Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Kraniec korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


Jack Reyes
Jack Reyes

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
Galeony : 582
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySro Kwi 09 2014, 19:03;

First topic message reminder :




Na jednym z krańców korytarza na pierwszym piętrze znajdują się skrzypiące drzwi. Za nimi jest bardzo wąskie przejście (trzeba iść gęsiego) rozwidlające się w dwa kierunki - jeden prowadzi okrężną drogą na dziedziniec, drugi do schowka na miotły. Rzadko kto się tu zapuszcza... chyba, że uczniowie którzy chcą sobie ukradkiem podpalać papierosy.

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Julia Brooks
Julia Brooks

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : grzywka, tatuaże, pedantyzm, wisiorek z osą, pierścień działania na palcu,pachnie lawendą
Dodatkowo : (ex)Kapitanka Krukonów
Galeony : 1522
  Liczba postów : 4881
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyPią Lis 13 2020, 00:08;

O ile Arla miała cały dzień, żeby się do tej rozmowy przygotować, o tyle Brooks była całkowicie pozbawiona amunicji, jeżeli takowa byłaby potrzebna. Idąc tu, nie miała pojęcia, jaki kierunek ta ich schadzka mogłaby obrać. Arla jednak po raz pierwszy od dawna mówiła prosto z mostu. Nie bawiła się w żadne podchody, tylko z grubej rury wyjechała z tematem, którego Julia wolałaby nie poruszać. Czując, jak ciasność korytarza zbliża je do siebie, wzdrygnęła się w duchu, jak zwierzę widzące biegnącego w jego kierunku drapieżcę.

- Lepiej – stwierdziła sucho. Już miała wystarczająco zjebany nastrój. Nie miała jeszcze zamiaru rozmawiać o swoim stanie zdrowia, zwłaszcza że rozmowa ta przedłużyłaby tylko to, co nieuniknione. Cóż, Arli wybrała zły dzień na rozmowę. – Naprawdę chcesz o tym rozmawiać? Przecież nic takiego się nie stało – zapytała z nadzieją w głosie, licząc, że jakoś uda im się pominąć ten temat i wrócić do normalności, w której nie muszą czuć się dziwnie w swoim towarzystwie i wciąż mogą spędzać normalnie czas w swoim towarzystwie. Temat ten był również nieco nieoczekiwany, bo Armstrong nie wspomniała o niczym, a okazji miała przez ostatnie dni sporo, choćby Patonalia.
Powrót do góry Go down


Arleigh Armstrong
Arleigh Armstrong

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
Galeony : 231
  Liczba postów : 968
https://www.czarodzieje.org/t19680-arleigh-armstrong
https://www.czarodzieje.org/t19687-kilt
https://www.czarodzieje.org/t19681-arleigh-armstrong#589345
https://www.czarodzieje.org/t19720-arleigh-armstrong-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyPią Lis 13 2020, 08:48;

Arli zamarła na chwilę, czując, jak Jules się od niej dystansuje. Może nie fizycznie - chociaż wyczuła, że cała jest spięta - ale psychicznie. W jej głosie usłyszała coś, czego nie słyszała od niej od dawna, coś czego się bała. Niechęć i niepewność. Aż sama mimowolnie się wzdrygnęła.
Równocześnie nadal nie wiedziała, o czym właściwie chce pogadać. Wiedziała, że chce - i na tym kończyła się jej precyzyjnie zaplanowana strategia. Chciała jakiegoś zapewnienia? Nie była pewna. Chciała Julię przeprosić? Nie czuła takiej potrzeby, ale chyba tak. Powinna coś wyjaśnić? Tylko co, do cholery?
- Nie chcę pogadać w TEN sposób. - Zapewniła najpierw, uśmiechając się tak niewinnie, jak tylko mogła. - Nie poproszę cię przecież o rękę. - Szybko cmoknęła ją w czoło i wywróciła oczami, jakby chcąc podkreślić, że to nic takiego i cała ta kwestia jest dużo mniej poważna, niż była w istocie. Przynajmniej z jej punktu widzenia.
- Chciałam ci... Merlinie, wiesz, że nie wiem w sumie co ci chcę dokładnie powiedzieć? - Granie w szczerość zazwyczaj wychodziło jej na dobre. - Chciałam ci podziękować, że jesteś. I chciałam cię przeprosić, za noc duchów. I chciałam cię prosić, żebyś mnie za to nie znienawidziła i żebyś się nie wystraszyła, czy coś. - Poczuła, jak rozplątuje się jej język i jak przyspiesza ze słowami. - Jakby, rozumiesz, ja sobie mogę coś tam czuć, ale nie chcę, żebyś myślała, że cię do czegokolwiek zmuszam czy obliguję. Ja... No kocham cię, jak pierdolnięta, nie powiem ci, że nie, ale nie wiem jeszcze jak i w jaki sposób. Po prostu... - Oddychanie Arla, pamiętaj o oddychaniu. - Chcę cię prosić, żebyś wytrzymała, żebyś nie kazała mi spierdalać, żebyś się nie wystraszyła. Ja to sobie wszystko ogarnę, ułożę w głowie, ale nie mogę cię stracić. Jesteś pierwszą osobą w moim życiu, która traktuje mnie tak dobrze - Złapała ją za nadgarstek i uniosła jej dłoń do swojej twarzy. Nie chciała, żeby była zła, chciała, żeby choć na chwilę złagodniała. Nie chciała może, żeby było jak w noc duchów, ale wystarczyłoby jej, gdyby Brooks chociaż trochę się odprężyła. I wiedziała, że nie ma złych zamiarów.
- Nie myśl o mnie źle. Uczę się jeszcze tego. Po prostu wiedz, że niczego od ciebie nie chcę. Poza tym, że chcę, żebyś się nie bała. - Poza tym, że chcę ciebie - ale tego już jej nie powiedziała. Wtuliła się twarzą w jej dłoń i przymknęła oczy, bojąc się tego, co usłyszy, ale równocześnie będąc przecież gotową na wszystko. W jej słowach dużo było przekłamań, bo miała wrażenie, że z dnia na dzień coraz gorzej radzi sobie z własnymi uczuciami i emocjami i rozpaczliwie potrzebowała pomocy, ale czuła, że dalsze poruszanie tematu z Brooks nie doprowadzi do niczego dobrego.

@Julia Brooks
Powrót do góry Go down


Julia Brooks
Julia Brooks

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : grzywka, tatuaże, pedantyzm, wisiorek z osą, pierścień działania na palcu,pachnie lawendą
Dodatkowo : (ex)Kapitanka Krukonów
Galeony : 1522
  Liczba postów : 4881
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyPią Lis 13 2020, 10:54;

Czy Julia odetchnęła na myśl o tym, że nie będą rozmawiały w TEN sposób? Nie. Zdecydowanie nie. Cóż to dużo mówić. Nie lubiła poruszać tematu uczuć czy emocji. Wolała wszystko trzymać w sobie, a potem wyżywać się na tłuczku. Może właśnie dlatego była z niej tak przyzwoita pałkarka? W gruncie rzeczy to bała się bardziej niż Arli. Dopóki o tym nie rozmawiały, wszystko było jak dawniej. Może nie do końca, bo wciąż czuła dotyk jej dłoni na swym ciele i miękkość jej ust na wargach, ale status quo był zachowany. Rozmowa mogła wszystko zmienić, a tego nie chciała. Cieszyła się z obecności Szkotki w jej życiu i obawiała się, że ta może z niego zniknąć, tak jak wcześniej znikało z niego wiele osób, w tym Moses. Nie chciała, żeby ta sytuacja się powtórzyła. Ulżyło jej dopiero w momencie, kiedy Ala zaczęła mówić. I choć z trudem nadążała za tym słowotokiem, to z każdą sekundą jej usta wykrzywiały się w delikatnym uśmiechu. A więc nie tylko Brooks miała podobne wątpliwości.

- Nie myślę o tobie źle – uspokoiła przyjaciółkę, wtulając się w nią. – I nie musisz mnie za nic przepraszać. Pamiętasz, co ci wtedy mówiłam? Że cię nigdy nie zostawię. I nie kłamałam, wiesz, że dotrzymuję słowa. Po prostu czuję się czasem niezręcznie, jak tak na mnie patrzysz, zwłaszcza że na to nie zasługuję, bo wcale nie jestem taka cudowna, jak ci się pewnie wydaje. No i się boję, że przez to wszystko możemy się od siebie, paradoksalnie, oddalić. Dlatego nie chcę o tym rozmawiać. Bo to tylko komplikuje coś i tak wystarczająco skomplikowanego.

Gdy skończyła, z trudem uspokoiła drżące serce i drżące dłonie. Ta rozmowa i ta szczerość kosztowały ją więcej nerwów niż końcowe egzaminy czy debiut w meczu z „Wędrowcami”. Wygrzebała z kieszeni bluzy paczkę własnych papierosów, „Merlinowych Strzał” i włożyła jedną do ust. Odrobina dymnego eliksiru szczęścia była tym, czego tak rozpaczliwie teraz potrzebowała, żeby się nie rozsypać. Choć na zewnątrz była tą samą opanowaną Julką ze spokojnym uśmiechem na twarzy, w środku drżała z niepewności.
Powrót do góry Go down


Arleigh Armstrong
Arleigh Armstrong

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
Galeony : 231
  Liczba postów : 968
https://www.czarodzieje.org/t19680-arleigh-armstrong
https://www.czarodzieje.org/t19687-kilt
https://www.czarodzieje.org/t19681-arleigh-armstrong#589345
https://www.czarodzieje.org/t19720-arleigh-armstrong-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyPią Lis 13 2020, 17:28;

Aż drgnęła, kiedy Julka pokonała dzielącą je odległość i objęła ją mocno. Chciała tego, ale w całym tym spanikowaniu i gonitwie myśli zwyczajnie się tego nie spodziewała. Przygotowywała się na najgorsze, a tu proszę. Wyglądało na to, że dziewczyny, jak zwykle zresztą, się ze sobą zgadzały.
Wcisnęła twarz gdzieś pomiędzy julkową szyję, a obojczyk i oddychała tak chwilę, napawając się ciepłem, bezpieczeństwem i zapachem jej skóry. Pogładziła czule chude ramię pałkarki. Zacisnęła mocno usta. Na marne. Chlipnęła. Nie opanowała nadmiaru emocji, czy po prostu się rozkleiła? Przecież to się wcale nie wyklucza.
- Dzięki. - Cmoknęła ją w czoło i wytarła twarz rękawem - Zasługujesz na wszystko i więcej. - Dźgnęła ją palcem w pierś. - Bo jesteś cudowna. - Znowu pociągnęła nosem i dziękowała anonimowemu architektowi Hogwartu, że nie uwzględnił w przesmyku okien. Zapłakana twarz wygląda znacznie lepiej w cieniu. - I cię kocham. - Dodała już bezgłośnie, poruszając zaledwie wargami.
Przeczesała palcami włosy, chcąc doprowadzić się do względnego porządku i wzięła brooksowego papierosa. Zaciągnęła się mocno i jak gdyby nigdy nic odłożyła go jej z powrotem do ust. Uśmiechnęła się przepraszająco, chociaż nadal nie była pewna, czy w półmroku BWPa było cokolwiek widać.
- To co... Sztama? - Przechyliła głowę w bok i dmuchnęła, rozpędzając kosmyki opadające na czoło. Sztama, to było dobre słowo na opisanie tego, na co miało się między dziewczynami zawiązać. Brooks będzie wiedziała, że Arla jej pragnie, a Arla będzie próbowała to w sobie zdusić. Co może pójść nie tak?
Ale o tym kiedy indziej.
Podniosła torbę z ziemi i wskazała palcem na przeciwległy koniec korytarza. - Chcemy gdzieś skoczyć? Mamy jeszcze trochę czasu przed kolacją.

