Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Korytarz w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty24/05/11, 11:57 am;

First topic message reminder :


Korytarz w lochach

Zimny kamienny tunel będącą główną arterią  biegnący przez tą głęboko położoną część zamku. Po bokach znajdują się liczne składziki i opuszczone stare klasy, oraz laboratoria. Odbiegające w bok mniejsze korytarze ciągną się niby wąż pod zamkiem skrywając liczne mroczne sekrety ukryte w podziemiach szkoły. Chłód i brak światła prócz nielicznych widmowych pochodni rzucających słabe, blade światło, powoduje dreszcz u większości osób przemierzających te zakamarki.


Krążyłem jak wilk szukając ukrytych komnat kuzyna po lochach. Z moich informacji zajmował on właśnie tą część podziemi przemieniając ją na swoje prywatne komnaty i pracownie. Niezależnie jednak jak się starałem nie potrafiłem zbliżyć się do jego komnat. Silne zaklęcie ochronne blokowało drogę tak iż ilekroć podchodziłem już do jego drzwi traciłem na ułamek sekundy zmysły , odzyskując je kilka metrów od wejścia. Sfrustrowany usiadłem na przeciw zaczarowanych drzwi opierając się o ścianę naprzeciwko. Skoncentrowałem się walcząc z zaklęciem które powoli wgryzało się w mój umysł starałem się zobaczyć wreszcie wyraźnie ukryte drzwi. Mimo jednak moich wysiłków już po chwili gapiłem się dosłownie na kamienną ścianę obok miast na upatrzony świadomie punkt.
Opanowałem złość i odetchnąłem głębiej. Nie pozostało nic innego jak poczekać i napisać wie około godziny wstałem i ruszyłem do wyjścia. list...

Czekałem długo lecz mimo moich pokojowych zamiarów ściana milczała uparcie . Po upływie godziny wstałem i ruszyłem na górę. Gdyby chciał otworzyć już by to zrobił. Ten stary głupiec sam na siebie ściąga zgubę , prawiąc o Honorze a sam nie rozumiejąc jego kanonów... Nic postanowiłem załatwić to po staremu ... Po chwili moje kroki niosły się już po korytarzu szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Merlin Faleroy

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty02/04/14, 07:17 pm;

Cóż nie da się ukryć, że nigdy nie będzie taka idealna jak Merlin! Ha! Nikt nie będzie! Oczywiście oprócz tych co mają więcej genu niż on. Ale lepiej mu w ogóle nie przypominać, że jest piękny, bo jeszcze się załamie, skoro jego zdaniem to ogromne przekleństwo. I faktycznie odniósł niezłe wrażenie, a propo niej! Co prawda nie był wcale podniecony wizją dziewczyn, które przy nim tracą mowę, ale żadna jeszcze nie składała mu takich ciekawych ofert jak Winter!
Dobra, ostatnio Mandy jest zajęta jakimś chłopakiem, który ją leje, więc niestety Faleroy po raz kolejny musiał rozstać się z dziewczyną, z którą w sumie nie był tak praktycznie, po słowie. Zdradziecka kobieta z taj MMS była, dlatego równie dobrze Teixeira mogłaby być jej kochanką, a i tak nie przejąłby się tym! No, ale zostawmy już Saunders w spokoju, nich tam się leje ze swoim wytatuowanym pajacem dalej. Cudownie, tylko nie wiem czy Merl miałby ochotę ją rozpijać. Znaczy, no jasne ale w ostateczności. Nie lubił pijanych kobiet, jeśli on nie był pijany. Chyba, że one nie chcą go na trzeźwo tylko po pijaku. Ale to co innego, nieliczne, głupie przypadki. Okej, Faleroy nie miał nic przeciwko gwałcenia go aparatem, ani pewnie niczym innych szczególnie przez Winter. Słodka z niej dziewczyna, naprawdę. Szczególnie, że wciąż był przekonany, że to jakaś urocza puchonka, skoro zupełnie jej nie kojarzył.
- To ja też się nie rozbiorę – powiedział od razu równie obruszony, wzruszając ramionami. Nie to nie, bez łaski! Nie będzie sam stał nagi w lochach, po cóż mu to do szczęścia? Faleroy w ogóle nie był głodny sztuki, tylko pewnie bardziej tego drugiego po tak długim wyczerpującym chorowaniu w łóżku. I ona też miała wszystko co potrzebował! A przynajmniej tak zakładał, patrząc na nią w ubraniu. I prawdopodobnie ciapa Merlin nie potrafiłby odebrać nawet jej aparatu. Zmrużył oczy słysząc jej wypowiedź, która zupełnie nie zazębiała się z poprzednią.
- To po co próbowałaś mnie całkiem niesprytnie namówić porównując do tchórza? – zapytał wzruszając ramionami. Był już zirytowany rozmową kiedy usłyszał kategoryczną odmową na rozbieranie się i gdyby nie fakt, że zaciekawiła go odrobinę już dawno poszedłby dalej, ocierając się o ścianę. Poczekał aż dziewczyna wygrzebie coś z torebki wzdychając co chwilę ze zniecierpliwieniem. Spojrzał na pierwsze zdjęcie odrobinę beznamiętnie, bo on naprawdę nie znał się na robieniu zdjęć. I zakładał, że niewiele można powiedzieć po tlko dwóch.
- Mandy?- zapytał ze zdziwieniem w tym samym momencie co Winter powiedziała Scarlett. Mruknął coś w stylu „a Scarlett”, przypominając sobie o drugiej bliźniaczce i kiwając powoli głową. Wysłuchał jej historii stosunkowo rozbawiony jej nagłym odbieganiem od tematu. Na jej dalsze zapewnienia machnął w końcu ręką.
- Dobra zrobię to, ale musisz… Zapłacić mi czy coś w tym stylu! Tylko może jak będę w trochę lepszym stanie. Póki co właśnie wróciłem ze Skrzydła Szpitalnego. Jestem Faleroy ze Slytherinu, a ty? – zgodził się szybko na koniec przedstawiając się, bo zorientował się, że dziewczyna po prostu nie kojarzy go, a on jej tym bardziej, bo jest tutaj bardzo krótko A nawet jak była to akurat w momencie kiedy sam Merl nie był w stanie poznawać innych osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Noemie Leila Edervan

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 54
  Liczba postów : 51
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8354-noemie-leila-edervan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8364-emeth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8365-blizej-blizej-prosto-w-jej-sidla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8363-noemie-leila-edervan
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty13/05/14, 02:08 pm;

Podziemia. Zimne, wilgotne, rozświetlane przez migotliwe światło pochodni - podziemia. Niezbadane i tajemnicze. Idealne miejsce, żeby uciec, skryć się przed wścibskimi spojrzeniami reszty uczniów.
Noemie jednak nie próbowała się ukrywać - szukała czegoś. Czego? To był jej słodki sekret i niech tak pozostanie. Grunt, że wiele można się dowiedzieć od innych mieszkanek Slytherinu, a Edervan lubiła poznawać sekrety innych ludzi. Dzięki nim, można było nimi manipulować. Delikatnie, bez zbyt wielkich ingerencji - bo po co mieliby się zorientować? Grzebiąc w jednej z wnęk, chyba już dziesiątej z rzędu, rzucała przekleństwa pod nosem.
- Cholera jasna! - Zmarszczyła nos, przeglądając kupę rupieci. Nareszcie znalazła to, co chciała. - Ufff... - odetchnęła wreszcie. Z pomocą różdżki oczyściła rękawy swojej czarnej koszuli, z paskudnych pajęczyn i kurzu. Książkę, którą wyciągnęła, również wyczyściła, bo przecież nie będzie z takim brudactwem paskudnym łaziła po szkole!
Oprócz koszuli, założyła na siebie tego dnia również granatową spódniczkę w kratę i czarne balerinki. Jej włosy spływały falami na ramiona, w kilku miejscach wciąż wisiały na nich fragmenty pajęczyny. Jej mina wskazywała, że nie jest zbyt zachwycona.
Dopiero teraz spostrzegła, że nie jest tutaj sama. Maddie? Tak się nazywała ta ślizgonka? Była całkiem porządna. Miała czystą krew i chyba gardziła mugolami... No i pochodziła z DOBREJ rodziny.
- Mad? Co Ty tutaj robisz?! - To pytanie było strasznie bezsensowne. Dziewczyna mogła równie dobrze spytać ją o to samo. Na szczęście Edervan szybko zdała sobie z tego sprawę, więc nieco się poprawiła. - Mam nadzieję, że mnie nie śledzisz? - Zmrużyła nieco oczy, rzucając koleżance drapieżne spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maddie Alvord

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 19
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8369-maddie-alvord#235712
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8371-mad#235733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8372-mad#235734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8370-maddie-alvord#235717
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty13/05/14, 08:29 pm;

