Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Aleja Starych Drzew

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Aleja Starych Drzew   Wto Maj 21 2013, 20:03

First topic message reminder :


Aleja Starych Drzew

Wyjątkowo klimatyczne, zacienione miejsce, idealne na długie spacery z dala od hałaśliwych grup pierwszorocznych, którzy nie zapuszczają się w to miejsce, zapewne z powodu krążących plotek, według których po Alei włóczą się duchy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Daniel Blackfyre

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 73
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Lis 01 2016, 14:14

Słysząc jej śmiech, Daniel sam się uśmiechnął. Melodyjność tego dźwięku spodobała się mu na tyle, że chciałby słyszeć go częściej. Nikt jej tak nie podsumował, a Daniel zawsze był wyjątkowy, jeśli chodzi o współczucie, pomoc innym. Po co miał owijać w bawełnę, żeby ktoś czuł fałszywą nadzieję? Lepiej pogodzić się z czymś szybko niż wcale. Śmieszne było też to, że dotyczyło to również i jego. Musiał się pogodzić ze śmiercią swoich sióstr, swojej matki inaczej tak jak pani psycholog Andrea Jeunesse powiedziała, skończy w psychiatryku.
Słuchając wywodu, takiego w chuj życiowego i inteligentnego, dziewczyny, miał ochotę się uśmiechnąć i rzucić żartem, że powinna olać szkołę i założyć własny gabinet psychologiczny, lecz gdy nagle złapała go za rękę, zamarł. Nigdy by się tego nie spodziewał, nie po niej, nie wiedział czy po kimkolwiek. Był straszny, potrafił kogoś przestraszyć na śmierć swoimi wybuchami nagłych emocji i niespodziewanych zachowań. A jednak dziewczyna złapała go za rękę. Czy może jednak bawiła się jego emocjami, starała się nim manipulować?
Po krótkim zastanowieniu uznał, że nie, że tym razem nie grała. Że może naprawdę chciała mu pomóc. Następnymi słowami był już pewien, że nie była to tylko niewinna gra, by spróbować owinąć go sobie wokół paluszka. Zacisnął trochę mocniej palce wokół jej dłoni. Znaleźć sposób by z tym walczyć. Andrea w tym dniu bardzo mu pomogła w walce z duchami przeszłości, lecz co mogło mu pomóc z jego gwałtownymi reakcjami? Nie wiedział tego. A był niebezpieczny, nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Nie wiedział dlaczego, ale czuł, że nie wybaczyłby sobie, gdyby przez niego stałoby się coś Andrei… przecież jeszcze kilka godzin temu czuł do niej taką nienawiść, że nawet Voldek mógł się schować przed nim. A teraz… tak jakby się o nią bał? Może faktycznie udało jej się go zmanipulować, zabawić się nim.
Na jej odpowiedź na jego pytanie uśmiechnął się i również nic nie odpowiedział. Przez chwilę zapanowała cisza, przerywana szumem wiatru. Dopiero po chwili zauważył, że był tak oszołomiony jej reakcją na jego problemy, że nawet się nie odezwał. Kobieta zdzierała sobie gardło, a on tylko siedział wpatrzony, to na ich dłonie złączone w uścisku, to w jej hipnotyzujące oczy.
-Andrea… dziękuje Ci. –Sam nie wiedział co do końca powiedział. Rzadko kiedy komuś dziękował, jeszcze rzadziej przepraszał. A jednak musiał coś powiedzieć, w końcu to ona się narażała jego obecnością, nie mogła być pewna, że mu coś zaraz nie odjebie. Dziękował jej za to ze szczerym sercem, że jeszcze nie uciekła. A nawet złapała go za rękę, jak jakiegoś starego przyjaciela z kompleksami. Chociaż on nie miał kompleksów, zastanawiał się, czy jego zachowanie nie podchodzi pod rozdwojenie jaźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Andrea Jeunesse

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 488
http://www.czarodzieje.org/t13398-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t13420-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Lis 01 2016, 15:40

Jeunesse była świnią, która bawiła się uczuciami, jednak umiała zachować resztki dobrego smaku, tak jak teraz. Nie bawiła się nim, bo sama nie chciałaby, żeby ktoś zmanipulował ją wtedy, gdy się otworzy. Z drugiej strony można pomyśleć, że zaplanowała to jako wielki odwet na swoim wrogu, ale jak wspomniałam wcześniej - tyle w niej było Ślizgona, co i baletnicy i nawet taki pomysł nie przeszedł jej przez myśl. Faktycznie czuła się jakby oswajała spłoszone zwierzątko, najwidoczniej z pozytywnym efektem. Nie przerywała ciszy jaka między nimi zapadła, nie zmuszała go też do dalszej dyskusji. Najwidoczniej musiał na spokojnie przetrawić to jak bezceremonialnie weszła z buciorami w jego głowę, prywatność, niszcząc tym samym jakąkolwiek strefę komfortu.
Wciąż trzymała Daniela za dłoń, przyciskając do niej lodowate palce, wzrokiem zaś jeszcze przez chwilę lustrowała jego twarz. Dopiero teraz po raz pierwszy przypomniał jej się sen jaki miała ze Ślizgonem w roli głównej.
- Śniłeś mi się kiedyś - powiedziała nagle i nie czekając na jego reakcję, opowiadała dalej.
- Nie pamiętam dokładnie jak to było, ale śniło mi się, że uciekałam przed kimś, kim okazałeś się potem ty, ale byłam ranna lub zbyt zmęczona by uciekać. Albo biegłam w błocie, może w wodzie, dlatego było tak trudno... w każdym razie, mój prześladowca był tak blisko mnie, że czułam jego oddech na karku. Potem zaczęłam spadać, leciałam nieprawdopodobnie długo, a moje uszy wypełniły się przeraźliwym i żałosnym wyciem. Nie pamiętam już jak się skończyło... miałeś kiedyś podobny sen? - choć nie wyglądało to na zbyt przyjazny sen, opowiedziała go z przekornym uśmiechem na ustach. Pamiętała też jak się wtedy obudziła: z bijącym jak dzwon sercem spadała z łóżka na twardą podłogę dormitorium budząc wszystkich dookoła. Ślizgonka poluzowała nieco uścisk, jednak wciąż nie zabrała swojej dłoni. Ba! Przeszła w kolejny etap oswajania, w którym oparła głowę o jego ramię. Stopniowo, ale do przodu przygotowywała go do funkcjonowania wśród innych ludzi - nie była przecież ślepa, zauważyła już dawno, że chłopak stroni od kogokolwiek i rzadko kiedy się odzywa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Blackfyre

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 73
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Lis 01 2016, 22:39