@Julia Brooks
Powrót do góry Go down


Julia Brooks
Julia Brooks

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : grzywka, tatuaże, pedantyzm, wisiorek z osą, pierścień działania na palcu,pachnie lawendą
Dodatkowo : (ex)Kapitanka Krukonów
Galeony : 1522
  Liczba postów : 4881
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyPią Lis 13 2020, 18:20;

Dobry kompromis to taki, w wyniku którego obie strony są w równym stopniu pokrzywdzone. Matka Szkotki mogłaby się z ty nie zgodzić, ale jak inaczej określić sytuację, w której znalazły się dwie przyjaciółki? Brooks musiała od dziś żyć z myślą, że Arla ją kocha i jednocześnie uważać, aby jej w jakiś sposób nie zranić i dać złudnej nadziei. Druga będzie musiała wpatrywać się w ukochaną osobę z myślą, że nie ma szans na więcej. Wypracowane porozumienie było pyrrusowym zwycięstwem każdej z nich, ale czy miały lepszą alternatywę? Przyjaźnie rozpadały się przez znacznie błahsze powody niż uczucie, a rozpad tej przyjaźni byłby dla Brytyjki porównywalny do utraty kończyny.
Kiedy Arla zaczęła cicho chlipać w jej ramię, westchnęła ciężko, a na jej twarzy pojawił się grymas smutku. I zrobiło jej się jeszcze smutniej, kiedy Arla zaczęła o niej mówić w taki sposób. Nie chciała, żeby ktoś ją idealizował, a tak robili ludzie opanowani uczuciem. Choć jeszcze gorsze było dostrzeganie czyichś wad i zamienianie ich w zalety. Czy tak robili ludzie zakochani? Nie wiedziała tego, ten rozdział jej emocjonalnego życia nie został jeszcze napisany.

Kiedy „Merlinowa Strzała” ponownie wylądowała w jej ustach, oparła się ciężko o ścianę, zamknęła zmęczone oczy i zaciągnęła się głęboko. Wstrzymała oddech na długie sekundy, jakby licząc, że ten jeden śmieszny papieros odegna wszystkie te emocje, z którymi się teraz borykała.

- Sztama – odpowiedziała z pewnym trudnym do wychwycenia smutkiem. Kompromisy. Jebane kompromisy.

W końcu podniosła własny plecak, zgasiła papierosa, a niedopałek zamieniła w miniaturowego znicza, którego wprawiła zaklęciem w ruch.

- Gdziekolwiek
. – Była zmęczona, smutna, zirytowana i miała wrażenie, że wyssano z niej całą życiową energię. Jebane kompromisy.

/zt x2
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyCzw Gru 10 2020, 18:51;

Piernikowa Ucieczka! IV próba fabularna: 95

Ostatnie wydarzenia odcisnęły na nim spore piętno, chociaż, i tak czy siak, musiał się jakoś trzymać, by przypadkiem nie oszaleć. Nie bez powodu Lowell postanowił wziąć tym samym parę dni urlopu, spędzając tym samym większość czasu na swobodnym odpoczynku. Wkurzało go czasami, że wielu rzeczy nie może zmienić, aczkolwiek, mimo tych wszystkich przeciwności losu, tak naprawdę sobie jakoś radził. Jakoś ukrywał, że pod kopułą czaszki kłębiły się liczne, negatywne myśli, które to skutecznie tłumił i nie pozwalał im stać się czymś w rodzaju protestu. Jeszcze tego mu w tym wszystkim brakowało - z lekko zwilżonymi włosami, od panującego na zewnątrz wilgotnego klimatu, przedzierał się poprzez korytarze, być może w celu zaspokojenia własnej burzy myśli. Przechodzącej raz po raz, z widocznymi skutkami, ale nadal, starał się oszukiwać, że wszystko jest z nim w porządku i powinien, mimo chęci wyładowania drzemiącej w nim agresji, zadbać o bliskich. Jak to mówiła, zresztą, Arl. Jeżeli sami o siebie nie zadbają, tak naprawdę nikt o nikogo nie zadba.
Zarzucony wcześniej kaptur zdjął, a okulary, które to zaparowały, po wejściu w mury ciepłego, skrywającego w sobie wiele sekretów zamku, wytarł o czarną podkoszulkę, kiedy to zdjął kurtkę. Ta wisiała na nim z tyłu; odpowiednio zapijając metalowe guziki, przypominało to pewnego rodzaju płaszcz, z wolnymi od skrępowanych ruchów kończynami górnymi. Krok miał spokojny, chociaż zdający się posiadać w sobie pewne krzty dziwnego, subtelnego zamyślenia. Nie bez powodu, kiedy to obserwował czekoladowymi tęczówkami płytki, zauważył pałętające się gdzieś nieopodal magiczne ciasteczka, które uśmiechały się radośnie i tuliły siebie nawzajem - dwa, śmieszne, zabawne.
Nie bez powodu im się początkowo przyglądał, a te, kierując swoje lukrowe oczka w jego stronę, na początku się przeraziły, by tym samym się odsunąć. Dopiero, gdy fascynacja brała zenitu, a on wystawił jeden z palców, jedna z istotek postanowiła spróbować dotknąć jego opuszka, jakoby w zaciekawieniu i widocznym zaintrygowaniu. Był to dość ciemny, pewnie mocno korzenny, ciastek o niebagatelnym uroku osobistym i dziecięcym podejściu.
Skutecznie trzymany przez drugiego kolegę, kiedy to Felinus przykucnął na jedno kolano w dość ostrożny sposób. Jakoby ten drugi pokazywał należytą dozę ostrożności, był trochę nim, ale koniec końców... czy te wypieki mają w sobie jakąś cząstkę duszy? Nie wiedział, niemniej jednak przechylił głowę w zastanowieniu, jakoby zadając sobie te pytanie pod kopułą czaszki, gdzieś we własnym sercu.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4491
  Liczba postów : 12155
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyCzw Gru 10 2020, 19:04;

Pierniki próba II: 83 - sukces

Jak zwykle łaził korytarzami bez większego celu. Powoli stawiał kroki rozmyślając o ostatnich wydarzeniach. Nie tylko Callahan w nich jednak gościł. Cieszył się, że Julius powrotnie zawitał murach zamku i że Brooks postanowiła wrócić, zamiast rozbić namiot gdzieś na Przylądku Dobrej Nadziei i zacząć zawodowo paść owce. Pozornie wszystko wyglądało, jakby zmierzało ku dobremu. Pozornie, bo w środku Max wciąż nie potrafił dojść z tym wszystkim do ładu. Pamiętał, jak wiele czasu zajęło mu pogodzenie się z tym, co pokazał mu bogin. Teraz jednak wszystko, co odczuwał wtedy wróciło i to nie samo. Jego koszmary się spełniały na jawie a on błądził w tym wszystkim jak ślepiec.
Z zamyślenia wyrwał go widok znajomej sylwetki w głębi korytarza.
- Kolejne oświadczyny? - Rzucił na przywitanie, nawiązując do pozycji w jakiej zastał puchona. Dopiero wtedy zauważył lukrowane postacie, które się przed nim znajdowały.
- Normalne? - Zapytał z nadzieją, że nie trafi im się kolejny samobójca, a raczej jakiś bardziej normalny piernik. Przykucnął obok przyjaciela i wyciągnął rękę do drugiego pierniczka czekając na jego reakcję.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Online


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyCzw Gru 10 2020, 21:23;

