Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Galeony : 306
  Liczba postów : 299
http://www.sophiejones.blog.onet.pl
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Cze 29 2010, 21:33;

First topic message reminder :


Ulica


***


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 822
  Liczba postów : 1277
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14139-calum-dear
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lip 08 2018, 23:24;

Mieszkając przy Tojadowej nauczyłem się nowych dróg po Londynie i nawet bywały dni, w których rezygnowałem z teleportacji na rzecz zwykłego, całkiem przyjemnego spaceru po ulicach miasta. Do tej pory bywałem tylko w niektórych miejscach, wybiórczo - na Pokątnej rzecz jasna, by zakupić potrzebne rzeczy, których przez wzgląd na różne czynniki nie mogli mi załatwić rodzice bez wychodzenia z domu; w mugolskiej dzielnicy w sklepie z amuletami, w którym przepracowałem kilka dobrych miesięcy w zeszłym roku i studio tatuażu, w którym popełniłem jeden z większych błędów młodości w postaci skrywanego przed światem tatuażu. Poza tym raczej nie przebywałem tu "dla funu", bo nawet nie miałem pojęcia, gdzie miałbym szukać rozrywki.
Wszystko zmieniło się, odkąd wynająłem tu mieszkanie, w całkiem centralnej dzielnicy, z której okazało się, że mam krótki dystans do Dziurawego Kotła. Nie, nie zacząłem spędzać tam każdej wolnej chwili, lecz w dniach takich jak ten kierowałem doń swoje kroki, by następnie przez ulicę Pokątną dojść do pracy na Nokturnie. Nie była to najszybsza z opcji, ale z pewnością obfitująca w wiele wrażeń wzrokowych, jako że należało pokonać niemalże całą magiczną ulicę.
Wystukałem poznany u barmana kod na murku z tyłu pubu i moim oczom ukazało się wejście na Pokątną, wąskie i nieco niskie, więc zachowawczo pochyliłem głowę, nim wkroczyłem w tłum czarodziejów. Zaskoczył mnie obecny tam ruch - rok szkolny wszak dopiero co się skończył, więc po co tak wiele ludzi dokonywało tam zakupów? Rozmyślając częściowo nad tym, częściowo spoglądając na mijane wystawy, szedłem dość wolno, powłócząc nogami. Moją uwagę na moment przykuła błyszcząca miotła na wystawie sklepu z markowym sprzętem do Quidditcha - przydałaby mi się taka, skoro już przyszło mi wygrać z drużyną Ravenclawu tegoroczny puchar Quidditcha. Uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie odbierania pucharu z rąk dyrektorki w Wielkiej Sali, gdy nagle mój wzrok padł na...
- Wendy! - powiedziałem na tyle głośno, by zwróciła swoją uwagę na mnie, po czym żwawszym krokiem podszedłem do niej. - Cześć, co tu robisz? - zapytałem od razu, szczerząc się do koleżanki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : zgaszone oczy, usta pomalowane szminką i woń ulubionych perfum o zapachu kwiatów, czy cytrusów - to zależy od nastroju, drobne, prawie niewidoczne blizny, nie jest ich wiele gdzieś na nodze czy dłoni
Galeony : 117
  Liczba postów : 87
https://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
https://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
https://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
https://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyCzw Lip 12 2018, 21:08;

Często przechadzała się ulicami Londynu, bezdrożami Hogsmeade i ścieżkami Doliny. Nie uważała, aby miała coś z podróżnika. Najprawdopodobniej jej podświadomość pragnęła się wyrwać z domu Royalsów. Miała przebłyski i głosy w głowie, które chciały ją wybudzić ze snu. Krzyczały: "Obudź się! Obudź się". Weź stąd spierdalaj jak najdalej, ale Wendy A, Royal ich nie słuchała. Uważała, że to nie ona. Zapewne był to jej chory umysł. Objawy jakiegoś obłędu z niepoczytalnością i paranoją w jednym. Nie zamierzała brać tego na poważnie. To tylko nic nieznaczące myśli. Błądziła po tym Londynie niczym po galaktyce swego umysłu. Tak wiele dróg jeszcze nie znała. Na pewno nie miała pojęcia o klubach. Wiedziała, że gdzieś tu jakieś się mieszczą, ale w szczegóły nie wnikała. Wielu ludzi uważało Wendy za wzór do naśladowania dla swoich dzieci i młodego pokolenia, powoli wnikającego w świat dorosłych. Tak właśnie miało być. Jeśli chodzi o balangi, tatuaże, alkohol i tak dalej... To ta o to dziewczyna potrzebowała przewodnika. Dryfowała jak statek, jak wrak statku, a nigdzie nie było widać światła latarni. Zapewne złe porównanie. Nie, żeby ktokolwiek chciał z Wendy zrobić nieposłuszną, buntowniczą duszyczkę. Oj, nie dałaby się tak łatwo. Ona uważała, że jej najcięższym grzechem jest głaskanie sów, wymienianych przez jej ojca, żeby za szybko się do jednej z nich nie przyzwyczaiła. Nie wiedziała co to opieka nad stworzeniem, a tym bardziej nie wiedziała, co to znaczy związek z drugim człowiekiem. Jednak dryfuje to dobre słowo.
Włóczyła się, zerkając na witryny sklepowe. Nawet na moment nie zaszczyciła swoim spojrzeniem markowego sprzętu do Quidditcha, który właśnie minęła. Rozmyślała, dopóki nie usłyszała swojego imienia. Ten głos. Pierwsza myśl: "Gdzie się podział Horace?". Chyba to był impuls. Jej myśli działały jak komenda dla typowego Burka. Według określonego schematu. Niczym w spowolnionym tempie spojrzała w stronę Caluma. Ten jego idiotyczny uśmiech. Miała ochotę mu walnąć w twarz. Już przy celowała w myślach... Och, jakby z niej to wszystko zeszło. Już miała na końcu języka słowo "idiota" i prawie użyłaby tego genialnego określenia do Deara. Ale zasady. Kurwa nie wypadało.
- Calum? - Wypowiedziała jego imię (na siwą brodę Merlina, zrobiła to!) bardziej brzmiało to niczym orzeczenie, stwierdzenie cholernego faktu. - Ja... - Tysiąc myśli przemknęło jej przez głowę, aby nagle zatrzymać się i przejść do swobodnego marszu. - Jestem z bratem na zakupach. Wszedł do któregoś ze sklepów, ale zaraz powinien wrócić. - Stanęła na palcach i wychyliła się, udając, że sprawdza, czy Horace do nich nie wraca. Oczywiście, to było kłamstwo, za cholerę nie wiedziała, gdzie jest ten koleś wchodzący w ojcu w dupę.
- Spacerujesz? Zakupy? - Wymieniła kilka słów, jakby szybko chciała zakończyć rozmowę, bo niby zaraz miał przyjść jej brat (co jest nieprawdą) i tylko tak z grzeczności miała zamiar poprowadzić tę niezobowiązującą konwersację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 822
  Liczba postów : 1277
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14139-calum-dear
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lip 15 2018, 03:44;

Znaliśmy się od dzieciństwa, dzieląc wspólny, kiepski los bogatych dzieci wyciąganych na wystawne bankiety, by ładnie wyglądać u boku rodziców, pozować do fotografii i opowiadać, jak bardzo szanują rodzinę. Nie było to najlepsze środowisko do wzrastania, choć z pewnością znaleźliby się tacy, którzy mieli jeszcze mniej szczęścia. W obliczu takiej sytuacji, po czasie wydaje mi się, że nie trafiliśmy aż tak źle, poznając się przed Hogwartem i móc zamienić ze sobą kilka słów. To dało nam możliwość nawiązania relacji...
Cóż, przynajmniej ja uważałem, że Wendy była moją koleżanką. W jej mniemaniu sprawy miały się chyba trochę inaczej - może niespecjalnie za mną przepadała i akurat dzisiejszego dnia postanowiła ów fakt manifestować. Dostrzegłem cień przebiegający po jej twarzy, moment zwątpienia, podczas którego pewnie zastanawiała się, czy odpowiednim posunięciem będzie odpowiedź, czy obrót na pięcie i zignorowanie mojego wołania. Z jakiegoś powodu jednak postanowiła zaszczycić mnie nie tylko spojrzeniem, ale i słowem.
Coś jednak nie grało.
- Z bratem? - powtórzyłem pytającym tonem, również podążając wzrokiem tam, gdzie spoglądała. Mimowolnie ściągnąłem brwi, marszcząc czoło. - Horace tu jest? Może zdążę się przywitać - dodałem, wspominając przez chwilę starszego brata Wendy. Z tego co pamiętałem, bardzo szybko został przeniesiony ze stolika młodzieżowego do tego dorosłego, jeśli mowa o oficjalnych imprezach. Zawsze sprawiał wrażenie człowieka gotowego do działania. Spojrzałem na nią ponownie, przez kilka sekund ważąc w ustach słowa. - Spaceruję, do pracy - odparłem w końcu, w ostatniej chwili rezygnując z podania lokalizacji sklepu, do którego zmierzałem. Mogła zapytać, mogła olać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : zgaszone oczy, usta pomalowane szminką i woń ulubionych perfum o zapachu kwiatów, czy cytrusów - to zależy od nastroju, drobne, prawie niewidoczne blizny, nie jest ich wiele gdzieś na nodze czy dłoni
Galeony : 117
  Liczba postów : 87
https://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
https://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
https://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
https://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyPon Wrz 10 2018, 20:39;