Szła szybkim krokiem przez lochy. Ubrana od góry do dołu w czerń była niemal niewidoczna w nikłym świetle pochodni. Zaczynała się już niecierpliwić; szukała odpowiedniego, spokojnego miejsca do uwarzenia eliksiru, którego recepturę podesłała jej matka tego ranka. Nie czuła potrzeby dzielenia się tym ze światem, ale jak na złość wszędzie albo ktoś był, albo z kolei nie było nikogo co najmniej od stu lat, a ona nie wyobrażała sobie poświęcania czasu i energii na sprzątanie takiego brudu.
W pewnej chwili zwolniła, słysząc jakby znajomy głos. Podeszła bliżej i zatrzymała się, patrząc na dziewczynę. Była zniesmaczona wyglądem tamtej - dla niej coś takiego stanowiło ujmę na honorze i nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek mogłaby choć przez sekundę tak wyglądać. Ale cóż, może nie wszyscy mają takie standardy.
Skrzywiła się, słysząc zdrobnienie swojego imienia. Nie przypominała sobie, żeby przeszły w taką zażyłość. Ledwo kojarzyła, jak się poznały - na którymś z bankietów przedstawiono ją Edervanom jako dumę jej rodziców i ta dziewczyna też tam była. Możliwe, że to było nawet u nich, ale bez znaczenia. Grunt, że zamieniły ze sobą kilka słów. Pamiętała, że tamtą - Noemie, zdaje się - fascynowała władza i miała wysokie aspiracje w tym kierunku. Cóż, to całkiem niezły początek. Ale „Mad”? Nie, na zbyt wiele sobie pozwala.
- Maddison, jeśli pozwolisz. I oczywiście, że cię nie śledzę, nie widzę ku temu powodów. Niemniej to intrygujące, co tu robisz… w takim stanie. - Obrzuciła pogardliwym spojrzeniem brudne włosy Noemie.
Niemal rozbawił ją pomysł, że mogłaby śledzić starszą Ślizgonkę. Zwykle nie zwracała na nią najmniejszej uwagi, więc nie miała pojęcia, co musiałoby się stać, żeby jej zainteresowanie tak drastycznie wzrosło. Poza tym śledzenie jej mogłoby zostać źle odebrane, mogłoby skomplikować rzeczy, które są dobre takie, jakie są. Wiedziała, że rodzina tamtej należy do takich, których dobrze mieć po swojej stronie - głupotą byłoby to rujnować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Noemie Leila Edervan

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 54
  Liczba postów : 51
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8354-noemie-leila-edervan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8364-emeth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8365-blizej-blizej-prosto-w-jej-sidla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8363-noemie-leila-edervan
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty13/05/14, 10:12 pm;

No cóż. Niektóre rzeczy niestety trzeba zrobić WŁASNORĘCZNIE i nie można wysłać w tym celu żadnego domowego skrzata (szczególnie, jak się takowego przy sobie nie ma, a te z Hogwartu zdawały się Noemie nie lubić - całkiem nie wiedzieć czemu!), ani otępiałego z zauroczenia adoratora, który mógłby wszystko spaprać.
O nie! Mogła liczyć w niektórych sprawach tylko na siebie. Czasami trzeba było niestety pobrudzić sobie ręce. Od czego była magia? Oczywiście, że nie zamierzała się pokazywać reszcie szkoły W TAKIM STANIE. Jeśli Maddison wydawało się, że jest inaczej, to najwyraźniej naprawdę niewiele wiedziała o Edervan.
- To nie Twój interes. - Zadarła delikatnie nosek do góry, sugerując, że ma swoje powody, których nie zamierza zdradzać pierwszej lepszej osobie, która na nią wpada. Książkę schowała szybko do torby i postanowiła milczeć na jej temat. Z pomocą różdżki pozbyła się większości pajęczyn, które wplotły się w jej włosy. - Tak się składa MADDISON, że nie zawsze da się wszystko załatwić nie brudząc sobie rąk. Kiedyś może się tego nauczysz. - Zmarszczyła brwi. Te wszystkie teatralne gesty i drobne nieuprzejmości były tylko próbą charakterów. Noemie zdawała sobie sprawę, że nie powinna obrażać Alvord, ale jednocześnie nie miała zamiaru silić się na zbędne uprzejmości. Mogła zgrywać jej dobrą koleżankę, ale nie osiągnie tego, będąc uległą i przyjacielską. To by wzbudziło w ślizgonce tylko pogardę.
Musiała jeszcze wybadać jej charakter i reakcje. Nie znała nikogo, z kim Mad mogłaby się spotykać, kolegować... nic! Tak jakby ta dziewczyna, przez sześć lat nauki w Hogwarcie była tylko cieniem, przemykającym korytarzami w taki sposób, żeby nie rzucać się za bardzo w oczy. Pod tym względem bardzo się różniły.
Nie zabrała ze sobą lusterka i nie była pewna, czy pozbyła się całego kurzu. Liczyła może na jakąś inicjatywę ze strony Alvord, no halo? To chyba nie boli?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maddie Alvord

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 19
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8369-maddie-alvord#235712
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8371-mad#235733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8372-mad#235734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8370-maddie-alvord#235717
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty14/05/14, 08:46 pm;

Oczywiście nie sądziła, że panna Edervan mogłaby pozwolić komukolwiek oglądać się w takim stanie. Niemniej liczył się fakt - wyglądała jak jakiś, pożal się boże, mugolak. No cóż, może i nawet najlepszym się zdarza.
- Oczywiście, że nie mój. Nie twierdzę przecież, że jest inaczej. - Rzecz jasna nie umknął jej uwadze szybki ruch dziewczyny. Zdaje się, że chowała jakąś książkę... Cóż, godne zapamiętania, niewykluczone, że kiedyś się przyda. - Ja się absolutnie nie muszę tego uczyć. Za to ty może kiedyś odkryjesz sposób na czyste załatwianie spraw. Będę szczerze trzymać za ciebie kciuki. - w jej głosie nie dało się nie wyczuć nutki złośliwości. To oczywiście nie znaczy, że miała na myśli coś złego, ale dobra próba sił nie jest zła. W sumie powinna pomyśleć, czy znajomość z nią nie przyniosłaby przypadkiem jakichś korzyści. Co prawda ich rodziny już się znały i szanowały, ale zacieśnienie tego typu więzi raczej na złe nikomu nie wyjdzie.
- Pozwól, że ja się tym zajmę - powiedziała lekko pobłażliwym tonem i wyciągnęła różdżkę. Szybko poradziła sobie z resztą brudu. - Od razu lepiej. W końcu sama rozumiesz, gdyby ktoś nas tu zobaczył... Generalnie ci, którzy mi towarzyszą, muszą przedstawiać pewien poziom - uśmiechnęła się lekko.

także ten, takie moje szybsze odpisywanie... wybacz  Embarassed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Noemie Leila Edervan

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 54
  Liczba postów : 51
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8354-noemie-leila-edervan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8364-emeth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8365-blizej-blizej-prosto-w-jej-sidla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8363-noemie-leila-edervan
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty15/05/14, 11:39 pm;

Wzajemnie panno Alvord. Wzajemnie.
Wymiany złośliwości czy uprzejmości, komplementy, pogaduchy o niczym, radosne uśmiechy, czy tajemnicze, pociągające, przedłużone spojrzenia - to wszystko wchodziło w repertuar zdolności Noemie.
W gruncie nie była znowu taka zła, jakby się wydawało, po prostu miała swoje ambicje i wymagania. Może i Maddie "dobierała" sobie znajomych, ale przez to wyrobiła sobie opinię niedostępnej dziwaczki. Edervan normalnie pewnie nie pomyślałaby nawet o tym, żeby próbować nawiązać z nią kontakt, ale znając jej koneksje i pochodzenie, nie powinna jej lekceważyć. Czy mogłaby sobie z nią pograć? Lepiej chyba nie. Nie bała się jej i jej wpływów, ale raczej rodziny, która mogłaby być co najmniej NIEZADOWOLONA z takiego obrotu sprawy, gdyby wściekła Alvord spróbowała coś namieszać.
- Dzięki. - Suche, pozbawione emocji stwierdzenie. Tak bardzo w jej stylu. Jak wszystko z resztą. - I vice versa. - Zmierzyła swoją towarzyszkę wzrokiem. Nie wiedziała, co o niej ma sądzić. Kąśliwe uwagi z jednej strony ją irytowały, ale z drugiej - zdradzały siłę charakteru. Może warto byłoby dać jej jakąś szansę? Może powinna spróbować jakoś się do niej zbliżyć. Nieświadomie zmrużyła lekko oczy, wpatrując się w ślizgonkę. - Masz zamiar jeszcze coś tutaj robić? Czy idziesz już do pokoju wspólnego?

luźno, mi też trochę zajęło xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Adrien Goldenvild

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty04/06/14, 08:32 pm;

Lochy? Szczerze powiedziawszy to nie było ulubione miejsce pana Goldenvilda, mimo iż spędził w nich siedem lat mieszkając będąc wychowankiem Salazara Slytherina to nie miał z nim doskonałych wspomnień. Bo niby jakie? Dainę? Jego była, do tej pory chłopak dziwnie się czuje jak tylko o niej pomyśli, czyżby nadal coś do niej czuł? Zniknęła, kompletnie nie wiedzial gdzie i w jakim celu, ale nigdzie nie mógł jej znaleźć. Mimo iż bardzo by chciała go unikać to na szkolnych korytarzach by się przecież spotkali czy na lekcjach dla studentów, bo na pewno na nie chodzi, chyba że właśnie wybrała się na studia całkowicie gdzie indziej i chyba to było najprawdopodobniejsze. Ale nie miał zamiaru się tym przejmować, Daina można powiedzieć że była jego kumpelą w tym momencie. Na pewno nie wyrzuciłby jej za drzwi jakby się tylko pojawiła w jego mieszkaniu, bo niby dlaczego? Nie gardził nią, a nawet wręcz przeciwnie. Chętnie zamienilby z nią kilka słów, no ale niestety było to na ten moment po prostu nie możliwe. A co robił w tym momencie w lochach? Być może chciał się jeszcze poczuć tak jak to pierwszy raz przechodził przez te korytarze. A zazwyczaj wiele osób tutaj nie bylo tylko Ci co przechodzili i zaraz znikali dlatego mógł być w samotności, bo co jak co, ale właśnie to mu ostatnio bardzo doskwierało. Może również chciał spotkać się z siostrą, która również była wychowankiem domu Salazara i mieszkała nadal za kamienną ścianą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katherine Russeau

