Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Opuszczona Kuźnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 29
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Teleportacja
Galeony : 29
  Liczba postów : 569
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyPon Mar 28 2011, 13:22;

First topic message reminder :



Kuźnia znajduje się pośród ruin opuszczonej osady, ukrytej pośród okolicznych wzgórz porośniętych gęstym lasem. Ciężko tu trafić, a na nieostrożnego wędrowca czeka wiele pułapek, jak nagłe spadki terenu i liczne rozpadliny ukryte wśród chaszczy. Czasem wiatr, przelatując przez szczeliny w kamieniach, zdaje się szeptać i jęczeć. Nieopodal płynie strumień, a na prawo od niego stoją resztki domu kowala, gdzie pomiędzy głazami i przegniłymi belkami, znaleźć można porozrzucane przybory kowalskie. Zarówno piec, kowadło jak i narzędzia wciąż nadają się do użytku, dzięki czarom, którymi obłożył je poprzedni właściciel.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.




Ostatnio zmieniony przez Nataniel Kruk dnia Pon Mar 28 2011, 14:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31789
  Liczba postów : 85165
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyCzw Maj 09 2019, 23:00;

Podsumowanie I tury

Z uwagi na brak odpowiedzi w terminie @Nessa M. Lanceley przegrywa tę rundę.

Nessa 0:1 Lys

Pozostałe przerzuty:
Nessa: 12
Lysander: 13

Rozpoczyna @Lysander S. Zakrzewski

______________________

Opuszczona Kuźnia - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lysander S. Zakrzewski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 197
C. szczególne : Atletyczna budowa, veela vibe
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
Galeony : 2320
  Liczba postów : 1657
https://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
https://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
https://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
https://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyPią Maj 10 2019, 20:38;

Pierwszy atak ze strony mojej przeciwniczki (a przynajmniej tak sądziłem widząc jej figurę) był wyjątkowo nieudany, dlatego wygranie rundy okazało się wybitnie łatwe. Nie zamierzałem jednak spoczywać na laurach - to nie były eliminacje, ale kolejny etap walki, dlatego wiedziałam, że kobieta ma już za sobą jednego pokonanego przeciwnika, więc może jeszcze mocno mnie zaskoczyć. Nie wahając się rzuciłem niewerbalnie swoje autorskie zaklęcie czyli Convulsio. Nie chciałem sięgać do czarnej magii, zależało mi jednak na czymś trochę mocniejszym.

Pojedynek (II)
Zaklecie: Convulsio
Atak: 2>5, 4, 2>6
Koncentracja: -
czy odnosi skutek?: TAK
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31789
  Liczba postów : 85165
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyPią Maj 17 2019, 01:08;

Zaklęcie rzucone przez Lysandra dopadło przeciwniczkę szybciej niż ta zdążyła unieść różdżkę. Jeżeli w ogóle zależało jej na wygranej, powinna była szybko się obudzić i wziąć w garść. W innym wypadku powinna się cieszyć, że mieli maski, bo bez niech chyba nie możliwym byłoby wyjść z tego pojedynku z twarzą. Sekundant szybko ją odczarował i nawet odczekał chwilę, chcąc być pewnym, że się zebrała, ale trudno to było ocenić z uwagi na maskę. Ostatecznie nie mógł zwlekać zbyt długo, ani cackać z uczestnikami, więc dał jej znak, by atakowała.

----------------------------------------------------------------
Z uwagi na brak reakcji, Nessa przegrywa rundę.

Lys 2:1 Nessa

Pozostałe przerzuty
Lys: 11
Nessa: 12

Zaczyna @Nessa M. Lanceley.

______________________

Opuszczona Kuźnia - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31789
  Liczba postów : 85165
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyPią Maj 24 2019, 00:36;

Z UWAGI NA BRAK REAKCJI PRZECIWNIKA, POJEDYNEK ZWYCIĘŻA @Lysander S. Zakrzewski.

Informacje o finałowej rozgrywce wkrótce.

______________________

Opuszczona Kuźnia - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 520
  Liczba postów : 270
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptySob Maj 22 2021, 22:09;

Kostka:5

Nic tak nie poprawiało humoru Aste, jak przestrzeń. W pięknej powłoce wciąż kryła się dzika i wolna dziewczyna, wychowana w Norweskiej wsi i przyzwyczajona do małych domków, a kamiennych murów. Wciąż nie lubiła miast, wysokich budynków, zamków. Hogwartu.
Przywykła do samotności, a długie spacery w dni wolne od zajęć weszły jej w nawyk na tyle, że w plecak wrzucała wodę, przekąskę i coś ze swojego ekwipunku, ruszając na podbój tutejszych lasów, czasem zakradając się nawet do zakazanej części.
I tak właśnie trafiła do opuszczonej kuźni nieopodal wioski, na której widok ją zamurowało. Przetarła oczy, niedbale poprawiając przy okazji koszulkę z nadrukiem, którą miała na sobie i omiotła spojrzeniem podniszczony budynek, przygryzając dolną wargę w ekscytacji. Od razu poczuła ciężar w plecaku! Kucnęła, wyjmując niewielkie ostrze pokryte runami, które przywiozła z domu i które zdecydowanie wymagało naostrzenia. Zacisnęła palce na rękojeści, przyglądając mu się chwilę w zamyśleniu, dostrzegając swoje odbicie. A gdyby tak.. Musiała być sprawna, skoro nadal tu stała! Podniosła wzrok na ziemię, próbując dostrzec jakieś ślady czyjeś obecności dookoła, ale poza wyjącym pomiędzy kamykami ścian wiatrem, nie było tu nic ani nikogo. Szum, szelest i duchy nie były czymś, czego by się bała. Przesunęła palcami po pniu drzewa, wstając i wolno ruszając w stronę kuźni, cały czas wykorzystując swoje zmysły. Te były znacznie lepsze, niż jej tragiczny talent magiczny — raczej jego brak. Nic się nie stanie, jeśli trafi na żywego przeciwnika lub zwierzę, gorzej będzie z dementorem lub czymś, co wymaga interwencji różdżki. Miała ją przy sobie, ale mając do wyboru tkwiące w ręku ostrze i złożoność ternu, a także własną siłę, wybrałaby z pewnością ten sposób ewentualnej konfrontacji.
Weszła do izby, czując skrzypiące pod butami dechy, zapach kurzu uderzył w nozdrza. Wszystko było porzucone, jednak kowadło, piec, a przede wszystkim ostrzałka - wyglądały na wciąż sprawne!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptySob Maj 22 2021, 22:55;

Kostka: 5

Musiał w końcu przed sobą przyznać, że mimo tego, co wmawiał sobie i innym zaczynał się dusić. I to porządnie. Mury zamku wydawały się przytłaczające i choć próbował zagłuszyć to uczucie znajdując sobie wiecznie jakieś zajęcie, to dziwne poczucie klaustrofobii tylko się nasilało. Nie tylko ze względu na tkwienie w jednym miejscu, ale przede wszystkim ze względu na powracające powoli wspomnienia, które choć wyjaśniały wiele rzeczy, równie wiele komplikowały i choć był świadom tego, jak bardzo musi być uważny i jak wielu rzeczy mu nie wolno, udał się do Hogsmeade, by nieco uciec od tego wszystkiego, co zawracało mu głowę. Stosując przenudny marszobieg, który był jedną z niewielu aktywności, na jakie mógł sobie czasem pozwolić, przemieszczał się przed siebie próbując choć raz nie rozmyślać o tym, czemu powinien, czy nie powinien stawić czoła, o egzaminach, zadaniach, czy przyszłości. Skupił się na oddechu i kondycji fizycznej, która była ostatnio w opłakanym stanie.
Nie było niczym nowym to, że nie poznawał wielu miejsc, jakie mijał, lecz gdy jego oczom ukazały się ruiny i jakiś stary budynek był prawie pewien, że w tych miejscach raczej nie witał. Zwolnił tempa i ostrożnie zbliżył się do wejścia rudery. Ze zdziwieniem zarejestrował, że nie był tu jedyny. W izbie stała jasnowłosa dziewczyna, której twarz przysłaniał z miejsca w którym stał, półmrok. Stanął w drzwiach wahając się, czy powinien wchodzić do środka. Jakby nie patrzeć, miejsce było dość specyficzne i ciężko było wyczuć, kim dziewczyna była i co tu robiła. Z drugiej jednak strony, wnętrze przyciągało go do siebie. Wyglądało na starą kuźnię i Max chętnie poszperałby w jej zakamarkach, gdyby tylko było mu to dane. Zamiast tego stał w progu wyraźnie bijąc się z myślami nad kolejnym krokiem.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 520
  Liczba postów : 270
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyNie Maj 23 2021, 21:19;


Zapach czegoś, kogoś sprawił, że wstrzymała oddech. Nie była tu sama, chociaż chwilkę wcześniej, Odyn świadkiem, nikt w jej planach wykorzystania porzuconej kuźni nie mógł przeszkadzać. Duch? Zjawa? Rozbójnik? Powinien uciekać, chociaż szczęście w nieszczęściu, miała ze sobą tylko ten nieszczęsny nożyk i własne pięści. Niewiele myśląc, działając instynktownie — obróciła się, rzucając nożykiem, którego ostrze ze świstem przecięło zakurzone powietrze i wbiło się we framugę nieopodal stojącego w progu Maxa, co miała nadzieję, wywołało element zaskoczenia na tyle duży, że bez przeszkód zdołała znaleźć się przy nim. Jedną dłonią złapała jego nadgarstek, nogę wsuwając pomiędzy jego a drugą zaciskając na szyi, uniosła spojrzenie nienaturalnie błękitnych oczu na jego twarz. Unikając jednak spojrzenia w oczy Solberga, przesunęła tylko nosem po skórze na szyi i następnie językiem, wzdychając ciężko ostatecznie. Jakby z niezadowoleniem.
- Człowiek. Z Zamku. - mruknęła jedynie, wzruszając ramionami i cofając się, złapała za rękojeść nożyka. - Nie zakradaj się tak, bo mógłbyś źle skończyć! Też przyszedłeś odkryć skarby tej kuźni? Mają tu naprawdę przyzwoitą ostrzałkę!
Zauważyła z entuzjazmem, obracając bronią w dłoni i cofając się, podeszła do wspomnianego urządzenia, kucając przy nim. Palcem przesunęła po zakurzonej powierzchni, uśmiechając się pod nosem. Takie rzeczy były ponad czasowe, przy górach we wsi też mieli taką starą kuźnię. Wolną dłonią zgarnęła jasne włosy na plecy, rozglądając się dookoła. - Myślisz, że są zabezpieczone durną magią i wybuchną, jak zacznę kręcić, aby ostrze odzyskało dawną siłę?
Odchyliła głowę do tyłu, posyłając mu pytające spojrzenie. Absolutnie nic sobie nie robiła z wydarzeń sprzed dwóch minut, a na jasnych licach na próżno było szukać cienia rumieńca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyNie Maj 23 2021, 23:02;

Stał sobie kulturalnie w progu, nie prowokując, nie wydając nawet żadnego dźwięku poza zwykłym oddychaniem, gdy nagle usłyszał świst, a ostrze przeleciało tuż obok jego głowy. Odruchowo odsunął się lekko w przeciwną stronę, ale faktem było, że zrobił to w ostatniej chwili. Już miał pytać, co kobiecie odjebało, że tak się rzuca na spokojnych ludzi, gdy zdał sobie sprawę, że ta znalazła się tuż przy nim i wąchała jego szyję, by następnie przesunąć po niej językiem. Dopiero później zarejestrował uścisk jej dłoni na swoim nadgarstku i szyi, co niestety przywołało falę dość nieprzyjemnych wspomnień powiązanych z kajdankami, które założyli mu porywacze.
Odetchnął więc z ulgą, gdy dziewczyna odsunęła się od niego. Roztarł machinalnie ręką nadgarstek, który jeszcze przed chwilą zamknięty był w jej uścisku. Przez chwilę miał wrażenie, że znów pojawiły się na nim charakterystyczne otarcia, ale wizja ta szybko zniknęła. Bardziej zaniepokoił go fakt, że jasnowłosa trzymała w ręku rękojeść noża.
-Tak, jestem uczniem z Hogwartu. Nie zrobię Ci krzywdy. - Potwierdził jej pierwsze słowa. -Nie chciałem się zakradać. Po prostu zaskoczyła mnie Twoja obecność tutaj. Nie miałem pojęcia, że to miejsce w ogóle istnieje. - Przyznał, po raz pierwszy odrywając wzrok od twarzy dziewczyny, by ponownie rozejrzeć się po wnętrzu. Czuł się lekko spięty po tym, jak milutko go przywitała, ale miał nadzieję, że była to tylko jednorazowa reakcja obronna i na jego ciele już więcej nie zagoszczą dziś ciarki.
-Myślę, że można spróbować i zobaczyć. - Ni chuja nie znał się na podobnych sprzętach, choć nie sądził, by tkwiła w tym jakaś zajebiście wielka filozofia. -Znasz się na tym? - Zapytał widząc, jak dziewczyna podchodzi do sprzętów i uważnie je ogląda. Sam nawet zaczął żałować, że nie ma ze sobą sztyletu, który mógłby nieco podrasować przy pomocy tego... czegoś.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 520
  Liczba postów : 270
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyWto Maj 25 2021, 23:36;