Trudno nie było zauważyć ogromu zmian, jakie nastały w zamku - może nie pod względem pojawiających się dekoracji świątecznych, a bardziej pod względem... atmosfery. Niby miała być ta pogodna, ta radosna, niby miała zahaczać o pozytywne klimaty, aczkolwiek gdzieś ziarenko negatywnego podejścia do tego wszystkiego, w wyniku ostatnich wydarzeń, zostało zasiane i nie zamierzało wcale tak łatwo zostać usunięte z ziemi. Osobiście to wkurzało Faolana, który nie mógł z tym niczego zrobić, gdy czuł, że jedyne, co może obecnie zrobić, to prawidłowo funkcjonować. Nie zwracać na siebie uwagi, nawet jeżeli się przemęczał. Po prostu - nie wychylać się zza zasłony i będzie dobrze, niezależnie od tego, jak bardzo wyglądałoby to na oszukiwanie samego siebie względem opanowującego jego organizm strachu.
Nie bez powodu starał się znaleźć coś, co mogło odpowiednio uspokoić jego myśli, biegnące ostatnio niczym rozjuszone pegazy, gotowe do staranowania poniekąd ich twórcy, ich właściciela. Wzrok miał zatem skupiony na pierniczkach, chyba z tego samego ciasta stworzonych. Trzymanie się razem, niczym brat i siostra, może jakaś rodzinka, sam nie wiedział... zdawało się być dziwne. Czy pierniczki mogą czuć Czy mogą charakteryzować się czymś w rodzaju odczuwania emocji? A może są to tylko zakodowane na stałe sentencje, jakoby magia miała możliwość przewidywania poszczególnych reakcji na dane wydarzenia? Kolorowe, najróżniejsze, pozbawione tej całej otoczki melancholijnego podejścia do ostatnich wydarzeń, które wstrząsnęły murami szkoły magii i czarodziejstwa, zdawały się być miłą odskocznią - w szczególności wtedy, gdy jeden z nich ciągnął drugiego w odwrotną stronę.
Dziwne, że w ogóle sobie tych kruchych rączek nie pourywały...
Sam nie zwrócił uwagi jednak na kroki, przybliżające się, będące tak charakterystyczne. Mało kto przecież nosi glany, a metalowa płytka nie pozwalała wcale tak łatwo stłumić stukotu - dopiero słowa, które wydostały się w jego stronę, spowodowały, iż Felinus podniósł głowę do góry, jakoby w niemym pytaniu. Nie spodziewał się spotkać tutaj akurat właśnie Maximiliana, ale, w końcowych wnioskach, do których doszedł i które wysunął na podstawie wcześniejszych wydarzeń, przecież ten nie ma nic do roboty. Zakaz uczestnictwa w życiu szkolnym powodował głównie stagnację - uczeń nie jest w stanie nauczyć się tyle samo, co rówieśnik uczęszczający na zajęcia.
Tak szybko? — pozwolił sobie na delikatny uśmiech, kiedy to czekoladowe tęczówki rozejrzały się uważnie po twarzy Solberga, jakoby próbując wychwycić subtelnie jakiekolwiek nieprawidłowości. Nie robił tego nachalnie; nie świdrował każdego cienia z zastanowieniem, a prędzej jego mimika była przyjazna. Nadal... nadal miał przed sobą sytuację z tym głupim, dyniowym piernikiem, który to spowodował u niego ogromną złośliwość. I chociaż to nie była wcale jego wina, to nadal to roztrząsał, ale nie dawał tego po sobie poznać. — Zaskoczę cię może, jestem wierny niczym pies. Wyobrażasz sobie, bym wręczał niuchacza, który prędzej wszamałby te pierniki, aniżeli był prezentem zaręczynowym? — prychnął ostrożnie pod nosem, jakoby zastanawiając się nad tym, jak to musiałoby wyglądać. Nie bez powodu, kiedy to jeszcze bawił się z piernikiem, odchrząknął parę razy, zanim to nie rozpoczął mowy niczym lektor. Skupił się przy tym niesamowicie, by wyglądało to niezwykle realistycznie; w poszczególne słowa wplatał emocje, reagował rękoma. — W pewnym momencie Lowell klęka przed ukochanym piernikiem, chwytając za pałętającego się nieopodal niuchacza; na dłoniach, niczym pierścionek, kładzie magiczne stworzenie, a następnie, wystawia ostrożnie i subtelnie, w stronę magicznego piernika. Piernik jest zachwycony wręcz zachwycony - ze swoich lukrowych oczu wydobywa łezkę szczęścia... — tutaj zrobił dramatyczną pauzę, uśmiechając się powoli pod nosem. Widać było, że z trudem powstrzymuje się od przerwania tego całego wywodu, niemniej jednak, aby dopełnić elementu, nałożył na siebie stalową, trudną do ugięcia maskę. — Niuchacz wystawia pyszczek kreci do przodu; poniekąd zaciekawiony, poniekąd zaintrygowany. Piernik wystawia usta do pocałowania, jednak, zamiast spotkać się z równie subtelnym odzewem, korzenne ciastko... ląduje w pyszczku puchatej kulki, dopełniając swojego losu. A kierowca autobusu wstał i zaczął klaskać. Ament czy coś. — wolną, lewą dłonią, wykonał gest zamykanej smukłymi palcami książki, jakoby kończąc historię, by tym samym się delikatnie roześmiać i rozwiać wszelkie wątpliwości wobec wyobrażeń tego nietypowego procederu. Tak sobie to wyobrażał. Oświadczyny do piernika, prosto od Lowella. Może powinien jakąś książkę na ten temat napisać, skoro miał jakieś tam zdolności literackie najwidoczniej? Nie bez powodu powiódł czekoladowymi oczami za Maximilianem, jakoby spoglądając na to, jak zareaguje. Może nie był śmieszny i chuj mu na ryj. Nie wysilał się jednak, wiedząc doskonale, że rzeczy robione na siłę można o dupę rozbić.
Tak, chyba normalne, ale strasznie różne. — wskazał wolną ręką w stronę zabawnej scenki, gdzie ciasteczka po prostu się kłóciły. Jedno chciało iść do Lowella, ale, gdy braciszek czy ki cholera wie, co to było, zauważył Solberga, podszedł do niego, puszczając drugiego piernika i tym samym obydwoje zyskali po jednym na dłoń ciasteczku. Skaczącym, wystawiającym normalnie rączki, szczęśliwym i radosnym, choć odwracającym się czasem do rówieśnika. — Za niedługo pierniki opanują hogwart i będzie trzeba w nimi książkami rzucać, jak w przypadku chochlików. — mruknął na wspomnienie rozjebywania niebieskich, antropomorficznych stworzeń o ścianę.
Jakoś nie było mu ich żal.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4491
  Liczba postów : 12155
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyNie Gru 13 2020, 21:01;

Ciężko było nie zauważyć zmian w atmosferze panującej w zamku. Zazwyczaj radosny, świąteczny czas, był w tym roku zabarwiony mieszanką emocji tak wybuchową, że ciężko było połapać się tak naprawdę, co wyrażała. Wydawać by się mogło, że nawet zbliżające się wielkimi krokami egzaminy semestralne zostały przez uczniów na chwilę zapomniane na rzecz ostatnich wydarzeń. Do ognia dojebał jeszcze Obserwator, który postanowił skomentować jesienne romanse. Solberg dopiero teraz miał okazję zapoznać się z tym wdaniem. Po raz kolejny redakcja zadziwiła go informacjami, które udało im się zebrać. W końcu, kto i w jaki sposób dowiedział się, że tajemnicza piękność u jego boku na halloweenowym jarmarku, była tak naprawdę Felkiem? Kto śledził go na tle, by wiedzieć o wypadzie z Olivią? Po raz kolejny przekonał się, że prywatność nie istnieje.
-Wiesz, może nie jesteś zwolennikiem monogamii. Skąd mam wiedzieć? - Wzruszył lekko ramionami. Przecież Felek równie dobrze mógł pokochać pierniczka co i jego. Może i ciastko nie miało mocy rozwalania chochlików i smarowania run ich krwią, ale na pewno posiadało inne zalety.
Przyglądał się puchonowi, gdy ten zaczął opowiadać niuchaczową historię, a piernik na ręku ślizgona usiadł wygodnie zafascynowany tym wszystkim.
-Chyba zrobiłeś im nadzieję. - Uniósł lekko kąciki ust, wskazując głową na ciasteczka, które wpatrywały się lukrowanymi oczami w Felka.
-Już druga bajka do napisania. Stary weź się może zajmij literaturą. - Nawiązał do książki, o której żartowali w halloween na jarmarku. Wierzył, że dzieci na pewno chętni czytałyby podobne historie. Może nawet któraś zostałaby tak samo kultowa jak "Fontanna szczęśliwego losu" czy inne magiczne bajki.
-Błagam, tylko nie to. - Jęknął na myśl o piernikowej apokalipsie. Może i nie miał lepszych rzeczy do roboty, ale za bardzo nie uśmiechała mu się myśl gonienia za wypiekami po korytarzach i rozwalaniu ich. A był pewien, że nie byłby w stanie ich wszystkich zjeść.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Online


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyNie Gru 13 2020, 21:40;

Narastające problemy, konflikty, no i też egzaminy, na które to nie zwracał w żaden sposób uwagi, wiedząc, że jest na takim roku, iż nic ciekawego mu nie dojebią, zdawały się rosnąć w nieskończoność. Lowell poniekąd przechodził w stan obojętności dla samego siebie, kosztem własnego zdrowia, na cel wyższych celów, bardziej pasujących w obecnej sytuacji. Wkurzało go to, jak wiele teraz rzeczy musiało obrócić się w popiół, co nie zmienia faktu, iż koniec końców, jako że los potrafi naprawdę się z nich zaśmiać, napluć im prosto w twarze, Obserwator, w kwestii jarmarku, nie pozostawał dłużny. I o ile student podchodził do tego ze spokojną ręką, o tyle jednak zastanawiało go to, skąd szanowny pan detektyw wiedział o tym, co się wydarzyło na targach halloweenowych. Chociaż, mogło to być tylko snucie, skoro i tak czy siak pozostawał tam w pełni anonimowy. Nie bez powodu podchodził do tego na luzie, kiedy to już był wystarczająco kopany - miał prawo pozostawiać pewne rzeczy za sobą, gdy, koniec końców, brakowało mu siły poniekąd na takie procedery. Los może go kopać, a on i tak obecnie nic nie zdoła wskórać.
Na chwilę zastanowił się nad pytaniem, które podsunął mu Maximilian. Jako że nigdy w związku nie był, tak naprawdę nie znał siebie od strony monogamii bądź poligamii. Zawsze, mimo rzuconych w jego stronę słów, mógł naprawdę się mylić i znajdować w błędzie, co nie zmienia faktu, iż pewne podejrzenia snuł. Mógł zostać nazwany głupcem, niemniej jednak podejrzewał, że w jego przypadku funkcjonuje to pierwsze pojęcie. Wbrew pozorem jest tylko i wyłącznie człowiekiem - nawet jeżeli będzie uważał, że w pewnym temacie należy do danej grupy, z czasem może się okazać, iż wyznacznikiem jego obecnego życia, dość chaotycznego, będzie coś kompletnie innego. Nie zmienia to jednego, ważnego faktu. Potrzeba stabilizacji zdawała się być obecnie przodującym w jego przypadku uczuciem.
Jestem tego pewien. — mruknął w jego stronę, zanim to nie zaczął opowiadać historii na temat miłości pierniczka i jego osoby. Tak naprawdę mógł się mylić, przecież nie znał siebie od tej strony. Chciał jednak wierzyć - chciał być wierny tylko jednej osobie. Co prawda, opowiadanie pod tym względem mogło wyglądać komicznie, niemniej jednak się nie przejmował, no ba. Nawet usiadł na podłodze, kiedy to usta wydobywały z jego strun głosowych odpowiednie słowa, zdające się łączyć w jedną, subtelną całość. Historia zdawała się poniekąd zafascynować pierniczka na dłoni kumpla, jako że chyba była trochę ciekawa. No i, jego pierniczek też począł te same kroki, wsłuchując się w bajkę z widocznym zaintrygowaniem. — Ja i nadzieja? Skądże... — powiedział, kiedy to ciastek się zasmucił widocznie, a Felinus westchnął teatralnie, by tym samym po chwili dodać. — No dobrze, kto pierwszy do kolejki? — zapytał się niczym ten wujek, co zaprasza na kolana, by zauważyć i poczuć, jak pierniczek wspina się na jego ramię i przybliża do twarzy, dając całuska. Nie tego się spodziewał, kiedy to delikatna czerwień, prawie niewidoczna, okryła jego policzki; wiedział, że musi wyglądać albo przeuroczo, albo komicznie. Chyba wolał tę drugą opcję, kiedy wytarł dłonią, okrytą bluzą, miejsce po pierniczku i tym samym uśmiechnął się, jakoby sam do siebie.
Z moimi umiejętnościami? — podniósł brwi, jakoby w zdziwieniu, by potem się zaśmiać, kiedy to pierniczek nadal znajdował się na jego ramieniu. Pamiętał doskonale pomysły na książki dedykowane dla dzieci... no, prawie dla dzieci. Kto wie, czy młode duszyczki nie chciałyby zaadaptować tym samym pomysłów, wcielając je własnoręcznie w życie. A nie byłoby to zbyt bezpieczne. — Do pisania bajek trzeba mieć talent, a ja takiego nie mam. — pokręcił głową, zanim to nie wstał i tym samym nie zauważył nadlatującej w ich stronę sowy z jakąś nieznaną paczuszką. Zastanawiało go to mocno, kiedy ptak pozostawił pakunek w dłoniach Lowella, bez żadnego podpisu ze strony nadawcy. Nie bez powodu chłopak począł podchodzić do prezentu z należytą ostrożnością. — Oj tam, nie byłoby raczej aż tak źle, prawda? — zapytał się, zanim to nie wskazał podbródkiem w stronę paczuszki. — Stary, nie wiem, czy powinienem to otwierać... — dodał trochę niepewnie, jakoby pamiętając o tym, że różne prezenty dostają osoby czystokrwiste ze strony fanatyków SLM. I chociaż nie miał okazji widzieć na własne oczy, to jednak plotki z łatwością przedostawały się do jego uszu.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4491
  Liczba postów : 12155
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyWto Gru 15 2020, 11:36;

