Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Boczna uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7785-bell-rodwick#216614
http://dzika-mafia.blog.onet.pl/
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptySro Mar 23 2011, 20:08;

First topic message reminder :


Boczna uliczka
Jak wszędzie, tak i na ulicy Pokątnej można znaleźć małe i ciemne boczne uliczki. Ta, raczej nie zachęca swoim wystrojem, poza tym, bardzo mało osób się tam zapuszcza.
Jeśli tylko pójdzie się dalej, to łatwo odkryć starą budowlę. Prawie na samym końcu stoi sobie drewniany, rozwalający się domek, z okropnie skrzypiącymi drzwiami. Nie ma tam szyb w oknach, a w ścianach i dachu porobiły się dziury, dlatego wnętrze bujnie porasta wszelka roślinność, a słońce wpada do środka przez co większe szpary.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1947
  Liczba postów : 7129
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptyPon Paź 25 2021, 21:03;

Sam nie wiedział, w co się wpakowuje - być może i słusznie, bo by się wycofał. Zazwyczaj unikał problemów, ale jedna rzecz nie zmieniała się w nim do końca - troska. Zwyczajna, ludzka troska, którą przejawiał przede wszystkim poprzez własny charakter, poprzez własny styl bycia i poprzez patronusa. Może był asystentem, może nagle się odmienił i zaczął edukować młodzież, starając się wszystkim pomóc, ale nie zawsze mógł. Jego dusza nadal była pokalana czarną magią, z której to starał się nie korzystać - źle mu się przypominała. Za każdym razem, gdy sięgał do jej podwalin, czuł się tak, jakby otwierał rozdziały samego siebie, jakich to nie zamierzał widzieć na własne oczy.
Dlatego się zainteresował Charliem - nie dlatego, bo nagle zauważył wychowanka domu Salazara Slytherina. Dlatego, bo zauważył człowieka, który nie wyglądał najlepiej, a blade lico wraz z podkrążonymi oczami dawały o sobie znać. Od razu słowa, jakie to dotarły do jego uszu, przyczyniły się do zaostrzenia czasu własnej reakcji - koniec końców nie widziało mu się obrywać prosto w twarz.
- Ciekawe pytanie. - odpowiedział tylko na pierwszą część, nie dając się sprowokować do gadki na temat tego, dlaczego w sumie nie wygląda najlepiej. Może powinien, ale obecnie inne słowa zdawały się mieć większy wydźwięk. - To prawda, nie jesteśmy w szkole. - wziął głębszy wdech, spoglądając na wypalanego przez Ślizgona papierosa. - Co nie oznacza, że mam prawo zareagować, gdy widzę potencjalne nieprawidłowości. Pochodząc jak do człowieka, a nie do studenta, któremu należy odjąć punkty. - mruknąwszy, może był niższy. Może pozostawał gorszy sprawnościowo, ale przejawiał przez tęczówki spokój, jaki to trudno było zdmuchnąć.
- I zamierzasz tak iść dalej? Jak gdyby nigdy nic? - z głową podniesioną do góry, z brakiem jakiegokolwiek wstydu? Nie stracił godności, nie czuł, by ją w ogóle dzierżył, więc słowa, które wcześniej miały uderzyć, wydały tylko głuchy wydźwięk. Pytanie było czysto retoryczne, ale też - nie mógł mu zabronić chodzenia pod wpływem czegokolwiek, co tam sobie wziął, niemniej jednak dawało mu to powody, by bardziej zwracać na niego uwagę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1576
  Liczba postów : 783
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptyPon Paź 25 2021, 21:22;


Patrzył, jak ta psia mama na swoje szczeniaki, które wpakowały się w kłopoty. Patrzył tak kurewsko troskliwie i tak, jak niania, że po plecach Charliego przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Nie miał matki, nie lubił więc czegoś takiego. Ojciec zawsze uczył go, aby radził sobie sam, a wszelkie słabości i konieczność otrzymania od innych troski czy współczucia, były po prostu złe. Drażnił go. I wiedział, gdzieś w środku po prostu kurwa wiedział, że mu nie odpuści i będzie suszył mu ucho, bo jest asystentem.
Nie mógł mu pomóc. Nie miał pojęcia, co działo się w jego głowie oraz życiu, zawsze był w ciemności. Zawsze kryła się w głębi każdego jego uśmiechu, każdego puszczonego oczka. I wychodziła, gdy nie pozwalał sobie na alkohol, używki i adrenalinę. Tracił kontrolę, gdy był spokojny i racjonalność, odpowiedzialność i perspektywa dorosłego życia uderzała w niego, jak niewerbalne zaklęcie. Nie mógł wiedzieć, jak ciężko było każdego dnia mierzyć się samemu ze sobą. Nie wierzył, że ktokolwiek go zrozumie. I tak miewał zachowania porzuconego i nieszczęśliwego dziecka, które manifestowały się w taki, a nie inny sposób.
- Zrób sobie i mnie przysługę, zajmij się własnym życiem. Poradzę sobie z moimi niesprawiedliwościami. - odparł z prychnięciem, przyjmując trochę pozycję obronną. Naruszał w jakiś sposób jego przestrzeń osobistą, poczucie niezależności. - Idź być dobrym człowiekiem, gdzie indziej.
Dorzucił jeszcze, gdyby Pan Inteligentny miał problem ze zrozumieniem jego przesłania. Kolejny mach papierosa, szybszy i bardziej chaotyczny, zaraz popity kolejnym łykiem z piersiówki. Szedł wolno, nucąc i oczyszczając umysł, zaciskając co rusz palce na trzymanych przedmiotach, bo potrzebował się uspokoić. Każdy, kto znał Charlesa Oliviera Rowlea, wiedział, jak cienkie są jego granice. Jak niewiele potrzeba, aby wydarzyło się coś złego.
- Chuj Cię to obchodzi. Będę chciał, to będę tak szedł i nago. - odparł z wywróceniem oczu, zrzucając kolejny popiół z końca papierosa, który natychmiast porwał i zgasił podmuch zimnego, jesiennego wiatru. Uderzył w blade policzki, zostawiając na nich ślad rumieńca. Zawsze wierzył, że mimo bycia miękkim puchonem, Felinius był inteligentny, a teraz zaczynał wątpić. Zatrzymał się, oglądając przez ramię, czy aby psia mama sobie poszła szukać innych szczeniaczków w potrzebie.- Nie wiem, mam Ci to przeliterować?