Reakcja była u niej natychmiastowa. Instynkt, niczym u zwierzęcia, nad którym pół wila zupełnie nie panowała. Pomijając już kwestie wychowania i kultury, odziedziczone przez magiczne stworzenie cechy usposobienia, tylko to wzmagały. Czuła, jak napiął ciało i słyszała, stojąc blisko, jak bije mu serce. Nie był zagrożeniem, nie pachniał, jak kryminalista, właściwie to całkiem słodko. Wyprostowała się więc, odsuwając od niego i oddając mu przestrzeń osobistą, raz jeszcze zlustrowała go wzrokiem bez cienia skrępowania, jakby jej sposób zapoznania się z drugim człowiekiem był jak najbardziej właściwy.
- Prędzej ja bym zrobiła Ci krzywdę, ładne chucherko. - skwitowała z odrobiną rozbawienia, co dało się usłyszeć jej w głosie. Nie było w tym jednak niczego wyniosłego czy złośliwego, ot, tak zwykłe stwierdzenie z odrobiną dumy. Jak na Norweżkę przystało. Rozejrzała się dookoła, podążając w ten sposób za jego kolejnymi słowami. - To jest nas dwoje. Widocznie Loki lub Odyn, zobaczymy, splotki nam nici przeznaczenia. Myślisz, że to źle?
Zapytała jeszcze na odchodne, kierując się w głąb starej, zapomnianej kuźni. Wzbudzała w niej nostalgię, przywoływała myśli o domu i tym samym Astee nie mogła mieć złego humoru. Jakiś uśmiech błąkał się po drobnej, ładnej buzi. Kucnęła przy ostrzałce, badając ją palcami.
- Na tym tak, gorzej z zaklęciami. U nas wciąż się używa takich starych metod do broni. - wyjaśniła mu, zajmując miejsce na niewielkim, nieco spróchniałym stołeczku, wzrokiem szukając drewnianego pedała, który powinien napędzać koło. Nóż ułożyła na swoich udach, mając nadzieję, że uda się jej poprawić jego stan. - A Ty? Nie wyglądasz na woja, prędzej na druida lub alchemika. Możesz sprawdzić to patykiem? No wiesz, czy jest zaczarowane.
Wyjaśniła, zadzierając głowę i patrząc na niego z dołu, ponownie zlustrowała Maxową twarz z ciekawością i zaintrygowaniem. Był dobrym czarodziejem? Cóż, przy niej to chyba każdy mógłby być tak nazwany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptySro Maj 26 2021, 20:48;

Skłamałby mówiąc, że to powitanie nie zdziwiło go ani trochę. Widział nieco nienaturalne, acz zręczne i precyzyjne ruchy dziewczyny, która wydawała się niczym zwierzę korzystać ze zmysłów, by poznawać otoczenia. Przez chwilę pomyślał nawet, że może jest ona wilkołakiem, ale jakoś szybko ten pomysł wydał mu się niedorzeczny. Choć i tak cieszył się, że nie ma akurat pełni, by mógł przekonać się, czy faktycznie ma co do tego rację.
-Wbrew pozorom potrafię zrobić krzywdę. - Roześmiał się lekko, bo faktycznie wyglądał, jakby najmniejszy podmuch powietrza mógł go obecnie złamać. Wiedział jednak, że miał w sobie więcej siły, gdy sytuacja tego wymagała. Buźka tamtego typa w końcu sama się nie połamała, ale Max raczej nie wyobrażał sobie rzucać się z pięściami na dziewczynę i to jeszcze o tak niezwykłej, interesującej urodzie.
-Prędzej Loki. To on uwielbia robić sobie żarty z ludzkiego losu, prawda? - Miał nadzieję, że nie popierdolił tej kwestii. Nie zdziwiłby się, gdyby przy urodzeniu zamiast anioła stróża dostał do opieki właśnie tego nordyckiego boga, który wiecznie stawiał mu kłody pod nogami dla czystej frajdy oglądania jego potknięć. -No cóż... Udało mi się nie zginąć przez pierwsze sekundy, więc chyba nie mam powodu żeby tak uważać. - Zażartował, po czym nieco śmielej wszedł do pomieszczenia tuż za nieznajomą. Zapowiadał się interesujący wieczór w nietuzinkowym towarzystwie.
-U nas? Jesteś z Północy? - Zapytał wyciągając wnioski z jej wtrącenia o Nordyckiej mitologii i dość charakterystycznej urodzie. Niesamowicie jasne włosy i błękitne oczy przypominały chłód północy, jednocześnie nie emanując nim w negatywny sposób.
Sam kompletnie nie znał się na podobnych sprzętach. Był kiedyś na jakimś średniowiecznym festiwalu z rodzinką, ale nawet tego nie pamiętał, więc obecnie czuł się równie zielony w temacie, co dziewczyna w kwestii zaklęć.
-Typowym wojem nie jestem na pewno, ale masz rację, powiedziałbym że bliżej mi do alchemika. Eliksiry są poniekąd moim światem. - Przyznał szczerze, bo nie było wątpliwości, że to właśnie w tym temacie odnajduje się i radzi sobie najlepiej. Nawet teraz, bez pamięci i przeszłości to właśnie eliksiry wchodziły mu najlepiej i wciąż tak samo jarały go jak przed wypadkiem.
-Postaram się, ale nie obiecuję. Marny ze mnie zaklęciarz. - Wyciągnął różdżkę z kieszeni, bo o dziwo miał ją dziś przy sobie, co nie było wcale dla niego takie naturalne. Podszedł do urządzenia i zaczął rzucać kilka zaklęć sprawdzających, by mieć pewność, że dziewczynie nie stanie się krzywda.

Astrid:

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 520
  Liczba postów : 270
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyNie Maj 30 2021, 18:59;

Spodobałby się jej pomysł wilkołaka, zawsze ją fascynowały, chociaż nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy w połączeniu z jej krwią, klątwa by w ogóle zadziałała. Sama przecież w połowie była magicznym stworzeniem. Uznałaby jednak słowa Maxa za komplement, reagując podekscytowaniem.
- Naprawdę? Jesteś całkiem uroczy, mało wojowniczy. Babcia mówiła mi jednak, żeby nie oceniać książek po okładce, bo treść może zaskoczyć. - odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, lustrując go wzrokiem z odrobiną niedowierzania, jednak zaraz uśmiechnęła się pogodnie. Każdy czarodziej z różdżką był w zasadzie niebezpieczny, bo nawet jej siła i refleks na dłuższą metę nie miały szans z poprawnie rzuconym zaklęciem, czego szczerze nienawidziła.
- To prawda, ale wierzę, że Loki wciąż ma w sobie ziarno dobra i czasem jego manipulacje przynoszą coś dobrego. Jest w końcu synem Odyna. Interesujesz się religią mojego domu? - zapytała ciekawa, spotykając się z tym po raz pierwszy. Zwykle wszyscy tu podchodzili do tego lekceważąco, mając ją za idiotkę. Czyżby nie miał kija w dupie i kapelusza? Parsknęła na samą siebie, zażenowana tym, jak jej własny umysł do nakryć głowy modnych w tym kraju się przyczepił. - Możee...
Powtórzyła zadziornie, zaraz wracając wzrokiem do asortymentu starej kuźni, zakurzonego, jednak wciąż pięknego. Z czułością przesuwała palcami po ostrzałce, przypominając sobie starego Bjorna od nich ze wsi, który przygotowywał bronie oraz pancerze na turnieje, retrospekcje oraz letnie rajdy. - Tak. Zwą mnie Astrid, a Ciebie? Ty jesteś Brytyjskim kapelusznikiem?
Uświadomiła sobie, że nie miała pojęcia, jak się do niego zwracać. Oczywiście, mogła wymyślić jakieś przezwisko lub odnieść się do cech jego wyglądu, ale wspomnienie o Lokim i wiedza na jego temat zasługiwały na jakiś szacunek z jej strony. Nie wyglądał w każdym razie, jak mieszkaniec wyspy. Był zbyt orientalny w jej oczach.
- O! Wiesz, że ja też lubię alchemię? Czarodziej ze mnie okropny, ale zwierzęta już tak mają. Nie można mieć wszystkiego. Mam siłe, ładną buzię, to zaklęcia muszą wybuchać!
Zauważyła z rozbawieniem, mając jednocześnie olbrzymie pokłady dystansu do siebie. Kiwnęła głową, cofając się i wciąż obracając młotkiem z naszyjnika pomiędzy palcami, podskoczyła, siadając na blacie zakurzonego stołu. Założyła nogę na nogę, przyglądając mu się z zainteresowaniem. - Nie możesz być tak zły, jak ja. I co? Czujesz ochronę? Gdyby to były tylko runy... To może nie byłoby tak źle, ale czar.. Czary są taaakim utrapieniem!
Westchnęła z niezadowoleniem, wywracając oczyma. Błękitne ślepia wbiły się w poniszczony sufit, dostrzegając pająka na sieci, widocznie obserwującego ich z zaciekawieniem, ale i przerażeniem. Chyba nie lubił gościu. Uśmiechnęła się pod nosem, bo małe zwierze było urocze. Nie chciała też Maxowi przeszkadzać w sprawdzaniu, czy uda się naostrzyć tkwiący na jej nogach nóż.

Kostka:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptySro Cze 02 2021, 10:14;

