Share
 

 Kącik eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Zilya Fyodorova

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2714
  Liczba postów : 1932
https://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
https://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
https://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
https://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Administrator




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyNie 14 Cze - 20:15;


Kacik Eliksirow


W tym niewielkim pomieszczeniu, przylegającym do małej biblioteki, każdy pasjonat eliksirów, może doskonalić swe umiejętności z zakresu warzenia mikstur, bez konieczności zapuszczania się w odległe lochy. Jak łatwo się domyślić - miejsce to powstało specjalnie na życzenie uczniów Salem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
C. szczególne : nieodparty urok osobisty i zaraźliwy uśmiech
Galeony : 740
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2226
https://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
https://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
https://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
https://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptySro 14 Lut - 2:33;

Bridget o tym miejscu nie wiedziała do czasu wypadku w lochach - wtedy to skrzydło ponownie zostało otwarte w celu zapewnienia Ślizgonom godnych warunków do spania, a jednocześnie umożliwiając wstęp innym osobom na teren mniejszej biblioteczki, od kilku lat zamkniętej na cztery spusty. Dziewczyna podejrzewała, że to prawdopodobnie w tym miejscu będą odbywały się zajęcia z eliksirów, a jeśli tak, to Zieloni byli okropnymi farciarzami - mieli salę tuż pod nosem! Okazała się być również nieźle zaopatrzona, wobec czego Puchonce aż się oczka zaświeciły, gdy przestąpiła jej próg po raz pierwszy. Ileż eliksirów mogłaby uwarzyć w tym miejscu! I ta aura tak sprzyjająca nauce i mieszaniu w kociołku, po prostu cudownie!
Bardzo się podekscytowała na tę myśl i już następnego dnia zjawiła się w kąciku eliksirów ze swoim własnym kociołkiem i innymi podstawowymi przyrządami do warzenia eliksirów, z podręcznikiem w torbie oraz z notatnikiem, w którym zapisywała warte uwagi wskazówki do tworzenia niektórych eliksirów. Włosy związała w bardzo wysoki kucyk, aby usunąć z twarzy plątające się niesfornie kosmyki, zakasała rękawy i otworzyła książkę na spisie treści, palcem wodząc po kolejnych linijkach i próbując zdecydować, który eliksir będzie najlepszym wyborem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15050-max#401008
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15048-max#401002
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15049-maximilian-blackburn#401005
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptySro 14 Lut - 8:28;

Wszystkie problemy związane z zalaniem dormitorium przestały być istotne gdy Ślizgonów przeniesiono do Skrzydła Zachodniego. Oczywiście Blackburn, jak i reszta przedstawicieli domu Salazara nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy i początkowo informację o stracie, nazwijmy to dramatycznie, dachu nad głową przyjął emocjonalnie, bo całkiem spodobało mu się nowe miejsce.
Ach, nawet kącik eliksirów był blisko, kto by pomyślał że tam gdzie zieloni tam eliksiry, przyszły za nimi z lochów. Któregoś dnia postanowił zgłębić wiedzę w tym zakresie - w końcu koniec roku, koniec szkoły tuż tuż. Zaopatrzył się w książkę z biblioteki, z której czerpał przepisy i, jego zdaniem, pewne rzeczy lepiej obrazowały co należy robić niż receptury przekazane w podręczniku. Nie posiadał za wiele "sprzętu" do sporządzania mikstur, ale wiedział, gdzie je znajdzie.
Wszedł do salki przekonany, że nikogo wewnątrz nie zastanie i, jak się okazało, mylił się. Zauważył Bridget, skądinąd - swoją wybawczynię na jednych zajęciach, powinien był jakoś odwdzięczyć się dziewczynie za podjęcie pomocy przy tojadzie, a potem użyczeniu mu własnego - Hej, miło Cię widzieć - przywitał się szczerze uradowany.
Podszedł bliżej i zorientował się, że Puchonka musiała przybyć niedawno, bo póki co na stole znajdowało się tylko kilka rzeczy, które prawdopodobnie przyniosła ze sobą - Co tam ważysz, nie będę przeszkadzał? - zapytał zanim zaczął rozkładać się przy stole obok tego zajmowanego przez dziewczynę. Liczył się z odmową, choć wolałby spędzić czas w miłym towarzystwie i coś jednak poćwiczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
C. szczególne : nieodparty urok osobisty i zaraźliwy uśmiech
Galeony : 740
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2226
https://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
https://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
https://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
https://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyCzw 15 Lut - 20:49;

Nie miała żadnego konkretnego planu na to, co miałaby uwarzyć. Błądziła myślami po minionych lekcjach eliksirów, próbując przypomnieć sobie, co już kiedyś zdołała uwarzyć. Na pewno jej ostatnim sukcesem była niezwykle udana amortencja o pełnej mocy, z której była niesamowicie dumna, pamiętała też o antidotach i chyba jakimś nieudanym veritaserum? Straciła już rachubę, ale nie miała wątpliwości, że większość tych prób zakończona była niepowodzeniem niźli sukcesem. Może by tak pokombinować coś z eliksirem pamięci? Lub może zapomnienia? O, ten drugi mógłby być przydatny...
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi i cudze kroki. Jak się chwilę później okazało tajemniczym towarzyszem stał się Maximilian, młodszy o rok Ślizgon, któremu Bridget w bardzo brutalny sposób zmasakrowała tojad przed lekcją eliksirów, oczywiście próbując pomóc, ale z bardzo marnym skutkiem. Miała nadzieję, że nie żywił do niej urazy, bo chociaż nie pokazywał tego na zewnątrz, była świadoma, że ze Ślizgonami to nie zawsze jest taka prosta sprawa. Ale odesłała mu nowy tojad na święta, więc może nie było tak źle?
Porzuciła te myśli, gdy tylko na jego twarzy wykwitło uradowanie. Sama odwzajemniła szeroki uśmiech, prostując się, bowiem do tej pory pochylała się nisko nad stolikiem.
- Cześć! W żadnym wypadku nie przeszkadzasz - powiedziała, rozglądając się szybko, bo zorientować się, czy przypadkiem nie zajmuje zbyt dużo miejsca. Max miał go jednak całkiem sporo, żeby rozłożyć się ze swoim sprzętem i rzeczami. - Jeszcze nie zdecydowałam, co chciałabym uwarzyć, ale myślę poważnie nad eliksirem zapomnienia. Wydaje mi się, że w tych czasach byłby całkiem przydatny - rzuciła jeszcze i zaśmiała się krótko. - A Ty masz coś w planach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15050-max#401008
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15048-max#401002
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15049-maximilian-blackburn#401005
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyCzw 15 Lut - 21:12;

Nie żywił urazy, bo po pierwsze - nie miał tego w zwyczaju ogólnie, a po drugie - jak mógłby gniewać się o to, że chciała mu pomóc? Czuł więc wdzięczność i poczuł się dziwnie... winny? otrzymując od niej tojad na święta - Dzięki za tojad - uśmiechnął się niepewnie przypomniawszy sobie o przesyłce, która półtora miesiąca wcześniej wywołała na jego rozbawienie.
Borykał się z kiepską opinią o Ślizgonach od pierwszej klasy, ale musiał przyznać, że rzadko ktoś faktycznie odnosił się do niego z uprzedzeniem (jeśli chodzi o odnoszenie zwerbalizowane, co kto myślał to już nie jego rzecz). Czasami miał coś na kształt kompleksu niższości, ale wcale nie było tak źle i musiał przyznać, że wśród mieszkańców jego domu faktycznie sporo osób wpisywało się częściowo w przypisywany im schemat. Blackburn starał zachowywać się inaczej, ale czy starania odnosiły skutek - to już nie jemu oceniać.
- Eliksir zapomnienia? A o czym chciałabyś zapomnieć? - zapytał dość odważnie, ze szczerą ciekawością i łagodnością wymalowanymi na twarzy. Choć miał 17 lat i osiągnął dorosłość, w jego twarzy wciąż tkwiły dziecięce cechy i teraz można było dostrzec chłopca.
- Właściwie nie miałem konkretnych planów, myślałem o migrenowym, bo ostatnimi czasy by mi się przydał, a jest łatwy więc może nie przekroczy moich możliwości - uśmiechnął się pod nosem odpowiadając na jej pytanie, bo na ostatnich zajęciach przekonał się, że w warzeniu eliksirów jest znacznie lepsza. Chętnie przyjrzałby się jak przyrządza swoją miksturę, może nawet mógłby się przyłączyć? Jakby się zastanowić to eliksir zapomnienia był dobrym wynalazkiem, że też szybciej na to nie wpadł!


//warzysz, aaaa, co za błąd, przepraszam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
C. szczególne : nieodparty urok osobisty i zaraźliwy uśmiech
Galeony : 740
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2226
https://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
https://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
https://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
https://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyPią 16 Lut - 16:11;

Buzia Bridget rozjaśniła się od szerokiego uśmiechu, który pojawił się niemal od razu, gdy Max postanowił podziękować jej za podarowany na święta tojad. To znaczy, że pamiętał! Od razu było jej lepiej z myślą, że jej prezent, wysłany co prawda naprędce i spontanicznie, sprawił mu choć trochę radości. Porzuciła więc wszelkie zmartwienia o domniemanych urazach, które najwyraźniej istniały wyłącznie w jej wyobraźni.
Czy Bridget była uprzedzona do Ślizgonów? To dość ciężkie pytanie, ale jeśli miałabym być szczera, pewnie musiałabym napisać, że owszem, była - ale nigdy nie chciałaby tego po sobie pokazać w kontakcie ze Ślizgonem. Nie miała z Zielonymi zbyt wiele do czynienia, nie posiadała koleżanek i kolegów w tym domu, może jedynie z Vivien spędziła trochę więcej czasu ponad normę wyrabianą na wspólnych zajęciach. Nie wiedziała, czemu tak się działo - może to przez ślizgońskie uprzedzenia względem Hufflepuffu? Bridget nie wstydziła się bycia Puchonką, była wręcz stereotypowym przykładem człowieka z domu borsuka i było jej z tym dobrze. Niestety inne domy bardzo często spisywały Hufflepuff na straty i uważały, że jego przedstawiciele są przygłupami, cieszącymi się ze wszystkiego idiotami lub po prostu miernotami, na które nic w życiu nie czeka, a z tym nigdy, przenigdy by się nie zgodziła, bowiem Hufflepuff był kolebką wielu utalentowanych czarodziejów z sukcesami. No ale z czym tu się porównywać? Z Voldemortem?
- Hm - odparła w pierwszej chwili, zamyśliwszy się. - Wiesz... Dużo złego się tu działo, fajnie byłoby wymazać z pamięci pewne rzeczy. Kiedyś np. zaatakował mnie bogin na błoniach. Szkoda, że ten eliksir działa tylko trzy godziny wstecz, chociaż ostatnie zajęcia również są godne wymazania - stwierdziła i parsknęła krótkim śmiechem. Craine nie próżnował. - Migrenowy? Fakt, jest prosty - stwierdziła, kiwając głową. Rzuciła wzrokiem na podręcznik, z zaskoczeniem stwierdzając, że otworzyła go przypadkiem na stronie poprzedzającej przepis dla eliksiru zapomnienia. - Jakbyś chciał pomocy to wołaj - dodała, po czym podeszła do szafek i zaczęła kompletować potrzebne składniki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15050-max#401008
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15048-max#401002
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15049-maximilian-blackburn#401005
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptySob 17 Lut - 17:28;

Ucieszyła go radość dziewczyny, nie wiedział jak to się dzieje, ale pozytywnie na niego wpływała. Zdecydowanie nie uważał Hufflepuffu za miejsce dla wesołkowatych przygłupów; przeciwnie
- niejednokrotnie spotkał się z dużą wiedzą, mądrością i inteligencją u mieszkańców tego domu. Przyznać jednak musiał, że jeśli szukać najbardziej wesołych i pozytywnie zakręconych osób - zazwyczaj pochodzili z Pucholandii, jak pieszczotliwie zwykł w myślach nazywać dom borsuka.
- Właściwie masz rację - zgodził się, pewien że sam chętnie skorzystałby z takiego specyfiku nie raz, nie dwa - Gdybym mógł Ci się do czegoś przydać to swobodnie mów - dodał ofiarując pomoc, choć podświadomie wiedział, że mógłby się przydać do posiekania jakiejś rośliny, ewentualnie mieszania, ale i tak wolał oznajmić, że gotów podjąć się każdego zadania.
- Ach, masz rację, czasem lepiej zapomnieć i spać spokojniej, albo po prostu odjąć sobie trochę problemów - skwitował kiwając głową ze zrozumieniem. Wiedział o czym mówi Bridget i nie sposób było nie przyznać dziewczynie racji. Postanowił zabrać się do pracy, bo uwarzenie eliksiru migrenowego tak naprawdę mogło trwać chwilkę. Ustawił kociołek, skompletował składniki znajdujące się w asortymencie salki i otworzył swój podręcznik w odpowiednim miejscu.
Podciągnął rękawy plecionego swetra z uwagą studiując krótki opis. Zaczął proces twórczy od umieszczenia pierwszej rośliny w kościołku, jednak z powodu za dużego ognia wydawało się, że zawartość zaraz wyskoczy z naczynia, dlatego prędko skorygował błąd, kątem oka spoglądając, czy towarzyszka coś zauważyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
C. szczególne : nieodparty urok osobisty i zaraźliwy uśmiech
Galeony : 740
Dodatkowo : Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2226
https://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
https://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
https://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
https://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyPon 19 Lut - 0:57;

Bridget bardzo wiele radosnych osób odnajdywała również w Gryffindorze, stamtąd chyba wywodzili się naczelni wodzireje każdej studenckiej imprezy. W Ravenclawie towarzystwo było bardzo zróżnicowane, aczkolwiek znaczna większość Niebieskich była dość poważnymi ludźmi. Może to przez ten ogrom wiedzy, który im ciążył, sprawiał, że zatracili radość w życiu i chęci do wygłupów? Slytherin może i posiadał radosne jednostki, ginęły one jednak wśród grupek o znacznie bardziej ciętym języku i z nieco inną ideą rozrywki niż chociażby Bridget, która nigdy, przenigdy nie czerpała radości z gnębienia innych osób. Dobrze, że Max wyłamywał się z tego schematu domów, który tak żywo malował się w podświadomości uczniów Hogwartu, dzięki temu niemal natychmiast zyskał dużą sympatię dziewczyny.
Zebrała już praktycznie wszystko, czego potrzebowała i zabrała się za ustawienie kociołka na palniku. Podpalenie go to była już zupełnie inna bajka. Najpierw nie stało się nic, później udało jej się trzy razy oblać go wodą, kolejny raz nie stało się nic i dopiero... Po szóstym machnięciu (?) ogień zatlił się pod kociołkiem, a Bridget odetchnęła z ulgą i poprawiła sterczące na wszystkie strony włosy, które w przypływie frustracji niemal wyszarpała sobie z głowy. Spojrzała na Maxa, który pewnie widział całą farsę i uśmiechnęła się zmieszana.
- Te zakłócenia doprowadzają mnie już do szału... Myślisz, że ktoś już odkrył, w czym rzecz? Chociażby ten... No wiesz, tropiciel? - powiedziała, luźno zagajając rozmowę na nieco inny temat. Ona sama pamiętała tajemniczy wpis, który pojawił się na jej wizbooku jakiś czas temu, lecz od tamtej pory nie pojawiło się nic nowego. Wrzuciła do kociołka cztery płatki scilli syberyjskiej i zaczęła mieszać. - I jak Ci tam idzie? - zapytała jeszcze, z zaciekawieniem zaglądając na jego stanowisko pracy.