______________________

It only leads to a  life  not meant for me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1947
  Liczba postów : 7129
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptyPon Paź 25 2021, 21:40;

Nie uważał, by to, iż interesował się innymi niczym członkami własnego stada - szczeniaków nie mógł mieć, nie oszukujmy się - było czymś nieodpowiednim. Mimo to postawa ciała Rowle'a jasno pokazała mu, że zaistniała sytuacja, którą sam zresztą zainicjował, nie powinna mieć miejsca. Dlaczego zatem starał się troszczyć o każdego, nawet jeżeli nie miał ku temu realnych powodów? Nie wiedział. Mimo to błysk oklumencji przedostał się przez oczy, by nieco chłodniej podejść do sytuacji i nie dać Ślizgonowi powodu do tego, by oceniać go przez pryzmat dziejących się w źrenicach emocji. Zwierciadło duszy, ktoś by powiedział. Szkoda tylko, że w jego przypadku Charlie mógł tylko i wyłącznie przyjrzeć się własnemu odbiciu, niczemu więcej. Umiejętność ta ratowała mu poniekąd zdolność zachowania maski, choć i tak czy siak nie zamierzał tak łatwo odpuścić. A przynajmniej na razie.
Być może nie mógł mu pomóc, ale czy o tym wiedział? Nie. Sytuacja z życia wychowanka domu Salazara Slytherina pozostawała daleko poza jego szczupłymi palcami, które starał się wyciągnąć do przodu, by nieco odkryć materiału. Mimo to przeczucie mu mówiło, że nie jest to dobra droga, dlatego metaforycznie się z tego pomysłu wycofał, obierając nieco inną drogę. Nie widział w nim w pełni siebie, ale przechodził przez zagubienie, które pożerało jego własną duszę. Każdego dnia zmagał się z koszmarem, że dawna wersja po prostu powróci i wszystko ponownie zepsuje.
- Uwierz mi, nie chcę być nachalny, ale to nie wygląda, jakbyś sobie z nimi radził. - być może to przelało szalę goryczy, ale postawił na dosadne przedstawienie problemu. Wiedział, jak w przypadku osób znajdujących się pod wpływem używek może to zadziałać, a może to zadziałać niczym płachta na byka. A równie dobrze speszony Rowle mógłby nieco spuścić pary, by przystopować, dlatego karta ta potrafiła być zdradliwa. Nie drugą sentencję nie odpowiedział; starał się być wszędzie dobrym człowiekiem.
A ten szedł dalej, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło; Lowell zmarszczył brwi, gdy otrzymał kolejną odpowiedź, a wiatr buchnął i w jego stronę, choć rumieniec nie pojawiał się na policzkach. Co najwyżej ręce ulegały znacznemu ochłodzeniu, gdy stał w miejscu przez ten krótki moment, po prostu czekając.
- To prawda, chuj mnie to obchodzi, masz rację. Jeżeli masz zamiar się sprowadzać na dno, to proszę bardzo - nie będę zabraniał. - nie powiedział tych słów z wyrzutem, a wręcz przeciwnie - brzmiały one zaskakująco płasko, harmonijnie, jakby wymawiane były bez emocji, bez zbędnego bagażu uczuć. - Podziękuję, znajdę kogoś innego. - westchnął, by ruszyć przed siebie, a, na domiar złego, było to tuż nieopodal Charliego; musiał przecież iść do sklepu, a nie zamierzał się wycofywać z podkulonym ogonem, niczym psia mama. Mimo to wewnątrz czaszki naprawdę się martwił i choć wiedział, że stanowi idealną okazję do wyładowania agresji, tak jednak starał się zrozumieć, co za tym stoi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1576
  Liczba postów : 783
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptyWto Lis 02 2021, 19:33;

Ludzie tacy, jak Lowell musieli mieć twardą dupę, niczym pancernik. Musieli być gotowi na upadek, bo nie da się pomóc całemu światu i nie a się reagować na wszystko, pozostając przy zdrowych zmysłach. Charlie był o tym święcie przekonany, a do tego uważał, że zwyczajnie nie było warto, bo po ziemskim padole chodziło mnóstwo nic niewartych padalców, jak on sam. Ludzi poza marginesem moralnym, do którego krańca ciągle się zbliżał i całej tej toksyczności opanować zwyczajnie nie umiał. Przywykł więc do agresji, do szeptów i do pokonywania kolejnych dni z alkoholem w krwiobiegu. Ta jego postawa super bohatera była irytująca. Może dlatego, że gdy był dzieciakiem, sam chciał taki być? Chociaż zielone tęczówki bruneta były rozbiegane, przy każdej okazji starał się patrzeć mu w oczy, jakby faktycznie, wierzył w te całe zwierciadło duszy.
Zastygł w jakimś bezruchu na jego słowa, jakby prąd nagle przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa i sparaliżował ciało. Zamrugał zdezorientowany, jakby brutalnie i szczerze wyrzucona przez obcego prawda zakuła jego dumę i ego. Nienawidził sytuacji, gdy tonął, a przy tym ktoś o tym wiedział. Był Rowlem, on nie eksponował swoich problemów, nie rozmawiał, nie zwierzał się. Działał sam, jakby każda inna akcja była kwintesencją słabości, której w głębi siebie panicznie się bał i na którą jego stary reagował pięścią. Nie był zły, ale na byłego studenta, ale gdy fala chłodnego powietrza uderzyła jego policzki, zakołysała brązowymi włosami, to przyniosła ze sobą falę gorącą i furii, iskrę agresji, która od wielu lat kryła się niczym potwór w odmętach jego umysłu. Wycelował perfekcyjnie, uderzył szybko i Merlin mu świadkiem, że złamałby mu nos, gdyby nie zmiana trajektorii w ostatniej sekundzie. Coś gruchnęło, syknął, papieros wyleciał na ziemię. Ból zawsze pomagał mu radzić sobie z emocjami, trzeźwiej myśleć. Wyrzeźbione ciało pokrywały liczne blizny, zadrapania i siniaki, których znaczną większość sam prowokował.
- Radzę sobie.
Powtórzył krótko i uparcie, nieco bardziej trzeźwo. Westchnął, przesuwając dłonią po twarzy i obrócił się, opierając o uderzony przez siebie chwilę wcześniej, ceglany budynek. Zsunął się w dół, szukając w kieszeni paczki papierosów i zapalniczki. - Idź, zanim naprawdę się nie powstrzymam. Teraz Cię nie zjem.
Dodał zachrypniętym głosem, wsuwając papierosa do ust nieco niezgrabnie. Był przedwczorajszy, wczorajszy, dzisiejszy i na pewno noc była przed nim, przez co wszystko momentami zlewało mu się w całość. Umykały mu długie sekundy, czasem nie uważał, że się przemieścił. Nie wziął smoczej zapalniczki od Nathaniela, tylko jakieś gówno, które zaraz zostało rzucone o bruk z siarczystym przekleństwem. - Odpal mi papierosa, zanim pójdziesz.
Rzucił w jego stronę, unosząc brew i wyjął z ust swoją ulubioną używkę, zaciskając na niej palce. Nie tkwiły w miejscu, subtelnie się kołysały.
Na dno, co Rowle?
Uśmiechnął się pod nosem, przymykając oczy. Przecież on dawno już tam tkwił i to w błocie aż po pas, nawet trochę wymieszanym z gównem.

