Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Czarodziejskie pola

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 16 z 19 Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18, 19  Next
AutorWiadomość


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
Galeony : 2609
  Liczba postów : 2938
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyNie Wrz 28 2014, 19:11;

First topic message reminder :


Czarodziejskie pola

Objęte silnymi zaklęciami zwodzącymi mugoli, magiczne pola od wielu już stuleci stanowią największe skupisko wolnych terenów wybiegowych dla hipogryfów. Niejednokrotnie są także wykorzystywane jako miejsca uprawne bądź zagospodarowuje się je w razie potrzeby zorganizowania magicznych rywalizacji bądź festynów. Od kilkudziesięciu lat są głównym miejscem organizacji zabaw obchodzonych z okazji święta Barda Beedla.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Pandora J. Doux
Pandora J. Doux

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 161
C. szczególne : Piegi, wyraźne kości policzkowe, błędy językowe i silny akcent
Galeony : 269
  Liczba postów : 260
https://www.czarodzieje.org/t17523-pandora-jarmila-doux#491657
https://www.czarodzieje.org/t17528-puszka-pandory#491717
https://www.czarodzieje.org/t17524-pandora-j-doux#491653
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Paź 28 2019, 11:59;

KOSTKI: A
Mała scena

Powoli poddała się tej atmosferze: zachodzące słońce, kojąca melodia, ciepło dłoni Krukona, złudne poczucie bezpieczeństwa. Czuła się spokojnie, mimo zamkniętych oczu w tłumie obcych ludzi, na chwilę nawet opierając delikatnie swoją głowę na ramieniu chłopaka. Nagłe zakończenie muzyki było niczym pęknięcie bańki mydlanej, w której zdawali się znajdować, póki otaczały ich kojące dźwięki. Uniosła na niego wzrok, uśmiechając się speszona bliskością, której z taką łatwością się poddała. Rozplotła ich dłonie, kierowana chwilowymi wątpliwościami, jednak zaledwie kilka sekund później pożałowała swojej decyzji, czując jak ktoś gwałtownie pociągnął ją w tłum. Wyciągnęła rękę, żeby złapać go ponownie, jednak było już za późno. Muzyka rozbrzmiała, jednak w obecnej sytuacji nie potrafiła odebrać jej tak pozytywnie jak odbierała ją jeszcze przed chwilą.
- Ejże - jęknęła przerażona, patrząc błagalnie w jego stronę, nie będąc pewna czy z ruchu jej warg był w stanie odczytać co powiedziała, po chwili całkiem tracąc go z oczu. Przeciskając się przez tłum czuła jak co chwila otrzymuje jakić cios czyimś łokciem lub jak następuje jej na stopę, a w pewnym momencie ktoś nawet strącił jej okulary z nosa. Chwyciła mocniej kurtkę Elijaha, aby na pewno jej nie stracić. Odwróciła się w panice, aby odnaleźć je na ziemi, zanim ktoś na nie nadepnie, jednak nie udało jej się nawet na chwilę zatrzymać porywacza. Uspokoiła się nieco, gdy zrozumiała, że wpychana jest na scenę. Może i nie było to jej marzeniem, jednak ustawienie się w widocznym miejscu zdecydowanie powinno pomóc w odnalezieniu jej przez Elijaha lub od biedy - przez kogokolwiek znajomego. Zupełnie nie znała słów piosenki, jednak nie chciała nikomu sprawić przykrości, więc starała się chociaż poruszać ustami i przez taniec udać, że bawi się dobrze, w myślach błagając jednak aby ten utwór skończył się jak najszybciej. Poczuła, że silna ręką zaciska się na jej ramieniu, prowadząc ją z powrotem w tłum, a ona sama… oślepiona światłami reflektorów i w dodatku pozbawiona swoich okularów, nie widziała zupełnie nic. Schodząc ze schodów poślizgnęła się kilkukrotnie, nie trafiając w odpowiednie stopnie, jednak bolesny uścisk męskiej dłoni nie pozwolił jej na upadek. Przyparła plecami do barierek, paradoksalnie czując się niezwykle samotnie wśród tak wielu ludzi. Zacisnęła palce na zimnych prętach, próbując skupić wzrok na tyle by z rozmazanych sylwetek wyłonić prawdziwe osoby.
Znajdź mnie, proszę.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Paź 28 2019, 19:10;

…..Musiał przyznać sam przed sobą, że miała niezwykle uroczy uśmiech. Wbrew pozorom nie uznawał tego u każdej napotkanej kobiety, stąd też zaskoczyło go to, że tak szybko doszedł do takiego wniosku. Samodzielnie. Bez niczyjej sugestii. Dzięki temu wyglądała młodziej niż w istocie była, a i tak była już wystarczająco młoda zważywszy na jego wiek. Ile mogła mieć lat? Zastanawiał się już nad tym poprzednim razem, jednak teraz ta myśl uderzyła go jeszcze mocniej. Skoro przyznała się do tego, że skończyła studia, to na pewno miała z dwadzieścia… kilka. Nie był w stanie określić ile. Patrząc po niej dałby jej mniej niż dwie dekady, ale wtedy fakty by mu się nie powiązały, chyba, że go okłamała. Nie śmiał jednak tego przypuszczać na podstawie takiej głupoty jaką był wiek. Często przecież liczba lat sama w sobie była bardzo myląca.
…..- Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek. – mruknął, nie mając pojęcia, dlaczego to powiedział. Być może dlatego, że nie spodziewał się takich słów z jej strony. Zabrzmiała bardzo krukońsko i dojrzale co od razu zwróciło jego uwagę i bardzo go zaintrygowało, być może czego powodem było niepozostawanie dłużnym w wymianie tych wytrwałych spojrzeń. Cóż, jak widać nie tylko on bawił się w naczelnego, tajemniczego mądralę. Inteligencja ponoć w cenie.
…..Wiedział, że zaskoczył ja swoim zachowaniem. To nawet nie było tylko takie wrażenie, a stuprocentowa pewność. Miał cichą nadzieję, że to zniechęci ją do dalszego przebywania z nim i choć naprawdę nie chciał, aby odchodziła, to jednak na to liczył. Nie mógł z nią przebywać i zachowywać się jak dureń. Po prostu nie. Nie było mu wolno tego robić. Wszyscy doskonale wiedzieli, że im dalej w las tym trudniej z niego wyjść, więc starał się wycofać póki drzewa były jeszcze młode i rzadko rosnące.
…..Pytanie tylko… z czego tak naprawdę wyjść? Przecież była to tylko niewinna pogawędka, trochę przekomarzań i złośliwości, z domieszką kilku uśmiechów i spojrzeń. Być może to on wyobrażał sobie zbyt wiele? Albo żył na tym świecie wystarczająco długo, aby wiedzieć do czego doprowadzają takie rzeczy. Szczególnie, jeśli w towarzystwie obcej osoby przychodzą mu z taką łatwością.
…..Chrzanić to.
…..Przechylił lekko głowę słysząc jej śmiech. Czy ktoś rozpylał jakieś magiczne opary? Niech mu ktoś powie, może jeszcze zdąży założyć marynarkę na nos. Patrzył na nią przez chwilę z delikatną konsternacją wymalowaną na twarzy i nie odzywał się ani słowem, kiedy spojrzała w górę, ba! nawet nie powiódł wzrokiem za jej oczami, a jedynie uważnie jej się przyglądał, analizując każdy szczegół jej oblicza, kiedy na niego nie patrzyła. Może i było to trochę niegrzeczne, ale przynajmniej tego nie widziała. Naprawdę wyglądała bardzo młodo.
…..Idę po piwo. Idziesz gdzie?!
…..No tak, całkowicie zapomniał, że jeszcze przed chwilą duszkiem wypiła prawie pół plastikowego kubka alkoholu. Teraz to wszystko przybierało jakieś bardziej rzeczywiste barwy, choć i tak nie było to chyba na tyle dużo, aby oszalała. Może po prostu miała taki charakter? Naprawdę nie wiedział. Wodę też sprzedają.
…..Jego skonsternowane oczy przyglądały się jej przez chwilę, aby już jego dłoń po chwili wyciągnęła powoli z kieszeni nieotwartą butelkę wody, którą ciągle tam trzymał i ostentacyjnie nią pomachała wręcz krzycząc „tu jestem! Patrz! Jestem jeszcze pełna! Nie trzeba nigdzie iść!”.
…..Wzdrygnął się, kiedy mimo wszystko musnęła jego rękę i o zgrozo, pociągnęła go kawałek za sobą. W pierwszym momencie dopadł go tak szerokopojęty szok, że dał się poprowadzić, jednakże już po chwili zatrzymał się niczym uparty osiołek i jak najbardziej delikatnie starał się wyjąć palce z jej objęć. I choć miał ochotę wsadzić je tam z powrotem widząc ten zaczepny wzrok, to jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. Na Merlina, to chyba jednak faktycznie te magiczne, wyimaginowane opary dochodzące z koncertu.
…..- Umm… idź, zaczekam. – mruknął, uśmiechając się z lekka, jakby nieco niechętnie. Widząc jednak jej wzrok uznał, że chyba jest mało przekonujący. – Obiecuję, że zaczekam. – dodał, tak naprawdę sądząc, że powinien się stąd jak najszybciej ewakuować. Kluczem było słowo obiecuję, które w jego życiu było dość wiążące i skoro słowo się rzekło, to nie miał zamiaru teraz uciekać. Przynajmniej dopóki ona nie wróci, bo nie było mowy o tym, że później się nie ewakuuje mając pewność, że zostawi ją wśród znajomych i przyjaciół. Mając nadzieję, że mu zaufa stanął kawałek dalej, tam gdzie jeszcze chwilę temu opierał się o namiot i zerknął tam, gdzie zniknęła jej sylwetka. Nie sądził, aby to był dobry pomysł, żeby dalej piła alkohol, szczególnie, że już po jednym piwie była dość bezpośrednia (a może mu się wydawało i była taka na co dzień).
…..Ale kim on był, żeby jej mówić co powinna robić.
…..Odetchnął rześkim, wieczornym powietrzem, aby już po chwili odkręcić trzymaną w dłoni wodę i upić kilka łyków. Wciąż trzymając butelkę w ręku zerknął w kierunku sceny i zmarszczył brwi kiedy dostrzegł na scenie… swoją uczennicę? Nie wątpił, że jest tu masa studentów Hogwartu i miał cichą nadzieję, że nie odkryją tu jego obecności, niemniej zobaczenie Pandory na scenie było dla niego doprawdy zaskakującym widokiem. Szczególnie iż myślał, że jest raczej spokojną i wycofaną osobą. Cóż, jak widać człowiek może się nieco zaskoczyć. Zakręcił oczami. Dzieciaki. Oparł się o namiot i zakręcając wcześniej wodę wyjął z kieszeni swoje fajki, aby po chwili bezróżdżkowo odpalić jedna z nich i włożyć sobie do ust. O tak, zdecydowanie dzisiaj męczył go nikotynowy głód. Cholerne mugolskie używki.
Powrót do góry Go down


Éléonore E. Swansea
Éléonore E. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 2413
  Liczba postów : 1152
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Paź 28 2019, 20:58;

Och, jak bardzo liczyła na jego odpowiedź. I nie zawiodła się. Podchwycił jej odpowiedź, na to liczyła. Kiedy ostatnio rozmawiała z mężczyzną obdarzonym taką inteligencją i... wrażliwością na sztukę? Bo teraz tak go odbierała. Nie miała pewności, czy nie pogrywa sobie z nią w ten sposób, kreując wokół siebie liryczno-poetycką otoczkę, by właśnie wpłynąć na jej zadowolenie. Aczkolwiek... normalni ludzie nie czytają książek w barach. Gdyby miała zabawić się Tiarę Przydziału i przypisać go do jakiegoś Domu w Hogwarcie, to definitywnie byłby to jej ukochany Ravenclaw. A jak było w rzeczywistości? Jaką szkołę skończył? Miała wielką ochotę go o to zapytać. O to, jak i wiele innych rzeczy, jak chociażby... jego imię. Nurtowało ją to przeokropnie. Co prawda, do tej pory owe niedoinformowanie nie przeszkadzało im w pogawędce, ale - jak na Krukonkę przystało - lubiła wiedzieć dużo. I choć niesamowicie pociągała ją ta tajemnicza otoczka wokół ich znajomości, to jednocześnie pragnęła poznać go bliżej, lepiej. Jedynie gdzieś daleko, daleko, bardzo daleko, słyszała cichy głosik, ostrzegający o tym, że ten czar może prysnąć. I z niebanalnej (nie)znajomości pozostaną jedynie wspomnienia. Zaś z drugiej strony... jaka jest szansa, że po raz trzeci się spotkają? Ma dwa wyjścia: rozstać się z nim, bez nadziei na powtórne ujrzenie jego osoby lub zaryzykować i wypytać go o to i owo.
Kiedy dotknęła jego dłoni, znów poczuła to charakterystyczne mrowienie. Tym razem nie umiała się pohamować i otrząsnęła się, "zrzucając" z pleców ten dreszcz. Z przerażeniem stwierdziła, że było to całkiem przyjemne i chętnie doświadczyłaby tego uczucia ponownie. Choćby jeszcze jeden raz. Albo tysiąc razy. Gdyby był ciemną wodą, lodowatym oceanem w nocy, to zanurzyłaby w nim całe swoje ciało, nie zważając na to, że nie widzi dna, że wokół niej jest tylko czerń i przenikliwe zimno. I że być może zaraz straci dech w piersiach i czucie w kończynach. Wyrwał się jej... Spojrzała na niego, trzeźwiejąc w sekundę. I pożałowała tego stanu natychmiastowo. Coś pękło. Skierowała wzrok na scenę. Co tam się właściwie odwalało? Jak dobrze, że jednak stoi trochę dalej. A potem usłyszała jego obietnicę. I ciepło wróciło. Uśmiechnęła się z wdzięcznością w odpowiedzi i oddaliła się w stronę namiotu. Ufała, że jak wróci, to on tam nadal będzie. A jeśli jednak się myliła, to wypije duszkiem drugie piwo i pójdzie w pogo pod Rockową Scenę.
Tak czy owak, musi się napić, bo na trzeźwo nie zniesie takiego kalejdoskopu uczuć i emocji. Nie była w stanie pojąć, co się wokół niej dzieje. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że praktycznie nie była pijana. Tylko lekko kręciło jej się w głowie. Wypije tylko dwa piwa. To przecież nie grzech podpić się ociupinkę na Festiwalu Muzycznym?
Wróciła po chwili, niosąc w ręku kolejny kubek tego samego, zdradliwego, krasnoludzkiego trunku. Kiedy zobaczyła, że faktycznie dotrzymał swojej obietnicy - uśmiechnęła się pod nosem. Poczuła też... ulgę? Nie wystawił jej. Wow. Zbliżyła się do niego i stanęła naprzeciwko. Uniosła brwi ku górze w geście zdumienia, gdy zobaczyła go z fajką w ustach.
- Niech żyje zdrowy styl życia! - zawołała sarkastycznym tonem, wznosząc toast swoim kubeczkiem i upijając z niego spory łyk. Popatrzyła na niego z diabelskimi ognikami w oczach. Woda z cytrynką, a tu takie widoki. Swoją drogą, ten szlug dodawał mu charakteru. Pasował wizualnie. Ale gardziła tym nałogiem tak czy siak.
- Palenie powoduje impotencję - dodała po chwili.
Zaczynało jej się bardziej kręcić w głowie. Miała nieodpartą ochotę wyrwać mu z ręki tego papierosa. Ciekawe jakby na to zareagował? Ale nie była na tyle zuchwała. Kąśliwe uwagi co do jego seksualności? Nie ma problemu! Wyciągnięcie ręki w stronę jego ust i tego, co w nich trzymał? Oj, już nie. Była zdumiona, że nie widzi dymu. Czyżby poprawił przy pomocy magii to mugolskie ustrojstwo? I dobrze, bo od tego zapachu z pewnością nabawiłaby się mdłości. A nie chciała od niego odchodzić. Ani na krok.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Paź 28 2019, 22:34;

