Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pokój pianisty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


Zilya Fyodorova

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2714
  Liczba postów : 1932
https://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
https://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
https://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
https://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Administrator




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptyNie Cze 14 2015, 20:12;

First topic message reminder :




Jedno jest pewne - w Hogwarcie nie brakuje opuszczonych pokoi. Ale ten różni się od pozostałych tym, że przechowuje stare pianino. Co prawda nie gra ono najczystszych dźwięków, mimo to, nie brak fascynatów tego instrumentu, którzy lubią zapuszczać się w ów miejsce.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Galeony : 197
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1235
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptyWto Paź 27 2020, 19:01;

Towarzyszyło jej naprawdę wiele, cholernie sprzecznych ze sobą uczuć. Do ostatniej chwili była wręcz przekonana, że za sekundę odwróci się na pięcie i nie dotrze do drzwi tego pomieszczenia. Nie wiedziała, czy była gotowa usłyszeć to, co zamierzał jej powiedzieć. Milczenie jak zaklęta miała opanowane do perfekcji i bała się, że on również lubował się w tym. Uparcie ignorowała jego obecność w tym zamku, ignorowała świadomość, że w każdej chwili może go spotkać, przechodząc kolejnym z pośród setek korytarzy. Ileż to razy, widząc tak podobną blond czuprynę, jej serce zamierało na chwilę, kompletnie nie gotowe na spotkanie? Wiedziała, że prędzej czy później, z pewnością będzie ono miało miejsce, lecz wolała, aby odbyło się na ich własnych zasadach. Bez osób postronnych, gotowych jak zwykle wygłosić swój osąd, nie znając sytuacji. Kiedy jednak taka okazja się nadarzyła, nie była pewna, czy wystarczy jej odwagi, aby odwiedzić ten cholerny pokój pianisty. Była cholernie słaba i tak podatna na to, co mógł zrobić. Chyba nawet nie wiedział, jak wielką kontrolę nad nią obecnie posiadał. Nie potrafiła pojąć, w którym momencie ją zyskał, ale stała się ona czymś niezaprzeczalnym. Od ich wspólnego wyjazdu... bezsprzecznie zagościł w jej myślach, rozłożył swoje graty i nie zamierzał się z nich wynieść. Zajmował większość jej dnia, choć nawet nie mógł o tym wiedzieć, bo przecież nie rozmawiali. A ona krwawiła, ilekroć uświadamiała sobie z ogromem bólu, jak cholernie polegała na kompletnie niedostępnym dla niej człowieku.
Obserwowała go uważnie, próbując nie zdradzić całą swoją postawą, jak bardzo pragnęła, aby ostatnich kilka miesięcy, w ogóle nie miało miejsca. Jej wyraz twarzy nie zmienił się, kiedy wzrokiem badała wszystkie zmarszczki, które zagościły na jego licu od ostatniego razu. Nie wyglądał dobrze i stało się to dla niej nader wyraźnym. Nie zamierzała jednak na to reagować. Nie teraz. Pozwoliła sobie na jeden głęboki oddech, który miał za zadanie uspokoić ją. Nie podołał, a ona powoli traciła jakąkolwiek linię przygotowanej wcześniej obrony. Pragnęła znów znaleźć się w jego ramionach, ale nie wiedziała, czy jest to możliwym. Nie zamierzała pozwolić sobie znów na ranienie samej siebie.
Zamrugała szybko, słysząc te dwa słowa. Coś niebezpiecznie przekręciło się w jej wnętrzu. Nie wiedziała, co powiedzieć. Jego słowa nie napawały optymizmem. Wszelkie nadzieje, które pokładała w tym spotkaniu, powoli zaczynały topnieć, odpływać w nicość, stawać się tak surrealistycznymi, jak to tylko możliwe. Chciało jej się śmiać. Z własnej głupoty, że jeszcze raz liczyła na szczęśliwe rozwiązanie.
- Przepraszam? - powtórzyła za nim, unosząc brew do góry. Czuła, że jeszcze chwila, a jej emocje wygrają z nią samą. Bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści i dopiero ból wbijanych we wnętrza dłoni paznokci, przywrócił jej częściową zdolność racjonalnego myślenia. - Za co ty mnie kurwa przepraszasz? Za całkowite wykorzystanie? Czy może za kolejną, jebaną złudną nadzieję, że tym razem będzie lepiej? A może za to, jak się kurwa odciąłeś po jednej z najlepszych nocy, jaka mi się w życiu przydarzyła? - rzucała pytaniami, nie licząc na to, że zdobędzie się na niewygodę odpowiedzenia na nie. Nie miała jednak innego wyjścia. Skoro zapragnął porozmawiać, zapragnęła tego równie mocno. I nie zamierzała odpuszczać, dopóki nie rozwieje jej wszelakich wątpliwości. Zacisnęła na chwilę powieki czując, jak niebezpiecznie blisko krzyku i płaczu się znajduje. A przecież dawien dawno obiecała sobie, że już nigdy nie będzie ronić łez przez jakiegokolwiek mężczyznę. -Czy dla ciebie w ogóle to cokolwiek znaczyło? Czy może tylko chciałeś zaruchać? - wiedziała, że prawdopodobnie wbija mu sztylety. Nie zamierzała tego pierwotnie robić. Lecz te kilka miesięcy, gdy zupełnie nie wiedziała, co się z nim dzieje, odcisnęły na niej zbyt duże piętno. Zbyt wiele złości i rozpaczy zebrało się w jej ciele, a teraz miało to sposobność ulecieć. Niestety, on stał się odbiorcą tego wszystkiego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; blizna na ramieniu; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Galeony : 341
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
  Liczba postów : 348
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptyNie Lis 08 2020, 23:39;

