Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 29 Kwi - 12:24;

First topic message reminder :


   
Mieszkanie Isolde Bloodworth

   

   
   
Salon

   

  Miejsce, gdzie Isolde zwykle koi smutki swoich przyjaciół albo czyta.


   
   
Sypialnia

   

   Mało kto ma wstęp do tego pomieszczenia, bo Isolde ceni sobie swoją prywatność, ale jeśli już ktoś dotrze tak daleko... tu dzieje się magia.



   
Kuchnia

   

   Miejsce, w którym Isolde spędza dużo czasu - jest bardzo szczęśliwa, kiedy może gotować dla innych, nawet jeśli rzadko ma na to czas.



   
Łazienka

   

   To tu Isolde topi smutki, siedząc godzinami w wannie.



   
Pokój gościnny

   

  Przystań dla życiowych rozbitków, których Is przygarnia pod swój dach.


   


Ostatnio zmieniony przez Isolde Bloodworth dnia Pią 16 Lut - 10:39, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyCzw 30 Lip - 22:06;

Tacy ludzie budzili w niej zwykle niesmak. A także coś na kształt zazdrości. Ona sama nie potrafiła się wyrwać z okowów własnych zahamowań, jednocześnie nie wyobrażając sobie, że można nie posiadać tej bariery wstydu, intymności związanej ze swoim ciałem. Dla niej osiągnięcie fizycznej bliskości, jakiejkolwiek formy dotyku wymagało czasu i poczucia bezpieczeństwa. Może z malutkimi wyjątkami.
- To wcale nie brzmi zabawnie - skomentowała Isolde, krzywiąc się na samą myśl o takich... przygodach. - I tak miała szczęście, że jej dolna część znalazła się w jakiejś bezludnej okolicy - dodała mimochodem, myśląc o tych wszystkich niewyżytych samcach, których na dobrą sprawę interesuje właśnie ta dolna połowa ciała. Reszta służy właściwie za estetyczny (bądź nie) dodatek. - Staram się nie teleportować na duże odległości... i chyba przy tym zostanę.
Isolde była dobra ze wszystkiego, oprócz wróżbiarstwa i eliksirów, czego właśnie dała dowód. Teleportacja nie stanowiła dla niej większego problemu, ale obchodziła się z nią ostrożnie. Kilka razy widziała pechowców, którym zdarzyło się rozszczepić, choć nigdy z żadnym na ten temat nie rozmawiała.
- Ryzykanctwo nie jest w moim stylu. Chyba że ma na celu coś więcej niż zapewnienie sobie skoku adrenaliny. Wszystko ma swoje konsekwencje, zazwyczaj przykre - powiedziała z głębokim przekonaniem, po czym uśmiechnęła się lekko.
- Dobry Merlinie, mam nadzieję, że od razu trafią mi się czarnoksiężnicy, bo znam stanowczo za dużo osób, które mogłabym i powinnam przymknąć. Omijaj mnie szerokim łukiem. Chyba że akurat będę na urlopie - zażartowała, co już było dużym osiągnięciem, biorąc pod uwagę jej stan ducha jeszcze kilka minut temu.
Posiedzieli jeszcze trochę, Isolde odtajała, a potem pożegnali się zaskakująco ciepło. Dziewczyna była naprawdę wdzięczna Kyle'owi za pomoc i wsparcie. Może nawet poprosi go o asystę przy odnawianiu kuchni? Wątpliwe, bo straszna z niej Zosia-Samosia, ale kto wie?

z/t x 2
Powrót do góry Go down


Eiv C. Henley
Eiv C. Henley

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
https://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptySro 23 Wrz - 11:42;

Eiv czekała na spotkanie z Isolde od pierwszego listu, który razem wymieniły. To było oczywiste, że gryffonka tęskniła za przyjaciółką I matką chrzestną Venice, bo przecież nie rozmawiały ze sobą od ponad roku… Henley miała tendencje do przywiązywania się do ludzi i kiedy ci znikali, stawała się pusta. Niemoc wynikająca z ingerencji w życie kogokolwiek była przytłaczając, a Evelyn nie chciał się narzucać. W żaden sposób. Może to dlatego czekała na Bloodworth? Może dlatego wierzyła, że Noel tak czy siak wróci? Miała ich teraz oboje, a do tego jakże zaszczytnego grona dołączył także Elliott i jedyne kogo brakowało, to… Sweeney.
Przemierzała uliczki Hogsmeade, by jak najszybciej dotrzeć do mieszkania Is, a jedynym utrudnieniem była wolno dreptająca Venice. Spojrzała na nią nagląca, bo przecież liczyła, że mała nie będzie sprawiała kłopotów. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy małej zaczęły plątać się nóżki i ledwie utrzymała ją za rączkę, kiedy potknęła się o kamyk. Córka Eiv była jednak bardzo zawzięta i nie miała zamiaru się poddawać, toteż machając łapką, próbowała złapać równowagę.
-Za szybko! – Jęknęła w końcu, bo Evelyn przyspieszyła zupełnie nieświadomie. Nie umiała chodzić wolno i sama uczyła się przy dziecku wielu nowych rzeczy. Mimowolnie zwolniła nieco, a wzrok ciemnowłosej powędrował na dziewczynkę, która tak zawzięcie walczyła ze swoimi krótkimi nóżkami.
-Teraz lepiej? – Zapytała luźno i już po chwili uśmiechnęła się szeroko, bo choć miała problem z opanowaniem drwiny, widok kiwającej główki Venice, która potwierdza, że jest w porządku, rozczulił ją całkowicie. Nie spodziewała się, że dzieciak będzie w stanie ujmować tak za serce, ale było to niezwykłe i dzięki perełce jaką zyskała za sprawą Noela, jej życie nabrało kolorów, których od dawna mu brakowało.
Znalazły się w końcu pod kamienicą, a następnie mieszkaniem Is i gdy tylko Eiv zapukała dwukrotnie, dziewczynka stała już przed nią, trzymając w łapkach czekoladki, które były w ozdobnym pudełeczku. -Masz być grzeczna, pamiętaj. – Powiedziała jeszcze szeptem, bo cóż innego pozostało, jak czekanie na panią domu?
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptySro 23 Wrz - 18:34;

Isolde wbrew samej sobie bardzo przejmowała się tymi odwiedzinami. Nie widziała Eiv tyle czasu, a mała Venice chyba nie była taka znowu mała. Is nie mogła się doliczyć, ile teraz może mieć, ale uznała, że mały pluszowy gryf machający skrzydłami powinien być odpowiednim prezentem. Pochowała wszystkie potencjalnie niebezpieczne, ostre lub delikatne rzeczy. Wszystkie wazoniki, kieliszki i filiżanki poustawiała na najwyższych półkach. Nie wiedziała nic na temat dzieci, mimo że ostatnio spędziła kilka wieczorów w szpitalu, czytając bajki.
No właśnie. Na samą myśl poczuła się jakoś dziwnie. Gdyby to wspólne czytanie dzieciom odbywało się w towarzystwie kogoś innego niż Fairleya, można by całą historię uznać za szalenie romantyczną. Ale tak nie było. Uzdrowiciel był specyficznym, trudnym człowiekiem i to, co działo się między nimi (a w ogóle coś się działo? - zastanowiła się) było niemożliwe do zdefiniowania. Ich znajomość opierała się na spędzaniu czasu z chorymi dziećmi, którym wieczorami czytali bajki. Dopiero za trzecim spotkaniem łaskawie zgodziła się, by przejść na "ty". Fakt, że Berberys od lat doprowadzał jej matkę do szału, wcale nie ułatwiał sytuacji. Och, i jeszcze był od niej o prawie dwadzieścia lat starszy. Nie rozumiała go. Nie potrafiła zrozumieć, co właściwie dzieje się w jego głowie, jaki jest naprawdę, DLACZEGO jest taki a nie inny. Zresztą, czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Robili razem coś dobrego i to jej wystarczyło.
Z rozmyślał wyrwało ją dopiero pukanie do drzwi. Poderwała się z miejsca i pobiegła do wejścia. Na swój sposób była wręcz zakłopotana. Nie wiedziała, jak powitać Eiv, nie wiedziała, jak się zachowywać przy małej Venice, która nie miała prawa jej pamiętać. Ale kiedy otworzyła drzwi, wszystko potoczyło się jakoś samo. Uściskała serdecznie Eiv, a potem przykucnęła i z ciepłym uśmiechem uścisnęła malutką rączkę dziewczynki. Była taka śliczna i tak szybko rosła!
- Tak dawno was nie widziałam! - powiedziała zduszonym głosem, prowadząc je obie do salonu. Na kanapie siedział pluszowy gryf. Isolde przykucnęła obok Venice i wskazała na zabawkę. - Widzisz? Ktoś tam na ciebie czeka... - szepnęła z uśmiechem, a kiedy dziewczynka pobiegła w kierunku gryfa, Isolde odwróciła się do jej matki.
- Siadaj. Napijesz się czegoś? Merlinie, tyle czasu... powiedz, co u ciebie? Jestem tak bardzo nie na czasie... Ile ma Venice? Ostatnio widziałam ją jako niemowlaka. - Wyrzucała z siebie słowa z pośpiechem, dziwnym i nietypowym dla niej. Miała wrażenie, że zbyt dużo przegapiła i nie zdążą tego nadrobić. Że ich drogi się rozeszły w takim momencie, że nawet streszczenie losów każdej z nich nie zdoła zapełnić tej pustki.
Powrót do góry Go down


Eiv C. Henley
Eiv C. Henley

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
https://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 28 Wrz - 22:00;

Eiv miała jeden problem. Nie znosiła stałości, a Venice mniej więcej tego od niej wymagała. Córka musiała być pod ciągłą opieką matki, co przecież dla Henley było wręcz niewykonalne. Ostatnie wydarzenia zmieniły całkiem  sporo i im dłużej to trwało, tym bardziej wierzyła, że sprawa wyprostuje się sama, o ile istniała na to perspektywa. Wrócił Noel, a dzięki temu ich maleństwo mogło spokojnie spędzać czas w magicznym przedszkolu i być odbierane na przemian przez rodziców. Evelyn nie miała siły do ciągłej opieki, toteż taki obrót spraw odpowiadał jej najbardziej. Może to stąd wynikała potrzeba spotkanie z Is? Oczywiście brunetka stęskniła się za przyjaciółką, ale oczywistym było też, że musiała się rozerwać w towarzystwie innym niż mała dziewczynka, która ostatnimi czasy dawała bardziej w kość, niż kiedykolwiek wcześniej.
Czekały pod drzwiami, a Ven wierciła się jak zawsze. Nie mogła ustać w jednym miejscu, toteż gdy tylko drzwi się otworzyły, wyciągnęła wysoko rączki, by nie zostać pominiętą. Musiała się niestety pogodzić z tym, że jednak matka była pierwsza, a dopiero potem ciocia Bloodworth postanowiła zwrócić na nią uwagę. Zamiast oczywiście uścisnąć grzecznie dłoń, rzuciła się blondynce na szyję, a następnie podreptała w stronę, którą wskazała jej Isolde, bo przecież była grzeczną pociechą, która niemal nie sprawiała żadnych kłopotów wychowawczych.
-No ty też się zmieniłaś, ale zdecydowanie na duży plus. – Powiedziała spokojnie, a następnie rozsiadła się przy Venice, która bawiła się nową zabawką. -Co się mówi, szczylu? – Zapytała córki, a ta zaklaskała w dłonie dwa razy, a potem skinęła głową ciotce, która z pewnością mogła oczekiwać jakiegoś magicznego słowa, ale przykro mi, Eiv ich nie potrafiła nauczyć.
-Noel wrócił, więc jest lepiej, bo ostatnie lata… Były dla nas trudne. – Mruknęła z dezaprobat, bo przecież nie była zadowolona z takie obrotu spraw. -Jest nauczycielem w Hogwarcie, więc muszę się ukrywać z tym, że jesteśmy razem, no i mamy córkę… – Powiedziała szeptem, jakby wstydziła się faktu, który wynikał z jeszcze młodzieńczego związku. Nie miała ochoty się nad tym rozwodzić, toteż bez najmniejszego zawahania, od razu przeniosła wzrok na Is, jakby w oczekiwaniu, że do ciepłej herbaty, uraczy ją swoją historią. -A jak tam w Walii?
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyWto 29 Wrz - 22:02;

