Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Ścieżka zdrowia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31862
  Liczba postów : 88614
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Specjalny




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPon Kwi 06 2020, 21:18;

First topic message reminder :




Ścieżka zdrowia obejmuje spory teren otaczający wielki dąb. Spotkać tu można najwięcej oczywiście sportowców bądź zawodników quidditcha, którzy pracują nad kondycją poprzez bieg z przeszkodami. Nie brakuje również pojedynczych osób dbających po prostu o formę.


______________________

Ścieżka zdrowia - Page 7 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


May Jupiter Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : krótka fryzura, zachrypnięty głos z trudnym do zidentyfikowania akcentem, papieros w ustach, ekscentryczne stroje, dziwaczny manieryzm i wieczny poker face
Galeony : 329
  Liczba postów : 167
https://www.czarodzieje.org/t20885-may-jupiter-farris#668762
https://www.czarodzieje.org/t20896-poczta-emdzej#669053
https://www.czarodzieje.org/t20895-mj#669052
https://www.czarodzieje.org/t20894-may-jupiter-farris#669001
https://www.czarodzieje.org/t20922-mj-farris-dziennik
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptySro Sty 05 2022, 01:20;

Fizyczny wysiłek to najlepszy odpoczynek dla umysłu, jaki potrafię sobie wyobrazić. Na godzinę zapominam zupełnie o wszystkim – tęsknotach, frustracjach, niecierpliwości, które jeszcze przed wyjściem poza mury Hogwartu siedliły się z tyłu głowy. Z każdym uderzeniem stopy o ziemię wyobrażam sobie korzenie sięgające od moich pięt do jądra planety, z każdą kroplą potu – że wraz z nią wypływa ze mnie cały stres. Gdy w drodze powrotnej wpadam na gajowego, jestem a tyle zrelaksowana, że zamiast wyminąć go gładko z lekkim skinieniem głowy, zwalniam.
Ragnarsson — mówię w ramach przywitania, przystępując z nogi na nogę żeby nie zaprzestawać ruchu. Być może powinnam zwracać się do niego jakimiś grzecznościowymi zwrotami, ale mam to gdzieś – społeczne hierarchie nie obchodziły mnie nigdy, a tak właśnie mi się przedstawić, więc tak będę go nazywać. — Mhm — potwierdzam, unosząc brwi na dźwięk nuty zdziwienia w jego głosie. Najwyraźniej jest trochę oderwany od szkolnego życia, bo w końcu od początku roku jestem w drużynie quidditcha i to chyba naturalne, że w takim razie dbam o kondycję – poszlaka pierwsza z brzegu. — Nie bardzo. Ale mogę. — Biegam dla przyjemności, a ściganie odwraca uwagę od tego, co najbardziej w tym kocham, ale swój cel na dziś już spełniłam – i chyba tylko dlatego przystaję na tę propozycję, wiedząc, że niezależnie od wyniku stoicko przyjmę jego reakcję. Poza tym jestem rozgrzana, mam dobrą passę – mogłabym biegać do wieczora, gdybym miała na to czas. Równie dobrze mogę jeszcze przemierzyć ścieżkę zdrowia.
Subtelny uśmieszek ciśnie mi się na usta w wyrazie kpiny na jego propozycję nagrody. — Piwo kremowe? Come on. Wymyśl chociaż coś interesującego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 2445
  Liczba postów : 928
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptySro Sty 05 2022, 23:05;

Ostatecznie zszedł z pionu do kucek, opierając ręce na nogach i patrzył na nią z dołu. Nie przeszkadzało mu absolutnie, że mówiła do niego nazwiskiem. Wręcz czuł się przy tym komfortowo. W Islandii przywiązanie do nazwiska było znacznie większe niż w Anglii. Świadczyło nie tyle o nim samym, co o jego przynależności do rodziny, do korzeni. Syn Ragnara, po ojcu, a ojciec ze swojego ojca i tak od zarania dziejów… Można powiedzieć, że tym zwrotem robiła mu nawet przysługę. Przymknął oczy, mimochodem wspominając lepsze czasy, ale obecne, przekonał się, do najgorszych też nie należały, kiedy w końcu zaczął się z nimi jakoś godzić.
Dzięki wyzwolonym endorfinom, doceniał bardziej życie w Anglii, jak i nawet, o dziwo, towarzystwo, inne niż cuchnące grządki przed domem i Duch, który choć miał wiele wilczych atutów, ludzka mowa nie była jednym z nich.
Nie bardzo, to nie chcę — zastanowił się, zanim uchylił oczy i zawiesił niebiesko-zielone tęczówki na jej twarzy. Tak sobie patrzył, bez żadnej konkretnej przyczyny na nią w milczeniu, przechylał głowę i taksował wzrokiem całe jej ciało, zupełnie się z tym nie kryjąc, bo też nie było w tym nic wyraźnie lubieżnego. Może tylko trochę i tylko kiedy skupił na tym myśli, ale starał się w jej obecności koncentrować na czym innym, nauczony, że przy niej nie należy tracić czujności i najlepiej mieć oczy dookoła głowy, uszy wiecznie baczne, a usta zawsze gotowe do ciętego ripostowania.
Powiedz mi, Simmons, pff — prychnął trochę z rozbawienia, że właśnie tak mu się przedstawiła — A co byś chciała?
Zrzucił kaptur z głowy, przecierając dłonią rozgrzany kark i uśmiechnął się pod nosem.
Zapomniałaś. Coś interesującego dla mnie, nie może interesować ciebie.

@May Jupiter Farris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


May Jupiter Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : krótka fryzura, zachrypnięty głos z trudnym do zidentyfikowania akcentem, papieros w ustach, ekscentryczne stroje, dziwaczny manieryzm i wieczny poker face
Galeony : 329
  Liczba postów : 167
https://www.czarodzieje.org/t20885-may-jupiter-farris#668762
https://www.czarodzieje.org/t20896-poczta-emdzej#669053
https://www.czarodzieje.org/t20895-mj#669052
https://www.czarodzieje.org/t20894-may-jupiter-farris#669001
https://www.czarodzieje.org/t20922-mj-farris-dziennik
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptySro Sty 05 2022, 23:51;

Porównywanie wyników zabija całą zabawę z biegania — tłumaczę z prostym wzruszeniem ramion. Przystaję w końcu w miejscu, ale cały czas coś w środku mnie nosi. Brakuje mi pierścionków do zabawy więc chwytam sznurek od bluzy i owijam go dookoła palca. Zauważam, jak skrupulatnie mi się przygląda, więc kieruję na niego pytające spojrzenie. — Co tak patrzysz? — pytam z ciekawości. Chociaż podczas naszego pierwszego spotkania skrytykowałam jego zmysł obserwacji, patrząc na to z pewnego dystansu i po opanowaniu swojego własnego ego, jestem w stanie uznać, że był on wcale niezły. Zastanawiam się zatem, co takiego widzi lub czego poszukuje. Ściągam sznurek z palca, na którym pozostaje odbita jego faktura – tylko po to, żeby znów tę czynność powtórzyć.
Na dźwięk już nie mojego nazwiska powoli wciągam haust powietrza, równie powoli je wypuszczając w bezgłośnym westchnieniu. Dawno go nie słyszałam. Przyzwyczaiłam się już do bycia Farrisem, i tak naprawdę dopiero zdaję sobie z tego przystosowania sprawę. Coś zasiedla się na dnie mojego żołądka, ale tuż po biegu jest to zaledwie nikłe wrażenie. Z pewnością rozrośnie się, gdy zdołam już wpaść w rutynę mojej codzienności. Na jego pytanie natomiast uśmiecham się nikle, chociaż ten gest nie ma odbicia nigdzie indziej. Czego bym chciała? Nie zależy mi na niczym materialnym, nie mam zbyt wielu doczesnych zachcianek. Gdy szczerze sama przed sobą na to pytanie odpowiadam, przychodzi mi w pierwszej kolejności do głowy pragnienie zbyt desperackie, żebym szukała czegokolwiek dalej: usłyszeć od Umy odpowiedzi na moje pytania. — Nie jesteś w stanie dać mi tego, czego bym chciała — przyznaję bez ogródek. Puszczam sznurek i rozciągam ramiona, wyciągając dłonie do tyłu.
Zapomniałam? A powinnam pamiętać? — Przechylam w zdziwieniu głowę. — Nie mogę? — Konsternacja brzmi w moim głosie, dopóki krótka chwila intensywnej dedukcji nie przynosi dość prawdopodobnej hipotezy, którą natychmiast się dzielę. — Czyli pewnie masz na myśli coś bardzo konkretnego. Podejrzewam również, że wcale nie chcę wiedzieć, co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 2445
  Liczba postów : 928
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyCzw Sty 06 2022, 00:14;

Wzruszył ramionami.
Nie wiem. Tak po prostu, bo mogę.
Brzmiał dokładnie tak, jakby chciał po prostu podkreślić, że jest facetem i to naturalne, że możę pochłaniać spojrzeniem kobietę, kiedy akurat najdzie go na to ochota. Tak było mu wygodniej. Nigdy nie negował tego, kiedy ktoś określał go troglodytą i dzikusem, bo w gruncie rzeczy dobrze było mu z tą łatką, w której jego wzrok był tylko pożądliwy, a nie przenikliwy przy okazji. Sęk w dobrym zmyśle obserwacji był taki, żeby człowiek tak naprawdę nie wiedział, kiedy się jest NAPRAWDĘ obserwowany.
Minęłaś sedno. Nie o to chodzi, żeby porównywać wyniki — przewrócił oczami — a żeby zrobić coś razem. A rywalizacja nie odbiera zabawy, tylko dodaje jej ekscytacji. Rozumiem, że to słowo, którego znaczenia nie znasz.
I znów. Mruknął "hmmh", bo właśnie coś mu się wydało zabawne i coś sobie uzmysłowił, ale nie wyjaśnił co i pod wpływem, której z kilku jej odpowiedzi tak zareagował. Niemniej, odniósł się do ostatniej kwestii. Niedosłownie, bo wcale nie zdradził, na co on sam miał ochotę i co jemu wydawało się najbardziej interesujące.
Przecież wiesz, że dopiero teraz będę chciał ci powiedzieć – tylko dlatego, dokładnie dlatego, że ona nie chciała wiedziećPoszedłbym do lasu nakarmić testrale, ale tak się składa, że tobie nie wolno. Podejmujesz wyzwanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


May Jupiter Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : krótka fryzura, zachrypnięty głos z trudnym do zidentyfikowania akcentem, papieros w ustach, ekscentryczne stroje, dziwaczny manieryzm i wieczny poker face
Galeony : 329
  Liczba postów : 167
https://www.czarodzieje.org/t20885-may-jupiter-farris#668762
https://www.czarodzieje.org/t20896-poczta-emdzej#669053
https://www.czarodzieje.org/t20895-mj#669052
https://www.czarodzieje.org/t20894-may-jupiter-farris#669001
https://www.czarodzieje.org/t20922-mj-farris-dziennik
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyCzw Sty 06 2022, 00:55;