Była jedna rzecz, z którą Camael nie radził sobie nigdy – samym sobą. Doskonale wiedział, że jego osobowość się zmieniła na przestrzeni lat, że doświadczenie spoczęło na jego barkach, nadając mu nowe rysy, a jednak pewne rzeczy się nie zmieniały. Nigdy bowiem nie potrafił nazwać emocji, które echem się w nim odbijały, które były jak wygrywane przed kilkoma minutami nuty, tworzące spójną całość, a jednak taką, której nie potrafił odczytać. Tak też było teraz, nie wiedział czy bardziej chce krzyczeć, czy zamknąć powieki i nigdy się nie obudzić, klarowna świadomość jak bardzo zjebał, ciążyła mu bardziej niż cokolwiek innego i nawet naciskanie rodziny i jego nienawiść do członków swojego rodu nie mogła się równać z ogromnym poczuciem rozpaczy z tego tytułu. Bezradność przysłaniała cieniem wszystko inne, kiedy uświadomił sobie, że nie wie co powinien jej powiedzieć, że nie potrafi się wytłumaczyć i nawet nie był pewien czy powinien się tłumaczyć. Mętlik w głowie stawał się coraz większym chaosem, chociaż jedno było bardzo jasne i niezaprzeczalne – tęsknił.
W jego głowie na złość pojawiły się wspomnienia, ponownie poczuł fakturę jej skóry pod opuszkami palców, chociaż dzielił ich w tej chwili pokój. Jakim cudem z czegoś tak pięknego, właśnie ze sobą walczyli? A może jednak inne słowo pasowałoby tu bardziej, chociaż Cam nie potrafił tego inaczej nazwać. Słuchał jej słów z pokorą, przyjmując każdą osobną literę, czując jak wbija mu się w cerce i co najgorsze – uważał, że zasłużył na wszystko, a nawet więcej. Część jego świadomości wyrywała się, pragnąć ponownie porwać Beatrice w objęcia i nigdy jej nie puszczać. Znów chciał poczuć jej bicie serca i wsłuchać się w oddech. Pragnienie to jednak zostało zrzucone na najdalszy plan świadomości, kiedy patrzył na nią z tym smutnym wyrazem twarzy, nie odwracając zmęczonego spojrzenia. Zasługiwał na to. Nie obchodził go fakt, jak bardzo bolały go wszystkie słowa, bowiem myśli zaprzątała tylko jedna rzecz: jak bardzo zranił ją? Nie potrafił myśleć teraz o sobie, miał w nosie absolutnie wszystko, bowiem o ile na co dzień ignorował oscylującą Dearównę na granicy jego umysłu, tak widząc ją przed sobą nie potrafił myśleć o czymkolwiek innym.
Zdjął dłonie z jasnych klawiszów fortepianu i położył je na kolanach, by po chwili przenieść na nie wzrok, przerywając kontakt wzrokowy. Musiał zebrać myśli, a patrzące na niego z wyrzutem czarne tęczówki nie były w tym pomocne.
Za wszystko — odpowiedział, czując jak jego żołądek zawiązuje się w supeł, gdy ponownie podnosił nań spojrzenie. Nie był Camaelem, którego w poprzednie dni można było spotkać na korytarzu, nauczycielem, który poświęcał wszystkie wolne chwile pomagając zagubionym uczniom – sam był zagubiony, a odsłona, którą teraz prezentował mogła być wywołana tylko przez nią. Zacisnął dłonie w pięści, chcąc ukryć ich drżenie, ostatnimi czasy często to robił.
Znaczyło więcej niż cokolwiek innego w moim życiu… Kurwa, Beatrice, nie wiem co mam ci powiedzieć! Zjebałem, to chcesz usłyszeć? Tak bardzo starałem się jakoś żyć, egzystować na tych cholernych eliksirach uspokajających, że nie potrafiłem nawet spojrzeć w lustro. Takim chciałaś mnie widzieć? — przekleństwa nie leżały na jego wargach zbyt często, słowa jednak same wylały się z jego ust, zanim zdążył jakkolwiek to przeanalizować. Tyle lat powtarzane miał, że okazywanie słabości jest czymś nie do zaakceptowania, że podświadomie uciekał kiedy było zbyt źle. Przesunął dłonią po twarzy. — Przepraszam — dodał ciszej, zawieszając wzrok na tańczącym płomieniu świecy.

