Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Wyspa Mugaddhas

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32579
  Liczba postów : 104141
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Specjalny




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptySob 17 Lip 2010 - 13:28;

First topic message reminder :


Wyspa Mugaddhas

Mugaddhas to święta wyspa, o której mało który turysta słyszał. I nie bez powodu, gdyż lokalni mieszkańcy bardzo dbają o to, by to sakralne miejsce nie zostało splugawione stopą osób z zewnątrz. Dotrzeć na nią można, i to tylko raz w tygodniu, kiedy to gęste mgły wokół niej umożliwią jakąkolwiek podróż. Według podań na wyspie znajduje się święta palma, która wyrosła z nasienia demona Malaka, patrona rybaków i żeglarzy. Na wyspie odbywają się rytuały roohu, czyli rytuały duszy. Wokół rozpalonego na plaży ogniska, wieczorową porą, w okręgu siadają uczestnicy obrządku, którym podaje się specjalny wywar zrobiony ze sfermentowanego mleka kokosowego, grzybów halucynogennych oraz jadu lokalnego ślimaka morskiego. Wywar ten pozwala zagłębić się we własne wnętrze i lepiej poznać samego siebie. Pod wpływem halucynogenu, uczestnicy mają za zadanie porozmawiać ze świętym drzewem oraz wyrwać z niego drobny kawałek kory, z którego następnie przygotowuje się drobną zawieszkę. Zawieszka ta daje +1 pkt do wybranej dziedziny z kuferka (musi to być jedna z trzech najlepiej rozwiniętych statystyk).

Aby dostać się na wyspę, należy rzucić 1xK6. Wynik nieparzysty oznacza, że udało Ci się dowiedzieć o tym świętym miejscu i namówić przewoźnika do tego, by zabrał Cię na Mugaddhas. Wynik parzysty oznacza niepowodzenie. Rzut można powtórzyć po siedmiu dniach od ostatniego rzucenia kostką. Przerzut kostki przysługuje posiadaczom Odznaki Młodego Badacza III Stopnia. Dotarcie na wyspę kosztuje 30 galeonów. Rytuał jest jednorazowy dla każdej postaci. Jeżeli zakończy się porażką, nie ma możliwości ponownego udania się na wyspę. WAŻNE: jeżeli wybieracie się na wyspę z inną osobą, to tylko jedna osoba z grupy powinna mieć wynik nieparzysty na kosteczce :)


RYTUAŁ:
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Effie Fontaine
Effie Fontaine

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : pół wila
Galeony : 4381
  Liczba postów : 2482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Administrator




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 19 Sie 2010 - 22:12;

Domyśliła się, że ślub musiał być niebywale porywający, skoro Alex na nim zasnął. I właśnie obawiała się, że ten który to niebawem ma się odbyć, może być również dość nudny. Aczkolwiek wizja wesela wydawała się być nieco bardziej interesująca.
- Zgaduję więc, że ślub musiał być niebywale ciekawy - uznała wyciągając z paczki jeszcze parę paluszków. Właściwie dobrze się złożyło, że chociaż tyle jakoś ten sztorm przetrwało, przynajmniej było co teraz po drodze przekąsić.
- Owszem, nikle, ale zawsze byłoby czym wypełnić kolejne kartki pamiętnika - stwierdziła po chwili. Oczywiście zawsze można było je zapełnić paplaniną o jednym i tym samym, a także równie poważnymi rozważaniami.
- Nigdy nie wiadomo, skoro cały wieczór tylko kręcili się po statku kręcąc głowami. - Wytłumaczyła tym samym, że właściwie po nich można się wszystkiego spodziewać i nie ma na co za wiele liczyć.
- Ale masz rację, na wyspę z alkoholem na pewno by trafili. Więc na tej jakiś ewidentnie być musi - przyznała z rozbawianiem. Kiedy usłyszała słowa Ślizgona skierowane do tych wszystkich ustawiających się już uczniów, jakby zamierzali się jeszcze przepychać przed schodkami, który z nich pierwszy opuści statek, zaśmiała się cicho. A gdy do tego dostrzegła małego, najprawdopodobniej Puchona, ze łzami w oczach, pokręciła tylko głową.
- Doprawdy, uroczy są - powiedziała już nie mając ani siły mówić nic więcej na temat tego zacnego domu.
Wyjrzała w stronę wyspy do której coraz bardziej się zbliżali. To ewidentnie była ta na której mieszkali, powoli zaczynało bowiem widać domki na oceanie. Na sam ich widok i myśl o tym, że w jednym z nich stoi jej łóżko, zachciało się jej jeszcze bardziej spać.
Powrót do góry Go down


Alex Brooxter
Alex Brooxter

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 31
Galeony : 0
  Liczba postów : 402
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 19 Sie 2010 - 22:35;

- Był niezwykły - przyznał po chwili szukając odpowiedniego słowa, na określenie ślubu. Bo czy każdy może powiedzieć, że mini-Voldemort nawiedził jego uroczystość. Niedługo plotki urosną do niewiadomo jakiej rangi i napiszą nawet legendę czy inną baśń opartą na faktach. Kolejna ważna rzecz jaką może wpisać do swojego życiorysu.
Wyciągnął rękę jeszcze po kilka paluszków. Wątpił, aby w drodze do domku mógł coś ciekawego znaleźć do jedzenia. A jego współlokatorka o ile jeszcze żyła znów zniesie jakieś paskudztwo, na która nie będzie mógł nawet patrzeć.
Już widział swój domek, tak niewiele już zostało zanim wróci do niego. Swojej poduszki i w miarę wygodnego łóżka. Większość pewnie w takim momencie pewnie nie narzekała, ale jakoś nie umiał sobie tego odpuścić.
- Już prawię czuję pod głową miękką poduszkę - powiedział odwracając się znów do uczniów. Jakoś tym razem nie miał zamiaru czekać, aż wszyscy opuszczą statek, żeby sam mógł w spokoju to zrobić. Ale chyba nie będzie miał wyjścia, chociaż zawsze można czegoś spróbować.
- Tutaj jest wejście - zauważył błyskotliwie, kiedy dopływali do brzegu. - Nigdy statkiem nie płynęliście? - zapytał jakby nie spodziewał się odpowiedzi twierdzącej - Ze statku schodzi się z drugiej strony - wskazał jakiś kierunek, nawet nie dbając o to czy pokazuje jakiś punkt na statku.
Przez chwilę nikt się nie ruszył, ale jak już pierwsza osoba odeszła reszta ruszyła za nią. Widać myślenie zostawiali tylko jednej osobie, co teraz było dla niego zbawienne.
- Chodźmy zanim wpadną na to, że jednak nie są idiotami - zwrócił się w kierunku Effie, bo akurat statek dopłynął do brzegu i schodki zostały wystawione, aby móc spokojnie zejść na nich na ląd.
Powrót do góry Go down


Effie Fontaine
Effie Fontaine

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : pół wila
Galeony : 4381
  Liczba postów : 2482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Administrator




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyPią 20 Sie 2010 - 0:41;

Podparła się rękoma o barierkę wyczekując kiedy dobiją do brzegu. Obserwowała już tylko domki do których stopniowo coraz bardziej się zbliżali. Wzięła jeszcze resztkę paluszków jaka została jej w paczce, a opakowanie gdzieś położyła obok na stolik. Jedząc je czekała, aż statek się zupełnie zatrzyma, tym samym będą mogli go w końcu opuścić. Na samą myśl o poduszce, o której to wspomniał Alex, ziewnęła, czując ciągle towarzyszące jej już od dłuższego czasu zmęczenie.
Uniosła brwi spoglądając na młodszych uczniów, którzy to po kolei zaczęli podążać za jednym z nich, w jakimś innym kierunku na statku, który to im wskazał Alex. Ruszyli poszukiwać właściwego wyjścia. Tym samym przed wyjściem z jachtu zrobiło się o wiele luźniej.
- Sprytny pomysł na rozgonienie ich stąd - uznała posyłając mu uśmiech, po czym ruszyła w stronę schodków prowadzących na ląd. Nie trzeba było czekać w kolejce przepychających się uczniów, szybko więc zeszła ze schodków i znalazła się tym samym na lądzie. Już tej właściwiej wyspy. Statek opuszczała z ulgą, mając nadzieję, że prędko nie będzie płynąć znów w jakiś wycieczkowy rejs, a już na pewno nie z podobnymi marynarzami. Rozbicie miała nadzieję, że już nigdy się jej nie przytrafi. Zaczekała jeszcze na Ślizgona, spoglądając w stronę domków będących już zupełnie niedaleko od owego miejsca.
- I tak jestem pełna podziwu, że dotarliśmy tu tak szybko - rzekła. Właściwie gdyby miało być na prawdę szybko, byliby tu już wczoraj. Tak czy owak obecnie dla niej i tak było dziwne, że nie wylądowali na innej wsypie. Z takimi marynarzami...
Powrót do góry Go down


Alex Brooxter
Alex Brooxter

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 31
Galeony : 0
  Liczba postów : 402
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyPią 20 Sie 2010 - 21:28;

Wiadomo, że miewał same genialne pomysłu. Był przecież Alexem, Ślizgonem i pół wilem, a to wszystko zobowiązywało. Uśmiechnął się do siebie słysząc pochwałę, to tylko utwierdziło go w przekonaniu, że jest boski.
- Widać nie było wśród nich nikogo, kto myśli - wzruszył ramionami, nie jego wina, że niektórzy nie używali narządu zwanego mózgiem. Widocznie albo naprawdę byli tacy tępi, albo na wakacyjny okres postanowili wyłączyć myślenie.
Zszedł ze statku tuż za Effie i odetchnął stawiając stopę na wyspie. Nie wierzył, że kiedyś poczuję ulgę z tak błahego powodu.
- A gdzie jakaś rekompensata za to wszystko? - rozejrzał się z nadzieją, że może coś przeoczył. - Powinni zanieść mnie do domku i przyszykować jakieś smakołyki, abym przed snem coś przekąsił - powiedział z wielkim przekonaniem. Prawie nie zginął! Zero współczucia czy innych odruchów ludzkich. Nie zwalniał jednak kroku, chcąc jak najszybciej dotrzeć do swojej chatki.
W myślach cieszył się, że nie ma jakiegoś wysokiego numeru domku, inaczej jego wędrówka trwałaby w nieskończoność. Zwolnił kroku przechodząc obok numeru ósmego i z kieszeni wyjął kluczyk, którym też od razu zaczął się bawić.
- To moja droga Effie widzimy się jutro. I wyśpij się porządnie przed weselem - zaśmiał się widząc, że Ślizgonka mieszka dość blisko niego. Nie wiedział jak to się stało, że wcześniej przeoczyć ten fakt. Przez tą całą Diankę chyba nawet nie miał zamiaru poznawać swoich 'sąsiadów' w obawie, że będą jeszcze gorsi od współlokatorki jaką uroczyła go przygruba kobieta w dziwnym ubraniu. - Do jutra - pożegnał ją uśmiechem i z westchnieniem przekroczył próg swojego domku.
Powrót do góry Go down


Effie Fontaine
Effie Fontaine

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : pół wila
Galeony : 4381
  Liczba postów : 2482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7168-effie-fontaine#204310
http://czarodzieje.forumpolish.com/forum
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Administrator




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyPią 20 Sie 2010 - 23:20;

Rozejrzała się po wyspie, też miała wrażenie, że powinni ich tu co najmniej wyczekiwać. W końcu byli rozbitkami, całą noc spędzili na jakieś bezludnej wyspie! A tu tymczasem żadnego powitania.
- Oni nas tu w ogóle powinni niecierpliwie wypatrywać z brzegu, aż wreszcie dotrzemy z powrotem - powiedziała nie rozumiejąc jak mogło się odbyć bez jakiegoś większego powitania, już nie wspomniawszy o poczęstunku dla biednych, byłych rozbitków.
Choć wcale nie miała wielu sił, to mimo wszystko, do domku dotarła dość szybko. Wszak nie mogła się już doczekać kilku godzin snu. Właściwie też nie zdawała sobie sprawy z tego, że Alex ma domek zaraz obok. Jakoś nie zastanawiała się w ogóle kto jest jej sąsiadami na Malediwach.
- Zrobię to na pewno. I tobie też radzę - rzekła z uśmiechem. Co jak co, ale porządnie się wyspać na pewno zamierzała. Jednym słowem, niech się wali, pali, ona idzie teraz i tak spać. Swoją drogą też niewiadome było do której godziny zamierzało trwać w ogóle owe wesele. Tak czy owak, lepiej byłoby mieć na nie nieco sił.
- Do zobaczenia jutro przed siedemnastą - posłała mu jeszcze uśmiech na pożegnanie i otworzyła drzwi prowadzące do jej domku o dziewiątym numerze. Weszła do środka, myśląc już tylko o tym, jak dobrze być ponownie na miejscu.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 18:46;

Nie odpowiadał na pytające spojrzenie wiedząc, że wszystko wyjaśni się już za chwilę, gdy dotrą na miejsce. Chwycili więc konewkę i poczuli charakterystyczne szarpnięcie, a krajobraz wokół nich zaczął drastycznie się zmieniać. W końcu jednak wszystko się zatrzymało, a oni stali na plaży, otoczeni z jednej strony tropikalną roślinnością, a z drugiej bezkresnym morzem i przede wszystkim ciszą. Nie było tu nikogo, kto mógłby im przeszkodzić, lub skrzywdzić, a przynajmniej taką nadzieję miał Max.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie. - Wyszczerzył się, pokazując wokół, po czym ponownie podszedł do niego i kładąc ręce na biodrach partnera, złożył na jego ustach zdecydowanie dłuższy i głębszy pocałunek niż wcześniej. -Pomyślałem, że przyda Ci się weekend relaksu w jakimś pięknym miejscu. - Wyjaśnił, po czym jebnął plecak na piasek, by wyjąć z niego kilka rzeczy, a następnie zacząć działać magią, by ostatecznie osiągnąć całkiem romantyczną miejscówkę, która mogła służyć nie tylko jako miejsce na piknik, ale też jako ich docelowe miejsce do spania, jeżeli tylko mieli na to ochotę.
-Zabrałem kilka rzeczy, żebyś mógł się w razie czego przebrać, ale też... Nie musisz z nich korzystać. - Puścił mu oczko z diabelskim uśmieszkiem, a po chwili sam zdjął koszulkę i spodnie, zostając w samych kąpielówkach, które miał pod spodem, praktycznie w pełni prezentując swoje nowe, czyste ciało. W tym momencie z jego plecaka wyleciały też miniaturki smoków, które zabrał, by mogły zaznać nieco zmiany klimatu i rozprostować skrzydła, choć nie miał zamiaru spędzić tych kilku dni na opiece nad nimi. Miał plan skupić się tylko i wyłącznie na partnerze, co też udowodnił nie tylko zostawiając w domu wizzbooka, ale i wszelkie inne środki komunikacji.

