Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Sad owocowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość


Voice Follett
Voice Follett

Absolwent Slytherinu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2585
  Liczba postów : 1623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.org/t9120-voice-follett-cheney-lloyd
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty04.05.16 19:35;

First topic message reminder :




Podobno wiosną ciężko znaleźć piękniejsze miejsce, niż znajdujący się niedaleko Hogsmeade sad owocowy. Niektórzy twierdzą, że można tu zauważyć nargle, ale przecież nikt rozsądny nie wierzy w ich istnienie!

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Jeb Skye
Jeb Skye

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 186cm
Galeony : 28
  Liczba postów : 97
https://www.czarodzieje.org/t21185-jebediah-dornan-skye#682726
https://www.czarodzieje.org/t21442-flemont#696236
https://www.czarodzieje.org/t21184-wip-jebediah-dornan-skye#682724
https://www.czarodzieje.org/t21449-jeb-skye-dziennik
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty25.06.22 4:35;

Można było więc powiedzieć, że najtrudniejszy etap związany z opanowaniem... Został przekroczony. Teraz trzeba było sobie tylko co jakiś czas przypomnieć o tym i wiedzieć w jaki sposób zaklęcie działało. Oczywiście, że w pewnym momencie stanie się już nawykiem - jak to każde zaklęcie. Jeb zamierzał też jeszcze podziękować chłopakowi za całą pomoc z opanowaniem patronusa, ale jego propozycja była jednak znacznie bardziej ciekawa. Użyć strażnika do tego, aby przekazać mu podziękowanie? To było dobre rozwiązanie, które także wymagało przygotowania.
Dlatego kolejne wspomnienie też było przyjemne, na tyle, że nie warto jest o nim rozpisywać się za dużo. A może nawet i wcale. Chłopak jednak zrobił ponownie odpowiedni ruch nadgarstkiem i wyobraził sobie wychodzącą papugę kakadu z końca różdżki. Teraz było to o wiele łatwiejsze, a sama papuga znalazła się na horyzoncie widzenia Drake'a, zaraz pikując w dół, okrążając go w kręgu i przekazując jedną, krótką wiadomość.
Dzięki za pomoc i za cierpliwość. Mam nadzieję, że kiedyś też będę mógł się jakoś odwdzięczyć. — Po czym ptak poszybował w górę, aby zaraz rozpłynąć się na wietrze. Tyle było z ich spotkania.
Skye zabrał swoją księgę zaklęć, aby zaraz odejść w sobie tylko znaną stronę. Może jednak będzie z niego jeszcze czarodziej. Póki co wolał jednak odpocząć po tak męczącym, acz satysfakcjonującym treningu.

z.t
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty23.10.23 22:32;

#OstateczneStarcie
Kostka na ból: 31


  Od ucieczki wyjścia ze szpitala minął zdaje się tydzień? Może dwa? Mówiąc szczerze stracił rachubę co do czasu, w jakim to wszystko się odbywało, choć organizacja zwykle stała u niego na pierwszym miejscu. Tak czy siak – od tamtej pory przebywał jak najwięcej na świeżym powietrzu, starając się każdą wolną chwilę przeznaczać na wyjście na zewnątrz. Zwykle obiektem jego wyjść były szkolne błonia, na którem mógł pozwolić sobie w trakcie przerwy niemniej, kiedy lekcje się kończyły to wyruszał nieco dalej, choć nie były to nie wiadomo jak długie wędrówki. Głównie Hogsmeade i okolice, bo nawet jeśli czuł się pewniej to nie śmiał się zbyt często teleportować, pozostawiając tę wymagającą umiejętność na prawdziwe potrzeby, a nie relaksacyjne wypady poza Zamek.
  Przemierzając uliczki magicznego miasteczka bardzo szybko obrał inną drogę niż dość ruchliwe o tej porze alejki, kierując się trochę dalej, na obrzeża. Wielu z tych miejsc nie pamiętał z czasów swojej nauki – musiały się wybudować w późniejszych latach. A jakoś nigdy nie było okazji, aby porządnie pozwiedzać. Kroki doprowadziły do jednak do miejsca, które znał bardzo dobrze – dość urokliwego sadu, o tej porze przepełnionego jeszcze barwnymi kolorami jesieni. Z wolna zachodzące już słońce nadawało im jeszcze większego piękna.
  Kuśtykając na hebanowej lasce mężczyzna zatrzymał się na chwilę i oparł o jedno z drzew, aby odpocząć. Normalnie by tego nie potrzebował, ale ostatnie ataki wyniszczyły mu organizm na tyle, że całkiem szybko się męczył. I choć dziś jego ciało było dla niego łaskawe to i tak był dość słaby. Było co prawda coraz lepiej i radził sobie stosunkowo nieźle już ze wszystkim, ale każde przeciążenie kończyło się lądowaniem w objęciach bólu i spazmów. Wolał więc nie przesadzać. Chciał trochę poćwiczyć zaklęcia, tak więc chwila oddechu dobrze mu zrobi. Odstawił hebanowy pal opierając go pieniek jabłoni i odszedł kilka kroków rzucając pierwsze, delikatne, bezróżdżkowe inktantacje. Zaczynało się całkiem nieźle.
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Galeony : 1181
  Liczba postów : 3632
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t21155-blaithin-fire-a-dear-dziennik
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty23.10.23 22:54;

