Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Korytarz w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyWto Maj 24 2011, 11:57;

First topic message reminder :


Korytarz w lochach

Zimny kamienny tunel będącą główną arterią  biegnący przez tą głęboko położoną część zamku. Po bokach znajdują się liczne składziki i opuszczone stare klasy, oraz laboratoria. Odbiegające w bok mniejsze korytarze ciągną się niby wąż pod zamkiem skrywając liczne mroczne sekrety ukryte w podziemiach szkoły. Chłód i brak światła prócz nielicznych widmowych pochodni rzucających słabe, blade światło, powoduje dreszcz u większości osób przemierzających te zakamarki.


Krążyłem jak wilk szukając ukrytych komnat kuzyna po lochach. Z moich informacji zajmował on właśnie tą część podziemi przemieniając ją na swoje prywatne komnaty i pracownie. Niezależnie jednak jak się starałem nie potrafiłem zbliżyć się do jego komnat. Silne zaklęcie ochronne blokowało drogę tak iż ilekroć podchodziłem już do jego drzwi traciłem na ułamek sekundy zmysły , odzyskując je kilka metrów od wejścia. Sfrustrowany usiadłem na przeciw zaczarowanych drzwi opierając się o ścianę naprzeciwko. Skoncentrowałem się walcząc z zaklęciem które powoli wgryzało się w mój umysł starałem się zobaczyć wreszcie wyraźnie ukryte drzwi. Mimo jednak moich wysiłków już po chwili gapiłem się dosłownie na kamienną ścianę obok miast na upatrzony świadomie punkt.
Opanowałem złość i odetchnąłem głębiej. Nie pozostało nic innego jak poczekać i napisać wie około godziny wstałem i ruszyłem do wyjścia. list...

Czekałem długo lecz mimo moich pokojowych zamiarów ściana milczała uparcie . Po upływie godziny wstałem i ruszyłem na górę. Gdyby chciał otworzyć już by to zrobił. Ten stary głupiec sam na siebie ściąga zgubę , prawiąc o Honorze a sam nie rozumiejąc jego kanonów... Nic postanowiłem załatwić to po staremu ... Po chwili moje kroki niosły się już po korytarzu szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Galeony : 148
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6336-elsie-stirling#177860
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6337-elsie-stirling#177877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6338-elsie-stirling#177878
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Wrz 04 2013, 18:25;

- To nie był taki kaprys. Martwiłam się – mówiąc to ściszyłam dosyć głos i spojrzałam gdzieś w bok nie chcąc go denerwować. - Po za tym! To nie ja ich wysłałam, tylko się sami wysłali. Nie prosiłam ich o to...
Nie chcąc się jednak pogrążać jeszcze bardziej, rzuciłam ciche „rozumiem”, słychać było jednak, że byłam dość niezadowolona. Temat był jednak taki, na który Anthony wyraził już swoje zdanie i wiedziałam, że nie mam co się sprzeciwiać.
Spojrzałam na niego, kiedy powiedział, że jednak coś do tej dziewczyny czuje. Było to dla mnie trochę dziwne, dość absurdalne, jak sam to określił. Nie wiedziałam za bardzo jak mam na to wszystko zareagować. Starałam się przypomnieć sobie, czy mi kiedyś powiedział, że coś do mnie czuje.
- Pasożytem – powtórzyłam. - Coś w tym jest. Ale, my chyba żyjemy sobie w symbiozie, więc nie jest tak źle.
Posłałam mu delikatny uśmiech. Symbioza. On coś daje mi, a ja coś daję jemu. Uwielbiałam spędzać z nim czas, być jego młodszą siostrą, przypominać mu o różnych rzeczach, ale czy ja byłam dla niego w ogóle ważna? Czy byłam mu w ogóle potrzebna? Widocznie byłam, nie był toi facet, który przejmuje się czyimiś uczuciami. Nie stał by tu teraz ze mną i nie krzyczał wcześniej, gdyby mu nie zależało. Tak myślę.
- Zrobisz jak uważasz, mam nadzieję, że wam wyjdzie i dziewczyna nie podda się po chwili – powiedziałam.
Na ciebie trzeba sposobu, pomyślałam sobie w duchu uśmiechając się, ale teraz sama do siebie. Westchnęłam cichutko, czułam, że niedługo przyjdzie moment, kiedy chłopak znowu zniknie, a ja znowu zostanę sama, ze swoimi problemami.
- Chyba wyślę dzisiaj sowę do rodziców – stwierdziłam.
Tak piekielnie się bałam. Tak, reakcja rodziców to była jedyna rzecz, po złości Anthony'ego, robaków i wysokości, której się w tym momencie bałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Roberts

Student Slytherin
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyCzw Wrz 05 2013, 19:13;

-Próbujesz mnie zmienić?-Uniósł lekko brew. Ton spokojny, normalny, wręcz chłodny. Jednak coś się kryło za tym pytaniem, co dziewczyna powinna wykryć... Jej odpowiedz również powinna być prosta. Przynajmniej on miał cichą nadzieje, że wie co miał na myśli i czego oczekuje w odpowiedzi. Bo w końcu jest tylko jedna odpowiedz.
Wzruszył ramionami na jej spojrzenie, wiedział co ono oznacza... A co do tego, czy JEJ kiedykolwiek to mówił... Uważał, że jej nie musi tego powtarzać. Była wyjątkowo i tego nigdy nie ukrywał, że w taki sposób ją traktuje. Jednak jeżeli ona wymaga od niego więcej (nie chodzi o związek czy coś), nie wie czy jest zdolny do jeszcze większego poświęcenia.
-Też jesteś pasożytem... Ale mniej efektownym.-Powiedział i przygarnął ją do siebie. Powiedziałby nawet, że stęsknił się za tym karzełkiem. Zaśmiał się i poczochrał jej włosy, który nigdy nie będą idealne. Idealność jest do kitu.
I ona jeszcze się nad tym zastanawia? Nie musiała zaprzątać tym swojej słodkiej główki. Z pewnością nie chciałby aby martwiła się takimi pierdołami. Bo to były pierdoły, na świecie jest o wiele więcej pytań, które są warte poznania odpowiedzi. A te jej, znała odpowiedz doskonale, od niej zależało czy je do siebie dopuści.
-Sęk w tym, że one nie poddają się tak szybko... Ale po chwili, mają dość tej obojętności... Najwyraźniej na nic więcej z mojej strony nie zasłużyły.-Powiedział kwaśno. Jednak prawda była taka, że naprawdę tak uważał. Nie przeszkadzało mu to, dosłownie. Cóż, mógł zabrać jej problemy ze sobą, wystarczy poprosić a chętnie to zrobi. Poza tym, szybko je dziewczyna rozwiąże o ile już się za nie nabierze.
-Chcesz... To do tego czasu mogę z Tobą pobyć... W końcu jakoś mnie tolerują. Może jakoś przemówię im do rozumu...-Wzruszył ramionami.
Czasem bywało tak, że nawet jak ktoś miał odmienne zdanie na jakiś temat od tego chłopaka. Gdy usłyszy jego wersje, nawet się przekonuje do jego racji. Nie robił tego specjalnie, najwidoczniej potrafi coś dokładnie i zrozumiale objaśnić. Uśmiechnął się do Elsie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Galeony : 148
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6336-elsie-stirling#177860
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6337-elsie-stirling#177877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6338-elsie-stirling#177878
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyPią Wrz 13 2013, 17:53;

- Nie, w żadnym wypadku - odpowiedziałam szybko.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwał Anthony nazywając mnie pasożytem. Starałam się udać urażoną, ale wszystko prysło w momencie, kiedy pociągnął mnie do siebie ponownie. Znów poczochrał moje śliczne włosy, ale jakoś się nie specjalnie tym przejęłam. Zawsze to robi, a ja potem i tak układam je ponownie, bo przecież rozczochrana chodzić nie będę.
- Wypraszam sobie tego pasożyta - zaśmiałam się cicho.
Po chwili Anthony odniósł się do swoich dziewczyn. W sumie coś w tym było. Mnie traktował lepiej niż nie jedną swoją dziewczynę. One naprawdę cierpiały, kiedy były w nim tak zabujane, a on traktował je tak chłodno. Nie rozumiałam czemu tak jest. Wiele rzeczy z zachowania chłopaka nie rozumiałam, ale nie przejęłam się tym. Ważne, że dla mnie jest odpowiedni.
- Nie wiem, wiesz, że mogłabym spędzać z tobą każdą wolną chwilę, ale nie mogę cię tak zatrzymywać. Ciebie by posłuchali, zawsze się zgadzali na wszystko o co ich poprosiłeś - zaśmiałam się cicho. - Nie wiem czy teraz by to podziałało, to zupełnie inna sprawa. Cholera...
Syknęłam cicho. Nie podobała mi się ta cała sytuacja. Nie chciałam nic Anthony'emu mówić, ale moi rodzice najchętniej widzieli by mnie obok jego boku. Czysta krew, dobry dom, nic tylko pozazdrościć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Roberts

Student Slytherin
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySob Wrz 14 2013, 17:04;