@Felinus Faolán Lowell

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 19:07;

Korzystanie ze świstoklika nie było tym, co lubił, dlatego przygotował się mentalnie na potencjalne nieprzyjemności wynikające z tego typu środków transportu. Świat zawirował przed oczami, nieprzyjemne uczucie zawładnęło żołądkiem, a w mgnieniu oka - oczywiście nie do końca, bo jednak sam początkowy proces trochę trwał - pojawił się gdzieś, gdzie jeszcze nie był. Jak się okazało, nie miał potrzeby posiadania na sobie bluzy, gdy ciepło buchnęło mu na twarz, a powietrze dość różniące się od tego ze stolicy Szkocji dostało się do płuc. Chwilę mu zajęło ogarnięcie, co tak naprawdę miało miejsce; dopiero po czasie w pełni zaczął funkcjonować, bardziej mrugając własnymi oczami.
- Czekaj, czekaj... gdzie...? - rozejrzał się dookoła, bo wyglądało na to, że zostali sami na kompletnie bezludnej wyspie, a przynajmniej nikogo nie zauważył na horyzoncie. Po chwili wszystko zostało wyjaśnione, a raczej starał się to ogarnąć tym swoim małym móżdżkiem - pocałunek odwzajemnił automatycznie, by po paru sekundach naprawdę pojąć, co się dzieje, znacznie go pogłębiając. Nadal był nieco zdziwiony tym wszystkim, zastanawiając się, czy ktoś go pierdyknął na ulicy i po prostu miał omamy, czy jednak to, co miało miejsce, naprawdę się działo.
- Dwudziesty pierwszy październik... - wymruczał jakby sam do siebie, po chwili doznając oświecenia. Więc okazywało się, że ten dzień był jego urodzinami, dział się tu i teraz. Wszystko powoli zachodziło, wieczór obsypywał niebo lekkim światłem, a haft gwiazd pojawiał się nieco leniwie na horyzoncie. - Kotek... wiesz, że cię kocham? Jest tutaj... na Merlina, to są moje klimaty, no! - uśmiechnąwszy się, położył dłonie na jego biodrach, nie chcąc myśleć o robocie i o tym, że w sumie to wyjebał nagle na dni wolne, bo obecnie nie to się liczyło. Chciał chociaż raz zapomnieć o zasadach, o nakazach i innych tego typu rzeczach, więc nic dziwnego, że mocno go przytulił, biorąc głębszy wdech i napawając się tą chwilą. - Ty... od kiedy to planowałeś, hm? Pytam serio, bo, jakby nie było, jesteśmy... na bezludnej wyspie? - spojrzał na niego znacząco, rozglądając się dookoła. Automatycznie zrzucił bluzę, a koszulę rozpiął, czując przyjemne ciepło tutejszego klimatu. - Gdzie my jesteśmy? - zapytał nieco racjonalniej, patrząc na starania ukochanego, który przyczynił się do powstania przyjemnej miejscówki odpoczynkowej.
Nikogo tutaj nie było. Cisza, spokój, tylko oni - przymknąwszy na chwilę oczy, odłożył torbę w bezpiecznym miejscu, obliczając zapasy leków, które w niej posiadał. Zgodnie z tym wszystkim, jako że ukochany powiedział o weekendzie, powinno wystarczyć.
- Oho, widzę, że wszystko zaplanowane. A zapakowałeś tam chociaż kąpielówki czy niespecjalnie? - prychnął nieco rozbawiony, przypominając sobie tę sytuację, by następnie zobaczyć kolejne zmiany u Maxa. Tym razem nie był to brak blizny na czole, a brak blizn, które otrzymał podczas pobytu na Nokturnie, na co podniósł brwi, nieco zdziwiony. Oglądanie jego ciała bez tego typu rzeczy było nieco dziwne, acz naprawdę - ciężar spadł mu z serca, stało się wręcz lżej. - Usunąłeś... usunąłeś blizny? - podszedł, zerkając zaciekawiony, bo o ile sam fakt tego, iż partner przed nim stał w takim wydaniu, nieco mącił mu w umyśle, o tyle jednak zauważał te zmiany i nie potrafił pozostawić ich bez komentarza. I tak samo, jak to robił u siebie, lekko palcami przejechał delikatnie po boku partnera, chcąc się upewnić, że to nie jest iluzja, a po prostu rzeczywistość.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 19:44;

Sam też fanem nie był, bo zawsze odzywała się ta cholerna choroba lokomocyjna, ale dziś zawczasu wziął odpowiednie leki i nie było tak źle. Lekki ucisk w żołądku i chwilowa bladość szybko ustąpiły, a gdy zobaczył, jak idealnie trafili w czas zachodzącego słońca, nie potrafił nie uśmiechnąć się szerzej. Jednak głupi to ma chyba więcej szczęścia niż rozumu.
Ledwo opanował śmiech, gdy widział skonsternowanie Felka, choć było to po prostu coś na kształt szczerego szczęścia, rodzącego się w sercu Solberga. Naprawdę chciał, by partnerowi się spodobało, czym denerwował się od dłuższego już czasu, próbując wszystko ze sobą dobrze poskładać. Oddał się w pełni pocałunkowi, a gdy poczuł, jak Feli go jeszcze bardziej pogłębia zrozumiał, że pod tymi loczkami w końcu coś zaczynało trybić.
-Dokładnie tak, mój Ty staruszku. -Zabłysnął rządkiem białych zębów, nie mogąc oderwać się od niego nawet na krok. -Też Cię kocham. Miałem nadzieję, że trafię w Twoje gusta. - Obserwowanie reakcji ukochanego z każdą sekundą sprawiało, że by szczęśliwszy. Chciał sprawiać mu radość i uczcić ten wyjątkowy dzień, co narazie szło raczej lepiej niż gorzej, choć pewien stres nadal pozostał. Pogładził go nieco po karku, gdy ten się przytulił, by następnie przejść do organizowania im miejsca pod gwiazdami.
-Z miesiąc? Półtorej? - Wzruszył ramionami, jakby to było nic takiego, bo szczerze nie było to dla niego żaden problem, a niektóre rzeczy musiał mieć już przygotowane wcześniej, by się bez problemu wyrobić. -Taki był plan, więc mam nadzieję, że nikt się nie przypałęta. - Wyszczerzył się, na chwilę przerywając działania, by spojrzeć jak ten rozpina koszulę. Coś z tego wyjazdu też w końcu musiał mieć.
-Malediwy, skarbie. - Wyjaśnił bez zbędnego pierdolenia, bo nie znał ani nazwy wyspy, ani jej historii. Po prostu znalazł gdzieś info, że jest tu pięknie i warto, więc postanowił to sprawdzić. I się ni chuja nie zawiódł. Widok gwiazd nad bezkresnym Oceanem był zapierający dech w piersiach. Problemu z bagażem Felka nie było, bo w razie czego zadbał o wszystko, włącznie z lekami partnera, gdyby ten akurat nie pomyślał o wystarczającej ilości.
-Czekaj, to nie koniec! - Powiedział, ledwo zachowując powagę, po czym wyciągnął z plecaka pluszowego borsuka, który odstawiony na piasek wystrzelił z siebie konfetti. Oczywiście podjebał go Felkowi z zeszłorocznej imprezy, ale wątpił, by ten miał coś przeciwko. -No i teraz Stooo laaaaaaaat! - Wydarł ryja, uśmiechając się i tym samym wręczając schludnie zapakowany pakunek ukochanemu. Jeden z dwóch najbardziej stresujących go momentów tego wieczora, bo nie miał pojęcia, jak Feli zareaguje.
-Co do jednej. - Pewna doza nieśmiałości wstąpiła na jego twarz, ale też widać było, że jest z tego powodu w pewien sposób dumny i z tego, jak partner zareagował na ten widok. Poczuł przyjemne ciepło w miejscu, w którym ten ułożył swoje palce i na krótki moment odruchowo przymknął powieki. Sam nie był jeszcze do tego do końca przyzwyczajony, ale podobał mu się ten efekt. I to bardzo.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 20:36;

Na szczęście choroby lokomocyjnej nie miał, a często też podróżował właśnie poprzez korzystanie z samochodu. Świstokliki nie były czymś wyjątkowo spotykanym w jego inwentarzu, w związku z czym na początku trochę go zemdliło, ale potem - jako że miał ważniejsze rzeczy do roboty niż nagły ścisk w żołądku - w pełni o nim zapomniał, by oddać się chwili, którą właśnie dzielili. Nic dziwnego, że był koniec końców nieco zdezorientowany, skoro nie wiedział, co tak naprawdę się działo, ale po czasie udało mu się zrozumieć, jaka rzecz ma miejsce w jego życiu. Kolejne urodziny, kolejne wybicie dodatkowej cyferki. Czuł się stary ciałem, ale w Arabii nadal pozostawał młody duchem.
- Staruszku? A ty co, młody, piękny i niepokalany? Aż posąg sobie pierdyknę w wolnym czasie, ot co! Akurat nikt mi nie zabroni. - prychnął z rozbawieniem, obejmując go śmielej, gdy nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Wszelkie troski ustąpiły na rzecz trwania właśnie w tym, czego z początku nie był w stanie zrozumieć, ale z czasem prawda wyszła na jaw i pokazała, jaka sytuacja działa się tuż na jego oczach. - Uwierz mi, mogłaby to być odmrażająca dupę i jaja Syberia, a i tak z tobą u boku bawiłbym się zajebiście. - powiedział te słowa szczerze, z lekkiego podekscytowania poruszając palcami na talii ukochanego w podobnym rytmie, co wtedy, gdy myśli o jakichś rozwiązaniach względem tworzenia zaklęć, eliksirów bądź przedmiotów. Trudno było mu uwierzyć w to wszystko, ale jednej rzeczy nie mógł zaprzeczyć - że to, co zorganizował Max, było szaleńcze do kwadratu, acz naprawdę. Odpoczynek z nim u boku był tym, o czym marzył już od dłuższego czasu, a ciepłe klimaty, tropikalne - poprawiając - były tym, co uwielbiał.
- Ty to naprawdę jesteś... - nie dokończył, gdy kręcił głową z niedowierzania. Wahał się pomiędzy niesamowity a popierdolony, lecz obydwa przymiotniki na tyle dobrze pasowały, że aż nie potrafił się wysłowić. - Podejrzewam, że to jest jedna z tych wielu zapomnianych wysepek, gdzie nikt się nie przypałęta. A niech tylko spróbują, to poznają smak mojego magicznego wpierdolu. - wyszczerzył się, bo co jak co, ale odezwała się w nim terytorialność, której zaprzeczyć w swoim umyśle nie potrafił. Nie bez powodu miał tatuaż wilka na ciele, nie bez powodu jego patronus pozostawał tą samą formą.
- Malediwy... pierwszy raz w Azji, serio. Nigdy nie miałem okazji odwiedzić tego kontynentu. - nie dowierzał, kręcąc nadal głową, nieco rozbawiony, nieco skonfundowany, ale na pewno już komunikujący w pełni i przyjmujący do świadomości to, co się działo. Brązowe tęczówki spoglądały na rozświetlające się leniwie gwiazdy, gdy niebo przybierało barwę purpury, czekając na nadejście nocy. Mimowolnie chwycił go za dłoń, przyglądając się w ciszy i w jego towarzystwie temu wszystkiemu, chłonąc każdy możliwy dźwięk, każdy możliwy dotyk i każdy możliwy zapach z podwojoną siłą. Jakby chciał uwiecznić to wszystko w pamięci, nie pozwalając tej rzeczywistości umieszczonej poprzez wspomnienia z umysłu.
- Hę? - spojrzawszy na niego podejrzliwie, zmarszczył nieco czoło, zastanawiając się, co jeszcze zostało przyszykowane. Różnica między temperaturą tutaj a w Anglii była ogromna, więc nic dziwnego, że od razu czuł się jak ryba w wodzie, jako że za zimnem nie przepadał i zawsze był w stanie narzekać na chłodny klimat panujący w ojczystym kraju.
Felinus spojrzał na uroczego borsuka, którego doskonale kojarzył poprzez fakt, iż rok temu dosłownie kilkanaście takich oblegało jego pokój. Konfetti wydostało się z pyszczka, a młody już mężczyzna, posiadający na karku dwadzieścia dwie wiosny nieco zestresowany, jednocześnie szczęśliwy, a do tego zastanawiający się nad tym wszystkim, wydobył z siebie ciepły uśmiech. Może nie nadawał się do tego typu rzeczy, acz z czasem zrozumiał, że przebywanie wśród ludzi jest czymś naturalnym. Czymś... do czego chciał dążyć. Sam nie wiedział, kiedy dokładnie to wszystko zmieniało się w takim kierunku, kiedy udało mu się zrozumieć własną, bardziej łagodną naturę, a przede wszystkim kiedy zaczął do innych podchodzić w ten sposób.
- Max, ty... debilu mój kochany... - oczywiście nie mówił tego w ramach obrażania, a prędzej w postaci tego, że naprawdę nie trzeba było, co było też okazaniem wdzięczności, gdy tatuaż snuł się widocznie, odkrywając własny pysk i pozwalając na bardziej szczegółowe oględziny. Oczywiście, jak żeby inaczej, pierwsze go objął, składając na wargach pocałunek i biorąc głębszy wdech, by dopiero potem przyjąć paczkę. Nie potrzebował prezentów, co nie znaczyło, że nie był za nie wdzięczny, bo dzień ten zamierzał zapamiętać w każdym najmniejszym calu. - Mam odpakować teraz czy nieco później? - zapytał się, nie wiedząc, czy powinien to odkładać w przyszłość, czy jednak teraz się tym zająć, niemniej jednak czuł, że niezależnie od decyzji... obie będą prawidłowe.
- Wyglądasz przecudnie. - pochwalił go, nie mogąc oderwać oczu, a i ręka sama sprawdzała te zakamarki, nieco nie dowierzając temu wszystkiemu. Potrzebował realnego dowodu, że nie śni, a to się dzieje tu i teraz; sam przymknął na bardzo krótką chwilę powieki, nie chcąc, by to wzrok poświęcał się w głównej mierze temu wrażeniu. Niektóre rzeczy potrafią być zdradliwe. - Cieszę się, że się na to zdecydowałeś, naprawdę. Po prostu... wow. Serio, nawet nie wiem, co powiedzieć, nie mogę się napatrzeć... - prychnął pod nosem z własnej nieudolności dobrania tego wszystkiego w słowa, zdejmując zdecydowanie za ciepłe buty i zbyt grube spodnie; po prostu stawiając wszystkie karty na bardziej plażową wersję. Jeszcze raz go pocałował, splatając palce i przybliżając się bardziej, a powieki odruchowo się ścisnęły. Doskonale zapamiętał lokalizację blizny przy żebrach, gdzie złożył po krótkim namyśle pocałunek, chcąc się aby na pewno upewnić, że wszystko, co kojarzyło się nieprzyjemnie z przeszłością, przeminęło. Nie wiedział jednocześnie, czy go to boli, dlatego posunął się do tego kroku jeszcze bardziej delikatnie. - Zatem, panie prowadzący wycieczkę po bezludnej wyspie. Jakie plany na początek? - wyszczerzył się, tym samym prostując własną sylwetkę. Przyglądał się szmaragdowym tęczówkom, nie ukrywając niczego za maskami bądź oklumencją.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 21:27;

