Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Lodziarnia Floriana Fortescue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Galeony : -16
  Liczba postów : 974
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptySob 12 Cze - 13:08;

First topic message reminder :


Lodziarnia Floriana Fortescue

W tej niezwykłej lodziarni możesz dostać lody o wielu smakach, zarówno tych tradycyjnych, jak i nietypowych. Po udanych zakupach na ulicy Pokątnej wiele osób przychodzi tu, aby spędzić nieco czasu w ogródku pod kolorowymi parasolkami, zajadając się pysznymi deserami.

Porcja dowolnego ciasta
Ciastka do kawy
Porcja lodów
Gofr bez dodatków
Bita śmietana, polewa, posypka, owoce do lodów/gofrów/ciasta

Sok dyniowy
Lemoniada
Mrożona herbata
Woda goździkowa
Świeżo wyciskane soki owocowe
Koktajle na bazie mleka lub jogurtu
Imbirowa mątwa
Malinowy Chruśniak
Wiśniowy Gryf
Chochlikowe cappuccino
Syrenie Latte




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyNie 1 Wrz - 20:36;

Zdumiała się jego nagłą radością. Zerknęła przez ramię, bowiem miała wrażenie, że jeden Riley - ten cichy, niepewny i spięty - został w księgarni, a ona dostała jego brata bliźniaka - pogodnego, podekscytowanego i bardziej przystępnego. Mówili tylko o mugolskiej zapalniczce, a okazało się, że temat trafił na podatny grunt. Już po chwili mogła obserwować jeden egzemplarz, łudząco podobny do tego, który pokazywał jej Elijah. Uśmiechnęła się do Rileya szerzej, nie za to, że jej demonstrował mugolski produkt, ale za bogatą mimikę, której była teraz świadkiem.
- Słyszałam, że Fairwyonowie to rodzina pełnomagiczna... czy to po prostu zwykłe zainteresowanie? Mój Eli też ma słabość do mugolskich zabawek, raz mi groził, że zabierze mnie do ich auta. - a powiedziała to takim tonem, jakby szczerze obawiała się wsiąść do pojazdu niemagicznego. Podekscytowany Riley, ciekawy Riley... jakiego go jeszcze spotka? Tak łatwo było się do niego uśmiechać, kiedy był taki... beztroski. Zawinęła palce na uchu reklamówki, aby nie pogłaskać go odruchowo po ramieniu. Czuła, że mógłby protestować albo mogłaby go tym wystraszyć.
- Interesują mnie kryminały. Mój tatko napisał i wydał kilka książek, znam je niemal na pamięć. "Władcę różdżek" chciałam sprawdzić, ma wysokie recenzje, choć nikt nie wspominał o trudach jej wykupienia. Podziwiam aurorów, mają niebezpieczny zawód, a i muszą mieć łeb na karku. Zastanawiałam się zawsze jak wygląda ich egzamin kamuflażu, to byłoby niebywale interesujące zobaczyć to na własne oczy. - wystarczyło jedno pytanie Riley'a, by usta Elaine się nie zamykały. Mogłaby po prostu powiedzieć, że interesuje ją kryminologia, oczywiście odświętnie, nie jakoś codziennie, jednak nie byłaby sobą bez wzbogacania wypowiedzi kilkoma dygresjami.
- Hm, czyli lubisz bardziej kwaskowe koktajle? - zapytała czysto retorycznie. Wstrzymała na chwilę oddech i popatrzyła wymownie na chłopaka, gdy zapłacił za ich zamówienie. Nachyliła się ku niemu, aby szepnąć tuż przy jego twarzy pewne słowa: - To ja zapraszałam na koktajle, przypominam. - jednak wystarczyło spojrzeć w jej pogodne niebieskie tęczówki, aby zobaczyć, że nie ma mu tego za złe i był to raczej niegroźny pstryczek w nos. No i mogła jeszcze raz poczuć przyjemny zapach jego ubrań i wody kolońskiej. Hm, czy któryś z kuzynów takiej nie używał? Kojarzyła się z czymś bardzo znajomym. Musiała to rozgryźć. Skinęła mu głową, by poczekali na zamówienie przy stolikach. Tam usiadła, założyła nogę na nogę i zaczęła beztrosko pleść we włosach warkocza.
- Wpadam tu zawsze po zakupach i zawsze z kimś. Chyba nigdy nie byłam tutaj sama. - a to ewidentny dowód, iż jej dusza jest towarzyska i źle znosi samotność. - Co tam planujesz robić po studiach? Mnie rodzice pytają o to non stop, jakby łatwo było się zdecydować. Chciałabym jeszcze pół świata zwiedzić. - zagadnęła, jako że nie była zwolenniczką jakiegokolwiek milczenia, a przy okazji mogła dowiedzieć się o Riley'u czegoś więcej.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 2 Wrz - 19:00;

- Pełnomagiczna? Czy ja wiem - Zastanowiłem się na głos, jakbym nie do końca wiedział co rozumieć przez podobne stwierdzenie. Życie w Dolinie, otoczkę różdżkarstwa czy czystość krwi? A może fakt, że większość Fairwynów bladego pojęcia nie miała o urządzeniach mugolskich, bo i do szczęścia nam to potrzebne nie było. Chyba każde po trosze pasowało. Jednakże w każdej rodzinie znajdzie się taki jeden dziwny Riley, który nie spocznie dopóki nie przewertuje wszystkich ksiąg w bibliotece. A że mugole to była wręcz inna rzeczywistość…
- Zainteresowanie, chociaż nie jestem aż tak wkręcony. - Odpowiedziałem na wzmiankę o samochodzie i uśmiechnąłem się z rozbawieniem, gdy wyobraziłem sobie jak brat próbuje uprowadzić Elaine wyjącym i ryczącym, mugolskim pojazdem. Pomimo, że czytałem niejedną książkę dla czarodziejów, która miała wyjaśniać im świat niemagicznych, wciąż byłem na etapie kojarzenia ich pojazdów z gruchotami, które ledwo potrafiły ruszyć naprzód. Nie miałem pojęcia, że niektóre z nich z pewnością potrafią być teraz co najmniej kilka razy szybsze od mioteł… Niemniej, nie kontynuowałem tematu. Pozwoliłem jej rozgadać się na temat kryminałów. Zdecydowanie bardziej wolałem słuchać niż mówić, a skoro dzięki temu jednocześnie mogłem ją poznać to tym bardziej byłem rad. Wystarczyło kilkunastominutowe spotkanie, a ja już poznałem nie tylko fakty o niej, ale i o jej rodzinie. Przy okazji pozwoliłem jej też się wygadać. Sądząc po prędkości wyrzucanych przez nią słów, zdecydowanie tego potrzebowała.
- Musimy kiedyś poznać jakiegoś miłego aurora i pod pretekstem wywiadu z Prorokiem wydusić z niego takie informacje. - Zasugerowałem żartobliwie, chociaż nie mogłem się zdecydować czy te słowa są bardziej żartem czy raczej autentyczną propozycją. Sam nie pogardziłbym takimi informacjami z pierwszej ręki, zwłaszcza że być może pomogłyby mi one lepiej zrozumieć naturę metamorfomagii, a nie tylko zwykłego, czarodziejskiego kamuflażu.
- W sumie… nie wiem jakie lubię, nie pijam takich rzeczy zbyt często. - Przyznałem jej się, uznając to za całkiem niewinne i nieszkodliwe pytanie. - Nie jestem fanem słodyczy, bezpieczniej będzie wziąć coś kwaśnego. - Uzupełniłem, a  chwilę później kontynuowałem. - Przykro mi, nie pozwolę kobiecie za siebie zapłacić. Możesz to zrzucić na Fairwynowską dumę. - Odpowiedziałem na tę nieszkodliwą uwagę, jaką mi zaserwowała. Mogła odbierać to różnie, a jednak prawda była taka, że byłem zbyt staromodnie wychowany, aby pozwolić jej się zaprosić. To znaczy, zaprosić mnie mogła, ja w ramach odwdzięczenia się za to płaciłem. Feministki mnie nienawidziły. Udało mi się nawet wytrwać w miejscu, chociaż naruszenie mojej przestrzeni osobistej poskutkowało natychmiastowym zesztywnieniem, które uważny obserwator mógł bez trudu dostrzec. Elaine była tak blisko, że nie mogłaby tego przeoczyć. Odwróciłem spojrzenie, nagle znowu nieznacznie zbity z tropu i chętnie podążyłem za nią do stolika, widząc w ruchu ucieczkę od zawstydzenia. Znowu.
Znalezienie odpowiedzi na jej pytanie nie było dla niego szczególnie trudne. Mimo wszystko udałem, że się zastanawiam, żeby nie wyjść na kogoś kto zupełnie nie ma ambicji. Bo czy ktoś, kto uważa, że ma już wszystko jest w ogóle godzien, aby nazywać się Krukonem?
- Wydaje mi się, że raczej to co teraz. - Odpowiedziałem, kilka sekund później uświadamiając sobie, że Elaine może faktycznie nie wiedzieć co porabiam zawodowo. Postanowiłem uzupełnić z racji, że nie była to zbyt wielka tajemnica. - Tworzyć różdżki z własnych rdzeni. Wciąż mam wiele do nauczenia. - Omijając w swojej szczerej wypowiedzi pewien drobny element wcale nie skłamałem. Wciąż nie wyrównałem rachunku ze smokami, co też niejako składało się na moje plany na przyszłość. - Co chciałabyś zwiedzić? - Zagaiłem, mając nadzieję na nową falę słowotoku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 2 Wrz - 19:39;

Skinęła głową rozumiejąc, że to nie jest temat na to spotkanie. W przypadku zainteresowania mugoli jedynie popatrzyła na niego dłużej. Podejrzewała go o solidne zamiłowanie do niemagicznego świata, bowiem czemu miałby nosić przy sobie ich zapalniczkę? Sposób w jaki mówił też dawał trochę do zrozumienia. Cieszył się, uśmiechał i zaczynała już wątpić czy to, co się stało w księgarni miało miejsce. Dwóch różnych Riley'ów, coś niesamowitego.
- Z pewnością jak spotka tak czarujących i mądrych czarodziejów jak my, to się nam nie oprze. - uśmiechnęła się szeroko wyobrażając sobie ich jako dziennikarzy, którzy próbują wejść tam, gdzie zwyczajny człowiek nie miałby szans się dostać bez niezbędnego przygotowania. To ta cecha uczniów Ravenclawu - sporadyczna niepohamowana ciekawość. Ona ciekawa była pod kątem zastosowania metamorfomagii w zawodzie aurora, on zaś... nie miała pojęcia i nie wiedziała jak miałaby zapytać o ten detal. Riley wydawał się skrywać wiele tajemnic albo się zwyczajnie myliła.
- Czyli mam ten zaszczyt zorganizowania ci okoliczności spróbowania koktajli. Dobry wybór. - nawet nie zerkała już na sprzedawcę, tracąc nim całkowicie zainteresowanie. Rozczuliła się słysząc jego dżentelmeńską odpowiedź. Chciałaby go za to przytulić! Niestety jej podejrzenia się potwierdziły - nie lubił nawet minimalnego naruszania prywatności. To było przeciwieństwo Elaine, która przyzwyczaiła się do bardzo intensywnego okazywania emocji. To, jak się spiął i momentalnie zesztywniał, gdy się lekko ku niemu nachyliła było bardzo wyczuwalne i wymowne. Nie dało się tego nie zauważyć, skoro była tak blisko. To przycięło jej skrzydła i ostudziły zapał. Wiedziała już czego unikać, aby Riley się cieszył. Sęk w tym, że kosztem własnej radości, która już się tak z niej nie wylewała jak powinna. Widać było, że to ją na chwilę zasmuciło lecz póki co słowem o tym nie wspomniała.
- Uszanuję Fairwynowską dumę. Czyli śmiem sądzić, są nimi sami czarujący dżentelmeni. Chyba zacznę się wami interesować. - zagroziła i okrasiła wypowiedź cichym, pogodnym śmiechem. Zrobiło się jej miło, że zapłacił i okazał najwyższe maniery, co w tych czasach nie zawsze jest aż tak oczywiste. Zauważyła z jaką ochotą ruszył za nią w kierunku stolików i to ją nieco przygnębiło. Nie lubiła powściągać emocji, ale za bardzo zależało jej na dobrym samopoczuciu Riley'a. Nie potrafiłaby stwierdzić dlaczego się na to uparła. Skończyła zaplatać włosy i popatrzyła na chłopaka, kiedy ten się zastanawiał nad słowami. - A czym się zajmujesz? - zapytała i bardzo szybko otrzymała odpowiedź. Jej brwi powędrowały ku górze. - Wow, naprawdę? Jesteś początkującym różdżkarzem? - ożywiła się, bardzo wyraźnie ją zainteresował przez co nawet nie zwróciła uwagi na jego próbę zmiany tematu. - A więc będziesz konkurencją dla Olivandera? Jakie rdzenie można u ciebie znaleźć? Powiesz coś o mojej różdżce? - oparła łokieć o stolik i brodę o palce, przypatrując się intensywnie chłopakowi. Przymrużyła powieki. - Otworzysz swój sklep?

