Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Ślepy zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70560
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ślepy zaułek QzgSDG8




Specjalny




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySob Cze 21 2014, 19:34;


Slepy zaulek

Jedna z wielu uliczek Śmiertelnego Nokturnu, która prowadzi donikąd. Przylega do niej kilka pomniejszych sklepików, ale na samym końcu znajdziemy jedynie wysoki, kamienny mur, odgradzający przejście. Ściany są poplamione krwią, a w nikłym świetle pojedynczej latarni ciężko jest określić czy jest ona świeża czy już od dawna zakrzepła. Warto uważać, gdy zapuszczamy się w te tereny, gdyż dość często możemy natknąć się na podejrzanych typów, którzy tylko czekają na to, aby ograbić nas z galeonów, bądź zdrowia czy godności.



______________________

Ślepy zaułek Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70560
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ślepy zaułek QzgSDG8




Specjalny




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySob Cze 21 2014, 19:54;

Wpatrywał się w Raymonda z wściekłym grymasem, zastanawiając się, czy kto wygrałby to starcie. Ludzie Sinclaira nie przebierali w środkach, a poznaczone bliznami twarze zdradzały, że mają pewne doświadczenie w potyczkach. Tyle że goryle Raymonda w niczym im nie ustępowały. Nie, gra nie była warta świeczki. Lepiej przełknąć jego paskudną gębę i fakt, że próbował go orżnąć na co najmniej dwa tysiące galeonów i wynieść się stąd cało, niż rozpętywać kolejną wojnę między firmami.
Tak, nazywali to firmami, co było dość wygodne, biorąc pod uwagę, że w ich branży wszystkie nazwy kojarzące się z czymś stabilnym i godnym zaufania były równie śmieszne, co potrzebne, by nie budzić podejrzeń dobrych obywateli, którzy o czarnomagicznych księgach tylko słyszeli i modlili się, by nigdy do takiej nie zajrzeć, bo na pewno sam widok wypaliłby im oczy. Banda tchórzy i kretynów. Sinclair uśmiechnął się krzywo, po czym potrząsnął głową z udawanym smutkiem.
- Wybacz, przyjacielu, ale z pewnością znajdę kogoś, kto doceni wartość tej księgi - oświadczył, wsuwając do torby opasłe tomiszcze ozdobione okiem Horusa. Średniowieczna kopia traktatów staroegipskich, z których żaden nie dotrwał do czasów współczesnych. Spis najmroczniejszych i najpotężniejszych klątw, jakie kiedykolwiek zostały wymyślone. Sinclair polował na niego przez dwadzieścia lat i nie miał zamiaru oddać za cenę niższą niż stanowiącą małą fortunę.
- Nie pierdol, Sinclair - syknął Raymond, wyciągając różdżkę, co zaalarmowało natychmiast obie strony. - Nigdzie nie dostaniesz lepszej ceny. Chyba że wezmę ją sobie za darmo - wyszczerzył zęby w agresywnym uśmiechu, bawiąc się różdżką, która wydawała się drżeć z niecierpliwości.
Napięcie sięgało szczytu. Tu nie szło już po prostu o księgę, ale o to, kto jest grubszą rybą w tej branży. A nikt nie miał zamiaru ustąpić.

______________________

Ślepy zaułek Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Monique Gardener

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : jasnowidzenie
Galeony : 268
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5232-bonnie-gardener
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5234-sowa-bonnie-gardener
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5233-relacje-bonnie-gardener
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7223-bonnie-gardener#204617
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySob Cze 21 2014, 20:14;

Gdyby w Proroku Codziennym pojawił się artykuł w stylu "Top 10 Najcudowniejszych Cudów Świata Czarodziejskiego" ulica Śmiertelnego Nokturnu figurowałaby na samym szczycie. Serio. Wiecie dlaczego? Bo tylko tutaj jest tak ciemno i tak wali smordem zdechłego, obsikanego kuguchara, że niejeden magiczny narkotyk nie dałby tak po mordzie! Bonnie myślała, że za moment odetnie sobie nos, albo lepiej głowę. Miałaby spokój od tych stukniętych martwych czarownic. To właśnie one wysłały ją na Nokturn by znalała jakąś księge... Księge Zaklęć Esther. Kompendium wiedzy magicznej, podobno zawierające zaklęcie mogące uśmiercić stado wilkołaków za jednym zamachem. Jest tylko jeden problem. Puchonka nigdy w życiu na Nokturnie nie była... i chyba właśnie się zgubiła.
Błądziła w ciemnościach do momentu, gdy wychodząc zza węgła kontem oka zauważyła sporą grupę nieprzyjemnie wyglądajacych czarodziejów. Szybko skryła się za rogiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70560
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ślepy zaułek QzgSDG8




Specjalny




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySob Cze 21 2014, 20:54;

- Szefie! - Sam, wysoki blady chłopak z wyraźnymi śladami po trądziku wyglądał na zaniepokojonego. Nie ten związany z bliskością starcia z ludźmi bez zasad i skrupułów - sam nie był od nich lepszy. W jego głosie dźwięczało coś dziwnego. Sinclair odwrócił się i uniósł lekko brew. - Zdaje się, że mamy towarzystwo - mruknął Sam, wskazując ruchem głowy na załom muru.
- No to czego tu stoisz? Idź sprawdzić co i jak - parsknął ze złością Sinclair, zastanawiając się, dlaczego wszystko idzie nie tak. Świadkowie byli ostatnimi ludźmi, jakich potrzebowali. Zarówno on, jak i Raymond, co w gruncie rzeczy mogło uratować sytuację, która stawała się coraz bardziej nieciekawa.
Chociaż z drugiej strony, czy im naprawdę zależało na pokojowym załatwieniu sprawy?
Chwilę potem Sam wrócił z błędnym wzrokiem, wyraźnie zdenerwowany. Nie miał odwagi spojrzeć Sinclairowi w oczy, co mogło świadczyć tylko o jednym. Świadek zwiał. Walnął idiotę w brzuch, aż tamten się skulił.
Szkoda na niego różdżki.
- Panowie, zdaje się, że mamy poważniejsze zmartwienie niż niemożność ustalenia właściwej ceny. Jednego nam nie potrzeba. Świadków -  syknął. - Powinniśmy się rozdzielić i...
Nie było mu dane skończyć, bo Raymond wszedł mu w pół zdania.
- Nie będziesz mówił moim ludziom, co mają robić!
- Świetnie. W takim razie my się rozprawimy z ciekawskim, a wy tu poczekajcie - prychnął Sinclair, po czym ruszył razem ze swoimi ludźmi w stronę wyjścia z zaułku. Rozdzielili się szybko i zaczęli szukać.
Nagle Flavius dostrzegł biegnącą dziewczynę. Tak, to musiało być to. Wyciągnął różdżkę i wycelował w nią, krzycząc Everte Statum.

______________________

Ślepy zaułek Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Monique Gardener

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : jasnowidzenie
Galeony : 268
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5232-bonnie-gardener
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5234-sowa-bonnie-gardener
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5233-relacje-bonnie-gardener
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7223-bonnie-gardener#204617
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySob Cze 21 2014, 21:10;

Bonnie biegła ile sił w nogach. Nie miała zamiaru stać się zakąską dla jakiś czarnomagicznych zboczeńców. Niestety po chwili pojawili się tuż za nią. Oberwała zaklęciem prosto w plecy. Z hukiem przeleciała kilka metrów, aż rąbnęła w mury Nokturnu. Na szczęście nie straciła świadomości i była jeszcze w stanie trzeźwo myśleć. Podniosła się tak szybko jak mogła, po czym wyciągnęła różdżkę zza pazuchy. Chciała rzucić jakieś zaklęcie ochronne, ale poczuła piekący ból w okolicach prawego kolana. Krew zaczynała sączyć się powoli przez jeansy. Ponownie upadła całym ciałem na chodnik. Jednak wciąż pozostawała trzeźwa. Próbowała uciekać. Było już jednak zapóźno. Pokaźna grupka zbirów zgromadziła się wokół niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70560
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ślepy zaułek QzgSDG8




Specjalny




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPon Cze 23 2014, 15:25;

Flavius podbiegł do niej, uśmiechając się paskudnie. Oddychał ciężko, ale na jego twarzy rozlał się wyraz zadowolenia. Wycelował w nią różdżką, słysząc kroki swoich kompanów i ludzi Raymonda, którzy najwyraźniej nie mieli ochoty czekać.
- Dobra robota - mruknął Sinclair, klepiąc go w ramię i podchodząc do dziewczyny skulonej na ziemi. - Tak się składa, panienko, że włóczenie się po tej okolicy jest bardzo... niebezpieczne. I może bardzo źle się skończyć. Wyczyściłbym ci pamięć, ale... widzisz, to dosyć subtelna rzecz, a ja nie chciałbym pominąć jakiegoś istotnego wspomnienia związanego z nami, więc... - Sinclair doskonale się bawił, obserwując przerażoną twarz dziewczyny. Bawiła go manipulacja ludzkimi emocjami, bawiło go dawanie jej nadziei i odbieranie, gierki słowne. Lubił takie rzeczy, w przeciwieństwie do Raymonda, który przerwał mu brutalnie, zirytowany popisem oratorskim.
- Kurwa, przestań się bawić w kotka i myszkę, tylko ją załatw. Albo nie, ja to zrobię, ty wszystko partaczysz - prychnął pogardliwie i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wycelował różdżką w Bonnie. - Avada Kedavra! - syknął, a zielone światło trafiło dziewczynę prosto w serce. Osunęła się na bruk.
- POJEBAŁO CIĘ?! - wrzasnął Sinclair, rzucając się z pięściami na roślejszego od siebie Raymonda, który nie opuścił jeszcze nawet różdżki. - A jeśli ktoś to widział?! CZY TY WIESZ...
- I tak prędzej czy później wylądujesz w Azkabanie. Dzięki mnie może później - Raymond odepchnął go bez trudu, uśmiechając się bez wesołości i dając swoim ludziom znak, żeby nic nie robili.
Nie do końca to wyszło.
Jeden z młodszych chłopaków nie wytrzymał napięcia i wyciągnął różdżkę. Słowa znalazły się same. Rozpętało się piekło. Zaklęcia świstały nad głowami, co chwila ktoś padał z krzykiem na ziemię, wstawał, próbując zatamować krwotok.
Ale Bonnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Leżała na bruku, wpatrując się w niebo pustymi, martwymi oczami.
z/t

______________________

Ślepy zaułek Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70560
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ślepy zaułek QzgSDG8




Specjalny




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 16:26;


Poszukiwanie Pierwszego Kamienia!