Marszczę brwi na jego odpowiedź. Nie rozumiem tego, więc kwituję to krótkim „aha”.
I tu się mylisz. Rywalizacja to nie robienie czegoś razem, tylko przeciwko sobie. Może to subtelna różnica, ale jednak znacząca. To że dwójka ludzi uczestniczy w tym samym zdarzeniu niekoniecznie oznacza, że robią to wspólnie — zauważam. Mam wrażenie, że niekoniecznie dostatecznie jasno wyjaśniłam, o co chodzi, ale chociaż intensywnie myślę, nie umiem znaleźć innego sposobu, żeby powiedzieć to po angielsku. Łatwiej byłoby mi posłużyć się w tej kwestii suahili, ale mogę raczej bezpiecznie założyć, że wtedy z pewnością by nie zrozumiał. — Każdego ekscytuje coś innego — stwierdzam, zaprzestając rozciągania, żeby rozłożyć ręce w geście bezradności wobec tej prostej prawdy. — Nie mam nic przeciwko rywalizacji, po prostu bieganie jest dla mnie… hmm, medytacją? Medytacją. — Przez chwilę nie jestem pewna doboru słownictwa, ale ostatecznie uznaję określenie za trafne.
Przechylam głowę, znowu nie do końca mając pojęcie, skąd bierze się jego rozbawienie. Nic nowego, dlatego cierpliwie czekam na to, co powie. Gdy słyszę, co miał na myśli, tym razem to ja parskam z rozbawieniem. Jednak nie ogarniam ludzi.
I z jakiego powodu mi nie chciałeś tego powiedzieć? — pytam powątpiewającym tonem. Wzmianka o Zakazanym Lesie napełnia mnie jednak widocznym zainteresowaniem. — Regulamin to tylko słowa na papierze, wszystko mi wolno. Oczywiście wiąże się to z konsekwencjami, ale… przecież chyba jako kadra Hogwartu możesz mi wydać pozwolenie? — pytam, bo nie wiem na pewno. Jako że pierdolę ustalane z góry zasady, nieszczególnie dokładnie się ze wszystkimi zapoznaję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 2445
  Liczba postów : 928
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyCzw Sty 06 2022, 01:26;

Jest zdrowa i niezdrowa rywalizacja. To o czym mówisz, brzmi, jakbyś nigdy nie próbowała zdrowej.
Nie zamierzał się z nią o to kłócić, ale dalej uważał, że rywalizacja potrafi motywować do dawania z siebie więcej i zapewnia rozrywkę. On się zawsze lepiej bawił przy zdrowej rywalizacji. Jego najlepsze przyjaźnie opierały się właśnie na niej. Dlatego zerknął na nią i nawet trochę zrobiło mu się jej przykro, że nigdy czegoś podobnego sama nie doświadczyła.
A w drużynie Quidditcha rywalizujesz tylko z przeciwnikiem, czy tak samo ze swoją drużyną? Nie masz poczucia, że musisz być lepsza niż Twoi koledzy i dzięki temu nie pniecie się w górę?
Nie wiedział. Tak naprawdę nigdy nie widział, jak grała. W tym roku nie obejrzał ani jednego meczu. Wiele rzeczy mieli ze sobą wspólnego, a jednak rozmawiając z nią, zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele ich dzieli.
Czy bieganie dla niego mogło być medytacją? Poniekąd niosło ze sobą jakieś wartości relaksacyjne, ale... przede wszystkim było nawykiem, utrzymaniem ciała w równowadze i psychiki w nietkniętym stanie. Chyba inaczej nazywali rzeczy, ale w niektórych kwestiach mówili o tym samym, tylko interpretowali to na dwojakie sposoby.
Dla mnie jest domem — mruknął w końcu, bo to zdanie też było prawdziwe. Bieganie to była jedna z niewielu rzeczy, która w jego życiu się nie zmieniła odkąd opuścił Islandię.
To? Mam wiele planów w głowie i zamiarów. Z tobą podzieliłem się tylko jednym.
Podniósł się w końcu z kucek i podszedł do niej, w zasadzie, za nią, naturalnym odruchem chwytając ją bezpardonowo zagarniając sobie jej dłonie, splatając je ze swoimi w celu rozciągnięcia się ich oboje. Sam za długo stał w miejscu, pozwalając mięśniom się ochłodzić.
Mogę, ale nie muszę, bo przecież wszystko ci wolno – powtórzył za nią i parsknął krótko. Chwilę potem wychylił się w przód i pociągnął jej ręce za sobą, ponad ich głowy, dopóki jej stopy nie oderwały się od podłoża i przyjmując jej ciężar na siebie, uwypuklił grzbiet, czując, jak przy tej czynności rozciągał w końcu dobrze całe ciało. Zaraz jednak postawił ją z powrotem.
Więc? — dalej mu nie odpowiedziała, czy chce iść. Była wyjątkowo oporna w zgodzie na jakąkolwiek sugestię, którą rzucał. Czy to chodziło o pożyczenie książki, czy zwykłe przejście się do Zakazanego Lasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


May Jupiter Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : krótka fryzura, zachrypnięty głos z trudnym do zidentyfikowania akcentem, papieros w ustach, ekscentryczne stroje, dziwaczny manieryzm i wieczny poker face
Galeony : 329
  Liczba postów : 167
https://www.czarodzieje.org/t20885-may-jupiter-farris#668762
https://www.czarodzieje.org/t20896-poczta-emdzej#669053
https://www.czarodzieje.org/t20895-mj#669052
https://www.czarodzieje.org/t20894-may-jupiter-farris#669001
https://www.czarodzieje.org/t20922-mj-farris-dziennik
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyCzw Sty 06 2022, 02:09;

Kręcę głową. — To o czym ty mówisz, to jest kwestia podejścia. Ja mówię o tym, że rywalizacja u podstawy ma w sobie coś… może nie niezdrowego, nie o to chodzi, że ona jest zła w swojej istocie. Może ujmę to od innej strony, dla mnie przy prawdziwie wspólnym działaniu pojawia się synergia, a w rywalizacji ona może się pojawić tylko wewnątrz drużyny, nie pomiędzy przeciwnikami — próbuję, gestykulując zapamiętale. Gdy już w końcu znajduję ujście dla swoich przemyśleń w języku, zauważam kolejną nieścisłość w ocenie, którą wystawiłam Ragnrassonowi w londyńskiej księgarni. Z człowiekiem, za którego go wtedy uznałam, nie mogłabym przeprowadzić dyskusji na tym poziomie. Muszę zwrócić mu przynajmniej część honoru. Nie wszystkie kwestie zostały w końcu jeszcze zweryfikowane.
Nie, nie mam. Czasem jestem w czymś lepsza od innych, czasem nie jestem, ale staram się na tym nie skupiać. To niezdrowe dla ego. — Posyłam mu znaczące spojrzenie i nikły uśmiech. Nie jestem w tej kwestii całkiem święta, ale przynajmniej próbuję się poprawiać, gdy zauważam, że za daleko odlatuję, a to już chyba coś. — Wolę myśleć o tym w taki sposób, że rywalizuję z wersją mnie, która wykonywała poprzednie ćwiczenie, grała w poprzednim meczu. Chcę być lepsza niż byłam wcześniej, a nie lepsza od wszystkich innych. Jeśli przy okazji zdobędę puchar to tym lepiej, ale rozczarowanie przegraną nie jest aż tak gorzkie dzięki temu.
Swoją drogą – najwyraźniej jednak wiedział, że gram w drużynie. Nie wiem zatem, skąd to zdziwienie faktem, że biegam – ale w sumie mnie też w ludziach dziwią rzeczy, które dla innych zdają się być całkiem oczywiste.
Domem? — powtarzam za nim z zainteresowaniem, zachęcając do rozwinięcia tematu. Sama miałam specyficzne pojęcie tego słowa i zawsze z zainteresowaniem słuchałam, co ludzie tym mianem określają. Słyszałam, jak nazywają tak budynek, miasto, kraj, osobę, stan ducha – ale czynność jeszcze nie.
Planów i zamiarów? — Parskam krótko. — Widzę, że daleko wybiegasz myślami. Sądziłam, że rozmawiamy o zachciankach — stwierdzam, a gdy ten staje za mną i niespodziewanie chwyta moje dłonie, klikam językiem. Czyli jednak nie w każdej kwestii się do końca myliłam. Jestem w dobrym humorze, a gest ten nie ma szczególnie niestosownego kontekstu, więc pozwalam mu podnieść się z ziemi, korzystając z okazji do porządnego rozciągnięcia mięśni. — Możesz, ale nie musisz, więc jak tylko postawię stopę w lesie, to dasz mi szlaban? — pytam z rozbawieniem. Gdy ląduję z powrotem na ziemi, natychmiast odwracam się przodem do niego. — Zawsze tak dotykasz ludzi bez pytania? Niektórzy mogą sobie tego nie życzyć i, no nie wiem, na przykład chcieć cię przez to pozbawić testículos lub coś podobnego — zwracam mu spokojnie uwagę, pod koniec uśmiechając się krzywo.
Ile jest dla ciebie warte twoje słowo? — pytam, zamiast od razu odpowiedzieć na jego pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 2445
  Liczba postów : 928
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPią Sty 07 2022, 00:26;