Mało kto miał chyba teraz głowę do egzaminów. Ludzie bardziej przejmowali się nadchodzącymi świętami lub tym, co aktualnie działo się w murach zamku. Do tego jeszcze Obserwator, który wzniósł szum swoimi przypuszczeniami co do szkolnych romansów. To wszystko wydawało się kumulować w tym roku z większą intensywnością, niż Max kiedykolwiek by zapamiętał, a przecież nie był to jego pierwszy rok w tych murach. Pierdolnik gonił pierdolnik i ślizgon zastanawiał się czasem kiedy to wszystko w końcu jebnie. Do tego jeszcze wojenki na froncie politycznym, które robiły się naprawdę nieprzyjemne.
Kiwnął tylko głową, gdy Felek opowiedział się po stronie posiadania jednego partnera na wieki wieków. Albo tymczasowo. W każdym razie jednego partnera. Max sam czasem nie potrafił definitywnie stwierdzić, czy jest monogamistą chociaż podejrzewał, że nie w jego klimatach byłaby głębsza relacja z kilkoma osobami naraz. Co innego seks i dobra zabawa, a co innego związek, który powinien przynieść coś więcej.
Bajka i sposób w jaki była opowiadana zdawała się zainteresować wszystkich zebranych. Od tych najmniejszych po te nieco większe od piernika istoty. Nic więc dziwnego, że gdy Felek zakończył opowieść, na buźce jednego z ciastek pojawił się smutny grymas.
-Felinus Faolán Lowell, cassanova pierniczych serc. - Zażartował widząc, jak ciasteczka prawie że zabijają się o buziaka od puchona. Sam raczej uważał to za komicznie urocze. Po ostatnich doświadczeniach z piernikami nie spodziewał się podobnej interakcji z nimi. A już na pewno nie takiej.
-Stary są przecież samopiszące pióra. Wystarczy, że będzie opowiadał, pióro to zanotuje a ja podeślę do Stacey do redakcji czy coś. - Przedstawił mu swój biznesplan na karierę literacką Lowella. Zdecydowanie widział, że to się może udać. Może z wydaniem byłoby ciężko, bo początki nigdy nie są łatwe, ale całą resztę dałoby radę załatwić. Przynajmniej w świecie mugoli.
-No ja to nie wiem. Inwazja to inwazja jednak, a pamiętaj, że pracownicy tego kurwidołka jakoś nie biegną do roboty. - Wzruszył zrezygnowany ramionami. Naprawdę nie miał ochoty znowu wykonywać czyjejś roboty i to na marne. Może i nie mógł nic robić i musiał szukać sobie zajęć, ale do kurwy nędzy na pewno miał lepsze pomysły niż sprzątanie zamku.
Spojrzał na lądującą u Felka paczuszkę nieco zaciekawiony.
-Nie ma nadawcy? Nic? - Zapytał podejrzliwie. Takie anonimowe przesyłki mogły oznaczać wiele i to nie zawsze w dobrym sensie. -Może połóż ją na ziemi i otwórz z odległości? - Zaproponował ostrożnie, bo ciekawość nie pozwalała mu przejść obok zawiniątka obojętnie. Był przekonany, że jeżeli Feli tego nie otworzy, to on to zrobi.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Online


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyWto Gru 15 2020, 12:49;

Lowell starał się mieć gdzieś obecne spekulacje Obserwatora, liczne problemy, niemniej jednak, koniec końców, tłumienie wielu emocji i tym samym narastającej złości wobec losu, który się śmiał i nie zamierzał wcale odpuszczać w swych uszczypliwościach, nie było zbyt dobrze. Chłopak, mimo stabilności, jaką obecnie się odznaczał na zewnątrz, gdzieś pod sklepieniem żeber przeżywał to wszystko, wkurzając się niemiłosiernie na zdarzenia, na które nie miał w żaden sposób wpływu. Chciałby mieć, cholernie. Nadchodzące Święta, nadchodzące egzaminy, liczne wydarzenia, które zaważyły o przyszłości niektórych osób w Hogwarcie, a także zagrania polityczne, niemiłosiernie denerwujące. Nie bez powodu Felinus począł podchodzić z należytą ostrożnością, lecz i tak czy siak, wobec Maximiliana, nie bał się w żaden sposób pozostawać nadal otwartym, tym samym kumplem, spod ramienia Hufflepuffu. Nie zamierzał w żaden sposób rozpaczać nad tym, że szambo wyjebało i wiele rzeczy skumulowało się w jedną, nieprzyjemną całość - gdyby tak robił, na pewno zbyt długo by nie przetrwał. Ani on, ani Solberg.
Ale też, odciąganie od rzeczywistego wydarzenia, mimo że na początku dobre, mogło przyczynić się do wzrostu poczucia winy i braku zainteresowania w tymże temacie. Faolán, kiedy to bawił się w historię piernikową, tak naprawdę nie wiedział, które kroki będą po prostu dobre. Jakoby przedstawione w harmonijnym spokoju, aczkolwiek z widocznym, dla niektórych, zrezygnowaniem i melancholią. Nie bez powodu czuł zrezygnowanie, ale nadal, jakoś się trzymał w tym wszystkim, starając się odciągnąć myśli od głównego problemu. Od przemęczenia, od narastającej frustracji, zachowując tak znaną dla wszystkich maskę; chyba wolałby, żeby sam zobaczył, jak Boyd traci rękę i nie może z tym nic zrobić, aniżeli narazić na taki widok bliskich. Niestety - zawiódł.
Cicho westchnął, kiedy to wiedział, że koniec końców, prędzej czy później, będzie musiał wpaść w ramiona rzeczywistości. Na chwilę się odciął, niemniej jednak dość szybko powrócił do rzeczywistych wydarzeń, dzięki którym istniał. Sam nie spodziewał się, że ciasteczka postanowią rzucić się na drobne czułości, aczkolwiek nie zabraniał im tego. — Taaa, pasuję do tej roli perfekcyjnie. — dodawszy kpiąco, jakoś nie widział samego siebie w roli słynnego łamacza piernikowych serc. Zamiast tego skupił się w pełni, gdy musnął jednego piernika dłonią, w całości zwracając uwagę na to, co się wokół niego dzieje. I tym samym na tajemniczą paczuszkę, która powoli została umieszczona w jego rękach, trochę niepewnie, trochę tajemniczo ją muskając. — Trzeba mieć takie pióro przy sobie, a do tego pergamin. Mam w torbie miejsce na inne, ciekawsze rzeczy. — żartobliwość przelewała się przez jego słowa, kiedy to przyjął piernika na własne ramię i tym samym spojrzał raz jeszcze na pakunek, który to nie należał do spodziewanych. Nie bez powodu spoglądał w jego stronę z należytą dozą ostrożności.
Kolejne słowa oddawały rzeczywistość istniejącego zamku - rzeczywiście, personel nie kwapił wręcz do wykonywania własnych obowiązków. Studenci i uczniowie na tym zyskiwali kolejne, dodatkowe problemy, z którymi musieli się zmagać. Koniec końców, bycie darmową siłą roboczą zawsze znajdowało się w cenie uczęszczania do Hogwartu. — Na co dowodem były chochliki. — wzruszywszy ramionami, wiedział doskonale o tym, że w sumie antropomorficzne istoty podchodziły do tego dość specyficznie, wraz z niuchaczami na cele. Nie oszukując się, krzywda ludzka działa się wtedy w spotęgowaniu, a nikt nie reagował. To kreciki obrywały talerzami, to uczniowie musieli zmagać się z falą noży skierowaną prosto w ich stronę, z czego zdawał sobie sprawę, kiedy to uczył Beuamonta uzdrawiania. Denerwowało go to, aczkolwiek nie mógł, koniec końców, nic z tym zrobić
Nic a nic... — powiedział, kiedy to położył paczuszkę na ziemi, chcąc spełnić słowa kumpla, żeby przypadkiem nie zostać zaskoczonym w wyniku prostego braku przyjemności w życiu. Problemy z partiami politycznymi wzmagały problem z odbieraniem listów, tudzież potencjalnych prezentów - nie bez powodu podchodził do tego wszystkiego z należytą dozą ostrożności, niczym stworzenie gotowe do tego, by spiąć własne mięśnie i tym samym odskoczyć. — Myślę, że jest to dobry pomysł. — mruknąwszy, wyciągnął z pewnego rodzaju westchnięciem różdżkę, którą to musnął dłonią i tym samym skierował w stronę paczki, odsuwając się na pewną odległość. Dopiero po krótszej chwili rzucił w stronę podarunku Diffindo.