Pobyt w Mungu znacząco się przedłużył i to bynajmniej nie dlatego, że obrażenia Fire wymagały aż takiej opieki. Kości zrosły się poprawnie, po bliznach praktycznie zanikały ostatnie ślady, ból pojawiał się bardzo rzadko i tylko, gdy zaczynała biegać. To jeszcze nie czas na pełną sprawność, ale już prawie pełną tak.
Dlaczego więc przeleżała bity miesiąc przykuta do łóżka? Oczywiście, że przez upór i zwykłą głupotę. Nie słuchała żadnych zaleceń uzdrowicieli, ignorowała prośby o regularne zażywanie leków i nadwyrężyła się tuż przed tym, jak mieli ją tydzień temu wypisać. Także zapłaciła srogo za swój błąd, leżąc już samotnie w szpitalnym łóżku i przeklinając na cały świat. Była rozdrażniona jak osa, a każdy narażał się na oberwanie rykoszetem, jeśli tylko próbował z Fire po prostu porozmawiać. Po wyjściu miała wrażenie, jakby minęły całe lata, a wszystko uległo zmianom. Te najwyraźniej dostrzegła w lesie, kiedy przez niego przechodziła, bo znane jej zakątki przybrały jesienne barwy, a część liści ścieliła już drogę pod stopami odzianymi w czarne buty. Szła powoli, z trudem, chociaż nie kuśtykała i unosiła głowę wysoko. Gdyby musiała chodzić o kulach to nie pokazywałaby się jeszcze publicznie. Nie tylko przez bezsensowną dumę, ale też pracowała w półświatku i gdyby nieodpowiednie osoby zobaczyły ją w podobnym stanie to mogłyby próbować wykorzystać tymczasową słabość Dear. Dlatego na pierwszy faktyczny spacer wybrała odludzie, a nie Londyn. Długi zielony płaszcz spoczywał na ramionach Blaithin, chroniąc czarownicę przed kąsającym chłodem.
Dotarła aż do sadu. Gdyby tylko umiała doceniać piękno... Westchnęłaby z zachwytu nad feerią barw oraz urokliwością tego zakątka. Wszystko skąpane w krwistym świetle zachodu słońca, które przebijało poprzez korony jabłoni. Rzuciła zaledwie okiem na okolicę, kiedy wyłapała wyróżniającą się na tle ciemną sylwetkę. Twarzy nie widziała, ale postura żyrafy oraz hebanowa laska oparta o pień drzewa znacznie ułatwiły domyślenie się Fire kto to taki. Kompletnym potwierdzeniem był fakt, że zaczął rzucać zaklęcia... bez różdżki. Nie znała żadnej innej osoby, która by to potrafiła.
Niesiona nagłym impulsem, a także ożywioną na nowo złością na byłego profesora, rzuciła zaklęcie wyciszające na swoje kroki, po czym zbliżyła się do mężczyzny od tyłu. Nie chciała go znienacka atakować, bynajmniej. Jedynie odrobinę zaskoczyć. Zobaczyć, jak bardzo zdoła go wybić z równowagi.
- Dobry wieczór, Voralberg. - odezwała się, gdy powiał wiatr i załopotał płaszczem. Nie czekała zbyt długo na reakcję, zdziwienie czy też może zupełnie nie. Wyciągnęła dłonie odziane w czarne rękawiczki bez palców, po czym je zdjęła najpierw z lewej, potem z prawej ręki. - Dobrze, że na siebie wpadliśmy. Myślę, że mamy sobie coś do wyjaśnienia.
Po schowaniu rękawiczek do kieszeni wyciągnęła nie wiedzieć skąd różdżkę o ciemnym drewnie. Przyjęła doskonale znaną im obojgu postawę. Uczono jej w jednym z klubów w Hogwarcie.
- Pojedynkujmy się. - rzuciła, kompletnie bez strachu, chociaż wiedziała, że nie bez powodu nazywano go Mistrzem Zaklęć, a do tego jeszcze nie potrzebował różdżki w przeciwieństwie do niej.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty23.10.23 23:16;

  Delikatne podmuchy jesiennego wiaterku smagały go po twarzy. Można było powiedzieć, że nawet ciepłego. O tej porze zdarzało się to niezwykle rzadko, ale trafił na dzień, w którym faktycznie dopisała pogoda pod względem zarówno opadowym, jak i temperaturowym. Względnie to Voralberg, któremu od zawsze i wszędzie było gorąco, ze względu na nienaturalnie podwyższoną temperaturę ciała. W związku z czym już wkrótce postanowił zdjąć swoje odzienie wierzchnie w postaci marynarki i powiesić je na jednej z gałęzi, tuż obok hebanowej laski ułożonej jeszcze niedawno przy pniu. Czy w czarnej koszulce na krótki rękaw o tej porze wyglądał normalnie? Bynajmniej. Czy robił coś sobie z opinii kogokolwiek kto miałby go tu o tej porze obserwować? Oczywistym było, że nie. To jemu miało być ciepło i wygodnie, a zważywszy, że właśnie się magicznie rozgrzewał to nie potrzebował do tego jeszcze kurtki.
  Wyciągnął dłonie przed siebie czarując proste zaklęcia, skupiając się na zwykłych, żywiołowych, w których to czuł się najlepiej. Trochę wzbijania liści ku górze i palenia ich niezwykle widowiskowo, wyciągania kropli wody z gleby i zamrażania jej w jednakowej średnicy kuleczki, które na koniec odmroziły się i zamieniły w parę. Trzeba było przyznać, że była w tym jakaś sztuka. Niewymagająca sztuka. Przynajmniej w jego mniemaniu. Każdy był w czymś dobry, a w zaklęciach Alexander od zawsze chciał być najlepszy.
  - Dobry Wieczór panno Dear. – nie przerwał swojego zajęcia, wciąż stojąc do niej plecami. Skoro to ona postanowiła stać za nim, to dlaczego on miałby się odwracać? Tym bardziej, że był zajęty i nie miał ochoty na żadne small-talki o tej porze, w tej sytuacji. Nie przepadał kiedy mu się w czymś przeszkadzało, chyba że powód interwencji był niezwykle istotny. Czy w tej sytuacji tak było? Chyba dopiero miałby się o tym przekonać. – Tak? – zapytał retorycznie słysząc jej wyrzut, który nie zrobił na nim absolutnego wrażenia, choć uruchomił iskierkę jego ciekawości. Jaki miała powód, aby chcieć coś wyjaśniać? Zdaje się, że nie przypominał sobie żadnego, a pamięć miał słoniową. Odetchnął lekko coraz bardziej rześkim powietrzem. Słyszał trzepotanie jej płaszcza i zamieszanie, jakie wokół siebie robiła. Była straszliwie głośna i bynajmniej nie miał na myśli dźwięków wydawanych w mowie. Usłyszał nawet świst różdżki, bo nie była na tyle rozważna, aby wyjąć ją powoli. Miał nadzieję, że była jednak na tyle inteligentna, aby jej nie wykorzystać.
  - Nie widzę powodu, abyśmy mieli się pojedynkować. – zwrócił głowę w bok i wciąż wpatrując się w ziemię pokazał jej profil swojej bladej twarzy. Wyglądał na zmęczonego. Wkrótce jednak na powrót się odwrócił i kontynuował swoje zajęcie, jak gdyby nigdy nic. Jakby nie istniała i wcale mu nie przerwała. Jak chce z nim rozmawiać, to niech ma chociaż na tyle kultury, aby spojrzeć mu w oczy. Jak widać to ją przerastało.
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Galeony : 1181
  Liczba postów : 3632
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t21155-blaithin-fire-a-dear-dziennik
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty23.10.23 23:45;

