Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość


Dahlia E. Slater
avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : -2
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty23.03.13 15:29;

First topic message reminder :


Piekarnia i cukiernia
u Pani Chambers


Kiedy tylko wejdziesz do środka, od progu uderzy cię smakowity zapach pieczonego chleba i słodkich ciasteczek. Zaraz po tym dojrzysz przed sobą masę półek i lodówek z najróżniejszymi smakołykami - od zwykłej bułki przez słodycze dla dzieciaków aż po wykwintne torty na przyjęcia. Jeżeli postoisz jeszcze chwilkę, w mig dopadnie cię pani Chambers witając się z tobą jak ze starym, dobrym znajomym! Zapewne zapyta cię o samopoczucie i zaproponuje kilka produktów dnia. I nie zdziw się, kiedy zaprosi cię na pogawędkę do jednego ze stoliczków - to bardzo energiczna i przyjazna kobieta. Kiedy coś jej zostanie z dnia, część rozdaje najbliższym, a część zanosi biednym i potrzebującym. Ma tylko jedną wadę - straszna z niej plotkara! Dlatego nastawiaj uszu, kiedy siedzisz w tym przytulnym miejscu i zwierzasz się swojej przyjaciółce z problemów - kiedy pani Chambers pojawi się na horyzoncie, twoje sekrety mogą polecieć dalej w świat!

Cytrynowy Raj
Malinowy Chruśniak
Smocze espresso
Chochlikowe cappuccino
Bazyliszkowe Macchiato
Syrenie Latte

Eklerki, pączki, ptysie, rurki z kremem
Kremówki, wuzetki, muffinki, mini tarty
Sernik, szarlotka, brownie, ciasto kajmakowe
Ciastka do kawy
Drożdżówki, jagodzianki, słodkie bułeczki z nadzieniem
Trójkąty z ciasta francuskiego z nadzieniem
Croissant z czekoladą, konfiturą, musem owocowym
Bagietka, świeże pieczywo, gorące bułki
Tort pieczony na zamówienie

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty13.10.19 22:46;

Oparł się łokciami o ladę, pochylając w stronę Puchonki. Przypomniały mu się słowa Finna na lekcji z transmutacji. "Ona jest smutna". Tyle tylko że... nie wyglądała na smutną. Jej uśmiech rozpromieniał cały sklep i Skyler nie mógł dostrzec smutku nawet w jej zielonych oczach. Może nie znał jej na to wystarczająco dobrze? A może dobrze skrywała ten smutek w sobie? On przecież też tak potrafi.
 - Dobrze wyglądasz - skomentował, co przyszło mu o tyle naturalnie, że wymsknęło mu się to po jego przemyśleniach dotyczących humoru Gabrielle. Nie da się ukryć, że jej kuzyn był w złym stanie, a ona wyglądała pięknie jak zawsze. Czyli jego złe samopoczucie nie wiąże się z nią aż tak silnie? Po chwili przypomniał sobie, że to mogłoby zostać odebrane jako podryw, a przecież obiecał, że nie będzie podrywał Gabrielle. Wyprostował się więc, delikatnie odchrząkując i jak to miał w zwyczaju - skrzyżował ręce na piersi, równoważąc tą zamkniętą postawę lekkim uśmiechem.
 - Z czekoladą, polane czekoladą, a na koniec posypane czekoladą, podawane na czekoladowym talerzu - odpowiedział jej, marszcząc brwi w skupieniu, jakby przywoływał trudny przepis z pamięci. - Come on, zgrywam się, pamiętam przecież, że nie możesz jeść czekolady. Jako jedyna w dormitorium oparłaś się moim pieguskom. Takiej zniewagi się nie zapomina - dodał, uśmiechając się unosząc lewy kącik ust. Specjalnie przemilczał jakie nadzienie kryje się pod ciastem francuskim. Może i nie było to nic wyjątkowego, ale chciał żeby dziewczyna miała niespodziankę. Jak już wie, że ciastka jej nie zabiją. 
 - Hm, w sumie... - spojrzał za siebie, kierując wzrok na zaplecze, jakby miał tam zobaczyć Panią Chambers udzielającą mu zgody lub odwrotnie. Większość rzeczy już zrobił, ruchu dużego nie ma, jak to we wtorkowe późne popołudnie. Prawda też była taka, że jego szefowa uwielbiała plotki, więc często sama przesiadywała z klientami, niejednokrotnie wypytując też Skylera. Na pewno nie miałaby mu za złe kawy z koleżanką. - Na którą konkretnie masz ochotę? - zapytał, sięgając za pasek po różdżkę.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty14.10.19 9:52;

Gabrielle dostrzegła tą subtelną różnice między przebywaniem wśród bliskich sobie osób oraz tych, którzy znali ją nieco gorzej - z tymi drugimi było znacznie prościej. Łatwo było ukrywać swoje prawdziwe uczucia przed osobą, która wnikliwie nie analizowała każdego gestu czy tonu wypowiedzi. Tego, kto nie znał sytuacji dziewczyny ani nie był dokładnie na nią zorientowany łatwiej było oszukiwać. Nie była z tego powodu dumna, jednakże było to znacznie łatwiejsze niż wyjaśnienie całej sytuacji i tłumaczenia, które w żaden sposób nie były w stanie oddać tego, jak bardzo cierpiała jej dusza. W tym przypadku swoje przekleństwo traktowała niczym zbawienny dar, wystarczył uśmiech; maskował wszystkie uczucia. Nagle uroda odziedziczona po magicznych istotach stała się dla Gabrielle swego rodzaju tarczą, a ona sama mogła choć na chwilę odpocząć od niechcianych myśli i zbędnych - w jej mniemaniu - pytań.
Mimochodem uniosła do góry lewą brew słysząc komentarz chłopaka. Już chciała powiedzieć "ale czuję się strasznie", jednak ugryzła się w język
- Dziękuję - odparła, będąc w zasadzie zadowoloną z maski, którą przybrała - spełniała ona jej oczekiwania. Problem ze Skylerem - w przypadku blondynki - polegał na tym, że bardzo łatwo się z nim rozmawiało, co często doprowadzało do tego, że mówiła mu znacznie więcej niż zamierzała. Tym razem nie mogła pozwolić sobie na jakąkolwiek gafę, nie chciała obarczać chłopaka swoimi problemami; nie ona jedyna je miała.
Zmarszczyła czoło widząc nagła zmianę postawy chłopaka; z otwartej w zamknięta. Było to dla niej czymś zaskakującym, ponieważ przy nim zawsze czuła się swobodnie i sądziła, że on również się tak czuję. Spojrzała najpierw na jego skrzyżowane na piersi ręce, a następnie spojrzenie zielonych tęczówek przeniosła na jego twarz w niemym pytaniu.
Każde kolejne słowo wypowiadane przez Puchona wywoływało na twarzy Gabrielle coraz większe przerażenie wymieszane z nutką zaskoczenia; ostatecznie zostały one skwitowane uśmiechem.
- Dobrze wiesz, że nadal ubolewam nad tym, że nie mogłam ich spróbować. Złamałeś mi wówczas serce, bo ich zapach doprowadzał do szaleństwa - odpowiedziała nadymając delikatnie policzki, niczym mała obrażona dziewczynka, choć delikatny uśmiech nie schodził z jej różowych ust.
- Ale… - powiedziała unosząc palec wskazujący do góry - mam nadzieję, że dzisiejsze ciasta zrekompensują mi te pieguski - dodała. Była ciekawa jakie nadzienie kryje w sobie ciasto francuskie, które było uwielbiane przez panienkę Levasseur. Nie było to niczym zaskakującym, wszakże pół życia spędziła we Francji, a będąc pewną, że jej nie zabiją mimowolnie oblizała usta.
Puchona wyszczerzyła zęby do Skylera mając nadzieję, że to przekona go, by towarzyszył jej przy filiżance kawy; w końcu miałaby okazję spędzić urodziny w nie takiej znowu samotności. Oczywiście fakt urodzin pominęła, nie chciała by chłopak w jakikolwiek sposób czuł się wobec niej zobowiązany.
-Zaskocz mnie - odpowiedziała, po czym udała się do stojącego nieopodal stolika, zajmując jedno z miejsc i czekając na swojego towarzysza.



Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty15.10.19 23:34;

Obserwował uważnie mimikę blondynki, chcąc w pełni nacieszyć się jej obecnością, ale też być czujnym czy nie zdradzi się przed nim ze swojego smutku. Nie zamierzał bagatelizować uwagi Finna i założyć, że wszystko jest okej, skoro dziewczyna potrafi się uśmiechać. Sam też często ukrywa swój smutek za maską uśmiechu, żartów czy pomocy innym. Oczywiście zawsze wydawało mu się też, że jego smutek nie jest tym prawdziwym, godnym zainteresowania. W jego przypadku ciężko też było mu stwierdzić, kiedy kończyło się udawanie, a zaczynał prawdziwy dobry humor. To było tak jakby w czyjejś obecności po prostu zapominał, że jest smutny i przypominał sobie o tym od razu, gdy zostawał sam ze swoimi myślami.
- To teraz czuję się w obowiązku, żeby je posklejać - mrugnął do niej, mile połechtany komplementem jakoby jego wypieki mogły kusić już samym zapachem. - Właściwie... powiedz mi. Każdy chociaż raz ugryzł ciastko z rodzynkami, myśląc, że to czekolada. Zdarzyło Ci się kiedyś coś odwrotnego? - zapytał od razu, wyrzucając z siebie myśl, która pojawiła się właśnie w jego głowie. Osobiście nie przepadał za rodzynkami i lista wypieków, w których je tolerował, była naprawdę krótka.
Barista był z niego... marny. Pani Chambers zdecydowanie wolała go trzymać na zapleczu i przy kasie, sama zajmując się kawami z wrażliwością prawdziwej kawowej artystki. On za to, potrafił w teorii zrobić każdą z zapisanej w menu pozycji, jednak... nie wszystkie wychodziły mu jednakowo dobrze. Zamilkł na chwilę, zastanawiając się co powinien podać Gabrielle. Herbata byłaby o wiele prostsza, ale dziewczyna wyraźnie zażyczyła sobie kofeiny. Syrenie latte odpadała z prostego powodu, że chociaż było przepyszne i bez problemu mógłby zamienić syrop czekoladowy na jakiś inny, to... kompletnie mu nie wychodziło wizualnie. Na wierzchu powinien usypać z kakao zgrabną syrenkę, która raz na jakiś czas daje nura w gęstą pianę, a wychodził mu jakiś kaszalot z glonami na głowie. Zdecydowanie jeżeli nie musi, to nie zamierza się przy tym użerać. Po chwili dotarło do niego co powinien był wybrać od samego początku.
- Bazyliszkowe macchiato - powiedział z dumą kilka minut później, stawiając przez Gabrielle zgrabną filiżankę. Podobno już kilka łyków sprawia, że człowiek czuje się podniesiony na duchu, a czy nie właśnie tego potrzebowała teraz Puchonka? Identyczną filiżankę postawił po drugiej stronie stolika, siadając w taki sposób, by cały czas obserwować drzwi. Może i wybijało to trochę z wrażenia koleżeńskiego spotkania przy kawie, jednak musiał być gotowy, aby błyskawicznie pojawić się za ladą w razie potrzeby.
- I jak pierwszy miesiąc po wakacjach? Ciężko się na nowo przyzwyczaić? - zagadnął, w swoim zwyczaju pytając o neutralny temat, po czym upił łyka kawy, chcąc sprawdzić czy wyszła odpowiednio ciepła. - Przyznaj się czego się obawiałaś najbardziej - dodał, teatralnie ściszając głos i nachylając się do niej, tym razem mając nadzieje, że tak rzucony tekst posłuży jako klucz do ciekawego wyznania lub przez swoje przerysowanie zostanie odebrany jako zwykły żart.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty16.10.19 13:23;