....Palenie papierosów przynosiło mu dziwny spokój ducha. Sam nie wiedział, czy była to kwestia samej czynności czy uzupełnienia głodu nikotynowego, gdyż nigdy się nad tym nie zastanawiał. Jak to zwykle myślał – grunt, że działało, a jak? Zwykle go to nie interesowało, szczególnie w tak trywialnych sprawach jak jaranie. Gdyby to było coś ciekawszego, to z pewnością jego ciekawość dałaby mu bardzo mocno popalić, na tę chwilę jednak i w związku z tym siedziała cicho niczym mysz pod miotłą, czekając na ciekawsze rozważania, na przykład tajemniczą blondynkę metr siedemdziesiąt, która spotykał aż nazbyt często w tym miesiącu, a może nawet na przełomie dwóch? Oczywiście posiadał dziwne poczucie częstotliwości, jeżeli jednak spojrzeć na to, że kompletnie się nie znali to były to całkiem częste spotkania. Kiedy kolejny raz? Jak mu wyskoczy na szkolnym korytarzu okazując się jedną z nauczycielek? Na Merlina, wtedy to zszedłby chyba na zawał.
....Opierał się prawym barkiem o namiot nadal obserwując to, co działo się na scenie. Dziewczyna… zdaje się, że ze Slytherinu..miała spory talent, a jej głos przyciągał dość mocno uwagę. Cóż, doczekała się już nawet rzeszy fanów, więc jej kariera można powiedzieć zaszła dalej niż zwyczajne tlenie się niczym ledwo zaprószony ogień w kominku. Mężczyzna westchnął lekko zaciągając się po raz kolejny i wypuszczając przed siebie dym, który niknął tuż po tym, kiedy opuścił jego usta. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego jaki zapach wydziela ta używka, dlatego pozbywał się go zanim się rozprzestrzeniała. Nie to, żeby mu to przeszkadzało – zważywszy na okoliczności – ale był święcie przekonany, że wszyscy wokół raczej nie są fanami tej woni. Poza tym zadymione ubrania… wolał nie żyć ze świadomością, że śmierdzi. Po prostu.
....Jego oczy automatycznie powędrowały na jej sylwetkę, kiedy tylko pojawiła się w zasięgu jego wzroku. Uniósł delikatnie brew do góry, kiedy zobaczył alkohol trzymany w jej rękach i wyciągnął papierosa z ust, kiedy się odezwała, ostentacyjnie strzepując tytoń na ziemię i oczywiście nie robiąc sobie kompletnie nic z tego co powiedziała.
....- A alkohol bezpośredniość.-– rzucił w jej kierunku, wkładając fajkę po raz kolejny między zęby i dopalając ją. Zmarszczył brwi patrząc na nią, po czym wysunął różdżkę z rękawa i tuż po tym jak wziął ostatniego bucha, wrzucił go na rękę i spalił niewerbalnym zaklęciem. Nie śmiał przy niej używać magii bezróżdżkowej, w zasadzie przy nikim starał się tego nie robić. Wsunął narzędzie z powrotem i zerknął na nią ponownie, zastanawiając się, czy powinien spalić jeszcze jednego papierosa jak na złość. Jej, oczywiście. Koniec końców jednak powstrzymał się wypalając ni stąd ni zowąd:
....- Czy to jest ten moment, w którym powinienem powiedzieć „och nie, to wiele wyjaśnia”? – chyba tyczyło to zarówno jej, i jego wypowiedzi. Jego ton był tak przesycony ironią, że można by było zahaczyć to nawet o pewną próbę rozbawienia jej, jednakże poza tym swoim spojrzeniem tym razem się nie uśmiechał. Nie wierzył w to jaka okazywała się bezpośrednia, ale jak widać jeszcze wiele zaskoczeń przed nim. A nie wyglądała, kto by pomyślał. Nadal miał najwyraźniej dziwny zwyczaj niedoceniania ludzi, choć raczej starał się nie oceniać po pozorach. Może i też zbyt mocno się nie powstrzymywał – choć z tyłu głowy miał jeszcze te wątpliwości sprzed chwili – ale z drugiej strony nie miał zamiaru nie odpowiadać pięknym za nadobne. Przecież nie odwróci się na pięcie i nie odejdzie pozostawiając taką sugestię bez odpowiedzi! A że tą odpowiedzią była próba wprowadzenia w jej konsternację, to już inna sprawa.
Powrót do góry Go down


Éléonore E. Swansea
Éléonore E. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 2413
  Liczba postów : 1152
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Paź 28 2019, 23:58;

Przychodząc na Czarodziejskie Pola liczyła na szaloną noc. Ale takiego plot twistu się nie spodziewała. Jakby jej ktoś powiedział na bramkach, że większość koncertu będzie oglądać z dala od tłumu i od sceny, a w zamian podpije się w towarzystwie dwumetrowego trzydziestolatka-abstynenta, i w dodatku będzie jawnie drwić z jego seksualności, to... No, nie uwierzyłaby. I zasugerowałaby, by zmienił dealera. Życie bywa zaskakujące! Tak, jak fakt, że był palaczem. Choć im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej podobał jej się ten widok. Był jakiś taki... spójny. Jeszcze chwila i nie będzie w stanie wyobrazić sobie Pana Ekscentryka bez fajki w ustach. Wiąże się to tylko z jednym mankamentem... Ale tym się nie musi obecnie przejmować. Chyba.
Upijając kolejny łyk islandzkiego piwa, omal się nie zakrztusiła. Prawie ją zabił swoją ripostą! Dosłownie! Zaniosła się kaszlem, zwijając się w pół, usiłując na powrót złapać oddech. Zdecydowanym utrudnieniem było silne rozbawienie i niepohamowany atak śmiechu. Nie przypuszczała, że aż tak żywo zareaguje na jego odpowiedź. Swansea, ty to masz jednak słabą głowę.
- Och, bezpośredniość, powiadasz? - odpowiedziała, kiedy w końcu zdołała się opanować. Zbliżyła się do niego. Dzieliła ich teraz odległość może piętnastu cali. Posłała mu zadziorne spojrzenie, by po chwili kontynuować, jednocześnie wpatrując się w jego zdumiewająco jasne tęczówki - W takim razie ubolewam, że nie skusisz się na odrobinę. Mogłoby być ciekawie - jakby teraz nie było. Patrzyła w te jego oczy i zastanawiała się, czy to nadal błękitny, czy już biały? Ciekawiło ją też to, czy mężczyzna zaraz nie odskoczy, nie odsunie jej. Wszak zaburzała już jego dystans intymny.
Gdy znienacka wyciągnął różdżkę - poruszyła się niespokojnie. Był to bardziej bezwarunkowy odruch, niż wynikający z jej strachu. Mimo pewnego stanu upojenia i odurzenia alkoholowego, miała jeszcze we krwi jakieś podstawy reakcji obronnych i instynktu samozachowawczego. Pewnie dała mu tym gestem powód do satysfakcji. Cóż...
- Myślę, że to jest ten moment kiedy... - mówiąc to, odsunęła się od niego i skierowała w stronę ścianki namiotu. Oparła się o nią plecami tak, że stała po jego prawej stronie, zwrócona twarzą w stronę sceny. Światła z niej płynące idealnie komponowały się z muzyką. Przybywało też coraz to więcej czarodziejów. Niedługo i obok nich będzie tłoczno. A wtedy już nie porozmawiają tak swobodnie. Być może właśnie mija ostatnia szansa na jakikolwiek wywiad - kiedy opowiesz mi coś o sobie - dokończyła, a jeden kącik jej ust uniósł się. Wzięła kolejny łyk "płynnego złota". Zaczynało jej szumieć w uszach. Mężczyzna miał trochę racji. Pewnie zupełnie na trzeźwo nie zaczęłaby swojego wypytywania. Niewykluczone, że po prawie dwóch (mocnych) piwach była znacznie bardziej bezpośrednia. A przy tym bezpruderyjna. Nie patrzyła na niego, tylko w dalszym ciągu w stronę sceny.
- Nie znam nawet Twojego imienia - "A Ty nie znasz mojego", dopowiedziała w myślach. Uśmiechała się i czekała na reakcję. Dość mocno opierała się o ściankę namiotu, ciesząc się z jej obecności w tym miejscu. Zerknęła na zawartość kubka. Połowa. Coś szybko poszło, jak to się stało? Kiedy?
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Paź 29 2019, 20:20;

....On natomiast nie sądził, że będzie się bardzo dobrze bawił. Owszem, w granicach rozsądku na pewno, bo kim by był, gdyby nie stronił do zabawy (bo na pewno nie sobą), jednakże przyszedł tu wyłącznie posłuchać dobrej muzyki, a nie iść w pogo pod scenę. Wychodził jednak z założenia, że należy spodziewać się niespodziewanego i choć obecność blondynki tutaj zaskoczyła go pod względem tego, że w tym tłumie się wypatrzyli – a raczej on ją – to niespecjalnie był zszokowany faktem, że faktycznie tu była. Taki festiwal – w jego wstępnej opinii i wrażeniu – był całkowicie w jej stylu, ba! zanim wyrwał ją z tej ludzkiej masy to zdawała się bawić świetnie, oczywiście do czasu, kiedy potraktowano ją piwem, choć i to nieszczególnie zdaje się jej przeszkadzało.
....Zwrócił na nią spojrzenie, kiedy zaczęła się krztusić alkoholem. Sam nie wiedział, czy powinien w tym momencie jej pomóc, czy jednak poradzi sobie sama. Nie wyglądało to na tyle tragicznie, aby musiał do niej doskakiwać i obstukać jej plecy albo przeczyszczać drogi oddechowe z płynu i w istocie go w tym upewniła, kiedy już po chwili wszystko wróciło do normy. No, może poza tym, że była nadzwyczaj pobudzona i rozbawiona tym wszystkim… albo… nim? Czy faktycznie był tak śmieszny czy po prostu ona pijana?
....Parsknął lekko na jej stwierdzenie.
.... Mogłoby być ciekawie.
....Z pewnością, zważywszy, że ostatnio kiedy się napił sprawy potoczyły się tak nieoczekiwanie, że dochodził do siebie tydzień, ale to historia na inną okazję… Spostrzegł, że się do niego zbliżyła i choć czuł jak wszystkie mięśnie spinają mu się jeden po drugim jak na akord, to jednak nie odsunął się, wytrwale acz z lekką paniką patrząc w jej oczy, choć tym razem z cieniem wątpliwości. Jakoś jej nie ufał… była teraz straszliwie nieobliczalna. Niewiele brakowało do tego, aby spodziewał się, że zaraz wyciągnie ręce w jego kierunku chociażby po to, aby go zaczepnie tyknąć palcem, a wtedy by chyba zemdlał. Zdecydowanie był w pełnej gotowości, aby się od niej odsunąć. Samego faktu jej wzdrygnięcia się na wyciągnięcie różdżki nie skomentował ani nie dał po sobie poznać swoich myśli. Akurat w tym przypadku w jego opinii zareagowała bardzo dobrze, nie to co kilkadziesiąt minut temu, kiedy macała się po spodniach w poszukiwaniu swojej broni.
....Odetchnął z ukrywaną ulgą, kiedy w ostateczności odsunęła się od niego i w dostatecznej odległości oparła się o namiot przed nim. On sam pozostawał w tej samej pozycji, w jakiej opierał się wcześniej, tak więc miał zarówno idealny widok na nią, jak i na scenę. I to mu bardzo odpowiadało. Splótł ręce na piersi, chwilę wcześniej chowając wodę do kieszeni. Oparł głowę o ściankę oddychając lekko, acz w okolicy żołądka czując niepokój, za każdym razem, kiedy tylko na nią zerknął. Pogłębił się w momencie, kiedy rozpoczęła kolejne zdanie, choć kiedy dodała do niego drugą część to parsknął lekko.
....- Wiesz, że palę fajki, byłem we Francji, wolę wodę od alkoholu i umiem tańczyć. To więcej niż wie o mnie większość znanych mi ludzi. – wypalił z wyraźnym, acz tonowanym rozbawieniem obserwując z uwagą scenę rozpościerającą się niedaleko. Patrząc na to, ile ludzi zbierało się pod nią w trakcie koncertu VOID musiał przyznać, że niedługo będzie musiał się wycofać, bo nie zniesie takiej ilości homo sapiens i ich ciał wokół siebie. Już miał się poddać i dodać coś w stylu „no dobrze, to co chcesz wiedzieć” czy coś w tym podobie, kiedy wypaliła o znajomości bądź nie jego imienia. Zerknął na nią ponownie.
....A kiedy przyjrzał się jej młodzieńczej twarzy, blond włosom i delikatnej aparycji, to wtedy fakty uderzyły w niego ze zdwojoną siłą, kiedy myśli powróciły do niedawnej lekcji wychowawczej Krukonów. Miał obecnie przed oczami prawie identyczną kopię stojącej przed nim dziewczyny, jednakże na pewno nie była to ta sama osoba. Śmiał twierdzić, że nie były bliźniaczkami, jednakże ich podobieństwo nie mogło być przypadkowe… siostry? Kuzynki? Aż takie p r z y p a d k i się nie zdarzały. Nigdy. Musiał się chwilę zastanowić kim była owa Krukonka i jak się nazywała, w końcu pracował w zamku od niedawna i jednak nie wszystkie nazwiska utknęły mu w pamięci, jednakże… Elaine? Chyba tak.
....- Alexander. Miło mi panno Swansea. – wypalił, unosząc wzrok na scenę i pozostawiając maskę kompletnej obojętności, jakby rzucił właśnie nic nie znaczący fakt, a nie cringeowe potwierdzenie jej obaw o prześladowanie. Widocznie drżały mu kąciki ust, ale nie śmiał się uśmiechnąć, choć wiedział, że zrobi to kiedy tylko spojrzy na jej minę. Na tę chwilę mógł ją sobie jedynie wyobrażać i naprawdę ledwo się powstrzymywał od tego, aby autentycznie, szczerze się nie roześmiać. Jak gdyby nigdy nic otworzył swoją wodę i upił z niej kilka łyków, po czym na nią spojrzał. O dziwo ze stoickim spokojem i dużą dozą sympatii.
Powrót do góry Go down


