Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Sala Łasuchów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


Drake Bennett

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.org/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptySro Kwi 03 2013, 07:01;

First topic message reminder :




Po wejściu do sali okazuje się, że w środku stoi duży, czarny i pusty regał. Czyżby sławetna klasa pełna słodyczy okazuje się kłamstwem? Nic bardziej mylnego. Wystarczy trzykrotnie stuknąć różdżką w regał i wypowiedzieć słowa " ostendam quod est occultatum", by powietrze przed meblem zafalowało i odsłoniło wściekle turkusowy mebel pełen słoików ze słodyczami.
Uwaga. Można zajadać je ile się zapragnie, bo się nie kończą, jednak każde łakocie wyniesione poza pomieszczenie zamienia się od razu we wiór. Ktoś najwyraźniej nałożył na słodycze zaklęcie chroniące przed kradzieżą.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Ashley Moore

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 43
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9461-ashley-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9463-sowka-ashley#263248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9465-ktos-wyjatkowy-dobrze-trafiles#263251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9464-ashley-moore#263249
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyCzw Gru 04 2014, 18:08;

- Gdybyś bliżej poznała Lisę, inaczej byś zaśpiewała - mruknęła z dezaprobatą, ale jakoś nie miała pupilce za złe jej zachowania. Nie potrafiła się na nią gniewać i tyle. Taki mały urwis, ale jej urwis. Westchnęła i w tym samym momencie kotka wbiła w nią swoje zielone oczęta. Jej spojrzenie zdawało się mówić wiedziałam, że i tak nic mi nie zrobisz.
- Zobaczysz, kiedyś naprawdę zrobię ci coś nieprzyjemnego - powiedziała nieco zawiedziona tym, że z pewnością nigdy tej groźby nie spełni. Jak zawsze. Zerknęła na Aleks.
- A jak twoja ręka? - spytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Johanson

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 196
  Liczba postów : 181
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9876-aleksandra-johanson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9917-sowia-poczta#276719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9916-szukam-przyjaciol#276718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9922-aleksandra-johanson#276754
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyCzw Gru 04 2014, 19:36;

Na te słowa Aleks odruchowo dotknęła swojego nadgarstka, który teraz był tylko lekko zaróżowiony. Uśmiechnęła się do Ashley.
- Nic mi nie jest - powiedziała i machnęła lekceważąco ręką. Już dawno zapomniała o całym zajściu. Nigdy nie chowała długo urazy.
Widząc lekko zdziwioną minę Sarah, szybko wyjaśniła:
- Wcześniej... Nim jeszcze przeszłaś, trochę poparzyłam się Syrenim Latte przez Lisę... ale to nic. - Uśmiechnęła się, usiadła na blacie i upiła jeszcze łyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sarah Nerris

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9869-sarah-neris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9874-z-checia-popisze-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9872-sarh-szuka-kolegow-i-kolezanek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9871-sarah-neris
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyCzw Gru 04 2014, 20:31;

Sarah znowu się uśmiechnęła.
-Syrenie Latte? Nigdy nie słyszałam o czymś takim. Dobre to?
Ona gustowała głównie w mugolskich przysmakach. Nie wiedziała czemu, ale tak jakoś... oczywiście uwielbiała Fasolki Wszystkich Smaków, czy te lodowe kulki od lewitacji... ale dobry sernik nie jest zły.
Wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie. Po chwili w jej dłoni pojawił się parujący kubek. Spróbowała.
-Hm nawet nie złe. Wolę soki - znów uśmiech - A ty, Ashley, jesz coś?
Ponownie spróbowała pogłaskać kotkę leżącą na kolanach dziewczyny, ale tym razem wykonała ruch stosownie wolniejszy i udało się.
Lisa miała miękkie futro, baardzo przyjemne w dotyku. Tak, Sarah zdecydowanie kochała wszystkie koty. W tej chwili zaczęła się zastanawiać, gdzie się podziała jej kotka - Nelly. Hm, pewnie znowu łazi gdzieś po błoniach...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ashley Moore

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 43
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9461-ashley-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9463-sowka-ashley#263248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9465-ktos-wyjatkowy-dobrze-trafiles#263251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9464-ashley-moore#263249
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyPią Gru 12 2014, 16:15;

- Hmm... nie, raczej nie - mruknęła chowając swój malarski ekwipunek. Zerknęła na Sarah z ukosa zauważając, że Lisa pierwszy raz dała się pogłaskać obcej osobie.
- Lubi cię - stwierdziła. - Albo uznała, że zasługujesz na jej przychylność, bo nie zniechęciłaś się po pierwszym niepowodzeniu - poprawiła się i skinęła głową, jakby przytakując własnym słowom.
- A wy macie jakieś zwierzęta?- spytała, po czym znów upiła łyk swojego napoju, ponownie stwierdzając, że jest naprawdę dobry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Johanson

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 196
  Liczba postów : 181
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9876-aleksandra-johanson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9917-sowia-poczta#276719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9916-szukam-przyjaciol#276718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9922-aleksandra-johanson#276754
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyNie Gru 14 2014, 16:25;

Aleks ze zdziwieniem zobaczyła, że Lisa tym razem dała się pogłaskać komuś innemu niż Ashley. Stwierdziła, że jednak sama nie będzie na razie próbować zaprzyjaźnić z kotką. Słysząc pytanie Ashley lekko się skrzywiła i stanowczo pokręciła głową.
- Nie... Mój tata zawsze uważał, że jestem trochę zbyt zakręcona żeby mieć jakieś zwierze - powiedziała i odstawiła pusty puchar na stół.- Ale zawsze chciałam mieć psa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ashley Moore

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 43
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9461-ashley-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9463-sowka-ashley#263248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9465-ktos-wyjatkowy-dobrze-trafiles#263251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9464-ashley-moore#263249
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyPią Gru 26 2014, 22:08;

Skinęła głową ze zrozumieniem.
- Ja nie miałam takich problemów. Sami wcisnęli mi kota na urodziny - powiedziała, krzywiąc się lekko. Przez Lisę miała w sumie całkiem sporo problemów. Gdy mówiła o tym rodzicom ani uznali, że od czasu do czasu coś takiego się przyda. Szczególnie jej. Westchnęła i schowała wszystkie swoje przybory do kieszeni. Wyjęła różdżkę i jednym jej machnięciem zrobiła dublikat swojego obrazka i dała każdej z nich po jednym egzemplarzu.
- Proszę, jeśli chcecie - uśmiechnęła się sceptycznie. Jeśli o nią chodziło - nigdy by ich nie przyjęła. Były takie... mało precyzyjne. Według niej. Komuś innemu mogły się wydawać piękne. O mało co nie prychnęła przez te rozmyślania. Odgłos, jaki z siebie wydała, poniekąd przypominał kichnięcie. Kotka posłała jej nieco zdziwione spojrzenie.
Na zdrowie.
- Nie wysilaj się - warknęła cicho. Obi wiedziały, że to "coś" wcale kichnięciem nie było.
Chciałam dobrze.
Gdyby koty umiały wzruszać ramionami, Lisa z pewnością by to zrobiła. Zamiast tego przymknęła oczy i usadowiła się wygodniej na ramieniu Ashley. Dziewczyna powstrzymała się od komentarza. Jej kotka zawsze musiała mieć ostatnie słowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Johanson

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 196
  Liczba postów : 181
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9876-aleksandra-johanson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9917-sowia-poczta#276719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9916-szukam-przyjaciol#276718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9922-aleksandra-johanson#276754
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptySob Gru 27 2014, 13:55;

- Szczęście masz. Mnie nigdy by nie dali kota - powiedziała i uśmiechnęła się do niej. Przypomniały jej się długie rozmowy, czasem nawet kłótnie na temat zwierząt. Zdaniem jej ojca Aleks nie można było dać pod opiekę sowy, czy nawet małej, złotej rybki. Wzięła od Ashley rysunek, przyjrzała się mu jeszcze raz i odłożył na blat.
- Jest naprawdę piękny - zapewniła ją. Patrzyła na telepatyczną rozmowę Krukonki z kotem z lekkim zdziwieniem. Nagle przypomniała sobie o niedokończonej pracy domowej, jak jeszcze raz zawali prace to dostanie szlaban.
- Wiecie muszę już iść - powiedziała, pożegnała się z dziewczynami i poszła do drzwi. Tuż przed nimi przypomniała sobie jednak o rysunki, wróciła się po niego, pożegnała się jeszcze raz i wyszła.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katja Beelund

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12296-katja-beelund?highlight=Katja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12312-sowka-katji#328160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12457-znajdz-sobie-przyjaciolke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12311-katja-beelund
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptySro Mar 16 2016, 09:36;

Biegła po korytarzu. Może i nigdzie się nie spieszyła, ale chciała znaleźć jakieś ciekawe miejsce, a to był najlepszy sposób. Przynajmniej według niej. Wreszcie. Znalazła jakiś nowy, Hogwarcki sekret. Wbiegła za drzwi. Zauważyła żółte ściany i drewnianą podłogę. I ogromne, ładne blaty na których stały spokojnie złote puchary. Podeszła do drzwi i już miała wyjść, kiedy zobaczyła małą kartkę. Było na niej napisane, że wystarczy że pomyśli o tym jakie jedzenie chce się dostać,
 i strzeli się zaklęciem confoodus w jeden z pucharów , wtedy też się je otrzyma. W jednym kącie pokoju, stały fotele,4 żółte, 4 czerwone, 4 zielone i 4 niebieskie. Pomyślała o jagodowej balonówce, o sałatce La Bella Vita której kiedyś spróbowała i bardzo jej smakowała i o chochlikowym cappuccino. wzięła do ręki różdżkę i szybkim ruchem dłoni wyczarowała sobie pyszne jedzonko. Była bardzo głodna więc z chęcią usiadła na żółtym fotelu, i zjadła pyszną sałatkę i wypiła chochlikowe cappuccino. Zjadła jeszcze kawałek gumy, i jakoś przez przypadek usnęła w fotelu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptySro Kwi 13 2016, 19:39;

