Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Magiczne jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość


Scarlett Maya Saunders
Scarlett Maya Saunders

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
Galeony : 627
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyNie Mar 16 2014, 20:16;

First topic message reminder :


Magiczne jezioro

To tutaj możesz się odprężyć, wspaniale się bawiąc. Woda jest tu zawsze czysta i ciepła. Uważaj jednak na magiczne, wodne stworzenia, których jest tu całkiem sporo! A nieopodal znajdują się liczne łowiska, gdzie hodowane są między innymi pumpki. I strzeż się demonów wodnych!

Można tu kupić wszystkie statki ze spisu!






Kurs – Kapitan Jachtu


WYMAGANIA:
Pierwszy rzut określa nastrój egzaminatora. W zależności od wyniku będziesz mógł popełnić więcej, mniej, lub tyle samo błędów ile dopuszcza się standardowo.
Nastrój:


Następnie rzuć zwykłą kostką, żeby określić ilość błędów, które popełniłeś. Możesz popełnić maksymalnie 1 błąd, żeby egzaminator zaliczył ci ten poziom (chyba, że poprzednia kostka mówi inaczej). Jeśli popełnisz więcej błędów, możesz spróbować po raz kolejny. Pamiętaj o opłaceniu wszystkich popraw.  

Ilość błędów:

Rzuć taką ilością liter, jaka odpowiada ilości popełnionych przez ciebie błędów, żeby dowiedzieć się, co poszło nie tak. W przypadku wyrzucenia dwóch takich samych literek - jedną z nich możesz przerzucić.

Rodzaj błędu:

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Thomas Walker
Thomas Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12669-thomas-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12777-annabelle
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySro Lip 13 2016, 01:06;

-Chyba czas by już wracać, co?-zapytał podnosząc się. Cóż, gdyby nie czas, mógłby tu leżeć i cały dzień. Cały dzień. Z nią. Cisza, spokój. Idealne połączenie. Mieli już wszystko wyjaśnione. Pogodzili się. Wstał. Rozejrzał się po otaczających ich krajobrazie. Tyle wspomnień. To tutaj siedział tak niepewny swoich uczuć. To tutaj się wszystko zaczęło. Tego miejsca nie da się zapomnieć. Utkwiło w jego pamięci i tak zostanie. Uśmiechnął się pod nosem gdy przypomniał sobie jak z jego ust padły te magiczne słowa: "kocham cię". Nie zdawał sobie nawet sprawy, że je wypowiedział. W końcu...obiecał sobie, iż nigdy nikt się o tym nie dowie. Że ten rozdział w jego życiu jest zamknięty, że to było tylko głupie zauroczenie nie warte zapamiętania. Co za głupota. Gdyby tak było...nie powiedziałby tego.  Po co miałby kłamać? Jeśli naprawdę nic by to dla niego nie znaczyło to czemu tamto spotkanie wywołało u niego tyle emocji? Po tylu latach. Zupełnie o niej zapomniał. Zapomniał o Beth. Zastąpiły ją pierwsze lepsze kobiety spotkane w barach. Tak wyglądały wtedy jego "związki", które...nie oszukujmy się, służyły mu tylko jako dostarczanie sobie przyjemności. Mimo, iż to zakończył nadal czuł się z tego powodu winny. Czemu winny? Sposób w jaki żył, dla Bethany może okazać się...okropny? Chyba tak. Na pewno by jej się to nie spodobało. Ale...z pewnością wybaczyłaby mu te "grzeszki". Zmienił się. Już taki nie jest. Skrzywił się. Złe wspomnienia. Nie chciał do tego wracać.
Powrót do góry Go down


Bethany Cyler
Bethany Cyler

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 31
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 448
  Liczba postów : 148
http://czarodzieje.org/t12089-selene-przynosi-liscik
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyCzw Lip 14 2016, 01:03;

- Mhm... - niechętnie podniosła się. Dlaczego nie mogli zostać tu na zawsze?... Obróciła się parę razy, aby to wszystko zapamiętać. Z tym miejscem wiązało się tyle wspomnień.... Ale wszystko wskazywało na to, że może być jeszcze wspanialej. Ziewając, stanęła obok Thomasa. Ona też nie była święta. Kumpel alkohol wybierał jej chłopaków "Na jedną noc". Chciała zapomnieć o nim. O uczuciu, które do niego żywiła. Nic z tego. Wstydziła się tego. Ale podobno stara miłość nie rdzewieje, jednak , czy to prawda? Będzie miała szansę przekonać się za paręnaście lat. Stanęła przed Walkerem i złapała jego dłonie. - Thomas, proszę, wyskoczmy gdzieś na miasto, albo chodźmy do mnie. Chodźmy gdziekolwiek. No proszę...  - No bo ile można tu siedzieć? No chyba, że zrobiliby sobie piknik, jednak czy on byłby zadowolony z takiego pomysłu? Nie, raczej nie... - Ty prowadzisz. Odeszli, trzymając się za ręce.



z/t x2
Powrót do góry Go down


Nikola Kotecka
Nikola Kotecka

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13082-nikola-kotecka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13100-grom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13103-nikola-kotecka#350756
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Gru 26 2016, 20:52;

Nie kłóciła się z nim, ani nie kazała mu zostać. Najzwyczajniej w świecie w ciszy ubrała się wyszła z mieszkania pozostawiając swojego gościa na pastwę narkoleptyka. Sama nie odezwała się cała drogę. Bardzo zabolały ją jego słowa. Chociaż on wcale nie musiał wiedzieć dlaczego. Szła przed siebie szybkim krokiem, a psy biegały wokół niej i rozbiegały się we wszystkie strony, co jakiś czas się odwracając i sprawdzając, czy para za nimi podąża. Blast nawet pobiegał do Sebastiana z patykami, gałęziami, czy kamieniami, by ten się z nim pobawił. W końcu udało im się dojść do miejsca, w którym dziewczyna zazwyczaj się ukrywała. Wlepiła swoje szklane oczy w otaczający ją krajobraz, dalej nie wypowiadając żadnego słowa. Była zamyślona i nieobecna.
- Wiesz… – zaczęła dosyć niepewnie. Nie wiedziała dlaczego to robiła. Nie musiała mu nic mówić, a jednocześnie kłębiło się w niej tyle sprzecznych uczuć, że musiała to z siebie wyrzucić – nawiązując do tego, co mówiłeś w domu – ściszyła głos nie odwracając się nawet do niego. Blop, gdzieś się zgubił w gęstwinie traw, a Blast polował na niego, wyglądał jak tygrys – nie jestem dziewicą, mam nadzieję, że masz taką świadomość – dodała w końcu odwracając się w jego kierunku – jako mój narzeczony, chyba powinieneś o tym wiedzieć… tak myślę – wiedziała, że to, co mówi nie ma najmniejszego sensu, ale… musiała coś powiedzieć. By ponownie nie powtórzył tych słów. By nie sprawił jej nieświadomie bólu, po raz kolejny.
W tej poświacie księżyca dziewczyna wyglądająca jak porcelanowa laleczka, po raz pierwszy wyglądała dojrzale, a zarazem tak krucho jak nigdy. Pewność siebie, niezadowolenie i zgryźliwość zniknęły, jakby nigdy nie mieszkały w jej umyśle.
Powrót do góry Go down


Sebastian Colt
Sebastian Colt

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 33
Czystość Krwi : 0%
Galeony : -333
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13368-sebastian-colt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13375-lizaczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13374-sebastian-colt
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Gru 26 2016, 21:24;

On również się nie odzywał. Był zajęty obserwowaniem psów i zabawą z Blastem, który to najwyraźniej upodobał sobie jego do przeróżnych zabaw. Sebastian jak najchętniej podrzucał mu patyki i miział za uchem. Zdecydowanie odpowiadało mu to wieczorne wyjście. Szkoda tylko, że w takiej nieprzyjemnej atmosferze. Powoli docierało do niego to, że chyba nie popisał się dzisiaj wielkimi manierami i serdecznością. Zastanawiał się więc co ma teraz z tym faktem zrobić. Przeprosić? Powinien ją przeprosić? Chyba tak. Z drugiej strony jednak ona też nie traktowała go jak powinna. W końcu on tylko żartował z tą sprzedażą, a ta na miesiąc zniknęła z domu! Ostatecznie stwierdził, że nadal jest trochę obrażony.
To, że gdy dotarli na miejsce sama zaczęła mówić zaskoczyło go. Spojrzał więc na nią i bez słowa wysłuchał każdego kolejnego zdania, jakie padało z jej ust. Jaki był sens tłumaczenia mu tego? Czyżby dziewczyna już myślała o tym, co będzie po... Po ślubie? Sam od dawna nie miał tej sprawy w głowie. Traktował ją raczej jak młodszą siostrę, którą chętnie się denerwuje. Nie wiedział co jej ma teraz odpowiedzieć. Przełknął głośno ślinę.
- Oczekujesz, że w jakiś sposób wykorzystam tę informację? - Szepnął bojąc się, że gdyby powiedział głośniej to już sam dźwięk może rozbić jej porcelanowe ciałko, które w świetle księżyca wydawało się być wręcz nierealne. Coś się z tą dziewczyną działo. Nie wiedział, co.
Powrót do góry Go down


Nikola Kotecka
Nikola Kotecka

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13082-nikola-kotecka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13100-grom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13103-nikola-kotecka#350756
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Gru 26 2016, 21:38;

Zaśmiała się pod nosem, bardziej z politowania niż z zadowolenia. Co najlepsze ten uśmieszek był skierowany do niej samej, a nie do niego. Dla niej było oczywiste, że dziwnie się zachowywała. Czuła się jakby przez ostatnie trzy lata nic się nie zmieniło, a ona za miesiąc miała wyjechać na sesję zdjęciową, gdzie pierwszy fotograf chciał ją potraktować jak dorosłą. Ona bez namysłu ruszy w nim w odmęty Norwegii i już nie wróci. Bynajmniej przez długi czas. Bała się. Bała się, że to wszystko co wokół się niej działo było tylko snem, który może się w każdej chwili skończyć. Miała problemy, miała sporo problemów ze sobą, ale nikt nie mógł o tym wiedzieć, z wyjątkiem niej samej. Tylko ona wiedziała co się tam wtedy wydarzyło, ona tylko wiedziała, jak bardzo na nią to wpłynęło. Do tego nie miała z kim się podzielić swoim ciężarem. Nie ufała nikomu na tyle, by wylać na tę osobę swoje żale, swoje troski, zmartwienia. Chociaż, nawet gdyby się znalazła taka osoba, to nie jestem pewna, czy ona chciałaby zrzucać ten ciężar na nią.
- Gdybym nie chciała żebyś wykorzystał tę informację, to bym Ci jej nie przekazywała, nie sądzisz? – odburknęła wracając do swojej poprzedniej pozy rozkapryszonej tygrysicy. A jednak coś z tej księżycowej kruchości zostało. Jakby wchłonęła te promienie i już nie umiała się ich wyzbyć. Nikt nie umiał – Nie chcę się z tobą żenić – przedstawiła oczywistą oczywistość. Ponownie spojrzała na niego, a raczej w jego oczy – ty również tego nie chcesz… – chwila ciszy, lekko się zarumieniła i fuknęła pod nosem – w sensie ze mną, nie z tobą… nie możesz się z tobą ożenić… to by było… dziwne… nie... chyba bardziej niemożliwe… no nie ważne! – zmieszała się. Odwróciła się do niego plecami – Możemy współpracować i zepsuć ich plany do naszego ożenku – zaproponowała – albo możemy zaakceptować to co się dzieje, ale wtedy musimy zmienić nasz stosunek – ponownie się odwróciła. Nikola zrobiła kilka kroków w jego stronę i zatrzymała się przed nim. Spojrzała z dołu, z powagą. To chyba była ich pierwsza taka rozmowa, poważna, która miała coś zmienić – bo to do niczego nie prowadzi, tylko uprzykrzamy sobie niepotrzebnie życie, a to nie my jesteśmy sobie wrogami, a Ci, którzy chcą nas do tego zmusić – mądrze mówi… a na co dzień nie wydaje się być taka… no taka jaka jest teraz!
Powrót do góry Go down


Sebastian Colt
Sebastian Colt

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 33
Czystość Krwi : 0%
Galeony : -333
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13368-sebastian-colt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13375-lizaczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13374-sebastian-colt
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Gru 26 2016, 21:58;

