Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczna menażeria Wilkinsa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Magiczna menażeria Wilkinsa   Sob Sie 16 2014, 13:59

First topic message reminder :


Magiczna menazeria Wilkinsa


Matthew Wilkins prowadzi swoją magiczną menażerię już od wielu lat i widział w swoim zawodzie już naprawdę wiele trudnych przypadków. Jego dewizą zawsze jest jednak to, aby nie ulegać i spełniać wszystkie, nawet najdziwniejsze życzenia klientów, bo przecież na tym polega jego praca. Po trzydziestu latach pracy w tym zawodzie, pan Wilkins postanowił nauczać głodnych wiedzy chętnych. Kto wie, może kiedyś przekaże komuś swoją menażerię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Nie Cze 11 2017, 15:22

Etap I
staż na hodowcę zwierząt, czas rzeczywisty

Odkąd Naeris ukończyła kurs na tresera zwierząt, odkryła, że to był jedynie przedsmak tego, co oferował jej świat. Ambicji dziewczyny nie mogła zaspokoić ta krótka praca w sklepie, którą mimo wszystkich niesnasek wspominała bardzo miło. Uwielbiała zwierzęta i chciała im pomagać, chciała robić wszystko, żeby miały się lepiej. Przeglądając gazety szukała jakichkolwiek ogłoszeń. Kiedy ktoś potrzebował pomocy przy zwierzakach, natychmiast się zgłaszała. Pomogła nawet choremu krukowi i oswoiła dzikiego kuguchara, a wszystko to uznawała za wielkie sukcesy. To, że za nic nie brała wynagrodzenia nie miało znaczenia. Sama radość na twarzach właścicieli czy ulga na pyszczku stworzonka napełniały Naeris szczęściem. Teraz zaś uznała, że może w końcu zrobi jakiś porządny staż. Pierwszy krok ku karierze, na którą od dawna ciężko pracowała. I obiecała sobie, że się nie podda. Nawet, jeśli wszyscy będą próbowali ją zniechęcić do pracy przy zwierzętach, ona uparcie zostanie przy swoim. Trafiła na okropnego szefa, który już od początku uwziął się na Merlinowi ducha winną dziewczynę. Zawsze starała się przychodzić punktualnie i wykonywać powierzone zadania jak najlepiej, ale on tego nie doceniał. Wręcz przeciwnie - za każdą drobną pomyłkę, nawet jeśli to nie Naeris ją popełniła, a inny pracownik, ciskał w stronę Krukonki gromy. Z czasem wcale nie uległo to poprawie, a Sourwolf próbowała unikać go na wszelkie sposoby. Gdyby nie szef, czułaby się tu świetnie. Miała towarzystwo ukochanych stworzeń, mogła dbać o nie, czyścić i karmić. Nawet jeśli zdarzały się drobne wypadki, przez które praca nie wychodziła Krukonce idealnie. Podobały jej się zwłaszcza te nieliczne chwile, kiedy nie dostawała bury od przełożonego. Mimo wszystko nie mógł jej wywalić, bo nie zrobiła nic złego. Dziwiła się sama sobie, że tak dobrze znosiła docinki, a odebranie dziesięciu galeonów właściwie skomentowała tylko skinięciem głowy. Może jeśli zobaczy, że Naeris naprawdę nie zamierza zrezygnować i odejść ze spuszczoną głową, to w końcu sobie odpuści? Albo znajdzie inną ofiarę, nad którą mógłby się znęcać. Pozostali pracownicy niby współczuli dziewczynie, ale nie robili nic, żeby zmienić jej sytuację. Czuła się przez to odrobinę samotna, ale zwierzęta wszystko wynagradzały. Upominała siebie, że tu nie o chodzi o nią, ale o te stworzenia, które potrzebuję kogoś z pasją.

Kostka 1, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Nie Cze 18 2017, 00:34

Etap II
staż na hodowcę zwierząt, czas rzeczywisty

Naprawdę była pełna nadziei, że coś się zmieni i będzie lepiej. W końcu nie było chyba drugiej osoby na świecie, która z takim zapałem podchodziła do wyznaczonej pracy. Wykonywała każde zadanie skrupulatnie, wręcz nadgorliwie próbowała pomagać we wszystkim, co się dało. Potrafiła zrezygnować z nauki na egzamin, żeby pomóc trochę w menażerii. Ktoś powinien dostrzec te starania, ale Krukonkę prześladował pech... Najpierw niemiły szef, teraz kolejna katastrofa. A myślała już, że skoro minęły prawie dwa tygodnie, teraz będzie już tylko łatwiej. Jednak nie mogła winić nikogo oprócz siebie, bo przez nieuwagę rozjuszyła trutniowce krwiopijce, które pokąsały ją dotkliwie. Na początku myślała, że to nic takiego, mimo że bardzo swędziało. Głównie obawiała się, że nie zaliczą jej stażu, jeśli zobaczą, że Naeris zdarzyła się taka gafa. To było wręcz niedopuszczalne! A jeszcze gorzej, że milczała. Oszukiwała samą siebie, że te krosty nie stają się coraz większe i nie sprawiają gorszego bólu. Czuła się źle, a w końcu zemdlała, niemal narażając menażerię na ucieczkę demimozów z klatek. Gdyby im się udało, prawdopodobnie nigdy już nie zostałyby odnalezione. Cudem jednak udało się temu zaradzić, a Naeris tymczasem trafiła do Munga na oddział urazów magizoologicznych. Bardziej niż swoim poszkodowanym zdrowiem przejmowała się pracą. Pozwolą jej kontynuować staż? Czy może od razu skreślą Krukonkę? Okazało się, że dostała kolejną szansę, za co mogła dziękować Merlinowi.


