Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Co dzisiaj odwalamy?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty23.01.22 20:08;


Retrospekcje

Osoby: Eskil i @Robin Doppler
Miejsce rozgrywki: Austria
Rok rozgrywki: grudzień, 2021
Okoliczności: Urywek wspomnienia opowiadający o tym jak Robin ulitowała się nad swym ulubionym wilowatym i pokazała mu mroźny krajobraz Austrii w imię zażegnania przygnębienia i niepokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty23.01.22 20:08;

W ciągu pięciu godzin padło wiele imion, pojawiło się wiele uśmiechów, słów i uścisków dłoni. Zgubił się przy siódmej osobie i za nic w świecie nie przyznawał, że nie zapamiętał żadnego imienia. Robin miała tak potężną i liczną rodzinę, iż zapamiętanie ich wszystkich imion znacznie obciążało możliwości zapamiętywania Eskila - a trzeba przypomnieć, że dopiero wczoraj wieczorem minął mu kac po weselnych alkoholizacjach u Whitelight'ów. Musiał mieć naprawdę posępną minę kiedy okazało się, że przez kilka dni miał siedzieć w domu sam. Na tyle posępną, aby Robin się nad nim zlitowała i zabrała go ze sobą, do swojej rodziny. To tylko jeden świstoklik i bęc, kilka godzin później minę miał zdezorientowaną na widok tak licznej rodziny. A jak głośno tu było…! Nic jednak nie przebije matki Robin, która coś do niego trajkotała i nie zraziła się, że nie zrozumiał ani słowa. Próbował uśmiechać się jak najlepiej umiał jednak odnosił wrażenie, że wyszło mu to sztucznie. Zupełnie jakby nie miał sił utrzymywać kącików ust w naturalnym dla siebie ułożeniu. Z jej kuzynami trochę się dogadywał - a i wydawało mu się, że zgodził się gdzieś z nimi wyjść tylko nie wiedział gdzie i na jak długo. Ot, rzucał zgodę w ciemno choć gdyby to od niego zależało to trzymałby się Robin kurczowo. Cóż, kiedy trochę się rozrzedziło (było mniej więcej pięć osób z dwudziestu obecnych) i uciszyło, mogli wymienić choć parę zdań.
- Nie wiem co twoja babcia do mnie mówiła ale chyba niechcący zgodziłem się sprzedać jej swoją duszę. Albo nerkę. Nie jestem pewien. - był lekko skołowany ale dzielny; pilnował swojego uśmiechu, który chyba większość osób przekonał. Jej mama również była obłędna - głośna, energiczna, ekspresywna. Gotów był przysiąc, że była bardziej wyrazista od całej reszty Austriaków mieszczących się w tym domu.
- A co do twojej mamy... to wiem po kim jesteś taka nieobliczalna.- dźgnął ją w bok, wiedząc, że tymi słowami zatuszuje swoje przygnębienie, które na czas pobytu w Austrii planował zakopać głęboko pod lekkomyślnością i beztroską. Usiadł sobie na schodku i odetchnął z ulgą.
- Co będziemy dziś odpierdalać?- zapytał bezpośrednio, niestandardowo jak na siebie paskudnie przeklinając. Coś w nim drgnęło- przypomniał sobie prośbę Dori, aby wysławiał się ładniej. Niemal zrobiła z niego idealnego i grzecznego ucznia Slytherinu. Do tej pory dziwił się jaki miała na niego wpływ. Zerknął kątem oka na Robin i gryzł się w język, próbował zapomnieć o tym, co do niej czuje. Cóż, jest obok, wśród jej rodziny. Nie będzie łatwo. Chyba strzelał sobie właśnie w kolano, pieprzony masochista.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1203
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty23.01.22 21:24;

Uwielbiała swoje rodzinne strony. Kochała Austrię i całą swoją rodzinę od strony ojca. Naprawdę, czas który spędzała razem z nimi zawsze był czasem przez nią wyczekiwanym, radosnym, pełnym krzyku, śmiechu, płaczu i całej burzy emocji, które niejednokrotnie jej ojciec nie był w stanie znieść. Niemniej, chyba do tego przywykł na przestrzeni lat, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że za żonę wybrał sobie największą ekstrawertyczkę, jaka prawdopodobnie przez ostatnie sto lat chodziła po tej ziemi. Dlatego, kiedy przyszedł okres świąt, bez zawahania zdecydowała się jechać razem z rodzicami do Austrii, gdzie mieściła się rodzinna posiadłość jej ojca. Kochała to miejsce, szczególnie w zimowej scenerii, która tak jak teraz panowała wokół. Pobliskie góry były całe pobielałe, jezioro zamarznięte na kamień. W takich warunkach bez wątpienia można było zapomnieć o całym świecie i wszystkich problemach.
Miała lekkie wyrzuty sumienia, że musiała opuścić ich na jeden dzień, kiedy to było wesele kuzynki Huntera. Obiecała babci, że wróci jak najszybciej się da i słowa zamierzała dotrzymać. Widząc jednak, w jak paskudnym nastroju jest Eskil, jak bardzo nie chce spędzać czasu samotnie w Dolinie Godryka, nie mogła pozwolić na to, aby się tam samodzielnie marnował. Bez zastanowienia zaproponowała mu udział w tym wyjeździe. Żeby chociaż przez kilka dni zapomniał o swoich problemach.
Oczywiście powitała ich jej matka, która trajkotała jakby przynajmniej jej za to płacili. Wszyscy kuzyni śmiali się (oczywiście po niemiecku), że przyprowadziła swojego chłopaka i żadne tłumaczenia ze strony Robin w ogóle nie miały najmniejszego sensu. Tata przytulił ją, czule całując w czubek głosy, a dziadek uśmiechał się dobrodusznie, spoglądając na nią i na Eskila znad swoich okularów. Tak, zdecydowanie czuła się tutaj jak w domu. I miała nadzieję, że półwilowi również spodoba się ten klimat.
Z nieskrywanym rozbawieniem przyglądała się temu, jak babcia sztorcuje Eskila, jednocześnie szczypiąc go po policzkach i mówiąc wszystko po niemiecku, święcie przekonana, że doskonale ją rozumie. Robin miała w planie dopiero za kilka godzin wyprowadzić ją z błędu, żeby poobserwować jeszcze kilka ciekawych sytuacji z tym związanych.
- Oh, spokojnie, po prostu uznała, że jesteś zbyt ładny, żeby mieć tylko brytyjskie korzenie - wytłumaczyła mu, co babcia miała na myśli, machając przy tym lekceważąco ręką. Babcia zgromiła ją wzrokiem, bo przecież po angielsku mówiła równie dobrze, co po niemiecku, ale nie skomentowała tego słowem, jedynie zaczęła po niemiecku mamrotać coś pod nosem w stylu "i po cholerę ona mu to wszystko od razu mówiła..."
Prychnęła głośno, ale uśmiechnęła się szeroko. Wiedziała, że wiele cech charakteru odziedziczyła po swojej rodzicielce, jednak nigdy nie była z tego powodu smutna. Wręcz cieszyła się z tego faktu, bo matka zawsze była pewnego rodzaju autorytetem w jej życiu.
- Gdybyś poznał ją bliżej, wiedziałbyś, że przy niej, to ja jestem tak nudna jak jakiś aptekarz - stwierdziła luźnym tonem, po czym bez skrępowania złapała go za dłoń i pociągnęła w kierunku dalszych części domu, gdzie ich jeszcze nie było. Usiadła na jednej z kanap w dolnym salonie i pokazała dłonią obraz, który wisiał obok nich. - Ten facet, to mój pra, pra dziadek. On pierwszy mieszkał w tej posiadłości - wyjaśniła przyjacielowi. Nie czuła żadnego skrępowania na myśl, że przedstawia mu losy swojej rodziny.
Zapytał, ją o to, co będą dzisiaj odwalać w momencie, gdy obok nich, na dziecięcej miotełce przeleciała najmłodsza przedstawicielka rodu Doppler, czyli dwuletnia Klara, jej kuzynka. Przyglądała jej się z czułym uśmiechem na ustach. Przypomniało jej to o jednej rzeczy, więc z ożywionym wzrokiem wróciła do Eskila.
- Umiesz latać na miotle? Hans zaproponował mecz quiddicha nad niezamarzniętą częścią jeziora. Elias, Louis, Paul i Andrea też będą grać. Tyle że my gramy... nieco inaczej. Są przyznawane dodatkowe punkty za strącenie przeciwnika do jeziora i jeszcze dodatkowe za uratowanie przed wpadnięciem do wody - bardzo szybko wyjaśniła mu ich reguły gry. Była bardzo ciekawa, czy chłopak podejmie wzywanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty23.01.22 23:11;

