Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Czarodziejskie pola

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 19 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 12 ... 19  Next
AutorWiadomość


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
Galeony : 2609
  Liczba postów : 2938
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyNie Wrz 28 2014, 19:11;

First topic message reminder :


Czarodziejskie pola

Objęte silnymi zaklęciami zwodzącymi mugoli, magiczne pola od wielu już stuleci stanowią największe skupisko wolnych terenów wybiegowych dla hipogryfów. Niejednokrotnie są także wykorzystywane jako miejsca uprawne bądź zagospodarowuje się je w razie potrzeby zorganizowania magicznych rywalizacji bądź festynów. Od kilkudziesięciu lat są głównym miejscem organizacji zabaw obchodzonych z okazji święta Barda Beedla.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32488
  Liczba postów : 102780
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Specjalny




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptySro Wrz 27 2017, 22:35;

Gdy zaczęła się zbliżać godzina koncertu ochrona zaczęła przemierzać pola w celu sprawdzenia czy wszystko w porządku. Przy okazji za pomocą specjalnego zaklęcia kontrolowali wiek osób, które podejrzewali o niepełnoletność. Tym sposobem skontrolowali m.in. @Harriette Wykeham, jednakże zażyty przez nią eliksir okazał się skuteczny i nie udało się wykryć, że dziewczyna jest niepełnoletnia. Inaczej było w przypadku @Lúthien T. Lanceley, która wchodząc na festiwal nawet nie próbowała ukryć swojego młodego wieku. Ochroniarz zdecydował się wyprosić ją z wydarzenia. Miała jednak dużo szczęścia, gdyż mężczyzna zrezygnował z donoszenia na nią dyrekcji.

Nagle, kilka minut przed osiemnastą wprost ze sceny zaczęła płynąć klimatyczna melodia. Instrumentaliści z pomocą zaklęć podgłośnili swoje instrumenty. Po chwili odsłonięto kurtynę, która zakrywała tył sceny. Oczom zebranych ukazał się basen, w którym trzy pary syren i trytonów wykonywały synchroniczny układ taneczno-pływacki. Tego typu wodne występy były typowe dla koncertów Druzgotka, ale na tych którzy widzieli coś takiego po raz pierwszy robiło to niesamowite wrażenie.
Po chwili na scenie pojawił się on – niski, niepozorny mężczyzna dobiegający czterdziestki, ubrany w prosty strój. Zupełnie nie pasował do tego typu wydarzeń – z założenia bardzo komercyjnych i w gruncie rzeczy trudno było sprecyzować dlaczego przyjął zaproszenie. Był wprawdzie jednym z najbardziej znanych artystów alternatywnych, ale jego muzyka wciąż była bardzo kameralna.
Nagle na całych polach można było usłyszeć jego głęboki, hipnotyzujący głos, który robił wrażenie nawet na fanach twórczości Lady Morgany. Wyśpiewywał on teksty o miłości, życiu i problemach codzienności, jednakże mimo pozornie banalnej tematyki były one wzniosłe i bardzo błyskotliwe. Trzydzieści minut koncertu było niesamowitym popisem umiejętności muzycznych, poza tym ze względu na oprawę był to niezwykle udany występ. Mógł on znudzić osoby, które przyszły tutaj wyłącznie po to by napić się piwa, zabawić i pośmiać ze znajomymi, ale dla każdego kto był otwarty na muzykę było to na pewno ciekawe doświadczenie.

-------------------------------------------------------

Lúthien – zostajesz odstawiona przez ochroniarza do szkoły. Przypominam, że wydarzenie jest dość mocne ochraniane, więc każda nieletnia osoba musi znaleźć sensowny sposób by oszukać, przechytrzyć albo przekupić ochronę, inaczej nie ma prawa wejść. Bierzcie przykład z Etki.

Wasza dalsza fabuła może dziać się podczas koncertu lub w przerwie między pierwszym, a drugim koncertem. Od teraz przerwy między postami będą krótsze i będą wynosiły one ok. 2 dni (może się to delikatnie skracać lub wydłużać).

Każda osoba, która chce napisać posta podczas tego koncertu musi dokonać rzutu kostką. Nadal można wpadać, ale osoby, które pisały tutaj już przed tym postem (min. 1 post) mają prawo do jednego przerzutu.

Kostki:

______________________

Czarodziejskie pola - Page 5 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Delilah Garver
Delilah Garver

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 63
  Liczba postów : 69
https://www.czarodzieje.org/t14991-delilah-garver#399044
https://www.czarodzieje.org/t15174-poczta-delilah
https://www.czarodzieje.org/t15187-delilah-garver#407395
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 00:26;

Dobrze, że nie postanowili być szczęśliwym kółkiem przyjaciół i Delilah nie musiała związywać się z Taehyungiem, tworząc jakieś dziwne i krzywe koło. Pomińmy kompletną niefunkcjonalność takiego kółka graniastego, a skupmy się na odległości pomiędzy Minem a Garver, która była o wiele większa niż metr. Gdyby zostali ograniczeni do jedynie stu centymetrów to na pewno byłby to wystarczający zasięg, żeby bez problemu stoczyć większą wojnę niż tą, która trwa już od paru dni. Cóż, do dnia dzisiejszego, to konflikt ten był odgrywany niemo, w akompaniamencie piorunujących spojrzeń, które same za siebie mówiły jakiekolwiek uwagi. Uwagi, które najwidoczniej dzisiaj miały okazję wypłynąć na światło zewnętrzne, a żeby to czasami nie były zbyt długo tłamszone w osobowościach studentów. Czy tylko oby na pewno wszystko mogło być powiedziane?
- Wydaje mi się, że tron będzie wskazany. Na pewno zaraz jakaś księżniczka będzie narzekać, że bolą ją nogi - powiedziała, patrząc Taehyungowi prosto w twarz, wytrzymując każde spojrzenie, którym łaskaw był ją, nasz drogi książę, obdarzyć. Powinna się w końcu cieszyć, że urażona godność Tae pozwoliła mu spojrzeć na nią chociażby wzrokiem pełnym dezaprobaty i tej… pewnej nieufności. Tak w zasadzie, to pierwszy raz taką emocję mogła zobaczyć w oczach swojego przyjaciela. Nigdy nie miała okazji tego odczytać, a przynajmniej w stosunku do niej. Delilah nie miała zamiaru się odzywać na ten temat. Ogólnie nie była dzisiaj szczególna rozmowna. Można to porównać do jej zachowania wśród nieznajomych, gdzie z nimi nie jest skłonna na pogawędki, w których musiałaby się dużo odzywać.
I chociaż starała się włożyć w swoje zachowanie całą pozytywną energię to jednak każdy następny żarcik, uwaga Taehyunga sprawiała, że miała ochotę komuś po prostu przyłożyć - a jednak warto podkreślić, że nikogo nigdy nie uderzyła! Chyba, że dla żartów poduszką, ale co to za “pojedynek”, z którego ktoś jedynie wyszedł z pierzem we włosach?
- Zdecydowanie uroczo - skomentowała nową fryzurę Chana, wysilając się na lekki uśmiech, który naprawdę był szczery. Wysilała się na niego przez swoje złe, psychiczne samopoczucie w momencie, kiedy do Chanyeola nie miała żadnych pretensji. Równie dobrze mogłaby go porwać gdzieś indziej, żeby tylko nie słuchać kolejnych naskoków Taehyunga. - To, że prawda zawsze wyjdzie, pisałam mu chyba przynajmniej ze trzy razy. Twój brat może się dowiedzieć od niewiadomo kogo, ale zdaniem Tae to i tak byłaby to moja wina - powiedziała do Chana. Było jej przykro, że Min uważał tak, a nie inaczej i tę przykrość Channie mógł po niej to zobaczyć w tej krótkiej rozmowie. Przed młodszymi przyjaciółmi jednak aż tak tego nie pokazywała. - Napisałam do niego list, czy miał mi cokolwiek zamiar powiedzieć, ale on się nie przejmował i cały rok zdążył już wymazać z pamięci - dodała wyraźnie zmęczona tym wszystkim. Życie w takiej paczce nie zawsze było łatwe, a ona jeszcze była jedyną dziewczyną. Zero solidarności jajników!
I przez chwilę chciała cieszyć się koncertem, w końcu po coś tutaj przyszli! Melodia szybko wleciała w jej ucho, że przez chwilę ignorując tę całą bandę w liczbie trzech, przypatrywała się na scenie, coś tam nucąc i podśpiewując do piosenek, co nie wychodziło jej tak źle. Nie była fanką, ale kto wie, może się to zmieni? I ten humor, który przez kilka sekund mógł się wydawać lepszy, automatycznie zniknął wraz z kolejnymi zagrywkami Taehyunga w jej stronę.
- Szkoda tylko, że ty nie przemyślasz wszystkiego co robisz - powiedziała otwarcie, skupiając wzrok na Tae. - Ciekawa jestem naprawdę, jaki cel mają niektóre twoje zachowania. Zwłaszcza jedno. Ah, no nie przemyślałeś tego pewnie, więc można to zaliczyć jako skutek uboczny, co? - zapytała, chociaż nie chciała poruszać tego tematu. Naprawdę nie chciała, ale Taehyung ją wystarczająco zirytował i skrycie skomentowała niektóre kwestie, o których wiedzą oni, a o których jedynie Chanyeol mógł się domyślać.
Westchnęła cicho i spojrzała na Channiego, kiedy Jungkook zajmował się Tae. Chociaż ostatnio było dobrze, wyjaśnili sobie dużo spraw, to wiedziała, że pewnie będzie stał po stronie młodszego brata. A chociaż ona chciała dobrze dla swoich przyjaciół, to i tak teraz wychodziło to beznadziejnie.

kostka: 5
Powrót do góry Go down


Min Taehyung
Min Taehyung

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 136
  Liczba postów : 215
https://www.czarodzieje.org/t13409-taehyung-min#357496
https://www.czarodzieje.org/t13469-sowka-poli#358777
https://www.czarodzieje.org/t15210-min-taehyung
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 14:09;

Nikt nie był w nastroju, za to wszyscy próbowali to ukryć przed Jungkookiem, który jako jedyny tego dnia wykazywał prawdziwą chęć, żeby się zabawić i wrócić do czasów, przed jego zniknięciem.

Zanim wszystko się pokomplikowało.


Muzyka robiła się coraz głośniejsza - jeszcze bardziej niż wtedy, gdy przyszli - a ludzi wciąż przybywało; znajomi zaczęli zbierać się w ścisłe grupki, żeby nie zgubić się w tym rosnącym tłumie, więc i oni wzięli z nich przykład. Czuł, że im bliżej znajdował się Delilah i Chanyeola tym bardziej zaczynał się denerwować, że stanie się coś złego. Jakby ich bliskość była głupim zagrożeniem. Od tych pamiętnych listów, które wymienił z przyjaciółką, zaczął się zastanawiać, czy komukolwiek wspomniał o swoim niepoprawnym zbliżeniu z Garver. I nie mógł sobie przypomnieć albo wręcz nie chciał o tym pamiętać; nie rozmawiał na takie tematy ze znajomymi, w końcu był dojrzały i większość tego typu spraw po prostu zostawiał dla siebie. Żadna osoba nie przyszła mu na myśl, więc podejrzewał, że po prostu ktoś mógł ich razem zobaczyć. W końcu przez jakiś czas nawet nie ukrywali, że coś ich połączyło. Na krótko i nietrwałe, ale połączyło.
Związali się razem, więc byli po prostu połączeni wstążkami, jakakolwiek granica między przyjaciółmi zaczęła się zacierać. Taehyung przełknął cicho ślinę, gdy już powoli nie wiedział jak ukryć swój stres. Pierwsze spotkanie od dawna, nie mogło skończyć się w taki sposób. Cała grupa została pociągnięta w stronę waty cukrowej; i choć jasnowłosy na co dzień kochał watę to teraz nie był w stanie jej przełknąć, więc nawet o nią nie prosił, co dla osób, które naprawdę dobrze go znają, mogło być szokujące. Tae zapominając na chwilę o spięciu między nimi, spojrzał na różowe włosy Chanyeola, rozchylając z zaskoczeniem usta; gdyby był w lepszym humorze, prawdopodobnie chwycił pierwszą lepszą watę, aby sprawdzić czy i na nim podziała ta sztuczka. Ale nie miał humoru, więc tylko uniósł kącik ust na kolorowe kosmyki hyunga i odwrócił z powrotem wzrok.
- Księżniczka ma się dobrze i ma kogoś, kto ją poniesie w najgorszym wypadku - rzucił w stronę Delilah, doskonale zdając sobie sprawę, że w tej chwili nawiązuje do niego.
Minnie spojrzał na chłopaka, gdy ten zapytał go o jego samopoczucie; Taehyung potrząsnął głową, aby jego włosy znów nie wpadały mu do oczu.
- To nic, tylko nie spałem dobrze - odpowiedział, jakby to było wystarczające wytłumaczenie.
Skłamał. I Jungkook musiał doskonale o tym wiedzieć, skoro na własne oczy widział jak Tae budzi się o nieprzyzwoicie późnej godzinie; usprawiedliwiająco potarł piąstką oko, jakoby był teraz naprawdę niewyspany. Taehyung na szczęście był przywiązany wstążką tylko do Jungkooka, a więc jego dłoń była w pełni wolna. Położył rękę na smukłych palcach Cheonga, który delikatnie go obejmował, gdy w trosce bał się, że jasnowłosy zasłabnie. Choć fizycznie czuł się wyjątkowo dobrze, gorzej jeśli chodziło o psychikę; w jego sercu wierciło się ogromne poczucie winy, które wypełniało całe jego ciało i umysł. Nie był w stanie się odprężyć, nie na długo.
Nawet, gdy odeszli kawałek od starszych, czuł się koszmarnie. Szczególnie wtedy, gdy Jungkook zachowywał się w stosunku do niego tak opiekuńczo i delikatnie; po prostu rzucało jego sercem. Taehyung spojrzał w jego ciemne tęczówki. Źle. Poczuł się jakby sam sobie zadał cios.
Blondyn zacisnął oczy i zdmuchnął swoją czarną rzęsę. “Chcę, żebyś mi wybaczył, Jungkookie.”
Rozchylił powieki. Spojrzał na ciemnowłosego i uniósł lekko kącik ust, aby dodać mu otuchy. A raczej zapewnić, że wszystko w porządku, choć cholera nic nie było.
- Mamy gorsze dni - rzucił na swoje usprawiedliwienie. - Zaufałem jej w pewnej sprawie, a ona mnie zawiodła - dodał, patrząc ponad ramieniem na ich wspólną przyjaciółkę. Na jego pocieszenie. I jakby zdając sobie sprawę, że to wszystko przez niego, przez jego desperację, poczuł wyrzuty sumienia nawet względem Delilah. Bo to on ją wykorzystał i teraz o wszystko bezczelnie obwiniał. - Nie przejmuj się.
Wtedy rozbrzmiała ta melodia, którą Taehyung znał niemal na pamięć i odwrócił się na pięcie w stronę sceny. Po długim czasie, na scenę wreszcie wszedł Druzgotek. Skakał na palcach, aby wybić się poza te wszystkie głowy i zobaczyć wykonawcę. W końcu uspokoił się i zaczął towarzyszyć innym głosom w wyśpiewywaniu dobrze znanego tekstu, kołysząc się i próbując ogarnąć panujące w nim uczucia: podekscytowanie koncertem i Druzgotkiem, a także dziwną, złą atmosferą, panującą między nimi wszystkimi. Ale bawił się dobrze i tak jak nie chciał zapamiętać tego festiwalu, tak miał nadzieję, że chociaż ten mini koncert Druzgotka zapadnie mu w pamięci na długo.
Taehyung usłyszawszy jej słowa, niemal zatrząsł się z wściekłości. Odsunął się od Jungkooka, pokonując kilka kroków dzielących go od dziewczyny - i niechcący ciągnąc za wstążkę Cheonga, przybliżył i go - spojrzał na nią z góry z typową dla siebie zaciętą miną, gdy był wkurzony. Obwiniała go, wytykała mu wszystko podczas gdy sama zachowywała się jak rozkapryszona nastolatka.
- Szkoda, że tylko ty nie przemyślasz tego na co się zgadzasz. Naprawdę jesteś taka łatwa? - warknął, ledwie powstrzymując się od rękoczynów. Nie, nie uderzyłby jej, ale w tej chwili był zdolny powiedzieć rzeczy, o których by nawet nie pomyślał. - Zrobiłaś się zazdrosna? Albo chcesz więcej? To dlatego taka teraz jesteś? - rzucał bez większego pomyślunku, zaciskając dłoń w pięść.