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Galeony : 302
  Liczba postów : 1880
http://czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau
https://www.czarodzieje.org/t18720-katherine-russeau-dziennik
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty04/06/14, 09:13 pm;

Katherine właśnie miała zamiar udać się do dormitorium, ale coś ją powstrzymało. Wcześniej udało jej się skombinować apaszkę Nadii w kolorze błękitu. Teraz miała ją przewiązaną przez szyję bo coś ostatnio zaczęło ją boleć gardło, a ona nie chciała podrażnić sobie jeszcze bardziej strun głosowych niż to było przewidziane. Miała już specjalny antybiotyk, który otrzymała w skrzydle szpitalnym i zamierzała go stosować tak długo aż gardło przestanie ją boleć. Dziś rano jeszcze wyprostowała sobie włosy bo planowała wbić się na trening Quidditcha do swojej ukochanej siostrzyczki. Także teraz ubrana na sportowo, w niebieskiej apaszce na szyi, nie mając na sobie żadnych kolorków świadczących o tym, że należy do domu Salazara zmierzała korytarzem, wraz z miotłą w ręku. Minęła chłopaka, który należał do jej domu, bo w pierwszej chwili nie zwróciła na niego uwagi po chwili jednak cofnęła się i zatrzymała w miejscu.
-Cześć, czekasz na kogoś? - zapytała grając odrobinę nieśmiały charakter. Dostrzegła jednak, że chłopak stoi w miejscu, więc wyraźnie musiał tutaj stać nie bez powodu prawda? No właśnie. Poprawiła proste ciemne włosy, które ładnie opadały jej na plecy. Przełożyła swoją miotłę z jednej ręki do drugiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Adrien Goldenvild

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty05/06/14, 09:55 am;

Sam nie wiedział czy czeka tutaj na kogoś czy nie. Bo na Nadię to jednak mógłby czekać kilka pięter wyżej przed wieżą Ravenclaw'u niżeli tutaj w lochach, bo jedynie puchonów i ślizgonów mógł tutaj spotkać nikogo poza tym. No nic, po prostu stęsknił się odrobinę za tym miejscem i liczył na rozmowę ze swoją siostrą, być może właśnie dlatego się tutaj znalazł.
Przez dłuższą chwilę przyglądał się obrazom na ścianie. Poruszające się i dość niemiłe w stosunku do innych. Wszystkie te obrazy w szkole były jakieś dziwne, denerwowały go. Raz nawet ściągnął jeden i powiesił go odwrotnie, bo jakaś piękna pani z tego obrazu nie dawała mu spokoju. Dziwna była i tyle. Chętnie chciał wejść do pokoju wspólnego ślizgonów, ale tam już dawno nie był od kiedy skończył Hogwart jako zwykły uczeń nie dopytywał się o hasło i teraz nie ma pojęcia jakie tak na prawdę jest.
Nagle ni z tego ni z owego przy jego boku pojawila się znana mu postać. Nadia? Lochy? A może to Kath? Ale nie... Miała swoją apaszkę i nie przypominała w ogóle wyglądem Kath, poza tym miała przy sobie miotłę, a Nadia mówiła, że ma dzisiaj trening. Był z niej dumny, że została kapitanem, on sam kiedyś grał w drużynie domowej, ale z tego zrezygnował. W lataniu na miotle był dobry, przecież wygrał konkurs.
- Szczerze powiedziawszy nie wiem... Ale chyba na Ciebie czekałem, tylko dziwne, że jesteś w lochach, co tutaj robisz? - zapytał. Z braku czegokolwiek w ręku zakosił jej miotłę i zaczął ją obracać w palcach dość dobrze jej się przyglądając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katherine Russeau

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Galeony : 302
  Liczba postów : 1880
http://czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau
https://www.czarodzieje.org/t18720-katherine-russeau-dziennik
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty05/06/14, 12:39 pm;

-Dziwne jest to, że czekałeś na mnie- powiedziała siląc się na delikatny i niezobowiązujący uśmiech. Zapytał się jej co robi tutaj w lochach i nagle Katherine zapaliła się lampeczka nad głową, widoczna tylko dla niej samej. Czyli ten chłopak myślał, że ona to Nadia? Niedoczekanie, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Poprawiła apaszkę.
-Przepraszam, mam delikatne problemy z gardłem. Idę na trening, ale byłam jeszcze w kuchni. Robiliśmy świetne smocze naleśniki, a potem sałatkę "Uśmiech Kudłonia", naprawdę przepyszne zajęcia- powiedziała spokojnym głosem, obserwowała uważnie chłopaka a potem sama przyjrzała się obrazom na ścianie.
-Zimno tutaj. Przyjdziesz na trening? Muszę trenować, chcę być lepszą od siostry- zapytała się mając nadzieję, że chłopak przyjdzie popatrzeć jak ona lata. Chłopak bardzo się jej podobał, a ona gdy chciała potrafiła być bardzo miłą osobą. Zwłaszcza teraz można było dostrzec jaka jest przyjazna.
-Kapitan, marzenie każdego gracza- uśmiechnęła się na myśl o tym. Nie powiedziala mu wprost, ze jest kapitanem wiec nikogo nie oklamala.
-No ale dobra, powiedz mi, dlaczego na mnie czekałeś? Coś się stało?- zapytała patrząc na niego z lekkim niepokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Adrien Goldenvild

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty05/06/14, 05:07 pm;

Dziwne, no bardzo dziwne. Dziwiło go to, że Nadia pojawiła się w lochach, no ale cóż... Może podobnie jak on poszukiwala swojej siostry, w końcu z tego co pamięta to Kath była ślizgonką, chyba że z jego pamięcią jest już na prawdę bardzo źle. Ale nie wydawało mu się.
Dziewczyny były na prawdę bardzo podobne do siebie, wręcz nie bylo między nimi kompletnie żadnej różnicy, więc skąd on mógł wiedzieć, że ta to ta? Nawet bardzo podobne głosy mają, ale być może kiedyś będzie je w jakiś sposób rozróżniał.
- Dziwne..? - zapytał. Zachowywala się na początku bardzo dziwnie.
- No i czemu nie zabrałaś ze sobą żadnego? Chętnie bym spróbował Twoich wypieków. - mruknął do niej i uśmiechnął się. Ha, jeszcze mu się nie zdarzyło żeby ktokolwiek inny niż jego matka i siostra dla niego gotował. Czułby się wtedy na prawdę doskonale.
- Na pewno jesteś lepsza... - powiedział do niej i podszedł do niej jeszcze bliżej zdejmując swoją skurzaną kurtkę i okrywając nią dziewczynę. Pocałował ją w czoło.
- Już lepiej? - zapytał patrząc jej prosto w oczy. Była doskonałą aktorką, albo ślizgon był za mało spostrzegawczy.
- Czy ja wiem? Sam byłem obrońcą w Slytherinie i jakoś po jakimś czasie mi się to znudzilo. Kapitanem bym na pewno nie chciał być, za duża odpowiedzialność jak dla mnie. - powiedzial do niej. Na prawdę nie chciałby, no ale cóż.
- Nie... przecież wiesz, że jakbym na prawdę Ciebie szukał to wybrałbym się na wieżę Ravenclawu, a nie tutaj. Mialem nadzieję spotkać tutaj Gabi, no ale nigdzie jej nie ma... - pokiwal lekko głową. Gdzie ona się podziewała? Szkoda, że kontakt rodzeństwa się na prawdę kruszy, ale nic na to nie poradzi. Moze dziewczyna czuje się jakoś osaczona? W końcu cały czas miał ją wcześniej na oku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katherine Russeau

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : kolczyk w języku i pępku, blizna na dłoni od noża, tatuaż jaszczurka na łydce
Galeony : 302
  Liczba postów : 1880
http://czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau
https://www.czarodzieje.org/t18720-katherine-russeau-dziennik
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty05/06/14, 05:23 pm;

Kurczę to wszystko zaczynało się po trochu komplikować. Katherine jednakże była świetną aktorką i nigdy się od razu nie poddawała.
-czasem ciężko mi się dogadać z siostrą ale to dobra przyjaciółka, nawet jeśli jest w Slytherinie. Warto być z nią w dobrych kontaktach- powiedziała spokojnym tonem. Opatuliła się kurtką podarowaną przez chłopaka. Nawet udało jej się zaczerwienić, gdy pocałował ją w czoło.
-co do naleśników. Mam talent po babci. Będziemy gotować smoczy gulasz to przyniosę ci trochę, obiecuję- powiedziała, dopiero gdy wspomniał o wieży Ravenclaw, postanowiła się wycofać.
-drużyna slytherinu jest silna. Muszę lecieć, przyjdź na trening, albo po treningu. Dotrzymasz mi otuchy. Boję się, że jak będzie tam moja siostra to będzie mi ciężko- poprosiła po czym przytuliła go i nie czekając na jego reakcję, uciekła z miotła w ręku. Nadia miała mieć trening a ona musiała tam być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nadia B. Russeau

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8439-nadia-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8446-salazar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8445-nadia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8444-nadia-russeau
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty05/06/14, 09:10 pm;

