Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Annecy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Marceline Holmes
Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1162
https://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
https://www.czarodzieje.org/t15273-sow
https://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Annecy  Annecy EmptySro Lip 04 2018, 23:53;


Annecy


Malownicze miasteczko formuje się pastelowymi barwami budynków i kwiatami, które pięknie zdobią uliczki swoją różnorodnością. Rzeka przepływająca przez teren francuskiej gminy dodaje nuty finezyjnego uroku, przez co turyści i mieszkańcy mogą poczuć się oderwani od przytłaczającej rzeczywistości. Restauracje, kawiarenki i sklepiki cieszą się ogromną popularnością, gdyż to tu można zaczerpnąć onirycznego muśnięcia sztuką. Nie bez powodu Annecy otrzymało miano bajkowej krainy, wszak gdy się przyjrzysz każdej cegiełce, powąchasz wszelką roślinność i wsłuchasz w rytm serca miasta - zrozumiesz, że tutaj toczyła się niebywała historia, której tętno nadal pulsacyjne wybija rytm życia. Czarodzieje mogą się tutaj zaszyć, podobnie jak mugole, jednak ci bardziej wprawni wiedzą, że na obrzeżach znajduje się kilka ukrytych, magicznych knajpek i alejki prowadzące poprzez zaczarowany park, a także część starówki. Ulubionym punktem zwrotnym w podróży do Annecy pozostaje widok na Alpy, które robią piorunujące wrażenie i kuszą swą nieprzejednaną naturą.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyCzw Lip 05 2018, 01:48;

| po wszystkim innym

Zakrawał już na szaleństwo.
Szaleństwem było (nie)ciążące w zaciemnieniu kieszeni złoto umieszczonego łańcuszka; szaleństwem - zawędrowanie tutaj, w mury francuskiego miasteczka; szaleństwem było spełnienie - wystawiającej na pokuszenie obsesji, w naiwnej wierze domysłom - sprowadzającym w objęcia podszeptów miejsca, osiadłego przed dniami w dialogu na miękkich, dziewczęcych wargach. Poddawał się jednak tej wizji - kurtyna nieświadomości okazywała się szczelna, skutecznie odcięła więzy samokontroli podczas obłąkańczego śmiechu - stanowiącego finisz szeregu nieprawidłowych reakcji, odpychających od siebie niepozorną Krukonkę, przestraszoną i zapłakaną, z lękiem wbijającą pokryte przez łzawą taflę spojrzenie w niewyjaśnione nabytki otarć i fioletowe, mgliste ślady rozlanych na szyi sińców. W odpowiedzi, w obronie oraz ataku miał śmiech - który wyrwał się, znalazł - bez jakichkolwiek hamulców racjonalności. Nie pamiętał tej chwili dokładnie oraz nie usiłował jej zgłębiać, zapuszczać się w niedostępne korytarze umysłu; wystarczająco wiedział, że jej nie było (wiedział, że właśnie ją stracił?). Sypialnia w Dolinie Godryka stała się - nagle - ozięble, przerażająco pusta; przywołała jednakże - w ramach nadziei wspomnienia - kiedy Marceline Holmes opowiadała o swoim corocznym spędzaniu wakacji, drobnej tradycji, urokliwym punkcie z widokiem na poszarpany grzbiet Alp, występach w klimatycznym lokalu. Zapraszała.
Dotąd nie przyszedł.
A teraz, w najgorszym, nieodpowiednim momencie - zjawiał się z osobliwą dla siebie, bezczelną, zagarniającą pewnością - przybywał - demon przeszłości, podstępny, nękający kusiciel; dążący pokrętnymi drogami do osiągnięcia celu. Wiecznie, przy choć najmniejszej okazji mącący taflę spokoju ułożonego życia - dzisiaj również - miał być namiastką chaosu w spokojnym klubie, dysonansem odpowiedzi skoncentrowania odbiorców na smukłe palce, uderzające o czerń oraz biel fortepianowych klawiszy. Ściągnął okulary przeciwsłoneczne, z nieukrywaną pewnością, bez ostentacji - aczkolwiek również bez ukrywania, próby zaszycia sylwetki - wślizgując się w przyspieszonym tętnie do środka.
J e s t, widzi ją, powstrzymuje triumfalny uśmiech pragnący rozciągnąć linię związanych milczeniem ust.
Postanowił - zająć miejsce przy jednym z dogodnych (oraz wolnych) stolików, mając za towarzysza - wypełniony alkoholem kieliszek, opróżniany bez najmniejszego pośpiechu. Bezlitośnie rozkoszował się każdą mijającą sekundą.
Zauważy?
Kwestia wyłącznie czasu.
Powrót do góry Go down


Marceline Holmes
Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1162
https://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
https://www.czarodzieje.org/t15273-sow
https://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyCzw Lip 05 2018, 20:58;

To był k o n i e c - przede wszystkim dla niej, wszak to stało się powodem, dla którego uciekła - chciała zapomnieć, wyzbyć się z umysłu pamięci, która przymusowo podrzucała w odmętach obrazy powiązane z jego osobą.
Powinien to zaakceptować.
Odpuścić.
W onirycznym śnie wzbijała się ponad chmury. Lawirowała na pograniczu bezsensu egzystencji, jak gdyby szukała możliwości na emocjonalny rozpad ciała i duszy, byle już nie odczuwać feerii wielobarwnych uczuć, tak destrukcyjnie zgubnych. Egoizm przepływał teraz pod membraną jasnej skóry, czynił z Holmes zniewoloną przez nieprawdziwe wyobrażenia, a przecież osunięte powieki otwarły się kilka dni wcześniej, gdy to pojęła własną bezwartościowość dla niego. Człowieka, któremu ufała równomiernie do tego, by obecnie wątpić w szczerość intencji, być może od zawsze pozostających w sferze iluzorycznego pragnienia przynależności.
Annecy.
To tu zaszyła się przed danielowym spojrzeniem, segregując porozrzucane myśli przypominające puzzle, których kawałki nie zespalały się po ułożeniu. Irracjonalne postępowanie mogło budzić obrzydzenie, ale czy pozostawił jej wybór? Nie, nigdy go nie posiadała, dlatego ten jeden raz postąpiła zgodnie z samą sobą, oczekując od życia somnambulicznej łaski, by czasem ich drogi nie skrzyżowały się ponownie. W głębi serca liczyła jednak na tę przekorność, choć czy nie było to zbyt złudne? Nie była wszak dla niego na tyle istotna, by porzucać maskę, która zakładał od dawna, czyniąc zeń osobę nieprzejednaną, której enigmatyczność tętniła rytmem życiodajnej energii.
Wieczorem, adekwatnie do pozostałych, grała na fortepianie w niedużym, jazzowym klubie, gdzie to spędzała regularnie wolne dni, kiedy razem z ojcem przyjeżdżała do miasteczka na lapidarne okresy, w których to porzucał Julię. Nie zmienił bowiem ich tradycji, przez co dyskomfort spirytualny Marceline wydawał się odleglejszy, aniżeli w czasie przebywania w deszczowym Londynie.
Błękit tęczówek osiadał na śnieżnobiałych klawiszach, gdy smukłe palce przemierzały melancholijną dróżkę melodii i nic więcej nie liczyło się ponad miarę muzyki. Pogrążona w zadumie ulatywała jak wolny ptak w przestworza, choć jej serce dudniło w dwojakiej nerwowości, zaś w klatce piersiowej nasilał się, a oddech spłycał z kolejnymi sekundami. Czuła nagromadzone emocje, ale nie czyniła nic, pomimo że obawa nawarstwiała się gęstym, burzowym pasmem. Dopiero po skończonym utworze rozejrzała się po zgromadzonych, a wzrok zatrzymał się na znajomej postaci, na widok której zastygła w bezruchu. Odwróciła spojrzenie szybko, zbyt szybko i gwałtownie, analizując w głowie możliwość wynikającą z obecności Daniela Bergmanna.
Czy to m o ż l i w e?
Raz jeszcze podjęła się gry, by zyskać moment lub dwa na podjęcie się próby ucieczki i porzucenie absurdalnej ilości złudzeń.
To nie miało prawa bytu.
Już nie.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyPią Lip 06 2018, 20:16;