Kostka: 1, 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Nie Cze 25 2017, 13:27

Etap III
staż na hodowcę zwierząt, czas rzeczywisty

Powrót okazał się całkiem spokojny. Szef chyba odpuścił już sobie doprowadzanie Naeris na granicę załamania nerwowego, a więcej wpadek nie było. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, a nadzieja na szczęśliwe zakończenie rosła z każdym dniem. Radziła sobie już z tyloma stworzeniami, że nie obawiała się coraz to groźniejszych przypadków. Mimo wszystko bardzo dużo nauczyła się na tym stażu i była pewna, że w przyszłości ta wiedza okaże się bardzo cenna. Za każdym razem, kiedy wydawało jej się, że nie wytrzyma dłużej w menażerii, powtarzała sobie, że robi to dla smoków. Kiedy udowodni swoją odpowiedzialność, dopuszczą ją do opieki nad nimi. Muszą! W końcu nie po to poświęcała aż tyle czasu, nie po to wyciskała z siebie siódme poty... Tyle, że ostatecznie znowu popsuła. Zgubiła list, którego nie miała prawa zgubić. Pobladła i spanikowała, gdy nie mogła go odszukać. Naeris nie miała pojęcia co tam jest, ale wiedziała, że było bardzo ważne, że nie mogła tym razem zawieść, że to jakaś totalna katastrofa... Nawaliła. Nie pozostawało już nic tylko przyznać się szefowi i pokornie przyjąć wrzaski i wyrzucenie za drzwi. Sourwolf była zła na siebie, ale wiedziała, że gniew przełożonego będzie jeszcze gorszy. Tymczasem ją zaskoczył. Właściwie to był bardzo opanowany, więc zszokowana wysłuchała, że gdyby miał wybór nigdy nie przyjąłby jej do pracy. Ale liczyło się to, że przeżyła ten staż. Najdziwniejsze, że jeszcze dostała na koniec miły upominek.

Kostka: 6 i 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Hamilton, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 211
  Liczba postów : 80
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15021-matthew-michael-shercliffe#400257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15037-najlepszy-profesor-onms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15036-shadow#400263
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15038-matthew-shercliffe#400266




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Wto Sie 29 2017, 18:04

kurs tresera zwierząt
lipiec 2006r., gdy Matt był na studiach

I etap: kostka numer 3
Jak na ambitnego i kochającego zwierzęta studenta Ravenclaw przystało, Matt podjął się kursu na tresera zwierząt. Przecież nie mógł sobie go odpuścić, a sądził, że od tego najlepiej jest zacząć. W każdym razie, pierwszego dnia przyszedł do Menażerii Wilkinsa podekscytowany jak jeszcze nigdy dotąd. Co prawda nie był przesadnie pewny siebie, nie był też przekonany co do tego, czy poradzi sobie z klientami, czy nie straci do któregoś cierpliwości i nie rzuci czegoś sarkastycznego, ale był dobrej myśli. Chciał dać z siebie dwieście procent i miał nadzieję, że nic nie stanie mu na drodze. I musiał przyznać, że po pierwszym dniu podniosła się jego pewność siebie. Dzień ten nie należał do łatwych, ponieważ każdy z klientów był jakiś marudny, podirytowany, ale z początku radził sobie z nimi całkiem dobrze. Do czasu. W końcu przyszedł klient, który był na tyle chamski, że zaczął przepychać się w kierunku lady i wysypał karmę dla sów na blat. Z początku ogarnęła go lekka panika i nie miał pojęcia jak uspokoić tego mężczyznę, ale w końcu udało mu się opanować całą zaistniałą sytuację. Na szczęście, bo nie wiedział, jak mógłby zareagować szef, gdyby Matt tego nie zrobił...