-Myślisz, że się zjawią? Jesteś naiwnym idiotą, który sądzi, że wszyscy będą tańczyć tak jak im zagrasz. – Rozległ się dość chrapliwy głos, odbijający się echem. Nikt tak naprawdę tutaj nie chodził, dlatego głos Vincenta brzmiał jeszcze głośniej niż zazwyczaj. Roger jednak nie miał zamiaru cackać się z patałachami. Miał dzisiaj do wyznaczenia kilku jednostkom nadzwyczajne zadanie. Wybrał ich przypadkowo. Nasłuchał się przeróżnych plotek o osobach, które mogą być do tego „idealne”, a zaraz potem dowiedział się w jaki sposób do nich dotrzeć. Odnalezienie durnych sów nie było trudne, dla kogoś tak przebiegło jak ten mężczyzna. Wystarczyło tylko poczekać, by wszyscy, do których rozesłał listy zjawili się w wyznaczonym miejscu, o odpowiedniej porze. Pewne sprawy nie cierpią zwłoki, a w oczach Rogera można było już dostrzec lekką irytację.
-Zamknij się, kurwa. Kto nie marzy o bogactwie, sławie i przede wszystkim mocy, o jakiej takim kretynom jak Ty się nawet nie śniło. Wiesz, dlaczego oni tu przyjdą? Powiem Ci. Powiem ci, do cholery jasnej, dlaczego tu przyjdą. Gdy tylko usłyszą, co mogą ode mnie zyskać, w podskokach jak panienki z tandetnej opery ruszą przed siebie. Myślisz, że nie będę miał na nich oka? Wręcz przeciwnie. To co dla nich mam, z pewnością przyczyni się do tego, że ktoś straci życie i bynajmniej, to nie będę ja. – Wysyczał z zadowoleniem mężczyzna, gdy tylko ujrzał pierwszą, zbliżającą się jednostkę. Zaraz potem drugą. Oczekiwanie było o tyle nużące, że powoli zaczynało się ściemniać, a jak wiadomo, do miejsc, które zostaną przez niego wyznaczone lepiej dostać się za dnia. Dopiero gdy pojawili się wszyscy, Roger ponownie zabrał głos, jednym gestem uciszając Vincenta, który zdobył się jedynie na głębszych wdech i wydech.
-Po plotkach, które dotarły do moich uszu sądziłem, że jesteście tchórzami, ale… W porządku. Skoro już tu jesteście, to chcę Wam tylko powiedzieć, że te wszystkie kamienie Morgany, o których już tyle można było usłyszeć to bujda. A przynajmniej bujdą jest to co pieprzą w proroku i ministerstwie. Banda idiotów, którzy myślą, że wiedzą cokolwiek o potędze. Wiecie, czym jest kurwa potęga? To ja Wam powiem czym jest potęga i władza. To nieśmiertelność, która jest na wyciągnięcie ręki, a ja? W dniu dzisiejszym pomogę Wam ją zyskać. – Uśmiechnął się podle, a po chwili rozległ się przerażający śmiech, który otulił kamieniczki znajdujące się w pobliżu. Głos odbijał się echem, przez co można było poczuć się jeszcze dziwniej niż zazwyczaj.
-Vincent, idioto, podaj mi to co mamy przygotowane dla naszych dzielnych śmiałków. – I tu drugi mężczyzna ni stąd ni zowąd wyciągnął pięć przedmioty. Stary but. Srebrny kielich bez dna, parasolka, lampa naftowa, a także podrobiony puchar z mistrzostw quidditcha.
-To są Wasze świstokliki. Każdy przeniesienie Was do innego miejsca, ale tylko w jednym został ukryty prawdziwy kamień Morgany. Reszta to żałosne podróbki. Imitacje, które tworzą tępi idioci myślący, że nikt się nie zorientuje. Wasze magiczne przedmioty, odpowiedzialne za podróż miejcie raczej przy sobie, w końcu… Jak wrócicie do domu? Radzę Wam też podróżować parami, taka gratisowa sugestia. Ach, minerał jest w odcieniu białym, to takie ułatwienie, żebyście nie szukali jakiegoś gówna! – Roger uśmiechał się cały czas szelmowsko, a po chwili rozpłynął się w powietrzu, jak gdyby nigdy nic. Teleportował się razem z Vincentem, a wy zostaliście porzuceni na pastwę losu. Ze stekiem pytań, na które ewidentnie nie usłyszycie dzisiaj odpowiedzi.

instrukcja:
Pierwsze pięć osób, które napiszą tutaj post wybierajątylko jednego świstoklika. Oznaczają go w kodzie:
Kod:

<zg>Świstoklik</zg> stary but/kielich bez dna/podrobiony puchar/parasol/lampa naftowa

Pięć kolejnych, które napiszą tutaj post wybierają swojego towarzysza. Współgracza oznaczacie w kodzie:
Kod:
<zg>Idę z:</zg> txttxttxt

Pamiętajcie!
Osoba, która wybiera swojego towarzysza musi wybrać osobę, która jest bez pary, a co za tym idzie nie mogą do jednego świstoklika udać się trzy osoby. Sesje kończy Mistrz Gry po napisaniu przez Was postów. Tym samym, to Mistrz Gry w swoim poście uściśli kto, do którego miejsca został przeniesiony za sprawą świstoklika, dlatego wypatrujcie posta kończącego pierwszy etap poszukiwań!
Każdy pisze jeden post, bez uwzględnienia „zt”.

______________________

Ślepy zaułek Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rhaenys Marmouget

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 225
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9403-rhaenys-mormouget-budowa#261861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9419-dajesz-lista-moze-ci-odpisze#262120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9418-rhaenys-pierwsza-tego-imienia-dziedziczka-rodu-mormouget#262118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9420-rhaenys-mormouget#262130
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 17:00;

Świstoklik Kielich bez dna


Gdy przyszła do niej sowa była ona w trakcie czytania jednej ze swoich lektur o smokach. Usłyszała pohukiwanie i stukanie w szybę. Rhaenys podniosła wzrok z książki i ruszyła trochę zdezorientowana do okna i otworzyła je. Kto kurwa wysyła listy o tej porze? - pomyślała rozwijając liścik od sowiej nóżki. Rozwinęła list i przeczytała szybko zawartość.
Mając kaptur na głowie szła szybkim krokiem w stronę omówionego "Ślepego zaułka" na Śmiertelnym Nokturnie. Ominęła wiele rożnych sklepów z czarno-magicznymi przedmiotami, które zainteresowały Rhaenys. Mimo tego nie miała czasu - musiała w jak najszybszym czasie dojść do miejsca spotkania. Była jedną z pierwszych osób, które przyszły i stanęły wokół dwóch tajemniczych osób. Z listu dopiero na miejscu zrozumiałą o co chodzi. Kamienie Morgany! No właśnie, a jakby inaczej! Gdy przyszli wszyscy i człowiek wyglądający na tego całego organizatora, "Wielbiciela" zaczął przemawiać Rhaenys zaczęła go uważnie słuchać. Świstokliki prowadzące do, albo prawdziwego, albo do fałszywego kamienia. Zapewne będą także niebezpieczeństwa. Cudownie. Gdy wzięła swój, kielich bez dna, a razem z nią jakaś inna osoba przeteleportowała się do jakiegoś miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Romulus Pevensey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : hipnoza
Galeony : 1250
  Liczba postów : 211
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9198-romulus-pevensey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9202-puchacz-romulusa#257931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9201-wszystkie-drogi-prowadza-do-rzymu#257930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9203-romulus-balthasar-pevensey#257935
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 17:26;

Nic tak nie służy człowiekowi prowadzącemu średnio przyjemny biznes jak dłuższy spacer po Śmiertelnym Nokturnie, zwłaszcza po otrzymaniu listu od kogoś tak pokręconego, żeby podpisywać się mianem Wielbiciela. Romulusowi wiele razy przychodziło do głowy zaprzestanie tych wszystkich zabaw z udawaniem biseksualisty, ale niespecjalnie pasowało mu odpuszczanie sobie całego tego ubawu, który był zawarty w pakiecie. Zresztą, bardziej w tej krótkiej wiadomości interesowała go rzecz, jaką opisano. Idea kontroli swojego własnego życia zadzwoniła mu we łbie praktycznie od razu i chociaż hipnoza była chyba już bardzo wystarczającym środkiem prowadzącym do tego stanu, to niewidzialność zawsze mogła posłużyć jako koło ratunkowe. Ludzkiemu pragnieniu mocy nigdy nie ma końca, zwłaszcza jeśli na przykład brało się Pevenseya. Podobało mu się to, co zrobił z Madison parę dni wcześniej, toteż nie widział powodu, aby nie spróbować zaopatrzyć się w jeszcze większy wachlarz możliwości. O Kamieniach Morgany słyszał już nieraz, ot chociażby przychodząc w odwiedziny do Smirnova, któremu czasem nie odpowiadało przyjmowanie próbnych papierosów w formie pakunków przekazywanych przez sowy. Nigdy jakoś specjalnie nie interesował się tymi gadaninami w jakimś większym stopniu, ale istniały przecież minimalne szanse, że któreś będą prawdziwe. Dziwnym trafem - wypadło na list od Wielbiciela. Baltazar na miejsce przybył w, można powiedzieć, pełnym rynsztunku. Czubek jego łepetyny okrywał klasyczny, może nieco wyjęty z epoki kapelusz, na ramiona narzucony miał skórzany, długi płaszcz, spod którego widniał fragment jasnej koszuli, starannie wciśniętej w średnio luźne jeansy. Całość wieńczyła para skórzanych butów na stopach, acz nie takich, które miały bezsprzecznie dobrze wyglądać, a raczej takich, w których wygodnie byłoby się poruszać. Romek chciał zachować jakąś względną klasę, ale wolał też nie przesadzać. O słuszności swojej decyzji przekonał się równocześnie z dojrzeniem dwóch ohydnych typów, którym towarzyszyła zupełnie niepasująca do otoczenia panna. Dałby jej maksymalnie dwadzieścia dwa lata, a przy tym ostro by się pomylił. W każdym razie, przemówienia pana Wielbiciela słuchał z kompletnym brakiem przejęcia, wyłapując tylko istotne informacje. Świstoklik, pary, jakieś niebezpieczne wypadki po drodze, bla, bla bla. Ze wszystkich, którzy przywlekli się na miejsce, brodacz kojarzył tylko Freddie i Zachariasza, miał więc szczerą nadzieję, że to z ambitną panią manager odbędzie podróż. Smirnov miał to do siebie, że potrafił być zbyt kłopotliwy. Rommy stanął sobie obok lampy naftowej, wyciągając w stronę blondynki dłoń.
No już, nie ma na co czekać.