KOSTKA: 5
STAN EMOCJONALNY: 0
Powrót do góry Go down


Daniel Garver
Daniel Garver

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 41
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14992-daniel-garver#399049
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15006-danielowa-poczta#399403
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15010-daniel-garver#399569
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 14:55;

Daniel był podekscytowany jak sześcioletnia dziewczynka.
Daniel na tę okazję kupił sobie i Demetriusowi takie same koszulki z logo ich ulubionego zespołu.
Daniel założył czarne spodnie i biały, obszerny sweter sięgający mu niemal do połowy ud.
Daniel zostawił włosy w takim stanie, z jakimi się obudził.
Daniel był gotowy.

Odrobinę się spóźnili przez to, że nie przygotowali plecaków wcześniej. Przed wyjściem, kiedy jeszcze byli w domu, zderzyli się jakieś dziesięć razy, gdy wpakowywali do toreb butelki z alkoholem, rzeczy na zmianę (w razie, gdyby któreś z nich zrobiło coś nierozważnego i ich ubrania by na tym ucierpiały) i inne rzeczy, które koniecznie musieli zabrać ze sobą na koncert. Na szczęście koncert ich ulubionego zespołu był trochę później, a przynajmniej tak mówił harmonogram, który otrzymał Daniel dwa dni temu.
Naprawdę był podekscytowany. Prawdę mówiąc była to najlepsza rzecz, jaka przytrafiła mu się od rozpoczęcia roku szkolnego, bo od tamtej pory siedzi z nosem w książkach albo śpi, a to była milsza, bardziej ekscytująca rzecz niż nauka, opiekowanie się Petunią lub prześladowanie brata w pracy. Dan przecisnął się przez tłum, mając nadzieję, że nie zgubi ze sobą brata. Wiedział, że na festiwalu jest też jego bliźniaczka ze swoimi przyjaciółmi, ale jakoś nie śpieszyło mu się, aby do nich dołączyć. Mieli trochę inna gusta muzyczne, a poza tym na ten wieczór chłopcy zaplanowali coś świetnego - obiecali sobie, że założą się o to, który pierwszy obali wszystkie butelki w plecaku. Przegrany zrobi wyzwanie, które wymyśli drugi. Genialne, prawda? Daniel już wymyślił kilka sposobów na upokorzenie Demetriusa.
Ulokowali się na jakimś miejscu, bo cały przód był totalnie zawalony, że nie dało się dalej przecisnąć.
- Tu chyba będzie w porządku, nie sądzisz? - zapytał, podnosząc swój i tak do bólu niski głos. Szturchnął ciemnowłosego w bok, wyciągając z plecaka butelkę piwa i podał mu ją z zadowoleniem. - Nie, żebym cię rozpijał na wejściu - zaśmiał się, zapinając suwak. - Ale do dna, Demi, na koszt firmy. - Uśmiechnął się i zaczął przysłuchiwać się piosence Druzgotka. - Czy mama nie ma na jego punkcie fioła? - zapytał, wskazując na artystę. Zaczął nucić jedną z piosenek, które znał przez swoją opiekunkę. Wolał rap, dlatego nie do końca mu to wychodziło, ale gdy tylko zdał sobie sprawę jak skrzeczy, zrobił się jeszcze głośniejszy i niemal zaczął wyć balladę. Parsknął śmiechem. - Mama by chyba zemdlała, jakby go zobaczyła. Założę się, że ma jego plakaty pod łóżkiem - dodał, po czym oklapł na trawę i rozpinając swój plecak wyjął piwo też dla siebie, po czym uniósł je w górę, by stuknąć się z bratem, nie odrywając przy tym wzroku od wnętrza swojego plecaka.

Kostka: 5
Powrót do góry Go down


Rakel Halevi
Rakel Halevi

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 194
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14858-rakel-halevi?nid=1#395666
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14871-poczta-rakel#395694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14869-rakel-halevi#395687
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 16:19;

Wybiła osiemnasta, kurtyna poszła w górę... a szczęka Rakel powędrowała w dół. Strzepnąwszy resztę okruszków z dłoni, odpaliła kolejnego papierosa i niczym oczarowana wbiła spojrzenie w scenę z ogromnym basenem w którym pięknie wirowały syreny wraz z trytonami. Przymknęła powieki zaciągając się, z rozkoszą wsłuchując się w niski głos wokalisty, zaczynając cicho nucąc pod nosem. Znała zespół średnio, jednak głos wokalisty aż prosił się, żeby do niego dołączyć. Można powiedzieć, że świetnie się bawiła w swoim towarzystwie, kiedy nagle usłyszała nad sobą czyiś głos. Otworzyła oczy i spojrzała w bok, żeby dostrzec przed sobą swojego nowego znajomego - Daniela Bergmanna - w towarzystwie całej zakrwawionej kobiety.
-Na brodę Merlina! - zerwała się na równe nogi, od razu rzucając peta na ziemię i chwytając kobietę za ramiona. Posadziła ją na miejscu, które wcześniej sama zajmowała i delikatnie dotykając jej twarzy zaczęła ją badawczo oglądać. -Oj, skarbie, to chyba nie jest twój najlepszy dzień... - mruknęła, prostując się i wyciągając swoją różdżkę z wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wzięła głęboki oddech przez chwilę zastanawiając się, którego zaklęcia powinna użyć. Biorąc pod uwagę jak kobieta zbladła i słaniała się na nogach, zdecydowała się na zaklęcie hamując krwotok, który uznała za główny problem. Wycelowała końcem różdżki w jej twarz i wymówiła zaklęcie: -Haemorrhagia iturus! - które ku jej uldze zadziałało tak jak powinno i krwotok ustał. Nie czekając na aplauz Rakel sięgnęła do swojej torby i wyjęła z niej chusteczkę, przy okazji zgarniając czyjąś butelkę wody. Lekko namoczyła materiał i delikatnie zaczęła ścierać krew z twarzy i szyi kobiety. -Jak się czujesz? Kręci ci się w głowie? Może chcesz się położyć? - zapytała miękko i troskliwie, bacznie jej się przypatrując gotowa złapać ją, gdyby nagle straciła przytomność.

Kostka: 5
Punkty w kuferku:
• z uzdrawiania - 10
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z uzdrawiania - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z uzdrawiania - 1
Przerzut na z 5 na 2

KOSTKA 5
Powrót do góry Go down


Vivien O. I. Dear
Vivien O. I. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Bardzo chuda sylwetka
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
Galeony : 3533
  Liczba postów : 2669
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 17:50;

Biorąc pod uwagę pianę, która osiadała na bobrze średnio wierzyłam w zapewnienia Raya na temat higieny, ale niestety ze względu na okoliczności ugryzłam się w język i zrezygnowałam z drążenia tematu.
- Okej, niech będzie, że uczciwie – mruknęłam zrezygnowana. Nieszczególnie chciało mi się z chłopakiem kłócić – po pierwsze: wiedziałam, że w ten sposób nie uda mi się totalnie nic wskórać, po drugie wokół było już mnóstwo ludzi i wyciąganie naszych brudów było po prostu niesmaczne, po trzecie: na scenę za moment  miał wejść jeden z moich ulubionych wokalistów, więc miałam troszkę inne priorytety. Układ proponowany przez Raya nieszczególnie mi się podobał
- Bardzo wiele nie znaczy wszystko – powiedziałam cicho, bo znając Raya spodziewałam się czegoś naprawdę szalonego, po chwili jednak dodałam: – Daj mi chwilkę na namysł, wrócimy do tego.
Byłam lekko naburmuszona i nawet odsunęłam się od chłopaka (na zaledwie kilkanaście centymetrów, bo na więcej nie było miejsca). Rayener najwyraźniej to zauważył, bo zaczął prawić mi komplementy – na brodę Merlina, jakie to typowe dla facetów. Nienawidziłam gdy ktokolwiek próbował odkupić swoje winy poprzez podlizywanie się. Przewróciłam oczami dając mu do zrozumienia, że chwilowo mam focha.
Złość jednak wyparowała ze mnie, gdy zobaczyłam, że na scenę wchodzi mój ulubiony wokalista. Pisnęłam cicho i z radości chwyciłam mojego chłopaka za dłoń. Trudno powiedzieć jak to się stało, że mimo wcześniejszej złości pozwoliłam się objąć mojemu chłopakowi z tyłu i już po chwili tkwiłam w jego ramionach bujając się ochoczo w rytm ulubionych piosenek. Poczułam wszechogarniające szczęście – uczestniczyłam w koncercie mojego idola stojąc nieopodal sceny w towarzystwie najważniejszej osoby w moim życiu. Bawiłam się tak dobrze, że przestałam myśleć o TYM CZYMŚ i wcześniejszych kłótniach.
Nawet nie wiem, w którym momencie koncertu zaczęłam pośpiewywać teksty moich ulubionych piosenek. Nie sądziłam jednak, żeby Rayowi albo komukolwiek innemu to przeszkadzało – tego typu zachowanie było raczej normalne na koncertach, poza tym nieskromnie mogę powiedzieć, że mój głos był naprawdę miły dla ucha – w końcu z jakiegoś powodu planowałam karierę muzyczną.
Gdy Druzgotek zrobił chwilkę przerwy, żeby wziąć łyka wody obróciłam się i dałam starszemu ślizgonowi krótkiego całusa w policzek. Byłam tak zadowolona, że dosyć lekkomyślnie podjęłam decyzję.
- Niech Ci będzie – rzuciłam z lekkim uśmiechem, by po chwili dodać udawanym groźnym tonem – Ale musisz przysiąc, że to serio nie będzie nic głupiego, obrzydliwego, ani nic co zrujnuje mi życie.
Spojrzałam na niego wyczekująco. Mimo, że w codziennych kwestiach bardzo mu ufałam to w tej sytuacji znając jego skłonności do lekkomyślności byłam niemal pewna, że nie mogę mu stuprocentowo zaufać.

Kostka: 5 ♥️
Powrót do góry Go down


Cheong Jungkook
Cheong Jungkook

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 899
  Liczba postów : 196
https://www.czarodzieje.org/t13453-jeon-jungkook
https://www.czarodzieje.org/t15186-dollar-dollar#404823
https://www.czarodzieje.org/t15184-cheong-jungkook#404815
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 18:14;

Jungkook pozwolił sobie na wymuszony uśmiech, gdy w jego stronę padła kolejna porcja kłamstw. Czując się coraz bardziej nieswojo w ich towarzystwie, niemal od środka go skręcało od tej niepewności kumulującej mu się gdzieś w żołądku, jak i w samym sercu. Słysząc jego słowa o zaufaniu, mimowolnie przytaknął mu głową i powtórzył za nim cicho:
- Zaufanie do drugiej osoby jest najważniejsze, Tae.
Dookoła zaczęła grać muzyka.
I wydawać by się mogło, że spokojna melodia wraz z płynącymi słowami Druzgotka o miłości i życiu; skutecznie wszystko wokół nich zagłuszała. Momentalnie zostały przyciszone rozmowy innych; a nawet i ich paczka na tą jedną chwilę ucichła, kontemplując słodkie dźwięki, które zdawały się igrać w powietrzu.
Ale Jungkook nie był w stanie się skupić na muzyce.
Mając rozproszone myśli na kilkunastu płaszczyznach naraz, w ciszy obserwował swoje towarzystwo, czując gdzieś w kościach, że zaraz coś się stanie. Przeczucie jeszcze bardziej się nasiliło, gdy do jego myśli zaczęły się zakradać wszystkie kłamstwa i półprawdy jakimi od początku spotkania raczyli go; i niemal wpychali do gardła przyjaciele.

Pochylając głowę w stronę zdeptanej trawy, spojrzeniem błądził po jej pogniecionych źdźbłach jakby to miało mu pomóc w oczyszczeniu głowy z niepożądanych myśli, pomazanych wyłącznie głupotą.
Bał się nawet spojrzeć w stronę brata.
Sam nie wiedział czemu, ale nie chciał jeszcze sprawdzać na własnej skórze tego; do jakich doszedł refleksji i na ile one były prawdziwe. Bo czasami Chanyeol zachowywał się jak wróżka; wiedział prawie wszystko ; tak samo jak prawie wszystko można było odczytać z jego oczu.
A Jungkook nie chciał zderzać się boleśnie z prawdą.
Przygryzając mocno dolną wargę, poczuł nagłe pociągnięcie za nadgarstek, gdy metrowa wstążka między nim a Taehyungiem naprężyła się tak bardzo, że Jungkook miał wrażenie, że jeszcze chwila, a zaraz pęknie.