O najdziwniejszych porach dnia, do głowy Nate'a wpadały te genialne pomysły. Czasami działo się to w środku nocy i nie mógł zwlekać do rana, więc nie raz włóczył się po zamku o dziwnych porach. Aktualnie godzina nie była taka zła... racja, był wieczór i to późny i pewnie większość uczniów grzała się w łóżkach, ale Woods nie był w stanie. Dlaczego? Nagle uświadomił sobie, że właściwie to wcale się nie najadł na kolacji i jego żołądek domagał się więcej. Oczywiście kto by chciał sam szlajać się po zamku o takiej porze? Od niepamiętnych czasów Nath potrzebował jakiegokolwiek kompana do dosłownie wszystkiego. Dlatego w pośpiechu nabazgrał mało czytelny list, bo przecież nie łaska przejść kilkanaście metrów dalej i ściągnąć V z łóżka, prawda? Ale chęć jedzenia zaćmiła jego zdolności myślenia i zamiast czekać na odpowiedz, czy jego przyjaciel ma się zamiar się w ogóle pojawić, wlekł się w stronę jednej z sal. Ubrany w jakąś wypasioną piżamę, z nieładem na głowie i różdżką w ręku prześlizgnął się przez drzwi, do owego pomieszczenia. Panowała tam nieznośna cisza, więc Nate z przyzwyczajenia zaczął nucić coś pod nosem i ruszył w stronę jednego ze stołów. Pewne zaklęcie i ten magiczny kijek wycelowany w naczynie, wystarczyło by zapełnił się czekoladowymi żabami... bo tak, Nate potrzebował nie dokładnie jedzenia, ale cukru. Czasami sam zastanawiał się, jakim sposobem jeszcze nie toczy się po Hogwarcie i nie miażdży wszystkich wokół, przecież przez większość czasu wpychał w siebie milion ton słodyczy. A co za tym szło? Robił się jeszcze bardziej nadpobudliwy i nie było mowy, żeby wrócił do dormitorium wcześnie. Wkładając do ust, pewnie czwartą z kolei żabę, usiadł na jednym z blatów i zaczął machać nogami w powietrzu. Dopiero po chwili zorientował się, że przecież na kogoś czeka, więc westchnął niezadowolony z faktu, że V jeszcze się nie pojawił. Bo przecież gdyby postanowił się nie zjawić, to Nate by go później zadręczał dniami i nocami. W dodatku miał aktualnie wyśmienity humor i wszystkie szaleństwa, które wpadały mu do głowy, według niego były dobrymi pomysłami. Halo, był świadom, że młodszy Ślizgon zawsze ma przy sobie te szczęśliwe cukiereczki, które aktualnie były Woodsowi do życia potrzebne, dobra? Mimo, że siedział w pomieszczeniu może od dwóch minut, to i tak zaczął się nudzić i był gotów wstać, wpaść po chłopaka, przerzucić sobie przez ramię jak worek ziemniaków i przyprowadzić go do tej sali, żeby dotrzymywał mu towarzystwa. Serio, był do tego zdolny, więc lepiej, żeby sam się grzecznie zebrał i pojawił. W sumie, to Nathaniel mógł to lepiej przemyśleć i wcisnąć mu kit, że ma poważny problem życiowy, bo wtedy prawdopodobieństwo, że Charisme przyjdzie byłoby większe... cóż, następnym razem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sheuti V. Charisme

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 47
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11779-sheut-h-charisme#316167
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11815-listy-do-diwy#317298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11783-nie-mow-na-mnie-sheuti-i-podziwiaj-mnie#316262
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptySro Kwi 13 2016, 20:55;

Kurwa, no nie.
Oto nastał dramat nad dramatami bo bezczelnie obudzono, najbardziej kapryśnego człowieka na ziemi -  a już z pewnością w całym hogwarckim społeczeństwie. Bynajmniej człowiek, który śmiał go wyrwać z wygodnego łóżka, miał w sobie na tyle wyczucia, że nie ukazał mu się osobiście a nasłał na niego jakieś niewydarzone ptaszysko.
Otwierając jedno oko, gniewnie wyciągnął szczupłą dłoń w stronę sowy i będąc nieco otumanionym, łypnął na treść listu. Odruchowo zmiął go w swych palcach i przerzucił bezwartościową wiadomość na cudze łoże, sam zakopując się z powrotem pod miękką i co najważniejsze ciepłą kołdrę. Chyba Woodsa pogrzało, jeżeli ten uważał, że ruszy dupę w nie wiadomo jakim kierunku, tylko po to, aby dotrzymać mu towarzystwa.
I zapewne by się nie ruszył, gdyby nie rozbudziły się w nim stare zwyczaje, których doprawdy nienawidził. Woods był starszy.
A to oznaczało tylko jedno.
1. Wyjście z łóżka.
2. Przeklinanie na czym świat stoi.
3. Zaplanowanie zimnego mordu na Woodsie. Bez litości.
Otwierając szeroko oczy, wgapił się w zielonkawy baldachim tuż nad swoją głową i przeciągając się na materacu, skopał kołdrę na podłogę. Czy tego chciał, czy też nie -  ostatecznie zwinął się z najlepszego miejsca na świecie z miną przywodzącą na myśl największego psychola i zarzucił na swoją pseudo-piżamę (zaatakowaną w stu miejscach nożyczkami, oczywiście) porozciąganą szarą bluzę. Nie trudząc się znalezieniem jakiegokolwiek obuwia i nie bacząc na przejmujące zimno, po prostu wylazł ze swojego dormitorium na bosaka, i do tego w bardzo paskudnym nastroju. Był śpiący do cholery!
Szurając nogami, łyknął po drodze trochę witaminowego szczęścia, aby nie udusić tego bęcwała gdy tylko go ujrzy przed sobą i spróbował po raz kolejny przygładzić swoje niesforne włosy, które jak zawsze nie za bardzo lubiły współpracować z ich właścicielem.
Zamek też nie lubił widocznie współpracować ze ślizgonem, bo nie dość, że ze trzy razy pomylił te cholerne komnaty, raz pomylił piętra - i dwa razy kierunki, to jeszcze uświadomił sobie, że pilnie potrzebuje udać się do łazienki. Takie są skutki łażenia na boska po cholernych, kamiennych i zlodowaciałych podłogach. Klnąc pod nosem, zawrócił więc do najbliższej łazienki. ( o dziwo, tym razem nie myląc kierunków, zabawne) Co zabawniejsze, wychodząc już z kabiny - odkrył, że kran również go nie polubił i to ze szczerą wzajemnością, gdyż w ostatecznym rozrachunku podczas mycia rąk - wyszedł z łazienki z mokrymi nie tylko dłońmi, ale i bluzą oraz głową.
Nie pytajcie.
Oczywiście, że rąbnął drzwiami gdy wreszcie pojawił się w upragnionym pokoju. Na widok Woodsa, wymamrotał tylko coś co brzmiało bardzo podobnie do jego ulubionego słowa per bęcwał i bez ceregieli ruszył w jego stronę. Było mu wyjątkowo zimno, mokro, sennie i pewnie ponarzekałby tak bardzo, jak to miewał w zwyczaju, ale.. powoli zaczynał na niego działać jego wspomniany suplement diety pod nazwą - większa dawka szczęścia w życiu! Dałby sobie rękę uciąć, że w chwili gdy stanął przed Nejtem jego źrenice były nienaturalnie już powiększone. Przechylił na bok głowę, gdy oparł mokre dłonie na blacie tuż obok bioder Woodsa i mierząc go dość wnikliwie jak na swój stan - prychnął  po chwili cicho, gdy uświadomił sobie, że przylazł tutaj na darmo.
Bo jemu się nudzi.
Kurwa, no nie.
- Nienawidzę Cię Woods. Teraz mnie osusz z łaski swojej, bo moja różdżka grzeje się w pościeli z której mnie wyciągnąłeś przez swoje durne pomysły, albo rozbierz się i oddaj mi suche ciuchy, abyś mógł dogłębnie odczuć mój aktualny ból egzystencjalny, czaisz? - wycedził jak zawsze zachrypniętym już głosem i po złości opuścił nieco głowę i przejechał mokrym łbem po jego ramieniu, aby chociaż trochę pozbyć się nadmiaru wody ze swoich włosów.
Cierp Woods!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptySro Kwi 13 2016, 21:37;

Przynajmniej w tym momencie miał dobry powód, żeby do niego napisać. Pewnie niezliczoną ilość razy zmuszał różnych ludzi, żeby natychmiastowo się u niego zjawili, a kiedy już to robili, Woods zapominał co od nich chciał i zwyczajnie odsyłał do miejsca, z którego przyszli. Więc aktualnie był pewien, że jego argument jest genialny, choć najwidoczniej był inwalidą. Ale Nate miał to zupełnie gdzieś. Chciał towarzystwa i będzie je miał, duh. Zawsze był uczony, żeby starać się dostawać to czego chce, więc w tym przypadku też nie miał wątpliwości, że mu się uda.
Oparł głowę o ścianę i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Pięć minut. Jeśli młodszy Ślizgon nie pojawiłby się w przeciągu tego czasu, Nate byłby zmuszony do podjęcia bardziej radykalnych kroków. Nadal machał nogami w powietrzu i nucił pod nosem, międzyczasie odłożył jeszcze różdżkę obok siebie, a następnie odsunął się od naczynia z czekoladowymi żabami, bo jasne, mógł je w siebie wciskać i wciskać, ale później by umierał, a tego raczej nie chciał. Dwie minuty. Zaczął niecierpliwie kręcić się na mało wygodnym blacie i przymknął ślepia. W normalnych okolicznościach istniałoby prawdopodobieństwo, że uśnie, bo miał w zwyczaju robić to w każdym pomieszczeniu, czy pozycji. Jednak ilość czekolady była wystarczająca by tak się nie stało. Właściwie zaczął zbierać się, żeby zeskoczyć ze stołu i ruszyć do dormitorium Ślizgonów, ale w tym momencie drzwi trzasnęły, a Nath prawie zszedł na zawał. Lekko się wzdrygnął i otworzył oczy, mając nadzieję, że to nie żaden nauczyciel, który postanowił przypomnieć mu wszelkie: Nie szlajaj się po zamku o takich porach. Ale ku jego zadowoleniu, w jego stronę zmierzał Sheuti. Na twarzy Nate'a zagościł głupi uśmieszek i automatycznie zmierzył chłopaka wzrokiem. Tamten wyglądał jakby co najmniej przebiegł przez tor przeszkód, a przecież Ślizgońskie pokoje znajdowały się całkiem niedaleko. Kiedy tylko V się zbliżył, Woods nie wytrzymał i się zaśmiał. Prawdopodobnie Charisme chciał go właśnie zamordować i już obmyślał cały plan, ale widok tego chłopaczka w takim stanie, zwyczajnie doprowadzał Natha do śmiechu i nic nie mógł na to poradzić.
-Po pierwsze, kochasz mnie. Mnie każdy kocha- powiedział z uśmiech na twarzy, bo halo, to było oczywiste, a przynajmniej on miał tak w zwyczaju twierdzić- Po drugie... Przed przyjściem tutaj, wybrałeś się na spacer po Zakazanym Lesie? Bo wyglądasz jakby coś cię zaatakowało i jakbyś był zmuszony uciekać, wpadając przy okazji w jakąś kałuże- ponownie zmierzył go wzrokiem i uniósł brew. Nath raczej nie uważał, żeby krany okazywały się być tak mordercze, więc nawet gdyby V opowiedział mu co się stało, to Ślizgon zwyczajnie by nie uwierzył
- Okej- mruknął z wielką łaską, w głosie, kiedy już chłopak przejechał swoją głową po jego ramieniu. Nie, nie sięgał po różdżkę, bo była gdzieś z boku, a jemu nie chciało się ruszyć tyłka. Chwycił dół bluzy chłopaka i ściągnął mu ją przez łeb, nie oczekując żadnych protestów. Nie dość, że był straszy i nie raz to wykorzystywał, to Charisme wydawał się zbyt senny żeby protestować. Rzucił ubranie obok siebie na blat, a następnie ściągnął swoją koszulkę, co spowodowało, że jego włosy były w jeszcze większym nieładzie niż zwykle- Ręce do góry- rzucił jeszcze i wcisnął na V swoją piżamę, która okazała się dobrze na nim leżeć- Zadowolony?- zapytał, nadal się szczerząc. Wiedział jaką diwą na co dzień bywał jego przyjaciel, dlatego miał szczerą nadzieję, że przynajmniej koszulka mu wystarczy i nie będzie się już rzucał, czy próbował go zamordować. Woodsowi za to zawsze było ciepło, dlatego jakoś nie poczuł braku koszulki, a poza tym ile to razy biegał w połowie rozebrany po Hogwarcie? Wszyscy w tym Sheut powinni się przyzwyczaić. przeczesał kudły palcami, próbując doprowadzić je do porządku, co i tak nie poszło zbyt dobrze.
-A po trzecie- zawiesił się na chwilę i chwycił podbródek Ślizgona i obracając go bardziej w swoją stronę, popatrzył na jego oczy, a dokładnie na źrenice, które ewidentnie były rozszerzone do granic możliwości- Co to za spożywanie tableteczek szczęścia, bez najlepszego przyjaciela?- zapytał oburzonym tonem i zabrał palce z jego twarzy. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przechylił głowę na bok. Całkiem rozbudzony wpatrywał się w Ślizgona, oczekując wyjaśnień! Choć zważając na fakt, że właściwie wyciągnął go w środku nocy bez powodu z łóżka, mógł spodziewać się niezbyt pozytywnie przebiegającej rozmowy. Ale halo, czego nie robili się dla bliski?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sheuti V. Charisme

