaby zdecydowanie, by nieznajomy po prostu zbyt wiele czasu spędził pod ziemią i zapomniał co to higiena.
Kula światła wpadła do szczeliny oślepiając ją na chwilę, lecz dzięki niej mogła dostrzec, że niestety miała rację. Cofnęła powoli i ostrożnie stopę tak, by bezpiecznie ulokować ją poza zasięgiem najbliższego pędu, lecz nie zdołała zrobić wiele więcej, bo jej towarzysz wziął magiczne światło i rozbił o ścianę. Ten moment nieco wstrząsnął dziewczyną. Nigdy wcześniej nie widziała niczego podobnego i poczuła rodzący się w sercu strach. Musiała się stąd wydostać za wszelką cenę.
-Panie Zagumov, jestem otoczona diabelskimi siadłami. Potrzebuję różdżki, by wyczarować światło nieco delikatniejsze od Pańskiego, które oślepiło mojego towarzysza! - Krzyknęła w stronę ujścia szczeliny licząc, że Boris ją usłyszy i wyciągnie wszystkie odpowiednie wnioski z tej krótkiej wiadomości. Nie powiedziała jednak nic więcej, gdy palce zacisnęły się na jej ramieniu wywołując ból.
-Różdżka została na górze, gdy wciągnąłeś mnie tutaj. Mój przyjaciel może mi ją zrzucić jeśli pozwolisz. Potrzebujemy światła, by roślina nas nie dopadła. - Wyjaśniła spokojnie, dając się podnieść i ruszając za nieznajomym, choć jej sercem targały strach i obawy.
-Wiesz jak stąd wyjść? Gdzie się schować? - Cały czas nie ufała istocie, ale musiała zachować spokój i pozory. Gdyby tylko miała możliwość wpłynięcia na jego umysł i wysuszenia z niego prawdy na pewno by skorzystała. W ciemności jednak zadanie to było praktycznie niemożliwe. Musiała zaufać, że Zagumov nie zostawi jej tutaj na pastwę losu.

@"Boris Zagumov " , @"Eskil Clearwater "

______________________



 
A star becomes a sun, under the pressure of darkness.
Powrót do góry Go down


Boris Zagumov
Boris Zagumov

Dorosły czarodziej
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha, rytualny krwawy znak na małym palcu prawej ręki, naszyjnik Ariadne zawsze zawieszony na piersi oraz mocno zmęczona twarz z widocznie podkrążonymi oczyma, które wydają się zapadać w sobie
Galeony : 306
  Liczba postów : 798
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptySob 17 Kwi - 0:09;

ZAKLĘCIA G, D, D
K6 3- wykorpytnąłem się :<

Jak się okazało, miał więcej szczęścia niż mogło się wydawać, bo ani ziemia się pod nim nie zapadła (jeszcze), ani zaklęcie go całkowicie nie zawiodło, ponieważ różdżka jego towarzyszki koniec końców znalazła się obok niego, co można już było uznać za jakiś sukces.
-Dobrze- musiał jak najszybciej oddać własność Irvette, by umożliwić jej jakąkolwiek formę obrony przed zielskiem znajdującym się w dole nieopodal niej. Używając Wingardium Leviosa przeniósł wybrany przez siebie obiekt nad szczelinę, mniej więcej w miejscu, w którym chwilę wcześniej wpuścił świetlistą kulę, po czym upuścił różdżkę, licząc, że trafi ona jak najbliżej dziewczyny.
Następnie spróbował podejść jak najbliżej, by zorientować się, czy jego wysiłek nie poszedł na marne, co okazało się być złym pomysłem. Ziemia pod nim najwyraźniej była znacznie mniej wytrzymała niż ta gdzie się teleportował, więc Boris poszedł w ślady różdżki i dziewczyny i znalazł się na dnie szczeliny, która skurczyła się, a przynajmniej tak się wydawało Rosjaninowi. Nie spadał długo, co było pozytywnym aspektem całego zajścia, ale na swoje nieszczęście, mężczyzna upadł miękko, zbyt miękko. Wpadł prosto w objęcia diabelskich sideł, co zdecydowanie nie można było uznać za progres w ratowaniu dziewczyny.
Z początku spanikował nieco, zaskoczony obrotem spraw, ale szybko się opamiętał i wysilając się nieznacznie, zdołał znaleźć wystarczająco miejsca dla swojego nadgarstka, by rzucić zaklęcie, a raczej zaklęcia, niezbędne do wydostania się z opresji. Jako pierwsze posłał Lumos, a zaraz potem Lumos Maxima, by dać sobie jak najwięcej czasu na oddalenie się od rośliny.

@Eskil Clearwater, @Irvette de Guise
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104621
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptySob 17 Kwi - 7:18;

Irvette:

Irv -5% do mocy zaklęć do momentu wyleczenia ran

Boris:


Irvette.
Rzuć kością k6.
1-3 - zrzucona różdżka wpadła gdzieś między sidła lecz nie widzisz gdzie.. 4-5 - różdżka leży obok sideł, widzisz ją, jest za tym Kimś, musisz ostrożnie ją zabrać i rzecz jasna wyminąć Kogoś. 6- różdżka wpadła Ci prosto do rąk!

Istota spoglądała na Ciebie intensywnie choć teraz w ciemności widziałaś jedynie zarys jego sylwetki. Ręce spiął w pięści.- Tylko światło, jak będziesz atakować, nie powiem gdzie jest wyjście. Będziecie tu gnić jak ja a znam to miejsce dobrze!- zagroził choć spozierały przez niego nerwy. Nie brzmiał jak kłamca. Cofnął ręce, naprężył mięśnie i gotów był na dosłownie wszystko.

Tym samym z góry spadło trochę więcej kamieni oraz Boris we własnej osobie. Akurat wtedy kiedy szczelina zamknęła się i zostaliście tu zamknięci. Głuchy łoskot świadczył o tym, że mężczyzna wpadł prosto w sidła, które oplotły go ciasno od stóp do samej szyi. Mimo wszystko zdołał wyczarować słabsze światło, które nikogo nie oślepiło, a wniosło jedynie półmrok. To starczyło, aby sidła z sykiem trochę się wycofywały choć nie miały za bardzo gdzie. Wciskały się w zaciemnione kąty, odsuwając się trochę od Borisa. Teraz Boris jest unieruchomiony wielkim pnączem na wysokości brzucha. To naprawdę opasłe pnącze, szerokości uda i zaciska się coraz mocniej.

Boris, w chwili wyczarowania światła widzisz jak za Irvette stanął Ktoś - Ktoś, kto wydaje się być bladym, dosyć przystojnym mężczyzną ze znoszonymi ubraniami? Zanim mogłeś się przyjrzeć, światła pogasły i znów otoczył Cię mrok. Irvette, czujesz jak ten Ktoś kładzie Ci dłoń na ramieniu - tym razem lżej, delikatniej, choć dalej skórę ma lodowatą. Ten Ktoś stoi za Tobą i można zrozumieć to dwojako - albo zasłania się Tobą przed Borisem albo trzyma Cię by w razie czego uznać Cię za zakładnika jeśli Boris zacznie ciskać czarami. Czujesz od Kogoś zapach ziół, a nie brudu, co jest znakiem, że ten Ktoś wcale nie jest zaniedbany choć wyglądał na bezdomnego. Znienacka czujesz w mroku jak coś miękkiego futrzastego musnęło Twoje łydki. Ktoś chyba nie zauważył, bo stoi spokojnie i nie zabiera dłoni z Twojego ramienia. Zrobi krok tam, gdzie Ty. Zareaguje na każdy czar.

Wracamy do dwóch czarów na post.
Jest tu bardzo zimno. Temperatura oscyluje przy -5 stopniach Celsjusza. Odczuwacie ten chłód.

@Boris Zagumov  @Irvette de Guise

______________________

Ruiny Areny - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Irvette de Guise
Irvette de Guise

Absolwent Slytherinu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 1096
  Liczba postów : 2801
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyWto 20 Kwi - 13:03;

Kostka na różdżkę: 6 - wpada prosto w łapki Ruiny Areny - Page 4 947555469

Zaklęcie zwykłe : I = 90% - 5% za obrażenia = 85%

Zaklęcie lecznicze: E = 50% - 5% za obrażenia = 45% (Vulnus Alere na ramiona)

Sytuacja w jakiej się znalazła była zdecydowanie daleka od wygodnej i bezpiecznej. Mimo to dziewczyna starała się nie tracić zimnej krwi licząc, że Zagumov nie zostawi jej tam samej.
-Tylko światło. Nie zaatakuję, jeżeli i Ty nie zrobisz nam krzywdy. - Obiecała wiedząc, że jest na przegranej pozycji. Ledwo wypowiedziała te słowa, a w jej dłonie wpadł dobrze znany dziewczynie magiczny patyczek. Odetchnęła z ulgą czując się nieco pewniej.
Poczucie to nie trwało jednak długo, gdyż usłyszała dźwięk świadczący o tym, że mieli gościa. Gościa pod postacią Borisa, którego złapały diabelskie sidła. Mężczyzna wyczarował światło, dając jej pogląd na sytuację, lecz niestety zgasło ono dość szybko.
-Lumos Sphaera! - Ponownie wyczarowała kulę światła licząc, że ta utrzyma się i będzie mogła dzięki temu jakoś lepiej kontrolować sytuację. Poczuła dotyk na swym ramieniu, ledwo powstrzymując mimowolne drgnięcie. Patrzyła na Borisa, próbując dać mu do zrozumienia, że jest w porządku i panuje nad sytuacją. W miarę.
-Jeżeli pozwolisz uleczę się nieco. Nie chcę, by wdarło się zakażenie. - Zwróciła się do nieznajomego i jeżeli pozwolił spróbowała nieco zająć się obrażeniami. Jeżeli jednak nie wyraził zgody, zastosowała się i do tego. Czuła się poniekąd jak zakładnik w tej ciemnej i wilgotnej jaskini.
Poczuła, jak coś miękkiego ociera się o jej nogi i instynktownie spojrzała w tamtym kierunku gotowa zareagować. Nie uśmiechało jej się zostać pożartą przez jakieś magiczne zwierzę w otoczeniu diabelskich sideł i jeszcze z nieznajomym, który brzmiał, jakby nie miał zamiaru łagodnie traktować wrogów. Powoli zaczynała czuć przedzierający się do jej organizmu chłód. Myślała tylko o tym, by bezpiecznie ich stąd wydostać a niestety miała wrażenie, że opcji na to nie ma zbyt wiele. Posłała wyczarowaną wcześniej kulę światła w kierunku Borisa, by odgonić od niego diabelskie sidła i przywrócić swobodę ruchu. Miała tylko nadzieję, że mężczyzna nie zacznie atakować nieznajomego. Był on teraz ich jedyną, choć nikłą nadzieją na odnalezienie wyjścia z całej tej sytuacji.

