Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Chantal de Lúrien
Chantal de Lúrien

Absolwent Gryffindoru
Rok Nauki : I
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 149
  Liczba postów : 330
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4203-chantal-elise-juliette-de-lurien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6412-chantalkowe-listy-milosne#180372
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 5 Sie - 23:26;

First topic message reminder :


Glówna ulica


Wzdłuż niej ciągną się kamienice, w których mieszkają czarodzieje. Niedaleko można znaleźć sklep spożywczy, park tojadowy, księgarnię, cukiernię i nawet jakiś pub. Jest zaprojektowana w dość starym stylu i ma w sobie odorbinę magicznego klimatu.



Ostatnio zmieniony przez Chantal de Lúrien dnia Wto 6 Sie - 0:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Segovia Ivanowa
Segovia Ivanowa

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Likantropia
Galeony : 200
  Liczba postów : 297
https://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
https://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
https://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 8 Paź - 22:17;

Patrząc na to z tej strony... Gdyby tylko znała miłosne podboje tego oto mężczyzny, zapewne mocno by się zdziwiła. Nie dlatego, że nie mógł takowych posiadać. Owszem, mógł... Po prostu, to zaskakujące, jak pewne aspekty życiowe, u różnych ludzi, mogą diametralnie się różnić. Posiadała jednego chłopaka i to jeszcze za czasów szkolnych. Nie nazwałaby tego prawdziwą miłością, nie określiłaby tego żadnym mianem. Zwyczajnie dobrze czuła się w towarzystwie tej jednej osoby... I wyszło jak wyszło. Skończyło się równie szybko, jak niespodziewanie się zaczęło. Pożegnanie nie było bolesne ani radosne, po prostu się stało... A jej dalsza przygoda? Cóż, czy oddanie się pracy mogło równać się idealnymi związkowi? Tak właśnie to widziała. Oddanie pasji i jednocześnie stanowisku, dzięki któremu miała co włożyć do gara. Tyle.
A to, że jej uczucia lawirowały między niewłaściwymi osobami to kompletnie inna bajka. Głęboko ukryta, jak wszystko co było z nią związane.
-Czuję się tak... Jakbym nie rozmawiała z tym samym Maximilianem... Chociaż czy w ogóle wiedziałam, kim jesteś? Wtedy również za wiele nie rozmawialiśmy.-Wzruszyła delikatnie ramionami, nie mijając się z prawdą. Nie widziała sensu w tym aby oszukiwać się do tego, jakie relacje łączyły tę dwójkę. Dopiero niedawno temu, zapewne dzięki wpływowi jednej persony... Jej pogląd na pewne sprawy całkowicie uległ zmianie. Wątpiła aby miało to zmienić jej usposobienie, jednak może zapoczątkować ruszenie czegokolwiek w jej życiu.
-Czemu zmierzasz do tego miejsca? Czemu ktokolwiek chciałby tam wracać?-Uniosła delikatnie brwi nie ukrywając swojego zniesmaczenia. Naprawdę nie przepadała za tą szkołą... To nie była kwestia złych wspomnień czy jakieś dziwnej traumy. Po prostu. Nie zmieniła swojego zdania nawet po tylu latach, nawet wtedy kiedy nie musi przechadzać się szkolnymi korytarzami.
I czy to właśnie nie z przyjaciółmi mogło rozmawiać się bez żadnych ograniczeń? Czy to nie oni odbierali nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę? Posiadanie więzi z innymi ludźmi w jej przypadku było trudne, właśnie dlatego, że nikt do końca nie wiedział kim była... Nigdy również się o to szczególnie nie starała... Jednak podejrzewała, że sprawy mogłyby potoczyć się różnie. Teraz.
Od rodziców... Jak długo zajęłaby jej droga, gdyby ona wracała od swoich? Swoją drogą, jego słowa sprawiły, że na moment skupiła się na rodzinnym domu i ludźmi, którzy się tam znajdowali.
Powrót do góry Go down


Maximilian Lamberd
Maximilian Lamberd

Nauczyciel
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
https://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
https://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
https://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyWto 9 Paź - 0:06;

Max za każdym razem uznawał, że ten związek będzie idealny. Z Gwen dogadywał się jak z osobą z którą znał się od wieków. Z Des jednak bardziej patrzył na to, że Ori była jej przyjaciółką, ale i tak bardzo dobrze się dogadywali. Za to z Beą? Sam nie wiedział jak to jest. Wszystko było idealnie, tak jakby sobie tego życzyli. Max naprawdę bardzo chciał się z nią związać. Wiedział, że jej rodzina nie jest zadowolona z tego faktu, ale czy miał zamiar się tym przejmować? Nigdy by się tym faktem nie przejmował. To przecież jest decyzja Beatrice, a nie ich rodziców czy rodzeństwa. Jednak mieli tak bardzo dobrą relację, że uwierzyła we wszystko. Max mógłby jeszcze walczyć o ten związek, ale sobie zwyczajnie darował. Nie miał zamiaru wchodzić w konflikt z jej rodziną, bo czuł, że nawet jakby się to jakkolwiek udało to rodzina byłaby temu przeciwna i mogłaby mu dogryzać. Więc szczerze powiedziawszy nawet tego nie żałował. Kochał ją, to na pewno, ale jej rodziny nie cierpiał. Był całkiem odmienny od jej rodziny, zdawało mu się, że ona sama odstawała od nich, ale teraz trudno mu było cokolwiek powiedzieć na ten temat. Beatrice dość mocno się zmieniła, ale teraz to nie jego rola, żeby spróbować się z nią dogadać. Pewnie gdyby się spotkali przypadkowo na ulicy normalnie by ze sobą rozmawiali. Przecież minęło już trochę czasu i kto wie czy Beatrice nie miała już kolejnego kandydata. Oczywiście bardzo jej tego życzył, ale na pewno byłoby mu z tego powodu przykro, że tak szybko się z tym pogodziła.
- To było dość dawno. Ja byłem jeszcze smarkaczem. - mruknął.
Segovia wtedy wchodziła w życie nastoletnie więc nie mogła traktować Maxa poważnie. Był dzieciakiem więc nie mógł jej niczym tak naprawdę dorównać.
- No nie mów. Ja bardzo dobrze wspominam Hogwart. Szkoła to mój drugi dom do którego zawsze bym bardzo chętnie wracał. Poza tym pewnie nie wiesz, ale ja pracuje jako woźny w szkole. Byłem gajowym, jednak pojawił się ktoś nowy i zaproponowano mi tę posadę na którą się zgodziłem. Mniej obowiązków. - powiedział. Taka była prawda. Jako gajowy jednak musiał się troszczyć o Zakazany Las. Co prawda ten las nie był mu taki obcy, bo już jako mały chłopiec pojawiał się tam, ale teraz był opiekunem uczniów, więc nie mógł dawać złego przykładu. Miał już tam wiele przyjaciół i pewnie się zdziwią, że się często nie będzie tam pojawiał, ale przyjaciół w biedzie nie może zostawić i już miał w planach pojawienie się tam w następnych dniach.
Powrót do góry Go down


Segovia Ivanowa
Segovia Ivanowa

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Likantropia
Galeony : 200
  Liczba postów : 297
https://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
https://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
https://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptySro 10 Paź - 16:40;

Czy to nie powinno wyglądać tak, że jak naprawdę jesteśmy w kimś zakochani, to zrobimy wszystko aby z tą osobą być? Albo próbujemy uszczęśliwić ją nawet własnym kosztem... A nie dlatego, że mamusi i tatusiowi nie spodobał się wybór córeczki. Cóż, nie powinna(dlatego nie wypowiada się w tym temacie na głos), kwestionować czyjegokolwiek wyboru... Jej brak kompletnego doświadczenia wcale nie oznaczał, że nie posiadała jakiejkolwiek wiedzy w tym temacie. Zwyczajnie nie mogła tej wiedzy niczym poprzeć, dlatego zachowywała swoje mądrości w tej kwestii dla siebie. Jednak coś jest w tym, że w pewnym momencie nie liczy się nasze dobre, tylko czyjeś... Pech chciał, że nauczyła się być egoistką i trudno będzie jej to zmienić. Nie widziała nawet ku temu powodu.
Coś jest albo czegoś nie ma. Tyle.
-Wieki temu... I owszem, byłeś.-Powiedziała spokojnie, bez cienia jakichkolwiek pretensji czy obelgi. Nie będą się oszukiwać, prawda? Segovia od zawsze znajdowała się w stanie, w którym była o wiele starsza od wieku, który jest jej przypisany. To nie zmieniło się do tego momentu.
Doskonale wiedział, jaki stosunek miała do szkoły. Czy to właśnie nie ich pierwsze spotkanie dotyczyło tego, jak fatalna była ta uczelnia? Przynajmniej w jej mniemaniu. Wtedy zastanawiało ją to, jak bardzo człowiek zdolny jest do uczepienia się jednej myśli i do nagabywania do niej innych. Nigdy nie przekonała się do Hogwartu i nie zamierzała w najbliższym czasie tego zmieniać. Czasem zdarzają się w naszym życiu rzeczy, bądź spotykamy osoby, którym od razu mówimy nie. Bez wcześniejszego poznania, czy zaznajomienia się ze szczegółami. Nie i koniec. Miała podobnie. Nie skomentowała pracy woźnego, choć zdecydowanie korciło ją to, aby spytać... Dlaczego?!
-Byłeś? Czemu już nim nie jesteś?-Spytała spokojnie i przyjrzała się mijanej przez nich witrynie sklepowej. Sama od zawsze wiedziała, że będzie pracowała w Ministerstwie, kwestia tylko wybranego zawodu delikatnie różniła się od tego, kim miała zostać w oczach swojej rodziny. Wtedy jeszcze nie znajdowała się na pozycji reprezentatywnej, dlatego mogła pozwolić sobie na bunt... I wyszło jej to na dobre. Choć czy na pewno? Czy sygnet na jej palcu mówi to, w czym tak uparcie się utwierdzała? Przeniosła ponownie swoje uważne spojrzenie na mężczyznę. Próbując przypomnieć sobie jego twarz oraz całą jego postać z dawnych czasów. Kompletnie różnił się od osoby, która teraz kroczyła z nią ulicą. To zaskakujące jak niewiele lat potrafi wpłynąć na człowieka.
Powrót do góry Go down


Maximilian Lamberd
Maximilian Lamberd

Nauczyciel
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
https://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
https://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
https://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyNie 14 Paź - 13:32;

Owszem, powinno zrobić się wtedy dosłownie wszystko, ale przecież to musi działać w oby dwie strony, a nie że tylko jedna osoba będzie się starać. Z Beatrice chciał, żeby to wszystko się wyprostowało, ale on sam nic nie zdoła z tym zrobić. Mimo jego przekonywań ta nie chciała go nawet wysłuchać. Jednakże może i dobrze z drugiej strony? Może to nie była taka prawdziwa miłość? Sam zdrady nigdy by nie wybaczył, ale Max jej nie zdradził. Niewinny pocałunek to przecież nie jest zdrada, a na pewno nie taka, żeby nie dać jakichkolwiek szans. Ale nie miał zamiaru się nad tym dłużej zastanawiać. Tak wyszło i trudno. Najwyraźniej nie byli sobie pisani. Oczywiście bardzo tego żałował, ale Viv nie musiała o tym jej mówić. Sama też mogła być temu winna podobnie jak i on. Przecież nie zmuszał jej do tego, a jednak Beti jej nie brała pod uwagę, tak jakby Max zrobił to z premedytacją i zmusił do tego siostrę Bei. Zresztą później spotkał się z Viv i zauważył, że ta zrobiła to specjalnie. Chciała go w jakiś sposób pomścić i udało jej się. Gdyby nie ona, pewnie z Beą by teraz dyskutowali o najbliższym terminie ślubu, a tak to mógł sobie to tylko wyobrażać.
- No tak, ale gdyby nie wścibski smarkacz to pewnie przeszlibyśmy obok siebie kompletnie nie zwracając na siebie jakiejkolwiek uwagi. - powiedział do niej i wzruszył ramionami. Na ten moment relacji to pewnie oby dwóm zbytnio na tym nie zależało. Mało co się znali. I tak całe szczęście, że pamiętali swoje imiona.
Wzruszył ramionami i westchnął. - Szczerze powiedziawszy to nie mam pojęcia. Po prostu wracając w tym roku do szkoły dyrektor zaprosił mnie na rozmowę. Pewnie zlokalizował jakiegoś swojego przyjaciela i uważał, że jemu bardziej ta posada odpowiada. - powiedział do niej. Dla niego to nie było żadnej różnicy, nadal wiele mógł i nadal mógł być w Hogwarcie, a na tym mu najbardziej zależało. Uczniowie i tak z miotłą go nie zauważą, bo nawet teraz pod wpływem zaklęcia różnego rodzaju miotły czyściły korytarz pod jego nieobecność chyba, że któremuś z uczniów zachciało się robić psikusa.
Powrót do góry Go down