Kostki: 3 i 56 Opuszczona Kuźnia - Page 6 3831175897

W takim razie szkoda, że nie wypowiedział swoich myśli na głos. Nie znał jednak dziewczyny, a jej nietuzinkowe zachowanie sprawiało, że wolał początkowo wstrzymać się od czegoś, co mogło ją potencjalnie urazić. W oczach ślizgona dziewczyna była nieprzewidywalna, a przynajmniej takie pierwsze wrażenie sprawiała.
-Dzięki. - Uśmiechnął się zadziornie na jej słowa o tym, że jest "całkiem uroczy". -Czy pozorna niewinność nie byłaby dobrą przewagą nad przeciwnikiem? Jeśli nie spodziewają się zagrożenia z Twojej strony, można wykorzystać to na swoją korzyść. - Weszła mu chwilowa rozkmina na ten temat, a że nieznajoma widać interesowała się podobnymi zagadnieniami, postanowił tym razem podzielić się z nią tym, co mu w głowie siedziało. Prawdą jednak było, że czasem nawet najlepiej zbudowany i wyszkolony wojownik nie miał szans w starciu z magiczną różdżką. Szkoda tylko, że Max z tej różdżki za wiele wykrzesać nie potrafił. A przynajmniej nie wtedy, gdy się to liczyło.
-Urodzona optymistka? - Sam nie potrafił ani się zgodzić, ani zaprzeczyć. Choć kiedyś mocno interesował się kulturą Skandynawii, obecnie pamiętał tylko szczątkowe, najważniejsze informacje. Możliwe więc, że dziewczyna faktycznie nie myliła się w swoim osądzie i Loki nie był taki zły jak go malowali. -Na to wychodzi. Mitologia północy jest niezwykle ciekawa i zarazem pojebana. - W pewnym zamyśleniu spojrzał na swoją dłoń, na której widniał krwistoczerwony znak zorzy, jaki dostał w wyniku rytuału. Wciąż nie miał pojęcia, co tam się dokładnie wydarzyło, a chętnie przypomniałby sobie wycieczkę do Norwegii. Widać musiał jeszcze uzbroić się w cierpliwość.
-Jestem Max. - Wcześniej nawet nie zwrócił uwagi na to, że nie znają swoich imion. Ostatnimi tygodniami przyzwyczaił się do pewnego rodzaju bezosobowej konfrontacji. -Kapelusznikiem? - Spytał zdziwiony tym określeniem, bo nie miał kompletnie pojęcia, o czym Astrid teraz mówiła. Czy był to jakiś slang, jaki mu umknął, a może dziewczyna nawiązywała do czegoś, co wcześniej widziała? Wolał się upewnić. -Jestem w połowie Szkotem w połowie Hiszpanem. Więc chyba...nie? - Wyjaśnił wciąż nieco skonfundowany tym, o co dokładnie mogło tutaj chodzić.
-To widzę, że się dogadamy. Z kociołkiem zdecydowanie łatwiej się dogadać niż z różdżką. - Zażartował, w pewien sposób z ulgą przyjmując do wiadomości, że ktoś w tym kurwidołku jeszcze potrafił docenić sztukę eliksirów, a nie tylko interesował się machaniem magicznym kijkiem wokół.
Im dłużej ta konwersacja trwała tym więcej pytań pojawiało się w głowie Solberga. Sam sposób wypowiadania się dziewczyny był sam w sobie dość oryginalny. Do tego dochodziły te sprawne, zwinne ruchy i wtrącenia, których kompletnie nie rozumiał. Dlatego też, gdy wspomniała coś o zwierzętach, Max poczuł jakby ponownie dostał jakimś kijem w ryj, a jego mózg wyświetlił jeden wielki ERROR.
-Zwierzęta? Jesteś wilkołakiem? - Teraz już nie potrafił zatrzymać w sobie tego pytania. Ciekawiło go, dlaczego Astrid tak się określiła. Przyglądał jej się teraz nieco bardziej uważnie próbując zauważyć jakiekolwiek zwierzęce cechy, lecz w samym wyglądzie niczego podobnego nie dostrzegł. Nietuzinkowe powitanie najbardziej wskazywało na to, że dziewczyna faktycznie może mieć w sobie coś zwierzęcego.
Spojrzał na naszyjnik, który obracała w dłoniach. Mjolnir. Młot Thora. Amulet, mający chronić przed wszelkim złem... Jego ręka instynktownie powędrowała ku własnej szyi, jakby naśladując gest Astrid. I wtedy sobie przypomniał. Wszystko nabrało sensu, gdy tylko umysł podsunął mu ten obraz. Był kiedyś w posiadaniu identycznego amuletu. Dostał go od Beatrice na Święta i od tego czasu z nim nie rozstawał. Dlaczego więc nagle wisior zniknął? Na to pytanie odpowiedzi nie miał.
-Zaklęcia mi nie wybuchają, ale często po prostu nie działają wcale. - Szybko powrócił na ziemię, starając się skupić na postawionym przed nim zadaniem. Nie chcieli tu chyba wylecieć w powietrze przez to, że zamiast na zaklęciu Max postanowił skupić się na biżuterii. Powoli sprawdzał urządzenie zaczynając czuć niepokojące wibracje w rdzeniu różdżki.
-Chyba nie jest do... - Nie skończył zdania, gdy nagle w kuźni rozbrzmiał przerażający pisk, a w stronę ślizgona poleciało jakieś zaklęcie. Nie do końca wiedząc, czy powinien chronić uszy, czy siebie, zbyt późno wystosował zaklęcie obronne. Poczuł szczypanie w oczach i zaczęło mu ciemnieć przed oczami, aż ostatecznie całkowicie oślepł. Odsunął się na kilka kroków do tyłu czując, że na coś wpada. Miał tylko nadzieję, że nie jest to następne przeklęte urządzenie nieżyjącego już mściwego kowala.
-Astrid? Nie oberwałaś? - Zapytał, próbując zlokalizować dziewczynę po tym, skąd miał dochodzić jej głos. Nie chciał panikować i liczył, że utrata wzroku jest tylko chwilowa.




Kostki Max:


______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 520
  Liczba postów : 270
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyNie Lip 04 2021, 20:27;

Max się nie mylił, Gryfonka faktycznie należała do osób nieprzewidywalnych, nawet w oczach samej siebie. Miała też mnóstwo dystansu do siebie, zdając sobie sprawę, że ma mnóstwo wad i braków, a ładna buźka i zgrabne ciało nie zastępują wszystkiego, chociaż niekiedy bardzo ułatwiały życie, czego nie omieszkała wykorzystywać. Potrafiła działać przemocą, zaślepiona gniewem — chociaż to była już kwestia genów i nawet medytacja, którą tak często stosowała, nie zawsze była skuteczna.
- Hmmmm... To też prawda. Pozory, prawda? Takie sztuczki, jak to Loki lubi. - przytaknęła ostatecznie, uśmiechając się z mimowolnym wzruszeniem ramion. Blondynka przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, chociaż wciąż unikała bezpośredniego patrzenia w oczy. Nie chciała go przypadkowo czarować, co nawet jeśli nad sobą panowała i pilnowała własnych działań, mogło się zdarzyć. Przyznałaby mu rację, że czasem najlepszy z wojów nie mógł nic zrobić na magię, dopóki nie znalazł się wystarczająco blisko czarodzieja. Myśl ta tylko potęgowała jej niechęć do korzystania z czarów. Lubiła polegać na sobie.
- Nie wiem, czy jestem optymistką. Zadajesz mi trudne pytania, słodki. - odpowiedziała po chwili namysłu, drapiąc się po szyi. Była po prostu Astrid i nigdy nie rozdzielała się na cechy charakteru czy sposób bycia. Musiała też nadać mu jakiś przydomek, bo nie miała pojęcia, jak brunet się nazywał. - Dlaczego pojebana? Wydaje mi się, że w przeciwieństwie do europejskich, jest dość oczywista i prosto w zrozumieniu, ale mogę być mało... jak to się mówi? Sprawiedliwa? Nie.. To było inne słowo... optymalna?
Przekręciła głowę, stukając palcem po ustach w zamyśleniu, starając się znaleźć odpowiedni angielski zwrot, chociaż żaden do głowy nie przychodził. Była jednak pewna, że istniał. Poprawiła tłumaczkę w uchu, dając sobie jednak spokój z gdybaniem i mając nadzieję, że zrozumiał jej przekaz, bo wyglądał na słodkiego, ale też nie głupiego, jak większość słodkich ludzi. Nie miał tępych oczu i zastanawiała się, czy nie powinna mu może tego oznajmić?
- Max... Słodki Max, zapamiętam. Ja jestem Astrid. - przedstawiła się, zmniejszając między nimi odległość i wyciągając dłoń w jego stronę, jak to każdy mężny wojownik z jej strony by zrobił. Uśmiechnęła się przy tym zaczepnie, jakby wróżyła tej znajomości same zasyłane przez Lokiego przygody. Żadnymi przygodami nigdy by właściwie nie wzgardziła. Na kapelusznika nieco spoważniała, kiwając głową. - No tak, kapelusznikiem. Mają mnóstwo kształtów i kolorów, ozdób. Są niedorzeczne, niektóre z jedzeniem! Widziałam, jak byłam w tym okropnym Londynie! Tutejszym!
Poprawiła, dając mu jednak dojść do słowa, gdzie wyjaśnił swoje pochodzenie, a ona wydała z siebie mruknięcie przytaknięcia i zastanowienia jednocześnie, kontemplując nad nietypowym połączeniem. Szkocki Hiszpan to coś nowego! Może stąd brała się jego nietypowa buźka?- Wyglądasz tropikalno-orientalnie, masz ładne oczy. To pewnie przez ten dodatek Hiszpanii.
- A pewnie, że łatwiej. Różdżki są takie... zpopularyzowane i nudne, prawda?
Wydusiła w końcu w swojej ocenie, nie gdybając jednak nad tym dłużej i komentując jednocześnie wypowiedź chłopaka o kociołku, z którą trudno było się jej nie zgodzić.
Odsunęła się od niego, podchodząc znów bliżej ostrzałki, badając ją wzrokiem, jak i palcami. Nie omieszkała po drodze przyjrzeć się wiszącemu łańcuchowi, na którym widniał już ślad czasu. Na jego pytanie obróciła głowę przez ramię, zerkając na niego z uniesionymi brwiami i zaraz parsknęła śmiechem.
- Gdybym była, mogłabym patrzeć Ci w oczy bez obaw, że za chwilę skończymy bez ubrań albo zmienisz się w mojego lojalnego sługę, słodki Maxie. Bycie wilkołakiem byłoby niesamowite, mają dużo siły i zręczności.. Jednak nie, ja muszę być po prostu ładna, bo moja matka, Freya, jest duchem gór. - wyjaśniła, wywracając teatralnie oczyma i wzdychając ciężko, ostentancyjnie — dla podkreślenia powagi swojego nieszczęścia — rozłożyła ramionami. Cała ona. Ładna, brutalna, trochę głupia i magiczna w nienawiści do rzucania czarów. Hipokryzja istnienia po prostu, zaprzeczenie samo w sobie. Obracając amulet w dłoniach, wbiła wzrok w kamień szlifujący.
- Masz wadę magiczną, czy po prostu nie zależy Ci na czarach aż tak, aby duch magii to docenił i zaczęło Ci wychodzić?
Jej pytania, podobnie jak i odpowiedzi, były brutalnie szczere. Wcale nie zastanawiała się nad doborem właściwych słów, używając tych, które znała po angielsku. Całkiem inaczej przebiegałaby ta rozmowa po norwesku, chociaż rodzimego języka dawno nie miała okazji odkurzyć. Chciała cos jeszcze powiedzieć, zaczęła nawet równocześnie ze Ślizgonem, przesuwając na niego spojrzenie, a potem właśnie nastąpił chaos.
Jej ciało działało instynktownie i chociaż wyraźnie słyszany pisk sprawił, że po karku przebiegł nieprzyjemny dreszcz, złapała za sztylet i uniosła go, chcąc odbić lecące zaklęcie-stal była z runami, słabsze zaklęcia odbijała, ale nie miała pojęcia, czego użył mieszkający tu kowal. Zaklęła siarczyście po norwesku, bo tylko refleks sprawił, że nie oberwała i zaraz podbiegła do osuwającego się chłopaka, starając się go złapać tak, aby w nic nie uderzył. Oparła go o siebie, gdy znaleźli się na podłodze. Przyglądała mu się badawczo, ręką szukając swojej torby. Gdzie ona ją zostawiła? - Nie. Nie przejmuj się mną. Dostałeś w twarz, czy w ciało? Wszystko w porządku?
Pytała wyraźnie i głośno z przyzwyczajenia do takich sytuacji, nie zdając sobie sprawy z utraty wzroku. Nachyliła się, wąchając skórę przy jego policzku , czar musiał być po prostu czarem, a nie pułapką z jakimś proszkiem. To gorzej, dużo gorzej. Roślinę mogłaby określić, przynajmniej spróbować — podobnie, jak substancję pochodzenia zwierzęcego.

@Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyCzw Lip 15 2021, 13:41;

