Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Theodore Kain

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Theodore Kain QzgSDG8




Gracz




Theodore Kain Empty


PisanieTheodore Kain Empty Theodore Kain  Theodore Kain EmptyWto Cze 01 2021, 17:14;


Theodore Kain
DATA URODZENIA 27 października 1997 roku
CZYSTOŚĆ KRWI 0%
MIEJSCE URODZENIA Londyn, Wielka Brytania
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Londyn, Wielka Brytania
UKOŃCZONA SZKOŁA Hogwart, Hufflepuff
UKOŃCZONE STUDIA Tak
WYBRANA POSADA DO OBJĘCIA Asystent rzeczoznawcy w Banku Gringotta
PRZEPRACOWANY CZAS W POWYŻSZEJ PRACY Maj 2021 - ?
WYBRANY WIZERUNEK Froy Gutierrez


Wyglad


WZROST 178 cm
BUDOWA CIAŁA szczupły, wysportowany
KOLOR OCZU niebieskie
KOLOR WŁOSÓW jasny brąz
ZNAKI SZCZEGÓLNE delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu
PREFEROWANE UBRANIA
Nigdy nie przepadał za czarodziejskimi szatami, których przydługawy materiał wiecznie plątał mu się pomiędzy nogami. Zaraz po ukończeniu szkoły, z ogromną przyjemnością, zapakował więc wszystkie czarne płachty z emblematem borsuka do starego kufra i zapomniał o ich istnieniu. Może przywykły do mugolskich ubrań nie zdążył się po prostu do nich przyzwyczaić, ale nie oszukujmy się, nie zamierzał już dłużej testować swojej cierpliwości. Wolał powrócić do korzeni. Nie wypracował sobie jednak nigdy charakterystycznego tylko dla siebie stylu. Pewnie dlatego, że lubi różnorodność – do pracy zwykle ubiera się elegancko, ale w wolnym czasie stawia raczej na wygodę. Kupuje to, co podoba się jemu samemu, nie kierując się poradami ekspedientek czy trendami lansowanymi przez projektantów i redaktorów tak chętnie czytywanych szmatławców. Jego garderoba na przestrzeni lat z pewnością uległa jednak pewnych zmianom. Dawniej Theo wybierał wyłącznie stonowane, nierzucające się w oczy kolory. Z czasem nabrał odwagi i chęci do eksperymentów, a od dłuższego już czasu w jego szafie można odnaleźć różne jaskrawe, fikuśne i wzorzyste koszule.
Charakter