Kostki:
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4491
  Liczba postów : 12155
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Gru 19 2020, 02:47;

Kostki: 1, nieparzysta

Mimo podobnego podejścia do bieżących spraw ich pobudki były dość różne. Solberg w końcu zobaczył, że jeśli jedna osoba mówiła mu, że jest chujowy, to mógł to olać, ale jeżeli cały świat krzyczał o tym od dłuższego czasu, usilnie próbując pozbyć się go z tego życia, to nie mógł być przypadek. Tak przynajmniej się w tej chwili czuł. Jak przegrany. Wszelka motywacja i chęci rozpłynęły się w powietrzu, zostawiając pustą skorupę, która może i wyglądała jak Solberg i mówiła jak on, ale za zielonymi tęczówkami skrywała tylko i wyłącznie beznadziejną pustkę, której ślizgon po prostu się oddał nie mając już siły na wielkie przepychanki z losem.
Nie miał pojęcia, jak zachowałby się na miejscu Felka. Historia o niuchaczowych zaręczynach wydawała się na chwilę odciągnąć go od podobnych rozmyślań, gdy obserwował uroczą scenkę z puchonem i pierniczkami w roli głównej.
-Lepsze łamanie serc niż... - Nie dokończył, bo zdał sobie sprawę, że "kości" nie do koñca dobrze mu się teraz kojarzą. Jego sylwetka od razu, machinalnie zapadła się lekko w sobie. Odchrząknął lekko zakłopotany i szybko skupił się na kolejnych słowach przyjaciela.
-Ja tu znajduję Ci rozwiązania, a Ty tylko wynajdujesz kolejne problemy. - Pokręcił głową, jakby na poważnie był zawiedziony postawą puchona, choć tak naprawdę rozumiał co miał na myśli.
Cały temat chochlikowej inwazji był już wałkowany w tych murach tyle razy, że Max nie sądził by kolejne dywagowanie na ten temat miało cokolwiek pomóc. Każdy bardzo dobrze widział, jak to wyglądało i że pracownicy tej instytucji nie kiwnęli nawet palcem, by cokolwiek z tym zrobić. A przynajmniej oni nie widzieli, by ktoś podjął jakiekolwiek działania w tym kierunku.
Sam podejrzanie łypnął na trzymany przez Lowella pakunek, gotowy w razie potrzeby obronić przyjaciela przed nieprzyjemnymi skutkami. Odetchnął jednak, a nawet krótko się zaśmiał, gdy okazało się, że była to tylko łajnobomba wycelowana przez jakiegoś śmieszka prosto w niespodziewającego się tego puchona.
-No stary, zajebisty pre.. - Ale nie dokończył już bo właśnie sam został obdarzony przez sowę paczuszką, a gdy tylko jej dotknął, korytarz został zanieczyszczony kieszonkowym bagnem.
-Kurwa mać. - Zaklął, bo miał już dosyć sprzątania korytarzy nieważne czy z własnej winy czy też nie. Bałagan trzeba było jednak posprzątać, przynajmniej jeżeli nie chciał kolejnego liściku miłosnego od dyrektora tego burdelu.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Online


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Gru 19 2020, 03:43;

Lowell nie wiedział, jaką dokładnie pomoc zaoferować kumplowi.
Nie zamierzając rozpoczynać od początku tematu powiązanego z utratą kończyny przez Boyda, nie chciał też przyczyniać się do kolejnych rozmyślań na ten temat. Wbrew pozorom każde podejście posiadało w sobie krztę krzywdzenia, której akurat chciał uniknąć. Całkowite ignorowanie tematu mogło sprawić częściowy brak spoglądania czujnych oczu względem przyjmowania wydarzeń w struktury życia codziennego, natomiast co chwilowe rozważania - spotęgować właśnie uczucie pewnego rodzaju pustki panoszącej się pod kopułą czaszki. Doskonale pamiętał ten pierwszy raz, kiedy z nim porozmawiał na ten temat. I wcale nie było to zbyt przyjemne dla niego - nawałnica wspomnień wcale nie zdawała się być takim dobrym rozwiązaniem. Dlatego Felinus balansował między byciem wrzodem na tyłku a całkowitym ignorantem tematu. Niestety - linia ta stawała się cienka, a on nie wiedział, kiedy skoczy bardziej w jedną stronę, a innym razem - w drugą. Denerwowało go to, ale koniec końców życie wcale nie mówiło, że będzie proste. Chciał się troszczyć, ale też, nie chciał stawać się kimś w rodzaju stałego elementu kolejnych godzin, narzuconych poniekąd odgórnie.
Trudno było jednak nie zauważyć chwili zawahania względem doboru słów. Felinus ukrył pewnego rodzaju czerwoną lampkę, świecącą jasnym kolorem, jakoby nie chcąc zwracać na problem większej uwagi. Nie chciał ranić, ale czuł się po prostu jak ślepy, który ma namalować jakiś obraz bez właśnie narządu wzroku. Z góry było to skazane na porażkę - nie bez powodu Lowell czuł się beznadziejnie w tym temacie, choć tego tak naprawdę nie okazywał. Dla niego liczyło się to, iż po prostu może spędzić podobną ilość czasu ze Ślizgonem, nie narażając się na prawdopodobne kwestie w temacie nadopiekuńczości. Nie bez powodu jedynie kiwnął głową na dokończenie sentencji, czując cholerną pustkę przy tej aktywności, jakiej się podjął. Chuja tak naprawdę wiedział, jak czuje się Max - dlaczego zatem tak usilnie starał się go zrozumieć?
— Znasz mnie. — wzruszył ramionami, zanim to nie otrzymał charakterystycznej paczuszki. Puchon od początku był realistą - może bardziej funkcjonującym w stronę pesymizmu, aczkolwiek starając się dostrzegać pozytywne strony, udawało mu się to w większości przypadków osiągnąć. Ciche westchnięcie wydobyło się z jego ust, kiedy to postawił natomiast paczkę na ziemi, posyłając jej krótkie, pytające spojrzenie. Prosty ruch różdżką przyczynił się do jednej, ważnej rzeczy - wyrzucenia łajnobomby wprost w jego stronę. Jak on tego nienawidził - nienawidził smrodu, niemniej jednak na początku zaśmiał się delikatnie, jakoby w zdziwieniu, kiedy to nie udało mu się zastosować zaklęcia tarczy. No cóż, to nie jest jego dzień, a nie chciał się jakoś specjalnie denerwować w tym temacie.
— Ojadupia. — westchnąwszy, począł rzucać na siebie zaklęcia Chłoszczyść, zanim to Max nie otrzymał kieszonkowego bagna, które rozrosło się do tego stopnia, iż łydka samego studenta częściowo się w nim zanurzyła. Całość wymieszała się z poprzednim prezentem, tworząc tym samym mieszankę wybuchową; nie dość, że bagno wchłaniało wiele rzeczy dookoła, to jeszcze jebało częściowo smrodem; Lowell nie miał nawet czasu, by się dokładniej ogarnąć, zanim to nie począł rzucać zaklęciami cofającymi kolejny, niemiły prezent. — Oho, Święta na całego. — cicho wymruczał pod nosem, próbując wolną ręką usunąć prezent po łajnobombie, niemniej jednak nie przynosiło to żadnego rezultatu; bagno było w tym wszystkim ważniejsze. — Jeżeli myślisz, że masz zjebany dzień przez łajnobombę, to wyobraź sobie łajnobombę połączoną z bagnem kieszonkowym. — powiedział, kiedy to powoli cofał psikus. Powoli, odpowiednimi ruchami nadgarstka, jakoby w zastanowieniu, być może taki prezent dla złośliwych byłby rzeczywiście dodatkowym ulepszeniem.

Mini-kostki: Każdy rzuca k100 na ujebanie się przy sprzątaniu.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4491
  Liczba postów : 12155
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Gru 19 2020, 04:03;

Kostki: 51

Sam nie wiedział, jak ma ze sobą rozmawiać, więc nie wymagał od innych podobnej wiedzy. Wręcz odnajdował przyjemność w tych krótkich momentach, gdy mógł zapomnieć o całym tym zdarzeniu, co niestety nie zdarzało się zbyt często. Była to poniekąd kwestia zbyt wielkiej ilości wolnego czasu, którą dysponował, a w ciągu której nie był w stanie zabrać się tak naprawdę za nic pożytecznego. Co prawda próbował coś tam zdziałać w bibliotece, ale efekty były, jak na jego możliwości, bardzo marne.
Świadomość tego, że Felek już raz nasłał na niego szpiega pod postacią prefekta, nie pomagała Maxowi. Czuł się jak paranoik wyczuwający spisek tam, gdzie na pewno go nie było. Do tego nawet najbardziej niepozorne sytuacje potrafiły budzić w nim wspomnienia z tamtej nocy. Wciąż nie jadł i mimo zawieszonego nad łóżkiem łapacza snów, nie sypiał najlepiej. Ograniczał się do krótkich drzemek, które miały szybko zregenerować jego siły i zapobiec szybkiej śmierci z przemęczenia i osłabienia. Bał się, że koszmarne wizje znów powrócą. Tak cholernie się bał.
Na całe szczęście tryskająca Lowellowi w twarz łajnobomba zakończyła tę niezręczną rozmowę, a puchon pokrył się brudem, o jakim raczej nie marzył.
- Kiedy los chce dosłownie przekazać Ci, jak gówniane jest Twoje życie. - Zażartował lekko unosząc różdżkę, by pomóc przyjacielowi pozbyć się smrodu i brudu z jego ubrań.
Szybko jednak zaniechał tej czynności, gdy rozwaliło się przed nimi kieszonkowe bagno. Na nieszczęście dla ślizgona odór łajnobomby i przenośnego mokradła przypomniał mu smród, w jaki sam wjebał się w Zakazanym Lesie. Ręka z różdżką drgnęła, a dłoń mocniej zacisnęła się na drewnie, nieświadomie powodując powstanie kilku czerwonych iskier. Max potrzebował kilku sekund, by wrócić na ziemię i bez słowa zabrał się za uprzątanie bałaganu.
-Ja pizgam.. - Zaklął, gdy poślizgnął się i upadł dupą prosto w rozłożone przed nimi kieszonkowe bagno. - Bez wątpienia będziemy potrzebowali kąpieli. - Rzucił niezbyt zobowiązująco, bo przecież nie byli w domu puchona w Londynie, tylko w Hogwarcie. Tutaj nie do końca mogli pozwolić sobie na swobodne kąpiele we dwoje. Raczej.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Online


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Gru 19 2020, 11:36;

