Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Gwiezdna sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 14 z 16 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15, 16  Next
AutorWiadomość


Kathleen Gardner
avatar

Uczeń Gryffindor
Wiek : 28
Galeony : 304
  Liczba postów : 799
http://www.greenblood.fora.pl
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyWto 24 Maj - 17:06;

First topic message reminder :




Sala ta wyróżnia się jedną rzeczą - zaczarowanym sklepieniem do takiego stopnia, iż żadne zaklęcie nie jest w stanie tego odczarować. Sklepienie reaguje na najsilniejsze emocje w osobach, które tu się znajdują.
Złość, zawiść, kłamstwo, frustracja, zazdrość etc - na niebie kłębią się czarne chmury, gdzieniegdzie rozświetlane jest błyskawicami. Słychać grzmoty, a jednak temperatura pomieszczenia nie ulega zmianie.
Miłość, szczęście, rozmarzenie, nadzieja etc - świeci mocne słońce, pozbawione efektów prawdziwych promieni - nie jest ani ciepłe, a jedynie odrobinę oślepiające. Niebo jest jasnoniebieskie i czasami pojawiają się białe chmurki przybierające różne kształty.

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Charlie O. Rowle
Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1802
  Liczba postów : 829
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyNie 22 Gru - 19:06;

Nie chciał już tego rozdmuchiwać, nie widział sensu. Nie jeden policzek pewnie jeszcze w życiu dostanie, a ten jak najbardziej mu się należał. Nie był człowiekiem przejmującym się tak mało istotnymi pierdołami, bo szkoda było na to życia. Brunet drgnął w miejscu, przyglądając się jej jeszcze chwilę badawczo, po czym tylko wyszczerzył zęby w naturalnym dla siebie, łobuzerskim uśmiechu. Nie zastanawiał się też nad tym, jak ona mogła postrzegać relację, o której istnieniu nie wiedziała. Darli koty, ale był daleko od uczuć negatywnych względem jej osoby. Była fajną kumpelą, prostą w rozmowie i nierobiącą z siebie obrażalskiej księżniczki, przynajmniej na razie, bo wciąż niewiele wiedział. Byli różni, ale to podobało mu się najbardziej. Uniósł brwi, przekręcając głowę na bok w dziwieniu, po czym parsknął z rozbawieniem na jej paluszek i uwagę dotyczącą słownictwa. Niby jak miał traktować ją poważnie z tym tonem, gestem i uśmieszkiem, który błąkał się po drobnej buzi jasnowłosej?
- Nie wiem, o co Ci chodzi mała. Starsi chłopcy czasem muszą mówić brzydko, takie jest życie. Musisz się z tym pogodzić, jeśli mamy się dalej kumplować.
Bezceremonialnie wzruszył ramionami, unosząc dłoń i mierzwiąc jej włosy. Cofnął jednak rękę, gdy kontynuowała, słuchając ją z uwagą i rozbawieniem. Aż tak ją to denerwowało? Zdecydowanie zbyt dużą uwagę przykładała do pierdół, a przez to Rowle pomyślał, że powinien z nią o tym pogadać, gdy wróci jej pamięć, odzyska dawną siebie. Zdecydowanie mniej uroczą, bardziej zadziorną i pyskatą Gabrielle, która była ciekawym porównaniem do tego, jak zachowywała się teraz. A może zachowywała się tak względem wszystkich, tylko jego nie lubiła? Nie był pewien.
- Daj sobie spokój, było, minęło. Nie jestem zły czy coś, a Ty jak będziesz się tak przejmowała, będziesz siwa i pomarszczona przed trzydziestką.
Emanujące od niej ciepło i łagodność sprawiały, że jej oblicze wydawało mu się jeszcze bardziej atrakcyjne, niż wcześniej. Nie był fanem blondynek, ale Gabrielle należała do tego nielicznego grona wyjątków, za którymi by się obejrzał. Trochę był zawiedziony faktem, że tak rzadko miał okazję oglądać jej twarz w tym wydaniu, chociaż to z pazurem również zaspokajało jego młodzieńcze zachcianki. Kiwnął głową na wzmiankę o sukience, automatycznie odtwarzając ten obraz w głowie. Był cholernie dobry, delikatny materiał doskonale prezentował się na jej ciele i podkreślał kobiecość, chociaż był pewien, że w bieliźnie wyglądałaby jeszcze bardziej zniewalająco. Ze względu na przyjaciela, odsunął od siebie szybko ten obraz, kręcąc delikatnie głową i krzywiąc się do własnych myśli, zakrawających na brak lojalności. Z drugiej strony, był tylko facetem. Uszanował jej gest, nie brnąc dalej w ten interesujący temat, dla ich wspólnego dobra.
- Nawet nie wiem, jak ją określić. Ma swoje lepsze i gorsze momenty, ale tak chyba jest, bo jesteśmy skrajnie różni.
Zgodził się, wzruszając delikatnie ramionami. Nie był najlepszy w takich rozmowach czy deklaracjach, dużo lepiej radził sobie z demonstrowaniem siebie poprzez czyny. Mężczyźni zawsze tak robili, według jego ojca. Ulżyło mu jednak, że napięcie powoli z niej znikało i odzyskiwała jakąś swobodę, nawet jeśli tak brzydko ją wrobił w seks i randki. Nie mógł jednak wtedy podejrzewać, że jej niewinność i opinia na jej temat na rzeczywiste pokrycie. Schlebiało mu to, chociaż nadal tamtej sytuacji nie potrafił zrozumieć. Puchonka wcinająca truskawki z taką pasją niczego mu nie ułatwiała, chociaż teraz już w ogóle nie widział sensu i nie chciał wciągać jej w tematy erotyczne. Wiedział, że dla kobiet takie rzeczy są bardzo ważne i musiała sama wszystko odkryć, gdy przyjdzie odpowiedni moment.
- Właściwie, to nie. - zaczął, patrząc jej chwilę w oczy. Nie kłamał, na próżno szukać było łgarstwa w jego mętnych, zielonych oczach. Bardzo tego nie lubił, podobnie jak plotek. Był wyznawcą zasady: Żyj i daj żyć innym. Tak było najuczciwiej, bo każdy czas na ziemi miał ograniczony. Słuchał jej z zaintrygowaniem, bo wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Faktycznie, William nie poruszał nigdy jej tematu i nie widział ich razem na lekcjach lub po. Nie miał jednak pojęcia, jaka sytuacja zaprowadziła ich do punktu, w którym tkwili. Znał jednak przyjaciela, zawsze próbował złapać to, czego chciał. Trochę jak Charlie.
- Myślę, że mieliście jakiś moment i porównanie do grejpfruta, jest mocno nieaktualne. Masz chyba jakiś fetysz owocowy, co?
Nie wiedział, co innego jej powiedzieć. Uśmiechnął się więc pocieszająco, okazując współczucie. On sam pewnie byłby skołowany, gdyby nagle dziewczyna, z którą faktycznie się nie lubił i się ignorowali, okazała się kimś, kim by się interesował. Naprawdę musiała lubić owoce, ciągle wracali do rozmów na ich temat. Wiedział, że Fitz jest trudnym rozmówcą i miewa ciężki charakter. Był jednak lojalny, uczciwy i bezpośredni, a Rowle te cechy bardzo cenił. Wiedział, że zawsze mógł na niego liczyć. Był też niedostępny, co dzisiejsze dziewczyny bardzo lubiły.
Nie mógł opanować łakomstwa, nawet gdy tak bardzo chciał. Zapach tart był intensywny, a ona mu tak machała przed nosem. Nic dziwnego, że odsunął papierosa i ugryzł, oblizując następnie wargi z nadmiaru bitej śmietany. Wyglądał, jak zadowolone dziecko, bo tak naprawdę Rowle nie był jakiś trudny do obsługi. Zawsze się cieszył z drobiazgów, znajdował optymizm nawet w najgorszych wydarzeniach. Miał swoje mantry, wady, dziwne zasady, ale wciąż pozostawał dostępny i przyziemny dla społeczeństwa, tak długo, jak ktoś miał chociaż 3/4 czystej krwi. Nawet połowę zaczynał znosić, starając się zagłuszać wywody ojca, powtarzane mu od dzieciaka niczym mantry.
- Dobre, nie? Jedzenie jest najlepsze!
Wyszczerzył się, przełykając słodycz do końca, aby następnie zaciągnąć się papierosem. Oczywiście głowę miał odchyloną, a popiół strzepnął gdzieś na lewo. Dopiero gdy paliły go płuca, wypuścił dym spomiędzy warg, wzdychając z zadowoleniem. Mocny papieros doskonale przełamywał słodycz. Uniósł brwi na jej słowa, kręcąc głową.
- Jesteśmy kumplami mała. Po prostu.
Odparł niczym najbardziej oczywistą rzecz na świecie, przesuwając wzrokiem po jej twarzy. Na dźwięk perlistego śmiechu jego buzię przybrał zaskoczony grymas. Nie słyszał wcześniej, jak się śmieje! I musiał przyznać, że ten dźwięk bardzo jej pasował. Zamrugał kilkakrotnie, przecierając z odrobiną zakłopotania dłonią po twarzy, wyczuwając delikatny zarost, bo był zbyt leniwy, żeby się ogolić.
- Byłem przecież delikatny. Chcesz, to możemy spróbować jeszcze raz. - mruknął niby to z obojętnością, patrząc to na tartę, to w jej zielone, duże oczy. Obserwował, jak odgarniała kosmyk włosów za ucho i nawet otworzył nieco usta, czekając, aż mu podsunie ciastko. On jej już pokaże, co to delikatność. Nawet nie zauważył, że zrobiło się mu jakoś cieplej.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPon 23 Gru - 16:53;

Każde z nich miało swoje, zupełnie odmienne zdanie dotyczące zaistniałej sytuacji; różnili się, ciężko było tego nie dostrzec. Ona przejmowała się za bardzo - on, jakby wogóle. Mimo tego Gabrielle nie zamierzała ciągnąć dalej tego tematu, z góry zakładając, że czego by nie zrobiła i czego nie powiedziała zdanie Charliego nie ulegnie zmianiem. Takim oto sposobem ona miała swoje przekonania - on swoje i dopóki nie zamierzali wypowiadać ich na głos, będzie panował między nimi względny pokój - przynajmniej do czasu, aż blondynka nie odzyska pamięci. Odwzajemniła uśmiech chłopaka, choć jej można było określić mianem uroczego, aniżeli łobuzerskiego.
Z zielonych tęczówek blondynki bił dziwny blask, który sprawi, że nabrały one nieco jaśniejszego odcienia, a sama Gab wydawała się być bardzo rozluźniona, pozbawiona tej dziwnej postawy, która wymuszała na niej, aby brodę trzymać zawsze wysoko. Mogło to być jednocześnie zaskakujące, co miłe dla Ślizgona, gdyż nie miał on okazji spotkać jeszcze takiej wersji panienki Levasseur.
-A skąd wiesz, że ja chcę się dalej z tobą… kumplować? - zapytała, kładąc nacisk na ostatnie ze słów, bo jednak nie do końca wszystko jej tu grało. Jeśli się kumplowali to dlaczego ten oznajmił jej, że skradł jej całusa? Zmarszczyła czoło, powodując tym pojawienie się trzech poziomych zmarszczek na gładkiej skórze. Szukała w swoim umyśle odpowiedzi na to pytanie, lecz nic sensownego nie przychodziło jej do głowy; westchnęła zrezygnowana. Miała nadzieję, że wraz z pamięcią pojawią się wszystkie odpowiedzi. Niektórzy powiadają, że nadzieja jest matką głupich, - a przecież Gabrielle do takich nie należała - inni zaś mówią, iż każda matka kocha swoje dzieci i w to właśnie blondynka wierzyła. Spojrzała na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy, choć na jej różowych ustach błąkał się subtelny uśmieszek.
Roześmiała się po raz kolejny, słysząc komentarz chłopaka
- Z mimo genami mi to nie grozi - stwierdziła, machając przy tym nieco lekceważąco dłonią. Oczywiście pomijając fakt, dlaczego ma takie a nie inne zdanie na ten temat. Nie sądziła, iż są ze sobą aż tak blisko, aby brunet mógł poznać jej tajemnice. Właściwie obawiała się tego dnia. Czy gotów był wówczas się od niej odwrócić? A może potraktowałby ją z góry? Dziewczynie ciężko było przewidzieć, jak zareagują inni i to był jeden z licznych powodów przez które ukrywała swoje dziedzictwo.
- Prędzej dopadnie ciebie - dodała po chwili, szczerząc się przy tym szeroko. Oczywiście nie życzyła mu tego, zapewne wówczas nieco straciłby na swoim uroku, czego nie chciało zapewne żadne z nich. Postanowiła jednak uszanować jego prośbę i nie kontynuować dłużej tego tematu, z resztą - jej również było to na rękę. Dzięki temu mogła oddalić wyrzuty sumienia, gdzieś w odmęty swojego umysłu i nie rujnować nimi dobrego humoru, zwłaszcza, że to był pierwszy z takich dni, kiedy miała lepszy humor.
Przyjęła wytłumaczenie Ślizgona kiwnięciem głowy, faceci byli prości, miała tego świadomość dlatego postanowiła nie męczyć pytaniami chłopaka, który nie był w stanie dokładnie określić co ich łączy. W może ona tylko chciała żeby ich coś łączyło? Wtedy miałaby chociaż pewność, że pocałowała go bo tego chciała, gdyby było inaczej… zmartwiła się. Czyżby nagle jej podejście do relacji z chłopakami uległo zmianie? Może stała się wywłoką? Ta myśl przeraziła ją na tyle, aby na kilka l sekund wstrzymać oddech. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, jeszcze chwilę zastanawiając się nad tym wszystkim, choć ciężko było jej uwierzyć, w to, że nagle tak się zmieniła. Nie zamierzała również pytać o to wprost bruneta, uznając, że jest to temat zbyt delikatny. Myśli blondynki zaaferowały ją na tyle, że uwadze jej umknął wzrok chłopaka skupiony na niej, zielone tęczówki zostały pochłonięte przez czerń, będąc odzwierciedleniem tego, co krył jego umysł.
Trzeba było przyznać, że Charlie wciąż nie potrafił określić granic, które może przekraczać w kontaktach z Puchonką, działał po omacku, lecz nawet sytuacja z zaczarowanego lasu nie dała mu do myślenia - prowokacja. Była to jednak z nielicznych form, które sprawiły, że Gabrielle puszczały prawie wszystkie hamulce, a głosik w głowie nakłaniał do coraz śmielszych czynów. Odkrycie tego zapewne zajmie mu trochę czasu, zwłaszcza teraz - gdy poznał inną naturę blondwłosej czasownicy.
Nie kłamał. Dostrzegła to kiedy spojrzenie jego oczu napotkało jej własne. Otworzyła usta, by kolejno je zamknąć, nie wypowiadając nawet słowa. Jeśli nie kłamał, to rzeczywiście ona była w jakiś sposób zainteresowana Williamem, a on nią. Jak do tego doszło? Czy coś w ich relacji - opierającej się głównie na swego rodzaju walce - uległo zmianie?
- Moment? Co masz przez to na myśli? -zapytała, jednocześnie zastanawiając się, co chłopakowi może chodzić po głowie. Moment, moment powtarzała niczym mantrę w myślach, a co to przyszło jej to głowy, wywołało zdławiony jęk. Pokręciła przecząco głową do własnych myśli, przenosząc spojrzenie na własne dłonie, które lekko drżały. Zacisnęła delikatnie palce, starając się nad tym zapanować, dopóki nie usłyszy co ma do powiedzenia Ślizgon.
- Nie mam żadnego fetyszu - odparła nieco ostrzej niż zamierzała. Budząca się w niej mieszanka dziwnych emocji dała o sobie znać. Gabrielle nawet na myśl nie przyszło, że może chodzi o pocałunek, kurtyna niepamięci była wciąż opuszczona, a brak dostępu do informacji powodował, że wszystko odbierała zbyt dosłownie, jednocześnie odpowiadając sobie wiele rzeczy. Wszystko to wynikało z posiadania świadomości, że ludzie się zmieniają, czasem bardzo, a co jeśli ona stała się ofiarą takiej zmiany i teraz jest zupełnie innym człowiekiem? Takim którym nie chciała stać się nigdy?
W tej właśnie chwili, ciężko było określić, co sprawiło, że Gab polubiła rudowłosego Ślizgona bardziej niż powinna. Być może nie chodziło nawet o uczucia, a jedynie pierwotne żądze, jakim było chociażby pożądanie. Byli jedynie nastolatkami, w których buzowały hormony, którzy chcieli próbować nowych rzeczy, poznawać drugą osobę, nie tylko w sferze psychicznej. Wiele czynników mogło mieć wpływ, dlatego postanowiła nie oceniać swojej zmiany, przynajmniej do czasu, aż nie pozna wszystkich faktów.
Zaśmiała się z chłopaka, który okazał się być łakomczuchem, ona nie zdążyła jeszcze ruszyć swojej tarty, a ta przeznaczona dla Ślizgona prawie całkowicie zniknęła. Byl to zabawny widok, zwłaszcza, że brunet twierdził, iż tarty są prezentem dla niej. Na ułamek sekundy głowę Gabrielle zajęła myśl, ile oni mieli podobnych momentów? Czy było to między nimi czymś naturalnym, czy może wyjątkowym? Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy o to nie zapytać, lecz słysząc komentarz chłopaka zrezygnowała.
- Tak zdecydowanie, nawet lepsze niż seks - odparła bez wahania, dopiero po wypowiedzeniu owych słów zdając sobie sprawę, jak zabrzmiały. Mimochodem jej policzki nabrały różowego odcienia, a ona sama uciekła spojrzeniem gdzieś w bok, zawstydzona.
Wzruszyła ramionami, po raz kolejny słysząc to samo określenie. Jeśli się przy tym upierał, ona nie miała prawa się sprzeciwiać, a przynajmniej jeszcze nie teraz.
-Dobra-przystała na jego propozycje, biorąc w dłonie kolejną tartę, którą Charlie wręcz pożerał spojrzeniem. Podsunęła mu ciastko pod usta, jednak zanim ten zdążył je ugryźć, wysmarowała mu je bitą śmietaną, której nabrała nieco na palce.
-Teraz wyglądasz lepiej - stwierdziła, oceniając swoje dzieło. Chwilę później wstała z podłogi.
- Fajnie się rozmawia, ale jestem z kimś umówiona - oznajmiła, biorąc pojemnik z resztą tart, które od niego dostała. - Widzimy się później Charlie Rowle - dodała, ruszając w stronę drzwi.