I tu, bardzo się ze sobą nie zgadzali. Dla Gunnara głównym prowodyrem rozwoju byli ludzie. I nie chodziło tu tylko o ego, chociaż o nie też, ale ludzie od zawsze odgrywali w jego życiu dużą rolę. Już w dzieciństwie, kiedy do otwartego dla wszystkich domu przybywały osoby z różnych stron świata z różnymi historiami do opowiedzenia, a później, w szkole. Ragnarsson zawsze dawał się ponieść szkolnej rywalizacji, patrzył ambitnie. Dopóki nie pojawił się w Hogwarcie i nie stracił więzi z ludźmi właśnie, a z tym chęci do samorozwoju. I spoczął na tym, co wyniósł ze Stavefjord i czego douczył się w naturze od zwierząt, bo już nie chciał uczyć się od ludzi.
— I nigdy nie potrzebujesz innych ludzi… — stwierdził bardziej niż spytał — Skoro nawet nie w drużynie radzisz sobie bez nich. W łóżku też dajesz sobie radę sama?
Na dom wzruszył ramionami.
— Nie wiem, tak po prostu. Skojarzeniowo. W Islandii, jak nie biegasz po górach, albo nie lubisz bardzo siebie, albo swojego kraju.
Kulturowo, ale też i przez otoczenie, chodzenie tam po górach, czy przebieżki po masywach, jako forma szybszego spaceru, to było całkiem naturalne. Dłużej nie zagłębiał się w ten temat, ani w żaden po nim, skupiając się przez chwilę na ćwiczeniach. Przynajmniej do czasu, jak pierwsza nie odezwała się ona.
— Zgaduj — zasugerował. Czy dla niej wyglądał jej na kogoś, kto pójdzie z nurtem zasad, czy zadziała wbrew nim, dla własnej satysfakcji i budowania wrażeń? Jednak nie ta kwestia wywołała w nim większe zainteresowanie, a kolejna. Puścił ją i stanął na przeciw, patrząc na nią z góry oczekująco, żeby go teraz dobrze wysłuchała.
— Powstrzymaj się przez pół minuty od bycia sobą. Żeby Ci odpowiedzieć, chcę coś zademonstrować.
Zbliżył się bardziej, choć obserwował ją z każdym krokiem, jak dzikie zwierze, które trzeba mieć na oku, kiedy się do niego podchodzi. Ostatecznie zatrzymał się na centymetry przed nią, a nawet powoli pochylając głowę, obniżył kark i oparł czoło na jej czole, jedną dłonią chwytając jej policzek, a drugą układając w jej pasie.
— Gdzieś tutaj — mruknął na razie mało jasno — dopiero zaczyna się łamać moja strefa komfortu.
Odzywając się prawie dotykał ustami jej warg, na pewno czuła jego oddech na ustach. Zaśmiał się, zupełnie szczerze, aż pewnie poczuła wibracje tego śmiechu. Dopiero wtedy się odsunął.
— Dlatego rozumiesz…dotykając kogoś, wcale się nie spodziewam, że może mu to przeszkadzać.
Zerknął na swoje testuculos, ale miały się na razie całkiem nieźle i wolał, żeby tak zostało. Dla potomności, chociażby.
— Moje słowo dla mnie nie ma żadnego znaczenia, bardziej powinno CIę interesować ile może znaczyć dla Ciebie. A odpowiedź jest… to zależy.
Nie czuł żadnych oporów przed kłamstwem, szczególnie, kiedy chodziło o ochronę jego egocentryzmu. Z drugiej strony, dane słowo - rzadko łamał, a jeśli już, musiał mieć ku temu ważne powody.
— A co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


May Jupiter Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : krótka fryzura, zachrypnięty głos z trudnym do zidentyfikowania akcentem, papieros w ustach, ekscentryczne stroje, dziwaczny manieryzm i wieczny poker face
Galeony : 329
  Liczba postów : 167
https://www.czarodzieje.org/t20885-may-jupiter-farris#668762
https://www.czarodzieje.org/t20896-poczta-emdzej#669053
https://www.czarodzieje.org/t20895-mj#669052
https://www.czarodzieje.org/t20894-may-jupiter-farris#669001
https://www.czarodzieje.org/t20922-mj-farris-dziennik
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPią Sty 07 2022, 01:52;

Zaprzeczenie mam na końcu języka, ale Ragnarsson zdaje się być na tyle pewien swojej hipotezy, że postanawiam nie dostarczać mu dowodów mówiących, że jest inaczej. Nie czuję potrzeby pomagać mu w zbliżaniu się do sedna i poznawania wszystkich niuansów mojej osobowości, ani szczególnie się przed nim odsłaniać. Prawda jest taka, że często bardzo chciałabym być zupełnie samowystarczalna – i w wielu kwestiach jestem, ale nikt nie jest samotną wyspą. Sama obecność drugiej osoby nie jest problemem – jej pragnienie prowadzi jednak często do rozczarowań, tak samo jak wieczna niewystarczalność jakiegokolwiek języka do pełnego porozumienia.
Radzę sobie — odpowiadam prosto na jego pytanie, ponownie rezygnując z wdrażania się w szczegóły.
Kiwam głową. — Ach, czyli domem jest po prostu Islandia? — Bardziej stwierdzam, niż pytam, ale na końcu zdania i tak w powietrzu zawisa znak zapytania. Moje zainteresowanie lekko przygasa, chociaż chłonę informacje na temat islandzkiej kultury. Akurat tej części świata nie zdążyłyśmy nigdy z Umą zwojować. Planowałyśmy, ale zew wezwał nas wtedy do Afryki – chociaż teraz podejrzewam, że nie żaden zew, a siedzący na jej ogonie autorzy lub zlecenie na znalezienie konkretnego artefaktu.
Szczerze, nie wiem — przyznaję. — Z jednej strony mówisz o zasadach jak każda inna osoba wychowana wewnątrz ustrukturyzowanego społeczeństwa, z drugiej raczej nie jesteś kimś, kto na poważnie przyjmuje ograniczenia. Gdybym wiedziała, dlaczego stwierdziłeś, że będę dobrym kompanem, łatwiej byłoby mi zgadywać — myślę na głos, przyglądając mu się uważnie.
Nigdy, mam ochotę powiedzieć, gdy prosi mnie, żebym nie była sobą, ale uznaję jego słowa za wypowiedziane nie do końca dosłownie, a jako uprzedzenie, które doceniam, biorąc pod uwagę jego dalsze posunięcia. Nawet mimo to moje mięśnie tężeją, zaciskam też mocno szczękę. Automatycznie wyciągam dłoń i kładę dłoń na jego piersi, jakbym chciała go od siebie odsunąć, chociaż nie wkładam w ten gest wystarczającej siły, żeby to zrobić – jeszcze. Mam ochotę zacisnąć też powieki, żeby zniwelować intymność patrzenia na siebie z tak bliska, ale jednocześnie nie chcę przeoczyć żadnego jego gestu, by móc zareagować, w razie gdyby postanowił posunąć się za daleko. Staram się ignorować łaskotanie na górnej wardze, spowodowane wydmuchiwanym przez niego powietrzem, ale przygryzam ją lekko, żeby je zniwelować.
Nawet z obcym człowiekiem? Czy ze mną? — pytam, choć w myślach stwierdzam, że w sumie nie ma tu zbyt dużej różnicy. Prawie się nie znamy. Tym bardziej, gdy się odsuwa, z ulgą wciągam do płuc chłodne powietrze. — Moja z tobą na ten moment jest gdzieś... — cofam się o krok w tył, przez sekundę tkwię z uniesioną stopą, zastanawiając się, czy postawić następny czy nie, ale ostatecznie ustawiam ją na ziemi. — Tutaj. Plus minus pół kroku. I teraz się już spodziewasz, więc w razie czego nie zdziw się, gdybym spełniła swoją obietnicę — uprzedzam lojalnie. Wprawdzie nie mam już tej przemożnej ochoty, żeby go uderzyć, jak w tamtej księgarni, ale w razie czego nie będę miała skrupułów, zwłaszcza że jasno określiłam swoje bariery.
Jaką mają mieć wartość dla mnie, jeśli dla ciebie nie mają żadnej? — Prycham. — Nieważne. Testrale pewnie są już bardzo głodne. Pójdę z tobą.

@Gunnar Ragnarsson
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 2445
  Liczba postów : 928
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPią Sty 07 2022, 02:05;

W gruncie rzeczy sam już nie wiedział, gdzie teraz znajdował się jego dom. Czasem chyba z przyzwyczajenia mówił i myślał Islandia, ale nie pojawił się tam od trzech lat, a to, co tam zostało, czy naprawdę mógł dalej nazywać domem? Dlatego jedynie wzruszył ramionami.
Dalej, jego zamiarem nie było milczeć. Mało rzeczy wprawiało go w zakłopotanie, więc miał od razu jej odpowiedzieć, czemu dokładnie jego strefa komfortu była tak wąska i w jakich okolicznościach mogłaby się nieco rozszerzyć, ale ostatecznie otworzył usta i zamknął je. Zamiast tego uśmiechnął się kącikowo, bo chyba jednak nie chciał jej tego zdradzać. Było to ledwie drgnięcie kącika, zanim - znów - wzruszył ramionami.
To chodźmy. Na pewno ją złamię. Nie kop mocno, bo jeszcze chcę mieć dzieci.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


May Jupiter Farris

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : krótka fryzura, zachrypnięty głos z trudnym do zidentyfikowania akcentem, papieros w ustach, ekscentryczne stroje, dziwaczny manieryzm i wieczny poker face
Galeony : 329
  Liczba postów : 167
https://www.czarodzieje.org/t20885-may-jupiter-farris#668762
https://www.czarodzieje.org/t20896-poczta-emdzej#669053
https://www.czarodzieje.org/t20895-mj#669052
https://www.czarodzieje.org/t20894-may-jupiter-farris#669001
https://www.czarodzieje.org/t20922-mj-farris-dziennik
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPią Sty 07 2022, 02:20;

Kręcę głową z cichym westchnieniem. Pomimo jego zapewnienia, odwracam się w stronę lasu i podążam z nim do jego granicy. — Twoje przyszłe... czy też raczej w takim razie domniemane dzieci byłyby bezpieczniejsze, gdybyś jednak zechciał się dostosować do moich wskazówek — mówię, dając mu do zrozumienia, że nie mam zamiaru się hamować. Skoro on nie ma, to dlaczego ja miałabym to robić? Być może po prostu to dogodny moment sprawił, że stwierdzam, że skoro przynajmniej dla obu stron ryzyko jest jasne, nie ma przeciwwskazań, by nie skorzystać z okazji do zwiedzenia tej części Hogwartu, której jeszcze nie znam.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Kane

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 182
C. szczególne : heterohromia, wiecznie pogryzione wargi
Galeony : 727
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t21736-breasal-o-cathain-zanglizowane-basil-kane#709152
https://www.czarodzieje.org/t21738-bazyl#709234
https://www.czarodzieje.org/t21735-basil-kane#709151
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyCzw Paź 20 2022, 22:33;