Éléonore E. Swansea
Éléonore E. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 2413
  Liczba postów : 1152
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Paź 29 2019, 22:59;

Czuła jak jej mięśnie się rozluźniają, jak spływa na nią błogi spokój. Za chwilę jej kończyny staną się dziwnie wiotkie, lekkie, jej mięśnie mimiczne twarzy się rozluźnią, a na twarz wpełźnie niekontrolowany uśmiech. Muzyka płynąca z Małej Sceny mieszała jej się w głowie z dziwnym szumem i z jej myślami. Myślami, które z wolna odchodziły gdzieś, hen, daleko... Daleko od Czarodziejskich Pól, daleko od Londynu, daleko od czasu rzeczywistego. Była w przyszłości czy raczej w przeszłości? Była sobą? Nic już nie było pewne. Jakiś dziwny głosik nakazywał jej się zebrać w kupę i ogarnąć. Wylać resztkę tego szarlatańskiego płynu, wziąć kilka głębokich wdechów i zwyczajnie przeprosić za swoje uprzednie zachowanie. Nie dało się ukryć, iż zachowywała się jak małolata, która jakoby pierwszy raz została wypuszczona z domu i może się teraz upijać bez konsekwencji. Już się za siebie wstydziła, a co będzie następnego dnia, gdy wytrzeźwieje i przypomni sobie całą tę historię z nieznajomym mężczyzną? Przecież on ją weźmie za kretynkę i... chlejusa. Do tego z bardzo słabą głową. To ją chyba bolało najbardziej. Ale nie na tyle dosadnie, by posłuchać tego głosiku roztropności. Była w iście szampańskim nastroju. Rozważałaby nawet zakup kolejnego kubka islandzkiego piwa, gdyby nie fakt, że po trzecim chyba by się posikała, a w zasięgu wzroku nie miała żadnych toalet. Robiła się też głodna. Ach, gastro-faza. Kiedy ostatnio była w takim położeniu? Chyba na studiach, na jakiejś imprezie. Zabawne...
Wyciągnęła ręce ku górze, rozciągając swoje mięśnie. Westchnęła z uśmiechem i jeszcze mocniej przywarła do namiotu, opierając na nim swój cały ciężar. Szczęśliwie nie ważyła zbyt wiele, więc materiał spokojnie ją utrzymywał. Przymknęła oczy i czekała na odpowiedź swojego rozmówcy. Nie byłaby tak wyluzowana, gdyby nie te procenty zamienione na promile. Trochę ją zirytowała jego reakcja i rozbawienie. To takie dziwne, że pyta o podstawowe rzeczy? Ot tak przeszli na ty, ot tak zaczęli prawić sobie dwuznaczne, kąśliwe uwagi. Chciałaby wiedzieć o nim więcej. Na przykład to,  czy ma kogoś jak ma na imię. Już chciała odburknąć mu coś z wielką dawką uszczypliwości, ale jej ospały mózg zaczął nagle analizować jego słowa. Brzmiały niepokojąco podobnie do jej wypowiedzi, kiedy opowiadała rodzeństwu o jego personie, w domowym zaciszu. W DOMOWYM ZACISZU. To niemożliwe, żeby ją cytował, żeby wypowiedział to zamierzanie. Tak, to musi być kolejnym przypadkiem. Ileż jeszcze? Pokręciła głową, jakby strącając te niepokojące i abstrakcyjne rozkminy. Odkaszlnęła wymownie. Spojrzała na niego ze wzrokiem pełnym irytacji i swego rodzaju... oburzenia? Miała minę trochę jak dziecko, któremu obiecało się lizaka, a zamiast tego - dało po głowie. W gruncie rzeczy była jednak nieco rozbawiona tą sytuacją. I tonem jego głosu.
A potem...
A potem jej się przedstawił. Ale nie to zmroziło krew w jej żyłach. Spowodowała to druga część jego wypowiedzi. "Miło mi panno Swansea." W ułamku sekundy wytrzeźwiała. A przynajmniej tak jej się zdawało... Nie, nie przesłyszała się. Wypowiedział to wystarczająco wyraźnie. I to z takim stoickim spokojem, że miała ochotę zabić go na miejscu. A potem siebie. Przeszył ją ogromny, bolesny dreszcz. Spięły jej się wszystkie mięśnie, poczuła jakby ktoś walnął ją obuchem w twarz. Wyprostowała się, wręcz skoczyła, jak kot gotowy do ataku (a może raczej do ucieczki?). Odsunęła się od niego na trzy kroki w tył. Pokręciła głową z niedowierzaniem, oczy miała szeroko otwarte, usta lekko rozchylone.
Kim Ty, do cholery, jesteś?!
Drżącą ręką sięgnęła do tylnej kieszeni swoich dżinsów, w wiadomym celu. Niestety, mimo całej mobilizacji jej organizmu, mimo wystrzału adrenaliny, nie mogła zapomnieć o tym, że była jednak pod wpływem alkoholu. Jej ruchy, bądź co bądź, nadal były spowolnione i rozchwiane, a koordynacja osłabiona. Wyciągając różdżkę zza pleców, zawadziła nią o fragment swojej kurtki. I... różdżka upadła na trawę, tuż przed jej stopami. A także stopami mężczyzny.
- Ty... Skąd..? - wydyszała z przerażeniem w oczach, szybko podnosząc swoją jedyną broń z ziemi. Wycelowała ją prosto w jego tors, a potem poczęła odsuwać się jeszcze trochę od niego, tyłem. Robiło się coraz to tłoczniej, czy to w jej obecnym położeniu korzystne? Serce biło jej jak oszalałe, choć starała się opanować. Zaczęło jej wirować w głowie.
Alexander...
Gdzieś już słyszała to imię. Chyba z ust Elijaha... Zaraz, zaraz.
Nagle skojarzyła wszystkie fakty. Doznała dziwnego, zaskakującego olśnienia. Jakim cudem, biorąc pod uwagę jej aktualny stan nietrzeźwości? Magia krukońskiego umysłu. Krukońskiego - słowo klucz. Na jej usta powrócił cyniczny uśmieszek, a w oczach pojawił się błysk.
- Voralberg! - wykrzyknęła w jego stronę, używając różdżki jak jakiegoś wskaźnika. Brzmiała trochę jak detektyw, który właśnie odkrył nazwisko złoczyńcy i nie posiada się z dumny - Opiekun Ravenclaw! - dodała, na powrót się do niego zbliżając, nadal z różdżką wyciągniętą wprost w jego klatkę piersiową. I wtedy się potknęła. O jakiś kamień lub o własne nogi. Kubek krasnoludzkiego piwa, który dzierżyła do tej pory w lewej ręce, wyślizgnął się jej, a cała jego zawartość wylądowała na spodniach mężczyzny. A sama Éléonore wpadła w jego... ramiona. Mistrzyni gracji i koordynacji. Tancerka od siedmiu boleści. Historia chyba się powtarza? Nie pierwszy raz na niego wpada...
- O Merlinie... - powiedziała cicho, upewniając się, ze nadal trzyma swoją różdżkę i że jest ona w jednym kawałku. Głosik dopiął swego: piwo wylane.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Paź 29 2019, 23:42;

....Świat był mały. Przekonywał się o tym na każdym kroku. W momencie, kiedy wtedy zobaczył Elaine w gabinecie, nie miał wątpliwości, że jest spokrewniona z przypadkowo-napotkaną dziewczyną z pubu Felix Felicis. Nie miał pojęcia jednak w jakim stopniu, choć się domyślał. Dalsza rodzina raczej nie bywa do siebie aż tak podobna… nie to, żeby znał się na rodzinnych aspektach, jednakże trochę gęb w życiu się naoglądał i były one ze sobą mniej lub bardziej powiązane genetycznie. Bądź co bądź oczywiście nie przyznał się młodej Krukonce do tego, że spotkał jej siostrę, bo to zdecydowanie nie był temat, który wypadało poruszać. Nie to, że się wstydził – mogło to jednak sprawić pewne problemy. Jakie? Zapewne wyimaginowane. Przez niego.
....Jej gwałtowność w ogóle go nie wzruszyła. Nie to, że się tego spodziewał – bo raczej nie – ale wiedział doskonale, że jej stan nie pozwoli jej na zrobienie mu większej krzywdy. Jej koordynacja ruchowa prędzej pozwoliłaby ustrzelić oddalony o tysiące kilometrów księżyc, a nie cel stojący metr, może dwa od niej. A może po prostu jej nie doceniał? Niemniej… nadal stał w dokładnie tej samej pozycji, jaką miał jeszcze przed chwilą – jego bok i głowa opierały się o mocno naciągnięte płótno namiotu, a jego ręce były skrzyżowane na piersi. Obserwował ją z uniesionymi do góry brwiami, mając jeden kącik ust uniesiony z lekka do góry. Przyglądał się jej marnym próbom wyjęcia różdżki z tylnej kieszeni spodni – swoją drogą strasznie tragiczny dobór miejsca na bron – w trakcie których zdążyłby zrobić jej krzywdę trzy, może cztery razy. Oczywiście gdyby chciał. A nie chciał, tego był pewien.
....- Przypadek. – rzucił w jej kierunku mrukliwym tonem, przewracając oczami kiedy podnosiła różdżkę. Pięć… sześć… Chyba faktycznie nie powinna aż tyle pić. Patrzył niewzruszony jak się od niego odsuwa, mając przy tym wrażenie, że za chwilę wywinie koziołka do tyłu na ten swój zgrabny tyłek. Nie miał zamiaru jej łapać. Może i był grzeczny… no, ale nie. Spojrzał na chwilę w górę licząc w spokoju do trzech i jakby dając jej czas na ochłonięcie. W tej chwili był całkowicie bezbronny, jeśli by na to trzeźwo spojrzała…czy raczej nietrzeźwo. Nie miał dobranej różdżki, nie robił kompletnie n i c, momentami nawet na nią nie patrzył. Jeden strzał i mogłaby się ulotnić, ba! mogłaby uciec i bez atakowania go.
....I wtedy je usłyszał. Swoje nazwisko.
....Przez jego jasne oczy przemknął słabo dostrzegalny cień konsternacji. Skłamałby, gdyby powiedział, że się tego spodziewał, choć jak dłużej mógłby się nad tym zastanowić, to z pewnością doszedłby do wniosku, że jest to stosunkowo logiczne. W końcu skoro jej rodzina była w Hogwarcie, to ze sobą rozmawiali… a miał to nieszczęście, aby posiadać kilku jej członków w swoim domu. Musieli o nim wspomnieć. Na samą myśl przeszedł go lekki dreszcz… no, to teraz z pewnością będą mieli o czym konwersować przy najbliższej rodzinnej kolacji. Już to widział: „tańczyłaś z naszym opiekunem?!”. Koniec świata.
....Przewrócił oczami i znów wbił w nią swój sokoli wzrok, a raczej w jej różdżkę. Wymachiwała nią tak mocno, że miał wrażenie, że gdyby się mocniej skupiła na swoich myślach to jednak poleciałby w niego jakiś słaby expelliarmus czy inna drętwota.
....- Tak, jak ostatnio sprawdzałem to się to zgadz… – ile jeszcze rzeczy musiało się wydarzyć tego wieczoru, aby uznał, że faktycznie czas się stąd zwinąć do domu, zaszyć w gabinecie i nigdy z niego nie wyjść, chyba, że na lekcje? Jego postawa zdradziła go w tym momencie, w którym nie zdołał zareagować odpowiednio szybko na wylewające się na niego z kubeczka piwo. Poczuł dziwny chłód na swoich spodniach, kiedy płyn przeniknął przez ich materiał. Stanął prosto przyglądając się swojemu mokremu odzieniu i powoli zbierając się do wyjęcia swojej różdżki, aby się osuszyć. Mógł to zrobić dużo szybciej, bezróżdżkowo, ale zdaje się, że to był ten moment, w którym dowiedziała się na jego temat wystarczająco jak na jeden dzień i nie musiał dodawać jej kolejnych faktów ze swojego życia.
....Zorientował się co się dzieje dopiero wtedy, kiedy jej ciało przyległo mu do torsu. Nie zdążył zareagować, złapać jej rękami, zrobić czegokolwiek, aby przytrzymać ją jak najdalej do siebie. Natychmiastowo wszystkie jego mięsnie spięły się, łącznie z rękami, które nawet nie drgnęły, ścięgno po ścięgnie sztywniejąc po jego bokach, zupełnie tak, jakby bały się jej dotknąć… problem w tym, że to ona właśnie go dotykała. Patrzył przed siebie otępiałym wzrokiem i dopiero teraz jakby go zobaczyła, to mogłaby się przerazić tych pustych, zimnych oczu, które starały się skupić na czymkolwiek innym, tylko nie na tym, że właśnie ktoś dotyka go w tak newralgicznym miejscu. Jego oddech przyspieszył, a zęby zacisnęły się niczym w szczękościsku uwydatniając mięśnie żuchwy. Czuł, że powoli zlewa się potem, a gardle stoi mu gula.
.... Walczył sam ze sobą, aby w tym momencie nie zaatakować jej, nie odrzucić zaklęciem, nie wystrzelić jej w powietrze. A im dłużej go dotykała, tym bardziej ta chęć się nasilała. Miał wrażenie, że ma mroczki przed oczami.
....- Proszę, odsuń się. – rzucił naprawdę słabym głosem, prawie niesłyszalnym w okolicznościach koncertu. I miał olbrzymią nadzieję, że usłyszała.
Powrót do góry Go down


Nessa M. Lanceley
Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 159
Dodatkowo : animag, magia bezróżdżkowa
Galeony : 916
  Liczba postów : 3856
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPią Lis 01 2019, 06:12;

Każdy był młody i każdy popełniał błędy. Gdyby znalazł się człowiek doskonale odpowiedzialny i konsekwentny w ich wieku, to na starość z pewnością byłby nieszczęśliwy, bo ominęłoby go wiele wydarzeń mających wpływ na rozwój emocji i siły charakteru. Bez upadków nie dało się dorosnąć, a przynajmniej tak sądziła Lanceley i dobrze się stało, że przeszedł wewnętrzną metamorfozę w taki, a nie inny sposób.
Kiwnęła głową z uśmiechem, zapewniając go tym samym, że się faktycznie upewni. Sama tworzyła muzykę, głównie klasyczną, jednak uwielbiała wykonywać przeróbki na pianinie piosenek, które wykonywały znane gwiazdy pop czy rocka, nadając im całkiem nowego wydźwięku. Sądziła, że nawet muzykę Silvii mogło uratować kojące brzmienie fortepianu.

