Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Moczary

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Moczary   Nie Lis 29 2015, 17:14


Moczary


Na północ od granicy wioski rozrastają się niezmierzone bagna, rozlewające się pośród starych, omszałych drzew. Miejsce to nie jest owiane dobrą sławą – podobno wielu, którzy udali się na moczary, nie wróciło stamtąd już wcale, ale inne podania głoszą, że fauna i flora tych rejonów jest tak bogata, iż wielu czarodziejów po prostu nie potrafi oprzeć się pokusie, decydując się na tę szaleńczą wyprawę. Będziesz kolejnym śmiałkiem?

Uwaga!
Wchodzisz tu na własną odpowiedzialność! Kostki, które tu wyrzucisz mogą ci dać bardzo duży potencjał magiczny, niesamowite przedmioty itp. Jednak możesz też zachorować na nieznaną chorobę, poważnie się poranić lub stracić dużo pieniędzy.
Zanim rzucisz kostką, upewnij się, że znasz zasady wynikające z rzutu.


1 - Udaje ci się zebrać trzy dowlne rośliny ze spisu.

2 - Chyba nie sądziłeś, że bagna są przyjaznym miejscem? Jeśli tak, właśnie żałujesz swojej lekkomyślności. Napada cię grupa rozwścieczonych trolli rzecznych! Czyżbyś nierozważnie naruszył ich teren?
Spoiler:
 
 
3 - Nawet, jeśli wcześniej byłeś zupełnym laikiem, po wyprawie na mokradła i ujrzeniu na własne oczy tylu magicznych zwierząt oraz niespotykanych roślin, czujesz się ekspertem w tych dziedzinach.
Spoiler:
 
4 - Przez chwilę wydaje ci się, że masz omamy, ale w odległych czeluściach mokradeł natrafiasz na chatkę pustelnika. Postanawiasz zajrzeć do środka. Okazuje się, iż mieszka tam stary, nieco zbzikowany mag. Rzuć kością jeszcze raz.
Spoiler:
 
5 -  Początkowo nie chcesz przyznać się przed samym sobą, ale... gubisz drogę. Nie wiesz, gdzie się znajdujesz, na dodatek w tym osobliwym miejscu magia zdaje się nie działać tak, jak powinna – nie jesteś w stanie wrócić do domu nawet, jeśli posiadasz umiejętność teleportacji. Błąkasz się po bagnach przez kolejne dwa dni.
Spoiler:
 
6 - Potykasz się o wystający korzeń i wpadasz do bagna. Niestety, z rąk wypada ci różdżka, niknąc w  odmętach bajora.
Spoiler:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 136
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13660-toni-fairwyn#363284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13663-toni-fairwyn#363341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13666-toni-fairwyn#363368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13667-toni-fairwyn#363369




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Pią Lis 25 2016, 18:52

Dzień zapowiadał się tradycyjnie, dobrze. Dolina Godryka po pladze magicznych stworzeń, wyjątkowo pełna była urokliwych zakątków, w których można było się natknąć na niebezpieczne istoty magiczne. Toni właśnie dlatego przechadzała się po rodzimym terenie znacznie częściej niż pamiętała to kilka lat temu. Czasami dochodziło nawet do kilku wypraw w miesiącu. Ta wędrówka rozpoczynała comiesięczną przygodę. Przed wyjściem poprawiła ciężki płaszcz na ramionach, zarzucając jego ogromny kaptur na głowę. Jeszcze nie wiedziała jakie rewelacje czekają ją dnia dzisiejszego. Gdzieś z podań mówionych, od słowa do słowa poszczególnych mieszkańców doliny, dowiedziała się o gnieździe trolli rzecznych na pobliskich moczarach. Nie byłaby sobą, gdyby nie uznała tej informacji za pomocną w zdobyciu nowych ingrediencji dla różdżek z rodzinnego zakładu różdżkarskiego. Rdzeń z włosa trolla rzecznego, bądź jego piżmo byłoby silnym rdzeniem dla potencjalnej różdżki i chociaż Toni nie potrafiła niezależnie ich wytwarzać, mogła to powiedzieć z pewnością, że czarodziej będący w posiadaniu takiego rdzenia nie powinien był na niego narzekać. Wybór był prosty. Przygotowała się do podróży, pakując dla siebie prowiant, zgarniając też własną miotłę, mającą jej posłużyć za ewentualną drogę ucieczki, gdyby było to konieczne. Nie wszystko poszło po jej myśli. Dotarła na moczary bez problemu, co prawda, pamiętając, że przychodziła tu za dzieciaka jeszcze z braćmi, wtedy kiedy życie wydawało się mniej skomplikowane, a konflikty w rodzinie znacznie mniej widoczne.  
Ledwie dotarła na pogranicze tego obszaru, kiedy w oczy rzuciła jej się pierwsza zdobycz. Zachowując dystans, zbliżała się do trolla powoli, przesuwając się bezpiecznie po podmokłym gruncie. I... zlekceważyła zagrożenie, bo kiedy ona zaczęła grząźć w bagnie zza jej pleców usłyszała kolejne odgłosy, brzmiące jak język trolli.
Kurwa... — bąknęła nadzwyczaj spokojnie, jak na kogoś, kto właśnie do połowy tonął w błocie, a zza jego pleców docierały go odgłosy nadchodzzącej grupy trolli — tylko nie moja miotła... — westchnęła zawiedziona chyba bardziej faktem, że jej własność właśnie łamała się w kotłującej się pod jej nogami brei. Odetchnęła z rezygnacją, dopiero, kiedy przyswoiła swoją stratę, szukając drogi wyjścia z obecnej sytuacji. Ledwie zdążyła się rozejrzeć wokół, a było to już niepotrzebne.
Coś wielkiego, chociaż nie widziała co, ale po zapachu wnioskowała, że troll, szarpnęło ją do góry. Nie miała pojęcia co stało się później. Pamiętała, że obudziła się w Szpitalu, a ciało rwało ją tak, jakby ktoś pogruchotał jej wszystkie kości.
I prawidłowo, bo właśnie to miało miejsce.

Kostka: 2 :C

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 407
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13735-dixie-figueroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13739-dixie#364566
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13740-sowka-dixie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13737-dixie-figueroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Gru 27 2016, 17:26

Urzędnik teleportował ja na sam środek jakiś wielkich moczarów. Nim zdążyła go zatrzymać, już obrócił się i zniknął. Znowu zakręciło jej się w głowie, więc usiadła. A w zasadzie klapnęła na biały puch. Powoli się rozejrzała. Zgadywała, że to gdzieś na obrzeżach Doliny Godryka, choć nigdy tu nie była. Schowała twarz w dłoniach czekając, aż choć trochę minie jej ten okropny ból głowy. Nie wiedziała nawet ile czasu tak siedziała, jednak gdy znowu podniosła głowę, zawroty odrobinę minęły. Od siedzenia całkiem już przemokły jej spodnie i kurtka. Przeszukała kieszenie w poszukiwaniu różdżki. Przez chwilę bała się, że ją zgubiła, lecz w końcu odnalazła ją i wyciągnęła. Wypowiedziała odpowiednie zaklęcie, ale nic się nie wydarzyło.
- Kurwa. Cholerne zadupie – wymruczała. Widocznie będzie musiała pójść do domu mokra. Tylko w którą to stronę? Rozejrzała się po raz kolejny, szukając chociażby najmniejszego znaku, w którą stronę powinna iść. Ze smutkiem jednak stwierdziła, że na tym zadupiu nie ma niczego. Żadnej strzałki z napisem „w tamtą stronę do domu”, żadnej mapy, żądnego miłego stworzonka, które by jej pomogło, czy chociaż jakiejś cholernej ścieżki. Jak okiem sięgnąć, wszystko po horyzont wyglądało dokładnie tak samo.
Zastanowiła się nad swoim położeniem. Mogła zrobić dwie rzeczy. Iść, mając nadzieje, że przybliża się do celu, a nie oddala. Lub zostać i czekać jak księżniczka w wieży, aż ktoś ją uratuje. Może jakaś zbłąkana duszyczka będzie tędy przechodzić (co wydawało się wysoko mało prawdopodobne) lub może ktoś spod ratusza natrafi na tego samego urzędnika, który z jakiegoś powodu zostawia ludzi na środku pustkowia. Ta druga opcja wydawał jej się całkiem prawdopodobna, jednak szybko wyrzuciła ją z głowy. Nawet jeśli by się to stało, równocześnie przecież mógłby teleportować go w jakieś inne miejsce na moczarach. Uznała w końcu, że robienie czegoś jest zawsze lepsze od siedzenia jak dupa wołowa. W końcu była samodzielna i może uda jej się odnaleźć drogę. Wybrała, więc któryś z kierunków i powoli zaczęła maszerować w tamtą stronę.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Paź 10 2017, 22:17