Wracał cały zgrzany z jednej ze swoich typowych wieczornych przebieżek skrajem lasu, na które lubił się wybierać, szczególnie kiedy w głowie ciążyło mu wszystko, a nie miał już żadnych używek poukrywanych w Dolinie na czarną godzinę. Niestety, ostatnio cierpiał w środku bardziej niż zwykle, przeorany sprzecznymi emocjami i myślami, które zupełnie nie miały sensu, o ludziach, którzy go otaczali, a wobec których przecież nie mógł zastosować po prostu przemocy, by uklepać ich do takiej formy, jaką on sam uważał za słuszną. Starał się pamiętać słowa Unki, która mówiła, w swoim słodkim, hipisowskim przekonaniu, że każdy człowiek kroczy swoją drogą, ale tak kuło go w oczy, jak widział, że to przecież nie ta droga co trzeba. Z drugiej strony nie stawiał się w roli mesjasza i nie miał prawa mówić nikomu co robić ze swoim życiem. Tyle że bardzo chciał to robić. A jak się bardzo chce, to jakby wolno, prawda?
Mruknął sfrustrowany pod nosem, czochrając jasne włosy i puścił się biegiem w drogę powrotną do zamku. Zmęczenie zawsze pomagało, jakby z kwasem w mięśniach rozlewały się jego zmartwienia, łatwiej było spać i nie żuć własnych policzków do snu jak niemowlę smoczka. Skręcił na piaszczystą drogę, zauważając, że słońce już schowało się za poszarpaną linią drzew, które jak czarne świeczki sterczały w oddali na linii ciemniejącego horyzontu. Jeszcze trochę i zaraz zarobi jakiś szlaban za szlajanie się po nocy po terenach zamkowych bez powodu.
Ale przecież miał powód. W jego egocentryzmie można nawet powiedzieć, że najważniejszy! Mianowicie siebie samego i swoje bolączki.
Przekraczając kamienny mostek, dostrzegł jakiś gwałtowny ruch przy ścieżce, ruda kita błysnęła w świetle wielkiego dziś rogala, świecącego całkiem odważnie mimo wciąż zauważalnej obecności zachodzących słonecznych promieni na niebie. Lis?
Zatrzymał się, widząc, że nie tylko lis. Koło dróżki leżała mała wiewiórka. Równie ruda, co kita, która zamajaczyła teraz między krzewami i znikła. Przykucnął nad obślinionym zwierzątkiem, zauważając, że jeszcze żyło. Białe futerko na brzuszku miało przybrudzone rdzawą plamą krwi, a maleńkie ślepka zalśniły, patrząc na niego. Nie potrafił przestać patrzeć na tę istotkę. Naciągnął rękawy bluzy na dłonie i delikatnie podniósł gryzonia, który pisnął cicho i znieruchomiał w przerażeniu, że terroru ciąg dalszy. Z wielką ostrożnością ujął wiewiórkę w obie dłonie i podążył dalej, docierając do najbliższej ławeczki, na której usiadł po prostu, dziwnie bezsilny, patrząc na ciężko oddychające stworzenie. Jego piękna kruchość robiła mu bałagan w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


River A. Coon

Rok Nauki : I studencki
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174
C. szczególne : Ruchome tatuaże, drobna przerwa między lewą jedynką a dwójką, melodyjny głos, lekko włoskie zaciąganie, zapach (figa, cytryna, czarna porzeczka, cedr)
Galeony : 249
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t21577-river-a-coon-williams#701443
https://www.czarodzieje.org/t21595-poczta-racoona#702795
https://www.czarodzieje.org/t21594-river-a-coon-williams-kuferek#702747
https://www.czarodzieje.org/t21603-river-a-coon-dziennik#702930
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyCzw Paź 20 2022, 23:23;


Kiedyś uważał, że lepsza jest obecność kogokolwiek od samotności. Teraz coraz częściej łapał się na tym, że niektóre spotkania przynoszą mu więcej przykrości, niż uśmiechu. Zdecydował się więc w końcu na przeproszenie się z podarowanym mu przez Salazara muzogramem, by jakoś przetrwać te wieczory, gdy wszyscy bliscy mu Gryfoni albo zajęci byli nauką, albo zdążyli już ewakuować się do wynajmowanych gdzieś mieszkań. W pewnym sensie odnajdywał nawet spokój i przyjemności w chłodnym powietrzu, którego był pewien nie polubić przez to dziwnie duszące wrażenie w gardle czy w wilgotnej ziemi, która wydawała się ustępować nieco pod każdym jego krokiem, utrudniając chodzenie. W wielkim zaskoczeniu dla samego siebie odkrywał, że te drobne niedoskonałości, niewadzące tak naprawdę nikomu przeszkody, sprawiały, że można było zakochać się w jessiennym uroku Hogwartu, nawet jeśli nos szybko czerwieniał mu z zimna od chłodu wilgotnego wieczora.
Stąpał rytmicznie, choć zmiennie, bo w dopasowaniu do każdej piosenki z osobna i zapewne tego dnia jego spacer wyglądałby łudząco podobnie do tego z zeszłego czwartku, gdyby nie zatrzymał się gwałtownie, nagle zdając sobie sprawę, że zawędrował aż do okupowanej przez kogoś ławki. Zamrugał zdezorientowany, zapominając o subtelnym wycofaniu się, gdy ciekawość wzięła górę i wychylił się mocniej, by spojrzeć przez ramię siedzącego chłopaka, chcąc dostrzec co ten trzyma w rękach.
- Ooch - jęknął cicho, wyciągając z uszu muzogram, bo i dając się rozczulić widokiem rudej kity, by zaraz poprawić się dużo mniej entuzjastycznym "Och.", gdy okrążył ławkę i dostrzegł, kto właściwie na niej siedział. - O-och… - dodał jednak zaraz przyduszonym od szoku smutkiem, próbując pozbierać rozsypujące się myśli. - Co jej zrobiłeś? - wypalił, automatycznie zakładając, że to musiał być jakiś wypadek, bo o skrzywdzenie tak uroczego i niewinnego stworzenia nie podejrzewał nawet Ślizgona. - Musimy ją zanieść do Swanna albo do Blanc, to jej pomogą - zadecydował szybko, układając dłoń na jego przedramieniu, by zacisnąć wokół niego palce w próbie lekkiego podszarpnięcia go do działania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Kane

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 182
C. szczególne : heterohromia, wiecznie pogryzione wargi
Galeony : 727
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t21736-breasal-o-cathain-zanglizowane-basil-kane#709152
https://www.czarodzieje.org/t21738-bazyl#709234
https://www.czarodzieje.org/t21735-basil-kane#709151
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPią Paź 21 2022, 12:08;

Trudno powiedzieć, ile tak siedział, raczej niezbyt długo, bo nie zdążył całkiem przemarznąć, ale jednak jego mięśnie zesztywniały zupełnie, niemal tak, jak za chwilę miało sztywnieć ciało zwierzątka. Pod palcami czuł wilgoć uciekającego z niej, wraz z krwią życia, a kiedy tylko próbował się poruszyć, by coś zrobić, zareagować, wiewiórka popiskiwała tak żałośnie, że zamierał w bezruchu ponownie, jak kamienny gargulec patrzący martwo w podeszczową kałużę u swoich stóp.
Początkowo właściwie nawet nie usłyszał tych westchnięć, a przecież oburzyłby się natychmiast, gdyby usłyszał, ale zbyt głęboko był zanurzony w jakichś smugach mętnych myśli, ciągnących się przez biały szum wypełniający jego głowę. Nigdy nie widział prawdziwej śmierci. Nie doświadczył tego w tak empiryczny sposób i choć mogło się to przecież wydawać płaskie, błahe i głupie, to ulotność istnienia wiewiórki, fakt, że nad jej odejściem nikt nie zapłacze, budziła w nim jakiś tak potworny dyskomfort, jakby się nałykał czegoś albo nabawił gorączki.
- Znalazłem. - odpowiedział dziwnie spokojnie, szczególnie że ton, jakim zostało mu zadane to pytanie, niekoniecznie by mu odpowiadał. Ale taka prawda, jedynie i ją znalazł. Gdyby nie spłoszył lisa, czy jej koniec byłby szybszy? Lżejszy? Czy jego obecność, takiej wiewiórce, w ostatnich chwilach życia mogła pomóc? Czy wiewiórki czuły strach przed śmiercią?
Gdy gryfon złapał go za ramię Basil zacisnął zęby, sztywniejąc w proteście.
- Nie pomogą. - powiedział cicho, nie odrywając spojrzenia od rudej kitki. Przesunął kciukiem po jej brzuchu, pociągając zaślumionym od zimna nosem i w końcu podniósł spojrzenie, tym samym zauważając, że kolejny raz, w chwili nagości emocjonalnej i umysłowej słabości, świadkiem jego negliżu jest nie kto inny jak River.
Czy powinien wierzyć w przeznaczenie?
Patrzył w milczeniu na gryfona przez kilka dłuższych oddechów, ale spojrzenie spłynęło po sylwetce chłopaka na powrót do zawartości jego własnych dłoni.
- Za późno ją znalazłem. - gdyby Rakun nie znał już Bazyla choć trochę, można by się pokusić o stwierdzenie, że słychać było w jego głosie nutę poczucia winy. Ślizgon jednak ani nie wyglądał, ani nie zachowywał się jak taki, który kiedykolwiek poczuwał się do odpowiedzialności za cokolwiek, a co dopiero za hopsającego po drzewach, leśnego szczurka.
Nie potrafił nawet poruszyć palcami, poza gładzącym zimny brzuszek kciukiem, dłonie zesztywniały mu z zimna, nabierając bladosinego koloru. Zagryzł zęby mocno na wnętrzu swoich warg, powstrzymując się przed złośliwym komentarzem, jaki cisnął mu się na usta w kierunku Coon'a. Podświadomym sposobem na radzenie sobie z trudnymi emocjami był jakiś toksyczny wyrzyg na kogokolwiek, kto był w polu rażenia. Wiedział, że to niezdrowe, a jednak tak trudno było mu się powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


River A. Coon

Rok Nauki : I studencki
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174
C. szczególne : Ruchome tatuaże, drobna przerwa między lewą jedynką a dwójką, melodyjny głos, lekko włoskie zaciąganie, zapach (figa, cytryna, czarna porzeczka, cedr)
Galeony : 249
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t21577-river-a-coon-williams#701443
https://www.czarodzieje.org/t21595-poczta-racoona#702795
https://www.czarodzieje.org/t21594-river-a-coon-williams-kuferek#702747
https://www.czarodzieje.org/t21603-river-a-coon-dziennik#702930
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyNie Paź 23 2022, 22:34;