Nie nadążał za potokiem słów, ale ciężkie brzmienie niemieckiego języka miało swój urok, zwłaszcza w połączeniu z ekspresją ich twarzy. To miejsce było rajem. Otoczony ekstrawertykami, w domu niczym z bajki, z pięknymi widokami i choć znał tu jedynie Robin to tak jakoś nie czuł się aż tak samotnie jak w ostatnich dniach. Poziom decybeli w tym otoczeniu pomagał zapomnieć na chwilę o planowanym rozpieprzeniu dwóch relacji. Próbował nie myśleć o tym a skoncentrować się na barwnym dniu. Nie było to trudne, nie w takim miejscu. Nie musiał rozumieć połowy rzeczy aby czuć się tu całkiem nieźle. Przy jej babci jakoś tak nie potrafił się ani cofnąć ani strząsnąć jej rąk ze swoich policzków. Zbyt głęboko miał wpojony szacunek do osób starszych.
- Oczywiście, że jestem zbyt przystojny na jakiekolwiek standardy. - prychnął cokolwiek nieskromnie i arogancko.
- Możesz przekazać pani babci, że to kwestia wilowstości.- wzruszył ramionami jakby było to oczywistością, a chciał po prostu zobaczyć ich miny, a i być jeszcze w centrum uwagi. Lubił być oglądany, podziwiany i zagadywany. Z jednej strony łaknął jak najwięcej ich atencji - dlatego zgadzał się na wszystko - a z drugiej chciał choć na minutę być sam z Robin, ale po to aby odzyskać skupienie.
- E tam, myślę, że jesteś od niej o stokroć ciekawsza.- rzucił "byle jakim" tonem kiedy szli do wypasionego salonu. Nikt nie jest teraz ciekawszy od tej blondynki u jego boku. Wśród tych eleganckich mebli czuł się jak w muzeum, czym nie omieszkał podzielić się z Robin. Usiadł w grzecznej pozie - bez wywalonych na boki kończyn i bez poduszki pod plecami i głową. Powiódł wzrokiem do obrazu i do siedzącego w nim mężczyznę.
- Płodny gościu, płodny. Tyle was, że połowę Slytherinu moglibyście zapełnić. - skomentował na swoim wybitnie nietaktownym poziomie. Upewniwszy się, że na horyzoncie nie ma ani babci, ani matki ani ojca Robin, zaplótł ręce na karku i usiadł wygodniej. Unosił wysoko brwi kiedy do salonu wleciała maleńka dziewczyna na równie maleńkiej miotle. Jakoś tak… zrobiło mu się ciepło na sercu na widok takiej miniaturki rodziny Doppler. Pomachał do malutkiej, puścił jej oczko i powiódł wzrokiem do Robin, tłumaczącej o co chodziło w zaproszeniu. Kąciki jego ust drgały od zwiastuny uśmiechu.
- Zrzucanie ciebie z miotły prosto do jeziora? Wchodzę w to. Możemy zaraz? - oderwał plecy od kanapy i wydarł się na cały głos: HANS?! JEST TU HANS?!- podniósł się do pionu, chwycił Robin tak w okolicy przegubu, ale blisko wnętrza jej dłoni (bo jednak lampka "nie wolno" świeciła na czerwono w jego głowie) i ciągnął w kierunku korytarza.
- Hans? Quidditch. Teraz. Chodźmy!- zagaił pierwszego lepszego chłopaka napotkanego przy schodach i wskazywał na wyjście, na jezioro, powtórzył dwa razy nazwę sportu i uśmiechnął się przy tym ze zdecydowanie większą perswazją.
- Powiedz im, że przegrana drużyna stawia piwo zwycięskiej drużynie.- poprosił Robin i wołał w swoją stronę każdą wchodzącą tutaj osobę, powtarzając przy tym z entuzjazmem nazwę ich gry. Sam zwoływał całą młodzież, a kiedy zza rogu wyjrzała matka Robin to wyszczerzył się po wilowemu, aż światło promieni słonecznych wpadających przez okno zatańczyło lekko na jego skórze. A co, trzeba się pokazać z tej ładniejszej strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1203
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty24.01.22 11:51;