-No i masz szczęście... Choć pewnie i tak by nie wyszło... Tego- Tutaj wskazał na siebie.-Nie da się zmienić-Powiedziała spokojnie i posłał jej jeden z tych Anthonowych, dziwnych uśmiechów. Ten jednak był prawie uroczy.
Oczywiście, powiedział to w żartach... Ona była raczej tym pasożytem, który jest poniekąd dobry... Dopóki idziesz na jego warunkach... Chyba. Uśmiechnął się nieznacznie, teraz już nie myślał o tym, kiedy znów powinien pojawić się w sądzie... O tym, że znów zostanie wystawiony na próbę i będzie obserwowany i oceniany pod każdym względem. Nie przejąłby się, gdyby sprawa nie była tak wielkiej wagi.
-Obydwoje wiemy, że trafiłem doskonale.-Zaśmiał się i ponownie poczochrał jej włosy, nigdy nie były idealne i nigdy nie będą! Niech się z tym dziewczyna pogodzi.
A czemu traktował ją lepiej? Bo nie widział w niej niczego więcej. Interesowała go, ale nie w ten inny, specyficzny sposób. Ciekawość.... Bardzo często wodził za kimś z czystej ciekawości, potem gdy zostaje ona nasycona lub po prostu mylnie odebrana, odwraca się i idzie przed siebie... Niezbyt wzruszony. Chłodno? Dobrze to ujęła ale sam pewnie dokładnie by nie sprecyzował swojego zachowania...
-Nie jest to dla mnie problemem... Teraz i tak chyba zostaje na dłużej.-Wzruszył lekceważąco ramionami.-Po prostu potrafiłem do nich dotrzeć... Wystarczy odpowiednio coś zaintonować i dobrać słowa i już jest lepiej...-Mruknął i potarł zarost.-Zrobię to... Powiedz kiedy idziemy i już.-Wzruszył ramionami i spojrzał na nią. Był w tej chwili całkiem poważny. Przedstawi swoje zdanie jej rodzinie i razem dojdą do jakiegoś porozumienia... Nie robił tego dla tamtego kolesia... Czy dla kogoś innego. To ONA cierpiała właśnie przez to... Na swój sposób. I co do tego... Doskonale wiedział o tym, co myśli jej rodzina. I te powody były dla niego... Cóż, gardził tym. I dobry dom? Nikt nie wie, jak wygląda jego dom. Nawet El nie opowiadał tych historii. Mogli jedynie zgadywać... Bo chłopak ma sporo na koncie. Tyle... Tak to jest, nic o człowieku nie wiesz ale widzisz to, co chciałbyś widzieć... I przy tym przystajesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Galeony : 148
  Liczba postów : 154
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6336-elsie-stirling#177860
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6337-elsie-stirling#177877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6338-elsie-stirling#177878
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyNie Wrz 22 2013, 09:38;

Zobaczymy, zobaczymy - pomyślałam. Odwzajemniłam jego uśmiech, a kiedy zapadła cisza zajęłam się swoim nowym kociakiem, któremu najwidoczniej było bardzo przyjemnie leżeć na moich piersiach i tulać się. Nawet przestał rozrabiać i zaczepiać kawałek mojej szaty z chęcią podarcia. Zerknęłam w między czasie na niego, odleciał myślami gdzieś daleko, widząc jednak moje spojrzenie znów z uśmiechem na ustach poczochrał mi włosy. A jak jak na złość nie mam przy sobie szczotki, przecież nie przejdę taka wymiętolona przez pokój wspólny. Nowych ciekawych plotek na swój temat nie potrzebuje.
- Na pewno nie teraz, muszę się do tego jakoś przygotować. Poinformuje ich, jak nie przyjmą tego na spokojnie, to wtedy to wspólnie załatwimy - powiedziałam.
Przygryzłam dolną wargę, zamyśliłam się głaszcząc kotka po główce. Tu prawdę mówiąc nie chodziło tylko o Ambroge'a, ale też o innych chłopaków. Kto wie, może ten Krukon to będzie jakiś przełom? Okazja do postawienia się rodzinie i zerwania ze staroświeckimi poglądami? Co innego zachowanie, rodzinne tradycje, ale szukanie mi męża to kompletna przesada. Nie chciałam tak, nie mogłabym. Dobrze, że chociaż w Anthonym miałam oparcie. Wiedziałam, że Piątek na nim wrażenia nie robi, ale chyba nie mógł patrzeć na to, jak ja cierpię,
- Będę się zbierać, mam trochę zadane. Wiem co z tobą, to mogę się teraz sobą zająć - uniosłam głowę w jego kierunki i obdarzyłam go szczerym, radosnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Roberts

Student Slytherin
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyPon Wrz 23 2013, 16:39;

Uśmiechnął się lekko i pogłaskał czubek główki kota palcem wskazującym. Powinien się zbierać i nie zawracać jej głowy. Gdy tak stała i zajmowała się zwierzęciem, on, spokojnie ją obserwował. Jakby coś miało się w niej zmienić... A może to już dawno się stało? Nie zauważył, że wyrosła... Choć dla niego i tak zawsze będzie tym nieznośnym szczylem, który chodził za nim, jakby widział w nim autorytet. Kiedyś czytał o tym... Ale już sam nie wiedział, co ją podkusiło aby naprawdę za nim łazić. Może widziała coś, co ją nie odstraszyło a wręcz przeciwnie. Za cel obrała sobie naprawienie jego zbolałej osoby. Byłoby to urocze, gdyby wierzył w takie rzeczy.
I to tylko włosy! Jakie plotki! Dziewczyno. Powinna przestać się tym przejmować, bo jedyne co robiła to dramatyzowała. Ot co.
-Będą wiedzieli, że coś jest na rzeczy gdy ja pójdę po całej aferze jaką możesz wywołać.-Powiedział spokojnie i wzruszył ramionami.-Jednak jest to Twoja decyzja. Choć liczyłem na jakieś wypieki Twojej mamy.-Uśmiechnął się niemrawo. A może chodziło Ci o samo przebywanie wśród ludzi? Nie tych stąd.
Ale rozumiał ją. W sumie to chyba nawet lepiej jak sama to załatwi... A jak coś nie wyjdzie, on wejdzie do akcji jako dobra podpora. Niech dziewczyna nauczy załatwiać się sprawy po swojemu, i niech w końcu postawi na swoim! Jeżeli już dochodziła do takich wniosków, jakie siedziały jej w głowie najwidoczniej odwalił dobrą robotę starszego braciszka. Przynajmniej coś. A co do jej "wybranka"... Chyba nie sądziła, że będzie odczuwał wobec niego jakikolwiek uczucia. Był mu obojętny. Wejdzie mu w drogę, gdy zrobi coś co miejsca mieć nie powinno. Tyle. Oczywiście nie musiał chłopak zaglądać po kątach, czy też na każdym kroku sprawdzać czy ktoś nie stoi za jego ramieniem... Nie, nie. Poza tym, wiedział, że Elsie nie pozwoli sobie na jakieś dziwne akcje... Potrafiła o siebie zadbać. Wystarczy, że jednak go poprosi. Tyle w temacie.
-Od kiedy to Stirling robi za pilną uczennicę?-Uśmiechnął się lekko i spojrzał na czubek jej głowy.-Nie będę Cię zatrzymywać... Do zobaczenia.-Powiedział i przygarnął ją do siebie, aby ponownie poczochrać jej włosy i musnąć je wargami przy okazji. Czy dobrze powiedział, że zostanie na dłużej? Czy to przypadkiem nie było powiedziane pod presją chwili? Puścił jej jeszcze oczko i odwrócił się aby ruszyć wzdłuż ciemnego korytarza... I gdzieś tam zniknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cyril Delvaux

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 280
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3538-cyril-delvaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8056-milord
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3539-like-a-puppets-on-a-string
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7885-cyril-delvaux
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Paź 16 2013, 17:09;

Nie potrzebował pożegnań. Nie sądził też, by natura jego przyjaciół pozwalała na jakiekolwiek ckliwe, sentymentalne bzdury. Nie widział też potrzeby w pojawianiu się na górze i lawirowaniu między stłoczoną w Wielkiej Sali hordą pijanych nastolatków, by we własnej osobie pożegnać się z Merlinem i Effie.
Liściki wystarczą.
Sprężystym krokiem przemierzał chłodny korytarz lochów, zastanawiając się po co właściwie zawracał sobie głowę z zaliczeniem ostatniego roku na ostatnią chwilę. Magiczna edukacja nie była mu szczególnie potrzebna, zarabiał wystarczająco dużo dzięki fałszerstwu dzieł sztuki i kradzieży oryginałów. Istota rzeczy nie leżała w ambicji. Kiedyś jeszcze coś go tu trzymało, jego ślizgońska ekipa. Jego Ginevra. Rosaline. Wszyscy gdzieś poznikali, reszta kontaktów rozluźniła się przez zaniedbanie. Powrót do Hogwartu przed zakończeniem roku okazał się błędem, choć nie tak dużym jak pojawienie się w Japonii i zniknięcie stamtąd pół godziny później.
Jego rozgoryczone rozpamiętywanie lipcowych wydarzeń mogło mieć jakieś podłoże w butelce whiskey, którą wypił przed przybyciem do Hogwartu, ale to tylko spekulacje. Taka niepewna teoria.
Szedł do pokoju wspólnego Slytherinu z dwoma listami włożonymi w kieszeń marynarki i z zamiarem zabrania kilka rzeczy ze swojego dormitorium. Ale tę decyzję podjął piętnaście minut wcześniej, kiedy opróżnił wspomnianą już butelkę whiskey w pustym apartamencie w Nowym Jorku. Ów pomysł również mógł mieć związek z ilością wypitego alkoholu i nagłym przypływie intensywnych uczuć względem przeszłości.
Ale to tylko niepewna teoria.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2483
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Administrator




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Paź 16 2013, 17:42;

Wakacje w zatrważającym tempie pozostały cienkim wspomnieniem, wydarzeń tak odległych, że jakby zupełnie nie do niej należących. Japoński romans, który był jedną z ostatnich rzeczy, jakich tam się spodziewała, dziś zadawał się dotyczyć jednej z jej znajomych, aniżeli jej samej. Zimna Anglia wydawała się jej aż boleśnie realistyczna i jakże brutalnie ściągająca na ziemię. Ta pora roku miała w sobie coś piekielnie nieznośnego, gdy wszystko co dwa miesiące temu wydawało się aż nieznośnie mocniejsze i żywsze. Czuła się jak w letargu. Nie chciała iść na bal. Po prostu nie chciało się jej. Nie chodziło o to kogo tam spotka, albo kogo zabraknie, tylko i wyłącznie o to, że najzwyklej w świecie nie chciało się jej do tego szykować, ani w tym wszystkim uczestniczyć. Z resztą z jej znajomościami ostatnio działo się coś bardzo dziwnego, i końcem końców nie wiedziała z kim udać się na tego typu uroczystość. Zamiast tego postanowiła rozkoszować się pustymi lochami, leżeć pół wieczoru przy kominku, popalając papierosa za papierosem i racząc się odrobiną whiskey. Było przyjemnie cicho.
Sprawa tak prozaiczna, jaką było odczuwanie głodu, ostatecznie zmusiła ją, by podniosła się na równe nogi, zawiązała buciki pasujące do tego, na przekór zupełnie nie balowego, stroju, rozpuściła włosy zebrane w niedbały kok i ruszyła ciemnymi opustoszałymi korytarzami. Kierunek kuchnia.
Zupełnie nie spodziewała się spotkać wówczas kogokolwiek. A już na pewno nie kogoś, kto obiecał, że będzie, a tymczasem zniknął pierwszego dnia wakacji. Zatrzymała się bardzo gwałtownie, w pierwszym momencie po prostu zapominając o tak niebywałej zdolności, jaką była mowa, a jednie bezdźwięcznie poruszając ustami. Oczywiście zwaliła to problemy z gardłem, które zasygnalizowała delikatnym kaszlnięciem, następnie poprawiła kołnierz w bluzce, co by lepiej zakrywał jej schorowane płuca, do tego przybierając bardzo dumną minę. Trzy razy mrugnęła powiekami otoczonymi nadzwyczaj długimi rzęsami, jakże w tym wyniosłym minimalnym ruchu przypominając swą demoniczną matkę.
- O. Widzę, że przyszła pora na co paru miesięczne zdanie zaległych egzaminów. Nie przeszkadzam Ci więc w tej krótkiej wizycie i do ponownego zobaczenia, zapewne za pół roku - rzekła do Cyrila przesłodkim tonem, jakże uprzejmie uśmiechając się na końcu i nie zamierzając już z nim nigdy nie zamienić ani słowa. Bo przecież, ten wpadał tu tylko, gdy naprawdę miał coś do załatwienia, a ani ona, ani Merlin najwyraźniej nie mieli żadnego znaczenia i miała wrażenie, że stanowili jakiś dodatek. Coś o czym przypominał sobie tylko w pewnych chwilach, gdy to akurat przypadkiem był w Hogwarcie na dwa dni. Wiadomo, listy też były zbędną formą kontaktu. Tak więc Eff założyła, że teraz ona ograniczy ich relację do minimum.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cyril Delvaux

