Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Herbaciany Raj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14
AutorWiadomość


Drake Bennett

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.org/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptyWto 2 Kwi - 23:02;

First topic message reminder :




Ten pokój z pewnością ucieszy miłośników herbat. Na wszystkich ścianach są ustawione w rządkach torebeczki ze wszystkimi herbatami świata, które w dodatku same się uzupełniają. Niestety, przygotowanie napoju nie jest już tak magiczne - w kącie stoi stary piecyk z kociołkiem, w którym to trzeba zagrzać wodę. Ta jednak zawsze się w nim znajduje i sama się uzupełnia, więc jeden problem z głowy!
Możesz przysiąść na puchowym dywanie, albo niczym cywilizowany człowiek - przy jednym ze stolików.

Uwaga! Możesz rzucić kostką wyłącznie jeden raz! W każdym następnym wątku, który tu rozpoczniesz, kości oraz płynące z nich straty/korzyści już Ci nie przysługują!
Spoiler:
1 - Przygotowując herbatę, natykasz się na jedną, intensywnie purpurową, która okazała się wiśniowy gryfem, w wyniku czego otrzymałeś zastrzyk energii - Twoje zmęczenie znika, a przez Twoje dwa następne posty nie możesz usiedzieć w miejscu.

2 - niechcący usiadłeś na sakiewce. Po zajrzeniu do środka okazuje się, że jest tam 20 galeonów. Jeśli szukasz właściciela to Ci nie wychodzi - najbliższy obraz mamrocze pod nosem, że ta sakiewka leży tu już tydzień i żebyś wziął sobie, a nie marudził. Odnotuj zysk w odpowiednim temacie.

3- Chwytasz za jedną z ziołowych herbatek; Yin i Yang pachnąca mango i miętą wydaje Ci się idealnym wyborem, by się zrelaksować. Wraz z kolejnymi łykami stajesz się bardziej senny (wszystko za sprawą dodatku waleriany), powieki same Ci się zamykają; nastrój ten będzie utrzymywał się przez Twoje dwa następne posty.

4- Masz wyjątkowego pecha - podczas przygotowywania herbaty niefortunnie wrząca woda wpada na Twoją rękę, w wyniku czego skórę okrywa czerwony, bolesny w dotyku rumieniec. Może nie jest to stan wymagający natychmiastowej pomocy, co nie zmienia faktu, że uporczywe pieczenie na pewno nie należy do najprzyjemniejszych; potrzebujesz odpowiedniego zaklęcia leczniczego okładów ze szczuroszczeta albo szybkiej wizyty w skrzydle szpitalnym (jeden post na minimum 2000 znaków, gdzie pielęgniarka udziela Ci pomocy).

5 -  Eliksir Gregory'ego? Najwidoczniej. Ktoś musiał coś pomieszać, a przede wszystkim dodać go do już wyschniętych listków herbaty, którą przygotowałeś. Substancja ta powoduje, iż pierwsza osoba, na którą spojrzysz, staje się Twoim najlepszym przyjacielem do tego stopnia, że możesz rozmawiać z nią o wszystkim i o niczym. Efekt ten będzie utrzymywał się przez Twoje dwa-trzy następne posty.

6 - Na stoliku znajduje się nieznana książka, którą uczeń wcześniej zasiadający w Herbacianym Raju najwidoczniej pozostawił w wyniku nadmiernego pośpiechu. Gdy zaglądasz do niej.... Rzuć kostką:
parzysta: dowiadujesz się tym samym ciekawostek z zakresu Zielarstwa. Otrzymujesz 1 punkt z tej dziedziny - zgłoś się po niego w odpowiednim temacie;
nieparzysta: niestety nachylając się filiżanka z herbatą wyślizguje Ci się z ręki i niszczysz książkę. Oby jej właściciel się o tym nie dowiedział...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 296
  Liczba postów : 351
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Moderator




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptySob 18 Kwi - 2:20;

Była w stanie zrozumieć jego zdezorientowanie. Miał wstrząs mózgu, obite oczy i nos. Lennox go pięknie urządził, a ona nie była w stanie go powstrzymać i będzie się najpewniej za to obwiniała do końca świata. Bo gdyby była silniejsza, gdyby była lepszym uzdrowicielem i wpadła na pomysł z jakimś zaklęciem, sięgnęła po różdżkę, była bardziej rozmowna — do tego wszystkiego by nie doszło. Brunetka zacisnęła usta, przymykając na chwilę oczy i łapiąc oddech. Drobne dłonie zacisnęły się w piąstki, aż kostki jej zbielały i wyróżniały się na tle śniadej karnacji. Była zdenerwowana. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać po Felixie, który okazał się mieć tak wiele twarzy. Skyler na pewno byłby zły, że przyszła tu sama, ale przecież i tak go ciągle dezorientowała. Uniosła powieki, wbijając w niego spojrzenie błękitnych tęczówek, których obwódki były odrobinę ciemniejsze od reszty. Kiwnęła głową na jego słowa, starając się nawet uśmiechnąć. Bo co miała zrobić? Nie była przecież zła na niego — już nie, bo w początkowej reakcji i w szoku odrobinę go obwiniała, chociaż serce doskonale wiedziało, że tak przecież nie wolno. Zrobiła krok w przód, rozluźniając dłonie i pozwalając im opaść wzdłuż ciała, zmniejszyła troszkę dystans pomiędzy nimi. Nawet jeśli ten list mówił prawdę, ojciec to zrobił, a całe jej wyobrażenie rodziny legnie w gruzach — to przecież stojący przed nią, blady ślizgon nie był niczemu winien.
- Tak.. Przepraszam, że tak się stało. Przepraszam, że musiałeś tak cierpieć i znosić taki ból. - zaczęła cicho, przełykając głośniej ślinę i wbijając wzrok w czubek swoich butów, drgnęła niespokojnie. Chciała, żeby wiedział o tym, co krążyło jej po głowie i co było ważniejsze od całej reszty. - Ciesze się, że wyszedłeś z tego cały. Nie powinieneś był go atakować, wiesz o tym, prawda? To nie jest zły chłopak, on jest po prostu impulsywny..
Westchnęła ciężko, wzruszając delikatnie ramionami. Nie chciała go bronić, zachował się źle i powinien był powstrzymać złość, ale wiedziała, że w głębi siebie chciał dobrze. Po prostu stracił panowanie, a przynajmniej tak sobie powtarzała. Zwilżyła usta, przesuwając palcami po kosmykach brązowych włosów, które zaraz zgarnęła za ucho i korzystając z okazji, zacisnęła tkwiący w płatku kolczyk pomiędzy palce, uspokajając się za sprawą dotyku chłodnej biżuterii. Wiedziała, że się denerwował. Stał niczym kamienny posąg, blady i przejęty, a ona go wcale nie obwiniała, tylko była słaba w rozmowach z innymi ludźmi, zwłaszcza gdy dotyczyły one jej samej. Łatwiej było słuchać, niż opowiadać. - Tamten dzień nie powinien tak wyglądać.. - mruknęła cicho, robiąc jeszcze krok w jego stronę. Nie wiedziała nawet, czy usłyszał. Jak mógł zrozumieć, że jest jej przykro i że wie, że musiał czuć się oszukany, samotny. Musiał czuć się paskudnie. Nie potrafiła przecież wypowiedzieć tego na głos. Niewiele myśląc, wolną dłoń wyciągnęła i złapała za kraniec jego koszuli, zaciskając materiał w palcach.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem
Galeony : 534
  Liczba postów : 1563
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptySob 18 Kwi - 4:29;