Gabrielle żyła w pełnej nieświadomości, będąc przekonaną, że założona przez nią maska spełnia swoje zadanie idealnie. Nie przypuszczała, że już na początku lekcji transmutacji Finn odkrył jak fałszywa jest, uświadamiając w tym siedzącego przed nią Puchona. Blondynka zwróciła jednak uwagę na to, jak bacznie przygląda się jej Skyler, choć postanowiła tego nie komentować - nie był jedynym. Mimo wiedzy o tym, dziewczyna miała nieodparte wrażenie, że w spojrzeniu tym ukryte jest nieme pytanie, na które bardzo nie chciała udzielić odpowiedni. Poruszanie tematu tego, co czuła, burzy emocji, które w niej działały było niezwykle trudnym… procesem. Nie potrafiła wprost mówić o swoich problemach, a dodatkowo chaotyczne myśli nie pozwalały jej na odnalezienie odpowiednich słów, aby opisać swój stan. Smutek, żal, radość, złość, tęsknota, osamotnienie, euforia? Wszystkie te określania wydawały się niedokładne, zbyt… błahe, nie były w stanie oddać uczuć. Czy ktokolwiek, kto w życiu nie zaznał tego co ona mógł zrozumieć? Skyler zdawał się być ostatnią osobą, która mogłaby jej udzielić jakichkolwiek rad. Opinia na jego temat wśród uczennic Hogwartu była różna, choć niekoniecznie dobra. Większość z nich uważała go za podrywacza, którego głównym celem w życiu jest zdobywanie kolejnych panienek i choć sama Gabrielle miała zgoła odmienne zdanie - w jej oczach był zwyczajnie zagubionym, ale kochanym chłopakiem - nadal nie był on dla niej idealnym kandydatem, którego mogłaby prosić o radę w sprawie Elijaha. To temat zamknięty! skarciła się w myślach, tylko dlaczego w jej głowie wciąż powracał?
Powiadają, że czas leczy rany, mówią, że tam gdzie coś się kończy, coś innego się zaczyna. W miejsce starego uczucia pojawi się nowe, w miejsce jednego człowieka przyjdzie drugi człowiek… Zawsze tak było. I tylko miłość jest wyjątkiem. Miłość, którą wnosi do naszego świata ktoś kto jest obok, tak po prostu. Osoba, oddająca nam swój czas, ta która zawsze odpisuje na nasze listy, która dotrzymuje słowa i odprowadza do domu. Tylko takiej miłości nie da się zastąpić drugą, bo jedynie prawdziwa miłość zaczyna się od obecności i tylko do niej się sprowadza. Gabrielle miała okazję się o tym przekonać, miała okazję poznać smak owej miłości, ostatecznie uciekając, jak tchórz.
Zamyśliła się, dopiero słowa Skylera wróciły ją do rzeczywistości, zamiast w odmętach własnych myśli ponownie znajdowała się w cukierni. Uśmiechnęła się do niego najszczerzej jak potrafiła i choć zielone tęczówki blondynki nadal wydawały się smutne, ona sama jakby stała się weselsza.
- Coś podobnego nigdy… nie lubię rodzynek - odpowiedziała z nuta tajemniczości w głosie, a umysł mimochodem zalało wspomnienie sprzed kilkunastu lat. Zaśmiała się pod nosem, ułożyła dłonie na stoliku, strzepując z niego niewidoczny okruszek. - Pamiętam, jak byłam dzieckiem… miałam może z cztery latka - zmarszczyła w zabawny sposób nos próbując przypomnieć sobie dokładnie tamtą sytuację. były wakacje, które zawsze spędzałam u dziadków we Francji, mają oni niewielki dworek i swoją winnice… - zaczęła snuć swoją opowieść, a w jej oczach zaczęły pojawiać się charakterystyczne iskierki - swoją drogą mają świetne wina swojej produkcji, lubisz wina? - wraciła, jednak nie czekając na odpowiedź Skylera kontynuowała [/b] - był tam też mój kuzyn, ale nie Finn, tylko Nathaniel. Pamiętam, że od zawsze on mógł jeść czekoladę, a ja nie. Wtedy byłam taka zła, bo dlaczego on możex a ja nie?! Rodzice próbowali mi to tłumaczyć wiele razy, ale za każdym razem z moich ust padało to samo pytanie. Więc kiedyś w tajemnicy przed nimi postanowiłam poczęstować się kawałkiem czekoladowej żaby. Na efekt nie trzeba było długo czekać… zrobiłam się fioletowa, jak bakłażan, a do tego spuchłam tak, że wyglądałam jak bańka-stańka. Od tego czasu nie ruszyłam czekolady [/b] - roześmiała się dokańczając swoją opowieść. - Teraz zanim zjem coś słodkiego, upewniam się kilka razy, czy aby na pewno nie ma tam czekolady. Jakiś czas temu Holden, znajomy Gryfon powiedział, że można stworzyć imitację czekolady z daktyli, coś ci wiadomo na ten temat? - zapytała patrząc na niego podejrzliwie. Czyżby ukrywał przed nią ten sekret, sądząc, że nigdy nie odkryje prawdy?
Levasseur nie miała okazji testować umiejętności Skylera w parzeniu kawy, sama była wielką fanką wszelkiego rodzaju herbat - posiadała ich niemałą kolekcję - jednak dziś zapragnęła napić się kawy. Nie znała się ani na jej rodzajach, nie wiedziała też do końca, jak powinna smakować idealna kawa, dlatego Puchon miał bardzo ułatwione zadanie, choć nie był tego świadom. Dziewczynie czas płynął bardzo szybko, dlatego kiedy po kilku minutach chłopak postawił przed nią szklankę z macchiato, ona sądziła, iż minęło zaledwie kilka sekund. Uśmiechnęła się do niego w podziękowaniu, podmuchała kilka razy, po czym upiła niewielki łyk gorącego, pobudzającego napoju.
- Mhmhm… jest naprawdę pyszna - skomplementowała. Była niezwykle wdzięczna Puchonowi za okazaną uprzejmość i te proste miłe gesty. Zawsze uważała go za idealnego kompana do rozmów i nieobowiązujących spotkań.
- Dokładniej rzecz ujmując, kilka pierwszych dni… w tym roku zrobiłam sobie dłuższe wakacje - odpowiedziała zgodnie z prawdą, jednak nie wdawała się w szczegóły i nie zamierzała tego robić, dopóki chłopak nie zapyta. Przyszła tu, bo chciała spędzić miło dzień, a nie roztrząsać to, co postanowiła zostawić za sobą. Mimo wszystko liczyła się z tym, że wyjawienie pewnych informacji to tylko kwestia czasu, bo Skyler był świetnym rozmówcą i słuchaczem. Ciężko było przy nim trzymać język za zębami, a jego pytania zawsze były niezwykle trafne, zupełnie jakby wyższa siła podpowiadała mu, co powinien powiedzieć w danym momencie.
- Ale nie jest tak źle,choć zaskoczył mnie widok uczniów z innej szkoły, ciekawe czy taka wymiana będzie również między Hogwartem a Akademią z Francji, jak myślisz? - zapytała zaciekawiona tym tematem, chętnie spotkałaby swoje dawne koleżanki i ugościła je w pochmurnej Anglii.
Mimowolnie spięła mięśnie słysząc pytanie chłopaka Obawiałaś powtórzyła w myślach Spotkania z Elijahem powiedziała w myślach, jednak uśmiechnęła się.
- Że nie będę mogła skosztować twoich wypieków - odparła puszczając oczko do chłopaka, choć zdawało się, że ma nietęgą minę. Ukryła się za filiżanką z kawą, upijając kolejny łyk.
- A tobie? Jak tam wakacyjne podboje? - zapytała żartobliwie.




Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty17.10.19 20:22;

Słuchał jej uważnie, lekko się uśmiechając. Lubił gdy ludzie opowiadali mu jakieś historie. Po pierwsze sam wtedy nie musiał nic mówić, co było dosyć wygodne, a po drugie zawsze mógł dzięki temu dowiedzieć się czegoś istotnego. Co prawda głównie jego wiedza kręciła się wokół tego, czy ktoś woli zjeść coś na słono czy na słodko, albo komu grozi śmierć przez uduszenie po zjedzeniu brownie z orzechami. Czasami jednak okazywało się, że to przydatniejsza wiedza od świadomości kto ma jaki znak zodiaku albo jakie jest jego duchowe zwierzę. Nie zmieniało to faktu, że wciąż ni cholery nie rozumiał relacji łączących ludzi dookoła. Nie mógł spamiętać kto się z kim przyjaźni, kto z kim sypia, kto z kimś nawet nie zamieni słowa, a kto z kim jest w ogóle rodziną. Zdecydowanie zapamiętanie ulubionych wypieków było prostrze.
Przytakiwał jej co jakiś czas, aby wiedziała, że jej słucha, w odpowiednich momentach unosząc też brwi patrząc na nią ze zdziwieniem. Patrząc na to z boku (i chcąc być złośliwym) można by było powiedzieć, że to z jego strony wyrachowane zachowanie. Prawda jednak była taka, że naprawdę lubił słuchać, zwłaszcza gdy ktoś opowiadał tak przyjemnie dla ucha jak Gabrielle. Nie da się jednak ukryć, że po części jego reakcje były wyuczone przez wieloletni kontakt z klientami, nie odbierało to jednak szczerości jego intencji.
- Eeee - skonsternował się na chwilę, nie spodziewając się kulinarnego pytania, a jednocześnie czując presję, że musi obronić swój autorytet. - Robiłem kiedyś czekoladową polewę z daktyli - przyznał się ostrożnie, marszcząc brwi - ale dlatego, że było to zamówienie wegańskie i nie mogłem użyć zwykłej. Dałem tam całkiem sporo kakao, więc wolałbym Ciebie tym nie częstować i nie patrzeć jak robisz się fioletowa, Słońce. - Czuł się źle z tym, że jakiś “Holden” słyszał o czymś, o czym on nie miał pojęcia. Wątpił też w sens nazywania czegokolwiek czekoladą, jeżeli nie zawierało odpowiedniej dawki kakao, ale nie zamierzał odbierać Gabrielle nadziei. Nawet jeżeli przez to musi zdusić w sobie krzyk rozpaczy nad tą cukierniczą profanacją. Upił łyk kawy, spoglądając na zegarek, po czym otarł usta nadgarstkiem. - Ale obiecuję Ci, że dowiem się czegoś więcej - dodał, milknąć jednak tylko na chwilę. - Masz na to jakiś eliksir czy coś? Wiesz, żeby cofnąć reakcję alergiczną bez konieczności… bez ryzyka, że będzie za późno.
Patrząc teraz na Gabrielle pomyślał, że Puchonki naprawdę są najbardziej uroczymi i niewinnymi istotami na ziemi. Gab była zupełnie inna od Caelestine, a jednak obie potrafiły rozczulić go swoim zachowaniem i wzbudzić nim chęć do otoczenia ich opieką. Niezależnie od tego czy faktycznie jej potrzebują czy nie.
- Hmmm, a myślałem, że po prostu mijaliśmy się przez ten miesiąc - mruknął, przeczesując ostatnie tygodnie w pamięci. Mimo wszystko zrobiło mu się głupio, że nie zareagował w żaden sposób na jej nieobecność. Nie pytał nikogo czy coś słyszał ani nie posłał jej sowy z zapytaniem czy wszystko ok. - Wiesz, że zostałem prefektem? - rzucił, jakby chciał w ten sposób usprawiedliwić swoją niewiedzę, jednocześnie prostując się nieco. Jak na razie nie miał zbyt dużego pola do popisu, czy może… nie potrafił z tego pola skorzystać. Zawsze zanim pomyślał, aby zareagować, to Morgan w tym czasie wykonała już pięć czynności. Narwani ci Gryfoni.
- Kiedyś na pewno, pytanie czy my nadal będziemy wtedy w Hogwarcie - odpowiedział, zerkając na zegarek, po czym wstał od stolika. - Nigdy nie byłem we Francji - rzucił jeszcze, zanim zniknął za przejściem. Minęła zaledwie chwila, a pojawił się z powrotem wraz z lewitującym talerzykiem, na którym leżało parujące wciąż ciastko. Umiejscowił nowe naczynie delikatnie tuż obok filiżanki Gabrielle, po czym opadł na swoje miejsce. - A teraz ocenisz czy muszę się tam wybrać na szkolenie - dodał z lekkim uśmiechem, wymownie wskazując na przyniesiony przez siebie wypiek, po czym schował różdżkę za pasek.
Zdawał sobie sprawę, że musiała skłamać, chociaż wciąż mile połechtało to jego ego. Nie zamierzał też dopytywać się zbytnio o prawdziwy powód jej lęku. Z doświadczenia wiedział, że jeżeli ktoś chce mu coś powiedzieć, to i tak mu to powie, ale na pewno spięcie nie wsprzyja wyznaniom.
Zapytany o swoje podboje machnął ręką w odpowiedzi, chcąc dać jej do zrozumienia, że nie ma o czym mówić. I bez “przechwalania” się na lewo i prawo ludzie mieli o nim opinię, która niezbyt go cieszyła.
- Ale przemyślałem sobie kilka spraw przez wakacje - odpowiedział jednak, nie chcąc by Gabrielle poczuła się spławiona jego brakiem chociaż minimalnego uzewnętrznienia. - Właśnie… słuchaj, jak już o podbojach mowa, mam pytanie. Czy Finn był w jakimś związku? Wiem, że pytam tak od czapy, ale pomyślałem, że skoro jesteś jego kuzynką… to może coś wiesz. Chyba totalnie mi to umknęło.
Tak samo jak umknął mu fakt pokrewieństwa dwójki Puchonów, ale już do tego nie zamierzał się przyznawać. Wystarczy, że jego niewiedza wyszła na jaw przed Gardem i Caelestine.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty20.10.19 19:44;

Od zawsze uważała Skylera za dobrego słuchacza, który poza potakiwaniem głową i mówieniem pod nosem "yhym" w odpowiednich momentach naprawdę interesował się tym, co ma do powiedzenia. Mimo, iż był od niej starszy, o dwa lata - a niekiedy bywa to przepaść nie do przejścia - zawsze traktował ją jak równą sobie. Być może wynikało to z faktu, że Gabrielle w gruncie rzeczy często wydawała się być starsza niż w rzeczywistości, albo zwyczajnie miało to coś wspólnego z dziedzictwem dziewczyny. Nigdy się nad tym nie zastanawiała zbyt intensywnie, za to chętnie spędzała czas na rozmowie z Puchonem, czy to podczas obiadu w Wielkiej Sali, czy w zaciszu Pokoju Wspólnego Hufflepuff z kubkiem parującej herbaty w dłoniach. Doskonale pamiętała ich pierwsze spotkanie; korony drzew zaczynały powoli zmieniać swoją szatę, zielone liście nabierały żółtych odcieni, jednak uczniowie nadal spędzali czas na błoniach, ciesząc się ostatnimi chwilami w promieniach słońca. Świat powoli popadał w stan melancholii charakterystyczny dla tej pory roku i tylko dziewczęcy śmiech panienki Levasseur niósł się echem zwracając uwagę innych. Gabrielle nie potrafiła powstrzymać głośnego chichotu, kiedy to Skyler opowiadał jej kolejną żenującą historię ze swojego życia, a ona odpłacała mu tym samym. Zadziwiające, że cała ich rozmowa rozpoczęła się od uciekającej czekoladowej żaby, która wylądowała na jej głowie. Nim się obejrzała już rozmawiali w taki sposób, jakby znali się całe życie. Cieszyła się wtedy, że chłopak szybko zapomniał o jej jakże przesadzonej relacji.
Czy… czy tooooo czekoooo… olada?! - zapytała wręcz płaczliwym głosem. Teraz na wspomnienie tamtej sytuacji ogarniało ją rozbawienie, lecz wtedy nie było jej do śmiechu.
Uśmiechnęła się na to wspomnienie, zastanawiając się, czy Puchon pamiętał tamten dzień? Od tego czasu przeprowadzili wiele rozmów, nie zawsze przyjemnych. Najgorsze były te, kiedy Gabrielle włączała się solidarność jajników, a kolejna plotka na temat podbojów Skylera Schuestera obiegła Hogwart. Wtedy z zacięta miną odnajdywała go, zaczynając od razu swój monolog na temat moralności i wyrzutów sumienia. Później tylko rumieniła się ze wstydu, kiedy ten wyjaśniał jej całą sytuację.
Teraz mogli żonglować wieloma podobnymi wydarzeniami z życia. Blondynka spojrzała na Puchona z radością widoczną w zielonych tęczówkach; nigdy nie spojrzała na niego inaczej niż kolegę i bardzo odpowiadało jej to, że on również traktuje ją w taki sposób. Znała go na tyle, by wiedzieć, że nie potrafi on zapamiętać wszystkiego co chce mu przekazać, nie interesowało go kto z kim się prowadza, kto kogo nie lubi czy kto z kim sypia. Tego rodzaju plotki były mu zbędne do życia, Gabrielle takie sprawy również nie interesowały jeśli nie dotyczyły jej samej czy kogoś bliskiego jej sercu, wówczas włączała się dziewczynie dziwy tryb zazdrości, choć rzadko dawała to po sobie poznać - w gruncie rzeczy zależało jej na szczęściu bliskich.
Zakończyła całą swoją odpowiedź pytaniem, które mimochodem nasunęło się jej na myśl. Dla niej słowa Holdena nadal pozostawały hipotezą, gdyż nagły wyjazd chłopaka skutecznie uniemożliwił blondynce samodzielne przekonanie się o jej prawdziwości. Nie mogła więc nie skorzystać z okazji i zapytać o to, kogoś kto zna się na wypiekach. Ona nie miała zupełnie pojęcia o tajnikach gotowania czy też pieczenia. Nigdy nie ciągnęło jej do kuchni, zdecydowanie bardziej wolała latać na miotle niż przesiadywać przy garach.
Zmarszczyła czoło słysząc o kakao, którego starała się jednak unikać z wiadomych względów. Może Holden rzeczywiście coś pomieszał?
- W takim razie, może to ja coś źle zrozumiałam. Wiesz… Byłam taka szczęśliwa, że będę mogła poznać smak "czekolady". Pewnie coś pomieszałam. - odparła na jego słowa nieco zasmucona, choć na jej ustach wciąż widniał uśmiech, a w oczach nadzieja, zwłaszcza po słowach wypowiedzianych przez starszego Puchona.
Wydęła usta - Eliksiru nie, ale dziadek kiedyś dawał mi mugolskie tabletki… niby miały pomóc, ale jednak nie odważyłam się mimo wszystko. Koszmar dzieciństwa - odpowiedziała, śmiejąc się cicho pod nosem. - A ty znasz taki eliksir? - zapytała, z góry zakładając, że posiada on szerszą wiedzę na ten temat. Gabrielle nigdy nie była zbyt dobra z eliksirów, specjalizował się w nich Nathaniel, jednak dziewczynie nigdy nie przyszło do głowy, żeby go o to zapytać.
- Nie ma o czym mówić - skwitowała jego mruknięcie, które w żaden sposób się jej nie podobało. Skyler nie powinien czuć się winny, jej nieobecność nie wywołana była prywatnymi problemami, o których istnieniu nie miał pojęcia.
- Naprawdę?! - zapytała z wyraźnym entuzjazmem w głosie - Gratulacje Skyler! Ale się cieszę! - oznajmiła wstając ze swojego miejsca, podeszła do niego i przytuliła, dając buziaka w policzek. - Myślę, że nie mogli wybrać lepiej - dodała wracając na swoje miejsce. Była szczerze szczęśliwa, że to właśnie on został prefektem, dodatkowo łączyły ich dobre relacje, więc gdy wpadnie w tarapaty zawsze będzie mogła na niego liczyć. Nie żeby chciała wykorzystywać kumpla, do tej pory sama potrafiła sobie radzić.
- W takim razie musisz ją odwiedzić podczas najbliższych ferii… Jeśli oczywiście masz ochotę - zaproponowała, co prawda do ferii zostało jeszcze dużo czasu, jednak wcześniej ciężko będzie znaleźć odpowiedni moment na odwiedziny tego kraju. Francja była niezwykle piękna, a do tego rozległa - aby poznać ją chociaż trochę potrzebny był czas.
Oblizała usta już czując zapach upieczonych ciastek. Wypełnił on już całą salę wpływając mocno na zmysły. Gabrielle przymknęła oczy rozkoszując się tą chwilą, która na myśl od razu przywoływała wakacje u dziadków, kiedy to babcia zawsze na kolacje piekła drożdżówki z serem.
Nie minęła minuta, a Skyler ponownie był już przy niej z lewitującym talerzykiem, na którym leżało parujące ciastko.
- Doskonale wiemy, że nie musisz… ale i tak spróbuję - oznajmiła szczerząc się przy tym. Temat na jakiś zeszli do prostych nie zależał, zaś sama Gabrielle nie czuła się na siłach, aby przed Puchonem zdradzić prawdziwy powód swojej nieobecności. Była to sprawa niezwykle złożona, zbyt zawiła, a cukiernia nie była odpowiednim miejscem na tego typu rozmowy. Gabrielle zastanawiała się, czy takowe istniało; żadne nie wydawało się na tyle "bezpieczne" i ustronne. Zamiast poczekać aż ciastko przestygnie od razu wzięła je w dłonie.
- Ał… A…. Ał - jęknęła przerzucając ciastko z rękę do ręki, oparzając sobie przy tym palce; ostatecznie wylądowało ono na talerzu. Przygryzła wargę, a w jej oczach pojawiły się łzy, których pozbyła się kilkoma mrugnięciami. Zmarszczyła nos, a na czole dziewczyny pojawiła się pozioma, głęboka zmarszczka; niepewny wzrok blondynki zatrzymał się na Skylerze.
Zdziwiło ją pytanie chłopaka, które choć wydawało się być na miejscu budziło u Gabrielle swego rodzaju obawę. Kiedy ostatni raz jej kuzyn budził zainteresowanie - głównie Viniego - nie skończyło się to najlepiej. Tym razem zamierzała działać ostrożnie i co Skyler miał na myśli mówiąc o podbojach i łącząc je z Finnem?
- Czekaj… PoPodboje i Finn? Co ma jedno do drugiego? - zapytała nieco podejrzliwie patrząc na chłopaka. Głos blondyni, choć nadal brzmiał miło i przyjemnie dla ucha miał w sobie lekką nutę surowości.

Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty21.10.19 11:57;

Patrzył na Gabrielle z ogromem sympatii, chociaż nie był pewien czy przez jego permanentnie zmęczony wygląd, jest to w ogóle odczuwalne. Miał słabość do młodszych od siebie Puchonek, widząc w nich młodsze siostry, których nigdy nie mógł mieć. A może nawet ma przyrodnią siostrę, a nawet o tym nie wie? Zarówno Caelestine jak i obecna tutaj panna Levasseur sprawiały, że włączała się w nim braterska troska i z pewnością gdyby tylko dowiedział się, że ktoś chce je skrzywdzić, to błyskawicznie ruszyłby im z pomocą. Żałował, że bardziej nie interesuje się hogwarckimi romansami, aby móc w porę zaragować i nie dopuścić żadnego drania do niewinnych puchonek.
- Nie jestem aż tak zagłębiony w eliksiry medyczne, ale… na pewno coś takiego jest. Jeżeli mugole to mają, to my musimy mieć to samo, ale skuteczniejsze - mrugnął do niej, pełen wiary w piękny świat eliksirów i jego możliwości. - A jeżeli nie ma, to ja go dla Ciebie stworzę - dodał nieco rozbawiony, uświadamiając sobie, że brzmi to jak jak romantyczna deklaracja, która ma za zadanie przekonać ukochaną, że jest się dla niej w stanie zrobić wszystko. A tymczasem chodzi o zwykły eliksir leczący, który nie powinien być aż tak wymagający w stworzeniu.
Pokiwał powoli głową z nieco zakłopotanym uśmiechem, po czym sam wstał z krzesła, widząc, że Gab się do niego zbliża, domyślając się, że ma zamiar mu pogratulować. Uścisnął Puchonkę, czując przyjeme ciepło na sercu. Dawno nikt go nie przytulał i nawet nie zauważył jak bardzo mu tego brakowało. Nie samego kontaktu fizycznego, co po prostu aż takiej bliskości drugiego człowieka. Mimowolnie przypomniał sobie o tym, jak Finn odtrącił jego rękę dwukrotnie i teraz uznał to nawet za zabawne. Obaj potrzebowali ciepła drugiej osoby, ale tylko jeden z nich potrafił je przyjąć. Ale spokojnie, nauczy jeszcze tego drugiego. Stopniowo.
- Ja myślę, że mogli dużo lepiej - rzucił rozbawiony, opadając ponownie na siedzenie, po czym spoważniał, walcząc z sobą czy powinien coś jeszcze mówić na ten temat. - Trochę mnie to… przytłacza - dodał w końcu, zdecydowanie zbyt lakonicznie jak na to, jak się z tym czuł. Czuł na sobie tak dużą presję, chociaż nikt na niego jej nie nakładał. Sam sobie to robił i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nikt nie kazał mu pracować u Pani Chambers, mógłby rzucić pracę i skupić się na nauce. Mógł odmówić przyjęcia odznaki i zapewne nikt by się o tym nawet nie dowiedział. Mógłby też nie przejmować się tak stanem Finna, nie byli aż tak blisko, ale przecież myśli same błądziły w jego stronę. Na razie był to jedynie niepokój i zmęczenie, ale powoli zaczynał odczuwać, że zmierza to w złą stronę. Właściwie czuł się jakby każdego dnia dokładano mu nowy ciężarek do plecaka i nie wiedział jeszcze, którego dnia nie będzie w stanie w ogóle wstać. Z drugiej strony wiedział, że nie ma żadnego problemu. Powtarzał sobie, że nie ma prawa czuć się źle i że jedyne co może zrobić, to ciężko pracować. Systematyczna praca była jego odpowiedzią na wszystko.
- Jeżeli fundusze mi pozwolą, to z przyjemnością - odpowiedział, z zadowoleniem spoglądając na idealnie rozwarstwione ciastko. Spojrzał zmartwiony na dziewczynę, mając poczucie winy, że nie upomniał jej, aby poczekała chwilę z jedzeniem. Wiedział, że istnieje zaklęcie, które łagodziło ból chłodząc oparzoną skórę, jednak nie potrafił go użyć, co dodatkowo nieprzyjemnie zakuło go w żołądku. Koniecznie będzie musiał się go nauczyć. - W środku jest jeszcze cieplejsze - ostrzegł ją zdecydowanie zbyt późno, sięgając po swoją kawę i upijając z niej kilka łyków. Zakrztusił się nią jednak, słysząc reakcję Gabrielle. Odchrząknął zmieszany, próbując odzyskać oddech, a po trochu dziękując w duchu, że może dziewczyna jego niezręczną reakcję odbierze jako efekt zakrztuszenia się, a nie odwrotnie.
- Podboje w sensie, że czy Finn miał jakieś. Nie że chcę żeby Finn był moim podbojem… Nie żeby czegoś mu brakowało, wszystko z nim… - zaklął w duchu, powstrzymując się przed głośnym przeklinaniem przed Levasseur. Jakim cudem każde kolejne słowo pogarszało sytuację, zamiast ją naprawiać? Nabrał powietrza w płuca, czując bolesny brak nikotyny w jego składzie. - Po prostu sobie rozmawialiśmy i to brzmiało… jakby wcześniej kogoś miał - wyjaśnił w końcu, zaplatając ręce na piersi, chyba instynktownie chcąc dać znać, że sprawa wcale go aż tak nie interesuje, chociaż w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Błyskawicznie przeniósł wzrok na drzwi, gdy usłyszał charakterystyczny dzwonek i uśmiechnął się firmowo, wstając od stolika.
- Dzień dobry - przywitał się, wchodząc za ladę. - Co podać? Polecam trójkąty z ciasta francuskiego, przed minutą wyjęte z pieca. - obsłużył klienta, dorzucając do reklamówki wizytówkę piekarni, pożegnał się, po czym odczekał aż drzwi się zamknął i wrócił do stolika, uśmiechając się lekko do Gabrielle. Ha, klient przyszedł w najlepszym momencie, aby pomóc mu okiełznać tą dziką niezręczność.
- O czym my tu...?
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty21.10.19 16:33;

Gabrielle mimo zmęczenia, które aż nader widoczne było na twarzy chłopaka dostrzegła tę nić sympatii malującą się w jego oczach. Dopiero teraz uświadomiła sobie, co w wyglądzie chłopaka nie odpowiadało jej, kiedy pojawił się za ladą - nie miało to nic wspólnego z drobinkami mąki we włosach czy fartuchem umazanym dżemem. Oczy dziewczyny nabrały ciepła, usta wyciągnęły w subtelnym uśmiechu, a mimika twarzy zmieniła się z rozbawionej w zatroskaną. Ogromną wadą panienki Levasseur było to, że z opóźnieniem dostrzegła pewne symptomy, zazwyczaj po czasie i dłuższej analizie sytuacji w myślach dochodziła do właściwych wniosków; często zbyt późno. Tym razem było podobniez dopiero teraz dostrzegła u Skylera podkrążone oczy, lekko opuszczone ramiona i delikatnie bledszy odcień skóry. Zmarszczyła brwi, chwytając w swoimi długimi palcami dłonie Puchona.
- Wyglądasz na bardzo zmęczonego - wypaliła nagle z wyraźną troską w głosie. Nie miała pojęcia jak wiele spadło na chłopaka w ostatnim czasie. Mylnie sądziła, że świat kręci się wokół niej, jednak on wciąż pędził, a przewrotne fatum zbierało kolejne żniwa wśród niewinnych dusz. Niewątpliwie jedną z nich był chłopak siedzący przed młodą czarownicą; równie mocno zagubiony, jak ona. Żadno z nich nie podjęło jednak próby by otwarcie powiedzieć o tym, co ich dręczy. Ukrywali się za maskami, nie chcąc obarczać drugiej osoby swoimi problemami; komunikacja międzyludzka była niezwykle ciężką sztuką.
- Czasami mam wrażenie, że to jednak my czarodzieje jesteśmy bardziej zacofani. Zbyt wiele opieramy na magii, zamiast zwyczajnie brać przykład z mugoli. - oznajmiła, mimo wysokiego stopnia czystości krwi dzięki dziadkowi świetnie znała mugolski świat i mogła się ową wiedzą pochwalić. - Zobacz ile osiągnęli bez magii, a gdy nam jej zabrakło przez anomalie nagle świat czarodzieji stanął na głowie. Wielu nie potrafiło się z tym pogodzić, a inni nawet nie potrafili się w takim świecie odnaleźć - dodała. Blondynka często nie potrafiła zrozumieć tych, którzy prowadzili swego rodzaju nagonkę na niemagicznych, całego tego kultu czystej krwi, który dla niej był zwykłą fanaberią. Każdy miał prawo poznać świat, jako całość, a nie tylko jego czego; magiczną lub nie. Mając takie przekonania była niebywale wdzięczna dziadkowi za pokazanie jej drugiej strony medalu i nauczenia, że nie powinna bezgranicznie opierać się jedynie na magii i swojej różdżczce.
- Oooo - jęknęła słysząc deklarację chłopaka — To takie urocze, gdybym cię nie znała to pomyślałabym, że to jakiś romantyczny chwyt żeby mnie poderwać, mój rycerzu na piankowym koniu -zaśmiała się, jednocześnie wyobrażając sobie takiego konia z różowych pianek na którym siedzi Skyler w piernikowej zbroi - ten widok bawił. - Niemniej, dziękuję. Nawet bym ci chętnie pomogła, ale eliksiry to nie moja działka - oznajmiła nieco zawiedziona, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, że nie nadawałaby się nawet na asystentkę; wtedy, to co mogłoby nie wyjść na pewno poszłoby nie tak. Cały projekt z góry skazany byłby na porażkę, z jednej strony było to przykre, z drugiej zaś zabawne - anuż wyszłoby im coś ciekawego.
Widziała niepewność wymalowaną w spojrzeniu chłopaka, kiedy spojrzał na nią i ostatecznie przyznał, że całe to bycie prefektem go przytłacza. Westchnęła cicho. Nie wiedziała, jak to wszystko wygląda naprawdę, nigdy na swoich barkach nie nosiła takiej odpowiedzialności.
- Myślę, że na początku zawsze jest ciężko - stwierdziła, choć jej głos nie brzmiał zbyt pewnie. - Musisz przyzwyczaić się do nowej sytuacji oraz obowiązków związanych z byciem prefektem, ale jeśli nadal nie będziesz czuł się z tym dobrze, możesz zrezygnować. Nikt nie będzie miał do ciebie o to pretensji - powiedziała, mając nadzieję, że w jakimś stopniu jej słowa pocieszą Puchona, choć miała co do tego wątpliwości. Nie było łatwo być uczniem, a co dopiero studentem… pracującym studentem i do tego prefektem. Ludzie wobec osób z odznaką mieli pewne oczekiwania, a im często ciężko było sprostać. Gabrielle znała doskonale stan, w którym oczekuje się czegoś od danej osoby, sama była w podobnej sytuacji. Stawiała przed samą sobą wymagania, jak chociażby to, aby przestać kochać; mogła temu sprostać?
- Daj sobie czas. To chyba najlepsze co możesz zrobić - powiedziała i choć była to rada skierowana do Skylerax, czuła jakby dawała ją również sobie. Słowa te miały swój sens, jednak zranione serce, które nadal kochało wręcz krzyczało, żeby coś zrobiła, co i raz uciszane przez umysł. Poprawiła się na krześle palcem wskazującym sprawdzając temperaturę ciasta; nie parzyło.
O fundusze nie musisz się martwić - oznajmiła uśmiechając się szeroko, może jej rodzina nie miała milionów w sejfie banku, to jednak wiodło się im dobrze, zaś Skyler miał być jej gościem - nie mogła pozwolić by ponosił jakieś koszta.
- Tak, wiem - odparła biorąc ponownie ciastko w dłonie, a już sekundę później wgryzała się w nie z uśmiechem na ustach. - Mmm… Jeszt pyszne, wisnia szer - oznajmiła niewyraźnie - To znaczy, jest pyszne - poprawiła się, sięgając po kubek z którego upiła mały łyk. Była wręcz zaskoczona smakiem nadzienia, które wręcz eksplodowało w jej ustach. Zrobiła wielkie oczy - Muszę przyznać, że jesteś genialnym cukiernikiem, nie myślałeś o otworzeniu własnej cukierni? - zapytała, kryjąc w tym pytaniu pochwałę.
Nagła zmiana w zachowaniu Gabrielle wywołana była przeszłością. Pamiętała doskonale rozmowę z Vinim podczas ferii, zmiany jakie zaszły w przyjacielu i Finnie oraz tą wręcz napastliwą myśl, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Wówczas jej umysł wręcz krzyczał, jednak nigdy wprost nie usłyszała prawdy z ust ani jednego ani drugiego. Miała tylko swoje przeczucie. Później wszystko się posypało, Viní wyjechał, zapadł się pod ziemię, a Finn cierpiał. Nie potrafiła patrzeć na niego w takim stanie, choć teraz kiedy przegląda się w lustrze widzi dokładnie to samo.
Uniosła do góry prawą brew patrząc wyczekująco, musiała poznać prawdziwe zamiary Skylera, bo choć kochała go niczym brata, na Finnie zależało jej bardziej. Czuła wręcz potrzebę bronienia go niczym lwica. Zmieszanie Puchona oraz jego plątanina słów zapalała w głowie blondynki czerwoną lampkę. Z każdym słowem brzmiało to coraz gorzej, budząc coraz to większe podejrzenia dziewczyny. Już chciała zabrać głos, kiedy dzwonek przy drzwiach dał o sobie znać, a do cukierni zawitał nowy klient, którego mimochodem Skyler musiał obsłużyć zyskując tym samym czas. Kiedy wrócił do stolika Gabrielle mierzyła go już badawczym spojrzeniem.
- Skyler wiesz, jak bardzo cię lubię - zaczęła starając się nieco rozluźnić - Finn… On jest dla mnie niezwykle ważny, mimo że ostatnio nasze stosunki nie są najlepsze. Chcę być wierna jemu, jak i tobie. Nie mam pewności czy… czy kogoś miał, ale myślę, że on i Viní - mój przyjaciel byli razem. Nigdy żaden otwarcie mi tego nie powiedział, jednak mam swoje powody by właśnie tak myśleć. Viní wyjechał, zostawił Finna, a ten przeżył to bardzo, pogubił się. Viní zwyczajnie złamał mu serce przy okazji zabierając ze sobą kawałek duszy, gdy wyjechał. Nie wiem czy znasz to uczucie, to jak trucizna, która wypełnia każdy atom twojego ciała. Ulotne chwilę szczęścia, które wcześniej budziły radość z czasem sprawiają, że wspominając je zatracasz się w bólu do tego stopnia, iż ciężko otworzyć się na nowo. To wręcz obezwładnia, odbiera oddech oraz życie. - - odpowiedziała w końcu, w jej oczach zaszkliły się łzy, których szybko pozbyła się kilkoma mrugnięciami. Nie mogła nagle się rozpłakać!
- Dlatego musisz mi powiedzieć, jakie masz zamiary wobec Finna - dodała hardo.



Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty21.10.19 23:05;

Skyler zawsze wyglądał na zmęczonego. Jego oczy często były przymrużone i oprawione ciemniejszym cieniem, jednak ostatnio zdawało się to nasilić. On sam tego nie zauważał, nie analizował swojego wyglądu w lustrze, nie zastanawiał się czy wczorajszy cień był lżejszy od dzisiejszego. Słysząc uwagę Gabrielle przypomniał sobie komentarz Finna. “Kiepsko wyglądasz”, tak to było?. Zapewne by go to rozbawiło, gdyby nie zmartwiony głos dziewczyny. Czy naprawdę wyglądał aż tak źle? Nie sypiał przecież tragicznie.. Zawsze starał się złapać te pięć godzin snu. Może jednak chodzi o jego dietę? Ma się wprowadzić do Jerrego, więc często będzie gotował też z myślą o nim i wtedy na pewno zacznie zdrowiej się odżywiać. Może to pomoże. Ścisnął jej dłoń, pochylając się nieco do przodu i patrząc jej prosto w oczy.
- Nie masz się o co martwić, Słońce - powiedział, starając się brzmieć przekonująco, po czym delikatnie cofnął swoją rękę, uśmiechając się przy tym lekko. Nie miał nic przeciwko temu gestowi, jednak jeżeli ktoś by ich teraz zobaczył przez okno, to z pewnością pomyślałby, że przyłapał ich na romantycznej chwili. Może i on przyzwyczaił się już do różnych plotek, jednak chciał od nich uchronić Gabrielle. Na pewno zniosłaby to dzielnie, jednak nie ma sensu bez powodu ją na to narażać. Przez chwilę pomyślał, że gdyby w końcu na dobre rozniosło się, że jest gejem, to mogliby nawet siedzieć na błoniach w przyjacielskim uścisku i nikt by na to nie patrzył podejrzliwie.
- Magią mugoli jest elektryczność. Teraz bez niej też by kompletnie zgłupieli - skomentował, nie kryjąc nuty satysfakcji w tym stwierdzeniu. Szanował mugolską pracę, sam z resztą pracował bez magii przez tyle lat i wciąż uważał, że mugolskie wypieki miały więcej duszy, jednak… musiał też przyznać, że magia otworzyłą mu wiele nowych drzwi i nie wyobrażał sobie teraz powrotu do dawnego życia. Kiedyś wręcz złościł się na dziadka, że ten ukrywał przed nim taką dużą część świata. Przez to całe życie czuł, że odstaje. Nie pasował już do świata bez magii, ale nie potrafił też do końca wtopić się w ten magiczny. Ciągle dowiadywał się czegoś nowego, musiał czytać o rzeczach dla innych oczywistych i na Boga (nie Merlina), nawet przeklina inaczej.
- Błagam Cię, tylko tego nie powtarzaj przy ludziach - zaśmiał się cicho, zasłaniając sobie dłonią oczy, aby lepiej wyobrazić sobie siebie na piankowym koniu, ze zbroją z waty cukrowej i długą gumową kopią, która gibała się sflaczała przy każdym kolejnym piankowym patatajnięciu. - Nie chcę stracić swoich szans u wszystkich w Hogwarcie, dziękuję Ci bardzo - dodał dalej rozbawiony, ale już sięgając po kolejny łyk kawy.
Nie odpowiedział nic na jej słowa o przyzwyczajeniu się do obowiązków. Tak, teoretycznie mógł zrezygnować, ale w praktyce nie może tego zrobić. Nie przywykł do odpuszczania, gdy robiło się ciężko i odnosiło się to do wielu aspektów jego życia. Systematyczność, wytrwałość i cierpliwość, to klucz do wszystkiego, a przynajmniej on głęboko w to wierzył. W relacjach międzyludzkich się sprawdzało, prawda? - Tak, po prostu potrzebuję trochę czasu - przyznał jej, myślami będąc przy osobie, która zdecydowanie też go potrzebowała, a jednocześnie nie rozumiała wytrwałości Skylera.
Nawet będąc gościem u rodziny Gabrielle, nadal potrzebował funduszy na podróż. Na pewno chciałaby kupić jakieś upominki w wyrazie wdzięczności za gościnę, pamiątki dla dziadków i najbliższych mu osób, a może nawet uda się mu przygotować obiad Levasseurom.
- Może przejmę piekarnię po dziadku, ale chyba nie do końca chcę mieszkać w Londynie… Czas pokaże - odpowiedział jej, nie chcąc już wywlekać swoich wątpliwości co do przyszłości. Jej komplement sprawił mu dużą przyjemność, więc nie potrafił nie uśmiechnąć się może nawet nieco zbyt wesoło jak na swoje standardy.
Widział, że jego słowa kompletnie nie przekonały Puchonki co do braku jego zamiarów, mimo to przegryzł lekko wargę, pochylając się do przodu, jakby zaraz miał poznać największy sekret skrywany za murami Hogwartu.
Opuścił wzrok w dół, marszcząc nieco brwi. Docierało to do niego powoli, zdecydowanie zbyt wolno, ale wszystkie elementy pasowały do jego przypuszczeń. Poza jednym. Finn miał chłopaka. Miał. W czasie przeszłym. Może i on sam wcześniej miał na to jakiś cień nadziei, ale ta myśl nie zdążyła się nawet w pełni wykrystalizować Poczuł dziwny przypływ adrenaliny - skoro jego płeć nie stanowiła problemu, to naprawdę mógłby zdobyć Finna. Wiedział, że jest w tym dobry, potrafiłby mu pokazać, że on sam tego chce. Że tego właśnie mu potrzeba, żeby stanąć na nogi. Uniósł wzrok na Gabrielle i oprzytomniał na widok jej zaszklonych oczu. Zmieszał się, przełykając ślinę i na chwilę patrząc gdzieś w bok. Nie, nie może im tego zrobić. Finn potrzebuje kogoś, kto będzie potrafił otoczyć go troską, kto nie pomyśli o nim w kategorii “zdobywania”, kto nie będzie miał tak samolubnych myśli jak Skyler. Finn zasługuje na kogoś lepszego.
Viní, Viní, Viní, powtórzył kilka razy, przywołując wspomnienie Puchona. Faktycznie można było go zobaczyć blisko Garda, ale nigdy nie zwrócił na to uwagi, bo chłopaka po prostu wszędzie było pełno. Raz nawet Sky próbował go dyskretnie poderwać, ale dostał tak brutalnego kosza, że sobie darował, a później Puchon po prostu zniknął. Może już wtedy był z Finnem i dlatego tak stanowczo go spławił? No ba, zagadka wyjaśniona. Przecież normalnie nikt nie mógłby mu się oprzeć. A przynajmniej teraz z taką myślą było mu nieco lepiej.
- Nie wiem czy znam to uczucie. Ja zawsze szybko otwieram się na nowo - odpowiedział jej, wciąż jednocześnie walcząc ze swoimi myślami, nie mogąc podjąć słusznej decyzji, gdzieś w tym chaosie nie potrafiąc dostrzec na co wskazuje jego kompas moralny. - Nawet teraz kogoś mam - skłamał niespodziewanie nawet dla siebie samego, chociaż wcześniej machnął przecież ręką na pytanie o swoje podboje. - Dlatego moje zamiary są czysto przyjacielskie - dodał, nagle rozumiejąc skąd wzięło się jego kłamstwo. Nie chciał tracić kontaktu z Finnem, potrzebował koła ratunkowego. Nie może dopuścić do sytuacji, że się w nim zakocha. Wtedy zrani całą trójkę. Nawet jego wyimaginowane “plus jeden”.  - Martwię się po prostu - dodał ciszej, wbijając wzrok w łyżeczkę, którą obracał od dłużej chwili w dłoniach. Czuł się źle. Znowu to zrobił. Skłamał, a przecież wcale nie musiał. Dla wszystkich wyszłoby lepiej, gdyby Gabrielle dostrzegła jego samolubne zapędy i na siłę odsunęła go od Finna, prawda? Czuł bolesny ucisk w sercu i potężną falę obrzydzenia do siebie samego.
Czemu zawsze muszę wszystko spieprzyć? Co jest ze mną, kurwa, nie tak?
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty23.10.19 14:47;

Wpierw skierowała swoje spojrzenie na dłoń ściskającą jej własną, była szorstka, a jednocześnie tak przyjemnie ciepła, że na ułamek sekundy Gabrielle zatraciła się w tym doznaniu, przypominając sobie dotyk kogoś innego. Otrząsnęła się, przeniosła zielone tęczówki na twarz chłopaka, słuchając zapewnienia z powątpiewaniem w jego prawdziwość. Patrząc na chłopaka nawet niewprawny obserwator mógł uznać, że coś ukrywa, zupełnie jakby lekko wypowiadane słowa oraz delikatny uśmiech zamaskować miały istotę problemów, z którymi Skyler ewidentnie się borykał. Nie mogła jednak zarzucić mu, że mija się z prawdą, jednocześnie oczekując szczerej odpowiedzi. Każdy miał prawo do swoich tajemnic, radzenia sobie z problemami w samotności, i choć ona wiedziała, że obierając tę drogę ludzie robią sobie krzywdę - nie mogła nic w tej kwestii ani poradzić, ani zmienić. Z bólem serca zmusiła się do zaakceptowania sytuacji, choć jej dusza wręcz krzyczała, by drążyć temat. Stan Puchona tłumaczyć można było różnie dobrze nawałem obowiązków, które spadły na niego - miesiąc to zbyt mało, aby ogarnąć wszystko w sposób pozwalający na złapanie oddechu. Znała to z autopsji i nie powinna mieć do niego pretensji.
- Niech będzie, że ci uwierzyłam -odparła pół żartem, pół serio uśmiechając się. Dziś nie zamierzała drążyć tematu nawet jeśli jej wewnętrzne "ja" wręcz krzyczało, ale w duchu obiecała sobie, że jeśli sytuacja się nie poprawi wówczas przy następnej rozmowie tak szybko nie odpuści.
Przez myśl dziewczynie nie przeszło nawet, że gest wykonany w jej stronę zostanie przez kogoś opacznie odebrany. W jej mniemaniu nie było to nic nadzwyczajnego, ot rozmowa dwójki przyjaciół, którzy względem siebie nie szczędzą przejawów uczuć, równie niewinnych, jak ich znajomość. Nie przypuszczała, że okryta "złą sławą" postać Skylera może doprowadzić do powstania plotek z nią w roli głównej, które z prędkością światła roznoszą się po Hogwarcie. Czasem, kiedy blondynka pozwalała sobie na śmielsze gesty wobec przedstawicieli płci męskiej napotykała dziwne spojrzenia, jednak nigdy nie przywiązywała do nich dużej wagi, w jej naturze było takie zachowanie. Nie potrafiła przejść obojętnie, kiedy ktoś miał smutne oczy, a ciesząc się na widok kogoś bliskiego często witała taką osobę buziakiem w policzek lub tuląc ją.
Chwilę zastanowiła się nad komentarzem Skylera, w między czasie biorąc kolejnego gryza ciastka. Wciąż nie mogła się nadziwić zaskakującemu połączeniu, jakim było ser i wiśnia. Pierwszy raz miała okazję jeść coś podobnego i od razu się zakochała! Zamruczała cicho pod nosem, zdając sobie sprawę, że takiego piekarza mogłaby mieć w rodzinie na wyłączność.
- Prawdopodobnie tak, chociaż dawniej żyli bez niej… Czytałam o tym w starych książkach dziadka - dodała, jednocześnie przyznając mu rację, choć temat ten budził wątpliwości. Do wielu rzeczy na przestrzeni lat człowiek potrafił się dostosować, więc istniała realna szans, że i tym razem potrafiłby znaleźć jakąś alternatywę lub wykształcić odpowiednie cechy pozwalające na przeżycie w ciemnościach. Gabrielle uśmiechnęła się na myśl o tym, w szukaniu nadziei była naprawdę dobra i nawet w najgorszym położeniu potrafiła odnaleźć plusy. Panienka Levasseur od małego uczona przez dziadka była szacunku do mugoli, szanowała nie tylko samych ludzi, ale również ich pracę i dokonania, których było naprawdę dużo. Często nie rozumiała przez to zachowania swojego wuja, który w przeciwieństwie do jej rodziców, do cna przesiąknięty był ideami czystości krwi. Wpoiły je również swojemu synowi, nad czym młoda czarownica bardzo ubolewała.
- Dlaczego?! - zapytała z nutą rozbawienia w głosie, chociaż powód był jej dobrze znany. - Od dziś będziesz przeze mnie nazywany rycerzem na piankowym koniu - oznajmiła starając się zachować poważny wyraz twarzy, jednak widząc minę chłopaka nie mogła dłużej grać i roześmiała się. Śmiech blondynki niósł się po pomieszczeniu wypełniając je całe; lekki niczym podmuch wiosennego wiatru i dźwięczny niczym trele słowika. Było to niezwykle dziwne zjawisko, które zaskoczyło również Gabrielle. Nie mogło przejść bez pytań ze strony siedzącego przed nią Puchona, który wpatrywał się w nią lekko mętnym wzrokiem. Lekka panika ogarnęła dziewczynę, w momencie kiedy zdała sobie sprawę, że śmiech ten był pierwszym od dawna, zupełnie szczerym przez co miał swoje niepożądane skutki, związane z jej dziedzictwem.
Nigdy wcześniej nie wydarzyło się nic podobnego, zwłaszcza w obecności Skylera, który nie znał jej drugiej natury, czyżby teraz miało się to zmienić? Westchnęła, odkładając ułamany kawałek ciastka z powrotem na talerzyk. Przekorny los chyba wciąż uważał, że życie młodej czarownicy jest za mało skomplikowane, zaś jej samej powoli zaczynało brakować sił.
- To ci nie grozi - stwierdziła opanowując nieco rozchwiane emocje i drżenie głosu. Puchon posiadał tak ogromne pokłady uroku osobistego, że ciężko byłoby znaleźć osobę, która byłaby w stanie odmówić mu randki - Gabrielle należała do wyjątków!
Chwilowe milczenie chłopaka budziło w niej obawy, że tłumaczenie wszystkiego brakiem przyzwyczajenia do nowych obowiązków nie jest najlepsze; brzmiało to, jak swego rodzaju wymówka. Dlatego uśmiechnęła się tylko słysząc jego słowa, które wypowiedział tak, jakby sam nie wierzył w słuszność tej teorii lub też jakby myślami błądził gdzieś jeszcze, w co nie wnikała. Należało poczekać na rozwój wypadków, tylko czas mógł teraz mu w jakimś stopniu pomóc.
- A gdzie chciałabyś mieszkać? - zapytała zaskoczona jego odpowiedzią, ona sama oddałaby wiele, gdyby ponownie mogła zamieszkać u dziadków we Francji, jednak to nie wchodziło absolutnie w grę. Może kiedy już skończy szkołę, wówczas będzie miała dużo więcej do powiedzenia niż teraz, chociaż wciąż zapytana "kim chciałabyś być w przyszłości, co chciałabyś robić?" nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.
Komplement padający z ust dziewczyny wyraźnie poprawił humor młodego czarodzieja, co ucieszyło również ją. Lubiła, kiedy uśmiechał się on szczodrzej niż na co dzień, zwłaszcza, że miał niezwykle ujmujący uśmiech.
Nie miała pewności jakie zamiary miał Skyler, jednak wierzyła jego słowom, wszakże był jej przyjacielem, nie mógłby jej okłamać, nie mógł…? Nawet przez myśl nie przeszło blondynce to, że Puchon jest wprawnym kłamcom. Uśmiechnęła się do niego słysząc o przyjacielskich zamiarach, ostatnio był on blisko Finna i Gab po części wiele mu zawdzięczała. Cieszył ją również fakt, że poza nią Gard ma jeszcze jedną osobę na którą może liczyć, a która nie oczekiwała niczego w zamian - tak przynajmniej myślała.
- Masz kogoś? - zapytała zaskoczona marszcząc brwi. Wieści hogwarckiego świata mówiły o tym, że Skyler rzadko kiedy bywa sam, a z jednego związku pakuje się w drugi, jednak dla Gab były to jedynie plotki, których nie brała na poważnie. Z tego względu wyznanie chłopaka zaskoczyło ją, gdyż do tej pory żyła w przekonaniu, że jest on singlem. -A Aaaaa… Kim jest ten ktoś? - zadała kolejne - zdawałoby się niewinne - pytanie, a lewa brew dziewczyny uniosła się do góry, jakby z podejrzliwością wymalowaną w zielonych tęczówkach.
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty26.10.19 16:23;