On sprawiał wrażenie uprzejmego dżentelmena. Traktował ją jak koleżankę. Właściwie nie wyobrażała sobie, żeby mógł traktować ją inaczej. Nieprzepadła za Dearem, należącym do domu kruka. Nie wiedziała, dlaczego Calum ją tak irytował. Być może ta jego gęba, chociaż wcale brzydki nie był. Sądziła, że najbardziej denerwuje ją ten jego uśmiech. Możliwe, że coś jej umykało. Jakiś konkretny, istotny szczegół, na który nie zwracała uwagi, ponieważ była zbyt zaabsorbowana swoją osobą. Egoistka. Jednak nadal uważała siebie za bardzo pokrzywdzoną, na pierwszym miejscu stawiała siostrę, jeśli chodzi o ranking pokrzywdzonych przez bogatych rodziców. Caluma i Wendy łączyła dziwna więź, która na pierwszy rzut oka wydawała się całkowicie normalna. Znali się od najmłodszych lat. Ich relacja nigdy nie była spontaniczna, jak ludzi, którzy poznają się przez przypadek, bo wpadli na siebie; to, że się znają, wydawało się ułożone według jakiegoś schematu. Zaaranżowane! Może dlatego nie przepadała za Dearem. Nieświadomie jej mózg mówił, że nie godziła się na zaplanowane znajomości. Tylko że nie mieli wyjścia. Przecież nigdy nie chcieli wyglądać ładnie przy swoich rodzinach. Pragnęli być kimś więcej, ale w zamożnych, a raczej obrzydliwie bogatych rodach niestety tak jest. Jesteś częścią przedstawienia, za którym nie przepadasz, być może go nienawidzisz, ale nie masz wyjścia. Współczuła mu. Calumowi i sobie.
Royal nie sądziła, żeby krukon był aż takim idiotą. Wiedziała, że dostrzegł to jej wahanie. Łganie szło jej beznadziejnie, jednakże wiele razy uratowało jej życie. Właściwie przecież należała do jednych z najlepszych łgarzy w swojej rodzinie; nie licząc ojca i brata. Tutaj mistrzów nie pokonasz.
- Oby nie. - Wymsknęło się jej. Miała nadzieje, że jednak Horace nagle się przed nimi nie zjawi; ponieważ potrafił użyć umiejętności teleportacji. Spojrzała na chłopaka lekko spanikowana, mając nadzieje, że nie słyszał tego, co właśnie powiedziała (i Horace nie z teleportuje się przed nimi).
- Do pracy, a gdzie pracujesz? - Szybko padło z jej ust i naprawdę była tym zainteresowana. Nie chciała wracać do rozmowy o Horacem ani tłumaczyć się z tego głupiego "oby nie", które bezczelnie wymsknęło się jej z malinowych warg, jak trucizna. Czy ktokolwiek mógł podejrzewać, że nienawidzi brata? Chyba tylko Horace to wiedział, chociaż nie wyglądał na przejętego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 822
  Liczba postów : 1277
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14139-calum-dear
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptySob Wrz 15 2018, 01:30;

Aranżacja - pomyśleć, że podobna profesja była w mojej rodzinie tak popularna, mimo że powinno się przypisać ją Lanceley'om. Czasem miałem wrażenie, że wszystko, co otaczało mnie przez większość mojego dzieciństwa i późniejszego życia, gdy tylko musiałem wrócić w progi rodzinnego domu, nosiło na sobie znamiona sztuczności, zupełnie jakby moi rodzice pragnęli wszystko ustawić pod siebie, by nie psuło ich wymarzonej kompozycji, jaką chcieli nadać swojemu życiu. Wielokrotnie miałem wrażenie, że swoją osobą burzę ich wizję, że są ze mnie niezadowoleni i uważają, że nie pasuję do obrazka. Ciężko jest być członkiem rodziny, z którą nie wyglądało się dobrze nawet na zdjęciach. Może dlatego czułem to dziwne przywiązanie do osoby Wendy? Może podświadomie przeczuwałem, że czuła się podobnie?
Nie usłyszałem tego cichego szeptu, zbyt rozproszony rozgardiaszem panującym na ulicy. Dobiegające do moich uszu rozmowy dwójki staruszków przy stole pod lodziarnią skutecznie przytłumiły wydźwięk krótkiego westchnienia Wendy. Spojrzałem na nią ponownie, gdy spytała o pracę.
- Och, chcę dorobić u jubilera - rzuciłem, omijając już jednak informację, że znajdował się on na Śmiertelnym Nokturnie. Chyba nie powinno się wszem i wobec ogłaszać, że paraduje się po tym miejscu. Ja sam niezbyt lubiłem tamtędy chodzić, z reguły teleportowałem się prosto pod drzwi. Dziś jednak było inaczej. - A Ty gdzieś pracujesz? Albo zamierzasz? W końcu wakacje. Czy może jedziesz na szkolny wyjazd? - zapytałem jeszcze.

No jakby nie było, nasza gra zaczęła się w lipcu przed wakacjami w Meksyku, stąd pytanie... : D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
https://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
https://www.czarodzieje.org/t16882-empress
https://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
https://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyPon Lis 12 2018, 13:27;

To było w przeddzień wyprawy do Kolumbii. Sid miał już wszystko przygotowane, wszak nie była to byle wycieczka, w którą wyruszyć można było z kilkoma galeonami, różdżką i zapasem bielizny na trzy dni. Tu nie mogło dziać się cokolwiek, ponieważ wyruszali z ważną misją ratowania ważnej części świata. Może Sid został do tego skłoniony siłą (perswazji Daniela) i trochę na ostatnią chwilę, ale nie czuł się przez to mniej odpowiedzialny, ani też mniej przygotowany. Tak więc miał już wszystko, wystarczyło dzisiaj odpocząć i porządnie się wyspać. Czekały ich z pewnością bardzo trudne przygody, ale on starał się być dobrej myśli. Od rana zaczęły dręczyć go złe przeczucia, lecz w skali od jednego do dziesięciu miały one zaledwie dwa punkty. Za mało, żeby dać się pogrążyć rozpaczy, za dużo, by zupełnie je bagatelizować. Nic nie było jeszcze przesądzone, wystarczyło wypatrywać omenów i zabezpieczać się odpowiednimi amuletami.
Na razie jednak Sidney wypatrzył snującego się po Pokątnej kolegę. Chodzili razem do szkoły, później kontakt się nie urwał, choć nie byli kumplami regularnie oddającymi się wspólnym rozrywkom, raczej serdecznymi znajomymi.
- O! Hej, Matt - zagadał do niego, odnosząc wrażenie, że ten go nie zauważył. - Co tam u ciebie słychać?
Wypadało się dowiedzieć, i choć Sid nie należał do ludzi podążającymi za powinnościami, zapytał, ponieważ chciał być miły, a na pewno był ciekawski. Matthew Alexander był interesującą postacią, zupełnie nieprzeciętną. Cokolwiek działo się właśnie w jego życiu, musiało być to coś fascynującego.
- A może pójdziemy do Kotła? Tak dawno nie gadaliśmy.
Sid miał czas. Przy alkoholu rozmowy zawsze wydawały się ciekawsze, nic więc dziwnego, że od razu przyszło mu do głowy pójście w kierunku lokalu serwującego wieloprocentowe napoje. Szczerze mówiąc nie czekał bezradnie na decyzję Matta i poczynił pierwsze kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej. Przyjacielski, miły, jak również poukładany. Co jakiś czas popija mniej znane eliksiry.
Galeony : 1122
  Liczba postów : 1264
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyPon Lis 12 2018, 14:29;

Wyprawa,
przyprawiała go o mdłości. Starał się jednak tego nie pokazywać. Nie był słaby. Nie był niczym zlęknione, pozbawione jakiegokolwiek sensu zwierzę, kiedy to uporczywie trzymał się z boku, gdy znajdował się na ulicy Pokątnej. Niczego nie słyszał; tylko wodospad myśli dawał o sobie we znaki, kiedy zdołał zdobyć z mugolskiej apteki to, czego tak naprawdę potrzebował. Leki, tudzież te z receptą, zdobyte w mniej legalny sposób, czy też i bez, stanowiły nieraz jego nieodłączny element życia; dzień przed wyprawą wydawał się być najgorszy, ze względu na wchodzące do umysłu tiki nerwowe, w wyniku czego nie mógł spać ponownie, przewracając się między jedwabnym materiałem pościeli bez konkretnego celu raz to na lewe ramię, raz to na prawe ramię. Miał wszystko przygotowane, jednak zmęczony umysł, tudzież przemęczony, nie mógł pozwolić mu na jakikolwiek ruch. Czuł się niczym na łańcuchach, kiedy to zdecydował się wziąć udział w wyprawie - nie była to zmuszona decyzja, nikt nie nalegał, chociaż kusiło go iść ze znajomą osobą. Wiedział jednak, że za bardzo się zmienił, za mocno się zmienił, tym bardziej, że podczas niżów emocjonalnych Matthew odcinał się, tudzież wyłączał; a to prowadziło to różnych mniej lub bardziej niespodziewanych rzeczy. Dlatego tym bardziej unikał towarzystwa znanych osób; nie chciał się spotkać z dezaprobatą, nieprzyjemnymi pytaniami oraz brakiem zrozumienia. Mniej bolało to od osób, których kompletnie nie znał.
Wpatrywał się w kostkę brukową, w wyniku czego rzeczywiście nie zauważył starego, dobrego kolegi z czasów szkolnych. Sid mógł zauważyć, przecież chodzili razem do szkoły, że Alexander bywa wyjątkowo tajemniczy w sobie, zamknięty, nieraz bardzo trudny do wywołania większej reakcji niż posępnego, tego samego uśmiechu. Czasami jednak udawało się - choć mogłoby się zdawać, że przez ten trudny charakter uzdrowiciel nie powinien być w żadnym stopniu Puchonem, prędzej właśnie Krukonem. Nie bez powodu zatem jego reakcja była taka, jakby ktoś go nagle dźgnął palcem bądź został poparzony w wyniku niefortunnego nalewania wrzącej wody. Nie spodziewał się towarzystwa, miał nadzieję na pełną anonimowość.
- Cześć, Sid. - wymruczał, przystając na chwilę w jednym miejscu. Zmęczone, tudzież znużone spojrzenie (nie spał) przeszło w pewnym momencie przez twarz należącą do znajomego z czasów szkolnych, chociaż można było zauważyć bardzo słaby, nikły uśmiech z jego strony - serdeczny, spowodowany wymaganiami, a przede wszystkim znajomością Young'a. - Ta sama rutyna szpitalna - nic, co byłoby warte opowiedzenia. - przyznał szczerze; jego życie nie było ciekawe. Prędzej postać/charakter, snująca się po ulicy, która obecnie czekała na jakąkolwiek reakcję. Aura tajemniczości, którą się otaczał, powodowała, że część osób próbowała przedrzeć się przez otoczkę oraz poznać go od innej strony. Na szczęście Sid nie był wyjątkowo nachalny, a przynajmniej Matthew nie zdołał tego wyczuć; niektóre kroki stawiane przez otoczenie były wyjątkowo bolesne oraz trudne do zdzierżenia. - Jak mija praca w Hogwarcie? - musiał zapytać; co prawda nie określił dokładnie, o jaki rewir pytał, aczkolwiek zawsze go to intrygowało. Także Bergmann tam pracował, jakby nie było.
- Wiesz, możemy, ale ja nie piję. - mruknął, zauważając poczynione pierwsze kroki ze strony mężczyzny. Mieszanie mugolskich leków z czarodziejskim alkoholem nie było zbyt odpowiedzialnym pomysłem; przynajmniej nie na tyle, by jego wątroba to zdzierżyła. Poza tym - powinien unikać wszelkich trunków. Może na początku czuł się delikatnie rozluźniony, kiedy to substancja działała, aczkolwiek zawsze kończyło to się twardym uderzeniem o betonowe dno oraz powrotem tego, co najgorsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
https://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
https://www.czarodzieje.org/t16882-empress
https://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
https://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyPon Lis 12 2018, 19:22;