______________________


Pokój pianisty - Page 3 HXWQZea
may it be a light to you in dark places,
when all other lights go out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Galeony : 197
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1235
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptyWto Lis 17 2020, 11:28;

Poradzenie sobie z problemami, które sami ściągali na własne głowy, było najtrudniejszym zadaniem z jakim większość ludzi musiała sobie poradzić. Niekwestionowanie znajdowali się w tej dziedzinie niewątpliwi zwycięscy, którzy śmiało radzili sobie ze wszelakimi przeszkodami, które serwował im los. Pod tym względem jednak Beatrice była zaskakująco łudząco podobna do Camaela. Myślała, że jest silną osobą. Że może poradzić sobie ze wszystkim i bez zająknięcia podejmować właściwe decyzje, których od niej oczekiwano oraz które ona uznawała za słuszne dla samej siebie jak i swoich najbliższych. W jak wielkim była błędzie udowodniła sobie niejednokrotnie… Ileż to już razy nie mogła poradzić sobie z własnymi demonami, święcie przekonana, że tylko ona jest w stanie to zrobić? Z uniesionym ku górze podbródkiem odrzucała oferowaną przez innych pomoc, uznając to za okazanie swojej słabości i nieporadności. Nie chciała czuć się małą, nic nie znaczącą istotą. Całe życie dążyła do tego, aby udowodnić wszystkim, że jest cokolwiek warta. Dopiero niedawno, po upadku na sam dół własnej świadomości, oświeciło ją jedno, bardzo ważne pytanie: po co to robisz, Beatrice? Duma nigdy nie pozwalała jej prosić o pomoc. Tak wiele lat potrzebowała na to, aby zrozumieć, że nie musi nikomu nic udowadniać i nikt nie jest jej nic winien. Powinna czynić tak, jak uważa za słuszne a nie tak, jak nakazywały jakieś chore przykazania wyniesione z rodzinnego domu. Zniszczyli ją tam. I potrzebowała lat, aby zrozumieć, że to nie jest Beatrice, którą chciała widywać co dzień w lustrze.
Tęskniła za nim tak cholernie mocno. Nie wiedziała nawet, że to uczucie jest tak silne, dopóki nie spotkali się tego dnia, w cztery oczy, z dala od innych, ciekawskich spojrzeń. Będąc z nim samotnie w tym pomieszczeniu, pragnęła tylko, aby wszystko było tak jak dawniej. Tylko które „dawniej” by cię interesowało? Odpowiedź na to pytanie nie przychodziła. Chciała Camaela. Takiego, jakim był. Ze wszystkimi ludzkimi niedoskonałościami i tym, co mógł jej zaoferować. Chciała, aby sam nie bał się pokazać że mu na niej zależy. By któreś z nich pozbyło się choć na chwilę tej pojebanej dumy, która tak cholernie utrudniała im egzystowanie zarówno w swoim towarzystwie, jak i wszystkich innych ludzi na świecie. Chciała przemierzyć ten pokój, stanąć obok niego i przytulić się do jego ciała. Oddychać ponownie tym samym powietrzem. I wiedzieć, że jemu sprawiało to równie wielką przyjemność, co jej. Nim jednak mogłoby to nastąpić, należało wyjaśnić kilka spraw. I jak widać, to ona musiała okazać się tą mądrzejszą w tym dziwnym sporze, który powstał. Walczyło w niej tak wiele różnych uczuć, że nawet nie wiedziała, które z nich jest silniejsze od innych. Nienawidziła go w tym momencie tak samo serdecznie mocno, jak pragnęła.