Segovia Ivanowa
Segovia Ivanowa

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Likantropia
Galeony : 200
  Liczba postów : 297
https://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
https://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
https://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 15 Paź - 14:11;

Racja. Nie zdziałamy niczego, jeżeli walczymy w pojedynkę, a choć sama była zwolennikiem indywidualności i samowystarczalności... Wiedziała z własnego doświadczenia, że czasem sama dobra intencja i pragnienie nie wystarczą. Uważa się za silną osobę, taką, która twardo stąpa po ziemi, bo z jednej strony została tak wyszkolona i musiała taka być, a z drugiej, po części już taka się urodziła i łatwo jej było sobie z tym poradzić. Pragnęła odnaleźć brata, ponownie ich ze sobą połączyć... Bo bez niego czuła się jak niepełna wersja siebie. Nieważne ile razy mogli się nie zgadzać, jak różnie podchodzili do spraw ważnych i tych mniej ważnych... Zawsze wiedziała, że miała go po swojej stronie. Jednak on postanowił odejść, o niczym jej nie mówiąc. Odszedł. A lata spędzona na jego poszukiwaniach doprowadziły ją do tego miejsca, miejsca, w którym pomimo zapewnień, że wymazała go ze swojego życia... Wciąż liczyła na to, że kiedyś ponownie się spotkają. Okłamywała samą siebie i nie miała nic przeciwko temu.
Prawda jest taka, że jakikolwiek akt w kierunku drugiej osoby jest zdradą. Czy to niewinny pocałunek, czy wskoczenie komuś do łóżka. Jest to równomierny uczynek, bo chodzi o zdradę zaufania, którym obdarza się tę drugą osobę. Tego nie da się od tak naprawić. To zawsze będzie w nas siedziało, nieważne jak bardzo próbujemy pokazać, że jest inaczej.
Uśmiechnęła się lekko, choć nie było w tym geście niczego radosnego. Ignorowała Max'a nie dlatego, że był młodszy i mógł nie zrozumieć pewnych kwestii, które dla niej wtedy były istotne. Nie ignorowała go również dlatego, że był grubszy i nieznośny. Ignorowała go, bo niemiłosiernie jej kogoś przypominał, cechy, którymi się charakteryzował również wypominały jej to, kim sama była.
-Dlaczego ta posada? Gajowy, a potem woźny. Nie chciałeś... Nie wiem. Czegoś ambitniejszego?-Spytała i utkwiła w nim swoje spojrzenie. Pomimo tego, że wcale nie zamierzała go urazić, ani napiętnować jego wyboru kariery... Sam ton jej głosu i wydźwięk tego pytania sugerował coś odwrotnego. Jeżeli wcześniej nie wydawała się wyniosła, to w tym momencie mógł całkowicie zmienić o niej zdanie. Była do tego przyzwyczajona, jednak nie zamierzała ukrywać nurtujących ją pytań. Była zainteresowana, nic więcej.
Powrót do góry Go down


Maximilian Lamberd
Maximilian Lamberd

Nauczyciel
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
https://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
https://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
https://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyNie 21 Paź - 19:50;

Nigdy na nikogo specjalnie nie liczył, zawsze starał się wszystko wykonać sam i sprostać zadaniu bez niczyjej pomocy. Chyba życie go tak nauczyło. W domu nigdy nie mógł liczyć na biologicznych rodziców. Zazwyczaj ich nie było w domu, a opiekowała się nim rodzina. Teraz był ciekawy co się z nimi tak naprawdę dzieje. Wiedział, że wszyscy należeli do tych złych. Jego babcia jedynie była temu przeciwna, ale z tego też faktu nie dostarczano go do niej. Mało kiedy się z nią widywał, a jeżeli widywał to nielegalnie i gdyby się jego rodzice o tym dowiedzieli mogłaby mieć przez to kłopoty. Więc często ta odbierała go od innych krewnych, żeby tylko jego matka się o tym dowiedziała. Gdy tylko został adoptowany nie dane mu było widywać się z rodziną. Prócz oczywiście cioci Carstairs. To właśnie ona pomagała mu spotykać się z babcią. Ta jednak jakiś czas temu odeszła co chłopak bardzo przeżył, ale było to dość dawno, bo jeszcze uczył się. Często mu jej bardzo brakuje, ale na szczęście rodzice byli bardzo w niego zaangażowali i spełniali się w stu procentach w roli prawdziwych rodzicieli. Nigdy nie brakowało mu ani matki ani ojca. Szczerze powiedziawszy nie liczył nawet na to, że jego ojciec żyje, miał nadzieję, że nie. Był złym człowiekiem i nienawidził go za to. Przecież to on zabił własną żonę i osierocił przez to Maxa. Może jej nie uwielbiał, ale matka to matka, tak? Niekiedy pamiętał dobre czasy kiedy to nawet potrafiła z nim zamienić kilka słów. Jednakże nie była z niej dobra matka. Naprawdę nie miał za kim tęsknić.
- Oczywiście, że chciałem coś ambitniejszego, ale zwyczajnie zabrakło ochoty do nauki. Nigdy nie miałem z nią problemów, ale miałem problemy z rodziną i tak jakoś wyszło, że nie skupiłem się na tym w odpowiednim czasie. - powiedział do niej i westchnął. Czasami miał do siebie o to żal. Mógł być teraz asystentem w szkole nauczyciela od Zielarstwa, bo jedynie w tym przedmiocie czuł się pewnie. Jednakże wyszło jak wyszło i został tym kim jest. - Ale mimo tego bardzo się cieszę, że zostałem w Hogwarcie. Pewnie nie jeden student o tym marzy. - oznajmił. Sam nie wyobrażał sobie rozstanie z Hogwartem. A ta praca sprawiała mu wielką radość więc to chyba najważniejsze w tym wszystkim. Może kiedyś jeszcze spróbuje swoich sił, ale na ten moment jest mu bardzo dobrze i nie chciałby tego teraz zmieniać.
Powrót do góry Go down


Segovia Ivanowa
Segovia Ivanowa

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Likantropia
Galeony : 200
  Liczba postów : 297
https://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
https://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
https://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyWto 23 Paź - 15:47;

Rodzina to bardzo złożona część naszego życia. Nieważne jak ułożona, jak majętna mogłaby być... Wszystkie mają swoje spaczenia czy odchyły od normalności. Segovia w pewnym momencie swojego życia stanowiła idealny przykład tradycji, którymi kierował się jej ród. Musiała stanowić przykład dla innych, w końcu była jedyną osobą, która miała przejąć obowiązki zaraz po swoim ojcu... W matce straciła oparcie zapewne w momencie, w którym przyszła na świat. Ta kobieta z wdziękiem wykonywała swoją rolę jako żona, tępo stojąca za swoim małżonkiem, nieważne czy zgadzali się co do słuszności podejmowanych decyzji. Seg była skórą zdjętą z ojca, było jednak też wiele kwestii, które ich dzieliły... A może wcale tak nie było. Może są na tyle podobnymi osobistościami, że nie ma możliwości aby kiedyś stanęli po tej samej stronie...
Teraz to wszystko przestało mieć znaczenie. Od dziecka, pomimo ludzi, którzy ją otaczali, uczyła się radzenia po swojemu. Nie na własną rękę, ale sama dyktowała swoje tempo i to, co zrobi później. Była przygotowana na to, co nastąpiłoby prędzej czy później, pomimo zapewnień i spisanych wcześniej umów. Straciła brata na poczet przekleństwa, straciła matkę z powodu szaleństwa, a ojca... Prawdopodobnie nigdy nie miała.
-Nigdy nie jest za późno... Nie zrozum mnie źle, rodzina jest ważna. Jednak kiedyś zaczniesz tworzyć własną i co wtedy? Może nie masz z tym problemu, nie wiem, jednak czy chciałbyś kiedyś obejrzeć się za siebie i żałować chociaż jednej rzeczy w swoim życiu?-Wzruszyła delikatnie ramionami. Sama doskonale zdawała sobie sprawę z wartości jaką sama w sobie była rodzina, tylko w jej przypadku ta wartość miała swoje własne znaczenie. Wcale nie była bezwarunkowa. Dlatego już dawno temu zadecydowała o tym, w którym kierunku pójdzie. Nie dotyczyło to jedynie sfery kariery ale i całego jej życia. Jeszcze do niedawna żyła w przeświadczeniu, że uczyni to, co prawdziwa Ivanowa powinna zrobić. Dzisiaj? Czy jej dziwny chociaż beztroski uśmiech nie świadczył, że wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni? Pierwszy raz od dłuższego czasu oddychała swobodnie.
-Spotkamy się jeszcze, czy to jedno z tych spotkań, które kończą się właśnie w tym momencie?-Spytała spokojnie i przeniosła na niego swoje uważne spojrzenie. Nie miała nic przeciwko kawie, czy jakimkolwiek innym rodzaju spędzenia czasu, który mógłby podtrzymać ich znajomość.
Powrót do góry Go down


Salem Latif
Salem Latif

Nauczyciel
Wiek : 29
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 190cm
C. szczególne : Zapach kadzideł, ślady farb na dłoniach, bardzo dużo pierścionków
Galeony : 377
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t20282-salem-omar-usama-latif#634668
https://www.czarodzieje.org/t20303-bitaqa-sowa-salema#637187
https://www.czarodzieje.org/t20281-salem-latif-kuferek
https://www.czarodzieje.org/t20306-salem-latif-dziennik#637474
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyWto 27 Kwi - 22:35;

Zadanie z Proroka Codziennego

Moją pierwszą reakcją na ogłoszenie w biuletynie Proroka Codziennego jest śmiech, bo trochę nie dowierzam, że ktoś mógłby tak lekką ręką zapraszać do siebie obcych, skoro problem nie wydaje się poważny. Początkowo odrzucam gazetę gdzieś na bok i chyba dopiero przy wkładaniu do kieszeni nieco zbyt pustej sakiewki, w której cichutko pobrzdękują galeony, przypominam sobie o tamtej ofercie. Sprawdzam ją raz jeszcze, upewniając się czy czarownica naprawdę napisała o poszukiwanym astronomie, a jednak postanawiam zaryzykować. Znaki zodiaku przeplatają się w astrologię, a ona z kolei w Wróżbiarstwo. Wiem, że jestem w stanie uspokoić nieznajomą raptem kilkoma ładnie brzmiącymi wyjaśnieniami, więc po sprawdzeniu adresu udaje mi się wysłać list, umówić... i wreszcie wyruszyć do tej Strzelco-Wodnikowej matki.
Kiedy się przedstawiam, kładę dodatkowy nacisk na nazwisko, nie wiedząc jak dokładnie w Wielkiej Brytanii jest przyjmowane. Z tego co wiem, niewiele jest rodzin jasnowidzów, więc trochę liczę na renomę Latifów, zwłaszcza w przypadku tak skłaniającej się w stronę Wróżbiarstwa kobiety. Proszę ją o dokładne wyjaśnienie sprawy i przytoczenie sytuacji, w których jej córka dziwnie się zachowywała. Cudem udaje mi się wymigać od poznawania dziewczynki - nie mam ochoty na zabawę w niańkę, więc wymyślam jakieś absurdalne powody, że jej zaburzona aura może wywołać zakłócenia, przez które nie dotrę do sedna problemu. Słucham o zajęciach, na które mała chodzi i o tym, że jest zbyt buntownicza jak na Strzelca, a przy tym wcale nie wydaje się przyjacielska. Dowiaduję się też, że wszystkie te pomysły wzięły się z jakiegoś tandetnego, kolorowego czasopisma dla czarownic domowych i mam poważny problem z powstrzymaniem się od komentarza odnośnie koszmarnej okładki z kryształową kulą, w której zaklęta została mgła, niby przepowiadająca ciekawostki z zawartych w magazynie artykułów.
Kiedy wreszcie mam szansę dojść do głosu, zaproponowana mi na samym początku spotkania herbata jest już prawie zimna, a mój dobry humor nieco oklapnął. Z łatwością jednak odnajduję się w wyjaśnieniach, że podczas gdy Wodniki rzeczywiście są buntownicze, to Strzelce bywają impulsywne i nie lubią sugestii z otoczenia, co może czasami wyglądać podobnie. Proszę ją, by nie przejmowała się przyjaźniami, bo tak - to Wodniki cechuje niezależność, ale koniec końców cenią przyjaźń równie mocno, co takie niby otwarte Strzelce. Dopytuję jeszcze kiedy dokładnie córka się urodziła i sprawdzam w moim notesie, w którym robię astrologiczne notatki, spod jakich znaków tak naprawdę jest, jakie planety nad nią czuwają i w jakiej fazie był wtedy Księżyc.
Żegnamy się całkiem sympatycznie. Dostaję zapewnienie co do tego, że jeszcze dostanę update jak dziewczynka się trzyma, bo jej matkę chyba mocno pocieszyła myśl, że dzieci nie mają jeszcze przecież tak wyrobionych cech, jak dorośli, a znaki zodiaku pozostają takie same przez całe życie, więc nie trzeba do nich dojrzewać aż tak od razu. I może nie wzbogaciłem się jakoś mocno, a jednak usta same rozciągają mi się w delikatnym uśmiechu, gdy niespiesznie przemierzam londyńskie uliczki.