zt x2
Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyWto 14 Kwi - 1:20;

@Lennox X. Zakrzewski

Nie mogła uwierzyć, że dni były takie paskudne. Bolała ją głowa od ciągłych rozmyślań i analizowania, nie umiała znaleźć sobie miejsca, a do tego czuła na karku czujne spojrzenie opiekunki swojego domu po incydencie w kuchni — nie wspominając już o Skylerze, którego przewrażliwienie sięgnęło kresu. Straciła motywację i chęć absolutnie do wszystkiego, czekając tylko na ukończenie szkoły i powrót do domu, gdzie rozważała studia. Ojciec i tak przebywał większość roku w Wielkiej Brytanii lub Portugalii, mogłaby go unikać — chociaż wiedziała, że przed ciężką rozmową, która na nich czekała nie będzie w stanie uciec. A chciałaby. Przemknęła korytarzem, unikając całego świata na czele z Felixem czy puchonami, którzy w dziwny sposób zauważyli zmiany w jej zachowaniu. Była jeszcze cichsza, jeszcze bardziej niedostępna niż wcześniej. Przestała czytać książki o uzdrawianiu uznając, że do tego też się nie nadawała, a z zajęć wykręcała się bólem głowy. Chciała ciszy i spokoju, odnajdowała oddech w samotności. I chociaż powinny właśnie wtedy przytłaczać ją myśli, ona potrafiła skupić je na czymś zupełnie innym i mało znaczącym. Najdziwniej było jej bez przesiadywania w kuchni, ale nie miała odwagi, aby tam wrócić i stawić czoła wspomnieniom, które szczelnie zamknęła gdzieś na krańcach swojego umysłu. Odetchnęła, zamykając za sobą drzwi jednej z sal szkolnych, którą wybrała na dzisiejsze popołudnie. Dreszcz niepewności, który towarzyszył odkrywaniu nowych miejsc w tym zamku, był chyba najprzyjemniejszym punktem jej dnia. Wolnym krokiem weszła w głąb pomieszczenia, rozglądając się dookoła — ot zwykła kamienna posadzka z dywanem i kilkoma poduchami, wysokie ściany i okna przysłonięte kotarą. Kandelabry paliły się tylko przy wejściu, sprawiając, że panował tu przyjemny pół mrok — chociaż błękitne tęczówki dostrzegły inne źródło światła bijące gdzieś z góry, gdzie zaraz spojrzała. Rozchyliła usta w zdumieniu, nie mogąc powstrzymać cienia uśmiechu, który wkradł się jej na buzię. Sklepienie zmienione w nocne, pokryte gwiazdami niebo zachęcająco mrugało w jej kierunku, a srebrne punkciki tworzyły konstelacje. Niewiele myśląc, usiadła, biorąc wcześniej jedną z poduch z podłogi i oparła się plecami o kamienną kolumnę, przytulając miękki materiał do siebie, układając go na kolanach i kładąc na nich głowę. Rękoma zaś je splotła, tworząc niewielki kłębek. Przyniesioną ze sobą torbę — niewielką, skórzaną listonoszkę, oparła o swoje uda. Przymknęła oczy, zaciskając palce na zielonym welurze poduszki, naciągając wcześniej mocniej materiał swetra na dłonie. Nieprzyjemna fala dreszczy przebiegła po jej ciele, zostawiając za sobą gęsią skórkę, a ona przygryzła dolną wargę, pozwalając, aby pukiel brązowych włosów spłynął jej na twarz. Nie miała pojęcia, co robić i było tak chyba po raz pierwszy w jej życiu.
Powrót do góry Go down


Lennox X. Zakrzewski
Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyWto 14 Kwi - 17:16;

Szedł spokojnie jednym ze szklonych korytarzy, jakby wszystko było w porządku, jakby normalność była jego drugim imieniem. Kaptur miał zarzucony na głowę, a ręce wsunięte do kieszeni spodni. Czy ukrywał to, co się tam znajdowało? Czyżby pierwszy raz od dłuższego czasu przeszkadzały mu zabandażowane ręce, które były charakterystyczne po jego napadzie? Nigdy. Na razie było cicho, zbyt cicho jak na jego standardy. Od bójki minęło trochę czasu, a mianowicie kilkadziesiąt godzin. Do tego czasu już dawno powinien wylądować na dywaniku u opiekuna domu, a może nawet u wyższej stancji. To, co działo się wtedy w kuchni, wybiegało poza normalne rozumowanie bójki czy nieporozumienia między dwoma uczniami szkoły. Ten dzieciak do tej pory leżał w Skrzydle Szpitalnym. A on? Nos nastawiony, chociaż wciąż posiniaczony, ze zdartą skórą w jednym miejscu. To nic wielkiego. Doszedł do wniosku, że jeżeli do tej pory nikt go nie wezwał, nikt z dwójki obecnych tam osób nie wygadało się, kim był napastnik. Bo za takiego będzie właśnie uznany. Oczami wyobraźni, a raczej wspomnień widział, co takiego mógł tam zobaczyć ktoś, kto otworzył drzwi do kuchni. Widok zmaltretowanego ciała był chyba wystarczający, aby uznać, że za sprawą stał raczej ktoś o niezrównoważonym usposobieniu. Nikt nie będzie zadawał pytań, jak do tego doszło. Pytania będą toczyły się wokół tematu, kto to był.
Kiedy zobaczył znajomą postać, zatrzymał się w pół kroku. Nie zauważyła go. Jak zawsze błądziła myślami gdzie indziej. Przełknął głośno ślinę i chociaż powinien w tym momencie się odwrócić i odejść, jego nogi mu na to nie pozwoliły. Zamiast tego, ruszył za nią, spokojnym (o zgrozo) krokiem podążał za nią w odpowiedniej odległości, aby przypadkiem jeszcze go nie zauważyła. I co wtedy? Stawienie czoła swoim czynom było o wiele łatwiejsze od tego, co mogło czekać go, gdy stanie z nią twarzą w twarz. Spierdoli to na bank, samo jego pojawienie się na jej radarze może sprowadzić na nich klęskę.
Jednak musiał wiedzieć. Musiał poznać prawdę. Kiedy zniknęła w pomieszczeniu, ruszył za nią, najpierw obserwując czy aby nikt przypadkiem tędy nie szedł. Jeszcze posądziliby go o prześladowanie, mógł być pojebem z problemem niekontrolowania agresji, jednak prześladowcą nie był. Zamknął za sobą drzwi, najpierw zsuwając z głowy kaptur, a dopiero po chwili odwracając się i spoglądając na dziewczynę. Nic nie powiedział, jakby słowa były niewystarczające... Zapewne brzmiałyby zbyt żałośnie, zbyt natarczywie, agresywnie czy zwyczajnie nieszczerze. Bo faktycznie nie żałował swojej decyzji, chociaż mogło potoczyć się to zupełnie inaczej. Chociaż czy na pewno? Czy nie oszukiwał samego siebie?
Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyWto 14 Kwi - 17:59;

Westchnęła ciężko, czując chłód kamienia na plecach. Od tego nieszczęsnego pieczenia ciastek minęło kilka dni, Felix dopiero dziś miał wyjść ze szpitala, a jej ręka wciąż tkwiła w bandażu po bliskim spotkaniu z potłuczoną porcelaną. Nie było to jednak niczym szczególnym na tle tego, co działo się w jej głowie, jak postrzegała tamto popołudnie. Chociaż opiekunka domu i Skyler, którzy ich w kuchni znaleźli, bo ona też przecież zemdlała za grosz nie wierzyli w jej wersję wydarzeń, nie zamierzała wydawać za nic Zakrzewskiego. To było chyba jej pierwsze kłamstwo, pierwszy szlaban, pierwsza bójka. Dlaczego większość jej pierwszych razów dotyczyła Lennoxa? Zacisnęła dłonie na materiale trzymanej poduszki, unosząc leniwie powieki i wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Jej życie zwykle było spokojne i ułożone, nikomu nie przeszkadzała, miała kilku znajomych i starała się zrobić wszystko, aby w przyszłości zostać jak najlepszym uzdrowicielem i dostać się na oddział z dziećmi. Pomyśleć, że cele i marzenia mogły legnąć w gruzach w przeciągu kilku dni? Nie sięgnęła nawet po podręcznik ani razu nie odwiedziła skrzydła szpitalnego i ćwiczyła zaklęć, co miała w zwyczaju. Czuła się rozczarowana sobą. Nie obwiniała Felixa, nie obwiniała Lennoxa — jedynie siebie. Wyjec od ojca nie zrobił na niej tak silnego wrażenia, odkąd w głowie tliła się możliwość, że ślizgon faktycznie mógł być jej bratem. Nie wiedziała nawet, jak zacząć rozmowę z człowiekiem, który mógł ją cały czas okłamywać.
Drgnęła na dźwięk otwieranych, skrzypiących drzwi, które zamknęły się z trzaskiem. Aż podskoczyła w miejscu na widok zakapturzonej postaci, której w półmroku klasy i kapturze nie mogła rozpoznać. Gwałtowny ruch i wyprostowanie głowy sprawiło, że głową uderzyła o kolumnę z całą swoją niezdarnością, a spomiędzy warg uciekło jej ciche jęknięcie, poprzedzone grymasem bólu. Podsuwając się do góry i wstając, dłonią przytrzymała poduszkę przy brzuchu, a drugą pomasowała głowę, mrużąc nieco oczy. - P..Przepraszam. Nie wiedziałam, że chciałeś korzystać z tej sali, znajdę inną.
Wytłumaczyła pośpiesznie pozornie nieznajomemu chłopakowi, robiąc krok w jego stronę, aby odsunąć się od wcześniejszej podpórki pleców i odłożyć tam trzymaną poduszkę, dłonią przeczesała brązowe pukle, zakrywając jak najmocniej swoją twarz i mając nadzieję, że okrywający skórę bandaż ginął pod przydługimi rękawami swetra. Schyliła się, łapiąc za pasek od torby. Niby brzmiała na przestraszoną, jednak było jej tak naprawdę wszystko obojętne. Równie dobrze to mógł być jeden z tych, co kiedyś tak jej dokuczali, nie miało to znaczenia. Przewiesiła tobołek przez ramię, wbijając spojrzenie w podłogę i leniwie ruszając do przodu, chcąc go minąć.
Powrót do góry Go down


Lennox X. Zakrzewski
Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptySro 15 Kwi - 10:51;

Lennox potrafił żywić urazę. Wręcz była to jedna z jego cech, które na przestrzeni lat wyjątkowo się rozwinęła. Dotyczyło to przede wszystkim jego rodzin, bo resztę miał zwyczajnie gdzieś. W przypadku tamtego Ślizgona jednym powodem dla wrzucenia go do listy osób, którymi gardził był jego cios, który jako ostatni wymierzył w kierunku Zakrzewskiego. Tchórzostwo to jedna z najpodlejszych rzeczy.
Mógł skontaktować się z dziewczyną w inny sposób, niżeli śledzić ją do jakieś opuszczonej sali. Było wiele sposobów, jednak żaden nie był odpowiednio dobry. Uniósł lekko wzrok, przyglądając się pomieszczeniu, w którym aktualnie się znajdowali. W innych okolicznościach, w innych czasach, zapewne podziwiałby to miejsce z należytością. Teraz? Czuł jak, żołądek nieprzyjemnie mu się związuje, w oczekiwaniu na pierwszą reakcję Puchonki, kiedy go zobaczy. Była ona bardzo istotna, gdyż od tego mógł zależeć dalszy rozwój nie tylko tej sytuacji, ale całej ich relacji. O dziwo, naprawdę nie chciał, aby kończyło się to w taki sposób. Nie zależało mu na czymś lub kimś, od bardzo dawna, dlatego czuł jakby żył w jakieś surrealistycznej rzeczywistości.
Zaśmiałby się w normalnej sytuacji, jednak nie było to normalna sytuacja, a on stał wyprostowany jak struna, czekając. Nie podnosiła głowy jak zawsze. Jednak teraz było zupełnie inaczej. Tak samo, jak nie uśmiechnął się na widok jej niezdarności, pewnie podszedłby do Flory, zrobił coś kompletnie niepodobnego do siebie, a teraz? Musiał się pilnować, aby nie zrobić czegoś, co mogłoby jedynie wszystko pogorszyć. Nie wiedział, czy w ogóle mógł do niej podejść, a co dopiero wykonać gest w jej kierunku. Wkurwiała go ta sytuacja.
Obserwował ją przez chwilę. Ten widok był... Skrzyżował ręce na wysokości klatki, mocno je do siebie dociskając. Nie odsunął się od drzwi, cały czas zagradzając jej wyjście z tego pomieszczenia.-To ja.-Jakby to miało wszystko wyjaśnić. Chciał, aby w końcu podniosła tę cholerną głowę! Czemu była taka skruszona? Wręcz przestraszona! Czy to jego wina? Czy to przez to, co wtedy zaszło? Czy zawsze tak było? Może coś w niej zniszczył... Obwiniał się, bo to była słuszna decyzja. Jednak tylko w przypadku jej osoby.
Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptySro 15 Kwi - 13:24;