Jest niezwykle bystrym i sprytnym młodzieńcem o wysokim ilorazie inteligencji, o czym świadczyć może przede wszystkim to, że będąc mugolakiem szybko prześcignął w nauce wielu czystokrwistych, lepiej obeznanych w magicznym świecie, kolegów. Do tego miły, uczynny, wspierający, dobrze wychowany - na pierwszy rzut oka Theo sprawia wrażenie idealnego chłopaka z sąsiedztwa, i bynajmniej nie jest to wrażenie mylne -  wszak większość tych cech młody Kain rzeczywiście wyniósł z domu rodzinnego. Od kiedy tylko sięgał pamięcią, rodzice wpajali mu, że pokora, cierpliwość i ciężka praca są gwarancją osiągnięcia sukcesu. Nie wiedzieli jeszcze wtedy, że budując w sercu swego jedynego syna tak daleko idące poczucie sprawiedliwości, wyrządzą mu jeszcze większą krzywdę. Wszak Theo naprawdę uwierzył, że jeśli tylko pozostanie dobrodusznym człowiekiem i będzie harował jak wół, zdobędzie wszystko, czego jego dusza zapragnie.
Niestety, idealny chłopak nie mógł przetrwać bez skazy w tak nieidealnym świecie, a życie szybko zweryfikowało jego poglądy. Wydawać by się mogło, że czasy śmierciożerców i tłamszenia szlam bezpowrotnie minęły, a jednak Theo miał wyjątkowe nieszczęście trafiać na swojej drodze na ludzi nietolerancyjnych, faworyzujących innych w szczególności ze względu na ich status majątkowy, jak i szlacheckie pochodzenie. Inni często wykorzystywali również jego upór, determinację i gołębie serce. Wszyscy znajomi z problemami i prośbami kierowali się właśnie do niego, a pracodawcy zasypywali go dodatkowymi obowiązkami, wiedząc że i tak się im nie sprzeciwi. Nieważne jak bardzo się starał i ile nocek zarywał, ostatecznie i tak zostawał z niczym. Brudna krew przekreśliła jego marzenia o aurorskiej karierze, a dziewczyna, na punkcie której miał obsesję, rzuciła go, kiedy tylko dowiedziała się o jego porażce.
Wszelkie nieprzyjemności, jakie kiedykolwiek go spotkały w mniejszym lub większym stopniu wiązały się z tym, że jako mugolak był uznawany za kogoś z natury gorszego. Nic więc dziwnego, że przede wszystkim zaczęło zależeć mu na poprawie własnego statusu, zyskaniu prestiżu i wielkich pieniądzach. Nie, nigdy nie był materialistą, po prostu zazdrościł bogaczom tego, że los uśmiecha się do nich znacznie częściej i bez żadnego racjonalnego powodu. Gotów był więc zrobić wszystko, byleby spełnić swoje chore ambicje. Ambicje tak wielkie, że gdyby tylko skoczył z ich poziomu, mógłby równie dobrze popełnić samobójstwo. Wiecznie nienasycony…
W końcu zrozumiał, że bycie dobrym i pracowitym to nie wszystko, że świat jest zły, a ludzie nigdy nie odwdzięczają się tym samym. Postanowił więc zerwać z wizerunkiem chłopca z dobrego domu i wreszcie skupić się na sobie samym, choć tak naprawdę chyba zawsze był egocentrykiem. Wyjątkowo wrażliwym egocentrykiem.
Cóż… chciałoby się rzec, że ostatecznie Kain zabił w sobie potulnego Abla, ale to też nie do końca prawda. Theo to nadal dobry, choć nieco pogubiony chłopak. Po prostu z czasem nauczył się wyrachowania i śmielszego sięgania po swoje, a manipulowanie ludźmi i otwarcie się na mniej etyczne rozwiązania zaczęło mu sprawiać ogromną przyjemność. Z pozoru niewiele się jednak zmienił. Nadal ciężko pracuje, pomaga ludziom i z uśmiechem na ustach podnosi się po każdym upadku, tyle tylko że pod płaszczykiem tego urokliwego uśmiechu i niewiarygodnej wręcz uczynności skrywa i karmi swe wewnętrzne demony, żądne krwi i zemsty. Zemsty, która dałaby ujście wzbierającej się w jego sercu przez długie lata nienawiści i frustracji.