5, 3, 6, 1, 5, 2 :')
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vivien O. I. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Bardzo chuda sylwetka
Galeony : 3533
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 2672
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyCzw 16 Maj - 9:09;

Przyrządzenie eliksiru postarzającego nie wydawało mi się wielkim wyzwaniem, szczególnie, że ze względu na rodzinną tradycję, tego typu receptury gościły w moim kociołku jeszcze w czasach wczesnoszkolnych. Uwarzenie tej substancji na spotkanie koła nie było więc dla mnie szczególnym wyzwaniem, niemniej jednak uznałam to za świetną okazję, aby trochę odświeżyć sobie wiedzę dotyczącą tego eliksiru, a także zmotywować się do pracy z kociołkiem, bo nie dało się ukryć, że w ostatnim czasie absolutnie nie zabierałam się do robienia eliksirów.
Usiadłam w eliksirowarskim kąciku – zaskoczyło mnie bardzo, że byłam tu sama, ale nie narzekałam. Ostatnio nie miałam zbyt wielkiego kontaktu z rówieśnikami, nie licząc tych z którymi grałam w drużynie albo chodziłam na zajęcia koła. Większość czasu spędzałam przy muzyce, a większość moich potrzeb społecznych spełniali najbliżsi przyjaciele, rodziny, inni muzycy i Cassian. Wiedziałam, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie i że odcinanie się od innych osób w moim wieku nie jest najlepszym pomysłem, niemniej jednak całą tę sytuację tłumaczyłam karierą i obiecywałam sobie, że jak nadejdzie moment, w którym będę miała ciut mniej pracy to trochę bardziej skupię się na rozrywkach i relacjach międzyludzkich.
Podpaliłam ogień pod kociołkiem i wlałam do niego litr wody. Wtedy właśnie dotarło do mnie, że mam jedynie cały róg dwurożca, a do eliksiru potrzeba proszku. Sięgnęłam więc po moździerz, jednym okiem pilnując wody, po czym zabrałam się do ścierania rogu na proszek. Robota była dosyć ciężka, bo wymagała wysiłku i cierpliwości, niemniej jednak było coś satysfakcjonującego w powolnym ścieraniu substancji. Gdy w końcu się udało dodałam proszek do wody powoli mieszając, zaś w kociołku utworzyła się lekko błękitnawa maź. Zaczęłam mieszać – co trzynaście obrotów w prawo i siedem w lewo dodawałam jedną ususzoną nogę pająka. Powtórzyłam ten cykl aż piętnaście razy, do momentu w którym błękit substancji nie zamienił się w intensywny niebieski, wchodzący w lazur. Upewniwszy się, że o niczym nie zapomniałam wrzuciłam do eliksiru paznokieć trolla – wbrew pozorom nie robiła krzywych min, ani się nie brzydziłam, bo byłam przyzwyczajona do takich rzeczy, przez eliksirowarską tradycję naszej rodziny. Substancja z błękitów przeszła niespodziewanie w stronę zgniłej zieleni zyskując bardzo niemiły zapach. Potrzebowałam jeszcze jednego składnika, żeby zmienić te sytuację. Chcą zakończyć przyrządzanie eliksiru, a jednocześnie trochę zneutralizować trolli odór wrzuciłam do kociołka liść dziurawca zwyczajnego – zieleń niemal od razu stała się jaśniejsza, zaś sama substancja straciła tę potwornie nieprzyjemną woń. Zamieszałam całość jeszcze dwadzieścia dwa razy – naprzemiennie, bo raz w prawo, raz w lewo. Wszystkie cechy fizykalne eliksiru wskazywały na to, że poszło mi tak dobrze jak się spodziewałam. Zadowolona chwyciłam po chochlę, by przenieść eliksir do fiolek – jedna miała być przeznaczona dla osoby testującej, pozostałe dla mnie i innych członków koła teatrofili. Po wszystkim posprzątałam po sobie i wróciłam do codziennych zajęć.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, trochę podrapane ręce po kocich pazurach.
Galeony : 354
  Liczba postów : 832
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptySob 18 Maj - 19:14;

Nie mógł przepuścić okazji na przygotowanie eliksiru postarzającego. Przychodząc do klasy był pewien, że mu się uda. Znał na pamięć każdy składnik, wiedział jak one wyglądają i gdzie mniej więcej się znajdują. Podszedł do szafki i wyjął po kolei odpowiednie słoiczki i woreczki z różnorakimi zawartościami. Rozłożył wszystek na ławce i rozpoczął proces tworzenia. Pierwszym składnikiem był korzeń tojadu, który najpierw musiał ręcznie wyszorować z ziemi. Przyjrzał mu się uważnie ze wszystkich stron upewniając się co do jakości korzenia. Sięgnął po nóż i zaczął kroić go na drobne kawałki. Nie było to aż tak łatwe zważywszy na grubość korzenia, który przypominał mu trochę zwykłego ziemniaka. Zapach jednak był inny tak samo jak kolor w samym środku. W pełni skupiony rozkrajał korzeń na niewielkie kawałki i przy okazji zaczął nucić sobie piosenkę zasłyszaną rano w radiu. Nalał wody do kociołka i ustawił płomień w palniku na powolne rozgrzewanie. Sięgnął po zeszyt i dowiedział się, że pokrojony korzeń tojadu należy nasączyć przez dwie i pół minuty w bulbadoksowym soku. Przelał więc dwadzieścia mililitrów do małego rondelka, nachylał się nad nim i pilnował, by nie było ni więcej ni mniej niż wymagana ilość. Tępą stroną noża zsunął po tacce pokrojone kawałki korzenia do rondelka i zajął się odmierzaniem piętnastu mililitrów krwi salamandry. Zgodnie z przepisem dolał ją do kociołka i obserwował jak woda zabarwia się na różowy kolor. Plastikowym mieszadełkiem zamieszał dwa razy w prawą stronę i od razu dorzucił do środka trzy kiełki węża, które w kontakcie z barwną wodą zaczęły się powoli roztapiać. Nie przerywając fałszowania oderwał od łodygi ślazu siedem liści, zmiażdżył je w moździerzu i wymieszał z jednym pęczkiem waleriany. W międzyczasie przełożył pokrojony korzeń nasączony sokiem z rondelka do kociołka. Ze środka wydobyła się para jak i ciecz zgęstniała. Gdy przybrała ciemnozielony odcień zamieszał ją osiem razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara i raz odwrotnie. Zniżył głowę do palnika i z pomocą różdżki zwiększył minimalnie siłę grzania płomienia. Przerwał nucenie na rzecz cichego odliczania dwudziestu trzech sekund i gdy upłynęły, zmniejszył płomień do stanu początkowego. Ostatnim składnikiem było oko diabła morskiego. Miał pewien problem z wyciągnięciem ze słoika jednej sztuki - skubane uciekało przed jego palcami. Zmuszony został do użycia różdżki i dopiero wtedy mógł je obmyć i wrzucić do kociołka. Para buchnęła mu prosto w twarz, wzdrygnął się od intensywnego zapachu ślazu i tojadu, które tu dominowały. Według spisu w książce musiał poczekać dwadzieścia minut aż kolor cieczy z ciemnozielonej przejdzie w jasny, niemal graniczący z turkusem. To podobno działanie oka diabła morskiego, które rozpuszczając się wydzielał z siebie melaninę. Zerknął do kociołka i kontrolował sytuację. Stukał stopą o podłogę, posprzątał przez ten czas stanowisko pracy, ale nie ruszał się nawet na krok od ławki. Gdy wybiła dwudziesta minuta eliksir faktycznie zmienił barwę, a nawet i zapach stał się znośniejszy. Nie zazdrościł członkom kółka teatralnego - z pewnością zawiodą swoje kubki smakowe kiedy będą to pić. Według instrukcji ostatnim elementem procesu warzenia było zmniejszenie płomienia na dokładnie dwie sekundy i trzykrotne zamieszanie cieczy. Tak też zrobił i ucieszony mógł po paru chwilach zgasić płomień. Eliksir był taki jak powinien być. Wydawało mu się, że zadanie wykonał dobrze. Z pomocą chochli przelał eliksir do okrągłej fiolki. Prawie się poparzył zapomniawszy, że ciecz jest gorąca, ale w ostatnim momencie się zorientował. Oznaczył fiolkę specjalnym napisem, wyczyścił kociołek i mógł iść zanieść eliksir do nauczyciela. Robota została dobrze wykonana, a i się przy okazji wyjątkowo zrelaksował.

zt

______________________


If you can't beat fear, just do it scared.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyPon 20 Maj - 13:54;

Po ostatniej wpadce z pracą domową z eliksirów postanowił nieco poduczyć się w zakresie warzenia magicznych mikstur. Nie było ku temu lepszej okazji niż wykonanie zadania zleconego członkom kółka entuzjastycznych eliksirowarów. Wziął więc ze sobą podręcznik, żeby najpierw przeczytać wszystko, co dotyczyło eliksiru postarzającego, a następnie udał się do kącika eliksirów, żeby spróbować samodzielnie przyrządzić napój o odpowiednich właściwościach. Było tutaj całe mnóstwo przeróżnych składników, przez co wcale nie było mu się łatwo odnaleźć. Niektórych z nich nawet nie znał, inne łypały na niego groźnie z szklanych słoików… Na szczęście chłopak na podstawie receptury z książki przygotował sobie listę potrzebnych ingrediencji i najważniejsze z nich przeniósł bliżej swojego stanowiska pracy. Wyglądało na to, że może rozpocząć swoją przygodę z eliksirami.
Do szkolnego kociołka wlał najpierw około litra wody deszczowej i za pomocą różdżki podgrzał temperaturę cieczy, doprowadzając ją do wrzenia. Następnie dolał trzydzieści mililitrów żółci pancernika i kiedy mikstura przybrała złocistą barwę ostudził ją, mieszając dokładnie trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Trochę płynu odparowało, ale był to niestety nieunikniony proceder. Po tym wszystkim z szuflady wyciągnął pojemnik z żabim skrzekiem, z którego odważył czterdzieści gramów i wrzucił kolejny składnik do kotła. Mieszał energicznie, aby płyn stał się klarowny i jednolity. Musiał teraz parę minut odczekać, toteż w międzyczasie zajął się przygotowywaniem reszty ingrediencji. Odnalazł muchy siatkoskrzydłe oraz jeden niezbyt gruby korzeń akonityny, pamiętając że nie można dodać zbyt dużo tej rośliny z uwagi na jej trujące właściwości. Muszki włożył do moździerza i za pomocą tłuczka ugniótł je na sypki proszek, a następnie korzystając z kuchennej wagi zebrał sto gramów i wrzucił do miedzianego kotła, poruszając przy tym kilka razy chochlą. Czekał aż mikstura przybierze brązowy kolor – było to niezbędne nim przejdzie do kolejnych czynności. Kiedy wreszcie ujrzał upragnioną barwę, podobnie uczynił z tojadem, który także skończył w moździerzu i sproszkowany wylądował w przyrządzanym przez niego eliksirze, przez co ten stał się jeszcze ciemniejszy. Wydawać by się mogło, że to już koniec, ale gdzie tam… warzenie mikstur było niezwykle trudną i skomplikowaną sztuką, a przed Mattem pozostało jeszcze parę kroków do wykonania. Musiał jeszcze uzyskać wyciąg z kłącza waleriany, a prawdę powiedziawszy, nigdy wcześniej tego nie robił. Zwykle dostawali na lekcjach gotowe już krople, ale jak się okazało, nie było to nic aż tak niepokojącego jak wydawało mu się na początku. Pewnie wiele płynu zmarnował, ale ostatecznie zdobył to, czego chciał, a trzy kropelki walerianowe wylądowały w kotle wraz z innymi składnikami. Pozostał ostatni element – rdest ptasi. Na szczęście przy nim nie trzeba było wiele robić. Młody Gallagher po prostu dodał całą roślinkę do kotła i zamieszał eliksir pięć razy w przeciwnym do ruchu wskazówek zegara kierunku. Mikstura przybrała zieloną barwę, zaś z nad kociołka unosił się niezbyt przyjemny, nieco zatęchły zapach, dokładnie taki, jaki opisywał autor podręcznika. Ślizgon miał więc pewność, że udało mu się uwarzyć skuteczny eliksir postarzający.
Usatysfakcjonowany swoją pracą uprzątnął jeszcze swoje stanowisko i przelał magiczny napój do szklanych fiolek. Po tym opuścił pomieszczenie, a własnoręcznie przygotowany eliksir przekazał na ręce opiekuna kółka.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyWto 5 Lis - 18:54;