II etap: kostka numer 6

Następny etap też poszedł mu dobrze. Właściwie to nie tyle dobrze, ile wyśmienicie. Zadaniem, które mu przydzielono, było nauczenie sowy prawidłowego wysuwania nóżki, aby można było odwiązać z niej list. Nie było to co prawda łatwe zadanie, ale co to było dla osoby, która od dziecka obcowała z hipogryfami i miała kiedyś psidwaka? To znaczy, tata miał. Ale Matt umiał się nim idealnie zajmować, przecież był Shercliffem i od najmłodszych lat miał podejście do zwierząt. Oswojenie i wytresowanie sowy zajęło mu co prawda kilka godzin, bo calutki czas robiła coś źle, ale chłopak był cierpliwy, wiedział, jak powinien podchodzić do tresury i nie zamierzał się poddawać. W końcu udało mu się nauczyć sówkę tej sztuczki i zawołał właściciela menażerii (swoją drogą, jego imiennik), aby pokazać mu to, czego dokonał. Na pierwszy rzut oka widać było po nim dumę z doskonale wypełnionego zadania, dzięki któremu mógł kontynuować swój kurs.

III etap: kostka numer 1

Gdy podchodził do trzeciego etapu, nie mógł uwierzyć w to, że czas zleciał tak szybko. Dopiero co lekko panikował, gdy do sklepu przyszedł ten rozwścieczony klient, a teraz co? Był bliski zostania prawowitym treserem zwierząt, a to przydałoby mu się do pracy w menażerii, a w przyszłości do posiadania własnego sklepu. Co prawda podchodząc do kursu, z początku o tym nie myślał, jedynym jego celem było zdobycie uprawnień, zwykła praca w menażerii, ale miał wielkie plany i doskonale wiedział, że zbyt szybko to on profesorem w Hogwarcie nie zostanie. Przecież to nie było takie łatwe. Jak widać, oswojenie kuguchara też nie należało do najłatwiejszych. W dzieciństwie zawsze wolał psy i choć w czasach szkolnych miał kota, nie miał nigdy kuguchara, wiedział jednak o ich temperamencie i tym jak reagują na czarodziejów, którzy im się nie spodobają. Bywają agresywne, wiedział to doskonale, ale nie spodziewał się tego, że kocur go ugryzie. Przecież chciał go tylko delikatnie pogłaskać, gdy kot zdawał się być już oswojony. Musiał natychmiast opatrzyć sobie dłoń, z której natychmiast zaczęła lać się krew, ale w końcu udało mu się przekonać do siebie kota. W ten oto sposób uzyskał uprawnienia tresera zwierząt, a wracając do domu, zahaczył o Munga, aby upewnić się, że ugryzienie nie jest aż tak poważne, jak mogłoby być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 799
  Liczba postów : 232
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Sro Mar 21 2018, 00:09

Kurs na tresera zwierząt, 2010r.

W końcu nadszedł ten dzień, kiedy udał się do Magicznej menażerii na kursy, dzięki którym uzyska uprawnienia do bycia treserem magicznych zwierząt. Wyczekiwał tego momentu od dawien dawna, przez co całą poprzednią noc nie mógł spać z nerw. Nic dziwnego, było to dla niego czymś na kształt spełnienia marzeń, w końcu zawsze chciał się tym zajmować!
Dziwniejszym stał się dla niego fakt, że wiedza teoretyczna nie zawsze nadawała się idealnie do tego, aby zastosować ją w praktyce.
Pierwszego dnia postawiono przed nim bardzo dziwne zadanie, zważywszy na to, czego się podjął. Anthony miał świadomość, że na praktykantów jak on, zawsze zawalano na początek najgorsze z możliwych zajęć. Ale nie spodziewał się, że już pierwszego dnia zmuszą go do tego, aby doradzał klientom w wyborze odpowiedniego szczura. Jakby to chociaż jeszcze było coś interesującego... Kolejna wytworna dama zupełnie nie pamiętała, po co w ogóle tutaj przyszła. To już było wiele jak na nerwy tego młodzieńca. Szczytem jednak był czarodziej, który zaczął rzucać w młodego Selwyna karmą dla sów, krzycząc, że ten sprzedał mu zatrute ziarno. Gdyby nie to, że Tony postanowił dokładniej przyjrzeć się temu obiektowi, może i by mu uwierzył. Jednak zapewnienia młodzieńca i czarujący uśmiech spowodowały, że udało mu się zażegnać sytuację i uzyskać aprobatę szefa. Nigdy więcej takiej męki...
Kolejnego dnia zaczęło się dziać coś, co chłopaka szczerze ciekawiło. W końcu miał styczność ze zwierzętami innymi niż ludzie! Cudownie się czuł z tego powodu. Nic więc dziwnego, że szybko zabrał się do pracy, nie do końca zdając sobie sprawę z faktu, że zaklęcie, które rzucił na terrarium węża nie było skutecznym. Przeraził się, kiedy łuski gada zaczęły zmienia kolor ze złotego na rdzawoczerwone. Bał się najgorszego, że zdołał go zabić, bądź przynajmniej poważnie zranić. Patrzył z rosnącym przerażeniem na leżącego gada, nie wiedząc do powinien teraz robić. Dopiero po kilku godzinach zdecydował się powiedzieć swojemu przełożonemu o całym zajściu. Ten tylko westchnął i dał Tony'emu grubą księgę z zaklęciami i wskazał palcem odpowiedni rozdział. Dzięki temu chłopak opanował sytuację na tyle, że nic groźnego nie stało się wężowi.
Wiedział, że już jest bliżej końca niż dalej, a upewnił się w tym fakcie, kiedy usłyszał to od swojego przełożonego. Tylko kilka dni dzieliło go od upragnionego tytułu tresera zwierząt. Nic jednak nie może być takim kolorowym, jakim się wydaje. Tego dnia, Tony czyścił akwarium z magicznymi rybkami, kiedy to przyszła starsza czarownica, która poprosiła o szczegółowe informacje na temat jednego z dostępnych gatunków. Chłopak był pewny tego co robi i mówi, więc szybko zaczął jej opowiadać wiele o wspaniałych zaletach tych konkretnie rybek. Dopiero, gdy podszedł do niego inny sprzedawca, zorientował się, że wcale nie miał racji w swoim monologu. Upewnił się w tym fakcie, gdy przełożony powiedział, że jeszcze kilka dni u nich popracuje, nim dostanie upragniony dyplom.
Trzeba przyznać, starał się. Mocno się starał, nawet gdy miał za zadanie oswoić kuguchara. Nie było to proste, skończyło się nieładnymi bliznami na dłoniach Selwyna i wizytą w Mugnu, ale jednak, udało się! Stał się treserem zwierząt!