Świstoklik: Lampa naftowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Percival M. Follett

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4904
  Liczba postów : 972
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 17:37;

Percival nie wiedział, co robi, co to wszystko znaczy, dlaczego nie wyrzucił tego listu. Jednak było w nim coś, co kazało mu zjawić się w tym podejrzanym miejscu, na Śmiertelnym Nokturnie, którego unikał, o ile nie towarzyszyło mu kilku kolegów. Nigdy nie był tchórzem, wręcz przeciwnie, ale uważał, że niepotrzebne ładowanie się w kłopoty jest zwyczajnie głupie.
A potem poszedł tam. Stał wśród innych ludzi, którzy wydawali się równie zaskoczeni jak on sam, w głowie kłębiły się setki pytań, wątpliwości, ale przede wszystkim ciekawość, ciekawość, nad którą nie mógł zapanować. Żądza przygód silniejsza niż głos rozsądku, który ostatnio słyszał coraz lepiej. Nie pragnął ani władzy, ani potęgi, chciał się dostać do którejś z drużyn Quidditcha, może znaleźć dziewczynę, która zostałaby z nim na dłużej... aż dziwne, że zaczęło zależeć mu na takich rzeczach, w końcu zawsze uwielbiał wolność, swobodę, również w relacjach damsko-męskich, a teraz zaczął tęsknić do ciepła kobiecego ciała, kiedy kładł się spać, ale równie boleśnie, kiedy budził się rano. Słuchał w skupieniu słów tego podejrzanego typa, czując jakąś irracjonalną chęć, by spróbować. Nie dla zysku, tylko dla przygody, adrenaliny.
Jak automat podszedł do świstoklików i na chybił trafił wybrał parasol, który przypominał mu ten, który znalazł w mieszkaniu dziadka. A potem poczuł zawrót głowy. I zniknął.


Świstoklik parasol
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zachariasz Smirnov

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 36
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 18:19;

Świstoklik stary but
Czy Zachariasz marzył o bogactwie i sławie? On chciał tylko jednego: odsunąć swój wyrok. Śmierci, Azkabanu. Zaczął nosić nawet przy sobie truciznę. Wolał znacznie to niż pocałunek dementora. Chociaż nie miał jak na razie wielu szczęśliwych wspomnieć, nie miał zamiaru się nimi z nikim dzielić. Kamienie Morgany, a co jeśli go uleczą? Ślepy zaułek, wymruczał, czytając list kilkanaście razy. Zbiegł po schodkach ze swojego pokoju i trzasnął drzwiami, prosząc, aby Freya na niego nie czekała. Nie potrzebował aż trzydziestu minut. Dotarł tam jeszcze przed czasem. Miał na sobie granatowy płaszcz. Na głowę naciągnął kaptur. Wyrzucił niedopałek papierosa, patrząc na zebranych. Kamienie Morgany. Klucz do szczęścia. Słuchał uważnie wszystkich rad. Jeden tylko da mu to, czego pragnie. Chwycił stary but i nie czekał na więcej. Biały kamień, biały kamień. Czy ktoś go chwycił przed teleportacją? Być może. Jednak nie pasowała mu ta zasada. Kamień zdobędzie jedna osoba, nie przedzielą sobie go na pół. W razie niebezpieczeństwa warto było mieć kogoś dodatkowego niż być skazanym tylko na siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sebastian Knezevic

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 36
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 374
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9101-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9103-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9102-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9104-sebastian-knezevic#255055
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 19:31;

Świstoklik: Podrobiony puchar
Był właśnie na przerwie, kiedy do jego biura wpadła wyraźnie spłoszona sowa. Pewnie znowu trafiła na te wszystkie magiczne zabezpieczenia i nie mogła się wedrzeć do budynku. Z cichym westchnieniem odwiązał od jej nóżki list, ledwie rejestrując jak wylatuje z Ministerstwa. Szybko przewertował te kilka linijek, próbując uchwycić jakiekolwiek podobieństwo do czegoś, co widział wcześniej. Bezskutecznie, ale Sebastian nie zamierzał porzucać takiej szansy. Wszak mógł odnaleźć coś niezwykłego, co pomogłoby w pracy Niewymownego. Cóż, w tej chwili i tak nie miało to większego znaczenia. Nie wiedział, czym miałoby być to coś, toteż pozostawało mu tylko jak najszybsze opuszczenie miejsca pracy, by teleportować się na Pokątną. Kojarzył miejsce, do którego go zaproszono.
Idąc na miejsce, starał się wyglądać na zwykłego, spieszącego się mężczyznę. Nie potrzebował żadnych podejrzeń, miał wystarczająco dużo problemów na głowie, dlatego w tłumie jakoś przeniknął na Nokturna. Dotarłszy do wspomnianego w liście zaułku, nie spodziewał się zobaczyć tu większej gromadki. Z całej siły ściskał różdżkę przytkniętą do uda i wysłuchał tego, co dwaj mężczyźni mieli do powiedzenia. Niefortunnie wziął ostatni świstoklik - podrobiony puchar, ale w sumie lepsze to niż jakiś stary but, prawda? Chociaż i tak nie był szczególnie przekonany w powodzenie tej misji. Szukanie kamienia Morgany. Też coś. Słyszał o nich kilka historii, jednak zawsze uważał je za czysty mit. Tymczasem istniało ziarno prawdy w tych wszystkich opowieściach, legendach i mitach. No dobrze, spróbować nie zaszkodzi. Może jemu trafi się to znalezisko. Widział, jak owy kamyk spełnia swoją rolę w jego pracy. Tak, temu mógłby się przysłużyć, gdyby tylko posiadał moc przydatną w Departamencie Tajemnic.
W każdym bądź razie, to nie czas na rozmyślania, kiedy złapał za świstoklik, gotów do przeniesienia się w jedno z tych tajemniczych miejsc. Nie wiedział jeszcze z kim przyszło mu odbyć podróż, choć miał nadzieję, że będzie to ktoś znajomy. Chociaż odrobinę, gdyż nie przyglądał się pozostałym przybyszom. Posłuchał i zrobił swoje, bo w pamięci tkwił mu biały kamień posiadający niezwykłą moc. Kamień Morgany. Fascynujące znalezisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jack Reyes

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
Galeony : 582
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 19:50;

Idę z: Percy 8D

Jakie było prawdopodobieństwo, że niebawem Jack Reyes wpadnie znów w jakieś tarapaty? Niemal stuprocentowe! I wszyscy ci, którzy na to liczyli, nie zawiedli się. Ledwo otrzymał list, a już stwierdził, że trzeba iść. Nie był żadnym walecznym, honorowym gryfonem, ale ogólnie widocznie... miał ostatnio mało wrażeń, hm. Bo przyjął do wiadomości treść listu, po czym zebrał się, spakował w plecak najpotrzebniejsze (jego zdaniem) rzeczy i ruszył we wskazane miejsce żwawym krokiem. Całą drogę zastanawiał się o co chodzi i w zasadzie to po cholerę lezie po jakieś magiczne artefakty (o ile są w ogóle prawdziwe), o których napisała mu listownie nieznana mu persona? Cóż, Reyes częściej działał niż się zastanawiał, więc efekty były widoczne gołym okiem.
Trochę się natrudził, aby się tu znaleźć, ale UDAŁO SIĘ. Nieco nieprzytomny chłopak, który ostatnio nic innego nie robi, jak tylko trenuje i próbuje zaimponować swojemu tymczasowemu szefowi, znalazł się we wskazanym miejscu. Wysłuchał tego, co ci goście mieli do powiedzenia i zamrugał ze zdziwieniem. Ci bardziej ogarnięci chwycili się już jakichś świstoklików, więc on bojąc się, że zostanie w tyle, podszedł w stronę starej parasolki i stanął przy niej wraz ze znanym mu osobnikiem (huh, nieustalone relki rlz).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freddie Holmes

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Galeony : 436
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9338-freddie-holmes#260217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9364-cyndzuch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9363-comme-on-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9397-freddie-holmes
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySro Sie 27 2014, 20:11;

Idę z: Romulus Pevensey

Jasne, że plotki, którymi żyje cały czarodziejski świat musiały przyciągnąć uwagę Freddie. W końcu to coś niezwykłego, nawet na czarodziejskie standardy. Holmes nigdy nie była specjalnie łasa na bogactwo, czy sławę. Mimo życiowego poukładania nie chce po prostu się nudzić, chce spędzić życie najlepiej, jak to możliwe. Poza tym lubi rzeczy niezwykłe, a rywalizację ma we krwi. Otrzymany list nieco wytrącił ją z równowagi. Czyżby jakaś masówka, zakamuflowana reklama? Przeczytała kilka razy wiadomość. Jak nic ktoś chce ją wplątać w coś podejrzanego, pewnie związanym z kamieniami. Zastanowiła się, przysiadłszy na stołku w kuchni. Zwykła, codzienna, znużona mina współlokatorki utwierdziła ją w przekonaniu, że a - to nie była wiadomość masowa, b - nie ma zamiaru skisnąć w tej szarej codzienności. Zerknęła na zegarek, dopiła herbatę, zgarnęła do torebki list i wyszła w pośpiechu, zakładając w locie sweterek.
Dość sprawnie znalazła się na Nokturnie, na którym spodziewała się znaleźć owy ślepy zaułek. Na powitanie listownego wielbiciela uniosła brwi i cofnęła się taktyczne dwa kroczki. Przybyła prawie równo z Romulusem, którego - po szybkim rozeznaniu - wyłącznie z tego towarzystwa kojarzyła. Raczej z rezerwą słuchała słów tego obdarciucha, w miarę monologu zbliżając się do znajomego. Gdy tamten skończył, bez wahania ujęła dłoń Romka, jednocześnie kładąc drugą rękę na lampie.
- No to w drogę. - mruknęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Viktor Knezevic

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyCzw Sie 28 2014, 13:24;

Idę z: Sebastianem!