Nie tak ostro! Chyba za bardzo go wystraszył. Nie podejrzewał Matta o jakieś nadzwyczajne lęki, jednak całkiem pogrążony w strukturach myśli zapominał o istnieniu świata zewnętrznego, więc jakikolwiek bodziec mógł wywołać szok. Wyglądał na totalnie wykończonego. Nocny dyżur dał mu w kość, czy to tylko takie powierzchowne mylne wrażenie, o które nie dbał?
Rutyna. Jakże łatwo było zbudować fortyfikację wokół siebie! Wystarczyło jedno słowo - dalsze pytania ciekawskiego rozmówcy nie miały sensu. Mógłby próbować ciągnąć: Ale jak to? Niemożliwe, by nic się nie działo, ale rutyna zrobiła dla Matta całą robotę. Naprawdę, nie będę ci opowiadał o ukąszeniach i wbitych żądłach. Ostatnio żaden pacjent nie zrobił niczego nadzwyczajnego. Już to słyszał. Rozmowa prowadząca donikąd. Sid również mógł odpowiedzieć, że u niego nic się nie dzieje. Pożegnaliby się, a cień szansy na dowiedzenie czegoś ciekawego mógłby sobie wsadzić w buty.
- W Hogwarcie zawsze jest wesoło. Albo niebezpiecznie - w każdym razie ciekawie. Teraz mam trochę wolnego, znaczy... - bez sensu było stać na środku tłocznej ulicy, skoro już postanowili (postanowił) podejść w bardziej gadatliwe miejsce. - Zaraz ci wszystko opowiem. Wspaniale, że nie pijesz! Ja nie palę - mówiąc to, sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął paczkę papierosów. Puścił do Matta oczko. Rzeczywiście wytrzymał bez palenia bardzo długi czas, bo od początku roku szkolnego. Nie przeszkadzało to jednak w ciągłym noszeniu przy sobie mugolskich szlugów. Były jak papierki po dawno zjedzonych cukierkach, oderwane guziki i najdrobniejsze monety. Wreszcie nadarzyła się okazja!
Weszli do Dziurawego Kotła od strony zaplecza.

zt x2, zmiana miejscówy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptySob Lis 17 2018, 19:26;

Nie wiedziała, która była godzina, gdy wyszła po ciężkim dniu z pracy, ani tym bardziej, która była teraz, kiedy wreszcie udało jej się uciec od znajomych z pubu w stanie średnio trzeźwym. Wprawdzie jeszcze dawała radę iść w miarę prosto i kontaktowała na tyle, żeby zorientować się, w którym miejscu Londynu się znajdowała, jednak kwestia powrotu do mieszkania w Hogsmeade stała się dlań nagle problematyczna – wyglądało na to, że był środek nocy a orientacja w terenie nieco się zaburzyła, kiedy po wyjściu z ciepłego pomieszczenia na niesamowity chłód alkohol zdołał uderzyć jej do głowy dwukrotnie, zdolność do racjonalnego myślenia pozostawiając daleko w tyle.
Nie potrafiła zresztą skupić się na drodze, zapominając, że w podobnym stanie zazwyczaj wracała do spraw (nie?)zamkniętych i obwiniania całego świata wokół a dopiero potem siebie, i tak też było dzisiejszej nocy. W ostatnich bowiem miesiącach zauważyła zaskakującą zdolność do zrażania do siebie ludzi, gdy nie starała się nawet szczególnie, a niewiele potem zauważyła, że grono osób, z którymi mogła porozmawiać na każdy temat zaskakująco zmalało, pozostawiając ją jako samotnego nomada na tym padole łez, absurdów i nieszczęść. Zraziła do siebie niemal wszystkich, o których dbała i za którymi skoczyłaby kiedyś w ogień, nawet jeśli nie powiedziałaby tego na głos, otaczając się grubym murem.
Spacer ulicami Londynu również niebezpiecznie ściągnął myśli ciemnowłosej do dwóch osób, które nie mieszkały wcale daleko od miejsca, w którym się teraz znajdowała. Pierwszą z nich był człowiek, którego faktycznie z czasem pokochała – choć próbowała sobie udowodnić na każdy sposób, że nie – ale głównie przez nią nie dane im było być ze sobą w pełni, drugą zaś osoba poznana w dziwnych okolicznościach i która pomimo swojego irracjonalnego sposobu bycia dbała o nią na swój sposób. Ani jednej ani drugiej nie chciała spotkać teraz na swojej drodze z całkiem prostych przyczyn: nie potrafiłaby im spojrzeć w oczy i rozmawiać bez cienia wyrzutu w głosie, lecz los miał wobec niej najwidoczniej inne plany. Kiedy tylko wyszła zza zakrętu mrużąc oczy i usiłując odnaleźć nazwę ulicy, na której się znajdowała, w nieszczególnie delikatny sposób zderzyła się z osobą idącą z naprzeciwka. Siła przyciągania pokonała walkę z równowagą, gdy w oczywistym scenariuszu zachwiała się i wywróciła prosto na ziemię tłukąc kręgosłup, żeby potem rozmasować twarz i rzucić kilka niezrozumiałych pod nosem słów, składających się na mniej więcej: przepraszam, proszę iść. To, że trafiła na Sweena zauważyła dopiero później, gdy najpierw przez długą chwilę wpatrywała się w jego twarz z głupim grymasem.
W naszej znajomości chociaż raz to ty mógłbyś przede mną upaść – stwierdziła, zbierając się z ziemi i otrzepując ubranie z brudu, starając się na szybko skontrolować, czy chociaż nie jest brudna z mąki lub jakiegokolwiek innego składniku, z którym miała dzisiaj do czynienia w kuchni. Cóż, szczęściem w nieszczęsnym wyglądzie robotnicy było to, że chociaż splątane na wietrze kosmyki włosów lśniły swoim blaskiem a nie lukrem, a wokół unosił się zapach perfum – wprawdzie zmieszanych z alkoholem – niż gotowanych potraw. – Wracaj do domu, jest zimno – dodała i ruszyła z zamiarem odejścia w swoim kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sweeney H. Henley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1602
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9554-sweeney-h-henley#266391
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 02:33;

W gęstniejącym mroku wieczornych godzin jawił się niby wysnuty z mgły i ulicznych wyziewów słusznej postury goblin. Nieco zgarbiony, z pozoru tylko wczorajszy, estetycznie niejednoznaczny i samotny, jak to tylko kreatury głębin lubują. Sam nie do końca wiedział dokąd zmierzał i chociaż zazwyczaj nogi niosły go bez udziału woli w miejsca, w których akurat być powinien, nie zawierzał im już tak mocno jak jeszcze miesiąc, czy kwartał temu. Coraz częściej łapał się na długich, bezcelowych spacerach człowieka zmęczonego swoją dawną swobodą, które kończąc kwalifikował jako bardziej bezowocne niż skostniałe godziny w świętym Mungu. Chciał biec, jednak poczucie jakiejś przyziemnej przyzwoitości nie pozwalało mu rozwinąć skrzydeł. Równym, długim krokiem przemierzał kostkę za kostką, wciskając ręce głęboko w kieszenie i nos nisko w luźno uwiązaną szyi chustę. Owszem, było zimno. Prawie pieruńsko.
Nie on pierwszy dostrzegł wychodzącą mu naprzeciw dziewoję, uderzając w jej rozpędzone ciało z impetem szarżującego borsuka. Nie zdążył nawet wyciągnąć ku niej dłoni by w geście rycerstwa uchronić jej drobną osobę przed czułym uściskiem chodnika kiedy rozwierając szerzej powieki po dobrych trzech sekundach (no może dwóch i pół) skonstatował że zna tą śliczną buzię i pochmurne spojrzenie, ba, może nawet zbyt dobrze. Zadziwiał go każdorazowo fakt iż przestając szukać danego człowieka sam zostawał przezeń odnaleziony. Nie musiał się nawet starać, co utwierdzało go w przekonaniu iż nie warto. Ludzie są jak kauczukowe piłeczki – wystarczy dobrze odbić by sami powrócili do ręki.
I byłby tak stał, przyglądając się kotłującej się u jego stóp pasywnej agresji gdyby dama sama nie wybawiła go z opałów, racząc wyznaniem z natury bardziej rozkazującym niż otwarty krzyk na tle chaotycznego machania rękami. - Za przyzwoleniem. – Wzruszył ramionami prawie wdzięczny że odprawiła go w kilku krótkich słowach. Nie wyglądał wcale na przejętego całą tą dziwną sytuacją, naturalnie prostując się i wydychając w jej kierunku chmurę gęstej, ciepłej pary. Nie myliła się, o czym świadczyło delikatne drżenie jej kolan i karminowe od wysiłku policzki. Zgodnie z troskliwym, żołnierskim rozkazem wyminął ją gotowy do podjęcia przerwanej wędrówki, gdy gdzieś w pół kroku pomiędzy przejściem tuż za plecy i ramiona wysunął dłoń z kieszeni, równie troskliwym gestem obejmując Padme na wysokości obojczyków i przyciskając do swojego boku jak zdobycznego, szmacianego misia. - To nie w tym kierunku. – Tonem przedszkolanki pouczył niesforną dziewczynę zagradzając jej drogę ucieczki. - Nakradłem drewna z Dziurawego Kotła. Rozpalę w kominku, hm? – Nawet nie starał się by jego głos nie zabrzmiał podejrzanie. Nie chował małych kugucharów po kuferkach, nie musiał mamić jej czczymi obietnicami. Chyba już poznała jego gorszą naturę pozwalającą mu porwać ją z środka chodnika bez większych wyrzutów sumienia. Słabo maskowana woń alkoholu biła od niej wyraźniej niż chęć pozostania samotną. On zaś nie parał się męczeńską dobrodusznością. Prócz kilku kropel ognistej opadłych na dekolt wyczuł coś jeszcze – słabość i okazję. Padme zakołysała się w jego uścisku jak giętka witka. Trzeba zaś było przypomnieć że Sweeney Henry Henley bez wątpienia był drapieżnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 13:10;