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 2 Wrz - 20:30;

Parsknąłem krótkim śmiechem, wyobrażając sobie siebie i Elaine w roli Krukońskich detektywów na tropie aurorskich zwierzeń.
- Umówimy się, że pójdziesz przodem? - Zapytałem, widząc w tym jedyny sposób na wdrożenie w życie tego pierwszego elementu, o którym wspomniała Elaine. - Ja tam mogę robić tylko za mądrego. To czarujący element przyda się bardziej w wyduszaniu zwierzeń. - Niejako sprawiłem jej komplement i chyba nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę. Gdyby było inaczej, najpewniej zawstydziłyby mnie własne słowa i na kilka chwil zażenowany wypadłbym z toku rozmowy. Wydawało się to jednak na tyle naturalne, że nie potraktowałem tego w takiej kategorii. Zresztą, zanadto skupiłem się na samej rozmowie. Elaine była naprawdę zajmująca i stanowiła niezwykle przyjemne towarzystwo. Zapominałem już powoli jak to jest, gdy tak po prostu dyskutuje się z koleżanką z domu. Zdecydowanie zbyt często wybierałem samotność i skąpawszy się w jej słodkim spokoju zapominałem jak przyjemnym jest poznawanie drugiego człowieka. Pod tym względem bywałem pełen sprzeczności. Niezdecydowanie i nieświadomość tego rozdwojenia zbyt silnie do mnie przylgnęły. Udałem, że nie widzę jak chwilowo się smuci. Niestety, nie mogłem nic poradzić na sztywność, która ogarniała mnie w takich chwilach, a nie czułem się też zobligowany do wyjaśnienia jej dlaczego tak się dzieje. Każde jej przygaszenie sugerowało mi, że powinna to wiedzieć, aby nie brać tego do siebie. Nie była mi jednak na tyle bliska. Nawet Melody, która znała mnie od lat nie zawsze o tym pamiętała, a kimże ja byłem, aby narzucać jej własną historię. Śmiesznie przykrą, skąpaną w odcieniach szarości. Nudną i nijaką.
- Niczego nie mogę obiecać - przyznałem, gdy Swansea przyjęła gładko dżentelmeństwo Fairwynów i uśmiechnąłem się, unosząc naturalnie jeden kącik ust. Ta drobna zmiana w mimice twarzy sugerowała, że prawdopodobnie uśmiechnąłbym się nieco ironicznie, gdybym tylko był ku temu skory. Jednakże ironia, tak samo jak sarkazm nie były moją domeną. Obserwowałem więc tylko przez chwilę jak jej palce zręcznie zwijają jasne pukle w warkocz. Kiedy skończyły, uniosłem wzrok, aby skrzyżować z nią spojrzenie. Jej zdziwienie wprawiło mnie w rozbawienie.
- Aż tak trudno w to uwierzyć? - Zapytałem, dusząc w sobie śmiech za pomocą uśmiechu. - Wiesz, Fairwyn i różdżki. Sądziłem, że to raczej oklepane połączenie. - Spróbowałem nieco przygasić jej entuzjazm tym umniejszeniem własnej niezwykłości w jej oczach. Nie czułem się szczególnie dobrze, gdy padało na mnie światło reflektorów. Kiedy jednak nie udało mi się od niego uciec próbą zmiany tematu, gdzieś wewnątrz mnie odezwała się jeszcze cicha, lecz wyraźna nutka stresu. Póki co, solidnie zduszona. - Pracuję w rodzinnym sklepie i pewnie tak już zostanie. Nie przeszkadza mi fakt, że najpewniej nigdy nie będzie mój. Chcę po prostu robić różdżki, nic więcej. Pracuję na tych samych co reszta Fairwynów. - Uśmiechnąłem się jeszcze raz, lecz tym razem z odrobiną goryczy. Wszystko dlatego, że spodziewałem się jej reakcji. - Krew jednorożca, serce hipogryfa, kieł wilkołaka i wiele innych. Nasze różdżki są o wiele bardziej wyjątkowe od Ollivandera. - Wyjaśniłem pokrótce, jednocześnie obserwując ją z uwagą. Szukałem na jej twarzy nawet najdrobniejszej zmiany, po której mógłbym poznać czy pochwala zabijanie zwierząt w celu nadaniu różdżce większego potencjału magicznego. Przyjąłem z radością pomysł opowiedzenia jej o różdżce. Możliwość zrobienia czegoś z rękoma była w tym momencie zbawienna. - Pewnie - zgodziłem się chętnie, wyciągając w jej kierunku dłoń, obróconą wnętrzem do góry. Liczne blade blizny pokrywały moje palce. - Pokaż ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 2 Wrz - 21:21;

Nie spodziewała się komplementu, który w dodatku brzmiał tak naturalnie, pozbawiony całkowicie sztuczności. Posłała mu inny uśmiech, ten z rodzaju pełnych wdzięczności.
- Dziękuję, to miłe. - nawet jeśli nie zgadzała się czasem z miłymi słowami kierowanymi pod jej adres, tak w tym przypadku potrafiła przyjąć komplement i podziękować. - Pomyślimy, zobaczymy. Daj znać, jeśli namierzysz jakiegoś aurora to będziemy układać plan podejścia go tak, by nam się zwierzył. - to byłby dobry żart, a jeśli by się udał, to naprawdę byłaby zaskoczona. Póki co traktowała to jako lekkie ambitne fantazje niźli prawdziwy plan, który mieliby razem zrealizować.
Próbowała przypomnieć sobie to domniemane połączenie różdżek z ich nazwiskami i nagle... zarumieniła się. Rzadko się to zdarzało, jednak jej policzki pokrył intensywny róż, gdy odświeżyła sobie pamięć. Zaatakowało ją bardzo silne zawstydzenie wywołane jawnym brakiem błyskotliwości. Innymi słowy, palnęła głupotę. Zacisnęła palce na kosmyku włosów widząc jak i one różowieją. W myślach krzyczała "Nie teraz,nie, nie, nie teraz, błagam!!", jednak nic się nie zdały próby jakiegokolwiek skupienia na powstrzymaniu zmiany barwy włosów. Zacisnęła usta zdenerwowana takim jawnym brakiem kontroli nad metamorfomagią. Nigdy nie potrafiła zapanować nad nią w pełni! Bała się spojrzeć teraz na Riley'a. Co on biedny musi sobie teraz o niej myśleć? Rozmawiał z dziewczyną o różowych włosach. Zaczęła nienawidzić tego koloru. Nie mogłyby być chociażby granatowe, jeśli już planowały oblać się niecodzienną barwą?
- Przepraszam. Czasami mam z nimi kłopot. - bardzo wiele kosztowało ją uniesienie wzroku na te kilka sekund. - Chodzi o to, że na święta Bożego Narodzenia dostałam od kogoś tajemniczego kupon rabatowy na różdżki Fairwynów. Zapomniałam o tym, naprawdę i teraz tak mi głupio, że sobie nie wyobrażasz. - miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nie podniosła wzroku nawet gdy przyszedł sprzedawca z koktajlami. Próbowała po cichu "naprawić" kolor włosów, jednak bezskutecznie. Codziennie rano budziła się z tym kolorem i potrzebowała dobrych trzydziestu minut - często też wsparcia Elijaha - aby to poprawić i unormować. Dawno nie była tak zawstydzona.
- Naprawdę przepraszam, Riley. To było dawno, a i wiele się potem działo i zapomniałam. - czuła potrzebę wyjaśnienia, usprawiedliwienia się. Wydawało się, że chyba nie odzyska już godności i zapewne Riley ma ją teraz za pustą (ex) blondynkę, co ma w głowie pstro.
- Masz piękne ambicje, ale... nie słyszałam o rdzeniu z serca hipogryfa. Przecież to by oznaczało... - urwała wypowiedź w połowie, gdy zaczęła dodawać dwa do dwóch. Przełknęła głośno ślinę i wyraźnie się zmieszała. Sięgnęła po szklankę z chłodnym koktajlem i upiła łyczek. Nie potrafiła skupić się na smaku, wstrząśnięta informacją. Nie, to niemożliwe, aby mieli rdzenie z serca zwierząt. Musieliby je zabijać, jak inaczej to wyjaśnić? Riley miałby w tym uczestniczyć? Zerknęła na niego niepewnie, nie miała pojęcia co ma o tym myśleć. Nie wyglądał na takiego, chociaż... czy aby na pewno? Wydawał się mieć wiele tajemnic, a nie przypatrywała mu się nigdy pod innym kątem. Spotkała kolejnego mężczyznę, który prawdopodobnie miał w sobie jakiś okruch brutalności - czyżby jakaś nieznana siła pchała ją ku nim? Dlaczego musiała się tego bać? Mimo wszystko wolała Riley'a z podejrzeniem o takie... sposoby uzyskiwania rdzeni niż tych, co władają czarną magią. Bała się tego, zwyczajnie po ludzku strach wiązał jej gardło i uniemożliwiał działanie. Słowa Riley'a wyjaśniałyby czemu ich różdżki są lepsze od innych. Nie potrafiła dokończyć wypowiedzi. Odstawiła koktajl, którego smaku nie do końca czuła i wyjęła własną różdżkę. Przesunęła palcem po rdzeniu czując, że przy Riley'u jest zwyczajny i nudny. Zauważyła blizny zdobiące jego palce, jej brwi drgnęły na ich widok, jednak nie cofnęła się. Ułożyła różdżkę we wnętrzu jego dłoni niechcący muskając delikatnie jego skórę. Lekko, ledwie wyczuwalnie, raptem przez dwadzieścia nanosekund. Czy znów ucieknie?
- To by wyjaśniało czemu są wyjątkowe. - odezwała się gdy poczuła, że odzyskała głos. - Moja zatem będzie zapewne dla ciebie nudna. - przyznała szczerze i zerknęła na różdżkę. Była ładna, elegancka, czysta, zadbana, bez ani jednego pęknięcia. Cóż miała z jej wyglądu, skoro nie potrafiła wycisnąć z niej pełnej mocy?

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 2 Wrz - 22:52;

Kiwnąłem tylko głową, zgadzając się milcząco na aurorową misję. Również nie spodziewałem się, że kiedyś uda nam się zrealizować podobny plan, a jednak nigdy nie mówiłem nigdy. Los już wystarczająco wiele razy zakpił sobie z moich przewidywań, zwłaszcza w chwilach, w których nie spodziewałem się zbyt wielu rewolucji.
Mój wzrok nieomal automatycznie prześlizgnął się najpierw na jej policzki, a następnie na włosy. Zbyt dobrze znałem tę zaskoczoną minę, a także przerażenie, które wpełzło na jej twarz kilka sekund później. Coś wewnątrz mnie poruszyło się leniwie. Przykre wspomnienia, na co dzień zepchnięte na granice świadomości odżyły nieznacznie. Pamiętałem jakby to było wczoraj własne zmagania z metamorfomagią, tuż po wypadku, w którym zginęła moja mama. Rozchwianie i niewyobrażalny smutek nieomal pozbawiły mnie tej zdolności na kilka długich miesięcy, właśnie wtedy najbardziej jej potrzebowałem. Nie mogąc na siebie spojrzeć zbijałem każde lustro w zasięgu wzroku. Od tamtej pory nie patrzyłem na swoje odbicie nieomal w ogóle, nawet z maską zbudowaną z wrodzonej magii nałożoną na twarz. Zdawałem sobie sprawę z tego, że dzielimy z Elaine tę samą zdolność, a jednak nie miałem pojęcia jak interesująco wygląda to z boku. Zupełnie tak, jakby trzymała pod stołem różdżkę i czarowała kosmyki na bieżąco. Kiedy ona pociła się nad przemianą, ja po prostu zagapiłem się na nią, jednym uchem wpuszczając, a drugim wypuszczając jej przeprosiny.
- Nie przejmuj się, to nic złego zapomnieć. - Odpowiedziałem łagodnie, z trudem odrywając wzrok od jej głowy i starając się ponownie pochwycić jej spojrzenie. Faktycznie tak uważałem. Sam poświęcałem obserwacji i zapamiętywaniu tak dużo energii, że poniekąd zazdrościłem jej takiego gapiostwa. W moim życiu z reguły mało było dla niego miejsca, nawet za tych lepszych czasów, kiedy Anemone jeszcze była przy mnie.
- Zamknij na chwilę oczy - poleciłem jej, chcąc na moment odwrócić jej uwagę od pomyłek, rdzeni i wszystkich innych, niekoniecznie przyjemnych rzeczy. Mój głos był jedynie delikatną sugestią, w żadnym razie poleceniem. Przebił się przez łagodny gwar lodziarni wyłącznie wtedy, gdy skupiła się na słuchaniu mnie. - Weź głęboki oddech i skoncentruj się na sobie. Postaraj się wsłuchać we własne ciało. Poczuj je. Kolejno każdą kończynę, od samych czubków palców do barków. Pomyśl o swoich włosach. Zobacz je oczami wyobraźni. Różowe, potem coraz delikatniejsze, bardziej pastelowe. Zobacz jak igra w nich słońce. Jak jaśnieją pod jego wpływem, bledną, nieomal już białe. - Mruczałem niczym mantrę, w zasadzie nie tylko ciekaw czy faktycznie była skłonna spróbować mojej metody na opanowanie metemorfomagii, ale i czy podziałałaby ona na nią równie skutecznie co na mnie samego. Mnie doświadczenie nauczyło jednego - im większa panika i próba wymuszenia współpracy, tym przemiana była bardziej nieprzewidywalna i w gruncie rzeczy nieudana. Ta metoda w gruncie rzeczy nie różniła się zbyt wiele od technik relaksacyjnych, z których korzystali między innymi tacy ludzie jak ja. Mierzący się z traumami i stratą, reagującymi wybuchami emocji. Już od dawna nie przypominałem tego rozgoryczonego Rileya, a jednak wciąż pielęgnowałem w sobie stare nawyki.
Przyjąłem od niej różdżkę, nie chcąc rozwodzić się nad sposobem pozyskiwania rdzeni. Nie zadała mi żadnego pytania, poczułem się więc wolnym w kwestii nietłumaczenia się ze swoich metod pracy. Nawet nie drgnąłem, gdy dotknęła mojej skóry swoją własną. Może to kwestia ciężkiej atmosfery, która osiadła na nas tuż po moim wyznaniu lub spokoju, który jednocześnie na siebie sprowadziłem, kiedy próbowałem pomóc jej z metamorfomagią? Sam nie byłem pewien. Obróciłem różdżkę w palcach. Ostrożnie, jakby nie było to drewno, a najkruchsza porcelana.
- Krzew różany - zacząłem ocenę od najprostszego, mimowolnie się uśmiechnąwszy. Rozpoznawanie różdżek dawało mi ogromną satysfakcję i przy okazji pozwalało lepiej poznać jej właściciela. - Niezbyt giętka, a przez to twarda i odporna. Większość różanych różdżek należy do czarodziejów twardo stąpających po ziemi, którzy wyciągają wnioski z własnego postępowania. - Przysunąłem do niej drugą dłoń, aby trafniej ocenić długość. - Niecałe dziewięć cali… dobrze dobrana do twojego wzrostu. Rdzeń nieźle komponuje się z drewnem, ponieważ włos jednorożca jest dość nietrwały, czasami trzeba go wymieniać wraz z upływem lat. Powinna być wierna i związana z właścicielem, rzadko zawodzić, ale jednocześnie powinna odmówić wykonania większości czarnomagicznych zaklęć. - Miałem ochotę ją wypróbować. Zdradził mnie tajemniczy błysk w oczach, ale mimo tego jedynie odwróciłem ją na dłoniach rączką w kierunku właścicielki. - To dobra różdżka, powinna wiernie służyć przez długie lata. Bardziej praktyczna i ugodowa, niż widowiskowo potężna, ale niezależna jak niektóre. Jeśli kiedyś odczujesz spadek mocy jestem pewien, że każdy różdżkarz bez problemu naprawi to wymianą rdzenia bez konieczności tworzenia nowej. - Oceniłem, zerkając na rozmówczynię. - Wciąż uważasz, że jest nudna? - Spytałem nieomal szeptem, wsuwając jej różdżkę w dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyWto 3 Wrz - 7:13;