Kostki:
Część 1: 3
Część 2: 4
Część 3: 2[ -> 2 -> 1

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 799
  Liczba postów : 232
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Czw Mar 22 2018, 14:59

Staż na tresera zwierząt, część 1
Kostki: 1 i 4
Rok 2009

Ten staż, to jedna wielka porażka... Te myśli pojawiały się regularnie w głowie chłopaka, od kilku dni. Nie mógł się ogarnąć. Wszystko było takie zagmatwane i trudne do zrozumienia. Początkowo sądził, że posiadając taką wiedzę o magicznych zwierzętach, jaką posiadał, to nic nie będzie go mogło tutaj zaskoczyć. Ale jednak. Jego szef okazał się być, delikatnie mówiąc, chamem i idiotą. Nie dość, że źle ocenił chłopaka od samego początku, to jeszcze uważa go za kompletnego nieudacznika. I nie ważne, jakby się Anthony nie starał, to nic nie daje. Za każdym razem słyszy to samo. Że jest leserem, obibokiem, niezdarą i w ogólnym rozrachunku idiotą również. Już po pierwszym dniu młody Selwyn miał świadomość, że choćby nie wiem jak się starał, nic nie zmieni nastawienia szefa. A upewnił się w tym przekonaniu, gdy usłyszał magiczne "-10 galeonów od wypłaty". Gorzej po prostu być nie mogło...
Żartuję. Było...
Nie wiedzieć czemu, ale współpracownicy na stażu, uważali go za równie wielkiego idiotę, co szef. Owszem, może i podał zły pokarm puszkowi pigmejskiemu i prawie nakarmił nieodpowiednimi myszami jeden z gatunków węży, ale przecież przyszedł się tutaj uczyć! Na nic zdały się tłumaczenia, że nie chciał zabić zwierząt, że chciał dobrze. Nikogo to nie interesowało i miał świadomość, że interesować nie będzie. Nic dziwnego, że szybko stracił serce do tego miejsca, tych ludzi i tego zajęcia. Ostatkiem sił zdecydował, że jednak się przemęczy, by potem móc robić dokładnie to, co pragnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 799
  Liczba postów : 232
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Pon Kwi 09 2018, 20:46

Staż, część II
kostki: 3 i potem 2

Cóż. Może jednak nie będzie tak źle? Pomimo fatalnego startu, Anthony szybko poczuł się w Magicznej menażerii jak u siebie w domu. Wszędzie obecne zwierzęta, polepszająca się trochę atmosfera sprawiały, że jego dotychczasowa praca wydawała się być o wiele przyjemniejsza. I jakoś tak nawet szef zaczął jakby przemawiać ludzkim głosem? Po ich bardzo nie miłym początku znajomości, zaczynało być znacznie lepiej, niż dotychczas. Nic dziwnego, że młody Selwyn z przyjemnością zaczął chodzić na staż i nie mógł doczekać się kolejnego dnia tam spędzonego.
Znajomi w końcu zauważyli jego smykałkę... tak właściwie do wszystkiego. Nic dziwnego, że obciążyli go odpowiedzialnością, za naprawę pewnej maszyny, która odpowiadała za szybsze czyszczenie klatek nietoperzy. Byli pewni, że Tony nie da rady, że się podda. Ale nie. On wiedział, co jest z nią nie tak! Szybko zastosował jedno zaklęcie, które udrożniło odpowiednie przewody. Kolejne zaklęcie pomogło wyczyścić zardzewiałe spawy. Wyszły przy tym pewne problemy, z którymi również sobie poradził.
Co dziwniejsze, wszystko to obserwował jego szef. Po naprawie urządzenia, podszedł do Anthony'ego z zadowoleniem malującym się na szerokich ustach.
-Dobra robota młody. - rzucił i poklepał go po przyjacielsku po plecach. Uścisnął jego dłoń, tym samym wkładając w nią małą sakiewkę. I poszedł, jak gdyby nigdy nic. Dopiero, kiedy nie było nikogo w pobliżu, Tony otworzył ją i zajrzał ciekaw do środka. Jego zdziwienie było ogromne. W końcu 25 galeonów piechotą nie chodzi!