On natomiast był rozpieszczony. Rozpieszczony do granic możliwości. Rozpieszczony tak bardzo, że czasem zachowywał się jak pięcioletnie dziecko. Nie można się było natomiast z nim nudzić, ale czuć się przy nim bezpiecznie... Czuć się przy nim dobrze... Trzeba by było poznać go lepiej i zaakceptować. Wtedy możliwe, że pod płaszczem rozrabiaki i dzieciaka znajdzie się dużo więcej. Wtedy może on by był lepszy, a Nikola zyskała by pewność i spokój. Może powiedziała by mu jak wyglądało jej życie i zrozumieliby się lepiej. To jednak tylko przypuszczenia, a one nie dadzą żadnej odpowiedzi.
Chętnie bym się z sobą ożenił. Czasem mógłbym sam ze sobą zrywać, żeby było ciekawiej
Pomyślał, jednak nie wypowiedział tego na głos. Nie chciał jej przerywać. Chciał ją do końca wysłuchać. Tylko, że jakoś nie mógł się skupić na tym, co mówiła. Gadała. Gadała. Gadała. A on? Przysunął się. Blisko. Bardzo blisko. Po czym jak gdyby nigdy nic cmoknął ją... W nos!
Powrót do góry Go down


Nikola Kotecka
Nikola Kotecka

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13082-nikola-kotecka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13100-grom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13103-nikola-kotecka#350756
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Gru 26 2016, 22:08;

Ledwo skończyła, a on… pocałował ją w nos! Przez kilka pierwszych minut wpatrywała się ślepo w jego twarz nie do końca wiedząc, co takiego zrobił. Zamrugała zdezorientowała, próbując sobie poukładać kolejne wydarzenia. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niej, co właściwie się teraz stało. Na jej policzkach pojawił się rumienieć i wielki, ale to ogromne niezadowolenie.
- Ty w ogóle nie umiesz zachować powagi, kretyn, debil, idiota! – wrzasnęła prosto w jego twarz, niby była wściekła, a równocześnie jej wyraz twarzy był łagodny i… uśmiechała się? Możliwe. Nikola odwróciła się na pięcie i prychnęła teatralnie. Zrobiła kilka kroków i… poślizgnęła się, przy okazji spadając twarzą w zaspę. To nie jest do niej podobne takie potykanie się i niezdarność. Zwłaszcza, że spadając, czy lecąc na ziemie jest w stanie zrobić kilka gestów, które zazwyczaj ratują ją przed upadkiem.
Czuła się głupio i bardzo zakłopotana, wiedziała też, że jej przyszły niedoszły wybuchnie śmiechem, więc szybko skleiła śnieżkę w dłoniach (nie miała rękawiczek, zapomniała w domu) i rzuciła mu prosto w twarz krzycząc.
- Ani waż się śmiać, bo oberwiesz! – przygotowała kolejną kulę, żeby groźba zabrzmiała realnie.
Powrót do góry Go down


Elle Attwood
Elle Attwood

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 51
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14582-elle-attwood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14584-elle-attwood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14583-elle-attwood
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPią Cze 16 2017, 22:22;

Wakacje miały smak truskawki. Ten okres w roku napawał Elle dobrym humorem, gdyż mogła bez większych ograniczeń cieszyć się naturą i promieniami słonecznymi. Szczególnie w jej ukochanym, rodzinnym Londynie.
Jezioro. Bliskość wody zawsze działała na Elle kojąco, choć jednocześnie lekko przerażało ją to, co może znaleźć się w jej głębinach. Tym bardziej było to idealne miejsce na odrobinę magii.
Elle usiadła na głazie znajdującym się w bezpiecznym miejscu od brzegu i otuliła się kwiecistą chustą wdychając zapach delikatnych, różanych perfum. Mimo słonecznego dnia w pobliżu wody wiał dość mocny wiatr, powodując, iż włosy dziewczyny tańczyły we wszystkie strony. Ta zdawała się tym zupełnie nie przejmować, pogrążona myślami we własnym świecie. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest dość spięta. Czekała na Matthew, który od jakiegoś czasu służył jej pomocą jako nauczyciel. Mimo że zdążyła się już do niego przekonać, nadal odczuwała niepokój na myśl o spotkaniu z nim. Miał do niej dużo cierpliwości, a dziewczyna nie przywykła do skupiania na sobie tak dużej uwagi i nie czuła się z tym komfortowo. Z drugiej strony wiedziała, że potrzebne są jej te korepetycje i musi się przełamać.
Potrząsnęła głową, próbując wyrwać się od dręczących ją myśli i wbiła wzrok w taflę wody. Ciekawe, z czym przyjdzie jej się dziś zmierzyć. Jedyne co wiedziała to to, że musi być lepsza od siebie z wczoraj.
Powrót do góry Go down


Neva Ruby Drayton
Neva Ruby Drayton

Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 25
  Liczba postów : 402
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySro Lip 26 2017, 23:07;

Stary, dobry Londyn. Jakby czas stanął w miejscu; Neva nie zauważyła żadnej zmiany w tym ponurym mieście od momentu, kiedy była tutaj ostatni raz, czyli jakieś dwa i pół roku temu. Może nieco więcej, może mniej.. kto by się tym przejmował? Nadal gęste, złowieszcze chmury wisiały nad tym miastem, jakby na złość porze roku, grożąc każdemu przechodniowi deszczową kąpielą. Ludzie spieszyli w różnych kierunkach, by załatwić swoje jakże ważne sprawy, niektórzy beztrosko pili kawę i rozmawiali z bliskimi, inni zaś, najpewniej turyści, podziwiali londyńską architekturę, robiąc zdjęcia, które być może miały w przyszłości ozdobić jakiś album, może nawet ścianę. Albo przepaść bez śladu, w końcu w czasie wakacji złodzieje urlopów nie biorą.
Drayton, ubrana w nieco przyduży sweter, szorty i wygodne trampki, kroczyła znajomymi ścieżkami z typową dla siebie miną uprzejmie niezainteresowanej, obserwując wszystko wokół. W duchu musiała przyznać przed samą sobą, że jednak tęskniła za tym nieszczególnym widokiem. Za budynkami, niepowalającym na kolana krajobrazem, klimatem. Nawet za wilgocią i chłodnym powietrzem, od czasu do czasu atakującym twarz i odkryte nogi. Choć trzeba przyznać, że wieczór był całkiem ciepły. Dla brunetki właściwie słynna angielska pogoda nie była aż tak paskudną i kapryśną, jak ją nazywano; przyzwyczajona była do zimna, szklanej aury, nawet do śniegu latem, więc nie robiło jej to różnicy. A jednak coś było w tym Londynie, że przyciągał ją do siebie, jak igłę magnes. Przecież gdyby nie to dziwne zjawisko, zostałaby pewnikiem w o wiele piękniejszym i barwniejszym Petersburgu. Chociaż mogło nie wyjść jej to na dobre, bo choć naprawdę kochała to rosyjskie miasto, jakoś tak nie potrafiła pozostać w nim na dłużej. Może była to kwestia symbolicznego zamknięcia pewnego etapu życia, zerwania z byciem pod opieką, próba powrotu do samej siebie? Bowiem ostatecznie to w Hogwarcie tak naprawdę kształtował się jej charakter. Tutaj zdobywała pierwsze istotniejsze doświadczenia. Kolejne miejsca tylko dodawały swoje piętna, wzbogacając to, co już w niej wyrosło.
Zastanawiając się nad możliwością bycia w duszy sentymentalną cizią, skierowała się na obrzeża. Cel miała bardzo jasno postawiony – magiczne jezioro. Skoro z nieba lada moment mogło lunąć, miło będzie posiedzieć nad zawsze ciepłą wodą, trochę pooddychać, niewykluczone, że popatrzeć na magiczne stworzenia. Kiedyś lubiła zawitać w to miejsce, zapalić papierosa i po prostu posiedzieć, wyłączając się totalnie. Obeszła nieco jezioro, by usiąść w końcu na niewielkiej, drewnianej kładce, krzyżując nogi i wlepiając spojrzenie dużych oczu w wodę. Podobał jej się zapach, który unosił się nad jeziorem. Przymknęła rozkosznie oczy, macając w kieszeni spodni fajki i wkładając sobie jedną z nich między wargi, kiedy usłyszała cichy szelest, niby zapowiedź czyjejś obecności. Przypaliła truciznę i oparła się wygodnie o kładkę, ciekawie patrząc na zbliżającą się w półmroku wieczoru postać. Mógł być kimkolwiek. Kimkolwiek, kto zaskarbiłby sobie jej uwagę na dłużej, czymś zaintrygował. Może lekko niebezpiecznym, może tajemniczym. Przewidywalnym, bądź też kompletnie nieobliczalnym i zaskakującym.
Niespiesznie wypuściła dym z płuc, prychając śmiechem. Mógł być kimkolwiek, a był Henley’em.
Powrót do góry Go down


Gość
avatar

Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8








Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyCzw Lip 27 2017, 00:30;

Zadziwiał sam siebie. Kiedy ostatni raz pałętał się samotnie po pustkowiach, podziwiając brud przylepiający się do podeszw i kurz kaskadą osadzający się na ubraniu? Kiedy zwykł brodzić po kolana w trawie, omijając piękno wybrukowanych londyńskich uliczek i praktyczność cywilizacyjnych udogodnień? Przecież był salonowym pieskiem przez przeszło 20 lat swojego życia, zaś rustykalne przyjemności nigdy nie przyciągały go ku sobie bardziej niż kieliszeczek ognistej wypity w doborowym towarzystwie. Był domatorem, mieszczuchem, tarzanem miejskiej, czarodziejskiej dżungli. Wycinka drzew była mu tak obojętna jak los szkockich jednorożców, zaś piękno natury podziwiać mógł na pocztówkach i rozkładówce Czarownicy jako tło dla roznegliżowanych, opalonych wiedźm miesiąca. Dlaczego zatem z uporem maniaka przedzierał się przez zarośla niczym zdobywca dzikiej Amazonii, hołdując zasadzie że im ciężej wejść, tym lepsza zabawa? Z takim krajobrazem kojarzyła mu się jedynie Padme i chociaż była śliczna jak z obrazka, nie miała wystarczającej siły przebicia by zmusić go do zabawy we włóczykija. Dlatego właśnie był pod wielkim wrażeniem.
Dzień chylił się ku spokojnemu zakończeniu. Chłodne powiewy wieczora wlatywały mu pod ubranie, przyjemnie orzeźwiając i stawiając włoski na baczność. Nie był ani zmęczony, ani nazbyt rozochocony – raczej nijaki. Nie myślał o niczym. Zazwyczaj jego umysł był zajęty. Pracował na pełnych obrotach, kreował, rozmyślał, tworzył i analizował. Nie dla ozdoby gościł w niebieskim domu. Dziś jednak był pusty niczym smocze jajo po okresie lęgowym. Nie rodziło się w nim nic wartego chociażby wzmianki.
- O. – wyrwało mu się inteligentnie, gdy dojrzał rusałkę na końcu kładki. Towarzystwa nie spodziewał się tu bardziej niż siebie samego, dlatego niemałą niespodzianką była obecność młodej, rączej łani wygrzewającej się w ostatnich promieniach słonecznych tego pięknego, spokojnego dnia. Cały obrazek rysował mu się zaprawdę bajecznie i niewątpliwie znajomo. Już raz przerabiał podobny scenariusz, liczył zatem i na podobne zakończenie. Chociaż nie mógł jeszcze niczego powiedzieć na pewno, wierzył w swój nienaganny urok i magię uśmiechu. Przerzucił w pamięci tuzin kiepskich podrywów na nimfę wodną, syrenkę i dobrego duszka. Żaden nie wydawał się być odpowiedni do sytuacji; nie oczekiwał od nich co prawda wiele, brzmiały jednak jeszcze bardziej dziecinnie niż dziesięć lat temu, gdy jeszcze udawało mu się błyszczeć dzięki nim w towarzystwie. Nie żeby kiedykolwiek okazały się skuteczne – były jak ciekawa anegdotka, śmieszny żart powtarzany jedynie w celu obrazy płcy pięknej, wtedy jeszcze poza honorowym miejscem w szufladce zainteresowań. Wsunął ręce głęboko w kieszenie, przerzucając ciężar ciała na palce. Przystanął w miejscu.
Problem ze Sweeney’em był taki, że z reguły nie zwracał uwagi na twarze. Nie zapamiętywał ludzi, byli oni bowiem o sto procent mniej interesujący od reszty świata. Wszyscy podobni, nudni, nieciekawi i liczący jedynie na zysk własny. Nie różnił się od nich w znaczący sposób. Był narcyzem i nigdy tego nie ukrywał, jego samoocena jednak nosiła znamię obiektywizmu. Sam przecież dążył do własnej przyjemności, zabawy i utopienia smutków życia codziennego pomiędzy młodymi, ciepłymi piersiami. Nie ignorował belki, widząc wszędzie drzazgi. Mimo wszystko zapamiętywanie takich drobiazgów było jego achillesową piętą.
- Do trzech razy sztuka. Jeszcze jeden raz ucieknę gdzieś daleko i znajdę samotną dziewczynę to zacznę wierzyć w Mikołaja. Słowo… Kogoś tam. – Przykucnął w pewnym oddaleniu by nie przesiąknąć smrodem papierosów. Spojrzenie z Nevy przerzucił na taflę wody. – Serio, to niesamowite.
Powrót do góry Go down