W jego głowie krążyło mnóstwo myśli, emocji i słów, które chciał, a wręcz powinien wypowiedzieć. Jego usta były jednak uparcie zamknięte. Słuchał tego, co mówiła Flora i z każdym słowem, które wypowiadała, jeszcze mniej rozumiał, co się tutaj działo. Patrzył się na dziewczynę z niedowierzaniem w oczach. Utrzymanie wzroku na jej pięknej twarzy było bolesne, a zarazem nie możliwe dla niego było spojrzenie gdziekolwiek indziej. Tak jak w kuchni, Flora dokładnie przyglądała się swoim stopom przez większość czasu. Nie złościło go to dzisiaj. Nie miał już w sobie tej agresji, którą wtedy widziała. Nie odpowiedział jej z początku, gdy przerwała swoją wypowiedź. Był w zbyt dużym szoku. Przyszedł tu, żeby prosić ją o wybaczenie, a zamiast tego ona przepraszała jego. Gdy zrobiła krok w stronę Solberga, intuicyjnie odsunął się od niej. Nie chciał zrobić jej znowu krzywdy, wolał trzymać się na dystans mimo, że miał ogromną ochotę ją przytulić. Dopiero, gdy Flora zrobiła następny krok i chwyciła go za koszulę, grzecznie został na swoim miejscu.
-To nie Ty powinnaś przepraszać. - W końcu jego usta zaczęły wydawać składne dźwięki. Mówił spokojnie, prawie szepcząc. Nie wynikało to z jego chęci pokazania puchonce, że jest już spokojny, ale raczej z tego, że po prostu nie był w stanie inaczej. Odczuwał niemiłosierną suchość w gardle i co chwilę musiał nawilżać wargi, aby móc kontynuować.
-Zachowałem się jak idiota, a Ty nie byłaś niczemu winna. Musiałaś być tak samo wstrząśnięta tym gównem jak ja. Wyżyłem się na Tobie, bo nie potrafiłem sobie poradzić z tą sytuacją, a Ty mimo, że nie byłaś niczemu winna, oberwałaś najmocniej. Mimo mojego irracjonalnego zachowania próbowałaś mi pomóc, a ja Cię odtrąciłem. Nie wiem, czy jesteś w stanie mi to wybaczyć, ale nie chcę żebyś mnie kiedykolwiek takiego znowu oglądała. Zareagowałem jak rozpieszczone dziecko, totalny kretyn... - Wyrzucił to z siebie prawie na jednym oddechu. Miał jeszcze wiele przymiotników określających jego zachowanie tamtego popołudnia, ale były one mniej cenzuralne i nie chciał wygłaszać takiej wiązanki przy Florze. Było to co najmniej zabawne biorąc pod uwagę, jak zwracał się do niej w kuchni. -Gdyby Zakrzewski wtedy nie przyszedł.... Boję się o tym myśleć. - W tym momencie głos mu się załamał, a oczy zaszkliły. Odwrócił od niej wzrok bo nie był w stanie patrzeć na nią wiedząc, co zaraz powie.
- Flora... Ja Cię prawie uderzyłem. - Powiedział to tak cicho, że sam ledwo dosłyszał własne słowa. Tego było dla niego za wiele. Emocje przytłoczyły go do reszty. Bezsilnie osunął się przed dziewczyną na kolana. Próbował stłumić szloch, ale nie był w stanie. Wiedział, jak duży błąd popełnił i bał się konsekwencji. Nie było dla niego ważne, czy dziewczyna była jego siostrą, czy też nie. Była najbardziej niewinną i delikatną istotą, jaką znał i powinien się o nią troszczyć, a nie przyprawiać o utratę świadomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 296
  Liczba postów : 351
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Moderator




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptyPon 20 Kwi - 20:15;