Bardzo podobało mu się to trzymanie za rękę. Całował się, obejmował, spał z wieloma kobietami, lecz nigdy jeszcze nie dawało mu się oddawać uczuć... tak naprawdę, nie z powodu alkoholu, czy żądzy, lecz ze zwykłej sympatii do drugiej osoby. A może i Andrea grała, może nie czuła tego co on, lecz naprawdę mu się to podobało i nie myślał teraz nawet, że może być to zwykła próba manipulacji.
Gdy dziewczyna przerwała ciszę i zaczęła opowiadać o śnie, w którym Daniel wystąpił jako rola główna, pomyślał czy sam miał sny z jej udziałem. Kiedy Andrea skończyła opowiadać swój sen, w którym Schweizer był pożeraczem niewinnej duszyczki Jeunesse, on zaczął opowiadać swój:
-Dzięki mojemu byłemu uczuciowi do twej osoby, tej wielkiej nienawiści miałem kilka snów o tobie… lecz przypominam sobie teraz tylko jeden.- Zrobił tu chwilę przerwy, by przypomnieć sobie szczegóły, a potem zaczął opowiadać dalej:
-Wracałem z treningu Quidditcha, po takim mega aktywnym i wracałem lekko okrężną drogą, przez błonia. Było już ciemno, księżyc był w pełni. Już miałem iść mostem do szkoły, kiedy za sobą usłyszałem ni szept, ni krzyk. Twój głos. Wołałaś mnie po imieniu, odwróciłem się i stałaś tam w dokładnie tym samym stroju co ja, w szatach Quidditcha. Ruszyłem w twoim kierunku, byłem już prawie pięć metrów od ciebie, kiedy się odwróciłaś i pobiegłaś w stronę lasu. Ja będąc ciekawym, nie czułem strachu jeszcze… pobiegłem za tobą, tak długo biegłem, a z każdej strony słyszałem wymawiane przez ciebie swoje imię.
Aż w końcu dobiegłem do ciebie. Stałaś nad dwoma wisielcami i patrzyłaś na mnie. Podszedłem bliżej… okazało się, że były to moje siostry, a spoglądając na ciebie, twój uśmiech, twoje oczy, cała twoja twarz zmieniła się na fioletową, z gałkami wychodzącymi z orbit z braku powietrza, z zaschniętymi ustami… byłaś moją siostrą. Kiedy starałem uciekać, zaczęłaś się śmiać i mówić: „dlaczego ode mnie uciekasz Daniel? Nie poznajesz własnej siostry? Tak jej się odwdzięczasz, za wszystko co dla ciebie zrobiła?”. Wtedy potknąłem się o gałąź i przewróciłem się. Stałaś nade mną. I wtedy się obudziłem.
– Skończył, próbując opanować oddech, samo wspomnienie tego snu wzbudziło u niego lekki… niepokój. Nie zauważył nawet, że podczas opowiadania, złapał mocniej Andreę za rękę. Spojrzał na nią swymi czarnymi oczami.
-Wiesz kiedy mi się to śniło? – Zaczekał na chwilę, podnosząc emocję, jak w jakimś show, kiedy mają wyjawić zwycięzcę. – Dzisiaj.
Przypominając sobie ten sen i spoglądając na nią przez ułamek sekundy znów… tak jakby mu przypominała Sansę. Ale tylko przez ćwierć sekundę, do póki nie położyła swej głowy na jego ramieniu. Tego się nie spodziewał. Naprawdę. Nie uważał tego, za coś nieprzyjemnego, czuł się w chuj dobrze, ale… dlaczego? Nie myśląc dłużej, próbując odrzucić wspomnienie snu od siebie, położył swą głowę na jej. Wyglądali teraz nawet jak para kochających się osób. Do tego jeszcze było daleko, Daniel nawet o tym nie myślał… a jednak nie czuł się nigdy tak przy kobiecie. Nie utrzymywał kontaktu z nikim, nawet, po śmierci matki i sióstr, nie odzywał się do ojca, tak jakby próbując kogoś obarczyć winą, za to, że one umarły. Nie wspominając o jego starych znajomych. Wszyscy uważali go teraz za psychicznie chorego, najlepiej było go zostawić i nie interesować się nim. Olać. Ale tego właśnie pragnął chłopak, żeby nikt się nim nie interesował. A jednak towarzystwo Andrei spodobało mu się do takiego stopnia, że nawet nie myślał teraz o tym, że ten wieczór, ta noc musiała się kiedyś skończyć. Na pewno nie teraz. Proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Andrea Jeunesse

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 488
http://www.czarodzieje.org/t13398-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t13420-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Lis 01 2016, 23:00

Myślała, że to ona ma popieprzone sny, ale kiedy Daniel skończył mówić poczuła się dość... zmieszana? Nie umiała określić tego uczucia. Co prawda przez ostatnie kilka minut odkąd tu siedzieli nie rozmawiali o niczym innym, jak o jego problemach i pośrednio o śmierci sióstr, jednak gdy wyjawił jej jaką rolę odegrała w tym śnie poczuła się bardzo dziwnie - nawet przestała się dziwić, że jej nienawidził. Dziwiła się też, że do tej pory jej nie zrobił krzywdy, ale instynkt samozachowawczy wrócił do niej w najmniej odpowiednim momencie, czyli teraz. Gdy on zacisnął dłoń, ona swoją poluzowała, analizując dokładnie w głowie jego słowa. Miała wizję w głowie, gdzie cały sen nagle zmienia się w rzeczywistość - teraz nie zgadzałyby się tylko lokalizacja i stroje, wszystko inne jak najbardziej.
- To chyba mnie nie pocieszyło - stwierdziła po chwili milczenia i delikatnie uniosła głowę, by nie uderzyć przy okazji Ślizgona. Spoglądnęła na niego, uśmiechając się lekko.
- Chyba wyjaśniliśmy sobie wszystko, więc powinnam już iść - stwierdziła półszeptem, mając wrażenie, że przegląda się w jego czarnych tęczówkach jak w lustrze. Teraz czuła się dość niepewnie i nieswojo, o dziwo bardziej niż wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Blackfyre

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 73
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Lis 01 2016, 23:33

Przesadził. Wiedział o tym dopiero po słowach dziewczyny, po jej reakcji. Kurwa jebana mać. Nie powinien chyba w tym momencie opisywać jego koszmaru, tym bardziej z dzisiaj. Jej sen jeszcze dało się znieść, lecz jego był… nieobliczalny? W chuj mocny, i na jej miejscu pewnie też by się zmieszał. Pewnie na nowo czuje w nim niebezpieczeństwo, nie wiedziała co mu siedziało w głowie, czy zaraz nie rzuci się na nią ze względu na wspomnienia ze snu.
Lecz… zrobiłby to jeszcze kilka godzin temu, teraz już panował nad swoimi emocjami, jeśli chodzi o nią samą. Opowiedział, lecz nie myślał o tym zbyt długo, wolał myśleć o tym co działo się teraz. No nie pocieszył jej. To było jedyne jego wspomnienie jakie wpadło mu do głowy i nie myślał czy jest to odpowiedni moment na takie historie.
Gdy Andrea poluzowała jego rękę, poczuł się jeszcze gorzej. Nie chciał by go puszczała, w miejscu, w którym przed chwilą były jej palce, Daniel czuł jakby czegoś tu brakowało, pustkę. A tym bardziej nie chciał by odchodziła. Po prostu kurwa nie chciał, by dziewczyna od niego odeszła, zostawiła.
Nie chciał by przez to co powiedział czuła się źle.
Kiedy Andrea lekko się odsunęła podnosząc głowę, Daniel puścił dłoń dziewczyny, żeby ją lekko pogłaskać, jakby był to wyjątkowo nietrwały materiał, który mógł się w jednej chwili rozlecieć. Następnie włożył delikatnie swoje palce między palcami dziewczyny. Spojrzał w jej oczy i…. sam nie wiedział co robi. Tak jakby wiatr przestał wiać, pochylił się w stronę dziewczyny i jego usta musnęły lekko zimne wargi dziewczyny. Zrobił to z taką delikatnością, że mogła ledwo poczuć dotyk jego ust, a jednak po jego ciele przeleciały przyjemne dla niego dreszcze. Stąpał po bardzo cienkim lodzie. Teraz dziewczyna mogła go albo zabić, albo uciec, albo… nie wiedział co. Nie wiedział co robi, nie przemyślał tego. Po prostu chciała by tu została. Nie chciał znów być samotny, nie chodziło tu już o kogokolwiek. O nią.
-Proszę… – powiedział to takim szeptem, że nie był pewien czy w ogóle dziewczyna zauważyła, że coś mówi, czy cokolwiek usłyszała. Teraz mógł czekać tylko aż dziewczyna zareaguje na… niego. Jeśli to były ostatnie minuty jego życia, to przynajmniej spędził je lepiej niż ostatnie miesiące, ostatni rok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Andrea Jeunesse

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 488
http://www.czarodzieje.org/t13398-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t13420-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Lis 01 2016, 23:54

Nie przewidywała już kolejnych reakcji chłopaka, nie zastanawiała się nad tym, co dalej zrobi i do czego jest zdolny. Mógł wrócić z nią do zamku powolnym spacerem lub mógł dalej siedzieć między powykrzywianymi drzewami w ciemnościach i ciszy - to zależało tylko od niego. Jej z kolei wystarczyło to, że czuła się nieswojo a to oznaczało, że powinna jak najszybciej sobie pójść, by nie zrobić dziwnego overreacting. W zasadzie już się podnosiła z ziemi, gdy chłopak zacisnął palce na jej dłoni, tym samym skutecznie ją zatrzymując. Potem wszystko działo się tak szybko, że wyraźnie zbita z pantałyku siedziała osłupiała na ziemi spoglądając na niego spod przymrużonych powiek. Pocałował ją? Na Merlina, takiego wieczoru się nie spodziewała. W zasadzie uważała, że Daniel musiałby być ostatnią osobą na ziemi, z którą by ją cokolwiek połączyło - poza wzajemną nienawiścią - a tymczasem życie jednak jeszcze potrafiło zaskakiwać.
Nie wiedziała też czy uznać to za pocałunek, czy za zachętę, bo delikatność jaka temu towarzyszyła w ogóle nie szła w parze z jego wyglądem ani twardym, niemieckim akcentem.
- Wyjątkowo cienka jest granica między nienawiścią a czymś pozytywnym - powiedziała w końcu, uśmiechając się lekko. Ona jednak dzisiaj nie posunęła się o krok za daleko uznając, że na to przyjdzie jeszcze odpowiednia pora. Poza tym musiała sobie wszystko poukładać.
- Chodź, wracamy - dodała, podnosząc się z ziemi. Otrzepała ubranie, a kiedy i Daniel wstał, chwyciła go ponownie za dłoń. Później ruszyli powoli do zamku, nie śpiesząc się szczególnie.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Sty 06 2017, 18:54