|zt
Powrót do góry Go down


Theresa Peregrine
Theresa Peregrine

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 164 cm
C. szczególne : konwaliowe perfumy | bardzo donośny, niski głos | lekki szkocki akcent, który intensywnieje wraz z emocjami | broszka w kształcie muszli ślimaka przypięta zazwyczaj do szkolnej torby
Galeony : 113
  Liczba postów : 307
https://www.czarodzieje.org/t18765-theresa-peregrine#538010
https://www.czarodzieje.org/t18833-tereskowa#540953
https://www.czarodzieje.org/t18766-theresa-peregrine
https://www.czarodzieje.org/t18811-theresa-peregrine-dziennik#53
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyNie 4 Lip - 15:17;

Ojciec nie widział jej od roku, a mimo to ich rozmowa przebiegła dokładnie tak samo, jak zawsze – tym razem jednak odgrywanie niezmiennego scenariusza "co słychać-dobrze-to dobrze" zabolało bardziej niż zwykle. Może Ramsay zupełnie stracił poczucie czasu, wiecznie zamknięty w zacienionym, zagraconym mieszkaniu? Może oderwał się od rzeczywistości już kompletnie i nie zauważył długich miesięcy jej nieobecności?
A może po prostu było mu już wszystko jedno?
Nieprzeniknione, puste spojrzenie mężczyzny nie zawierało odpowiedzi na to pytanie. Czasami Theresa miała wrażenie, że nie zawierało już nawet żadnego człowieka – nie tylko tego, którego kiedyś znała. (Tym razem nie mogła strząsnąć uczucia, że zna ten widok skądś jeszcze.)
Wstąpiłam do cyrku, na początku tylko tresowałam pchły, ale ostatnio zaczęłam też ujeżdżać słonie – próbowała wytrącić go z marazmu, złapać kontakt wzrokowy.
Mmmmm, tak?
Tak, niebezpieczna robota, dobrze że do trupy należy uzdrowiciel, udało mu się złożyć mój kręgosłup po wypadku ze smokiem.
Świetnie. Zawsze byłaś zdolna.
Poddała się z westchnieniem. Jak zwykle. Dlaczego jeszcze w ogóle próbowała? Zanim wyszła, zrobiła jeszcze ojcu herbatę i pozmywała niewiarygodnie wielki stos brudnych naczyń (starając się nie myśleć o tym, że widok pustego wzroku ojca skojarzył jej się wcześniej z własnym odbiciem w lustrze).
Szła przez Tojadową z wzrokiem wbitym w ziemię, niespiesznie powłócząc nogami. Donikąd jej się nie spieszyło – a już zwłaszcza do Hamilton, gdzie Elodie pewnie czekała w niecierpliwości, żeby wypytywać ją o postępy z poszukiwaniem pracy i opowiadać o salonikowych nowościach, dla których miała nadzieję obudzić w Theresie pasję (skoro udało jej się ugiąć córkę do swojej woli w innych sprawach, najwyraźniej i w tej przewidywała swój sukces). Z zamyślenia wyrwał ją brzęk, gdy kopnęła coś przy stawianiu kroku. Podniosła z ziemi pęk kluczy, rozglądając się za jego właścicielem.
Przepraszam! – zawołała za wysokim mężczyzną, który szedł kilka kroków przed nią. Musiała podbiec do niego truchtem, żeby się z nim zrównać. – To twoje? Chyba ci wypadły – powiedziała, gdy już udało jej się zwrócić jego uwagę, wyciągając przed siebie znalezisko.

@Thaddeus H. Edgcumbe
Powrót do góry Go down


Thaddeus H. Edgcumbe
Thaddeus H. Edgcumbe

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 195cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
Galeony : 182
  Liczba postów : 825
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 5 Lip - 0:47;

Miał urwanie głowy - dosłownie wręcz. Nigdy nie był specjalnie dobry w ogarnianiu zbyt wielu rzeczy na raz. Właściwie to był w tym prawdziwie beznadziejny - potrafiąc priorytetować jedynie rzeczy związane z własnym treningiem. Właśnie dlatego znajdował się obecnie w swojej szczytowej formie, co zdawali się zauważać wszyscy naokoło prócz niego samego. Z raczej przeciętnego, choć na pewno cennego ścigającego stał się nagle pożądanym przez inne drużyny obrońcą - a wszystko przez własne zapracowanie i kilkumiesięczny transfer do USA. Nagle nie był już sytuacyjnym elementem drużyny wzmacniającym resztę ścigających. Był wschodzącą gwiazdą na podniebnym firmamencie, o którą zabiegały drużyny z Europy - a menadżer amerykańskich Zięb z Fitchburga zaczepiał go nawet na wizzengerze.
Był tym, kurwa, zmęczony.
Nie nadążał odpowiadać na korespondencję, jego jedyną stałą był grafik treningu Srok z Montrose i reprezentacji narodowej. Sam nie wiedział właściwie gdzie mieszkał, czy ze Strauss i Fitzgeraldem, czy w jednym z kolejnych londyńskich hoteli, gdzie boy hotelowy już bez słowa wystawiał jego Bravo, wiedząc, że 15 minut po śniadaniu będzie wyjeżdżał. O studiach w Hogwarcie praktycznie zapomniał - zdając drugi rok jedynie na słowo honoru, rzutem na taśmę zaliczając jakieś beznadziejnie nieważne egzaminy.
Osiągnął to, co zamierzał - ciężką pracą, pomimo wszystko. Czuł satysfakcję patrząc na siebie w lustrze i odbierając z hotelowej recepcji plik kopert od najlepszych drużyn ligowych - i to nie tylko z Wysp. Nie potrafił się jednak tym cieszyć - wracając do pustego hotelu, za towarzysza mając konwersację na wizzengerze z Coltonem.
Wychodził właśnie z jednego z londyńskich mieszkań - po spotkaniu z potencjalnym menadżerem, który ogarnąłby jego zawodowy pierdolnik za niego. Pojeb z galeonami zamiast oczu - już wiedział, że nie chce, żeby ktoś taki zarządzał jego czasem. Nachmurzony, marszcząc czoło, zdjął z potężnego przedramienia motocyklową kurtę i założył ją na siebie z rozmachem, ruszając żwawym krokiem do motocykla, który zaparkował za rogiem.
Miał wrażenie, że odchodzi już od zmysłów - a rozbrzmiewający mu w głowie głos Theresy tylko go w tym upewniał. Zaczepiająca go młoda kobieta okazała się do Peregrine absurdalnie podobna - ruszała się nawet identycznie, wyciągając przed siebie pęk kluczy - jego kluczy. Zielone tęczówki przesunęły się po jej twarzy nieprzytomnie - Zwariowałem, pomyślał.
Dziękuję, niedługo zgubię własną głowę — wysilił się do uśmiechu, uchylając niewidzialnego kapelusza w podziękowaniu. — Zapasowe kluczyki już gdzieś posiałem... — Sięgnął do jej dłoni po swoją zgubę - dotykając przez krótki moment jej skóry, wszystkie włoski na ciele stanęły mu dęba - a do nosa dotarł zapach... Konwalii.
Hera — wykrztusił cicho, bezgłośnie właściwie, spinając się jak rażony Atrapoplectusem. Mimowolnie ujął jej drobną dłoń - zamykając w swojej i jej smukłe palce i kluczyki. Momentalnie wzrok mu wytrzeźwiał. Prawie dwumetrowy Thaddeus praktycznie padł na kolana, zupełnie nagle przygnieciony czymś - co myślał, że zostawił już za sobą, przynajmniej te trzy miesiące temu.
Co tu robisz? — spytał bez namysłu, gwałtownie cofając dłoń.
Powrót do góry Go down


Theresa Peregrine
Theresa Peregrine

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 164 cm
C. szczególne : konwaliowe perfumy | bardzo donośny, niski głos | lekki szkocki akcent, który intensywnieje wraz z emocjami | broszka w kształcie muszli ślimaka przypięta zazwyczaj do szkolnej torby
Galeony : 113
  Liczba postów : 307
https://www.czarodzieje.org/t18765-theresa-peregrine#538010
https://www.czarodzieje.org/t18833-tereskowa#540953
https://www.czarodzieje.org/t18766-theresa-peregrine
https://www.czarodzieje.org/t18811-theresa-peregrine-dziennik#53
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 5 Lip - 2:05;

Nieee..., to była pierwsza myśl po usłyszeniu jego tembru głosu. Uprzejmy uśmiech powoli stygł na jej twarzy, gdy oglądała aż nazbyt znajomy gest uchylania kapelusza, a słowa o traceniu głowy odbijały się echem w jej myślach, mieszając się z wypieranymi skrzętnie retrospekcjami. Coś często tracisz przy mnie głowę. Automatycznie zaczęła ledwo dostrzegalnie kręcić głową na znak wyparcia.
Od kilku dni chodząc po Londynie i Hamilton paranoicznie oglądała się za wysokimi sylwetkami, upominając się w myślach za głupotę tego gestu – w końcu Thaddeus grał w zagranicznej lidze, nie miała prawa spotkać go w Anglii, tylko z tego powodu zresztą matka pozwoliła na to, żeby Theresa tu wróciła. To było głupie – wmawiała to sobie zawzięcie, aż w to uwierzyła. Nie miała prawa spotkać Edgcumbe'a, to było niemożliwe, absurdalne. Może jednak się pomyliła? Dopowiedziała nieistniejące fakty, uzupełniając luki w obrazie na podobieństwo uparcie tkwiących w głowie – pomimo szczerych wysiłków – wspomnień?
Nie. Łudziła się, prawda była taka, że nie pomyliłaby tego sposobu gestykulacji i tonu głosu z nikim innym, zbyt zawzięcie uczyła się ich kiedyś na pamięć, a odżegnywanie się od możliwości, że jeszcze kiedykolwiek ich uświadczy doprowadziło do tego, że była zupełnie nieprzygotowana na dreszcz wspinający się od dłoni po całym ciele, gdy ich skóra się zetknęła. Cofnęła dłoń dokładnie w tym samym momencie, co on, kluczyki znowu spadły na ziemię z głuchym brzękiem. Nie spojrzała nawet w ich stronę, przyciskając pięść do mostka. Wyraz jego twarzy był ostatecznym potwierdzeniem jej rozważań. To był Thaddeus. Jego słowa docierały do niej z opóźnieniem, dźwięki rozproszone szokiem brzmiały jak wypowiadane pod wodą. Dopiero po kilku sekundach, przez które nie była w stanie oderwać od niego wzroku, dotarło do niej znaczenie tego, co mówił.
Odwiedzałam ojca... mieszka tu niedaleko – powiedziała nieprzytomnie, w zasadzie automatycznie. Wciągnęła głośno powietrze, w końcu odwracając wzrok, wodząc nim bezradnie po okolicy.
Myślałam, że... czytałam gdzieś... nie grasz teraz dla zagranicznej ligi? – Słyszała swój głos, w zasadzie nieświadoma tego, co mówi – docierało to do niej samej z opóźnieniem. Powinnam stąd iść, pomyślała. Nie ruszyła się nawet o milimetr, czując tylko pod pięścią szaleńcze bicie swojego serca.
Powrót do góry Go down