______________________

It only leads to a  life  not meant for me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1947
  Liczba postów : 7129
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptyWto Lis 02 2021, 19:55;

Czy miał twardą dupę? Owszem, zdarzało się. Czasami jednak za duża ilość upadków i świadomości, jak kruche jest ludzkie życie, a przede wszystkim jak niewiele jest w stanie zrobić, powodowały, że pewne maski pękały, a wysublimowana postać stawała się mniej spokojna. Bardziej chaotyczna, oddana prędzej działaniu poprzez umiejętność, jaka mogła mu zapewnić przewagę, będąc również echem i szeptem do przeszłości, z którą to już wcześniej zakończył. Sam uciekał kiedyś do agresji, nóż agresywnie zahaczał o skórę na udach, by tam nikt niepożądany nie odkrył pewnych, utartych schematów, którymi postanowił się żywić. Uczucie bólu dawało mu również poczucie kontroli. Tego, że to on go zadaje, jak również tego, że nikt poza nim nie cierpi. Nie wołał wtedy o pomoc, tkwiąc we własnych problemach bardziej, niż ktokolwiek byłby w stanie przypuszczać. Przełamał się dopiero w marcu, gdy zauważył, jak bardzo wyniszczająca potrafi być żądza adrenaliny i kolejnego wpakowania się w kłopoty; za każdym razem, gdy odczuwał podobną potrzebę, korzystał z czerwonego flamastra. Jedna z form terapeutycznych.
Felinus nie mydlił aż nadto oczu, jeżeli widział, że coś dzieje się złego. Pamiętał sytuację, gdy podczas lekcji Perpetua źle się poczuła i napierał, by ta odpoczęła, nawet jeżeli wszyscy inni stali w miejscu, poniekąd zastygając. Może nie potrafiąc zebrać w sobie odwagi, która powiązana potrafi być również z idiotyzmem, możliwością otrzymania dodatkowych problemów, których i tak miał w tamtym okresie za późno. Nie rozmawiając o pewnych rzeczach, człowiek sam sprowadza na siebie problemy, by dopiero w krytycznej sytuacji przejrzeć na oczy, jak ścieżka, którą stara się żyć, jest wręcz nierealna. Zauważył ruch, ale również - nie ruszył się. Stał, zapuszczając korzenie niczym drzewo, gdy wichura chciała go pokonać, a ostatecznie powietrze, które uderzyło go podczas ruchu ręki studenta, nie przyczyniło się ani do drgnięcia. Oczy w pełni się zdystansowały, a kontrola nad instynktami przetrwania zdawała się znaleźć w perfekcyjnym punkcie - nawet gdy dźwięk, który przedostał się do otoczenia, świadczył o uszkodzeniu kości. Zmienił się, jego twarz przestała przejawiać cokolwiek po jednej stronie barykady, a nawet potencjalnie wymarzony - tego nie wiedział - strach znajdował się na smyczy, obwiązany łańcuchem. Dla pobocznego obserwatora mogło to być zastanawiające i przerażające - nawet nie podniósł rąk, by się obronić przed uderzeniem.
- Kontrola poprzez autoagresję? - lekko spojrzał czekoladowymi, harmonijnymi tęczówkami w kierunku uszkodzonej dłoni, gdzie ceglany budynek był bardziej trwały i bardziej wytrzymały od tego, co znajdowało się w ciele Charliego. Nie wymagał odpowiedzi, nie wymagał niczego, co mogłoby to potwierdzić. Swoje ujrzał na oczy i nie potrzebował potwierdzenia, gdy postawa ciała stała się inna, umysł wyłapywał wszelkie szczegóły otoczenia, analizując dokładnie sytuację, w której to się znalazł. Normalny człowiek by uciekł, ale on nadal robił swoje. - Co cię zatem powstrzymuje? - ty sam, Rowle? A może świadomość, że miał przed sobą osobę, która jednak pozostawała pracownikiem Hogwartu? Społeczne konsekwencje tego czynu? Przecież i tak stoczył się na dno; z kieszeni wyciągnął zapalniczkę z charakterystycznym klikiem, nie zamierzając spełnić tego prostego polecenia. Sam wyjął papierosa i go zapalił.
- Sam go musisz odpalić. - rzucił mu prostym gestem zapalniczkę, gdy kędzierzawe włosy nieco wiatr poszarpał, a szept uderzeń o ściany i dachy dawał o sobie znać. Będąc oburęcznym, niespecjalnie narzekał na to, gdy któraś z kończyn ulegała uszkodzeniu, ale szczerze zastanawiał się, czy to dominująca dłoń w przypadku Ślizgona została nieco pokiereszowana. Stał mimo wszystko w bezpiecznej odległości, czekając na zwrot przedmiotu, do którego był jednak przyzwyczajony.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1576
  Liczba postów : 783
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptySro Lis 03 2021, 01:44;