Do rozpoczęcia treningu miała jeszcze sporo czasu, więc postanowiła oderwać myśli i spotkać się z siostrą, a potem ruszyć na boisko. Ubrana już na sportowo z torbą przewieszaną przez ramię ruszyła w stronę lochów. Głowę ciągle zaprzątał jej quidditich, więc niezbyt uważała na drogę. Na szczęście uczniów gdzieś ze szkoły wywiało, a przynajmniej nie kręcili się w okolicach lochów. Raz wpadła na jakiegoś trzecioklasistę, który zaraz szybko ją przeprosił i uciekł. Czyżby była aż tak straszna? A może pomylił ją z Kath? Bardzo możliwe, bo w sumie nie miała na sobie szaty, a włosy związała w kitkę. Ech, jak ci ludzie mogli ciągle je myśleć, przecież się różniły.
Kiedy wreszcie dotarła do lochów i przemierzała korytarz po raz pierwszy trafiła na przeszkodę. I to nie byle jaką przeszkodę. Wpadła bowiem na Adriena Goldenvilda, studenta i wychowanka domu Salazara. Cóż, dało się z nim porozmawiać i nawet dobrze się rozmawiało, jeżeli już nadarzyła się okazja.
Z Kath musiała się gdzieś minąć, więc Krukonka nie miała pojęcia, że bliźniaczki już nie ma w Pokoju Wspólnym.
- Dawno się nie widzieliśmy – mruknęła spoglądając na chłopaka. Na szczęście nie był aż tak wysoki i nie musiała zadzierać wysoko głowy, jak miało to miejsce w czasie rozmów z co poniektórymi kolegami. A ona przecież nie była niska! Po prostu na świecie jest wielu wielkoludów, a najwięcej w Hogwarcie chyba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Adrien Goldenvild

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty05/06/14, 10:31 pm;

I właśnie tego najbardziej zazdrościł dziewczynom, że miały ze sobą dobry kontakt. Adrien mimo iż miał swoją siostrę nie mógł do niej dotrzeć, stała się na prawdę innym człowiekiem, bardziej ślizgonowatym niż on był, a robił na prawdę wiele złych rzeczy za młodu, a ona starała się mu dorównać i zrobiła to z namiastką. No trudno. Nie miał zamiaru dalej ingerować w jej życie. Jest prawie dorosłą czarownicą i nic nie mógł na to poradzić. Rodzice niby byli z niej dumni, bardziej niż z niego, bo sami byli ślizgonami, są za ciemną stroną mocy, a on starał się właśnie z niej jak najszybciej się wydostać i to mu się udało, na całe szczęście. Ale na pewno nie żałował tego, że był wychowankiem Salazara Slytherina, bo swoje tutaj przeżył i były to bardzo dobre wspomnienia. Przecież nie zawsze ślizgoni muszą być źli i podli i on właśnie do takich należał.
A więc to wcale nie była Nadia. Chyba będzie musiał z nią porozmawiać, ażeby dała mu jakieś znaki jak to będzie ona. Chyba nie tylko on miał problem w odróżnieniu ich, przynajmniej miał taką nadzieję.
- Na razie... - jedynie tyle zdołał powiedzieć wśród jej monologów. Uciekła, zwiała. Ehh... Adrien jednak nie miał zamiaru się poddawać w poszukiwaniu swojej siostry, ale zamiast niej pojawiła się druga bliźniaczka.
- Szybko się przebrałaś, chyba że to Ty Nadia... - mruknął przyglądając jej się coraz to bardziej. Kompletnie nie miał pojęcia czy to Kath robi sobie z niej jakieś żarty czy faktycznie jest tutaj teraz przy nim krukonka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nadia B. Russeau

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8439-nadia-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8446-salazar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8445-nadia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8444-nadia-russeau
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty06/06/14, 01:46 pm;

Dogadywały się, ale nie od początku tak było. Przez pierwsze lata w Hogwarcie ich kontakt był po prostu nijaki. Owszem, rozmawiały ze sobą, ale Nadia starała się unikać siostry, bo miała do niej żal. Teraz jest dobrze, chociaż młodsza Russeau nadal nie ma do końca zaufania do siostry. Zresztą co się dziwić, jej bliźniaczką jest Kath… Nadia jest specyficzną osobą, ale Kath jest specyficzna do kwadratu.
O, to jest niezły pomysł! Trzeba po ustalać jakieś znaki, ale tak żeby Kath się nie zorientowała. Muszą się więc w parę osób zebrać i to omówić, albo trzeba się spytać Brandona jak je rozpoznaje za każdym razem.
Spojrzała na niego pytająco. Jak przebrała? Toż ubrała się na sportowo już dawno w sumie. Zdecydowanie jej się to nie podobało.
- Goldenvild, nawet ty nas mylisz? – spytała i pokręciła ze zrezygnowaniem głową. Tak, domyśliła się, że musiał się wcześniej spotkać z Kath… Miej tu człowieku bliźniaczkę, same kłopoty są. Gdyby nie fakt, że imię na czole wygląda dość nieestetycznie i uznano by ją za jakąś wariatkę, to już dawno napisałaby sobie na czole imię. Chociaż może i to by nie pomogło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Adrien Goldenvild

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty09/06/14, 09:42 am;

Adrien bezgranicznie wierzył swojej siostrze, wierzył jak i ufał. Mógł jej powiedzieć dosłownie wszystko. Mógł, ale teraz jest już inaczej. Nie rozmawiają często, wręcz praktycznie w ogóle. W domu się nie widują, bo już nie spędza żadnego czasu w domu rodzinnym, za to jego siostra owszem. Może to właśnie jego rodzice nastawili ją przeciwko niemu? Nie wierzył w to, ponieważ zawsze rodzice im powtarzali, żeby się trzymali razem, a żeby starszy Goldenvild trzymał rękę na swojej siostrze i ją prowadził. I tak było przez pierwsze lata w Hogwarcie, bo sama nawet oczekiwała tego, ażeby braciszek jej pomagał i w ogóle, a teraz jest w siódmej klasie i co? Nie potrzebuje jego pomocy, przecież to już jest ostatnia klasa i OWUTemy się zbliżają. Jednak sama doskonale wiedziała co robi, o jej naukę się nie przejmował, bo doskonale wiedział, że jego siostra do nauki podchodzi bardzo poważnie i na pewno nie oleje tych egzaminów. Sam doskonale pamiętał jak dużo się do tego uczyl, ale na szczęście udało mu się i to nawet dobre wyniki miał.
- No co ja mam zrobić? Przecież jesteście identyczne, a Katherine wcale nie przykuwała olbrzymiej wagi czy to Ty czy ona. - powiedziała. Jej siostra jest na prawdę bardzo dobrą aktorką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlotte d'Avignon

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8714-charlotte-d-avignon#246112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8715-niezbyt-inteligentna-sowa-szarloty
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8716-charlottowe-love#246140
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty22/06/14, 10:51 pm;

Była wkurwiona. Nie, o Charlotte nie można powiedzieć, że była uosobieniem spokoju – zwłaszcza teraz, gdy wszystko jej niemal z rąk wypadało, jak pieprzone karty do durnia, czy innej gry, na którą zajawkę mieli szczeniaccy studenci, coraz to chętniej zapominając o egzaminach, czy innych dziadostwach jakie zorganizowało grono pedagogiczne. Szarlota miała jeszcze jeden problem, trzymanie nerwów na wodzy sprawiało jej kurewski problem, dlatego też wolała czasem aż nazbyt pokrzyczeć, powyklinać cały świat i wszelkie możliwe szambo jakie ją otaczało, a mimo to – nie odnajdywała spokoju. Zatem jeśli ten kutas myślał, że mu odpuści to co zrobił, to był w błędzie, bo przecież Charlotte pomimo tego, że była jego przyjaciółką dostawała pierdolca na myśl o innej pannie, która mogła się przy nim znaleźć. Teraz? Teraz nawet latanie nie pomagało, a skoro najwyższy kaliber, po który sięgała w ostateczności sprawiał, że jeszcze bardziej się denerwowała, niemal dostając szewskiej pasji, to lepiej, żeby ten Lowell miał się na baczności, w przeciwnym razie… d’Avignon zrobi sobie z jego jaj naszyjnik, albo zakonserwuje całe przyrodzenie w stanie „baczności”, co by jej jeszcze posłużyło.
Jednak właśnie teraz przelewała przez swoje myśli najgorsze określenia, które miały odzwierciedlenie jego osoby, którą chciała w tym momencie spotkać, by po prostu dać mu w ryj i rozkazać. Nie, nie poprosić. Zażądać. Rozkazać. Cokolwiek. Ale to właśnie by zrobiła, byleby skończył na jej oczach obłapiać tanie dziwki. Dlaczego on nigdy nie mógł jej zastępować dziewczynami, które choć w minimalnym stopniu mogą dorównać Charlotte? Pewnie dlatego, że żadna nie miała na tyle uroku osobistego czy pieniędzy by wyglądać jak chodzący milion galeonów. Jednak nie. Ten dupek Willis wolał ogarniać się z kimś, kto pachniał perfumami niczym z jakiegoś targu pcheł, albo coś w ten deseń.
I po całym korytarzu roznosiło się stukanie jej obcasów, które w tym momencie najchętniej pewnie wbiłaby w coś, co w jego przypadku jest kobietom potrzebne, ale żeby miał karę i nie mógł już tego używać – to zrobiłaby to z rozkoszą. Kastracja. Czy to karalne? Pewnie nie. Dlatego to przetestuje przy najbliższej okazji. I tak właśnie zaszła do korytarza, który niebawem pozwoli dotrzeć jej do dormitorium, ale zanim to się miało wydarzyć ujrzała jego twarz, i to jak obejmował jakąś ślizgonkę, której zapewne Charlotte nienawidzi. Co za tym idzie – podeszła do nich, chwytając chłopaka za przegub i lekko go pociągnęła w tył, zaraz potem obrzucając dziewczynę wrednym spojrzeniem.
-Wypierdalaj, niemal grzecznie proszę. – Rzuciła uroczo, wbijając w nią spojrzenie dwukolorowych tęczówek. Zaraz potem wzrok przeniosła na Willisa, gdy tylko tępa dziwka zniknęła, i nie ważne, że d’Avignon nie miała pojęcia kim to dziewczęcie jest. Skoro jednak sięgała po kogoś kto należy do Charlotte, musiała mieć kurewską odwagę. I w momencie gdy zrezygnowana przyszła partnerka łóżkowa chłopaka zniknęła, ślizgonka spojrzała na swojego eks, by zrobić mu zaraz krzywdę, bo przecież… Przesadzał. Coraz bardziej.
-Co Ty odpierdalasz? Mógłbyś chociaż lepszą dupę wybrać, a nie jakiś pierwszy lepszy strzał. Taki desperat z Ciebie?! Ja pierdolę, a mnie mówisz, że jestem desperatką, że daję się podrywać byle komu. – Wywróciła na swój charakterystyczny sposób oczami, a po chwili niemal zamienili się miejscami, i teraz to Charlotte brakowało raptem metra do ściany, ale nie ugnie się. Nie przed nim. Nie teraz, zwłaszcza że nie byli razem, bo udało im się już zerwać tysięczny raz w ciągu ostatni trzech miesięcy,
-Kurwa, dno Lowell. Dno. – Pokręciła przecząco głową, i nawet nie potrafiła skrywać swojej irytacji, która teraz sięgała zenitu, a sama myśl, że inna się przy nim kręciła sprawiała, że dziewczyna miała ochotę wymordować połowę, jak nie całą brać żeńskiego towarzystwa. Ciekawe kogo wtedy by ruchał, dupek…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Willis Lowell