Uniósł lekko brwi, czytając otrzymany przed chwilą list. Magiczny artefakt, o ogromnej sile... Cóż, nie da się ukryć, że zabrzmiało dość zachęcająco i choć Viktor nie miał pojęcia, kim jest nadawca, ruszył w stronę Śmiertelnego Nokturna. Nie znosił tego miejsca. Ludzie tutaj wyglądali dziwnie, miał nawet wrażenie, że wyraz pogardy i złości wpisany został w ich twarze. A atmosfera... Atmosfera idealna była dla takich właśnie ludzi. Można by odnieść wrażenie, że niechęć unosiła się w tutejszym powietrzu, a razem z nią wszystkie kłamstwa i przekręty. W każdym razie, Viktor na pewno tu nie pasował, choć sprawiał wrażenie pewnego siebie, idąc spokojnym, pewnym krokiem.
Kiedy dotarł na miejsce, jego oczom ukazała się spora grupka ludzi, których omiótł badawczym spojrzeniem. Dostrzegł znajomą twarz. Jego brat, Sebastian, najwyraźniej również dostał list. Viktor, niewiele się zastanawiając, stanął obok niego, przywitał ruchem głowy i lekkim uśmiechem, po czym uważnie wsłuchał się w słowa dwóch podejrzanych dość, mężczyzn. Kamienie Morgany, coś o nich słyszał, aczkolwiek nie był pewien, czy powinien w takie historie wierzyć. Tak, czy inaczej, właśnie miał wyruszyć na poszukiwanie jednego z nich. Bądź, co bądź, ich właściwości były z pewnością niezwykle pożądane, także przez Viktora. Może warto więc spróbować?
- Pozwolisz, że się przyłączę. - Rzucił jeszcze zanim chwycił dłoń brata, równocześnie drugą kładąc na podrobionym pucharze, który miał być ich świstoklikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Callisto Marquett

Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
Galeony : 2643
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980
http://signup.leagueoflegends.com/?ref=4f7eea9dc3ec4495404840
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyCzw Sie 28 2014, 23:38;

Idę z: Zachariasz

Zanim ostatecznie zdecydowała się udać do zaułka, przez jakiś czas zastanawiała się czy w ogóle powinna to robić. Była nauczycielką. Chodzenie w takie miejsca mogło okazać się ryzykowne dla jej posady. Co, jeśli komuś nie spodoba się fakt, że Marquett babra się w jakichś podejrzanych... sprawkach? Wizja odnalezienia tajemnych kamieni była kusząca. Na myśl o całej oprawie poszukiwań Callisto czuła jednak ten najgorszy rodzaj strachu, który sprawia, że twoje gardło zaciska się boleśnie i tracisz oddech. Czy jej ojciec mógł robić coś podobnego? Szukać kamieni? Handlować podróbami? Słyszała z raz czy dwa, jak z kimś o nich rozmawiał. Nie potrafiła jednak powiedzieć czy miały coś wspólnego ze śmiercią jej matki. Poza tym minęło tak dużo czasu... A on musiał zrobić coś znacznie gorszego, skoro tak bardzo chciał to ukryć.
Sowa zaskoczyła ją, kiedy Callisto wróciła do swojej sypialni po szybkim, chłodnym prysznicu. Chociaż miała zaledwie pół godziny, zdążyła jeszcze przemyśleć to i owo. Ubrała jedną z najprostszych czarnych sukienek przed kolano, jaką miała i, zakładając przed wyjściem ciemnozielony, skórzany płaszcz, opuściła swoje kwatery. Zaułek, w którym znalazła się niedługo potem, nie należał do najładniejszych miejsc, w jakich była. Przynajmniej chłód, jaki tam panował, idealnie pasował do jej nastroju. Na miejscu była już grupa osób, toteż cała sytuacja nie zdawała się nazbyt mroczna. Nie, żeby Callisto kiedykolwiek bała się takich miejsc. Radziła sobie w gorszych sytuacjach. Przywitała innych wyłącznie skinieniem głowy. Nie przyszła tu dla nich. Miała własne sprawy.
Teraz nie miała się już jak wycofać. Zresztą sama zdecydowała się tu w ogóle przyjść, więc czemu miałaby chcieć uciec? Nie była tak głupia, jak jej ojciec. Wiedziała, gdzie leżą granice. Jedyne, co nie odpowiadało jej w obecnej sytuacji, to miejsce, które zdecydowanie nie pasowało do kobiety jej pokroju.
Kilka osób miało już świstokliki. Kilka stało również w parach. Miała do wyboru dziewczynę w czarnej pelerynie, która wyglądała dość komicznie, zważywszy na tę sytuację, kreowaną na złowieszczą. Mogła również chwycić rękaw mężczyzny, który wyglądał, jakby towarzystwo było mu zdecydowanie nie na rękę. Czy to nie takich ludzi właśnie lubiła? Zajętych swoimi sprawami. Nie wcinających się w jej własne.
Zanim wybraniec zdążył się zorientować, zbliżyła się nieco i chwyciła nieszczęsny rękaw na chwilę przed teleportacją. Później będzie się martwić ewentualną potrzebą współpracy. Tymczasem pozwoliła swojemu ciału na swobodne przemieszczanie się do celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Kayden Stoddhard

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 35
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 116
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9421-kayden-stoddhard
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9430-tell-me-your-story
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9431-wpisz-sie-w-ma-kartoteke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9432-kayden-stoddhard
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPią Sie 29 2014, 11:36;

Mam prawie trzydzieści lat i jestem człowiekiem pracy. Czy na pewno powinienem bawić się w poszukiwanie artefaktów co do których istnienia nie miałem nawet pewności? Chciałem nawet w pewnym momencie zrezygnować i dać sobie z tym wszystkim spokój. Po co niby tracić czas, skoro mogłem siedzieć spokojnie w szpitalu i pomagać innym?
Me zdanie jednak zmieniło się całkowicie, gdy dostrzegłem czekającą na mnie w pokoju sowę. Szybko odczytałem list i bez chwili wahania postanowiłem pojawić się w wyznaczonym miejscu. Choć Śmiertelny Nokturn nie wydawał się być kuszącym miejscem do spotkań a list wysłał mi jakiś nieznany mi osobnik (a może znany, ale na razie pozostający anonimowy), już po trzydziestu minutach pojawiłem się na miejscu spotkania
Wysłuchawszy mowy mężczyzny, razem z Rhaneys zdecydował się na użycie kielicha bez dna. Miał tylko nadzieję, że właśnie ten świstoklik doprowadzi ich do prawdziwego kamienia. Choć znając jego szczęście, mogło być różnie...

Idę z: Rhaenys
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70560
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ślepy zaułek QzgSDG8




Specjalny




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPią Sie 29 2014, 12:20;

Gdy Roger zniknął, a wy zostaliście pozostawieni sobie na pastwę losu, zorganizowaliście się dość zręcznie, by wybrać swoje świstokliki i towarzyszów podróży. Nie czekając oczywiście na kolejne, dziwne spotkania z ludźmi, którzy obracają się na Nokturnie, każdy z Was dopadł do artefaktu, a te teleportowały Was do różnych miejsc, które były rozłożone niemal po całym Londynie. Musicie teraz zdać się na własną intuicję i przede wszystkim wskazówki jakie daje Wam los. Jeśli podejmiecie błędne decyzje ktoś z Was może umrzeć, ale spokojnie… Opatrzność jak na razie nad Wami czuwa. Wszystko jest zależne od tego, czy wszystko dobrze się potoczy, a przynajmniej na tyle, by nikt zbyt poważnie nie ucierpiał.
/zt dla wszystkich

Świśtokliki
stary but Zachariasz Smirnof i Callisto Marquett
kielich bez dna Rhaenys Marmouget i Kayden Stoddhard
parasolka Percival M. Follett i Jack Reyes
podrobiony puchar Sebastian Knezevic i Victor Knezevic
lampa naftowa Romulus Pevensey i Freddie Holmes


/zt dla wszystkich

______________________

Ślepy zaułek Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość
avatar

Ślepy zaułek QzgSDG8








Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPią Wrz 12 2014, 02:27;