Thaddeus H. Edgcumbe
Thaddeus H. Edgcumbe

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 195cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
Galeony : 182
  Liczba postów : 825
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 5 Lip - 19:39;

Jeszcze przez krótki moment, kiedy tak stali naprzeciwko siebie jak zwykła para nieznajomych, próbował przekonać się, że to wcale nie Theresa - a już na pewno nie ta. Nie ten drobny chochlik, w którego odmęty czarnego spojrzenia tak wpadał; nie dziewczyna, o której nigdy - co by się nie działo - nie mógł przestać myśleć. Był pewien, że swój nieudany związek z Peregrine już przebolał i przetrawił - pogodził się z kolejną (najbardziej bolesną) porażką w swoim życiu i szedł dalej. Tłumacząc sobie, że przynajmniej nie mógł sobie zarzucić niepróbowania.
Była to jednak marna, żałosna wymówka, gdy teraz znów stanął z Tessą twarzą w twarz. Chciał, żeby to był zamknięty rozdział - przecież to dlatego w całości poświęcił się karierze, wyłącznie dlatego sprzedał ukochany dom w Hamilton. Nie mogąc znieść wspomnień, które tracił po raz wtóry - w jego przekonaniu, z własnej winy.
Jak mógł w ogóle teraz próbować odszukać to radosne spojrzenie, w których czaiły się dziecięce - i młodzieńcze - obietnice?
Struchlał, starając się jakoś zachować pion i względnie rozluźnioną postawę. Ale beznadziejny był z niego kłamca - i jeszcze gorszy aktor tragiczny.
Ach, hm, no tak, Pan Ramsay... — zamotał się idiotycznie - nie czując się w pozycji, by o cokolwiek Tessę... Theresę pytać. Wcześniej zwyczajnie nie zdążył ugryźć się w język, zbyt zszokowany jej widokiem. Nie potrafił jednak odwrócić od niej wzroku - pełnego winy, skruchy i... naprawdę głębokiej troski. Wyglądała inaczej. Uciekała wzrokiem.
Odchrząknął, nerwowo pocierając szeroki kark na jej pytanie. Wiedziała, że wyjechał...? Czytała, no tak. Zawód przepłynął przez jego twarz, za który sam siebie zganił.
Grałem — sprostował, siląc się na rzeczowy ton. — Miałem umowę na trzy miesiące w Stanach. Chcieli ją ze mną przedłużyć, ale wróciłem na Wyspy. Teraz latam w reprezentacji... — przerwał, zerkając niepewnie to na Theresę - to na leżące między nimi kluczyki, które teraz kompletnie straciły na znaczeniu. Chciał je podnieść i ruszyć do motoru - a jednocześnie zwyczajnie nie mógł. Nie potrafił przejść obok tego do porządku dziennego.
Miałem nie wracać, prawda? — podjął, zupełnie szczerze, boleśnie bezpośrednio - nigdy nie bawił się w kurtuazję.
Powrót do góry Go down


Theresa Peregrine
Theresa Peregrine

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 164 cm
C. szczególne : konwaliowe perfumy | bardzo donośny, niski głos | lekki szkocki akcent, który intensywnieje wraz z emocjami | broszka w kształcie muszli ślimaka przypięta zazwyczaj do szkolnej torby
Galeony : 113
  Liczba postów : 307
https://www.czarodzieje.org/t18765-theresa-peregrine#538010
https://www.czarodzieje.org/t18833-tereskowa#540953
https://www.czarodzieje.org/t18766-theresa-peregrine
https://www.czarodzieje.org/t18811-theresa-peregrine-dziennik#53
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 5 Lip - 21:08;

Chciałaby być tak obojętna, jak sugerowałoby to jej matowe, pozbawione wyrazu spojrzenie. Ale nie była; czuła na sobie jego uważny wzrok i bała się tego, co mogłaby w nim znaleźć – tak samo zresztą jak tego, co takiego Thaddeus teraz widzi. Zostawił ją z wieloma pytaniami, na które musiała odpowiedzieć sobie sama – i odpowiedzi, które wydedukowała, przygniotły ją chyba jeszcze bardziej, niż jego milczenie. Matka zgięła ją wpół, ale to one ostatecznie ją złamały i sprawiły, że nie próbowała dłużej stawiać oporu. Dlatego chociaż spojrzała w jego kierunku, zawiesiła oczy gdzieś na wysokości jego ramion, unikając patrzenia mu w twarz; i nie chciała, i nie potrzebowała potwierdzenia swoich domysłów. Żyła z nimi wystarczająco długo, żeby się z nimi pogodzić.
A przynajmniej tak jej się wydawało. Z każdą sekundą spędzoną naprzeciwko Thada, miała coraz większą ochotę obrzucić go pytaniami. Kto wie, może by się przed tym nie powstrzymała, gdyby nie fakt, że nie zniosłaby słuchania tego, co sama zdążyła sobie powiedzieć, wypowiadanego jego głosem.
Pokiwała powoli głową, zaciskając niezręcznie wargi i oplatając się ramionami – po części po to, żeby odgrodzić się tym gestem od Edgcumbe’a, a po części, by zamarkować drżenie dłoni. Pamięta, jak nazywa się mój ojciec mieszało się w jej głowie z nie byłam nawet na tyle ważna, żeby oficjalnie ze mną zerwał, a Theresa coraz mocniej wbijała w ramię paznokcie prawej dłoni.
Jesteś rozchwytywany. Gratulacje – powiedziała. Zupełnie szczerze, chociaż w jej głosie wybrzmiewała rezygnacja. Zawsze wiedziała, że jeśli się przyłoży, Thaddeus może podbić świat quidditcha. Wiedziała zresztą, że podbijał – dość regularnie czytała kolumnę sportową Proroka, a w ostatnim czasie jego nazwisko pojawiało się tam wystarczająco często, żeby Theresa zaczęła być wdzięczna za swoją przypadłość, nie będąc w stanie domyślić się, że to jego twarz spogląda na nią z gazet i plakatów w witrynie sklepów ze sprzętem do quidditcha. Teraz była przede wszystkim wdzięczna za to, że Elodie wiadomości sportowe omija – gdyby wiedziała, Tessa szykowałaby się na kolejny rok studiów w Beauxbatons, zamiast stać naprzeciwko Thaddeusa.
Może akurat pod tym względem nie była aż tak wdzięczna.
Słysząc jego pytanie, automatycznie podniosła na niego wzrok. Nie potrafiła rozszyfrować wyrazu jego twarzy – czy też może raczej nie ufała sobie z tym rozszyfrowywaniem, bo w końcu – była przekonana – dopowiedziała sobie wiele nieprawdziwych faktów w trakcie ich związku, przypisując mu znacznie głębszy wymiar, niż on. Przez chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć, więc parsknęła bezradnie, wzruszając ramionami.
Dawna Tereska powiedziałaby pewnie coś w stylu: „miałeś iść do diabła”. Chociaż może ta dzisiejsza też byłaby skłonna powiedzieć coś takiego – gdyby nie to, że to był Thad. To było w tym wszystkim najgorsze – mimo wszystko nie potrafiła go nienawidzić.
Nie wiem, może to ja miałam nie wracać – powiedziała. Dłoń już niemal odcinała dopływ krwi do lewego ramienia. – Zresztą, to nie moja sprawa… prawda?
Powrót do góry Go down


Thaddeus H. Edgcumbe
Thaddeus H. Edgcumbe

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 195cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
Galeony : 182
  Liczba postów : 825
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyWto 6 Lip - 9:34;

Nie tylko ona miała pytania, którymi chciałaby go zasypać - Thaddeus również miał wręcz nieskończoną ilość pytań, które chciałby Theresie zadać, a właściwie to... Powtórzyć je. W jego przypadku to nigdy nie było tak, że pozostawiał cokolwiek bez prób. Jednak wszystko czego w ogóle próbował, w tym wypadku rozbijało się zwyczajnie o ścianę, którą napotkał. I nie potrafił jej przebić, by uzyskać bezpośrednie odpowiedzi - toteż musiał zadowolić się tymi pośrednimi.
A one bolały bardziej niż cokolwiek innego.
Mimo to, nie potrafił patrzeć na Theresę z żalem lub wyrzutem - tę porażkę, swoją największą życiową porażkę, przyjął po męsku. Na siebie. Chociaż dalej nic nie rozumiał - i nikt nie potrafił mu tego wytłumaczyć. Mając teraz przed sobą swojego choch... Peregrine, mógłby w końcu zapytać dlaczego go zostawiła, dlaczego nie zasługiwał choćby na list, jeśli nie spotkanie twarzą w twarz. Blokowało go jednak jej spojrzenie, pozbawione blasku, matowe, obojętne - i choć wielki z niego mężczyzna, to czuł się teraz malutki i równie nieważny co niemal rok temu, gdy wystawał pod rodzinnym domem Theresy w Hamilton. Szukając jej sylwetki przez mgliste zasłony w oknach.
To cięższe niż się wydaje — odparł, samemu nie wiedząc na co tak naprawdę odpowiada. Co było ciężkie? Kariera, której poświęcał wszystkie siły? Obezwładniająca samotność, która dopadała go jak przyczajony kot, ocierając się o jego nogi, kiedy tylko zamykał za sobą hotelowe drzwi? To, że osiągnął to o czym marzył od dzieciaka, a nie potrafił się tym cieszyć? To, że odrzucony, stał teraz przed swoją największą miłością i czuł jak wręcz dławi go uczucie straty i zawodu? I że, choć myślał, że miał to za sobą, to nie potrafił się z tym pogodzić?
Wszystko. Słysząc 'odpowiedź' na swoje pytanie, ściągnął usta w prostą linię, pochmurniejąc coraz bardziej. Czuł, że powinien zejść jej z oczu.
Ty miałaś nigdy nie znikać — wdarł się swoim schrypniętym, szkockim akcentem w jej słowa, pomimo starań dając wybrzmieć smutkowi w głosie. Pozbierał się jednak szybko, przykucając po czekające na zimnym bruku kluczyki i spuszczając barki, w niemym zrezygnowaniu. — Pani Elodie... — Cały Edgcumbe - wyrażał się z szacunkiem o osobach, od których nie zaznał jej nawet krzty. — ... nie chciała mi powiedzieć, gdzie wyjechałaś.
Uniósł się ciężko do pionu, chowając kluczyki do motocyklowej kurty. Jakby wkładał tam wszystkie swoje winy - że nie próbował dalej. Że teraz przegrany stał przed Theresą.
Ale tak, cóż, było minęło — starał się uśmiechnąć beztrosko - a wyszedł mu jedynie krzywy grymas. Zmarszczył czoło, spuściwszy wzrok na ramiona Peregrine. — Po śmierci Archiego sprzedałem dom w Hamilton, nie będziemy często się widywać — tłumaczył, jakby próbując ją uspokoić i zapewnić, że nie ma zamiaru wchodzić jej w drogę.
Powrót do góry Go down


Theresa Peregrine
Theresa Peregrine

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 164 cm
C. szczególne : konwaliowe perfumy | bardzo donośny, niski głos | lekki szkocki akcent, który intensywnieje wraz z emocjami | broszka w kształcie muszli ślimaka przypięta zazwyczaj do szkolnej torby
Galeony : 113
  Liczba postów : 307
https://www.czarodzieje.org/t18765-theresa-peregrine#538010
https://www.czarodzieje.org/t18833-tereskowa#540953
https://www.czarodzieje.org/t18766-theresa-peregrine
https://www.czarodzieje.org/t18811-theresa-peregrine-dziennik#53
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyWto 6 Lip - 14:51;

