Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Opuszczone szklarnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2483
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Administrator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Kwi 13 2016, 17:04;


Opuszczone szklarnie

Wiele lat temu, gdy plaga akromantul daleka była od nawiedzenia Doliny Godryka, miejsce to należało do starszego botanika. Hodował on tutaj najróżniejsze gatunki roślin, sprowadzane z różnych zakątków świata. W czasie ataku zwierząt, teren ten został zupełnie zniszczony i zaniedbany. I choć z czasem dolina odżyła, szklarnie już nigdy nie stanęły na nogi. Dawny właściciel nie zgłosił się po swoje ukochane rośliny, a te zaczęły żyć własnym życiem. Wszyscy w miasteczku wiedzą, że miejsce to, choć bogate w unikatową florę, może być bardzo niebezpieczne.


Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - W ostatnich latach, tuż przy wejściu do szklarni, bogato zaczęła rosnąć tam brzytwotrawa. Bardzo łatwo ją uznać za normalną trawę, co może być wysoko niebezpieczne. Jest, właśnie dla Ciebie. Wchodzisz nie zauważając, tego, co masz pod nogami, przez co bardzo boleśnie kaleczysz się w kostki. Roślina przecina twoją skórę na tyle mocno, że krew bogato spływa na ziemię. Jest to bolesne, ale jeśli masz minimum 10 punktów z uzdrawiania (albo osoba, która Ci towarzyszy), możesz się natychmiast wyleczyć. W przeciwnym razie, musisz odwiedzić osobę, która tyle ich posiada, by w domowym zaciszu Cię uleczyła.
2 - Gdzieś w samym rogu pomieszczenia, na ziemi, zauważasz torebkę nasion. Te intrygują Cię na tyle, że postanawiasz je zabrać, mimo, że są nieopisane. Aby móc je odpowiednio zasadzić przy swoim domu, musisz mieć 15 punktów z zielarstwa (możesz poprosić o to domownika, który posiada tą liczbę). Po miesiącu zacznie z nich kiełkować mała wierzba, po dwóch, będzie już bić swymi gałęziami. W tym czasie powinieneś wybadać roślinę i znaleźć jej tajny punkt, dzięki któremu przestanie bić. W ciągu pół roku, wierzba osiągnie półtora metra wysokości, w dalszym czasie będzie rosnąć, maksymalnie do dwóch metrów. Rosnąc w ogródku, w przyszłości na pewno będzie stanowić idealny system do obrony przez złodziejami, próbującymi włamać się do twego domu!
3 - Zbyt lekkomyślnie postanawiasz usiąść na pozostałościach jednej z ławek. Być może zagadujesz się ze swym kompanem, a może po prostu zamyśliłeś się, spoglądając na otaczającą Cię roślinność. W efekcie, nawet nie poczułeś, jak diabelska roślina, zaczęła Cię stopniowo oplatać. W końcu dociera do Ciebie co się dzieje i próbujesz się wyszarpnąć, niestety diabelskie sidła łapią Cię jeszcze mocniej, wciągając w swą plątaninę pod ścianą. Oplatają Cię mocniej i mocniej...
Spoiler:
Rzuć jedną kostką raz jeszcze, by dowiedzieć się, jak idzie Ci ucieczka. Za każde posiadane 10 punktów z zielarstwa w twym kuferku, możesz dodać sobie oczko.
1, 2, 3 - Nie idzie Ci najlepiej. Bez względu na to, czy teoretycznie wiesz, jak z nimi walczyć, jest wprost fatalnie. Panikujesz, nie możesz się rozluźnić, a roślina z tego czerpie! Nie wydostaniesz się stąd, póki inny gracz Ci nie pomoże. I bez względu na to, jak szybko to zrobi, roślina i tak zdąży Ci złamać dwa żebra. Nie obejdzie się bez wizyty w Mungu i napisaniu tam chociaż 2 postów.
4, 5, 6 - Byłeś pilnym uczniem? Wygląda na to, że tak, bo wiesz, jak bronić się przed mackami sideł. Odpowiednio się rozluźniasz, a uścisk rośliny stopniowo maleje. Wychodzisz z tej przygody bez szwanku. Twoja wiedza na temat Diabelskich Sideł się powiększa, dzięki czemu otrzymujesz 1 punkt z zielarstwa do statystyk.
7, (...) - Tak dobrze mogło pójść tylko komuś z dużą wiedzą na temat botaniki. Momentalnie się rozluźniasz, a kiedy roślina odpuszcza, szybkim ruchem różdżki odcinasz odpowiedni kawałek sideł. Nie zrobiłeś tego bez powodu - teraz możesz zabrać je i dzięki temu, zacząć je hodować w swym domu. Może mają strzec twój dom przed niebezpiecznymi ludźmi? A może po prostu chcesz je na kimś użyć... to nie nasza sprawa. Za 2 miesiące z odciętego fragmentu wyrosną spore sidła, dobrze przemyśl gdzie je umieścisz.
4 - Dostrzegasz, że rośnie tutaj sporo fruwokwiatu, tego samego, który bardzo ładnie prezentuje się w ogródkach, a który wcale nie jest taki tani. Zbierasz go dla siebie, albo po prostu na sprzedaż, ciesząc się, że masz taką idealną okazję. Próbujesz zabrać go jak najwięcej i dość automatycznie wyrywasz kolejne liście. W tym wszystkim nie zauważasz, gdy nagle zamiast chwycić fruwokwiat, łapiesz mandragorę! Wyrywasz ją z ziemi, a ta zaczyna przeraźliwie krzyczeć! Na szczęście jest ona dość młoda, mimo tego, że od razu wypychasz ją ponownie do ziemi, w uszach teraz słyszysz tylko dziwne brzęczenie. Tymczasowo zostajesz ogłuszony - na ten, oraz jeden, następny wątek, nic nie możesz słyszeć. Z tego wszystkiego, nawet zapominasz zabrać fruwokwiaty.  
5 - To miejsce nie tylko kusi czarodziejów zafascynowanych botaniką, ale i dzikie zwierzęta, szukające w tym miejscu pożywienia. Kiedy ty, zajęty jesteś obserwowaniem roślinności, jedna z naprawdę sporych Sklątek Tylnowybuchowych, zakrada się za tobą. Albo widzi w tobie wroga, albo pożywienie. Raczy Cię sporym promieniem ognia. Udaje Ci się co prawda uskoczyć i poczuć ten płomień zaledwie w drobnym stopniu, ale sklątka nie odpuszcza i dalej rzuca płomieniami, podpalając sporą część roślinności.
Spoiler:
Rzuć dodatkową kostkę:
Parzysta – W porę reagujesz, szybko wyciągasz różdżkę i odpowiednimi zaklęciami udaje Ci się nie tylko uporać ze sklątką, ale i pożarem, jaki ta wywołała. To doświadczenie pozwala Ci zarobić punkt z zaklęć!
Nieparzysta – Popełniasz błąd i zamiast w pierwszej kolejności opanować sklątkę, ty próbujesz powstrzymać błyskawicznie rozprzestrzeniający się ognień. Zwierze to wykorzystuje i atakuje Cie kolejnym płomieniem - celując dość trafnie w twoją różdżkę. Jesteś poparzony i musisz stąd uciekać. Zrób w domu okład i kup nową różdżkę - ta już do niego się nie nada.  
6 - Miejsce to, jest siedliskiem nie tylko roślin, ale i owadów. Postanawiasz zebrać nieco krzewu księżycowej rosy, który, jak powszechnie wiadomo, ma działanie bardzo uspakajające. Być może ta aura spokoju przyciągnęła owady, które wykazują się podobnymi właściwościami. Zza drzewa wylatuje parę trzminorek, które latając wytwarzają syrop. Jego aromat wzbudza w tobie niebywale melancholijny nastrój. Czujesz, jak ogarnia Cię ogromna apatia, a kolejno smutek. Musi wyprowadzić Cię stąd druga osoba, do tego czasu myślisz o samych najgorszych rzeczach. Plus z tego wszystkiego taki, że wychodząc wciąż masz ze sobą księżycową rosę, gotową do zasadzenia pod domem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin 'Fire' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1187
  Liczba postów : 2979
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Gru 18 2017, 19:00;

Mieszkając w Dolinie słyszało się mnóstwo legend i dziwnych opowieści o okolicy. Chociażby podczas zwykłego wyjścia do sklepu, Fire łowiła uchem jakieś plotki o tym, że ktoś poszedł na magiczną polanę i wrócił z dzieckiem wili... Ale w tego typu historyjki ciężko było dziewczynie uwierzyć. Tylko ludzie mówiący o skarbach, które skrywały opuszczone szklarnie na skraju Doliny Godryka, zdawali się mówić z sensem. Fire była ciekawa, czy rzeczywiście można tam znaleźć laqueushiems albo krylicę. Uwierzyła dopiero, kiedy jeden z czarodziejów w barze wyciągnął dowód. Od tamtej pory często myślała o szklarniach, kiedy przechadzając się ścieżkami widziała je na horyzoncie.
Skończyła krótką zmianę w sklepie i zorientowała się, że brakuje sporego zapasu ranunculusa lunaglacies. Nie wiedziała, czy ktoś go sobie zabrał, ukradł czy cokolwiek innego się wydarzyło na zapleczu. Dostrzegła w tym swoją szansę i wymówkę, żeby pójść do szklarni po kilka okazów tych zimowych roślin. Wiedziała, że są niebezpieczne, ale uznała, że sobie poradzi. Ubrała się ciepło w gruby płaszcz, zabrała różdżkę i skierowała swoje kroki ku szklarniom. W czasie drogi męczyła się myślami o tym, czy to nie jest przypadkiem zbyt nieodpowiedzialne, nawet jak na nią. Pogrążona w zamyśleniu przemierzała zasypaną śniegiem ścieżkę i nie zauważała, że pada go coraz więcej i więcej, a wiatr nie oszczędza odsłoniętej skóry dziewczyny. W końcu niedaleko wejścia do owianych tajemnicą szklarni zdecydowała, że to zdecydowanie zbyt zła pogoda na poszukiwanie roślin i chciała zawrócić, ale... Wszędzie było tak biało od szalejącego śniegu, że nie widziała drogi powrotnej. Nie chciała dłużej marznąć, więc uznała, że posiedzi trochę w środku, niczego nie dotykając. Możliwe, że zaklęcia ocieplające stare szklane ściany nadal działały, bo śniegu było zdecydowanie mniej u wejścia. Gryfonka zamierzała iść dalej, ale nagle poczuła, że but jej się o coś zaczepił.
Zaklęła po francusku, czując, jak coś przebija się przez jej dżinsy i rani skórę. Fire spróbowała wyciągnąć nogę, ale drugą jednocześnie weszła w kolejną kępę brzytwotrawy. Nawet najmniejszy ruch powodował, że pnącza zaciskały się na kostkach jasnowłosej. Widziała, że przez pokryte śniegiem nogawki zaczyna przebarwiać się krew. I bolało jak cholera.
- Ja pierdolę, AŁA, głupie badyle, AAŁ. - była sama, więc mogła wyrażać swoje cierpienie na głos. Wyciągnęła ostrożnie nogi, ale rany były tak dotkliwe, że ledwo kulała. Wwlokła się do środka cieplarni, opierając o to, co było pod ręką. Widziała, że zostawia za sobą jasnoczerwone ślady. Cudownie, może jeszcze jakieś zwierzę ją zwietrzy i tu wpadnie?