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 280
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3538-cyril-delvaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8056-milord
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3539-like-a-puppets-on-a-string
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7885-cyril-delvaux
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Paź 16 2013, 19:04;

No proszę, jego misterny plan nie zakładał napotkania Effie w drodze do Pokoju Wspólnego. Jednak jej nieobecność na balu była bardzo podejrzana - ona, prefekt naczelny, imprezowa, uwielbiająca przebierać się na bale Fontaine  - tutaj? Natychmiast zaczął snuć w głowie jakieś nieprzyjemnie wyjaśniające to scenariusze.
Przystanął, zauważywszy Ślizgonkę. Ona również się zatrzymała i powitała go uroczym uśmiechem, do akompaniamentu ze słowami ociekającymi równie szczerą słodyczą.
Uniósł jedną brew, wysłuchawszy dziewczyny. Na jej słowa parsknął suchym śmiechem, wzruszył ramionami i ruszył dalej. Gdy tylko ją minął, zatrzymał się w pół kroku, zmieniając nagle zdanie.
- Nie - warknął w kierunku jej pleców, odwracając się zamaszyście. - Nie do zobaczenia.
Wyciągnął z marynarki list, rozerwał kopertę i wyciągnął go. Na jego ustach rozkwitł podły uśmiech, bardzo typowy dla ślizgońskiej natury, bardzo nietypowy w czasie rozmowy z jego wieloletnią przyjaciółką.
- Widzisz, miałem nadzieję, że uniknę rozmowy z tobą, oszczędzając ci jakże cennego czasu, który mogłabyś spędzić, nie wiem, tak zupełnie hipotetycznie, rzucając pierwszym przykładem z brzegu, pieprząc się z jakimś tępym chujem. Wyjaśniłem ci za to masę rzeczy w liście, który planowałem ci zostawić, ale korzystając z okazji, przeczytam ci jego treść tu i teraz.
Wyprostował się, przejechał dłonią po koszuli, prostując ją i odchrząknął teatralnie, by rozpocząć deklamować:

Droga Effie!

Pierdol się.

Twój,
Cyril

Zwinąwszy list (którego atrament przebijał się lekko przez pergamin na drugą stronę i było całkowicie jasne, że to wcale nie jest jego treść), podniósł wzrok na półwilę i uśmiechnął się raz jeszcze.
- Nie wiem jak ciebie, ale mnie zawsze wzrusza dobra lektura.
Takiego jeszcze go nie widziała. Cyril rzadko, naprawdę rzadko kiedy się unosił. Jeszcze rzadziej w stosunku do kobiet. Względem Effie nie był taki nigdy.
- Zaskoczyłaś mnie, droga przyjaciółko. Czemu nie jesteś na balu? - Przekrzywił lekko głowę, wpatrując się w nią jasnymi ślepiami. - Quentin już się tobą znudził?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2483
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Administrator




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Paź 16 2013, 20:38;

Oczywiście Fontaine miała wprost tryliardy powodów, na których mogła opierać swoją okropną złość w stosunku do Cyrila. Główną z nich było jego niespodziewane zniknięcie, tak trudne do wyjaśnienia. Właściwie nie, nie potrzebowała wyjaśnień. Doskonale rozumiała, że stanowi dla niego jakąś rozrywkę, gdy przypadkiem znów jest w Hogwarcie, natomiast, gdy z niego znika, jednocześnie zamyka świat, w którym mieściła się blondwłosa. I o ile ona bardzo mocno czuła powody, na których bazowała jej złość, tak absolutnie nie miała samej sobie nic do zarzucenia. Cyril nie miał kompletnie prawa być na nią zły, a już na pewno obrzucać ją takimi słowami, bo dla niej, przechodziło to wszelaką przyzwoitość. Nie, nie spodziewała się, że Delvaux potrafi tak być dla kogokolwiek (no nie licząc zaciekłych wrogów, wobec których takie podejście było wymagane w przypadku mieszkańców zielonego domu), nie dla jakiejś kobiety, zwłaszcza nie dla niej.
Zauważalnie wyraziła swe zdziwienie poprzez uniesienie brwi. Gdy to padły słowa, iż nie, więcej się już nie zobaczą. Och, wspaniale, właściwie rzeczywiście, tak będzie znacznie lepiej.
Jej pierwszą reakcją na jego dalszą mowę, oraz oczywiście to teatralne zaprezentowanie treści listu, który starannie do niej napisał było czyste zaskoczenie, bardzo szybko podmienione na równie klarowną złość. Nie trzeba było wiedzy, ani znać ją lata, by widzieć najprawdziwsze rozwścieczenie w oczach wili. Gdy piękny zielony kolor zostawał zastąpiony zupełnie czarnymi, demonicznymi tęczówkami, a rysy twarzy tak łatwo ulegały zmianie. Jej nos stał się ostrzejszy, kości policzkowe znacznie bardziej wyraźne. Prezentowała się nadnaturalnie i chociaż bardzo nie lubiła okazywania, że ma wspólnego coś z dzikimi harpiami, tak zupełnie tego nie kontrolowała. Szczególnie nie, gdy ktoś tak otwarcie ją obrażał.
- Och, szkoda, że tego nie wysłałeś, z chęcią bym Ci odpisała. Drogi Cyrilu, tak jak ja nie kontroluję z kim się pierdolisz, tak samo Ciebie gówno powinno obchodzić z kim ja to robię. Twoja najdroższa Eff. - Syknęła z wściekłością, wpatrując się w kogoś, kogo pół życia określała mianem przyjaciela. To był czysty absurd. Dlaczego oni w ogóle rozmawiali o tym, z kim ona sypiała na wakacjach? Czy ona kiedykolwiek robiła mu awanturę o to, że sam sypia z jakimiś panienkami? To było na tyle zaskakujące, że nawet nie potrafiła wykazać się jakąkolwiek zdolnością do logicznego myślenia i bardzo chłodno przeanalizować powody i motywy takiego ataku na nią.
- Skądże, właśnie jesteśmy umówieni na dziki seks w opuszczonej klasie - z zaskakującą lekkością, rzekła tą absolutną bzdurę, realnie, całkowicie zapominając, po co w ogóle tego dnia wyszła z pokoju wspólnego. - Więc niestety nie mam czasu na takie słodkie pogawędki z tobą, z resztą jako człowiek sukcesu, wyłącznie skupiony na sobie i wielkim świecie, na pewno rozumiesz, że trzeba rozsądnie dysponować każdą z chwil, nie marnując ich na sprawy i osoby nieważne.
Rzekłszy dumnie, te słowa, poprawiła piękne, długie włosy, biorąc kilka głębszych wdechów, by jej gniew, który bez wątpienia, wyraźną kreską malował się na jej drobnej buźce, prędko zniknął. Wszakże była umówiona na niebywale istotne spotkanie z Tricheurem. Ewentualnie na przeszukiwanie kuchni w nadziei na znalezienie czegoś smakowitego. To bez różnicy.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cyril Delvaux

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 280
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3538-cyril-delvaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8056-milord
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3539-like-a-puppets-on-a-string
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7885-cyril-delvaux
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Paź 16 2013, 22:09;