Miała szczerą nadzieję, że jej pomysł wyjazdu do jej rodziny oraz to miejsce, spodoba się Eskilowi. Jak widać, nie pomyliła się, bo chłopak ewidentnie był zadowolony z tego, gdzie się znajduje czy jak reagują na niego osoby, które tutaj przebywają. A trzeba przyznać, że robił na nich wrażenie. Nawet mimo faktu, że w jej rodzinie było całkiem sporo przystojnych kuzynków, to półwil ewidentnie wyróżniał się na ich tle, co oczywiście nie umknęło uwadze jej cudownie pokręconej babci. Westchnęła głośno i wymownie pokręciła głową, w odpowiedzi na jego zachwalanie swojej osoby. Już i tak wywarł na nich za duże wrażenie, wystarczyło zdecydowanie.
Zamiast tego, spojrzała na oddalającą się babcię i zawołała po niemiecku - To dla niego była ta księżycowa rosa! - babcia obróciła się na pięcie i zlustrowała chłopaka od stóp po sam czubek głowy, po czym prychnęła, w bardzo podobny do robinowego sposób i poszła sobie dalej, jak gdyby nigdy nic.
Nie zareagowała na komplement, który wystosował w jej kierunku, ale musiała przyznać, że zrobiło jej się o wiele milej. Nic dziwnego, że szeroki uśmiech zagościł na jej ustach w odpowiedzi na te słowa. Zaraz jednak przejęła się opowiadaniem o pra, pra dziadku, bo jakoś tak był to o wiele bezpieczniejszy temat, niż rozmowa na temat tego, że ona jest ciekawsza od swojej matki.
- No właśnie, to śmieszne, ale był mało płodny. Miał dwóch synów, z czego tylko jeden doczekał się dzieci i tym dzieckiem był mój dziadek. W tamtej linii nie pojawił się nikt więcej. Dopiero mój dziadek uznał, że chce mieć wielką rodzinę, więc dlatego mój tata ma jeszcze czterech braci i siostrę - wyjaśniła Eskilowi z uśmiechem na ustach. Tak, dopiero w tym momencie jej rodzina zaczęła się robić ogromna, gdy Günter i Elena uznali, że wiele dzieci, to wiele szczęścia. Patrząc na lecącą na dziecięcej miotełce kuzynkę, Robin nie mogła się z tym faktem nie zgodzić.
Nie sądziła, że zaraz od razu porwie ją za rękę, byle tylko faktycznie iść i latać na miotłach. To, jak zaświeciły mu się oczy w odpowiedzi na propozycję gry w quiddicha, wywołało w Robin napad wesołości. Kiedy Eskil starał się szybko odnaleźć pomysłodawcę, ona każdemu z osobna po niemiecku tłumaczyła, że to tylko wariat i żeby nie zwracali na niego większej uwagi, na co parskali śmiechem. Spojrzała na półwila, gdy ten poprosił o przetłumaczenie jego słów, po czym odchrząknęła.
- Eskil mówi, że przegrana drużyna stawia piwo zwycięskiej drużynie - oznajmiła do kuzynów, mówiąc całkowicie po angielsku. Ci oczywiście przytaknęli i ruszyli w stronę wyjścia. Widząc niezrozumiałe spojrzenie Ślizgona, tylko wzruszyła ramionami. - Tylko ty tutaj nie jesteś dwujęzyczny. Nawet babcia mówi po angielsku, ale bardzo często udaje, że wiele zapomniała, żeby nie musieć wysłuchiwać cały czas mojej matki. - jak na zawołanie jej matka pojawiła się na horyzoncie i została olśniona przez uśmiech półwila. Robin nie musiała go widzieć, aby wiedzieć, że wywarł na niej ogromne wrażenie. Zawsze to robił, jeśli tylko chciał. - Dobra, nie podrywaj mi matki, idziemy grać - szturchnęła półwila łokciem w żebra, po czym ubrała się w bardzo ciepłą kurtkę, założyła najgrubsze trapery, jakie przywiozła i wyszła na siarczysty mróz.
Oczywiście jej kuzyni już byli obok komórki, gdzie składowali miotły.
- Jesteście ostatni, więc macie najgorsze! - oznajmił im najstarszy z nich Elias, na co Robin fuknęła i obdarzyła go morderczym spojrzeniem. Ten tylko się zaśmiał głośno, bo śmiertelny wzrok kuzynki już od wielu lat nie robił na nim wrażenia. - No nie, te patałachy zostawiły nam tylko nimbusy! - zawołała oburzona, ale grzecznie wzięła w dłoń nimbusa 2015, i drugiego podała Eskilowi. - Hans, jakie składy? - zawołała jeszcze w stronę drugiego kuzyna, który już latał wysoko nad nimi, wykonując kilka naprawdę imponujących akrobacji. Imponujących dla kogoś, kto nie widział ich po raz setny tego tygodnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty24.01.22 12:55;