Była zgubiona -
- w jego zuchwałych planach, utkanej sieci - mającej wkrótce zniewolić; mielił pęd wyobrażeń, roztrząsał układ wielu barw scenariuszy - prawdopodobnych czynów, mogących błysnąć na scenie rzeczywistości. Była obecnie celem, była ofiarą bezwzględnych (egoistycznych?) motywów, w których pomimo przeszycia dotkliwym grzechem (to twoja wina, Danielu, zawsze ty byłeś winny) - ściągał swoim widokiem przeszłość, rozdrapywał zranienia dziewczęcej duszy okrutnie zauważalną pośród skromnego audytorium sylwetką. Ociekający pewnością, dokładnie taki - jakim zapamiętała go niegdyś, pełna zachwytu, żądzy kontynuacji - iskrzącej się w zwierciadłach uważnie spoglądających oczu. Ścigał ją - niczym drapieżnik nie pozwalał się wymknąć spod szponów własnej, przygotowanej pułapki. Skradał się, pokrętnymi ścieżkami dążył, w nienaruszonej cierpliwości potrafił czekać na odpowiedni epizod. Pomimo błędów, pomimo licznych odtrąceń - niczym widmo obłędu, niczym najgorsza klątwa obciążająca wątłe barki panienki Holmes - prześladował ją, wikłał, przekraczał wszelkie bariery regulaminów. Osobiście - samozwańczo - wyznaczał sformułowania zasad. Był panem swojego losu, przechodził przez ścieżkę życia z pozorem każdego, przemyślanego ruchu; pozorem - jednym wielkim pozorem - składał się w głównej części z pozorów.
Znał ją
zbyt dobrze.
Silnie została zakorzeniona w pamięci - z chmarą prześladujących uczuć, których wyrzekał się, których bał się, przez które - w osobistym rozdarciu przyciągał ją i odpychał. Och, doskonale wyczuwał pragnienie, pokusę oferującej dar zapomnienia ucieczki - dźwięk za dźwiękiem przelewał się niczym upadający w kształtach klepsydry piasek; każda nuta stanowiła metaforę odliczania do epizodu wymknięcia się z objęć sali. On, jednakże - przewidywał jej zachowanie, wiedział - w jaki prawdopodobny sposób, zareaguje na jego niespodziewaną obecność. Nienawidziła go? Możliwe. Niezwykle możliwe. On jednak nie chciał wypuścić jej ze swych dłoni.
Płynnie, jakby przypadkiem - lawirował pośród stolików pod koniec przepływającej melodii, którą to rozbrzmiewała dusza instrumentu - wprawnie ulegająca ruchom smukłych, dziewczęcych palców. Dzięki wyprzedzającym ruchom - dokładnie, w momencie - kiedy chciała się wymknąć - wyrósł zza morza nieznanych, rozmawiających sylwetek; być może, niewiele brakło do ich zderzenia (jej twarzy z wychylającym się nagle, zasłoniętym letnią koszulą torsem), kiedy to w kilku krokach odcinał Holmes trasę niespostrzeżonego wycofywania. Uśmiechał się - lekko, serdecznie, niby zwyczajny mężczyzna profesor, bez żadnych - zewnętrznie skrywających się dwuznaczności.
- Jestem pod wrażeniem - twej naiwności? Próby prędkiego wyjścia i rozproszenia się w jednej z wąskich ulic miasteczka? - pani występu. - Zakończył, jakże banalnie, bez jakichkolwiek nawiązań - zmuszał do uczestnictwa w kolejnej ze swoich gier; stawiał pobliskich ludzi w iluzji prostej, miłej rozmowy
nie mogli nic podejrzewać.
Powrót do góry Go down


Marceline Holmes
Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1162
https://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
https://www.czarodzieje.org/t15273-sow
https://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptySob Lip 07 2018, 10:22;

A czy to nie on zagubił się w samozwańczym przypisaniu jej osoby jako właśności?
Czynił z niej swoistego rodzaju użytek egoistycznych zachcianek, choć nigdy nie podejmował się słusznej gry, jedynie złudzenia czyniły zeń istoty o niebywałym potencjale do popadania w hedonistyczną manię. I tym razem było tak samo, pomimo że ucieczka rozsupłała pasmo złączonych dróg i doprowadziła do nikłej szansy na zaszycie się w gąszczu wielobarwnych budynków i pokrętnych uliczek. Winien pozostawić ją w tym miejscu, nie podejmować się próby odnalezienia, jak gdyby decyzja o rozstaniu zapadła pod efemeryczną osłoną nocy, z dala od logiki, zaś blisko obłędu, który tamtego wieczora przekreślił ów znajomość, kształtując ją w sposób zbędny i niepotrzebny do dalszego egzystowania obok. Akceptowała ten przepływ emocjonalnego rozpadu, który dudnił intensywnie pod membraną skóry i ukracał męki wynikające z naiwności, dziewczęcego zaangażowania w wykreowaną na potrzeby enigmatycznych schadzek ufności, że jest w a ż n a.
Nie była
nie mogła - być.
Smukłe palce wygrywały kolejne takty, nieustępliwie przemierzały wyraźnie zarysowaną linię śnieżnobiałych klawiszy, nadając zupełnie inny klimat, który odbijał się echem od karminowych ścian, pozwalając ludziom zatopić się w dźwiękach onirycznych marzeń i podniet. Przygaszone światło dodawało animuszu całemu przedstawieniu, lecz gdy muzyka wreszcie ustała - scena zrobiła się obrzydliwie pusta, pozbawiona tętniącego życia, które biło od kruchej sylwetki rudowłosej istoty. Zaszyła się pomiędzy wzniesieniami doniczkowych kwiatów, pomimo że złapana w szpony ciekawskich przedstawicieli wysoko postawionych czarodziejów, szukała sposobności do kolejnej ewakuacji, by czasem nie dać się zniewolić przez odmęty przeszłości. Słuchała onirycznych fraz utkanych przez słowa, choć nie rozumiała nic, unosiła się ponad postaciami, wzrokiem błądząc po pomieszczeniu, nie odnajdując go; czyżby był ledwie senną marą?
Głos.
Ten g ł o s przeniknął do podświadomości Marceline, paraliżując ją i odbierając szansę samokontroli. Popadała w chroniczną żądzę zniknięcia, byleby zapomnieć, wyzbyć się możliwości kolejnych spotkań.
Z jakiego powodu ją krzywdził? - cóż złego ci uczyniła?
- Dziękuję - odpowiedziała zdawkowo, po czym nikły cień fałszywego uśmiechu przyozdobił jej blade lico. Czarna sukienka podkreślała jasną karnację, dokładnie w ten sam sposób, co za pierwszym razem w Perth, gdy podjęli się gry w mugolskiego bilarda; pamiętasz ją? Opinała jej drobną sylwetkę analogicznie do dzisiejszego spotkania, kiedy to obojczyki odsłonięte przez zbyt głęboki dekolt podkreślały kruchość skrytą pod mlecznobiała powłoką ciała. Zmieniały się jedynie detale; brak łańczuszka, wyraziście czerwona szminka i spojrzenie o przenikliwie smutnej barwie, bez pasji, którą względem niego żywiła. - Przeproszę panów, jednak muszę udać się na stronę - powiedziała pewnie, aczkolwiek nuta zwątpienia wybrzmiała w jej głosie. Odczuwała przeraźliwy ucisk zakleszczający się wokół żeber, łamiący je pod ciężarem zniewolenia, dający poczucie bezsilność - aczkolwiek - czy byłby takim głupcem, by podążyć za nią? Chciała wierzyć w przeciwstawność oczywistych rozwiązań, dlatego czym prędzej skierowała kroki do toalety, gdzie to wielkie lustro odbijało nikły obraz drżącej postaci. Serce uderzało gwałtownie, zaś ona starała się ukoić rozszalałe uczucia, tłamsząc je w każdej formie. Dopadła czym prędzej marmurowej płyty łazienkowego blatu i spuściła głowę, szukając odpowiedzi w strumieniu wody, który nieustępliwie wypełniał szarawą misę.
K u r w a mać.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyNie Lip 08 2018, 00:48;