Zazwyczaj potrafiła ujarzmić moc metamorfomagii. Bardziej niż Elijah była podatna na zmiany w ciele pod wpływem silniejszych emocji, jak na przykład teraz. Uczyła się wiele lat od niego, próbowała zarazić się jego wewnętrznym spokojem i opanowaniem, jednak nigdy nie wychodziło to w pełni. Miała zbyt niespokojnego ducha, podchodziła do życia bardzo emocjonalnie i spontanicznie. Byli bliźniętami, a ich poziom umiejętności był różny. O ile o poranku była w stanie przełknąć fakt, że budzi się z różowymi włosami - była w domu i miała czas by je poprawić - tak denerwowała się podwójnie kiedy działo się to w towarzystwie. Podświadomie wiedziała, że to reakcja na nierozwiązane problemy, za nie podzielenie się własnymi obawami z kimś bliskim. Zwlekała, sama nie wiedząc czemu. Czuła na sobie badawczy wzrok Riley'a lecz nie odnosiła wrażenia, że go to bawi. Te kilka sekund spoglądania w jego niebieskie oczy podpowiedziało jej, że go to zainteresowało. Wygładziła włosy i mentalnie nakazywała im "naprawić się", co z góry było skazane na porażkę. To nie są dobre warunki na skupienie, kiedy chciała dowiedzieć się więcej o zawodzie Riley'a, posłuchać o własnej różdżce, wypić chłodny koktajl… Wstydziła się swojego braku opanowania mimo, że tylko inny metamorfomag mógłby jej wytknąć beznadziejność w genetycznym dziedzictwie. Ludzie, którzy się z tym nie zmagali niekoniecznie potrafili zrozumieć trudy z tym związane, dla nich mogłoby to być zabawne. A rozśmieszać nikogo w ten sposób nie chciała. Nigdy więcej. Zwinęła palce w pięści i drgnęła słysząc jego cichą prośbę. Mówił łagodnie, a głos przywodził na myśl gładki aksamit szal owijający się wokół nagiej szyi. Popatrzyła na niego z ciekawością i widząc błysk w jego oku, uległa. Zamknęła powieki chętnie, mając możliwość stchórzenia. Nie wiedziała co planował, jednak postanowiła iść na oślep i się dowiedzieć. Słuchała cichego tembru jego głosu, nabrała powietrza do płuc i nagle… lodziarnia zniknęła. Nie była w Londynie, nie była w żadnym znanym sobie miejscu. Czuła spięcie każdego mięśnia, a i wiedziała, że Riley jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Dłoń. Powiodła myślami i zmysłami do własnych kończyn i próbowała je rozluźnić, dać im odpocząć. Pragnęły ciepła drugiej osoby, co w chwili obecnej przytłumiła, by móc skoncentrować się na własnych włosach. Wykrzywiła się na ich wyobrażenie. Głos Riley'a cały czas rozbrzmiewał gdzieś blisko, zobaczyła przez zamknięte oczy promienie słoneczne potrafiące rozjaśnić włosy, przypomniała sobie jak się to robi. Powoli rumieniec z jej policzków schodził ustępując miejsca lekko opalonej karnacji. Róż na jej włosach bladł, tracąc swoją moc. Zawstydzenie znikało, a gdy Elaine westchnęła, miała już blond włosy - z lekkim odcieniem różu, ledwie zauważalnym. Nie od razu otworzyła oczy, chciała słuchać głosu Riley'a jeszcze przez kilka godzin, wyczulić się na ten tembr. Musiała jednak spojrzeć na niego i na włosy, a gdy zobaczyła co się stało, jej usta rozkwitły w szerokim uśmiechu. Wyciągnęła rękę ku niemu, chciała uścisnąć chociażby jego palce albo nadgarstek lecz w porę przypomniała sobie, że on tego nie lubi. W połowie drogi zabrała dłoń, uciekła wzrokiem i poprawiła kosmyk włosów lekko zakłopotana. Spontaniczność…
- Dziękuję, Riley. Jesteś kochany. To bardzo dużo jak na kilka minut. Wbrew pozorom metamorfomagia nie jest taka prosta, skoro wiąże się mocno z emocjami. A człowiek emocjonalny jakim jestem ja…uczy się jej całe życie. - postanowiła przybliżyć mu nieco ten rodzaj dziedzictwa całkowicie nieświadoma, że mógł to rozumieć bardziej niż mogłaby przypuszczać. Nabrała powietrza do płuc czując przypływ ulgi zmieszanej z ciepłem ukierunkowanym do chłopaka. Zyskał w jej oczach. Mówił w taki sposób jakby… codziennie pomagał komuś zapanować nad metamorfomagią. Wiedziała, że to nonsens, jednak pewność siebie jaką od niego odbierała dawała do myślenia. Póki co uznała, że jest bardzo empatyczny i zna się na ludziach. Uspokoił ją i mogła z zaciekawieniem słuchać opinii dotyczącej własnej różdżki. Zdała sobie sprawę, że z reguły nikt jej poza nią nie dotykał. Elijah sporadycznie, i ona, często… Oglądanie jej w dłoni Riley'a wydawało się czymś… intymnym, prywatnym, na co się zgodziła jako osoba złakniona cudzej atencji i ciepła. Zaskoczył ją odnosząc długość różdżki do wzrostu, co skomentowała zaskoczonym uśmiechem.
- Fakt, zawsze mnie słucha. Jak myślisz, kiedy będzie trzeba ją wymienić albo utrwalić? - poprosiła o profesjonalną ocenę, a i nie spuszczała z niego wzroku. Słuchała jego słów, obserwowała mimikę i niechcący rozmarzyła się nad myślą o naszkicowaniu jego podobizny w szkicowniku. Tam, gdzie "trzymała" już kilka tajemniczych portretów, do których lubiła czasem zaglądać i się nimi cicho zachwycać. W pewnym momencie dostrzegła dziwny błysk w jego wzroku, który udało się jej jako tako rozszyfrować. Fakt, że nie dałoby rady wykonywać nią czarów zakazanych przyjęła z ulgą i dumą. Lojalność się potwierdziła. Zacisnęła palce wokół różdżki, pogładziła ją kciukiem z czułością. Spojrzała spod rzęs na Riley'a i uśmiechnęła się tajemniczo. - Chciałbyś pomoc mi sprawdzić czy faktycznie inny czarodziej nie dałby rady nią czarować? Nikt tego nigdy nie próbował. - teraz to ona delikatnie podsunęła pomysł.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyWto 3 Wrz - 18:59;

Kiedy posłuchała się mojej rady i zamknęła oczy, spróbowałem podejść do swoich rad jak najbardziej neutralnie i zaoferować jej sposób, który w żadnym razie nie nawiązałby do moich osobistych preferencji. Prawdę mówiąc, wcale nie było to takie proste. Dla mnie skupienie się w kluczowym momencie było koniecznością, wobec tego zmuszenie się do opanowania zdecydowanie nie zakrawało już na prośbę, a raczej na odezwę do własnego ciała. Nie zawsze można było zastosować wyobrażenie. W krytycznych sytuacjach jedynie groźba postawiona samemu sobie zdawała egzamin. Bardzo dobrze działała tutaj nienawiść, którą czułem do samego siebie jeszcze kilka lat temu. Jej okruchy wciąż gdzieś tam się we mnie tliły, co między innymi podsycało szczerą niechęć do luster. Wobec tego wszystkiego można więc mówić, że pomimo pozorów niewzruszenia naprawdę nie miałem całkowitej pewności czy uda nam się zapanować nad tą przemianą. Dużo zależało tutaj od Elaine, a ja… no cóż, nie znałem jej zbyt dobrze. Mogłem tylko zgadywać w czym tkwi jej problem, a także porównywać go do własnych doświadczeń. Widząc, że jej włosy zachowały różowy poblask, musnąłem dłonią brodę w objawie zamyślenia. Musiała mieć z tym o wiele większy problem, niż z początku sądziłem. Założyłem, że to tylko przez zawstydzenie, zwłaszcza, że różowemu wcale nie było aż tak daleko od odcienia delikatnej czerwieni, jaka pokryła jej policzki. Zrobiło mi się jej żal. Żal, że nikt nie nauczył jej jak zdusić emocje w zarodku i zmusić swoje własne ciało do współpracy. Jednocześnie odczułem niespodziewane ukłucie zazdrości. Widocznie nigdy nie musiała być wobec siebie tak restrykcyjna. Zasmuciłem się, gdy uświadomiłem sobie jak bardzo jestem rozgoryczony i zraniony przez własne wspomnienia. Moje niebieskie spojrzenie podążyło za jej ręką, którą wyciągnęła ku mnie niespodziewanie, ale widząc, że ją cofa, pozwoliłem jej na to. Nie teraz, zbyt wcześnie. Doceniłem to, że się powstrzymała, nawet jeżeli było mi trochę głupio ze względu na to, iż faktycznie w ogóle musiała. Mimo tego na moje usta wpełzł uśmiech, kiedy jasnowłosa zabrała głos.
- Polecam się i pozostaję do twoich usług, gdybyś jeszcze kiedyś potrzebowała pomocy. - Wyszczerzyłem zęby, kiwając jednocześnie głową na wzmiankę o skomplikowaniu metamorfomagii. W żadnym razie nie zamierzałem przyznawać, że doskonale wiem co ma na myśli, ale zarazem wiedziałem, że nie będę w stanie jej okłamywać. - To musi być czasami strasznie upierdliwe. - Zauważyłem więc tylko, zapewne przyjmując kompletnie odmienne stanowisko od tych wszystkich innych osób, które widziały jak metamorfomag traci kontrolę. Ba, gdybym nie znał tej umiejętności od podszewki, sam także zasypałbym ją pytaniami.
Ponownie skupiłem spojrzenie na różanym drewnie. Obróciłem je w palcach raz jeszcze. Powoli, chwytając kilka promieni słońca przebijających się przez okno.
- Nie wygląda na szczególnie zużytą. - Przyznałem, starając się ocenić to jak najtrafniej. - Więc myślę, że jeśli nic nie zostanie w tym czasie uszkodzone to przy normalnym użytkowaniu posłuży jeszcze co najmniej trzy lata. Dla dokładniejszej analizy musiałbym sprawdzić jak czaruje. - Przyznałem, oddając jej różdżkę. Wtedy też przypomniałem sobie o istnieniu koktajlu. Objąłem wysoką szklankę palcami, nachylając się nieznacznie nad kolorową rurką i pociągnąłem kilka łyków kwaśnego, lekko gorzkiego, zimnego napoju. Wyprostowałem się, odruchowo uśmiechając się po jej słowach.
- Pewnie! - Zgodziłem się natychmiast, odsuwając nadgarstkiem szklankę z napojem, aby móc przejąć od niej różdżkę. Kiedy wziąłem ją do ręki, natychmiast poczułem, że kiedy oceniałem ją własną miarą, coś było nie w porządku. Długość była względnie dopasowana - moja różdżka nie była znowu o wiele dłuższa, a jednak ten rdzeń… - Duro - szepnąłem, celując w wyciągniętą z koktajlu słomkę. Różdżka wyrzuciła z siebie kilka iskier, ale to byłoby na tyle. Ściągnąłem brwi, chwytając ją pewniej. - Glacium - spróbowałem ponownie, a chociaż koniec różdżki zajaśniał tak jak powinien, zamiast zmienić moją słomkę w lód, wyczarowałem bukiet dorodnych konwalii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyWto 3 Wrz - 19:34;

Analizując niedawną sytuację doszła do pewnych wniosków. Zewnętrzny spokój Riley'a, jego przyjazna postawa i powaga z jaką podszedł do jej kłopotu ułatwiły zepchnięcie różowej barwy w skrajną bladość. Czyż Elijah nie czynił podobnie, by ją wesprzeć? Miał w sobie opanowanie, jednak jego większą efektywność gwarantowała bliźniacza więź, na której nieustannie polegali. Nie była już aż tak zawstydzona swoją gapowatością, co pozwoliło na otrząśnięcie się z metamorfomagicznych anomalii. Tak wiele lat nie potrafiła jej zaakceptować przez reakcję rodziny, a więc kunszt władania nią w pełni wciąż pozostawał poza jej zasięgiem.
- Niezwykle upierdliwe. Podczas rozmowy o pracę pomalowały się na granatowo, a ja sama się skurczyłam. Nawet nie wyobrażasz sobie mojej złości. - westchnęła na wspomnienie żenującego spotkania. - Meta jest przeznaczona chyba dla stoików, a nie dla kogoś takiego jak ja. Może za parę lat w końcu w pełni ją ogarnę. - gdybała sobie na głos ciesząc, że mogła z kimś o tym porozmawiać w inteligentny sposób. Zapisała sobie w pamięci jego gotowość do pomocy, choć musiała przyznać, że miała nadzieję, że nie będzie musiała o nią prosić - chodził o fakt zażenowania kiedy podczas rozmowy jej ciało ulega zmianie, a ona nie zawsze do końca jest tego świadoma. Nie chciała przyznawać się, że od paru dni budzi się z różowymi włosami. Zupełnie jakby cała metamorfomagia skupiała się na głowie, pozostawiając resztę ciała w spokoju. Zamieszała słomką koktajl, obserwując jak sok samoistnie stworzył w środku malutkie tornado. Słyszała, że świetni metamorfomadzy potrafili transmutować się w idealną kopię innej osoby. Żyła więc ze świadomością, że to jest jeszcze poza jej zasięgiem. Dla ambitnej Krukonki nie było to łatwe do zaakceptowania.
- Trzy lata? Jak to jest, że niektórzy mają jedną różdżkę całe życie? Mój tatko ma swoją od dwudziestu lat i nie musiał nigdy jej naprawiać. To zależy od częstotliwości rzucania zaklęć, od ich siły czy to przez anomalie magiczne? Urząd sprawdzał moją różdżkę i było wszystko w porządku. - spoglądała na chłopaka z głęboką uwagą ciesząc się, że może zadać mu kilka pytań dotyczących jego zawodu. Póki co nie poruszała kwestii wydobywania rdzeni, bowiem nie potrafiła jeszcze określić swojego stanowiska względem takich słów. Najzwyczajniej w świecie nie potrafiła sobie wyobrazić Riley'a jako kogoś śmiertelnie niebezpiecznego.
Oparła brodę o wnętrze dłoni i przyglądała się z zainteresowaniem poczynaniom chłopaka. Po cichu miała nadzieję, że różdżka dzielnie będzie odmawiać posłuszeństwa, a i po paru chwilach potwierdziły się jej myśli. Zmieniła ocenę własnej różdżki - zaczęła ją bardziej szanować za wierność którą dotychczas traktowała jak oczywistość. Zachichotała widząc bukiet ładnych kwiatów wywołanych zaklęciem zmrażającym.
- Moja różdżka jest chyba bardzo łagodna, skoro chce dać ci konwalie zamiast chłodu. - skomentowała, nieprzerwanie bawiąc się swoją słomką. - Czy twoja też robi się niesamowicie ciepła, gdy rzucasz jakiś silniejszy czar? Czasami mam wrażenie, że drży mi w dłoni jakby była zniecierpliwiona. Sama nie wiem co wówczas zrobić. Wystarczy dotyk, a wydaje mi się, jakby reagowała nawet na najmniejsze spięcie magicznej ręki. - rozmarzyła się przypominając sobie moment wyczarowywania zaklęcia patronusa, podczas którego ona i różdżka były niemalże jednością. Zamrugała, by otrząsnąć się z kuszących myśli i upiła słodkawy, orzeźwiający łyk arbuzowego koktajlu.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyWto 3 Wrz - 22:03;