Przyćmiony alkoholem rozum nie zarejestrował podejrzliwego zachowania Sweena i właściwie nawet nie zwrócił uwagi na to, że z zaskakującą łatwością – bez zbędnych dyskusji, które były domeną chłopaka – przystał na jej rozkaz. Właściwie ucieszyła się, że tak zgrabnie, bez dużego nakładu sił pozbyła się go i uniknęła w ten sposób rozmów, tłumaczeń i przeprosin za ostatnie muchy w nosie, za które zresztą nie miała zamiaru przepraszać, bo nie sądziła, że zrobiła coś złego. Ot, powiedziała kilka gorzkich słów prawdy, tak przynajmniej myślała, a że się myliła – nie brała tego pod uwagę. Nie była człowiekiem, który zastanawiał się nad swoimi błędami, nie myślał, nim coś powie ani nie brał pod uwagę tego, jak poczuje się druga strona. Być może przez to w ostatnich miesiącach zraziła do siebie połowę osób.
Tymczasem zadowolona ze swojego jakże wielkiego osiągnięcia zrobiła zaledwie krok w przód, gdy nagłe zarzucenie jej ręki na ramię i uwięzienie w silnym uścisku skutecznie zatrzymało ją w miejscu, i wprawiło przy okazji w mały dyskomfort, który wnet przerodził się w agresję przypominającą taką, jak u małego, złośliwego pieska. To, że straciła równowagę po raz drugi w ciągu zaledwie minuty i zachwiała się, w mimowolnym odruchu obejmując go rękoma wokół zdenerwowało ją dwukrotnie.
Weź mnie puść – wysyczała przez zaciśnięte zęby, gdzieś spomiędzy jego klatki piersiowej a ręki rzucając jeszcze kilka niezrozumiałych – z pewnością niecenzuralnych – słów w języku hiszpańskim, a dopiero po chwili odchyliła głowę, łapiąc trochę więcej skażonego londyńskiego powietrza. – Nie rozmawiamy ze sobą – przypomniała; ściągnęła brwi, zmarszczyła czoło i zmrużyła oczy, spoglądając na niego spode łba, z odległości zdecydowanie zbyt bliskiej, niż by chciała i niż wskazywałby ich stan wojenny, z którego nie zamierzała wcale wychodzić – a co za tym idzie nie ma powodu, żebym zmieniała zdanie i szła z tobą – kontynuowała, rozluźniając najpierw jedną rękę a gdy tą wyswobodziła z uścisku, w pokraczny sposób ujęła dłoń mężczyzny, próbując w następnej kolejności poluzować jego palce. To okazało się jednak dość trudnym zadaniem; zapomniała, że pomimo chuderlawej postury Henley miał zaskakująco dużo siły w rękach, z którą już niejednokrotnie przegrała, więc w ramach ostatniej deski ratunku wbiła mu spiczasty palec prosto w bok. Płaszcz jednak ochronił jego żebra. – Na gacie Roweny, czego ty ode mnie chcesz, Sween? – westchnęła ciężko, starając się utrzymać w nienaturalnej dla kręgosłupa i karku pozycji, zaś wzrokiem uciekła w bok; nie chciała, by jego nadprzyrodzona zdolność do obserwacji i analizy zauważyła, że brakowało jej jego obecności, choć sama jeszcze odrzucała od siebie tę myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sweeney H. Henley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1602
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9554-sweeney-h-henley#266391
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 15:40;

- Zabawne, bo Twoje słowa wskazują właśnie na coś innego – zagadnął przyjemnie jakby niepomny jej prób odzyskania wolności. Miotała się jak świeżo zebrany w klatkę ptaszek, tłukąc skrzydłami o każdy pręt, który mogła chociaż popieścić. - Definicją rozmowy jest właśnie wymiana zebranych myśli. Nie zawsze są to uprzejmości, ale jestem przekonany że o tym wiesz aż nadto dobrze. – Nie poluzował uścisku, nie zamierzał dać spławić się jak pierwszoklasista w obliczu kozy. Doskonale zdawał sobie sprawę że każdy miś polarny waży wystarczająco dużo by stopić pierwsze lody, te zaś z każdą powolnie przemijającą sekundą skraplały się w bezmiar porzucanego uporu. Czy był pewien swoich dawnych umiejętności? Cóż, można było tak powiedzieć chociaż nie zamierzał przedwcześnie świętować zwycięstwa. Myśl zabawy Padme wpadła mu do głowy tak nagle jak i mogła ulecieć, przyćmiona zupełnie inną, także naglącą potrzebą. Tatuś wychował go na dżentelmena.
- Dajże spokój, miotasz się jak mandragora po donicy. Chcesz się rozgrzać? Proponuję Ci tylko spacer, nie włam do Gringotta – żachnął się, teatralnie przyciskając ją właśnie do tego miejsca, które ugodziła najczulej. Korzystając z przewagi własnego ciężaru, wzrostu i okutej w ciepły płaszcz mikrej postury pchnął ją we właściwym kierunku upewniając się jedynie że nogi nie zaplączą jej się o chodnik, zaś buty nie złożą wypowiedzenia. Tego by jeszcze brakowało żeby drugi raz obiła sobie kość ogonową. Pociągnął ją tak dwa kroki, potem trzy kolejne i jeszcze jeden. Noga za nogą, szarpnięcie za szarpnięciem. Uporczywe wpatrywanie się w bok tylko przydawało urody jej rumieńcom. - No i co się jeżysz jak borsuk na żmiję. Przecież Cię nie ugryzłem, a nawet jeśli to świadectwo zdrowia z Munga mam gdzieś w papierach. Nie masz się o co martwić.
Sweeney... Nie był z rodzaju tych osób, które rozpamiętuję długo i namiętnie. Wybierał jedyne te fragmenty, które docierały do jego przekonań, w odmęty niepamięci posyłając każdą inną sekundę życia. Nie obrażał się o to, że ktoś przestał raczyć go swoim widokiem, nie krył urazy za odsunięcie na bok. Jak szczeniak na wystawce cieszył się na widok człowieka przynajmniej do momentu, w którym nie uświadomił sobie jak bardzo ten skopał mu życie. Padme na szczęście nie miała się czego z jego strony obawiać. Nawet pomimo jej paskudnie marudnego usposobienia nie pamiętał by była szczególnie nieprzyjemna. Śliczna jak nimfa i zrywna jak jelonek. Głupiutka bo głupiutka, ale szło jej to wybaczyć. Nadrabiała niewyparzonym językiem. - No chodź bo zamkną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 16:42;

Rozsądek i zdolność do trzeźwego myślenia przeplatała się z zakłócanymi od alkoholu myślami, choć odnosiła wrażenie, że z każdą kolejną minutą wierzgania się, walki z zimnem i wiatrakami malującymi się pod postacią Henleya, procenty ulatywały z jej organizmu, opuszczały krwiobieg, luzowały dotychczas mocno zaciskające się wokół węzy zniewolenia i podjudzania do rzeczy absolutnie durnych. Uświadomiła to sobie po raz kolejny, gdy chłopak bez problemu popchnął ją, zmusił do marszu a ona na początku wprawdzie poddała się bez walki, by po trzech krokach poczuć świecącą się nad głową lampkę. Zaparła się stopami o podłoże i korzystając z chwili zaskoczenia, w równie zaskakującym zwinnym geście wyswobodziła się z uścisku, przynajmniej na moment.
Wolałabym włam do Gringotta niż twoje towarzystwo – odrzuciła splątane włosy za plecy, dopiero potem uświadamiając sobie, że gdyby ich złapali, to prawdopodobnie spędziłaby resztę życia w celi z jego osobą, czego mogłaby nie znieść. Lubiła go, jednak był osobą, której towarzystwo należało sobie dawkować, bo jego nadmiar był szkodliwy. Zamknięcie więc w jednej celi byłoby wystarczającą karą i torturą w jednym. – A może mam ochotę tutaj zostać? Nie pomyślałeś o tym? Mam ochotę postać na środku pustej ulicy w środku nocy, tak po prostu – już dawno zauważyła, że w tej kwestii byli do siebie podobni; równie uparci i równie mocno nie lubili, gdy coś nie szło po ich myśli. W tej chwili sytuacja nie skłaniała się ani ku jednemu ani ku drugiemu, lecz przeczucie podpowiadało jej, że nie dojdą do żadnego kompromisu. Te bywały ciężkie, szczególnie, że prezentowała całkiem irracjonalną postawę. Świadomość tego w ogóle nie pomagała w zachowaniu pozorów.
Nie odzywałeś się tyle czasu, teraz jakby nigdy nic chcesz, żebym z tobą poszła i dziwisz się, że nie mam na to ochoty – stwierdziła z wyrzutem, całkiem oczywistym, bo nie potrafiła zrozumieć jego postawy i elementarnej różnicy między kobietami a mężczyznami; gdy oni zapominali, nie rozmyślali nad przeszłością, unikali tematów niewygodnych i nieistotnych, one wywlekały błahe rzeczy sprzed kilku lat, miesięcy czy dni. Również w tym rozumowaniu doszła do wniosku, że najwidoczniej nie potraktował jej wtedy na poważnie i nie traktował dalej, skoro spoglądał nań z wyższością i politowaniem, które dostrzegła na jego twarzy, chociaż po chwili namysłu doszła do wniosku, że już sama nie wie o co jej chodzi. Może po prostu musiała znowu się z kimś pokłócić dla czystego sportu? Nie dodała nic więcej, posyłając mu niezwykle ponury uśmiech, tylko nie wiedziała czemu wciąż nie ruszyła się z miejsca; nie czekała przecież na nic, skoro najwidoczniej Henley zapomniał o co jej wtedy chodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sweeney H. Henley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1602
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.forumpolish.com/t9554-sweeney-h-henley#266391
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 19:05;