Ściągnął brwi w niezrozumieniu, zatrzymując się jednak przy napotkanym oporze, bo i nie potrafiąc pojąć tej chłodnej logiki stojącej za biernością i protestem, skoro jego własne ciało spinało się w chęci działania, niezależnie od tego jak bezcelowe miałoby to być.
- Nie wiesz tego, nie możesz tego wiedzieć. Jeśli szybko… - urwał, bo i słowa same utknęły mu w gardle, gdy zawiesił spojrzenie dłużej na trzymanym przez Bazyla ciałku. Wstrzymał oddech i zacisnął mocniej palce na Bazylim przedramieniu, pozwalając sobie na zrozumienie, że wcześniej dostrzeżony ruch był jedynie iluzją, bujanym na wietrze rudym puchem, a nie sygnałem walki o życie.
- That's ok - wypalił, nie puszczając go ani przez chwilę, zamiast tego siadając obok niego ze spojrzeniem uciekającym gdzieś w ziemię w wymuszonej koncentracji na jednym punkcie.  - To nie tak, że nie zdążyłeś jej znaleźć na czas, tylko po prostu coś innego znalazło ją wcześniej i to normalne, tak działa natura i już się tego nie zmieni - wyrzucił z siebie po pierwszym momencie zapowietrzenia, w którym próbował ocenić czy to Bazyl porzebuje pocieszenia czy chce to zrobić tylko dlatego, że sam go potrzebował, teraz pozwalając na to, by wolna dłoń rozgestykulowała mu się nerwowo, niemal przy każdym słowie kręcąc w powietrzu drobne koło. - Mój pierwszy, taki prawdziwe pierwszy mój kuguchar, Pafnucy, czasami przynosił do domu jakieś ptaki i no nieszczególnie dawało się go uprosić, by przestał, bo no właśnie jakiś taki instynkt i pewnego dnia nie tyle nic nie przyniósł, co sam w ogóle nie wrócił do domu i się okazało, że Błędny Rycerz go potrącił i no niby to nie to samo i dałoby się tego uniknąć, ale… - urwał, ściągając brwi, orientując się nie tylko w tym, że zaczyna gubić się w sensie swojej wypowiedzi, ale też, że zaczął mimowolnie gładzić trzymane przez siebie przedramię. - Co z nią zrobimy? - dopytał, sam do końca nie wiedząc dlaczego postanowił podłączyć się pod odpowiedzialność za poznane już po śmierci stworzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Kane

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 182
C. szczególne : heterohromia, wiecznie pogryzione wargi
Galeony : 727
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t21736-breasal-o-cathain-zanglizowane-basil-kane#709152
https://www.czarodzieje.org/t21738-bazyl#709234
https://www.czarodzieje.org/t21735-basil-kane#709151
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPon Paź 24 2022, 09:45;

Wdałby się jak zwykle w jakąś idiotyczną, bezcelową dyskusję, że owszem, wiedział i mógł wiedzieć, bo miał inteligencji więcej niż się mogło wydawać przeciętnemu gryfonowi, ale nie umiał wykrzesać z siebie tej iskry. I to nie dlatego, że rozogniona gorączkowość Coon'a była za słaba, on po prostu już zmarzł za bardzo. Marzł za długo. Oblizał wyschłe wargi słuchając historii Panfucego i choć mogło się wydawać, że był gdzieś indziej, to łaknął tych słów, czegokolwiek czym mógł zapchać te szczeliny, którymi wdzierał się do niego jakiś głupi chłód świadomości o przemijaniu. Oczywiście, wiedział przecież, że wszystko w końcu umiera, był idiotą, ale nie aż takim, mimo to, w stanie, w jakim był przez ostatni czas, stał się tak dziwnie podatny na emocjonalne zachwiania, nie sam ze sobą powoli już nie wytrzymywał. Chciał ze złością rozłączyć dłonie, upuścić truchło i strzepnąć ręce z obrzydzeniem, zadrzeć nosa i prychnąć jakiś pozbawiony wrażliwości komentarz o niebyciu frajerem.
Westchnął ciężko, przenosząc spojrzenie na dłoń Rivera, na której palcach połyskiwały pojedyncze pierścionki, na jej ruch wzdłuż własnego przedramienia. Spróbował raz jeszcze wykrzesać z siebie jakąś złość, ostatnio przecież wkurwienie się na gryfona przyszło mu wyjątkowo łatwo, ale i na to zabrakło teraz siły. Jasnowłosa głowa przechyliła się lekko, prawie, jakby szukał dla niej oparcia w osobie Rakuna, zamknął jednak oczy, nieruchomiejąc i przełknął ślinę.
- Na skali od jednego do dziesięciu, jak kretyński jest pogrzeb wiewiórki..? - zapytał, bo już sam nie był pewien co dalej zrobić. Przecież jej tu nie zostawi. Do zamku też nie zabierze. gdzieś by ją zakopał, ale może już go odkleiło do reszty i powinien zapukać do Piguły, zapytać, czy może ma coś doraźnego na nerwicę.
Obrócił głowę w stronę gryfona i spojrzał na niego z bliska. Troska w jego oczach wydawała się równie obca, co troska w czyichkolwiek oczach, a choć jego własna, zdradziecka twarz, natychmiast skrzywiła się, by uniknąć wyrażenia skruchy, spuścił wzrok i westchnął raz jeszcze.
- Nigdy nie miałem zwierząt. - przyznał, czując przedziwne zobowiązanie w środku, by odpowiedzieć na ten gest może nie sympatii, ale jakiegoś pojednania nad zmarłą wiewiórką - Mój ociec twierdzi, że zwierzęta, tak jak dzieci, są tylko słabością. Więcej z nich trosk i problemów, niż szczęścia. - zmarszczył brwi - Więc trudno mi jest ocenić, Ty musisz zdecydować, co z nią zrobimy. - zacisnął zęby ponownie, aż mu mięsień zafalował pod skórą policzka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


River A. Coon

Rok Nauki : I studencki
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174
C. szczególne : Ruchome tatuaże, drobna przerwa między lewą jedynką a dwójką, melodyjny głos, lekko włoskie zaciąganie, zapach (figa, cytryna, czarna porzeczka, cedr)
Galeony : 249
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t21577-river-a-coon-williams#701443
https://www.czarodzieje.org/t21595-poczta-racoona#702795
https://www.czarodzieje.org/t21594-river-a-coon-williams-kuferek#702747
https://www.czarodzieje.org/t21603-river-a-coon-dziennik#702930
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPon Paź 24 2022, 21:22;

Zerknął na Bazyla czujniej, przemykając spojrzeniem po pustych od smutku oczach i czerwonych od zimna policzkach, nie mogąc myśleć teraz o ich ostatniej rozmowie, skoro w głowie wciąż miał wszystkie poprzednie, dużo przyjemniejsze, nawet jeśli zazwyczaj sam wyobrażał sobie przy nich przyjazne tony. Pamiętał łagodność, z jaką chłopak potraktował go w chwili, gdy wystarczyło uderzyć mocniej, by złamać go zupełnie po bójce w Lumos i nie potrafił uciszyć w sobie potrzeby, by pokazać, że też stać go na podobny gest, nawet jeśli krzywda Ślizgona nie była zwizualizowana krwawymi śladami starcia.
- Tak ze trzy myślę - odpowiedział bez namysłu, ale z pełną powagą, przysuwając się do Bazyla nieco bliżej, by jego głowa faktycznie oparła się o jego głowę w chwili abstrakcyjnej bliskości, która jednak z jego strony - skoro pamiętał o godzinie spędzonej niemal we wtuleniu - wydawała mu się niezwykle naturalna. - Dwa? - poprawił się, czując jak Ślizgon wykręca głowę i spogląda nie na niego, a w niego, tym spojrzeniem, które trudno będzie mu zapomnieć.
- Och, ten pomysł zdecydowanie zasługuje na dziesiątkę w skali kretyńskości - skrytykował błyskawicznie, krzywiąc się w niezadowoleniu nad tym, że już przy pierwszym wspomnieniu ojciec Bazyla wydawał mu się kandydatem na rywalizację z jego własnym ojcem na tytuł najgorszego opiekuna roku. - Takich rzeczy nie da się w ogóle oceniać na takie przeliczenia, bo te troski też są przyjemne, nawet jeśli czasem trochę bolą albo nie da się przez nie spać - wyrzucił z siebie, ściągając brwi tak mocno, że aż oczy same przymknęły mu się na moment, gdy próbował pomieścić w sobie ogrom rozbudzonych nagle emocji. - Zrobimy jej pogrzeb! - zadecydował twardo, przypieczętowując to pięścią wycelowaną we własne udo. - Wybierzemy jej przepiękne miejsce - dodał, uderzając raz jeszcze, tym razem już samym palcem, powtarzając ten gest po każdym kolejnym zdaniu: - Nadamy jej imię. Powiemy kilka słów pożegnania. Pochlipiemy nad mogiłą za jej duszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Kane

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 182
C. szczególne : heterohromia, wiecznie pogryzione wargi
Galeony : 727
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t21736-breasal-o-cathain-zanglizowane-basil-kane#709152
https://www.czarodzieje.org/t21738-bazyl#709234
https://www.czarodzieje.org/t21735-basil-kane#709151
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPon Paź 24 2022, 22:16;

Parsknął jakoś dziwnie, bo wydało mu się to śmieszne, że jego stary zasługiwał na dziesięć w jakiejkolwiek skali, ale wcale nie było mu wesoło, więc poza podskoczeniem ramion parsknięcie to nie zdziałało wiele. Jego rodzice nie byli idealni, ale pewnie w oczach każdego nastolatka jego rodzice mieli same wady. Wydawało mu się, że jednak ich rodzina była jakaś normalniejsza, do czasu kiedy został jedynakiem-niejedynakiem. Wciąż nie potrafił znaleźć winnego tego nieszczęścia, czy winnym był mugolak, w którym Unka się zakochała, czy jego starzy, ze swoimi chorymi ideami czystej krwi. Mając takie dylematy, najłatwiej było mu obwiniać samego siebie, jako że przejawiał od wczesnych lat silny egocentryzm, nietrudno było mu postawić się w centrum także i tego problemu. Czy troski takich ludzi jak jego ojciec i matka mogą być też przyjemne?
- Dwa to nie jakoś bardzo kretyńskie. - potwierdził, jakby chciał sam siebie przekonać, że wiedzą co robią. Pogrzeb wiewiórki. Jakiś głos w jego głowie podkreślał, że to jest jakiś kosmos, ale Kane miał tylu wewnętrznych sabotażystów, że już potrafił wyciszyć ich jak szumiące radio. Uśmiechnął się jakoś słabo na tę piąchę uderzającą w udo, jakby nie patrzeć strach tak uderzać, w końcu ta piącha połamała Maxowi ramię. Uniósł lekko brwi i spojrzał gdzieś w przestrzeń rozciągającą się dalej niż metr kwadratowy wokół ławeczki, nie znalazłszy jednak idealnego miejsca pochówku w zasięgu wzroku, wrócił uwagą do rozmówcy. Wpatrywał się w Rivera z takim niesamowitym oczarowaniem w oczach. Łatwość, z jaką gryfon podjął temat i pasja, jaką przejawił w moment, podejmując się tego durnego przedsięwzięcia, były urzekające. Brzmiał na całkowicie przekonanego, jakby ten plan miał przygotowany już znacznie wcześniej i ta pewność była przeurocza w takiej skali, że na moment wywaliło mu styki w głowie i patrzył się na niego jak idiota.
Odchrząknął lekko, wracając już nieco przytomniejszym spojrzeniem do wiewiórki i swoich zesztywniałych palców, czując, jak energia Coona jakoś wpływa i na niego, rozgrzewając skostniałe myśli i zwitki w głowie.
- Myślisz, że wiewiórki mają duszę? - zapytał i w końcu rozłączył dłonie, które do tej pory zdążyły ścierpnąć, bo bał się wcześniej wykonać najmniejszego ruchu, jakby mógł tym uchronić zwierzątko przed śmiercią. Zawinął wiewiórczą kitę wokół skulonego ciałka, a była tak puszysta, że niemal przykryła zwierzątko całkowicie, po czym, trzymając ją wciąż w jednym ręku, poruszył odrętwiałymi palcami i zębami naciągnął na nie krawędź bluzy, z nadzieją, że może mu nie odmarzły i nie odpadną. Nigdy nie był na pogrzebie, na dodatek nie znosił pożegnań, więc nie miał pojęcia, co można powiedzieć nad grobem, a co dopiero grobem wiewiórki, ale w jakiś kuriozalny, pełen absurdu i nawet zabawny sposób czuł przekonanie, że Coon coś wymyśli.
Podniósł się z ławki, pociągając raz jeszcze zmarzniętym nosem i rozglądając się na boki.
- Nie chce jej zakopać jakoś tak... - wzruszył ramionami z niezadowoleniem- tak byle gdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