Nie musiała długo czekać na moją reakcję. Roześmiałem się szczerze, wyobrażając sobie wściekłą Elaine, która próbowała ujarzmić magię, a przy okazji robiła przy tym uroczo poirytowaną minę.
- Czyli Twój nastrój uzewnętrznia się przez włosy? - Zapytałem, natychmiast dochodząc do takich wniosków w obliczu jej „różowego kłopotu” sprzed kilku chwil. Zabawnie… wychodziło na to, że metamorfomagia jest bardziej spersonalizowana, niż sądziłem. Moje kłopoty ze zmianą własnego wyglądu zwykle rozpoczynały się i kończyły na mojej skórze. Tylko za dzieciaka miałem kłopot z opanowaniem wielokolorowych włosów, a wraz z dorastaniem, szybciej potrafiłem całkowicie się zablokować aniżeli niekontrolowanie zmieniać. Z tym, że ja byłem właśnie takim stoikiem, o którym wspomniała.
- Masz na to jeszcze dużo czasu, a póki co pamiętaj, że jest w tym pewien urok. - Stwierdziłem zgodnie z własnymi przekonaniami, ale nie naciskałem na to jakoś szczególnie mocno. Sam także znałem gorsze oblicze metamorfomagii. Zakłócenia dały mi cholernie w kość, tak samo jak moje lęki, pojawiające się nieomal zawsze ilekroć tylko napataczałem się na żywioł ognia. Ta dziedziczna magia była wówczas wyjątkowo krnąbrnym towarzyszem.
- Wydaję mi się, że używają jej od wielkiego dzwona, albo nie próbują z niej wycisnąć tyle co ty ze swojej. Widzisz ten drobny ubytek? - Zapytałem, wskazując czubkiem palca niewielkie wyszczerbienie nieomal na samym końcu różdżki. - Uszkodziła się. Wnioskując po tym, że niczego nie zauważyłaś to całkiem niedawno, albo jest na tyle wytrzymała, że nawet tego nie odczuwasz. Dla rdzenia jest to jednak pewna niedogodność. Moc nie skupia się właściwie, a rozprasza się, przez co zmusza rdzeń do większego wysiłku. To trochę tak, jak z mugolskimi urządzeniami na prąd. Potrafią się przegrzewać. Absolutnie nie wpływa to jeszcze na jakość rzucanych zaklęć, ale włosy jednorożców są niezwykle delikatne. To naturalna kolej rzeczy, że w końcu się zużyje. - Opowiadałem, mając nadzieję, że jej nie nudzę. Zawsze mogła pytać wyłącznie z kurtuazji… - Różdżka jest trochę jak przedłużenie twojej dłoni. Czasami, kiedy chwycisz za coś ostrego, możesz rozciąć skórę i zgotować sobie bliznę. Analogicznie jest w tym przypadku. Czasami wystarczy, żebyś spotkała czarodzieja o zupełnie innym typie różdżki. Powiedzmy, że zrobionej z cisu i zawierającej kieł wilkołaka. Potencjalnie idealne połączenie do korzystania z czarnej magii. Taka różdżka będzie wymuszała na Twojej o wiele większe zaangażowanie w pojedynek. Będą toczyły go o wiele agresywniej, niż różdżki, których rdzenie są względem siebie neutralne. Zdarzy ci się, że przeciwnik przebije twoją obronę. Moc cisowej różdżki jest naturalnie o wiele większa, niż różanej, więc kiedy już zdarzy im się takie starcie, róża odczuje to o wiele mocniej, niż powiedzmy tarnina, która nie tylko świetnie nadaje się do czarnej magii, ale również do obrony przed nią. Taki wysiłek, powtarzany wielokrotnie wystarczy, aby uszkodzić różdżkę. Zakłócenia magii również tutaj nie pomagały, gdyż zaczęliśmy od różdżek wymagać o wiele więcej, niż zwykle, a jeden czar można było rzucać trzy razy i to zupełnie bez efektu. - Kontynuowałem, rozgadując się straszliwie. Kiedy się zorientowałem, uśmiechnąłem się przepraszająco. - A przechodząc do meritum: różdżka to niezwykle indywidualna sprawa. Myślę, że nie eksploatujesz jej źle, ale nawet pomimo wytrzymałości róży, gdzieś w pewnym momencie nieznacznie nadszarpnęłaś jej zdrowie. To nic złego, takie rzeczy zdarzają się codziennie setkom czarodziejów. Różdżka wciąż jest bardzo sprawna, ale rdzeń prędzej czy później będzie wymagał ponownego osadzenia lub wymiany. - Przerwałem wykład, aby ponownie napić się koktajlu. W tym momencie przestałem żałować, że zaklęcie mi się nie powiodło. Dzięki temu wciąż miałem słomkę!
- Przepraszam, wystarczy powiedzieć „różdżka”, a Fairwyn się rozgaduje. - Uśmiechnąłem się sam rozbawiony swoim słowotokiem i oddałem jej jej własność. - Albo próbuje przekazać nam jakąś wiadomość podprogową. - Zażartowałem, wskazując kiwnięciem głowy w jej stronę. - Białe włosy to i białe kwiaty.
Oddałem jej różdżkę wraz z wyrastającymi z niej kwiatami. Po jej pytaniu odchyliłem się lekko w tył, aby wyciągnąć z kieszeni swoją własną. Postawiłem ją pionowo przed Elaine, podtrzymując ją czubkami palców, aby mogła ją obejrzeć.
- Sosna i feniks. Tutaj sporo zależy od ostatecznej postaci rdzenia, ale jest on znany z wykazywania własnej inicjatywy. Taka różdżka zdecydowanie częściej samodzielnie wybiera właściciela, niż poddaje się czarodziejowi. Owszem, robi się ciepła, ale zawsze sądziłem, że trafiłem po prostu na wyjątkowo wojowniczego feniksa. - Nie dopowiedziałem nieco, specjalnie skupiając się na popularniejszym rdzeniu, jakim było pióro. Spoglądając wstecz na jej reakcję nie uznałem za właściwe chwalenie się tym, co siedziało w mojej różdżce. - Ta zwykle nie drży. Wręcz przeciwnie, czasami nawet nie czeka na polecenie. Działa równo z moją myślą, jakbyśmy byli jednym ciałem i duchem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyWto 3 Wrz - 22:47;

- Czasami. Nie zawsze, ale często. - odpowiedziała niejednoznaczni,e czując się w obowiązku schronienia tej informacji w zaciszu własnego umysłu. Nie mogła mu przecież wszystkiego zdradzić - jakaś nutka tajemniczości powinna zostać zachowana. To, że emocje odzwierciedlały się poprzez barwę włosów to pewna niedogodność, jednak potwierdzanie tego faktu mogłoby dać drugiej osobie znaczną przewagę. Lubiła Riley'a, zyskiwał sobie w oczach z każdą chwilą, jednak postanowiła dawkować informacje o sobie, a nie wykładać wszystkich kart na stół. Rozbawiła go, a może to jakiś ukryty efekt koktajlu? W "Esach i Floresach" był spięty niczym struna gitary i bardzo zdystansowany. Skąd ta zmiana? Chyba nigdy nie uzyska odpowiedzi na to niezadane pytanie.
Oparła oba łokcie o stolik i nachyliła się delikatnie, aby mieć więcej widoku na różdżkę spoczywającą we wnętrzu jego dłoni. Jak to Elaine, najpierw zwróciła uwagę na drobne blizny osadzone na opuszkach jego palców, a dopiero gdy się im przyjrzała, próbowała nadążyć i odnaleźć wspomniany uszczerbek, o którego istnieniu nie miała absolutnie pojęcia. - Mogła się uszkodzić na Saharze. Tam też były anomalie, jednak związane z zaklęciami wodnymi. Średnio mi wychodziły, mogłam ją przez to nadwyrężyć. - skomentowała jeszcze zanim porównał wysiłek rozpraszania magii do działania mugolskich przedmiotów. Nie zrozumiała tej części wypowiedzi, jednak nie dała po sobie nic poznać. Powinna przymusić się kiedyś do zainteresowania się mugolami, aby w takiej sytuacji jak teraz nie być zieloną (nie dosłownie).
- Czyli mówisz, że prędzej czy później rdzeń nie da rady? Hm, nie wiedziałam, że będę musiała się kiedyś z nią rozstać. To takie dziwne uczucie. - sięgnęła do różdżki, aby dotknąć omawianego uszczerbku, musnąć palcem i sprawdzić czy wyczuje jakąkolwiek zmianę. Tak nie było; dopiero wskazane miejsce uświadomiło jej o fizycznej szkodzie różdżki. Gdy Riley wpadł w słowotok, podniosła wzrok i przyglądała się autentycznie zaciekawiona treścią wypowiedzi. Nie pytała z uprzejmości, naprawdę chciała wiedzieć, a chłopak niczym prawdziwy uczeń Ravenclawu postanowił podzielić się wiedzą. Mówił o rdzeniach z pasją, widziała jak się ożywił, była świadkiem jak jego wyraz twarzy nabrał ekspresji. Mógłby mówić nawet i w innym języku, a odgadłaby bez najmniejszego problemu, że mówi o czymś, co jest mu bliskie. Takiego mogłaby spróbować go naszkicować. Cichy, opanowany Riley Fairwyn, trzymający się zazwyczaj na uboczu, a miała zaszczyt oglądania go w innym "wydaniu".
- Czyli według twoich słów... krzew różany nie nadaje się absolutnie do żadnych trudniejszych pojedynków. Zastanawia mnie, czemu akurat ta różdżka mnie wybrała? Nie wiem co we mnie widziała czy czuła. - zapamiętała bardzo wyraźnie drzewo tarniny, która chroniła przed czarną magią, ale też i była świetna do posługiwania się nią. Czy Leonel takową miał? Czy naprawdę parał się zakazanym czy to tylko podejrzenia, które pragnęła, aby się nie potwierdziły? Zamyśliła się i spoglądała na dłoń Riley'a trzymającą jej elegancką różdżkę. Wierna, zaklęcia wychodziły zazwyczaj płynnie, jeśli oczywiście chodzi o czary z dziedziny białej magii, jednak Elaine nigdy nie uczestniczyła w agresywnym pojedynku czarodziejów. Zadrżała na samą myśl i uświadomiła sobie, że nie jest typem wojowniczki. Być może dlatego ta różdżka ją wybrała, a nie inna?
- Masz na myśli wymianę na rdzeń tego samego pokroju, tylko młodszy? Nie potrafię sobie zwizualizować tworzenia różdżki. To musi być bardzo intensywne i pełne magii, dobrze myślę? - przyjrzała się mu uważniej szukając na nim mimicznego potwierdzenia przypuszczeń. Nigdy nie interesowała się tak procesem tworzenia różdżek, jednak Riley pobudzał ciekawość w bardzo naturalny sposób. Nie zatrzymywała jego słowotoku. Słuchała go z uśmiechem na twarzy. - Nie przepraszaj, jestem zachwycona. - machnęła ręką, upiła łyk koktajlu i odsunęła szklankę na bok. Odebrała różdżkę i położyła ją obok siebie, bowiem mogli się oboje zająć obserwacją drugiej, o perłowej barwie.
- Wydawało mi się, że rdzenie z piór... że rdzenie z feniksa to powinny mieć bardziej czerwoną bądź bordową barwę, a twoja widzę wdała się tak jakby w sosnę? - zaśmiała się niegłośno zasłaniając usta, a i ukrywała wahanie słyszalne w głosie, kiedy to zastanawiała się jak ująć określenie rdzenia. Nie wyglądał na takiego, który by żartował z tymi rdzeniami, a obawiała się zapytać wprost.
- A więc jesteś hm... idealnie zsynchronizowany z nią, tak? - poczuła ukłucie zazdrości, bowiem nie była pewna czy ma tę samą więź z własną różdżką. Nigdy się nie zastanawiała nad tym. Powiodła wzrokiem po prezentowanej różdżki, czując dziwną potrzebę dotknięcia jej. Zaniechała, po raz tysięczny w jego towarzystwie jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Zapewne "odbije sobie" to po powrocie do domu.- Podobno... podobno różdżki mogą czasami przestać słuchać swojego właściciela, jeśli zmieni mu się drastycznie charakter albo zrobi coś skrajnie niezgodnego z własnymi wartościami bądź właściwościami rdzenia. To prawda? Często się to zdarza? - zachęcała go do większego słowotoku, a i mogła zaspokoić swoją rozbudzoną ciekawość.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptySro 4 Wrz - 23:13;