Neva Ruby Drayton
Neva Ruby Drayton

Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 25
  Liczba postów : 402
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySob Lip 29 2017, 00:11;

Neva spokojnie obserwowała Brytyjczyka, wodząc za nim wzrokiem, kiedy tak zbliżał się do miejsca jej spoczynku, a przy ostatnich jego krokach, nieco ostentacyjnie skierowała spojrzenie na taflę wody. W przeciwieństwie do niego, miała świetną pamięć jeśli chodziło o twarze ludzi, ich postury, budowę. No, chyba, że poznawała ich w stanach lekkiej nieświadomości, wtedy rozpoznanie kogoś było nieco problematyczną zagwozdką, aczkolwiek zwykle kojarzyła ludzi nawet po głosie. Z natury była dosyć ciekawska, więc to był pewnie przejaw tej cechy. A jakby tego było mało, od dawna ojciec zwracał jej uwagę, by była czujna. A czujność ta miała obejmować wszystko; od obserwacji otoczenia, budynków, drobnych zmian, po, naturalnie, zauważanie ludzi i odnotowywanie w myślach ich cech charakterystycznych. Zatem nawet randomowe osoby, które totalnie nie przypadały Drayton do gustu, brunetka i tak zapamiętywała, by później ewentualnie móc posyłać im przepełnione lekceważącą nonszalancją uśmieszki w ślizgońskim stylu.
Inną kwestią był fakt, że ona i Henley już kiedyś się poznali. Wiedziała to na pewno, mimo, że okoliczności ich pierwszego spotkania były dla niej w tym momencie zbyt niejasne i odległe, by chciało jej się nad nimi głowić. Mogła to być impreza, szkolny korytarz, stadion quidditcha, czy jakaś totalna, zapuszczona speluna.. Bądź co bądź, oboje mieli w sobie coś takiego, co wpasowywało ich w owiane mrokiem miejsca. Przynajmniej wizualnie. Bez wątpienia pamiętała tą przystojną twarz, zwłaszcza, że miał chyba bliznę na policzku. Spojrzała na niego, szukając wspomnianej ozdoby. O, jest. Niepozorna wprawdzie i niełatwa do wychwycenia, ale Neva potrafiła dobrze odnaleźć charakterystyczne detale.
Nie wiedzieć czemu, rozbawił ją fakt, że ukucnął w odległości, uchylając się przed dymem papierosa. Pozwoliła mu mówić, właściwie całkiem zainteresowana tym, co zamierza rzec, choć oczywiście nie pozwoliła sobie na odzwierciedlenie tego w swojej mimice. W międzyczasie dopalała papierosa, uprzejmie dmuchając tak, by dym nie kierował się w jego stronę. Śmiało mógł uznać to za akt wyjątkowej życzliwości.
- Tak, fascynujące. – odrzekła bez przekonania, gasząc peta o kładkę i kładąc go na niej, co by nie mącić wody w jeziorze. Ewidentnie jej nie pamiętał. Powinna uznać to za obrazę? Czy odnaleźć jakieś okoliczności łagodzące? Przechyliła delikatnie głowę, a na jej usta wstąpił mały uśmieszek. Nie należała do burzących się, roszczeniowych kobiet. Niewiele rzeczy w ostatecznym rozrachunku tak naprawdę ją dotykało i martwiło, a już fakt, że kiedyś tam poznany facet jej nie pamiętał – na pewno nie. Choć buzię miała piękną i zdawała sobie z tego sprawę.
- Ale ja nie jestem samotna. – rzuciła mu spojrzenie spod długich rzęs. Nie zamierzała przypominać mu się, naprowadzać na jakikolwiek trop, czy coś w tym stylu. Skoro już oboje znaleźli się tutaj, dość nieoczekiwanie w takiej scenerii i sytuacji, postanowiła pójść za ciosem i dać metaforycznego nura, wchodząc w to, co na ten moment proponował. Ale nie zamierzała być łatwą zdobyczą, oj nie.
- A Ty nie jesteś w moim typie. – dodała nieszczerze, nieco prowokująco, a jej uśmiech przerodził się w niemalże zalotny. Mogło być zabawnie.
Powrót do góry Go down


Gość
avatar

Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8








Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySob Lip 29 2017, 18:41;

Gdyby mógł wybierać, czułby się bardziej Szkotem niż Brytyjczykiem. Krew matki wrzała w jego żyłach za każdym razem gdy coś go poirytowało, czyniąc jego charakter ciężkim i nieznośnym. Nabzdyczonym i napiętym niczym burzowe niebo. W odbiorze też zazwyczaj nie był lekki, co jedynie potęgowało poczucie odmienności od reszty. Zrzucał to zawsze bez winy na procentowość krwi, zupełnie pomijając w rachubie sposób wychowania, czy predyspozycje genetyczne ze strony ojca. Lubił siebie, lubił swoje życie, nie komplikował go niepotrzebnie. Ostatnio zbyt wiele się denerwował, ścieląc skronie i czoło brzydkimi zmarszczkami pomyślunku. Odmiennie niż zazwyczaj warczał, coraz gorzej radząc sobie z ignorowaniem rzeczy, które omijały strefę jego zainteresowań. Psuł się i wymagał gruntownego przeglądu.
- Jasne, wierzę i aprobuję. – Przewrócił oczami wzdychając ciężko, jakby Neva rozczarowała go swoim pierwszym stwierdzeniem. Nie wątpił w to, że tak ładna, smukła dziewczyna miała gdzieś pochowaną brzydszą połówkę. Ha, zdziwiłby się, gdyby było odmiennie. Wygląd był potęgą samą w sobie, a na jej brak Drayton zdecydowanie narzekać nie mogła. Jeżeli w tej chwili kłamała, musiała mieć słabe wnętrze. Laski, które nie miały dookoła wianuszka chętnych panów zazwyczaj dźwigały za sobą problemy i dziwactwa. Nie oceniał jednak, jeszcze nie przyszła na to pora. Dzielnie trwał w zaanektowanej dla siebie przestrzeni, lustrując oceniającym spojrzeniem horyzont jeziora. Okej, było tu ładnie, tajemniczo, czarująco wręcz. Nuda jak większość miejsc aspirujących do spota na romantyczną randkę. Wierzył że i za tym kryje się jakaś przeszkoda – bliskość słodkiej wody pewnie wpływała na kumulację wszelkiego robactwa, które nie spotykało się z aprobatą dzielnych, chociaż delikatnych duszyczek. Albo to, albo zamaskowany gwałciciel-morderca czający się gdzieś za krzakami.
- O nie, prosto w serduszko. Co ja teraz biedny zrobię z taką informacją? Pozostaje mi tylko rzucić się w otchłań i liczyć na brak miłosierdzia trytonów. – Posłał w kierunku rusałki szeroki, rozbawiony uśmiech, przyjmując rewelację jaką mu zdradziła i natychmiast o niej zapominając. Preferencje ulegają zmianie, toteż nie brał do siebie większości wstępnych komentarzy. Przecież sam doskonale wiedział ile jest warty. Wzruszył ramionami. – Czyli że co… Nie jesteś sama, bo gdzieś w pobliżu czai się zapewne Twój chłopiec, czekający na jeden znak by wyskoczyć i zaatakować? Bo nie rozumiem drogi obrony. A może pomyślałaś przyszłościowo i przeszło Ci przez myśl że fajnie byłoby dać się gdzieś zabrać? To uspokajające, bo nie radzę sobie ze zdziczałymi obrońcami honoru swych dam.
Wstał. Przeciągnął się, tracąc zainteresowanie byciem na równym poziomie z dziewczyną. Starała się być wyszczekana i nawet go to w jakimś stopniu rozczuliło. Dawno nie miał utarczki słownej i, szczerze mówiąc, troszkę mu tego brakowało. Liczył na ociupinkę rozrywki nim dziewczyna skapituluje i w – kto wie – może da się zaciągnąć w bardziej cywilizowane miejsce.
Powrót do góry Go down


Neva Ruby Drayton
Neva Ruby Drayton

Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 25
  Liczba postów : 402
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyWto Sie 01 2017, 01:44;

Druga połówka.. Drayton nie wierzyła już od sporego czasu w te romantyczne tłumaczenia uczucia miłości, jakoby każdy człowiek miał właśnie tę słynną drugą połówkę, a jego zadaniem było odnalezienie jej w świecie. Skąd przy tej teorii w ogóle pewność, że człowiek leżący obok Ciebie w łóżku to faktycznie „ten jedyny/jedyna”? Wykreowana przez los bratnia dusza specjalnie dla Ciebie, pasująca jak element układanki, jak jakiś niemożliwy do podrobienia, niezastąpiony klucz do zamka? Jak uwierzyć, że człowiek, którego akurat wybraliśmy, bądź który akurat wybrał nas, jest właśnie tą osobą, spośród wszystkich ludzi na świecie? Prawdopodobieństwo przecież odnalezienia takiej igły w stogu siana jest równe prawdopodobieństwu przemiany w Bazyliszka po wypróbowaniu jego jadu. To wszystko było dla Nevy tylko pięknym nazewnictwem, niczym więcej. Kolejną śliczną iluzją, by zakochani czuli się ze sobą tacy wyjątkowi, specjalni. By mogli chełpić się swoim uczuciem i sprzedawać je innym jako niemalże ósmy cud świata. Może było to z jej strony pewne zgorzknienie, a może zwyczajny realizm, ale wolała postrzegać ludzi jako całości, niebędące czyimiś połówkami. I choć wiele z tych całości miało w sobie pewne braki i pustki, smutnym uważała wypełnianie ich innymi ludźmi, chociaż wielu tak czyniło, w przeszłości ona także, co teraz niemalże ją bawiło. Mówiąc, że nie jest samotna, nie miała na myśli tego, że ma faceta. Widziała znaczną różnicę między słowami „sama” i „samotna”, ale to już było jej czepialstwo, którego Henley nie musiał wcale rozumieć, ani poważać.
Odwzajemniła uśmiech, śmiejąc się cicho.
- Nigdy nie dajesz za wygraną, co? – uniosła brew, obracając się nieco w jego stronę, co by nie nadwyrężać karku od przekręcania głowy. – Laski pewnie to w Tobie lubią. Pewność siebie, podchodzącą pod arogancję, budowanie pseudo-zainteresowania ich osobą? Muszę przyznać, jest w tym coś seksownego.
Myślała na głos, błądząc wzrokiem po jego twarzy. Był przystojny i dobrze o tym wiedział, więc na pewno to wykorzystywał. Widziała to w jego uśmiechu, sposobie, w jaki do niej mówił, ruchach. Zapewne rzadko kiedy któraś mu odmawiała, bo i po co? Roztaczał nad sobą ciekawy urok, nie sposób było przejść wobec tego obojętnie i Drayton obojętna z pewnością nie była, ale czy to wystarczało, by pozwolić mu wciągnąć siebie na haczyk? Była głodna rozdrażnienia, jakiegoś poruszenia, dobrej wymiany zdań, akcji.. Dlatego nie mogła ot tak pozwolić mu na to, czegokolwiek by chciał, zwłaszcza, że sama nie miała jeszcze klarownych oczekiwań względem jego osoby i tej chwili. A będąc w gruncie rzeczy osobą egoistycznie nastawioną do świata i ludzi go zamieszkujących, nie mogła zrezygnować.
- Drogi obrony.. – powtórzyła powoli z małym rozbawieniem. – Sądzisz, że muszę się przed Tobą bronić? Słabo atakujesz, skoro przegapiłam ofensywę.
Przyjrzała mu się, gdy wstał, po czym uczyniła to samo.
- Okej. Dam się gdzieś zabrać. Ale najpierw..
Podeszła nieco bliżej, patrząc mu dość wyzywająco w oczy.
- .. skok w otchłań. Kwestię braku miłosierdzia trytonów możemy pominąć.
Spojrzała na taflę wody, nabierając ochoty, by do niej wejść. Myślała o tym, jaka jest zapewne ciepła i jak miło byłoby się w niej zanurzyć. Ciekawe tylko, czy jej kompan zdecyduje się na to samo. Wróciła tęczówkami do jego tęczówek, postanawiając zbić go nieco z tropu, zaznaczając fakt istnienia znajomości, którego on nie wyraźnie nie odnotował.
Chyba nie będziemy rzucać słów na wiatr, co, Henley?
Powrót do góry Go down


