Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Polana pegazów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość


Dulce Reina Miramon

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 530
  Liczba postów : 436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12988-dulce-reina-miramon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13012-poczta-dulce#349360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13011-relacje-dulci#349359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13013-dulciowy-kuferek-magicznosci#349367
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyWto Gru 27 2016, 14:11;

First topic message reminder :


   Polana pegazów
   
   
Polana przed zakazanym lasem, na której zwykle pasą się pegazy. Są w miarę udomowione, lecz niechętnie przychodzą do obcych, są wobec nich nieufne. Występują tu głównie Aetonany, pegazy o gniadym umaszczeniu sierści i ciemnych, niemal czarnych grzywach. Zamieszkują całe wyspy Brytyjskie. Pegazy w zależności od punktów w kuferku z ONMS mogą się różnie zachowywać.
kostki:
0-4 pkt z ONMS - są nieufne, nie podchodzą zbyt blisko i lepiej też do nich nie podchodzić. Mogą być płochliwe i uciekać lub też zaatakować. Jeśli chcesz podejść bliżej rzuć kostką.
Parzysta - pegaz spłoszył się i uciekł.
Nieparzysta - zostałeś zraniony przez pegaza, musisz odwiedzić skrzydło szpitalne.
5-9 pkt z ONMS - pegaz pozwala podejść do siebie, nawet pogłaskać po łopatce lub nakarmić, jednak uważaj, to nadal dzikie zwierzę.
1, 3 - zwierzak stoi spokojnie, wydaje się zachowywać naturalnie i nie zwracać większej uwagi na to co robisz.
2 - pegaz spłoszył się i uciekł.
4 - zwierzak posłusznie poddaje się twoim próbom oswajania, pozwala się zbliżyć i reaguje neutralnie.
5 - pegaz zastrzygł uszami, a gdy próbowałaś/łeś się zbliżyć kopnął cię, musisz odwiedzić skrzydło szpitalne.
6 - dzięki swojej intuicji i zwierzęcej empatii, pegaz nie miał najmniejszych oporów by z tobą się zaprzyjaźnić. Otrzymujesz 1 pkt do ONMS.
10+ pkt z ONMS - Na tym etapie możesz pozwolić sobie na większe obcowanie z tym niezwykłym zwierzęciem, może spróbujesz pojeździć? Lub wyczyścić?
1 - pegaz bez najmniejszych oporów przyjął cię na swój grzbiet i możesz się cieszyć jazdą na nim. Podczas spaceru znajdujesz gumową piłeczkę. (Gumowa piłeczka służy do zabaw z pegazem i dodaje +1 do ONMS)
2, 4 - coś najwyraźniej poszło nie po twojej myśli, bo koń spłoszył się i uciekł.
3 - pegaz przyjął cię na grzbiet, jednak z krańca lasu dostrzegł jakieś niebezpieczeństwo i pognał z tobą przez błonia. Rzuć ponownie kostką:
Parzysta- upadasz boleśnie, bezzwłocznie udaj się do skrzydła szpitalnego.
Nieparzysta- koń mimo trudności dał się po chwili opanować, a ty otrzymujesz +1 do ONMS.
6 - nie wiesz co było nie tak, ale pegaz zwyczajnie cię kopnął i uciekł. Udaj się do skrzydła szpitalnego.

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyPon Cze 07 2021, 23:50;

Przechodził praktycznie od razu do czystej teorii. Nie zastanawiając się nad tym, co miało miejsce, być może nie reagował aż nadto emocjonalnie, skrywając w sobie dużo, niemniej jednak nie zachowywał się tak, jakby nagle stracił dar mowy. Chciał się skupić na tym, co go najbardziej w tym wszystkim interesowało - na przekazaniu odpowiedniej wiedzy i wybraniu tak odpowiednich słów, by te najbardziej utkwiły w pamięci Ślizgona.
- Rzadko kiedy ściemniam. - wytłumaczył lekko, bez żadnej spiny, która mogłaby zostać niepotrzebnie uznana za istniejącą. Raz po raz przeglądał notatki, czując, jak litery powoli zaczynają się mieszać. Podejmował się zbyt dużego wysiłku ostatnimi czasy, chcąc zwyczajnie zapomnieć. Na kolejne słowa, które wyszły z ust Maximiliana, nie mógł powstrzymać się od prychnięcia - rozbawionego, trochę przepraszającego, ale te słowa najwidoczniej trochę go rozluźniły. Być może brakowało mu zwyczajnego wyluzowania, mając kija w dupie. Albo rzeczywiście gdzieś wewnątrz tkwił ten problem. - Ekhm... - poprawił na szybko krawat, który i tak zwisał byle jak na białej koszuli (usmarowanej już błotem, zresztą). - To rasa konia. - mruknął dość spokojnie, pozwalając sobie na lekki uśmiech, by potem powrócić do tej zrównoważonej miny.
Trochę mógł się tego spodziewać - to było dość oczywiste, że chłopak po utracie pamięci nie będzie aż nadto pamiętał, co się działo na lekcjach z tego właśnie przedmiotu. Ale nie narzekał. To był zawsze przyjemny temat do przestudiowania, bo pytania dotyczące ras pegazów pojawiały się wyjątkowo często na egzaminach, czego nie zamierzał przepuścić w żadnym szczególnym tego słowa znaczeniu. Elementarna podstawa nauki. Te stworzenia od lat fascynowały, fascynują i będą fascynować czarodziejów z całego świata. Możliwość ltu zawsze wydawała się być kuszącą opcją - w szczególności w sposób inny niż za pomocą miotły.
Niemniej jednak... te ostatnie słowa wydawały mu się być urocze w swej naturze, na co poprawił grzywkę, wstrzymując na krótki moment oddech. Nie chciał o nim tak myśleć, a mimo wszystko i wbrew wszystkiemu nie potrafił się odizolować. Spojrzenie czekoladowych oczu na moment wylądowało na ziemi, gdy poczuł lekkie rozgrzanie policzków, czego Max nie mógł zauważyć, chowając własną głowę w ramionach. Na szczęście szybko się opanował.
- Naaaa... egzaminach teoretycznych często pojawia się konieczność wymienienia ras pegazów i podania ich cech charakterystycznych. - powoli, na spokojnie, z opanowaniem, bez pośpiechu, wertując własne notatki, ponownie otrzymał kuksańca od stworzenia, na co zachwiał się nie bez powodu. Siła była znacznie większa, a abraksan stanowił wyjątkowo zazdrosną istotę, w związku z czym student musiał być znacznie ostrożniejszy. - Wyróżniamy cztery. Abraksany, aeotany, graniany, testrale. Abraksan to ten obok mnie. - wytłumaczywszy, pogłaskał go spokojnie, by zapoznać się z jego kremową maścią i tym samym zaprezentować w pełni.
- Nazwa tej rasy pochodzi prawdopodobnie od nazwy jednego z koni Aurory w mitologii rzymskiej. Oznaczało "świt". - spojrzał na notatki, by tym samym zrozumieć z nich znacznie więcej, choć była to tak naprawdę próba uwolnienia się od natłoku myśli. Trzy miesiące. Trwał, ale wewnętrzne siły i płomień powoli gasły. Lekko się uśmiechnął. Było to jednak zbyt ciężkie do przetrawienia, skoro umysł nadal uważał stojącego nieopodal chłopaka za kogoś, kogo znał znacznie wcześniej i kogoś, kto był w stanie zauważyć znacznie więcej szczegółów. Wymęczało go to. - Wymagają... mocnej ręki. Są niezwykle silne i mogą sprawiać problemy początkującym hodowcom, a na domiar złego kunsztują w single maltach. I, jak podejrzewasz, ich utrzymanie jest dość... zasobożerne. - trudno było się z tym nie zgodzić, skoro pegazy z tej kategorii uwielbiały whisky, które siłą rzeczy kosztowało, w związku z czym wiele kieszeni zostawało pustych. Albo rozsądnie wypełnionych, bo skrzydlate konie nie służą do trzymania dla własnego widzimisię. - Wszystko na temat abraksanów jest zrozumiałe? - zapytał kontrolnie, by upewnić się, że marzeniami Solberg nie znajduje się gdzieś indziej.



Ostatnio zmieniony przez Felinus Faolán Lowell dnia Wto Cze 08 2021, 22:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 700
  Liczba postów : 7290
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyWto Cze 08 2021, 11:05;

On sam niespecjalnie chciał z kolei wkuwać kolejną teorię, która dodatkowo w tej chwili niezbyt go interesowała. Nikt jednak nie mówił, że w życiu będzie łatwo, a że Max uwielbiał stawiać sobie niesamowicie wysokie poprzeczki, nie zamieszał zadowalać się byle Zadowalającym z egzaminu i potrzebował tej dodatkowej nauki. Nawet, jakby miał fizycznie wyciąć sobie kawałek mózgu, żeby zrobić w głowie miejsce na kolejne informacje.
-Tyle dobrze. - Uśmiechnął się lekko, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że "rzadko" nie znaczy "nigdy". Szczególnie w wypadku puchona.
Uniósł lekko brew, nie do końca rozumiejąc, co Felka tak rozbawiło dopóki ten nie wyjaśnił mu, że ten koń wcale nie ma porytego imienia, a cała rasa jest nazwana jakby ktoś się najebał i próbował wymyślić coś "wyjątkowo super". Zrobiło mu się trochę głupio z powodu braku tak podstawowej wiedzy, ale nic nie powiedział.
-Zaczepny skurwysyn. - Wskazał na pegaza, który trącił Felka. Ten, w przeciwieństwie do Maxa był w pełnym szkolnym umundurowaniu. Ślizgon nie mógł nie zauważyć, że taki ubiór mu służył, ale tę myśl również zostawił dla siebie. Sam wskakiwał w mundurek tylko gdy wybierał się na zajęcia. Poza nimi ponownie popierdalał w dresie, co nie do końca dobrze jeszcze o nim świadczyło.
Nie byli tu jednak by dyskutować o modzie, a o koniach. A raczej Feli miał jemu opowiadać o co tym kopytnym chodzi w życiu i czemu musi się o nich uczyć. Już pierwsze próby wyciśnięcia ze ślizgona wiedzy skończyły się klapą, która zaskutkowała chwilowym schowaniem głowy we własne ramiona. Musiał wziąć się w garść. Przecież to nie mogło być aż takie trudne. Gdy podniósł głowę i odwrócił się, Feli już mówił o rasach tych istot.
-One wszystkie są takie kremowe? - Przerwał mu na chwilę, zastanawiając się, jak te konie od siebie w ogóle odróżnić. Ten był dość charakterystyczny, ale nie mógł mieć pewności, że te białe pegazy, stojące nieopodal nie były tą samą rasą potraktowaną innym umaszczeniem.
Starał się skupić na wiedzy, jaką Feli próbował mu przekazać bardziej niż na całej reszcie. Zauważał pewne niuanse, a na niektóre wciąż pozostawał ślepy. Nie zmieniało to jednak faktu, że koncentracja Maxa była dziś bardzo niestabilna.
-Mocnej ręki? Czemu? - Widział, że ten konkretny koń raczej to najmilszych nie należał chociażby po tym, jak zaczepiał co chwilę studenta. Pytaniem było jednak, czy to cecha wspólna tej rasy, czy tej konkretny okaz jest po prostu małym rżącym chujkiem. -Z koniem chyba jeszcze nie piłem. Szanuję ich gust. - Zaśmiał się mając dziwne wrażenie, że ten fakt akurat zapamięta. Abrachujki gustują w bourbonach.
-Nooo... Ok wiem co piją, ale czym się je karmi? Bo chyba nie lecą na samym spirycie? - Dopytał, gdy Feli dał mu czas na przetworzenie wiedzy i ewentualne rozjaśnienie wątpliwości. Choć w jednym Lowell miał akurat rację. Marzeniami Max był naprawdę daleko stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyWto Cze 08 2021, 12:16;