@Boris Zagumov
@Eskil Clearwater

______________________



 
A star becomes a sun, under the pressure of darkness.
Powrót do góry Go down


Boris Zagumov
Boris Zagumov

Dorosły czarodziej
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha, rytualny krwawy znak na małym palcu prawej ręki, naszyjnik Ariadne zawsze zawieszony na piersi oraz mocno zmęczona twarz z widocznie podkrążonymi oczyma, które wydają się zapadać w sobie
Galeony : 306
  Liczba postów : 798
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptySro 21 Kwi - 22:05;

ZAKLĘCIA A i I
A-Libertas (Z)
I- Bullae (Z)

Nie czuł się komfortowo, zapewne jak każda osoba, która kiedykolwiek znalazła się w jego sytuacji, dlatego ucieszył się, widząc, że jego towarzyszka ma różdżkę, z której chwilę później skorzystała odwdzięczając się jednocześnie świetlistą kulą, którą chwilę wcześniej samemu zesłał do niej. Postanowił jednak nie pozostawiać losów swojego wyswobodzenia się z więzów przypadkowi, więc od razu wziął się do roboty, by pozbyć się ostatniego z pnączy.
-Libertas- liczył, że to zaklęcie zadziała podobnie jak w przypadku zwykłych więzów i pomoże mu się wyczołgać na wolność, ale ku jego rozczarowaniu, różdżka znowu zaczęła dziwnie wibrować, przez co nie był pewien, czy czar posłuży mu tak, jak to sobie zakładał.
-Bullae- następnie chciał ulżyć sobie, Irvette i nieznajomemu, któremu dziewczyna pomagała teraz uleczyć jakąś ranę. Miał nadzieję, że utworzona przez niego bańka pozwoli im przemyśleć następne działania w normalnej temperaturze.

@Eskil Clearwater, @Irvette de Guise
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104621
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyPią 23 Kwi - 21:09;

Irvette:

Boris:

Dzięki kule światła Boris mógł zostać uwolniony z objęć diabelskich sideł. Zaklęcie uwalniające z więzów po prostu nie zadziałało na tak potężny egzemplarz rośliny - najwyraźniej sidła rosły tutaj wesoło i to od dawna, stąd ich ogromne rozmiary.
Irvette, Twoje ramiona otuliła jasna lecznicza mgiełka dzięki czemu zniwelowałaś sobie całkowicie karę do mocy zaklęć. Bańka ciepła wyczarowana przez Borisa jest solidna jednak jest w stanie ogrzać tylko jedną osobę, w tym przypadku samą Irvette. Póki co chłód Ci nie doskwiera, jednak Boris niestety cały czas będzie odczuwać niską temperaturę.
Irvette zdołała odwrócić się w porę, aby zobaczyć znikający rudy puszysty i długi ogon. Osobnik za Tobą zesztywniał i spiął się. - Nie chciałem cię wystraszyć. Wybacz. - tak, takie słowa padły z jego ust bowiem to był jego ogon. Dzięki kule światła (która teraz trzymała sidła na dystans) mogliście oboje dostrzec, że osobnik przed Wami posiada lisi ogon zaczynający się nad lędźwiami i sięgający niemalże do ziemi. Ogon drgał niespokojnie z lewej do prawa i najwyraźniej nieświadomie muskał Irvette po łydkach. Osobnik był gatunku męskiego, kształtu humanoidalnego. Jest z Was najwyższy i najsmuklejszy, cerę ma bladą lecz trzeba przyznać, że urody nie można mu odmówić. Duże szare oczy wpatrywały się w Was podejrzliwie jednak nieustannie trzymał dłoń na ramieniu Irvette. Ubrania miał znoszone, cerowane, gdzieniegdzie znajdowały się dosyć stare bandaże, którymi musiał najwyraźniej się opatrywać, wyglądał na trochę wychudzonego i co tu ukrywać, spiętego osobnika. - To miejsce to pułapka. Jeśli obiecacie, że mnie stąd wydostaniecie, to ja pomogę wam. - oznajmił i nie ruszał się z miejsca. Ogon dryfował lekko nad ziemią jednak tym razem mężczyzna dbał o to, aby w żadnym razie nie muskał już stojącej przed nim dziewczyny.


@Boris Zagumov @Irvette de Guise

______________________

Ruiny Areny - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Irvette de Guise
Irvette de Guise

Absolwent Slytherinu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 1096
  Liczba postów : 2801
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyPon 26 Kwi - 15:59;

Zaklęcie Z: H - 80% - Bullae

Zaklęcie L: G - 70% - Vulnus Alere na żeberka

Odetchnęła z ulgą, gdy ból w ramionach zelżał. W tym stanie zdecydowanie łatwiej będzie jej się bronić w razie potrzeby, choć miała dziwne wrażenie, że może uda im się dogadać z tajemniczym jegomościem. Nie poprzestała jednak na tym leczenia samej siebie. Wycelowała różdżkę w klatkę piersiową tam, gdzie dorobiła się obtarć i siniaków na żebrach. Czuła się względnie bezpieczna, by móc poświęcić te dodatkowe sekundy, a że jakoby dostała przyzwolenie od nieznajomego postanowiła wykorzystać to jak mogła. Tylko do rany na plecach nie była w stanie dosięgnąć, więc chwilowo postanowiła zostawić ją taką, jaka była.
Poczuła ciepło, jakie otuliło ją dzięki wyczarowanej przez Borisa bańce. Mężczyzna niestety nie był w stanie podobnie ogrzać siebie, więc rzucając krótkie "pozwolisz?" w stronę nieznajomego, wyczarowała taką samą otoczkę ciepła wokół Zagumova. Miała nadzieję, że w ten sposób dadzą radę przetrwać te dość niewygodne dla nich warunki. Obydwoje byli już względnie wolni i we względnie dobrym stanie. Pozostało więc tylko znaleźć wyjście i nie dać się ewentualnie zabić.
-Nie szkodzi. - Uniosła lekko kąciki ust, gdy zobaczyła, że to włochate coś jest przyczepione do jegomościa i w istocie jest to lisi ogon. Ani jedna zmarszczka nie zdradziła jej zdziwienia. Miała większe problemy na głowie niż to, że ma do czynienia z kimś, kto najwyraźniej człowiekiem nie jest. A przynajmniej nie w pełni. Gorączkowo próbowała przypomnieć sobie, czy słyszała o podobnych istotach zamieszkujących podziemia. Nie mogła przyjrzeć się mężczyźnie, gdyż stała do niego tyłem. Próbowała za to wyczytać cokolwiek z twarzy Zagumova.
-Masz moje słowo, ale musisz nas przez to przeprowadzić. Sam mówisz, że znasz to miejsce najlepiej. Czemu sam się nie wydostaniesz? - Zapytała spokojnie choć ta sprawa nieco jej śmierdziała. Czyżby istota była naznaczona jakąś klątwą? A może inny rodzaj magii trzymał ją tutaj uwięzioną? Liczyła, że prędko to odkryją i sami nie zostaną ofiarami tej pułapki.

@Boris Zagumov , @Eskil Clearwater

______________________



 
A star becomes a sun, under the pressure of darkness.
Powrót do góry Go down


Boris Zagumov
Boris Zagumov

Dorosły czarodziej
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha, rytualny krwawy znak na małym palcu prawej ręki, naszyjnik Ariadne zawsze zawieszony na piersi oraz mocno zmęczona twarz z widocznie podkrążonymi oczyma, które wydają się zapadać w sobie
Galeony : 306
  Liczba postów : 798
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyPon 26 Kwi - 21:39;

Po wyswobodzeniu się spod diabelskich sideł, Rosjanin wstał i otrzepał się, próbując jeszcze zorientować się, co tutaj właściwie się dzieje i jak do tego doszło. Był w niemałym szoku, że zwykłe wyjście na przechadzkę skończy się właśnie w ten sposób. Następnie jego wzrok padł na dość nietypowego osobnika, który stał za Irvette. Zaniepokoiło go to trochę, nie będąc pewien, czy jego intencje są najlepsze.
Chwilę potem spojrzał się na dziewczynę, która na jego szczęście postanowiła również rzucić zaklęcie, dzięki któremu znalazł się poza zasięgiem panującego na dole szczeliny zimna, przynajmniej na ten moment.
-Wszystko w porządku?- zamierzał na ten moment ignorować nieznajomego, skupiając się na stanie zdrowia swojej towarzyszki, która mogła ucierpieć podczas spadania na dół lub jakiegoś bliższego kontaktu z roślinnością znajdująca się w tym miejscu.
-Masz może pomysł jak stąd wyjść?- znajdowała się tutaj dosłownie chwilę dłużej, ale z tego co zdążył się zorientować, to nawiązała jakąś formę komunikacji z osobnikiem, który ją tutaj wciągnął. Z tego jednak co usłyszał, powinien on znać jakąś drogę na zewnątrz, jednak nie zamierzał go adresować bezpośrednio. Rękę z różdżką wciąż trzymał w pogotowiu, gdyby coś poszło nie po ich myśli.

@Eskil Clearwater, @Irvette de Guise
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104621
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyWto 27 Kwi - 7:48;

Irvette:

Boris:

Istota spoglądała nieufnie na wstającego Borisa. Nie zabierała dłoni z ramienia dziewczyny nawet kiedy ta leczyła swoje rany i rzucała zaklęcia ocieplające swojego towarzysza. - Jest wyjście, ale usiane pułapkami, których nie mogę wyminąć. Nie jestem czarodziejem.- zauważył i przyglądał się profilowi Irvette świdrującym wzrokiem. Bardzo świdrującym, na tyle, że kolana mogły zmięknąć a oddech wybić się ze spokojnego rytmu. Dłoń wciąż miał chłodną i Irvette mogła otulić delikatna ochota objęcia istoty, aby więcej nie marzła. Poruszył palcami na wątłym ramieniu. Poczucie zagrożenia z jego strony minęło - w odczuciu Irvette, nie Borisa. - Niech twój towarzysz idzie pierwszy, będę szedł z tobą i wskazywać drogę do pomieszczenia, gdzie będziemy mogli porozmawiać i się ogrzać. Na końcu przejścia jest mała grota.- wolną dłonią wskazał bardzo wąski korytarzyk o niskim sklepieniu - Boris będzie musiał pochylać się, aby przez to przejść. Najlepiej też przemieścić się bokiem. Korytarzyk znajduje się z lewej strony, bo innego wyjścia stąd nie widzicie. Istota odmówi przejścia jako pierwsza, najwyraźniej ani trochę nie ufa obecnemu tu mężczyźnie.

Boris, jesteś w stanie dostrzec między pnączami sideł i pod ścianami szkielety zwierząt i ludzi. Około czterech sztuk łącznie. Sufit obklejony jest pajęczynami. Nie jest tu ani trochę przyjemnie, a korytarzyk wskazany przez bezimienną Istotę choć wąziutki to dało się dostrzec daleko na samym końcu nikły blask światła. - Jak ci na imię?- to Irvette usłyszała cichy głos Istoty, spoglądającej na nią z żywym zainteresowaniem.

Osoba, która wejdzie pierwsza w korytarzyk rzuca kością k6. To rzut tajny, efekt poznacie w następnym poście MG.

Irvette - postać ma klaustrofobię. W każdym pomieszczeniu o niskim sklepieniu i wąskim obszarze (na czas pobytu w korytarzyku) rzuć Literą i określ moc. Tyle mocy tracisz do czasu aż nie opuścisz danego pomieszczenia albo nie dodasz sobie otuchy w inny sposób.

Przejście przez korytarzyk zajmie wam po jednym poście. Nie macie pojęcia co znajduje się na samym końcu. Korytarzyk jest dosyć długi, to około 5 minut przeciskania się jedno za drugim.