Max zaczął więcej korzystać ze świstoklików, gdy nauczył się sam je tworzyć. Wiedza transmutacyjna pozwalała mu na tyle, by być w tej kwestii samodzielnym i choć raz już dostało po dupie, za ogarnianie tego na nielegalu, tak teraz stosowną licencję i nie musieli martwić się o problemy z prawem.
-Myślałem, że to już ustaliliśmy. Mister Inverness, czy coś. Mówię Ci, kiedyś mi ten tytuł dadzą. - Napiął nieco mięśnie, jakby się chciał flexować i może rok temu byłby z tego fajny efekt, ale obecnie prędzej przypominało to komedię, o czym bardzo dobrze wiedział. -Felinus z de janerio? - Zaproponował nazwę pomnika, skoro ten miał już powstać. Kolejne dzieło sztuki autorstwa jednego z nich. Świat magicznej kultury powinien całować ich po stopach, a brytyjska królowa wręczyć jakiś order. -Kurwa, tam przynajmniej musiałbyś spać bardzo blisko mnie, żeby nie umrzeć z zimna, a ja głupi myślałem, że tropiki to dobry wybór. - Pacnął się dłonią w czoło, choć na jego ustach wciąż znajdował się szeroki uśmiech. Zielone tęczówki emanowały miłością i ciepłem, a im bliżej się znajdowali, tym lepiej było to widoczne.
-Cały Twój? - Zaproponował własną wersję końca tego zdania, choć te, które znajdowały się w umyśle Felka były bezbłędne. -Oho! Czyżby ktoś tu był zazdrosny? - Zażartował, gładząc go po policzku i delikatnie przejeżdżając po odsłoniętym przez koszulę torsie, by samemu poczuć nieco tę fizyczną bliskość.
-Wiesz, że ja też nie? Ale nie uważam, by była to jakakolwiek przeszkoda. - Przyznał, bo choć znał osoby podróżujące w podobne zakątki świata, tak sam raczej ograniczał się w większości do Europy. Uniósł dłoń ukochanego, która objęła jego własną i złożył na niej delikatny pocałunek, a następnie sam na chwilę zapatrzył się w otaczającą ich naturę. Było dużo bardziej romantycznie niż sobie to zaplanował i w cholerę mu się tu podobało. Mógłby zostać tu z Felim na zawsze, a przynajmniej takie miał w tej chwili wrażenie.
Bez borsuka nie było urodzin i Max był o tym święcie przekonany. Co prawda brakowało niektórych elementów, które to zorganizował w zeszłym roku, ale też gdyby wszystkie urodziny wyglądały tak samo, w końcu przestałyby być wyjątkowe. Miał za to nowe niespodzianki, które planował ujawnić przed partnerem, choć im bliżej było tego momentu, tym bardziej się stresował.
-Tak? - Zapytał, gdy został uroczo nazwany debilem, a następnie ponownie przymknął powieki, gdy Lowell złączył ich wargi. Mruknął cicho, uwielbiając to uczucie i choć nie było to jego święto, sam czuł się poniekąd jak w bajce.
Spojrzał na dzierżoną w rękach paczuszkę. Oczywiście interesowała go reakcja Felka, ale też jeżeli nie chciał tu i teraz otwierać prezentu, wszystko zależało od niego. Z jednej strony nie było to nic drogiego, z drugiej było to coś raczej osobistego, co poniekąd miało przypomnieć te dobre chwile, jakie razem spędzili.
-Od Ciebie zależy. To Twój prezent. - Powiedział w końcu, zostawiając decyzję solenizantowi. W paczuszce znajdowała się czarna bluza, praktycznie identyczna jak te, które Feli tak często nosił. Ten egzemplarz miał jednak coś, co wyróżniało go od innych. Na plecach znajdował się haft tańczącego Derwisza, w otoczeniu kilku nutek, a z przodu można było zauważyć zaczarowany haft dwóch istot: wilka i kojota, które miały swobodną możliwość poruszania się po całym materiale. Solberg był nieco zdenerwowany, nie wiedząc jak Feli zareaguje na wizerunek Derwisza, ale też pamiętał, jak miło im się spędzało czas w szwalni, gdy właśnie te postaci haftowali na swoim odzieniu i jak żal było partnerowi, gdy stracił bluzę w pożarze. W razie czego wiedział, że ten element da się też bezproblemowo usunąć i gdyby tylko coś się wydarzyło, miał zamiar zaproponować tę modyfikację.
-Naprawdę? Aż tak wiele, to się nie zmieniło. - Zaczerwienił się nieco, próbując jakoś machnąć ręką na te słowa, a jednocześnie było widać, że sam jest dumny z tej zmiany. Bał się usuwania kilku z tych blizn, szczególnie tej pod sercem, która była dla niego najważniejsza i jednocześnie najdłużej gościła na jego ciele, a jednocześnie były one pewnym znamieniem przeszłości, którego chciał się pozbyć. -Wiesz, że możesz patrzeć ile tylko chcesz. - Pocałunek pod sercem sprawił, że jeszcze większe ciepło go ogarnęło, a oddech na chwilę stał się głębszy. Aż takiej reakcji na pewno się nie spodziewał. Nie czuł żadnego bólu, tylko swoistą nadzieję i radość z tego, że może dzielić te chwilę z partnerem. Wyszczerzył się nieco mocniej, po czym usiadł na piasku, wskazując Felkowi, by ten uczynił to samo i wpatrzył się w ocean, który teraz już był o wiele ciemniejszy i odbijał wyraźnie świecące na czystym niebie gwiazdy. -Nim zaczniemy wycieczkę, jest jeszcze jedna rzecz. Pewien prezent dla Ciebie. Dla nas. Nie jest to nic materialnego i pewnego, ale chciałem się tym z Tobą dzisiaj podzielić. - Powiedział, na chwilą opierając głowę na czuprynie partnera. Znów poczuł mały stresik, ale nie miał zamiaru się wycofywać. Wiedział, że podejmuje właściwą decyzję.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 22:13;

Samemu nieco starał się zrozumieć transmutację, ale ta dziedzina nie była dla niego. Nie mógł być ze wszystkiego dobry, a istnienie możliwości przetransmutowania jednego obiektu w drugi, co było dla niego nieco nieosiągalne, udowadniało doskonale tę tezę. Do szczęścia tego nie potrzebował, ale to naprawdę się przydawało, gdy człowiek chciał więcej podróżować. Być może pobieranie większej ilości korków z tej dziedziny wcale nie jest takie nierealne?
- Jeżeli mają ci ten tytuł dać, to chcę być w jury i samemu to uczynić! Oczywiście poprzez subiektywne podejście, bo obiektywizm to dawno się na ryj wyjebał w moim przypadku do ciebie. - wyszczerzył się nieco głupio, śmiejąc przy okazji pod nosem. Na kolejne słowa wręcz wybuchnął, czując to, jak mięśnie mu się napięły przez tę czynność, a brzuch zaczął lekko pobolewać. - Felinus z de janerio to zapewne zapewniłby mi sławę i chwałę na całe życie. - no chyba nie, ale nie zamierzał sobie tej chwili psuć, bo skoro się bawili zajebiście (i zapomniał o fundamentalnych rzeczach), to zamierzał w tym wszystkim trwać. W sumie wnieśli tyle do kultury, że mogliby się jednak pojawić w jakichś książkach... ale na pewno nie dla dzieci. Chyba żeby najwyżej łóżek w nocy nie opuszczały, bo im syrena jaja odgryzie czy coś. - Co prawda pierwszą przyczyną byłoby to, że chciałbym być bardzo blisko ciebie, ale tak, wynikałoby to także z chęci przetrwania w zimnym klimacie. - parsknął. - Ale, hej, tutaj też mogę spać wtulony, więc nic nie jest stracone. - pstryknął palcami, bo nie wyobrażał sobie odwracania się plecami. Jeżeli trzeba by było, to by i sobie na gacie jakiegoś Glaciusa z Absorptio machnął.
- To też, ale miałem nieco inną rzecz na myśli. Minimalnie. - pomijając fakt, że znaczeniowo była ona inna, to jednak miała podobny wydźwięk. Niesamowity, ale jego. Popierdolony, ale jego. I nic na razie się nie zapowiadało do zmian, jakie mogłyby nastąpić. - Nie no, totalnie szykuję piwnicę, by cię tam zamknąć, bo jeszcze jakaś dziewczyna lub facet na ciebie spojrzy chytrze i co ja zrobię? - załamał ręce, jakby naprawdę mu na tym zależało, ale rzeczywistość była zgoła inna i tylko się droczył. Co prawda był terytorialny, ale zazdrość znajdowała się w zdrowym spektrum i nie potrzebował kontrolować poczynań ukochanego. Jak wcześniej - bo ciągle mu ufa.
To prawda - fakt tego, że żaden z nich nie był w Azji, nie oznaczał, że to nagle przeszkadzało i uniemożliwiało czerpanie radości z przebywania na bezludnej wyspie. Wszystko zapowiadało się naprawdę znakomicie i nie zamierzał tego psuć, a czując pocałunek na dłoni, być może czas się nie zatrzymał, ale ten mały świat, w którym trwał, skupił się głównie wokół niego. Wokół dotyku, wokół otoczenia, które emitowało specyficznym wyglądem, wokół roślin okalających tutejsze piaski, wokół dźwięku fal uderzających o piaszczyste wybrzeża, snujących po ich strukturze z nienaganną starannością, tchnięte do życia przez sam perfekcjonizm natury. Mógł tutaj pozostać nie dzień, nie dwa, nie tydzień, a znacznie większą ilość czasu. Byleby z nim - bo wokół niego oscylowały te wszystkie myśli, to z nim chciał spędzić ten czas, nie zważając uwagi na nic innego.
Otrzymana przez chłopaka paczuszka była lekka i przewiewna nieco, co świadczyło o tym, że znajdujący się w środku prezent jest raczej częścią odzieży. Na retoryczne pytanie nie odpowiedział, a zamiast tego pokazał język, wyginając lekko usta w podkówkę, jakby nagle jego cała rodzina została obrażona, a, jak doskonale oboje wiedzieli, nie znajdowała się ona w spektrum przeogromnych. Borsuk był uroczy, całe to wydarzenie posiadało w sobie magię, której nie potrafił opisać, w serce wewnątrz działało spokojnie, choć nieco mocniej.
- Tak, wiem, że to jest mój prezent... ale, nie stresując cię z odpakowywaniem... - ostrożnie, jakby miał do czynienia z najcenniejszą rzeczą na świecie, postanowił odpieczętować to wszystko, usuwając niepotrzebny papier, który odstawił w jednym miejscu. Jak mieli spędzać czas na łonie natury, to powinni zadbać o porządek, do czego zmierzał; w środku znajdowała się czarna bluza, która jednak zaczęła się wyróżniać wyglądem dopiero wtedy, gdy chwycił ją w dłonie i postanowił w pełni otworzyć. Niezwykle podobna, zapinana na zamek, z przodu posiadała sylwetki zwierząt, które były jawną prezentacją ich charakterów. Wilk i kojot. Lowell na dość długi moment wstrzymał oddech, zapominając o podstawowych funkcjach życiowych, by potem zamrugać parę razy oczami. Odwróciwszy materiał, z tyłu był Derwisz; Arabia może nie była miła, ale to wspomnienie haftowania uderzyło w umysł tak mocno i równie mocno się zakotwiczyło, że nieco mocniej - w granicach rozsądku - chwycił w dłoniach materiał. Nie zauważył nawet, gdy krople łez wydostały się z oczu wprost na jedną z nut postaci. Pamiętał to, jak razem tworzyli te hafty. Pamiętał to, jak wiele przeżył w tej bluzie i jak długo mu służyła. Serce mu się ścisnęło, bo odzyskał coś, co znaczyło dla niego naprawdę wiele, a szloch nagle i niespodziewanie chciał wydostać się na zewnątrz, gdy przybliżył do mostka materiał. Ciało zadrżało, następnie jedną dłonią trzymał prezent, drugą ukrył tę żenadę wstydu, by następnie ukryć się w ramieniu chłopaka, ściskając go jeszcze mocniej. Czuł wewnątrz odzyskanie pewnego fragmentu tożsamości, który został odebrany wraz z podpaleniem przez Beduinów ekwipunku, ale nic nie mówił przez pewien moment, biorąc głębsze wdechy na uspokojenie emocji.
- Max, ja... - podniósł się nieco, zerkając niepewnie w jego kierunku, by objąć go bardziej. - Matko, ja sądziłem, że... nigdy już nie odzyskam tej bluzy. Jest... na Merlina, ona jest... - ledwo co był w stanie z siebie to wydusić, ale był naprawdę wdzięczny i cholera, nie wiedział, jak to okazać. Jakby pewien element układanki powrócił na swoje miejsce; dopiero po czasie był w stanie uspokoić własne myśli, bijące szybciej serce i ogólnie cały ten harmider, jaki się dział. A był on spory. - Dziękuję. - wydusił z siebie, przymykając na ten moment powieki, czując pewnego rodzaju ulgę w środku własnej klatki piersiowej.
- Ale dodało uroku. - uśmiechnął się już nieco uspokojony, zerkając w kierunku ukochanego, który co prawda nie zmienił się zbyt wiele, aczkolwiek powodował, że sama jego sylwetka nabrała większej pewności siebie. Widząc zaczerwienienie na policzkach, nie mógł powstrzymać się przed przybliżeniem prawej dłoni do jednego z nich, kciukiem gładząc strukturę gładkiej skóry. Jeżeli miał wskazać na jeden z najbardziej urokliwych elementów tego wszystkiego, była to właśnie reakcja partnera na te słowa. Wiedział też nieco na temat usuwania tego typu rzeczy - sam zamknął pewien rozdział w swoim życiu, rozpoczynając właśnie od tego - od zlikwidowania skaz przypominających każdego dnia o popełnionych błędach. - Przecież wiem. - uśmiechnął się zadziornie, zauważając reakcję ukochanego, choć nie bez powodu się wyprostował, by następnie usiąść zgodnie z gestem na piasku. Było wygodnie, przyjemnie, a przede wszystkim... mogli dzielić ten moment razem. Bez nikogo dookoła, bez spoglądających w ich kierunku spojrzeń, bez konieczności zakładania masek, do czego rzadko kiedy się uciekali. Słońce zachodziło w pełni - fiolet zmieniał się w ciemny nieboskłon, a płaszcz mroku okrywał powoli niebo, czyniąc z niego na początku granat, by następnie przejść w czerń. Ocean był nieskazitelnie czysty, a każdy ruch wody powodował zmianę pozycji odbijanego światła, co dodawało uroku całej scenerii.
- Tak? - spojrzał na niego, nieco się zastanawiając, by objąć go dłonią, a drugą spleść ich palce; kciuk gładził raz po raz wierzch, nie zostawiając go samego w kolejnych słowach, jakie miały paść. - Jeżeli dla nas, to... tym bardziej się cieszę. I jeżeli nic pewnego, to się nie martw, bo zawsze możemy razem się postarać o to, by jednak coś było bardziej pewne niż niepewne. Jestem tuż obok, prawda? - dołożenie własnej cegiełki nic go nie kosztowało, a jeżeli oboje mogli poczuć się nieco lepiej, nie zamierzał się wycofywać. Był niczym pies, którego można zbić. Którego można przywiązać do torów i obserwować, jak pociąg z daleka po prostu jedzie. Może to pozostawało w jego przypadku minusem, w większości sytuacji, acz w tych powodowało, że oferował zawsze swoje wsparcie i nie zamierzał nikogo pozostawiać. A na pewno nie tych, których kocha.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 23:14;