River A. Coon

Rok Nauki : I studencki
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174
C. szczególne : Ruchome tatuaże, drobna przerwa między lewą jedynką a dwójką, melodyjny głos, lekko włoskie zaciąganie, zapach (figa, cytryna, czarna porzeczka, cedr)
Galeony : 249
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t21577-river-a-coon-williams#701443
https://www.czarodzieje.org/t21595-poczta-racoona#702795
https://www.czarodzieje.org/t21594-river-a-coon-williams-kuferek#702747
https://www.czarodzieje.org/t21603-river-a-coon-dziennik#702930
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyWto Paź 25 2022, 21:08;

Zamrugał zdezorientowany, oczekując od Bazyla przytaknięcia bądź wyśmiania, więc i nieco głupiejąc w tym pustym bez komentarza zawieszeniu, w którym z każdą sekundą coraz wyraźniej czuł na policzkach ciepło zawstydzenia. Nie zamierzał jednak się wycofać, bo to oznaczałoby przyznanie się do błędu, którego nie uważał, by popełnił, więc ściągał tylko brwi w determinacji, o zbrodni wstrzymanego w płucach powietrza dowiadując się dopiero wtedy, gdy wypuścił je w nagłym rozluźnieniu przez padające z Bazylich ust pytanie.
- Tak - przytaknął szybko, z tą pewnością, która zakładała, że nie może się mylić i rozpaloną gwałtownie ekscytacją, że chłopak należał do tych, którzy potrafili zadawać odpowiednie pytania w odpowiedniej chwili. - Muszą mieć. Inaczej to by było bardzo przykre - dodał jako argument największe wagi i podniósł się z ławki wraz z nim, od razu przytakując mu ze zrozumieniem, bo i samemu mając podobną myśl w głowie. - Najpierw musimy ją czymś owinąć - zadecydował, łapiąc Bazyla za wolną dłoń, by pociągnąć go za sobą, czując w tym gest tak oczywisty, jak oczywiste wydawało mu się, że i jemu w wieczór największej słabości należało się tamte pozbawione oceniania głaskanie. - Taka… leśna trumienka jej się chyba należy. Ludzi też się nie kładzie tak bezpośrednio w ziemi - dodał w roli wyjaśnień, nerwowość zdradzając jedynie niespokojnym gładzeniem wyziębionego kciuka Ślizgona własnym w ciasnym splocie palców, którego pilnował, aż nie doszli do charakterystycznie długich liści jednej z okolicznych roślin. - Chociaż nie wiem dlaczego… - przyznał ciszej, puszczając jego dłoń, by zerwać nieco zieleni, przez chwilę majstrując przy niej w skupieniu, by posklejać pozaginane rogi liści zaklęciem trwałego przylepca. - No i musimy wybrać jej imię… - dodał, unosząc spojrzenie na trzymane przez Bazyla stworzonko. - Podoba Ci się Morgana? - podpytał ciszej, o tym jednym nie chcąc decydować sam, jednocześnie jednak nie czując, by zrzucanie poszukiwań na chłopaka było teraz dobrym pomysłem, skoro ten ewidentnie roztrząsał jeszcze ostatnie chwile życia biednej wiewiórki. - Zmieści się? - dopytał już ledwie słyszalnie, przysuwając się bliżej, by podstawić liściaste pudełko do pierwszej przymiarki, które miało pomóc im obu w pierwszym kroku do zdystansowania się od łapiącej ich dziś znienacka śmierci i wyczekująco uniósł spojrzenie do ciemniejszego z oczu Bazyla, mimowolnie dając rozczulić się tą widoczną w nich otwartością, więc i wyrzucając z siebie bezmyślnie: - Trzeźwy też potrafisz być całkiem uroczy… Bo jesteś trzeźwy, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Kane

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 182
C. szczególne : heterohromia, wiecznie pogryzione wargi
Galeony : 727
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t21736-breasal-o-cathain-zanglizowane-basil-kane#709152
https://www.czarodzieje.org/t21738-bazyl#709234
https://www.czarodzieje.org/t21735-basil-kane#709151
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptySro Paź 26 2022, 12:16;

Pewność w rakunowym głosie była w tym momencie ewidentnie tym, czego jakaś wewnętrzna część Bazyla potrzebowała, bo lgnął do tych słów jak ćma do światła, jednocześnie kręcąc głową z niedowierzaniem na własną słabość i łatwość. Kiwnął przytakująco głową na zapewnienie gryfona, bo to brzmiało jak argument ostateczny i urzekło go jeszcze bardziej to, jaki był pewny tej odpowiedzi, po czym kiwnął raz jeszcze, bo rzeczywiście dobrze byłoby ją w czymś ułożyć. Przeszło mu przez myśl, że może właściwie lepiej jednak, żeby miała blisko do ziemi, była dzikim zwierzątkiem, ale zdecydowany ton i jeszcze pewniejszy chwyt jego przystrojonej biżuterią dłoni wyrwały go z kałuży wątpliwości na dobre.
Podążył za nim między drzewa, trzymając wiewiórcze zawiniątko blisko brzucha.
- Leśna trumienka. - uśmiechnął się dziwnie- Też bym wolał leśną, a nie jakąś zwykłą. - kontynuował temat, który był zupełnie bez sensu. Rozmowa dla samej rozmowy. Czy na tym polegał sekret gadatliwości Coon'a? Mówił po to, by wypełnić ciszę?
Z uwagą obserwował rękodzielnicze poczynania chłopaka, zaglądając mu przez ramię podczas całej konstrukcji. Mała, zielona trumienka wyszła mu tak szykownie, że przez myśl mu przeszło, czy przypadkiem ten typ nie miał w tym jakiegoś doświadczenia.
- Morgana. - uniósł brwi - Jak Morgana le Fay. - pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mu do głowy. Z ostrożnością ułożył najpierw małe zwierzątko, a potem jego rudą kitkę, w stworzonym, ekologicznym pudełeczku- Jak ulał. - dodał z uznaniem, przez chwilę patrząc w oczy chłopakowi, który choć emanował pewnością siebie, sprawiał jednocześnie wrażenie, jakby potrzebował potwierdzenia swojej pewności. Uśmiechnął się, choć po kolejnych słowach ten uśmiech jakby zgasł, bo przypomniało mu się, jak nafurany podobno głaskał go w Hogsie i nie chciał puścić do domu.
- No nie wiem. - potarł dłonie o siebie i znów zmarszczył brwi, szukając jakiegoś ładnego miejsca pochówku - Może jestem, może nie jestem... - najwyraźniej River musiał pozostać czujny, bo na dwoje babka wróżyła!
Nie dość, że normalnie mało widział, to jeszcze szybko się ściemniło i miał wrażenie, że widzi jeszcze mniej niż zwykle. Wyciągnął rękę lekko w tył po Rivera, otwierając i zamykając palce kilka razy, jakby chłopak miał zrozumieć ten sygnał i chwycić jego dłoń, jednocześnie próbując rozszyfrować, czy ten krzaczek w głębi innych krzaczków, to to, co myślał, czy jednak jest całkiem ślepy.
- Koleus blue magic. - przedstawił roślinę gryfonowi kiedy już do niej dotarli. Wskazał na błękitne, mieniące się w księżycowym świetle na srebrno liście, upewniwszy się wcześniej, że Rakun zachowuje należytą ostrożność, przejmując obowiązek niesienia wiewiórki. Miał bowiem prawdopodobnie słuszne obawy, że przy całej żywiołowości i entuzjazmie gryfona Merlin jeden raczy wiedzieć, co się może wydarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


River A. Coon

Rok Nauki : I studencki
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174
C. szczególne : Ruchome tatuaże, drobna przerwa między lewą jedynką a dwójką, melodyjny głos, lekko włoskie zaciąganie, zapach (figa, cytryna, czarna porzeczka, cedr)
Galeony : 249
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t21577-river-a-coon-williams#701443
https://www.czarodzieje.org/t21595-poczta-racoona#702795
https://www.czarodzieje.org/t21594-river-a-coon-williams-kuferek#702747
https://www.czarodzieje.org/t21603-river-a-coon-dziennik#702930
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPią Paź 28 2022, 20:54;