Na podstawie poprzednich doświadczeń, nie chciał poniekąd narażać Solberga na dodatkowe problemy wynikające z bycia teraz... no cóż, w nie najlepszym stanie. Oczywiście Lowell denerwował się, że nie może poniekąd mu pomóc w inny sposób, niemniej jednak, koniec końców, nie każdy posiada możliwości ulżenia komuś w czymś takim. Nawet jeżeli był jego najlepszym przyjacielem, to jedyne, co mógł zrobić, to tylko i wyłącznie dotrzymywanie towarzystwa. Nie robił tego jednak z litości wobec wydarzeń z Zakazanego Lasu - nie chciał robić tego z litości. Nie wpierdzielał się, by wypełnić grafik kumpla, który i tak składa się w większości z posiadanego czasu wolnego. Starał się jednak spędzać podobną ilość, jak to było przed tym przygodą, w której to uczestniczył Max, a z której to wyszedł może nie z obrażeniami fizycznymi, ale za to z obrażeniami na psychice - nie łatwo jest zapomnieć widoku odrywanej kończyny, jakby nie było.
Sam nie spodziewał się mimo wszystko i wbrew wszystkiemu takich pakunków - licząc na to, iż po prostu to jest coś, o czym zwyczajnie zapomniał, nie miał pojęcia, iż prezent, sporządzony przez nieznanego mu jegomościa, będzie tym samym przykrą niespodzianką. I o ile łajnobomba poszła z łatwością do usunięcia, o tyle jednak, w połączeniu z kieszonkowym bagnem, nie zamierzała wcale tak łatwo odpuścić. Połączenie to było zbyt perfidne, by normalny człowiek uznał to po prostu za losowość, za coś, co nie było wcale w planach.
No spóźnił się o parę dobrych lat. — zaśmiał się, poniekąd z westchnięciem, kiedy to musieli zbierać wszystko z podłogi, kiedy to kieszonkowe bagno postanowiło tym samym bez problemu zepsuć im obecnie swobodną schadzkę po korytarzu. Piernik Lowella schował się w jego torbie, jakoby nie chcąc mieć z tym już więcej do czynienia, ale jemu nie umknęły te czerwone iskry i chwilowe zastanowienie u kumpla. Nie chciał jednak pytać - nie napierał, licząc mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, że Max nie uzna go za wroga, gdy naprawdę będzie musiał się zwrócić o cokolwiek. Pomoc, wsparcie, niezależnie od tego, jakie słowa to przybierało, nie chciał, by był odtrącony w tej kwestii. Jedna z najgorszych rzeczy, którą mógł obecnie zrobić sam Solberg.
Sam jakoś nie chciał zbytnio tego sprzątać, no ale... co mogli zrobić? Ręce miał już, do jasnej ciasnej, po prostu brudne, cuchnące i niezbyt ciekawe. Felinus, zazwyczaj lubiący czystość, już miał gdzieś to, czy się ubrudzi, czy też i nie, w związku z czym nie rzucał na siebie Chłoszczyść, chcąc zająć się wszechobecnym bałaganem. Byleby nikt nie zwrócił na to uwagi, bo będą mieli jeszcze bardziej przerąbane. — Taaa... — mruknął pod nosem, bo o ile uważał, że kąpiel będzie tutaj nieunikniona, o tyle jednak nie był pewien, czy będzie mógł tym samym skorzystać z publicznej łazienki. Potrzebował prywatności pod tym względem; nie bez powodu, po uprzątaniu jego wszystkiego i schowaniu różdżki do kieszeni, pociągnął Maxa za rękę i tym samym zaczął iść w znanym im kierunku. — Pierdolę, mogę otrzymać szlaban, a i tak nikogo raczej nie będzie. Chodź. — zaproponował, a Ślizgon już chyba mógł wiedzieć, co ten miał na myśli, skoro kroki kierowały ich prosto w stronę Łazienki Prefektów.
Idealnie, kurwa.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4491
  Liczba postów : 12155
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Gru 19 2020, 18:02;

Nadmiar wolnego czasu miał mimo wszystko swoje plusy. Mimo, że świadomość uciekającej mu nauki dość mocno ciążyła mu z tyłu głowy, miał czas chwilę odetchnąć od całej tej gonitwy za ocenami i punktami. Nie myślał teraz o OWUTEMach, które z każdym dniem zbliżały się coraz bardziej. Czuł, że te, na których zależało mu tak naprawdę, jakoś zda. Resztę miał głęboko w dupie i nie obchodziło go, co mówili inni. Mentalnie zakończył już edukację i raczej nie zapowiadało się, by cokolwiek miało to zmienić. W murach został tylko dlatego, by korzystać z dostępnych tu źródeł, które pozwalały mu rozwijać zainteresowania.
-Wiesz jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Czy coś. - Wzruszył ramionami, cytując to piękne mugolskie przysłowie. Faktycznie zarówno Felek jak i Max zdążyli sami przekonać się, że gówniane życie jest im przeznaczone dużo wcześniej niż łajnobomba wystrzeliła z tajemniczej paczuszki.
Bałagan jaki dzisiaj zrobili był nawet większy niż ten, który powstawał przy ich walce z chochlikami, co zdawało się być niemożliwe.
- Wolałem babrać się w krwi.. - Mruknął biorąc się do roboty. Nie skomentował swojego zawahania, lecz najzwyczajniej przeszedł do rzucania zaklęć czyszczących i sprzątających, czyli o dziwo jedynych, które mu zazwyczaj wychodziły. A przynajmniej tak się wydawało nim nie wylądował na dupsku w bagnie i nie przemoczył swoich dresów, które ostatnio były jego jedynym wyborem ubraniowym. Szkolny mundurek leżał gdzieś na dnie kufra, bo Max nie widział sensu zakładania go, skoro nie mógł nawet nazywać się na tę chwilę uczniem Hogwartu.
-Co Ty...? Wiesz, że nie mogę nic... - Zrezygnował z kończenia zdania i dał się pociągnąć Felkowi, gdziekolwiek ten go prowadził. Zostawili za sobą porządek i ruszyli dalej korytarzem, a każdy z nich miał ze sobą piernikowego towarzysza.

//zt x2

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Online


Doireann Sheenani
Doireann Sheenani

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo. | Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. | Posiada kolczyk w nosie. | Końcówki włosów pofarbowane są na żółto.
Galeony : 352
  Liczba postów : 963
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Cze 26 2021, 17:00;

  Przez ostatni czas życie Doireann postanowiło się nieco urozmaicić. Dziewczyna w prawdzie miała swój plan, by w końcu otworzyć się na ludzi i pewne... nowe doświadczenia. Okazało się jednak, że przez nieśmiale uchylone drzwi wpadła jej do domu półwill, na dodatek z gatunku tych, które zamiast zachowywać się grzecznie, siadają sobie na kanapie, wywalają harpie nogi na stolik i zaczynają wyjadać ciasteczka z półmiska. Puchonka była więc rozdarta - z jednej strony czuła potrzebę, by mieć przy sobie kogoś więcej, niż ino jednego Drake'a i nieco mniej obecną Olivię. Z drugiej miała pełno wątpliwości, co do Clearwater'a.
  Eskil... był jednak specyficzny. Jednym, ogromnym susem przeskoczył ze statusu nieznajomych, do bycia "randką na bal". Nie pomijając przy tym oczywiście fakty bycia półwillem. Chociaż Doireann starała się nie pokazywać po sobie uprzedzeń, to jednak miała w sobie naprawdę spore pokłady niepokoju - i ponad połowę zmartwień zajmowało pochodzenie chłopaka.
  Puchonka zdecydowanie potrzebowała poukładać sobie wszystko w głowie. Z doświadczenia wiedziała, że wszelkie myślowe układani wychodziły jej nieco lepiej w obecności Lilaca. Za pomocą sowy dała więc mu znać, gdzie będzie i że potrzebuje porozmawiać tak szybko, jak się tylko da, bo chyba umrze z emocji. A potem czekała, wbita plecami w róg, co jakiś czas podnosząc wzrok w głąb korytarza. Zdawała sobie sprawę z tego, że spotkanie było nagłe, a Drake mógł nie mieć czasu. Mimo to, żywiła szczerą nadzieję, że się pojawi. W końcu... zawsze się pojawiał.

@Drake Lilac
Powrót do góry Go down


Drake Lilac
Drake Lilac

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 216 cm
C. szczególne : Bardzo wysoki i barczysty. Praktycznie cały czas nosi na palcu pierścień tojadowy - tak na wszelki wypadek.
Dodatkowo : Wilkołak, prefekt
Galeony : 852
  Liczba postów : 2049
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySro Cze 30 2021, 02:01;

Życie Drake'a za to nie zmieniło się aż tak mocno. Uczenie się do egzaminów, pełnia, bycie terapeutą Doireann, spotkanie się z innymi znajomymi i okazjonalnie niewielkie odbiegające od normy przygody. Przyszedł więc w miejsce gdzie miał się spotkać z puchonką. I oczywiście spotkał ją tam gdzie miała być. Miał ze sobą mugolskie ciastka kokosowe, które wysłała mu siostra. Czasem słodycze mogły zdziałać tyle co szczera rozmowa. Tyle że niezbyt korzystnie działały na zdrowie. -Przepraszam za spóźnienie.- Rzucił tak jakby wchodził na lekcję po lekkim opóźnieniu. Nie wiedział co się działo tym razem, ale miał nadzieję że nie będzie chodziło o nic co dosłownie zryłoby mu mózg bardziej niż ma obecnie. -Chciałaś o czymś porozmawiać?
Powrót do góry Go down


Doireann Sheenani
Doireann Sheenani

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo. | Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. | Posiada kolczyk w nosie. | Końcówki włosów pofarbowane są na żółto.
Galeony : 352
  Liczba postów : 963
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySro Cze 30 2021, 02:53;