Dla Maxa transmutacja z kolei była jedyną dziedziną związaną z zaklęciami, którą ogarniał. Może był to efekt tego, że miała wiele wspólnego z eliksirami. W końcu obydiwe dziedziny polegały na zamianie jednych składników w zupełnie co innego, choć opierały się na kompletnie innym działaniu. Teraz tym bardziej chciał skupić się na transmutacji, gdy planował zostać animagiem, choć robił to bardziej w celach spełnienia własnych ambicji niż z jakiejkolwiek potrzeby.
-Przyjąć od Ciebie koronę to największy zaszczyt. - Ukłonił się, jak dworzanin, oczywiście ledwo zachowując jakąkolwiek powagę. Ta dwójka była jebnięta i zdecydowanie nie było Maxowi z tym źle. Nie potrafił wyobrazić sobie, by ich relacja mogła wyglądać jakkolwiek inaczej. -No kurwa, że tak! Ja Ci mówię, idź w to! - Zapewnił o zajebistości tego pomysłu, bo w końcu inaczej być nie moglo. Choć do poziomu porno o założycielach Hogwartu jeszcze trochę im brakowało dzisiaj. Na szczęście. -Na to trochę liczę, ale nie będę Ci mówić jak masz żyć, Panie starszy. - Pokazał mu język. Lubił rzucać docinkami o wieku partnera, choć tak naprawdę nie miał on dla Maxa żadnego znaczenia. Ważniejsze było to, by w nocy mógł czuć jego bliskość niż to, jakie cyferki ma przy dacie urodzenia. Choć akurat pełnoletniość była dużym atutem.
-Cokolwiek to było, na pewno miałeś rację. Niestety. - Zaśmiał się, czochrając własne włosy. Wciąż nie przyzwyczaił się jeszcze do nowej fryzury i dziwiło go jak mało kosmków napotkał na swojej drodze. -To pytanie retoryczne, czy będziemy teraz omawiać taktyki tortur i morderstw? - Zapytał by się upewnić. Zamknięcie w piwnicy nie było czymś o czym kiedykolwiek marzył, choć gdyby wrzucono mu tam kociołek, zapewne nawet nie zauważyłby, że nie może za wiele wychodzić. Na szczęście tak ekstremalnie zazdrosnego faceta nie miał i nie musiał bać się o podobne jazdy, co przy Maxiowym charakterze i libido zdecydowanie utrudniło by im życie.
Natura wokół, w przeciwieństwie do Maxa, była naprawdę spokojna i dopełniała atmosfery wyjątkowości tego dnia. Max cieszył się, że dobrze wybrał miejsce i Feli nie spędzi kolejnych dni gdzieś, gdzie będzie się męczył. Pozostało jeszcze kilka nieświadomych, które Solberga stresowaly, ale wiedział, że niedługo będzie już po wszystkim i miał nadzieję, że w spokoju oddadzą się wypoczynkowi.
Uważnie przyglądał się, jak Feli odpakowuje prezent, a że robił to starannie i bez pośpiechu, w Macie stres narastał jeszcze bardziej. Najpierw zobaczył wstrzymany oddech, następnie zawahanie i... Łzy. -Feli, ja nie... - Zaczął od razu, chcąc przeprosić, że zjebał i przywołał coś, o czym ten chciał zapomnieć. Szybko jednak zrozumiał, że źle tę reakcję odczytał. Łzy były oznaką wzruszenia.
Max mocno objął ukochanego, dając mu nie tylko wsparcie, by mógł się uspokoić, ale też poprzez kolejny gest ukazując, jak wiele ten dla niego znaczy. Powoli głodził partnera po ramieniu czekając, aż ten będzie gotów na kolejne słowa, czy gesty. Nigdzie się nie spieszyli. Byli tu tylko oni i każda chwila mogła trwać nieskończoność jeżeli tego chcieli.
-Spokojnie kotek. Cieszę się, że Ci się podoba. Wiem jak ją lubiłeś, więc pomyślałem... - Zaczął się poniekąd tłumaczyć, choć chyba było to zbędne w tej chwili. Gesty mówiły same za siebie i Max naprawdę cieszył się, że nie zjebał tego ważnego dnia.
-Chyba muszę częściej w takim razie robić sobie operacje plastyczne. - Zażartował, wciąż lekko okryty szkarłatem. Nie rumienił się często, ba, praktycznie nigdy, ale przy Felku coś się odblokowywało i podobne reakcje czasem wychodziły na światło dzienne. Kolejny dowód na to, że ta relacja była czymś wyjątkowym.
Przewrócił oczami na jego "przecież wiem". Jasne, że było to oczywiste, ale to nei znaczyło, że miał zamiar przestać mu o tym przypominać. Klepnął jednak w końcu na piasku, a gdy partner usiadł obok, zabrał się za kolejną rzecz. Nie było to łatwe, a choć słowa Felka ogromnie go wsparły wiedział, że nie jest i nie będzie to wcale łatwiejsze, by wyrzucić z siebie następne słowa. Nie chciał jednak się wycofać, co po raz kolejny udowodniło, że powoli się zmieniał.
-Jesteś i wiem, że będziesz. Chcę żebyś był dlatego... - Podniósł głowę i spojrzał w czekoladowe tęczówki, a w jego własnych, szmaragdowych czaiła się cała gama emocji od strachu, przez nadzieję, na swoistej determinacji kończąc. -Dlatego dziś, gdy byłeś w pracy, zapisałem się na odwyk. - Wyrzucił w końcu z siebie. Gdyby nie Feli, możliwe że nie podjąłby się tego kroku, ale w tej chwili nie mógł inaczej. Widział, jak jego słabość wpływa na ich relację, a Lowell był najważniejszą osobą w życiu Maxa i choć nie potrafił za dobrze funkcjonować na trzeźwo, tak kompletnie nie wyobrażał sobie życia bez Felka u boku i chciał zrobić wszystko, by ta jedna, jedyna rzecz nie uległa zmianie. Chciał zrobić cokolwiek, by pójść w stronę zakończenia wiecznych kłamstw i manipulacji, a powoli otwierać drzwi do zasłużonego zaufania i spokoju, a przede wszystkim, do szczęścia.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyCzw 21 Paź 2021 - 23:54;