Co? Sukces? Spełnienie marzeń? – zapytała odrobinę ostrzej, niż zamierzała. Tego jeszcze brakowało – żeby okazało się, że to, co postanowiła chronić kosztem własnej wolności, ostatecznie nie było nawet warte tyle, ile sądziła, dodając nowy odcień goryczy do bagażu, który od roku ze sobą nosiła. Wisienka na torcie i ostatnia salwa śmiechu od życia prosto w twarz.
A mimo wszystko nadal chyba nie postąpiłaby inaczej. Tak samo jak nie próbowała wyrwać się z Francji nawet po tym, jak odkryła, że przez cały czas, w którym sądziła, że Thaddeus odchodził od zmysłów, zastanawiając się, co się z nią stało i dlaczego nie mógł się z nią skontaktować – on nawet nie próbował tego zrobić bez żadnego wyraźnego powodu.
Najwyraźniej była bardzo głupa.
Odniosłam inne wrażenie.Nie miałam zresztą wyboru. Nie powiedziała tego na głos, chociaż już otworzyła usta; gula w gardle nie pozwoliła jej wydobyć z siebie głosu, a kiedy już ją przełknęła, uznała, że nie chce zaczynać tego tematu. Czuła się bezpieczniej z myślą, że jej uczucia były spowite kurtyną. Stopień przywiązania, którym go obdarzyła, był przecież tak zupełnie nieadekwatny do czasu, który ze sobą spędzili; może to była kwestia jej braku doświadczenia, a może buzujących młodzieńczych hormonów – tak czy inaczej, on nie musiał o tym wiedzieć. Nie było też już powodu, żeby ostrzegać go przed gniewem Elodie i oboje dołożyli do tego swoją cegiełkę – a ta resztka dumy, której nie sprzedała podpisując cyrograf z matką, nie zniosłaby porównywania ich udziału w tej sprawie.
Jej mięśnie stężały na jego następne słowa, spojrzenie stało się bardziej czujne i uważne, gdy śledziła ruch jego ręki sięgającej po klucze. – Rozmawiałeś z moją matką? – Zgroza wybrzmiała w jej głosie, gdy poczuła rosnące niebezpiecznie szybko co jeśli…?, za nic mające sobie budowany skrupulatnie gruby ochronny mur. Próbowała zakrzyczeć tę myśl, zanim korzeniami skruszy wszystko, co zapewniało jej względne poczucie stabilizacji. To nie ma znaczenia, Theresa, to nic nie zmienia. Niemal udało jej się ogłuchnąć na słowa, które sugerowały, że jej szukał. Chciał wiedzieć, gdzie była.Kiedy? – Nie powstrzymała ciekawości, chociaż pluła sobie za nie w brodę – w końcu niezależnie od tego, czy wszystko wydarzyło się tak, jak do tej pory to widziała, czy inaczej – na wszystko wciąż padał cień groźby Elodie, a jakakolwiek nadzieja i tak szłaby w parze z rozczarowaniem. Nie zmieniało to również faktu, że przyjście do jej domu nie było jedynym sposobem, żeby się z nią skontaktować i gdyby Thaddeus naprawdę bardzo chciał – znalazłby ją.
Dlatego uznała, że on naprawdę wierzy w swoje następne słowa, na które pokiwała powoli głową. – Łatwo przyszło, łatwo poszło, co? – zażartowała bez wesołości, za to z odrobiną zazdrości. Dla kogo łatwo, dla tego łatwo. Udawany uśmiech szybko zszedł jej jednak z twarzy. – Sprzedałeś dom? – Nie miała pojęcia. Matka nie omieszkała tego faktu przemilczeć, ale nie było to niczym dziwnym – Edgcumbe był w domu tematem tabu, ustanowionym zresztą przez samą Theresę. Ten gest zdawał się być ostatecznym potwierdzeniem końca pewnej ery. Ścisnął ją żal, skrzętnie ukrywany odwróceniem wzroku. – Przykro mi – powiedziała. – Z powodu twojego dziadka – uściśliła na wszelki wypadek, chociaż był to jedynie ułamek powodów, z jakich było jej przykro. – Musiało być ci ciężko. – Jednym z nich był fakt, że w duecie z losem, Thad nie pozwolił jej wesprzeć się w tamtym momencie. O śmierci Archiego dowiedziała się całkiem niedawno, przemierzając cmentarne alejki i mijając jego grób w drodze do miejsca spoczynku własnych dziadków.
Powrót do góry Go down


Thaddeus H. Edgcumbe
Thaddeus H. Edgcumbe

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 195cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
Galeony : 182
  Liczba postów : 825
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptySro 7 Lip - 2:09;

Uniósł w niemym zaskoczeniu brwi na jej ostrą odpowiedź - wybity ze swojego rytmu zrezygnowania. Kolejne pytania napływały do jego głowy, wzniecając jeszcze bardziej ten kurz niezrozumienia, który osiadł na wszystkich jego myślach.
Nie — zaprzeczył krótko, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. — Cieszenie się tym — przyznał po prostu, pocierając nerwowo szorstką szczękę. Krzywiąc się przy tym - niby przez swój gest, a tak naprawdę przez chwytającą go za gardło żelazną pięść żalu. Nie do Theresy jednak - a do siebie.
Nie mógł przecież w żaden sposób zmusić jej, żeby była przy nim - ale przecież... Gdyby tylko powiedziała, dała jakiś znak lub sugestię, Merlin mu świadkiem, stanąłby na głowie, poruszyłby dosłownie cały świat, byleby tylko mieć jej drobną sylwetkę u boku. Widzieć te iskrzące, czarne jak koraliki oczy, dalej wywoływać jej uśmiechy i wzbudzać wysoki śmiech przyprawiający go o uczucie najsłodszej wygranej. Tworzyć wspomnienia, których Peregrine tak pragnęła - które sam przecież pragnął jej dać, w zamian za te, które utraciła.
Nie było mu to dane - widocznie nie był wystarczający. Wiedział, że nie był wystarczający dla jej rodziny - ale nie sądził, że również i dla niej. I ta świadomość rozpływała mu się gorzkim smakiem na języku. I podbijała spojrzenie pełne niezrozumienia dla aktualnej postawy Tessy. Jakby miała mu za złe...? Co takiego? Że ostatecznie spełnił jej prośbę - nawet nie wyrażoną bezpośrednio? Dał się znów potraktować jak niechciany, obdarty ośmiolatek?
Rozmawiałem, wiele razy. — Nie widział powodu, żeby to ukrywać, nie rozumiał właściwie dlaczego Theresa o to pyta, co również odbijało się w jego mimice. Nigdy nie był dobry w ukrywaniu swoich emocji - był autentycznie szczery. — Za każdym razem, kiedy podchodziłem do twojego domu wychodziła mi na... spotkanie. Wasze zaklęcia blokowały mi dostęp nawet do furtki — wykrzywił wargi, czując swego rodzaju upokorzenie, które dalej pełgało mu po kręgosłupie, gdy o tym pomyślał.
Obojętnie jak bardzo nie starałby się sprostać choćby minimum wymagań - spotykał się ze ścianą. Najpierw przez to, że był wychowankiem i wnukiem charłaka, sierotą porzuconą przez rodziców, małym wichrzycielem wyciągającym małą, słodką Theresę na bezkresne pola wokół Hamilton. Potem dorosły, dźwigający na swoich barkach cały dom i schorowanego dziadka; student Hogwartu; wschodząca gwiazda Quidditcha... i kompletne beztalencie w dziedzinach magicznych. Zawsze coś. Zawsze.
Łatwo przyszło, łatwo poszło, co?
Obrzucił ją wręcz oburzonym spojrzeniem, próbując coś podjąć - Theresa szybko jednak przeszła do rzuconych przez niego słów. Doskonale wiedziała ile ten dom dla niego znaczył. Ile ona znaczyła - nie był gołosłowny, nie podejmował kapryśnych decyzji, nie bawił się uczuciami. Archibald by go wyklął, gdyby tylko tak zrobił - jeśli dalej by żył.
Och wiem, że Ci przykro — sarknął, choć nie chciał brzmieć tak opryskliwie. To również mu nie wyszło. — Przecież dostałem... kondolencje od rodu Peregrine.
Mimowolnie zacisnął pięść na swojej koszulce, odwracając wzrok gdzieś w bok, w przestrzeń. Zacisnął szczęki, ściągając mięśnie żuchwy w bolesnym spazmie - do cholery, jak mógł w ogóle łudzić się, że już to przepracował?
Czytałaś listy — rzucił, już spokojniejszym, choć schrypniętym z napięcia głosem. — Chciałaś spokoju, dałem Ci go. W czym rzecz? — Skierował na nią pytające, zielone spojrzenie. — Już zapomniałaś?
Nie zdążył ugryźć się w język, doskonale zdając sobie sprawę, że był to w jego wykonaniu cios poniżej pasa.
Powrót do góry Go down


Theresa Peregrine
Theresa Peregrine

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 164 cm
C. szczególne : konwaliowe perfumy | bardzo donośny, niski głos | lekki szkocki akcent, który intensywnieje wraz z emocjami | broszka w kształcie muszli ślimaka przypięta zazwyczaj do szkolnej torby
Galeony : 113
  Liczba postów : 307
https://www.czarodzieje.org/t18765-theresa-peregrine#538010
https://www.czarodzieje.org/t18833-tereskowa#540953
https://www.czarodzieje.org/t18766-theresa-peregrine
https://www.czarodzieje.org/t18811-theresa-peregrine-dziennik#53
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptySro 7 Lip - 13:50;

Mimo upływu czasu, Thad wciąż skutecznie rozbrajał jej zabezpieczenia i odrywał warstwy grubej skóry, którymi się otaczała – tym razem jednak pod spodem czekała nie rządna przygód dziewczyna z sercem dużo bardziej miękkim, niż chciałaby to przyznać, a coś innego. Furię wylewającą się w każdym geście zamieniła na jej dużo bardziej niebezpieczną siostrę – cichą, buzującą pod skórą i kumulującą się aż do momentu erupcji, zbliżającego się obecnie wielkimi krokami. Theresa była dobrą aktorką (mogła porzucić estradę, ale estrada nie porzucała jej), ale czuła się coraz bardziej bezradna wobec kłębiącej się w niej mieszanki złości, bezsilności, rozczarowania i rozpaczy.
Aha – rzuciła sarkastycznie. Miała ochotę odrzucić głowę do tyłu i rechotać szaleńczo, bo został jej już tylko jeden dylemat: śmiać się, czy płakać? Stojąc przed Edgcumbem zdecydowanie wolała postawić na to pierwsze, chociaż wcale nie dlatego, że doceniała czarne poczucie humoru świata. Jeszcze przez chwilę zachowywała jednak względny spokój – pomijając to, że jej głos wyszedł poza rejestry obojętności, zamieniając się w szorstkie, gardłowe, mocno nasączone szkockim akcentem tony. – To nie wiem, gratulacje, kondolencje, możesz sobie wybrać. – Wiedziała, że w tej akurat kwestii nie należała mu się ta oschłość, którą właśnie serwowała. Nie pytała go o zdanie, dokonując swojego wyboru. Chociaż akurat to, że nie miała okazji – to już leżało poza jej zasięgiem.
Jak to? Po co?, chciała zapytać, ale nie zdążyła, ukłuta wyrzutem słowa wasze. Tak jakby nie musiał kiedyś wielokrotnie wysłuchiwać, jak Theresa krytykowała postawę swojej matki, a już zwłaszcza protekcję, z jaką odnosiła się do kogokolwiek, kto nie urodził się z odpowiednim rodowodem, jakby byli hodowlą rasowych psów, a nie rodziną. Jakby nie nazywała tego, co wyprawiało się za tą furtką prawie wyłącznie „cyrkiem” i jakby nie dzieliła się z nim swoim żalem związanym z faktem, że będąc sobą nigdy nie będzie w stanie zadowolić matki – wyrażanym po prawdzie naokoło, obudowanym w zbulwersowanie, ale wciąż – myślała, że on to rozumie. Ale najwyraźniej łatwo zrównał ją do Elodie, widząc ją jako zgodnego zawodnika drużyny Peregrine.
To taką ją pamiętał?
Nic dziwnego, że uznał ją za niewartą swojej uwagi.
Przygniotło ją to podwójnie – bo de facto się tym zawodnikiem stała. Może nie takim, który wychodziłby z własną inicjatywą, ale słuchającym posłusznie poleceń kapitana, z każdym kolejnym czując, jak wyżera to kolejny fragment wszystkiego, co czyniło ją Theresą, sprawiając, że stawała się cieniem osoby, którą kiedyś była. I to wszystko, kurwa, w imię wspomnień, których beztroski obraz trzeszczał niebezpiecznie jak tafla szkła pod naciskiem każdego kolejnego słowa Thaddeusa.
Cali miała cholerną rację.
No tak, pamiętam wypisywanie ich na oficjalnej papeterii rodu Peregrine. Czy może Elodie przekazywała je osobiście? – parsknęła. Dowiedziałam się o tym niecały tydzień temu, idioto!, miała ochotę wykrzyczeć mu w twarz, ale zamiast tego machnęła bezradnie ręką. Po co będzie mu się tłumaczyć, skoro najwyraźniej nic go to nie obchodziło? Skoro już obsadził ją w roli bezwzględnej arystokratki?
Naprawdę chciała rozwiązać to wszystko w cywilizowany sposób, ale jego ostatnie pytanie zdarło z niej w końcu maskę obojętności, odsłaniając całą gorycz, kłębiącą się od spotkania z Reagan. Zgadnij ile razy o ciebie spytał. Mijałam jego ucieszoną mordę setki razy. Nieśmiała nadzieja, która na chwilę zagnieździła się w niej chwilę wcześniej, zeszła z drogi furii.
Rozumiem, że nie wpadłeś na to, że można czegoś nie pamiętać między innymi dlatego, że nie brało się w tym udziału. Nie wiem o jakich jebanych listach mówisz, o jaki pierdolony spokój niby prosiłam. Powszechnie wiadomo, że moja matka jest przecież moją najbardziej zaufaną powierniczką, prawda? – Próbowała uśmiechnąć się krzywo, zamiast tego niechcący ściągając swoją twarz w grymasie bólu. – Po niej nie spodziewałam się niczego innego. Za to po tobie… – Nie musiała kończyć. Rozczarowanie w jej spojrzeniu, którym taksowała jego twarz, zrobiło to za nią.
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32596
  Liczba postów : 104650
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Specjalny