Przesunęła spojrzeniem po zawieszonej gałęzi, gdzie spoczęła marynarka. Alexander nie nosił ubrań, które zakładał na zajęcia w Hogwarcie. W czarnej koszulce wyglądał tak zwyczajnie jak każda inna osoba, a jednak nadal przyzwoicie oraz schludnie. Powoli obraz profesora zamazywał się w głowie Fire, a powstawał nowy, świeższy. Inny w pewien sposób. Bardziej obraz mężczyzny. Bez konkretnych tytułów naukowych, po prostu mężczyzny. Zresztą, nie tylko ubrania Voralberga wzbudziły odrobinę zastanowienia u Szkotki, gdy kierowała się ku niemu w ciszy. Sposób, w jaki używał magii był taki... wyrafinowany. Niby przypominało to swego rodzaju zabawę różnymi liśćmi, wodą czy ziemią, ale Alexander tworzył z tego istny spektakl, prawdziwe studium nad materią. Fire mogłaby to oglądać ze skrywaną fascynacją, gdyby nie kierowała nią chęć odegrania się na mężczyźnie. Po czasie niechęć za drobne nieporozumienie urosła do takiej nieadekwatnie wysokiej rangi, że aktualnie chciała go zwyczajnie sprowokować, przy dobrych wiatrach pokonać w pojedynku i czuć satysfakcję z utarcia mu nosa. Ale to wątpliwe, aby uczennica przerosła swojego mistrza. Niemniej, zaślepiona dziecinnym uporem Fire wmawiała sobie, że przecież ma duże szanse.
Minimalnie skrzywiła się na powiedzenie do niej per "panno Dear", bo wolałaby użycie jej przezwiska, ale nie mógł tego grymasu na bladej twarzy zauważyć. Wciąż pozostawał w tej samej pozycji niczym kamienny posąg, jakiego nie zdołało w żaden sposób poruszyć niespodziewanie pojawienie się Fire. A więc nici z zaskoczenia. Alexander nie odwrócił nawet głowy, co błyskawicznie wręcz zirytowało rudowłosą. Przecież zaczęła z nim wprost rozmowę, odezwała się głośno. Powinien przynajmniej na nią spojrzeć, a nie dalej rzucać te durne zaklęcia, jak gdyby nigdy nic. Co, miała może docenić, że w ogóle cokolwiek odpowiedział zamiast milcząco zignorować jej towarzystwo? I jeszcze udawał, że nie ma pojęcia o co chodzi. Przecież musiał pamiętać, w jaki sposób na niego wtedy spojrzała, co powiedziała. Tylko udawał, aby Dear podjudzić? Musiał pamiętać...
Zacisnęła wargi z palącego gniewu. To był ze strony Voralberga kolejny afront i to wyjątkowo bezczelny. Nie traktował Fire na poważnie, nie darzył jej żadnym szacunkiem. Przestawała tolerować jego napuszony ton i kompletne niewzruszenie.
- Patrz na mnie, jak do mnie mówisz. - odezwała się z trudem kształtując ton na obojętny, gotowa zrobić cokolwiek, byleby uzyskać to spojrzenie białych oczu. Dlatego machnęła trzymanym w dłoni patykiem, wymawiając zaraz po swoich słowach zaklęcie. Różdżka błysnęła i cienka wiązka bez problemu dotarła prosto do pleców Voralberga. Czy uznawała to za nieczyste zagranie? Oczywiście, że tak, bo odmówił pojedynku, a ona go teraz zmuszała. Czar miotnął mężczyzną, przesuwając nim kilka metrów po ziemi przemieszanej z błotem i opadłymi liśćmi. A Fire zrobiła kilka szybkich kroków bliżej, aby nadrobić utworzony między nimi na nowo dystans.
- Dałam Ci już wystarczający powód do pojedynku? Czy powtórzyć? - bardziej szepnęła ze złością niż powiedziała.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty24.10.23 14:10;