- Twój optymizm jest niesamowity, Matt. - rzuciła z niedowierzaniem i tonem, wskazującym na faktyczny podziw jego wiary w to, że uda się znaleźć to jedno, konkretne piwo. Właściwie nie gardziła żadnym, jednak niektóre piło się ze znacznie większą przyjemnością, niż te drugie, które miały służyć tylko za urozmaicenie, a może raczej pomoc w przetrwaniu dzikich tłumów i krzyków, a także słabej muzyki. Nie każdy występujący był dobry. Podała mu butelkę, lustrując ślizgona wzrokiem. Po wysłuchaniu go mruknęła w zamyśleniu, podążając następnie wzrokiem w stronę jednej i drugiej sceny.- Mamy trochę czasu, może spróbujemy wszystkich? Festiwal dopiero się zaczął, a po głównych gwiazdach i tak zabawa trwa. O ile nic się nie wydarzy. Dobry pomysł, powinniśmy zdążyć, posłuchać trochę Vivi i iść na Czystą Krew. To nie aż tak daleko!
Współczuła mu bólu głowy, który okazywał wcześniej dość mocno. Bo co mogło gorszego się stać na taki wydarzeniu niż irytujący i narastający od głośnej muzyki dyskomfort? Sama odgarnęła kosmyk różowych włosów na za ucho, starając się ignorować barwę flamingów. Swoją drogą, to był dość ciekawy dodatek do występu osoby reprezentującej środowisko LGBT. Widząc jego spojrzenie, wzruszyła bezradnie ramionami. Mogłaby spróbować zdjąć zaklęcie różdżką, ale po co? Tak było zabawniej, nawet jeśli wyglądała trochę jak klaun w tym żółto-czarnym stroju i odcieniu włosów. Zaśmiała się na jego słowa, dochodząc do wniosku, że humor mu wrócił.
- Teraz przynajmniej mnie nie zgubisz, prawda? Słyszałam, że róż jest modny w tym sezonie. Może też chcesz spróbować? - odparła zaczepnie, trącając go delikatnie łokciem. Ciężko było stracić z oczu ten kolor. Widząc jednak, że muzyka artystki źle na niego działa i znów złapał się za głowę, westchnęła ciężko. Chyba obydwoje mieli dość tego koncertu. Grzecznie więc ścisnęła jego dłoń i poszła za nim, zostawiając kolorową scenę w tyle. Wiedziała, że idą na Vivi, nic więc dziwnego, że uśmiech nie schodził jej z twarzy, chociaż usilnie próbowała go ukryć. Jej kuzynka miała olbrzymi talent.
- Przestań, nie masz za co przepraszać. Ktoś tu chyba przesadził z efektami i mam nadzieję, że Viv nie weźmie z niej przykładu. - powiedziała na tyle głośno, aby usłyszał. Pod mniejszą sceną było trochę spokojniej. Zahaczyli o stragany, kupując piwa. Tym razem wybrała łagodniejsze, co skutkowało cichym mruknięciem zadowolenia po pierwszym łyku. Nie było tak cierpkie i gorzkie, jak to poprzednie. Dało się wyczuć nutę miodu. - To jest dobre i nie takie mocne. Też wolisz jaśniejsze piwa?
Znaleźli się pod sceną i Nessa próbowała skupić się na koncercie. Pojawił się jednak bodziec rozpraszający jej rudą głowę na tyle, że co chwilę obracała się na lewo, przysłuchując się dyskusji dwójki czarodziejów na temat jednego z przedmiotów, które strasznie lubiła. Nie chciała być przemądrzała, jednak mówili takie głupoty.. Paznokcie nerwowo stukały w butelkę w dłoni i z trudem powstrzymywała się, aby nie wprawić w ruch tej ręki, którą trzymała się Matthew. Prychnęła z niedowierzaniem, odwracając się w ich stronę z miną typową dla kujona-prefekta, zaraz prostując ich brak wiedzy i zapraszając do powtórzenia podstawowego podręcznika. Po chwili spojrzała na chłopaka nieco zawstydzona, patrząc w dół.
- Nie mogłam się powstrzymać, jestem okropna. Wiem. NADAL możesz przemyśleć korepetycję.
Zerknęła na niego krótko, następnie patrząc na scenę. Vivi radziła sobie doskonale, ujmując publiczność charyzmą i głosem. Była z niej naprawdę dumna. Balladę przerwał jednak odgłos kłótni, który z każdą chwilą narastał. Biedny Matt naprawdę przyciągał same kłopoty dla swojej głowy na festiwalu, a do tego na czole pojawiła mu się mała żyłka, wskazująca na irytację. Miała się odezwać, jednak ją uprzedził. I naprawdę próbowała być poważna, jednak cała ta seria zdarzeń i towarzysząca mu mimika twarzy ślizgona sprawiły, że uśmiechnęła się współczująco, zamiast mieć kamienną twarz. Dostrzegła, jak dłoń zacisnęła mu się w pięść, więc nieco mocniej ścisnęła palce na jego dłoni. - Nie warto, serio. Jeśli chcesz, mogę ich zmienić w surykatki czy coś. Zrobię to, jak poprawi Ci to humor.
Znów dała się porwać bez cienia sprzeciwu, posyłając jeszcze krótkie spojrzenie do panny Dear, a raczej w stronę sceny. Czystej Krwi też chciała posłuchać, więc nie miała nic przeciwko. Ona sama nic nie miała do ludzi pozbawionych błękitnej krwi, nawet jeśli sama ją miała. Liczył się przecież talent, umiejętności i ciężka praca. Nigdy nie dyskutowała na temat tej całej obsesji czarodziejów na punkcie czystości, nie widziała w tym sensu. Ile było osób lepszych pochodzenia mugolskiego w magii niż tych noszących znane nazwisko? Wiele. Skoro otrzymali dar do korzystania z czarów, nie powinno się im go zabierać.
- Nie przejmuj się nimi. Jesteś lepszym czarodziejem od nich. - powiedziała dość pewnie, puszczając mu oczko. Chciała jakoś poprawić mu humor, bo jak na razie ten festiwal raczej go rujnował. Upiła trochę piwa, ruchem głowy odrzucając różowe włosy na plecy. Udało się im dojść blisko sceny rockowej, mieli doskonały widok na zespół. Ludzie tu byli bardziej wyluzowali, tańczyli i bawili się w najlepsze, śpiewając razem z artystami. Też znała te piosenki, nucąc cicho pod nosem. Odwróciła głowę w stronę Matthew, który wyglądał już znacznie lepiej.
- Musisz kiedyś posłuchać ich piosenek granych na fortepianie, są naprawdę świetne. Nadają się do każdej pozytywki. - uśmiechnęła się, znów unosząc butelkę i robiąc łyka. Jasny, miodowy trunek był przepyszny i skutecznie rozgrzewał. Nawet nie zauważyła kiedy, sama zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Nie wiedzieć czemu, Czysta Krew zawsze wydawała się jej idealna do jazdy autem. - Szkoda, że nie mają dłuższego koncertu! Nawet nie pamiętam, kto występuje później.



Kostka:D
Scena: Scena Rockowa
[size=13]


Ostatnio zmieniony przez Nessa M. Lanceley dnia Sob Lis 09 2019, 13:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Elijah J. Swansea
Elijah J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : znamię na karku odporne na metamorfo; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego. Na prawym przedramieniu wielka i paskudna blizna, ukrywana metamorfomagią i ubraniami
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 3556
  Liczba postów : 3212
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPią Lis 01 2019, 09:40;

Nie wiedział i nie rozumiał dlaczego aż tak go poniosło, skoro zazwyczaj pozostawał raczej oszczędny w okazywaniu swoich emocji (chyba że metamorfomagia robiła to za niego, co przecież nie było aż taką rzadkością). Czyżby aż tak bardzo potrzebował rozrywki? A może to towarzystwo Pandory tak na niego wpływało? Bez wątpienia przy niej chciał być jak najlepszą wersją samego siebie, skoro więc zaprosił ją na koncert, odczuwał potrzebę, by bawiła się jak najlepiej. Miał nadzieję, że tak było.
Dotyk drobnej dłoni, który nieprzerwanie czuł na swojej własnej, napawał go wewnętrznym ciepłem, tak silnym, że bez problemu zastępowało oddaną dziewczynie kurtkę. A potem nagle zniknął. Sam nie do końca pojmował jak do tego doszło – w jednej chwili ją trzymał, a w drugiej mu się wyślizgiwała. Zaledwie kilka chwil wcześniej usłyszał rozmowę dwóch mężczyzn, którzy dyskutowali na temat aparatów fotograficznych; jeden z nich uparcie utrzymywał, że słyszał iż mugolskie są nieporównywalnie gorsze i na zrobionych nimi zdjęciach mało co widać. Nie potrafił się nie wtrącić, poruszony przez nich temat był zbyt bliski jego sercu.
Przepraszam? Pan się myli, mugolskie aparaty wcale nie odstają od magicznych. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie. Jedyną ich wadą jest to, że zdjęcia nie da się ożywić, choć i to jest raczej dyskusyjne – niektóre z nich wyglądają o wiele lepiej kiedy pozostają nierucho... – i wtedy to się stało. Nie dosłyszał jej wołania i właściwie to, że została pociągnięta przez tłum dostrzegł dopiero w momencie, gdy jej dłoń zaczęła mu się wyślizgiwać. Próbował pochwycić ją mocno, ale nic to nie pomogło i jedyne co mógł zrobić to posłać w jej stronę przerażone spojrzenie. Ruszył za nią bez zastanowienia, ale ze względu na to, że był większy niż Pandora, nie było mu łatwo przeciskać się w gęstniejącym z każdym krokiem tłumie. W końcu dotarł do momentu, gdzie nie mógł już przepchnąć się dalej, bo zwyczajnie nie było na to miejsca. Rozejrzał się w panice, zastanawiając się co zrobić i wtedy... zobaczył ją na scenie. To była ona, był tego pewien – jasna, niedobrana do pogody sukienka i niepasująca do całości, za duża na nią kurtka nabijana ćwiekami sprawiały, że nie mógłby się pomylić. Wyciągnął aparat (z trudem, ze względu na tłum) i zrobił kilka zdjęć zarówno Vivien, jak i śpiewającej Pandorze. Nie były pewnie najlepszej jakości, ale liczyło się to, że uwiecznił na kliszy wspomnienie, do którego pewnie będzie wracać nie raz i nie dwa. Kiedy Panda zaczęła schodzić ze sceny, w przypływie nagłych sił zaczął znów przepychać się do przodu. W pewnym momencie coś zachrzęściło pod jego butem i zatrzymał się, by zerknąć. Okulary. Nadepnął na okulary, miażdżąc je swoim butem. Był tym na tyle zaskoczony, że podniósł je i rozejrzał się za właścicielem; po chwili ruszył znów przed siebie, zapominając, że wciąż trzyma je w ręce.

Scena: Mała – Void
Kostki: D
Powrót do góry Go down


Lazar Grigoryev
Lazar Grigoryev

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 182cm
C. szczególne : Tatuaże, kolczyk w języku, przekłute uszy, silny rosyjski akcent
Galeony : 378
  Liczba postów : 541
https://www.czarodzieje.org/t17721-lazar-arseni-grigoryev
https://www.czarodzieje.org/t17739-lazar-grigoryev#499191
https://www.czarodzieje.org/t17722-lazar-grigoryev#498407
https://www.czarodzieje.org/t18307-lazar-grioryev-dziennik
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPią Lis 01 2019, 10:17;

Zamierzał jej strzec jak oka w głowie. Jakby to o nim świadczyło, gdyby w tym tłumie obcych czarodziei zgubił takie maleństwo jak ona? Przecież na pewno by ją tu zadeptali. Z drugiej strony... był odpowiedzialnym kolegą tylko do pewnego momentu, bo przecież ciągnięcie jej aż tak daleko w stronę sceny równało się na narażenie jej na niebezpieczeństwo. To chyba właśnie dlatego zaproponował jej, żeby usiadła na jego ramionach, ale w chwili kiedy wyjaśniła mu dlaczego nie jest to najlepszy pomysł, pokiwał głową, niechętnie przyznając jej rację. Przywykły do pełnoletniości, często zapominał jaki z niej maluch. W chwilach kiedy uświadamiał sobie dzielącą ich różnicę wieku, naprawdę czuł się jakby była jego małą siostrzyczką... choć w gruncie rzeczy nie miał pojęcia jakie to uczucie mieć rodzeństwo.
Nie żałował, że przyszli na koncert Silvii, ale niewątpliwie nie były to w pełni jego klimaty i czuł, że mógłby bawić się lepiej. I właśnie dlatego w pewnym momencie powiedział po prostu
Chodźmy stąd, maleństwo, posłuchajmy czegoś cięższego niż te jęki — po czym poprowadził ich na rockową scenę, gdzie poczuł się o wiele bardziej na miejscu. Bawił się w najlepsze, aż w pewnym momencie usłyszał rozmowę dwóch młodych czarodziejów. „Mój kumpel mówił, że kupił kwiaty lulka, może to spalimy?” Prawdę mówiąc nie wiedział jakim cudem zdołał powstrzymać głośny śmiech, który przerodził się w ciche parsknięcie. Pokręcił z niedowierzaniem głową.
Życzę powodzenia — powiedział do chłopaków z kpiącym uśmiechem przyczepionym do twarzy — tego się nie pali, robi się krem. Wy pewnie i tak nie będziecie umieć, bo to dość trudne. — dodał ze swoim wschodnim akcentem i zostawił ich w spokoju. Ich ciągoty do ćpania nie były jego problemem. Skupił się na muzyce.