1
@Mefistofeles E. A. Nox
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2103
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3939
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Gru 18 2017, 19:33;

Mefisto nie miał ulubionej pogody, a jednak ciągnęło go znacząco do bardziej zdecydowanych warunków atmosferycznych. Chętnie wylegiwał się w słońcu i lubił, gdy można było w końcu zrzucić grube płaszcze, tak nieprzyjemnie krępujące ruchy. Jednocześnie uwielbiał dreszcze przechodzące mu wzdłuż kręgosłupa, gdy zbłąkane płatki śniegu wpadały za futrzany kołnierz wojskowej kurtki. Nie narzekał, gdy biały puch pokrywał całą jego drogę i gdy przedostanie się parę metrów wprzód oznaczało walkę z mroźnym wiatrem. Nie powstrzymywało go to od błąkania się na zewnątrz - Mefisto nie był zwierzęciem domowym.
Dolina Godryka podobała mu się, ale tylko te obrzeża i rezerwat. Centrum miasteczka, alejka z rezydencjami... To było dla niego tak nadmuchane, jak wszystko w czarodziejskim świecie. O wiele więcej przyjemności sprawiało mu wędrowanie po wzgórzach czy polach, skręcanie zawiłymi ścieżkami i odkrywanie miejsc, których ludzka dłoń nie dotknęła. Wykorzystywał zatem takie okazje, jak ta, kiedy akurat jego szef poprosił o dostarczenie paczki do lokalnego sklepu ze zwierzętami. Skoro Nox nie musiał już wracać za ladę malutkiej menażerii, mógł poświęcić trochę czasu na błogie spacerowanie. Nim się zorientował, zawędrował całkiem daleko od centrum Doliny, po łydki brodząc w śniegu. Przy tych zakłóceniach jego magia nieźle kulała, toteż nie rzucał na ubrania żadnych zaklęć i doskonale czuł przemoknięty materiał mrożący jego skórę. Łagodne płatki śniegu teraz zaczęły zamieniać się w zamieć i Ślizgon doskonale wiedział, że powinien po prostu teleportować się pod bramy Hogwartu. Zaciągnął się z lubością mentolowym Wizz-Wizzem, dziękując w duchu za roztropność pod postacią zabrania mugolskiej zapalniczki. Odwrócił się z zamiarem teleportowania, gdy jego wzrok przyciągnęła czerwona plama na śniegu. Podszedł bliżej, krzywiąc się lekko, bo teraz śnieg wpadał mu prosto na twarz - szybko wypatrzył ślady prowadzące do jakiegoś starego budynku przypominającego szklarnię. Musnął opuszkami palców zaczerwieniony puch i bez zastanowienia podążył w tamtą stronę. Intuicja (a może po prostu szczęśliwy strzał?) podpowiadała mu, że tych zamazanych przez padający śnieg śladów nie pozostawiło zwierzę.
- Oh Dear - westchnął, zatrzaskując za sobą drzwi szklarni (poniekąd zrobił to wiatr, coraz bardziej szalejący w wichurze opanowującej spokojne okolice Doliny Godryka). Przemknął spojrzeniem po jasnowłosej postaci, unosząc lekko brew na widok zacięć na nogach. - Merlinie, a tobie co się stało? - Nie czekając na odpowiedź złapał dziewczynę pod ramię i pociągnął w stronę zawalonego starymi liśćmi parapetu, żeby nie stała na poranionych nogach. Przykucnął przed nią przygryzając papierosa, opierając stopę Gryfonki na swoim kolanie (i, na Merlina, musiałaby ciskać klątwami aby mu na to nie pozwolić). Musnął opuszkami palców materiał rozdartej nogawki dziewczyny, aby zatrzymać się dokładnie nad raną. - Boli? - Spytał bezczelnie, zerkając w błękitne tęczówki Blaithin z wyzywającym uśmieszkiem tańczącym na ustach.
Przesunął dłoń niżej, pociągając leciutko za materiał.

/Moje kostki dam potem!/

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin 'Fire' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1187
  Liczba postów : 2979
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Gru 18 2017, 20:24;

Dawno nie miała takiego pecha. Trafiła w śnieżycę do obcego miejsca, oczywiście nikogo nie informując dokąd idzie, a w dodatku pocięła sobie kostki tak, że już na pewno nie da rady wrócić. Teleportować się nawet nie próbowała, bo w obliczu słabo działającej magii miała wrażenie, że trafi do domu w kilku kawałkach. Drżała od zimna przez ten przeklęty śnieg, który dostał się chyba pod każdy odsłonięty skrawek ciała Blaithin. Zacisnęła zęby, bo przecież nie mogła się rozkleić, jak jakaś słaba dziewczynka. Znajdzie coś, czym sobie obwiąże nogi, wyśle patronusa z wiadomością do Leo albo przeczeka trochę i samodzielnie doczołga się do ludzi. Spróbowała pochylić się, żeby podciągnąć nogawkę, ale w tym samym usłyszała czyjś głos i trzask drzwiami.
Podskoczyłaby, gdyby nie fakt, że i tak ledwo stała. Otworzyła szeroko oczy, widząc Noxa. Naprawdę, wolałaby już chyba jakąś akromantulę... Wyprostowała się chwiejnie, powstrzymując głośne pociągnięcie nosem.
- Śledzisz mnie? - zapytała wrogo, a ręką wyczuła różdżkę ukrytą w rękawie. Zanim zdążyła ją wyciągnąć, żeby cokolwiek Ślizgonowi zrobić ten zbliżył się nagle. Cofnęła się, a fala paraliżującego bólu pomknęła od kostek aż do uda, sprawiając, że z ust Fire wymknął się cichy jęk. Czuła, że materiał spodni zahacza o drobne brzegi ran, drażniąc je jeszcze bardziej. Niedelikatne ruchy Mefisto nie pomagały.
- IDIOTO! - warknęła, odganiając się od rąk chłopaka, jak tylko mogła. Biła, szarpała się, ale tylko zwiększała przez to swoje cierpienie. Wściekła miała ochotę wykopać ten jego wilkołaczy tyłek za drzwi szklarni, gdy bezpardonowo znalazła się na starym, brudnym parapecie.
- Zostaw mnie albo pożAŁ! - krzyknęła, przerywając słowo w połowie. Złapała za nogę, która paliła żywcem. Dosłownie widziała, jak kapią z niej drobinki krwi. Jak tak dalej pójdzie to może zemdleć. W tamtej chwili czuła tak wielką złość, że w ogóle ośmielił się zbliżać i pchać do pomocy, podczas, gdy ona w ogóle jej nie potrzebowała, że Fire nawet nie zwracała uwagi na to, że Mefisto też potrafi być groźny. Ten prowokujący uśmiech przekroczył granicę i dziewczyna wierzgnęła nogą, uderzając go z buta najmocniej jak mogła w twarz. Musiała natychmiast się odsunąć, więc w połowie zeszła, w połowie spadła z parapetu. Pomimo okoliczności nie miała opóźnionego refleksu, więc wycelowała różdżkę w Noxa.
- Fervere Dolor - syknęła przez szczęki zaciśnięte z bólu, jaki wywołało kopnięcie. Nie żałowała. Podniosła się na łokciu, żeby móc lepiej celować w Ślizgona i obserwować efekt czarnomagicznego zaklęcia. I Merlin świadkiem, że nie chciała go przerywać.
- To cię w końcu nauczy... że mnie się nie dotyka? - powiedziała, ale poczuła, że robi jej się słabo i opuściła rękę. Oparła czoło o chłodną posadzkę szklarni i starała się oddychać głęboko. Chciała, żeby Mefisto wyszedł. Jego wtargnięcie tylko pogorszyło sprawę.

Kostka: 4
Punkty w kuferku:
• z czarnej magii - 20
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z czarnej magii - 2
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z czarnej magii - 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2103
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3939
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Gru 18 2017, 21:45;

Starał się tak nie przejmować zakłóceniami magicznymi, tak więc dalej całkiem optymistycznie korzystał z umiejętności teleportacji. Jakimś cudem nie przytrafiło mu się jeszcze nic tragicznego... A jednak gdy wpadł na Fire, to trochę pożałował podjętej decyzji odnośnie pozostania w Dolinie. Parsknął z niedowierzaniem na jej idiotyczne oszczerstwo.
- Tak, podążałem za plamami krwi - przytaknął bez zastanowienia. Nie był delikatny nawet gdy złapał ją pod ramię. Wbił mocno palce w jej mięśnie, nie pozwalając na wyrwanie się, na sięganie po różdżkę, na nic. Zamierzał pomóc, skoro jasnowłosa sama sobie nie radziła... Ale nie był osobą, która ugłaszcze i uspokoi.
- Czyli tak - podsumował, sekundy przed tym jak oberwał ciężkim butem w twarz. Sapnął cicho, lecąc do tyłu z nieprzyjemnym wspomnieniem bójki z Ezrą, rozbijającym się po głowie. Przetarł rękawem twarz, wyjątkowo nie znajdując zbyt wiele krwi, ale nie miał czasu na podniesienie się. W jego oczach błysnął gniew, tonący zaraz pod falą nieokiełznanego bólu. Nie przypominało to, o dziwo, zamknięcia w parzącej koszuli hogwarckiego mundurka - teraz całe jego ciało podrygiwało, lizane niewidzialnymi językami ognia. Mefisto zacisnął powieki mając wrażenie, że nawet gałki oczne go pieką, palą... Gdzieś podczas szamotania się na posadzce odnalazł swoją różdżkę, a jednak błahy pomruk (Finite?) nie przyniósł żadnego efektu. Zaklęcie w końcu przerwała Fire, a jęk chłopaka przerodził się stopniowo w pełen zmęczenia i niedowierzania śmiech. Wydawało mu się, że zdarzenie z Ezrą go uodporniło i choć czuł, że ciało ma rozpalone, to wiedział, że jego zasklepione rany nie zostały ponownie otwarte. Ślizgon dalej z podłogi machnął ledwie zauważalnie różdżką, celując w Blaithin.
- Solvitomnia - wykrztusił, nie przestając się uśmiechać. Powoli wstał, obserwując Gryfonkę. Potrzebował chwili na opanowanie oddechu i upewnienie się, że już wszystko w porządku. - Nie, skarbie. To mnie tylko zachęci - dodał, zabierając różdżkę tkwiącej pod urokiem dziewczyny (patyk wylądował w wewnętrznej kieszeni kurtki, tuż przy kryształowej broszce), aby więcej jej do głowy nie przyszły podobne głupoty. Zdjął czar popychając Dearównę ponownie na parapet, ale teraz już nawet nie stracił sekundy na wahanie się co zrobić. Nie chciał, żeby mu tu zemdlała... Pewnym, acz zaskakująco delikatnym i ostrożnym ruchem, podwinął nogawki jej spodni i odsłonił rany. Zdjął swój szmaragdowy szalik z miękkiego (niewełnianego) materiału i rozerwał go na pół, tylko trochę krzywiąc się na widok rozdartych nici.
- Zranione zwierzę zawsze jest nieznośne, nie martw się - mruknął, obwiązując najpierw jedną kostkę Fire, a zaraz potem drugą, tamując krwawienie przynajmniej trochę. Odsunął się z ciężkim oddechem, dalej wstrząśnięty mrowieniem, które nie chciało opuścić jego ciała. Pewnie nie powinien jej pomagać, ale na Merlina - lubił mieć dłużników, nie lubił zostawiać trupów. Zerknął na swoje dłonie, umorusane krwią blondynki.