- Myślę, że tak może być. - Odpowiedziałem, starając się jak najlepiej ująć w słowa własne myśli. - Widzisz, nie jestem jej twórcą. Znam się na różdżkach z racji pobieranych, rodzinnych nauk. Fairwynowie mają własne metody, z których korzystają przy wytwórstwie i prawdę mówiąc pomimo setek przeczytanych ksiąg nie jestem w stanie stwierdzić w stu procentach jak zachowa się różdżka stworzona przez kogoś innego. Mogę tylko podejrzewać i opierać się na własnym doświadczeniu. Samodzielnie tworze dopiero od roku. - Przyznałem się, starając się szczerze zobrazować własne stanowisko. Nie chciałem, aby brała rady początkującego różdżkarza za pewnik. W tej dziedzinie magii niewiele było stałych elementów. Każda sygnatura magiczna była inna, a próba dopasowania różdżki do człowieka przypominała trochę układanie puzzli z zamkniętymi oczami. Na upartego dało się ze sobą sparować nieomal wszystkie z nich, wystarczyło jedynie nie patrzeć na całościowy efekt, a jedynie na ten jeden element. Nie chciałem stawiać się przed nią w złym świetle. Byłem zaskoczony tym jak dobrze nam się rozmawia, a w związku z tym także faktem, że niespodziewanie zaczęło zależeć mi na jej sympatii. Pierwsze, dzisiejsze wrażenie zdecydowanie było mylące. Gdybym wówczas uciekł z Esów zapewne uznałbym, że nie chcę zawierać z Elaine głębszej znajomości. Głównie właśnie z uwagi na okoliczności, w których się spotkaliśmy. Wytrącanie mnie ze strefy komfortu działało na moją psychikę zaskakująco drażniąco. Zwykle potrafiłem po prostu się wycofać. Czasami zwyczajnie się nie dało.
- Nie z taką różdżką jak cis czy tarnina. Widzisz, sporo też zależy od takich rzeczy jak moc rzucającego czary, jego umiejętności czy charakteru lub siły woli. Ciężko mi o tym opowiedzieć bez wprowadzania cię w całą technikę wytwórstwa. Są ogólne wytyczne, które wskazują pewien kierunek. Resztę trzeba odkrywać samodzielnie. - Uzupełniłem czując się nieco zmieszany faktem, że poniekąd nie potrafiłem odpowiedzieć jej na pytanie. W takim wypadku zwykle byłem prostym facetem - słyszę pytanie to udzielam wyjaśnień. Tym razem było to zwyczajnie zbyt zawiłe, zwłaszcza jak na rozmowę w lekkim gwarze panującym w lodziarni.
- Tak, chodzi o wymianę rdzenia. Możesz też wymienić całą różdżkę na nową, ale prawdę mówiąc to nie sądzę, aby było to potrzebne, dopóki drewno nie uszkodzi się bardziej. Róży zwykle zajmuje to dłuższą chwilę. - Te słowa dziwnie brzmiały w obliczu faktu, że poniekąd już coś tej różdżce dolegało. Zaśmiałem się krótko. Proces intensywny i pełen magii… - Mozolny, trudny i brudny też. Złożenie elementów w całość to jedna sprawa, a inną jest dopasowanie ich w ten sposób, aby idealnie ze sobą współgrały. Jeśli jeden z elementów zaczyna za bardzo dominować to nawet najlepsze połączenie zawiedzie. - Miałem nadzieję, że nie odbierze tej odpowiedzi za odrobinę zdawkową. Niestety, powoli wkraczaliśmy na tematy, o których nie do końca mógłbym rozmawiać z kimś z zewnątrz. Gdyby była Fairwynem, po prostu mógłbym zaprosić ją na zaplecze, ale teraz? Musiałem mieć wątpliwości nawet nie ze względu na moje osobiste poglądy.
Usłyszałem wahanie w jej głosie, ale nie do końca zdawałem sobie sprawę z czego ono wynika. Zmrużyłem nieznacznie oczy, jakbym starał się wyraźniej ją dostrzec, a tymczasem po prostu się nad tym zastanowiłem.
- Kolor niekoniecznie musi zależeć od rdzenia, który jest w środku. Często można taką różdżkę po prostu… upiększyć. Nadać jej nieco innego koloru lub dodać jakieś dodatki. - Przesunąłem palcem po sosnowych „wypustkach” zdobiących moją różdżkę. - Dla takiego zwykłego klienta, któremu nie robi różnicy wygląd różdżki, zwykle nie przygotowuje się niczego ekstra. Ze względu na fakt, że ludzie mają różne gusta, ale i na to, iż barwienie może takie drewno niepotrzebnie niszczyć lub tłamsić jego moc. - Ponownie zasięgnąłem wsparcia koktajlu, gdy zaschło mi już w gardle. Zauważyłem, że spogląda na moją różdżkę, ale nie zaoferowałem jej wzięcia jej do ręki. Dla mnie było to bardzo prywatne przeżycie. Faktycznie byłem z nią bardzo dobrze zżyty, ale zapracowałem na to wieloma, niekoniecznie pozytywnymi sytuacjami przebytymi wspólnie. Wciąż jeszcze pamiętałem jak płonął mój obóz i szata, jak błąkałem się z nią po pustyni. Jak na tak krótki czas, nasz związek był bardzo rozwinięty.
- Nie wiem czy tak idealnie. Feniksowe różdżki często potrafią zrobić coś wbrew woli właściciela, ale może to dlatego, że sam ją sobie stworzyłem? - Zasugerowałem zamiast zagłębiać się w szczegóły synchronizacji, bo po prostu nigdy już nie zamknąłbym ust. - To prawda, ale takie różdżki z reguły są bardzo charakterystyczne w działaniu. Zrobione z konkretnych rdzeni i drewna o wskazanych wartościach. Wyobraź sobie łagodnego czarodzieja, który szanuje życie i nigdy nie działa przeciwko drugiej osobie. Próbując zmusić taką różdżkę do popełnienia morderstwa najpewniej nie osiągnie zupełnie nic lub ją uszkodzi. Kiedy jednak różdżka jest dostatecznie lojalna i ugnie się pod poleceniem, mogą wydarzyć się różne rzeczy. Albo podążą dalej, wspólnie złamawszy własne zasady, albo jedna ze stron odczuje negatywne skutki… zwykle czarodziej, gdy różdżka odmówi spełniania jego poleceń. Chociaż przy takiej sytuacji różdżka zwykle kończy zniszczona. - Odkaszlnąłem cicho, przysuwając na moment dłoń do gardła. Uśmiechnąłem się przepraszająco. Trudne życie milczków! - Teraz twoja kolej na bycie przesłuchaną, bo ja za moment stracę głos. Też masz w swoim życiu coś takiego co pochłania cię bez reszty i mogłabyś opowiadać o tym całymi godzinami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyCzw 5 Wrz - 10:14;

Oparła brodę o dłoń i słuchała Riley'a z głębokim zainteresowaniem. Mogłaby tak bez końca, bowiem gdy opowiadał o czymś z pasją, to zmieniał się jego wyraz w twarzy, odkrywając tym samum w sobie coś niezwykle fascynującego. Relaksowała się mogąc wdać się w rozmowę, która poszerzała wiedzę. To idealne warunki dla krukońskich umysłów. - Mimo wszystko odpowiadasz mi tonem profesjonalisty i wierzę, że masz rację. Gdyby nie ty, nie byłabym świadoma, że moja różdżka jest lekko uszkodzona. - wytknęła i jednocześnie okazała aprobatę jego zgromadzonej wiedzy. Do różdżkarzy nie chodziła codziennie. Tak na dobrą sprawę ostatnio takiego spotkała osiem lat temu, a więc opinia Riley'a była jej bardzo na rękę. Gdyby potrzebowała stuprocentowej pewności odnośnie różdżki, owszem, poszłaby bezpośrednio do sklepu Olivandera, jednak wolała zrobić tę przyjemność chłopakowi i wysłuchać jego opinii. Zaskoczył ją informacją o dominacji składnika różdżki. Nie zastanawiała się nigdy nad tym, że tworzenie mogłoby zakończyć się niepowodzeniem. Na końcu języka miała zapytanie czy istnieje szansa, by mogła obejrzeć na własne oczy taki proces. Ugryzła się w język, bowiem wydawało się to zbyt ciekawskie, a i rozumiała, że istnieje coś takiego jak tajemnica zawodowa. Będzie musiała zadowolić się samą prezentacją słowną. Pokiwała głową z uznaniem, dziękowała uśmiechem za wyczerpujące odpowiedzi. Miałaby jeszcze jakieś kilkanaście pytań, jeśli mieliby na nie więcej czasu… Czas płynął szybko, nawet nie zastanawiała się ile już tak siedzą. Nigdzie się jej nie spieszyło.
- Sam ją sobie stworzyłeś?! - niemal wybałuszyła oczy, a i nieznacznie podniosła głos, autentycznie zaskoczona. Popatrzyła na perłową różdżkę z większym podziwem i uznaniem. Riley stworzył sobie różdżkę. Osiągnął coś. A ona? Przy nim wypadała blado… mogła "pochwalić się" dwoma małymi zleceniami… Riley zyskiwał sobie coraz więcej, a i Elaine odkrywała jaką niezwykłą i wartościową osobę mają w Ravenclawie. Nic dziwnego, że został prefektem naczelnym. Z taką głowa? Umiejętnościami ? Jest stworzony do wyższej pozycji, a przynajmniej tak sobie go wyobrażała.
- To ma sens. Przecież to różdżki sobie wybierają czarodzieja, chociaż ty tutaj zaprzeczasz książkom i tego, co się mówi. Sam sobie ją wybrałeś i stworzyłeś. O Merlinie, podziwiam, szczerze podziwiam. - uznała, że nie zaszkodzi okazać uznania w słowny sposób, aby zaakcentować szacunek za taki kunszt. Przygryzła policzek od środka widząc do jakiego stanu doprowadziła gardło Riley'a. Ciągnęła rozmowę i bez przerwy pytała, a więc widząc jego wzrok, uznała, że da mu chwilę odsapnąć. Pewnie nieraz jeszcze zada pytanie, jeśli ono znienacka nawiedzi jej umysł.
- Nie trać głosu, ja mam jeszcze mały arsenał pytań. - zaśmiała się pogodnie, dając mu do zrozumienia, że to jeszcze nie jest koniec. Wsunęła dłoń we włosy i spuściła wzrok, kiedy to patrzył na nią wyczekująco. Była gadułą, jednak teraz się nieco onieśmielała z niezrozumiałego powodu.
- Och tak, oczywiście, że mam. Fairwynowie zajmują się różdżkami, a u Swansea są sami artyści. Mamy to chyba w genach. - powiedziała na początek, kiedy chowała różdżkę do torebki z zakupami. - Szkicuję, ale głównie portrety. I tylko ołówkiem. Kiedy znajdę kogoś ciekawego do naszkicowania, to potrafię zniknąć z towarzystwa na dobre kilka dni. Nie spocznę dopóki nie namaluję do końca. Zabrzmi śmiesznie, ale mam chyba trzydzieści rodzajów ołówków. - odpowiedziała nieco ogólnikowo i spojrzała na Riley'a, aby sprawdzić czy nie uznaje tego za nudne. Nie każdy akceptował artystów i ich sposób zarabiania na życie. Poza tym prześladowało ją uczucie, że wypada blado przy utalentowanym Riley'u. Ostatnio samoocena Elaine odrobinę spadła, co zaczynało ją nieco niepokoić. Aby zająć czymś ręce, ponowiła zabawę słomką i tworzenie w koktajlu mini tornad.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyCzw 5 Wrz - 21:13;

- Przepraszam - odpowiedziałem po jej słowach, a chociaż uśmiechnąłem się jednocześnie to wcale nie wyglądałem na kogoś skruszonego. Byłem raczej rozbawiony. - Nie chciałem wprowadzać się w błąd. Jest wręcz wprost przeciwnie. Popełniam wciąż masę błędów, z których prędzej czy później zdaję sobie sprawę, chociaż każdy z nich staram się naprawić. Jednak młody różdżkarz to jednak tylko dzieciak. W mojej rodzinie są tacy, którzy poświęcili sklepowi całe swoje życie. Moje doświadczenie przy ich doświadczeniu jest niczym. - Byłem z nią całkowicie szczery. Nie czułem się dobrym twórcą. We własnej opinii byłem co najwyżej przeciętny. Mnóstwo zapału mogło co prawda działać cuda, ale co najwyżej w sporcie. Przy tworzeniu czegoś mogłem co najwyżej spożytkować tę energię na dokształcanie się i kolejny próby. Nie zawsze udane. Czasami jedynie utrwalałem błędy.
Nie wytrzymałem i parsknąłem po jej słowach prosto w koktajl. Na szczęście udało mi się nas nie opluć, ale jej zszokowana mina wprawiła mnie w jeszcze lepszy nastrój.
- W sumie wiem co do mnie pasuje. Mam wiedzę teoretyczną i kwestia dobrania rdzenia była jedynie formalnością. Miałem już wcześniej do czynienia z sosną w pierwszej różdżce. Wybór jej do drugiej był naturalny. - Uściśliłem, jakby zrobienie sobie różdżki było naprawdę prostą sprawą. Od zawsze byłem bardzo samodzielny. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym postanowił przekazać coś tak ważnego jak stworzenie dla mnie różdżki komuś innemu. Byłem przekonany, że nawet mój ojciec nie poradziłby sobie z tym lepiej ode mnie. Pomimo niezauważania wielu oczywistości sądziłem, że jestem jedyną osobą na świecie, która może powiedzieć, że zna dobrze Rileya Fairwyna. Jej kolejna wypowiedź dla odmiany mnie zawstydziła. Nieznacznie zaczerwieniły mi się policzki, co poznałem po fali gorąca, jaka buchnęła mi w twarz. Kilka sekund później zaczerwienienie zniknęło. Dziwna sprawa? Nawet bardzo. Nieświadomie przykryłem zawstydzenie za pomocą metamorfomagii, a żeby tego nie zauważyła, na moment nachyliłem się pod stół, aby przegrzebać torebkę z logiem Scrivenshafta. Nic jednak z niej nie wyciągnąłem, a po prostu uciekałem od uczucia zażenowania. Nie potrafiłem przyjmować komplementów, dlatego z wielkim zainteresowaniem przyjąłem zmianę tematu.
- No tak… - potwierdziłem, uśmiechając się z pewną dozą nieśmiałości, gdy wspomniała, że jej rodzina jest złożona z utalentowanych artystycznie ludzi. Moje pytanie wydało mi się nagle okropnie głupie. - Macie chyba galerię w Wielkiej Brytanii? - Zapytałem, kiedy dodałem dwa do dwóch, sięgając pamięcią do ogromnego budynku, w którym zdarzyło mi się kiedyś być z mamą. Do tej pory pamiętałem te śmieszne rzeźby, które oprowadzały mnie po wystawach. Posłuchałem o jej zainteresowaniach i pokiwałem ze zrozumieniem głową. Nie miałem zielonego pojęcia o szkicowaniu.
- Nie brzmi to śmiesznie. Sam mam pokój zawalony elementami składowymi do różdżek. - Przyznałem, celowo nie precyzując co to były za elementy. Nie było to zresztą aż tak istotne. Teraz wolałem skupić się na Elaine.
- Pewnie rysujesz prawie całe życie? - Podpytałem, zerkając na nią przyjaźnie zza szklaneczki z napojem. Upiłem łyk, czując że już niedługo rurka zacznie zasysać samo powietrze. - Nosisz przy sobie swoje szkice? - Zapytałem jeszcze, bo naprawdę byłem ciekaw jej rysunków. Sam nie miałem za grosz talentu. Chyba, że umiejętność narysowania różdżki i kilku zwierzątek się liczyła. Wobec tego naprawdę fajnie byłoby spojrzeć na prace kogoś kto się na tym naprawdę zna. - I biegasz za tą osobą po Hogwarcie? - Zaczepiłem ją jeszcze, ale widać było, że tylko sobie żartuje, wobec czego nie musiała na to odpowiadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPią 6 Wrz - 9:50;

Przestała mieszać koktajl i ułożyła dłonie na stoliku, jedną na drugiej. Miała wyprostowane plecy, bladoróżowe włosy, a z jej oczu biła życzliwość. Świetnie się czuła rozprawiając na tematy dotyczące ich pasji.
- Dopiero przyuczasz się do zawodu, więc dziwne, gdybyś błędów nie popełniał. Jestem pewna, że z jakieś pięć lat będziesz już profesjonalistą. - poczuła się w kumpelskim obowiązku, aby załagodzić wypowiedzianą na głos samokrytykę. Doceniała szczerość, bowiem dzięki niej mogła poznać go nieco lepiej. A im więcej się o nim dowiadywała, tym bardziej ją intrygował.
- Wypraszam sobie, proszę tego nie bagatelizować, bo z naszej dwójki, a nawet ze wszystkich hogwardzkich studentów jesteś jedyną osobą, która może pochwalić się stworzeniem własnej różdżki. - przymrużyła groźnie oczy i pogroziła mu palcem, jednak uśmiech jaki zakwitł na jej ustach nadawał jej słowom żartobliwego wydźwięku. Może poprowadziłaby ankietę? By mu udowodnić? Wspaniały pomysł! Naprawdę wspaniały, a z chęcią przeprowadzi wywiad wśród studenckiej braci i któregoś dnia zaskoczy Riley'a. Oczom własnym nie mogła uwierzyć widząc rumieniec na jego policzkach. Udało się? Udało się go trafnie skomplementować? Powinna sama sobie przybić piątkę. Po chwili pojawiło się poczucie, że go zmieszała i może zniechęciła do zostania w jej towarzystwie? Gdy schylał się do torby, serce jej zamarło w obawie, że go spłoszyła. Ale nie, został. Zmarszczyła brwi, jak coś się jej nie zgadzało. Podrapała się po policzku, zerkając na jego, niedawno zarumienione. - Tak, mamy… - odpowiedziała nieco nieobecna duchem. Po chwili potrząsnęła głową. Tak, zauważyła, że rumieniec zniknął jednak nie potrafiła sprecyzować co jej w tym nie pasowało. Porzuciła więc na ten temat rozmyślania i wróciła do rozmowy. - Większość. Oczywiście, że noszę przy sobie. Co, jeśli dostałabym ataku weny? Co, gdybym zobaczyła kogoś, kogo trzeba pilnie naszkicować? Uwielbiam obserwować ludzką mimikę. Jest niesamowita. Wiesz, że gdy człowiek jest zirytowany, to lekko napina mięśnie wokół ust? Nieświadomie, a jednak w dziewięćdziesięciu procentach się to sprawdza. - uruchomił w niej gadulstwo związane z pasją. Osiągnął swój cel i to teraz ona promieniała wewnętrzną fascynacją. Wpatrywała się przy tym w Riley'a, bardzo chcąc się z nim tym podzielić.
- Raczej zadręczam listami. Nawet sobie nie wyobrażasz jak muszę się czasami powstrzymywać, by nie odezwać się do nieznajomego z prośbą o chociażby zdjęcie. - zaśmiała się sama z siebie. - Najwięcej mam naszkicowanych portretów rodziny. Mogę na nich wyżywać swoją wenę, choć czasami szukam powiewu innej urody, niż podobne do siebie rodzinne twarze. Mogę się pochwalić dziełami? - zapytała spoglądając nań z radosnym wyczekiwaniem. To byłby odważny krok. Wywołałby tym nieskończony słowotok, a w nich była mistrzynią i z pewnością wytrzymałaby więcej gadulstwa niż on dzisiaj.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptySob 7 Wrz - 15:28;