Historia


Wczesne dzieciństwo spędził w niewielkim domu na przedmieściach Londynu, wiodąc stosunkowo skromne życie. Rodzice zarabiali wystarczająco, by zaspokoić wszystkie podstawowe potrzeby swojego dziecka i sfinansować jego zainteresowania, ale o droższych prezentach czy wakacjach za granicą Theo mógł jedynie pomarzyć. Właściwie jego życie nie wyróżniało się niczym szczególnym, aż do jego jedenastych urodzin, kiedy to rodzinę Kainów odwiedził rosły mężczyzna, przyodziany niczym przebieraniec, który usilnie próbował wmówić Tiannie i Jonathanowi, że ich syn posiadł wrodzony talent do czarowania. Jak na swój wiek Theo młodzieńcem był dość bystrym, toteż początkowo jego odwiedziny potraktował raczej jako nieśmieszny żart. Pomyślał, że to jakiś uciekinier z psychiatryka lub co gorsza zboczeniec, który chcąc zwabić młodego chłopca, nęcił go perspektywą bardziej dostatniego, owianego tajemnicą życia. Rodzice ostrzegali go przed takimi, dlatego zdziwił się, kiedy ostatecznie skinęli mu głową, pozwalając swej latorośli na samodzielnie podjęcie decyzji dotyczącej niepewnej przyszłości. Theo miał opory, a jednak… ciekawość i pragnienie wyrwania się z biedniejszej okolicy miasta sprawiły, że i tak spakował swoje toboły i dzięki uprzejmości nowo poznanego wysłannika czarodziejskiego świata trafił najpierw na zakupy na ulicę Pokątną, a następnie tuż przed koła jaskrawoczerwonego pociągu. Pociągu do spełnienia marzeń, a przynajmniej tak mu się początkowo wydawało.
W przedziale poznał blondwłose dziewczę ze szlachetnej, czystokrwistej rodziny. Drobną istotkę, która dzielnie znosiła jego kompletną ignorancję i z uporem maniaka wprowadzała go w arkana świata, którego nigdy wcześniej nie poznał. Od razu ją polubił, być może dlatego, że w mugolskiej szkole życie towarzyskie nie wiodło mu się najlepiej. Nic dziwnego, że podczas Ceremonii Przydziału zajął miejsce obok Connie, wierząc że razem trafią do tego samego domu. Do tej pory pamiętał również jak głośno dopingował ją, kiedy gadająca czapka na jej głowie wykrzyknęła dziarsko „Slytherin!”.
„Co tu z tobą zrobić… pracowity, otwarty, sprytny, oj bardzo sprytny i… niezdrowo wręcz ambitny. Nietypowe… nietypowe. Z wężem na piersi byłoby ci do twarzy… gdyby nie ta krew...” Nie pamiętał czy dokładnie tak brzmiały słowa tiary, ale już wtedy po raz pierwszy, ale nie ostatni w życiu poczuł się kimś gorszym. Smutnym wzrokiem odprowadzał nowo poznaną koleżankę i z podobnie zniesmaczoną miną zasiadał do wspólnego stołu Hufflepuffu, który ostatecznie okazał się wcale nie tak złą przystanią. Poznał tam wielu przyjaciół, chociaż najwięcej czasu nadal spędzał z Connie. Aż do końca trzeciej, może początku czwartej klasy, kiedy dziewczyna odpuściła go sobie dla kolegów ze Slytherinu, z dzianymi rodzicami, o nieskalanym brudną krwią rodowodzie.
Pierwsze lata w murach Hogwartu nie były dla niego łatwe. Czuł się zagubiony i musiał pracować znacznie więcej, by móc w ogóle rywalizować z uczniami, którzy czarodziejski świat wyssali z mlekiem matki. Dawał jednak z siebie wszystko, od razu wysoko stawiając sobie poprzeczkę. Jego największym marzeniem stała się kariera aurorska – niezwykle szanowany zawód wśród czarodziejów. Cóż, tiara chyba miała rację, mówiąc o niezdrowych, nierealnych ambicjach. Z tego co zasłyszał Theo mugolacy, czyli tacy jak on, niezbyt często zasilali szeregi biura aurorskiego. Chciał więc udowodnić światu, że poradzi sobie z tym trudnym wyzwaniem. Harował jak wół, ale po jakimś czasie