@Irvette de Guise @Boris Zagumov

______________________

Ruiny Areny - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Irvette de Guise
Irvette de Guise

Absolwent Slytherinu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 1096
  Liczba postów : 2801
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyWto 27 Kwi - 23:58;

Literka na klaustrofobię: A

Tajemnicza kość: 3

Spokojnie obserwowała reakcję rośliny, by w razie czego móc zareagować, choć na szczęście nie było to już konieczne.
-Jak najbardziej. - Zapewniła Borisa, ze spokojem w głosie. Nie miała w zwyczaju panikować, choć fakt, że znajdowali się w ciemnych podziemiach nie był dla niej wygodny. -Ten... Wybacz, nie wiem jak Ci na imię... - Zwróciła się do nieznajomego ogoniastego, po czym wróciła do Borisa.- On może nam pomóc. Ponoć bardzo dobrze zna to miejsce. - Nie miała innego pomysłu, jak wyjść stąd bez większego szwanku. Miała nadzieję, że mężczyzna naprawdę im pomoże zamiast rzucać klątwą prosto w plecy, gdy tylko się od niego odwrócą.
-Wybacz, jeżeli mam stawić czoło pułapkom potrzebuję pełnej swobody ruchów. - Zwróciła się uprzejmie do ogoniastego, głową wskazując znajdującą się na jej ramieniu dłoń. Nie czuła się dobrze z tym dotykiem, ale nie zamierzała zachowywać się jakkolwiek agresywnie, by nie zaprzepaścić ich szansy na wolność. Musiała w tej chwili ustalić priorytety i rzucanie obelgami zdecydowanie leżało gdzieś na samym dnie tej listy. Do tego czuła tę dziwną chęć przytulenia nieznajomego, która nieco ją alarmowała. Nie była osobą, która lgnęła do takich rzeczy, więc zdecydowała się uważać jeszcze bardziej na poczynania ogoniastego.
-Lavena. - Skłamała gładko, podając swoje drugie imię. Zazwyczaj robiła tak, gdy sytuacja wydawała jej się niezbyt ciekawa i chciała uniknąć zbyt łatwej identyfikacji w przyszłości. -Jak zostałeś tu uwięziony? - Spytała łagodnie, mimo wszystko ciekawa historii tej istoty.
-Masz coś przeciw, żebym to ja poszła przodem? - Zwróciła się zarówno do Borisa jak i do tajemniczego mężczyzny. Szczelina budziła w niej lęk, który chciała jak najszybciej pokonać. Nie mogła liczyć na to, że Boris i ogoniasty nie zablokują jej przejścia, czy nie spowolnią tej wędrówki. Chciała nadawać jej tempa, które nie pozwoliłoby jej spanikować.
Ruszyła więc powoli, ustawiając się bokiem, by przypadkiem samej nie zaklinować się w szczelinie. Dopiero po kilku krokach przystanęła na chwilę czując, jak powoli spłyca jej się oddech w wyniku fobii, jaką posiadała. Widziała za sobą sylwetkę, choć nie potrafiła dostrzec czyją. Pozwoliła więc, by ta się zbliżyła, jednocześnie kontrolując własny oddech. Gdy postać była już przy niej zaczęła powoli stawiać kroki w głąb szczeliny jedocześnie palcami delikatnie przejeżdżając po miejscu, które miała nadzieję było okolicami pośladków sylwetki.
-Oj, przepraszam. - Wybąkała z aktorskim zawstydzeniem, choć gest ten miał upewnić ją, z kim ma do czynienia. Gdy nie poczuła w okolicy ręki charakterystycznego futra postanowiła podjąć ryzyko. Liczyła, że jej intuicja się nie pomyli nie tylko z osądem najbliższego towarzysza, ale i z korzeniami, jakie ten posiadał.
-Gawarisz pa-ruski, da? - Zapytała szeptem, a gdy otrzymała odpowiedź twierdzącą zaczęła szybko rozmawiać z Zagumovem w tym właśnie języku pilnując, by jej głos był wciąż słyszalny tylko dla niego. -Nie ufam mu do końca. Nie chcę go jednak denerwować. Boję się, że może to przynieść nam zgubę. A Ty co myślisz? Powinniśmy jakoś zareagować? - Bez namysłu porzuciła formę grzecznościową uznając, że podobne sytuacje tłumaczą nieco luźniejszą komunikację. Ponadto nazwała wcześniej Borisa swoim przyjacielem i nie chciała zrzucać tej przykrywki, gdyby nieznajomy nagle zaczął mieć wątpliwości. Poruszała się do przodu starając się nie myśleć o warunkach w jakich się znaleźli, a zamiast tego skupić na wyjściu ze szczeliny.
-Mam klaustrofobię. Byłabym wdzięczna, gdybyś do mnie mówił. Narazie to kontroluję, ale nie wiem ile jeszcze dam radę. - Przyznała po rusku przed Zagumovem, bo choć nie lubiła odkrywać własnych słabości, nie chciała by w razie czego mężczyzna stanął przed zaskakującą sytuacją.

@Boris Zagumov , @Eskil Clearwater

______________________



 
A star becomes a sun, under the pressure of darkness.
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 29 Kwi - 16:03;

Testowanie zaklęcia
Esnaro, etap II, post pierwszy, inny czas (przepraszam Ruiny Areny - Page 4 3094467927)
Kostka na wejście: 4
Rzut: klik

k6:

Literka:

Wyniki:

Znalezienie dobrego miejsca do przetestowania nowego zaklęcia, które niby istniało, ale nie do końca, zdawało się być dość trudnym zadaniem. Może studiowanie książek szło mu znacznie lepiej? Tego nie wiedział, kiedy to dzierżył własny magiczny dziennik z wieloma notatkami, do których to się zastosował, przeglądając wcześniej także historie poszczególnych czarów i metody ich wynalezienia, ażeby mieć pełen obraz sytuacji, w której to się znajdował. Lowell wolał lawirować na tym, co mogło mu przynieść sukces, ale też, liczył się z możliwością wystąpienia wielu porażek, dlatego nie bez powodu miał w swojej bezdennej torbie dwa eliksiry wiggenowe, które mogły mu się przydać w celu zaleczenia potencjalnych obrażeń, jakie mogłyby wystąpić. Liczył się praktycznie ze wszystkim, wszak potencjał run pozostawał ściśle określony przez krąg energetyczny, a szkoda byłoby podejść do tego bez uprzedniego przygotowania. No ba, nawet na bluzę użył zaklęcia wchłaniającego, by przejęło tym samym prostą formę Protego, ażeby mieć jakąkolwiek większą ochronę, gdyby wystąpiło coś, zanim jakkolwiek zdołałby to zarejestrować. Życie nauczyło go, że należy podejmować się wszystkich kroków, ażeby uniknąć tego, co może przyczynić się do pociągnięcia za sobą ofiar.
Pewne historie mówiły o miejscu, które ułatwia tym samym przepływ magii. Chcąc dowiedzieć się o nim czegoś więcej, Felinus nie bez powodu chodził po barach, by tym samym posiadać informacje na temat jego potencjalnej lokalizacji. Też, przebywając coraz to częściej w Magicznej Bibliotece, przeglądał najróżniejsze tomiszcza dotyczące miejsc okrytych licznymi historiami czy legendami. Wysłuchiwał rozmów, starał się zdobyć cokolwiek, co mogło mu się w rzeczywistości przydać. Pierwszą z zagwozdek było to, iż lokacja ta znajduje się za Londynem. Zapomniana ruina kryła w sobie coś w rodzaju "błogosławieństwa", jakoby będąc nie tylko skupiskiem ogromnej mocy. Energia płynąca w tym miejscu umożliwiała tym samym na łatwiejsze wydobycie dzierżonej przez czarodzieja magii i znacznie większy sukces. Powody zatem do jej znalezienia chłopak posiadał. Musiał to rozegrać ino ostrożnie, czego był doskonale świadom. Nie chciał przyczynić się do kolejnych nieszczęść, wiedząc o tym, że wiele rzeczy zależy tylko i wyłącznie od niego. Głębszy wdech, wolniejszy wydech; przechadzając się po ruinach, odczuwał tę charakterystyczną magię, jakoby stabilniejszą, która zdawała się wpływać na jego własną sygnaturę magiczną. Albo różdżkę? Tego nie wiedział, targając ze sobą magicznego manekina.
W magicznym dzienniku zawarł wszystko, co było potrzebne, ażeby samodzielnie móc rozpocząć ćwiczenia powiązane z tworzeniem zaklęcia. Standardowa formuła "Esnaro" powinna wystarczyć, w szczególności po tym, jak Tonitrus okazał się być znaczeniowo błyskawicą. Nadawał sens poprzez łacińską sentencję, ale teraz - żeby nie uzależniać w pełni rzucania czaru od nazwy danej runy alfabetu futharku starszego - musiał być pewny tego, jak je rysować. I jak dokładnie przekierować magię w celu wydobycia potencjału żywiołowego, w związku z czym jego myśli oscylowały głównie wokół tego jednego tematu. Prawidłowości; bez niej nie uda mu się stąd wyjść bez szwanku, o czym doskonale wiedział. Ciche westchnięcie wydobyło się spomiędzy jego spierzchniętych ust, jakoby ciche ziarenko nadziei, światełko rozwijające skrzydła, nawet jeżeli ich nie miało. Zawsze, gdy znajdował sobie coś, co go interesowało, wkładał w to sporo własnych chęci oraz czasu, który to biegł nieustannie. Nie chciał go zabijać bez żadnych realnych korzyści; chciał, żeby stał się tym samym prekursorem zmian, do których to się przychylał. Jeżeli widział w czymś potencjał, nie chciał go marnować; chciał go w pełni wykorzystać, dlatego skupił się, trzymając na lewym ramieniu własną torbę z lekami; w prawej dzierżona była różdżka.
Wiele informacji, które znajdowały się w notatkach, pomagały mu w osiągnięciu celu. Zresztą, gdyby mógł, to na początku wymyślania zaklęcia zapewne znajdowałby zakwaterowanie w bibliotece, niemniej jednak nie było to do końca realne. Też, nie chciał wypożyczać książek do domu, wiedząc doskonale o tym, że pełne skupienie będzie mógł osiągnąć tylko w progach budynku dzierżącego na własnych, zakurzonych półkach poszczególne księgi. Czekoladowe tęczówki uważnie spojrzały na kamienne płyty, z których to została wykonana arena; dobre miejsce na umieszczenie poszczególnych inskrypcji. Odpowiedni ruch różdżką, zgodnie z zapiskami dotyczącymi rysowania poszczególnych run, miał wykrzesać z nich pełen potencjał po skierowaniu magii z sygnatury do rdzenia z serca buchorożca, a z serca - do rzeczywistości, którą to chciał kreować.
- Esnaro. - nadgarstek wykonał ruch zgodny z tym, jak należy narysować runę Fehu, z odpowiednią prędkością, która, jak się okazało, przyczyniła się do wydobycia unikalnej, ognistej iskry. Ta po wylądowaniu na podłodze zamieniła się w znak runiczny, który... zdawał się działać w prawidłowy sposób. Lowell dokładnie spoglądał w jego stronę, skupiając spojrzenie czekoladowych tęczówek następnie na manekinie magicznym, którego to przesunął poprzez użycie Mobilicorpus w stronę inskrypcji. Ta, po dotknięciu, wydobyła z siebie wiele języków ognia, które powoli opanowały tym samym biedny fantom eksperymentalny. Po tym, jak te zniknęły, narysowany znak na podłodze również zniknął, jakoby jego wyładowanie wiązało się z przeniknięciem w struktury wspomnień. Na ziemi nic się nie znajdowało. Żaden ślad, jakoby zaklęcie zostało wcześniej rzucone, a sam Felinus podniósł kąciki ust do góry, czując jakoby przepływ energii w wyniku pierwszej, udanej próby. Nie wierzył, nie dowierzał, kiedy to leczył manekina, ażeby przydał się również do kolejnego testowania. Wszystko wskazywało na to, iż wysiłek ostatnich dni przyczynił się do rzeczywistych efektów, do czego trudno było mu się przyzwyczaić. Początkowo, gdyż nie podejrzewał, iż coś z tego wyjdzie na samym starcie. W szczególności ze szczęściem, które to go trochę jednak nie lubi.
- Esnaro. - jeszcze raz użył zaklęcia po krótkiej przerwie, spoglądając na to, jak inskrypcja pojawiła się na wyznaczonym miejscu, kiedy runa Thurisaz przeszyła powietrze, a biała iskra spowodowała pojawienie się jej na ziemi. Alfabet futharku starszego krył tak naprawdę wiele znaczeń, ale poprzez prawidłowy ruch różdżką - jak podejrzewał - udawało mu się powoli wyzwalać z nich płynącą magię. Skierowanie manekina nie przyczyniło się jednak do żadnych efektów, a prędzej... było pewnego rodzaju ozdobą? Zmarszczywszy brwi, nie bez powodu starał się dostrzec własne problemy, które przyczyniły się do powstania takiej, a nie innej sytuacji. Nie wątpił w to, żeby źle nakierował swoją magiczność, a zamiast tego spojrzał jeszcze raz na dłoń, która to, po krótszym wspomnieniu momentu rzucenia czaru, zdawała się działać ciut za szybko. Pierwszy problem został rozwiązany, ale nadal, nie sprawdzał, czy to jest rzeczywiście to, skupiając się na następnych runach wymagających jego uwagi. Jakoby chcąc sobie dodać otuchy, Felinus pogłaskał palcami drewno, z którego została wykonana różdżka. Ostrokrzew niósł ze sobą ochronę i potencjalne ostrzeganie przed zagrożeniem, a te na razie nie występowało. Wzrok skierował na krótki moment ku niebu, jakoby chcąc tym samym na krótki moment odpocząć; każda taka próba wymagała mentalnego przygotowania, maksymalnego skupienia i ogólnego zrozumienia tematu, który to znajdował się na kartkach magicznego dziennika.
Kolejne próby dotyczyły dwóch niezwykle podobnych pod względem żywiołu run. Hagalaz, niestety, uaktywnił się od razu, skuwając podłoże warstwą lodu, co albo było wynikiem braku stabilności wykorzystanej runy, albo brakiem powodzenia w tym zakresie pod względem użycia własnego potencjału. Ruiny Areny pozwalały Lowellowi na wydobycie z siebie jakoby spokoju, kiedy to samemu odczuwał jej efekty, ale nadal, pewnych problemów nie mógł z początku zażegnać. Całe szczęście, że Isa zadziałała w prawidłowy sposób, rzucona w ciut inne miejsce, ażeby magia runiczna nie kolidowała wraz z kolejnymi elementami żywiołów. Postawienie na inskrypcji dobrego ziomeczka manekina zakończyło się skuciem powierzchni przy pomocy lodu i spowodowanie obrażeń od odmrożenia. Nie było to coś, z czym chciałby mieć osobiście do czynienia, wszak sama niechęć do zimna... no cóż, nie przyczyniała się do miłości brnięcia i przytulania się do niego. Od zawsze wolał cieplejsze strony, mimo że powinien uważać na słońce, gdyż liczne pieprzyki wymagają pewnego rodzaju ochrony. Niemniej jednak, skupiwszy się w pełni na runach, jeszcze raz musiał przystanąć, by zrozumieć błąd, jaki to popełnił.
Zarządził sobie tym samym krótką przerwę, by zregenerować siły i wyciszyć własny umysł, kiedy to cieszył się z każdego, nawet najdrobniejszego sukcesu, który to przejawiał się poprzez jego działania. Wiedział, iż może to być złudne, dlatego skupił się na krótki moment na czymś innym; nadmierna ekscytacja nie jest pod tym względem wskazana.