Isolde tak bardzo nie miała pojęcia o dzieciach, że aż czasami ją to bolało. Wylewność Venice w równym stopniu ją rozczuliła, co zaskoczyła, dlatego serdecznie uściskała szkraba i nieco już odprężona zabrała się za sprawianie, by jej goście poczuli się jak u siebie. Kręciła się między salonem a kuchnią, znosząc różne dobre rzeczy, między innymi czekoladowe ciasteczka, cudownie pachnącą szarlotkę, a także herbatkę dla siebie i Eiv oraz dwa soczki dla Venice (nie wiedziała, czy mała woli jabłkowy czy może pomarańczowy).
Słysząc uwagę przyjaciółki, uśmiechnęła się ze zdziwieniem, unosząc przy tym nieznacznie brwi i stawiając na stoliku cukiernicę i dzbanuszek z mlekiem.
- Naprawdę? A co się we mnie zmieniło? - spytała, szczerze zaciekawiona, siadając w fotelu i patrząc na Eiv ciepło. Jednak już chwilę później jej brwi drgnęły nerwowo, tym razem w wyrazie dezaprobaty. Może i nie znała się na dzieciach, ale była głęboko przekonana, że nazywanie ich "szczylami" nie jest zbyt... właściwe. Oczywiście nie powiedziała ani słowa, zachowując wszystkie tego rodzaju uwagi dla siebie - w końcu nie ona była matką Venice i nie ona odpowiadała za jej wychowanie, ale... no cóż. Nie czuła się urażona brakiem werbalnych podziękowań. Dziewczynka była przecież zupełnym maluchem, a entuzjazm z jakim zareagowała na zabawkę w pełni satysfakcjonował Isolde.
- Och. - Tak, panna Bloodworth była niewątpliwą mistrzynią w znajdowaniu eufemizmów. To "och" wyrażało dosłownie wszystko, wszystkie mieszane uczucia związane z sytuacją Eiv, faktem, że znów jest z Noelem, który zaczął uczyć w Hogwarcie, że mają razem dziecko i że się z tym ukrywają. To bardzo... w stylu Henley, prawda? Właściwie Isolde nie była zaskoczona, ale mimo wszystko próbowała postawić siebie w takiej sytuacji i jakoś nie mogła.
- W Kornwalii - powiedziała łagodnie, ale z naciskiem. Jej lokalny patriotyzm odzywał się co chwila. Jasne, Eiv wychowywała się w Mołdawii, miejscu, które dla Isolde było tylko punktem na mapie i to nie do końca sprecyzowanym, ale mimo wszystko... Is była dosyć drażliwa na tym punkcie. - Wszystko w porządku. Spędziłam trochę czasu z rodzicami, wzięli urlopy... Hm. Sama jestem na stażu w biurze aurorów i jest naprawdę świetnie. Chociaż męcząco.
Wygląda na to, że Is będzie potrzebowała trochę czasu, żeby przejść do zwierzeń. Prawdę mówiąc, wcale nie miała na nie ochoty, ale czuła, że Henley ich od niej oczekuje. A to nie do końca jej odpowiadało.
Powrót do góry Go down


Eiv C. Henley
Eiv C. Henley

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
https://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 19 Paź - 10:06;

A Eiv je miała? Ależ skąd. Zdawała się być pozbawiona instynktu macierzyńskiego, który z pewnością by się przydał, bo przecież należała do kobiet, które już posiadały malucha, ale… Henley była inna. Traktowała dziecko z należytym szacunkiem, oddaniem i miłością. Brakowało im jednego pewnego elementu, który mógł je zespajać i trzymać w ryzach, gdy było źle, a przecież… Tak było. Evelyn jednak zawsze robiła dobrą minę do złej gry i na nic nie zwracał uwagi, jakby problemy zduszała w zarodku. Może to dlatego myśl o Noelu sprawiała, że chciała postarać się nieco bardziej? Kto wie.
-Jesteś jeszcze piękniejsza niż byłaś, a dodatkowo nabrałaś kobiecych kształtów. – Powiedziała żartobliwie i posłała blondynce przeciągłe spojrzenie, które miało na celu uświadomienie jej, że przecież to nic złego. Robiła to, na co miała ochotę, a mówieniem komplementów zdawała się być niezwykle fałszywa, choć wcale tak nie było. Płynęło z niej to naturalnie i tak jak powinno. Miała zatem głęboką nadzieję, że Is odbierze właściwie ów słowa.
Spojrzała szeroko otwartymi oczami na to charakterystyczne „och”, a następnie spuściła wzrok. Doskonale wiedziała, że Bloodworth tego nie pochwala, bo przecież niemożliwym była szansa na to, by kiedykolwiek zapewne, zaakceptowała związek z Noelem, który przecież za każdym razem gdy się pojawiał, robił w życiu drobnej, ciemnowłosej dziewczyny istne spustoszenie.
-Tata Noel ostatnio widział jak kicham! – Rzuciła entuzjastycznie Venice, gdy przypomniała sobie nagle moment, w którym zmieniły jej się włoski, a Payne nie mógł wyjść z podziwu dla umiejętności, którymi dysponowała.
-Ven… – Mruknęła z przekąsem Eiv, bo przecież nie umiała całkowicie pozwolić na zbliżanie się do dziecko temu konkretnemu mężczyźnie, a jednak – był jej ojcem i miał pełne prawo do tego, by być przy dziewczynce.
-Staż aurorów? Opowiedz coś więcej. – Zmieniła temat perfekcyjnie, bo prawdopodobnie nie był sensu, by zagłębiać się w jej perypetie z Noelem, a co za tym szło, wzięła mała na kolana i objęła ją ciasno. -A ty bądź grzeczna, okay? – Zapytała ją jeszcze na uszko, a następnie ucałowała skroń. Córka Eiv pokiwała główką jak mechaniczny piesek, a zaraz potem zsunęła się na kanapę, by zająć się swoją zabawką, która przecież jak nawet na magiczny twór, była niezwykle urzekająca.
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyCzw 22 Paź - 21:11;

Patrząc na Eiv i jej córeczkę, Isolde nie mogła się oprzeć wrażeniu, że Venice nie jest dzieckiem jej przyjaciółki, a młodszą siostrzyczką. To przecież było zupełnie prawdopodobne, wyjaśniało podobieństwo i specyficzny rodzaj więzi. Ale nie. Mała była córką Henley, owocem namiętności (Isolde nie była pewna, czy to, co łączy jej przyjaciółkę z tym całym Payne, ma cokolwiek wspólnego z miłością) jej i Noela, a Bloodworth uważała to za bardzo kiepski żart losu. To okropne myśleć o kimkolwiek w takich kategoriach, więc kiedy tylko przyszło jej to do głowy, poczuła wyrzuty sumienia i wyciągnęła rękę, żeby pogłaskać dziewczynkę po główce. Była śliczna, grzeczna i bystra, ale dziewczyna miała poważne wątpliwości, czy z takimi rodzicami jak Eiv i Noel będzie miała dobre i stabilne życie. To po prostu nie leżało w ich naturze.
- Jesteś okropną kłamczuchą, Eiv, ale i tak ci wybaczam - roześmiała się, potrząsając głową i patrząc na przyjaciółkę z rozbawieniem. - Piersi jak nie miałam, tak nie mam, ale to praktyczne - trochę przesadzała, choć rzeczywiście jej biust zawsze należał do tych drobnych i krągłych, wyjątkowo wygodnych, lecz nieszczególnie dobrze prezentujących się przy głębokich dekoltach. Cóż, tak już miała, zresztą przy jej wzroście była to zaleta.
Nie chciała potępiać Eiv, ale nie miała zamiaru udawać, że jest zadowolona z jej wyboru partnera. O Noelu miała możliwie najgorsze zdanie, ale nigdy się nim nie dzieliła z Henley, wiedząc, że to i tak nic nie zmieni, a co najwyżej nadwyręży ich przyjaźń.
Tata Noel? Brwi Isolde znów uniosły się znacząco. Merlinie, to ilu to dziecko miało ojców, skoro musiało do tytułu "tata" doklejać imię? Nie, to nie tak, że myślała źle o Eiv, wręcz przeciwnie, ale sposób, w jaki Venice mówiła o Noelu sugerował, że jest raczej rzadkim gościem w jej życiu. Może i dobrze, bo ten niemoralny, sadystyczny oszołom nie nadawał się na ojca.
Eiv i mała wyglądały razem naprawdę uroczo, ale Is nadal myślała, że dziewczynka powinna być siostrą jej przyjaciółki, nie córką. Mimo to nie mogła się nie uśmiechnąć na ich widok. To wszystko było takie skomplikowane...
- Wiesz, to tylko miesiąc i w sumie nic takiego. Biegam to tu, to tam, noszę dokumenty, planuję z aurorami zasadzki, chodzę na patrole... Czuję się jak nowo narodzona, wszystko nagle nabiera sensu. Pewnie, bywa niebezpiecznie, ale ta praca... to mój żywioł. Sporo czasu spędzam z moim tatą, ale robię wszystko, żeby nie patrzyli na mnie przez jego pryzmat... i chyba nawet mi się udaje, chociaż mój przełożony szczerze nie nie znosi, bo od lat jest w konflikcie z moim tatą. A mówią, że dzięki kontaktom życie staje się łatwiejsze. Co za bzdura - mruknęła, potrząsając głowa, po czym uśmiechnęła się. - A ty? Co zamierzasz, kiedy skończysz studia?
Powrót do góry Go down


Berys Fairley
Berys Fairley

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 49
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 9 Lis - 22:22;

Tym narzekaniem w gabinecie ściągnął na siebie najgorszego z możliwych stażystów i jeden z okropniejszych dyżurów. Nie narzekał głośno, a jedynie na co sobie pozwolił to uświadomienie chłopaka, że nie nadaje się na uzdrowiciela. Lepiej, żeby zrozumiał to teraz. Mniej zmarnowanego czasu i nerwów, i Berys będzie bardziej zadowolony jeżeli go więcej nie zobaczy. Same plusy.
Wystarczyło, że Isolde opuściła szpital, a on powrócił do podłego nastroju. Wcześniej odpychane myśli które gdzieś krążyły, wróciły, a do tego jak tylko usiadł za biurkiem zatrzymał spojrzenie na książce, którą zajmował się przed jej przyjściem. Ponownie go uderzyło, że już dawno powinien zacząć warzyć tej cholerny eliksir. Podświadomie odkładał to na później, z czego nie był dumny. A złośliwy głos który mu podpowiadał, że ‘te kilka dni nijak się mają do siedemnastu lat’ nie pomagał. Obiecał sobie, że się tym zajmie zaraz po dyżurze po tym jak wróci od Isolde.
Szklanka ognistej zamieniła się we trzy, a spokój który miał mieć po powrocie do mieszkania zastał zmącony. Dopiero długi prysznic, który wziął przed samym wyjściem postawił go na nogi. Zebranie się i wyjście zajęło mu w sumie niezbyt wiele czasu, więcej go poświęcił na wybór wina, które postanowił ze sobą przynieść. Nie znał się na tym trunku zbyt dobrze, więc chyba po raz pierwszy zdał się na młodego chłopaka, który zamiast podać mu odpowiednią butelkę zaczął opowiadać ze szczegółami wszystko co tylko można było. Berys wyłączył się już przy pierwszym zdaniu i szybko pożałował, że poprosił kogokolwiek o pomoc. Nigdy więcej. Jeszcze tylko kwiatek i mógł się zjawić przed drzwiami Isolde. Zapukał i czekał, bo co więcej mógł zrobić.
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 9 Lis - 22:43;

Isolde jakoś absurdalnie przeżywała to wszystko. Fakt, że zaprosiła Berysa do swojego mieszkania i jeszcze podjęła się ugotowania obiadu. Większą część wieczoru spędziła w wannie, zastanawiając się, co dobrego może mu zaserwować i starając się nie myśleć o wszystkim, co może pójść źle w ich.. związku? Chyba już mogła używać tego słowa, co nie zmieniało faktu, że czuła się z tym co najmniej dziwnie. Dobrze, że zdecydował się jednak na obiad, a nie na śniadanie, bo dzięki temu Isolde miała zdecydowanie więcej czasu, żeby się przygotować. Sprzątanie nie zajęło jej dużo czasu, ale gotowanie... co tu dużo mówić, przechodziła samą siebie, wychodząc z założenia, że przez żołądek do serca. Po długich dywagacjach zdecydowała się na aromatyczną pieczeń w sosie śliwkowym z jakimiś dodatkami, nad którymi teraz nie będę się zastanawiać, bo jestem głodna i robię rzecz haniebną, bo odpisuję teraz zamiast wziąć się do roboty. No cóż. W każdym razie Isolde nie byłaby sobą, gdyby nie ugotowała jeszcze zupy dyniowej z odrobiną curry - cudownie rozgrzewającej, a biorąc pod uwagę nieprzystosowanie Berysa do angielskiej jesieni, wręcz idealnej na listopadowe popołudnie. Rozdarta między domowym plackiem z owocami a ciastem czekoladowym, wybrała w końcu ciasto, starając się ignorować natrętną myśl, że w końcu czekolada to znany afrodyzjak. Nie, Isolde, będziesz cnotliwa i wytrwasz jeszcze trochę. Nawet jeśli eliksir antykoncepcyjny leży sobie na dnie szuflady szafki nocnej.
Wybranie odpowiedniego ubrania okazało się prawdziwą męczarnią. Początkowo optowała za sukienką, ale sukienki i rajstopy są rozpaczliwie niepraktyczne, gdy męskie ręce wcale nie chcą się ograniczyć do romantycznego głaskania ramion. Czując, że kusi los, Isolde wyciągnęła swoją najlepszą bieliznę, wmawiając sobie uparcie, że robi to tylko i wyłącznie dla siebie i swojego samopoczucia. W końcu doszła do wniosku, że rozkloszowana błękitna spódnica i czarna bluzka zapinana na perłowe guziczki to całkiem niezły kompromis. Ale zanim do tego doszła minęło tyle czasu, że naprawdę ledwie zdążyła ze wszystkim przed przybyciem Berysa.
Już w progu oblała się swoim firmowym rumieńcem, otwierając drzwi i uśmiechając się promiennie. W sumie nie spodziewała się ani kwiatka, ani wina, więc przyjęła to wszystko z entuzjazmem, choć największy entuzjazm budziła w niej sama obecność Fairleya. Oczywiście, nie dała tego po sobie w pełni poznać, ale nawet ślepy by zauważył, że Bloodworth promienieje. Wpuściła go do środka i nazachwycawszy się kwiatkiem i winem, odstawiła jedno i drugie na stolik w przedpokoju i uniosła się lekko na palcach, całując Berysa czule w usta. Nie trwało to długo, bo jej magiczna kuchenka zaczęła drzeć się przeraźliwie, że zaraz przypali taki wspaniały obiad i że to zbrodnia, dlatego Isolde z westchnieniem niezadowolenia oderwała się od warg Fairleya i zaprowadziła go do salonu, a sama pognała do kuchni.
- I jak ci minął dyżur? - krzyknęła, trzaskając garnkami i starając się nie poparzyć.
Powrót do góry Go down