Odrzucał - przywdzianą maskę.
Wcześniej - miał założoną ją z należytą perfekcją, obejmując nienatarczywym spojrzeniem dziewczęcą postać; w znanym, zawierającym metaforyczny pierwiastek przeszłości stroju - owszem, był w stanie doskonale wynurzyć z morza pamięci obraz dopasowanej kreacji, czerni eksponowanej wśród delikatnej, w jasnym odcieniu skóry. Oszustwo. Nasączona iluzją otoczka, wszystko inne - było w rzeczywistości zagranym z cichym zgrzytnięciem - schematem, mydleniem oczu poustawianych dokoła ludzi. Wydawał się czekać, przez chwilę - wydawał się zostać zaklęty zgodnie z mamiącą wizją w bezruchu, posłusznie, naiwnie wierzący uchodzącym spomiędzy warg słowom. Kłamstwo. Kłamała - znał ją zbyt długo, zbyt dobrze; ponadto - wykształcona w nim intuicja wychwytywała niepozorność zaburzeń bez jakichkolwiek przeszkód. Niczym wąż, wyślizgiwał się z ramion tłumu, krocząc w oddali za nią, w wędrówce pomiędzy nieregularną kompozycją rozsianych wzdłuż sali sylwetek.
Musiał się w końcu z tym zetknąć.
Musieli. Oboje.  
Stając naprzeciw siebie - twarzą w twarz, w martwej atmosferze milczenia, zrzucając szaty okazanego fałszu i wyuczonych manier. Dlatego, zmierzając do niej, krok za krokiem - przemieszczając się coraz bliżej zamkniętych drzwi, bezczelnie naruszając zasady (prawdopodobnie) przeznaczonego dla osób występujących, znajdującego się odpowiednio dyskretnie, poza obrębem ciekawsko lądującego wzroku - ściągał przywierający kształt maski. Maski raczącego występem pośród życia aktora - odpadała jej wytworzona obłuda, niczym wyschnięta, bezużyteczna skorupa - wcześniej zarządzająca mimiką. Pokusa była silniejsza od podpowiedzi rozsądku - męskie palce zacisnęły się bez wahania na chłodnej, łukowato wygiętej klamce - sprzeczny z uściskiem ruch, subtelnie pociągnął drzwi - wewnątrz pulsującego ryzyka. Była sama. Na szczęście. Szum spływającej wody nie koił zszarganych zmysłów, obecnie - przesadnie czujnych. Wejście zamknęło się za nim; dźwięk skłaniał do obdarzenia uwagą.
Marceline.
Z olbrzymią chęcią zakosztowałby tego słowa, dawno niegoszczącego na ustach, niedostępnego jak senna, owiana zagadkowością mara - egzystująca wyłącznie w tworach zakłamanego umysłu. Żadne słowo jednakże, na powitanie - nie uleciało w eter; wyłącznie przystanął tak, w tajemniczym milczeniu, często owiewającym ich dwoje, odnajdujących się w namiętności sylwetek. Zbliżył się w kilku drobnych, niespiesznie czynionych krokach - nadal odcinając Holmes drogę potencjalnej, już drugiej z rzędu ucieczki. Bezczelna pewność mężczyzny, odpadła razem ze wcześniej złuszczającą się maską, trzymaną dla towarzystwa, dla tłumu; teraz - wydawał się całkowicie
inny
poniekąd - trudno opisać - świadomy ciężaru winy (winy w jej subiektywnym osądzie) oraz goryczy wyrzutów, pragnący nade wszystko rozkruszyć - wyrosłą pomiędzy nimi, niedostrzegalną ścianę; bezduszny mur powstałego w obliczu zrażenia dystansu. Pewność siebie uleciała z mężczyzny, jak powietrze z przerwanego balonu; przegrała.
Było ich więcej.
Uczuć?

W końcu, zdołali się zderzyć ze sobą - nie z pozorami siebie.
Powrót do góry Go down


Marceline Holmes
Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1162
https://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
https://www.czarodzieje.org/t15273-sow
https://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyPon Lip 09 2018, 05:51;

Nie pojmowała takiego postępowania
logiki czynów, które wydawały się niedorzeczne.
Pogrążał ich w specyficznej grze, która niegdyś królowała w ich życiu, z dostosowaną do zdarzeń precyzją obłudnego wyidealizowania postaci. Dzisiejszego wieczora czynił w ten sam sposób, zaś ona pomimo szalejących emocji pod membraną skóry - ulegała. Czy wiedział? Musiał, wszak bez tego nie podjąłby się iluzji kreowanej na potrzeby nietypowego spotkania.
Absurdalność.
Oboje żyli w świecie niecodziennej alternatywy uczuć.
Słusznie?
Obserwowała mętnym spojrzeniem sylwetkę przez moment, gdy wzrok jej uciekł niesiony nikłą chęcią odwrócenia głowy. Wbijała błękit oczu w postać mężczyzny, z którym łączyło ją więcej, aniżeli wypadało, czego nie mogli wiedzieć zgromadzeni. Nieznajomy człowiek zachwycający się onirycznie utkaną melodią smukłych palców, odnajdujący ukojenie w wybrzmiewających dźwiękach; czyż nie taką rolę dzisiaj pełnił? Ona natomiast była ledwie cieniem samej siebie, skąpana w sensualnej czerni przyciągała wzrok pozostałych, jakby chcieli skraść ulotne chwile, nieistniejące w perspektywie przyczynowo-skutkowej; została zagarnięta przez człowieka, który kusząc hedonistycznym pragnieniem zagarnął jej zanikającą przestrzeń.
Knykcie bielały z każdym silniejszym zaciśnięciem piąstek, kiedy to skupisko szalejących emocji analogicznie do ostatniego spotkania wyżerało w niej poczucie pewności siebie. Myśli mieszały się w jedno, zderzały się ze sobą jak dzikie mustangi w galopie, gdy scenariusze zaprzeszłych dni hukały ze sobą, a teraźniejszość tworzyła rozpad elementarnych cząsteczek. Nie rozumiała - nie pojmowała działań zmierzających ku zespoleniu załamanych dusz. Tęsknota tętniła pod membraną skóry, aż do czasu, gdy próg nie został przekroczony przez Daniela Bergmanna, czyhającego na jej osobę pod osłoną samotności. Serce zakołowało w piersi, a spojrzenie pociemniało; iluzoryczny fragment skrzyżowania wzroku przypominał kuriozalny błąd, a mimo to - przedłużała ów sekundy, byle odgadnąć ukryty sens.
Zrobiła krok w przód
potem kolejny
i jeszcze jeden.
- Dlaczego? - zapytała z powątpiewaniem, jednak nie będąc gotową do ataku, jak gdyby walka dotychczasowa odebrała jej oniryczną powłokę determinacji. Przystąpiła jeszcze w przód, po czym bezwiednie ułożyła dłoń na męskim torsie, dokładnie w miejscu, gdzie biło jego serce, dając im fałszywą ilość brakującego czasu na oswojenie, choć w kopule czaszki dudniła myśl - u c i e k n i j, ponownie. - To miejsce było od zawsze niedostatecznie dobre dla ciebie, więc pozwól mi zrozumieć powód, dla którego przyjechałeś? Jestem bowiem... - urwała szytą w bólu sentencje, jakby przeszywający żal zakleszczał się wokół jej serca. Spuściła tęczówki, nie będąc w stanie spoglądać na niego nadal, odsuwając się równocześnie w tył i zabierając somnambuliczny dotyk. - Nikim.
Zapomniałeś?
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyPon Lip 09 2018, 23:06;