Mieli więcej wspólnego, niż Charlie kiedykolwiek by podejrzewał. Patrząc na Felinusa, nie widziało się przecież nawet podstaw, aby posądzać go o odnajdowanie w bólu jakiegoś ukojenia. Nie było to zaburzenie dobre, a raczej autodestrukcyjne i sugerujące skorzystanie z usług specjalisty. Brunet nigdy nie korzystał z ostrych narzędzi, nie okaleczał się w ten sposób — częściej bił, kopał, czasem nawet celowo prowokował wywrotki motorem, spędzając potem całe noce przy butelkach piwa lub czegoś mocniejszego. I tak zataczał błędne koła w swojej niezbyt bezpiecznej strefie komfortu i radzenia sobie z życiem. Nigdy jednak nie był takim Lowellem, nigdy nie miał samych wybitnych ocen i nie pomagał każdemu, niczym dobry stróż za plecami. Gdyby tylko Rowle wiedział, przez co były Puchon przechodził.
Jego reakcja była zaskakująca, nawet dla pijanego Ślizgona. Nie reagował, jakby czekał i prowokował wcześniej do uderzenia, jakby złamania nosa lub podbitego oka potrzebował. Nie zrobiła nim wrażenie szybko przemieszczająca się pięść, nie zrobił wrażenie ten paskudny dźwięk pękającej kości. Całe szczęście, że byli czarodziejami, bo w ostatnich miesiącach słuchał go przerażająco często, co podsuwało mu, aby podszkolił się z uzdrawiania, którego nigdy nie lubił. Tak na wszelki wypadek, gdyby w końcu przesadził. A wiedział, że ten dzień przyjdzie. Jego oczy błądziły pomiędzy dziwnym asystentem, dłonią, a ścianą. Znów zakręciło mu się w głowie, więc na chwilę je zacisnął, zanim usiadł na dupie, widocznie zmęczony życiem i dźgnięty wypowiedzianą przez jego niepozornego towarzysza prawdą. Był odważniejszy, niż wyglądał.
- Resztki przyzwoitości. - odparł po dłuższym milczeniu, pierwsze pytanie ignorując. Gdzieś tam w środku wciąż dogorywał dobrze wychowany chłopak z bogatego domu, który bardziej wbijał słowne szpilki niż aktualne ciosy. Zdarzyło mu się pobić kilka szlam, gdy miał z nimi jeszcze tragiczne problemy akceptacyjne, ale miewał granice, czasem się pokazywały. Był pewien, że uderzając asystenta poza szkołą, nie poniósłby konsekwencji większych niż ewentualne punkty, wyjec oraz szlaban, a jednak się powstrzymał, chociaż jego wcześniejsza nachalność wciąż irytująco rozbrzmiewała mu w głowie. Przełknął głośniej ślinę, wsuwając paczkę do kieszeni swojej pilotki, bo papieros już tkwił między wargami.
Westchnął, łapiąc przedmiot i zaciskając na nim palce, obrócił go w dłoniach. Nie mógł z początku wycelować płomieniem w koniec papierosa, głównie przez chwiejącą się, uszkodzoną dłoń, którą to robił i porywy jesiennego wiatru. Gdy mu się udało, ruchem głowy musiał zgarnąć na bok włosy, zdecydowanie przydługie. - Teraz nagle odmawiasz pomocy?
Parsknął rozbawiony, kręcąc głową i zaciągając się z cichym mruknięciem, wciąż trzymał zapalniczkę.

______________________

It only leads to a  life  not meant for me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1947
  Liczba postów : 7129
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptySro Lis 03 2021, 09:14;