Ludzie są jak szczury. Dać im orgazm, to jeść nie muszą. O ile Sweeney dobrze pamiętał, w historii mugoli była taka jedna akcja naukowa z pozamykanymi w klatkach gryzoniami i aparaturą imitującą pewien rodzaj przyjemności. Szczury zaorgazmowały się na śmierć mimo, iż obok leżało żarcie.
Sam Sween zaś w pełni poczuwał się do bycia takim szczurem. Mógłby się kochać i zapomnieć o bożym świecie, co przez pryzmat potrzeb ludzkich wydawało się dość nieodpowiedzialnym sposobem spędzenia wolnej niedzieli. Dałby sobie też głowę uciąć, że jego najlepszy kumpel nie odstawałby w tym, gdyby tylko przed nim położyć jedną dupę, parę nóg i zniewalających oczu. Doskonale go rozumiał. Frajer bo frajer, ale miał farta. No, ale wracając do teraźniejszości.
Kilka dni po wymianie uroczej korespondencji z Noelem koczował przy Śmiertelnym Nokturnie (4 biczyzzzz.) od strony bardziej przyjemnej, żując uparcie kolorowego żelka ze straganu nieopodal. Lubił ten rozrzut między legalnością i jej brakiem. Lubił stać na krawędzi nie definiując siebie poprzez żadną z ulic i mogąc zakładać się z samym sobą o to, w którą stronę pójdzie. Raz złapano go jak próbował nielegalnie baraszkować na ulicy, wtedy był jednak małym smarkaczem, który był ogromnie wdzięczny za łapy oficjeli zgarniające go w stronę światła. Pamiętał, że przestraszył się artefaktów wyglądających zza zakurzonych i spękanych witryn sklepowych, złych, acz ciekawskich spojrzeń wyzierających spod przydużych kapturów i ludzi nagabujących go o cel podróży. Tym właśnie różniła się Pokątna. Kiedykolwiek by tam nie zawitał, nikt nie robił sobie niczego z tego, że oto Sweeney postanowił przemaszerować się głównym deptakiem. Kiedy zaś pojawiał się na zakazanej odnodze nagle wszyscy uśmiechali się do niego w swój przerażająco pokraczny sposób i próbowali mu „pomóc” w jedynie sobie znanym celu. Dziś wyrósł ze strachu i wiedział już, jak zabezpieczyć się przed zbytnią ciekawością ludzi, których umysł zbyt głęboko przesiąkła czarna magia. Wpadłeś między wrony? Kracz jak one. Ubrany był bez wielkiego krzyku i zdominowany przez raczej ciemne, nie rzucające się w oczy barwy. Tym, co mogło ewentualnie rzucić się w oczy była wypchana po brzegi skórzana torba przewieszona przez ramię, z której wystawały strzępy szat w kolorze popiołu. Kilka zapasowych szkiełek tłukło się gdzieś pod nimi, ale miał to ewidentnie pomiędzy pośladkami. Oparty o murek stał pozornie znudzony i udawał, że nic ciekawego się dookoła nie dzieje. W gruncie rzeczy jednak spiął się lekko na myśl o tym, że przyjaciel mógł zrezygnować i nie powiadomić go łaskawie o nowym planie dnia, a przecież tyle od niego zależało. Sweeney machnął od niechcenia na powitanie jakiejś mordzie, która uśmiechnęła się do niego i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nie kto inny jak sam Noel Payne zmierza w jego kierunku. O no proszę, kolor maskujący wprost idealny na zakazaną ulicę! Szedł pajac luźno i bez pośpiechu zupełnie nie kryjąc się z tym, w którą stronę zmierza, chociaż skrawek Pokątnej pełen był ludzi, którzy mieli prawo i możliwość go rozpoznać, a potem zapytać „Co do chuja…?!”.
- Jesteś przykrą pizdą, ale nie wiedziałem, że aż tak.
Warknął na ciepłe powitanie, kiedy już zgarnął Noela za szmaty z zaułek i pchnął go na brudną ścianę. Fuuj, chyba nie chciał dowiedzieć się, co i kto na nią oddawał. Wyszarpał z torby materiał i wysupłał z zawiniątka jedną, dużą pelerynę. Rzucił nią w przyjaciela i sam przewiesił przez kark swoją szmatkę. Skąd wiedział, że ten będzie chciał wpaść zupełnie na hurra? Cóż, znał go trochę i wiedział, ile w nim ułańskiej fantazji. W tym duecie to niestety on musiał częściej myśleć. Noel za to zgarniał go do kupy, kiedy ten nie trzymał już fasonu, dlatego równowaga zachowywana była w najmniejszym nawet calu. Sweeney nie uskarżał się na psią robotę, poza tym miał dużo zabawy z kombinowaniem i robieniem sobie z kumpla żartów. Dla przykładu teraz… Skąd Noel miał wiedzieć, że tył jego peleryny zdobi osadzona na wysokości pośladków plama w kształcie dużej, męskiej dłoni? No właśnie… Znikąd. Znienacka. Ze strony cioci dobrej rady o imieniu intuicja, której mu wyraźnie brakowało, skoro pokazał swoją zakazaną mordkę na pierwsze lepsze szczeknięcie jakiegoś kundelka z rynsztoku.
- Mam nadzieję, że wziąłeś forsę. Srodze bym się obraził, gdybyś nie był w stanie postawić mi jakiegoś mocniejszego drinka na zakończenie tego jakże pięknego dnia.
Jak na zawołanie na początku wiecznie mrocznej ulicy coś huknęło, coś dupnęło i chmura chyba zdecydowała upuścić zebrane żale, bowiem jedynym, co wyjrzało z poszarzałego nieba było kilka kropel deszczu o wątpliwej czystości. Na gacie Morgany, czy w tej przeklętej części Londynu kiedykolwiek świeciło słońce? No cóż. Rzucił jeszcze okiem na kiełbaszącego się w nieco zbyt dużej pelerynie Noela, po czym zacisnął dłoń na torbie, wzruszył ramionami i zrobił pierwszy krok w kierunku uroczych zakamarków ciasnej i pozastawianej sprzedawcami nielegalnych dóbr ulicy.
Mieli farta. Nie wiedzieć czemu jakaś rodzinka z –letnim bachorem podążała przed nimi i skutecznie odwracała uwagę od wszystkiego dookoła. Sween odetchnął z ulgą i uskoczył między ludzi ciągnąc za sobą Noela jak szmacianą lalkę za naddartą rączkę. Wszystko poszło zgodnie z wcześniejszymi wyliczeniami i już po chwili mogli chłonąć niesamowity, mroczny nastrój nielegalnych interesów i wszędobylskich czarnych kapturów. Mrau, zabawę czas zacząć.
Powrót do góry Go down


Noel Payne

Nieokreślony
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 5
  Liczba postów : 506
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9444-noel-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9446-isowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9445-darmowy-seks-fajki-i-terapia-hipnoza#262654
http://czarodzieje.org/t9447-noel-payne#262687
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPią Wrz 12 2014, 12:20;