mógł dostrzec efekty katorżniczych ćwiczeń. Brylował wiedzą na lekcjach historii magii i starożytnych run, a i z czasem okazało się, że ma naturalny, wrodzony talent do posługiwania się różdżką, dzięki czemu zaklęcia i uroki nie sprawiały mu aż takich trudności, a i z transmutacji radził sobie całkiem przyzwoicie. Najwięcej problemów sprawiało mu jednak zielarstwo, eliksiry i tzw. onms. Mnogość składników i roślin, niektórych tak podobnych do mugolskich "odpowiedników" wywoływała spory zamęt w jego głowie, a i magiczne stworzenia zdawały się bardziej wymagające w opiece od zwykłych kociąt czy kundelków. Nic dziwnego, że na SUMach osiągnął wyniki dobre, ale zdecydowanie nie takie, o jakich by sobie zamarzył.
Nauczycielka zielarstwa, dostrzegając jego starania, zaproponowała mu udział w zajęciach kółka i swego rodzaju korepetycje wyrównawcze. Pomogła mu poprawić wyniki, to na pewno i może nawet byłby jej z tego tytułu wdzięczny, gdyby nie to, że ostatecznie stwierdziła, że zielarza to z niego nie będzie i żeby lepiej porzucił również mrzonki o aurorskiej odznace. Kobieta prawdopodobnie nie miała na myśli nic złego, ot niefortunny dobór słów, który niestety po raz kolejny wystawił go na pośmiewisko przed tymi czystokrwistymi, ślizgońskimi psami, które z czasem zaczął nienawidzić.
Nieraz mijał Connie na szkolnych korytarzach, zamieniając z nią parę słów, ale kiedy zebrał się na odwagę, proponując jej randkę w Hogsmeade, zbyła go milczeniem, oczekując na ratunek ze strony swojej zgranej paczki, lepszych od niego znajomych. Ale mimo że życie rzucało mu kłody pod nogi, nie zamierzał się poddawać i poprzysiągł sobie, że ją odzyska... tak jakby kiedykolwiek do niego należała… Całymi dniami przesiadywał w szkolnej bibliotece i zarywał noce, by wycisnąć z siebie jak najwięcej. W końcu miał już dosyć bycia tym pracowitym, uczynnym i dobrotliwym chłopaczkiem z Hufflepuffu. Musiał się jakoś oderwać od nawału obowiązków. Chcąc zaspokoić swoje ciągoty do złego i potrzebę zmajstrowania czegoś przeczącego doklejonej mu łatce dobrze wychowanego młodzieńca, a przy okazji również zaimponować wybrance swego serca, wybrał się z kilkoma jej kolegami na eskapadę do Zakazanego Lasu, z której z pewnością nie wrócił zwycięsko. Poobijany podczas ucieczki przed niebezpiecznym stworzeniem, którego nawet nie zdołał pod osłoną nocy rozpoznać, z wlepionym szlabanem, nadto po godzinnej rozmowie z opiekunką domu, którą usilnie przekonywał, by nie wyrzucali go ze szkoły. Ah, i ze wściekłością wymalowaną na twarzy, kiedy okazało się, że jego kamraci otrzymali jedynie po kilka ujemnych punktów domu. Ponownie gorszy, ponownie potraktowany niesprawiedliwie, tylko dlatego że nie miał rodziców z czystokrwistego rodu, z wypchanym po brzegi galeonami portfelem, którzy wspierali finansowo szkołę. Pieprzone podziały i podwójne standardy.
Wiele razy upadał, ale za każdym razem podnosił się, otrzepując szaty z kurzu i wypijając niezdrowe wręcz pokłady kofeiny. Sporym kosztem, ale zyskał to, czego pragnął – wybitnie zdane OWUTEMy otworzyły mu drogę na studia i wielkimi krokami przybliżały go do osiągnięcia głównego celu. Co więcej, w wakacje po pierwszym roku ukończył kurs aurorski, powoli przygotowując się do zaplanowanego stażu, dzięki czemu znacząco wspiął się w prywatnym rankingu przyjaciół Connie, która spędzała z nim o wiele więcej czasu niż wcześniej. Pewnie teraz mądrzejszy o te kilka lat doświadczeń zignorowałby interesowną i próżną dziewczynę, ale wtedy czuł się tak, jak gdyby złapał samego Merlina za nogi. No dobra, tak poczuł się dopiero w połowie studiów, kiedy ich usta i dłonie złączyły się na kolejne półtora roku pięknej historii miłosnej. Dlaczego półtora roku? O tym za chwilę.