Dosyć szybko zgubił się w wyjaśnianiu historii rodzinnej i nawet jeśli w jakimś stopniu był tego ciekawy to jego umysł opierał się. Jeden płodny, drugi nie, a efektem jest ilość osób przemieszczających się po tym mini zamku. Nigdy nie wyobrażał sobie, że może istnieć tak liczna rodzina. Nigdy takiej nie widział na oczy, a sam przywykł do maksymalnie czteroosobowego grona rodzinnego. To miła odmiana, a i jeszcze gapili się na niego to już w ogóle mógł uznać, że to prawie raj. Skutecznie pomagało mu to zapomnieć o swoim dotychczasowym przygnębieniu. Zaczynał podejrzewać, że ktoś rzucił s tym miejscu zaklęcie rozweselające bo to niemal niemożliwe, aby wszyscy byli tu tak weseli.
- To wyjaśnia ten tłok. Jak wy wszyscy zaczniecie się rozmnażać to słodka Morgano, to będzie inwazja Dopplerów.- przystroił gębę w nieudany wyraz przerażenia na myśl o tych wszystkich Austriakach, z Robin na czele. Zazdrościł im, co tu ukrywać. Z tego też powodu chętnie ku nim teraz lgnął, zwłaszcza, że oferowali zamiast nudy same atrakcje, idealnie wpasowujące się w jego standardy zabawy. Kiedy okazało się, że rozumieją angielski i tylko się z niego nabijali to "zrobił groźną minę", która zaraz to pękła w wybuchnięciu śmiechem - a parsknęli wszyscy jednocześnie co było dźwiękiem cudnym. Akurat teraz nabijał się sam z siebie, a przecież miał być zły i smutny i opuszczony…! Nie dało się, nie w tym miejscu. Uśmiech stawał się naturalny, a ciepło w trzewiach coraz gorętsze.
- Za mało tu maślanych oczu wpatrzonych w mój majestat. - skomentował nieprzystojnie kiedy holowała go na zewnątrz mini zamku. Zdołał tylko założyć kurtkę i już za nią szedł, wiernie, jak zawsze. Mógłby mieć zamknięte oczy a trafiłby tam, gdzie ona. Kiedy dostał miotłę w rękę to parsknął śmiechem i przyciągnął Robin bliżej siebie, aby nachyliwszy się ku niej konspiracyjnym szeptem wyznać prawdę:
- Właśnie sobie przypomniałem, że mistrzyni quiddticha, ta Brooks z Ravenclawu uznała mnie za najgorszego debila jaki kiedykolwiek dosiadał miotły.- to było podejrzane, że tak się z tego śmiał. Zerknął na to, co robi Hans i wywrócił oczami.
- Umiesz spadać z taką samą gracją? Szykuj się, Hans, bo jestem powietrznym taranem! - pogroził mu pięścią, a i w sumie była to prawda - istniało ryzyko, że zrzucać z miotły będzie wszystkich, włącznie ze sobą samym i swoim mniemaniem o sobie. Zapiął kurtkę aż pod samą szyję i założył rękawiczki.
- Ej, czekaj.- zawołał za Robin i bezpardonowo wcisnął jej na głowę swoją czapkę. - To ty w razie czego masz się mną opiekować, nie ją tobą. Więc nie spadaj z miotły i omijaj mnie szerokim łukiem. - nie czekając na odpowiedź pociągnął miotłę za sobą. Obojętne mu było na czym będzie latać bo przecież nie znał się na tym. Przypomniał sobie groźną minę Brooks i kuszące objęcia Wierzby Bijącej. Co na tej lekcji mówiła? Niestety, pamiętał jedynie jej wyzwiska. Ech. Tak czy siak, usiadł na miotle i nawet całkiem prosto. Ba, wzbił się w powietrze i na tym skończyła się jego kontrola nad lotem. Jeszcze zanim cała armia Austriaków ustaliła zasady i podzieliła drużyny to Eskil z niemądrym "oooo, jak to się zatrzymuje?!" leciał w powietrzu i chaotycznie skręcał gwałtownie raz w prawo, raz w lewo, trzy osoby przed nim uskoczyły, w czwartą wpadł i chyba tylko umiejętności tego kuzyna sprawiły, że obaj nie wylądowali w wodzie. Chichotał choć wiedział, że wszyscy się z niego nabijają. Akurat teraz mu to nie przeszkadzało - miał ochotę wygłupiać się, być w centrum uwagi i przeżywać to najgłośniej.
- To było celowe! Kto chce mnie do drużyny?- wyszczerzył się do ich przerażonych i rozbawionych min. Puścił oczko Robin wszak rozśmieszanie to też dobra metoda dekoncentracji - jeśli będą płakać ze śmiechu to łatwiej będzie ich zrzucić z mioteł. To wszystko miało swój cel! To nic, że było cholernie zimno i nie czuł już uszu. To nic, że prawdopodobnie wyląduje w lodowatej wodzie i wróci do domu z przeziębieniem. Kto by się tym przejmował. Chciał naćpać się śmiechem i uwagą. To zdrowsze niż alkohol, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1203
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty26.01.22 14:43;

Niekwestionowanie, tutaj, w otoczeniu rodziny oraz w towarzystwie Eskila, odpoczywała. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak w ogóle bardzo potrzebowała podobnego oderwania od rzeczywistości i problemów dnia codziennego. Miło, że obok półwila mogła sobie na coś podobnego pozwolić. Pod tym względem chyba nigdy jej jeszcze nie zawiódł. Jak i teraz, gdy słuchał opowieści, które prawdopodobnie w ogóle go nie interesowały, ale dla niej samej były ważne.
Zaśmiała się głośno w odpowiedzi na jego słowa o rozmnażaniu się Dopplerów. - Na szczęście aż tak dużo rozmnożeń nie jest w tym momencie planowanych - odpowiedziała, dalej się śmiejąc. Z tego, co było jej wiadomo, przynajmniej jej kuzynom nie było śpieszno do ożenku i płodzenia dzieci. Na razie pod tym względem Eskil nie musiał się martwić o ród Dopplerów. Choć nie wykluczone, że w przyszłości spotkania rodzinne w najbliższym gronie to będzie około czterdziestu osób.
Chwilę później już biegli przed siebie, w poszukiwaniu kolejnych przygód, jakby przynajmniej ktoś przypalał ich żywcem. Skonsternowana zmarszczyła brew, ale nachyliła się w kierunku Eskila, gdy ten chciał jej coś wyjawić. Ponownie parsknęła śmiechem i pokręciła z niedowierzaniem głową. Ten mecz zapowiadał się wspaniale, nie ma co. Eskil miał robić za mordercę zabawy, ona pewnie będzie się przejmować, czy aby przypadkiem nie zrobi sobie krzywdy. Już zaczynała żałować tej decyzji.
- Nie ma opcji, że będziesz ze mną w drużynie. Umiesz chociaż pływać? - dopytała jeszcze, bo coś jej podpowiadało, że zaraz się okaże iż również z tą umiejętnością półwil był mocno na bakier.
Już miała ruszyć w stronę reszty jej rodziny, gdy Eskil ją zatrzymał w pół kroku. Nabuzowana adrenaliną, fuknęła z niezadowoleniem i obróciła się w jego kierunku. Akurat w momencie, gdy włożył na jej głowę swoją czapkę, a ta od razu zakryła czekoladowe oczy Ślizgonki. Odsunęła ją nieco do tyłu, by po chwili spojrzeć na Eskila. Już słyszała, jak jej kuzyni w tle gwiżdżą, rozumiała, co mówią po niemiecku, że “nowy chłopak Robin się o nią martwi”. - Postaram się ogarnąć i Ciebie i siebie - obiecała, odchodząc w stronę reszty. Dzielnie udawała, że zaczerwienione policzki są wynikiem mrozu, a nie tego co powiedział i jak na to zareagowała jej rodzinka.
Razem z kuzynami obserwowali żenujący pokaz umiejętności miotlarskich półwila. Nie minęła minuta a już przekrzykiwali się, oczywiście po niemiecku, kto z kim będzie w drużynie i dlaczego akurat ta drużyna będzie miała w składzie Eskila. Oczywiście większość z nich uznała, że skoro to kolega Robin, to ta powinna być w drużynie razem z nim. Jakich argumentów i szantaży użyła Ślizgona, że jednak się od tego wymigała, wiedzieli tylko oni.
- Ok, Eskil, zostaw popisy na później i chodź tutaj! - zawołała w stronę chłopaka, który właśnie prawie że spadł z miotły. Zachichotała na ten widok i wyszczerzyła się. Połowa zebranych miała raczej tęgie miny. - Będziesz w drużynie z Hansem, Paulem, Bartem i Andreą. Ja jestem w drużynie z Anne, Eliasem i Joaquinem. Dobra! - klasnęła głośno w dłonie, jakby to był jakiś znany tylko im znak. Pomimo, że była od większości z nich niższa, to jakoś patrzyli na nią z czymś na kształt szacunku, bądź chociaż posłuchu. - Jazda na miotły i w powietrze - zarządziła, ale wtedy właśnie usłyszała za swoimi plecami głośny gwizdek. Wszyscy, jak jeden mąż obrócili się w tamtym kierunku. I uśmiechnęli szeroko, gdy zauważyli, kto kroczy w ich stronę.
- Myśleliście, że będziecie grać bez sędziego? Też mi coś - Marco pokręcił głową z niedowierzaniem. Był ojcem Hansa i Eliasa, więc nic dziwnego, że obaj bracia od razu wyprężyli klaty do przodu. Robin przysunęła się dyskretnie w stronę półwila. - Marco zawodowo grał w quidditcha do 2015 roku. Najdłużej grający zawodnik w Austriackiej lidze quidditchowej - wyjaśniła mu cicho, żeby chociaż miał pojęcie o tym, z kim przyszło im grać. Tymczasem Marco kontynuował swoją wypowiedź. - Znacie zasady. 10 punktów za przerzucenie kafla. 20 punktów za zrzucenie kogoś z miotły. 30 za uratowanie swojego zawodnika i oczywiście 150 za złapanie znicza - to powiedziawszy, sięgnął do kieszeni swojej kurtki. Wyjął z niej różdżkę oraz małą, złotą piłeczkę. Chwilę później przywołał nie wiadomo skąd kafla i wyczarował w powietrzu nad częścią jeziora, która nie była zamarznięta, sześć złotych obręczy, idealnie imitujących te prawdziwe. Wszyscy przerzucili nogę nad trzonkiem miotły i wystartowali. Robin obdarzyła jeszcze Eskila szerokim uśmiechem i sama odbiła się mocno od ziemi. Zimne powietrze rozwiało jej włosy, szczypało w policzki, a ona aż krzyknęła z radości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty27.01.22 20:08;

