Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ruiny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 901
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1341
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Ruiny   Sro Lip 04 2018, 15:44


Las ruinas


O tym miejscu krąży tyle legend, że ciężko wybrać w co wierzyć. Jedni nazywają te ruiny świątynią, inni zwykłymi komnatami... Jedno trzeba przyznać - są w opłakanym stanie. Lepiej uważać na każdy krok, w szczególności jeśli weźmie się pod uwagę, że w każdej opowieści pojawia się ten sam element.
Duchy nie są niczym nadzwyczajnym w czarodziejskim świecie, ale lepiej nie trafić na te mniej przyjazne...


______________________


I am the werewolf, the creature of the night...
But I am also the creature of passion.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1112
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 563
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ruiny   Czw Lip 12 2018, 14:43

Nie mogła doczekać się tego wyjazdu od momentu w którym to tylko o nim usłyszała. Tak wiele perspektyw odpoczynku, oderwania się od tego, co tu i teraz i zamienienie na ulotne chwile rozkoszy, odpoczynku, zwiedzanie nieznanego i przede wszystkim zapomnienie. A Beatrice miała o czym zapominać. Zostawiła w Wielkiej Brytanii wiele wspomnień które od dłuższego czasu zaprzątały jej głowę, wielu ludzi... A w szczególności jedną osobę z pośród tych wszystkich ludzi. Ale hej, przed wyjazdem obiecała sobie nie zaprzątać głowy Claudem Faulknerem i danego sobie słowa mocno chciała dotrzymać.
Pewnie właśnie dlatego, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, postanowiła wybrać się na szybki reserch okolicy. Chciała dowiedzieć się, co będzie warte zobaczenia, a czego lepiej unikać. Chciała przede wszystkim oderwać się od natrętnych myśli, które wciąż pojawiały się w jej głowie.
Mogła poprosił Yvonne czy Nessę o towarzystwo, ale zdecydowanie nie zależało jej na tym. Niektóre rzeczy należało załatwiać w samotności i z takiego też założenia wyszła w tym momencie. Założyła na siebie granatową, zwiewną sukienkę tak różną od tego co nosiła na co dzień, że aż dziwnie się w niej czuła. Jakby była wolna, nie skrępowana przez więzy pracy czy codziennych obowiązków. Do tego dobrała sandały wiązane na kostce, na niewielkim obcasie, co spowodowało, że nie wydawał się już tak niska, jak w rzeczywistości była. Miała również ze sobą niewielką torebkę, w której znajdowało się to co najważniejsze, czyli jej różdżka, bez której nigdzie się nie ruszała. Dzięki swoim umiejętnością, przyciemniła swój odcień skóry tak, że łatwo ją było teraz pomylić z rodowitą Meksykanką.
Swoje małe zwiedzanie postanowiła rozpocząć od miejsca, które miejscowi nazywali Las Ruinas. Dotarcie tam nie zajęło jej zbyt wiele czasu a i nawet buty na obcasie nie stanowiły dla niej wielkiej przeszkody w przemierzaniu nadmorskiej ścieżki.
Kiedy zobaczyła w niedużej odległości ruiny, przystanęła w miejscu i aż zaniemówiła z wrażenia. Wyglądały przepięknie na tle zachodzącego już słońca. A ona zapomniała o tym, po co się tutaj tak właściwie znalazła. Chciała tylko chłonąć ten widok i sprawić, aby już na zawsze wyrył się w jej pamięci.

@Dominik Rowle chodź do mnie! miłoooośćććć

______________________

Beatrice L. O. O. Dear
"Let's kill tonight, show them all you're not the ordinary type..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 367
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle




Gracz






PisanieTemat: Re: Ruiny   Czw Lip 12 2018, 21:00

W końcu nadszedł oczekiwany dzień wyjazdu. Naprawdę wyczekiwany, to nie było wyolbrzymienie. Szara codzienność wkradła się w jego życie. Praca, dom, praca... Choć kochał to, co robi czuł, że potrzebuje wakacji, bo inaczej eksploduje. Kilka miesięcy temu myślał, że złapał Pana Boga za nogi. Świetna praca, w której się spełniał, dziewczyna, którą kochał... Wydawało mu się, że wszystko idzie tylko ku lepszemu, że nad jego życiem świeci jasne światło i chroni przed chmurami i deszczem. A potem nagle rozpętała się burza. Krótka i gwałtowna. Ona odeszła i do tej pory nie dawała znaku życia. Od czasu tamtego dnia zdawało mu się, że to słońce wychodziło tylko co i raz zza chmur, przypominając, że jest i Dominik powinien z powrotem wpuścić je do swojego świata. To nie było takie proste. Tylko osoby, które znały go bardzo dobrze wiedziały jak to wszystko na niego wpłynęło i jak się czuł. Tylko one mogły podejrzewać, że jego serce złamało się na pół i boleśnie krwawiło, gdy każdego ranka musiał wstać i stawić czoło dniu. Sam. Skrzywdzony. Na zewnątrz tego nie pokazywał, jakoś się trzymał, jednak przez następne miesiące wszystko w nim buzowało.
W końcu z czasem zaczęło nieco przycichać. Coś w tym jest, że czas leczy rany, ale nie można zaprzeczyć, że zostawia blizny. Dominik miał już dość i ran, i tych blizn. Chciał choć na chwilę zmienić otoczenie, przestać się wszystkim przejmować, odetchnąć pełną piersią. Ten wyjazd był idealny. Gdy tylko dowiedział się, że ma możliwość pojechania na wakacje jako opiekun uczniów Hogwartu - od razu się zgłosił. Cóż, opieka nad dzieciakami była akurat dla niego koniecznym efektem ubocznym, pojechał bardziej dla siebie. Oczywiście, pewnie będzie musiał wywiązywać się z obowiązków opiekuna, ale to również były wakacje dla nich. I miał zamiar z nich korzystać. Pełną piersią. Choćby miał zrobić coś szalonego albo głupiego. Niczego nie będzie żałować. Kiedy wrócą do domu pewnie wszystko wróci do porządku dziennego. Ale tutaj... Chciał porzucić ograniczenia.
Niedługo po przyjeździe stwierdził, że trzeba zwiedzić okolicę. Na razie nie nęciło go miasteczko, nie chciał gwaru i hałasu, przyjechał tu by trochę od ludzi odpocząć. Przynajmniej na początku. Lub w ciągu dnia. Wieczory to inna kwestia. Ech, tam, nie będzie sobie wymyślał planów. Niech wszystko toczy się jak chce. W każdym razie tego wieczoru wybrał się w kierunku wybrzeża. Wędrował plażą, wdychając głęboko świeże powietrze i czując jak oczyszcza swoje myśli. Chłonął zapachy, cały klimat otoczenia. Rozluźnił się i dalej wędrował, zatapiając się w myślach o niczym. W końcu teren stał się bardziej kamienisty, zaczęły pojawiać się jakies skały, a w oddali... Dominik zaintrygowany wytężył wzrok. Czyzby to ruiny? Aż poczuł dreszcz adrenaliny. Stare ruiny, tajemnicze miejsca zawsze go do siebie ciągnęły. Przyspieszył kroku, aż w niedużej odległości od celu wędrówki zobaczył jakąś postać. Skrzywił się lekko, bo w końcu chciał być sam, ale coś w tej postaci sprawiło, że podszedł bliżej. Zdawała mu się znajoma. Była jednak mocno opalona, miała zwiewną sukienkę, jaką widział wśród tutejszych młodych Meksykanek. Utrzymując dwumetrową przestrzeń między sobą a postacią, zaszedł ją z boku i zajrzał w twarz. Czyżby to...
- Beatrice? - zapytał, choć już teraz zdecydowanie ją poznał. Wiedział, że jedzie na wakacje jako opiekun, ale jakoś nie dane im było spotkać się wcześniej. Kiedy oni widzieli się ostatnio?
- Cześć! - przywitał się, obdarowując dziewczynę szerokim uśmiechem. - Kiedy my się ostatnio widzieliśmy? Chyba dawniej niż bym chciał! - powiedział, udając oskarżycielki ton, choć przecież i on mógł wyjść z propozycją spotkania. Znali się ze szkoły i świetnie się dogadywali. Wiadomo jak to jest później, szkoła się kończy, każdy wchodzi w dorosłe życie na pełny etat i jakoś te miesiące mijają. A później przecież... Nie, miał o tym nie mysleć, nie ma zamiaru. Jest tu i teraz i właśnie spotkał dobrą kumpelę ze szkoły. Z podziwem w oczach zmierzył dziewczynę wzrokiem.
- Świetnie wyglądasz, ale czy jesteś tu już z miesiąc? Niezła opalenizna! - pochwalił ją. Naprawdę wyglądała ślicznie. Uroda z natury, ładna figura, skóra muśnięta słońcem i ta delikatna, wakacyjna sukienka. Naprawdę nie był to pusty komplement tylko szczera pochwała.
- Zdążyłaś się już sprawdzić w roli opiekuna? Bo ja, jak widzisz, zwiałem przy najbliższej okazji - mrugnął do dziewczyny z szerokim uśmiechem. Cieszył się, że ją spotkał. Miał nadzieję, że będą mieli wiele okazji do spędzania wspólnego czasu na tym wyjeździe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1112
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 563
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Lip 13 2018, 16:38

Dziwnie było tak po prostu stać w tym miejscu i rozkoszować się ciszą ogarniającą ją zewsząd. Słuchać szumu fal odbijających się natarczywie od skał, napawać się cudownym, słonym zapachem i patrzeć. Po prostu patrzeć przed siebie, jakby próbując pochłonąć ten wspaniały widok całą sobą. Jakby każdy element jej ciała próbował wyryć w sobie to cudowne wspomnienie, już na zawsze, na wieczność. Chwile jak te, takie ulotne, sprawiały, że człowiek mógł poczuć się wyjątkowo. Panem swojego losu, swojego życia. Zapomnieć o tym co tu i teraz i po prostu istnieć, nie próbując pojmować w żaden sposób tego wszystkiego. Jakby moment, w którym miałaby spuścić ten widok ze swojego wzroku, miał spowodować zakończenie działania całej tej magii, która aż elektryzowała włosy na jej skórze. Nie chciała, aby ten moment minął. Pewnie właśnie dlatego, wciąż stała w miejscu, nie ruszając choćby powieką, oddychając głęboko pełną piersią.
Dopiero dźwięk cudzych kroków wydobył ją z odmętów jej własnej świadomości, jakby powróciła z bardzo długiej i ciężkiej wyprawy. Chciała dalej w niej trwać. Chciała, by ten moment się nie kończył. Ale już minął, w momencie kiedy jakiś młody mężczyzna stanął w bliskiej odległości od niej, perfidnie zaglądając jej w oczy. Konsternacja wymalowała się na jej licu, kiedy to odwracała się powoli w jego kierunku, aby zmierzyć się z tym facetem. Po chwili jednak konsternacja ustąpiła niedowierzaniu. W prawdzie obiło jej się o uszy, że on również tutaj jedzie, ale nie spodziewała się go spotkać. Dopiero po kilku sekundach uśmiechnęła się szeroko.
-Na gacie Merlina. Dominik! - i nim zdążyła chociażby poskromić w jakikolwiek sposób swoje zachowanie, rzuciła się w jego kierunku, chcąc wyściskać chłopaka. W prawdzie nigdy nie byli bardzo bliskimi przyjaciółmi, ale znali się bardzo dobrze z Hogwartu i w czasach szkolnych równie dobrze dogadywali. A to, że potem ich ścieżki się rozeszły było po prostu inną kwestią.
Po chwili odsunęła się jednak od niego, jakby delikatnie zażenowana swoim nagłym wybuchem radości na jego widok. Gdyby ktoś kiedyś się o to z nią założył, w życiu by nie podejrzewała, że tak zareaguje gdy spotka po długim czasie Dominika.
Perlisty śmiech wydobył się z jej ust, słysząc ten oskarżycielski ton z jego strony.
- I kto to mówi? Dopiero niedawno zmieniłam adres zamieszkania, do tego czasu Twoja sowa z pewnością by mnie odnalazła. - miała ochotę pokazać mu język jako potwierdzenie, w jej mniemaniu, zgrabnego odbicia delikatnej przygany. -Poza tym, jak na grzeczną dziewczynkę przystało, nie mogłam się naprzykrzać. Co byś sobie o mnie wtedy pomyślał? - no bo przecież to by nie wyglądało dobrze, gdyby młoda dama z dobrego domu i rodu, sama nagabywała chłopców. Przynajmniej w taki sposób z pewnością zinterpretowaliby to jej rodzice. Ona miała trochę inny już do tego stosunek. Nie tak staroświecki jak oni.
Uśmiechnęła się uroczo, kiedy to wspomniał o jej ładnym wyglądzie. Każdy lubił słuchać komplementów, Beatrice w żaden sposób nie różniła się pod tym względem od normalnej osoby. A takie słowa z ust dobrego znajomego dodatkowo zyskiwały na znaczeniu.
-Dziękuję, ale muszę przyznać, że ty też prezentujesz się niczego sobie. - odpowiedziała po chwili, z delikatnym rumieńcem wypływającym na jej policzki. W tym właśnie momencie cieszyła się ogromnie, że zdecydowała się na założenie obcasów. Dzięki temu różnica wzrostu między nimi nie była aż tak kolosalna. Ona ze swoimi marnymi 160 centymetrami, bez obcasów wyglądałaby jak dziecko.
Parsknęła śmiechem, kiedy to wspomniał o opiekowaniu się młodzieżą. Nic takiego nie zrobiła jeszcze i wiedziała, że mogła, delikatnie mówiąc, zawieźć na tym polu. Ona tu przyjechała przede wszystkim dla własnego wypoczynku, a uczniowie Hogwartu zdecydowanie były dla niej drugorzędną sprawą.
-Wiesz, niespecjalnie się chyba do tego nadaję. - wyszczerzyła się w jego kierunku po tych słowach. -Wychodzi na to, że oboje postanowiliśmy zwiać, aż dziwne, że to samo miejsce wpadło nam do głowy. Coś mi się wydaje, że to nie był przypadek!
Ona nigdy nie wierzyła w coś takiego jak przypadki. Takie rzeczy się w jej życiu nie zdarzały. A konkretniej, zdarzyły się raz i właśnie o tym przypadku próbowała zapomnieć tutaj w Meksyku...