Berys Fairley
Berys Fairley

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 49
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyWto 10 Lis - 11:19;

Nie musiał wcale długo czekać pod drzwiami zanim Isolde się w nich pojawiła. I choć wcześniej ktoś z boku mógł uznać, że stoi tutaj za karę tak teraz wyglądał zupełnie inaczej, na zadowolonego. A uczucie zmęczenia i zniechęcenia po ostatnim dyżurze rozpłynęło się w mgnieniu oka. To była kolejna z tych rzeczy, których się obawiał. Bo ile osób tak na niego działało? I kto w ciągu zaledwie chwili potrafił w nim wzbudzić tak wiele emocji i przy kim prezentował całą ich gamę, odkrywając kolejno coś nowego o co sam siebie nie posądzał? Tylko Isolde, której teraz najchętniej nie wypuszczałby ze swoich ramiom i z rozkoszą oddawał kolejne pieszczoty. Nic więcej w tej chwili nie potrzebował. Nie było mu jednak dane, bo zaraz zniknęła w kuchni, a on wykorzystał tą chwilę do rozejrzenia się wokół.
Wszędzie panujący porządek, jasne kolory, masa książek, zdjęcia i wszystko inne razem wyglądało przytulnie czyli zupełnie inaczej niż u niego. Zresztą sama okolica mocno się różniła od tej w jakiej znalazł się teraz. Nie wiedział czy czuł się tutaj dobrze, w takim sensie, czy jakby ze swojej ponurej nory kiedykolwiek przyszło mu się wyprowadzić to odnalazłby się w czymś takim. Pewnie nie, ale porzucił myślenie o tym i przeszedł do kuchni. Oparł się ramieniem o framugę drzwi i przyglądał poczynaniom Isolde.
- Najlepszym jego momentem była godzina wyjścia - skrzywił się jeszcze na samo wspomnienie i więcej nic nie dodał. Nie chciał ponownie wracać do tej porażki i wolał cieszyć się tym, że miał to już za sobą - Herbata i koc okazali się dobrymi towarzyszami? Czy jednak już za drzwiami zaczęłaś tęsknić? - spytał cicho, podchodząc do niej od tyłu. Wyciągnął z jej dłoni wszystko co się w nich aktualnie znajdowało i przyciągnął do siebie, aby mocno ją pocałować. Nie powoli, nie tak jak wtedy kiedy pierwszy raz poznawał smak jej ust. Teraz było inaczej, jakby przełożył wszystkie te niewypowiedziane słowa na pocałunki w których zaczynał się zatracać. Jakby to nimi chciał jej powiedzieć co czuje i dlaczego ma wątpliwości, dlaczego boi się na każdym kroku że ją zrani boleśniej i mocniej niż potrafił to zrobić do tej pory. Dlaczego chowa się chamstwem i złośliwością, i dlaczego jest w nim tyle sprzeczności. Wzbudziła w nim teraz na powrót tak wiele uczuć, że nie potrafił na nimi zapanować. Myślał o niej od momentu kiedy zniknęła na korytarzu szpitala, a po tym wszystkim co wczoraj zostało powiedziane chciał jej pokazać, że… Sam nie wiedział dokładnie co, ale z pewnością było tego dużo. Mógł sobie coś nawet układać w głowie, ale na niewiele to się zdało. Dłońmi błądził już pod jej bluzką, a kiedy pchnął ją lekko w kierunku stołu uniósł ją lekko za pośladki, posadził na nim i rozchylił jej nogi, aby między nimi znaleźć dla siebie idealne miejsce. Ani myślał teraz przerywać kolejne pieszczoty. Kolejne pocałunki czy szukanie rękami tych wrażliwszych na ciele punktów.
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyWto 10 Lis - 18:00;

Nie chciała drążyć tematu, który najwyraźniej był dla Berysa nieprzyjemny, dlatego tylko spojrzała na niego ze współczuciem i zamieszała zupę krem z dyni, która miała to do siebie, że lubiła się przypalać.
Akurat wyciągnęła z piekarnika mięso i już miała zabrać się do krojenia, kiedy Fairley podszedł do niej i objął ją od tyłu. Odchyliła na moment głowę, opierając ją na jego piersi i uśmiechnęła się tajemniczo. - Nie powiem ci, ale potem mogę pokazać... A pan, panie Fairley? Stęsknił się pan za mną? - zamruczała, pozwalając mu odebrać sobie nóż, którym właśnie miała zamiar pokroić pieczeń, i obrócić się przodem do niego. Zachłanność pocałunku odebrała jej mowę i oddech, sprawiał, że kolana ugięły się bezradnie, a ona sama poczuła gwałtowną falę ciepła, przepływającą przez jej ciało. Nie spodziewała się aż takiego wybuchu uczuć, ale stanowczo nie miała powodów do narzekań. Z przejęciem oddawała każdą pieszczotę, gładząc jego kark i chciwie całując. Miała wrażenie, że Fairley nie ma pojęcia, jak mówić o uczuciach, więc wkłada je w te pocałunki, które odbierały Isolde zdolność racjonalnego myślenia, sprawiały, że zatracała się zupełnie i nie miała siły ani chęci protestować.
Mruczała z przyjemności, czując dłonie Berysa błądzące po jej ciele, a kiedy złapał ją i posadził na stole, wydała z siebie cichy okrzyk zaskoczenia, po czym wróciła do łapczywych pocałunków. Chciała jego bliskości, chciała jego pocałunków i dotyku. Oplotła go nogami w pasie i przyciągnęła do siebie, przygryzając co chwila jego wargi i wsuwając dłonie pod koszulę. Wodziła palcami po brzuchu i klatce piersiowej Berysa, badając każde zagłębienie, każdą wypukłość, mrucząc z zadowolenia i chwilowo zupełnie nie przejmując się stygnącym mięsem ani zupą, która zaraz zacznie się przypalać.
Nie tak to wszystko sobie zaplanowała, ale prawda jest taka, że gdy chodziło o Berysa, żadne plany nie miały racji bytu, bo w którymś momencie wszystko się wywracała do góry nogami, podobnie jak serce Isolde, które biło w obłąkańczym rytmie, uniemożliwiając jej myślenie o czymkolwiek poza bliskością i namiętnością Fairleya, którą nie mogła się nasycić.
Przesunęła dłonie na jego plecy i delikatnie zaczęła przesuwać po nich paznokciami, po czym oderwała się od ust Berysa i wyszeptała ochryple, nie mogąc zapanować nad cisnącym się jej na usta uśmiechem:
- Myślałam, że będziemy zaspokajać inny rodzaj głodu... Słyszałam, że w Indiach zaczyna się od deseru, ale bądź co bądź jesteśmy w Wielkiej Brytanii... - ostatnie słowa wyszeptała mu prosto do ucha, owiewając je ciepłym oddechem, po czym wysunęła ręce spod koszuli i przeniosła je na jego kark, bawiąc się włosami. - A dzieł sztuki się nie zalicza - dodała z rozbawieniem w głosie, po czym ugryzła go lekko w ucho i rozplotła nogi, którymi dotychczas obejmowała go mocno w pasie. Czy miała ochotę kończyć na tym etapie? W żadnym razie, jej rozszerzone źrenice, przyspieszony puls i ochrypły głos były na to wystarczającymi dowodami, ale trzeba pamiętać, że Isolde jest uparta, a Berys jeszcze nie zasłużył na wszystkie jej względy. Choć pewnie bardzo szybko się to zmieni.
Powrót do góry Go down


Berys Fairley
Berys Fairley

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 49
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptySro 11 Lis - 9:43;

Więcej pocałunków, więcej pieszczot, więcej… Nie przerywał wędrówki po gładkiej skórze Isolde, która reagowała na każdy najmniejszy dotyk. Podobało mu się to i chciał dać jej jeszcze więcej, pokazać coś czego do tej pory nie doświadczyła i być tym, który pokaże coś nowego. Nie miał w głowie ułożonego planu na dzisiejsze popołudnie. Kiedy przekraczał próg jej mieszkania nie myślał o tym, że chwilę później wyląduje w jej kuchni nie mogąc oderwać się od niej choćby na chwilę, aby złapać głębszy oddech. Teraz nie był mu on niezbędny do życia, ona była ważniejsza. To był impuls, któremu się poddał i teraz za nic nie chciał tego przerwać. Było tak przyjemnie czuć jej ciało tuż obok swojego, że zbrodnią byłoby z tego rezygnować.
Kiedy oplotła go nogami w pasie przylgnął jeszcze bliżej niej. Nie spodziewał się, że tak niewielki gest zadziała na niego w taki sposób. Mruknął z zadowoleniem zapominając o głodzie, który po drodze mocno mu doskwierał, ale nie tylko o tym. Z niezadowoleniem przyjął fakt, że postanowiła się oderwać od jego ust. Musiał teraz komicznie wyglądać ze swoją miną, ale jakoś w ogóle się tym nie przejął. Tak samo jak tym, że byli w Wielkiej Brytanii, a nie Indiach. W ogóle chyba teraz mało było rzeczy którymi mógłby się ewentualnie przejąć. Swoich pocałunków jednak nie zakończył, powoli schodził nimi niżej początkowo na szyję, później na obojczyki, a kiedy natrafił na materiał bluzki wspomógł się rękami w odsłonięciu kolejnego kawałka skóry, który mógłby zaraz zasypać pocałunkami.
- Zdążymy… - odpowiedział cicho, spoglądając na nią w momencie kiedy rozpiął pierwszy z guzików bluzki, zaraz jednak powrócił do poprzedniej czynności. Teraz każdy kolejno odsłonięty kawałek ciała nie został przez niego pominięty. Nie przerwał momencie kiedy poczuł, że rozplotła nogi, które mocno obejmowały go w pasie. Zamiast tego wrócił pocałunkami go ust, których po tej krótkiej chwili był niebywale spragniony. Jedną dłonią przez materiał stanika pieścił jej pierś, a drugą nadal zmagał się z resztą guzików. Idealnie leżała w jego dłoni o czym przekonał się już wcześniej, ale teraz przyszło mu się w tym utwierdzić. Nie chciał przerywać kolejnych pieszczot i miał nadzieję, że Isolde miała w tej chwili podobnie jak on, że zatraciła się w tym tak mocno, że zapomniała o obiedzie i całej reszcie.
I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno robił wszystko, aby ją od siebie odepchnąć. Pokazać, że nie jest najlepszą osobą jeżeli chodzi o ulokowanie uczuć. Teraz o tym nie myślał, nie żeby to zniknęło, po prostu zostało zepchnięte gdzieś dalej. Nie pojawiało się już na pierwszym planie, bo choć niewiele wyjaśnili sobie kiedy postanowiła w przebraniu pojawić się u niego w gabinecie, to i tak wiedział więcej niż przed tym. Nie ważne czy to mu wystarczało, czy musiało starczyć. Tyle miał i wokół tego zaczął coś układać.
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptySro 11 Lis - 11:48;