  Nie do końca było tak, że nie darzył jej szacunkiem. Mówiąc szczerze Voralberg praktycznie do każdego podchodził ze swego rodzaju dystansem i wstrzemięźliwością, zanim go porządnie nie ocenił, ale na pewno nie pozwolił sobie na skreślanie kogoś z góry i traktowanie go jakby był gorszy od niego. Teraz był zwyczajnie zajęty, a fakt, że mu w tym przeszkodzono nie do końca mu się podobał. Nie miała ż a d n e g o dobrego powodu do tego, aby to robić, nie przychodziła z niczym – w ocenie mężczyzny – ważnym, co wymagałoby przerwania jego ćwiczeń. Nie miała problemu, żeby się do niego skradać, ale przeszkoda pojawiła się, aby podejść bliżej, od drugiej strony? Absurd. Gdyby się nad tym zastanowił – czego nie robił – to zapewne nie potrafiłby tego zrozumieć. W tej sytuacji to chyba ona przedstawiła ku niemu brak szacunku, ale nie była dla niego na tyle ważną osobą, aby się tym przejął. Na tę chwilę była jego byłą uczennicą. Uczennicą której umiejętności znał i cenił, szczególnie jeśli chodziło o takie sytuacje jak w przypadku eventu. Najwyraźniej jednak Fire dążyła do tego, aby jak najszybciej to zmienić. I to chyba nie w tę stronę, w którą zwyczajowo się powinno.
  Miał przejść do kolejnego postawionego sobie zadania, do trudniejszych zaklęć i bardziej skomplikowanych inkantacji, ale najwyraźniej kobieta miała dla niego inne plany. Jego ucho drgnęło, kiedy dotarły do niego jej słowa, a później świst zaklęcia. Nie odwrócił się na czas, ba! wyglądało jakby w ogóle, mimo wszystko nie miał takiego zamiaru. Ł U P. Z opóźnieniem poczuł uderzenie w plecy, które wyrzuciło go na parę metrów w przód, jak lalkę, prosto w zwilżoną deszczem ziemię i liście. Przewrócił się z lekkim jękiem na plecy i poruszył szyją, rozmasowując sobie mięśnie. Jego białe oczy zerknęły w niebo, a źrenice zwęziły się, kiedy zaczęło do niego docierać co się właśnie wydarzyło. Delikatna iskra niepokoju zaczęła przeradzać się powoli w płomyk złości, który z kolei przerodził się w ogień autentycznego gniewu rozlewającego się po jego ciele. Dysząc, cały mokry od błota, z posklejanymi ubraniami i mokrymi, rozwichrzonymi włosami podniósł się z ziemi i spojrzał na rudowłosą przerażająco beznamiętnym spojrzeniem. Nie minęły ułamki sekund jak wyciągnął znikąd różdżkę, a ziemia zadrżała, pękając i wypuszczając z siebie korzenie jednego z okolicznych drzew, wybijających się wokół dziewczyny i chwytających ją za ręce, nogi, aby w ostateczności przyszpilić ją do pnia bez możliwości zbyt dużego ruchu.
  Powoli podszedł w jej kierunku. Jego twarz wyrażała wszystko i nic. Nic, ponieważ była okrutnie poważna, ale wszystko, bo w jego białych, praktycznie pozbawionych źrenic oczach płonęła autentyczna wściekłość. Zbliżył się na centymetry wpatrując się w nią jak harpia i złapał za jej nadgarstek wyrywając z jej dłoni różdżkę.
  - Nigdy…więcej…nie waż się...tak zrobić. – wysyczał w jej kierunku, oko w oko, nos w nos, twarzą w twarz. Czuł, jak buzowały w nim negatywne emocje, ale panował nad sobą na tyle, aby mimo wszystko nie zrobić jej żadnej krzywdy. Gdzieś wewnętrznie jednak miał ochotę to zrobić, oddać tym samym, wykończyć i zostawić, ale jego normalna strona dawała radę go opanować. Tym razem. Zacisnął dłoń na jej różdżce i wyrzucił ją gdzieś – acz widocznie - w głąb sadu, na odległość kilkunastu metrów, a później puścił wiążące ją zaklęcie i zaczął odchodzić. Musiał doprowadzić się do porządku i bynajmniej nie miał tu na myśli faktu, że był w całości utaplany w brudzie. Nieodstające go uczucie chęci zrobienia jej krzywdy było zbyt duże, aby nadal przebywać w jej otoczeniu. Musiał się uspokoić. Czuł jak serce uderzało w jego piersi mocno i nieregularnie, a choć jego oddech się uspokajał, to nie był jednak jeszcze takim, jaki powinien być. Był cały mokry, jednocześnie od błota i od potu który w przypływie emocji zlał jego ciało. Podszedł do drzewa, przy którym leżała jego laska i oparł się o pień dłonią, dopiero teraz czując jak schodzi z niego adrenalina, której następstwem braku był ból od uderzenia zaklęciem. Jego mózg dopiero teraz zaczął zadawać pytania i próbował poukładać sobie co właśnie się wydarzyło.
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Galeony : 1181
  Liczba postów : 3632
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t21155-blaithin-fire-a-dear-dziennik
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty24.10.23 15:32;

Fire naprawdę pragnęła zwrócić cholernie nieprzystępne tęczówki Voralberga na siebie do tego stopnia, że pachniało to desperacją. Być może wystarczyło się przejść i stanąć prosto przed mężczyzną, aby zdobyć to cenne spojrzenie, ale nie. Dla Blaithin jedyną dogodną opcją okazywał się atak. I to taki godny jakiegoś paskudnego ślizgona, bo prosto w plecy, gdy przeciwnik nie wyciągnął różdżki. Trucizny i zaklęcia posyłane od tyłu ewidentnie zaczynały być modus operandi młodej Dearówny.
Ale przyniosło to upragnione efekty.
Z zadowoleniem obserwowała, jak przetacza się po liściach, a schludny ubiór momentalnie traci czystość na rzecz śladów po błocie i ziemi. Fire nabrała ochoty, aby zrobić to jeszcze raz, i potem kolejny - aż przeszoruje Voralbergiem ziemię całego sadu. Ale prawdziwą satysfakcję poczuła dogłębnie dopiero, kiedy zrozumiała, że zdołała go zdenerwować. Nareszcie. Złamała ten spokój i dystans, wyzwalając w nim gniew. W pierwszej chwili błędnie sądziła, że to beznamiętne spojrzenie będzie jedynym, czym zaszczyci ją Alex, ale nie musiała długo czekać na odwet. Zbyt mało czasu pozostawił rudowłosej na obronie, więc korzenie niczym sznury oplotły kończyny dziewczyny, gniotąc materiał płaszcza. Przypominały sznury, a Fire nie znosiła być unieruchamianą. Serce zabiło jej gwałtowniej przez napływ stresu, bo nie spodziewała się takiego ruchu. Liczyła na ten pojedynek, o który zabiegała. Tymczasem Alexander zdecydował się pozbawić ją tej przyjemności w bardzo prosty, ale skuteczny sposób.
Rzucała się i szarpała jak zwierzę złapane w sidła, ale szorstka kora tylko podrażniała bladą skórę, pozostawiając czerwone ślady. Spojrzenie Fire w końcu nieco się uspokoiło, kiedy padło na zbliżającą się sylwetkę Voralberga. Niczym drapieżnik do bezbronnej ofiary. W błękitnym oku Fire tliło się i wyzwanie, i wyrzut za przyszpilenie do drzewa. Za to ani grama strachu czy może jakiegoś przebłysku rozsądku, który mógłby uświadomić Blaithin, że stąpała po zbyt cienkim lodzie. Że lada chwila wpadnie w zimną toń wody, co przecież powinno ją przystopować.
- Musiałbyś zrobić mi coś więcej. - odpowiedziała buńczucznie, zaciskając szczęki, gdy wyczuła dotyk na swoim nadgarstku. Nie lubiła tego, a jeszcze mniej spodobał się Szkotce widok własnej różdżki wyrywanej siłą z palców i szybującej gdzieś hen daleko w jabłonie. Cholera jasna. Bez tego patyka zdecydowanie traciła wiele możliwości, jeśli nie dosłownie wszystkie. Ale robiła dobrą minę do złej gry, zadzierając wysoko podbródek, aby wyjść mu naprzeciw.
Ich twarze znalazły się tak blisko, że nozdrzami dziewczyny owładnął zapach wody kolońskiej, jakiej używał Alex. Nie wiedziała natomiast, że on nie może poznać czekolado-tytoniowej nuty unoszącej się przy Fire. Zamrugała kilkukrotnie przy próbie utrzymania niezłamanego kontaktu wzrokowego, ale niemal wgniótł ją w to drzewo bijącą od siebie siłą. Widziała, jak walczy wewnętrznie ze sobą. Od tej strony zdecydowanie nigdy nie zdołała go poznać, więc z zainteresowaniem obserwowała to rozdarcie. Kiedy korzenie puściły i oparła się o pień dłonią, poświęciła chwilę na szybką kalkulację, co robić. Ale chęć wywołania jeszcze większego konfliktu przejęła wodze. Zwłaszcza, że bardzo chciała przekonać się gdzie leżą granice byłego profesora. Jak mocno może go popchnąć nim wybuchnie ponownie, tym razem już bez opamiętania? Igranie z niebezpieczeństwem za bardzo pociągało Fire, aby zdołała się powstrzymać.
- Nie odwracaj się do mnie plecami! - krzyknęła, podchodząc na powrót do Voralberga. Nieczułym kopnięciem wytrąciła jego hebanową laskę w kałużę nieopodal. A zaraz potem złapała go za ramię z zamiarem fizycznego rzucenia się na niego, chociaż jakie było prawdopodobieństwo, że mała, drobna dziewczyna zrobi faktyczną krzywdę dwumetrowemu, postawnemu mężczyźnie? Miała dosyć tego, że próbuje ją ignorować i zbywać.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty24.10.23 21:45;