Obydwoje mieli głowy pełne pytań, na które wciąż nie znali odpowiedzi – mnóstwo wątpliwości. Nie lubiła, gdy jej życie pogrążone było w chaosie, bo i bez tego była nieśmiała, miała problemy z codziennością. Dodatkowe lęki i niepewności były jej niepotrzebne. A jednak od wydarzeń w kuchni Martellówna za nic nie mogła się uspokoić, porzucić goryczy porażki i zawodu, który wtedy odniosła. Nie chodziło o to, że była zła na Felixa i Lennoxa, chociaż ta bijatyka była kompletnie niepotrzebna, a Zakrzewski nie musiał się wtrącić, ale o nią samą. Nie powinna była dopuścić do takiego rozwoju wypadków. Niby jak miała być dobrym, cenionym uzdrowicielem, kiedy nie potrafiła poradzić sobie ze zwykłą sprzeczką pomiędzy uczniami, powstrzymać rozlewu krwi. Czuła na sobie jego spojrzenie i chociaż jej błękitne ślepia nie były w stanie wyjść mu naprzeciw spojrzeniu chłopaka. Bała się, czuła wstyd. Wciąż nie rozmawiała z ojcem, chociaż powinna była dla jego dobra – bo jeśli faktycznie okazałoby się, że był jej bratem, to czy nie powinni poznać się lepiej i zachować, jak rodzeństwo? Zacisnęła dłonie w piąstki, ignorując tkwiący na jednym ręku bandaż, pod którym wciąż widniały rozcięcia i blizny od potłuczonego kubka. Nie chciała o tym zapomnieć. Co rusz wracała spojrzeniem do swoich trzewików, nie chcąc go jednak rozzłościć. Gdyby mogła, to odwróciłaby się i wyszła, a jednak nawet na to nie potrafiła się zdobyć, starając się w jakiś sposób uporządkować te szalone, głupie myśli i tchórzostwo, które tak często miało nad nią kontrolę. Dziś przynajmniej nie zapowiadało się, aby miała dostać ataku paniki. Musiałą go też przeprosić, bo pozwoliła – a raczej nie miała siły, aby zapobiec jego obrażeniom. Podeszła więc bliżej, łapiąc oddech. - Powinnam. Miałeś prawo być zły, a ja, jako niedoszły, przyszły uzdrowiciel powinnam zapewnić Ci bezpieczeństwo, powstrzymać Lennego..
Odparła równie cicho, podobnie jak on, zwilżając usta językiem. Najgorsze, że atmosfera w pokoju wcale nie wydała się rozrzedzać, nadal dałoby się pokroić ją widelczykiem od ciasta i podać na pięknych, zdobionych talerzykach. Zdawała sobie sprawę, że czuł się winny swojego wybuchu i chciał pokazać, że normalnie wcale nie był tak agresywnym człowiekiem. Miał wyrzuty sumienia, które malowały się delikatnym różem na jego policzkach, a które nie umknęły jej uwadze. Próbowała jednak stawiać się w jego sytuacji tyle razy – gdy życie zostaje wywrócone do góry nogami, a Ty zwyczajnie toniesz, bo nie wiesz, co utrzyma Cię na powierzchni, kiedy to, w co wierzyłeś, okazuje się kłamstwem. - że nie była w stanie się na niego gniewać. Chciała coś powiedzieć, jednak on pierwszy ruszył z monologiem, które nie miała odwagi przerwać. Słuchała uważnie, co rusz wędrując spojrzeniem po jego buzi, doszukując się na twarzy najmniejszych zmian. Kręciła głową, zaprzeczając, wprawiając w ruch pukle brązowych włosów, które ze świstem przecinały powietrze. O dziwo, teraz spojrzała mu w oczy. - Miałeś do tego prawo, jesteśmy tylko ludźmi.. I owszem, byłam w szoku i nie chciałam nawet wziąć pod uwagę tego, co mówisz, a jednak nie jest to powód, aby w jakikolwiek sposób dać Ci się odtrącić i pozwolić, żebyś skończył na tej podłodze w takim stanie. A ja na to pozwoliłam. Więc to ja jestem okropna, ja powinnam Cię przepraszać.
Brzmiała łagodnie, chociaż głos jej odrobinę drżał. Wyglądała, jakby wiedziała, co mówi i całkiem w to wierzyła, niezależnie od tego, jak bardzo próbował zrzucić wszystko na siebie. Flora bardzo szybko musiała dorosnąć, zaopiekować się domem i młodszym bratem, kiedy ojciec popadł w depresję i nie radził sobie ze zwykłym, codziennym życiem po śmierci żony. Poczuła nieprzyjemny ucisk w okolicach serca, rozluźniając jednak dłonie. Ślizgon był blady, jego oczy błyszczały poczuciem winy i nie mogła znieść, że w taki sposób na nią patrzył, chociaż nijak miało się to do spojrzenia, którym tamtego popołudnia w kuchni obdarował ją Zakrzewski. - Gdyby Lennox nie przyszedł, nie byłbyś w skrzydle szpitalny, Nie miej, mu proszę za złe, on jest trudnym, ale dobrym człowiekiem.... Zawsze działa impulsywnie, bezmyślnie podążając za instynktem. Ma jakiś rad, bo zawsze wie, gdy mam kłopoty.
Wzruszyła ramionami, wzdychając ciężko – bo wspomniany chłopak nie raz już ją uratował z opresji, czy to przed znęcającymi się nad nią uczniami, czy z innych kłopotów, które wpadała. Teraz też chciał jej pomóc, chociaż nigdy by się do tego nie przyznał, wierząc, że kierował się egoizmem. - Prawie. Nie uderzyłeś, zmieniłeś kierunek, bo nie chciałeś mnie uderzyć. Nic się nie stało. Już dobrze..
Złapała oddech, obserwując go w milczeniu chwilę, tocząc wewnętrzną walkę z tym, co mogła i co powinna zrobić. Był młody, każde z nich reagowało emocjami, ale już kiedyś jej ktoś powiedział, że swoim zachowaniem strasznie prowokowała agresora, a ona nie mogła nic z tym zrobić, ulegając swojemu tchórzostwu. Szalę przelało jego osunięcie się na podłogę. Niewiele myśląc, podeszła do niego i objęła mocno jego szyję, przytulając twarz nad swoje piersi – bo mając skrzaci wzrost, nawet nie była pewna, czy dosięgnąłby ramienia. Żaden chłopak nie lubił pokazywać słabości, przymknęła więc oczy, jedną ręką głaszcząc go po plecach, a drugą po włosach, nucąc pod nosem jakąś melodię kołysanki hiszpańskiej, którą za dzieciaka tak często śpiewała jej matka, gdy się bała. Musiała go jakoś uspokoić. - Naprawdę, już dobrze. Nie obwiniaj się, proszę.
Szepnęła cicho, przysuwając usta do jego czoła i dając mu krótkiego całusa, zupełnie tak, jak robiła Victorowi, gdy ten przychodził do niej zapłakany z misiem w ręku, gdy jeszcze mieszkała w domu.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem
Galeony : 534
  Liczba postów : 1563
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptyPią 24 Kwi - 5:15;

Jej podejście niezmiernie go dziwiło. Nie rozumiał, dlaczego dziewczyna czuje, że powinna go przepraszać. To on zaczął na nią wrzeszczeć i atakować i to przez niego doszło do tej cudownej bijatyki. W mniemaniu Maxa, Flora nie była niczemu winna.
-Przecież mi pomogłaś. Próbowałaś w każdym razie. - Faktycznie dziewczyna nie była w stanie do końca pomóc narwanemu wtedy Solbergowi. Może nawet i dobrze, że postanowiła wtedy od niego odejść.
-Cieszę się, że trzymałaś się od tego z daleka. - Widząc jej spojrzenie otworzył ponownie usta domyślając się, co dziewczyna może wtrącić. -Naprawdę, nie patrz tak na mnie. W tym całym zamieszaniu Ty też mogłaś oberwać. Nie znam dobrze Zakrzewskiego, ale mogło się wszystko zdarzyć. Też nie byłem wtedy sobą. - Gdyby dziewczyna próbowała ich rozdzielić, mogła przez przypadek oberwać sama. Szczególnie, że Max wyprowadzał większość ciosów na ślepo.  Ślizgon nie skomentował obrony Lennoxa, którą puchonka wygłaszała. Nie dlatego, że ją ignorował, ale dlatego że sam nie do końca wiedział co o tym myśleć. Z jednej strony na miejscu Lennoxa zachowałby się pewnie tak samo, gdyby wszedł gdzieś i zobaczył podobną scenę do tej, która tego dnia rozgrywała się w kuchni. Jednak coś w sposobie, jaki Zakrzewski się do niego zwracał i nie ukrywając patrząc na jego reputację, sprawiało, że Solberg był zmieszany całym tym bagnem. Jakby miał coś powiedzieć pewnie zdecydowałby się na zdanie w stylu "Nie jestem zły, że mnie pobił, tylko na to jak się do mnie zwracał". Ale te słowa brzmiały dla niego jakoś tak niewystarczająco. Nie chodziło też nawet o samego Maxa, ale też  o to, jak Lennox mówił do Flory. A ona stała teraz przed nim i go broniła. A w dodatku nazywała go "Lennym"...
Nie potrafił uwierzyć w to, jak łagodna i kochana była Flora. Mimo tego całego cyrku nadal stała tutaj i nie odtrącała go. Wręcz przeciwnie, z każdą chwilą była coraz bliżej i do nie tylko w tym dosłownym, fizycznym sensie. Gdy przytuliła jego głowę, poczuł, jak powoli zaczyna ogarniać go spokój. Nie spełniał się najgorszy ze scenariuszy, jaki Solberg układał przed tym spotkaniem. Prawdę mówiąc, nie zakładał żadnego pozytywnego zakończenia tej rozmowy, co w jego przypadku było sprzeczne z naturą Solberga. Zawsze starał się widzieć chociażby najmniejszy promyk nadziei, ale tym razem czuł, że mocno zawalił sprawę.
-To była moja wina i dobrze o tym wiesz. Pogodziłem się z tym. - Powiedział dopiero, gdy się uspokoił. Czekając na spotkanie z Florą bardzo dużo myślał o tym całym wydarzeniu i wiedział, że nikt prócz niego nie był tam winny. Był gotowy ponieść tego konsekwencje. Jeżeli jednak miało się okazać, że byli rodziną, Max uważał, że trafiłby na najlepszą siostrę z możliwych.
-Przyrzekam, że to się więcej nie powtórzy. - Powiedział, gdy podniósł się z kolan. Łzy na jego twarzy wciąż był jeszcze mokre, ale nie czuł się przez to zawstydzony, czy skrępowany. Patrzył jej prosto w oczy. Musiała wiedzieć, że mówi szczerze.
Czuł, jak ta rozmowa wypompowała z niego wszystkie siły. Usiadł więc na najbliższym fotelu. -Napijemy się herbaty na rozluźnienie? - Zaproponował Florze lustrując wzrokiem dostępne opcje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 296
  Liczba postów : 351
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Moderator