Czaszka: kości (złapana nr 3)

Nie mając partnera do podjęcia się zadania dodatkowego z kółka entuzjastycznych eliksirowarów wybrała się wieczorową porą w pojedynkę by zgodnie z wytycznymi profesor spróbować zająć się rozpoznaniem zaproponowanych przez nią eliksirów. Podejrzewała, że zawali zadanie, bo nastrój od kilku dni miała jeszcze bardziej promienny niż zwykle, niczym uszkodzony reaktor jądrowy emanując ponurą aurą jak przeklęta pacynka z Borgina i Brukes'a. W drodze na trzecie piętro potknęła się o własne, jak jej się wydawało, nogi, zaraz jednak złapała równowagę i z oburzeniem obejrzała się jakim cudem prawie wyrżnęła zębami o glebę. Za sznurówkę uczepiła się jej lśniąca błękitem, kolekcjonerska czaszka, ciągnąc ją za nogę w kierunku przeciwległym niż szła. Szybko chwyciła przedmiot, nim ten zdecyduje się uciec jak poprzednim razem, albo co gorsza ktoś jej sprzątnie ją sprzed nosa i wsadziwszy czaszkę do bezpiecznej kieszonki na suwak w swojej torbie weszła do kącika eliksirów.
Nie chciała specjalnie przebierać w kociołkach bo wiedziała, że pewnie i tak nie uda się wybrać niczego 'łatwiejszego', podeszła więc do pierwszego z brzegu opatrzonego numerem jeden oraz drugiego z jedynką stojącego tuż obok. Z torby, uważając by nie wypadła jej cenna czaszka, wydobyła pergamin i pióro by móc notować swoje wrażenia i oceny.
Ocena pierwsza: barwa. Nieco błękitny, w jednym bardziej wpadający w morski w drugim bardziej royal blue. Pochyliła się by powąchać aromat, zaraz jednak zapiekły ją oczy wskazując jednoznacznie na to, że jednym ze składników jest gryząca cebula. Zmarszczyła brwi wyciągając szklaną bagietkę z szuflady i zamieszała wpierw w jednym kociołku, potem w drugim, bu po gęstości eliksiru ocenić jednoznacznie, czy jej podejrzenia są prawidłowe.
Pergamin był opatrzony w tytule numerami kociołków oraz nazwą "Napój leczący z czyraków". Barwa niebieska oraz gryzący zapach cebuli pozwolił rozpoznać eliksiry, przy czym wyraźnie widać w tym kociołku z eliksirem bardziej morskim, że zamiast suchej pokrzywy dodano do niego pokrzywę świeżą, znaną z tego, że wpływa na każdy wywar silnie barwiąc na kolor zielony. Ponadto, eliksir oceniony przez Dinę jako wykonany nieprawidłowo był dużo rzadszy, co wskazywało na niewystarczającą ilość, bądź zupełny brak dodania śluzu gumochłona - składnika służącego głównie do zagęszczania wywarów. Harlow posiliłaby się, oceniając po fakturze przelewanego eliksiru, na stwierdzenie, że nie dodano do niego podduszonych rogatych ślimaków, jednak ocenić można to jedynie po smaku, a nie zamierzała ryzykować wysypu czyraków tylko tym, by udowodnić, że ma dobre przeczucie. Zanotowała to wszystko i powyższe notatki opatrzyła imieniem i nazwiskiem. Miała przeczucie, że udało jej się ocenić wywar prawidłowo i wytypować co właściwie było błędnie wykonane przy przygotowywaniu napoju. Na koniec rozprawki dodała kilka zdań o swoim podejściu do tego eliksiru, uwagach dotyczących jej osobistych doświadczeń, bo miała okazję warzyć tę miksturę w przeszłości i uważała, że ze względu na niską populację jeżanek można zastąpić ją jako składnik pospolitym jeżowcem nie tracąc na właściwościach.

z/t


Ostatnio zmieniony przez Dina Harlow dnia Sob 7 Gru - 22:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Galeony : 906
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
  Liczba postów : 855
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyWto 12 Lis - 19:22;

To było dość ekscytujące, Dina nie mogła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz udało się jej wygrać jakiś konkurs. Głównie z tego prostego względu, że rzadko w konkursach brała udział, a to było spowodowane tylko i wyłącznie natarczywością jej charakteru, przez którą bardzo tragicznie znosiła przegraną. Mściwość jaką wyssała z mlekiem harpiej matki objawiała się tendencjami do sabotażu współuczestników co też robiła nagminnie we wcześniejszych latach nauki. Theodore wybił jej jednak z głowy wszelkie niuanse związane z takimi niegodziwościami i choć wcale nie uleczył jej duszy, to przynajmniej wytresował na tyle, by umiała funkcjonować jak człowiek między swemi. Stąd też wielka radość i ekscytacja, kiedy wraz z poranną pocztą dostała nowy, niepoplamiony, doskonałej jakości kociołek na widok którego aż zalśniły jej oczy. I tak nie miała apetytu na jedzenie trapiąc myśli tym, co zamierzała dziś robić, a gdy koło kociołka wylądowała paczka ze sklepu Dearów absolutnie zrezygnowała z konsumpcji. Widząc karcący wzrok Emily łyknęła jedynie dyniowego soku, jak wiadomo picie krwi pobratymców jest niczym spożywanie energetyków i uśmiechając się przepraszająco niemalże wybiegła z Wielkiej Sali niosąc w ramionach pakunki niczym swe pierworodne dziecię. Osiem lat. Osiem długich lat nauki by móc dojść do momentu, w którym rozstawia swoje przybory w kąciku eliksirów z pełną świadomością, premedytacją ale i przekonaniem, e to co zamierza zrobić się jej powiedzie.
W odpowiednich naczynkach przygotowała rdest, muchy siatkoskrzydłe, pijawki, sproszkowany róg dwurożca, rozdrobnioną skórę Boomslanga, niezapominajki, księżycowy pył, kwiaty lipy, jemiołę i wszystkie inne składniki, których cena mogła przyprawiać o ból głowy, ale które były niezbędne do uwarzenia jednego z najtrudniejszych eliksirów znajdujących się w szkolnych podręcznikach.
Praca żmudna, ciężka, wymagająca wysokiej samokontroli, pilnowania czasu i temperatury wywaru. Musiała do kociołka wracać o nieludzkich porach, czasem zrywając się w środku nocy ponieważ wywar wymagał dodania kolejnego składnika w ściśle określonym czasie, w dokładnych odstępach od pozostałych. Cztery długie godziny powolnego mieszania, do bólu stawów i łzawienia oczu, pięć dni rwania włosów z głowy na widok brunatnego koloru eliksiru, kolejny tydzień dolewania i zakrapiania kolejnych składników, skrupulatnie, z szaloną precyzją o którą nikt nie mógłby jej podejrzewać.
Eliksiry były tym co szeptało do niej w nocy. Przyglądając się powierzchni kociołka zdawało się jej że bez różdżki umie nawet ocenić jego temperaturę. Ostatniego dnia z głęboką satysfakcją zastała swój eliksir formie bezwonnej, pozbawionej koloru. Z całego miesiąca ciężkiej pracy, mnóstwa składników i nieprzespanych nocy udało się przez całą aparaturę skroplić ledwie jedną porcję veritaserum. Ale czy potrzebowała więcej?
Nie dziś. Może nie dziś, ale zapewne wkrótce.
Uprzątnąwszy stanowisko pracy wzięła pozostałe po przygotowaniach składniki, poukładała oczyszczone komponenty aparatury i wraz ze swoim wspaniałym kociołkiem opuściła kącik eliksirów.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Pazuzu VI Anunnaki

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188
C. szczególne : Wężowa blizna :brew:
Galeony : 103
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 131
https://www.czarodzieje.org/t17926-pazuzu-vi-anunnaki#507892
https://www.czarodzieje.org/t17931-listy-pisane-pazurem#508005
https://www.czarodzieje.org/t17929-pazuzu-vi-anunnaki#507883
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyNie 29 Gru - 16:29;

Nie lubił marnować czasu. Spędzony na nauce, rozrywce lub treningu - zdecydowanie taki nie był. Spędzony na wertowaniu książek i notatek w poszukiwaniu odpowiedzi, którą i tak zapamiętałby bez problemu, o ile tylko by ktoś raczył by ją mu podać - zdecydowanie był właśnie czasem zmarnowanym. Mógłby osiągnąć ten sam efekt, a w dużo krótszym czasie. Złapał już w bibliotece tego krukońskiego jąkałę i wcisnął mu swój pergamin do uzupełnienia, sam w tym czasie uzupełniając na kopii starannym pismem pytania, na które znał już odpowiedź. Szybko zdał sobie jednak sprawę, że Sæite jest za młody, by wyrobił się ze znalezieniem odpowiedzi na wszystkie pytania w jeden wieczór, więc mruknął do niego, żeby się bardziej przyłożył do swojej wiedzy z eliksirów i wyrwał mu tylko częściowo uzupełniony arkusz. Omiótł bibliotekę spojrzeniem, w poszukiwaniu kogoś, kto jednocześnie siedziałby sam i miałby odpowiedni poziom wiedzy, ale tylko zaklął w myślach, nie widząc nikogo odpowiedniego. Ponownie wcisnął Krukonowi listę pytań, nie wiedząc nawet czy skorzysta z przygotowanych przez niego odpowiedz. Musiał to zrobić z czystej satysfakcji, że ten ze strachu i tak spędzi nad nimi pół nocy. Postanowił obrać inną strategię, więc własnoręcznie rozwiązał na szybko wszystkie zadania, w większości strzelając lub zmyślając zupełnie, byle brzmiało to w miarę sensownie.
Miejscem, w którym pokładał jeszcze nadzieje była Mała Biblioteka, do której ludzie raczej przychodzili pojedynczo, a dzięki kącikowi eliksirów, można było tu spotkać osoby bardziej doświadczone z tego przedmiotu.  Zdusił w sobie niezadowolenie, widząc, że w środku znajdowała się tylko grupka przyjezdnych, którzy zatarli już chyba granicę między ich pokojem wspólnym a biblioteką. Pewnym krokiem przeciął salę i otworzył drzwi do pokoju eliksirów, dostrzegając w tym swoją ostatnią szansę. W końcu skoro ktoś łapie się praktyki na własną rękę, to powinien być obeznany z teorią, prawda?
- O, cześć, Nessa - przywitał się z uśmiechem, wchodząc do środka, zamykając za sobą cicho drzwi. - Nawet nie wiesz jak się cieszę na Twój widok - dodał wibrującym z zadowolenia pomrukiem, odsuwając krzesło koło niej i mimiką twarzy spytał się czy może się dosiąść. - Szukałem właśnie kogoś ogarniętego, by poprawił mi drobne błędy w pracy domowej z eliksirów i chyba nie mogłem trafić lepiej - wyjaśnił, nachylając się nieco w jej stronę, jakby próbował zwerbować ją do tajnego klubu, a nie poprosić o pomoc. Rzadko spotykał osoby, które nie wywoływałyby w nim pogardy czy wręcz wzbudzałyby nieco szacunku, a rudowłosa należała akurat do tego kręgu znajomych. Inteligentna, dobrze urodzona, piękna. Sprawiało to jednak, że nie interesował się przesadnie kontaktem z nią, bo to było zwyczajnie zbyt... zdrowe. Pociągały go słabości, mankamenty, emocjonalne wybuchy i był pewien, że i z niej mógłby to wszystko wyciągnąć, a jednak zawsze odsuwał go od tego fakt, że była zbyt blisko z Heaven. To byłoby jak stąpanie po cienkim lodzie, bo ledwo próbowałby zarzucić na nią swoją sieć, a ta uprzedzona przez kuzynkę rozpoznałaby fałsz w jego sztuczkach. Chyba że... może jednak Heav uniosła się dumą i nie powiedziała zupełnie nic? - Oczywiście czymś się odwdzięczę - zapewnił, zatapiając wzrok w jej orzechowych oczach, by odnaleźć tam odpowiedzi na pytania, które właśnie wykwitły w jego umyśle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1180
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2214
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Moderator




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyPon 30 Gru - 23:07;