Dam potem, z laptopa - 1, potem 5 z przerzutem na 4

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin 'Fire' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1187
  Liczba postów : 2979
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Gru 18 2017, 23:00;

Nie mogła przypuszczać, że ktoś o tej porze również zapuści się w te rejony. Czego tu szukał Nox? Czy może rzeczywiście już wcześniej za nią podążał? Fire wcale by to specjalnie nie zszokowało. Był dziwnym człowiekiem z jeszcze dziwniejszymi skłonnościami.
Blaithin nie przeszkadzała brutalność, bo daleko jej było do delikatnych dziewczyn, które po takim mocniejszym uścisku Noxa byłyby już w siniakach. Przeszkadzało jej to, że uznał, że nie musi jej pytać o zdanie, a narzucania się z pomocą nie trawiła. Gwałtowna bliskość sprawiała, że Gryfonka działała instynktownie, próbując wyrwać się napastnikowi. Natomiast Nox powinien wiedzieć o tym, że nie będzie bierna, a tym bardziej nie da grzecznie o siebie zadbać.
Dopiero po kopnięciu chłopaka w twarz uświadomiła sobie, że celować powinna w ramię, gdzie widziała wcześniej skrawki bandażu pod szatą. Nie wiedziała jednak, czy walka się rozpęta, ale jeśli tak to zanotowała ten słaby punkt. Czarna magia wymagała chęci zrobienia komuś krzywdy, a Fire kierowana wściekłością miała okrutną ochotę zmusić Mefisto do błagania o koniec, do skamlenia. I może zatraciłaby się w tym zaklęciu, które tak ciężko było po prostu przerwać, bo czarny bez sam ciągnął wręcz rękę dziewczyny. Gdyby nie nagłe osłabienie, które dopadło drobny organizm Blaithin. Musiała odrobinkę odpocząć, zaledwie na moment pozwolić sobie na przymknięcie powiek, ale to okazało się błędem.
A Nox się śmiał?
Ledwo mogła uwierzyć w to, że sama została potraktowana równie nieprzyjemnym i bolesnym zaklęciem. Fire w pierwszym odruchu myślała, że zacznie miotać się podobnie, jak Nox po podłodze szklarni, ale ogarnął ją paraliż. Wciągnęła gwałtownie powietrze do płuc, które przebijały maleńkie ostrza. Skulenie się i schowanie głowy w ramiona nie pomogło. Tortury spowodowane wrażeniem, że każdy skrawek jej ciała cięty jest skalpelami na kawałki sprawiały, że chciała wyrwać sobie włosy z głowy. Przestań, przestań, PRZESTAŃ. Powtarzała sobie, że te obrazy, które widzi są nieprawdziwe. Przecież znała zaklęcie, wiedziała, że ból jest wyimaginowany.
Walczyła z tym, ale Fire zdawało się, że minęło kilka bardzo długich minut zanim Nox ściągnął czar. Jak z oddali dotarło do niej, że chyba coś mówił w międzyczasie, ale w tamtej chwili uczucia złości czy nienawiści kompletnie się rozmyły. Zobaczyła swoje dłonie i zdziwiła się, że tak bardzo drżą.
- T-ty... - wydusiła, nie rozumiejąc po co znowu ją podnosi. Każdy normalny człowiek wyszedłby i miałby gdzieś to, co się stanie dalej z Blaithin. Albo wręcz upewniłby się, że nie będzie mogła stąd wyjść. Wsparła się o boczną ścianę przy parapecie, odkrywając, że mięśnie wcale nie osłabły jej tak bardzo, jak myślała. Po prostu wciąż w głowie miała echo tnących ją ostrzy. Jedno z paskudniejszych zaklęć, ale niegroźne. Mefisto doskonale wiedział, co wybrać.
- Nox - zaczęła cicho, krzywiąc się, gdy podwijał jej nogawki. Położyła dłoń na jego nadgarstku, chcąc go odciągnąć, ale to była jedynie marna próba. Zauważyła minę chłopaka, gdy patrzył na swój porwany szalik i nagle ją to rozbawiło. Po co, po co to robisz? Odchrząknęła, nie mogąc pozbyć się specyficznego uczucia na całym ciele, jakie pozostawiała czarna magia. - Skazałeś się właśnie na dł... - przypomniała sobie, że przecież ma do czynienia z Mefisto. - krótką i bezbolesną śmierć...
Patrzyła na własną, czystą krew, która musiała drażnić nozdrza wilkołaka. Najwidoczniej żadnym sposobem nie mogła go odciągnąć od tego bandażowania.
- Nieznośne? Ał, uważaj. - odzyskiwała swój normalny, szorstki ton. Poruszyła się niespokojnie, nadal niezorientowana, że nie ma przy sobie różdżki. - Nie prosiłam o to, żebyś tu wparował. Co jest z tobą nie tak, Nox? Próbujesz grać dobrego, miłosiernego Ślizgona?
Zirytował ją ten popis... czego? Bohaterstwa? Nawet nie umiała określić tego, co tu się wydarzyło. Wiedziała tylko, że rzucił na nią dotkliwe zaklęcie. Fire nie znała pojęcia wdzięczności ani nawet nie myślała o tym, że posiada jakikolwiek dług. W tamtej chwili zastanawiała się, czy nie powinna Mefisto po prostu znienawidzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2103
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3939
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyWto Gru 19 2017, 00:05;

Kolejne drgnięcie przypomniało mu o bolesnym efekcie zaklęcia Fire, ale Mefisto nie poddawał się tak łatwo - już nie. Fakt faktem nigdy nie błagał o pomoc, o przerwanie swojego cierpienia i przyniesienia ukojenia w dowolnej postaci. Nox potrafił jedynie prosić i skończenie wszystkiego, o śmierć, ale nie był teraz tak osłabiony jak wtedy, gdy Clarke postanowił popisać się zdolnościami magicznymi. Ślizgon mimowolnie porównywał te dwie sytuacje, odnajdując coś podobnego w walce pomiędzy dwiema osobami o skomplikowanych relacjach, kopnięciu w twarz i bolesnym zaklęciu przypominającym palenie żywcem. Potrafił się śmiać, choć ból w ostatniej sekundzie przed zdjęciem uroku zdawał się już przełamywać barierę wybudowaną w umyśle chłopaka. W tych dreszczach dalej wstrząsających jego ciałem znalazł coś przyjemnego, coś masochistycznie cudownego. Nie miał czasu na napawanie się tym, jak sparaliżowana została Gryfonka - jego zaklęcie było jedynie odbiciem, informacją, że wcale nie może sobie na tak wiele pozwalać. Jeśli liczyła na to, że ot tak zniesie wszelkie poniżenia... myliła się. Jednocześnie popychając ją na parapet musiał przyznać, że była w tym nuta podziwu i szacunku, która nagle rozbudziła się w nim względem Dearówny. Nie była amatorką ciskającą Drętwotami na prawo i lewo. Była godnym przeciwnikiem.
- Słucham cię, skarbie - zapewnił Fire dość lekceważącym tonem, koncentrując się na ranach pokrywających jej nogi. Parsknął z rozbawieniem na tę rozkoszną groźbę i zerknął w górę, aby dziewczyna dostrzegła w jego oczach, jak bardzo się tym nie przejmował. Chwilę obserwował, czy ciepła ciecz nie przesiąka przez szalik, ale chyba jego próby pomocy przynajmniej trochę skutkowały. W zupełnym odruchu przytknął do ust kciuk, na którym spoczywała pojedyncza kropla krwi Fire - ominął skrzętnie jej wzrok, na swój sposób rozkoszując się gorzkawym smakiem z metaliczną nutą.
- Jeśli wszyscy, których tak cudownie się męczy, po prostu zginą... To gdzie tu zabawa? - Odsunął się powoli i przysiadł na czymś, co kiedyś było ławką, a teraz pozostawało jedynie strzępkami. Wytarł resztę krwi Blaithin w swoje ciemne spodnie i przeciągnął się leniwie, poprawiając uwierające go w nadgarstki bandaże wyglądające spod rękawów kurtki. - Myślałem, że przeczekam śnieżycę i najwyżej poratuję jakiegoś zmasakrowanego króliczka. Nie bierz tego do siebie, po prostu jakbyś się tu wykrwawiła, a ja zostawiłbym po sobie ślady... - Zacmokał z dezaprobatą. Nie nadstawiał karku, miał z Ministerstwem Magii na pieńku i bez tego typu podpadowych akcji. W szklarni faktycznie było trochę cieplej, a może Mefisto dalej pozostawał rozpalony po zaklęciu? Rozpiął kurtkę i rozchylił nieco jej poły, wyciągając ciemną różdżkę należącą do Gryfonki. Obrócił ją w palcach, mrugając wesoło do dziewczyny. Mogła próbować mu ją wyrwać, ale raczej nie byłaby w stanie prześcignąć jego refleksu - siłowe zagranie mogłoby jedynie poskutkować zniszczeniem różdżki. Musiała zaczekać, aż dobrowolnie zwróci jej własność. - Śliczniutka.