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptySro 29 Kwi - 3:10;

Fora była bardzo specyficzną dziewczyną – jej nietuzinkowe, przesadnie dobre podejście do świata zawsze wzbudzało zaskoczenie, niestety częściej zakrawając na głupotę niż szlachetność. Miała olbrzymie pokłady wiary w drugiego człowieka, starała się akceptować każdego, wierząc, że należy żyć tak, aby i inni mieli swobodną możliwość. Nie oceniała, a gdy czuła potrzebę przeproszenia, zwyczajnie to robiła. Chociaż zaprzeczał – sądziła, że swoim sposobem bycia oraz reakcją mogła go do tego sprowokować, a na nadmiar złego, wcale nie udało się jej powstrzymać Lennoxa przed spowodowaniem u Felixa wstrząsu mózgu. Zacisnęła usta, kręcąc głową.
- Nie dość dobrze. - odparła uparcie, całkiem głośno i pewnie, jak na siebie. Uciekła zaraz wzrokiem, wbijając go we własne buty, pozwalając sobie na zaczerpnięcie głębszego oddechu, który chłodem przemknął przez jej drobne, rozgrzane emocjami ciało. Wciąż serce waliło niczym oszalałe w piersi, a każde kolejne słowo, które ślizgon wypowiadał – malowało się jakimś grymasem niezadowolenia. Nic by się nie stało, gdyby oberwała przypadkiem, bo przecież nie byłaby to wina żadnego z nich. Otwierała już usta, żeby coś powiedzieć, jednak spomiędzy warg nie uciekło żadne słowo, które mógłby usłyszeć. Przesunęła błękitnymi ślepiami po jego twarzy, widząc to zmieszanie i konsternacje. Zakrzewski zawsze wzbudzał wiele kontrowersyjnych przemyśleń, zdążyła się do tego przyzwyczaić, jednak tak na dobrą sprawę, to nikt nie próbował go lepiej poznać. Oceniali go przez pryzmat większych lub mniejszych błędów, zapominając, że każde takie zachowanie miało swój powód. Tak samo, jak Solberg miał powód, aby postąpić tak, a nie inaczej i dlatego pewnie nie miała mu niczego za złe. To nie było tak, że broniła Lennoxa bez powodu – wierzyła, chyba że skoro byli w jednym domu, to mogli się dogadać. Roztrząsanie tego, co już się wydarzyło i doszukiwanie się osobny mniej lub bardziej winnej nie miało żadnego sensu. Rozluźniła zaciśnięte w piąstki dłonie, czując mrowienie w palcach i pieczenie po wbitym wcześniej w skórę szkle. - Naprawdę, to nie jest ani Twoja wina, ani jego. Gdybym zachowała się inaczej, nic złego by Ci się nie stało.
Dodała jeszcze ze wzruszeniem ramion cichutko, przymykając na chwilę oczy. Trudno było jej przemówić do głowy, gdy już zdążyła się na coś uprzeć. Widząc bladość Felixa – jego drżące wargi, błyszczące oczy, zarumienione od bezradności i pretensji uszy, nie mogła go przecież zostawić samego. Zignorować. Niezależnie czy ten list okazałby się prawdą, czy kłamstwem, to był przecież drugim człowiekiem, który potrzebował pomocy. Nie potrzebowała niczego innego, aby zrobić krok do przodu. Objęła go, głaszcząc po włosach, wpatrując się w milczeniu w przestrzeń i tuląc do piersi, niczym młodszego brata. Pokręciła głową na jego słowa, dłonią przesuwając po jego karku i szyi, łapiąc za podbródek i z olbrzymim zawstydzeniem na policzku, zadzierając mu głowę do góry tak, aby na nią spojrzał. Przez chwilę nawet zerknęła mu w oczy, znów kręcąc głową. - Przestań. Już dobrze, puść to w niepamięć. Ludzie popełniają błędy, to nic złego.
Odwróciła spojrzenie, kciukiem zbierając mu jeszcze łzy z policzków, gdy wstawał, po czym cofnęła dłonie, robiąc krok w tył, chwilę przechodząc — ze stopy na stopę, próbując się uspokoić. Nie wytrzymała jednak długo bez swoich nerwowych tików, więc ręka wystrzeliła do góry, łapiąc za kolczyk i tym samym nie zauważyła nawet, że usiadł, co uznałaby za mądrą decyzję, zważywszy na to, że kolorem przypominał mugolską kredę. Gdy wspomniał o herbacie, odetchnęła i kiwnęła głową. - Tak. Jaki chcesz smak? Przygotuję.
Oznajmiła cicho, znów nieśmiało, bo chociaż wyjaśnili sobie tak wiele, wciąż pozostawała tą samą niezdarną i pełną zawstydzenia puchonką, która zapominała słów i ich znaczenia w obliczu nowych znajomości. Sięgnęła filiżanki, zagotowując wodę i przesunęła spojrzeniem po dostępnych smakach. Żałowała, że nie przyniosła ciastek. Cisza pomiędzy nimi była znacznie lżejsza, niż ta, która snuła się po wnętrzu pomieszczenia chwilę po tym, jak Martellówna tu przyszła. Co będzie dalej? Jak miała go traktować? Chociaż jej otoczona brązowymi kosmykami włosów, śniada buzia, nie zdradzała niczego, cały czas się zastanawiała.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem
Galeony : 534
  Liczba postów : 1563
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptyPon 4 Maj - 4:50;