Nie powinni byli w stanie nawiązać relacji przez różnice, które pomiędzy nimi byli. Niczym ogień i woda, ścierali się niemalże na każdej płaszczyźnie poglądowej czy zachowawczej. A jednak przyzwyczaiła się do obecności narwanego ślizgona w swoim życiu na tyle, że pojawiał się w jej myślach częściej, niż powinien. Nie mogła przestać myśleć o słowach Skylera przy automacie, które były jak wiadro zimnej wody uświadomiły ją, że zaczęła się przywiązywać. Nie powinna była, bo i tak to nie miało ani sensu, ani przyszłości, w co tylko mocniej uwierzyła po wydarzeniach z kuchni. Nie chcąc przeszkadzać nieznajomemu, zwlokła się i ruszyła w stronę wyjścia, które on wciąż blokował. Poprawiła torbę, nerwowo przesuwając palcami po skórzanym pasku, przygryzając dolną wargę. Chciała go minąć, gdy znajomy głos dotarł jej uszu. Zastygła w bezruchu, czując, jak ogarnia ją fala wspomnień i skojarzeń, które nie koniecznie miały pozytywny wydźwięk. Doskonale pamiętała bijące od niego ciepło, szalejące w piersi serce, szaleństwo w głosie i w spojrzeniu, wyrywające się ciało. Pamiętała, jak ją odepchnął — to nie było jednak najgorsze, bo Flora wcale się go nie bała. Potrafiła sobie wytłumaczyć, że dział pod wpływem emocji, nie miała mu tego za złe, ani tego, że ich zostawił — miałby kłopoty, gdyby go znaleźli, a w ten sposób bezpieczny. Tylko.. Tylko jak miała na niego spojrzeć po tym, jak on spojrzał na nią wtedy? W sposób, który ją paraliżował i odbierał mowę, siłę, chęć do życia. Uniosła jednak głowę, siląc się na łagodny uśmiech, chociaż drżała jej nieco broda. Przesunęła spojrzeniem po sylwetce, która teraz wydawała się jej taka znajoma, bo buzi skrytej w cieniu kaptura. Nie potrafiła odszukiwać jego spojrzenia. - Lennox. - zaczęła miękko, pozwalając, aby torba spadła jej z ramienia i uderzyła o posadzkę. Schowała dłonie za siebie, splątując je ze sobą i wbijając sobie paznokcie w skórę, kontynuowała, starając się ukryć zdenerwowanie. - To Ty, no tak. Dobrze Cię widzieć.. Mam nadzieję, że nic poważnego Ci się nie stało wtedy.. Byłeś w skrzydle szpitalnym?
Nawet jeśli postanowił dać jej spokój, chciała się upewnić, że nic mu nie było. Dopóki mogła. Nie czuła złości, frustracji, nienawiści. Była tylko zagubiona i smutna, a zaczarowane sklepienie chyba z wolna zaczynało wyłapywać te emocje, ukrywając gwiazdy za warstwą szarych chmur, sprawiając, że w pomieszczeniu zrobiło się ciemno. Przynajmniej nie mogła dostrzec jego spojrzenia, nie chcąc kolejny raz go na sobie poczuć w wydaniu, które tak mocno przypominało jej o tych spojrzeniach, o których chciała przecież zapomnieć. Atmosfera była jakaś gęsta, niegrzeczna. Znała go jednak na tyle, aby wiedzieć, że dopóki sam się od drzwi nie odsunie, to nie pozwoli jej wyjść. Dawno milczenie nie było tak ciężkie. Ruchem głowy zgarnęła splątane, pogrążone w chaosie kosmyki brązowych włosów na plecy, rozluźniając spięte palce i wygładzając materiał swojego swetra, poprawiła również dopasowaną, zamszową spódnicę, którą do tego dobrała. Brakowało tylko beretu, a wyglądałaby niczym francuska dama wiosną w kawiarni. Kompletnie nieadekwatnie do tego, jak się czuła.
Powrót do góry Go down


Lennox X. Zakrzewski
Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptySro 15 Kwi - 14:14;

Nikt nie mógł wiedzieć, czy powinni. Zapewne nawet oni byli ostatnimi osobami, które to wiedziały, czy powinny o tym decydować. Jasne jest, że byli ułomni w tej kwestii, kompletnie radząc sobie z osądami i decyzjami. Nie mogli pozostawić tego losowi, czy konkretnym jednostkom. Trzeba się kurwa zabrać w sobie, ruszyć tyłek i działać!
Działał pod wpływem emocji, owszem. Jednak nie zmienia to postaci rzeczy, że wszystko, co wtedy zrobił, było prawdziwe. Każde uderzenie, każde spojrzenie... Wszystko. Właśnie tak wygląda prawdziwy Zakrzewski i nic tego nie zmieni. Był to cholernie wielki powód, dla którego powinna posłuchać, kogokolwiek tam słuchała, czy miała kontakt, aby trzymać się od Lennoxa daleko.
Potrafił tym spojrzeniem paraliżować, zatrzymać, wskrzesić. Z czym dokładnie będzie jej się teraz kojarzył? Nie miał pojęcia o tym, co działo się w jej głowie, bo zwyczajnie nie mówiła mu tego, co w niej siedziało. Już wykrzyczenie tego byłoby lepsze, nazwanie go dupkiem byłoby lepsze. Emocje, nieważne jak negatywne czy dobre, powinny z nas ulatywać, móc pokazać się światłu dziennemu. Może sam nie robił tego w najlepszy sposób i wiele rzeczy trzymał dla siebie, ale czy nie widać tego efektów? Działał tak, jak potrafił. A ona? Zawsze mu się wydawało, że nigdy nie dotrze tam do środka, nie pozna jej tak, jak powinien. I vice versa. Jak bardzo podobni do siebie byli, mogłoby to zdziwić nie jednego. Jak mieli kiedykolwiek do tego dojść, jak nie potrafili kurwa rozmawiać?
Zsunął kaptur z głowy, dopiero teraz orientując się, że jeszcze tego nie zrobił. Prezentował się zapewne gorzej, niż czuł, nie narzekał. Czuł się zajebiście.-Tak mam na imię.-Powiedział kwaśno. Oj, zmień ten ton kretynie! Jego wzrok powoli przesuwał się po jej osobie, szukając czegoś, na czym mógłby się skupić. Nie wyglądał na kogoś skruszonego, bardziej rzucającego wyzwanie. -Gdybym poszedł do Skrzydła, zadawaliby pytania. Nie trwałoby to długo, gdyby połączyli mój złamany nos i zdarte pięści, do obitej twarzy tamtego chłopaka. Założę się, że gdybym je zgiął, idealnie pasowałyby do jego twarzy.-Powiedział, podnosząc jedną z nich, zaciskając i przez moment jej się przyglądając.
Podniósł spojrzenie, dostrzegając zmianę na sklepieniu. W jaki sposób działał ten pokój? Między jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka, która sugerowała głębokie zastanowienie. Jej wygląd był nienaganny, człowiek może się zdziwić, jak świetnie radziła sobie z garderobą, pomimo jaki chaosu dział się teraz w jej życiu. Życiu, które nie powinno go obchodzić. Wykluczył się w momencie, w którym postanowił być sobą. To nie miało racji bytu, prawda? I chociaż ta myśl krążyła gdzieś po jego głowie... I chociaż wciąż nie rozumiał tego, co się wtedy działo między tą dwójką... Pomimo tej całej złości, frustracji i innych pierdół, zlikwidował dystans, który stworzył między nimi. Może był to ostatni moment, aby to zrobić?
Zgarnął ją i zakleszczył między ramionami, chociaż nie można było nazwać tego mocnym uściskiem. Jakby przygotowując się na odrzucenie, które powinno być naturalną koleją rzeczy. Zostawiał jej wybór? Nie będzie tym typowym, zaborczym gburem? Szok i niedowierzanie.-Tylko Ty głupia możesz martwić się o kogoś, kto skatował obcego typa.-Nic z tego nie rozumiał, ale musiał to zrobić. Jakby widok jej w tym stanie był dla niego za trudny. Może uznał, że tylko on był w stanie to zmienić?
Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptySro 15 Kwi - 15:29;

Przypominał jej jedną, wielką kulkę z emocji — zależnie od dominującej, miała inny kolor. Raz był granatowy i trzaskał piorunami, innym razem barwa zmieniała się w głęboką całość. Wszystkie twarze Lennoxa składały się w jedną, spójną całość. Był jednym, wielkim czynem — jego spojrzenie zapewne częściej wyrażało więcej, niż chciał przekazać. Zwierciadło duszy, przed którym dawno powinna uciec i wyrzucić z głowy, a pomimo wszystkich ostrzeń, nie umiała. Wszystko, co robił, było prawdziwe, był najbardziej szczerą osobą, którą Flora znała i to ją cieszyło, przerażając jednocześnie. Nie potrafiła sobie ułożyć i określić jasno zachowań, które wobec niej przejawiał. Raz spoglądał w jej stronę z łagodnością oraz czułością, o której nikt by go nie podejrzewał — była pewna, że on sam siebie również, a innym razem niczym na słabego, nic niewartego robaka. Dwie skrajności. Nie potrafił używać słów, wszystkim im nadawał kształty gestami. Chciała się zmusić, aby spojrzeć w orzechowe tęczówki o ciemnych obwódkach, jednak paraliżował ją strach przed tym, co mogła tam znaleźć. Nie miała jego siły, nie miała tym bardziej jego odwagi.
W swoich podobieństwach i ułomności doskonale się uzupełniali, chociaż on lepsi byli na przeciwnych płaszczyznach. Powinna mu wszystko powiedzieć, wyrzucić, wyjść z trzaśnięciem drzwi, a nawet tego nie potrafiła zrobić. Obserwowała, jak kaptur zsuwa się z posiniaczonej i nieco opuchniętej wciąż buzi, unikając zwinnie świdrujących ślepi. Chciała wyjąć różdżkę, pomóc mu, przywrócić jasność jego skóry — a jednak brzmienie jego głosu sprawiło, że znów zastygła w bezruchu, opuszczając głowę i przygryzając dolną wargę. Dopowiadała sobie, wyobrażała sobie kryjące się za tym negatywne myśli, podkreślone spojrzeniem, które na sobie czuła, a którego przecież na ślepo nie mogła określić. Stał dumnie i prosto, mając wyprostowane ramiona. Był tak bardzo sobą. Złapała palcami za kraniec swetra, miętoląc materiał w palcach, zaciskając usta i pozwalając brązowym kosmykom spłynąć nieco do przodu, aby przysłoniły jej twarz i odcięły ją od ślizgona. Jak na zawołanie zrobiło się ciemniej, jakby pokój chciał jej pomóc — chociaż kompletnie nie znała zasad jego działania. Milczała chwilę. - Masz rację.. Miałbyś kłopoty.. Pomóc Ci? Mam gdzieś w torbie różdżkę..
Zaproponowała cicho, przebijając się głosem przez otaczającą ich ciszę. Nie sądziła, że akurat tego od niej potrzebował, więc pomimo słów, nie drgnęła z miejsca. Nauczyła się dawno, że strój i aparycja pozwały jej pozostawać niewidzialną. Sprawiając wrażenie romantycznej kujonki, małego skrzata przemykającego korytarzami i wybierającego stonowane kolory, wcale nie rzucała się w oczy. Mógł jej mijać dzień za dniem, a jej mały świat dałoby się zamknąć w dłoniach. Lennox był jak sztorm, który wdzierał się do spokojnej bańki, próbując zmienić jej kształt i wpuścić odrobinę świeżego powietrza. Odchyliła głowę do tyłu, patrząc w stronę ledwo przebijających się srebrnych promieni gwiezdnego światła, a gdy skrzypiąca podłoga zasugerowała jej, że postanowił zmienić położenie, zacisnęła powieki, nie mając pojęcia, czego właściwie oczekiwać.
Zakrzewski na pewno nie wiedział, że otaczające ją ramiona miały w sobie znacznie więcej dobrych iskier, niż tych agresywnych. Przypominały klatkę, która mogła ochronić ją przed całym złem i niesprawiedliwością tego świata, a jednocześnie mogły być pułapką bez wyjścia. A ona głupia wpadała w to za każdym razem, gdy się widzieli. Coraz intensywniej czując uścisk w żołądku, który jego bliskość wywoływała. Zupełnie jakby wpadała w wielką, czarną dziurę i nie miała pojęcia, czy dno roztrzaska ją na tysiące kawałków, czy może jednak okaże się stertą miękkich piór. Zaskakujące, jak idealnie do tego słabego uścisku pasowała, jak jej ciało mimowolnie relaksowało się pod wpływem bijącego od niego ciepła, zapachu wdzierającego się do nosa. Schowała twarz w materiale jego bluzy dopiero po chwili tkwienia w bezruchu, unosząc dłonie i również łapiąc palcami za materiał, wbiła w niego palce. Kiwnęła głową, bo faktycznie uważała się za takowego, bo przecież tylko głupiec dobrowolnie pchał się do klatki lwa. Warga jej drgnęła, a Flora za wszelką cenę próbowała się nie rozpłakać. Wiele słów cisnęło się jej na usta, ale co z tego, skoro nie potrafiła ich wypowiedzieć? Dużo łatwiej było czytać książki romantyczne, wyobrażać sobie wszystko. Kiedy stała naprzeciw Ciebie druga osoba, mająca oczekiwania.. Było trudniej. Stop. Jęknęła w myślach, kręcąc na siebie głową kolejny raz. Nie mogła tak na niego patrzeć. - Przecież Ty to Ty. Nie ktoś. - mruknęła w końcu, jakby miało mu to wyjaśnić całą sytuację. Zacisnęła dłonie mocniej. Powinien wiedzieć, chciała, żeby wiedział wszystko.
Powrót do góry Go down


Lennox X. Zakrzewski
Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptySro 15 Kwi - 17:16;

Mógł się tym wszystkim z nią podzielić, jeżeli tylko chciała. Wystarczyło tylko powiedzieć, że chce... Jednak skąd brałaby się jego wiedza, skoro Flora nie dzieliła się z nim swoimi myślami? Sama wspomniała, że jego spojrzenie czasem mówiło za dużo, a jego czyny były nader szczere. I chociaż jest wiele rzeczy, których jeszcze nie poznała... Czy nie dał jej już wystarczająco miejsca? Sam fakt, że teraz tutaj jest świadczy o tym, jak dobrze zagościła w jego repertuarze. Przerażająca, lesz prawdziwa myśl.
Powstrzymał się przed uśmiechem, który aż prosił, aby ujrzeć światło dzienne.-Nos już mam nastawiony. Reszta się zagoi.-Zawsze się goiło, rzadko kiedy pomagał sobie eliksirami czy magicznymi maściami. Nie lubił zapominać o tym, co zrobił lub ktoś inny. Cenił każdą swoją blizny, które nie były tyle pamiątkami, co przypomnieniem. Nie był to żaden szczytny powód... On zwyczajnie chciał pamiętać, chciał czuć, nie mógłby ot, tak, wymazać tego ze swojego życiorysu.
Widzi, a on sprawiał wrażenie człowieka rozbitego. Wręcz straconego. Jeżeli już to robił, wyglądał, jakby snuł się po szkole, chociaż jego plecy zawsze były wyprostowane, a spojrzeń innych nie unikał. Był jednak, a raczej wyglądał, jak wrak człowieka. Jego ubrania pozostawały wiele do życzenia, szczególnie kiedy przywdziewał za duże bluzy, czy T-shirty gdzieniegdzie dziurawe lub rozciągnięte. Lubił swoje znoszone szmaty. Wygodne, wydatne, nie obruszyłby się, gdyby coś się z nimi stało.
Czy taka była prawda? Faktycznie chciał wejść do jej bezpiecznej bańki? Kiedyś sprawdzał jej granice, bawił się jej reakcjami, a nawet czekał specjalnie na te, których na samym początku nie pokazywała. Była spokojna, opanowana, pomimo swojego temperamentu, który powinien iść z jej pochodzeniem... Jednak był świadkiem, kiedy sama brała sprawy w swoje drobne rączki. Widział jej determinację... Była w jej oczach za każdym razem, kiedy się widzieli. Jej wiara była niezłomna, a chociaż czasem uważał ją za czystą głupotę... Można było to podziwiać.
Zamknęła powieki, bo obawiała się, że ją uderzy? Taka jest pierwsza reakcja każdego, kto boi się nieoczekiwanego.
Jeden, dwa, trzy, cztery... Ta chwila bezruchu trwała w nieskończoność. Kiedy poczuł, jak dziewczyna zaciska palce na jego bluzie, odetchnął cicho z ulgą. Ramiona również mu lekko opadły, zaciskając się mocniej wokół jej ciała. Chciał z nią porozmawiać, owszem... Jednak ten prosty, prymitywny gest znaczył coś o wiele więcej. Poza tym Lennox podejrzewał, że to, co wydarzy się dzisiaj, tutaj, przesądzi o całej reszcie. Następnym razem nie będzie mógł już tego zrobić. Samolubstwo będzie musiało zejść na dalszy plan. Oparł podbródek na czubku jej głowy, dłońmi powoli przesuwając po jej ramionach, aby ostatecznie ułożyć je na barkach dziewczyny. Odsunął się lekko, ale nie na tyle, aby zsuwała ręce z jego pleców. Jego pytające spojrzenie mogło wiele namieszać, ale również wiele wyjaśnić.-Ja? To znaczy kto dokładnie.-Nie rozumiał jej pewności siebie, przynajmniej w tym przypadku.
Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptySro 15 Kwi - 22:27;