  Opierał się dłonią o dość regularny pień jabłoni, czując pod palcami chropowatą korę, którą delikatnie smagał opuszkami palców próbując dojść do siebie. Potrzebował kilku minut na uspokojenie się i wyciszenie, aby nie wypuścić swoich wewnętrznych demonów tak skrzętnie skrywanych w chwilach, w których nie powinny się pojawiać. Oddychał już dużo spokojniej, że spuszczoną głową i wpatrującymi się w ziemię, wciąż zwężonymi źrenicami. Jego białe oczy wyglądały upiornie, ale na to akurat nic nie mógł poradzić. Poziom emocji musiał wrócić do normy, wtedy i jego tęczówki osiągną normalny rozmiar. Najwyraźniej jednak nie było mu dane, aby odzyskać spokój, bo już wkrótce usłyszał kroki dziewczyny, zmierzającej ku niemu i ponownie krzyczącej coś, co słyszał jeszcze niedawno. Zacisnął palce mocniej na pniu, paznokciami mocno wbijając się w niczemu niewinną osłonę drzewa. Był bliski zdarcia ich, ale dziewczyna okazała się szybsza, zmuszając go do podniesienia się do pionu i… bronienia się? Czy na pewno można było nazwać to obroną, kiedy nie miała różdżki? Miał wrażenie, że jest w jakimś abstrakcyjnym, żenującym śnie, z którego natychmiast powinien się obudzić i przekonać, że nic z tego nie miało miejsca.
  Złapanie go za ramię było sporym wyolbrzymieniem, bo tym razem był gotowy na jej ofensywę. Kiedy dotknęła go, gotowa zadać kolejny cios, mogła poczuć przeszywające ją, lekkie acz wyczuwalne kopnięcie prądem, a chwilę później odrzucenie na parę metrów, zupełnie podobne do tego jakie ona sprawiła mu jeszcze niedawno. Trafił nią w najbardziej grząskie błoto, jakie prawdopodobnie znajdowało się w tym lesie. Miał tę przewagę, że nie potrzebował wyciągnąć różdżki aby się bronić, ba! nie potrzebował też do tego słów. Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z tego, na co się zapisała albo była tak głupia, aby próbować. Czy naprawdę chciała przekonać się, jak bardzo słaba była? Nie lubił tego udowadniać, ale najwyraźniej czasami było trzeba. Spojrzał w jej kierunku, zaczynając powoli iść do niej, po drodze oczyszczając się zaklęciami z zalegającego na nim brudu i susząc się z wody jaka zdążyła wsiąknąć w jego ubrania. Było to na tyle skuteczne, aby gdy w momencie nad nią stanął był już całkowicie czysty, zupełnie jak sprzed jej przyjścia.
  - Co z Tobą jest nie tak? – rzucił w jej kierunku, z pełną powagą na twarzy lustrując ją twardym i niewzruszonym wzrokiem. Brak mrugania jeszcze potęgował niepokój, jaki poczułby każdy normalny człowiek w tym momencie. – Miałem Cię za rozważną, zdolną i przyszłościową czarownicę panno Dear. Jak widać się myliłem, bo pod tą maską dorosłości kryje się wciąż niedojrzałe dziecko. – dodał wyciągając rękę w kierunku sadu, w której to już wkrótce pojawiła się różdżka dziewczyny, po chwili rzucona w objęcia Blaithin z pogardą. – Jeżeli chciałaś stracić u mnie szacunek, to gratuluję, udało Ci się. – wysyczał z rozczarowaniem w głosie i odwrócił się od niej, odchodząc po swoją marynarkę i wciąż modląc się o to, aby był to nieśmieszny sen. Jeśli tym razem chciałaby rzucić na niego zaklęcie, mocno się rozczaruje rozstawionymi wokół niego barierami. Liczył jednak na to, że już się opanuje i da mu spokój o który wprost nie poprosił, ale którego oczekiwał.
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Galeony : 1181
  Liczba postów : 3632
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t21155-blaithin-fire-a-dear-dziennik
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty24.10.23 22:23;