Najwidoczniej Rowle nie był w stanie sobie przypomnieć, o ile kiedykolwiek go widział, chodzącego z bliznami na rękach i bez żadnego skrępowania ubierający czarny podkoszulek, czarne spodnie, czarne glany. To oznaczało dopełnienie się jednego z faktów - ludzie zapominają. Wybaczają, pozwalają na to, by pewne, bardziej pozytywne strony danego człowieka nad nim górowały, gdy wreszcie się zmienił, gdy odnalazł jakąś wewnętrzną drogę, porzucając miano osoby ciągle tracącej punkty i pakującej się w problemy. Wcześniej nie miał ku temu żadnych podstaw. Żył w ciągłym stresie, musiał pracować, by móc kupić dom za sprzedaż pewnych rzeczy z gospodarstwa i za to, co udało mu się przez ostatnie lata zaoszczędzić, ale nie zamierzał pozwolić na to, by przeszłość wpływała na niego w tak diametralny sposób - nie teraz. Wygrzebanie się kosztowało go dużo - i tutaj nie chodziło nawet o zadawanie sobie ran, by jakkolwiek ulżyć. Tutaj chodziło o zmianę nastawienia myślenia, a przede wszystkim - o pogodzenie się z tym, że pewne rzeczy się wydarzyły, przestanie życia nimi tak, jakby miały miejsce wczoraj, jakby ich siła na tle innych, bardziej realnych, była wręcz nie do pokonania. Przepracowanie traum, stawienie im czoła, tudzież dostrzeżenie problemu boli. I to cholernie. Pierwsze kroki ku temu są najgorsze i chociaż otworzenie się, wyłożenie otwartych kart na stole nie jest tym, o czym marzył, mógł być dla innych właśnie tym dobrym stróżem. I choć z przodu mógł wyglądać dobrze, tak ci, którzy go znali bardziej, wiedzieli, przez jakie piekło musiał przechodzić.
Gwałtowne emocje nie wzięły sznurów kontroli nad ciałem asystenta nauczyciela uzdrawiania, który stał tam, gdzie zwyczajnie stać miał. Nie potrzebował chronić się pięściami, nie potrzebował odsuwać się, choć nie miał pewności, czy trajektoria uderzenia się zmieni w tym ostatnim, kluczowym momencie. Instynkty samozachowawcze zdecydowanie uległy stłumieniu, nie wydobywając się ponad inne elementy - adrenalina chociaż została wyrzucona, tak samo nie zdołała okiełznać jego mięśni, które nie drgnęły, jego oczu, które nadal pozostawały takie same. Sam nie nazwałby tego odwagą, a prędzej piętnem przeszłości nieustannie przewijającym się przez kolejne czyny, tudzież akcje. Powinien się uchylić, jakoś zareagować - jedyne, co natomiast zrobił, to stanie i czekanie na dalsze decyzje Ślizgona. Może był niższy, może nie wyglądał na kogoś, to potrafi się bić, ale wewnątrz znajdowała się osoba, która potrafiła zwrócić uwagę na problem. Obserwował zatem, jak ten usiadł na własnych czterech literach.
- Jeżeli jesteś w stanie ją wystosować wobec innych, co cię zatem powstrzymuje, by wystosować ją wobec siebie? - przyzwoitość. Nie uderzył go właśnie z tego powodu - dlaczego zatem nie potrafił zachować się równie przyzwoicie wobec siebie, przyczyniając się do pęknięcia kości? To pytanie zadał nie od razu, prędzej po paru sekundach, choć i tak trafiało w to, co najczulsze. Nie w ten agresywny sposób, a prędzej pokazując, gdzie leży problem - w nim samym - nawet jeżeli sądzi, że wszystko jest w porządku i sobie radzi. Człowiek jest istotą, która będzie siebie prowadziła prędzej czy później ku autodestrukcji, a im wyższy iloraz inteligencji, tym bardziej umysł naturalnie dąży do zniszczenia. Więcej faktów, zdawanie sobie sprawy z rzeczy nieuchronnych, ludzkie tragedie - to wszystko wiązało się z brzemieniem tak ciężkim, że wręcz niemożliwym do okiełznania w pojedynkę.
Gdyby jednak doszło do uderzenia, nie zamierzał informować szkoły bądź innych organów. To, co dzieje się poza nią, powinno również pozostać poza nią. Gdyby nie to, że wiele osób naprawdę go chroniło wcześniej, usprawiedliwiając jego własne, nieprzychylne działania, zapewne by to tutaj nie było. I jeżeli mógł wypełnić choć jedną przysługę, to chciał, by w przypadku innych było praktycznie tak samo. Walka o każdą duszę nie jest zawsze okraszona zwycięstwem, ale czuł się zobligowany do pomocy, choć nie do końca tej powiązanej z zapaleniem papierosa. Gdy miał uszkodzoną prawą rękę, wszystko robił lewą. Lewą dłonią wyciągał paczkę z kieszeni i lewą dłonią otwierał paczkę. Lewą dłonią wyciągał papierosa i lewą dłonią wkładał go do ust. Lewą dłonią zamykał paczkę i lewą dłonią chował ją do kiszeni. Lewą dłonią również chwytał za zapalniczkę, by ją odpalić. Wszystko robił kończyną, którą następnie opanował.
- Zawsze jest drugie wyjście z danej sytuacji. - odpowiedział krótko, opierając się następnie o ścianę, gdzie doszło do uderzenia pięści Charliego. - I chociaż może być ono nieco nieporadne, o tyle musisz je początkowo dostrzec. - nie kwapił się jakoś specjalnie do otrzymania przedmiotu z powrotem, a zamiast tego pokazał pierwszą dłoń - dominującą, a następnie drugą - lewą. Wziął tym samym głębszy wdech. Nie musiał mu pomagać zapalić papierosa, ale jeżeli mógł, to chciał mu pomóc dostrzec inne, bardziej kluczowe aspekty.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1576
  Liczba postów : 783
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptySob Lis 06 2021, 22:41;

Rowle wielu rzeczy nie pamiętał, jeszcze dwa lata temu był zakochanym w sobie dzieckiem, górującym nad innymi i niepatrzącym nawet w stronę osób pół krwi lub niżej. Wierzył wtedy, że wdarli się do świata, do którego nie należeli. Pamiętał go z aktywności na lekcjach, z bycia puchonem. Nie kretyna, człowieka trochę bez życia towarzyskiego i takiego, który na imprezy nie chadzał lub po prostu Charles był zbyt zajęty koleżankami, aby to zauważyć. Nie mógł wiedzieć, przez co przechodził i z czym się mierzył, bo przecież się nie znali. Byłby jednak pod szczerym wrażeniem, że zdołał z piekła wyjść. Wiedział przecież, że największe piekło ludzie często gotowali sobie we własnej głowie, bo sam tak robił.
Przymknął oczy, pozwalając, by słowa przestały się odbijać echem w głowie. Efekt tkwienia na kacu, zapijania go od nowa, robiły swoje. Miał wrażenie, że wszystko dzieje się w odrobinę zwolnionym tempie, czasem coś umykało. Budziło to paranoje, przez co zielone tęczówki chłopaka zdawały się przesadnie świdrować przestrzeń. Wracał jednak do swojego niespodziewanego bohatera, któremu jeszcze chwilę wcześniej miał niesamowitą ochotę złamać nos. Jego reakcja była tak dziwna, że nawet nie miał komentarza. Bo to tak, jakby o złamanie się sam się prosił!
Komentarz Feliniusa sprawił, że drgnęła mu ku górze brew, a on sam kaszlnął, strzepując popiół nagromadzony na końcu palącej się leniwie fajki, której błysk zdawał się mu być wyjątkowo hipnotyzującym źródłem światła w tej uliczce. Zapalił ją z trudem i niezgrabnie, przeklinając bezgłośnie na alkoholowe drżenia. Przełknął ślinę, bo chciał znać odpowiedź, to odpowiadać mu wcale nie chciał. Nie było mu łatwo otworzyć się, nawet na Gabrielle nie był przecież "gotowy". Wzruszył więc jedynie ramionami, wybierając milczenie. Asystent uzdrawiania był jednak człowiekiem inteligentnym, istniała więc szansa, że nie będzie drążył tego tematu. Zaskakujące, że dla Rowlea słowa, rozmowy, emocje, uczucia, były gorsze od otrzymania noża pod żebra.
Nikt nie mógł poradzić sobie ze wszystkim sam, chociaż uparcie sobie to wmawiał po sytuacjach w domu, z ludźmi, na których mu zależało. Takich, z którymi kontaktu już nie miał.
- Nie zawsze to wyjście nam odpowiada. - odparł, przywierając mocniej do zimnego muru. Odchylił głowę do tyłu, patrząc na niego z dołu, lustrując go wzrokiem. Westchnął. Leniwie i niezgrabnie zaczął wstawać, podpierając się zdrową dłonią. Odbił się, zrobił kilka kroków do przodu, rzucając mu pożyczoną zapalniczkę. Jego brązowe włosy zakołysały się na wietrze, a różowe policzki przyozdobił uśmieszek zawadiackiego uśmiechu. Uciekał od tematu. Od problemu. - Lowell. Idziesz się ze mną napić?
Jego zdaniem, była to propozycja nie do odrzucenia.