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 799
  Liczba postów : 232
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Wto Kwi 17 2018, 20:08

Staż, część III
Kostki: 3 na zdarzenie, 1 na upominek.
Dorzut na zdarzenie

Ostatni dzień. Już za kilka chwil, jego staż dobiegnie końca. Pomimo początkowych niepowodzeń i nieporozumień na linii Wszyscy-Selwyn, Anthony czuł smutek na myśl o opuszczeniu tego miejsca. Zdążył się przyzwyczaić, wiele nauczyć, jeszcze więcej dowiedzieć od innych współpracowników i zapałać jeszcze większą miłością do magicznych zwierząt. Ten miesiąc tylko upewnił go w przekonaniu, że to jest zdecydowanie to, co chce robić.
Miał do zrobienia jeszcze tylko jedno. Zająć się papirologią, z którą udało mu się zalegać cały miesiąc. Stosik nazbierał się spory, a jeszcze większy czekał na odniesienie już gotowy. Po jakimś czasie, czyli mniej więcej kilku godzinach, udało mu się w końcu z tym uporać. Ręka drżała od wysiłku, kark bolał od ciągłego ugięcia, ale był zadowolony. Ale na szczęście, nie pozostało mu już nic innego, jak całą tą stertę wynieść go gabinetu przełożonego.
Wstał i nim zdążył zrobić choćby jeden krok do przodu, poczuł że coś jest nie tak. Nim pomyślał chociażby NA GACIE MERLINA runął jak długi przed siebie. Zdążył jeszcze tylko zobaczyć kant biurka, przy którym dopiero co spędził kilka godzin i.... To było ostatnie co zapamiętał.
Ocknął się jakieś pół godziny później, nie do końca wiedząc co tak właściwie miało miejsce. Leżał na ziemi, nad sobą widział wiele twarzy... Kurde kim oni wszyscy byli? Pytali się, jak się czuje, czy wszystko w porządku, czy nie wezwać pomocy. Tony podniósł się do pozycji siedzącej i odkrył ogromny ból ćmiący jego umysł. Dotknął dłonią czoła i odkrył pod palcami ranę. To nie była rana, po której nie pozostanie blizna. Cóż... Przynajmniej pierwsza w jego zawodzie.
Kiedy wstał, szybko wcisnęli mu w dłonie jego rzeczy, a jeszcze szybciej coś, co nazwali lewitującym kapeluszem. Mieli dziwne, litościwe uśmieszki, które nie wróżył nic dobrego. No nic. Anthony Selwyn wyszedł z tego miejsca z nową, ciekawą blizną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Sro Lip 04 2018, 19:30