[ zt ]
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 29 Kwi - 16:05;

Testowanie zaklęcia
Kontynuacja

Siedzenie tuż nieopodal ruin przyczyniło się do otrzeźwienia własnego umysłu, który to pozostawał poniekąd rozjaśniony sukcesami. Powoli starał się dojść do wniosku, dlaczego runa Hagalaz nie zadziałała zgodnie ze swoim przeznaczeniem, skuwając powierzchnię areny przy pomocy lodu, który to zdawał się posiadać sporą moc magiczną. Przeglądanie kolejnych notatek, dochodzenie do kolejnych analiz, a przede wszystkim liczne próby połączenia ze sobą kropek przynosił bardzo powoli odpowiednie rozwiązania. Mimo to jeszcze trochę czasu minie, zanim Felinusowi uda się w pełni zrozumieć naturę działania magii runicznej, do której to się bardzo powoli przyzwyczajał. Jakoby starając się poznać jej bardziej "dziką" naturę, jaką to zamierzał okiełznać przy pomocy zwykłej magii, dostosowanej do śmiertelnika obarczonego sygnaturą magiczną. Sukces w tej dziedzinie umożliwiał mu rozprostowanie skrzydeł i zrozumienie natury kreowania rzeczywistości wedle własnych upodobań. Zauważał to, w związku z czym poczuwał się jeszcze bardziej do wymyślania czegoś nowego, ale i tak czy siak zamierzał obecnie skupić się na Esnaro. Aceso pozostawał na razie poza jego zasięgiem, gdyż chciał przeczekać pewien okres czasu, w związku z czym możliwość przetestowania własnych zdolności względem wynajdowania modyfikacji zdawała się mieć swoje pierwotne podwaliny. Poza tym, Lowell nie czuł się na siłach, aby siedzieć przez ten cały miesiąc w jednym miejscu. Musiał działać, wyładowywać własną energię, dzięki czemu czuł, że rzeczywiście coś robi, a nie tylko w miejscu stoi, istniejąc. Chciał żyć. Zrozumieć bardziej własną naturę i to, co przyczynia się do rzeczywistych efektów.
Był powoli na prostej. Może nie do końca, wszak droga pozostawała jeszcze trochę zawiła oraz kręta, niemniej jednak zauważał pewne możliwości, dzięki którym udawało mu się brnąć przez to wszystko nie na oślep, a ze światłem trzymanym w dłoni. Przynajmniej nie pozostawał na tej ścieżce ślepym bez konkretnego celu. Teraz go miał. Wiele rzeczy trzymało go przy tym, by istnieć tu i teraz, w związku z czym nie poczuwał się do rzucenia tego wszystkiego w kąt i uznania, że rezygnacja będzie lepszym pomysłem. Stagnacja. Siedzenie w jednym i tym samym miejscu - nie, tego scenariusza u siebie nie widział. Chciał stawiać kroki do przodu.
- Esnaro. - powiedział po przerwie inkantację zaklęcia, skupiając się w pełni na tym, by wydobyć potencjał runy, która znajdowała się następna w kolejności. Narysowanie runy Eihwaz niosło ze sobą potencjalnie trujące skutki, wszak nawiązywał bezpośrednio do magii wynikającej z działania gałązek cisu, w związku z czym Lowell wiedział, żeby potencjalnie ustawić się tak, ażeby toksyny nie dostały się do jego własnego krwioobiegu. Rzucił runę, której to błysk przedostał się przez różdżkę, zgodnie z ruchem wiatru muskającego jego skórę; mimo to nic nie wystąpiło. Żadne rozwścieczenie, nic; litera alfabetu futharku starszego o magicznym odezwie nawet nie zechciała powstać na płytach kamiennej platformy. Druga próba okazała się być sukcesywna; na powierzchni powstała tym samym runa, której to tak wymagał, a podsunięcie przy pomocy kolejnego czaru manekina przyczyniło się do powstania obłoku i natychmiastowej reakcji fantomu. Ten zaczął kasłać i wysyłać zdezorientowane spojrzenie, co świadczyło o tym, iż potencjalne toksyny wpływały na działanie układu nerwowego delikwenta służącego do testowania. Jego uleczenie pod tym względem było znacznie trudniejsze, a dopiero po chwili udało się zażegnać potencjalne zatrucie czy cokolwiek innego, co miało miejsce. Samemu nie chciał tego testować, w związku z czym zanotował odpowiednie informacje dotyczące działania, choć nie mógł być co do nich w stu procentach pewien.
Pethro zadziałało w bardzo podobny sposób, kiedy Faolán poprawił własną bluzę, będąc świadomym tego, iż zdoła ona ochronić go przed jednym potencjalnym zaklęciem. Naznaczywszy w powietrzu runę i skupiwszy w pełni własną magię, ażeby wykrzesać z niej pełen potencjał, okazało się, iż coś znowu postanowiło się zbuntować. Ciche westchnięcie wydobyło się spomiędzy ust, jak to miał w zwyczaju, kiedy to zmrużył oczy, notując kolejne odpowiednie rzeczy. Wszystko wskazywało na to, iż nawet błogosławieństwo Ruin Areny nie mogło czasami przeskoczyć przez pewne ograniczenia wynikające wprost z konieczności przeanalizowania poprawności rzucania zaklęcia i potencjalnych konsekwencji w wyniku nieprawidłowego użycia. Wiedział o tym, że rzeczy, do których to się obecnie przymierzał, mogą nieść ze sobą potencjalne zagrożenie, ale robił wszystko, by go uniknąć. Nie bez powodu wybrał akurat takie miejsce, ażeby pozwoliło uniknąć potencjalnych niestabilności i zakłóceń.
Sowilo, jak się okazało, kiedy jeszcze raz użył Esnaro, skupiając się pełni na tym, by samego siebie nie oślepić, zadziałało z dobrym skutkiem. Runa pojawiła się tym samym na powierzchni ruin, czekając na to, by potencjalny, nieuważny osobnik wdepnął w nią i wydobył w pełni magiczne właściwości. Jak żeby inaczej, przy pomocy Mobilicorpusa, czując narastającą nadzieję w związku z działającym zaklęciem, Lowell przesunął testera jego własnych pomysłów, by tym samym zetknął się bezpośrednio z żywiołem, jaki reprezentowała inskrypcja. Charakterystyczny błysk zdawał się być alarmujący i chociaż nic poza tym się nie stało, tuż po uważniejszym spojrzeniu w stronę fantomu, ten początkowo nie reagował oczami na żadne źródła światła. Dopiero po kilkunastu sekundach powracała mu ta umiejętność, a tęczówki zaczynały kontrolować poziom dostających się do środka promieni słonecznych. Zauważał to; medyczna wiedza była dla niego prosta, łatwa i przyjemna. Co prawda musiał się jeszcze wiele nauczyć, ale czuł, że również w tej kwestii może coś zdziałać, o ile zdoła znaleźć coś, co go rzeczywiście zaintryguje w tym temacie. Niestety, eliksir musiał poczekać; Dagaz nie zadziałało, choć mógł podejrzewać to ze względu na specyfikację tejże runy. Albo występowanie własnych błędów, do których to był w stanie otwarcie się przyznać.
- Esnaro. - wydobyło się jeszcze raz z jego ust, a dłoń dokładnie chwyciła różdżkę, ażeby zaznaczyć rysunek runy Berkano, opiekunki i patronki macierzyństwa. Pozostawała w kręgu energetycznym z brzozą, niemniej jednak iskra była słaba, jak również znajdujący się na podłodze znak... no cóż, niezbyt widoczny. Wszystko wskazywało na to, iż wsparcie ze strony spokojnej magii płynącej w tymże miejscu, kiedy to starał się samego siebie nakierować w odpowiednim kierunku, nie przyniosło oczekiwanego skutku. Przeniesienie manekina przyczyniło się do powstania charakterystycznej, biało-zielonej poświaty i wydobycia pewnych gałęzi, które dziecko mogłoby z łatwością zerwać, gdyby tylko chciało. Nie było to zbyt mocne działanie, ale podejrzewał, że była to wina, no cóż, niepoprawnego ruchu dłonią. Czasami trudno było powstrzymać ją przed drżeniem, a czary, jakich to używał, wymagały konkretności i perfekcjonizmu. Akceptował u siebie te błędy, choć czuł pewnego rodzaju niesmak, który i tak był przyćmiony pod wpływem działania radości wynikającej z sukcesu, jaki to obecnie osiągał. Czuł, że pozostawanie w bibliotekach do późnych godzin i ogólne katowanie siebie poprzez zapominanie o najbardziej podstawowych potrzebach... wreszcie się odwdzięczało.
Pod koniec użył jeszcze raz zaklęcia, choć musiał je powtórzyć, gdyż poczuł, że prawa ręka powoli odmawia mu posłuszeństwa; specjalnie jednak przyłożył dłoń do podłoża, chcąc wyczuć ten przepływ magii na ruinach, które to zapewne w swoich wspomnieniach miały wiele pojedynków na różdżki. Przymknąwszy na chwilę oczy, skupił się raz jeszcze, ażeby z resztek własnych sił, wszak wyczerpywało go to dość porządnie, wykrzesać kolejne iskry. Runa Laguz była znacznie prostsza do narysowania, w związku z czym Felinus podniósł własne brwi, gdy okazało się, iż skutek jest.... całkiem podobny do poprzedniego. Narysowana inskrypcja, której to magia pojawiła się na ziemi, co prawda była pieczęcią, którą można otworzyć za pomocą dotyku, ale nawet sam manekin nie odczuł zbytnio jej działania. Woda, która przedostała się poprzez znak, jakoby przeistaczając magię runiczną w magię żywiołów, przyczyniła się tylko do mżawki, niczego więcej. Mimo to, jak Lowell podejrzewał, w swej pełnej sile byłaby w stanie przyczynić się do zachwiania równowagi przeciwnika i jego zaalarmowania.
Poszczególne notatki spisywał dokładnie; manekina starał się uleczyć zgodnie z posiadaną wiedzą, która wykraczała poza to, czego uczył się w szkole. Zauważał własne błędy, zapisywał każde możliwe czynniki, które to przyczyniały się do powstania ciut odmiennych efektów lub do ich całkowitego braku. Samemu nawet nie zdołał zarejestrować momentu, gdy zaczęło się ściemniać, a, jak się okazało, spędził w tym miejscu praktycznie cały dzień. Mimo to był on owocny; nawet wtedy, gdy obłoki zwiastowały deszcz, który następnie go porządnie zmoczył. Czuł, że coś porobił, że nie siedział bezczynnie, a przede wszystkim - że coś udało się wywnioskować z działań, jakich to się podjął.