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 47
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11779-sheut-h-charisme#316167
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11815-listy-do-diwy#317298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11783-nie-mow-na-mnie-sheuti-i-podziwiaj-mnie#316262
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyCzw Kwi 14 2016, 01:32;

Zaprzestał tak namiętnie wycierać swoje mokre kudły o jego ramię z bardzo prostego powodu. Jego słowa o rzekomej miłości do jego paskudnej osoby, były tak miażdżące, że skłoniły V do nieco głębszej refleksji nad swoim życiem uczuciowym. To nic, że aktualnie był szczęśliwym trafem nieco ućpany. Odchylając się nieco do tyłu i kiwając się na bosych piętach, po chwili zadarł głowę do góry, aby na totalnym luzie spojrzeć jakże bardzo wyzywająco w twarz swojego - ponoć najlepszego kumpla. Litości, nie. Chyba już sam jego zdezorientowany wyraz twarzy, mógł zdradzić Nejtowi, że V chyba ma zgoła odmienne zdanie na temat kochania, czy nie kochania. Rozbieranie mógł  szybciej zaakceptować bo to standard u Charyzmy. Po prostu lubi się rozbierać, fakt. Ktoś inny lubi się za to ubierać. Jeszcze inni kolekcjonują, karty z czekoladowych żab. Po prostu inne zainteresowania, pronto. Oprócz rozbierania, ma też sporą kolekcję łańcuchów. Z deka normalniejsze hobby. Mimo wszystko, przewrócił oczyma na jego słowa i w gratisie stuknął go palcem w czoło, tym samym dobitnie mu sugerując, że raczej na jego obowiązkową hospitalizację już za późno.
Westchnąwszy, ponownie przymierzył się do swojego autorskiego suszenia włosów poprzez uparte wycieranie swoich kudłów o ramię kumpla. Aczkolwiek jego gadulstwo chyba nie miało końca i V musiał w końcu go jakoś uciszyć, prawda? Rzucając mu posępne spojrzenie, wzdrygnął lekko ramionami i najzwyczajniej w świecie, praktycznie kładąc się na Woodsie, jednym ruchem godnym drapieżcy, upolował tą cholerną, czekoladową żabę i.. wepchnął mu ją do ust.
Życzyłby sobie, aby się przy okazji nią zadławił za to to, że miał tą cholerną odwagę na to, aby go wyciągnąć z łóżka, tylko po to bo mu się za bardzo nudziło w nocy. Jak wiadomo, jeszcze żadne życzenie Sheuta się nie spełniło. To się dopiero nazywa niesprawiedliwość losu. Mimo wszystko, potwierdził jego obawy odnośnie tego, że coś go zaatakowało i przybierając śmiertelnie poważną minę, wykonał rękoma dość nieokreślony gest w powietrzu, aby nadać jeszcze więcej dramaturgi całej sytuacji.
- Zaatakowało, żebyś wiedział. Miałbyś mnie wtedy na sumieniu i straciłbyś stały dopływ szczęścia. Chociaż to akurat nie byłoby takim złym rozwiązaniem. I tak nie płacisz, a hajs się musi zgadzać, więc jestem notorycznie na minusie. Nie dław się tak, Woods! - niemalże miauknął z pewnego rodzaju rozbawieniem i odczuwając nie lada zmęczenie, ponownie pozwolił swojej biednej głowie opaść na jego ramię. Dopiero po chwili poczuł jak dłonie kumpla chwytają za wykończenie jego bluzy i ta-dam, zostaje mu ona ściągnięta przez głowę. Nie to, żeby to była pierwsza taka sytuacja. Jeżeli chodzi o roznegliżowanie! Nie rozbieranie. Niezliczoną ilość razy sam się przy nim rozbierał, przebierał - no gorzej było z ubieraniem, bo zwyczajnie mu się nie chciało. W każdym razie, zero wstydu - sami swoi.  Machinalnie przeczesał palcami swoją wystrzępioną grzywę z pięknie przemalowanymi zielonymi pasmami w niej i wzdychając, spojrzał ponaglająco na Nejta, aby w końcu litościwie pożyczył mu swoją piżamę. Jakkolwiek to nie brzmi. V dałby sobie drugą rękę obciąć, że w jego garderobie znajduje się połowa zawartości szafy przynależąca właśnie do Woodsa, więc jedna piżama wte czy wewte na serio nie robiła mu różnicy. Byleby, by było mu w niej do twarzy, to jest najważniejsze.
Przypatrując się sufitowi, chwilę później ciche echo doniosło mu zabawny rozkaz Nejta, że ma unieść ręce do góry, co bez skrępowania wykonał (czując się przy tym jak dziecko) i już po chwili mógł się cieszyć porządnym i nawet ładnym okryciem. Trochę przydługie rękawy miał, ale przecież jak wróci do dormitorium to na luzie je obetnie, nie? W posługiwaniu się nożyczkami jest mistrzem, przecież każdy to przyzna. Wystarczy tylko spojrzeć na jego powycinane ubrania.  
- Zadowolony. Trochę. - wymamrotał ugodowo i czując jak szczęście uderza mu powoli do głowy, pozwolił sobie na czarujący uśmiech, który zawsze przyoblekał na swoją twarz w dni, które nadawały się do łykania swoich cukierków.  A każdy dzień się do tego nadawał!
Przyłożył jedną dłoń do swojego rozgrzanego policzka i starając się oddychać miarowo, po chwili poczuł szarpnięcie za własną brodę i już był zmuszony do patrzenia prosto w oczy własnego kumpla. Na przekór losowi, starał się zrobić zeza, by Nejt tak bardzo wnikliwie nie przyglądał się jego twarzy, a najlepiej to miał ochotę zamknąć oczy i pójść spać. Ciekawe dlaczego nie śpi jak na  normalnego człowieka przystało, tylko stoi naćpany a raczej opiera się o roznegliżowanego Woodsa?
No tak, bo Nejt.
Pamiętajcie, Nathaniel odpowiedzią na wszystko. Jeśli coś ci się nie powiedzie w życiu, z czystym sercem, zwal winę na Woodsa. Każdy ci wtedy uwierzy, serio.
Ponownie uderzył czołem, tym razem jednak nie o ramię, a o zarys obojczyków kumpla i mamrocząc coś pod nosem, po prostu przesunął jedną dłonią wzdłuż swojego biodra w poszukiwaniu bardzo sekretnej kieszeni i z pełną arogancją, rzucił nie tyle co do Nejta, co w Nejta, małą saszetką z ich ulubionymi cukierkami. Znów będzie pod kreską. No i fajnie. Pewnie wiecie kogo będzie wina, gdy spłucze się z kasy?
No Nejta. Mówione było, że to odpowiedź na wszystko.
- Wal się Woods. W twoim towarzystwie to mnie nawet szczęście opuszcza i siły życiowe oraz witalne prawdopodobnie też. I wszystko inne też. - burknął lekko obrażony i po chwili namysłu (bardzo intensywnego) wdrapał się na blat i uwalając się na nim, bez żadnych hamulców oparł głowę o jego kolano. Dopiero po chwili zwiesił jeszcze bardziej głowę ku dołowi i otwierając szeroko oczy, zaczął się z tejże pozycji na nietoperza (tak, bardzo) przyglądać zakurzonej podłodze.  Nie musiał nawet spoglądać w górę, aby nie wiedzieć o tym, że jego towar zostaje szybko przysposobiony do organizmu tego roznegliżowanego, bo kto by odmówił sobie odrobiny szczęścia?
Na pewno, nie Nejt.
- Na łeb ci padło, że mnie z łóżka wyciągasz o nieludzkich godzinach? A jakbym był zajęty? Twoja dziewczyna nie daje ci wystarczająco wielu treningów w nocy, że mnie zmuszasz do bezsenności i nocnych, pieszych wycieczek po cholernie zimnych korytarzach? - jęknął wielce zdegustowany takim trybem życia i wyciągając do góry ręce, w dziwnym odruchu splótł je na karku kumpla, by później gwałtownie go pociągnąć w swoją stronę.
Spoglądając na niego z niewielkiej odległości, prychnął cicho i wydąwszy dolną wargę, wbił w niego swoje ślepia, tym samym zmuszając go do skrzyżowania z nim swojego spojrzenia.
- Jeszcze raz będziesz mi kazał biegać po korytarzach. Podczas cholernej, zimnej nocy.  A obedrę cię ze skóry, i będę miał z tego dziką satysfakcją, kaput? A jak masz chęć pogadać po zmroku to bynajmniej w moim lub w twoim  łóżku, gdzie będę mógł bezkarnie spać! Wiedz, że drugi raz nie ruszę dupy bo ty jesteś głodny! - oznajmił twardo i chociaż przyjemne odrętwienie coraz bardziej dawało mu się we znaki, to naprawdę odczuwał dokuczliwe zmęczenie i senność. Zabawnie by było jednak dać nauczkę Woodsowi, aby nie robił sobie z niego pieska salonowego, który będzie przyłaził na każde jego zawołanie.
Chociaż kto wie, co dzisiejsza noc przyniesie?
Bądźmy dobrej myśli, Woods!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyCzw Kwi 14 2016, 17:02;