Trudno było uwierzyć, że zwykłe i proste "chce" od kogoś takiego, jak ona, mogłoby skłonić ślizgona do dzielenia się sobą. Bo to nie chodziło przecież tylko o te dobre rzeczy, ale też zmartwienia czy troski. Zakładała z początku, że mu pomoże, a potem zaczęła się z nim zaprzyjaźniać, nawet jeśli było to jednostronne — przyzwyczajając się poniekąd do obecności Lennoxa w swojej codzienności. Nie każda burza była zła, a po każdej było przecież słońce — nie szkodzi, że na razie znacznie więcej towarzyszyło temu piorunów, jak tęczy. Flora właściwie nigdy nie szukała kontaktów czy przyjaciół na siłę, od małego wolała słuchać niż mówić, a już na pewno jej umiejętności wypowiedzi na swój własny temat była na żenująco niskim poziomie, jak na kogoś praktycznie dorosłego. Nie ułatwiała mu tego. Stąd może miała w sobie tyle wiary, siły i cierpliwości, nie oczekując zbyt wiele, bo przecież byłaby hipokrytą — gdyby chciała czegoś, czego sama nie dawała. Starała się zrozumieć go najlepiej, jak mogła i chociaż nie zawsze się udawało, dostrzegała drobne postępy. Uśmiechał się częściej, a to był przecież dobry znak. Wyglądała, jakby chciała skomentować jego beztroskie podejście do swoich obrażeń, jednak ostatecznie kiwnęła tylko głową, wprawiając tym samym w ruch brązowe kosmyki włosów. Nie mogła mu przecież niczego nakazać, zwłaszcza że gdy tylko próbowała otworzyć usta i obdarzyć go spojrzeniem w głowie rozbrzmiewały jej trzy słowa przez niego wypowiadane, a przed oczyma malowało się chłodne, pełne pogardy spojrzenie. Poruszyła nerwowo palcami.
Puszczaj mnie. Spokój.
Na pewno Zakrzewski postrzegał się w lustrze inaczej, niż widziała go Martellówna. Był wysoki, przystojny. Miał szerokie ramiona i ładną sylwetkę, chociaż ukrywał ją pod wyciągniętymi koszulkami czy bluzami. Zawsze chodził prosto, odwzajemniał spojrzenia, a włosy układały się w charakterystyczny nieład, zaczepnie wpadając na czoło, gdy marszczył brwi w zastanowieniu. Miał też duże dłonie, ładnie pachniał i miał naprawdę miękkie i słodkie usta na to, jak bardzo przeklinał, okropnie się zachowywał. Nie powinna tego wszystkiego wiedzieć ani tym bardziej wyliczać. Naprawdę dobrze wyglądał też w koszuli. Był dla niej okropny, prowokował ją, kradł, bluźnij, uważał, że była głupia.. A jednak dwa razy ją uratował, dwa razy sprawił, że poczuła się kimś więcej, niż niewidzialnym człowiekiem. Zabawne, ile pierwszych razów można przeżyć z przypadkowo spotkanym łobuzem.
Czuła, jak rozluźnia ciało i jednocześnie zamyka szczelniej ramiona, na co wcale nie protestowała. Przesuwając nieco nosem po materiale bluzy, zaciągnęła się uspokajającym zapachem i próbowała zrozumieć, co właściwie chciała, a co powinna zrobić. Gdy poruszył dłońmi, drgnęła niespokojnie, unosząc wcześniej zamknięte powieki w momencie, gdy zaczął się odsuwać. Doszła do wniosku, że bardzo tego nie chciała, bo mogłaby rozsypać się na kolejne tysiąc kawałków i już nie wstać. Nie chciała też, żeby na nią spojrzał, co jednak zrobił, zmuszając ją poniekąd, aby odchyliła głowę do tyłu i wyszła mu naprzeciw, co poskutkowało gęsią skórką i zaciśnięciem ust. Obejmowała go jednak mocno, a w uszach rozbrzmiewał jej głos ciotki, która po śmierci matki się nią opiekowała.
Ty nie jesteś dziewczyną, która łamie serca Floro — jesteś taką, której serce będzie łamane. Powinnaś więc uważać.
Zmarszczyła brwi, wzdychając na jego słowa i kręcąc delikatnie głową, wbiła wzrok w okolice jego szyi, nie mogąc znieść orzechowych tęczówek i płynącej z nich szczerości, ciekawości, a także innych emocji, których nie potrafiła nazwać. Nie było w nich tego, co tliło się wtedy w kuchni, pomimo tego bała się panicznie, że zaraz się zmieni. - Nie wiem. Nie zdecydowałam jeszcze. Jesteś..
Zamilkła, zamierając w bezdechu, jakby szukała właściwych słów. Właśnie, kim był dla niej ślizgon? Kolegą? Przyjacielem? Problemem? A może kimś, kto potrafił wzbudzać w niej całą karuzelę uczuć, popadających ze skrajności w skrajność? Czy Skyler miał faktycznie rację, że wbrew sobie i całemu zdrowemu rozsądkowi, wbrew działaniu wszechświata — naprawdę lubiła go bardziej, niż powinna i po prostu nie umiała się do tego przyznać? Gdyby tylko umiała mówić o tym, co chodziło jej po głowie. Tych wszystkich pytaniach, wątpliwościach. - Jesteś złodziejem. Jesteś okropny. Doprowadzasz mnie do paniki, krzyczysz, bluźnisz, odpychasz mnie, patrzysz na mnie z pogardą i jak na największą porażkę, jaką widziałeś. Nie umiesz się ze mną dzielić tym, co Cię boli. Nie ma Cię, kiedy najbardziej Cię potrzebuję. Hej, nie puszczaj. - nie patrzyła na niego, mówiąc, wkładając w to całą siłę, jaką miała. Całą odwagę, aby niespójne myśli rozbrzmiały szeptem w sali pod zaczarowanym sklepieniem jaśniejącego nieba. Gdy próbował się odsunąć, mocniej zacisnęła palce na jego plecach, przymykając oczy. - Jednak jesteś też odważny, lojalny. Na swój sposób o mnie dbasz. Gdy na mnie patrzysz, to wcale nie mam ochoty, żebyś patrzył na kogoś innego z tą samą łagodnością. Masz ładne spojrzenie. Uśmiechasz się coraz częściej. Przytulasz mnie. Pozwalasz mi być złodziejką. Gdy Cię długo nie widzę, to się o Ciebie martwię, że robisz coś głupiego. I zaraz pewnie będziesz krzyczeć, bo powiedziałam coś nie tak, a i tak mi wybaczysz, nawet jak wyjdziesz obrażony i trzaśniesz drzwiami. Skąd mam więc wiedzieć, kto, kim dokładnie? Jesteś absolutnie.. Jesteś po prostu Lennoxem.
Zakończyła elokwentnie drugą część swojego wywodu, czując, jak płoną jej policzki i chowając twarz w jego bluzie, przymknęła oczy. Już jej było kompletnie obojętne, co się teraz stanie i czy da jej spokój, czy nie da, czy będzie krzyczał, czy ją odepchnie, czy świat się skończy. Była wykończoną ilością wrażeń emocjonalnych, myślami o ojcu, zwątpieniem w swoje umiejętności uzdrawiające i jeszcze, zamiast uciekać z krzykiem, żeby nie oberwać przy odepchnięciu w kamienną kolumnę, objęła go mocniej.
Powrót do góry Go down


Lennox X. Zakrzewski
Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyNie 19 Kwi - 13:49;

Nigdy nikogo nie udawał. Chociaż wyczuwał, że czasem powinien być kimś, kim nie był, co zwyczajnie ignorował. W jej towarzystwie tego nie czuł, a chociaż wiedział o tym, że chciała go zbawić... Co niemiłosiernie go irytowało, umiał to przeżyć. Taka była jej natura, której nie rozumiał i zapewne nigdy nie zrozumie. Pewne rzeczy zwyczajnie się akceptowało, omijało lub zwyczajnie się o nich zapominało. Zwał jak zwał. Wiedział, że w pewnych kwestiach był hipokrytą, kto nie był! Trzeba się było z tym również pogodzić. Oczywiście, że możemy od innych oczekiwać tego, co sami byśmy zrobili... Czy uświadamiamy sobie od razu, że kiedy czegoś żądamy, sami tego nie czynimy? Zależy jak bardzo perfidni jesteśmy.
Nie wiedział, że w jej głowie cały czas rozbrzmiewały jego słowa, które do niej wtedy kierował. Przypuszczał, że kiedyś będzie świadkiem tego, do czego był zdolny. Był to jednak tylko przedsmak jego prawdziwych możliwości... Nie był to powód do dumy, o nie, bardziej chciał, aby zdawała sobie z tego sprawę. Fakt, że nie odrzuciła go w momencie, w którym do niej podszedł, wiele świadczył. Dla niego. Gdyby miał stawiać, stawiałby na odrzucenie. To normalna reakcja, przynajmniej każdego zdrowego człowieka. A ona? Jej myślenie zapewne prowadziło ją w kompletnie innym kierunku, kierunku, w którym Lennox nie jest winny. Nie jest podły. Nieważne ile razy pokaże jej to oblicze, cały czas będzie go przyjmować? Cóż za idylliczna myśl, Lenny.
Chciał coś powiedzieć, na pewno nic wysoce elokwentnego, ale na pewno coś. Lennox albo w coś wchodził całym sobą, albo całkowicie z czegoś rezygnował. Nie umiał niczego wypośrodkować, czarne albo białe. I może się w tym ograniczał, jednak niczego nie udawał. Jasno wyrażał swoje zdanie i stanowisko, nikt nie mógł mieć więc mylnego wrażenia co do jego intencji. I chociaż zaczynał z Florą na zupełnie innej płaszczyźnie, takiej, której sam do końca nie ogarniał (wini za to ogromne ilości alkoholu, które spożywał w tamtym okresie), nie chciał, aby tak pozostało do końca. Końca, którego nie widział, nie przewidywał... Szedł z prądem. Z własnym cichym głosikiem, który go kierował ku totalnej zagładzie.
Czuł pod palcami, jak materiał jej ubrania się rozciąga. Przygotowywała się do wyrzucenia z siebie porządnej ilości słów, dlatego milczał, czekając na potok tego, co może na niego spłynąć. W końcu. Coś szczerego, coś, czego sama nie do końca ogarnia. Wtedy wiedział, że siedział w tym razem z nią... Iż nie tylko on nie ma cholernego pojęcia, co powinien ze sobą zrobić. Pocieszająca myśl. Myśl, że nie był w tym sam. Nie mogła tego widzieć, a nawet przewidzieć... Jednak jego twarz wykrzywił coś na wzór uśmiechu. Był rozbawiony? Nie. To zupełnie coś innego. Jak mógłby być wściekły? Zaskoczyła go tym, co powiedziała. Nie tylo dlatego, że była to najdłuższa sentencja, którą z siebie wydusiła w jego towarzystwie. Przekrzywił lekko głowę.-To dla mnie powolny proces, Floro. Nie możesz oczekiwać ode mnie tego, że otworzę się przed Tobą w jednej chwili... Nie robię tego przed ludźmi, których znam całe swoje życie, a co dopiero przed kimś, kogo poznałem niecały rok temu. -Mruknął, kiedy skończyła swój wywód. Musiał powoli przetworzyć w głowie każde je słowo, obrać je, przyjrzeć się... Przeanalizować. -Chociaż wydaje mi się, że odpowiedziałaś sobie na wszystkie zarzuty... Moje czyny mówią więcej o mnie, niż to, co wychodzi z moich ust.-Utkwił wzrok w punkcie na ścianie, który nawet nie skupił jego uwagi. Musiał jednak oprzeć się na czymś więcej niż jej wątłe ramiona. Na moment przymknął powieki, próbując odgonić od siebie uczucie, że jest do czegoś zmuszany... Do tego, aby uzewnętrznić swoje myśli, może skrywane gdzieś obawy. Westchnął ciężko.-Cały czas radziłem sobie sam, polegam wyłącznie na sobie i własnym osądzie. Nie możesz ode mnie oczekiwać, że to zmieni się w jednej chwili... Musisz mi pozwolić... Robić to, co robię, a wszystko wyjaśni się w swoim czasie... Jeżeli nie możesz tego zaakceptować, to będziemy musieli to skończyć. Tutaj, teraz.-Powiedział twardo, chociaż coś w jego głosie świadczyło o tym, że wypowiedzenie tego nie było czymś najłatwiejszym na świecie. Trzymała go tak mocno, że nie byłby w stanie spojrzeć jej teraz w oczy i powiedzieć tego w ten sam sposób. Jakby kurczowo trzymała go się z jakiegoś zupełnie innego powodu, niż tylko dlatego, że nie chciała na niego patrzeć w czasie swojej wypowiedzi.
Doszły go obrazy z kuchni, jeszcze zanim doszło do tej żałosnej potyczki. Zmarszczył lekko brwi, a jego dłonie zacisnęły się mocniej na to wspomnienie. Był samolubnym dupkiem, dlatego na samym początku nie doszły do niego fakty, które mogły być istotne w tej sprawie. Tu chodziło o coś znacznie większego niż on. Zarzucała mu, że nie dzielił się z nią tym, co siedzi mu w głowie... Ale czy sama nie była lepsza? Czy Lennox wiedział, co w tym momencie nią targało? Jakie własne problemy miała? Nie. Czas najwyższy się dowiedzieć. -Może usiądziemy... I wtedy powiesz mi, co dokładnie się dzieje. Dobrze?-I chociaż na końcu jego wypowiedzi dało się słyszeć pytanie, odnalazł jej dłonie zaciśnięte na jego bluzie, oderwał je bez problemu i schylił się, aby spojrzeć jej w twarz. Nie było mowy o sprzeciwie... Nic nie zmieni się tak od razu.
Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPon 20 Kwi - 20:15;