Jak wszystko między nimi.

Byli zbyt blisko siebie.
Powoli podnosząc głowę do góry, przysunął się o krok bliżej do nich, potem jeszcze o jeden - czując jak słowa jasnowłosego uderzają nie tylko w stojącą naprzeciw niego Delię, ale i również w niego samego. Charakter słów był wyrwany z kontekstu i Jungkook błagał w myślach, aby ich znaczenie osiągnęło nagle miliony innych znaczeń, a nie tylko to jedno, które on znał aż za dobrze. To był ten jeden szczególny moment w jego życiu, gdy serce niemal się w nim zatrzymało.
Wszystkie niejasności i niepewne myśli wskoczyły nagle na swoje miejsce, tworząc w jego głowie pełen obraz obecnych relacji pomiędzy jego najbliższymi osobami. Co czuł?
Trudno mu było określić oraz nazwać swoje emocje. Zaskoczenie? Zdradę?
Może rzeczywiście nie znał swoich przyjaciół, skoro wzięli sobie do serca powszechną radę co z oczu to i z serca? Naprawdę był aż tak słabym pionkiem w ich paczce, że przez dziesięć miesięcy ta dwójka potrafiła ruszyć dalej; i to znacznie szybszym tempem niż powinni? Dużo szybszym niż nawet to, w którym tkwił on z Taehyungiem jeszcze przed rokiem?

Skutecznie omijając spojrzeniem Taehyunga, wbrew sobie spojrzał prosto na dziewczynę.
Zrobił to bez większych emocji, mimo, iż w środku niemal się nimi dusił czując jak gorycz i żółć praktycznie napływa do jego gardła. Lecz to Chanyeol nauczył go przywdziewania na twarz innej, tej drugiej maski. Wypuszczając powoli powietrze nosem, prześlizgnął się spojrzeniem po jej buzi, aby odnaleźć tam ukryte potwierdzenie swoich przypuszczeń.
- Jest zraniona.
Zacisnął mocno wargi, nie mając nawet najmniejszej wątpliwości co do swoich słów.
Odwrócił spojrzenie od nich wszystkich, nie chcąc na nich patrzeć. Spojrzał z kolei na przywiązaną do siebie wstążkę. Na jednym nadgarstku miał przywiązaną srebrną łączącą go z Taehyungiem; drugą miał złotą, która łączyła go z Chanyeolem, a który również go zdradził.
Oni wszyscy, co do jednego.
I to było tym zapalnikiem do tego, aby i on wreszcie o coś zapytał:
- Ja też jestem taki łatwy, Taehyung? Czy być może aż taki głupi, że nic wcześniej nie dostrzegłem? - przez krótką chwilę zajrzał mu w oczy i od razu tego pożałował.
Starając się zapanować nad swoimi nerwami i cisnącymi się na usta jeszcze gorszymi słowami, roześmiał się nagle gorzko, gdy dotarła do niego nieprzyjemna myśl, że nawet jeżeli doszło do najgorszego, to jasnowłosy najwyraźniej próbował robić wszystko, aby to zatuszować.
Nie wyglądał nawet na takiego, co by żałował.
Podniósł do góry rękę, przy której była zawieszona złota wstążka i przyciskając ją zaciśniętą tuż do swoich ust; naprawdę starał się opanować.
Mówi się, że wszystko jest do przebaczenia; ale czy aby na pewno?
- Długo chciałeś robić ze mnie debila, Chanyeol? - zapytał wprost brata, spoglądając na niego z coraz bardziej uwydatniającą się w nim złością - Jak długo zamierzałeś czekać, aby mi powiedzieć, że nie mam po co do cholery wracać? Czemu mi kurwa, nic wcześniej nie powiedziałeś? I tylko nie wciskaj mi kitu, że mnie by to zraniło, błagam. - powiedział zwodniczo spokojnie, na krótką chwilę zawieszając spojrzenie na pozostałej dwójce.

Czuł się tak, jakby każda jedna sekunda trwała w nieskończoność.
I była zła, tak cholernie bardzo zła.

- A ty Taehyung? - wymówił z bólem jego imię i podniósł brew do góry, sztucznie wyginając usta w ponury grymas - Jak możesz zwalać wszystko na nią? Nie było mnie raptem dziesięć miesięcy. Dziesięć, cholernych miesięcy, Taehyung. - powtórzył ze zdenerwowaniem i pokręcił głową jakby samemu nie mogąc pojąć, że starszy naprawdę zrobił to, co zrobił. - Rozumiem nie było mnie, więc mogłeś sobie robić chcesz. Tylko po co te kłamstwa? Widzę przecież jak ona reaguje na tą sytuację, nie myśl sobie, że nie. Przecież widzę, że to się nadal ciągnie, do cholery.
Przerwał nagle i nabierając więcej powietrza do ust, zamknął oczy jakby nagle tracąc siły do każdej jednej czynności. Czuł się jakby cała ich trójka naraz ugodziła go nożem prosto w serce, rozrywając je na małe kawałki. Pobudki brata był jeszcze w stanie zrozumieć.
Ale tamtej dwójki?
Już rozumiał dystans Deli do siebie.
Swoim powrotem rozwalił układającą im się przyszłość, bo zapragnął żyć tak jak dawniej. Wymazując wielomiesięczną przerwę z własnej głowy, nawet przez chwilę nie pomyślał o tym, co oni mogli przeżyć. Razem, osobno - ale to i tak już nie było dla niego istotne. Bo to kłamstwa bolały go bardziej niż fakt dokonania przez nich zdrady.
Jeszcze bardziej bolało to, gdy przypomniała mu się sytuacja, gdy jasnowłosy po jego powrocie, wmawiał mu swoją tęsknotę do niego. Lub to jak na głos wyznał swoje uczucia.
Innych sytuacji nie chciał nawet wspominać.
Bo bał się, że mogłoby mu po prostu pęknąć serce.
Powrót do góry Go down


Shawn E. Reed
Shawn E. Reed

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 184 cm
C. szczególne : Tatuaże, magiczna metalowa proteza prawej ręki, Gwiazda Południa zawieszona na łańcuszku na szyi.
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
Galeony : 752
  Liczba postów : 1197
https://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
https://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
https://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn
https://www.czarodzieje.org/t19478-shawn-e-reed-dziennik
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 19:37;

Smutno byłoby, gdyby usłyszał jej myśli. Ironicznie, oczywiście. Czemu nie chciała go w Hogwarcie? Czy jej czymś zawinił? Jedynie spetryfikował jedną dziewczynę, a bardziej sparaliżował strachem, ale takie było zadanie. Nie chciał znów wracać do tego, był to dla niego temat zamknięty. Była absolwentką, po studiach. Powinna sobie poradzić po takiej sytuacji.
Splunął teatralnie na jej słowa, patrząc na nią jak na osobę niespełna rozumu.
- Pffu, nigdy bym nie wziął takiego nazwiska. Nie potrafiłbym się przedstawić komukolwiek, od razu by patrzyli na mnie jak na osobę niepełnosprawną. – Rzekł, jeszcze kosztując papieros, zanim mu go wyrzuciła.
Dla niego „przesadzić” było niczym innym, jak wejścia na temat drażniący, bądź bolesny dla drugiej osoby i oczywiście, że robił to specjalnie. Tym razem, jednak był to przypadek, gdyż nic szczególnego nie wiedział o jej matce, ani też nie miał ochoty się dowiadywać, ani się zaznajamiać. Jeśli Blaithin odziedziczyła urodę po matce, to nawet jej aparycja odstraszała go od zawierania kontaktu.
Zdziwiła go więc gwałtowna reakcja Blaithin i jak zawsze uważał ją za osobę kryjącą emocję, bo tak zawsze robiła w jego towarzystwie, to tym razem jej to nie wyszło.
Na jej słowa, nie mógł wytrzymać. Wybuchnął śmiechem.
- Takimi słowami przestraszysz pierwszaków, Blaithinko. Śmieszna jesteś. – Pewnym ruchem złapał za jej ręce, trzymające jego bluzę i odepchnął ją od siebie.
Według niego, każde następne słowo Blaithin jeszcze bardziej ją pogrążało i utwierdzało w przekonaniu, że dziewczyna zamiast dorastać, cofa się w rozwoju, chcąc być „straszniejsza”.
- Kolor gówna? Ach, większość brunetek ma właśnie taki kolor, ale nie chce niszczyć ci twojego światopoglądu, Blaithin. – Odrzekł jej, z lekkim uśmieszkiem na twarzy, ale po chwili wrócił do swojego normalnej, „poważnej” mimiki. A co będzie ją prowokować jeszcze niewerbalnie. Jeszcze wydobędzie z niej dziką naturę i rzuci się na niego z pazurami. To by już go nie zdziwiło.
- Takich dupków spotkasz jeszcze wielu w swoim życiu, Dear. Pewnie twój tatuś był taki, albo mamusia, skoro na takiego nerwusika wyrosłaś. – Rzucił jej jeszcze, zanim odeszła w tłumie. Patrząc na jej zanikającą sylwetkę, nie miał ani krzty wyrzutów sumienia, że mógłby ją zranić.
Teraz przeniósł wzrok, zapominając o tym i odetchnął, wyrzucając z siebie całe napięcie, które podświadomie się w nim zagłębiło. Wyjął kolejnego papierosa i znów zapalił, rozkoszując się drapiącym delikatnie po gardle dymem.

wieczorem dodam kontynuajce wynikającą z kostki 5


Ostatnio zmieniony przez Shawn E. Reed dnia Pią Wrz 29 2017, 17:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, zapach damasceńskich róż
Galeony : 1181
  Liczba postów : 3632
https://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
https://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
https://www.czarodzieje.org/t21155-blaithin-fire-a-dear-dziennik
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 20:58;

Do tej pory ciężko było Fire Shawna jednoznacznie ocenić czy też określić. Niekiedy wydawał się niemalże człowiekiem - w tych momentach mogli nawet rozmawiać. Innym razem zachowywał się tak podle i okrutnie, że Blaithin odczuwała najzwyklejszą nienawiść. Teraz patrząc z dołu w lazurowe oczy mężczyzny, widząc w nich jedynie kpinę, nie wierzyła, że jeszcze niedawno była nawet skłonna pójść do niego w sprawie zaklętego pierścionka zaręczynowego. Ba, była skłonna powiedzieć mu o tym, chociaż wiedziała tylko jedna osoba i to również przez przypadek. Reszta uważała, że Fire po prostu polubiła ozdobę, mimo że przypominała o narzeczeństwie, które na niej wymuszono.
- I bez tego patrzą na ciebie jak na niepełnosprawnego. - uświadomiła ciemnowłosego. Wielu ludzi po pamiętnej lekcji na plaży w Grecji patrzyło na Reeda z niechęcią, uważając go za sadystę i psychopatę. Fire ciekawiło, czy ktoś będzie jeszcze w ogóle przychodzić na jego lekcje, skoro wiedzieli już, że każdemu z nich może przytrafić się to samo, co Ruth.
Reed miał szczęście, że nie każdą swoją myśl wygłaszał na głos, bo Blaithin nie miała w sobie nieskończonych pokładów cierpliwości. Mógł nazywać ją śmieszną, mógł się nawet śmiać. To, co Szkotka czuła nie było bólem wywołanym przez krzywdzące, drwiące słowa. Blaithin miała świadomość, że to tylko Reed - osoba zupełnie pozbawiona znaczenia, jedna z wielu w Hogwarcie, którym chętnie obiłaby mordę. Rzucał komentarzami, nie wiedząc o tym, czy trafi w czuły punkt czy nie, a ona zachowywała się głupio pokazując, jak mocno na nią oddziałują. Nie umiała całkowicie odepchnąć od siebie słów Shawna, zwłaszcza, jeśli mówił o jej rodzinie, ale zmuszała się do przypominania sobie o ich zerowej wartości. Reed nie mógł mieć racji. Skrzywiła się, słysząc po raz kolejny jak nazywa ją znienawidzonym imieniem. Czy tego właśnie chciał? Sprowokować ją, żeby rozkwasiła mu nos i żeby oboje wylecieli z festiwalu? Uważał to za jakiś chory test czy zwyczajnie dobrze się bawił, widząc jak czerwieni się ze złości? Wystarczająco wiele rozrywki mu już dała.
- Pieprz się. - powiedziała na odchodne, przepychając się niezbyt łagodnie między jakimiś nastolatkami.
Kiedyś twoja bezczelność cię zabije. - pomyślała, to zaciskając to rozluźniając pięści - paznokcie pomalowane na czerwono wbijały się w skórę dziewczyny tak mocno, że niemal ją przebijały. Gdyby nie było tu ochrony, która natychmiast powstrzymałaby Fire nim zadałaby trzeci cios... Wątpiła, że powstrzymałaby się przed użyciem czarnej magii. - A ja będę się wtedy śmiać.
Przeczesała palcami włosy, wyrzucając z głowy całe to zdarzenie. W tym czasie ze sceny zaczęła dobiegać muzyka Druzgotka. Fire oparła się o jedną z podpór przy stoisku i westchnęła, ale nie było to bynajmniej westchnienie wiążące się z ckliwą i łagodną melodią. Było w nim sporo rezygnacji. Nabrała ochoty, żeby po prostu wrócić do Doliny i zawinąć się w koc. Wtedy właśnie zjawiło się wybawienie(?). Blaithin nie mogła mieć pojęcia, że dziewczyna, która wypatrzyła ją na uboczu daleko od sceny, należała do tej samej grupy wolontariuszek rozdających ulotki o magicznych stworzeniach, które zaczepiały wcześniej innych. Nim Szkotka zdążyła odstraszyć intruza ponurą miną, ta zupełnie niezrażona z uśmiechem zaczęła nalegać, żeby Fire jej trochę pomogła. Mówiła tak szybko i była tak pewna swoich słów, że jasnowłosa nie mogła nic wtrącić. Zrozumiała tylko, że jakaś dziewczyna zachorowała, brakowało im osoby, musiała coś przeczytać i miała dostać za to nawet jakiś dyplom pomocnej czarownicy, czy Merlin wie o co chodziło.
Nim zdążyła wszystko zanalizować, już stanęła na jakimś niewielkim podwyższeniu, z którego lepiej widziała oddaloną scenę i jakieś pokazy (czy tam były syreny?) oraz tłum cisnący się jak najbliżej. W otoczeniu przebywały tylko odludki. W dłoniach Szkotki znalazła się jakaś kartka. Westchnęła krótko, decydując, że może się trochę poświęcić i zaczęła czytać dość głośno.
- Dbajmy o wilkołaki - nieco zaskoczyło ją, że akurat ten temat został poruszony, ale odchrząknęła. - Chrońmy pisze się przez "ch". Chrońmy tych, których odrzuciło społeczeństwo, ponieważ sami nie mają tyle odwagi, żeby przeciwstawić się niesprawiedliwości... - zmarszczyła brwi, milknąc i wczytując się w kolejny akapit. I kolejny. - Co za pierdoły.
Po tym nagłym stwierdzeniu zeskoczyła z podwyższenia i podeszła do dziewczyny, która właśnie molestowała jakiegoś pijanego chłopaka. Wcisnęła jej kartkę w ręce bez ani odrobiny uprzejmości.
- Problem nie tkwi w wilkołakach tylko w tym zjebanym społeczeństwie. Lituj się nad nimi dalej to nigdy nie będą mieć wystarczająco siły by pokazać własną wartość. - nie miała ochoty mówić nic więcej, ale widząc minę dziewczyny, która najwyraźniej uznała Blaithin za nieznającą się na likantropii idiotkę sprawiła, że kolejne słowa po prostu z niej wypłynęły. - Ja jakoś nie czuję się odtrącona.
Po tym stwierdzeniu nieznajoma aż otworzyła usta i cofnęła się od razu o parę kroków, chociaż z jej twarzy nie dało się odczytać odrazy albo strachu - jedynie czysty szok. Fire uniosła podbródek i odwróciła się na pięcie.