Czasem odpowiednia uroda wystarczyła, by pierwsze wrażenie było kompletnie inne od stanu rzeczywistego, choć piękno dziewczyny dość ciekawie kontrastowało z jej zwierzęcymi instynktami, co mogło wprowadzać w lekki dysonans. Max, jak to jednak Max, bardziej był ciekaw, co się za tym wszystkim kryje niż obawiał się, że coś złego może go spotkać.
-Dokładnie. Ukrywanie własnej natury, by osiągnąć pewien cel. Trochę kłamstwo, a jednak czasem nie mamy wpływu na to, jak nas ludzie odbiorą. - Rozmyślał na głos, bo coś w dziewczynie było, że miał ochotę z nią dyskutować nawet jeżeli ta posiadała ciężki akcent i mogła nie wszystkie słowa dobrze zrozumieć.
-Wyglądasz na taką, co niczego się nie boi i nie przyjmuje porażek. Zawsze zakładasz sukces? - Wyjaśnił, jednocześnie zadając pytanie choć sam nie wiedział czemu był tak bezpośredni. Możliwe, że zachowanie dziewczyny poniekąd mu się udzielało, co wpływało naprawdę dobrze na jego samopoczucie.
-Kwestia rozbudowanego życia pozagrobowego i naprawdę walniętych bóstw. Bez urazy, szanuję to w chuj, ale Loki to chyba urodził się na kwasie. - Zaśmiał się podając przykład bóstwa o którym akurat rozmawiali, bo był idealnym wzorem do tego, co chłopak miał na myśli.
-Myślę, że słowo, którego szukasz, to "obiektywna". - Wspomógł ją nieco, kompletnie nie wyśmiewając problemów językowych gryfonki. Sam, gdy rok temu pojawił się u Flory miał kilka problemów z hiszpańskim słownictwem. Szczerze Max uważał, że akcent dziewczyny dawał jej dodatkowego uroku, ale zachował tę myśl dla siebie.
-No ja mam nadzieję. Miło Cię poznać, Astrid. - Uścisnął jej dłoń, a że widział ten zaczepny uśmieszek nie mógł się powstrzymać i puścił jej oczko. Nie miał pojęcia dlaczego nazwała go akurat słodkim, ale założył, że to kwestia zapachu, który tak bezwstydnie chłonęła na początku spotkania. Zdecydowanie wolał myśleć tak, niż że jebie jakimś potem czy czym innym.
-Z jedzeniem? Musiałaś natrafić na wyjątkowe okazy. - Uśmiechnął się, kompletnie przestając dziwić się dziewczynie, że ta miała Angoli za dziwaków jeżeli takie rzeczy były tym, co wryło jej się w pamięć po przyjeździe ze Skandynawii. -Londyn nie jest okropny. Jest wspaniały, jeżeli wiesz co Cię interesuje i gdzie tego szukać. - Mimo wszystko musiał stanąć w obronie tego miasta, bo choć dla kogoś wychowanego na łonie natury Londyn mógł być szary i ponury, Max widział w nim pewne piękno, a kilka narkotycznych wycieczek po starych alejkach ukazało mu stolicę Anglii w zupełnie innym świetle.
No tak, mieszanka jego korzeni nie była jakoś szalenie popularna, ale też Max lubił w sobie tę różnorodność. Oczy odziedziczył po tej lepszej stronie rodziny, więc zdecydowanie mogły się one podobać. Nie przebijał jednak spojrzenia swojej siostry, która według ślizgona powinna dostać jakiś medal za te sarnie ślepia.
-Pewnie tak. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. - Wzruszył ramionami, niepewny jak dokładnie zareagować. Kiedyś pewnie taki komplement podbudowałby jego ego, ale obecnie sytuacja miała się zupełnie inaczej. Nie miał zamiaru jednak kompletnie ignorować tych słów.
-Dokładnie. Jakby nie patrzeć sama różdżka nie jest zbyt ekscytującym narzędziem. Za to eliksiry są pełne finezji i nieskończonych możliwości. - Starał się bardzo nie rozgadywać bo wiedział, że jak wpadnie w pętlę rozpływania się nad szczegółami dlaczego kocha eliksirowarstwo i jak można wykorzystać potencjał konkretnych składników, to albo zanudzi dziewczynę na śmierć, albo nie wrócą do zamku przez najbliższy tydzień pogrążeni w dyskusji. Widać jednak, że obydwoje stali po tej bardziej alchemicznej stronie magii.
Patrzył jak Astrid zapoznaje się z ostrzałką, uważnie słuchając jej słów. W końcu dotarło do niego z kim, z czym ma do czynienia. Solberg jak Solberg nie bał się uroku, wręcz fascynowało go działanie tych istot, dlatego bez skrępowania postanowił wyrzucić z siebie swoje podejrzenia.
-Czyli jednak ta uroda to nie tylko czyste geny, ale i magia wil? - Zapytał łącząc fakty. Jasne włosy i piękno bijące od dziewczyny by tutaj pasowały. Nie był pewien, czy chciał przekonać się jak ta dzika gryfonka wygląda w postaci harpii. -Nie jesteś po prostu ładna. Z tego co zauważyłem zręczności też Ci nie brakuje. - Powiedział szczerze, bo akurat tyle zaobserwował z pierwszych sekund ich spotkania, gdy ta w mgnieniu oka nie tylko zaatakowała go ostrzem ale i znalazła się przy nim, próbując obwąchać.
-Ja... - Tutaj go zatkało. Pomrugał parę razy, bo nie miał kompletnie pojęcia, co Astrid odpowiedzieć. Milczał dobrą chwilę nim zorientował się, że go zatkało. -Chyba to drugie. Chociaż też nie do końca. Transmutacja mnie interesuje i w miarę mi idzie. Tylko cała reszta kuleje. - Przyznał w końcu, bo nie potrafił wymyślić niczego sensowniejszego. Z tego co wiedział, żadnej wady magicznej nie posiadał, ale też nigdy się pod tym kątem nie badał. Po prostu zakładał, że ma zajebistego pecha i tyle.
Skupił się na sprawdzaniu ostrzałki, co nie było wcale takie proste, gdy naprawdę musiał się wysilać, by przypomnieć sobie odpowiednie zaklęcia. Okazało się, że mieli pecha i miał rozpętać się burdel.
Pisk, strzał i już Solberg leżał powalony i oślepiony, nie wiedząc co i skąd go trafiło. Ciepłe dłonie i głos dziewczyny nieco go pocieszały, choć nie oszczędził sobie soczystego przekleństwa.
-Nie wiem gdzie, ale mnie oślepiło. Lepiej nie zbliżaj się do tego czegoś. - Ostrzegł ją, a wcześniejsza wesołość nagle zniknęła z jego głosu. Bycie niewidomym było przechujowe i Solberg gorączkowo myślał, jak tu sobie z tą przeszkodą poradzić. W końcu przypomniało mu się, jaką radę dał Felkowi, gdy jego ślepota dopadła.
-Astrid, możesz podać mi różdżkę? - Poprosił dziewczynę, nie mogąc wyczuć drewnianego patyczka pod swoimi szczupłymi palcami.





Kość na długość Aviatores: 3 (2 posty od nastęnego)

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid Nafnisdottir

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 520
  Liczba postów : 270
https://www.czarodzieje.org/t19558-astrid-nafnisdottir
https://www.czarodzieje.org/t19591-porarinn#582214
https://www.czarodzieje.org/t19562-astrid-nafnidotter
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyNie Lip 18 2021, 21:40;

Przyglądała mu się w milczeniu, widocznie zaintrygowana krótką, ale niezwykle rzeczową wypowiedzią, która dzięki tłumaczkom została dobrze zrozumiana. Jasne, mieniące się srebrem włosy zakołysały się pod gwałtownym ruchem głowy, kiedy to dzikuska westchnęła krótko, wzruszając ramionami i widocznie decydując się tym samym na odpowiedź, chociaż nie była chyba tak wyszukana, jak jego słowa. - Nie mamy też wpływu na to, jaką naturę mamy i prędzej czy później, niezależnie ile Loki rzuci czarów, wszystko wyjdzie. Nie ma sensu ukrywanie, lepsza jest kontrola.
Nie była wcale pewna, czy dobrze go zrozumiała, co mógł zauważyć w nieco zakłopotanym, ale wciąż szczerym i beztroskim uśmiechu. Wyglądał na takiego słodkiego, co to lubił pogadać, nawet jeśli rozmówca z angielskim radził sobie wciąż średnio. Tym razem pokręciła głową od razu, zaprzeczając. - Nie. Łatwiej walczyć z pokorną myślą o sukcesie niż strachem przed porażką po prostu. Prawda jest taka, że lubię próbować, aż mi się nie uda. Poddawanie się nie leży w mojej naturze.
Wyjaśniła twardym akcentem, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. Nienaturalnie błękitne tęczówki błyszczały od ciekawości, chociaż spojrzeniem bezpośrednim wciąż chłopaka nie obdarzyła. Lubiła bezpośrednie starcia, nawet te w rozmowie. Śmiech, który pojawił się po jego wypowiedzi, wcale nie sprawił, że konsternacja, która zawitała na twarzy pół wili, zniknęła. Kompletnie nie rozumiała tego, co chciał przekazać i nawet wymownie pokręciła tłumaczką w uchu, ściągając brwi w akcie jakieś bezradności. - Co to znaczy?
Zapytała w końcu bez wstydu ze swojej niewiedzy, chwilę mamrocząc coś po norwesku pod nosem. Zapewne o zawiłościach lingwistycznych. - Obiektywna, tak.. To trudne słowo! Macie tutaj mnóstwo trudnych słów! Czy Hiszpański, też jest taki skomplikowany?
Zacisnęła palce pewnie i mocno, chociaż magiczny dotyk był czarujący i delikatny jednocześnie, ujawniając paradoks bycia częściowo magicznym stworzeniem. Na ułamek sekundy pozwoliła sobie na odszukanie oczu Maxa, które obdarzyła przelotnym, odrobinę figlarnym i flirciarskim spojrzeniem, aby zaraz czmychnąć, jak ten wilk między drzewami. Było to pewnie następstwem puszczonego przez niego oczka, bo nie ukrywajmy, Aste lubiła dotyk oraz harce, przystojnych oraz pięknych ludzi, nie widząc nic nieprzyzwoitego w ewentualnych igraszkach. Była to kompletnie inna, pozbawiona nieśmiałości mentalność od tej, która była w Wielkiej Brytanii.
- Wcale nie jest! - tupnęła nogą z rozbawieniem, chętnie wchodząc w dyskusję, odważnie, jak na Gryfonkę przystało. Zaraz obróciła się dookoła własnej osi, rozkładając ręce, co by zobrazować mu skale swoich problemów do tego miasta. - Bo wiesz? Ja nie lubię dużych miast, bez drzew i łąk. Nie lubię miejsc, gdzie człowiek dawno zapomniał o res..sza...o miłości do matki ziemi. Takich, które tworzą pułapki. A Londyn jest niczym klatka, która.. No wiesz, trzyma w sobie ptaki..
Wyjaśniła całkiem poważnie i szczerze, chyba jemu pierwszemu od swojego przyjazdu tutaj. I trzeba przyznać, że możliwość wyrzucenia z siebie tego, bardzo się blondynce podobała. Pamiętała dokładnie, jaka była zagubiona, gdy świstoklik w ten paskudny sposób ją tu przywiózł. Nawet w Oslo nie było tak tłumnie, betonowe, jak w Londynie. Mogła nie być też obiektywna w tej sprawie, jak przy Bogach, o czym Maxowi wspomniała wcześniej. - Co lubisz szukać tam, w Londynie wśród Kapeluszników?
Nie mogła powstrzymać zaciekawienia, a pytanie samo uciekło spomiędzy pełnych, naturalnie zaróżowionych ust.
- Lubię Cię, eliksirowy czarodzieju. - westchnęła w końcu, mierzwiąc dłonią swoje kudły i przeczesując palcami, chwyciła zaraz się z jednej belek, widocznie nie umiejąc zostać w bezruchu. Uśmiech, którym go obdarzyła, był wyjątkowo ładny. Rozmowa o alchemii natomiast była czymś, czemu nie odmawiała, chociaż bariera językowa — nazewnictwa dokładniej — mogła wprowadzić chaos i brak zrozumienia.
Zajęta ostrzałką, wciąż go słuchała, kiwając głową.
- Sama do końca nie rozumiem, ale tak. Widzisz, moja matka była dzika, ojciec ludzki. Była jego nagrodą za ocalenie wspólna noc, bo by ją ubili. A seks wile lubią, nawet z ludźmi, chociaż potem zwykle się ich pozbywają. - zaczęła ze wzruszeniem ramion, odchylając głowę do tyłu i patrząc w sufit, widocznie nie mając problemu z przedstawieniem mu swojego pochodzenia. Nie był to żaden sekret. - To dlatego, że nie mam talentu do magii. Wile, są zmiennokształtne, mają wyostrzone zmysły i zwierzęce cechy fizyczne i bliżej mi do tego, niż poprawnego czarowania, co one też oczywiście umieją. Poza tym Słodki jestem córą Norda, Wikinga. Od małego mnie trenował jak nie Papa, to Kowal. Nie ma co, Bogowie tak chcieli to i jestem, taka niekompletna i po prostu ładna.
Parsknęła śmiechem, kierując myśli do psot Lokiego, bo jego z tym wiązała. Zwilżyła wargi, gdy zamilkł i obróciła twarz w jego kierunku. Obserwowała go uważnie, leniwie sunąc spojrzeniem po młodej i przystojnej twarzy, która niosła ślad zaskoczenia.
- Ludzie nie są doskonali, Odyn tak zdecydował. Jesteś dobry w jednym kosztem drugiego, a brak talentu do machania drewnianym kijem i rzucania zaklęć to żaden wstyd. Obracaj to na swoją stronę, wygrywaj tę walkę.. No wiesz, myśl o tym, jak dobry jesteś w tym, w czym jesteś i nie myśl o tym, co nie wychodzi.
Poradziła mu prosto i pokrętnie, uśmiechając się raz jeszcze, bo nie miała pewności, czy oby go nie uraziła lub nie sprawiła mu jakieś przykrości swoimi bezpośrednimi pytaniami.
A potem rozpętało się jakieś piekło, pełne iskier, czarów i jej norweskich przekleństw. Unieruchomiło Ślizgona, a Aste szybko znalazła się obok, wbijając palce od wolnej dłoni w podłogi, czując, jak paznokcie robią odrobinę zbyt ostre i zwierzęce, wbijając się w spróchniałe dechy. Pamiętała jednak obietnicę, starając się zachować spokój i równowagę wewnątrz, chociaż zdenerwowanie było na jej twarzy, było widoczne, chociaż akurat Max nie mógł go widzieć. Trzymając go przy sobie, bezpiecznie, rozejrzała się dookoła, poszukując drewnianego patyka, po który zaraz sięgnęła i wsunęła mu pomiędzy palce, unosząc głowę i wbijając spojrzenie w ostrzałkę. Paskudny, magiczny kowal.
- Jak nie chciał, aby ktoś to znalazł, mógł zburzyć, a nie czary głupie rzucać.. - mruknęła pod nosem, przygryzając dolną wargę. Nijak bez ziół i eliksirów mogła mu pomóc, bo na magii leczniczej w formie zaklęć się też nie znała. - Oka sobie nie wydłubiesz, tak w ciemno?
Wolała dopytać, zanim dojdzie do kolejnego nieszczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1162
  Liczba postów : 8676
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyCzw Lip 22 2021, 17:23;