Nessa spędzała sporo czasu w bibliotece. Nie była to tylko potrzeba indywidualna, a w dużej mierze związana z korepetycjami. Miała tu wszystkie materiały, a dodatkowo w przerwach mogła przygotowywać notatki do swojej pracy licencjackiej, nad którą regularnie pracowała. Nie była pewna, czy oddać ją w terminie i ukończyć Hogwart zgodnie z oczekiwaniami innych, czy może dać sobie jeszcze rok na podjęcie decyzji odnośnie do tego, co właściwie chciała robić w życiu. To był trudny temat, bo czuła się okropnie, biorąc pod uwagę coś innego, niż przewidzieli dla niej rodzice — zwłaszcza że była jedynym dzieckiem. Westchnęła, przewracając kartkę w podręczniku do eliksirów. Był to jeden z jej lepszych przedmiotów, ale nie miała kompletnie pamięci do nazw ziół, które wykorzystywano w eliksirach. Zgarnęła kosmyk włosów za ucho, stukając paznokciami w drewniany blat stolika, który zajmowała. Miała tu ciszę i spokój, więc przyszła zaraz po zajęciach popołudniowych, rzucając niedbale torbę przy krześle. Nie zwracała uwagi na to, czy ktoś tu zaglądał, czy nie i gdyby nie znajomy głos, który wyrwał ją z zamyślenia, pewnie wróciłaby do notatek. Spomiędzy warg uciekło ciche "hmm", a dziewczyna odwróciła głowę, zadzierając ją nieco ku górze. Karmelowe ślepia bezwstydnie omiotły przystojną twarz ślizgona, a na ustach automatycznie pojawił się krótki, zaczepny uśmiech.
- Pazuzu, cześć. Nie spodziewałabym się Ciebie w tej części biblioteki. - powiedziała całkiem szczerze, wzruszając delikatnie ramionami. Był człowiekiem, z którym miała wewnętrzny konflikt. Heaven niezbyt pochlebnie się o nim wyrażała, chociaż nie znała dokładnie całej historii ich relacji, a do tego było w nim coś niebezpiecznego, na co reagowała jej intuicja. Lepiej było się nie zbliżać. Niestety, intuicja przegrywała z olbrzymimi pokładami wrodzonej ciekawości i jego przyjemną aparycją, chociaż ona nie była dziewczęciem, które uganiało się za chłopakami. - Tak? A to dlaczego? Zwykle tak radośnie nie reagujesz, jak wyganiam Cię do pokoju wspólnego z korytarza przed dwudziestą-drugą.
Dodała, unosząc na chwilę brwi. Przesunęła się jednak z krzesłem na bok, robiąc mu miejsce. Założyła nogę na nogę, przekręcając głowę w bok i przyglądając mu się badawczo, skrzyżowała ręce na biuście. Brzmiał, jakby czegoś od niej potrzebował, a jako prefekt i znany obrońca ślizgonów, nie mogła odmówić. Słuchała więc w milczeniu, czując, jak zapach nachylającego się w jej stronę chłopaka, uderza jej w nozdrza. Wiele osób miało o Nessie całkiem złe wrażenie i teraz naprawdę nie potrafiła zdecydować, czy się go trzymać, czy może przez wzgląd na Heaven rozegrać to nieco inaczej.
- Wiesz, że nigdy nie odmawiam pomocy z nauką. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, nachylając się w jego stronę zaczepnie i patrząc mu chwilę w oczy. Bezceremonialnie zabrała mu pergamin z dłoni, prostując się gwałtownie, opierając wygodnie o krzesło. Niczym nauczycielka, zaczęła przesuwać spojrzeniem po pracy ślizgona, mając jednak podzielność uwagi. - Nie znaczy to jednak, że odrobię to za Ciebie. Mogę dać Ci trochę wskazówek, jak i gdzie znajdziesz dobre odpowiedzi. Na przykład do pytania siódmego.
Zakończyła, podnosząc znów na niego wzrok. Zaśmiała się na jego słowa, kręcąc delikatnie głową. Zbyt wiele razy dostała od ludzi przysłowiowym nożem w plecy, żeby czegokolwiek od nich oczekiwać. Nie było sensu od nowa pogrążać się w ich chaosie i opuszczać bezpiecznej strefy. Ich problemy zbyt często były zrzucane na jej głowę i nawet ładna buźka nie byłaby w stanie tego łatwo zmienić.
- Słońce, wystarczy, że będziesz grzecznie chodził na lekcje i zdobywał punkty, więcej mi nie możesz niestety zaoferować. - rzuciła bezceremonialnie, odkładając pergamin na blat biurka. Wstała z westchnięciem, kierując się do jednego z regałów, szukając odpowiedniego tomiska. Nie minęła chwila, a bystre ślepia dostrzegły granatowy grzbiet i wspięła się na palce, wyjmując go z półki. Stanęła przed nim, rzucając książkę na jego kolana. - Rozdział piąty, tam szukaj. A ja sprawdzę dalej.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Pazuzu VI Anunnaki

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188
C. szczególne : Wężowa blizna :brew:
Galeony : 103
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 131
https://www.czarodzieje.org/t17926-pazuzu-vi-anunnaki#507892
https://www.czarodzieje.org/t17931-listy-pisane-pazurem#508005
https://www.czarodzieje.org/t17929-pazuzu-vi-anunnaki#507883
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyWto 31 Gru - 13:20;

- I tak lepsze to od upominania mnie o mundurek - mruknął rozbawiony, odruchowo poprawiając wiązanie ślizgońskiego krawatu na tle białej koszuli. Gdy obserwował jak niektórzy w Hogwarcie ubierają się poza lekcjami, to musiał przyznać, że mundurek działał na ich korzyść, dając im chociaż minimalny poziom schludności i elegancji, ale w poprzednich latach sam mocno kombinował jak mógłby ulepszyć swój, w myśl zasady, że jeśli ma przestrzegać zasad, to musi chociaż spróbować je zmienić. A wystarczyłoby pozwolić mu wymienić koszulę na czarną, idealnie skrojoną z odpowiadającego mu materiału - oczywiście innego w zależności od pory roku.  I tak podmienił krawat, zamawiając identyczny wzór, ale z dokładniejszym wykonaniem, schludniejszym ściegiem i gładszą fakturą. Oko laika nie potrafiło wyłapać tej zmiany, ale jemu wystarczało, że on sam o tym wie. Nie potrzebował poklasku, a jedynie własnego komfortu. Świadomość, że przez większość dnia ma chodzić w tym, co kilkaset innych ludzi dookoła doprowadzała go do szału. Zasługiwał na więcej.
N a l e ż a ł o  mu się więcej.
Przyglądał się jej ruchom, wyłapywał słowa i ich sens, próbując rozszyfrować schemat jej zachowania, by łatwiej przewidywać jej reakcje. Wcześniej ją zaszufladkował, a teraz musiał sprawdzić czy przez to nie zrobił niechcący bałaganu w swoim katalogu. Kujonka, Prefekt, Czystokrwista, Transmutacja, Lanceley, Dear - zbyt ogólne tagi wymagały odświeżenia.
Bezczelna, warknęły do niego jego własne myśli, podpowiadając mu nową etykietę, prowokując go do reakcji, a jednak nie drgnął nawet minimalnie, skoro zgodziła się na pomoc. Nie mógł już się teraz wycofać, bo przyznanie się do tego, że nie zamierzał sam wykonywać ćwiczeń, było poza jego poczuciem godności. W końcu zależało mu na opinii, według której przykładał się do nauki i jego oceny miały być zawsze tego odzwierciedleniem, a nie celem samym w sobie. Wstał, pochylając się nad nią, wspierając dłoń na oparciu jej krzesła, by zerknąć na wspomniane przez nią zadanie, nie potrafiąc odmówić sobie próby osaczenia jej w ten sposób. Gdyby była płochliwą Puchonką, z pewnością drgnęłaby zawstydzona tą bliskością, ale na Merlina, nie byli przecież dziećmi.
- Nie chodzi o liście werbeny cytrynowej? - spytał udając zdziwienie i przeniósł wzrok na karmelowy brąz. Pamiętał wyraźnie, że dodane do eliksiru wzrostu liście determinowały kierunek jego działania, ale nie potrafił przypomnieć sobie rośliny. Wpisywał werbenę ze świadomością, że nie jest to poprawna odpowiedź, ale liczył, że strzał będzie na tyle bliski, że Nessa zwyczajnie go poprawi, skoro reszta odpowiedzi z pewnością była poprawna. Krukoński pomiot, mruknął do siebie w myślach, gdy dotarło do niego, że się z tą nadzieją przeliczył. Jak nic jej ojciec musiał być z Ravenclawu, skoro przejawia tak naiwne przekonania dotyczące zdobywania nauki. Przecież wystarczyło odpowiedzieć, zapamiętałby. Eliksiry były na tyle logicznym przedmiotem, że nie miałby z tym problemu. Historia Magii czy hieroglify wymagały o wiele większego wysiłku, a przecież sobie z nimi radził.
Oparł się o stolik, ale ten przesunął się nieznacznie pod jego ciężarem, więc brew drgnęła mu z niezadowolenia i opadł znów na krzesło. Chciałby powiedzieć, że meble w Hogwarcie to antyki, ale znał się na wycenie sprzętów i za te drewniane klocki nie postawiłby złamanego knuta. Rozklekotane starocie. Nawet magia nie potrafi trzymać ich już w jednym kawałku. Przesunął wzrokiem po jej sylwetce i tańcu rudych kosmyków, gdy Nessa rozciągała ciało, by dosięgnąć odpowiedniego tomu. Jej znajomość odpowiednich podręczników była imponująca, choć sam preferował prace na konkretnych artykułach, a nawet ich fragmentach, niż wertowanie zakurzonych ksiąg, które wypchane były bezcelowym bajdurzeniem. Przynajmniej jeśli mowa była o przedmiotach szkolnych, a nie tematach, które faktycznie go fascynowały.
Żyłka na skroni zapulsowała mu ostrzegawczo, gdy ta tak bezceremonialnie rzuciła mu książkę na kolana, tuż po jeszcze bezczelniejszych słowach. Odchylił się w tył i zaczął wertować wzrokiem wskazanych rozdział, w poszukiwaniu słów związanych z liściem, ani myśląc naprawdę czytać więcej niż kilka zdań.
- Właściwie miałem na myśli zwykłą kawę - mruknął, przesuwając gładko wzrok po wyblakłych literach. Tylko Pazuzu może uważać, że kawa w jego towarzystwie jest najwyższym rodzajem nagrody i tym bardziej nie zamierzał naciskać na jakiekolwiek odwdzięczenie się, skoro mógł dostać coś za darmo. Wodził dłonią po stronach, by nakierować wzrok na mniejsze partie tekstu, po czym zastukał cicho palcem w zdanie, kryjące odpowiedź. - Ale jeśli wolisz wolontariat - dokończył, unosząc na nią wzrok, by posłać jej połowiczny uśmiech i przechylił się w stronę stolika, by skreślić fragment o werbenie i zastąpić ją słowami "liść języcznika migocącego".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1180
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2214
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Moderator




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyNie 5 Sty - 16:09;