Wiatr dął silnie, raz po raz wpychając przede mnie czarną, wyświechtaną od rozlicznych podróży pelerynę. Nacisnąłem dłonią na swój brzuch, przytwierdzając ją z powrotem do ciała. Ten sposób zdał egzamin jedynie na krótką chwilę, gdyż zaraz znowu zacząłem przypominać rozdętego nietoperza. Westchnąłem cicho, walcząc z irytacją. Nie rozumiałem czemu martwy przedmiot aż tak bardzo działa mi na nerwy, przecież niby nie martwiłem się, że coś zdoła mnie zobaczyć. Może miało to coś wspólnego z potrzebą zachowania kontroli, zwłaszcza tutaj, na obcym terytorium? W tych okolicach, w normalnych warunkach i nawet wieczorami, nie widywałem tutaj zbyt wielu niebezpieczeństw. Nie byłem tutaj pierwszy raz, więc wiedziałem czego ewentualnie mógłbym się spodziewać i mimo, że nie powinienem się stresować byle czym, to jednak pewien niepokój leniwie pełzający po skórze przypominał mi, iż nigdy nie powinienem być czegoś pewnym w stu procentach. Życie za szybko ustalało nowe reguły gry, aby myśleć o dniu jutrzejszym. Już raz przekonałem się o tym na własnej skórze, a jednak wciąż na nowo popełniałem ten sam błąd, ot człowiecza przywara. Teraz wydawało mi się znów, że jestem nietykalny. Siedziałem na niezwykle wysokim drzewie, obserwując bagna ze stosownej odległości. Wolałem nie schodzić, aby przypadkiem nie utknąć po same kolana w chciwie wciągających kończyny piaskach, czym znów wzbudziłem w sobie  to fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Milczałem nasłuchując. Przez łopot materiału przebijały się dziwne mlaszczące odgłosy. Z początku wydawało mi się, że to jedynie moja bujna wyobraźnia znowu zaczyna płatać mi figle. Kiedy człowiek siedzi sam na drzewie od kilku godzin i wpatruje się w las, można zacząć obawiać się o jego poczytalność, prawda? Zacisnąłem mocno powieki, a następnie szeroko otworzyłem oczy, mrugając krótko. Nachyliłem się nieco nad swoją gałęzią, ale nie dostrzegłem nic nadzwyczajnego. Odgłosy ucichły. Szelest wiatru przyniósł ze sobą jedynie własne pogwizdywanie. Zmarszczyłem brwi i wreszcie poruszyłem się lekko. Chwyciwszy jedną z gałęzi, opuściłem się powoli na niższą półkę. Znalazłem podparcie dla stóp akurat w chwili, w której coś zaczęło mlaskać nieopodal. Opadłem na kolana, już po sekundzie ściskając udami gruby konar. Dostrzegłem bujną, jasną grzywę przebijającą się pomiędzy żółknącymi liśćmi. Ciekawość zapłonęła we mnie niczym gorączka i poczęła błyskawicznie trawić moją cierpliwość. Wypchnęła mnie naprzód, zmuszając do zejścia jeszcze niżej. Chciałem zobaczyć tego jednorożca (bo jakoś tak podświadomie przyjąłem, że to może być tylko on), może nawet go zranić, aby móc podziwiać srebrzystą krew rozlaną na mchu. Tak, byłem zdegenerowany. Niby wszystko było pod kontrolą. Opiekowałem się leśnymi stworzeniami, to się nie zmieniło, a jednak czasami nie potrafiłem już poradzić sobie z tym, co siedziało wewnątrz mnie. Zawiłe pajęcze sieci, niby delikatne i miękkie, a jednak liczne i ścisłe wiązały moją duszę z brutalnością, napędzały mnie agresją, jaką silnie w sobie tłumiłem. Każdy kto mnie zna, natychmiast zaprzeczyłby mojej poczytalności, gdyby napotkał mnie w takim stanie. Prawdziwie dzikiego, niepowstrzymanego wedle własnego mniemania. Lekkomyślnego idiotę. Tego samego, który zabił własną matkę przez swoją nieodpowiedzialność. Nie byłem taki, więc dlaczego w otoczeniu natury, przy akompaniamencie stworzonym z głuchej ciszy, aż tak się zmieniałem? Nie dla mnie rozsądek, nie teraz. W tej chwili liczyło się dla mnie jedynie to, aby wreszcie móc dostać coś nowego. Jakiś składnik, którego nie miałby nikt w okolicy, a już na pewno nie byle jaki smarkacz. Wychyliłem się jeszcze bardziej. W skupieniu nie słyszałem jak gałąź trzeszczy ostrzegawczo pod moimi stopami. Postawiłem kolejny krok, już niemalże się uśmiechając. Zacisnąłem palce na różdżce, wycelowałem w chłepcącego wodę jednorożca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2704
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Moczary   Pon Paź 16 2017, 19:29

Słońce chyliło się ku zmierzchowi, ostatnimi, słabymi, jesiennymi promieniami sunąć po polanach i strumieniach niezmąconych ludzką ręką, łąkach ukrytych w zakamarkach dzikiego lasu. Wiatr mącił ciszę lasu, porywając swoją siłą gałęzie najwyższych drzew. Włosy Rosjanki cicho przemierzającej miękkie od mchu, tereny lasu, podrywały się do góry, próbując wydostać z nie dość silnie zaplecionego koka. Szum działał na jej korzyść. Twardo stąpając po szeleszczących, opadłych liściach, nie musiała się martwić o nadmierny hałas, skutecznie zagłuszała ją nieposkromiona pogoda. Brudnymi, brązowymi niczym ziemia, butami, grzęzła co kilka kroków w miękkiej glebie, przesiąkniętej wodą. Wiedziała, że zbliża się do źródła, kiedy tylko coraz ciężej było jej szybkim krokiem przemierzać teren. Mimo to, nie zawróciła. Wiedziała, że mimo iż nie ma doświadczenia w wodnych stworzeniach, złapanie jakiegokolwiek z nich, mogłoby się jej bardzo opłacić. Jak zawsze, gra warta była świeczki.
Utrudniająca sprawne poruszanie się, aura, zmuszała ją, by uważniej patrzyła pod nogi. By tym razem nie wysilała się na spojrzenia w dal, a patrzyła przede wszystkim na to, jak stąpa.
Duszące sidła delikatnie zaczęły oplatać jej kostkę, lekko tak, iż zupełnie nie czuła zaciskającej się na niej siły. Stała w miejscu, nerwowo obserwując sytuację, jaka rozgrywała się przed jej oczami. Zamarła z sercem w gardle, gdy dostrzegła jednorożce. A jeszcze mocniej ścisnęło jej żołądek, gdy widziała, jak męska postać ześlizguje się z drzewa, cicho i miękko. Wiedziała, co próbował osiągnąć - może nie spodziewała się tu drugiego łowcy, miała jednak świadomość, że ten chce się zbliżyć do istot. I nie, nie mogła na to pozwolić. Wyciągnęła różdżkę, celując w chłopaka. Musiała go powstrzymać, w obawie, że spłoszy zwierzę, które to ona chciała upolować. Nie pamiętała o problemach z magią, ani o tym, że tkwi nogą w gnieździe duszącej rośliny. Cicho szepnęła zaklęcie, by powstrzymać chłopaka i uniemożliwić mu jakikolwiek ruch. Problemem jednak była magia. Nieposłuszna od pewnego czasu. I gdyby tylko Fyodorova czytywała gazety, nieco mniej zagłuszona swoim własnym, dzikim światem - wiedziałaby, co obecnie się dzieje. Nieświadomie przekonywała się o tym, gdy było za późno.
Zaklęcie silnie się odbiło, zmieniając kierunek i rozpryskując się na boki. Traf chciał, że w tej okolicy sporo było roślin, które na pewno nie działały na korzyść cichego polowania. Urok odbił się od hibiskusa ognistego, bogato żerującego nad brzegiem moczar. Rośliny rozprysnęła się, strzelając czerwonym żarem, a to zdaje się było coś, co właściwie w stanie powstrzymać było chłopaka cicho skradającego się do jednorożców. Wybuchło poruszenie, a spłoszone zwierzęta, gotowe były do ucieczki. I choć Fyodorova rzuciła się za nimi, upadła zatrzymana przez oplecioną ściśle nogę, lądując w gęstych bagnach i szamocąc się wściekle, atakując rosyjskimi przekleństwami. Gdyby tylko chłodno pomyślała, przecież wiedziałaby co należy zrobić.  