Pewnego zimowego popołudnia, po męczącym treningu w Dolinie Godryka, Bell spacerowała sobie alejką w Parku w Hogsmeade. Mimo że wiele zawodników przenosiło się do domów w Dolinie, bo drużyny kupowały im tam domy, Bell pozostawała wierna wiosce. Mieszkała tutaj od czasów studenckich i bardzo lubiła to miejsce, znajome uliczki, no i bliskość Hogwartu. Chociaż już tam nie chodziła, sam jego widok w oddali sprawiał, że robiło się tak jakoś przyjemniej. Wyglądało na to, że w dorosłym życiu wcale nie wszystko musi się tak od razu zmienić. Bell wciąż robiła to co uwielbiała, czyli grała w quidditcha. Podobnie jak w szkole, tylko że teraz nie chodziło już na żadne inne lekcje, tylko cały swój czas poświęcała na latanie. Było to przyjemne, chociaż czasem brakowało jej lekcji transmutacji czy wróżbiarstwa. Teraz nie za bardzo miała na to czas, chociaż na półkach w jej mieszkaniu wiele było książek na ten temat.
Bell nie bała się duchów o których mówiono, że lubią nawiedzać to miejsce. W końcu nie raz spotykała się z nimi w Hogwarcie, chociaż miała świadomość, że tutaj mogą być nieco mniej przyjaźnie nastawione i straszniejsze. Jednak kiedy zobaczyła, że coś rusza się w krzakach, wcale nie wyglądało to na ducha. Zresztą, przecież one były niematerialne, więc na pewno nie wywoływałyby takiego szurania. Ciekawska rudowłosa weszła prawie po kolana w śnieg (całe szczęście, że miała długie kozaki) i chwilę potem zobaczyła prześliczne zwierzątko. W pierwszej chwili i w szarości, która panowała między drzewami myślała, że to kot, więc wyciągnęła po niego ręce. Zwierzątko, przynajmniej początkowo, dało wziąć się na ręce. Bell wróciła z nim na alejkę i kiedy tam mu się przyjrzała, stwierdziła, że to wcale nie kot. Niewątpliwie, było prześliczne i musiało zmarznąć, więc pomyślała, że zabierze je do domu.
- Chcesz się ogrzać, mały? Może jesteś głodny? - spytała, jakby ten koto-misiek mógł coś zrozumieć.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Grey Alvbris

Nieokreślony
Galeony : 41
Dodatkowo : animagia
  Liczba postów : 29
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13903-grey-alvbris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14039-zamiec-sniezna#371267




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Sty 06 2017, 19:11

Tylko, że niestety ten koto-misiek to mała panda. A właściwie Grey-panda. Mężczyzna po wyjściu z więzienia nie miał nic własnego. Oprócz mieszkania, do którego nie bardzo chciał wracać. Było tam pusto. Były tam tylko rzeczy Nicole, oraz jej zapach, a on nie miał ochoty spać tam samemu z jej rzeczami. Chciał o niej... Sam nie wiedział? Zapomnieć? Nie. Musiał pamiętać, ale nie chciał po prostu żyć przeszłością. Musiał być ponad to. Musiał wszystkim pokazać, że to on jest panem swojego życia. Że wciąż króluje na scenie i że przez cały ten czas był niewinny. Więc wybrał się do Hogsmead, przechadzając się po uliczkach. Może i było dużo śniegu, ale jemu to nie przeszkadzało. W końcu widział śnieg! Normalny, z którego można lepić śnieżki! Ulepił sobie jedną i niczym dziecko rzucił przed siebie, śmiejąc się cicho.
Gdy już znudził się chodzeniem postanowił poćwiczyć zmienianie się w zwierzę. W końcu nie robił tego od trzech lat. Ciekawe, czy jeszcze to pamięta?
No cóż... Udało się, ale czuł się jakoś dziwnie. Musiał chyba na nowo do tego przywyknąć! Zaczął biegać w tą i z powrotem, aby trochę się rozruszać. Jego ciepłe, rude futerko tak przyjemnie grzało, że nie mógł się przemóc, aby zmienić się w człowieka. Niestety przez swoje zamyślenie wpadł w jakieś krzaki, z którymi toczył ciężką bitwę, bo nie mógł się uwolnić.
- No dobra! To chyba znak, żeby się zmienić! -[/b] pomyślał sobie i spróbował, ale nic to nie dało. Spróbował znowu, ae nadal nic.
Chyba się zablokował, albo coś w tym stylu. Wtedy pojawiła się jego wybawicielka. Spojrzał na nią przerażonymi oczami i dał się wyciągnąć z krzaków. Miała takie ciepłe dłonie... Opanuj się!
Chciał jej jakoś zakomunikować, że jest człowiekiem, ale brzmienie słowa "głodny" sprawiło, że skupił się tylko na tym. Polizał ją małym języczkiem po poliku i przymknął oczy, zwijając się w kulkę w jej rękach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sob Sty 07 2017, 00:04

Zwierzak był niezwykle grzeczny i wcale się nie wyrywał, więc Bell pomyślała, że musi być oswojony. A może po prostu lubił ludzi? Oczywiście nie doczekała się odpowiedzi, a kiedy polizał ją po pliczku, zaśmiała się i odsunęła go kawałek dalej od swojej twarzy, bo jednak całowanie się z dopiero co spotkanymi stworzeniami to była przesada. Pogłaskała go po główce, kiedy tak uroczo zwinął się w kulkę. Wyglądało na to, że wcale nie chciał wracać do swoich krzaków i dobrze mu był u Bell na rękach.
- Przecież cię tutaj nie zostawię - zapewniła i razem udali się w stronę wyjścia z parku. Zmierzała do swojego mieszkania, mieszczącego się na Alei Amortencji.

zt x2, cd. tutaj

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Edmund Cormac

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 60
  Liczba postów : 458
http://www.czarodzieje.org/t12605-edmund-cormac#340723
http://www.czarodzieje.org/t12609-relacje-edka#340738
http://www.czarodzieje.org/t12608-azmond
http://www.czarodzieje.org/t12610-edmund-cormac#340742




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Nie Sty 22 2017, 21:55

Po natłoku ostatniego tygodnia potrzebował odpocząć w samotności. Nie miał ochoty rysować ani siedzieć na tyłku w zamku, poszedł do wioski na spacer by zaczerpnąć nieco powietrza. Tradycyjnie zabrał ze sobą Percy'ego, który wystawił łepek z kurtkowej kieszeni i obserwował gdzie idą. Trzeba przyznać, że Cormac nie miał jakiegoś określonego celu, szedł tak i szedł, aż trafił do Aleji. Dopiero tutaj przystanął, zaczerpnął głęboko powietrzne i westchnął. Podniósł głowę do góry, popatrzył się w niebo i zamknął oczy. Odchylił się do tyłu i wylądował plecami w górze śniegu. Będzie cały mokry ale nie myślał teraz o tym, porządkował i szufladkował swoje myśli chaotycznie latające po umyśle. Czy jego stan psychiczny wróci kiedyś do tego przed wypadkiem, czy do końca życia będzie miał dziwne schizy i napady? Smok wyszedł z kieszeni, wszedł na czoło Edmunda który skomentował to jedynie burknięciem, i położył się w kłębek. Widok dla postronnego przechodnia musiał być przeuroczy, może ktoś go namaluje i nazwie portret "kawaler ze smokiem"?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maddie Armstrong

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Szkocja, Peebles
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 510
  Liczba postów : 206
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14021-maddie-v-armstrong#370947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14024-maddie-v-armstrong#370975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14025-madd-armstrong#370977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14023-maddie-v-armstrong#370973