Prawdę mówiąc, trzeźwy Cyril nigdy nie byłby tak zły, zły Cyril nigdy nie byłby takim skurwysynem dla Effie. Obudziwszy się dziś w mieszkaniu wieżowca o modernistycznym wystroju i metrażu stu dwunastu metrów kwadratowych, Belg zdał sobie sprawę, że jego życie jest puste. Że mając dwadzieścia lat i posiadając fortunę wartą - ile? miliony? gubił się już w cyfrach - nie ma poza tym nic. Jedyne imprezy, na których ostatnio bywał to bankiety, na których występował pod fałszywą tożsamością; albo te później, w jego mieszkaniu, z butelką wódki i okazjonalnie mugolkami, których imion nie pamiętał już po minucie. Zawsze najbardziej zależało mu na pieniądzach. Miał ich już więcej, niż potrafił wydać, a jakość jego życia gwałtownie spadła w dół, bo zaniedbał coś, na czym powinno zależeć mu najbardziej.
Obserwował, jak natura harpii przebija się w jej wilowej naturze, jak oczy ciemnieją, a rysy zaostrzają się w reakcji na jego słowa.
Chciał syknąć w odpowiedzi, że chętnie wysłałby jej listy, ale - tak jak ostatnio - nie dostanie na nie odpowiedzi, jednak w porę przypomniał sobie, że zarówno ona jak i Merlin zaprzeczyli, jakoby dostawali od niego jakąkolwiek korespondencję. Niedługo później odkrył, że wszystko było przechwytywane, a jego cała szajka była o krok od odkrycia jego czarodziejskich zdolności, a później prawdopodobnie zakończenia z nim współpracy, a może nawet jakichś dalej idących konsekwencjach, typu zabójstwo. Bo jeszcze zamieniłby ich w ropuchy. Ale nawet tego nie mógł jej wytłumaczyć. Nie spędzał przecież czasu w bajkowy sposób, biegając tylko po bankietach i pijąc z wyższymi sferami. Połowa jego roboty polegała na samotnym siedzeniu w brudnych piwnicach i ciężkiej pracy, od której zdychał później na ból kręgosłupa. A w trakcie nudził się tak niemiłosiernie, że tory myślowe sprowadzały go na niekoniecznie ciekawe ścieżki wyobrażeń.
Położył dłoń na czole i przesunął nią po twarzy, próbując się uspokoić. Rozdzierała go chęć wyjaśnienia, na czym właściwie polega jego życie, a z drugiej strony pragnienie kontynuowania rzucania inwektywami w jej stronę.
Jej słodki ton i zbyt wygodne jak na tę sytuację stwierdzenie, że właśnie w tej chwili idzie pieprzyć się z Quentinem, sprawiło że na nowo zagotowała się w nim krew. W głębi ducha uwierzył jednak w jej słowa i to było katalizatorem przypływu gniewu, podczas gdy ona odetchnęła kilkakrotnie, a rysy jej twarzy znów złagodniały.
- Ty kretynko - rzekł cicho, kręcąc głową. - Jesteś idiotką - powtórzył, tym razem głośniej, robiąc krok w przód. - Obchodzi mnie, z kim się pieprzysz. - Wyraźnie skrzywił się na te słowa, zapewne zniesmaczony obrazem Tricheura, który ją ma. - Salazarze, kurwa, Slytherinie, naprawdę tego nie rozumiesz? Że mnie obchodzisz.
że cię nie miałem i nie będę cię miał
Pokręcił znów głową i parsknął śmiechem z sobie tylko znanych powodów. Nie rozumiała, wiedział to. Jak miała rozumieć. Nie wiedziała przecież nic o całej tej popieprzonej sytuacji, w której się znajdował. Cofnął się, śmiejąc się dalej cicho.
- Nie, ja pierdolę - mruknął do siebie, opierając się plecami o ścianę. Przez chwilę trzymał dłoń przy zmarszczonym czole, powstrzymując się z całych sił, by nie zacząć napierdalać pięścią w mur. Ale zniszczyłby sobie rękę, a pojutrze miał dostać nowy obraz do podrobienia. Potem sięgnął do kieszeni, wyciągając papierosy i odpalając jednego.
- Mam wrażenie, że sytuacja nieco się wyrównała - rzekł rozgoryczonym tonem. - Myślałem, że trochę cię znam, a jednak okazuje się, że niekoniecznie. Celowałbym, że masz wyższe standardy. Przynajmniej teraz zarówno i ty jak i ja nie mamy pojęcia co robi drugie. Chociaż dziękuję za uroczy obraz dzikiego seksu w pustej klasie, który mi podsunęłaś. Miłej zabawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2483
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Administrator




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyPią Paź 18 2013, 13:46;

Wystawne bankiety, eleganckie wystawy, piękni ludzie, miejsca. Fontaine nie znała całej prawdy o zawodzie swojego przyjaciela. Widziała tylko tyle, ile pozwalał jej poznać, a swój świat malował zawsze bardzo ładnie. Doskonale miała świadomość tego, że tamto życie jest na tyle dla niego pociągające, że ją, Merlina, czy Hogwart nieustannie zostawia w tyle. Piekielnie bolał ją fakt, że zapewniał, iż teraz będzie, po czym znikał, jakby wcześniejsze słowa nie miały żadnego znaczenia. Przez to wszystko czuła się dla niego jak element zapasowy, jak znajoma, o której sobie przypomina, gdy akurat jest w tej części kraju, a która zupełnie nie należy, ani nie ma miejsca w jego prawdziwym świecie. Przecież byli czarodziejami, przecież znali teleportację, przecież były świstokliki, przecież komunikacja w ich wypadku była tak ułatwiona.
Każde kolejne słowo, czarujące epitety ponownie przyprawiały ją o złość, jednak już nie tak silną, by dała o sobie znać jej dzika natura. Po prostu patrzyła na niego ze złością w oczach, z pewnym niedowierzaniem, później niezrozumieniem.
- Obchodzę Cię? To dlaczego Cię tu wiecznie nie ma? Dlaczego pojawiasz się raz na pół roku - odparła po prostu po części nie wierząc w to co mówi. Obchodziła go mniej, niż ten jego piękny świat do którego nieustannie uciekał. Frustrował ją. Frustrował tymi słowami, do których nie miał żadnego prawa. Nie było go w jej świecie, miał swój własny, nie powinny go więc interesować jej wybory. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej jeszcze mówić o tym, co kiedyś było między nią, a Quentinem, że kiedykolwiek jakoś wielce będzie poruszać ten temat, a już na pewno, nie, że będzie z tego powodu się z kimś kłócić. A przynajmniej nie z jednym ze swych przyjaciół. Wspomnienia krótkiego romansu z Tricheurem stawały się równie odległe co myśli o ciepłym, japońskim słońcu. Nie sądziła, że Cyril w ogóle wiedział o tej jej przelotnej znajomości, z drugiej strony fakt, że jakimś sposobem wieści te do niego dotarły nie zaskakiwał ją bardzo. Tu wszyscy o wszystkim wiedzieli.
- Właśnie dlatego kompletnie nie powinno Cię interesować, z kim i czy w ogóle, spotykam się z w tej pustej klasie, czy gdziekolwiek indziej. Nie masz żadnego prawa, aby mnie osądzać, nie, kiedy rzeczywiście, już prawie się w ogóle nie znamy, kiedy Cię nie ma - wojowniczo rzuciła w niego tymi wszystkimi słowami, nerwowo zaczynając bawić się bransoletkami zdobiącymi jej drobne nadgarstki. Ostatnim czasem tak się oddalili od siebie, że ciężko było to zwać chociażby przyjaźnią. Ani jedno, ani drugie nie wiedziało co wzajemnie ich trapi, co właściwie robią w trakcie tego długiego czasu, który spędzają oddzielnie. Zignorowała ostatnie życzenia miłej zabawy. Och tak, wszystko wskazywało na to, iż po tej rozmowie będzie się bawić iście szampańsko.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cyril Delvaux

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 280
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3538-cyril-delvaux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8056-milord
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3539-like-a-puppets-on-a-string
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7885-cyril-delvaux
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyNie Paź 20 2013, 22:44;

Odchylił głowę do tyłu, wydychając z siebie kłęby dymu, zwijające się w gęste spirale i rozpływające pod niskimi sklepieniem podziemnych korytarzy.
Nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć. Bardzo gorzko zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna ma rację. Dopiero w siódmej klasie zaczął zajmować się fałszerstwem na poważnie. Ale wtedy jeszcze zachował resztki przyzwoitości wobec tego miejsca, nauczycieli i zajęć. Chadzał na zajęcia, marudził Effie o pomaganie mu w eliksirach, bo nie chciało mu się uczyć, sypiał w dormitorium. Studia okazały się odskocznią od świata magicznego, nie scementowaniem jego związku ze szkołą i przyjaciółmi. Mieli masę czasu wolnego, a zaliczyć rok można było nawet mimo absurdalnej liczby nieobecności. Zachłysnął się tym wszystkim, a teraz dławił własną chciwością.
Ale obiecał jej, że nie zniknie. Obiecał jej na balu, tym dziwacznym balu, który mógł przebiec gładko i skończyć się zupełnie inaczej, gdyby nie wilkołacza afera. I dotrzymał słowa, a ona nawet tego nie wiedziała. Dla niej kwestia romansu z Quentinem może była odległa, nieistotna, nieważna. Ale jego od tamtej i do tej pory wypalała goryczą.
- Byłem - wycedził w końcu, przenosząc na nią jasne spojrzenie i mrużąc lekko oczy. Zaciągnął się papierosem ostatni raz, żar zasyczał lekko tuż pod jego palcami, więc rzucił niedopałkiem o podłogę. - Miałem coś do załatwienia na innym kontynencie, ale pojawiłem się w Japonii. Dowiedziałem się, z kim dzielę domek. Nie byłem zachwycony obecnością Tricheura w naszym towarzystwie, ale chuj, co tam, i tak będziemy bawić się świetnie. Pewnie nawet nie słyszałaś jak wchodzę. Za to ja słyszałem ciebie. Was.
Pokręcił głową i wykrzywił usta, wracając myślami do tamtej chwili. Nie zdradziła go, przecież. Jak mogła, byli tylko przyjaciółmi, prawda?
- Tak, bawiliście się świetnie.
On trochę mniej.
- Nie miałem tam nic do roboty. Wybacz, ale nie miałem ochoty spędzać każdej nocy próbując nie słyszeć, jak pierdolisz się z Tricheurem za ścianą. Żałosne. Kurwa - zaśmiał się sucho. - Nie mam ci nic do powiedzenia.
List, który wcześniej jej "przeczytał" a ewidentnie był zapełniony przynajmniej kilkoma stronami interesującej lektury spłonął w kilka sekund, gdy Cyril rzucił na pergamin Incendio. Odwrócił się, by odejść, ale przystanął jeszcze na chwilę. Najwyraźniej jednak miał coś do powiedzenia.
- To chyba dobrze, że już się nie znamy. Nie wiem, w jakim momencie to się stało, ale cieszę się, że nie było mnie tutaj, gdy stałaś się dziwką.
Powiedział jej znacznie więcej, niż powinien albo chciał. Mówiło kilka miesięcy wkurwienia i rozgoryczenia, mówiła butelka whiskey, dopiero wtedy mówił sam Delvaux. Ale - kości zostały rzucone, Cyril zrzucił z siebie tę część balastu, która dotyczyła Effie, nie dając jej nawet możliwości zrozumienia kontekstu całej sytuacji i nie wyjaśniając jej, na czym to wszystko polega. Przyłożył palce do czoła, zasalutował jej, pochylając się do niej i uśmiechając sztucznie, po czym zabrał się do dormitorium, by zabrać resztę rzeczy.
Był tak pijany, że wszedłszy do środka, padł na łóżko Merlina i natychmiast zasnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31212
  Liczba postów : 68069
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Specjalny




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyWto Sty 21 2014, 20:01;