[ zt ]
Powrót do góry Go down


Boris Zagumov
Boris Zagumov

Dorosły czarodziej
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha, rytualny krwawy znak na małym palcu prawej ręki, naszyjnik Ariadne zawsze zawieszony na piersi oraz mocno zmęczona twarz z widocznie podkrążonymi oczyma, które wydają się zapadać w sobie
Galeony : 306
  Liczba postów : 798
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyPią 30 Kwi - 20:48;

-To dobrze- nie musiał się przynajmniej martwić o stan zdrowia dziewczyny w najbliższym czasie. Nie zamierzał doszukiwać się dziury w całym i na siłę szukać jakichś ran na jej ciele. Gdyby potrzebowała pomocy, to z pewnością by się do niego zwróciła z prośbą do niego.
-Rozumiem- nie zamierzał ufać nowemu towarzyszowi Irvette, dlatego nie do końca wierzył w jego dobre intencje, bo w końcu raczej nie wciągałby kobiety w tę pułapkę tylko po to, żeby się wydostać z pomocą czarodziejki, skoro mógł najzwyczajniej poprosić o ratunek znajdując się na dole, gdy szczeliny rozwarły się przed nimi.
-Nie, nie mam nic przeciwko- wolał stanowić pewną formę bariery pomiędzy de Guise a nieznajomym, chociaż świadomość, że ten ktoś o niejasnych intencjach znajduje się tuż za nim sprawiała, że mężczyzna czuł się dość nieswojo, przez co cały czas był spięty, gdy podążał za dziewczyną.
-Da- nie spodziewał się, że w takiej sytuacji zostanie lekko obmacany przez kogokolwiek, jednak zdusił w sobie westchnięcie i prosto odpowiedział na pytanie Irvette. Zdawało mu się, że rozumie, czemu miało służyć takie zachowanie i zmiana języka, w którym rozmawiali.
-Też mu nie ufam. Dojdźmy do tej groty najpierw, jak już tam będziemy, trzeba będzie poszukać drogi na zewnątrz. Tym czymś się nie przejmuj.- odpowiedział po rosyjsku. W końcu mógł jasno przedstawić swoje przemyślenia na temat zaistniałej sytuacji, bez obawy, że rozzłości nimi tę hybrydę człowieka i zwierzęcia znajdującą się za nim.
-Nie ma problemu, będę tuż za tobą- chciał mieć jak najlepszy wpływ w takiej chwili na samopoczucie dziewczyny, w końcu nie wiedział nawet co zrobić w momencie, w którym się załamie, a gdyby jego obawy się ziściły, to miałby o jeden problem więcej na głowie niż powinien.

@Eskil Clearwater @Irvette de Guise
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104621
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyNie 2 Maj - 22:22;

Czuliście na sobie spojrzenie stalowych oczu. To jasny znak, że huldrekall jest spostrzegawczy pomimo widocznego na jego twarzy zmęczenia. Owinął ogon wokół swoich ud i cofnął rękę, cały czas świdrując spojrzeniem dziewczynę. - Moje imię jest zbyt długie byś umiała je wymówić. Wystarczy Flo.- odparł beznamiętnie, zapisując sobie w pamięci skłamane imię dziewczyny. Ruszyliście naprzód, wąską i ciemną szczeliną. Nie widzicie nic, nawet siebie nawzajem. Za Borisem podąża huldrekall, zostawiacie za sobą pomieszczenie z diabelskimi sidłami. Zaklęcie światła tam zgasło, a korzenie zablokowały drogę powrotną.
Boris - to słyszysz tylko Ty. Szeptane cichutko słowa docierały do Twoich uszu. To Flo przemawiał. - Jaki z ciebie mężczyzna? Pozwalasz delikatnej kobiecie iść przodem w nieznane? Gdzie twój honor? Gdzie twoje maniery? To Ty powinieneś decydować, a nie ta delikatna czarownica.- raz za razem nieumyślnie muska Cię jego puszysty ogon - bardzo mięciutki niczym futerko puszków.
Nie widzicie reakcji huldrekalla na Wasze obcojęzyczne porozumienie. Cały czas za Wami idzie. Jest tu tak ciasno, że nie jesteście w stanie na razie czarować.

Irvette, w pewnym momencie zaczynasz wyczuwać w powietrzu natężenie wilgoci, a przed sobą wyczuwasz lekkie poszerzenie korytarza (wielkości dorosłego człowieka więc zyskujesz kilka centymetrów swobody plus możliwość czarowania), które oznacza jedno: rozwidlenie. Cały czas panują tu ciemności więc musisz bazować na swoim dotyku. Rozwidlenie jest na lewą stronę i prawą. Na krańcu prawej strony dostrzegasz leciutki poblask światła. Z lewej gęste ciemności i lekki powiew wiatru…

Ponownie rzuć kością na klaustrofobię i wynik zsumuj. Nie uznaję aktualnego "wsparcia", który wyeliminowałby pierwszą karę do mocy zaklęć. Jest ciasno, ciemno, nie wiesz gdzie jest wyjście. Nie wiesz gdzie idziesz ani co tam znajdziesz.

@Boris Zagumov @Irvette de Guise

______________________

Ruiny Areny - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Irvette de Guise
Irvette de Guise

Absolwent Slytherinu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 1096
  Liczba postów : 2801
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyNie 2 Maj - 23:07;

Kostka na klaustrofobię: F = 60% razem z poprzednim mamy 70%

Kostka na czar Z: J = 100% (Lumos Sphaera ofc) + I = 90% (Dissendium)

Nie wiedziała czemu fakt, że istota posiadała jakieś długie i skomplikowane imię powodował w niej niepokój. Nie zdradzała się z tym jednak, cały czas trzymając fason. Nie tylko dla siebie, ale i dla wspólnego dobra całej sytuacji.
-Miło mi Cię w takim razie poznać, Flo. - Uśmiechnęła się lekko, podając mu dłoń. Nawet teraz niektóre nawyki w niej pozostały, choć była bardziej uważna niż normalnie. Wiedziała, że w każdej chwili sytuacja może się całkowicie zmienić.
Niestety nie słyszała słów skierowanych do Borisa. Gdyby tak było, zapewne głośno wyraziłaby swoje przemyślenia na ten temat, bo o ile sprawiała wrażenie delikatnej, wcale nie była taka miękka, na jaką wyglądała.
Przeciskała się przez szczelinę szeptem rozmawiając z Borisem w obcym języku. Miała nadzieję, że słowa te nie docierają do uszu Flo, a nawet jeżeli, to niewiele z nich jest w stanie wynieść. Nie wiedziała jak długo się tak poruszali, gdy na szczęście poczuła nieco więcej miejsca.  Podziękowała Borisowi za jego słowa. Wciąż jednak wolała się poruszać bokiem, bo jej fobia zaczynała się nasilać i potrzebowała czuć tę przestrzeń przed sobą. Gdy tylko była w stanie, po raz kolejny spróbowała wyczarować kulę światła. Dotarli do jakiegoś rozwidlenia i właśnie tam Ruda zatrzymała się na chwilę.
Czuła unoszącą się w powietrzu wilgoć. Widziała światło z jednej strony i czuła wiatr, wiejący z drugiej. Nie miała pojęcia, gdzie powinni iść.
-Dissendium! - Rzuciła czar odkrywający tajemne przejścia licząc, że może to im jakoś pomóc w podjęciu decyzji.
-Jak myślisz, gdzie powinniśmy się udać? - Zapytała Borisa, po czym zwróciła się do lisiego kompana. -Flo? Gdzie będzie bezpieczniej? - Musiała w jakimś stopniu zaufać wiedzy ogoniastego, jeżeli faktycznie tak dobrze znał to miejsce. Gdy tylko odpowiedzi padły ruszyła powoli tym korytarzem, który został jej wskazany. Czuła, jak panika coraz bardziej przejmuje nad nią kontrolę, mięśnie zaczynały widoczniej drżeć, a jasność umysłu powoli spadała, co zdecydowanie nie było dobrym znakiem.