______________________

It only leads to a  life  not meant for me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Zawsze nosi czarną bluzę z haftem tańczącego Derwisza z tyłu wraz z kojotem i wilkiem z przodu na rękawach, pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1947
  Liczba postów : 7129
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptySob Lis 06 2021, 23:56;

Może to i lepiej - koniec końców pamiętliwość w pewnych kwestiach bywa przeszkadzająca. Uniemożliwia podjęcie prawidłowej decyzji, człowiek się na niej opiera, by powracać wspomnieniami do lat przeszłych, nie chcąc jakoś specjalnie tego robić. Analiza problemu czasami nie wchodziła w grę, a zamiast tego bardzo często gatunek ludzki przepada za opieraniem solucji względem tego, co się wcześniej wydarzyło. Piekło to pojęcie względne - dla jednych piekłem będzie wojna, dla innych obserwowanie, jak bliscy się staczają, by następnie sięgnąć dna i zobaczyć, na czym się to wszystko opiera. Kolumny podtrzymujące pewne struktury ulegają zniszczeniu, liczne pęknięcia pokrywają marmur, a z czasem, jeżeli te nie ulegną naprawie, powodują runięcie - w większości przypadków. Istnieją pewne abominacje, które nawet w sporych ryzach, na niewielkich wręcz kamieniach, potrafią się utrzymać. Ale czy to jest coś, z czego człowiek powinien być dumny? Czy ma prawo mówić, że wszystko jest w porządku, skoro gdzieś wewnątrz nadal nie przepracował rzeczy, które wpływają na teraźniejszość?
Być może dlatego nie uchylił się jak normalny obywatel tego kraju, by nie otrzymać w nos. Być może liczył, że Charlie naprawdę zmieni trajektorię lotu, co się zresztą stało. A może nie chciał dawać mu powodu do kolejnego ciosu, tym razem bardziej skutecznie wyprowadzonego? Sam Merlin wie, co tak naprawdę rodziło się pod kopułą czaszki pracownika Hogwartu. Nie był bohaterem, był człowiekiem takim, jak wszyscy inni - szarym, typowym. Dopiero na barwach zyska wtedy, gdy ktoś postanowi go bliżej poznać; na tym opiera się budowanie fundamentów własnego świata. Być może wobec tego ogólnego wszyscy są jednakowi, ale we własnym, który opiera się na bliskich relacjach (i tych dalszych), każdy otrzymuje jakieś miano.
Nie ciągnął zatem tematu powiązanego z przyzwoitością. Po samej reakcji Rowle'a był w stanie stwierdzić, że ten nie jest w nastroju na takie rozmowy, co zresztą rozumiał. Nawet jeżeli niespecjalnie się znali, potrafił określić granice, w jakich to winni się poruszać, by nie rozjuszyć jednej ze stron, niczym zwierzęta pokazując kły. On tego nie robił - poruszał się zgrabnie na własnych łapach, które dotykały ziemi, udowadniając, że nie potrzebuje siły w postaci fizycznej. Jego atutem - a zarazem czymś znacznie poważniejszym - było właśnie znajdowanie słów, które potrafiły uderzyć w ludzką dumę z niebywałą precyzją. Ale nie były one nasycone jadem, nie wytykały w chamski sposób problemu - prędzej na niego wskazywały ostrożnie, acz stanowczo.
Homo sapiens to stworzenie stadne i przepełnione kontaktami z innymi. Samemu człowiek świata nie udźwignie, o czym przekonał się, gdy wielokrotnie upadał na kolana, a serce bolało wewnątrz, jakoby wyrwane z piersi.
- Ale nie zawsze to pierwsze jest możliwe do osiągnięcia i niesie ze sobą znacznie więcej szkód. - czasami trzeba przystopować. Czasami trzeba zauważyć pewne rzeczy, przejrzeć je na oczy, zanim całkowicie pochłoną niczym ciemność, która mogłaby opatulić ich sylwetki w prosty sposób - gdyby tylko latarnia przestała świecić. Lewą ręką złapał zatem zapalniczkę, którą następnie wepchnął do kieszeni, gdy zakończył palenie własnego szluga, głęboko się nim zaciągając. Jakoby na odwyku będąc, chciał pochłonąć jak najwięcej działania nikotyny, gdy wypuścił dym, który szybko rozniósł się przez uderzający twarze wiatr. - Tylko wtedy, gdy dasz naprawić rękę. Ja stawiam. - czasami trzeba jednak iść na korzyść drugiej osoby, a jeżeli przez alkohol mógł dowiedzieć się czegoś więcej, zamierzał w tę stronę się udać.
Byleby tylko zmniejszyć stres po drugiej stronie i zacząć działać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1576
  Liczba postów : 783
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptySro Lis 10 2021, 02:20;