Gość
avatar

Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8








Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySob Sie 05 2017, 19:20;

Wsłuchiwał się w pierwsze mądre słowa Nevy z nieukrywanym ukontentowaniem. Dobrze prawiła, lała miód na jego wymęczone serduszko. Nie przerywał jej, wierząc że im więcej słów padnie, tym mocniej przekona się, że zgadzanie się na jego plany niesie więcej sensu i przyjemności niż negowanie tego co zamierzał. Ponadto był łasy na podobne komplementy, a dawno nikt nie raczył go żadnym miłym słowem. Uśmiech nie schodził mu z twarzy; lustrował ją wzrokiem, pożerając jej sylwetkę i rozbierając ją na części. Miała ładną twarz, nawet nieźle gadane i zdecydowanie kiepski gust a propos używek. Sam Sweeney znał kilka lepszych propozycji, nie otwierał się jednak aż tak bardzo, by z marszu je przedstawić.
- Cóż mogę rzec, skoro już mnie podsumowałaś. Wyczuwam w tym retoryczne pytajniki.- Byłby przewrócił oczami dla podkreślenia dosadności swojej wypowiedzi, gdyby nie fakt, że nie był bohaterem mydlanej opery, a już na pewno nie pretendował na jednego. Za to jej dalsze słowa, cóż, przekreślały jej dotychczasowy dorobek. Nie wymagał wiele, Neva go jednak odrobinkę swoją postawą rozczarowała i nie była to wina jedynie marnego dowcipu o ofensywie.
- Śmiało, skoro jara Cię zabawa z druzgotkami – odparł, bo czym najzwyczajniej w świecie położył jej ręce na cyckach i wykorzystując fakt bliskości krawędzi pomostu po prostu pchnął ją w głębinę, z radością patrząc jak leci na łeb, na szyję. Nie śpieszyło mu się do powtórzenia jej wyczyny. Nie uniknął co prawda rozbryzgu wody, jednak pedantyzm w nim zakorzeniony sięgał na tyle głęboko, by wzniecić w nim płomień niechęci do zamoczenia ubrań. Jeżeli zaś Neva miała w planach uprzednio je zrzucić, cóż – stracił i dobrze, że tego nie wiedział.
Kucnął na tyle daleko od krawędzi, by ta nie pochwyciła jego kostek. Dopiero wtedy dotarło do niego, że zawołała go po nazwisku. Jego brwi powędrowały do góry, twarz zaś przyjęła ciekawy wyraz zaskoczenia pomieszanego ze strachem. Jasna cholera, czyżby spał z nią już kiedyś? Zazwyczaj pamiętał dziewczyny, które gościł na Tojadowej, toteż myśl że jakaś umknęła jego poznaniu, a wiedziała o nim więcej niż sam by chciał była na swój sposób przytłaczająca. Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć i dopiero kiedy udało mu się zamknąć rozdziawioną buzię, wyciągnął z kieszeni różdżkę, machając nią lekko i inkantując zaklęcie. Nie był w nich jakiś rewelacyjny, poświęcając się bardziej szlachetnej sztuce warzenia eliksirów, liczył jednak na to, że magia go nie zawiedzie. Ufał swojej różdżce do jasnej cholery.
- Expelliarmus – gładko wypłynęło spomiędzy warg, starając się zahamować potencjalnie magiczną odpowiedź dziewczyny. Wolał najlepiej jak mógł zapobiec umoczeniu głowy, a przecież nie połamie jej kijka o kolano. Naprawdę liczył że nie zbłaźni się zanadto.

kostka na zaklęcie: 2

Na przyszłość proszę o rzucanie kostką na zaklęcia w odpowiednim temacie i linkowanie wyników lub pisanie pod postem, co wypadło.
Powrót do góry Go down


Neva Ruby Drayton
Neva Ruby Drayton

Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 25
  Liczba postów : 402
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyNie Sie 27 2017, 01:09;

No to udało mu się ją zaskoczyć! Kompletnie nie spodziewała się takiego obrotu spraw i zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, jej ciało już zanurzone było w jeziorze. Całą sytuację odzwierciedlił typowy, głośny plusk i nic po za tym. Zero krzyku, pisku. Prędkość jego działania i brak pozostawienia jej choćby chwili na możliwość reakcji skutecznie zdusiły w zarodku wszelkie tego typu odruchy. Przez moment zrobiło się w okolicy ponownie spokojnie i błogo, jak gdyby wcześniej wcale nie było tutaj żadnego dialogu, żadnej młodej kobiety. Wiatr nadal hulał sobie w koronach drzew, wymuszając na liściach przyjemny dla ucha szelest, ostatnie promienie słońca pokładały się na wodzie, tworząc uroczy obrazek, a w oddali gdzieś wciąż było słychać pohukiwanie jakiejś zbłąkanej sowy. Ten sielski klimat mógłby nawet sprzyjać śmierci, ale Neva topielcem nie zamierzała zostać. Na szczęście woda faktycznie była ciepła, a czarownica potrafiła doskonale pływać. Wynurzenie się na powierzchnię nie stanowiło zatem dla niej większego problemu i po tych paru sekundach zdających się wydłużać w długie minuty, ponownie dołączyła do tego obrazka, biorąc haust powietrza. 
- Inaczej to sobie wyobrażałam. – przyznała dziwnie rozbawiona, kasłając. Istotnie w jej myślach oboje zaznawali tej kąpieli. I tak, zamierzała wcześniej pozbyć się ubrań. Podpłynęła bliżej kładki, szykując się do wyjścia z wody. Aczkolwiek nim do tego doszło, Henley zrobił coś, co totalnie ją zamurowało. Wyciągnął różdżkę i wymierzył w Drayton. I o ile potrafiła zrozumieć to nagłe wrzucenie do wody, bo koniec końców nie była dla niego zbyt miła, a i w pewnych momentach może nazbyt cwana, to tego drugiego zachowania kompletnie nie ogarnęła. Jej oczy rozszerzyły się nieco, widząc, jak celuje w nią różdżką i zbiera się do wypowiedzenia zaklęcia. Nie widziała w jego zachowaniu żadnego logicznego wytłumaczenia. Dlaczego miałby ją atakować?
- Serio?
Próbowała wyciągnąć swoją różdżkę, co w wodzie, w mokrych ubraniach, okazało się nieco trudniejsze, niż sądziła, a w tym czasie Henley rzucił skuteczne zaklęcie. Magiczny atrybut Nevy wystrzelił z jej kieszeni ponad powierzchnię wody w stronę Henleya, jednak nie wprost do rąk, a na kładkę. I to była jej szansa. Brunetka rzuciła się natychmiast w tamtą stronę i przechwyciła niepozorny kawałek drewna, dźwigając swoje drobne ciało do góry i wchodząc z powrotem na miejsce, z którego przed chwilą chłopak bezczelnie ją wypchnął. Adrenalina zrobiła swoje. Do tego była nieźle wkurwiona, bo kąpiel w jeziorze w ciuchach to pestka, ale atak i próba przechwycenia jej własnej różdżki to zdecydowanie za wiele.
- Do reszty Cię pojebało, Henley. Nie wiem, co sobie myślałeś, ale nie zamierzałam mścić się za pomocą magii, szanujmy się. To tylko woda. – rzuciła gniewnie, mierząc w niego odzyskaną różdżką. – Gwoli ścisłości, poznaliśmy się chyba gdzieś na imprezie, nie wiem. I nie jestem jedną ze szczających za Tobą panienek, żądnych zemsty za złamanie serca, czy coś w tym guście. Ani kimś, kto pozwoli sobie na odebranie różdżki. - dodała, po czym postanowiła to udowodnić, częstując go starą, dobrą Drętwotą.


kostki: 2 i 6
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104645
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Specjalny




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySob Kwi 11 2020, 20:41;

Złocisty piasek, krystalicznie czysta błękitna woda i rażące w oczy letnie słońce. Prawdopodobnie tego właśnie oczekiwałeś, gdy otrzymałeś list z agencji zapraszający Cię na sesję zdjęciową. Gdy tylko zorientowałeś się, że sekretarka wcale nie prowadzi Cię do świstoklika, a wyciąga dłoń, by przeteleportować się z Tobą w wyznaczone miejsce, mogłeś już się domyśleć, że wcale nie czeka Cię szybka podróż na jedną z upalnych wysp, a mimo to, pierwsze co ujrzałeś, to właśnie złocisty piasek, błękitna woda i rażące słońce. W końcu zatrudnienie fachowca od zaklęć scenicznych było o wiele tańszą opcją, niż zakup Świstoklików na taką grupę ludzi.
- Angel, mogę, Ci mówić po imieniu, Złotko? - zadźwięczał miękko kobiecy głos, a zaraz i spod oślepiającego Cię światła wyłoniła się uśmiechnięta postać młodej kobiety, która od razu po krótkim uściśnięciu Ci dłoni poprowadziła Cię do przenośnej, magicznej garderoby, gdzie lewitujące pędzle napadły na Twoją twarz, by dobić się do  niej z wodoodpornymi kosmetykami. - Nie przejmuj się tym, że tu Was tak dużo, chyba rozumiesz, że Pani Umelbolt nie przychodzi na każdą sesję z osobna. Jest tu Was, krótkoterminowców, około trzydziestki, więc, Angel, Skarbie, postaraj się jakoś wyróżnić, bo tylko piątka z Was podpisze kontrakt - wyrecytowała bezemocjonalnie, choć zaczynając próbowała jeszcze podciągnąć nosowy głos do udawanej troski, po czym rzuciła Ci na kolana trzy stroje kąpielowe do wyboru. - Chyba rozumiesz, jak ważna to jest sesja, co? - spytała, stając za Tobą i ściszając głos do konspiracyjnego szeptu, położyła Ci dłonie na ramionach, jednocześnie wbijając lodowe spojrzenie w odbicie Twoich tęczówek w lustrze, pochyliła się niżej, by kontynuować tuż przy Twoim uchu. - Myślę, że kilka moich słów mogłoby znacząco wpłynąć na decyzję Pani Umelbolt, ale chyba rozumiesz, Złociutki, że musisz mnie jakoś do tego przekonać. W stylu Gringotta.

Jeśli zdecydujesz się przekupić asystentkę:
- na to zdecydować musisz się "na ślepo", czyli musi być to Twój pierwszy rzut kośćmi, zanim poznasz jeszcze wynik następnych rzutów. W końcu Angel też nie wie jeszcze jak mu poszło!

Rzuć jedną kością litery: A - płacisz 10g; B- 20g, C-30g itd. aż do J - 100g
Zapłaty dokonaj w tym temacie. Dokonanie rzutu i nierozliczenie się z niego wiąże się automatycznie z negatywną ingerencją MG.

Efekty podczas sesji:
1, 4, 6: Trafiłeś do grupy, która przed wejściem do wody wysmarowana została wabikiem na plumpki. Twoim zdaniem było pozowanie dryfując na tafli wody, gdy fotograf zawieszony na miotle robił Ci zdjęcia z góry.
- 1 - Plumki od razu licznie otoczyły Twoje ciało, ale jedynie muskały je subtelnie przez co przez całą sesję nie mogłeś przestać chichotać.
- 4,6 - Plumki początkowo nieśmiało, ale z każdym zdjęciem coraz agresywniej zaczęły podgryzać Ci łydki, pośladki i boki. To jak tam, jak znosisz ból?
2, 3, 5 Trafiłeś do grupy, której przypadła podwodna część sesji, a gdy tylko trafiasz pod wodę, dostrzegasz w piasku błyszczący przedmiot. Jeśli chcesz, gdy dostaniesz już znak, że Twoja część pracy została zakończona, możesz spróbować go wydostać. Rzuć literą - jeśli wynik jest większy niż C - udało Ci się.
- 2: Fałszoskop, 3: Ujawniacz, 5: Zwierzęca klepsydra
Po przedmiot zgłoś się w tym temacie

Czy udało Ci się przekonać Panią Umelbolt?
Rzuć kością litery: A - 10%, B - 20% itd.
Potrzebujesz uzyskać 80% (H), by podpisać kontrakt.
Jeśli zdecydowałeś się zapłacić łapówkę: A-B = +20%; C-E = +30%; F-I = +50%; J = +90%

Planuję odpowiedzieć na Twój post, więc proszę nie uwzględniaj w nim czy udało Ci się zdobyć kontrakt. Zastrzegam sobie prawo do zmiany Twojego wyniku w zależności od zachowania postaci, ale zrobię to tylko w wyjątkowej sytuacji. Oznacza to, że nawet jeśli z kości wypadnie Ci, że poprawnie wykonałeś zadanie, ale postać zachowa się skrajnie źle, to mogę decydować o porzuceniu kontraktu - i odwrotnie!