W kwestii ONMS ważna była zarówno teoria, jak i praktyka. Trudno, żeby podejść do zwierzęcia, kompletnie nie znając żadnych jego cech charakterystycznych względem zachowania, jakie może przejawić. Porywanie się z motyką na słońce mogło być zatem jedynie zgubną bajką, bo o ile w innych dziedzinach można było odpuścić sobie coś takiego, to jednak zwierzęta nie wybaczały. Widząc zagrożenie, same postanawiają się bronić. Nie potrafiąc zrozumieć ludzkich gestów - uciekają bądź pokazują własne, ostre zębiska, najeżając sierść, która następnie daje wrażenie czynienia z kimś o znacznie potężniejszej posturze.
Kiwnąwszy głową, nie bez powodu powiedział "rzadko". Naginanie rzeczywistości wchodziło naturalnie w ludzkie odruchy i zachowania, czego nie był w stanie zanegować, poprawiwszy koszulę, by tym samym dłońmi strzepać z niej niepotrzebny kurz. Życie raz po raz pokazywało mu, że nie da się być do końca szczerym. Ubieranie masek może chronić delikatne struktury wewnętrznego działania, aczkolwiek może przyczynić się także do zatracenia. Student starał się w tym lawirować na spokojnie i bez pośpiechu. Zresztą, mało kłamał ogólnie. Jak już - preferował brak rozmowy.
- Zbyt zaczepny, ja pierdzielę... - pogłaskał stworzenie raz jeszcze, bo kuksańce były naprawdę bolesne i niezbyt przyjemne. Mimo to okazywało się, iż abraksan nie ma wobec niego złych zamiaru i domagał się swoistego dopieszczenia. Wbrew pozorom umundurowanie nie było do końca szkolne. Odbiegało od standardowego, ale nadal - był to styl, który obecnie preferował. Porzucając modę na czarne ubrania, dobierał barwy w taki sposób, by się ładnie komponowały i nie przyczyniały do posiadania styczności z osobą... no, nieprzyjazną.
Poprawił się na szybko i zaczął opowiadać o tym, co jest charakterystyczne wśród abraksanów. Picie whisky wydawało się czynić z nich idealnych kompanów, ale nie do końca.
- Tak, każda rasa skrzydlatych koni odznacza się właśnie umaszczeniem. - powiedział, choć nie wspomniał obecnie o istnieniu mieszanek. Te się wyróżniały wśród pozostałych, ale jako iż wszystkie należały do tego samego gatunku, nie było żadnych przeciwwskazań do mieszania ze sobą cech charakterystycznych danej rasy. Spokojnie, bez pośpiechu, tłumacząc dalsze aspekty, podniósł brew do góry w swoistym zastanowieniu, by potem usłyszeć śmiech samego konia, który najwidoczniej postanowił przejść do rozrywkowego nastroju. - No... chyba widzisz... auć, do cholery... - ponowne trącenie, ponowne rżnięcie. Student położył dłonie na własnych biodrach, które nie były już tak odznaczające się jak wcześniej. Pewne cechy pozostawały, aczkolwiek zamartwiał się nimi obecnie najmniej. I tak przybrał masy od ostatnich dwóch miesięcy. - Bywają dość samowolne i lubią żyć własnym życiem. No i... są ogromne. - przytaknąwszy, na kolejną rzecz się uśmiechnął. - Wbrew pozorom alkohol ma dużo kalorii, ale nie tyle, by zapewnić odpowiednią podaż. Głównie karmi się je specjalistyczną paszą, gdyż są hodowane na różne pokazy, do magicznego polo bądź wyścigów. - odpowiedział.
- Aeotany, podchodzące z Wielkiej Brytanii i Irlandii, są mniejsze, przypominają zwykłe konie, a ich umaszczenie jest koloru kasztanowego. Nazwa pochodzi od Aethona, jednego z koni Heliosa z mitologii greckiej. Karmi się je również paszą, są bardziej opanowane i nie piją whisky. - wytłumaczył proste zagadnienie, bo wbrew pozorom było to konieczne. - Graniany... są szare. Charakteryzują się możliwością uzyskania ogromnej prędkości, a nazwa pochodzi z mitologii nordyckiej, gdzie Sidgurd posiadał konia o nazwie Grani, oznaczającego dosłownie "szary". - oparł się o płotek, choć abraksan poleciał od razu za nim, na co samemu jęknął, bo nie mógł się uwolnić od towarzystwa kopytnego. - No i pod koniec mamy testrale. Pochodzą z Wielkiej Brytanii, Francji, Iberii i Irlandii. - wskazał kciukiem na jednego z nich, który najwidoczniej również należał do gromadki. - Uznawane za najbrzydsze ze wszystkich, tylko czarodzieje, którzy doświadczyli czyjejś śmierci na własnych oczach i zrozumieli jej sens, są w stanie je zobaczyć. Ich żywienie różni się znacznie od pozostałych ras skrzydlatych koni. - postukał parę razy w drewnianą belkę. - Jedzą głównie mięso i ciągnie je do zapachu krwi. Mają też niezły zmysł orientacji w terenie, a uprzejmym czarodziejom mogą wskazać drogę. Archaiczne słowo thester oznacza "ciemność", z czego wzięła się nazwa tej rasy. - długa paplanina, ale wytłumaczona na spokojnie, z odpowiednią tonacją; Lowell odparł się od płotku, by tym samym podejść na środek polany, gdzie ruszył za nim abraksan. - Stójże, stójże, zazdrośniku... - powiedział, a koń odwrócił się i najwidoczniej obraził, przyglądając się gdzieś nieopodal znajdującym w tym miejscu uczniom.
- Przejdziemy sobie do oswojenia jednego z nich. Którego wybierasz? - rozejrzał się dookoła, a mieli całkiem niezłe możliwości, żeby podjąć się czegokolwiek. Gdzieś granian, obrażony abraksan (ten to na pewno nie...), aeotan, no i testral. Byleby Maximilian wskazał, z którym delikwentem chce mieć dzisiaj do czynienia.

Kostki:
Max, rzuć kostką k6, by przekonać się, jak wybrany przez Ciebie pegaz zareagował na Twoją obecność. Za każde 10pkt z ONMS przysługuje Ci jeden przerzut.

1, 2 - koń ewidentnie stara się uniknąć z Tobą kontaktu. Jak chcesz podejść, ten cofa się do tyłu, wyczuwając w Tobie prawdopodobnie jakieś zagrożenie. Próba ujarzmienia tego kuca ewidentnie będzie trudniejsza... a może lepiej zająć się kimś innym? (Jeżeli chcesz - wybierz inny gatunek i ponownie rzuć kostką.)

3, 4 - skrzydlaty przedstawiciel kompletnie Cię ignoruje. Nie reaguje ani na przybliżenie się, wykonanie kroków, ani na inne dźwięki. Jedyne, co się dla niego liczy, to trawa. Albo coś znajdującego się w trawie. Tyle dobrze, że przynajmniej nie ucieka, prawda?

5, 6 - zaintrygowałeś się nim, prawda? Jak się okazuje, podobne zamiary wobec Ciebie ma właśnie ten kopytny. Podchodzi ostrożnie, przyglądając się bacznie własnymi ślepiami, by tym samym podnieść łeb i wykonać kilka dumniejszych kroków w Twoją stronę. Bratnia dusza? Sojusznik? Tego nie wiesz, ale los ewidentnie Ci sprzyja.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 700
  Liczba postów : 7290
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyWto Cze 08 2021, 14:18;

Kostka: 6 Granian podchodzi ostrożnie

Ta, Max zdecydowanie był człowiekiem praktyki również w kwestii ONMS, a blizny po spotkaniu z pustnikiem dobitnie to pokazywały. Na szczęście o tym na ten moment ślizgon nie pamiętał. Nie potrzebował tego stresu w tej chwili. Konie... W tej chwili próbował myśleć o latających koniach. To one przecież miały być przedmiotem jego dzisiejszego zainteresowania, choć na pierwszy rzut oka osobniki najbliżej niego nie wydawały się najbardziej przyjaźnie nastawione.
-Nie możesz go jakoś spacyfikować? - Zapytał, łypiąc podejrzliwie na abraksana, który widocznie szukał zaczepki jak najebany kibol po meczu. Podziwiał Felka za tę cierpliwość do zwierzęcia.
-Tyle dobrze. Przynajmniej po czymś można je rozróżnić na pierwszy rzut oka. - Nie chciał zbytnio zastanawiać się, czy zwierzak jakiego widzi ma pół centymetra mniejszą czaszkę, czy sprawdzać ile ma zębów. Taka zewnętrzna łatwa identyfikacja dużo pomagała w życiu, a Max obecnie chwytał się wszystkiego, byle tylko cokolwiek z tego gówna zrozumieć i zapamiętać.
-Rozmiar jeszcze o niczym nie świadczy, ale no prawda wygląda na ciężki przypadek. - Odwrócił się plecami do płotu i oparł o niego dość nonszalancko, wkładając przy okazji dłonie do kieszeni. Idealny moment na zapalenie szluga, co zapewne by zrobił, gdyby nie fakt, że starał się zdrowotnie nie dojebać sobie jeszcze bardziej.
-Czyli takie pudle wśród koni? Zapamiętam. - Nie wiedział czemu akurat te psy mu się skojarzyły gdy usłyszał o wystawach i specjalnej paszy. W pewien sposób jednak pomogło mu to zapamiętać jakieś szczegóły o abraksanach, co akurat wyszło mu na plus.
Słuchał więc dalej wywodu na temat ras pegazów i ciężko było mu nie zauważyć kolejnej zależności między tymi koniowatymi.
-Czyli wszystkie nazwali po jakiejś mitologii? Ci od granianów za bardzo się nie wysilili. - Zażartował, uśmiechając się lekko i patrząc w stronę konia, o którym właśnie mówił. Wtedy też Feli przeszedł na temat testrali, wskazując odpowiednie miejsce na polanie. Solberg raczej bez większych oczekiwań odwrócił wzrok w tamtą stronę i... Zamarł. Widział go, a to mogło oznaczać tylko jedno. Fala pytań przewinęła się jak w kalejdoskopie przez jego głowę przez te parę sekund, kiedy to mimowolnie wstrzymał oddech. Po chwili wypuścił długo powietrze odwracając wzrok od czarnego łba z błyszczącymi ślepiami, które tak bardzo go przyciągały. Miał ochotę do niego podejść, dotknąć ciasnej skóry oplatającej szkielet istoty. Mimo to wciąż stał w miejscu, jakby zamiast nóg wyrosły mu korzenie. Słowa wypowiadane przez Felka gdzieś mu umknęły, dopiero pytanie i cisza, która po nim nastąpiła wyrwały go z tego dziwnego stanu.
-Hmmm? - Zapytał inteligentnie, by zaraz potem się zreflektować. -Oswoić?! - Jakoś nie widział, by był to dobry pomysł, ale skoro Lowell był pewien... -To może tego graniana? - Sam nie wiedział czemu akurat tego wybrał, choć był to raczej po prostu ślepy strzał niż faktyczne preferencje. Gdyby kierował się tymi, bez wątpienia wytypowałby testrala. Odwrócił się jednak w końcu od tej fascynującej istoty, by spojrzeć na pegaza, którego miał sobie zaprzyjaźnić.
-Eeee... No chodź tu mordo. Nic Ci nie zrobię. - Wyciągnął delikatnie i niepewnie rękę przed siebie, nie mając kompletnie pojęcia jak się oswaja pegazy. Nie byłby wcale zdziwiony, gdyby ten miał go po prostu w dupie i wcale nie zareagował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyWto Cze 08 2021, 15:02;