@Boris Zagumov , @Eskil Clearwater

______________________



 
A star becomes a sun, under the pressure of darkness.
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104621
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyPią 7 Maj - 19:30;

Klaustrofobia zaczęła się nasilać. Opisz w jaki sposób na to reagujesz.

Flo wydawał się być zaskoczony Twoim ludzkim odruchem. Przytrzymał delikatnie Twoją rękę w swoich długich palcach i złożył na skórze Twojej dłoni lekki pocałunek. Szarmancko nawet w ciemnych tunelach? - Mnie również, Laveno. - odparł spokojnie, a potem ruszyliście naprzód.

Zatrzymaliście się przy rozwidleniu. Zaklęcie światła było tak mocne, że Cię na chwilę oślepiło. Jasna kula unosiła się obok Twojej twarzy i pokazała Ci jak niewiele jest tu miejsca - korytarze pomieszczą tylko jedną osobę i na szerokości i na wysokości. Zaklęcie wykrywające ukryte przejścia zapewniło Cię, że nie ma tu innego przejścia. Są tylko te dwie strony. Słyszysz głos Flo.
- Po prawej stronie jest miejsce gdzie możemy odpocząć. Ciepło, przyjemnie i to, co tam zobaczysz może Ci się spodoba. Po lewej stronie droga prowadzi do jedynego wyjścia z tej jaskini, ale jest tam parę pułapek... których nie byłem w stanie przeskoczyć. - wyjaśnił Ci, ale nie podjął decyzji. Ona należała do Ciebie - wolisz odpocząć i popracować nad nasilającą się klaustrofobią czy lepiej iść od razu w kierunku potencjalnego wyjścia z tej ciasnej groty...?

Wyeliminowanie Borisa z wątku z powodu zdjęcia rangi postaci:
Boris Cię wyminął chcąc sprawdzić czy nie czai się z lewej strony jakaś pułapka. Wdepnął w coś szklanego, co okazało się zardzewiałym starym kielichem. Tylko go dotknął, a rozległ się donośny trzask, który teleportował mężczyznę w nieznane. Tak, dotknął świstoklika, który uruchomił się pod jego dotykiem. Ty zaś w trakcie tego huku usłyszałaś echo wężowego syczenia... ale nie wiadomo z którego miejsca dochodzi.

Zostajesz tutaj sama z Flo. Wciąż na rozwidleniu, nie mając pojęcia gdzie znajduje się Twój towarzysz i czy kiedykolwiek jeszcze go zobaczysz.

Co robisz?

______________________

Ruiny Areny - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Irvette de Guise
Irvette de Guise

Absolwent Slytherinu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem, krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 1096
  Liczba postów : 2801
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptySob 8 Maj - 17:52;

Kostka na Zaklęcie: G = 70% (nie rzucam bo strach itp itd)
Klaustrofobia: J = 100% Razem 170% Ruiny Areny - Page 4 3831175897

Zdecydowanie nie było dobrze. Fobia dziewczyny odbierała jej zdolności logicznego myślenia. Różdżka w jej dłoni delikatnie drżała, choć Ruda starała się nie zwracać na to uwagi. Jej oddech spłycił się, a sama zaczęła czuć, że powoli nie jest w stanie myśleć o niczym innym niż ogarniające ją poczucie, że ściany jaskini chcą ją zmiażdżyć. Zachłannie łapała powietrze, jakby to miało się niedługo skończyć.
Poczuła delikatne ciarki, gdy ucałował jej dłoń. Wciąż podejrzliwie podchodziła do Flo, choć była w stanie jeszcze to ukrywać. Szli dalej przed siebie, gdy pojawiło się rozwidlenie. Musiała spytać ogoniastego o pomoc. W końcu to on twierdził, że zna to miejsce na wylot. Czekała na pomoc Borisa, ale ten niespodziewanie został przeniesiony z jaskini... W sumie to nie wiadomo gdzie.
Brak znajomego tylko nasilił strach u dziewczyny, która teraz już miała w głowie tylko wizję swojej śmierci w tej dusznej, ciasnej grocie. Jej ciało zaczęło się trząść już widocznie i jedyne czego pragnęła to wydostać się z tego miejsca. Poczuła łzy napływające do jej oczu. Nie mogła poddać się słabości, choć niezbyt była już w stanie z nią walczyć.
Oparła się o ścianę czując, jak nogi pod nią się uginają. Ciężko było zachować jej samodzielnie pion, gdy każdy mięsień w jej ciele niekontrolowanie drżał. Nawet zdolności, które opanowała dzięki hipnozie przestały być oczywistym rozwiązaniem. Przymknęła oczy, gotowa usiąść na ziemi i dać się udusić ścianom, które zdawały się coraz ciaśniej ją oplatać. W życiu nie spodziewała się, że tak może wyglądać jej koniec. Rodzina pewnie w życiu nie pomyśli, by jej tu szukać. Nawet jej Amie nie wyczuje zapachu właścicielki, tak głęboko pod ziemią...
Na wspomnienie psiaka, przed jej oczami pojawiła się twarz Huntera. Przyjaciel zawsze stał przy jej boku i pomagał w trudnych chwilach. Gdyby tylko mógł być tu z nią, co by powiedział?
Powoli zaczęła słyszeć pojedyncze zdania, wypowiadane głosem młodego Deara. "Weź głęboki oddech. I kolejny..." , " Wciągnij przed siebie rękę. Widzisz? Ściany wcale się nie zbliżają..."
Zaczęła stosować się do tych poleceń, skupiając na wspomnieniach z przeszłości raczej niż na tym, gdzie obecnie się znajduje. Nie obchodziło jej, że nieopodal stał Flo, który mógł nie mieć pojęcia co tu się odhipogryfia. Musiała zapanować nad sobą, by móc iść dalej. Skupiła się na głębokim oddechu wyobrażając sobie, że znajduje się w rodzinnym ogrodzie. Prawie że czuła zapach rosnących tam kwiatów. Straciła poczucie czasu skupiając się na tym, by jej umysł opuściła budująca się tam panika. Z przymkniętymi oczyma próbowała zapomnieć, że tak naprawdę jest w jaskini. Dobiegający z jednej strony lekki podmuch wiatru pomagał.
W końcu otworzyła powieki, a jej wzrok był wciąż lekko nieobecny.
-Chcę się stąd jak najszybciej wydostać. Proszę wyprowadź mnie stąd. - Słychać było błaganie w jej głosie, gdy sięgnęła dłonią po tę, należącą do nieznajomego. Nie obchodziło ją, jak to wygląda. Potrzebowała jakiejkolwiek namiastki ludzkiego ciepła, by próbować trzymać w ryzach strach, który niestety przyjął ogromne rozmiary. Mimo wszystko skierowała się w stronę lewego tunelu licząc, że nie będzie musiała spędzać niepotrzebnie więcej czasu w tych niekomfortowych warunkach.

@Eskil Clearwater


______________________



 
A star becomes a sun, under the pressure of darkness.
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104621
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 29 Lip - 15:17;

Wrażenie nacisku ścian na ciało, chęć pozostawienia tego wszystkiego i znalezienia się na świeżym powietrzu. Fobie nie są czymś rzadkim, ale na pewno utrudniają życie. Doskonale o tym wiesz, gdy klaustrofobia nasilała się raz po raz, a sama próbowałaś siebie uspokoić. Było to jednak wyjątkowo ciężkie zadanie - jakby dech chciał się pogłębić, szybkość oddechów wzrosnąć, a im dłużej przebywałaś w tym miejscu - ciemne tunele nie były tym, czego chciałaś się dzisiaj spodziewać. Nie były tym, w czym chciałaś się dzisiaj znaleźć. Los postawił przed Tobą konieczność reakcji w tak trudnej sytuacji, na co koniec końców ciało chciało odmówić posłuszeństwa. Walczyłaś ze sobą dzielnie. Walczyłaś, by nie stać bezczynnie i jakoś się stąd wydostać; nawet jeżeli Boris znajdował się gdzieś indziej, nie wiesz, gdzie dokładnie. Spokojnie - starałaś się opanować walące w piersi serce, odczuwalne wraz z każdym jego uderzeniem.
Głęboki wdech, próba wyobrażenia sobie tego, że ściany wcale nie zamierzają zmniejszyć odległości i tym samym Cię zmiażdżyć. Jakoś udaje Ci się nad sobą zapanować, gdy starasz się wrócić umysłem do wspomnień, niemniej jednak nie jest to coś, co w pełni byłoby w stanie przywrócić Cię na pełne obroty. Wiesz o tym, gdy ściskasz dłoń należącą do lisiego towarzysza, który był zdziwiony gestem, ale też, nie pozostawał obojętny na Twój los. Może nie zaakceptował w pełni tego, że chciałaś stąd wyjść, aczkolwiek uszanował Twoje zdanie i Twoją chęć przejścia w bardziej bezpieczne dla Ciebie okoliczności. Mimo pułapek, które tam były i które mogły sprawić dodatkowe obrażenia, potencjalne zagrożenie. Nadal nie wiedziałaś, co się dzieje z Szefem Biura Bezpieczeństwa, aczkolwiek jednego mogłaś być pewna - że przydałoby się po tym wszystkim z nim jakoś skontaktować. Czy to listownie, czy jednak przez zaklęcie patronusa.
Jeden krok, drugi krok. Są one ciężkie, trudne do wykonania, gdy paraliż starał się w pełni zawładnąć nad kończynami. Zimny pot ponownie Cię oblał, gdy przechodziliście przez tak dobrze znany Flo tunel, niemniej jednak udało Ci się wyjść z niego bezpiecznie. Wbrew temu, co mówiła istota, nie spotkało Cię nic złego. W niektórych miejscach było to znacząco węższe, widocznie wpływając na działanie znajdującego się pod kopułą czaszki umysłu. Być może łzy chciały napłynąć z powrotem do oczu, a ciało - kompletnie stracić kontrolę, ażeby szum płynącej w Twej żyłach krwi i uderzeń serca stał się najbardziej odczuwalny. Mimo to dałaś radę - wydostałaś się i mogłaś zaczerpnąć zarówno świeżego powietrza, jak i możliwości odpoczęcia od tych wrażeń. A nie były one specjalnie miłe.