Pazuzu był jednym z tych ślizgonów, o którym Nessa wiedziała najmniej. Teoretycznie był nienaganny — zawsze uśmiechnięty, nigdy nie pyskował i nie sprawiał problemów nauczycielom, a w praktyce miał w sobie coś niepokojącego, tajemniczego. Nie wiedziała, czy nie umie wrzucić go do żadnej ze swoich szuflad, czy może boi się pomyłki? Westchnęła bezgłośnie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, gdy tylko głos dotarł do jej uszu. Uśmiechnęła się przepraszająco, nad wyraz niewinnie, wzruszając przy tym ramionami.
- Taka moja praca. Przyznaj się, przyzwyczaiłeś się już do słuchania mojego marudzenia i nawet trochę je lubisz.
Nie mogła się powstrzymać od rozbawienia na twarzy, więc wróciła wzrokiem do swojego tomiska, które ostatecznie jednak tylko zamknęła. Nie podejrzewała nawet, że kwestia mundurka jest dla niego tak ważna, że stawiał siebie aż tak ponad resztę uczniów, podczas gdy ona nie zwracała na to uwagi. Nosiła uniform zawsze, gdy było to wymagane, a w wolniejszych chwilach lub podczas patrolu czy korepetycji, wybierała wygodniejsze ubrania. Zawsze jednak stawiała na ponadczasową klasykę i elegancję, unikała pstrokatych kolorów czy nazbyt dziwnych zdobień. Mimowolnie poszła jego tropem, poprawiając tkwiący pod szyją krawat. Nie tkwiła długo w ciszy czy bezruchu, zabierając pracę chłopaka i z ciekawością czytając zawartość pergaminu. Był dobrym uczniem, nie spodziewała się wielu błędów. Każdy, kto znał Nessę chociaż trochę, wiedział, że z nią nie ma drogi na skróty i że bezczelnie sięga po to, czego chce. W tym wszystkim na szczęście na próżno było szukać zainteresowania życiem i sprawami innych, dzięki czemu swojej pozycji w szkole nigdy nie wykorzystywała. Założyła nogę na nogę, poprawiając dłonią materiał spódnicy, stukając czerwonymi paznokciami o udo. Na chwilę zmarszczyła brwi, czując bijące od niego ciepło i uderzający w nos zapach, gdy znalazł się niebezpiecznie blisko. Pomimo braku przyzwyczajenia do tego, że to ktoś narusza jej przestrzeń, a nie ona kogoś — nie drgnęła nawet, a po drobnej buzi nie było widać niczego. Odchyliła głowę tak, aby ich spojrzenia się spotkały, bo dla Lance była to podstawa dobrych manier w konwersacji. Duże oczy ślizgona miały kolor mielonych ziaren kawy, chociaż miała wrażenie, że to kwestia niezbyt dobrego oświetlenia w tym miejscu i w rzeczywistości przypominały orzechowe praliny. Były znacznie ciemniejsze od jej, które przypominały zdaniem szeptów z przeszłości, płynny karmel.
- Nie, Pralinko. Cytrynowa werbena zaburza działanie pozostałych składników. Gryzą się.- odparła ze spokojem, zdając sobie sprawę, że przez te ślepia już zawsze będzie dla niej Pralinką, czy to mu się podobało, czy nie. Było to też idealne imię dla pupila, jednak porzuciła kapryśną chęć i myśl o tym, aby przekonać się, jak dorodny byłby z niego kocur. Chrząknęła, chcąc zachować powagę, ale przypomnienie Cassiusa w formie ślimaka skutecznie jej to utrudniało. Z dwójki rodziców, ojciec był ślizgonem, a matka natomiast -krukonkom. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, bo tiara w przypadku rudzielca, wyjątkowo długo się zastanawiała. Zerknęła w jego oczy raz jeszcze, zastanawiając się, co mu chodzi po głowie. Miał kamienną twarz, trudno było zgadnąć. |
- Znasz odpowiedź, tylko pewnie zapomniałeś.
Wstała, chcąc zabrać się za szukanie odpowiedniej książki. Kątem oka widziała tylko, jak stary stolik drgnął pod jego ciężarem, chłopak opadł na krzesło. Niczym pokonany, bezbronny — chociaż ten chwilowy, groźny błysk w oczach przywiódł Lance na myśl całkiem inne emocje. Nie odezwała się jednak, wracając uwagą do półki. Lubiła czytać, a za dzieciaka, spędzała całe noce w ojcowskiej bibliotece. Do piątego roku w szkole była też dość aspołeczna, więc przesiadywanie w bibliotece traktowało jak hobby. Wyjęła właściwe tomisko, dłonią przesuwając po okładce. I tylko w takich właśnie momentach, w ułamkach sekund dało się dostrzec w jej wzroku ślady emocji, których światu nie pokazywała. Przymknęła na chwilę ślepia, zaraz jednak przywdziewając zaczepny uśmiech i rzucając mu książkę na kolana, znów lustrowała go wzrokiem.
- Kawę? - powtórzyła cicho, zwabiona niczym zaklęciem. Jedna z trzech rzeczy, bez których absolutnie nie wyobrażała sobie życia. Zaraz obok cynamonowych ciastek czy piernika, towarzyszyła temu jeszcze dobra whiskey. Uważała, że każdy z tych składników cudownie się ze sobą łączy, tworząc harmonijną całość, tylko nie mówiła o tym głośno. Zacisnęła usta, jedną z dłoni unoszą i zgarniając nią miedziany kosmyk włosów za ucho, przekręciła głowę, przyglądając mu się badawczo. Cholera, dlaczego nigdy nie miała pięknej, ciętej, odmawiającej riposty na kawę? Bezradnie westchnęła, podchodząc do niego i przysiadając na oparciu krzesła, skrzyżowała ręce pod biustem. Prefekt naczelna nie dość, że była niska, to jeszcze miała szczupłą sylwetkę, a ostatnimi czasy omijała sporo posiłków, chudnąc jeszcze mocniej. Spojrzała na niego z powagą.
- Przewidujesz do tego orzechową piankę, cynamonową posypkę, ewentualnie irlandzką wersję podwójnie mocnej? W takim wypadku mogę się zgodzić na taką formę podziękowania za pomoc, chociaż zwykle pracuję bez profitu. - zaczęła ze spokojem, patrząc, jak wpisywał poprawną odpowiedź, którą znalazł wcześniej w książce. Uśmiechnęła się pod nosem, widząc właściwie słowa, które zostawały za piórem. - W dziewiątym będzie trzy razy w lewo, zagotować i osiem razy w prawo, wtedy się nie zważy. To tak w gratisie.
Dodała jeszcze krótko, biorąc bezceremonialnie książkę z jego nóg, po czym kładąc ją na swoich, zaczęła wertować kartki. Była pewna, że ma rację, ale przezorny zawsze ubezpieczony i takim sposobem dotarła do dziesiątego rozdziału, w którym skrywał się poszukiwany przepis. Jakby dorzucił jeszcze ciastko do oferty, byłaby bardziej pomocna. Ewentualnie pralinki.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Pazuzu VI Anunnaki

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188
C. szczególne : Wężowa blizna :brew:
Galeony : 103
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 131
https://www.czarodzieje.org/t17926-pazuzu-vi-anunnaki#507892
https://www.czarodzieje.org/t17931-listy-pisane-pazurem#508005
https://www.czarodzieje.org/t17929-pazuzu-vi-anunnaki#507883
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyWto 7 Sty - 13:21;

Prychnął cicho pod nosem z rozbawienia, pozostawiając jej wypowiedź jedynie z komentarzem w postaci nieco uniesionych kącików ust. Czy można to było uznać za potwierdzenie? W pewnym sensie miała nawet trochę racji, bo może i lubił uległe mu osoby, ale przede wszystkim - nie lubił się nudzić, więc nawet w tych potulnych egzemplarzach szukał nieco zadziorności, popychał ich do granicy irytacji, pasji, złości, ślepego zakochania. Lubił buzujące z ekscytacji hormony i widok niekontrolowanych emocji u innych. Może właśnie dlatego tak uzależniająca była jego relacja z Heaven, bo nawet jeśli czuł, że zawsze z nią wygra, to pozostawała ta nuta niepewności - świadomość, że wściekła suka może ugryźć i takie właśnie lubił najbardziej. Mimo porównywania zdecydowanej większości ludzi do psów, to Nessy jednak suką nazwać nie mógł nawet w swojej głowie. Nie pasowało mu to. To słowo nie leżało na niej odpowiednio. Jej zadzieranie nosa miało pewien urok, bo uznawał powody, dzięki którym mogła sobie na to pozwolić. Kilka procent czystości krwi mniej i zapewne taki pobłażliwy by nie był,  ale potrafił docenić jak dbała o wizerunek publiczny, bo przecież sam wiedział jak wymagające to jest zajęcie (zwłaszcza z jego charakterem) i ta świadomość sprawiała, że... był jej ciekaw. Mimowolnie zastanawiał się czy perfekcyjna prefekt bezczelna skrywa chociaż ułamek tego, co ukrywa on. A może jest jak Dear? Pod schludnym mundurkiem skrywa pęknięcia i wystarczy raz mocno uderzyć, by rozpadła się na kawałki? Kusząca myśl. Warta sprawdzenia.
- Pralinko? - spytał nieplanowanie, unosząc brew ze zdziwienia, zaraz reflektując się, by odnotować w pamięci informację o werbenie. - Tego zdecydowanie nie zapomnę - dodał zaraz ciszej, mrukliwiej, bardziej jako komentarz do siebie podczas przechwytywania pergaminu, niż do samej Nessy, ale odnosząc się zarówno do nadanego mu przydomku, jak i do poprawnej odpowiedzi. - Już nie 'Słońce"? To awans czy degradacja w Twoich oczach? - powrócił do tematu, już głośniej, gdy mógł przenieść wzrok z pergaminu na płynny karmel, który błyszczał żywotnie mimo słabego oświetlenia w pomieszczeniu. Większość osób, słysząc "Słońce", w zależności od relacji, odebrałoby to jako ciepłe określenie lub pobłażliwe traktowanie. On nie miał nic przeciwko, by tak go nazwać, bowiem miał silne, pozytywne skojarzenie z tym słowem. Helios. Ra. Bóg Nieba. Panuje nad wszystkim, czego tylko dotknie promieniami. Daje życie, energie, kusi ciepłem. Uzależnia, do tego stopnia, że nawet nie zastanawiasz się nad jego systematycznym, negatywnym działaniem, powolnym wyniszczaniem, które przypłacić możesz zdrowiem lub życiem. W furii - pali, pustoszy, nie pozostawiając nic wartego ratunku. Jedyna taka panująca nad nami gwiazda. Czuł, że "Słońce" mu pasuje. Nie mógł tego powiedzieć natomiast o nowym przezwisku, ale był na tyle pewny siebie, żeby mimo kojarzenia pralinki z czymś słodkim i występującym w otoczeniu sobie podobnych, być pewien, że musi odnosić się do czegoś pozytywnego, więc pytanie do niej skierowane miało zachęcić Ślizgonkę do wyjaśnień skojarzenia, bo dosłowną odpowiedź już znał.
- Właściwie miałem na myśli zwykłą kawę - powtórzył po sobie słowo w słowo, ale z wyraźnie szerszym uśmiechem, zadowolony, że Nessa dała się zwabić na tę przynętę. Skoro rozniecił już swoją uwagę, zarzucił sieć, to teraz czas na obserwację, by złapać ją żywcem i ocenić w jaki sposób jest więcej warta. Oderwał pióro od pergaminu, by spojrzeć na nią uważnie - na twarz oczywiście, bo sylwetce zdążył przyjrzeć się gdy sięgała po książki. Za mało jeszcze wiedział, by stwierdzić jaka strategia będzie najskuteczniejsza, ale ją zawsze można przecież jeszcze przekręcić o sto osiemdziesiąt stopni. - Widzę jednak, że warto zmienić plany, by Cię zadowolić - dodał więc, święcie przekonany, że sprosta jej oczekiwaniom i po spotkaniu będzie usatysfakcjonowana. Nachylił się nad pergaminem, by z lekkim uśmiechem poprawić zadanie dziewiąte, ale pod wpływem nagłej myśli przesunął dłoń w dół, by dopisać dodatkowe pytanie. Tak w gratisie.
- Znasz odpowiedź na ostatnie? - spytał, prostując się, po czym podał jej pergamin patrząc poważnie w karmelowe oczy - Wolę być pewien. Mam wrażenie, że reakcja na podanie błędnego składniku może nie zadowalać moich... ambicji - dodał powoli, wypuszczając pergamin spomiędzy palców dopiero gdy wybrzmiało ostatnie słowo.

Otwieram się na końcu:


Zad. 15. Jakich pralin pragnie panna Lanceley?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1180
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2214
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Moderator




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptySro 8 Sty - 23:16;

Nikt nie podejrzewałby Anunnakiego o sadystyczne zapędy, doskonale się maskował. Nessa była nieufna ze względu na słowa Heaven, które dokładnie zapamiętała. Zresztą, nie wierzyła w istoty idealne, a Pazuzu wydawał się na takiego kreować. Z doświadczenia wiedziała, że tacy ludzie skrywają najmroczniejsze sekrety. Nie zawsze jednak było warto je wydobywać, więc pomimo zabawy i iskry, którą obcowanie z nim przynosiło, starała się zachować jakiś bezpieczny dystans. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, nie odzywając się jednak słowem. Miał szczęście, że nie czytała w myślach, bo zostałby pewnie potraktowany jednym z jej ulubionych zaklęć transmutacyjnych, zmieniłaby go po złości w jakiegoś kota. Może tego łysego, syjamskiego z wielkimi oczyma? Chociaż znacznie lepiej nadawałby się na jednego z tych groźnych i dużych psów, to zrobiłaby mu po prostu na złość. Rude faktycznie bywały wredne. Żyjąc jednak w błogiej nieświadomości jego psich wyobrażeń, kiwnęła głową na wypowiedziane przez niego słowo. Magiczne, oddające całą jego osobę w oczach prefekt. Był delikatnie chrupiący zewnątrz, potem było trochę miękkiego kremu, a na końcu jakiś tajemniczy składnik — mógł to być twardy orzeszek, a mogła to być kandyzowana wiśnia. Nie mogła jeszcze jednak stwierdzić, która opcja brzmi prawdopodobniej, bo na dobrą sprawę — nie wiedziała o nim absolutnie czego, poza tym, co pokazywał reszcie świata. Jednak ta niebezpieczna iskra w oczach dawała do myślenia. Może używał jej jako przynęty na te swoje wszystkie rybki? Odgarnęła kosmyk włosów za ucho, nie chcąc być taką rybką.
- Pralinki czy werbeny? Będę Cię teraz tak nazywać, przyzwyczaj się. Może kiedyś Ci wytłumaczę, dlaczego, jednak najpierw muszę podjąć pewną decyzję. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, zostawiając mu jedynie domysły. Na pytanie o awans czy degradację, przekręciła głowę na bok, odgarniając kosmyk włosów za ucho. W milczeniu odszukała jego spojrzenia, na chwilę zagłębiając się w brązowych oczach ślizgona, aby ostatecznie udzielić mu najpewniej niezbyt satysfakcjonującej odpowiedzi. Wydawał się lubić kontrolę, wszystko wiedzieć — trochę jak ona.- Trudno powiedzieć, mam za mało informacji. Pralinka lepiej Cię oddaje jak słonce. A co, spodobało Ci się, Pazuzu?
Zaczepnie puściła mu oczko, zaraz śmiejąc się pod nosem i kręcąc z niedowierzaniem głową, tym samym zrywając kontakt wzrokowy z chłopakiem. Nie miała pojęcia, że słońce tak mocno połaskocze jego ego.
Pewnie dalej byłaby bardziej zdystansowana i ostrożna, gdyby nie użył magicznego zaklęcia. Kawa działała na nią niczym accio. Mogła żyć bez obiadu, ale funkcjonowanie bez tego cudownego napoju było nie do pomyślenia. Rudzielec zacisnął usta zrezygnowany, złapany w pułapkę i już czujący w ustach smak piernikowej pianki, gdy on wspomniał o zwykłej, prostej kawie. Też była dobra, ale czemu nie skorzystać z tych wszystkich eksperymentów, które poprawiały walory smakowe? Każda pora roku miała swój dodatek i to było lepsze niż kalendarz. Przysiadła wygodnie na oparciu siedziska, czując bijące od niego ciepło. Trzymała grzecznie ręce na swoich udach, dbając o materiał plisowanej spódnicy.