Jakże naiwnym! było pytanie - dlaczego
uderzające rytmicznie, z powtarzalnością dłuższą niż krótkotrwały wydźwięk, przebiegający w powietrzu; kołatało do bram umysłu, nieporuszonych, niezmiennych, irracjonalnych, bo równocześnie - jakże naiwnym było - posądzanie mężczyzny o jakikolwiek rozsądek - w przyciągającej jak magnetyczna siła obsesji. Wprost do niej, w kierunku zguby ich dwojga; stąpając (nie)ostrożnie po grząskiej, osuwającej się glebie zdystansowania Marceline Holmes, która - niczym ścigana przez drapieżnika zwierzyna, poszukiwała jakby najdogodniejszej przestrzeni - aby wyłącznie znaleźć się jak najdalej od niego. Z premedytacją, z jawnym, egoistycznym zapędem - wyniszczał każdy z jej drobnych planów. Wtargnął do snującego bezkonfliktowy żywot miasteczka, wkroczył z eksponowaną śmiałością na wypełnioną muzyką salę kameralnego klubu, zajmował bezczelnie miejsce podczas wykonanego występu, dziewczęcych palców wygrywających z niepodważalnym talentem melodię. Nigdy nie miał w sobie zbyt wiele racjonalności - od korzeni początku, od pierwszych ich, skrzyżowanych wspomnień i początkowo (jeszcze) niewinnych gestów; gry zawieranej w słowach - gry - wsiąkającej w niemal każdą płaszczyznę życia, osoby znanej każdemu jako sam Daniel Bergmann - znajdujący się w wielu barwach, odłamach, niektórych - znanych wyłącznie przez nią.
Zabębnił palcami; niemal bezgłośnie wygrał ulotną kompozycję na perłowej krawędzi najbliższej mu umywalki. W bezruchu, poddał się już następnie jej dotykowi, nastawionemu na echo - odbijających się w ciele skurczów pracowitego serca. Czy było rzeczywiście tym sercem, ujmowanym przez wielkich twórców, sercem - siedliskiem duszy, podniosłej, człowieczej i kochającej? Czy było może - wyłącznie zlepkiem plastycznych tkanek, zgniataną to rozprężaną pompą, bliżej nieokreślonym tworem powtarzalnego w cyklu swej pracy mięsa? Cisza wzrastała w siłę, zasiana pomiędzy nimi - wyjątkowo złowrogo (zazwyczaj rozkoszowali się jej istnieniem, przyjemnie wplatanym pomiędzy głębokie oddechy).
- Nikt - spróbował bezlitośnie powielić ostatnie słowo, niepasujące, wbijające się niczym cierń - bolesnym uformowaniem głosek. Wzrok miał spuszczony, częściowo przymknął powieki; wydawał się pogrążony, niedostępny - skrywający się za zasłoną gęstej, wijącej się mgły rozmyślań. Nie przerywał tej ciszy.
Nie przerywał, choć powinna być jak najszybciej zniszczona.
Nie przerywał, choć wydawała się ranić.
- Zjawiłem się dla nikogo - kontynuował, podchwycił; skrzywił się, z dźwiękiem przelewającej się treści jeden za drugim wyrazów. Błąd? Oszustwo? - Nie brzmi to - zauważył - dostatecznie dobrze, nie sądzisz? - Podniósł wzrok, wbijając błękit tęczówek w drobną, ulokowaną tuż przed nim postać. Subtelnie wyśmiewał, podważał tę tezę, był jak najbardziej sobą - pławił się w swym żywiole. Nie chciał, aby wierzyła dłużej we własne, podcinające wachlarze skrzydeł poglądy.
Nie mogła dłużej uciekać.
Nawet, jeśli w obliczu rozsądku - należało pozwolić jej wreszcie żyć własnym życiem, nieskrępowanym, wyzbytym ostatecznie z toksyny, regularnie wlewanej w krwiobieg.
- Słyszałem o wielu zaletach, oczekujących na odwiedzenie miejscach - zauważył, odzyskując swój rezon. Podobnie uzyskał uśmiech, szczery, odrobinę niepokojący, niesforny?, układający się sukcesywnie na jego rozpogadzanej ekspresji. Oczy błysnęły, gromadząc w sobie wymowne mrugnięcia światła. Nie doceniała go? Co prawda, zawsze odkładał wizytę w czasie - chociaż - jednego nie należało Bergmannowi odmówić.
- Pamiętałem - oznajmił poniekąd z dumą. Czy domyślała się, że przecież - prędzej czy później kruk wyląduje na parapecie jej domku, zerknie (odrobinę nieśmiało) przez szybę - i zauważy pustkę?
Nie znosił tkwić w bezczynności; nie zatrzymywał się, podążając swoimi, niezwykle krętymi ścieżkami.
Powrót do góry Go down


Marceline Holmes
Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1162
https://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
https://www.czarodzieje.org/t15273-sow
https://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptySro Lip 11 2018, 14:19;