Dopiero siła z jaką wypluł w jej stronę kolejne słowa zadziałała nań jak kociołek zimnej wody. Coś brzydkiego uderzyło w jej świadomość i nie chciało się odczepić. Miał problemy. I zdecydowanie postanowił, że najodpowiedniejszym sposobem na poradzenie sobie z nimi będzie nie mieszanie jej w to. Bolało. Ale nie zamierzała pokazać tego po sobie. Pozwoliła sobie na cichy, uspokajający oddech, który pozwolił jej na nowo zebrać swoje myśli. Nie chciała go dalej atakować. To był j e j Camael. Jak mogłaby chcieć go krzywdzić? W szczególności, że widziała, w jak strasznym stanie się znajdował. W końcu dane jej było zrozumieć. Nieśmiało wykonała kilka kroków w stronę tego nieszczęsnego pianina. Znalazła się dość blisko, aby móc go w końcu dotknąć, zrobić wszystko, czego tylko by zapragnęła. Zamiast tego usiadła na ziemi w pobliżu, podkulając nogi pod brodę i oplatając je rękoma. Czas, aby i ona zdjęła swoją maskę. W końcu nie tylko te dobre chwile mają znaczenie. Takie jak ta, równie mocno były ważne.
– Wiesz, czego naprawdę pragnę? – pozwoliła, aby te słowa zawisły w powietrzu przez chwilę, by znów uniósł na nią wzrok i być może zarejestrował, jak blisko niego postanowiła się znaleźć. – Pragnę rodziny. Pragnę kogoś, kto nie będzie mnie tylko szanował za to z jakimi zdolnościami się urodziłam, ale przede wszystkim kochał bezwarunkowo, ponieważ na taką miłość zasługuję. Kogoś, kto nie będzie bał się okazać słabość w moim towarzystwie i przyjść prosić o pomoc. Kogoś, komu ja nie będę bała pokazać każdego z moich chorych oblicz. Kogoś, dla kogo będę mogła czuć się ważną osobą. Kto szybciej ode mnie zrozumie, jak bardzo go kocham, bo będę to pokazywać każdym gestem i słowem. Nawet kiedy dojdzie między nami do głupich sprzeczek o kompletnie nieistotne kwestie. – przerwała na chwilę, aby znów wziąć uspokajający oddech. W tym momencie był on jej cholernie potrzebny. Dopiero po chwili znów uwięziła spojrzenie jego błękitnych tęczówek w swoich czarnych, jak noc. – Nie chcę tego wszystkiego teraz, zaraz, natychmiast. Jednak pragnę wiedzieć, że w końcu to się wydarzy. Jesteś w stanie mi to ofiarować? – bała się tego, jaką odpowiedź przyjdzie jej usłyszeć. Jej serce biło jak szalone, kiedy to czekała na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Wmawiała sobie, że jest w stanie znieść wszystko, co jej zaserwuje. W końcu po tym, jak sama się zachowała chwilę temu, zasługiwała na najostrzejsze noże skierowane prosto w jej serce. Pytanie, jak wiele razy jeszcze będzie w stanie się podnieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; blizna na ramieniu; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Galeony : 341
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
  Liczba postów : 348
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptySob Lis 21 2020, 18:06;