@Mefistofeles E. A. Nox PRZYZYWAM CIĘ! auuuu
2>6
Powrót do góry Go down


Demetrius Garver
Demetrius Garver

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 50
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14994-demetrius-benjamin-garver#399288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15003-poczta-demetriusa#399305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15004-demetrius-garver#399328
http://in-love-with-fandoms.tumblr.com/
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 21:13;

Ten brak organizacji dobijał Krukona. Nie tylko dlatego, że w ostatniej chwili czuł, jakby wszystkiego zapomniał i musiał kilka razy sprawdzić czy wszystko zabrał, ale też dlatego, że przez to wszystko się lekko spóźnili. Demetrius próbował się o to za bardzo nie obwiniać, ale niekoniecznie mu to wychodziło, ponieważ koniec końców przez całą drogę myślał o tym, czy ochrona składająca się z wyszkolonych aurorów wpuści go z bratem na festiwal, skoro się spóźnią. Z jednej strony niby czemu mieliby ich nie wpuścić, skoro wyglądali na przyjaźnie nastawionych i niesamowicie podekscytowanych nastolatków, którymi bądź co bądź wciąż byli i ani na chwilę być nie przestawali.
Przeciskając się za bratem, ciągle kogoś przepraszał. Calutki czas. Nie chciał wyjść na niewychowanego chama, który przepycha się między ludźmi, nie wyrzucając z siebie ani jednego słowa przepełnionego skruchą. Jego wina, że lubił, gdy ludzie go lubili i nie uważali, że jest jakiś, no nie wiem, niegrzeczny? Tak już miał, po prostu. Jednak kilka lat nie usłyszało jego prośby o przesunięcie się, dlatego też dostał trochę w tyle za Danielem, który wystroił się tak, jakby sam miał wyjść na scenę i zacząć śpiewać tudzież rapować. Demetrius nie był pewien czy chciałby to usłyszeć. Co prawda zdarzyło mu się słyszeć jak Dan śpiewa pod prysznicem, bo swoją sypialnię w domu rodzinnym miał zaraz obok łazienki, ale... Na scenie to co innego. Jeszcze jakby zaczął prezentować swoje kocie ruchy... Dem sądził, że musi powstrzymać brata przed wypiciem nadmiernej ilości alkoholu. Z początku nie planował nawet pić, ale zakład to zakład. Chłopak nigdy nie potrafił odmówić dobrego zakładu, szczególnie, gdy miał szansę go wygrać.
– Jasne – odpowiedział, przytakując ruchem głowy, gdy już go dogonił i zatrzymali się w odrobinę mniej zatłoczonym miejscu. Rozpiął swoją koszulę, ukazując koszulkę z nadrukiem nawiązującym do jednej z piosenek jego ulubionego zespołu. Nadruk ten jednak był magiczny i co chwilę się zmieniał, ukazując także cytaty ulubionego rapera tudzież wokalisty, którego niestety dziś tu miało nie być. Dem uniósł lekko brwi, biorąc od niego butelkę z piwem. Na dobrą sprawę nie wiedział czy to piwo kremowe czy jakie. Wiedział jedynie tyle, że zamierzał za chwilę iść po kremowe, bo miał na nie ochotę od kiedy zauważył miejsce, w którym je sprzedawano. – Ej, nie sądzisz, że to trochę za wcześnie? Jest dopiero kilka minut po osiemnastej. Nie lepiej zacząć pić coś o 19, może 20? Nie chcę zgonować przed DJem Mudbloodem i Wilczymi Głowami... – Przewrócił oczami, nie biorąc od brata butelki. Coś podpowiadało mu to, że nie powinien. Jednak po chwili rozsądek podpowiedział mu jednak, że przecież nie ma jakoś bardzo słabej głowy. Co prawda nastawił się na przegranie zakładu (co niesamowicie uderzyłoby w jego krukońską dumę), ale nie chciał wymięknąć na samym początku. Dlatego westchnął i wziął od brata butelkę, która otworzył i napił się piwa. – Tak, mama go kocha. Zawsze go słucha przy gotowaniu – mruknął, nie bardzo chcąc gadać o mamie. Głównie dlatego, że ostatnimi czasy nie potrafili znaleźć wspólnego języka, nawet gdy Demetrius naprawdę się starał. – Ja obstawiam, że ma je w swoim gabinecie. W sypialni... Tata mógłby być zazdrosny, wiesz? Sądzę, że tam ma wywieszone plakaty właśnie naszego taty, jeszcze z czasów kiedy grywał w Quidditcha. – Wzruszył lekko ramionami. Podobała mu się atmosfera na festiwalu, ale niecierpliwie czekał na rozwój akcji. Chciał go, naprawdę.

Kostka: 6
Powrót do góry Go down


Daniel Garver
Daniel Garver

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 41
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14992-daniel-garver#399049
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15006-danielowa-poczta#399403
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15010-daniel-garver#399569
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 22:23;

- Nah, dlaczego jesteś taki spięty? - zapytał, zadzierając głowę i grzebiąc w swoim plecaku bez dna, zaczął bujać się w rytm muzyki, która już nie pierwszy raz wypełniała jego wnętrze. Daniel należał do osób wrażliwych na sztukę, na muzykę, więc poczuł dopiero rozpoczynają się muzykę w końcówkach palców, a potem przechodzącą aż do jego umysłu i serca. Bo on na co dzień żył muzyką, mimo że nie było tego widać na pierwszy rzut oka. - To tylko koncert, nikt nie ukarze cię tylko dlatego, że nawalisz się przed dwudziestą - powiedział, zapinając w końcu plecak i opierając dłonie za sobą, przejechał palcami po zielonej trawie. - Poza tym nie upijesz się jednym piwem, Dems - zaśmiał się cicho, wyprostowując nogi; tylko Daniel potrafił znaleźć dla siebie miejsca w takim tłumie. Ludzie znajdowali się niedaleko niego, może w odległości trzech kroków, ale to nie sprawiało, że czuł się przytłoczony, wręcz przeciwnie - uwielbiał to. Tłok, koncerty, głośna muzyka i wiele nieznajomych twarzy; wszyscy zgromadzeni w jednym, słusznym celu.
Garver otworzył piwo z głośnym sykiem; wiedział, że to co przyniósł raczej mu nie starczy i wyda trochę kasy na tutejsze już piwo kremowe, które jego brat tak bardzo uwielbiał. Nie zamierzał w tym dniu zabierać mu przyjemności; to było wyjątkowe wydarzenie dla tej dwójki. Uniósł puszkę do ust i siorbnął cicho, uśmiechając się z zadowoleniem, a potem ruchem dłoni popędził brata by zrobił to słabo. Nie, żeby go alkoholizował. Skądże.
I rzeczywiście wyglądał, jakby sam miał zaraz wskoczyć na scenę. I gdyby był bliżej to na pewno spróbowałby to zrobić i to wcale nie dlatego, że był szalony. Po prostu wiedział jak się na niej zachować. I kiedyś marzyło mu się, żeby zostać muzykiem; no hej, głosu nie miał złego, może wokalistą nie będzie, ale raper? Albo najzwyklejszy muzyk, grający na gitarze? Czemu nie! Ballady może zostawić do śpiewania pod prysznicem!
Dan zadrżał, nie chcąc wyobrażać sobie jakie plakaty może mieć jego opiekunka w swoim gabinecie, aczkolwiek obiecał sobie, że sprawdzi to jak tylko wróci do rodzinnego domu. Spojrzał na brata z dziwną miną, bo nie umknęła mu ta niezadowolona mina.
- Ok, Dems - rzucił, ciągnąc go na za nogawkę, aby usiadł naprzeciw niego. - Nie sądzisz, że to czas na pierwszy zakładzik albo wyzwanie? - zapytał, przechylając głowę. - Jeśli chcesz możesz pierwszy coś wymyślić, mam dobry dzień. - Uśmiechnął się rozkosznie, po czym ustawił piwo między nogami. - Tylko najpierw ustalmy zasady. Żadnego rozbierania się, dotykania w dziwne miejsca innych osób i robienia innych niecenzuralnych rzeczy - powiedział poważnie, choć w jego głowie zapaliło się światełko ekscytacji, bo tego wieczora był w stanie zrobić wiele. Tak wiele, by móc jutro narzekać i wszystko zwalać na Demetriusa.
Powrót do góry Go down


Rayener Arthas
Rayener Arthas

Student Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 228
  Liczba postów : 162
http://czarodzieje.org/t12813-rayener-arthas
http://czarodzieje.org/t14402-raju#381403
http://czarodzieje.org/t12817-rayener-arthas
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyCzw Wrz 28 2017, 23:47;

Rayener doskonale widział, że dziewczyna jest na niego obrażona, ale to nie było w jego stylu, by na siłę ją pocieszać, czy próbować się przymilać. Jego komplement był stwierdzeniem faktu, Vivien była najpiękniejszą dziewczyną, jaką znał i miał wielkie szczęście, że ją miał. Była zupełnie w jego stylu, no po prostu wszystko w niej było idealne. Nie tylko cechy fizyczne, ale też psychiczne. Rozmowa z nią była dla niego samą przyjemnością, gdyby przebywał z nią 24 godziny na dobę- a prawie tak jest- to wcale by się nie znudził i to kochał najbardziej. Uwielbiał każdą rozmowę z nią- nawet głupie kłótnie o wąsy.
Gdy jednak odrzuciła jego zaloty, nie napierał mocniej, lubił się podlizywać, ale nie był natarczywy. Pogładził ją po pudrowo-różowych włosach i odsunął się odrobinkę, wiedział, że zaraz jej przejdzie, dlatego wciąż był obok. I miał rację, bo za chwilę na scene wyszedł Druzgotek. Mimo wrzasku tłumu, który rozniósł się po całych polach, Rayener usłyszał pisk Vivien i zaśmiał się, podchodząc bliżej.
-Gdybyś piszczała tak na mój widok...- powiedział, nachylając się nad nią tak, by była w stanie coś usłyszeć.
I zapewne usłyszała, ale w ogóle na to nie zareagowała, co było zrozumiałe. W końcu to jej idol, czasami potrafi nawijać o nim godzinami, więc ślizgona wcale nie zdziwiła jej reakcja. Sama była artystką i zdaniem Rayenera, ma ona ogromny talent. Nie mówił tak dlatego, że po prostu ją kocha. W końcu sam znał się na muzyce, grał na wielu instrumentach i głos również miał nienajgorszy, uczył się tego długie lata, dlatego mógł coś powiedzieć o talencie swojej dziewczyny.
Poczuł, jak uścisnęła jego rękę, gdy Druzgotek podchodził do mikrofonu. Sprawiał niepozorne wrażenie, wcale nie pasował do tła, które miał za sobą. Piękna scena, wystrój, światła, tłum, a w samym środku jeden mężczyzna. Zazwyczaj to właśnie tacy ludzie mają największe talenty- w ogóle tego po nich nie widać, ale gdy zaczną grać, czy śpiewać, nie da się od nich oderwać. Tak było i w przypadku Druzgotka. Ray musiał przyznać, że bardzo mu się podobała jego muzyka. Stanął za Vivien i objął ją, kołysząc na boki do rytmu granego utworu. Słyszał, jak dziewczyna zaczęła śpiewać. Uwielbiał, gdy była w takim stanie- była po prostu szczęśliwa i nie obchodziło ją w tym momencie nic. Wtedy on sam stawał się szczęśliwy.
Muzyka wciąż grała, ale wokalista musiał dać wytchnienie swoim strunom głosowym, a właśnie w tym momencie Vivien obróciła się i dała Arthasowi całusa. Zupełnie się tego nie spodziewał ze względu na jej obrzydzenie tym wąsem, który znajdował się w końcu tak blisko policzka.
Nie spodziewał się też tego, co powiedziała w tamtym momencie- zgodziła się. Bała się tego, co wymyślił, ale jego zdaniem wcale nie powinna, przecież raz na ruski rok mogłaby mu zaufać, prawda?
Prawą dłoń położył na sercu, a lewą uniósł w górę, uśmiechając się przy tym szeroko.
-Przysięgam, możesz mi zaufać. To nie jest nic głupiego, nic obrzydliwego i tym bardziej nic rujnującego życie. Po prostu mi zaufaj i się nie stresuj, okej?- Przytulił ją, co w takim tłumie było pewnego rodzaju wyzwaniem, tym bardziej, że stali tuż pod sceną. -Poza tym całkiem niezły ten twój Druzgotek.

kostka: 6
Powrót do góry Go down


Julia Heikkonen
Julia Heikkonen

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : animagia (tygrys)
Galeony : 2211
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7265-julia-heikkonen
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyPią Wrz 29 2017, 15:24;