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Nie Sty 22 2017, 22:28

Tego dnia, po wypiciu szklanki pełnej kakao, postanowiła, że się przejdzie. Zakładając swój beżowy płaszcz, białe nauszyniki oraz tego samego koloru kozaki, wyszła na zewnątrz. Pierwsze, co zaczęła rozważać to powrót do lokalu, lecz prawdopodobnie sama by się tam zanudziła. Towarzystwo książek, również nie należało do tych pożądanych, zwłaszcza, że ona była duszą towarzystwa. Wiele znajomych, ciągłe ploteczki i popularność. Marzył jej się taki widok, lecz początkowo musiała się zadowolić, tym co wówczas osiągnęła.
Szła, więc sobie dalej, cicho podśpiewując ulubioną piosenkę. Od czasu do czasu, rozglądała się na boki, patrząc czy jakiś mugolak, nie przecina jej drogi. Gdy żadnego nie spotkała, zaskoczył ją inny ewenement. W śniegu, spostrzegła leżącego chłopaka, który w kurtce miał.... Miniaturowego smoka?! Przyjrzała mu się uważnie, zachowując dystans paru metrów. Gdy jednak dostrzegła jego urodę, postanowiła zbliżyć się i przy nim przykucnąć. Brzmi płytko? Cóż, tak naprawdę, dziewczynę korciło, by dowiedzieć się jakiej jest krwi. Również chciała od tak porozmawiać, dawno tego nie robiła.
- Przeziębisz się, gdy będziesz tak leżał - powiedziała słodkim głosem, gdy tak spojrzała w jego oczy - Jeśli liczysz, że każda osoba, co przejdzie machnie różdżką, by ocalić Cię od odmrożeń... To się grubo mylisz - zaśmiała się wesoło, odsłaniając szereg bialutkich zębów. Liczyła na jakąś reakcję, byleby jej tylko nie przewrócił. Ciężko było tak przy nim kucać, a raczej nie chciała być mokra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Naeris Sourwolf

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Kwi 11 2017, 19:55

Naeris po raz pierwszy od dawna zaczynała się nudzić. Mimo iż zbliżał się koniec roku szkolnego nie miała wcale aż tak dużo pracy. To było niczym w porównaniu z poprzednią wiosną, kiedy wprost zawalono ich całym materiałem. Teraz skupiała się na swoich pasjach, które ostatnio zaniedbywała. Głównie pisała opowiadania, ciesząc się promieniami słońca w parku i oczekując jeszcze szybszego nadejścia lata. Także tamtego popołudnia po skończonych zajęciach, na których tylko powtarzali poprzedni materiał, wybrała się do Hogsmeade. Nosiła jedynie jasnozieloną sukienkę do kolan, bo pogoda naprawdę dopisywała i wszyscy dawno odłożyli bluzy na bok. Na głowie miała słomiany kapelusz. W ciągu ostatniego roku Naeris wydawało się, że dużo uległo zmianie. Nie tylko poznała wiele osób, które teraz dużo dla niej znaczyły. Chodziło także o nią samą, bo najwyraźniej coraz bardziej otwierała się na ludzi. Może dlatego, że nadal się nie sparzyła? Sourwolf wciąż pozostawała idealistką, która wierzy w dobro tkwiące w każdym człowieku.
Ze sobą zabrała szkicownik pełen rysunków najczęściej przedstawiających jakieś przedmioty. W parku najbardziej lubiła rysować drzewa i jeziora. Od czasu do czasu także ludzi siedzących na ławkach. I tak nikt nie miał o tym pojęcia, więc mogła sobie pozwolić na taką drobną obserwację. Podniosła się z trawy na której przesiedziała ostatnie pół godziny. Otrzepała sukienkę, sprawdzając uważnie czy się nie wybrudziła, ale wszystko było w porządku. Idąc rozglądała się, a jej rozjaśnione oczy chłonęły piękno parku. Pojedynczy przechodnie od czasu do czasu mijali dziewczynę, pogrążoną głęboko we własnych myślach i marzeniach.
Dopóki wszystkie rysunki dosłownie wyfrunęły spod pachy Naeris, kiedy zerwał się mocniejszy podmuch wiatru. Zabazgrane ołówkiem kartki rozsypały się na ścieżce. Nie chciała, żeby ktokolwiek je widział - w końcu to było coś bardzo prywatnego! Dlatego sięgnęła po różdżkę, żeby je szybko pozbierać. Pogoda jednak potrafiła spłatać figla w nieodpowiednim momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rayener Arthas

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 228
  Liczba postów : 160
http://www.czarodzieje.org/t12813-rayener-arthas
http://www.czarodzieje.org/t12818-relacje-rayenera-wielkiego-wspanialego
http://www.czarodzieje.org/t14402-raju#381403
http://www.czarodzieje.org/t12817-rayener-arthas




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Kwi 11 2017, 20:46

Bieganie na bieżni to chodzenie na łatwiznę i okropne ograniczanie się. Rayener nie rozumiał ludzi, którzy czerpią przyjemność z biegania w miejscu w zamkniętej siłowni, w której śmierdzi spoconymi ludźmi. W dodatku, to chore, ludzie płacą za coś, co mogą mieć za darmo. Nie było tygodnia, w którym Ray nie poszedłby pobiegać na świeżym powietrzu. Starał się to robić tak, żeby miał pewność, że jest sam i nikt znajomy go nie widzi. Chwila podczas dnia, w której mógł poćwiczyć i odpocząć psychicznie była święta i nikt nie miał prawa zakłócać jego spokoju. Mało kto w ogóle wiedział, że czarodziej uprawiał jakieś sporty, on nie lubił o tym rozmawiać. Zupełnie, gdyby to było coś niezwykle intymnego. Sacrum.
Nie można marnować pogody, to niemalże grzech, tym bardziej, gdy ta jest idealna. Rayener ubrał wygodne buty, dres, t-shirt i ruszył truchtem w stronę parku. Dla świętego spokoju ubrał ciemne okulary mając nadzieję, że nikt go nie rozpozna i się do niego nie przyczepi. I wszystko wychodziło po jego myśli, bo dobiegł do alejki, gdzie zawsze się rozciągał, a następnie do małego baru, gdzie wpadał napić się wody. Nie dawał sobie jednak odpoczynku, jego kondycja osiągnęła ten poziom, na którym mógł biec i biec bez chwili zadyszki. Biegając był się jak maszyna, czuł każdy pracujący w nim mięsień, każde mocne uderzenie stopą o twardą ziemię. Uwielbiał to.
Biegnąc przed siebie pozwolił sobie zwolnić. Miał na to bardzo dobre usprawiedliwienie. Dziewczyna.
Nie był pewny, czy ją zna, ale nie był typem człowieka, który by to zignorował i poszedł dalej, po prostu musiał się upewnić. Zwolnił do marszu i ruszył w stronę znajomej blondynki. Gdy był blisko, nie miał wątpliwości. Delikatna dziewczyna zaciskająca w ramionach stosik kartek, które przed momentem wypadły jej z rąk. Stanął przed nią i uśmiechnął się.
-No proszę, kogo ja spotykam. Moja mokra Naeris- nie przestając się uśmiechać, zdjął z nosa swoje okulary
-Nic się nie zmieniłaś. I widzę, że zaczęłaś pilnować ubrań, jestem pełen podziwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Naeris Sourwolf