- Nie wiedziałem że zadaję się ze złodziejką. – Sama myśl o tym że faktycznie mogłaby zaistnieć podobna sytuacja nadawała nowego kolorytu ich relacji. Im mniej racjonalnie myślał tym lepiej na tym wychodziła, zaś insynuacja posunięcia się do czynów publicznie piętnowanych najwidoczniej tylko go nakręciła. Uśmiechnął się do niej wcale szelmowsko, wykrzywiając oba kąciki i racząc ją od nowa pełnym fascynacji i ciekawości spojrzeniem. Co jeszcze tak skrupulatnie kryła pod kpiną niechęci i markowanego rozdrażnienia? Czym jeszcze postanowiła kupić jego zainteresowanie? - Och Padme, przestań zgrywać pierwszoklasistkę. To nie karna lekcja, tylko towarzyski wypad. Kręci Ci się w głowie, pozwól że użyczę ramieni..aa? – Niczym mokra syrenka wyślizgnęła się z okowy jego uścisku pyszniąc się własnym sprytem i święcąc pozorne zwycięstwo. Wydawało się że nagle urosła, dumna z tego jak sprytnie poradziła sobie z agresorem, pewna że teraz wystarczy tylko powiedzieć 'apsik' i wszystko rozkołysze się w mgiełce ułudy i zapomnienia. Nie docenił jej, to prawda. I on sądził że zmącone przyprawą zmysły zawiodą, prowadząc ją na manowce usłużnej ugody. Nie spodziewał się po niej uporu większego niż po kilkulatce przy stoisku czekoladowych żab. - Oczywiście że tak. Stroisz humorki jak byle zwierzak. Nie po to masz rozum by rezygnować z jego użycia. Postaw się w mojej sytuacji. Widzisz jak niekorzystnie to wygląda? Ktoś jeszcze pomyśli że Cię nagabuję. – Cierpiętniczo westchnął wpierw dawszy sobie chwilę na beztroskie przyglądanie się dziewczynie. Nie kobiece – teraz wobec nastroju i buńczucznego oporu nie jawiła mu się już tak samo jak chwilę temu. O co też mogło jej chodzić. Wszak nie zwykł obiecywać wielkich uniesień i dozgonnych zamiłowań. Wyrósł z tego zaraz po okresie utraty zębów mlecznych, ze szczególnym upodobaniem do tresury podobnych nawyków przez Noela. Cóż mógł teraz poradzić – pognał za nią jak byle naiwniak gdzieś w szuwary by dać jej się wygadać i zmyć dnia kolejnego. Czyż nie stawiało go to w jakkolwiek lepszym świetle niż sobie umyśliła? Bezradnie rozłożył ręce widząc brak ochoty na podjęcie dalszych kroków. Słabła na duchu, łamiąc siłę woli o własną nietrzeźwość. Mogła by wiele zwojować gdyby nieco dłużej zadzierała nosa. Na ten przykład zupełnie łatwo mogła doprowadzić do jedynej słusznej w tej rozgrywce sytuacji – uniesienia brwi i oddelegowania zezwłoka w mrok nocy, by w objęciach niezrozumienia ukołysać się w samotności. Brakowało jeno ociupinkę, by rozetrzeć cienką granicę beztroskich gierek z braniem jej tak zupełnie na serio. Na Padme szczęście Sweeney był jednak w relatywnie dobrym humorze. - No niech będzie po Twojemu. Nie mam czasu, zaraz zamkną. Vingardium leviosa młoda damo. – Miast wyzuć różdżkę spomiędzy ciepłej otuliny płaszcza jeno przykląkł jak chciała i oburącz łapiąc ją w okolicy wąskiego pasa uniósł, opierając ciężar o własne ramie. W czarach, można powiedzieć, także nie był najgorszy. Nie czekał na dalsze za i przeciw. Zadziałał. Pierw wolno, nieco ociężale, potem nabierając rozpędu ruszył we wcześniej obranym kierunku wesoło nucąc pod nosem melodyjkę na fujarkę. Chusta rozlazła mu się pod szyją przez co poczuł zimne pieszczoty na gardzieli i chociaż dyskomfort zdzielił go płaskim uderzeniem prosto w twarz nie poddał się. Nie przystanął by cokolwiek poprawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 19:43;

Wielu rzeczy o niej nie wiedział, podobnie jak ona o nim, i wątpiła, by kiedykolwiek poznali się w stu procentach – wierzyła w tajemniczość, lubiła zaskakiwać, czemu więc miała dać się czytać jak z otwartej księgi? Nie odpowiedziała jednak na te słowa niczym innym niż westchnięciem i przewróceniem oczami, a potem zrobiła to po raz kolejny; zawsze na jedno słowo odpowiadał kolejnych dziesięć i stawał się nie do przegadania, tak jak teraz: znowu powoli stawiał na swoim.
A nie jest tak? – uniosła brwi – oczywiście, biedny ty, zawsze myślisz tylko o sobie – parsknęła z niedowierzaniem, wciąż uważając, że w zaistniałej sytuacji to ona była ofiarą i wcale nie miała zamiaru stawiać się na jego miejscu; po co? Nie dawał jej spokoju, którego chciała i co pokazała już kilkukrotnie, a chyba jedynym sposobem, żeby to do niego dotarło był głośny krzyk na pół ulicy.
Popatrzyła na niego jak na szaleńca kiedy zadecydował się uklęknąć, bo nie przewidziała tego, co zamierzał a czego mogła się domyślić: już nie pierwszy raz posunął się do podobnego czynu a ten każdorazowo denerwował ją tak samo. Nie wiedzieć czemu pomyślała, że może wreszcie zadecydował się ją przeprosić, ugiąć pod naporem wyrzutów sumienia i jej zaciętego wyrazu twarzy... marzenie ściętej głowy szybko skonfrontowało się z okrutną rzeczywistością, gdy już po chwili wisiała przerzucona jak szmaciana lalka przez jego ramię, lecz jeśli sądził, że zamierzała tak po prostu wisieć – mylił się. Kiedy układał ją sobie wygodnie, by jąć się dalszego marszu, ona zaś wspaniałomyślnie wrzasnęła tak, jakby oblano ją wrzątkiem a potem w ruch puściła pięści, którymi obiła jego lędźwie, zapominając, że to i tak nie było w stanie go poruszyć. Czasami miała wrażenie, że wyzbył się zdolności czucia czegokolwiek.
Niech cię szlag trafi, Henley – zmęczona bezsensownym marnotrawstwem sił, przerzuciła się na wyklinanie i werbalne groźby, żeby w końcu przejść na milczący bunt. Nie odezwała się, odnajdując w całej sytuacji kilka plusów, jak choćby to, że nie musiała sama chodzić, skoro właśnie była niesiona ten czas pożytkując na wymyślenie odpowiednich proporcji trucizny w porannej herbacie albo ciastku, którymi unicestwi go raz na zawsze. I byłaby dalej rozważała idealne sposoby na morderstwo, gdyby nie poczuła zawrotów głowy, tym razem zdecydowanie prawdziwych. – Kręci mi się w głowie, tym razem naprawdę – rzuciła więc, stwierdzając, że powinien o tym wiedzieć, jeśli nie zamierzał rzeczywiście zostać osądzony o obezwładnienie i porwanie bezbronnej kobiety – i chcę do domu, inaczej zwymiotuję ci na plecy – dodała słabiej. Marzyła o powrocie do domu bardziej, niż kiedykolwiek.

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31048
  Liczba postów : 63290
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Specjalny




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptySob Sty 05 2019, 14:16;

@Mefistofeles E. A. Nox

Święta, Święta i po… Nie ma to jak powrót do pracy, kiedy to rozpoczął się Nowy Rok, kiedy to pojawiało się tak wiele pomysłów i próśb, że szkoda gadać… Niemniej jednak otrzymałeś wyjątkowo kuszącą ofertę stworzenia tatuażu w pierwszy dzień po zabalowanym Sylwestrze; nie pozostało Ci zatem nic innego, jak zmusić się do odwiedzin późnym wieczorem klienta, kiedy to śnieg sypał o wiele mocniej i o wiele intensywniej niż zazwyczaj, zaś magiczne ulice Londynu wydawały się być zaskakująco puste. Pyk, to przecież jedna sprawa, a gość był gotowy zapłacić znacznie więcej, niż mogłeś się rzeczywiście spodziewać - zacisnąłeś mocniej zęby, przeszedłeś przez kolejne alejki, aż wreszcie udałeś się w prawidłowe miejsce - do jednego z mieszkań, gdzie mogłeś bez problemu wykonać postawioną robotę.

Rzuć jeszcze raz kostką, aby dowiedzieć się, co Cię spotkało!

1, 2 - od razu w oczy rzuca Ci się stan klienta - upojony, zaś w mieszkaniu panująca nieczystość zdawała się wręcz bić po oczach. Jak widać; tutaj ktoś sobie postanowił zadziałać na kaca kolejną dawką alkoholu. Głupio spoglądający w Twoją stronę mężczyzna zdawał się znajdować w siódmym niebie - Ty zaś postanowiłeś zachować najodpowiedniejszą z najodpowiedniejszych ostrożności, by przypadkiem nie znaleźć się w jakichś mniej chcianych kłopotach… Rzuć jeszcze raz kostką!
Nieparzysta - na szczęście osoba ta zachowuje się w miarę stosownie, w związku z czym jesteś w stanie wykonać swoją robotę; o ile nie możesz z nim porozmawiać, o tyle jednak masz szczęście, że jest całkowicie nieszkodliwy. Wszak nie wiadomo, co mogłoby mu przyjść do głowy, a raczej nie chciałbyś zmagać się z nieprzyjemnymi skutkami otrzymania mniej znanym zaklęciem w głowę... Niemniej jednak nie otrzymujesz żadnego napiwku - mężczyzna wywiązuje się tym samym faktem tego, że gdzieś zgubił portfel… Gdzieś.
Parzysta - klient zaprasza Cię do środka, jednak nie na długo; zważywszy uwagę na jego stan, zbyt bardzo się przechylał na lewo, zbyt mocno się przechylał na prawo, no i tak w zapętlone kółeczko. W pewnym momencie odwraca się do Ciebie i tym samym puszcza w Twoją stronę swoistego pawia, przed którym jednak nie masz jak się uchronić - nie wygląda to ani przyjemnie, ani apetycznie. Zarażasz się tym samym Skrofunguluesem, o którym możesz przeczytać dokładniej w tym temacie. Ostatecznie opuszczasz mieszkanie z pustymi rękoma - ale hej - nie ma nic w tym złego, prawda? To tylko jeden klient!
3, 4 - mężczyzna przyjmuje Cię z otwartymi rękoma i bez problemu zaprasza do swojego domu. Wcześniej ustalony wzór tatuażu mogłeś z wyjątkową łatwością nanieść, niemniej jednak, jak to zwykle bywa w tym zawodzie, nie mogło odbyć się bez rozmów… w której to klient chciał poczęstować Cię alkoholem. Niezależnie od Twojej decyzji, ostatecznie wpycha w Twoje dłonie Butelkę Kokosowego Ajerkoniaku. Co z tym zrobisz? no cóż, to zależy od samego Ciebie, niemniej jednak ostatecznie wyszedłeś tym samym na plusie! Jakby nie było, ten mugolski napój jest wyjątkowo słodki w smaku oraz aromatyczny. Zgłoś się po niego w odpowiednim temacie!
5, 6 - nie ma to jak imprezy, a tam najwidoczniej nadal jakaś trwała. Wchodzisz do mieszkania - częściowo trzeźwy właściciel przechodzi do dna sprawy, pozwalając tym samym na wykonanie tatuażu. W tle gra głośna muzyka, od czasu do czasu ludzie przechadzają się po pokoju, niemniej jednak na razie nic Ci nie przeszkadza w wykonywaniu własnego zawodu… Na razie. Rzuć jeszcze raz literą!
Spółgłoska - na szczęście nikt Cię nie zaczepia, na szczęście nikt nie wszczyna żadnej awantury, a tatuaż najzwyczajniej w świecie Ci wychodzi. Zdobywasz tym samym jeden punkt do kuferka z Działalności Artystycznej - zgłoś się po niego w odpowiednim temacie!
Samogłoska - ”Ej, Ty! Tak, Ty!” - słyszysz, zauważając tym samym podchodzącego do Ciebie mniej znanego typka, co nie zmienia faktu, że nie miałeś czasu, by się mu przyjrzeć dokładniej. Gdy tylko odwróciłeś się w jego stronę, otrzymałeś swoiste uderzenie pięścią prosto w twarz, w wyniku czego otrzymałeś w zamian… złamany nos! Co do cholery? Tego nie wiedziałeś, niemniej jednak część osób rzuciła się, by odebrać od Ciebie tego niemiłego gościa; o ile pracę kończysz, o tyle, jeżeli nie masz minimum pięciu punktów z Uzdrawiania, musisz zakupić Eliksir Wiggenowy za dwadzieścia galeonów (zapłać tutaj).