______________________

Beatrice L. O. O. Dear
"Let's kill tonight, show them all you're not the ordinary type..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 367
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle




Gracz






PisanieTemat: Re: Ruiny   Czw Lip 19 2018, 19:40

Dominik czuł to niesamowite uczucie tylko przez chwilę, bo Beatrice zauważył prawie od razu. Ona na pewno rozkoszowała się aurą i magią z pewnością dłużej i zapewne zirytowała się, kiedy jej przerwał. Jednak nie mógł przecież przejść obok niej obojętnie albo zawrócić i odejść. Podszedł więc bliżej i zajrzał jej w oczy. Kiedy zwróciła czarne jak węgiel tęczówki na jego twarz, aż uśmiechnął się lekko, widząc jej minę, która była podobna do tej, którą sobie wyobraził. I, szczerze mówiąc, odczuł coś dziwnego, zatapiając się w głębokiej czerni jej oczu. W szkole jakoś nie zwracał na nie aż tak dużej uwagi. Oczywiście, zawsze podobała mu się z wyglądu, jak i z charakteru, przecież dlatego się kumplowali. Była całkiem w jego typie, w tłumie dziewcząt zwykle jego uwagę zwracały w pierwszej kolejności dziewczyny o ciemnych włosach i oczach. Może dlatego, że w jego rodzinie były głównie osoby o włosach blond lub jaśniejszych odcieniach brązu. W oczach Beatrice pojawiło się coś intrygującego, jakaś tajemnicza nuta. Może to konsekwencja owego zamyślenia sprzed kilku chwil, które bezczelnie przerwał swoim pojawieniem się? Jednak chyba nie miała mu tego aż tak za złe, bo po kilku sekundach posłała mu szeroki uśmiech. Roześmiał się, słysząc, że wita go sławnymi gaciami Merlina. Czego to uczniowie nie wymyślą, żeby tylko nie posługiwać się powiedzeniami "dorosłych".
Zaraz jednak zszokowany stwierdził, że trzyma Beatrice w ramionach, kiedy dziewczyna spontanicznie rzuciła się na niego. Po sekundzie zdziwienia przytulił ją mocno, a jego głowie przemknęło wspomnienie Hogwartu, poczuł się jak w domu. Lubił swoją byłą szkołę, ale nie żałował mocno, że ją skończył. Praca i krok w prawdziwą dorosłość były dla niego ekscytującym nowym rozdziałem w życiu, na który czekał z niecierpliwością. Teraz jednak odczuł lekkie ukłucie sentymentu, rozrzewnienia i tęsknoty, za szkołą i beztroską. Lekki wiatr zarzucił mu na twarz ciemne kosmyki włosów panny Dear, a on zamiast odrzucić je z powrotem pozwolił, aby zapach perfum, morza i świeżego letniego powietrza przyjemnie drażnił mu nos. W końcu odsunęła się od niego, lekko chyba speszona tak spontaniczną reakcją, ale Dominik tylko uśmiechnął się łobuzersko.
- Chyba muszę częściej znikać, żeby dostawać takie powitania - powiedział, patrząc wymownie w górę. - No, chyba, że będziesz mnie tak witać za każdym razem, to moja sowa już więcej nie zgubi do ciebie drogi - powiedział, puszczając jej oczko. Proszę bardzo, jaki frywolny się zrobił! Wystarczyła chwila w Meksyku, żeby jeszcze bardziej zaczął wracać do siebie.
Lekko uderzył się w pierś, robiąc skruszoną minę.
- Masz rację. A ja, głupi, oczekiwałem, że panienkom z dobrego domu w dwudziestym pierwszym wieku już wolno naprzykrzać się chłopcom! - zażartował. Nachylił się do niej konspiracyjnie. - Powiem ci jednak, że ja bym się ucieszył i pomyślałbym same dobre rzeczy! A twojej rodzinie nic bym nie powiedział o twoich niemoralnych wybrykach! Masz moje słowo! - spojrzał na nią, udając powagę, ale niedługo udało mu się utrzymać ten stan, bo kąciki ust zadrgały mu w powstrzymywanym uśmiechu.
- Prawda? - odparł i odsunął się na krok, rozkładając ręce, aby zaprezentować się w całej okazałości. - Chyba klimat mi służy - powiedział żartobliwie, kiwając głową. - Oczywiście, dziękuję za komplement - powiedział, poważniejąc. - Nie jestem narcyzem, maskuję tym tylko wrodzoną nieśmiałość - westchnął, ponownie wchodząc na żartobliwy ton. Cóż, rzeczywiście narcyzem nie był, ale nieśmiały na pewno też nie. Nie przeszkadzało mu życie ze sobą, znał swoją wartość, choć była teraz nieco nadszarpnięta przez wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Nieśmiałość jednak nigdy nie zagościła na liście jego cech charakteru. Nie mógł sobie na to pozwolić, jako najstarszy brat, niemal drugi ojciec. Musiał nauczyć się być pewnym i stanowczym, a w szkole rozwinęło się jego poczucie humoru. Na pewno jednak nie uważał się za lepszego od innych, zadufanego chłopaczka. Lubił pożartować, a każdy kto go zna o tym wie.
Z zadowoleniem zauważył, że na policzkach dziewczyny wykwitł delikatny rumieniec. Nie wiedział czy był on spowodowany jego komplementem w jej stronę czy jej w jego kierunku (ale skomplikowane te ludzkie relacje), ale tak czy siak mógł czuć się mile połechtany.
Uśmiechnął się do niej ze rozumieniem.
- To w takim razie jedziemy na tym samym wózku. Myślę, że często będziemy robić sobie wagary. Pamiętaj, żeby mnie na nie zabierać! - upomniał ją. - Nie będę sam niańczył dzieciaków. Albo razem wywiązujemy się z obowiązków albo razem wagarujemy! Innej opcji nie ma - powiedział, wzruszając lekko ramionami.
- Jasne, że nie był. Tak naprawdę śledziłem cię od samego pensjonatu w nadziei, że zastanę cię samą... W jakimś odludnym miejscu... Bez szans na ratunek... - powiedział cicho, robiąc złowrogą minę. Beatrice z pewnością i tak się na to nie nabierze. Nawet mając chmurne spojrzenie Dominik nie wyglądał zbyt groźnie. Szczególnie jeśli miał dobry humor, a w jego ustach cały czas czaił się cień uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1112
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 563
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ruiny   Sob Lip 21 2018, 16:36