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin 'Fire' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1187
  Liczba postów : 2979
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Gru 27 2017, 00:57;

Gdyby nie skupiała prawie całej swojej uwagi na paraliżujących ostrzach, które tak dotkliwie wbijały się w skórę, mięśnie i kości, mogłaby zaczerpnąć większą satysfakcję z tego, jak potraktowała Mefisto. W gruncie rzeczy, tego typu sprawianie cierpienia innym ludziom nie było najwyższych lotów przyjemnością. Porównałaby to bardziej do chwilowego zaspokojenia pragnienia odegrania się na kimś, wyładowania swojego gniewu i frustracji. Ale potem czuła do siebie samej niechęć.
Teraz też czuła niechęć, bo była tak bezsilna. A cały czas obiecywała sobie, że nigdy więcej nikomu na to nie pozwoli. Nox rozbudził w Blaithin wspomnienia o innych momentach, kiedy musiała znosić efekty czarnej magii na własnej skórze. I zdecydowanie nie zamierzała mu za to dziękować. I gdyby nie była tak bardzo wybita z rytmu, a do tego obolała od ran na nogach, na pewno dałaby mu o tym znać natychmiast.
- Jesteś odrażający. - rzuciła, kiedy posmakował jej własnej krwi. Nie lubiła tej jego pieprzonej nonszalancji. Nie lubiła tego, jak lekceważąco ją traktował. W tamtej chwili niczego w nim nie lubiła. A najbardziej tego, że przez to wszystko wydawał się taki pociągający, jak nigdy. Podciągnęła nogi do siebie, powstrzymując syknięcie, gdy znów doznała przelotnego wrażenia, że ktoś wbija miniaturowe nożyki w jej ciało.
- Nie wszystko musi się kręcić wokół zabawy. - powiedziała, obserwując każdy ruch Ślizgona. Z trudem powstrzymywała ochotę, żeby zerwać ten szalik i rzucić go w twarz ciemnowłosemu. Albo go nim udusić. - Przyjdzie czas, kiedy ci to uświadomię. Ale wtedy będzie już za późno na zrozumienie lekcji i wyciągnięcie wniosków.
Mówiła wszystko poważnym tonem, więc spodziewała się jakiegoś wybuchu śmiechu. Ale naprawdę, nikt kto śmiał na nią podnieść różdżkę w taki sposób nie mógł liczyć na to, że nie pożałuje.
- Każdy ślepy wiedziałby, że to nie sprawka wilkołaka, więc przestań chrzanić. Nawet Ministerstwo nie jest tak sprytne, żeby powiązać cię z taką sytuacją. Jeśli zechcę się wykrwawić to masz mi w tym nie przeszkadzać, rozumiesz? - zacisnęła dłonie na parapecie. Pomaganie innym było bardzo drażliwym tematem dla Blaithin. Z jednej strony chciała to robić, z drugiej wprost nienawidziła, gdy ktoś pomagał jej. Później pozostawało to poczucie niespłaconego długu i świadomość, że nie było się wystarczająco dobrym, żeby poradzić sobie samodzielnie. Przecież nie wykrwawiłaby się, znalazłaby coś, żeby zatamować krew, poczekałaby...
Różdżka przynosiła spokój i ukojenie, więc nic dziwnego, że zdążyła się tak rozzłościć, skoro jej przy sobie nie miała. Kiedy to sobie uświadomiła, poczuła mocne ukłucie niepokoju. Wzrokiem powędrowała do klatki piersiowej Mefisto, gdzie odnalazła i różdżkę, i specyficzną kryształową broszkę. Coś wręcz przyciągnęło do niej wzrok Fire na dłużej niż powinno. Niemniej jednak, znacznie ważniejszy był czarny bez, którego właśnie profanowały palce chłopaka.
- Nox, Nox, Nox... - uśmiechnęła się krzywo, tuszując wewnętrzną panikę. Ześlizgnęła się z parapetu powoli, ostrożnie badając jak bardzo boli stawianie kroków. Nie było przerażająco źle. Podpierając się jedną ręką o ścianę, podeszła do Mefisto, zatrzymując się niedaleko i wyciągając rękę do góry wewnętrzną stroną. Dziwna chęć zbliżenia się i przyjrzenia z bliska twarzy chłopaka wygrywała z niechęcią. - Nie prowokuj mnie. Mam poprosić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2103
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3939
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Gru 27 2017, 01:31;

Nie kłamał gdy mówił, że jej słucha. Mefisto mógł się krzątać, mógł mieć najbardziej lekceważący wyraz twarzy na świecie, ale zawsze słuchał. Obserwował, o ile tylko mógł - teraz trochę pomijał mimikę Gryfonki, skoncentrowany bardziej na swoich prowizorycznych opatrunkach. Domyślił się, że powinni jak najszybciej stąd zniknąć, przenieść się do skrzydła szpitalnego, a najlepiej w ogóle do Munga. Nie był znawcą, magię leczniczą znał jedynie z autopsji, a bardzo często był w stanie zbyt ciężkim, aby interesować się poczynaniami magomedyków.
Uśmiechnął się szeroko, powstrzymując śmiech. Odnalazł niebieskie tęczówki Fire, w których doszukiwał się tej grozy mimowolnie pojawiającej się w poważnych słowach.
- Czy to źle, że nie mogę się doczekać? - zapytał, pół-żartem a pół-serio. Nie dodał nic więcej w tym temacie, wzruszył ramionami na wzmiankę o wilkołaku. Pewnie, że nie. To byłyby ślady jego, ale niestety w ludzkiej formie. To wcale nie przeszkadzało Ministerstwu w wymyśleniu czegoś tak durnego, jak cały spisek przeciwko komukolwiek. Pokiwał głową potakująco, zapewniając Blaithin, że w próbach samobójstwa jej nie przeszkodzi. Nie mógł nic poradzić na to, że lubił mieć dłużników. Wyrzuty sumienia robiły swoje - potrafiły niesamowicie wpłynąć na ludzką psychikę. Mefistofelesowi o wiele łatwiej było zaufać komuś, kto czuł się wobec niego jakoś zobowiązany. Zerkał na Fire, bawiąc się jej różdżką. Nie pokazywała strachu, ani nawet irytacji... czuł jednak, że jest wybita z rytmu. Przed chwilą jeszcze nie wiedziała, że brakowało jej tego patyczka, a teraz jej przejrzyste oczy zabłysnęły znacząco. Nie był pewien, co w ogóle chciał osiągnąć, tak się z nią drocząc. Początkowo planował tę różdżkę oddać, bez żadnych gierek. Teraz, kiedy się zbliżyła, kiedy poprawiając kurtkę zahaczył palcami o broszkę...
Broszka.
Próbował rozpracować działanie tego drobiazgu, który zdawał się tak dziwnie wpływać na ludzi z jego otoczenia. Mefisto nie miał ostatnio głowy do próbowania, do sprawdzania i testowania. Przeglądał jedynie stare zapiski ojca, szukał wzmianek w książkach, czytał o zaklęciach i klątwach. Nie był wcale zbyt dobry z prowadzenia takiego dochodzenia, zdecydowanie bardziej wolał sprawdzenie w praktyce. Miał pewną teorię.
- Śmiało, poproś - zachęcił jasnowłosą, rozpinając kurtkę do końca i pozwalając, aby rozchyliła się w pełni. Jego gesty były w pełni naturalne, gdy tak machał zaczepnie różdżką dziewczyny, ściągając jej uwagę coraz bardziej w okolicę przypiętej do piersi broszki. W końcu opuścił różdżkę, biorąc głębszy wdech i uśmiechając się pod nosem. - Albo może zrób coś, co mnie przekona? - Zaproponował tonem nieco niższym niż zwykle. Przesunął koniuszkiem języka po dolnej wardze, żeby zaraz pochwycić zębami tkwiący w niej kolczyk i pociągnąć za niego leciutko. Wypuścił drżący oddech, wyzywająco patrząc dziewczynie w oczy i nie przestając się tak bezczelnie uśmiechać. Chwycił jej wyciągniętą dłoń i przyciągnął Dearównę do siebie, dość ostrożnie, aby gwałtowny ruch nie wywołał u niej rozpraszającej fali bólu. Teraz liczyły się tylko zielonkawe oczy Mefisto, utkwione w niej jak w przyszłej zdobyczy; unosząca się odrobinę zbyt szybko klatka piersiowa, powodująca migotanie kryształowej broszki; głos przypominający pomruk, który tak kusił. - Zaskocz mnie. - Pozwolił, aby jego usta opuściło tkliwe westchnięcie, gdy w pełni poddał się grze, której zasady dopiero rozpisywał. Nie wiedział, jaką formę przybierało zwycięstwo.

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin 'Fire' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1187
  Liczba postów : 2979
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Gru 27 2017, 02:19;

- Tak, to źle. - potwierdziła, mrużąc oczy. Może i była niepozorna z wyglądu, ale przecież udowodniła mu, że zna się na rzeczy. Nie wiedziała, gdzie leżała granica za którą należało się posunąć, żeby Mefisto złamać. Ale kusił, żeby to zbadać. Fire musiała chyba przyzwyczaić się do tego specyficznego podejścia do życia. Zresztą, czy ono miało jakąkolwiek wartość dla Ślizgona? Rzekomo dla Blaithin - nie, ale ilekroć znajdowała się w sytuacjach, gdzie mogła zginąć, instynkt przetrwania za wszelką cenę zwyciężał wszystko.
Różdżka była wszystkim. Nieważne jakim sposobem ani za jaką cenę, ale Fire musiała ją odzyskać. Nox nie mógł wyczytać z twarzy dziewczyny, jak niezmiernie ważny był dla niej ten "patyczek". Specjalnie udawała rozluźnioną, chociaż... to ta broszka też wpływała na dziewczynę po tym, jak się zbliżyła i zobaczyła ją w pełnej krasie. Spojrzenie błękitnych tęczówek co jakiś czas do niej powracało.
- Groziłam ci przed chwilą. - przypomniała i machnęłaby krótko ręką, gdyby nie to, że została szybko przyciągnięta.
Zupełnie naturalnym i swobodnym odruchem było oparcie rąk o umięśnione ramiona chłopaka. Gwałtowne gorąco ogarnęło Fire, jak gdyby nagle szalejąca poza szklarniami śnieżyca w ogóle nie istniała. Potrzeba poczucia oddechu Mefisto na własnej skórze, posmakowania tych niezwykle irytujących ust, zatracenia się w jego oczach, które szalenie kusiły... zamroczyła umysł Blaithin, odpychając wszelką nienawiść i pogardę, którą zdążył w niej wzbudzić. Czuła podświadomie, że to efekt działania magii, ale nagle zechciała zepchnąć tę myśl na drugi plan. Nox zastawił na Fire pułapkę, a ona powoli, grzecznie, krok za krokiem, dawała się w nią złapać.
I podobało jej się to.
Zadrżała mimowolnie, gdy pomruk Mefisto tak subtelnie popchnął ją do działania. Coś mówiło Blaithin, że absolutnie nie powinna tego robić, ale pochyliła się nad Noxem. Pozwoliła, żeby włosy połaskotały szyję chłopaka, a zaraz później oderwała wzrok od fascynującej broszki, żeby przenieść go na usta Ślizgona.
- Proszę? - szepnęła niemal niesłyszalnie, a przyćmiony umysł Gryfonki praktycznie nie zarejestrował tego, że w ogóle wypowiedziała to znienawidzone słowo. Wciągnął ją do gry, którą zamierzała wygrać. Miała wrażenie, że usiadła mu na kolanach, ale to nie miało większego znaczenia, bo w przypływie, kiedy odzyskała własny rozum uświadomiła sobie w pełni, że coś na nią silnie oddziałuje. Przymknęła oczy, mijając się wargami z ustami Mefisto o zaledwie milimetry. Musnęła linię żuchwy Ślizgona, dłonią przesuwając po ramieniu, które trzymało jej różdżkę.
Pocałowała szyję, nie mogąc się przed tym powstrzymać, żeby zaraz potem skraść kolejne delikatne muśnięcia. Nie było w tych ruchach ani odrobiny pośpiechu. Tchnęły chłodnym spokojem, którym chciała go rozdrażnić. Zresztą, to i tak była jedynie gra. Palcami przeciągnęła po zabandażowanym ramieniu Mefisto, docierając do upragnionej zdobyczy.
Nie odrywając się od znaczenia skóry Mefisto śladami własnych ust, przyciągnęła różdżkę do jego szyi, identycznie jak wtedy w Zakazanym Lesie, wbijając ją nieco głębiej niż powinna. Ale nie przestawała. Ciągnęła ich grę, całując szyję chłopaka żarliwiej. Namiętniej. Bo kiedy znów zawisła nad ustami Noxa z przyspieszonym oddechem, w drugiej dłoni trzymała odpiętą broszkę. Przyłożyła do niej różdżkę, odsuwając się na odległość, która nie sprawiała, że ciężko było dobrać logiczne myśli.
- Nie ruszaj się, bo zamienię ją w proch. - powiedziała nieco zachrypniętym z nagłych emocji głosem. Kiedy zniknęła otoczka magii wokół Noxa, poczuła się... dziwnie. Planował Fire wykorzystać czy może powstrzymałby ją, gdyby zabrnęła zbyt daleko? Nie wiedziała, czy chciałaby to sprawdzić. - Powiedz mi, Mefisto... Czemu tak bardzo lubisz mnie testować?
Skrzywiła się, zaciskając palce na drogiej i potężnej ozdobie. Po co w ogóle nosił coś takiego? Blaithin nie była zabawką Ślizgona i coraz mniej podobało jej się to, na co sobie pozwalał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2103
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3939
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Sty 08 2018, 12:39;