Pamiętał, że otworzył usta, aby odpowiedzieć jej teatralnym “nieeeee”, ale zamiast tego poczuł dziwną błogość, zamroczenie i chęć… Chęć na co? Ta chwila trwała zdecydowanie zbyt krótko, aby mógł sobie to uświadomić, jednak wiedział, że kojarzy mu się to z czymś znajomym z przeszłości. Ocknął się jednak, starając się wrócić ponownie na tor rozmowy.
- Nie w mugolskim mieście - odpowiedział dość szybko, po czym dopił końcówkę swojej kawy - nie chcę musieć codziennie ukrywać się z tym kim jestem - wytłumaczył krótko, czując że te słowa mają dla niego dużo większe znaczenie, niż mogłoby się to wydawać. Miał już dość ograniczeń, powstrzymywania się. Może i dla niektórych to działało, jak chociażby dla jego dziadka, ale on nie chciał tak żyć. Chciał się po prostu… wpasować.
Czy oczekiwał czegokolwiek od Finna? Trudno było to stwierdzić. Niczego od niego nie zamierzał wymagać, ale na pewno liczył na wiele. Ale czy było to czymś złym? Czy właśnie nie na tym polegają relacje międzyludzkie, że można na kogoś liczyć, a w zamian chcieć po prostu trochę jego uwagi, minimum zainteresowania albo chociaż możliwość spędzenia z tą osobą czasu? Zdecydowanie nie wymagał niczego konkretnego od Finna, po prostu chciał być blisko. Ciągnęło go do niego, jego rozpacz przyciągała go jakby był dementorem i w ten sam sposób, co zakapturzona postać, chciał skraść jego duszę. Chciał aby Finn był jego, ale czy tego oczekiwał? Zdecydowanie nie. Uzależniającą przyjemność sprawiło mu samo pragnienie.
- Matt. Matt Gallagher - odpowiedział bez większego zastanowienia, mając świadomość, że każda sekunda zwłoki jest dowodem jego kłamstwa. Pierwsza zasada dobrego kłamcy, to zadbanie o konkrety. Nie mógł odpowiedzieć wymijająco. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że zupełnie naturalnie wybrał męskiego partnera, jednocześnie zdradzając się przed Gabrielle ze swoją orientacją. Przesunął badawczy wzrok po twarzy dziewczyny, chcąc dostrzec jakąkolwiek reakcję na nową informację. Dlaczego właśnie Matt przyszedł mu do głowy? Po namyśle było to najlepsza z możliwych opcji, ale przecież nie była to wyrachowana decyzja. Zrobił to automatycznie, a więc o co chodziło? Przesunął dłonią po tyle swojej głowy, mierzwiąc nieco zbyt długie już włosy, co miało pomóc mu rozładować skrępowanie, które czuł w tej sytuacji.
- Zbytnio się z tym nie obnosimy, bo ja jeszcze… - zaczął, uśmiechając się lekko do Gabrielle, jakby zaczynał opowiadać jakiś dobry żart. - Muszę najpierw powiedzieć komuś jeszcze, zanim dowie się cała szkoła - wyjaśnił, dobrze wiedząc jak szybko potrafią roznosić się plotki. Zdecydowanie nie chciał, żeby Jeremy usłyszał o tym od kogoś innego, ale z drugiej strony zupełnie nie wiedział się do tego zabrać. Nie dość, że przez ostatni miesiąc prawie w ogóle się nie widywali, to nawet wtedy, gdy już byli w jednym miejscu, to zawsze czuł, że ta chwila nie jest tą odpowiednią.
- A jak tam Twoje życie uczuciowe? - spytał, chcąc jak najszybciej odejść od rozmowy o nim samym.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Dodatkowo : Ćwierćwila
Galeony : 626
  Liczba postów : 1459
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty26.10.19 19:01;

Widziała tą delikatną zmianę malującą się na twarzy chłopaka, doskonale zdając sobie sprawę, że była to jedna z tych chwilą, o której mówił niegdyś Nathaniel, tyle, że na niego świadomie rzuciła swój urok, doprowadzając do stanu, z którego żadne z nich nie było dumne. Tym razem to stało się niezależnie od niej, po prostu się zaśmiała i choć był to śmiech niezwykle szczery – pierwszy taki od kilku tygodni – nie sądziła, iż będzie miał on wpływ na inne osoby. Wstrzymała na chwilę oddech, zdenerwowany wzrok blondynki wędrował od kubka z kawą, przez talerz, na którym wciąż spoczywał kawałek ciastka po twarz chłopaka. Na szczęścia ta kilka sekund później wróciła do normalnego stanu, dzięki czemu Gabrielle mogła odetchnąć z ulgą, zaś z jego ust nie padły niezręczne pytania.
-Przecież Londyn to miasto, które łączy w sobie magiczny i mugolski świat – odparła marszcząc brwi, wiele czarownic oraz czarodziei zamieszkiwało to ponure, wiecznie mokre miasto, współżyjąc z niemagicznymi, jednocześnie nie ukrywając się ze swoim darem. Gabrielle ciężko było pojąć logikę Skyler, jednak musiała przyznać, że mieszkanie w Dolinie jest dużo łatwiejsze.
-Nikt nie może cię zmusić do tego, byś ukrywał to kim jesteś. – oznajmiła, opuszkami palców dotykając skóry jego dłoni, gest ten trwał zaledwie kilka sekund, jednak miał dodać chłopakowi odrobiny oparcia i siły. Mimo, iż świat bardzo poszedł na przód oraz stał się bardziej otwarty, to wciąż żyli w rzeczywistości, w której świat czarodzei i mugoli dzieli zbyt wielka przepaść. Żyją obok siebie. Niektórzy próbują wmówić, że to nie prawda, że te dwa światy tworzą jedność – to wierutne kłamstwo. Nie da się ich połączyć, zdawał sobie z tego sprawę Gilbert Grindelwald oraz Tom Riddl „Voldemort”, Gabrielle nie pochwalała ich, nigdy nie uważała, iż poglądy, które głosili były czymś dobrym, wręcz przeciwnie potępiała je, lecz chcąc czy też nie musiała przyznać im rację w jednym – czarodzieje i mugole nigdy nie będą żyć w symbiozie.
Dziewczyna nie wątpiła w to, czy zamiary Skylera wobec Finna mają przyjazne podłoże, obawiała się jedynie, że nie są one czysto przyjacielskie. W przeszłości przeprowadziła bardzo podobną rozmowę z Vinim, widziała w jego tęczówkach wahanie, ciekawość i strach. Te oczy były teraz tak bardzo podobne do tęczówek Puchona siedzącego przed nią; wywoływały u niej lęk. Bała się, że po raz kolejny Finn zostanie przez kogoś skrzywdzony… kogoś bliskiego. Mimo, iż blondynka była od niego młodsza, chciała chronić kuzyna, będąc święcie przekonaną, że tej ochrony potrzebuje. W jej myślach rodziło się tylko jedno pytanie – czy miała go chronić przed Skylerem, czy przed samą sobą? Wzięła w dłonie kubek, jednak słysząc odpowiedź Puchona zamarła trzymając go w powietrzu. Nie była pewna, co zszokowało ją bardziej – fakt, że jej przyjaciel był w związku z chłopakiem, czy to, że owym chłopakiem był Matt. Odzyskując rezon upiła łyk letniej już kawy, chciała już zabrać głos, kiedy Sky odezwał się po raz kolejny.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? – zapytała z wyrzutem w głosie. –Gratuluje wam bardzo, wiesz… lubię Matta. Jest naprawdę fajny i przystojny – – skomentowała uśmiechając się. Nie zamierzała prawić chłopakowi morałów, czy też ganić za jego orientacje. Tego rodzaju „inność” zupełnie jej nie przeszkadzała, zwłaszcza, że sama również była inna. Nie zamierzała mówić tego na głos, nie była pewna czy informacja „jestem ćwierćwilą” jest równie nieszkodliwa jak „wolę chłopców”. Spięła się słysząc pytanie padając z jego ust, wyprostowała ramiona, uniosła delikatnie brodę ku górze, mimochodem przyjmując postawę obronną. Wiedziała, że zmiana tematu z jego podbojów miłosnych na jej, nie była niczym szkodliwym, a jednak u blondwłoej czarownicy budziła potrzebę odparcia ataku.
-To naprawdę ciężki temat – westchnęła – Poznałam chłopaka… przez listy. Zakochałam się. Odkryłam, że jest moim największym wrogiem. Spotkaliśmy się, chyba też mnie kochał. Okazało się, że nie na tyle mocno, by zaakceptować mnie w pełni. Złamał mi serce. Ma inną. Upiłam się. Tyle w skrócie. – odpowiedziała uśmiechając się smutno, nie mogła spojrzeć w oczy Skylera, utkwiła je w kawałku ciastka, jednak chłopak po głosie mógł poznać, że jest to dla Gabrielle niezwykle wrażliwy temat. Wciąż słabo radziła sobie z tym wszystkim, choć każdego dnia było coraz lepiej.
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty02.11.19 11:03;

Pokręcił głową, słysząc odpowiedź dziewczyny, chcąc dać do zrozumienia, że nie zadowala go takie rozwiązanie.
- Nie interesują mnie takie kompromisy - odpowiedział jej pospiesznie, chociaż miał świadomość, że dorastał w mugolskich warunkach, więc jego punkt patrzenia jest inny, niż jakby wychowywał się w rodzinie czarodziei, otaczając się magią od najmłodszego. - Chyba... chyba, że będę miał kogoś, kto będzie chciał tam mieszkać - dodał po namyśle, uznając, że w takiej sytuacji zapewne zgodziłby się na każde miasto, jeżeli tej drugiej osobie naprawdę by na tym zależało. Zdecydowanie wolał zrezygnować ze swojej wolności, ale wiedzieć, że jego najbliższa osoba jest zadowolona. - No myślę, że Ministerstwo jednak może - odpowiedział jej rozbawiony, nie chcąc myśleć, że Gab mogłaby mieć na myśli inne ukrywanie się. Jeżeli chodziło orientację, to przecież powoli, krok po kroku, dążył do tego, by nie musieć już nic ukrywać.
Uśmiechnął się, obracając pustą filiżankę w dłoni. " Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?" Czego? Że interesują go faceci? Czy konkretnie tego, że chodzi z Mattem. Przy pierwszym rozbrajało go z jaką lekkością niektórzy podchodzą do tego tematu. To, jakie uczucia niosło takie wyzwanie, potrafiła zrozumieć tylko osoba, która znajdowała się w takiej sytuacji. Długo myślał... nie, on miał n a d z i e j ę, że jest bi, a jednak nawet wtedy starał się utrzymywać wersję, że jest hetero. Po co miałby chcieć wykraczać poza szereg, skoro wystarczyło znaleźć sobie jakąś miłą dziewczynę, zrobić jej dziecko i żyć razem długo, beznadziejnie ale stabilnie? Jak coming out przed wszystkimi miałby być łatwy, skoro przed sobą samym wyznawał to przez tak długi czas.
- Uwierz, że jesteś jedną z pierwszych osób - odpowiedział jej, nie chcąc wchodzić w szczegóły dotyczące Matta. Właściwie, to nawet odpowiedział jej zgodnie z prawdą. W końcu była pierwszą osobą, która wie o jego związku z Gallagherem. Wie nawet przed samym Ślizgonem. Ta myśl rozbawiła go na tyle, że na chwilę stłumił falę obrzydzenia do samego siebie i uśmiechnął się lekko, odruchowo poprawiając włosy.
- Oh, shit, Gab. Nie wiedziałem, że taka urocza Puchonka może mieć największego wro... - urwał, dostrzegając klientów zbliżających się do drzwi piekarni, po czym spojrzał na zegarek i wstał od stolika, wyjmując różdżkę. - Wybacz, Słońce, ale zbliża się ruchliwszy czas i... wyślę Ci sowę, ok? - przytulił ją krótko, otaczając wolnym ramieniem i zaciskając delikatnie palce na jej przedramieniu. - Koniecznie musimy się spotkać, aby móc trochę więcej porozmawiać - rzucił jeszcze, przybierając swój wyćwiczony do pracy uśmiech, bo w tej samej chwili usłyszał dźwięk dzwoneczka przy drzwiach. - Dzień dobry!
W wolnej chwili przywołał puste naczynia z ich stolika, transportując je na zaplecze, łapiąc spojrzenie dziewczyny między jednym a drugim klientem. W pewnym momencie musiał zniknąć na zaplecze, aby przynieść większe zamówienie, a gdy wrócił za ladę, Puchonki już tam nie było. Poczuł się z tego powodu dziwnie samotny, jakby sama jej obecność ułatwiała mu pracę.