Właściwie gdyby Nejt musiał zastanowić się nad całym słowem 'kochać kogoś', to można by pomyśleć, że co najmniej jest upośledzony, serio. Jego relacja dzieliły się na dwie grupy, jedną byli wrogowie, do których bez kija zwyczajnie nie podchodził, a każde bliższe spotkanie z nimi przyprawiało go o mdłości. Drugą za to było osoby, które Woods kochał... bo właściwie to naprawdę kochał każdego ze swoich przyjaciół, choć pewnie na miliony sposobów. Cóż, słowo, którego wszyscy używali jednakowo brunet i tak uważał za coś zupełnie innego... zdarza się? Więc łatwo można wywnioskować, że w jego przypadku nie był wielu normalnych znajomości, które kończyły się na zwykłej rozmowie, przy herbatce. Aktualne spotkanie było idealnym przykładem na to, że z Nathanielem są w stanie wytrzymać tylko niektóre osoby. Choć czasami dziwił się, że V do nic należy i znosi wszelkie humorki, czy szaleństwa Ślizgona. Ale właściwie ten układ był całkiem prosty. Sheuti sam był szalony i przez to, Woods nie musiał wykonywać swoich świetnych planów, na urozmaicenie sobie życia w samotności. Miał świadomość, że tamten będzie mu towarzyszył nawet jeśli Woods postanowiłby wyskoczyć z okna. Ale hey, robiąc z nim te wszystkie głupie rzeczy miał świadomość, że zawsze się wykręcą z wszelkich konsekwencji, więc żyć nie umierać.
Yup, Nate potrafił gadać i gadać. A znając jego, temat po chwili zszedłby na jakieś jednorożce, czy inne niedorzeczne stworzenia. To nigdy nie kończyło się dobrze i od niepamiętnych czasów wychodziło tak samo. Rozmyślanie nad sensem życia, czy dzikie rozmowy o mugolach (którzy byli dla niego zupełnie nieznani, więc idealnie nadawali się na tematy do rozmów). Ale na szczęście Sheuti zaczął działać i nie pozwolił mu dalej paplać. Kiedy V postanowił sięgnąć po żabę, a przy okazji próbować zmiażdżyć Woodsa, ten wydał z siebie jakiś niezadowolony pomruk. On sobie grzecznie gadał, a Ślizgon postanowił mu bezczelnie przerwać. Pewnie znów by się odezwał i w dodatku z wielkimi pretensjami, ale do ust została mu wciśnięta czekoladowa żaba i zupełnie niezainteresowany swoją wcześniejszą wypowiedzią, którą chciał kontynuować, odgryzł głowę płaza. Dokańczając jedzenie jej wpatrywał się w V, który machając łapami na prawo i lewo, w końcu postanowił odpowiedzieć na jego pytanie. Wysłuchując jego opowieści sięgnął po kolejną żabę i nadgryzając jej kawałek, spojrzał na przyjaciela unoszą brwi do góry.
-O tym nie pomyślałem- na jego twarzy malowało się głębokie zamyślenie, bo stracenie stałego dopływu szczęścia byłoby dla Nejta tragedią, serio- Maruuudisz. I zresztą, nie jesteś na minusie. W zamian za te twoje cukiereczki masz możliwość przebywania w moim towarzystwie przez całą dobę... dobra może dwadzieścia godzin, bo przez te cztery to pasuje spać. Ale to i tak dużo, nikt inny nie posiada takich przywilejów- zaznaczył zadowolony i wzruszył ramionami. Co prawda nie sądzę, żeby biedny był w stanie znieść Nate przez tyle godzin, ale naprawdę, gdyby chciał przez tyle czasu się gdzieś koło niego kręcić, to Woods nie miałby nic przeciwko. Zresztą jakby dał się tak rozbierać, jak w tym przypadku, to już w ogóle starszy Ślizgon by nie protestował. Oczywiście teraz robił to z obawy o swoje życie, bo sądził, że niewiele brakuje, aż Sheuti postanowi go zamordować z zimną krwią. Więc będąc potulnym i grzecznym, Nathaniel miał zamiar go przekonać, że zabójstwo nie jest dobrym pomysłem, oraz że sen jest dla słabych! Nie przyznał tego na głos, bo wtedy na pewno skazałby siebie na pobyt w grobie, a przecież był zbyt młody i piękny, żeby umierać. Choć ten argument pewnie też nie powstrzymałby V od zemsty, za wyciągniecie z łóżka o takiej porze.
Kiedy już zarzucił na Charisme swoją koszulkę, poklepał go po głowie, kręcąc swoim łbem na boki. Już niezliczoną ilość razy Nate cisnął z niego bekę, kiedy szczęście wkraczało do życia młodszego, więc tym razem było całkiem podobnie. W dodatku, że Sheuti utrudniając wgapianie się Woods w jego oczy, próbował zrobić zeza i serio, na początku Nejt pomyślał, że to jakieś skutki uboczne cukiereczków, ale później z ulgą stwierdził, że to tylko jego normalne upośledzenie, które czasami dawało o sobie znać.
Nath znowu oparł głowę o ścianę i wyciągając dłoń przed siebie, zaczął poruszać placami, żeby pośpieszyć kumpla. Ale on najwyraźniej próbował złamać mu obojczyk głową, więc kiedy łeb V opadł na jego klatkę piersiową, Nate był prawie pewny, że zostanie zmuszony, żeby sam sobie poszukać cukiereczków. Szybko jednak okazało się, że Sheuti wyciągał je z kieszeni i rzucił w stronę Woodsa, który złapał małe opakowanie w ręce, z uśmiechem na ustach. Teraz to już w ogóle wyglądał, niczym najszczęśliwsze dziecko na świecie.
-Czasami mam wrażenie, że jesteś większą diwą, niż wszystkim się wydaje. A poza tym, swojego szczęścia masz jeszcze całkiem sporo, więc na dobrą sprawę nie musi ci opuszczać- oznajmił i żeby bardziej sprecyzować swoją wypowiedź zaczął mu machać cukiereczkami przed twarzą. Oczywiście zabrał się za otwieranie opakowania i po chwili wpakował sobie najlepszą dawkę szczęścia do ust. Międzyczasie V postanowił wgramolić się na blat i wyłożyć na kolanach Woodsa, ale on był zbyt zajęty cennym skarbem, który trzymał w rękach, dlatego dopiero po chwili spojrzał na kumpla, którego samopoczucie najwyraźniej było całkiem dobre. Nie licząc faktu, że nadal bulwersował się o wyciągnięcie z łóżka. Ile panienek oddałoby życie za coś takiego? A ten jedynie narzekał. Ciężkie życie.
-Zajęty mówisz? A zresztą, moja dziewczyna nie daje mi tego- znów zamachał opakowaniem przed jego twarzą. Jasne, spędzanie wolnego czasu z Vittorią robiąc... różne rzeczy, należały do ciekawych przeżyć, ale czasami potrzebował tego szaleństwa w swoim życiu. A kto je skutecznie dostarczał? Diwa leżąca na jego kolanach. Nadal głupio się szczerząc, chciał rzucić jakimś dziecinnym komentarzem, ale zamiast tego poczuł palce na swojej szyi, a po chwili krótkie szarpnięcie, które zmusiło go do pochylenia się nad V. Pewnie każda normalna osoba zostałaby w tych okolicznościach obrzucona chłodnym spojrzeniem, za coś takiego. Ale w tym przypadku uśmiech nie znikał z twarzy Woodsa i naprawdę mocno starał się nie roześmiać. Przybierając poważną minę, gapił się na Ślizgona, która oficjalnie zagroził, że obedrze go ze skóry.
-Dobra, zrozumiałem. Choć nie sądzę, żeby Vittoria była zadowolona z faktu, że będę wchodził ci do łóżka- oznajmił, lekko wzruszając ramionami. Odgarnął jeszcze włosy z czoła V, bo układały się w podobnym nieładzie, jak kudły Nate'a, a ona zawsze chciał widzieć twarz osoby, z którą rozmawia, okej? Z serii: dziwne przyzwyczajenia- I kiedyś ci wynagrodzę szlajanie się po zamku o takiej porze, deal?- zapytał z uśmiechem na ustach, a wielkość jego źrenic była teraz porównywalna, do źrenic Charisme.
Tak, zapowiadała się ciekawa noc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sheuti V. Charisme

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 47
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11779-sheut-h-charisme#316167
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11815-listy-do-diwy#317298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11783-nie-mow-na-mnie-sheuti-i-podziwiaj-mnie#316262
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyPon Kwi 18 2016, 12:32;

Miewał czasami przebłyski geniuszu; no jasne, że miewał!
Bywał także całkiem niezłym negocjatorem we własnych sprawach, toteż gdy tylko doleciały do niego słowa, o należytym wynagrodzeniu - nie mógł nic poradzić na to, że automatycznie na jego twarzy, wykwitł uśmiech pełen swoistej przekory. Nie spuszczając spojrzenia z oczu Nejta, kiwnął jedynie głową na znak zawarcia tymczasowego rozejmu w kwestii wynagrodzenia ( bo zgłosi się po nie w najbardziej niespodziewanym momencie, zaiste! ) i oddał się nieco bardziej ciekawszemu według niego zajęciu.
Obserwowanie jak jego autorskiego przepisu specyfik zaczyna działać na organizm najlepszego kumpla było bowiem czymś fascynującym. Ten moment gdy jego źrenice niemalże w jednej sekundzie powiększały się prawie dwukrotnie - czy istnieje od tego jeszcze lepszy widok?
Jasne, że nie.
Nie umiejąc się powstrzymać, obdarzył kumpla nader czarującym uśmiechem i luzując uchwyt na jego karku, pozwolił swoim rękom na to, aby bezwładnie spoczęły na jego brzuchu. Nie dość, że bezczelnie wyciągnął się na jego cholernie niewygodnych kolanach to jeszcze miał zamiar w tejże chwili zasnąć, nie zważywszy na konsekwencje. Bo cóż mu Nejt zrobi?
Z blatu zrzuci na podłogę? Dość często tego doświadczał, więc swobodnie ignorując przyszłościowe skutki, tegoż głupiego czynu - ziewnął ostentacyjnie i wygiął wargi w krzywy półuśmieszek, gdy nagle przypomniał mu się pewien fakt odnośnie laski Nejta.
- Znam przecież Vittorię, wyciąga ode mnie wino. I daje czy nie daje, ważne aby była dobra, nie? - orzekł dość domyślnym tonem głosu, no ale halo - prawdomówność to jego piękna cecha.
- Swoją drogą, to widziałem ją na ostatniej imprezie. Całkiem nieźle się bawi, nie powiem, ale Nejt.. na cholerę Ci laska zza wielkiej wody? I wierz mi, że bywam zajęty. Nawet bardzo, więc  powinienem wykreślić każde, nasze niezaplanowane spotkanie z kalendarza. - Uchylił jedną powiekę, by ujrzeć wyraz jego twarzy i unosząc w irytująco, wesołym geście prawy kącik ust, wydał z siebie rozbawione tchnienie. Jak na odurzonego człowieka, całkiem sprawnie przejął latające opakowanie szczęścia tuż przed swoim nosem i zaciskając szczupłe palce na nadgarstku kumpla, odebrał swój towar. Chwilę później uniósł nieznacznie biodra w górę i wpychając praktycznie puste opakowanie do tylnej kieszeni spodni od piżamy, puścił mu oko. Przecież nie będzie go obdarowywał swoimi cukierkami do końca życia. Chwaląc się również swoim sprytem, odchylił bardziej swoją głowę - opartą na jego kolanach - do tyłu i wysuwając koniuszek języka, poszczycił się tym, że nawet będąc w tym stanie, wykiwał go i sam sobie zwiększył dawkę szczęścia. Kolejny pudrowy cukierek, mający gorzkawy posmak zgrabnie został wyeksponowany na języku V, który w kontakcie ze śliną młodszego ślizgona już zaczął się leniwie rozpuszczać. Nabierając gorących rumieńców, odetchnął z przyjemnym uczuciem odrętwienia i czując palce Nejta na swoim czole, podniósł ku niemu nieco rozkojarzone spojrzenie. Mokre kosmyki włosów, przyklejone do twarzy, nie były w końcu czymś, do czego V pałał miłością. Z drugiej strony, totalne odsłonięcie jego twarzy, też nie było dobrym wyjściem.
Oczywiście w tej samej chwili, V raczył znienacka zasnąć. Głowa osunęła mu się z kolan Nejta i tylko od niego zależało, czy w tamtej chwili rąbnęła z pełną mocą o blat stołu czy też piętro niżej - wraz z całym ciałem młodszego ślizgona, zaliczyła twardą podłogę. Skutkami zbyt łapczywego spożywania jego prywatnych używek, z pewnością mogło być nagłe oderwanie się od świata i przeniesienie się w objęcia samego Morfeusza. Niestety nie mógł liczyć na kilkugodzinny sen.
Jego mały nawyk postanowił się odezwać w najmniej sprzyjającym momencie.