Czasami potrafił słuchać o tym, co go nie interesuje. Nie trwałoby to jednak zbyt długo, gdyby Robin postanowiła przedstawić mu całą genealogię Dopplerów. W pewnym momencie przerwałby i zmieniał temat, a skoro teraz "zmieściła się w granicach" to słuchał. Na całe szczęście chwilę później byli już w drodze na zewnątrz. W innych okolicznościach nawet stado hipogryfów nie wywlekłoby jego osobistości na ten mróz i to w dodatku z planem kąpieli w jeziorze (w grudniu!!), ale przecież nie mógł zawieźć Robin. Miał do niej niewątpliwą słabość, a poza tym tak bardzo, bardzo pragnął odwrócić swoją uwagę od tej szarej rzeczywistości czekającej na nią w Hogwarcie, że łapał się nawet głupot. Posłał dziewczynie niepełny wyszczerz kiedy tak perfidnie wyrzekła się jego osoby. Demonstracyjnie wywrócił oczyma. - Oczywiście, że umiem pływać, ale spadanie z miotły wychodzi mi efektywniej. Tylko im tego nie mów! - pogroził jej głośnym szeptem i gdy tylko wsiadł na to śmiercionośne lotne narzędzie lokomocyjne to potwierdził wszem i wobec swoją tezę. Wydało się, wyszło szydło z worka, przerażenie na ich twarzach było niesamowicie ekspresywne i jakoś go to nie demotywowało. Naprawdę był zdesperowany w kwestii zajęcia swych myśli i uczuć czymś innym - kopniakiem pozytywnej energii. Otrzyma to tutaj, wśród Austriaków więc dawał się temu porwać całym sobą. O konsekwencjach pomyśli później, tak samo jak o tym uczuciu goryczy, które pojawi się w chwili powrotu do szarej codzienności.
Zanim "wrócił" do grupy osób to wszyscy zostali już podzieleni. Potrafił rozpoznać kto stanowi jego drużynę - ci z przerażeniem w oczach. Zamierzał wrzucić Robin do wody, ewentualnie ją nastraszyć. Podskoczył w miejscu (na co jego miotła zadrżała buńczucznie) kiedy rozległ się gwizd. Teraz to on się przeraził.
- Ej, Robin, on mnie ukatrupi jak zobaczy moją profanację tego sportu. - chwycił jej rękaw, zatrzymując ją przy sobie kilka sekund dłużej. - Jeśli zginę to dziedziczysz po mnie figurki smoków i Zmorę. - pożegnał się z nią, bezapelacyjnie przekonany, że nie wyjdzie cało z tej zabawy. Znikąd pojawił się kafel i znicz (że niby kto ma go łapać?), a gdy reszta wystartowała to popatrzył na nich z dołu lekko skołowany tym uśmiechem Robin, który mu zaserwowała. Ponaglony przez Marco intuicyjnie zmusił miotłę do poruszenia się. Jakoś mu się to udało, choć nie czuł się w tym absolutnie pewny. Jak opisać jego udział w zabawie? Warto zaznaczyć, że dwukrotnie ktoś na niego spadł - za pierwszym razem ten ktoś (Andrea? Anna?) wpadł z hukiem do wody, a za drugim miotła Eskila zamortyzowała upadek któregoś z kuzynów na tyle, że "uratował" gościa przed upadkiem i dwie sekundy później sam wpadł do wody. Była lodowata! Och, przeżył solidny szok termiczny. Po wypłynięciu momentalnie miał sine usta, ale któryś z chłopaków - chyba Hans- pomógł mu wleźć z powrotem na miotłę. Później na kogoś wpadł i kogoś zrzucił tyko nie wiedział czy przeciwnika czy swoich. Ogólnie rzecz biorąc nie wiedział kto wygrywa, a kto przegrywa. Nie nadążał za gwizdkami i świstem przelatujących nieopodal osób. Dygocząc z zimna odnalazł wzrokiem Robin i ruszył na samobójczą misję - dorwać ją i zrzucić do wody!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1203
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty28.01.22 13:47;