Nie miała zamiaru się z nim sprzeczać, szczególnie że jego pieszczoty przyprawiały ją o dreszcze i sprawiały, że jej siła woli nagle osłabła. Oddychała płytko, czując jego usta błądzące po szyi i obojczykach, dłonie, które walczyły z upartymi guziczkami i odsłaniały kolejne fragmenty jej skóry. Odchyliła głowę do tyłu, pozwalając mu na to wszystko i całkowicie zatracając się w przyjemności i namiętności, czując ciepło jego warg i delikatne kłucie zarostu, które tylko bardziej ją pobudzało. Jej obiekcje nie zrobiły na nim wrażenia i może dobrze, bo Isolde też wcale nie miała ochoty na zwiększenie dystansu - nawet o kilka centymetrów. Nie wiedziała, jakim cudem udało jej się sklecić sensowne zdanie, bo pieszczoty Fairleya zupełnie mąciły jej w głowie i sprawiały, że mózg koncentrował się wyłącznie na przyjmowaniu kolejnych bodźców, a nie na konstruowaniu wypowiedzi.
Zdążymy... Sam ton, jakim powiedział to jedno słowo, sprawił, że Is poczuła dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, a jej opór natychmiast stopniał. Coś, co zobaczyła w jego oczach, pożądanie, ale i uczucie, odebrało jej resztki rozsądku i przekonało, że rzeczywiście, mają na wszystko mnóstwo czasu i odmawianie sobie tej przyjemności byłoby zupełnie pozbawione sensu. Jej piersi unosiły się w szybkim oddechu, choć o falowaniu nie mogło być tu mowy. Przygryzła dolną wargę, poddając się pieszczotom Berysa, a kiedy wrócił do jej ust, wpiła się w nie namiętnie, jednocześnie gładząc jego szyję i zsuwając się niżej, niemal nieświadomie zaczynając rozpinać jego koszulę i wodząc opuszkami palców po rozgrzanej skórze. Jęknęła mu cicho w usta, kiedy zaczął pieścić jej pierś, i na powrót oplotła nogami jego biodra. Drżącymi z niecierpliwości dłońmi rozpinała kolejne guziki koszuli Berysa, całując go coraz namiętniej, zatracając się w przyjemności i pożądaniu. Tak bardzo nienawidziła w tej chwili swojego stanika, który nie pozwalał jej w pełni rozkoszować się dotykiem Fairleya. Niechcący oderwała dwa guziki, które nie chciały ustąpić jej palcom, ale nie przejmowała się tym, spragniona dotyku i bliskości Berysa, który bezbłędnie odgadywał pragnienia jej ciała, zanim ona sama zdążyła je sobie uświadomić. Zostało już tylko kilka dolnych guzików, ale zabrakło jej do nich cierpliwości, dlatego wróciła dłońmi do ramion i klatki piersiowej Fairleya, gładząc je i delikatnie drażniąc paznokciami, mrucząc cicho z zadowolenia. Brakowało jej oddechu, ale nie mogła się oderwać od jego ust, a kiedy w końcu to zrobiła, to wyłącznie po to, by zacząć obsypywać pocałunkami jego szyję i ramiona.
W tej chwili nic nie miało znaczenia i Isolde zapomniała o wszystkich swoich postanowieniach dotyczących tego popołudnia. Przynajmniej na ten moment, kiedy oddychała zapachem skóry Berysa, spijała z jego ust krótkie tchnienia i pozwoliła dojść do głosu swojemu pożądaniu, które od długiego czasu trwało w uśpieniu. Zabawne, wyglądało na to, że jej teoria, że najlepiej dogadują się bez słów i wszystkie swoje uczucia powinni wyrażać za pomocą pocałunków i dotyku, znajdowała potwierdzenie. Była między nimi chemia, na którą nic nie mogli poradzić, choćby chcieli, choćby tak było dojrzalej, rozsądniej i lepiej dla obojga. Isolde obejmowała go mocno, całując i dotykając, po raz kolejny uświadamiając sobie, jak bardzo jej na nim zależy i jak łatwo Berys może ją zranić. Wobec niego była zupełnie bezbronna, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Nie teraz...
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 8 Kwi - 20:49;

(kontynuacja wątku z gospody "Pod świńskim łbem")


Wbrew wszystkiemu i wszystkim Isolde lubiła z nim pracować. Jasne, początki nie były łatwe, bo przekonanie zatwardziałego indywidualisty o tym, że młodziutka blondynka z irytująco eleganckim akcentem i manierami okaże się dobrą partnerką do pracy, a nie do łóżka, zabrało trochę czasu, ale teraz, po tych kilku latach zdążyli się dotrzeć i wiele razy uratować sobie skórę. Dlatego Isolde nie miała wątpliwości co do swoich zobowiązań wobec Jareda i postnowiła oddać mu do dyspozycji swój pokój gościnny, nawet jeśli dzielenie z nim mieszkania mogło być pod wieloma względami kłopotliwe.
Jak zwykle świetnie radzisz sobie w beznadziejnych sytuacjach.
- Wiesz, taką mam pracę - zażartowała, choć niewątpliwie sprawił jej dużą przyjemność tymi słowami. Mieli dla siebie wzajemnie dużo szacunku i uznania, ale wcale nie oznaczało to, że ciągle zasypywali się komplementami. To nie była praca, która pozwalałaby na ciągłe głaskanie się po główkach i docenianie każdego nie-fałszywego kroku. Cóż, fałszywy krok mógł ich kosztować życie. - Coś wymyślimy. Jutro mamy na popołudnie, więc zdążysz wytrzeźwieć i pomyśleć, co dalej. Na śniadanie zrobię ci jajecznicę na bekonie - dodała z lekkim uśmiechem, prowadząc go w stronę Alei Amortencji, przy której mieściła się jej kamienica. - No niech ci będzie. Kawa po irlandzku - zażartowała, prowadząc go krokiem na tyle żwawym, na ile było to możliwe w jego stanie.
W duchu cieszyła się, że mieszka na parterze, bo dzięki temu nie musiała taszczyć Jareda po schodach. Nie był na tyle pijany, by wisieć na niej całym swoim ciężarem, ale wyraźnie potrzebował jej wsparcia. Jej drzwi były przezornie zabezpieczone całym mnóstwem zaklęć ochronnych, więc jej partner musiał uzbroić się w cierpliwość, ale wreszcie wpuściła go do środka. Znał jej mieszkanie całkiem dobrze, choć nie można powiedzieć, żeby był w nim stałym gościem. Wszystko było ciepłe i domowe, uporządkowane, ale nie w ten bezduszny sposób na wzór szwedzkiej kliniki - tu i ówdzie leżała jakaś książka albo jakiś drobiazg, który powinien znajdować się gdzie indziej. Sweter rzucony na oparcie kanapy albo nieidealnie złożony koc dodawały temu wnętrzu swojskości. Isolde zdjęła płaszcz i szal w przedpokoju, po czym spojrzała na Jareda z namysłem.
- Mam jakieś nowe szczoteczki do zębów. I... nie wiem, możliwe że znajdę jakieś stare ubrania Kadena. Będą pasować. Gdybyś oczywiście chciał jutro włożyć coś świeżego - dodała po chwili wahania, czując bolesny ucisk w dołku, mimo że starała się z tym nie zdradzić. Jeden Merlin wiedział, jak wiele ją kosztowały te słowa i jak bolesna wydawała się myśl, że mogłaby zobaczyć innego faceta, nawet Jareda, w ciuchach Kadena. Ale trzeba było być praktycznym i zerwać z przeszłością, prawda? - Chcesz coś do picia albo jedzenia? - zapytała jeszcze z właściwą sobie gościnnością, prowadząc go do pokoju, w którym miał spędzić najbliższą noc. Bo Is zakładała, że z jego problemem lokalowym uporają się bardzo sprawnie. Słodka naiwności.
Powrót do góry Go down


Jared R. Hurley
Jared R. Hurley

Dorosły czarodziej
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 195
Galeony : 16
  Liczba postów : 12
https://www.czarodzieje.org/t22896-jared-rian-hurley
https://www.czarodzieje.org/t22901-poczta-hurleya#774318
https://www.czarodzieje.org/t22898-jared-rian-hurley
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyNie 21 Kwi - 17:12;

Będąc całkowicie szczerym, na samym początku niewiele o niej myślał... I faktycznie, czas pokazał, że cokolwiek sobie w swojej głowie wyobrażał... Rzeczywistość było zaskakująco orzeźwiająca. Obydwoje przekonali się o tym, że to pierwsze wrażenie było jak najbardziej mylne. W końcu zawsze był tym niechlujnie porozumiewającym się gburem, który był zwyczajnie nieokrzesany. I to się nie zmieniło, ale przynajmniej mogła dostrzec, że było w nim coś jeszcze. Może i była przepięknym okazem, jednak z jego perspektywy była najmniej odpowiednią osobą do łóżkowych spotkań. Zimna, sztywna, zarozumiała... Niby w jaki sposób miałaby rozgrzać łóżko? Oczywiście, to było jego pierwsze wrażenie. Teraz? Jego myśli pozostaną na wieczność jego własnymi przemyśleniami.
Nie pamiętał kiedy był ostatni raz kiedy na głos wygłosił komplement w jej kierunku, oczywiście nie taki  rzucony w eter bez świadków, ale taki, który doszedł do uszu więcej niż jednej osoby. Nie miewali w zwyczaju się zwierzać, ani rzucać miłymi słówkami w swoje strony. Skupiali się na pracy, na czymś, co zawsze było najważniejsze kiedy przychodziło im się spotykać. Bo właśnie to ich łączyło, tak naprawdę, to tylko to... Pracoholizm i cel. To środki wykorzystywane do tych celów się różniły, znacząco.
Pokręcił głową, machając przy okazji ręką, jakby chciał odgonić od siebie złe myśli. Myśli dotyczące roboty nie były myślami, które teraz powinny krążyć po zakamarkach jego umysły. Był poirytowany zastojem w rozwiązaniu aktualnie prowadzonej sprawy, a jego wybryk w barze jedynie pogłębił frustrację. W końcu na samym początku wybrał się tam celach czysto zawodowych. Nie uzyskał niczego, a nawet jeżeli w tym miejscu znajdował się ktoś, kto przysłużyłby się przyspieszeniu rozwiązania, Jared skutecznie go odstraszył. Kurwa. Do czego to doszło? Stał opary o ścianę, lekko się kiwając i czekał, obserwując jej plecy, jak walczyła z zabezpieczeniami. Nie pamiętał już, ile to dokładnie zaklęć założyła na te nieszczęsne drzwi. Wiedział jedynie, że delikatnie przesadzała z ochroną. A może to on przesadzał? W jego przypadku było o wiele łatwiej, zmieniał miejsca zamieszkania tak często, że nikt, czasem nawet i on nie wiedział, gdzie będzie mieszkał danego wieczora. 
Wszedł wolno za nią, niezdarnie ściągając skórzaną kurtkę, która zaczynała mu przeszkadzać. Czuł się jak skończony brudas w tym czystym i schudnie wyglądającym miejscu. Odwiesił kurtkę na najbliższym krześle, jak posłuszny piesek, włócząc się za ładną panią, którą napotkał na swojej drodze. Właścicielka, która może okazać się tą jedyną. Chociaż w przypadku takich przybłęd jak Jared, właściciel zwyczajnie nie istnieje. 
Oparł się o framugę drzwi i rozejrzał się po dobrze sobie znanym pokoju. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, lekko mrużąc oczy kiedy przywołała to konkretne imię. -Nie po to kończyłem tyle szkół, żeby nie umieć samemu wyczyścić sobie ubrania.-Na pewno nie będzie tym facetem, którego zobaczy paradującego w koszuli Kadena. Szybciej zobaczy jego nagi tyłek przebiegający z sypialni do łazienki, co chyba miało miejsce jakiegoś dziwnego wieczoru. Zapewne bardzo podobnego do tego dzisiejszego.-Napij się ze mną Isolde.-Powiedział spokojnie, a ton przybrał dziwnej barwy. Poważniejszej? Nie zdarzało mu się być poważnym. Dodatkowo skutki wcześniejszego picia jeszcze się w nim tliły, więc nie było możliwości, że był zły czy coś w tym stylu. Zwyczajnie poczuł się zdecydowanie nieswojo, jakby coś uwierało go w niezbyt konkretnym miejscu, ale nie mógł przestać o tym myśleć. Plus to ona była napiętą struną w tym instrumencie. Nie potrzebował ciepłego jedzenia, nie potrzebował kawy na wytrzeźwienie. Potrzebował dobrego alkoholu, który przyjemnie wypali jego wnętrzności. I uznał, że jej również się to przyda, chociaż szklaneczka... Chociaż osobiście preferował całą butelkę.