Podsumowując:
1 kość litery na łapówkę.
1 kość k6 na efekt podczas sesji.
1 kość litery na zadowolenie Pani Umebolt.

Skargi, pytania, zażalenia i wyrazy miłości proszę kierować do @Skyler Schuester  wub

______________________

Magiczne jezioro - Page 5 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Arthemis D. Verey
Arthemis D. Verey

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 492
  Liczba postów : 236
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19519-endeavour#578320
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyWto Sie 11 2020, 22:13;

  Tak dawno nie jeździł konno! Odezwanie się więc jego londyńskiego przyjaciela z mugolskiej stadniny koni było jak miód na jego serce, a on sam bez wahania przyjął zaproszenie na kilkudniowy pobyt w okolicy. Miał kilka dni wolnego przed kolejnymi treningami, więc dlaczego miałby nie skorzystać z możliwości sielanki na końskim grzbiecie? Zdaje się, że jeździectwo było jego ulubionym mugolskim sportem i tak naprawdę szczerze się dziwił, że Czarodzieje nie stworzyli własnego odpowiednika. A przynajmniej o nim nie słyszał… z drugiej strony jaka była przyjemność skoku na abraksanie skoro posiadał skrzydła? To pytanie retoryczne, nie było potrzeby na nie odpowiadać.
  Pogoda była doprawdy przepiękna…oczywiście jak na Londyn. Nie było co narzekać z powodu lekkiego wiatru, kiedy słońce świeciło tak pięknie, że słupki temperatury wniosły się na ponad wartość dwudziestu stopni Celsjusza. Mógł w końcu wyjść w jasnej polówce na krótki rękaw, aczkolwiek nie zaryzykował spodenek w końskim siodle, wybierając miast tego zwykłe, ciemne bryczesy. Co jak co, ale niektórych części ciała nie warto było obcierać. To się nazywa przyzwoita, męska odpowiedzialność.
  Na swego towarzysza dzisiejszej jazdy wybrał starszego i spokojnego, holsztyńskiego siwka. Nie miał zamiaru użerać się z młodszym koniem, a poddać się spokojnej, wręcz relaksującej jeździe wśród okolicznych terenów zielonych. Gdyby nie fakt, że jego kumpel aktualnie nie mógł z nim pojechać, to prawdopodobnie w tym momencie robiliby terenowy wyścig po lesie. W tych okolicznościach jednak skierował swojego konia na wznak przez spore pole padokowe w kierunku jeziora, powolnym i leniwym stępem przemierzając kolejne metry w świętym spokoju.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Wisiorek z wiecznie kwitnącym, pachnącym asfodelusem.
Galeony : 50
  Liczba postów : 408
https://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
https://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
https://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySro Sie 12 2020, 01:42;

Konie.

Ostatnio śniły jej się konie – te kare, kasztanowe i gniade. O sierści błyszczącej w promieniach słońca, kiedy to stepowały sobie spokojnie na wydeptanych łąkach, wystukując rytm jej sennych marzeń. Skąd w jej snach te powracające, potężne rumaki o długich grzywach, które rozwiewały się przy najdelikatniejszym podmuchu wiatru? W pewnym momencie zbliżały się do niej, otwierały one swoje pyski, prychały i chyba próbowały coś powiedzieć, ale…

zawsze budziła się wtedy zalana potem, zastanawiając się, kto do Merlina rzucił na nią urok i czemu to akurat muszą być konie. Z dwojga złego, dlaczego nie są to kucyki? Te przynajmniej mają małe, grube nóżki i gdyby musiała przed nimi uciekać, może miałaby jakieś szanse.

Chociaż podczas trwania „nowych rządów” w Ministerstwie Magii, wciąż oficjalnie była na urlopie to musiała załatwić kilka spraw. Być może i zdystansowała się do posady, którą obejmowała, ale prześladowało ją uczucie, że ten pozorny spokój jest tylko dymną zasłoną, która miała na celu ugłaskać i zdezorientować urzędników lojalnych poprzedniemu Ministrowi. Lia nigdy nie miała powodu, by cokolwiek zarzucać Selmie Grant, ale z natury kwestionowała wszelakie niespodziewane zmiany. Nie była już tą idealistką, co jeszcze rok temu, ale wiadomość, którą dostała z Biura Bezpieczeństwa zaintrygowała ją na tyle, by z dnia na dzień opuścić swój chwilowy azyl na Alasce i wylądować w kominku jednego z londyńskich pubów. Ciekawość to pierwszy stopnień do permanentnej dezorientacji spowodowanej nagłą zmianą strefy czasowej.

Kiedy więc wybudziła się ze swojego zamyślenia i uświadomiła sobie, że przynajmniej dwie godziny spacerowała po przedmieściach Londynu myślac o spotkaniu, które właśnie odbyła, nie była pewna gdzie jest - ale z pewnością mogła stwierdzić, że dotarła do mugloskiej części miasta. Rozejrzała się nieco zdezorientowana, szukając zaułka, z którego mogłaby się bez problematycznie aportować, nie musząc później wzywać grupy amnezjatorów, gdy jej wzrok utkwił w wielkim plakacie wiszącym nad ulicą:

„Przejażdżki konne o których nawet Ci się nie śniło”

Więcej nie musiała wiedzieć. Skręciła w polną ścieżkę, którą wskazywał baner i po kilkuset metrach zaczęła dostrzegać swoich sennych gości. Powoli podeszła do drewnianego płotu, stanęła na desce, by zrównać się mniej więcej twarzą z koniem i wpatrywała się w niego na tyle intensywnie, że zwierzę po kilku minutach podeszło w końcu w jej stronę. Było na tyle bezczelne, by rzuć trawę i obojętnie spoglądać to na nią, to na resztę stada.
- No co, nic nie powiesz? – Wyszeptała konspiracyjnie, jakby co najmniej miała się pomiędzy nimi nawiązać dyskusja, a gniada klacz miała opowiedzieć jej o sekretach magicznego świata. W głowie jej się nieco kręciło, co można było zrzucić na bakier tego, że normalnie o tej godzinie pewnie by spała, a nie stała skąpana w blasku słońca. Po kilku bardzo długich sekundach uświadomiła sobie co właściwie robi. I od razu zrobiło jej się bardzo, bardzo głupio.

- Na Merlina, do cna mnie już popie… - przerwała, bo ktoś złapał ją za ramię, głośno witając. W telegraficznym skrócie: właściciel przybytku (chyba), był święcie przekonany, że to ona dzwoniła rano (dzwoniła, że… dzwonkiem?) by umówić się na przejażdżkę i, że koń czeka już przygotowany. Po czym nie reagując na to, że kobieta z każdym słowem próbowała utorować sobie drogę ucieczki, zaprowadził ją do stajni, przy okazji zachwycając się pięknym latem i tym, jak końskie łajno magicznie działa na porost iglaków (to akurat uznała za przydatne). Podał jej kask, ochraniacze na kolana, a nawet dłoń, by sprawnie usiadła na wierzchowca. Zdumiona kuriozalną sytuacją dała się ustawić jak marionetka, nie umiejąc wydusić z siebie nawet słowa. Trzeba było jednak przyznać, że koń zapierał wdech w piersiach - w cieniu wydawał się być biszkoptowy, ale gdy tylko został wyprowadzony poza stajnie nabrał złotawych akcentów.

- Udanej jazdy! Pani z tych romantycznych, co w sukienkach jeżdżą, co? – Pytanie najwyraźniej było retoryczne, bo mężczyzna klepnął konia w zad, a ten ruszył w prostą prawie zrzucając kobietę, zanim ta w ostatniej sekundzie złapała za lejce. Kurczowo zacisnęła na nich dłonie, zastanawiając się, co właściwie ma teraz zrobić. Pęd wiatru, który wzmagał się z każdą sekundą, w końcu orzeźwił jej myśli, wydmuchując jej z głowy jakiekolwiek zmęczenie i dezorientację, a zastępując je najczystszą, słodką paniką. Próbowała przemówić do konia, by trochę zwolnił, ale tak jak i klacz, nie chciał z nią podjąć dialogu. Zmieniła taktykę, obijając jego boki piętami, ale rezultat uzyskała zupełnie odwrotny: zwierzę zamiast zwolnić, wydawało się jeszcze bardziej zachęcone do efektownego zakończenia życia Vries.

Zdecydowała się więc na ostateczność. Drżącą ręką sięgnęła w wewnętrzną kieszeń kurtki, wyjęła swoją różdżkę i wycelowała w grzbiet konia. Trzęsła się przy tym okropnie, bo nie umiała stabilnie usiedzieć w siodle, otoczenie po bokach jej się rozmazywało, nie wspominając już o bolących pośladkach, które miała tak obite, że przez następny tydzień będzie musiała spać na stojąco. Gdzieś pomiędzy fizycznym bólem była też obawa, że jeśli teraz nie spróbuje, to ta przejażdżka będzie ostatnią rzeczą, jaką w życiu dane było jej zrobić. Pokracznie próbowała zorientować się, czy jest sama w okolicy i akurat w momencie, w którym wyjeżdżali z lasu na otwartą polanę, wyszeptała:
- Arresto Momentum – Jednocześnie wydarzyło się kilka rzeczy: przede wszystkim jej różdżka uwolniła prawie niewidoczny słup światła. Zaklęcie zadziałało, bo koń prychnął donośnie i zatrzymał się tak gwałtownie, że stało się oczywiste, którego nie przewidziała - wypadła z siodła i przeleciała wierzchowcowi przez głowę, lecąc do przodu i lądując całym ciężarem w trawie. Wydawało jej się, że zaczęła krzyczeć, ale moment uderzenia nieco ją przyćmił.

Całkowicie ją zamroczyło i ostatnie co widziała, to śmiejące się z niej rumaki.
Powrót do góry Go down


Arthemis D. Verey
Arthemis D. Verey

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 492
  Liczba postów : 236
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19519-endeavour#578320
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyWto Sie 18 2020, 23:39;