Wiecie jak to jest? Czasami to jest tak… NIESŁYCHANIE. Ja coś o tym wiem, bo całe moje życie przebiega w taki sposób, że zupełnie niczego się nie spodziewam! Gołąbeczki, jak ja się cieszę, że tym razem padło na Was, bo przecież jak wszyscy dobrze wiemy – życie nie może być smutne. Wszyscy muszą się bawić, radować, tańczyć, skakać. A wiecie co jest zabawne? Że ślizgoni ponoć słyną z niezbyt wielkiego poczucia humoru. Ja od samego początku nie chciałem w to wierzyć, dopóki ci wszyscy cudowni uczniowie i studenci Slytherinu nie zaczęli za bardzo spiskować? Chociaż nie, to nie właściwie słowo. Bardziej chodzi o to, że są tacy ponurzy, wszędzie widzą zło i jak komuś wyrządzić przykrość, jednak ja z tego co już słyszałem, to Julia i Rasheed są zupełnie inni, i można na nich liczyć, zwłaszcza jeśli ktoś chce by rozbawić go do łez. Tym razem jednak wcale może nie być tak śmiesznie, o ile nasz szanowny…
A właśnie! Zapomniałem wam napisać co tego feralnego popołudnia się stało. Z racji, że jedno ucho mam na prawo, a drugie ucho mam na lewo to tak mi się obiło, że na kolację zostały podane babeczki z jakąś herbatką. Niestety, małe gryfoniątka uwielbiają psikusy, i do kilku napojów dolali eliksiru rozdymającego! Nieszczęśliwie padło na Julię Heikkonen! Dziewczę jednak nie chciało spożywać posiłku w Wielkiej Sali toteż udała się do swojego dormitorium, po drodze chcąc nie chcąc napiła się kilku łyków magicznej herbatki i ku jej zaskoczeniu zaczęła latać po korytarzu, który prowadził do pokoju wspólnego ślizgonów. Przykra sytuacja zapewne, bo naszej ślicznej blondyneczce na domiar złego wypadła różdżka z szaty i gdzieś teraz tkwiła na zimnych, kamiennych płytach. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo o to już księcia na horyzoncie widać, już jego cudowna czuprynka na wietrze… A tak, właściwie to w Hogwarcie nie było zbyt dużego przeciągu, ale to nic. Nasz przystojny Rasheed Sharker, który zapewne wracał z udanej randki tym razem postanowił spędzić kulturalnie wieczór w Pokoju Wspólnym. Co stanęło na przeszkodzie? Sznurówka, i sama Julia, która teraz fruwała pod sufitem. Chłopaczyna tak się zestresował, że potknął się o własne nogi i wywrócił, padając niemal na twarz! Ostatkiem sił, odbił się dłońmi od podłogi i oszczędził swoje białe ząbki, które nadal tkwiły na swoje miejscu, ale czy szanowny rycerzyk nie powinien wybawić swojej damy z opresji?
No już szybciutko, bo dziewczę jeszcze spadnie i się mocno poobija!


______________________

Korytarz w lochach - Page 5 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2609
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyWto Sty 21 2014, 20:55;

Rasheed tymczasem wędrował sobie beztrosko korytarzami Hogwartu raźnym krokiem i nucił coś pod nosem, co dla każdego postronnego słuchacza mogło brzmieć ni mniej ni więcej jak seria syków i charchotów. Takie słodkie nucenie w wężomowie jest teraz przecież cool, nie? Nie? Czy ktokolwiek zna się tutaj na modzie?
Ekhem, w każdym razie wędrował tak sobie w stronę pokoju wspólnego, wspominając wyjątkowo przyjemne chwile, które dopiero co spędził. Skręcił w stronę lochów, schodząc do mrocznego i słabo oświetlonego korytarza, a jego kroki rozbrzmiewały głośno w opustoszałych podziemiach Hogwartu. Zapewne doszedłby w spokoju (do celu swej wędrówki, oczywiście!), gdyby nie ta felerna sznurówka, która pomogła  grawitacji, w udowodnieniu, że w starciu z nią, nawet taka łajza jak on, nie ma najmniejszych szans. Wyjątkowo mało zgrabnie zaplątał się we własnych kończynach i byłby potracił wszystkie zęby, gdyby nie jego wspaniały refleks! Wystawił ręce przed siebie i w ten sposób ocalił swą  śliczną mordeczkę przed dość brutalną konfrontacją z kamienną podłogą. Kiedy już udało mu się dźwignąć na nogi i zawiązać buty, tym razem porządnie, poprzeklinał sobie zdrowo na szewców! Bo to przecież ich wina, że sznurówka chciała go zabić! Otrzepując ręce, bliski był odejścia w swoją stronę, aczkolwiek powstrzymała go od tego jego genialna intuicja! No dooobra, Julia tworzyła dość intrygujący dźwięk, kiedy tak odbijała się od sufitu to i rozejrzał się z dość dziwną miną, zastanawiając się co do cholery się tutaj dzieje. Nie trzeba było jednak długo czekać na jego zrozumienie. Ledwo omiótł spojrzeniem loch, a zauważył ją. Nadętą jak balon, z czupryną blond włosów okalających pucołowatą twarz i derpiącą sobie radośnie w powietrzu. Na jego reakcję również nie trzeba było długo czekać. Powinien jej pomóc prawda? Szkoda jednak, że ledwie ją zobaczył, a już faktycznie wylądował na ziemi, z tym, że na tyłku, zanosząc się dzikim śmiechem. Wyglądała komicznie, zwłaszcza, że zapewne nie była zadowolona z tego, iż zamiast jej pomóc to on właśnie był w trakcie ocierania łez cieknących mu z oczu. Zawsze robiła świetne miny kiedy się denerwowała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Heikkonen

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2211
Dodatkowo : animagia (tygrys)
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7265-julia-heikkonen
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyWto Sty 21 2014, 22:37;

Zapowiadało się na taki fajny dzień... Popołudniu wybrała się do Wielkiej Sali, aby coś zjeść. Przechodząc przez sale minęła grupkę gryfonów, którzy najwyraźniej mieli z czegoś ubaw. Przewróciła oczami, podeszła do stołu obok wzięła sobie herbatę i babeczki po czym wyszła zmierzając do dormitorium. Zdecydowanie nie chciała jeść w towarzystwie roześmianych bachorów. Po prostu nie przepadała za dziećmi. Kiedy to przechodziła przez lochy zachciało jej się pić więc wypiła kilka łyków herbaty. No i masz... po chwili znalazła się już pod sufitem wyraźnie niezadowolona... żeby tylko... była wkurwiona. W międzyczasie z szaty wyleciała jej różdżka. -Wspaniale... - od kilku minut wisiała pod sufitem przeklinając tego kto wpadł na pomysł, aby dodawać do herbaty eliksiru rozdymającego. Po chwili przypomniała sobie, że w sali była tylko ta grupka gryfonów. No to teraz wiadomo z czego się śmiali... postanowiła, że kiedy eliksir przestanie działać po prostu się zemści, jak to miała w zwyczaju. Po pewnym czasie usłyszała, że ktoś idzie korytarzem -No wreszcie - powiedziała, obserwując nadchodzącą postać i zastanawiając się kto to może być. Na szczęście i może i nieszczęście był to Rasheed. Znała go dość dobrze, więc były dwie opcje pomoże jej lub odejdzie, przy obu opcjach można dołączyć to, że po prostu padnie ze śmiechu... Co prawda ich relacje były dobre, ale z Sharkerem nigdy nie wiadomo. Pewnie sama najpierw zaczęła by się śmiać, jeśli spotkałaby Rekina w takiej sytuacji. Będąc już kilka metrów od niej przewrócił się, oto nadeszła pomoc, która przewraca się na prostej drodze - pomyślała po czym westchnęła. Myślała, że odejdzie jednak w końcu ją zauważył, no i oto jej oczom ukazała się spodziewana reakcja. Padł ze śmiechu. Była coraz bardziej poirytowana, kiedy to on dalej się śmiał.
-Zamierzasz mi pomóc czy będziesz sobie tak leżał i się śmiał? - warknęła do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2609
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Sty 22 2014, 16:36;

Jej reakcja sprawiła, że roześmiał się jeszcze głośniej. Kobiety są takie przewidywalne! No cóż, zdarzają się wyjątki, ale w sumie, kto by tak nie zareagował gdyby się z niego śmiano? Zresztą, Ślizgonka właśnie odbijała się od ścian w lochach, miała prawo być zirytowana, ale z kolei Sharker to Sharker. Jak to słusznie zauważono, z nim nigdy nie było wiadomo co zrobi. W tym przypadku chyba jednak nie chciał narażać się na gniew niebios, bo po jej niezbyt uprzejmym przywitaniu pośmiał się jeszcze chwilę i dźwignął się z powrotem na nogi, ocierając resztę łez i otrzepując tyłek.
- Na Twoim miejscu byłbym milszy dla kogoś kto może Cię ściągnąć na ziemię - burknął i zrobił minę, która jednoznacznie okazywała niechęć do jakiejkolwiek pomocy. Przyjaźnili się, ale co z tego skoro nie potrafiła uszanować jego dobrej woli, na jaką składał się fakt taki jak to, że raczył ją zauważyć i nie pobiegł po aparat, żeby zrobić jej sweet focie w kompromitującej sytuacji, póki miał okazję. Zmarszczył brwi i uśmiechnął się złośliwie, krzyżując ramiona na piersi.
- No to kochanie wisisz mi przysługę - jego głos emanował samozadowoleniem, kiedy ruszył się wreszcie z miejsca i wyciągnął różdżkę. Jakoś nie bardzo widziało mu się łapanie jej za nogę i ciągnięcie ku ziemi, oj nie. Proste zaklęcie powinno pomóc.
- Wingardium Leviosa - powiedział po chwili, celując w nią swoją jesionową różdżką i powoli ściągając ją na ziemię.
- No to teraz dopiero będzie zabawnie - wyszczerzył zęby w perfidnym uśmiechu - bo jestem dupa z eliksirów i nie mam pojęcia co Ci może pomóc na Twoją przypadłość, bo to był eliksir rozdymający, prawda?
Rozejrzał się wokół siebie, zupełnie tak jakby się zastanawiał co do cholery ma z nią teraz zrobić.
- Masz jakieś pomysły? Bo coś tak sądzę, że niezbyt masz ochotę na lewitowanie Cię przez cały zamek, co? To przechodzi po jakimś czasie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Heikkonen