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty24/06/14, 09:11 am;

Dzień jak co dzień. Momentami nawet i lepszy był dla Willisa niż inne. Nie miał już co narzekać, nie żeby robił to non stop. Każdemu zdarzało się od czasu do czasu wypowiedzieć kilka niechętnych słów w stosunku do reszty świata. Dzisiaj nie miał ku temu najmniejszego powodu. Zbliżał się koniec roku szkolnego. Wyczuwał już wakacje. Planów sprecyzowanych nie miał Willis, ale takie planowanie wszystkiego krok po kroku nie było dla niego. Używał sobie do woli i miał wyjeb… wszystko w głębokim poważaniu. Czuł, że nikt nie może mu zepsuć jego nastawienia i dobrego humoru. Bo po co miałby się w ogóle kimkolwiek przejmować. Nie rozumiał kiedy inni tak robili. Patrzyli na innych i od tego uzależniali swój nastrój. Dla Willisa nie miało to większego sensu.
Miał się jeszcze spotkać z jedną ślizgoneczką. Tak na koniec dnia i jego piękne zwieńczenie. Szkoda, że nie pomyślał wcześniej, aby od razu wciągnąć ją do jakiejś pustej klasy i zapieczętować drzwi zaklęciem. Nie mógł przewidzieć przyszłości. Nie miał takich zdolności, a nawet jeśli by takie posiadał to czy na pewno taką miał wizję. I tak się tego już nie dowie. Amber miała ślizgoneczka na imię. Albo jakoś inaczej. Willis był pewien, że zaczyna się ono na pierwszą literę alfabetu. Chociaż mógł się tutaj minąć troszkę z prawdą. Nie najważniejsze to było. Po co zaprzątać sobie głowę imionami. Można zawsze wybrnąć z sytuacji kiedy nie jest się pewnym. Te wszystkie słodkie słówka. Jest ich tyle, że Willis mógł dowoli nimi żonglować, wybierając te, które najbardziej ślizgoneczce odpowiadało. Jakieś zbereźne słówka szeptał jej na uszko. Nic innego nie mógł. Stukot obcasów to usłyszał, ale nie widział powodu dla którego miałby się nim przejmować. Sobie tylko byli ze ślizgoneczką na korytarzu i na dobrą sprawę jeszcze nic gorszącego nie robili. To jeszcze zależy co kto uważa za gorszące. Bo willisowe dłonie już błądziły pod materiałem jej bluzki, niemniej oboje w pełnym ubraniu pozostawali. Przyjemnie mu było. Bardzo. Do czasu, bo jednak dzień nie miał się okazać tak dobry jak na to się zapowiadało. Zainwestuje w szklaną kulę Willis, aby więcej nie doprowadzić do takiej sytuacji.
- Co do chuja?! - poczuł tylko jak ktoś go ciągnie za rękę. Oczywistym było, że mu się to nie spodobało. Oswobodził szybko rękę i dopiero jak usłyszał ten głos przeniósł wzrok na Charlotkę. Inaczej wszystkim za bardzo by się nie przejął i wrócił do szeptania zbereźnych słówek. Nim zdążył słowo powiedzieć ślizgoneczka zniknęła za rogiem. Smutek go powinien ogarnąć teraz ogromny, ale zamiast tego czuł tylko złość.
- Musisz mnie do chuja śledzić? Nie masz lepszych zajęć. I gdzie ty masz kurwa oczy. Zajebista z niej niunia była. Co ja odpierdalam? Kurwa! Zrozum. Zerwałem z tobą. Zostawiłem. Będę ruchać kogo mi się podoba, a jeżeli najdzie mnie taka ochota to i na tym pierdolonym korytarzu - na twoich oczach, żeby cię tylko bardziej wkurwić. Tego już nie dodał, w myślach tylko zadźwięczały mu te słowa i to do nich uśmiechnął się paskudnie, zaraz po tym jak zamienili się miejscami. Nie mógł być niej tak blisko. To zawsze kończyło się… Nigdy przy niej nic nie było pewne. Nie ufał samemu sobie Willis, kiedy Charlotta była w pobliżu. Działała na niego jak najgorszy narkotyk. Tępiła zmysły i pobudzała je. Oddziaływała mocno na Willisa, a teraz kiedy była blisko i mógł poczuć jej zapach, na powrót sobie nie ufał. Łatwiej było kiedy była daleko. Wtedy mógł sobie wiele obiecywać.
- Pierdole d'Avignon ruchałem ciebie, więc niżej już upaść nie można - w złości Willis mógł powiedzieć wiele. Za dużo i kłamstwa same, aby tylko zranić drugą osobę. Dla chorej satysfakcji. Nie myślał wtedy o swoich słowach, które dopiero jak sam usłyszał okazywały się tak podłe. Złapał zaraz Charlotkę za ręce i pociągnął je w górę i po chwili już przylgnął do niej całym swoim ciałem. Była blisko. Zdecydowanie za blisko. Wszystko teraz podwójnie na niego oddziaływało i nie umiał myśleć racjonalnie. W chwili kiedy tylko wypowiedział te słowa żałował ich, ale nie będzie ich teraz odwoływał. Miał siły Willisa na tyle, żeby nie mogła się Charlotka ruszyć. Co prawda po tych słowach można by pomyśleć, że nie chciał za nic jej towarzystwa, ale było zupełnie inaczej. To jej bliskość powodowała to wszystko. Słowa. Zachowanie. Myśli. Chciał ją mieć tylko dla siebie. I jednocześnie posłać ją daleko, aby tylko nie musieć jej więcej oglądać. Nikt nigdy nie wzbudzał w nim tylu emocji co ona. Nigdy. Nikt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlotte d'Avignon

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8714-charlotte-d-avignon#246112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8715-niezbyt-inteligentna-sowa-szarloty
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8716-charlottowe-love#246140
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty24/06/14, 10:49 pm;