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Kwi 11 2017, 22:47

Zbierała malunki szybko, różdżką podnosząc je z ziemi i upychając do niewielkiej torby, którą zawiesiła sobie na ramieniu, chociaż i tak większość trzymała w ramionach. Miała nadzieję, że nikt nie zwróci na ten incydent uwagi. Było to raczej prawdopodobne, bo ludzie zajmowali się przeważnie sobą. Mało który zatrzymałby się, żeby w jakiś sposób pomóc Naeris zebrać kartki.
A jednak ktoś podszedł bliżej. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, sądząc, że przejdzie obok. Podniosła wzrok wtedy, kiedy upewniła się, że dany osobnik stanął naprzeciwko. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby zrozumiała, że po prostu spędzał czas na bieganiu. Mogła to wywnioskować ze sportowego ubrania, a także z zburzonych włosów. Chociaż na mocno zziajanego nie wyglądał. Mrużąc oczy, zastanowiła się skąd go zna.
Z pewnością powiedziałaby mu bez chwili zastanowienia, że ją z kimś pomylił, ale ciężko było znaleźć kogoś o imieniu Naeris. Krukonka zmusiła się więc do przywołania wspomnienia tamtego dnia, kiedy widziała Rayenera po raz pierwszy i... ostatni. Jakieś pół roku temu albo i więcej.
- Pamiętasz moje imię. - stwierdziła zaskoczona, odgarniając wolną dłonią kosmyk jasnych włosów za ucho. Zignorowała resztę jego zaczepnej wypowiedzi. Przez to szybciej przypomniała sobie jak aroganckim bufonem jest i w jak bardzo niezręcznych sytuacjach ją stawiał. Nie wiedziała, czy chce się z nim użerać czy może powinna sobie pójść. Spojrzenie oczu chłopaka nadal wywoływało zawstydzenie w Naeris, która uciekła wzrokiem, starając się skupić go na drodze, drzewach albo po prostu swoich dłoniach zaciśniętych na kartkach.
- Mam nadzieję, że ty się jednak zmieniłeś i już nie kradniesz naszyjników dziewczętom, które wpadną ci w oko. - odparła dość cierpkim tonem, ale posłała mu delikatny uśmiech. Oczywiście, że tylko żartowała, bo chciała mimo wszystko odegrać się na Ślizgonie za to jego bezczelne zachowanie.
- A ty nadal nie pilnujesz swojego języka, Ray. - rzuciła w odpowiedzi, odruchowo czując potrzebę poprawienia swojej sukienki, ale powstrzymała się. - Ja jestem miła, ale do czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rayener Arthas

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 228
  Liczba postów : 160
http://www.czarodzieje.org/t12813-rayener-arthas
http://www.czarodzieje.org/t12818-relacje-rayenera-wielkiego-wspanialego
http://www.czarodzieje.org/t14402-raju#381403
http://www.czarodzieje.org/t12817-rayener-arthas




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Wto Kwi 11 2017, 23:30

Już prawie zapomniał, jaka jest nieśmiała. Wciąż uciekała od niego wzrokiem i chociaż starała się pokazać, że to ona tutaj rządzi, Rayener wiedział swoje. Uwielbiał widzieć dziewczyny w takim stanie. Gdy zalewały się rumieńcem przy każdym kontakcie wzrokowym, gdy za wszelką cenę chciały się do niego zbliżyć, powiedzieć coś śmiesznego, co by poprawiło mu humor. Chciały być doceniane, a Ray zawsze je doceniał. Najbardziej lubił zadawać się z tymi ładnymi, ale pełnymi kompleksów, jego obecność pomagała im nabrać pewności siebie. A przynajmniej tak mu się zdawało. Tak czy inaczej już się kiedyś na tym przejechał i powinien uważać.
-Ślicznie wyglądasz. Oczywiście bez tej sukienki wyglądałaś o niebo lepiej.
Nie mógł się powstrzymać, nie mógłby zapomnieć tego widoku. Podobała mu się Naeris, więc zapamiętał ją najlepiej jak potrafił. A to, że po raz pierwszy zobaczył ją podczas kąpieli w jeziorze, to najzwyklejszy, chociaż niezwykle szczęśliwy przypadek.
-Nie patrz tak na mnie, tylko się z tobą droczę.- Uśmiechnął się do niej i popatrzył na torbę wypełnioną pogniecionymi kartkami. -Jeśli to twoje rysunki, Naeris, to radzę ci je wyciągnąć i wyprostować, bo nie będą zbyt piękne, gdy tak wrócą do szkoły.
Bez pytania i wbrew woli dziewczyny, Rayener wyciągnął kilka kartek z jej torby i wyprasował je o kolano. Nie spojrzał, co jest na nich narysowane. Jeśli to jej prywatne rysunki, mógł źle wypaść i wyjść na wścibskiego. A przecież chodzi mu o coś zupełnie innego.
-Schowaj je w jakąś teczkę, bo znowu się pogniotą. -podał jej papier do ręki i spojrzał za siebie. Nie chciał jeszcze wracać. -Słuchaj, może pójdziemy do jakiegoś pubu napić się czegoś dobrego, trochę mi głupio, że nic o tobie nie wiem, a jedyna rzecz, z którą mogę cię skojarzyć, to mokra bielizna. Sama chyba też nie chcesz być pamiętana z takich rzeczy, co? To jak, dasz się zaprosić? Ja stawiam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Naeris Sourwolf

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sro Kwi 12 2017, 20:32

Naeris natomiast nie miała pojęcia co sądzić o ludziach takich jak Ray, a których przecież nie brakowało. Typowi podrywacze wykorzystujący dziewczyny nie mieli najlepszej reputacji w społeczeństwie. Zwłaszcza, że ona była Krukonką, niewinną i ułożoną, a na takie najczęściej polowali osobnicy jak ten Ślizgon. Powinna czuć się zagrożona? Nie wiedziała, czego może od niej chcieć, ale nigdy nie skreślała ludzi tak od razu.
- Dziękuję. - odpowiedziała uprzejmie, chociaż z pewnością nie przywykła do takich komplement. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie umiałaby powstrzymać Rayenera przed zdobyciem tego, czego chce. Inne dziewczyny pewnie dałyby radę mu przywalić, kiedy posunie się za daleko. Jasnowłosa wątpiła, żeby sama miała na tyle odwagi. Chciałaby też się odwdzięczyć jakimś miłym słowem, ale co mogła powiedzieć? Wyglądał przystojnie, ale takim go zapamiętała - wręcz podejrzewała chłopaka o jakąś domieszkę wili we krwi. Sportowe ubranie uwidaczniało świetną budowę jego ciała, więc nie chciała za bardzo przyglądać się mięśniom. Już i tak niewiele brakowało, żeby zaczęła się rumienić.
- Wiem, Ray. - odparła spokojnie, choć uśmiech, który jej posłał wybił Naeris z rytmu i zapomniała, co chciała dopowiedzieć. Nie zdążyła go powstrzymać przed zabraniem jej rysunków. W zielonych oczach pojawił się niepokój, ale pozostała na swoim miejscu. Wybrał niezbyt ważne rysunki, ale na jednej z kartek widniał chłopak o krótkich włosach i przystojnej twarzy. Nie mógł wiedzieć, że to James. Zresztą chyba nawet nie za bardzo się przyglądał.
- Sama mogłam to zrobić... - mruknęła tylko, pocierając ramię i czując jak włosy rozsypują jej się na ramiona i policzki przez ten wiatr. Schowała swoje rysunki, a potem ponownie podniosła wzrok na Rayenera. Naeris ciekawiło czy będzie chciał zatrzymać ją na dłuższą rozmowę czy może sobie odpuści.
- Tak, jeśli nie wspomnisz więcej o tej... mokrej bieliźnie. - odparła, kręcąc głową z rozbawieniem. - I tak nie mam co robić, więc moglibyśmy gdzieś pójść. Znam nawet jedno fajne miejsce! - ruszyła naprzód, poprawiając swój słomiany kapelusz i upewniając się, że chłopak pójdzie razem z nią. Przy okazji mogłaby zahaczyć o jakiś temat do rozmowy, więc odchrząknęła cicho. - Często tak sobie biegasz?
Zaraz po tym jak to powiedziała pożałowała, bo pytanie brzmiało głupio. Na szczęście pub znajdował się bardzo blisko, więc może nie zdąży zbłaźnić się za bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rayener Arthas

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 228
  Liczba postów : 160
http://www.czarodzieje.org/t12813-rayener-arthas
http://www.czarodzieje.org/t12818-relacje-rayenera-wielkiego-wspanialego
http://www.czarodzieje.org/t14402-raju#381403
http://www.czarodzieje.org/t12817-rayener-arthas