- Kawa daje satysfakcję, jednak to wciąż niecałkowite zadowolenie. Czyżby zwykła kawa poszła w odstawkę i mogę liczyć na odrobinę luksusów?- zapytała z ciekawością, stukając pomalowanymi na czerwono paznokciami w udo. Zawsze była elegancka i zadbana, schludna. Ostatnimi czasy zrezygnowała jednak z czerwonych ust i mocnego makijażu, decydując się na delikatniejszy wygląd, bardziej naturalny. - Mhmmm ostatnie? Pokaż.
Nachyliła się nieco do przodu, łaskocząc włosami jego ramię, nic sobie nie robiąc z niewielkiej odległości, która ich dzieliła. Nessa była bezpośrednia i otwarta, trudno było ją zawstydzić i zapędzić w kozi róg, a przynajmniej tak sądziła. Na jego słowa i po przeczytaniu pytania, roześmiała się cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową. Bez słowa uniosła dłoń, zawieszając ja jednak w powietrzu. Zupełnie jakby chciała coś zrobić, o czym świadczył krótki, pełen konsternacji grymas na jej twarzy.  Deja vu, skojarzenie Lennego i przypomnienie sobie, że miała absolutnie nie wplątywać się w żadne bliższe relacje z ludźmi, a tym bardziej je inicjować. Każda taka więź w jej przypadku kończyła się źle, sprawiając, że warstwa kłamstw względem samej siebie narastała mocniej. Przesunęła dłonią po burzy rudych włosów, odgarniając je do tyłu. Długie, ciągnące się za pas kosmyki zakołysały się leniwie w powietrzu, odbijając światła kandelabrów. Wciąż na niego patrząc, odgarniając jednocześnie chęć dowiedzenia się więcej, nie mogła powstrzymać przezwiska. Wilk, Gburek, Elf. A teraz Pralinka. Po co używać imion, Nessa?
- Interesujący z Ciebie Pralinek, całkiem zabawny.
Następnie znów wróciła spojrzeniem do pergaminu, zabierając mu z dłoni pióro i maczając w atramencie. Odłożyła książkę tak, że zsunęła się na ziemie, a drugą ręką podtrzymała się przeciwnego oparcia, aby nie spaść z krzesła. Naskrobała w milczeniu odpowiedź, odkładając pióro, aby następnie wyprostować się i znów przybrać grzeczną pozycją z rękoma na kolanach.
- Uważaj, bo ambicja może zgubić, wciągnąć, a na samym końcu rozczarować.
Zauważyła zadziornie, wysuwając rękę po leżące tomisko o eliksirach. Nie lubiła, gdy książki leżały na ziemi.

Otwieram sie na końcu:

ODP 15.  Karmelowych z przełamującą je solą lub gorzkiej czekolady z orzechowym środkiem.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Pazuzu VI Anunnaki

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188
C. szczególne : Wężowa blizna :brew:
Galeony : 103
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 131
https://www.czarodzieje.org/t17926-pazuzu-vi-anunnaki#507892
https://www.czarodzieje.org/t17931-listy-pisane-pazurem#508005
https://www.czarodzieje.org/t17929-pazuzu-vi-anunnaki#507883
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyWto 14 Sty - 17:54;

Uniósł brew, na krótką chwilę zaciskając nieco usta, by powstrzymać się od prychnięcia zdradzającego, że oprócz rozbawienia, kotłowała się w nim teraz też i irytacja jej bezczelnością. Rzucanie w jego stronę słoneczkami, miśkami, pyśkami czy innymi tego typu tworami potrafił zaakceptować jako manierę, styl wypowiedzi, językowe przyzwyczajenie - nic personalnego. Ale wymyślać przezwisko, nie tłumacząc skąd się wzięło? Jawna prowokacja, na którą nie powinien się złapać, więc zmusił się do szybkiego rozluźnienia mięśni żuchwy, by okazać jedynie lekkie rozbawienie.
- Nie - odpowiedział szczerze, krzyżując ręce na klatce i odchylając się w tył, by w tej zamkniętej postawie unieść na nią wzrok, uśmiechając się dopiero wtedy, gdy ich spojrzenia na nowo się połączyły. - Wolę jak mówisz do mnie po imieniu, Nesso - wyjaśnił, kładąc nacisk na ostatnie słowo, popychając głos do wibrującego pomruku, niemal identycznego do tego, którego używa podczas hipnozy. Dziewczyna miała coś w sobie, co kusiło go, by ją przetestować. Zobaczyć czy ulegnie mu z taką łatwością jak Dear czy może jej wola okaże się na tyle silna, by mu odmówić. Musiał jednak zdusić w sobie tę zachciankę, obiecując sobie, że na pewno w końcu zrobi i ten krok, ale mając ku temu jakiś cel - lepszy od samego “sprawdzenia”.
- Możesz. Na luksus - zaczął, odruchowo przenosząc ramię za oparcie, by w razie potrzeby przytrzymać Nessę, jeśli ta straciłaby równowagę w wybranej przez siebie pozycji  - i zadowolenie - dokończył, uznając, że dziewczyna “liczyć” może na wiele, ale na ile się dla niej wysili? Sam jeszcze tego nie wiedział. W to, że byłby w stanie spełnić jej oczekiwania w ogóle nie wątpił, ale pytanie brzmiało czy była warta dalszej uwagi. Z pewnością, na chwilę obecną, spełniała najważniejszy warunek - nie była w żaden sposób nudna. Ważyła słowa, ale wcale ich nie szczędziła, a on potrafił to docenić, bo, poza nielicznymi przypadkami, wolał raczej otaczać się rozmownymi osobami. Zawsze sprawiało to przyjemną okazję do tego, by je uciszyć, a chwilom bez zbędnych słów nadawało większej rangi. Panna Lanceley zresztą należała do osób, których sama obserwacja należała do równie ciekawych, co ich słuchanie. Jak chociażby teraz - poczuł jak jej włosy kaskadowo na niego spadają, łaskoczą go, kuszą subtelnie zapachem i zapewne większość mężczyzn na jego miejscu chciałoby poprawić je delikatnie, może ująć między palce, by sprawdzić ich miękkość lub przysunąć się bliżej, by poczuć wyraźniej przyjemną woń. On zapragnął zanurzyć w nich palce, by zaraz zacisnąć je niczym na miedzianych drutach, które za zadanie miałby wyrwać. Uśmiechnął się lekko, wyobrażając sobie jak wyglądałaby jej drobna szyja wygięta w łuk, na ile widoczne byłyby żylne rozwidlenia pod napiętą skórą i pod wrażeniem tych wizji wyciągnął powoli dłoń, poprawiając łagodnie niesforne kosmyki, by przestały go zaczepiać.
Obserwował jej mimikę i gesty, jakby był na sztuce teatralnej bez słów, bez treści - sztuka dla sztuki, czysta forma - by czerpać z niej przyjemność, należy ją zaakceptować, poczuć, nie próbując zrozumieć czy analizować. Na chwilę właśnie na to sobie pozwolił. Cichy śmiech, urwany gest, taniec rudych strun, zbliżenie, wycofanie. Byłaby to idealna chwila - subtelna, interesująca przez tę delikatną warstwę, którą należałoby bez czci zdrapać, by ujrzeć co kryje się pod każdym gestem - a jednak Nessa zbeszcześciła ją swoim pralinkowm komentarzem. Jej głos, jakkolwiek przyjemny mógłby się wydawać, zafałszował wyraźnie, rujnując jej występ. Trudno, potraktuje to jako próbę, jedną z pierwszych.
Może go nie zawiedzie gdy dojdzie do prawdziwego występu.
- Znam ryzyko - mruknął, przesuwając wzrokiem po odpowiedzi nakreślonej na pergaminie, a chwilę później po jej dłoniach ułożonych na kolanach, zaraz podążając za jedną z nich swoją, by przytrzymać ją za nadgarstek, powstrzymując od sięgnięcia po książkę. Położył podniesiony tom na swoim udzie, dopiero teraz wypuszczając drobną dłoń Nessy w ten sposób, że palce przesunęły się po całej jej długości, jakby badając układ jej kości. - Ale widzę, że oboje nie lubimy, gdy jest za słodko - dodał z uśmiechem, unosząc pergamin nieco wyżej, zerkając zaciekawiony na płynny karmel w poszukiwaniu błyszczących kryształków soli.


Ostatnio zmieniony przez Pazuzu VI Anunnaki dnia Wto 21 Sty - 15:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isabelle L. Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 163
C. szczególne : leworęczna, blizna na ramieniu zakryta tatuażem, hiszpański akcent, szczupła, długie brązowe włosy, brązowe oczy .
Galeony : 812
  Liczba postów : 649
https://www.czarodzieje.org/t16449-isabelle-l-cortez
https://www.czarodzieje.org/t16500-skrzynka-pocztowa-i-l-c#453646
https://www.czarodzieje.org/t16476-welcome-in-my-world#452752
https://www.czarodzieje.org/t16459-isabelle-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18678-isabelle-luna-cortez#534230
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyPią 17 Sty - 13:43;

/ w innym czasie - kółko

Tablica ogłoszeń tętniła życiem od nalepionych kartek. Oferty sprzedaży, kilka propozycji korepetycji jak i prośby - okraszone sugerowaną oferowaną kwotą za wykonanie - o napisanie prac semestralnych. Na sam widok chciało się Izzy śmiać. Niektórzy ślizgoni potrafili ją zadziwić swoją bezradnością w tego typu sprawach. Rozbawiona miała już odejść od tablicy, gdy jedno z ogłoszeń widniejących na samym dole przykuło jej wzrok. Złapała za róg kartki chcąc przeczytać dokładniej widniejący na karteczce tekst. Klub eliksirowarów prosił swoich członków o przygotowanie eliksiru. Odmładzającego w dodatku. Cortez nie była najlepsza w eliksirach, jednak z chęcią spróbowałaby swoich sił w tym zadaniu. Nie zastanawiając się długo zgarnęła swoją torbę i poszła od razu w miejsce, gdzie miała nadzieję nikt nie będzie jej przeszkadzał.
Niewielkie pomieszczenie wydawało się dziewczynie dość przytulnym kącikiem. Minimalistka, jedynie rzeczy potrzebne i niezbędne w sztuce warzenia. Niespiesznie odłożyła torbę na jedno z krzeseł, z której po chwili wyciągnęła podręcznik do eliksirów. Znalezienie odpowiedniej strony nie zajęło jej dużo czasu. Szybko przejrzała składniki i już po chwili zabrała się za ich kompletowanie. Na szczęście nie musiała wychodzić z pomieszczenia. Wszystko było, a dodatkowo miała wręcz wrażenie, że ktoś specjalnie uzupełnił dla nich spiżarkę. Zadowolona wróciła do podręcznika czytając krok po kroku przepis. Nie wydawał się on skomplikowany. Rozdrobnij to, posiekaj tamto, zmieszaj to z tym... Miała wrażenie, że został on specjalnie napisany dla uczniów pierwszego roku. Dla tych co dopiero przekroczyli próg zamku i nie wiedzą ]co z czym. Ale to nawet lepiej. Mogła przez chwilę udawać, że eliksiry są jej żywiołem.
Czekając aż wywar zacznie bulgotać i będzie mogła przejść do ostatnich etapów warzenia usiadła obok stosu książek biorąc pierwszą z brzegu do ręki. "Eliksiry dla opornych. Jak nie dać się zniechęcić". Uśmiech aż sam cisnął się na jej usta. Książka idealna dla niej, jednak nie miała zamiaru jej czytać. Odłożyła ją na miejsce i wróciła do kociołka w którym w końcu zaczęło się coś dziać. Zamieszała kilka razy w prawo,później w lewo. Odczekała minutę i znów zamieszała w lewo. Następnie dodała ostatnie składniki. Biała mgiełka uniosła się nad kociołek formując drobne kółeczka. Sprawdziła w podręczniku czy tak właśnie powinno być i po upewnieniu się zabrała kociołek z ognia. Wystarczyło już poczekać aż ostygnie i przelać zawartość do flakoników. Kusiło ją przez moment aby wziąć jeden dla siebie jednak zrezygnowała z tego pomysłu. Przepis była na tyle prosty, że sama świetnie poradzi sobie w przygotowaniu eliksiru następnym razem.
Dumna z siebie schowała fiolki do torby. Posprzątała dokładnie kącik jednym zaklęciem i zabierając swoje rzeczy wyszła z pomieszczenia chcąc jak najszybciej zanieść sporządzony eliksir kółku mając nadzieję, że nic nie stanie się osobą które go spożyją. Sama nie miała zamiaru tego robić. Nie chciała się odmładzać. Bo niby co miała by robić w ciele dziecka przez godzinę, a może i nawet dłużej?