Jedzenie dyniowych pasztecików było na tyle zajmujące, że nie bardzo zwracała uwagę na to co dzieje się dookoła, zresztą nawet gdyby chciała to byłoby to raczej ciężkie. Nie była przyzwyczajona do takich tłumów i raczej nie chciała się do nich przyzwyczajać, prędzej czy później i tak poleciałaby na jakieś odludzie i po co to? Poza tym zbliżała się najbardziej ponura pora roku, zwłaszcza w Anglii, tak więc mając opcje siedzenia tutaj lub wybrania się w jakieś miłe i ciepłe miejsce to chyba wiadomo co by wygrało. Wnioskując, nie za bardzo chciała poznawać nowe osoby i musiałoby się zadziać coś naprawdę poważnego, aby rozważyła dłuższy pobyt.
No, to gdzie jest ten uczniak, który postanowił zapolować na tygrysa? Też mi zajęcie, poza tym, nieznajomy musiał być niespełna umysłu, aby stwierdzić, że jest to dobry pomysł. Tygrysy na wyspach? Chyba nie pomyślał, że właśnie zwiała z jakiegoś cyrku czy zoo, no nic, po prostu musiała go znaleźć i wypytać czy wszystko z nim w porządku. Jednak póki co wciąż stała na tyłach i czekała na zaplanowane atrakcje, wiedziała, że jako pierwszy zagra jakiś gość co lubi wodę tak bardzo, że w swoje występy wplata jakieś wodne atrakcje, niestety nie dla widowni. Chociaż wzdrygnęła się słysząc jak się nazwał postanowiła dać mu szansę. Tuż przed jego występem kątem oka zauważyła jakiegoś gościa z kuflem piwa i tylko modliła się o to, aby nie postanowił się potknąć, bo był już naprawdę blisko niej. Dyskretnie go obserwowała, rozmyślając nad tym czy już za chwilę będą igrać z tymi zakłóceniami magii o których słyszała i przez które wolałaby nie używać różdżki w tłumie. Oczywiście wciąż jej głównym zajęciem były paszteciki, których niestety miała już coraz mniej, a gdyby się skończyły to najpewniej ruszyłaby po piwo. Niestety jej plany zostały nieco przesunięte, ponieważ koleś z piwem postanowił zagadać AKURAT do niej. Szybko zmierzyła go wzrokiem zanim w ogóle się odezwała, od razu uznała, że musi być młodszy, w końcu takich dinozaurów jak ona było tu dość mało.
- Nie przeszkadza mi to, zresztą i tak interesują mnie tylko te wodne występy, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy zespół - odpowiedziała wahając się przed słowem 'wodne występy', bo wciąż nie była pewna czy paszteciki nie okażą się najlepszą rzeczą na tym spędzie. Wciąż była raczej oszczędna w gestykulacji i tylko kiwnęła głową w stronę sceny - Zaczyna się - dodała, gdy coś zaczęło się dziać na scenie, a ona sama jadła przedostatnią przekąskę - Jesteś fanem jednego z zespołów czy przyszedłeś tu dla zabawy? - postanowiła zapytać, bo już na początku pierwszej piosenki uznała, że zespół poza wodą nie ma nic do zaoferowania. Oczywiście musiała to już powiedzieć nieco głośniej oraz aby się nie powtarzać zbliżyła się do niego, jednak tylko na chwilę. Utwór okazał się być jakimś smętem, który zupełnie jej się nie spodobał. Właściwie to już zaczęła się rozglądać za stoiskiem z piwem - Wiesz gdzie jest piwo? - rzuciła, uprzednio klepiąc go lekko po ramieniu , aby zwrócić na siebie jego uwagę. Właśnie w tym momencie coś ją tknęło, czy aby na pewno widzi go po raz pierwszy? Wzdrygnęła się na tą myśl, bo doskonale wiedziała, gdzie mogła go jeszcze widzieć. Cholera, to on znalazł ją, łowca się znalazł, czego teraz chce? Dobić? Już ona go zaraz dobije, jak tylko się upewni, że to na pewno on.
Czekając na odpowiedź rozejrzała się dookoła zatrzymując się na jednej osobie, zdawało jej się, że to ktoś kogo zna, ale przecież nie powinno jej tu być , prawda? Nie mogła oderwać wzroku od tej osoby, wciąż zastanawiając się czy wszystko z nią w porządku, przy okazji prawie zakrztuszając się ostatnią przekąską. Przez nagły atak dyniowego pasztecika straciła tą osobę z zasięgu wzroku, a to wszystko wprowadziło ją w stan głębokiego przetwarzania rzeczywistości.

4
Powrót do góry Go down


Aiden Mograine
Aiden Mograine

Wiek : 31
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : Wypalony numer 158263 na prawym przedramieniu, leworęczność
Galeony : -738
  Liczba postów : 230
https://www.czarodzieje.org/t15018-aiden-mograine#399718
https://www.czarodzieje.org/t15030-anis#399904
https://www.czarodzieje.org/t15025-aiden-mograine#399873
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyPią Wrz 29 2017, 17:26;

Rzeczoznawca artefaktów niczym najstarszy zawód świata nigdy nie był w stanie uciec od swojej przeszłości. Niby Mograine był nauczycielem, niby zwolnił się u uciesze Reeda i zniknął z półświatka, ale i tak go znaleźli. Siedząc sobie w gabinecie i karmiąc Auriel nie spodziewał się otrzymania listu wzywającego go do Londynu. Podobno ktoś znalazł jeden z droższych artefaktów, i chciał się spotkać jedynie przy obecności Aidena. Biorąc pod uwagę lata pracy i doświadczenie mężczyzny było to zrozumiałe, równocześnie śmierdziało kapusiami i zasadzką aurorów. Dość długo zastanawiał się nad odpowiedzią, nie mógł przecież tak o opuścić Hogwartu na parę dni. Przypomniał sobie o festiwalu, trąbiła o nim cała szkoła i z tego co wiedział większość studentów się na niego wybierało. Należało wykorzystać tą sytuację, będzie miał przykrywkę i nie wzbudzi podejrzeń dyrektora. Odesłał listem odpowiedź i czekał na dzień festiwalu.
Tego dnia wszystko zapowiadało się pomyślnie. Doszło do spotkania, transakcja została sfinalizowana, obydwie strony były zadowolone. Nawet o Mograinie pomyślano, nie dostał pieniędzy na uczestnictwo, ale za to poinformowano go o miejscu artefaktu którego od bardzo dawna szukał. Ta wiadomość była wielokrotnie cenniejsza od złota, zbliżała go do objętego celu i zakończenia babrania się w czarnej magii. Cały szczęśliwy postanowił udać się na festiwal, skoro do tej pory wszystko szło po jego myśli to może i tam czeka go coś ciekawego? Długo nie musiał czekać na odpowiedź, parę minut po wejściu ujrzał na ziemi mały przedmiot, przez resztę ludzi uznany pewno za śmieć. Jak się okazało był to świetlik, często używany przez rzeczoznawców do tłumaczenia starych tekstów. Był to dość rzadki i drogi przedmiot, Aiden nie miał pojęcia co robił tutaj leżąc na ziemi, i szczerze wolał nie wiedzieć. Przyglądając się tak znalezisku został przez kogoś zaczepiony. Mając już przed oczami goryli szukających zguby szefa bardzo się ucieszył na widok @Neva Ruby Drayton.
-Och, to ja. A Ty jak zwykle piękna i pełna uroku, Ciebie też miło widzieć.
Pozwolił sobie na przyjacielski uścisk na przywitanie. Nie widzieli się prawie pół roku, a i wtedy zbyt dużo nie gadali bo byli zbyt zajęci piciem i tańczeniem. Co też ona tu robiła? Nigdy nie zdradzała jakiegoś zainteresowania muzyką czy sztuką. Czego to on jeszcze nie wiedział o pannie Drayton.
-Jesteś tu na jakiś konkretny koncert? Właśnie zaczyna Druzgotek, ale nie lubię wokalisty a z syrenami i trytonami mam bardzo złe doświadczenia, więc zbytnio za tym zespołem nie przepadam.
Co prawda chwila spędzona z syreną była bardzo przyjemna, ale jej skutek już nie za bardzo. Wymiotować się mu chciało kiedy przypominał tygodniowy pobyt w Mungu. Oby świat nigdy się o tym nie dowiedział.

Kostki: 1
Powrót do góry Go down


Vivien O. I. Dear
Vivien O. I. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Bardzo chuda sylwetka
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
Galeony : 3533
  Liczba postów : 2669
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyPią Wrz 29 2017, 20:51;

Z Rayem byliśmy dobrani w każdej kwestii – nie dość, że mogliśmy rozmawiać godzinami (skutek wielu lat przyjaźni), żartować na każdy temat, to jeszcze na dodatek chłopak tak piekielnie mi się podobał! Już przy naszym pierwszym spotkaniu dostrzegłam, że jest jednym z najprzystojniejszych mężczyzn (a wtedy chłopców) jakich widziałam w życiu. Z doświadczenia wiedziałam jednak, że ładna buzia zazwyczaj nie znaczy zbyt wiele i nie idzie za nią intelekt – na szczęście w przypadku Raya było inaczej.
W gruncie rzeczy byliśmy parą doskonałą – piękni, młodzi, inteligentni, a przede wszystkim zakochani do szaleństwa. Byłam pewna, że mnóstwo ludzi wręcz nie mogło znieść naszego widoku. Nasze kłótnie, nawet te najgorętsze trwały krótko, bo byliśmy tak przyzwyczajeni do wzajemnej obecności, że nie potrafiliśmy się na siebie długo gniewać – z tego samego powodu tak szybko minął mi foch na Raya.
- Widocznie za słabo się starałeś – zażartowałam z dość mocnym opóźnieniem uśmiechając się sarkastycznie. Ktoś inny mógłby odebrać tę wypowiedź negatywnie, Ray znał mnie jednak doskonale i wiedział, że ten niewinny żarcik w gruncie rzeczy jest pozbawiony złośliwości.
Czerpałam mnóstwo radości z tego występu – wprawdzie byłam już na koncercie Druzgotka, ale po raz pierwszy widziałam go z tak bliska. Miał głos jak dzwon i mimo, że zazwyczaj słuchałam bardziej popowej muzyki to jego kawałki prawdziwie łapały mnie za serce. Wielkie widowisko zupełnie do niego nie pasowało – gdy śpiewał przestawali się liczyć instrumentaliści, oświetlenie i efekty specjalne – znaczenie miał tylko on i jego aksamitny, hipnotyzujący głos.
- Niech Ci będzie. Zaufam i nie będę się stresować – mruknęłam cicho (chociaż stresowałam się i nieszczególnie mu ufałam) wtulając się w chłopaka. Przez resztę koncertu  trwaliśmy w uścisku w średnio poręcznym,  uścisku, który mimo tego, że nie był w tych okolicznościach zbyt wygodny to dawał mi mnóstwo poczucia bezpieczeństwa. Wciąż mruczałam ulubione teksty piosenek, ale na moment przerwałam, gdy Ray skomentował twórczość mojego ulubionego artysty.
- Wiem – parsknęłam śmiechem – A czego się spodziewałeś? Mam najlepszy gust w całym Hogwarcie, szczególnie w kwestii facetów.
Uśmiechnęłam się do niego słodko sygnalizując mu, że chodzi o niego, a po chwili nie okazując obrzydzenia dałam mu bardzo krótkiego całusa w usta. Dwie sekundy dobroci dla zapuszczonych wąsaczy. Gdy dawałam mu buziaka moje włosy nabrały uroczej, morelowej barwy.
Koncert się skończył, a ja westchnęłam cicho. Wiedziałam, że zaraz czeka nas coś bardziej rozrywkowego, ale na tym występie zależało mi najbardziej i żałowałam, że już się skończył.
Powrót do góry Go down


Ezra T. Clarke
Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 6236
  Liczba postów : 3387
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyPią Wrz 29 2017, 23:01;

Tak naprawdę sam Ezra nie wiedział, dlaczego tak zazdrośnie pilnował swoich małych tajemnic. Nie chodziło ani o brak zaufania, ani o jakiś strach, że Vin-Eurico nie spodoba się coś w jego przeszłości lub w myślach. Zwyczajnie w świecie Clarke tworzył sobie jakiś alternatywny świat, w którym upychał marzenia, obawy i przemyślenia i tylko co jakiś czas granica nieznacznie się zacierała, przepuszczając ich okruchy do rzeczywistości. Teraz właśnie był taki moment, gdy Ezra był zbyt szczęśliwy i radosny, aby pilnować, czy bariery znajdowały się na właściwym miejscu.
Zatem, jeśli tylko Leo chciał, mógł uznawać to za randkę. (Co nie zwalniało żadnego z nich ze zorganizowania czegoś jeszcze lepszego.)
Ezra uważnie obserwował chłopaka, gdy rozwijał swoją myśl, a na jego twarz wpływało coraz większe zrozumienie. I aprobata. Zaśmiał się, kiwając głową, bo był to pomysł zaliczający się do genialniejszych w życiorysie Leo. Niedopracowany był jednak sposób jego przekazania - Leonardo nie powinien dawać mu tak jasnych insynuacji, a już na pewno nie powinien zachowywać się z tą nieprzyzwoitością zawartą w gestach, gdy jeszcze mieli przed sobą kilka występów, które Ezra chciał usłyszeć. Nie chciałby być zmuszony wracać do mieszkania przedwcześnie...
- Cóż... imię tak, ale za to pewne dźwiękonaśladownictwo nie wlicza się do słów ani do bycia cicho. A resztę najwyżej odejmę z jutra, jeśli dobrze przedstawisz mi swój powód - zapewnił go, uciekając wzrokiem na moment do jego ust - już łatwiej było mu się powstrzymać przed ukradkowymi spojrzeniami na kobiece kształty, serio.
- Dlaczego nie zdecydowaliśmy się na mugolską dzielnicę? - zamarudził, doskonale pamiętając, że to Leonardo był odpowiedzialny za wybór ich mieszkania. Wszedł, zobaczył i wyszedł, będąc już całkowicie zdecydowanym. - Ale dobra, coś wymyślimy. Zaproponowałbym mieszkanie mojej mamy, ale podejrzewam, że mogłaby mieć problem z naszą teleportacją do Bristolu na weekendy - zaśmiał się cicho. Swoją drogą to było interesujące, że czarodzieje nie wynaleźli jeszcze żadnego sposobu na filmy. Tak jakby ich zdjęcia się ruszały, nikt nie pomyślał, że można z tego zrobić coś więcej?
- Jesteśmy mistrzami w komplementowaniu samych siebie, czyż nie? - szturchnął go łagodnie, nie zaprzeczając jednak jego słowom. Komuś z takim wyglądem i jego świadomością trudno byłoby wmówić kłamstwo. Jeszcze po tak wielu latach, podczas których byłe dziewczyny/kochanki/przypadkowo spotkane, ładne panie uformowały cały fundament jego samoświadomości.
- "To były czasy?" - parsknął, unosząc pytająco jedną brew. - Zaczyna to brzmieć jakbym cię w czymś ograniczał i nałożył jakiś szlaban na imprezy - poinformował go z małym uśmiechem, ale jednocześnie pewnym zainteresowaniem, czy chłopak na prawdę sądził, że czegoś nie mógł. Ezra nie był typem imprezowicza, zdecydowanie wolał inne rozrywki, ale rozumiał, że statystyczna młoda osoba jednak lubiła poszaleć w klubie. I było mu to bardzo obojętne, dopóki Leonardo potrafił zachować umiar. I dopóki nawet upity pamiętałby, że jest w związku...
- Jak to "po co"? Rozczarowujesz mnie, Leonardo - zacmokał z dezaprobatą. Trochę cierpliwości jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - Jesteśmy tu tak wcześnie dlatego, że dla mnie jest to ekscytujące wydarzenie, dzięki któremu będę szczęśliwy i nie chcę przegapić jego początku, czyli jednej z lepszych części. A  w twoim interesie zdecydowanie leży uszczęśliwianie mnie - stwierdził z wymownym spojrzeniem. Nie dodał nic więcej, bo wtedy ze sceny zaczęła lecieć klimatyczna melodia, zapowiadająca pierwszy występ. Clarke słyszał co nieco o popisach, które towarzyszyły koncertom Druzgotka, zatem nie był aż tak zdumiony pokazem taneczno-pływackim. Mimo przygotowania na ten widok, Ezra nie mógł odebrać syrenom i trytonom niesamowitej gracji. A Krukon bardzo doceniał każdą działalność artystyczną.
Nie mogło się to jednak nawet równać z wejściem na scenę głównego artysty - niby mężczyzna był niepozorny, nie wyróżniał się ani prezencją ani strojem, ani jakimiś specjalnymi efektami, ale i tak budził szacunek jako artysta. Tak jak Ezra już powiedział Leonardo, uwielbiał muzykę z przesłaniem, błyskotliwą i nieuderzającą nieprzyjemnie po uszach. Takie kameralne brzmienia były mu bardzo bliskie.
Ezra zaczął nawet nucić pod nosem, ale przed gwałtowniejszymi ruchami powstrzymywał go nagle atakujący ból w żebrach. Skrzywił się nieznacznie, stwierdzając, że ktoś powinien powstrzymywać go od odruchów ciała. Oparł się więc o Leo i tak nim pokierował, by znaleźć się objęty jego ramionami. Z tej pozycji wciąż mógł sobie podśpiewywać, ale za to nie odczuwał chęci skakania - wtulanie się w jego chłopaka było o niebo lepsze.