Nie wiedział co było gorsze: fakt, że tak bardzo pragnął cofnąć czas, nie potrafiąc sobie poradzić z losem, który sam na siebie ściągnąć, czy może ten, że zupełnie nie wiedział co zrobić. Przez tyle lat wmawiał sobie, że doskonale wie, w którą stronę stawiać kroki, że każdy kolejny był jak najbardziej przemyślany, bo przecież był na tyle samodzielny, żeby to zrobić. Teraz to wszystko nie miało znaczenia, tak bardzo z powrotem chciał żyć, wydostać się z tej nieszczęsnej klatki, do której sam wszedł, że niemalże zapominał oddychać. Słowa ugrzęzły mu w gardle, nie mogąc powiedzieć nic więcej, nie mogąc dłużej patrzeć w smutne, przepełnione bólem, czarne tęczówki, do których ów ból sam włożył. Czuł się jak ostatni osioł, jak troll górski, który z myśleniem nie miał zbyt wiele wspólnego. Może i potrafił rozwiązywać problemy transmutacyjne, wpaść w wir pracy i udawać, że wszystko jest w porządku. O tak, powinien dostać nagrodę za granie tej pieprzonej roli, że nic się z nim nie działo, za udawanie przed innymi jak bardzo dobrze było, bo w końcu, dlaczego miałoby nie być?
Ale przed Beatrice nie potrafił udawać.
Nie wiedział do końca jak to się stało, że nie widzieli się tyle czasu. Nie unikał jej, nie specjalnie, właściwie, to nie przebywając na lekcjach – siedział we własnym gabinecie, zaprzątając sobie myśli, od czasu do czasu opuszczając zamek, by spotkać się ze swoim kuzynem, który doskonale rozumiał zawiłości rodziny, która przestawała w ostatnim czasie udawać, że Camael nie istnieje. Nie potrafił więc wytłumaczyć, dlaczego widzą się dopiero teraz, co dokładnie go tchnęło, by nakreślić te kilka słów na starym skrawku z rozmazanymi nutami niemożliwego do zidentyfikowania utworu. Fatum bawiło się przednio, nie łącząc ich dróg samodzielnie, czekając aż któreś wykona ruch – tak też się stało, a Cam uświadomił sobie, jak bardzo nie był w stanie czegokolwiek przed Dearówną ukryć, jakby chciał dokonać niemożliwego, przetransmutować Ziemię w księżyc. Nie próbował, wiedział, że nie było sensu, a jednak zdawało mu się, że jego słowa sieją tylko większy zamęt. Irracjonalny konflikt męczył oba serca, chociaż żadne z nich tego nie chciało.
Wiedział jak to brzmi – jakby nie chciał dopuścić jej do swojego życia, jakby uciekał przed nią i liczył, że powierzchowność jej wystarczy. To nie była prawda. Nie pragnął niczego innego niż posiadanie jej przy sobie przez cały czas, jakby była niezbędnym tlenem, bez którego nie mógł oddychać, nieważne jak banale to się wydawało. Ale nie potrafił. Nie wiedział jak to zrobić, jak pokonać podświadomy strach przed pokazywaniem takich słabości i nienawidził swojej rodziny tylko bardziej i mocniej, nikt go nigdy tego nie nauczył.
Widział kątem oka jak do niego podchodzi. Mimowolnie lekko spiął mięśnie spodziewając się jej dotyku – ale tan moment nie nastąpił. Spojrzał na skuloną sylwetkę w jego pobliżu, wyglądającą tak samo mizernie jak on, przy tym nieszczęsnym fortepianie. Byli tak różni w tej chwili, prawdziwi w stu procentach, niż to co pokazywali na co dzień ludziom. A szczerość ta jedynie wzmogła pragnienie jego serca, którego głosu nie zdołał już uciszyć.
Wysłuchał każdego słowa, które echem odbijało się w jego głowie, które wiedział, że zapamięta na długo. Chciał dać jej to wszystko, a nawet jeszcze więcej, więcej niż było to w ogóle możliwe. Głupcze, najpierw daj jej siebie. Patrzył głęboko w jej oczy, nie chcąc już nigdy odwracać spojrzenia i zamiast jej od razu odpowiedzieć – wstał, ujął jej dłonie i pociągnął do góry, a kiedy stali naprzeciwko siebie, przyciągnął ją i objął ramionami zupełnie tak, jakby trzymał w nich cały swój świat.
Jeśli tylko mi na to pozwolisz. — powiedział, czując jak pojedyncza łza spływa po jego policzku. Nie byli w tamtej chwili dwójką szanowanych dorosłych z dobrych rodzin, byli młodymi ludźmi, którzy desperacko pragnęli poukładać swoje życie i Whitelight miał szczerą nadzieję, że im się to uda – wspólnie. Schował twarz w jej włosach i napawał jej bliskością, której tak bardzo mu brakowało, na wypadek gdyby zaraz miała go odepchnąć.

______________________


Pokój pianisty - Page 3 HXWQZea
may it be a light to you in dark places,
when all other lights go out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Galeony : 197
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1235
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptyPią Lis 27 2020, 13:01;