Zaczynał widzieć, że ta dyskusja donikąd ich nie zaprowadzi. Flora była przekonana, że w jakiś sposób zawiniła, mimo że nie miało to najmniejszego sensu. Do tego Max też nie miał zamiaru odpuścić i przyznać, że dziewczyna ma rację. Za bardzo winny się czuł. Nie potrafiłby zwalić na nią całej winy i odpowiedzialności. Przecież puchonka chciała tylko w spokoju upiec ciastka. To on tam wparował robiąc awanturę, zamiast spokojnie z nią porozmawiać.
-Zrobiłaś co mogłaś. Odtrąciłem Cię, pamiętasz? - Felix pamiętał to aż za dobrze. Nienawistne spojrzenie utkwione w Lennoxie i spanikowana dziewczyna próbująca go opatrzyć. Jej blada skóra, drżące ręce i mokre od łez oczy... Solberg jeszcze długo nie zapomni obrazków z tego wydarzenia. Miał momenty, gdzie oglądał ten dzień scena po scenie, jak w kalejdoskopie. Był wtedy poirytowany i lepiej było trzymać się od niego z daleka. Miał nadzieję, że dzięki dzisiejszemu spotkaniu z Florą, te chwile ustaną. Że w końcu będzie mógł spać...
Gdy tuliła go do swojej piersi czuł, jak się uspokaja. Miała w sobie tę kojącą moc. Jak ktokolwiek mógł się na nią gniewać. Jak można było zaatakować tak ciepłą osobę. Głowa Maxa pękała od tych wszystkich myśli i wrażeń. Najchętniej wyszedłby z herbacianego raju i skierował się prosto do swojej skrytki z alkoholem. Lub do osób, które mogły mu zapewnić mocniejsze używki. Tak bardzo nie dawał sobie rady z emocjami. W takich chwilach najchętniej wyłączyłby wszystkie uczucia i pozbył się swojego człowieczeństwa, by choć na chwilę przestać czuć. Miał 16 lat i chciał czuć się jak dziecko, którym przecież jeszcze był, a nie użerać się z milionem problemów, z którymi nie jeden dorosły nie wiedziałby co zrobić. Życie jednak miało wobec niego widocznie inne plany.
Udało mu się w końcu na tyle uspokoić, by atmosfera lekko się rozluźniła. Spojrzał na półki, na których można było znaleźć ogrom rodzajów herbaty. Sam nie za bardzo znał się na tym napitku. Dużo częściej pijał kawę, dlatego też postanowił zdecydować się na coś bezpiecznego.
-Jest tu może biała herbata? Może być czysta jeżeli nie ma smakowych. - Ze wszystkich herbat chyba ten rodzaj smakował mu najbardziej. Do tego działał na Maxa kojąco. Obserwował Florę, która krzątała się wokół czajnika i filiżanek. Nie wiedział, co powinien powiedzieć. Jak przejść od czegoś takiego do normalnej rozmowy?
-Dostałem wezwanie do gabinetu Profesor Dear. - Przyznał w końcu.Skoro już tu byli i rozmawiali, chciał jak najbardziej wszystko wyjaśnić. Mogła to być jego jedyna okazja. Nie wiedział jeszcze co powie nowej opiekunce Slytherinu. Wszystko tak naprawdę zależało od pytań, jakie miała mu zadać.
-Wezmę to na siebie. - Powiedział po chwili milczenia. -Wiem, że próbowałaś zgarnąć całą winę na siebie, ale naprawdę myślałaś, że Ci uwierzą? Flora, dlaczego to zrobiłaś? - Spytał spokojnie przenosząc wzrok na jej sarnie oczy. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzyły, że Martellówna była w stanie go tak urządzić. Niesamowicie dziwiło go, że próbowała w tak jawny sposób oszukać Perpetuę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 296
  Liczba postów : 351
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Moderator




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptySro 6 Maj - 16:45;