Magię można było wyczuć tutaj w każdym miejscu, do którego się poszło. Dziwne więc, że serce Beatrice poruszyło się szczególnie bardzo, kiedy dostrzegła te właśnie ruiny. W jakiś specjalny sposób na nią oddziaływały i nie umiała tego w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć. Może po prostu to miejsce coś jej przypominało? Sprawiało, że jakieś odległe zakamarki jej umysłu, próbowały przyrównać ten obraz do wcześniej już zaobserwowanego? Ona sama nie szukała wyjaśnienia. Po prostu napawała wzrok tym, co miała przed oczyma.
Cieszyła się, że dane jej było spotkać Dominika i chyba każda komórka jej ciała to okazywała. Był dobrym wspomnieniem czasów już zamierzchłych. Niejednokrotnie miała ochotę do nich powrócić, sprawić, aby wszystko było tak jak dawniej. Nie mogła tego zrobić. Mogła za to pozwolić sobie na wspomnienie tego wszystkiego, przy jego pomocy. Nic dziwnego więc, że szeroki uśmiech zdobił jej twarz, sprawiając z pewnością, że wydawała się jeszcze ładniejsza niż zazwyczaj. W końcu nie bez powodu mówiono, że uśmiech to najpiękniejszy makijaż jaki może zdobić kobiece lico. Ona zgadzała się w pełni z tym stwierdzeniem. A że ostatnio miała mało powód do szczerego śmiania się, teraz nie zamierzała sobie tego wszystkiego żałować.
Czuła jego ramiona zaciskające się na jej drobnym ciele. Czuła, jak jego twarz przybliżyła się do jej włosów. Ostatni raz, gdy była w ten sposób przytulana, nie skończyło się to dobrze. Teraz miała pewność, że wszystko może zakończyć się lepiej. To nie był Claude. Był to ktoś zupełnie inny. Ktoś kto nie mógł skrzywdzić jej tak dotkliwie, jak tamten rudzielec...
-Mogę obiecać, że w taki sposób będę Cię witać, jeśli tylko nie zaniechasz kontaktu na kolejne, długie lata. - zaśmiała się, gdy wypowiedziała te właśnie słowa. Tak prosta to była relacja. Tak przyjemna. Po prostu mogła na niego patrzeć i żartować razem z nim, bez żadnych konsekwencji.
Widok jego skruszonej miny rozbawił ją jeszcze bardziej, więc nic dziwnego, że zaśmiała się krótko, urywanie.
-Niby mamy XXI wiek, i niby wszystko się zmienia. Ale jeszcze chyba nie wszędzie. - oczywiście żartowała sobie, ale gdzieś w jej podświadomości tkwił fakt, że nie wszystko się zmienia i nie w każdym aspekcie życia zmiany dotarły. Chociażby ta przykra sprawa z Faulknerem mocno utwierdzała ją w przekonaniu, że niektóre rzeczy pozostają niezmienne.
-W takim razie, nie będę miała już teraz żadnych obiekcji przed naprzykrzaniem się Twojej osobie. - perspektywa wymieniania listów była bardzo kusząca i nie mogła się doczekać, gdy będzie korespondować z Dominikiem.
Zakryła sobie usta dłonią, kiedy dziwny, niekontrolowany chichot wyrwał się z jej ust, gdy Dominik rozpoczął prezencję swojej urody, niczym na wyborach mugolskiego Mistera. Dziwiła się, że czuła się tak swobodnie, to było tak niespotykane ostatnio.
-Powiedzieć o Tobie, że jesteś nieśmiały, to jak powiedzieć o druzgotku, że nie lubi wody. - zdołała wydusić z siebie, kiedy to w końcu przestała chichotać jak głupia nastolatka.
Słowa, w których wspominał o wspólnym wagarowaniu, sprawiły, że poczuła jakieś dziwne uczucie w okolicach swojego brzucha, którego pochodzenia nie mogła wyjaśnić i nawet w obecnej sytuacji nie próbowała. Zamiast tego, mrugnęła do niego porozumiewawczo, jakby próbowała ukryć to, co właśnie się w niej działo.
-Będziesz zawsze w moich myślach, kiedy tylko pomyślę o wagarach. I na każde będę Cię zabierać, obiecuję! - powiedziała to takim tonem, jakby właśnie składała jakąś przysięgę przed samym Ministrem Magii. No, może nie było to aż tak ważne dla ogółu, ale dla niej bardzo. Wspólne wagary z Dominikiem zapowiadały się niezapominanie!
Kolejne jego słowa sprawiły, że te dziwne rewelacje w jej wnętrzu nabrały na sile. Dziwne, to mało powiedziane. Pewnie dlatego właśnie na jej twarzy wymalowało się coś na kształt zaskoczenia, które utrzymywało się do momentu, w którym to dziewczyna zorientowała się, że Dominik tylko żartował. Sama nie zamierzała być dłużna.
-W takim razie, może mi zdradzisz, jakie nikczemne plany masz względem mojej osoby? - przy tych słowach pozwoliła sobie na wykonanie kilku delikatnych kroków w jego stronę, podchodząc tak blisko, że nie było to stosowne. Patrzyła mu głęboko w oczy a na jej ustach błądził zadziorny uśmieszek, kiedy to niby przypadkiem musnęła swoją dłonią jego dobrze zbudowane ramię. Co ona, do jasnej cholery, robiła?!