  Spokojne momenty miały to do siebie, że kiedy pomyślało się ach, jaki spokój, cisza i dobra chwila na odpoczynek, to z nagła wszystko odwracało się o sto osiemdziesiąt stopni powodując życiowy Armagedon i pasmo ciągów przyczynowo skutkowych doprowadzających do zakończenia tej sielanki. Przemierzając więc kolejne połacie terenu spokojnym stępem, jaki obrał sobie na początku wędrówki, zmierzał w kierunku jeziora mając nadzieję na choć trochę orzeźwienia i ochłody, gdyż nie ukrywał, że miał zamiar się tam zanurzyć wraz ze zwierzęciem. Bo było dziś gorąco. Absurdalnie gorąco. Ale przede wszystkim miał nadzieję odpocząć tym spacerem na końskim grzbiecie, nie wiedząc jeszcze, że nie będzie mu to dane.
  - No już już. – pogładził grzywę ogiera pomiędzy uszami, układając ją w zgrabną grzywkę i uśmiechnął się kiedy ten odwrócił się w jego kierunku, zupełnie jakby miał zamiar zaprezentować się w bardziej portretowej wersji samego siebie. Ewentualnie po prostu chciał kostkę cukru, zapewne doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że Arthemis w kieszeni taką w istocie posiadał. Nie sądził, aby zwierzę wykazywało się aż tak doskonałym węchem, z całą pewnością zapewne pamiętając, że za każdym razem należało dojść do prostego równania Verey = smakołyk i jedynie się po rozwiązaniu uprosić. Patrząc w podobne do węgielków oczy nie mógł mu odmówić, więc po prostu poczęstował go końskim przysmakiem, już po chwili nieco pewniej chwytając lejce i dając mu łydkę do kłusu, tak ku lepszej rozgrzewce.
  Tętent kopyt całkiem szybko dotarł do jego uszy, choć chwilę wcześniej zdecydowanie namierzył go jego zwierzęcy towarzysz, z gracją odwracający głowę w kierunku hałasu i stawiający uszy na sztorc w wyraźnej ciekawości nadbiegającym rumakiem. Arthemis podążył za jego wzrokiem dość szybko namierzając prowodyra całego zamieszania i choć w pierwszym momencie pomyślał, że być może to jego przyjaciel jednak zechciał dołączyć, tak szybko zweryfikował sytuacje dochodząc do wniosku, że nie przypominał sobie, aby ten godzinę temu zmienił płeć.
  Uniósł brwi do góry obserwując tę scenę, w której całkowicie nieskontrolowany koń biegł przez połacie łąki mknąc przed siebie i ni stąd ni zowąd się zatrzymując, zupełnie… jakby ktoś go zaczarował. Nie, miał zwidy. Nie sadził, aby inny czarodziej miał korzystać ze stajennych usług, zważywszy, że była całkowicie mugolska, a sam właściciel nie zdawał sobie sprawy z istnienia magii. Ciche ‘och’ wyrwało się z jego gardła, kiedy dziewczyna przemknęła przez głowę swojego wierzchowca i z gracją wylądowała na miękkiej trawie. No dobrze, może nieco gracji w tym jednak brakowało, nie zmieniało to jednak faktu że jej zgrabny tyłek aktualnie wysiadywał mlecze.
  Zwrócił konia w tamtym kierunku, jednocześnie dając mu łydkę do przyspieszenia i łapiąc się na tym, ze wciąż powtarza ‘dalej dalej!’, kiedy ruszył w pościg za koniem nieznajomej, uciekającym właśnie w tylko sobie znanym kierunku. Wyrównał z nim galop i chwycił za lejcę starając się wyhamować zanim cała trójka zaliczy spotkanie pierwszego stopnia z najbliższym topolowym zagajnikiem. Prrr, prrr! Stój kurwa. Zadziałało. Zgrabnym półokręgiem zakończył pościg nawracając do miejsca tego jakże nadzwyczajnego lądowania (noty sędziów 10, 10, 9.5, 10) i zatrzymał się niedaleko, przywiązując oba zwierzęta, w odpowiedniej odległości do siebie do jakiegoś zwalonego drzewa.
  - Zakładam, że to Twój kasztan. - król podrywu. - Zasadniczo jak chce się zatrzymać konia, to nie wbija mu się łydek w bok. Pomóc? – zapytał, wyciągając rękę w jej kierunku. Po prostu, po ludzku.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Wisiorek z wiecznie kwitnącym, pachnącym asfodelusem.
Galeony : 50
  Liczba postów : 408
https://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
https://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
https://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyCzw Wrz 03 2020, 20:14;

Gdyby oboje byli bohaterami komiksów, wokół głowy Talii krążyłaby aureola z gwiazdek.

Na moment całkowicie ją przyćmiło. Gdy w końcu świadomość postanowiła wrócić ze spaceru i ulokować się w jej głowie, pierwsze co to wyciągnęła twarz z miękkiej kępki trawy. Wypluła kilka źdźbeł, w końcu wiedząc, jak czuje się kot, który zeżre kłębek swojej sierści. Nie była w stanie stwierdzić na jak długo zemdlała. Czy minęła minuta, czy godzina? Słońce wydawało się wciąż leniwie unosić na niebie, mniej więcej w tym samym punkcie, w którym widziała je ostatnim razem. Ale cholera, dojście do tego wniosku zajęło jej całe wieki. Tak ją to zaaferowało, że zignorowała fakt, jakoby ktoś do niej podszedł i, co więcej, przyprowadził do niej rumaka. Ten drugi zdawał się nagle bardzo wychowanym i usłuchanym osobnikiem. Jak widać, wyrzuty sumienia nie dotyczą tylko ludzi.

Nieznajomy wymawiał do niej słowa, bo z pewnością słyszała dźwięki. Przestała obserwować ogniki, które pojawiały się pod jej powiekami za każdym razem, kiedy mrugała i przeniosła spojrzenie na rosłą sylwetkę, a z jej na wpół otwartych ust samoistnie wydobyło się ciche „hę?”. Próbowała zignorować ciągłe pulsowanie głowy i ogólny rozpierdol, jakby wraz z uderzeniem, wszystkie szuflady w jej mózgu wypadły z półek i zmieszały swoją zawartość. O dziwo, najtrudniej było jej zlokalizować szufladę ze swoim imieniem.

Nagle dotarło do niej, co właśnie usłyszała.
- To jest kasztan?! – Wymamrotała zaskoczona, przeskakując spojrzeniem to ze zwierzęcia, to na mężczyznę. Głos jej się nieco załamał, jakby ktoś jej co najmniej powiedział, że woda jest sucha, tylko wmawiano jej, że jest mokra. – Ale... wygląda jak koń.
W tamtym momencie naprawdę uważała, że jej słowa mają w sobie dużo sensu. Na tyle, że zaczęła zastanawiać się, czym właściwie jest koń i czy nie może być kasztanem. Wpatrywała się ze zwątpieniem w zwierzę, dłonią cały czas masując sobie bok głowy, na którym wyczuwała małe zgrubienie. Nieświadomie robiła to tak intensywnie, że z jednej strony jej włosy były ułożone i gładkie, a z drugiej całkowicie potargane i napuszone. Słowa mężczyzny zdecydowanie zrobiły jej jeszcze większy pierdolnik w myślach. Zważywszy na to, że nigdy wcześniej nie uderzyła się tak mocno, musiało minąć kilkadziesiąt bardzo długich sekund w pełnym natężenia milczeniu, zanim w końcu coś wskoczyło na swoje miejsce i odzyskała pozorną płynność rozumowania. Powtórzyła powoli, próbując nie brzmieć już jak totalny dziwak:
- Nie wbija mu się łydek w bok. Zapamiętam. – Pokiwała głową, sięgając w kierunku wyciągniętej w swoją stronę dłoni, wsuwając drobne palce pomiędzy jego. Nie podniosła się jeszcze jednak, a najbardziej subtelnym i niezauważalnym ruchem (na tyle, w jakim stopniu było ją stać w obecnym stanie) upewniła się, że jej różdżka schowana jest w kieszeni tiulowej spódnicy i nie wystaje z niej nawet na cal. Dzięki Merlinowi za tiul, który swoimi warstwami maskował fakt, iż zasłoniętą ręką obmacywała się właśnie po udzie, by upewnić się, że czuje znajomy kształt w bezpiecznym miejscu. Jakkolwiek nie byłaby otumaniona, zachowywała resztki rozumu, nie chcąc doprowadzić do wymiany zdań pod tytułem:
- O, to? To tylko patyk. Zbieram patyki. Tak, żyję z tego, całkiem nieźle można się na tym dorobić. – Prawdą było, że o mugolskim świecie wiedziała bardzo niewiele. Tyle, ile słyszała z opowieści znajomych nieczystej (bardzo nie lubiła tego określenia) krwi i z kilku akcji z amnezjatorami. Oczywiście pod niektórymi aspektami magiczni i niemagiczni byli identyczni, oba te światy zazębiały się pośrodku, by jednak po bokach rozlewać się w przeciwnych kierunkach. Chociaż nieznajomy niezaprzeczalnie miał w sobie gram uroku, miała nadzieję, że nie będzie próbował z nią wejść w jakąś głębszą interakcję. A nawet jeśli, to że w inną niż rozmowa. Bo na tej mogłaby się elegancko wyjebać.

Kiedy ostatecznie przestała zasiadać na trawie i postanowiła wstać przy jego pomocy, naturalnym odruchem objęła ramię mężczyzny, czekając, aż poczuje się na tyle pewnie na nogach, by go puścić. Może gdyby jej myśli byłby bardziej poukładane, wyczułaby pod palcami, że ten okaz na pewno sporo poświęca ćwiczeniom, bo w dotyku był niczym rzeźba. Całkiem ciepła i przyjemnie pachnąca rzeźba.
- Często tak uganiasz się za obcymi… kasztanami? Spędzasz tak wolny czas? – Jeśli on był królem podrywu, to ona zdecydowanie mogła mu wtórować. Nieświadoma, iż przez cały ten czas była ubrudzona ziemią na policzku, wystawiła twarz w stronę delikatnego wiatru, który zawiewał od strony jeziora chłodną bryzą. Przymknęła powieki, delektując się tą nagłym podmuchem, który przynosił cudowne orzeźwienie i... chyba przypadkiem, głębokim westchnieniem wyartykułowała, jak bardzo ceni sobie tę małą przyjemność.
Powrót do góry Go down


Arthemis D. Verey
Arthemis D. Verey

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 492
  Liczba postów : 236
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19519-endeavour#578320
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Paź 05 2020, 23:31;

  - Słucham? – zamrugał kilkukrotnie przyglądając się jej uważnie. Najwyraźniej uderzyła się mocniej niż zakładał… w zasadzie miał nadzieję, że w tym upadku nie ucierpiało nic poza jej zgrabnym tyłkiem. Zmarszczył brwi, patrząc na nią przez kilkanaście w sekund ciszy i czekając czy wyskoczy to koleś z mugolskiego teleturnieju krzycząc mamy Cię!, da mu kwiaty i to wszystko okaże się jakimś głupim serialem. Ale chyba tak nie było. Przynajmniej nie wydawało mu się, bo byli tutaj sami, a w odległości minimum kilkudziesięciu metrów nie było żadnej żywej istoty poza nimi, końmi i milionem owadów.
  – Kasztan… w sensie, maść konia… kasztanowata. – wyjaśnił jej naprędce i choć z jednej strony był zaskoczony, że nie zrozumiała jego przesłania, to z drugiej już po chwili uznał, że przecież nie każdy musi to wiedzieć. Miał ochotę strzelić się w czoło. Najlepiej jakimś expelliarmusem.
  Uprzejmie zaczekał aż dziewczyna doprowadzi się do porządku i choć przedłużył nieco trzymanie jej palców w tym jakże uprzejmym uścisku, tak wkrótce uwolnił je, choć nie odsunął się dopóki podtrzymywała się na jego ramieniu. Zerknął na nią z ukosa z delikatnym uśmiechem, choć i szczyptą swoistej niepewności co do jej stanu. Wyglądała jakby była co najmniej otumaniona i choć nie dziwiło go to w żadnym stopniu, tak chyba wolałby, aby nie straciła tu przytomności. Nie daj Merlinie musiałby ją cucić. Chociaż…
  - Nie, zwykle nie spotykam ludzi, którzy w tak spektakularny sposób spadają z konia. – może i wolny czas spędzał na jeździe konnej, choć im dalej w okres wakacyjny tym było coraz trudniej jeśli chodziło o puste miejsca w jego harmonogramie, natomiast… cóż… nie ratował ludzi na co dzień. Co najwyżej przed rozczarowaniem, kiedy punkty przeciwnej drużyny szybowały niepokojąco wysoko. Zamyślił się na chwilę, choć już wkrótce ponownie jej się przyjrzał, dostrzegając delikatne zabrudzenie na jej twarzy. Ale by to chłoszczyścił.
  - Masz, umm… na policzku. – mruknął, delikatnie się czerwieniąc i choć nie było w tym fakcie nic wstydliwego, to już moment w którym rzucił krótkie czekaj i musnął jej policzek kciukiem, aby pozbyć się ziemi zbił go lekko z tropu. Dlaczego to zrobił? Odchrząknął i odsunął się, znów łapiąc swój vereyowy fason. – Idziemy? Dasz radę? – dopytał, chcąc taktycznie i w miarę szybko zmienić temat, ruszając powoli w kierunku rumaków. Poklepał swojego siwka po ganaszu i zmierzwił jego grzywkę uśmiechając się lekko. Dobrze, że nie kasztan.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Wisiorek z wiecznie kwitnącym, pachnącym asfodelusem.
Galeony : 50
  Liczba postów : 408
https://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
https://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
https://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyWto Lis 24 2020, 19:50;

  — Mam co? — Zapytała pośpiesznie, ale zanim jej dłoń zdążyła powędrować ku twarzy, jego palec muskał skórę na jej policzku w delikatnym geście, ścierając prawdopodobne zabrudzenie. Przyszpiliła go wtedy spojrzeniem, bowiem ostatnio zdecydowanie ostatnio miała problem z niespodziewaną bliskością - nie, żeby była w tym temacie chociaż odrobinę podobna do swojego brata, którego imię stało przed słownikową definicją "bez kija nie podchodź", ale ostatnie miesiące na tyle szczędziły jej międzyludzkich interakcji wszelakiego rodzaju, że nagłe zetknięcie z nią sprawiło, że mimochodem uniosła brew. Ta jednak poszybowała jeszcze wyżej, kiedy zarejestrowała rumieniec pląsający na jego twarzy. Wydawało jej się, że ten typ nie należy do rumianych chłopców. A jednak i tym ją zaskoczył.
  — Dam radę. — Odparła tylko, odklejając od niego spojrzenie, by skupić je na swoich stopach. Bez chwili namysłu zrzuciła buty na niewielkim obcasie, które nijak nie pasowały do scenerii, by bezwstydnie zanurzyć się palcami w miękkiej, zielonej trawie. Tak, zdecydowanie dam radę, rzuciła jeszcze, bardziej do siebie niż do niego.