@Isolde Bloodworth
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 22 Kwi - 10:37;

W tym wszystkim Jared czasem zdawał się zapominać, że Isolde była kobietą i jako kobieta mogła uchodzić za lepszy cel dla kogoś pragnącego zemsty. Z jednej strony fakt, że traktował ją jak równą sobie partnerkę był niewątpliwą zaletą, ale z drugiej czasem sprawiał, że Jaredowi umykały pewne niuanse. Choćby takie jak to, że ofiarami przemocy częściej padały kobiety, a panie auror były szczególnie wdzięcznym celem, mimo że z całą pewnością nie były bezbronne.
Isolde w ogóle nie zwracała uwagi na dysonans między wystrojem jej mieszkania a wyglądem Jareda. To było jej mieszkanie i to do niej miało pasować - wszyscy inni byli mile widzianymi gośćmi, ale nie musieli komponować się z kolorem kanapy czy z dywanem.
Zaśmiała się nieco nerwowo, kiedy odmówił przyjęcia ubrań. Tak naprawdę była to dla niej duża ulga, ale w tej swojej czasem niemądrej życzliwości odrobinę się zagalopowała. I była wdzięczna Jardowi, że sprowadził ją na ziemię.
- Rzeczywiście. Wybacz - rzuciła z uśmiechem, nie próbując się tłumaczyć i z zadowoleniem odnotowując, że spacer wyraźnie otrzeźwił jej współpracownika.
Och, tamten wieczór nadal pamiętała bardzo wyraźnie, a zwłaszcza widok gołych pośladków Jareda. Nadal lekko rumieniła się na tamto wspomnienie, mimo że w swoim życiu widziała już kilka męskich tyłków i to wcale nie gorszych. Mimo że znajdowali się razem w różnych sytuacjach, często niemal intymnych, gdy działali pod przykrywką i musieli grać parę, albo po prostu skrajnie niebezpiecznych, które wymagały porzucenia konwenansów, to nigdy nie przekraczali granicy profesjonalizmu.
W jego głosie było coś dziwnego, czego chyba nigdy wcześniej nie słyszała, i Isolde poczuła lekki niepokój. Zawahała się, walcząc z pokusą palnięcia mu kazania na temat picia, jutrzejszej formy w pracy i tak dalej, ale coś we wzroku Jareda, coś w jego tonie sprawiło, że odpuściła. Może jej też przyda się odrobina alkoholu na rozluźnienie? Przełom w sprawie mógł poczekać, choć przecież właśnie dlatego ścigała Jareda po pracy, nie potrafiąc wyprząc i skupić się na swoim życiu prywatnym. Może dlatego że było w kawałkach?
Skinęła po prostu głową i ruszyła do salonu, gdzie mogli się wygodnie rozsiąść w fotelu czy na kanapie i wypić szklaneczkę czegoś mocniejszego. Wyciągnęła dwie szklanki i butelkę ognistej, która stała od dawna, czekając na lepsze czasy. Podała butelkę Jaredowi, przyzwyczajona, że to mężczyzna nalewa alkohol. W międzyczasie zdążyła zdjąć płaszcz i szal, które ułożyła na oparciu kanapy, po czym wcisnęła się w jej róg, podwijając stopy pod siebie i nagle wydając się niemal bezbronna, mimo że Jared jak mało kto wiedział, że ta dziewczyna potrafi sobie poradzić. Nagle ogarnęło ją okropne zmęczenie, a cała atmosfera ich spotkania była tak dziwna, że poczuła przypływ melancholii.
- I za co wypijemy? - zagadnęła, próbując sama siebie wybić z tego dziwnego przygnębienia, które otuliło ją jak mgła.


@Jared R. Hurley
Powrót do góry Go down


Jared R. Hurley
Jared R. Hurley

Dorosły czarodziej
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 195
Galeony : 16
  Liczba postów : 12
https://www.czarodzieje.org/t22896-jared-rian-hurley
https://www.czarodzieje.org/t22901-poczta-hurleya#774318
https://www.czarodzieje.org/t22898-jared-rian-hurley
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyNie 28 Kwi - 19:36;

Nie była słaba. Może faktycznie zapominał o tym, że była kobietą i jako osoba mu w tym momencie najbliższa, bo w końcu praca zawsze była na pierwszym miejscu, a więc i ona jako jego partnerka, również... Po prostu Isolde dawno przestała być wzorcem kobiety, który miał w głowie. Owszem, wciąż była płcią piękną, co widać na samym wejściu, nie był aż tak krótkowzroczny. Po prostu... Był przy niej. Nigdy nie pozwoliłby, aby coś jej się stało. Był jej cieniem tak często, że czasem czuł się jak ona... I wiedział, że mogła powiedzieć podobnie, chociaż na pewno nie tyczyło się to fragmentu, że mogła czuć się jak on... Nigdy nie porównałby jej do często obleśnego typa w średnim wieku. Była od niego lepsza. Czasem... 
Zadrżał, jakby słowo wybacz, w jakiś sposób go mocno poruszyło. Być może. Wiadomo było, że Jared przez całe swoje życie musiał niemal przepraszać za to, że w ogóle oddychał. Oczywiście, nigdy tego nie robił. Nie miał poczucia, że powinien przepraszać za to, że żył... I że był zgubieniem tak wielu osób, które jedynie weszły z nim w interakcje. Dziękowanie... Również nie przechodziło łatwo przez jego gardło. Był samowystarczalny jeszcze zanim trafił do kogoś, kogo dumnie mógł nazywać ojcem... Dlatego jedyna osoba, której dziękował, zanim go poznał... Był on sam. To on za wszelką cenę walczył o przetrwanie w warunkach, w których dane mu było żyć. Gdyby nie on, nigdy nie znalazłby się na tym miejscu. Nie byłby aurorem, nie miałby jednej z lepszych statystyk w biurze... Merlinie, a zaczęło się od zwykłego, dla większości nic nieznaczonego słowa.
Przyjął butelkę niemal jak świętego Graala. Otworzył naczynie i zaciągnął się ostrym jak brzytwa zapachem. To nie był trunek z rodzaju tych, które pojawił w barach i którymi raczył się z niesławnymi kolegami przy stoliku. Marnowała coś tak dobrego na osobnika jego pokroju? Naprawdę musiała go żałować. Napełnił dwie szklaneczki, swoją opróżniając niemal od razu i napełniając po raz drugi. Był zdecydowanie niewychowany, ale potrzebował znieczulenia, jakby dzień jutrzejszy miał być najtrudniejszym w jego życiu. A przecież miał to być kolejny, nudny dzień w biurze. Owszem, nienawidził tego drewnianego mebla, które kojarzyło mu się jedynie z niewolniczą pracą... Ale nie aż tak, aby upijać się na samą myśl nim. Odwrócił się i podał naczynie kobiecie, sam zasiadając na dobrze znanym fotelu. Miękkim, takim, przy którym zapadł się do środka, jakby otulony pierzyną świeżo zdjętą z linki. Westchnął.-Musimy za coś pić?-Spojrzał na nią, pochylając się do przodu i stukając lekko naczynia.-Za nas? Za coś stabilnego, co nie ulegnie zmianie... No, oprócz nagłej śmierci w imię heroizmu.-Pozytywny akcent Hurley. Nie ma co, jesteś jak promyk nadziei w beznadziejny poranek. Uniósł naczynie i posłał jej jeden ze swoim słynnych uśmiechów, oczywiście tych, które zarezerwował jedynie dla swojej towarzyszki w zbrodni. I chociaż bardzo by chciał, te zbrodnie zawsze zaczynały się od szczytnego celu.

@Isolde Bloodworth
Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 29 Kwi - 22:27;

Byli ze sobą w przedziwny sposób związani, jednak nie było w tym nic romantycznego ani tym bardziej erotycznego, ale coś bardziej złożonego, niemal biologiczna zależność, jakiś instynkt przetrwania, który mówił im, że nie tylko mogą, ale wręcz muszą na sobie polegać. Zdarzało się nawet, choć niechętnie się do tego przyznawali, że pomimo odległości, wyczuwali, gdy temu drugiemu coś groziło albo dolegało. Podobno ludzie, którzy stawiają wspólnie czoła niebezpieczeństwom czasem wytwarzają taką więź.
Ich układ był w jakimś sensie prosty i czysty, przynajmniej dla nich, bo wielu nie chciało wierzyć, że naprawdę nic między nimi nie ma. Że nigdy nie przekroczyli granicy stosowności czy profesjonalizmu. Że nawet przy tych okazjach, kiedy podczas akcji pod przykrywką musieli dzielić pokój, udając parę, nigdy do niczego nie doszło. Czasem Isolde zastanawiała się, czy było to podyktowane rozsądkiem, poszanowaniem dla niepisanych zasad aurorów czy też wynikało z braku pociągu fizycznego, mimo że oboje byli obiektywnie atrakcyjni. Nie miało to jednak większego znaczenia. Najważniejsze było to, że mogła na nim polegać, a także to, że teraz, siedząc z nim sam na sam w mieszkaniu i rozlewając do szklanek alkohol, czuła się całkowicie bezpieczna, mimo że niewielu mężczyznom w swoim życiu ufała w takim stopniu.
Isolde piła rzadko i właściwie nigdy sama, ale jeśli już, to sięgała po dobre alkohole. Nie żyła rozrzutnie, choć pewnie wielu mruczało pod nosem, że jako panienka z dobrego domu może sobie na wiele pozwolić. A jednak Is po prostu rozsądnie zarządzała swoimi zarobkami, w pełni samodzielna i niezależna finansowo od rodziców, choć fakt, że posiadała własne mieszkanie na pewno wiele ułatwiał. Uniosła lekko brwi, kiedy tak zachłannie wychylił pierwszą szklankę, ale nie skomentowała. Nie wiedziała, co go gnębi, ale najwyraźniej potrzebował, żeby alkohol szybko to zagłuszył. Nie zamierzała go oceniać, nawet jeśli się martwiła. Przyjęła swoją szklankę i skinęła mu głową.
- Tak się przyjęło. Niech nam to przyniesie szczęście - uśmiechnęła się. - Coś w rodzaju "póki śmierć nas nie rozłączy"? Bardzo ładne, niech będzie. Ale nie wiem jak ty, ale ja nie planuję ginąć na posterunku. Dobrzy aurorzy nie powinni się marnować w ten sposób - stwierdziła z dziwnie melancholijną miną, na którą pozwalała sobie dość rzadko. Przymknęła oczy i upiła łyk alkoholu. Nie skrzywiła się ani nie wzdrygnęła, mimo jego mocy, ale do tego Jared pewnie już przywykł. Mogła wyglądać na delikatną panienkę z wyższych sfer, ale potrafiła też pić alkohol z zupełnie niewzruszoną miną. Wcisnęła się mocniej w róg kanapy.
- Chciałbyś się kiedyś... ustatkować? Wiesz, rodzina, dzieci... Całe to normalne, przyzwoite, odpowiedzialne życie... - zapytała po chwili, nie otwierając oczu. Rzadko rozmawiali o takich rzeczach, ale ten wieczór też był jakiś inny.
Gadali tak jeszcze przez dłuższy czas, a potem grzecznie rozeszli się do swoich pokojów, choć Isolde długo nie mogła zasnąć, dręczona nieskoordynowanymi, niespokojnymi myślami.


@Jared R. Hurley

z.t. x 2
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1974
  Liczba postów : 503
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyWto 4 Cze - 18:25;

Pierwsze dni po powrocie spędził w łóżku. Na szczęście był weekend, toteż niespecjalnie miał powód, aby z niego wstawać. Dużo pił i nic nie robił. Próbował poradzić sobie z wszechogarniającym poczuciem wstydu, bo jako jedyny z uczestników wyprawy próbował się przedstawić. I on na oczach wszystkich uratował go od tego nastolatek i to jeszcze pocałunkiem. Na Merlina. Wtedy nie było to takie straszne, ale z perspektywy czasu było to po prostu upokarzające. Teraz już absolutnie wszyscy wiedzą, jak wielką jest szują. W końcu go nie odepchnął, prawda?
Był tam Tim, była tam Carly i była wreszcie Is. I kilkanaście innych osób. Ben wręcz modlił się, aby nie powiązano jego twarzy z nazwiskiem, bo wtedy mógł sobie marzyć o tym jebanym awansie. Ale czy to go bolało najbardziej?
Niestety nie.
Kwestia jego relacji z Bloodworth była chyba przesądzona. Po tym, jak jakimś cudem zakopali topór wojenny, on dopuścił się na jej oczach ewidentnego głupstwa i… pewnej zdrady. Nie, przecież to nie tak. Nie byli parą i nigdy nie będą, dobrze o tym wiedział, ale coś podpowiadało mu, że to musiało ją zaboleć. Może po prostu przyjął to za pewnik, bo gdyby chodziło o nią, jego z pewnością by zabolało.
Ale gdy przyszedł w poniedziałek do pracy szybko okazało się, że Isolde nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Wyjec, który wydarł się na całą redakcję narobił mu niezłego wstydu – nie żeby i bez tego trudno było obecnie go w onieśmielić. Gdy otrzymał wiadomość niby był w gabinecie sam, ale kto wie, ile osób mogło ją usłyszeć?
Nie to jednak było w tej chwili dla niego największym problemem. Patrzył w osłupieniu na strzępy listu, próbując złożyć fakty do kupy. Owszem, rozumiał, że była zła o artykuł, ale przecież on go nie napisał a jedynie poprawiał! To nie jego wina, że Biuro Aurorów dało ciała w terenie. Co do wizzbooka… nie miał słów. Nie potrafił skomentować swojej głupoty. Przez dłuższą chwilę nawet nie pamiętał, że to tam wrzucił, przecież minął taki szmat czasu. Czemu przeglądała jego profil? I w jaki sposób się d o m y ś l i ł a, że ona to ona? Dobra, może faktycznie niedokładnie ją zacytował. Na Merlina, przecież on popełniał błąd za błędem. W ostatniej kwestii nie miał nic na swoją obronę, bo faktom nie za się zaprzeczyć.
Westchnął i usiadł z wrażenia.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobił po pracy było aportowanie się do Hogsmeade. Aleja Amortencji była mu nieobca, jej numer mieszkania niestety też. Wnętrze? To już inna kwestia.
Każdy schodek, po którym się wspinał podpowiadał mu, że to fatalny pomysł. Nie wiedział, co tak właściwie chce jej powiedzieć. Mimo wszystko Ben miał jakieś resztki poczucia przyzwoitości, czuł tak wszechmocny wstyd, że po prostu wiedział, że musi ją przeprosić. Tak, to na pewno.
Zadzwonił do drzwi, czekając jak na ścięcie. I już miał na końcu języka, że przepraszam, błagaj wybacz, gdy nagle stwierdził, że to jednak zły pomysł. Odwrócił się na pięcie, chcąc w ostatniej chwili czmychnąć na dół, ale w tym momencie usłyszał, że drzwi się otwierają. Miał przejebane.