Nim się obejrzała, wszyscy śmigali w powietrzu na miotłach. Zaciętośc krążyła Dopplerom we krwi, więc nic dziwnego, że próbowali oszukiwać, jak tylko się dało. Zdecydowanie częściej, niżby to wypadało, gracze spadali z mioteł i lądowali w lodowatej wodzie, ku uciesze przeciwnej drużyny. Szybko jednak wyłazili z jeziora, rzucali na siebie zaklęcie osuszające i byli gotowi do dalszej, bardzo brutalnej gry. Raz czy dwa Robin zerknęła w stronę Eskila, aby zobaczyć, jak ten sobie radzi, ale musiała przyznać, że szło mu... beznadziejnie... Sama miała to szczęście, że udało jej się uniknąć paskudnie zimnej wody i zamiast tego, zrzuciła nawet Barta z jego miotły. Niestety, Hans jak zwykle go uratował, co wcale nie spodobało się Ślizgonce. Chyba nikt za bardzo nie zwracałuwagi na przerzucanie kafla przez obręcze, bo ten niesamowicie rzadko przez nie przelatywał. Ciekawe czy przez ich urozmaicone zasady gry, czy przez niekompetencje zawodników...
Kompletnie nie spodziewała się ataku ze strony Eskila! Zbyt skupiona na tym, że właśnie miała kafla w dłoni i realne szanse na zdobycie kolejnych punktów dla swojej drużyny, jakoś przestała zwracać uwagę na półwila na miotle, który stanowił zagrożenie dla wszystkich wokół. Już praktycznie zbliżała się do pętli, już łamała się, aby wykonać rzut swojego życia, kiedy poczuła nagłe uderzenie w bok. Odruchowo złapała "to coś" i pociągnęła za sobą. Spadała, głośno krzycząc i ściskając ramię Eskila. A potem poczuła się tak, jakby uderzyła w jadący ekspres Hogwart, kiedy z impetem wpadła do lodowatej wody.
Nie mogła złapać powietrza, nie wiedziała, gdzie jest góra, a gdzie dół. Przemoczone ubrania ciążyły jej i popychały jeszcze głębiej. Dopiero po sekundzie, czy dwóch zrozumiała, co się stało i że trzeba przecież wypłynąć na powierzchnię, więc zaczęła machać zawzięcie rękoma i nogami, czując jak powitrze w jej płucach bardzo szybko ubywa. Kilkanaście sekund później wynurzyła się z wody, łapczywie łapiąc tlen do płuc. Usta momentalnie jej zsiniały, nie miała siły dopłynąć do brzegu, jednak zmusiła się do tego wysiłku. Gdy w końcu wspięła się na lód i wynurzyła całkowicie z wody, zaczęła rozglądać się za Eskilem. Szybko (bądź na tyle szybko na ile pozwalały jej skostniałe palce) wyjęła z kieszeni kurtki swoją różdżkę, gotowa rozwalić pół jeziora, gdyby jednak nie dostrzegła nigdzie półwila. Dlatego poczuła ogromną ulgę, gdy go dostrzegła, również przemoczonego do suchej nitki, ale całego.
- N...na M...m...merlina, ni...ni...nigdy więc...c...cej mi t...t...tak nie rób! - zęby trzęsły jej się z zimna, ale miała dość siły by najpierw uderzyć go w ramię, a potem mocno do siebie przytulić, szczęśliwa z tego, że jest cały. Ale na pewno nie będą po tym zdrowi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty30.01.22 19:24;

Niekompetencje sportowe Eskila widać było teraz jak na dłoni. Nawet nie patrzył w stronę Marco, aby ten nie zabił go wzrokiem za tę profanację sportu. Nie ma co ukrywać, że ten półwil może i miał ukryty geniusz lecz zdecydowanie nie dotyczył on ścigania się na miotle. Tyle dobrego, że umiał pływać i jeszcze nie odmroził sobie palców, dzięki czemu mógł utrzymać się na tym morderczym środku transportu. Miał już dosyć wpadania do wody, a i jego własne zaklęcia osuszające były dosyć kiepskie więc bądź co bądź latał w mroźnym powietrzu w wilgotnym ubraniu. Zanim miał zamienić się w sopel lodu to zlokalizował Robin. Tylko i wyłącznie dzięki łucie szczęścia udało mu się w porę przytulić do trzonka miotły i to w tym samym momencie kiedy Elias postanowił na niego zaszarżować. W trakcie pędu postanowił jednak zatrzymać się tuż przed Robin i delektować się nastraszeniem jej jednak nie potrafił w porę unieruchomić miotły. Z impetem wpadł w dziewczynę, która najwyraźniej wyznawała zasadę odpowiadania morderczym uściskiem wobec napastnika i co spowodowało, że oboje spadli do wody. Merlinie! Nie miał już sił machać rękoma ani nogami bo był przemarznięty do suchej nitki. Ubranie kleiło się nieprzyjemnie do ciała, a siekające powietrze (chwilę wynurzeniu) chciało osiąść szronem na jego policzkach. Może i był przemarznięty do szpiku kości to wilowatość wydobyła z jego skóry jednolitą jasność, kontrastującą silnie z sinymi ustami. Zanim dowlókł się do brzegu to zanurzył się jeszcze trzy razy kiedy kończyny już zaniemogły. Nawet miotła postanowiła zdezerterować i zwiać jak najdalej od niego. Doczłapał do brzegu, tuż przy nogach Robin i po prostu obrócił się na plecy, kładąc swoją przemoczoną łepetynę na jej kolanach.
- Z-zrobię t-to j-jeszcze... j- jeszcze raz. - obiecał jednak nawet dziecka nie przekonałby do swoich słów. Pewnym było, że nie wróci już na miotłę. Trząsł się z zimna i ocierał przy tym twarz z nadmiaru wody, a więc i jej trzepnięcie umknęło jego uwadze. Przytulenie znowuż wywołało w nim falę ciepła, która rozmroziła jego wnętrzności. Chwycił jej dłoń, tak przy przegubie i roztarł jej palce między swoimi dłońmi, aby była w stanie rzucić na nich zaklęcie osuszające. Gdzieś nad głowami usłyszał niemieckie słowa padające z ust babci Robin. Popatrzył na staruszkę i uśmiechnął się sinymi ustami.
- -W-wygrałem, p-sze pani. Z-zrzuciłem R-Robin. - zachichotał i próbował się podnieść do siadu, ale ubrania już sztywniały i utrudniały ruch. - G-gdzie m-mogę... s-schować się przed... p-przed M-M-M-Marco? - zapytał i babcię i Robin, zerkając kątem oka na sędziego, jak i sprzeczających się o coś zawodników. Niestety, nie rozumiał niemieckiego więc nie wiedział czy chodzi o ich wspólny upadek czy utopiony w wodzie kafel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1203
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty31.01.22 8:45;