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, trochę podrapane ręce po kocich pazurach.
Galeony : 354
  Liczba postów : 832
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyPią 17 Sty - 14:36;

/ w innym czasie, też kółko /

Od czasu do czasu miał możliwości zrobienia czegoś na kółko eliksirowarów. Z początku planował dorwać Skylera albo Matthew do pomocy, ale szczerze powiedziawszy złapanie ich w zamku ostatnio graniczyło z cudem. Uznawszy, że nie ma co tracić czasu na poszukiwania tych, co znaleźć się nie chcą dać, ruszył w kierunku trzeciego piętra. Pod pachą niósł swój samomieszalny srebrny kociołek i trzeba przyznać, że dopiero po połowie schodów zdał sobie sprawę, że przecież może go zaczarować i lewitować przez resztę trasy. Na miejscu zaczął od rozstawiania stanowiska. Zanurzył się ochoczo do poszukiwania wszystkich składników potrzebnych do uwarzenia eliksiru młodości. Fiolka bulbadokosowego soku stała na najwyższej półce regału. Suszony rdest ptasi pokroił na małe kawałeczki, a dwie garści piołunu ugotował we wrzącej wodzie. Miał pewien problem z wyciągnięciem śledziony nietoperza z fiolki. Ta postanowiła przykleić się do szklanych ścianek i żeby nie niszczyć przedmiotu, musiał się namachać, by wyskrobać śledzionę. Palce go od tego bolały, a ledwie wyciągnął wszystkie cuchnące resztki, a zrozumiał, że całość jest po prostu do wyrzucenia. Dla pewności sięgnął jeszcze po podręcznik od eliksirów i odnalazł w spisie treści hasło "śledziona nietoperza". Jak wół było napisane, iż ta powinna sama wypływać z buteleczki, a jeśli trzeba ją zeskrobywać to znak, że jest ususzona i nadaje się jedynie do zutylizowania. Tak też zrobił i sięgnął po kolejny egzemplarz. Tym razem śledziona "wylazła" bez problemu i mógł ją od razu wrzucić do kociołka. Zamieszał czterokrotnie w prawą stronę, wypowiedział odpowiednie zaklęcie nad parującą kolorową wodą i przeszedł do następnego etapu warzenia. Ze wstrzymanym oddechem zaaplikował do kociołka trzy krople żółci pancernika. Od razu odsunął się, gdy ze środka buchnął żółty dym. Po odczekaniu dwudziestu pięciu sekund (sprawdzał na stoperze), mógł ponownie zamieszać eliksir i zaobserwować jak śledziona w środku rozpuszcza się, nadając płynom kremowej barwy. Podniósł temperaturę grzania o dwanaście stopni i przysiadł sobie na krześle z moździerzem. Czułki szczuroszczeta w ilości ośmiu sztuk połączone z suszonymi figami były ostatnim składnikiem do dodania. Zanim jednak to nastąpiło miażdżył oba jak najlepiej potrafił. Po jakichś dwudziestu minutach w kąciku dało się wyczuć intensywny aromat piołunu, który w końcu przebił się zapachem nad śledzioną. Przynajmniej ci, z koła teatralnego, nie będą cierpieć podczas zażywania eliksiru młodości. Postarzający, który kiedyś dla nich warzył, miał paskudny smak i zawsze, ale to zawsze pojawiał się odruch wymiotny. Tym razem eliksir wydawał się mieć smak ściśle połączony z przyprawami. Tak czy siak, nie zamierzał tego próbować. Po zmiażdżeniu dwóch składników stanął nad kociołkiem i ostrożnie je dodał do całej konsystencji. Zamieszał trzynaście razy w lewą stronę i dwa w prawą. Według ostatniego punktu w podręczniku należy teraz zmniejszyć temperaturę grzania, położyć przykrywkę na kociołek i poczekać trzydzieści minut na dokończenie warzenia. Tak też zrobił, a przez wolny czas posprzątał stanowisko pracy, wywietrzył, umył ręce i przygotował kilka fiolek. Na szczęście konsystencja, kolor i zapach eliksiru zgadzały się z opisem, a więc z pomocą zaklęć przelał go do fiolek, które po chwili szczelnie zakorkował, oznaczył etykietą, nazwą i datą uwarzenia - drobne zboczenie przyszło-zawodowe, by opisywać każdy eliksir. Westchnął głośno i po zebraniu swoich rzeczy ruszył w kierunku pokoju nauczycielskiego, aby oddać eliksiry profesor Sanford.

zt

______________________


If you can't beat fear, just do it scared.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle R. Swansea

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : obecnie różowe włosy, bransoletki, pierścionki, drobny tatuaż na nadgarstku przedstawiający małą gitarę i na paluszkach gwiazdki i serduszka.
Galeony : 105
  Liczba postów : 45
https://www.czarodzieje.org/t17793-gabrielle-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18017-drooble#512070
https://www.czarodzieje.org/t18018-g-r-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17792-gabrielle-r-swansea#501046
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptySob 18 Sty - 13:05;

Zadanie z kółka Entuzjastycznych Eliksirowarów

Nie zawsze uczęszczała na kółka pozalekcyjne. Czasami po prostu nie miała ochoty robić sobie dodatkowej pracy domowej. W tym miesiącu oba kółka, na które się zapisała miały ze sobą wiele wspólnego. Należało zrobić sporą ilość eliksiru młodości, dla tych od zajęć teatralnych. Mieli oni robić sztukę z odgrywania dzieciaków. Fajna sprawa. Osobiście Gabrielle wolała wypić ten eliksir i zabawić się w przedstawieniu, ale każda para rąk do zrobienia odmładzającego napoju miała się przydać. Nie była świetna z eliksirów. Jakieś tam pojęcie miała, no ale bardziej znała się na przyrządzeniu eliksiru euforii niż młodości. Chyba nigdy nie myślała o tym, że tak szybko przybywa jej lat. Duchem była jeszcze dzieciakiem. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek przyrządzała ten eliksir. Możliwe, że na jakiejś lekcji wykonywali ten eliksir czy nawet we wcześniejszych latach, ale nigdy jakoś nie przykładała wagi do przeszłości. Co było, to było.
Zabrała ze sobą ze dwa podręczniki, w które tytuły się nawet nie zagłębiała. Chciała zgarnąć kogoś do przyrządzanie wspólnie eliksiru, ale wszystkich ciągle gdzieś goniło. Nikt nie miał czasu. Wiedziała, że nad tym kociołkiem posiedzi tu jakiś czas, ale wpierw kartkowała jeden z podręczników, chcąc znaleźć interesujący ją przepis. Całkowicie jej to nie wychodziło. Myślała, że tak będzie szybciej, w końcu się poddała i zerknęła do spisu treści, znajdując Eliksir Młodości na literę "M". Przeczytała po łepkach przepis, zastanawiając się, od czego zacząć. Wlała do kociołka wody, rzuciła pod naczynie jedno z tych zaklęci piromanckich, czekając, aż woda się nieco podgrzeje. Zaczęła sprawdzać, jakie ma składniki. Może jakiś brakowało? Wszystko było możliwe ze Swansea znajdującej się w tym kąciku eliksirów.
Pokroiła jakieś zielsko, zgniotła parę chrząszczy, wlała jakiegoś soku. Moździerzem zgniatała i kruszyła co chwile jakieś składniki. Sprawdzała i odliczała konkretne porcje. Wrzucała poklei, jak nakazywał podręcznik, ale coś było nie tak, ponieważ z eliksiru, zaczął wydobywać się jakiś zielony dym. Na szczęście, na któreś lekcji z profesor Sanford, gryffonce obiło się o uszy, jak zapobiegać takim sytuacją. Odpowiedni składnik, zaklęcie zmniejszające temperaturę w kociołku i wszystko powoli prawie samo się stabilizowało. Przepis w książce na eliksir młodości raczej był łatwy, sam mały druczek w kwestii poziomu trudności oznaczał niemal banalnie łatwy, te słowa śmiały się w twarz Gabrielle Swansea. Nie przejmowała się tym. Nieco potargana i zadymiona, z uśmiechem na ustach odlewała do szklanej fiolki swój płynny wynalazek. W końcu eliksir się udał. Miał odpowiedni kolor, konsystencje czy nawet tam zapach. Wszystko w podręczniku wskazywało, że to się udało. Musiało się udać. Na pewno profesor Sanford sprawdzała te cuda zrobione przez członków kółka Entuzjastycznych Eliksirowarów, za nim przekazała to opiekunce kółka Twórczych Teatrofili i właściwie to dzięki Merlinowi. Zawsze można było mieć pewność, że nikomu nic złego się nie stanie. Zawsze mógł przecież znaleźć się jakiś żartowniś lub ktoś szukający zemsty. Takich świrów nigdy na świecie nie za mało.
Zaniosła swój eliksir młodości do profesor Alexy Sanford, która przekazała wszystkie wykonane odmładzające napoje na sztukę, ponieważ ta miała odbyć się niedługo. Swansea również i do tego spektaklu musiała się przygotować, ponieważ sama należała do kółka TT, a akurat tego nie zamierzała przegapić.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1180
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2214
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Moderator




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyNie 19 Sty - 2:45;

Młoda czarownica zdawała sobie sprawę ze swoich wad i złych nawyków, które wżarły się w jej charakter, niszcząc poniekąd miano idealnego dziecka, gdy ktoś ją bliżej poznał. Walka z nimi jednak przypominała tę z wiatrakami, która z góry skazana była na porażkę. Nieważne ile razy ugryzłaby się w język, bezczelność czy bezpośredniość, chęć kontrolowania w najmniejszym calu relacji społecznych — były silniejsze. Stanowiły nieodłączny element rudej prefekt, której kolor włosów poniekąd do tego zobowiązywał. Najgorsze było to, że im mniej mu się ów przezwisko podobało, im więc negatywnej iskry budziło w jego ciemnych oczach -, tym bardziej chciała go tak nazywać. Zupełnie jakby sprawdzała granice, zarzucała niewidzialne sieci, aby sprawdzić, na jak wiele może sobie pozwolić. Widok subtelnego grymasu rozbawienia na twarzy ślizgona sprawił, że i ona delikatnie się uśmiechnęła, mimowolnie pozwalając sobie na wzruszenie ramion.
- Tak mi się wydawało. - zaczęła, powstrzymując zadziorność w głosie i odwracając na chwilę spojrzenie, aby ukryć błysk satysfakcji. Wyglądał na takiego okiełznanego i cierpliwego, sprawiał wrażenie osoby równie perfekcyjnej co ona, a intuicja podpowiadała, że kryło się za maską coś znacznie głębszego. Z pewnością na jej wyczulenie wpływał fakt, że od małego przyjaźniła się z Aleksandrem, który był takiego zachowania doskonałym przykładem. Grał. Był kłamcą, nie pozwalał nikomu wedrzeć się do swojego wnętrza, dbając do pewnego momentu o nienaganną reputację. Anunnaki też wyglądał jej na takiego, którego opinia innych interesuję nadzwyczaj mocno. Nessa z kolei wierzyła, że widzą się na tak prywatnej stopnie pierwszy i ostatni raz, wszelkie spotkania z ludźmi wrzucając do worka tych "przypadkowych". Sama ich nauczyła tego, że gdy potrzebowali pomocy — przychodzili do niej. Grzeczni, potulni, łagodni. A ona spełniała ich oczekiwania, nie chcąc niczego w zamian. Okazjonalne rozmowy w zupełności jej wystarczyły, potem zwykle ograniczające się do przelotnego "cześć". Gdy przesunęła wolno po jego twarzy spojrzeniem, a następnie te spotkały się ze sobą, znów głos studenta rozbrzmiał w jej uszach, na co westchnęła bezgłośnie. Wciąż patrząc mu w oczy, zrobiła niewinną minę, prawie najładniej, jak umiała. - Postaram się zapamiętać, ale wiesz jak to jest.. Głupie nawyki wchodzą najszybciej, prawda? I ciężko z nich zrezygnować.
Nawet nie miał pojęcia, ile ów pralinka dawała jej wewnętrznej radości. Zawsze wymyślała głupie bądź nietypowe przezwiska na ludzi, którzy w jakiś sposób wzbudzali zainteresowanie swoją osobą. Nawet jeśli z tyłu głowy tliła się nieśmiało czerwona lampka, pobudzona słowami Heaven — ku jej niezadowoleniu, było w nim coś na tyle tajemniczego i ciemnego, że wzbudzał zainteresowanie. Używane przez niego oszczędnie słowa, mruknięcia, pociągłe spojrzenia. Składał się w całość, której brakowało tak wielu elementów.
- Zobaczymy w takim razie, w jakim stopniu ta kawa będzie zadowalająca.
Szepnęła pod nosem bardziej do siebie niż do niego, nawet nie wiedząc, czy słyszał. Przecież sama nie wierzyła w to, że kiedykolwiek to spotkanie dojdzie do skutku, niezależnie, jak duże pokłady ciekawości w niej rozbudzał.
Drgnęła, ruszając w stronę pergaminu, niewiele robiąc sobie z jego przestrzeni osobistej. Biło od niego ciepło, do którego nie była przyzwyczajona — ponieważ pomijając alabastrowy odcień karnacji, jej skóra zawsze była chłodna. Miała więcej wspólnego z mroźnym oddechem zimy, niż wskazywała na to bladość. Zaśmiałaby się na jego myśli. Nie mógł spełnić jej oczekiwać, ponieważ żadnych wobec niego nie miała. Nie zakładała żadnego rozwoju powstałej pomiędzy nimi nici, a zresztą, nawet jeśli, to pewnie chciałaby mieć nad nią kontrolę i nastąpiłby konflikt interesów. Żadne z nich nie miało pojęcia, jak nieustępliwe jest drugie. Do tego wszystkiego przeszłość nauczyła ją, że oczekiwań można co najwyżej od siebie, bo oczekiwania od innych kończą się rozczarowaniem. Przy wysokim i dobrze zbudowanym Pazuzu, Nessa przypominała porcelanową lalkę. Drobną, filigranową wręcz i niską, pozbawioną na pierwszy rzut oka jakiejkolwiek siły i charakteru. Mogła dać mu złudne poczucie władzy, nachylając się nad nim i jego udami, opierając się niebezpiecznie blisko torsu. Nawet nie zwróciła uwagi, że zapach jej perfum mógł mącić mu w nozdrzach, a długie kaskady rudych włosów łaskotać po dłoniach czy koszuli. Całkiem oddana skrobaniu piórem, wlepiała w pergamin oczy, nieświadoma jego fantazyjnych myśli. I całe szczęście, bo najpewniej kącik eliksirów uzyskałby nowy fotel. Ona nie była jak reszta dziewcząt, jej nie dało się ot tak zdobyć, pochłonąć jej uwagi i myśli. Zacisnęła na chwilę usta, odstawiając pióro. Podpieranie się dłonią o oparcie mebla było mało wygodne, więc wyprostowała się jednym ruchem, nie mogąc powstrzymać komentarza, aby spróbować dostrzec na twarzy towarzysza jakiejkolwiek zmiany. Nie dostała jednak niczego, co by chciała.
Pokręciła delikatnie głową z rozbawionym uśmiechem, wprawiając w ruch rude pukle dookoła twarzy. Odważnie wlepiając w niego ślepia, nawet jeśli w środku poczuła jakiś dyskomfort, gdy to on naruszył jej przestrzeń. Nie była do tego przyzwyczajona. Chciała schylić tylko schylić się po książkę. Gdy zacisnął palce na jej nadgarstku, skrzyżowała ich spojrzenia, chwilę wcześniej na ułamek sekundy patrząc na swoją dłoń. Wydawała się taka drobna przy dużych łapach Pazuzu.