Sam siebie oszukiwał w kwestii wcześniejszych obrażeń, usuwając na stałe blizny, które mogły wzbudzać naprawdę sporo podejrzeń. Nie bez powodu - chciał zakończyć z tym rozdziałem przeszłości a całe, zabliźnione ciało uniemożliwiało mu osiągnięcie tego celu. Było to kosztowne, ale koniec końców nie musiał patrzeć w lustrze na najróżniejsze błędy popełnione w ciągu ostatniego roku. Ani na utratę jąder, ani na blizny po nauce czarnomagicznych zaklęć. Choć dłoń i tak mimowolnie czasami tam lądowała, co było odruchem iście warunkowym.
- Zazdrosny jest, no. Nie będę cisnąć w niego Petrificusem. - wzruszył ramionami, zanim to nie przeszedł do kolejnych kwestii, które musiały zostać omówione. Samemu usiadł na płotku, gdzie wreszcie mógł zaznać trochę spokoju, spoglądając na krótki moment w niebo, które stawało się bardziej zachmurzone. Pogoda ewidentnie nie dopisywała, ale przed obiadem to raczej zdążą to wszystko ogarnąć. A przynajmniej pobyć trochę ze zwierzakami i nauczyć się podejścia do nich. Na kolejne słowa przytaknął, wszak gdyby tyczyło się to innych wartości, wcale nie byłoby aż tak prosto. - No jest silny, mówię to z autopsji. - uśmiechnął się, masując obolałe od kuksańców miejsce, jakie to ewidentnie było trochę obite. Mimo to nie przejmował się tym na tyle, by biec do Skrzydła Szpitalnego - a przynajmniej nie teraz. Siniaki na szczęście dość szybko się goją. - Tak, takie pudle. - prychnąwszy na porównanie, założył nogę na nogę, by tym samym spojrzeć na krótki moment w jego stronę. Samemu miał paczkę szlugów, ale nie zamierzał z nich korzystać. A elektroniczne gówno bez nikotyny (bądź z nią) nie działało na terenach Hogwartu.
- Tak jest zawsze w sumie. - odpowiedział, bo to właśnie z mitologii pochodziły różne zjawiska pogodowe, ich nazwy, jak również kwestie dotyczące obecnego słownika. Gdzieś te ludy starożytne pokazywały, iż sporo z ich nauki zdołali umieścić właśnie teraz, tu i tutaj. Nie przeszkadzało mu to, a też - pewne kwestie dzięki temu pozostawały łatwiejsze w rozumowaniu. Nie bez powodu zatem mówił o zwierzętach, co prawda nie umieszczając wielu rzeczy dotyczących ich cech pod względem budowy wewnętrznej, niemniej jednak starał się rozjaśnić sytuację w taki sposób, by ten mógł cokolwiek z tego załapać.
Student tym samym zauważył wstrzymanie oddechu. Samemu nie wiedział, co przyczyniło się w przypadku Maxa, iż ten widział testrale, ale jedynie po tym wszystkim na krótki moment siedział cicho, jakoby nie chcąc ingerować w żadną z myśli. Samemu... nie miał zbyt ciekawej przeszłości widzenia tych istot. Wydarzenia z marca odbijały się przez znacznie dłuższy czas, a jedynie rehabilitacja, którą to starał się podjąć, mimo wewnętrznych wojenek dwóch podejść, była szansą na realny powrót do pełnej sprawności kończyny. Spojrzał zatem - spokojnie, bez pośpiechu, by tym samym nie przyczynić się do jakiegokolwiek negatywnego wrażenia, dziwiąc się na pytanie, które zadał mu Solberg.
- Nooooo... oswoić! - lekko klasnął własnymi palcami, uśmiechając się pod nosem. Mogło to być nierealne, ale mimo wszystko - wcale nie takie wyrwane z rzeczywistości. - To żeś strzelił... - rozmasował skroń za pomocą dłoni i tym samym przytaknąwszy, postanowił podejść razem z nim - na spokojnie i bez pośpiechu.
Kwestia nauki obcowania z końmi była ważna. Nie bez powodu - czasami na egzaminach pojawiały się również praktyczne zadania powiązane z tym zagadnieniem, a nie tylko, jak to wcześniej zrobił Swann, zbieranie plastrów miodu oraz odganianie stworzeń z klasyfikacji Groźne lub wyżej. Odróżnienie jeża od szpiczaka, zebranie miodu trzminorka, odpowiednie zabezpieczenie jaj popiełka, z czym miał do czynienia ostatnim razem... to wszystko wymagało odpowiedniego doświadczenia, o czym doskonale wiedział. A przynajmniej tej podstawowej wiedzy, by uniknąć możliwości zrobienia sobie krzywdy. Podanie rozwiązań na jedną bolączkę zdawało się być zatem niezwykle korzystne, choć nie do końca trafne. Czasami może się okazać, iż nauczyciel zaskoczy na egzaminie i pokaże kompletnie inny sposób widzenia jego przeprowadzenia, co może odbić się negatywnie na końcowej ocenie. Pod tym względem rozumiał Maximiliana - wszak ten starał się nadrobić materiał w mgnieniu oka, ale czy było to możliwe do zrealizowania?
- Ach, podchodząc do innych rzeczy, na które to musisz uważać na egzaminie... - przewertował parę kartek do tyłu, gdzie odczuł dziwne natchnienie weny, które było nietypowe - nawet jak na dziennik. Powietrze wzrosło na sile, powodując, że podmuchy wiatru stawały się uporczywe pod względem stosowania magicznego przedmiotu. Nie bez powodu zatem Lowell na krótki moment zastosował Aexteriorem za pomocą magii niewerbalnej, wykonując ruch różdżką, na której to zacisnęły się palce, by tym samym móc w spokoju wczytywać się w to, co samemu starał się notować w ostatnim czasie. - Jak będziesz miał dwa jeże i będziesz musiał je rozróżnić, który z nich to jeż, a który z nich to szpiczak, polecam sztuczkę z miseczką mleka. Szpiczak do niego nie podejdzie, jeż natomiast bardzo chętnie się napije. - rozpoczął krótkie przedstawienie najczęstszych zagadnień na egzaminie. - Proces zbierania syropu trzminorka niesie ze sobą niebezpieczeństwo jego zażycia i obniżenia nastroju. Unikaj dotykania twarzy i najlepiej noś podczas tego rękawiczki... Miód bzyczków już zbierałeś, co nie? - zastanowiwszy się, zapomniał trochę, że jednak siedzi na płotku i tym samym musiał chwycić się mocniej, żeby nie wywinąć orła. Mini-zawał gwarantowany, na co lekko się uśmiechnął i wydobył przekleństwo pod nosem. - No tak, jakbyś miał zaopiekować się gumochłonem, to wystarczy po prostu na niego patrzeć. Nie wymaga niczego specjalnego, by przeżyć, oprócz właśnie spokoju. - pamiętne lekcje z Halem odezwały się pod jego własną kopułą czaszki, choć nie oddał się tym wspomnieniom zbyt mocno. Były opiekun Gryffindoru miał jednak odpowiednie podejście do prowadzonych zajęć. - Na popiełki polecam też rękawice oraz odpowiednie zaklęcia zamrażające ich jaja. Inaczej możesz nieźle się poparzyć, a langustnik ladaco... no, jak cię uszczypnie, to masz przejebane, więc dodatkowa odzież ochronna zawsze się przyda. Ich rozróżnienie polega na wykryciu poszczególnych defektów w budowie odwłoku. - zastanowił się przez chwilę, by tym samym lekko podnieść kąciki ust do góry. Powoli się rozluźniał, a to wszystko wina... w sumie tego, że obok znajdował się właśnie on.
Wkurzało go to, ale ostatecznie starał się o tym nie myśleć, kiedy to zszedł z płotku i założył ręce na piersi, spoglądając w stronę dociekliwego, wymagającego atencji abraksana. Najwidoczniej nie uda mu się już zyskać tego samego zaufania, kiedy to doskonale wiedział, iż zwierzęta czasami potrafią być zbyt dumne i pewne siebie. Jak ludzie. Każdy wierzchowiec miewa własne humory, lepsze lub gorsze dni, czego pozostawał świadom. Te jednak zazwyczaj za nim nie przepadały. Nie bez powodu trzymał się w odpowiedniej odległości, mając tym samym przygotowaną w rękawie różdżkę; nie chciał przyczynić się do odstraszenia wierzchowca, ale jeżeli nie chciał, by coś złego miało miejsce, musiał znajdować się całkiem blisko.
- Jeżeli chodzi o zachowanie skrzydlatych, to jest ono niezwykle podobne do zwykłych koni. Wszystko opiera się na mowie ciała. Jeżeli zwierzak wierzgałby od samego początku i kłapał psykiem, napinając mięśnie, nawet na egzaminie lepiej jest do niego nie podchodzić. - zaczął powoli i ostrożnie poszukiwać czegoś w torbie, gdy biały koń - klacz, zresztą - zdawał się być w miarę przyjaźnie nastawiony na nowe znajomości. Torbę miał akurat po lewej stronie, a oburęczność ogromnie mu pomagała. - One też mają własne humory i chęci. - przytaknąwszy, spojrzał łagodniej w stronę stworzenia, nie czując się tak pewnie, jak w przypadku abraksana, który stał zazdrosny gdzieś nieopodal. Wreszcie wygrzebał z bezdennej torby zarówno gumową piłkę dla koni, jak i pudełko z niewielką ilością kostek cukru, które jeszcze jakimś cudem ostały się w idealnym, jednym kształcie. Wystawił pudełeczko, by Solberg mógł umieścić na dłoni jedną z nich. - Spokojnie i bez pośpiechu podsuń mu na dłoni ten przysmak. Nie bój się, jest przyjaźnie nastawiony, a jakby co, jestem tuż obok i zareaguję, gdyby było to konieczne. Potem możesz go delikatnie pogłaskać po pysku i szyi, ale ostrożnie. - przytaknąwszy, prostym gestem dłoni zachęcił do wykonania tego kroku.

Kostki:
Podchodzisz do zwierzaka, podajesz mu cukier. O ile się nie boisz, oczywiście. Aby przekonać się, jak zwierzę zareagowało - jako że miałeś ogólnie szczęście i najwidoczniej granian był chętny do poznawania nowych osób - rzuć literką na efekt.

W tym etapie nie masz przerzutów.

literka:
Spółgłoska - zwierzę zajada ze smakiem kostkę cukru, najwidoczniej nie odczuwając od Ciebie niczego niepokojącego. Nozdrza kieruje w stronę dłoni po zakończonym posiłku, jakoby oczekując większej ilości słodyczy, trącając może nie mocno, ale zdeterminowanie pyskiem. No, najwidoczniej musisz mu chyba jeszcze trochę dać...? Jak chcesz, to możesz wziąć i jeszcze zaspokoić jego apetyt. Może do czegoś ta gumowa piłka się przyda, hm?

Samogłoska - koń zjada kostkę cukru i po tym, jak to zrobił, gdy być może postanowiłeś go dotknąć lub wykonałeś inny gest - pobiegł do swoich braci, uciekając Ci z pola widzenia. Pegaz uciekł, a Ty nie mogłeś z tym nic zrobić. Ups?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 700
  Liczba postów : 7290
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptySro Cze 09 2021, 11:35;

Kostka: J jak Jest git

Blizny mogły zniknąć i ułatwić teraźniejszość, wejście w nowy rozdział w życiu, ale prawda była taka, że wspomnienia po nich pozostawały żywe. Wciąż w Felku i ponownie w Maxie, który był świadom większej ilości rzeczy, niż dawał po sobie poznać. Lawiny wspomnień, które go ostatnio zalewały wprawiały chłopaka w naprawdę podły nastrój, co starał się kontrolować, ale często samo to z niego wychodziło, chociażby na wizzie, gdzie miał cholerny nawyk nie skupiania się aż tak na tym, co tam pisze. Z drugiej strony ta forma komunikacji pozwalała dużo łatwiej wycofać się z napisanych słów i uchylić od odpowiedzialności. Stojąc z Lowellem twarzą w twarz, nie mógł sobie na tyle pozwolić. Dlatego też uciekał do masek i kłamstw. Może nie wielkich, raczej symbolicznych i często zastępowanych przez wymijające odpowiedzi, ale jednak. Czuł się z tym źle wiedząc, przynajmniej po części, że jeszcze niedawno robił wszystko by nie być takim człowiekiem. Starał się dążyć do konfrontacji raczej niż uciekać od nich. Sam drążył prawdę, aż ta, nawet bardzo bolesna, nie wypłynęła, choć teraz na samą myśl o stosowaniu się do własnych słów z przeszłości miał jeszcze większą ochotę na ucieczkę. Był zagubiony. W tej sytuacji, w tym świecie i w tym ciele. Mimo to, jakoś starał się iść dalej. Nie wiedział, czy obiera słuszną drogę, ale przynajmniej nie stał w miejscu. Tyle na ten moment mu wystarczało i nie miał zamiaru z tego rezygnować. Wiedział, że już niedługo czeka go dość ciężka decyzja, a nawet kilka, ale bał się przysiadać nad nimi. Zajmowanie głowy innymi rzeczami było łatwiejsze i zdecydowanie mniej bolesne niż analizowanie własnych błędów z przeszłości, a tych zdawało się, że popełnił naprawdę wiele.
-Ale możesz go przywiązać do płota, czy coś. - Może tak teraz nie brzmiał, ale znęcanie się nad zwierzętami raczej nie było tym o czym marzył. Po prostu szukał rozwiązania by mogli jakoś kontynuować tę porażkę w postaci próby wytłumaczenia Maxowi jak opiekować się pegazami. -Czyli nie wkurwiać szkapy. Zrozumiałem. - Odwzajemnił lekko uśmiech, po czym prychnął na przytaknięcie co do pudla. Może koniec końców to całe ONMS nie było aż tak nudne i tragiczne, jak mógł się tego spodziewać.
Jedno było pewne. Obydwoje widzieli testrala choć Solberg nie miał pojęcia dlaczego tak się dzieje. Czy widzieli wspólnie czyjąś śmierć? A może był to zbieg okoliczności? Czy Feli wiedział wcześniej, że Max potrafi zauważyć te stworzenia lub czy ślizgon wiedział, że to Lowell był świadkiem czyjeś śmierci? Zbyt wiele tego wszystkiego pojawiło się w nastoletniej głowie, by mógł po prostu to zignorować. Dlatego też potrzebował kilku sekund by dojść do siebie i ostatecznie na ślepo wybrać jakiegokolwiek innego pegaza, choć to właśnie do testrala niewyobrażalnie go ciągnęło. Te czarne ślepia miały w sobie coś, czego Solberg nie potrafił do końca zrozumieć, jednocześnie czując jakby sama śmierć stała nieopodal, uważnie go obserwując. Możliwe nawet, że czając się na niego. Ciarki przebiegły mu po plecach, dlatego też odwrócił się do graniana, którego teraz miał zachęcić do swojej osoby.
-Skąd mam wiedzieć, jak oswajać latające konie? To nie do końca jest coś tak oczywistego. Ale nie spierdala, a to już cud! - Starał się znaleźć pozytywną stronę swojego nieudanego zawołania, choć nic lepszego nie przychodziło mu do głowy.
Próbował więc jakoś inaczej do graniana przemówić, jednocześnie słuchając całego Felkowego monologu o... No w sumie to o wszystkim.
-Hej, hej, HEJ! Możesz trochę zwolnić? Ja tu ledwo sobie radzę z koniem, a co dopiero z całą resztą. - W głosie Maxa można było wyczuć pewnego rodzaju rezygnację i frustrację, choć wycelowana ona była we własną osobę, nie w puchona, który chciał przecież pomóc. Solberg jednak czuł się przytłoczony i zamiast przyswajać te wszystkie ważne rzeczy, znów wpadał w spiralę paniki i innych nieprzyjemnych myśli.
-Powoli. Gumochłony nic nie robią a szpiczaki nie lubią mleka, tak? - Spróbował jakoś logicznie to sobie poukładać, jednocześnie wzdychając ciężko, bo granian którego właśnie urabiał nieco się wystraszył i cofnął o kilka kroków. Max wziął chwilę by się uspokoić, po czym ponownie próbował go do siebie jakoś przekonać. Spokojnie patrzył mu w pysk, próbując zyskać zaufanie kopytnego, ale ten jakoś niezbyt wyglądał jakby miał ochotę na interakcje ze ślizgonem.
-Taaa miód zbierałem. - Przyznał, przypominając sobie, że te istoty z jakiegoś dziwnego powodu traktowały go jak swojego ziomka. Pszczoły, bzyczki, dla Maxa był to jeden chuj. Ważne, że nie posłały go do szpitala.
-To akurat zdążyłem zauważyć. No ale na egzaminie nikt się nie będzie przejmował tym, czy zwierzę chce być zaopiekowane. Będą kazali mi to zrobić i tyle. - Zauważył dość logicznie. Pewnie dawali jakieś dodatkowe punkty za wyjątkowo uparty egzemplarz, ale trzeba było zrobić to, co kazali i tyle.
Spojrzał na podsunięte mu kostki cukru, po czym niepewnie wziął jedną i wystawił przed granianem na otwartej dłoni. Lata obycia z końmi dawały o sobie znać w postaci tak automatycznych zachowań. Nie myślał nawet o tym, czy robi to poprawnie, choć teoretycznie przecież pamięci o swojej historii z koniowatymi nie miał. Patrzył, jak zwierzę początkowo niepewnie, a następnie nieco bardziej stanowczo się do niego zbliża i w końcu pożera przysmak, charakterystycznie łaskocząc wnętrze dłoni ślizgona. Widocznie musiało mu zasmakować, bo po chwili zaczął domagać się więcej dość charakterystycznie trącając Solberg pyskiem.
-No już, już. Nie żryj tyle bo się w furtkę do zagrody nie wmieścisz. - Zażartował, jednocześnie podając mu kolejną kostkę cukru na prawej dłoni, a lewą delikatnie umieszczając na pysku pegaza. Czuł, jak cała ta frustracja gdzieś umyka, a jego ogarnia powoli spokój. Widać ostatecznie kuce nie były takie złe jak mu się wcześniej wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptySro Cze 09 2021, 12:22;