Lowell skupiał się przede wszystkim na zaklęciach, które pomagały, jak również umożliwiały mu bronienie się, jak i aktywny atak. To też wynikało z pewnych rzeczy, które miał zakorzenione, jako że łączenie wielu dziedzin umożliwiało może nie tyle osiągnięcie perfekcji, co prędzej praktyczność i wielozadaniowość. Tak niedawno przecież chodziło mu po głowie rzucenie tego wszystkiego i pójście na aurora, ale teraz, wiedząc doskonale o tym, że ta decyzja jest ramieniem nieprzyjemnej przeszłości, nie chciał się temu poddawać. Nie teraz.
- Większy niż od Królowej Elżbiety? - wyszczerzył się w żartach, wypinając dumnie pierś do przodu, bo, jak żeby inaczej, obecnie był królem. Oczywiście, jak to przystało na osoby ze średniowiecza, mógł dla zabawy kazać komuś odciąć kończyny, ale nigdy by się do tego nie posunął. Nie był sadystą, a Maximiliana kochał ponad życie i wcale nie zamierzał się z tym ukrywać. - Mówisz? - zapytał się nieco bez potrzeby, czysto retorycznie, bo co jak co, ale obecnie był w nastroju do żartów. - Pan starszy jest zawiedziony twoim intelektem i... pochodzeniem z wieku dwudziestego pierwszego. - odwdzięczył się, niemniej jednak wcale mu ego tak nie wyjebało poza skalę. To, że był starszy, nie oznaczało, że pozjadał wszystkie rozumy tego świata.
- Na pewno? - podpytał się, sprawdzając jego reakcję. Mimo to wiedział, że tak, miał rację, bo o ile były to skrajne, dwa różne słowa, o tyle jednak w pełni odzwierciedlały charakter jego chłopaka. Na retoryczne pytanie nie odpowiedział, ale za to uśmiechnął się podstępnie, nie dając jednoznacznej odpowiedzi - no ba, wolał to zachować w pewnej tajemnicy. Piętno przeszłości w nim pozostało, ale obecnie jedyne, co zdołał z tego uaktywnić, to wstyd za to, jak cholernie nieprzyjemną osobą był. Jak odtrącał wobec siebie ludzi, jak reagował niesamowicie agresywnie, niczym zwierzę zapędzone siłą do klatki, chcące się z niej wydostać. Nie zamierzał być zazdrosny, nie zamierzał go kontrolować, ponieważ szanował prywatność. I nie był na tyle jebnięty.
Spokój natury wcale nie przekładał się do tego, co otrzymał. Znajdująca się w dłoniach bluza była tym elementem, którego mu brakowało, a fakt, że znajdował się na nim Deriwsz, wraz z kojotem i wilkiem z przodu, jeszcze bardziej dopełniał faktu, jak wiele zdołał stracić przez te wszystkie występki. I chociaż fale obmywające brzegi niosły ze sobą ukojenie, tak nie mógł powstrzymać się od dość silnej reakcji w postaci przybliżenia bluzy do własnego ciała i nieco przyciśnięcia jej. Poczuł wewnętrznie dumę, poczuł wewnętrznie również to, jak wiele to wszystko dla niego znaczyło. Koniec końców historii nie mogli zmazać i o ile sama wycieczka z Derwiszami wcale nie była radosna, wybudzając pewne demony, o tyle samo haftowanie, głupawka podczas tego procesu i czas spędzony z Maximilianem pozostawał jednak ponad wszystkie złe odczucia. Wtulił się zatem w niego mocno, opanowując powoli reakcję umysłu, który odzyskał w pewnym stopniu nadzieję.
- Tę bluzę miałem po prostu znacznie wcześniej, ale praktycznie zawsze ją nosiłem, przy każdym naszym spotkaniu, dlatego tak... - uspokajał się powoli, choć nie wiedział, czy był sens tłumaczenia tego, gdy z czasem słowa nie musiały istnieć, gdyż rozumieli się może nie tyle doskonale, wszak każdy organizm narażony jest na błędy w działaniu, a prędzej odczytywali własne gesty w ten prawidłowy sposób. Z czasem się uspokoił, chowając prezent do bezdennej torby, w której miał już tyle przedmiotów, że prędzej mogłaby mu ciążyć na ramieniu.
- Obecnie nie ma niczego, co dałoby się poprawić. Apollino. - uśmiechnął się szerzej, nadal widząc czerwone policzki. Sam pamiętał moment, gdy pierwszy raz pod wpływem amortencji Max go pocałował, gdy pierwszy raz poczuł ten wstyd, gdy pierwszy raz tak mocno się czerwienił. Gdy to wszystko było dla niego nowe, intensywne - teraz nad tym panował, acz uczucie w sercu ze strachu przerodziło się poprzez metamorfozę w bliskość i wsparcie, którego oboje potrzebowali. Nie spodziewał się, że znajomość, jaka to miała podwaliny na kłamstwie i współpracy ze Saskio, rozwinie skrzydła w taki sposób. Koniec końców zauważał, jak wiele rzeczy uległo zmianie od tamtego dnia. Potem, zgodnie z poleceniem i przewróceniem oczu (na co wystawił język i puścił oczko), klepnął sobie na piasku. Wiele rzeczy ulegało pójściu do przodu i niewątpliwie jedną z nich było to, że Max podejmował się rozmowy. Nie uciekał, nie ukrywał się, choć możliwe, że w środku toczyła się wojna, której nie chciał przegrać.
Cieszyło go to, wszak pozostawało przejawem nadchodzących, widocznych zmian. Im więcej mógł uczestniczyć w życiu bliskiej mu osoby, tym bardziej czuł się spokojny, a uczucie bezpieczeństwa wzrastało z każdą chwilą. Szmaragd tęczówek okalających źrenice przejawiał wachlarz ogromnej gamy emocji, która zastanowiła Lowella, acz nie naciskał. Był spokojny, działał spokojnie, wszak skrajnymi emocjami nie mógłby nic zdziałać. Też, życie pokazywało mu, że są one potrzebne, naturalne, ale nie teraz. Nie był katem, by osądzać, a to, co dotarło do jego uszu, jaka informacja, utwierdziły go w przekonaniu, że Max chce się zmienić. Że chce wyjść z dołka, do którego został wepchnięty, na co czekoladowe tęczówki mimowolnie błysnęły ognikami nie tyle radości, co zaufania, determinacji i chęci bycia tuż obok. Odwyk był tym, co mogło pomóc partnerowi, dlatego też ucieszył się, że ten chciał coś w tej kwestii zrobić. Że podjął się tego pierwszego, najważniejszego kroku - tak jak on postanowił również udać się do psychologa.
- Cieszę się, że... że chcesz się zmienić. I że mi o tym powiedziałeś, kojocie. - uśmiechnął się, obejmując go swobodnie ramieniem i przytulając nieco mocniej, gładząc kosmyki włosów należące do partnera. - Cieszę się też, że samemu podjąłeś się tego kroku. Nie jest to łatwa decyzja i świadczy ona o tym, że starasz się ułożyć pewne rzeczy tak, by były one w odpowiednim porządku. - nieco trudno było mu ułożyć te słowa, acz przełknął ślinę, całując go następnie w policzek, bądź co bądź, jeżeli nie sięgnął w obecnej pozycji, w szyję. - Początki są trudne, sam pamiętam moje pierwsze rozmowy z psychologiem, ale wierzę, że dasz rady. Że my damy sobie rady. - obwinął wokół palców jego włosy lekko i delikatnie, nie chcąc za nie ciągnąć. - I, jeżeli będziesz potrzebował mojego wsparcia, wiedz, że jestem tutaj dla ciebie. Tak samo, jak ty jesteś dla mnie. Zamierzam z tobą być i nic nie zapowiada się na to, by jakkolwiek się to zmieniło. - zapewnił go, oferując mu tym samym własne wsparcie, gdy oboje siedzieli na rozgrzanym nieco piasku, przyglądając się ściemniającemu widokowi. To wszystko wyglądało nierealnie, ale musiał zrozumieć, że się dzieje w rzeczywistości i ma swoje odzwierciedlenie - w gestach, w czynach, w krokach.
Pocałował go raz jeszcze, czując wewnętrznie chęć "przypieczętowania" tej chwili. Oddawał się tej czynności subtelnie, wargi muskały te należące do partnera z najwyższą dozą czułości, a po czasie - nie liczył sekund, nie liczył upływu tyknięć wskazówek zegara - oparł się o jego ramię, obiema dłońmi obejmując jedną należącą do ukochanego. Ucałował wierzch, lekko przymknął oczy, a szum docierał do uszu, powodując powstanie gęsiej skórki. Sceneria naprawdę wpływała na odbiór tego wszystkiego i nie zamierzał się z tym kłócić.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyPią 22 Paź 2021 - 14:26;

Maxowi takie zaklęcia nie wychodziły, a też był świadomy tego, że transmutacja może stanowić równie skuteczną obronę jak i atak. Miał nadzieję, że jeżeli kiedyś uda mu się zostać animagiem, to w razie zagrożenia będzie mógł i ten fakt wykorzystać, by zwiększyć swoją przewagę, lub po prostu spierdolić gdzieś w krzaki.
-No kurwa, że większy! Babcia rozdała już tyle wyróżnień, że chuj z nią, a ile Ty rozdałeś? To jest unikatowa nagroda! - Liczył na to, że jednak nic mu Feli nie odetnie, a tym bardziej jeżeli chodziło o kończyny. Zdecydowanie lubił posiadać cztery i też wciąż niezbyt dobrze się czuł, gdy widział ludzi, którzy nie posiadali którejś ręki. Przeszłości nie dało się tak po prostu zamazać. -Wybacz, na to ostatnie nie miałem za dużego wpływu, ale z tym pierwszym mogę się poprawić. Na gorsze oczywiście. - Wyciągnął w jego stronę język.
-Na pewno. - Potwierdził, a milczenie w temacie tortur uznał za to, że trafił w sedno. O ile wiedział, że żaden z nich raczej nie miał zamiaru nikogo torturować, tak ich rozmowy często schodziły na dość dziwne tematy i nie zdziwiłby się, gdyby i taka kiedyś się odbyła. Zapewne i tak okraszona byłaby sporą dawką humoru, którą obydwoje się charakteryzowali nawet, gdy rozmowa schodziła na poważniejsze tematy.
Sam Max podchodził do przeszłego Felka raczej neutralnie. Bardziej wspominał czasy, gdy ich relacja była już na lepszym torze i zaczynali budować te pozytywne wspomnienia, jak choć halloweenowy jarmark, podczas którego miał do czynienia z Blake. Stanik kobiety do dziś walał się gdzieś w szafie Solberga, o czym zapewne on sam już średnio pamiętał, a jednak gdyby zabrał się kiedyś za porządne porządki, pewnie by go znalazł i odpowiednio wykorzystał.
Nie spodziewał się kompletnie takiej reakcji na prezent. Co prawda bardzo chciał, by ten się partnerowi spodobał. Mógł kupić coś powszechnie dostępnego, ale Max nie był z tych. Jeżeli miał pomysł i okazję, lubił dawać  coś, co miało większe, bardziej prywatne znaczenie. Stąd też taki a nie inny wybór, choć okraszony był wielką dozą niepewności, czy będzie on odpowiedni. Sam wciąż posiadał spodnie z derwiszowym haftem, których ostatecznie zbyt często nie nosił.
Naprawdę ucieszył się jednak, że nie zjebał, a trafił z prezentem i mocno objął Felka. To, że mógł wywołać w nim taką reakcję sprawiało, że robiło mu się nieco cieplej na sercu. Naprawdę chciał być źródłem jego radości, a nie tylko cierpienia i trosk, jak to bardzo często się czuł.
-Nie musisz przecież mówić. Cieszę się, że Ci się podoba. Kocham Cię, kocie. - Otarł resztki łez z jego policzka, po czym pocałował go w czoło. Kolejny gest, który towarzyszył im na długo przed tym, jak jeszcze zdawali sobie sprawę, ile tak naprawdę dla siebie nawzajem znaczą.
-No już mi tu tak nie słodź, bo dostanę cukrzycy. - Pokręcił głową na ten komplement. Sam wiedział, że potrzebuje jeszcze wiele wysiłku, by doprowadzić się do porządku, a biorąc uwagę to, co planował, najpierw musiało zrobić się jeszcze gorzej. Już nie mógł się doczekać tych nieprzespanych nocy i podkrążonych oczu.
Początki ich znajomości zdecydowanie nie zapowiadały na to, w jakim kierunku ich relacja się rozwinie. Max był trzymany na dość duży dystans, ale wraz z kolejnymi spędzanymi wspólnie godzinami, ta odległość między nimi znacząco się zmniejszała. No i do tego mieli chorego pecha do bycia w swoim towarzystwie pod wpływem Amortencji, na co początkowo Solberg zwalał uczucia, które zaczęły się w nim pojawiać. W końcu jednak zrozumiał, że to nie wina żadnego eliksiru, a po prostu pokochał Felka i absolutnie nie żałował, że tak to się skończyło. Czuł się przy nim dobrze i wiedział, że choć nie był najlepszym człowiekiem na świecie, przy partnerze mógł być zawsze sobą, za co cholernie był mu wdzięczny.
Gdy Feli usiadł obok, Max poczuł ucisk w żołądku, spowodowany stresem, ale skoro już podjął decyzję nie miał zamiaru się z niej wycofywać. Wiedział też, że gdy powie o tym partnerowi, w pewien sposób mu ulży i też zdobędzie dodatkową motywację do działania, nie chcąc ponownie go zawieść. Już dawno powinien był podjąć ten krok. Wielokrotnie był nawet do niego namawiany przez bliskich, ale zawsze był pewien, że da sobie radę sam, że nie potrzebuje profesjonalisty, by ten ogarnął jego życie, którego nie znał. Jak się jednak okazało, rzeczywistość była zupełnie inna i w końcu to do niego doszło.
-Kocham Cię skarbie i chcę zrobić to dla nas. Wiem, że nie pierwszy raz to mówię, ale naprawdę chcę dojść do siebie, a sam ni chuja nie dam rady. - Przyznał na głos, chyba po raz pierwszy w życiu mówiąc to komuś innemu. Zależało mu, a jeżeli mieli myśleć o wspólnej przyszłości, nie mógł wciąż tkwić w przeszłości. -Wiem, że mam na kogo liczyć. Wiem, że Ty, czy Lucas, czy Julka, zawsze byliście dla mnie i nie chcę by to się zmieniło. Chcę w końcu być kimś, kto na was zasługuje. - Dodał jeszcze, poniekąd odsłaniając nieco własne niepewności, jakie siedziały w jego głowie od naprawdę długiego czasu. Domyślał się, że Feli mógł poniekąd to widzieć, ale musiał zacząć sam przekazywać mu to, co się z nim działo. Nawet jeżeli nie zawsze było to przyjemne.
-No dobra, skoro mamy to już z głowy... - Uśmiechnął się nieco słabo, po czym wstał z piasku i podszedł do plecaka, z którego wyciągnął małe pudełeczko, w którym znajdowała się babeczka. Wetknął w nią świeczkę, podpalił i przyniósł ukochanemu. -Nie myślałeś chyba, że obejdzie się bez urodzinowego życzenia? - Wystawił babeczkę w jego stronę, patrząc na niego z ogromnym uczuciem w oczach. Może nie był to tort, ale słodkości musiały zostać dopełnione.
+

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyPią 22 Paź 2021 - 15:29;