______________________

Ulica - Page 8 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hazel U. Nasby

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167
C. szczególne : odstające obojczyki; na udzie ledwo widoczne, wygojone ślady po ugryzieniu psa.
Galeony : 21
  Liczba postów : 12
https://www.czarodzieje.org/t17481-hazel-una-nasby#490671
https://www.czarodzieje.org/t17484-hazel-honey#490700
https://www.czarodzieje.org/t17483-hun-it-s-gonna-be-alright#490699
https://www.czarodzieje.org/t17480-hazel-u-nasby#490635
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Sie 25 2019, 13:30;

Z czasem wakacje zaczęły dobiegać końca, a wraz z dostaniem listu i kolejnej rozpiski książek, Hazel była niemal zmuszona do kolejnej wizyty na ulicy Pokątnej. Ciotka została w domu, jakby kompletnie niezainteresowana tym, że jej dorośli już podopieczni znowu kupują sobie książki. Równie dobrze mogliby być gdziekolwiek indziej i kompletnie nie wracać do domu, nawet nie zwróciłaby na to uwagi. Z resztą, cała ta magia kompletnie jej nie dotyczyła, więc po co miałaby się w to angażować?
Droga minęła szybko, zdecydowanie zbyt szybko, a gdy znaleźli się na o dziwo zatłoczonej ulicy, nietrudno było się pannie Nasby zgubić. Niewielka postura, a przecież nie będą się z kuzynem za ręce trzymać, żeby się nie zgubić, bo przecież Hazel i tak znajduje sposób na to, żeby go znaleźć. Choć w tym momencie pokonał ją tłum.
Nie spieszyło jej się nawet, żeby z tego tłumu się wydostać i choć spróbować dostrzec kuzyna. W końcu, on miał kupić i nieść większość, ona miała tylko dopilnować, żeby mieli na pewno wszystko. Później najwyżej mieli pójść już do niemagicznej części Londynu, żeby spotkać się ze znajomymi, zapalić to i owo...
Przed nią dosłownie wyrosło coś twardego, w co uderzyła i zachwiała się na nogach, jednak nie straciła kompletnie równowagi. Tłum jakby zmalał, a ona stała tuż przed Philipem, którego przecież tak dobrze znała. W końcu, żółci trzymają się razem, prawda?
- Cześć - powiedziała dość cicho, a na jej usta niemal od razu wkradł się ten szeroki uśmiech, którym dzieliła się ze wszystkimi. - Przepraszam, ja... Chyba się zgubiłam w tłumie... - przyznała jeszcze i rozejrzała się. Ani śladu po kuzynie, może zdążył wejść do księgarni lub gdziekolwiek indziej? Albo zniknął za rogiem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Philip Michael Selwyn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 55
  Liczba postów : 98
https://www.czarodzieje.org/t15922-philip-michael-selwyn
https://www.czarodzieje.org/t15927-sowki-do-philipa#430567
https://www.czarodzieje.org/t15926-sloneczka-philipa#430566
https://www.czarodzieje.org/t15925-philip-michael-selwyn
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyNie Sie 25 2019, 14:06;

Końcówka wakacji zawsze oznaczała tłumy na Pokątnej. Philip nigdy nie mógł zrozumieć tego społecznego zjawiska. Ludzie mają całe wakacje na robienie zakupów, list przychodzi na ogół pod koniec lipca, a przecież w Hogwarcie nie ma AŻ TAKICH tłumów. Dlaczego do jasnego pierona ludzie czekają ze zrobieniem zakupów do ostatniej chwili? Cóż, on na szczęście wszystkie potrzebne sobie przybory już kupił. Ostatni rok w Hogwarcie należało jak najlepiej wykorzystać, prawda? Przyszedł dzisiaj na Pokątną, aby pooglądać wystawy w sklepie z markowym sprzętem do Quidditcha. Dzisiaj miał rozegrać swój pierwszy od dłuższego czasu mecz, do tego na afrykańskiej ziemi, należało się więc do niego dobrze przygotować. Chciał zatem też jak najszybciej udać się na stadion, by rozgrzać miotłę, a gdyby jeszcze trafił na kogoś, kto by pobronił bramek kiedy on będzie próbował strzelić gola, byłoby wręcz perfekcyjnie. I kiedy tak przeciskał się przez tłum, nagle uderzyła w niego...
- Hazel! - zawołał chyba dość miło zaskoczony jej widokiem, w odpowiedzi na powitanie. - Spoko, zdarza się. Ja nie wiem czy ci wszyscy ludzie powariowali... - odpowiedział, ale nie mógł stać w miejscu, bo napór tłumu był zbyt wielki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 822
  Liczba postów : 1277
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14139-calum-dear
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Wrz 03 2019, 23:31;

Choć pracowałem przez kilka miesięcy na Nokturnie, bardzo rzadko wstępowałem na Pokątną. Zazwyczaj nie miałem tu czego szukać - przez lata moje szkolne zakupy załatwiały się same, najpewniej przez skrzaty domowe lub ludzi, którym zostało zlecone zaopatrzenie młodych Dearów w ich wyprawki. Po skończonej pracy najszybszą opcją powrotu do mieszkania była po prostu teleportacja lub w dni, gdy czułem się słabiej, korzystałem z podłączonego do sieci kominka u jubilera. A ostatecznie gdy trzeba było cokolwiek z Pokątnej załatwić, robiłem to przez Lottę, której zawsze było tam jakoś po drodze - wszak to właśnie tam mieszkają jej rodzice, a każdy powód, by wpaść do Kimbry Hudson na herbatkę, był dobry.
Stojąc na ulicy i rozglądając się po sklepowych witrynach, z nagła złapała mnie nostalgia. Nie sądziłem, że myśl o szkole wywoła we mnie jakąkolwiek tęsknotę. Ostatnie dwa miesiące były prawdopodobnie najlepszymi miesiącami w moim życiu. Staż w Ministerstwie i zbliżające się kursy, na które miałem się wybrać, skutecznie wypełniały mi czas i nie żałowałem ani minuty spędzonej w ciemnych korytarzach ogromnego, magicznego gmachu. Niesamowite, że zachciało mi się wspominać inny wielki gmach, w którym czas mijał mi głównie na narzekaniu, stresie i upokorzeniach. A mimo tego chyba pierwszy raz odkąd wyszedłem z Hogwartu, zachciało mi się do niego wrócić.
Ale tylko na chwilkę.
Przysiadłem na ławeczce nieopodal lodziarni, wodząc wzrokiem po mijających mnie tłumach czarownic i czarodziejów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, trochę podrapane ręce po kocich pazurach.
Galeony : 354
  Liczba postów : 832
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Mar 17 2020, 16:57;

Padał deszcz ze śniegiem i szczerze powiedziawszy Jerry miał dość takiej pogody. Ni to ciepło ni to zimno, a musiał wyglądać nienagannie na rozmowie kwalifikacyjnej. Z racji wciąż obolałej magicznej ręki wolał nie ryzykować teleportacji, a więc musiał dostać się do jakiegoś kominka z siecią Fiuu albo o zgrozo, wezwać Błędnego Rycerza. Nic więc dziwnego, że się nie spieszył, jakby starał się odwlekać decyzję w nieskończoność. Gdy lunęło nieco mocniej dobiegł szybko pod zadaszenie jednego ze sklepów spożywczych. Wskoczył na trzeci schodek, założył kaptur na głowę i podniósł barki, starając się schować głowę. Jeden dzień bez magii dawał mu się we znaki, ale na całe szczęście udało mu się jako tako opanować sytuację i właśnie w kieszeni kurtki miał dwie fiolki z wywarem ze szczuroszczeta, świeżo uwarzone od niezawodnej Diny. Pozostaje wieczorem porobić sobie okłady i cienką skórę we wnętrzu magicznej dłoni i nazajutrz znów będzie śmigać zaklęciami. Ostatni tydzień obfitował i w porażki i sukcesy, jednak wszystkie zasługiwały na miano "poważnych" - jego sowa musiała zostać uśpiona, z czego jeszcze się nie otrząsnął, ale za to zmienił pracę na lepszą i zdał prawo jazdy. Sam nie wiedział czy ma się cieszyć czy nie, miał mieszane uczucia. Wyjątkowo nie chciało mu się alkoholizować wieczorem z kumplami, a więc nie do końca wiedział co ze sobą zrobić. Zapewne po powrocie do kawalerki obje się pysznościami kulinarnymi Skylera i poczyta jeszcze trochę o leczeniu poparzeń. Stał na schodku jakieś siedem minut i hojnie korzystał z zadaszenia, byleby przeczekać najgorszą ulewę. Choć było zimno jego dłonie wciąż były ciepłe. Obserwował przechodniów czmychających przed okrucieństwem pogody i wówczas w oczy rzuciła mu się znajoma sylwetka, w której po paru chwilach rozpoznał...
...Cien! - zawołał ją i pomachał jej z oddali, gestem przywołując ją pod to zadaszenie, którym hojnie się z nią podzieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ceinwedd Eurgain Cadogan