1

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Sro Paź 18 2017, 01:36

Nie widziałem Fyodorovej, zbyt skutecznie zaślepiło mnie piękno tej sceny. Ja, zbliżający się do niczego niespodziewającego się jednorożca, trzymający go niemal na samej różdżce. Ekscytacja buzowała we mnie tak silnie, że wydawało mi się, iż czuję jak mrowi mnie od niej skóra. Niewiele myśląc potarłem ramię w zamyśleniu, gdy przetrząsałem głowę w poszukiwaniu, odpowiedniego na tę okazję, zaklęcia.  Już niemalże czułem zapach krwi, unoszony przez rozentuzjazmowany dziś wiatr i nawet pozwoliłem sobie na jeden głębszy wdech, nim zadecydowałem o kontynuowaniu polowania z poziomu bagna. Opadłem lekko na ziemię i uśmiechnąłem się bezwiednie pod nosem, rad, że pod stopami miałem jeden z niewielu fragmentów miękkiego, zielonego mchu, jaki idealnie ukrył moją obecność przed wyostrzonym słuchem stworzenia. Zacisnąłem mocniej palce na drewnie, powoli prostując cała sylwetkę, aż nie zatrzymałem się w delikatnie pochylonej pozie pełnej wyczekiwania. Tyle, że do żadnego oczekiwania dojść nie mogło. Pomyślałby kto, że tak łatwo dam się zaskoczyć. Cóż, gdybym tylko lepiej się na tym wszystkim znał - mniej czytał, a więcej praktykował - wtedy może miałbym jakiekolwiek szanse na przewidzenie co za moment się stanie. Znikąd pojawił się on - mój stary druh, nieodłączny towarzysz wszelakich posiedzeń w pokoju wspólnym - i zapłonął jasno. Hibiskus ognisty wydarł z siebie strzępek bieli, a następnie zrudział eksplodując efektownie, gdy płomienie dosięgły nie tylko sąsiedniej rośliny. Zebrały żniwo także dalej. Nawet tam gdzie mój otępiały, z powodu bliskości ognia, wzrok szukał spłoszonego, majestatycznego stworzenia o jasnej grzywie. Wyciągnąłem przed siebie różdżkę, próbując wyszeptać formułę zaklęcia petryfikującego. Zająknąłem się przy końcu, więc może to i dobrze, że czar ostatecznie nie zadziałał… kto wie do czego doszłoby, gdybym potraktował jednorożca wypaczonym petrificus totalus? Kiedy zorientowałem się, że szansa przepadła, nagle padłem na ziemię, prosto w wilgotny mech. Uderzyłem twarzą w jego miękką strukturę, ale ognia nie było aż tak wiele jakby mi się wydawało. Płomienie muskały pojedyncze gałęzie, zbyt daleko ode mnie, abym musiał się ich obawiać, ale nie potrafiłem przekonać się do zaufania w swój własny osąd. Już raz myślałem, że wiem co robię, drugi raz nie będę tak lekkomyślny. Rozejrzałem się pospiesznie, obdarzając tę nieznośną dziewuchę jedynie przelotnym spojrzeniem. Zaraz miało do mnie dotrzeć to co zrobiła, byle tylko odebrać mi przyjemność z tropienia i pozyskiwania składników, ale teraz byłem zdecydowanie zbyt skupiony na niemym oczekiwaniu. Wydawało mi się, że słyszę jak coś przedziera przez oddalone od nas gałęzie, forsując jedyny szlak, jakim mogliśmy chociaż spróbować iść, aby odszukać jednorożce. Tymczasem Rosjanka prychała tak wściekle, że już po kilku sekundach zdawało mi się, iż ten odgłos jedynie mi się przyśnił. Cała ta wyprawa była kompletnym fiaskiem, teraz już to wiedziałem. Podniosłem się z ziemi po kilku, obrzydliwie długich, sekundach. W okolicy było na tyle wilgotno, aby rozjarzone gałęzie zamieniły się wkrótce w nadpalone strzępki kory, cienie samych siebie. W żadnym razie nie zamierzałem przyznawać się, nawet i przed samym sobą, że ta sytuacja naprawdę solidnie połaskotała odpowiednią strunę wewnątrz mnie, wzbudzając we mnie strach. Jeżeli nie było go po mnie widać, to naprawdę musiałem sobie pogratulować. Starałem się, aby oczy mnie nie zdradziły, gdy zbliżałem się do Zilyi. Byłem zbyt wstrząśnięty obecnością ognia, aby w ogóle pomyśleć o złoszczeniu się na nią.
- Shhh… - szepnąłem, sugerując jej gestem, aby spróbowała zamilknąć. Ukucnąwszy przy niej, przysunąłem różdżkę bliżej leniwie pełzających pnączy, chcąc się ich pozbyć. - Lumos - głos miałem cichy. Nie drżał, chociaż wzrok miałem skierowany w dal, przed siebie. Wydawało mi się, że widzę tam jakieś poruszenie, jakby na potwierdzenie poprzednich wrażeń słuchowych, ale póki co znów zignorowałem ostrzeżenie, aby zająć się sidłami. Nie rozumiałem, dlaczego zdecydowałem się na rozsupłanie Fyodorovej z uścisku pnączy, skoro zdecydowanie wchodziliśmy sobie w paradę. Może lubiłem czystą rywalizację? To brzmiałoby nawet wiarygodnie, gdyby ktoś mnie spytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2704
  Liczba postów : 1933
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Moczary   Nie Paź 22 2017, 17:49

Błyskający ogień nie zajął dużej powierzchni. Rozpalił się nagle, oświetlając tą polanę, stopniowo pogrążającą się w nocnym mroku. Oczy Fyodorovej, odbijające połyskujące płomienie, skupione były na zwierzętach, które w obawie przed niebezpieczeństwem majestatycznie uciekły. Niewielki, gwałtowny płomień, który to szybko i niespodziewanie wybuchnął, po niewielkiej chwili, zaczął stopniowo gasnąć, znów spowijając to miejsce mrokiem. W tamtej chwili spłoszone zostały nie tylko zwierzęta, które oboje chcieli upolować, ale i chłopak, który mógł w tym z Zilyą konkurować. Dopiero, gdy niezwykle biała sierść zwierząt, tak silnie wybijająca się spośród ciemnych, gęsto rosnących drzew, zniknęła z jej pola widzenia, Fyodorova zła utraconymi nadziejami, spojrzała na konkurenta. Jak na takie określenie, dość zaskakującym była jego pomoc. Wydawał się mocno skupiony na tym, co się działo dookoła, a i o dziwo na tym, by jej noga wolna była od więzów. Milczała, gdy ją uciszał, gdy rozpętywał silne więzy na jej nodze, stopniowo chcące pożreć ją coraz bardziej. Odetchnęła, gdy uścisk zelżał. I choć była wdzięczna za tą drobną przysługę, to uczycie to mieszało się, ze złością - nienawidziła, gdy ktoś wchodził w jej drogę. I bynajmniej nie chodziło tu o same ambicje, a fakt, że mógł zagrażać jej jako konkurencja, nowy sprzedawca na rynku, ktoś, kto realnie mógłby ukrócić jej pensję.
Z zaciśniętymi ustami obserwowała pewne ruchy chłopaka, czekając aż skończy. To był krótki moment, w którym byli na tyle blisko siebie, że tak naprawdę dopiero teraz mogła uważnie przeanalizować jego wygląd, jak niosące za tym potencjalne zagrożenie. Nieme przyzwolenie na dyktowanie warunków tej krótkiej chwili w końcu dobiegło końca, a w efekcie Fyodorova silniej zacisnęła ręce na różdżce, uważnie spoglądając w oczy swojego konkurenta.  
- To teraz jest mój teren, trzymaj się z daleka. Jednorożec jest mój. - Nie odrywając od niego wzorku, szybko podniosła się z zimnej i wilgotnej ziemi, nie tracąc czasu na otrzepanie się z błota przywierającego do jej zielonej kurtki. Nie zamierzała mu dziękować - mógł się domyślić, że Fyodorova będzie czuła teraz potrzebę spłacenia drobnego długu. Na pewno jednak nie tak dużego, by pozwolić mu zabrać sprzed nosa tak kuszącą zwierzynę.
Nie sądziła, że w tych brytyjskich lasach w końcu trafi na kogoś, kto stanie się jej konkurencją. Kogoś, kto wśród ułożonych, czystych Brytyjczyków, będzie chciał zajmować się tym, czym ona sama. Nie sądziła też, że jeśli już kogoś takiego spotka, to będą w tym samym wieku, że będą prezentować podobne cechy wyglądu, a finalnie mieszkać po sąsiedzku. Spojrzała na niego ostatni raz, od góry do dołu, jakby ocenić chciała z kim musi się mierzyć i zapamiętując te cechy, cofnęła się o parę kroków. Tam, gdzie usłyszała szmery, gdzie oboje wiedzieli, że coś się porusza.