Kostka
k6: 6

Samemu w tej sytuacji czuł się beznadziejnie. Co prawda gdzieś negował ten fakt, wiedząc, iż to co czuje, nie jest obecnie najważniejsze, no ale... ciężko było przez dłuższy czas to utrzymywać. Nie było źle w życiu, bo jako tako się trzymał, znajdował nowe pasje i kończył ten rok z możliwością uzyskania dyplomu, ale gdzieś wewnątrz czuł się dziwnie zraniony. A ranę tę - która pozostawała cały czas otwarta - raz wypełniała pustka, raz radość. Rzadko kiedy miewał huśtawki nastroju, gdy brał testosteron, ale wewnątrz czuł się naprawdę zmęczony sytuacją, jaka miała miejsce. Mimo to nie pokazywał tego. Nie pokazywał, jak bardzo boli go widzenie tak bliskiej osoby, która jednocześnie zdawała się być wyjątkowo daleko. Jakby porzucenie wszystkiego, co razem zbudowali, nie przychodziło mu wcale tak łatwo, jak myślał, że będzie. Brak oczekiwań wobec Maximiliana powodowało, że samemu wobec siebie miał te poszczególne - by podchodzić do niego nie jak do partnera, a zwyczajnie jak do znajomego, co było niezwykle ciężkie. Jakoby skreślając to, co zdołało się wydarzyć na przestrzeni kilku miesięcy. Czuł się z tym cholernie źle, w środku trwała burza, a samemu już nie wiedział, które podejście będzie prawidłowe, a które złe. Posiadanie tej władzy we własnych rękach przyprawiało go o dreszcze i brak pewności wobec kolejnego zachowania. Zakrywał to, bo nie chciał, by wszystko bolało jak wcześniej. By znowu był przyczyną kolejnej kłótni, kolejnej awantury. Wiele razy czuł goryczkę we własnych ustach, ale ta przekraczała wartością wszelkie inne.
- Bo to da rady... - pokręcił głową z niedowierzaniem, patrząc na stworzenie, które pod względem wielkości było ogromne i zapewne zerwałoby wraz z płotem tę linkę czy cokolwiek innego. Nie posiadał czegoś takiego, a nie chciał zwierzęcia dodatkowo denerwować, dlatego hasanie po polanie wydawało się być bardziej rozsądną opcją - do czasu, oczywiście. Na kolejne słowa kiwnął jedynie, wszak prawda była taka, iż gdyby abraksan postanowił usiąść na nich własnymi czterema literami, zostałaby z nich tylko smutna, czerwona plama z wnętrznościami.
Lowell nie chciał myśleć o śmierci, którą to widział w marcu. Nie bez powodu zatem przyciszył się na krótki moment ponownie, nie zamierzając odzywać się ani słowem na ten temat. Psycholog nie wiedział o wydarzeniach, które miały miejsce na Nokturnie, w związku z czym musiał je trawić samodzielnie. Wiedział natomiast, że chłopak śmierć widział i nie mógł na to nic poradzić, choć nie było to o tym samym wydźwięku. Niby samoobrona, niby nie do końca. Niby nie on zabił, niby dało się tego uniknąć. Mimo to ciemne oczy miały znacznie więcej zrozumienia w sobie, niż te należące do pozostałych ras znajdujących się na polanie. One wiedziały o stracie i wiedziały o tej świadomości, z jaką przyszło im się zmagać. I być może przez to poczucie empatii jakoś bardziej studenta do nich trochę ciągnęło, wszak widok ten był rzadki i niespotykany.
Na zdanie dotyczące oswajania koni, Puchon wzruszył ramionami i się uśmiechnął, by następnie parsknąć śmiechem.
- No tak, jak nie spierdala, to już połowa sukcesu. A wiesz, abraksana możesz zawsze do baru na whisky zabrać... - powiedział z rozbawieniem, gdyż taka była poniekąd prawda. Niechętne do interakcji zwierzę będzie niezwykle trudno przekonać do jakiegokolwiek nowego kontaktu, w związku z czym był zdania tego, że jak granian wykazywał jakąkolwiek dozę zainteresowania, to wcale nie musieli się tak martwić, gdy wszystko szło na razie po ich myśli. Zawsze mogło być gorzej - latające konie mogły uznać ich za zagrożenie i wywalić z zagrody, a tak to wiele osobników pasło się w różnych odległościach, niczego z ich obecności sobie nie robiąc. - Tak, tak, mogę, przepraszaaaaaam! - zapomniał, że rozgadywanie się może nie służyć, dlatego trochę przestał napierdzielać jak z miniguna, choć nadal przekazywał najważniejsze informacje, które mogły się Maxowi przydać podczas egzaminów. A przynajmniej te najważniejsze, bo głównie wiele tego typu rzeczy opiera się na wiedzy osób zdających już znacznie wcześniej odpowiednie sprawdziany i testy pod koniec roku szkolnego. - Sup, dokładnie tak. - przytaknął, wszak to była elementarna wiedza, a szpiczak zawsze gdzieś się pojawiał na zadaniu praktycznym. Albo w teście teoretycznym trzeba było zaznaczyć, jak można je odróżnić. Wbrew pozorom taka wiedza mogła uratować czasami cztery litery, dlatego nie bez powodu kontynuował dalej, opierając się o płotek. Na informację o miodzie przytaknął, wszak wiele osób podjęło się tego specyficznego zadania domowego - sam również, ale z nikłym efektem. Bzyczki go nie lubiły, a do tego plastry miodu były niskiej jakości, więc dostał kiepską ocenę. - Wiesz, ale to nie znaczy, że musisz, jeżeli niesie to ze sobą bezpośrednie zagrożenie. Możesz wówczas starać się poprosić o zmianę zwierzęcia, choć nie wiem, czy ktokolwiek z tego korzystał... - w sumie to tak, jakby robić na jakimś zepsutym manekinie naprawę złamanej kości, a sam fantom reagowałby... no, źle. Albo zaklęcia byłyby nieodpowiednio zainicjowane w wyniku zepsutej magii. Wówczas powinno się mieć możliwość zgłoszenia problemów i tym samym uzyskania kolejnej próby na już działającym sprzęcie. 
Lowell obserwował ostrożnie, jak granian pozwala się zaopiekować, przyjmując tym samym kostki cukru. I, na domiar złego, domagając się go jeszcze więcej. Obserwowanie tej interakcji zdawało się nieść ze sobą dziwne ukojenie, ale tak było zawsze, gdy ludzie mieli do czynienia z futrzakami. Pozbawione cech ludzkich, potrafiły podejść do wielu bez oceniania wyglądu zewnętrznego, co było doceniane praktycznie zawsze. Nie bez powodu też istnieje możliwość podjęcia się odpowiedniej terapii z użyciem zwierzęcia. Sam posiadał leprehau i przyzwyczaił się do jego obecności, reagując spokojniej na niefortunne sytuacje, gdy ten znajdował się tuż obok. Sam fakt tego, iż koniowaty podchodził przyjaźnie do Solberga, zdawał się być jednym ze sukcesów - tak samo pogłaskanie. Ten reagował spokojnie i pozwalał się dotykać, w związku z czym samemu student postanowił również umieścić palce na miękkiej sierści. - Widzisz? Idzie ci nieźle. - uśmiechnął się w stronę Ślizgona, posyłając mu tę krótką, aczkolwiek satysfakcjonująca pochwałę.
Szala goryczy u abraksana, z którym miał wcześniej do czynienia, postanowiła zostać przelana. Koń podszedł na spokojnie, jakoby przechodząc na bardziej rozłożyste trawy, ale było to niezwykle zgubne uczucie. Szkarłatna ciecz wylewała się raz po raz, a koń, podchodząc początkowo spokojnie, nagle napiął mięśnie bez konkretnego powodu, wydając z siebie charakterystyczny, agresywny dźwięk. Rozjuszone zwierzę - nawet jeżeli powód zdawał się być absurdalny - najwidoczniej nie mogło przetrawić skupienia uwagi na kimś innym. Albo wyczuło pewne elementy przeszłości, które spowodowały taki, a nie inny przebieg zdarzeń.  Z nozdrzy nie wydobywała się para, ale klatka piersiowa raz po raz poruszała się szybko i niekontrolowanie. Ogon uderzał niespokojnie, grzywę porywał wiatr. Siła i duma zdawały się nieść znacznie więcej szkód, a ogromne, widoczne cielsko, które różniło się od graniana - zdolność szybkiego powalenia. Biały pegaz uciekł, nie chcąc wdawać się w interakcję z tak silnym przeciwnikiem, a stadko zaczęło rżeć niespokojnie. Nie dość, że zanosiło się na pogorszenie pogody, to był to jeszcze przy okazji zwiastun nadchodzącego nieszczęścia. Ledwo co się odwrócił, ledwo co zdołał unieść różdżkę, a potężne, masywne kopyto postanowiło trafić go prosto w prawy bark, gdy skrzydła stanęły przed nim w całkowitej okazałości. Na szczęście wcześniej rzucone Absorptio i Protego spowodowały wchłonięcie częściowe siły uderzenia, gdy bariera z bluzy rozniosła się w pył, wydając charakterystyczny dźwięk. Na szczęście z dala od Maximiliana (a raczej w bezpiecznej odległości), w związku z czym Felinus mógłby odetchnąć ze spokojem, ale obecnie przez tkanki przedostawał się ból, do którego wcześniej był przyzwyczajony, ale teraz zdawał się być znacznie silniejszy. Głuchy dźwięk podczas tego zjawiska, pomijając ten od uderzenia kopytem, rozniósł się dookoła, co wskazywało na pęknięcie kości barkowej, a samemu upadł na ziemię, wydając z siebie co jakiś czas cichy warkot, kiedy zwierzę jeszcze raz postukało kopytami o podłoże, rżnąc pod nosem. Naprędce potem się odwróciło, by dołączyć do innych abraksanów, a student... leżał.
I wyglądał żałośnie. Poraniony, pobrudzony, a przede wszystkim nagle bez siły. Na krótki moment potężnie go zamroczyło, a samemu zamknął oczy. Mimo to musiał wstać, choć było to ciężkie, gdyż samo kopniecie zwierzęcia posiadało w sobie tyle mocy, iż czuł, że nie jest to pojedyncze złamanie, a prędzej wielokrotne. Wbrew pozorom nie był z takiego obrotu spraw zadowolony; nie mógł ruszyć barkiem, w związku z czym nawet wstanie było problematyczne. Proszenie o pomoc tym bardziej. Patrzenie na kogokolwiek, kto czułby się zobowiązany pomóc - najbardziej. Poruszanie się sprawiało trudność.
- Kurwa... - warknął, zaciskając własne zęby, przez co słowa posiadały kompletnie inny wydźwięk, gdy głębiej oddychał, czując nagły wzrost adrenaliny. Przez chwilę nie odpowiadał na nic innego, skupiając się przede wszystkim na tym, co miało miejsce - trawił to, raz po raz przyjmując do wiadomości, że został zaatakowany przez skrzydlatego konia, prawy bark jest wybity i średnio z jego samodzielną naprawą, a Skrzydło Szpitalne jest trochę daleko od błoni. Kiedy natomiast powoli się uspokajał, podchodząc do tego w racjonalny sposób, nie mógł spojrzeć jakoś wewnętrznie na Maximiliana. Czuł się... źle z myślą, że znowu trzeba mu pomagać. Że znowu dołożył własnej cegiełki do tego, co miało miejsce, choć wcale to nie była prawda, a prędzej przeświadczenie wynikające z tego, że ich dyskusje wcześniej - gdy chłopak posiadał pamięć - wynikały głównie z podejścia studenta do kwestii arogancji wobec osób, które zwyczajnie się o niego martwią. Na krótki moment otworzył usta, coś rozpoczął, ale potem je zamknął. Nieme pytanie przedostawało się przez tęczówki, aczkolwiek nie potrafił go ubrać w słowa.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 700
  Liczba postów : 7290
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptySro Cze 09 2021, 15:28;