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Ma na twarzy dwie gojące się blizny, resztę ukrywa pod ubraniami.
Galeony : 717
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 230
https://www.czarodzieje.org/t18278-ceinwedd-eurgain-cadogan#520518
https://www.czarodzieje.org/t18281-sion#520580
https://www.czarodzieje.org/t18277-ceinwedd-eurgain-cadogan#520506
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Mar 17 2020, 17:50;

Co Ceinwedd robiła w Londynie? No zapytana sama mogłaby nie być do końca pewną. Szukała sklepu o którym czytała w gazecie znalezionej w szkolnym archiwum i choć bibliotekarka z politowaniem zapewniła, że nie ma co szukać bo ta gazeta była wydana trzydzieści lat temu, to jednak Jurka się nie mogła oprzeć przynajmniej próbie. Co innego miała robić popołudniu, siedzieć z puchonami i uśmiechać się aż rozbolą ją policzki, czy udać się do Walii na weekend i nie uśmiechać się wcale tylko leżeć plackiem i gnić w czytelni aż Madog zacznie ją szturchać, żeby poszła do łóżka.
W odróżnieniu od wielu obecnych na Pokątnej czarodziejów, których mijała pospieszających pod zadaszenia i do budynków, ona była przewidująca - będąc osobą obdarzoną ujemną zdolnością do rzucania zaklęć nawet nie próbowała podejmować się nauki teleportacji wiedząc, że rozszczepi się na pierwszym treningu. Nie miała też talentu, by transmutować sobie ubrania, w związku z czym musiała zawierzać tak prozaicznym źródłom informacji jak prognoza pogody. Szła dziarsko uliczką w zimowych, nieprzemakalnych zimowych trzewikach, wielkim, pikowanym płaszczu w kształcie trapezu i przyjemnym kolorze landrynek oraz dzierżąc w ręku parasolkę z półprzeźroczystego materiału przypominającego plastik, ale odpychającego wodę w bardzo estetyczny sposób. Jak to mawiał Madog, nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie! A gdy nie możesz polegać na magicznych cudach - musisz być sprytny w inny sposób! Czasem nawet powtarzała sobie, że naród czarodziejski trochę kaleczy sam siebie pozbawiając się konieczności improwizacji i polegając w pełni na sztuce magicznej. Nie miała wprawdzie nigdy szansy ani okazji w praktyce zobaczyć jak z życiem radzą sobie mugole, ale była przekonana, że w wielu aspektach życia są sprytniejsi od niejednego magusa!
Podniosła wzrok wbity w rozmokłą glebę słysząc swoje imię i rozejrzała się wielkimi oczami z małym uśmieszkiem trwale zastygłym na jej ustach. Dostrzegłszy Dżemiego odmachała do niego gorliwie i w kilku susach, rozchlapując błocko i śnieg, podbiegła do daszku pod którym się ukrywał.
- Hej, Dżemi! - uśmiechnęła się, a jej poliki ozdobił rumieniec. To na pewno z zimna!- Co tak stoisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, trochę podrapane ręce po kocich pazurach.
Galeony : 354
  Liczba postów : 832
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Mar 17 2020, 18:13;

Ledwie dobiegła do jego tymczasowej kryjówki, a na jego ustach pojawił się typowy dla niego uśmiech. - Staram się nie moknąć. - odpowiedział od razu, śmiejąc się pod nosem z tego rodzaju pytania. - Czary mnie dziś zawiodły więc zaprzyjaźniam się z tym tutaj daszkiem. - uniósł palec wskazujący w kierunku nieba i wskazał na jego "parasol". Sama Cien wyglądała zabawnie w tym obszernym płaszczu, co znacznie ułatwiało wyszczerz. Co prawda nie utrzymał go zbyt długo, bowiem i tak nie miał na to wystarczającej mocy z racji mieszanych uczuć.
- A ty gdzie drałujesz w taką pogodę? Chowasz się przed Madogiem w tej wielkiej kurtce? - wskazał brodą jej rzucający się w strój i wzdrygnął, gdy wiatr zarzucił kroplami deszczu prosto na jego twarz. A może tak spotkanie Cien nie skończy się na przypadkowym "cześć"? Szczerze powiedziawszy nie pogardziłby teraz towarzystwem wszak był człowiekiem, który lubił otaczać się ludźmi i być w centrum uwagi. Mógłby wyciągnąć dziewczynę gdzieś w ciepłe miejsce i tym samym bardzo taktownie się narzucić jej na jakieś dwie godzinki. Ten plan jawił się całkiem przyjemnie, choć tym razem nie miał ze sobą Uzzy'ego, a więc ciekawe czy nie okaże się dla dziewczyny nudny.
- Słuchaj, pochwalę się, bo właśnie dostałem pracę i raczej wypada to jakoś uczcić, a więc co sądzisz o jakiejś kawie czy coś w tym stylu? Odtajamy, osuszymy się no i będę mógł powiedzieć kumplom, że już świętowałem, bo na piwo teraz nie mam ochoty. - przybrał minę projektanta reklam chcących jak najlepiej zareklamować towar. A tak na dobrą sprawę już dzisiaj ćwiczył prezentowanie się i udało się jednak dostać stanowisko w aptece. Miał nawet do tego elegancką koszulę, tę na rozmowy kwalifikacyjne i służbowe i najwyraźniej przyniosło mu to dzisiaj szczęście. I gdy tak stał pod tym daszkiem i spoglądał na delikatne rysy twarzy Cien to uzmysłowił sobie, że naprawdę nie ma ochoty na hektolitry piwa, a zaszycie się w kawiarni jest atrakcyjną opcją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ceinwedd Eurgain Cadogan

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Ma na twarzy dwie gojące się blizny, resztę ukrywa pod ubraniami.
Galeony : 717
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 230
https://www.czarodzieje.org/t18278-ceinwedd-eurgain-cadogan#520518
https://www.czarodzieje.org/t18281-sion#520580
https://www.czarodzieje.org/t18277-ceinwedd-eurgain-cadogan#520506
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Mar 17 2020, 18:34;

Zamrugała unosząc brwi i wydymając usta śmiesznie jak kaczka.
- No logiczne. - skinęła głową i parsknęła nagłym śmiechem. Nie miał ani porządnej kurtki ani parasola, co mógł więc robić w taką wspaniałą pogodę jak nie chować się przed deszczem? Wciskając się bliżej Jerry'ego złożyła parasolkę i oparła jej metalowy koniec o podłogę, po czym zgarnęła niesforny włos z twarzy i uśmiechnęła się do niego wesoło- No więc ja szukam sklepu. To Madog mi wybrał tę kurtkę więc trudno byłoby się przed nim w niej schować, ale ten sklep... - zmarszczyła brwi i uniosła lewą rękę, nieporadnie podciągając rękaw by rozszyfrować coś co na niej napisała. Trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy napis się rozmazał czy ona naprawdę miała tak ohydne pismo - "La Luna Alte Matjerz" czy może... eee... Matrix? - podniosła na niego wzrok godząc się z tym, że chyba za każdym rzem jak zobaczy jego uśmiech to jej poliki zaleje fala gorąca. Może on tak już miał, może jest jakąś kosmiczną krzyżówką wili i feniksa, albo jeszcze bardziej cudacznym stworem, który uśmiechami po prostu ludziom tak robił. Jest to możliwe. Przynajmniej w jej głowie.- No więc ten sklep to czytałam o nim w gazetce w szkole, nie uwierzysz, ale sprzedają w nim ubranka dla szczurów. Wyobrażasz sobie? Takie malutkie fraczki i takie tycie sukienki - pokazała palcami wolnej ręki rozmiar przybliżając palec wskazujący i kciuk do swojego oka, że takie tycie- ...i takie o buciki. Pani Pince powiedziała, że ten sklep już od dawna nie istnieje, ale nie mam co robić więc pomyślałam, że sprawdzę. Poza tym... no dla szczurów! - podparła się pod bok i pokręciła z zaaferowaniem głową.- Już dla kogo jak dla kogo ale dla szczurów... - zaczynała się rozkręcać, co było dość oczywiste skoro już przebrnęła przez pierwszy moment krępacji związanej z towarzystwem Dunbara. Kolejny etap to słowotok by zatuszować swoje zawstydzenie, gadała więc i gadała i dopiero jak zobaczyła jego wyraz twarzy to zamknęła japę- ...za dużo gadam, prawda? - rozwarła szeroko oczy- Prawda. Przepraszam. - złączyła dłonie jak do modlitwy i przechyliła się lekko na boczek, urocza jak laleczka. Spaliła jeszcze gorszą cegłę i chrząknęła lekko z wyrazem wdzięczności wymalowanym na twarzy, że Jerry jako prawdziwy dżentelmen zmienił temat.
- Dostałeś pracę? Jaką? Słyszałam, że pracujesz w Mungu. Znaczy, nie to, że się wypytuje, moja koleżanka z dormitorium chce być uzdrowicielką i mówiła, że jesteś w tym bardzo dobry. Znaczy nie obgadujemy Cie w dormitorium! Tak wyszło tylko. - z przerażeniem rozejrzała się na boki nie dowierzając w to jaki chaos zaczynał opuszczać jej usta. - ...może do ciastkarni... - bąknęła cicho. Lubiła ciastki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, trochę podrapane ręce po kocich pazurach.
Galeony : 354
  Liczba postów : 832
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Mar 17 2020, 19:08;