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Nie Paź 22 2017, 19:09

Nie spodziewałem się, że będzie taka milcząca. Wtedy, w sklepie Fairwynów, Fyodorova wydała mi się niezwykle pyskata i zarozumiała. Sądziła, że trafiła na byle sprzedawcę, którego mogła dowolnie zmanipulować? Moja rodzina nigdy nie zatrudniała u siebie byle kogo. Na sklepie zawsze musiał być ktoś, kto znał się na różdżkach lepiej od przeciętnego Smitha. Kiedy ja zaczynałem praktykę, był to jeden z moich wujów. Teraz coraz rzadziej widywałem go na zapleczu. Może wreszcie uznał, że można mi zaufać? Cóż, jeżeli tak, to był to kolejny jego błąd. Może i znałem się na zwierzętach i potrafiłbym rozpoznać, gdy ktoś spróbowałby mnie zrobić w balona i sprzedaż mi jeża zamiast szpiczaka, ale z cała pewnością jeszcze nie znałem się tak dobrze na różdżkach. Ha, znów robiłem się pyszny. Zilya wyglądała mi na kogoś, kto zna się na rzeczy, zwłaszcza teraz, gdy na moczarach mieliśmy prześcigać się w schwytaniu jednorożca. Przy niej byłem wyjątkowo mały i niegroźny. Hobbystyczne patroszenie zwierząt nie gwarantowało mi przecież żadnych genialnych zdolności w zakresie tropienia, a jednak nie potrzebowałem nawet słuchać jej wyzwania, aby rozpaliła we mnie chęć rywalizacji. Wystarczyły mi jej oczy. To, jak obserwowała mnie, gdy uwalniałem ją od sideł, jak mierzyła mnie spojrzeniem z góry na dół. W normalnych warunkach pewnie odpuściłbym sobie i odszedł, pozostawiając jednorożca samemu sobie, a teraz naprawdę nie mogłem się zmusić do zwieszenia różdżki wzdłuż ciała. Otarłem twarz, strząsając z niej pojedyncze fragmenty ziemi, jakie przykleiły się do niej po kontakcie z mchem, ukrywając w ten sposób uśmiech.
- Więc spróbuj mnie wyprzedzić. - Odpowiedziałem jej, cofając nadgarstek, aby mogła dostrzec resztki wesołości na moich wargach, a jednak moje oczy się nie śmiały. Stały się chłodne i oceniające. Odrobinę dzikie, jak wtedy, gdy chciałem zapolować na spiżobrzucha. Wciągnąłem w nozdrza smród palonych drzew, ostatni raz zerkając na niepozorną Rosjankę, a potem rzuciłem się biegiem za jednorożcem. Nie potrafiłem robić tego na tyle cicho, aby zgubić po drodze Zilye. Co jakiś kawałek niemalże grzęzłem w lepkim błocie, ale wkrótce teren zaczynał być stabilniejszy. Przyjąłem to z ulgą i przeskakując nad korzeniami, powziąłem decyzję, aby nie oglądać się za siebie. Jeżeli miała mnie wyprzedzić, to najwyraźniej tak miało się stać. Zacisnąłem mocniej usta, dusząc w sobie śmiech wynikający z nastoletniego podekscytowania.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : San Diego
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -279
  Liczba postów : 163
http://www.czarodzieje.org/t10398-brooklyn-vaughtier
http://www.czarodzieje.org/t10401-play-our-game
http://www.czarodzieje.org/t10402-crystal
http://www.czarodzieje.org/t10399-brooklyn-vaughtier




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Pon Maj 07 2018, 01:59

Korciło ją. Niedorzeczność popychała ją do wielu skrajnie lekkomyślnych zachowań. Czyżby z wiekiem nie miało się to skończyć? Może przynajmniej osłabić? Nic z tych rzeczy, nadal była na to za młoda. Dzika dusza, rządna przygód, przedstawiła jej nowy cel - moczary. No bo hej, czy istnieje miejsce bardziej zachęcające na wieczorne eskapady niż to, owiane zabójczą sławą?  Pobocznym zamiarem było zebranie dzikich roślin, bo przecież zawsze dobrze jest tłumaczyć rozsądkowi, że ma się ten nieco mniej irracjonalny cel. Mniej niedorzeczną misję od kolejnego porwania się na próbę "czy tym razem wyjdę z tego cała?". Wierzyła w swoje szczęście. Jej scenariusz na życie musiał być pomyślny, skoro... no skoro do tej pory żyje, czyż nie? Po tylu pozytywnie przebytych włóczęgach w miejscach, które rozsądniejsze od niej osoby omijają szerokim łukiem... musiała mieć farta.
Ale czyż życie nie jest przewrotne?
Ubrana była skromnie, bowiem ten majowy wieczór nie należał do najzimniejszych; skąd, było całkiem przyjemnie, pomimo zbytecznego wiatru. Okryła swój strój codzienny czarną peleryną, na stopy włożyła sięgające po kolana kozaki, których nie szkoda było jej już zniszczyć w bagnach. Brooklyn mimo swojej niefrasobliwości, potrafiła ubrać się stosownie do wyprawy, jaka na nią czeka! Na miejsce trafiła bez zbędnych problemów, mając wrażenie, że powoli odkrywa wszystkie sekrety swojego nowego miejsca zamieszkania, co rzecz jasna wprowadziło ją już zbyt wcześnie w dobry nastrój. Przepełniała ją duma, w związku z tym jak łatwo przyszło jej ogarnięcie tego wszystkiego, co skrywała w sobie Dolina Godryka. Prawie wszystkiego. O niektórych nie miała z kolei pojęcia. Tak czy owak - kroczyła zuchwale, chwilę nawet nuciła pod nosem, by po chwili poczuć się jak u siebie... W zasięgu jej wzroku pojawiło się faktycznie parę rzadkich roślin, które zapragnęła posiadać. Zaczynało robić się naprawdę sielankowo.
Życie jest cholernie przewrotne. I lubi każdego w tym upewniać.
Prawdopodobnie nie miałaby już szans na ucieczkę. Zostałaby zdeptana, rozszarpana, cokolwiek gorszego. Trolle rzeczne nie miały jednak w naturze za grosz zgrabności, w dodatku wrzeszczały wniebogłosy, co chyba robią wszystkie solidnie wyprowadzone z równowagi trolle, widząc nieproszonych gości na swoim terenie. To dało kompletnie wstrząśniętej Brooklyn kilkusekundową przewagę, dzięki której zdążyła wyciągnąć różdżkę.
- Du-u-ro! - wykrzyknęła niezrozumiale, celując w przypadkowego trolla nadbiegającego w jej stronę. Łącznie było ich, na oko, piętnaście? - ...Nie? Cholera, w nogi!
W tej samym momencie, a może jednak po krótkiej chwili - nie sposób ustalić - poczuła, jak unosi się w powietrzu i z zawrotną prędkością ląduje, o mało nie łamiąc sobie karku, na czymś wyjątkowo twardym. Głaz? Zgadza się, tyle udało jej się ustalić. Była zdumiona żwawością wszystkiego, co przed chwilą miało miejsce; nie dowierzała, że mogła mieć poniekąd tyle szczęścia, iż jeden z tych przygłupich trolli najzwyczajniej ją wykopał, nie dając nawet wykazać się wściekłym kolegom!
- To wszystko na co was stać, ofermy? - zaśmiała się pod nosem, podejmując się próby wstania z głazu. Coś było nie tak. Nie potrafiła utrzymać równowagi, tak jakby zabrakło jej nogi. Zdębiała Brooke spojrzała w dół - nogi na swoim miejscu, samodzielnie zdiagnozowała. Być może była w zbyt wielkim szoku, by zarejestrować ogromną plamę krwi, która przedzierała się już nawet przez buta. Oględziny swoich ran, których nie udało jej się jeszcze dokładnie ustalić, przerwał jej bezceremonialnie ludzki krzyk. Dobiegał on z dokładnie tego samego miejsca, z którego została wyproszona! Czyżby nie była ostatnią ofiarą dzisiejszego wieczoru? Koniecznie musiała się o tym przekonać na własne oczy, no i biec biedakowi na pomoc! Ale jak tego dokonać, gdy twoja lewa noga prawdopodobnie została złamana na pół, a stopa doszczętnie pogruchotana?