  Widok Drake'a potrafił działać prawdziwe cuda, nie raz kojąc zszargane nerwy Puchonki. Efekt ten był zaś znacznie wzmocniony, kiedy ten niemalże dwumetrowy Gryfon trzymał w dłoniach niegroźne, mugolskie ciasteczka. Jednak tym razem Doireann wcale nie wyglądała na bardziej zrelaksowaną. Niecierpliwie wykonała parę kroków w kierunku Lilac'a, by jak najszybciej oficjalnie rozpocząć ich małą, nieodpłatną terapię.
  - Nic się nie stało. - Odpowiedziała mechanicznie, wbijając w niego przejęte spojrzenie. Przez chwilę milczała, zadzierając głowę do góry, tak, by móc uważnie przyglądać się przyjacielowi. Drake był zdecydowanie niepraktyczny do oglądania z tak bliskiej odległości. - Eskil... - Zaczęła mówić dość wolno i ostrożnie, zerkając przy tym za ramię Gryfona, jakby oczekiwała, że wspominany na dźwięk własnego imienia po prostu się zmaterializuje. - Wdrapał się ze mną na drzewo, powiedział, że jest półwilem, potem oznajmił, że pójdę z nim na bal i zjadł moje maślane bułeczki. - Wymieniła przebieg jej ostatniego spotkania ze Ślizgonem, używając do tego konspiracyjnego szeptu. Potem wzięła głębszy wdech; bo skoro powiedziała już, co się stało, to przyszedł czas na wyjaśnienie tego, co działo się teraz w jej własnej głowie. - Nie miałam pojęcia, Drake. Najmniejszego pojęcia, a okazuje się, że połowa dziewczyn w dormitorium dobrze o tym wiedziała. Powiedział mi to tak mimochodem, a potem... - Puchonka zrobiła przerwę na głębszy oddech.
  Właściwie, to nie była już pewna, co dokładnie powoduje u niej te wszystkie emocje. Z początku podejrzewała tylko kwestię genów Clearwatera, jednak im dłużej o tym mówiła, tym bardziej widziała, że problem był... bardziej złożony. Bo chociaż uprzedzenie i lęk cały czas gdzieś tam był, to jednak obecnie martwiła się paroma innymi sprawami - w tym głównie intencjami Eskila. - Drake, to twój przyjaciel. Ale ja też jestem twoją przyjaciółką. Powiedziałbyś mi, gdyby zapraszał mnie tylko dla żartu, prawda?
Powrót do góry Go down


Drake Lilac
Drake Lilac

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 216 cm
C. szczególne : Bardzo wysoki i barczysty. Praktycznie cały czas nosi na palcu pierścień tojadowy - tak na wszelki wypadek.
Dodatkowo : Wilkołak, prefekt
Galeony : 852
  Liczba postów : 2049
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyWto Lip 06 2021, 04:46;

Pierwszym co zrobił, było szybkie otworzenie opakowania, wyciągnięcie pojemnika i podsunięcie go jej prawie przed twarz. - Sheenani, zjedz ciasteczko.- Po jednym... opakowaniu powinno jej nieco przejść jeśli chodziło o panikę. Wysłuchał co dokładnie miała do powiedzenia i ciężko było mu się nie uśmiechnąć, kiedy usłyszał ostatnią część dotyczącą wypieków. - Kradzież bułeczek musiała być dla ciebie... szokiem.- Mina mu nieco zrzedła kiedy zaczęła mówić dalej. Wziął głęboki oddech i zabrał się za mówienie. - Wiesz... On nigdy się z tym nie chował, chyba. Ale to nic złego. To w końcu nadal człowiek... Z małym dodatkiem - Nie był pewien czy mówił o Eskilu, czy już o sobie. W końcu też się do tego zaliczał. Tyle że zamiast być pół harpią, był pół... psem. -Jeśli już, to nie żartowałby z Ciebie w ten sposób.- A gdyby spróbował, to Drake całkiem niedawno nauczył się kilku upierdliwych uroków, które mogły być dosyć kreatywnie użyte żeby kogoś ukarać. Chociaż dla Clearwatera i tak byłby dosyć łagodny.
Powrót do góry Go down


Doireann Sheenani
Doireann Sheenani

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo. | Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. | Posiada kolczyk w nosie. | Końcówki włosów pofarbowane są na żółto.
Galeony : 352
  Liczba postów : 963
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyWto Lip 06 2021, 17:37;

  Sheenani była posłuszna - zjadła więc ciasteczko. Potem drugie, trzecie zaś spoczęło w jej dłoni, przygotowując się na niechybny koniec swojego żywota. Podobnie zresztą czuła się sama Doireann, głęboko przekonana, że intencje ledwo znanych osób niekoniecznie mogą należeć do najlepszych. I chociaż starała się pokładać nadzieję w wysoką moralność spotykanych na swojej drodze jednostek, to jednak mowa była o nastoletnim chłopcu o niekoniecznie nienagannej opinii. Wolała więc... coś zrobić ze swoimi wątpliwościami, zamiast utożsamiać się z kokosanką, która czekała, aż ktoś odgryzie jej metaforyczną głowę.
  - On ich... nie ukradł. - Mruknęła cicho, bo tej części historii do tej pory nie rozumiała zbyt dobrze. Eskil przyznał jej się do swojego (nieukrywanego!) pochodzenia, potem oświadczył, że pójdzie z nią na bal, a następnie, jakby nigdy nic, udali się do kuchni, gdzie Doireann upiekła bułeczki. Bardzo spięte i zdezorientowane bułeczki. - Zrobiłam je. Pomyślałam, że był smutny, więc zaproponowałam, że mu coś upiekę, a on... - Bezradnie wzruszyła ramionami. - ...powiedział, że zabiera mnie na bal, a potem poszliśmy do kuchni.
  Gdyby nie ogólne rozhisteryzowane dziewczyny, zapewne bez przeszkód zauważyłaby zmianę w mimice Drake’a, na dodatek tak, by móc nieco lepiej powiązać je ze swoimi słowami. - Dlatego nie wiem, jakim cudem mnie to ominęło. Ale… Wiesz, to chyba nic nie zmienia. Po prostu trochę mnie ten dodatek zaskoczył. - Mogła jeszcze jakoś zaakceptować fakt, że Eskil był półwilem - a może nawet wiadomość o przypadłości Drake'a potraktowałaby podobnie. Inną kwestią byłoby oglądanie ich w postaci wilkołaka, czy harpii. To prawdopodobnie skutkowałoby zawałem. - Zwłaszcza, że rozmawiałam z nim wtedy o różnych potrzebach u ludzi, i na boga, ja naprawdę cały czas myślałam, że mu chodziło tylko o zwyczajne, nastoletnie hormony. - Jęknęła, po czym potarła wolną dłonią nieco zaczerwieniony policzek.
  Nie żartowałby z niej w ten sposób. Puchonka spojrzała na przyjaciela nieco trzeźwiej, analizując w głowie to krótkie zdanie. Bo w jaki inny sposób mógłby zażartować z niej Clearwater?

@Drake Lilac
Powrót do góry Go down


Wacław Wodzirej
Wacław Wodzirej

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 172 cm
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | dziwny wąs pod nosem | pieprzyk po lewej stronie nosa | blizna na lewej ręce | zawsze gotów rzucić w Ciebie kasztanem
Galeony : 1862
  Liczba postów : 1007
https://www.czarodzieje.org/t21017-waclaw-wodzirej#675364
https://www.czarodzieje.org/t21021-poczta-wacka#675681
https://www.czarodzieje.org/t21018-waclaw-wodzirej#675372
https://www.czarodzieje.org/t21057-waclaw-wodzirej#676702
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Mar 26 2022, 14:31;

Marcowa samonauka transmutacji

Wacuś uciekł sobie na koniec tegoż korytarza, aby odpocząć od lekcji. Miał okienko i zapewne wszyscy korzystaliby ze zmieniającej się na lepsze pogody, ciesząc się dłuższą labą na dworze, ale nie Puchon, który w takowe ustronne miejsce przyszedł z niecnym zamiarem zmiany wody w rum tudzież inną używkę. Już nawet miał elegancką, szklaną buteleczkę napełnioną wodę. Wodę zmienić w wódę, taki trochę Jezus 2.0. Wyciągnął różdżkę, a inkantacja w głowie wybrzmiała z ciepłym akcentem. Jednak ani dłoń, ani wargi się nie poruszyły. Moment kryzysu wstąpił w chłopaka, a moralność zaczęła mieszać się z ambiwalentnym stosunkiem do podmiotu szkolnego.
- A! Pierdolę to - zaklął sobie po polsku, biorąc wodę, udając, iż kranówka wcale nie jest obrzydliwa. Nie mógł już pić tak samopas w szkole, kiedy bliskie mu osoby nagle stały się prefektami. Niemniej różdżki nie schował, tylko wybijał nią znudzony rytm w blat parapetu. Po chwili wyciągnął z torby jakieś śmieci. Ot, kapselek sprzed dwóch lat, jakieś zawiniątka papieru i tym podobne pierdoły. Jak to szło? Zapytał się w myślach, kręcąc w powietrzu swoim magicznym narzędziem. Po ostatniej transmutacji złapał równie dużo deprechę, co po eliksirach. Niemniej teraz starał się użyć zaklęcia, które nie skończy się pożarem.
- Avifors - wypowiedział z jakże schludną dykcją, tworząc z wyciągniętych wcześniej śmieci ptasie towarzystwo. Uśmiechnął się do siebie po tym jak miło zaklęcie mu wyszło. Mogliby o takowe prosić na egzaminach zaliczeniowych. Tak Wacław podszedłby do nich bez stresu. Zaś obecne udane zaklęcie rozpaliło w nim gorejącą chuć sprawdzenia, co z ów materiałów może jeszcze wyczarować. Zapewne nic, ale borsuczy geniusz granic nie zna.
-Exemplar - rzucił na swoją koszule, zmieniając jej wzór, aby dopasować ją pod utworzone wcześniej ptaszki. Oczywiście, problemem były pstrokate wzory rozlane po całości materiału. Palmowe liście na czerwono-pomarańczowym tle z okazjonalnym, większym zwierzęciem pokroju papugi tudzież owocem podobnym do kokosa. Zmieniło się to na bardziej stonowany beż ze średnio miłą fakturą, której ozdobniki stanowiły ów wyczarowane wcześniej ptaki. Jeden z nich przysiadł na końcówce różdżki i Wacław postanowił go nico powiększyć. Zaraz po tym ptaki przybrały swoją pierwotną formę, ale cel Puchona pozostał ten.
- Sabuli - wycedził, obserwując kapsel, zmieniający się w piach. - Cholerka - wypowiedział w pośpiechu, widząc jak ziarenka rozsypują się po korytarzu. Po czym zaczął wymachiwać gwałtownie różdżką bez ładu i składu. Nie musiał panikować, ale nagłe poczucie winy, iż tak bezpardonowo brudzi szkołę było nieco przytłaczające. - Dobra, tak bywa - postanowił się uspokoić. Ku słodkiemu przypomnieniu ostatnich zajęć przypomniał sobie o możliwości używania cofania skutków zaklęć. No i całe szczęście, że taka opcja istniała. Jakby przy eliksirach było to oczywistością, a przy transmutacji czy innych zaklęciach - zapomniał o wielu możliwościach.
- Disclore - powiedział, cofając stworzenie piachu i począł sprzątać swoje graty. Dalej było mu przykro, iż ptasie towarzystwo zniknęło, ale w gruncie rzeczy zapomniał o chęci picia w środku zajęć.