Upór był tym słowem, które od lat idealnie opisywało postawę Beatrice w wielu aspektach życia. Kiedy coś sobie postanowiła, wymyśliła, nie było żadnej siły, aby zmieniła swoje nastawienie. Jeśli sądziła, że takie działanie jest słuszne, to nikt, ani nic nie mogło tego zmienić. Nawet jeśli jej czyny były irracjonalne czy infantylne, nie miało to większego znaczenia. Uporu mógłby jej pozazdrościć nie jeden i nie dwóch czarodziei. I tak też, kiedy postanowiła, że sama nie wyciągnie piesza dłoni w kierunku Whitlighta, bardzo trzymała się danej sobie obietnicy. Dopiero teraz, mierząc się z nim i jego rozpaczą goszczącą w tym pomieszczeniu, widziała, jak beznadziejnie postępowała. Na co jej to było? Co w ten sposób osiągnęła? Kompletnie nic. Raniła siebie i nieświadomie zapewne i jego właśnie sądząc, że skoro on się odciął to i on powinien wykonać ten pierwszy krok. Nie brała pod uwagę, że coś może być wyjątkowo nie tak z mężczyzną. Uważała, że jej własna duma nazbyt by ucierpiała w momencie okazania słabości. Odezwać się? Nie. Czekać. Do usranej śmierci… Nieświadomym tego, jak przez tak głupie zachowanie, to wszystko mogła zniszczyć. Przez ten cały czas karmiła się myślą, jakoby była mu potrzebna tylko na chwilę, w momencie ich wspólnej, największej słabości. Uważała, że po prostu zmądrzał i zauważył, że to nic nie znaczyło dla niego i donikąd nie zmierza. To dziwne, że kiedy w końcu zdecydował się na rozmowę z nią, nie pozostała w niej bierna. I aktywnie mówiła o tym, co dla niej było ważne, a co mogła pominąć w swoim dalszym życiu.
Nie była sobą z przed lat. Inaczej ukrywałaby wciąż to wszystko, co pozostawało dla niej tak istotnym. Pragnienia, które kiełkowały w jej głowie przed laty, nieśmiało zabierały coraz więcej przestrzeni. Była tylko człowiekiem. I pragnęła tego samego, co inni ludzie. Akceptacji i miłości. Pod tym względem nie brała pod uwagę żadnych kompromisów. Chciała, aby Camael wiedział, na co się pisze, czego oczekuje. Zbliżyli się, czy tego chcieli, czy nie. Dla niej pozostawały tylko dwa rozwiązania. Albo zapominają o tym wszystkim co było i idą, każde w swoją stronę, szukając szczęścia w innych ramionach, albo próbują dać sobie wzajemnie to, co tak istotne. Ona była zdecydowane. Jednak niezmiernie bała się tego, jaką blondyn zechce podjąć decyzję. Serce nieomal wyskoczyło z jej trzewi, bojąc się usłyszeć tego, co nieuniknione. Wiedziała, że zapewne ta rozmowa na długo zapadnie w jej pamięci. Bez względu na to, jaki będzie jej efekt. Nie mogłaby udawać, że się nie odbyła i egzystować dalej dokładnie w taki sam sposób.
Czekała na jakikolwiek ruch z jego strony, bojąc się tego, co nastanie. Jednak ponownie ją zaskoczył, niemal tak jak przed momentem, kiedy niecenzuralne słowa opuszczały jego usta. Podała mu dłonie i pozwoliła sobie pomóc wstać. Ciche westchnienie wyrwało się z pomiędzy warg, kiedy objął ją mocno. Przymknęła oczy, gdy znalazła się w bezpiecznych ramionach mężczyzny. Dopiero teraz zrozumiała, że od dawna pragnęła ponownie się w nich zanurzyć. Jego ciche słowa dotarły do jej uszu i zakorzeniły się potwornie szybko w jej umyśle. Jak mogłaby mu na to nie pozwolić? Jak w ogóle mógłby uważać, że teraz pozwoli mu odejść? Schowała swoją dumę głęboko w kieszeń i po raz pierwszy cieszyła się, że to uczyniła.
Po dłuższej chwili odsunęła się od niego na niewielką odległość. Z czułością wpatrywała w błękitne tęczówki. Jej usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu, kiedy położyła swoją dłoń na jego policzku. Drugą odgarnęła kosmyk blond włosów z jego twarzy.
– Oczywiście, że tak – powiedziała w końcu, wciąż uśmiechając się delikatnie. – Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek inny mógł stać u mojego boku – i naprawdę tak myślała. I po raz pierwszy od naprawdę dawna, czuła się w pełni komfortowo z tą myślą. Camael był jej, czy tego chciał, czy nie. Nie zamierzała pozwolić mu odejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; blizna na ramieniu; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Galeony : 341
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
  Liczba postów : 348
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptyPon Gru 14 2020, 12:25;