Doprawdy - była to naiwność z jej strony?
On nie pamiętał ostatniego spotkania, nie był świadom padających słów i iluzorycznych wyznań opartych o rzekome szczęście. Ileż zatem utracił? Czego mógł być pewien, gdy umysł płatał kolejnego figla? Utarty schemat braku kontroli, który pozbawiał zdrowego rozsądku każdego, zaś emocje dudniące pod membraną skóry dewastowały wykreowany długimi tygodniami spokój. Padł tego ofiarą, dokładnie tak samo jak i ona, nadając im nowe kształty i koloryt, perfekcyjnie odbierał należącą do zeń fakturę uczuć, pozostawiając ich na ścieżce dalekiej od docelowego k o ń c a. Masochizm. Tortura wynikająca z konieczności wymazania błędów popełnianych bez kontroli nad samym sobą, choć było to złudne pragnienie, odbiegające od faktycznego finału, coraz to szybciej stającego się onirycznym pożegnaniem wyzbyt z utkanych naturalnością słów.
Obserwowała bacznym spojrzeniem każdą reakcję, zaś najbardziej ciekawiła ta, gdzie przełamała swoistego rodzaju barierę wstydu, niepewności i jawnej niechęci, kiedy to smukłe palce naznaczały symbole na materiale koszuli, wyszukując potwierdzenia, że doprawdy tu jest - prawdziwy, wyzbyt z enigmy snu. Tęczówki osiadły na pokrytej kilkudniowym zarostem twarzy, taksując kolejno oczy, nos, a także wargi, które powoli zaczynały układać się w nietypowe frazy. Widziała, że dyskomfort uwierał także jego, ale jak mogło być inaczej, skoro wydali na siebie wyrok?
Głupcy.
Po stokroć głupcy.
Pokręciła z irytacją głową, a pojedyncze kosmyki rudawych włosów opadły na oszronione policzki. Napawała ją złość, która kotłowała się pod powłoką drobnego ciała, dając tym samym znak do ewentualnego ataku (tudzież ucieczki), choć nie chciała popełniać kuriozalnych błędów. Szukała sposobności do ukojenia rozkołatanego serca i skonsternowanych myśli, który przybierały dowolne formy, niedoścignione dla rzeczywistej chwili.
- Brzmi to źle - burknęła pod nosem, na ten typowy dla siebie sposób, kiedy to duma cierpiała, a ona domagała się pewnych zachowań. Musiał to znać, wszak czyniła nieświadomie, mimo premedytacji zawartej w całej postawie. Nikły cień rozbawienia począł błąkać się na jej licu, przez co pozbawiła go możliwości tkwienia w pozycji en face, oddając na moment błękitnemu spojrzeniu swobodę powodzenia po nieokreślonych punktach.
- A ja słyszałam, że są tu całkiem dobrzy przewodnicy; polecić jakiegoś? - odparła z nutą złośliwości, kiedy to ponownie skrzyżowała z nim wzrok. Oczekiwała pewnych zachowań, jak gdyby poszukując odpowiedzi na niezadane pytania. Analogicznie do ostatniego spotkania - zamieniła się z nim rolami, dając mu dystans, pomimo chęci zlikwidowania go; nie chciała, by odchodził, a zarazem nie wiedziała jak należy odpowiednio postępować, by cieszyć się z jego obecności. - Zresztą, żaden z przewodników nie zabrałby cię do La Petite Cantine d'Ernestine, ani tym bardziej na mały rejs po okolicy... Nie zjadłbyś też croque madame lub monsieur i... I... I zapłaciłbyś dużo pieniędzy... - powiedziała jeszcze pod nosem, a jej ton jasno wskazywał na to, że byłaby doskonała do oprowadzenia po miasteczku, choć przecież nieugięta natura nie pozwoliłaby jej na to. Zjawiał się i myślał, że dostanie wszystko? Cóż za zuchwałość! Wypuściła powietrze ze świstem i niemal nieświadomie zamachnęła się drobną dłonią, by wreszcie ta zatrzymała się na jego ramieniu.
- Pamiętasz? A co? Swoją głupotę czy moje odejście? - chciała warknąć, krzyknąć, ale wiedziała, że skończyłoby się to nieadekwatnie do dysputy. Odpuściła po upływie kilku chwil i jedynie wycofała się, dając im szansę na chełpienie się w ciszy, która wtaczała do żył pozostałości po dawnych słabościach.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyCzw Lip 12 2018, 23:40;

Nie miał skrupułów; jęki rozwścieczonego sumienia nie grupowały się w kakofonię wyrzutów - wręcz przeciwnie, niknęły, odbijane jakby od grubej, szczelnej bariery wybujałego egocentryzmu. Pomimo pasma hańbiących dosyć niedawno porażek, pomimo świadczonych zranień, rozdrapywania ich ledwie po zasklepieniu - które pragnęła wyleczyć z dala od przesiąkniętej wilgocią deszczowych opadów wyspy, z dala od niego, z dala od nękających wspomnień - zjawiał się. Bez jawnej skruchy, bez poruszenia, bez wyświadczanych przeprosin, bez jakichkolwiek sprostowań irracjonalnych czynów; zjawiał się - tylko i aż, po prostu - niczym wędrowiec wyłaniał się z mgły niedomówień, wizyt bez zapowiedzi, własnych, nieodgadnionych kaprysów. Tkwiła w tym dość pokraczna, być może - całkowicie niechciana tradycja - podobnie, zjawiał się - on, dysonans w spokoju jej życia - jako przypadkowy przechodzień, uraczony przeprosinami podczas wakacyjnego pobytu, nauczyciel pielęgnujący transmutacyjne zdolności, jako enigmatyczny kochanek, pojawiający się, przesycony milczeniem, nakłaniający do porzucenia kurtyny ubrań.
Nie przejmował się.
Jej obruszenie nie zniechęcało Bergmanna - wręcz przeciwnie, podsycało mechanizm kontynuacji tej prowadzonej gry - nadal, miał zamiar błądzić, wyszukiwać właściwej ścieżki, ogromem zakrętów zmierzać - powoli, stopniowo - w stronę własnego celu.
Cel zaś - jak zawsze - był niejasnością. Do czego zmierzasz, Danielu? Z pewnością, nie przyszedłeś tutaj skosztować samych widoków gór, naznaczonych błękitem, obecnym na nieboskłonie; kolorowych szeregów kamienic oraz wąskich, intrygujących uliczek; tafli rzeki, w której przegląda się widok architektury; poruszających, fortepianowych melodii. Z pewnością. Dlaczego więc tutaj jesteś? Nie potrafiłeś udzielić tej odpowiedzi. Nie potrafisz - również przed samym sobą.
- Wygląda na to - ośmielił się, po wysłuchaniu ocenić - że nie są tak dobrzy, jak powiedziałaś wcześniej - stwierdził. Chciał poznać niezaprzeczalnie miasto - nie bez powodu; o czym powinna wiedzieć. Wiedziała, z całą pewnością wiedziała - czego dotyczyło skrócone wspomnienie pamiętałem, goszczące na jego ustach; potrafił, krok po następnym kroku powiązać ze sobą fakty, wydobyć nazwę położonego we Francji miasta - o niebywałym udziale pośród jej wakacyjnych wspomnień.
Miała szczęście w nastroju mężczyzny, który był wówczas zachłanny, łakomy na odniesienie sukcesu; w związku z tym nierozchwiany, nieskłonny do wyśmiewania - w innym przypadku tendencja do wytykania głupoty, spotkałaby się z odzewem ociekającym od jadu drwiny i nieprzyjemnej, ciskanej wprost w twarz riposty. Tym razem - był zajęty czymś innym.
- Jest pani bardzo niemiła, panno Holmes. - Teatralnie udawał urażonego stwierdzeniem, stosując formę tak znaną u profesora. - Chciałem przypomnieć - nie wytrzymał z pokusą dotyku; strzepnął, delikatnie - niewidzialny pył z jej kreacji - że trudno jest się mnie pozbyć. - Zakończył. Pożądanie doń mrugnęło leniwie wraz z wypełnieniem pokusy; miał niebywałą ochotę, mimo natłoku wyrzutów - wpić się bezczelne w jej usta; aczkolwiek wszystko balansowało jedynie na płaszczyźnie (nie)winnych, wyłaniających się wyobrażeń
które nie mogły zostać przelane na rzeczywistość.
Powrót do góry Go down


Marceline Holmes
Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1162
https://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
https://www.czarodzieje.org/t15273-sow
https://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyPią Lip 13 2018, 09:04;