Wiele osób cała ta sytuacja dotknęła, czego nie można było zaprzeczyć. Feli ze względu na to, co przeszli ostatniego roku oberwał wyjątkowo mocno i w tej chwili Max zdawał sobie z tego sprawę bardziej niż chciał. Nie był jeszcze gotów w pełni stawić temu czoła. Musiał odnaleźć się w tej sytuacji, która nie była dla niego łatwa. Musiał najpierw odnaleźć siebie, by być w stanie poukładać całą resztę, a ciężko było zaprzeczyć, że miał z tym cholernie duży problem.
Mimowolnie spojrzał na abarksana, który faktycznie prawdopodobnie bez najmniejszego problemu zerwałby pierwszą lepszą linkę. Dzięki tej myśli, wpadło mu jednak do głowy coś innego.
-W takim razie, jak trzyma się te kuce na uwięzi? Walenie w nie zaklęciami nie może być jedyną opcją... - Zastanowił się na głos, gdy kremowy pegaz podejrzliwie łypał na niego ślepiami. Max wyraźnie nie był tu mile widziany przez lokatorów.
-Najlepszy kumpel do picia. Ślizgon i pegaz weszli do baru... To brzmi jak początek jakiegoś słabego żartu. - Na chwilę w oczach Maxa pojawiły się iskierki rozbawienia, które jednak dość szybko przygasły pod natłokiem reszty okoliczności. Skupienie się na przyswojeniu tych wszystkich informacji wymęczało go i chłopak czuł to bardzo dobrze. Nie chciał się jednak poddawać i bez słowa przeszedł do próby oswojenia istoty o ciemniejszym ubarwieniu, co zostało chwilowo zaburzone przez nagły monolog z ust Felka i choć Max naprawdę chciał to wszystko zapamiętać, informacji było tak dużo, że czuł, jak połowa gdzieś mu umyka.
-Będę musiał chyba nad tym przysiąść jeszcze. - Przyznał, wyjmując cukier z torby i układając go na swojej wyciągniętej dłoni.
-No nie wiem, czy to takie proste... - Powiedział tylko, gdy Lowell opowiadał mu o możliwości zamiany zwierzęcia na egzaminie. Dla ślizgona było to powodowanie niepotrzebnego zamieszania. Poza tym, czy OWUTEMy z ONMS naprawdę były mu potrzebne? Nie miał pojęcia. Nawet nie potrafił powiedzieć dlaczego zadeklarował chęć przystąpienia do nich. Teraz było już jednak za późno by się z tego wszystkiego wycofać, więc pozostawało mu nic innego jak dalej kuć ten materiał.
Ponownie na chwilę odpłynął w stronę własnych myśli. Obserwując, jak granian początkowo ostrożnie, a następnie nieco odważniej zjada smakołyk z jego ręki nie mógł nie widzieć tego jako pewnej metafory. Metafory, o której myślał, delikatnie gładząc pegaza po kości jarzmowej, by następnie mimowolnie przenieść dłoń na jego szyję i wplątać palce w jedwabiście gładką grzywę. Ciężko było zaprzeczyć, że pegazy były naprawdę bardzo zadbane.
-Ta.. Chyba nie jest najgorzej. - Odpowiedział, wciąż lekko nieobecny na słowa puchona. Nie miał pojęcia, że ten pozorny spokój miał za chwilę zostać tak po prostu zdeptany i odrzucony gdzieś na bok.
Początkowo nie dostrzegał tego, co dzieje się z zazdrosnym pegazem. Skupiony na granianie jakby nie dostrzegał nic więcej, gdy nagle usłyszał rżenie i jakiś niepokojący świst. Odwrócił się  szybko, akurat w momencie, gdy ten stawał dęba. Odruchowo sięgnął do kieszeni, po czym przeklął soczyście. Oczywiście, że nie miał ze sobą różdżki. Naturalnie więc, nie myśląc za wiele po prostu podbiegł tam, prawdopodobnie z zamiarem stanięcia między wkurwionym koniem i Felkiem, ale było już za późno. Lowell upadł, a w powietrzu rozległ się głuchy dźwięk zwiastujący, że nie było to tylko przyjazne draśnięcie kopytem.
Granian spierdolił gdzieś na drugi koniec polany, a abraksan wierzgnął parę razy nad studentem, by ostatecznie ponownie zejść na cztery kopyta. Nie odszedł jednak. Stał tam, uparcie patrząc na całą tę dziwną scenę, jaką sam spowodował, po chwili jednak odszedł do swoich krewnych, zostawiając chłopaków samych.
-Feli... - Upadł przy nim instynktownie na kolana, by pomóc puchonowi jakoś podnieść się na nogi. Zielone tęczówki jakby nagle obudziły się do życia ukazując całą gamę emocji. Myśli zaczęły nękać ślizgona, który tocząc pojebaną walkę w środku, z zewnątrz wydawał się być w miarę opanowanym i przytomnym. Postawił Felka na nogi, przy okazji zgarniając z trawy różdżkę, która wypadła studentowi z rąk i zbliżył się z nim do płotu, już na zewnątrz polany, o który puchon mógł się w razie potrzeby oprzeć.
-Spróbuję coś zrobić, ale... Muszę użyć Twojej różdżki. - Delikatnie uniósł magiczny patyczek Lowella, jakby ten miał zrobić mu krzywdę, po czym wzmocnił nieco chwyt skupiając się na barku puchona. Nie był to czas ani miejsce na wątpliwości. Jeane kuce... Klął w myślach, przypominając sobie wszelkie możliwie przydatne tutaj zaklęcia. Oczywiście pierwszym, co przyszło mu na myśl było znieczulenie, więc to uczynił, po czym usunął powstały na barku obrzęk. Nie obyło się bez częściowego rozerwania koszuli, która i tak była już w dość opłakanym stanie. Machał nie swoją różdżką, wypowiadając tylko zaklęcia. Nie była to sytuacja życia i śmierci, ale też nie chciał skrzywdzić Felka jakimś nieudolnym czarem. Ostatecznie zdecydował się na użycie Locus. Charakterystyczny dźwięk rozbrzmiał, gdy czar zrobił swoje, a Max delikatnie przejechał palcami po odkrytym barku, próbując wyczuć, co tam się może jeszcze dziać i czy faktycznie udało mu się coś zdziałać.
-Chyba... Chyba będzie lepiej, jak pielęgniarka rzuci na to okiem. Odprowadzę Cię do szpitalnego. - Zadecydował, zabierając dłoń z ciała Lowella i lokując ją we własnej kieszeni po części dlatego, że ciężko idzie się w taki sposób, a po części ze względu na fakt, że trochę go ten gest speszył i chciał chwilowo odsunąć od siebie myśli o tym.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptySro Cze 09 2021, 15:57;

Starał się o tym nie myśleć, choć było to tak naprawdę ciężkie zadanie. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu powinien być częściowo wdzięczny, że nadal żyli i nadal mogli ze sobą jakoś rozmawiać, nie będąc warzywami. Wiele rzeczy zdawało się psuć poprzez nierozważne zachowania, a tych student zdecydowanie ostatnimi czasy unikał, wiedząc doskonale o tym, że nie byłoby to coś... dobrego dla prowadzonej w jego kierunku terapii. Oberwał, ale nie przejmował się tym. A przynajmniej starał, kłębiąc gdzieś własne myśli pod kopułą czaszki, gdzie to dział się czasami istny karambol, jaki starał się powstrzymać poprzez zdolność opanowania tego, co działo się w jego własnej głowie. Nie mógł się poddawać - a w szczególności nie teraz, kiedy zdawał sobie sprawę, jak wiele przeszedł i że przerwanie tego wszystkiego w tym momencie... byłoby jedynie brakiem szacunku dla wysiłku, który wcześniej włożył.
- Wiesz... no... ej, no, kurwa, nie wiem. - zaśmiał się lekko, choć ewidentnie pytanie było trafne, bo kuce te pozostawały spore i zapewne nie lubiły być ograniczane. Ot, wyrwanie płotka zdawało się być w ich kwestii czymś zdecydowanie prostszym, niż w przypadku pobratymców, którzy posiadali znacznie mniejsze gabaryty. Na domiar złego jeszcze abraksany potrzebują odpowiedniego opiekuna, a student zdecydowanie nim raczej nie był. Albo inaczej - na pewno nim nie był. Zawsze starał się jakoś podchodzić z szacunkiem do istot, a skoro nie potrafił opanować kruka we własnym domu, to tym bardziej takiego kuca nie byłby w stanie ujarzmić. - Ale oryginalnego, stary! - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo mimo wszystko i wbrew wszystkiemu ciągłe żarty o babie u lekarza zdawały się być czasami przedawnione i zbyt nudne do opowiadania wśród większego grona czarodziejów. Albo dzieciaków, które zdecydowanie miały inne pojęcie dobrego humoru i żyły nieustannie Wizbookiem, spędzając na nim ogromną ilość czasu. Nie przejmował się tym jednak, łypiąc ostatni raz w kierunku testrala, gdyż ten posiadał w sobie coś... magnetyzującego.
Opowiadanie o egzaminach i podjętych akcjach na nich zdawało się iść w przypadku Lowella naturalnie, wszak głowę miał przystosowaną do dzielenia się wiedzą, ale i tak - nawet w ramach szybkiej powtórki zbombardował umysł Maximiliana. Pozostawało w większości liczyć na czysty przypadek i zdolności Ślizgona względem własnej pamięci krótkotrwałej, która potrafiła czasami zaskoczyć. Albo być niczym u złotej rybki. - Wiadomo, jakbyś potrzebował notatek, to wiesz, gdzie podbijać, a jeżeli chodzi o zamianę zwierzęcia, to jeszcze postaram się czegoś na ten temat dowiedzieć. - przytaknął, wszak nie miał innego wyjścia, a i też, obserwowanie tego, jak uczeń zajmuje się koniem, zdawało się nieść pewnego rodzaju ukojenie. Na pewno był to miły dla oka widok, choć nie do końca szczery wobec tego, co później miało się przytrafić. Ot, dawał się pogłaskać po szarej sierści, nie reagując agresywnie na nowych gości w zagrodzie. Wszystko  zdawało się iść w prawidłowym kierunku, na co Puchon mógł odetchnąć z widoczną ulgą. Zawsze lepiej było unikać jakichś niebezpiecznych sytuacji, a skoro wszystko szło w dobrym kierunku... nie narzekał. No ba, nawet podnosił kąciki ust do góry, kiedy to samemu podszedł i pogłaskał wierzchowca w spokojnym tego typu geście. Bez nerwów, bez zbędnego napięcia. Na szczęście zwierzęta były czyste i chętne momentami do zabawy, choć ten osobnik - gdy dłoń zetknęła się z uwidocznionymi mięśniami - wolał ewidentnie zjadać cukier, by następnie nie zmieścić się do zagrody. Zapewne w takim tempie wpierdzielania nawet na koninę by się nie nadawał; kiwnął głową, pozwalając tym samym Maxowi na dalsze zapoznawanie się ze stworzeniem. Tworzenie tej specyficznej więzi zawsze pozostawało unikalne, a chwila spokoju umożliwiła na luźniejsze podejście do całości sytuacji.
Na krótki moment stawał się głuchy na pozostałe aspekty tego, co miało miejsce, choć zarejestrował moment pobiegnięcia w jego kierunku, gdy to wszystko miało miejsce; ból spowodował półprzytomność względem otoczenia, a samemu dopiero po chwili był w stanie, z pomocą Ślizgona, gdy wreszcie jakoś się ogarnął i wziął w garść, oprzeć o jeden z płotków. Zacisnąwszy mocniej zęby oczywiście, wszak kopnięcie było porządne, gdy abraksan postanowił wylać na niego całą swoją frustrację, patrzył przymrużonymi oczami na miejsce dookoła. Z czasem, gdy sekundy mijały nieustannie, stawał się bardziej świadomy tego, jaka rzecz się stała, zauważył, jak wiele rzeczy poszło do przodu. Wszystko... promieniowało. Zaklął jeszcze parę razy pod nosem, czując, iż ten dzień z góry jest skażany na porażkę, a w tęczówkach Maximiliana, które podczas interakcji z granianem były jakoby nieobecne, zauważył całą gamę emocji. Nie bez powodu skierował wzrok gdzieś indziej, czując, iż ciężar tego jest zbyt duży; obawiał się, gdy oddychał już spokojniej, choć nadal przez zaciśnięte zęby.
- Jasne... nie ma problemu, korzystaj. - już chciał machnąć prawą ręką, na co skrzywił się, nadal opierając o ten płotek własnym ciałem. Obecnie nie czuł się najlepiej, choć z czasem, gdy Max zaczął podejmować się odpowiednich zaklęć, ból częściowo ustąpił i został uśmierzony. - No nie... - prychnął słabo, kiedy to koszula została rozerwana, bo szczerze? Lubił tę koszulę i szkoda było, żeby zakończyła swój żywot w taki sposób. Mimo to pozwolił chłopakowi działać, wszak nie widział sensu we sprzeciwach, choć ewidentnie wolałby, jakby nie musiał prosić niemo o jakąkolwiek pomoc. Mleko się jednak rozlało i nie miał opcji, dlatego nie odzywał się przez dłuższy czas, nawet gdy dźwięk chrzęstu kości udowodnił użycie zaklęcia Locus. Czuł się trochę jak w przypadku bycia z powrotem na recepcji w Szpitalu św. Munga, choć gdzieś pod kopułą czaszki dziękował za pomoc, mimo iż było to niezwykle trudne i jak zawsze... powodujące to, że przez jego tkanki przedzierało się nieswoje uczucie. Sprawdzanie, cokolwiek - nie myślał trzeźwo, by uznać to za coś peszącego. - Ta... też tak uważam... - kiwnął głową, biorąc głębszy wdech, zanim to nie udał się z uczniem do Skrzydła Szpitalnego, wiedząc, iż odmowa nie ma racji bytu. Pójście przez taką ilość błoni mogło być męczące, ale koniec końców nie był sam. Nigdy nie był.