______________________

Beatrice L. O. O. Dear
"Let's kill tonight, show them all you're not the ordinary type..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 367
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle




Gracz






PisanieTemat: Re: Ruiny   Sro Lip 25 2018, 23:05

Dominik chyba powinien w takim razie zabierać Beatrice na wagary w takie miejsca z tajemniczą aurą, która tak na nią oddziałują. To na pewno tworzy wyjątkowy klimat do spotkań. A jakoś zaczęło mu na takim klimacie zależeć. Cieszył się, widząc uśmiech na jej twarzy na jego widok i że jest ktoś kto ma wyraźną ochotę spędzić z nim czas. Schlebiało mu to, że mimo rozłąki po Hogwarcie nie przeszli obok siebie jak dawni znajomi ze speszonymi uśmiechami na twarzach, ale rozmawiali jak gdyby żadnej przerwy nie było. Teraz poczuł jak brakowału mu Beatrice. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, spoglądając na dziewczynę, wyglądała tak uroczo z tym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Rzeczywiście to najlepszy makijaż, wyglądała jeszcze piękniej. I tak się chyba będą do siebie szczerzyć jak dwa pajace, Dominikowi przeszło przez myśl, że zaraz dostanie szczękościsku, ale cóż... Inaczej się nie dało!
Żałował trochę, że już się nie przytulają. Przyjemnie było trzymać kogoś w ramionach, brakowało mu bliskości, choć przecież nie będzie o tym mówił głośno.
- Obietnice to bardzo poważna rzecz, więc ma nadzieję, że ich dotrzymasz - powiedział, wdziewając na twarz poważną minę. - A ja obiecuję, że już więcej nie robię tak długiej przerwy w naszych kontaktach - to powiedział już zupełnie poważnie. Zerknął do tyłu. - To może się pożegnam, pójdę na chwilę i zaraz wrócę? Będziesz musiała mnie znowu przywitać! - wskazał kciukiem za siebie, uśmiechając się szelmowsko. Też uwielbiał taką relację. Mogli porozmawiać poważnie, pożartować i nawet rzucać dwuznaczne teksty, ale to było tak naturalne, zupełnie niewymuszone, że rozmowa toczyła się gładko i przyjemnie.
- Owszem, nie wszędzie. Zasady niektórych ludzi w różnych środowiskach są tak zakorzenione, że chyba musi minąć jeszcze wiele lat, zanim coś się zmieni. O ile w ogóle się zmieni - przytaknął jej słowom. Nie wiedział, że mówi też o czymś konkretnym. Może kiedyś mu opowie, może nie. Na razie skupili się na miłych aspektach życia.
- Czekam z niecierpliwością na czas, kiedy będziesz bombardować mnie listami. O ile w ogóle rozczytasz moje odpowiedzi. Moje pismo wygląda jak trasa pazurów pijanego hipogryfa po ostrej imprezie. Ale... mam nadzieję, że sobie poradzisz z rozszyfrowaniem tego. To będzie dobre wyzwanie i próba cierpliwości do mnie - mrugnął do niej. Już teraz odczuł jak czeka na list od Beatrice, wypatrując każdego dnia sowy. O co mu chodzi? Ostatnio czuł takie coś przy byłej dziewczynie... I chyba tęsknił za takim uczuciem. Już nie za nią. Dopiero tutaj, w Meksyku, poczuł, że zaczyna się uwalniać od myśli i tęsknoty za nią. Nareszcie.
Zmrużył oczy, wbijając wzrok w twarz dziewczyny. Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
- Przepraszam, ale co cię tak rozbawiło? Czyżby mi czegoś brakowało? - zapytał. - No, może misterem nie jestem, ale, halo! Spójrz tylko na ten wakacyjny look, może wygram chociaż tytuł mistera meksykańskiej plaży? - powiedział z nadzieją, spoglądając na Beatrice pytająco. Potem spoważniał.
- A może to tylko maska? Może tylko udaje druzgotka, który tak naprawdę woli żyć na lądzie?
Niezłe im się włączyły porównania. Jednak Beatrice trafiła w sedno. Nieśmiały nigdy nie był. I może dobrze, że życie mu na to nie pozwoliło. Nieśmiałym osobom na pewno jest trudniej, on nie miał problemu załatwić sprawy czy podejść i zagadać do obcej osoby.
Gdyby wiedział co działo się z Beatrice może nie czułby się tak dziwnie, gdy odczuł to samo, kiedy wspomniała, że będzie w jej myślach. Zaczął sobie dopowiadać drugie dno jej słów i aż musiał odchrząknąć, gdy zrobiło mu się nieco bardziej ciepło niż temperatura przewidywała.
- Dużo dzisiaj tych obietnic składamy - powiedział, kamuflując tym konsternację. Zanurzył palce we włosach, wzburzając fryzurę, aby zająć czymś ręce. - Jakiś pomysł na kolejne wagary? Dużo zdążyłaś już zobaczyć i masz dla mnie jakąś niesamowitą propozycję? - Merlinie, już nawet w swoich słowach zaczął dostrzegać drugie dno.
Szczególnie kiedy po jego słowach Beatrice zbliżyła się do niego o kilka kroków, a przed sobą widział już tylko czerń jej oczu, która niemal zahipnotyzowała go tak, że nawet gdyby chciał nie mógłby patrzeć gdzie indziej. Muśnięcie jej dłoni pozostawiło na jego ramieniu efekt gęsiej skórki, a serce zabiło mocniej. Jej postawa i wypowiedziane słowa były tak zachęcające, że nikczemne plany obrały nieco inny kierunek i miały realną szansę spełnienia. Byli na wakacjach, w Meksyku, tam, gdzie nie ma ograniczeń, przynajmniej tak sobie założył. Czy mógł zrobić to, na co miał ogromną ochotę w tej właśnie chwili?  Tak sobie zaplanował - robić to, na co ma ochotę. Ale czy Beatrice ma? Czy to są tylko bardzo dwuznaczne żarty, a on źle zrozumiał? Coś jednak tak go do niej przyciągało, powietrze niemal wibrowało, byli tu sami, nikt i nic nie zakłóciło ciszy. Jeśli wykona zły krok najwyżej obróci to w żart, jeśli się uda.
Jego ciało postanowiło jeszcze zanim on to zrobił. Przestąpił ostatnie kroki, które ich dzieliły. Nachylił się w jej kierunku tak, że jego usta niemal stykały się z jej, a oczy były tak blisko, że widział każdy szczegół jej tęczówki. Czuł, jakby już dotykał jej ust, ale w rzeczywistości dzielił ich jeszcze ten milimetr. Niespodziewanie przesunął ustami po jej policzku.
- Mam ci powiedzieć o moich planach czy pokazać? - mruknął jej do ucha. Sam siebie nie poznawał, ale niczego nie żałował. Podobała mu się ta sytuacja, a usta i dłonie aż rwały się do dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1112
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 563
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ruiny   Pon Lip 30 2018, 17:19