Kurs Tresera Zwierząt

Kurs Tresera Zwierząt, dobrze to brzmiało. Już nie mogła doczekać się, aby do niego przystąpić. W końcu wróciła do Anglii. Nie zamierzała już grać w Quidditcha - nie mogła. Kontuzja prawego nadgarstka dawała o sobie znać w nieodpowiednich momentach, być może tylko to jej się wydawało. Umysł sobie z niej żartował. Możliwe. Co było, to było, a co będzie miało być. Wróciła do domu i zamierzała rozpocząć nowy etap w swoim życiu. Praca z Anthonym w jego sklepie. Miała nadzieje na odbudowanie więzi z rodzeństwem, szczególnie z Tonym, do którego była w dzieciństwie bardzo przywiązana, mimo że może na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Nic dziwnego, że wszyscy dziwnie się wobec niej zachowywali. Jakby nie widzieli jej z dziesięć lat, a przecież to na pewno aż tak długo nie było. Szczególnie młodsze rodzeństwo. Czy naprawdę była taką starszą, złą siostrą? Nie miała pojęcia, jak Anthony to robi, że wszyscy go kochali. Na szczęście ojciec nadal uważał ją za swoją uroczą blondyneczkę. Dobry, poczciwy staruszek.
Pierwszy etap kursu nie zapowiadał się ciekawie, jak poinformował ją właściciel magicznej menażerii pan Wilkins, dzisiaj miała zając się pracami porządkowymi, doradzaniem klientom i odbieraniem dostaw towaru - zapowiadała się męczarnia. Jacqueline nic, a nic się nie pomyliła w swoich domysłach, co do dzisiejszego dnia. Bycie sprzedawcą było naprawdę trudne. Od samego pojawienia się za ladą, od razu natknęła się na naprawdę okropnych klientów. Szczytem tego wszystkiego okazał się starszy pan, który trzasnął mocno drzwiami, aż Selwyn zaszumiało w uszach. Niemal poprzewracał innych czekających na swoją kolejkę, a gdy dotarł do lady, zaczął krzyczeć, rozsypując sowie żarcie przed Jacqueline. W pierwszej chwili dziewczyna nie wiedziała, co ma zrobić. Zaskoczyło ją to. Myślała, że nikt ją już nie zaskoczy, a tu taka niespodzianka! Na szczęście urocza blondyneczka znała kilka trików, ze szczyptą jej własnego opanowania. Szybko uzyskała uznanie Wilkinsa i a w następnych dniach mogła się spodziewać kolejnego etapu kursu. Łatwo nie było. Nawet trening Quidditcha nie był taki męczący, jak to usługiwanie szalonym, zdesperowanym klientom - przeważnie takim, normalni do Magicznej menażerii Wilkinsa niestety nie zaglądali.
Etap drugi miał być ciekawszy. Nauka tresury, dbanie o podopiecznych menażerii... Opieka nad nowym nabytkiem, pięknym, złotym wężem mahoniowym? Jestem w niebie! To prawda, że panienka Selwyn nie wyglądała na kobietę kochającą gady, pajęczaki, ale nie w przypadku nazwiska, jakie pojawiało się po imieniu Jacqueline, a potem po drugim Eleonora... Selwyn! Żadna kobieta w tym rodzie nie mogła krzyczeć z przerażenia na widok takiego cudnego węża mahoniowego! Cudo! Może za bardzo mu się przyglądała, bo źle rzuciła zaklęcie utrzymujące stałą wilgotność w terrarium. Przez dobre kilka godzin starała się to naprawić, aż w końcu uzyskała pomoc od starego Wilkinsa. Może to właśnie nazywa się szczęście, ponieważ mężczyzna dopuścił ją do kolejnego etapu. Czyżby to była jakaś litość?
Ostatni etap kursu zapowiadał się gorzej niż pierwszy i drugi razem wzięte. Pomyłka szpiczaków i jeży, szybko jednak Selwyn wróciła na drugi dzień douczona. Wiedząc, że te bardziej ufne nie muszą być szpiczakami i na odwrót. Może wsadzanie miski z mlekiem do ich klatki nie było dobrym pomysłem? Niestety pomyłka za pomyłką. Nie opuszczało ją to fatum. Czyszczenie akwarium - żaden problem. Kobieta pytająca o magiczne rybki? Stworzenia wodne nie należały do jej mocnych stron. Jeszcze różnica o bardzo podobne gatunki. Ta kobieta ewidentnie się na nią uwzięła. Jacquelinie miała już dość. Zastanawiała się, czy w końcu uda jej się skończyć ten kurs. Dlatego przychodziła ponownie i ponownie, aż trafiła na chłopaka z ptasznikiem, który miał problem z oduczenia pająka atakowania jego dłoni. Urocza blondyneczka miała podejście do zwierząt. Kilka godzin z ptasznikiem, aby oswoiła go na tyle, że sam zaczął wchodzić na dłoń. Szkoda, że z facetami jej tak nie szło.

Kostki
Etap I: 3
Etap II: 4
Etap III: 3 > 2 > 2 > 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Pią Lip 06 2018, 21:20

Staż etap I
jakiś miesiąc po przybyciu do Anglii, zdaniu kursu Tresera i rozpoczęcie próbnego stażu u Wilkinsa, bo Antek nie mógł, powiedzmy i tak to było, a jakieś doświadczenie zawodowe Jacqueline mieć musiała

Nie mogła się doczekać, aby odbębnić staż u starego Wilkinsa i rozpocząć pracę u boku brata na Nokturnie. Miała zamiar tchnąć życia w ich relacje. W jej głowie ciągle tliła się nadzieja na lekkie ocieplenie stosunków między nią a rodziną — szczególnie młodszym rodzeństwem. Nigdy jej na tym nie zależało. Zawsze wolała się realizować zawodowo. Iść do przodu, ale czasami brakowało jej ojcowskiego wsparcia i matczynej troski. Wymieniała raz na jakiś czas z listy z bratem, ale to nie to samo. Wróciła do Anglii niczym córka marnotrawna, a jej rodzeństwo jakby jej nie znało. Zawsze podążała innymi drogami niż oni. Gdzieś z dala od swoich kochanych Selwynów, ale skoro wróciła. Musiała to naprawić i tylko ona wiedziała, czemu tu się znalazła (nie licząc zerwana z narzeczonym), sprawa była o wiele bardziej skomplikowana niż mogło się na pierwszy rzut oka wydawać.
Lepiej jej szło w pracy niż gronie rodzinnym. Może to urok osobisty Jacqueline tak wpłynął na jej szefa. Pierwszy tydzień stażu, a ona już dostała premie w wysokości piętnastu galeonów. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, kiedy przechodził obok uroczej Selwyn, aż wśród pracowników zaczęły krążyć plotki, że chce zatrudnić kogoś na stałe, więc może byłaby to Jacqueline, ale ona miała już inne plany...
Wszystko było dobre, stabilne i pewne. Na pewno kobieta nie musiała się obawiać, że zostanie zwolniona. Pracowała w swoim tempie. Nie zawsze przykładając się do wykonywanej pracy, ale nie mogła narzekać na złe towarzystwo. Nie można było tu mówić o zacieśnianiu więzi, ale to tylko praca i tak nie zamierzała zostawać tu dłużej. Miała zamiar tylko odrobić staż. Zdobyć trochę doświadczenia. Nie było najgorzej. Tak, upłynęły jej pierwsze dni stażu.