Niezależnie od tego, jaki miał charakter – odpowiadało jej w nim najbardziej to, że zawsze pozostawał sobą. Był szczery, zawsze wierzył w swoje czyny i przekładał na nie przemyślenia oraz uczucia, dawał poprzez nie upust złości czy wręcz przeciwnie, pożądania. Z początku zagubiony i samotny chłopak wzbudzał w niej iście altruistyczne podejście, swoim buntem skłaniał ją do martwienia się i rozmyślania nad tym, co mogła dla niego zrobić. Teraz jednak było inaczej. Nie chodziło o to, że ukradziony pocałunek zmienił jej podejście do Lennoxa, bo chociaż było to niespodziewane i kompletnie szalone, największy wpływ miały kolejne spotkania z nim. Poznawała go coraz bardziej – na tyle, ile jej pozwalał. Akceptowała to, co widzi i obiecała sobie przecież, że nigdy nie będzie wobec niego wścibska, ani nie będzie do niczego go zmuszała. Była w tym wszystkim głębia i chociaż miała szkarłatny, brutalny kolor – wciąż pozostawała niebezpiecznie wciągająca, uzależniając od adrenaliny. On taki był. Trudno było unikać kogoś, kto pozwalał Ci odkrywać w sobie rzeczy, które nigdy wcześniej nie przyszły do głowy, kto pozwalał Ci być po prostu sobą – nie chcąc tego zmienić, a jedynie nakierować na nowe możliwości. Była pewna, że tego o sobie też nie wiedział.
Każdy miał swoje powody, za wszystkim kryły się niewypowiedziane emocje, żal, gorycz, lęk, samotność, miłość. Wiedziała o tym, a jednak wzbudzało to w niej prawdziwe przerażenie, paraliżowało. Dźwięk jego słów pewnie jeszcze długo będzie rozbrzmiewał w jej uszach, bo zagłuszenie tak silnego wrażenia nie było łatwe. A jednak wciąż tu była, zmniejszała odległość pomiędzy nimi i próbowała mu pokazać, że przecież jest – nawet jeśli jej obecność czy lojalność była niewiele warta, to nie zamierzała go zostawić, dopóki on sam o tym nie zdecyduje. Niezależnie od tego, na jakiej płaszczyźnie rozwinie się ich relacja, nie potrafiła zrezygnować z jego towarzystwa. I chociaż oblicza Lennoxa były całą paradą skrajności – raz ją przerażały, raz sprawiały, że głośniej biło jej serce – to wciąż pchała ją w jego kierunku ciekawość, nad którą nie mogła zapanować. Tak, jak on nie był normalny, tak i ona miała swoje dziwactwa.
Nie wiedziała, czy jej podejrzenia względem jego sposobu myślenia i działania były słuszne, jednak mając dostęp do jego myśli, uśmiechnęłaby się triumfalnie pod nosem. To była kolejna różniąca ich rzecz, a jednocześnie pozwalająca się uzupełniać. Westchnęła cicho, czując bijące od niego ciepło, które tylko potęgowało chaos rozbieganych po głowie myśli. Przymknęła powieki, czując przy buzi miękki materiał noszonej przez niego bluzy, wypełniony znajomym zapachem, który bardzo lubiła. Gdyby nie chciał, żeby rozmowa przebiegała w ten sposób, to z pewnością by ją odepchnął. Taki był. Nie robił niczego na siłę, nie działa wbrew sobie. Musiał się więc do niej przyzwyczaić, skoro pomimo deklaracji spokoju, tkwił tu w milczeniu, znosząc jej nachalność. Był zawsze szczery, nawet nie mówiąc wprost i nie dzieląc się uczuciami, więc ona też musiała być. Złapała więc oddech, zbierając w sobie odwagę, aby mu odpowiedzieć na pytanie, na które odpowiedzi jeszcze do końca nie rozumiała. A gdy kolejne słowa zaczęły, uciekając jej spomiędzy ust, nie mogła już nad nimi zapanować. Czując, jak się rumieni i jak zaczyna się delikatnie trząść, całkiem nie wiedząc, czy tym razem go zdenerwuje, czy raczej powiedziała coś, co chciał usłyszeć. Dlaczego w ogóle zaczęła od tych złych rzeczy, kiedy powinna od dobrych? Zacisnęła usta, gdy skończyła. Nie miała pojęcia, jak miałaby teraz spojrzeć w otchłań niebieskich oczu, które tak bardzo przypominały toń oceanu. Woda była niebezpiecznym żywiołem, podobnie jak Lennox. Ku jej zaskoczeniu, nie brzmiał jednak na rozzłoszczonego. Mówił cicho, była w tym jakaś łagodna nuta i właściwie uzewnętrznił się przed nią bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Rozszerzyła oczy, podobnie, jak usta i odsunęła się nieco, patrząc na niego z dołu, zaskoczona swoim nagłym przypływem śmiałości. I chociaż była w stanie tylko chwilkę patrzeć mu w oczy, jej spojrzenie wciąż pozostawało na jego twarzy. - Więc mnie podczas tego procesu nie odtrącaj, nawet jak nie masz ochoty rozmawiać. Nie oczekuję przecież, że będziesz mi o wszystkim mówił, nie pytam.. - odpowiedziała dość pewnie, jak na siebie, co coraz sprawiło, że odwróciła spojrzenie, kręcąc głową przepraszająco. Nie chciała przecież brzmieć w ten głupi przywłaszczający sposób. Kompletnie nie wiedziała, jak rozmawiać. Podobnie jak on, analizowała każde słowo, które padło, próbowała przyjąć je prosto i niczego sobie dopowiadać. O tak, doskonale wiedziała, że w rozmowach, był równie ciężki, co ona. Patrzył w ścianę, a ona nieśmiało zerkała na jego twarz, dostrzegając tam niepokój i jakieś wątpliwości, których nie potrafiła określić. Zmarszczyła na chwilę brwi, rozluźniając na chwilę uścisk palców na bluzie, wciąż jednak stojąc blisko. Obniżyła głowę, patrząc w sznurek wystający z kaptura, jakby był najważniejszy w tej sali. Niebo nie było już tak ciemne, jak wcześniej – pojedyncze, srebrne światła gwiazd przebijały się przez chmury. Ciężar jego westchnięcia rozbrzmiał jej w oczach, wzbudzając jakiś niepokój. Mówił twardo i dosadnie, jak zwykle był pewien siebie. Przecież wiedziała, że zawsze był sam – zdążyła zauważyć, wszystkie jego gesty krzyczały o tym, jak zamknął się na innych. Nie ruszyła się jednak z miejsca, patrząc w ten nieszczęsny, bawełniany materiał, zaciskając usta. Wszystko, co mówił, było tak proste dla uszu, a tak skomplikowane, gdy sięgało się w głębie tych słów, ich prawdziwe przesłanie. Akceptowała to cały czas, nie wiedząc, czy powinna – idąc za jakimś impulsem, potrzebą. Co chciał skończyć, skoro nawet nie potrafili nazwać tego, czym była ich relacja. A może właśnie to byłaby najlepsza dla nich opcja? Odwrócić się i wyjść, udawać, że nigdy się nic nie stało. I chociaż myśl ta zakrawała na poczucie bezpieczeństwa, wyjątkowo się Florze nie podobała. Trzymała go po prostu, tkwiąc w miejscu. Poczuła jakieś wyrzuty sumienia, że w ogóle to wszystko mu powiedziała i miała odwagę wspomnieć o tym, że nie był sam. Przecież ona też nie potrafiła mu powiedzieć tego wszystkiego, co powinna. Przełknęła głośniej powietrze, przymykając na chwilę oczy, gorączkowo myśląc, kiedy to kolejne słowa Zakrzewskiego zaskoczyły ją na tyle, że nie potrafiła powstrzymać rumieńca. Gdy złapał jej dłonie i odsunął od bluzy, przesunęła po nich wzrokiem. Jej palce splotły się z jego, niezależnie od tego, czy miał na to ochotę, czy nie, bo takie było jej „widzi mi się”. Nie wiedziała dlaczego, może bawiła ja różnica w ich wielkości?Wierzyła też w to, że sfatygowane, męskie dłonie po wielu przejściach, przyozdobione przetarciami czy zasinieniami mogły nieść więcej, niż przemoc. Wyprostowała głowę, napotykając przed sobą tak znaną sobie buzię, a tak inną. Znów miał wyraz, którego wcześniej nie widziała. Spojrzała mu w oczy, szukając jakby potwierdzenia słuszności ich działań, jakby nie była pewna, czy ryzyko, które podejmują, nie było tak silne, żeby ich uszkodzić. Bo ją na pewno by zniszczyło. Jej twarz jednak złagodniała, jakby zaczarowana błękitem jego tęczówek, uśmiechnęła się nawet łagodnie. Robiąc krok do przodu, wyswobodziła dłonie spomiędzy Lennoxowych palców, unosząc je na policzki chłopaka, których z jakąś czułością dotknęła. Kciukami przesunęła po linii kości policzkowej, badając rozgrzaną skórę, aby ostatecznie wspiąć się na palce i dosięgnąć jego ust, delikatnie i nieśmiało przywierając do nich swoimi. Całowała go tylko chwilkę – bardzo powoli i delikatnie, zupełnie, jakby pierwszy raz ich oddechy splątywały się ze sobą, pozbawione wcześniejszej perswazji czy namiętności. Gdy opadła na całe stopy, kiwnęła głową, odwracając głowę gdzieś na bok i cofając dłonie, zgarnęła brązowy kosmyk za ucho, łapiąc za kolczyk. Postradała zmysły. Jak zwykle, zachowywała się przy nim niedorzecznie, nie mając żadnych logicznych uzasadnień swoich działań. Po prostu musiała, chciała to zrobić.
- Mhm... Powinnam Ci powiedzieć, masz rację. - szepnęła tylko, łapiąc go za skrawek bluzy u dołu i ciągnąc za sobą w głąb sali, wybierając jedną z kolumn. Gdy usiadł, opierając się o kamienną konstrukcję plecami, usiadła na kolanach naprzeciw niego, bawiąc się palcami swoich dłoni, czując pod nimi materiał dopasowane spódniczki. - Właściwie.. To nie podziękowałam Ci jeszcze, że znów mi pomogłeś.. Zabawne, zawsze jesteś, gdy mam kłopoty. - mruknęła cicho, podnosząc na niego na chwilę wzrok, jednak na długo spojrzenie tam nie zagościło. Próbowała znaleźć punkty, miejsce, od którego powinna zacząć, sposób, aby zacząć mówić. Bo to nie było proste. Była lepsza w słuchaniu o kimś niż w mówieniu o sobie, a swoim życiem do tej pory dzieliła się tylko ze Skylerem. Ostatecznie jednak puchonka przeniosła się na kolana i podeszła do niego na czworaka, łapiąc dłońmi za jego kolana i robiąc sobie miejsce pomiędzy jego nogami, oparła się plecami o jego tors, bo zdecydowanie łatwiej będzie, gdy nie będzie tak na nią patrzył. - Mogę?
Zapytała całkiem bez sensu, bo przecież i tak już zrobiła, co chciała — bez uprzedzenia, podobnie, jak on kiedyś, naruszając jego przestrzeń osobistą. Miał w sobie jednak coś takiego lub to ona miała o nim takie myślenie, że nie mogła się go bać.
Powrót do góry Go down


Lennox X. Zakrzewski
Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyWto 21 Kwi - 0:08;

Czy nie było to ich największe podobieństwo? Flora zawsze pozostawała sobą, nieważne co działo się wokół. Czyż nie dała tego przykładu w momencie, w którym widzieli się ostatnim razem? Pomimo tego, co zrobił, pomimo tego, czego dopuścił się tamten chłopak, omal nie rozwalając jej głowy... Ona wciąż go ratowała. Słowa Zakrzewskiego nie miały wtedy najmniejsze znaczenia, a sam jego stan również świadczył o tym, że sobie poradzi. Jednak tamten Ślizgon? Uparcie przy nim siedziała, zajmując się jego ranami, nieistotne, że jeszcze przed chwilą stanowił zagrożenie dla niej samej. Jest w tym tak wiele podziwu z jego strony, co czystej głupoty, którą również w tym przypadku wypatrzył. Zrobiła coś, co uważała za słuszne i to cenił.
Wiedział o tym. A raczej przekonał się o tym podczas ferii, kiedy coś diametralnie się zmieniło, a on nie mógł już się cofnąć do miejsca, w którym zaczął. Zacznijmy od tego, że Lenny nigdy się nie cofa, nie odwraca, nie patrzy w przeszłość na to, co mógł zrobić inaczej. Pragnął zobaczyć wszystkie jej oblicza, doskonale wiedząc, jak wiele w sobie ukrywała. Na początku robił to z czystej samolubnej satysfakcji... Jakiegoś pragnienia, którym była destrukcja. Wtedy? Wszedł z przekonaniem, że wyjdzie z tego zwycięsko. Jak się okazało, doskonale wiedział o tym, że się zgubi. I faktycznie dążył do destrukcji. Tylko że swojej własnej.
Nie można być towarzyszem Lennoxa. Nie można wejść do jego świata jedynie w połowie. Wiązało się z nim wielkie zaangażowanie, a raczej czarna dziura, która powoli go pochłaniała. I co w związku z tym? I wszystko, co miało dla niego znaczenie, co znajduje się w pobliżu. Wszystko tylko po to, aby ją zapchać. Bezcelowy proces skoro wiadomo, że ona nigdy nie zostanie wypełniona. Tylko on mógłby to zrobić, a nie wiedział jak. Może nawet nie chciał. Nie rozumiał jej zachowania, dlatego pod wątpliwość dał jej lojalność wobec jego osoby. Czy faktycznie poczuł się wtedy zraniony? Można wiedzieć, czym? To nie był jego zasrany biznes, sam wpakował się z buciorami. Jednak tak to właśnie wygląda. Pakujesz się do cudzego życia, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Budzisz się dopiero w momencie, w którym pochylasz się nad kimś skąpanym we krwi. Połączenie twojej i jego czerwieni, ze słowami wyrytymi na ustach, że to faktycznie twój cholerny interes.
Czuł jej drżenie pod palcami, dlatego mocniej ją do siebie przysunął, mylnie sądząc, że jest to z powodu chłodu. Dobra, wiedział, że to nie wina przeciągów w szkole, a raczej emocjom, które towarzyszyły jej podczas wypowiadaniu tylu rzeczy jednocześnie. Mogła dostrzec na jego twarzy autentyczne zaskoczenie... Szczerość bijąca z jej słów, wolno go owijała, sprawiając, że świadomość wracała. Odpowiedzialność. To w tym momencie odczuwał. Za co? Za kogo? Dlaczego? Czemu, ilekroć się z nią widywał, pojawiało się więcej pytań, niżeli odpowiedzi. Frustrujące, wkurzające uczucie.
Musiał przymknąć oczy, odetchnąć głębiej. Czy wiedział, że dopiero teraz na niego spojrzała? Nie. Nie przypuszczał, że widziała jego oblicze zaraz po tym, kiedy jego słowa same wyszły na światło dzienne. Nagie, bezbronne, takie... Przerażające.-Masz pytać. Nie wiem tylko, kiedy nadejdzie odpowiedź...-Przeciągnął zębami po wardze, chcąc zebrać słowa, które mogły bezmyślnie z nich uciec. Lekko się rozluźniając, otworzył oczy, lekko je mrużąc.-Nie myśl, że zawsze byłem tak beznadziejny w tym wszystkim. Kiedyś był całkiem fajny ze mnie chłopak, tylko pozwoliłem go pochłonąć przez to, co we mnie siedziało.-Powiedział cicho, pewnie. Taka była prawda pozwolił swoim demonom, równie prawdziwym i ważnym, zjeść coś ludzkiego. Zaakceptował to, że na to wszystko pozwolił, przyjął swoją nową rolę... Nie było łatwo. Nigdy nie było łatwo mu żyć ze samym sobą i z tym, co w sobie gromadził. W jego życiu znajdowały się jednostki, które po części wiedziały, kim był, chociaż nie było to wiedza, a raczej podejrzenia. To im wystarczało. Jemu również. Wpuszczał ich wszystkich, pomimo tego, przy czym tak uparcie stoi. Może nie potrzebuje nikogo do funkcjonowania. Jednak chciałby, aby ktoś tam był. Sama świadomość była dla niego wystarczająca. Czy dla innych jest?
Myślał, że zakończył to w tym momencie. Kiedy odsunęła się od jego ciała, wpuszczając między nich powietrze, poczuł je pod skórą. Boleśnie. Był pewien tego, co powiedział, jednak dopiero w tym momencie poczuł, że czułby się zawiedziony tym, jak sprawy się potoczyły. Chwycił się na tym, że szukał jej dłoni... Bezmyślnie chcąc ją zatrzymać. Nie byłby w tym momencie tak słowny, za jakiego go uważa. I wtedy splotła ich dłonie, na które przez moment jedynie spoglądał. Nie uśmiechał się. Nie potrafił tego zrobić, nie w obliczu tego, co sam w tym momencie mógł zniszczyć.
Robiła dokładnie to, na co miała ochotę, a Zakrzewski jedynie szedł za jej krokami. Nie złapał się na tym, że mu to przeszkadza. Całkowicie poddał się Florze i temu, czego w tym momencie chciała. O dziwo. Jego. Jeden pocałunek, drugi, tak delikatny, że ledwo zauważalny. Bez poprzedniego żaru, czy pośpiechu. A jednak wywołał na nim o wiele większe wrażenie niż poprzednie. Świadomość. Czy naprawdę byłby zdolny do odwrócenia się i zostawienia jej tutaj? Nie. Był miękkim i słabym człowiekiem.
-Pytanie nie jest takie, czy powinnaś... A czy chcesz.-Do niczego w końcu jej nie zmuszał, nigdy. Co zważywszy na początek rej relacji i jego wcześniejsze postanowienia, może wydawać się nieprawdopodobne. Podszedł za nią, dokładnie w miejsce, w które go ciągnęła. Usiadł, podciągając kolana do góry i lokując na nich luźno ręce. Przez cały czas się jej przyglądał, a kiedy zaczęła mówić, nie mógł powstrzymać kiwania głową. Był lekko rozbawiony.-Ponownie. Tylko Ty możesz mi dziękować za skatowanie kogoś, nawet nie wysłuchawszy całej wersji wydarzeń.-Powiedział spokojnie, zawieszając na niej odrobinę dłużej swoje spojrzenie. Wiedział, jak trudne było utrzymywanie z nim kontaktu wzrokowego. Jednak obydwoje wiedzieli, że potrafiła to zrobić, o ile bardzo tego chciała. Lubił, kiedy odwzajemniała to, co jej oferował. Nawet jeżeli jest to zwyczajnie spojrzenie w oczy, jednak dla niego nie było niczego bardziej szczerego. Tylko tak mogła poznać prawdę. O nim.
Odsunął ręce od kolan i bez słowa pozwolił jej zrobić to, co chciała. -Chyba sama już zdecydowałaś.-Powiedział spokojnie, śmiejąc się pod nosem, co mogła spokojnie wyczuć, gdyż leżała na jego torsie. Na pewno będzie to coś, co mogło go zdradzić. Bezpośredni kontakt, który powie jej, kiedy jego oddech stanie się głębszy, szybszy. Ręce ponownie położył na swoich kolanach, jakby nie chciał jej dotknąć, aby nie wywołać żadnego mylnego wrażenia. Oparł głowę o zimną ścianę, lekko przymykając powieki.-Zacznij, jak będziesz gotowa.-
Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptySro 22 Kwi - 21:04;