Ze szczura Sweeney miał coś jeszcze. Bywał wredną gnidą. Zresztą i to było za mało. Ładniej byłoby go określić przez pryzmat chińskiego horoskopu, w którym szczur odgrywa niemałą rolę. Charakteryzuje się przecież, o dziwo, wielkim urokiem osobistym i inteligencją, wdziękiem i nienagannymi manierami z ciętym językiem, który jest w stanie dotknąć każdego, jeśli tylko ma ochotę. Chciałoby się rzec, cały Sweeney. Ale i ze szczura miał coś Noel, gdyby spojrzeć na cechy czarującego uwodziciela, który cenił sobie wygodę, luksus i towarzystwo intrygujących jednostek, bo nie znosił nudy i monotonii, a wiele osób o pięknie brzmiących imionach niestety nie miało sobą nic do zaoferowania. Był też niesamowicie przebiegły, a jego analityczny umysł nieubłaganie oceniał innych, poddając ich w myślach nieraz ostrej, nie zawsze sprawiedliwej krytyce. W niektórych aspektach byli różni, w innych podobni i być może dlatego się tak dobrze dogadywali, a sam fakt, ze Sweeney był bratem kobiety, którą posuwał i kochał Noel miał tu niewielkie znaczenie. Mógł być jedynie dodatkiem do całej tej paczki, którą raz za razem otwierali w poszukiwaniu nowych prezentów.
Szedł nieco leniwym krokiem, bo nie działo się nic, co zmuszałoby go do pośpiechu, ale zbyt wolnym, by sprawiać wrażenie umówionego, a przecież był już dawno spóźniony. Żadna nowość przecież. On miał zawsze czas na wszystko. Sweeney, biedak, musiał się nastać przy nokturnie i podążać myślami gdzieś w filozoficzne wywody i mało przyjemne wspomnienia, by umilić sobie czekanie. Ot, co. Gdy tylko go dojrzał uśmiechnął się przeciągle i rozejrzał dookoła, by stwierdzić ostatecznie, że nikt go nie śledzi ani specjalnie mu się nie przygląda. Miał to do siebie, że zwracał uwagę i przyciągał ciekawskie spojrzenia. To po prostu wynikało z jego osoby, jak fakt, że kwiaty pachną przyciągając owady, czyli było nieodłącznym aspektem jego natury. Dlatego nie przejmował się z tym zawczasu, podobnie jak tym, gdzie się znajdują, bo przecież Pokątną znał od podszewki(nie umiał zliczyć ile razy zdarzyło mu się pomylić drogę zachodząc w stronę nokturnu, nieco pod wpływem, by spotkać się z nieprzyjemnym czarodziejem cuchnącym czarną magią na kilometr). I choć nie mogli specjalnie rzucać się w oczy, miał przeczucie, że przyjaciel dobrze o to zadba.
— Przykrą ze względu na to, że jebie mnie to, jak długo na mnie czekasz, czy, że prezentuję się lepiej od ciebie? Znowu — dodał ciszej, przekrzywiając głowę, by zmierzyć go lekceważącym spojrzeniem. Szybko się jednak uśmiechnął i chwycił szmaty, które mu zaserwował, po tym jak odepchnął go od siebie i oderwał się od śmierdzącej szczochami ściany. Narzucił na siebie pelerynę, która była za duża i całkiem brudna, ale nie zwracał na to uwagi. Raz, że dla niego najważniejsza była wygoda, bo i tak wszystko, co na siebie wrzucał dobrze prezentowało się na jego szczupłym ciele, a dwa, czarodzieje, którzy opuszczali Śmiertelny Nokturn wyglądali znacznie gorzej. Ich szaty były stare, zakurzone, poszarpane przy końcach, jakby dopiero co, stoczyli walkę z jakimiś ciemnymi mocami. Nie chciało się patrzeć w ich twarze, ani zaglądać w ich puste oczy, które świdrowały uważnie każdego obcego, który kroczył ulicą. I to właśnie ich czekało, lecz kto by się przejmował, jeśli na horyzoncie błyszczał gigantyczny neon FUN.
A Sweeney dbał zawsze o każdy szczegół i pamiętał o najistotniejszym, kiedy Noel zapominał, lub nie przywiązywał do tego wagi. Dlatego właśnie był tak dobrym przyjacielem. Kiedy trzeba było myślał za nich dwóch, co wbrew myślom Henleya, Noel doceniał. On sam miał zabójcze pomysły, swoim sprytem i kreatywnością był w stanie dostać się tam, gdzie chciał i wziąć to, co zamierzał, lecz prawda była taka, że bez błyskotliwości krukona byłoby to znacznie mniej prawdopodobne, a czasem prawie niemożliwe. Po prostu był pieprzonym ogarniaczem w tym związku, gdy ten drugi działał po wpływem intuicji.
— Forsę?— powtórzył po nim, unosząc brwi, lecz zanim odpowiedział uniósł głowę, by spojrzeć na ciemniejące z każdą chwilą burzowe niebo. Cóż, pogoda w Londynie ich nie rozpieszczała, ale niemalże brzmiało jak zła wróżba, ostateczne ostrzeżenie zanim wejdą na ulicę, która nie słynie z mroku i nieszczęścia. — Pięknego z pewnością. — Powrócił do niego wzrokiem i wzruszył ramionami od niechcenia. — Jakbym ci powiedział, że wziąłem to pierwsze skierowałbyś swoje kudlate cztery litery do pubu, więc rozejrzymy się, a później… na zakończenie tego jakże pięknego dnia, wlejemy w siebie ognistą — mruknął, małpując ton jego głosu, a po chwili poczuł szarpnięcie w ciemność.
Tutaj słońce nawet jeśli świeciło nad Londynem po prostu nie dochodziło. Ciemność i mrok spowijał alejki, które jakby robiły się powoli oraz węższe i ciaśniejsze. Robiło się coraz bardziej pusto, cicho, jakby ten szmer z Pokątnej zostawał gdzieś za ich plecami.
Wyszarpał się Henleyowi, gdy już znaleźli się na nokturnie, bo nie znosił, gdy to robił. Wlókł go za sobą, geez. Gdy tylko ten odwrócił się, by zmrozić go spojrzeniem, posłał mu wymowny uśmiech i wywrócił oczami, idąc za nim krok w krok. Cóż, każdy lubi co innego, lecz jemu się to miejsce podobało. Zalatywało śmiercią, czarną magią i wszystkim, co niedostępne dla takich młodych czarodziejów jak oni. Ale tu nie o możliwości chodziło, a raczej swoisty klimat, jaki tu panował. Śmiertelnym Nokturnem i wiedźmami, które się tu pałętały straszono dzieci czarodziejów. Wpajano im, ze jeśli nie będą się słuchać trafią tutaj i nigdy nie wrócą do domu. Ale Payne nigdy się nie bał tego miejsca. Wręcz przeciwnie, budziło w nim nieokiełznaną ciekawość. Uwielbiał historie, które opowiadała mu Sonia, o czarnej magii, złych czarodziejach, przekleństwach i karach jakie spotykają zbłąkane tu przypadkiem dusze. Dlatego przyglądał się wszystkiemu z zainteresowaniem, unikając w ten sposób obserwowania nieatrakcyjnej dupy Sweena.
Gdy dotarli do wąskiego skrzyżowania ulic, zatrzymał się tuz przy murze, o który oparł się i obrócił głowę w bok, by spojrzeć w głąb szerszej , po której przenikały postacie, sunąc niczym cienie.
— To tędy – skinął głową, nie patrząc na przyjaciela i przygryzł policzek od środka, uważnie przyglądając się otoczeniu. Często to robił. Obserwował miejsca i zachowania innych ludzi, analizując je i przyjmując do siebie, by jak najlepiej wtopić się w tłum, gdy była taka potrzeba. Kroczenie ulicą nawet ze zbyt głośną rozmową ściągnęłoby na nich niebezpieczeństwo, a ostatnim czego było im potrzeba były jakieś obce, wstrętne łapy, chwytające ich za kark. Gdzieś w mroku kołysał się drewniany znak przypominający fiolkę w uściskach węża, na czym spoczął noelowy wzrok na dłużej. Teraz wystarczyło tylko czmychnąć cichaczem i zniknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość
avatar

Ślepy zaułek QzgSDG8








Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPią Wrz 12 2014, 23:35;

Pierwszy raz czekał i pierwszy raz stwierdził, że nigdy więcej nie zaciągnie nikogo na misję ratowania świata. Zapomniał, że jeżeli coś miało być zrobione dobrze, to powinien zrobić to sam. Wiedział, że Payne może nawalić z czasem i w każdej innej okoliczności machnąłby na to ręką i sobie poszedł, dziś jednak stawka była zbyt wielka, by mógł sobie darować potencjalnego tragarza, czujkę, czy chociażby kozła ofiarnego. Co można robić na zakazanej dzieciom ulicy? Zakazane rzeczy, moi drodzy. Nie, nie szedł na kurwy, ani nawalić się jakimiś podejrzanymi, perskimi specyfikami prosto od kupca. Był grzecznym chłopcem, postanowił więc skierować swoje kroki w miejsce najczęściej oblegane przez niego na każdej innej ulicy. Hehe, zapalony mistrz eliksirów i jego chcica na ingrediencje. Gdyby jakoś ubrał to w słowa mógłby zbić niezły majątek na wydawaniu książek dla nieszczęśliwej, angielskiej młodzieży.
- Uuu, faktycznie Ci do twarzy. Obróć no się... Stary, zmień styl. Laski na to lecą.
Parsknął w jego kierunku i otaksował go spojrzeniem. Cóż… Noel nie prezentował się w pelerynie jak ktoś, z kogo chciałoby się ją zedrzeć. Po pierwsze dlatego, że ta nie była ostatnim krzykiem mody, a odkupionym od jakiegoś dziwaka bublem za grosze, po drugie, because fuck him, that’s why. O ironio, jego przypudrowany nosek zginął pod kapturem, Sweeney zaś upewnił się, że nie wyglądają AŻ TAK podejrzanie i ruszyli, jak to było wcześniej pięknie opisane.
Noel zaś popełnił podstawowy błąd w kombinowaniu. Domyślił się, gdzie zmierzają i chciał od razu skierować kroki do apteki, powstrzymany jednak przez kumpla zachwiał się i musiał zmienić kierunek. Przeszli się dalej, zupełnie jakby krążyli bez celu, bądź potrzebowali czegoś z drugiego końca ulicy. Następnie pokonali tę samą trasę, tym razem jednak zatrzymując się na chwilę pod Nogginem i Boncem, by kontemplować wystawione na witrynie zasuszone główki. W sumie kurde, zarąbisty breloczek do torby. Sween nerkę Noela by oddał za taki. Szczególnie spodobała mu się taka jedna z dwukolorowymi tęczówkami i zebranymi ciasno włosami na czubku głowy, wykrzywiona w grymas totalnej złości przemieszanej z szałem. Śliczna, urocza, brałby bez zastanowienia. Spojrzał niepewnie to na kumpla, to na główki, po czym z rozgoryczonym warkotem ruszył dalej, ponownie w kierunku początku Nokturnu.
Pech chciał, że w pewnej chwili spotkali na swojej drodze rosłego, acz przygarbionego czarodzieja o aparycji rodem z Azkabanu. Sweenowi zdawało się, że obserwował ich bacznie jednym okiem i szczerzył pożółkłe zęby w groteskowej parodii miłego uśmiechu już od jakiegoś czasu, jednak głowy nie dałby sobie odciąć. Wyglądał na takiego, co chętnie by ich zaczepił i wypytał o to i owo. Zupełnie, jakby dojrzał, że nie są stałymi bywalcami i mogą starać się unikać kłopotów. Intuicja, czy nie, z oceną trafił przecież dobrze. Chłopak zauważył też, że przy nogach kręci mu się wychudzony stary kundel z sierścią skołtunioną w miejscu, gdzie kiedyś pewnie lśniła piękna kryza. Pies warczał w ich kierunku i niebezpiecznie zbliżał się z okolice nie okrytych niczym poza spodniami nóg. Wyjściem z sytuacji zapewne byłoby szybkie oddalenie się w inne miejsce, jednak problem był taki, że do wyboru mieli jedynie wyjście z Nokturnu na Pokątną i wizję kolejnych prób dostania się tam, bądź minięcie olbrzyma w buraczkowej, potarganej szacie. Sweeney’owi nie umknęło też, że trzymał on w pogotowiu własną różdżkę, więc pewnie byłby w stanie odbić pierwsze zaklęcie. Warto ryzykować? Spektakularna walka na magiczne kijki mogłaby przyciągnąć zbyt dużą uwagę, skąd niedaleko było do wywalenia ich w bardziej przyjazne strony, gdzie nielegalne jest jedynie naplucie na goblina w Gringocie.


hehehe:


Rzuć kostką przyjacielu i obaj musimy zastosować się do tego, co wyjdzie. Rzucasz także w razie udziamania i pamiętaj – moje nogi to świętość!


1,4 – Dobywamy różdżek na „trzy-czte-ry” i uśmiechamy się w kierunku nieznajomego wyraźnie dając mu do zrozumienia, że nie przestraszymy się jego parszywej gęby chyba, że wystawi ją nam przez okno wieczorową porą. Czarodziej wyraźnie nie spodziewał się po dwójce przybyszów takiej pewności siebie i zdecydowania, dlatego wsuwa różdżkę za pas, łapie kundla za ucho i przyciąga do nogi. Pies piszczy i warczy, ale staje i jedynie rzuca naokoło oskarżycielskie spojrzenia. Przechodzimy spokojnie i udajemy się w kierunku apteki, ale jeszcze NIE do niej.