Była uparta jak osioł i to czasem w najmniej odpowiednich momentach. Nie mogła wybaczyć sobie, że pozwoliła Lennoxowi tak potraktować Felixa i widocznie odciągała go zbyt słabo, nie zdając sobie jednak sprawy, że Zakrzewski był typem chłopaka, który jak już doznawał adrenalinowego zastrzyku połączonego z nutą agresji, zwyczajnie był nie do powstrzymania, brnąc często na ślepo do przodu. Jego poczucie winy nie było tu potrzebne. Zdawała sobie sprawę – nie raz słyszała właściwie od osób, które niezbyt przykładnie ją traktowały, że postawa, jaką sobą reprezentuje, może być błędnie odbierania i zamiast wyciszać, dodatkowo prowokować. W nerwach i emocjach, które tamtego dnia targały młodszym ślizgonem, a przede wszystkim w ich podłożu, które przecież pierwotnie było jakąś oazą i ucieczką, to wcale się nie dziwiła, że sprawy przybrały taki, a nie inny obrót. Nawet jeśli chciał ją uderzyć, to przecież tego nie zrobił, ostatecznie krzywdząc znów siebie, poprzez atakowanie ściany. A te były znacznie silniejsze od ludzkich pięści.
- Wygląda na to, że po prostu zareagowałam za słabo. Nic dziwnego, że mnie odtrąciłeś, miałeś ku temu powód. Nie znaczy to jednak, że nie powinnam była naciskać.
Wytłumaczyła cicho, czując, jak dłonie ponownie zaciskają się jej w pięści. Bezradność była takim uczuciem, który chyba każdy najmniej lubił, a ją często prześladowało. Drobne gabaryty, brak pewności siebie czy umiejętności przebicia się przez tłum sprawiał, że nawet jeśli chciała, niewiele mogła zrobić. Nikt nie traktował jej poważnie. Przed oczyma zatańczyły jej makabryczne obrazy po raz kolejny – krew, rozsypana mąka, strącony kubek, miała wrażenie, że w ustach znów poczuła metaliczny smak krwi. Po ciele przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz, sprawiający, że na chwilę zacisnęła powieki. Nie on jeden miał problemy ze snem. To, że został doprowadzony do takiego stanu i ona nic z tym nie zrobiła..
Nie mogła go zostawić już nigdy więcej. Czuła się poniekąd odpowiedzialna i chociaż nie lubiła dotyku, naruszania przestrzeni osobistej przez innych ludzi, tuliła go do piersi z niesamowitą łagodnością. Miała wrażenie, że gest, który tak często za dzieciaka dawała Viktorowi, był tym, czego i Felix potrzebował. Dłonią głaskała go po plecach, wbijając spojrzenie w ścianę, nie mogąc znieść tego, jak drżał i jak smutno błyszczały jego oczy. Przygryzła dolną wargę, wciąż nucąc piosenkę. Był tylko nastolatkiem. Mama Flory zmarła, gdy ta była dość młodziutka, a ojciec kompletnie się rozsypał. Musiała szybko dorosnąć, aby pomóc ciotce w zajmowaniu się domem oraz młodszym bratem, bo przecież kobieta poza niańczeniem ich, miała również swoje życie. Wiedziała, że nie jest w stanie, ale poniekąd chciała młodemu zastąpić mamę, której twarzy mógł już pewnie nie pamiętać, gdyby nie chwile utrwalone na magicznych fotografiach. Niezależnie od tego, czy ten list był prawdziwy i czy chłopak był synem jej ojca, nie mogła go zostawić. Nie był niczemu winny. Bała się tego, jak przekształci się jej relacja z ojcem, bo Martellówna mogła wybaczyć wszystko, ale nie zdradę i przede wszystkim tego, że porzuciłby własne dziecko, bo miał ją. Zabrał ślizgonowi to, co przecież mu się należało. A brak wiedzy o jego istnieniu nie byłby żadną wymówką. Konfrontacja musiała nadejść, ale nie potrafiła nawet o tym myśleć. - Już dobrze, naprawdę. Nie jestem na Ciebie zła, przestań się obwiniać.
Odetchnęła, gdy wspomniał o herbacie i kiwnęła głową, kierując się w stronę czajników. Półki uginały się od rozmaitych mieszanek, jednak zanim zabrała się za poszukiwanie wybranego przez niego rodzaju, nastawiła wodę i przygotowała dwie, obszerne filiżanki. Nie mogła pogodzić się z myślą, że nie upiekła ciastek, jednak nie była w stanie wchodzić jeszcze do kuchni.
- A jaki owoc byś chciał? Mam tu z maliną lub granatem. - zapytała już nieco łagodniej, bez drżenia głosu, który wcześniej wypełniała niepewność. Atmosfera faktycznie się rozluźniła. Gdy wybrał, nasypała po dwie lub trzy łyżeczki do każdego naczynia, wybierając odpowiednią puszkę. Stała przy czajniku, stukając palcami o blat stolika, nie zajmując jeszcze fotela. Trochę zbladła, gdy wspomniał o wezwaniu przez ich nową opiekunkę, przygryzając dolną wargę w zaniepokojeniu. Wolałaby, żeby to wszystko było na nią. Obydwaj mieli już dość kłopotów i problemów za uszami.
- To nie w porządku. Możemy coś wymyślić, uwierzą w końcu, że to byłam ja! - odparła, odwracając się przodem do niego ze zmarszczonym nieco nosem, uparcie wbijając w niego niebieskie ślepia. Na jego pytanie westchnął, bezradnie wzruszając ramionami. Zajęła miejsce na podłokietniku jego siedziska, wpatrując się w czajnik, który lada moment miał oznajmić wesołym gwizdem, że woda jest gotowa. - Bo tak byłoby najlepiej. Dlaczego nie? Skoro może to wam pomóc. Nie chcę, żebyś ani Ty, ani Lenny miał kłopoty.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem
Galeony : 534
  Liczba postów : 1563
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptyPią 8 Maj - 4:38;

Nie wyobrażał sobie, żeby Flora była w stanie powstrzymać ich wtedy. Musiałaby chyba użyć magii, bo bez tego zostałaby najzwyczajniej w świecie zmiażdżona lub zignorowana. Żaden ze ślizgonów nie myślał zbyt logicznie, a Max to już na pewno. Jakby Lennox stał tam z piłą tarczową i groził, że go przetnie na pół, i tak by się na tę piłę rzucił. Sam nie rozumiał, dlaczego milczenie Flory tak go wtedy złościło. Przecież niczym go nie prowokowała, a jego gniew z każdą sekundą rósł coraz bardziej. Może dlatego, że miał wrażenie, iż cała ta sytuacja nie obchodzi jej, a przecież powinna jakoś zareagować. Felix zapewne oczekiwał, że dziewczyna tak samo popadnie w gniew.
-Dobrze wiesz, że to by nic nie dało. Nie obwiniam Cię i Ty też nie powinnaś. W tamtej chwili to była sprawa między mną, a nim. - Jej upartość wywoływała w nim smutek. Nie chciał, by niepotrzebnie zwalała na siebie odpowiedzialność za czyny innych. Szczególnie, że praktycznie była tylko niewinnym świadkiem całego zdarzenia. Próbowała poprawić sytuację, ale została odtrącona i na tym jej rola się kończyła. Nie prowokowała żadnego z nich, nie namawiała do dalszej agresji. Nic z tych rzeczy. Dlatego też Max nie widział i nie rozumiał jej toku myślenia. Zobaczył, jak zaciska piąstki i  zamyka oczy. Nie wiedział, czy była świadoma, że jej ciało się trzęsie. Delikatnie chwycił jej dłoń.
-Wszystko w porządku? - Nie wiedział, jak bardzo to wszystko na nią wpłynęło i jakie chwilowe powroty do tamtego dnia ją nawiedzały. Może powinien był wysłać jej flakonik eliksiru uspokajającego. Zanotował sobie w myślach, żeby na pewno to zrobić. Prawdę mówiąc, sam wiele by skorzystał gdyby go zażył. Nie wiedział, jak wielki szok zafundował dziewczynie, ale zdawał sobie sprawę jak niedojrzale podszedł do tak delikatnego tematu. Sam pewnie też by nie uwierzył, gdyby ktoś rzucił mu takim listem w twarz. O takich rzeczach się nie powinno krzyczeć. Niestety, człowiek mądry po szkodzie. Gdyby myślał tak wtedy, nie staliby tu dzisiaj debatując, kto jest bardziej lub mniej winny. Kiwnął tylko głową, gdy wspomniała, że nie jest na niego zła. To była tylko jedna skreślona z listy emocja. Nie oznaczało to, że nie ma do niego żalu, czy że nie zranił jej dość mocno swoim zachowaniem.
-Granat. Zdecydowanie granat. - Uśmiechnął się do niej lekko. Z ulgą przyjął zmianę nastroju jaki między nimi panował. Nie było idealnie, ale było lepiej. Dużo lepiej. Jednak zrzucenia kamienia z serca jest wspaniałym uczuciem. Mimo, że zazwyczaj jest to bardzo trudne dla obydwu stron.
Max ponownie się spiął, gdy zauważył zmartwienie na twarzy Flory wywołane jego wyznaniem o liście Dear. Dla niego nie było to nic wielkiego. Zasłużył sobie na karę i takowej się spodziewał. Jak widać, jednak puchonka dużo bardziej się tym przejęła. Nie mógł się lekko nie zaśmiać na jej reakcję. Nie wyobrażał sobie, jak bardzo naiwna musiałaby być osoba, która uwierzyłaby w winę Flory.
-To nie przejdzie, wiesz o tym. - Gdy usiadła na podłokietniku jego fotela, delikatnie położył jej rękę na plecach w uspokajającym geście. Wiedział, ze chciała dobrze, ale w tej sytuacji nie mogła nic już zdziałać.
-Słuchaj, doceniam, że się martwisz i nie mam pojęcia, jak Ci się kiedykolwiek odwdzięczę, ale naprawdę jestem w stanie odpowiedzieć za własną głupotę. - Robiło mu się miło na sercu, gdy słyszał jej słowa, ale nie mógł pozwolić, by dziewczyna była niesłusznie oskarżona.  
-Chyba dość dobrze znacie się z Lennym? - Nie mógł się powstrzymać od zadania tego pytania. Położył lekki nacisk na jego imię, a raczej wersję, której używała Flora. Mogło zabrzmieć to nieco bardziej gorzko niż planował, ale był ciekaw relacji, jaką ta dwójka miała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 296
  Liczba postów : 351
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Moderator