Dotyk Alexa okazał się dosłownie elektryzujący, bo od razu jej dłoń aż coś poraziło. Odrzucił rudowłosą na kilka metrów, powodując, że przetoczyła się prawie tym samym torem, co i on. Stęknęła głucho przez obijanie sobie żeber przy upadku. Pech chciał, że wylądowała głównie na twarzy, więc musiała poświęcić chwilę na wypluwanie błota spomiędzy ust. Pięści z wściekłością zacisnęła na mokrej ziemi, wyrywając garściami resztki trawy i oddychając odrobinę szybciej przez upokorzenie, jakiego doznawała. Zalewała ją fala wstydu, że dała sobą tak pomiatać. Dopiero po chwili Fire podniosła się na kolana i spojrzała na Voralberga uważnie. Nabrała przemożnej ochoty, aby na niego wrzeszczeć, aby rzucać się w tym brudzie jak rozhisteryzowane dziecko, aby wetknąć palce w uszy i krzyczeć "la la la", byleby tylko nie musieć słuchać kolejnych słów. Chociaż znał Blaithin bardzo powierzchownie to już potrafił trafić w bolesne punkty. Dotknął ją gdzieś w głębi duszy, ale próbowała wmówić sobie, że przecież jego opinia ma marginalne znaczenie.
Mimo wszystko mężczyzna zdołał do niej dotrzeć, jakkolwiek ciężko było w to uwierzyć. Co ona wyprawiała, tak rzucając się i zostając odepchniętą, a potem znowu? Iście żałosne zachowanie. Teraz wyglądała jak siedem nieszczęść, tak też zaczynała się czuć. Co nie znaczyło, że Fire potrafi spuścić pokornie głowę albo, co gorsza, przeprosić. Nie, dalej taksowała Alexandra jadowitym spojrzeniem godnym żmii. Różdżkę niemalże przytuliła do piersi, nie ukrywając, jak bardzo cieszy się, że znów jest w jej posiadaniu. Ale nie rzucała kolejnych zaklęć, zamiast tego wstając na nogi z ziemi.
- Co ze mną jest nie tak? - odpowiedziała, spluwając na bok. - Czy Ty kompletnie nie widzisz nigdy popełnionych przez siebie błędów?
Tym razem różdżką pozbyła się części błota przyklejonej do włosów i twarzy. Znowu to zrobił, znowu się odwrócił i pewnie ją zignoruje. Irytował ją tym niesamowicie mocno, ale tak naprawdę należało to zaakceptować oraz przełknąć wraz z urażoną dumą. Tak zachowałaby się osoba dorosła.
- Ty straciłeś szacunek u mnie pierwszy. - powiedziała z wyrzutem, co nie mijało się z prawdą. Dotychczas uważała Alexa za jednego z lepszych profesorów, a jego lekcje często były po prostu ciekawe oraz przyjemne. - I kto tu mówi o niedojrzałym dziecku, kiedy w czasie wyprawy, gdy narażaliśmy oboje życie, wystawiłeś mnie. Późniejsze zlitowanie się nie sprawiło, że zapomniałam. - dodała prędko, jakby chciał się zasłonić tym, że po tym, jak już zbłaźniła się próbami wejścia do jeziora wyciągnął ku niej dłoń. Mógł od razu to zrobić i oszczędzić sobie głupich słów.
Stała obok niego, ale bez dalszej chęci atakowania czy to fizycznie, czy też magicznie. Zrozumiała, że przegra, więc próbowała tego, co zazwyczaj od razu skreślała - rozmowy.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty25.10.23 23:57;

Odchodził w kierunku drzewa, na którym powieszona była jego marynarka, z ulgą zdając sobie sprawę, że dziewczyna nie próbuje już w niego rzucić żadnego przeklętego zaklęcia. To dobrze wróżyło. Małymi kroczkami, może jednak się opanuje, czy raczej opanują, bo on w tym momencie również miał swoje za uszami, czego powoli zaczynał żałować. Voralberg nie był bezdusznym skurczybykiem, który bez cienia zawahania rzuca zaklęciami, gdzie popadnie i cieszy się z każdej wygranej nad przeciwnikiem. To był ten przypadek, kiedy nie było z czego czerpać radości, a jedynie złość, smutek i zażenowanie nie tylko nad nią, ale również nad sobą. Zdjął bariery wokół swojej osoby, kiedy dotarł do jabłoni. Zdjął z niej swoją wierzchnią odzież, a bezróżdżkowym accio przywołał kopniętą wcześniej, hebanową laskę. Znów pozostając w ciszy i tymczasowo nie reagując na jej zaczepki, powoli ubrał się czując, jak jego ciało przechodzą powoli znajome i przerażające skurcze, na tę chwilę jedynie straszące i ostrzegające przed tym co może nadejść, jeśli się nie opanuje. Zacisnął zęby i wrócił do niej, stając w odległości około dwóch metrów. Czujnie przyglądał się każdemu, nawet najmniejszemu wykonywanemu przez nią ruchowi, na wypadek, gdyby znów chciała go zaatakować.
  - Nie lituję się nad ludźmi. – mruknął nadzwyczaj spokojnie, zaciskając dłoń na mosiężnych okuciach laski. Gdyby to miała być litość, to faktycznie by jej stamtąd nie zabrał, wręcz mszcząc się za jej zachowanie względem jego osoby. Ale tego nie zrobił. Tak, teraz już sobie przypomniał o jaką sytuację jej chodziło i bynajmniej w życiu by się nie domyślił, że przez tyle czasu to rozpamiętywała. – Najwyraźniej nie powinienem również pozwalać sobie na trochę… luzu. – to słowo praktycznie nie przechodziło mu przez gardło. Teraz uświadomił sobie, że jego mistyczny kij w tyłku najwyraźniej poluzował się na tyle, że przekroczył pewną granicę, na której powinien zawrócić, niechże i tak będzie.
  – W takim razie przepraszam panno Dear, jeśli poczuła się pani urażona tym, co się stało. Jestem przekonany, że to się nie powtórzy. – rzucił z rozbrajającą wręcz powagą, ale i szczerością w głosie unosząc do góry podbródek i prostując się jeszcze bardziej niż zwykle. Przepełniony dumą i honorem sukinsyn. Wszystko mu było jedno, czy dziewczyna przyjmie te słowa czy je odrzuci. On wiedział, że mówił w pełni świadomie i nie kłamał, nie były też to z jego strony czcze wypowiedzenie czegokolwiek, byleby mu wybaczyła. Szczerze mówiąc poznając jej charakter miał to gdzieś jak przyjmie jego słowa.
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Galeony : 1181
  Liczba postów : 3632
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t21155-blaithin-fire-a-dear-dziennik
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty26.10.23 1:21;