Mimo okoliczności uśmiech sam wcisnął mu się na usta, gdy obejrzał się przez ramię na trzymanego za rękę chłopaka, dając rozczulić się tym słodkim powtórzeniem, którego nijak się teraz nie spodziewał i zwyczajnie… zabrakło mu słów, bo i pierwszy raz wydawało mu się, że czegokolwiek by teraz nie powiedział, byłoby to nie tyle zbędne, co po prostu szkodliwe dla niewinności, którą Basil go zaskoczył.
- Jak Morgana le Fay - powtórzył więc później na wzór za nim, znaczenie ciszej, bo i przysuwając się bliżej, by czule musnąć spojrzeniem drobne rude zawiniątko. - W końcu hasała po hogwarckich błoniach, musiała być czarownicą - zauważył miękko, pozerkując z bliska w Bazylowe oczy, mimowolnie dostrzegając to, że zawsze miał na to okazję w panującym dookoła półmroku, więc i wcale do końca nie był pewny, jak ich kolory mienią się w świetle słonecznym. Ostrożnie pomógł chłopakowi ułożyć Morganę w leśnej trumience, do tej pory cały czas uciekając od kontaktu z martwym ciałkiem, więc i dopiero wtedy, gdy poczuł na dłoni jego ciężar w pełni dotarło do niego co robią i dlaczego. Zdusił w sobie westchnienie tak samo, jak mocniejszym zaciśnięciem szczęki powstrzymał brodę przed zdradzieckim zadrżeniem i tylko ściągnął brwi w skupieniu, wszelkie swoje myśli koncentrując teraz na tym, by nie upuścić trzymanego zawiniątka, zdecydowanie nie chcąc myśleć teraz o tym jak popaprana była przebiegająca mu po głowie myśl, że może nawet podoba mu się ten naćpany Bazyl, skoro czuje się wtedy przy nim tak przyjemnie.
Jakby wszystko faktycznie było dobrze.
Przez ciągłe pozerkiwanie na niesione zawiniątko, w zapętlonym powtarzaniu sobie, że nie może się teraz potknąć, z pewnym opóźnieniem dostrzegł wyciągniętą do niego dłoń, wtedy już jednak sięgając do niej bez najmniejszego zawahania, głupio ciesząc się z choćby takiej formy bliskości. Podsunął się bliżej, pewniej opierając trzymane zawiniątko o brzuch, by wyciągnąć szyję i spojrzeniem podążyć śladem za wzrokiem Kane'a. Ściągnął brwi i przechylił głowę lekko w bok, zanim nie przytaknął poważnie głową, akceptując takie miejsce pochówku. I nawet jeśli na ten krótki moment pozwolił sobie na wstrzymanie i rozmyślenia, to chwilę później działał już zupełnie impulsywnie, podając Bazylemu Morganę, by samemu klęknąć i gołymi dłońmi zacząć kopać w ziemi nieco głębszy dołek.
- Myślę, że nie ma duchów zwierząt nie dlatego, że te nie mają duszy, tylko dlatego, że zwierzęta nie boją się śmierci na tej samej zasadzie co ludzie - podzielił się cicho jedną z myśli, która nie pozwalała mu całkowicie porzucić raz rozpoczętego wcześniej tematu, wygrzebując przy tym większy kamień z ziemi. - Nie są w stanie bać się jej przez to, że jest niewiadomą, a skoro… A myślę też przy tym, że skoro niektóre zwierzęta potrafią umrzeć z tęsknoty albo ze smutku, albo… albo w ogóle popełniają samobójstwa, to muszą mieć duszę. Nie da się wewnętrznie cierpieć tak, by zignorować instynkt przetrwania, jeśli nie ma się duszy do zranienia - wyrzucił z siebie nieco nieskładnie, całą swoją opinię opierając na emocjach, a nie na wiedzy, bo i przecież nie wiedział absolutnie nic o chemii, która buzowała w każdym organizmie i to właśnie w duszy doszukiwał się źródła wszelkich uczuć, nie w czymś tak namacalnym jak mózg czy serce. - I myślę… - podjął niemal od razu powoli, święcie przekonany o tym, że w obecnym stanie Bazyl faktycznie czerpie jakąś przyjemność ze słuchania go, więc i nie bał się przerwać na moment, by w ciszy pełnej szacunku ułożyć leśną trumienkę w ziemi. - Sypnij też trochę ziemi, tak trzeba - zachęcił, dopiero wtedy pozwalając sobie na zasypanie grobu zagarniając wilgotną ziemię oburącz, by usypać drobną górkę przed odnalezionym przez chłopaka roślinie. - I myślę, że sam bym w życiu nie mógł wrócić jako duch, bo bym był zbyt ciekawy tego, co będzie jak nie wrócę - podjął, otrzepując dłonie z ziemi, zaraz też wycierając je niedbale o swoje spodnie. - Powrót brzmi jak skazanie się na wieczne tortury - dodał ciszej, pozerkując tylko nieco w górę, by złapać spojrzenie Bazyla, chcąc sprawdzić w jego oczach, nie słowach, czy w pełni czuje co miał przez to na myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Kane

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 182
C. szczególne : heterohromia, wiecznie pogryzione wargi
Galeony : 727
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t21736-breasal-o-cathain-zanglizowane-basil-kane#709152
https://www.czarodzieje.org/t21738-bazyl#709234
https://www.czarodzieje.org/t21735-basil-kane#709151
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyPią Paź 28 2022, 22:21;

Bazyli i niewinność to takie kuriozalne połączenie słów, które bardzo rzadko zdarzało się w naturze. Niby oksymoron, ale każdy człowiek miał w sobie przecież tę niewinność i wrażliwość, nawet najtwardszy i najbardziej tępy czerep, w sprzyjających okolicznościach, odsłaniał miękki brzuszek. Dla Kane'a najwyraźniej były to umierające, małe zwierzątka. Przyjmował słowa Rivera, które, choć wpadały mu do głowy, to zaraz z niej wypadały, jak wiatr, czy ciepła woda, obmywająca jego skostniałe od garbienia się na ławce barki. Nie docierało do niego jeszcze, jak wielkim komfortem była dla niego obecność gryfona, ale też był całkowicie przekonany, przez wszystkie lata życia, że niczyjej obecności tak naprawdę nie potrzebuje, bo jest cudownie samowystarczalny, więc zrozumienie zajść dzisiejszego wieczora mogło okazać się być potężnym wyzwaniem dla jego głowy. Jeszcze potężniejszym, niż trawienie wydarzeń z ciemni.
Przyglądał się z zainteresowaniem jego ekspresyjnej twarzy. Nawet kiedy River nic nie mówił, wydawało się, że jego mimika kontynuowała monolog; bezgłośne westchnięcia, mięsień policzka, napinający się bezwiednie, załamanie brwi. Póki stali tak blisko, czuł się, jakby rzeczywiście dalej słyszał szum jego rozgorączkowanych słów, a przecież znów cisza wślizgnęła się między nich a małą wiewiórkę. Właściwie to w tym zielonym pudełeczku wyglądała, jakby spała, więc może dobrze, że choć chwilę byli cicho.
Otrzymawszy na powrót Morganę zmarszczył brwi, kiedy chłopiec rzucił się orać ziemię gołymi rękami. Przecież mógł się pokaleczyć! Gryfoni to jednak absolutnie w gorącej wodzie kąpane gamonie bez rozsądku i pohamowań. Już się nawet pochylił, by go powstrzymać przed dalszym ryciem w zmarzniętej ziemi, ale jakoś... jakoś tego nie zrobił. Przykucnął jedynie, słuchając kolejnego monologu, będącego kolejną ciepłą falą, szalikiem otulającym uszy i kark.
- A co jeśli… - złapał się na tym, że jedynie dolewa oliwy do ognia tych jego otwarcie artykułowanych myśli, nie był jednak pewien, czy mu z tym tak całkiem w tym momencie źle- ...patronusy to tak naprawdę duchy zwierząt? Które wybierają, żeby z nami zostać? - spojrzał na jego profil, bo był pewien, że za chwilę jakaś kolejna emocja, jak kolorowe koraliki w kalejdoskopie, zatli się i rozbłyśnie na riverowej twarzy. Zgodnie ze wskazówką wsypał do dołka garść ziemi i podniósł się z kucków, obserwując jego dalsze poczynania. Wydawało mu się to całkiem bez sensu, co Coon mówił o byciu duchem i niewracaniu z czystej ciekawości, ale nie posądzał do tej pory chłopaka o posiadanie w sobie krzty rozsądku, więc odpuścił to sobie z lekkim wzruszeniem ramion. Kiedy się podniósł, Kane wyciągnął ręce marszcząc brwi i nic nie mówiąc wziął najpierw jedną rakunową łapkę, potem drugą, by skrupulatnie i dokładnie otrzepać je z resztek ziemi. Przez chwilę był tak skupiony na tej prostej czynności, że dopiero po momencie wyczuł, że River na niego patrzy. Podniósł więc wzrok i raz jeszcze zderzył się z tym spojrzeniem przepełnionym pewnością siebie, ale jednocześnie proszącym o potwierdzenie tej pewności. Uśmiechnął się, parskając bezgłośnie sam do siebie.
- Dobra robota. - pochwalił, a wydała mu się ta pochwała jednocześnie strasznie głupia i bardzo na miejscu. Odwrócił się więc przodem do małego kopczyka, by zamaskować tę dziwną konsternację i stanął obok Coon'a, sukcesywnie żując własne wargi.
- Coś trzeba teraz powiedzieć, nie? - bąknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


River A. Coon

Rok Nauki : I studencki
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174
C. szczególne : Ruchome tatuaże, drobna przerwa między lewą jedynką a dwójką, melodyjny głos, lekko włoskie zaciąganie, zapach (figa, cytryna, czarna porzeczka, cedr)
Galeony : 249
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t21577-river-a-coon-williams#701443
https://www.czarodzieje.org/t21595-poczta-racoona#702795
https://www.czarodzieje.org/t21594-river-a-coon-williams-kuferek#702747
https://www.czarodzieje.org/t21603-river-a-coon-dziennik#702930
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyNie Paź 30 2022, 13:58;