/zt x2
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty30.12.19 10:57;

Podzielność uwagi nigdy nie była czymś, czym mógł się pochwalić, więc skupiony na ubijaniu białka z cukrem, wymrukiwał marsz weselny, święcie przekonany, że nuci pod nosem jakąś świąteczną piosenkę. Postukał lekko różdżką o brzeg miski, by zakończyć zaklęcie i rzucić nowe, delikatnie mieszające puszystą masę. Ręcznie dodawał stopniowo żelatynę i gdy tylko wlał tam ostatnią gęstą kroplę, musiał przerwać nadprogramowe zabawy cukiernicze, słysząc dzwoneczek oznajmiający przyjście klienta. Jeszcze zanim wychylił się zza rogu zaplecza przykleił do twarzy jeden ze swoich wyuczonych uśmiechów i z wesołym “Dzień dobry” przeszedł do sprawnej obsługi starszej pani, której zaraz zaczął polecać kanarkowe kremówki, powtarzając, że dodadzą jej skrzydeł na święta i przestrzegł, by nawet nie próbowała kremu na mrozie. Czy bawiła go wizja staruszki zamieniającej się w wypłowiałego kanarka? Jak najbardziej? Czy było to w jakikolwiek sposób dla niej niebezpieczne? Oczywiście, że nie, bo wtedy wykłócałby się z Panią Chambers, że nie powinni zaopatrywać cukierni w taki produkt. Klientka jednak była dość zawzięta, bo nie dała się namówić ani na kremówki, ani na kociołkowe pieguski ani nawet na kandyzowane ananasy (by poczuć trochę lata w te mroźne popołudnie), więc Skyler musiał pogodzić się, że przez akurat tą panią nie nabije sobie dodatkowej sprzedaży do premii świątecznej i z pokorą zapakował jej porcję pasztecików dyniowych, która mogłaby wykarmić pół Hogwartu. Pożyczył jej wesołych świąt i pośpiesznie wrócił na zaplecze, by rozlać masę na biszkopt z kremem. Rozgrzał zaklęciem czekoladę, by powolnymi ruchami różdżki rozlać ją w świąteczne wzory na puszystym, białym tle i odstawić całą blaszkę na półkę chłodzącą, by tam wszystko stężało w spokoju, gotowe do wystawienie na ladę pod koniec jego zmiany. Zwabiony dzwonkiem wrócił na front, a widząc, że tym razem odwiedziły go uczennice Hogwartu, oparł się o blat dłonią i zaangażował się w tłumaczenie im co poleca zakupić do domu, co nadaje się do wysłania sową w prezentach świątecznych, a co najlepiej zjeść na miejscu. Ze zdecydowanie swobodniejszym niż przy staruszce uśmiechem namawiał je na wypicie kawy, błagając w duchu by żadna z nich nie zamówiła syreniego latte, bo ogon wciąż wychodził mu żenująco krzywo. Wszystkie jednak zdecydowały się na herbatę, więc teatralnym ruchem ręki wskazał im stolik z mieszankami do wyboru, a sam zabrał się za przygotowanie dzbaneczków z wrzątkiem i kolorowych filiżanek. Zamiast rzucić zaklęcie, powciskał wszystko na dwie tacki i balansując równowagą, przyniósł im zamówienie własnoręcznie do stolika.
Od tego momentu ruch się nasilił, więc trochę spanikował, że zamiast od razu zabrać się za spakowanie zamówień do wysyłki, to zajął się robieniem nadprogramowego ciasta. Żeby przyspieszyć nieco cały ten proces, choć bardzo tego nie lubił, musiał umagicznić większość swoich czynności, co wymagało od niego ponawiania zaklęć pakujących niemal po każdym obsłużonym kliencie, bo te złośliwie przemijało, jeżeli spuścił zbyt długo wzrok ze świątecznego papieru. Odetchnął z ulgą, gdy tylko zobaczył w progu swojego zmiennika, dostając dzięki temu nieco dodatkowej energii na kilku ostatnich klientów i przeszedł do nieskładnego streszczania mu co zrobił, a co jeszcze należy dziś zrobić i nałożył mu kawałek swojego ciasta, by ocenił czy według niego nie dał za dużo cukru. Uspokojony został jeszcze na tyle, by wystawić resztę ciasta na ladę i rzucić kilka zaklęć czyszczących w kuchni, po czym ściągnął z siebie fartuch, odwieszając go na miejsce i ze świątecznymi życzeniami pożegnał się ze współpracownikiem, klientami i pracą.

|zt
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32531
  Liczba postów : 103244
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty13.01.20 18:49;

@Skyler Schuester

Od rana mieliście sporo pracy. Na szczęście nie byłeś dzisiaj wyznaczony do roli sprzedawcy i trzeba przyznać, że naprawdę ci się upiekło, bo kątem oka z kuchni możesz dostrzec, że na sali dzieje się istne szaleństwo. Co nie znaczy, że wy tutaj macie lekko. Okazało się, że wszelkie ciasta i słodycze zeszły znacznie szybciej, niż się spodziewaliście,więc musicie przyspieszyć tempo i dorobić ciasto, które cieszy się największym powodzeniem. To dość trudny wypiek i na ogół przygotowuje go twój doświadczony współpracownik, ale tym razem był zbyt zajęty czymś innym i to zadanie spadło na ciebie. Nie miałeś problemu z odpowiednim przygotowaniem wypieku, niestety, kiedy wsadziłeś go do pieca, zostałeś zasypany kolejnymi zadaniami. Twój kolega powiedział, że nie masz czym się martwić i on dopilnuje, żeby wyłączyć ciasto w odpowiednim momencie. Jednak – nie robi tego, samemu zupełnie o tym zapominając. Ciasto nie nadaję się już do niczego, jest spalone od spodu i stanowczo za bardzo spieczone od góry. Kiedy szef zagląda na kuchnie i pyta cię co się stało, masz dwa wyjścia. Wiesz, jak drogie są te składniki i w jak paskudnym humorze jest twój przełożony i możesz spodziewać się, że to nie obejdzie się bez konsekwencji. Wiesz też, że drugi piekarz podpadł ostatnio tyle razy, że kolejna wpadka mogłaby skończyć się dla niego brakiem pracy. Ty za to jesteś ulubieńcem i pewnie czekają cię najwyżej konsekwencję finansowe. Weźmiesz winę na siebie, czy powiesz jak było?

______________________

Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty31.01.20 15:27;

Zdecydowanie nie było dziś czasu na żadne nucenie pod nosem, co nie znaczy, że nie próbował jakoś rozluźnić atmosfery, rzucając bardzo niezręczne żarty, które mimo wszystko nieco poprawiały humor osobom, które przywykły już do jego zachowania. Trzepał masę na bezowe bazy partia po partii, jakby od tego zależało jego życie, co chwila sprawdzając jak innym wychodzi ich wypiekanie. Tak naprawdę kontrolował to tylko dlatego, że takie bazy na tort potrafiły się tragicznie połamać, dając mu możliwość ich podjadania lub podkradania ich, by podrzucać co większe kawałki do kieszeni w fartuchach swoich współpracowników. Umknął po karton zapasów, gdy tylko usłyszał nowe “no kurwa, Skyler” i zabrał się za wyrabianie zdecydowanie zbyt skomplikowanej masy na ciasto, które mimo rozbudowanego przepisu, nie wymagało żadnych nadprogramowych zaklęć, więc czuł się dość pewnie. Dla przyspieszenia całego procesu korzystał z magicznych przedmiotów, choć gdy jest sam na kuchni zdarza mu się trochę nagiąć zasady i popracować ręcznie, po mugolsku. Dziś jednak, nawet gdyby był sam, to przy takiej liście zadań i tak sięgnąłby po chociażby magiczną trzepaczkę. Zmielił zaklęciem korę cynamonu, poświęcając na to dość sporo czasu i uwagi, by uzyskać nie drobinki, a pył, skoro w przepisie wyraźnie zaznaczono, że z jakiegoś powodu musi być świeżo starty i dodał go do masy. Rozlał kremowy płyn do kilku foremek, do każdej dodając inne dodatkowe składniki, trzymając się skrupulatnie podanych proporcji, choć zazwyczaj pozwalał sobie na dość dużą dozę improwizacji. Po ostatniej akcji z wybuchającymi cynamonowym lukrem babeczkami zależało mu, aby tym razem niczego nie zepsuć i przypomnieć wszystkim, że jeżeli tylko nie każe za dużo machać mu się różdżką, to potrafi stworzyć prawdziwe cuda. Tak, drodzy klienci. Oto pan Schuester i jego magiczne dłonie. Nie potrzebuje różdżki, byście oszaleli z przyjemności. Oczywiście mowa o przyjemności przez wasze kubki smakowe.
Ledwo zdążył wstawić wszystkie warstwy do pieca i zabrać się do zgarniania resztek na bajaderki, a już padło hasło, że ktoś z kuchni musi przejść za ladę i spędzić tam czas do końca zmiany jednej z dziewcząt, bo ta musiała pilnie wrócić do domu. No pewnie, najlepiej akurat w godzinach największego ruchu. Od razu zaczął się zapierać, że on musi zostać, by pilnować ciasta, ale jeszcze gorliwiej reszta utrzymywała, że tylko on w tej nerwowej atmosferze będzie w stanie nie warczeć na klientów. Niechętnie, ale jednak zgodził się, ufając obietnicy, że ziomeczek to-nie-moja-wina-po-prostu-zawsze-mam-pecha dopilnuje jego ciasta. No i kolejny raz dane mu było pożałować swojej ufności i naiwności, bo gość zjebał sprawę i wyszedł sobie na zdecydowanie zbyt długą przerwę na papieroska. Biedaczyna pewnie nie wytrzymał stresu z tempem pracy i musiał sięgnąć po jednego z tych “śmiesznych”, bo jak wrócił to z niezwykle wyluzowany klepnął Skylera w ramie rzucając “Ciasto przeszło Ci na ciemną stronę mocy”. Łypnął na niego z niedowierzaniem, powstrzymując się od przekleństw tylko dlatego, że właśnie wydawał resztę jakiejś starszej pani, po czym od razu poleciał do kuchni, by z zapętlonym “nie, nie, nie” wyjąć blaszki z pieca. Wciąż gorącą warstwę bazową wykroił na tackę zaklęciem, by nie dobić się przypadkowym poparzeniem, mając nadzieję, że może uda się coś z tego jeszcze uratować o ile środek nie wysechł zbyt mocno. Zaraz jednak zaklął soczyście, akurat gdy szefowa weszła do kuchni i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć splótł dłonie w teatralnie przepraszającym geście.
- Zapłacę za to - rzucił od razu, nie myśląc za bardzo o tym, że i tak balansuje na granicy pożyczek - I od razu zrobię nowe, są jeszcze odpowiednie składniki. Wyszłoby idealnie… gdyby mnie Pani Bloomgale nie zagadała przy kasie - kontynuował, łapiąc się myśli, że może jak zawsze uda mu się odwrócić uwagę Pani Chambers jakimiś świeżutkimi jak ich paszteciki dyniowe ploteczkami, skoro znał już dobrze tę jej słabość. - Podobno biedny Pan Brickner znowu… - urwał wymownie, by jedną dłonią wykonać gest przechylania kieliszka do ust, a drugą rzucić chłoszczyść na blaszkę, by zacząć od nowa. Oczywiście, że nawet nie pomyślał o tym, by usprawiedliwić się współpracownikiem. To w końcu było jego zadanie i nie powinien powierzać żadnego etapu komukolwiek innemu. To że uległ i się na to zgodził, było tylko i wyłącznie jego winą. Mógł się uprzeć, mógł patrzeć na zegarek i kilka razy wbiec na szybko do kuchni, by sprawdzić poziom wypieczenia. Opcji było wiele, a on wybrał najgorszą, więc to on był za to odpowiedzialny.
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32531
  Liczba postów : 103244
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty10.02.20 16:52;

@Skyler Schuester

Mina twojej szefowej zdradzała, że to naprawdę nie był dobry dzień na takie wypadki. Spojrzała załamana na ciasto, potem na ciebie i już miała otwierać usta, zacząć jakiś wywód mimo całej sympatii do ciebie, ale na szczęście udało ci się ją lekko przyhamować zdradzeniem interesującej plotki. Mimo wszystko dalej utrzymywała surowy wyraz twarzy i westchnęła w końcu.
- No dobra, Sky. Potrącę ci z pensji, ale tylko trochę, żebyś nie musiał spać u nas na zapleczu. Nie będę dręczyć dorabiającego studenta. No i masz szczęście, że to wyjątkowa sytuacja. Uważaj następnym razem, zwłaszcza, przy tym cieście, chociaż rozumiem problem z panią Bloomgale, ta kobieta po prostu nie milknie - pokręciła głową, ale już miała w planie wypytać ciebie i najpewniej ją o więcej szczegółów. Twój współpracownik spojrzał na ciebie z wdzięcznością, bo doskonale wiedział, że jemu nie poszłoby tak łatwo. Teraz z pewnością masz u niego dług wdzięczności i kto wie, może to było warte straty tych 20 galeonów? Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda ci się wsparcie!
Pamiętaj o odnotowaniu straty w odpowiednim temacie.

______________________

Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32531
  Liczba postów : 103244
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty17.02.20 23:14;

Ingerencja odbywa się po feriach.

Po dwóch tygodniach odpoczynku może być ciężko powrócić do codziennych obowiązków; do (względnie) systematycznej nauki, do godzin spędzonych w pracy, nieważne jak bardzo ją lubisz. Takich emocji nie podziela Pani Chambers - kiedy tylko przekraczasz próg lokalu, twarz właścicielki rozświetla się ciepłym uśmiechem, a sama kobieta natychmiast wyciąga ręce, żeby Cię uściskać, jakby rzeczywiście zdążyła zatęsknić za Twoim kręceniem się pod nogami.
- No, no, już myślałam, że tak ci się spodobało na feriach, że już do nas nie wrócisz. Opowiadaj, Sky, opowiadaj, dopóki jeszcze mamy chwilę przed otwarciem. Chyba dobrze was tam karmili? - Kobieta szczypie Cię lekko w bok, mrugając żartobliwie i w zasadzie nie dając Ci czasu na udzielenie konkretnej odpowiedzi. Przecież sama ma tak wiele do powiedzenia! - Ale to dobrze! Dobry cukiernik musi poznać różne smaki, żeby potem samemu wypiekać cuda. Inspiracja jest wszędzie. Pewnie wróciłeś z głową pełną pomysłów, nieprawdaż? Wiesz co, Sky? Dante bardzo się rozwinął pod twoją nieobecność, poradzi sobie na początek dnia. Dla ciebie mam inne zadanie. - Klaszcze w dłonie radośnie, a iskierki w jej oczach migoczą zachwytem nad własnym spontanicznym pomysłem. I już wiesz, że nie możesz jej zawieść. Presja jest tym większa, że przecież na pewno lubisz swoje miano ulubieńca Pani Chambers! - Ta stara, za przeproszeniem, prukwa, od Hansonów ostatnio skrytykowała naszą cukiernię. Że niby stoimy w miejscu. Ha! Bzdura. Ale u Pani Puddifoot ponoć ostatnio próbowała nowego specjału - inna sprawa, że słyszałam, że to był wypadek i zamiast esencji wlali do ciasta niezdrowe ilości eliksiru tęczowego. Ale, wiesz jaka jestem, nie chciałabym rozpowiadać plotek... w każdym razie Skyler, kochany, my też potrzebujemy czegoś nowego, czegoś, czym przyciągniemy i zatrzymamy klientów. Czegoś... niespotykanego! I chciałabym, żebyś to ty to stworzył. Mogę na ciebie liczyć? - Patrzy na Ciebie przenikliwie, czekając na decyzję. Czy się podejmiesz?