Oj, zdecydowanie powinni odpuścić, albo chociaż nieco zmodernizować i tak już zmodernizowane zasady ich gry w quidditcha. O ile w środk ulata ożywcza kąpiel w jeziorze była jak najbardziej wskazana podczas szybkiego latania na miotle, tak w środku zimy, kiedy to wszystko zamarzało w momencie na kość, było to pomysłem przynajmniej beznadziejnym. Niestety, jak widać, zarówno Robin jak i Eskil nie potrzebowali zbyt wiele czasu, aby dać się namówić Hansowi do podobnych działań. I reszta kuzynostwa z rodziny Doppler również mu uległa.
Teraz nie było pośród nich osoby, która choć raz nie wpadłaby do lodowatej wody i wyskoczyła z niej z sinymi ustami. Tak więc na pewno Eskil miał się czym pochwalić, że to akurat jemu udało się zrzucić Robin z miotły. Nie była najlepsza w graniu w quiddichta, ale z takim kuzynostwem, miała spore doświadczenie w uciekaniu, które w obliczu nieznającego się kompletnie na lataniu półwila, zdało się ono kompletnie na nic. Szlag by to trafił…
Na szczęście (?!) szybko wydostali się z wody, ale wiejący zewsząd wiatr, wcale nie ułatwiał sytuacji. Robin od razu spróbowała zgrabiałymi rękoma rzucić na niego rozgrzewające zaklęcie, niestety udało jej się dopiero za trzecim czy czwartym razem. Dopiero gdy upewniła się, że na pewno odpowiednio go osuszyła, zajęła się sobą. Eskil zaczął się szczerzyć szeroko, a skonsternowana Robin obróciła się, by zobaczyć, czemu tak się uśmiechał. To, co jego przyprawiło o lepszy nastrój, ją zmroziło bardziej niż kąpiel w lodowatym jeziorze.
- B…b…babciu? - zaczęła delikatnie. Kątem oka dostrzegła, że całe jej kuzynostwo miało bardzo podobne miny, a nawet sam Marco na widok swojej rodzicielki stał się jakby… pokorniejszy. Elena ostentacyjnie olała to, co Eskil do niej powiedział i zamiast tego zaczęła spoglądać na każde ze swoich wnucząt, jakby rozważała, w jaki sposób ich pozabijać.
- CZY WYŚCIE DO RESZTY OSZALELI?! - zaczęła krzyczeć, o dziwo po angielsku, więc obecny tutaj półwil nie mógł się łudzić, że jego ominie kara. Po chwili i jego spiorunowała wzrokiem. - ŚRODEK ZIMY A TE JEŁOPY NA MIOTŁACH LATAJĄ! JAZDA MI DO ŚRODKA, ALE JUŻ! - to powiedziawszy, bezceremonialnie złapała swojego syna Marco za ucho i pociągnęła w stronę domu. Po drodze gderała po niemiecku, że nie spodziewała się po nich takiej nieodpowiedzialności, że Marco powinien wykazać się większym rozumem i od razu ich rozgonić. Cała dziatwa snuła się za nią z wyraźnie opuszczonymi głowami, jakby bojąc się iść szybciej niż staruszka.
Kiedy tylko przekroczyli próg domu, Elena wyjęła różdżkę ze swojego koka i zaczęła rzucać jakieś niewerbalne zaklęcia. Chwilę później każde z nich było otoczone bardzo grubym kocem, który niemalże dusił a ona kolejno podchodziła do każdego i odmierzała porcję eliksiru pieprzowego. Na ten widok Robin zrobiło się niedobrze.
- B…b…babciu, ale n…n…nie trzeba - wyszeptała, dobrze wiedząc, że i tak nic nie wskóra. Nienawidziła tego eliksiru, ale po chwili parzył jej przełyk, gdy babcia bez najmniejszych skrupułów podała go każdemu, z Eskilem włącznie.
- Niech mi tylko które wyściubi nosa z domu tego dnia, to przyrzekam, że stanie się nawozem dla moich mandragor - obwieściła jeszcze, celując groźnie w każdego z nich palcem, po czym obróciła się na pięcie poszła, prawdopodobnie do swojego gabinetu. Oniemiała gromadka stała tak jeszcze przez kilka minut i dopiero kiedy Robin spojrzała na Eliasa, to po prostu nie wytrzymała i razem z całą resztą wybuchnęła gromkim śmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty31.01.22 10:56;

Jako osoba "z zewnątrz" nie rozumiał tego przerażenia na widok staruszki. Dosyć szybko zorientował się, że gdzie Merlin nie jest w stanie uczynić tam Elenę pośle. Nie zmroziło go na dźwięk tego krzyku bo już był skostniały, ale jakoś tak uśmiech zamarł na jego ustach na widok ciągniętego Marco za ucho, a i tego korowodu skruszonych kuzynów. Jako, że Eskil miewał zaburzenia instynktu samozachowawczego to nie szedł z opuszczoną głową a z lekkim bananem na twarzy, dumny jak paw, że udało mu się podtopić Robin. Nie miał jednak odwagi zaburzać tej ciszy. Owinął się szczelnie kocem i wzdrygiwał od zimnych dreszczy, ale stał dzielnie w miejscu i nawet bez słowa przyjął eliksir pieprzowy, którego nie zamierzał pić. Demonstracyjnie odkorkował buteleczkę i poczekał aż babcia sobie pójdzie, aby po chwili odstawić fiolkę na parapet. Zerkał z zaciekawieniem na gromadę osób i kiedy wybuchnęli śmiechem to i jego głos dołączył się w tej wesołości.
- Ej no, ja myślałem, że po kąpieli to wszyscy będą się rozbierać… - powiedział niby do Robin a jednak do wszystkich. Usta wciąż sine, policzki lodowate, palce skostniałe, ubrania zesztywniałe ale przynajmniej suche.
- Zajmuję sofę!!- zawołał i ruszył biegiem pokracznym do ich salonu, aby z impetem rzucić się tyłkiem na sam środek sofy, zabrać większość poduszek i się w nich zabarykadować. Marzł jak diabli, ale przecież nie będzie teraz narzekać. Czekał tylko żeby ktoś usadowił się obok, aby zabrać temu komuś jego koc.
- To jako, że wygrałem starcie - zrzuciłem Robin - to chcę jakąś nagrodę. - szukał wsparcia w oczach Andrei, Barta, Eliasa i tego J-kogos tam, którego imienia nie umiał zapamiętać. Wygrali, prawda? Przekonany był, że go poprą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Robin Doppler

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Podobnież duże oczy, trzy podłużne blizny po pazurach od lewego nadgarstka aż do łokcia, bardzo jasne, blond włosy
Galeony : 1400
  Liczba postów : 1203
https://www.czarodzieje.org/t19800-robin-doppler#600127
https://www.czarodzieje.org/t19810-robin-i-jej-sowa#600759
https://www.czarodzieje.org/t19811-robin#600760
https://www.czarodzieje.org/t19808-robin-doppler#600671
https://www.czarodzieje.org/t20573-robin-doppler-dziennik
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty03.02.22 9:25;