Scena: rockowa
Kostka: D
Powrót do góry Go down


Gunnar Ragnarsson
Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 2445
  Liczba postów : 928
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPią Lis 01 2019, 22:57;

To już nieważne, co ona myślała na temat Gunnara. Ślizgon tak naprawdę wcale nie potrzebował jej komplementów, ale fakt, jak łatwo wycofywała się z własnych wypowiedzi i zmieniała nastawienie, sprawiał, że nie potrafił za nią nadążyć. Zmrużył powieki, jak zawsze kiedy coś go głębiej zastanawiało. Ona. Była interesująca i drażniąca zarazem. Ilekroć pomyślał, że znalazł w niej jakąś tajemnicę, którą chciał odkryć, zaraz zacierała to wrażenie swoim następnym zachowaniem. Machała ręką przed sobą, odganiając się od niego, albo jego słów, co ciężko było mu jednoznacznie stwierdzić. To właśnie była jedna z tych frustrujących czynności, które wykonywała. Kiedy nie odzywała się wiele, budziła znacznie większe pokłady sympatii. Kiedy jednak stawała się bardziej… sobą. Infantylną w jakiś sposób, a w inny bardzo kobieca i magnetyczną, jak można było się nie denerwować na te sprzeczności? Chwycił ją za przegub dłoni, kiedy tak myślała, że przepędzi go tym niespokojnym gestem.
Przestań — podsumował — nie cuchną.
Po co jej to wyjaśniał? Nie chciał powtarzać się za nią. Potwierdzać, że w istocie, mówiąc kobiece miał na myśli: przeznaczone dla osób wrażliwych, ładnie pachnące, eteryczne i ulotne.
Masz rację. Te wcale nie dodają ci uroku. Ujmują.
Była… naprawdę denerwująca. Kiedy przedrzeźniała go w momencie, w którym nie powinna. Pochylał się nad nią, okazując jej uwagę i zainteresowanie, ale wolała zakpić z jego pomocy. Z jakiej przyczyny? Nie potrafił się domyślić.
Dlatego ksztusi się i dusi tym fajkiem, bo go nie słuchała, ani nie chciała słuchać, ani zrozumieć, co właśnie jej powiedział. Nie przyglądała się wnikliwie, a powinna, kiedy pokazywał jej jak to zrobić. Uwolniona, pognała przed siebie. Gdzie w niej ta chora energia? I jakże lepiej by jej było do twarzy ze stoickim spokojem. Nie zatrzymywał jej i nie uratował, kiedy tego potrzebowała. Patrzył z tyłu za nią, jak się przewraca i nie był pewien czy traciła przez to w jego oczach, czy wydawała się bardziej ludzka niż jeszcze moment temu. Zatrzymał się, pozwalając jej samej zgramolić się z ziemi. On trzymał ręce w kieszeniach spodni, prychnięciem kwitując jej żądanie.
Ktoś ci kiedyś odmówił, paniusiu?
Musiał? to sformułowanie. Pewne, niezbite, jakby była pewna, że spełni jej zachciankę. Nie. Był przyzwyczajony do swojej niezależności. Cenił ją sobie i w jego życiu niewiele było rzeczy i czynności, które naprawdę zmuszony był wykonywać.
Może spróbuj poświęcić tyle samo uwagi innym, co sobie samej, a następnym razem nie będziesz całować ziemi.
Przystając w miejscu, patrzył na nią, zadawał jej pytania, słuchał odpowiedzi, ale udzieliła mu jej tak obszernej, że nie wiedząc do czego się odnieść, poruszył tą kwestię, która jako jedyna głębiej zaszła jej w pamięć.
Na takich imprezach traci się dziewictwo. Mam nadzieję, że jesteś dziewicą, Melusine, bo inaczej nie przeżyjesz tego porządnie.
Nie wiedział czemu to powiedział. Może chciał ją rozdrażnić, tak jak ona rozdrażniła jego. Lawirowała pomiędzy skupianiem jego koncentracji, a działaniem mu na nerwach. Musiał zrobić coś, przez co zatrzyma się i zastanowi się nad tym co mówi. Czy o tematach z reguły tabu też mówiła tak swobodnie?
Jaki masz problem z kwestią chłopacy-dziewczyny?
Dlaczego mówiła o facetach: “chłopcy”? Przecież nie mieli już po dziesięć lat, na Odyna. Co też jej siedziało w tej głowie? Prócz turbana. I nad czym chciała się zastanawiać w tym temacie?
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32583
  Liczba postów : 104248
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Specjalny




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyNie Lis 03 2019, 22:22;




etap trzeci

Gdy na mniejszej scenie emocje powoli opadały i przyszedł czas na spokojny, odrobinę melancholijny występ, okolice głównej sceny pękały od emocji, które doprowadziły do przerwania pozostałych koncertów.
KONIECZNIE PRZECZYTAJ PRZEBIEG KONCERTU DJA MUDBLOODA!

Aby wziąć udział w tym etapie, należy wybrać koncert i rzucić kostką - niezależnie od wybranego koncertu jest to jeden rzut i dotyczy on zdarzeń, które Cię spotkały podczas koncertu. Rzut kostką nie dotyczy aurorów, uzdrowicieli i innych pracowników bezpieczeństwa, pod warunkiem, że opiszą w swoim poście działania służbowe.

UWAGA! Udział w tym etapie eventu jest obowiązkowy dla każdej osoby, która uczestniczyła w festiwalu i nie napisała w żadnym z postów, że go opuściła. Nieusprawiedliwiony brak rzutu kostką i odpowiedzi będzie wiązał się z odjęciem połowy galeonów! Kostki nie dotyczą osób opisanych w sekcji "konsekwencje indywidualne".

ZAKOŃCZENIE: 10.11.2018, godziny wieczorne.


Duża scena - DJ Mudblood

Zeszłoroczny pojedynek hiphopowy o nazwie WIELKI DISS vol 2 pomiędzy DJem Mudbloodem, a jego muzycznym przeciwnikiem Mr Pure'm przyciągnął na dużą scenę wielkie rzesze fanów obu muzyków i skończył się lekkimi utrudnieniami. W tym roku ze względu na niepokoje związane z Ustawą Tajności oraz sporami związanymi z czystością krwi Mr Pure odmówił udziału na festiwalu. Nie zniechęciło to jednak DJa Mudblooda, który zawsze był znany z wychodzenia ponad schemat. Początkowo koncert przebiegał naprawdę spokojnie, jednak po kilku piosenkach w tłumie zaczęły pojawiać się głosy niezadowolenia. W pewnym momencie koncert został przerwany - na scenę wdarł się młody czarodziej, który zaczął wykrzykiwać rasistowskie hasła skierowane w stronę mugolaków, a następnie rzucił jakąś czarnomagiczną formułę na występującego artystę. Tłum wpadł w przerażenie, zaś znajdujący się w nim chuligani zaczęli atakować uczestników koncertu. Choć pracownicy bezpieczeństwa i aurorzy od razu zajęli się przeprowadzaniem ewakuacji i unieszkodliwianiem przestępców, to jednak zdążyli oni w krótkim czasie wyrządzić spore szkody.


Kostki - duża scena

Jeśli Twoja czystość krwi wynosi 50% lub więcej, a Twój stosunek do mugoli jest negatywny możesz wziąć udział w zamieszkasz po stronie działaczy antymugolskich, co na pewno uchroni Cię przed nieprzyjemnymi konsekwencjami. Jeśli Twój status krwi jest niższy albo po prostu nie chcesz dołączać do oprawców rzuć kostką.

Kostki:



Scena rockowa - Askaban

Koncert zespołu o tej renomie bez wątpienia budził duże zainteresowanie i nie dało się ukryć, że Askaban od pierwszych minut porwał swoją publiczność dając pokaz wyjątkowych umiejętności muzycznej, które w połączeniu z nietypowym scenicznym wizerunkiem dały jak zwykłe oszałamiający efekt. Występ ten był bez wątpienia niesamowitym przeżyciem dla każdego wielbiciela mocniejszych brzmień. Niestety zaistniała sytuacja spowodowała, że nawet muzycy musieli wyjść ze swojego transu. W związku z zamieszkami przy dużej scenie aurorzy oraz inni pracownicy służb bezpieczeństwa przeprowadzają ewakuację. Bądźcie ostrożni i zgodnie z zaleceniami udajcie się do wskazanych świstoklików!


Scena mała - Druzgotek

Na małej scenie zagościł mężczyzna o dość minimalistycznej aparycji, który nie potrzebował zaskakujących efektów, by przykuć uwagę publiczności. Hipnotyzujący głos Druzgotka w zestawieniu z głębokimi, błyskotliwymi tekstami dotyczącymi życiowych sytuacji i alternatywnym, balladowym brzmieniem robił wrażenie na największych koneserach muzyki. Druzgotek hipnotyzował fanów swoją muzyków, niestety cudowna atmosfera muzycznej jedności trwała do czasu... W związku z zamieszkami przy dużej scenie aurorzy oraz inni pracownicy służb bezpieczeństwa przeprowadzają ewakuację. Bądźcie ostrożni i zgodnie z zaleceniami udajcie się do wskazanych świstoklików!


Kostki - rockowa i mała


Jeśli Twoja czystość krwi wynosi 50% lub więcej, a Twój stosunek do mugoli jest negatywny możesz iść pod scenę główną i wziąć udział w zamieszkasz po stronie działaczy antymugolskich, co na pewno uchroni Cię przed nieprzyjemnymi konsekwencjami. Jeśli Twój status krwi jest niższy albo po prostu nie chcesz dołączać do oprawców rzuć kostką.

Kostki:



______________________

Czarodziejskie pola - Page 16 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Pandora J. Doux
Pandora J. Doux

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 161
C. szczególne : Piegi, wyraźne kości policzkowe, błędy językowe i silny akcent
Galeony : 269
  Liczba postów : 260
https://www.czarodzieje.org/t17523-pandora-jarmila-doux#491657
https://www.czarodzieje.org/t17528-puszka-pandory#491717
https://www.czarodzieje.org/t17524-pandora-j-doux#491653
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Lis 04 2019, 08:53;

Metalowa barierka skradła całe ciepło dłoni, zmuszając palce do lodowatego zesztywnienia, a Pandorę - do odzyskania chłodnego rozumowania. Ocuciło ją zaciśnięcie skostniałej dłoni na różdżce, gdy pewien - bardzo niewyraźny - jegomość, pozwalał sobie na zdecydowanie zbyt śmiałe teksty w jej stronę. Dopiero wtedy wpadła na to, by przywołać swoje okulary zaklęciem Accio, jednak na marne, bo wciąż ich przy niej nie było. Może udało się je przywołać ale niesione zaklęciem śmignęły koło jej głowy, a ona przez wadę wzroku nawet tego nie zauważyła? A może zaklęcie się nie udało przez jej roztrzęsiony głos? Może ktoś w tłumie po prostu na nich stoi...? Strach wychładzał jej organizm, zmuszając ciało do delikatnych drgań, więc ubrała zarzuconą na swoich ramionach kurtkę Kruona.
Gorączkowo myślała, co mogłaby zrobić, aby odnalazł ją ktoś znajomy. Żeby odnalazł ją Elio. Nie wątpiła przecież, że jej szuka. Na pewno nie wątpiła w to jeszcze w tym momencie. Obiecał, że będzie jej pilnował, więc na pewno w takiej chwili nie zajął się rozmową czy fotografią, prawda? A może chłopak pomyślał, że oddaliła się z własnej woli?
Zrezygnowana schowała różdżkę, wyrzucając sobie, że nie zadbała odpowiednio o naukę zaklęć i ponownie wbiła rozmazany wzrok w tłum. Nawet posiadając pełną widoczność trudno było odnaleźć w tej plątaninie ciał znajomą twarz, a ona rozpoznawać mogła jedynie po sylwetkach i barwnych plamach. Od razu jednak wyczuła, że coś się zmieniło - coś było nie tak. Czuła się niczym sarna, której serce drży niemal instynktownie wyczuwając niebezpieczeństwo. Nie mogła jednak zerwać się i zapomnieć w płochej ucieczce, bo nie wiedziała nawet w którą stronę powinna biec, a z pewnością też potknęłaby się o coś, co w tłumie mogłoby skończyć się katastrofą. Widziała jak plamy przed jej oczami migoczą, barwy mieszają się ze sobą, przepływają, tworząc wzory niczym przy obracaniu kalejdoskopu. Odruchowo otuliła się pożyczoną kurtką, przykładając zdecydowanie za długi rękaw do twarzy. Gdzie jesteś? I nagle go zobaczyła. Kierował się prosto w jej stronę, a ona momentalnie odczuła lekkość na sercu, która po chwili zamienić się miała w nieprzyjemne ściśnięcie. To nie był on. Poznała to jeszcze zanim się odezwał, po zapachu. Pot, alkohol i tymianek. Dopiero wtedy zrozumiała, że nie jest sam.
- Jak Ty śmiesz... - zaczęła oburzona, słysząc skierowane w jej stronę pytanie. Musiała to być błędna odpowiedź, bo zaraz poczuła boleśnie zaciskającą się na jej ramieniu dłoń. Zresztą chyba nie było poprawnej odpowiedzi, a na pewno nie była nią prawda, skoro nie pochodziła z wzorcowej czarodziejskiej rodziny. Szarpnęła się bezskutecznie, chcąc się oswobodzić i zanim sięgnęła po różdżkę, zobaczyła oślepiające światło rzucanego w jej twarz zaklęcia. Zdążyła tylko skulić się nieznacznie w naturalnym odruchu obronnym, zaciskając powieki, po czym poczuła jak po jej ciele rozchodzi się paraliż, a ona sama ląduje na twardej ziemi. Pierwsze uderzenie było szokiem. Nikt nigdy wcześniej nie podniósł na nią ręki, nie mówiąc już o kopnięciu. Przy każdym ciosie obnosiła obrażenia nie tylko na ciele, ale również na dumie i duszy - co bolało ją chyba nawet bardziej. Zawsze wierzyła w ludzkie dobro, a teraz ta wiara została jej tak brutalnie odebrana. Nie wiedziała czy fakt, że ma zamknięte oczy, jest błogosławieństwem czy karą. Póki zatopiona była w ciemności, to cała ta sytuacja wydawała się tak abstrakcyjna, a każda kolejna fala bólu zbyt nieokreślona, nawet jej łzy ledwo przeciskały się do tej rzeczywistości spod zaciśniętych powiek. A jednak otaczająca ją ciemność pogłębiała negatywne myśli. Jej wiara została złamana z taką łatwością jak jej prawa ręka i nos. Nie mogła nawet zasłonić głowy przed kolejnymi ciosami. Obdarto ją z prawa do tak naturalnej reakcji, jaką było skulenie się w obronie, bólu i samotności, zmuszając do upokarzającej bierności i stopniowego tracenia wiary w jakikolwiek ratunek. Nie była w stanie wydać z siebie krzyku bólu, dać znać, że żyje i cierpi. Jej świadomość zresztą odpłynęła tak gwałtownie, że sama nie mogła być tego pewna.

Kostki: 1
Powrót do góry Go down


Elijah J. Swansea
Elijah J. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : znamię na karku odporne na metamorfo; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego. Na prawym przedramieniu wielka i paskudna blizna, ukrywana metamorfomagią i ubraniami
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 3556
  Liczba postów : 3212
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Lis 04 2019, 19:09;