+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptySro Cze 23 2021, 23:23;

Wcześniej, gdy tutaj przebywał - w atmosferze dość specyficznej - miał do czynienia z jednym, charakterystycznym abraksanem. Tym abraksanem, który postanowił udowodnić, jak silne jest kopyto, które może dosłownie zmiażdżyć człowieka, jeżeli nie zastosuje prawidłowej ochrony w postaci zaklęcia Protego. Moment głuchego trzasku kości barkowej rozbrzmiewał w jego głowie zaskakująco często, gdy tylko sobie przypominał o tym, co miało wtedy miejsce, a samemu, kiedy powoli i bez zamiaru ponownej interakcji z tym pegazem, zbliżał się do polany, nie bez powodu nałożył z powrotem uroki ochronne. Wbrew pozorom nawet taka prosta tarcza mogła mu oszczędzić dodatkowego, niepotrzebnego bólu. No ba - liczył nawet, że zastosowana na świeżo i z odpowiednim bagażem doświadczenia, wyćwiczoną precyzją i ruchem nadgarstka godnym rzeczywistego nauczenia się rzucania zaklęcia, przyniesie bardzie zbawienne skutki.
Lowell poprawił zatem bluzę i rozluźnił, jak to miał w zwyczaju, własny krawat. Pogoda stawała się coraz to bardziej litościwa, choć posiadanie ze sobą dodatkowego odzienia zawsze się przydawało. Zresztą, samemu przepadał za bardziej ciepłym klimatem. Może urodził się w Wielkiej Brytanii, gdzie każdy obłok może zwiastować deszcz, a dni pełne słońca można zliczyć na palcach jednej ręki, ale nawet to, że promienie słoneczne padały i radośnie ogrzewały skórę, nie spowodowały, iż ten zamierzał zdjąć jakkolwiek rozpinany materiał. Przyzwyczaił się do niego na tyle, że zwyczajnie nie widział w tym żadnego większego sensu, kiedy w dłoniach na spokojnie obracał ostrokrzewową różdżkę, jakoby chcąc mieć pewność, iż ta, jeżeli zajdzie taka potrzeba, odpowiednio dosięgnięta umożliwili mu na potencjalne zareagowanie.
Mimo to cel miał obecnie jeden - zapoznać się z testralami, które pozostawały jednymi z najciekawszych istot, z którymi czarodziejska społeczność mogła mieć do czynienia. Fakt tego, iż mogą je zobaczyć tylko ci, co doświadczyli śmierci innej osoby i zrozumieli jej sens, dopełniał całokształtu ciekawości, jaka to drzemała w sercu kończącego już szkołę Puchona. Nie bez powodu zatem kierował się spokojnie w stronę niewielkiego stada, które pozostawało odosobnione od reszty. Prawdopodobnie, jak podejrzewał, służyły do prowadzenia karety, ale nie mógł być tego do końca taki pewien, gdy spojrzał w wybrakowane mięśnie, kościste elementy ciała i czarne jak węgiel oczy, które zdawały się świdrować każdy zakamarek duszy. Zaintrygowanie rosło, a student, spoglądając dookoła, by upewnić się, że nie ma tego abraksana, powoli i subtelnie zbliżył dłoń do zwierzęcia, szepcząc pod nosem mniej lub bardziej określone zdania, które pozwoliły zachować wewnętrzny spokój i nawiązać jakąś więź. Bo zawsze mogło to się skończyć kolejnym uderzeniem z kopyta, lecz tym razem mniej szkodliwym, niż miało to miejsce podczas wykładania korków z ONMS.
I tak trwał w tej chwili, wiodąc dłonią po charakterystycznym, ciemnawym grzbiecie, kiedy to magiczne stworzenie zapoznało się z jego zapachem i pozwoliło siebie dotykać bez większych problemów. Testrale zawsze pozostawały bardziej życzliwe od innych skrzydlatych koni, ale student miał na uwadze, że wszystko może się zmienić w ciągu paru sekund, w związku z czym nie pozwalał sobie na żadną wylewność, odcinając się na chwilę od otaczającego go świata. Dla obserwatorów, którzy nie mieli okazji zobaczyć na własne oczy duszy ulatującej z ludzkiego ciała, ten widok mógł być komiczny, ale on naprawdę widział ciemnego jak noc wierzchowca.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ana María Miranda

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 112
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20362-ana-maria-miranda
https://www.czarodzieje.org/t20377-poczta-mariiiiii#644374
https://www.czarodzieje.org/t20378-ana-maria#644375
https://www.czarodzieje.org/t20375-ana-maria-miranda
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptySro Cze 23 2021, 23:27;

Coraz bliżej wakacji i jak co roku coraz więcej dram w pokoju wspólnym. Ana miała już po dziurki w nosie ciągłego przypominania innym, że to ona ma ostatnie słowo w tych dyskusjach. W końcu nie wytrzymała, jednak mając na uwadze pięknie świecące słońce, postanowiła odpowiedzieć tak tak, masz rację i uśmiechnięta od ucha do ucha wyjść się przewietrzyć. Nie wiedziała dlaczego padło akurat na polanę pegazów. Może miała nadzieję, że te czarodziejskie konie zabiorą ją tak daleko, że otrzyma nową białą kartę od losu, która nie wiadomo dlaczego była ostatnio jej marzeniem. Nie wiedziała co prawda prawie nic o tych kopytnych, ale czy nie najlepiej zdobywać wiedzę w praktyce ? Usiadła więc spokojnie na ogrodzeniu wymachując przy tym nogami i obserwowała je, dalej ciesząc się jak 11letnie dziecko z tego, że otrzymała tak specyficzną trasę życiową od ziomka z góry. Kim kolwiek on jest.
- Dobra trawka? - zaczepiła jednego, kiwając głową i śmiejąc się z jego reakcji. - Wiesz co dobre przyjacielu - dodała i dalej uśmiechając się od ucha do ucha zaskoczyła szybko z płotka, mając w planie pogawędzić z osobnikiem z nieco mniejszego dystansu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptySro Cze 23 2021, 23:44;

Na szczęście Lowell nie musiał przebywać aż nadto w pokoju wspólnym. Zresztą, może czasami tam bywał, ale nie na tyle długo, by musieć wysłuchiwać wszelkich potencjalnych dram. Na szczęście tych starał się unikać, żyjąc gdzieś z boku. Co prawda ostatnio udawało mu się jakoś zwrócić na siebie bardziej uwagę, ale starał się tym obecnie nie przejmować, kiedy to inne rzeczy, bardziej istotne, miały obecnie sens. Egzaminy egzaminami, każdy się nimi stresował, ale na szczęście Puchoni nie byli aż tak konfliktowi i raczej unikali niepotrzebnej wymiany zdań w ferworze mniej przyjemnych emocji. A pogoda, jako że dopisywała, jedynie zachęcała do odstawienia gdzieś na bok ciężkich tomiszczy i ogólnie przejścia się gdziekolwiek, byleby nie siedzieć w murach starego, średniowiecznego zamku.
I dlatego początkowo Felinus trwał w tej czynności, kiedy raz po raz głaskał dość specyficzny w dotyku grzbiet zwierzęcia, starając się nawiązać z nim jakiś lepszy kontakt. Na szczęście testrale ciut inaczej patrzyły na osoby, które rzeczywiście były w stanie podjąć się jakiejkolwiek interakcji z nimi. Co prawda student nie miał niczego przy sobie, co mogłoby zadowolić apetyt, jako że zwierzę magiczne żywiło się głównie mięsem, niemniej jednak sam dotyk zdawał się być kojący. Chłopak nie bez powodu zatracał się w tym wszystkim, zapominając o otaczającym go świecie, a i też - różdżkę schował do kieszeni, gdy poczuł się na tyle bezpiecznie, że mógł być pewny, iż skrzydlaty koń nie potraktuje go w żaden sposób z kopyta. Dziwny spokój zaczynał panować w jego sercu i chociaż zwierzęta odczuwały błędy przeszłości na własnej skórze, o tyle jednak na razie nie musiał się tym w żaden szczególny sposób martwić.
Do jego uszu dotarły jednak dziwne dźwięki, a nim się obejrzał, został sprowadzony na ziemię, zdając sobie sprawę z tego, iż nie jest tutaj całkowicie sam. Mrugnąwszy parę razy oczami, które następnie przekierował w miejsce, skąd wydobywał się głos jakieś dziewczyny, na chwilę je przymrużył, by mieć pewność, iż nie ma do czynienia z jakimiś zwidami. Rzeczywiście - uczennica zeskoczyła z płotka, nawiązując kontakt z innym skrzydlatym koniem. Lowell początkowo trochę się speszył, jako że nie był świadom jej obecności, ale potem, wyprostowując plecy i poprawiając materiał bluzy, nie zrobił przecież niczego złego, co spowodowałoby jakiś ostracyzm społeczny. I też - postanowił podejść ciut bliżej, by zdać sobie sprawę z tego, iż kojarzy skądś tę twarz. 
- Ana... zgadza się? Felinus. - był w tej szkole długo i po części kojarzył mniej lub bardziej znajome twarzy, więc siłą rzeczy nie mógł tak naprawdę jej nie zauważyć. Nie podawał ręki, zachowując ten bezpieczny dystans, by nie przepłoszyć aż nadto magicznego stworzenia i nie spowodować niepożądanej reakcji. Co prawda nie miał okazji z nią aż nadto rozmawiać, ale mimo wszystko nie sprawiało mu to żadnego większego problemu. - Masz rękę do tych zwierząt... Hodowałaś kiedykolwiek konie? Bądź pegazy? - zapytał się, spoglądając na to, jak swobodnie i bez większych problemów ta podejmowała się interakcji z nimi. Może intuicja podpowiadała mu taki stan rzeczy, ale wcale ta pierwsza myśl nie musiała być prawidłowa.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ana María Miranda

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 112
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20362-ana-maria-miranda
https://www.czarodzieje.org/t20377-poczta-mariiiiii#644374
https://www.czarodzieje.org/t20378-ana-maria#644375
https://www.czarodzieje.org/t20375-ana-maria-miranda
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 09:43;

Dopiero dźwięk głosu chłopaka sprawił, że Ana zauważyła tego dziwnego studenta, jak zwykle w swoim żywiole. Zdecydowanie nie była znawczynią koni, ale nie wydawało jej się, by na lekcjach o pegazach, czy innych hipogryfach ktoś wspominał o tym, że należy głaskać powietrze przed dotknięciem pegaza. Z tymi pegazami to w ogóle jest tak, że Ana kojarzyła je jedynie z mugolskich bajek dla dzieci i te w bajkach były zdecydowanie ładniejsze. Gadające, latające, różowe kucyki, która mała dziewczynka nie chciała się nimi bawić na korytarzu w szkole?
- Zgadza się- uśmiechnęła się dziewczyna, bo miło wiedzieć, że nawet studenci znają jej imię... trochę się im nie dziwiła, ale jednak satysfakcja. Feliniusa raczej nigdy nie kojarzyła, wiedziała że jest puchonem, studentem i że chyba był chwilowo zawieszony? A może to tylko kolejne plotki ?
- Miło mi - dodała w pośpiechu obserwując dziwne zachowanie puchona i myśląc tylko... zapytać, czy nie zapytać.
- Oo, tak myślisz? - zdziwiła się gryfonka, no chyba od początku jej istnienia w tej szkole nikt jej nie powiedział, że ma do czegokolwiek rękę. Może poza transmutacją, ale to wydawało się jej zaś za nudne by zajmować się tym całe życie.
- Znaczy... No widziałam wiele filmów o pegazach - zasmiala się bo była taką nogą w magicznych stworzeniach, że nawet nie chciało jej się udawać, że jest inaczej.
- Jeździłam konno, na jednych wakacjach- co prawda zwierzę było prowadzone na lince przez panią z ośrodka, ale o tym nie musiała mówić prawda?
- Za to Ty wydajesz się albo bardzo dziwny, albo bardzo zaznajomiony z.. tymi koniami - zauważyła, widząc to jak student ciągle wpatruje się w swoje ulubione powietrze. To naprawdę był dziwny widok i chwilowo nawet ciekawszy od otaczających ją dziwnych magicznych koni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 10:26;