Kostki: 6 i 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Wto Wrz 11 2018, 19:26

Staż etap II

Nie zapowiadało się, żeby kolejny tydzień, kuszony przez los miał przynieść jakieś nieprzyjemności. Jednak ten tydzień miał być zdradliwy jak sam los. Zdecydowanie Jacqueline mogła nazwać to przeklętym stażem. Myślała, że jakoś wytrzyma do końca. Lubiła tę pracę, ale... ludzie nawet najlepszą prace potrafią zmienić w koszmar. Selwyn za nic w świecie nie mogła dogadać się ze współpracownikami. Może nie mogli znieść jej pozytywnej energii, jej entuzjazmu, chęci zmiany, spróbowania czegoś nowego, dokształcania się? Możliwe. Kobieta znosiła wszystkie uszczypliwości i dodatkowe prace z ich strony w miarę dobrze. W końcu to był staż. Musiała go ukończyć z dobrą notą szefa, a jak to bywa na stażach, lubią cię wykorzystywać. Kurwa, że to musiało trafić się uroczej blondyneczce. Przyjaciół nie ma w pracy, nawet dobrych ludzi. Każdy chce cię udupić. Kilka osób powiedziało szefowi, że się obija. Na co miała ochotę wybuchnąć. Rzucić to w cholerę, ale wiedziała, że za daleko zaszła. Nie mogła zrezygnować i stracić tej szansy. Pierdolić, jak będzie trzeba, to z przyjemnością zostanie te trzy godziny dłużej. Brak dodatkowej zapłaty za zaległe godziny; nie ma problemu, jednak w głębi duszy Jacqueline Selwyn obiecała sobie, że jeszcze im pokaże. Zaczęła ten staż i zamierzała doprowadzić go do końca, mimo dodatkowej pracy niemal za dwie osoby. Przecież posiadała dar. Moc, która przekraczała każdą granicę, a mianowicie urocza blondyneczka była cholernie uparta.

Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 354
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
http://www.czarodzieje.org/t16652-libra
http://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   Czw Paź 04 2018, 15:50

Etap I

15 kwietnia 2018 roku

Wydawać się mogło, że jako dzika bardziej pasowała do świata zwierząt, aniżeli ludzi.
Wydawać się mogło, że nie odnajdzie się wśród innych, nader obcych, a jednak
stała się taka sama jak i oni.
Decyzja o podjęciu kursu była nagła, jakby nieprzymuszona, choć niewątpliwie długo rozmyślała na temat próby, wszak zadania związane z tresurą zwierząt wydawały się niezwykle trudne, a zarazem łatwe, o ile była w stanie nawiązać z nimi odpowiedni kontakt. Od małego wychowywana na wzorową córkę, podobnie jak i półwilę, by w przyszłości mogła wrócić na Niebiańską Polanę i tam osiąść w jedynym, słusznym celu – spokojnego żywota.
Przyszła do magicznej menażerii, by zaraz potem stawić się u właściciela, który miał jej pomóc w odbyciu kursu. Z całych sił starała się wyciszyć wrodzoną magię, która niewątpliwie wypalała w niej pokłady swoistego rodzaju swobody, a zarazem wiedziała, że nie powinna rzucać uroku na mężczyznę, tylko po to, by przepuścił ją na kolejny etap. Owszem, obszerność informacji wydawała się absurdalnie efemeryczna, wszak Odetta nie do końca była w stanie zapamiętać każdą pojedynczą frazę, ale gdy już została pozostawiona sama sobie, pragnęła udowodnić, że zasługuje na odpowiednie kwalifikacje. Bez trudu dopełniała wszelkich formalności, kiedy to raptem na ułamek sekundy spuściła podejrzanego typa z oczu, a ten jakby planując swoje działania – wykradł nader cenny asortyment. Już miała rzucić się w te pędy, byle tylko go złapać, lecz mina właściciela nie była tęga, toteż odpuściła wszelkie pościgi i zgodnie z jego zalecaniami miała wrócić jutro.
Tak też się stało.
Wyspana, zregenerowana i przepełniona oniryczną chęcią skosztowania ponownie opieki nad magicznymi stworzeniami, stawiła się na miejscu o wyznaczonej porze. Nastawienie Lancaster było odpowiednie, podobnie jak przemyślenia związane z poprzednim dniem, dlatego pewnie wkroczyła do menażerii i spotkała się z perspektywą obsługi dwóch klientów. Dziwił ją fakt, że przez większość czasu było ich tak niewielu, ale po wyjaśnieniu przez mężczyznę powodu, podjęła się próby wyduszenia z siebie kilku sentencji, gdzie to tłumaczyła istotną strukturę marketingu, bo czy bez reklamy cokolwiek w życiu osiągniemy? Z uśmiechem na ustach spisała własne propozycje, a następnie cały projekt złożyła na ręce właściciela, co poskutkowała zakwalifikowaniem jej do kolejnego etapu.