@Skyler Schuester
Jeżeli się zgodzisz, Twoim zadaniem jest wymyślenie autorskiego deseru, w jakiś sposób zainspirowanego dopiero co odbytą wycieczką. Możesz nawiązywać do podawanych w górach dań i korzystać z efektów ich składników - pamiętaj jednak, że w tym zadaniu przede wszystkim liczy się kreatywność. Pamiętaj także, żeby dokładnie wyjaśnić swój zamysł Pani Chambers!
Jeżeli wymyślony przez Ciebie deser będzie dobry, zostanie wpisany do stałego menu cukierni.
Możesz też odmówić. Wtedy zamiast Ciebie nową recepturą zajmie się Dante, a Ciebie zżerać będzie zazdrość.
W razie wątpliwości, pisz do @Ezra T. Clarke love

______________________

Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty25.02.20 22:09;

Czasami jedyne co można zrobić, to udawać, że nic się nie wydarzyło. Uśmiechnąć się, przytakiwać, dać się nieść przez nurt dnia i pracować, pracować, pracować. Byle ani przez chwilę się nie zatrzymać i nie dać  myślom zbyt wiele swobody. Powrót do pracy wiązał się z jedną niedogodnością - magią. Przez ostatnie dni nie trzymał nawet różdżki w dłoni, czując do jakichkolwiek zaklęć nic innego jak zwykłą niechęć, która wywoływała w nim mdłości. Cały wieczór powtarzał sobie, że przecież magiczne gotowanie towarzyszyło mu przez lata i tych zaklęć nie może od siebie odrzucić, jeżeli nie chce zabić w sobie części własnej tożsamości. Westchnął ciężko przed wejściem do sklepu, by tuż po minięciu drzwi zaprezentować perfekcyjnie wyuczony uśmiech, który stał się nieco trudniejszy w utrzymaniu, gdy tylko poczuł na sobie uścisk Pani Chambers. Myśli zaplątały się zupełnie, rozproszone tym uprzejmym ciepłem i zaraz przytakiwał jej nieświadomie z nieco nieobecnym wzrokiem, ale dzielnie zachowanym lekkim uśmiechem, dopiero po fakcie orientując się na co się zgodził. Otwierał już usta, by przyznać się, że nie jest w najlepszej formie, ale zaraz zamknął je, przypominając sobie słowa Jerrego, że miłe zajęcie dobrze mu zrobi. Ruszenie wyobraźni powinno wybudzić go nieco z letargu, prawda? Zresztą lepiej podjąć się zadania, niż narazić się dziś na bezpośredni kontakt z klientami, gdzie w obecnym stanie bardzo łatwo byłoby nie tylko popełnić błąd, ale też zaliczyć po drodze jakiś mniejszy lub większy prywatny kryzys.
Machnął Dante na powitanie, wyjątkowo nie mając ochoty na zaczepne puszczenie mu oczka, po czym przebrał się i ukrył w swoim ulubionym kącie kuchni, by wyciągnąć notatnik wraz z ołówkiem, chcąc spisać i zwizualizować jakieś swoje pomysły. W pierwszej kolejności wypisał miejsca, które poznał na feriach, od razu skreślając większość z nich przez nieprzyjemne skojarzenia lub fakt, że w żaden sposób nie zrobiły na nim większego wrażenia. Już na samym wstępie szło mu opornie, bo nawet gdy wpadał w końcu na jakiś pomysł, to zaraz łapały go wątpliwości czy będzie w stanie go zrealizować i zaraz wykreślał spisywany przepis. Kilka razy odruchowo zerknął na nadgarstek, by sprawdzić godzinę, ale przez brak zegarka jego wzrok padał jedynie na tatuaż, który dodawać miał mu pewności siebie, a w świetle ostatnich wydarzeń - działał wręcz odwrotnie. Dopiero Dante czmychający na przerwę, uświadomił mu, ile czasu zmarnował na samo planowanie, więc zerwał się z miejsca, decydując, że lepiej polegnąć przez zbyt dużą dawkę improwizacji, niż zrobić to z pustymi rękoma.
W pierwszej kolejności zabrał się za wypieczenie drobnych ale niezwykle twardych czekoladowych biszkoptów w kształcie rybek, a gdy te zaczynały rumienić się w piecu, przygotował mocny napar z kawy. Nie chcąc tracić już więcej czasu ostudził go zaklęciem, dzieląc na dwie porcje, do pierwszej dodając esencję “ożywającą”, której używają chociażby do syreniego latte. W czasie gdy rybki moczyły się w przygotowanej mieszance (z minuty na minutę zaczynając poruszać się coraz ruchliwiej), przy pomocy magicznej trzepaczki ubił białka na sztywną pianę. W drugiej misce wymieszał dokładnie żółtka z cukrem, zaraz dodając również serek mascarpone i ubitą śmietanę, ostrożnie dokładając to wszystko do białek. Zatrzymał się na chwilę, nie mogąc podjąć kolejnej decyzji, zakrywając oczy dłonią, jakby chciał ukryć przed sobą katastrofę, która zaraz się wydarzy, jeśli nie podejmie żadnych dalszych kroków. Nawet gdyby stał tak przez kolejną godzinę, to zupełnie nic złego by się nie wydarzyło, jednak trzeba przyznać, że ostatnimi czasy jego umysł nie był dla niego najłaskawszy i lubił tę sado-masochistyczną zabawę, w której oddech Skylera zaczynał przyspieszać, zdradzając zdenerwowanie. Kilka machnięć różdżką i masa z misy rozlała się do dwóch mniejszych misek, a zaraz nad każdą z nich zawisła butelka likieru kawowego (jedna bez- a druga z alkoholem) ciemnymi strumieniami burząc białe piany. Dźgnął różdżką dwie szpatułki, by zaczęły delikatne mieszanie masy, sam przygotowując salaterki, na których dnie ułożył biszkopty namoczone w czystym naparze z kawy, zaraz zalewając je masą i powtarzając ten proces jeszcze raz, chcąc utworzyć cztery cienkie warstwy. Przelewitował zaklęciem wszystkie salaterki do półek mrożących, od razu zabierając się za najtrudniejszy z etapów, który zajął mu również najwięcej czasu, bo zaczynał go od zera kilkukrotnie, niezadowolony z efektów. W końcu udało mu się stworzyć odpowiednio gęstą, przezroczysto-mleczną polewę, więc zamrożone desery wyciągnął z chłodni, by pozostawione w salaterkach miejsce zalać grubą warstwą polewy, do każdej wkrapiając inną dawkę eliksiru euforii. Wziął głęboki oddech i ostrożnie przeniósł zaklęciem dwie ruchome biszkoptowe rybki do jednej z salaterek, pozwalając im zagościć się w mroźnie-przejrzystej wierzchniej warstwie. Upewniając się, że ciastka dobrze przeżyły tę zmianę, powtórzył tę czynność na kolejnych porcjach, wszystkie przyprószając ledwo widocznie cukrem pudrem, a nie tak jak wymagałoby tego oryginalne tiramisu - kakao. Wierzch każdej porcji przymroził jeszcze zaklęciem, by polewa zyskała na charakterystycznej lodowej teksturze, po czym zawahał się czy nie poprosić najpierw Dante o próbę generalną, ale zaraz uznał, że Pani Chambers wolałaby spróbować jako pierwsza nowego przepisu. Poprawił więc jeszcze kilka rzeczy w notatkach i poprosił do siebie szefową.
- Prawdę mówiąc, to w czasie ferii nie zwiedzałem za wiele… - zaczął, przysuwając dwie salaterki w stronę kobiety, ustawiając za nimi odpowiednio butelkę likieru z alkoholem, jak i tego bez, by wiedziała czym różnią się z pozoru identyczne desery. - Ale miałem bliskie spotkanie z zamarzniętym jeziorem, którego tafla była tak czysta, że można było przyjrzeć się żyjącym tam stworzeniom i… próbowałem to tutaj oddać - kontynuował, dopiero teraz przypominając sobie o zagubionym gdzieś w obawach uśmiechu. - Połączyłem dwa włoskie desery. Semifreddo i tiramisu, bo… No chciałem, żeby nie tylko kojarzyło się z lodem, ale faktycznie był to deser lodowy, ale semifreddo jest dość odważne… a tiramisu chyba cieszy się większą popularnością - tłumaczył dalej, pozerkując co chwilę na Panią Chambers, trzymając dłonie za plecami, by nie przesadzać z gestykulacją. - Do polewy dodałem eliksir euforii, więc po zjedzeniu takiej porcji powinno się mieć więcej energii i lepszy humor - dokończył, nieco podniesiony na duchu, że udało mu się stworzyć deser, który powinien przynieść pozytywny efekt. Po to przecież są słodycze, prawda? Mają poprawiać humor, zabijać smutki, umilać czas. Sam najchętniej zresztą wypiłby cały pozostały w magazynie eliksir euforii zjadłby kilka takich deserów - A, szacowaną siłę pobudzenia można rozpoznać po tym jak ruchliwe są rybki - dodał nagle, przypominając sobie, że do każdej porcji dodał przecież odmienną dawkę.
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty21.03.20 20:23;

Dostał wyraźny sygnał, że gotuje i piecze za dużo. Półki kuchenne w mieszkaniu wciąż świeciły pustkami, napełniając natomiast niedziałającą lodówkę, potraktowaną zaklęciami chłodzącymi, aż w pewnym momencie musiało to dotrzeć i do samego Skylera. Im mniej jednak piekł w domu, tym bardziej nakręcał się w pracy, przekraczając już nawet granicę zaangażowania i wkraczając nieśmiało w nadgorliwość. Współpracownicy mieli już wcześniej okazje widywać u niego te trwające tygodniami etapy nadpobudliwości i zwyczajnie odsuwali się nieco na bok, dając mu miotać się po kuchni, wyrabiając nie tylko swoją normę, ale część ich własnych. Sama Pani Chambers nigdy nie robiła mu zresztą problemów nawet wtedy, gdy zaczynał wykraczać poza zamówienia i eksperymentował z nowymi przepisami lub zwyczajnie dorabiał jakąś partię nadprogramowo, a jednak jej czujność w takich chwilach się wzmagała i gdy tylko miał nieco mniej ruchliwą chwilę, jak chociażby podczas ubijania zaklęciami białek lub siekanie orzechów, zachodziła niby mimochodem do kuchni, próbując wyciągnąć z niego jakieś plotki. On naturalnie, jak na profesjonalnego cukiernika przystało, sypał jej historiami jak z rękawa, nie przestając wcale ani przy wstawianiu muffinek do pieca, ani przy krojeniu biszkoptów, ani nawet przy odmierzaniu eliksirów do Kanarkowych Kremówek. Dopiero gdy pożegnał się z szefową, pakując jej na wynos pół tuzina bajaderek, pochłonęła go całkowicie praca nad zamówionym na jutrzejszy poranek Tortem Pavlova i dopiero przy nim wyraźnie zwolnił tempo, musząc zaklęciami wtłoczyć w różnokolorowe owoce eliksir tęczowy. Ocknął się przez dłoń na ramieniu jednego z współpracowników, oznajmiającego, że za kwadrans kończą zmianę, więc trzeba wysprzątać i zamknąć kuchnię. Dodał więc kilka ostatecznych poprawek i odstawił ogromną bezę na półkę chłodzącą, pomagając reszcie w rzucaniu zaklęć czyszczących, układających i dezynfekujących. Pożegnał się z resztą i przebierając fartuch na zapaskę, przeszedł do części sklepowej, by odbębnić ostatnią godzinę swojej zmiany przed zamknięciem piekarni. Nie da się ukryć, że był to najmniej przyjemny dla niego etap pracy, bo nie pozostawało mu już wtedy nic poza poprawianiem wystawionego towaru, podjadaniem poniektórych wypieków i leniwe oparcie się przedramieniem o blat, by czytać urywki Proroka Codziennego, przerywając to pasmo nudy tylko dla pojedynczych klientów, którzy zazwyczaj wpadali do środka w pośpiechu i równie błyskawicznie znikali.
Powrót do góry Go down


Mefistofeles E. A. Nox
Mefistofeles E. A. Nox

Absolwent Slytherinu
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; od 14.02.2022 pierścionek zaręczynowy!
Dodatkowo : Wilkołak, Legilimencja
Galeony : 4495
  Liczba postów : 4498
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty21.03.20 20:48;

Kiedy wychodził z Hogwartu, jeszcze nie padało. Nieprzychylna pogoda nękała Wielką Brytanię już od jakiegoś czasu, ale tego popołudnia postanowiła się uspokoić... przynajmniej na chwilę. Mefisto mógł bez problemu spełnić wszystkie punkty swojego treningu, stawiając w dużej mierze na kardio. Pobliskie lasy chętnie wykorzystał do free runningu, również w alejkach Hogsmeade testując nieco street workoutu. Dopiero gdzieś w trakcie okazało się, że to nie pot zalewa mu oczy, ale coraz silniej zacinający deszcz - uniemożliwiający łapanie się przypadkowych powierzchni.
Pozostał bieg. Miejscami nieco zbyt szybki, chwilami niepewny, kiedy ziemia zaczęła rozmiękać i przytrzymywać twardą podeszwę odbijanych w niej butów. Ulewa przybrała na sile, swoim szumem przyćmiewając niegłośną muzykę rozbrzmiewającą w pożyczonym od znajomego podręcznym gramofonie. Ciemność i wilgoć w końcu zmusiły wilkołaka do powrotu do własnej głowy, w której zaraz na nowo rozpętał się chaos.
Nie wiedział... co zrobić. Ze sobą, z Emily, z Nathanielem, z ojcem, ze Skylerem, z musicalem, z pracą domową, z pracą, z treningami, z niczym. Coś musiał z tym wszystkim zrobić i nawet jeśli niektóre odpowiedzi wydawały się proste, całość ciążyła Mefistofelesowi jak całkiem solidny krzyż. Niechciana zadyszka wkradła się pomiędzy jego kroki, kiedy strach przerodził się w złość i dostarczył Ślizgonowi jeszcze odrobinę energii.
Może wiedział co zrobić?
Wpadł do cukierni, zrzucając kaptur i łapczywie wciągając w płuca cieplejsze powietrze. Automatycznie przystanął na wycieraczce, omiatając spojrzeniem niemal puste wnętrze i z ulgą stwierdzając, że atak spontaniczności może mu się wyjątkowo opłacić.
- Sky - zaczął, zapominając o tym, że dosłownie się z niego leje; podszedł do lady i oparł się o nią, niecierpliwie bębniąc w blat palcami. - Umów się ze mną na randkę.