(od tej chwili V jest pozbawiony świadomości,  za to jest bardzo podatny na czyjeś sugestie i bardzo, ale to bardzo nieobliczalny - lunatykowanie lvl 0.1 mode on)

Nie minęły nawet trzy cholerne kwadranse, gdy V gwałtownie podniósł się do siadu. Szeroko, otwarte oczy przynależące do właściciela, nieruchomo wpatrywały się w punkt przed sobą jakby chciały wypalić wielką dziurę w ścianie naprzeciw - i to z mocą lasera. Powolnym ruchem obrócił głowę i zachowując się nadzwyczaj mechanicznie, opuścił jedną nogę z blatu w międzyczasie drugą zginając w kolanie. Niewidzącym spojrzeniem przesunął po zakamarkach sali łasuchów i zwilżając końcem języka spierzchnięte wargi, w jednej chwili obrócił całe swoje ciało ku obiektowi, który błysnął gdzieś na lewo w oczach młodszego ślizgona. Uprzednio zastygłe mięśnie twarzy V, powoli zaczynały nabierać nieco na groteskowości, gdy najmłodszy dziedzic fortuny Charisme, leniwymi ruchami głowy z powrotem zakrył swoje oczy, przydługawą grzywką. Lekko rozchylone wargi przez które wypuszczał urwane powietrze, dawały jedynie sygnał, że mimo wszystko - brat Carmy dalej żyje i prócz głębokiej nieświadomości w jaką się wkopał - czuje się z pewnością całkiem nieźle. Nie zwracając większej uwagi na to, że na drodze do jego zdobyczy leży rozwalone wielkie coś w kształcie bardzo człowieczym - bez żadnych problemów poruszając się w pozycji bardzo wygodnej, czyli na czworakach; całkiem umiejętnie wdrapał się na ciało Nejta. Dłońmi na luzie podpierał się gdzieś w okolicach jego barków, natomiast jednym z kościstych kolan wepchnął się gdzieś w okolicach bioder Nejta i .. wyciągnął się nad chłopakiem, aby szczupłymi palcami natknąć się na różdżkę tego drugiego. Zbliżył ją nieświadomie do swojej twarzy i mamrocząc coś pod nosem zamachnął się nią, powodując tym samym, że wszystkie czekoladowe żaby pouciekały ze wszystkich szklanych miseczek i innych pojemników. To, że teraz rozmiarem przypominały pieprzone króliki, to nic.
Uśmiechając się sennie, położył dłonie na policzkach starszego ślizgona i wpatrując się  w niego szeroko, otwartymi oczyma - powoli się nad nim nachylił.
I w kluczowym momencie, przygryzł wyłącznie wargę i powiedział jedno ważne słowo.
- Beluga.
Oczywiście, że to standard u V-ssi.
Odurz się, wpadnij w fazę głębokiego snu i nie zważając na nic, nabierz ochoty na ruską wódkę. (no ok) To nic, że w tym momencie praktycznie leżysz i unieruchamiasz swoim ciałem, najlepszego kumpla. (no ok x2) Nie zwracaj też uwagi na to, że wasze położenie jest daleko od w pełni moralnego i normalnego. Zsuń dłonie na jego szyję, dźgnij go jeszcze jego własną różdżką w policzek, by pokazać, kto tutaj rządzi. (no ok x3)
Ale nigdy nie zaczynaj się rozbierać i nie wychodź jak natura Cię stworzyła na zimny korytarz.


Po wypowiedzeniu nazwy ulubionego trunku, który był istną przepalanką, zgrabnie zsunął się ze starszego kumpla i nie bacząc na nic, zrzucił w pierwszej kolejności swoje .. spodnie od piżamy, tudzież zwykłe dresówki - tyle, że z największej półki, bo jakby inaczej?
Chwalmy niebiosa, że V jest na tyle szczupłym i drobnej budowy osobą, że luźna koszulka Nejta, sięgała mu niemalże kolan.  I nie była prześwitująca.
Oczywiście, że miał na sobie jeszcze inne elementy bardzo zacnego ubioru, ale to raczej kwestia czasu, aż jej również się pozbędzie.  
Okręcając się na pięcie, zacisnął mocniej palce na własności Nejta w postaci różdżki i żwawym krokiem ruszył w stronę drzwi.
Na bosaka, a jakże.
Niestety, w połowie kroku się zatrzymał i wyciągając przed sobą jedną rękę, zawrócił w stronę Nejta. Mechaniczne kroki poniosły go z powrotem do drugiego odurzonego człowieka w tejże słodkiej sali i bez ceregieli położył dłoń na jego kolanie i bardzo standardowym gestem, przesunął ją ku górze. W poszukiwaniu swoich cukierków. Jeszcze jakieś tam zasady wyznawał, mimo, że obecnie nie kontaktował ze światem! To się dopiero nazywa mieć charyzmę, a jak.
Mlasnąwszy językiem, zmarszczył lekko czoło - bo mimo wszystko, dalej go niemiłosiernie suszyło więc naprawdę potrzebował swojej Belugi - zlitujcie się nad jego udręczoną duszą.
Wbijając więc spojrzenie w do połowy roznegliżowanego Nejta, przekrzywił głowę do boku i uderzył go kilka razy otartą dłonią w udo, w geście dość lekkim. To nic, że wyglądał teraz jak odurzone, duże dziecko, domagające się kolejnej słodkości.
- Chcę lizaka. I Belugę. Teraz, natychmiast. - zachrypiał trochę zmienionym głosem i nierozważnie machnął zbyt gwałtownie ręką, w której dalej dzierżył jego różdżkę. Pech chciał, że różdżka chyba go nie polubiła (a to nowość) bo nie wiadomo skąd i jak, ale iskra wyskakująca z końca magicznego przekaźnika mocy trafiła w leżące na podłodze, spodnie od piżamy V.
To nic, że w jednej chwili zajęły się ogniem.
Przecież to całkiem normalne, prawda?
Dlatego spokojna postawa Sheuta na widok coraz większych płomieni, z pewnością była dość szokująca. Toteż młodszy ślizgon tylko przyozdobił swoją twarz słodkim uśmiechem i wskazując palcem na nową formę ogniska złożoną  z jego cholernie drogich spodni spalanych tuż pod jego nosem - wzruszył tylko ramieniem i podniósł niewidzące spojrzenie na twarz Nejta.
- Płomyk powstał, ale czad. Dasz mi w końcu swojego lizaka, czy sam mam go sobie wziąć? - Ach ta niewyparzona, bezczelna podświadomość V.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyPon Kwi 18 2016, 21:53;