#nacechowany: niezręczny troll (nieśmiałość)

______________________


I love the smell of gasoline
I light the match to taste the heat
I've always liked to
play with fire



Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyWto 4 Cze - 20:41;

Isolde nie mogła się pozbierać od czasu powrotu z Ciemnego Dworu. Owszem, funkcjonowała, ale właściwie trudno było powiedzieć coś więcej, bo jej myśli miotały się chaotycznie, utrudniając normalne życie. To, co wydarzyło się podczas wyprawy, jakoś ją zmieniło i Isolde miała pewne problemy z rozpoznaniem samej siebie. Co prawda wyglądała dokładnie tak samo - ot, może była nieco bledsza i bardziej zmęczona - ale zdecydowanie częściej puszczały jej nerwy.
No dobrze.
Tak naprawdę to zdarzały się jej wybuchy gniewu, które nigdy dotąd nie miały miejsca, a już na pewno nie w takim natężeniu. W pracy nakrzyczała na jednego ze stażystów, który plątał się jej pod nogami jak szczeniak, którym to wybuchem doprowadziła biedaka do łez (ktoś potem bąknął, że młody trochę się w niej durzył i chciał być po prostu użyteczny). Co gorsza wdała się w sprzeczkę z szefem, kiedy ten przydzielił jej jakąś idiotyczną sprawę, którą spokojnie mogli się zająć młodsi aurorzy. To było do niego niepodobne, ale Cassidy przymknął oko na zachowanie Isolde i nawet machnął ręką na jej przeprosiny, zalecając urlop i wyrzucenie z pamięci Ciemnego Dworu. Jakby to było takie łatwe.
A poza tym był Auster.
I wyjec, którego mu wysłała na adres redakcji. O słodki Merlinie.
Na samo wspomnienie Isolde płonęła wstydem, a zaraz potem gniewem, bo to, co wyprawiał Benjamin, było po prostu... cóż, brakowało jej słów. Najpierw ją mamił wizjami zakopania topora wojennego, potem umawiał się kolejno z jej przyjaciółką, potem Carly, która była dla niego stanowczo za młoda, całował się z jakimś chłopakiem podczas wróżkowej wyprawy, a na domiar złego przedstawiał ją jako paskudną, zimną sukę w swoich wizzbookowych wypocinach. Teraz Isolde nareszcie zrozumiała dziwne spojrzenia kolegów, którzy najwyraźniej musieli czytać te bzdury i bez trudu skojarzyli fakty i osoby - jej wzajemna wrogość z Austerem była niemal legendarna. A potem jeszcze ten artykuł, szydzący z nieudanej akcji, którą przeprowadziła razem z Nakirem. Oczywiście nikt nie wspomniał o tym, że jej kolega był wtedy chory, co wpłynęło na jego zdolności magiczne - zresztą nikogo by to nie obchodziło. Aurorzy powinni być twardzi jak skała i nieomylni, prawda?
Była wściekła, ale te emocje sięgały głębiej niż tylko do jej dumy. Czuła się zraniona, oszukana i wykorzystana. Myśl, że Benjamin postrzega ją w ten sposób, sprawiała jej głęboką przykrość, nawet jeśli nie chciała się do tego przyznać i wolała skupić się na urażonej ambicji i dumie. Było jej przykro, bo wszystkie te ciepłe, pełne uznania słowa (niektóre również na piśmie!) okazały się kłamstwem, mydleniem oczu, bo najwyraźniej widział ją tak, jak to przedstawił na wizzbooku - jako zimną, wyrachowaną, twardą sukę.
Nie spodziewała się niczyjej wizyty. Siedziała w kuchni, ubrana w piżamę z krótkimi spodenkami i top na ramiączkach - nie miała już żadnych planów na ten dzień, tylko ugotować coś pokrzepiającego i wcześnie pójść spać, nie wyżywając się na nikim. Słysząc dzwonek do drzwi, zmarszczyła lekko brwi i narzuciła na siebie chabrowy szlafrok, po czym zerknęła przez wizjer i wszystko się w niej zagotowało. Otworzyła drzwi tak szybko, że nawet nie zdążył uciec, mimo że najwyraźniej poważnie to rozważał.
- Auster - wycedziła, piorunując go wzrokiem. - Czego tu szukasz? Szybkiej, ale niekoniecznie bezbolesnej śmierci? - zagadnęła, z trudem panując nad kolejnym wybuchem gniewu, który czaił się tuż pod skórą, pulsując w żyłce na skroni, spinając jej ramiona i niemal zaciskając dłonie w pięści.


#nacechowany : tykająca łajnobomba (zapalnik)
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1974
  Liczba postów : 503
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptySro 5 Cze - 13:27;

- Isoldo - odwrócił się ponownie na pięcie i z trudem spojrzał jej w oczy. I bez nabytej nieśmiałości było mu tak wstyd, można chyba nawet zaryzykować stwierdzenie, że szczerze żałował. Szybko wbił wzrok w swoje buty bo bez tego czuł, że będzie w stanie wykrzesać z siebie słowa. Przez to wszystko nawet nie dopuścił do myśli to, jakie wrażenie zrobił na nim jej luźny strój. Była w piżamie i szlafroku, który gdyby tylko zsunąłby by się z jej ramiona, odsłoniłby całkiem pokaźny fragment jej miękkiej, jak sobie wyobrażał skóry.
- Prze-przepraszam - bąknął cicho, splatając ręce ze sobą. Spodziewał się, że będzie zła, szczególnie po tym wyjcu, który od niej dostał. Nie sposób przewidzieć, jak się w sumie zachowa, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że czeka go raczej trudna rozmowa. Westchnął, czując się jak rumieni i zaczął się tłumaczyć. - To wszystko wyszło nie tak. Jestem głupi. Nie… nie chciałem cię… skrzywdzić.
Bo tylko winni się tłumaczą, a on miał wiele na swoim sumieniu. Nie ośmielił się zapytać, czy może wejść do środka, choć tak bardzo chciał z nią to wszystko przegadać. Bynajmniej nie na progu, ale mógł się domyśleć, że wpuszcza do swojego mieszkania tylko tych, którym naprawdę ufa.
Przez chwilę milczał, myśląc sobie, że to jest już nie do odratowania. Rozważał wszystkie scenariusze tej relacji i w żadnym nie widział sensownej drogi wyjścia. Co dziwne, w każdym mimo wszystko próbował o nią zawalczyć. Kiedy bezdenna nienawiść zaczęła przeradzać się w to dziwne przywiązanie? A może wcześniej to pierwsze wynikało z drugiego? Byłe tyle pytań, na które nie był w stanie odpowiedzieć.
- Powiesz coś? - mruknął po chwili, w końcu podnosząc głowę. Spojrzał prosto w jej oczy, w których najpewniej widział czysty gniew. I przełknął ślinę.
Bał się. Nie tylko jej, ale przede wszystkim tego, że zamknie mu drzwi przed nosem i nigdy nie będzie chciała zamienić z nim słowa.

#nacechowany: niezręczny troll (nieśmiałość)

______________________


I love the smell of gasoline
I light the match to taste the heat
I've always liked to
play with fire



Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptySro 5 Cze - 22:47;

Starała się nad sobą panować mimo wściekłości, która narastała w jej piersi, sprawiając, że niemal nie mogła oddychać. Patrzyła na skruszonego Austera, który zachowywał się jak nie on - jakiś taki blady, wymięty (ale bez właściwej sobie nonszalancji) i pozbawiony tego łobuzerskiego błysku w oku. Jakby... nieśmiały. Merlinie, on się rumienił!
Słuchała go, choć kosztowało ją to potwornie dużo wysiłku. Gdyby była kimś innym, trzasnęłaby mu drzwiami przed nosem i zwyzywała od ostatnich (niekoniecznie w takiej kolejności), budząc zainteresowanie sąsiadów. Zacisnęła pięści z całych sił, chcąc, by ból ją otrzeźwił. Patrzyła na niego płonącymi oczami, wyraźnie bijąc się z myślami, próbując utrzymać w ryzach emocje, które dyktowały jej możliwie najgłupsze rozwiązania. Przymknęła oczy i wzięła kilka głębokich wdechów, starając się odepchnąć od siebie kuszącą wizję wymierzenia mu prawego sierpowego w podbródek.
Wiedziała, że czekał na jej odpowiedź albo chociaż reakcję, ale to nie było takie proste. Miała wrażenie, że ścierają się w niej dwie Isolde - jedna, która chciała go zetrzeć z powierzchni ziemi i druga, która zamierzała go wysłuchać, choć chyba bardziej z ciekawości niż z przekonania o jego dobrych intencjach. Jego spuszczona głowa albo wyrażała szczery żal, albo tylko zgrabnie go udawała, ale gdy podniósł głowę i odważył się spojrzeć jej w oczy, prawie mu uwierzyła.
- Nie mogłeś napisać? - zapytała wreszcie, z trudem cedząc słowa, ale zachowując spokój. Po chwili wahania odsunęła się, robiąc mu przejście w drzwiach. - Wejdź. Jeśli cię zamorduję, sąsiedzi nie muszą o tym wiedzieć - mruknęła ponuro, mierząc go spojrzeniem, które świadczyło o całkowitym braku poczucia humoru w tym momencie. Nie wiedziała, co jej odbiło, dlaczego w ogóle wpuściła tego obrzydliwego, kłamliwego typa do swojego ukochanego mieszkanka, ale może powinni wyjaśnić sobie pewne sprawy raz na zawsze. Choć przypuszczała, że nawet jeśli tak się stanie, bo za chwilę Ben znowu zrobi coś, co ją rozjuszy i urazi - na tym polegała dynamika ich relacji i jeśli nawet ostatnio pojawiły się w niej pewne zaskakujące niuanse, to należało pamiętać, że przez lata potrafili tylko wchodzić sobie w drogę i deptać po odciskach. Stara miłość nie rdzewieje, a stare nawyki niechętnie odchodzą w zapomnienie.
Zatrzasnęła za nim drzwi i otuliła się szlafrokiem, wolną ręką wskazując mu kuchnię - właśnie była w trakcie gotowania czegoś, co pachniało absolutnie cudownie i gdyby przez niezapowiedzianą wizytę Bena zmieniło się w węgiel, Isolde nie wyszłaby z Azkabanu. Zamieszała łyżką - bardziej po to, żeby się uspokoić niż z faktycznej potrzeby, bo łyżka mieszała sama, po czym łypnęła złowrogo na Benjamina.
- Mów - zażądała krótko, nadal zarumieniona z tłumionego gniewu.