Kostka: 5
Przerzucona kostka: 2

Etap II

19 kwietnia 2018 roku

Do menażerii droga dłużyła się, a efemeryczne chwile na łonie natury uciekały przez palce. Raz po raz rozglądała się po okolicy, by wreszcie postanowić wejść na miejsce, gdzie tu musiała rozpocząć drugą część kursu. Przywitała właściciela serdecznym uśmiechem, który wykrzywił subtelnie jej karminowe wargi, idealnie kontrastujące kolorytem z bladą skórę, po czym przeszła do działania, jakby bez zastanowienia, całkowicie instynktownie.
Opuszki smukłych palców delikatnie muskały fakturę piór sów, by potem zająć się młodymi żmijoptakami. Wydawać się mogło, że Lancaster czuła się jak ryba w wodzie i bynajmniej – nie zamierzała przerywać praktyk. Pan Wilkins dawał jej odpowiednie wskazówki, tłumaczył, zgłębiał wiedzę, która dzięki niemu stawała się coraz głębsza, a ciekawość magicznych stworzeń rosła z minuty na minutę. Oczekiwała, że mężczyzna zdradzi jej więcej sekretów, głównie po to, by jeszcze swobodniej współpracowało jej się ze zwierzętami, jednak na to mieli czas – niezwykle dużo czasu.
Krzątała się po pomieszczeniu, raz po raz dosypując karmy, wymieniając zawartość klatek czy innych miejsc, w których żyły podopieczni pana Wilkinsa, ale niewątpliwie najważniejszym był fakt, że właściciel menażerii był dumny z dziewczęcia, które początkowo choć zagubione – obecnie radziło sobie ponad miarę.
Umówili się na przyszły tydzień, dokładnie tak jak zażyczył sobie tego czarodziej.

Kostka: 2

Etap III

25 kwietnia 2018 roku

To nie był jej dzień.
Ba, ten tydzień również nie, zwłaszcza iż zaczął się bardzo źle, a Odetta gubiła się w najprostszych czynnościach.
Tak też było w sytuacji, kiedy to starsza pani przyszła do menażerii, gdy to blondwłosa istota była zajęta czyszczeniem rybiego akwarium. Pomoc jakiej oczekiwała staruszka zadziwiła młodą studentkę, toteż pomimo niepełnej (a może – niepewnej) wiedzy, zaczęła dukać, jąkać i przekręcać wszystkie możliwe informacje na temat narzucony przez klientkę. W ostatecznym rozrachunku Lancaster nie miała wyboru. Wolnym krokiem, ze skwaszoną miną, udała się w stronę zaplecza, z którego wyciągnęła pana Wilkinsa i poprosiła go o pomoc, co przyniosło odwrotny efekt do oczekiwanego. Musiała stawić się w kolejnym dniu, który pozwoliłby na ostateczną weryfikację jej umiejętności.
Zaskakującym był fakt, że zgodnie z obietnicą – Odetta przybyła na miejsce wcześniej, aniżeli się umówili. Czekała na nią niespodzianką tuż po przekroczeniu progu menażerii, wszak czekał na nią młody chłopak z dość nietypowym okazem. Uniosła wymownie brwi, po czym poprosiła, by ptasznik znalazł się na jednym z wolnych stolików. Bez analizowania jego gatunku, podobnie jak dopytywania właściciela o zdanie, przeszła do tresury. Raz po raz próbowała zrozumieć nietypowe upodobania co do włochatych kończyn swojego pana, ale gdy w końcu udało im się złapać odpowiedni kontakt, zwierzę zostało wytresowane na odpowiednim poziomie, by jedynie wchodziło na dłoń, a nie tylko ją gryzło.
Ciesząc się z pochwały i zaliczonego kursu – przeszła do poszukiwania pracy.

Kostka: 2
Przerzucona kostka: 5

Koszt całkowity: 100 galeonów | (90g + 2x5g (poprawka)) = 100g

______________________

LET ME GO
you never to touch her and never to keep cause you loved her too much and you dived too deep
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Magiczna menażeria Wilkinsa   

Powrót do góry Go down
 

Magiczna menażeria Wilkinsa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Magiczna przystań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-