Rozluźniający się uścisk na jego karku spowodował, że Woods znowu oparł głowę o ścianę. Pewnie zrobił, to z wielką gracją i zwyczajnie o nią walnął, a w sali można było usłyszeć pusty dźwięk, bo w tym łbie, to chyba wiele nie posiadał. Ewentualnie mózg wielkości orzeszka, ale to naprawdę ewentualność. Przy tym przetarł jeszcze zmęczoną twarz swoimi dłońmi i przez chwilę je tam przytrzymał, tylko po to by dosłownie po kilu sekundach przetrzeć mocniej oczy, a następnie zacząć trzepać głową. Późna pora zaczynała działać na organizm Nejta i mimo wpakowanego w siebie cukru i pudrowych cukiereczków V, nadal odczuwał lekkie zmęczenie. Mimo tego, zupełnie nie widział powodów do snu, przecież noc była jeszcze młoda! Nie uszło jednak jego uwadze ziewnięcie, wyjątkowo zmęczonego kumpla. Spojrzał w dół i wypuścił powietrze nosem, w geście swojego niezadowolenia. Nate szykował już jakieś historię życia, a młodszy Ślizgon wyglądał jakby miał zamiar sobie urządzić drzemkę.
Kiedy V mówił coś o Vittorii, Nath wyciągnął przed siebie ręce w celu lekkiego rozciągnięcia się. Bo Sheuti spoczywając na jego kolanach, skutecznie uniemożliwiał mu ruch, a zasada była jedna: Nate nie potrafił usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Jedynie cukiereczki otrzymane od kumpla sprawiły, że jeszcze siedział na tyłku i nie miał zamiaru skakać po całym pomieszczeniu. Powieki powoli zaczęły mu opadać, a cały ten stan, który zawdzięczał dzięki dziełu V chyba nie mógł być do niczego porównywany. Uczucie, które aktualnie mu towarzyszyło było tak przyjemne, że właściwie nie słuchał młodszego Ślizgona i pewnie co drugie słowo do niego nie docierało. Dopiero po znacznej chwili skierował rozkojarzony wzrok na kumpla i poklepał go po policzku, flegmatycznie kręcąc na boki głową. Westchnąłby dodatkowo, bo to oddałoby teraz jego uczucia, ale zwyczajnie mu się nie chciało. Zamiast tego, jego głowa nieco opadała w dół jakby nie mógł utrzymać jej ciężaru w poziomie. Dobra, może gdzieś tam w podświadomości chciał uciąć sobie drzemkę, ale przecież prowadził tu bardzo ważną konwersację, no halo.
-Dzieciaku...- zaczął, nie zwracając uwagi na to, że V jest od niego zaledwie rok młodszy. To nadal czyniło go dzieciakiem i Nejt miał to na uwadze. Oczywiście już po chwili przerwał, żeby powolnym ruchem ręki sięgnąć po czekoladową żabę i wpakować ją sobie do ust. Kiedy już ją przemielił i przełknął, co pewnie też zabrało trochę czasu, wrócił do rozmowy, choć nieco wybity z rytmu- O czym ja to...? Już wiem... Dzieciaku, nie ważne skąd, równie dobrze mogłaby pochodzić z kosmosu o ile mają tam czarodziejów, bo za mugolami, to nie przepadam. Ale liczy się to co w środku, no wiesz, osobowość, charakter! Nie wygląd... dobra, nie oszukujmy się, wygląd jest ważny, ale osobowość Sheuti, osobowość!- głębokie rozkminy Woodsa były głębokie, okej? A pod wpływem szczęścia znajdującego się w jego organizmie, pewnie były pozbawione sensu, choć Nejt czuł się teraz jak filozof. Ogólnie stwierdzam, że on jest wszechstronnie utalentowany. Nie dość, że mistrzowsko pisze wiersze, to jeszcze nadawałby się na jakiegoś uczonego. Niech mi ktoś powie, że nie! Jego mądre przemyślenia przerwał fakt, że Sheuti przejął opakowanie z resztą cukiereczków, co oczywiście sprawiło, ze na twarzy Nejta pojawiło się czyste oburzenie. Zmarszczył brwi i pewnie V dostał z otwartej dłoni strzała w czoło. Co prawda Woods nie był teraz w stanie toczyć walki o tableteczki, ale co tam! Jak będzie je chciał, to sobie weźmie, całkiem proste- Nie marudź, moje towarzystwo, to skarb!- powiedział pewnie zbytnio entuzjastycznie i był prawie pewny, że przez jego gestykulację łapami, znów przywalił V, tym razem łokciem i zupełnie przypadkowo. Ale jakoś nie zdążył tego zarejestrować i szykował się do dalszej rozmowy. Jak zwykle zaczęło się od najgorszego, czyli od sensu życia. Opowiedział też młodszemu Ślizgonowi o swoim problematycznym związku i w dodatku z każdym szczegółem, więc mógł cieszyć się, że zasnął. Zszedł jeszcze na temat swojego oburzenia względem idiotycznych szlabanów obowiązujących w Hogwarcie i dopiero kiedy chciał potwierdzenia V, że ma rację, zorientował się, że tamten najwidoczniej od dobrych dwudziestu minut ucinał sobie drzemkę. Sam fakt, że głowa pana Charisme pewnie nieco wcześniej zsunęła się z kolan Woods, nie dał mu do myślenia, że prowadzi bezsensowny monolog. Teraz bulwers na jego twarzy był nie do opisania, ale tak się kończyło wyciąganie kumpla w środku nocy z łóżka. Machnął na niego ręką i przeklął coś pod nosem, bo jego historię naprawdę były ciekawe! Właściwie był skłonny nawet odstawić V do dormitorium i grzecznie ułożyć do spania, ale po pierwsze, nie był w najlepszym stanie jeśli chodziło o jakiekolwiek myślenie, więc pewnie pogubiłby się na korytarzach i jeszcze trafił na jakiegoś nauczyciela. A po drugie? Jakoś mu się nie chciało i wizja wylegiwania się na blacie przez całą noc nie była taka zła i jeszcze nie był świadom, jak sam siebie zwyklina rano, kiedy będzie cały połamany. Teraz ewidentnie o tym nie myślał i zsunął się po ścianie, powodując, że leżał na mało wygodnym stole z wzrokiem utkwionym w jednym punkcie na suficie, który wydawał mu się niezmiernie pasjonujący. Oczywiście był wykręcony pod niemożliwymi kątami, bo przecież wystarczyło, żeby nieco przesunął nogę, a młodszy Ślizgon wylądowałby na ziemi, a jakoś nie uśmiechało mu się paradować w takim stanie do skrzydła szpitalnego, z poturbowanym kumplem.
Jednym z wielu plusów działania cukiereczków, tworzonych przez pana Charisme było to, że Nate potrafił siedzieć, a w tym przypadku leżeć i po prostu się zrelaksować, a przy tym nie przejmować całym otaczającym go światem. Czy to nie cud? Więc ciężko stwierdzić ile czasu minęło, odkąd to padł na blat, uważając sufit za pasjonujący, ważne jest to, że pewnie jeszcze by tak trochę poleżał i w końcu zasnął. Ale nie było mu najwyraźniej dane i karma za wyciągnięcie V z łóżka, zaczynała do niego wracać. Leniwie podniósł głowę dopiero kiedy zauważył ruch. Łeb szybko opadł mu na ławkę i ze spokojem wymalowanym na twarzy stwierdził, że nie ma się czym przejmować. Tak, sam był pod wpływem szczęśliwych cukiereczków, tak samo jak jego przyjaciel, który aktualnie zdolny do wszystkiego, własnie się obudził. Ale co tam, czym niby Nejt miałby się przejmować? Jego wpatrywanie się w sufit, a raczej w niewielkie palmy na nim, które zauważył dopiero teraz, przerwał młodszy Ślizgon. Szedł w jego kierunku na czworaka i zanim Woods zdążył się odezwał, dłonie V znalazły się blisko jego barków, a jedno z kolan obok biodra przez co Nath wydał z siebie jakiś niezadowolony pomruk, świadczący o tym, że wcale mu się nie podoba to nieuruchomienie. Nie ogar wymalowany na jego twarzy i zmarszczone brwi, najwyraźniej były znakiem tego, że Nathaniel zupełnie nie wiedział co się dzieje i każdy fakt docierał do niego po jakiejś chwili i zmuszał jego mózg, żeby się wysilił, a w tym momencie to chyba było niemożliwe. Ręka Woodsa wylądowała na biodrze tamtego, mając na celu lekkie podtrzymywanie go, gdyby tak postanowił spaść i się poobijać. Nagły ruch za jego głową oderwał Nate'a od wpatrywania się w kumpla, który był blisko i choć mógł się wydawać, że zbyt blisko, Woods jakoś nie narzekał. Odchylił lekko głowę do tyłu, żeby sprawdzić co się wydarzyło i właśnie wtedy dostrzegł różdżkę, która Sheuti trzymał w ręce, ale to nie było dla niego ważne, aktualnie wpatrywał się w żaby, na których normalnie można byłoby jeździć... znaczy Woods na pewno znalazłby sposób, żeby to zrobić. Do rzeczywistości przywróciłby go ciepłe dłonie, które spoczywały na jego policzkach i zbliżający się do jego twarzy V. A Nejt? Nadal ze spokojem wymalowanym na twarzy się w niego wpatrywał i choć żaby skutecznie sprawiły, że się zaśmiał, teraz mógł zostać zamordowany, bo kto wie co lunatykującemu człowiekowi przychodzi do głowy.
-Nie wytrzasnę ci nagle Ruskiej wódki- stwierdził rozważając wszelkie możliwości. Bo rozmowy naćpanego Woodsa i lunatykującego, również naćpanego V teraz mogły być naprawdę na wysokim poziomie. Sheuti po chwili z niego zlazł, a Nejt podniósł się do siadu i właśnie wtedy dotarło do niego, że różdżka, którą młodszy Ślizgon trzyma w ręce jest zdecydowanie podobna do tej jego i nie, nie wpadł na to czyją własnością ten kawałek patyka jest. Powoli zszedł z blatu i przeciągnął się, międzyczasie obserwując poczynania tamtego chłopaczka, który ni z tego, ni z owego stwierdził, że rozebranie się będzie dobrym pomysłem. Teraz? Twarzy Natha była istną mieszanką. Po pierwsze, chciał wybuchnąć śmiechem, a teraz wszystko śmieszyło go jeszcze bardziej. Po drugie, zaskoczenie? No dobra, ludzie często się przed nim rozbierali, ale przeważnie nie lunatykując. A i właśnie, po trzecie, dotarło do niego co właśnie się działo z jego kumplem, a przynajmniej mógł zacząć się domyślać. Przyłożył sobie dłoń do policzka z rozbawieniem kręcąc głową. Odpowiedzialny Nejt proszę państwa, zamiast interweniować, ten stoi i powstrzymuje się od płakania ze śmiechu.
-Sheuti, jest środek nocy, jesteśmy w Hogwarcie, daleko od Rosji, DALEKO- oznajmił, mając nadzieję, że dotrą do niego słowa Nejta. Oczywiście sam był rozproszony ręką młodszego, która nagle, nie wiadomo skąd znalazła się na jego nodze. Starał się zachować pełen profesjonalizm mimo niesprzyjających warunków. Ale najwyraźniej chłopak nie zamierzał się na nich skupiać i nadal machał różdżką w każdą stronę świata, co najwidoczniej temu magicznemu patykowi się nie spodobało, bo z końca różdżki wystrzeliły niewielkie iskry i jak na złość, spotkały się ze wcześniej ściągniętymi spodniami V. Oczywiście dopiero po chwili do Woodsa dotarło to, że odzież się zapaliła i nieco chwiejnym krokiem ruszył w stronę młodszego Ślizgona- Panie podpalaczu Hogwartu, daj mi to, stój tu i postaraj się nie zabić przy okazji- wymamrotał pod nosem, odbierając swoją własność z jego ręki, orientując się, że to rzeczywiście jego kawałek patyka, co okazało się niezłym zaskoczeniem i odwróciło jego uwagę od palącego się obiektu- Duro- bo jasne, po co rzucać zaklęcie, które ugasiłoby mały pożar, skoro można zamienić palące się spodnie w kamień? Nie kwestionujmy jednak wielkiego umysłu Nejta i po prostu zgódźmy się z jego poczynaniami. Kiedy już w miarę ogarnął sytuację, rozejrzał się po pomieszczeniu i nie powstrzymał śmiechu. Wielkie czekoladowe żaby skakały po podłodze, V stał w samym podkoszulku Nathaniela i wyglądał jakby był zdolny do wszystkiego, wielka skała pięknie zdobiła salę i dochodził do tego uśmiechnięty Woods. Cała sytuacja była pod kontrolą!
-Technicznie rzecz biorąc naprawdę jestem ciekaw do czego jesteś zdolny. Ale z drugiej strony nieco się obawiam, więc czekaj- powiedział bardziej do siebie, niż do niego, bo zupełnie nie rozumiał jak działali lunatykujący ludzie. Czy w ogóle byli w stanie zarejestrować co się do nich mówiło? Nejt wyminął kumpla i rzucając to samo zaklęcie, które zostało wypowiedziane by w naczyniach pojawiły się żaby, podszedł do jednego ze stolików. Naprawdę ciężko było mu tak chodzić z miejsca, do miejsca i jeszcze myśleć. Najchętniej by się teraz położył na środku sali i zasnął, o! Ale nie było mu dane i jak mówiłam, to wina karmy. Na szczęście zaklęcia nie wypadły mu z głowy i lizaków pojawiło się więcej niż by tego chciał, ale co tam. Chwycił jednego i wrócił do V, wciskając mu przy okazji słodycz do ust. Westchnął jeszcze niezadowolony, choć wyraźnie rozbawiony tym wszystkim.
-Alkoholu nie dostaniesz. Ty nawet nie przepadasz za piciem! A poza tym byłbyś jeszcze bardziej nieobliczalny- oznajmił jak gdyby rozmawiał z człowiekiem, który jest świadom swoich czynów. Cóż, teraz mógł się martwić, czy jego słowa w ogóle dotrą do młodszego Ślizgona, a jeśli tak się stanie, to czy go to nie zbulwersuje? Bo serio, Nath nie miał bladego pojęcia, czy Sheuti właściwie lunatykuje i jak to działa. Przynajmniej wyciągnie z tego lekcje i przed następnym spotkaniem przeczyta coś o stanie, w którym Charisme się właśnie znajdował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Kray