- Jesteś pewien? Każdy tak mówi. A potem okazuje się, że jest gorzej, niż się spodziewaliśmy i w gruncie rzeczy ryzyko nie popłaciło, bo nie dało się okiełznać zdarzeń, które wywołało. - przerwała na chwilę, podążając wzrokiem za jego ręką, znów tak bezkarną. Jednak czy ona była lepsza? Miała prawo się czepiać? Ciepłe palce zostawiły za sobą delikatny dreszcz, jednak prefekt nie dała niczego po sobie poznać. I wtedy właśnie kolejna frywolna myśl przeszła przez jej bystry umysł — połowa dziewcząt w szkole, jak nie więcej, dałaby wszystko, aby to na nie poświęcił tak dużą część swojej uwagi. Był przystojny i popularny, chociaż to dla ślizgonki nie miało dużego znaczenia, inne rzeczy były ważniejsze. Wypuściła więc bezgłośnie powietrze spomiędzy warg, powracając spojrzeniem do rozmówcy, szczerze zaintrygowana jego niebanalnym stwierdzeniem. Proste słowa wywierały najmocniejszy efekt, ojciec ją tego uczył. Jej dłoń przemknęła z własnych kolan na książkę na jego udzie, o którą uderzyły czerwone paznokcie. - Nadmiar słodyczy mdli. Dodając jednak do tego sól, powstaje przełamanie i efekt niespodzianki, a potem doceniamy smak czekolady od nowa.
Odparła, zgadzając się i mówiąc ciszej, niż planowała o efekcie soli połączonej z czekoladą czy orzechami, tworzącej wyjątkowe pralinki. Tkwiła w milczeniu kilka lub kilkanaście sekund, może minutę, po prostu na niego patrząc i widocznie odbywając jakąś wewnętrzną debatę myślową, znów mając za plecami czerwoną lampkę. Nie powinna była brnąć dalej, to przecież pierwszy i ostatni raz. Ta myśl chyba odrobinę sprowadziła Lanceleyównę na ziemię. Uśmiechnęła się krótko na widok pergaminu, raz jeszcze przesuwając po nim spojrzeniem.
- Resztę odpowiedzi masz poprawnych, ale w trzecim możesz dopisać, że syrenich łusek należy używać jak najświeższych, bo zleżałe tracą część właściwości. Sanford lubi takie ciekawostki.
Rzuciła jeszcze, już całkiem normalnym tonem, unosząc wolną dłoń i odgarniając włosy na plecy, a drugą wciąż stukając rytmicznie o podręcznik. Była od tego dźwięku poniekąd uzależniona, chociaż nie aż tak mocno od kawy. Czy czegoś jeszcze od niej chciał? Nie wstała jednak jeszcze, przesuwając spojrzeniem po otaczającej ich izbie, zupełnie jakby tam szukała odpowiedzi na swoje pytanie.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 379
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 1180
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyNie 19 Sty - 16:20;

/ inny czas - zadanie KÓŁKA ENTUZJASTYCZNYCH ELIKSIROWARÓW

Eliksiry nigdy nie należały do lubianych przez Gabrielle przedmiotów, a każda lekcja wydawała się być dla niej drogą przez mękę, gdzie na każdym kroku czaiło się niebezpieczeństwo, którego głównym sprawcą była ona sama. Za każdym razem gdy coś szło nie tak - źle przygotowany składnik, nieodpowiednie proporcje czy pomylona kolejność - odpowiedzialna za to była ona, nikt innym. Liczna ilość tego typu przypadków i wypadku z udziałem drobnej blondynki sprawiły, że znienawidziła ten przedmiot, uważając go za przekleństwo szkoły. Niemniej jednak eliksiroznastwo było jednym z przedmiotów znajdujących się na liście tych wymaganych w zawodzie, który panienka Levasseur chciała wykonywać w przyszłości, z tego względu postanowiła przezwyciężyć swój awers i zapisała się do koła entuzjastycznych eliksirowarów, choć ona sama nie wydawała się podchodzić do tego zbyt entuzjastycznie. Wizja warzenia różnorakich mikstur wywoływała u dziewczyny wiele obaw oraz palpitację serca, z drugiej strony od zawsze należała do osób, które nie poddają się zbyt łatwo, dlatego obudziła się w niej potrzeba udowodnienia - głównie samej sobie - że eliksiry nie są takie straszne. Umysł Puchonki podsuwał jej najróżniejsze, a przede wszystkim najgorsze z wizji, mimo tego ona uparcie parła naprzód z książką w dłoniach i zaciętym wyrazem twarzy. Serce w jej piersi było znacznie szybciej, zwalniając jedynie na chwilę, tuż przed przekroczeniem Kącika eliksirów.
"Odmłodzić szkolny teatrzyk" tak brzmiało zadanie koła, które polegało na sporządzeniu eliksiru młodości i choć dla wielu wydawało się prawie wręcz banalne, Gabrielle spędzało sen z powiek. Kilkanaście razy przeczytała przepis, znając każdy składnik na pamięć, jednak wciąż między kartami książki znajdował się pergamin z rozpisaną procedurą, w taki sposób, aby była ona bardziej przyswajalna. Poza zgrabnym, dziewczęcym pismem znajdowały się tam również rysunki, a także schemat postępowania.
Każdy zabieg, który Puchonka wykonała przed przyjęciem w to miejsce miał jej pomóc, chociaż ona sama czuła się wciąż niepewna. Z tego też względu - tego poczucia niepokoju - postanowiła sama spróbować swoich sił, bo gdyby jednak coś poszło nie tak, tylko ona na tym ucierpi, bez ofiar postronnych.
W pierwszej kolejności przygotowała swoje stanowisko, kociołek ustawiała na metalowym stelażu tuż przed sobą, z prawej strony ustawiła wszystkie potrzebne składniki, zaś z lewej książkę z przepisem oraz pergamin z zapisanymi notatkami.
- Dobra, Levasseur. Dasz radę! - pokrzepiła samą siebie, związując włosy w kuc, aby przypadkiem jej nie przeszkodziły. Od razu wzięła się do pracy podpalając ogień pod kociołkiem. Wykonywała każde polecenie zapisane w książce, krok po kroku starając się być jak najbardziej precyzyjna w tym co robi. W przypadku Gabrielle proces warzenia eliksiru trwał dwa razy dłużej, gdyż każdy ze składników sprawdzała i odważać dwa razy. Starała się zachować porządek w etapach przygotowania, wciąż czując jak bardzo spięta ma mięśnie, które wraz z upływem czasu rozluźniały się, kiedy okazało się, że do tej pory nic nie wybuchło. Na usta panienki Levasseur wstąpił delikatny uśmiech, który powiększał się systematycznie do czasu, który pozostał do ukończenia zadania.
Zamieszała dłonią jeszcze dwa razy, odczekała chwilę i…
- Gotowe - oznajmiła, klaskając w dłonie uradowana. Przelała jeszcze swój wywar do probówek, które zawierały dokładnie jedną porcję, po czym w dużo lepszym nastroju opuściła kącik, nabierając nieco pewności siebie. Tym razem to ona wygrała w starciu z eliksirami.


Zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Pazuzu VI Anunnaki

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188
C. szczególne : Wężowa blizna :brew:
Galeony : 103
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 131
https://www.czarodzieje.org/t17926-pazuzu-vi-anunnaki#507892
https://www.czarodzieje.org/t17931-listy-pisane-pazurem#508005
https://www.czarodzieje.org/t17929-pazuzu-vi-anunnaki#507883
Kącik eliksirów  QzgSDG8




Gracz




Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  EmptyPon 27 Sty - 20:58;

Zabawne, że większość kobiet uważa, że "nie jest taka jak inne", na co oczywiście mężczyźni reagują zazwyczaj wywróceniem oczu. Pazuzu jednak szczerze wierzył, że na tym właśnie polega urok człowieka, bo ten musi wierzyć, że nie jest taki jak inni. Nie ma przecież choćby jednej pary identycznych ludzi. To go właśnie w nich fascynowało. Drobne różnice charakteru, które potrafią tak wiele zmienić, gdy porówna się dwie, na pozór identycznie proste jednostki. A jednak w danej sytuacji stresowej potrafią zareagować skrajnie odmiennie i wyjść z tego z zupełnie innym bagażem emocjonalnym. Może i patrzył prawie na wszystkich z góry, ale patrzył. Patrzył z zainteresowaniem. Patrzył z nieskrywaną ciekawością, wpadająca w niezdrową fascynację, by ujrzeć ich cierpiących, złamanych, błagających. Zapewne to był właśnie ten błysk w jego oku, który mógł wabić, kusić przez naśladownictwo zainteresowania, a jednak niektórzy odczytywali z niego dużo więcej, choć nikt tak naprawdę nie znajdował niczego, czego podświadomie by nie szukał. Tak. Nie było dwóch takich danych ludzi. Tak samo jak nie było dwóch identycznych przedmiotów, póki mugole nie wymyślili swoich maszyn, a czarodzieje nie zaczęli rzucać zaklęć powielających. Świat był pełen oryginalności i unikatowości, a człowiek w swojej pysze to zepsuł. Odmówił wyjątkowości przedmiotom martwym, samemu chcąc być jedynym w swoim rodzaju.
Sam Pazuzu też uważał się za wyjątkowego. Ale to była zupełnie inna sytuacja. On był wyjątkowy nawet wśród bogów, więc w tłumie ludzi nie było dla niego konkurencji. Była jednak różnica porównywania ze sobą dwóch nieidealnych sztućców, a porównywania różnic między kamieniami szlachetnymi tkwiącymi w zabytkowej kolii. Wydało mu się, że Nessa jest jednym z nich, jednym z wielu, a jednak i tak wyjątkowym na tle jednolitego złota samego naszyjnika, nie wspominając już nawet o porównywaniu jej do czegoś tak powszedniego jak sztućce. A może ją przecenił? Dał się zachęcić tymi błyszczącymi drobinkami soli w płynnym karmelu, przypisując jej zbyt dużą świadomość nad własnym zachowaniem? W końcu podejrzewał ją już nawet o świadome zrzucenie książki, a może to wszystko było tylko mieszanką jej naturalnej maniery i charakteru? Skąd ma wiedzieć, że warto ją skruszyć, rozbić na drobne kawałki lub nawet zetrzeć w błyszczący pył, jeżeli nie wie jakiego naprawdę jest koloru. Jakim jest klejnotem. Może przecież okazać się zwykłą cyrkonią, abominacją sztuki renowacji, wstawioną sztucznie w brakujące miejsce zagubionego rubinu, ale czy właśnie wtedy nie zasługiwałaby najbardziej na zniszczenie, by swoją obecnością nie gorszyła grona prawdziwie wartościowego zestawienia zamkniętego w złocie? Możliwe, ale wtedy nie byłoby to warte jego uwagi.
Często odpowiadał jej milczeniem, półuśmiechem lub choćby intensywniejszym spojrzeniem, wyczuwając, że jest osobą, która chce, by ostatnie słowo należało do niej. Pozwalał jej na to, bo nie lubił zbędnych wypowiedzi. Nie zamierzał się z nią przepychać, by sięgnąć po to złudne poczucie panowania. Na razie chciał wiedzieć. Wziąć ją pod lupę, by przyjrzeć się jej skazom. Wsłuchać w miękki głos, by wyłapać choćby jedną drżącą nutę, ukrytą za tą teatralną zuchwałością.
- Tego się właśnie obawiasz, Nesso? - spytał, unosząc nieco podbródek ku górze, by mieć na nią lepszy widok. - Braku kontroli nad efektem? - doprecyzował ściszając głos, ale pochylając się w zamian prawie niedostrzegalnie bliżej niej, by wciąż wyraźnie go słyszała. Spojrzenie nabrało mocy z zadowolenia, że podała mu taką informację i tym mocniej musiał powstrzymać zachciankę, by do intensywnego spojrzenia nie dołączyć hipnotyzująco wibrującego głosu, w celu wyciągnięcia z niej więcej. Zignorował zupełnie całą resztę wypowiadanych przez nią słów, zbyt zajęty drążeniem myśli czy warto zajrzeć do jej wnętrza, choć mimowolnie zapisał sobie w głowie informacje o łuskach syren. Wystukiwany rytm nadawał tempo jego spojrzeniu, które przy każdym kolejnym ruchu palców przesuwało się w inny punkt na jej ciele, aż utkwiło w profilu Ślizgonki.
- Czego nie może zapomnieć niezłomna panna Laneley - zaczął powoli, wsuwając dłoń pod jej palce, by uciszyć stukot do pustego dźwięku uderzania o skórę - że teraz miałoby to ją powstrzymać przed ponownym docenieniem smaku czekolady?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Kącik eliksirów  QzgSDG8








Kącik eliksirów  Empty


PisanieKącik eliksirów  Empty Re: Kącik eliksirów   Kącik eliksirów  Empty;

Powrót do góry Go down
 

Kącik eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Kącik eliksirów  JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-