Brnął przed siebie uparcie i wytrwale, choć musiał prężyć mięśnie, by rozpychać się pomiędzy ściśniętymi ludźmi. Nie lubił takich tłumów, w każdej innej sytuacji próbowałby uniknąć aż tak dużego ścisku, ale teraz jedyną myślą jaka tłukła mu się w głowie było to, że musi jak najszybciej znaleźć Pandorę. Gdzie poszła kiedy zeszła ze sceny? Czy czekała na niego, czy może próbowała go znaleźć na własną rękę? Obiecał jej, że będzie jej pilnował, a stracił ją z oczu przy pierwszej lepszej okazji. Kiedy tak przepychał się wciąż i wciąż do przodu, nagle poczuł, że trzymane w ręku okulary (o których, swoją drogą, właśnie sobie przypomniał) jakby zawibrowały i delikatnie szarpnęły jego ręką w kierunku sceny; „ktoś użył na nich accio? Nie mam teraz czasu, muszę znaleźć Pandorę”.
Ale nie zdążył jej znaleźć, w każdym razie nie na czas.
Zignorował szarpnięcia drobnego przedmiotu, wobec czego nieświadomie zboczył z najprostszej drogi wiodącej do Pandory. Im dłużej szedł, tym większą czuł beznadzieję. Ludzi była cała masa, a sama Pandora była przecież tak niewielka... to jak szukanie igły w stogu siana. Co powinien zrobić? Czy istniał jakiś sposób na łatwe odnalezienie dziewczyny? Ze sceny zdążyła zejść Void, pojawił się na niej Druzgotek, ale pochłonięty poszukiwaniami Eli nawet nie odnotował tej zmiany. W pewnym momencie zatrzymał się i stanął na palcach, za pomocą metamorfomagii dodając sobie kilka centymetrów wzrostu – nie za dużo, bo poważne ingerencje w ciało wiązały się z dużym dyskomfortem i nie były raczej najbezpieczniejsze. Wtedy wydarzyły się dwie rzeczy: po pierwsze dostrzegł otuloną skórzaną kurtką dziewczynę, która stała przy barierkach i nawet z daleka wyglądała na bardzo zagubioną, a po drugie pojawił się przy nim auror, oznajmiając wszem i wobec, że należy się stąd jak najszybciej ewakuować. Próbował protestować; nie chciał stąd uciekać, do licha ciężkiego, chciał... nie, musiał pójść po Pandorę, która bez niego mogła nie dać sobie rady. Widział ją i choć nie był bardzo blisko niej, wiedział już w którą stronę powinien iść. A mimo to, nie mógł.
PANDORA! – wrzasnął, choć jego głos zupełnie zginął w gwarze licznych, to podnieconych, to przerażonych głosów. Tłum, który nagle zaczął zmierzać w stronę przeciwną do sceny, popchnął do za sobą, a on nie miał innego wyjścia jak po prostu mu się poddać, jeśli nie chciał żeby go staranowali. Kiedy odwrócił się po raz kolejny, już jej nie widział. Włosy pobladły mu z przerażenia, ale szybko nakazał sobie spokój. Co tu się właściwie działo? Skąd ta ewakuacja? Nie miał zielonego pojęcia o wydarzeniach, które miały miejsce na dużej scenie. Gdzieś z boku dobiegła go jakaś obrzydliwa obelga kierowana najwyraźniej do osoby, która miała niższy status czystości krwi. Tu i ówdzie śmigały zaklęcia, a aurorzy ewidentnie sobie z tym wszystkim nie radzili. Dobył różdżki, choć nie zamierzał wtrącać się w całą tę sytuację – po części dlatego, że nie znał szczegółów, ale przede wszystkim przez Pandorę, która była jego priorytetem. A jego siostry? Przecież też miały tu być... Cała masa znajomych...
Poczuł ogromny ciężar w żołądku, który bez mała przyprawiał go o mdłości. W końcu tłum przestał go tak mocno pchać, zaczął nieznacznie się przerzedzać. Zatrzymał się, rozejrzał i... zupełnie nie wiedział w którą stronę ma iść. W normalnej sytuacji teleportowałby się do domu albo Hogsmeade, ale teraz... przecież nie mógł tak po prostu stąd iść, zostawiając tu Pandorę samą!
Zaczął błąkać się w tę i we w tę, bez ładu i składu, licząc chyba, że wpadnie na nią jakimś magicznym sposobem. Był tak przerażony, że o zaklęciu patronusa nie było teraz mowy, a szkoda, bo przecież taka wiadomość na pewno by do niej dotarła. Zaczął wpadać w panikę, a ta odebrała mu zdolność logicznego myślenia. W pewnym momencie cofnął się gwałtownie, ustępując drogi biegnącej dziewczynie i dosłownie wpadł na kogoś. Odwrócił się, żeby przeprosić, a wtedy zobaczył...
Éléonore – w normalnej sytuacji wykrzyknąłby to, ale teraz zdobył się tylko na słaby ton. W pewnym sensie odetchnął z ulgą, że widział siostrę całą i zdrową, ale to nie do końca rozwiązywało jego problem. Objął ją ramionami, zupełnie tak jak tulił ją jako mały chłopiec za każdym razem gdy było mu źle. Nie zauważył stojącego obok profesora Voralberga, a raczej: nie zwrócił na niego uwagi. Zamknął zresztą oczy. – Zgubiłem ją. Pandorę – powiedział z ewidentnym przerażeniem w głosie – Obiecałem, że będę jej pilnował, a teraz nie mogę jej znaleźć.
Rzadko zdarzało mu się panikować aż do tego stopnia. Wcześniej, zdany tylko na siebie, jakoś trzymał się w jednym kawałku, ale teraz, kiedy miał pod ręką starszą siostrę, która zawsze się nim opiekowała, zupełnie się rozkleił.

Kostka: 5
Powrót do góry Go down


Éléonore E. Swansea
Éléonore E. Swansea

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : jasne piegi i wąskie usta
Galeony : 2413
  Liczba postów : 1152
https://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
https://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyPon Lis 04 2019, 23:09;

Nie słyszała już muzyki. Do jej uszu nie docierało nic, wszystko zagłuszał okropny szum. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje od tego poddźwięku. Zaciskała zęby z całej siły, by wyzbyć się tego okropnego uczucia. Niestety, szum narastał, co tylko potęgowało zawroty w głowie. Spojrzała błędnym wzrokiem na swoją prawą rękę, zgiętą w łokciu, z różdżką wycelowaną wysoko w górę. W... podbródek mężczyzny, na którym się aktualnie opierała... Świadomość powoli wracała, choć szumy w jej głowie nie ustępowały. Ile tak na nim wisiała? Kilka sekund? Kwadrans? Nie była w stanie ocenić. Przysięgła sobie, że już nigdy nie tknie krasnoludzkiego piwa. Przygryzła wargi, by jeszcze mocniej zmobilizować swój organizm do działania, do podjęcia jakiegoś racjonalnego kroku. Jakimś cudem usłyszała jego słowa. Były tak mgliste i ciche, że nie zareagowała od razu. Spojrzała w górę, na jego twarz. I wtedy zobaczyła ten wzrok. Pusty, zimny, jakby nieobecny. Wyglądał, jakby umierał. Zesztywniała i w ułamku sekundy odsunęła się od niego, zupełnie jakby był parzącym ogniem. Nie wiedziała, co się dzieje. Było jej szalenie głupio, zarówno z powodu wylanego piwa, jak i tego upadku. Nie była jednak w stanie pojąć, co się właściwie stało i dlaczego tak... zesztywniał. W głowie miała milion pytań, ale nie odważyła się zadać ani jednego. Już dość dzisiaj pokomplikowała. Miała ochotę zapaść się pod ziemię lub zarzucić na siebie pelerynę niewidkę i odejść czym prędzej, nigdy więcej nie pokazywać mu się na oczy. Przemilczy całą sytuację, nie przyzna się rodzeństwu, a on może nie będzie drążył, czy jest blisko spokrewniona z jego wychowankami. Wszyscy zapomną o tym Festiwalu i będą żyć sobie spokojnie, jak dotychczas. What happens in Vegas - stays in Vegas.
- P-przepraszam - wydukała, porównywalnie cicho do jego poprzedniej prośby. Patrzyła na niego zagubionym wzrokiem, z wymalowanym szokiem na twarzy. Przepraszała go za ten incydent, czy za całe to spotkanie? Odsunęła się od niego na kilka kroków. Nie chowała różdżki, ale tym razem skierowała ją w ziemię.
Szum w uszach narastał. Miała ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy i krzyczeć wniebogłosy. A po chwili... zorientowała się, że to nie z jej głowy dochodzą te dźwięki. Tylko z tłumu pod sceną... Odwróciła wzrok od Alexandra i spojrzała w stronę, skąd dochodził hałas. Usłyszała dzikie wrzaski, piski, zobaczyła ludzi biegnących w ich stronę, szamoczących się, przepychających.
- Co tu się kurw... - nie dokończyła. Zobaczyła, jak kilku czarodziejów ciska zaklęcia pomiędzy festiwalowiczami, jak grupa Aurorów próbuje zaprowadzić porządek. Usłyszała tylko hasło "ewakuacja" i już wiedziała, co się święci. Otrzeźwiała w chwilę, by zdać sobie sprawę, że muszą czym prędzej stąd spadać, zanim ktoś ich rozdepcze. Nie dociekała, co się właściwie stało, skąd nagle te zamieszki. Najgorsze w tym wszystkim było to, że gdzieś w tym tłumie znajdowało się jej rodzeństwo. Pobladła na samą tę myśl. Jeśli coś im się stanie... Nie przeżyje tego. Obok nich zaczęli przepychać się już ludzie, robiło się tłoczno i duszno. Ponownie popatrzyła na Voralberga. Bała się go dotknąć, ale musiała coś zrobić.
- Chodźmy! - krzyknęła w jego stronę, by ją usłyszał. Pociągnęła go za przegub ręki. Chciała jak najszybciej stąd uciec, gdzieś w bezpieczne miejsce i stamtąd spróbować skontaktować się z bliźniakami. Że też nie wzięła ze sobą lusterka dwukierunkowego! Ścisnęła intensywniej jego rękę, bo ktoś właśnie mocno ją popchnął. Machinalnie odwróciła się w stronę tej osoby. I zamarła. Elijah! Poczuła błogie ciepło i bezpieczeństwo, kiedy ją objął swoimi ramionami. Nadal była w ciężkim szoku, że zdołali na siebie wpaść w tym amoku. Wyglądało na to, że był w jednym kawałku, całe szczęście!
- Eli! Gdzie Elaine?! - zapytała, podnosząc głos, bo w przeciwnym wypadku na pewno nic by nie dosłyszał. Ale potem usłyszała jego odpowiedź i zdała sobie sprawę, że siostry nie było przy nim ani przez chwilę. Był za to z Pandorą, której teraz groziło niebezpieczeństwo. Éléonore spojrzała błagalnym, przerażonym wzrokiem na Voralberga. Trzeba ją jakoś znaleźć, nie można ot tak stąd iść, choć pracownicy służby bezpieczeństwa usilnie przeganiają wszystkich w stronę awaryjnych świstoklików.
- Dasz radę ją znaleźć? Pandorę Doux? - zapytała Alexandra. Martwiła się o dziewczynę, ale jeszcze bardziej o brata. Był w rozsypce, dawno nie widziała go w takim stanie.
Robiło się coraz to tłoczniej i głośniej. Czuła, jak tłum ich rozdziela, oddalała się stopniowo od mężczyzny. Dostrzegła jednak, że skinął głową, a z ruchu jego warg odczytała coś pokroju "spadajcie stąd, już". Kurczowo trzymała się brata. Upewniła się jeszcze, że Voralberg doszedł już do siebie po ich bliskim spotkaniu i podążyła wraz z tłumem, nie puszczając ramienia Eliego ani na sekundę.
Tłum niósł ich jak na fali, ale szczęśliwie dotarli do właściwego świstoklika. Błagała w duchu o to, by Pandora odnalazła się cała i zdrowa, tak samo z resztą jak jej siostrzyczka. Martwiła się też o Pana Ekscentryka. Sytuacja pod sceną nie wyglądała za dobrze. Nie miała pojęcia, co było przyczyną zamieszek i obawiała się najgorszego...  


|zt. dla mnie i dla Elijaha
Mała Scena: 6

Ja, Éléonore E. Swansea, nie biorę na siebie odpowiedzialności za zdrowie i życie Alexandra D. Voralberga - jest on dorosłym, świadomym czarodziejem i w pełni odpowiada za swoje czyny
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Lis 05 2019, 00:00;