Życie nie miało wcale wielkiej wartości dla Ślizgona. Było tylko kolejną rzeczą, którą otrzymał bez wyrażania chęci - nie potrafił jednak podjąć decyzji odnośnie tego, czego chce. Tak naprawdę po prostu czekał aż coś rozbudzi jego pragnienie dalszej walki, bądź zmusi do zakończenia starań. Obie opcje niesamowicie mu pasowały. Ani do tego, ani do tego, wcale nie zachęcał swojej obecnej towarzyszki; nie sądził, żeby była dobrą osobą na udowadnianie mu czegokolwiek. Nie znała go na tyle dobrze.
- Tak, wiem - przytaknął, bo groźby nieszczególnie na niego działały i po prostu się nimi nie przejmował. Plan miał zupełnie nieprzemyślany i zdał się mocno na intuicję, testując limity zarówno Gryfonki, jak i swojego tajemniczego artefaktu przypiętego do piersi. Wiedział, że warto się wycofać w momencie, w którym usłyszał cichutką prośbę, tak grzeczną i wymuszoną jego słowami. Pozwolił jednak aby nagle pojawiła się między nimi tak dziwna bliskość i nie zareagował, gdy pierwszy raz poczuł miękkie wargi dziewczyny na swojej szyi. Dla niego to był test, tak więc pozostawał czujny - nie przeoczył żadnego muśnięcia, nie zignorował gestu odebrania różdżki (zresztą sam ją puścił, pozwalając na to). Westchnął z zadowoleniem, choć ciężko stwierdzić czy wywołały to pieszczoty, czy też zaradność panny Dear. Jego serce zabiło niespokojnie, gdy wyczuł jak dziewczyna sięga po broszkę, ale pozwolił jej odpiąć ozdobę i jedynie czekał. To było ciekawe - Ezra również sięgnął do przedmiotu, choć nie odpiął go, jak gdyby bardziej poddając się urokowi. Być może to zaangażowanie Mefisto miało znaczenie? Wtedy był bardziej zdenerwowany i zagubiony, teraz zachowywał trzeźwość umysłu. Nie karmił kryształowej broszki emocjami.
- Musisz się nauczyć, że grożenie mi niewiele daje - uśmiechnął się krzywo. Postawę miał dalej tak samo rozluźnioną, gdy niedbałym spojrzeniem obrzucał ozdóbkę. Blaithin nawet nie wiedziała co ściągnęłaby na siebie, gdyby ten przedmiot zniszczyła. - Nie bierz tego do siebie, skarbie. Wszystkich lubię testować - wyjaśnił krótko. Coś szarpnęło go dziwnie za nogę, toteż Mefisto zerknął na posadzkę szklarni, szukając jakiegoś niesfornego korzenia bądź gwoździa wystającego ze starej ławki; zamiast tego dostrzegł pnącze otulające jego kończyny coraz ciaśniej. W idiotycznym odruchu spróbował się wyszarpnąć, ale to skończyło się tylko sfrustrowanym sapnięciem, gdy diabelskie sidła błyskawicznie pochwyciły go o wiele mocniej.
- Widzisz? Po co groźby, skoro czyny są lepsze... - wysapał, aby potem zacisnąć zęby z całej siły i zdusić jęk, bo nieskoordynowanymi ruchami sprowokował roślinę. Poczuł jak jedno pnącze zaciska się mocniej na jego klatce piersiowej i przymknął powieki, rozkoszując się wibrującymi przez jego ciało chrupnięciami. Był pewny, że przynajmniej dwa żebra ucierpiały w tym idiotycznym wypadku.
Szkoda, że oddał jej tę różdżkę.


3 i 1

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31275
  Liczba postów : 69630
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Specjalny




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Mar 26 2018, 17:34;

@Clarence Thunder siedząc w swoim gabinecie w Ministerstwie Magii, właśnie brał do ręki nowiuteńki kubek z logiem Ministerstwa. Każdy urzędnik z jego departamentu w dniu dzisiejszym otrzymał niewielką przesyłkę z drobnym upominkiem od szefostwa. Clarence miał to szczęście, że trafiła mu się rzecz praktyczna, ale i również zdecydowanie zaklęta. Ledwo zdążył odwinąć porcelanę z szarego papieru i porządniej chwycił ucho, a już poczuł znajome szarpnięcie w okolicach pępka. @Anthony Selwyn przeżył podobną historię. Ktoś bliżej nieokreślony zostawił w jego sklepie porzucony na ladzie kapelusz. Selwyn zapewne nie zdążył nawet zastanowić się nad odłożeniem go na zaplecze, gdyż oba świstokliki zadziałały w tym samym momencie. Anthonego wciągnęła niespodziewana ciemność i obaj mężczyźni wylądowali na kolanach oraz bez płaszczy w samym sercu opuszczonych szklarni w Dolinie Godryka. Miejmy nadzieję, że mieli chociaż różdżki! Kto podrzucał świstokliki? Cóż, nad tym obaj mężczyźni będą mieli szansę wspólnie się zastanowić.

Oboje musicie zastosować się do kostek z pierwszego postu. Miłej zabawy!

______________________

Opuszczone szklarnie Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Clarence Thunder

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -408
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15894-clarence-thunder#429469
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15897-oficjalny-adres-korespondencyjny-magicznej-ambasady-stanow-zjednoczonych-ameryki-polnocnej-w-wielkiej-brytanii#429485
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15898-clarence-thunder#429486
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15896-clarence-thunder#429468
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Mar 26 2018, 19:30;

kostka: 5,4

Kiedy Clarence otrzymał prezent na swoje biurko uznał, że to dość miły gest ze strony Anglików. Znaczy... "miły"- na pewno nie zrobili tego z dobroci serca, chcieli coś od niego uzyskać. Ale jeśli liczyli na to że zamkną mu usta za jakiś zwykły...
- Kubek?! - zawołał, kiedy obejrzał zawartość pakunku. - Cóż, przynajmniej coś praktyczneeeeeeeeeeee... - nie dał rady dokończyć. Kiedy tylko dotknął kubka, ten uniósł się gdzieś do góry razem z nim i w jednej chwili wszystko zniknęło.

Niesiony przez kubek-świstoklik pojawił się... no właśnie, gdzie? Przypominało to jakiś opuszczony ogród, albo nawet szklarnię. Chociaż wszystko porastały pnącza, było tu tak gorąco, że ledwo szło wytrzymać. Ale czy to na pewno z tego powodu?

- Ja pierdolę! - tyle tylko wydobyło się z ust Clarence'a, kiedy ten się odwrócił i ledwo co uniknął strumienia ognia, który przeciął powietrze. Za nim stała wielkich rozmiarów sklątka tylnowybuchowa. Strzelała ognistymi płomieniami na wszystkie strony tak, że Clarence musiał się sporo nagimnastykować, żeby unikać jej płonących odchodów. Nigdy nie spodziewałby się, że jest aż tak wygimnastykowany! Chociaż to podobno tak człowiek działa pod wpływem niebezpieczeństwa.

Potwór spalił już właściwie wszystko dookoła. Clarence zaś dopiero teraz zorientował się, że może przecież dobyć swojej różdżki! No tak, gdzie on ma głowę... Nie wiem, ale ważne że różdżka jest tam gdzie trzeba.
- Impedimento! - rzucił zaklęcie na sklątkę, kiedy ta na chwilę przestała ciskać płomieniami, które najwidoczniej się jej skończyły... Unieruchomił potwora w ten sposób, przynajmniej na jakiś czas. Zajął się wtedy gaszeniem pożaru. Jedno było pewne- ten ogród, szklarnia czy cokolwiek to było, już nie istniało. Sklątka sfajczyła dosłownie wszystko i nawet ugaszenie ognia niewiele pomogło, bo z obecnych tu wcześniej roślin zostały tylko zgliszcza. Cóż, może uda się to jakoś naprawić... Ale jedno było pewne- naprawić nie uda się jego zdania o Anglikach! To była ewidentna próba zamachu. Nie omieszka napisać o tym do Nowego Jorku, co to to nie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1527
  Liczba postów : 334
https://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
https://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
https://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
https://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyWto Mar 27 2018, 21:44;