Jej życzliwość była naprawdę przyjemna, zwłaszcza w obliczu tego, że nigdy nie spotkałem zbyt wielu osób, które tak otwarcie chciałyby, żeby mi się udało. Fairwynowie byli znani z tego, że większość z nich radośnie rzucała sobie kłody pod nogi. Jedni zgrabnie je przeskakiwali tylko po to, aby osoby podążające tuż za nimi konsekwentnie łamały sobie na nich kości. Wobec tego zawsze gdzieś nade mną wisiało widmo rywalizacji z innymi. Zaspokoiłem tę chęć dopiero wówczas, gdy wyspecjalizowałem się w dwóch ważnych dla mnie dziedzinach. Jakby świadomość, że znam się nad czymś lepiej faktycznie mogła na stałe wywołać we mnie pewność siebie, a nie jedynie chwilowe napływy pasji i miłości do nowych, niepoznanych jeszcze aspektów magii. Im więcej wiedziałem tym więcej pragnąłem poznać.  Pod tym względem byłem czystej krwi Krukonem, zapewne tak samo jak Elaine. Jeszcze to weryfikowałem, ale jej różdżkowa dociekliwość mówiła niejako sama za siebie.
- Tego nie wiemy - zauważyłem, w zamyśleniu pocierając prawą dłonią lewy obojczyk wystający spod szaty. - Mam sporo kuzynów. - Uściśliłem z lekkim uśmiechem. Trochę nawet bawiło mnie to, że pod tym względem mieliśmy najpewniej diabelnie podobne doświadczenia. Wszak czyż szkoła nie była równie mocno wypełniona Fairwynami jak i członkami rodziny Swansea? Nie miałem jednak takiej wiedzy, aby móc ocenić czy i u niej panuje podobny wyścig szczurów. Pozwoliłem jej mówić, chociaż jej słowa poniekąd mnie zmartwiły. Obserwacja mimiki. W swojej codzienności robiłem dokładnie to samo. Przyglądałem się uważnie, badałem usposobienie i odczytywałem emocje. Sądziłem, że jestem dobrym obserwatorem. Cichym i nie rzucającym się szczególnie w oczy, a tymczasem okazywało się, że Elaine, jaką do tej pory brałem za duszę towarzystwa również ma bystre oko i podobne upodobania. Tyle, że ona własne spostrzeżenia odwzorowywała nie tyle w pamięci co na kartach papieru i przy pomocy grafitu. Uśmiechnąłem się i kiwnąłem potwierdzająco głową. Trudno było jednak określić czy to dlatego, że milcząco się z nią zgodziłem czy jedynie potwierdzałem, że zapamiętam tę informację.
- Więc rysujesz tylko ludzi będących pod wpływem emocji? - Dopytałem, ciesząc się, że najprawdopodobniej nie będę dla niej atrakcyjnym celem. Moja twarz rzadko była podatna na silne emocje, zwłaszcza negatywne. Celnie spychałem je w głąb siebie. Jak widać, z korzyścią dla otoczenia, skoro dzięki temu mogłem uniknąć bycia naszkicowanym. W Hogwarcie było o wiele więcej ładniejszych ode mnie ludzi, którzy cieszyliby się z uwiecznienia za pomocą odrobiny grafitu.
- Pewnie, bardzo chętnie je zobaczę. - Zachęciłem ją, niezwykle szczerze. Fascynowało mnie wszystko to co ludzie potrafili wykonać pracą własnych rąk. Tym bardziej byłem ich ciekaw z racji faktu, że poczułem do tej jasnowłosej artystki sympatię. Nieskorzystanie z takiej okazji byłoby marnotrawstwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 9 Wrz - 12:49;

- Również mam sporo kuzynów. Mamy duże rodziny, prawda? Gdyby tak miały się spotkać w jednym miejscu, musielibyśmy wynająć całą salę bankietową, by wszyscy się zmieścili. - pozwoliła sobie na odrobinę improwizacji i śmiechu, gdy tylko wyobraziła sobie jak liczną mieli rodzinę. Prawdopodobnie z tego względu Elaine niełatwo znosiła samotność. Przywykła do gwaru, do tłoku, do ciągłych rozmów czy chociażby rodzinnych sprzeczek, a jednak była to oznaka, że ma wokół siebie naprawdę wielu kochających ludzi.
- Ależ nie, skądże znowu. - zaprzeczyła jego słowom. - Szkicuję też twarze z neutralną mimiką, bo wówczas widać jak naprawdę ona wygląda. Sztuką jest dojrzeć w detalach piękno, kiedy mimika nie jest zasilana uśmiechem czy emocjonalnym wyrazem oczu. - już jakieś pół godziny temu pomyślała o naszkicowaniu Riley'a. Elaine marzyła o uwiecznianiu w notatniku każdego rozmówcy, z jakim miała do czynienia. Riley nie był pod tym względem wyjątkiem, jednak czasami odczuwała wstyd przed zapytaniem o pozwolenie. Leonela naszkicowała bez jego wiedzy i do tej pory ma z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Nie mogła się jednak temu oprzeć… Każdego, kogo napotkała na swojej drodze odruchowo oceniała pod kątem trudności w naszkicowaniu rysów na kartce. Jedni mieli bardzo symetryczne twarze, pozbawione zmarszczek, delikatne i łatwiejsze do odwzorowania. Drudzy zaś mogli stanowić wyzwanie, jeśli mieliby chociaż minimalną skazę na skórze twarzy - wówczas odzywała się jej krukonska ambicja, aby pokonać zarzuconą sobie poprzeczkę. Musiała przyznać ze smutkiem, iż ostatnio zaniedbała swoje hobby. Wakacje pochłonęły jej uwagę…
Wyciągnąwszy bordowy notes na stół, pogładziła go z nieskrywaną czułością. Odsunęła szklanki z resztkami koktajli, aby nie ryzykować zniszczenia swojego skarbu. Odwróciła szkicownik do góry nogami - tak aby Riley mógł widzieć szkice w prawidłowy sposób.
- Szału nie ma, ale większość stron to ćwiczenia, a i mam kilka niedokończonych rysunków. O, zobacz to. - pokazała mu jedną ze środkowych kartek oznaczonych zakładką. - Rysowanie drugiego oka zawsze zajmuje mi dwukrotnie więcej czasu. A tutaj, trochę dalej próbna wersja wizerunku mojego tatka. - portret miał datę sprzed miesiąca, a był umiejscowiony niemal na końcu. Przekartkowała i pokazała mu ołówkowy szkic Elijaha, dwóch kuzynów, o których wspomniała, że musiała ich prosić o pozowanie przez dwa miesiące, jednak najwięcej szkiców było właśnie bliźniaka. Podczas snu, zza obiektywu aparatu, jego profil, zarys samej twarzy. Uważnie wybierała zakładki, aby nie zobaczył niektórych szkiców, które traktowała jako coś naprawdę intymnego. Nigdzie nie było widać autoportretu. - Pokażę ci pewną panią, sąsiadkę z Doliny, której szkicowanie było dla mnie wielką przyjemnością. Ma bardzo idealne rysy do narysowania, naprawdę. Zero zmarszczek, łagodny owal twarzy, duże oczy… - przekartkowała przedstawiając mu jeden z ostatnich dzieł, z których była dumna. - Jeden taki twór to minimum miesiąc pracy, a dwa jeśli niesystematycznie. - dopowiedziała i już nie szukała innych dzieł, dając tym samym niemy znak, że pokazała wszystko, co mogła. - Nie ożywiam ich, bo to dzieła dla mnie samej, a nie dla kogoś. Ruchome potrafią schować ważny detal twarzy, który mógłby przyciągać wzrok. Każdy ma w swojej mimice coś wyjątkowego, co się z nim nieodłącznie wiąże. - cieszyła się ogromnie mogąc podzielić się swoją pasją. Patrzyła na Riley'a z pełną uwagą, tym razem zerkając na jego rysy twarzy. Oparła brodę o palce. - Ty na przykład masz wysokie kości policzkowe, co bardzo ładnie wydłuża twoją twarz. Głęboko osadzone oczy sprawiają, że rzęsy rzucają na nie cień i zapewne w ciemności trudno dojrzeć twoje źrenice… - nie zdawała sobie sprawy, że powiedziała to na głos. Wstrzymała oddech, a skóra na jej ciele nieco pobladła, tymczasowo usuwając wakacyjną opaleniznę. - Przepraszam, jeśli znów się bezczelnie spoufaliłam. To silniejsze ode mnie, a naprawdę próbuję się gryźć w język. - posłała mu przepraszające spojrzenie. Nie chciała by uciekał albo czuł się zażenowany w jej towarzystwie. By uratować się przed uczuciem zawstydzenia, sięgnęła po szklankę i wypiła do końca koktajl. Nie przywykła do powstrzymywania słów i gestów, a już chyba wystarczająco Riley'a sobą nastraszyła.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 9 Wrz - 18:39;

Kiwnąłem szybko głową po jej słowach zgadzając się z częścią jej wypowiedzi, ale jednocześnie uśmiechnąłem się z lekkim powątpiewaniem.
- Oj tak, zdecydowanie przydałaby się wtedy ogromna sala, ale z drugiej strony nie jestem pewien czy jakikolwiek Fairwyn by się pokazał. Mój ród jest ze sobą tak skłócony, że czasami ciężko jest już zapamiętać kto i dlaczego ze sobą nie rozmawia. Zapraszając wszystkich ryzykujesz karczemną awanturą, obrazą majestatu i śmigającymi w powietrzu zaklęciami. - Przyznałem i chociaż widziałem w tym nawet zabawny kontrast do sytuacji Elaine (kojarzyłem, że spora grupka Łabędzi raczej trzyma się razem) to generalnie nieustanne sprzeczki rodzinne nie były niczym przyjemnym. Kiedy tylko mogłem to zgrabnie wymigiwałem się od zabierania głosu w podziałach majątku, zrzucając ten obowiązek na swojego ojca. On na tej płaszczyźnie z pewnością miał zdecydowanie więcej do powiedzenia. Ja chciałem po prostu tworzyć dla nas różdżki. Zresztą, sądziłem zawsze, że marny byłby ze mnie szef. Tylko samemu sobie potrafiłem być statkiem, żeglarzem i okrętem. Wpatrzyłem się we własne dłonie złożone na stoliku. Splótłszy ze sobą palce, odrobinę za mocno dociskałem je do siebie.
- Poza tym, chcąc nie chcąc, ja chyba też jestem jedną z licznych kości niezgody. - Powiedziałem w zamyśleniu. Nie chciałem się jej zwierzać. Jak Merlin mi świadkiem, nigdy nie robiłem tego bez potrzeby, nawet w stosunku do najbliższych przyjaciół. Nie pytany nie wyrażałem własnej opinii, nie dzieliłem się wspomnieniami, nie zwierzałem z emocji. Tymczasem teraz słowa wypłynęły ze mnie po prostu naturalnie. Trudno mi stwierdzić czy to potrzeba podzielenia się z kimś dręczącym mnie ostatnio poczuciem niedopasowania do reszty czy też zwyczajny przypadek i brak ostrożności sprowadziły mnie w kierunku tego zwierzenia. Słowa padły, a kiedy już je wypowiedziałem, sam zdziwiłem się, że nie tylko tak łatwo było mi je przywołać, ale również iż nie czułem się z tym aż tak niekomfortowo jak zazwyczaj. Poczułem strach, jak zwykle, gdy niejako mogłem być poddany czyjejś ocenie, ale nie wycofałem się z tego stwierdzenia. Zarazem wcale nie pociągnąłem tych słów dalej, pozwalając Elaine mówić o jej zainteresowaniach. Słuchanie jej sprawiało mi zdecydowanie więcej przyjemności, niż mówienie o sobie. Palce przestały zaciskać się kurczowo na sobie. W miejscach, w których zbyt silnie docisnąłem skórę widniały teraz zaczerwienione ślady. Moje niebieskie spojrzenie przyjrzało się uważnie każdemu z pokazanych mi szkiców. Nie wydawałem pochopnej oceny. Każdy z portretów zasłużył na moje uważne spojrzenie. Nie dało się ukryć, że łatwo było poznać kto jest jej ulubionym modelem!
- Szału nie ma… - powtórzyłem jej słowa, unosząc pytająco brew. - Widać, że włożyłaś w nie swoje serce. Staranne i wyraźne, nawet nieożywione są piękne. Zwłaszcza nieożywione. - Oceniłem i nie był to wcale pusty komplement. Jako, że interesowałem się odrobinę mugolskimi wynalazkami to byłem w stanie docenić piękno nieożywionej sztuki równie mocno jak tej typowo czarodziejskiej. Nie wypowiadałem się jednak pod kątem samej techniki, bo o niej nie miałem zielonego pojęcia. Jednakże dla osoby z boku, która sztukę jedynie od czasu do czasu podziwiała, jej rysunki wcale nie były zwykłym „szału nie ma”. Chciałem posłać jej uśmiech, ale pod jej czujnym spojrzeniem zawahałem się. Milczałem przez chwilę i nietrudno było poznać, że taka ocena nieco mnie speszyła. Nie powiedziała niczego niewłaściwego. Wprost przeciwnie, spojrzała na mnie przez swoją artystyczną lupę i potrafiłem to docenić, a jednak niewiele mogłem poradzić na fakt, że moja fizyczność już od lat była dla mnie aspektem niezwykle delikatnym, o którym wolałem nie myśleć, jeżeli sytuacja mnie do tego nie zmuszała. Zwłaszcza, że była ona jednym, wielkim fałszem.
- W porządku, nie przepraszaj. Nie powiedziałaś niczego niewłaściwego. - Przyznałem po chwili ciszy i zamiast błądzić spojrzeniem po stoliku, uniosłem wzrok, aby spojrzeć jej w oczy. - Zdaje się, że to ja powinienem przeprosić ciebie. Głupio mi, że wstrzymujesz się od czegokolwiek przez wzgląd na mnie. - A akurat prawda nigdy nie powinna być przemilczana. Moje spojrzenie nie było proste do rozszyfrowania, a jednak wciąż widać było w nim łagodną sympatię do jasnowłosej Krukonki. Tym większą, że faktycznie zdawała się dbać o mój komfort podczas tej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 9 Wrz - 19:54;