Zawsze wierzyła, że rannych i słabszych trzeba chronić, bez względu na wszystko, a że zagubionym należy pomóc w wybraniu drogi. Ludzie lubili marnować cenne życie na wymówki, unikanie niewygodnych czynności i tkwienie w braku szczerości, aby przypadkiem nie zdradzić światu własnych uczuć. A każdy miał do nich prawo. Nieczęsto miała przypływy odwagi, płakała, gdy szła naprzód i radziła w sobie sposób wzbudzający częściej drwiny i rozbawienie, niż podziw. Były to jednak jej metody, jej własne zdanie i wiara w kręgosłup moralny, który odrobinę spaczony, wciąż pozostawał dość silny. Trudniej było z nim z początku funkcjonować przez to, że oddawał się jakieś czynności lub myśli w całości. Zgadzała się tym, że nie robił niczego połowicznie, nie angażował się częściowo. I chociaż przy ich pierwszym spotkaniu wierzyła, że ich drogi więcej się nie zetkną, to z każdym kolejnym utwierdzał ją w przekonaniu, że pogrywanie sobie z nią stało się jego pewnego rodzaju hobby. Im dalej jednak sięgał, im mocniej przekraczał jej granice –, tym bardziej miała wrażenie, że majstrował również przy swoich, czego wcale nie chciał. Zgubiła się dawno, próbując złapać go za rękę i mu pomóc. Pokazać, że wcale nie musiał być sam, że ludzie nie są tacy źli. Ona niebyłą taka zła – a on mniej lub bardziej świadomie jej na to pozwalał, skupiając na sobie jej błękitne oczy na tyle mocno, że nie potrafiła go zostawić za sobą, a powinna. Prawda była taka, że Flora nie wiedziała, jak z nim o tej kuchni porozmawiać. Nie miała odwagi zapytać, dlaczego spojrzał na nią w ten sposób, co chyba z całej tej serii niefortunnych wydarzeń bolało ją najmocniej. Zauważyła też wtedy, jak ważny był dla niej sposób, w który na nią spoglądał. Pomógł jej dlatego, że była dla niego ważna czy dlatego, że sam kiedyś przyznał otwarcie, że lubił się bić. Lubił adrenalinę, metaliczny posmak, lubił czuć, że żyje. Nie miała pojęcia, która odpowiedź przeraziłaby ją bardziej.
Drżenie złagodniało, gdy objął ją mocniej, gdy zamknął w ramionach na tyle pewnie, że cały świat poza nimi mógł przestać istnieć, bo wiedziała, że nie pozwoliłby, aby spod ich nóg również zaczęła znikać posadzka. Powstrzymałby to. Takie wrażenie przynajmniej sprawiał, co wywołało u niej subtelny rumieniec i głośniejsze uderzenie w piersi. Wzbudzał w niej tak wiele skrajnych emocji. Sprawiał, że zmieniały się niczym w kalejdoskopie. Zabawne, że podobnie, jak u niego – w jej głowie również pojawiało się coraz więcej pytań, na które nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Może po prostu obydwoje zbyt intensywnie się nad tym zastanawiali, poddając analizie każdy swój gest czy słowo, zamiast zwyczajnie się tym cieszyć, zaufać tej iskierce, którą pomiędzy sobą mieli. Widziała jego twarz – łagodną, pozbawioną zaczepnego lub ironicznego uśmiechu. Gdyby nie to, że z pewnością jej monolog i kolejne słowa wywołały prawdziwy kocioł w jego głowie, pomyślałaby, że jest spokojny. Chciał szczerości, to mu ją dała. Chciał wiedzieć. Tylko czy był sobie w stanie poradzić z tą wiedzą i tą odrobiną odpowiedzialności, która się z nią wiązała? Gdy raz się kogoś oswoi, nie powinno się go porzucać, niezależnie od różnic. Czy Lennox był świadom tego, że jeśli dalej będą brnąć w ten nieznany świat, to będzie musiał zaakceptować ją całą? Absolutnie ze wszystkim? Uniósł powieki, a ona wyłapała spojrzenie jego niebieskich tęczówek. Były głębokie, nigdy nie kłamały. Czasem zimne, okrutne, zabierające powietrze – a czasem tak łagodne i jasne, hipnotyzujące, niczym kołysząca się pod wpływem wiatru woda. Pokręciła głową, a przez drobny gest znów przemówiło to echo pewności siebie, które nie wiadomo skąd i gdzie się u niej brało w najmniej spodziewanych momentach. - Nadal jesteś fajnym chłopakiem. Nie uważasz, że tylko razem z tym, co w Tobie siedzisz, tworzysz spójną całość? Po prostu trudno to dostrzec trudno znaleźć kompromis. Nie wiem, czy zawsze będę umiała zapytać.
Odpowiedziała równie cicho, co on,, zaciskając na sam koniec usta, zszokowana znów własnymi słowami. Nie uciekła jednak od jego oczu, jakby bała się, że gdy tylko odwróci spojrzenie, to on posądzi ją o kłamstwo, kiedy ona tak naprawdę myślała. Miał w sobie tak wiele różnorodnych emocji, tworzących chaotyczną, ale ciekawą i wciąż fajną całość. Przytuliła go mocniej. Dało się w ogóle? Jak na skrzata, znajdowała w sobie naprawdę wiele siły, gdy nie chciała wypuścić czegoś z rąk. Każdy miał w sobie jakieś demony. Ona pewnie też, tylko jeszcze się nie obudziła. Ludzie przecież nie byli doskonali, mieli tak wiele wad i ich życie opierało się na popełnianiu błędów, żeby potem wstać i wyciągać z nich wnioski. Doceniała to, jak szczery z nią był, jak wiele mówił. Czuła się dla niego ważna, a przyjemność z tego płynąca sprawiała, że było jej trochę wstyd. Nie powinna tak łatwo wpadać w jego sidła, dać się tak omamić spojrzeniu, drżeć pod wpływem jego palców. Nie wiedział, jak olbrzymią mógł mieć nad nią kontrolę. Nie mógł też przecież zawsze być sam. Jak bardzo nieszczęśliwe wiódłby życie? Nawet jeśli nie mogłaby zostać dla niego tym, kim on chyba zaczynał się stawać dla niej, to wciąż mogła być przyjacielem. Pokazywać mu, że świat bywa piękni, podobnie jak ludzie i dla tych pojedynczych jednostek, krótkich chwil – warto było z demonami walczyć, a nie tylko im ulegać.
Pomimo wątpliwości, przez myśl jej nie przeszło, aby uciec. Niechętnie się od niego odsunęła, idąc jednak za impulsem, który tak rzadko przejmował na nią kontrole – a raczej tylko Zakrzewski wiedział, jak go obudzić. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, nie potrafiąc określić przebiegu jego myśli, ale czując jednocześnie, jak zaciska palce na jej dłoniach, które tak bezczelnie wdzierały się do jego świata, chcąc go wyciągnąć z tej paskudnej ciemności, chociaż na chwilę. Mogła pomyśleć, że jej potrzebował?
Całując go, poczuła przyjemny dreszcz. Te elektryzujące uczucie na ustach, gdy ich oddechy splątywały się ze sobą w powolnym, nieśpiesznym tańcu. Gdy z łagodnością i odrobiną czułości dotykała jego policzków palcami, wciąż trzymając buzie młodzieńca we własnych, tak małych dłoniach, nie chcąc mu chyba pozwolić uciec. Nie mogła go tu okłamać. Czuł przecież, wiedział, jak poprzez wargi próbowała mu przekazać wiadomości, których nie umiała ubrać w słowa. Uległ jej całkowicie i chociaż nie czuła się zbyt pewnie w rzeczywistości, gdy to ona miała nad nim kontrolę, znalazła w tym jakąś iskrę spokoju. Przyjemność.
- Chcę. Tylko jak? - odparła, stając na całych stopach i wbijając na chwilę wzrok we własne buty, złapała oddech, wciąż czując jakiś niedosyt. Zupełnie, jakby odsunięcie się od niego było teraz – w tej sekundzie – najtrudniejszą dla niej rzeczą. Chciał jednak rozmawiać, a ona obiecała, że mu powie. Wybrała więc miejsce, skąd swobodnie mogli obserwować zaczarowane sklepienie, tonące w srebrnych gwiazdach. Półmrok sprawiał, że było łatwiej. Usiadła grzecznie naprzeciw, kładąc na swoich kolanach zaciśnięte w piąstki dłonie, ruchem głowy zgarniając długie, brązowe kosmyki na bok. - To nie dokładnie za to Ci dziękuje, Lenny. Wcale się nie cieszę, że go tak skatowałeś.. Bo to trochę skomplikowane, wiesz?
Westchnęła, wzruszając ramionami i patrząc na niego z odrobiną niepokoju. Bo przecież dla niej to mogły być olbrzymie problemy, wielkie sprawy, a dla drugiego człowieka raptem błahostki. Nie tkwiła jednak długo w ten sposób, podchodząc i bezczelnie lokując się pomiędzy jego nogami, mocno przywierając plecami do torsu, czując w nozdrzach znajomy zapach. Zapytała dla zasady, tłumacząc swoje zachowanie. Ruch torsu sprawiał, że i ona uśmiechnęła się pod nosem – śmiał się, na pewno się uśmiechnął! A więc wcale mu to nie przeszkadzało. Zachęcona więc wyciągnęła ręce i złapała za jego dłonie, układając je na swoim brzuchu tak, żeby ją objął, zakrywając dłonie swoimi, zacisnęła nań palce. Lubiła mieć go blisko, chociaż nigdy wcześniej nie podejrzewałaby siebie o coś takiego, bo przecież nienawidziła, gdy ktoś naruszał jej przestrzeń osobista i się do niej zbliżał. - Zabawne, jak wiele dodajesz mi odwagi. Sprawiasz, że mam wrażenie, że mogę absolutnie wszystko, bo mam Cię za plecami, obok. - mruknęła cicho, prawie bezgłośnie, mając nadzieję, że wcale tego nie usłyszy, bo rozmyśliła się gdzieś w trakcie mówienia. Zacisnęła powieki, czując, jak płoną jej policzki, a jej ciało przeszedł dreszcz zawstydzenia. - Wtedy w kuchni.. On miał prawo być wściekły, miał prawo stracić kontrolę i wcale nie jestem zła, że chciał mnie uderzyć, wiesz? Pokazał mi list, któr..który twierdzi, że mój ojciec z jego mamą.. Że on i ja.. Rozumiesz, prawda? Cały jego świat się wywrócił do góry nogami, wszystko, w co wierzył. To moja wina, że go prowokowałam...
Wytłumaczyła w końcu, żeby zakryć wstydliwe brzmienie poprzednich słów, mówiąc na jednym oddechu. Odchyliła głowę nieco, opierając ją o jego ciało i starając się dojrzeć, co przemknęło przez jego twarz. Zdenerwuje go? Rozbawi? Rozczaruje? Znów tak na nią spojrzy i ją odtrąci, zostawi samą? Zakrzewski dawał sobą tyle scenariuszy, że Flora nie potrafiła jeszcze wybrać właściwego.
Powrót do góry Go down


Lennox X. Zakrzewski
Lennox X. Zakrzewski

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 465
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPon 27 Kwi - 11:27;

Pomimo tego całego chaosu, w którym obydwoje się znajdowali... Istotne dla nich było to, co zobaczyli w tej drugiej osobie. Czy to nie dziwne? Owszem. I to bardzo. Gdyby była to zupełnie inna sytuacja, nie zawahałby się przed uderzaniem z jeszcze większą siłą. I pomimo tego, że próbowała go powstrzymać, nieskutecznie na samym początku, to jednak miał tę świadomość, że tam była. Widziała go. Widziała to, do czego mógł być zdolny. I w pewien sposób ulżyło mu z tym że była świadkiem jego pochłonięcia. Teraz faktycznie mogła powiedzieć, że wiedziała, do czego się przymierza.
Może jednak znali odpowiedzi na większość z tych pytań, tylko zwyczajnie nie chcieli słuchać odpowiedzi. Często tak robił. I nie myliłby się za dużo w tym przypadku. Faktycznie, Lennox znał odpowiedzi na kilka kłębiących się pod jasną czupryną pytań.
I właśnie to w tym momencie robił. Mógł nie rozumieć jej punktu widzenia, tego, jak chciała zbawić to, czego zbawić się nie dało. Jednak była to jedna z cech, które w niej całkowicie urzekały. Właśnie dlatego, że były prawdziwe. Szczere. Nie robiła tego dlatego, że coś z tego otrzymywała, ale dlatego, że zwyczajnie chciała pomóc. Na tyle sposobów, na ile starczyłoby jej sił. I chociaż uważał to za głupotę, nie mógłby powiedzieć, że tego nie podziwiał. Każdego coś charakteryzowało. To była jej rzecz i powinna się jej trzymać. Rzadko kiedy udaje się komuś znaleźć coś podobnego.
-Lubię destrukcję. Szczególnie samego siebie. Jesteś gotowa to zaakceptować?-Uniósł lekko brwi, patrząc na nią spokojnie. Czy była gotowa zaakceptować to, że zniszczenie również mogło jej dosięgnąć? Jeżeli cały czas będzie próbowała go w jakikolwiek sposób naprawić, wyleczyć, cokolwiek to znaczy, musi wiedzieć, że to może skończyć się tylko gorzej. Nie wiedział, jak bardzo mógł wierzyć w to, że faktycznie akceptowała to wszystko w stu procentach, a nie tylko chciała tego, bo jej natura naprawiania odzywała się we wzmożoną siłą. Nie ratunek był mu potrzebny. Nie o to też ma chodzić w tym, co znajduje się między nimi. Cokolwiek to by nie było.
W innym przypadku czułby się kompletnie stłamszony, jakby jej próby mocniejszego objęcia go sprawiały, że brakowało mu powietrza. Chociaż to fizycznie niemożliwe. Chodziło o rodzaj przekazu, który szedł wraz z tymi gestami. Zakrzewski nie przepadał za okazywaniem uczuć, raczej był z tych, co robią dla świata naprawdę niewielkie kroki, chociaż w jego wyobrażeniu to cała mila. Ledwo pozwalał dotknąć się siostrze, a co dopiero spokojnie obejmować drugą osobę, samemu inicjując tę sytuację. Oczywiście, są też tacy, którzy mają za nic jego jasne wyznaczone granice. Jednak to nauczył się akceptować, a nawet z czasem lubić. Był to cholernie długi proces, był wręcz zszokowany, że ta osoba do tej pory widniała w jego życiorysie. I właśnie takie rzeczy doceniał, fakt, że nie poddała się pomimo tego, jak wiele razy odrzucał tę znajomość.
Co, jeżeli będzie na odwrót? Co, jeżeli wciągnie ją do swojego świata i już tam zostanie? Czuł się na miejscu. Było mu dobrze w swojej jaskini, którą zbudował. Nie zamieniłby jej na nic innego, nawet jeżeli słońce sprawiało, że człowiek na nowo odżywał. Nie chciał, nie potrzebował. To bardzo wiele razy powtarza. Faktycznie nie byli dla siebie stworzeni, chociaż stanowili bardzo interesujące połączenie.
-Przyjdzie to naturalnie, zobaczysz.-Powiedział cicho, jakby chciał ją uspokoić. Nie oczekiwał, że rzuci w niego informacjami w jednej sekundzie. Chociaż jeszcze chwilę temu dokładnie to zrobiła. Była to jednak zupełnie inna sprawa, jak podejrzewał, o wiele mniej delikatna od tego, co chciała mu przekazać. Czekał, bo nic innego mu nie pozostało. Śledził jej ruchy, jakby za nimi miała kryć się cała prawda. Jakby drżenie dolnej wargi miało zdradzić mu, co faktycznie dzieje się w jej głowie. Przekrzywił lekko głowę.-Wiem. Musisz też wiedzieć, że właśnie tak działam. Nie zastanawiam się. Robię to, co uważam, że w danym momencie muszę zrobić.-Powiedział spokojnie.-Wtedy też nie chodziło tylko o Ciebie... Chociaż jak zobaczyłem, kiedy celował...-Zmarszczył lekko brwi, w tym momencie spoglądając na swoje dłonie.-Zrobiłem to też dla siebie. Bo zwyczajnie chciałem to zrobić. Lubię to robić.-Powiedział i podniósł wzrok.-Jo kiedyś zapisał mnie do mugolskiego klubu. Jednak szybko mnie stamtąd wyrzucili, możesz podejrzewać za co.-Słowa same z niego ulatywały, chociaż mieli skupić się na tym, co Flora zamierzała powiedzieć. Dlatego zamilkł, czekając na to, co zrobi.
I kiedy bezceremonialnie go do siebie przysunęła przez przyciągnięcie jego dłoni, oparł brodę na jej ramieniu. Przymknął powieki, czując jak, ciepło rozchodzi się po jego ciele. Dawno nie czuł takiego spokoju, który gościł w nim w tym momencie. Nawet z tą całą otoczką nieprzyjemności, które zaszły w kuchni. Uśmiechnął się lekko, jakby za zabawne uważał jej stwierdzenie o dodawaniu odwagi. Bo czuł się całkiem podobnie, tylko zamiast odwagi, dodałby inne rzeczy. Lekko zacisnął dłonie, dając jej znak, że słucha i czeka.
Kiedy skończyła swoją wypowiedź, zmarszczył mocno brwi i odsunął się, prostując plecy. Nie rozumiał. Znaczy, rozumiał, ale nie rozumiał. Czy to miało sens? Musiał na nią spojrzeć, musiał widzieć, co się tam działo. Nie podobało mu się to wszystko, dlatego jednym ruchem odwrócił ją do siebie, dłonie przesuwając na jej buzię, którą objął. Przez moment tylko lustrował jej spojrzenie, nawet nie zdając sobie sprawy z siły, jaką włożył w trzymanie jej głowy tak, aby nie odwróciła spojrzenia.-Nikt. Ale powtarzam Ci, nikt... Nie ma prawa robić czegoś takiego, nieważne jak sfrustrowany, wściekły, czy zagubiony może być.-Tak, mówił to Lennox Zakrzewski, a jak dochodzi do takiej rzeczy, to znaczy, że coś faktycznie jest nie tak! -Możesz nie być zła, może sympatyzować do jego bólu, w końcu sama w tym momencie zapewne czujesz się podobnie co on.-Powiedział pewnie i zaczerpnął głęboko powietrza w płuca.-I w tym sęk Floro. Mógł wyżyć się fizycznie na czymkolwiek, na mnie, na talerzach. Wybrał osobę. Wybrał Ciebie. Co z Twoim światem?-Zmarszczył mocno brwi, czując autentyczny ból. -Niczym go nie sprowokowałaś.-A pomimo tego, że nie widział tego, co się działo przed jego wejściem, wiedział, że niczym go nie sprowokowała. Nie mogła. Nie była świadoma. Przyciągnął ją do siebie, obejmując mocno i opierając brodę na jej ramieniu. Dłonią przesunął po jej plecach, chcąc dodać jej... No właśnie, czego Lennox? Nie wiedział. Czy miał to być gest, który pytał, co ona w tym momencie czuje? Zapewne tak. Słowa nie mogły przejść przez jego gardło, sam nie wiedział dlaczego.