Animagia była tym, co go nieco fascynowało, niemniej umiejętności nie były tym, co posiadał. Poza tym czuł, że oklumencja była wystarczającym przeciążeniem dla umysłu i próba dowalenia sobie czegoś takiego zapewne nie skończyłaby się zbyt dobrze; też, pozostawał nieco uziemiony. Prawa ręka działała dobrze, czasami odzywało się w niej piętno przeszłości, ale wiedział, że jeżeli chciałby kiedykolwiek nauczyć się magii bezróżdżkowej, musiałby się przerzucić w pełni na lewa kończynę górną. Nic dziwnego zatem, że przestał o tym myśleć; zaśmiał się na tekst o babci. Czuł, że Królowa Elżbieta długo żyje nie po to, by dawać ordery, a po to, by być w stu procentach memiczną królową, która koronę jednak zdobyła. 
- Pierwsza i ostatnia, początek i koniec, alfa i omega. Kto ją ubierze, ten będzie żył wiecznie. - wyszczerzył się szeroko, by tym samym wsłuchać się w kolejne słowa partnera, który najwidoczniej był w nastroju do żartów. Przynajmniej nie udawali, że jest inaczej, byli naturalni we własnym sposobie bycia, a do tego... potrafili się śmiać. Mimo tego, co miało miejsce, mimo tego - jakoś brnęli do przodu. - Nie wiedziałem, że można mieć ujemną inteligencję. - wystawił język, powstrzymując się przed wybuchem śmiechu. Kiwnąwszy głową na sprawy tortur, jakoś nie zamierzał sobie przypominać pewnych faktów z przeszłości. To kojarzyło mu się poniekąd z pracą na gospodarstwie, w związku z czym unikał patroszenia zwierząt już od dłuższego czasu. Nawet jeżeli potrafił to robić.
Felinus wiedział, że przeszłość jest nieodłącznym elementem człowieka, stanowiącym tożsamość wewnętrzną, podwaliny obecnego charakteru i zachowania składające się ze zmiennych środowiskowych, ale nieco było mu nadal wstyd za takie podejście do innych. Z czasem zaczął rozumieć, z czasem przestał się bać ludzkiego dotyku; z czasem potrafił pokochać kogoś, z kim znajomość rozpoczęła się w jaskini, by następnie grać w rozbierane kostki po halloweenowej zabawie, mając jeszcze w wachlarzu własnych ubrań pozostawiony po tym artefakt warty więcej niż gacie Merlina - Maxiową podkoszulkę. Wspomnienia z tego wydarzenia były tym, do czego chętnie powracał.
Prezent, który otrzymał, był tym, czego się nie spodziewał, ale co nie odbiło się wydźwiękiem w najgorsze elementy z wakacji. Derwisze były porażką i nie zamierzał się z tym kryć, ale oboje trzasnęli sobie ten haft, w tym Lowell dostawał głupawki, będąc ciągle upominanym przez osobę pracującą przy tego typu rzeczach. Zresztą, z samą bluzą rzadko kiedy się rozstawał, więc rzeczywiście wewnątrz zapanowało podobne odczucie do odzyskania czegoś bardzo cennego, czego nie zamierzał określać w ilościach złotych monet. Ubranie zatem stanowiło coś więcej, niż tylko i wyłącznie element rzeczywistości. Dzierżyło wspomnienia, było historią. Podarunek pozostawał zatem czymś, o co na pewno zamierzał dbać zarówno zaklęciami, jak i tym, że chciał się też zmienić. Chciał rozerwać na zawsze więzi z tym, co pozwalało sobie na wyniszczanie go od środka. Nie uważał też, by Max stanowił cierpienie - relacje międzyludzkie są na tyle skomplikowane, że nie da się określić w pełni jednego scenariusza. Być może dlatego doceniali te momenty spokoju, bo, żyjąc ciągle w tym samym stresie i w tych samych błędnych schematach, wreszcie odczuwali szczęście, które powinno im przysługiwać.
- Też cię kocham. - uśmiechnął się widocznie, gdy poczuł pocałunek na czole, obejmując następnie obie dłonie i składając na nich odpowiedni pocałunek. Trwał w tej chwili przez krótki moment, przymykając oczy i pozwalając na to, by naprawdę ogromna część problemów znalazła się poza umysłem, pozwalając na uzyskanie wewnętrznego spokoju. - Kojocie. - dokończył sentencję; kojot do niego pasował i nie miał żadnych wątpliwości, że to zwierzę stanowiłoby jego patronusa.
- Może taki jest mój plan, panie słodki? - zaśmiawszy się donośniej, trudno było mu jednak nie patrzeć na kogoś, kogo po prostu kochał, w taki właśnie sposób. Może nie było tak samo, jak rok temu miało to miejsce, aczkolwiek Solberg mu się podobał i nie zamierzał tego jakkolwiek psuć. Wiadomo, zdrowiej wyglądał z zarysowanymi mięśniami, acz samemu potrzebował sporej ilości czasu, by się zregenerować. Też, szykowały się zmiany, do których musieli się dostosować, w związku z czym pewne rzeczy mogły nie iść tak kolorowo, acz Lowell nie zamierzał się wycofywać. Nie teraz, gdy mogli ponaprawiać pewne rzeczy. Nawet jeżeli oboje mieli pecha do działania wedle Amortencji, wedle tego, jaką melodię zamierzała ta zagrać, to uczucia, jakie odczuwali, nie były fałszywe. Były szczerze i Felinus nie zauważył momentu, w którym to Max zaczął stanowić dla niego więcej niż przyjaciela - kogoś, kogo naprawdę kochał i z kim chciał być.
Co prawda wiele rzeczy zepsuli samodzielnie, aczkolwiek wiele rzeczy tak naprawdę mogli naprawić, niemniej musieli zacząć przede wszystkim od samych siebie. Bez tego jakiekolwiek inne starania będą tylko próbą ucieczki i zatuszowania realnego, wewnętrznego stanu, co wiązało się z uciekaniem w kolejne kłamstwa, kolejne problemy, kolejne mniej lub bardziej widoczne skrzywienia zachodzące na psychice. Sam starał się doprowadzić siebie do porządku, lecz wiedział, że nieco będzie to utrudnione. Nie wszystko idzie łatwo, nie jest też wyjątkowo prosto zrobić krok naprzód, wszak człowiek, który wykonuje co chwilę te do tyłu, odzwyczaja się od zmian. Jeżeli chciał jakkolwiek zadziałać lepiej, musiał być szczery. Nie tylko ze sobą, ale także z partnerem, z terapeutą. A pewne rzeczy wydobywał z siebie, choć nie były one aż nadto widoczne; inaczej, rozmowa na tematy, które skrzętnie w sobie ukrywał, wiązała się z możliwością odtrącenia. Kto w wieku dwudziestu jeden lat przyczynia się do śmierci obcego człowieka na Nokturnie? Kto podczas walki z Beduinami, zamiast się wycofać, decyduje na pozostanie na polu walki?
- Też, mogę być przy tobie, chcę być przy tobie, ale bez pomocy specjalisty... raczej się to nie obejdzie. - nie był specjalistą. Był jedynie samozwańczym uzdrowicielem, który działał bez stosownych papierków i istniał względnie, by pomagać innym. Sam psychicznie też był różny, a przy takiej terapii ewidentnie utrudniało to, że podchodził do niego z czułością, jakiej to nie ofiarowałby nikomu innemu. Na kolejne słowa nie odpowiedział z początku, a zamiast tego objął policzki we własnych dłoniach - ciepłych, lekkich, muskających skórę - przybliżając się czołem. Chciał mu powiedzieć, że jest kimś, kto na niego zasługuje, acz rozumiał przesłanie. Rozumiał, że bez zmian do tego nie doprowadzą. I choć nie potrzebował dowodów, tak chciał, być wsparciem dla niego w całej metamorfozie, która na niego czekała - nawet jeżeli miała być bolesna.
Był zatem dumny z Maximiliana, iż odwiązał znajdującą się na oczach opaskę i chciał stawić temu czoła. Powrót nadziei, która była wymagana, tak samo jak wsparcie, powodował w wewnątrz serca Felka wewnętrzny spokój i uczucie bezpieczeństwa, jakie to powinno się znajdować znacznie wcześniej. Od dawna się deklarował, że nie zamierza go zostawić, dlatego, gdy wiedział o tym odwyku, chciał mu pomóc, jeżeli ten tylko by sobie tego zażyczył. Nie narzucał się mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, dając mu potrzebny czas i potrzebną przestrzeń. Oparłszy o ramię, trwał w tej chwili, przyglądając się już kompletnie ciemnemu niebu; kiedy doszło do momentu, ze to zaczęło być tak czarne, kompletnie nie miał pojęcia. Odmienne powietrze, ciągłe ciepło i obecność ukochanego utwierdzały go w przekonaniu, że jest bezpiecznie. Że są tutaj samotni i nikt im nie przeszkodzi, żadna przykrość nie pojawi się na horyzoncie, a wspólnie spędzony czas zostanie zapamiętany do końca życia - w tym pozytywnym aspekcie. Niczym najcenniejsza rzecz, jaką był w stanie sobie wyobrazić, każdy moment i każdą chwilę spędzoną na bezludnej wyspie zamierzał schować głęboko, by nikt jej nie spróbował wyrwać. 
Zerknął nieco pytającym wzrokiem w jego kierunku, usadawiając się wygodniej na piasku, by następnie zauważyć to, że partner podszedł do plecaka, skąd z pudełeczka wyciągnął babeczkę. Zapaliwszy świecę, ta w mroku przyciągała zagubione dusze, dając ciepłe dla oka, przyjemne światło.
- Tylko wiesz, nie mogę go zdradzić, bo inaczej się nie spełni, co nie? - wziął głębszy wdech, nie zamierzając jednak pozwolić na to, by ktokolwiek się o tym dowiedział. Po chwili, gdy ułożył zdanie i je zatwierdził pod kopułą czaszki, zdmuchnął płomyczek, jaki to znajdował się na szczycie. O czymś pomyślał. O czymś, co zachował tylko i wyłącznie dla siebie, na krótki moment mając zaszklone oczy. Po tym wszystkim, co się wydarzyło, przytulił go raz jeszcze, wycałował, by następnie podzielić się tą słodkością po połowie - innego schematu nie widział! - siadając z powrotem na piasku. - Dziękuję. - powiedział jeszcze. Zapowiadała się naprawdę przyjemna noc i nie zamierzał jej psuć; usadowił się z tyłu, obejmując w pełni ukochanego i wtulając w niego, by świętować jeszcze raz ten dzień. Z czasem przeszedł do wody, pozwalając na to, aby ocean obmył kostki, a szum fal dotarł do uszu jeszcze bardziej - nie zanurzał się w pełni, a zamiast tego przechadzał się po brzegu wraz z Maximilianem. Księżyc wyglądał pięknie na czystym niebie, a jego odbicie jeszcze bardziej nadawało klimatu bezludnej wyspie, na której byli tylko i wyłącznie oni. Czas mijał, sekundy upływały, ale tym się nie przejmował. W końcu to był ich odpoczynek, to były ich decyzje i to były ich wspólne chwile - a wewnątrz uczucie ciepła, gdy palce wsunęły się między te należące do ukochanego, jeszcze bardziej wzrastało.
Był szczęśliwy i mógł określić ten dzień za najlepszy, jaki ich spotkał. Nawet jeżeli czekały ich zmiany i konieczność walki o lepszą przyszłość.


+
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptySob 23 Paź 2021 - 23:10;

Cholernie ciekawiło go życzenie, jakie przemknęło przez głowę Felka, gdy ten zdmuchnął świeczkę na babeczce. W blasku słabego płomienia mógł dostrzec zaszklone oczy, choć nie był pewien, czy mu się to po prostu nie przewidziało. Nie pytał jednak. Pozwolił, by ten moment niósł ze sobą dozę tajemnicy i magii. Zamiast tego, przyjął kawałek wypieku, którym się uraczył, by następnie chwycić dłoń ukochanego i zacząć powoli spacerować brzegiem oceanu.
Pierwszy raz od naprawdę dawna czuł, że nieodłączny ciężar na jego sercu w końcu zelżał. Merlinie, powiedziałby nawet, że czuje się naprawdę szczęśliwy. Przez dłuższą chwilę milczał, chłonąc ten spokój. Spoglądając to na gwieździste niebo, to na partnera, nie mógł powstrzymać się od myśli, że ma wszystko, czego mu w życiu trzeba. Lekki uśmiech na jego twarzy, mógł dawać nieco wglądu do myśli Maxa, choć nie był w stanie wyrazić całego ciepła, które się w nim zrodziło.
-Jest jeszcze coś, co chciałbyś zrobić, nim wybije północ? - Zapytał, bo choć sam miał pomysł, czy dwa, chciał usłyszeć opinię partnera. Byli tu sami, więc mogli pozwolić sobie naprawdę na wszystko, od dźgania fal kijami, po maraton wokół wyspy. Przebieg tej nocy zależał tylko i wyłącznie od nich i choć Max najchętniej zatrzymałby czas wiedział też, że partner potrzebuje dużo odpoczynku i pewnie nie będą w stanie świętować do białego rana.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptySob 23 Paź 2021 - 23:23;