2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Leeds, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 215
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Pon Maj 07 2018, 18:45

Gryfona na moczary zagonił kompas marzeń. Ostatnio myślał o zobaczeniu prawdziwego znikacza, takiego w naturalnym środowisku. Udał się na most w Dolinie Godryka gdzie podobno było ich bardzo dużo, ale żadnego nie zobaczył. Hmmm, ciekawe dlaczego...ale mniejsza o to, lekko podirytowany Val wyciągnął swoją "zabaweczkę" i odczekał chwilę aż igła magnetyczna przestanie się kręcić i wskaże kierunek. Początkowo biegł sprawdzając od czasu do czasu czy nie zboczył z drogi, oglądając przy okazji otoczenie i zachwycając się przyrodą. Wszystko było super do momentu kiedy dotarł w okolice moczarów. Jego kompas zaczął nawalać, aż wreszcie kompletnie mu odwaliło i jedynie kręcił się w kółko. Gryfona zlał zimny pot przerażenia. Zgubił się w nieznanym miejscu i nie wiedział jak teraz stąd wyjść. Nie potrafił się teleportować więc musiał samemu odnaleźć drogę. W roztargnieniu zapomniał z którego kierunku przyszedł więc po prostu ruszył przed siebie. Parę godzin później zaczęło się ściemniać a strach coraz bardziej zaczął się wlewać do serca Valeriana. Szczególnie, że kiedy próbował rzucić lumos to z jego różdżki wyleciały iskry i nic więcej. Zmęczony i głodny szedł dalej co chwila się potykając o korzenie kompletnie nic nie widząc w ciemności. Bał się usiąść i chwilę odpocząć, nie wiedział do końca jakie zwierzęta tutaj żyją no i nie miał się w jaki sposób przed nimi obronić.
Dwa dni później wreszcie odnalazł drogę prowadzącą do wioski. Był tak wyczerpany, że szedł niczym zombie. Czuł, że bierze go jakaś choroba, kichał jak najęty a z jego uszu leciała para z głośnym gwizdem. Dobrze, że nic na moczarach nie gustowało w czajnikach bo Valeriana nie byłoby już między żywymi. W takim własnie stanie niemal wszedł w Brooklyn Vaughtier, jego ex dziewczynę i bliską przyjaciółkę. Przetarł oczy i zamrugał uznawszy, że zasnął po drodze albo majaczy. Schylił się i obdarzył dziewczynę grymasem zupełnie nie przypominającym uśmiechu który próbował wywołać.
-Oh, kogo my tu mamy, jesteś cała? Co ja gadam, oczywiście, że nie jesteś.
Zadając pierwsze pytanie spoglądnął na nogi kobiety i zobaczył krew nasiąkniętą w materiał. Usiadł z wrażenia nie wiedząc jak się zachować. Spotkanie dwójki znajomych na moczarach, gdzie jeden był w gorszym stanie od drugiego, brzmi ciekawie.

Kostka:5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : San Diego
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -279
  Liczba postów : 163
http://www.czarodzieje.org/t10398-brooklyn-vaughtier
http://www.czarodzieje.org/t10401-play-our-game
http://www.czarodzieje.org/t10402-crystal
http://www.czarodzieje.org/t10399-brooklyn-vaughtier




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Maj 08 2018, 01:03

Powiedzieć, że była skołowana, to jakby obwołać jej wypadek potknięciem. Raczej nie dotarły do jej świadomości wszystkie minione fakty. Przede wszystkim była w tarapatach z poniesionymi stratami - nie potrafiła ich przyjąć do wiadomości. Lekceważyła widoczne gołym okiem urazy i rozlew krwi, bo szok odebrał jej z początku jakiekolwiek poczucie bólu. Rósł on zbyt wolno, by blondynkę coś w tej chwili zaniepokoiło. Zresztą bardziej przejęta była człowiekiem (?) w opałach, któremu powinna już śpieszyć na pomoc, bo taka jest nieustraszona i nie przyjmuje nauczki, którą przedstawił jej ten paskudny rzeczny troll! Tylko ta głupia noga odmawia jej posłuszeństwa, jakby nagle znalazła się we władaniu innej jednostki. Przeklęła pod nosem, nawet parę razy, w sumie nie wiedząc co ze sobą począć. Mogłaby rzucić jakieś adekwatne zaklęcie, co by przywrócić stan nogi do tego prawidłowego, ale przecież... była święcie przekonana, że to chwilowy stan rzeczy.
Upewniwszy się, że przynajmniej jej różdżka nie uległa rozpadowi czy złamaniu, szczęśliwie znajdując się w przedniej kieszeni, która nie miała okazji uderzyć w głaz, odetchnęła z ulgą. Już miała główkować nad jakimś wspomagającym zaklęciem, gdy zza niej wyszedł (a może wyrósł spod ziemi?) sam Cairndow! Przyprawiłby ją o zawał, ale na jego szczęście - po tak potężnym upadku, średnio kontaktowała.
Powoli zaczął dochodzić do niej przeszywający ból lewego podudzia.
- Na Merlina i wszystkich mu pokrewnych, SKĄD TY TU... - Przerwała nagle, krzywiąc się przeraźliwie, gdy odczuła pierwsze faktyczne cierpienie fizyczne od chwili wylądowania. Usłyszany wcześniej krzyk nagle jakby zamienił się w dziwne złudzenie w jej pamięci. - Żartujesz sobie ze mnie? Tylko spójrz, nie brakuje mi żadnej kończyny. - Uśmiechnęła się? Może niepotrzebnie, bo siląc się jeszcze na nieodpowiednią do własnego stanu mimikę twarzy, sama sobie zagwarantowała zawroty głowy. Zrobiło jej się ciemniej przed oczami, a może zwyczajnie straciła poczucie czasu i dopiero spostrzegła, że panowała noc? Po chwili siedziała już obok Valeriana, ale nie uchwyciła momentu, w którym kolejny raz upadała. Na jej szczęście, czekała na nią akurat miększa powierzchnia. Tak, korzystniej byłoby wylądować na trawie już wcześniej.
- Wynośmy się stąd - mruknęła nieprzytomnie. - Val, umiesz nas teleportować, prawda? - Doskonale wiedziała, że obydwoje nie są w stanie tego dokonać. Obejmowała ją panika, wraz z rosnącym bólem, którego nie potrafiła uśmierzyć. Kolejny raz chwyciła różdżkę drżącą dłonią i zupełnie bagatelizując stopień bólu, jaki w nią uderzał, wymamrotała: - Levatur Dolor... - Nie przyniosło to żadnego efektu. Zupełnie nic, poza tym, że do Brooke powoli zaczął przemawiać rozsądek. Przekonywał o tym, że jej położenie jest fatalne, a jedyne miejsce, w którym powinna się teraz znajdować, był Święty Mung. Gardziła nim, naprawdę nie chciała, ale tym razem nie poradziłaby sobie sama. - Ruszamy, Val - rzuciła krótko, a Gryfon, sam nie wyglądający na kogoś, kto nie potrzebował wizyty w szpitalu, mimo dobitnego wyczerpania bezzwłocznie podjął się próby przeprowadzenia połamanej przyjaciółki, która właśnie mdlała na jego ramieniu...