Powrót do góry Go down


Flora J. Martell
Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 1481
  Liczba postów : 521
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyNie 3 Maj - 21:57;

Ciężko było stwierdzić, czy była świadoma, czy też błądziła po omacku w ciemności, podążając za wątłym, błękitnym światłem.
Trudno jeszcze było wydać osąd, czy droga ta była tą właściwą, czy może wiodła do jakieś porażki, przepełnionej goryczom lub rozczarowaniem, wpływającej na życie w sposób, którego przecież zawsze chciała uniknąć. Obiecała, że będzie uważała, że nie da sobie złamać serca łatwo i nie pozwoli, ale jakiekolwiek uczucia i emocje przyćmiły zdrowy rozsądek, którego miała tak wiele. Nie chciała płakać, cierpieć i zastanawiać się, co mogło wydarzyć się inaczej – jak nie mądrą gęsią więc była, tkwiąc wciąż pod zaczarowanym sklepieniem z najbardziej nieprzewidywalnym ślizgonem w szkole?
Nic od niego nie chciała – mogła to powiedzieć kiedyś, tylko czy to wciąż było aktualne, czy może jednak płaszczyzna tej relacji uległa zmianie? Z pewnością nie było sensu w zbawieniu go, ratowaniu, bo z perspektywy czasu oraz wydarzeń sądziła, że jedyne kogo lub też czego potrzebował, to kogoś obok – akceptującego, niezadającego pytań i zwyczajnie w niego wierzącego. Tego poczucia, że nie jest się samemu. Flora nie zamierzała go porzucać, niezależnie od tego, co mogło lub nie musiało wcale się stać. I to była taka decyzja, w której uparcie będzie tkwiła, niezależnie od oceny społeczeństwa czy ludzi, którzy o Zakrzewskim nie mają żadnego pojęcia. Dla niej był kimś więcej, kimś bardziej wartościowym, niż szkolnym łobuzem.
- I tak i nie. - odpowiedziała cicho, aczkolwiek szczerze, bo nie było sensu kłamać. Nie zamierzała pozwalać mu się niszczyć i krzywdzić, chociaż tego akurat nie miałaby odwagi powiedzieć głośno. Spojrzała na niego krótko, a na uniesienie brwi, ona poruszyła ramionami, wątłe ciało wprawiając w ruch. - Mogę próbować. Chcę.
Wiedziałam, że jak dalej będzie tak się do niego przywiązywała i dalej będzie zaczynała mu ufać, odbije się to również na niej. Wpłynie w sposób, którego nie mogła przewidzieć. Nie potrafiła jednak oprzeć się myśli, że obydwoje mieli w sobie coś takiego, iskierkę, pojedynczą cechę, którą drugie z nich potrzebowało najbardziej.
Nie lubiła, gdy ktoś ją dotykał, budziło to w niej wspomnienia i emocje, których nie chciała pamiętać. Do Lennoxa w jakiś sposób jednak się przyzwyczaiła, ba, było nawet gorzej, bo zdawało się, że coś puchonkę ciągnęło w stronę nawiązywania z nim kontaktu fizycznego. Może lubiła towarzyszący temu dreszcz, a może zwyczajnie kradnąc jej pocałunek i pozwalając w tamtej krótkiej chwili na robienie tego, co miała faktycznie ochotę – coś w niej obudził? Nie znała odpowiedzi. Elektryzujące iskry, które pojawiały się pod jej palcami w chwili zetknięcia się ich ze skórą chłopaka, sprawiały jednak, że nie mogła odpuścić. Tak jakby nie wiedziała, czy on ucieknie pierwszy, czy może ona stchórzy, jej ręce działały bezwiednie, zaciskały się mocniej, wbrew jej boli. Jakby wiedziały, co było lepsze. Był równie skąpy w gestach, co ona – na pierwszy rzut oka brutalny, mocny, agresywny, a jednak tyle razy przejawiał w jej stronę uzależniającą delikatność. Trochę źle czuła się z myślą, że wciska się do jego życia być może wbrew jego woli, ale nie mogła nic na to poradzić. Zawsze, gdy decydowała się go unikać, on się pojawiał, a widząc jego wyraz twarzy, jasne oczy – nie mogła go zostawić. Nie chciał jednak, nie potrzebował jej, a nawet doskonale radził sobie bez niej w swoim otoczeniu. Czy była natrętna? On miał swoją jaskinię, ona swoją bańką i być może nigdy nie powinni byli tego łączyć. Tylko czy dla niej nie było już za późno? Zacisnęła usta, przymykając oczy na jego słowa i kiwając jedynie głową. Pewnie miał rację. Wypowiedziane wcześniej w chaosie słowa, znów paliły ją w wargi, mrowiły. Nie żałowała, że to wszystko z siebie wyrzuciła, ale miała poczucie niezręczności, piekły ją policzki. Nigdy wcześniej przecież tak nie zrobiła.
- Taki już jesteś, nieokiełznany i działający zgodnie ze swoim sumienie. To chyba wciąż lepiej, niż żałować, prawda? - zaczęła z dziwnym spokojem w głosie, jakby wiedziała o tym od dawna, chociaż dopiero teraz sobie to uświadomiła. Jej dłonie zacisnęły się w pięści, bo nie miała pojęcia, co powiedzieć na to, że przemoc i agresję zwyczajnie lubił, że bicie sprawiało mu jakąś ulgę. Dawała mu wolność? Pozwalała pozbyć się emocji? Przygryzła dolną wargę, patrząc na swoje kolana. - Przepraszam, że to widziałeś. Nie chciałam, żebyś miał przeze mnie jakieś kłopoty – ani Ty, ani Felix... Dlaczego nie wrócisz do innego klubu? Lubiłeś to?
Interesowało ją to. Nigdy nie przykładała uwagi do sportu, chociaż bardzo dobrze pływała i długo wytrzymywała pod wodą, gdyż w poprzedniej szkole magiczne kajaki czy wszelkie aktywności wodne były znacznie popularniejsze od Quidditcha. Lubiła też biegać, mogła się w ten sposób wyładować, a zmęczenie pozwalało jej wyłączyć umysł i nie zastanawiać się nad minionymi wydarzeniami zbyt długo. Jemu aktywność fizyczna jednak pasowała, a ciało ślizgona zdawało się mieć ku temu predyspozycję.
Czuła, jak wali jej w piersi serce. Nic więc dziwnego, że sięgnęła po jego dłonie i oplotła je na swojej talii, przylegając do niego plecami. Było jej wtedy łatwiej mówić, myśleć. Zwłaszcza gdy lazurowe tęczówki nie próbowały odszukiwać jej spojrzenia z taką zawziętością. Jej kciuk przesuwał się po wierzchu znacznie większej, cieplejszej dłoni Lennoxa, a ona — chociaż najchętniej przymknęłaby oczy i tkwiła tak w milczeniu pomiędzy jego ramionami, co było przecież tak zawstydzające, zaczęła mówić. Pewnie niezbyt składnie, niezbyt logicznie – ale z pewnością radziła sobie z tym najlepiej, jak umiała. Nie była zwyczajna do dzielenia się własnym życiem, znacznie lepiej słuchała innych, niż sama wchodziła w konwersację. - Hmm?
Nie chciała, aby mruknięcie zastanowienia, które uciekło spomiędzy jej warg, dotarło do jego uszu, a jednak tak się stało. Zacisnęła powieki, ulegając jednak i dając sobą pokierować tak, że znalazła się przodem do niego. Oparła jedną dłoń o klatkę piersiową studenta i chociaż chciała uciec od jego spojrzenia, omiótł jej twarz dłońmi i sprawił, że błękitne ślepia puchonki wyszły mu naprzeciw. W zaskoczeniu, zawstydzeniu i pewnie w odrobinie niepewności, rozchyliła delikatnie wargi, nie bardzo wiedząc, co mu powiedzieć i dlaczego właściwie tak zareagował. Uścisk nieco bolał, jednak nie drgnęła nawet, czując jedynie, jak palce kolejny raz zaciskają się na materiale bluzy po usłyszenia pierwszych słów, które do niej kierował. Szerzej otworzyła oczy, bo słowa nijak miały się przecież do tego, co chciał sobą przekazywać, a jednocześnie w jakiś sposób, niesamowicie do niego pasowały i nadawały mu siły. Pokręciła delikatnie głową. - Nie wiesz, czy go nie sprowokowałam.. Wy.. Wybrał mnie, bo byłam w pewien sposób przyczyną jego nieszczęścia. Powodem, przez który zaczęło mu się wszystko rozpadać. Oh Lennox, jak mogłabym być na niego zła i go obwiniać?
Przymknęła oczy, gdy przyciągnął ją do siebie, zaciskając ramiona. Jej twarz znalazła się w okolicach jego szyi, znajomy zapach wypełnił jej nozdrza. Był ciepły, łagodny, znów przejawiał zachowaniem delikatność, a ona zdawała się całkowicie w tym tonąć. Zaskakujące, jak pasowała do jego dłoni. Swoją przesunęła nieco, obejmując go w talii i mocniej przylegając do jego torsu. Przymknęła oczy, czując, jak kręci się jej w głowie i wali jej serce. Westchnięcie sprawiło, że ciepły oddech brunetki omiótł falą skórę, a przez odległość niemalże się na niej skraplając. Przeszedł ją dreszcz, gdy przesunął dłonią po jego plecach. Znów to dziwne uczucie, łaskotanie, impulsy. Po chwili w bezruchu drgnęła, wyciągając szyję i przesuwając nosem po jego, dotarła do jego policzka, dając mu przelotnego całusa. Cenił ją bardziej, niż na to zasługiwała, widział ją lepszą, niż była – a przede wszystkim jej nie poganiał, faktycznie chcąc wysłuchać.
Powrót do góry Go down


Olivia Callahan
Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 624
  Liczba postów : 1117
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 9:46;

Eksplodujący dureń był - zaraz po magicznych szachach czarodziejów - ulubioną grą uczniów, w tym również Olivii. Trzymając jedną talię kart w kufrze tak naprawdę tylko czekała na nadarzającą się okazję rozegrania, chociaż krótkiej partyjki - niestety mało osób podzielało entuzjazm Gryfonki. Z tego też powodu, kiedy szukała sukienki na dzisiejszy dzień, w dłonie wpadła jej owa talia, a ona sama postanowiła stworzyć sobie okazję do gry. Pospiesznie nakreśliła dwa bardzo krótkie i zwięzłe listy, niestety nie przewidziała tego, że i @Russell Alvarez i @Maximilian Felix Solberg wyrażą chęć na rozgrywkę. Z westchnięcie odebrała od nich pozytywne odpowiedzi; nie mogła teraz któregoś z nich zwyczajnie zignorować.
Wchodząc do pokoju wspólnego wciąż główkowała, co powinna zrobić. Połączenie ich trójki nie było zbyt mądre, z czego doskonale zdawała sobie sprawę. Potrzebuję kogoś…. przeszło jej przez myśl, a wtedy w drzwiach dostrzegła jedną gryfońskich koleżanek, która prawie spadła brunetce z nieba.
-Idziesz ze mną! - oznajmiła wesoło chwytając za rękę @Vittoria Sorrento, po czym pociągnęła ją w kierunku Gwiezdnej Sali nie bacząc na ewentualne protesty. Blondynka nie była Oli znana ani z imienia, ani nazwiska a w dodatku wydawała się być starsza od całej ich trójki, co w całym tym ambarasie było jedynie zaletami.
- Mam nadzieję, że kiedyś grałaś w durnia - powiedziała, kiedy przekroczyły drzwi pomieszczenia.





/wybaczcie, nie umiem rozpoczynać :x
Powrót do góry Go down


Vittoria Sorrento
Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 523
  Liczba postów : 1356
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 10:10;

Rzadko kiedy siedziała w pokoju wspólnym, ale dzisiaj coś mówiło jej, że powinna tam być. Jakiś instynkt kazał jej tam dzisiaj zajrzeć, to też zamiast jak zwykle łazić po całym Hogwarcie (ubrana jak zwykle - trampki, spodnie i dziś koszulka z napisem "zombie bite") weszła do pomieszczenia, po to żeby... Usłyszeć, jak jedna z Gryfonek coś do niej krzyczy? Po ostatnich akcjach spodziewała się czegoś w stylu "wyjdź stąd zdrajco Godryka Gryffondora, przeklinam Cię!". Była jednak niemal zupełnie przekonana, że dziewczyna nie to do niej powiedziała. Nie. Ona kazała jej iść ze sobą... Przy okazji łapiąc i ciągnąc tak, że nie specjalnie miała wybór.
- Idę? Idę!... Gdzie idę?! - Najpierw zapytała ze zdziwieniem, potem nie czekając na odpowiedź potwierdziła z ogromem entuzjazmu, a potem w sumie zorientowała się, żen ie ma pojęcia na co się właśnie zgodziła. Tylko, że z Tori już tak było - najpierw działała choćby zgadzając się na coś w ciemno, potem przyjmowała na klatę tego konsekwencje.
- Aaa tak, pewnie. W prawdzie wolę pokera, ale durniem też ie pogardzę - Aaa, więc o to chodziło. Brakowało jej człowieka do rozgrywki. Niezależnie czy zostałaby przyciągnięta tu siłą, czy zapytana wprost - i tak by się zgodziła. I tak nie miała na dzisiaj planów, a coś czuła, że może być na prawdę ciekawie. Ostatnio dużo się działo Przyda jej się odskocznia i trochę rozrywki.
Powrót do góry Go down


Russell Alvarez
Russell Alvarez

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 282
  Liczba postów : 350
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
https://www.czarodzieje.org/t18410-russell-alvarez-dziennik
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 10:53;

Od momentu, w którym miał możliwość porozmawiać z Oli, wszystko się zmieniło. Oczywiście na lepsze. Jego humor zdecydowanie się poprawił, zaczynał się dogadywać z chłopakami, z którymi dzielił pokój. Ba! Nawet udało mu się dostać w międzyczasie do drużyny. Zawsze lubił latać na miotle. Treningi. Wyścigi. Dla przyjemności. Kiedyś nawet marzył do dostaniu się do drużyny, ale uważał, że jest wiele osób zdolniejszych od niego. Jednak kiedy Morgan postanowiła go zaprosić na imprezę, a potem zaproponowała, żeby przyłączył do nich i to przed ważnym meczem. Był zachwycony tak, że aż kipiał z zachwytu. Powoli wszystko zaczęło się układać.
Jego humor poprawił się jeszcze bardziej kiedy dostał sowę od Oli. Dureń. Od razu przypomniała mu się gra na feriach. Było gorąco. W pewnym momencie aż kipiało między nimi z pożądania. Może to przez ten taniec? Kto wie, może to była pomocna dłoń? Może mieli grać o taką samą nagrodę jak wcześniej? Oby, bo ostatnio niezbyt się popisał.
Kiedy dotarł na miejsce aż szczęka mu opadła. Czy właśnie ujrzał anioła? Ta biała sukienka bardzo podkreślała jej kształty. Doprowadzała go do szału. Musiał się powstrzymać, bo inaczej od razu by do niej podbiegł. Na szczęście w porę zauważył też inną dziewczynę.
- Hej- przywitał się zarówno z jedną jak i z drugą dziewczyną. - Myślałem, że będziemy sami. Ostatnio bardzo dobrze nam szło- nie mógł się powstrzymać od puszczenia jej oczka. Nadal nie wiedział, co jest grane. Wolałby być z Oli sam na sam zwłaszcza w takim miejscu, ale po ostatnim razie zasłużył sobie.
- Jestem Alvarez- przywitał się. Musiał się powstrzymać, by nie przedstawić się jako Alwaro. Opinia sama by powstała.