W życiu to jest tak, że albo dajesz się ruchać, albo ruchasz. Wszystko zależy od tego co bardziej Ci się podoba. Jeżeli wybierasz opcje pierwszą to od samego początku stajesz na przegranej pozycji. Ludzie i życie będzie Cię dymać, wystarczy, że będą mieć na to ochotę. Zaraz potem wypniesz się po raz kolejny, i kolejny, i kolejny. Czy to jest dobre bądź właściwe? Cóż, niektórzy to lubią. Charlotte natomiast zawsze wybierała opcje ruchającej, by miała w rękach władzę, i by nigdy nie dala się zniewolić, czy jakkolwiek chcesz – możesz to nazwać. Ograniczenia i uwiązanie jej na łańcuchu, a na buźkę nałożenie kagańca, dokładnie tak samo nie pasuje, jak do Willisa. Dwa wulkany, które mogą eksplodować w czasie dla nikogo nieprzewidywalnym. Jedna iskra. Jedno odpalenie zapalniczki, by cała ta skrywana złość. To wszystko, co przelewa się z dnia na dzień we wnętrzu dwójki młodych istotek, nagle znalazło ujście do zewnątrz i zalało wszystkich, a potem? Potem po prostu trzeba zdać się na czas, by zarówno Lowell jak i d’Avignon potrafili poskładać już nie tylko swoje myśli, ale także umysły i dusze. Chociaż czy te ostatnie doprawdy posiadali? Bezczelne i wierutne kłamstwa. Jak was widzą, tak was piszą. Charlotte była kurwą. On dupcyngielem. Zabawne, niewiele ludziom potrzebne było do tego by stworzyć czyjś portret. Na ile jednak prawdziwy? Na tyle, na ile pozwolą się poznać tym godnym. Ślizgonka uważała kogokolwiek za właściwą personę, przed którą można się otworzyć? Pewnie tak. Nie poznasz jednak tego typu tajemnic, jeszcze będziesz zazdrosny, a przecież tajemnice i ucieranie sobie nosa nawzajem, daje wam najwięcej satysfakcji. Niepotrzebne wkurwienie zaostrza wszystko… Zdaj się na czas. Karty, które Charlotte będzie rozdawać zostaną dogłębnie przemyślane, byleby nie dać Ci tej satysfakcji. Bylebyś jej nie zdominował, chociaż… Może już to zrobiłeś?
I tak, o niej można powiedzieć, że przejawiała przeróżne zachowania, ale nigdy nie śledziła tego kolesia, chociażby przez wzgląd, że ta droga prowadziła do dormitorium, w którym mieszka. Czy miał zamiar bzykać tamtą w salonie wspólnym? No pozdro bracie, ale ten numer nie przejdzie, bo z pewnością kobieta taka jak d’Avignon wywołałaby szatańską pożogę, byleby dać Willisowi nauczkę. Chcesz wywołać piekło? Już je wywołałeś. Musisz teraz z tego czerpać i brać jak najwięcej, ale nie bądź tylko tym co bierze. Egoiści są kurewsko nudni.
-Śledzę Cię? Do reszty Ci się w tej czaszce popierdoliło? Fiut zastąpił Ci mózg? Spoko bracie, tylko jeśli rozpowiadasz wszystkim, że to Ty mnie rzuciłeś, to bardzo brzydko się zachowujesz. Dobrze wiemy oboje jak było, a kłamstwo ma krótkie nogi. Jesteś popierdolenie zazdrosnym typem, który zajebałby każdego za samo ulotne spojrzenie w moją stroną. Skoro tak bardzo chcesz bzykać ślizgonki, bo masz do nich słabość, to proszę bardzo, ale nie licz na to, że w jakikolwiek sposób będę przed Tobą uciekać, wręcz przeciwnie…wbiję Ci nóż w plecy jeśli zrobisz to z inną na moich oczach, a potem? Potem dźgnę Cię pięćdziesiąt pieprzonych razy, te słowa jednak zrodziły się w jej głowie, a z każdą kolejną myślą jej dwukolorowe tęczówki przejawiały dziwną iskierkę czegoś, co mogło być znane tylko jemu. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, nie mieli znaleźć się tak blisko. Nie miał prawa jej dotykać nie teraz, ale znów widziała to jak na nią patrzy, i pomimo że mógł kłamać, mataczyć i ją obrażać, to nadal pozostawała tą częścią jego wyobraźni, która sprawia, że puls w lewej nodze przyspiesza.
Zabolało.
-Skarbie, lepszy seks miałam sama ze sobą, zwłaszcza podczas tych nocach kiedy myślałeś, że mnie ostro zerżnąłeś. To zabawne, że tyle wspólnych chwil uważasz za upadek, bo jeśli Ty upadłeś nisko, to co ja mam kurwa powiedzieć? Sięgnęłam czegoś więcej niż dno, Willis? Odpowiedz sobie sam na to pytanie, bo widać muszę puszczać się z Twoimi kumplami żeby w końcu poczuć się kobietą, ale wiesz co…? – I choć zawiesiła głos, serce jej pękało na pół, że musiała tyle kłamstw z siebie wyrzucić. Jedynie wzrok, o ile go znał na tyle dobrze, mógł pokazać jak wiele nieprawdy było w każdym wypowiedzianym zdaniu. Widzi to? Lepiej, żeby kurwa zobaczył. Nagle, niespodziewanie lewą nogę przesunęła jednak nieznacznie ku górze, by opleść go na wysokości biodra, i przyciągnąć jeszcze bardziej do siebie, a potem ułożyła swe ciało w lekki łuk, by mocniej poczuł jej piersi na swoim torsie. Oddech stał się szybszy, głębszy, a jej usta rozchylały się w dość perwersyjny sposób.
-Miło, że nadal Cię podniecam…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Willis Lowell

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty25/06/14, 09:35 am;

Tak. Żałował Willis w takich chwilach, że nie ma tej szklanej kuli z której mógłby sobie wypatrzeć taki obrót sprawy. Co jak co, ale nie mógł przewidzieć tego, że Szarlotka na niego wpadnie. Tylko niech sobie nie myśli, że specjalnie się w lochach znalazł, aby tylko tak się stało. Nic z tego. Nie byli razem, więc… Nadrabiał stracony czas. Bo co jak co, ale on to Szarlotki nigdy nie zdradził. Nigdy. Bo… No właśnie. Coś było w niej takiego, że nie umiałby tego zrobić. Mógł ją ranić słowami. Powiedzieć jak teraz paskudne rzeczy, ale nigdy w taki sposób. Przez zdradę. Wiedział Willis, że wtedy nie mógłby na siebie spojrzeć. W lustrze, ani w ogóle. Czułby się gorzej niż podle. Okropnie. Wtedy to na pewno w jakimś stopniu dotknąłby dna. Quillan mógł gadać sobie ci chciał. W tej kwestii to bliźniaka nie słuchał. Nie było innej możliwości. A co do Szarlotki to sama sobie grabiła. Pojawiała się w takich momentach. Znienacka. I jeszcze robiła mu awanturę. Jakby byli razem! A nie byli. Nie teraz. Bo rozeszli się kolejny raz. Willis nie liczył który, bo to nie miało żadnego sensu. Rozchodzili się i schodzili. Bez niej nie mógł, ale z nią również ciężko było. Zazdrość. Miłość. Nienawiść. I wszystko inne wymieszane razem. Niewiele potrzeba było, aby z jednego stanu przejść do drugiego. Nie kiedy miało się do czynienia z nimi. Czasem przebywanie z nimi w jednym pomieszczeniu było niebezpieczne. Szczególnie kiedy zaczynali się kłócić. Rozsądek odchodził w zapomnienie. Chwila się liczyła. Moment. Zawsze trzeba było być górą. Ruchasz albo dajesz się ruchać. Tak właśnie było.
- A nie? Było kurwa iść dalej. Po chuj w ogóle się zatrzymywałaś? Kolejną scenę zazdrości mi zrobić! Jakby mi tego mało nie było przez ten czas kiedy byliśmy razem. Pojebało cię. Ja jestem popierdolenie zazdrosny? - teraz to już Willis nie mógł wytrzymać. Zaczął się śmiać jak salony, zważywszy na to w jakiej sytuacji teraz byli. Nawet nie można powiedzieć, że się znaleźli. Byli. Przez Szarlotkę, która nie mogła przejść obojętnie. Nie umiała zacisnąć pięści, zębów i pójść w dalej. W swoją stronę. Gdziekolwiek, aby tylko nie musieć ich oglądać. Patrzeć na niego. Willisa. Stał tam dobrych kilka chwil śmiejąc się w głos. Naprawdę go Szarlota rozbawiła. Bardzo. Tak bardzo, że brzuch go od tego intensywnego śmiania rozbolał. Nie mógł się opanować. A kiedy próbował i znów na nią patrzył to kolejny atak śmiech miał - Popatrz kurwa na siebie. I to mnie pojebało? Może nie dotarło to do Ciebie, ale razem to już nie jesteśmy. Wiesz. Koniec - powiedział kiedy już się uspokoił. Niby teraz już spokojnie mówił, ale w środku się w nim wszystko gotowało. Czuł. Wiedział, że jest za blisko. Ale tego chciał zawsze. Nie ważne czy byli razem, czy niekoniecznie. Właśnie, w takich chwilach pragnął tego jeszcze bardziej. Nie powie tego Willisa na głos. Za żadne skarby. Nie mógł. Nie umiał. Nie chciał.
- Szczególnie kiedy wiłaś się z jebanej rozkoszy i jęczałaś moje imię jak pojebana. Może i umiesz udawać różne rzeczy, ale tego to nawet ty byś nie zagrała. Któryś chciał cię tknąć? Dobre sobie… pierdole d'Avignon, my na tej samej planecie żyjemy? Któryś chciał cię ruchać? Bo jak dla mnie to sama musisz siebie teraz zadowalać - oczywiście, że mu się nie podobało co ona mówiła. Wkurwiał się bardziej z każdym jej słowem. Niebezpiecznie zbliżając do granicy, której nie chciał przekraczać. Za którą nic dobrego nie było. Nie mogła mu mówić, że jebała się z jego kumplami, a on to wszystko przyjmie jakby nic się stało. Nie ważne, że nie byli już razem. Bo nawet wtedy Szarlota była jego. Nie czuł się z tym wszystkim dobrze. Z tym co powiedział wcześniej i teraz. Jednak nie dawał tego po sobie poznać. Stał tam z obojętną miną. Pokazując jak bardzo ma wyjebane. Jak go już nic ona nie obchodzi. Jak… Za blisko. Za dużo. Jeszcze go prowokowała. Miał ochotę, na tyle rzeczy miał teraz ochotę. Trudno było tak stać i nie reagować w żaden sposób. Nie dać się sprowokować. Nie zacząć jej dotykać. Nie zacząć całować. Nie przelecieć jej na tym korytarzu.
Nachylił się nad nią. Był o wiele bliżej niż powinien. Omiótł oddechem jej szyję, a później zatrzymał się tak, aby milimetry dzieliły ich usta. Doprawdy musiał się wysilić, aby tak pozostało. Bez przekroczenia linii, którą sobie wyznaczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlotte d'Avignon

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8714-charlotte-d-avignon#246112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8715-niezbyt-inteligentna-sowa-szarloty
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8716-charlottowe-love#246140
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty25/06/14, 09:41 pm;