Taki klimat z pewnością pomagał w delikatnym oderwaniu się od szarej rzeczywistości, która dosięgała ich z każdej strony. Z pewnością, było tak w przypadku Trice. Nie mogła wprost wyobrazić sobie lepszych okoliczności na spotkanie z dawnym znajomym. Te były idealne, nic nie trzeba było zmieniać, a wręcz było to zupełnie niewskazane.
-U mnie słowo droższe od pieniędzy - skomentowała to tylko w taki sposób. W jedyny prawdziwy sposób. Panna Dear zawsze starała się złożonych obietnic dotrzymywać. Było to dla niej czymś w rodzaju konieczności. Nie wyobrażała sobie, aby miała złamać dane komuś słowo. Nigdy jeszcze tego nie zrobiła.
Zgadzali się w wielu kwestiach i o dziwo bardzo szybko nadarzyło się tak wiele tematów, które mogli wspólnie poruszać. Wymieniać między sobą opinie, jakby nie spotkali się dopiero co, pierwszy raz od kilku lat. Jakby cała ta rozłąka w ogóle nie miała nigdy miejsca. Tak swobodnie, tak pewnie swego i osoby naprzeciw.
-Dominiku, nie zapominaj, że wiele różnych listów otrzymuję od klientów w sklepie. Mam doświadczenie w rozszyfrowywaniu hieroglifów. - cwany uśmiech wykwitł na jej pełnych wargach, kiedy to mówiła. Skoro dawała sobie radę z przeróżnymi osobami pojawiającymi się w sklepie Dearów, z pewnością poradziłaby sobie z odnalezieniem znaczenia listu otrzymanego od Dominika. Tego faktu była pewna.
Ponownie zaczęła się śmiać, kiedy to chłopak zaczął tak mocno upierać się przy jego teoretycznie zabójczym wyglądzie. W życiu by nie powiedziała, że czegoś mu brakuje! Ale po prostu, to zachowanie było komiczne w tym momencie. Nie mogła więc inaczej na to zareagować.
-Oboje doskonale wiemy, że nie mógłbyś być druzgotkiem. W końcu, zwierzęta nie mogą stać się ludźmi. - wytknęła mu język, jak mała dziewczynka, pewna swego. Znała się na eliksirach jak mało kto. Wiedziała, że po prostu nie ma czegoś takiego, co by pozwoliło przemienić zwierzę w człowieka. Można było, za pomocą transmutacji, zamienić człowieka w zwierzę, ale nigdy nie na odwrót. I dlatego właśnie mogła w tym momencie kpić z Dominika i jego wiedzy. Bądź przynajmniej dziwacznych i nierealnych teorii.
To, co jednak działo się później, zaskakiwało z pewnością każdego. A przynajmniej Beatrice, która w życiu by nie spodziewała się takiego zachowania sama po sobie! No bo przecież, ona nigdy nie zachowywała się w taki sposób. Chociaż wcale nie czuła się źle z tym faktem...
Z każdą chwilą narastało napięcie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dominik pochylił się nad nią, a ona mogła policzyć wszystkie piegi na jego nosie, wszystkie rzęsy na jego powiekach. Czas zdawał się stanąć w miejscu. Nie chciała, aby tak się działo. Nie planowała tego. Po prostu poniosło ją. Może to przez ten cholerny Meksyk? Może to on właśnie oddziaływał na nią w taki, a nie inny sposób? Pozwalał na zapomnienie o bólu, który jej towarzyszył. Oderwanie się od rzeczywistości. Może właśnie Dominik pomógłby jej zapomnieć o tej rzeczywistości...
Nawet nie wiedziała, kiedy przymknęła swoje powieki. Jej usta mimowolnie rozchyliły się w oczekiwaniu na nieuniknione. Niekiedy mówiono, że samo oczekiwanie na pocałunek, było znacznie przyjemniejsze. W tym momencie Trice nie była tego taka pewna. Z jednej strony, chciałaby, aby ta chwila trwała wiecznie, z drugiej strony, nie mogła doczekać się kontynuacji tego wszystkiego. Była ciekawa, co los i Dominik zaplanowali dla niej.
Czując jego ciepły oddech na swoim policzku i późniejsze wargi, słyszała jak jej serce przyspiesza. Nagle, mocno, niespodziewanie. Nie rozumiała zachowania własnego ciała a tym bardziej niepojęte było dla niej zachowanie jej własnego umysłu! Nie znajdowała odpowiedzi na to CZEMU robiła to, co robiła. Po prostu działała. Bez żadnej konkretnej koncepcji, bez rozmyślania nad tym, a co by było gdyby? Po raz pierwszy nie chciała być sobą i chciała szaleć, jak za dawnych lat.
-Zdecydowanie bardziej wolę demonstrację. - wyszeptała w odpowiedzi na jego słowa. Jej całe ciało zadrżało przez to, jak blisko niej się znajdował. Nie chciała czekać, nie miało to sensu. Więc po prostu przyciągnęła chłopaka do siebie, kładąc mu swoją dłoń na karku. A kiedy w końcu zetknęły się ich usta, poczuła dziwną lekkość w całym swoim ciele i ciche westchnienie wyrwało się z pomiędzy jej warg.