Długo to trwało, zanim nareszcie uświadomił sobie, że nie może dalej tak trwać – jakby nic się nie liczyło, nic oprócz chodzenia własnymi drogami, niczym stereotyp kota, którego określa się tym mianem. Nie potrzebował więcej własnej ścieżki, nie potrzebował zachowywania się jak nastolatek, który za wszelką cenę chciał pokazać, wszem i wobec, że nazwisko wcale go nie definiuje, bo przecież wszyscy już doskonale o tym wiedzieli. Nie chciał też się więcej zamykać, nie na wszystkich i pragnął z całego serca, oddać jej najdalszy zakątek własnej duszy. Czuł się tak, jakby życie dawało mu nową szansę, wyciągało doń rękę i byłby głupcem gdyby jej nie przyjął.
Obejmując jej drobną sylwetkę, odetchnął jakby przez ten cały czas potrzebował właśnie tego i miał jedynie nadzieję, że wiedziała, jak wielkim oparciem dla niego była. A kiedy słowa opuściły jej wargi, rozluźnił się, zupełnie tak jakby całe napięcie, które nie odstępowało go na krok przez ostatnie miesiące, uleciało z niego niczym urok po rzuconym finite. Delikatny uśmiech rozciągnął jego wargi i wiedział, że choćby nie wiem co – wykorzysta daną szansę i nie pozwoli, by podobna sytuacja miała w przyszłości miejsce. Dotarło do niego, że cała ta rozmowa, mijające właśnie minuty, były deklaracją – że już nic nie będzie takie jak dawniej, a on nie prosił o nic innego. Chłód błękitu jego oczu, połączył się z głębią czerni jej tęczówek, by chwilę później mógł złączyć ich wargi w delikatnym pocałunku, czując jak jego serce chce wyskoczyć z klatki piersiowej, czekając na ten moment zbyt długo. Odsunął się na kilka milimetrów, wciąż nie wypuszczając ją z ramion.
Nie odchodź, już nigdy. — wyszeptał, mając dokładnie na myśli to, co powiedział i mimo, że wiedział, że tego nie zrobi, czuł irracjonalną potrzebę usłyszeć zapewnienia, zupełnie tak, jakby był dzieckiem, które zostało zbyt wiele razy skrzywdzone, a dorastanie w rodzinnej posiadłości Whitelightów wcale nie pomagało mu w zrozumieniu, że nie wszyscy ostatecznie stają się zimni i zdystansowani. Mężczyzna czuł się tak, jakby po zbyt długim czasie jego serce zostało uwolnione ze zbyt mocnego uścisku, jakby pięść, zaciskająca się na nim przez zbyt długi czas zniknęła. — Może w końcu zacznę lepiej sypiać. — cicho się zaśmiał, mając ogromne nadzieje, że kiedy ta jedna rzecz przestała zaprzątać mu umysł, sprawi, że nareszcie będzie w stanie funkcjonować jak na czarodzieja przystało.
Pociągnął ja lekko w tył i usiadł na fortepianowym stołku, który lata świetności miał już dawno za sobą i posadził Dear na swoich kolanach, przodem do instrumentu, a kładąc podbródek na jej ramieniu, zaczął wygrywać cichą melodię na fortepianie, który widział i słyszał już zbyt wiele. Patrzył na biało-czarne klawisze spod półprzymkniętych powiek, grając przede wszystkim z pamięci, wsłuchując się w, odrobinę irytujące brakiem pełnej czystości, dźwięki i oddech Beatrice, nareszcie czując, że jest w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.
Skoro już szczerze rozmawiamy — zaczął, nie przerywając gry — to chyba nie miałem okazji ci powiedzieć, że jestem animagiem. — powiedział tak, jakby właśnie oznajmił, że na śniadanie jadł kanapkę z dżemem, a nie, że opanował jedną z najtrudniejszych czarodziejskich zdolności.

______________________


Pokój pianisty - Page 3 HXWQZea
may it be a light to you in dark places,
when all other lights go out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Galeony : 197
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1235
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 EmptyPon Gru 28 2020, 12:10;