Życie przeszłością i analizowanie jej nie miało żadnego sensu. Nie rozumiał, czemu ludzie gdybali nad tym, na co wpływu już nie mieli. Nie umiał ogarnąć też swoim małym rozumkiem, dlaczego żyli w strachu i pozwalali sobie, aby czegoś żałować. Był to jednak temat na inną, mniej napędzoną alkoholem oraz procentami rozmowę. Teraz by jej udźwignął. Człowiek wówczas okłamywał samego siebie, a to było również zachowaniem dla gatunku charakterystycznym. Chociażby tonął w gruzie, naiwnie powtarzałby, że wszystko jest w porządku i sobie poradzi, bo wciąż miał miejsce, aby złapać oddech. Gdy zacznie się dusić, zacznie myśleć i panikować. Czy Lowell też czasem tak nie miał? Bał się analizować chyba kogoś takiego, kim w jego oczach był stojący przed nim asystent. Tylko ludzie zniszczeni przyjmowali ciosy w ten sposób, ale żadnej ze swoich myśli Charlie nie wypowiedział głośno. Nie był normalny — żaden z nich. Poniekąd przeczucie to koiło jego nerwy.
Miał zdrowy rozsądek i takt, wiedział, gdy nie brnąć dalej, czego znaczna większość ludzi zrozumieć nie była w stanie. W oczach — przepitych, ciemnozielonych oczach bruneta rozbłysła iskierka szacunku, której istnienie z pewnością zamaskowałby jakimś kłamstwem lub wzruszeniem ramion. Felinius był mówcą, Charlie był pięściarzem. Widział wyraźnie linie różnicy pomiędzy nimi, czuł aurę byłego Puchona, nawet będąc pod wpływem. Jakby znał słowne zaklęcia, jakby zawsze wiedział, co powiedzieć i w ten sam sposób pogrywał z Rowlem. Zaskakujące, że mu się udawało. Brunet odetchnął, zaciągając się fajką sekundę później, obserwując swojego towarzysza w fałszywym skupieniu i zastanowieniu, co w rzeczywistości było próbą łagodzenia bębnów w głowie i jej zawrotów.
- Może trzeba otworzyć właściwie wyjście, gdy pojawi się kluczyk dopiero, a nie szarpać na siłę. - mruknął zachrypnięty, strzepując z papierosa popiół, który zaraz rozpłynął się w ciemności. Złapał zapalniczkę zgrabnie, aż dziwne, że nie grał w narodowy sport czarodziejów, mógłby być dobrym szukającym. Wstał, chociaż niezgrabnie i ciut chwiejnie, odnajdując oparcie w chłodnym, kamiennym murze za plecami. Przestał się tak na nadgorliwego, stojącego obok filozofa wkurwiać ku własnemu zadowoleniu i nagle stał się dobrym towarzystwem. Idealnym na wieczór, chociaż w żaden sposób nie mógł wyobrazić sobie go pijanego, pijącego czystą. Jęknął z niezadowoleniem, machając ostentacyjnie uszkodzoną ręką, której dziś na szczęście nie czuł. Jutro dopiero zaboli.
- Niech stracę, bądź pielęgniarką. Szkoda, że nie długonogą i długowłosą, mogłoby wtedy być znacznie przyjemniej.. - westchnął wręcz teatralnie, pozbywając się fajki i szturchnął go zaczepnie, stając dość blisko z wyciągniętą w jego stronę ręką. - Mam nadzieję, że nadążysz za mną.
Dodał jeszcze, mając na myśli oczywiście perspektywę lejących się drinków i pięknego towarzystwa. Chyba. Wieczór zapowiadał się wybornie, przynajmniej w wyobrażeniach Charliego.

|ZT x2

______________________

It only leads to a  life  not meant for me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Michael O. P. Shakeshaft

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1,79m
C. szczególne : Na czas Grudnia-Stycznia jego włosy zmieniły kolor na niebieskawo-zielony.
Galeony : -867
  Liczba postów : 122
https://www.czarodzieje.org/t20839-michael-o-p-shakeshaft
https://www.czarodzieje.org/t20846-michael-orson-patrick-shakeshaft-poczta#665655
https://www.czarodzieje.org/t20838-michael-orson-patrick-shakeshaft-kuferek
https://www.czarodzieje.org/t20954-michael-o-p-shakeshaft-dzienn
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptyCzw Lis 18 2021, 16:54;


Do Londynu przyjeżdżał przeważnie na Pokątną, albo w jakichś nagłych sprawach - jak wizyta w banku Gringotta z uregulowaniem opłat za jakieś produkty do sklepu lub jakichś błędów. Gobliny były sprytnymi stworzeniami i lepiej było załatwić wszystko na miejscu. Na szczęście w dzisiejszym dniu Shakeshaft nie musiał iść niczego regulować. Po prostu - znalazł się w celu pewnych spraw, nieważne jakich na obecny moment, a ostatecznie nie wiedział czy jego plany się nie zmienią ostatecznie. I tym samym znajdujemy się w obecnej sytuacji, gdy Michael przechodził między różnymi uliczkami, zdając sobie sprawę, że parę sklepów już minął. Pokątna mogła zdawać się mała, ale tak naprawdę było tam na tyle dużo miejsc powstających na nowo, że warto było odwiedzić co jakiś czas. Stare sklepy zostawiał na koniec. Minął cukiernię, zaraz jednak zrobił parę kroków w tył, przyjrzał się dokładniej ofercie. No, musiał przyznać, że trzeba było wejść do środka i zamówić sobie bajgla z kruszonką i jakąś herbatę. Zapłacił stuknięciem różdżką, a po zielonej mgiełce ulotnił się ponownie na coraz zimniejsze klimat uliczki. Nie spodziewał się jednak, aby znaleźć kogoś znajomego na swojej drodze do celu jakim była po prostu pustka. Ba, nie spodziewał się, że faktycznie kiedy minie jedno ze skrzyżowań łączących Nokturn z Pokątną nagle zderzy się z kimś. Nie na tyle, aby sprawić, że ktoś upadnie. Ale raczej po prostu wejdą sobie w drogę i mogą poczuć lekkie zaskoczenie. Kim była ta osoba?
Och, przepraszam bardzo, ja nie chcia... – Dopiero wtedy ta sylwetka zdała mu się bardzo znajoma. Dosłownie odczekał parę sekund, aby szare komórki wysłały nawzajem do siebie odpowiednie komunikaty i właśnie doszedł do niego fakt. – To pani. Myślałem, że po ostatnim razie znowu ujrzę kogoś w biegu za panią. – Dla lekkiego podsumowania tego co sam pamiętał:
Kiedy tylko pewnego, innego dnia znalazł się na uliczkach Pokątnej nie domyślał się, że zostanie tarczą przed tym, aby ktoś dostał łomot. I nie chodzi tutaj o to, że się postawił czy zrobił coś, za co można było go nazwać bohaterem. Ot, po prostu ujrzał spieszącą się kobietę, która nie zamierzała przystawać, a za nią już ktoś biegł. Czemu więc nie miałby jej ukryć. Wścibskość kazała mu to zrobić i okazało się, że tak samo szybko jak ukrył ją za sobą, tak samo szybko zniknęła jedynie ze skinięciem głowy w ramach... niemego podziękowania? Być może. W końcu nie umiał czytać komuś w myślach, aby domyślić się co oznaczało skinięcie głową. Dlatego wtedy uznał, że nie będzie się przejmował i po prostu zajął się dalej życiem. Los lubił igrać z ludźmi i to chyba dlatego zdecydował, że spotkają się ponownie.
Mam nadzieję, że obejdzie się teraz bez dodatkowych problemów. Ciepłej herbaty? – Zapytał, podnosząc lekko ku górze kubek, który jeszcze parował ciepłym naparem. Nawet go nie tykał, gdyż piekarskie arcydzieło rozpływało się wtedy jeszcze w jego buzi, a dosłownie wpadła na niego, gdy już połknął. Jeśli więc nie miała nic przeciwko, wręczył jej kubek.