Obserwowała ponownie plecy Alexandra w napięciu, mentalnie przygotowując się na odpowiedź w postaci milczenia. Być może miał zamiar zwyczajnie wrócić do przerwanych gwałtownie ćwiczeń, co z pewnością zabolałoby Fire jeszcze mocniej, ale zdawało się, że po założeniu marynarki jednak stawi jej czoło. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć tak od razu, dlatego pomilczała chwilę, a dzięki temu usłyszała więcej.
Spokój towarzyszący zarówno gestom, jak i słowom Alexandra kontrastował z buchającą od Fire złością. To ciekawe, jak wiele było między tą dwójką dwójką podobieństw, a jednocześnie jak dużo różnic. Zamiłowanie do zaklęć, awersja do dotyku, sztywność charakteru, a zaraz potem opanowanie versus emocje, rozsądek versus impulsywność, dojrzałość i jej brak. Chociaż może nie całkowity brak, nie była tak beznadziejnym przypadkiem nie do odratowania. W końcu Blaithin zdołała zdusić chęć dalszego używania różdżki przeciwko Voralbergowi, mimo że magiczne drewno aż rwało się do kontynuacji walki, szczypiąc delikatnie smukłe palce dziewczyny.
- Luzu? - prychnęła z niedowierzaniem. - To nie wie pan, panie profesorze, że są momenty, kiedy jednak wypada zachować powagę, a nie pozwalać sobie na luz?
O jakie to było ironiczne, że Fire mówiła to do Alexa. Jedna z najbardziej nieodpowiedzialnych i krnąbrnych uczennic do nauczyciela, o którym wszyscy mówili, że ma kij w dupie. Ale tak, wtedy na wyprawie to ona zdecydowanie służyła wsparciem dla innych członków drużyny, darując sobie złośliwości, bo to po prostu nie był na nie odpowiedni czas.
Znów wykonała kilka ruchów różdżką, ale po to, aby oczyścić resztę ubrań, po czym skrzyżowała ramiona i zmarszczyła czoło w niezrozumieniu. Nie do końca spodziewała się przeprosin i właściwie to Fire zaczęło się tuż po nich robić głupio. Chociaż Alexander wypiął dumnie klatkę piersiową to nie wyczytywała żadnej nuty sarkazmu albo zwyczajnego mówienia cokolwiek byleby mieć ją z głowy. Z całą siłą uderzała w rudowłosą świadomość tego, że najpierw zadziałała, a potem pomyślała. Odkąd wkroczyła w dorosłość zdarzało się to Dear rzadziej, bo bardzo starała się okiełznać tę typowo gryfońską przypadłość, ale jednak nadal popełniała błędy. Czy miała solidne podstawy, aby żywić tak wielką niechęć do tego mężczyzny przez cały ostatni miesiąc? Tak naprawdę nie. To zawiść opętała Fire i kazała myśleć, że za wszelką cenę musi szukać zemsty. Nakręciła się na pojedynek mający roztrzygnąć w jakiś sposób spór, ale okazało się, że to słowa naprawdę zdołały zażegnać konflikt. Kolejna ironia.
- Po prostu... - zaczęła, ale przez głos rudowłosej nagle przebiło wyraźne zawahanie, które próbowała natychmiast zatuszować twardym tonem. - chciałabym wiedzieć, że jeśli jeszcze kiedyś będziemy ratować razem świat to mogę na Ciebie liczyć.
Wzmiankę o ratowaniu świata zdecydowanie wrzucała bardziej prześmiewczo, ale końcówka zdania miała już poważniejsze znaczenie. Czasami Dear nie wybierała sobie towarzystwa do wypraw, a warto móc jednak ufać człowiekowi za plecami w razie czego.
Odchrząknęła, dobijana poczuciem upokorzenia wywołującego powoli lekkie zaczerwienienie na policzkach. I już wcale aż tak nie zabiegała o zyskanie spojrzenia Voralberga, a wręcz przeciwnie - wolałaby, aby patrzył gdzie indziej, bo zdawało się, że białe tęczówki przewiercają Fire na wylot.
- Nie powinnam była tak robić. - dodała jeszcze, dużo ciszej i praktycznie sama do siebie, wzrok kierując gdzieś na ziemię. Wyraźnie się teraz karciła w myślach, chociaż bezpośrednich przeprosin mężczyzna nie mógł uzyskać.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 198
C. szczególne : wysoki i wychudzony | blady | blizny wokół ust i na twarzy | nienaturalnie białe oczy i mogące wywołać niepokój spojrzenie
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
Galeony : 1309
  Liczba postów : 2287
https://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
https://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
https://www.czarodzieje.org/t18552-alexander-d-voralberg-dzienni
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty29.10.23 22:37;