Ona zaś wręcz przeciwnie; łamała się pod wpływem nagromadzonych emocji, które bezsprzecznie bombardowały jej kruchą osobę i ciskały o stare odleżyny zapomnianych uczuć. Powróciła do naturalności z czasów Perth, kiedy to enigma roztaczała się wokół jej drobnej sylwetki, a niewinność wręcz emanowała i nadawała iluzji wątłej sylwetce. Czy była prawdziwa? Namacalność ów stwierdzenia można skierować jedynie do adwersarza tamtejszych grzeszków, gdzie to skąpani pod osłoną nocy, przełamywali kolejne bariery i tonęli we własnych objęciach sensualności. Raz po raz przemierzał ścieżki, trącając niby somnambulicznie dziewczęcą duszę, doprowadzając poszarpany umysł na skraj przepaści, by to tam dokonać aktu całkowitego pożądania. Była podatna na gry domysłów, a w swych hedonistycznych, powoli odkrywanych zapędach, lgnęła do osoby Daniela, pomimo wydanego kilka dni wcześniej wyroku. Zapadała się pod kopułą zdarzeń utkanych z pajęczej sieci, jak gdyby popadając w pułapkę wyobrażeń, uginała się w obliczu następstw sensualnego tańca nie będącego jeszcze zagładą dla ich niewyobrażalnie słabych woli.
Sprzeciwiłaby mu się?
Odepchnęła?
Irracjonalne perspektywy nie odbijające się w tafli prawdziwych pragnień.
Obserwowała jego postać, zmagania się w słuszności postępowania, ale - po co? Sama powoli zaczynała się gubić w korytarzach powinności, przez co im bardziej złościła się na wypowiedziane przez siebie słowa, tym bardziej chciała dopuścić się ich realizacji. Irytacja jednak nie pozwalała na złożenie takiej propozycji, toteż skrzyżowała z nim tęczówki, w których szalało niewysłowione wzburzenie, a postawa jasno świadczyła o rzeczonym obruszeniu, które wywołał aspekt niedocenienia jej osoby.
- Oczywiście, że nie są... - stwierdziła pospiesznie i niczym obrażone dziecko wywróciła na ten teatralny sposób oczami. - Oddałabym cię w ręce jakiegoś łapserdaka, by zabrał ci ostatnie joro, a ty musiałbyś się głowić, co czynić... - powiedziała z wyraźną butą w głosie, przy okazji przekręcając mugolską walutę. Już miała go wyminąć, by jawnie zasugerować następstwa ów spotkania, jakby chcąc pokierować go na dróżki Annecy, gdzie to winien dostrzec najbardziej kolorowe budynki i alejki skąpane w feerii różnorodnych kwiatów.
Zatrzymał ją. Daniel Bergmann z a w s z e robił przeciwstawnie do jej zamierzeń, toteż chłonęła ten chwilowy, jakże subtelny dotyk, byle nacieszyć się onirycznym muśnięciem bladej skóry. Ileż ona by dała za skradnięcie kolejnych pieszczot, choć było to zakazane, już całkowicie niedozwolone. Sentencja skąpana w słowach przypominała o prawdziwości ów stwierdzenia. Do tej pory nie umiała postąpić tak, by wyrzucić go poza swój umysł, gdzie to myśli kierowane były głównie pod jego adresem, a teraz przywołany przez elementarność egoistycznych żądań - stał tu - realny, okraszony jedynie materiałem ubrań, przez co nie mogła uczynić nic ponad nieśmiałe spojrzenia.
- Zauważyłam, panie Bergmann - mruknęła ledwie słyszalnie, a następnie przystąpiła krok do przodu. Ich sylwetki zetknęły się w delikatny sposób, ledwie wyczuwalny, zaś karminowe wargi Marceline Holmes szeptały wprost do jego kontynuacje zuchwale rozpoczętej przed chwilą dygresji. - Przegrywać też pan nie potrafi - szept rozległ się w pomieszczeniu, odbijającym się głuchym echem od ścian. Czy czuł jak serce łomocze w jej piersi? Z pewnością, musiał to odczuwać, choć zabrała mu to równie pospiesznie co ofiarowała, wymijając to i odwracając lekko głowę w bok, by kątem oka dostrzec jego reakcję. - Idzie pan?
Nie mogła być przegraną w tej rozgrywce.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyPią Lip 13 2018, 17:25;

Wodziła
na pokuszenie
.
Wyjątkowo - tym razem - przytrzymywał kurczowo dłoń obecnego rozsądku (niespychanego na dalszy, bliżej nieokreślony plan, niezlewanego z morzem nieistotności). Nawet w odwiecznie zauważalnym zuchwalstwie i niezachwianym rezonie, stawiał kroki ostrożnie i z namaszczeniem - wtedy, jeśli był przekonany. Potrzebował pewności, potrzebował adekwatnych spostrzeżeń - potrzebował wyrzekać się błędu odrzucenia, niewybaczalnej porażki zawartej w pospiesznych krokach oraz zniknięciu Marceline Holmes, wieńczącej swoje pragnienie ostatecznego zniknięcia i rozwiązania relacji. Mimo tego - zaryzykował - począwszy od miejsca, jakie nie było dlań przeznaczone, skończywszy na materializacji tuż przez nią bez większych (należnych?) wyjaśnień, bez zarządzenia pokory, która powinna uginać ze skruchą ciało. Trudno powiedzieć - czy w zupełności celowo omijał prawdę swej winy, czy najzwyczajniej nie byłby w stanie jej spostrzec (miał wypalone moralne, wewnętrzne oko przez swoje samolubne spojrzenie).
- Byłabyś na tyle okrutna? - dopytał; rzecz jasna nie wyłapując błędu. W kwestii pieniędzy, wielu mugolskich rzeczy - coś zazgrzytało, acz nie był pewien, być może miała w tym rację? Juro brzmiało nadzwyczaj głupio, aczkolwiek wiele mugolskich rzeczy i specyfików zakrawało na absurd - Daniel Bergmann nie upadłby zatem w zdziwienie, gdyby płacono tutaj jakimiś jurami.
Tak czy inaczej, sama Marceline Holmes wydawała się niepojęta.
Nieuchwytna, uciekająca spomiędzy wyprowadzonych schematów - prąd emocji przepływał, od przerażenia przez intensywną ironię, skończywszy na niepozornym udziale w drażnieniu zmysłów mężczyzny. Nie doceniał jej, zapominał o sporej dozie nieprzewidywalności, zauważalnej w jej wątłej sylwetce - nie spotykali się najwyraźniej zbyt długo; pod kaskadami rudawych włosów ukrywało się mnóstwo nieodgadnionych myśli. Nie mógł jej aktualnie usidlić, poddawać bezsprzecznie swym planom - mógł się jedynie zawierzyć.
Dolewała oliwy do falujących języków ognia, który pochłaniał ciało i bombardował układy taśm nerwów; pożądał ją, owszem, pożądał intensywniej niż zwykle - pełen nienasycenia najchętniej chwyciłby ją oraz poddał swej gwałtowności, uwięziłby w pocałunku - wyróżnione czerwienią, dziewczęce wargi. A jednak, w wyżerającej od środka destrukcji, pozostawał nieopisanie cierpliwy. Czekał.
- Posłusznie za panią - odpowiedział, nasuwając spojrzenie wprost na taksujące tęczówki - zerkającej przez ramię Krukonki. Stawiał krok za kolejnym krokiem do przodu - w jej stronę - całkowicie niespiesznie, jak gdyby delektował się umniejszanym znów sukcesywnie dystansem. - Proszę prowadzić. - Uśmiech wspinał się lekko po twarzy. W końcu - to ona - znała najlepsze miejsca.
Powrót do góry Go down


Marceline Holmes
Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1162
https://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
https://www.czarodzieje.org/t15273-sow
https://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptySob Lip 14 2018, 15:52;