Po ukończeniu studiów czuł się jak król. Rozpoczął staż w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów jako pomocnik aurora, z ukochaną dziewczyną u boku. Nie wiedział jeszcze co go czeka. Pewnym krokiem kończył praktyki w ministerstwie, zyskując dobre opinie wśród przełożonych. Skłamałby mówiąc, że najlepsze – z kilkoma asami nie miał szans konkurować - ale z grona kandydatów z pewnością plasował się w pierwszej połowie stawki. Całe szczęście, bo nabór na aurorskie etaty był tego roku mocno ograniczony… Na tyle, że ostatecznie Theo został odesłany z kwitkiem, co bolało go o tyle mocniej, że na liście kwalifikacyjnej znaleźli się kandydaci, którzy podczas stażu osiągali znacznie gorsze od niego wyniki, a ich największą zaletą były czysta krew i słynne nazwisko. Młody Kain przeżywał tę porażkę jak diabli, a jak każdy wie, nieszczęścia lubią chodzić parami. Dziewczyna, na punkcie której miał obsesję, zostawiła go twierdząc, że nie widzi swojej przyszłości z takim nieudacznikiem. A Theo… ten sam Theo, który dzielnie podnosił się po każdej porażce tym razem rozsypał się jak domek z kart. Nie potrafił sobie wybaczyć tej straty, i nie potrafił sobie wybaczyć tego jak żałośnie, niemal na kolanach, błagał Connie, żeby mu tego nie robiła.
Nie wiedział co ze sobą zrobić. Kilkukrotnie zmieniał pracę, ale żadna nie wciągnęła go na dłużej. Robota poniżej jego kwalifikacji. Gdyby nie psia pensja rozpiłby się pewnie na amen, ale na szczęście kilka butelek ognistej skutecznie załamywało jego płynność finansową. Powoli staczał się więc w nicość, tracą jakiekolwiek chęci do życia. Potrzeba było roku, by bladość jego skóry i podkrążone ślepia zaniepokoiły tych, na których jeszcze mógł liczyć. Znajomy, wiedząc o zamiłowaniu Kaina do historii magii i zaklęć opłacił mu kurs na rzeczoznawcę artefaktów. Chytry plan, żeby postawić na nogi kogoś, kto nie wyobrażał sobie nie spłacić zaciągniętego, nawet nieświadomie, długu.
Theo wziął się w garść, przynajmniej na tyle na ile potrafił. Nadal bowiem źle sypiał w nocy, padał jak kłoda w ciągu dnia, a kurs zaliczył wyłącznie dzięki pomocy raptuśnika, a niekiedy gdy do kieszeni wpadło trochę więcej gotówki, również mugolskiej kokainy. W końcu dostał pracę jako asystent rzeczoznawcy w banku Gringotta, z pewnością bardziej ambitną od przekładania towaru w sklepie i witania gości w recepcji hotelu. Początkowo rzeczywiście podchodził do nowej pracy z musu i z niesmakiem, ale po pierwszym miesiącu mógł uczciwie powiedzieć, że ta robota mu się podoba. Ciekawe okazy do wyceny, możliwość pogłębiania wiedzy, perspektywa awansu, a do tego miła i pomocna ekipa… Wreszcie z uśmiechem na ustach zwrócił pieniądze kumplowi i podziękował mu za okazane wsparcie.
Wydawać by się mogło, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku i Theo wychodzi na prostą, a jednak zadra w sercu pozostała, a pamięć o wcześniejszych nieprzyjemnościach i niepowodzeniach karmiła jego wewnętrznego potwora. Potwora, który skrycie knuł już plan władowania gnieżdżącej się przez lata w jego sercu nienawiści i frustracji, nie potrafiąc pogodzić się z przeszłością. Plan zemsty na znienawidzonych elitach, których uosobieniem miał być – jak mu się wydawało – czystokrwisty szef biura rzeczoznawców.