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Pon Paź 15 2018, 23:06

|z polany

Zbladłem, głównie z bólu. Szukałem pomocy już niespełna trzy kwadranse, a wyczerpanie wreszcie zaczęło dawać mi się we znaki. Utrzymywałem swoje ciało w całkiem niezłej kondycji, lecz kilkadziesiąt minut błąkania się po lesie ze złamaną ręką i dwoma żebrami to było zbyt wiele, nawet dla mnie. Opadałem z sił nieomal tak szybko, jak z chęci do kontynuowania marszu. Wydawało mi się, że rośliny na moczarach zaczynają się dwoić. Nie... tak po prostu było. Dziesiątki wspaniałych okazów wyłaniało się z mętnej wody, falując delikatnie na lekkim wietrze targającym moim płaszczem. Wzburzone nim włosy zaczęły wpełzać mi do oczu, utrudniając obserwacje pojedynczych zwierząt. Kolejnych magicznych stworzeń, których życiu mógłbym znów zagrozić, gdyby nie słabość, jakiej doświadczałem. Zatrzymałem się w końcu, brodząc butami w wodzie, chwiejąc się niebezpiecznie to w przód to w tył. Kilkanaście długich sekund niepewności. Starałem się utrzymać w pionie, naprawdę, lecz przygnieciony osamotnieniem, niepewien jak poradzić sobie w zaistniałej sytuacji, straciłem siły. Opadłem na kolana, zalewając szaty zatęchłą, nieprzyjemną wodą. Chociaż moje oczy chłonęły wszystko - wonne kwiaty; gubiące liście, pożółkłe drzewa; otulający twarz, jeszcze ciepły wiatr - umysł zaczął zamykać się na tę rzeczywistość. Umykały mi odgłosy leśnego życia. Był już tylko ból i druzgoczące poczucie osamotnienia. Westchnąłem, walcząc z nagłą, mdlącą sennością. Mrugając zawzięcie, traciłem ostrość.

3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 333
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
http://www.czarodzieje.org/t16652-libra
http://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Paź 16 2018, 10:26

Wędrowała, jak gdyby po raz kolejny w poszukiwaniu samej siebie.
Próbowała przedrzeć się przez gęste, dość bagniste tereny, co sprawiało Odettcie ogrom trudności, a już w szczególności po ostatnim zbłądzeni, gdzie to jej postać zjawiła się niespodziewanie na festiwalu. Czy to była prawda? Oddech dziewczęcia spłycał się z każdą kolejną chwilą, zaś odkryta skóra powoli pokrywała się drobnymi rankami, na które nie zwracała uwagi, a które powstawały na wskutek drażniących roślin, co rusz – zahaczających o jej delikatną membranę ciała.
Niespodziewany upadek sprawił, że różdżka czarownicy wypadła, zaś ona sama poczuła przeszywający ból, który przebiegł wzdłuż wątłej linii sylwetki, kiedy to zorientowała się, jaka była przyczyna nieoczekiwanego upadku. Wywróciła teatralnie oczami, dokładnie tak jak miała w zwyczaju, by zaraz potem sięgnąć dna i spróbować odnaleźć zgubę. Zamiast tego – jej błękitne tęczówki osiadły na znajomej twarzy, niegdyś tak bliskiej, że konsternacja nawet nie miała prawa bytu, a jedynie lęk wstąpił w nią, jakby obawa zaczynała przyćmiewać umysł.
Nie zauważył jej jednak.
Już chciała się wycofać, uciec jak zwykle, lecz nie mogłaby go tak zostawić, toteż zbliżyła się ostrożnie, powoli, a zaraz potem wiedziona intuicją, ułożyła dłoń na ramieniu Riley’a. Nie była w stanie wydukać choćby słowa, choć była to winna Fairwynowi, należały mu się podziękowania, czyż nie? Głos ugrzązł w gardle, a chęć zrozumienia narastała z każdą kolejną chwilą. Cóż mogło być powodem jego stanu?
- Tu jest zimno – jęknęła niewyraźnie po dłuższej chwili, a wspomnienia uderzyły w nią z impetem. Odsunęła się mimowolnie, gdyż niepewność każdego uczynku była zbyt ogromna. - Co się stało? – musiała wiedzieć, jeśli powinna mu pomóc.

Kostka: 6
/Rzuć nieparzystą i znajdź moją różdżkę :CCC

______________________

LET ME GO
you never to touch her and never to keep cause you loved her too much and you dived too deep
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Sro Paź 17 2018, 19:04

Silny aromat roślin wokół mnie zaczynał mnie dusić. A może to ja zaczynałem zapominać jak się oddycha? Kiedy uświadomiłem sobie, że mam z tym problem, moje wdechy stały się odrobinę regularniejsze. Niemniej jednak, wciąż niebezpiecznie rzadkie. Nie mogłem zmusić się do zaczerpnięcia wdechu, gdy miałem wrażenie, że żebro za moment przebije mi płuco. Niestety, wysiłek do jakiego zmuszałem się przez ostatnią godzinę teraz zbierał plony. Nie byłem już w stanie się podnieść. Wpadnąłwszy kolanami w wodę próbowałem jeszcze odzyskać pion, lecz jedynie zapadłem się głębiej. Ostatecznie usiadłem, obejmując złamaną rękę zdrowym ramieniem. Nie byłem pewien na co czekam aż do chwili, w której tuż przy mnie odezwała się kobieta. Znajomym głosem. Zanim go rozpoznałem, moje serce zdążyło niekontrolowanie załomotać i najpewniej zerwałbym się do ucieczki, gdybym tylko był jeszcze w stanie to uczynić. Dałem się podejść - już samo to dawało wystarczająco wyraźne świadectwo o moim stanie. Zza ciemnych włosów wyłoniło się jedno niebieskie oko, gdy spojrzałem prosto w jej oszałamiająco piękną twarz. Skupiony na własnym cierpieniu nie poddałem się urokowi. Wyjątkowo. W innym wypadku najpewniej na moment zapomniałbym języka w gębie. W tej cudownej hybrydzie, jaką był potomek wili, było coś niezwykle fascynującego. Chciałem zgłębiać ten sekret, a jednak moja słabość zwyczajnie mi to uniemożliwiała. Tak łatwo było im mnie przekonać, abym nie zadawał pytań, a Odetta... czy była aż tak odmienna od swoich kuzynów jak niegdyś sądziłem? Ostatni rok był dla nas naprawdę trudny. Czy nadchodzący nareszcie miał rozwiać znad naszych głów zasłonę dystansu?
- Ja... boli mnie... - wymamrotałem, ledwie potrafiąc skupić się na formułowaniu odpowiedzi. Oddech wiązł mi w gardle. Znowu stał się nieregularny, a jeszcze chwila i przerodzi się w chrapliwe czerpanie powietrza na siłę. - Uderzył... we mnie... - odsunąłem ruchem ramienia fragment płaszcza, aby pokazać jej przytuloną do siebie rękę. - Hipogryf - dodałem po chwili, wiedząc że nie mogę powiedzieć jej prawdy. Poza tym, miałem wrażenie, że nie będzie wierciła mi o to dziury w brzuchu. Stratowanie przez hipogryfa nie było przecież aż tak nieprawdopodobne, zwłaszcza w Dolinie Godryka. - Co zgubiłaś? - Spytałem. Byłem na wpół przytomny z bólu i zimna, a jednak odłożyłem swoją złamaną rękę, spuszczając ją wzdłuż boku z cichym sapnięciem i nachyliłem się nad wodą, aby spróbować wymacać to, co wypadło Lancaster. Niestety, moje palce natrafiały jedynie na korzenie i kamienie. - Nic tutaj... nie ma - zauważyłem i już nie podniosłem się do siedzenia. Oparłszy rękę o muliste dno, ukryłem twarz w ramieniu.

Parzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 333
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
http://www.czarodzieje.org/t16652-libra
http://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Sob Paź 27 2018, 23:31

Nie była pewna, dlaczego – ani tym bardziej – z jakiego powodu znalazł się na moczarach i to w takim stanie, choć niewątpliwie p r a g n ę ł a mu pomóc – nie tylko przez wzgląd na ich dawną zażyłość, ale także przez sentyment, który rozpalał powoli jej kruche serce. Błękitne tęczówki taksowały raz po raz twarz Rileya, zaś opuszki mimowolnie dotykały ramienia chłopaka, kiedy to starał się dukać, zaś ona jedynie zmuszała się do pełnego skupienia, które zdawało się być dalekie od docelowego zamierzenia. Musiała wytrwale dążyć do analizowania tejże sytuacji, by jak najszybciej pomóc jemu, a także samej sobie; chciała wyleczyć się z sentymentów, w których to nadal tonęła pod jego dotykiem.
- Hipogryf… – powtórzyła po nim zszokowana.
Jak to możliwe?
Dlaczego?
Gdzie?
Umysł stopniowo wyswobadzał się z oków dystansu, żeby wreszcie znaleźć drogę odpowiednią ku ratunkowi dla Fairwyna. Mimo wszystko, bez strachu miała nadzieję i wierzyła, że uda jej się osiągnąć swoje cele, wszak – któż mógłby mu teraz pomóc? Nie dowierzała oczywiście w tę historyjkę z hipogryfem, bo przecież z pewnością wiedział, że naturalnym środowiskiem Odetty było obcowanie z magicznymi stworzeniami, ale co jeśli… To on był odpowiedzialny za nietypowy atak? Nie, to niemożliwe. To nie m o g ł a być prawda.
- Nieważne – powiedziała z nutą buty, po czym ujęła jego dłoń. - Dasz radę się podnieść? Spróbuję cię odprowadzić, a tam… Tam ci pomogę, proszę, Riley – miała nadzieję, że nie będzie protestował, wszak wtedy zmusi ją do użycia uroku, a tego przecież cholernie nie chciała.
Nienawidziła robić mu tego, a już szczególnie
- nie w takiej sytuacji.

______________________

LET ME GO
you never to touch her and never to keep cause you loved her too much and you dived too deep
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Sob Lis 03 2018, 18:46

Byłem tak oszołomiony, że nie docierały już do mnie żadne towarzyskie zawiłości. Słyszałem niemalże tylko i wyłącznie głośny łomot własnego serca. Rytmiczny, potem nieco szybszy, gdy ujęła moją dłoń. Ze strachu czy może była to zasługa czegoś innego? Nie wiedziałem, nie zastanawiałem się nad tym. Byłem tak słaby, że nie potrafiłem związać w kupę kilku myśli, a co dopiero należycie jej odpowiedzieć. Mruknąłem coś, co równie dobrze mogło być cichym westchnieniem, a uświadomiwszy sobie (z trzysekundowym opóźnieniem), że nie mogła mnie usłyszeć, spróbowałem ponownie.
- Nie wiem... - zwątpiłem w swoje siły. Słusznie. Jedyną, bezpieczną pozycją wydawała mi się teraz ta, w której się znalazłem. Tuż przy ziemi, brodząc w wodzie. Ból mnie sparaliżował, lecz mimo tego nie byłem przecież słaby. Mogłem mu się przeciwstawić. Jak wtedy, gdy całymi godzinami unikałem zmiany palących mnie opatrunków. Wszystko po to, aby nie musieć oglądać odchodzącej od twarzy skóry, ani wąchać swądu gojących się oparzeń. - Spróbuję. - Oświadczyłem, starając się, aby mój głos brzmiał pewnie. Ścisnąłem silniej jej dłoń, lecz po chwili wypuściłem ją spomiędzy palców. Musiałem się na czymś podeprzeć. Oparłem się o śliski kamień, zmuszając nogi do uniesienia mnie w powietrze. Powoli, bo powoli, ale dźwignąłem się do pozycji stojącej. Cały przemoczony, drżący z zimna i z nękającego mnie bólu, ponownie przytuliłem do piersi złamaną rękę. Każdy oddech sprawiał, że w płucach rozniecał mi się pożar, ale spróbowałem się odezwać.
- Co tutaj robisz? Skąd...? - Urwałem, gdy spojrzałem na nią nieco przytomniej. Zawinąwszy ranną kończynę w płaszcz, aby sama się podtrzymywała, wyciągnąłem rękę w stronę Odetty, aby ująć skraj jej szaty. Wszystko po to, aby teraz mnie nie opuszczała. Świadomość, że nie poradzę sobie bez czyjejś pomocy powoli mnie zabijała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 591
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 802
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Sob Lis 17 2018, 11:30

Błądził w umyśle
majaczył w rzeczywistości, stawiając kolejne kroki.
Zimny wiatr, kiedy to mężczyzna jeszcze potrafił cokolwiek zrobić, uderzał o membranę skóry należącą do uzdrowiciela. Liście szeleściły; uderzał podeszwą buta o ich widoczne kępy, choć nie miał powodów do radości. Wakacje w Meksyku były wyżem emocjonalnym, zaś powrót wiązał się z dotykiem rzeczywistości, zimnym i kojarzącym się z samymi złymi wspomnieniami. Nie chciał, ale musiał - nadejście punktu odpowiedzialnego za całokształt miał nastąpić w nieznanym dla niego czasie; bolesne uderzenie klatką piersiową o ścianę było zarówno początkiem, jak i końcem jego zmartwień. Czujne oczy o charakterystycznej barwie, zależnej od otoczenia i oświetlenia, zdawały się śledzić każdy nieznany krok w terenie, na którym się znalazł poprzez drobną nieuwagę; starał się porzucić negatywne, zżerające jego umysł emocje. Działały negatywnie, psuły jego organ znajdujący się pod kopułą czaszki, miał ochotę zamknąć się w sobie oraz zwyczajnie zapomnieć o tym, kim tak naprawdę jest i co się z nim dzieje. Ciche westchnięcie zadziałało w miarę uspokajająco, kiedy to zdołał dotrzeć na dziwnie wodniste tereny; choć intuicja wrzała na alarm, chciał się zapoznać z całokształtem otoczenia. Ostrożnie zatem poruszał się, ostrożnie dobierał kolejne kroki, ostrożnie stąpał i starał się coś dostrzec; a na pewno nie chciał zostać pochłonięty przez całokształt ziemi, która była wyjątkowo łapczywa na wszelkie mniejsze lub większe przedmioty. Dopiero potem - zdołał zauważyć coś dziwnego, coś zwracającego jego uwagę. Niebo jeszcze nie zdołało przykryć się w pełni otoczką gwiazd haftowanych dłonią boską, aczkolwiek niebawem miał zapaść całkowity zmrok.
Zdołał rozpoznać parę roślin; o ile zielarstwo nie było do końca jego mocną stroną, o tyle jego wiedza wystarczyła, by zdobyć wszelkie potrzebne informacje na temat tego, co dostrzegł. Pierwsze wzrok przykuła roślina o dość podobnym wyglądzie do stokrotki - ostrożnie ją zebrał przy pomocy dzierżonego przy sobie noża, wiedząc doskonale, iż jest to Księżycowa Rosa. Niezwykle właściwości tej rośliny zdawały się wpaść w umysł należący do Matthew'a. Potem, po dłuższej wędrówce, natrafił na Asfodelus, który również zdawał się pozostawić piętno w pamięci uzdrowiciela; również został wyjątkowo szybko zebrany. Również w pewnym stopniu Frukwokwiat dał o sobie znać - zabrał mała sadzonkę, by następnie schować ją do torby. Dopiero potem, kiedy tereny te nie miały dla niego żadnego większego znaczenia, deportował się do swojego domu.

| zt

Kostka: 1

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 333
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
http://www.czarodzieje.org/t16652-libra
http://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Lis 20 2018, 11:18

Odetta pomimo pokrętnego charakteru, któremu bliżej było do dzikości lasu, aniżeli świata ludzi – nadal odczuwała pozostałości emocjonalnej brei, kiedy znajdowała się tak blisko osób, na których jej zależało. Riley znajdował się wśród takowych person, dlatego też jego widok zmusił Lancaster do natychmiastowej reakcji. Przestrach związany z utratą krukona wiązał się już nie tylko z potrzebą otoczenia go opieką, ale także z niewątpliwym załamaniem natury, co wepchnęłoby ją w odmęty Niebiańskiej Polany, choć – czy tak nie byłoby lepiej dla wszystkich?
Mogłaby zniknąć;
na z a w s z e.
- Spróbuj się na mnie podeprzeć – wyszeptała ledwie słyszalnie, a zaraz potem ujęła go pod bok, starając się nie uszkodzić go jeszcze bardziej. Zagryzła nawet nerwowo dolną wargę, by zaraz potem unieść na niego błękitne spojrzenie, kiedy to stawiali kolejne kroki. Drżała, podobnie jak wtedy, gdy została uprowadzona. Lawirowała na pograniczu enigmatycznych wspomnień, siłując się z wyplewieniem ich z podświadomości, by nie popaść w rozpacz, która wypalała w niej uczuciową przepaść. Miała doprawdy wierzyć w zderzenie z hipogryfem? Nie, przecież on na pewno nie był aż tak bezmyślny.
- To-to dłuższa historia… – dodała bez przekonania, bo nie byłaby mu w stanie opowiedzieć o porwaniu, o tym co z nią czynili, a już na pewno nie o tym – czego dokonała sama. Doskonale zdawała sobie sprawę, że pomimo urody jest potworem, lecz przecież panowała nad morderczymi zapędami, unikała emocjonalnego rozłamu, dlatego też uciekła do lasu, tak rzadko pojawiając się na terenie Hogwartu.
- Pójdziemy do ciebie, dobrze? – zaproponowała, gdyż tam po opuszczeniu go – będzie pod opieką rodziny, a ona zniknie pod kurtyną mroku.