Dziwne to wszystko było. Od samego początku. Co prawda, powinien się spodziewać jakichś niewyjaśnionych zdarzeń, ale nie spodziewał się. Może za bardzo zaufał w ostatnim czasie ludziom? Zapomniał, czym się zajmuje, w jakim miejscu mieści się jego sklep oraz jaka klientela go odwiedzała. I miał za swoje.
Kiedy usłyszał, że ostatni klient wyszedł już ze sklepu, czym prędzej udał się na zaplecze, aby usiąść do kilku papierków, które pozostały mu do uzupełnienia. Musiał zrobić to jak najszybciej, bo miał w planie zabrać jeszcze dzisiaj Lili na lody. Dochodziła już trzynasta, a umawiał się z córką na wcześniejszą godzinę. Wstał z zamiarem wyjścia głównymi drzwiami. Wyszedł na sklep i zobaczył na ladzie kapelusz, który musiał należeć do poprzedniego klienta. Nie wiedział, czemu nie spalił go od razu na popiół, tylko chciał podnieść. I to był cholerny błąd.
Nim zdążył cokolwiek zrobić, czy chociażby powiedzieć, poczuł znajome szarpnięcie w okolicach pępka. Jego krzyk podążył za nim w nicość i był pierwszym, co przywitało go w tym dziwnym miejscu. To musiał być świstoklik. Szlag by to trafił.
Podniósł się ostrożnie z kolan, rozglądając dookoła. Nie bał się tego miejsca, ale z pewnością budziło ono w nim niepokój. Nic dziwnego, że wyciągnął różdżkę z zamiarem wykorzystania jej, kiedy tylko będzie to konieczne.
Było tu cholernie dużo różnych roślin. Niektóre z nich Selwyn znał, inne widział po raz pierwszy w życiu. Tych drugich zdecydował się unikać jak ognia. Gdzieś, pomiędzy innymi zielskami dostrzegł fruwokwiat. Uśmiechnął się z zadowoleniem. Chciał go trochę nazbierać. Wiedział, że Lily mu wybaczy spóźnienie, gdy nie wróci z pustą ręką. Zerwał więc jeden pęd, drugi i trzeci również. Dopiero przy czwartym stało się coś, czego przewidzieć nie miał możliwości. Gdzieś pomiędzy sadzonkami, czaiły się mandragony, a on jak ten ostatni debil, od tak po prostu ją sobie wyrwał z ziemi.
Niemiłosierny krzyk rozdarł ciszę wokół niego. Wiedział, że klnie, ale tylko dlatego, że czuł otwierane przez niego usta. Czym szybciej wepchnął roślinę z powrotem do ziemi, ale nie było to takie łatwe. Nie słyszał nic. Poza dziwnym buczeniem w jego własnych uszach.
Dopiero wtedy Anthony zobaczył, że zawsze może być gorzej! Poczuł swąd spalenizny nim ją zobaczył. Dopiero po chwili ujrzał płomienie, które zaczynały szaleć coraz bliżej niego.
-Ja pierdole - wyrwało się z jego ust, chociaż w ogóle tego nie słyszał. A może tego nie powiedział? Może działała tutaj jakaś magia, która nie pozwalała mówić? Byłby co do tego przekonany, gdyby nie fakt, że przed spotkaniem z mandragoną, słyszał wszystko wokół siebie.
Uniósł różdżkę i po chwili z jej końca zaczęła wydobywać się woda. Nie chciał zostać tutaj spalonym żywcem, więc musiał się ratować. Nie wiedział, co wywołało pożar, ale gdyby nie jego reakcja, wszystko wokół niego by się spaliło.
Dopiero po chwili zauważył, że w niedużej odległości, w przeciwnym końcu szklarni, stoi jakiś mężczyzna, również unosząc różdżkę w górze. Czy to on wywołał płomienie?
-Idioto! Skończ tą zabawę, bo nas spalisz! - chyba krzyknął, bo nie był pewien jak głośno te słowa wypowiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Clarence Thunder

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -408
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15894-clarence-thunder#429469
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15897-oficjalny-adres-korespondencyjny-magicznej-ambasady-stanow-zjednoczonych-ameryki-polnocnej-w-wielkiej-brytanii#429485
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15898-clarence-thunder#429486
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15896-clarence-thunder#429468
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Mar 28 2018, 20:11;

Clarence wypatrzył w oddali jakiegoś człowieka. Chociaż nie było to do końca jasne, kto tutaj kogo wypatrzył. Mężczyzna ów coś do niego krzyczał i celował w niego różdżką. A więc to tak. W końcu dopadli i jego... Nie wiedział ilu ich tu jest, bo jeśli bardzo dużo, to walka nie ma sensu. I to jeszcze przy okazji w sytuacji, w której zaklęcia nie zawsze działają tak jak trzeba... Ale na pewno nie zamierza się im tak łatwo poddać. To na jego barkach spoczywa w tym momencie uratowanie honoru Stanów Zjednoczonych. Ba, być może wszystkich czarodziejów! Wycelował różdżkę w zbliżającego się ku niemu mężczyznę, a drugą ręką wyjął z kieszeni srebrną odznakę.

- MACUSA! Nie zbliżaj się! - krzyczał, machając mu srebrnym orłem Magicznego Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki. - Próba zamachu na ambasadora USA to najgorszy pomysł, jaki tylko mógł przyjść wam do głowy! Nie omieszkam powiadomić o tym Waszyngtonu. To koniec z wami i waszym zamachem stanu, łajzy! Dobrze wiecie jak Amerykanie pilnują swoich obywateli! A tym bardziej przedstawiciela!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1527
  Liczba postów : 334
https://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
https://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
https://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
https://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Mar 28 2018, 22:42;

Widział, że dzieje się coś dziwnego, ale nie wiedział jak to skomentować i rozumieć. Ucieszył się, kiedy zobaczył, że nieznany mu mężczyzna opuszcza różdżkę, ale nie mógł wiedzieć, co to właściwie znaczy. Dodatkowo to dziwne machanie jakimś kawałkiem, w zasadzie to nie wiedział czego. Kim był ten typ i z pod jakiej gwiazdy się urwał, przemknęło mu przez myśl. Nie, jednak nie. Różdżka wróciła w to samo miejsce, więc i Tony mocniej zacisnął dłoń na swojej. To nie mogło zakończyć się dobrze, szlag by to wszystko trafił...
Widział, że ten dziwny facet coś do niego mówi, ba! Wręcz krzyczał do niego, ale w ogóle nie rozumiał co. Nie słyszał go, nic z jego przemowy nie docierało do jego uszu. Cały czas słyszał to uporczywe brzęczenie w uszach, z pewnością spowodowane przez te cholerne mandragony. Nie mógł sobie wybaczyć, że pomimo trzydziestu lat na karku, nie był w stanie odróżnić mandragony od innej rośliny. Jakim imbecylem trzeba być, aby coś takiego zrobić? Chyba takim pokroju Tony'ego.
Dziwny typ zaczął mocno machać dziwnym czymś w kierunku mężczyzny. Ciężko było rozróżnić barwy czy wzory na tym małym elemencie wymalowane, pomimo usilnego wysilania wzroku przez Anthony'ego. Co takiego zrobił, że przyszło mu brać udział w czymś takim? Czym sobie na to wszystko zasłużył? A on chciał tylko zerwać trochę kwiatów dla Lili.
-Coooo?! - zawołał głośno w stronę faceta na przeciwko niego, nie wiedząc, czy w ogóle tamten go usłyszy przez swój własny krzyk. Dopiero po chwili, do jego uszu doleciały ostatnie słowa przez niego wypowiadane. A tym bardziej przedstawiciela? O co chodziło, nie mógł za żadne skarby zgadnąć, a mocno nad tym się zastanawiał.
-Co mówisz? Nic nie słyszę, ogłuszyły mnie mandragony a dopiero potem zobaczyłem płomienie. - powiedział, delikatnie rozluźniając uścisk na swojej różdżce, ale, Merlinie uchroń!, nie opuszczając jej nawet na milimetr. -Opuść tą różdżkę, bo sobie jeszcze oko wydłubiesz. Nic Ci nie zrobię, jak ty nic nie zrobisz mi. - dodał po chwili i o kilka milimetrów jednak opuścił swoją broń.
Nie wiedział, czemu powiedział te słowa, ale widział, że chłopak wyraźnie był od niego młodszy, a machał w jego kierunku, jakby co najmniej chciał go zabić. Na to by Tony nie pozwolił, co to to nie. Umiał się bronić, kiedy przychodziła taka potrzeba. Miał tylko nadzieję, że tutaj się taka nie pojawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Clarence Thunder

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -408
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15894-clarence-thunder#429469
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15897-oficjalny-adres-korespondencyjny-magicznej-ambasady-stanow-zjednoczonych-ameryki-polnocnej-w-wielkiej-brytanii#429485
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15898-clarence-thunder#429486
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15896-clarence-thunder#429468
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Mar 28 2018, 22:51;

Clarence podchodził coraz bliżej, trzymając wysoko różdżkę i gotowy w każdej chwili rzucić zaklęcie oszałamiające. Ten człowiek zapewne był z magimilicji. Zorganizowali na niego zamach. Ale to im się nie uda, o nie!

- Opuść różdżkę! - krzyknął, kiedy doszło do niego co ów mężczyzna powiedział. Nie wierzył mu. Na pewno on już na niego czyhał od dłuższego czasu. Najpierw to ta sklątka miała go załatwić, a gdyby jej się nie udało, to on miał dokończyć za nią dzieła. Dziwił się jednak, dlaczego nie zobaczył jeszcze zielonego strumienia światła lecącego w jego kierunku. Chyba ten milicjant zdawał sobie sprawę, że Clarence się nie podda i chce walczyć. A zatem był tutaj sam. Bardzo nieostrożny krok...

- Opuść różdżkę, mówię! Dopiero wtedy ci uwierzę! - teraz już mogli dokładnie widzieć swoje rysy, widzieć jak wyglądają. Clarence cały czas mocno zaciskał palce prawej dłoni na różdżce wycelowanej prosto w mężczyznę, a w lewej trzymał wysoko swoją odznakę. - Jeśli nie, będę musiał odesłać cię do Azkabanu. Liczę do pięciu. Jeden. Dwa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1527
  Liczba postów : 334
https://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
https://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
https://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
https://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyWto Kwi 10 2018, 14:45;

Cała ta sytuacja wydawała się być dla Anthony'ego coraz bardziej kuriozalna. Jeden mówił o niebie, drugi wspominał o chlebie. Zarówno dziwny nieznajomy, jak i Tony trzymali wysoko uniesione różdżki, dokładnie wycelowane w pierś tego drugiego. Selwyn nie zamierzał rezygnować z możliwości obrony i od tak, po prostu opuścić różdżkę, tym samym narażając się na niespodziewany atak. Nie zamierzał ustępować. Nie znał tego gościa, nie wiedział co sobą reprezentuje a tym bardziej skąd pochodzi. Dziwna odznaka, którą machał w powietrzu niewiele mu mówiła. Może to tylko etykieta z paczki po cukierkach? A może jakaś skondensowana klątwa.
Dopiero słowa dotyczące Azkabanu sprawiły, że zaczął rozważać, kim do cholery może być ten facet. Co prawda, wielu czarodziejów wiedziało, że Azkaban jest i istnieje, ale niewielu o nich mówiło wprost. Dla Tony'ego był to jasny sygnał. Facet bał się i próbował po prostu nastraszyć Selwyna. Innego wytłumaczenia tej chorej sytuacji nie widział.
-Dobra, dobra, już opuszczam! - powiedział, patrząc facetowi prosto w oczy. W momencie, kiedy zaczął opuszczać różdżkę powoli w dół, zwinnie przerzucił ją sobie do lewej dłoni. -Expelliarmus! - ryknął, celując w nieznajomego. Nie miał on możliwości obrony. Zaklęcie, pomimo wszechobecnych zakłóceń, zadziałało idealnie i trafiło w tego gościa. Tym samym jego różdżka wyleciała w powietrze, a Tony złapał ją zręcznie prawą dłonią.
-Tyś widział Azkaban jak świnia niebo. - rzucił z czymś na kształt pogardy w głosie, celując w mężczyznę zarówno swoją, jak i dopiero co zdobytą różdżką. -Dobra, rzuć mi pod nogi to, co trzymasz w dłoni. I bez żadnych krętactw, mam nad Tobą znaczną przewagę. - dodał opanowanym głosem. Nie bał się tego, że będzie musiał potraktować go jakimś znacznie gorszym zaklęciem. Ba! Był na to przygotowany! Choć prawda była taka, że nie chciał tego robić. Ale mimo to, ręka by mu nie zadrżała podczas tego manewru.