1/x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Veronica Blais

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.77m
C. szczególne : Wyraźne, ciemne blizny na lewej ręce, biegnące wzdłuż żył po całej dłoni i przedramieniu. Mówi z amerykańskim akcentem.
Dodatkowo : Legilimencja
Galeony : 181
  Liczba postów : 65
https://www.czarodzieje.org/t20671-veronica-emerie-blais#656021
https://www.czarodzieje.org/t20672-veronica-emerie-blais#656023
Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 EmptySro Lis 24 2021, 19:38;

To nie był mój dzień. Choć patrząc wstecz, w Anglii żaden dzień nie był mój, zupełnie tak jakby nieobecność Alexandra wpływała na mnie dużo bardziej niż chciałam to przyznać przed kimkolwiek, przed samą sobą. Znajome ulice, które mijałam, zlewały się w jedno, a ja wmawiałam sobie, że branie na siebie coraz więcej zleceń sprawi, że o wszystkim zapomnę. Tkwiła we mnie wieczna, niekończąca się złość, której nie potrafiłam się pozbyć, która kazała mi kontrolować każdą mijaną sekundę mojego życia. Bez namysłu poprawiłam czarne, doskonale okalające moje dłonie, skórzane rękawiczki, upewniając się, że blizny są zakryte w każdym calu, również przez materiał czarnego płaszcza, który zarzuciłam na ramiona przed wyjściem od Borgina. Miałam na ten dzień tylko jeden cel – znaleźć tę ostatnią brakującą część układanki, która w końcu przybliżyłaby mnie do znalezienia tego przeklętego – również w dosłownym znaczeniu – medalionu. Miałam nazwisko, doskonale zapamiętane, a także wszelkie niezbędne informacje gdzie tego czarodzieja szukać.
Odpalałam papierosa, przechodząc przez Pokątną, kiedy ktoś na mnie wpadł, a używka wypadła z mojej dłoni. Nie robiło mi różnicy, że szluga trzymałam w lewej, zdecydowanie mniej sprawnej, ręce, kiedy powoli, niespiesznie podniosłam lodowate spojrzenie zielonych tęczówek z zamoczonego w brudnej kałuży papierosa na sprawcę tego incydentu. Nie robiło mi różnicy, czy to przeze mnie się zderzyliśmy, od razu uznając, że całą winę ponosił mężczyzna, który nawet nie górował nade mną wzrostem. Moje spojrzenie było puste, choć bił z niego ten charakterystyczny dla mnie chłód, który był moim najlepszym przyjacielem od lat. Nieznacznie, praktycznie niezauważalnie uniosłam brew, gdy facet się odezwał, zupełnie jakbym dała mu jakikolwiek znak, że byłam skora do rozmowy. Zupełnie tak, jakby w pierwszej kolejności w mojej głowie nie pojawiły się zaklęcia, z rodzaju tych niepożądanych przez czarodziejską społeczność, gdy tylko ostatni papieros z paczki wylądował na ziemi.
Nie zwracałam uwagi na ludzi. Wszyscy wyglądali tak samo, zachowywali się tak samo i jedynie nieliczni byli warci, by naprawdę na nich spojrzeć. Czytałam z nich jak z książek, przez lata pielęgnując umiejętność legilimencji, tak bardzo przydatnej w mojej profesji. Zacisnęłam palce prawej dłoni na tarninowym drewnie różdżki, nawet nie pamiętając kiedy ta znalazła się w mojej dłoni. A może cały czas w niej była? Przecież zamierzałam odpalić fajkę.
Nie wiem o czym mówisz. — odparłam bezbarwnie, jednocześnie ignorując propozycję i zupełnie nie pamiętając w jakich okolicznościach spotkaliśmy się kiedykolwiek wcześniej. Jego twarz nic mi nie mówiła, jedna z wielu mijanych każdego dnia. Ale jeśli mnie rozpoznał – moja uwaga nagle nabrała ostrości. Parałam się zbyt wieloma nielegalnymi rzeczami, by puścić takie uwagi mimo uszu.


______________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Boczna uliczka - Page 5 QzgSDG8








Boczna uliczka - Page 5 Empty


PisanieBoczna uliczka - Page 5 Empty Re: Boczna uliczka  Boczna uliczka - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Boczna uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Boczna uliczka - Page 5 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-