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyWto Lis 01 2016, 19:17;

Dawno tu nie był, zazwyczaj tu nie jadał bo wystarczająco dużo jedzenia znajdowało się w Wielkiej Sali. Jednak przyjście tutaj świadczyło o tym że albo się nie najadł, albo zapomniał zjeść. A tak konkretniej to chodziło o tą drugą opcję, dziś trenował na boisku ganianie za zniczem jako szukający. Powoli wychodziło mu to coraz lepiej, ale złapać taką cholerę jak znicz było niezwykle ciężko. Ani tego nie widać, ani nie wiadomo gdzie poleci. Oczywiście na meczu trzeba dodać do tego kilkadziesiąt osób na boisku, harmider oraz świadomość że można dostać na przykład tłuczkiem przez łeb i runąć kilkadziesiąt metrów w dół.
Wracając do jedzenia, zabrał ze stolika puchar i usiadł na jednej z kanap rozkładając się na niej wygodnie. Sięgnął po różdżkę i wypowiedział zaklęcie, nie minęła chwila, a w pucharze znalazły się.. żelki. Nie takie zwykłe, a te najbardziej soczyste i najtwardsze czyli takie jakie lubił. W spokoju zajadał się nimi, nie spodziewał się tutaj nikogo konkretnego. W końcu niewiele osób zagłębia się do lochów po obiedzie. Lucas lubił tu przesiadywać, miał ciszę, spokój i nikt mu nie truł tyłka. Co najważniejsze, nie było tu chińczyków, cholernych skośnookich istot które usiłowały mu zniszczyć wolny czas swoją obecnością, nie dziś moi drodzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyWto Lis 01 2016, 19:36;

Czy była głodna? Nie. Czy jej się nudziło? Również nie, chociaż to by było jednym z dwóch wyjaśnień, dla których się tu pojawiła. Tym drugim, prawdziwym, były jej hedonistyczne skłonności i dogadzanie sobie. Po co miała sobie odmawiać przyjemności, skoro świat potem był piękniejszy  i lepszy? Filozofia Padme była niezwykle prosta, a dziwiła się okropnie ludziom, którzy liczyli sobie kalorie i każdy kęs przełykali z trudem. Jedzenie poza funkcją oczywistą, miało też cieszyć i sprawiać przyjemność a nie ból, wyrzuty sumienia czy inne bliżej nieokreślone uczucie i ona miała tego pełną świadomość. Być może dlatego ludzie niejednokrotnie brali ją za wariatkę, kiedy o tym opowiadała.
Weszła do sali wyprostowana na tyle, na ile pozwalało jej sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, po czym podeszła do jednego ze stolików. Machnęła różdżką, powiedziała zaklęcie, po którym na talerzyku pojawiła się jedna z jej ulubionych przekąsek. To znaczy, Padme lubiła śmiałe połączenia świeżych składników, oblanych grubą warstwą tradycyjnego lukru - jednym z najlepszych połączeń było połączenie gruszki i korzennej herbaty, w komplecie okrytej kremem waniliowo-imbirowym i nic więc dziwnego nie było w tym, że właśnie takie ciasteczka znalazły się na talerzyku. Dopiero potem podeszła do Lucasa, którego zauważyła po dłuższej chwili.
- Ciasteczko? - podsunęła chłopakowi pod nos talerzyk uśmiechając się na powitanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Kray

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyWto Lis 01 2016, 20:19;

Szczerze mówiąc nie miał ochoty się kłócić dziś z nikim, dlatego też kiedy tylko ujrzał w oddali Padme przemilczał jej obecność. Siedział w ciszy pałaszując swoje żelki, niby cały puchar żelków, a skończyły się w mgnieniu oka. Miał zamiar rzucić jeszcze jedno zaklęcie by sobie wyczarować ich więcej, ale dziewczyna zaczęła powoli iść w jego stronę. Podparł się dłonią i tylko patrzył w jaki sposób się poruszała, jaką miała mimikę twarzy oraz co trzymała w dłoniach.
- Znamy się? - Rzucił sucho na start, krukoni potrafili być dziwni. Jednak nie wyczuwał w dziewczynie niczego co by mu póki co przeszkadzało, poczęstowała go nawet ciastkiem. Jak tu odmówić? Sięgnął po jedno i podziękował skinieniem głowy, dodał. - Dziękuję.. może nie usłyszysz tego od Ślizgona, ale było to dosyć szczere. Nie mam nic do osób które nie przeszkadzają mi, poza tym.. Lucas. A jak brzmi twoje imię, bo wątpię by to było "Ciasteczko". - Uśmiechnął się krótko zainteresowany dziewczyną. Obrócił ciastko w dłoniach i ugryzł kawałek, odłożył puchar na stolik obok i przy pomocy różdżki rozjaśnił nieco pomieszczenie zapalając te świece, które zdążyły zgasnąć. - Nie krępuj się, siadaj. - Wskazał na miejsce obok siebie i odkaszlnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyWto Lis 01 2016, 20:37;

Słysząc ton głosu jakim ją "powitał" wywróciła młynka oczami a przez jej głowę przemknęło krótkie: pewnie Ślizgon. I wtedy też nawet chciała odwrócić się na pięcie, przeprosić, że żyje i że śmiała mu przeszkodzić, a na koniec wrócić do dormitorium by móc w spokoju obeżreć się swoimi ciasteczkami, gdy chłopak zreflektował się i podjął dalszą rozmowę. Ba! Okazało się nawet, że trafiła z domem, do którego przynależał, co spowodowało, że uśmiechnęła się triumfalnie. Szybko jednak wróciła do swojej codziennej, przyjaznej miny wręcz przyklejonej do jej porcelanowej buźki.
- Padme. Albo Panda, zależy jak wolisz - odpowiedziała, nie chcąc odnosić się do całości wypowiedzi. Ludzie z natury byli dziwni i nieprzewidywalni, choć nie do końca to było domeną Krukonów, a w ostatnim czasie najwidoczniej i Ślizgoni zaczęli więcej mówić, niż dotychczas. Akurat chwyciła w dłoń jedno z ciastek, kiedy chłopak zaproponował jej, by usiadła obok.
- Po co? Żebyś mnie pogryzł? Dzięki Luca, chyba postoję... - odparła z przekąsem a jednak po chili usiadła. Po turecku, kładąc na stoliku talerzyk. Zerknęła również z czystej ciekawości w pucharek Ślizgona, czując, że i zaraz on będzie musiał wysłuchać "filozofii jedzenia według Padme".
- Ze wszystkich smaków, które mógłbyś tutaj mieć, wybrałeś żelki? Chyba nie masz wybrednego podniebienia - ogłosiła werdykt, przenosząc spojrzenie złotawych tęczówek na twarz towarzysza. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Kray

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyCzw Lis 03 2016, 01:11;

- Padme, Panda.. hm.. to Panda wzięło się od czegoś moja droga? - Odkaszlnął cicho i wyciągnął po chwili paczkę fajek z kieszeni kurtki, wyciągnął ze środka jedną sztukę. Były to konkretnie pufki, a smak który mu się trafił to sernik. Sięgnął po zapalniczkę, tą miał w kieszeni spodni. Odpalił po krótkiej chwili fajkę, a zapalniczkę schował na swoje miejsce. Zerknął na dziewczynę i wypuścił dym nosem mówiąc. - Nie przejmuj się, nie zaszkodzi Ci to jakoś bardzo. Są to pufki, nie śmierdzą jak normalne papierosy i nie trują tak bardzo więc.. nie musisz na mnie krzyczeć tak jak to większość robi, uprzedzam tylko bo chcę skończyć tą fajkę nim przyjdzie jakiś nauczyciel. Akurat Ci są najbardziej przewrażliwieni na tym punkcie. - Zaśmiał się tylko kręcąc głową i zaciągnął się od czasu do czasu.
- A jednak usiadłaś. - Skomentował z przekąsem i przegryzł "dymek" paroma żelkami. - Wybrałem żelki których nie da się kupić normalnie, są to te które można dostać tylko w Noc duchów i jest ich często niewiele. Są twarde, ale za to soczyste i wydają się jakby były lodowe, a takie właśnie lubię. A skoro tutaj mam możliwość wyczarowania ich, to korzystam póki mogę.. Pando. - Puścił jej oczko i zgasił końcówkę o podeszwę buta, natomiast końcówkę spalił w dłoniach przy pomocy zaklęcia, ogień był błękitny więc na spokojnie pozwolił bibułce zamienić się w pył. I tyle było po tym problemie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyCzw Lis 03 2016, 09:10;

Nim zdążyła odpowiedzieć, zjadła swoje ciasteczko do końca a potem przyglądała się zdziwiona jak chłopak wyjmuje papierosa, robi jej wykład na ten temat, by ostatecznie go spalić w tempie ekspresowym. Ona poczęstowała go ciastkiem a on jej nie poczęstował papierosem? Musiała to sobie zapamiętać na przyszłość, natomiast na jego zachowanie miała trzy wyjaśnienia, które przedstawiła szybciej, niż zdążyła wyjaśnić czemu właściwie przedstawiła się jako "Panda".
- Powinnam się teraz pogniewać, Luca. Dałam ci ciastko, a ty mi nie zaproponowałeś papierosa? Ależ to życie jest niesprawiedliwe... nie dzielę się swoim jedzeniem byle kim - westchnęła ciężko, opierając się plecami o stół. Nie było jej zbyt wygodnie, jednak nie planowała narzekać. - Albo Ślizgoni są aż takimi samolubami i tak bronią swoich cennych papierosków albo utarło się, że Krukoni są tacy be i fuj wobec używek... no to muszę cię chyba rozczarować - bo i Panda paliła, okazjonalnie co prawda. Ale jeśli wliczyć w to, co pali, to pewnie biła go na głowę; w związku z tym, że w połowie była mugolem znała mugolskie używki, a co za tym szło znała zakazane w mugolskim świecie ziółka, które od czasu do czasu sobie popalała. Dlatego tyle jadła momentami.
Kończąc kwestię palenia, wróciła go swojego imienia.
- Nie wiem, od imienia zapewne. Może dlatego, że te dwa wyrazy różnią się tylko jedną literą... nie myślałam o tym - wzruszając wątłymi ramionami sama zaczęła zastanawiać się czemu nagle do "Padma" pasuje "Panda". Anagram to to raczej nie był a z drugiej strony nie miała nic przeciwko temu przezwisku. W jej mniemaniu pandy były uroczymi zwierzakami, którym ktoś po prostu zabrał i kolor i sprawność. Kolejne ciastko z talerza Naberrie zjadła trochę wolniej, przy okazji słuchając wywodu na temat żelek.
- Najwidoczniej jeszcze nie spisałam cię na straty - uśmiechnęła się wesoło, jakby właśnie powiedziała najlepszy komplement życia. Może chciała zjeść ciastka w towarzystwie? A może po prostu chciała sprawdzić co Lucas powie na temat połączenia smaków, które były w nim zawarte? Poniekąd wszystko na raz się zgadzało, jednak teraz bardziej zaciekawiła ją kwestia przeklętych żelków.
- Możesz je wyczarować w tej sali w każdym momencie roku z tego co mi wiadomo... a wybrałeś sobie akurat noc duchów. Bardzo oryginalnie, Luca - nie mogła się dzisiaj powstrzymać od złośliwych komentarzy, ale z jej perspektywy wcale nie mówiła nic złego! Czasami też nie rozumiała dlaczego ludzie się gniewali na jej słowa. Przecież była tylko Pandą. - Widzisz, skoro nie pamiętasz o nich w inny dzień roku to najwidoczniej nie są aż tak godne uwagi. Ja rozumiem, atmosfera, klimat i te sprawy... to nie zmienia faktu, że nie wygląda mi to na twoją ulubioną przekąskę - z uporem maniaka drążyła temat, tym razem w ogóle nie patrząc na chłopaka. To co mówiła było dla niej porównywalne z mówieniem o pogodzie, rozumiała więc, że Ślizgon najpierw musi otrząsnąć się z szoku wywołanego tym, na jaką wariatkę dane mu było wpaść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Kray