Kostka: 2, ale przerzut niestety na 6 - brak efektu
Powrót do góry Go down


Kieran Percival Horan
Kieran Percival Horan

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 431
  Liczba postów : 368
https://www.czarodzieje.org/t12434-kieran-percival-horan
https://www.czarodzieje.org/t15040-rout
https://www.czarodzieje.org/t12464-kieran-percival-horan#334541
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyPią Wrz 29 2017, 23:16;

Kieran również cieszył się z tego, że prawdopodobnie będzie ojcem. Przecież nikomu przez to krzywdy nie robili, tak? Jedynie samym sobą, bo to oni będą się troszczyć i opiekować tym dzieckiem nikt inny. Jego matka na pewno będzie zaskoczona, ale znając ją to był pewny, że wszystko pójdzie po ich myśli o nikt nie będzie mieć do nich żadnych pretensji. Może i na początku każdy będzie w małym szoku, ale jak tylko brzdąc pojawi się na świecie na pewno wszystkim zmięknie serce.
Na szczęście był tutaj ktoś kto był w stanie mu pomóc, jeżeliby nie było pewnie długo by na tym festiwalu nie wysiedział, bo jednak miał swój honor i z tak poobijaną twarzą by tutaj nie spędzał swojego czasu. Lekki ukłucie i wszystko było w najlepszym porządku.
- Czemu jak jajko? Jak przyszła matka mojego dziecka. - powiedział do niej poważnie. Theria to na pewno nie był dobry pomysł, ale skąd mogła wiedzieć, że to tak sie potoczy? Przecież musiała się zapisać jeszcze przed tym całym zdarzeniem. Miał nadzieję, że jednak będzie na siebie ostrożna. Chociaż to dopiero początek to jednak martwił się o nią nawet jeżeli nie byli pewni, że naprawdę będą mieli dziecko.
Jednakże wziąwszy piwo od Clary poszedł się bawić. Wraz ze swoją dziewczyną dość fajnie się bawili. Impreza naprawdę mu się podobała i to tym bardziej, że spędzał ją ze swoją ukochaną. Martwił się o nią, ale przecież jeszcze nie była w takim stanie, że nie mogła chodzić na takie imprezy. Bądź co bądź impreza musiała się spieprzyć kiedy to jeden z przechodniów potknął się i oblał go piwem. Cholera! - Kurwa mać! - warknął, ale gdy się obejrzał już nikogo koło niego nie było. - Czy ja mam dzisiaj tak cholernego pecha?! - warknął tak jakby na Clary. Chociaż oczywiście nie miał do niej żadnych pretensji. No ale na kogoś musiał wylać swoją złość. Że też akurat dzisiaj zdarzają mu się takie przypadki.

2
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32488
  Liczba postów : 102780
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Specjalny




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyPią Wrz 29 2017, 23:46;

Po spokojnym i lekko melancholijnym Druzgotku nastąpiła kilkunastominutowa przerwa, która wiązała się z zupełną zmianą dekoracji. Scena została ozdobiona za pomocą kolorowych girland i oświetlona jasnymi światłami. Kolejny koncert zapowiadał się znacznie bardziej popowo, gdyż na scenie miał wystąpić idol nastolatków i jeden z najbardziej znanych muzyków młodego pokolenia - Don Lockharto, który do wspólnego występu zaprosił znany z promowania młodych talentów zespół Trolle.
Występ Dona znacznie różnił się od wokalnych popisów Druzgotka – był on znacznie bardziej efektowny, ale też mniej ambitny i bardziej rozrywkowy, a co za tym idzie – przemawiał do większej ilości publiki. Koncertowi towarzyszyły piski totalnie zakochanych nastolatek, które nie widziały świata poza swoim idolem.
Don w ciągu godzinnego popisu zaśpiewał kilka swoich kompozycji, a potem w towarzystwie Trolli wykonał covery starych przebojów w nowoczesnych aranżacjach. Towarzyszyły mu piękne i utalentowane tancerki oraz niesamowite efekty świetlne. Dla publiki, która zachwycała się poprzednim występem ten był zdecydowanie mniej ciekawy, jednakże dla tych, których znudził Druzgotek, występ Dona był wesołą odskocznią. Wśród festiwalowiczów rozhulały się tańce, a dodatkową rozrywką stała się loteria. Za 10 galeonów można było zakupić zamykaną karteczkę z losem, która po otwarciu transmutowała się w wygraną nagrodę.
Uwagę wielu słuchaczy zwrócił nowy nabytek Trolli – perkusista Jason Gregers, który mimo bardzo młodego wieku już był mistrzem w swoim fachu. Krążyły plotki, że nie zabawi w Trollach zbyt długo – podobno Wilcze Głowy ostrzyły sobie na niego zęby.
--------------------------------------------------------------------
Dla osób, które nie pisały postów po koncercie Druzgotka obowiązują kostki z tamtego posta. Ci którzy już rzucali nie robią tego.

UWAGA! Jeśli Twoja postać zakupi los lub losy na loterii (zakup należy odnotować w odpowiednim temacie) to rzucasz dodatkowo LITERĄ lub LITERAMI (w zależności od liczby zakupionych losów). Jeśli nie kupujesz losu zignoruj ten komunikat.

Losy na loterii:

Kolejny post już za około 2 dni

______________________

Czarodziejskie pola - Page 5 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Clary Fajfer
Clary Fajfer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 493
  Liczba postów : 298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14988-clary-fajfer#399015
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14997-poczta-fajfer#399173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14996-clary-fajfer#399172
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyPią Wrz 29 2017, 23:47;

Clary usłyszała muzykę. Doskonale zdawała sobie sprawę co to za zespół. Druzgotek, jej jeden z ulubionych zespół. Dziewczyna wiedziała, że będzie się świetnie bawić na tym festiwalu, musiała tylko sprawić żeby Kieran przestał mieć taką pochmurną minę. Wzięła go pod rękę i ruszyli razem w kierunku sceny. - Kochanie, uśmiechnij się. - dała mu buziaka i weszła w tłum ludzi. Clary znów się uśmiechnęła i zaczęła bawić się przy muzyce. W pewnym momencie poczuła, że od góry do dołu jest cała mokra. Odwróciła się i zauważyła, że jakaś pijana dziewczyna przez przypadek wylała na nią całe swoje piwo.
- Uważaj, a jeśli jesteś za bardzo pijana to może powinnaś wrócić do domu? - wydarła się na dziewczynę. Była zła na nią, pewnie zaraz zacznie się to wszystko kleić. No ale cóż nie ma zamiaru wracać teraz i się przebierać. Pewnie za jakiś czas to wyschnie. Wkurzona spojrzała na Kierana, który pewnie nie oszczędzi skomentowania tego i wróciła do zabawy. - Przecież nic takiego się nie stało, no oprócz tego, że zaatakował mnie wilkołak - przystanęła na chwilę, przed jej oczami ukazał się obraz ostatniej lekcji ochrony przed czarną magią. To była najgorsza lekcja jaką Clary miała przez te całe osiem lat. Nawet Theria czy inne niebezpieczeństwa, które robiła nie były tak straszne jak zajęcia. Bała się, że nie wyjdzie z tego cało, że każdy jej ruch może się odbić przeciwko niej. Wszystkie obrazy powróciły i zaczęła pojawiać się przed dziewczyną jeden za drugim. Pojawienie się wilkołaka, to jak bieg w jej stronę, upadek i potem ten okropny ból. Wiedziała, że Kieran się załamie, że będzie chciał żeby pojechała do niego i spędzała czas u niego a nie w szkole. Sama Clary tego by teraz chciała, a łzy same pojawiły się w jej oczach. Koszmary nocne, które pojawiają się co noc nie dają jej spać. Ciągle widzi tylko tego wielkiego zwierzaka, który biegnie w jej stronę. Ilość wylanych łez można by liczyć w litrach. Można rzec, że Clary popada w załamanie nerwowe. Nawet koncert przestał ją cieszyć, ale nie pójdzie stąd. Nie może pokazać Kieranowi jak ją to boli, że coś poważnego mogło się tam wydarzyć. Wtuliła się w niego i próbowała kołysać się w rytm muzyki zakrywając łzy płynące po twarzy. Nagle poczuła znowu coś mokrego, nie wierzyła że mogło ją to spotkać po raz drugi. Jednak podniosła głowę i zobaczyła, że Kieran tak jak i ona został oblany piwem, zaśmiała się cicho, chociaż nie miała ochoty na śmiech i wróciła do swojej wcześniejszej bezpiecznej pozycji.Po skończonym koncercie Clary nie miała ochoty na drugi. Był za bardzo skoczny za bardzo żywy, a Clary humor całkowicie padł. Dziewczyna spojrzała przed siebie i zobaczyła, że nie daleko odbywa się loteria. - Kochanie chodź, może coś wygram - Clary pociągnęła chłopaka i stanęła przed budką z loterią. Wyciągnęła 10 galeonów po czym wzięła do ręki swój los. Nagle wyskoczył z niego breloczek z logiem "wilczych głów". No nie czy teraz wszędzie będzie to widzieć? - Chcesz? Ja nie będę miała do czego nosić - wsadziła Kieranowi do kieszeni breloczek. Nie chciała na niego patrzeć, nie chciała nawet słyszeć nic o wilkach czy wilkołakach. - Idziemy się przejść? Stoimy? Wymyśl coś- Clary nie wiedziała co ze sobą zrobić, najchętniej zamknęłaby się w czterech ścianach i nikogo do siebie nie wpuszczała. Ale musi dać sobie radę, nie może teraz tutaj pokazywać, że jest słaba.


Kostka: 2
Litera: I
Powrót do góry Go down


Leonardo O. Vin-Eurico
Leonardo O. Vin-Eurico

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 28
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : Ok. 222cm
C. szczególne : Wzrost; blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Dodatkowo : animag (grizzly)
Galeony : 4467
  Liczba postów : 2204
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.forumpolish.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
https://www.czarodzieje.org/t18322-leonardo-o-vin-eurico-dzienni
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptySob Wrz 30 2017, 01:07;