@Olivia Callahan @Vittoria Sorrento
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 3947
  Liczba postów : 11650
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 12:54;

Ostatnie spotkanie z Olivią było pełne emocji, niekoniecznie tych przyjemnych. Dlatego Max poniekąd z ulgą odczytał kolejny list od gryfonki, który zawierał zaproszenie na partyjkę durnia. Był święcie przekonany, że to popołudnie będzie spokojne. W końcu co może pójść źle podczas takiej rozgrywki?
Siedział w pokoju wspólnym, pochylony nad właściwościami żądeł żądlibąka, gdy zdał sobie sprawę, jak późno się już zrobiło. Szybko pobiegł więc do dormitorium, aby odłożyć swoje notatki i pędem ruszył w kierunku gwiezdnej sali.
-Wybacz.. - Zaczął w stronę Olivii, gdy otworzył drzwi spóźniony na spotkanie, ale od razu urwał bo zobaczył ją w towarzystwie Tori i Russa. Nie spodziewał się takiej ekipy. Szczególnie nie spodziewał się, że dziewczyny się znają. Po spotkaniu z Callahan w sali marzeń, miał przeczucie, że to może jednak nie być najzwyklejsza gra.
-Hej wszystkim. - Przywitał się z ekipą i zajął miejsce między Tori a kumplem. Rzucił dziewczynom pytające spojrzenia, chociaż nie zbyt chciał uzyskać teraz jakiekolwiek odpowiedzi.
-To jaka jest dzisiaj stawka? - Zapytał radośnie. Lubił, gdy coś stało na szali i raczej nie grał dla czystej przyjemności.

@Olivia Callahan
@"Russel Alvarez"
@Vittoria Sorrento
Powrót do góry Go down


Olivia Callahan
Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 624
  Liczba postów : 1117
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 13:09;

Kiedy dotarły na miejsce Olivia od razu wydała się być nieco bardziej spokojna. Wygładziła materiał sukienki, wyciągając z ukrytej w materiale kieszeni różdżkę przy pomocy, której wyczarowała cztery miękkie poduszki. Ułożyła je w równych odległościach pośrodku pomieszczenia, zaś w samym centrum na drewnianej podłodze położyła talię kart.
Nie bardzo miała czas, by wyjaśniać wszystko nieznajomej Gryfonce, spieszyła się by zdążyć przed przybyciem chłopców. Niemniej z wyraźną ulgą przyjęła fakt, że blondynka bez wahania i protestów postanowiła z nią pójść.
- Pokera? Nigdy w to nie grałam, tak poza tym jestem Olivia, ale mówią mi Oli - przedstawiła się, jak dobre wychowanie nakazywało.-Czekamy jeszcze na… - zaczęła poprawiając poduchy, kiedy drzwi sali otworzyły się i wszedł przez nie Russell. Na jego widok Olivia od razu się rozpromieniła, a na jej usta pojawił się szeroki uśmiech. Dostrzegła chwilowe zaskoczenie malujące się na twarzy chłopaka, co skwitowała wzruszeniem ramion. Nie była do końca pewna jak wytłumaczyć tą całą, dość zaskakującą sytuację pozostałej trójce.
- Będzie ciekawiej z większą ilością graczy - odpowiedziała, jeszcze nie zdając sobie sprawy z tego ile prawdy ukryte było w tych słowach. Chwilę później do pomieszczenia wpadł prawie spóźniony Ślizgon, który wydawał się zaskoczony równie mocno, jak Russell. Oli nie miała pojęcia, że taka konfiguracja osób w jednym pomieszczeniu może wywołać zdziwienie. Dla niej samej była to zwykła sytuacja, chociażby z tego względu, że poza jej świadomością pozostawało to, jakie relacje łączą Solberga z Tori, ona sama podchodziła naprawdę luźno do całej tej sprawy. Nie miała również pojęcia o zazdrości, jaką odczuwa Alvarez, w końcu oboje mieli podobne podejście do związków, a to co działo się między nimi, było jedynie fizyczną przyjemnością.
Gryfonka usiadła naprzeciwko Vittorii, biorąc do ręki talię, którą szybki przetasowała.
- Proponujecie coś? - zapytała w odpowiedzi na pytanie Maxa.


@Maximilian Felix Solberg
@Russell Alvarez
@Vittoria Sorrento
Powrót do góry Go down


Vittoria Sorrento
Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 523
  Liczba postów : 1356
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 13:27;

Obserwowała jak dziewczyna przygotowuje miejsce. Cztery poduszki oznaczały cztery osoby.
- W takim razie, następnym razem, ja Cię mogę przypadkowo zaciągnąć na wieczorek hazardowy - Odpowiedziała jej z serdecznym uśmiechem, po czym oczywiście sama się jej przedstawiła - Jestem Tori - Jak zwykle skrótowo, co było dobrą opcją biorąc pod uwagę, że "Vittoria Sorrento" obecnie miało dość konkretną renomę w Hogwarcie za sprawą pewnych ślizgonów.
Obserwując ją zastanawiała się, czy jest w ogóle szansa, że mają jakichś wspólnych znajomych. Gdy pojawił się obcy jej Gryfon zwątpiła w to.
- Tori - I jemu się przedstawiła nie rozwijając się nad tym szczególnie- Poza tym, ja zawsze mogę sobie pójść gołąbki. Zostałam porwana z Pokoju Wspólnego, przetrzymują mnie tu wbrew mojej woli - Stwierdziła unosząc ręce w obronnym geście. Czy Oli zaciągnęła ją tutaj, żeby przypadkowa studentka robiła jej za przyzwoitkę na randce?! Na ten moment właśnie tak to wyglądało. Sytuacja robiła się dziwna... A jeszcze dziwniejsza, gdy na miejscu pojawił się nie kto inny jak..
- Małż? - Powiedziała to na tyle cicho, że chyba nie było opcji by słyszał to ktokolwiek inny poza nią samą. Gapiła się na chłopaka zdziwiona jego obecnością. No tak. To było raczej młodsze towarzystwo. Pewnie to są ludzie z roku jej męża... Czemu Olivia zaprosiła Maxa na swoją randkę z Alvarezem?! I czy to, że złapała akurat ją faktycznie było przypadkowe?! To miała być podwójna randka czy jak?!
- Cześć - Przywiała się już głośniej gapiąc się na ślizgona, nie bardzo wiedząc jak się powinna zachować tym bardziej, że ten nie wykazał się jakąś większą uwagą w jej kierunku. Oczywiście nie wymagała tego, ale... Ale jakoś tak dziwnie. Zerkała więc tylko jak ten siada obok, a potem przeniosła spojrzenie na Liv.
- Byle nie na jakieś wielkie pieniądze, bo jestem spłukana - Stwierdziła zastanawiając się nad czymś innym. Pewnie normalnie rzuciłaby "zagrajmy na pytania albo wyzwania" ewentualnie "na rozbieranie", ale jakimś cudem udało jej się pohamować tego typu spontaniczne propozycje. Spojrzała po twarzach pozostałych. Miała nadzieję, że ktoś z nich wpadnie na jakiś lepszy pomysł. Kątem oka zerkała co jakiś czas w stronę Maxa chcąc wybadać, czy ten ogarnia co tu się właściwie dzieje...

@Maximilian Felix Solberg
@Russell Alvarez
@Olivia Callahan
Powrót do góry Go down


Russell Alvarez
Russell Alvarez

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173 cm
C. szczególne : tatuaż na kostce
Galeony : 282
  Liczba postów : 350
https://www.czarodzieje.org/t18225-russell-alvarez#518736
https://www.czarodzieje.org/t18249-poczta-alvaro
https://www.czarodzieje.org/t18236-russell-alvarez
https://www.czarodzieje.org/t18410-russell-alvarez-dziennik
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 13:47;

Wbrew woli? Uniósł pytająco brew, zastanawiając się, co tak właściwie knuła Olivia. Od kiedy to tak bała się przebywania z nim sam na sam? Naprawdę zaczynało między nimi robić się dziwnie, a on chciał tylko spokoju. Zawsze był typowym błaznem, który tylko był znany z robienia sobie jaj i to z własnej osoby w celu rozśmieszenia innych osób. Jednak ostatnio znudziło mu się. Chciał, by ktoś w końcu wziął go na poważnie. Może zaczynał już starzeć się? Dziewczyny na jedną noc go już tak nie jarały jak kiedyś. Potrzebował stabilizacji.
Jednak kiedy zauważył, że do sali wchodzi kolejna osoba, wiedział, że stabilizacji na pewno nie uzyska z Olivią. Powoli wszystko zaczynało układać się w całość. Nie wiedział nawet kiedy napiął wszystkie mięśnie. Miał udawać? To będzie cięższe niż myślał. Posłał kumplowi szeroki, sztuczny uśmiech i poklepał go po plecach. Nie wiedział, na jakim etapie jest ta dwójka, ale to się działo.
- Mnie również tu chyba nie powinno być.- mruknął do Tori i w tym samym momencie chmury na niebie a właściwie na suficie przybrały kolor granatowy. Czy Oli nie mogła wybrać innej sali? Zaczynało się robić sztywno, dlatego nic więcej nie mówiąc, nawet nie patrząc na gryfonkę która go tu sprowadziła, zajął swoje miejsce. Nie wiedział, dlaczego został tu sprowadzony. Czy to jakaś kara za nieudaną randkę?
Słysząc pytanie kumpla, prychnął głośno.
- Na pewno nie o to co ostatnio, prawda Olivio?- zerknął na nią przelotnie, a we wspomnieniach nadal miał ich gorącą grę, która nawet nie powinna mieć miejsca. Miał ochotę stąd wyjść jak najszybciej, ale źle by to wyglądało. Całe szczęście nie siedział naprzeciwko niej, więc nie musiał na nią patrzeć.

@Vittoria Sorrento
@Olivia Callahan
@Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 3947
  Liczba postów : 11650
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 14:28;

Atmosfera była zdecydowanie zbyt gęsta jak na zwykłe spotkanie hazardowe. Max czuł, że to nie może się dzisiaj dobrze skończyć. Bardziej z ruchu warg, wyczytał nieme pytanie Tori. Wzruszył ramionami, dając jej znak, że sam nie wie co tutaj się dzieje. Odpowiedź Alwaro, jeszcze bardziej pogłębiła pytający wyraz twarzy ślizgona. Po chwili jednak połączył kropki, przypominając sobie, co Oli mówiła mu przy oczku wodnym. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Dobra, załóżmy, że przegrany stawia piwo kremowe. - Zdecydowanie nie wyobrażał sobie, żeby musiał iść na randkę z kumplem. Może w innych okolicznościach przyjąłby to jako dobry żart, ale widział, jak chmury nad nimi robią się coraz ciemniejsze.
-Pozwolisz, że rozdam? - Wziął od Oli talię i zaczął tasować. W pewien sposób chciał się po prostu rozluźnić przed rozgrywką. Bacznie jednak obserwował siedzącą naprzeciwko niego Olivię. Czy to miała być jakaś zemsta? Próbowała wywołać w nim zazdrość, do której ona sama tak nie dawno się przyznała? Szybko jednak odrzucił od siebie tę myśl.
-Nie wiedziałem, że się znacie. - Rzucił w stronę dziewczyn jednocześnie kierując też to zdanie do Russa i Tori. Miał wrażenie, że był jedynym czynnikiem łączącym pozostałą trójkę. Ślizgon w pułapce gryfonów. To się nie mogło dobrze skończyć.

@Olivia Callahan
@Russell Alvarez
@"Wittoria Sorrento"
Powrót do góry Go down


Olivia Callahan
Olivia Callahan

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 173
C. szczególne : lekka wada wzroku; zmuszona jest przez nią nosić okulary, wąskie usta, gęste i długie włosy
Galeony : 624
  Liczba postów : 1117
https://www.czarodzieje.org/t18233-olivia-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18263-pegaz
https://www.czarodzieje.org/t18234-olivia-callahan
Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 EmptyPią 22 Maj - 14:49;

- Jestem jak najbardziej za - odpowiedziała na propozycję blondynki, kiwając przy tym entuzjastycznie głową. Nie żeby dziewczyna lubowała się w hazardzie, jednak nigdy nie odmawiała, kiedy nadarza się okazja by rozegrać partyjkę kart. Poniekąd wynikało to z faktu, że zwyczajnie lubiła rywalizację, a jeśli wcześniej ustalona została nagroda jaką można było zdobyć, wówczas gra robiła się niezwykle ekscytująca.
Przypadek. To właśnie on tak naprawdę sprawił, że wydawałoby się czwórka prawie niezwiązanych ze sobą osób została zamknięta w pomieszczeniu, które dodatkowo reagowało na ich zmienne nastroje. Olivia wysyłając swoje listy nie sądziła, że obaj chłopcy wyrażą chęć spędzenia z nią czasu przy durniu, wszakże każdy z nich miał własne plany na dzisiejsze popołudnie, a ona z propozycją wyszła właściwie w ostatniej chwili. Nie sądziła również, że zabranie ze sobą przypadkowo napotkanej w pokoju wspólnym dziewczyny, będzie niczym gwóźdź do trumny.
Miała wrażenie, że z wejściem każdej kolejnej osoby do sali powietrze w niej zaczynało niebezpiecznie gęstnieć. Wszyscy w jakimś stopniu zdawali się być zdezorientowani sytuacją w jakiej się znaleźli i choć to właśnie Callahan była osobą odpowiedzialną za całe to zajście, to wciąż pozostawała nieświadoma, machinalnie robiąc dobrą minę do złej gry.
- Nikt nigdzie nie idzie - oznajmiła trochę ostrzej niż zamierzała, po czym dla uspokojenie wygładziła materiał białej sukienki, obdarzając każdego z obecnych ciepłym spojrzeniem; kiedy chciała, potrafiła być naprawdę władcza.
Chwyciła dłoń Russella, pochylając się w jego kierunku - To ma być tylko kumpelska rozgrywka - powiedziała do niego prawie, że szeptem. Nie do końca rozumiejąc pobudki jego zachowania. Był zazdrosny? Tylko o co i dlaczego? Wróciła do poprzedniej pozycji, oddając Maxowi karty.
- Mój budżet też jest ograniczony, ale piwo kremowe brzmi dobrze - przyznała z uśmiechem. Dostrzegła, jak Tori co chwilę zerka w stronę Ślizgona, jednak zupełnie się tym nie przejęła.
- O to możemy zagrać innym razem - zwróciła się do Alvareza puszczając mu oczko. Dla niej tak naprawdę to wszystko było jedynie zabawą, która w jakiś sposób miała umilić im czas pomiędzy zajęciami i górą prac domowych. Nie sądziła też, że Gryfon dużo poważniej podchodzi do ich relacji, jednak nie omieszkała przy nadarzającej się okazji poruszyć z nim tego tematu. Teraz chciała by chłopak się nieco rozchmurzył i dobrze bawił.
- Nie znamy, to znaczy teraz znamy, ale porwałam Tori przypadkowo z pokoju wspólnego - oznajmiła.-To ja zacznę - dodała po chwili, jako pierwsza ciągnąc swoją kartę. Świat pomyślała.

Karta tarota: 21 - świat
Liczba oczek: 6

@Maximilian Felix Solberg
@Vittoria Sorrento
@Russell Alvarez
Spoiler:
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Gwiezdna sala - Page 14 QzgSDG8








Gwiezdna sala - Page 14 Empty


PisanieGwiezdna sala - Page 14 Empty Re: Gwiezdna sala  Gwiezdna sala - Page 14 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Gwiezdna sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 16Strona 14 z 16 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15, 16  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Gwiezdna sala - Page 14 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
drugie pietro
-