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2211
Dodatkowo : animagia (tygrys)
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7265-julia-heikkonen
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Sty 22 2014, 17:42;

Rekin raczej nie miał co liczyć na miłe przywitanie. Nawet jeśli być może miał zamiar jej pomóc. Kiedy Julia była wkurzona to była niemiła dla wszystkich nawet dla przyjaciół, dlatego w tych chwilach lepiej ją zostawić samą, ale teraz nie bardzo jej się widziało obijanie się o sufit.
- Będę milsza kiedy skończy się działanie tego durnego eliksiru, a będzie jeszcze lepiej kiedy się zemszczę.
Zauważyła jego niechęć, przez chwile myślała, że ją tutaj zostawi. No cóż, najwyżej zostałaby tutaj na parę godzin, przecież działanie eliksiru musi się kiedyś zakończyć prawda?
Jak miło raczył ją zauważyć i nawet nie zrobił zdjęć! Gdyby przylazł tu z aparatem najpewniej wylądował by on w najbliższym jeziorze lub po prostu zniszczyła by go innym sposobem jaki by akurat wpadł jej do głowy. A co do Sharkera to zdecydowanie naraziłby się na gniew niebios. Były to teoretyczne rozważania, ponieważ po chwili ściągnął ją na ziemię.
-Przysługę? Zależy czego będziesz ode mnie chciał. Nie myśl, że zrobię wszystko czego sobie zażyczysz, kochanie - powiedziała specjalnie akcentując ostatnie słowo.
Sharker myślał, że każdy będzie robił to czego on zechce? No to trafiła kosa na kamień.
- Tak geniuszu to był eliksir rozdymający. Miło, że ta sytuacja cię bawi, ale ja wolałabym coś z tym zrobić. Nie nie mam ochoty na wycieczkę po zamku w tym stanie - zaczęła się zastanawiać po czym kontynuowała - Z tego co wiem działanie tego eliksiru odwraca wywar dekompresyjny, no ale zawsze można też poczekać dwie godziny...
Szczerze wątpiła w to, że będzie chciał tu z nią tyle siedzieć, jeszcze po tym jak go potraktowała. Może jednak powinna być trochę milsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2609
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Sty 22 2014, 19:16;

Och tak, cała Julia i jej zemsta, jako idealny sposób rozwiązania konfliktu. Spojrzał na nią z uniesioną brwią, ale nic nie powiedział. Sam w końcu nie wiedział w jakich okolicznościach skosztowała tego jakże niefortunnego w skutkach eliksiru, dlatego nie bardzo wiedział czy gorąco poprzeć jej pomysł czy może raczej spróbować ją od niego odwieść? Zresztą nieważne. Wyobraża sobie ktokolwiek Rasheeda próbującego nakłonić Jul do zaniechania jej czynu? Już ze względów czysto taktycznych to nie było dobre posunięcie, a już tym bardziej nam się sytuacja klaruje jeśli wspomnimy, że Rekin to też się mścić lubił. Nie miał więc zamiaru jej powstrzymywać, a może i miał ochotę jej pomóc przy tym nawet. Na przykład mógłby nieszczęśnika przytrzymać przez te kilka chwil, kiedy to Ślizgonka będzie się radośnie wyżywać.
- Och kochana, nie znasz mnie na tyle dobrze by się domyśleć? - jego twarz rozjaśnił znowu uśmiech, tym razem pozbawiony już negatywnych emocji, a zakrawający o taki dość zawadiacki. Och, on zdecydowanie tak nie myślał. On był o tym tak święcie przekonany, że mógłby dość mocno się uszkodzić jeśli ktoś przekułby jego balonik zwany ‘pewnością co do’ i spadłby na ziemię. Ale no cóż, pozwólmy mu żyć iluzjami.
- To powiedz mi, jak mam Ci podać eliksir dekompresyjny, skoro ja nie umiem go przyrządzić, mam Cię tutaj nie zostawiać, bo jeszcze sobie krzywdę zrobisz, a nie pasuje Ci też opcja latania po całym zamku, co? - Zaczął wyliczać, za każdym razem odginając lewą dłonią, w której trzymał różdżkę palce prawej, przez co zakołysał trochę Julią. Spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku.
- Jak się boisz zostać sama, to mogę z Tobą zostać - zaproponował to z co najmniej złośliwym uśmiechem, który wręcz przykleił mu się do twarzy. - No chyba, że wolisz sobie podyndać?
Tutaj lekko poruszył różdżką, przesuwając ją bliżej siebie, jednak nie na tyle blisko aby znaleźć się w zasięgu jej rąk. Trochę się obawiał, czy gdy będzie się tak z nią drażnił dalej to czy nie dostanie od niej zaraz w twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Heikkonen

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2211
Dodatkowo : animagia (tygrys)
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7265-julia-heikkonen
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyCzw Sty 23 2014, 15:25;

Zemsta była bardzo dobrą opcją, lepsze to niż nic nie robienie. Wtedy sprawcy czują się bezkarni, a jeśli się im za to dostanie z reguły odechciewa im się dalszych dowcipów. Jeśli już postanowiła się zemścić to nic nie mogło jej od tego odwieść. Do tej pory Julia dawała sobie rade w radosnym mszczeniu się na innych, ale czemu nie pomoc zawsze się przyda.
- Dobrze wiesz, że jeśli dasz mi możliwość domyślania się to różne rzeczy mogą z tego wyjść. Będzie lepiej jeśli po prostu powiesz czego oczekujesz.
Smutno by było gdyby ktoś jednak przebił balonik tej jego pewności, a zapewne kiedyś się to przydarzy niekoniecznie dzięki Julii i co wtedy będzie? Zniszczy się jego światopogląd :( Biedny Rekin będzie musiał żyć z tym, że jego zajebistość nie jest aż taka jak to sobie wyobrażał. Kiedy tak wyliczał te wszystkie rzeczy przypomniało jej się o różdżce która to leżała gdzieś na podłodze poza zasięgiem jej wzroku.
-Oj nie martw się nie zrobię sobie krzywdy - uśmiechnęła się na tyle na ile pozwalało jej to, że wyglądała jak balon - Eliksir niedługo przestanie działać i wszystko wróci do normy. Więc wywar nie będzie potrzebny tak samo jak i wycieczka po zamku. Póki co było by miło jeśli odnalazłbyś moją różdżkę.
Dziwne, ale jak na stan w którym się znajdowała miała dość dobry humor, irytacja minęła może dzięki temu, że myślała nad tym jak mogłaby się zemścić na tych gryfonach i właściwie miała już ułożony konkretny plan.
- Według ciebie wyglądam na taką która boi się zostać sama? No proszę cię... - przewróciła oczami - No, ale jeśli już proponujesz to zostań. We dwójkę czas minie szybciej no i nie będę się obijać o ściany.
Zaśmiała się pod nosem, kiedy ją przesunął. Wiedziała, że nie da rady go dosięgnąć, Rasheed dobrze ją znał, kiedy tak się z nią drażnił miała ochotę go uderzyć, ale te myśli już odeszły. Jednak Sharker w dalszym ciągu nie chciał ryzykować i to było zabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2609
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyPią Sty 24 2014, 17:49;

Och czy to nie będzie słodkie? Dwójka przyjaciół męcząca gryfoniatka! Szkoda tylko, że użycie zaklęcia Cruciatus przeciw człowiekowi jest zabronione. W sumie to jakby go kto pytał to by powiedział, że te brudnokrwiste czerwonki raczej się do istot ludzkich nie zaliczają i użycie na nich niewybaczalnych jest całkowicie usprawiedliwione, ale kto by się tam tym przejmował! Głupie zasady głupiego ministerstwa.
- W takim razie dowiesz się w swoim czasie - mrugnął do niej kokieteryjnie i paskudnie się uśmiechnął. Oj tak, on zdecydowanie knuł coś złego, czego Julia powinna się obawiać. Zresztą, każdy kto wisiał Rekinowi przysługę, powinien drżeć trwogą na samą myśl co to może być, bo Rasheed był w temacie swoich zobowiązań bardzo skrupulatny. Pamiętał o każdym i skwapliwie wykorzystywał wszystkie sytuacje do odbierania długu nawet po kilka razy.
- Och, proszę bardzo, ale to już druga przysługa - powiedział spokojnie, mierząc ją spojrzeniem całkowicie niewinnym, aczkolwiek jego uśmiech był zupełnie perfidny. Poruszył jednak lekko swoim kawałkiem drewna.
- Accio różdżka Julii - powiedział i patrzył jak przylatuje ona do jego ręki, gdzieś z głębi korytarza. Obrócił ją w długich palcach pianisty, zastanawiając się najwyraźniej czy oddać jej ją od razu czy może zaczekać aż się będą rozstawać? Biorąc pod uwagę, że jego dłoń się zamknęła, można było przypuszczać, że nie będzie jej chciał oddać, ale zaraz otworzył ją z powrotem i rzucił do dziewczyny.
- Trzymaj - mruknął cicho i tym razem jego usta ułożyły się w przyjazny i szczery uśmiech. Nieważne jak długo mógł się z nią droczyć, po prostu ją lubił.
- Wiesz, każda kobieta potrzebuje czasami rycerza w lśniącej zbroi - powiedział to bez przekonania i parsknął śmiechem. Tak, on na pewno nie zaliczał się do takich co by się wyprawili w jakimś kretyńskim pancerzu na wieżę i ratowali księżniczki.
Po tym wszystkim usiadł sobie na ziemi pod ścianą i przyciągnął za sobą dziewczynę jednym machnięciem różdżki i sadzając ją obok siebie. Tak sobie siedzieli i rozmawiali. O wszystkim. O szkole, rodzinie, znajomych. O rzeczach bardziej prywatnych jak i tych powszechnie znanych. Nawet nie zauważyli kiedy minęły dwie godziny, a Julia powróciła do swoich normalnych rozmiarów. Sharker wstał i podał jej rękę by pomóc jej w dźwignięciu się na nogi.
- No to cześć. Miło się rozmawiało - przyciągnął ją do siebie i pocałował delikatnie w policzek. Potem odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę pokoju wspólnego Slytherinu.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Winter Teixeira

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 11
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7724-winter-teixeira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7727-pixiebella-masz-wiadomosc#214759
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7725-i-ll-be-your-winter#214705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7726-winter-teixeira#214719
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyPon Mar 10 2014, 01:08;