#nacechowany : tykająca łajnobomba (zapalnik)
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1974
  Liczba postów : 503
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPią 7 Cze - 22:02;

Jej gniew wzmagał jego lęk. Patrzył na nią i od razu zauważył w niej coś dziwnego. Isolda, którą znał od lat była w gruncie rzeczy opanowana i nie dała się łatwo unosić emocjom. Dzisiaj stała przed nim jakby inna osoba. Rozumiał, że miała naprawdę wiele powodów, by w tej chwili go nienawidzić, ale przecież nie cierpiała go od lat. I nigdy wcześniej nie zaciskała pięści aż tak mocno.
Gdy usłyszał, co powiedziała, pomyślał sobie, że może jest dla niego jeszcze jakaś szansa. I przemknęło mu również przez myśl, że jest głupi. Owszem, miała rację, powinien był napisać. To by było dla niego o tyle prostsze, ale w sumie chyba nie chodziło o to, żeby było prosto? Tylko szczerze i trudno, bo o wszystko, co wartościowe warto w życiu zawalczyć. Stając oko w oko ze swoją największą wadą, odpowiedział w końcu.
- Nie mogłem. – Było mu wstyd, że w ogóle się tak onieśmielił. Ale jak się powiedziało „a”, należy powiedzieć również „b”. - Niektórych rzeczy nie powinno… niektóre rozmowy trzeba przeprowadzić osobiście.
Jego cichy pomruk nie miał w sobie nic z filuterności, którą uraczył ją tamtego wieczoru w Amice. Czuł się obco w swoim własnym ciele, toteż z wielkim trudem przekroczył próg jej mieszkania, myśląc sobie, że być może faktycznie nie wyjdzie z niego żywy. Wcale by się nie zdziwił, ale z drugiej strony w pewnym sensie uważał, że mu się to po prostu należy.
Drgnął, gdy usłyszał trzask drzwi. Mimowolnie rozejrzał się dookoła i skonstatował, że jest tu całkiem urokliwie. Ale czego innego się tu spodziewać, w końcu to Isolde. Oczywiście, że było tu pięknie i przytulnie, nie to co u niego. Bardzo starał się nie patrzeć na boki, po prostu podążył za nią do kuchni, choć ciekawiło go, czy znajdzie tu i ówdzie cokolwiek, co mogłoby świadczyć o tym, że Is związała się z kimś… no, kimkolwiek. Męska kurtka czy woda toaletowa. Nie żeby to była jego sprawa, ale z jakiegoś powodu poczuł niemiłe ukłucie na samą myśl.
Pachniało cudownie i uświadomił sobie, że pomimo tylu lat tak niewiele o niej wie. Podeszła do kuchenki o dziwo nie po to, by wyjąć skądś patelnię i zdzielić go w łeb. O nie, zamieszała drewnianą łyżką zawartość garnka, pewnie tylko po to, by zająć czymś świerzbiące ją ręce.
- Nie… nie chciałem ci wbijać nic w plecy. To nie miało być tak, ja po prostu… – Westchnął i zaczął w zamyśleniu drapać się po głowie. Gdzie były wszystkie słowa na świecie, gdy naprawdę ich potrzebował? - Ta Irène to miała być po to, żeby ci pokazać, że… że nie jesteś mi obojętna. – Gorszego wytłumaczenia chyba nie mógł wymyśleć, ale po części to była prawda. Zrobił to pod wpływem alkoholu i chwili, nie bacząc na konsekwencje, bo bolała go cisza z jej strony. Może po prostu chciał jej sprawić równie wielki ból? - Nie rozumiesz, bo oni… – zaczął, ale zaraz zamilknął, bo co miał powiedzieć, że wylądują razem z łóżku? Dobrze, że w porę zadziałały w nim instynkty samozachowawcze. - Nieważne. A co do tamtego, to go nie znam. I nie zamierzam poznawać w taki sposób. Naprawdę.

#nacechowany: niezręczny troll (nieśmiałość)

______________________


I love the smell of gasoline
I light the match to taste the heat
I've always liked to
play with fire



Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyNie 9 Cze - 10:04;

Przyjęła to wyjaśnienie. Im była starsza, tym chętniej załatwiała trudne sprawy twarzą w twarz, doceniając możliwość odczytywania mowy ciała, mimiki i niuansów w tonie głosu, których nie dało się wychwycić podczas czytania listu. Mimo to dodała:
- To akurat prawda. Ale mogłeś się zapowiedzieć - poważne rozmowy w piżamie są niepoważne - fuknęła, nadal najeżona i spięta, ale fakt, że rozumiała jego punkt widzenia, powinien odrobinę go pocieszyć.
Złość nie zaślepiła jej do tego stopnia, by nie dostrzegła, że z nim też jest coś nie tak. Że ta nieśmiałość nie wynika z ciężaru przewinienia, ale z czegoś sięgającego głębiej, z jakiejś zmiany w jego charakterze. Czy to możliwe żę tak jak opanowana Isolde stała się nagle wybuchowa, tak wygadany i bezczelny Ben stał się nagle nieśmiały? Czyżby taka zmiana natury ludzkiej była ostatnim, złośliwym figlem przeklętych wróżek?
Nie czuła się dobrze, wpuszczając go do swojego mieszkania, do swojej prywatności, której zawsze tak zazdrośnie strzegła. Była gościnna, ale wobec przyjaciół, osób, którym ufała - a Benowi nie ufała ani trochę, jednak postawił ją w sytuacji, w której po prostu nie mogła postąpić inaczej. Fakt, że widział ją w domowych pieleszach, ubraną w piżamę i szlafrok i krzątającą się przy kuchni, jeszcze bardziej ją zirytował, a jednocześnie przyniósł trudną do wyjaśnienia... ulgę? Może to da mu do myślenia, uświadomi, że jest zupełnie zwyczajną osobą, a nie zimnym posągiem, zawsze ubranym z powściągliwą elegancją i zdającym się nie funkcjonować poza kontekstem zawodowym. W jej mieszkaniu nie było ani śladu męskiej obecności - pamiątki po Kadenie schowała na dnie szafy, nie chcąc ich wyrzucać ani oddawać, spychając je po prostu na dno świadomości, bo chyba w głębi duszy nadal nie potrafiła się pogodzić ze smutnym faktem, że ich wspólna historia dobiegła końca. Auror i charłak nie mogli być razem - tak po prostu i zwyczajnie i wcale nie chodziło o krzywe spojrzenia, ale o jego bezpieczeństwo. Isolde nigdy nie przyznała się do prawdziwego powodu ich rozstania, tego głębszego niż jego pragnienie rodziny i jej niepewność, czy jest na to gotowa, ale w rzeczywistości po prostu się o niego bała. Aurorzy i ich rodziny wielokrotnie padali ofiarą zemsty przestępców, którym pokrzyżowali szyki i musieli być w stanie się bronić. Kaden, całkowicie pozbawiony mocy, był bezbronny i Isolde nie mogła znieść myśli, że z jej winy mogłaby mu się stać krzywda. Nigdy nikomu o tym nie powiedziała, bojąc się, że to zraniłoby go głębiej niż cokolwiek innego, dlatego uczepili się tych innych, rozsądnych powodów - jego pragnienia rodziny, jej wątpliwości oraz sceptycyzmu rodziców obojga, którzy nie wierzyli, że ten związek przetrwa. Cóż, jak widać mieli rację, choć z zupełnie innych powodów niż zakładali.
Splotła ramiona na piersi w obronnym geście, obserwując go czujnie i z tłumionym gniewem. Zapach jedzenia ją uspakajał, ale niezręczne tłumaczenia Benjamina działały jej na nerwy.
- Że nie jestem ci obojętna? Przedstawiasz mnie jako zimną, złośliwą sukę, którą twój bohater chce szarpać za włosy i przyciskać do ściany, nawet jeśli okraszasz to takimi obłudnymi przymiotnikami jak... czekaj, jak to szło? "Czysta, cierpliwa, dobra i sprawiedliwa". Wzruszające. Jeśli w taki sposób okazujesz sympatię, wypisując takie rzeczy i wrzucając je na wizzbooka, gdzie każdy może to przeczytać, to masz poważny problem, Auster - wyrzuciła z siebie, nie patrząc na niego, bo miała wrażenie, że jest na granicy eksplozji. - Wiesz jak się czułam, kiedy to odkryłam? Kiedy zrozumiałam, dlaczego koledzy w pracy robią dziwną minę na mój widok? Nasza animozja jest legendarna. Myślisz, że nikt się nie domyślił, kim jest Irène?  Nie doceniasz własnych czytelników. I przeceniasz mnie, jeśli sądzisz, że mi to schlebia. Dorośnij, Auster. Serio. To jest tylko nieco bardziej rozwinięta forma ciągnięcia dziewczyn za włosy - dodała równo odmierzonym głosem, w którym jednak kryła się żywa, pulsująca złość. - Co "oni"? - zapytała, unosząc płonący wzrok i przeszywając go nim w jednej chwili. Instynkt aurorski nie pozwalał jej po prostu odpuścić - czuła, że za tymi słowami kryje się coś ważnego. I lepiej, żeby Benjamin teraz skłamał, jeśli chce wyjść z tego cało.
Prychnęła.
- Sypiaj sobie z kim chcesz, jest mi to doskonale obojętne. Ale chciałam ci po prostu uświadomić, że nie mamy już osiemnastu lat i takie sytuacje w naszym wieku są trochę żałosne - odparła zimno, kłamiąc w żywe oczy... w pewnych kwestiach. - Po co ci ja w tym wszystkim? Po cholerę mnie prowokujesz, Auster? Zawarliśmy rozejm, było sympatycznie, przestaliśmy walczyć... a ty to wszystko koncertowo spieprzyłeś. Bawi cię to czy masz jakiś defekt umysłowy, który każe ci niszczyć wszystko, co zaczyna stwarzać pozory normalności i ma jakiś pozytywny wydźwięk? Autosabotaż? - zasugerowała, mówiąc coraz szybciej, nakręcając się coraz bardziej i banalsując na granicy wybuchu. W ostatniej chwili, czując, że lada chwila ulegnie tym emocjom, dotknęła gorącego garnka i krzyknęła z bólu. W oczach stanęły jej łzy, ale to ją otrzeźwiło. Przez chwilę patrzyła na czerwony, piekący ślad, po czym wzięła głęboki wdech i uleczyła dłoń zaklęciem. Zacisnęła ją i rozprostowała na próbę, po czym spojrzała na Austera, już spokojniejsza.
- Od Inverness nie jestem do końca sobą. Ty chyba też nie - powiedziała cicho, przeszywając go badawczym spojrzeniem swoich błękitnych oczu.

#nacechowany : tykająca łajnobomba (zapalnik)
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1974
  Liczba postów : 503
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptyPon 10 Cze - 23:34;

Powaga i jej brak, coś mu to przypomniało. Wrócił myślami do niedawnej bardzo upojnej nocy z Issym, podczas której w miłosnych uniesieniach stwierdził coś bardzo na serio. Ben był zupełnie niepoważny i nic nie nigdy nie robił na poważnie. Prawie. Bo gdyby nie to, wcale by go tutaj nie było.
Przemilczał tę kwestię, odrzucił od siebie wspomnienie ust Issy’ego i wszystkich tych obietnic, które wyszeptał mu wtedy na ucho i przekroczył próg mieszkania. Nie mógł nie zastanawiać się, jak właściwie skończy się ta rozmowa – na rękoczynach, kłótni czy, o zgrozo, przejmującej ciszy. Czy Isolda, której cierpliwość do tej pory nie znała wręcz granic każde mu bezceremonialnie spierdalać ze swojego życia? Być może, nie mógł tego wykluczyć. Zastanowił się poważnie przez chwilę, co by zrobił na jej miejscu i nie umiał znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Jedno wiedział jednak na pewno – może powinien był poczekać. Aż będzie znowu sobą, aż odzyska pewność swoich słów i gestów, bo wtedy łatwiej byłoby mu przyznać, co z tak wielkim trudem sobie uświadomił, krocząc uparcie ku drzwiom jej mieszkania.
Jak bardzo mu, kurwa, zależy na tym, żeby nie myślała o nim źle.