/za zgodą Viv

....Sam nie wiedział już czy wstrzymuje oddech, czy oddycha tak szybko, że jest on ledwo zauważalny na jego klatce piersiowej. Serce waliło mu tak mocno, że miał wrażenie, iż za chwilę organ utoruje sobie drogę na wolność wyskakując spomiędzy jego żeber i rozcinając skórę, krzycząc przy tym na odchodne, że i tak z niego nie korzystał. Oczywiście metaforycznie. Patrzył przed siebie, a jego źrenice rozszerzyły się pokrywając błękit, a wręcz biel jego oczu czarną plamą wskazującą wyłącznie na strach. Nie był w stanie się odezwać poza tymi kilkoma słowami jakie wydukał w jej kierunku, które miały szansę uratować go z obłędu w jakim właśnie tonął i który przeszywał jego ciało tak olbrzymim przerażeniem, którego nawet najstraszniejsze boginy świata nie były w stanie wywołać.
....Czuł, że jej ucisk w pewnym momencie zelżał, że wręcz odsunęła się od niego jakby się poparzyła. Problem był taki, że to ona parzyła go, a nie na odwrót. Miejsca, w których dotykała go swoimi delikatnymi dłońmi, mimo że ukryte pod ubraniem ciążyły mu niesamowicie, choć szczęście w nieszczęściu miał na sobie grubą, wełnianą marynarkę. Nie bolało tak mocno, kiedy dzielił ich kawałek materiału, choć ta nagłość tego co się stało wprawiła go w paraliżującą konsternację. To był jeden z tych momentów, których kompletnie się nie spodziewał, choć powinien. Co go wyprowadziło z równowagi? Może te niebieskie oczy chwilę przedtem?
....Mrugnął kilka razy rozglądając się jak wyciągniętym z transu. Słyszał krzyki, choć miał wrażenie że każdy dźwięk dochodził do niego jakby był pod wodą. Niewyraźny, dziwnie bulgoczący, odbijający się od jego uszu zamiast do nich przeniknąć. Odwrócił głowę w kierunku sceny patrząc na szalejący wokół tłum i dziękował Merlinowi w duchu, że znajdował się tak blisko namiotu, który czarodzieje woleli wymijać, miast wpaść prosto w niego. Jednak byli tak blisko...przeszedł go mimowolny dreszcz. I wtedy ją usłyszał. Chodźmy.
....Pociągnięcie za przegub wbrew wszelkim pozorom w pewien sposób go otrzeźwiło. Spojrzał na nią nieco żywszym spojrzeniem, jego źrenice zwęziły się na powrót, a kiedy ktoś na nią wpadł, delikatnie pociągnął ją w swoją stronę, aby uwolnić ją od nacisku obcej osoby. Przekrzywił głowę przyglądając się chłopakowi. Elijah. Elijah Swansea.
....Zacisnął zęby patrząc jak dziewczyna wtula się w swojego brata? Kuzyna? Wszystko jedno, nie miał wątpliwości, że są rodziną, ba! nie miał ich już dobrych kilka chwil wcześniej. Zmarszczył brwi wyciągając różdżkę i trzymając ją w pełnej gotowości, aby w razie czego ochronić ich przed rozszalałym z paniki tłumem. Mimowolnie słuchał tego co chłopak ma do powiedzenia, a także odpowiedzi dziewczyny. Uświadomił sobie właśnie, że nie zna jej imienia. Uśmiechnął się. W duchu. Co za ironia. Pandora Doux.
....Kojarzył tę dziewczynę, była jego uczennicą. Czeszka z wymiany, która próbowała go przytulić na wróżbiarstwie i która zdaje się później wysłała do niego list z przeprosinami. Zapomniał na niego odpisać. Mimowolnie rozejrzał się wśród tłumu mrużąc oczy. Miał o tyle przewagę, że mierzył jakieś dwadzieścia centymetrów więcej od przeciętnego człowieka, choć w tym przypadku było to naprawdę średnio pomocne.
....Znów spojrzał na rodzeństwo i kiwnął jej głową, kiedy tłum powoli zagarniał ich w kierunku wyjścia. Krzyknął do nich, dość bezpośrednio, może nieco bezczelnie, aby już spadali, ale to nie był jeden z tych momentów, w których należało się silić na kulturę. Rzuciłby i gromkie spierdalać, gdyby było trzeba zadbać o ich bezpieczeństwo, nawet jeśli groziłoby to sromotnym obrażeniem łabędziego majestatu. A później zniknęli mu z oczu. Poczuł dziwne ukłucie niepokoju w żołądku, mając ochotę pobiec za nimi i jednak ich ochronić, ale nie mógł. To skinienie głowy było swego rodzaju obietnicą, a on dotrzymywał wszystkich obietnic.
....Zacisnął zęby i rzucił na siebie imperviusa mając nadzieję, że w jakiś sposób pomoże mu to przed rozszalałym tłumem, mającym dotykać jego ciała. To nie był dobry moment na omdlenia, skoro miał znaleźć tę dziewczynę. Mimo wszystko, kiedy postąpił pierwszych kilka kroków w tłum to czuł olbrzymi niepokój spowodowany obecnością takiej ilości ludzi wokół, a nie było łatwo przedostać się między nimi, szczególnie kiedy zmierzali w odwrotnym kierunku. Dyskomfort jaki obecnie odczuwał był nie do opisania, mimo wszystko jednak nikt go nie dotykał. Był pozornie bezpieczny.
....Rozejrzał się. Jasnoniebieskie oczy szukały w tłumie wszelkich oznak obecności dziewczyny, którą – miał nadzieję – zapamiętał dość dobrze. Zawsze pamiętał ludzi, którzy narażając swoje życie i zdrowie, świadomie – bądź nie – chcieli go przytulić. Wcale nie pomagał fakt, że była dość niska i bynajmniej nie porównywał tu swojego wzrostu.
....Tłum zaczął się przerzedzać, a Voralberg modlił się w duchu, aby oznaczało to iż po prostu znacząca większość się już ewakuowała i zrobiło się luźniej. Nawet nie wyobrażał sobie jak bardzo się mylił, kiedy dostrzegł scenę rozgrywającą się tuż przed nim.
....Trzech chłopców? Mężczyzn? Katowało bezbronną osobę i choć w pierwszym momencie nie rozpoznał kim jest owa dziewczyna, to w końcu dotarło to do niego ze zdwojoną siłą. Gniew który wezbrał w jego wnętrzu nie wydostał się na zewnątrz, a mimo wszystko już wkrótce w kierunku napastników popłynęło potężne expulso, które na wysokości ich głów nie mogło zagrozić leżącej na ziemi Pandorze. Podbiegł do niej i wylądował na ziemi, spodniami szurając bo ziemistym, wydeptanym terenie i sprawdzając jej puls. Żyła. Zdawał się być aktualnie najspokojniejszym człowiekiem na świecie, jednakże w jego wnętrzu rozgrywało się piekło. Jak można…
....I wtedy poczuł, że coś odrzuca go kilka metrów po ziemi, wywołując ból na wysokości klatki piersiowej. Złapał dech próbując dojść do siebie, zanim skończy się to tragicznie w skutkach i rzucił na siebie szybkie, bezróżdżkowe zaklęcie, które pomogło mu dojść do siebie. Poczekał aż jeden z mężczyzn z tym swoim obrzydliwym uśmieszkiem stanie nad nim z wycelowaną różdżką prosto w jego twarz, po czym zwyczajnie go podciął, własną nogą, aby rzucić na niego petrifikusa. Podniósł się z ziemi patrząc na pozostałych dwóch, wciąż najwyraźniej nieprzytomnych. Taki stan rzeczy jak najbardziej mu odpowiadał. Otrzepał marynarkę z nadmiaru piachu i podszedł pospiesznie do Pandory, jak najszybciej rzucając przede wszystkim finite na odtrętwienie ciała, a później kolejno locus na jej rękę, episkey na nos, aby po chwili poczuć jak coś znów rzuca nim o twardy grunt przeszywając go niesamowitym bólem. Słyszał jedynie trzask pękającej kości w okolicach żeber i jęknął, choć może nawet krzyknął, ale nie było tego słychać w tłumie. Podniósł się do siadu patrząc na czwartego człowieka, zjawiającego się tu ni stąd ni zowąd. Skąd się wziął? Ile ich tu było do cholery?! A później napastnik został zmieciony przez aurora, zajmującego się później jeszcze kolejnym wrogiem. I dobrze.
....Łapiąc się za żebra podczołgał się do dziewczyny, po drodze starając się sobie nastawić tę cholerną kość, choć zaklęcia lecznicze zdecydowanie nie wiodły u niego prymu. Może czas, aby się podszkolić. Czuł jak żebro wskakuje na swoje miejsce i choć mimo wszystko bolało jak cholera to jednak skupił się na leżącej na ziemi Czeszce, próbując ją oprzytomnić.
....- Pandora, obudź się. – mruknął, dysząc ciężko, a jego twarz przeszywał grymas bólu. Nie wiadomo było jak bardzo silnego. Poczekał aż Czeszka oprzytomnieje i wspomógł ją duritio. Nie wiedział na ile czasu ból w jej ciele ustąpi, ale wiedział dobrze, że jego zaklęcie nie było wystarczająco mocne. Delikatnie chwycił ją pod nogi i ręce choć w jego stanie to nie był najlepszy z jego aktualnych pomysłów, i ruszył w kierunku uzdrowicieli, którzy – miał nadzieję – mieli świstoklik do Munga. Zbyt wiele się nie mylił.
[zt both]

gdzie: mała scena
kostka: 4, chyba stracił w międzyczasie kolejny hajs, czy coś
Powrót do góry Go down


Vanja A. I. Northug
Vanja A. I. Northug

Nauczyciel
Wiek : 32
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 157cm
C. szczególne : Silny Szwedzki akcent, bardzo młody wygląd
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 453
  Liczba postów : 161
https://www.czarodzieje.org/t17665-vanja-a-i-northug
https://www.czarodzieje.org/t17691-poczta-vanji-northug#497363
https://www.czarodzieje.org/t17657-vanja-northug#496463
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Lis 05 2019, 00:01;

No i jej partner koncertowy gdzieś zniknął. A jej kompletnie przeszła ochotna na jakąkolwiek zabawę. I prawdopodobnie by się zmyła, gdyby nie fakt, że jednak zapłaciła te kilkadziesiąt galeonów i chciała naprawdę zobaczyć, o co ten cały szum.
Dlatego powoli udał się w stronę, gdzie serwowano różnego rodzaju słodycze i napoje. Nie zamierzała pić alkoholu, ale papierosem na odludziu nie mgła pogardzić. W spokoju ominęła jeden z koncertów i dopiero potem postanowiła wrócić pod odpowiednią dla niej scenę. Słyszała, że będzie tam występował zespół imieniem Askaban. Co prawda nie była fanką tak ciężkiego brzemienia, ale musiała przyznać, że już po pierwszym utworze, dała się porwać tym nutom. A po kolejnym utworze, tańczyła pośród naprawdę dużej ilości młodzieży, bawiąc się równie dobrze, jak oni. Naprawdę, w tym momencie nie żałowała, że znalazła się właśnie tutaj. W tym momencie uważała, że każdy knut wydany na ten festiwal, był zdecydowanie dobrą inwestycją.
I było tak do momentu nagłego przerwania występu przez gwiazdy. Jakieś zdarzenia na dużej scenie spowodowały, że ludzie zaczęli pierzchać w popłochu. Krzyczano coś o mugolakach, Vanja kompletnie nie rozumiała, o co chodzi. Postanowiła uciekać, tak samo jak wielu innych czarodziejów. Niestety, na swoje nieszczęście, trafiła po drodze na ludzi, którzy za nic nie chcieli uwierzyć w jej status krwi. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Już po chwili jeden z nich trzymał ją, a drugi okładał. Brzuch, nogi, ręce. Krzyczała i próbowała uciec, ale nic to nie dawało. Nie chcieli odpuścić. W końcu ucieczki, pozostawiając kobietę samą, pobitą, kompletnie nie zdolną do ucieczki. Dopiero ktoś ulitował się nad nią i teleportował do Munga.

Zt.

Była pod Sceną rockową
Kostki: 1
Powrót do góry Go down


Lysander S. Zakrzewski
Lysander S. Zakrzewski

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 27
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 197
C. szczególne : Atletyczna budowa, veela vibe
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
Galeony : 2326
  Liczba postów : 1661
https://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
https://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
https://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Lis 05 2019, 00:02;

Ja i Cassian nie byliśmy zadowoleni z przebiegu wieczoru. Z okazji Festiwalu mobilizowało absolutnie wszystkie siły, aby zapewnić bezpieczeństwo, dlatego nie mogliśmy liczyć na wolną nockę, niemniej tak się nieszczęśliwe złożyło, że żaden z nas nie dostał przydziału na Pola Londynu - obaj mieliśmy siedzieć w biurze i reagować na inne wydarzenia. Ja odczuwałem irytację w związku ze straconym koncertem Mudblooda, zaś Therrathiel naprawdę źle znosił, że musiał przegapić jeden z najważniejszych wystepów w karierze jego przyszłej małżonki (mimo całej sympatii do typa, nie mogłem absolutnie skumać dlaczego zamierzał się hajtać z tą jędzą). Siedzieliśmy w tym biurze cały wieczór, znosząc jeden z najnudniejszych dni w naszej karierze (poza jedna drobną interwencją), gdy nagle w pomieszczeniu pojawił się patronus naszego szefa. Czerwony alarm.
Wszyscy zaczęli panikować, nawet na twarzy Cassa, który był niesamowitym profesjonalistą zobaczyłem jakieś nerwy. Nie było jednak czasu na dyskusje. Niemal natychmiast teleportowaliśmy się z Ministerstwa na obrzeża Londynu, by podążać za planem awaryjnym. W gruncie rzeczy wiedzieliśmy, że będziemy pracować w chaosie, bo nikt nie spodziewał się realnych zagrożeń i plan nie był zbyt dopracowany. Czy pozostawało nam jednak coś innego niż robienie wszystkiego by względnie zapanować nad sytuacją i zapobiec ofiarom podobnym jak ta sprzed dwóch lat?

@Cassian Therrathiel, nie rzucam bom auror
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Student Gryffindor
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 162
C. szczególne : skórzany plecak, nieodłączne bransoletki
Dodatkowo : Animagia (wiewiórka pospolita)
Galeony : 1944
  Liczba postów : 3452
https://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
https://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
https://www.czarodzieje.org/t17420-morgan-a-davies#488355
https://www.czarodzieje.org/t18298-morgan-a-davies-dziennik#5208
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Lis 05 2019, 00:26;

Jakiekolwiek trwające koncerty przestały mieć znaczenie, kiedy pod dużą sceną wybuchły zamieszki. Moe, przekonana dotychczas o tym, że konflikty i rasistowskie burdy na tle czystości krwi dawno dogasły, początkowo w ogóle nie wierzyła w to, co widziała. Słyszała obelżywe hasła pod adresem mugolaków i bluźnierczych czarodziejów półkrwi. Widziała ogień, cierpienie, pobicia. Słyszała groźby, krzyki, wołania o pomoc. A ona sama, jako potencjalna ofiara stała, jak kołek w samym środku tłumu zebranego pod sceną Askabanu. Dopiero po chwili analizowania sytuacji postanowiła się ulotnić, jednak problem był tego typu, że nie miała pojęcia, w jakim kierunku powinna się udać. Dostała się tu niezbyt pożądaną przez organizatorów ścieżką, która w tym momencie zapewne była już odcięta. Postanowiła podążyć za tłumem, co jednak skończyło się tym, że niebezpiecznie zbliżyła się do centrum walk, aniżeli w odwrotnym kierunku. Wreszcie jej spanikowane spojrzenie dostrzegło bramę wejściową - odległą, ale oznaczającą bezpieczny powrót do domu. Wolała nawet nie myśleć, jak mogłoby się skończyć stanie się ofiarą tych rozruchów. Pół biedy, gdyby skończyło się na Mungu. Mogłaby też zostać wydalona ze szkoły, stracić życie, albo, co gorsza, podpaść April. Już sama ta myśl skutecznie popchnęła ją do wysiłku związanego z ewakuacją. I udało się, jednak zdawała sobie sprawę, że przez jakiś czas pozostanie jej uraz do dużych zbiorowisk, a i tematy związane z czarodziejską krwią zapowiadały się jak coś, czego wolałaby unikać wszelkimi środkami.

Scena: rockowa
Kostka: 5

[z/t chyba zrobi zbiorowo MG, więc zostawiam]

______________________

But I ain't worried 'bout it
Czarodziejskie pola - Page 16 UEEDvST
dancing on the clouds below
Powrót do góry Go down


Doubravka Ježekova
Doubravka Ježekova

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 157 cm
C. szczególne : Filigranowa figura
Galeony : 195
  Liczba postów : 70
https://www.czarodzieje.org/t17622-doubravka-jezekova
https://www.czarodzieje.org/t17702-doubravka-jezekova#497684
https://www.czarodzieje.org/t17697-doubravka-jezekova#497522
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyWto Lis 05 2019, 23:18;

Cztery lata – dokładnie tyle było pomiędzy nimi różnicy. Sama specjalnie tego nie odczuwała, Lazar zapewne też, ale jakże ich możliwości w czarodziejskim świecie się bardzo różniły. Chociażby w tak głupiej i prowizorycznej sprawy jak udział w festiwalu. Ona musiała się ukrywać przed nauczycielami i służbami, co powodowało, że czuła się trochę… nieswojo i nie mogła oddać się do końca zabawie, niestety. Grigoryev miał zdecydowanie lepszą sytuację… A chociaż mogło się tak wydawać.
Doubravka aż za dobrze wiedziała, jak to jest mieć rodzeństwo, nawet starsze. Najgorzej, gdy Twoja siostra czuje okropną zazdrość wobec tego, że to nie ona ma magiczne zdolności, przez co wasze relacje nie należą do najlepszych… Aczkolwiek trzeba przyznać, że Lazar miał w sobie coś ze „starszego brata”. Pomagał jej, mogła na niego liczyć praktycznie zawsze. I nie ma co ukrywać, że posiadanie kogoś bliskiego z daleka od domu podtrzymywało ją na duchu.
Przestań się nabijać z mojego wzrostu! – Burknęła, robiąc przy tym minę obrażonego chomika, nabierając powietrza w policzki.
Scena rockowa to było jednak to! Dobra, nieco cięższa muzyka i przestała ją głowa boleć. Zdecydowanie to była wina tych jęków… I wszystko byłoby super, gdyby nie zamieszki, które nagle wybuchły i ogólne zamieszanie. Ewakuacja prowadzona przez Aurorów, ogólnie panujący chaos… Ktoś ją popchnął, ktoś pośpieszył i to wszystko spowodowało, że drobna dłoń Doubravki wywinęła się Lazarowi – a ten szybko stracił ją z oczu.
Robiła to co jej kazano, choć cały czas się odwracając za przyjacielem. Nie dało się jednak wycofać. Czuła na plecach napieranie innych uczestników festiwalu.
Lazar! – krzyczała, ale miała wrażenie, że na marne. Za dużo hałasu…
W końcu udało się jej dostać do awaryjnego świstoklika. Była bezpieczna… ale czy Grigoryev też? Nie była pewna.