Nie zdradzał życzenia, które przeszło mu po głowie. Wiedział, że może niektóre rzeczy to tylko i wyłącznie opowiastki, tudzież bajki dla małych dzieci, ale, jakby nie było, znajdowali się w świecie magii. Tutaj nawet sam Merlin mógłby zesłać im pioruny z nieba, gdyby tylko chciał, ale na szczęście nic nie zamierzało przerwać im tych wspólnych chwil. Chłonął każdy dźwięk skrupulatnie, wszak nie bez powodu lubił przebywać w okolicy wody. Ciągle go do niej ciągnęło i nie zamierzał się z tym kryć, gdy po zjedzonym torcie - a raczej małym, słodkim wypieku, który stanowił kwintesencję wymyślenia życzenia - przechadzali się po plaży. Głębszy wdech, nieco mocniejsze ściśnięcie dłoni partnera, przechodzenie się poprzez brzeg, szum docierający do uszu tak niemożliwie realistycznie, że sam zastanawiał się, czy przypadkiem nie śni. Czy umysł nie tworzy mu jakiejś dziwnej wizji, wyjątkowo spokojnej zresztą, ale nie. Był tutaj, czuł piasek, po którym chodzenie nieco sprawiało mu początkowo problemów - nie był przyzwyczajony bez obuwia - aczkolwiek z czasem nabierał wprawy.
I czuł, że ta chwila może trwać wiecznie. I czuł, że nawet jeżeli był po dniu roboty, co prawda w postaci małej ilości lekcji i dopiero na południe, nadal posiadał energię i siły. Uczucie, które przejęło kontrolę nad jego sercem, nie, jego duszą, powodowało, że to był ten moment w życiu, gdy był w stanie stwierdzić, iż  naprawdę jest szczęśliwy i nic nie zamierzało mu tego odebrać. Ani nikt. Jakby cała układanka została dopełniona, a wszystkie troski pozostały gdzieś daleko stąd, poza bezludną wyspą.
- Na jak bardzo szalone rzeczy mamy pozwolenie? - wyszczerzył się nieco, spoglądając na ukochanego, by podnieść jego dłoń i ją lekko ucałować. Pod kopułą czaszki zrodziło się parę pomysłów, aczkolwiek chciał prędzej poznać opinię partnera na ten temat. - Inaczej - co byłbyś ty w stanie zaproponować? - mogli przecież wejść do oceanu i trochę w nim pobyć, mogli również udawać pojedynek na noże w postaci "kto kogo pierwszy powali", jak również mogli po prostu rozsiąść się wygodnie na przygotowanym przez ukochanego stanowisku, znajdując się we własnych ramionach i korzystając z tej chwili prywatności. Nic nie stało na przeszkodzie, by zająć się wieloma rzeczami, póki noc młoda, a umysły jeszcze trzeźwe.
Dlatego objął go czule, upewniając się, że ten tak łatwo się nie wyrwie, a następnie prowokacyjnie postanowił palcami zacząć go "tykać" i łaskotać po najbardziej łaskotliwych miejscach na ciele, pozwalając sobie na złowieszczy, krnąbrny uśmieszek. I nie przestawał, pierwsze chcąc zobaczyć jego reakcję i to, czy ten podłapie temat.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptySob 23 Paź 2021 - 23:50;

Nie potrafił wyobrazić sobie w tej chwili lepszego miejsca, w jakim mogli się znajdować. Sam kochał wodę i choć w tej chwili nie czuł się w żadnym stopniu źle, szum fal jeszcze bardziej koił jego duszę. Naprawdę mógłby tu zostać i ani trochę by tego nie żałował. Z dala od problemów, z dala od ludzi i z dala od Brytanii, która nie miała się najlepiej. Miał wszystko, czego mu było trzeba tu, obok siebie.
Sam paradował tylko w kąpielówkach. Mimo zapadnięcia nocy, pogoda tutaj pozwalała na tak skąpy strój, więc nie musieli przejmować się, że zmarzną. Jego kciuk delikatnie gładził wierzch dłoni partnera, jakby tym chciał upewnić się, że nie jest to sen, choć w przeciwieństwie do rzeczywistości, te nigdy nie były dla niego zbyt łaskawe. Całe szczęście nie zapomniał spakować również łapacza snów.
-Na najbardziej szalone, jakie sobie wymarzymy. - Odpowiedział z szerokim już teraz uśmiechem, bo co mogło ich tu ograniczać oprócz własnej wyobraźni? -Znasz mnie, mogę zaproponować Ci wszystko, byle tylko Cię uszczęśliwić. - Spojrzał Felkowi w oczy, a w szmaragdowych tęczówkach, oprócz szczerości i głębokiego uczucia, pojawiły się też dobrze znane partnerowi ogniki. Nie odpowiedział nic więcej, a zamiast tego nachylił się i pocałował ukochanego. Może nie była to specjalnie odpowiedź na zadane pytanie, ale też nie widział powodu, dla którego miał się przed tym powstrzymać.
Objęcie spodobało mu się do momentu, w którym nie poczuł, gdzie zaczynają wędrować palce ukochanego. Nie zdążył odpowiednio szybko się uwolnić, gdy dotyk zaczął wywoływać odpowiednią reakcję. Max przygryzł lekko wargę, próbując nie drzeć ryja, bo choć nikogo w okolicy nie było, nie miał zamiaru tak szybko dawać ukochanemu satysfakcji. Przeliczył się jednak bardzo i już po chwili zaczął się zwijać.
-Miej litość...! - Udało mu się wykrztusić, gdy zaczął czuć, jak nogi pod nim się uginają, a sylwetka zgina, próbując uchronić się przed kolejnym atakiem łaskotek. Taktyka ta niestety była słaba, a widział tylko jedną opcję ucieczki z tej sytuacji. Idąc tym tokiem myślenia, po prostu bezceremonialnie obalił ich na piasek, by następnie samemu spróbować dorwać się do wrażliwszych miejsc partnera.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyNie 24 Paź 2021 - 0:04;

Sam też nie potrafił. Na Malediwach nigdy nie był, ale czuł się tak, jakby mógł tutaj zamieszkać bez najmniejszego zawahania. Zostawiając te wszystkie problemy gdzieś z daleka od nich, nikt ich tutaj nie obserwował. Nie oceniał, nie zakłócał przebiegu rozmowy, a do tego nowe otoczenie powodowało, że koniec końców mieli możliwość zaczerpnięcia wdechu w czymś kompletnie nowym. Sam rzadko kiedy jeździł na wakacje i dopiero od poprzednich lat miał okazję się nieco zadowolić wycieczkami z Hogwartu. Cieszyło go zatem to, że tym razem wraz z ukochanym posiadał możliwość spędzenia tych kilku nocy razem. Pod gwieździstym niebem, gdzie nie musiał martwić się o odzienie, acz ze zwykłego przyzwyczajenia miał na sobie białą koszulę - choć nic pod nią nie ukrywał. Tatuaż pojawiał się raz po raz na boku, nie bojąc się tego, że zostanie zauważonym; przyzwyczaiwszy się do obecności Maxa, ten postawił na swobodę.
- Wiesz, że ja też mogę? - zaśmiał się nieco, pierwsze kładąc ręce na własnych biodrach, jakoby chcąc przekazać, że przecież on też ma taką możliwość. Długo jednak nie czekał na odpowiedź, no ba - nie wymagało to żadnych słów, kiedy po prostu oddał się pocałunkowi, zauważając wcześniej te charakterystyczne ogniki. Nieco go tym samym pogłębił, kładąc palce na ciele ukochanego, choć nie brnął w to zbyt długo, zamierzając pierwsze i tak postawić na nieco zabawniejszy rytm.
Oczywiście, że zrobił to podstępnie niczym wąż - nim się Max obejrzał, a palce łaskotały go tam, gdzie po prostu wiedział, że może oczekiwać poszczególnej reakcji. Nie dawał tak łatwo mu przejąć nad tym kontroli, coraz to bardziej przyczyniając się do wystąpienia większej ilości niepohamowanych reakcji, a zwijanie się zostało pokazane ze strony Solberga diametralnie.
- Nie ma tak łatwo! - wyszczerzył się, lądując tym samym na piasku, czując, jak ten próbuje go tym samym połaskotać. Mimo to wykazał się sprytem, wydostając z całkiem nieprzychylnej dla niego sytuacji, by następnie usiąść na nim jak gdyby nigdy nic z powstrzymywanym śmiechem i skurczami brzucha, zacząć go łaskotać jeszcze bardziej. Oczywiście, dla zasady postanowił ładnie kolanami przygwoździć jego ręce, by przypadkiem się nie wydostawał i nie wymachiwał nimi w celu potencjalnego zwalenia, na co jeszcze bardziej nałożył na twarzy uśmieszek, sprzedając ukochanemu dawkę śmiechu na następny rok. - Poddajesz się? - trudno było zaprzeczyć, że dawało mu to satysfakcję, choć też - jeżeli ten chciał, to mógł z niego zejść, bo mimo wszystko nie prosił się o problemy i nie chciał, by pod wpływem ewentualnego ciężaru na kończyny górne coś mu się jednak stało. Serce z tej całej małej adrenaliny waliło mu nieco szybciej, a sam spojrzał na niego rozbawiony, biorąc głębszy wdech.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyNie 24 Paź 2021 - 0:44;

Dla Maxa wyjazdy nie były aż tak obce, choć nigdy nie zapuścił się aż tak daleko od domu. Teraz, gdy miał możliwość i potrzebne umiejętności chętnie z nich korzystał. Uwielbiał zmieniać otoczenie, co pozwalało mu odpoczywać od codzienności, która rzadko kiedy bywała dla niego łaskawa. Miło wspominał wakacje z Kolbergami, ale też i szkolne wyjazdy, choć te drugie nie zawsze były kolorowe.
-Zdaję sobie z tego sprawę, ale to Twój dzień, kocie. - Wzruszył lekko ramionami i choć widział te założone na biodrach ręce, to szybko zmienił ich ułożenie, gdy sam objął lekko partnera, by złączyć ich wargi. Nigdy mu się to nie nudziło i wątpił, by kiedykolwiek miało i choć posmakował w życiu już wielu ust, te były jedyne w swoim rodzaju.
Z małym opóźnieniem, ale jednak w końcu zorientował się, co właśnie miało miejsce. Próbował jakoś uchronić własną skórę przed atakiem, ale nie miał zbyt wielu możliwości. Pozbawiony odzienia, nawet nie miał okazji wykorzystać materiału jako tarczy, więc partner miał zdecydowanie zbyt łatwy dostęp do jego czułych miejsc. Nie potrafił jednak od razu przyjąć porażki i próbował zrobić cokolwiek, co nie wyszło aż tak dobrze, jakby tego chciał. Przygwożdżony do ziemi i kompletnie już teraz bezbronny mógł tylko wbrew własnej woli poddawać się tym wesołym torturom.
-Chciałbyś... - Ledwo z siebie wydusił, bo poddanie się tak szybko nie leżało w jego naturze. Próbował dłońmi dosięgnąć gdziekolwiek i tam zaatakować, a nawet lekko unieść się, by zdziałać cokolwiek. Niestety, forma nie była ta co zawsze, a Feli siedział w taki sposób, że w obecnej sytuacji Max nie mógł go z siebie w żaden sposób zwalić. -No dobra, DOBRA, poddaję... - Wyrzucił z siebie w końcu, jakoś łapiąc oddech między całym tym atakiem śmiechu, na jaki nie miał najmniejszego wpływu. Łezka zakręciła mu się nawet w oku, a sam czuł, jak jego przepona krzyczy z nadmiaru ćwiczeń. Jego słabość tak perfidnie wykorzystana... Musiał kiedyś się za to zemścić. Po prostu musiał.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyNie 24 Paź 2021 - 1:05;

Zmiana otoczenia potrafiła być zbawienna, a to, jak w sumie udało im się wydostać z Wielkiej Brytanii, powodowało, że czuł się z partnera dumny. Podejrzewał, że raczej nie kupił gotowego świstoklika, a prędzej go samemu zrobił, co było godne pochwały. Sam nigdy nie ogarniał tych transmutacyjnych rzeczy, ale nikt nie powiedział, że będzie we wszystkim dobry. Ktoś z góry uznał, że dobrze będzie dowalić w umiejętności prawie zero z tej dziedziny, na co jakoś specjalnie nie narzekał, dopóki nie potrzebował z niej skorzystać.
- Jeżeli to jest mój dzień, to mam jedną rzecz, którą możesz spełnić. - uśmiechnął się, choć początkowo pozwolił na złączenie ust, co zawsze działało na niego wyjątkowo mocno. Od momentu, gdy wszelkie pohamowania zniknęły, tym bardziej czerpał z tego radość i przyjemność, bo o ile to były drugie usta, o tyle wiedział, że te zapamięta na całe życie. Chociaż, jeżeli nie liczyć tych pierwszych, które musnął po prostu z czystej chęci manipulacji, to uczucie i energia, jaką wkładał w przekazanie emocji, powodowały, że Max był nadal pierwszy pod tym względem - dostawał to, czego innym nie przekazał. I nie szykowały się żadne zmiany w tej kwestii. - Niech to będzie nasz dzień, nie tylko mój. Cokolwiek tylko zechcesz, cokolwiek tylko zapragniesz, możesz robić to, na co masz ochotę - tak samo ja. - pogładził go po policzku, choć dość prędko przeszedł do kolejnych rzeczy w postaci sprzedawania łaskotek zagłady.
Być może nawet taktycznie podszedł do tego, że nie zdjął wszystkiego, a koszula nieco pomagała mu uchronić się przed potencjalnym atakiem ze strony ukochanego. Z dziecięcą łatwością zatem, na co się nieco zdziwił, bo ciągle pamiętał to, że w sumie przegrywał, przyczynił się do tego, że partner nie miał możliwości jakiegokolwiek kontrataku. Jeszcze szerszy uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy usłyszał pierwsze słowa, aczkolwiek nic nie powiedział. Drugie, kiedy doprowadzał go do granicy wytrzymałości, przyczyniły się do odsunięcia kolan i dania w pełni dostępu do korzystania z rąk, które wcześniej zostały zablokowane.
- Jeden zero dla mnie! - wyszczerzył się, nieco zmieniając pozycję, by dać mu trochę więcej możliwości wdechów i wydechów. - W łaskotkach jestem mistrzem, nic na to nie poradzisz! Tak łatwo tego tytułu mi nie odbierzesz. - spoglądając w jego stronę, opierał się nad nim ramionami, patrząc w te szmaragdowe tęczówki, które nawet w ciemności posiadały nieco nuty posiadanej barwy. Pocałował go tym samym, lekko przegryzając dolną wargę na pożegnanie, by następnie położyć się tuż obok; koniec końców to też był dla niego wysiłek. Regeneracja nieco trwała i o ile już uregulował rytm spania, o tyle jednak kondycja trochę ubolewała kosztem odpoczynku. Jednocześnie chwycił go za dłoń. - Więc jaka jest moja nagroda za wygraną? - uśmiechnął się, oparłszy łokciem o piasek, by następnie nieco odgarnąć kędzierzawe włosy. - I, hej, mamy w ogóle jakieś jedzenie? Nie żebym był głodny, chociaż podejrzewam, że samą miłością pewnie bym się najadł. - zaśmiawszy się, ogarnął następnie parę kosmyków, które w całej akcji łaskotania nagromadziły się na czoło partnera, patrząc na niego z troską i ciepłem w tęczówkach. Nie podejrzewał, że będzie im dane tutaj spędzić ten mini-urlop, acz było to na plus. Nie przez klimat, choć on również wpływał, a przede wszystkim przez obecność kogoś, na kim mu niezwykle zależało.
I tak się przyglądał, wlepiając czekoladowe tęczówki raz to w gwieździste niebo, raz w kierunku ukochanego.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyPon 29 Lis 2021 - 18:39;