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Kwi 14 2017, 00:50

-Prowadź więc.
Chłopak przepuścił ją przodem, a później ruszył zaraz za nią. Był ciekawy miejsca, które wybrała. Miał tylko nadzieję, że Naeris nie wyjdzie mu zaraz z jakimś popularnym klubem, gdzie bywają równie popularni ludzie. Nie chciał się pokazywać w takich miejscach. Nie w tym stanie. Chociaż wcale nie spodziewał się takich miejsc po tej dziewczynie, bardziej oczekiwał od niej klimatycznego miejsca, gdzie siedzi się, żeby porozmawiać i się napić, a nie, żeby się wyszaleć. Tak czy siak takie miejsca o tej godzinie funkcjonują inaczej, więc w sumie nie powinien się denerwować. A jednak był trochę zdenerwowany i zestresowany. Jak przed pierwszą randką.
-Czasami biegam.-Odpowiedział i odwrócił się, żeby spojrzeć na jej... nogi. Dziewczyna była bardzo zgrabna, więc Ray podejrzewał, że też uprawia jakieś sporty, albo przynajmniej dużo się rusza. Takiej sylwetki nie ma się przez geny, czy dobry metabolizm. -Też coś ćwiczysz? Masz piękne ciało. Wiem co mówię.-Znów się do niej uśmiechnął. Teraz komplementował ją nieświadomie, zupełnie jakby mówił, co myśli i wcale nad tym nie panował. Pierwszy raz mu się to zdarzyło, ale nie tracił swojego uśmiechu, który dodawał mu pewności siebie. Nie chciał pokazać, że traci nad sobą kontrolę.
Naeris miała rację i miejsce, do którego chciała się wybrać, rzeczywiście nie było daleko. Chłopak nie wiedział, czy ma żałować, czy się cieszyć, że nie mogli się przejść dłużej. W prawdzie na miejscu również mogli rozmawiać, ale na jak długo zostaną trzeźwi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sro Lis 01 2017, 20:49

Jesień wprawiała Maxa w melancholię, ale w dni takie jak ten nie był w stanie odmówić sobie spaceru. Wyszedł spontanicznie, bez żadnego planu, bez pomysłu dokąd się udać.
Dzień był chłodny, ale słoneczny. Po przejściu przez popularne miejsca Hogsmede, dziś zawalone uczniami i studentami chcącymi złapać ostatnie promienie słońca przed bezlitosnym, deszczowym i lodowatym listopadem (powiedzmy że końcówka października jest) postanowił ruszyć w stronę natury, zawsze pociągała go najbardziej.
Od miejsc zapełnionych jesiennymi spacerowiczami, przez punkt widokowy, fontannę i inne atrakcje zawędrował dalej, podążając w kierunku alejki, którą kiedyś odkrył przypadkiem. Aleja Starych Drzew, ogromnych, monumentalnych, rozlewających wokół siebie klimat tajemniczości i grozy, teraz spowita mgłą, na której promienie słońca przedzierające się spomiędzy drzew tworzyły skrzące się wzory.
Urzekło go to miejsce. Usiadł na niewysokiej gałęzi machając wesoło nogami. Ubrany był w ciemnogranatowe spodnie, skórzane, czarne buty i czarny płaszcz. Za takie dni jak ten kochał jesień, kolorowe liście wolnoopadające z drzew, zapach igliwia... Tak, warto było tu przyjść.
Po chwili kontemplacji natury wyciągnął z kieszeni szkicownik i kredkę magiczną, którą dostał na urodziny od Alice. Nie wybaczyłby sobie, gdyby nie zachował tego niesamowitego widoku. Trudno będzie co prawda oddać to piękno, ale z pewnością zrobi co w jego mocy. Zabrał się do pracy odwzorowując to, co widział. Kredka od przyjaciółki dodawała jego, niegdyś jedynie, szkicom barwy i życia, a na kartce powoli dało się dostrzec podobieństwo do jesiennej alejki.
Westchnął zapatrzywszy się w to, co go otaczało i odwrócił kartkę w przypływie wspomnień. Odtworzył w głowie pewien wiersz, który kiedyś wpadł mu w ręce, podsunięty przez znajomą i zapisał na tyle, na ile potrafił go sobie przypomnieć...

Nie zaśniesz dzisiaj. Tyle blasku w oknie.
Nie zaśniesz, za dużo się zdarzyło.
Książki czuwają nad tobą, ustawione w rzędy.
Będziesz długo myślał o tym, co się stało
i czego nie było. Nie zaśniesz dzisiaj.
Zbuntują się twoje różowe powieki,
będziesz miał oczy czerwone, piekące,
i serce spuchnięte od wspomnień.
Nie zaśniesz. Otworzy się encyklopedia
i wyjdą z niej dawni poeci, starannie ubrani,
osłonięci przed chłodem. Otworzy się pamięć,
jak spadochron, w nagłym syku powietrza.
Otworzy się pamięć i nie zaśniesz wcale,
będziesz się kołysać między chmurami,
cel ruchomy i jasny w świetle fajerwerków.
Nie zaśniesz już nigdy, zbyt wiele ci
opowiedziano, za dużo się zdarzyło.
Przecież każda kropla krwi mogłaby
napisać swoją szkarłatną Iliadę.
Każdy świt mógłby się stać autorem
ciemnych wspomnień. Nie zaśniesz
pod grubą kołdrą dachów, strychów i kominów,
które rzucają w górę garść popiołu.
Białe noce płyną cicho po niebie
i wiosła szeleszczą, jedwabne pończochy.
Wyjdziesz do parku i gałęzie
będą cię przyjaźnie uderzały po ramionach.
Będziesz biegł przez pusty park, staniesz się
cieniem i spotkasz inne cienie. Będziesz
myślał o kimś, kogo już nie ma i o kimś,
kto żyje tak bardzo, że to życie na brzegach
zamienia się w miłość. Coraz więcej światła
gromadzi się w pokoju. Nie zaśniesz dzisiaj.


//lekko zmienione, że niby tak na 100% nie pamięta, "Kołysanka" Zagajewskiego
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Antoinette Apsley

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 84
  Liczba postów : 126
http://www.czarodzieje.org/t10745-antoinette-apsley
http://www.czarodzieje.org/t15259-relacje-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15258-poczta-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15250-antoinette-apsley




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sro Lis 01 2017, 21:16

| Po korepetycjach z eliksirów |

Z nudów doszła aż do parku. W sumie nie wiedziała, co teraz mogłaby robić, lekcje odrobione... i tak dalej, i tak dalej. Doszła do Alei Starych Drzew. Podziwiała uroki tutejszej natury, próbując za wszelką cenę zlikwidować niemiłe wspomnienia dotyczące jej pierwszych korepetycji z  Cheongiem. Chodzi tu oczywiście o eliksiry. A najgorsze jest to... że nie mogła odreagować, czyli być dla niego niemiłą, z racji że gdyby go obraziła, ten mógłby zrezygnować z dalszej pomocy dla niej. A tej pomocy ewidentnie potrzebowała, jako że z eliksirów była naprawdę kiepska. No ale nic. Tak czy inaczej, umawiali się na kolejną "lekcję" czy też nie, Antoinette mimo wszystko jakoś mało ochoczo podchodziła do spotkań z tym człowiekiem. No bo był bardzo niemiły i widać było, że jeśli dziewczyna choć trochę pobędzie taka, jaka jest naprawdę, wedle tego, jaka była jej prawdziwa natura, chłopak ją opuści. Tak, trochę taka hipokryzja: z jednej strony nie chciała go już więcej widywać, no bo był niezwykle niemiły, gorszy nawet od samej Antoinette, a z drugiej – potrzebowała jego pomocy w pojęciu robienia mikstur, w ważeniu, rozdzielaniu porcji, zapamiętywaniu przepisów, utrzymywania stałej temperatury... i tak dalej, i tak dalej.
No ale nic. Szła i szła. Podziwiała okoliczną przyrodę, chcąc jak najbardziej nacieszyć nią zmysły: zarówno wzrok, jak i węch. W końcu dodała do tego zmysł dotyku, muskając lekko palcami obydwóch dłoni kolorowe liście tych najniższych gałęzi, liście które nie zdążyły jeszcze opaść. Na sobie miała swój ulubiony, ciemnozielony płaszcz, a pod nim ulubioną sukienkę. I glany. Szczególnie bardzo lubiła to obuwie, w końcu pasuje ono do każdej pory roku, nie?
Chodziła powoli, aż z daleka zamajaczyła jej jakaś postać i coś czuła, że powinna iść w tym właśnie kierunku. Szła jednak powoli, w ogóle się nie spiesząc, uznawszy, że ma czas. Dużo czasu, i nawet nie pomyślała, że ta postać może jej po prostu zniknąć. Ale nie znikała, z czego Antoinette była nad wyraz zadowolona. W końcu zauważyła, jak ta osoba coś szkicuje, a potem skojarzyła, że zna tę postać. Podeszła więc cichutko, mając wielką nadzieję że Max jej nie zauważy. Bo jeśli nie spojrzy akurat w jej kierunku, będzie bardzo zadowolona. Czym prędzej położyła dłoń na jego szkicowniku i spojrzawszy ponownie na jego twarz, krzyknęła "bum!", po czym roześmiała się.
- A ty co tu robisz? – przekrzywiła nieznacznie głowę na lewy bok, i lekko zatrzepotała rzęsami, co miało oczywisty, lekko, drwiący przekaz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Czw Lis 02 2017, 11:20