Scena rockowa, 3
Powrót do góry Go down


Hal Cromwell
Hal Cromwell

Nauczyciel
Wiek : 62
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175cm
C. szczególne : okulary do czytania, bardzo zły tatuaż na lewym ramieniu (podgląd w kp)
Galeony : 1041
  Liczba postów : 530
https://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
https://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
https://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptySro Lis 06 2019, 22:59;

Czy fakt, że na większość zespołów widocznych w harmonogramie wywracał oczami świadczył o tym, że zdziadział? Fakt, że Led Snitch zepchnięto gdzieś na jakąś scenę z boku, kiedy na dużej patroszyć miał się jakiś zakapior, którego utwory trudno było nazwać muzyką, aż się prosił o refleksje nad czasami, które kiedyś były, a których teraz nie było wcale. Wierzyć się nie chciało, że to-to było popularniejsze.
Ta rockowa muzyka też była kiedyś lepsza. Nawet nie było mu za bardzo szkoda, że nie miał możliwości zdążyć na Mephitis, które "za jego czasów" grało dużo lepiej. Z występów, które go ominęły najbardziej żałował Czystej Krwi, których muzyka wracała wiarę w ludzkość. Askaban był na jego gust zbyt pozerski, ale tak naprawdę i tak cieszył się, że uda mu się załapać także na ich koncert. Zresztą na żywo wszystko było dużo lepsze i z całą pewnością nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało. Nadal czekał jednak przede wszystkim na Led Snitch. Wyglądało jednak na to, że się nie doczeka.
Nagle koncert przerwano i wszystkim pod sceną zajęło chwilę, by zrozumieć dlaczego. Pod dużą sceną doszło do jakichś zamieszek. Hal w pierwszym odruchu nie mógł powstrzymać uczucia pogardy. Za jego czasów pod scenami tańczyło się dzikie pogo i nikt nie płakał jak się trochę poobijał. W końcu jednak oprzytomniał na tyle, by uświadomić sobie, że pogo a rasiści bijący kogo popadnie, to jednak dwie różne rzeczy. Nie mógł jednak pojąć jakim cudem chuliganów było tak wielu, że nie mogli po prostu rozgonić hałastry, tylko przerywali wszystkie koncerty. Tymczasem atmosfera gęstniała i panika w ludziach rosła. Hal starał się ewakuować sprawnie, ale w pewnej chwili zastąpiła mu drogę grupka napastników, wśród których - ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu - rozpoznał Tommy'ego Smitha, razem z którym lata temu jarał blanty w ostatnim wagonie Expressu Hogwart. Sam nie wiedział, czy cieszyło go, że w tym układzie Tommy nazwał go "swoim chłopem". Był jednak zbyt skołowany całym tym zajściem, by wydobyć z siebie jakieś zaprzeczenia. Nie spodziewałby się, że ludzie w jego wiku mogą być jeszcze tak głupi, by brać udział w podobnych rozróbach. Na oprylaku był z niego dużo fajniejszy kolega, a Hal pamiętał nawet, że wąchał z nim w lochach butapren, przywieziony z domu po Świętach. Wtedy mu jakoś nie przeszkadzało, że klej był mugolski.
Pozostając w ciężkim szoku dotarł jakimś cudem do ewakuacyjnego świstoklika.

Kostka: 2
Powrót do góry Go down


Cassian Therrathiel
Cassian Therrathiel

Wiek : 31
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191
C. szczególne : Znamię na barku
Galeony : 3198
  Liczba postów : 301
https://www.czarodzieje.org//t16132-cassian-lycus-therrathiel
https://www.czarodzieje.org/t16135-linda#451649
https://www.czarodzieje.org/t16131-cassian-therrathiel#451696
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyCzw Lis 07 2019, 10:02;

Naprawdę żałuję, że nie mogę spędzić tego czasu z Vivien – choć jej śpiew jest dla mnie codziennością, to nie lubię odpuszczam okazji podczas których mógłbym jej posłuchać, zaś wielki koncert będący zapewne jednym z największym sukcesów w karierze mojej narzeczonej to coś czego oczywiście nie chciałbym przegapić. Niestety nie wszystko idzie po mojej myśli – szef kieruje mnie na nocną zmianę, wraz z Zakrzewskim. W normalnej sytuacji zapewne nawet bym się ucieszył, gdyż młody auror mimo różnic światopoglądowych jest świetnym kompanem, ale teraz żałuję przepuszczonego koncertu Vivi.
Wieść o czerwonym alarmie wprowadza mnie w stan paniki. Pierwszy raz od lat nie potrafię zachować spokoju w pracy – stres o Vivien jest zbyt silny. Nawet w przypadku zagrożenia Aurory nie stresowałem się aż tak. Moja siostra jest silną kobietą, która w obliczu zagrożenia potrafi miotać we wroga czarnomagicznymi formułami, zaś moja narzeczona, mimo silnego charakteru jest niezwykle delikatną personą. Z kołaczącym sercem teleportuję się na pola Londynu.
- Możemy najpierw sprawdzić co z Vivien? – pytam Lysandra.

Auror
Powrót do góry Go down


Lysander S. Zakrzewski
Lysander S. Zakrzewski

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 27
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 197
C. szczególne : Atletyczna budowa, veela vibe
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
Galeony : 2326
  Liczba postów : 1661
https://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
https://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
https://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyCzw Lis 07 2019, 10:35;

Westchnąłem cicho – mieliśmy naprawdę masę roboty i choć rozumiałem obawy Cassiana to wiedziałem również, że nie mamy czasu na sprawdzanie bezpieczeństwa Vivien, która miała własną ochronę. Miałem jednak świadomość, że muszę zrobić coś, żeby uspokoić mojego partnera, bo nigdy nie widziałem go tak rozdrażnionego i obawiałem się, że nie będzie skupiony, co mogło negatywnie wpłynąć na powodzenie naszej akcji.
- Wyślij jej patronusa – rzuciłem szybko – I dokup sobie wizzengera do wizzbooka, bo żyjesz jak w lesie
Nie byłem zbyt współczujący, ale w gruncie rzeczy wiedziałem, że mieliśmy na ten moment ważniejsze zadanie. Ruszyłem w stronę tłumu rozbiegającego się tłumu – choć nadzorowali go ludzie z Ministerstwa to był on zdecydowanie zbyt niezorganizowany.
- Cześć Barney – rzuciłem do znajomego aurora, który nadzorował ewakuację – Gdzie nas potrzebujesz?
Powrót do góry Go down


Cassian Therrathiel
Cassian Therrathiel

Wiek : 31
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191
C. szczególne : Znamię na barku
Galeony : 3198
  Liczba postów : 301
https://www.czarodzieje.org//t16132-cassian-lycus-therrathiel
https://www.czarodzieje.org/t16135-linda#451649
https://www.czarodzieje.org/t16131-cassian-therrathiel#451696
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptyCzw Lis 07 2019, 11:00;

Wiem, że w tym momencie musze się poświęcić pracy, a mimo to tracę profesjonalizm. Dopiero Lys stawia mnie na nogi – zgodnie z jego sugestią wysyłam do Vivi patronusa, przez moment zastanawiając się o co chodzi z tym wizzengerem, jednak po chwili zarzucam myśl i biegnę za Zakrzewskim. Choć to ja mam dłuższy staż i powinienem przewodzić akcją to jestem wdzięczny, że mój młodszy kolega ogarnia sytuację, kiedy ja mam w głowie coś zdecydowanie bardziej stresującego.
Dobiegamy do aurorów i czekamy na dalsze instrukcje – w międzyczasie rozglądam się po okolicy wyglądając różnych zagrożeń. Nasza okolica wydaje się stosunkowo spokojna, ale w dali dostrzegam ogień i agresorów. Mój stres narasta, ale po chwili patronus do mnie wraca. Vivien jest bezpieczna. Oddycham z ulgą i mogę na spokojnie wrócić do pracy.
Powrót do góry Go down


Matthew C. Gallagher
Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1345
  Liczba postów : 1054
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 EmptySob Lis 09 2019, 16:50;

Nikt nie był nieomylny, to prawda, i może to nawet i lepiej, bo wówczas życie byłoby cholernie nudne. Człowiek uczył się na błędach, ale i przez błędy przeżywał nieraz mnóstwo sytuacji, po których paradoksalnie pozostawały mu dobre wspomnienia. Ważne było jedynie to, by wysnuwać wnioski ze swych poprzednich zachowań i nie powtarzać ich, jeśli przynosiły wyłącznie negatywne konsekwencje. Teraz już o tym wiedział, a przez to starał się żyć tak, by niczego nie żałować.
- No co? Warto chociaż spróbować, nie? – Mruknął do Nessy wesołkowatym tonem, bo chociaż znalezienie tego jednego konkretnego piwa wśród innych, zważywszy na fakt że dziewczyna nie pamiętała żadnych szczegółów, graniczyło z cudem. Uważał jednak, że nie dowiedzą się, jeśli nie popróbują różnych, a kto wie? Może los się do nich uśmiechnie? Przyszedł na festiwal z myślą o dobrej zabawie, a jeśli przy okazji miał szansę pomóc swojej koleżance, gotowy był się „poświęcić” i wypić tych piw znacznie więcej. Na razie jednak upił tylko małego łyka, nie chcąc pozbawiać bursztynowego trunku panny Lanceley.
- Brzmi jak dobry plan. – Dodał, oddając jej butelkę, a zaraz po tym popędzili wspólnie na koncert przyjaciółki ze Slytherinu. Z każdym krokiem głowa bolała go nieco mniej, z czego był naprawdę rad. Cóż, najwyraźniej powinien omijać koncerty Silvii, nawet mimo jej wspaniałomyślnych poglądów.
- Mam nadzieję, chociaż w tym tłumie to jakiś koszmar. Gdybyśmy się zgubili, idź do głównego wejścia, ok? Tam się spotkamy. – Nessa podsunęła mu dobre rozwiązanie potencjalnych problemów z komunikacją. Nie rozmawiali o tym wcześniej, a lepiej było ustalić jakieś wspólne miejsce spotkań. Przy takim rozgardiaszu wszystko wszak było możliwe. – Ale za róż raczej podziękuję. – Rzucił po chwili rozbawiony, bo nie oszukujmy się, nawet mimo swojej orientacji nie wyobrażał swoich włosów w takim kolorze. Zresztą w jego opinii nie pasował on również do panny Lanceley, ale za żadne skarby nie chciał jej tego mówić, bo wiedział że wówczas jeszcze bardziej będzie jej ten fakt przeszkadzał. O wiele ładniej było jej jednak w naturalnym kolorze.
Po drodze na koncert Vivien kupili sobie po piwie, a Matt dał swej towarzyszce spróbować również tego, które sam wybrał, mając nadzieję, że być może jest to właśnie ten alkohol, o którym wcześniej mówiła. Szczerze mówiąc jednak, wątpił w to, bo wziął chyba najbardziej gorzki trunek, jaki mieli przy straganach. Uwielbiał piwo o wyraźnie wyczuwalnej goryczy, a to w pełni spełniało jego oczekiwania.
- Zdecydowanie. Ciemne piwa są dla mnie za słodkie… i jakieś takie „ciężkie”. Ah, no i często smakują kawą, a o ile lubię kawę, to niekoniecznie w połączeniu z procentami. – Odpowiedział na jej pytanie, po czym posmakował jej piwa. Miód mu jednak przeszkadzał, więc tylko utwierdził się w przekonaniu, że dla siebie wybrał odpowiednie.
Wreszcie dotarli pod scenę, ale koncert Ślizgonki również nie okazał się dla nich szczęśliwy, a pobliska awantura dotycząca czystości krwi wkurwiła go niemiłosiernie. Zresztą i panna Lanceley wdała się w jakąś dyskusję, choć nie słyszał dokładnie o czym mówiła.
- Nie jesteś. – Mruknął do niej, choć nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, o co poszło. – A korepetycje oczywiście nadal aktualne. Tylko z tymi surykatkami może sobie jednak daruj. Nie chcemy chyba kłopotów? - Z całym szacunkiem dla panny Dear, zaraz po tych słowach Gallagher zaproponował pannie Lanceley, żeby zwinęli się nieco wcześniej w kierunku sceny rockowej. Może tam ludzie będą mniej kłótliwi?
- Dzięki. – Uśmiechnął się jeszcze do Nessy, która próbowała go pocieszyć po tej nieszczęsnej rozmowie, którą usłyszał. Jej obecność sprawiała, że powoli zapominał o tych chamach spod małej sceny. On przecież wiedział, że czystość krwi nie miała żadnego znaczenia, a że ktoś miał inne zdanie… po prostu był głupi i nie powinien się tym za bardzo przejmować, a raczej ewentualnie takim osobom współczuć. Trudno było jednak ukryć fakt, że ten festiwal nie był dla niego zbyt szczęśliwy i z każdą chwilą coraz bardziej rujnował jego dobry nastrój. Gdyby nie jego ślizgońska koleżanka, pewnie już dawno by go opuścił. Zabawne, że nie spodziewał się nawet, co się niedługo wydarzy.
- Może wybierzemy się na koncert Vivi w jakichś bardziej kameralnych warunkach? Na pewno będzie jeszcze gdzieś grała. – Zaproponował wspólny wypad w spokojniejsze miejsce niż ten cały festiwal. Skorzystał z tego, że na scenę dopiero wchodził zespół Askaban, a przez ten przerywnik nie musiał się do niej drzeć. Upił też kilka łyków swojego zimnego piwa, które już w ogóle ukoiło jego nerwy. Czuł się o wiele lepiej niż podczas poprzednich koncertów i miał nadzieję, że teraz już lepiej będzie się bawił.
- Noo… chociaż teraz wchodzi Askaban. Też fajny zespół, o ile lubisz mocniejsze brzmienia. – Zapewnił ją, że warto pozostać przy rockowej scenie, skoro i tak nie mieli żadnego dalszego planu. Wreszcie udało mu się uniknąć również różnych magicznych efektów towarzyszących koncertom, więc mógł się pobujać do muzyki, a na jego twarzy pojawił się szerszy uśmiech. Do czasu… Nagle jacyś chuligani zaczęli bowiem zaczepiać wszystkich, ktoś coś krzyczał o tym, co wydarzyło się na koncercie DJ Mudblooda. Kurwa, totalny sajgon. Objął Nessę swoim ramieniem, kiedy usłyszał o jakimś punkcie ewakuacyjnym.
- Chodź, zmywamy się stąd! – Krzyknął jej na ucho, być może nieco zbyt głośno, ale zaraz po tym złapał ją za rękę, starając się ich oboje przeprowadzić przez tłum i przy okazji nigdzie jej nie zgubić. Niestety… w tych zamieszkach ktoś wcisnął się pomiędzy nich, a Matthew nie potrafił już jej odnaleźć. Ba, nie wiedział również jak dotrzeć do ewakuacyjnego świstoklika. Wszechobecna panika sprawiała, że nie potrafił dotrzeć do celu i przez dłuższy czas krążył od jednej do drugiej sceny. W końcu jednak ktoś z służb wskazał mu drogę, a chłopakowi udało się opuścić teren festiwalu bez szwanku. Tylko co się stało z Nessą? Miał nadzieję, że i ona znalazła się w bezpiecznym miejscu.

Kostka: 5
Położenie: scena rockowa -> ewakuacja
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Czarodziejskie pola - Page 16 QzgSDG8








Czarodziejskie pola - Page 16 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 16 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 16 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Czarodziejskie pola

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 19Strona 16 z 19 Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18, 19  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Czarodziejskie pola - Page 16 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-