Może i nie wiedział, czy za jej słowami kryje się coś więcej, czy to tylko takie przemyślenia, ale zadziwiająco mocno się z dziewczyną zgadzał. Natura była według niego była nie do przeskoczenia nieważne jak bardzo człowiek by się starał.
Początkowo zastanawiał się, czy nie powinien powtórzyć tego, co powiedział, widząc jej zakłopotaną minę. Dziewczyna jednak podjęła temat, a Max z zaciekawienie słuchał tego, co miała do powiedzenia.
-Podobasz mi się, wiesz? Ten tok myślenia naprawdę mi się podoba. - Powiedział szczerze, choć może nie zbyt inteligentnie. Czuł, że potrafi się z dziewczyną dogadać zaskakująco dobrze jak na to, że ta chciała zabić go nożem w pierwszych sekundach ich znajomości.
Tym razem nie było już wątpliwości, że musi sparafrazować swoje myśli. Widać Astrid nie opanowała jeszcze komplikacji mowy potocznej, a do tego akcent ślizgona mógł też być jakąś przeszkodą w komunikacji.
-Kwas, to taki narkotyk mugolski. Inaczej LSD. Sprawia, że człowiek ma dość barwne i specyficzne halucynacje. - Wytłumaczył cierpliwie, dlaczego zażartował, że Loki musiał urodzić się akurat w takim stanie. W końcu jego pomysły były naprawdę z czapy wyjęte czasami i Max wątpił, by ktokolwiek trzeźwy potrafił wpaść na coś podobnego.
-W końcu się z nimi osłuchasz i nauczysz. Hiszpański dla mnie jest tak samo naturalny jak angielski, ale to pewnie różni się dla każdej osoby. Jeśli byś chciała mogę Cię kiedyś pouczyć trochę zwrotów. - Zaproponował zupełnie naturalnie, jakby rozmawiał ze starą dobrą znajomą, a nie przeraźliwie piękną i nieco zwierzęcą dziewczyną, którą tyle co poznał.
Poczuł ziarenko jej natury, gdy ich tęczówki się spotkały. Poczuł coś dziwnego, jakby nienaturalna siła miała przyciągać go do dziewczyny, której jasne oczy patrzyły teraz w te zielone, należące do niego. Nie trwało to jednak długo, gdy Astrid ponownie uciekła wzrokiem. Sam nigdy też nie był przeciwnikiem luźnego podejścia do cielesności, choć obecnie mógł nie być tego w pełni świadomy. Nie czuł jednak, by było to coś złego i zapewne zgodziłby się z gryfonką i w tym temacie.
-To prawda, nie ma tam kontaktu z naturą. Choć obrzeża wcale nie są takie złe. No i jest kilka rozległych parków, gdzie można obcować z przyrodą. Ludzie jednak nauczyli się żyć w tej klatce i zorganizować ją tak, by niczego im w niej nie brakowało. - Niechętnie, ale musiał przyznać jej rację, bo Londyn budynkami stał. Sam cieszył się tym, że mieszkał z dala od wielkiego zgiełku i mógł wyjeżdżać do miasta wtedy, gdy miał na to ochotę, a gdy tego nie potrzebował, na spokojnie siedział sobie na obrzeżach Inverness i delektował się tym, co miały one do zaoferowania. Szczególnie bliskość Loch Ness była dla niego ogromnym plusem.
-Wolności. Zabawy. Może chwilowego zapomnienia... - Powiedział poniekąd tajemniczo, ale całkowicie szczerze. -Może to i głupie, ale w takim tłumie człowiek jest najbardziej anonimowy i najbardziej samotny. - Trochę przygasł, mówiąc to, ale był wciąż brutalnie szczery z własnymi przemyśleniami. Wiele osób wokół paradoksalnie nie zawsze dawało poczucie przynależności, a właśnie odizolowania, co czasem było dobre, ale czasem potrafiło zabić w człowieku ducha.
-Ze wzajemnością dzika dziewczyno. - Ponownie puścił jej oczko, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Kto by pomyślał, że będzie mu dane dziś wejść w taką właśnie interakcję.
Słuchał jej słów z zainteresowaniem chłonąc to, jak Astrid tłumaczyła sobie swoje geny. Było w tym coś naprawdę urzekającego i ciężko było mu tak po prostu od tego odejść. Oparł się więc nonszalancko o ścianę, licząc na więcej informacji o kulturze Skandynawki.
-Urodzona i wychowana na wojowniczkę. Miłość do seksu i wojaczka często idą w parze. Obydwie te rzeczy wymagają pasji i energii. - Dodał coś od siebie, ciekaw co ona ma na ten temat do powiedzenia. Dziewczyna posiadała naprawdę ciekawe spostrzeżenia, które chętnie przyjmował do analizy.
-To... Masz rację. Nikt nie jest doskonały, nieważne jak bardzo byśmy się starali. Nawet bogowie mieli swoje wady i dziedziny, w których radzili sobie zdecydowanie lepiej, prawda? - Potrzebował w pewnym sensie zapewnienia, ale też jego chore ambicje nie pozwalały mu tak do końca przystopować i przyznać do tego, że coś może mu iść gorzej. Wkurwiało go to i nie potrafił nic z tym zrobić.
I nagle zapadła ciemność. Dosłownie. Chłopaka powaliło i odebrało mu zdolność widzenia, co zdecydowanie nie było przyjemne. Starał się zachować spokój, choć serce w piersi niemiłosiernie szybko mu biło. Czując przy sobie Astrid miał jednak poczucie, że jest bezpieczny.
Niepewnie chwycił przedmiot, który szczerze miał nadzieję, że był jego różdżką i kilka razy na próbę obrócił go w dłoni, by wyczuć odległość.
-Chyba dam sobie radę. Odsuń się trochę, bym przypadkiem Ciebie nie skrzywdził. - Poprosił, a następnie wykonał odpowiedni gest i wypowiedział Aviatores. Hologram ptaka pojawił się w kuźni, dając Maxowi nowe oczy, przez które mógł oglądać całą tę dziwną scenę. Nie wyglądał najlepiej siedząc obok dziewczyny na ziemi, z błądzącym wokół spojrzeniem.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyNie Wrz 26 2021, 13:26;

Kostka na wejście: 3 (kostka Julii)
Czekoladowa żaba: 1. Olbrzymy - Bran Krwiopijca (1.)

Nie lubił się spóźniać, toteż wyszedł z domu kilkanaście minut za wcześnie, przynajmniej przy uwzględnieniu planu podróży, jaki przyświecał mu jeszcze w chwili, w której zakładał na siebie miodową kurtkę. W ostatnich dniach nie odczuwał potrzeby korzystania ze sztuki teleportacji, czy świstoklików, a w konsekwencji nie miał pojęcia, że jego różdżka tym razem postanowi odmówić posłuszeństwa. Kiedy tylko opuścił mugolską dzielnicę, kilkukrotnie próbował deportować się do Hogsmeade, ale nieważne jak mocno nie koncentrowałby się na oczekiwanym rezultacie, wszelkie próby dematerializacji kończyły się fiaskiem. Wściekły jak osa ruszył ulicą Pokątną, kupując po drodze najnowszy numer Proroka Codziennego i dopiero gdy odczytał artykuł umieszczony na pierwszej stronie gazety, szybko dodał dwa do dwóch. Jebane klątwy… Zaklęcia nigdy nie sprawiały mu większych kłopotów, był pewien swoich umiejętności, a to mogło oznaczać tylko jedno. Londyńskie powietrze, przesiąknięte pradawną, niesprzyjającą magią najwyraźniej zdecydowało się go uziemić, odbierając możliwość znacznie szybszego i wygodniejszego środka transportu.
Nie mając lepszego wyboru, skorzystał z uprzejmości sprzedawcy, który udostępnił mu swój kominek podłączony do sieci Fiuu i w ten sposób wylądował w kawiarni na Alei Amortencji. Niestety dalej musiał pójść piechotą. Ukradkiem zerkał na przewieszony przez nadgarstek zegarek, zdając sobie sprawę z tego, że i tak nie zdąży na czas. Ścisnął mocniej trzymaną w ręku planszę do Therii i przyśpieszył kroku, ale suma summarum Julia i tak musiała na niego dziesięć minut poczekać. – Brooks! – Wykrzyknął radośnie, gdy tylko ujrzał na horyzoncie znajomą sylwetkę. – Strasznie cię przepraszam za spóźnienie. Myślałem, że te pieprzone klątwy mnie oszczędziły, a okazało się, że upośledziły one moją umiejętność teleportacji… – Wytłumaczył się zawczasu, bo sam nie lubił umawiać się z niesłownymi ludźmi, a potem sięgnął do kieszeni po woreczek z czekoladowymi żabami, przesuwając go w stronę krukońskiej koleżanki. – Częstuj się. – Chciał się w ten sposób odwdzięczyć, bo przecież ostatnim razem w jej mieszkaniu także podjadł kilka czekoladek, a wreszcie sam otworzył pudełko, zręcznie łapiąc żabę w locie. Wcisnął ją do ust, powstrzymując jej pragnienie ucieczki, po czym skupił wzrok na notce zamieszczonej z tyłu karty. Według niej Bran Krwiopijca był olbrzymem i zamieszkiwał zamek na szczycie zaczarowanego pnącza fasoli.
- Nie mam pojęcia, gdzie idziemy, więc prowadź. Po drodze wytłumaczę ci zasady gry. – Zaproponował, a po chwili maszerował już za nią, recytując instrukcję, którą sam musiał sobie poprzedniego wieczoru powtórzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyPon Wrz 27 2021, 12:35;

Odkąd cała na biało i w towarzystwie Baryły – złośliwego poltergeista, który się do niej dosrał, wróciła do Hogwartu, nie musiała się przejmować teleportacją do Hogsmeade. Wystarczył długi spacer albo lot miotłą. Dziś Brooks zdecydowała się na drogę na skróty i przybyła do miasteczka tajemnym przejściem prowadzącym do miodowego królestwa. Tam jeszcze kupiła kilka paczek czekoladowych żab. Pierwszaki znów będą zachwycone, kiedy znajdą w pokoju wspólnym słój wypełniony słodkimi płazami, bo sama Krukonka nad wyraz niechętnie sięgała po jakiekolwiek słodycze, a zwłaszcza takie, które tańczą ci w ustach swinga. Siedząc na parkowej ławce i czekając na Theo, wczytywała się w karty, które ostrożnie wyjęła z paczek. Na pierwszej z nich znalazła się Cordelia Misericordia, reprezentantka wiedźm w Radzie Czarodziejów. Na drugiej z kolei widniała podobizna jednorożca, którego krew stanowiła cenny składnik eliksirów oraz różdżkarskich rdzeni. Nie miała szczęścia do kart, bo ponownie nie trafiła na nic związanego z quiditchem. Nie miała jednak czasu się nad sobą użalać, bo oto pojawił się Kain w swojej miodowej kurtce.

- Kain – przywitała się krótko, uśmiechając się lekko do chłopaka. – Nic mi nie mów. W tym kraju nie może być spokojnie choćby i przez pięć minut. Nie trzeba, dziękuję – dodała, wskazując na trzymane w dłoni dwie karty. – Powiedz mi, proszę, że masz coś z Quidditchem. Na razie trafiam na same wiedźmy. Zupełnie jakby wszechświat chciał mi coś powiedzieć.

Idąc w kierunku opuszczonej kuźni, słuchała zasad gry w Therię. Opis był na tyle barwny, że dziewczyna z jednej strony nie mogła się doczekać rozgrywki, z drugiej zaś nieco się jej obawiała. Gra, w której można skończyć ze złamaną kończyną? To nie było zbyt podnoszące na duchu. Zwłaszcza gdy się człowiek ledwo wyleczył z klątwy, chęć na podejmowanie jakiegokolwiek ryzyka spadała do zera. No, prawie do zera, bo jednak tu była, gotowa zabawić się w to czarodziejskie jumanji.

- Chłoszczyść – szepnęła bezgłośnie do siebie, ogarniając jako tako wnętrze chatki kowala, a gdy kurz, piach i pajęczyny zniknęły, mogła rozłożyć zabrany ze sobą koc, na którym to położyła termos z kawą oraz lunchbox z przygotowanymi przez Gwizdka kanapkami z szarpaną wołowiną, glazurowaną w miodzie.