Czy sądził, że była w stanie postąpić inaczej?
Zapomniał – to pewne.
Pogubił się w gąszczu korytarzy wspomnień, jak gdyby porzucając myśli o tym, kim niegdyś była Marceline Holmes, owiana nutą onirycznej enigmy i iluzji wykreowanej na potrzeby spotkań z nim. Doprawdy zagubił tenże obraz? Powątpiewanie w nią przyćmiewało zdrowy rozsądek, dzięki czemu otrzymywała od losu pokrętną szansę bycia na przedzie, by w swej skomplikowanej, emocjonalnej strukturze przedrzeć się za wysoką ścianą ograniczeń i wreszcie zesłać na niego zgubę w postaci eterycznego zniewolenia umysłu.
Ucieczka wydawała się zatem absurdem, skoro on mimo to zdecydował się na podróż do Annecy i odnalezienie jej (nie)realnej postaci, która ukryta pomiędzy obcymi sylwetkami przygrywała melodie płynącą spod smukłych palców pieszczących śnieżnobiałe klawisze. Natrafił w końcu na nikły ślad, a potem ze śmiałością postanowił wedrzeć się na mur utrzymujący ją w ryzach wątpliwego dystansu. Przełamywał skrupulatnie budowaną ścianę, za którą stawała się tą samą dziewczyną, którą była niegdyś, choć przy nim lawirowała na pograniczu prawdziwości, z której próbował ją odrzeć, nadając dziewczęcej istocie nowych kształtów i barw. Formowana z gliny przypominała figurkę dopasowaną do zachcianek, choć umysł wymykał się i podążał nakreślonymi od dawien ścieżkami, do których nikt nie posiadał dostępu.
- Owszem – odparła bez namysłu i przygryzła policzek od środka. Nie dowierzał? Oczywiście, że byłaby w stanie oddać go w dłonie obcego człowieka, by wreszcie skwitować śmiechem naiwność mężczyzny. Chciała patrzeć na niezdarność, a to tylko z powodu żalu nagromadzającego się pod membraną bladej skóry. Dźwięk słów, które bombardowały jej podświadomość we wspomnieniach okrutnie przenikających fraz, jak gdyby czyniły zeń głupią na potrzeby jego hedonistycznych mrzonek.
Oddech spłycał się z każdą kolejną sekundą, gdy tylko wymijała go szybkim krokiem, obserwując kątem oka Daniela Bergmanna i jego czyny – doprawdy zamierzał podążać za nią? Poruszała się swobodnie, a biodra okraszone ciemnym materiałem opinającej sukienki nadawały każdemu ruchowi swoistego rodzaju charakteru, pieszczącego głęboko zakorzenione pragnienia. Szła z lekkością, nie obracając się dłużej, prowokując i kokietując męskie żądze, uwodzicielsko przypominając o kardynalnym błędzie popełnianym notorycznie, choć było to wyobrażenie niezwykle zgubne dla nich obojga. Dopiero wyjście z gwarnej sali pozwoliło na zatrzymanie się i zwrócenie błękitnych tęczówek na towarzysza sensualnej zbrodni.
- Czas cię nie ogranicza? – zagaiła ledwie słyszalnym szeptem, równocześnie kierując drobną dłoń na widok przed nimi, gdzie to nieduże żaglówki zaczepione były przy porcie. Chciała zaczerpnąć świeżego powietrza, dać ledwie wyczuwalnemu wietrzykowi przyzwolenie na potarganie rudych kosmyków, napawając się przy okazji ciepłem bijącym od męskiego ciała. - Nie zwlekajmy, wszak mam dzisiaj… Randkę… – dodała całkowicie poważnie, choć czy doprawdy tak było? Musiała go sprawdzić, testować, byle mieć pewność, że nie drwił z niej raz jeszcze, dając wątpliwą nadzieję, że cokolwiek znaczy.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyNie Lip 15 2018, 00:08;

Wielodniowy - wyolbrzymiał, być może - łańcuch dręczącego ułomność ciała mężczyzny postu - dawał się nieuchronnie we znaki. Wpijał - nieustannym wrażeniem, czynił niepokornymi instynkty (były ostatkiem utrzymywane poprzez napięte niczym postronki, gwarantujące samokontrolę struny, z trudem panującego rozsądku). Chłodne kalkulacje nakazywały wypełniać wyuczone schematy czynności, społeczną tresurę tłumu przybliżonego do zwierząt; nie mógł popełnić jakiegokolwiek błędu, wykroczenia przeciwko uformowanym regułom w świetle obserwujących spojrzeń. Sam również śledził - prowadzącą go aktualnie sylwetkę, kołyszące się biodra, delikatne, dziewczęce kształty w dopasowanej kreacji; spalała go, spalała powoli i bezlitośnie pożogą narastających w nim wyobrażeń, pożogą wewnątrz umysłu - wypełnionego przez łunę ogarniających pragnień.
W jednym miała bezsprzecznie rację.
Nie potrafił przegrywać. W przeprowadzonych wymianach domysłów, subtelnym teatrze wiedzionym wśród monotonii rzeczywistości - wyrzekał się popadnięcia w czyjąś, uformowaną pułapkę. Gra - miała toczyć się nadal, utrzymywana na wsparciu niechwiejącej się cierpliwości; drapieżnika czyhającego na jeden, właściwy moment - do wysunięcia szponów. Jedno niewłaściwe podejście, zagarnięcie Marceline Holmes, nie wytrzymanie tej próby - jaką zaczęła szykować w zamian za jego krnąbrne, niespodziewane przybycie, kusząc swoją chwilowo posługującą jako drogowskaz dla kroków postacią
och, jakże cudownie się łudził
tak czy inaczej
był s k o ń c z o n y w swym pożądaniu, nie było dla niego ratunku.
- Nie lubię pośpiechu - oznajmił, równie modulując niesiony z powiewem wiatru, prędko zanikający szept. Udawał przejęcie - oraz celowo nie krył się z owym uzewnętrznianym kłamstwem. Przystanął, równie nienaturalnie przejęty, choć naturalnie, bezwzględnie - nachylając krawędzie warg, tuż obok małżowiny usznej panienki Holmes.
- Czyżbym w czymś pani przeszkodził? - dopytał, figlarnie, ewidentnie bez żalu wtłoczonego w ton głębokiego głosu. Wszystko - na jego korzyść - wiedziała, jak bywał beznadziejnie zazdrosny o każdorazowy kontakt z zainteresowanym nią chłopcem. Jego spojrzenie - w tych chwilach - emanowało chłodem, słowa zaś wydawały owoce o miąższu ociekającym jadem.
Ruszył do przodu, niespiesznie, przyglądając się uwiązanym żaglówkom, muskanym przez granatowe fale.
- Sądziłem, że mamy - ośmielił się jeszcze powiedzieć - więcej czasu.
I oto - ruszył - w pobliżu, rozkoszując się później widokiem malowniczego miasteczka, podobnie niezmiernie dając pochłonąć się towarzystwu - wśród jego myśli królowała obecnie ona. Bez obaw. Bez rozproszenia.
Nie przełamywał chwilowo reguł.
Udawał.
Zgodnie z zapowiedzią, nie spieszył się - w żadnym stopniu.

| zt x2
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32432
  Liczba postów : 102336
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Annecy QzgSDG8




Specjalny




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyPon Lis 26 2018, 22:12;

Na potrzeby ów ingerencji, zakładamy że rzecz dzieję się we Paryżu.

@Ezra T. Clarke

Początkowo błagania wydawały się być nader idiotyczne, czego oczywiście Ezra nie miał okazji usłyszeć na głos, jednak jego ciche łkania zostały uwzględnione. Talent został również doceniony, przez co Clarke mógł wyjechać w podróż do Francji, gdzie u boku znamienitych aktorów przyszło mu zagrać.
Czyż nie o tym marzy każdy młody artysta?
Podróż minęła nader szybko, podobnie jak przygotowania do spektaklu, który już za kilka dni stanie się tematem numer jeden we wszystkich francuskich miastach. Ezra mógł być zatem dumny, że jego kunszt aktorski i drobne cwaniactwo pozwoliły mu zajść niemal na wyżyny. Teraz przyszło mu pracować z jedną z najznamienitszych reżyserek młodego pokolenia – Velmą Winchester! Chłopak miał jednak pewien problem, wszak tuż przed występem z dublera stał się główną postacią, która winna rządzić sceną i porwać serca niemal trzystu czarodziejów, którzy zgromadzili się w Operze Garnier.