Student podejrzewał, że sam fakt tego, iż dla postronnego obserwatora mógł patać po grzbiecie powietrze, potrafił przyczynić się do zapalenia czerwonej lampki pod kopułą czaszki i wywołania pewnego alarmu. Lowell nie wiedział jednak, kto widzi te magiczne, mroczne konie ze skrzydłami, które znacząco różniły się od postronnych nie tylko poprzez swój wygląd, ale także i zachowanie. Nikt zresztą nie miał wypisane na czole, że widział czyjąś śmierć, w związku z czym określenie go mianem "dziwnym" przez Anę nie było wcale takie nietrafne, zważywszy uwagę na to, jakie informacje na jego temat posiadała. A tych obecnie nie było zbyt wiele, oprócz właśnie plotek, które okalały całą szkołę. Obserwator Hogwartu ładnie na nim nasmarował różne rzeczy, a też - niespecjalnie się do tego odwoływał, wiedząc doskonale, iż plotki są tylko plotkami oraz nieliczni są w stanie - poprzez obserwację tego, co miało miejsce - zauważyć te nikłe ziarenko prawdy w tym wszystkim.
Na pierwsze słowa nie odpowiedział, a jedynie się uśmiechnął lekko, wszak nie musiał w tej kwestii niczego dodawać. Starość nie radość, czasami pamięć rzeczywiście szwankuje, ale ostatnio miał do czynienia z tyloma osobami, iż sam fakt tego, że wielu z nich uczęszczało na kółka, a do tego jeszcze zwracało się o pomoc względem najróżniejszych problemów... no cóż. Trudne czasy nastały dla bycia zapominanym, skoro ten świat był zbyt mały, by każdy podchodził do drugiej osoby bez kompletnej jej znajomości.
- Mnie również. - przytaknąwszy, czasami zapominał o tych formalnościach, ale wynikało to głównie z faktu, iż w nawiązywaniu znajomości wcale nie był taki dobry i momentami zdawał się mieć kulę u nogi pod tym względem. Mimo to się starał i nie bez powodu wiele osób ufało mu na tyle, by bez problemu uznawać go za kogoś, komu można powierzyć tajemnice. Sam nie wiedział, z czego to dokładnie wynika, ale taki stan rzeczy wcale mu nie przeszkadzał. - Sup. Nie uciekają, a to pierwszy krok do sukcesu. Konie są dość specyficzne i również posiadają swoje humory. - trudno było tego nie stwierdzić, no ale sam miał ostatnio wyjątkowego pecha z tymi istotami. Złamany wcześniej bark nie powodował już żadnych problemów, w związku z czym student mógł odetchnąć pod tym względem z należytą ulgą, gdy poczuł, jak testral ponownie do niego podchodzi. - No i najwidoczniej się opłacało. Co prawda często trochę filmy zakrzywiają fakty, ale wielu rzeczy można się z nich nauczyć. - pogłaskał ostrożnie ciemnego jegomościa po grzbiecie, ponownie zapoznając się ze strukturą wyżartych mięśni i smoczego wręcz pyska. - Jak wrażenia po takiej jeździe? - zapytał się, gdyż doskonale wiedział, że koniec końców dłuższa jazda na grzbiecie wierzchowca potrafi przyczynić się do bólu mięśni.
Na słowa, które wystosowała Miranda, trochę się zdziwił, aczkolwiek nie bez powodu - dla niego stworzenie pozostawało widoczne i bez problemu nawiązywał z nim kontakt. Jak to wiedział, dla osoby, która ich nie mogła zobaczyć, ten widok mógł być co najmniej komiczny. Nie bez powodu zatem Lowell lekko się zaśmiał, choć nie na tyle głośno, by nie wystraszyć wierzchowców, które nadal pozostały wobec nich w jakimś stopniu nieufne.
- Ach. Chodzi o to, że wpatruję się w powietrze? - spojrzał w ciemne tęczówki skrzydlatego konia, który znacząco różnił się od swoich braci, by następnie odwrócić wzrok w stronę Gryfonki. Wiedział, że dla niej mogło to być dziwne, ale nie wyśmiewał jej w żaden sposób. Po prostu wiedział, że nie wszyscy mieli okazję zaznać cudzej śmierci, a też - w jego przypadku nie było to zbyt miłe doświadczenie. - To testral. - pogłaskał go jeszcze po skórze, uważając na to, by przypadkiem nie przyczynić się do jakiejś wrzawy. Jego szczęście wobec magicznych istot zdawało się nie być na zbyt wysokim poziomie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ana María Miranda

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 112
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20362-ana-maria-miranda
https://www.czarodzieje.org/t20377-poczta-mariiiiii#644374
https://www.czarodzieje.org/t20378-ana-maria#644375
https://www.czarodzieje.org/t20375-ana-maria-miranda
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 12:02;

Miała nadzieję, że chłopak nie będzie wnikał w szczegóły, więc na pierwsze wzmianki o filmach, czy o tym, że dobrze jej idzie poprostu przytakiwała uśmiechając się. To nie tak, że była małomówna, czy nieśmiała, po prostu nie czuła obowiązku zaburzania innym wrażenia na swój temat. Miała tak od dziecka, kiedy jej angielski jeszcze nie był tak sprawny jak ten innych dzieci, po prostu słuchała innych i mówiła tylko wtedy kiedy była potrzeba. Czym różnią się filmy o pegazach od kreskówek o pegazach? Na pewno wieloma rzeczami, ale czy był sens to tłumaczyć? Tak wiele słów, a tak mało z nich profitow.
- Dobre wrażenia - zaśmiała się przypominając sobie, jak jej tata prawie spadł z konia próbując na niego wejść. Wszystko się działo dosyć dawno, więc nie pamiętała za dużo. Bardziej niż konie interesowało ją wtedy to, że wyjechala poza miasto i mogła pooddychać inym powietrzem po raz pierwszy w życiu. Teraz jest to jej piękna magiczna codzienność.
-No nie gadaj! - powiedziała bardzo entuzjastycznie, tak że niektóre pegazy troszkę się spłoszyły. Czy pamiętała czym dokładnie jest testral? Nie do końca.. nie interesowało jej to, czego nie może zobaczyć. Jednak teraz zrozumiała, ze chłopak naprawdę musi mieć rękę do zwierząt.. albo po prostu dobrze udaje. - Oj.. mam nadzieję, że się nie spłoszył - dodała widząc uciekające pegazy i przypominając sobie, że testral też podobno jest dosyć koniowaty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 12:24;

Trudno było, żeby ktokolwiek podchodził z pełną szczerością do innych. Lowell wcześniej się tak zachowywał - był w stanie podkoloryzować każdy swój wysiłek lub zwyczajnie spławić drugiego człowieka, by dał mu święty, wymarzony wręcz spokój. Wszystko to wiązało się jednak z tym, iż sądził, że każdy ma zamiar go skrzywdzić. Zamykając się w swojej hermetycznej bańce, mało kogo do niej wpuszczał, prędzej preferując samotność. Z czasem się to zmieniło - odrzucił kłamstwa na rzecz po prostu odpowiedniego dobierania słów podczas każdej z rozmów, jak również nie odtrącał swoim zachowaniem innych. Lgnął do kontaktu z innymi, co było momentami aż nadto widoczne, ale trudno było mu się dziwić, skoro pierwszy raz od wielu lat miał okazję naprawdę zrozumieć pewne rzeczy. Te mniej lub bardziej istotne. Pozostawał zatem może trochę nadal wycofany, ale za to bardziej pozytywny i przyjazny wobec obcych. A przynajmniej tak sądził, choć nie do końca mógł być tego w stu procentach pewien.
Liczył zatem, że Ana jest z nim szczera. Nie wiedział nic o tym, że pewne rzeczy dziewczyna starała się trzymać w całości, a też - nie znał jej na tyle, by móc stwierdzić inne rzeczy poza tym, że zdawała się być otwartą osobą i na pewno nie uciekała od niego jak od jakiegoś szaleńca, który głaskał powietrze, jakby rzeczywiście tam był koń. Bo był - ale niewidoczny dla ciemnych obrączek źrenic dziewczyny.
- Nie myślałaś, żeby jeździć rekreacyjnie? Na przykład na takich pegazach, o. - skoro widział, że dobre wrażenia trzymały się tych chwil, gdy ta znajdowała się na koniu, nie widział w sumie niczego na przeszkodzie, by kontynuowała potencjalną pasję, która może jeszcze się nie narodziła, ale kto wie - być może będzie miała miejsce? Różnych rzeczy człowiek dowiaduje się na swój temat i Felinus o tym doskonale wiedział. Z czasem, gdy patrzył na inne dziedziny, pojął, że zaklęcia i OPCM wcale nie są takie trudne, jak mu się z początku wydawało. Albo po prostu rozumiał szybciej i doświadczenie, które zbierał na przestrzeni lat, no cóż, przyczyniło się do takiego stanu rzeczy. Odzyskana wiara we własne umiejętności potrafiła momentami sprawić spore cuda.
Na nagły dźwięk koń się trochę spłoszył, odsuwając się do tyłu i rozwijając skrzydła, jakoby przyjmując to za dość nieprzyjemną rzecz. Student cichym szeptem starał się trochę go uspokoić, choć nie do końca było to takie proste.
- No... tak. - delikatnie podniósł kąciki ust do góry, kiedy to podchodził ostrożnie do testrala, którego miał prawo widzieć. Było to nietypowe doświadczenie, gdyż samemu wcześniej nie miał z nimi kontaktu, by mógł na nie patrzeć i podziwiać ich pełną okazałość. To były jego pierwsze próby, ale sam fakt, iż zwierzę nie uciekło od razu i rozumiało jego słowa, zdawał się potęgować wrażenie, iż te zwierzęta są bardziej rozumne, niż mógłby się tego kiedykolwiek spodziewać. - Pierwszy raz mam okazję go głaskać i powiem szczerze, że wrażenia są... no, nietypowe. Ale pozytywne. - spojrzał w jej brązowe tęczówki, by tym samym powrócić na krótki moment do próby oswojenia zwierzęcia, aczkolwiek nie było to do końca takie proste. Reszta zwierząt nieźle się spłoszyła i wycofała do tyłu, choć z czasem, gdy rozmowa powróciła na bardziej spokojne tony, zaczęły ponownie podchodzić i przyzwyczajać się z powrotem do obecności uczniów na tym obszarze. - Tylko trochę. Ale spokojnie, nie sądzę, by nas za to znienawidził. - przytaknął głową, by tym samym bardzo ostrożnie dotknąć z powrotem grzbietu kościstego zwierzęcia, mając nadzieję, iż tym razem ponownie się nie spłoszy.
- Ostatnio jak tutaj byłem, to jeden zazdrosny abraksan kopnął mnie w bark. - zaśmiał się, spoglądając tym samym na Mirandę, mając nadzieję, iż to jej jakoś nie przerazi. Wypadki się zdarzały, nawet na terenie szkoły w sumie. - Pozostałe konie wydają się być spokojniejsze... - powiedział, trochę niepewien, ale koniec końców nie miał podstaw, by podejrzewać, że znowu wyląduje do Skrzydła Szpitalnego. Bo jak wielkie nieszczęście trzeba mieć, by ponownie witać z kopnięciem, ale tym razem od jakiegoś innego stworzenia?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ana María Miranda

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 112
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20362-ana-maria-miranda
https://www.czarodzieje.org/t20377-poczta-mariiiiii#644374
https://www.czarodzieje.org/t20378-ana-maria#644375
https://www.czarodzieje.org/t20375-ana-maria-miranda
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 14:59;

Może ma racje? Jakaś nowa pasja? Albo raczej nie nowa, tylko po prostu cokolwiek co wyróżniałoby ją spośród wielu dziewcząt, oczywiście oprócz jej charakterku i bycia przykładem na to, że mugolaki nie powinny być nauczane w hogwarcie. Może? Zdecydowanie była to jedna z rzeczy nad którymi ostatnio rozmyślała najczęściej.
- W sumie to, naprawdę dobry pomysł - powiedziała naprawdę radośnie, bo o dziwo nizwykle spodobał jej się ten pomysł. Może to jest właśnie ta kolejna podpowiedź od losu, żeby zacząć żyć znowu, czymś innym, czymś ciekawszym?
Pegazy w bajkach były przedstawiane jako naprawdę kochane magiczne stworzenia, co rawda te w Hogwarcie wcale takie nie były ale... podobno miała do nich rękę. Zaczęła pochodzić do jednego z nich, kiedy znowu usłyszała głs chlopaka, który przypomniał jej, że halo, testral! Testrale są super!
- Mimo wszystko, mam wielką nadzieję, że nie będzie mi dane zobaczenie twojego przyjaciela - powiedziała wskazując bardzo żywiołowo w stronę ,,powietrza". Wkoncu sobie przypomniała, jak to jest z tymi Testralami i jakoś tak posmutniała.
- Jest ryzyko jest zabawa - uśmiechnęła się starając się wyczytać coś z twarzy puchona. Cokolwiek, co mogłoby pokazać jej co on o niej myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 15:38;

Sam nie był mugolakiem, mimo to w jego żyłach przeważała bardziej niemagiczna krew, jakoby dominując nad tą z powiązaną ze zdolnością rzucania czarów. Mimo tego, że ta szkarłatna ciecz była brudna i wedle podglądów czystokrwistych jedynie zaśmiecała tę społeczność, tak naprawdę szło mu wszystko całkiem nieźle i nie czuł się jakoś sponiewierany przez fakt, że jego matka jest osobą pozbawioną zdolności czarodziejskich, a ojciec... no cóż, uciekł, gdy tylko dowiedział się o ciąży Lydii. O rodzinę niespecjalnie się zatem martwił, natomiast opinia wyssana jedynie z plotek dotyczących tematu błękitnej krwi była czymś, co miał głęboko w czterech literach. Jedyne, co mu po Artemisie pozostało, to imiona - rodzicielka nie potrafiła odpuścić na tyle albo na tyle mocno kochała Greenwooda, że zwyczajnie nie potrafiła postąpić inaczej. Wcześniej mu to przeszkadzało, a teraz... pozostawało obojętne. Nie uważał zatem, by mugolaki były grupą dotkniętą brakiem talentu. Wbrew pozorom wielu z nich wyrosło na doświadczonych czarodziejów, dla których pojmowanie magicznego świata nie sprawiało większego kłopotu. I tego się trzymał braku segregacji na gorsze lub lepsze jednostki.
- Każdy pomysł jest dobry. No dobra, nie wszystkie, no ale zawsze to jest jakaś pasja, której mogłabyś się oddać. - pogłaskał testrala ostrożnie i lekko się uśmiechnął w stronę dziewczyny, by go uspokoić raz jeszcze, a gdy atmosfera znikającego napięcia nastała między nimi na dobre, mógł podejść do bardziej rozluźnionej postawy, kiedy to poprawił znajdującą się na lewym ramieniu torbę. Zawsze ją ze sobą nosił, gdyż nie dość, że była pojemna, to w sumie posiadała wszystko, czego mu było trzeba. Sam jakoś wcześniej nie mógł odnaleźć się w tłumie, gdy w duszy jedynie grała ta swoista niepewność, jakiej to nie potrafił zażegnać. Teraz było znacznie lepiej i w sumie podsuwanie pewnych propozycji pasji nie sprawiało mu żadnego problemu.
Sam niezbyt wiele pamiętał z tego, co miał okazję zobaczyć w dzieciństwie. Jedynie te ciepłe momenty, gdy matka się do niego uśmiechała, choć było i tak skrajnie biednie, zostały przez niego bardziej zapamiętane. Potem, jak to się okazało, poszedł do Hogwartu, by następnie zobaczyć odmienny świat, którego się bał. Z czasem, gdy zaczął dorastać, wszystko się pokomplikowało. Niespełna od roku mógł uwolnić się od zgiełku powiązanego z ojczymem i naprawdę poczuć się bezpiecznie we własnych czterech ścianach. Chociaż momentami i tak było ciężko.
- Coś za coś, niestety. - samemu trochę powiedział te słowa zbyt smętnie, ale prawie nikt nie znał przyczyny, z jakiej to miał okazję widzieć te niesamowite stworzenia. Sama istota zrozumiała to poniekąd i poczuła się urażona, odsuwając smoczy pysk sprzed dłoni Lowella, na co ten westchnął głęboko, jakby miało mu to pomóc w przejściu przez te momentami zbyt trudne chwile. I tak było od paru dni lepiej niż przez ostatnie kilka miesięcy, gdy wszystko zaczynało się powoli układać. Nie bez powodu zatem starał się trochę przekonać do siebie skrzydlatego konia, ale najwidoczniej nie było to z powrotem takie proste. Duma nakazywała mu zachowywać się w taki sposób, a kolejne próby i starania nie wniosłyby niczego dobrego; zwierzak się oddalił na dobre, a na jego miejsce wszedł inny. Aeotan, który był karmiony wcześniej przez Anę, posiadający spokojną postawę. Lowell od razu podał mu kostki cukru, które to posiadał w niewielkim pudełeczku - przynajmniej miał pewność, że to mu posmakuje.
- Osobiście wolę zabawę bez ryzyka. I wbrew pozorom jest to możliwe do osiągnięcia. - powiedział, gdy ten go trącił ogromnym, końskim pyskiem, jakoby domagając się czegoś więcej. Student położył na dłoni kolejną kostkę i nakarmił grubasa, mając nadzieję, iż ten nie wyżebrze od niego całego zapasu tych słodkości. - No już, już, bo potem się nie ruszysz... Trawę też lubi, co nie? Może tym się go uda od cukru odciągnąć. - lekko się uśmiechnął, gdy zadał to pytanie Mirandzie, dając konikowi ostatnią kostkę i przeczesując bardzo ostrożnie sierść.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ana María Miranda