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 23 Sie - 0:59;

Ingerencja
Inny czas

Dzień jak dzień, byleby korzystać z uroków życia, które przemija i jest nieodłącznym elementem każdej istoty. Wszystko rozpoczynało się wręcz idealnie - zjadłeś śniadanie, zapewne napiłeś się przy okazji mugolskiego napoju, który to tak łatwo został przez Ciebie zapamiętany w ramach słodkości i tego, że nie potrafiłeś się od niego uwolnić; czas przestał mieć znaczenie. To znaczy się, miał, ale posiadałeś go na tyle, że przestałeś się nim zamartwiać, a zamiast tego skupiłeś się w pełni na początku nowego dnia. Tydzień, poniedziałek, wolność weekendowa została odebrana, kac morderca może jakoś panował u innych, ale nie u Ciebie. Zamiast tego musiałeś zacząć szykować się do własnej pracy. Aż dziwne, że miałeś na to wszystko czas, gdy chodziłeś zarówno na treningi dla kadry narodowej, jak i w międzyczasie dorabiałeś sobie, majstrując przy motocyklu podczas pobytu w warsztacie samochodowym. Jak się okazało - nie do końca miało to przynieść oczekiwane skutki.
Wyobraź sobie, że bycie popularnym wcale tak mocno nie popłaca. Okej, byłeś na to przygotowany, ale... nowy wywiad, który to pokazał się w gazetach, rzucił na Ciebie więcej światła, także tego niezbyt przychylnego. Jak się okazało, to wystarczyło, by ktoś zaczął się bardziej denerwować, a złość tą - no cóż - zamierzał przenieść właśnie na Twoją osobę. Lepszy. Idol. Ideał dla wielu osób - to mogło denerwować. Kto normalny jednak zaczynałby z tak wysokim, młodym mężczyzną, który mógłby z łatwością sprzedać uderzenie prosto w twarz? Chwycić za głowę jak za piłkę do koszykówki? Niezbyt wielu. Nawet poprzez korzystanie z różdżki; tutaj intryga była inna, bardziej nastawiona na to, czym się zajmowałeś. Jeżeli nie możesz zadziałać na jakimś polu, skup się na innym. I tak było właśnie w tym przypadku, pod osłoną nocy.
Wsiadłeś zatem na Bravo - piękny, zadbany motocykl tylko czekał na to, aż go odpalisz, by tym samym ponieść Twoją sylwetkę wprost przez wyznaczoną drogę. Przykuwałeś uwagę, jako że środek ten chował się za miotłami i samochodami, aczkolwiek nie miało to dla Ciebie żadnego większego znaczenia. Zamiast tego dojechałeś do skrzyżowania, lekko rozpędzony, ale do tych zdrowych granic, bez przekraczania maksymalnej dopuszczanej prędkości. Zamierzałeś hamować - czerwone światło, konieczność zatrzymania się, odpowiedni nacisk i tym samym... brak jakiegokolwiek odzewu. Szczęki i klocki nie zaciskały się na tarczy w należytym stopniu, co wskazywało na uszkodzony układ hamulcowy - może przy mniejszej prędkości tego nie zauważałeś, ale teraz... Kto wie, być może całe życie przeleciało Ci przed oczami, gdy jedyne, co mogłeś zrobić, to szurać podeszwą po asfalcie, co i tak nic nie dało...

Mechanika i informacje:


______________________

Główna ulica - Page 4 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Thaddeus H. Edgcumbe
Thaddeus H. Edgcumbe

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 195cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
Galeony : 182
  Liczba postów : 825
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPią 27 Sie - 13:33;

Kostka: 5 (nieparzysta)

Końcówka wakacji, jeszcze przed kolejnym rokiem szkolnym i jesienną kolejką ligową obfitowała wręcz w czas wolny. Zazwyczaj Edgcumbe poświęciłby każdy wolny moment na trening - i taki miał też zamiar wieczorem, jednak był dopiero ranek. Ażeby uspokoić pieklącą się na jego prezent Freddie, wpakował w sakwy Bravo nieco swoich szpargałów, żeby wrzucić je do mieszkania w Hogs i przynajmniej dać dziewczynie iluzję, że on również z tego kwadratu skorzysta. W rzeczywistości planował bardziej noclegi w Puchońskiej Komunie albo nawet w Dormitorium Hufflepuffu, aby jednak pozostawić przyjaciółce swobodę, którą zwyczajnie chciał jej zapewnić. W końcu po to tę przeklętą kawalerkę wynajął.
Drogę z Londynu do Hogsmeade znał niemal na pamięć - zawsze jednak najpierw przejeżdżał miasto w swoistym rytuale, zamiast od razu wzbić się w powietrze. Tak też uczynił tym razem, zasiadając na siedzisku motocykla i wciskając na głowę kask. Płynął powoli ulicami stolicy, nawet nie zapiąwszy motocyklowej kurty, łapiąc jeszcze na skórze chłód poranka. Prędkości nie przekraczał - jeśli już chciał szaleć, to w powietrzu, a nie dociskając gaz między mugolskimi samochodami. Czuł swego rodzaju swoistą wolność, kiedy tak obserwował gnających do pracy ludzi - myśli płynęły mu leniwie; zastanawiał się co też jeszcze mógłby zrobić w Hogsmeade... Może zajrzałby do menażerii? Chyba kończyła mu się karma dla Antmana, a jego płomykówka robiła się dosłownie nieznośna, kiedy była głodna...
I właśnie pochłonięty takimi nieważkimi rozmyślaniami, zaczął zbliżać się do skrzyżowania, kiedy sygnalizacja świetlna rozbłysła czerwienią. Na ten widok Thaddeus naturalnie zaczął hamować.
Cóż, próbował hamować.
Kurwa, co... — Jedynie tyle zdążył wykrztusić, kiedy zorientował się, że jego system hamulcowy zwyczajnie nie działa. W moment zarył ciężkimi motocyklowymi butami w asfalt, jednak od razu wiedział, że nie zdąży wytracić prędkości przed wjazdem na skrzyżowanie. Mógł się jedynie modlić w duchu, że uda mu się przemknąć między przecinającymi jezdnię autami.
Wręcz w zwolnionym tempie, jakby wyrwany ze swojego ciała, obserwował jak on sam na rozpędzonym motorze przekracza 'linię' ustawionych tuż przed sygnalizacją aut. Poranny, uliczny gwar przeszyły klaksony i ostre piski opon - a Thaddeus kątem oka dostrzegł po swojej prawej zdecydowanie zbyt bliski błysk reflektorów. Próbował jeszcze w ostatnim zrywie sił przekręcić motocykl tak, żeby auto nie uderzyło prosto w jego bok, a w tylną oponę i błotnik - jakby miało to jakieś znaczenie. W jednej chwili poczuł ogromny żal - że Archie i Meropa zobaczą go ponownie tak szybko.
Uderzenia praktycznie nie poczuł - choć miotnęło nim tak, że przez krótką chwilę miał wrażenie jakby właśnie wzbijał się na miotle w powietrze. Nadział się na kierownicę Bravo, a uderzenie odebrało mu dech - chyba przeleciał przez własną maszynę, bo chwilkę czuł się naprawdę leciutki, nim gwałtownie nie grzmotnął głową o twardą nawierzchnię jezdni. Przed oczami zatańczyły mu ciemne gwiazdy, które rozjarzyły się czerwienią, kiedy zaraz potem opadł na niego jego własny motor, a Thaddeus mimo przeraźliwego pisku w uszach usłyszał - albo poczuł? - pęknięcie w swoim ramieniu. Chciał zakląć szpetnie, ale dalej nie mógł nabrać tchu - przed oczami ponownie mu pociemniało, gdy zatrzymał się parę metrów dalej i sparaliżował go ból, który nagłą falą oblał dosłownie każdą najmniejszą komóreczkę jego ciała. Jeszcze w ostatniej chwili trzeźwości umysłu zauważył jak nadbiegają w jego stronę ludzie z wyciągniętymi różdżkami.
Dobrze, że przejeżdżał akurat przez magiczną dzielnicę.

EOT
Powrót do góry Go down


Theodore Kain
Theodore Kain

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 26
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptySro 1 Wrz - 16:44;