1,4 było to dla ciebie niezwykle zaskakujące, wszak nie oczekiwałeś, że staniesz się gwiazdą i to z zupełnego przypadku. Gardło twojego konkurenta zaczęło odmawiać posłuszeństwa, a tym samym tembr nie rozbrzmiewał z idealną nutą uwodzicielskiej bezczelności. Musiałeś stanąć na wysokości zadania, co już zapewne niejednokrotnie robiłeś, dlatego też gdy stawiasz pierwsze kroki w stronę głównej sceny, oddychasz spokojnie, choć serce bije ci niezwykle szybko. Taksujesz tęczówkami zgromadzonych, choć widzisz tylko ich zarys, lecz wcale ci to nie przeszkadza. Płyniesz z prądem, wydajesz się być doskonały i stworzony do ów roli. Jest tobą oczarowana nie tylko Velma, ale jej oddany przyjaciel, który przygotowuje spektakl na Broadwayu i gdy już dochodzi do sytuacji, w której zebrani się rozchodzą – kobieta prowadzi znajomego do ciebie. Mężczyzna ma propozycję, która wiąże się z kontraktem na kolejne przedstawienie, tym razem na Broadwayu. Decyzja należy do ciebie. Zdobywasz 1 punkt do działalności artystycznej; zgłoś się po niego w odpowiednim temacie.
2,5 przed wyjściem na scenę twoja towarzyska podała ci fiolkę z eliksirem, który miał cię pozbawić ewentualnej tremy, lecz prawdopodobnie koleżanka z premedytacją (bądź nie) wręczyła ci eliksir postarzający i z młodego amanta stałeś się dziadkiem w podeszłym wieku. Oczywiście, nie trwałoby to długo, jednak do mikstury zostało dodane coś, co uniemożliwiło ci funkcjonowanie wśród ludzi. Musisz zaakceptować ten fakt, bo w tym momencie musisz zmierzyć się z totalną improwizacją, która da nadzieję na odniesienie sukcesu. Kiedy Velma cię znajduje – nie jest zadowolona i postanawia przesunąć spektakl, by nikogo nie wystawić na ośmieszenie.
Pamiętaj, by następnym razem być nieco bardziej ostrożnym.
3,6 ten dzień był niezwykle udany, choć tak naprawdę nie wiedziałeś, czego spodziewać się po francuskich artystach. Pech chciał, że nawet czarnoksiężnicy nie śpią, a tak bogate przedsięwzięcia, które rozgłosili współpracownicy pani Winchester musiało poskutkować zamachem. Nieoczekiwane zaklęcia, które swymi łunami odbijały się od ścian – raniły wiele osób, niektórzy nie mieli zbyt wiele szczęści i zginęli, lecz ty uszedłeś z ataku cało, oprócz złamania nogi, a także ręki. Oberwałeś także kamieniem w głowę, co przyczyniło się do utraty pamięci. Po powrocie z Francji uwzględnij fakt, że minimum dwa tygodnie spędziłeś w św. Mungu.

______________________

Annecy Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Ezra T. Clarke
Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 6236
  Liczba postów : 3387
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Annecy QzgSDG8




Gracz




Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy EmptyPią Lis 30 2018, 20:05;

Jakkolwiek oceniali to inni aktorzy, czy sami twórcy przedstawienia, wystaranie się o angaż w przedstawieniu nie było niczym idiotycznym, nawet jeśli składało się z bezpośrednich próśb. Nikogo jednak nie nękał i nie padał na kolana z płaczem - zwyczajnie walczył o swoje, bo kiedy dostawało się taką szansę, nie wypuszczało się jej z rąk. Gdyby obstawiano twardo przy zmianie, jakoś by to przeżył, w końcu był dorosłym chłopcem, który miał jeszcze przed sobą długą karierę.
Nie mniej, chodziło o Paryż, spełnienie największych marzeń Ezry, zafascynowanego tą kulturą, językiem, zauroczony własnymi nieco idealizowanymi wyobrażeniami o tym miejscu. Trudno było określić, skąd one właściwie się wzięły, skoro Ezra nie kojarzył w swojej rodzinie skłonności frankofońskich. Cechą miłości nie był jednak racjonalizm - było to coś, czego nie można było zrozumieć, bez podobnego doświadczenia. I gdyby tylko Clarke nie był tak mocno związany emocjonalnie z Anglią, to już dawno, całkowicie w ciemno miałby wpisane w dokumenty obywatelstwo francuskie.
Ale niesprawiedliwością byłoby powiedzenie, że wszystko było tylko wyobrażeniami; trudno byłoby zapomnieć o urodzinowo-niespodziankowym śniadaniu i przyjemnym spacerze, które zafundował mu Leo w centrum Paryża, tym samym odhaczając kolejny już wspólny "pierwszy raz". Ezra bywał niezwykle sentymentalny i o tej jednej rzeczy nie miał nigdy zapomnieć swojemu byłemu chłopakowi. (Kiedy się samotnie przebywało w mieście miłości, można było się nawet zacząć zastanawiać nad celowością pojawienia się przymiotnika "były" - na szczęście Ezra był na to zbyt zajęty.)
To nie zmieniało jednak faktu, że i teraz cieszył się jak dziecko; podekscytowanie osiadło w jego podbrzuszu i nie było mowy, aby zbyt szybko się z tego miejsca ruszyło. Miał tylko nadzieję, że w całym tym teatralnym ferworze uda mu się wyrwać chociaż na chwilę na Pola Elizejskie czy Plac Pigalle. Nie liczył przy tym niestety na kabaret w Moulin Rouge, gdzie narodził się kankan. Ale może to i lepiej? Takie widowisko powinno być oglądane tylko w dobrym towarzystwie...
Zresztą, nie miał na co narzekać; zobaczenie kulis Opery Garnier samo w sobie potrafiło przyprawić o zawroty głowy, szczególnie gdy patrzyło się na przepiękne freski Marca Chagalla, zdobiące sufit. Ezra z największą przyjemnością zająłby się samą kontemplacją architektury, gdyby nie to, że do Paryża przyjechał pracować.
Praca z Velmą Winchester również należała do grona zajęć nobilitujących. Była to kobieta znana w młodocianym artystycznym światku i każda jej uwaga była na wagę złota. Nie spodziewał się jednak zupełnie, że przypadek sprawi, iż z dublera stanie się główną postacią - nie posługiwał się jednak w codziennych rozmowach językiem francuskim, a skupienie na sobie uwagi trzystu czarodziejów nie było najbanalniejszym z zadań.
Denerwował się, oczywiście, jak przed każdą taką sztuką. Musiał wypaść dobrze.
I rzeczywiście wszystko zdawało się iść po jego myśli, jakby zapowiadając nieprawdopodobny sukces, gdyby nie... czarnoksiężnicy? To wydawało się być wyrwane jakby z innej bajki. Zamach w Operze Garnier niewątpliwie miał się odbić w nagłówkach gazet i na stale wyryć w pamięci aktorów. Łuny zaklęć rozświetlały ściany - po raz kolejny dało o sobie dać niesamowite szczęście Ezry, którego obrażenia były nieprawdopodobnie mniejsze niż pozostałych pracowników...

6
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Annecy QzgSDG8








Annecy Empty


PisanieAnnecy Empty Re: Annecy  Annecy Empty;

Powrót do góry Go down
 

Annecy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Annecy JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
-