Cieszył się z przyjścia na ten festiwal głównie dlatego, że miała to być ciekawa forma spędzenia czasu. Leo miał problem z rutyną, nie lubił się w nią za bardzo wpędzać. Teraz potrzebował takiej odskoczni od książek, od notatek pełnych informacji na temat animagii, od coraz bardziej frustrującego braku treningów. W pewnym sensie uznał tę randkę za nagrodę, ponieważ przecież wytrzymał cały pierwszy miesiąc w Hogwarcie bez sprawiania większych problemów (znaczy no, nie wyrzucili go).
- Damy radę - zapewnił Ezrę, nagle zapominając o tych wszystkich plusach i poważnie rozważając, jak szybko uda mu się Krukona zaciągnąć z powrotem do mieszkania. Był pewny, że to jedynie kwestia motywacji, a nie oszukujmy się... Gryfon potrafił być przekonujący. Wychwycił to drobne spojrzenie zsuwające się na jego usta i niemal odruchowo łagodnie przygryzł dolną wargę, aby zaraz wypuścić ją spomiędzy zębów z zadowolonym westchnięciem.
- Ej, planowałem mugolskie mieszkanie. - Leo początkowo zupełnie nie brał pod uwagi czarodziejskich dzielnic. - Potem uznałem, że tobie może to nie odpowiadać i nie mogłem nic znaleźć... A to mieszkanko pokochałem i ty też, także cicho. - Jako czarodziej półkrwi wychowywany w czarodziejskim środowisku i zauroczony mugolskim światem, co nieco o tych wszystkich wynalazkach wiedział i ich braki w poszczególnych miejscach bardzo mu przeszkadzały. Vin-Eurico nie miał problemu z korzystaniem z telefonu komórkowego, radził sobie z laptopem i skakał po kanałach w telewizorze. Jedynym, co go powstrzymywało, były ograniczenia magii i technologii. - Najwyżej pomęczę rodzinkę albo jakichś znajomych...
Jak wiadomo, te komplementy były głównie żartobliwe. Leonardo chętnie powtarzał sobie, ze jest cudowny i ogólnie fantastyczny, w rzeczywistości o wiele łatwiej było mu koncentrować się na własnych wadach. Zapewne odrobinkę poszukiwał potwierdzenia, aby jego duma została mile połechtana - w gruncie rzeczy brak zaprzeczenia również mu wystarczał. Gryfon nigdy nie miał problemów z brakiem zainteresowania u płci przeciwnej, ale sam stawiał sobie poprzeczkę chyba trochę za wysoko. W szczególności teraz, kiedy w końcu doszedł do wniosku, że intelekt jakieś tam znaczenie ma.
- Nie w tym rzecz - zaprotestował spokojnie, również się uśmiechając. - Chodziło mi bardziej o Hogwart i moje własne postanowienia. Ty mnie chyba nie... W sensie... No, dogadujemy się, nie? - Zmarszczył brwi w zamyśleniu. Na wakacjach trochę balował i dodatkowo często ciągał chłopaka ze sobą, ale starał się nie sprawiać mu zbyt wielkiego problemu. Wychodził z założenia, że Ezra ma własny móżdżek i jeśli nie ma ochoty na zabawę, to nie będzie się męczył. Leo nie wymagał od niego jakiegoś niańczenia czy czegoś takiego.
Burknął coś przepraszająco na to cmokanie Clarke'a i zaraz bardzo dyskretnie przewrócił oczami. No dobra, nic mu się niby nie stało przez to wcześniejsze przyjście... Przynajmniej zjadł watę cukrową! Chciał sprawdzić, czy do kieszeni trafiła jego reszta za ten przysmak, ale nie wyczuł dziesięciogaleonówki w materiale spodni. Nie miał ochoty się zamartwiać i po prostu doszedł do wniosku, że mogła wylądować w innym miejscu - kieszeni miał pod dostatkiem zarówno w spodniach jak i w bluzie. Nie miał jeszcze pojęcia, że faktycznie stracił te pieniądze bezpowrotnie przez własne gapiostwo. Skoncentrował się na potakiwaniu swojemu partnerowi, którego faktycznie chciał uszczęśliwiać. Dodał zatem jeszcze "oczywiście, mi querido" i również zamilkł, wbijając spojrzenie w scenę.
Tam to dopiero się działo! Bez większej przesady, można było poświęcić większość uwagi na samego wokalistę. Występ Druzgotka bardzo przypadł Leośkowi do gustu nie tylko dlatego, że był klimatyczny i przyjemny dla ucha oraz oka, ale również dlatego, że Ezrze zebrało się na czułości. Gryfon w pierwszej chwili nie skojarzył, że Krukonowi mogą doskwierać podleczane żebra i po prostu objął go czule i ze szczerym zachwytem. Dopiero potem zorientował się, że ten cień niezadowolenia mógł mieć związek z przeklętą lekcją OPCM. Gdzieś w tym wszystkim udało mu się znaleźć chwilę na zwykłe wtulenie się w drobniejszą sylwetkę Ezry - cmoknął go w kark i tkwił tak z przymkniętymi oczami. Ożywił się dopiero na przerwę, kiedy to musiał wtrącić swoje trzy grosze.
- Dobra, ale teraz to najchętniej bym uciekł - przyznał bez cienia krępacji, nieszczególnie ciesząc się na występ wielkiego idola milionów rozwrzeszczanych nastolatek. Leo musiał odsunąć się jeszcze bardziej w bok, ciągnąc za sobą Clarke'a. Nie chciał, aby dziewczęta ich stratowały... Loteria wyglądała zaskakująco kusząco.

3 i nieparzysta, oczywiście!
Powrót do góry Go down


Caspar Whitley
Caspar Whitley

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptySob Wrz 30 2017, 16:08;

Koncert Druzgotka średnio mu się podobał. Przez swoją nieuwagę i tak razem z @Maximilian Blackburn zajęli miejsca z tyłu, więc nie mieli idealnego widoku ani na scenę, ani na zbiorniki z syrenami i trytonami. Trudno. Nie byli jakimiś szczególnymi fanami tego zespołu; czekali na The Veels. W gruncie rzeczy Caspar najchętniej obejrzałby występ Fatalnych Jędz, gdyby kilka lat temu nie zakończyli działalności. Chłopakom pozostawało kręcenie się pomiędzy straganami i pałaszowanie smakołyków. Niestety, nie mieli dzisiaj wiele szczęścia. To znaczy, oni mieli, w końcu udało im się dostać na koncert bez szwanku, ale Luthien, przyjaciółka Maxa, została odeskortowana do Hogwartu przez jednego z ochroniarzy. Caspar czuł się trochę winien – pewnie gdyby nie zaczął wykrzykiwać, że Ślizgonka oszukała system, po koncercie udaliby się wspólnie na ostatnie kremowe piwo i teleportowali się z powrotem do szkoły. Jednak zasady to zasady. Ta impreza masowa była przeznaczona dla osób, które ukończyły siedemnasty rok życia; zapewne wiele uczennic Szkoły Magii i Czarodziejstwa piszczało z zawodu, kiedy były odprawiane poza teren wydarzenia akurat tuż przed rozpoczęciem koncertu Don Lockharto, z powodu którego uciekły ze szkoły. Whitley przewrócił oczami, widząc dwie rozchichotane brunetki, które na loterii wygrały majtki z autografem DL. Dziewczyny... Cóż, jeśli o dziewczynach mowa – gdzieś w tłumie mignęła mu blond czupryna. Niska właścicielka czuprynki była ubrana na zielono, a to mu się skojarzyło z, cóż, Carmen. Otworzył usta ze zdziwienia. Myślał, że nie zastanie tutaj Lowell. W końcu Luthien już została wyproszona z koncertu, Carmen nie mogłaby – ot, tak – przechadzać się między czarodziejami. Chyba że wypiła eliksir postarzający. Tak samo jak w Therii. Spryciula. – Czekaj, stary – mruknął, wręczając kumplowi swoje piwo. Puścił się w pogoń za dziewczyną. – Carmen, hej, czekaj! – zawołał, machając rękami. Już, już miał dotknąć ramienia potencjalnej Ślizgonki, gdy poślizgnął się na trawie i upadł jak długi, tuż pod stopami @Clary Fajfer. A gdy dziewczyna w zielonej bluzce się odwróciła, spostrzegł, że to wcale nie jest Carmen. Tylko jakaś studentka z Hufflepuffu. Caspar westchnął ciężko. Znowu zrobił z siebie debila. Puchonka chichotała, a Clary zapewne patrzyła na niego jak na wariata. – Cześć, Clary – mruknął, usiłując się pozbierać z ziemi. Jego koszulka była umorusana trawą. I ziemią. Kiedy już stanął na nogach, spostrzegł, że przerwał w jakiejś rozmowie. Pewnie ważnej. Clary udała się na koncert z chłopakiem, bo z kim innym mogłaby tu przyjść? – A, to ten? Od razu poznałem – stwierdził Whitley, kiwając głową z przekonaniem i wyciągnął rękę do Kierana. Potem pokiwał głową jeszcze kilka razy, aby ostatecznie życzyć obojgu dobrej zabawy na koncercie. Udał się w drogę powrotną, mając nadzieję, że Max nie ruszył się z miejsca i nie wypił jego piwa.
Ani słowa na ten temat, dobra? Myślałem, że to Carmen. To nie była Carmen – nachmurzył się. W ramach rekompensaty postanowił kupić los na loterii. A nuż wygra lepsze życie? Wylosował karteczkę z losem z pojemniczka, a później z konspiracyjnym uśmiechem podszedł do Maxa. – Trzymaj kciuki, co? – dodał zaraz, otwierając kartkę. Jego uśmiech powiększył, gdy na jego dłoni zamiast papieru pojawiło się dwadzieścia galeonów. Zyskał dziesięć złotych monet. Ekstra! – No, dobra. Jednak nie mamy zupełnego pecha – parsknął śmiechem, z powrotem przejmując od przyjaciela piwo. Zerknął w stronę sceny i Don Lockharto. Cóż, jeśli posiadał jakiś talent, to został całkowicie przyćmiony przez efekty sceniczne.

Kostka: 4
Loteria: A
Powrót do góry Go down


William Walker
William Walker

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
Galeony : 398
  Liczba postów : 467
https://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
https://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
https://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptySob Wrz 30 2017, 20:56;

Patrząc na mnie można było pomyśleć, że jestem zdenerwowany. Cóż było to zwyczajną pomyłką, ponieważ byłem wkurwiony jak nigdy. Prawdę mówiąc krew się we mnie gotowała i wciąż wypływała z dziury po dwójce. Splunąłem szkarłatną cieczą po raz kolejny na trawę.
- Zajebię tego gnoja, przyrzekam. - powiedziałem, a raczej wysyczałem w eter.
Nie pamiętam kiedy ostatnim razem byłem tak zdenerwowany. Po prostu wściekły jak osa, którą zamknęło się w przeźroczystym pudełku. Rozglądałem się po tłumie mając nadzieję, że jakoś uda mi się odnaleźć sprawcę tego wydarzenia. Ilość ludzi tylko bardziej mnie irytowała. Miałem zero procent szansy na powodzenia. Kurwa mać!
Przeniosłem wzrok na Lottę i dziękowałem bogom, że tutaj była. Gdyby nie obecność dziewczyny rozsadziłbym wszystko i wszystkich dookoła. Była moją kotwicą, dzięki której nie traciłem rozumu. Mimo to złość mnie zaślepiła i nie bardzo do mnie docierało, że Hudson odciąga mnie do jakiegoś magomedyka, którego na dobrą sprawę nawet nie widziałem. Całe szczęście, dla sprawcy, że nie widziałem kto podłożył mi nogę. W złości potrafiłem się posunąć do paskudnych rzeczy. Trzymanie negatywnych emocji na wodzy nie należało do moich największych zalet. Przyjąłem od Lotty chusteczkę i wytarłem strużkę krwi, która spływała po mojej brodzie. Miałem w dupie grającego Druzgotka, chciałem mój ząb z powrotem w ustach. Szliśmy, przepychając się przez tłum i szukając jakiegokolwiek uzdrowiciela. Nie wiem ile piosenek na to zeszło. Sam fakt, że nie mogliśmy go znaleźć mnie wkurzał. Nie przyszedłem tutaj żeby szukać magomedyka, chciałem się dobrze bawić i przede wszystkim – nie psuć tej zabawy Lotcie. Oczywiście miało być super, ale wyszło jak zawsze. Fatum nade mną ciążące coraz bardziej mnie wkurzało. Nienawidziłem ludzi. Zachowywali się jak zwierzęta, jak stado bydła, przez które nie mogliśmy się przedrzeć. Co chwila plułem krwią na trawę, bo to cholerstwo nie chciało przestać lecieć z dziury po moim pięknym, białym zębie. Gdyby teraz ktoś zapytał mnie co mnie denerwuje, odpowiedziałby, że wszystko. Tyle że nie było w tym żadnej przesady. Wkurzała mnie nawet ładna pogoda. W końcu jednak moim oczom ukazał się uzdrowiciel, ale czas, który spędziliśmy z Hudson na szukaniu go był zbyt długi.
- Czasami można pomyśleć o zapotrzebowaniu medycznym na tak dużych imprezach. Za mało wam płacą, żeby obstawić teren uzdrowicielami? – powiedziałem ostro, kierując słowa do magomedyka.
Średnio mnie obchodziło, że nie powinienem tego robić. Złość mnie przepełniała i gdzieś musiałem ją wyładować, trudno. Po kilku minutach było po sprawie, a moje uzębienie znowu było pełne i proste jak dawniej. Trochę mnie to uspokoiło, ale nie na długo.
Chciałem z moją dziewczyną podejść trochę bliżej sceny. Poczułem jak zalewa mnie jakaś ciecz, a dokładniej piwo. Spojrzałem w dół i moim oczom ukazała się cała mokra koszula i koszulka pod nią.
- Myślisz, że to kara za moje grzechy? – zapytałem Lottę względnie spokojnie.
Byłem jednak pewien, że wyczuła jak bardzo zdenerwowany byłem. Moje oczy pociemniały ze złości kiedy przeszukiwałem wzrokiem tłum, szukając osoby, która trzymała pusty kubek, którego zawartość wylądowała na moim ubraniu. Obiecałem sobie, że jeżeli ją znajdę to po prostu postaram się, żeby zapamiętała mnie na zawsze.

kostka: 2
Powrót do góry Go down


Rayener Arthas
Rayener Arthas

Student Slytherin
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 228
  Liczba postów : 162
http://czarodzieje.org/t12813-rayener-arthas
http://czarodzieje.org/t14402-raju#381403
http://czarodzieje.org/t12817-rayener-arthas
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptySob Wrz 30 2017, 21:31;

Jej uwaga dotycząca jej gustu sprawiła, że ego Rayenera urosło jeszcze bardziej, chociaż było już rozmiarów Betelgezy. To smutne, że płytkimi komplementami można zdobyć sobie jego sympatię, ale wszystko, co sprawia, że jego poczucie dumy wzrasta, przyjmował z otwartymi ramionami. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ta cecha może go kiedyś zgubić.
Byli do siebie przytuleni, podczas koncertu, ale i po nim, gdy Druzgotek pożegnał się z publicznością i zszedł ze sceny. Ślizgon cieszył się ze szczęścia swojej dziewczyny i oczywiście zauważył, że wciąż jej mało, ale na to niestety nie mógł nic poradzić. W sumie sam miał swojego rodzaju niedosyt, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wykonawca pozostawiał po sobie chęć na więcej i z pewnością po całym festiwalu, Ray przesłucha sobie więcej jego kawałków.
-Kto teraz gra?- Zapytał, jednak zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, zaczęli zapowiadać kolejnego wykonawcę. -Och, okej. Może jednak wycofajmy się spod sceny?
Ani Rayener, ani Vivi raczej nie mieli ochoty na stanie pod sceną podczas koncertu Dona Lockharto. Rayener nie znał jego twórczości, ale już z samej zapowiedzi wynikało, że nie są to jego klimaty. Złapał więc dziewczynę za rękę i trzymał ją jak najbliżej siebie, by przypadkiem jej nie zgubić. Było tak ciasno, że w głębi tłumu nie było czym oddychać. Ludzie dosłownie przelewali się przez siebie i między sobą. Podczas tego krótkiego maratonu od sceny do stoisk i kramów, Ray usłyszał więcej razy "Gdzie się, kurwa, pchasz?!", niż kiedykolwiek wcześniej w swoim życiu. Dla niego tłumy były wielkimi minusami koncertów, chociaż wiedział, że dla innych osób przebywanie w tłumie było niekiedy ciekawsze, niż sam występ artysty. On zdecydowanie nie należał do tej grupy.
I w końcu dotarli do miejsca, w którym ten tłum się przerzedził i można było swobodnie oddychać. Z początku przedostanie się do tego miejsca wydawało się niemożliwe, ale dali radę to zrobić. Przerwa pomiędzy koncertami nie trwała zbyt długo, bo gdy odeszli trochę od ludzi, było słychać pisk nastolatek, a po chwili zaczęła grać muzyka, co zwiastowało temu, że Don Lockharto zaczął swój występ.
-Uff, jak dobrze, że już nas tam nie ma.
Ale jednocześnie, gdy wyszli spod sceny, zrobiło się chłodniej, a zimny i wilgotny podmuch wiatru przeszedł przez kark Rayenera, co sprawiło, że po całym jego kręgosłupie przeszedł dreszcz. A wraz z nim ochota na kolejne piwo. Nie chciał być jednak niegrzeczny, w końcu został dobrze wychowany, więc postanowił pierw zapytać o zdanie swojej partnerki. Spojrzał więc na nią, otulił się mocniej swoją kurtką i w końcu się odezwał.
-No więc... Na co panienka ma teraz ochotę?
Powrót do góry Go down