Cisza. Spokój. Wytchnienie. Parę chwil dla siebie. Nic więcej nie oczekiwała od losu, który był iście przewrotny, wszak nikt nie spodziewał się, że Teixeira zaszczyci Hogwart. Sama Saunders nie była w stanie przewidzieć tego, że przyjaciółka z Kajman pojawi się w szkole Magii i Czarodziejstwa. Naprawdę - to była ostatnia rzecz, której chciała dziewczyna przydzielona do Slytherinu. Jednak stara czapka jaką była Tiara przydziału, nie wykazała się ignorancją. Cechy dominujące w tej drobnej istotce wzięły w górę i tak o to dom węża powitał kolejną, ale być może nazbyt "wyjątkową" personę. Wsadźcie sobie w dupę wszystkie czułości i idźcie się pieprzyć po kątach. Winter nie należała do tej bajki. Tylko tydzień, a już była znużona i desperacko poszukiwała dla siebie miejsca w tych odmętach... Świata rozpusty. Zabawne, że ktoś taki jak Teixeira w ogóle odmawiała sobie wszelkiej maści przyjemności, ale tak - stroniła od alkoholu, nie nadużywała go i nigdy nie miała problemów przez procenty. We wakacje może nieco mocniej pofolgowała ze Scarlett, ale kto im mógł zabronić? Nikt. Były młode, a młodość rządziła się swoimi prawami, podobnie jak Winter rządziła swoim portfelem, który dość chętnie odwiedzał wszelkiej maści mugolskie sklepy, oferujące szmatki z ledwo co ściągniętych modelek wybiegowych. Ale nie. Dość. Winter też miała swoje uczucia, niewiele ich było, ale jednak... Inspiracja. Tego szukała. Niemal znalazła to w starej sali teatralnej, ale to nie było to. To nie było to czego szukała, nie to do czego chciała wracać. Nie. Nie. Nie. Poszukiwania należy rozpocząć raz jeszcze. Nie była w stanie uwierzyć w to, że tutaj... W tej szkole... Nie ma ani jednej interesujący osoby, która po prostu oddałaby się w jej fotograficznej ręce na kilka chwil. Może jedną, dwie, lub osiem nocy... Niewiele potrzebowała. Czas. Czym był czas, w obliczu młodości, gdy ta ma swoje zasady. W przypadku Winter, właśnie w tej chwili naginała wszelkie możliwe niepisane reguły. Wprost z Kajman. Z francuskich wybiegów. Z wystawy sklepowej... Przybyła tutaj do Hogwartu - i cholernie się rozczarowywała na każdym kroku. Nie potrzebowała do szczęścia wiele. Tylko jednej osoby. Jednej. Jedynej. Daj jej to, nie prosi o wiele.
I tak tkwiła na korytarzu, co jakiś czas grzebiąc w torebce bez dna. Co jakiś czas wertując książki, a raczej udając, że je wertuje. Nie przywykła zasiadać do lektury będąc kompletnie rozproszoną i zagłębioną w rozmyślaniu o beznadziejności sytuacji. Nawet Saunders, ta najlepsza przyjaciółka ignorowała ją, bo miała... Frajerskie problemy? Tak, chyba tak to leciało.
Na Merlina, naprawdę nie jest mi do szczęścia zbyt wiele trzeba!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Merlin Faleroy

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyWto Mar 11 2014, 15:11;

Merlin czuł niewiarygodną ulgę, że mógł dotknąć swojego ramienia, równocześnie nie rozdrapując jakiś obleśnych krost, z których obrzydliwa ciecz spływałaby mu po ciele. Opuszczenie Skrzydła Szpitalnego było dla niego niesamowitą ulgą. Udało mu się załatwić wiele spraw wbrew pozorom, spędzając czas na oddziale zakaźnym. Między innymi przez brak dostępu do jakichkolwiek używek i wcześniejszego odwyku w Kanadzie, jego organizm przestał domagać się dawek jakichkolwiek środków narkotyzujących. Gdyby nie to, że był od nich odcięty, po powrocie do Hogwartu był przekonany, że do tego od razu wróci. Więc choroba okazała się być dla wila prawdziwym wybawieniem. I wszyscy bliżsi, którzy go znają powinni odczuwać ulgę w jakimś stopniu, gdyż Merlowi ponownie chciało się po prostu napić jakiegoś silniejszego alkoholu. Albo po prostu jakiegokolwiek. Każda jego komórka domagała się błogosławionego napoju, który ostatnio tak haniebnie porzucił. Musiał przeprosić się z tymi nektarami bogów jak najszybciej i poprawić swój wisielczy humor.
Co prawda kuzynka nie miała ochoty go odwiedzać i narażać się na jego paskudne zarazki, ale przynajmniej była na tyle miła, że przekazała do SS jego ubrania i parę rzeczy o które je prosił, by nie musiał wracać do dormitorium w piżamie, czyli samych bokserkach w jego przypadku, albo starych ciuchach, cuchnących chorobą. Po drodze wstąpił do łazienki prefektów, by rozkoszować się czystością, ciepłą wodą i swoją ponownie alabastrową skórą. Po spędzeniu tam koło miliona lat, Merlin wracał powoli do swojego dormitorium z rozkoszą ocierając się o każdą ścianę, gdyż mógł i żadne bąble nie pękały przy minimalnym dotknięciu czegokolwiek, więc musiał się tym napawać. Faleroy szedł przez korytarz spokojnym krokiem. A raczej sunął nim opierając się ramieniem o ścianę, nie odrywając się od niej ani na sekundę. Zapewne jego czarny sweter nie będzie w najlepszym stanie po tej podróży, ale to była ostatnia rzecz, którą Ślizgon się obecnie przejmował. Gorzej, że właśnie zauważył kogoś na horyzoncie. Ten ktoś nie poruszał się i stał zbyt blisko ściany, więc wil będzie musiał się prawdopodobnie oderwać od niej, żeby przejść dalej. A może i nie? Merlin zamiast przejść tam gdzie było znacznie więcej miejsca, wypełnił lukę między nieznajomą, a ścianą, starając się prześlizgnąć niezauważenie. Co oczywiście było dziwaczne i zupełnie bez sensu, na dodatek momentalnie potrącił dziewczę. Orientując się w absurdalności swojego zachowania parsknął krótko śmiechem i odrzucił swoje odrobinę mokre po kąpieli włosy z czoła.
- Nie wiem po co przeciskam się tędy - oznajmił kręcąc głową, ale prąc do przodu. Zerknął na dziewczynę i lekko podniósł do góry kącik ust, coby się na niego nie obrażała za tą dziwną sytuację. Nie miał zielonego pojęcia kim jest. Założył momentalnie, że jest z Huffu, z którego dziewczyny tak rzadko go interesowały, że akurat nie zwrócił uwagi na jakąś ładną postać z tego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Winter Teixeira

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 11
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7724-winter-teixeira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7727-pixiebella-masz-wiadomosc#214759
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7725-i-ll-be-your-winter#214705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7726-winter-teixeira#214719
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptySro Mar 12 2014, 12:53;

Cóż, całe szczęście Winter ominęła sprawa okropnej groszopryszczki, a co za tym szło, jej zgrabne ciało nie było skalane żadnymi bąblami, z których sączyła się obrzydliwa ciecz, czy co to tam było. Merlin też miał dużo szczęścia, że nie trafił na Teixeirę w momencie gdy to jego ciało było pokryte chorobą, wszak zapewne dziewczę uciekłoby z krzykiem. No, ale jak widać okoliczności losu są nadzwyczaj przyjaźnie nastawione do tej dwójki! Oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że to tylko przypadek, że ślizgonka stała tu jak gdyby nigdy nic, w oczekiwaniu na zbawienny cud. No i ten cud nastał, bo przecież Merlin Faleroy był wilem. Umówmy się, że jednak słodka Winter na pewno trochę inaczej będzie go postrzegała niż pozostałych gamoni, którzy reprezentowali Hogwarcką brać.
Jednak zaczynają się schody. Wielkie schody, które będziemy pokonywać za każdym razem, gdy… Faleroy wspomni przy Teixeirze chociażby o łyku alkoholu. Dziewczę tego nie uznawało. Podobnie jak wszelkiej maści używek, wszak była z bardzo dobrego domu, a wychowana była w harmonii i układach niczym z królewskich salonów. Dobra, dobra… Ma siedemnaście lat, nie twierdzę, że nigdy nie piła, ale bynajmniej należała do tej walecznej grupy uczniów, która co weekend nie rozpijała się w zapyziałych barach, ale porwanie na ognistą w towarzystwie blondyna… Cóż, prawdziwa rozkosz!
Aczkolwiek powrócę do przyziemnych spraw i zaznaczę, że Winter nie kontaktowała ze światem, zawzięcie walcząc z lekturą, co jakiś czas wyciągając z pomiędzy kartek zdjęcia. Zwykłe. Szare. Nudne. Nic nadzwyczajnego, a może to ona się zmieniła i nie potrafiła zrobić ambitnej fotografii, bo wszyscy ograniczali się do pustych uśmiechów i tępych spojrzeń? To jest bardzo możliwe, w końcu była artystką, a nic co ludzkie nie było jej obce. No, prawie. Nie spodziewała się kogoś kto będzie zachowywał się nad wyraz dziwnie, ale to już jakiś krok do przodu by wryć się w krótką pamięć Winter. Szczerze powiedziawszy to zapewne nigdy nie widziała kogoś kto się poruszał w taki sposób, coś jak glonojad czyszczący akwarium, ale dzięki Bogu – Merlin ocierał się o ścianę tylko plecami. Dlatego gdy świadomie bądź nieświadomie szturchnął ślizgonkę ta aż wytrzeszczyła oczy zdezorientowana zaistniałą sytuacją, wszak nikt jej tak nigdy nie podrywał, ale każdy musi kiedyś przeżyć swój pierwszy raz, co nie?
-W porządku, spróbuje w to nie wnikać… - I bam. Mamy słodką Teixeirę, która sama z siebie po prostu przy nim rozkwitła. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana, bo wszelkie wilowe fluidy były przesyłane na jej drobną osóbkę z prędkością światła. I nie wiedziała czy to jego urok, czy brak w ostatnim czasie persony, która byłaby hipnotyzująca. Umówmy się, że myśli dziedziczki były raczej ukierunkowane w zupełnie inną stronę i chyba przestała trzeźwo myśleć, a przynajmniej na tyle na ile mógł wskazywać zdrowy rozsądek.
-Rozbierzesz się dla mnie? – Palnęła z głupa, a po chwili dłonią uderzyła się w czoło jakby zdając sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, w którą się wplątała. Nie chciała tego mówić i bynajmniej nie spodziewała się, że myśli jak fala tsunami przeleją się do jej gardła i wyszepczą coś równowartego „avada kedavra” – wszak Merlin mógł ją wziąć za totalną wariatkę.
-Znaczy nie, to tak tylko, sobie… Mówię. Wiesz cierpię na brakulis-ogarus… Plotę trzy po trzy, ale zdjęcie bym Ci zrobiła, najlepiej w mniejszej ilości odzieży! – Wybrnęła po gwiazdorsku, wszak szyk i umiejętność wyjścia z sytuacji „bez-w y j ś c i a” opanowała do perfekcji, już wtedy gdy spóźniała się do domu całe czterdzieści trzy sekundy, a ojciec z zegarkiem w ręku czekał w salonie. Bardzo czasowy facet.
-O ile oczywiście chcesz, ale pewnie… Braknie Ci odwagi… – Wzruszyła ramionami teatralnie, a na jej twarzy wykwitła minka „na podkówkę” i pełna udawanego rozczarowania zaczęła pakować książkę do swojej torby bez dna, wszak trzeba było jakoś zamaskować tą nieodpartą chęć robienia mu zdjęć, a do tego – trzeba było go sprowokować. No w końcu Winter to taka grzeczna dziewczynka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Merlin Faleroy