Kostki:3 i przerzut na 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Winter Rieux

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 143
  Liczba postów : 433
https://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
https://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
https://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
https://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPią Paź 05 2018, 21:59;

Dolina Godryka ją zaskakiwała.
Posiadając wiele tajemnic, stwarzała wokół siebie istną mgiełkę enigmy, w którą to Winter bez większego problemu wchodziła. Czyżby z zainteresowania, czyżby z własnej irracjonalności, po prostu nie mogła usiedzieć w jednym i tym samym miejscu; brak aktywności fizycznej doskonale jej się udzielał i Krukonka zdawała sobie z tego bez problemu sprawę. W obecnej chwili czas odgrywał najmniejszą rolę podczas wieczornych spacerów; kroki doskonale odliczały kolejne minuty, zaś szum liści opadających swobodnie pod wpływem wiatru w świetle latarni skutecznie odciągał ją od codziennych problemów. Gdyby tylko tarcza zegarowa mogła zwyczajnie przystanąć w miejscu oraz wywołać we wszystkim bezruch; porażenie, brak jakichkolwiek nagłych reakcji oraz przewidywalność zdawały się być tym samym jedną z najkorzystniejszych opcji. Ciche westchnięcie przemykające spod warg, spojrzenie czujnych oczu, marszczącego się ostrożnie nosa na widok nowego obiektu, czegoś kompletnie nieznanego, były dostatecznym sygnałem, który decydował o zawitaniu w szklarniach - znajdujących się pod przykrywką przenikających przez palce minut.
Z Zielarstwa pod względem praktycznym nigdy nie była zbyt dobra. Zawsze rośliny, które znajdowały się pod jej opieką, zdawały się tracić nagminnie nagromadzoną energię, by następnie całokształt trudu włożonego w wychowanie poszedl po prostu na marne. Nie zmienia to mimo wszystko i wbrew wszystkiemu jednego faktu - czujne oczy studentki zauważyły pewną rzecz, pewną roślinę, w pewny sposób coś, co przykuło jej uwagę na tyle, iż postanowiła się do tego zbliżyć. Fruwokwiat. Roślinka o dość ładnych walorach estetycznych - ręce skierowała zatem ku nim, zbierając kwiaty w celu (kto wie, być może?) odsprzedaży - albowiem nie były one wcale takie tanie. Kiedy to zajmowała się kolekcjonowaniem, nie zauważyła, że w pewnym momencie chwyciła za całkiem młodą mandragorę - o ironio, jak zareagowała natychmiastowo, wrzucając sadzonkę z powrotem do miejsca, które to zasiadywało. Choć by się gorączkowała i paliła, nie mogła zawadzić jednej rzeczy - ogłoszenie przez krzyk było na tyle spore, że w bębenkach dudnił tylko świst; żadne dźwięki nie przedzierały ciszy mieszczącej się w jej głowie.
Czyżby ogłuchła?
Nawet zapomniała zabrać fruwokwiatu.

| zt

Kostki: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomen J. Wessberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 265
  Liczba postów : 343
https://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
https://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
https://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
https://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyCzw Gru 06 2018, 12:23;

1

Pakował swoje cztery litery tam, gdzie niekoniecznie powinny się znaleźć. Dlatego, kiedy znalazł się w szklarni, wiedział, że to nie będzie jego dzień, szczególnie że była opuszczona i z tego, co wiedział, można tam spotkać wiele rzeczy. Niekoniecznie przyjemnych, w postaci jakichś prezentów.
Już przy wejściu zaczęły się problemy, dlatego, że kiedy podszedł bliżej, stanął przy trawie, która rosła obok. Nie zauważył, że to przy czym stał, nie było zwykłą trawą. Był tragiczny w zielarstwie, czego dowiódł niejednokrotnie. Trwa skaleczyła go w kostki, a przez to, że wiercił się w miejscu, z początku nie odczuwając bólu... Cóż, była to magiczna roślina, dlatego skutecznie odczuł jej działanie. Zorientował się, że krew, po której chodził, była jego własną. Odskoczył na bok, rozglądając się w poszukiwaniu kogokolwiek. Krwawienie nie ustąpiło nawet kiedy przyłożył szalik do kostek (cholera). Do głowy przyszła mu jedyna osoba, która może zaradzić tej tragedii.
Pospiesznie udał się do @Matthew Alexander.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Plum Bubblegum

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 152
  Liczba postów : 150
https://www.czarodzieje.org/t16809-plum-bubblegum
https://www.czarodzieje.org/t16812-sliwka-dynia-guma-do-zucia#468050
https://www.czarodzieje.org/t16813-sliwka-guma-do-zucia#468051
https://www.czarodzieje.org/t16810-plum-bubblegum
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyWto Gru 11 2018, 17:34;

Opuszczone szklarnie widniały dumnie na rozpisce miejsc, które miała odwiedzić, zajmując zaszczytne trzecie miejsce. Z nowopoznanym memortkiem usadowionym w jej kieszeni, Plum udała się zatem do tego niebywale cichego miejsca, z szacunkiem podziwiając rosnące tu rośliny. Niegdyś musiały być naprawdę piękne. Część z nich uschła już dawno temu, część z nich przerodziła się w dominia chwastów, a jeszcze inne wciąż dogorywały w poszukiwaniu promieni słonecznych dostających się do pomieszczenia przez gdzieniegdzie dziurawe ściany.

Puchonka rozejrzała się uważnie po całym obiekcie, poszukując odpowiedniej zeń pamiątki. Zgodnie z zasadami zakładu, im więcej charakterystycznych obiektów mogłaby znaleźć w danej lokalizacji, tym większy byłby jej finalny wynik - tym razem trafiła jednak jedynie na nieopisaną torebeczkę nasion, którą znalazła pod butem przy stawianiu niezbyt ostrożnych kroków. Obejrzawszy przedmiot, niezrażona brakiem nazwy, czarownica schowała je do drugiej z kieszeni, tak, by nie przeszkadzać nienazwanemu memortkowi, i ruszyła dalej. Być może znajdzie kogoś, kto będzie w stanie zidentyfikować nasiona i odpowiednio zalecić jej plan dalszego z nimi działania.

zt

___________
Kostki: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : anorektycznie chudy, ma kilka tatuaży i kolczyków, naderwane ucho, blizny na twarzy, rękach i plecach, bardzo widoczne cienie pod oczami
Galeony : 296
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1007
https://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
https://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
https://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
https://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyNie Kwi 28 2019, 18:48;

Nadal zszokowany tym, że pokonał mnie kawałek kamienia i czując mrowienie w ręce, którą chwilę temu sobie naprawiłem, idę z powrotem w stronę Doliny Godryka. Boję się, że coś by mnie tam jeszcze z tym moim dzisiejszym fartem zżarło. Mam w planie iść do jakiejś kawiarni i napić się jeszcze raz tego paskudztwa o kolorze ciemnej czekolady, którym wiecznie raczy się Nessa. Moje poprzednie podejście do kawy było raczej słabe, ale chyba często tak jest, że jak się próbuje czegoś po raz pierwszy, to niespecjalnie człowiekowi podchodzi. Nim jednak wyjdę na główną ulicę, nadal rozświetloną pomarańczowym blaskiem latarni, moją uwagę przykuwają opustoszałe szklarnie. Widywałem je tu wcześniej, ale zawsze obawiałem się tam zakraść w biały dzień, żeby nie przyuważył mnie jakiś mieszkaniec miasteczka, albo tym bardziej ewentualny właściciel tych ruder.
Niewiele myśląc, zmierzam w ich kierunku, licząc na to, że może znajdę tam jakieś ciekawe, a zarazem przydatne zioła. Skoro już trzymam w donicach wiele zarówno magicznych, jak i mugolskich roślin, kolejna sadzonka mi nie zaszkodzi, prawda? A nawet jeśli wszystko wewnątrz będzie ususzone i zaniedbane, to ewentualnie może uda się to odratować, albo wykorzystać do jakiejś trucizny. Tylko czy ja potrzebuję tego typu eliksirów?
Uważam na to, jak stawiam kroki, obawiając się kolejnego złamania, a i tak jestem zbyt pewny siebie, bo ostatecznie pakuję się prosto w brzytwotrawę. Z pozoru wydawało mi się, że to tylko zwyczajne źdźbła, które niczego mi nie zrobią poza ewentualnym łaskotaniem w kostki. Okazuje się jednak, że się pomyliłem, a rozkojarzenie nie jest w tym momencie na moją korzyść. Wyskakuję z tego paskudztwa, czując ciepłą ciesz na nogach. Krew.
- Cholera jasna – wyrywa mi się z ust, bo pech ani na chwilę mnie nie opuszcza. Kolejny raz muszę jednak przyznać, że uczenie się zaklęć uzdrawiających na coś się zdaje. Może naprawdę powinienem posłuchać Nessę, czy nawet Fire i przysiąść do nauki? Sięgam po różdżkę wciśniętą do kieszeni kurtki i leczę się po raz kolejny, stwierdzając, że chyba koniec przygód w zarośniętych miejscach na dziś.

kostka:  1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xanthea Grey

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 32
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : wyraziste oczy, włosy do linii bioder, blada cera
Galeony : 362
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 139
https://www.czarodzieje.org/t17246-xanthea-grey#482605
https://www.czarodzieje.org/t17289-xanthea-grey
https://www.czarodzieje.org/t17290-xanthea-grey
https://www.czarodzieje.org/t17247-xanthea-grey#482658
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptySro Maj 08 2019, 13:40;

Dawno temu, kiedy jeszcze była dzieckiem, w Dolinie Godryka żył pewien botanik, z którym jej rodzina ze względu na pokrewne zamiłowania miała dobre układy. Xanthei zdarzyło się parę razy go odwiedzić, a przede wszystkim jego imponujące szklarnie. Ależ to robiło na niej wrażenie!
Słyszała, że po przejściu plagi akromantul to wspaniałe miejsce połączenia sił ludzkich z roślinnymi podupadło i zupełnie zdziczało. Taka strata! Mimo wszystko kobieta była zdecydowana na samodzielne sprawdzenie skali zniszczeń, więc gdy tylko miała czas wybrała się do szklarni. To co zobaczyła wprawiało ją w absolutny zachwyt. Jeśli ktoś chciał poznać siłę natury, to było idealne miejsce! Wystarczyło spojrzeć na te bujne pędy, pnącza, na tę szalejącą wszędzie zieleń! Coś pieknego. 
Xanthea przechadzała zdziczałymi alejkami chłonąc tę aurę i oglącając tryumf rośliny nad człowiekiem. Doszła aż na sam koniec. Już miała wracać, kiedy nagle spostrzegła jakiś woreczek leżący na ziemi. Dziwne, co w nim mogło być? Podeszła i zajrzała do środka. Znalazla tam... Nasiona! Doprawdy, to nieslychane, że jeszcze nje wykielkowaly. Najwyraźniej potrzebowały szczegolnej troski. Tu na nic się zdadzą, nikomu nie pomogą. Nie chciała niszczyć cudnej rownowagi osiągniętej przez rośliny, więc nie zbierała nawet najmniejszych listków czy pojedynczych kwiatków. Te nasiona jednak tu nie pasowały, dlatego zaopiekowanie się nimi nie było w oczach Xan niczym niewlasciwym. Schowała je do kieszeni i wyszła, gotowa wysiać znalezisko gdy tylko dotrze do domu. 