Wyjaśnienia Riley'a autentycznie ją zszokowały. Żyła w rodzinie, w której panował ogrom miłości mimo większych bądź mniejszych niesnasek między niektórymi jednostkami. Nie wyobrażała sobie, aby ktokolwiek z nich podniósł przeciwko sobie różdżkę.
- Ojej, to brzmi strasznie smutno. - zdziwiła się własną reakcją - naprawdę było jej przykro i przejęła się tym, co powiedział. Zacisnęła na moment zęby, aby powstrzymać silną ochotę przytulenia Riley'a, aby ukoić swój bądź jego ukryty smutek. Powtórzyła sobie w myślach, że jedynie Swansea tolerują taką wylewność z jej strony. - Nigdy nie sądziłam, że można w rodzinie aż tak się... nie lubić. To dla mnie jak abstrakcja... Przykro mi, Riley. - i choć współczuła mu, to nie okazywała tego wzrokiem pomna tego, iż mężczyźni niezbyt lubią ten rodzaj emocji. Zerknęła w kierunku jego dłoni i odkryła tym samym, że poruszyła bardzo grząski grunt. Na usta cisnęły się przeprosiny lecz nie zdążyła ich nawet otworzyć, bowiem Riley pociągnął temat. Zrozumiała, że usłyszała coś, co nie mieściłoby się w relacji czysto koleżeńskiej. Postanowiła tego nie zepsuć, choćby miała gryźć się w język co dwie minuty. Riley jednak nie wycofał słów, nie zbagatelizował ich, a je zostawił; zupełnie jakby unosiły się między nimi i czekały na odpowiednią reakcję.
- Jesteś tak sympatyczny i spokojny, że trudno uwierzyć, byś miał być czyimkolwiek powodem do kłótni. - odpowiedziała powoli, ostrożnie, ważąc każde słowo, jakby z obawą, że gdyby chociażby jedna sylaba brzmiała nie tak, jak powinna, to Riley wycofa się i znów zamknie. Tak, właśnie w tym momencie mogła nazwać go zamkniętym w sobie, cichym człowiekiem, który musiał mieć powody do swojej nieufności cielesnej i emocjonalnej. Elaine znała się trochę na ludziach wszak przebywała w ich tłumie niemalże codziennie. Mogła mylić się, a jednak też znaleźć ziarno prawdy.
Mimo, że powiedział coś tak znaczącego, dokończyła opowiadanie o szkicach. Posłała mu pełen wdzięczności uśmiech słysząc bardzo miły komentarz. Przysunęła do siebie notatnik, zamknęła go cicho i oparła o nie dłonie, zasłaniając przedmiot niemal całkowicie. Pluła sobie w brodę za swój nietakt. Dobrą godzinę temu (albo i dwie?) zauważyła, że Riley czuje się źle w bliskości, jednak dopiero gdy go odruchowo przeprosiła za spoufalanie się, zauważyła, że i mówienie o jego aparycji też mogło budzić w nim dyskomfort. Zmartwiła się - prawdopodobnie miał o sobie niską samoocenę, stąd reakcja obronna w tych kwestiach. Zachowywał się uprzejmie, życzliwie, miał ciepłe spojrzenie, a jednak zaczęła dostrzegać w tym mechanizm obronny. Przed tobą, Elaine. Przycisnęła opuszki palców na grzbiecie notatnika i próbowała zająć się "naprawieniem" koloru skóry, gdy poczuła na sobie wzrok.
- To ja tutaj jestem winowajczynią, Riley. Gdybym mogła, przytulałabym każdego rozmówcę, bo potrafię być aż nazbyt wylewna czy to gestem czy to w rozmowie. Wiem, że nie każdy to lubi, ale nie chcę, żebyś się czuł źle przy mnie. Więc staram się pilnować. - nie przyjęła jego przeprosin uznawszy je za bezpodstawne. Starała się uszanować jego prywatność i znaleźć kompromis między własną wylewnością a jego powściągliwością. Kto jak kto, ale to w jej obowiązku jest zatem się pilnować. Łatwiej jest się powstrzymać niż zmusić do czegokolwiek. Niechcący wyjawiła też, że zależało jej na jego dobrym samopoczuciu, skoro spędzali ze sobą miłe popołudnie. Riley był inny niż ci mężczyźni, których dotychczas spotykała. Zachowywał się tak, o nieświadoma ironio, naturalnie, bez sztuczności - przynajmniej w jej odczuciu, a to mogło udowadniać jak wiele musiał wypracować w sobie opanowania, by być tak wiarygodnym. Mimo, że poruszyli temat inny niż dotychczas, łatwo było utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. Nie czuła skrępowania ani zawstydzenia, jedynie lekkie zakłopotanie własnym zachowaniem. Gdyby uciekł przed nią kolejny raz, chyba pękłoby jej serce.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 9 Wrz - 20:34;

Jej smutek był uprzejmy, chociaż nie do końca dla mnie zrozumiały. Jej empatia sięgała widać daleko poza moje początkowe przypuszczenia, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Elaine Swansea jest po prostu dobrym człowiekiem. Współczującym i ciepłym, który ze zdradliwością Fairwynów nie powinien mieć zbyt wiele do czynienia dla swojego własnego dobra.
- Nie przejmuj się tym, można się do tego przyzwyczaić. - Stwierdziłem może odrobinę zbyt sucho i lekko, ale jednak szczerze. Nie wyobrażałem sobie nawet co by ze mnie zostało, gdybym zaczął przejmować się szczerymi aż do bólu ciotkami i złośliwymi kuzynami. Moja rodzina wcześniej ograniczała się do kilku najbliższych… teraz była jedynie duetem. Niezwykle niezgranym i niezręcznym w swoim towarzystwie. Ja i ojciec mieliśmy teraz wyłącznie siebie. A właściwie on miał mnie, a ja nie miałem już nikogo. Żeby złagodzić trochę brzmienie swoich słów uśmiechnąłem się przyjaźnie, chociaż uśmiech ten nie objął moich oczu. Czujnych pomimo lekkiej zadumy, w którą wpadłem. Niemniej, naprawdę nie chciałem, aby martwiła się moją sytuacją. Wychodziłem z założenia, że od dbania o siebie byłem wyłącznie ja sam.
- Życie lubi pleść pokrętne scenariusze. - Odpowiedziałem na jej słowa ucięciem tematu, chociaż jej odpowiedź naprawdę mi pochlebiła. Utwierdziła mnie nią w przekonaniu, że moja skrytość w gruncie rzeczy ma naprawdę dużo sensu. Pod maską opanowania kryło się zwykle dużo więcej, niż sympatyczność i wiele z tych cech nie mogłoby mi pomóc w zjednywaniu sobie przyjaciół. Zwłaszcza, że jedną z nich była bezlitosna brutalność względem zwierząt oraz satysfakcja z udanego polowania. Póki jednak nie znała mnie na tyle dobrze, mogłem cieszyć się z jej towarzystwa. Lekkiego, umilającego popołudnie. Chociaż na ogół stroniłem od ludzi, dzisiaj zupełnie nie miałem ochoty na wychodzenie z lodziarni. Lód z mojego koktajlu już dawno się rozpuścił, a jednak wciąż siedzieliśmy. Zapatrzeni i zasłuchani w siebie, zainteresowani, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy w życiu. Prawdę mówiąc, ja trochę tak się czułem. Oderwana od grona znajomych Elaine wydawała mi się o wiele przystępniejsza, niż na co dzień. Skwapliwie skorzystałem z okazji, aby uszczknąć kawałek.
- Doceniam to - przyznałem głośno, nie wiedząc za bardzo co jeszcze powinienem dodać. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego jak reagowałem na nadprogramową bliskość, ale żadne z nas nie mogło nic poradzić na tę niedogodność. Niezależnie od tego jak bardzo by mi dzisiaj nie zaimponowała, nie wyciągnąłbym do niej ręki, aby ją uściskać. Nie teraz, nie w okolicznościach, w których można było tego uniknąć. Czy to robiło ze mnie człowieka nieczułego? Może. W moich oczach nie, ale czy jej ocena miałaby być równie pobłażliwa?
- Mimo wszystko, przepraszam - powiedziałem nagle i przerwałem tym samym kilkusekundową ciszę jaka między nami zapadła. - Wyobrażam sobie jak musi ci być przy mnie ciężko. - I tyle, żadnego zaproszenia do faktycznego pogłębienia kontaktu. A jednak była to swego rodzaju zagrywka, aby może pociągnąć ją jeszcze trochę za język i dowiedzieć się czy faktycznie chciałaby tego, czy raczej jest w stanie pogodzić się z faktem, że trafiła różdżka na charłaka. Z minuty na minutę ciekawiła mnie coraz bardziej, nic więc dziwnego, ze nie mogłem się powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Znamię na karku, nowy metamorfomagiczny wizerunek od połowy czerwca
Galeony : 799
Dodatkowo : metamorfomag, prefekt
  Liczba postów : 1252
https://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
https://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
https://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382
https://www.czarodzieje.org/t18301-elaine-j-swansea-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 9 Wrz - 20:59;

Dotknęła plecami oparcia krzesła, zaprzestając obciążania stolika swoimi łokciami. Spoważniała i choć mówiła o smutku, to nie dała mu się porwać na całego, bo inaczej mogłaby się nawet i popłakać. Wielu ze Swansea wielokrotnie przestrzegało ją, iż pewnego dnia przejedzie się na swojej emocjonalności. Nie potrafiła jednak nie angażować się i nie przeżywać z drugim człowiekiem. Riley miał w sobie coś, co przyciągało wzrok i stąd pragnienie, by go poznać chociaż odrobinę. Odczuwała wyrzuty sumienia, że nigdy nie zwróciła na niego takiej uwagi jak powinna. Okazało się, że miał pasję tak silną jak i jej zamiłowania artystyczne i choć dziedziny były skrajnie różne - ton głosu i radość płynąca z możliwości podzielenia się wiedzą była ta sama. Nie uwierzyła w ten uśmiech, jaki sprezentował. Widziała wcześniej taki pełen emocji, szczery, wywołujący blask w oczach, aby "zadowolić się" tą marną imitacją. Nie zdołała go nawet odwzajemnić.
- To źle, że można się do tego przyzwyczaić. - odpowiedziała głosem tak stanowczym, aż siebie samą tym zaskoczyła. - Nie trzeba się lubić w rodzinie, ale żeby wzajemnie się atakować? To skrajny nietakt i brak szacunku. Być może nie jestem w stanie w pełni tego zrozumieć, bo w moim dzieciństwie mocno akcentowano współdziałanie w rodzinie. To źle, Riley, że się do tego przyzwyczajasz. To destrukcyjne. - jego imię zabrzmiało inaczej niż dotychczas, gdy je wymawiała. Odniosła wrażenie, że przesadziła, że znów to zrobiła, a jednak wzburzenie nie potrafiło przejść w milczenie. To nie tak, że Elaine żyła z wszystkimi w zgodzie. Przykładem była jej relacja z matką - nie potrafiły się dogadać na żadnej płaszczyźnie, wielokrotnie sprzeczały się, jednak zawsze był ten minimalny szacunek nie tylko dziecka do matki, ale i matki do dziecka. Sama myśl, że u Riley'a musiało być... tak chaotycznie wzbudzał w niej silny protest, zakorzeniony głęboko w świadomości. Skrzyżowała ręce na ramionach, zostawiając notatnik na stoliku.
- Naprawdę wyglądam jakby było mi ciężko? - te słowa ją zabolały przez co musiała zawalczyć przez chwilę z przypływem łez. Zbyt emocjonalnie. - To popołudnie mnie tak mile zaskoczyło, że sobie nie wyobrażasz. W "Esach" kręciłam nosem, że nikogo ze sobą nie zabrałam na zakupy, a potem wpadłam na ciebie. Gdyby było mi, jak to powiedziałeś, ciężko to nie siedziałabym tu drugiej godziny. - żałowała, że wypiła cały koktajl. Z dziwnego powodu poczuła w ustach suchość, a i gęsia skórka postanowiła zaatakować jej skórę. Zmarszczyła czoło, na moment wbiła wzrok w swoje dłonie, aby "naprawić" całą siebie. Udało się przywrócić normalny kolor skóry, jak i blond włosów. - Ciężej byłoby mi, gdybyś olał wyjście na koktajle po tym, jak cię tam stratowałam. - dodała, próbując tym samym nieudolnie wyrwać się z przejęcia całą sytuacją.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Galeony : 4204
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 1699
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 9 Wrz - 21:24;

Powstrzymałem się od wzruszenia ramionami. Nie było mi do twarzy ze zbytnią nonszalancją, toteż jedynie przyjrzałem się jej dłużej, gdy wyraziła się tak stanowczo.
- To część mojego życia odkąd tylko pamiętam. - Przyznałem szczerze, bo nie była to szczególnie chroniona informacja. - Moje ciotki i wujowie toczyli ze sobą batalię na długo przed tym zanim zrozumiałem, że jest o co się sprzeczać. Tak po prostu zawsze było. - Uzupełniłem, chociaż wciąż nie byłem pewien czy zaakceptuje te odpowiedź. Moja sytuacja musiała wydać jej się naprawdę patologiczna. Kiedy dorastasz w pełnej, kochającej rodzinie nie potrafisz zaakceptować faktu, że człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do każdych, nawet najgorszych warunków. Tymczasem ja miałem dach nad głową i ciepłą strawę. Mogłem pobierać nauki u mistrzów różdżkarstwa i rozwijać się wedle własnego uznania. Mogłem odsunąć się od rodzinnych waśni, aby żyć wyłącznie własnym życiem.
- Poza tym, myślę że akurat mnie żadne z nich nie bierze za poważnego konkurenta. To wojna o majątek, Elaine, a ja jestem tylko wnukiem spadkodawców… z mnóstwem kuzynów, wujów i ciotek. - Wprowadziłem ją nieco w realia najsłynniejszych twórców różdżek w Wielkiej Brytanii. Uśmiechnąłem się trochę krzywo, niezwykle świadom tego, że taka informacja mogła nieco ją zawieźć. Z zewnątrz wszystko zawsze wygląda pięknie. - Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. To ci sami ludzie, którzy szkolili mnie w wytwórstwie różdżek i pozwalali mieszkać pod własnym dachem. Jesteśmy rodziną w rodzinie. - Dodałem jeszcze, chociaż nie byłem pewien czy zrozumie to rozróżnienie mnie i rodziców od pozostałej części familii. Chciałem zaznaczyć, że nie dorastałem bezpośrednio w tym, jak to określiła, destrukcyjnym środowisku. Jednakże zanim powiedziałem coś jeszcze, przypomniałem sobie o tym gdzie jesteśmy. Ktoś przechodząc szturchnął mnie w łokieć, wybijając mnie z nastroju na zwierzenia. Nagle zauważyłem, że mija nas naprawdę sporo ludzi. Drugie tyle mogło nas słyszeć. Nie zwracaliśmy szczególnej uwagi na zniżanie głosu. Poczułem się nieswojo, jakbym właśnie zdradzał własne przekonania. Być może właśnie przez wzgląd na to co się stało, nie do końca wiedziałem co powinienem jej odpowiedzieć. Wobec tego po prostu milczałem, faktycznie przez chwilę zastanawiając się nad tym, że jesteśmy w stanie po prostu siedzieć i rozmawiać bez końca. To była dla mnie pewna nowość, a chociaż bardzo chciałem ją zbadać, zdążyłem już wycofać się do swojego kokonu.
- Możemy to jeszcze powtórzyć. Tylko bez tratowania. - Podsumowałem, uśmiechając się do niej łagodnie, chociaż moje oczy miały w sobie odrobinę rozbawienia. Bez tratowania mogło być tylko lepiej. Nieoczekiwanie chwyciłem za rączki ciężkiej, papierowej torby.
- Może w przyszłym tygodniu? - Zapytałem prostując się na krześle, aby wstać. Nie chciałem odchodzić, ale nie byłem w stanie dłużej uciekać od konieczności poukładania sobie tej rozmowy w głowie. Potrzebowałem pobyć sam i zweryfikować skąd wzięła się u mnie ta dziwna szczerość, a także zastanowić się czy właściwym jest dzielenie się nią właśnie z Elaine. Nieufność kiedyś odsunie ode mnie wszystkich życzliwych ludzi…