Czasami pogodzenia się z najbardziej oczywistymi faktami, jest najtrudniejszym zadaniem. Wszyscy, bez względu na wiek, płeć czy doświadczenie, próbują przeklinać rzeczywistość i nagiąć ją wedle swojej woli, nie uznając kompletnie faktu, że zadanie to jest równie niemożliwe jak latanie bez skrzydeł. Nic nie ma znaczenia dopóki człowiek nie pogodzi się z tym faktem. Walka z wiatrakami nie zawsze jest odpowiednim sposobem na rozwiązanie wszelkich życiowych problemów. A wręcz przeciwnie, często jest tym najgorszym z możliwych sposobów.
Teraz, kiedy znów znalazła się w jego ramionach, w końcu, od bardzo długiego czasu czuła, że znalazła się dokładnie tam, gdzie powinna być. Czuła bicie jego serca, kiedy tak uparcie trzymał ją w ramionach. Sama uspokajała się z każdą kolejną sekundą, wiedząc, że nic nie będzie takim, jakim było dotychczas. Tak jak się tego pierwotnie spodziewała, zmierzając w stronę tego pomieszczenia, miała z niego wyjść z tarczą bądź na tarczy. Nie było żadnej innej opcji a wraz z wypowiadanymi przez nią słowami czuła, jak wszystko to nabiera rzeczywistego posmaku, którego tak dawno nie czuła pod językiem. Wpatrywała się w jego chłodne oczy, które teraz zerkały na nią z najwyższą czułością, na jaką tylko mogła liczyć. Delikatny uśmiech zdobił jej wargi, kiedy w jej głowie wszystko w końcu układało się na swoim miejscu tam, gdzie już dawno powinno być. Oddech ugrzązł gdzieś w klatce piersiowej, kiedy znów mogła poczuć smak jego warg na swoich własnych. Zachłysnęła się tym wspaniałym odczuciem, które jej zagwarantował. Nie chciała, aby przeminęło, choć teraz miała większą śmiałość, by z nadzieją zerkać w kierunku przyszłości. Czuła, jakby wróciła do dawno opuszczonego jednak wciąż bezpiecznego miejsca, gdzie wszystko było takim, jakim być powinno i nie mogło się już zmienić.
Uchyliła powieki słysząc kolejne wypowiadane przez niego słowa. Instynktownie ponownie przyłożyła swoje dłonie do jego policzków, wpatrując się w kolejne rejony jego twarzy, znacząc swoim spojrzeniem nos, kształtne usta, by na koniec pozostawić sobie to, co najlepsze, czyli jego wspaniałe oczy.
– Już się mnie nie pozbędziesz – zapewniła w końcu. Na jej wargi wrócił tak charakterystyczny dla niej uśmieszek, znacznie bardziej szczery niż to, co reprezentowała sobą na co dzień w towarzystwie jakiegokolwiek innego człowieka. Tu, w tym zniszczonym pokoju pianisty, pierwszy raz od dawna mogła w końcu być sobą, bez nakładania na twarz jakiejkolwiek maski. Nie musiała udawać miłej, czy złośliwej, czy opanowanej i zdystansowanej. Była po prostu Beatrice i Camael. Tylko tyle i aż tyle. Nie sądzę, że zaczniesz – dodała po chwili z tym samym uśmiechem na ustach. Wiedziała, że nie było konieczności precyzować, co doglądnie miała na myśli. Musiało to być nazbyt oczywiste.
Dała się pociągnąć w stronę instrumentu, nie chcąc odsuwać się od mężczyzny nawet na minutę. Przymknęła powieki, kiedy zaczął wygrywać bliżej nie znaną jej melodię. Wsłuchiwała się w każdą nutę, każdy takt. Sama była kompletnym beztalenciem jeśli chodzi o muzykalność. Chyba jako jedyna z pośród licznego rodzeństwa nie miała żadnej styczności z jakąkolwiek grą na instrumentach, tym bardziej doceniała tę umiejętność u innych ludzi.
Uchyliła powieki, kiedy sens wypowiadanych przez niego słów dotarł do jej mózgu. Przesunęła się delikatnie na jego kolanach tak, aby móc spojrzeć mu w oczy. Szukała w nich czegokolwiek, co zdradziłoby czy jego słowa są aby na pewno prawdziwe.
– Jakoś skutecznie pomijałeś dotychczas ten fakt – stwierdziła, delikatnie kręcąc głową. Wiedziała, że jest utalentowanym czarodziejem, zawsze był. Transmutacja nie była jej obcą dziedziną, jednak nie wyobrażała sobie rozwinąć się na tyle, aby opanować również przekształcanie ciała w formę całkowicie zwierzęcą. – W jakie zwierzę się zmieniasz? Pokaż proszę. Ile lat ci to zajęło? – chwilę później była gotowa zarzucić go setką pytań dotyczącą tej niesamowitej umiejętności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pokój pianisty - Page 3 QzgSDG8








Pokój pianisty - Page 3 Empty


PisaniePokój pianisty - Page 3 Empty Re: Pokój pianisty  Pokój pianisty - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pokój pianisty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój pianisty - Page 3 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-