Ostatnio zmieniony przez Mefistofeles E. A. Nox dnia 24.03.20 2:18, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty21.03.20 21:28;

Prostował się gwałtownie z wyuczonym uśmiechem za każdym razem, gdy tylko dzwonek otwieranych drzwi obiecywał, że czas podczas rozmowy z klientem minie nieco szybciej. Gimnastykował się, emanował pozytywnym nastawieniem i obrzucał komplementami pozostałe do sprzedaży wypieki, byle pozbyć się ich w jak największej ilości, licząc, że jak obrzuci klienta swoim urokiem osobistym i rabatami, to kupi co najmniej dwa razy więcej, niż planował wchodząc do środka. Udało mu się w ten sposób znacząco opróżnić wystawę i z zadowoleniem pochrupywał właśnie niebieską bezę, gdy znów wyprostował się i przeniósł wzrok na wejście. Uśmiechnął się jednym z tych naturalnych uśmiechów, gdy bez problemu rozpoznał znajomą sylwetkę i już szukał jakiegoś żartu, o tym jak desperacko trzeba mieć parcie na chleb, by w taką pogodę przybiec do piekarni, ale zamilkł, próbując wyłapać zbliżające się do niego zielone spojrzenie, na razie całkowicie nie myśląc o tym, że podłoga będzie potrzebowała solidnego zaklęcia czyszczącego.
- Mef - odpowiedział na przywitanie nieco niepewnie, bo zdążyła już się pojawić w jego głowie nieprzyjemna myśl, że coś poważnego się stało, więc zaraz z poczuciem ulgi wypuścił powietrze z ust, zakrywając dłonią bębniące palce Noxa. Prychnął cicho z rozbawienia i opierając się o blat, pochylił się w stronę Ślizgona z zadowolonym spojrzeniem wbitym w zieleń, uznając, że to jednak nie na chleb miał parcie, ale na ich kolejne intensywne zbliżenie. - No nie wiem czy nazwałbym nasze spotkania randkami - wymruczał, unosząc zaczepnie brew i sięgnął dłonią do wciąż ciężko oddychającego Mefisto, by przyciągnąć go do siebie i zachłannie połączyć ich usta, chcąc skraść nieco tego rozgrzanego oddechu dla siebie. Odkąd Ślizgon wszedł do sklepu, cała uwaga Skylera skupiła się na nim, zapominając o tym gdzie właściwie się znajdują i dopiero, gdy ich wargi się pożegnały, wyjrzał mu przez ramię na ciemną uliczkę przed sklepem, by sprawdzić czy przypadkiem nikt przy witrynie tego nie widział. Odchrząknął i wygładził dłonią mokry materiał pod jego szyją, odsuwając się z marną próbą wstrzymywanego uśmiechu. - Niedługo kończę, to mogę do Ciebie wpaść na tę "randkę" - dodał powoli, opadając spojrzeniem na utęsknione usta, w swoim mniemaniu idealnie podchwytując to, co Nox miał na myśli wyskakując z tą propozycją. W końcu kto by go tam naprawdę zaprosił na randkę. Nawet Finn nie chciał z nim na taką iść.
Powrót do góry Go down


Mefistofeles E. A. Nox
Mefistofeles E. A. Nox

Absolwent Slytherinu
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; od 14.02.2022 pierścionek zaręczynowy!
Dodatkowo : Wilkołak, Legilimencja
Galeony : 4495
  Liczba postów : 4498
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty21.03.20 21:46;

Szybko wyrzucił zalegającą mu na sercu propozycję, nie zważając nawet na to jak brzmiała. Nieco zbyt stanowczo, może nawet desperacko? Nie mógł zwolnić, bo wtedy pojawiało się ryzyko rezygnacji... i całe zamieszanie byłoby na nic. Ta chwila olśnienia, która otulała umysł zmęczonego po ćwiczeniach wilkołaka, po prostu by przemknęła niewykorzystana w otchłani mroku, jaką tworzyły niepewności i urwane analizy.
Ledwie jego własne słowa ucichły, a już serce przyspieszyło, tym razem nie od biegu. Spodziewał się odmowy, nie byłby to wcale pierwszy raz... zdawało mu się, że spodziewa się wszystkiego, coraz mniej pewnym spojrzeniem skacząc po twarzy Puchona, by dostrzec w niej jakieś wskazówki. Dla Mefisto randki nie były czymś naturalnym, samo słowo dziwnie wybrzmiewało w jego ustach i dorastało do wagi gigantycznego przedsięwzięcia - nie robił tego, nie miał z kim ani po co. Próbował tylko z jedną osobą, ale nie zostało to prawidłowo odczytane i Nox nie chciał liczyć tamtej porażki. W ogóle nie chciał do tego wracać... nie, kiedy częścią odpowiedzi Sky'a miał być pocałunek, którego nie dało się zignorować.
- Huh? - Wyrwało mu się słabo, gdy prefekt się odsunął. Oddech jeszcze mu szalał, a i w głowie robiło się z każdą chwilą coraz gorzej. Teraz żadne pieszczoty nie były w stanie odciągnąć go od zadania, które przed sobą postawił: zdobycia konkretnej odpowiedzi. Żeby chociaż w tej jednej sprawie wiedzieć, na czym stoi.
To odpowiedź?
Postąpił krok w tył, przez chwilę wyraźnie nie wiedząc co robić z rękoma. Uniósł je, opuścił, uniósł znowu i obiema dłońmi zaczesał włosy do tyłu, nie odrywając spojrzenia od cukiernika. Poza "kurwa" nie udało mu się nic więcej wydusić, nie potrafiąc pojąć jakim cudem znowu ląduje w podobnej sytuacji... Jakie są szanse, że kolejny prefekt Hufflepuffu wrzuci go do kategorii okazjonalnie przydatnej zabawki? Liamowi umilał czas, Skylerowi jeszcze dodatkowo oferował seks. Wydawało mu się, że idzie do przodu i kontroluje sytuację.
Mefisto, ty idioto.
- Czekaj, przepraszam, jestem trochę- trochę jeszcze w biegu - wyjaśnił swoje dziwne zachowanie, wyraźnie ukrywając się za wymuszonym śmiechem. Najwyraźniej w przyjmowaniu odmowy też udało mu się pogorszyć.
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty22.03.20 2:17;

Stracił ciepło spod dłoni i poczuł to na tyle wyraźnie, że złączyło się to z tym krokiem w tył, a zaraz i z całym teatrzykiem rąk czy noxowej mimiki. Zmarszczył lekko brwi w dezorientacji, choć widok zaczesywanych w tył włosów nieco go rozproszył. Całym sobą poczuł, że zrobił coś nie tak, ale nie za bardzo wiedział co i zaraz zrobiło mu się głupio, na myśl, że Nox wcale nie miał na myśli DZISIAJ, więc zwyczajnie próbuje go teraz spławić. Przełknął ślinę, pod wrażeniem myśli, że chyba poczuł się zbyt pewnie przy Ślizgonie, a teraz ten wyślizguje mu się z rąk.
- Nie no, jak nie masz sił, to przecież... Myślałem, że przyszedłeś, bo chcesz teraz - próbował to jakoś naprostować, unosząc zmartwione brwi i zaraz zaniepokojony skubnął kącik ust zębami, wyginając je nieco w bok w zamyśleniu. Był zbyt nachalny? Niecierpliwy? Nadinterpretował? Przecież po prostu chciał sprostać oczekiwaniom. I być wtedy, kiedy Mef tego chce. Jak to mówił Ezra? Że może nie zawsze powinien być na każde zawołanie, tak to szło? Tylko problem w tym, że on nadal chce być "zawsze" - Może wyrwiesz się z biegu i zostaniesz na chwilę na kawę, hm? - mruknął, zawieszając na zieleni pytający wzrok i pochylił się, by oprzeć się przedramionami o blat, z tej niższej pozycji patrząc na Ślizgona wyczekująco. Zdecydowanie nie miał ochoty tracić jego towarzystwa, gdy już zrobił mu tę miłą niespodziankę w postaci niezapowiedzianej wizyty - Zrób to dla mnie - dodał niemal od razu znacznie ciszej, znów próbując wbić się w pewną siebie nutę, więc nie tylko obniżył głos, przeciągając każde słowo, ale i uśmiechnął się przy tym ciepło - No chodź - dorzucił dla ponaglenia i poklepał dłonią blat, ruchem głowy wskazując mu kierunek w swoją stronę - Nie odsuwaj się ode mnie - poprosił jeszcze w przypływie nawracających wątpliwości, sam nie wiedząc o jaki sens dystansu mu tym razem chodzi, a mimo tego nie potrafił zrezygnować z błagalnej nuty, którą wcisnął między te słowa podświadomie.
Powrót do góry Go down


Mefistofeles E. A. Nox
Mefistofeles E. A. Nox

Absolwent Slytherinu
Rok Nauki : III studencki
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; od 14.02.2022 pierścionek zaręczynowy!
Dodatkowo : Wilkołak, Legilimencja
Galeony : 4495
  Liczba postów : 4498
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty22.03.20 2:35;

Mefisto zawiesił spojrzenie na swoim rozmówcy, pozwalając jednej z dłoni na pozostanie przy twarzy. Zakrył nią lekko śmiech, delikatnie szarpiąc palcami za kolczyk w wardze i słuchając tych słów, które były wręcz nieprzyzwoicie kochane i poruszające. Dałby się pokroić, żeby słyszeć w nich więcej uczuć, żeby mieć zapewnienie... Żeby móc zapewnić, że się do nich zastosuje.
- Dlaczego nikt mnie nie bierze na poważnie? - Wymamrotał, teraz dodatkowo przejmując na siebie odpowiedzialność za zaniepokojenie Puchona. Rozpiął kurtkę, strząsając z niej przy okazji kolejne małe strumienie wody, by jakoś dobitniej zaznaczyć, że nigdzie się nie wybierał. Był cały mokry, ubrania mu ciążyły i musiał wyglądać wyjątkowo tragicznie, ale skoro już rozpętał tę dramatyczną sytuację, to należało ją pociągnąć dalej. - Nie żebym był w stanie odmówić ci seksu... - Machnął lekko ręką w stronę Skylera, jak gdyby miało to wyjaśnić czemu brakuje mu sensownych argumentów. - Ale wyjątkowo nie o to chodzi. Miałem na myśli, no... taką randkę. Normalną. Jakieś... romantyczne rzecz- nie jestem w tym najlepszy, okej? - Westchnął na samego siebie, w końcu przysuwając się z powrotem do lady. Z każdą chwilą robiło mu się coraz bardziej głupio, ale dalej nie mógł pozbyć się myśli, która go tutaj zagoniła. W końcu już w Łazience Prefektów zorientował się, że może chcieć czegoś więcej. Już wtedy potrzebował zapewnienia. Jakim cudem o tym w ogóle zapomniał? - Nie musi być teraz. Może być jutro, za tydzień, za miesiąc, ile chcesz. Tylko no... chcę wiedzieć na czym stoimy, albo na czym mamy szansę stać. - Zawahał się na chwilę, nie mogąc zdecydować czy jego monolog nie stał się już zbyt podniosły i czy zwyczajnie nie zaczyna przesadzać. - Nie chcę się odsuwać - dodał jeszcze ciszej, uciekając spojrzeniem na dłonie Schuestera. Liczył na to, że na nich odmowa nie odbije się tak wyraźnie, jak na jasnych tęczówkach.
Powrót do góry Go down


Skyler Schuester
Skyler Schuester

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 179 i PÓŁ!
C. szczególne : Ciepłe spojrzenie, zapach cynamonu i Błękitnych Gryfów/mugolskich fajek; łatwy do wywołania uśmiech; czasem da się wypatrzeć malinkę czy dwie (jedna to tatuaż przy obojczyku); ciepły, niski głos i raczej spokojne tempo mówienia, tatuaże (dziennik); pierścionek zaręczynowy
Galeony : 1521
  Liczba postów : 2519
https://www.czarodzieje.org/t17504-skyler-schuester#491351
https://www.czarodzieje.org/t17509-blue-sky#491410
https://www.czarodzieje.org/t17506-skyler-schuester#491388
https://www.czarodzieje.org/t18314-skyler-schuester-dziennik#521
Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty22.03.20 3:58;

Zmarszczył brwi w niezrozumieniu, a nawet przechylił głowę nieco w bok, nie za bardzo łapiąc o co może mu chodzić, skoro był pewien, że potraktował jego zaproszenie aż nazbyt poważnie. Zawiesił zachłannie spojrzenie na wyłaniającej się spod kurtki klacie, po omacku, byle nie oderwać od niej wzroku, wyciągnął różdżkę, chcąc rzucić jakieś zaklęcia suszące, a jednak zatrzymał się, opierając dłoń znów na blacie. Niby było to jedno z podstawowych zaklęć, a jednak wciąż czuł blokadę, by rzucić jakiekolwiek poza kuchnią... Czy w takim razie powinien zaproponować Mefowi przejście na zaplecze?
Uśmiechnął się, słysząc to zapewnienie, mile dokarmiające jego wygłodzone ego, interpretując jego słowa jako zapewnienie, że jeśli tylko odpowiednio naciśnie, dostanie go kiedy będzie chciał. Może nie zupełnie taki rodzaj wzajemności w relacji miał na myśli Ezra, ale cóż... good enough?
- Normalną - powtórzył po nim cicho, jakby oswajał się ze znaczeniem tego słowa poprzez jego kształt na własnych ustach i zaraz rozchylił je, wciągając powietrze w nagłym zrozumieniu. - Ale ze mnie kretyn - mruknął, próbując przebić w głosie rozbawienie ponad zażenowanie i dać sobie nieco czasu, by wymyślić jakąkolwiek sensowną reakcję. Przecież jeszcze tydzień temu mówił Jerremu, że nie chce żadnych randek, a mimo to ciepło na karku wydawało się ponaglać go do desperackiej zgody z natychmiastowym czasem na realizacje. Zamilkł uparcie, wyłapując w skupieniu kolejne słowa, niepewnie spoglądając na Ślizgona, coby upewnić się, że ten sobie z niego nie żartuje lub nie bawi się w ten sposób w jakąś dziwaczną grę wstępną z roleplayem w roli głównej. Z jednej strony te obserwacje przyniosły wniosek, że Mefisto w tej niepewnej-pewności jest jeszcze bardziej pociągający i najchętniej odpowiedziałby mu serią pocałunków, ale miał wrażenie, że to nie takiej odpowiedzi Ślizgon oczekuje. Przegryzł krótko wargę, myśląc o tym jak przyjemną mieszankę tworzy ta uroczo seksowna aura i przesunął dłoń w stronę Noxa, ponaglająco uginając kilka razy palce, chcąc go tym zwabić, by mieć jakikolwiek kontakt fizyczny.
- Stoimy na... - przeciągnął zdradzającym zamyślenie pomrukiem i uśmiechnął się mimowolnie, unosząc kącik ust w górę - Randce w przyszły weekend - dokończył, może nieco zbyt pytającym tonem, by wybrzmiało na tyle swobodnie, na ile miało to miejsce w jego głowie. Miał ochotę odłożyć to w czasie, tak długo, aż sam nie stwierdzi, że jest już gotowy, ale... prawdę mówiąc nigdy nie będzie pewien, póki nie spróbuje, a taki dystans czasowy wydawał się odpowiednią ilością na przygotowanie się na to psychicznie. Uśmiechnął się szerzej, próbując wyłapać spojrzenie zielonych oczu i oparł głowę o dłoń, a łokieć o blat. - To gdzie mnie zabierzesz? - rzucił, nie mogąc się powstrzymać od zaczepnego poruszenia brwiami.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 QzgSDG8








Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty


PisaniePiekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty Re: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers  Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 11Strona 6 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Piekarnia i cukiernia u Pani Chambers - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
-