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska
Galeony : 330
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 656
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyPon 16 Mar - 14:36;

Przechadzka po ulicy Pokątnej w Londynie zawsze dodawała Whitehorn energii. I podnosiła na duchu - jak większość jakichkolwiek aktywności. Zdawała się odkrywać na nowo codzienne czynności, i choć wcześniej pracowała stricte w samym Londynie, tak nie miała po prostu czasu na takie popołudniowe spacery. Praca Uzdrowicielki - pracoholiczki na dodatek - zajmowała lwią część czasu Perpetuy. Pozostałą część przeznaczała na sen, jeśli w ogóle jakiś taki czas jej pozostawał.
Naprawdę dawno nie była na Pokątnej!
Z oczyma błyszczącymi radością, krążyła po magicznej dzielnicy Londynu, od sklepu do sklepu, zupełnie bez konkretnego celu. Cieszyła się wolnym czasem, widocznie promieniejąc i obdarzając przypadkowymi uśmiechami wszystkich, którzy tylko zawiesili na niej wzrok. Dzieliła się swoją nagromadzoną energią bez krzty obłudy - lubiła przebywać wśród ludzi i wszyscy, którzy znajdowali się w jej otoczeniu to odczuwali. A twarze odwzajemniające jej uśmiechy, nakręcały złotowłosą jeszcze bardziej. Chodząca karuzela wesołości.
Bordowa sukienka, sięgająca połowy łydki, szeleściła cicho przy każdym jej kroku. Dziś Pet była ubrana bardzo monochromatycznie, stawiając jedynie na jeden kolor: czerwień we wszystkich możliwych odcieniach. Energetyzujący, mocny kolor jedynie podkreślał jej dzisiejszą aurę.
Jednak nawet Whitehorn siadają kiedyś baterie. Nieco już zmęczona swoim rajdem po Pokątnej, zwolniła odrobinę, odciążając chorą, prawą nogę. Musiała trochę bardziej opierać się na swojej lasce, widocznie przy tym kulejąc - humor jej jednak nie opuszczał. Złotowłosa była już przyzwyczajona i nawet zaprzyjaźniona ze swoim małym kalectwem - właściwie to laska stała się jej częścią. W końcu już prawie 30 lat służyła jej za trzecią nogę.
Nie zwlekając ni chwili dłużej, postanowiła zrobić sobie przerwę - a nie było nic lepszego w to jeszcze chłodne popołudnie, aniżeli Malinowy Chruśniak u Floriana Fortescue. Ubóstwiała tą malinową herbatę - głównie przez subtelną cytrynową nutę, a nie główny smak malin.
Zgarniając filiżankę pełną parującego naparu, rozsiadła się z cichym westchnięciem ulgi przy jednym z kolorowych stolików. Było chłodno - ale nie na tyle, żeby chować się w środku lokalu - więc wyszła na ogródek. Zimowy, ciemnoczerwony płaszcz, doskonale jeszcze utrzymywał ciepło w filigranowym ciałku uzdrowicielki.

@Bianca Zakrzewski

______________________



Courage doesn't always roar

Sometimes courage is a quiet voice at the end
of the day saying, "I will try again tomorrow".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bianca Zakrzewski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174cm
C. szczególne : veela vibe || zniszczone terpentyną dłonie umazane farbami
Galeony : 1285
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 701
https://www.czarodzieje.org/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
https://www.czarodzieje.org/t14416-bianca#381732
https://www.czarodzieje.org/t14415-pianki-bianci#381731
https://www.czarodzieje.org/t14414-bianca-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t18447-bianca-zakrzewski-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptySob 21 Mar - 15:35;

To, że pannę Zakrzewski można było spotkać przede wszystkim w Londynie nie powinno nikogo dziwić. Bowiem ćwierćwila nie dość, że w tym mieście mieszkała, to jeszcze pracowała, a praca ta pochłaniała sporą część jej czasu. Nie wybaczyłaby sobie nie zawitać tego dnia na Pokątnej, która to zdawała się być najbardziej magiczną ulicą w Londynie. Bianca miała tyle samo wspólnego ze światem magicznym co i mugolskim, często odwiedzała swoją prababkę, która wykrzesała z niej pierwszą iskrę artystycznego talentu. Blondynka była jej za to niezmiernie wdzięczna, nie wiedziała kim by dzisiaj była, gdyby nie ta staruszka. Uwielbiała ją całą sobą i obiecała sobie dzisiaj kobietę odwiedzić, choć pierwsza w kolejności była Pokątna.
Ubrana niebywale klasycznie – w bladoróżową koszulę, długą czarną marynarkę, spodnie do kompletu i długi płaszcz – stawiała kolejne miękkie kroki, bo kostce ulicy, z dopisującym humorem. Wolne, które zrobiła sobie już jakiś czas temu na hogwarckich feriach, dodały jej dużo energii i aż miło było wrócić do zabieganego życia. Nie jest to wprawdzie tajemnicą, ale Bianca była koszmarną pracoholiczką i co więcej – absolutnie nic nie chciała z tym zrobić. Swoją pracą żyła, była to też jej największa pasja, więc bynajmniej jej to nie przeszkadzało. Dzieliła swój wolny czas na poświęcanie go swoim psom, a także na drobne przyjemności i spotkania ze znajomymi. Kwaśno jednak mogła stwierdzić, że większość szkolnych przyjaźni upadła, bowiem nie było jej w kraju prawie rok, czasem jedynie wymieniając listy ze swoim bratem. Była na siebie o to zła, jednak zbierając nowe doświadczenia, była absolutnie zaaferowana swoimi sprawami. Mogła się pochwalić, że w artystycznym świecie, w którym bez cienia wątpliwości czuła się jak ryba w wodzie, zaczynała coś znaczyć, a ciężka, codzienna praca się opłacała.
Niewielkie przyjemności, o których była powyżej mowa, obejmowały również jej słabość do uroczych kawiarni i cukierni. Zakrzewski nie potrafiła sobie odmówić słodkiego i dziękowała Merlinowi za tak fantastyczną przemianę materii. Z torbą, powiększoną zaklęciem rzecz jasna, przewieszoną przez ramię, w której to miała sporą część swoich szkiców, co świadczyło o niemożliwości oderwania się Bianci od pracy, przekroczyła próg lodziarni, z uśmiechem błądzącym w kącikach jej różowych warg. Podeszła do lady i zamówiła syrenie latte, a do tego czekoladowe ciastko. Och, jak ona uwielbiała czekoladę!
Rozejrzała się po wnętrzu lokalu, a kiedy dostrzegła samotnie siedzącą kobietę, jej zgoła miła natura podpowiedziała, by może zaproponowała towarzystwo. Absolutnie niezobowiązująco, ot co, zwyczajna propozycja, którą można odrzucić, bez żadnego problemu. Skierowała się więc w jej stronę.
Wolne? – zagaiła, z miłym uśmiechem, rozciągającym jej usta.

______________________


creativity takes courage
there are painters who transform the sun to a yellow spot, but there are others who with the help of their art and their intelligence, transform a yellow spot into sun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska
Galeony : 330
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 656
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyNie 5 Kwi - 12:18;

Zatopiona w myślach swobodnie przepływających po meandrach jej umysłu - Perpetua popijała drobnymi łyczkami swoją herbatę, obserwując ludzi przechadzających się po ulicy. Pokątna była naprawdę obleganą uliczką przez czarodziejską brać. Whitehorn mogła dostrzec tu wszystkich - urzędników, uczniów, studentów, artystów, a nawet szemranych typów - choć tych było dostrzec najtrudniej. Ktoś o wprawnym oku mógł jednak bez trudu rozróżnić bywalców Nokturnu, którzy opuścili swoje ciemne uliczki na rzecz skąpanej w marcowym słońcu Pokątnej. Choć ubrani jak każdy inny czarodziej - ich rozbiegane spojrzenia, niemal zawsze czujne, były aż nazbyt sugestywne.
Perpetua była kilka razy na Nokturnie w swoim życiu. Tylko te wizyty mogłaby zliczyć na palcach jednej ręki - i absolutnie tego nie żałowała. Jej krew w tamtym miejscu budziła wręcz niezdrowe zainteresowanie.
Tak sobie po cichu siorbiąc parującą herbatę, podniosła wzrok na zbliżającą się do jej stolika blondynkę. Aż oczy jej się ucieszyły na propozycję młodej kobiety.
- Oczywiście skarbie, zapraszam - uśmiechnęła się promiennie znad filiżanki, mimowolnie prostując się nieco.
Z zaintrygowaniem przyjrzała się swej nowej towarzyszce, z nieukrywanym, niemym zachwytem. Była śliczna, w nienachalny, subtelny sposób po prostu ściągała spojrzenie. Miała w sobie coś znajomego, czego Perpetua jednak nie była w stanie określić. Była natomiast pewna, że jeszcze nigdy nie spotkała dziewczyny - na pewno by ją zapamiętała, jeśli nie imię i nazwisko, to przynajmniej twarz.
- Przerwa w pracy? - zagaiła niewinnie, przekrzywiając głowę z zainteresowaniem, a złote loki przelały się z jednego ramienia na drugie.
Aktualnie starała się chwycić spojrzenie Panny Zakrzewski, tylko po to, żeby puścić jej zawadiackie oczko. Nie, to nie był flirt, bardziej humorystyczne przełamanie lodów. Perpetua miała to do siebie, że jeśli już znajdowała interlokutora - poświęcała mu swoją pełną uwagę, co można było odczuć. Czy mogło być coś lepszego niż rozmówca, który rzeczywiście cię słuchał? Whitehorn nie skąpiła swojego czasu nikomu, w końcu to był ten typ zasobu, którego miała nieograniczoną ilość. A zwłaszcza w te wolne od Hogwartu dni.

______________________



Courage doesn't always roar

Sometimes courage is a quiet voice at the end
of the day saying, "I will try again tomorrow".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bianca Zakrzewski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174cm
C. szczególne : veela vibe || zniszczone terpentyną dłonie umazane farbami
Galeony : 1285
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 701
https://www.czarodzieje.org/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
https://www.czarodzieje.org/t14416-bianca#381732
https://www.czarodzieje.org/t14415-pianki-bianci#381731
https://www.czarodzieje.org/t14414-bianca-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t18447-bianca-zakrzewski-dziennik
Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 EmptyNie 5 Kwi - 14:55;

Bianca gdzieś z tyłu głowy zawsze wiedziała, że przyciąga spojrzenia, była nawet pewna, że nie miało to nic wspólnego z namiastką wilowskich genów, które odziedziczyła. Zawsze jednak chodziła wyprostowana i pewna siebie, jakby bezapelacyjnie w każdej swojej czynności miała konkretny cel. Prawda była jednak taka, że przy bliższym poznaniu zauważyć można było jej artystyczne roztrzepanie, to jak więcej potrafi dostrzec w zwykłych czynnościach i ile kolorów widzi w jednej rzeczy, która dla innych mogła być jedynie „zielona”. Zdradzały ją natomiast dłonie, pod krótkimi paznokciami zawsze znajdowały się resztki farby, a i jej palca były nią pomazane. Starała się pamiętać, by zawsze dokładnie wszystko wyszorować, jednak był to też jej znak rozpoznawczy, szczególnie kiedy była w twórczym szale. Teraz jednak jedynie niewielki plamki zdobiły jej ręce, a ona zajmowała właśnie miejsce obok przemiłej kobiety.
Dziękuję. – odparła i jej wargi rozciągnęły się w szerszym uśmiechu. W głębi duszy czuła, że ma do czynienia wcale z nie taką przeciętną postacią. Kobieta zarażała dobrą energią, a jej uśmiech zdawał się rozświetlać całe to lokum.
Wygodnie usiadła na fotelu i pociągnęła łyk zamówionej wcześniej kawy. Zakrzewski nie patrzyła na ludzi tak jak większość osób. Widząc mijających ją czarodziejów widziała możliwości uchwycenia chwili, ich emocji i tego jak oddać na płótnie ich prawdziwe ja. Zapatrzyła się chwilę na tę dynamiczną chwilę na tętniącej życiem ulicy. Jej uwagę jednak zwróciła kobieta.
Tak dokładnie. – powiedziała, odkładając kubek na stół, zerkając na umazaną na indygo lewą dłoń, cóż, dawno przestała się tym przejmować. – Czasem należy odpocząć, choć biorąc pod uwagę, że nawet na kawę przytachałam ze sobą niedokończone szkice, to chyba nie umiem uwolnić się od pracy. – parsknęła śmiechem, musiała coś ze sobą zrobić. Podniosła wzrok na towarzyszącą jej czarownicę, a w kąciku jej ust błąkał się uśmiech rozbawienia. Kobieta wydawała jej się niebywale uprzejma i intrygująca, aż Bianca poczuła ogromną chęć, by ją namalować. Zaczęła analizować w głowie jak powinna ująć na płótnie włosy kobiety. One nie było po prostu blond. Były złote, karmelowe, piaskowe, a i bielą tytanową musiałaby się posłużyć, by oddać sposób w jaki odbijały światło. Po chwili jednak zorientowała się, że wpatruje się w kobietę, więc spuściła wzrok, nie powinna tak robić. Jej umysł wciąż jednak analizował szeroką gamę kolorów i odpowiednich farb, a ona nic nie mogła na to poradzić. Pewne rzeczy były od niej silniejsze. W takich chwilach rządziła nią dusza, która całkowicie należała do malarstwa.

______________________


creativity takes courage
there are painters who transform the sun to a yellow spot, but there are others who with the help of their art and their intelligence, transform a yellow spot into sun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 QzgSDG8








Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty


PisanieLodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty Re: Lodziarnia Floriana Fortescue  Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Lodziarnia Floriana Fortescue

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Lodziarnia Floriana Fortescue - Page 6 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-