Chłopak przekonany, że nie spotka tutaj nikogo, ze względu na kiepską (choć jego zdaniem nieuzasadnioną) sławę tego miejsca kompletnie nie rozglądał się, ani nie zwracał uwagi na dźwięki mogące świadczyć o czyjejś obecności. Z resztą czy kroki (nawet ciężkich glanów) byłyby słyszalne w szumie drzew i w jego zadumaniu?
Dlatego też nagłe pacnięcie drobnej dłoni w jego szkicownik wystraszyło go potwornie, choć, co specyficzne dla niego, trudno było wyczytać to z jego twarzy. Nie podskoczył, nie krzyknął wystraszony, przeniósł tylko błyskawicznie wzrok na twarz winowajcy i uniósł brwi w zdziwieniu widząc Antoinette. Jego twarz nabrała pytającego i nieco poirytowanego wyrazu.
- Siedzę - odpowiedział lakonicznie, zgodnie z prawdą z resztą, jakby w dowód tego machając nogami do przodu i do tyłu - Ktoś kiedyś przez Ciebie zejdzie na zawał jak będziesz fundować takie powitania - rzucił mimochodem posyłając jej znaczące spojrzenie. Przesunął się też nieznacznie, by pozwolić jej usiąść i rad byłby gdyby odsunęła dłoń by mógł schować szkice w bezpieczne miejsce. Nie krył się już z nimi tak jak kiedyś, wciąż jednak miał pewne opory przed pokazywaniem swoich prac.
- Chciałaś spotkać duchy? - zapytał nawiązując do opowieści krążących o Alei. Teraz wydawały się całkowicie irracjonalne, ale pod osłoną nocy faktycznie stare, monumentalne drzewa mogły budzić grozę. Dzień chylił się ku zachodowi, ale słońce nadal walczyło przedzierając się przez gałęzie. Max przeniósł wzrok na przybyłą towarzyszkę wytrzymując lodowate spojrzenie jej ślicznych, niebieskich oczu. Ich kolor był niezwykły i Blackburn musiał przyznać, że nieczęsto odczuwał coś takiego, ale akurat wzrok Apsley wytrzymać i pokonać nie przychodziło mu łatwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Antoinette Apsley

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 84
  Liczba postów : 126
http://www.czarodzieje.org/t10745-antoinette-apsley
http://www.czarodzieje.org/t15259-relacje-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15258-poczta-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15250-antoinette-apsley




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Czw Lis 02 2017, 15:23

Nie pokazał po sobie, że "atak" Antoinette go wystraszył, więc ruda pannica nie była zadowolona. Chciała, by chłopak był przerażony, a w jej oczach tak nie było, co oczywiście mija się z prawdą. No ale nic. Po chwili przestała się tym przejmować. Zauważyła za to coś innego: zaskoczenie. Cóż, lepsze to, niż nic. Potem nadszedł czas na poirytowane i pytające spojrzenie.
- Zawał? – podniosła nieznacznie lewą brew do góry – Cóż, w końcu na coś trzeba umrzeć, nie? – wtedy zauważyła, jak Max funduje jej miejsce. Niezwykle z tego faktu uradowana, najpierw  zdjęła dłoń z jego szkicownika, ale zanim go schował, dziewczyna mogła zauważyć co nieco. Nawet, jeśli to były ułamki sekundy. Tak, Antoinette to niezły obserwator. Następnie usiadła obok niego.
- Niezłe te szkice, pokażesz? – odezwała się do niego potulnym tonem. Prawda była taka, że Antoinette bardzo lubiła obrazy. Nawet, jeśli są to zaledwie szkice jakiegoś ucznia Hogwartu, przy tym z tego samego domu, ale to nie jest aż tak ważne.
Dlaczego lubiła? Przecież ogólnie lubowała się w sztuce, jako że jej pasją jest malarstwo. Cóż, mieli ze sobą coś wspólnego, ale Antoinette za nic w świecie nie potrafiła sobie przypomnieć, czy wiedziała o tym już wcześniej, czy to dla niej nowość, że Max szkicuje. No ale nieważne. Coś czuła, że nie będzie chciał jej pokazać swoich pozostałych prac, ale cóż, warto spytać, czyż nie? Chociaż również można było to potraktować jak pytanie retoryczne.
Duchy? Zanim zadała podobne pytanie, spojrzała się na niego pytającym wzrokiem. Jakie duchy? No właśnie, nie słyszała o opowieściach dotyczących tego miejsca. Dlatego zupełnie nie wiedziała, o czym to Max prawi.
- Duchy, jakie duchy? – zamachała nogami podobnie, jak on i spojrzała na niego tym samym rodzajem spojrzenia. Dziewczyna nie mogła wiedzieć, co Max o tym spojrzeniu myśli, jak go odbiera...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Czw Lis 02 2017, 16:59

Oczywiście, niezadowolona. Musiała mieć wielkie wejście? Na szczęście nie przewróciła oczami z niezadowolenia, co pewnie nie uszłoby jego uwadze, więc nie miał nawet świadomości jej niecnych planów i niezadowolenia z, powierzchownie patrząc, niezrealizowania ich.
Zaśmiał się gdy stwierdziła, że na coś trzeba umrzeć, to jej się udało - Ale nie posyłaj mnie do grobu za wcześnie - puścił jej przyjacielskie oko nadal z lekkim uśmiechem na twarzy. Poczuł ulgę, gdy Ślizgonka odsunęła dłoń od jego rysunków i przysiadła się na gałąź. Zwrócił też uwagę na jej obuwie, ogromne glany jakoś nie pasowały do maleńkiej, drobnej postury. Czuł jednak, że wszelkie komentarze byłyby niestosowne, szczególnie, że jego buty pozostawiały znacznie więcej do życzenia - stare, mocno nadgryzione przez ząb czasu... obawiał się, że wreszcie przetrą się na wylot, bo podeszwę podklejał już niezliczoną ilość razy. Po prostu nie potrafił się ich pozbyć.
- Skąd wiesz, że niezłe, jak prawie ich nie widziałaś? - zadał pytanie może nie brzmiące zbyt miło, ale w zupełnie nieatakującym tonie. Trochę instynktownie zacisnął palce na bloczku, jak małe dziecko, któremu chcesz zabrać zabawkę.
Blackburn kochał sztukę, poezję, malarstwo, teatr... ale nie mówił o tym raczej. Mało kto wiedział o jego zamiłowaniach, o ile jego zainteresowanie rysunkiem w ostatnim czasie przestało być tajemnicą, to o tym, że potrafi śpiewać nie wiedziało więcej niż dwoje, może troje najbliższych znajomych. Nigdy się nie zastanawiał dlaczego, ale po prostu trzymał to w sekrecie.
- Nie słyszałaś? - wytrzeszczył oczy w zdziwieniu, trochę większym niż mógł, ale nadal mogącym uchodzić za szczere - To przeklęta alejka - powiedział przyciszonym głosem - Wieczorem, szczególnie jesienią włóczą się tutaj, podobne do naszych, z zamku, ale nie tak przyjaźnie nastawione - dodał konspiracyjnym szeptem - Czasami można je zobaczyć, ale częściej słychać jedynie ich jęki - skończył dając jej tym samym do zrozumienia, że powrót może okazać się mroczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Antoinette Apsley

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 84
  Liczba postów : 126
http://www.czarodzieje.org/t10745-antoinette-apsley
http://www.czarodzieje.org/t15259-relacje-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15258-poczta-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15250-antoinette-apsley