- Jak się czuje George? – zapytała Theo, kiedy ten rozkładał planszę. – Rozmawiałam z nim. Ponoć to jakiś uraz czarnomagiczny. Kiedy ode mnie wychodziliście… nie wyglądało to dobrze.

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyWto Wrz 28 2021, 18:16;

Czekoladowa żaba: 2. Smoki - Opalooki Antypodzki (8.)

Zerknął raz jeszcze na trafioną w pudełku kartę, z której to dowiedział się, że Bran Krwiopijca wyrabiał chleb ze sproszkowanych kości swoich angielskich ofiar, a ostatecznie został zamordowany przez chłopaka o imieniu Jack. Następnie ukrył swoją zdobycz w kieszeni i podniósł wzrok na twarz krukońskiej koleżanki. – No nie? – Westchnął boleśnie, bo i jemu te wszystkie klątwy nie były w smak, ale skoro i tak nie mogli nic na nie poradzić, trzeba było pogodzić się z tą niedogodną sytuacją, licząc na to, że niedługo chaos minie. Póki co najlepiej było spędzić czas w miłym towarzystwie i zapomnieć o przykrościach, a akurat w towarzystwie Julii trudno było się nie uśmiechnąć. Szczególnie kiedy ta obdarowała go niewybrednym żartym o jej niezwykłym szczęściu do trafiania samych karcianych wiedźm. – Eh, chciałbym ci to powiedzieć, ale szczerze? Nie ustrzeliłem jeszcze nikogo z quidditcha, za to mam dwie Roweny... – Mruknął w odpowiedzi, bezradnie wzruszając ramionami. – A podobno karty założycieli i Albusa w tej nowej odsłonie miały być rzadszymi okazami... – Dodał też wyraźnie zamyślony, ale zaraz wziął się za odpakowywanie kolejnego pudełka z żabą, mając nadzieję, że może zobaczy tam zdjęcie jakiegoś zawodnika z boiska.
Szedł za dziewczyną powoli, ostrożnie, a jednak i tak prawie wywalił się o położony na drodze kamień, skoncentrowany wyłącznie na czekoladce, która umknęła w pobliskie chaszcze. No trudno, i tak nie był zagorzałym fanem słodyczy i zależało mu tylko na kartach… a chociaż – zapewne ku rozczarowaniu Brooks – nadal nie wzbogacił swojej kolekcji o żadnego słynnego pałkarza czy szukającego, tak przed jego oczami ukazała się sylwetka Smoka Opalookiego Antypodzkiego. Z zawartej z tyłu karty informacji wyczytał, że smoki te ważą od dwóch do trzech ton, a i co dość nietypowe dla smoków, wolą zamieszkiwać doliny, a nie góry.Na pewno lepiej. Trzyma się, ale fakt... zdejmowanie klątwy w jego stanie raczej nie było najrozsądniejszym pomysłem. - Odpowiedział jeszcze Julce na pytanie o George'a, nie chcąc zdradzać zbyt wielu szczegółów, chociaż i tak mimowolnie wzdrygnął się na myśl o jego krwawiącej ranie. Niewykluczone, że momentami martwił się o stan zdrowia przełożonego bardziej niż on sam. - Ważne, że ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. - Załagodził również swoją wypowiedź, by przypadkiem Brooks nie czuła się winna.
Potem zajął już miejsce naprzeciw niej, rozkładając nadszarpniętą zębem czasu planszę, a pionki ustawił na pierwszym polu. Na koniec podał dziewczynie fiolkę, która wypełniła się uzdrawiającym eliksirem i sam sięgnął po swoją, zastanawiając się czy będzie musiał jej użyć podczas gry. – Powiedziałbym, że panie przodem, ale biorąc pod uwagę co to za gra, może lepiej ja rozpocznę, żeby sprawdzić czy aby na pewno wszystko z nią okej. – Zaproponował i dopiero gdy otrzymał zgodę od swojej towarzyszki, rzucił dwiema kostkami, poruszając pionek na pole z numerem cztery.

"KTO NA LUDZI PATRZY JAK NA STADO I UCIEKA PRZED NIM CO SIŁ W NOGACH, TEGO ONO Z PEWNOŚCIĄ DOPĘDZI I WEŹMIE NA ROGI."

Odczytał ujawniony przez planszę cytat, który z pewnością nie brzmiał zachęcająco. Ziemia zadrżała, ze stojących pod ścianą regałów zaczęły spadać różnego rodzaju narzędzia… a po chwili obok nich przebiegło stado rozwścieczonych buchorożców. Na szczęście zwierzęta przemknęły bokiem, nie wyrządzając im krzywdy, ale czuł że serce podeszło mu do gardła, bo przy okazji stwory rozwaliły mury kuźni. – Autora tej gry chyba astropoplectus popieścił. – Przeklął na głos, ustawiając na powrót poprzewracane pionki na odpowiednich polach. – Na pewno gramy dalej? – Zapytał również Brooks, by się upewnić, że nadal nie przeszła jej ochota. On sam gotów był podjąć ryzyko, zwłaszcza że mieli do dyspozycji po jednym eliksirze leczącym ewentualne obrażenia.  

Kostki: 1, 3
Efekt: 4
Pole: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyCzw Wrz 30 2021, 11:14;

klątwa: nieaktywna
kostki: 6 + 5 = 11
efekt: 2 - łyszysz okropny krzyk młodej mandragory. Na szczęście w porę zasypujesz ją z powrotem, a potem rzucasz na nią zaklęcie uciszające.
pole: 11

O tym, jakie karty i w jakiej ilości należało umieścić w opakowaniach czekoladowych żab, decydował zapewne jakiś miłośnik wiedźm i smoków, nienawidzący jednocześnie Quidditcha. Drugą teorią było z kolei to, że wszechświat uwziął się na biedną Brooks i za cel honoru postawił sobie to, by Krukonka nigdy nie zdobyła upragnionej karty z podobizną legendarnej walijskiej pałkarki.

- O, jak chcesz, to chętnie przytulę jedną Rowenę, jak na wzorową Krukonkę przystało – zaproponowała z uśmiechem, zerkając na Theo, który dobierał się do kolejnego opakowania czarodziejskich łakoci. Jak widać, czarodziejom, nawet tym dorosłym, nie trzeba było wiele do szczęścia. Wystarczył kawałek tektury z magiczną podobizną. – Co za nią chcesz? Mam smoki, wiedźmy i chyba z jedną wampirzycę.

Na słowa o stanie zdrowia Walkera, pokiwała w zamyśleniu głową. Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia o przypadłości mężczyzny. Podejrzeń, całkiem zresztą słusznych, nabrała podczas zdejmowania klątwy, a list, który otrzymała od George’a, jedynie potwierdził te przypuszczenia.
- No, nie było – zgodziła się z Kainem. Mimo to nie żałowała, bo dzięki poświęceniu mężczyzny, nie musiała się martwić o swoją przyszłość, za co była mu dozgonnie wdzięczna.
Zaskoczenie rozgrywką towarzyszyło Krukonce już od samego startu. Do tego, że pionki przemieszczają się same już przywykła, była to w końcu gra magiczna. Wrażenia nie zrobiły na niej również zawiłe cytaty, mówiące jej tyle, co i nic. Nie różniły się bowiem niczym od złotych myśli z lekcji wróżbiarstwa. Za to stado buchorożców, które przebiega nagle przez niewielką kuźnię? Tego się nie spodziewała. Zerwała się na równe nogi, zacisnęła dłoń na różdżce i przyczajona jak kotka czekała na dogodny moment. Na szczęście nie musiała się jednak bronic, bo zwierzęta zostawiły ich w spokoju.

- Co to za jumanji?! – zapytała całkiem głośno, bo wizyta stada była nie tylko niszczycielska, ale i głośna.
A jak się miało niebawem okazać, nie był to koniec hałasów. Dziewczyna rzuciła kostkami, pionek automatycznie przestawił się na jedenaste pole, a plansza ujawniła kolejny cytat.

„KRZYK ROZPACZY OBJAWIA NAM NIESKOŃCZENIE WIĘCEJ ANIŻELI NAJSUBTELNIEJSZA DYSTYNKCJA”

- A bikini objawia nam nieskończenie więcej aniżeli sweter do kolan – dodała do siebie pod nosem, kiedy już przeczytała na głos złotą myśl od planszy. I w momencie, kiedy tylko zamilkła, w pomieszczeniu dało się usłyszeć ciche łkanie. Julka niechętnie ruszyła w kierunku tego odgłosu, przeprawiając się między porozwalanymi deskami, garnkami, młotami i innym badziewiem. W końcu podniosła jedną z przewróconych doniczek, a ciche łkanie zamieniło się w świdrujący uszy krzyk rozpaczy w wykonaniu młodej mandragory. Chcąc nie chcąc wylądowała na zadku, obijając przy tym plecy o przewrócony stół. Kiedy już się podniosła, błyskawicznie zasypała roślinę rozsypaną dookoła ziemią, a następnie rzuciła na nią zaklęcie wyciszające.

- No, Kain. Ładnie się bawicie w tym Gringott’cie – skwitowała z lekkim uśmiechem wybór gry, po czym ponownie usiadła naprzeciwko niego. – A tak swoją drogą, to czym ty się tak konkretnie zajmujesz w tym banku? – zapytała jeszcze, odpalając Merlinową Strzałę i wyciągając paczkę w kierunku ex-puchona.

@Theodore Kain

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyPią Paź 01 2021, 18:07;

Pamiętał dobrze, że przed odświeżeniem kolekcji kart z czekoladowych żab, wszyscy uczniowie Hogwartu narzekali, że trafiają samych Albusów. Podobno teraz zarówno karty z dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa, jak i założycielami placówki rzadziej lądowały w purpurowych pudełkach, ale nie miał pojęcia, ile prawdy w tej plotce. Niewykluczone, że ktoś go bezczelnie okłamał albo po prostu to on miał dzikie szczęście do Roweny Ravenclaw. Duble nie były mu jednak potrzebne, niezależnie od ich realnej wartości, toteż propozycja wymiany od razu przypadła mu do gustu. – Czemu nie? – Wypalił, nie odrywając wzroku od przepięknego okazu smoka. Wyczytał, że gatunek ten pochodził z Nowej Zelandii, ale z czasem migrował również na tereny Australii. Opalooki nie był rasą zbyt agresywną, żywił się przede wszystkim owcami.Hmm… chętnie przygarnąłbym za nią jakiegoś smoka, ale jeżeli chcesz się pozbyć wiedźmy i przełamać złe fatum, to nie widzę przeciwwskazań. Sam trafiłem na razie tylko jedną, więc mogę wzbogacić kolekcję również i o nie. To jak? – Nie były to może najlepsze negocjacje świata, ale dopiero co wrócił do karcianego zbieractwa, więc nie poszukiwał na razie niczego konkretnego.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, nie wracając już do tematu George’a. Zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna nieczęsto dzieli się szczegółami związanymi z jego stanem zdrowia czy też życiem prywatnym, a co za tym idzie, nie chciał wypowiadać się w jego imieniu, by nie powiedzieć czasem jednego słowa za dużo. Zresztą przebiegające obok nich buchorożce na moment ukróciły wszelaką dyskusję, a dopiero kiedy zniknęły, Theo na słowa krukońskiej koleżanki zareagował gromkim śmiechem. – Dobre porównanie. – Kojarzył Jumanji i rzeczywiście trudno nie było odnieść wrażenia, że wynalazca Therii czerpał inspirację z mugolskiej gry planszowej. Drobna różnica: Jumanji można było zaobserwować jedynie na ekranie telewizora, podczas gdy Theria działała naprawdę.
Kolejny raz parsknął pod nosem, kiedy dziewczyna rozwinęła złotą myśl wyświetloną przed ich oczami. – Powinnaś zgłosić się do pracy przy kolejnym wydaniu. Poczytałbym te twoje cytaty. – Pochwalił ją za kreatywność, ale zaraz po tym rozejrzał się po pomieszczeniu, nie będąc pewnym skąd dochodzi to donośne łkanie. Widząc, że Brooks ruszyła się z miejsca, sam również wsparł się na dłoniach, żeby dotrzymać jej kroku, a wtedy… kurwa, jak on nienawidził zielarstwa. Nie tylko nie potrafił się nigdy tego przedmiotu dobrze nauczyć, ale również te magiczne rośliny uważał za coś przerażającego, mrożącego krew w żyłach. Mandragory zdecydowanie mógłby umieścić gdzieś na górze rankingu, jeśli mowa o paskudnej florze świata czarodziejskiego. Szczęście w nieszczęściu, że dziewczynie dość szybo udało się uciszyć przeszywający na wskroś pisk.