Obserwował Isoldę, która w ich dwóch była paradoksalnie w gorszej sytuacji. To on wparował w butach do jej mieszkania, zakłócając mir, odpoczynek i chyba obiad. Starał się przy tym patrzeć w jej oczy, walcząc z nieśmiałością chciał ujrzeć w nich jakiś przebłysk sympatii albo chociaż blask częściowego zrozumienia, choć dla tego, czego się dopuścił tak trudno było znaleźć logiczne wytłumaczenie. Ale oczy uciekały, nie do biustu i bioder, jak miał to zwyczaju, ale do tego wszystkiego, czego wcześniej obserwować nie miał jak. Do pieprzyka, który może zauważył pomimo tego, jak pieczołowicie zakrywała się szlafrokiem. Do kosmyków włosów, które umykały z koka zaplecionego na czubku głowy. Do jej ust, które, no dobrze – miał wcześniej okazję podziwiać, ale teraz zastanawiał się pieczołowicie co powiedzą, a nie jak smakują. Po raz pierwszy od kiedy spojrzała na niego przychylnie.
Starał się jednak nad tym wszystkim nie zastanawiać i po prostu trwał, myśląc już gorączkowo czy nie palnął przed chwilą czegoś głupiego, a na pewno tak było, bo od kiedy wrócił z Inverness ciągle zdarzało się mówić jakieś durnoty, które natychmiast go zawstydzały. Nie zmienił się jednak aż tak bardzo, by nie widzieć, że jego słowa tylko działają jej na nerwy. Ona przyjęła obronną pozycję, on również – bo cały się w sobie skulił. Wyglądał jak dziecko, które wysłuchuje wykładu na temat swojej nieprzebranej głupoty i właśnie tak też się czuł.
- Ale przecież… to jest jego punkt widzenia. Każdy chyba wie, że to Carter jest skończonym chujem – próbował się nieśmiało bronić, splótł ręce i zaczął je gorączkowo ściskać, myśląc sobie, że miał coś naprawdę szczególnego a doszczętnie to spierdolił. - I nie są wcale obłudne. To znaczy, naprawdę sobie myślę, że… Irène – Czyżby stąpał na kruchym lodzie? Nie wiedział, na ile może sobie pozwolić. - Jest szczególna.
Wysłuchał reszty z tego, co ma do powiedzenia i jeśli wcześniej było mu głupio, to teraz po prostu chciał spalić się ze wstydu. Podejrzewał, że przyznawanie się do faktu, że napisał to pod wpływem alkoholu nie będzie najrozsądniejszym pomysłem i przede wszystkim – dobrym wytłumaczeniem. Czuł, że się rumieni, że robi mu się słabo, że chce usiąść, ale nie ośmielił się nawet ruszyć z miejsca. Po prostu starał się patrzeć jej dzielnie w oczy, pomimo tego, że i bez wróżkowej magii był skończonym tchórzem.
- Przepraszam. Nie chciałem ci zaszkodzić, nie myślałem o innych, tylko o… tobie – mruknął cicho, niemal niedosłyszalnie, jakby mówił coś złego. - Oni. Oni nie są po prostu wrogami, oni w ogóle nimi nie są, rywalizują, ale to sprawia, że on staje się lepszy i ona pokazuje mu, że wiele rzeczy, w które on wierzy nie mają sensu i racji bytu. Nie rozumiesz? Zmieniła w nim coś, to znaczy zmieni, tam, coś i nie będzie od tego drogi odwrotu, tylko że on tego jeszcze nie wie. Ja nie wiedziałem.
Gdy powiedział, co leżało mu na sercu, ze zdziwieniem zauważył, że mimowolnie rozdrapał skórkę do krwi. Bolało, ale nie bardziej niż bolała go wcześniej jej cisza, którą obrał za kompletną obojętność. Do tej pory nie był przekonany czy złość wynika z faktu, że i jej odrobinę zależy czy z tego, że zszargał jej nieposzlakowaną opinię.

Gdy prychnęła, znowu się zarumienił, przyjmując do świadomości wszystkie przykre fakty, jakim nie miał odwagi stanąć czoła. Nie spuszczał jednak z jej spojrzenia, choć chciał – to byłoby prostsze – ale wiedział, że jeśli ma zawalczyć o tę relację to nie może patrzeć pokornie w buty. Nie zauważył kłamstwa, bo kompletnie by się tego po niej nie spodziewał, ale gdy temat zszedł na te sprawy ze zdziwieniem przyjął fakt, że z niewinnych pocałunków szybo przeszła do seksu. To nie on to tym wspomniał, nawet nie miał tego na myśli – podrywanie studentów a zaciąganie ich do łóżka to dwie różne sprawy. Coś o tym wiedział, pomimo całego zepsucia, które przyjął już z dobrodziejstwem inwentarza zdawał sobie sprawę z faktu, że od tego co łączyło go z Carly i Issym były kamienie milowe. Decyzje, które będzie zmuszony podjąć – być może kiedyś, być może nigdy – ale dopiero przyparty do ściany dowie się, jak w tej czy innej sytuacji się zachowa.
Wysłuchał kolejnej tyrady, nie onieśmielając się zabrać głosu aż do samego końca. Drgnął, gdy usłyszał jej krzyk i bardzo go to zmartwiło, ale zanim jakkolwiek zareagował, czuł, że musi to z siebie wyrzuć. Ten dziwny gniew, który czuł może dlatego, że tak szybko go skreśliła. Może z powodu tego, jak dobrze go znała albo i tego, co w sumie spowodowało wszystkie te problemy.
- A po co byłem ci ja? – zapytał w końcu cicho, dalej zmuszając się, by patrzeć w jej oczy. - Po co, do kurwy nędzy, w ogóle zgodziłaś się ze mną tam pójść, skoro potem była tylko cisza? Czy naprawdę nie widzisz powodu, dla którego to zrobiłem? Tak, owszem, spieprzyłem ale przynajmniej zrobiłem c o k o l w i e k. Jestem pojebany, nie przeczę, może mam defekt i skłonności do autodestrukcji… ale nie zadowala mnie, że jest sympatycznie, skoro nie ma cię obok. Może wolę walczyć, żebyś tylko była – W miarę gdy w końcu to z siebie wyrzucił, słowa przybierały na sile – stawały się coraz głośniejsze. Kosztowało go to naprawdę wiele, w końcu walczył nie tylko ze strachem wobec tego, że ją straci i wszystko zaprzepaści, ale i magią wróżek, które na odchodne tak bardzo utrudniły im życie.
Bardzo imponowało mu jej opanowanie. To, jak szybko odzyskała nad sobą kontrolę po oparzeniu, choć pomyślał sobie, że nie powinna zadawać sobie bólu przez to, żeby opanować się przed wymierzeniem kontry. Nie chciał tego, pewnie poczułby się lepiej, gdyby zdzieliła go w policzek. Krzyknęła na niego, podniosła rękę bo póki co ukarała tylko siebie za… no właśnie, za co? Co takiego poczuła, czyżby to tylko ochłapy wróżkowego pyłu?
Pierwszy raz od kiedy wszedł do kuchni, w końcu się poruszył. Przyszło mu to z wielkim trudem, ale podszedł do niej i spróbował ująć swoją rękę w jej delikatną dłoń. Tą samą, którą poparzyła. Jeśli mu pozwoliła oczywiście, a jeśli nie to wciąż się od niej nie odsuwał i nie krył swoich intencji, być może pierwszy raz w życiu. W każdym razie spojrzał na nią z powagą i odpowiedział.
- Nie. Nie jestem sobą. Ale ty tak nie rób. Nie rób sobie krzywdy, jedno twoje słowo a stąd pójdę. Nie chcę… nie chcę, żebyś czuła ból.

#nacechowany: niezręczny troll (nieśmiałość)

______________________


I love the smell of gasoline
I light the match to taste the heat
I've always liked to
play with fire



Powrót do góry Go down


Isolde Bloodworth
Isolde Bloodworth

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : zjawiskowo długie nogi, blizna na prawym boku, arystokratyczny akcent, tytanowy pierścień (pierścień działania)
Galeony : 5185
  Liczba postów : 1958
http://czarodzieje.org/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.org/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.org/t7230-isolde-bloodworth#204739
Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 EmptySro 12 Cze - 0:08;

Narobił tak potwornego bałaganu w życiu jej i jej przyjaciół, że w tym momencie Isolde nie czuła do niego ani odrobiny sympatii. Nie podobało jej się, że nachodził ją w jej mieszkaniu, bez uprzedzenia, zastając ją w piżamie i szlafroku, krzątającą się po kuchni i pozbawioną możliwości skrycia się w swoim pancerzu profesjonalizmu i prostej elegancji.
Niewiele jej było trzeba, żeby wpaść w złość - Ben zawsze był specjalistą od grania jej na nerwach, a teraz, od powrotu z Ciemnego Dworu, przypominała kociołek na granicy eksplozji. Strachliwość Bena, łatwość, z jaką mogła go teraz zastraszyć, onieśmielić, była w równym stopniu pożałowania godna, co drażniąca. Przywykła do ich batalii, w których stawali naprzeciwko siebie jak równy z równym i w jakimś sensie sprawiało jej to satysfakcję. Jednak teraz patrzyła na jakąś obcą, nieznaną wersję Austera, który co prawda próbował stawać jej czoła, ale robił to tak nieudolnie i z taką lękliwością, że Isolde poczuła lekki niesmak, mimo że domyślała się, że to sprawka wróżek.
- Wybacz, że sprawię ci zawód, ale nie czytałam twoich książek i nie mam pojęcia, jaki jest portret psychologiczny Cartera. Wiem tylko, co wrzuciłeś na swojego Wizzbooka - powiedziała lodowato, starając się nie patrzeć na te jego splecione w przerażeniu dłonie petenta. - Jeśli chcesz przez to powiedzieć, że ja też jestem szczególna, to bardzo dziękuję. Choć nie wiem, co we mnie takiego szczególnego i czy jestem bardziej czy mniej szczególna niż Carly albo Gwen, nie wspominając o Issym - syknęła cicho, znowu gwałtownie mieszając gotujące się danie, tylko po to, żeby zająć czymś ręce i nie udusić Austera.
Mimo swojego gniewu słuchała go i próbowała zrozumieć. Wypuściła ze świstem powietrze, starając się uspokoić, mimo że przychodziło jej to z trudem.
- To znaczy, że my też nie jesteśmy? I że ja też mam na ciebie taki nadzwyczajny wpływ? - zapytała, ale w jej głosie było już mniej gniewu - raczej zmęczenie i sceptycyzm. Spojrzała na jego dłoń, na krew kapiącą z palca, po czym bez słowa uleczyła rankę, nie patrząc mu w oczy. Mogła być wściekła jak głodny rogogon, ale mimo wszystko nadal nie zatraciła swojej empatii i odruchu niesienia pomocy.
Zaskoczył ją tym odbiciem piłeczki. Poczerwieniała, ale nie przerwała mu, patrząc na niego płonącymi oczami i gryząc mocno usta.
- W takim razie to była randka? Szkoda że mi nie powiedziałeś, bo bym się na niej nie pojawiła - odparowała ze złością. - Czekaj, bo chyba nie nadążam. Myślałam, że zaprosiłeś mnie na kolację, bo uratowałam ci cholerne życie, a nie dlatego że uroiłeś sobie, że staniemy się bohaterami taniego romansu. Proszę, nie mów mi, że przez te wszystkie lata, kiedy utrudniałeś mi życie, tak naprawdę chciałeś po prostu być blisko mnie - dodała nagle ciszej, czując, że brak jej już sił. Przycisnęła zdrową dłoń do czoła, próbując zebrać myśli, bo w głowie miała zupełny mętlik.
Tak bardzo zaskoczył ją jego gest, że nawet nie protestowała, kiedy ujął jej dłoń. Spojrzała na niego ze zdumieniem i czymś na kształt lęku, ale nie cofnęła dłoni, nagle bardzo czujna. Milczała dłuższą chwilę, po czym zaczęła mówić bardzo cicho, patrząc mu głęboko w oczy.
- Posłuchaj mnie, Ben... Nie do końca rozumiem, czego ode mnie chcesz. Tamtego wieczoru... rzeczywiście coś się między nami zmieniło. Owszem, dobrze się bawiłam. Ale to wszystko jest poplątane, trudne. Może jestem drobiazgowa, ale nie mogę zignorować faktu, że sypiasz z moim najlepszym przyjacielem i randkujesz z moją przyjaciółką. Po co ci w tym wszystkim ja? Do kolekcji? Ja tak nie potrafię - powiedziała cicho, ale stanowczo. - Dajesz mi do zrozumienia, że jestem w jakiś sposób wyjątkowa, ale wcale się tak przy tobie nie czuję, kiedy na każdym kroku potykam się o moich znajomych i przyjaciół, z którymi łączą cię dziwnie bliskie stosunki. Poza tym nie ufam ci - nigdy nie dałeś mi powodów, bym ci ufała, a od naszego wspólnego wyjścia potwierdziłeś tylko, że miałam rację. A ja nie dopuszczam do siebie ludzi, do których nie mam zaufania - po prostu dlatego że moje życie jest zbyt skomplikowane, żeby wprowadzać do niego kolejne zmienne i niewiadome. Nie życzę ci źle, Ben. W innej sytuacji... może moglibyśmy być przyjaciółmi. Ale gmatwasz, grasz i nie liczysz się z cudzymi uczuciami. A ja przeszłam dosyć i nie mam już siły na więcej - powiedziała szczerze, patrząc na niego z powagą i czymś na kształt smutku. - Ale doceniam, że zdecydowałeś się przyjść i przeprosić. Choć nadal chciałabym wiedzieć, na co konkretnie liczyłeś - dodała, nadal pozwalając, by trzymał jej smukłą dłoń w uścisku. Było jej gorzko i nie czuła już nawet złości, tylko wielkie znużenie.

#nacechowany : tykająca łajnobomba (zapalnik)
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 QzgSDG8








Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty


PisanieMieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty Re: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth  Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mieszkanie 2 - Isolde Bloodworth - Page 8 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-