Życie jest o tyle skomplikowane, że sami nie potrafimy odgadnąć co jest dla nas dobre. Taplamy się w czymś, co dla wielu może być odrażające, ale my chcemy brnąć w tą abstrakcje, która nas kręci. Podnieca. Chcemy tego od czego się uzależniamy. Dlatego dajemy się ruchać osobom, na których nam zależy. Dla tego pozwalamy wszystkim, na to by funkcjonowali w naszym życiu. Bez względu na to jak bardzo nas ranią, krzywdzą. Bez względu na to, że mówią przykrości, które doprowadzają nas do łez. My to ignorujemy. Nie chcemy słuchać czyjś racji nawet kiedy są prawdziwe, bo przecież wiemy najlepiej. To my wiemy kiedy możemy powiedzieć dość. Fantazja. Uzależnienie. Uciekamy do tego, bo jest to niczym narkotyk, zatem pijmy i korzystajmy z tego wszyscy. W szczególności Ty i ona.
Oczywiście, że nie byli razem, bo nie mieli prawda egzystować w związku, który ich wypalał. Uciekali od tego jak tylko się dało, bo z każdym dniem stawali się dla siebie coraz bardziej toksyczni, a co za tym idzie – ucieczka była bezpieczniejsze, ale czy lepsza? Willis robił jej non stop awantury. Charlotte robiła awantury jemu i żadne nie potrafiło zaakceptować tego, że to koniec. Może owszem, nie jest to najlepsze, ani tym bardziej dobre, ale czy oni się liczyli z tym jakie to dla nich jest?
-Zamknij pysk, bo wkurwiasz mnie coraz bardziej, gdybym tylko mogła, zabiłabym Cię gołymi rękami. Nie rozumiesz, że z każdym dniem sprawiasz, że coraz bardziej Tobą gardzę, nienawidzę Cię i życzę Ci jak najgorzej? Ja pierdolę… Puść mnie! – Krzyknęła w końcu na tyle głośno, próbując się wyrwać, gdy jego śmiech roznosił się po korytarzu. Nie tolerowała momentu, w którym z niej szydził, prawdopodobnie jak każdy. To zabawne dość mocno, ale nie można na to nic poradzić, że pomimo iż robił z nią co chciał, ona nadal tkwiła przy nim. Jak gdyby nigdy nic. Dostawała policzek za policzek, próbując zapomnieć o każdej krzywdzie jaka ją spotkała z jego strony, bo przecież… Rozpamiętywanie tego, w końcu przyczyni się do prawdziwego uczucia nienawiści, a to było tylko wyimaginowaną ułudą, która nie mogła znaleźć ujścia, albo żyła w jej umyśle. Zabawne? Trochę, ale to jest d’Avignon, która przejawiała swoją postawą coś więcej niż tylko te jakże… Skrajne emocje.
-Wiesz co? Dobrze, że zerwaliśmy, bo to był najgorszy okres w moim życiu. Jesteś równie pojebany co Twój brat. Na Merlina. Modlę się byście spierdolili z tego Hogwartu jak najdalej, i żebym nie była na Was skazana. – Znów szarpnięcie, które mogło sugerować wszystko, ale sprawy przybrały zupełnie innego obrotu, a on stał nad wyraz… Za blisko. Nie wiedziała co robić. Serce waliło jak wściekłe. Oddech stawał się szybszy, a jej? Jej drżały dłonie, kolana się uginały pod ciężarem tego zajścia, bo przecież ani jedno ani drugie nie powinno chcieć tak wielkiej bliskości. Ona była dla nich toksyczna na tyle, że zaraz poleje się krew, oczywiście w metaforze. Wbijała w niego pytający wzrok, bo jeśli to wszystko co mówił, było prawdą to przybił gwóźdź do trumny, który z pewnością był także wyrokiem na uśmiercenie jakichkolwiek uczuć względem niego.
-Wiesz… Zadowolenie się własnymi palcami jest dużo lepsze niż to co potrafiłeś mi zaoferować. Jęczałam? Willis… Jak każda dziwka, którą ruchałeś, tylko wiesz co… Szkoda, że to przy mnie nauczyłeś się używać fiuta, bo nasze pierwsze razy to była najgorsza męczarnia, a teraz mnie puść… Skoro tak kurewsko się mną brzydzisz. – Jej głos stał się nagle beznamiętny. Spojrzenie było również lekko przytępiony, a Lowell mógł mieć pewność, że doprawdy ją zranił, jak nikt jeszcze wcześniej. Rzadko mu się zdarzało w taki sposób do niej odnosić, stąd cały ten szok, że w ogóle było go na to stać. Nie da po sobie jednak poznać, że ją złamał, a ostatnie czego będzie pragnąć, to spotkanie z nim.
Jednak zaraz… Chwila. Ten dotyk, ta bliskość coraz większa. Jego oddech na szyi dziewczęcia i usta, które były tak blisko, a Charlotte mogła chcieć je całować, bez żadnych ograniczeń, zapominając o wszystkim. Jednak czy to powinno się wydarzyć? Nie. Nie powinno. Dlaczego tu nie ma ucieczki? Dlaczego on ją zniewolił? Dlaczego…
-No puść, skoro się mnie brzydzisz… Skoro tak bardzo tego nie chcesz. Puść Willis…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Willis Lowell

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty26/06/14, 10:49 pm;

Luźno Willis podchodził do wszystkiego co go otaczało. Bez spiny podążał ścieżką, która była może i kręta. Była jednak to jego ścieżka. On ją sobie obrał. Brnął nią bez względu na wszystko. Spokojnie, bądź mniej spokojnie. Wszystko od czegoś zależało. Wynikało z czegoś. Nic nie działo się bez przyczyny, ale Willis to nigdy nie rozmyślał nad niczym dłużej. Nie dla niego zastanawianie się nad wszystkim po kilka razy. Coś się działo on to przyjmował. Godził się na to albo się nie godził. Tak już było. Proste wszystko miało być. Powinno. I takie było. Dopóki nie chodziło o Szarlotkę. Ona w jednej minucie potrafiła wzbudzić w nim tyle sprzecznych emocji. Czasem nie wiedział jak to wszystko może się mieścić w jednym człowieku. Jednym. W nim. Tak skrajne to wszystko było. Tak odległe od siebie, a przy niej również bliskie. Ona jedna tak na niego działała.
Chciał być przy niej. Z nią. Dla niej. Obok niej. W niej. Trzymać za rękę. Całować. Pieprzyć. Kochać się z nią. Budzić się obok. Śmiać z tych samych rzeczy. Te chwile były tak krótkie i ulotne, że czasem to się Willis zastanawiał czy ich sobie nie wymyślił. Nie zmyślił tego wszystkiego, aby było mu lepiej. Bo później właśnie przychodziło coś czego nazwać nie umiał. Szalenie był o nią zazdrosny. Tak mocno, że aż sam się zaczynał siebie wtedy bać. To było silne uczucie na tyle, że panować nad tym nie umiał. Awantura goniła awanturę. Rozstania, powroty. Powroty i rozstania. Przeplatało się wszystko. A później przychodziła chwila obojętności. Wyłączał się Willis wtedy. Szukał innej. Wiedział, że nie będzie ona namiastką Szarloty. Każdej daleko było do niej. Mógł mówić co chciał, ale swoje wiedział. Siebie nie oszukiwał. Nie chciał. Nie umiał. Niepotrzebne mu to było, aby poczuć się lepiej.
- No dalej. Uderz mnie. Ciśnij we mnie jakieś zaklęcie. Zrób cokolwiek, żebym poczuł. Nie kumasz? Nic nie czuje. Do ciebie. Kurwa jesteś mi tak samo obojętna jak oni wszyscy! Gardzisz? To gardź kurwa dalej, ale się odpierdol ode mnie. Zostaw mnie w jebanym spokoju. Po chuj się wpierdalasz. Nigdy więcej tego kurwa nie rób - miało być spokojnie, a wyszło jak zawsze. Nie umiał Willis przy niej myśleć racjonalnie. Przystopować. Pokazać, że nie zależy. Bo jakby nie zależało nie darłby się na środku korytarza. Poszedłby w swoją stronę. Machnął ręką olewając wszystko. Tak nie było. Inaczej zupełnie to wszystko się teraz przedstawiało. Słychać to było i widać. Nie chciał oczywiście, aby tak było. Jednak było.
- Pierdol się Szarlota. Pierdol się z kimkolwiek będziesz chciała. Ze wszystkim się kurwa pierdol! Z tym, tamtym, tamtą. Kimkolwiek chcesz. Kumasz? - mówił w złości. Tak bardzo w złości, że już sam siebie nie słuchał. Nie odsunął się na krok. Ani kawałek. Jebany milimetr. Stał jak wcześniej. Bliżej był nawet Willis. Wykorzystywał to, że nie miała gdzie uciec. Ściana za jej plecami skutecznie jej to uniemożliwiała. Nie śmiał się jak wcześniej. Nie było tutaj nic śmiesznego. Nic. Z każdą chwilą czuł, że nienawidzi siebie coraz bardziej. Za to co robił. Co mówił. Jak mówił do niej. Do każdego innego mógł. Jednak nie do niej. Nie powinna słyszeć od niego żadnego z tych słów, ale było inaczej. Czasu nie cofnie. Nie wycofa się z tego. Nie w tej chwili. Zabrnie jeszcze dalej, bo opamiętanie przyjdzie później. Zawsze przychodziło za późno. Po czasie, kiedy już…
Nie mógł jej słuchać. Nie chodziło o słowa. O ich wydźwięk. O to w jaki sposób mówiła o wszystkim. Tylko o to, że w ogóle mówiła. Że sam mówił. Słowa tak bardzo raniące. Tak wiele ich padło, a on dalej tutaj był. Z rękami na jej bokach. Znał jej ciało. Och, jak Willis dobrze je znał. I to spojrzenie. To było gorsze niż wiadro zimnej wody. Zabrnął za daleko. Wiedział to teraz doskonale. Widział to i czuł się podle. Jak szmata. Gorzej nawet, ale nie umiał tego w myślach nazwać odpowiednio. Wstrzymał mimowolnie oddech i dopiero po chwili to sobie uświadomił. Nie uciekł wzrokiem. Wytrzymał to spojrzenie. Nie mógł jeszcze w tym wszystkim zachować się jak tchórz. Zamknąć oczu odwrócić się i odejść. Nie umiał. Nie teraz kiedy był tak blisko i choć wszystko co powiedział było raniące i podłe to chciał być z nią. Przy niej i dla niej. Jednak nie był. Był jak ostatni bydlak. Przypierał ją do ściany. Mówił podłe rzeczy. Ale jednocześnie w tej samej sekundzie chciał ją obronić przed samym sobą. Kazać jej spierdalać, aby tylko nie musiała tego słuchać.
- Spierdalaj Szarlota. Spierdalaj - zdołał powiedzieć, zanim zachłannie ją pocałował. Bez ostrzeżenia wpił się w jej usta. Których teraz tak mocno pragnął, że nie umiał się powtrzymać. Pragnął ich bardziej niż kiedykolwiek. Tak mocno, że nie zaznał takiego uczucia wcześniej. Ujął w dłonie jej twarz. Gładził po policzku nie przerywając dzikiego pocałunku w którym pokazywał siebie. Nie chciał tego nie przerywać. Nie ważne było miejsce w którym się znajdowali. To, że nie mogło tak być. Spojrzenie, które nadal miał przed oczami. To, które nim wstrząsnęło. Zatrzymało oddech na kilka sekund. Całował ją namiętnie, brutalnie i mocno. Jednym pocałunkiem chcąc przekazać wszystkie emocje. Obietnice, które nigdy nie zostaną wypowiedziane na głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aden Morris