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyPią Lis 04 2016, 01:19;

Nawet nie wpadł na to że taka osoba jak Padme może palić papierosy, nie oceniaj książki po okładce jak to Ci wpaja Oriane od paru dobrych miesięcy. Wyciągnął z powrotem papierosy, wystawił paczkę ku niej oraz zapalniczkę. Nic więcej nie powiedział, tylko kiwnął głową by się śmiało częstowała. Skoro już wspomniała o tym że nie poczęstował jej, to przecież nie będzie przepraszał. - Krukoni raczej nie posiadają zbyt wielkiego pojęcia na temat fajek, używek oraz alkoholu mimo studenckiego wieku. Dlatego skreśliłem Cię od razu na straty, wyglądasz raczej na bezbronnego kociaka niż na drapieżną panterę. - Wzruszył ramionami bezradnie.
- Może i mogę jeść je na co dzień, ale Pando. Czy wtedy byłyby takie wyjątkowe? Dziś jest noc duchów, do niej niewiele czasu. Jeżeli bym jadł te żelki każdego dnia, znudziłyby mi się. Mam taką swoją świadomość że zjem je właśnie tego dnia, a to że nie muszę czekać to po prostu udogodnienie. - Powiedział obojętnie i po wszystkim odstawił puchar obok siebie, sięgnął po kolejny i wypełnił go mrożoną herbatą. Uśmiechnął się krótko i upił sporego łyka dodając. - A czemu akurat te ciastka? Moją przekąską codzienną często jest kawa i ewentualne ciastko jeżeli jakieś zostało w domu. Nie jestem jakoś wybredny jeżeli chodzi o jedzenie. - To prawda, mógł zjeść praktycznie wszystko i stał na wadze w tym samym miejscu. Na dodatek pochłaniał na obiad sporą ilość jedzenia, bo na śniadanie często nie ma czasu. Oriane, wstaje zawsze przed nim godzinę. A on? Dziesięć minut przed wyjściem by się umyć, ubrać i wypić chłodnawą kawkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyPią Lis 04 2016, 08:41;

Tak właśnie wyglądało stwarzanie pozorów. Bezbronne dziewczę - lub jak to ujął Lucas: bezbronny kociak - wypiekające ciastka i żyjące w swoim własnym świecie było na tyle niewinne, że jako pierwszą uwolniliby ją od jakichkolwiek podejrzeń. Zabiła człowieka? Czym? Wałkiem do ciasta? Upiekła ciastka z wstawką? E tam, pewnie przez pomyłkę. Dlatego Padma lubiła swój wygląd. Uśmiechnęła się firmowym uśmiechem numer sześć do chłopaka, biorąc papierosa, którego wsunęła sobie za ucho.
- Przyda mi się na później - obwieściła, znowu zmieniając pozycję na krzesełku. - A widzisz, nie oceniaj książki po okładce. Czasami i my mamy bardzo dużo za uszami - chcąc uświadomić mu, że Hogwart w ostatnim czasie przeszedł rewolucję, niekoniecznie na dobre, szukała odpowiedniego przykładu. Ale nic nie przychodziło jej do głowy. Może jedno z jej zainteresowań, o których wiedzą może dwie osoby? Ryzykowne, ale dobrze pokazywało o co jej chodzi.
- Na przykład znam takie osoby, które mimo niebieskich szat interesują się czarną magią - kontrolnie przesunęła spojrzeniem po twarzy Ślizgona, zainteresowana jego zdaniem na ten temat. Wszak student z innego domu, niż Slytherin, interesujący się tymi rzeczami z marszu stawał się podejrzany.
Dlaczego akurat te ciastka?
Padma zerknęła na talerzyk, na którym zostały dwa ciastka dostając nagłego olśnienia. Przecież dalej nie wyraził swojej opinii w kwestii ich smaku!
- Bo je bardzo lubię i akurat nie mogę sobie ich wypiec w cukierni a nie mam ochoty czekać. Poza tym mam skłonności czysto hedonistyczne, czyli krótko mówiąc uznaję przyjemność, rozkosz i takie tam za złoty środek na dobre życie - odpowiedziała niemal flegmatycznie, chociaż w jej oczach dało się dostrzec małe iskierki, gdy mówiła o hedonizmie i ciastkach. Padma idąc w ślady chłopaka wyczarowała sobie karmelowe latte z piankami, bo to była jej pierwsza myśl, kiedy wspomniał o kawie. A ona kochała kawę i wręcz była od niej uzależniona.
- Nie powiedziałeś mi co sądzisz o ich smaku - powiedziała w końcu, spoglądając na pianki znajdujące się na powierzchni wysokiej szklanki. Czasami była zdziwiona, że nie wymiotuje na tak dziwne połączenia produktów. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Kray

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyNie Lis 06 2016, 02:28;

Fakt, faktem ostatnią osóbką którą by posądził o cokolwiek byłaby właśnie Padme. Bezbronna istotka w tym wielkim świecie, przynajmniej takie miał o niej mniemanie. Uśmiechnął się tylko na wzmiankę o papierosie i przytaknął głową kręcąc głową na boki. Szczerze mówiąc bardzo ciekaw był jaki smak trafiła Padme, może zapali przy nim fajkę i dowie się w późniejszym czasie.
Nagle zmienił wyraz twarzy na bardziej skupiony, spojrzał na dziewczynę i na wzmiankę o "czarnej magii" u niebieskich od razu go coś zaciekawiło. Wyprostował się i odchrząknął wpatrując się jej w oczy. Zapytał dosyć spokojnie, ciepłym i naturalnym głosem jak gdyby nigdy nic. - Pando, jestem ciekaw o czym mówisz. Niebiescy z czarną magią? Nie gadaj głupot, kto niby używa czarnej magii? Pochwal się skoro już o takich rzeczach mówisz. - Chciał wpuścić ją w pułapkę, skoro miała być taka niewinna to może i opowie coś więcej o tych tematach.
Co Lucas właściwie sądził o tych ciastkach.. były dobre, ale może warto pograć trochę przed Krukonką by mu nieco zaufała. - Cudowne Pando, mają jakąś konkretną nazwę i wiesz gdzie można je dostać tak na co dzień? Może bym kupował je przed przyjściem do Hogwartu, coś w formie śniadania, sama kawa może się szybko znudzić jeżeli wiesz o czym mówię. - Zaśmiał się i upił kolejnego łyka napoju z pucharu, przyjemny chłód ogarniał jego ciało w mgnieniu oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Zakrzewski

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 564
  Liczba postów : 730
https://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
https://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
https://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
https://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyNie Lis 06 2016, 13:07;

Ją z kolei zaniepokoiła nagła ciekawość chłopaka. Panda miała czasami za długi język, przez który potem miała więcej kłopotów, niż powinna, dlatego teraz machnęła ręką.
- Luca, nie powiedziałam, że ktoś jej używa. Zainteresowanie a używanie to dwie różne rzeczy, nie przekręcaj proszę moich słów - zwróciła uwagę na ten drobiazg, ale jakże kurna ważny drobiazg w tej sytuacji. Za zainteresowanie już nie palili na stosie, za używanie jednak dalej można było mieć dużo problemów. Uśmiechnęła się wesoło, usilnie chcąc zmienić temat. Przy tamtym nie czuła się najlepiej, chociaż sama go przywołała i wiedziała, że Ślizgon tak łatwo nie odpuści.
- Sama je wymyśliłam - powiedziała ze śmiertelną powagą. - Jeśli moja urocza właścicielka cukierni się zgodzi to może będą gościć w cukierni  - dodała, chociaż wiedziała, że z tym może być różnie. Cukiernia od dawna miała swoje konkretne przysmaki niosące jej sławę, jednak odkąd Padma zaczęła tam pracować biedna kobiecina miała z nią sporo przejść. Ale chyba się lubiły.
- Ewentualnie tutaj je wyczarujesz - zauważyła, wciskając łyżeczką pianki do środka swojej kawy. W końcu napiła się jej, wyraźnie uradowana smakiem kofeiny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Kray

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray
Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 EmptyWto Lis 08 2016, 12:10;

- Dobra, dobra. Może i przekręciłem nieco twoje słowa, ale nadal oczekuję odpowiedzi Pando. Kto interesuje się czarną magią pośród krukonów? To nic szczególnego, pytam bo może znajdę z nimi wspólny język, a porozumienie między naszymi domami to coś nowego jeżeli wiesz w czym rzecz. - Posłał jej krótki uśmieszek, a następnie przysunął się bliżej jakby oczekiwał odpowiedzi w najbliższym, a także najkrótszym  czasie.
- Wiesz, to co innego przyjść tutaj i wyczarować sobie ciacho, a co innego przyjść do cukierni j zakupić jeszcze ciepłe o poranku. Jeżeli miałbym wybierać gdzie chcę spędzić poranek, to byłaby to cukkernia, bo Hogwartu już nie trawię. Swoją drogą Padme, gdzie pracujesz bo jestem ciekaw. Z twoich słów wyłapałem że jest to cukiernia, ale jaka? - Ziewnął cicho i dokończył to co było w pucharze, najedzony, napojony.. czego tu chcieć więcej. No może jednego, kobiety swojego życia. Dziś miała zajęcia z profesorem, niekiedy potrafiła po nich przyjść nieco zdenerwowana więc może i lepiej że nie ma go teraz w domu bo znów by dostał za nic, a przecież nie o to chodzi.. znaczy fakt, nauczyciele potrafili denerwować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Sala Łasuchów - Page 3 QzgSDG8








Sala Łasuchów - Page 3 Empty


PisanieSala Łasuchów - Page 3 Empty Re: Sala Łasuchów  Sala Łasuchów - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Sala Łasuchów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Sala Łasuchów - Page 3 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
-