Cała złość i agresja schodziły z niego w bardzo szybkim tempie. W zasadzie teraz, kiedy tak przed nią stał i wpatrywał się w zmieszaną sylwetkę dziewczyny, nie odczuwał już żadnej z negatywnych emocji, jakie towarzyszyły mu jeszcze chwilę temu. Sam nie wiedział czy czekał na jej odpowiedź czy wszedł już na etap wszystko mi jedno, ale wszystko wyjaśniło się, kiedy zdążyła odezwać się przed jego decyzją. Przechylił lekko głowę jak zaskoczony pies, analizując jej – miał nadzieję – retoryczne pytanie. Nawet jeśli takim nie było to i tak nie miał ochoty na nie odpowiadać. Prawda była taka, że Voralberg w kontaktach międzyludzkich nie był ekspertem i w wielu sytuacjach nie wiedział jak ma się zachować. A już na pewno nie wtedy, kiedy nie trzeba walczyć. Każda inna sytuacja niż batalia była dla niego chlebem powszednim, co kończyło się właśnie tak, a nie inaczej. O tak, dlatego najbardziej ufał zaklęciom i możliwościom treningu, a nie tam jakimś… relacjom. Za często go zawodziły i jak widać tak było też i tym razem, kiedy zachował się nie tak jak powinien, nad tym jeziorem.
- Nie wiem jak szło z numerologii panno Dear, ale jeśli umie Pani liczyć, to sugeruję zawsze liczyć tylko na siebie. - nie chciał być dla niej niemiły i nie tak to miało zabrzmieć. Była to raczej jedna z tych dobrych, szczerych rad jakie starał się stosować wobec siebie. – Ludzie zawodzą. – dodał zwracając wzrok na bok i zacisnął zęby, uwydatniając mięśnie żuchwy. Był bliski przetarcia sobie całego szkliwa, ale nie minęło kilka sekund jak się opanował i ponownie zwrócił na nią spojrzenie białych oczu. – Owszem, nie powinna była Pani, nie rzuca się zaklęć w plecy, chyba że ktoś chce Panią zabić. Następnym razem nie będę się powstrzymywał, nie stoimy już na stopie szkolnej. – jego ton zmienił się na poważniejszy, tak samo jak spoważniał również wyraz jego twarzy. Nadal czuł ból w klatce piersiowej spowodowany wylądowaniem jak długi na ziemi. Miał jedynie nadzieję, że nie przypłaci tego kolejnym atakiem za parę godzin.
- Do widzenia. – rzucił na sam koniec wyżej wypowiedzianego ostrzeżenia (groźby?) i wyminął ją chowając dłonie do kieszeni, aby wkrótce zniknąć pomiędzy drzewami i ruszyć z powrotem do zamku. [zt]

Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Galeony : 1181
  Liczba postów : 3632
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t21155-blaithin-fire-a-dear-dziennik
Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty29.10.23 23:09;

Dziewczyna zacisnęła mocno usta, słysząc odpowiedź. Z każdą chwilą widziała w Alexandrze coraz większą zagadkę, a przecież była już pewna, że zdołała go poznać oraz odpowiednio we własnej głowie zaszufladkować. Ale ich ostatnie interakcje mocno rudowłosą zastanawiały i zmuszały do wprowadzenia istotnych zmian. Najpierw jego nagła słabość po wyprawie, kiedy zdawało się, że przecież nie otrzymał bezpośrednich obrażeń. W przeciwieństwie do niej, bo siedziała blisko trzy tygodnie cała w bandażach i gipsie. Te rozdzierające szpitalną ciszę jęki bólu, gdy bezbronny leżał ledwo żywy na łóżku obok. Czekała. Czekała cierpliwie aż mu się polepszy, aż z tego wyjdzie, bo jaką satysfakcję odczułaby z zemsty dokonanej na kimś, kto nie jest w stanie walczyć? Wtedy po raz pierwszy zobaczyła Voralberga w innym świetle niż dotychczas. Natomiast teraz? Teraz wybuchł. Okazał tyle złych emocji, że normalna osoba by się wystraszyła. Gniew płonący w białych oczach miał nawiedzić Blaithin w jej snach tej nocy, czego nie wiedziała. Gdzieś na moment zapomniał o wiecznym opanowaniu oraz zachowywaniu dystansu - na tyle, że złapał Fire za nadgarstek. Co nim tak wzburzyło? Atak w plecy? Bezczelność? Czy po prostu nadal nie czuł się najlepiej?
W tej chwili, słysząc kolejne słowa oraz widząc odwrócony na bok wzrok, Dear ponownie doznała wrażenia, że widzi coś więcej niż być może miałby zamiar jej pokazać. Bystrym wzrokiem wyławiała wiele szczegółów. Z niej nie spłynęła cała złość, ale znalazła zupełnie nowe ukierunkowanie - na nią samą, a nie na mężczyznę.
- Ciężko się nie zgodzić. - mruknęła pod nosem, niestety musząc przyznać mu rację. Wrodzona nieufność nakazywała Blaithin polegać wyłącznie na sobie, przez co często skazywała się na samotność. Nie uznawała jego wypowiedzi za niemiłą albo personalnie do niej skierowaną. Po prostu tak postrzegali świat, w tych gorzkich, cynicznych barwach.
- O wiele lepiej byłoby, gdybyś się nie powstrzymywał. - obstawiała uparcie przy zejściu na "Ty" pomimo, że nigdy nie zapytała go o pozwolenie. - Wręcz tego oczekiwałam. - wyznała wprost, wzdychając lekko z rezygnacją. To już miało bardzo marginalne znaczenie, jak chciała, aby to spotkanie się potoczyło. Groźby nie robiły na rudowłosej wrażenia, praktycznie codziennie się z nimi mierzyła, niektóre brzmiały subtelnie, inne zaś gruboskórnie, ale każda spływała po wyzbytej ze strachu osobie jak po kaczce. Jeśli Alexander miałby w pełni pokazać na co go stać i użyć całej swojej mocy... chciałaby tego. To byłby piękny pokaz potęgi magii. "Do widzenia", szepnęła tak, że zapewne tego już nie usłyszał, bo słowa porwał wiatr wdzierający się usilnie pomiędzy drzewa sadu. Gdzie stała jeszcze chwilę, pogrążona w myślach, a w końcu również zebrała się do tego, aby opuścić to miejsce, stąpając ciężkimi butami po błocie tam, gdzie oboje wysmarowali swoimi ciałami wyraźne ślady.

/zt

+
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Sad owocowy - Page 5 QzgSDG8








Sad owocowy - Page 5 Empty


PisanieSad owocowy - Page 5 Empty Re: Sad owocowy  Sad owocowy - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Sad owocowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Sad owocowy - Page 5 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-