Informacje:

@Irvette de Guise
[ zt Irvette ]

______________________

Ruiny Areny - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 19 Sie - 19:06;

Testowanie zaklęcia
Fluctus Inpulsa, wątek I
wcześniejsze wejście

Trudno było uciec tak naprawdę od kolejnego organizowania sobie czasu w ramach kończących się wakacji. Nic dziwnego zatem, że Lowell szukał kogoś, z kim mógłby przetestować nowe zaklęcie. Był jednak świadom tego, iż nie jest ono wcale tak bezpieczne jak pozostałe (poprawka: wcale nie jest), w związku z czym wolał unikać przy doborze do testów studentów bądź uczniów, który wcześniej nie zajmowali się jakkolwiek tego typu kwestiami. Mało kogo znał, kto zajmowałby się zawodowo jakkolwiek tematem uroków bądź czarnej magii, co w większości przekreślało różne wybory. I też, szukał kogoś rozsądnego, kto nie zamierzał tego wykorzystywać dla zabawy, w związku z czym nic dziwnego, że trafiło właśnie akurat na prefekta Ravenclawu. Z góry by go pewnie przekreślił, ale było tutaj jedno "ale". Otóż znał go już trochę dłużej, może nie aż tak, acz to właśnie praca dla Szefa Biura Bezpieczeństwa powodowała, iż postanowił popytać i co nieco się dowiedzieć na temat tego, kiedy ten ma czas i kiedy mógłby go poświęcić na całkiem poważne próby testowania tworzenia zaklęcia. Koniec końców Darren był zajebistym ziomeczkiem.
- Więc nadal zostajesz prefektem czy postanawiasz oddać odznakę? - zapytał się, zaciekawiony wręcz tego, jak ten temat był podejmowany przez znajomego, któremu pomógł z renowacją sufitu w EP. Wbrew pozorom ilość obowiązków, które wiązały się z zajmowaniem tego tytułu, wzrastała, zatem nic dziwnego, że postanowił o to trochę się podpytać. - No i, stary, co najważniejsze - jak minęły ci wakacje? - lekko się uśmiechnąwszy, robił kolejne kroki ku wielkiej przygodzie nie w Dolinie Godryka, a w okolicach Londynu, gdzie prowadził ich do Ruin Areny. Miał okazję tam wcześniej trenować Esnaro i sprawdzać, jak zadziała poprzez bardziej stabilny przepływ magii w otoczeniu.
W międzyczasie wyciągnął również notatki, gdy tak ich oto prowadził, by przedstawić ogólny zarys zaklęcia, które już wcześniej pojawiło się pod kopułą jego czaszki, aczkolwiek nie miał okazji się nad nim bardziej pochylić. A jako że kończyły się wakacje... nie zamierzał tej okazji zmarnować.
- Widziałeś kiedykolwiek, jak wygląda taka fala uderzeniowa? - rzucił pytaniem, choć podejrzewał, że raczej nie musiał tego robić, skoro Shaw był powiązany w pewien sposób z mugolskim światem. Albo inaczej - interesował się nim. Albo to i to... no, niezależnie od tego, w jaki sposób do niego podchodził, doskonale pamiętał wytłumaczenie działania platformy z serialami. - No, na tym opiera się przede wszystkim to zaklęcie. Fluctus Inpulsa. Szczerze to się zdziwiłem, że nie mogłem znaleźć żadnych informacji na temat prób stworzenia go przez kogoś innego. - może ludzie nie wracali z tego żywi? No wolał się jednak nie rozpierniczyć przez własny brak szczęścia, w związku z czym już początkowo na bluzę rzucił Absportio, by zastosować następnie zaklęcie Protego. Gdy dotarli na miejsce, pierdyknął torbę gdzieś w kąt ruin, wyciągając z niej wcześniej wszelkie notatki z dziennika, by wskazać moment, w którym zaczął pracę nad tym zaklęciem.
Istota, którą sobie wytatuował, na razie spokojnie znajdowała się pod ubraniami. Od czasu do czasu wędrowała po plecach, by wstąpić na barki, lekko zaciekawiona nową osobą, z którą nigdy wcześniej nie miała do czynienia, niemniej jednak nie wychodziła. Spoglądała gdzieś w cieniu, wychylała się bardzo subtelnie, gdy ten nie patrzył jakkolwiek na szyję bądź ręce; nic dziwnego. Sam nie wiedział, z czego to wynika, ale stworzenie zdawało się posiadać własną wolę... albo sam przylepiał mu taką łatkę. Choć prędzej to pierwsze.
- Zerknij sobie. Notatki nie są uporządkowane aż tak, ale powinieneś coś z nich odczytać. - wskazał, dając możliwość wczytania się w lekturę. Magiczny dziennik, który otrzymał od Julki, pozwalał tym samym na wyczucie emocji, które towarzyszyły osobie w trakcie pisania danych słów. I, jak żeby inaczej, można było wyczuć snujące się natchnienie i pomysłowość, jako że zawsze podchodził do tego z całym puchońskim serduszkiem, wkładając w tworzenie czegoś nowego całkiem wiele siły.

Powrót do góry Go down


Darren Shaw
Darren Shaw

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi
Galeony : 3011
  Liczba postów : 3049
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptySob 21 Sie - 21:47;

@Felinus Faolán Lowell

  Wszystko dobre, co się dobrze kończy - a skończyły się także arabskie wakacje. Darren może nie wrócił z nich bogatszy - no, może o parę galeonów zdobytych w opuszczonej kopalni i podarowanych mu przez dziwnie ubłoconego dżina - ale na pewno nie wrócił biedniejszy, tak jak z Arizony, gdzie na wyścigach sklątek wybuchowych przegrał mały stosik złotych monet.
Do ruin dawnej, używanej przez czarodziejów areny - którą kiedyś Shawowi pokazała kiedyś Jess - Krukona zaprosił Felek. Jak się okazało, jego celem było przetestowanie jakiegoś zaklęcia, o którym Darren szczerze mówiąc wcześniej nie słyszał - a brzmiało ono całkiem obiecująco.
  - Nyeh, jak uspokoiło się w ministerstwie, to i prefektem nie było być tak ciężko - odpowiedział, wzruszając ramionami - Nie mam powodu by ją oddawać, tak naprawdę.
Shaw przejął notatki od Puchona i zanurzył się w nich na chwilę, podnosząc głowę tylko na moment.
- Wakacje? Było gorąco, ale to lepiej niż mrozy w Norwegii - mruknął, pochylając się znowu nad kartkami opisującymi chwyt i potrzebny do wykonania gest oraz, przede wszystkim, inkantację i działanie zaklęcia, które brzmiało na dość zaawansowane - Poza tym nic specjalnego, policzki będą mnie swędzieć od tej brody jeszcze przez pewnie miesiąc.
  W końcu dotarli na miejsce. Darren przejrzał już kartki, które pokazał mu Lowell, bezwiednie trzymając się nieco dalej od miejsca, w którym grali tu w gargulki - nie miał ochoty znów zamienić się w niematerialnego ducha, a kto wie jakie magiczne ślady zostawały w miejscu otoczonym nie dość że starą, to jeszcze zaklętą w glifach mocą.
- Kojarzę o co chodzi - pokiwał głową Shaw. Takie fale uderzeniowe były nieodłącznym elementem filmów akcji z lat 80. i 90. - choć Krukon miał nadzieję, że Felinus nie miał zamiaru przywoływać przy okazji ognistej, rozchodzącej się we wszystkich kierunkach kuli.
- No to... od czego chcesz zacząć? - spytał Darren, wyciągając Mizerykordię i rozgrzewając nadgarstek. Wbrew pozorom w magicznym mieście jakim było Jamal rzadko posługiwał się różdżką - być może nie musiał tego robić, skoro i tak wszystko już było zaczarowane.
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptySob 21 Sie - 22:35;

Wbrew pozorom te wakacje nie były takie szczęśliwe i idealne, jak mogłoby się wydawać. Szczęście mieli ci, którzy to uniknęli losu polegającego na spotkaniu armii złych i niedobrych Beduinów, a jak już zdołał tego doświadczyć, niespecjalnie mieli oni idealistyczne schematy zachowania. Nadal pamiętał, jak musiał leczyć Doireann, która otrzymała Sectumsemprą, a następnie martwić się o Brandon, której to nogę wygięło jak precelka, a do tego zamieniała się w stan płynny po tym, gdy krew w jej organizmie zaczęła wrzeć.
- Wreszcie, po takim czasie... - odpowiedział na pierwszą część wypowiedzi; polityka przestała uderzać tak do głów, w związku z czym można było czuć się w miarę bezpiecznie. - Wiesz, niby prawda, ale każdy wymaga naładowania baterii. - w sumie nie zdziwił się na odpowiedź dobrego prefekta Ravenclawu, jako że spełniał swoje funkcje jak najbardziej prawidłowo, a do tego pozostawał w zgodzie z większością osób w Hogwarcie. Mimo to podejrzewał, że wraz z opuszczeniem tak wielu osób pełniących różnorakie funkcje, po jakimś czasie pojawią się nowe jednostki, dzięki którym domy zostaną popchnięte do przodu, więc nie ubolewał tego, że zakończył własną edukację. Wiadomo, czuł ten sentyment, nostalgię, może połączoną z delikatną melancholią, ale nie mógł siedzieć w jednym i tym samym miejscu. Liczył zatem, że początek roku będzie spokojny i łagodny.
- Chyba już wolałem te mrozy i szklane igloo. - pokręcił głową. Serio, był w stanie porzucić prywatność w postaci tego, że każdy widział, co się dzieje w miejscu, w którym przyszło mu spać, byleby unikać niepotrzebnych konfrontacji i dodatkowych obrażeń. Możliwe, że dzisiejsza próba również je przyniesie, czego wolałby uniknąć. - Byłbym w stanie nosić te sukienki, byleby bez brody. Masakra, chociaż rozumiem, że wymagali tego stroju. - koniec końców byli gośćmi, więc musieli dostosować się do zasad panujących w danym miejscu. Chociaż naprawdę ta broda była nieprzyjemna i pozbawiała go chęci do czegokolwiek.
Zbyt długo nie rozgadywał się jednak na tematy wakacyjne, przechodząc prawie od razu do tematyki wymyślonego zaklęcia. Wbrew pozorom pomysły miał dobre, ale miał ich również za sporo, więc koniec końców osiągał cel, aczkolwiek znacznie wolniej. Choć i tak spędzał sporą ilość godzin, by zajmować się dodatkowymi rzeczami. Nic dziwnego, iż na jego celowniku pojawił się pierścień, który mógłby go ostrzegać o pojawieniu się kogoś nieznanego w okolicy, aczkolwiek na razie były to proste, luźne koncepcje, na których nie powinien się dzisiaj skupiać. Zamiast tego w pełni przeniósł wzrok na własne notatki, gdzie znajdował się ruch różdżką i ogólna inkantacja. Akcentowanie drugiej sylaby od tyłu każdego słowa, aczkolwiek z tą różnicą, iż nadgarstek nie musiał był perfekcyjnie wyrafinowany poprzez prawidłowy chwyt drewnianego patyczka. Nie był to urok punktowy, a prędzej obszarowy. Całe szczęście, że Darren rozumiał, o co chodzi, choć ewidentnie nie zamierzał otrzymywać przy tym kuli ognia. Zależało mu na efekcie, jaki był osiągany na morzu, po wystrzale z ciężkiej artylerii.
- Ogólnie pierwsze od twojej opinii. O ile wiem, że wymowa jest dobra, o tyle zawsze przy tworzeniu zaklęć jestem w stanie spartaczyć ruch nadgarstkiem. - chwyciwszy się za głowę, spojrzał na własny patyczek z ostrokrzewu i kontynuował. - Chciałem, by imitował coś w rodzaju silnego zamachu, właśnie jak przy fali uderzeniowej, z lekką spiralą zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Choć nie wiem, czy nie powinno to iść w poziomej linii, by "nakierować" magię na działanie w danym obszarze. Jak sądzisz? - wytłumaczył naprędce, prosząc o drobną poradę, by następnie zacząć stawiać bardziej zaawansowane, ochronne zaklęcia. Co prawda nie był w stanie zakląć runy Algiz w odpowiednie działanie, acz stawianie barier nie było wcale takie trudne i niemożliwe.
- I też, wiem, że jesteś świadom, iż wymyślanie uroków to dość zdradliwa broszka. Jess mnie nie zabije, jeżeli jakimś cudem, przypadkiem, no z mojej winy, wrócisz jakoś pokiereszowany? Wszystko zaleczę w ramach własnych możliwości, oczywiście, ale nie obiecuję, że wszystko pójdzie po naszej myśli. - wolał się upewnić, kiedy to rzucił kolejny mur ochronny, pozostawiając odpowiedni ślad na ziemi. To tutaj powinni atakować, jako że Accenure było jednostronną barierą.