2,5 – Nie do końca wiemy, co z tym fantem zrobić, bo nie uśmiecha nam się próba ominięcia mężczyzny i wystawienia się na działanie jego rąk, czy różdżki. Na niezwykle uprzejme „Czego tu?” milczymy zawzięcie, jednak na wyciągniętą w naszym kierunku rękę wielkości patelni sypiemy dla świętego spokoju 10g opłaty za przejście. Możemy iść dalej, tym razem jednak powinniśmy przygotować profilaktycznie jakieś zaklęcia na podobne sytuacje, bowiem takich ludzi jest tu zapewne więcej.


3,6 – Pies zbliżył się na tyle blisko, że zdołał wgryźć się z wyskoku w nogę jednego z nas (parzyste – Noel, nieparzyste – Sweeney) co wywołało małe zamieszanie. Kopnięty w żebra co prawda puścił i z piskiem uciekł w zaułek, jednak wkurzony na nasze zachowanie właściciel psa nam już nie popuści. Nagle dookoła zebrał się mały tłumek zaciekawiony zwrotem akcji, zaś grubas zaczął wykrzykiwać obelgi w kierunku wszystkiego, co żyje. Wskazał na nas palcem, ale nas… Już tam nie było. Wykorzystaliśmy okazję by wtopić się w tłum i czmychnąć, jednak jeden z nas kuleje i wypadałoby się nim chyba zająć w jakimś spokojniejszym miejscu. Spryt i inteligencja mode, ale jakim kosztem…

Powrót do góry Go down


Noel Payne

Nieokreślony
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : Hipnoza
Galeony : 5
  Liczba postów : 506
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9444-noel-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9446-isowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9445-darmowy-seks-fajki-i-terapia-hipnoza#262654
http://czarodzieje.org/t9447-noel-payne#262687
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyNie Wrz 14 2014, 16:22;

#1

Misja ratowania świata brzmi całkiem… hollywoodzko, ale przecież to, co robili na Nokturnie nijak miało się do światowego kina akcji(którego de facto Noel i tak nie znał, bo nie zajmował się skretyniałymi filmami jarającymi mugoli). Na tragarza też się nie nadawał, bo nie miał torby. Na szczęście Sweeney miał i wszystko, co mogli nabyć w tym zakazanym miejscu miało do niej trafić. Ewentualnie do kieszeni powiększanych jakąś magiczną frazą, przypominająca zaklęcie. W ogóle rola Henleya była nieoceniona. Skromniś z niego, doprawdy. Odpowiadał za całą akcje. Miał wcześniej wspomnianą torbę, przygotował kamuflaż ze starych, łachów, a w głowie gdzieś tam zradzał mu się plan. Do czego był mu jednak potrzebny Noel, skoro tak świetnie sobie radził? Do dobrej zabawy przede wszystkim, do myślenia i sprytnego wychodzenia cało z tarapatów, a może przy odrobinie szczęścia hipnotyzowania czarodziejów, którzy im zagrażają. Ale to tylko wtedy, gdyby czas był ich sprzymierzeńcem, dając szansę na poddanie wątpliwie dobrych czarodziejów urokowi.
— To wszystko dzięki tobie — rzucił od niechcenia, jedynie po to, by nie być takim fiutem, który go całkowicie ignoruje. Bo w gruncie rzeczy nie przywiązywał wagi do tego, co nosił. Najważniejsza była dla niego wygoda. Jakiś tam gust miał, ale zwykle opierało się to o koszulki, bluzy, dobrze dopasowane i te zsuwające się z tyłka dżinsy. Daleko mu było do elegancika Henleya, który albo spędzał godziny przed lustrem dokonując boskiego aktu stworzenia, kreując coś z niczego albo miał wrodzony talent do łączenia stylowych ciuchów. Cóż, nigdy nie zamierzał mu tym dorównywać, a sam… nigdy nie narzekał na swój wygląd. We wszystkim, co na siebie zarzucał wyglądał dobrze, nawet w poplamionej pelerynie. To wynikało z jego uroku osobistego i nawet jeśli na pierwszy rzut oka mógł w tym kapturze wyglądać jak bezdomny Rumun, szukający w koszu żywności, gdy tylko się odzywał jego osoba nabierała nowego znaczenia. Był definiowany już nie tylko przez ubiór, ale przenikliwe spojrzenie, szelmowski uśmiech i sposób mówienia.
Spojrzał z niewypowiedzianym pytaniem na Sweeneya, który szarpnął go w inną stronę, jakby miał ochotę przeciągać ich wspólną randkę jak długo tylko się da. Może jednak się pomylił i wcale nie zmierzali tam, dokąd mu się wydawało, a Sweeney miał zupełnie inne plany co do ich wizyty tutaj. Trudno mu było jednak uwierzyć w to, mając doskonałą intuicję i znając charakter Sweena.
Gdy w końcu stanęli przed rosłym czarodziejem, którego gębę definitywnie widział na jakimś plakacie gończym, wydał z siebie zduszony jęk niezadowolenia. No bo, kurwa, wpadli jak śliwki w kompot. A do tego też kundel, pałętający się u nogi. Miał ochotę go kopnąć, ale wiedział, że to nie skończy się zbyt dobrze. Zerknął na swojego przyjaciela, wymieniając z nim porozumiewawcze spojrzenie i w jednym momencie obaj wyciągnęli swoje różdżki, celując wprost na szemranego typka. Nie, o co to nie! Jeśli myślał frajerzyna, ze pójdzie tak łatwo to się pomylił. Cokolwiek chciał zrobić musiał zrezygnować z tego pomysłu i zabrać im spod nóg tego śmierdzącego zwierzaka, który warczał jak traktor. Przyciągnął go do siebie, niedelikatnie szarpnięciem za ucho, a jego jęki przyciągnęły bardziej niezadowolone niż ciekawskie spojrzenia przechodniów. Cóż, nie było przecież w tej sytuacji nic dziwnego, potyczki na Nokturnie to raczej szara codzienność. Tu zawsze ktoś miał do kogoś problem, ale wygrywali silniejsi. Lub szybsi, tak jak w tym przypadku.
Obaj młodzi mężczyźni wsunęli różdżki za pazuchy, mijając rzucającego bluźnierstwami pod nosem faceta, wciąż trzymając palce na swojej broni. Cóż, na wszelki wypadek. Dopiero, gdy znaleźli się kilka metrów od niego, Noel obrócił się delikatnie, by przez ramię upewnić się, ze nie strzeliło mu nic durnego do głowy i nie postanowił ich śledzić. Noel może i mógł w tych łachach przypominać typa spod czarnej gwiazdy, kiedy jego wilgotna z powodu zbyt ciężkiego powietrza grzywka wpadała mu do przymrużonych oczu, a usta układały się w grymasie niezadowolenia. Sweeney był zbyt przystojny i przemyślany by z taką łatwością wtapiać się w tłum. Bardziej przypominał szpiega, dystyngowanego bogacza, który zjawił się tutaj w celu spieniężenia swoich drogocennych skarbów. Ale może dzięki takiemu połączeniu udało im się jakoś wmieszać wśród tych innych podejrzanych czarodziejów, którzy w ciemnych pelerynach i potarganych kapeluszach mijali ich w śmierdzącym i cuchnącym zgnilizną przejściu.
— Zaczyna się całkiem wesoło — rzucił pod nosem, zerkając na kumpla i westchnął ciężko, dostrzegając ponad głowami ludzi ten sam drewniany znak, który wcześniej mu wpadł w oko. Spojrzał na Sweeneya z politowaniem i niezrozumieniem, unosząc wysoko brwi, bo przecież domagał się sensownych wyjaśnień. — Chciałeś zgubić ogon tym wężykiem alejek, czy po prostu chciałeś pozwiedzać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość
avatar

Ślepy zaułek QzgSDG8








Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPon Wrz 15 2014, 14:34;