Rodzina


♫ Jonathan Kain – ojciec | 45 lat | mugol | z zawodu kucharz
♫ Tianna Kain – matka | 43 lata | mugolka | z zawodu aktorka teatralna
♫ liczne ciotki, wujkowie i kuzynostwo, z którym już od dawna nie utrzymuje kontaktów


Ciekawostki


♫ Cierpi na nerwicę natręctw. Pięć razy sprawdza, czy zamknął drzwi do mieszkania, zdecydowanie nazbyt często poprawia swoją fryzurę, a leżące na stole dokumenty i przybory zawsze układa równo w linii… Nie starczyłoby pergaminu, żeby wymienić te wszystkie dziwactwa, które znacząco utrudniają mu życie.  
♫ Nie lubi, kiedy ktoś zwraca się do niego pełnym imieniem. Zdecydowanie woli jego zdrobnienie – Theo.
♫ Mimo że nigdy nie myślał o magipsychologii czy magipsychiatrii, interesują go ludzie, ich emocje i motywacje. Często obserwuje więc zachowanie czy podświadomie reakcje innych, a także uczy się na cudzych błędach.
♫ Ma dryg do nauki języków obcych; niestety brak wolnego czasu nie pozwolił mu w pełni rozwinąć skrzydeł. Poza angielskim opanował język hiszpański w stopniu zaawansowanym. Obecnie uczy się także gobligeduckiego - poznał podstawowe zwroty, dzięki czemu radzi sobie w luźnych rozmówkach.
♫ Od dziecka uczęszczał na zajęcia tańca towarzyskiego i nowoczesnego. Po przekroczeniu murów Hogwartu nie mógł kontynuować nauki w takim zakresie jak dotychczas, jednakże nigdy nie zapomniał o swojej pasji. Na parkiecie czuje się jak ryba w wodzie.
♫ Jego artystyczne zdolności nie kończą się jednak na tańcu. Potrafi też nieźle szkicować. No dobra, może poza ludźmi. Do portretów niestety nigdy nie miał talentu…
♫ …podobnie jak do instrumentów, a szkoda, bo zawsze chciał na jakimś grać. Poległ już na próbach opanowania najprostszych akordów. No trudno, zawsze pozostaje mu karaoke, a głos ma akurat całkiem miły dla ucha.
♫ Pomimo że zachłysnął się magicznym światem, nigdy nie porzucił mugolskich rozrywek. Uwielbia grać w tenisa, bilard, czasami chadza na kręgle czy strzelnicę, a wolne, deszczowe wieczory spędza przed grami komputerowymi.
♫ Całkiem nieźle gotuje. Nic dziwnego, skoro jego ojciec jest kucharzem. Magiczna kuchnia nie do końca jednak do niego przemawia; zwykle pozostaje więc przy własnych, tradycyjnych metodach.
♫ Intryguje go czarna magia, choć do tej pory nie miał zbyt wielu okazji, by zagłębić się w jej tajniki. Poznał jedynie podstawy tej zakazanej dziedziny podczas kursu na rzeczoznawcę artefaktów, ale chciałby dalej rozwijać swoje zainteresowania w tym zakresie.
♫ To nie tak, że zadaje się tylko z mugolakami czy czarodziejami półkrwi. Znalazło się kilka tolerancyjnych, arystokratycznych duszyczek, które zdołały się przebić przez jego mur nienawiści i przekonać go swoją osobowością. Traktuje jednak te osoby jako chlubne wyjątki potwierdzające regułę, a nie mogąc pogodzić się z przeszłością, swą nienawiść nadal przelewa na „czystokrwiste elity, które myślą, że świat powinien kłaniać im się do stóp”.


Ostatnio zmieniony przez Theodore Kain dnia Pią Cze 04 2021, 11:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego; tatuaż z Oazy Cudów na łopatce; rozległa blizna na ramieniu po rozszczepieniu w Kolumbii; obrączka
Dodatkowo : animag (kot syberyjski)
Galeony : 1020
  Liczba postów : 1018
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Theodore Kain QzgSDG8




Moderator




Theodore Kain Empty


PisanieTheodore Kain Empty Re: Theodore Kain  Theodore Kain EmptyPią Cze 04 2021, 13:19;



DOROSŁY!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!

Następne kroki:
stworzenie poczty
założenie relacji
zaczęcie gry
rozwój postaci




Życzymy

miłej gry!


______________________


You’ve heard me saying that smoking was my only vice. But now it isn’t true, now everything is new, and all I’ve learned has  overturned. I beg of you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Theodore Kain

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Theodore Kain QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty doroslych
-