Po otrzymanym awansie pracy miał aż nadto; dopiero teraz zrozumiał również, co oznacza brzemię odpowiedzialności. Nikt nie nadzorował jego czynności, a mimo że zawsze mógł doraźnie, w zależności od potrzeb, zapytać współpracowników o radę, tak mimo wszystko pod bankowymi papierami podpisywał się swoim własnym imieniem i nazwiskiem, a to sprawiało, że ślęczał nad nimi znacznie dłużej niż nad asystenckimi projektami. Musiał trochę odpocząć od tej presji, a w tym celu zdecydował się wybrać na popołudniowy spacer po magicznych alejkach. Myślami odpłynął gdzieś daleko i nawet nie zauważył, kiedy nogi same zaprowadziły go na ulicę Tojadową. Przyglądał się właśnie fikuśnym zdobieniom jednej z kamieniczek, kiedy w jego uszach wybrzmiał kobiecy pisk. Bez zawahania pognał w tamtym kierunku, niczym rycerz na białym koniu, zastanawiając się co takiego wywołało reakcję młodej czarownicy. Nie potrzeba było wiele czasu, by połączył kropki – przebiegł może z kilkadziesiąt metrów, gdy jego oczy spostrzegły uciekającą przez drzwi niewielkiego domostwa blondynkę, za którą frunęło stado rozwścieczonych bahanek.
Nie byłby sobą, gdyby przeszedł obok ludzkiej krzywdy obojętnie, dlatego od razu sięgnął do swojego paska, wyciągając zza niego wyprofilowany kawałek magicznego drewna. Próbował sobie zarazem przypomnieć najskuteczniejsze sposoby zwalczania kąsających szkodników. Oczywiście pierwszy na myśl nasunął mu się słynny środek, zwany bahanocydem, ale niestety nie był aż takim świrem, żeby zawsze nosić go przy sobie. Musiał znaleźć inną metodę, a przede wszystkim kupić sobie w tym celu trochę czasu. Poczekał więc aż dziewczyna przebiegnie za jego plecy, a następnie zakręcił nadgarstkiem, kierując koniuszek różdżki w przestrzeń kontrolowaną aktualnie przez stworzenia, które do złudzenia przypominały elfy. Zastosował jedno z zaawansowanych zaklęć – Arresto Momentum – całkiem zatrzymujące ruch latających potworków. Tylko… co dalej?
Początkowo pomyślał o wykorzystaniu pochłaniających wszystko wokoło płomieni, ale na szczęście dość szybko zdał sobie sprawę z tego, że nie byłoby to rozwiązanie bezpieczne. Przy okazji mógłby spopielić fragment elewacji lub co gorsza, kompletnie utracić kontrolę nad ogniem, doprowadzając do nieokiełznanego, buchającego zewsząd niebezpiecznie pożaru. Czar rzucony wcześniej pozwalał mu podejść do zadania ze spokojem i trzeźwą głową, a w konsekwencji Theo po chwili zastanowienia postawił na Astropoplectusa, ciskając kolejnymi świetlistymi wiązkami w podłe szkodniki, które otumanione zaklęciem spowalniającym, powoli powracały do życia, spragnione kolejnych psot. Poruszał się z ostrożnością, uważając by żadne z jadowitych stworzeń go nie ugryzło, a kiedy wreszcie pozbył się ostatniego z nich, podszedł do panny, najwyraźniej zamieszkującej zaatakowane domostwo, wokoło której zebrała się już grupa gapiów. – Sprawa załatwiona. Nie powinny już dłużej nikogo nękać. – Oznajmił usatysfakcjonowany, przez chwilę wysłuchując jeszcze głośnych, gorliwych podziękowań, nie tylko z ust wystraszonego dziewczęcia, ale również wdzięcznych za wsparcie sąsiadów. Nie oczekiwał żadnej nagrody, jednak nie oponował, gdy jeden z mężczyzn wcisnął mu do kieszeni sakiewkę wypełnioną galeonami. Miał przed sobą sporą wydatków, dlatego skinął mu głową, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia, snując w głowie plany na samotny wieczór.

zt.
Powrót do góry Go down


Ambrose Hawthorn
Ambrose Hawthorn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 179
Galeony : 13
  Liczba postów : 8
https://www.czarodzieje.org/t20877-ambrose-hawthorn#668362
https://www.czarodzieje.org/t20889-ambrose-hawthorn#668820
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptySro 8 Gru - 16:59;

Spotkania Hawthornów są okropne i to bez względu na to, czy jest się rodzinnym ulubieńcem czy czarną owcą, która pojawia się tylko na zebraniach takich, jak te. Ambrose nie chciał iść na ten pogrzeb; nie czuł się ani trochę związany ze staruszką, którą widział okazjonalnie w porze świątecznej czy w przerwie wakacyjnej. Była jak element, który pojawiał się gdzieś w tle, a na który jakoś nieszczególnie zwracał uwagę. Poza tym miał o wiele lepsze rzeczy do robienia niż patrzenie na swoją matkę, która jak prawdziwa aktorka, wypłakiwała oczy w ramię jego ojca. Zupełnie tak, jakby ta kobieta w ogóle ją obchodziła, a przecież nie miała z nimi nic wspólnego; w końcu to była tylko babka jego rodzeństwa, z którymi więzy krwi, łączyły go jedynie przez ojca. Nie rozumiał więc, dlaczego miał pojawić się na tej uroczystości i stać przy matce, jakby ta w każdej chwili mogła zemdleć z nadmiaru emocji. A jedyne o czym mówiła przez cały poprzedni wieczór to, że na pogrzebie z pewnością pojawi się Lars. Darła się przez pół nocy na Ambrose’a, mówiąc, żeby się przygotował, bo ma się godnie prezentować. Jakby w ogóle obchodziło go co myśli o nim jego brat; jakby w ogóle mieli ze sobą kontakt. A nie widział go już od dobrych paru miesięcy i prawdę mówiąc, nie narzekał. Właściwie to nie lubił przyznawać się do tego, że jest z nim związany. Cała jego rodzina wiecznie komentowała jego zachowanie i życie; co więcej, wydawał się być wszystkim tym, czego nie chciał ich ojciec. A ślizgon był na tyle błyskotliwy, że zauważył to tak szybko, że zdążył nie popełnić wszystkich tych jego błędów. Poza tym siedemnastolatek nie lubił żadnego ze swoich braci, wydawali mu się na tyle nieudolni i denerwujący, że nie chciał tracić więcej nerwów na rozmowy z nimi. Wystarczyło, że w Hogwarcie, Hazen tak zawzięcie sprawdzała jego cierpliwość.
Moment, w którym Brose opuścił posiadłość Hawthornów, był tą chwilą, która sprawiła, że odetchnął pełną piersią. Miał wrażenie, że liczba osób na tym pogrzebie przerosła tę na ostatniej rocznicy jego rodziców. Stanął więc pod furtką niedaleko domu, wsuwając papierosa między wargi; przecież musiał jakoś odreagować. Nie zapalił go jednak, rozglądając się po okolicy, jakby w obawie, że zza rogu wyjdzie jego ojciec z niezadowoloną miną. Chyba wszyscy słyszeli jak bardzo nie podobało mu się to, że musiał przyjść na pogrzeb. Chłopiec dość otwarcie krytykował wszystko i wszystkich tam zebranych; bo nawet ulubiony rodzinny piesek może być od czasu do czasu nie w humorze. Zamiast swojego rodzica, Ambrose dostrzegł Larsa, na którego widok rozciągnął usta, wyjmując ów papierosa spomiędzy warg. — Myślałem, że nie żyjesz, bo tak długo cię nie widziałem — powiedział głośniej, żeby tylko zwrócił na niego uwagę. — Może twój pogrzeb byłby ciekawszy. Myślisz, że ojciec wydałby na to dużo kasy? — zapytał retorycznie, przechylając łepetynę na bok. — Ale to było nudne. Przysięgam, że zajęcia z Historii Magii są ciekawsze od tej uroczystości — mruknął pod nosem, potrząsając głową, żeby długie kosmyki jego ciemnych włosów nie wpadały mu do jasnych, szarych oczu.
Powrót do góry Go down


Lars Hawthorn
Lars Hawthorn

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 71
  Liczba postów : 88
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyCzw 9 Gru - 3:03;

Młodzież była w tych czasach naprawdę denerwująca. I choć Lars nie chciał brzmieć jak dorosły człowiek, szczycący się swoją dojrzałością i stabilną sytuacją życiową, tak coraz częściej odnosił wrażenie, że nastolatkowie stawali się znacznie bardziej wyszczekani i bezczelni. Szczególnie ci, których określano pupilkami rodziny, od najmłodszych lat przewidując im świetlaną przyszłość i wielkie bogactwa; szczególnie ci, których Hawthorn musiał niechętnie nazywać braćmi. Ambrose był więc jak prawdziwa kula u nogi; najmłodszy, najbardziej szanowany z całej bandy, a do tego najbardziej irytujący. Był jak złączenie wszystkich tych cech, przez które Lars przewracał oczami, próbując jak najszybciej się od niego oddalić; dla własnego dobra, jak i dla dobra tego niepoczytalnego dzieciaka. Bo Brose mimo wszystko nadal był dzieciakiem; tyle że trochę głupim i zbyt pewnym siebie, gdyby ktoś zapytał o to przemytnika. Starszy traktował go więc w sposób, w jaki powinien to robić. Nie uprzykrzał mu życia, gdy tylko spotykali się po wielu miesiącach i nie próbował niczego mu udowodnić. Nie żałował przecież odcięcia się od rodziny w młodym wieku i był zadowolony ze swojego życia. Ostatnim czym mógłby się przejmować był więc młody ślizgon, który czasem zapominał, czym właściwie był szacunek. Lars mógł więc spodziewać się, że ten dzień będzie ciężki. Cięższy niż spotkanie z Zachariusem po niemal ośmiu latach i cięższy niż niektóre dyskusje z drażniącymi klientami.
Wiadomość o śmierci babki nie była dla niego szokująca; ludzie rodzili się i umierali. Był to proces, którego nikt nie mógł zatrzymać. Jednocześnie ta informacja nie była dla niego szczególnie druzgocząca; nie wiedział przecież zbyt wiele o smutku i rozpaczy. Odejście babci nie było mu jednak obojętne; nie mógł przejść obojętnie obok faktu, że stracił jedyną osobę, która traktowała go jak członka swojej rodziny, zapewniając mu choć odrobinę normalności. Musiał więc pojawić się na tym pogrzebie, nawet jeśli ojciec niemal od razu rzucił mu pogardliwe spojrzenie, za którym podążyła większość ich rodu. Trzymając się na uboczu, Lars starał się jednak nie wchodzić im w drogę, bo tego dnia nikt tego nie potrzebował; może poza najmłodszym dzieciakiem, który pojawił się na tej uroczystości. Hawthorn zatrzymał się więc w tym samym momencie, w którym próbował opuścić rodzinną posesję, zapominając o swoich bliskich na kolejne miesiące; a wszystko to za sprawą znajomego głosu. Obracając niechętnie głowę, Lars wpierw zerknął na papierosa, którego dzieciak trzymał w dłoni, dopiero później skanując całą jego sylwetkę; minęło przecież sporo czasu od ich ostatniego spotkania. Czego jednak nie żałował. Żałował z kolei tego, że w ogóle się zatrzymał, wysłuchując tych pozbawionych szacunku słów młodszego. Uśmiechając się kpiąco, próbując trzymać emocje na wodzy, przemytnik wsunął dłoń do kieszeni eleganckich spodni, wyciągając z nich połyskującą monetę, którą momentalnie podrzucił, obserwując, jak ta upada na jego dłoń. I wzdychając dość dramatycznie, ponownie wcisnął ją do kieszeni; być może nie był to odpowiedni sposób, by zadecydować, czy już teraz powinien rzucić na niego jakiś podły urok lub też nieco brutalniej przypomnieć mu, że czasem powinien się zamknąć. Może mógł od razu zachęcić go do wyplucia wszystkich tych słów, które dotarły do jego uszu, bez rzucania monetą? — Wszyscy jesteście siebie warci. To chyba nigdy się nie zmieni — westchnął jedynie, nie skupiając się na tym, że ostatecznie pożegnał swoją babkę, a do tego musiał użerać się z upierdliwym nastolatkiem; bo przecież nie mogło wyprowadzić go to z równowagi, prawda? — Tobie pewnie postawiłby posąg w centrum Londynu. Ambrose Hawthorn, mój ukochany syn, który częściej zachowywał się jednak jak posłuszny piesek, spełniając każdą moją zachciankę. Urocze — odparł, poprawiając czarną marynarkę, robiąc przy tym parę kroków w stronę młodszego; bo przecież nie mógł tak po prostu odejść. — Jeszcze ci się to nie znudziło? — zapytał nieco znużonym tonem głosu, nadal mu się przyglądając. — Ach, więc bycie rozpieszczonym bachorem, który nie wie, kiedy powinien przestać się odzywać, jednak nie wyszło z mody — zauważył, najwyraźniej mógł jedynie łudzić się, że Ambrose jeszcze zmądrzeje i uświadomi sobie, czym właściwie była pokora. Jeśli jednak miało to kiedyś nastąpić, to Lars mógł spodziewać się, że życie musiałoby mu wtedy naprawdę mocno dokopać. — Słyszałem, że ojciec zaplanował ci ślub. Więc skoro chce zrobić z ciebie dorosłego, to przynajmniej zacznij się tak zachowywać — westchnął; mimo wszystko nie chcąc nawet tracić przez niego zbyt wielu nerwów. 
Powrót do góry Go down


Vittoria Sorrento
Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 523
  Liczba postów : 1356
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPią 4 Mar - 14:57;