  Ostrożnie głaskała "swojego" konia po grzywie, próbując naprawić ze zwierzęciem relacje. Ten wydawał się wciąż obruszony tym gwałtownym hamowaniem, którego źródła pewnie nie pojął by jego koński móżdżek, niezależnie ile by tłumaczyła, czym są magiczne patyczki i zjawisko magii samej w sobie. Wróciła na tyle do siebie, by móc pod nosem zaśmiać się ze swojego wypadku, kręcąc głową z niemałym zaskoczeniem, że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce.
  — To do mnie niepodobne. Zazwyczaj nie dosiadam obcych rumaków — przyznała szczerze, przełykając ślinę — właściwie to nie dosiadam żadnych. Czy to, że miałam stresujący dzień w pracy jakoś tłumaczy ten... występ? Ostatnio mój szef odszedł na... emeryturę i teraz nowa szefowa wprowadza dużo zamieszania w m-.... urzędzie. W urzędzie, tak. Straszny pierdolnik z dokumentami.
  Kleiła zaznania naprędce, starają się przy tym być tak szczera, na ile tylko mogła. Rzecz w tym, że mężczyzna emanował jakimś rodzajem dobrej energii, że nie chciała tak odwrócić się na pięcie i odejść bez słowa. Chciała nadać temu spotkaniu jakiegoś sensu, włożyć je w kontekst. Tym bardziej, że odnajdywała samolubną przyjemność przebywania w mugolskim półświatku. Bycie czarownicą było niczym cudowny dar, który jednak potrafił ciążyć i męczyć, szczególnie gdy jest się wplątanym w polityczne gierki. I to jako marionetka, która świadomie pozwala pociągać za swoje sznurki.
  — Wiem, jak to zabrzmi. I do niczego nie zmuszamtylko delikatnie zachęcamale może... żeby o tym popołudniu ciekawiej było opowiadać przy drinku, to przenieślibyśmy tą rozmowę do wody?
  Zapytała na jednym wdechu, ostatecznie wskazując dłonią jezioro, które malowało się na horyzoncie, a z którego strony wciąż zawiewało przyjemnie chłodne powietrze. Słońce grzało okrutnie, sprawiając, że po szyi kobiety leniwą ścieżką poruszała się kropla potu, która najwyraźniej również wyszła na spacer, zaciekawiona tym jak potoczy się to dziwaczne spotkanie z mugolem. Nie mogła (i nie chciała) nic poradzić na to, że naszła ją ogromna ochota, by popływać. Nieznajomy brunet mógł zrzucić to na karb wyjątkowo upalnego lata i bezpośredniego zderzenia twarzy blondynki z ziemią, znajomi za to machnęliby dłonią, rzucając "Talia po prostu jest Talią".
  Skoro już o tym mowa, przeniosła wzrok na bruneta, unosząc kąciki ust w pół-uśmiechu.
  — Zanim zrzucę przed Tobą sukienkę, chcesz poznać moje imię? Czy nie dbasz o konwenanse?


ps. gratuluję, "ale by to chłoszczyścił" sprawiło, że dostałam ataku śmiechu i czkawki
Powrót do góry Go down


Arthemis D. Verey
Arthemis D. Verey

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 492
  Liczba postów : 236
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19519-endeavour#578320
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptySro Gru 16 2020, 22:17;

  Pobieżnie przejrzał stan swojego czterokopytnego pojazdu, ale nie wyglądało jakoby jemu miało się coś stać. W końcu to nie on został gwałtownie zatrzymany zaklęciem, a Verey nawet nie zastanowił się jakim cudem udało jej się zahamować konia w tak nagły i skuteczny sposób, ba! bardziej skupił się na jej telemarku w trawie, aniżeli na tym co działo się z rumakiem. Może i było to troszkę bezemocjonalne w kierunku zwierzaka, ale zdaje się, że żadnemu z czworga obecnych tu ssaków to nie przeszkadzało, wszyscy byli cali i zdrowi, a więc i nie było sensu aby kontynuować tę kwestię.
  - Zaraz… wsiadłaś na konia pierwszy raz? Sama? Kto Ci założył osprzęt? – spytał, wyduszając z siebie to pytanie, bowiem zaskoczyła go naprawdę nieźle. Nie spodziewał się jakoby jego znajomy ze stajni miał dawać zwierzę pierwszej lepszej osobie, ale w zasadzie chyba nie chciał w to wnikać i się wtrącać. Chyba go nie ukradła? Lepiej, jeżeli będzie miał ją na oku trochę dłużej. Szybko jednak rozwiał te kryminalne myśli, kiedy zaczęła tłumaczyć się z gorszego dnia, czy może nawet tygodnia w pracy. A myślał, że to on ma kiepsko, kto by pomyślał.
  - A więc pracujesz w urzędzie. Cóż, ja bym chyba nie mógł, za dużo – jak sama widzisz – biurokracji. – uśmiechnął się uprzejmie w jej kierunku, ale nie dodał nic od siebie, żadnych szczegółów na temat swojego życia. No bo co miał jej powiedzieć „hej mała, latam na miotłach”? Jeszcze wzięłaby go za jakiegoś narkomana.
  Włożył nogę w strzemię i jednym sprawnym ruchem przełożył nogę przez grzbiet konia, siadając wygodnie w siodle. Zarzucił lejce do tyłu i zerknął na nią kątem oka, po chwili kierując swojego wierzchowca bliżej jej i chwytając i tamte wodze. Przytrzymał zwierzę do momentu, w którym i ona na nie wsiadła, choć nawet po tym jak to zrobiła nie puścił parcianych sznurków. Nie chciał, żeby się zabiła.
  - Jestem zaintrygowany. Chodźmy więc. – wyszczerzył się, dając łydkę w bok zwierzakowi i przechodząc do stępa, oczywiście ciągnąc za sobą kasztana Talii. Kierował ich w stronę jeziora, wkrótce przechodząc do kłusa, co by znaleźć się tam po prostu szybciej. Fakt faktem, jeżeli chodziło jej wyłącznie o spotęgowane gorąco panujące wokół to musiał przyznać jej rację. Miał nadzieję, że woda będzie przyjemnie chłodna, choć perspektywa niemożności wysuszenia się później magią była niespecjalnie komfortowa. Ale będzie się nad tym zastanawiał później.
  - Twoje imię? Ach, Twoje imię. Oczywiście, wybacz, moja kultura dziś umknęła. – zatrzymał konie na skraju łąki i kamienisto-piaszczystej plaży, zeskakując ze swojego i zerkając na nią z ciekawością. Jeżeli miałby powiedzieć jak się nazywała, to pasowało mu do niej imię Nadia albo może Eliana… ale skoro była mugolką, to zapewne było to coś prostszego. Typu Katherine. Albo Megan. Kto nazywa swoje dziecko Megan? Na Merlina.
  - Moje imię to Arthemis, miło poznać.i mam szczerą nadzieję, że masz cokolwiek pod tą sukienką dodał w myślach, choć nie był pewny szczerości tego zdania. Przywiązał zwierzęta tak, aby mogły korzystać z dobroci miniętej przed chwilą łąki i spojrzał na jezioro, chwilę później przenosząc z ciekawością wzrok na osobę dziewczyny.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Wisiorek z wiecznie kwitnącym, pachnącym asfodelusem.
Galeony : 50
  Liczba postów : 408
https://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
https://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
https://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Sty 11 2021, 02:50;

  Granie delikatnej, nieświadomej niczego wokół kobietki przychodziło jej nader łatwo – chociaż nigdy nie lubiła wchodzić w tę rolę. Mężczyźni jednak wtedy jakby wybaczali więcej, rozciągali margines niedorzecznych zachowań do niebotycznych rozmiarów by, jak widać, uszło jej paradowanie na koniu bez żadnego doświadczenia, czy nawet koszenie trawnika własnym czołem. Przygryzła policzek od środka, prawie niewidocznie kręcąc głową. Chryste, jak ona nie znosiła udawać takiej idiotki – nawet jeśli niektóre sytuacje zdawały się na pierwszy rzut oka wymagać takich rozwiązań. Zdecydowała się nic nie odpowiadać na pytanie o to, kto w ogóle założył jej osprzęt, zamiast tego rozciągając wargi w czymś co nazwałaby kończącym temat uśmiechem, chętnie zmieniając temat na ten związany z pracą.
  — Tak, walka z dokumentami potrafi być męczącanie tak jak z przemytnikami, ale kartką czasem możesz się zaciąć i to też boliale ktoś musi staczać ten nierówny bój z papierkologią. Odbijam sobie to po pracy, pilnując po godzinach porządku w ciemnych uliczkach.
  Puściła mu oczko, niewiele mijając się z prawdą, chociaż o tym nie mógł mieć pojęcia. A więc na potrzeby dnia została urzędniczką, której największą rozterką prawdopodobnie był kolor klasera, do którego musi włożyć wypełniony raport. O, albo ilość łyżeczek cukru w kawie, którą obowiązkowo musi przynieść szefowi o wpół do dziesiątej. Do stereotypowego wyglądu brakowało jej... właściwie wszystkiego. Z zewnątrz pasowała do wizji urzędniczki, jak pięść do twarzy. Jeszcze dalej jednak leżało prawdopodobieństwo, że ktoś na pierwszy rzut oka uznałby ją za aurorkę. Całkiem dobrze kryła swoją tożsamość pod całym tym tiulem.