Gaspnął, ale nie w ten żywiołowy, typowy dla siebie sposób, a w ten cichy, przyduszony wrażeniem w jak głęboko schowane emocje uderzyły go Bazylowe słowa, bo nigdy wcześniej nawet nie wziął pod uwagę takiej opcji. Zamilkł na moment, dając przytłoczyć się tej myśli ze spojrzeniem odlatującym gdzieś w przestrzeń, próbując zrozumieć czy ta wizja mu się podoba czy wręcz odwrotnie.
- To by wtedy było bardzo smutne, że przywołujemy je tylko wtedy, gdy czegoś potrzebujemy - zauważył ostrożnie, bardzo próbując brzmieć na pewnego swoich słów, nawet jeśli było coś gaszącego w myśli, że choć wystarczy nauczyć się jednego zaklęcia, by móc w każdej chwili przywołać nie tylko swojego obrońcę, ale i duchowego towarzysza, to wymagało to tak dużej mocy magicznej, że mało kto mógł pozwolić sobie na to na czas dłuższy od zaledwie jednej chwili. Myślał o tym jeszcze przez moment nawet wtedy, gdy Basil czyścił mu już dłonie z ziemi, a jednak zaraz dał rozproszyć się przyjemnemu ciepłu, które rozlewało mu się przy tym po ciele. Wstrzymał oddech z przejęcia, bojąc się odezwać, by złymi słowami nie przegonić od siebie tych miłych gestów, nie mogąc sięgnąć pamięcią do ostatniej chwili, gdy ktoś obchodził się z nim z taką troską, która przecież nijak mu się nie należała. Dał ogłupić się błyskiem Bazylowego spojrzenia i ledwo opadł swoim własnym nieco niżej, chcąc instynktownie poddać się pierwszej kuszącej go zbyt mocno myśli, a jednak drgnął ledwie widocznie, łagodnie rozchylając już usta z przymrużającymi się oczami, a dał wstrzymać się wypowiedzianymi przez chłopaka słowami. Uniósł więc znów spojrzenie wyżej, nie mając w sobie na tyle hamulców, by nie uznać szczerości tej pochwały, przez co uśmiechnął się mimowolnie, wpierw pesząc się myślą, jak oczywistą przyjemność mu to sprawiło, dopiero później zdając sobie sprawę jak żałosne było jego zachowanie. Zakrył więc usta dłonią, próbując zakamuflować to chęcią ogrzania ich chuchnięciem gorącej pary, w tym jednym wydechu czując drżenie większej ilości emocji, niż był w stanie w sobie pomieścić. Szybko wyparł się przed sobą chęci pocałunku, bo przecież pogrzeb Morgany wcale nie był do tego najlepszą scenerią, nie wspominając już o tym jak idiotyczne byłoby całowanie kogoś tylko dlatego, że zdarzyło się mu okazać odrobinę ludzkiej życzliwości.
- Tak - przytaknął po odchrząknięciu, tylko z drobnym opóźnieniem, ciasno zaplatając ręce na piersi z palcami jak najmocniej wbijanymi we własne bicepsy, gotowy przekuć kołatające mu się w klatce emocje w te bardziej odpowiednie do pożegnalnej przemowy. - Nie dane nam było poznać duszy Morgany, ani dowiedzieć się, które drzewa lubiła najbardziej. Nie wiemy, o których orzechach marzyła najczęściej, ani jak wielu partnerów miała przez swoje życie. Niezależnie od tego czy była jedną z tych strachliwych, ale miłych wiewiórek, czy może należała do tych, które korzystały z każdej okazji, by okraść odpoczywających na błoniach uczniów... Myślę, że jej duszy będzie trochę lżej ze świadomością, że ktoś był przy niej podczas jej końca i nie tylko sprawił, że nie była sama, ale też to, że pamięć o niej pozostanie w czyimś życiu - dokończył ostrożnie, bardzo starając się wstrzymać swoją gestykulację na potrzeby powagi tej chwili, nawet jeśli jego mimika próbowała nadrobić to każdym złamaniem brwi z osobna. - Mam nadzieję, że to wydarzenie sprawi, że Morganie będzie łatwiej podjąć decyzję o tym, czy chce powrócić do nas w ulotnej postaci patronusa - dodał, wyciągając różdżkę, by cichym "Lumos" rozświetlić lekko jej końcówkę, nie tylko unosząc ją w górę, ale i w jej słabym blasku pozerkując wyczekująco na Basila, nie zamierzając oddawać hołdu Morganie w samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Kane

Student Slytherin
Rok Nauki : II studencki
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 182
C. szczególne : heterohromia, wiecznie pogryzione wargi
Galeony : 727
  Liczba postów : 329
https://www.czarodzieje.org/t21736-breasal-o-cathain-zanglizowane-basil-kane#709152
https://www.czarodzieje.org/t21738-bazyl#709234
https://www.czarodzieje.org/t21735-basil-kane#709151
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyNie Paź 30 2022, 14:39;

Aż sam się poruszył na to jego gwałtownie wciągnięte powietrze, bo Coon nie zawiódł ani trochę, wyrażając zadziwienie, zamyślenie, nostalgię, smutek i ciekawość w kilku szybko zmieniających się napięciach mięśni mimicznych twarzy. Przechylił głowę na bok. To rzeczywiście byłoby smutne, ale czy nie za to kochaliśmy zwierzęta? Że nie miały nam za złe tego, że czasem o nich zapominaliśmy? Że czasem musiały na nas czekać? Że używamy ich gdy potrzebujemy? Czy nie to w nich było cudowne, że wszystko wybaczały, największą krzywdę i traumę potrafiły przekuć w nowe zaufanie. Czasami zazdrościł im tego braku przesadnego analizowania, umiejętności puszczenia przeszłości w niepamięć, czasem może i sam chciałby być taką wiewiórką.
Albo nie zauważył riverowego spojrzenia, które przemknęło po jego wargach, albo wspaniałomyślnie je zignorował. Trudno było ocenić, jego twarz i tak zdawała się głównie wyrażać jakiś dyskomfort łamany przez zmęczenie, a na dodatek było ciemno, więc rozszyfrowywanie takich niuansów nie mogło być łatwe.
Milczał z dłońmi luźno splecionymi z przodu, patrząc na mogiłkę i słuchając zaskakująco ładnych słów, jakie wypowiadał Coon. Nie potrafiłby wykrzesać z siebie takich przemyśleń, nawet gdyby miał trzy dni na przygotowanie przemowy, a co dopiero na poczekaniu, mając jeszcze jakiegoś świadka-słuchacza sterczącego obok jak kołek. Pociągnął nosem, starając się robić to jak najciszej, bo wolał, żeby gryfon myślał, że to z zimna, a nie przez to dziwne uczucie w brzuchu, na myśl o tym, że ktoś uznał jego głupią potrzebę towarzyszenia wiewiórce w jej ostatnich chwilach, jako coś dobrego. Oblizał pogryzione wargi i wyciągnął z kieszeni na brzuchu swoją różdżkę, by zawtórować swoim lumosem i dodać niezręcznie:
- Ja dalej nie mam patronusa, więc jakbyś chciała... - westchnął, bo wydawało mu się to już przesadnie idiotyczne. Milczał chwilę, słuchając, jak żuki brzęczą w kopcach brązowych liści, szumi wiatr w łysiejących koronach drzew, słuchał, jak z daleka całe życie zakazanego lasu odbijało się dalekim echem, jakby dodając swoich kilka słów w tej dziwnie patetycznej, ale i słodkiej — czego nie potrafił przyznać nawet przed sobą — chwili. Powoli opuścił różdżkę, odwracając się do Rivera, jej światełko powoli przygasało, odbijając się jedynie w wilgoci jego oczu i warg. Powoli wyciągnął rękę w jego stronę, by przesunąć delikatnie, wierzchem zimnych palców po dziwnie rumianym i niezwykle ciepłym policzku gryfona, by zaraz równie powoli ująć ten policzek w dłoń, zatapiając koniuszki palców w tych splątanych wilgocią, kręconych włosach. Przez jedną, ciągnącą się wieczność chwilę, napawał się przedziwnym ciepłem bijącym z chłopięcej twarzy, kciukiem zarysowując linię jego rozchylonych warg, wsuwając go głębiej, zahaczył lekko opuszką o jeden z dolnych kłów. Przyglądał mu się wzrokiem nie tyle dziwnym, ile zupełnie innym, znajdując się nagle niezwykle blisko jego twarzy, tak blisko, jakby zajmował sobą całą przestrzeń. Ciepło ich oddechów lekką mgiełką zatrzymywało się w klatce stworzonej przez ich spojrzenia, spojrzał na wargi Rivera i opuścił rękę, odstępując na krok. Spojrzał w kierunku zamku, pociągając ponownie nosem.
- Zimno - chrząknął - Ja wracam. - wcisnął obie ręce w kieszenie i zrobił dwa kroki na powrót w stronę ścieżki, po czym obejrzał się przez ramię pytająco - Idziesz?

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


River A. Coon

Rok Nauki : I studencki
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 174
C. szczególne : Ruchome tatuaże, drobna przerwa między lewą jedynką a dwójką, melodyjny głos, lekko włoskie zaciąganie, zapach (figa, cytryna, czarna porzeczka, cedr)
Galeony : 249
  Liczba postów : 242
https://www.czarodzieje.org/t21577-river-a-coon-williams#701443
https://www.czarodzieje.org/t21595-poczta-racoona#702795
https://www.czarodzieje.org/t21594-river-a-coon-williams-kuferek#702747
https://www.czarodzieje.org/t21603-river-a-coon-dziennik#702930
Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8




Moderator




Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 EmptyNie Paź 30 2022, 18:24;

Uśmiechnął się delikatnie, dając rozczulić się wizji powrotu Morgany w postaci sunącej wokół głowy Basila błękitnej zjawy i choć sam też nie miał jeszcze patronusa, to nie odezwał się ani słowem, będąc całkiem pewnym tego, że podobna propozycja z jego ust byłaby nie na miejscu, skoro to Basil odnalazł biedną Morganę, a nie on. Opuścił różdżkę, czując dziwny spokój na sercu, aż to nie zabiło mocniej pod bliskością skierowanego ku niemu spojrzenia, w błyszczącej wilgoci widząc odbicie swojej własnej ekscytacji, gdy tylko poczuł chłód otulającej go dłoni. Uniesione w łagodnym zaskoczeniu brwi opadły zaraz nieco, gdy z uśmiechem mrużył oczy do większej zaczepności, tym razem przecież dostając więcej niż wyraźny sygnał do pocałunku; ledwo wstrzymując się w oczekiwaniu, gdy drżał nie od zimna, a od łaskoczącej go gorącem niecierpliwości. Rozchylił usta, układając już nawet dłonie na Bazylowych bokach, gotów samemu pokonać ten ostatni dzielący ich dystans, a jednak zatrzymał się w ostatniej chwili, głupiejąc na moment przez bezczelność sunącego jeszcze przed chwilą jedynie po jego wargach kciuka. Uniósł spojrzenie na Bazyla, czując ściągające go ostrzej gorąco piekielnej mieszanki zawstydzenia i ekscytacji, bo przecież w sekundę wmówił sobie, że doskonale wie do czego ma to prowadzić i choć wcale nie było to tym, na co liczył, to nie zamierzał być tym, który rozczaruje Bazyla odmową, niezależnie od tego jak popaprane mogło to w takiej chwili mu się wydawać. Gotów już był klęknąć, nie chcąc czekać na wyraźniejszy sygnał, a jednak wstrzymał się przy nagłym dystansie, momentalnie panikując, że zwlekał w drobnej wątpliwości zbyt długo i to Basil zdążył zmienić zdanie, nie chcąc już od niego absolutnie niczego. Zawstydzenie sparaliżowało go błyskawicznie, bo choć jakaś część niego chciała poprosić, by ten poczekał, namyślił się raz jeszcze, to przecież od razu też poczuł jak  idiotyczne z jego strony by to było. Zacisnął więc tylko szczęki, by nie pozwolić głupio rozkleić się sobie w trzymającym go rozczarowaniu i jednym spojrzeniem upewnił się, że tym razem w jego stronę nie jest wyciągnięta żadna dłoń, zanim nie kucnął, by spod drobniutkiej mogiły zabrać jeden z wykopanych kamieni, potrzebując zająć czymś ręce podczas kompletnie cichego powrotu do zamku.

|zt x2

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Ścieżka zdrowia - Page 7 QzgSDG8








Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty


PisanieŚcieżka zdrowia - Page 7 Empty Re: Ścieżka zdrowia  Ścieżka zdrowia - Page 7 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka zdrowia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Ścieżka zdrowia - Page 7 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Okolice zamku
 :: 
blonia
-