SAMONAUKA - DZIAŁALNOŚC ARTYSTYCZNA

Powracające wspomnienia niosły ze sobą różne konsekwencje. Czasem dostawała pełen obraz jakiegoś zdarzenia na tyle dokładny, że mogła go nawet umieścić chronologicznie na mapie swojego dawnego życia. Innym razem dostała tylko niewielki fragment wspomnienia – tak też było i tym razem. Zapach amortencji przynosił ze sobą wiele. Wiele bólu, ale też wiele pytań. Jedno z tych pytań powstało kiedy powróciło jedno z bardziej rozmytych wspomnień – park, koc piknikowy, gitara – a na gitarze dwie pary rąk. Jej małe, kobiece dłonie i większe – męskie. W związku z tym postanowiła się dowiedzieć czy może potrafi grać na tym instrumencie. Nie znała nikogo kto byłby muzycznym wirtuozem strun to też postanowiła za kilka galeonów wykupić pierwszą lekcję.
Gotowa na naukę pojawiła się przed drzwiami dziewczyny, która miała dziś stać się jej nauczycielką. Otworzyła jej bardzo niska (miała może 155 cm wzrostu?) dziewczyna o kruczoczarnych włosach sięgających jej do połowy policzka. Nastąpiła między nimi krótka wymiana uprzejmości, propozycja herbaty. Po jakichś 5 minutach usiadła na krześle upijając łyk wody ze szklanki.
-Miałaś już kiedyś w rękach gitarę? – Spytała dziewczyna różdżką przywołując do siebie dwa instrumenty z drugiego pokoju. Jedna była cała w koncertowych nalepkach i tą też wzięła do rąk jej nowa mentorka. Drugą, wyglądająca na zupełnie nową, podała Vitt.
- Chyba tak, ale nic nie pamiętam – Odpowiedziała zgodnie z prawdą dziewczyna, choć tak użyte w zdaniu słowa nie wskazywały na amnezję, a bardziej na „w dzieciństwie miałam do czynienia z gitarą”. Najwyraźniej tak też zrozumiała to Alia, bo tak miała na imię dziewczyna. Pomogła Tori chwycić odpowiednio instrument po czym usiadła tak by blondynka miała jak najlepszy kąt spoglądania na jej gryf.
-Jest kilka podstawowych akordów na które składa się większość melodii. Tu masz kostkę, na początku tak Ci będzie łatwiej uderzać o struny – To mówiąc Alia podała jej kawałek czarnego plastiku z napisem „CHAOS IN CONTROL” - Zobacz. Tu masz C-dur. Trzy palce. Tu, tu i tu – Pokazała dziewczyna po czym zagrała dźwięk. Vitt ochoczo spróbowała powtórzyć po niej i... Z jej gitary wydobył się dziwny jazgot – Za słabo dociskasz struny. Nie bądź taką damą. Nastaw się na to, że na początku palce Cię będą boleć – Wyjaśniła dziewczyna po czym przesunęła też jeden z palców Tori tak, by układ był bardziej naturalny. W głowie dziewczyny pojawiła się już jednak odpowiedź na pytanie „Czy grałam na gitarze?”. Nie grała... On grał. Ta druga para rąk, która w jej głowie jeszcze nie miała twarzy. Skoro jednak miała zapłacić za całą godzinę, to nie zamierzała przerywać lekcji.
- Teraz lepiej chyba – Stwierdziła po zagraniu po raz drugi dźwięku. Był czysty. Następny był a-moll. Ten o dziwo poszedł jej znacznie szybciej. Jeszcze kilka akordów i dziewczyna już wiedziała jak powinny brzmieć dane dźwięki. To jednak był początek nauki.
- Zawsze uważałam, że żeby dobrze grać na gitarze różdżkowej trzeba najpierw złapać podstawy tej zwykłej – Zaczęła dziewczyna zabierając od Vitt jeden instrument i chwilę później wręczając jej drugi. Wygląd instrumentu znacząco odbiegał od tego, który miała w rękach przed chwilą – przede wszystkim duży otwór kształtem idealnie odpowiadający końcowi różdżki.
- Tutaj dajesz różdżkę – Zgodnie z przypuszczeniami Tori do tego właśnie służył. Wyjęła więc swój magiczny patyk z buta i umieściła w odpowiednim miejscu – Musisz pamiętać, że gitara różdżkowa jest magiczna. Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zachowa. I nie mówię tutaj o dźwięku, bo... – Tu na chwilę przerwała i obróciła odpowiednio różdżkę – Słyszysz?
- C-dur? – Odpowiedziała dziewczyna. Mentorka z uśmiechem kiwnęła głową. Potem wskazała jej jeszcze kilka innych poznanych wcześniej dźwięków.
- Wracając, gitara różdzkowa potrafi być nieprzewidywalna. Instrument jest cudowny jeśli kochasz rockowe brzmienia – To mówiąc wzięła na chwilę od Tori gitarę i zagrała krótką melodię raz, potem drugi. Za trzecim nagle Vittoria zorientowała się, że kolor ścian zmienił się z jasnoszarego na czerwony!
-Niesamowite- Skwitowała decydując ostatecznie, że dla odmiany to magiczny przedmiot skradł jej serce bardziej niż ten mugolski. Do końca lekcji zostało 15 minut. Było to akurat tyle by mogła nauczyć się bardzo prostej melodii i na wpół płynnie ją zagrać. Twinkle Twinke Little Star stało się pierwszą piosenką jakiej się nauczyła i pierwszym krokiem do dalszego rozwoju – bo szczerze mówiąc choć przyszła tu z zupełnie innych pobudek tak spodobała jej się ta nauka. Umówiła się z dziewczyną na następną lekcję, zapłaciła jej 20G i opuściła jej mieszkanie kierując się w stronę sklepu muzycznego z zamiarem zorientowania się w cenach magicznych gitar.

z/t
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 3185
  Liczba postów : 2024
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyCzw 21 Kwi - 17:36;

Zacisnął palce na rękojeści osikowej różdżki, wykonując prosty manewr dłonią, który przeniósł go prosto na skrzyżowanie ulicy Tojadowej z aleją imienia Newta Scamandera. Zerknął na wskazówki przewieszonego przez nadgarstek zegarka, a że – jak się szybko okazało - wylądował na miejscu kilkanaście minut przed wyznaczoną godziną spotkania, sięgnął do kieszeni po paczkę merlinowych strzał i zaprószył ogień zdobionej, srebrnej zapalniczki, odpalając wsuniętego do ust papierosa. Zaciągnął się chmurą siwego, tytoniowego dymu mile gryzącego gardziel i płuca, a potem rozłożył oddarty z tablicy ogłoszeń kawałek pergaminu, jeszcze raz omiatając wzrokiem wystawioną przez przyjaciółkę Maximiliana ofertę, by doszukać się w niej przysłowiowego haczyka. Cena wydawała się bowiem niewygórowana, zważywszy na rok produkcji, niewielki przebieg i, przynajmniej zgodnie z zapewnieniami dziewczęcia, niby idealny stan pojazdu. Co prawda Piorun nie plasował się na szczycie rankingu sportowych modeli, nie osiągał również tak zawrotnych prędkości jak chociażby Sumsar, ale nadal była to znana marka, a stajnia wyprowadzająca na rynek do złudzenia przypominające starego, poczciwego Forda Torino zabaweczki, mogła poszczycić się solidną konstrukcją i dbałością o detale. Wiedział, że ze strony sprzedawców trudno oczekiwać szczerości, a jego ostatnia pogawędka z Brooks na terenie koncertowych już w ogóle nie dawała mu nadziei na bogate wyjaśnienia, ale i tak postanowił wypytać właścicielkę dlaczego zamierza pozbyć się tak cennego kompana podróży. Na razie jednak zwinął brązowy papier w rulon, skrywając go w kieszeni spodni i oparł się stopą o ceglany mur w oczekiwaniu na znacznie młodszą od niego kontrahentkę.

Powrót do góry Go down


Julia Brooks
Julia Brooks

Absolwent Ravenclawu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : grzywka, tatuaże, pedantyzm, wisiorek z osą, pierścień działania na palcu,pachnie lawendą
Dodatkowo : (ex)Kapitanka Krukonów
Galeony : 1866
  Liczba postów : 4886
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 25 Kwi - 20:00;

Co tu dużo mówić. Ogłoszenie Brooks nie cieszyło się jakąś szaloną popularnością. W zdecydowanej większości przypadków ludzie wcale nie kupić pojazdu, tylko zobaczyć z bliska zadziorną miotlarę, a okazja ku temuy pojawiała się sama. Po dziesiątkach bezowocnych rozmów i negocjacji, zielony pojazd stał grzecznie w garażu i pełnił funkcję noclegowni dla rudego kota pałkarki. Nie rozumiała, jak można nie chcieć kupić tak zajebistego auta. Cena była niska, do tego dorzucała tyle benzyny, że starczyłoby na obelenie kilku ministrów magii. A i jeszcze by zostało na drogę powrotną do domu. Może to właśnie w tym był problem? Zażyczyła sobie za mało i oferta była tak dobra, że aż śmierdziała przekrętem? Intencje miała dobre. Nie zależało jej szczególnie na kasie. Ot, chciała się pozbyć czegoś niepraktycznego. Mając w końcu do wyboru teleportację, świstokliki, miotły czy auta, to zdecydowanie preferowała te trzy pierwsze opcje.
Krukonka straciła już całą nadzieję i po prawdzie myślała o tym, żeby oddać auto bratu, ale w końcu otrzymała list od Sala, którego miała okazję poznać podczas koncertu. Była jego dłużnikiem, po tym jak mężczyzna ogarnął jej świetnego burgerka, a teraz jeszcze chciał się rozstać z pieniędzmi. Mogła tylko mieć nadzieję, że zielony pojazd nie stanie się miejscem
upodlenia Solberga, ale na to akurat nie miała wpływu. Zresztą, nadzieja była matką głupich.

- Uszanowanko! – rzuciła do Meksykańskiego hotelarza, wychodząc z samochodu, którym to koślawo wylądowała przed mężczyzną. Widać było, że jej serce, jak i zadek należały do miotły, a nie „Szerszenia”, jak zwykła nazywać samochód.
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 3185
  Liczba postów : 2024
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Główna ulica - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 EmptyPon 25 Kwi - 23:06;

Podarował swoim płucom kolejną dawkę nikotyny, kiedy dostrzegł szybujący po niebie lśniący, szmaragdowy pojazd, dokładnie taki jak opisywany w wiszącym w centrum wioski ogłoszeniu. Przypatrywał się niecierpliwie sunącej w kierunku głównej ulicy furze, odrzucając na bruk niedopałek merlinowej strzały, ale widząc niezdarne lądowanie młodszej sprzedawczyni, nie mógł nie przewrócić oczami z niedowierzeniem. Chyba zaczynał rozumieć dlaczego Brooks zdecydowała się swojego Pioruna opchnąć, chociaż dosyć niska cena nadal wydawała się trącić niezłym szwindlem, zwłaszcza kiedy doliczyć włączoną w nią benzynę. Paliwo drożało w zastraszającym tempie, na pierwszy rzut oka bryka wyglądała również na sprawną i zadbaną, choć oczywiście nie zamierzał oceniać książki po okładce. Nie miał jeszcze żadnej pewności, co odnajdzie pod wyczyszczoną, błyszczącą zachęcająco karoserią.
- Miło cię znowu spotkać. – Przywitał dziewczynę subtelnym, kurtuazyjnym uśmiechem, chociaż znacznie więcej uwagi niżeli rozmówczyni poświęcał już oferowanemu przez nią towarowi. Przeszedł się dookoła samochodu w poszukiwaniu rys na lakierze, ale z zewnątrz Piorun sprawiał naprawdę dobre wrażenie. – Jaki dokładnie przebieg? – Zapytał, bo z tego co kojarzył w ogłoszeniu Julia nie zawarła aż tak szczegółowych danych. Nie marnował jednak czasu, pochylając się nieco, żeby za pomocą trzymanej między palcami złotej monety sprawdzić stan bieżnika w oponach. Dopiero po chwili podniósł się do pionu, zerkając ukradkiem na towarzyszkę. – Otworzymy maskę? – Skinieniem głowy wskazał na przód pojazdu, ale nie poruszył się z miejsca, nie chcąc rządzić się własnością, która nadal należała przecież do Brooks… chociaż miał nadzieję, że ten stan jeszcze dzisiaj ulegnie zmianie.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Główna ulica - Page 4 QzgSDG8








Główna ulica - Page 4 Empty


PisanieGłówna ulica - Page 4 Empty Re: Główna ulica  Główna ulica - Page 4 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Główna ulica - Page 4 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
-