  Przed wyprawą na Alaskę przeżyła przyśpieszony kurs dla zaawansowanych z mitologii wszelakich – w końcu musiała czytać bajki, by odnaleźć roślinę włożoną pomiędzy ich strony. Wyjazd ten majaczył się w jej pamięci niczym sen, który ucieka coraz bardziej z każdym mrugnięciem, ale wiedza, którą zmuszona była nabyć, wciąż przebywała w szufladzie jej podświadomości. Mitologia grecka szczególnie wywarła na niej wrażenie, głównie tym, że kiedy przypadkiem przysnęła na opasłym tomie, róg okładki sztywnej okładki wbił jej się tak niefortunnie w policzek, że przez kilka dni chodziła z siniakiem na twarzy, który wyglądał jak po spotkaniu z tłustymi palcami ciotki i frazesem „a kto jest taki słodziutki”, po którym następowało klasyczne uszczypnięcie.
  — Arthemis — powtórzyła jego imię, uderzając językiem o podniebienie. Czy wszyscy mugole noszą jakieś znaczące imiona? Prawie wypowiedziała to pytanie na głos. — pasuje.
  Omiotła dłonią przestrzeń, dodając prędko, że czytała „gdzieś”, że imię to wywodzi się od Artemidy, a ta przecież była boginią zwierząt, lasów i łowów. I pewnie nieźle sobie radziła z końmi, zupełnie tak jak Ty – dodała, śmiejąc się, a nos zmarszczył się jej w charakterystyczny sposób, pogłębiając bruzdę pomiędzy brwiami. Dawno nie śmiała się tak beztrosko, aż prawie dziwiły ją dźwięki, które z siebie wydawała. Pozostawało mieć nadzieję, że z boku nie wyglądało to podejrzanie, ani – co gorsza, nie wydawała z siebie odgłosów niczym ubawiona przedstawicielka trzody chlewnej, co przecież czasem jej się zdarzało.
  — Może wcale Cię tu nie ma, a jesteś tylko boską cząstką, która ma mi pomóc wrócić do cywilizacji? A najkrótsza trasa prowadzi przez jezioro? — Brnęła dalej w opowiastkę, nie przestając się śmiać. Przez cały swój mały monolog, leżała oparta o garb kasztanowego konia, rękoma oplatając jego szyję. Głowę ustawioną miała tak, że policzek wnikał w miękką grzywę, niczym w poduszkę, ale błękitne oczy utkwione niezmiennie były utkwione w nim. Mugolu. Bożku w ludzkim ciele. Arthemisie. Tak długo, aż miękki step na trawie nie zamienił się w trzaskający dźwięk umykających spod kopyt kamyczków.
  Może wcale nie było to takie złe uczucie, na moment pozwolić się komuś sobą zaopiekować. Poprowadzić. Nawet jeśli działo się to tylko dlatego, że zwyczajnie prawdopodobnie znowu poległaby w parodii jazdy konnej.
  Gdy on zajmował się zabezpieczaniem zwierząt, ona przeciągnęła się tak głęboko, że można było mieć wrażenie, iż każda kość w jej ciele wyskoczyła ze stawu, przywitała się z promieniami słońca chrupnięciem i ponownie wskoczyła na swoje miejsce. Każdy cal jej ciała wręcz prosił o fizyczny wycisk, porządną dawkę wycieńczenia, którą zazwyczaj załatwia wielokilometrowymi biegami lub właśnie pływaniem do granic możliwości.
  — Talia — Rzuciła nagle, gdzieś pomiędzy rozpinaniem guzika na wysokości biustu, a tym tuż nad pępkiem. — Nie znam jednak żadnej historyjki związanej z tym imieniem. — Wzruszyła ramionami, a rękaw sukienki zsunął się jej z kościstego barku. Na jego szczęście pod sukienką coś miała. Nic szczególnego jednak, zwykły beżowy komplet, ledwo odcinający się od koloru jej skóry, zostawiający zdecydowanie bardzo dużo miejsca na wyobraźnie, bo nie można go było zakwalifikować do bielizny, która porywa męskie serca. Za to okalał on skórę, która naciągnięta była na skrupulatnie wyrobione mięśnie, siną w niektórych miejscach i ze świeżymi otarciami - ot, bojowe ślady walki z segregatorem. Coś dla niej tak codziennego, że nie uznała nawet, że powinna ubrać to w jakiś komentarz.
  Wyciągnęła za to w jego stronę rękę, wołając:
  — To co, Panowie przodem?
Powrót do góry Go down


Arthemis D. Verey
Arthemis D. Verey

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 492
  Liczba postów : 236
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19519-endeavour#578320
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyPon Sty 11 2021, 20:17;

  Zdecydowanie nie wyglądała na urzędniczkę. Smukła, zwinna, ciągle chodząca nadzwyczaj wyprostowanie i dumnie. Wręcz brakowało, aby jeszcze bardziej zadzierała swój podbródek. I ta suknia. Nie wyglądała na typowo mugolską, ale również nie na tyle czarodziejsko, aby mógł podejrzewać cokolwiek. Ot może po prostu miała swój własny, oryginalny styl i zdecydowanie nic mu do tego nie było. A może była arystokratką? I zaraz powie mu, że gdzieś tu za lasem stoi jej rezydencja? Już sam nie wiedział. Na pewno nie była pospolitą mieszkanką Londynu. Nie wiedział w którym urzędzie dokładnie pracowała, ale na pewno nie był to urząd pracy albo miasta Londynu. Były dla niej zdecydowanie zbyt prozaiczne, a nie wyglądała też na głupią. Tacy ludzie zdecydowanie nie zajmowali się pracą w takim pojęciu, w jakim to przedstawiała, ale postanowił powstrzymywać swoją ciekawość na tyle, na ile potrafił, czyli zapewne polegnie już wkrótce. Zmrużył oczy na puszczone przez nią oczko, ale choć zacisnął zęby chcąc to jakoś skomentować, to jednak się powstrzymał. Jeszcze palnie coś głupiego.
  Nie miał pojęcia co kłębiło się w jej kobiecej głowie, ale na pewno było tam całkiem dużo interesujących rzeczy zważywszy na mimikę jej twarzy. Przyglądał jej się uważnie i zagryzł dolną wargę, kiedy przypisała jego imię do jego osoby. Dzięki łaskawczyni za aprobatę mego miana chciałoby się powiedzieć na głos, ale powstrzymał się pozostając jedynie w uśmiechu i kłaniając się niczym boski posłaniec na wieść o jej akceptacji. Była… interesująca. Na swój sposób. Coraz bardziej utwierdzała go w przekonaniu, że nie nadawała się do swojej jakże trywialnej pracy, ale skoro nie chciała jej zmieniać to przecież nic mu do tego. A może była to kwestia oceny przez pryzmat jej mugolstwa? W końcu zwyczajni ludzie mieli dużo mniej interesujące posady niż czarodzieje. Ot, taki Quidditch. Czy jakikolwiek mugol kiedykolwiek choćby pomyślał o lataniu na miotle? Jedyne czym latali to wielkie puszki zwane samolotami, helikoptery, albo jakieś balony. Nie było mowy o czymś, co przypominałoby kije. W przypadku magicznego świata nawet praca w urzędzie była ciekawsza. Nigdy nie wiadomo który papier postanowi Cię znikąd upierniczyć w palec.
  - Do cywilizacji w tamtą stronę. – ostentacyjnie wyciągnął rękę w kierunek z którego przyszli i uniósł brwi do góry. – Nie śmiałbym męczyć tak długą, okrężną drogą przez jezioro. Poza tym przydałaby się łódź, a zdaje się, że jedyna to tamta. – jeszcze bardziej teatralnie zmienił kierunek swojej ręki wskazując na stary, zbutwiały, zbity z desek mugolski wodny transport zwany potocznie tratwą, na który nie ośmieliłby się wsiąść bez porządnego reparo. Z wiadomych przyczyn przecież go nie użyje.
  - Talia. – przemielił to słowo na języku, jakby chciał je zapamiętać na dłużej, posmakować, zintepretować. Zmrużył oczy zastanawiając się przez chwilę, również interpretując wszelkie mugolskie wspomnienia tego imienia i nawet nie zwrócił uwagi na to, że zaczęła rozpinać swoją suknię. Patrzył przed chwilę na taflę jeziora, a gdy naszło go na to, skąd mógł znać jej miano i odwrócił się na powrót w jej kierunku, to przez chwilę znieruchomiał. Była… rozebrana. Co prawda nie do końca, ale ten widok był tak niespodziewany, że na parę sekund się zwiesił.
  - Córka Zeusa. T-talia. – mruknął, wracając powoli do normalności i zdaje się resetując swój aparat mowy. – Mitologicznie chyba stoisz chyba wyżej niż ja. Mam nadzieję, że nie strzelasz piorunami, bo wtedy mam przewalone. – dodał naprędce, nie dając aż tak poznać swojego roztargnienia. Był fanem mugolskiej wiedzy, tak więc i jemu przygody greckich bogów nie pozostawały obce. Cóż, tym bardziej radził sobie ze sprawianiem pozorów bycia normalnym człowiekiem. Na moment zawiesił na niej wzrok, szybko rejestrując fakty takie jak umięśnione ciało czy siniaki, ale wkrótce odwrócił swoje tęczówki gdzieś indziej dochodząc do wniosku, że przecież to nic takiego. Może po godzinach chodziła na siłownię albo uprawiała jakiś sport. Albo jest zawodową pływaczką i zaraz go utopi w wodach tego miejsca. Typowa urzędniczka, w końcu każda pani Jadzia czy inna Elżbieta po godzinach przybijania pieczątek pływała. To logiczne.
  - Och? Tak, muszę w końcu sprawdzić czy nie ma tam jakichś hipok…totamów. – [i]tak właśnie, hipopotamy w Anglii. Ale nawet to brzmiało rozsądniej niż ostrzeganie ją przed hippokampusem. Chociaż zważywszy na ich greckie imiona to i z tego by wybrnął, co prawda żadne z nich nie miało nic wspólnego z Posejdonem, ale kto to tam tak naprawdę wiedział. – Podobno lubią uciekać z zoo. – dodał, nerwowo ściągając koszulę, jakby to co powiedział miało zdradzić tajemnicę całego magicznego świata. Zrzucił z siebie ubranie, pozostając w samych, ciemnych bokserkach i odkrywając swoje całe, umięśnione ciało gracza Quidditcha, gdzieniegdzie usłane mniejszymi lub większymi bliznami po upadkach z meczów. Nawet się nie zastanawiając od razu rozpędził się i wskoczył do wody niknąc pod taflą i dłuższy czas nie wypływając. Złapał go skurcz, czy jak?
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 162
C. szczególne : skórzany plecak, nieodłączne bransoletki
Dodatkowo : Animagia (wiewiórka pospolita)
Galeony : 1604
  Liczba postów : 3452
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 EmptyWto Lis 16 2021, 00:13;

Godziny wieczorne nijak nie pasowały jej do rybaków, bo jeżeli tylko tamten dziecięcy kanał w telewizji nie kłamał, to ryby po 22-giej już sobie dawno smacznie drzemały i stroniły od zaczepnych haczyków. Nie pojawiła się tutaj jednak ani żeby łowić rybich władców wód ani tym bardziej by zastanawiać się nad drzemkami zimnokrwistych pływaków. Jako ministerialny wysłannik miała przybyć w miejsce docelowe, zobaczyć ewentualny przebieg wydarzeń, gdyby wstępne śledztwo dotyczące nielegalnego bludgerowania okazało się zgodne z prawdą, a potem wrócić do Biura i zdać raport. Przecież nikt nie wysyłałby nowej na jakąś misję samobójczą, by rozbijać od środka szajkę pasjonatów nielegalnej w Wielkiej Brytanii gry miotlarskiej! A i ona nie miała w głowię zgrywania tutaj bohaterki. Nie mówiąc już o tym, że nie liczyła, że na miejscu znajdzie cokolwiek więcej niż przeklęte plumpki czające się na jakiegoś zagubionego turystę tych całkiem przecież magicznych rejonów.
Jak się jednak okazało, szefostwo miało rację, gdy postanowiło kogoś tutaj wysłać na zwiady, nawet jeżeli niekoniecznie słusznie trafili z samą wysłanniczką. Gryfonka wcale nieźle znała zasady organizowania takich schadzek, jak i ryzyko kontuzji, czy prawnych kłopotów, które bezpośrednio były z nimi związane. Uśmiechnęła się lekko, dostrzegając uzbrojone w miotły postacie, stopniowo zbierające się wokół wygaszonego ogniska i sama sobie pogratulowała pomysłu pojawienia się tutaj dużo wcześniej, niż sugerowały wytyczne któregoś ze śledczych. Ostatecznie jeżeli chciało się załapać na początek zabawy, nie można było wtargnąć w samym jej środku. Nie, żeby z góry planowała dołączenie do całego wydarzenia, przecież była w MM świeżakiem i działała zgodnie z prawem, które jej podyktowano... Prawda?
- Dawno nie było pogody na ryby! - wykrzyczała coś, co rzekomo miało być hasłem do zebranych swoim magicznie zmienionym głosem, który skradła od pyskatej, małoletniej siostry Boyda. Na tyle donośnie, aby odpowiednio wcześnie dać znak swojej obecności i nadchodząc z ciemności nie stać się nagle ofiarą kilku Drętwot, czy innego paskudztwa. W odpowiedzi usłyszała coś o wąsatych sumach, ale na to już nie zwracała uwagi. Chyba się udało. Zwłaszcza, że nikt z mniej lub bardziej zamaskowanych jegomościów nie wykazywał zbyt wielu podejrzeń, gdy w bladym świetle cudzych różdżek okazało się, że nowo przybyła, świergocząca gówniarskim głosikiem kumoterka pod kapturem skrywała pustkę. Albo przynajmniej czapkę niewidkę. A kiedy w okolicy pojawili się kolejni zainteresowani, Davies z przepastnego, skórzanego plecaka wydarła coś, co wyglądało na najbardziej doświadczoną zębem czasu miotłę ze składziku Gryfonów, jednocześnie meldując gotowość do wzniesienia się w powietrze na wyznaczony sygnał.

@Darren Shaw

______________________

But I ain't worried 'bout it
Magiczne jezioro - Page 5 UEEDvST
dancing on the clouds below
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Magiczne jezioro - Page 5 QzgSDG8








Magiczne jezioro - Page 5 Empty


PisanieMagiczne jezioro - Page 5 Empty Re: Magiczne jezioro  Magiczne jezioro - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Magiczne jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 10Strona 5 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Magiczne jezioro - Page 5 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-