/dreptamy do ciebie, tak?

______________________

LET ME GO
you never to touch her and never to keep cause you loved her too much and you dived too deep
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Lis 27 2018, 13:29

Nie miałem nawet siły na analizowanie jej słów. Wykonywałem jej polecenia tak, jakbym był bezwolnym dzieckiem, które należy prowadzić za rękę, aby nie zgubiło się w wielkim, smutnym lesie. Przesiąknięty wilgocią, marzyłem tylko o tym, aby zasnąć, a jednak zmuszałem swoje nogi do rytmicznego poruszania się w rytm naszych oddechów. Odetta miarowo nabierała powietrza. Sugerowałem się więc jej oddechami, starając się dopasować do niej swoje urywane wdechy. Bezskutecznie. W końcu porzuciłem te próby, z ogromnym opóźnieniem odpowiadając na jej pytanie.
- Tak - rzuciłem jedynie, w jakimś przebłysku zrozumienia, wskazując jej jeszcze kierunek. Zupełnie tak, jakby nigdy wcześniej nie przekraczała progu rezydencji Fairwynów, chociaż przecież musiała w nim bywać nie raz i nie dwa. Niemożliwym było, abym niegdyś nie chciał pokazać jej skrawku własnego beztroskiego życia. Tego, w którym nie było zbyt wiele miejsca na słoiki ze zwierzęcymi ingrediencjami, zamarynowanymi w eliksirze konserwującym. Miejsca, w którym miłość matki mieszała się z surowością ojca, kształtując wizerunek niezdecydowanego nastolatka. Skomplikowanej mieszanki miłości do natury i chęci brutalnego poznania jej najkrwawszych tajemnic. - Ja... zmieniłem pokój... - Wydukałem jeszcze, jakby w jakikolwiek sposób miało być to dla nas ważne. Będzie, ale dopiero na miejscu. Tymczasem moczary nie mogły już nas podsłuchiwać.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Czw Gru 06 2018, 14:29

2

To, że tutaj zaszedł, był czystym przypadkiem. Był aż tak wściekły, że nie zauważył, kiedy to zaszedł tak daleko? Słońce dawno zaszło i nie minie długo czasu kiedy nie będzie widział nic na wyciągnięcie ręki. Westchnął ciężko, rozglądając się i próbując zlokalizować miejsce, w którym dokładnie się znajdował. Było bardzo wiele rzeczy, które wkurwiało Thomena Wessberg'a. Nie trudno wyprowadzić tego człowieka z równowagi, bo on zwyczajnie takowej nie posiadał, żadnej linii, na której mógłby balansować. Jednak kiedy matka zarzuciła kolejnym swoim absurdem, wywołując kolejną rodzinną kłótnię, nie mógł wytrzymać... Zrobiła to na oczach wszystkich, co chyba jedynie pogorszyło sprawy. Jakby nie mogła zabrać go do domu i tam postanowić go pilnować jak małego chłopczyka, którym był w jej oczach. Małym, schorowanym i zapewne niesprawnie umysłowym chłopcem.
Kurwa.
Kiedy doszło do niego, że znalazł się na bagnach, było już za późno. Jedna z jego nóg ugrzęzła w błocie, a kiedy chłopak próbował wyciągnąć swoją nogę, to jedynie pogorszyło sprawę. Podniósł głowę, kiedy do jego uszu doszły krzyki. Gdyby nie ograniczone widzenie, mógłby z daleka dostrzec trolle rzeczne, które się do niego zbliżały. Były obrzydliwe, jak każde trolle z jakimi miał w życiu do czynienia. Nie mogły to być... Nie wiem... Miłe stworzenia, które żyły przy wodzie? Teraz było za późno. Z tego, co pamiętał, nie były za mądre. Nie oznaczało to jednak, że nie oberwie z tego powodu. Kiedy udało mu się wyswobodzić nogę, zaczął uciekać. Szybko dogonił go jedne z trolli i przewalił na ziemię. Pamięta, kiedy oberwał od innego trolla maczugą, nie chciał tego powtarzać. Był jednak zbyt wolny i zbyt oszołomiony. Był okładany przez trolle, dopóki nie przestał się ruszać, a nastąpiło to dosyć szybko. Może to dobrze, może to źle, ale nie odczuwał bólu, który powinna każda osoba. Tylko dzięki temu udało mu się dopełzać do Doliny, gdzie znajdowała się cywilizacja. Zapewne, gdyby nie to, zostałby na tych moczarach niezdolny do wyciągnięcia różdżki i zawiadomienia pomocy.
Nie pamięta, jak wylądował w Św. Mungu, w sumie to bardzo mało pamięta z tego, co się wydarzyło tego wieczoru na moczarach. Jakby jego umysł oberwał jeszcze bardziej od ciała.




/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Perth, Szkocja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 152
  Liczba postów : 151
http://www.czarodzieje.org/t16809-plum-bubblegum
http://www.czarodzieje.org/t16813-sliwka-guma-do-zucia#468051
http://www.czarodzieje.org/t16812-sliwka-dynia-guma-do-zucia#468050
http://www.czarodzieje.org/t16810-plum-bubblegum




Gracz






PisanieTemat: Re: Moczary   Wto Gru 11 2018, 19:24

Przedzierając się do następnego celu, trafiła na moczary. Według planu wcale nie powinno jej tu być - jednakże Plum niespecjalnie radziła sobie z czytaniem mapy, czego efektem były zabłocone buty, wprawiony w niepokój memortek i drażniący chłód. Jeżeli były pewne korzyści z niedowładu dłoni skaleczonej przez incydent przy posągu Potterów, było to z pewnością nieodczuwanie niskiej temperatury panującej w tym miejscu.

Korzystając, jednakże, z okazji, Puchonka postanowiła przystanąć na chwilę i rozejrzeć się w poszukiwaniu roślin ciężej dostępnych na terenach Hogwartu. Być może znalazłaby coś co zainteresowałoby jej babcię? Z namaszczeniem przeglądała krzewy i wyższe trawy, tak samo jak brzegi moczar, zaciemnione zakamarki, by ostatecznie stać się bogatszą o fruwokwiat, pykostrąk i raptuśnik. Jej ograniczona wiedza na temat zielarstwa pozwoliła jej na rozpoznanie akurat tych trzech gatunków okolicznej flory, choć uwagę przykuło zdecydowanie więcej - niektóre z nich już na pewną odległość promieniowały nieprzyjemnym zapachem lub wyrazistymi kolorami, ostrzegając, że ich działanie może być niekorzystnie przyjemne dla zdrowia. Takie okazy, oczywiście, omijała.

zt

____________
Kostki: 1


________________________________

A jednak mogło być gorzej.

Uciekając przed harpią, nawet nie zorientowała się, jak z powrotem trafiła na moczary. Wyciągnięta przed siebie różdżka miała służyć jej do obrony przed stworzeniem na wypadek nagłego ataku ze strony goniącej ją, rozjuszonej wili, a okazała się jedyną zgubą - gdy Puchonka nagle potknęła się o wystający z ziemi korzeń. Upadła na ziemię, uważając, by nie zgnieść przy tym memortka, a magiczne narzędzie wyślizgnęło się jej z dłoni, wpadając wprost do pobliskiego bagna.

Nie liczyła, ile czasu spędziła na marnych próbach odnalezienia przedmiotu. Minuty, godzinę? Żadna z prób nie przyniosła, jednakże, wyczekiwanych rezultatów i finalnie Plum musiała opuścić moczary pokonana, bez różdżki, z bezwładną dłonią i bolącym kolanem. Oby następne miejsce na mapie było dla niej bardziej łagodne, bo w przeciwnym wypadku zamierzała walkowerem poddać zakład...

zt


__________
Kostki: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Moczary   

Powrót do góry Go down
 

Moczary

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Okoliczne tereny
-