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyNie Mar 16 2014, 22:12;

No cóż, to miała piekielne szczęście. Biedny Merlin musiał się przemęczyć z tym skalaniem swojego (jeszcze piękniejszego niż jej, hehe) ciała. I na pewno nie uciekłaby z krzykiem od tego, nawet jakby był umazany smoczym łajnem! Faleroy zawsze prezentował się tak, że kobiety miały ochotę składać mu pocałunki, co było widać po jego byłej dziewczynie, która go pocałowała pomimo licznych bąbli na jego ślicznej buźce. Całe szczęście, że będzie go inaczej postrzegać! Nie wiem czy Merl może odwdzięczyć się tym samym, ale na pewno zaliczy ją do grona ładnych, wartych uwagi dziewczyn.
No cóż, niestety jeśli kiedykolwiek dałaby mu ultimatum albo ona albo alkohol, raczej Faleory nie wykazałby się specjalnym objawem genteleństwa. No dobra oczywiście nie powiedziałby od razu, że woli od niej whisky, ale z pewnością nie porzuciłby swojego nałogu dla kogokolwiek. W końcu nie raz próbował. Cudem wyplątał się ze skajowych narkotyków. I na pewno Faleroy zdoła ją namówić na kieliszek lub dwa. A jeśli nie to on jest przeuroczy bo jakichkolwiek używkach, więc nie może być na niego zła.
Więc Merlin ocierał się o ścianę niczym glonojad, próbując przejść obok dziewczyny, równocześnie drapiąc się błogo o chłodny mur, kiedy zorientował się, że to wcale nie działa tak jak powinno. Wtedy Teixeira odwróciła się do niego i otworzyła szeroko oczy, robiąc minę charakterystyczną dla osoby znienacka poznającą wila. Merlin uśmiechnął się krzywo kiedy ta gapiła się na niego dłuższą chwilę, niespecjalnie zaskoczony jej reakcją, jakkolwiek starał się zazwyczaj to ignorować. Jednak jej drugie pytanie nie było już całkowicie oczywistym stwierdzeniem jak na pierwszą wymianę zdań. To raczej on powinien powiedzieć, że nie pamięta kiedy był podrywany w ten sposób. Uniósł do góry brwi przestając się przeciskać obok niej i starając się zrozumieć jej dziwny tok myślenia.
- A ty się rozbierzesz dla mnie?- upewnił się czy myślą o tym samym, kiedy ta uderzyła dłonią o czoło, więc Merlin uznał, że źle zrozumiał jej uwagę. Zaintrygowany jednak cierpliwie odczekał chwilę, próbując ogarnąć jej chaotyczną wypowiedź.
- Nie pozuję do zdjęć – powiedział momentalnie kiedy wspomniała o jakiejś fotografii i nawet postawił już kolejny krok, kiedy ta dokończyła swoje zdanie, tym samym tłumacząc swoją pierwszą wypowiedź. Z zastanowieniem założył ręce na piersi i zerknął gdzieś w przestrzeń, zastanawiając się nad sytuacją. Prychnął pogardliwie i machnął ręką na jej odwołanie się do tchórzostwa.
- Nie jestem jakimś Gryfonem, który na słowo odwaga rzuca się z mostu, by udowodnić, że ją posiada- powiedział i teraz z kolei on wzruszył ramionami. Tylko fakt, że jest to stosunkowo innowacyjny pomysł, w porównaniu do zwykłych próśb , by ktoś mógł zrobić mu jakiejś fotki.
- Umiesz w ogóle robić jakieś przyzwoite zdjęcia?- zapytał z powątpiewaniem taksując dziewczynę wzrokiem. W końcu skoro miała być jedną z nielicznych dziewczyn, które zrobiły mu zdjęcia (bo zobaczenie go nago nie należało do aż takich osiągnięć), musiał się dowiedzieć czy chociaż się do tego nadawała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Winter Teixeira

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 11
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7724-winter-teixeira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7727-pixiebella-masz-wiadomosc#214759
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7725-i-ll-be-your-winter#214705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7726-winter-teixeira#214719
Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 EmptyNie Mar 16 2014, 22:56;

W porządku. Niech będzie. Teixeira będzie przychodziła do dormitorium Faleroya po super magiczne kremy dzięki, którym jej ciało będzie równie seksowne co jego, aczkolwiek… Ona nie posiada żadnego procentu wili w sobie, przez co niestety – faktycznie – nigdy nie będzie tak och jak Merl. Jednak to nie ma znaczenia, ona sama w sobie była urocza, od a do niemal z, pomijając takie spółgłoski jak be-ce-de-em-en. No właściwie możemy przelecieć przez cały alfabet, ale przecież liczy się pierwsze wrażenie, a to Faleroy odniósł chyba całkiem, całkiem niezłe!
Po za tym przepraszam bardzo, ale Teixeira nie jest jego byłą i bynajmniej nie całowałaby go wybąbelkowanego! Jednak skoro Merlinek miał kogoś do całowania go w takim stanie, to znaczy że nie było z nim wcale tak źle. Szkoda jednak, że Winter nie miała pojęcia, że tą byłą jest Mandy, zresztą – nie ważne. Dziewczyny nie utrzymywały jakiś super relacji, przez co można ograniczyć się do niewiedzy, która zaginie w kieliszku? Och, uroczy ten Merl, doprawdy. Jeśli myśli, że rozpiłby taką Winter to zapewne ma racje, wszak dziewczę ma problem z odmawianiem przystojnym chłopcom, zwłaszcza ze Slytherinu, chociaż ciekawe czy jest ubrany w firmowe metki. Zresztą, jakie to miało znaczenie kiedy sprzedała mu się cała. I czy to jego urok, czy zapach perfum, czy może faktycznie super rzadka genetyka – Teixeira miała fenomenalną ochotę zgwałcić go aparatem. Potem, w porządku, mogą iść na drinka, ewentualnie dwa czy osiem, co za różnica. Dziś jest dzień, w którym spełniają się marzenia więc i Winter będzie bardziej wyrozumiała dla zboczenia alkoholowego.
-No coś Ty! Nie rozbiorę się! – Obruszyła się niczym rasowy paw, ale po chwili spuściła z tonu świdrując go jasnymi tęczówkami i zastanawiając się dlaczego mu to zaproponowała. Głodna jakiś wrażenie może, albo potrzeba seksu czy coś… Nie, nie, nie. Bynajmniej nie. Winter brakowało sztuki. Brakowało jej fotografii. Brakowało jej kogoś kto będzie fenomenalnie fotogeniczny, a on miał to wszystko. Jego oczy, linia ust, wystające kości policzkowe, rozstaw szczęki… Wszystko ze sobą idealnie współgrało, przez co ona miała dziką ochotę zrobić parę zdjęć, oczywiście jeśli nie będzie zadowolony to je skasuje. Rzecz jasna jak weźmie aparat drobnej dziewczynie, a to graniczyło niemal z cudem.
-No wiesz, gdybyś się rzucił udowadniając tym samym odwagę, stwierdziłabym że jesteś głupkiem, ale w porządku co kto lubi… - Wywróciła oczami na swój charakterystyczny sposób i nawet nie trwało pięciu sekund jak zaczęła grzebać po torebce bez dna by odszukać album, w którym znajdowały się wszystkie zdjęcia z… Cóż, z wakacji – no ale naprawdę od tamtej pory nie było nikogo na tyle inspirującego! Całe dwa zdjęcia wsadzone do albumu, wyciągnęła z nieukrywaną satysfakcją, bo doprawdy była z nich zadowolona!
-To Chiles, była kiedyś u mnie na wakacjach, a to… Scarlett. Ta druga to moja przyjaciółka, ale tak się cieszy na mój przyjazd do Hogwartu, że kwitnę tu już trzy tygodnie, a ona nawet nie napisała do mnie, że chce mnie widzieć! Jednak, to nic, potrafię o siebie zadbać, bo jestem już dużą dziewczynką… - I tu parsknęła śmiechem, a po chwili odetchnęła z ulgą żeby jeszcze raz wrócić do tematu, który był ambitnie intrygujący.
-No to jak, mogę Cię rozebrać, a potem obiecuje trzymać ręce tylko i wyłącznie na aparacie, wiesz… Byłbyś moim pierwszym, dlatego starałabym się jeszcze bardziej żeby nasz, o ile Twój też, pierwszy raz był idealny! – Powiedziała z nieukrywanym podnieceniem w głosie, a po chwili wbiła w niego wyczekujące spojrzenie. Tak, ono było bardzo wyczekujące.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Korytarz w lochach - Page 5 QzgSDG8








Korytarz w lochach - Page 5 Empty


PisanieKorytarz w lochach - Page 5 Empty Re: Korytarz w lochach  Korytarz w lochach - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Korytarz w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 10Strona 5 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz w lochach - Page 5 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
-