Naprawdę była w świetnym humorze. Zabawa z kuzynostwem oraz Eskilem napełniła ją porządną dawką radości, czego naprawdę mocno potrzebowała. Nawet jeśli w ten sposób delikatnie narazili się babci Doppler, to nie żałowała. Prawdopodobnie żadne z nich nie zamierzało tego żałować. Wiedzieli, że po zastosowanych przez Elenę eliksirach, nic im nie będzie, bo doskonale znali siłę babcinych medykamentów. I jej własną siłę. Dlatego, kiedy Robin zobaczyła, jak półwil odkłada buteleczkę z eliksirem pieprzowym na bok, westchnęła tylko przeciągle i wzięła ją z powrotem w dłoń. Wszyscy rozpierzchli się po posiadłości; część poszła do pokoi, druga część do kuchni sprawdzić, co skrzaty przygotowały do tej pory, jeszcze inne dzieciaki pognały do salonu, a z nimi na czele Eskil. Chcąc nie chcą, Robin zrobiła to samo. I oczywiście zobaczyła, jak ten rozsiada się w najlepsze na sofie.
- Wygraną jest fakt, że Babcia nas nie zabiła - odpowiedział chłopakowi Bart, zaraz to rozsiadając się w jednym z najwygodniejszych foteli i przywołując do siebie zaklęciem stare, czarodziejskie szachy. Elias zaraz pojawił się na drugim z foteli, gotowy do pojedynku z kuzynem.
Sama Robin usiadła na kanapie obok Eskila i podała mu zapomniany przez niego eliksir. Nawet nie zwracała uwagi na fakt, że znacznej większości młodzieży aż dymiło się z uszu po jego zastosowaniu.
- Masz to wypić, bo babcia mnie zabije - oznajmiła mu, po czym bezpardonowo przytknęła mu buteleczkę do ust i zatkała nos drugą dłonią, tym samym zmuszając do przełknięcia płynu. Widząc to, Andrea parsknęła głośnym śmiechem i pokręciła z niedowierzaniem głową, w sposób bardzo podobny do tego, który często prezentowała Robin. - No widzisz jaki grzeczny półwil z ciebie jest? - zapytała Robin, pozornie słodkim głosem, kiedy chłopak już przełknął eliksir. Andrea ponownie oderwała się od swojej lektury i spojrzała najpierw na Robin, potem na Eskila i ponownie na Robin. - On jest półwilem? - zapytała po niemiecku, prawdopodobnie po to, aby chłopak nie zrozumiał jej słów. - I ty się go nie boisz? - dodała po chwili, zerkając niepewnie na Ślizgona. Nawet chłopaki oderwali się na chwilę od swoich szachów, żeby ze znacznie większym zainteresowaniem spojrzeć na Eskila.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; na głowie czapka z daszkiem + kaptur bluzy
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 343
  Liczba postów : 1687
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8




Gracz




Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty04.02.22 17:44;

Postawa Eskila nie brała się znikąd. Halo, on mieszkał z dwójką profesorów wykładających trudne przedmioty. Oboje potrafili mrozić spojrzeniem do takiego stopnia, że człowiek czuł się tyle wart co rogaty ślimak. Pani Elena Doppler może i byłaby w stanie ich "pokonać" w poziomie gniewu jednak Eskil nie brał tego tak do siebie z prostego powodu. Ledwie skończyły się święta, on jest zagranicznym gościem, w dodatku takim ślicznym (przecież tak go nazwała!), a więc gdyby uśmiechnął się najpiękniej jak potrafi to był przekonany, że odpuści mu wieczne tortury. Z tego powodu nie wypił eliksiru pieprzowego. Nienawidził tych obrzydliwych mieszanek i choć ryzykował zdrowiem (gardło bolało jak diabli, ale co miałby się teraz tym przejmować) to nie poszedł po rozum do głowy, oj nie. Kiedy Robin chciała wmusić w niego wypicie eliksiru to czym prędzej zatrzymał jej dłonie, zaciskając palce na jej nadgarstkach.
- Czy ty wczoraj się urodziłaś czy jak? - zapytał z błyskiem w oku, nawiązując oczywiście do "obchodzenia się ze zbuntowanym wilowatym" - na siłę niczego nie da się mu wpoić, a tym bardziej skłonić do potulnego picia eliksiru. Przez dłuższą chwilę się z nią "użerał" i głośnym szeptem zapewniał, że nie będzie chory, pani babcia go nie zabije (coś miał opory przed tytułowaniem jej per "babcia", co Robin musiała doskonale rozumieć), jej też nie zabije bo obroni ją własną piersią... ale przegadanie Robin Doppler graniczyło z cudem, zwłaszcza kiedy w jej oczach pojawiły się te groźne kurwiki.
- Merlinie, jaka ty jesteś nieznośna! - obruszył się i zabrał jej ten (po)pieprzony eliksir, ale był przy tym bardzo urażony, czego nie omieszkał sygnalizować poprzez odpowiednią mimikę. Zanim zdołał przytknąć obrzydlistwo do ust to usłyszał komentarz Andrei. Pochylił się do przodu (aby ją widzieć) i wyszczerzył zęby do trójki zainteresowanych.
- Ona? Ona miałaby się mnie bać? - wybuchnął śmiechem - Ona jest gorsza niż ja w największych nerwach. - szczerzył się, dodając w myślach jeszcze i najcudowniejsza, czego usta nie wypowiedziały, ale oczy wyraźnie pokazywały dla tych, co potrafią to ujrzeć. Wiedząc, że za moment Robin pacnie go po uszach czym prędzej zmył się z sofy i niby przypadkiem wylał na swoją nogawkę eliksir. Skomentował to teatralnym "ojej, jaka ze mnie niezdara", co tylko udowodniło, że był to efekt zamierzony.
- Jestem groźnym półwilem, sprowadzę cię na złą drogę! - zawyrokował, a gęba mu się przy tym tak cieszyła iż trudno byłoby odebrać to jako atak. - Chodź tu, moja ofiaro! - ale nie miał odwagi łapać Andrei na oczach jej kuzynów, ale przy Robin nie miał oporów.
- CHODŹ! - wiedział, że nigdy go nie posłucha więc nie zdziwił się, że odskoczyła. Kątem oka zauważył pewną dwulatkę w progu. Podszedł do Klary i kucnął przy niej.
- Hej! Złapiemy Robin i Andreę? Tobie się nie przeciwstawią. - nie wiedział ile młode zrozumiałe, ale znajome imiona i wielki wyszczerz tego obcego chłopaka chyba ją przekonały. - Dobra, ty pobiegnij złapać Andreę za nogę. - "konspiracyjnie" szeptał, pokazując właściwą osobę... i puścili się biegiem - oczywiście Klara po swojemu, ze śmiechem, z wyciągniętymi rękami, a Eskil z roziskrzonymi ślepiami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Co dzisiaj odwalamy? QzgSDG8








Co dzisiaj odwalamy? Empty


PisanieCo dzisiaj odwalamy? Empty Re: Co dzisiaj odwalamy?  Co dzisiaj odwalamy? Empty;

Powrót do góry Go down
 

Co dzisiaj odwalamy?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Co dzisiaj odwalamy? QCuY7ok :: 
retrospekcje
-