Transmutacja ułatwiała mu życie w dużym stopniu i też była prawie jedyną dziedziną magii zaklęciowej, która mu wychodziła. Skoro więc zwykłe zaklęcia go nie słuchały postanowił robić użytek z tych, które mu wychodziły i jakoś specjalnie nie narzekał. Szczególnie, że tak jak dziś, bez świstoklika musiałby wydać gruby hajs by przetransportować ich w to bajeczne miejsce, a obecnie nieco cierpiał na brak środków.
-Tylko jedną? - Uniósł brew. Był szalenie ciekaw, o co takiego Feli może go poprosić. Był jednak gotów spełnić chyba wszystkie jego życzenia. -Nasz dzień? - Powtórzył nieco zamyślony, po czym szeroko się uśmiechnął. -Jak najbardziej kotek. Nawet cały weekend jeżeli sobie zamarzysz. Nic innego się nie liczy. - Zapewnił go, przymykając na chwilę oczy, gdy dłoń partnera znalazła się na jego policzku.
Niestety ta miła chwila nie trwała długo, bo już zaraz rozpoczęły się słodkie tortury. Fakt, że był w samych kąpielówkach zdecydowanie nie działał na jego korzyść, a do tego dość szybko został zablokowany mu jakikolwiek ruch. Musiał więc się poddać, choć naprawdę ciężko przeszło mu to przez gardło.
-Dobrze, że to dopiero początek, mam czas się odgryźć. - Nie miał zamiaru teraz atakować. Coś czuł, że skończyłoby się kolejnym punktem dla drużyny partnera. -Nie oznacza to, że nie zamierzam próbować, pamiętaj! - Ostrzegł go tylko, by za bardzo nie osiadał na laurach, po czym przyjął przecudny pocałunek, który sprawił, że poczuł w środku ciepło tak różne od tego, wywołanego zewnętrzną temperaturą.
Gdy Feli położył się obok, Max uniósł się lekko na łokciach, spoglądając w jego stronę. Odpoczywać mogli do woli, ale były ślizgon chciał nacieszyć się jego obecnością, póki mieli ku temu okazję tu, gdzie nikt nie powinien im w niczym przeszkadzać. Odwzajemnił uścisk dłoni, ponownie opadając na piasek, choć wciąż nie odrywał wzroku od partnera. -Nagrody się zachciało? Czego jeszcze. - Wystawił w jego stronę język, po czym padło dość ważne pytanie, choć Max był przygotowany jak nigdy. -Mamy tyle żarcia, że wyżywilibyśmy całą wyspę. - Zażartował, choć faktycznie wziął ze sobą dość pokaźne zapasy, by mieć pewność, że niczego im tutaj nie zabraknie. -Mówisz? Brzmi jak wyzwanie, które bardzo chętnie podejmę. - Błysk w szmaragdowych tęczówkach poprzedził uniesienie ciała Solberga, który ponownie złączył wargi z tymi, które należały do jego ukochanego. Pogłębił pocałunek, przyciągając go do siebie. Chciał poczuć tę bliskość, a skoro miał to być ich dzień...
\Wsunął delikatnie dłoń pod rozpiętą nieco koszulę, jeszcze bardziej skracając to, co ich dzieliło. Powoli eksplorował jego ciało, które zdecydowanie różniło się od ciała, które widział jeszcze pół roku temu. Brak blizn, śladów przeszłości. Może nie była to zmiana, której Max potrzebował, ale zdecydowanie pomagała zapominać o tym, co ich spotkało i pomagało skupić się na chwili obecnej. Ciepło piasku pod ich ciałami nijak miało się do tego, które odczuwał ze strony partnera.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyPon 29 Lis 2021 - 20:08;

Tyle dobrze - Lowell może i nie zna się na transmutacji w ogóle, ale też, wzajemne uzupełnianie się wcale mu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - pozwalało na swobodne podejście do tematu w postaci, że nie każdy musi wszystko umieć, by cokolwiek w życiu osiągnąć. Cicho westchnąwszy, zastanowił się nieco bardziej nad tą kwestią - słowa potrafią zarówno nieść ze sobą ukojenie, jak i krzywdzić. Dzisiaj ten dzień niesie ze sobą ogrom możliwości, dzięki którym możliwe jest zapomnienie o wszelkich problemach dziejących się w Wielkiej Brytanii, na rzecz właśnie swoistych wakacji i odpoczynku od licznych problemów. Życie potrafi być zaskakujące - jak również potrafi nieść ze sobą wiele przykrych doświadczeń. Teraz możliwe stało się skupienie się w pełni na tych dobrych, pozytywnych.
- Dokładnie tak. - odpowiedziawszy, uśmiechnął się. Jego życzenie wcale nie było trudne do spełnienia, ale postawił jednocześnie na minimalizm. Więcej do szczęścia nie potrzebował - tylko on, plaża, ciepła temperatura panująca dookoła i otaczająca sylwetki. Czy może być lepiej? Otóż tak - zwróciwszy uwagę na to, że wystarczą proste gesty i podejście typowe przede wszystkim dla nich. Bez oczu spoglądających w ich kierunku, bez mniej lub bardziej przychylnych spojrzeń. Pozbawiony prawie ubrań partner pozostawał prostym celem w zakresie odpowiedniego podejścia względem sprzedania łaskotek życia. Potem, zgodnie z efektem, oboje wylądowali na rozgrzanym piasku, choć na kwestię o odgryzieniu się na twarzy Lowella pojawił się specyficzny uśmieszek, godny tego, że to wcale nie będzie takie łatwe i proste do osiągnięcia.
- Dopiero? Huh, a ja sądzę, że akurat skończyłem. - stwierdziwszy, wyszczerzył się szerzej i widoczniej, by następnie uraczyć ukochanego pocałunkiem. Chciał, by chwila ta trwała wiecznie i autentycznie - nikt im nie przeszkodził. - Zapamiętam! - odpowiedział dość prosto, acz jednocześnie z nutą w głosie w postaci "na pewno ci się nie uda". Zresztą, nic się na jakiekolwiek problemy nie szykowało, skoro byli tutaj sami, niczym te dwie samotne dusze, które po latach wędrówki odnalazły się, by następnie trafić na siebie w dogodnym momencie. A może kompletnie niespodziewanie?
- Oczywiście, że tak. Może jeszcze nagrody pocieszenia? Wiesz, lubię zgarniać wszystkie możliwe trofea. - odpowiedziawszy, nad kwestią jedzenia niespecjalnie musiał się zastanawiać, jako że, zgodnie z odpowiedzią Maxa, wyżywiliby całą wyspę. Potem zauważył błysk, ten charakterystyczny, świadczący o jednej, ważnej kwestii. Lowell skupił się zatem na kolejnych decyzjach ze strony ukochanego, spoglądając na jego kolejne poczynania. - Mówię... I nie zamierzam ci tego zabronić. - długo to nie trwało; chwila wytchnienia, chwila zapomnienia, wargi muskające te należące do jego, przyspieszone bicie serca. I choć nie miał wglądu do tego, jak dokładnie bije pod sklepieniem żeber u chłopaka, tak dałby sobie rękę uciąć, że się zsynchronizowały. Kropka w kropkę, kreska w kreskę - z każdym pogłębieniem pocałunku i z każdym kolejnym krokiem, wszak sam nie pozostawał bierny, czuł narastające pragnienie i chęć sięgnięcia po więcej. Nic dziwnego, że dłonie poczęły dotykać pierwsze klatkę piersiową, potem biodra, by następnie naznaczyć się na udach.
Wsunięcie dłoni pod koszulę jedynie podsycało atmosferę i powodowało, że umysł byłego Puchona nastawiał się powoli na wspólne przekraczanie pewnych granic. Tak więc wziął głębszy wdech, gdy tracił powietrze, płuca wręcz wymagały tlenu, by potem pozostawiać mniej lub bardziej intensywne muśnięcia warg na szyi Solberga. Robił to zaskakująco delikatnie, ale na tyle, by było to wyczuwalne - a sam nie zauważył, jak palce wylądowały na pośladkach, intensywniej je ściskając. Ciepło zaczęło opanowywać jego własny organizm, domagając się więcej. Z czasem, gdy pozostawił jeden, purpurowy nieco ślad na cienkiej skórze, usta z łatwością dotykały kolejnych sfer w postaci klatki piersiowej - a jest z czego korzystać.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyNie 30 Sty 2022 - 21:13;

Chyba nie było żadnych wątpliwości, że byli w miejscu, w którym obydwoje chcieli się znajdować i wcale nie chodziło o bezludną wyspę a bardziej merytoryczne miejsce. Ich relacja zdawała się nie być już tak burzliwa i coraz bardziej na wierzch wychodziły uczucia, jakimi siebie darzyli, a nie opierała się tylko na nieustannej adrenalinie i opiece, które wcześniej dość mocno ich nakręcały. Dopuścili do siebie te wrażliwsze strony swoich charakterów i choć potrzebowali na to czasu, to w końcu mogli w pełni z tego korzystać, nie przejmując się tym, że spotka ich coś złego, bo na chwilę skupią wzrok tylko na sobie samych. Przynajmniej taką Max miał nadzieję, bo prawdą było, że nie wiedział, czy przypadkiem za rogiem nie czai się jakieś tubylcze plemię, gotowe ich ugotować na kolację. Miał jednak szczerą nadzieję, że nie.
-Myślałem, że trofeum w postaci tak zajebistego chłopaka rekompensuje Ci inne wszystkie chuja warte nagrody. - Zaśmiał się, bo podbudowanie własnego ego zawsze przecież było na propsie. No chyba, że akurat nie.
Dalsze słowa były zbędne, gdyż obydwoje skupili się zupełnie na czym innym. Spłycający się oddech, ciepło bijące od partnera i delikatne gesty przeplatane pełnymi uczuć pocałunkami. Solberg przymknął oczy, gdy wargi ukochanego zaczęły błądzić po jego szyi i mruknął cicho, gdy Felinus zassał kawałek skóry, w efekcie czego powstało charakterystyczne znamię.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Felinus Faolán Lowell
Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1973
  Liczba postów : 7412
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptyNie 30 Sty 2022 - 22:00;

Wiele ze struktur było naruszanych w początkowym stanie ich znajomości. Ciągłe uganianie, ciągłe zatracanie w adrenalinie, a w szczególności i głównej mierze - problemy, które dotykają ich aż do tej chwili. Nie ulega wątpliwości to, że ich historia inaczej by się potoczyła, gdyby tylko nieszczęście prószyło bardziej, a ludzka próba zadbania o własne zdrowie i życie, wraz z marzeniami, zostałyby pogrzebane pięć metrów pod ziemią. Niemożliwe do odkopania, niemożliwe do sięgnięcia - nawet gdyby człowiek uderzał raz po raz i starał się cokolwiek więcej z tego wydobyć, prawda jest jedna - był ogrom sytuacji w ich życiach, że mogłoby ich tutaj nie być. Serca nadal uderzają - nadal pod sklepieniem żeber dyktują, tudzież napędzają wolę życia, która momentami rzeczywiście ulegała zawahaniom. Ciągły brak pomyślności mógł się wydawać czynnikiem decydującym, niemożliwym do podważenia, aczkolwiek z chęcią zmian i tego, że mieli siebie, udało się przezwyciężyć rzeczy, które początkowo były zbyt przytłaczające, by móc myśleć o przyszłości.
- Po prostu jesteś wszystkim. - uśmiech zakwitł na jego twarzy, a błysk miły, pocieszny dla oka, pojawił się na strukturze czekoladowych tęczówek. Teraz ich barwa znaczenia żadnego nie posiadała, jak również ciemność okalająca dookoła w mniejszym lub większym stopniu traciła na skupieniu. W normalnych warunkach pozostawałby skupiony na tym, czy przypadkiem do czegoś złego nie dojdzie, natomiast w tym momencie umysł w pełni wypierał tę myśl, skupiając się na obecności tylko ukochanego.

Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4473
  Liczba postów : 12131
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 EmptySro 2 Lut 2022 - 10:11;

Max uczył się, że ciągła pogoń za życiem nie jest dobra, a wręcz wyniszczająca i choć ciało domagało się adrenaliny, chłopak próbował dostarczać ją sobie w inny, bardziej kontrolowany sposób niż pchanie się wciąż na miny i ryzykowanie hospitalizacją.
Słowa partnera skwitował tylko ciepłym, szczerym uśmiechem. Nim poznał Felka nigdy nie czuł się naprawdę ważny dla kogoś. Była to naprawdę miła odmiana od tego, do czego był przyzwyczajony, choć i tak wciąż istniały pewne emocjonalne bariery, których nie potrafił przeskoczyć. Najważniejsze jednak było to, że się starał i małymi kroczkami sunął do przodu zamiast wiecznie się cofać i psuć to, co mogło dać mu prawdziwe szczęście.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Wyspa Mugaddhas - Page 8 QzgSDG8








Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty


PisanieWyspa Mugaddhas - Page 8 Empty Re: Wyspa Mugaddhas  Wyspa Mugaddhas - Page 8 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Wyspa Mugaddhas

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Wyspa Mugaddhas - Page 8 JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Malediwy
 :: 
Wyspy
-