„JEDNA KROPLA ZŁA NASĄCZA JADEM CAŁE NASZE DOBRO.”

- Ej, ej. Co złego to nie ja. – Wzruszył bezwiednie ramionami, by po chwili rzucić kostkami.  Powiedzmy sobie szczerze, nie szło mu najlepiej. Pion poruszył się niewiele dalej, bo na ósme pole, a widniejący nad planszą cytat nie nasuwał na myśl żadnego optymistycznego scenariusza. Również wzmożona czujność nie uratowała go niestety przed wyrastającymi pod nogami jadowitymi tentakulami. – Kurwa. Czemu znowu zielarstwo… – Jęknął cierpiętniczo, bo miał wrażenie, że Theria się na nich uwzięła. Zaczął się szarpać, licząc na to że w ten sposób wyswobodzi się z uścisku roślinnych macek. W pewnym sensie można powiedzieć, że osiągnął oczekiwany rezultat, bo w istocie wstał na równe nogi, ale… co z tego, skoro ta pieprzona paprotka nadal zdołała wstrzyknąć w jego lewą rękę paraliżującą truciznę. Cóż, i tak miał farta, bo przynajmniej nie była to ręka magiczna, a w konsekwencji nadal był w stanie rzucić zaklęcie. Zdecydował się na jedno z prostszych, a koniuszek jego różdżki pokrył niewielki płomień, odstraszający atakujące ich tentakule. Zagrożenie zażegnane, a on sam dopiero teraz mógł odpowiedzieć na pytanie Krukonki. Za papierosa jednak podziękował, na dzisiaj wystarczało mu innych wrażeń.
- Ludzie przynoszą do naszego biura różnego rodzaju magiczne przedmioty i artefakty. Najczęściej chcą po prostu poznać ich wartość na rynku, więc jako rzeczoznawcy przygotowujemy ich wycenę. Przy mniej typowych zleceniach zdarza się jednak, że musimy przeprowadzić wpierw dokładniejszą diagnostykę. Rozpoznać skąd pochodzi dany obiekt, z jakich materiałów i w jaki sposób został wykonany, no i czemu tak właściwie służy… Niekiedy do naszych rąk trafiają również zaklęte, czarnomagiczne obiekty. Wtedy współpracujemy z innymi ekspertami, chociażby z łamaczami klątw, alchemikami albo uzdrowicielami. – Starał się opisać w miarę zwięźle na czym polegają zawodowe obowiązki jego i Walkera, a potem skinieniem głowy wskazał dziewczynie, że może wykonać swój ruch w grze.

Kostki: 1, 3
Efekt: 3
Pole: 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptySro Paź 13 2021, 12:40;

klątwa: nieaktywna
kostki:4+4=8
efekt: parzysta - Czujesz okropne mdłości. Jak gdyby ktoś rzucił w ciebie czymś powodującym wymioty. Nie jest to ani trochę przyjemne; parzysta – ewidentnie czujesz, że zbiera ci się na wymioty. Jak gdybyś miał wypluwać jakieś kamienie. Na szczęście potrafisz zatamować efekt zaklęciem.
pole: 11=8=19

Mogłoby się wydawać, że na pewne rzeczy człowiek, wraz z upływem lat, powinien się robić za stary. Choćby i na zbieranie kart znajdujących się w paczkach z magicznymi łakociami. Kto by się jednak przejmował metryką, skoro dawało to tyle satysfakcji, kiedy w końcu trafiło się na to, czego poszukiwało się przez tak długi czas? I choć Brooks wybitnie nie przepadała za słodyczami, zwłaszcza tymi, które skaczą ci w ustach, to regularnie zahaczała o sklep, aby wrzucić do koszyka kilka paczuszek. Potem czekoladowe żaby leżały w słoju w kruczym dormitorium, gotowe na spragnionych łakoci uczniów. Trzeba przyznać, że Krukonka wkładała sporo serca w próbę skompletowania talii Quidditcha, ale na razie jej dotychczasowe próby były mizerne, bo miotlarskie karty trzymały się od niej z daleka. Skoro więc nie można było w ten sposób, pozostawała wymiana, choć na sam początek studentka postanowiła zdobyć kartę Roweny, jak na dobrego krukona przystało.

- W takim razie wybieraj. Mam spiżobrzucha ukraińskiego i długoroga rumuńskiego. Swoją drogą, widziałeś kiedyś smoka na żywo? Są fantastyczne! I przerażające. Szanuję ludzi, którzy zajmują się nimi z własnej woli.

Zdziwiło ją nieco, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu to, że Theo kojarzył Jumanji. Niejednokrotnie Krukonka wspominała o różnych mugolskich rzeczach, nie zastanawiając się szczególnie nad tym, czy jej czystokrwiści znajomi wiedzą, o co jej chodzi.

- Widzę, że mugolska kultura nie jest ci obca – uśmiechnęła się lekko. - Chapeau bas, Beau Gosse.

Gdyby Brooks jakimś zrządzeniem losu stałaby za najnowszym wydaniem Therii, z pewnością byłaby to dziwna gra. A przynajmniej dziwniejsza, bo same hasła przypominałyby te, które nagminnie padały na lekcjach wróżbiarstwa w szkole. Nie o hasła tu jednak chodziło, a o magiczne efekty, takie jak stado buchorożców, mandragory i… tentakule. Cholerne tentakule! Krukonka zerwała się na równe nogi i z zapałem godnym deratyzatora, machała różdżką, rzucając na agresywne rośliny relashio, mające je spopielić na wiór.

- No powiem ci, Theo, że świetny miałeś pomysł z tą Therią. Świe-tny! – zachichotała wesoło, kiedy już uporali się z inwazją roślin. Bądź co bądź, bawiła się doskonale, choć przy każdym rzucie kostkami, byli coraz bliżej zagłady. Kiedy nadeszła jej kolej, chwyciła za kostki, słuchając jednocześnie ex-puchona, który opowiadał o swojej pracy.

- Brzmi ciekawie. I jak, lubisz swoją pracę? I jak ci się współpracuje z goblinami z banku? – zapytała, po czym odczytała kolejny napis wyświetlony przez planszę:

„RZYGASZ ŁZAMI PROSTO Z SERCA. [...] AŻ TRZĘSIESZ SIĘ Z NIESZCZĘŚCIA.”

- Nie brzmi to zbyt optymistyyyyy… - nie skończyła, bo jej szczupłym ciałem wstrząsnęły torsje. Poczuła, jak w ustach zbiera jej się ślina, a żołądek wykręca się jak sweter w praniu. Na szczęście szybko rzucone niewerbalne kinetosis od ręki odjęło jej problemów. – Uff, przypomniał mi się pierwszy raz – uśmiechnęła się blado, ocierając łzy, który spływały jej po policzkach.

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptySob Paź 16 2021, 19:54;

Czasami dobrze było oderwać się od zawodowych obowiązków i nużącej rutyny, przypominając sobie czasy dzieciństwa. Poza tym każdy miał swoje guilty pleasure, a skoro kolekcjonowanie barwnych kart sprawiało mu tyle satysfakcji, czemu miałby rezygnować? Czekoladowe żaby, przez wzgląd na swoją niechęć do słodyczy, traktował wyłącznie jako zakup uboczny. Czasami słodycz rzeczywiście lądowała w jego ustach, ale bardzo często Theo marnotrawił jedzenie, pozwalając podskakującym płazom na swobodną ucieczkę. Przede wszystkim zależało mu bowiem na skompletowaniu zestawów hogwarckich osobistości i majestatycznych smoków, chociaż nie ukrywał, że z chęcią spełniłby swoje marzenie ze szkolnych lat, którym było odhaczenie wszystkich karcianych numerków. Niełatwo było jednak tego dokonać, jeżeli trafiało się na powtórki. Musiał powymieniać niepotrzebne duble. – Hmm… – Problem w tym, że nie mógł się zdecydować na konkretną kartę. – Niestety nie miałem okazji. Chociaż może to i lepiej, bo większość magicznych stworzeń nie pała do mnie sympatią… W każdym razie, mimo że ONMS nigdy nie był moim konikiem, to zawsze jarałem się smokami i chciałbym kiedyś odwiedzić ten słynny rumuński rezerwat. – Podzielił się z nią swoimi planami, nagle uderzając się otwartą dłonią w czoło, bo ta opowieść pomogła mu z podjęciem wyboru. – Właśnie! Rezerwat! Niech będzie Długoróg Rumuński. – Przypieczętował transakcję, przekazując Brooks kartę z opiekunką domu, do którego dziewczyna przynależała.
Nigdy nie wypytywał Julii o jej pochodzenie, dlatego sam spojrzał na nią zdziwiony, gdy wspomniała o kulturze ludzi niemagicznych. Najwyraźniej łączyło ich nieco więcej, niżeli mógłby na początku przypuszczać. – No raczej. W końcu wychowałem się pośród mugoli, więc jak szukasz do rozmowy kogoś o serialach i filmach dostępnych na Netflixie, to służę pomocą. – Taka odpowiedź wybrzmiała w jego głowie lepiej niż „jestem mugolakiem”, nawet jeśli od dłuższego już czasu upierał się, że nie czuje wstydu z powodu brudnego statusu krwi. – Merci beaucoup? – Mruknął też zaraz niepewnie, bo nie był obeznany z językiem francuskim. Kojarzył jednak kilka podstawowych zwrotów, więc spróbował włączyć się w rozmowę mimo niezbyt dobrze brzmiącego akcentu.
Theria dość skutecznie przerywała ich luźne pogawędki. Mieli już za sobą stado pędzących buchorożców, rozpaczliwy krzyk mandragory i jadowite tentakule, a żadne z nich nie mogło być pewne efektów kolejnych przesunięć pionków po przeklętej planszy. Skłamałby mówiąc, że się nie stresuje, ale wolał już chyba niebezpieczne, magiczne stworzenia niż te zielarskie paskudztwa, które niejednokrotnie, przed egzaminami, spędzały mu sen z powiek. Miał nadzieję, że nie trafią już na żadną krwiożerczą roślinę, ale przynajmniej udało im się uporać tentakulami, a na żarcik Julii mógł zareagować szerszym uśmiechem. – Na początku nie byłem do niej przekonany, a powiem ci, że teraz zdarza mi się wyrabiać nadgodziny. Nie sądziłem, że będę miał okazję pracować z tak wieloma, ciekawymi artefaktami, pochodzącymi z przeróżnych zakątków świata. A co do goblinów… są dość oschłe i trudne w kontakcie, ale za to bardzo konkretne. Po prostu trzeba wiedzieć jak z nimi rozmawiać. – Pewnie gotów byłby rozprawiać o swojej pracy jeszcze dłużej, gdyby nie to, że jego spojrzenie padło na kolejny, niezbyt optymistyczny cytat, a po chwili dopadły go koszmarne mdłości. Przez chwilę nie odzywał się ani słowem, mając wrażenie, że skończy się to obrzydliwym haftem, ale wreszcie nieprzyjemne uczucie minęło samoistnie, a może raczej za sprawą szybko rzuconego przez Krukonkę zaklęcia. – Daj spokój… Kiedy myślisz, że Theria niczym cię już nie zaskoczy, a wychodzi na to, że z każdym rzutem jest coraz gorzej… – Westchnął głośno, bo teraz przyszła przecież kolej na niego. Zawahał się, ale wreszcie chwycił kostki i rzucił nimi tuż obok planszy.

„WIĘZIENIE MOŻE DEPRAWOWAĆ LUDZI, ROZBUDZAJĄC NAJGORSZE SKŁONNOŚCI LUDZKIEJ NATURY.”

- Oho, pierwszy cytat, który ma jakiś sens. – Rzucił dziarsko do swojej towarzyszki, nieświadom jeszcze tego, że los ponownie postanowił sprowadzić na niego zielarskie nieszczęście. Nie musieli zbyt długo czekać, kiedy pod ich nogami zaczęły wyrastać pędy mięsożernej rośliny laqueushiems. Zajebisty scenariusz, nie ma co. Theo odskoczył od nich panicznie, ale te popędziły za nim, zmuszając go do skierowania w ich stronę koniuszka różdżki. Mając w pamięci wyczyny Julii, chłopak podobnie zdecydował, że zabawi się w piromana, toteż po chwili ciskał już w kolejne wykwity płomieniami. Metoda okazała się całkiem skuteczna, ale nad tempem mógłby popracować. Nim pozbyli się otaczającej ich zieleniny, jedna z wyrosłych sadzonek ugryzła go bowiem boleśnie w rękę. – Kurwa! – Wykrzyknął instynktownie, niemalże od razu rzucając na zaczerwienione miejsce proste zaklęcie lecznicze, w duchu modląc się, żeby podziałało. Magia uzdrowicielska nie była jego najmocniejszą stroną, ale na jego szczęście, tym razem różdżka nie odmówiła posłuszeństwa. – Jeżeli jeszcze raz ustrzelę jakąś pieprzoną roślinę, to wypierdolę tę grę przy najbliższej wywózce śmieci. – Syknął pod nosem, nadal wściekły jak osa, a potem skinieniem głowy wskazał Brooks na leżące nieopodal kostki. – Powodzenia. – Nie ukrywał ironii, a i na zachętę puścił do niej oczko. Czego mogli oczekiwać tym razem? Mantykory-furiatki?