Kosteczka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Melusine O. Pennifold

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 169
C. szczególne : turban na głowie z magicznymi wzorami, piegi na twarzy, płynne ruchy, zwiewne ubrania;
Galeony : 758
  Liczba postów : 653
https://www.czarodzieje.org/t15444-meluisne-pennifold
https://www.czarodzieje.org/t15473-meluzyna#415677
https://www.czarodzieje.org/t15452-meluzyna#414962
https://www.czarodzieje.org/t15446-meluisne-pennifold#414814
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Paź 07 2019, 22:24;

- Pewnego dnia ją sobie przywłaszczę. Kupię od... kogokolwiek kto zarządza tym miejscem. I zrobię najpiękniejszą szklarnię na świecie. Nie taką normalną. Wszystko będzie tu pod wodą. Trochę jak gigantyczne akwarium, tylko nie takie sztuczne, prawdziwie żyjące... Nie wiem jak to wytłumaczyć.
Gestykuluję entuzjastycznie przechodząc przez wysokie krzaki i raz za razem machając różdżką, by odgonić byrztwotrawy, czy jakiekolwiek inne gałęzie, które mogą zawadzić od czasu do czasu mój zielony turban. Robię to nieuważnie, niechlujnie, co jakiś czas gałęzie lecąc gdzieś zbyt daleko, bądź nie odganiam ich wystarczająco dobrze, więc musisz uważać nie tylko na niebezpieczeństwa natury, ale i mojej różdżki.
- Ciekawe czy namówiłabym trytony do zamieszkania tuta w czymś takim, choćby na chwilę - zastanawiam się jeszcze, wciąż pogrążona w swojej majestatycznej wizji. Dopiero potknięcie się o kamień i szybkie zreflektowanie się, sprawiło, że odrobinę wróciłam na ziemię. Wyciągam dłoń, by złapać Twoją rękę. Tak będzie znacznie wygodniej i przyjemnie potrzymać za rękę kogoś z takimi genami. I kontynuujemy podróż po Dolnie.
- Często tu bywasz? W Dolinie? - pytam odwracając się do pięknej koleżanki z uśmiechem. Jak dla mnie nawet chodzenie po lesie w poszukiwaniu strasznych roślin jest dobrym powodem. Poznałam tu mnóstwo miejsc od kiedy się tu przeprowadziliśmy.
Nie jestem pewna czy faktycznie chcesz wyegzekwować jakiś plan z tego co szukamy, ale nieszczególnie przejmuję się losem chłopca, któremu chcesz dokuczać. Bardziej mnie interesuje prawdziwy powód tego wszystkiego. Albo chociaż plotki.
- Już ją widać - mówię wskazując na zarośniętą szklarnie wynurzającą się na niewielkiej polanie na którą się dostajemy.
- O co chodzi z Cassiusem? - pytam niezbyt delikatnie, ściskając Twoją rękę z ciekawością i uśmiechając się, poruszając zalotnie brwiami.

/4 xdd ale to później

______________________

Czy trafila do
morza, gdzie do
tego dnia zyje?  
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 916
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Gracz




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Paź 14 2019, 18:22;

Wczesne południe, pogoda wcale nie najgorsza, nie można się dziwić, że się zdecydowała wyleźć w wolnym czasie z murów szkoły i pokręcić po Dolinie Godryka. Po głowie wciąż maszerował jej plan zniszczenia komuś życia doszczętnie, choćby to miało być trwałe okaleczenia, bądź chociaż chwilowe ośmieszenie. Pennifold przekonała ją, że w starych Opuszczonych Szklarniach mogą znaleźć garść ziół przydanych do planowanego eliksiru na sraczkę, w związku z czym, przygotowana jak na wojnę, ubrała się rzeczywiście jakby przymierzała się do traperskiego zdobywania szczytów. Nie znała dobrze okolic, po prawdzie odwiedzała Dolinę tylko z konieczności i zazwyczaj w czyimś doborowym towarzystwie, cud, że sama znalazła to miejsce i się nie zgubiła po drodze siedem razy, głównie pewnie oglądając się za witrynami sklepów pełnych drobiazgów, na które i tak nie było jej stać.
Pennifold mówiła o jakichś niejasnych dla niej rzeczach. Jak można stworzyć szklarnie pod wodą? Czy to się nie mija z celem? Kiedy jednak kurkonka zdecydowała się na nią spojrzeć Harlow uśmiechnęła się i pokiwała entuzjastycznie głową robiąc dobrą minę do złej gry. O zielarstwie to miała wiedzę w wersji mini, nie chciała jednak psuć nastroju swojej koleżanki.
- Trytony. - powtórzyła, łapiąc zaraz Meluzynę za rękę, żeby się ta nie wyrżnęła na twarz- Na pewno. - nie chciała mieć nic wspólnego z trytonami. Generalnie z nikim i niczym. No, może poza Pennifld - Nie za często. Nie znam tych okolic i zawsze sie gubię. - zrobiła kwaśną minę, by podkreślić, że jest tym faktem niepocieszona. Weszła do jednej ze szklarni za Meluzyną. Uznała nawet chytrze, że może uda jej się znaleźć coś ciekawego i przyszpanuje krukonce swoją zdobyczą by zaplusować w jej oczach. Rzadko kiedy zdarzało się jej, że czyjaś opinia na jej temat była przez nią otwarcie określana ważną. Wiadomo, że Dine obchodziło wszystko co ludzie o niej myślą, jednakże na co dzień umiejętnie ukrywała to udając, e ma wszystkich w dupie. Meluzyny nigdy nie miała w dupie.
Zaraz po wstąpieniu na alejkę dostrzegła pełno fruwokwiatu, powstrzymała się jednak, żeby zaraz lecieć rwać go jak Reksio szynkę, bo jej towarzyszka uznała za stosowne podjąć najgorszy z możliwych tematów. Rzeczywiście ścisnęła jej dłoń nieco mocniej, marszcząc brwi ale nie w ten śmieszny sposób, tylko z wyraźnym niezadowoleniem.
- Swansea to nadęty dupek, przecież wiesz o tym. - burknęła - Należy mu się, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Melusine O. Pennifold

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 169
C. szczególne : turban na głowie z magicznymi wzorami, piegi na twarzy, płynne ruchy, zwiewne ubrania;
Galeony : 758
  Liczba postów : 653
https://www.czarodzieje.org/t15444-meluisne-pennifold
https://www.czarodzieje.org/t15473-meluzyna#415677
https://www.czarodzieje.org/t15452-meluzyna#414962
https://www.czarodzieje.org/t15446-meluisne-pennifold#414814
Opuszczone szklarnie QzgSDG8




Moderator




Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie EmptyPon Paź 14 2019, 19:22;

Jak w tak pięknej głowie mogą tłamsić się jakiekolwiek diaboliczne myśli. Ja kompletnie w to nie wierzę, chociaż teoretycznie każdy ma w sobie jakieś niedoskonałości. Jak na przykład wcale nie jestem pewna czy znajdę tutaj odpowiednie zioła na sraczkę Twojego wroga, ale doskonale wiem, że znajdę tutaj coś innego co planowałam posadzić w doniczce w dormitorium, a nie do końca chciałam iść tutaj sama. Ale z pewnością byś mi wybaczyła ten mały fortel, naprawdę mam nadzieję, że znajdę tutaj wszystko czego dziś szukamy.
Och, nie wiesz o czym mówię. Twoje entuzjastyczne kiwanie głową nie przysłoni Twojej lekkiej dezorientacji, zbyt często to widzę kiedy ktoś dowiaduje się o poglądach mojej rodziny. Ale nie przeszkadza mi to, ważne że się starasz. Jednak oszczędzam Ci już dalszego tematu trytonów, widząc, że nie podzielasz mojego entuzjazmu związanego z wypełnieniem szklarni wodą. Kiedyś, jak w końcu to zrobię, po prostu zaproszę Cię na romantyczny spacer w takowej. Oczywiście najpierw będę musiała rozpracować jak ogarnąć całe oddychanie pod wodą w jak najmniej inwazyjny dla naszego wyglądu sposób. Błona między palcami to naprawdę nie moja działka. Noszę mnóstwo pierścionków.
- Och, mówisz że jesteś stereotypowym przykładem kobiety bez orientacji w terenie? Kiedy partnerka mojej matki wyszła raz bez różdżki do zbyt odległej części lasu, nie potrafiła nawet odpowiednio skalibrować teleportacji, więc rozszczepiła się i na dodatek w miejscu, gdzie jakaś roślina zakłócała magię. Gdyby nie fakt, że znaleźliśmy jej nogę w stawie, pewnie coś by ją zjadło - opowiadam tą jakże uroczą historyjkę. - W każdym razie, chciałam przez to powiedzieć, że lepiej wobec tego, że idziesz ze mną.
Uśmiecham się do Ciebie przez ten cały czas. Oddycham głęboko kiedy jesteśmy już blisko szklarni. Niemalże czuć tutaj magię w powietrzu, związaną nieodzownie z magicznymi roślinami. Powinnaś założyć jakąś zwiewną sukienkę rusałek, by tańczyć tu, to dopiero byłoby uosobienie magii. Plus z wielką przyjemnością bym na to popatrzyła, a po takich tańcach już nigdy nie musiałabyś się martwić o moją opinię.
Puszczam Twoją dłoń, gdy dochodzimy do drzwi szklarni, by wyciągnąć różdżkę i szybko ją otworzyć. Równocześnie patrzę na Ciebie z uniesionymi do góry brwiami.
- Okej. Ale jakbyś chciała otruć każdego kogo uważasz za nadętego dupka, zostałabyś mistrzem eliksirów - zwracam uwagę na Twoje raczej pesymistyczne podejście do ludzi, równocześnie popychając furtkę by dostać się do środka szklarni. - Więc? Co zrobił, że zasłużył sobie na Twoją uwagę?
Zapraszam Cię teatralnym gestem do środka, wchodząc tuż za Tobą i rozglądając się w lekkiej ekscytacji wokół. Mimo to dalej ciągnę Cię za język, nie mogę stracić głowy dla kilku interesujących roślin.

______________________

Czy trafila do
morza, gdzie do
tego dnia zyje?  
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Opuszczone szklarnie QzgSDG8








Opuszczone szklarnie Empty


PisanieOpuszczone szklarnie Empty Re: Opuszczone szklarnie  Opuszczone szklarnie Empty;

Powrót do góry Go down
 

Opuszczone szklarnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Opuszczone szklarnie JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-