Li Na
Li Na

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165cm
C. szczególne : Zadrapania na policzku.
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
Galeony : 317
  Liczba postów : 786
https://www.czarodzieje.org/t11900-li-na
https://www.czarodzieje.org/t11912-poczta-li#319860
https://www.czarodzieje.org/t12044-li-na
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptySob Wrz 30 2017, 23:33;

Na razie znalazła jedynie dwadzieścia galeonów, ale można powiedzieć, że miała już wielkie szczęście. Przecież nie każdemu to było dane, tak? Ucieszyła się niemiłosiernie widząc taki dorobek. Zawsze to coś, tak? Była uśmiechnięta od ucha do ucha. Rozglądała się za kimś znajomym jednakże nikogo specjalnego nie spostrzegła. Może i widziała kilka uczestników imprezy z którymi przesiadywała w ten samej klasie, a nawet w ławce, ale jakoś nie miała ochoty do nikogo podchodzić. Skoro przyszła tutaj sama to sama chciała się dobrze bawić. Nie być uzależnionym od kogokolwiek, to może i było dziwne trochę w zachowaniu Li, ale tak dzisiaj nie chciała patrzeć na nikogo, a zwyczajnie dobrze się zabawić. Nagle znowu ujrzała coś na ziemi. Znowu miała znaleźć galeony? Nie. To było coś innego. To był świetlik. Przyjrzała się mu i uśmiechnęła poraz kolejny dzisiejszego dnia. Schowała go do swojej uniwersalnej torby.
Usłyszała o loterii dlatego znalezione pieniądze postanowiła przeznaczyć na los. Cóż, jeden wystarczy. Nie chciała aż tak bardzo szaleć, bo później wyjdzie z niczym. Kupiła los i co pod nim było? Pozytywka śpiewająca utwory Łez Feniksa. Może i nie był to wymarzony los, ale na pewno będzie słuchać tej pozytywki, a może zespół stanie się jej ulubionym. Kto to wie. Wróciła po chwili znowu do zabawy i zaczęła wolno bujać się pod sceną.

Kostka: 1
Literka: F
Powrót do góry Go down


Bridget Hudson
Bridget Hudson

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
Galeony : 998
  Liczba postów : 2293
https://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
https://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
https://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyNie Paź 01 2017, 00:58;

Bridget nie mogła pozwolić sobie na opuszczenie pierwszego w historii magicznego festiwalu muzycznego, toteż gdy tylko dotarły do niej pierwsze wzmianki, niezwykle się napaliła na całe to wydarzenie. Niemagiczne koleżanki wspominały, że w wakacje bardzo dużo podobnych eventów odbywa się w mugolskim świecie, jednak dziewczyna do tej pory w żadnym nie uczestniczyła, głównie przez wzgląd na swoją niewiedzę o tamtejszej muzyce i obyczajach. Tak czy siak chciała się wybrać, ale w chwili, gdy zobaczyła, że na scenie miał występować Don Lockharto... Może nikt tego do końca nie rozumie, lecz trzeba wiedzieć, że Bridget wprost ubóstwiała tego młodego człowieka oraz jego muzykę. Ileż ona by dała, by móc zobaczyć go na żywo?
Okazało się, że wcale nie tak wiele, bo jedynie połowę równowartości świstoklika, na którego złożyła się z @Theo Romeo U. Evermore. Chłopa niezwykle chętnie przystał na propozycję Bridget w kwestii udania się na festiwal, poza tym wiedzieli, że zjawią się tam również Lotta z Williamem, a także wiele innych znajomych z Hogwartu, jako że naprawdę cały zamek o tym huczał.
Zjawili się na miejscu chwilę przed rozpoczęciem pierwszego koncertu. Tłumy były spore, lecz mimo tego udało im się odnaleźć z wspomnianą wcześniej parą. Rozdzielili się jednak, ponieważ tamci poszli w kierunku stoiska ze słodyczami, Bridget z Theo natomiast udali się w pobliże sceny w celu znalezienia dogodnych miejsc. Przeciskając się między ludźmi nie zauważyli, że ręka jakiegoś rabusia powędrowała w kierunku kieszeni Bridget, z której zniknęło aż 20 galeonów!

Na koncercie Druzgotka bawiła się świetnie, nie mogła zaprzeczyć, że atmosfera niezwykle jej się udzieliła. Stali z Theo w dogodnym miejscu i mieli dobry widok, nagłośnienie było wspaniałe, każde słowo wokalisty rozbrzmiewało wyraźnie dookoła. Co prawda nie miała większej styczności z jego twórczością do tej pory, ale nie przeszkadzało jej to w śpiewaniu razem z nim.
- Ale super, co nie? - zapytała, patrząc na Theo z błyszczącymi ze szczęścia oczami. - Jak się bawisz? Bo ja wspaniale! - zagaiła go chwilę później, kiedy tłum spod sceny zaczął się rozchodzić podczas przerwy między koncertami. Ona jednak chciała uparcie stać tuż pod sceną, by mieć jak najlepsze miejsce, kiedy pojawi się Don Lockharto. Ciężko było jej ukryć podekscytowanie, które rosło z minuty na minutę. Niecierpliwie zerkała na scenę, sprawdzając, czy przypadkiem jego postać nie wyłania się już spoza kulis... - No mogliby się pospieszyć! - rzuciła jeszcze, cmokając z niezadowoleniem. Że też zachciało im się przerwy!

LECZ W KOŃCU NADSZEDŁ TEN NIEZWYKŁY, NIESAMOWITY MOMENT I BRIDGET UJRZAŁA TO BOŻYSZCZE NASTOLATEK, STOJĄCE NA SCENIE ZE SWOIMI PIĘKNYMI, ZŁOCISTYMI PUKLAMI OPADAJĄCYMI NA CZOŁO I  ANIELSKIM GŁOSEM WYŚPIEWUJĄCE NAJCUDOWNIEJSZE I NAJPRAWDZIWSZE UTWORY O MIŁOŚCI.
Ciężko opisać stan, w jakim znajdowała się Bridget pod sceną. Jedyne słowo, jakie przychodzi mi na myśl, to ekstaza. Nie mogła napatrzeć się nie tylko na girlandy zdobiące scenę, lecz także na samego wokalistę, który prezentował się nie tyle zabójczo, co zabójczo przystojnie i autentycznie sprawiał, że pod Bridget gięły się nogi. Tylko druga nastolatka mogłaby zrozumieć podobną słabość do muzyka (miejmy nadzieję, że Theo nie poczuje się w żaden sposób zazdrosny!). Śpiewała każdą piosenkę nie gubiąc ani jednego słowa w tekście, trafiając w każdy moment w muzyce, na zmianę kołysząc się do wybrzmiewających melodii lub skacząc bez opamiętania. Całe jej drobne ciałko przepełniała ogromna radość i satysfakcja, z pewnością spełniła dzisiejszego dnia jedno ze swoich największych marzeń.
Mogłabym pisać jeszcze długo o jej przeżyciach i wrażeniach z koncertu, bo było tego sporo, mimo ograniczonego czasu występu. Trolle też wypadły nieźle, lecz dla Puchonki w centrum uwagi i tak znajdował się Don. Miała ochotę piszczeć jeszcze długo po tym, jak zszedł ze sceny.
Odwróciła się do Theo, który cały ten czas stał tuż za nią i spojrzała na niego iskrzącymi się, radosnymi oczami, uśmiechając się najszerzej jak potrafiła, oddychając ciężko, ledwo łapiąc oddech z wszystkich tych emocji. Jej buzia lekko świeciła się od potu, włosy zamiast gładko przylegać do głowy sterczały nieco we wszystkich kierunkach.
- Ale odjazd, co nie?! - zapytała zachrypniętym głosem, po czym odchrząknęła i zaczęła się nieco wachlować drżącą dłonią. - Wciąż nie wierzę, Merlinie, był niesamowity. Ja chyba śnię - emocjonowała się, gdy postanowili odejść od sceny i udać się w kierunku głównej atrakcji - loterii. Bridget po cichu liczyła, że wśród fantów znajdą się jakieś związane z Lockharto oraz że to jej przypadnie ten zaszczyt wylosowania owych niesamowitości. - O nie! - powiedziała, sięgając do kieszeni spodni i odkrywając, że brakuje jej aż 20 galeonów. - Zgubiłam kaskę! - Zaczęła gorączkowo grzebać w torebeczce i z ulgą odkryła, że posiadała drugie 20 schowane w specjalnej kieszonce. Nie zaszaleje, ale ma przynajmniej dwie próby! - Poproszę los - powiedziała do osoby sprzedającej. I wiecie co? Stał się cud, istny cud, a Bridget myślała, że się posika, gdy okazało się, że wylosowała... MAJTKI DONA LOCKHARTO Z AUTOGRAFEM. Wpatrywała się w nie jak w największy skarb tego świata, ostatkiem zdrowego rozsądku powstrzymując się od przytulenia kawałka materiału do twarzy. Na gacie (hehe) Merlina, co musi sobie o niej myśleć Theo?! - Heh, ciekawy fant, nie powiem - przyznała i zaśmiała się nieco nerwowo, starając się ukryć niechcące zniknąć z jej twarzy zadowolenie. Już widziała tę gablotkę w dormitorium... Swój prywatny ołtarzyk... - Może jeszcze jeden? - zapytała chłopaka, po czym sama zdecydowała, że chce spróbować swoich sił ponownie. Miała szansę na zdobycie czegoś jeszcze lepszego!
Niestety okazało się, że drugim fantem była... Łajnobomba, która wybuchając poplamiła całe ubrania Bridget, zostawiając na nich serię brunatnych, obrzydliwie pachnących plamek.
I to by było na tyle z jej dzisiejszego szczęścia...




To tak, rzucałam za pierwszym razem i nie chcę się migać, więc -20G. Potem wyrzuciłam 5 i odnoszę się z tą kostką do koncertu Druzgotka. Natomiast w loterii: B + parzysta na gacie Dona, plus łajnobomba :'(
Powrót do góry Go down


Kieran Percival Horan
Kieran Percival Horan

Student Gryffindor
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 431
  Liczba postów : 368
https://www.czarodzieje.org/t12434-kieran-percival-horan
https://www.czarodzieje.org/t15040-rout
https://www.czarodzieje.org/t12464-kieran-percival-horan#334541
Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 EmptyNie Paź 01 2017, 08:15;

Najwidoczniej oby dwoje mieli dzisiaj standardowego pecha. Może dlatego, że to jest Kieran. On zazwyczaj przynosił pecha można tak powiedzieć. Co prawda mówił tutaj żartem, ale może coś było na rzeczy? Gdyby nie on Clary nie miałaby teraz tak wielkiego problemu jakim była przypadkowa ciąża. Ale widziały gały co brały, tak? Kieran jakoś nigdy nie potrafił przyznawać się do winy, ale w tej sytuacji wina leżała po oby dwóch stronach. Ale czy tak naprawdę bardzo tego żałowali? Jakoś nie było nocnych płaczów, ani próby pozbycia się dziecka. Chyba oby dwoje byli tego pewni. Co prawda nie można teraz o tym mówić, bo minęło dopiero kilka dni, ale jednak. Został oblany piwem, ale bądź co bądź sama Clary również została oblana tym samym trunkiem co i on. Zaśmiał się i spojrzał na chłopaka, który to zrobił. Jakiś chłopak z Ravenclaw. Znał go z wyglądu, ale nigdy jakoś specjalnie ze sobą nie rozmawiali. Kieran nie przepadał za krukonami, może dlatego że nie miał tam znajomych. Nigdy z tym domem się nie dogadywał, ale to nie oznacza, że każdego będzie traktował tak samo. Cenił naukę i tych co dążyli do celu, a nie można tego krukonom odmówić. - Jak to wilkołak? - spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem. Ale przecież najważniejsze, że nic jej się nie stało, tak? Nagle jakiś chłopak @Caspar Whitley był tym chłopakiem który próbował zakłócić ich zabawę. Przejrzał go wzrokiem. Nie wiedział co ich łączyło, czy jakiekolwiek stosunki miały między nimi miejsce. Na pewno Clary coś mu powie na ten temat, ale nie wydawało mu się, żeby łączyło ich cokolwiek więcej niżeli znajomość. Przyjaźń chyba odpadała, bo na pewno by coś o tym słyszał.
Poszedł wraz z Clary na loterię, sam również kupił sobie los. On jednak wygrał dwadzieścia galeonów. Oj. Fajnie. Ucieszył się ze swojej wygranej i spojrzał na ukochaną, która dała mu breloczek z logo. No nie chce to z pewnością Kieran weźmie ze sobą, ale to nie znaczyło, że będzie to nosił na piersi. - Widzisz, Ty znalazłaś dwadzieścia galeonów, to ja wygrałem. - powiedział. Mimo iż los kosztował dziesięć to jednak był do przodu. Takie losy jednak się opłacały. - Kochanie nie wiem co robimy. Jesteśmy na koncercie więc chyba wypadałoby posłuchać i się pobawić, tak? - spojrzał na nią i wzruszył ramionami. Ale oczywiście zrobią to co będzie chciała Clary. Na pewno ona coś wymyśli lepszego niżeli on.

Litera: A
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Czarodziejskie pola - Page 5 QzgSDG8








Czarodziejskie pola - Page 5 Empty


PisanieCzarodziejskie pola - Page 5 Empty Re: Czarodziejskie pola  Czarodziejskie pola - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Czarodziejskie pola

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 19Strona 5 z 19 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 12 ... 19  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Czarodziejskie pola - Page 5 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
za Londynem
-