Kostki: 5, 3
Efekt: 2
Pole: 8 + 8 = 16
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyWto Paź 26 2021, 11:54;

klątwa: nieaktywna
kostki: 6+5=11
efekt: nie dotyczy (meta)
pole: 19+11=30 \o/

Smoki, przynajmniej w zdecydowanej większości, nie pałały zbytnią sympatią do ludzi. I trudno im się dziwić. Jak tu lubić coś tak małego i z pozoru niegroźnego, co w swoje DNA wpisane miało destrukcję wszystkiego, co znajduje się dookoła, z własnym gatunkiem włącznie? Nie zmieniało to jednak faktu, że obserwowanie tych majestatycznych stworzeń należało do przeżyć, które zostają w człowieku do ostatnich dni. Choć Brooks nie przepadała za magicznymi stworzeniami, które były znacznie groźniejsze niż te mugolskie, to nie mogła nie przyznać, że smoki rozpalały jej wyobraźnię, i to nie tylko w formie kart z czekoladowych żab.

- W zeszłym roku jak miałam kontuzję i dostałam zwolnienie lekarskie w Mungu, odwiedziłam rezerwat w Rumunii i widziałam smoki opalookie. Co prawda z daleka i przez omnikulary, ale doświadczenie i tak było nieziemskie. Jak będziesz miał kiedyś okazję albo wolny weekend, to zamiast kremowego piwa w Hogsmeade polecam ten szybki wypad do rezerwatu, bo naprawdę warto – uśmiechnęła się delikatnie, wyciągając przed siebie dłoń ze smoczą kartą i odbierają tą z patronką hogwarckiego domu.

Rozmowy o pochodzeniu wciąż nie należały do tematów, które poruszane były przy pierwszej okazji. Mogłoby się wydawać, że czasy wzajemnej niechęci czystokrwistych i mugolaków były już dawno za nami, a dzisiejsze młode pokolenia są znacznie bardziej otwarte i tolerancyjne, ale sytuacja polityczna w kraju dowodziła czemuś zupełnie przeciwnemu. Zniszczenie dormitorium Ślizgonów, zamachy SLM, wprowadzenie segregacji w „pubach dla prawdziwych czarodziejów”. W czarodziejskiej rzece musiało upłynąć jeszcze wiele wody, niż wszystko osiągnie względną normalność, ale Krukonka czuła, że są na dobrej drodze. Nie zmieniało to faktu, że z mugolakami było jej prościej się dogadać, ze względu na wspólne tematy i wielokrotnie – doświadczenia, te wczesne, jak i już hogwarckie.

- Miło mi to słyszeć – przyznała, kiedy chłopak okazał się chętny do dyskusji o filmach i serialach. – Tak więc korzystając z tej okazji... powiedz mi, proszę, co ostatnio dobrego widziałeś? Film, serial, dokument. Cokolwiek. Powoli kończę „Wikingów” i się zastanawiam, co dalej.

Z zainteresowaniem słuchała, jak Theo opowiada o swojej pracy. I choć nie znała się kompletnie na artefaktach, to jednak to, co mówił ex Puchon, było naprawdę ciekawe. A poza tym widać i czuć było, że jest to temat bliski jego sercu, a ludzie z prawdziwą pasją do tego, co robili, stanowili zdecydowaną mniejszość, dlatego doceniała ich tym bardziej.

- Wygląda, że mam z goblinami więcej wspólnego, niż chciałabym przyznać – prychnęła z rozbawienia przez nos. Uśmiech szybko jednak zniknął z jej twarzy, kiedy zaczęły nią wstrząsać torsje. To był jednak pikuś przy szczęściu Theo do roślin. Ten najwyraźniej musiał urazić czymś tego na górze, skoro tak mścił się na chłopaku. Może to znak, e należy zacząć segregować odpady i dbać o przyrodę, bo przyroda sobie odda, i to prosto w szczepionkę?

- Dziękuję – puściła mu oczko, mając jednak nadzieję, że nie spadnie na nią jakiś gówniany deszcz, albo nie dobiorą się do niej pustniki. – Ha! – zakrzyknęła wesoła, klaskając w dłonie, bo trafiła perfekcyjnie, a jej pionek wylądował na polu mety. – Kto by pomyślał, że w to również będę dobra?

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Kain

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : delikatne piegi na nosie i w okolicach oczu / wyraźne oznaki niewyspania - sińce pod oczami, podkrążone ślepia
Galeony : 2360
  Liczba postów : 886
https://www.czarodzieje.org/t20346-theodore-kain#642305
https://www.czarodzieje.org/t20350-theodore-kain#642529
https://www.czarodzieje.org/t20349-theodore-kain#642528
https://www.czarodzieje.org/t20348-theodore-kain#642476
https://www.czarodzieje.org/t20351-theodore-kain-dziennik#642530
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyCzw Gru 16 2021, 20:44;

Nie zawsze to, co piękne, okazywało się również bezpieczne i miłe. Barwne łuski, majestatyczny ruch skrzydeł i buchający żywo z paszczy płomień z pewnością tworzyły niepowtarzalny widok, nawet jeżeli smocze stworzenia najchętniej spaliłyby wszystko wokoło na popiół. Niewykluczone, że to właśnie ten dreszczyk adrenaliny dodawał całemu widowisku uroku. Nie był pewien czy rzeczywiście chciałby spotkać samotnego, groźnego osobnika przypadkowo, choćby podczas wycieczki w góry, ale rezerwat zapewniał odpowiednie warunki, by przyjrzeć się smokom na żywo bez obawy o przedwczesne kopnięcie w kalendarz. A powiedzmy sobie szczerze, zobaczyć ruchomy obrazek na karcie, a przeżyć coś naprawdę… to była ogromna różnica.
Opalookie są naprawdę przepiękne… – Mruknął rozmarzony, z sentymentem wspominając także swoją pokaźną kolekcję modeli smoków, którą niestety utracił na skutek nieszczęśliwego wypadku. – Zdecydowanie muszę nadrobić. Szczególnie, że nie przepadam za kremowym piwem. – Dodał zaraz z uśmiechem, po czym skinął głową w podzięce za tę jakże owocną rekomendację i równie przyjemną wymianę kart. Kąciki jego ust uniosły się zaś jeszcze wyżej, gdy rozmowa spełzła na mugolskie tematy, bo o ile świata bez magii sobie nie wyobrażał, tak z niewieloma czarodziejami można było pogawędzić także o niemagicznym świecie. Większość z nich nie miała nawet pojęcia, czym jest Netflix, a mimo wszechobecnej propagandzie o szerzeniu tolerancji, o niwelowaniu nierówności społecznych, nadal nietrudno było natrafić na aroganckich, czystokrwistych buców.
- Ktoś polecał mi tych „Wikingów”, ale nie miałem jeszcze okazji obejrzeć, za to niedawno oglądałem „Dom z papieru”. O napadzie na hiszpańską mennicę. Serial zrobił furorę na cały świat i chyba nawet się nie dziwię. Łączy wiele gatunków, więc prawie każdy znajdzie w nim coś dla siebie. – Wspomniał o jednej ze swoich ulubionych serii, notując w pamięci tych słynnych „Wikingów”, których jakimś cudem nadal nie dodał do swojej listy. Miał nadzieję, że tym razem nie zapomni, chociaż… nie było to wykluczone, skoro chwilę później jak najęty paplał już o swojej pracy, z niemałym opóźnieniem łapiąc się na tym, że nie daje Brooks dojść do słowa. Na szczęście dziewczyna nie miała mu tego chyba za złe, a na jej porównanie do goblinów, Theo parsknął głośnym śmiechem. – Gobliny nie latają tak dobrze na miotłach. – Pozwolił sobie zauważyć, przy okazji obdarzając ją nie tak oczywistym i banalnym komplementem.
Odpuścił sobie jednak na razie dalsze rozmowy, w duchu modląc się, by Theria nie zmusiła go do spotkania z kolejną krwiożerczą rośliną. Podążył wzrokiem za pionkiem Julii, zastanawiając się na jakież to pole tym razem trafią, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że krukońska koleżanka przekroczyła linię mety. – Hę? – Westchnął jakby rozczarowany, chociaż tak naprawdę rad był chyba z tego, że dziewczyna położyła kres tym wszystkim przeklętym kataklizmom. – Moje gratulacje. – Wyciągnął do niej dłoń, kiwając głową z uznaniem. – Jest w ogóle jakaś gra, w której ci nie idzie? Wiesz, następnym razem chciałbym wierzyć, że mam chociaż jakieś szanse. – Zapytał po tym, siląc się na zmartwiony ton, ale roześmiana mina zdradzała, że nie mówi tego na poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 1413
  Liczba postów : 3961
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 EmptyWto Sty 04 2022, 09:35;

Nie zawsze to, co piękne, okazywało się również bezpieczne i miłe. Trudno się było z tym nie zgodzić, zwłaszcza obserwując młodą pałkarkę na boisku. Za to poza boiskiem? Poza boiskiem nie była aż tak zła. Może także było spojrzeć na smoki, które olśniewały swą urodą, a także potrafiły w ułamku sekundy zamienić człowieka w przypaloną grzankę. Ta dzikość i świadomość ocierania się o niebezpieczeństwo były jednocześnie tym, co tak bardzo przyciągało ludzi, choć akurat Julka wolała te majestatyczne, ziejące ogniem stwory obserwować przez szkła omnikularów.

- Oj są – zgodziła się z uśmiechem. – Swoją drogą, nie wiem, czy słyszałeś, ale chodzą plotki, że w nowym roku ma wystartować jakiś turniej smoczych figurek. Gdybyś miał ochotę, to moglibyśmy wystartować – zaproponowała, zanim to doszło do transakcji życia, a Krukonka wzbogaciła się o założycielkę Krukońskiego domu.

Kiedy to Theo rozkręcił się, opowiadając o netfliksowej produkcji, mimowolnie wyszczerzyła się z radości. Nieczęsto miała okazję porozmawiać na tak trywialne tematy, jak seriale. I nic dziwnego. Była czarodziejką, tak więc otaczali ją czarodzieje. A Ci mają inne rozrywki, niż wpatrywanie się w szklany ekran i obserwowanie, jak banda złodziejaszków stara się wykraść hajs.

- To o tych gościach w czerwonych strojach i maskach Daliego? – zapytała. – Chyba gdzieś mi mignął trailer. Może ogarnę, skoro AŻ TAK polecasz.

Co prawda czasu miała ostatnio jak na lekarstwo i binge-watching nie wchodził w tym przypadku w grę, ale obejrzenie jednego czy dwóch odcinków w któryś wolny wieczór? Czemu by nie! Zwłaszcza skoro była to mieszanka różnych stylów. I to jeszcze w języku hiszpańskim, co stanowiło jakąś świeżą odmianę.

- OH, DAJ SPOKÓJ – machnęła kokieteryjnie ręką na tak wytrawny komplement z ust Theo. Nie słyszała chyba nigdy nic milszego. Każda miotlara w głębi duszy marzy o tym, żeby ktoś porównał ją do goblina, tak więc ziarno zgody rzucone przez chłopaka, padło na podatny grunt.

Gra skończyła się w miarę szybko, co można było tłumaczyć szczęściem początkującego. Akurat w tej dziwnej odmianie jumanji umiejętności nie znaczyły kompletnie nic. Nie oznaczało to bynajmniej, że Julka miała zamiar przemilczeć swój niebotyczny talent do planszówek.

- W koszykówkę. Na nią jestem naprawdę za niska. – Puściła mu oczko, podnosząc się na nogi i otrzepując spodnie z wszechobecnego pyłu. – No i niezbyt dobrze idzie mi pływanie. Jak na kobietę z nadmorskiego miasta, muszę ze smutkiem stwierdzić, że woda nie jest moim żywiołem.

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Opuszczona Kuźnia - Page 6 QzgSDG8








Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty


PisanieOpuszczona Kuźnia - Page 6 Empty Re: Opuszczona Kuźnia  Opuszczona Kuźnia - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Opuszczona Kuźnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Opuszczona Kuźnia - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-