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptyWto 19 Maj - 21:34;

Nie była fanką przemocy, niezależnie czy miała ona podłoże psychiczne, fizyczne czy magiczne. Uważała, że konflikty nie prowadzą do niczego, a żadna wojna w gniewie i nienawiści nie została wygrana, bo wtedy popełnia się najwięcej błędów. Obydwoje mieli w oczach szał tamtego popołudnia. Ich tęczówki lśniły adrenaliną, złością, chęcią wyżycia się. Wiedziała, że ktoś tak mały i słaby, jak ona – nie mógł nic zrobić, a jednak chciała próbować, musiała próbować. Pewnie dlatego targały nią wyrzuty sumienia. Felix jej nie znał, nie mógł wiedzieć, że ona niezwykle rzadko okazywała te najsilniejsze emocje, nie potrafiąc znaleźć dla nich ujścia i jednocześnie nie chcąc sprawiać problemu. Milczenie było jej najskuteczniejszą linią obrony, podobnie jak wyuczona, kamienna i spokojna twarz. Obchodziły ją jego słowa. Czuła strach, niepewność, zwątpienie, rozczarowanie, ale i współczucie, bo był w znacznie gorszym położeniu, niż ona. Flora nie wiedziała wtedy, co mogła dla niego zrobić i co powiedzieć, żeby poczuł się lepiej. Teraz też nie była pewna, ale bez amoku było łatwiej.
- Więc nie obwiniaj siebie, to może ja przestanę ze sobą Felix. Nie możemy jednak udawać, że nic się nie stało. Ta sprawa dotyczyła mnie w takim samym stopniu, jak Ciebie czy Lennoxa. - odparła wciąż z upartością w głosie, wzruszając ramionami i posyłając mu pociągłe spojrzenie błękitnych tęczówek. Nie byłoby tej całej sytuacji, gdyby nie ona i ta reakcja, więc dlaczego spodziewał się, że puchonka odpuści? Bezsilność była tym z czym radziła sobie zdecydowanie najsłabiej. Przed oczyma ciągle pojawiały się obrazy obijanego przez Zakrzewskiego, Solberga i ten nieszczęsny, lecący kubek, który podobnie, jak ona – robił się na małe kawałki. Pewnie sama się trochę na to wszystko nakręcała, ale nie mogła nic z tym zrobić. Daleko jej było od ideału. Gdy złapał jej dłoń, poczuła, jak przyjemne ciepło rozchodzi się jej po ciele. Zacisnęła palce na jego własnych, kiwając głową z łagodnym uśmiechem. Nie zauważyła, jak się trzęsie, zbyt pogrążona roztrząsaniem tego, co przecież się już wydarzyło i czego powinna się już pozbyć. Przyglądała się chwilę twarzy chłopaka, mimowolnie szukając podobieństw, których w blasku wpadającego przez wysokie okna słońca, widziała coraz więcej. Podobny kształt buzi, kolor oczu, a nawet i odcień tęczówek. Nie zwróciła uwagi, jak raz jeszcze zacisnęła jego dłoń, zanim skierowała się w stronę imbryków. Herbata była doskonałym pomysłem.
- Dobrze. - złapała za wskazaną przez niego mieszankę, nasypując do dwóch filiżanek. Musiała przyznać, że tutejsza kolekcja porcelany była niezwykle urokliwa. Flora wszystko przygotowała, podając mu napar i siadając obok niego – właściwie to nawet na tym samym fotelu, ze zmartwioną miną. Nie chciała, żeby miał kłopoty. Przez to, że opiekowała się młodszym bratem od tylu lat, miała silnie rozwinięty instynkt opiekuńczy oraz poczucie odpowiedzialności względem drugiego człowieka. Felix nie wyglądał jednak na zadowolonego, ani też przekonanego do jej wersji wydarzeń. Ruchem dłoni zgarnęła brązowy kosmyk włosów za ucho, nie ruszając się, nawet gdy dłoń chłopaka dotknęła jej pleców. Na chwilę nadmuchała policzki z niezadowoleniem, przenosząc na niego wzrok.
- Dlaczego nie? Przecież mogę kłamać. Ty ciągle pakujesz się w jakieś kłopoty, o Lennoxie nie wspomnę. Jeszcze was wyrzucą. - zauważyła, a brew jej drgnęła nieco ku górze. Wyciągnęła rękę, łapiąc za filiżankę i przysuwając ją do siebie. Delikatny aromat uderzył w nozdrza, wywołując uśmiech. Zrobiło się jej lżej od samego zapachu i ciepło rozbiegające się po ciele od trzymanego naczynia. - Nie musisz mi się odwdzięczać. Nie przeszkadza mi oberwanie ten jeden raz, zwłaszcza że się należy.
Wzruszyła ramionami, pozwalając sobie na posłanie mu delikatnego uśmiechu. Zwilżyła usta, czując smak granatu. Miał rację, doskonała herbata, chociaż wciąż zbyt ciepła, aby cieszyć się dużymi łykami. Na jego pytanie zastygła w bezruchu, wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Czy ona dobrze się znała z Lennoxem? Nie miała pojęcia. Zacisnęła usta, stukając paznokciami w porcelanę. Odwróciła głowę w jego stronę, patrząc mu w oczy, czując, jak się rumieni. - Lenny jest... Jest trudny i pełen niespodzianek, ale to dobry chłopak, jeśli pamiętasz o szacunku do jego wolności i niezależności. Ah i jeśli niczego od niego nie wymagasz, po prostu przyjmujesz. Nie jestem pewna, czy go dobrze znam. Dlaczego pytasz?
Odparła cicho z delikatnym mruknięciem zamyślenia przy końcu, jakby wciąż zastanawiała się nad poprawną odpowiedzią. Nikt wcześniej nie pytał o jej relacje z Zakrzewskim ani o jej myśli na temat jego osoby. Poprawiła się, upijając łyka. Przymknęła oczy, czując fale gorąca w przełyku, chociaż wcale jej nie przeszkadzała. Była przyzwyczajona do niezwykle ostrych potraw, więc gorące jedzenie czy picie nie robiło na niej wrażenia.