/zt
Powrót do góry Go down


Ricky McGill
Ricky McGill

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 188
C. szczególne : irlandzki akcent | zapach błękitnych gryfów | głośny i energiczny | zawsze w dobrym humorze
Dodatkowo : prefekt
Galeony : 312
  Liczba postów : 511
https://www.czarodzieje.org/t21890-ricky-mcgill#717434
https://www.czarodzieje.org/t21892-ricky
https://www.czarodzieje.org/t21889-ricky-mcgill
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptySob Lut 04 2023, 22:33;

Przed wyjazdem do Czech połowę przerw między zajęciami spędził, skitrany z papieroskiem w tym zacisznym korytarzu, w dodatku usytuowanym tak dogodnie na pierwszym piętrze, z którego było względnie blisko na prawie każdą lekcję poza tymi odbywającymi się na zewnątrz albo w wieży astronomicznej, ale na te właściwie i tak nie chadzał; nic więc dziwnego, że właśnie w to miejsce udawał się równie chętnie po powrocie, kiedy miał dłuższą chwilę do ambitnego spożytkowania między zajęciami. Marla musiała zająć się jakimiś prefekckimi obowiązkami, a Rysiek mimo wielkiej braterskiej miłości stanowczo utrzymywał, że prędzej sobie lewą rękę odrąbie i nakarmi nią pustniki z lasu niż będzie jej towarzyszył w patrolowaniu korytarzu i pilnowaniu porządku, dlatego też nie miał nikogo, kto mógłby mu towarzyszyć w tych długich, nudnych chwilach między zaklęciami a transmutacją. Wiadomo, że w takich chwilach papierosek jest niezawodnym towarzystwem, udał się więc bez namysłu w dobrze znany kąt, w który rzadko się zapuszczały patrole prefektów czy nauczycieli, i ku swojej wielkiej uciesze zastał na miejscu już kogoś. Jak się jednak zaraz okazało, wcale nie relaksującemu się z papieroskiem, a wyglądającemu raczej jakby nie do końca wiedział co robi.
- O ile nie chcesz trafić do obleśnego schowka na miotły albo zajebiście okrężną drogą na dziedziniec, to chyba nie warto tam iść - rzucił uprzejmie do bardzo oryginalnie wyglądajcej dziewczyny stojącej przed tymi drzwiami na końcu korytarza, co nie prowadziły w żadne sensowne miejsce; nietrudno było w niej rozpoznać uczennicę z wymiany, dlatego pokusił się o podzielenie tą dobrą radą.
- ...Papieroska? - zaoferował na dokładkę uczynnie, wyciągając w jej stronę paczkę Hogsów - Ludzie głównie po to tu przychodzą - dodał, uznając że jest to informacja którą zdecydowanie warto się podzielić z kimś przyjezdnym. Rok szkolny co prawda trwał już ładnych parę miesięcy, ale zamek był duży, więc nie zdziwiłby się, gdyby dziewczyna trafiła akurat w to miejsce pierwszy raz.
Powrót do góry Go down


Gia Gao
Gia Gao

Przyjezdny
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 159 i pół!
C. szczególne : wygląd clowna, tatuaże, często nuci pod nosem
Galeony : 18
  Liczba postów : 33
https://www.czarodzieje.org/t21898-gia-guinevere-gao#718000
https://www.czarodzieje.org/t21899-hogwardzka-sowa-ggg#718007
https://www.czarodzieje.org/t21897-gia-gao-kuferek#717999
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyNie Lut 05 2023, 15:16;

Rozważała nawet przez chwilę, czy gdyby nie spóźniła się na rok szkolny, to dalej gubiła by się jak teraz, ale przecież nie takie rzeczy w życiu miała za sobą, żeby wymiękać w jakimś starym, angielskim zamku. Miała nawet mapę. Wprawdzie używała jej z obawą, że ten miły chłopiec z logiem węża na koszulce robił ją w konia, ale zapisując się na tę międzyszkolną wymianę mówiono im, by nie nastawiali się źle i próbowali nawiązywać nowe przyjaźnie. Więc Gia, zaprzyjaźniła się z hogwardzkimi zaułkami.
Dobry kwadrans stała naprzeciwko drzwi, patrząc na mapę, na której nie było żadnych drzwi i próbowała odkryć, śledząc swoje własne kroki, w którym miejscu zjebała. Frustracja w jej głowie jedynie rosła, bo pal licho te lekcje, ale było tyle innych ciekawych rzeczy, które mogłaby robić, a sterczy w zaułku i nawet nie wie co teraz.
Kiedy znienacka pojawił się jej niespodziewany wybawca, obejrzała się na niego oczami, których tęczówki dziś były w kształcie truskawek, z małymi piorunami narysowanymi na policzkach.
- O nie. - stęknęła, otwierając szerzej oczy i spoglądając na swoją mapę. Problem polegał na tym, że nawet gdyby to była dobra mapa, to patrzyła na nią do góry nogami.
- Dlaczego ten budynek jest taki bez inteligencji. - podjęła łamaną angielszczyzną, wyrzucając pergamin dramatycznie w powietrze i łapiąc się garściami za kolorowe włosy.
Spojrzała z boleścią na chłopca:
- Od tego błądzenia już mnie bolą nóżki. - miauknęła, ale przydreptała bliżej i wystawiła głowę, robiąc dzióbek, najwyraźniej w oczekiwaniu, że jej tego papierosa wetknie do buzi. Dopiero kiedy to zrobił, puściła włosy i wskoczyła kościstym tyłkiem na pobliski gzymsik - Wszyscy mnie tu oszukaństwo. - wyżaliła się, klepiąc w chudziutkie nóżki odziane w jakiś lateks rodem z taniego filmu bdsm z lat 80'- A już szczególnie tamten z wężem w logo.- zaciągnęła się i zostawiwszy pęta w buzi zaczęła wystukiwać rytm o swoje uda, klecąc słowa piosenki, którą zaczęła śpiewać:
- Hogwarckie korytarze przemierzam bez radości,
Na pewno tutaj zdechnę zostaną tylko kości.
Szkoła to nie bajka, cudów tutaj nie ma
Mówili będzie fajnie, a to była ściema
- miała głos, który był jednocześnie chrypliwy, ale i melodyjny, utwór jednak się na ściemie nie zakończył, bo zaczęła kiwać głową kontynuując:
- Jestem ciągle głodna,
sowy dziobią w oczy,
na łeb mi spadła jakaś cegła w nocy,
Co to jest za miejsce,
nie powiem nikomu,
ale po cichu wracać chce do domu
- poczym zaśmiała się, obnażając małe ząbki do gryfona, jak jakiś chochlik.
Powrót do góry Go down


Ricky McGill
Ricky McGill

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 188
C. szczególne : irlandzki akcent | zapach błękitnych gryfów | głośny i energiczny | zawsze w dobrym humorze
Dodatkowo : prefekt
Galeony : 312
  Liczba postów : 511
https://www.czarodzieje.org/t21890-ricky-mcgill#717434
https://www.czarodzieje.org/t21892-ricky
https://www.czarodzieje.org/t21889-ricky-mcgill
Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 EmptyNie Lut 05 2023, 15:38;

Zerknął jej przez ramię na tę mapę, ale nie miał serca powiedzieć, że jest chuja warta, bo nawet jeśli jakimś cudem przedstawiała rzeczywiście Hogwart, to w najlepszym wypadku taki z czasów kiedy uczęszczał do niego jego pradziadek i większość korytarzy w ogóle nie była ze sobą połączona w ten sposób co obecnie; gdyby nie ujęła go w jakiś dziwny sposób tym ekscentrycznym wyglądem i zagubionym wyrazem twarzy, pewnie by jej wytknął, że to nie zamek jest pozbawiony inteligencji, tylko ona sama, skoro patrzy na zupełnie złą mapę i w dodatku do góry nogami, ale ze względu na istotne okoliczności łagodzące zupełnie nie pomyślał o tego typu nieprzyjemnych komentarzach i podszedł do sprawy od optymistycznej strony.
- No, jak to czemu, żeby można było poznawać nowych ludzi w dziwnych zaułkach - wyjaśnił jej z pełnym przekonaniem tak jakby zesłało ich tu oboje jakies przeznaczenie, posłusznie interpretując jej minę i nie tylko wtykając papieroska między wargi, ale i podpalając elegancko różdżką. Prawdziwy dżentelmen po prostu. - Ojej, to usiądź koniecznie! - zmartwił się i poklepał niekoniecznie wygodny, ale przynajmniej znajdujący się w pobliżu gzyms, na którym nieznajoma zaraz się usadowiła, a on sam poszedł w jej ślady. Pokręcił głową w geście wielkiego niedowierzania, zaciągając się własnym papieroskiem, gdy padły pełne żalu słowa, na które istniała tylko jedna słuszna odpowiedź: - Mordo, choćby skały srały to nie możesz ufać tym z wężem!! Oni wszyscy tylko kłamią i złe serca mają. Za to ja - złapał się za pierś uroczystym gestem -Przysięgam uroczyście, że cię nigdy nie oszukaństwo. Tylko ludzie z lwem na piersi są godni zaufania. No, ewentualnie ci z Hufflepuffu, z tym no... ee... co to jest, rosomak jakiś? No, ten misiek pasiasty taki - wyjaśnił, za nic w świecie nie mogąc sobie przypomnieć, jakie zwierzę reprezentowalo kolegów Puchonów. Tymczasem nowa koleżanka zaczęła realizować się artystycznie, nucąc jakąś niesamowitą, nieznaną mu melodię z najwyraźniej autorskim tekstem - dosyć przykrym i ewidentnie wskazującym na jej rozczarowanie szkołą. Nie wiedział czemu, ale go to zasmuciło, może dlatego, że sam przypomniał sobie pierwsze chwile na wymianie w Souhvězdí i się z nią utożsamiał, a może dlatego, że dziewczyna była super atrakcyjna w tym tanim lateksie.
- Piosenka zajebista, ale musimy coś zaradzić, żeby druga zwrotka miała mniej depresyjny wydźwięk - postanowił dziarsko, sięgając do plecaka - Na głód sobie to opierdol, na odstraszenie sów najlepiej działa Aquamenti, a na spadające w nocy cegly nie ma innej rady niż tańczyć do rana w Hogsmeade - poradził, wciskając jej w rękę paczkę czipsów plumpkowych. - Co jeszcze ci tu nie pasi? - dopytał na koniec, z marszu traktując to spotkanie jak misję udowodnienia dziewczynie, że Hogwart wcale taki zły nie był, jak go odbierała.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Kraniec korytarza - Page 6 QzgSDG8








Kraniec korytarza - Page 6 Empty


PisanieKraniec korytarza - Page 6 Empty Re: Kraniec korytarza  Kraniec korytarza - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Kraniec korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Kraniec korytarza - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-