______________________

Beatrice L. O. O. Dear
"Let's kill tonight, show them all you're not the ordinary type..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 367
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle




Gracz






PisanieTemat: Re: Ruiny   Sro Sie 08 2018, 22:08

Och, tak, na tyle znał Trice, żeby wiedzieć, że złożone przez nią obietnice na pewno zostaną spełnione. Tym bardziej cieszył się, że obiecała mu tego typu rzecz, bo jeśli tego NIE zrobi przy ich kolejnym powitaniu to będzie mógł jej to wypomnieć. Choć jednak nie sądził, że będzie musiał. Podejrzewał, że sam zainicjuje wylewne powitanie, bo nie będzie mógł się powstrzymać.
- Tak mówisz? W takim razie nie mogę się doczekać, aż będziesz rozszyfrowywać mój list. Chciałbym być przy tym, gdy będziesz go czytała, ale to się chyba mija z celem listownego korespondowania - roześmiał się krótko i urwał, robiąc zaciętą minę. - Wiele różnych listów od klientów, powiadasz? Czy powinienem być zazdrosny? - zapytał, przyjmując minę, jakby ewidentnie ogarnęło go uczucie zazdrości. Żartował, oczywiście, choć było w tym ziarnko prawdy, ale nieco pokrętnej. Oni korespondowali z Beatrice i mimo, że tylko służbowo to mieli z nią kontakt. On sam przez długi czas pozbawiony był jej obecności w swoim życiu i teraz mógł zdecydowanie stwierdzić, że wcale mu się to nie podobało i nie chce, żeby zdarzyło im się to znowu. Zdał sobie sprawę, że nie wie co się działo u dziewczyny przez te kilka miesięcy, a chciałby! Miał nadzieję, że nadrobią stracony czas.
Śmiał się z nią, kiedy ponownie roześmiała się z jego domniemanego tytułu mistera plaży.
- Dobrze, chyba więcej o to pytać nie będę, bo umrzesz mi tutaj ze śmiechu! - pokręcił głową z rozbawieniem.
Uniósł dłonie do góry w geście kapitulacji.
- Masz rację, jak zawsze nieomylna - powiedział szarmancko, a rozbawiona iskierka błysnęła mu w oczach. Po prawdzie to one cały czas błyszczały. - Pewnie rozpraszałaś mnie na tej lekcji i nic nie zapamiętałem!
Szczerze mówiąc, Dominik sam po sobie by się tego nie spodziewał. Zawsze taki dżentelmen, nie było w jego życiu przypadkowych pocałunków, uścisków, a tym bardziej z byle kim, byle gdzie, byle kiedy. Ale to nie był byle kto. To Beatrice, która przyciągała go do siebie bardziej niż kiedykolwiek. Nie byli byle gdzie i byle kiedy, tylko tu i teraz, w Meksyku, na wakacjach, na których wszystko może się zdarzyć. Więc skoro tak, to dlaczego miałby z tego rezygnować, hamować? To wewnętrzne pragnienie, żeby przygarnąć dziewczynę do siebie było tak silne, że wiedział, że niczego nie będzie żałował. Chyba sam próbował siebie usprawiedliwiać, jakby bał się, że robi coś źle. Ale przecież byli dorosłymi ludźmi, świadomymi chwili i pragnień. Gdzieś z tyłu głowy miał tylko nadzieję, że i Trice myśli tak, jak on i nie będzie później żałować żadnego kroku, jakiekolwiek miałyby one być.
To niesamowite jak czas zwalnia w takich chwilach. Sytuacja trwa zaledwie kilka sekund, a przez jego głowę przepływa w tym czasie pół życia. Może i samo oczekiwanie było przyjemne, bo serce niemal wyskoczyło mu z piersi, ale to, co działo się później było jeszcze stokroć lepsze. Nawet nie zauważył, kiedy jego dłonie samoistnie powędrowały do ciała Beatrice, badając delikatnie krzywiznę jej talii, a potem przeniosły się na plecy. Słowa dziewczyny, jej szept i usta drażniące delikatne obszary jego twarzy spowodowały silny dreszcz od samego czubka głowy do stóp, który nawet Beatrice musiała odczuć. I wcale go to nie krępowało, pociągał go fakt, że Beatrice może wiedzieć jak na niego działa. Chciał powoli skierować swoje usta do jej ust, ale dziewczyna była szybsza. Bardzo szybko i zupełnie niespodziewanie Beatrice przyciągnęła go do siebie, przyciskając swoje usta do jego ust i spełniając tym samym marzenie Dominika sprzed chwili. Uczucia wybuchły w nim z pełną mocą. Przyciągnął ją do siebie jeszcze bliżej, zamykając w objęciach. Najpierw powoli smakował ten pocałunek, usta Beatrice były delikatne i takie inne od tych, które znał. Często widział je rozciągające się w radosnym uśmiechu, zawsze lubił jej uśmiech, ale nigdy by nie pomyslał, że dane mu będzie je całować. Zawsze byli tylko przyjaciółmi. Without benefits, zmieniając na odwrót znane powiedzenie o przyjaciołach z wiadomymi korzyściami.
Po chwili jednak zacął całować ją mocniej, bardziej zachłannie, jakby było mu mało. Bo chyba było. Ten pocałunek był jak narkotyk i choć pewnie większośc ludzi tak się czuje - on czuł się teraz wyjątkowo, jakby nikt nigdy czegoś takiego nie przeżył. Oderwał dłoń od jej pleców i powiódł palcami wzdłuż jej ręki, aż do dłoni, która spoczywała na jego karku. Może niektórzy śmieją się z tego określenia, ale naprawdę wewnętrznie płonął, kiedy czuł obecność Trice tak blisko siebie, ciało przy ciele. Usta buzowały, spragnione pocałunku, więcej i więcej...
Dopiero po dłuższym czasie zdał sobie sprawę gdzie jest, że Meksyk wcale nie zniknął, a oni nie znaleźli się w jakimś równoległym świecie, z dala od innych. Zdziwiony oderwał się od niej na chwilę, ale chyba nie był na tyle silny, aby wypuścić ją z objęć. Badał wzrokiem jej zarumienione policzki, chłonął łapczywie jej zamglone oczy i czerwone usta. Zerknął w kierunku ruin, dla których tu, bądź co bądź, przyszli. Rozciągnął usta w łobuzerskim uśmiechu. Zetknął swoje czoło z jej czołem.
- Może jednak pójdziemy pozwiedzać? - zapytał, jak gdyby nigdy nic. - W końcu chyba ci przeszkodziłem.
Próbował przybrać ton typu "jakby nic się nie stało", ale nie zdołał ukryć przed Beatrice ognia płonącego w jego oczach, kiedy na nią patrzył. Pocałował ją krótko i nie wypuszczając z objęć postąpił krok do tyłu, zmuszając ją, aby zrobiła krok do przodu. Później powtórzył to kilkukrotnie. Przeniósł twarz na jej policzek, wodząc po nim nosem i ustami.
- Jak myślisz, co tam ciekawego znajdziemy? - zapytał, postępując ponownie kilka kroków w tył i jednocześnie zostawiając kilka pocałunków na jej szyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1112
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 563
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ruiny   Yesterday at 14:11