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Czw Lis 02 2017, 19:53

- Spookojnie – i ona puściła mu oczko, nie wiedząc zbytnio, co by tu dodać gestykulacją, a że jego ruch był tutaj jak najbardziej pasujący, no to... no to właśnie, i ona uciekła się do niego – Nie mam takiego zamiaru. – myślała, że tyle wystarczy, ale uznała, że doda tu coś jeszcze – Nie posyłam do grobu ludzi, których lubię. – miała nadzieje, że nie zabrzmiało to zbyt naiwnie i infantylnie. A jeśli nawet, to cóż, i tak nie cofnie swoich słów. Może i istniało na to jakieś zaklęcie... ale tak czy owak, nie znała go. A jeśli nawet takie było, to mógł być jeszcze jeden powód: po prostu była zbyt młoda, by się go uczyć.
- Ale widziałam kawałek tego na wierzchu. – odniosła się do jego ostatnich słów. Chodziło oczywiście o jego szkice. - Tyle mi wystarczy, żeby stwierdzić, że są dobre. – na jej oblicze wypełzł ironiczny uśmieszek – A ty ciesz się, że w ogóle ktokolwiek cię chwali. Pff, niewdzięcznik – jej słowa brzmiały trochę bezczelnie. Wypuściła powoli powietrze z płuc. Nie to, że była podenerwowana czy coś. Po prostu lubiła tego typu szybkie ćwiczenia oddechowe.
Siedziała tak sobie, machają nogami i zastanawiała się, czemu Opatrzność stwierdziła, że dobrze będzie, jeśli tu i teraz spotka Maxa. No bo, przynajmniej według niej samej, to coś musiało znaczyć. Cóż, oboje zajmują się sztuką. Oboje lubią czytać książki. Oboje znaleźli się w tym samym miejscu o tym samym czasie. Siedząc tak, poczuła, że ciążą jej stopy. Ah, to te glany, które przecież do lekkich nie należały. Uniosła lewą nogę, zginając ją w kolanie i odwiązawszy długie, kolorowe sznurówki czym prędzej ściągnęła but i tym samym uwolniła lewą stopę, pokazując śmieszną, różową skarpetkę, z wzorem białych krówek. Jeśli Max je zauważył, pewnie rozbawił go ten widok. Ale Antoinette nie przejmowała się tym zbytnio. W końcu to należało do jej natury. Tak, nie dość, że bezczelna, to jeszcze bezwstydna! Potem to samo zrobiła z prawym butem. Teraz jej glany leżały sobie na ziemi. Jedna sztuka obuwia leżała częściowo na drugiej. Teraz zostały częściowo przykryte liśćmi, co dawało w rezultacie dość przyjemny dla oka obrazek.
W końcu wysłuchała jego krótkiego wywodu o duchach. Usłyszane informacje sprawiły, że Antoinette zlękła się. Ale nie dała tego po sobie poznać, dlatego Max nie mógł stwierdzić, nawet, jeśli się na nią patrzył, czy ją to przeraziło, przeraziło troszeczkę albo nie zlękła się w ogóle. W końcu odparła obojętnym tonem, który uzyskała dzięki wielkiemu wysiłkowi:
- Nie wierzę w takie rzeczy. W duchy owszem, w końcu każdy uczeń widział takiego w zamku nie jeden raz... – podrapała się po przedziałku. - No ale znasz już moją opinię na temat potencjalnych historii tworzących pewnie klimat tego miejsca dla osób, które w to wierzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Lis 03 2017, 06:45

Dziewczyna wydała się nagle Maxowi nadzwyczajnie... miła! W jego sercu urosła nadzieja, że jednak Antoinette potrafi. Już zawoalowane wyznanie, że nie posyła do grobu osób które lubi zrobiło na nim wrażenie w tym sensie, że Ślizgonka zazwyczaj wyrażała się negatywnie, butnie i nieprzyjemnie, a tu proszę. Obdarzył ją miłym uśmiechem i wcale nie sądził, że zabrzmiała dziecinnie.
Oczywiście już po chwili dobry efekt przykryła zwyczajowym dla siebie komentarzem, choć Blackburn nie mógł powiedzieć, że po pierwszym zdaniu zrobiło mu się miło. Coś jednak widziała i nawet paradoksalnie byłby skłonny pokazać jej resztę, bo jeżeli ktoś określa rysunki słowem dobre, a nie ładne to znaczy, że albo użył go przez przypadek, albo całkiem zna się na rzeczy.
- Rysujesz? - pominął kąśliwą uwagę o byciu niewdzięcznikiem niemal niezauważalnym (choć pewnie dostrzeżonym przez Apsley) przewróceniem oczami i odbił temat zadając jej pytanie. Zaciekawiła go, była taka... niepoukładana? nieee, to nie to słowo... nieokiełznana. Tak, zdecydowanie lepiej pasowało do jej nieregularnych, trudnych do przewidzenia zachować, które na domiar złego często kompletnie nie przystawały w sytuacjach w których była znacznie niżej w hierarchii niż rozmówca. Oczywiście teraz o tym nie było mowy, w relacjach koleżeńskich zwyczajnie bywała wredna, ale w stosunku do nauczycieli też jej się zdarzało, co nie powinno mieć w ogóle miejsca. Max lubił ją jednak na swój sposób, miała dużo odruchów, które większość ludzi w sobie tłumi i między innymi to czyniło ją interesującą personą.
Znów wpadł w rozbawienie widząc, że dziewczyna zdejmuje buciory. Cóż, nic dziwnego, że jej ciążyły, skoro pewnie ważyły niewiele mniej niż ona sama. Z ciężkich glanów wyłoniły się niewielkie stopy w krowiastych skarpetkach. Sam skrzyżował nogi siadając teraz po turecku, na początku balansując ciałem by nie spaść z gałęzi.
Pewien nieszkodliwy teatr pozorów, który tu przed sobą odgrywali był zabawny, najpierw ślizgon nie dał po sobie poznać, że serce zabiło jej szybciej gdy się pojawiła gwałtownie, znikąd, teraz dziewczynie nie drgnęła powieka podczas jego opowieści... Słowa trochę je zdradziły, za długo tłumaczyła, że się nie boi - Zobaczymy, może trafi nam się to nieszczęście, by któregoś spotkać - skwitował tylko wzruszając ramionami i zadumał się, a jego twarz przybrała zagadkowy wygląd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Antoinette Apsley

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 84
  Liczba postów : 126
http://www.czarodzieje.org/t10745-antoinette-apsley
http://www.czarodzieje.org/t15259-relacje-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15258-poczta-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15250-antoinette-apsley




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Lis 03 2017, 16:17

Tak, na razie Antoinette była miła. Do czasu, aż nazwała go niewdzięcznikiem, ale to nie oznaczało oczywiście, że to koniec miłych odzywek. Ale już obmyślała, jak znowu może mu słownie zaszkodzić... dziwne, zazwyczaj nie myślała o tym, wredne komentarze przychodziły jej do głowy dość szybko i zazwyczaj nie zastanawiała się nad nimi zbytnio wcześniej.
Jego kolejne słowa wywołały na jej otulonej rudymi pasmami włosów twarzyczce zdziwienie.
- Rysuję? – prychnęła – Nie mów, proszę, nie mów, że nigdy nie słyszałeś o moim postępach w malarstwie. Na pewno musiałeś coś słyszeć. I nie przewracaj tak oczami, wiedz, że ktoś z powodu twoich ładnych ocząt może ci je wydłubać. – zaśmiała się cichutko. Nie wiedziała, jak chłopak odbierze tę żartobliwą, a jednocześnie kąśliwą uwagę. Dziwne, ale miała to gdzieś. Dosłownie.
Postanowiła go spapugować. Usiadła tak, jak on, zwłaszcza że bez glanów przyszło jej to dość łatwo. Co nie oznacza, że nie miała z tym problemów, ponownie, jak on, chwilę balansowała ciałem, ale już wkrótce siedzieli obok siebie w identycznej pozycji. Nie zauważyła u niego rozbawienia, kiedy spojrzał na jej stopy, odziane teraz jedynie w śmieszne skarpetki.
- Co ogółem u ciebie słychać? – spojrzała na niego rzeczowo – Tylko nie mów, że usiadłeś sobie tu ze szkicownikiem z nadzieją, że ktoś podbuduje twoją samoocenę widząc, jak rysujesz i że usłyszysz, jak ten ktoś ciebie chwali. Ktoś, kto mógłby w tym czasie tędy przechodzić – puściła mu ponownie porozumiewawcze oczko – Na przykład ja.
Westchnęła głęboko a czując, że stopy zaczynają ją nieco pobolewać, zmieniła pozycję. Teraz siedziała już normalnie, znowu uciekając się do machania nogami.
- Już ci mówiłam. Nie wierzę w to – westchnęła zniecierpliwiona, odpowiadając na jego ponowną wzmiankę o potencjalnych tutejszych duchach – Nie wierzę więc, że jakiegoś spotkamy. - Wierciła się przez moment, szukając wygodnej pozycji, aż w końcu uznała, że ta pierwotna będzie idealna. I znowu zaczęła machać nogami, tak, jak to wcześniej czynił Max.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   

Powrót do góry Go down
 

Aleja Starych Drzew

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-