Nauczyciel
Wiek : 44
Galeony : 256
Dodatkowo : Opiekun Slytherinu
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.forumpolish.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.forumpolish.com/t3551-aden-morris
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty26/06/14, 11:42 pm;

Wieczór, a on jak zawsze musiał przejść wszystkimi korytarzami. Podły obowiązek sprawdzania czy aby na pewno ci niewdzięcznicy z jego zajęć grzecznie znajdują się w dormitoriach. Tam, to już niech robią co chcą, on nikomu nie będzie do łóżka zaglądał. Nie, to zdecydowanie nie liga dla niego. Po tym, jakiego sobie piwa naważył, musiał zmienić swoje podejście do nich. Jak nie trudno się domyślić na gorsze. Z resztą... Chyba pod tym względem się nie zmienił. Regulamin to coś, co powstało, by go przestrzegać. Czemu oni tego nie rozumieją?
Uśmiechną się niemrawo, widząc parkę na korytarzu. Chłopaczek najwyraźniej chciał ją pochłonąć jednym otworzeniem ust. Czy nie uczą ich na eliksirach,ONMS czy cholera wie czym, ze tylko niektóre zwierzęta połykają swoje ofiary w całości i, że do takowych nie zaliczają się ludzie? Eh, więcej obrzydzenia w nim to budziło niż oni obaj razem warci. Czemu akurat jemu musiały się trafiać takie beznadziejne przypadki?
- Lowell odklej się od niej w tym momencie, to nie miejsce na takie zabawy - Stwierdził, stając przez parką w niezręcznej sytuacji. Fakt, dla niego nie było to krępujące, ale ktoś taki jak on powinien zajmować się czymś ważniejszym niż wybryki młodzieży. - Nie wiem czy lubicie w miejscach publicznych czy to tylko tak dla pokazu, ale zniknijcie mi z oczu, zanim odbiorę waszym domom punkt - Mówił chłodno, patrząc na reakcje młodych. Jeden niewłaściwy ruch, a jutrzejsze popołudnie spędzą na zbieraniu odchodów u gajowego. Clement na pewno się ucieszy z nowych pomagierów, choć on sam powyżej lamperii nie jest w stanie podskoczyć. Gówno w gównie nie utonie.
- Słuchajcie uważnie, bo drugi raz nie powtórzę. W podskokach udajcie się do swoich dormitoriów, a w sobotę z samego rana chce was widzieć przy wejściu do zamku. Któreś nie przyjdzie, to wylatuje ze szkoły. Nie jesteście już dziećmi, musicie brać odpowiedzialność za swoje czyny. A teraz bez dyskusji idźcie, żegnam.
Poczekał aż odejdą, po czym sam udał się do na dalszy obchód. Oby nie spotkał więcej takich kwiatków.

z/t dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sebastian W. Harriss

Nauczyciel
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 116
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8821-sebastian-w-harriss
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8857-korespondencja-woznego#248557
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8850-wozny-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8856-sebastian-w-harriss
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty01/07/14, 11:14 am;

Tego dnia woźny przechadzał się korytarzami w lochach, nucąc pod nosem jedną z piosenek Brunhilde. Miał słabość do głosu tej kobiety. Był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. Koniec roku, zbliżające się wakacje... i to w dodatku wspólne, z dzieciakami! Może uda mu się odnaleźć syna? Lub córkę... bo tego to matka dziecka mu niestety nie powiedziała. Jedynie to, że ma dziecko, gdzieś w Hogwarcie. I tyle. Bystra kobieta, nie ma co. Był na nią za to niezmiernie zły, ale nie zamierzał się z nią więcej kontaktować, by dowiedzieć się czegoś więcej. Ubzdurał sobie, że sam odnajdzie swoje dziecko i nie potrzebuje żadnej pomocy czy choćby wskazówek, głupiec.
Nie przestawał nucić i krzątać się po korytarzach, ale wcale nie po to, by posprzątać. Zrobił to wczoraj wieczorem, a dzisiejszego ranka ogarnął inne piętra. Teraz był wolny, przynajmniej dopóki ktoś nie nabrudzi... no, taka praca woźnego. Dbanie o porządek i ład w zamku. Ale wiedział na co się pisze, więc nie miał z tych żadnych problemów. Sprzątający uzdrowiciel... dobre, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Kitty Richmond

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 56
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8792-kitty-richmond
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8797-mimi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8796-kitty-richmond
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8798-kitty-richmond
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty01/07/14, 11:42 am;

Panienka Richmond, mimo że była w Hogwarcie już szósty rok, a właściwie kończyła edukacje, ponieważ zaczynały się wakacje, nie znała wszystkich zakamarków, tego zamczyska. Jeszcze rok i będzie mogła iść na studia. Jej myśli krążył w okół tego, co chce robić w przyszłości. Właściwie nigdy się nie zastanawiał, żeby pracować w zawodzie magicznym. Zawsze chciała zostać artystką, jak matka. Malować obrazy. Jednakże lubiła zielarstwo, opiekę nad magicznymi stworzeniami i eliksiry, może jednak...? Myślała nad zostaniem inkwizytorem, wiadomo obserwacja magicznych zwierząt, mogła by je malować. Idąc potknęła się o własne nogi i zakończyła rozważania. Miała jeszcze czas, na rozmyślanie o przyszłości. Trzeba było przyznać, że Kitty nie lubiła lochów. Kojarzyły jej się z czarną magią i jakimiś mrocznymi sekretami. Wzdrygnęła się aż na myśl o czarnej magii. Od razu je odrzuciła, szukała pana Harriss'a. Chciała się pożegnać i życzyć miłych wakacji, mimo że organizowany był wyjazd szkolny i z tego co wiedziała, pan Woźny się zapisał. No, ale później może nie być okazji. Zresztą chciała mu podziękować, za te kroki z eliksirów. Ostatni temat naprawdę był trudny... Rozejrzała się po ciemnych lochach. Nie miała pojęcia, czemu pan Harriss lubił spędzać większość czasu w takim nieprzyjemnym miejscu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sebastian W. Harriss

Nauczyciel
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 116
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8821-sebastian-w-harriss
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8857-korespondencja-woznego#248557
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8850-wozny-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8856-sebastian-w-harriss
Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty01/07/14, 12:39 pm;

Harriss za to uwielbiał lochy. Kojarzyły mu się nieodmiennie z eliksirami, z pierwszymi lekcjami, na które przychodził jako dzieciak, razem z innymi pierwszakami. Ten zapach, zapach eliksirów... cały lochy pachniały eliksirami, ziołami... kochał to, naprawdę. Przypominała mu się wtedy jego praca, czasy gdy był uzdrowicielem... najpiękniejsze chwile w jego życiu, zaraz po Hogwarcie. Dlatego właśnie spędzał w lochach tyle czasu i dlatego poprosił o umiejscowienie jego kwatery mieszkalnej właśnie w tym miejscu. Ten zapach...! Dla niego warto było znosić ten chłód.
W pewnym momencie przestał nucić swoją pioseneczkę i zamilkł, widząc jakąś postać kilka kroków od niego. Wcześniej był zamyślony, zasłuchany i zauroczony zapachem roznoszącym się po lochach, więc nie zauważył, że ktoś się do niego zbliża. Uśmiechnął się jednak, poprawiając odruchowo kołnierzyk koszuli, gdy dotarło do niego kim jest owa osóbka.
- Kitty! - zawołał, podchodząc do niej jeszcze bliżej. Gdy dzieliło ich od siebie tylko kilka kroków zatrzymał się i entuzjastycznie klasnął w dłonie. Cieszył się, że ją widzi. To bardzo pomocne stworzonko, często pomagała mu sprzątać, a on w zamian za to dawał jej korki z eliksirów. W końcu na czym jak na czym, ale na eliksirach to on się znał. - Co ty tu robisz, co?
Wiedział, że dziewczyna nie przepada za lochami. Nic zresztą dziwnego, on był chyba wyjątkiem, jeśli chodzi o tą część zamku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Korytarz w lochach - Page 6 QzgSDG8








Korytarz w lochach - Page 6 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 6 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Korytarz w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 10Strona 6 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz w lochach - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
-