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 112
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20362-ana-maria-miranda
https://www.czarodzieje.org/t20377-poczta-mariiiiii#644374
https://www.czarodzieje.org/t20378-ana-maria#644375
https://www.czarodzieje.org/t20375-ana-maria-miranda
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 17:43;

Nie wiedziała nic o jego sytuacji, więc nawet nie starała się go pocieszyć, jedyne co mogła dla niego zrobić, to po prostu obdarowanie go uśmiechem, który może go trochę podniósł na duchu, a może została uznana tylko za głupiutką nastolatkę, nie rozumiejącą problemu.Nie zależał jej na tym, był taki piękny dzień a ona była przecież na POLANIE PEGAZÓW. Czas wykorzystać ten czas...
- Gdyby nie to, że z tego co pamiętam kończysz w tym roku naukę, to poprosiłabym Cię o naukę tej twojej rozważnej zabawy - zaśmiała się słysząc go. Może za kilka lat, kiedy przeżyje już swoje tak jak puchon, również stwierdzi, że na ryzyko jest czas i miejsce. Jak narazie jednak w głowie miała tylko zabawę i śmiech, i wcale nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia. Życie jest za krótkie by się bać. Nie jest to najmądrzejsze powiedzenie, ale dla Any nawet sama mądrość, była jakiś dziwną przeszkodą do szczęścia.
- No chodź spaślaczku - dodała i pewnym krokiem zerwała kawałek trawy i chciała mu go podać podbiegając do niego. Niestety niezapamiętała z wakacji w siodle, że do konia.. czy innego kopytnego stanowczo nie można podchodzić od tyłu! Co za pech, czasami jenak amięć się przydaje. Nie wiadomo więc, czy to dlatego, że koń zwyczajnie się spłoszył, czy dlatego, że dziewczyna nazwała go spaślakiem... Ana wylądowała na wesołej trawce obrywając z kopyta prosto w głowę. Ból który czuła można porównać do uderzeniem z całej siły piłką lekarską na lekcji W-Fu. Początkowo jesteś tak oszołomiony, że nic nie czujesz, dopiero później ogarniasz jak bardzo cię boli i jak bardzo potrzebujesz pomocy medycznej. Los chce ze mną grać w pokera, raz mi daje, raz zabiera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 18:26;

Nigdy nie uznawał wieku za coś, co od razu skreśla daną relację. Sam zadawał się ze znacznie młodszymi od siebie osobami i często okazywało się, że mimo tej różnicy wieku jakoś częściej mieli oni rację. Myśleli inaczej, pozwalali na odpowiednie podejście do danego zagadnienia i powodowali rzeczywiście odnalezienie jakiegoś rozwiązania w całym tym zgiełku nie tylko pytań, ale także i problemów. Odwzajemnił zatem lekko uśmiech - wiele rzeczy w sobie ukrywał, choć zazwyczaj spowodowane to było tym, jak mocną więź z kimś zdołał stworzyć. Im bardziej ufał, tym stawał się bardzie wylewny. Była to zależna relacja i nie mógł na nią jakkolwiek lepiej wpłynąć.
- O, nie wiedziałem, ze plotki aż tak szybko się rozchodzą. - zaśmiał się lekko, żeby przypadkiem nie wystraszyć konia, który znajdował się tuż przed nimi. Raz po raz głaskał go ostrożnie i wiedział, że równie łatwo można go urazić, w związku z czym ton głosu, jaki wystosował, był w miarę spokojny i pozbawiony jakiegokolwiek obarczania winą. - Prawdopodobnie będę asystentem nauczyciela, więc może akurat uda mi się nauczyć. - postanowił pochwalić się tym drobnym faktem, choć kto wie, czy go rzeczywiście na to stanowisko przyjmą. Pozostawało zatem liczyć, że tak, choć wątpliwości mogły zostać łatwo zasiane i z trudem później usunięte.
- Spaślaczku? Odważnie... - widocznie trochę się skrzywił, ale nie na tyle, by to jakkolwiek wpłynęło na ostateczną ocenę jego wyrazu twarzy. Patrzył zatem, jak ta wyrywa trochę trawy, choć wzdrygnął się, wyciągając różdżkę, gdy ta zdecydowała się podejść do niego od tyłu. - Ana, nie do konia od tyłu! - powiedział głośniej i ostrzegawczo, ale było już za późno; jakiekolwiek zaklęcie zostało rzucone ze zbyt sporym opóźnieniem, a do tego, na domiar złego, nie tylko ona oberwała i głuchy dźwięk przedostał się do bębenków, lecz także i on, gdy koń podniósł się na swoje kopyta i potraktował lewe udo z perfidnym stukotem, który przyczynił się do bólu i częściowego upadku. Pegaz następnie uciekł; udał się urażony w swoją stronę, a ból z uda promieniował niemiłosiernie, na krótki, kilkusekundowy moment odbierając kontakt z rzeczywistością.
Potem otworzył oczy i powoli powrócił do rzeczywistości po tym wszystkim, podnosząc się poprzez ramiona w siadzie na ziemi. Ponownie tyłek brudny od polany, ponownie w podobnej pozycji, ale teraz to noga ucierpiała i na razie nie wiedział, co z nią jest. Na szybko rzucił, jako że miał jeszcze przy sobie różdżkę, parę zaklęć znieczulających, by tym samym podejść do dziewczyny i naprędce nawiązać z nią jakikolwiek kontakt. Uderzenie z kopyta mogło mieć katastrofalne skutki i doskonale o tym wiedział.
- Ana, słyszysz mnie? Jak się czujesz? - zapytał się, zgodnie z procedurami potrząsając lekko jej ramionami, by tym samym przejść do badań diagnostycznych, by dowiedzieć się, co dokładnie uległo uszkodzeniu i by móc to zaleczyć, zanim jakoś dowleką się do Skrzydła Szpitalnego. Potrafił zachować na szczęście zimną krew i dzięki oklumencji działał znacznie sprawniej, gdy raz po raz rzucał odpowiednie zaklęcia, chcąc się upewnić, do czego dokładnie doszło i czy jest coś, co może wpłynąć na jej stan podczas przeprawy przez błonia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ana María Miranda

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 112
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t20362-ana-maria-miranda
https://www.czarodzieje.org/t20377-poczta-mariiiiii#644374
https://www.czarodzieje.org/t20378-ana-maria#644375
https://www.czarodzieje.org/t20375-ana-maria-miranda
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 19:48;

Wow... to było mocne, za mocne. To było gorsze niż poranny, pierwszy kac na 15letniej głowie. Słyszała jak jej szumi w uszach, ale na szczęście była nawet przytomna.
- Stary... - wysyczała przez zaciśnięte zęby, jakby chciała powiedzieć, jak bardzo jej idiotką, ale równocześnie jak bardzo ją nawala głowa. -Dostałam... w łeb- dodała po chwili, próbójąc się podeprzeć na ramionach, bo leżenie do ziemi, wydawało jej się wtedy źródłem jej bólu. Zamykała i otwierała chwilę oczy, próbując przyzwyczaić się do światła. Na twarzy miała bardzo dziwny grymas bólu, połączony z uśmieszkiem. Zupełnie tak, kiedy dowiadujesz się, jak podstawowy błąd zrobiłaś na egzaminie, albo kiedy mama przyłapuje cię z fajkami.
-Nie drzyj się.. proszę - dodała, bo wszystko wydawało się kilka razy głośniejsze, po prostu czuła jak jej głowa eksploduje, ale starała się mimowszystko zachować resztki optymizmu. - Będę żyć, tylko spadajmy już stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 944
  Liczba postów : 6629
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 EmptyCzw Cze 24 2021, 20:03;

Jak zwykle - jak zawsze - coś musiało się zepsuć. Tym razem to znowu był on. I ktoś postronny, na co miał ochotę siarczyście przekląć, aczkolwiek tego nie zrobił, powstrzymując się od grymasu bólu z powodu, jak zdołał rzucić Surexposition, złamanej nogi. Nie było to zbyt dobre doświadczenie, a też, jeżeli chcieli się stąd wydostać, to trochę średnio, jeżeli samemu nie mógł chodzić. Nie bez powodu najchętniej zacząłby składać od razu własną nogę, aczkolwiek najwidoczniej nie miał ku temu czasu, krzywiąc się jeszcze bardziej, gdy jedyne, co mógł obecnie zrobić, to zaklęcia uśmierzające ból. Tylko one i tak nie działały aż nadto na uraz, którego to zdołał doznać, gdy, jak się okazało, nazywanie konia spaślakiem wcale nie było czymś, co zwierzę postanowiło przyjąć z pełną dozą akceptacji. W jakiś sposób mógł odetchnąć z ulgą, że dziewczyna dobrze się czuła, choć i tak preferowałby przeniesienie jej z odpowiednim usztywnieniem, ale na obecny moment ból przyćmiewał mu prawidłowe rozumowanie i jedyne, na czym mu zależało, to oddalenie się od stada skrzydlatych wierzchowców.
- Masz szczęście... - ogromne, kurwa, szczęście. Bez ryzyka nie ma zabawy... trudno było nie nazwać tego cudem merlinowskim, bo jednak otrzymanie w łeb od silnego kopyta konia, no cóż, mogło zakończyć się znacznie gorzej. Ludzie tracą przytomność od nawet bardziej prostszych rzeczy, a być może zwierzę nie uderzyło jej z taką siłą, z jaką powinno - miała szczęście. Ogromne szczęście, zwróciwszy uwagę na to, że może ją głowa bolała, na co postanowił zadziałać również zaklęciami uśmierzającymi ból, ażeby wrażenia z otoczenia nie wpływały na nią w negatywny sposób, ale wcale nie było to obecnie takie proste. Levatur Dolor działało na mniej bolesne urazy i próba użycia go na coś takiego (jak również na złamaną nogę), nie przynosiło należytych skutków. Jedynie niewielkie.
Starał się jakoś na szybko Episkey zaleczyć to, z czym miał do czynienia, naprzemiennie dorzucając Locus i ponownie zaklęcie prześwietlające, ale nie było to bezpieczne, skoro koń mógł ponownie ich zaatakować. Nie pozostawało nic innego, jak po prostu wstać i kulawym krokiem podać jej dłoń, wcześniej sprawdzając, czy nie doszło do urazu kości kręgosłupa poprzez takie samo zaklęcie, jakie wobec siebie wcześniej wystosowywał. - Dasz rady? Podeprzyj się, jeżeli kręci ci się w głowie. - powiedział już znacznie ciszej, pomagając jej w kolejnych czynnościach. Pod kopułą czaszki narzekał na to, jak Hogwart może korzystać z bariery antyteleportacyjnej, ale obecnie nie pozostawało mu nic innego - jak i Mirandzie - jak zaciśnięcie zębów i dostanie się do Skrzydła Szpitalnego. Chodzenie w tym stanie było katorgą i na pewno pozostawało mocno spowolnione, a sam Lowell męczył się znacznie bardziej, ale nie miał obecnie wyjścia.
Dlatego, upewniwszy się, iż dziewczynie nic się nie stanie po drodze, udali się razem po bardziej profesjonalną pomoc - bo może Lowell uleczyłby ją w jakiś sposób, ale nie posiadał tutaj niczego, co mogłoby mu w tym pomóc. A oboje wyglądali dość tragicznie.

[ zt x2 do SS ]
@Ana María Miranda

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polana pegazów - Page 8 QzgSDG8








Polana pegazów - Page 8 Empty


PisaniePolana pegazów - Page 8 Empty Re: Polana pegazów  Polana pegazów - Page 8 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Polana pegazów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polana pegazów - Page 8 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Okolice zamku
 :: 
zakazany las
-