Powrót do góry Go down


Darren Shaw
Darren Shaw

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi
Galeony : 3011
  Liczba postów : 3049
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 2 Wrz - 12:55;

@Felinus Faolán Lowell

  Pierwsze pytanie Felka - o gest ręką - już okazało się być dość trudnym zagadnieniem. Darren co prawda nie był ekspertem od tworzenia nowych zaklęć (na razie nie znał jeszcze wszystkich zawartych w podręcznikach, więc uznawał zaprzątywanie sobie głowy teorią czarotwórstwa za dość nierozsądne i niepotrzebne), ale przez ostatni semestr mocno podciągnął się w teorii zaklęć, uroków i klątw. Nie tylko Bank Gringotta wymagał przecież sporej, suchej wiedzy, ale przede wszystkim korepetycje u Nessy Lanceley podciągnęły go w dużej mierze na tym polu. Wcześniej Shaw opierał się głównie na talencie - jakikolwiek by nie był - i ćwiczeniom praktycznym, teraz zaś wzmocnił podstawy i w nocy o północy mógł wyrecytować różnicę pomiędzy chwytem alfa i beta oraz ich ewolucję na przestrzeni ostatnich pięciuset lat.
  - Kojarzysz Aquaqumulus? - spytał Shaw, wspominając zaklęcie polegające na wyczarowaniu wodnej fali - Tam ruchem różdżki też kierujesz wodę w odpowiednią stronę - powiedział ostrożnie, ważąc każde słowo, nie chcąc walnąć jakiejś głupoty. W końcu co innego trening już istniejących i testowanych inkantacji, a co innego odkrywanie ich zupełnie na nowo. Kto wie czy przy złym ruchu nadgarstka fala nie odbije w drugą stronę i nie pośle czarodzieja na któryś z menhirów okalających arenę? Jeśli będzie to Darren to pół biedy - ma Felka pod ręką, który wyleczyłby pewnie większość obrażeń, jakie Shaw był w stanie nazwać. Ale rannego Lowella Krukon musiałby od razu zabierać do Munga albo, co gorsza, wołać na pomoc feniksa i jego cudowne łzy.
  Darren uśmiechnął się pod nosem - akurat kiedy rozmyślał nad leczniczym umiejętnościami Felka, ten zaczął mówić o potencjalnych niebezpieczeństwach.
- Nie ma sprawy - zachichotał Krukon, stukając w swój policzek Mizerykordią. Po chwili jego skórę pokryła może dwumilimetrowa, prawie niewidoczna warstwa ochronnego piasku - Z doktorem Lowellem nic mi nie będzie - uśmiechnął się, wstając z kamienia na którym przysiadł, po czym zaczął rozgrzewać palce i nadgarstki - No to co, zaczynamy?
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 2 Wrz - 14:35;

Gest ręką zawsze był trudnym zagadnieniem. Inkantację zawsze mógł poprawić, do tego łacina urzędowała perfekcyjnie na salonach obecnych wszędzie zaklęć. To zdolność przekierowania magii wiązała się stricte z możliwością przekucia jej w coś, co będzie odpowiadało wedle tego, jaki efekt czarodziej zamierza osiągnąć. Nie bez powodu tworzenie poszczególnych czarów wymagało nie tylko wiedzy, ale też kreatywności, samozaparcia. I nie bez powodu tak wiele osób odeszło w odmęty znajdujące się pięć metrów pod ziemią, gdy człowiek stawał się zbyt brawurowy, a ciało nie potrafiło znieść ani obciążenia, ani odniesionych obrażeń. Starał się zatem działać ostrożnie, a bystre, zewnętrzne oko było w stanie dostrzec pewne nieprawidłowości, zanim cokolwiek by się wydarzyło. Ale czy zdołałby zareagować? Sam już nie miał bladego pojęcia.
Ale pod tym względem był samoukiem. Dzięki temu, że nie zmuszał się, a po prostu działał tak bardzo, jakby pokładał w to wszystko nadzieje, wierząc we własne możliwości i to, jakie te daje magia, mógł osiągać w tak młodym wieku parę osiągnięć, którymi się nie chwalił na lewo i prawo. Wiele rzeczy chciał pozostawić dla siebie, choć w przypadku Aceso poważnie myślał nad rozpowszechnieniem go chociażby do użytku na rzecz Ministerstwa Magii. Działał rozważnie - nie chciał przecież sprowadzić na siebie nieprzychylnych spojrzeń.
- W sumie... to jest całkiem niezłe skojarzenie. - podrapał się aż po podbródku, by następnie czekoladowe tęczówki zetknęły się na krótki moment ze starym, popękanym fasonem podłogi znajdującą się pod podeszwą obuwia. Ruiny Areny na szczęście stabilizowały przepływ czarodziejskiej mocy, w związku z czym stanowiły bardziej rozważną alternatywę od zakurzonych klas w Hogwarcie czy innych miejsc na obrzeżach Londynu i Hogsmeade. Musiał mimo wszystko myśleć, co dla jego mózgu było ostatnio katorgą, bo za dużo myślał. Za dużo na siebie brał, zbyt bardzo chciał dokończyć pewne rzeczy. A jedną z nich było właśnie to zaklęcie. Które, jak zdołał utworzyć naprawdę wiele scenariuszy, mogło stanowić realne zagrożenie.
Leczyć mógł, ale czy sam mógłby zostać uleczony? Tego nie wiedział - mimo wszystko musiał brać pod uwagę wszystkie możliwości, nie tylko te najbardziej pozytywne, okraszone ziarenkiem sukcesu. Ciemne obrączki źrenic zdawały się zatem kolejne słowa Darrena analizować - skrupulatnie, jakoby raz po raz przetwarzając każdą najmniejszą literkę.
- Najwyżej wylądujemy oboje do Munga, o ile ktoś nas znajdzie. - machnął na to ręką, podnosząc widocznie kąciki ust na wzmiankę "doktor Lowell". Zabrzmiało to trochę jak doktor Strange lub cokolwiek innego, ale sam chyba nie posiadał ani kamienia, ani realnych możliwości wykreowania tego, co zdołał ten bohater z komiksów Marvela stworzyć. Odsunąwszy notatki, gdy rzucił odpowiednie zaklęcia ochronne, a sygnet Myrtle Snow wił się delikatną, niebieską poświatą - jasną, oczywiście - mogli zacząć działać. - Więc... tak, możemy. Kwestia tego, by rzucić to zaklęcie najpoprawniej przed siebie. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to fala będzie widoczna i uniesie kurz do góry, a jeżeli nie... no to wtedy zaczniemy się martwić. - odpowiedziawszy zgodnie z prawdą, gdy znajdował się za murem Accenure, wziął głębszy wdech. - Jakby co, to w torbie mam parę wiggenowych. - jeszcze tylko dodał, bo nawet takie eliksiry były przydatne; gdyby sam siebie nie mógł uleczyć, oczywiście.
Nie mógł tego spartaczyć - nie chciał tego spartaczyć. Nic dziwnego zatem, że wraz z upływem czasu napięcie zdawało się kumulować, a sam musiał podjąć się tego pierwszego kroku. Ostrożnie zacisnął dłoń na różdżce, której to nie dał żadnego imienia, acz był do niej przywiązany i wiedział, że ta tolerowała jego wybryki. Zarówno osłabienie sygnatury magicznej, jak i nadal szwankującą rękę - w przypadku innych nie byłoby aż tak kolorowo. - Fluctus inpulsa! - inkantacja przeszyła powietrze, a sam Lowell wewnątrz poniekąd modlił się, by nic nie zostało obrócone przeciwko nim.

Kostki:

Powrót do góry Go down


Darren Shaw
Darren Shaw

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 184cm
Dodatkowo : Mistrz Pojedynków I Edycji Profesjonalnej Ligi
Galeony : 3011
  Liczba postów : 3049
https://www.czarodzieje.org/t18607-darren-shaw
https://www.czarodzieje.org/t18609-skrzynka-darrena#532211
https://www.czarodzieje.org/t18608-darren-shaw#532138
https://www.czarodzieje.org/t18612-dziennik-darren-shaw#532281
Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 EmptyCzw 2 Wrz - 20:20;

Kuferek: 87pkt.
Rzuty: H -> przerzut -> F -> ponowny rzut -> B
Efekt: los postanowił się do Ciebie uśmiechnąć, bo może fala jest osłabiona, ale... wychodzi! I to całkiem zjawiskowo. Kurz unosi się w powietrzu przez kilka dobrych chwil, zasłaniając widok - koniec końców to są ruiny; opuszczone, niezamieszkałe.

  Shaw uśmiechnął się, ściskając nieco mocniej Mizerykordię. Wierzył w lecznicze umiejętności Felka, to prawda, ale przede wszystkim gdyby nie miał wiary we własne zdolności, to nawet by go tutaj nie było. To co właśnie robili, było dość niebezpieczne. Co prawda - najprawdopodobniej - teraz groziły im "co najwyżej" obrażenia fizyczne, otarcia, złamania czy siniaki, w końcu nie majstrowali nad, na przykład, urokami dotyczącymi zmiany pamięci czy grzebania w umyśle.
  - Grzywka nas zabierze - uspokoił Lowella Darren, marszcząc na chwilę czoło - O ile będę w stanie ją wezwać... - dopowiedział cichszym nieco głosem, jakby nie chcąc denerwować Felinusa, ale przede wszystkim siebie.
  Z oczywistych względów stanął parę metrów za byłym już Puchonem, własną próbę zaklęcia rzucając pod kątem mniej więcej dziewięćdziesięciu stopni do pozycji Felka.
- Fluctus inpulsa - wyrecytował powoli, robiąc lekki łuk różdżką, podobny do tego używanego przy wodnym czarze.
O dziwo, zaklęcie się udało - nawet całkiem przyzwoicie. Co prawda w uszach Darrena przez chwilę nieco piszczało z powodu zmiany ciśnienia związanej z odepchnięciem powietrza, ale fala uderzeniowa, a raczej na razie tylko odpychająca, była widoczna wręcz gołym okiem z powodu niesionego na niej kurzu i pyłu jakże grubą warstwą pokrywającego podłoże na dawnej arenie pojedynkowej.
- Hmm, za ostry kąt - ocenił Krukon, kucając i patrząc na ziemię. Pod jego stopami pyłu było dość dużo, następnie stopniowo jego ilość się zmniejszała, będąc chwilę temu odepchniętą zaklęciem. Oczywiście, co rozumiało się samo przez się, w takiej formie czar był bezużyteczny w bojowych sytuacjach, gdyż był po prostu za słaby - jednak na początku liczyła się od siły bardziej precyzja i dokładność, które po wytrenowaniu zagwarantują, na przykład, niepogruchotanie sobie wszystkich kości w prawej ręce.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Ruiny Areny - Page 4 QzgSDG8








Ruiny Areny - Page 4 Empty


PisanieRuiny Areny - Page 4 Empty Re: Ruiny Areny  Ruiny Areny - Page 4 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Ruiny Areny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Ruiny Areny - Page 4 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-