Doceniał ludzi, którzy nawet w taką pogodę potrafili się uśmiechać i trajkotać wesoło o głupotach. Znacznie milej czekało się na lepszą pogodę, bowiem póki co zapowiadało się, że albo się stąd będą musieli deportować (a on dzisiaj nie może) albo poczekają z pół godziny aż ulewa nieco przycichnie. Nachylił się lekko nad jej dłonią, gdy próbowała tam coś rozczytać. Pachniała deszczem i... czy on wyczuł czekoladę? Nie potrafił się nie uśmiechnąć, bo przecież był człowiekiem, co kochał jeść wszystko i słodki zapach jedynie spowodował, że zgłodniał. Miał nadzieję, że był to normalny głód, a to dziwne uczucie w trzewiach było burczeniem całkowicie niezwiązanym z jej rumieńcem na policzkach. Tak sobie to tłumaczył. - Wyglądają na jakieś prehistoryczne runy. - oznajmił wskazując na jej popisaną dłoń, a jeśli chciała zobaczyć czy sobie żartował to tak, jego ciemne ślepia pokazywały, że się z tego niegroźnie chichrał. Po chwili wysłuchał bardzo istotnych informacji dotyczących ubrań dla szczurów i szczerze powiedziawszy nie wiedział czy Cien sobie żartuje czy mówi poważnie. Zapał wymalowany na jej twarzy zdradzał, że jednak to drugie, a to znowuż skrępowało Jeremy'ego, bowiem nie wiedział czy może się śmiać czy jednak nie wypada, bo urazi jej uczucia? Wsunął dłoń pod kaptur, by podrapać się po głowie.
- Na Merlina, po co ci ubrania dla szczurów? I ten sklep? Może jest gdzieś zakamuflowany. Masz oryginalne zainteresowania. - postawił na dyplomację, z którą miał doświadczenie skoro w pracy zawsze miał do czynienia z ludźmi, pacjentami i od kwietnia (czyli od pierwszego dnia swoich urodzin) z klientami w aptece. - Luzik, mnie też czasem dopada słowotok. - skwitował, bo przecież nie musi się martwić takimi głupotami w jego towarzystwie.
- Nie mam nic przeciwko obgadywaniu przez ładne Puchonki. - wypiął dumnie pierś i się wyszczerzył, gdy się tak uroczo wkopała i musiał przyznać, że go to w jakiś sposób ujęło. - Ano, zrezygnowałem z pracy na recepcji bo to uwłacza moim ambicjom. - dodał i rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu jakiejś ciastkarni. Niestety nie widział, gdy szedł to nie zwracał uwagi na takie miejsca spotkań. Mógł wymienić lokalizację wielu pubów, ale cukiernie jakoś nie były mu po drodze.
- To znaczy, że dasz się wyciągnąć? Zajebiście. Zobaczymy na co się napatoczymy po drodze, ale przeczekajmy jeszcze tę ulewę. - zaproponował i wskazał brodą ścianę nieustannego lejącego się z chmur deszczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ceinwedd Eurgain Cadogan

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Ma na twarzy dwie gojące się blizny, resztę ukrywa pod ubraniami.
Galeony : 717
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 230
https://www.czarodzieje.org/t18278-ceinwedd-eurgain-cadogan#520518
https://www.czarodzieje.org/t18281-sion#520580
https://www.czarodzieje.org/t18277-ceinwedd-eurgain-cadogan#520506
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Mar 17 2020, 19:57;

Musiałaby mu sprzedać teorię o tym, że nie ma złej pogody i zapewne jeszcze zdąży to zrobić nim ich drogi się rozejdą, póki co jednak gdzieś podświadomie cieszyła się pretekstem, żeby tak sobie się z nim ściskać w wąskiej wnęce pod daszkiem. Kto wie kiedy mogłaby się taka okazja znów przytrafić?
Wystawiła mu język na komentarz o swoim piśmie, jednak nie wyglądała na urażoną. Trudno sie obrażać o oznajmianie oczywistego, a Jurka wiedziała dobrze, że jej pismo jest koszmarne. Pracowała nad nim od kiedy tylko uczyła się pisać i była przypadkiem beznadziejnym. Podniosła na niego jednak spojrzenie po swoim wywodzie i uśmiechnęła się rozbawiona.
- No bo to... ubranka dla szczurów. - powiedziała hamując śmiech- Nie wydaje Ci sie to dziwne? Takie tyćkie garniturki? - uniosła brwi. To może nie do końca jej zainteresowania, po prostu fascynowało ją wszystko włącznie z rzeczami dziwnymi, a perspektywa zobaczenia na własne oczy sklepu w którymś jakiś pasjonat galanterii dla gryzoni szyje małe kubraczki wydawała się jej przeurocza i całkiem zabawna na popołudniową przygodę. Widząc jednak jego dyplomatyczne podejście zaraz się speszyła, a rumieniec na jej policzkach się zintensyfikował. Chyba właśnie wyszła na nienormalną idiotkę jarającą się majtami dla szczurów.
Coraz lepiej Jurgen coraz lepiej...
- Nie obgadujemy Cie! - zapewniła gwałtownie, potrząsając przecząco głową, ale przechyliła ją zaczepnie w bok -Uważasz, że jestem ładną puchonką? - zaraz jednak zreflektowała się w swojej śmiałości i uczepiła się dalszej części jego wypowiedzi znów popadając w słowotok, żeby przypadkiem nie odpowiedział na zadane przez nią pytanie.
- To dobrze. Trzeba być ambitnym. Nie pamiętam dużo co mój ojciec mówił, ale zawsze wspominał coś po łacinie co jest dewizą naszego rodu i właśnie cośtam cośtam ambicja cośtam, nie wiem nie znam za bardzo łaciny. - uniosła brwi zwijając usta w dziobek i rozglądając się po ulicy - Ty pewnie za to znasz ją bardzo dobrze, w szpitalu to zaraz wszystko po łacinie się chyba mówi, te inkantacje choroby i inne części ciała. - przeniosła na niego niepewnie spojrzenie- Ja nie mówię w żadnym innym języku poza angielskim. Znaczy jest jeszcze walijski ale jest bezużyteczny więc się nie liczy. - przygryzła wargi.
Spojrzała zaraz za nim na deszcz i wzruszyła ramionami jakby to była jakaś drobnostka.
- No co Ty, Dżemi. Taki gryfon boi się deszczu? - uśmiechnęła się do niego słodko i rozpostarła swoją parasolkę- Lepiej przeczekać w kawiarni. Poza tym, deszcz jest fajny, wszystko w deszczu pachnie inaczej. - powiedziała filozoficznie, nadstawiając ramienia i robiąc krok spod daszku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, trochę podrapane ręce po kocich pazurach.
Galeony : 354
  Liczba postów : 832
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 EmptyWto Mar 17 2020, 20:21;

- To mega dziwne i niepokojące, bo po co komu ubierać szczury w garnitury? - aż pokryła go gęsia skórka, bowiem jego wyobraźnia domalowała resztę scenerii - wypchane zwierzęta ubrane w garniturki w swoich drewnianych trumienkach. Nie, to zły tok rozmowy zwłaszcza, że jego sowa musiała zostać uśpiona i dalej mu było z tego powodu źle. Oryginalne zainteresowania Cien nigdy nie przestaną go zadziwiać. Jakieś dwa tygodnie temu przyłapał ją na czytaniu tej książki traktującej o diecie jakiegoś goblina płaskostopego. Nie nadążał za tym, ale doceniał kreatywność, bo dzięki temu Cien zapadała mocno w pamięć.
- Nie obgadujecie? - zapytał z kiepsko udawanym rozczarowaniem, bowiem jego ślepia śmiały się z tej interesującej rozmowy. - No jasne, że tak. Nie dość, że jesteś ładna to wyglądasz jakbyś miała maksymalnie piętnaście lat. - nie miał problemów z wręczaniem komplementów i spoglądaniem prosto w oczy, by zobaczyć jej reakcję - zwracał uwagę mocno na odcień jej rumieńca. Czy się powiększy? Czemu zaczynało mu się to podobać? Chyba za długo "odmawiał sobie" bardziej zażyłych relacji z dziewczynami, skoro zaczynały podobać mu się dziewczęce rumieńce poprzez wywoływane i ochoczo rozdawane komplementy.
- Przestrzeganie narzuconych dewiz rodu jest do kitu. Jak dobrze, że mnie to ominęło. - nie wyobrażał sobie, by miał przestrzegać czyichś zasad albo dostosowywać się do rodzinnego motta, skoro każdy był kowalem własnego losu i kierować się powinien własnymi wartościami. Inna sytuacja wiązała się z przysięgą Hipokratesa, ale nie chciało mu się debatować tera na ten temat skoro mieli iść w ciepłe miejsce, a i wesołe trajkotanie Cien rozrzedzało chmury z jego głowy.
- Cóż, podobno walijski był kiedyś językiem elfów. Czyli to wartościowa zdolność. - uśmiechnął się, gdy przypomniał sobie ich rozmowę na temat walijskiego języka. Pochodzili z Walii i mieli podobne zdanie - tego języka nie dawało się czasem znieść, był trudny i skomplikowany, a więc współczuł jej, że musiała kiedyś się nim posługiwać dzień w dzień. Toż to kaleczy język.
Wywołała na jego twarzy naprawdę ogromny wyszczerz. Wydawać by się mogło, że nie zmieści mu się na ustach, a jego ślepia zaświeciły intensywnie radością, a wszystko to dzięki temu, że nazwała go... Dżemim, czyli pseudonimem wymyślonym przez Pandorę. Nagle tknęły go cieplejsze uczucia do tej drobnej dziewczyny... jakby dokładna mieszanka wdzięczności, radości i ulgi.
- No dobra, dobra, zmoknę dla ciebie, niech będzie. - oznajmił i przerobił to ugodzenie w męskie ego w heroiczny czyn. Dla osób postronnych musieli wyglądać dziwnie - oboje uśmiechnięci od ucha do ucha podczas gdy tuż obok leje jak z cebra. Nabrał powietrza do płuc, gdy powiedziała o zapachach. Wyszedł spod zaprzyjaźnionego daszku i wzdrygnął się od kropel deszczu siekających go po twarzy. Schował się jednak pod parasolką, stojąc teraz znacznie bliżej dziewczyny. - Może i pachnie wszystko inaczej, ale czułem od ciebie czekoladę, więc pachniesz słono-słodko. - oznajmił z rozbrajającą (nawet jak na siebie) szczerością, co go aż zdziwiło, gdy tylko usłyszał swoje słowa. Ruszyli powoli chodnikiem, taplali buciory w kałużach, ale i tak zamierzał jeszcze trochę z nią pogadać zanim wpadną w próg jakiejś kawiarni/cukierni/czegoś, gdzie będzie sucho i ciepło. Pokątna była długą ulicą, a więc spacerek potrwa jeszcze chwilę zanim wpadnie im coś w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Ulica - Page 8 QzgSDG8








Ulica - Page 8 Empty


PisanieUlica - Page 8 Empty Re: Ulica  Ulica - Page 8 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Ulica - Page 8 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-