Noel nie musiał się obawiać o swój stołek. Mógł być całkiem pomocny w wielu sytuacjach, zważywszy przede wszystkim na to, jak ograniczony wybór w doborze towarzysza miał Sweeney. Zasadniczo dokonywało się to tak: Sween musi coś zrobić, ale totalnie nie chce działać sam, więc rozważa, kogo by tu pociągnąć za sobą, gdyż w kupie siła. Eiv odpadała w przedbiegach. Pomijając to, że wyśmiałaby go na samym początku, a potem poszła w swoją stronę, była jego siostrą i wolałby, żeby bawiła się bezpiecznie we własnym gronie (hahaha, bezpiecznie, wiem wiem…) znajomych. Jedyne opcje, które mu pozostawały to „Payne frajer” i „cudownyNoelwłaśnieczegośodniegochcę”. Pamiętając zaś o tym, że to jedna i ta sama osoba – tak, Ślizgon definitywnie był przydatnym stworzeniem. Nie to, że Henley nie obracał się w towarzystwie, czy nie miał znajomych… Nie ufał im jednak na tyle, by móc powierzyć ochranianie własnej dupy przed niebezpieczeństwami świata zewnętrznego. Payne szczęściarzu – to Twój dzień!
Nic nie odpowiedział kumplowi, ewidentnie go ignorując i przewracając jedynie niebieskimi oczętami w formie niewerbalnej odpowiedzi. Przygoda z czarodziejem i jego prawdopodobnie małoagicznym kundlem wytrąciła go nieco z równowagi. Okej, spodziewał się, że Nokturn do najbezpieczniejszych nie należy i warto brać poprawkę na wszelkie niedogodności związane z podejrzanym towarzystwem na ulicy, nie podejrzewał jednak, że pech dorwie ich tak szybko. On sam w pierwszej chwili zupełnie nie wiedział, co ma począć. Bardzo możliwe, że pies zareagował w ten sposób właśnie dlatego, że znalazł się w pobliżu pięknych nóg Sweena, a wiadomo, jaki zwierzęta mają do niego stosunek. Nawet, jeżeli nigdy nie zdarzyło mu się dręczyć jakiegoś biednego kociaka, czy rzucać kijami w psa – nie był ich ulubionym towarzyszem. Ponoć zwierzęta wyczuwają złych ludzi, hehs. Lancelot był inny. Póki był miziany i dopieszczany, miał totalnie wyjebane. Sweeney doceniał to i robił co tylko mógł, całą swoją miłość przelewając w miniaturowe ptaszysko. Sowa zastępowała mu wszelkie dogodności związane z posiadaniem w domu szczurków/wężyków/kiciów/piesiów i innych dziecięcych zabawek. Noel zaś zastępował mu wszelkie profity posiadania grona dobrych znajomych. Uch, Sween był tak kontent, jak tylko mógł.
Jednak poradzili sobie i to nawet o dziwo całkiem sprawnie, toteż mogli kontynuować swą wędrówkę, tym razem zbliżając się w pobliże apteki, gdzie Noel znowu zaskoczył Sweena swą niewątpliwą błyskotliwością.
- Szukam zaułka z dobrą ścianą, żebym mógł Cię na niej zerżnąć, Payne. Bądź cierpliwy, albo się znudzę i Cię wkopię na jakiegoś grubasa z różdżką, a wtedy radź sobie sam.
Sweeney był świadomy tego, że nawet, jeżeli nie wyczuwało się ogona, zawsze istniała możliwość, że ktoś nimi zainteresowany zacznie łazić im po końcach peleryn. Chciał zminimalizować ryzyko, więc pałętał się niby to bez celu, a jednak rozglądając się ukradkiem na boki i kiedy jego towarzysz bawił się w najlepsze, jego umysł pracował. Och, jakże przyjemnie musi być w zielonym domu! Jeżeli codzienne byli tacy beztroscy, Henley nie dziwił się, że zdobyli swą „dobrą” reputację. W końcu inteligentne to nie było, hehe. W obliczu niepewności kumpla postanowił jednak porzucić ostrożność i jednak udać się tam, gdzie zmierzali już od dobrych kilkudziesięciu minut. Uśmiechnął się do niego szeroko, złapał go za poły brudnej peleryny, przyciągnął do siebie i głosem najbardziej uprzejmym, na jaki było go stać szepnął:
- Bezoar i łzy feniksa. Kamyk jakoś dorwiesz, tu masz fiolkę na drugie.
Wygrzebał ze skórzanej torby maleńką, kryształową fioleczkę wypełnioną do połowy klarownym płynem, którą wsunął Noelowi do kieszeni. Zaraz potem puścił go i wyszedł z tłumu, wbijając się wprost w paszczę lwa. Wolał, żeby nie wchodzili razem, wzbudziliby bowiem tym zbyt wielkie zainteresowanie. Skinął głową ponuremu aptekarzowi i prawie od razu przeszedł do ataku, zgarniając go do kontuaru i dbając o to, by wymienił mu rodzaj każdej żaby, której skrzek tu posiadają. Bądź co bądź to było dość istotne, prawda? Wskazał jeszcze palcem nad głowę chudego mężczyzny i zagaił o magiczne włosy, które wystawiono tam w puklach. Nigdy nie widział testrala, zatem był nawet szczerze zainteresowany jego grubym, brzydkim włosiem.

kradziej:


1,4 – Pierwszym, co robisz po wejściu do apteki jest upewnienie się, że poza sprawdzeniem kto zaś, sprzedawca nie przejawia większego zainteresowania Twoją osobą. Zaraz potem zgarniasz z misy wystawionej przy magicznych minerałach dwa małe bezoary i wsuwasz je do kieszeni. To Twój szczęśliwy dzień, bowiem okazuje się, że nierozważny sprzedawca niczym nie zabezpieczył wystawy kryształowych fiolek. Wymieniasz swoją buteleczkę na jedną ze sklepu, po czym chowasz w kieszeni pod peleryną i odchodzisz kawałek, by zawołać chudzielca. Ten podchodzi i objaśnia Ci, czemu Łuski Chimery są takie drogie!

2,5 – No, powiedzmy, że coś Ci się powiodło. Zgarnąłeś bezoar bez większych problemów, jednak w momencie, gdy podszedłeś do wystawki z drogocennymi łzami, Twoją uwagę przykuło dziwne zaklęcie broniące ingrediencji. Nie poradziłbyś sobie z tym bez robienia cyrków dookoła, zatem rezygnujesz, za to starasz się pomóc koledze zdobyć korzeń asfodelusa.

3,6 – Klapa, przyjacielu. Wsadziłeś łapę do misy z bezoarami, a te zaczęły gryźć Cię po palcach. Okazuje się bowiem, że na ingrediencjach znasz się jak pies na kolorach, toteż pomyliłeś kamyki z na wpół żywymi kąsaczami opancerzonymi. Jak oparzony wyciągasz rękę, zwróciłeś jednak zbyt wielką uwagę. Dziś nici z łupu, ale przynajmniej nikt z ministerstwa nie zgarnął was za próbę kradzieży. Zwialiście jak niepyszni, popędzani złorzeczeniami sprzedawcy i światełkami tryskającymi z końca jego topornej różdżki.


/zt x2
Powrót do góry Go down


Shenae Halvorsen

Student Ravenclaw
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172.5cm
C. szczególne : zimne, zdystansowane spojrzenie
Dodatkowo : ścigająca, kpt
Galeony : 4500
  Liczba postów : 2821
https://www.czarodzieje.org/t7146-shenae-d-angelo#204090
https://www.czarodzieje.org/t7148-shenae-d-angelo#204119
https://www.czarodzieje.org/t7147-shenae-d-angelo#204112
https://www.czarodzieje.org/t7244-shenae-d-angelo#204981
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptyPią Mar 11 2016, 22:39;

Pojedynek II

@Percival M. Follett vs @Javier Jesús Hawkes
wraz ze wszystkimi zainteresowanymi!

Macie 3 dni od dnia jutrzejszego na podjęcie się udziału w pojedynku. Po tym czasie osoba, która się nie zjawi, przegrywa w tej rundzie walkowerrem. Rozrywacie po I turze pojedynku, z podsumowaniem czekając na interwencję MG. Zaczyna dowolna osoba z pary!


Próg punktowy: 7
zasady gry | kostki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31338
  Liczba postów : 70560
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ślepy zaułek QzgSDG8




Specjalny




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySob Mar 12 2016, 02:18;

@Tom Falk, @Katja Beelund, @Vlad C. I. Tudor, @Katherine Abbott i w końcu @Alexis Sky otrzymali tajemnicze przesyłki od jeszcze bardziej tajemniczego nadawcy. Paczuszki mieściły w sobie drobne upominki, które jak się okazuje… były świstoklikami! Zanim się spostrzegliście, teleportowało was w bardzo ciemne miejsce na mrocznej ulicy Nokturnu. Katja nieszczęśliwie wpadła wprost na Vlada deportując się dosłownie na jego stopach, natomiast pozostałych obecnych kopnął zaszczyt przeczytania krótkich notek, w jakie teleportowały się trzymane przez nich przedmioty. Zwitki papieru głosiły jedną krótką informację:

Ukończyłeś już 18 lat? Nie czekaj, już teraz dołącz do Ulicznego Klubu Pojdynków lub poznaj zemstę organizatorów! Niech Ci przez głowę nie przejdzie, żeby mielić komuś dalej jęzorem o tym tajnym przedsięwzięciu. Mamy swoje sposoby, żeby zachować Twoje milczenie.
Opator Imprezy


Była to najzwyczajniejsza w świecie reklama, promująca nielegalne pojedynki. Kto by pomyślał. Widocznie klub nie zarabiał sam na siebie, potrzeba było więcej uczestników, którzy wyrzucą na niego 30 galeonów wpisowego.

______________________

Ślepy zaułek Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alexis Sky

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883
Ślepy zaułek QzgSDG8




Gracz




Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek EmptySob Mar 12 2016, 03:05;

Dzień jak co dzień. Alexis wróciła z Hogs Cafe do domu i tam rozłożyła się plackiem na łóżku uprzednio zrzucając dżinsy i koszulkę, zamiast tego naciągając zdecydowanie na nią za duży męski t-shirt. Wsadziła papierosa w usta i dopiero po chwili zorientowała się, że czeka na nią paczka. Wchodząc rzuciła ją na stolik i na chwilę o niej zapomniała. Wzdychając lekko uniosła się z łóżka. Początkowo miała zostawić sobie otworzenie paczki na później, ale ciekawość zwyciężyła. Wcisnęła więc stopy w swoje domowe trampki przygniatając piętami ich końcowa zabudowę i ruszyła do kuchni. Skiepowała do popielniczki i ponownie włożyła fajkę do ust, po to, by mieć obie dłonie wolne. Już po chwili jej oczom ukazała się porcelanowa figurka. Z uniesioną brwią złapała ją, by podnieść ją na wysokość oczu i dokładniej zbadać, jednak w chwili, gdy dotknęła przedmiotu poczuła w pępku szarpnięcie i już wiedziała, że za chwilę będzie na bank poza swoim domem.
Ciemność. to pierwsze dopadło Alexis. Dopiero po chwili i szelescie zrozumiała, że nie jest sama, a gdy już jej zmysły powróciły na swoje miejsce uświadomiła sobie, że stoi w jednej z uliczek Nokturnu.
Porcelanowa laleczka, którą jeszcze przed chwilą trzymała zmieniła się w kawałek papieru, który Alexis przeczytała. Jej brew ponownie i samoistnie uniosła się ku górze.
-Serio?-wymruczała ni to do siebie, ni to do kogoś. Że też ją wyciągnęli z ciepłego domku w samych majtkach i nie swojej koszulce by zareklamować uliczne pojedynki. Przecież już się na nie zapisała. Co oni, nie odhaczają tego, czy co? Była zła. To z pewnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Ślepy zaułek QzgSDG8








Ślepy zaułek Empty


PisanieŚlepy zaułek Empty Re: Ślepy zaułek  Ślepy zaułek Empty;

Powrót do góry Go down
 

Ślepy zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Ślepy zaułek JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
smiertelny nokturn
-