I kolejny chichot podczas tego cudownego popołudnia wyrwał się z jej ust. Nie mogła nic poradzić na to, że tak swobodnie się czuła w jego towarzystwie i było to widać z daleka, po jej zachowaniu.
-Oczywiście, że nie powinieneś być zazdrosny! One dla mnie nic nie znaczą! - od razu zaprzeczyła, jakby faktycznie ta kwestia mogła w ogóle obchodzić Dominika. A zapewne tylko pociągnął ją w tym celu, aby dalej z nią rozmawiać, aby nie zapadła ta niezręczna cisza. Co prawda, pomiędzy tym dwojgiem ona nigdy nie zapadała, ale chyba lepiej było unikać takiej ewentualności od razu, prawda? Chyba...
To wszystko toczyło się w taki dziwny sposób. Śmiali się jak opętani i jeszcze bardziej nie mogli nacieszyć własnym towarzystwem. Trice czuła się dziwnie, kiedy Dominik tak nagle zniknął z jej życia, a teraz utwierdzała się w przekonaniu, że po prostu było jej go brak. Pewnie dlatego właśnie teraz wpatrywała się w niego tak uporczywie. Nie miała pewności, kiedy ponownie go spotka, a chciała jak najwięcej zapamiętać z tej rozmowy. W końcu, być może będzie musiało jej to wystarczyć na długi, naprawdę długi czas.
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę. - powiedziała ni z tego, ni z owego, z delikatnym uśmiechem przyklejonym do jej ust. Była to sama prawda i tylko prawda, którą postanowiła się z nim podzielić. Miała szczerą nadzieję, że może i on ma podobne odczucia względem niej, chociaż pewności mieć nie mogła.
W świetle kolejnych zdarzeń, nikt by się nie zdziwił, gdyby jej słowa poszły w niepamięć. Dlaczego podejrzewała coś takiego? A co miała podejrzewać, skoro czuła, jak jego serce szaleje, równie mocno jak jej własne. Skoro czuła, jak na jego dłoniach pojawia się gęsia skórka, tym samym powodując, że włoski unosiły się do góry. Skoro czuła, że pragnie więcej i więcej, niż tylko jego usta przyciśnięte do jej własnych warg. Wkradła się między nich zachłanność, która rozsiewała wszystkie drzemiące w nich uczucia, w różnych, dziwnych kierunkach. Sprawiała, że chcieli więcej i więcej, a ich pocałunki, z początku delikatne, stawały się o wiele mocniejsze, pewniejsze i śmielsze. Jakby początkowo tylko badali nowy grunt, po którym przyszło im stąpać, a dopiero po chwili stwierdzili, że skoro jest on pewny, to można na nim tańczyć i szaleć! Nieświadomie swoje paznokcie zacisnęła mocno na jego karku, jakby z obawy, że za chwilę wyrwie się z jej uścisku. Nie chciała go puścić, nie mogła pozwolić sobie na ryzyko uwolnienia z tego przedziwnego czaru. A gdyby już nigdy nie wrócił? Gdyby ponownie stała się Tylko Beatrice Dear, tą, która miała złamane serce i głowę pełną chorych myśli i smutku? Może dlatego tak mocno uczepiła się w tej chwili Dominika...
Po chwili, która dla niej samej trwała wieczność, było już po wszystkim. Rowle odsunął się, ale o dziwo, nadal nie wypuszczał jej ze swoich objęć. Próbowała dopatrzeć się na jego twarzy czegoś, co zdradziłoby, co w tym momencie czuje. Mogła sądzić, że był zadowolony z takiego obrotu spraw, co z pewnością ją uspokoiło. Uśmiech ponownie błąkał się po jej ustach, które nadal były jeszcze wilgotne od jego pocałunków. Ah, jakby chętnie powróciła do tego, co działo się przed chwilą!
Parsknęła śmiechem. Bo to była jedyna reakcja, na jaką w tym momencie było ją stać. Jak on w ogóle mógł myśleć o tak prozaicznych rzeczach, jak zwiedzanie, po czymś tak niecodziennym, jak ich złączone ze sobą usta?! Było to dla niej czymś zupełnie niezrozumiałym, nie do pojęcia.
-Naprawdę masz właśnie na to w tym momencie ochotę? - nie zamierzała ukrywać powątpiewania w swoim głosie. Jedna brew powędrowała ku górze, kiedy wypowiadała te słowa, jakby nie dowierzała wciąż, że może chcieć robić w tym momencie coś takiego.
Posłusznie jednak podążyła te kilka kroków, kiedy to pociągnął ją nikczemnie za sobą. Już prawie wróciła do swojego normalnego sposobu bycia, była tak blisko. Ale jego usta znaczące dziwne tory na jej szyi zupełnie pozbawiły ją kontroli nad własnym umysłem. Przymknęła powieki, jakby nagle stały się za ciężkie dla niej, a potem westchnęła cicho, bo nie była zdolna do innej reakcji.
-Nie mam zielonego pojęcia. - tylko wydusiła. Gdzieś w środku wykiełkowała w niej obawa odnośnie tego, jak łatwo Dominik sobie z nią radził. To nie było normalne, ale nie powinna się tym w tym momencie przejmować, prawda?

______________________

Beatrice L. O. O. Dear
"Let's kill tonight, show them all you're not the ordinary type..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ruiny   

Powrót do góry Go down
 

Ruiny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ruiny miasta - "Limbo".
» Ruiny fontanny
» Ruiny domostwa Braveheart

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Meksyk
 :: 
Wybrzeże
-