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem
Galeony : 534
  Liczba postów : 1563
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8




Gracz




Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 EmptyPon 8 Cze - 4:33;

Prawda. Felix nie znał Flory i to był jeden z większych problemów. Przez spokój, jaki dziewczyna zachowywała, Solberg nie wiedział co w tamtej chwili działo się w jej głowie. Jedyne, do czego był dopuszczony to mowa jej ciała, która szybko z niedowierzania przeszła w lęk przed jego reakcją. Potrzebował jednak wtedy rozmowy, chociaż nie zdawał sobie wtedy z tego sprawy.
Przemoc nigdy nie była jego pierwszym wyborem przy rozwiązywaniu problemów, ale nie uciekał od niej. Jeżeli zachodziła potrzeba wchodził w sam środek walki i trwał w niej do końca. Nie był to przejaw ani mądrości ani dojrzałości, ale Max był przecież jeszcze dzieckiem. Starał się podchodzić do niektórych spraw bardziej poważnie, ale tamtego dnia nie poradził sobie z emocjami.
-Oczywiście, że nie możemy. Stało się i trzeba się z tym pogodzić, ale proszę nie wmawiaj mi, że to dotyczy Zakrzewskiego w tym samym stopniu. Znalazł się tam przypadkiem. Nie powinno go tam wcale być. - Flora miała rację. Zaprzeczanie, że w kuchni doszło do tego wszystkiego nie miało sensu. Solberg nie mógł jednak zgodzić się z dodaniem do tego równania Lennoxa. Koleś nawet nie wiedział, dlaczego ta cała sytuacja miała miejsce. Z punktu widzenia Maxa po prostu wyczuł okazję do obicia komuś mordy i z niej skorzystał.
Obydwoje obwiniali złe osoby, a nawet gdyby, to robili to zbyt prędko. Powinni przede wszystkim patrzeć w stronę swoich rodziców, bo to oni byli tak naprawdę winni całej tej sytuacji. Trzeba było wyjaśnić otrzymany przez Maxa list jak najprędzej, bo bez potwierdzenia, ani zaprzeczenia tej historii, cała ta awantura nie miała sensu.
Jej obecność i dotyk dłoni był dla niego kojący. Mimo tak krótkiej relacji, jaka ich łączyła potrafił dostrzec ogromne serce puchonki i jej troskę. Nawet jeżeli nią nie była, Flora zdecydowanie sprawiała, że Max czuł się jakby był w towarzystwie rodziny. Ślizgon nie potrafił teraz analizować podobieństw ani różnic między nimi. Zamiast tego szukał na jej buzi emocji i wskazówek, co ma zrobić i powiedzieć, jak może naprawić to wszystko, co sprawiło, że teraz tutaj stali.
Gdy Flora wzięła się za szykowanie herbaty, umysł Solberga wciąż pracował na najwyższych obrotach. Mimo, że jego ciało już się uspokoiło,jego myśli nadal były porozrzucane i nie potrafił skleić z nich odpowiedniego obrazka. Nienawidził być w takiej sytuacji. Wziął podaną przez nią filiżankę i upił łyk gorącego napoju. Uwielbiał to uczucie, gdy wrzątek spotykał jego wargi. Nie rozumiał ludzi, którzy musieli najpierw ochłodzić napój, by następnie dopiero go wypić. Gdy Flora ponownie się odezwała, odłożył naczynie na stół i spojrzał na nią z niedowierzaniem.
-Naprawdę? Ty poważnie uważasz, że to przejdzie? Sama mówisz, ja ciągle się w coś pakuje. Jeżeli wezmę to na siebie przynajmniej zabrzmi to jakkolwiek wiarygodnie. - Trochę bawiła go wiara Flory we własne słowa. Nie potrafił wyobrazić sobie, że w tej sytuacji to on uznałby za ofiarę całego zdarzenia, a ona za jego sprawcę.
-Nie wyrzucą mnie za jedną bójkę. Jakby tak było już dawno zakończyłbym swoją edukację. O mnie się naprawdę nie martw. - Sam czasami dziwił się, jakim cudem jeszcze wpuszczają go na teren zamku, ale nie miał zamiaru na tę chwilę narzekać. W końcu to dzięki szkole miał okazję poznać tyle zajebistych osób i przeżyć tyle ciekawych historii.
Przemilczał jej stwierdzenie pt: "Należy mi się". Pokręcił po prostu z rezygnacją głową i westchnął lekko. Widać uparci byli obydwoje tak samo i zdecydowanie równie trudno było przekonać ich do innej racji.
Patrzył jak zastyga na pytanie o Lennoxie, a na jej policzki wyszedł rumieniec. Czyżby zadał niewłaściwe pytanie? Może temat był delikatny, a on niechcący go poruszył? Nim jednak zdążył jakkolwiek zareagować, Flora postanowiła udzielić mu odpowiedzi.
-Trochę dużo tych "jeśli". - Mruknął. To, co mówiła o Lennoxie wcale nie poprawiało obrazu ślizgona w oczach chłopaka. Wręcz przeciwnie, Zakrzewski brzmiał jak ktoś, od kogo Max zdecydowanie wolał trzymać się z daleka.
-Po tym opisie wnioskuję, że na pewno lepiej niż ja. - Dorzucił jeszcze nim ponownie sięgnął po swoją filiżankę.
-Chyba powinniśmy już się zbierać. Mam nadzieję, że następne nasze spotkania będą już tylko lepsze. - Powiedział w końcu, gdy obydwoje opróżnili swoje porcelanowe filiżanki. Na pożegnanie obdarował Florę buziakiem w policzek i obydwoje rozeszli się w swoje strony. Solberg cieszył się, że dali radę choć trochę wyjaśnić całe zdarzenie i miał nadzieję, że już niedługo dowiedzą się całej prawdy na temat tego, kim są.


//zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Herbaciany Raj - Page 14 QzgSDG8








Herbaciany Raj - Page 14 Empty


PisanieHerbaciany Raj - Page 14 Empty Re: Herbaciany Raj  Herbaciany Raj - Page 14 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Herbaciany Raj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 14Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Herbaciany Raj - Page 14 KQ4EsqR :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
-